Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[01:37] - Dzisiaj zaczniemy nietypowo od zaprezentowania paru komentarzy, które pojawiły się pod zapowiedzią dzisiejszej audycji na naszym profilu na Facebooku. Pani Joanna napisała: „Mam własne wspomnienia swoich dziecięcych snów ze scenami batalistycznymi. Urodziłam się w 1956 roku, kiedy jeszcze nie było ani telewizji, ani jako dziecko w wózku żadnych filmów nie mogłam oglądać. Budziłam się przerażona i za każdym razem z ulgą docierało mnie, że teraz już nic mi nie grozi. Niesamowite to było.” Pani Gabriela z kolei pisze tak: „To nie jest ich fantazja, bo są rzeczy, o których kilkulatek nie może wiedzieć i to ze szczegółami. Dzieci, które przyszły na świat i pamiętają poprzednie wcielenia, są to dzieci, których dusze jakby z jakiegoś powodu nie zresetowały się.” Kolejny komentarz, tym razem pani Anny: „Ja podobno opowiadałam najróżniejsze historie, ale to były czasy, kiedy nie mówiło się o reinkarnacji i uważano to za fantazję. Niestety mama już nie pamięta.” Pani Małgorzata z kolei napisała: „Wstyd się przyznać, że się miałam wspomnienia z dzieciństwa. Nie wspominając o istnieniu dorosłej duszy w maleńkim ciele, której przemyślenia w traumatycznych sytuacjach nietypowe dla rozwoju umysłowego trzyletniego dziecka przetrwały do dzisiaj. Niestety, taka łączność z poprzednim życiem rzuca cień na religię, w której nie idzie się odnaleźć, a rodzic nie może udzielić realnej odpowiedzi na zadawane przez dziecko pytania typu: czy ja już wcześniej żyłam?” No i jeszcze komentarz od pana Sławomira: „Mnie w dzieciństwie śniły się fragmenty odzwierciedlające przeżycia wojenne opowiadane przez ojca.” I właśnie dzisiaj, w dzisiejszej debacie niekontrolowanej z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów” przyjrzymy się pojęciu reinkarnacji w kontekście historii opowiadanych przez małoletnie dzieci. Audycję jak zawsze realizujemy w całości na żywo przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji, no i oczywiście dyżurujący na czatach Marek Sęk „Ivellios”.
A po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze Beata Kampa vel Ada Edelman, autorka bloga „Biuro Duchów” oraz książki „Opowieści z Biura Duchów”. Dobry wieczór, Beato.
[04:02] - Dobry wieczór państwu. Cieszę się, że po raz kolejny możemy się spotkać. Bardzo się cieszę, bo ten temat szczególnie mnie pasjonuje.
[04:10] - A zanim do tego tematu przejdziemy, to oczywiście podam kontakty do Radia Paranormalium. Myślę, że dzisiaj linię telefoniczną otworzymy troszkę wcześniej, gdzieś tak koło godziny 19:30. Dzisiaj mamy 28 kwietnia 2019 roku. Kontakty do Radia Paranormalium to numer telefonu 536 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na państwa komentarze i pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i bloga „Biuro Duchów”, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. I tak oto mogę tobie, Beato, z czystym sumieniem przekazać głos.
[05:30] - Szanowni państwo, ja tradycyjnie na początek chcę tylko przypomnieć, że na fanpage'u „Biura Duchów” trwa konkurs, ponieważ dzięki uprzejmości wydawnictwa Samsara mogłam zaproponować państwu książkę Roberta Schwartza „Dar duszy”. I przypominam o tym, bo jeszcze dzisiaj ci z państwa, którzy udostępnią post, będą mogli wziąć udział w losowaniu tej książki. Teraz przechodzimy do fascynującego tematu, który myślę, że dla wielu jest bardzo poruszający, ponieważ wspomnienia reinkarnacyjne u dzieci to naprawdę nie jest jakiś mityczny Czarny Piotruś, który przytrafia się jednemu na milion. To jest zjawisko o wiele częstsze i obecne w wielu kulturach. Odwiecznym pytaniem człowieka było zawsze: co dzieje się z nami po śmierci? To jest pytanie, na które odpowiedź usiłowała znaleźć religia, systemy filozoficzne. Śmierć jest jedynym zjawiskiem, którego możemy być pewni i którego wszyscy doświadczymy. Wydaje się, że przez sam fakt pochówku nie tylko wspominamy zmarłych i podkreślamy ich obecność w naszym życiu, ale my wykraczamy poza śmierć jakby w przekonaniu, że nie jest ona końcem życia, a jedynie jakimś jego etapem. Po prostu instynktownie, powiedziałabym, przeczuwamy swój powrót do duchowego domu. Przez stulecia śmierć była tylko częścią życia, po prostu częścią życia, a pochówek wytyczeniem pewnego rodzaju terytorium, w którym zamykaliśmy to, co z tą śmiercią wiązało się w sposób bezpośredni, czyli ciała bliskich nam osób.
Jest to na pewno jakiś rodzaj szczególnego zjawiska, które również stanowi o istocie naszego człowieczeństwa. Ciało na powrót scala się z ziemią, a dusza odchodzi w miejsce sobie należne. Można powiedzieć, że śmierć jest etapem naszego rozwoju i naturalną konsekwencją korzystania z ciała, czyli biologicznej formy istnienia, biologicznego przejawu istnienia w warunkach tej planety. Tymczasem różne nurty religijne wnoszą swoją interpretację na temat tego, co dalej dzieje się z duszą w momencie, kiedy opuszcza ona swoje ziemskie ciało. Hinduizm i buddyzm widzą wielki teatr życia, w którym wcielamy się w kolejne role, czyli egzystencje. Wcielamy się w ziemskie byty, realizując przy tym różne scenariusze. Scenariusze, dodajmy, które bez możliwości zamiany ciała nie byłyby możliwe do zrealizowania. Ponieważ raz wiąże się to z byciem osobą bogatą, wpływową i jest to bardzo ciężka próba, a innym razem w teatrze życia otrzymujemy skrajnie różną rolę, ale przez nią doświadczamy czegoś szczególnego i całkowicie odrębnego od innego, wcześniejszego życia. Cały ten cykl, zgodnie z hinduizmem i buddyzmem, jest zgodny z odwiecznymi kosmicznymi prawami i prowadzi do nirwany, czyli wygaśnięcia cierpienia w dosłownym tłumaczeniu i wyzwolenia się z koła samsary, koła cyklu narodzin i śmierci. Cóż, w Bhagavadgiście czytamy: „Jak duch w tym ciele przechodzi przez dzieciństwo, młodość i starość, tak samo po śmierci przechodzi w inne ciała”.
Tu jest jednoznaczne podejście do tematu. Współcześnie chrześcijaństwo mówi o zmartwychwstaniu do życia wiecznego w Bogu na wzór Mistrza Jezusa z Nazaretu, który powstał z martwych. To nowe życie ma być kontynuacją tego obecnego ziemskiego, tyle że w innych warunkach. Tymczasem wcześniej chrześcijanie wierzyli w reinkarnację, lecz ze względów doktrynalnych zabroniono im wyznawać tego typu poglądy, a niepokornych po prostu likwidowano, nazywano heretykami. Jednak ten nurt przetrwał do naszych czasów. Przetrwał w myśli gnostycznej oraz rozwinął się na przykład w nowe kierunki, takie jak chociażby spirytyzm I chrześcijanie spirytyści nie mają problemu z pogodzeniem obu tych koncepcji. Dodajmy, że gnostyckie nurty w innych religiach opartych na Starym Testamencie, czyli tak zwanych religiach Księgi, również pozostały wierne tej idei. Mam tu na myśli judaizm i jego kabalistyczną odmianę oraz islam z mistyką sufich i tańczących derwiszy. Możliwość transmigracji pojawia się nawet w starożytnym Egipcie, choć przeszłe życie tam wyobrażano sobie dość mgliście. Jeżeli chodzi o współczesność, te myśli pojawiały się również w tekstach Platona, Arystotelesa.
Pojawiały się również w późniejszym czasie w tekstach chociażby Giordano Bruno, co niewątpliwie przyczyniło się do jego dramatycznego końca. To zapewne nie ulega wątpliwości. Jeśli spojrzymy na współczesną naukę, również znajdziemy osoby bardzo poważnych naukowców, którzy zajmowali się tą tematyką w sposób bardzo poważny i profesjonalny i zgodny z zasadami nauki. Mam tutaj na myśli przede wszystkim doktora Iana Stevensona, który zebrał w swoim archiwum ponad 2500 przypadków reinkarnacji pamięci poprzednich wcieleń u dzieci. Przypadki były tak opisane, tak przedstawione, że dla wielu osób stanowiły namacalny dowód tego, że koncepcja wędrówki dusz jest jak najbardziej realna. Kontynuatorem dzieła doktora Stevensona jest Jim Tucker, w tej chwili profesor psychiatrii na Wydziale Nauk Neurobehawioralnych. Zbiera również dowody, bada konkretne przypadki i twierdzi, że natura rzeczywistości i świadomości, która może istnieć niezależnie od mózgu, z tych zebranych materiałów wprost wynika. Mówimy tutaj przede wszystkim o idei świadomości nielokalnej. Doktor Tucker poddał bardzo mądrą, moim zdaniem, myśl, że jeśli kiedyś znajdzie się poważna naukowa odpowiedź na pytanie, czym jest reinkarnacja, to leży ona gdzieś na skrzyżowaniu psychologii, neurologii i mechaniki kwantowej. Ja myślę, że to bardzo mocno oddaje naturę tego, o czym chciałabym dzisiaj z państwem rozmawiać.
Jest zadziwiające, jak wiele rzeczy pojawia się we wspomnieniach dzieci. Każdy psycholog powie, że dziecko w wieku dwóch, trzech, pięciu lat nie jest w stanie konfabulować na ten temat. Tymczasem dzieci pamiętają okoliczności swojej śmierci. Mówią o osobach, które zmarły, zanim te dzieci się urodziły i nie było możliwości, żeby to dziecko poznało osobę, którą wspomina. Mało tego, nawet w gronie rodzinnym często dana osoba nie była przy dziecku wspominana, ponieważ rodzice uznawali, że trudno jest wytłumaczyć dwu-, trzyletniemu dziecku śmierć na przykład dziadka czy babci. A dzieci twierdzą, że spotkały te osoby przed swoimi narodzinami. Opisują je, mówią o rzeczach charakterystycznych dla tych wcześniej zmarłych osób. Przekazują od nich pewne przesłania. Dzieci opisują miejsce, z którego przyszły. Mówią o bardzo pięknym, jasnym świecie.
Mówią o tym, że tam przebywały, a później zasnęły i obudziły się jako Marysia, John, Steven. Po prostu obudziły się w nowym ciele. Dzieci przejawiają takie czyste pragnienie podzielenia się z otoczeniem tym, co pojawia się dookoła nich. Tym, co pamiętają, co przeżywają. Dzieci nie liczą na to, że wywołają jakąś sensację, że przyciągną uwagę dorosłego, opowiadając niezwykłe historie. One to robią spontanicznie. Powiedziałabym tak: wszystko jest dobrze do momentu, kiedy dziecko opowiada rzeczy przyjemne, miłe, takie, których my chętnie słuchamy. Opowiada o pięknym świecie, o miejscu, gdzie było mu dobrze, gdzie czuło się bezpieczne, zanim tutaj przybyło z powrotem. Natomiast gorzej jest w sytuacji — i tutaj zaczyna się istota problemu — kiedy dzieci widzą obrazy niepokojące. Widzą istoty z innych wymiarów.
Rozpoznają miejsca i opisują sytuacje, które budzą bardzo poważny niepokój. Opisują zdarzenia straszne, traumatyczne, okrutne i takie, które w naszym pojęciu człowieka dorosłego zupełnie nie przystają do, w cudzysłowie, wyobraźni, jaką może dysponować dziecko. Do jego zasobu nawet emocjonalnego. Bo są to obrazy okrutne. Obrazy, od których sami możemy dostać gęsiej skórki. Jakieś sceny, które gdybyśmy je zobaczyli w telewizji czy w kinie, odwrócilibyśmy głowę. Nie chcielibyśmy takich obrazów oglądać. Jest szalenie interesującą rzeczą ilość szczegółów, które znajduje się w takich dziecięcych relacjach. Bo dzieci podają opisy miejsc i ich wygląd, ale pasujący do zamierzchłej przeszłości, oddający scenerię danego miejsca, powiedzmy, w XVIII wieku. Teraz zupełnie inaczej to konkretne miejsce może wyglądać, ale są dokumenty historyczne i możemy to sprawdzić, że dziecko podaje mnóstwo szczegółów.
Dzieci używają słów, nazw dawno zapomnianych. Opisują narzędzia i różne ich zastosowanie. Oczywiście mam tu na myśli narzędzia nieużywane od wieków. Mówią w obcych językach, znają swoje poprzednie imiona, a czasami również nazwiska. Są jakby żywymi zasobami, z których możemy dowiedzieć się wiele i poznać różne fakty historyczne, których w innych okolicznościach byśmy być może nie poznali. Jeśli państwo pozwolicie, to przytoczyłabym jedną bardzo ciekawą historię, która w swoim czasie ogromnie mnie poruszyła. Jest to historia Oliwii. Udało mi się ją spisać podczas programu telewizyjnego. Już nie pamiętam tytułu, ale jest taka seria, w której rodzice opowiadają właśnie o dzieciach, u których pojawiła się pamięć poprzednich wcieleń. Ta dziewczynka była niezwykle spokojnym dzieckiem, dodajmy najmłodszym z pięciorga rodzeństwa.
Podkreślam ten fakt, ponieważ jej rodzice doskonale wiedzieli, czego można spodziewać się po dziecku trzy-, cztero-, pięcioletnim, jak wygląda jego rozwój. Także pewne zachowania u dzieci były dla nich oczywiste, a pewne zastanawiające. Również dlatego, że porównywali swoją Olivię z jej czwórką rodzeństwa. Ta dziewczynka była dzieckiem bardzo spokojnym, niezwykle opiekuńczym, wręcz nadwiek opiekuńczym. Zachowywała się tak, jakby wszystkie dzieci z sąsiedztwa nie były dla niej partnerami do zabawy, tylko były powierzone jej opiece. Dziewczynka była silnie związana z naturą, bardzo interesował ją świat i wszystkie przejawy życia. Jedyny moment, w którym jej zachowanie wydawało się niepokojące, przynajmniej na początku, to te momenty, w których jej mama usiłowała wsiąść do samochodu i pojechać gdzieś na zakupy. Dziewczynka nie mogła na dłuższy czas stracić matki z oczu. Dostawała wtedy ataków paniki. Zachowywała się w sposób bardzo nienaturalny.
Nie można jej było przetłumaczyć, że mama wróci, że przecież jest to tylko chwilowa, półgodzinna, godzinna rozłąka. I to w zasadzie w momencie, kiedy ona miała około czterech lat, to było jedyne z niepokojących symptomów. Był tylko jeden taki. Kiedy Olivia skończyła pięć lat, ktoś podarował tej rodzinie gitarę. Ponieważ nikt nie potrafił grać na gitarze, gdzieś ją odłożono na bok, nie komentując tego, że może nie jest to najbardziej trafiony w tym momencie prezent. Tymczasem Olivia pewnego dnia wzięła gitarę, dostroiła ją, zaczęła śpiewać i ku zdziwieniu wszystkich grać na tym instrumencie. Co ciekawe, śpiewała bardzo poważne piosenki, absolutnie niedziecięce i nigdy wcześniej nie miała w ręku instrumentu. Rodzice byli zdumieni, ale nie odbierali jej tej gitary, ponieważ dziewczynka wspaniale sobie radziła i nie było obawy, że dojdzie do uszkodzenia tego instrumentu. W miarę jak dziewczynka korzystała, grała na instrumencie, śpiewała bardzo poważne, smutne pieśni, zaczęła się otwierać i najprościej popłynęła opowieść, z której wynikało, że ona żyła już wcześniej. Że żyła wśród Indian, mimo że sama była biała.
Cóż, zdziwienie rodziców było ogromne, ale spokojnie słuchali jej historii. Ona opowiadała, że miała wcześniej kilkoro rodzeństwa, że jej rodzice mieli wozy, konie i w ten sposób się przemieszczali. Rodzice usiłowali zastosować wobec niej pewnego rodzaju prowokację. Zapytali: „Jeżeli tak długo jechaliście, jak ty opowiadasz, to czemu po prostu nie wsiedliście w samolot, żeby szybciej dostać się z jednego krańca kraju na drugi?” Na co dziewczynka zaczęła się śmiać i mówi: „Jak mogliśmy lecieć samolotem, skoro wtedy samolotów nie było?” Więc prowokacja się nie powiodła. Reszty nie chciałabym przedłużać, więc powiem tylko tyle, że gdyby streścić jej opowieść, to okazałoby się, że ta rodzina to byli osadnicy, którzy zostali napadnięci i zamordowani przez Indian. Większość tej grupy osadników została zamordowana, natomiast przeżyła Olivia i jej siostra. One zostały porwane przez to plemię, które ich napadło. Potem zostały wykupione przez kolejną grupę Indian i ci byli dla nich bardzo dobrzy. One obie z siostrą z tymi Indianami bardzo się zżyły. Następnie opiekowały się ich dziećmi i były bardzo dobrze przez nich traktowane.
Dalej z tej opowieści wynikało, że zostały po wielu latach przebywania u Indian wykupieni przez baptystów i w ten sposób znalazły się w Nowym Jorku. Tam razem z siostrą żyły, aż do śmierci swojej, wiodąc spokojne, ustabilizowane życie. Dziewczynka podawała, że siostra jej miała na imię Marianna i podała jeszcze wiele innych szczegółów. Mimo że rodzice byli protestantami, oni nie spotykali się przecież na co dzień z pojęciem reinkarnacji i w ich wierze była ona zjawiskiem obcym. Niemniej te historie, które to dziecko opowiadało, szczegóły, ilość szczegółów i tak dalej, na tyle ich zastanowiły, że zaczęli przeszukiwać internet. Okazało się, że rzeczywiście trafili na historię pewnej dziewczyny, która została opisana w książce i przedstawiona bardzo szczegółowo i pasowała wypisz, wymaluj do historii ich córki. Ta dziewczyna pochodziła z rodziny osadników, została napadnięta, porwana, była w plemieniu indiańskim i w końcu została wykupiona i swoje życie przeżyła właśnie w Nowym Jorku. Kiedy pokazano dziecku, tej małej Olivii, wtedy niespełna sześcioletniej, zdjęcia tamtej dziewczyny, ona nazywała się Olive Ottman, aby sprawdzić, czy ona ją rozpozna. Ku zdumieniu wszystkich okazało się, że dziewczynka się całkowicie identyfikowała z osobą pokazaną na zdjęciach. Mało tego, ona zaczęła opisywać pod wpływem okazanych zdjęć kolejne szczegóły z tego życia, które wiodła w ciele Olive Ottman.
Mało tego. Przypomniała sobie swoje indiańskie imiona. Nazywano ją wtedy Ptasie Pióro. Tych szczegółów było tak dużo i tak zgadzały się z książką, która opisywała życie Olive Ottman, że podważenie tego byłoby dla tych rodziców rzeczą niemożliwą. W związku z tym, mimo że to doświadczenie kłóciło się mocno z ich wiarą, to jednak stwierdzili, że ich córka żyła już wcześniej i w tej chwili z nimi żyje po raz kolejny na tym świecie. Problem polegał na tym, że dziewczynka w międzyczasie poddana była terapii, ponieważ psycholog, psychiatra dziecięcy, który ją badał, twierdził, że cierpi na lęk separacyjny. Ona oczywiście została poddana takiej terapii. Rodzice zdecydowali się, że podzielą się z psychologiem, który ją prowadził, z tym terapeutą, zebraną wiedzą, tym, co udało im się ustalić. I razem z nim opracowano taką terapię, która miała zamknąć tamten rozdział życia jako Olive Ottman i pozwolić tej małej dziewczynce żyć dalej własnym życiem, tym życiem, które w tej chwili powinna wieść. Więc jako rodzaj terapii zaproponowano, aby dziewczynka wrzuciła do strumienia przeróżne ptasie pióra, które kolekcjonowała.
Co też odnosi się zapewne do jej indiańskiego przydomka Ptasie Pióro. I razem z tymi piórami niech popłynie to, co stare i rozpocznie się nowe życie. Nowe życie w tym ciele nieobciążone lękiem. Po pierwsze o to, że zostanie oderwana od matki, że ktoś jej tą matkę odbierze, że ktoś jej odbierze rodzinę i ktoś pozbawi ją dzieciństwa tak, jak to się stało poprzednio. Proces ten okazał się uzdrawiający. Dziewczynka obecnie ma 16 lat. Jest normalną, pełną wigoru nastolatką, która żyje bez lęków, bez obciążeń i może po prostu cieszyć się życiem. Dlaczego ja tak szczegółowo opowiedziałam tę historię? Dlatego, że zdaję sobie sprawę, jak trudnym sprawdzianem dla rodziców może być dobranie odpowiedniej metody postępowania w takich sytuacjach. Z drugiej strony również zdaję sobie sprawę, że to zjawisko, jak wspomniałam, nie jest wcale tak rzadkie, jak by się wydawało.
Co daje do myślenia, jak często może się tak zdarzyć, że dziecko i rodzina obciążona takimi wspomnieniami przechodzi po prostu bardzo trudną próbę i jeśli okoliczności będą sprzyjające, to pomoże temu dziecku i znajdzie sposób, żeby jego lęki i jego problemy przerobić, przepracować i stworzyć taką narrację terapeutyczną, która dziecku pomoże i wyprowadzi je z tego stanu. Natomiast jeżeli rodzina będzie zagłuszać te wszystkie opowiadane historie, jeśli rodzina będzie dziecko izolować, wstydząc się tych słów, tych historii, tego, co dziecko mówi, to dzieje się to z tak ogromną szkodą dla tych dzieci, że o tym warto mówić. Poza tym mamy tu do czynienia jeszcze z jednym znaczącym aspektem, mianowicie konfrontacji tego, co mówi dziecko, czyli jawnej opowieści o poprzednim życiu, konfrontacji z religią, którą wyznają jego rodzice. Ponieważ o ile dla ludzi Dalekiego Wschodu, hinduistów, buddystów taka historia nie jest niczym nadzwyczajnym i oni doskonale wiedzą, jak się w takiej sytuacji zachować i zachowują się po prostu naturalnie, o tyle w kręgach silnie ortodoksyjnych niestety dziecko oprócz tego, że prawdopodobnie będzie poddane badaniom lekarskim, psychiatrycznym, psychologicznym, to jeszcze w skrajnych wypadkach może być poddawane egzorcyzmom, ponieważ dla osoby ortodoksyjnej dziecko takie jest opętane. Bo jeśli Doktryna wyklucza reinkarnację, a dziecko przemawia językiem człowieka dorosłego. To znaczy, że wstąpił w nie zły duch i ten duch wymaga egzorcyzmów, aby uwolnić od niego dziecko. Muszę państwu powiedzieć, że dla mnie to jest bardzo poruszające. I jako dla kobiety, i jako dla matki, ponieważ zdaję sobie sprawę, że być może każdego roku grupa kilku czy kilkunastu takich dzieciaków poddana pewnej nie do końca praktycznej terapii psychologicznej i przynoszącej efekty, jest niepotrzebnie męczona. Niepotrzebnie te dzieci są przeczołgiwane przez kolejnych specjalistów, plus jeszcze oczywiście badania neurologiczne i tak dalej. Chciałabym się przez chwilę na tym aspekcie zatrzymać, bo w pewnym momencie każdy rodzic, który mnie dzisiaj słucha, wie, że dochodzimy do takich sytuacji w życiu z naszym dzieckiem, gdzie musimy zastanowić się, na co stawiamy.
Czy chcemy być wierni tradycji, czy chcemy być wierni naszemu dziecku? Czy doktryna jest dla nas ważniejsza? Czy ważniejsze jest dobro i dobrostan psychofizyczny naszego dziecka? Czy chcemy, aby dziecko za wszelką cenę było taką osobą jak my, żeby reprezentowało te same wartości i mówiło tym samym głosem? Czy też pozwolimy mu na separację, na oddzielenie się od nas i życie własnym życiem. I to są bardzo istotne kwestie i w nich również możemy znaleźć wątek dzieci pamiętających poprzednie wcielenia. To jest dla mnie bardzo istotna sprawa, żeby prosić państwa, abyście zwracali uwagę na to, co mówią wasze dzieci, wnuki i żebyście w miarę możliwości pozwolili się temu dziecku wypowiedzieć. I chociażby przez ten fakt przeżyć coś jeszcze raz, odtworzyć to, z czym tu przyszło i z czym ma problem. Co ściąga jego myśli w tym konkretnym kierunku w sposób obsesyjny, kompulsywny, w sposób, który nie pozwala dzieciakowi normalnie funkcjonować. I jeśli coś takiego się dzieje, to warto by było szukać rozwiązań, które pozwolą przepracować, odreagować i zapomnieć.
Bo doświadczenie pokazuje, mam tu na myśli doświadczenie terapeutów takich jak dr Stevenson, Tucker, doświadczenie wynikające z wielu przypadków na całym świecie, gdzie dziecko, któremu ułatwia się zamknięcie pewnej sprawy w sposób chociażby symboliczny, tak jak w przypadku tej dziewczynki. Puściła pióra, które odpłynęły razem ze strumieniem i coś w niej się zamknęło. To coś nie przeszkadzało jej już w kontynuowaniu życia tu i teraz. Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale myślę, że warto. Myślę, że warto, bo może się tak zdarzyć, że z tym wspomnieniem poprzedniego życia wiążą się również choroby, na które dziecko cierpi, a które współczesna medycyna, mimo tych cudownych narzędzi diagnostycznych, którymi dysponuje, nie potrafi odkryć przyczyny tego, że dziecko ma niedosłuch, tego, że dziecko ma taki czy inny zestaw dolegliwości.
[48:20] - Z tym poszukiwaniem rozwiązań pewnych spraw przez rodziców, z tą pomocą też może być tak, że niektórzy rodzice mogą się po prostu bać, że to, co się uda rozwiązać, wywróci ich światopogląd do góry nogami.
[48:37] - Tak, oczywiście.
[48:37] - Może też niektórym po prostu się nie chce. Nie ogarniają tematu i wolą to zamieść pod dywan.
[48:46] - Za każdym razem, drogi Marku, będzie się to działo z ogromną szkodą dla dziecka. Zamiatanie pod nasz psychiczny dywan czegokolwiek nigdy się dobrze nie kończy, ponieważ to cierpiące wewnętrzne dziecko pozostaje w nas i odzywa się w najmniej spodziewanych sytuacjach. Ale to już są inne zagadnienia i tutaj nie chciałabym wchodzić w tą tematykę. Ja tylko chciałam naszych drogich słuchaczy uczulić, dlatego, że nawet niewprawny w psychologicznych trikach rodzic potrafi czasami poprzez własną wrażliwość pomóc dziecku. I takie przypadki również są opisane. Tutaj oczywiście nie będę całego przytaczać, ale rodzice, którzy rozwiązali sprawę, która tak bardzo nurtowała ich syna i tak prześladowała w snach, w jego obecnej egzystencji, byli zwykłymi rolnikami, farmerami. A jednak dzięki swojemu uporowi odnaleźli osobę, którą ten chłopiec był. I w momencie, kiedy po chyba dwóch latach zbierania materiałów i w końcu potwierdzenia, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że to jest właśnie ta konkretna osoba. Chodziło tutaj o młodego żołnierza konfederatów, który zginął podczas wojny północy z południem. Wojny secesyjnej.
Tak, secesyjnej, która toczyła się w Stanach Zjednoczonych. Więc ci ludzie po prostu odnaleźli nawet grób tego Williama, którym on był. I chłopiec w momencie, kiedy znalazł się przy tym grobie, znalazł się w miejscowości, w której zginął. Pomijam już oczywiście, że bezbłędnie wskazywał historyczne szczegóły i miejsce swojej śmierci, co zostało później potwierdzone przez towarzystwo historyczne tego miasta. Rzeczywiście tam toczyły się walki i tam bardzo dużo konfederatów zginęło. Choć w oficjalnej historii trudno by było się tego doszukać, bo to zbyt mała bitwa była. Każda bitwa jest straszna dla normalnego człowieka i śmierć tych żołnierzy zawsze będzie czymś okrutnym. Ale w ramach historii i statystyki to trochę inaczej wygląda. Więc chłopiec znalazł się na swoim własnym grobie, że użyję takiego sformułowania. I dla niego to było swoiste katharsis.
On od tej chwili zaczął spokojnie spać i nic go nie prześladowało. I on po prostu musiał przeżyć ten proces. Musiał to wszystko przeżyć od początku do końca. Ciekawym pytaniem jest też to, dlaczego tak się dzieje, że większość ludzi nie pamięta wiele, natomiast są tacy, którzy pamiętają z najdalej idącymi szczegółami. Tutaj widzę, że pan Rafał wspomina przypadek Shanti Devi. Jest to bardzo znany przypadek osoby, która podczas zwiedzania muzeum jako młoda dziewczynka nagle wyzwoliła w sobie pamięć poprzedniego życia i z czasem stała się skarbnicą wiedzy dotyczącej starożytnego Egiptu, konkretnie okresu, kiedy królem był Seti I. Podawała archeologom miejsca, gdzie powinni kopać, gdzie na pewno coś ciekawego znajdą, bo pamiętała, gdzie znajdowały się groby, świątynie, jakieś interesujące ze współczesnego punktu widzenia artefakty mogły się znajdować i ona te miejsca podawała bezbłędnie. Mało tego, jeśli chodzi o badania nad językiem egipskim, nad pismem, jej wkład również jest nie do przecenienia, ponieważ uzupełniła pewne luki Wiedzy, jaką archeologowie mieli. Mało tego, ona mówiła w staroegipskim. Osobiście słyszałam wypowiedź znanego egiptologa, który powiedział: „Ja jestem w stanie z trudem przeczytać poszczególne znaki i przetłumaczyć jako zdania”.
Natomiast Seti mówiła w tym języku. Jej przypadek jest rzeczywiście bardzo spektakularny i bardzo znany. Ona zresztą do końca życia pozostała w Egipcie. Trzymała się cały czas tej świątyni Setiego I, jako że była tam wcześniej kapłanką i została tam aż do śmierci, służąc swoją wiedzą, pomocą pracującym tam archeologom, ale też otaczając opieką i czcią zabytki i artefakty, szczególnie z tego okresu, w którym ona żyła. Jest to rzeczywiście taki przykład, który myślę do tej pory nie znalazłam żadnej poważnej riposty na temat jej życia i nie znalazłam nikogo, kto odważyłby się oficjalnie podważać to, co dzięki niej odkryto i dzięki niej tej całej wiedzy, która została mocno poszerzona, zwłaszcza dotyczącej, tak jak wspomniałam, pisma. Spuszczono kurtynę milczenia, bo tak jest wielu osobom wygodniej. Tak jak powiedziałeś, dla rodzica jest to bardzo trudna rzecz, konfrontacja z takim zjawiskiem, bo dla kogoś, kto tego nie przeżył, to są wszystko zjawiska paranormalne, ezoteryka. Można sobie o tym przeczytać, można sobie wyrobić swój pogląd. Natomiast czym innym jednak jest zawsze doświadczenie osobiste. Wiem, że na pewno jest to doświadczenie dla rodzica trudne, ale myślę, że jeśli to się już u dziecka pojawia, to pojawia się w formie dręczącej je.
Bo jak wspomniałam te miłe opowiastki: „Ach, tu byłem, tu mieszkałem, tu żyłem”. Miałam właśnie nadesłaną taką historię o pani, której syn miał wyjątkowe zamiłowanie do gotowania i co ciekawe, kiedy znaleźli się na Zamku Książ, on opowiadał, że był tam kucharzem. Znał bardzo dobrze rozkład pomieszczeń i mało tego, on spontanicznie zupełnie co do wielu potraw używał niemieckich nazw. Z czasem to się zaczęło gdzieś chłopiec koło dziewiątego, dziesiątego roku życia jeszcze zainteresował się jakimś sportem i tak dalej. To się zaczęło jakby nie wygaszać. On coraz bardziej przechodził w pełni w swoje obecne życie, w swoje tu i teraz. Dla rodziców było to na pewno poruszające przeżycie, ale nie traumatyczne. I dla niego też, bo był kucharzem. Przeżył szczęśliwie wiele lat i nie odszedł w żadnych dramatycznych okolicznościach. Ale akurat też miał pamięć tych spraw.
Ludzie traktować to mogą jako swego rodzaju ciekawostkę. Gorzej jest w momentach, kiedy dziecko ma te przeżycia bardzo drastyczne, przerażające wręcz i mówi o rzeczach bardzo nieprzyjemnych. Niestety rzekłabym, że statystycznie rzecz biorąc, częściej mówi o tych nieprzyjemnych niż o tak uroczych i jeszcze z punktu widzenia mamy fajnych jak syn, który chce z nią gotować. Niestety dominują doświadczenia przykre. Przepraszam, ale tu usiłuję zobaczyć, bo widzę, że pytania się pojawiają, jakieś tematy państwo rozwijacie. Tak, oczywiście, odnoszę się tutaj do wypowiedzi słuchacza. Znam również przypadek, gdzie rodzice nie dość, że zaakceptowali fakt, że dziecko ma tak bogate wspomnienia swojego poprzedniego życia, to najpierw przeszli niejako spontanicznie na wegetarianizm. Chłopiec za nic w świecie nie chciał wziąć do ust mięsa. Więc rodzice po prostu zaczęli jadać tak, jak on jada i w późniejszym czasie rodzice wraz z nim odbyli wycieczkę do Indii. On wskazał miejsca, gdzie był mnichem w świątyni buddyjskiej.
Opowiedział im zdumiewające rzeczy. W samej świątyni, ku bezbrzeżnemu zdumieniu tych rodziców, zaczął się bardzo sprawnie poruszać. Mało tego, mówił bardzo wiele słów, których oni nie rozumieli, ale zapytali później jednego z mnichów, czy ten chłopiec mówi z sensem. On mówi: „Jak najbardziej”. Mnich ten mówił bardzo dobrze po angielsku, więc nie mieli bariery językowej. W dalszej kolejności, kiedy mnisi dowiedzieli się, że jest to taki chłopiec, który przyjechał z takiego dziwnego kraju o nazwie Polska i który mówi piękne z ich punktu widzenia mądre myśli, wypowiada je i zna tak wiele szczegółów na temat ich świątyni, bardzo serdecznie ich przyjęli. Długo rozmawiali z nimi, byli 15 dni i codziennie chodzili do tej świątyni. Skończyło się to w ten sposób, że oni przeszli na buddyzm razem ze swoim synem, ponieważ chłopiec, kiedy po wizycie w Indiach przypomniał sobie już wszystkie szczegóły swojego poprzedniego żywota, najwyraźniej wykazywał tendencję do podążania tą ścieżką duchową. Stało się tak, że cała rodzina przeżyła swego rodzaju transformację i rodzice razem z nim. Także myślę, że on przybył w bardzo szczególnym celu do tej rodziny.
Pani pyta: „Wszystkie filmiki z dziećmi, które mówią o poprzednim życiu, są z dziećmi spoza Polski. Czy są filmy na YouTube z polskimi dziećmi?” Nie spotkałam na YouTube takich filmów. Natomiast dysponuję sporą ilością relacji od polskich rodziców, jedną osobą, a właściwie dwiema. By Skype rozmawiałam na ten temat. Mogę tylko tyle powiedzieć: relacje polskich dzieci nie są specjalnie różne od relacji, które mamy z całego świata. Bo tak się składa, że doktor Tucker i Stevenson dotarli również do dzieci z kręgu kultury islamu i tam też zdarzają się takie dzieci, które wspominają swoje poprzednie żywoty. Myślę, że znajdzie się miejsce w następnej książce. Postaram się temu poświęcić więcej miejsca, bo w „Opowieściach z biura duchów” jest o tym trochę, ale ja widzę, że jest o wiele za mało.
[01:05:30] - Duże zapotrzebowanie na tego typu treści.
[01:05:34] - Myślę, że w tym całym przebudzeniu, do jakiego do jakiegoś stopnia dochodzi, gdzie ludzie mają dostęp do internetu i jeśli zainteresuje ich coś z opowieści dziecka, to mogą pewne rzeczy sprawdzić na bieżąco i to w sposób bezpośredni rzutuje na ich postępowanie. Chciałabym, żeby ta audycja płynnie przebiegała i nie chcę włączać zbyt wiele tych opowieści, żeby to nie było dla państwa monotonne, ale chodzi mi o oddanie pewnego mechanizmu. Otóż piszą do mnie młodzi rodzice, którzy mają w tej chwili pięcioletniego chłopczyka. Przeprowadzili się do innego miasta, zamieszkali w starej kamienicy. Szczęśliwie odziedziczyli taki spadek po swojej krewnej. Przeprowadzili się tam. Chłopiec szybko się tam zaadoptował. Oni też. Podkreślam to, żeby było jasne, że ta przeprowadzka to nie była jakaś trauma. Wprost przeciwnie.
To dla tej rodziny była wielka szansa i oni z ogromną radością, nadzieją przyjęli ten spadek, to mieszkanie i tą możliwość przeprowadzki. I chłopiec zaczął opowiadać nagle bardzo specyficzne historie. Między innymi takie, że on już w tym domu mieszkał, że on ten dom zna. Powiem tylko tyle, że dodał, że był lekarzem i że mieszkał w tym domu: „Ja tutaj, w tym domu leczyłem ludzi”. Także oni zaczęli później sprawdzać, grzebać w starych danych adresowych i tak dalej. Rzecz się dzieje grubo jeszcze przed II wojną światową. Rzeczywiście mieszkał dokładnie na tym piętrze, tylko drzwi w drzwi do tego mieszkania. Lekarz prowadził tam swoją praktykę. Był bardzo znanym w okolicy i szanowaną postacią. Niestety należał do narodu, który miał chyba najmniej szczęścia ze wszystkich podczas II wojny światowej i pochłonęła go tragedia Holokaustu.
Inny taki przypadek dziecka, które też po przeprowadzce zaczęło bardzo ciekawe rzeczy opowiadać. Też mam taki przypadek zapisany. To jest do tego stopnia ciekawa historia, że dziewczynka wskazywała, jak to mieszkanie wyglądało wcześniej, ponieważ to było również w starej kamienicy. Mieszkanie bardzo duże, zajmujące większą część pierwszego piętra. I to mieszkanie zostało podzielone na mniejsze. Natomiast pierwsza reakcja dziecka była taka, kiedy weszła tam z rodzicami do tego mieszkania. Bardzo dokładnie się rozejrzała, zastanowiła się, po czym podeszła do zamurowanej ściany. Bo była to ściana, która odgrodziła jedną część od drugiej, tworząc odrębne lokale mieszkalne. I powiedziała: „Tu były drzwi”. I rzeczywiście tam były drzwi w swoim czasie.
Dla mnie są to rzeczy oczywiste. Jestem tak żywo zainteresowana tym tematem i tak głęboko przekonana co do autentyczności tych przeżyć i do autentycznego charakteru relacji dzieci, że po prostu zbieram te relacje, bo ktoś powinien to robić i powinien się do tego odnosić. I dzięki między innymi Radiu Paranormalium poruszane są takie tematy, które docierają do ludzi. Być może, mam głęboką nadzieję i choć z ogromną pokorą odnoszę się do całej tej wiedzy dotyczącej reinkarnacji, pewnych reguł, którymi ona się kieruje, które powodują, że dzieje się coś z nami takiego, a nie innego i jesteśmy w stanie się przenieść jako świadomość nielokalna z ciała do ciała. Mam ogromną pokorę, ponieważ przeciętny człowiek, a za takiego się uważam, nie jest w stanie objąć swoim umysłem tak ogromnego tematu. Ale w tej pokorze mogę tylko przyczynić się w miarę swoich skromnych możliwości do tego, aby ułatwić innym ludziom dotarcie do tej tematyki i być może ułatwić w jakikolwiek sposób otwarcie umysłu na to, co mówi dziecko, na jego wspomnienia, na jego emocje. Na to, w jaki sposób można dziecku coś ułatwić, nie tworząc wokół tego zjawiska aury niesamowitości. Bo to jest z wielu punktów widzenia bardzo prosty, praktyczny, kosmiczny proces, który zachodzi i bardzo mnie zastanawia to negacyjne zacietrzewienie dotyczące niektórych odłamów wyznaniowych. Ale to już jest zupełnie inna historia. Czy życie według zasad buddyzmu nie przerywa cykli reinkarnacji?
Tak można zrozumieć przypadek tego chłopca z Polski, ten, o którym mówiłam. Ja myślę, że u niego nie ma żadnego przerwania tego cyklu i nawet jeśli wiódł niezwykle świątobliwe życie i życie pozwalające mu na osiągnięcie nirwany, czyli po prostu wyjścia z koła, w którym pozostajemy do momentu, kiedy ciągle pielęgnujemy w sobie pragnienie, bo de facto przecież, w pewnym uproszczeniu, ale to pragnienia trzymają nas ciągle i przywiązują do ziemskich ciał, ponieważ my pragniemy przeżyć następne życie, jesteśmy przywiązani do tego, co oferuje nam życie na tej planecie, życie w ciele. Natomiast proszę uprzejmie zwrócić uwagę, że chłopiec nawet gdyby, tak jak wspomniałam, przeżył to życie według wszystkich reguł buddyzmu i niezwykle byłby świątobliwą osobą, to przecież właśnie buddyzm zakłada, że są czcigodni lamowie, którzy pomimo tego, że mogliby się wyzwolić, oni wracają na ziemię, ponieważ postanowili pomagać innym, aby znaleźli drogę właśnie do wyzwolenia i do osiągnięcia nirwany. Każda kolejna inkarnacja tybetańskich lamów, czyli w tym wypadku Jego Światłości Dalajlamy, jest związana z tym, że świadomie, mimo tego, że mogliby się wyzwolić, oni wracają po to, żeby pomagać innym. Także fakt, że chłopiec przeżył swoje życie w sposób absolutnie godny i pełen modlitwy, kontemplacji i doskonalenia duchowego nie wyklucza faktu, że wrócił na własne życzenie. A dlaczego akurat te dwie konkretne dusze i dlaczego chciał, być może szczególnie tych swoich rodziców przekierować na drogę buddyzmu i na drogę wyjścia z tych wszystkich uwikłań karmicznych, to jest pewna tajemnica, którą być może życie jeszcze pokaże, jak się ta cała historia potoczy na przestrzeni najbliższych lat. W tej chwili z tego, co wiem, rodzina chłopca weszła na ścieżkę buddyzmu i absolutnie w tej prawdzie żyją. Natomiast chłopiec nie wybiera drogi duchownego. Wprost przeciwnie, chłopiec chce być lekarzem i wszystko jest w tym kierunku robione, żeby nim został. Także być może będzie w przyszłości leczył bardzo chore i zranione nie tylko ciała, ale i dusze.
Tak można to sobie wytłumaczyć.
[01:18:09] - Może korzystając z tych kilku sekund ciszy na antenie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Otwarta jest już linia telefoniczna. Można dzwonić pod numer 530 620 493. Można też próbować na Skypie radio.paranormalium.pl. Jeżeli będziecie państwo dzwonić na Skype'a, to prosimy najpierw o informację, że chcecie dołączyć do audycji. Wtedy dołączymy was do rozmowy grupowej, o ile Skype oczywiście na to pozwoli. Tak więc Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Biura Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Niezdanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać e-maile na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:19:21] - W tej chwili przypomniała mi się taka piękna myśl wyrażona przez Giordano Bruno: „Dusza nie jest ciałem. Może mieszkać w jednym ciele albo w innym i transmigrować z jednego ciała do drugiego, ale nie jest ograniczona bytowaniem na Ziemi. Ma przed sobą nieskończone światy, by tam mieszkać". Bardzo to jest głębokie i przejmujące. Być może właśnie w takich książkach, jak chociażby Roberta Schwartza „Dar duszy", opisujących ten nasz czas międzywcieleniowy, należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego wybieramy tak trudny aspekt jak planeta Ziemia w naszym planie wcieleniowym. Jak się ma déjà vu do reinkarnacji? Może się mieć bardzo wprost i może też być przejawem krótkich spięć, do których dochodzi w obrębie mózgu. Być może są to rzeczy związane z fizjologicznymi historiami na styku świadomość-mózg, bo nie ukrywam, że jestem wielką zwolenniczką świadomości nielokalnej, a więc świadomości, która korzysta z mózgu, a nie którą on tworzy, bo to są dwa różne dla mnie zagadnienia. Także myślę, drodzy państwo, że déjà vu, jeżeli przejawia się nie jako ten rzeczywiście kilkusekundowy flesz gdzieś w naszej głowie, ale jako dłuższa impresja, która pojawia się i wypełnia naszą myśl w danej chwili, może to być sygnałem, że rzeczywiście coś tam się w nas otwiera i coś nam się przypomina. Opisałam w książce przypadek mojej znajomej, o której nic nie było wiadomo na ten temat, żeby w dzieciństwie wykazywała jakiekolwiek zainteresowania czy też wspomnienia dotyczące poprzedniego życia.
Być może jakimś tropem mogły być tylko jej rysunki, dziecięce rysunki, które były przepełnione wyjątkowym bogactwem kolorów i to mógł być taki trop do Orientu, do krajów Dalekiego Wschodu. Natomiast już w dorosłym życiu zaczęły się pojawiać u niej takie przebłyski, które można by było nazwać déjà vu. Były to przebłyski dotyczące Indii i z czasem ona zaczęła odczuwać nieprzepartą potrzebę, żeby pojechać do Indii, w szczególności do Varanasi. Taka podróż nie jest tania. Trochę trwało, zanim razem z grupą przyjaciół przygotowali się również finansowo na taką podróż, odpowiednio to wszystko zaplanowali i udało im się pojechać. Osoba ta powiedziała mi, że oni tam przez dłuższy czas byli w Indiach i ona trwała w nieustannym déjà vu, jeżeli można by się tak było wyrazić, ponieważ mimo swoich wyjątkowych problemów związanych z orientacją w terenie, ona tam radziła sobie świetnie. Mało tego, pojawiały się takie flesze krótkie, w których ona się orientowała, że tu nie trzeba obchodzić wcale tego miejsca dookoła, bo tu jest taki zupełnie praktyczny skrót. Tu można przejść tędy. Tu jest to, chodźcie tędy. Ona prowadziła wycieczkę, co wprawiło w zdumienie przede wszystkim towarzyszy podróży i jej męża, który to towarzystwo znało ją bardzo dobrze i oni wiedzieli, że kogo jak kogo, ale jej to trzeba pilnować, bo jak się zgubi, to koniec.
A tutaj ona nagle stała się takim ich przewodnikiem I mówiła rzeczy, na przykład również podczas próbowania różnych potraw nagle wskakiwało gdzieś w jej głowie, jak ta potrawa się nazywa. Pan Rafał dobrze napisał, znakomicie podsumował: „déjà vu może jest takim znakiem, że jesteśmy na dobrej drodze w planie duszy”. Ja tu mogłabym tylko powiedzieć: amen. Tak to wygląda, że my mamy coś w rodzaju pewnego wentylu bezpieczeństwa, gdzieś, gdzie coś niezrealizowanego z miejsc, gdzie poprzednio żyliśmy, coś robiliśmy, przebija się to do naszej świadomości, do naszego tu i teraz, nawet przez pryzmat człowieka dorosłego, bo to niekoniecznie zawsze są takie przebłyski dotyczące ludzi dorosłych. Choć znam też przypadki takie, gdzie u osób właśnie po śmierci klinicznej lub też w ogóle doświadczających sytuacji granicznych, wspomnienia reinkarnacyjne ujawniały się i płynęły wartkim strumieniem. Także to są jeszcze inne i jeszcze bardziej zagmatwane i trudne przypadki. Proszę państwa, jest mi z wami bardzo miło i cudownie spędzać ten wieczór, ale czas antenowy jest nieubłagany. Mamy 20:29, a ja chciałam jeszcze koniecznie poruszyć taki temat: wspomnienie reinkarnacyjne czy czasowe przejęcie ciała. Bo nie da się ukryć, że rzeczywiście są to przypadki rzadkie, ale możliwe. Może się tak zdarzyć, że następuje coś na kształt czasowego przejęcia ciała.
Chodzi tutaj o te momenty, gdzie właśnie podczas ciężkiej choroby czy wręcz śmierci klinicznej, doświadczeń NDE, dochodzi do sytuacji, gdzie, może tak się wyrażę, żeby było to obrazowo: traci przytomność 15-latka, która ma na imię Ania i dość typowe dla 15-latek zainteresowania, a odzyskuje przytomność osoba, która przedstawia się jako kobieta 50- czy 60-letnia. Mówi nie po polsku, broń Boże, tylko na przykład po angielsku z pięknym oksfordzkim akcentem i zaczyna wchodzić w relacje z otoczeniem. Dopytuje się, gdzie jest, gdzie się znalazła i mówi, że chciałaby przekazać takie treści, takie pytania, prośby, wnioski o załatwienie czegoś, o powiedzenie czegoś komuś, o przekazanie komuś takiej, a nie innej informacji i tak dalej. I takie sytuacje się zdarzają. Dlatego tu trzeba zachować szczególną ostrożność właśnie gdy mówimy o ciężkiej chorobie, o stanie zagrożenia życia, kiedy, jak mawiały nasze babcie, w człowieku ledwo się duch kołysze lub też ledwo się go duch trzyma. W takich chwilach rzeczywiście wydaje się, że kiedy ta osłona nasza, składająca się przecież z kilku ciał subtelnych, w jakiś sposób zostaje nadszarpnięta, przesunięta, tworzy się pewna możliwość do tego, żeby inna istota duchowa, która szalenie chciałaby coś jeszcze przekazać, dopowiedzieć, wchodzi, po prostu łączy się z tym ciałem i następuje tak zwane czasowe przejęcie ciała. Nie myliłabym tego absolutnie, ani nawet w żaden sposób nie kojarzyła z opętaniem, bo to się strasznie źle kojarzy i opętanie moim zdaniem tutaj jest słowem zastosowanym całkowicie nie à propos. Ja bym bardziej porównywała tą sytuację do czegoś, co znamy na przykład z folkloru żydowskiego, czyli do tak zwanego dybuka. W tym folklorze, w tej kulturze znane jest takie pojęcie, gdzie dusza osoby zmarłej czasowo przejmuje ciało Innej osoby i w momencie kiedy załatwi jeszcze te sprawy, które jej na ziemi pozostały jako nierozwiązane, ona odstępuje samoistnie i mówiąc ponownie obrazowo, zasypia ta dorosła osoba, żegna się ze wszystkimi, jeszcze coś dopowiada, po czym zasypia i budzi się ponownie. W tym wypadku posłużmy się już tym przykładem: budzi się z powrotem beztroska piętnastolatka, która w ogóle pojęcia nie ma, co się w tym czasie działo.
Więc tutaj można na to zwracać uwagę, bo może być, teoretycznie przynajmniej, i taki przypadek, że mogłoby takie czasowe przejęcie nastąpić i w przypadku dziecka. Chciałam o tym wspomnieć, ponieważ skoro podjęłam ten temat, to czuję się zobowiązana, żeby i ten aspekt poruszyć, bo skoro się powiedziało A, trzeba powiedzieć i B. Teoretycznie również u dziecka taka możliwość istnieje. Właśnie à propos jeszcze tego dybuka, jest nawet opisana taka ciekawa historia, gdzie dzieje się ona w gronie jednej rodziny i umiera leciwa pani, która dysponuje znacznym majątkiem i ona odchodzi, nie podzieliwszy tego wszystkiego między swoich bliskich. I właśnie na zasadzie takiego dybuka ona wstępuje w ciało jednej z dwunastoletnich dziewczynek ze swojej rodziny i ku zdumieniu pozostałych członków rodziny, dziecko zaczyna mówić rzeczywiście wręcz głosem starszej osoby i dokonuje wszystkich swoich dyspozycji, których nie zdążyła zrobić wcześniej. I w momencie, kiedy wypełnia do końca swoją wolę i ma tą świadomość, że o wszystkich zadbała, wszystko stało się tak jak trzeba. Zabezpieczyła rodzinę nie tylko przed niepotrzebnymi kłótniami, ale również przed niepotrzebnymi sytuacjami, gdzie oni by wchodzili w jakieś problemy finansowe i długi. Odchodzi, nie czyniąc praktycznie żadnej szkody tej osobie, w której ciało wstąpiła. Także w różnych tradycjach różne są tego obrazy, ale nawet w hinduizmie również istnieje taki model potencjalnego przejęcia ciała na pewien bardzo krótki okres czasu, który pozwala tylko dokończyć coś ze swoich spraw ziemskich, nie czyniąc żadnej szkody tej osobie, której to dotyczyło. W przypadku osób dorosłych znane są i opisane historie, gdzie właśnie po takich sytuacjach zagrożenia życia, ciężkiej chorobie następowała ogromna zmiana w zachowaniu tej osoby.
Ona wydawała się wręcz swoim bliskim obca. I tak to jest opisywane. Natomiast nie są to relacje spisywane na bieżąco, to są raczej relacje z początku XX wieku czy nawet z końca XX wieku, ale mimo wszystko one są przedstawione w takim kontekście, że właściwie trudno powiedzieć Czy rzeczywiście mogłoby dojść do nie czasowego, ale całkowitego przejęcia ciała przez inną duszę? Reasumując, chodzi mi o to, że jeden człowiek umiera i w momencie, kiedy on opuszcza ciało, ktoś inny je przejmuje. O tym mówimy, o takich historiach. I w tym wypadku, powtarzam, te opisy, na które trafiłam, były tak sformułowane, że ja bym się tutaj bardzo zastanawiała, czy taka sytuacja jest rzeczywiście w pełni możliwa, żeby ona trwała później jeszcze przez lata. Czyli że jedna dusza odchodzi, druga ożywa, zupełnie inna. Tak naprawdę ożywa zupełnie ktoś inny. One są spisane w taki sposób, że pozostawiają pewien niedosyt. I z punktu widzenia chociażby psychologicznego, bo dobrze wiemy w czasach obecnych, jak ogromne zmiany potrafią w człowieku następować właśnie po takich doświadczeniach granicznych.
To po pierwsze. Po drugie wiemy również, jak w czasach jeszcze nawet w XX wieku, a przynajmniej na początku XX wieku, jak źle odnoszono się, przynajmniej w niektórych kręgach, do tak zwanych zmartwychwstańców, do ludzi, którzy na przykład wyszli ze stanu śpiączki nierozpoznanej czy z letargu tak zwanego, kiedy oni nagle po dwóch, trzech dniach, gdzie wszyscy byli przekonani, że oni nie żyją, oni wstawali i poruszali się, byli zszokowani, przerażeni i tak dalej. Te rodziny też były zszokowane i nie mniej przerażone niż oni. Było to tak dziwne, niepojęte zjawisko, że również można założyć, że i stosunek tej rodziny do tej konkretnej osoby, która powróciła, też był zmieniony. Ludzie też może inaczej patrzyli i doszukiwali się w zachowaniu tych osób czegoś właśnie kojarzącego się im z przejęciem ciała, z jakimś wręcz opętaniem. I tu też można by się było jakoś pochylić nad tym tematem z pewnym takim filtrem socjologiczno-psychologicznym, bo te reakcje trzeba by było najpierw przez taki właśnie filtr przepuścić i potem zastanowić się, czy to, co nam zostaje, mogłoby świadczyć o rzeczywistym przypadku. Nie właśnie takiego czasowego przejęcia ciała, tylko całkowitego jego przejęcia lub też zmiany tak gwałtownej i głębokiej, że poruszałaby ona pewien zapis osobowości, który dotyczył na przykład poprzedniego wcielenia takiej osoby, czyli że jego tu i teraz byłoby w jakiś sposób zneutralizowane czy też wymazane. Natomiast powróciłaby ta wersja, która żyła w poprzednim wcieleniu. Jeśli zdajemy sobie sprawę, że świadomość byłaby kompletnym zapisem wszystkich naszych doświadczeń z każdego życia przeżytego na tej czy na innej planecie, w tym czy w innym świecie, w ludzkim czy też nieludzkim, a na przykład zwierzęcym ciele, to musimy wiedzieć, że my możemy do tego wracać tak jak wracamy w regresji. Może się to również przełożyć, przynajmniej w stopniu teoretycznym, na przejęcie naszej własnej wcześniejszej osobowości tego ciała, które mamy.
Także tu ja nie potrafię jednoznacznie powiedzieć i nikt mnie też nie przekonał do tej koncepcji przejmowania czasowego ciała jako możliwości, żeby to rzeczywiście trwało dłużej niż kilka chwil i prowadziło potem do takich zmian, że powstałoby podejrzenie, iż w tym ciele obudziła się do życia zupełnie inna świadomość, inna dusza zostałaby połączona z nim na stałe. Patrzę tutaj, czy pojawiają się jeszcze jakieś. Nie, w tej chwili nie. Drodzy państwo, staram się spojrzeć na każdą z teorii, o których tutaj rozmawiamy z różnej perspektywy, również tej bardzo sceptycznej. Stąd nadmieniłam tutaj o tym zjawisku czasowego przejmowania ciała. Osobiście nie sądzę, żeby w przypadku wspomnień reinkarnacyjnych dzieci coś takiego wchodziło w grę. A jeśli nawet, to byłoby prawdopodobnie, statystycznie rzecz biorąc, może nawet mniej niż promil tego typu zjawiska, gdyż te doświadczenia, które przebijają się z opowieści dzieci, są oczywiście historiami bardzo osobistymi, ale też bardzo szczegółowymi i nacechowanymi olbrzymim ładunkiem emocjonalnym. W pewnych chwilach, jak słucha się takiego dziecka, jest się z nim w przeżyciu, w którym ono samo coś dla siebie odkrywa. Odkrywa w tym wypadku własną przeszłość. Jest w tym taka autentyczność, głębia, prawda, że trudno mieć wątpliwości co do tego, że to dziecko nie czerpie z samego siebie, z własnej świadomości, z własnej duszy, z własnego zasobu przeżyć.
To są naprawdę niesamowite momenty, kiedy dziecko tak silnie identyfikuje się na przykład z postacią na zdjęciu. Mówi: „Tak, to jestem ja. Czy wy wszyscy nie widzicie, że ja tutaj i ja tamten. Ten ktoś, kim kiedyś byłem, to jest ta sama osoba?” Taką scenę właśnie widziałam zarejestrowaną, dotyczącą chłopczyka, który rozpoznał wśród kilku zdjęć siebie jako 14-latka. 14-letniego chłopca, który podczas II wojny światowej oszukał komisję wojskową, mówiąc, że ma lat 16. Udało mu się zaciągnąć do wojska. Niestety nieszczęśliwie zginął podczas działań wojennych. Było to nagranie przedstawiające moment, kiedy sześciolatek widzi zdjęcia kilku chłopców. Autentyczne zdjęcia chłopców dodajmy, którzy, rzeczywiście udało się stwierdzić to na podstawie dokumentów, oszukali właśnie tę komisję i dostali się do wojska i nieszczęśliwie zginęli. To bardzo przejmująca była scena, kiedy chłopiec mówi te słowa.
Obecnie chłopiec o urodzie troszeczkę metysa, Mulata. Ciemna skóra, ciemne włosy, piękne migdałowe, czarne oczy. A na zdjęciu, które on wskazuje, mamy blondynka z fryzurką taką, jak chłopcy przed wojną byli czesani. Taka fryzurka z przedziałkiem, blondynek o jasnych oczach. A ten z przekonaniem mówi: „Czy nie widzicie, że ja i on to jest ta sama osoba?” Może taka scena również budzić pewien serdeczny uśmiech, bo trudno, żeby to było oczywiste dla osób z zewnątrz, ale dla niego było to na pewno oczywiste i była to prawda. Prawda, w której on się zanurzył w momencie konfrontacji ze swoją przeszłością uwiecznioną na zdjęciu. Przeczytam pytanie: co pani myśli o zdolnościach i talentach, nawet predyspozycjach? Czy widzę powiązania z reinkarnacją? Tak, oczywiście. Nie wierzę w to, że gdyby Mozart nie był w stanie na bieżąco sięgać do swojej pełnej świadomości, w której już zdobył ogromne doświadczenie muzyczne, że sześcioletni Mozart komponowałby na tym poziomie.
Po prostu myślę, że niektórzy z nas Niektóre osoby potrafią z jakiegoś powodu sięgnąć do poprzedniego wcielenia i być może jest to jakaś szansa, dar, ponieważ talent po prostu przebija się i domaga kontynuacji. Na pewno część z państwa przynajmniej słyszała 10- czy 12-letnią dziewczynkę, która śpiewa repertuar operowy. Zapomniałam w tej chwili nazwiska tej dziewczynki, ale widziałam kilka jej występów i również nie wierzę w to, że tak wypracowany głos tego dziecka jest dziełem przypadku. Uważam, że ta świadomość wybrała ciało, które mogło zagwarantować bardzo korzystną drogę rozwoju, korzystną ewolucję, jeśli chodzi o wokalizę i dziewczynka uruchomiła pewne zdolności, które posiadała już wcześniej. Bo nawet przy założeniu, że głos tego dziecka był ćwiczony nieomalże od drugiego, trzeciego roku życia, niemożliwe jest osiągnięcie takiego poziomu, na jakim ona śpiewa. Zwłaszcza że jednak repertuar operowy jest repertuarem wymagającym. To nie jest styl, w którym każdy może zabłysnąć. Tu trzeba wiele umieć i ta emisja głosu musi być wypracowana. To nie są te same rejony, w których na przykład poruszają się artyści jazzowi, bluesowi, gdzie tu jestem w stanie uwierzyć, że spontanicznie w człowieku otwiera się jakiś boski kanał, który pozwala tak ogromną wrażliwość przejawiać i wykonywać te pieśni, piosenki w tak poruszający sposób, który łapie nas za serce. Tutaj repertuar operowy myślę, że to wszystko są przebitki właśnie z poprzednich wcieleń.
Jak widać, mogą one mieć również bardzo korzystny aspekt i przyspieszać rozwój danej osoby, pozwalając jej „nie tracić czasu” na zdobywanie pewnej wiedzy od podstaw, tylko pozwalają przechodzić jej dalej i korzystać na bieżąco z wiedzy, którą już posiadła. Zresztą kto wie, czy właśnie te wszystkie przebłyski tak zwanego geniuszu, podczas których wpadamy na mniej lub bardziej ważne dla świata rozwiązania i koncepcje, to kto wie, czy to za każdym razem nie są takie momenty, gdzie korzystamy ze swoich doświadczeń, przemyśleń, które już gdzieś wcześniej powzięliśmy i które udało nam się przeprowadzić, ustalić, wypracować. Myślę, że to też może być przyczynek do dyskusji o samej reinkarnacji. Tak to widzę. Ciekawe, czym jest lunatykowanie w kontekście przejęcia ciała. Jako dziecko lunatykowałem i po przebudzeniu nie poznawałem ani miejsca swojego domu, ani rodziców. Wydaje mi się, że lunatykowanie to jest u dzieci jeszcze chyba zupełnie odrębna kwestia. Dlatego, że żeby w ogóle nastąpiły te epizody lunatykowania, to na pewno istotną rolę odgrywają tu oczywiście fazy księżyca. Im ten księżyc jest silniejszy, im silniej oddziałuje na nas wszystkich, to na pewno, natomiast na lunatyków w sposób szczególny, pobudzając ich do wstawania, chodzenia, wywołując pewien stan jednak ani snu, ani jawy. Do końca rzecz biorąc.
Myślę, że takie chwilowe problemy z pamięcią, które mogą występować u lunatyka, niekoniecznie muszą być związane akurat ze zjawiskiem reinkarnacji. Myślę, że o lunatykowaniu, o wpływie księżyca na ludzkie życie i pewne nasze zachowania od strony psychotronicznej, ezoterycznej i religijnej można by było rzeczywiście zrobić zupełnie odrębną audycję i byłoby o czym mówić. Zbliżamy się do końca. Na podsumowanie pozwolę sobie odczytać jeszcze jedną rzecz. Jest to epitafium, które Benjamin Franklin ułożył w wieku 22 lat, każąc w przyszłości wyryć je na swoim grobie. To jest naprawdę urocze i głębokie, поэтому pozwolę sobie to przeczytać: „Zwłoki Benjamina Franklina, drukarza. Jak okładka starej książki, z której powydzierano niektóre karty, starty napis i pozłota leżą tu na pastwę robactwu. Samo jednak dzieło nie będzie zatracone, gdyż jak mu się zdaje, ukaże się raz jeszcze w nowym i pięknym wydaniu poprawionym przez autora”. Bardzo lubię ten fragment. Uważam, że w tych prostych słowach kryje się ogromna prawda, ogromna głębia i udało się Franklinowi w zakamuflowany sposób przekazać fakt, że wierzy w to, że jego ciało jest tylko pewnego rodzaju oprawą.
Natomiast cała istota, to, co w nim najcenniejsze, najważniejsze przetrwa i znajdzie swoje nowe wydanie. Myślę, że tym fragmentem chciałabym się z państwem pożegnać i dzisiejszą audycję właśnie w ten sposób zakończyć.
[01:59:11] - Tu jeszcze jedno pytanie się pojawiło od naszego słuchacza na YouTube: „Czy ktoś badał, czy reinkarnacja jest zjawiskiem dotyczącym może regionu czy danego kraju? Chodzi mi o związki duszy z danym regionem lub krajem”.
[01:59:31] - Wydaje się, że statystycznie rzecz biorąc, dusze odradzają się jednak w pewnych powiązaniach, również na płaszczyźnie geograficznej, bo myślę, że proste skojarzenie jest takie: każda płaszczyzna geograficzna to jest również płaszczyzna kulturowa i jak wynika z relacji tych regresingowych międzywcieleniowych, my bardzo wiele spraw mamy do przepracowania właśnie w gronie rodzinnym. Zatem można domniemywać, że do czasu zakończenia spraw, które wiążą nas, które musimy przepracować, pochylić się raz jeszcze, powrócić do nich, uchwycić sedno tych spraw ponownie, wracamy w swoje rodzinne strony, bo właśnie w gronie rodzinnym najwięcej jest problemów nierozwiązanych. To w gronie rodzinnym bardzo często najbardziej się krzywdzimy. Tutaj pozostaje wiele spraw zaognionych, spraw, które wymagają od nas przyjęcia nowej postawy albo też próby naprawienia błędów. Także istnieje zapewne statystycznie pewna powtarzalność naszych powrotów w określoną przestrzeń po to, żeby po prostu zachować genealogię tej rodziny, żeby wejść z powrotem w pewien nurt, w pewną gałąź tego drzewa genealogicznego, która wymaga korekty, naprawy, w takie miejsce, gdzie jesteśmy potrzebni. Natomiast statystycznie jasno widać, że od pewnego czasu są coraz krótsze przerwy między wcieleniami. Mniej trafiamy w tej chwili na opowieści ludzi, którzy jako swoje ostatnie życie pamiętają żywot, który prowadzili 200, 300 lat temu. Owszem, w regresingach wychodzą takie żywoty odległe nawet sprzed 800 i 1000 lat i więcej, ale mówimy tu o ostatnim, które poprzedzałoby obecne pojawienie się na świecie. I ten czas się ewidentnie skraca. Być może dlatego, że pierwsza, druga wojna światowa pochłonęły mnóstwo ofiar i byli to bardzo młodzi ludzie.
Ginęli podczas wojny bardzo młodzi mężczyźni i oni w zasadzie za wiele ze swojego planu wcieleniowego nie zdążyli zrealizować. Stąd być może taka intensywna potrzeba powrotu. Myślę też, że kiedy wyczerpiemy — i jest to całkiem logiczne podejście — ten zakres naszych działań, potrzeb i współpracy z innymi duszami w obrębie pewnych grup, rodzin czy społeczności, do których wracamy, to rzeczą naturalną jest potrzeba pójścia dalej, a więc być może również potrzeba pójścia w inną kulturę, w inną przestrzeń. I może czas, że ktoś, kto kilkakrotnie na przykład urodził się w obszarze Morza Śródziemnego, to czas mu poznać życie na Alasce i zrobić sobie niezłą próbę charakteru, mierząc się z tamtym klimatem i warunkami życia z dziką przyrodą. To też jest wyzwanie i coś, co być może jest kolejnym stopniem na drodze rozwoju. Tak to widzę. Zresztą nasza dyskusja niekoniecznie musi być dzisiaj całkowicie zamknięta, zakończona. Proszę państwa, do pewnych rzeczy możemy nawet na państwa życzenie, wręcz jak najbardziej na państwa życzenie, do pewnych dyskusji wrócić. Trzeba nam to tylko sygnalizować. A poza tym pozwolę sobie już w tej chwili powiedzieć, że gościem następnej audycji będzie pani doktor Danuta Adamska-Rutkowska.
I myślę, że w ramach dyskusji o świadomości wielowymiarowej — taki jest tytuł książki pani doktor: „Świadomość wielowymiarowa w świetle badań naukowych” — jest to najnowsza książka naszego gościa. I tutaj być może temat reinkarnacji też się pojawi. Także wszystko na życzenie. Tu oczywiście pani Adamska-Rutkowska jest tak znaną postacią i pewnie jej publikacje również są państwu znane, w związku z czym, gdyby zaszła taka potrzeba, gdybyście poczuli państwo taką ochotę, to prosimy również o sugestie dotyczące pytań czy też tematów, które moglibyśmy z panią doktor poruszyć. Myślę, że można by było i w ten sposób potraktować następną audycję.
[02:06:35] - Tak więc zachęcamy gorąco wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium do podsyłania swoich propozycji tematów, które Beata Kampa i pani doktor Danuta Adamska-Rutkowska będą poruszać podczas najbliższej audycji. Liczymy na odzew, szczególnie w komentarzach na YouTube oraz w komentarzach pod archiwum audycji na www.paranormalium.pl. No a dzisiaj już powolutku kończymy. To była kolejna debata niekontrolowana z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów”. Była z nami jak zawsze Beata Kampa vel Ada Adelman, autorka bloga „Biuro Duchów” i książki, którą szczególnie polecamy nie tylko molom książkowym, ale wszystkim słuchaczom Radia Paranormalium interesującym się tematyką reinkarnacji, życia po śmierci i tak dalej. Książki zatytułowanej „Opowieści z Biura Duchów”. Dzięki jeszcze raz, Beato.
[02:07:36] - Dziękuję. Wszystkiego dobrego życzę i do zobaczenia za dwa tygodnie.
[02:07:41] - A audycję, jak zawsze, od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium. No i oczywiście w kolejnej debacie niekontrolowanej już za dwa tygodnie.
[02:08:01] - Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:08:50] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej.
[02:09:02] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[02:09:27] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już troszeczkę gorzej.
[02:09:39] - Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[02:10:27] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś go tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:10:39] - Radio Paranormalium: paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.