[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, czyniąc ten poniedziałkowy wieczór jeszcze piękniejszym. Najpiękniejszy dzień tygodnia się kończy, ale dzięki nam, dzięki Radiu Paranormalium i tej audycji, która właśnie się zaczyna, te poniedziałkowe wieczory stają się jeszcze piękniejsze z każdym kolejnym odcinkiem. Rozpoczynamy wlewanie do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, kolejnego odcinka audycji o świadomości na żywo „Świat oczami duszy”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi dzisiaj niestety ze sprawnym tylko jednym uchem, drugie zatkane, ale jednak jedno ucho chociaż działa, Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:22] - Dobry wieczór, panie Marku. Dobry wieczór wszystkim.
[01:26] - Zanim tradycyjnie oddam głos panu Sławkowi, podam kontakty do Radia Paranormalium. Linia telefoniczna będzie czynna gdzieś tak koło godziny 21, ale numer do telefonu, pod którym będziemy odbierać połączenia, mam nadzieję, że takie będą, warto zapisać sobie już teraz: 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na profilach Radia Paranormalium oraz na fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, z czystym sumieniem mogę oddać już panu głos.
[02:46] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz dobry wieczór. Witam was serdecznie. Cieszę się jak zwykle z tych poniedziałków i ze spotkań z wami. Nie ukrywam, że dzięki tym audycjom moje życie w kwestiach duchowych nabrało zdecydowanego tempa. Dzięki waszym pytaniom, dzięki sugestiom, dzięki wątpliwościom w pewien sposób zmuszacie mnie do myślenia i też do baczniejszego przyglądania się temu, co przede wszystkim w waszym życiu się dzieje. Ponieważ tych pytań jest coraz więcej, tych takich prywatnych, osobistych pytań, próśb, więc mój światopogląd na problemy i na to, co się dzieje już nie tylko w moim otoczeniu, ale również w waszym otoczeniu mam coraz większy i też coraz więcej mam refleksji. W związku z tym mam też coraz większe przekonanie do tego, żeby robić to, co robię. Żeby się z wami spotykać, żeby kontynuować audycję, żeby też nagrywać filmiki na tym moim kanale i tak dalej. Ponieważ widzę, że po pierwsze jest duże zapotrzebowanie, dużo dylematów, dużo pytań, dużo ludzi, którzy chcieliby poznać odpowiedzi na różne nurtujące ich pytania.
Dlatego, tak jak powtarzam, nadaliście inny sens mojemu życiu. Za co wam dziękuję. Natomiast muszę, bo i takie głosy są, coś zdementować, ponieważ w komentarzach, w pytaniach pojawia się temat dowodów. Dowodów na moje teorie. Kochani, po pierwsze tych dowodów nie ma i nie będzie. Więc jeżeli ktoś szuka dowodów, niech spróbuje. Oczywiście, jeżeli nie chce mu się zajrzeć w głąb siebie, może niech spróbuje zmienić dziedzinę, bo w tej dziedzinie o te dowody jest naprawdę trudno. Więc mówię, jeżeli oczekujecie ode mnie dowodów, to ich nie dostaniecie. Poza tym ja mówię wam o tym, co czuję. A czy ktoś z was czując coś, potrzebuje dowodów na to, że coś czuje?
Ja się dzielę tylko i wyłącznie swoimi odczuciami, swoimi przemyśleniami, często wynikającymi z logicznego powiązania różnych sytuacji, różnych informacji i też swoimi doświadczeniami, które w swoim życiu gdzieś doświadczyłem. Więc jeżeli to jest dla was w jakiś tam sposóbInteresujące, coś wam daje, to jak najbardziej cieszmy się wspólnym przebywaniem i cieszmy się tym. Natomiast nie oczekujcie ode mnie dowodów. Powtórzę, powtarzałem i pewnie będę musiał to powtórzyć jeszcze kilka razy. Dowody są w was. Dowody są w każdym z nas, więc nie idźcie na łatwiznę i nie oczekujcie, że ja dowody z was wygrzebię. Jeżeli już włożyliście odrobinę trudu w to, żeby usiąść i posłuchać tej audycji, to nie przerzucajcie ciężaru znalezienia dowodów tylko i wyłącznie na mnie. Bo ja przygotowując się do tych audycji, myśląc, też odpowiadając na pytania, które się pojawiają później, na osoby, które kontaktują się ze mną poza anteną i poza audycją, poświęcam na to czas. Więc nazywając rzecz tak prozaicznie: nie przeginajcie. Nie oczekujcie, że ja wszystko za was załatwię.
Wiecie dokładnie to samo co ja, więc pokuście się o to, żeby w głąb siebie zajrzeć. Bo jeżeli ktoś coś blokuje, to tylko wy. Nikt wam dostępu do tych informacji ani nie załatwi, ani nie da wam certyfikatu na to, ani papieru, ani uprawnień i nikt tego za was nie zrobi. Cieszcie się tym, że możecie pewne rzeczy zobaczyć bez przechodzenia tak jak gros ludzi, którzy weszli na świadomą ścieżkę poszukiwania, często przeszli przez bardzo niefajne, trudne, nieprzyjemne, ziemskie sytuacje. Więc ci, którym udało się uniknąć tych sytuacji, niech się cieszą, że mogą się uczyć też na cudzych nieszczęściach i na cudzych doświadczeniach i tą wiedzę zdobywać. Także proszę, szanujmy się nawzajem i włóżcie w to jeszcze odrobinę swojego własnego wysiłku, czasu i zaangażowania. Nie oczekujcie, że ktoś wszystkie problemy i wszystkie odpowiedzi, i to w dodatku trafne i udowodnione, da wam na tacy.
[08:47] - To takie łagnodnictwo pewne ludzi. Przepraszam, że się tak wtrącę, to chyba nie tylko pana przeraża. Ludzie oczekują czegoś gotowego, że im coś się podsunie na tacy.
[08:59] - Każdy pewnie z nas chciałby, żeby to było dużo prostsze i żeby ktoś coś za nas zrobił. Ogólnie żyjemy w czasach roszczeniowych, kiedy gro ludzi wymaga i oczekuje trochę na zasadzie: płacę, to wymagam, nie przejmując się zupełnie drugą stroną. Natomiast my, kochani, poruszamy się w tematyce, gdzie raczej staramy się mówić o dobru, o szczęściu, o miłości, a nie o egoizmie, wyzysku i wykorzystywaniu drugiego człowieka czy przerzucaniu na niego odpowiedzialności. A jeżeli już wchodzę na te tematy, to bardziej żeby porozmawiać z wami, jak tego uniknąć, a nie żeby się w to pchać i to w dodatku na własne życzenie. Także mam nadzieję, że coś tam sobie powiedzieliśmy. Ja jeszcze nie przejdę do tematu audycji. Zresztą jak zwykle mam obawy, czy zdążę. Nagrałem dzisiaj dwa filmiki na YouTube, wrzuciłem, chociaż akurat o tym będę dzisiaj też rozmawiał z wami. Natomiast okazało się, że już 15 minut to jest dla mnie zdecydowanie za mało, żeby jakiś temat rozwinąć, więc zobaczymy. Miało być o lękach, ale jeszcze tam nie dokończyliśmy pewnych tematów.
A poza tym jak zwykle mam jakieś przemyślenia i refleksje, którymi chciałbym się z wami podzielić. I pierwsza taka refleksja. Pan Marek świadkiem, bo przed samym początkiem audycji miałem niewątpliwą przyjemność rozmawiać przez telefon z bohaterką jednej z audycji, moją przyjaciółką nastoletnią, która próbowała popełnić samobójstwo. Ponieważ znam tą sytuację dość blisko, jak widzicie, jestem z nią w kontakcie, to też nie pozwala mi, tak jak mówiłem wam, przejść obojętnie obok tego. I jak z duchowego punktu widzenia rozumiem, chociaż też nie do końca i powiem wam o tym w podsumowaniu, tak z ludzkiego punktu widzenia, tego ziemskiego, zupełnie nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją. I patrząc, przyglądając się, czytając, też szukając różnych informacji i różnych form pomocy, zwłaszcza dla rodziców, ponieważ dziecko jest pod opieką psychiatrów i psychologówZwłaszcza dla rodziców. Po prostu zdałem sobie sprawę z ogromu tej całej sytuacji. Okazuje się, że w dzisiejszych czasach w Polsce, w zeszłym roku jedno dziecko dziennie skutecznie popełniało samobójstwo. I w tej chwili na świecie są to dzieci. Najmłodsze dziecko, które popełniło samobójstwo, to było dziecko, które miało pięć lat.
Podobno w Japonii. I to też nie pokazuje całego ogromu sytuacji, ponieważ jak się dowiedziałem, część lekarzy nie wpisuje w akcie zgonu jako przyczynę śmierci samobójstwo, tylko na przykład zatrzymanie oddechu bądź uduszenie, a gros ludzi wręcz nalega czasami, żeby właśnie w ten sposób w akcie zgonu zostało to napisane. Do tego wszystkiego dowiedziałem się, że skuteczne samobójstwa to jest jedna dwudziesta prób samobójczych, czyli na 20 prób jedna kończy się skutecznym samobójstwem. Czyli tak naprawdę w dniu dzisiejszym 20 dzieciaków próbowało popełnić samobójstwo. Kochani, mnie to przerasta. Mówię wam o tym dzisiaj na antenie. Zresztą też nagrałem filmik, ponieważ próbuję ostatnio zainteresować też i rozmawiać z rodzicami dzieci na ten temat. I wiecie co słyszę? Słyszę to samo od nich, co słyszę i czytam od dzieci, które postanowiły popełnić samobójstwo, że nikt ich nie słucha, że nie mają się do kogo zwrócić z własnymi problemami, ponieważ dorośli ignorują ich problemy, ponieważ nie mają w domu autorytetu. I wierzcie mi, że to nie jest kwestia tego, że te samobójstwa odbywają się w rodzinach patologicznych.
Nieprawda. I też w przypadku dzieci bardzo rzadko są przypływem impulsu. Najczęściej te dzieci wcześniej, miesiącami czasami próbują zasygnalizować problem, natomiast mają głębokie przekonanie, że zostaną po prostu polane, że zamiast wysłuchania usłyszą jakąś mądrą radę: „A przejdzie ci, a hormony wariują, a za naszych czasów było jeszcze gorzej. A nie narzekaj. A w ogóle to przesadzacie. Ja to jak kiedyś. A bo moi koledzy jak się wyśmiewali” i tak dalej. I rozmawiam z rodzicami i słyszę dokładnie to samo: „A bo dzieci są roszczeniowe, a bo jak nie mają aplikacji, a bo jak coś tam, a bo są leniwe, a za naszych czasów to my jeździliśmy rowerami, a my nie mieliśmy zabawek i jakoś sobie radziliśmy”. Ja po prostu słucham tego z przerażeniem i mówię: „A czy pamiętasz, co mówili twoi rodzice, jak miałeś 10 lat? Czy pamiętasz, jak mówili ci: ty narzekasz, ty masz rower, ty masz piaskownicę, ty masz pistolet precyzję albo rower Tigry, a ja, żeby się czymś pobawić, to musiałem najpierw zapytać dziadka czy tatę, czy pole zostało odminowane”.
Nie wspominam już o tych, którzy mówili: „A ja się urodziłem w czasie wojny, a ja miałem siedem lat, jak wybuchła wojna. Ja miałem 15 lat, jak było Powstanie Warszawskie”. I czy do nas te argumenty wtedy docierały? Że kiedyś było gorzej, że kiedyś było inaczej, że teraz trzeba się cieszyć. I na bazie tych refleksji i tych przemyśleń, i tych informacji też, które do mnie dotarły, tak sobie pomyślałem, zresztą odpowiadając też na pytanie jednego z czytelników mojej książki, jak to jest z tym czyśćcem, z tym piekłem i z tym niebem. I to, że czyściec jest tutaj na ziemi i że poprzez proces inkarnacji mamy możliwość nie tylko uczenia się, nie tylko zdobywania doświadczenia, ale również naprawiania swoich błędnych decyzji, to powiem wam, że wiem od bardzo dawna. W zasadzie od kiedy sięgam pamięcią wstecz, to jak słuchałem opinii na temat piekła, nieba i czyśćca, to by pasowało niektórym z naszych słuchaczy i komentatorów, że po naszej śmierci ktoś nam wymodli swoim działaniem, swoim zaangażowaniem, swoimi emocjami i swoją miłością ktoś nam załatwi miejsce w niebie. To jest właśnie takie przeniesienie odpowiedzialności na innych i to, żeby ktoś coś za nas załatwił. Ja zawsze sobie tak myślałem: przecież to jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego ktoś ma w pewnym sensie brać może nie odpowiedzialność, ale dlaczego ktoś ma coś za mnie załatwiać?
Przecież to ja powinienem to naprawić, skoro ja to zepsułem. WięcO tym, że ten czyściec jest tutaj na Ziemi, to wiem od zawsze. I też jak patrzę na to, co się dzieje, chociażby na przykładzie tych dzieciaków, tych nastolatków, nastolatek, tak się zastanawiam, że teoretycznie powinniśmy zmierzać w kierunku nieba, a coraz bardziej jestem przekonany, że zmierzamy w kierunku piekła. I jak na pewno usłyszeliście z moich ust wiele razy, mam duży dystans do tego, co nazywamy nieszczęściem, co nazywamy zbiegiem okoliczności, co nazywamy tragedią życiową. Tak czasami w takich właśnie sytuacjach, kiedy sam przestaję rozumieć, dlaczego dzieci muszą, może nie muszą, dlaczego zostały wciągnięte, wykorzystywane. Powiem tak: dlaczego dzieci są wykorzystywane do rozwoju świadomości dorosłych ludzi? Bo to, że są skuteczne, to bez wątpienia. Bo dla dziecka większość rodziców jest w stanie zrobić wszystko. Zrobić rzeczy, których często nie zrobiłaby dla swojego partnera, żony, małżonka, partnera takiego bądź innego. Natomiast dla dziecka jesteśmy w stanie zrobić wszystko.
Więc dzieci są skuteczne, ale dlaczego? Dlaczego zdecydowały się? Dlaczego uczestniczą w tym procesie? Dlaczego w ogóle Bóg pozwala na to, żeby one w tym brały udział? I tak powiem wam szczerze, od czasu do czasu pojawia się taka myśl, że ten nasz proces ewolucji, ten nasz proces rozwoju nie zaczął się od zera, nie zaczął się w punkcie zerowym, w punkcie neutralnym. I tak jak było w tej przypowieści o raju, że to jednak my jako ludzie coś tam żeśmy nawywijali, że to nie do końca było tak, że ten cały proces wolności, wolnej woli odbył się za obopólnym porozumieniem, to tak sobie myślę, że my żeśmy zaczęli ten proces ewolucji z takiego poziomu minus pięć, że już coś mieliśmy za uszami. I jak sobie o tym myślę, natychmiast przychodzi mi do głowy informacja, którą gdzieś tam kiedyś wyczytałem, że w Układzie Słonecznym istniała jeszcze jedna planeta gdzieś pomiędzy Ziemią a Marsem i że ktoś poddał taką teorię, że tam podobny eksperyment, jak w tej chwili na Ziemi został zrobiony. Natomiast niestety tamtejsza ludzkość nie przetrwała, nie dokonała właściwego wyboru i ta planeta po prostu nie istniała. I tak sobie myślę, zastanawiając się nad tym, że to może mieć sens. Oczywiście dzielę się w tej chwili z wami luźnymi przemyśleniami i proszę was, nie oczekujcie ode mnie, tak jak powiedziałem, dowodów.
Pomyślcie, zastanówcie się. Na pewno coś też wiecie. Na pewno coś słyszeliście. A nuż widelec. Natomiast jak patrzę, wracając do tych dzieciaków, jak patrzę, jak one już w zasadzie od najmłodszych lat, zamiast być wychowywane, muszą brać na siebie bo to tak działa, że poprzez dzieci, poprzez swoje postępowanie, poprzez swoje zachowanie, poprzez swoje też czasami tragedie biorą na siebie ciężar zmuszenia rodziców do zmiany swojego podejścia i do zmiany swojego myślenia o dzieciach, o wychowaniu, o miłości, o odpowiedzialności, o szczęściu. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, a ponieważ jest to bardzo świeża myśl, więc trochę nie miałem czasu się wgłębić w to i poszukać odpowiedzi gdzieś w sobie, ale wierzę, że ta odpowiedź przyjdzie. Dlatego zostawiam was z tym pytaniem. Zostawiam was z tym pytaniem do przemyślenia, do refleksji i jednocześnie zostawię was też ze swoją osobistą prośbą. Moja krucjata przeciwko podświadomości trwa i trwać będzie. I taki mam plan, żeby coś tam wymyśleć jednak w tej kwestii.
Natomiast moja prośba polega na tym: kochani, macie dzieci mniejsze, większe, starsze, młodsze. Pozwólcie im cieszyć się tym dziecięcym i beztroskim życiem, aby ich dzieciństwo nie było skupione naZmianie wzorców i na przeżywanie trudnych i czasami traumatycznych sytuacji. Obowiązkiem każdego rodzica jest zapewnić poczucie bezpieczeństwa własnemu dziecku, bezpiecznie doprowadzić go do osiemnastego roku życia. Pomijam wzorce podświadomościowe. W tej chwili pomijam oczywiście. Natomiast naszym obowiązkiem jako rodziców jest bezpiecznie doprowadzić dziecko do pełnoletności. A w momencie, kiedy dziecko zaczyna szastać, szafować często zupełnie bez świadomości, bo świadomość nieodwracalności śmierci podobno pojawia się u dzieci w wieku dziesięciu, dwunastu lat. Więc czasami te dzieci nie są świadome tego, że ten proces jest nieodwracalny, więc nie są świadome tego, że to jest śmierć. I to nie jest śmierć wirtualna, tylko to jest śmierć prawdziwa. Tym bardziej nasza odpowiedzialność za ich życie jest większa.
Więc wypełnijmy przynajmniej swój obowiązek. Jeszcze jeden aspekt, który pozostaje, to jest taki, że później musimy z tym żyć. Musimy z tym żyć. I zadawanie sobie pytania, czy mogłem, mogłam zrobić coś więcej, czasami trwa kilka, kilkanaście, a w niektórych przypadkach tak jak czytałem i do końca życia. Więc proszę was, proszę was, nie ignorujcie żadnego sygnału, który wysyła wasze dziecko, aby ono nie musiało niczego naprawiać, a żadne z nas nie musiało żyć ze świadomością czy mogłem, mogłam zrobić coś więcej, czego oczywiście nikomu, nikomu naprawdę kochani nikomu nie życzę. Miłości, szczęścia, radości. Wykorzystajmy jak najlepiej ten czas, bo on się już nie powtórzy. A jak się bardzo tęskni za tym czasem, kiedy dziecko miało kilka, kilkanaście lat wiedzą rodzice, którzy mają już dorosłe dzieci. To tyle. Myślę, że temat dzieci będzie wracał, bo jest z wielu powodów bardzo bliski mojemu sercu.
Ale jeszcze w takim podsumowaniu, bo miało być pytanie do was. Czy myślicie, że Bóg karze nas podświadomością za to, że kiedyś na własne życzenie opuściliśmy niebo, raj czy jak to zwał tak zwał? W każdym razie to fajne, szczęśliwe miejsce, które miało być naszym domem. Nie skończyliśmy tematu samouzdrawiania, to znaczy on się tam pojawił. To nie był temat. Natomiast rozmawialiśmy o tym, żeby dbać o nasze ciało fizyczne, o to, że w tym ciele fizycznym objawiają się inaczej. Każda emocja ma swoje odbicie w ciele fizycznym. I to jest trochę tak, że jakbyśmy na przykład uderzali się w rękę. Każda emocja to jest na przykład uderzenie pięścią w rękę. Jeżeli uderzymy się raz w tą rękę i powstanie nawet siniak, nawet powstanie jakaś boleść, to jeżeli damy sobie spokój, to ten siniak, ta boleść ona z czasem sobie przejdzie.
Natomiast jeżeli będziemy codziennie bądź wielokroć w ciągu dnia walili w tą samą rękę, w to samo miejsce, to ta rana nigdy się nie zagoi i z czasem zrobi się tam tak paskudny stan zapalny, z którym nasz organizm już sobie nie będzie w stanie poradzić. Dlatego pamiętajcie, że każda emocja ma swoje umiejscowienie, ma swoje odbicie w ciele fizycznym. Ja miałem przyjemność teraz zakończyć rehabilitację. Tak, miałem rehabilitację, dwa tygodnie rehabilitacji na kręgosłup, ponieważ tym się wam nie chwaliłem, ale w wieku osiemnastu lat miałem kontuzję sportową, którą oczywiście... kontuzję sportową na kręgosłupie, którą jak zwykle każdy osiemnastolatek ignoruje i póki, że tak powiem, byłem sprawny, ruszałem się, ćwiczyłem i tak dalej, nie było żadnych problemów. Natomiast po trzydziestce zaczęło to coraz bardziej doskwierać. Siedzący tryb życia, praca i tak dalej, więc to zaczęło doskwierać, więc od czasu do czasu funduję sobie taką właśnie rehabilitację, ponieważ na operację jakby się na razie nie wybieram. I mimo że uwierzcie, że ja emocjonalnie dbam bardzo o siebie, to chodząc na ćwiczenia, które tam miłe panie mi, nie sądzę, żeby nas słuchały. Natomiast gdyby to je serdecznie pozdrawiam, które tam miłe panie mi zafundowały. Patrzyłem na swoje ograniczenia iZaobserwowałem, jak bardzo pewne emocje, które pojawiły się w ostatnim czasie, wpłynęły na przykład na wiotkość moich mięśni.
Natomiast niektóre bardzo spowodowały stan zupełnie odwrotny. Niby nic, niby cały czas gdzieś na bieżąco staram się pewne sytuacje rozwiązywać. Nie noszę ich, nie magazynuję ich. To mimo wszystko gros takich, które wydają się małe i nieistotne, mimo wszystko one się w tym naszym ciele fizycznym zbierają. I słuchajcie, one sobie same stamtąd nie wyjdą. Musimy im troszeczkę pomóc. Rozmawialiśmy tutaj w zeszłym tygodniu o oddychaniu i dzisiaj bardzo chciałbym się troszeczkę temu tematowi bliżej przyjrzeć z kilku powodów. Ponieważ oddychanie jest najprostszą formą dostępną dla każdego. Formą po pierwsze radzenia sobie z emocjami. O aspektach fizycznych dotlenienia organizmu i tak dalej w ogóle nie mówię.
Dotlenienia, poprawienia krążenia, czyli dokrwienia organizmu, dopuszczenia tych substancji odżywczych do najdalszych zakątków naszego ciała. To o tym nie mówię, bo to jest oczywiste. Natomiast ma to też znaczenie z punktu widzenia energetycznego. Ja przynajmniej uważam i myślę, że większość ludzi, którzy się temu przyglądali bądź przetestowali to na sobie, zgodzi się ze mną, że właściwy przepływ energii, prawidłowy przepływ energii przez ludzkie ciało jest tym aspektem, który przekłada się na zdrowie fizyczne naszego organizmu. Ja już nie wspomnę o takich aspektach. Na pewno zauważyliście, jak ludzie mają krótki oddech i najczęściej, jak mówią, mówią na krótkim oddechu i w taki znerwicowany sposób. Wyrzucają słowa i czuć od nich wtedy takie poddenerwowanie, zdenerwowanie. Albo na przykład nie wiem, czy zaobserwowaliście, jak ktoś nie chce nam czegoś powiedzieć, bądź kręci, bądź nie chce do końca, nie jest z nami do końca szczery. Na przykład często chrząka, pokasłuje. To są takie proste przejawy i informacje o tym, że ktoś ma jakiś problem z czakrą gardła.
To tak na marginesie. Ten właściwy przepływ energii przez nasze ciało pozwala naszemu organizmowi w miarę skutecznie bronić się przed następstwami naszych negatywnych emocji. Jeżeli połączymy to ze świadomym oddychaniem. Świadome oddychanie to jest na przykład oddychanie i afirmowanie i wyobrażanie sobie, co się w tym momencie dzieje. Ja kiedyś wymyśliłem sobie taki sposób, że zaczynając swoją przygodę z oddychaniem, wyobrażałem sobie, że przez czakrę korony, że tam jest taki lejek. Wtedy wyobrażałem sobie taki lejek i w momencie, kiedy zaciągałem powietrze i tak jakbym zasysał przez ten lejek energię. Wtedy jeszcze nie widziałem aury, więc bawiłem się trochę kolorami, ale to za chwilę o tym. Zasysam tą energię i ona przez ten lejek umiejscowiony na samym czubku głowy wlewa się do mojego organizmu przez głowę od góry, tu w dół, poprzez szyję do serca i aż do narządów wewnętrznych i nogami, wypłukując resztki, zabierając ze sobą te negatywne emocje poprzez stopy odpływa sobie do ziemi. Ja to sobie podzieliłem wtedy na trzy, bo jeszcze nic więcej nie byłem w stanie zrobić ze swoim oddechem. I to było tak, że licząc powoli do trzech zaciągałem tą energię.
Ona wpływała aż do mojego wnętrza, a później licząc do trzech tą energię w sobie zatrzymywałem po to, żeby ona mogła sobie tam dojść do wszystkich części mojego ciała i tam zrobić porządek.A później wydychając również powoli, licząc do trzech poprzez nogi, kolana, stopy, ona tam się łączyła z ziemią. Tak sobie wymyśliłem kiedyś. I wiecie co zauważyłem? Że ludzie, którzy mają problemy w komunikacji pomiędzy trzema górnymi czakrami a trzema dolnymi czakrami, mają bardzo często sam brzuch otyły. Zastanawiałem się, czy to ma jakiś sens, czy to ma jakąś logikę. Więc oczywiście musiałem to przetestować. I zatrzymując w sobie informacje z poziomu ego, czyli z poziomu podświadomości, z poziomu czakry splotu słonecznego, po kilku dniach obserwowałem, jak te emocje w żołądku się zbierają, jak ten brzuch staje się twardy, jak to wszystko tam w środku kipi. I ponieważ moja pierwsza przygoda z czakrami polegała na tym, że ktoś mi powiedział, że każda czakra ma inny kolor. Więc ja oczywiście tymi kolorami się bawiłem. Że tutaj fioletowa, później zielona i te kolory się zmieniały.
I nie ukrywam, że to mnie strasznie rozpraszało. A później przestałem widzieć kolory i widziałem, jak złocisto-srebrna energia się wlewa i w moim organizmie zamienia się w kontakcie z tymi emocjami zamkniętymi gdzieś w najdalszych cząstkach mojego ciała, zmienia się na szarą, ciemną, brzydką. A już opuszczając moje ciało, zdarzało się, dużo zależało od tego, w jakim byłem stanie emocjonalnym, że ona miała już kolor wręcz czarny. I teraz mam do was, kochani, pytanie, bo wiem, że część z was widzi aury, część widziała, ale już nie chce widzieć. Jakiego koloru energię aury wy widzicie? Jak możecie, to podzielcie się ze mną i z innymi tą informacją. Natomiast reasumując, techniki oddychania, ponieważ mieliśmy już rozmawiać o konkretach, o konkretnych technikach, o konkretnych sposobach. Więc przedstawiłem wam swój pomysł na to i obserwacje swojego własnego organizmu, jak reaguje na oddychanie, jak reaguje moje gardło, jak reaguje moje serce, jak reagują moje narządy wewnętrzne, kiedy na przykład jest kumulacja zewnętrznych bodźców, która jest trochę negatywna, bądź w otoczeniu smutnych i energetycznie smutnych ludzi. Co się dzieje z moim organizmem? A co się dzieje w momencie, kiedy połączyłem oddychanie z afirmacją wlewania, wchłaniania w siebie tej fajnej, złotej energii?
Był taki moment, kiedy widziałem, jak te drobinki energii dochodząc na przykład do miejsc, które mnie bolały, iskrzyły. Tak jakby następowała tam jakaś reakcja energetyczna bądź chemiczna na zasadzie nie walki, ale zamiany jednej energii w drugą. Więc podsunąłem wam jakiś pomysł. Dla mnie super. W dalszym ciągu z niego sobie korzystam, bo nie zawsze jest tak, że zawsze tylko i wyłącznie przebywam w tak miłym i szacownym gronie jak w poniedziałkowe wieczory. Czasami kontaktuję się z rzeczywistością, żebyście nie myśleli, że jestem mnichem zamkniętym gdzieś w Tybecie i koncentruję się tylko i wyłącznie na medytacjach i filozoficznych rozważaniach. Nie. Uczestniczę w normalnym życiu zawodowym, biznesowym, w przeróżnych sytuacjach. Ponieważ, jak to wiedzą moi znajomi, jestem otwarty i oczywiście mam świadomość tego. I są takie momenty, kiedy się gdzieś tam blokuję.
Natomiast jestem otwarty.Wszystkie moje czakry są, centra energetyczne nastawione. Kto chce, to sobie coś z niego uszczknie. Więc ja też przyjmuję jakieś dawki energii. Korzystam z tej techniki w dalszym ciągu i jeżeli ktoś mi powie, że nie jest w stanie wygospodarować 30 sekund rano bądź wieczorem na wykonanie pięciu oddechów. Przepraszam, minuta, bo pięć oddechów po dziewięć sekund to jest 45 sekund. Naprawdę nic prostszego i lepszego dla waszego życia, że tak powiem, energetycznego, dla waszego ciała fizycznego, dla waszego pozbycia się negatywnych emocji, które w tym organizmie i waszych myślach zalegają, nie jestem w stanie wymyślić. Więc jeżeli ktoś nie jest w stanie poświęcić minuty dla swojego dobra, to w zasadzie... Nie powiem tego, ale w zasadzie to jest pierwszy krok. To jest najprostsza rzecz, którą można i trzeba dla siebie zrobić, żeby zrobić krok dalej, gdzie jest praca nad sobą, o której wiele osób mówi, gdzie są medytacje i tak dalej. Więc zacznijcie od tego i zobaczcie, jak fajnie można się po tym poczuć.
I to jest następna korzyść. Ta, z której ja mam największą satysfakcję. To jest 45 sekund bez podświadomości. Uwierzcie mi, to jest bardzo duży krok ku temu, żeby troszeczkę z nią zmienić płaszczyznę współpracy. Dla tych, którzy być może nie zetknęli się z tematem czakr, powiem, że czakry to jest siedem punktów centrów energetycznych, które są rozmieszczone wzdłuż naszego kręgosłupa od samego jego początku, od jego dolnej części aż do czubka głowy. I pierwsze trzy, czyli te na odcinku lędźwiowym, które są umieszczone aż do żołądka, aż do splotu słonecznego, są odpowiedzialne za nasze życie ziemskie, za nasze ziemskie uwarunkowania, za chęć przetrwania, za przeżycie, za relacje, za to, co nazywamy ziemskim ego, za seksualność, za stronę materialną, czyli za to wszystko, co jest tutaj ziemskie. Czakra serca, wiadomo, że jest na wysokości serca i to jest pierwsza taka czakra bardziej emocjonalna. Następne czakry są już związane bardziej z życiem emocjonalnym i duchowym. Im wyżej w górę jedziemy, tym te aspekty duchowe są coraz mocniejsze. Czakra gardła, czyli umiejscowiona na wysokości gardła, jest odpowiedzialna za tak zwane centrum naszego wyrazu, czyli za umiejętność wyrażania siebie, swoich potrzeb, swoich myśli, swoich emocji.
Czakra trzeciego oka, umiejscowiona na czole, tak krótko ujmując, jest odpowiedzialna za sferę niewerbalną, czyli za te sprawy, które nazywamy intuicją. I oczywiście czakra korony, która jest odpowiedzialna za naszą łączność ze sferą duchową. Jest naszym takim nadajniko-odbiornikiem. Oczywiście kwestia przesunięcia jej centymetr w tą, centymetr w tamtą. Kochani, proszę, nie bijmy o to piany. Kwestia kolorystyki to jest temat, który zarzuciłem. Powiedzcie mi, jak wy to widzicie. Nie jak wyczytaliście, tylko bardziej jak wy to widzicie. I zadam wam jeszcze jedno takie pytanie odnośnie, skoro jesteśmy przy temacie czakr. Czy pamiętacie, w którymś momencie podczas mszy jest ten moment, kiedy robi się znak krzyża, kciukiem się tam robi.
Czy pamiętacie, w którym to jest miejscu? I czy słyszeliście o tej teorii, że jest to działanie celowe po to, żeby w ten sposób zablokować pewne czakry odpowiadające za nasz kontakt?Taki właśnie emocjonalny i pozawerbalny. Jeszcze powiem wam o czakrach, bo tak teraz mi się przypomniało. Ja na przykład mam tak, nie wiem, ciekawy jestem, czy wy też tak macie, że na przykład jak idę do fryzjera, to fryzjer ma ze mną bardzo duży problem, ponieważ ja wyczuwam swoją obecność również, natomiast z zamkniętymi oczami wyczuwam, jeżeli ktoś zbliża bądź coś zbliża się w okolice mojej czakry trzeciego oka. Po prostu wyczuwam takie mrowienie, aż czasami w zależności od intensywności, to aż na czole i na przykład na oczach, aż na oczodołach, aż na czubku nosa. To jest bardzo dziwne uczucie, ponieważ ono nie jest fizyczne, aczkolwiek odbywa się w ciele fizycznym. No i właśnie fryzjerki mają zawsze z tym problem, bo różnie reaguję. Oczywiście nie reaguję agresywnie. Jeżeli ona się tam zbytnio upiera, żeby różnego rodzaju sprzętami w tych okolicach zbyt długo manipulować, to proszę o to, by zmieniła rejon swojej pracy przynajmniej na chwilę, żeby dała mi po prostu odpocząć. Nie wiem, czy też coś takiego macie.
Dzielę się z wami swoimi doświadczeniami, swoimi odczuciami. Trochę tak, żeby was może nie tyle przekonać, tylko żebyście trochę więcej po prostu o mnie wiedzieli. Żebyście trochę więcej wiedzieli. A poza tym też was chcę ośmielić do tego, żebyście też więcej mówili o sobie, bo co prawda to ja się podjąłem prowadzenia audycji, ale w momencie, kiedy więcej ludzi wypowiada swoje zdanie, mówi o sobie, wtedy też widać różnorodność doświadczeń. Bo my w swojej podświadomości bardzo często oczekujemy tego, żeby ludzie byli tacy jak my, że dajemy rady, bądź wprost czasami wymagamy, by ludzie postępowali, zachowywali się, reagowali tak jak my. I to jest taka jedna z największych pułapek podświadomości. Tak jakbyśmy tylko my wiedzieli, co jest dobre, co jest złe, jak należy, czego nie należy i tak dalej. A słuchając innych ludzi zauważamy, mimo że na zewnątrz sprawiamy wrażenie podobnych do siebie, jak bardzo w środku różnimy się i swoim odczuwaniem i swoim nawet myśleniem i swoim reagowaniem. A to powoduje, że z czasem pozwalamy ludziom żyć tak, jak chcą. A w zasadzie to jest to jeden z takich naszych głównych celów, byśmy potrafili szanować drugiego człowieka i nie oczekiwali, i nie wymuszali na nim, by był do nas podobny.
Dokończając temat, wątek, który zacząłem w zeszłym tygodniu odnośnie naszego ciała fizycznego i tego, że warto o niego zadbać. Nie namawiam was już na dwutygodniowe rehabilitacje bądź jakieś inne wyczyny fizyczne, aczkolwiek uważam, że każdemu dobrze to zrobi. Dlatego podzieliłem się z wami najprostszą, najmniej wymagającą wysiłku oraz czasu. I mało tego, nie trzeba nawet wychodzić z domu, nie trzeba nawet wyłączać telewizora, aczkolwiek może trochę rozpraszać. Więc najprostszą i najkrótszą technikę, jaką znam. Więc tyle w kwestii dokończenia tematu. A ponieważ mamy już godzinę 21:10, więc znowu tematu, który miał być dzisiaj poruszony pewnie się nie da przelecieć. Natomiast oczywiście zapoczątkuję go, bo temat jest ważny. Temat dotyczy naszych lęków. A jeszcze zanim go zacznę.
Kochani, czasami część z was pewnie się nudzi, czasami część z was pewnie się może nawet złości na mnie, że tak pewne rzeczy rozbieram na czynniki pierwsze, bądź tak drobiazgowo do nich podchodzę, bądź tłumaczę jak przysłowiowy chłop krowie na rowie. Natomiast bardzo ciekawe i bardzo ważne dla mnieStwierdzenie padło. Stwierdzenie, taka w sumie troszeczkę recenzja mojej książki od jednej z naszych słuchaczek, której powiedziałem, że ona najprawdopodobniej trochę przy mojej książce się wynudzi, ponieważ zakres jej wiedzy jest już, jakby, niewiele tam ją pewnie będzie w stanie zaskoczyć, jeżeli chodzi o moją książkę. I ona powiedziała, że faktycznie może nie to, że się nudzi, bo mówi, że pierwszy raz widziała książkę z taką ilością emotikonów, mordeek, uśmieszków i jakichś tam innych rzeczy. I że żałuje, że nie dostała tej książki dwadzieścia pięć lat temu, bo to by pozwoliło jej zupełnie inaczej. Być może pewnie szybciej poukładać pewne rzeczy, pewną wiedzę i może uniknąąć jakichś tam doświadczeń. I kochani, ja też żałuję, że nie dostałem takiej książki dwadzieścia pięć lat temu i dlatego postanowiłem ją napisać. Taką prostą, zwykłą książkę nie dla fachowców, nie dla ludzi, którzy siedzą w tym od lat, mają wiedzę, wyczytali już mnóstwo. Nie. Właśnie taką książkę, której ja i wielu z nas potrzebowało na początku swojej drogi.
Prostej, przystępnej, przyjaznej i zrozumiałej. Więc ja, pomny tego, co ja przeżywałem wtedy, postanowiłem skierować się zwłaszcza właśnie do takich ludzi, którzy zaczynają. Bo ci, co już siedzą, ci, którzy już, że tak powiem, drążą temat, którzy wiedzą, oni już sobie poradzą. Jak nie tu, to tam, jak nie na zewnątrz, to wewnątrz. Natomiast najbardziej zagubieni są zawsze ci, którzy zaczynają, których coś zmusiło do spojrzenia, do szukania rozwiązań w innych sferach niż tylko w sferach rozumowych, niż tylko w sferach podświadomościowych. I oni nie wierzą. Tak jak każdy z nas nie wierzy. To absurd, to bez sensu. To się kupy nie trzyma, tak? A jednak wszystkie dotychczasowe rozwiązania nie zdały egzaminu w całym umyśle swoim ani swoich znajomych nie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, więc potrzebuję jakichś innych źródeł informacji.
I dla tych właśnie, przede wszystkim dla tych oczywiście dla każdego chcę mówić to, co mówię. Natomiast wiem, że ci ludzie, tacy ludzie, którzy zaczynają dopiero, są najbardziej zagubieni i oni najbardziej potrzebują prostej, jasnej i klarownej pomocy. Dlatego tak wracam. Dlatego się czasami cofam. Dlatego wyjaśniam po raz kolejny, żeby przede wszystkim nikogo nie zniechęcić. No dobrze, kochani, o co chodzi z tymi lękami? O co chodzi z tymi lękami? Otóż przecież sami wiecie. Przecież sami wiecie, że lęk-- inaczej. Zadam wam pytanie.
Kim byście byli? Co byście robili? Z kim byście byli? Czym się zajmowali? W jakim najprawdopodobniej miejscu bądź kraju byście się obecnie znajdowali? Jak przebiegałby wasz dzień, tydzień, miesiąc? Jak przebiegłoby wasze życie, gdyby nie lęk? Gdyby nie strach? Najpierw strach przed rodzicami, później strach przed-- nie, przepraszam. Najpierw strach przed, chociaż ciężko powiedzieć, czy najpierw był strach przed rodzicami, czy najpierw był strach przed rówieśnikami.
Wydaje mi się, że pierwszy był strach przed rówieśnikami, ponieważ te relacje zaczynają się dużo wcześniej, a na początku to tych rodziców się bardziej kocha, niż się ich boi. Więc myślę, że strach przed otoczeniem, strach przed rówieśnikami był pierwszym świadomie. Oczywiście ja nie wspomnę tu w ogóle o strachu, który pojawił się w momencie opuszczenia ciała naszej matki. Strach, który się pojawił w momencie, kiedy pojawiliśmy się w ogóle poza brzuszkiem naszej mamusi. Ten strach był pierwszy, tak? Później ten strach o przetrwanie, tak? Przecież te wrzaski dziecka małego nie wynikają z tego, że dziecko jest tak bardzo głodne i dlatego płacze. Nie. Dziecko płacze takie malutkie, ponieważ jest przerażone, że może umrzeć, że może umrzeć z głodu. To nie jest eskalacja emocji po to, żeby mama szybciej, że tak powiem, przyleciała z cycuszkiem albo żeby tatuś szybciej, że tak powiem, wyjął butelkę z podgrzewacza.
Nie. To jest przerażenie, że dziecko, przerażenie, że może umrzeć z głodu. To jest taka skala problemu. Skala problemu pod tytułem ból żołądka czy jakikolwiek ból wynika również z tego, że zostało zachwiane poczucie bezpieczeństwa dziecka.I dziecko po prostu tak reaguje nawet na najmniejszy ból, ponieważ jest przerażone tym, co go w życiu spotyka. Tak samo mokrą pieluchą, która go parzy czy zachwiała jego poczucie bezpieczeństwa. Więc to są w ogóle absolutnie pierwsze lęki, które się pojawiły w naszym życiu i do tego wszystkiego nie mamy na nie żadnego wpływu. Nie jesteśmy w stanie samodzielnie sobie z tymi lękami poradzić, z tą sytuacją. Więc to jest sytuacja pełna przerażenia i takiego strachu prawdziwego o przetrwanie, o przeżycie. Później się właśnie pojawiają te lęki, które są związane z naszym otoczeniem. Z naszymi kolegami i koleżankami, dla których co?
Tylko nie próbujcie mówić, że nic. Że wy byliście od razu wszyscy, że tak powiem, tacy cwani, tacy pewni i tak dalej. Nie. Bo nawet ci najgorsi, że tak powiem, terroryści wśród dzieciaków też przeżywają lęki, że może się trafić ktoś silniejszy od nich bądź ktoś może im tą władzę odebrać, bądź może ich ośmieszyć i tak dalej. Zresztą ich chęć panowania też wynika ze strachu, że mogą zostać sami. Więc to nie jest tak, że jest to pozbawione strachu. Później jest strach przed rodzicami, bo chcielibyśmy już samodzielnie to życie planować w wieku 12 lat najlepiej, już w tej chwili. Czyli decydować za siebie, decydować co się zrobi, czego się nie zrobi, czy się będzie chodzić do szkoły, czy się nie będzie chodzić do szkoły. Zwłaszcza dzieci w tym wieku są przepełnione dużą ilością mądrości, które wyczytują w internecie, które oglądają na różnego rodzaju filmach, portalach i tak dalej. Więc tej wiedzy teoretycznej mają bardzo dużo.
Same chcą decydować, co będą jadły, jak się będą ubierały i tak dalej. Co oczywiście spotyka się z oporem rodziców i tu już w grę wchodzą takie poważne kary, typu zabranie smartfona bądź laptopa. Później dochodzą lęki przed zmianami szkoły, zmianą otoczenia, przed wyborami. Jaką szkołę wybrać, do jakiej iść, czy ona na pewno jest naszym wyborem. I tak dalej. Później to wchodzenie w dorosłość, czyli partnerstwo, w której nasza wolność zostaje w sposób bardzo drastyczny ograniczona. Później jest macierzyństwo, ojcostwo, gdzie już całkowicie przestajemy być decydentami swojego losu, swojego czasu, swoich zachowań i tak dalej. Do tego dokłada się praca, która jest powiązana z odpowiedzialnością za rodzinę. I na sam koniec pojawia się kredyt, który determinuje następne nasze 15, 20 czy 25 lat naszego zachowania, naszego decydowania, naszych decyzji. Więc czy lęki mają wpływ na nasze szczęście?
Jeżeli chcecie lepiej zrozumieć odpowiedź na to pytanie, to pomyślcie, kim byście byli, jacy byście byli, co byście robili, gdybyście nie bali się, gdyby nie strach na różnych etapach waszego życia. Tym razem zatytułowałem pytanie „Kim byście byli?” ponieważ ja wiem. Ja wiem, kim byłbym, a przynajmniej co robiłbym, gdyby nie strach. Więc ja już w pewnym sensie mam lekcję odrobioną, więc zadaję wam to pytanie i lekcję do odrobienia na następną audycję. Ponieważ wiem, że ten temat jest na tyle duży, że go nie pociągniemy w trakcie tej audycji, a poza tym patrzę, że prawie dochodzi wpół do dziesiątej. Więc panie Marku, jeżeli nie ma telefonów, to może bym poprosił o Messengerka i zobaczmy, co tam się wydarzyło.
[01:06:24] - Właśnie jakiś czas temu jeden słuchacz się dodzwaniał, mimo że komunikowałem wyraźnie na początku audycji, że linię telefoniczną otwieramy po 21:00. Nie dość, że słuchacz dzwonił już o 20:30, to jeszcze nie na ten numer, który podałem, więc niestety słuchacze słyszeli ten dzwonek ze Skype'a. Jakoś go odfiltruję z nagrania mp3. Już teraz naszą linię telefoniczną oczywiście otwieramy. Nasz numer telefonu to-
[01:06:55] - Panie Marku, bardzo mocno przepraszam, że tak powiem, w trakcie audycji musiało mnie coś bardzo mocno poruszyć
[01:07:05] - Skoro go tak mocno poruszyło, to być może spróbuje zadzwonić jeszcze raz. Właśnie tutaj, właśnie teraz. Więc podaję ten nasz numer 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadugadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na państwa pytania i komentarze na naszych czatach, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z naszą dzisiejszą audycją, ale nie tylko, na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:08:09] - Kochani, dzwońcie, bo jeżeli następnej audycji nie będzie, to z powodu mojego laptopa.
[01:08:20] - Zawsze jeszcze możemy się połączyć drogą telefoniczną. Może odbierzmy słuchacza, który właśnie się do nas dodzwonił. Halo, Radio Paranormalium, jesteśmy już na antenie.
[01:08:32] - Ja właśnie zadzwoniłem dlatego, że zobaczyłem, że się coś zawiesiło i były prośby, żeby ktoś dzwonił.
[01:08:43] - Dziękujemy!
[01:08:44] - Nie wiem, o czym mam mówić, bo świetna audycja w ogóle, co chwilę bym coś powiedział. Ale o lęku miała być.
[01:09:03] - I znowu się nie wyrobiliśmy. Znaczy ja się nie wyrobiłem. To nie to, że my. Ja się nie wyrobiłem. Jak zwykle się rozgadałem.
[01:09:11] - Ale o lęku.
[01:09:12] - Tak, proszę bardzo, chętnie w temacie audycji. Może będzie okazja na ten temat.
[01:09:18] - Ja napisałem już na forum, że pierwszy lęk jest jednak przed rówieśnikami, bo to jest pożądanie rówieśników, a zarazem lęk przed nimi. I to jest do rozegrania. Ale ruinę powoduje system szkolny, bo ja nie chodziłem do przedszkola i byłem jedynakiem w domu, dziwnie wychowywanym. I podwórko. Ja walczyłem z rówieśnikami, ale oni byli po przedszkolach, a w szkole się pogubiłem, bo nauczyciele i cały system szkolny jest oparty na lęku, zastraszaniu uczniów. Groźby: pójdziesz do poprawczaka. To się zaczyna od pierwszych klas podstawówki. Później: nie zdasz do następnej klasy i tak dalej. Będziesz nikim, a w końcu straszą już w liceum, że jak na studia nie pójdziesz, to do wojska cię wezmą, komunistycznego.
[01:10:33] - Tak było. Pamiętam.
[01:10:36] - Tak było. Straszyli tą armią. Rodzice też. Masz się uczyć tu i strachem. Wszystko lękiem, strachem. Później człowiek taki głupi jest w efekcie. Ja to właśnie mam, to się tak ciągnie za mną, próby przebicia się jakiegoś i ciągłe tego przełamania lęku. Ale to dużo robiłem, pewnie sobie muszę poradzić. Ale już za stare jestem, żeby sobie nie radzić. Nie jestem małolat, ale współczuję tym młodym ludziom nawet dzisiaj, ten terror okropny.
Dlaczego ludzi wychowywać trzeba strachem? Tego nie rozumiem.
[01:11:30] - Ja powiem tak, dlaczego. Przecież my też poruszaliśmy ten temat kilka razy, że tak na dobrą sprawę dla gros ludzi wizja, że będzie lepiej, nie jest motywacją do działania i nikt się nie zastanawia, dlaczego jest mu lepiej. Natomiast gros ludzi porusza dopiero wizja, że będzie gorzej. I też nieprzyjemne sytuacje bardziej zmieniają nasze myślenie i powodują jakąś refleksję niż sytuacje, które są pozytywne.
[01:12:08] - To bardzo ciekawa rzecz, bo ja tego nie wiedziałem, bo mnie kręciły zawsze obietnice czy coś pozytywnego. A jak straszono, to straszne wizje, myśli samobójcze zaraz. Całe życie takie miałem od dziecka.
[01:12:32] - Ja powiem tak, to jest całkowicie naturalne. Ja kiedyś nawet wysnułem taką teorię i taki pomysł, że rodzice zanim się zdecydują na przykład na małżeństwo bądź na urodzenie dziecka, zresztą to samo powinno dotyczyć na przykład pracodawców czy nauczycieli w szkołach, osób zarządzających, że obowiązkowo powinni chodzić na kursy, to się tak brzydko nazywa, tresury psów czy tresury zwierząt, gdziePierwszą podstawową zasadą jest to, że zwierzę się nagradza za dobrze wykonane rzeczy, a nie karze za złe.
[01:13:18] - No właśnie, wychodziło ludzkości, wierząc tak jest faktycznie.
[01:13:24] - Natomiast w relacjach ludzkich fundujemy sobie zupełnie odwrotny mechanizm.
[01:13:33] - Właśnie nie powinno tak być. A ja w ogóle się bałem, później się pogłębiło lęk przed rówieśnikami, lęk przed nauczycielami. A ja w ogóle bardzo dziękuję za spostrzeżenie, że ci moi agresywni koledzy czy koleżanki w szkole, oni się tak samo bali jak ja. Dlatego na przykład do mnie byli agresywni, bo z powodu, że lepsze stopnie od nich miałem.
[01:14:06] - No więc właśnie. Czasami oni się bali bardziej od nas.
[01:14:09] - Ja tego nie widziałem, że oni się bardziej boją.
[01:14:14] - Dlatego posuwali się do tak dramatycznych sytuacji. Człowiek, który mówi: a jak nie tak, to inaczej, ale ja tamtych kolegów będę miał, bo mam jakiś pomysł. Zbudujemy razem samolocik, bo wyskoczymy gdzieś razem. Mam jakieś pomysły, mam jeszcze jakieś argumenty w ręku, więc coś wymyślę. Natomiast ludzie, dla których jedynym argumentem jest siła bądź uroda, tracąc ten argument, stają się w ich przekonaniu nikim.
[01:14:46] - To dobra uwaga, bo ja akurat z tego lęku szkolnego miałem ten epizod, że mnie po prostu bulimi dostałem. Strasznie gruby byłem i się potwornie dziewczyn wstydziłem i w ogóle. Takie ciężkie przejścia przez to. Ale z drugiej strony ja nie byłem agresywny, ze wszystkimi gadałem i w ogóle z takimi kolegami co na przykład ledwie na trójki, z klasy do klasy przełazili. A odkryłem, że to często byli inteligentni goście, po prostu. Nie wiadomo dlaczego tak zgnojeni. Myśmy rozmawiali na przykład wtedy o konflikcie z takimi właśnie tymi dwójarzami. Cholera, takiego pamiętam kolegę. Myśmy chodzili sobie we dwóch. Się dziwili, że ja niby lepszy uczeń z takim niby durniem się zadaję.
A myśmy sobie rozmawiali o wojnie indyjsko-pakistańskiej i o globalnej sytuacji strategicznej na świecie.
[01:16:02] - No to fajne tematy. W której to klasie było?
[01:16:08] - W podstawówce. To był '71. Ta wojna wtedy to był '72, tak?
[01:16:16] - Ja to nie pamiętam. Ja się takimi tematami w podstawówce nie zajmowałem, dlatego ciekawy byłem, kiedy pan się tym zainteresował. No, jestem pod wrażeniem.
[01:16:31] - Ojeju!
[01:16:32] - Ja wtedy czytałem Tygryski.
[01:16:36] - Podstawówka to już to się zaczęło w szóstej klasie, że ta inteligentniejsza część klasy to byli lepsi i gorsi uczniowie. W domach wszyscy słuchali Wolnej Europy. Rodzice i my też. I myśmy ciągle gadali tylko o polityce. Zaczęło się wszystko, tak prawdę mówiąc, na ostro w siódmej klasie. Grudzień '70. To było coś niesamowitego. Ojej, ja nie chcę zanudzać, tylko opowiedzieć. Ale to właśnie, że bój w klasie był. Wszyscy już w tej dwóje z wychowania obywatelskiego, potem nastał obierek po feriach świątecznych i te dwóje wymazano.
Portrety znikły Gomułki, tego Breńkiewicza i tak dalej ze ściany. Komedia, to jest po prostu komedia.
[01:17:42] - Ciekawe wspomnienia, ciekawe przeżycia, ale faktycznie może nie ciągnijmy tych tematów historycznych, bo nie wszyscy.
[01:17:54] - Ja bym teraz wprowadził coś takiego. Może dla ludzi, może ktoś ze słuchaczy interesuje się takimi rzeczami. Bo ja teraz zafascynowałem się taką książką i to jest książka o dziedzinie nauki geopolityce. Tam autor jest Jacek Rostowski, ale czytam to i to jest taki niby geniusz wszystko. Ja się troszeczkę niby zgadzam, co on pisze, bo on pięknie opisuje myślenie tych polityków i myślę, że to jest ważne, jak ci decydenci widzą świat. Natomiast on nie uwzględnia tam takich czynników jak UFO, mówiąc w skrócie, czy rozwój duchowy ludzkości, że ludzie duchowo się rozwijają, że miłość jest ważniejsza. On tego nie uwzględnia, że w jakimś momencie jakieś przywódca mocarstwa może, tak powiem w cudzysłowie, zwariować i zacząć się zachowywać irracjonalnie w stosunku do geopolityki. Ja nie wiem, kimś takim według mnie był Barack Obama.
[01:19:22] - Ja mam prośbę, bo zeszliśmy z historii na politykę, więc jak-
[01:19:27] - Nie, ja tylko do faktu-
[01:19:28] - Jak zejdziemy na religię, to myślę, że-
[01:19:32] - To dopiero by było!
[01:19:34] - Właśnie. Dlatego póki żeśmy-
[01:19:36] - Ojej, to już nie. Dobrze, to już o księdzu nie będę.
[01:19:42] - Póki żeśmy nie zabrnęli, to może-
[01:19:48] - To by było nieźle. Ojej, bym już musiał opowiadać o swoich relacjach z pewnym takim osobnikiem. Dobrze, dziękuję. Nie, nie mówmy. To jest nie na temat. Ja coś o tym napiszę może, ale nie praktycznie. Dziękuję.
[01:20:07] - Dziękujemy bardzo za telefon. Tradycyjnie wszystkiego dobrego.
[01:20:14] - Dziękuję ślicznie, tak.
[01:20:16] - I czekamy na następne.
[01:20:17] - Jasne, że tak! A ja coś napiszę może po prostu i zryjka.
[01:20:27] - Dobra, zapraszamy.
[01:20:30] - Lepiej pisać można.
[01:20:36] - Tu też w międzyczasie ktoś próbował się dodzwonić na nasz numer stacjonarny. Mimo że podaję numer komórkowy na antenie, to niektórzy dzwonią tylko na stacjonarny, nie wiedzieć czemu. Spróbuję może tego słuchacza dodać, a chyba się niestety nie uda dodać do rozmowy grupowej. Także proszę słuchaczy o dzwonienie na numer komórkowy 530 624 193. Tutaj niestety mamy numer stacjonarny w Skype także jako tak zwany numer w Skype, to się tak nazywa. I niestety jakiś problem techniczny tutaj z tymi numerami występuje w ostatnim czasie. Także prosimy dzwonić tylko na numer komórkowy 530 624 193.
[01:21:27] - Dobrze, to korzystając z tego, że nikt chwilowo nie dzwoni, ja wrócę. Znaczy zacznę, bo ciężko wrócić, jak jeszcze nawet nie zacząłem. Jestem na godzinie 20:09. Krzysztof Rebińek pisze: „Ja czuję coś innego, więc nie pytaj o dowody”. Tutaj Mr. Treehouse pisze: „Miałem, właśnie to napisałem Ibelliosie, że to wygodnictwo i lenistwo”. Czyli to są komentarze do początku audycji. Ja oczywiście swoje zdanie-
[01:22:04] - Dodzwonił się do nas słuchacz, który próbował się przed chwilą dodzwonić na stacjonarny. Dodzwonił się na komórkowy szczęśliwie. Halo, Radio Paranormalium, jesteśmy już na antenie.
[01:22:13] - Dzień dobry, ja chciałam porozmawiać w sprawie lęku.
[01:22:17] - O!
[01:22:18] - Mam taką konkluzję, wie pan. Przede wszystkim od dziecka jesteśmy uczeni lęku przed słowami i wydaje mi się, że słowa wywołują w nas największą barierę. Nie potrafimy powiedzieć ludziom tak zwanej prawdy w oczy, nie potrafimy powiedzieć swojego zdania. Mamy problem z wyrażaniem siebie, tego, co naprawdę myślimy. Wydaje mi się, że to jest taka rzecz, którą wpojono nam od dzieciństwa, bo tego nie wypada, tego nie możesz powiedzieć i tak dalej. To jest w sumie taki problem, który wiąże się z ograniczaniem naszej wolności od dziecka. Jesteśmy uczeni zamykania się w pewnych ramach i ta wolność przychodzi nam tak naprawdę bardzo ciężko. Stąd pojawiają się te lęki właśnie przed takimi najróżniejszymi rzeczami. Tych lęków jest cała masa, ale one tworzą takie ramy systemu, w którym jesteśmy. Bardzo ciężko się z tego wyrwać.
[01:23:26] - Niestety tak właśnie działa nasza podświadomość, ale bardzo dziękuję za tą fajną i bardzo cenną myśl. Zresztą myślę, że większość z nas się zgodzi, bo faktycznie przecież tak byliśmy uczeni, że większości rzeczy nie można było powiedzieć, bo my z zasady: co wolno wojewodzie i tak dalej. Natomiast to my wiemy o sobie. A teraz jest dla mnie takie pytanie troszeczkę na przyszłość: jak my postępujemy względem innych ludzi i na przykład naszych dzieci?
[01:24:09] - Właśnie w momencie, kiedy my w pewnym sensie dajemy sobie wolność czy myśli, czy wypowiedzi, czy wyrażania siebie, w tym momencie dajemy również tą wolność innym. To jest chyba taka automatyczna rzecz.
[01:24:26] - Niestety muszę drogą słuchaczkę zmartwić. To nie jest takie automatyczne.
[01:24:32] - Znaczy ja wiem, do pewnego poziomu to nie jest automatyczne.
[01:24:36] - To jest jak najbardziej moim zdaniem właściwy kierunek. Natomiast z moich obserwacji wynika, że właśnie często jest zupełnie odwrotnie.
[01:24:45] - Ja powiem panu jedną rzecz. Ja zauważyłam, bo rozmawiam z wieloma ludźmi, bo ja mam zupełnie inny sposób patrzenia na rzeczywistość. Rozmawiam z ludźmi i oni nie potrafią wyjść poza swoje lęki. Nie potrafią poza to wyjść. Oni by się bez tego czuli jak bez ubrania. To jest z jednej strony przerażające, a z drugiej strony bardzo naturalny sposób wychodzenia z tej osobowości, w której tkwimy do świadomego sposobu postrzegania rzeczywistości. To każdy ten etap przechodzi, bo powiem panu, żeJa staram się żyć w taki sposób, świadomie postrzegając to, co wpuszczam do swojej rzeczywistości i świadomie kierować swoją uwagą. Natomiast bardzo ciężko to zrozumieć ludziom, którzy jeszcze nie są w pełni świadomi tego, kim są.
[01:25:42] - Do tego się dojrzewa.
[01:25:44] - Dokładnie. I wie pan co? Powiem panu jeszcze więcej. To, o czym pan jakiś czas temu mówił właśnie w tej audycji, że ludzie traktują siebie jako klientów. Bardzo ciężko jest im zrozumieć, że pewne rzeczy, które dzieją się im w głowie, w mózgu, ta gonitwa myśli, te wszystkie uporczywe myśli, podejście z walką do rzeczywistości czy do systemu. Można to rozszerzyć na bardzo wiele dziedzin. Czy do innych ludzi. Nie umieją sobie ludzie wyobrazić tego, że to tak na dobrą sprawę przysparza im tylko i wyłącznie problemów i gdyby pozbyli się tego, żyliby w tak naprawdę zupełnie innym świecie. Ja wiem, że to jest element doświadczenia, bo to każdy z nas musi przejść, żeby sobie podoświadczać tego wszystkiego, po co tutaj przyszliśmy. Natomiast na obecnym etapie cywilizacyjnym bardzo ciężko jest zrozumieć ludziom, że trzeba umieć oddzielić to, co tutaj jest osobowe, co sobie sami wytworzyliśmy tak na dobrą sprawę tutaj, od tego, co świadome.
Że świadomie wytworzyliśmy tą osobowość tutaj, żeby sobie tego świata podoświadczać po prostu.
[01:27:17] - Ja cały czas z tymi doświadczeniami mam pewien opór. Ja po prostu nie uważam, że jesteśmy tutaj po to, żeby doświadczać. Czułbym się troszeczkę takim królikiem doświadczalnym i doświadczenia dla samego doświadczania bez jakiegoś celu moim zdaniem nie mają najmniejszego sensu. Więc jakiś cel tych doświadczeń musi być.
[01:27:50] - Oczywiście, że tak, bo widzi pan, według mnie, to jest oczywiście moje zdanie, w pewnym momencie jesteśmy jak taki gracz, który siedzi przy komputerze przy nowej grze i jest tak zafascynowany tą grą, że nawet nie wiadomo, kiedy czas mija. Wiem, że jest dużo różnych teorii. Osobiście to do mnie przemawia. Potrafimy czasami tak swoją uwagę umieścić czy w telewizji, czy w jakichś innych rzeczach, że po prostu zapominamy o świecie zewnętrznym i nawet nie wiemy, jak mijają nam minuty, godziny i tak dalej. To nie jest doświadczanie według mnie dla samego doświadczania. To jest doświadczanie dla tej przyjemności wyjścia z osobowości do momentu doświadczenia tej radości i szczęścia takiej czystej tutaj. Takie jest moje zdanie. A oprócz tego powiem panu, mnie w pewnym momencie przydarzyło się coś takiego, że przestałam doświadczać tych tutejszych emocji. To może wydaje się dziwne, ale powiem panu, jest zdecydowanie uwalniające. W momencie, kiedy człowiek po prostu obserwuje pewne emocje, wtedy nawet takie emocje typu gniew, typu jakaś taka esencjonalna nienawiść mogą wydawać się czymś naprawdę pięknym.
Wydaje mi się, że świadomość nie doświadcza dualizmu. Takie jest moje zdanie. Ja tak to odczuwam i świadomość widzi to wszystko jako całość, już jako konsekwencję tego wszystkiego. Dlatego wydaje mi się, że nic tu nie ma złego. Nic. Każde odczucie tutaj, które przeżywamy, ma swoje piękno.
[01:29:53] - Oczywiście, że tak. Tak, całkowicie się tutaj z tym zgadzam. Pod jednym jedynym warunkiem, że jest świadome.
[01:30:00] - Tak, oczywiście. Jeżeli patrzymy na to właśnie niedualizując, tak jak ten świat tu jest zdualizowany, to tak na dobrą sprawę możemy było powiedzieć, że inkarnacyjnie każdy z nas tu już był czymś na kształt Hitlera czy Matki Teresy, prawda? Doświadczyliśmy tego głodu, tych nieszczęść i tej wspaniałej miłości i jakichś tam różnych innych rzeczy, ale to jest dla nas ten skarb, po który tutaj przyszliśmy. Nie obciążenie.
[01:30:40] - Ja się z tym całkowicie zgadzam. Natomiast to jest stan, który tak naprawdę osiąga się wtedy, kiedy przestaje się reagować podświadomością.
[01:30:55] - Tak, dlatego że my to wszystko dzielimy. Zauważył pan, wszystko tutaj dzielimy właśnie na podświadomość, nadświadomość, ego, to, tamto, siamto, owamto i w tym momencie powstaje taki szum. Po prostu nie wiemy tak na dobrą sprawę, kim jesteśmy. I to jest dobre dla nas, bo według mnie wchodzimy do tego systemu i przebywamy w nim do momentu, kiedy z niego nie wychodzimy, już będąc właśnieW momencie, w którym rozumiemy to wszystko, w którym jesteśmy pełnią tutaj, jesteśmy w stanie doświadczać tej radości istnienia, będąc tutaj, w tym systemie na jego zasadach. Notabene ten system wcale nie jest naszym wrogiem, tak jak bardzo wielu uważają. To jest narzędzie po prostu. Ale ta cała droga nasza od absolutnej nieświadomości do całkowitego uświadomienia sobie przez moment zadawania sobie tych wszystkich pytań: kim jestem? Po co tu jestem? Czym to jest? Dlaczego to stoi na głowie, a nie na nogach?
I tak dalej. To jest właśnie całe piękno tego procesu. I przezwyciężanie tych lęków, które mamy. To tak na dobrą sprawę jest takie budowanie siebie tutaj od podstaw do pełnej świadomości. Tak ja to widzę.
[01:32:19] - Jak pani na pewno zauważyła, staram się nie wtrącać, bo cóż można się wtrącać, jeżeli wiedza jest poukładana, przemyślana i doświadczona. Ja się bardzo cieszę z pani telefonu. Ja wiem, jak to jest, jak się mówi na żywo na antenie, to czasami nie użyje się takiego słowa, jakby się chciało. Więc ja tu w ogóle nie będę tego komentował. Bardzo się cieszę. Zapraszam częściej do dzielenia się z nami swoimi przemyśleniami, bo to jest wszystko bardzo fajne, bardzo poukładane.
[01:33:06] - Ja bardzo chętnie zadzwonię, dlatego, że słucham pana audycji i wydaje mi się, że to jest właśnie taki bardzo fajny, nienachalny sposób powiedzenia ludziom, na czym to wszystko polega. Bo powiem panu, według mnie najbardziej brakuje tutaj właśnie wiedzy. Nie szkoleń, nie terapeutów, nie trenerów, nie takich rzeczy typu: w ciągu paru dni sprawimy, że będziesz bogatym człowiekiem ezoterycznie czy duchowo, ale bogatym oczywiście w materii. Natomiast brakuje tutaj wiedzy o tym, jak się tu poruszać, jak się poruszać po tym systemie, na czym on polega, jakie są jego zasady. Tej wiedzy brakuje, bo masa ludzi po prostu jest tak pogubiona tutaj maksymalnie w tym wszystkim. A czasami powiem panu, że na określenie tego spojrzenia z poziomu świadomości naprawdę brak jest słów. Tam są tak zupełnie różne odczucia, bo świadomość generalnie z moich doświadczeń, które ja mam, nie ma w ogóle nic wspólnego z emocjami. Ona tutaj zeszła, przyszła po to, żeby tych emocji doświadczyć. Ona ma odczucia. Te emocje tutaj, w tym świecie są jakby cieniem tych odczuć świadomości, bo emocje tutaj są po prostu wyrywkami osobowości, która rzuca kamieniami w jedną i w drugą stronę.
Czasem trafi, czasem nie trafi. A odczucia świadomości wiążą się z wiedzą również. To jest takie globalne. To jest zupełnie nie do opowiedzenia.
[01:34:58] - Takie całkowicie inne. Ja rozumiem ten problem, bo faktycznie większość z nas ma ten sam problem, ponieważ w języku ziemskim nie bardzo jeszcze mamy właściwe słowa do określenia pewnych stanów, których tutaj na ziemi się nie doświadcza. Więc ja całkowicie rozumiem.
[01:35:26] - Może dlatego my tu mamy zablokowaną telepatię w większym procencie populacji. Dlatego, że musimy wyrazić się tutaj właśnie w tutejszy sposób.
[01:35:43] - Jeszcze dobrze by było, bo to, że my się wyrażamy w taki czy w inny sposób to jest jedno, a jeszcze jak coś przekazujemy, to ważne, żeby to też zostało gdzieś tam zrozumiane, więc też jest potrzeba komunikowania się.
[01:36:01] - Bo powiem panu tak, bo ja też rozmawiam z wielu ludźmi i wydaje mi się, że to, co pan robi, to co ja robię, to co robią inni ludzie, którzy już są świadomi w jakimś dużym stopniu, to nawet nie jest praca na jedno wcielenie. To, co my w tej chwili robimy, to jest takie rzucanie ziarna i komuś wpadnie za pazuchę i wykiełkuje za powiedzmy dwa wcielenia, trzy wcielenia. Powiem panu tak, tutaj nie ma nauczycieli, tu są jedynie drogowskazy. Tak mnie się wydaje. Uważanie siebie za jakiegoś guru, nauczyciela czy cokolwiek takiego jest trochę na wyrost.
[01:36:51] - Zdecydowanie na wyrost. Zwłaszcza że bycie guru to jest też oczekiwanie pewnego rodzaju posłuszeństwa i takiej bezkrytycznej akceptacji tego, co guru czy mistrz mówi. A to już zupełnie nie ma nic wspólnego z rozwijaniem świadomości. Więc ja też uważam, że to jest duże nadużycie.
[01:37:21] - Zabieranie ludziom tej wolności własnego doświadczenia i własnej nauki. Nie można. Każdy z nas podąża inną drogą. Każdy.Nie ma dwóch takich samych linii doświadczeń tak na dobrą sprawę. I zatrzymanie się przy takim nauczycielu i zawierzenie mu siebie i uważanie tego, co on mówi za święte, to w pewnym momencie zatrzymuje nas na swojej drodze.
[01:37:51] - To też jest doświadczenie.
[01:37:53] - Tak, oczywiście. To też jest doświadczenie, natomiast spowalniające w pewien sposób. To też trzeba ludziom powiedzieć: nie zatrzymujcie się. Po prostu. Przyjmą, to przyjmą, nie przyjmą, to nie przyjmą. To jest ich wolna wola po prostu, co jest dla nich w danym momencie najlepsze.
[01:38:15] - Ja powiem tak, i tak tutaj na potrzeby tej audycji i tak jak na mnie, to zbyt często używam określeń „róbcie, nie róbcie” bądź namawiania kogoś, bądź może nie przekonywania, ale dawania konkretnych rozwiązań. Ja przez większość swojego życia rozmawiałem z ludźmi na zasadzie pytań, czyli by w ten sposób drugi człowiek sam dochodził, sam odkrywał i sam odpowiadał sobie na pytania. Więc ja i tak nadużywam tutaj rad, więc już nie będę się posuwał dalej, mówiąc: „idźcie do przodu, nie zatrzymujcie się”, ponieważ to tak na dobrą sprawę, oprócz tego, że będzie budowało moje doświadczenie, to nie sądzę, żeby było w stanie ustrzec drugą osobę przed tym doświadczeniem, na przykład zatrzymania się bądź pójścia w lewą stronę.
[01:39:18] - Tak, oczywiście, ale to jest nie taka wasza rola. Natomiast informacja jest informacją.
[01:39:24] - Informacja tak. Natomiast „nie zatrzymujcie się” to w moim przekonaniu już jest bardziej taka rada niż informacja.
[01:39:32] - Tak.
[01:39:32] - „Za zakrętem czeka smog” — to jest informacja.
[01:39:36] - Tak. Powiem panu jeszcze à propos lęku jedną rzecz i to już ostatnia rzecz będzie w moim wydaniu.
[01:39:45] - Mam nadzieję, że tylko na dzisiaj.
[01:39:47] - Tak. Bardzo wielu ludzi, właśnie zauważyłam, boi się przejść ten Rubikon. Bojąc się jakiejś sytuacji, puścić ją, po prostu ją puścić i niech się dzieje. To jest najlepsza metoda według mnie na lęk. Nie da się przestać bać danej sytuacji na przykład, ale uporczywie dawane nam sytuacje, na przykład szef, który notorycznie ma wieczne do nas pretensje, jest ukazaniem tego, co wpuściliśmy do swojej rzeczywistości po to, żeby coś w nas pękło w pewnym momencie. Takie jest moje zdanie, że po prostu nie bójmy się tego, żeby powiedzieć coś wbrew swojemu lękowi, żeby go po prostu puścić, żeby on nie był tym, co determinuje nasze działanie.
[01:41:01] - Górna półka, moja kochana.
[01:41:03] - Ale da się. Powiem panu z własnego doświadczenia, że ja miałam akurat to szczęście, że w pewnym momencie zobaczyłam swoją inkarnację. Dlaczego ten lęk? Dlaczego? I powiem panu, że wrażenie było niesamowite i też miałam to szczęście, że to zobaczyłam i pozwoliło mi to po prostu zupełnie inaczej na to wszystko spojrzeć. Teraz żyję bez lęków żadnych i naprawdę jest to zupełnie inna jakość postrzegania rzeczywistości.
[01:41:41] - Trochę mnie pani zaskoczyła, że tak zupełnie bez żadnych lęków. Ciekawe. Ja uważam, że lęk jednak mimo wszystko nie do końca jest naszym wrogiem.
[01:42:02] - Nie jest, ale w pewnym momencie przestaje być potrzebny. Wie pan, to nie jest tak, że wejdę na dwupasmówkę i nie obejrzę się i bez lęku przejdę na drugą stronę. To nie jest tego typu lęk. Natomiast jeżeli chodzi o lęk przed systemem, lęk przed życiem, wiedząc, kim ja tu jestem, wiedząc, co ja tu robię, czy ja mam się tutaj czego bać, czego obawiać?
[01:42:29] - Nie wiem.
[01:42:30] - Właśnie nie. Człowiek. Właśnie trzeba przestać być człowiekiem. Od tego trzeba zacząć. Trzeba dojść do tego momentu, w którym przestaje się być człowiekiem. Wychodzi się z tej osobowości. Człowiek wie, kim jest. Patrzę z poziomu świadomości, nie z poziomu osobowości. To jest diametralna różnica postrzegania tego wszystkiego, czego doświadczam, tej rzeczywistości, którą w sumie sama tworzę.
[01:43:02] - To patrząc w ten sposób, faktycznie nie ma się pani czego bać. Co prawda wybiegnę troszeczkę w przyszłość w naszych audycjach, natomiast tak naprawdę jedynym naszym wrogiem jesteśmy my sami.
[01:43:19] - Dokładnie. Paradoksalnie to, co sobie wytworzyliśmy dla doświadczenia tego systemu, czyli nasza osobowość z ciałem, mózgiem, który robi nam różne fidle i tak dalejNa początku nasz największy wróg, bo on nas trzyma w sidłach takich i nie pozwala na początku świadomości się ujawnić.
[01:43:45] - Nie pozwala, ponieważ potrzebuje zebrać doświadczenia, które zbudują świadomość, więc to wszystko przychodzi.
[01:43:53] - Wszystko jest połączone. Natomiast jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, jeżeli dojdziemy już do tego momentu, gdzie świadomie patrzymy na rzeczywistość i wiemy, że te 70 lat średnio, bo to trudno teraz wyliczyć, ja nie znam statystyk, te 70 lat średnio, które tutaj żyjemy, licząc powiedzmy te x wcieleń, które tutaj mamy, to tak na dobrą sprawę daje taki dystans i zupełnie inne postrzeganie tego wszystkiego. Jeżeli się uwalniamy od tego i widzimy to wszystko jako po prostu narzędzia: osobowość, ciało, mózg, system, który notabene jest zupełnie neutralny, to my mu nadajemy zabarwienie, także jego też nie ma się co bać. To wszystko my sobie dajemy.
[01:44:45] - Zostawię to, że tak powiem, ocenie naszym kochanym słuchaczom.
[01:44:53] - Tak.
[01:44:53] - Ja już swoje zdanie częściowo tutaj wyraziłem. Nie będę was, kochani, wyręczał. Dostaliście świetny materiał, za który ja bardzo serdecznie dziękuję.
[01:45:07] - Ja również panu dziękuję za fantastyczną pracę, którą pan wykonuje.
[01:45:10] - Dziękuję. Trzymamy kciuki. Mam nadzieję, że do usłyszenia.
[01:45:15] - Tak, ja również mam nadzieję. Do usłyszenia.
[01:45:18] - Dziękuję. Dobrej nocy.
[01:45:19] - Dobrej nocy.
[01:45:20] - Dziękujemy bardzo. I zanim oddam ponownie głos panu Sławkowi, przypomnę nasz numer telefonu, pod którym odbieramy połączenia dzisiaj głosowe: 530 620 493. To jest nasz numer telefonu. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także pisać na gadugadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka. Można także nas znaleźć na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania i komentarze, a także różne inne wiadomości nawiązujące do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:46:28] - To co tam, nikt nie dzwoni?
[01:46:30] - Na razie nikt nie dzwoni. Trzeba wrócić do Messengera.
[01:46:37] - Bo jestem, że tak powiem, kochani, jakieś trzy godziny w plecy. Może nie trzy, ale dwie i pół na pewno.
[01:46:46] - Dwie i pół godziny temu to my jeszcze nawet na antenie nie byliśmy.
[01:46:50] - Dwie i pół godziny temu? To 20:00 jest.
[01:46:54] - To jeszcze nie tak późno.
[01:46:55] - 19:30. To nie takie straszne zaległości. Dobrze. Marzenka pisze: „Nie uważam, że Bóg karze. Kompletnie się z tym nie identyfikuję.” Ponieważ to była moja refleksja, więc jeszcze się do niej nie odniosę, ale dziękuję za głos w tej sprawie. Mela Hosiko pisze: „Jaki Bóg? Pojęcie Boga to tylko jedna z koncepcji grupy ludzi, która manipuluje ludźmi i tych, którzy się dali zmanipulować.” Zaczynamy znowu wchodzić w słownictwo. Ja określenie Boga używam, ponieważ jest najczęściej używane. Natomiast czy to będzie uniwersum, czy to będzie-
[01:47:50] - Ja miałem rację, panie Sławku. Tylko przez chwilę nasz telefon milczał, ale mamy już kolejnego słuchacza. Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy na antenie.
[01:48:00] - Ja taki drobiazg. Nie chciałem za dużo mówić, tylko przypomnieć panu Sławkowi, że w poprzedniej audycji mówił, że grał na fagocie.
[01:48:15] - To nie ja.
[01:48:17] - To ja.
[01:48:18] - To nie ja. Ja na gitarze.
[01:48:21] - I chodzi o to, że terapia na te wszystkie problemy jest oddechowa, czyli trzeba śpiewać i grać na instrumentach dętych i tyle. Ja na trąbce gram i śpiewam też. I to mi tak pomaga. A fagot podobno mózg rozwala. Napisałem tam na czacie. Dobra, tyle.
[01:48:48] - Dobra, dzięki za przypomnienie, bo ja faktycznie zapomniałem, że pan Marek gra na fagocie.
[01:48:53] - Grałem. Ja już od trzech lat nie gram.
[01:48:56] - A to pan Marek na fagocie.
[01:48:58] - Tak.
[01:48:59] - Myślałem, że pan Sławek na fagocie grał.
[01:49:01] - Ja wiem, że zazdrość to brzydkie uczucie, ale-
[01:49:04] - Pan Marek dlatego Radio Paranormalium założył, bo grał na fagocie. Tak pozmieniało to mózg. Jakieś wibracje są podobno wybitne od fagotu dla instrumentalisty. Coś się tam dzieje w mózgu. Nie wiem, trąbki aż tak nie, ale oddech ćwiczy. Dobra, ja tyle.
[01:49:23] - I głos jak poprawia. Chyba zacznę grać na fagocie.
[01:49:26] - Bardzo ważne jest, żeby oddech ćwiczyć. To pomaga i tyle. To ja dziękuję. Już nie wtrącam się więcej. Pani przede mną pięknie mówiła. Podobało mi się też.
[01:49:40] - Prawda? Cieszę się bardzo, że to nie tylko moje odosobnione, że tak powiem, wrażenie.
[01:49:47] - Tutaj nawet słuchacze na czacie stwierdzili, Melakoszyko napisała: „Powiało życiem. Fajnie się słucha tej pani. Zgadzam się z panią, która dzwoni. Lęk nie jest nam do niczego potrzebny. Emocje lepiej jest obserwować, niż w nie wchodzić.”
[01:50:02] - Znaczy się. Dobra, dojdę do tego komentarza i wtedy się do niego odniosę. To może mi emocje przejdą, bo dostałem go, panie Marku?
[01:50:13] - Tak, ja tutaj wszystkie komentarze odnoszące się do audycji potem wysyłam.
[01:50:17] - To ja dojdę do niego i wtedy się do niego odniosę.
[01:50:22] - Jeszcze troszkę czasu nam dochodzenie do tego komentarza zajmie, bo to jest komentarz sprzed pięciu minut.
[01:50:29] - Widzę. Właśnie, tak. Czyli te półtorej godzinki. Dobra, to się odniosę do niego teraz. To znaczy, że ja przynudzam i że życia tutaj w tych audycjach nie ma. Przykro mi niezmiernie, ale tak już mam. Chociaż może kiedyś was zaskoczę. Wracając do naszych komentarzy wcześniejszych. To, co nam się przytrafia, to wynik naszych emocji, obaw, trosk i tego, co nosimy w sobie. Tutaj każdy z nas jest kreatorem swojej rzeczywistości.
Życie jest wycinkiem całości, dlatego trudno jest nam czasami uwierzyć w to, że to, co akurat mamy, to tylko skutek naszych wcześniejszych decyzji. Szczególnie w trudnych sytuacjach. Niestety na różnych poziomach świadomości pierwszym podstawowym odruchem jest szukanie winnych. Ponieważ my tu się poruszamy bardzo często w gronie ludzi świadomych, ludzi dojrzałych, więc dla większości z was jest to oczywiste, że to jest wynik naszych decyzji. Natomiast uwierzcie mi, że nie dla wszystkich tak jest. Między innymi po to są te audycje. To jest trochę tak jak z dziećmi, że po to im się mówi pewne rzeczy, żeby w momencie, kiedy pojawi się sytuacja, żeby wiedzieli, co mają zrobić i jak się zachować. Chociaż my czasami mówimy dzieciom o tym 10 lat wcześniej. Więc te nasze rozmowy, mimo że być może do tych, którym by się przydały najbardziej, w tej chwili nie docierają, to być może słysząc o nich w momencie, kiedy przytrafi im się właśnie taka trudna sytuacja, przynajmniej może sięgną po odpowiedź nie tylko w wersji: „To czyjaś na pewno wina”, tylko może właśnie pojawi się taka myśl: „A dlaczegóż? A może to jednak ja mam w tym jakiś udział?” Chimera Meduza: „Bóg nie myśli w cudzysłowie w kategoriach kary i nagrody.
Raczej daje nam prawo do popełniania nie skończenie wielu błędów oraz nieskończenie wiele szans na naprawę błędów, które popełniamy.” Powiem tak: ja się z tym zgadzam. Tak jak napisałem kiedyś na swojej stronie, że miłosierdzie Boga, jeżeli rozmawiamy w kategoriach Boga, polega właśnie na tym, że daje nam tyle szans, ile potrzebujemy na to, by zrozumieć. Natomiast są takie sytuacje z typowo ziemskiego punktu widzenia, kiedy zwłaszcza jeżeli coś się dzieje dzieciom. Ja po prostu dzieci traktuję troszeczkę jakby osobno. Staram się jak najbardziej je ochronić i przygotować na to, że kiedy już wejdą w tą dorosłość, żeby mieli jak najwięcej świadomości, jak najwięcej mechanizmów. Więc kiedy coś się dzieje dzieciom, wtedy te zasady, ta cała świadomość, troszeczkę gdzieś we mnie się pojawia jakieś takie delikatne zwątpienie. Ale cieszę się, że w ten sposób o tym piszecie. Rudas: „Ponoć wszyscy albo przynajmniej większość samobójców, którym w ostatnim momencie nie wyszło, ale byli w stanie widzieć na przykład zbliżającą się ziemię czy wodę i zostali odratowani, stwierdzili, że to był zły wybór i wszystkie problemy, które uważali za nie do rozwiązania, nagle okazały się proste.” Powiem tak: aby jak najwięcej było właśnie tych nieudanych prób, bo oczywiście wszyscy wiemy, że nawet śmierć nie jest ostatecznym rozwiązaniem i nie jest końcem naszej podróży, tylko chwilową przerwą. Więc z każdej sytuacji tak naprawdę jest jakieś wyjście, jakieś rozwiązanie. Ale jak widać nie wszyscy znają sposób, bo to przede wszystkim chodzi o to, żeSami sobie nie radzą, a nie bardzo widzą kogoś, kto mógłby im w tym pomóc.
I w przypadku dzieci to są zawsze rodzice. Zawsze to oni powinni stworzyć taką atmosferę, żeby dziecko było święcie przekonane, że na rodziców może liczyć zawsze i wszędzie, i w każdej sytuacji. Warto to powtarzać. Warto to powtarzać dookoła. Może usłyszy to osoba, która zacznie myśleć o innych rozwiązaniach niż to, które może okazać się przykre, przerażające i w tym świecie ostateczne. Całkowicie się zgadzam. Dlatego będę na ten temat na pewno rozmawiał. Marzena Lu: „Kara czy nagroda to nasz wymysł”. No tak. Już tu jestem przy następnym komentarzu.
Krzysztof Rabinek: „Dokąd zmierzają umarli po śmierci? Jeżeli wierzysz, że na pewno umrzesz, to wierzysz w słowa wypowiedziane przez Boga”. I tu mamy Rdz 2, 16. „Zatem po śmierci człowiek przestaje istnieć. Piekło nie istnieje. Czy jest jakakolwiek nadzieja na wyzwolenie z piekła? Jeżeli wierzysz, że na pewno nie umrzesz, to wierzysz, że słowa wypowiedziane przez węża. Zatem po śmierci masz nadzieję na wyzwolenie z piekła. Piekło istnieje”. Troszeczkę poprosiłbym o rozwinięcie tej myśli, bo tak na szybko nie jestem w stanie nic mądrego odpowiedzieć.
Chimera Meduza: „Bóg nie myśli w kategoriach kary i nagrody, raczej daje nam prawo do popeł...” A, przepraszam, to już było. Coś przeoczyłem. Melachosiko: „Krzysztof Rabinek: umarli po śmierci idą tam, gdzie woda po odparowaniu. Piekło istnieje tylko w głowach niektórych ludzi, a uwolnią się z niego, gdy przestaną wierzyć w piekło”. Powiem tak: to też wszystko zależy od poziomu świadomości, bo na niektórych poziomach świadomości, na tych niższych, gdyby nie groźba kary, to nad ludźmi na przykład ciężko by było zapanować. Weźmy na przykład piratów drogowych chociażby, którzy mimo że wiedzą, że może ich spotkać kara i tak ryzykują życiem swoim i innych. Więc gdyby nie było kary, gdybyśmy się zdali tylko i wyłącznie na świadomość ludzi , obawiam się, że jeszcze w tej chwili nic dobrego by z tego nie wynikło. Jubi, dziękuję. Myślałem, że cię dzisiaj z nami nie ma. „Zobaczć czakry jest trudno.
Dużo łatwiej je wyczuć. Nawet teraz wystarczy prosty eksperyment zrobić dłońmi”. Jubi: „Żółta czy złota energia? Bo to różnica”. To znaczy ja kolory przestałem widzieć, więc to jest tak, jak mówiłem, bardziej złotawa. Ja złoto-fioletowy z przewagą fioletu. U mnie to standard mojej aury, ale aury zmieniają się non stop. Nie tylko nasze. Ja powiem tak: ja przestałem jakiś czas temu widzieć kolory. Ale fajnie.
Dziękuję ci bardzo za ten komentarz. Melachosiko: „Krzysztof, wszystko jest energią. Człowiek też. Ciało fizyczne rozkłada się po jakimś czasie, a świadomość jest wieczna”. Świadomość tego, że jesteś nigdy nie umiera. Dobrze, że tu nie ma naszego Nosfery, bo by się zaczęło. Tak przy okazji, jeżeli jest, to serdecznie go pozdrawiam. Jubi pisze: „To nie jest tak, że do końca życia widzi się jeden kolor. Można aktywować dowolne biopole, jakie w danym momencie chcemy, aby bardziej na nas działało”. Powiem tak: być może.
Zgadzam się, bo na pewno skoro tak piszesz, to masz jakieś doświadczenia. Ja tego nie szukam. Ja tego nie potrzebuję, żeby to bardziej bądź mniej działało, bo to, co działa, działa wystarczająco. Natomiast fajnie, że jest podpowiedź. Jeżeli pojawi się jakieś zapotrzebowanie, to może sobie jeszcze poeksperymentuję. Mamy tutaj odpowiedź Krzysztofa. Jubi: „Nawet czas nie jest wieczny, a energia bez czasu nie istnieje”. Mamy powtórkę tutaj troszeczkę chyba z rozrywki. Mam nadzieję, że nie. Jubi pisze: „Operując na czakrach dużo ludzi popełnia błędy, na przykład chcąc wyjść poza ciało i rozwijając cztery górne duchowe i zapominając o trzech dolnych ziemskich.
Potem wychodzą jaja, bo przyczepiają się złe energie do tych słabszych miejsc i problem mamy gotowy”.Powiem tak: mówiąc o oddychaniu, namawiam was do synchronizowania. Nie do zabawy czakrami, bo może faktycznie nieprecyzyjnie się wyraziłem, ale jeżeli nie macie doświadczenia, to broń Boże nie róbcie tego sami tak na czuja. W zasadzie nie ma ryzyka, nie ma zabawy. Natomiast polecam ostrożność i jeżeli ktoś potrzebuje bardziej hardkorowych doświadczeń, to oczywiście to są jego czakry, jego ciało, jego życie i jego doświadczenia. Natomiast żeby nie było, że ja was do czegoś takiego namawiałem. Oczywiście, że żadne blokowanie ani żadna nadaktywność nie jest wskazana. To jest tak, jakbyśmy jechali samochodem z napędem na cztery koła. Żadne koło nie może się kręcić szybciej. Nie mówię tu oczywiście o zakrętach, o jakichś innych manewrach. Mówię o prostej jeździe.
Jeżeli są cztery koła, to wszystkie muszą się kręcić z tą samą prędkością. Z czakrami jest tak samo. Wszystkie fajnie by było, jakby pracowały równomiernie, ponieważ wszystkie te aspekty życia od tego zwykłego ziemskiego, poprzez również aspekt podświadomości, czyli tego naszego tak zwanego ego, aspekt miłości i aspekt duchowy jest w naszym życiu potrzebny, przeplata się i funkcjonuje 24 godziny na dobę. Dobrze, ponieważ tutaj się pojawiły wątki czasu, więc je delikatnie ominę i spróbuję przejść do tematu, który byłby... No tak. Jubi pisze, że trzy dolne odpowiadają za nasze ciało fizyczne, ziemski żywot, cztery górne — duchowość, emocje. Są jeszcze czakry energetyczne. Jest ich ponad 200. Ja tam słyszałem nawet, że na tych splotach jest ich więcej, na tych skrzyżowaniach, ale to znawcy akupunktury pewnie mieliby więcej wiedzy na ten temat. Dziękuję jak zwykle za trafne uwagi.
Tutaj jakieś pytanie: a co znaczą trzy dolne czakry środkowe? Nie wiem, na jaki temat. W każdym ciele, na przykład energetycznym, jest około 200. Im wyższe, tym więcej. Krzysztof Rabinek pisze, że ma 400. No dobrze, tutaj jakieś komentarze, których nie będę przytaczał. Tutaj Jubi napisał: przecież dopiero było mówione, informacji jest masa, jest pełno tego na necie i mówiłem też kiedyś o czakrach w swoich audycjach. U mnie czakra trzeciego oka pulsuje, mrowieje, wytwarza energię i powoduje, że czuję kręcenie się energii w formie spirali. O! Cieszę się bardzo, że są jakieś fizyczne doznania, że podzieliłeś się z nami swoimi odczuciami.
Marzenka pisze: jak byłam mała i uczęszczałam na mszę, to ten znak przyprawiał mnie o... dołował właściwie i miał ciemny odcień zawsze. Aha, no fajnie. Dobrze, dziękuję ci bardzo. Ja co prawda aż takich, że tak powiem, fizycznych doznań nie miałem, ale ciekawy byłem, czy zwróciliście uwagę na pewien zbieg okoliczności. Czasem energia z czakry — Jubi pisze — wyskakuje, rozszerza się, co powoduje zwiększenie mojej percepcji widzenia w poza. Czakra to w pewnym sensie projektor rzucający światło niewidzialnego, nakładka na rzeczywistość. Tutaj Marzenka pytanie, czy te 25 lat temu byśmy je zrozumieli tak jak teraz? Dlatego staram się mówić i pisać w taki sposób, żeby to było zrozumiane w miarę możliwości zawsze tak samo. Pytanie jest, czy bylibyśmy w stanie tą wiedzę przyjąć.
Oczywiście dylemat jest i najprawdopodobniej nie będzie nam dane się przekonać, jak by było, ponieważ nie damy rady cofnąć się z tą wiedzą i z tą świadomością o tych 25 lat. Ale ja zawsze powtarzam sobie, powtarzałem, zawsze miałem takie przekonanie i powtarzałem innym, jeżeli mnie o to pytali, że staraj się zawsze robić wszystko, co jest dla ciebie dostępne w danym momencie, po to, żebyś później nie musiał żyć w zastanawianiu się, czy mogłem zrobić coś innego. I nieważne, że teraz wiesz już, znasz inne sposoby na rozwiązanie danego problemu.Jeżeli wtedy ich nie znałeś, to nie rób sobie wyrzutów, że mogłeś zrobić więcej, bo wtedy, na tamten moment nic więcej zrobić nie mogłeś. To jest moja zasada życiowa i jej się staram trzymać. Jubi pisze: „Jest bardzo prosta metoda, by zablokować lęki. Przynajmniej ja tak robię i wykorzystuję wizualizacje w transie. Pierwotny lęk zaczyna się w piaskownicy, a pierwszy w momencie opuszczenia bezpiecznego łona matki”. Cieszę się, że się znowu zgadzamy. Natomiast nie wszyscy niestety wchodzą w trans, a myślę, że ktoś, kto już w transy zaczyna wchodzić, to w dużej mierze problem lęków i blokady podświadomości ma już w dużej mierze załatwiony i ogarnięty. Ja też nie do końca jestem za blokowaniem lęku.
Marzenka pisze: „Mój pierwszy lęk to przed Hermenegildą, która mieszkała na strychu”. Mój pierwszy lęk cywilizacyjny chyba był związany z Czarną Wołgą, więc zawsze mnie straszyli, że przyjdzie i ze mną porozmawia. I tutaj jakieś słowo się pojawiło, którego nie chcę przeinaczyć. Tak, rozumiem te straszenia. Mnie straszyli Czarną Wołgą. Noworodek nie ma pojęcia ani o śmierci, ani o strachu. Na tym etapie to działa raczej instynkt. Tutaj tak do końca się nie zgodzę, że tylko instynkt działa na tym etapie, bo jednak na tym etapie istnieje bardzo duża, po pierwsze w związku z tym, że nie ma podświadomości, jeszcze nie jest rozwinięta, jeszcze nie zablokowała naszego postrzegania świata, więc taki mały człowiek nie myśli tylko instynktem, ale również duszą. Bardzo duży wpływ ma na patrzenie na świat z oczami świadomości. Dlatego dzieci, które chorują we wczesnym swoim dzieciństwie przez długi czas mają bardzo dobry kontakt z własną duszą, z własną świadomością.
Ja rozmawiałem ze swoją córką i my żeśmy przez dwa lata mieszkali z moimi teściami i w tym okresie wytworzyło w niej się poczucie bezsensu. Czyli potrzeba sprostania oczekiwaniom swoich bliskich i jednocześnie bezsens tego, że nie jest w stanie zadowolić wszystkich, bo dziadek chce to, babcia chce to, tatuś to, wujek, ciocia, mama i tak dalej. Nie da się wszystkich zadowolić. To powstało u niej w bardzo wczesnym okresie dzieciństwa, więc to nie był tylko instynkt. Może nie rozpatrujmy tego w pojęciu, bo pojęcie to jest bardzo świadome, natomiast uczucia nie są młode. Justin: „Pan Sławek nie kłamie. Tak właśnie napisałem o książce. Niemniej warto ją przeczytać. Polecam wszystkim, nawet tym, którzy pozjadali wszystkie rozumy. Jest świetna, napisana lekkim językiem, dowcipna i mądra”.
Dziękuję ci bardzo, droga Justin, za tak świetną reklamę. Ja przez grzeczność nie zaprzeczę. Zresztą taka była idea, żeby była właśnie lekka, napisana lekkim językiem, przyjemnym do czytania. A czy mądra, to jak zwykle proszę was o opinię. Melahoshiko: „Ja akurat nie kieruję się w swoim życiu strachem. Nigdy nie bałam się rodziców, a jeżeli już się czegoś boję, to się zdarza, że to są chwile, na przykład widzę na ulicy złego psa czy coś w tym stylu. Panie Sławku, takie mówienie, że wszyscy się boją nie jest zbyt profesjonalne. To trochę takie projektowanie swoich odczuć i emocji na innych”. No cóż, moja droga, bardzo przepraszam. Faktycznie nie powinienem generalizować.
Natomiast czasami jest tak, zresztą to, co też Jubi napisał, ja uważam, że nie boją się tylko szaleńcy, a pewnePewne lęki potrafimy bardzo skutecznie w sobie zablokować. I czasami zdarza się, że to, że nie odczuwamy lęku, nie musi znaczyć — nie mówię, że tak jest w każdym przypadku, żebyśmy się dobrze zrozumieli, że ja próbuję się tutaj wybronić. Nie znam wszystkich ludzi, więc nie mogę o wszystkich mówić. Nie generalizuję. To tylko wynik moich obserwacji, rozmów i jakichś tam logiki, że potrafimy w sobie zblokować lęki. Stłamsić, przerzucić różnymi rzeczami, że wydaje się, że już tam nic nie ma. Oczywiście życzę wszystkim takich sytuacji. Natomiast ja mówię też o lękach i o tym będzie następna audycja, bo nie ze wszystkich lęków zdajemy sobie sprawę. I naprawdę nie chcę projektować swoich odczuć i emocji na innych. Kolejar Sławek: „Tak, pierwszy świadomy strach był przed rówieśnikami, a potem katastrofa — szkoła.
Z rówieśnikami może bym sobie radził. Z rodzicami nie było fatalnie, ale duże nauczycielki i system szkolny”. Jakbym czytał wypowiedź obecnych nastolatków. Tomas, proszę bardzo. Witam cię serdecznie. „Ja poczekam na audiobook”. Na audiobook. Ale przepraszam, bo ja nie jestem pewien, Tomaszu. A nie, przepraszam. Jest w wersji e-book, nie audiobook.
Już się wycofuję. Marzenka pisze: „Panie Melu, ja nie czuję nic a nic, aby coś na mnie pan Sławek przeprojektował. Kwestia podejścia do tematu”. Dziękuję, bo już zacząłem mieć tutaj delikatne obawy, że faktycznie coś będę wam próbował tutaj zaszczepić. Staram się pilnować, naprawdę staram się pilnować, ale uwierzcie, że nie zawsze mogę to wszystko do końca kontrolować. Tak jak mówiłem, czytam, piszę tu coś, gdzieś ktoś zadzwoni. Także jeżeli będą takie sygnały, to mówcie, że faktycznie ktoś się czuje przeze mnie naciskany albo zarzucany, bo chciałbym tego też i dla własnego lepszego samopoczucia uniknąć. Bartosz pisze: „Oczywiście, że wszyscy się boją. To emocja, a my na szczęście, a może właśnie po to tu przyszliśmy, żeby bawić się nimi do bólu albo śmiechu. Pozdrawiam”.
Ja zdecydowanie wolę śmiech. Może temat bólu już chciałbym skutecznie zakończyć. Jubi pisze: „Cywilizacja oparta na lęku i strachu”. No tak. To jest najlepsza metoda manipulacji ludźmi i wpływania na ich decyzje. To jest właśnie strach. Mela Hosziko odpisuje Marzenie: „Tak samo jak w temacie strachu. Ktoś się nim kieruje, ktoś nie. Po co wrzucać wszystko do jednego worka?”. Nie da się wszystkiego wrzucić do jednego worka, ponieważ wszyscy jesteśmy różni, więc nie da się tu nic zgeneralizować.
Natomiast jeżeli ktoś ma takie swoje osobiste, subiektywne odczucia, to mówcie, postaram się coś zmienić. Każdy z nas jest na różnym etapie w swoim życiu i każdy inaczej odbiera to, co ktoś mówi. Ja rozumiem, co miał na myśli pan Sławek. Cieszę się i będę starał się, żeby to było dostępne dla jak największej ilości osób. Tomas pisze: „Zgadzam się z tymi szkołami, nauczycielami, ale to pan Marek mi wrzucił następny temat i już mi się przewinęło”. Ale już wrzuciłem. „Ale to popatrzcie na wszystkie strony i kolejność wzorców, bodźców, czyli rodzice, dziecko, otoczenie, nauczyciele i na koniec znowu rodzice, dziecko. Ile dziecko w ciągu dnia musi przejść? A jak nie ma rodziców?”. Się zazwyczaj ma.
Natomiast to jest odrębny temat, bo nie zawsze rodzice to jest... Rozumiem, że dusza wybiera sobie otoczenie. Większość z was się z tym pewnie zgadza. Natomiast sfera duchowa jest jedna, a sfera ziemska ma troszeczkę inne aspekty i-W przypadku dzieci to ja się czasami troszeczkę gubię. Nie wszyscy się kierują strachem, ale każdy go odczuwa. To jest też bardzo cenna uwaga, bo faktycznie odczuwanie strachu nie jest równoznaczne z reagowaniem na niego w sposób, jaki ten strach sobie tego życzy. To jest bardzo trafna uwaga. Aczkolwiek porozmawiamy za tydzień i może wytłumaczę bardziej, o jakie lęki chodzi, bo to nie chodzi dokładnie o strach, tylko o lęki. Wydaje mi się, że jak rozwiniemy ten temat, to lepiej się zrozumie. Koleja.
Sławek: „Nie powiedziałem o receptzie na strach. To oddychanie. Miało o tym też być. Konkretnie to najlepszą terapią jest gra na instrumentach dętych i śpiew. Proszę opowiedzieć o swojej praktyce na fagocie”. Okej, dobra. Ja na fagocie niestety nie gram. Panie Marku, to już pan będzie musiał przejąć pałeczkę któregoś razu, ale ponieważ mieliśmy tutaj krótką dyskusję na antenie, więc nie naciskam. Pan Adam pisze: „Największym elementem guru twórczym są odbiorcy”. Tu się całkowicie trzeba z tym zgodzić, ponieważ żaden mistrz bez swoich wyznawców nie byłby mistrzem.
To jest troszeczkę tak, co jest najczęstszą przyczyną utonięć. Najczęstszą przyczyną utonięć jest woda. Dziękuję, panie Adamie. Tomasz pisze: „To ja będę”. Dobrze, możesz. Oczywiście, że możesz. Brawo dla pani, która dzwoni. Dotarliśmy do tego momentu, kiedy pojawiło się życie w audycji. Bartosz pisze: „Mamy pełen asortyment uczuć i emocji. Od nas zależy, w które wchodzimy”.
Kochani, cały czas pamiętajcie o jednym, że często poruszacie tematy, w których człowiek jest już świadomy. Natomiast nie wszyscy, zresztą tak samo każdy z nas na wcześniejszych etapach nie do końca decydował o sobie i swoich reakcjach. W dalszym ciągu są ludzie, którzy kierują się w życiu tylko i wyłącznie podświadomością. Wszyscy mamy ten dar, wszyscy mamy tę umiejętność. Natomiast to jest trochę tak jak z dzieckiem, że ma dwie nogi, ale jeszcze nie na tyle silne mięśnie, by biegać 6 sekund 60 metrów. Dopiero jak rozwiną się pozostałe elementy typu mięśnie, płuca i tak dalej, wzrost, długość nogi, trening i inne rzeczy, wtedy dopiero ten człowiek będzie w stanie w 6 sekund te 60 metrów przebiec. Pamiętajcie, że owszem, każdy z nas, albo przynajmniej większość z nas mówi z perspektywy swoich doznań i przeżyć, i danych odczuć. Natomiast ja też nie wiem do końca, kto nas słucha i być może są ludzie, którzy chcieliby coś więcej się dowiedzieć na pewne tematy, zgłębić je i czytając i słysząc taki natłok informacji, że tak to się da, to się zrobi, to w ogóle tego nie powinno być i tak dalej, żebyśmy ich w ten sposób troszeczkę nie odstraszyli, że jak to? Wszyscy mają tak, on to potrafi, tamten potrafi, ten to już w ogóle potrafi. A ja tutaj biedny żuczek nie potrafię nic, nic nie wiem.
Pamiętajmy, że to wszystko owszem, ale nie dla każdego i nie w każdym momencie. Mela Rusziko: „Zgadzam się z panią, która dzwoni. Lęk nie jest nam do niczego potrzebny. Emocje lepiej jest obserwować niż w nie wchodzić”. Oczywiście przeczytam, bo też jestem bardzo zadowolony i dziękuję za ten telefon. Powiało życiem. Fajnie się słucha tej pani, więc zapraszamy częściej. Jest zadowolenie, jest aprobata, więc zapraszamy do częstszego dzwonienia. Tomasz pisze: „Ja dzisiaj jeszcze robię, więc później Sławek mi wybaczy, że zamilkłem”. Jakoś będę musiał to przeżyć, ale cieszę się, że jesteś z nami.Just me.
Ivellios, sorry, że ci pozmieniało mózg. Cieszę się z tych fajnych, wesołych komentarzy. Dlatego, panie Sławku, Bóg napisała w cudzysłowie Marzenka. Tak, wychwyciłem. Chyba nie zacytowałem tego w cudzysłowie, ale ja to też rozumiem, więc może tak duchowo mi to poszło. Wiara w coś takiego jak Bóg, uniwersum czy jak zwał, tak zwał. Chodzi o coś, co ingeruje w nasze życie i daje nam jakieś lekcje. To jest właśnie nic innego jak szukanie winnego. I to szukanie winnego dużymi literami jest. Szukanie winnego.
Może nie do końca, bo jeżeli się go nie obwinia o nic, to może to nie jest kwestia szukania winnego. Jeżeli się akceptuje swoje dary, umiejętności, talenty, możliwości i nie doszukuje się czegoś bądź kogoś, dostrzega się swoje prawo do kreowania własnego życia i dostrzegania możliwości wpływania na nie, to nie wiem, czy to jest tak do końca szukanie winnego. Ale tradycyjnie dziękuję za komentarz. Proszę sobie wyobrazić, że nie ma nikogo innego. Jestem tylko ja. To fajne ćwiczenie. Ale ćwiczenie na co? A przed chwilą mówił pan, że lepiej wpływać na ludzi przez nagradzanie, a nie przez kary. A tu znów jest niski poziom. To tylko kary i piekło.
Co za brak konsekwencji. Cóż za brak konsekwencji z mojej strony. Czy brakiem konsekwencji z mojej strony jest obserwowanie reakcji ludzi? W moich obserwacjach jestem konsekwentny, a to, że ludzie różnie reagują, a ja wam o tym mówię, to nie bardzo dostrzegam tutaj braku konsekwencji. Poza tym troszeczkę warto by się było pokusić o cofnięcie się być może o kilka wcieleń i przypomnienie sobie, co na nas, na was, na mnie działało kilka bądź kilkanaście wcieleń wstecz. Może łatwiej też będzie zrozumieć, że nie na wszystkich działa to samo. Ja uważam, że lepszą metodą motywacji do działania jest docenianie i pokazywanie człowiekowi, że robi dobrze. Ale to już mówiłem na ten temat. Nie po to, że szukam, panie Sławku. A, Jubi pisze, odpowiada na moją.
Ale jest wiedza i czasem warto z niej skorzystać, aby sobie pomóc. Całkowicie się zgadzam. Bardzo dziękuję za tą informację. Jak najbardziej. Ja tylko po prostu przekazuję tą informację innym, bo być może ktoś ma taką potrzebę. I ja nie mówię, że nie warto mieć takiej potrzeby. Każdy musi pójść trochę za głosem swojego własnego serca i swoich własnych potrzeb. Więc gdybyście mieli taką potrzebę, to jest świetna podpowiedź Jubiego i myślę, że spokojnie można się do niego zwrócić z prośbą o to, żeby to wyjaśnił. A ja mówię dziękuję za informację. Być może nawet tak z ciekawości czy z chęci doświadczeń spróbuję.
Amela Rosiko: jeśli dziecko patrzy na świat oczami świadomości, to świadomość nie boi się śmierci, bo jest nieśmiertelna. Śmierci boi się umysł w ciele fizycznym, więc noworodek nie boi się śmierci. Ciekawe sformułowanie, ciekawe stwierdzenie. Znowu z gatunku logiczno-filozoficzno-czasowo jakiś tam inny. Noworodek nie boi się śmierci. A może boi się tego, że jeżeli umrze, to nie będzie mógł wykonać na przykład zadania, które sobie wyznaczył, czyli świadomość nie będzie mogła wykonać zadania bądź doświadczyć tego, czego sobie zaplanowała. I może to nie jest lęk przed śmiercią fizyczną, tylko może to jest lęk przed tym, że nie uda się czegoś zrobić, co się gdzieś tam zaplanowało. A może to jest pojawiający się lęk przed odczuwaniem bólu? Ciężko mi powiedzieć.Ale też widzę pewien brak konsekwencji przy generalizowaniu, bo być może niektóre noworodki się boją, a niektóre nie. Więc jeżeli stawia się jakieś zarzuty, to też powinno się troszeczkę więcej wymagać od siebie.
Jubi tutaj mi odpisał też, widzę. Generalnie chodzi o to, aby zaanulować, skasować dany lęk. Ja przepraszam, to nie jest moje czepianie się słówek, bo ja to rozumiem. Tylko wyjaśnię, ponieważ ja tu czytam na antenie i podejrzewam, że nie wszyscy, którzy słuchają, czytają również komentarze, a już na pewno nie wszyscy, którzy być może będą słuchali audycji, będą mieli dostęp do tych komentarzy, więc usłyszą, co ja powiem. I nie chcę, żeby nas źle zrozumieli. Bo ja cię całkowicie rozumiem, bo też już poznałem i twoją wiedzę i doświadczenia, i mieliśmy okazję porozmawiać. Więc dla mnie to jest oczywiste, że chodzi o to, żeby zaanulować, skasować dany lęk, a nie tylko go zablokować. Natomiast chcę uniknąć sytuacji, w której rzucę w eter informację, że lęki trzeba blokować. Dlatego tylko to prostuję. Nie po to, żeby sprostować ciebie, tylko po to, żeby ta informacja.
Też mamy tutaj konkretną atmosferę, więc wiadomo, że różne słowo mi też się tam od czasu do czasu wymsknie i też mnie poprawiacie. To tylko chodziło o to, żeby mówienie poszło w eter, taka informacja, że my nakłaniamy na przykład ludzi do blokowania lęków. To tylko w tej kwestii. I fajnie, że się rozumiemy. I tutaj widzę, że mamy następnego słuchacza, który uwielbia się bawić w słówka. „Nie boją się tylko szaleńcy”. Gratuluję wiedzy. Kochani, ja już powiem wam tak: może to źle odbierzecie, natomiast naprawdę ja nie mam ochoty się z nikim boksować. Nie mam też ochoty przed nikim, że tak powiem, tłumaczyć ani ze swojej wiedzy, ani ze swojego wykształcenia. Naprawdę, jeżeli komuś naprawdę nie odpowiada to, co ja mówię, jest naprawdę mnóstwo filmów, informacji, telewizji, radia.
Słuchajcie czegoś innego. Jeżeli dla kogoś ważniejsza jest litera prawa niż duch prawa, to pozostanie tylko krawężnikiem. Natomiast jeżeli ktoś chce się wsłuchać w sens, to zawsze ten sens znajdzie. Ja nie daję wam rad, ja podpowiadam i staram się gdzieś nakłonić do własnych refleksji. Jeżeli ktoś oczekuje gotowca, to niech sobie kupi poradnik. Nie wiem, „Ewa gotuje” albo „Magda w lesie, albo „Zosia w ogrodzie”. Ja takich gotowych rad nie udzielam, a coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy dla tych, którzy chcą uzyskiwać gotowe rady, czy od tych, którzy chcą pójść na łatwiznę i dostać gotowca, czy nie powinienem brać po prostu tu pieniędzy. Bo jeżeli ktoś jest naprawdę na tyle, żeby nie rzec leniwy, ale na tyle wygodny, żeby nie chcieć gdzieś się samemu w to zaangażować i poszukać pewnych odpowiedzi sam, to czemu ja mam się przed nim tłumaczyć tylko z tego, że sami to ocenicie? Inka pisze: „Człowiek, który się nie boi i nie ma lęków, długo nie pożyje”. Jubi pisze: „To tylko programy, nakładki, które częściowo my, ale i zostały nam narzucone z naszej niewiedzy.
Programy narzucone to chrzest, bierzmowanie, komunia, małżeństwo, obrączka.” Inka mówi szybciej niż przez pasy. To znaczy, ja powiem tak: tak, są programy, nakładki, które zostały narzucone, ale jednocześnie ja też dostrzegam pewne pozytywy, które z tych obrzędów płyną dla naszej podświadomości. Więc dla człowieka świadomego może być zupełnie blokujące, natomiast dla człowieka nieświadomego może to być jedyny drogowskaz w życiu. No dobrze. Jubi: „Panie Sławku, to kiedy prowadzimy wspólną audycję i na jaki temat? Może być za tydzień lub pod koniec marca, bo potem może być lipa.” To znaczy tak: za tydzień chciałbym jednak poruszyć temat tych lęków, a ponieważ najprawdopodobniej na początku kwietniaBędziemy pewnie musieli zrobić chwilę przerwy. Znaczy zakładam, że to nawet nie będzie tylko chwila, ponieważ mnie nie będzie dwa tygodnie w kraju, a jak wrócę, to za tydzień będą święta, więc pewnie na święta też zrobimy przerwę, więc może się okazać, że w kwietniu będziemy mieli troszeczkę rozłąki. To może zróbmy to na koniec marca. Takim mocnym akcentem pożegnamy się na chwilkę ze słuchaczami. A co do tematu, to może już gdzieś tam poza anteną.
A jak już ustalimy, to wtedy na antenie to ogłosimy, żeby zachęcić też słuchaczy. Tutaj Mela pisze: „To nie z mojej strony brak konsekwencji. Ja odpowiedziałam tylko na pana stwierdzenia i dodałam dwa plus dwa. Wpierw zaprasza pan do pisania ewentualnych uwag, a gdy je piszemy, to w konsekwencji poleca pan obejrzenie sobie jakiegoś ciekawszego filmu. Fajnie, rozumiem”. Melu, nie zapraszam, ale oczekuję odrobiny zrozumienia i tyle. Bo jestem w tej chwili ponad trzy godziny na żywo. I prowadzę, i odpowiadam, i rozmawiam telefonicznie ze słuchaczami. Jeszcze staram się prześledzić tutaj wątki i dla mnie też jest godzina 20:00. Dla mnie też jest godzina 23:12.
Też jestem po całym dniu pracy i tyle. Natomiast jeżeli tak będziemy się gdzieś tam czepiali, bawili w jakieś słówka, to nie sądzę, żeby to był właściwy kierunek. To znaczy, ja nie pójdę w tym kierunku. Od razu mówię, tak? Ja naprawdę jestem człowiekiem dość prostym. Poznaliście mnie i nie zamierzam też się zmieniać tylko i wyłącznie z powodu, wybacz moja droga, ale jednej osoby. Natomiast jeżeli będzie stwierdzenie większości osób, że ta formuła gdzieś nie pasuje, bądź jestem zbyt prostacki, zbyt taki, śmaki, owaki, to będę rozważał opcje różne. Natomiast robię to z przyjemnością, robię to z radością. Zresztą mówiłem na ten temat wiele razy i czasami się zastanawiam, czy to tłumaczenie nie zabija tak naprawdę na sam koniec całej przyjemności z tego, co robię. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda nam się poruszyć temat tych lęków, o których dzisiaj już żeśmy tutaj troszeczkę zaczęli rozmawiać.
No i cóż, trzymajcie się kochani. Dziękuję wam za dzisiaj. Według tutaj naszych wspólnych ustaleń jeszcze zarzucę, zachęcę, przypomnę jeszcze za tydzień 25 marca. Wszystko wskazuje na to, że poprowadzimy wspólnie z Jubim audycję specjalnie dla was, więc też już zapraszam. No i cóż, dziękuję wam za dzisiaj. Uważajcie na siebie tradycyjnie. I cóż, do usłyszenia za tydzień.
[02:42:34] - A tutaj jeszcze parę komentarzy do pana od słuchaczy.
[02:42:37] - Tak? A jeszcze coś tutaj wpadło?
[02:42:38] - Jeszcze dwa komentarze się pojawiły, już nie takie czepialskie jak te ostatnie.
[02:42:46] - Nie, ja tego nie traktuję, ja tego tak naprawdę nie biorę bardzo do siebie. Inka pisze: „Panie Sławku, proszę się tak nie przejmować wszystkim. Przecież pan wie, że ludzie czasami się czepiają, bo są podli”. Ja wiem. Ja wiem, ale ja też czytając te komentarze nie jestem czasami w stanie wychwycić tego, którego nie powinienem skomentować. Bo to nie chodzi o mnie. Kochani, to też chodzi o was, bo to jest też wasz czas. To dla was też jest godzina 23:00, a dla niektórych pewnie i jakaś tam jeszcze inna. To wy poświęcacie ten czas również po to, żeby tych audycji wysłuchiwać. Więc czemu z powodu jednej bądź dwóch osób macie marnotrawić swój czas, który moglibyście poświęcić na coś innego?
Więc to nie chodzi tylko o mnie, bo to jest trochę tak: ja wiem, co wiem. Ja też à propos tych lęków, ja nie mam jakiegoś parcia na to, żeby robić to, co robię. Nie jestem w pracy, że ktoś mi płaci i jeżeli stracę pracę, to nie będę wiedział, co ze sobą zrobić i jak zarobić na życie. Lubię to. Lubię kontakt z ludźmi, lubię też pewne informacje przekazywać. Wiem, że mi ich brakło w różnych momentach mojego życia i dlatego to robię. Natomiast nie mam jakiegoś wielkiego parcia i nie biorę też tego do siebie. Chodzi mi również o was, o szacunek do was.Żeby wam nie zawracać głowy jakimiś tak naprawdę pierdołami bądź czyimiś mniej bądź bardziej niespełnionymi ambicjami. Thomas pisze: „A jedna rzecz Sławek, trzy godziny audycja sama debaty, te audycje emitowane w niedzielę live były robione za trzy, pięć osób, więc myślę, że Sławek przebił wszystkich. Ale może się mylę i Velio skorekty mi”.
Marzenka optymistycznie: „Gdzie tam nastrój popsuty”. Kudłaty: „Dokładnie Inka pozdrawiamy i proszę się nie przejmować MrTreehouse”. Koleja: „Radosławek się tak już radio robi, że jest super”. Kudłaty: „Panie Sławku dziękujemy za audycję”. Dziękuję wam kochani, to naprawdę jest miłe, bo te słowa wsparcia, otuchy. Zresztą ja uwielbiam atmosferę, w której jest miło, sympatycznie, w której nawzajem traktujemy się z szacunkiem, z sympatią, czasami z takimi namiastkami wzajemnej miłości, takiej zwykłej ludzkiej miłości. I to jest dla mnie cenne, bo obdarzamy się tutaj też nawzajem bardzo osobistymi czasami wyznaniami. Czasami opowiadamy sobie różne historie z życia, więc chciałbym, żeby to odbywało się w atmosferze wzajemnego szacunku i też wzajemnego zaufania, że robimy to po to, bo mamy jakiś wspólny cel. A tym celem dla mnie osobiście jest wymiana informacji po to, żebyśmy tą świadomość sobie mogli wzajemnie budować, a jednocześnie cieszyć się przy tym, radować, bawić się i przekładać te nasze audycje na fajne, miłe, przyjazne, radosne relacje z sobą, z innymi, z ludźmi. Na takie fajne, jak najmilsze, najsympatyczniejsze rzeczy.
Czego oczywiście z całego serca każdemu z was i sobie również życzę. I jeszcze raz dziękuję wam za dzisiaj.
[02:47:23] - Mówił do państwa gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski, autor również wideobloga o takim samym tytule jak nasza audycja. Tradycyjnie polecamy uwadze słuchaczy Radia Paranormalium książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Oczywiście w poniedziałek. Oczywiście o 20.00. Oczywiście na żywo.
[02:48:05] - Dobranoc. Pa!
[02:48:11] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl.