[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Mamy poniedziałek, kolejny piękny dzień tygodnia. Najpiękniejszy właściwie, a najpiękniejszy dlatego, że słyszymy się na żywo krótko po godzinie 20:00 w audycji „Świat oczami duszy”. Poniedziałek, 18 marca roku pańskiego 2019. Witają państwa: techniczny Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami oczywiście gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:48] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam, kochani, was serdecznie.
[00:52] - Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie podłączyłem jeszcze naszego radiowego smartfona. Już jest. Powinien nas słyszeć, powinniśmy go słyszeć. Audycja oczywiście jak zawsze w całości na żywo. Będzie można dzwonić po godzinie 21, ale numery telefonów do Radia Paranormalium warto zapisać sobie już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na komentarze i pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Jesteśmy też na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:11] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz się z wami cieplutko przywitam. Cieplutko, bo już wczoraj myślałem, że zaczęła się wiosna i tak już się nawet nastawiłem emocjonalnie na jej przywitanie. Niestety okazuje się, że jeszcze nie, więc musimy się rozgrzewać tutaj jeszcze póki co sami. Właśnie z panem Markiem żeśmy rozmawiali chwilę przed audycją, że dzisiaj będzie znowu specyficzny program, specyficzna audycja, ponieważ pan Marek jest lekko kontuzjowany, więc trzymamy kciuki za jego zdrowie.
[02:53] - Chyba było słychać, jak podawałem kontakty. Troszkę niestety jeszcze to ucho mi zaczęło bardziej doskwierać niż ostatnio. Tak więc mogę troszkę w tych wstawkach swoich bełkotać, ponieważ sam siebie nie słyszę praktycznie. Słyszę pana Sławka, a siebie nie słyszę.
[03:12] - Ale my pana słyszymy, panie Marku, bardzo dobrze, więc-
[03:16] - To dobrze.
[03:16] - Jak coś będę informował. Jak widzicie, pan Marek troszeczkę nam zachorzał. Natomiast ja, i tu was, że tak powiem, od razu na początku audycji serdecznie przeproszę, bo jestem dzisiaj totalnie nieprzygotowany. Już się tłumaczę, bo mam powód. Podsyłacie mi różne rzeczy, namawiacie mnie, opowiadacie mi o rzeczach, w których bierzecie udział, więc postanowiłem i ja troszeczkę swoją wiedzę usystematyzować i poszerzyć. I z dumą wam powiem, bo oczywiście jestem z siebie bardzo dumny, byłem w końcu na spotkaniu dotyczącym kalendarza Majów. Ci, którzy przeczytali moją książkę wiedzą, że jestem dużym zwolennikiem kalendarza Majów jako filozofii, jako narzędzia, jako kolejnego ciekawego spostrzeżenia na naszą sferę duchową, na sferę świadomości. O jakichś takich przemyśleniach i emocjach, które tam się pojawiły, pewnie spróbuję to jakoś wpleść w dzisiejszą audycję. O jakichś też takich wnioskach dalekosiężnych też za chwileczkę powiem. I to przy okazji takich wiadomości, w zasadzie dobrych wiadomości, bo pierwsza dobra wiadomość jest taka, że za tydzień mamy co prawda ostatnią audycję przed krótką przerwą kwietniową, o której wspominałem.
Natomiast dobra wiadomość jest taka, że poprowadzimy ją wspólnie z Jubim. O tematyce tej audycji nie będę wam w tej chwili mówił, ponieważ to będzie troszeczkę taka, mam nadzieję, niespodzianka. Natomiast będzie to pewnego rodzaju podsumowanie tego, co do tej pory, ale takie podsumowanie, w którym mam nadzieję, że pojawi się też sporo takich informacji dla was. Takich w pewnym sensie rad. Może nie rad, ale pomysłów jakJak z pewnymi rzeczami sobie może poradzić. Z tego, co żeśmy krótko rozmawiali, spróbujemy poruszyć aspekty te, w których Jubi jest zdecydowanie bardziej doświadczony, czyli te dotyczące świata stricte duchowego. Ja troszeczkę spróbuję przełożyć i wpleść w to tematy czysto ziemskie, czysto ludzkie, czysto codzienne. Oczywiście on jest bardzo zajęty, ja również, więc nie zakładam, żebyśmy mieli czas, albo może nawet i potrzebę pisania scenariusza. Myślę, że to będzie ciekawa audycja, ponieważ będzie podwójnie na żywo. Nie mam żadnego doświadczenia w tego typu akcjach, więc może być fajnie.
Na pewno będzie fajnie, interesująco, na pewno będzie też inaczej. Już dzisiaj zapraszam was na audycję poniedziałkową, bo będzie się działo. I to jest jedna dobra informacja. Druga dobra informacja jest taka, że pomimo przerwy zapowiadanej, chwilowej, być może następną audycją zapoczątkujemy, a przynajmniej ja będę próbował zapoczątkować takie audycje, w których będę przekonywał, namawiał i starał się zapraszać gości. Pierwszym z takich gości współprowadzących bardziej nawet niż gości, za tydzień będzie Jubi. Natomiast tak jak wspomniałem podczas tego mojego spotkania weekendowego odnośnie kalendarza Majów i odnośnie kinu, to akurat dotyczyło kinu narodzeniowego. Rozmawiałem nie z kim innym, tylko z panią Hanną Kotwicką, czyli kobietą, która jako pierwsza wiedzę Majów wprowadziła do Polski, która przetłumaczyła te dzieła i odkrycia na język polski. Od wielu lat zajmuje się tematyką interpretacji kinów i szkoli ludzi. Tłumaczy, opowiada o filozofii Majów i o kalendarzu Majów. Więc z osób znanych mi w Polsce jest osobą, która najwięcej na ten temat wie.
Wczoraj zaproponowałem, zaprosiłem, poprosiłem o to, czy nie zechciałaby tą wiedzą podzielić się ze słuchaczami Radia Paranormalium. Ponieważ jest to osoba skromna, dość cicha, więc w pierwszej chwili poczułem taki wątek zaskoczenia i takie pytania: „Czy ja sobie poradzę? A co to miałoby być?” Więc takiego entuzjazmu nie było. Natomiast umówiliśmy się, że pod koniec marca się jeszcze spotkamy, będziemy mieli okazję się spotkać, więc spróbujemy też przedyskutować, jak to miałoby być. Więc kochani, jest szansa, że uda mi się panią Hannę Kotwicką namówić na spotkanie ze mną, z wami. Jeżeli będziemy mieli ustalony termin i oczywiście zgodę, to na pewno będę ja i pan Marek o tym mówić i zapraszać. Za specjalnie w audycjach się nie wdawałem w tematykę kalendarza Majów, omijałem ją, symbolicznie się to pojawiło. W związku z tym, że może będzie okazja, aby osoba, która najwięcej na ten temat wie, sama się tą wiedzą podzieliła, więc nie będę zbyt dużo dzisiaj opowiadał. Postaram się tylko symbolicznie powiedzieć, dlaczego lubię na przykład kalendarz Majów. Ponieważ jest świetnym narzędziem, które w dużej mierze pozwala zrozumieć, z jakimi aspektami, jaką tematyką, z jakimi dziedzinami najprawdopodobniej przyjdzie nam się w danym wcieleniu zmierzyć.
Ponieważ Majowie stworzyli ten kalendarz po to, aby móc takie sytuacje zaplanować, przewidzieć bądź się do nich przygotować. Są trzy główne parametry, które w kinie narodzeniowym występują. To jest pieczęć, to jest fala i to jest ton. One mówią o głównym aspekcie, z którym człowiekowi przyjdzie się zmierzyć. W moim przypadku to była elastyczność i lekkość.Ponieważ moją cechą kiedyś była nadmierna powaga. Majowie przedstawiają też płaszczyznę, czyli dziedzinę, w której będziemy mieli najwięcej do zrobienia oraz pokazują narzędzia, czyli po naszemu mówiąc cechy charakteru, które gdzieś zostały nam dane i są związane z energią dnia narodzin. Więc sporo takich informacji na temat swojej własnej osoby i swojego tak zwanego przeznaczenia z tego kalendarza, po właściwej interpretacji można wyczytać. I to tyle w kwestii kalendarza Majów. Jestem bardzo zadowolony, że w końcu udało mi się dotrzeć na te warsztaty i na to spotkanie, ponieważ przymierzałem się już kilka razy do tego i zawsze coś się pojawiało. Najczęściej pojawiała się sytuacja, że te warsztaty zostały przekładane na termin, który z jakichś powodów mi nie pasował.
I to też jest troszeczkę o sile tak zwanego przyciągania, o której też dzisiaj postaram się coś więcej powiedzieć. Ponieważ ostatnie audycje są zazwyczaj wynikiem jakichś sytuacji bądź wydarzeń, na które w życiu wpadam, bądź one wpadają na mnie, bądź spotykamy się w bardziej neutralny i spokojny sposób. I one zazwyczaj są katalizatorem do tego, żeby jakiś temat poruszyć. Ponieważ miałem to doświadczenie z kalendarzem Majów i z ludźmi, z którymi się na tych warsztatach spotkałem. W międzyczasie jeszcze pojawiły się osoby, które do mnie pisały w różnych kwestiach. Nieraz z pytaniem do mnie, a nieraz też wręcz z radą, z informacją. I podczas tych dyskusji zastanawiałem się po pierwsze, po co ja to robię i po co ja się z wami spotykam? Po co ja w ogóle się zajmuję wiedzą świadomościowo-spirytystyczno-duchowo-holistyczną? I z jakiego powodu ludzie, którzy często są dużo bardziej ode mnie oczytani, którzy mają dużo większą wiedzę, w ogóle też weszli na tą ścieżkę. Nie ścieżkę duchowego rozwoju, bo na ścieżce duchowego rozwoju jesteśmy wszyscy.
Poprzez swoje doświadczenia rozwijamy się cały czas, rozwijamy naszą świadomość. Więc na ścieżce duchowego rozwoju są wszyscy ludzie. I jak słyszę czasami, że: „A, bo ja wszedłem na ścieżkę duchowego rozwoju, ja wszedłem na ścieżkę rozwoju osobistego”. Jak to wszedłem? Nie wszedł. Człowiek przez wszystkie swoje wcielenia jest na ścieżce rozwoju osobistego. Jedyne, co tak naprawdę różni ludzi, to to, że u jednych ten rozwój osobisty i duchowy odbywa się poza ich świadomością, a inni już to robią świadomie. Natomiast rozwój duchowy i osobisty dotyczy każdego człowieka w każdym zakątku ziemi, na każdym kontynencie, w każdym kolorze skóry, w każdej religii. Więc jak słyszę takie rzeczy, to troszeczkę zastanawiam się, czy wszyscy dobrze rozumieją to pojęcie rozwoju duchowego i w ogóle o co w tym rozwoju chodzi. Natomiast zastanawiam się, w którym momencie ten świadomy rozwój, świadome poszukiwanie odpowiedzi się zaczęło.
I najczęściej, kochani, to jest tak, że przynajmniej z moich obserwacji, jak wynika. Ja nie generalizuję, nie uogólniam. Z moich obserwacji, z rozmów z ludźmi wynika, że wchodzimy świadomie na płaszczyznę duchową, energetyczną, świadomościową wtedy, kiedy szukamy sami dla siebie pomocy. Kiedy spotykają nas rzeczy, których często nie rozumiemy i staramy się znaleźć odpowiedź na nie w płaszczyznach, w których do tej pory często nie szukaliśmy. Często nie szukaliśmy, ponieważ wcześniej szukamy oczywiście w tych, które są nam bliskie. W rozumie, w doradztwie, w medycynie, w nauce. I jeżeli tam nie znajdujemy odpowiedzi, to zaczynamy szukać gdzieś indziej. I w większości przypadków tak właśnie zaczyna się świadomy rozwój duchowy. Kiedy świadomie sięgamy do tych płaszczyzn, żeby znaleźć. Ale najczęściejZnaleźć odpowiedź dotyczącą naszego życia.
Moje pytanie, które dotyczy tematu dzisiejszej audycji, brzmi: jakie są nasze intencje? Żebyśmy sięgnęli do początku, do myśli, do idei, która skłoniła nas do jakichś działań. Nie mówię w tej chwili tylko i wyłącznie o świadomym rozwoju duchowym, tylko do jakichkolwiek działań, bo później już będąc w tym nurcie, na tej drodze, rozwijając się w jakiejś dziedzinie bądź kontynuując jakieś doświadczenie, już się nad tym nie zastanawiamy. Mało tego, zaczynamy dorabiać do tego bardzo często ideologię. Rozmawiałem z różnego rodzaju ludźmi, bo dzięki audycji, dzięki temu, że upubliczniłem się, coraz więcej osób się do mnie odzywa. Coraz więcej osób, które mają mnóstwo wiedzy, dużo większej ode mnie. Rozmawiając z takimi ludźmi, w którymś momencie, jeżeli jest taka możliwość, bo uwierzcie mi, że nie zawsze jest taka możliwość, zadaję pytanie: czemu mówisz do mnie językiem, którego ja nie rozumiem? Czemu to wszystko, co dotyczy sfery duchowo-ezoterycznej, często jest ubierane w słowa, których nie rozumie większość ludzi, oprócz tych, którzy przeczytali aktualnie tę samą książkę bądź czerpią informacje z tego samego źródła? Zastanawiałem się nad tym, dlaczego nie można powiedzieć tego drugiemu człowiekowi w sposób normalny. Jak zaczynam zadawać to pytanie, pojawia się argument pod tytułem: „Bo ty jeszcze widocznie nie jesteś na tym etapie.
Bo ty jeszcze widocznie jesteś zablokowany. Bo ty widocznie jeszcze nie dostałeś zgody na dostęp do takiej wiedzy”. Więc ja się pytam: co muszę zrobić, żeby taki dostęp dostać i od kogo? Często zauważam, że w takich rozmowach, jak zaczyna się zadawać proste pytanie: podaj mi receptę na proste, szczęśliwe, zdrowe życie, najczęściej słyszę: „Szczęście, zdrowie, bogactwo to wszystko jest w tobie. Musisz tylko po to sięgnąć”. Więc dlaczego, skoro to wszystko jest w nas, po to nie sięgamy? To też będzie temat dzisiejszej audycji. Jeszcze wrócę do moich bardzo interesujących rozmów. Zwłaszcza obserwuję to zjawisko wtedy, kiedy nie jestem jedynym słuchaczem. Kiedy wkoło siedzi jeszcze kilka osób i ktoś językiem holistycznym mówi.
Ja w ogóle nie jestem w stanie tego powtórzyć. Natomiast znacie: „Bo ty nie rezonujesz ze swoją matrycą, która jest umieszczona w centrum, które gdzieś tam na zasadzie odbicia, przyciągania, rezonansu i bo ty jeszcze...”. To są tego typu rozmowy. Patrzę na ludzi, którzy z otwartymi ustami przytakują głowami i widzę w ich oczach, że oni nic z tego nie rozumieją. A później wychodzimy na przerwę i ja słyszę: „Jezu, ale on jest mądry. On musi być naprawdę taki mądry, bo ja nic nie rozumiem z tego, co on mówi”. Często zauważyłem, że ten język jest używany po to, żeby ludzie nie zadawali pytań, bo nic nie rozumieją. Bo i tak jak zapytają, to i tak nic z tego nie zrozumieją. Tak jest bezpieczniej, tak jest wygodniej. Zauważyłem też jeszcze jedną może nie prawidłowość, ale takie zjawisko, że rozmawiając z tymi ludźmi, rozmawiam z ich wiedzą.
Nie z nimi, tylko z ich wiedzą. I w momencie, kiedy pojawia się jakiś argument bądź pytanie, które wymaga zmiany sposobu myślenia, pojawia się atak bądź wycofanie na zasadzie: „Widocznie ty jeszcze nie jesteś na tym etapie”. Wtedy zawsze bardzo często w mojej głowie jest taka myśl: Sławek, po co ty to robisz? Dzisiaj usłyszałem, że idę w dualizm. Ja mówię: dobra, okej, ja pójdę w dualizm. Tylko ja chcę być zdrowy, szczęśliwy i bogaty. Więc okej, piszę się na dualizm. Jeżeli to w jakiś sposób pomoże mi być zdrowym, szczęśliwym i bogatym, to okej. I robi się cisza. I pojawiają się argumenty z książek, z filmów i tak dalej.
Mówię: to powiedz mi, jak mam to zrobić, ten dualizm, jak mam zrobić, żeby być zdrowym, szczęśliwym i bogatym? Kochani, może troszeczkę znowu mnie poniosło, ale z drugiej strony po co ja mam was oszukiwać? Ja szukam naprawdę sposobu. Zresztą tak samo jak większość ludzi, którzy zetknęli się z tą tematyką w którymś momencie swojego życia po to, żeby poprawić swoje życie. I też pytanie pod tytułem: czy ty eksplorujesz inne wymiary, czy tylko swoje wnętrze?Moja dzisiejsza odpowiedź brzmiała, że ja nie eksploruję. Ja po prostu chcę spędzić swoje obecne życie w sposób miły, przyjemny, radosny, szczęśliwy, dobry, zdrowy, w poczuciu spełnienia, radości, pełen energii. Ponieważ czuję, że moje zadanie w tym życiu polega na tym, żeby je przeżyć, a eksploracją innych wymiarów zajmę się po śmierci, ponieważ wiele teorii mówi, że po tamtej stronie nie istnieje czas, więc w związku z tym będę miał nieskończoną ilość czasu na to, żeby sobie poeksplorować inne wymiary. A w tej chwili chcę eksplorować radośnie ten wymiar, ziemski wymiar. Mówiłem o tym, ale powiem, bo ta myśl ciągle wraca do mojej głowy. Jaki jest sens eksplorowania, jeżeli życie człowieka na skutek tych eksploracji, tej wiedzy, tych doświadczeń w żaden sposób się nie zmienia?
Rośnie wiedza, natomiast życie nie ulega zmianie albo jest coraz gorsze, albo coraz bardziej nieszczęśliwe. Więc przyznaję się, rozpocząłem swój świadomy rozwój duchowy, żeby znaleźć odpowiedzi na pytania, na które nikt nie był w stanie mi w tamtym momencie udzielić odpowiedzi, która byłaby dla mnie albo zrozumiała, albo przynajmniej wyjaśniająca. Więc zacząłem szukać tych odpowiedzi sam. Po to, żeby zrozumieć swoje życie. Po to, żeby ono było lepsze. Po to, żeby było przyjemniejsze. I jeżeli przy okazji mogę komuś nie pomóc, ale przynajmniej podpowiedzieć, zrozumieć jego życie i choć trochę podpowiedzieć, jak zrobić, żeby jego życie też było fajniejsze, to ja się na to piszę, w to wchodzę. I teraz już wracając do tematu audycji. Nie wracając, co ja gadam? Mówiłem, że będzie chaos.
Nie wracając, jeszcze nawet nie zacząłem głównego tematu audycji, tylko o nim wspomniałem. Więc zaczynając: rozmawialiśmy o lękach. W jakiś sposób mam nadzieję, że coś udało się przynajmniej usystematyzować w tej kwestii. Więc teraz naturalną konsekwencją i logiczną konsekwencją według mnie jest porozmawiać o intencji, ponieważ nasze lęki, tak jak powiedziałem, zawsze mają jakieś źródło. I teraz jak to się ma do naszych intencji? Często, tak jak powiedziałem, nie rozumiemy swoich intencji. Bo oczywiście może jakiś margines ludzi powie: „Nie, ja nie chcę być zdrowy, ja nie chcę być szczęśliwy, ja nie chcę być bogaty, ja nie chcę być wolny. Ja nie chcę być radosny. Ja chcę, żeby moje życie było przerąbane”. Być może jest taki margines ludzi, którzy powiedzą, że to jest ich świadomy wybór.
Natomiast większość ludzi chciałaby, żeby ich życie było fajne, raczej przyjemne. Więc niby z pozoru wszyscy chcemy być szczęśliwi, przynajmniej zadowoleni, przynajmniej mieć coś, co da nam poczucie spokoju, poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeżeli ktoś nie chce być obrzydliwie bogaty, to przynajmniej chce mieć tyle pieniędzy, żeby mu wystarczyło na normalne życie. Na spokojne życie. Na dom, na mieszkanie, na samochód, co jakiś czas na wakacje, na pomaganie dzieciom, na zapewnienie im startu studiów, może kupienie mieszkania. Jakąś taką pomoc. Czyli takie zwykłe, normalne potrzeby małżonków, normalne potrzeby rodziców, normalne potrzeby zwykłej polskiej rodziny. To już nie musi być Egipt. Może być morze, mogą być góry. Już nie musi być, nie wiem, najnowsza Alfa Romeo.
Może być Skoda czy jakiś Volkswagen, nie wiem, sześcioletni albo czteroletni. Już nie muszą być fajerwerki. Nie musi być Cambridge, może być zwykły uniwersytet, nie wiem, UKSW. Więc chociażby to. I część ludzi to osiąga, natomiast część jest to dla nich niedoścignione marzenie. Czy dlatego, że oni nie chcą? Czy dlatego, że ich intencje są takie, że oni chcieliby być biedni? Nie. Zapytajcie człowieka: „Czy chcesz być bogaty?” Owszem, jest znowu jak zwykle garstka ludzi, którzy powiedzą, że nie, że energia pieniądza wymyślonego przez Fenicjan jest negatywna, więc oni nie chcą. Albo nie chcą być obrzydliwie bogaci, bo do nieba się idzie poprzez cierpienie albo coś tam.
Natomiast jeżeli nie chcą być bogaci, to chcą być szczęśliwi. Szczęśliwi ze swoją wiarą albo szczęśliwi ze swoimi poglądami. Nikt nie chce być i nieszczęśliwy, i biedny, i chory. Chyba nikt. Więc dlaczego tak się dzieje?Jaka jest różnica pomiędzy intencją „chcę być bogaty” a intencją „nie chcę być biedny”? Właśnie to jest ta różnica. To jest to, co czyni różnicę. Rozmawialiśmy o tym, że żeby Pan Bóg mógł wysłuchiwać próśb wszystkich ludzi, zakładamy, że ten Pan Bóg, to uniwersum, ta siła stwórcza jest jedna, to musiałby znać wszystkie języki świata, wszystkie żargony, wszystkie, które do tej pory istniały na Ziemi. Oczywiście ja nie zakładam, że nie jest to możliwe. Natomiast czy jest to logiczne?
Czy nie da się tego jakoś uprościć? Da się. I o tym rozmawialiśmy. Da się to uprościć do emocji. I właśnie w tych naszych intencjach, tych prawdziwych intencjach jest zapisany ładunek emocjonalny. Nie w naszych słowach, chociaż w nich też, ale nie aż tak bardzo. Największy ładunek emocjonalny jest zapisany w naszych intencjach, w tym, co jest tak naprawdę naszym wewnętrznym przekonaniem. Ponieważ słowo wypowiadamy, wymyślmy sobie na przykład jakąś afirmację: chcę być zdrowy, szczęśliwy, bogaty, wolny i bezpieczny. I wypowiadamy tę afirmację rano, na lunchu i wieczorem. Czyli trwa to 30 sekund.
Natomiast intencja z pokładem emocjonalnym trwa w nas cały czas. Cały czas wysyła sygnały, cały czas nadaje. Więc rozumiecie, że siła sprawcza afirmacji słów, które wypowiadamy i związanych z nimi emocji trwająca 30 sekund w ciągu doby, a siła sprawcza emocji, które pracują w nas cały czas, jest nieporównywalna. Siła afirmacji jest nieporównywalnie mniejsza. Dlatego też często te afirmacje są nieskuteczne, bo nie są zgodne z naszymi intencjami. Często są w sprzeczności, bo stwierdzenie „jestem zdrowy, szczęśliwy, bogaty, wolny i bezpieczny” jest w sprzeczności z intencją „nie chcę być biedny”, ponieważ nasza afirmacja jest na intencji „chcę, żeby mi było lepiej”. Czyli jest pozytywna, jest naładowana pozytywnymi emocjami. Intencja, która mówi: „nie chcę być biedny” jest emocją negatywną, która natychmiast w skuteczności swojego działania pochłania tę afirmację, nawet mówioną z wielkim przekonaniem. Nasze negatywne intencje wynikające, i tu jest następna informacja, ze strachu, ponieważ „nie chcę być biedny” jest intencją, która wynika ze strachu. Boję się biedy.
Myślę o tym, że bieda jest zła. Co będzie, jak będę biedny? Co będzie, jak stracę pracę? Co będzie, jak nie będę mógł utrzymać rodziny? To są wszystko intencje podszyte i płynące ze strachu. I te intencje momentalnie, jak czarna dziura, wchłaniają w siebie te nasze, nawet mówione z wielkim czasami zaangażowaniem, afirmacje. Dlatego w intencjach, tych prawdziwych intencjach jest zapisany w pewnym sensie nasz sukces życiowy, nasze szczęście, ponieważ „nie chcę być samotny” jest zupełnie przeciwstawną, czy „boję się samotności” jest zupełnie przeciwną, na wskroś negatywną intencją niż „chcę być szczęśliwy”. Więc te intencje, te prawdziwe intencje mają największą siłę sprawczą. Nie wiem, czy o tym już mówiłem w audycji, natomiast ani nasza dusza, ani nasza podświadomość nie operują językiem. Tak jak mówiłem wam o wychowaniu dzieci, że dzieci nie słuchają słów, ponieważ bardzo często ich po prostu nie rozumieją.
Nie rozumieją znaczenia słów, znaczenia całych zdań, które są konstruowane z takim niby dziecinnym akcencikiem, natomiast w dalszym ciągu są dla dzieci niezrozumiałe. Natomiast zrozumiałe są czyny. I też dla naszej podświadomości słowo „chcę”, „nie chcę” nie ma żadnego znaczenia. Ważna jest emocja, jaka jest przypisana do słów, które wypowiadamy. I ta, która jest związana z największym ładunkiem emocjonalnym, ma największą siłę sprawczą, największą szansę na to, że się zrealizuje. I to jest jedna z pułapek, w którą sami się pakujemy. Ja łapię się jeszcze na tym, że wystrzeliwuję od czasu do czasu stwierdzenie: „nie chcę”, na przykład „nie chcę, żeby coś tam”.Czyli to jest ta intencja negatywna. Nie chcę. To jest intencja negatywna. Intencja pozytywna to jest chcę.
Nie chcę się użerać na przykład z czymś, to jest intencja negatywna. To jest negatywna emocja. Nie chcę. Chcę, by moi pracownicy byli mądrzy, pracowici, uczciwi, lojalni. Nie chcę się znowu użerać z tymi idiotami, którzy mnie ciągle oszukują, okradają i ciągle muszę za nich myśleć. Chcę, by moi pracownicy byli mądrzy, lojalni, uczciwi, pracowici i tak dalej. Intencje są często wynikiem też pewnych wzorców, które za innymi powtarzamy. Pewnych wzorców. Oczywiście, jak zwykle was zaskoczę i powiem: pewnych wzorców płynących z podświadomości. Bo do intencji trzeba przypisać jeszcze jeden czynnik, który decyduje o tym, wpływa na to, jak wygląda tak naprawdę nasze życie.
I po intencjach można zrozumieć, ustalić, w co wierzymy. Bo wiara w to, co się może wydarzyć, co się ma wydarzyć, jest czym? Jest w dużej mierze czynnikiem decydującym o tym, czy to się wydarzy, czy nie. Wiara. Afirmacja pod tytułem: chcę być bogaty. Czy my w nią wierzymy? Jeżeli nasza intencja jest taka: nie chcę być biedny, to bardziej wierzymy w biedę niż w bogactwo. Ubierz się cieplej, bo nie chcę, żebyś się rozchorowała. Ubierz się cieplej, bo chcę, żebyś była zdrowa. Uważaj na siebie, bo nie chcę, żeby coś ci się stało.
Uważaj na siebie, bo chcę, żeby twoja podróż była przyjemna. Uważaj na siebie, żebyś nie miał wypadku. Uważaj na siebie, żebyś miło przejechał czy przebył drogę do pracy. Mówimy, że chcemy być zdrowi, szczęśliwi i bogaci, wolni. Natomiast posłuchajcie ludzi naokoło. Posłuchajcie, w co ludzie wierzą i jakie są ich intencje. Czy chcą być zdrowi, szczęśliwi, bogaci? Czy ich intencja płynie z tego, że chcą, żeby ich życie było lepsze? Czy płynie z tego, że boją się, że ich życie będzie gorsze? Czy chcą być bogaci, czy nie chcą być biedni?
Czy chcą być szczęśliwi, czy nie chcą być nieszczęśliwi? Czy chcą być zdrowi, czy nie chcą chorować? Czy chcą szczęśliwie dojechać do pracy, czy nie chcą mieć wypadku? Czy chcą być zdrowi, czy nie chcą zachorować? Po intencjach widać w drugim człowieku, w co wierzy. Czy wierzy w zdrowie, czy wierzy w chorobę? Czy wierzy w szczęśliwe dojechanie do pracy, czy wierzy w ryzyko wypadku? Czy wierzy w bogactwo, czy wierzy w biedę? Czy wierzy w szczęście, czy tak naprawdę podejrzewa, że może być nieszczęśliwy? Dlatego poznanie swoich własnych intencji często pozwala nam zrozumieć.
Przeważnie pozwala nam zrozumieć, z jakiego powodu jesteśmy w takiej, a nie w innej sytuacji. Dlaczego jesteśmy w takim momencie swojego życia. Ponieważ nasza podświadomość pozwala nam doświadczyć wszystkiego, w co wierzymy. Wiara czyni cuda. Tak ktoś kiedyś powiedział. Tylko jest pytanie, czy my zdajemy sobie sprawę tak naprawdę, w co wierzymy? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jakie są nasze intencje i dlaczego wierzymy w to, że bliżej nam do wypadku niż do szczęśliwego dojechania? Bliżej nam do choroby niż do zdrowia. Bliżej nam do bogactwa niż do biedy. Bliżej nam do szczęścia niż do samotności.
Polecam rachunek sumienia. Tak go sobie nazwałem. Natomiast czy to będzie szczera rozmowa, czy to będzie naukowa analiza, czy to będzie podsumowanie, czy to będzie cokolwiek innego, to nie ma znaczenia. Ważne jest, aby było szczere wobec siebie. I od razu mówię, kochani, żeby było jasne: to nie jest prosta sprawa. Jak to się mówi, w oku drugiego człowieka dostrzeżemy źdźbło trawy, a w swoim oku nie dostrzeżemy kłody. Dostrzeżemy najmniejszy błąd w drugim człowieku. Natomiast swoich, nawet jak ktoś nam wytyka je, jak ktoś nam je pokazuje na tacy, będziemy się przed tym bronić jak diabeł przed święconą wodą. Więc to nie jest łatwe zadanie. Natomiast jeżeli rozmawiamy o świadomości, o świadomym rozwoju duchowym i o świadomym rozwoju osobowości, to bez tego będziecie dalej manipulowani.
Bez zrozumienia samego siebie, bez zrozumienia swoich własnych intencji i tego, w co wierzycieSię nie da. Znaczy da się, ale nie da się świadomie. Do jakich ja odkryć doszedłem względem swojej własnej osoby, doszedłem dawno temu. Tylko dojść, zrozumieć, zaakceptować i zmienić to jest dopiero wyzwanie. Moje przygody — o przygodach z kobietami nie będę wam opowiadał, bo to nie jest tematyka audycji, więc może niekoniecznie. Natomiast moje relacje z kobietami. Ciągle ten sam typ kobiety. Mówię: „No tak, bo takie mi się podobają”. I tu będzie o prawie przyciągania. Moim takim jednym z ulubionych określeń ostatnio.
Prawo przyciągania. Ja sobie wyobraziłem to swoje prawo przyciągania, kiedy wchodzę do knajpy, do pubu, do dyskoteki i jest 50 kobiet. Ja sobie staję w drzwiach albo przy barze i mówię: „Ta”. I w tym momencie pod jej stopami pojawia się taki pas transmisyjny, który się uruchamia i ona do mnie jedzie. Ja ją przyciągam do siebie. Tak sobie wyobrażam prawo przyciągania. Oczywiście troszeczkę domyśliliście się, że to nie było do końca poważne. Natomiast wybierałem w swoim życiu ten sam typ kobiety. I nie chodziło tylko o to, że ten sam typ kobiety mi się ciągle podobał bądź budził moje emocje. Nie chodziło tylko o aspekt fizyczny, ale również o pewien sposób zachowania, o pewne reakcje, o sposób ubierania i tak dalej.
Wiedziałem o tym 20 lat temu, bo mówię: „Tak, takie kobiety mi się podobają. I co ja mam z tym zrobić? Zresztą po co mam coś z tym robić, skoro one mi się podobają i podobają się im?”. Natomiast jak kilka ładnych lat temu zacząłem analizować swoje intencje od czasu, kiedy pamiętam, kiedy to było jakieś takie w miarę świadome z mojej strony i zrozumiałem swoje intencje, dotarło do mnie, jakie intencje mną kierowały i wszystko stało się jasne. Nie będę wam mówił akurat w tej kwestii o swoich intencjach względem kobiet. Natomiast na swoim własnym przykładzie zobaczyłem, jak to działa. Zresztą tak samo to działa na przykład na płaszczyźnie finansowej. Wierzcie mi, że też stosunkowo niedawno zrozumiałem swoje intencje, które płynęły ze strachu, ze wzorca, z intencji: „Nie chcę być biedny, boję się biedy, dlatego robię wszystko, żeby tej biedy nie zaznać”. I uwierzcie mi, że też się na własnej skórze przekonałem, jak to działa. I nie wierzę w to.
Widzicie, możecie mnie teraz złapać za słówko. Nie „nie wierzę w to”. Wierzę w to, że po tamtej stronie wszystkie osoby, duchy, istoty, byty, jak to nazwać, tak to nazwać, oczekują ode mnie, żebym był zdrowy, szczęśliwy i bogaty. Widzicie, tak to właśnie działa. Nie wierzę w to, że ktoś oczekuje ode mnie. Nie wierzę. Nie powiedziałem, że wierzę, tylko powiedziałem: „Nie wierzę”. Dlatego jestem na drodze świadomego rozwoju duchowego, ponieważ chcę wyeliminować ze swojego życia zwroty pod tytułem: „Nie chcę”, „Nie wierzę”, ponieważ to mam jeszcze do załatwienia. I to, co powiedziałem dzisiaj właśnie jednej z moich znajomych. Jeżeli przy okazji uda mi się swoją wiedzą i swoimi doświadczeniami coś komuś gdzieś podpowiedzieć, ułatwić.
Super, bardzo się cieszę. Natomiast pamiętajcie, że będąc na tej drodze świadomego duchowego rozwoju, wiele ludzi jest na niej, ponieważ sama boryka się z własnym życiem. To w kwestiach wiary w to, co ktoś do was mówi. Bezgranicznej wiary, przyjmowania wszystkiego jak młody Indor Klucha. Ja popełniam błędy i jeżeli chcecie prześledzić sobie poprzednie audycje, to też pojawiają się jeszcze moje intencje, które wynikają z „Nie chcę”. Nie z tego, że chcę, tylko z tego, że czegoś nie chcę. Więc ja dzisiaj przed wami dla przykładu, kochani, przynajmniej pokazałem wam, jak to mniej więcej powinno wyglądać. Taki mały rachunek sumienia odnośnie moich intencji, zrozumienia moich intencji. Nie wiem, czy zrozumiałem już wszystkie, czy już wszystkie odkryłem. Nie wiem.
Nie mam zielonego pojęcia, ale będę oczywiście czujny, będę baczny.I będę obserwował swoje własne życie, patrząc, co się w nim dzieje, co się w nim wydarza po to, żeby wyczulić się na sygnały i na sytuacje, w których dostanę informację, że jednak pojawiają się jeszcze intencje, które płyną ze strachu. I tym właśnie z wami się dzielę. Jeżeli ta wiedza jest zbyt prosta, jeżeli ta informacja jest zbyt prosta, jeżeli jest ubrana w bardzo mądre słowa, które ustawiły mnie w pozycji autorytetu, czyli tak mądrej osoby, której nikt nie rozumie, to bardzo mi przykro. Mało tego, coraz częściej też przez zażyłość, która powstaje między nami, mam ochotę używać coraz prostszych sformułowań i coraz bardziej przyjacielskich relacji, coraz bardziej takich przyjacielskich zwrotów, których używam na co dzień. Jeszcze, uwaga, nie mam na tyle odwagi. Kolejna intencja, czyli jeszcze się boję, że was stracę, a sprawia mi to wielką przyjemność, że was odstraszę takim swoim postępowaniem. Więc jak widzicie, być może zobaczycie po dzisiejszej audycji będziecie chcieli sami sobie wziąć kartkę papieru i wypisać albo kontrolować, albo możecie się nagrać na przykład. Widzicie, mówię: „Nie wiem”, a za chwilę to już jest świadomość. Za chwilę dostaję informację zwrotną pod tytułem: „Jednak wiesz”. Czyli mówię na przykład: „Możecie się nagrać”.
Wywołuję swoją świadomość do tablicy, mówiąc: „Nie wiem” i ona mi śpieszy z pomocą, podpowiadając mi jakieś rozwiązanie. To jest bardzo fajne i zauważyłem wiele korzyści. Zauważyłem w ogóle, że to tak funkcjonuje. Natomiast cały czas otaczając się różnego rodzaju ludźmi, będziemy poddawani tym próbom. Kiedy ludzie narzekają, kiedy nas obarczają swoimi lękami, kiedy próbują nas przekonać do tego, że lęki to jest fajna rzecz, ponieważ oni w tym tkwią, oni w tym, że tak powiem, zabrnęli. To jest trochę tak, że jak boicie się zejść do ciemnej piwnicy, to mówi ci: „Ty chodź ze mną, pójdziesz ze mną”. Bo zawsze jak się człowiek boi, to jak jest jeszcze ktoś koło niego, to mu jest łatwiej, nie? To się mniej boi, bo strach się dzieli na połowę. Natomiast nie wiem, czy znacie kogoś takiego. Wygrał los na loterii, totka albo jakąś nagrodę w czymś.
Mówi: „Ty chodź, pojedziesz ze mną, to się podzielimy”. Więc tym szczęściem, tą radością, tymi pozytywami ludzie się nie dzielą, nie biegają po ulicy: „Hura, super, coś tam”. Nie zaczepiają ludzi na ulicy i swoich znajomych: „Ty wygrałem, samochód sobie kupiłem”. Nie. Natomiast jak spotka ich coś, co jest negatywne, to natychmiast szukają osób, z którymi tym strachem mogą się podzielić. Zrzucić część tego strachu na innych. I dlatego będziemy ciągle takim próbom w społeczeństwie poddawani. Bo jest po prostu różnica pomiędzy nami, różnica w drodze, różnica w zadaniach, różnica w lekcjach, różnica w doświadczeniach, potrzebach. Każdy jakąś rolę w tym społeczeństwie mniejszym, później większym, tym światowym odgrywa. Zresztą gdyby nie było tych testerów, takiej cierpliwości, to też byśmy nie wiedzieli, czy już jesteśmy dobrzy.
Bo nie da się na papierze nauczyć się, czy się dobrze jeździ samochodem. Trzeba po prostu w ten samochód wsiąść i pojechać. I im większy ruch, im większe zagrożenie, im większe miasto, tym większymi umiejętnościami trzeba się wykazać i też większy nasz kunszt w naszej jeździe, jeżeli sobie potrafimy w takich sytuacjach poradzić. Bo też jazda prostą drogą nie jest jakimś specjalnie wielkim wyzwaniem z prędkością 50 kilometrów na godzinę. Więc im większy nasz kunszt, tym szybszy samochód, lepsi rywale, większe prędkości i oczekiwania. Więc mówię, nie dziwmy się, że będziemy testowani. Natomiast warto mieć gdzieś to już trochę za uszami, żeby zdawać sobie z tych intencji przynajmniej sprawę. Ja nie mówię, że od razu trzeba robić kosmos, że od razu trzeba robić rewolucję, bo to nie jest takie proste. Natomiast żeby przynajmniej miećŚwiadomość, że one w nas są. Bo trochę zgodnie z medycznym powiedzeniem, że właściwa diagnoza czy ustalenie, przy terapiach różnego rodzaju, że się jest chorym, to już jest połowa drogi wyleczenia.
Więc sama świadomość tego, jakie tam w nas te intencje są i uświadomienie sobie, w co tak naprawdę wierzymy, jest już połową drogi do tego, żeby coś z tym zrobić. A na pewno jest, może nawet czasami 100% wiedzy, dlaczego w takim miejscu swojego życia aktualnie się znajdujemy. Z czego płyną nasze intencje? Nasze intencje płyną z wiary. Wiara płynie z podświadomości. I cokolwiek bym wam, słuchajcie kochani, nie mówił, to wszystko, a przynajmniej większość tych problemów, z którymi się borykamy na co dzień, to jest tak naprawdę potrzeb podświadomości, w którą my jako ludzie najczęściej ślepo wierzymy. Dzisiaj też miałem taką rozmowę, nie to, żebym wchodził w te klimaty, na temat fizyki kwantowej, gdzie wszystko, co rzucamy na matrycę, nam się realizuje i dzieje w życiu. Oczywiście teoria, że miłość, szczęście, że istotami duchowymi, wiara, bogactwo, radość, że to wszystko w nas jest, że jesteśmy stworzeni tutaj po to, żeby żyć szczęśliwie i w ogóle. Im więcej osób słucham, tym więcej jestem przekonany o tym, że wszyscy to wiedzą. Tylko dlaczego nie potrafimy?
Gdzie tkwi problem? Dlaczego nie potrafimy tacy być zdrowi, szczęśliwi, bogaci? Już nawet mówię, fizyka kwantowa się potwierdza. To, że wszystko, co się w naszych emocjach dzieje, że każda emocja ma odzwierciedlenie i w ciele fizycznym i w naszym życiu. I przecież gros z was wiedziała to dużo wcześniej, niż usiedliście albo wie to od zawsze. I dlaczego tacy nie jesteśmy? Gdzie jest ten haczyk? Gdzie jest ten problem? Co nas blokuje? I czekam, kiedy fizyka kwantowa również się nad tym tematem pochyli.
I uwierzcie mi, kochani, jak chcecie. Natomiast w moim przekonaniu problem, dlaczego wierzymy w strach, biedę, wypadek, nieszczęście, chorobę, samotność nie tkwi w świecie duchowym. Tam tego rozwiązania nie znajdziemy. Ten problem ma naturę bardzo, ale to bardzo ziemską, bo jest związany z życiem na ziemi. Więc nie wiem, czy w innych wymiarach rozwiążemy problem tego, co jest ziemskie, czy rozwiązania tego problemu, dlaczego nie potrafimy być szczęśliwi. Nie należy szukać tutaj na ziemi. Ja go szukam tu na ziemi, ponieważ chcę, żeby moje życie było zdrowe, szczęśliwe, bogate, radosne, bezpieczne i wolne. Czego oczywiście wszystkim wam kochani, a panu Markowi zwłaszcza zdróweczka w dniu dzisiejszym, dzisiejszego wieczoru z całego serca, z całego mojego serducha wam życzę. Sobie i wam. Dziękuję.
Mam nadzieję, że aż takiego wielkiego chaosu dzisiaj nie było. Jednak jestem gadułą. Słuchajcie, jednak ja sobie zrobię jakieś uprawnienia na to. Zrobię sobie jakieś uprawnienia na gadulstwo, bo patrzę, że jest godzina prawie wpół do dziesiątej.
[59:12] - Licencja na gadulstwo.
[59:14] - Tak, coś muszę. Może Ministerstwo Edukacji Narodowej.
[59:19] - Licencję na zagadanie.
[59:23] - Na zagadanie. Może oni coś wymyślą specjalnie dla mnie. Mam nadzieję, że jakiegoś wielkiego chaosu dzisiaj nie wprowadziłem. Oczywiście, jeżeli są jakieś pytania, jeżeli tam gdzieś coś ktoś może, to ja już z wielką chęcią panie Marku odpalam Messenger.
[59:47] - Trochę komentarzy się pojawiło. Może jakiegoś wysypu wielkiego nie ma, ale jak najbardziej komentarze są. Ja w międzyczasie podam numer telefonu do Radia Paranormalium, pod którym będziemy odbierać dzisiaj połączenia telefoniczne. 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także próbować pod numer stacjonarny 32 746 0008. Czy podałem już Skype'a? Nie wiem, chyba podałem, ale zrobię to jeszcze raz. Skype radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu 36 08 80 02.
Czekamy także oczywiście na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego oraz na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:01:03] - Dobrze, dziękuję panie Marku. Ja w międzyczasie odpaliłem Messengerka. Faktycznie. Dobrze. Dziękuję bardzo. Cieszę się, bo fajne komentarze tutaj od razu są. Dlatego się uśmiałem. Adam pisze: „Wspinałem się na drabinę rozwoju osobistego i tam już wyżej nic nie ma, a wy się musicie obudzić, bo jesteście zablokowani”. I jak tu polemizować? Adam odpisał: „Można spróbować podogle, trzeba się schylić”.
Treehouse: „Hej tam panie Sławku, zwyczajnie nie rezonuję ze swoją kwantową matrycą dualizmu niematerialnego zespolonego z wirtualnym eksplorowaniem najwyższych częstotliwości niewymiarowej egzystencji”. To jest jedna z moich ostatnich rozmów, więc dziękuję mi za przypomnienie. Tak. „Brzmi jak solidny tytuł książki o rozwoju. Gdzie mogę znaleźć wersję z autografem?” Dokładnie tak. Kolejara mamy tutaj. Sławek znowu. Oj, dziękuję bardzo. Wspaniale. Prawie znów będzie długa audycja.
Jakoś po komentarzach nie widzę. I tutaj, proszę bardzo: „Zejście na ziemię brzmi jak niezły PR-owiec”. Marzenka: „A jak ciężko co dzień wstać i mimo wszystko mówić, że jest cudownie. Tak długo to robić, aż wejdzie w krew, aż wejdzie to w nawyk codzienny”. Właśnie tego staram się uniknąć, żeby to było tylko nawykiem, bo nawykiem jest mówienie: „Nie chcę”. To jest też nawyk. Więc ja bym tak ostrożnie z tymi nawykami. Z taką trochę może nie do końca świadomą zamianą jednego wzorca podświadomości na drugi. Ja bym tu z tym uważał, bo to właśnie tych nawyków najczęściej nie kontrolujemy. Tutaj dziewczynki piszą: „A nie lepiej będzie życie takim, jakim jest?
Cudownie jest tylko czasami, czyż nie?” No właśnie! Dlaczego nie może być cudownie cały czas? Czy jest jakiś problem? Czy ktoś powiedział, że tak nie można? Ja już parę razy słyszałem od kilku swoich znajomych, że ja mam taką swoją wyidealizowaną wersję świata. Nie powiem, że to nie jest też związane z pewnego rodzaju ryzykiem i bolesnymi doświadczeniami. Natomiast mi z tą moją wyidealizowaną wersją świata jest naprawdę dobrze, bo też pewnie bym nie robił tego, co robię, gdybym nie wierzył w to, że to jest możliwe. Dlaczegóż nie możemy 24 godziny na dobę żyć szczęśliwie i żyć radośnie? Kto powiedział, że to jest zabronione? Kto powiedział, że to jest grzech?
Ja osobiście jestem przekonany, że się da. Być może nie w tym wcieleniu, być może w następnym, ale jestem przekonany, że się da. Tutaj Marzenka pisze: „Nika, chodziło mi na przykład o to, że jak wieje, leje, pińdzi jak na Uralu, ale mimo wszystko jest się dobrej myśli”. Co nie znaczy chyba, że aby mówić, jaki piękny mamy dzisiaj dzień. Uważam, bo też się spotkałem z takimi stwierdzeniami, że ludzie w bardzo trudnej sytuacji, na przykład materialnej, w trudnej sytuacji życiowej mówią, że oni akceptują to, ponieważ rozumieją, ponieważ pogodzili się z tym i tak dalej. I oni starają się cieszyć tym, co mają. Cieszyć się każdym dniem, cieszyć się drobiazgami. A ja się pytam, czemu się trzeba cieszyć drobiazgami? Czemu nie cieszyć się grubymi rzeczami? To jest kolejny aspekt naszych intencji.
Akceptuję to nie znaczy jestem szczęśliwy. Pogodzony to nie znaczy, że jestem radosny, jestem szczęśliwy. Akceptuję i pogodziłem się to jest tak: akceptuję wyrok. Akceptuję swoją sytuację, ponieważ wiem, że sam ją sprowokowałem. Pogodziłem się z takim życiem, ponieważ nie sądzę, żeby mógł mieć lepsze. I to są wszystko właśnie odpowiedzi, jakie intencje nami kierują. Kolejor pisze: „Spróbuję szybko napisać na temat, co kto skłoniło do świadomego rozwoju”. To był niejaki Wojciech Jaruzelski i jego junta. Pewien mój kolega, syn i tak dalej znał osobiście Czesława Kiszczaka.Radził, żebym pozbył się lęków przez wyobrażanie sobie Jarusela gołego w wannie. Jemu podobno pomogło.
Mi nie, poczułem zaraz wstręt. Pomogło mi za to święto grzyby. Opowiadałem już o tym, ale wtedy zaczęło się. Dalej medytacja zen pod książkowym kierunkiem mistrza ojca Louisa Thomasa Martona OCR, znaczy z zakonu trapistów. Duża opowieść. Dziękujemy, że podzieliłeś się z nami swoim powodem, swoją przyczyną, swoim początkiem. Natomiast ja nie chcę, kochani, was wyciągać tutaj do tablicy i mówić: „Obnażajcie się, opowiadajcie teraz. Ja się ubiczowałem publicznie, to zróbcie to razem ze mną”. Nie. Ja powiedziałem wam o tym.
Oczywiście dziękuję tutaj Kolejar za ten wpis, za ten komentarz. Natomiast ja to zrobiłem po to, żeby pokazać wam, że jest w tym sens, że to pomaga zrozumieć. A mi osobiście zrozumienie przyniosło bardzo dużą ulgę, bo zrozumienie to jest też taki moment, w którym przestajemy doszukiwać się w innych naszego losu. A skoro przestajemy się doszukiwać w innych, to zaczynamy sami próbować na początku to życie kreować. Ponieważ to jest trochę tak, jakby przesiąść się z fotela pasażera na fotel kierowcy, wyrzucić kierowcę z samochodu i powiedzieć: „OK, teraz ja muszę ten samochód prowadzić”. Więc zrozumienie, że nie jestem pasażerem, tylko jestem kierowcą tego pojazdu i muszę tę kierownicę trzymać w rękach, bo inaczej wypierdzielę w drzewo. Albo to zrozumienie, dlaczego tyle razy wypierdzieliłem w drzewo. Ponieważ nie trzymałem kierownicy. Ponieważ wydawało mi się, że tu siedzi kierowca. A to nie, to ja jadę tym samochodem i tu nikogo więcej nie ma.
Więc po to was namawiam, żebyście spróbowali. Marzenka pisze: „Ale to jest podobnie do tego, jak z intencjami. Nauczyć się mówić i wierzyć głęboko w to, że chcę”. W co? „W to, że chcę, że jest”. Zaraz, poczekajcie, bo ja tutaj mam problem z doczytaniem. „Ale to jest podobnie do tego, jak z intencjami. Nauczyć się mówić i wierzyć głęboko w to, że chcę, że jest, niż że nie chcę tego czy tamtego”. Tak, dokładnie o tym mówię, że intencja czy afirmacja pod tytułem „nie chcę być biedny” nie oznacza, że chcę być bogatym. Natomiast dlaczego jeszcze raz mówię o tych intencjach?
Dlaczego was namawiam? Dlatego, że mówiłem w jednej z pierwszych audycji o tych pułapkach tkwiących w tych afirmacjach. Mówiłem to dzisiaj w audycji. Wizualizacjach. Że jeżeli one są sprzeczne z naszymi intencjami, tymi zapisanymi gdzieś tam w nas, to one nic nie dadzą. One po prostu nic nie dadzą. A to powoduje taką sytuację, że człowiek chce zmienić swoje życie, chce je poprawić, chce, żeby było lepsze. Koncentruje się, wkłada w pracę, kontroluje swoje myśli, przypomina sobie, pisze kartki, że ma te afirmacje mówić. Nosi te afirmacje przy sobie, robi sobie przerwy w ciągu dnia, żeby te afirmacje powtarzać i później się okazuje, że nic się nie zmienia. To boli jeszcze bardziej, bo zabija nadzieję.
Bo jak człowiek wierzy, że jest jeszcze coś, co może zrobić, żeby sobie pomóc, ale jeszcze tego nie zrobił, to jednak mówi: „Ale w razie czego złapię się tego i na pewno pomoże”. To daje mu nadzieję. Natomiast jeżeli wypróbuje już wszystkiego, a jego życie dalej się nie zmienia, to traci nadzieję. Więc dlatego ważne jest, żeby te intencje swoje poznać, żeby zrozumieć, w co się wierzy. Marzenka tutaj się troszeczkę na mnie zburzyła: „Panie Sławku, w sensie takim nawyk, że czuję to, co chcę, a nie tam na odpiernicz się”. Znaczy ja w twoim komentarzu w ogóle tego nie wyczułem, że to miało być tam coś na odpiernicz się. I też dlatego pozwoliłem sobie rozwinąć i wyjaśnić, bo jak widzicie krótki komentarz, ktoś przeczyta i może go... Ja go przeczytałem w siedem sekund. A teraz przez następne minutę, dwie czy trzy go wyjaśniam. Więc chciałbym, żeby też te wasze intencje, moi drodzy, które macie względem innych słuchaczy, względem mnie, żeby zostały właściwie ukierunkowane i właściwie odczytane.
Bo zakładam, że w tych wszystkich czy tam większości komentarzy, na szczęście na naszej audycji większość tych intencji jest pozytywnych po prostu.Kolejarz. Przyjacielu, boję się zapytać, jak było na twoim spotkaniu w środę. Bo co? Bo nie o tym jest audycja. Tutaj mamy informację: „Na Facebooku napisałem, że chcę być premierem Rzeczypospolitej i przedstawiłem parę najważniejszych postaci mojego rządu. Bardzo niekontrowersyjnych, po prostu powszechnie szanowani ludzie. Reakcja znajomych, jak przedstawiłem zarys programu, była dziwna. Nikt nie podważał moich kwalifikacji, ale pojawił się komentarz z lajkami: «Zaraz ty wywołasz konflikt międzynarodowy». A gdzie tam ja konflikt? Po prostu po cichu, grzecznie dla dobra Rzeczypospolitej.
Na ministra spraw zagranicznych i wicepremiera mam pewnego bardzo mądrego doktora od geopolityki. Przepraszam, ja mam dzisiaj skłonność do satyrycznego spojrzenia na rzeczywistość. Proszę moje wpisy, aczkolwiek prawdziwe, traktować trochę humorystycznie". Taka nutka humoru dla audycji. Audycja super, dziękuję bardzo. Dziękuję ci bardzo za wątek polityczny i też wątek humorystyczny. Ja lubię te komentarze. Zresztą lubię audycje i po audycjach, w których jest sporo pozytywnej, fajnej, sympatycznej energii. Więc nie mam nic przeciwko. Znowu widzicie, nie mam nic przeciwko.
Jestem jak najbardziej za. To są właśnie te różnice, które dla naszego troszeczkę szczęśliwszego życia dobrze by było wprowadzić w życie, czyli po prostu przetransformować. Sławku, ależ ja się nie wzburzyłem. Gdzie tam! Po tej ilości, Marzenko, emotek uśmiechniętych. Zresztą też już mieliśmy trochę czasu, żeby się poznać. Ale dziękuję ci bardzo. Kochani, co ja jeszcze mogę wam powiedzieć? Faktycznie dzisiaj jakaś cisza się zrobiła. Może sezony się pozaczynały, te grillowe albo rowerowe, albo może już część z was ma po prostu niedosyt wiedzy, którą wam przekazuję.
Całkowicie, że tak powiem, rozumiem, ale tak jak wam mówiłem, nie zamierzam tego zmieniać. Tak jak mówiłem w jednej z audycji, zresztą dzisiaj też mówię, 20 czy 30 lat temu za taką wiedzę i za takie wyjaśnienie mi, o co w tym wszystkim, o co w tym naszym całym życiu chodzi, oddałbym wiele. Też pewnie wielu doświadczeń niezbyt fajnych bym w swoim życiu uniknął, więc postanowiłem w jakiś sposób odwdzięczyć się i przekazać te swoje poszukiwania ludziom, którzy stoją w tej chwili w rozkroku i zastanawiają się, dlaczego ich życie jest takie pobaprane. Ludzie, którzy są już na drodze świadomych poszukiwań i odpowiedzi, sensu i innych rzeczy. Zakładam, że oni już są i jeżeli nie przez moje audycje, to znajdą sposób, żeby znaleźć odpowiedź. Natomiast wydaje mi się, że jest jeszcze zbyt mało osób, które mówią o naszym życiu, o tym duchowym, o tym świadomościowym w sposób właśnie taki prosty, taki dla ludzi. Też może dla młodych ludzi, którzy zastanawiają się, w którym kierunku w tym swoim zaczynającym się dorosłym życiu pójść, uderzyć i czym się w tym życiu kierować. Między innymi na tym spotkaniu, na tych warsztatach odnośnie kalendarza rozmawialiśmy z panią Hanią, że na szczęście coraz częściej interesują się tematyką kalendarza ludzie z roczników 90., czyli ludzie dwudziestokilkuletni. Więc to też jest fajny zwiastun, też fajne proroctwo na przyszłość, że może nasze życie, ta nasza ewolucja zmierza już we właściwym kierunku.Powiem wam tak, kochani, coś mi się tutaj pojawia. Tutaj mam SMS-a: „Panie Sławku, jak to jest z tą podświadomością?
Czy ona inkarnuje się wraz z duszą?” Kochani, według mnie i według mojej nomenklatury. Tu jest dalszy ciąg SMS-a: „Ja uważam, że strach jest naturalną reakcją naszego organizmu”.
[01:19:50] - Panie Sławku, to są SMS-y, które ten sam słuchacz podesłał, słuchając prawdopodobnie powtórki na antenie parę dni temu.
[01:19:58] - Tak? Nie. A że pod jakąś audycją się to pojawiło?
[01:20:04] - Po prostu część słuchaczy słysząc jakąś audycję na antenie, wysyłają SMS-y i komentują w SMS-ie.
[01:20:12] - To dotyczy chyba tej audycji, chociaż faktycznie dzisiaj na ten temat nie rozmawialiśmy. Ale skoro jest, bo i tak nic innego się tutaj, panie Marku, nie dzieje, to ja po prostu opowiem na ten wątek. „Czy ona inkarnuje się wraz z duszą? Ja uważam, że strach jest naturalną reakcją naszego organizmu, a podatność na stany emocjonalne i stres dziedziczymy z temperamentem. Paweł”. Wracając do mojej odpowiedzi. Moim zdaniem, z moich doświadczeń i zgodnie z moją nomenklaturą słowną, podświadomość jest elementem czysto ziemskim, który jest budowany od naszego urodzenia i dotyczy tylko okresu, w którym od momentu naszego urodzenia w ostatnim wcieleniu aż do naszej śmierci. To jest podświadomość. To są wzorce, emocje, doświadczenia, nawyki. Nabyliśmy w tym wcieleniu.
Więc nie jest to przenoszone, nie jest to dziedziczone. Dziedziczona jest wiedza, którą nam przekazują nasi najbliżsi, więc dziedziczymy też ich strachy, ich lęki, ich przekonania, ich poglądy. Ale tylko w sposób taki, że oni nam je przekazują za pomocą przykładu, za pomocą obrzędów domowych, tradycji, powtarzających się sytuacji, przekonań i tak dalej. To jest tak według mnie. Kochani, mieliśmy chyba ostatnio rekord, jeżeli chodzi o długość audycji, a dzisiaj wygląda na to, że będziemy mieli rekord odnośnie krótkości audycji, tak to nazywając. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, bo też rozumiem, że nie zawsze nie wszyscy muszą się interesować i mieć czas na słuchanie tego, co mam aktualnie do przekazania. Jeżeli taka będzie wasza wola. Marzenka pisze, bo się wysypało tutaj trochę komentarzy w związku z tym: „To fajnie, że młodzi ludzie się tym interesują, a nie siedzą tylko w komórce albo na grach”. Są i tacy. Oczywiście.
To też wiecie, kochani, że dużo zależy od nas, jak spróbujemy te dzieciaczki ukierunkować. Albo też dużo zależy od tego, jakie ich jest przeznaczenie, jaka jest ich potrzeba, jaka jest ich droga, jakie mają być ich doświadczenia. To, co powiedziałem dzisiaj w audycji, że na drogę poszukiwań duchowych wchodzą najczęściej ludzie, którzy przeżywają jakieś sytuacje i nie potrafią znaleźć odpowiedzi w ziemskich rozwiązaniach. Więc ja tak naprawdę mógłbym dzieciom swoim, ale również wszelkim dzieciom w związku z tym życzyć tego, żeby nigdy nie musiały sięgać do płaszczyzn duchowych po to, żeby szukać odpowiedzi, dlaczego ich życie jest złe, dlaczego ich coś spotkało, co jest dla nich nieprzyjemne. Żeby po prostu byli dobrymi, fajnymi, szczęśliwymi i radosnymi ludźmi w sposób taki zupełnie naturalny. Mówię o sobie, ale też zapewne i o części z was. Sięgnęliśmy po pewną wiedzę też po to, żeby swoje życie zmieniać, żeby ta wiedza przekładała się również na nasze lepsze życie tutaj ziemskie. Umówmy się, że jeszcze w dalszym ciągu, chociaż już teraz coraz częściej książki z dziedziny duchowości, rozwoju osobistego są traktowane jak „Harry Potter” z taką lekką nutką fantasy, ale fajnie się to czyta. Poza tym jest trend. Sonia: „Sławku, czy mógłbyś przy innej okazji podjąć temat huny?
Tam też między innymi jest mowa o intencjach podświadomości i przesyłaniu do wyższego ja za pośrednictwem-Podświadomości tak zwanych modlitw. Soniu i większość słuchaczy, którzy słuchają audycji wie, że ja aż takim znawcą tej tematyki nie jestem. Coś tam owszem słyszałem. Natomiast jeżeli ktoś z was czuje się na tyle mocny, żeby na ten temat dzielić się z innymi, to ja z chęcią udostępnię antenę, wesprę swoim gadulstwem, otoczę opieką i całą sympatią, by móc słuchaczom, jeżeli będą zainteresowani, ten temat przybliżyć. Jak dzisiaj powiedziałem, być może zaczniemy taki cykl audycji, kiedy zamiast ja odpowiadać na pytania, będę również jednym ze słuchaczy, którzy tej wiedzy będą słuchali. Kudłaty: „Tak myślałem. Znałem dziewczynę, której jak się pokazało palec, to śmiała się do łez. Serio”. Ja miałem kolegę, który płakał na widok cytryny i to nie tylko na widok cytryny, ale nawet na słowo „cytryna” płakał i się ślinił. Rozumiem, że takie przypadki też się zdarzają.
Imka napisała: „Nie będę tego komentować”. Kolejar pisze: „Sławek był w środę na wykładzie i był wspaniały”. Bardzo się cieszę, bo miałeś mnóstwo różnych dziwnych, mieszanych odczyń. Jak widzisz zamieniłem parę słów z doktorem na osobności, podpisał mi swoje wspaniałe książki. Może jego smutek jest bez sensu, bo ludzkość jednak rozwija się duchowo. Nie wiem, nie poznałem człowieka, natomiast cieszę się i pozwolę sobie ten komentarz użyć do tego, by powiedzieć, jak to właśnie nie warto się nastawiać. Sonia pisze: „Co się dzieje z podświadomością i zawartymi w niej różnymi pakietami, programy, emocje, uczucia, doświadczenie w chwili śmierci naszego ciała?” Soniu, mówiłem o tym i oczywiście to jest moje przekonanie tylko i wyłącznie, bo żadnych dowodów naukowych na ten temat nie mam. Jeżeli dobrze zrozumiemy się w kwestii nazewnictwa, to myślę, że się ze mną zgodzisz. Uważam, że ziemska nasza część, która odpowiada za zapisane wzorce, które nie są naszymi wzorcami, po prostu umiera. Natomiast same emocje trzeba oddzielić.
Dwie rzeczy: emocje, które są związane z jakimiś sytuacjami, które przeżywamy, czyli doświadczenie, które rozwija naszą świadomość, oczywiście one nie umierają. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, żeby nie było znowu przekłamań w kwestii nazewnictwa. To, co mówiłem wiele razy na temat tego podziału i roli podświadomości i roli duszy i wynikającej z niej świadomości, spróbuję powtórzyć to jeszcze raz. Doświadczenia są potrzebne nam po to, abyśmy mogli rozwijać swoją świadomość. Natomiast dusza jest tylko pewnego rodzaju nośnikiem, na którym te doświadczenia są zapisywane. I to jest ta różnica w rolach i później tym, co z tymi informacjami zapisanymi w tych dwóch nośnikach się dzieje. Te zapisane w podświadomości umierają, te zapisane w duszy są przekazywane dalej i wracają z powrotem na ziemię razem z naszym następnym narodzeniem.
[01:30:43] - Dobry wieczór.
[01:30:45] - My tymczasem mamy słuchacza na antenie telefonicznego. Dobry wieczór.
[01:30:50] - Dobry wieczór. Tu Wojtek, kolejarz. Nie będę mówił o polityce.
[01:30:58] - Nie pozwolimy, panie Wojtku, dzisiaj.
[01:31:00] - Nie ma mowy, ja o dziewczynach.
[01:31:03] - O dziewczynach. No to proszę.
[01:31:06] - Chciałem rozweselić sytuację. O polityce to ja też tak humorów trochę i stałem na czacie, ale dzwonił tam słuchacz. Było w temacie audycji, dlaczego jakSłyszałem, że tak jest, że człowiek wybiera ciągle taki sam typ dziewczyny. Nie wybiera, a trafia. Ja mam z tym przekleństwo, bo te, którymi bym był zachwycony i które by mi się podobały, nie chciały nigdy ze mną rozmawiać. To młodości. Natomiast same się zdarzały i oczywiście z pełną empatią moją. To niesamowite. Same jakieś albo wręcz zdiagnozowane pacjentki psychiatryczne, czasem pacjentki szpitala psychiatrycznego, jak ta ostatnia, albo paranormalne.
[01:32:16] - To by pasowały tutaj do naszych audycji.
[01:32:18] - Słucham?
[01:32:19] - Jak paranormalne, to do naszych audycji by pasowały.
[01:32:23] - Właśnie dlatego to mówię, dlatego o tym opowiadam. Na przykład wróżka bardzo ciekawa, też dziwna, ale przeżyłem z pewną wróżką, bo ona się udziela nawet publicznie, wróży z taroca i tak dalej. Ja też się tym zajmowałem. Nawet ludziom wróżyłem i horoskopy układałem, różne rzeczy. No i pięć super horoskopów układałem. Potem to się rozpadło, bo oczywiście jakoś nie trafialiśmy do siebie. zdarzyła mi się na przykład absolwentka MONAR-u. To była czwórka oklaskowa. Ja ciągle szukam. Ta ostatnia mi żal, ale mniejsza o to.
Może wróci, może nie wróci, może z kimś innym zajdzie. Ta ostatnia pacjentka. To prawdziwe. Całe życie tak mam. W każdym razie chciałem to powiedzieć, że jest takie fatum. Ja już to rozumiem, że nie będę z normalusami, to ja się nie dogadam. Podziw tylko pieniądza o coś, nie będę to rozumiał. A tak to wyjdzie, nie wyjdzie, ale chociaż są naprawdę szczególne osoby. A teraz to ja marzę.
[01:33:54] - Trochę mi pan zanika, panie Wojtku.
[01:33:59] - Tak?
[01:34:00] - Trochę mi pan zanika.
[01:34:02] - Aha, zanika coś.
[01:34:05] - Nie do końca wiem, jak słuchacze, ale ja nie do końca.
[01:34:11] - W kuchni jestem. Aha, prawda! Nie ściszyłem, bo wyszedłem do kuchni. Dobra, może tutaj wentylator wyłączyłem. Może był elektromagnetyzm, to może dlatego było. Zawsze się rozmawiało dobrze. Już teraz lepiej?
[01:34:33] - Ciutkie lepiej, ale po prostu mi głos pana zanika.
[01:34:38] - Aha.
[01:34:39] - Ale teraz jest dobrze. Proszę mówić o tych dziewczynach.
[01:34:43] - Wyłączyłem cały wentylator, to on psuł. Silnik jakiś w tym chroniku. To jasne. Dobra, ja głównie to chciałem powiedzieć, że taki los jest, że odpowiednich ludzi odpowiednie osoby spotykają. Niestety tego się nie da przełamać, bo to jest takie przeznaczenie.
[01:35:08] - Da się. Da się, panie Wojtku. Jakbym nie wierzył-
[01:35:13] - Ale ja nie chcę tego przełamywać.
[01:35:14] - Jak pan nie chce, to się na pewno nie da.
[01:35:20] - Ale się nauczyłem.
[01:35:22] - To nie jest żadne fatum. Nie zwalajmy tutaj winy za nasze życie na innych, bo to tak nie działa.
[01:35:33] - Tak to ja myślę, z tym że ja to sam ze siebie wygazowałem, bo ja właściwie z kobietą mogę tak sobie rozmawiać, jak ona się nie będzie interesować jakimiś takimi dziwnymi sprawami czy nie będzie miała takich problemów, to już, przepraszam, humorystycznie mówiąc, jeżeli mam humorystyczny nastrój, to mnie nie kręci. Może być wróżka, wariatka z przekroczeniem, czasami i tak dalej, to wtedy to jest ciekawe. A taka zwykła jakaś, to nie udało mi się ze zwykłymi nigdy. Teraz jakieś takie stare dziewczyny, 100 lat, się zwijają do mnie, też się z nimi tak tego gada. A mam znajome nawet takie, na przykład mam taką, uważam, narzeczoną, której na oczy nie widziałem, tylko z internetu.
[01:36:41] - Panie Wojtku, a chciałby pan przez 24 godziny, siedem dni w tygodniu rozmawiać na te same tematy?
[01:36:48] - Pewnie!
[01:36:50] - Tak? Proszę sobie wyobrazić, jakby pan miał taką żonę, dziewczynę, partnerkę, że rozmawialibyście na wspólne tematy przez siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę, przez 37 lat swojego małżeństwa.
[01:37:11] - Nie, bo my się pokłócimy wtedy. Oczywiście.
[01:37:15] - To są właśnie czasami te nasze intencje, że czasami sobie coś wyobrażamy, że byłoby super, ale tak naprawdę-
[01:37:25] - Ale to nie do każdego
[01:37:27] - To wcale nie tak jest super. Jak się przyjrzymy temu bliżej, to wcale takie super by to nie było.
[01:37:33] - To nie jest tak, że ja bym chciał, żebyśmy się ze wszystkim zgadzali, tylko chodzi o tematykę.
[01:37:42] - Właśnie.
[01:37:44] - Tematy te są konflikty, ale jest wtedy o czym dyskutować, a nie na zasadzie, że zupełnie inne światy i to, co ciebie interesuje, to mnie nie. Gadaj o czym innym, bo o tym, co ja nie. A jak mamy tematy wspólne i się kłócimy w tych tematach, bo mamy kompletnie inne spojrzenia.
[01:38:11] - I w ten sposób człowiek rozwija się, poszerza swoją świadomość. Tak właśnie się rozwija. Jeżeli całe życie ktoś by panu przytakiwał albo na przykład mówił, że robi pan dobrze i że to jest jedyna, że tak powiem, słuszna droga, to nigdy w życiu nie poznałby pan innej drogi, tylko szedł cały czas tą samą. Gdyby pan utknął w swoich poglądach, które pan wyniósł w wieku, nie wiem, 20 lat, wchodząc w dorosłość, to dzisiaj nie rozmawialibyśmy o tym, o czym rozmawiamy.
[01:38:48] - Tak jest.
[01:38:49] - Dlatego właśnie warto. Jest fajnie, jak w naszym życiu pojawiają się ludzie, którzy mają inne poglądy i inne zainteresowania, ponieważ poszerzają naszą świadomość o zupełnie nowe aspekty, o których my nie wiemy, nie mamy pojęcia i nigdy byśmy na nie nie zwrócili uwagi. Także proszę tak nie do końca szukać tego ideału, bo czasami ten ideał to jest troszeczkę tak, jak z moim ulubionym na przykład sernikiem. Jeżeli jadłbym go siedem dni w tygodniu przez rok, to ten ideał wymarzony by się po prostu znudził.
[01:39:28] - Ja nie mam wymarzonego ideału, dawno to straciłem.
[01:39:34] - To może trzeba zacząć właśnie marzyć. Jak się mają spełnić marzenia, jeżeli pan ich nie posiada, panie Wojtku?
[01:39:45] - Nie będę materializował jakiejś konkretnej osoby sobie z marzenia, bo nie wiem, jaka ona ma być w ogóle dokładnie.
[01:39:53] - Wie pan co? Jak pan nie wie, jaka ona ma być, to, panie Wojtku, to tak, jakby pojechał pan na giełdę samochodową kupić samochód, a nie wiedziałby pan, jaki pan chce.
[01:40:06] - Oj, to ja akurat na giełdzie nie byłem, ale kupowałem samochody.
[01:40:13] - Ale wiedział pan, jaki pan chce, jaki ma być model, jaki ma być egzemplarz, jaki ma być.
[01:40:18] - Wiedziałem od razu, czego szukam.
[01:40:20] - Dlatego, żeby coś znaleźć-
[01:40:24] - W samochodzie to ja wiedziałem, że to ma być czwórka z nawigacją i tyle.
[01:40:29] - Panie Wojtku, żeby coś znaleźć, trzeba wiedzieć, czego się szuka. Tę samą zasadę, panie Wojtku, momencik. Tę samą zasadę, którą pan stosuje przy kupnie samochodu, przy wyborze samochodu, niech pan zastosuje przy poszukiwaniu czy wymarzaniu sobie partnerki, że ma być taka, taka, taka, śmaka i tak dalej.
[01:40:55] - Naprawdę tak można sobie zrobić?
[01:40:58] - Skoro pan tak nie robił, to niech pan spróbuje.
[01:41:01] - Nie, ja kiedyś tam w młodości tak robiłem, ale to nie dawało rezultatów. A potem to już na zasadzie, że to ma los odpowiada.
[01:41:13] - To niech pan się nie zdaje na los, bo się pan przesiadł na fotel pasażera i znowu pan będzie miał pretensje, że przywalił pan w drzewo. Więc niech pan sobie doprecyzuje ten ideał. Tylko tak naprawdę niech doprecyzuje razem z tym, na jakich ma być felgach, czy szesnastkach, czy osiemnastkach. I czy ma być w gazie, jaką ma mieć tapicerkę, czy ma mieć szyberdach, czy klimatyzację, czy elektryczne szyby. Ze wszystkimi szczegółami niech pan sobie ją dopracuje.
[01:41:43] - Ojeju! I na co mam się nastawiać?
[01:41:46] - Nie wiem. Samochód pan tak kupił, tak?
[01:41:49] - No dwa razy kupiłem.
[01:41:52] - Proszę bardzo. Więc może w tej sytuacji-
[01:41:56] - Drugi był lepszy.
[01:42:02] - Proponuję, że tak powiem, w tej chwili nadoprecyzowanie tego ideału, tego wymarzonego i zobaczymy, co się wydarzy, czego oczywiście jak najbardziej-
[01:42:16] - Ciekawa rada. Bardzo ciekawa rada.
[01:42:19] - Znalezienia tego wymarzonego egzemplarza panu życzę.
[01:42:24] - Ja mówię, spróbuję zastosować, a potem zależy, prawda? Nie mam nic do stracenia.
[01:42:30] - Oczywiście, że tak. Natomiast ma pan dużo do zyskania.
[01:42:34] - Tylko.
[01:42:36] - Ryzyko żadne.
[01:42:39] - Dobra, czyli trzeba sobie tak wyobrazić.
[01:42:44] - Tak jest. Polecam.
[01:42:46] - Dobra i to się wtedy jakoś samo zacznie pewnie dziać jakoś. Pewnie tak. Dobra.
[01:42:54] - Czekam na podzielenie się swoją radością. O tak.
[01:42:57] - No dobrze, dobrze. Dobra, ja bardzo dziękuję. A bardzo ten mój doktor smutny na wykładzie, bo tam nieważne dlaczego, ale dobra, spróbuję coś napisać do niego, go pocieszyć.
[01:43:14] - Dobrze. Tak pan zrobi. Dzięki panie Wojtku za telefon. Serdecznie.
[01:43:19] - Wspaniałą audycję po prostu, bo ja to słucham. To najlepsze audycje są w ogóle. Pozdrawiam.
[01:43:26] - Dziękujemy bardzo. Dziękuję w imieniu swoim, pana Marka i słuchaczy.
[01:43:31] - Pana Marka też pozdrowić. Pozdrowią.
[01:43:35] - Słucha nas, także na pewno już jest.
[01:43:40] - Ja jeszcze się zwrócę, panie Marku, z moimi pomysłami. Trochę to zbieram.
[01:43:46] - Dobrze. Zapraszamy. Dzięki panie Wojtku.
[01:43:51] - Dzięki.
[01:43:52] - Bo może ktoś jeszcze będzie chciał się dodzwonić. Wszystkiego dobrego.
[01:43:57] - Dalej się toczy tutaj, już nie gadajmy za długo. Dobra, dziękuję.
[01:44:03] - Dziękuję. No więc dziękując słuchaczowi za telefon wrócę do komentarza, który się w międzyczasie pojawił. Sonia napisała: „Dziękuję za wyjaśnienie. Zgadzam się z tobą. Myślę, że nie tylko w tym. Jeśli mają miejsce jakieś różnice, to być może właśnie to nazewnictwo za to odpowiada, a to nie ma większego znaczenia”. Dziękuję ci bardzo, bo nie ukrywam, że na początku mieliśmy tutaj mały problem z tym. Myślę, że wiele rzeczy sobie w międzyczasie też i ja dopracowałem w kwestii nazewnictwa, ale cieszę się, że ty przynajmniej nie widzisz w tym jakiegoś problemu, bo znam sytuacje, w których na temat słowa można było prowadzić dyskusję do rana, zapominając zupełnie o sensie wypowiedzi, a koncentrując się tylko na jednym czy dwóch użytych słowach. Dobrze, panie Marku, coś tam mamy jeszcze? Bo tutaj się nic tak specjalnie...
[01:45:24] - Tutaj jeden komentarz od pani Marzeny się pojawił. Zaraz panu prześlę. A tak poza tym trochę widać, że chyba nie tylko mnie siekło na wiosnę.
[01:45:35] - Może tak być. Te wiatry troszeczkę zrobiły zamieszania. Więc ja, panie Marku, jestem za tym, bo wiem, że też pan. Tylko trzeba brać odpowiedzialność za swojego wymarzonego partnera. Trzeba to głęboko przemyśleć. Marzenka tutaj napisała prawdopodobnie do naszej rozmowy telefonicznej z panem Wojtkiem. Powiem tak: przepraszam, jeżeli któraś z pań mogła się poczuć urażona moim porównaniem do zakupu samochodu. Natomiast mam nadzieję, że już na tyle się poznaliśmy, że domyślacie się, że to nie jest bezpośrednie porównanie, tylko tak jak powiedziałem panu Wojtkowi, żeby marzenie się spełniło, trzeba je mieć. I to jest trochę na takiej zasadzie: chciałbym, żeby moje życie było lepsze. Czyli jak ma wyglądać?
Nie wiem. Chciałbym, żeby było lepsze. W słowie „lepsze” próbujemy zamknąć wszystko, pozbawiając się nie tylko odpowiedzialności za wybór, ale jednocześnie tak jakby zrzucając go na kogoś innego. Żeby mój partner, moja partnerka była idealna. Tylko co to znaczy idealna? Bo to jest tak jak w tych moich dzisiejszych wywodach na temat intencji. Często sami sobie nie zdajemy sprawy z tego, czego tak naprawdę chcemy. I dlatego warto jest też się pochylić nad marzeniami, żeby wiedzieć, co to znaczy dla nas idealna partnerka. Stąd to moje porównanie. Czy idealny partner.
Stąd to moje porównanie odnośnie samochodu, że jak jedziemy po komisach czy na przykład szukamy w internecie, to musimy wpisać, musimy określić jakieś parametry tego, czego szukamy, tego, czego pragniemy. Wpisując w Google „idealny samochód dla mnie” nie wiem, muszę spróbować. Spróbuję, zobaczę co mi wyskoczy. Najprawdopodobniej jakieś informacje, pewnie reklamy i tak dalej. Czyli ktoś będzie nam próbował zasugerować, że to będzie idealny samochód dla mnie. Natomiast żeby znaleźć to, czego się pragnie, czego się chce, trzeba wpisać już przynajmniej kilka parametrów. Im więcej tych parametrów wpiszemy, na więcej rzeczy zwrócimy uwagę, tym później nasze zaskoczenie tym, co kupiliśmy będzie mniejsze. Więc polecam to również paniom, które też często nie rozumiejąc na przykład swoich matczynych intencji, zastanawiają się później, dlaczego ich facet jest leniwy, jest maminsynkiem, jest pierdołą i tak dalej. Więc nawet w kategoriach związkowych warto jest swoje intencje zrozumieć. Bo często tak naprawdę mamy chęć rządzenia, a później się wkurzamy na przykład, że nasza partnerka jest uległa i nie ma własnego zdania.
Albo właśnie tak jak w przypadku tych facetów, tych pierdół, które leżą na kanapie. „Tak, kochanie? A co chcesz? A po co? A na co? A ja nie wiem”. A się okazuje, że toKobiety mają potrzebę matkowania, dbania, pielęgnowania, dopilnowywania i tak dalej. Tu też polecam sprawdzenie i prześledzenie swoich intencji. Kudłaty odpisał: „Sonia, prawdopodobnie nasza dusza dużo wcześniej planuje scenariusz życia, reinkarnując na ziemi. Za każdym razem jest on inny.
Wszystkie doświadczenia zebrane to coraz wyższy poziom”. Już nie będę na ten temat mówił, bo już się nagadałem o tym, więc moje zdanie na ten temat znacie. Adam napisał: „Polecam tę metodę. Działa. Góra kilka lat określania zamówienia na partnera życiowego. Najlepiej poprosić osobę, która używa tej samej metody”. Ponieważ ja coś tam wiem na temat tej sytuacji, nie będę tego komentował. Dziękuję drogi Adamie za wsparcie. Sonia napisała: „Może powinniśmy zadać pytanie, po co nam te doświadczenia i te poziomy? Ale i tu można się domyślić”.
Już rozmawialiśmy na ten temat. Po co nam te doświadczenia? Nam po co, to akurat łatwo jest określić. Natomiast w momencie, kiedy zaczynają mi ludzie zadawać pytanie, twierdzić, że dusza tutaj zstępuje na ziemię po to, żeby doświadczać i się rozwijać, ja już tak ostatnio powoli coraz częściej wymiękam. Natomiast zgadzam się całkowicie z tym, że możemy się tylko domyślać. Inka napisała: „Co kilka lat to określenie wymarzonego partnera się zmienia”. Oczywiście, że się zmienia. Tu znowu wraca temat intencji, ponieważ nie znając swoich intencji, nie rozumiejąc swoich intencji bądź nie doprecyzowując swoich potrzeb i pragnień, nie określając ich precyzyjnie, dostajemy egzemplarz po to, żeby się przekonać, czy aby na pewno o to nam w życiu chodziło. To jest jeden z aspektów, że po kilku latach jeżdżenia tym modelem dochodzimy do wniosku, że to jednak nie było to. A druga sprawa, że my też się zmieniamy.
Na przykład często my się rozwijamy i już co innego w naszym życiu zaczyna być ważne, a ktoś na przykład chce jeszcze trwać przy tym, co nas łączyło 10, 15, 20 lat temu. Ja się śmieję z tego, że to jest trochę tak, że wszystko to, co przed ślubem, zwłaszcza w przypadku facetów, było twoją zaletą, po ślubie staje się wadą. Na przykład jak facet jest duszą towarzystwa i w ten sposób zwraca uwagę kobiet, to po ślubie, kiedy kobieta już go ogarnie, najlepiej by było, jakby tą duszą towarzystwa był, ale tylko w domu. Natomiast jeżeli w towarzystwie zaczyna znowu zabawiać, kokietować i dziewczyny zaczynają na niego patrzeć z tym błyskiem w oku, to często jest tak, że kobieta mówi: „Wracamy do domu”. Bo zamiast się cieszyć z tego, że na przykład dziewczyny jej zazdroszczą, czuje się zagrożona o to, że może go stracić. A on, mając naturę kobieciarza, oczywiście musi tą naturę już w tym momencie zmienić, ponieważ się ożenił. Tu też znowu po raz kolejny kłaniają się nasze intencje. Czego my się spodziewamy, czego my oczekujemy po takim partnerze? Tutaj Inka napisała: „Wymogi się zmieniają”. Adam odpisuje: „Dlatego warto jest być nastawionym na rozwój razem z partnerem”.
Tutaj fajna jest sytuacja. Sonia napisała: „Porównanie do samochodu było dobre, bo chyba problem może wystąpić już po spotkaniu, bo z wegenie wiedzieliśmy prawdziwej osoby, ale nasz ideał z marzeń”. Sonia napisała: „Sławek to nie ja, to Kudłaty napisał do mnie”. Dobrze, rozumiem, że to wkleiłaś. Dlatego nie zacytowałem tego w całości. Widzę, że temat samochodu i partnerstwa wzbudził więcej zainteresowania i emocji niż temat intencji. Ale fajnie, że wzbudził. Dobrze, kochani, nie to, żebym was wyganiał do domu, ale ponieważ nie ma jakiegoś tutaj szału i nie ma jakichś ważnych tematów, moja prośba: gdyby były jakieś ważne tematyTo piszcie do mnie bezpośrednio. W miarę możliwości czasowych będę oczywiście odpowiadał, odpisywał i się odzywał. A dzisiaj już pozwolę sobie zakończyć nasze dzisiejsze spotkanie.
Nie jest źle, lipy nie będzie. To jeszcze tutaj napiszę. Marzenka napisała: „Ano zmieniają się, bo i nasze wymogi co do partnera się zmieniają i my same też”. Oczywiście, że tak. Nic nie stoi w miejscu. Wszystko podlega rozwojowi i każdy etap życia rządzi się swoimi prawami. Warto o tym wiedzieć, zanim się w tą dorosłość wejdzie. „Czy to prawda, że czasem to samochód wybiera kierowcę, a nie odwrotnie?” Powiem tak, ja miałem taki samochód, który mnie wybrał. Nawet teraz mam taki samochód, który mnie już wybrał, ale mnie na niego jeszcze nie stać. Tak czasami jest, że samochód po prostu wybiera kierowcę.
Przeżyłem to. Dobra, kochani, za tydzień wam powiem, dlaczego to zrobiłem i dlaczego byłem taki brutalny i konsekwentny. Zapraszam was za tydzień na wspólną audycję z Jubim. Poza tym to będzie też audycja ostatnia przed przerwą, więc tym bardziej zapraszam. A poza tym spróbujemy coś podsumować. Trzymajcie się kochani, dziękuję za dzisiaj. Wszystkiego dobrego i do usłyszenia za tydzień.
[01:57:38] - Mówił te słowa dla państwa gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski, autor również wideobloga na YouTube o takim samym tytule. I oczywiście książki, po sięgnięcie po którą serdecznie państwa zachęcamy: „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Audycję jak zawsze, dzisiaj trochę chorowita, ale jednak nadal obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście za tydzień. Oczywiście na żywo. Oczywiście o 20.00. Oczywiście na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl