[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, w tym konkretnym punkcie czasu i przestrzeni rozpoczynamy wlewanie do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, kolejnego odcinka audycji na żywo „Świat oczami duszy”. Audycji w całości poświęconej meandrom świadomości. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:48] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:51] - Zanim oddam głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić do nas gdzieś tak za godzinę, około godziny 21:00, ale numer telefonu będzie można sobie zapisać już teraz jak najbardziej. Nasz numer, pod którym będziemy odbierać połączenia to 530 620 493. Można też próbować pod numerem stacjonarnym. Inna sprawa oczywiście, czy się uda. Tam jakieś problemy techniczne ciągle mamy, ale podam: 32 746 0008. Jesteśmy także na Skype'ie: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także naturalnie spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do audycji „Świat oczami duszy” na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc z czystym sumieniem, panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:26] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz kochani witam was serdecznie. Wiem, że jest już taka garstka słuchaczy, którzy już czekają na tą naszą wspólną audycję. Bardzo mnie to cieszy. Bardzo mnie też cieszy po raz kolejny taka bardzo duża aktywność ludzi oglądających i słuchających ostatniej audycji. I też jak zwykle nie wiem, czy pobiliśmy rekord z poprzedniego odcinka, ale na pewno było blisko w ilości komentarzy. Zwłaszcza tam dwa wątki wzbudziły dość dużo emocji. Ja ich chwilowo nie będę komentował. Te moje refleksje pojawią się dzisiaj w trakcie audycji. Chociaż może w zasadzie nie powinienem w ogóle komentować, bo były dla tych, którzy śledzą te wątki i uczestniczą w nich, to pewnie się tam doczytali też wątku takiego mojego osobistego, zwłaszcza dotyczącego mojego stanu zdrowia, więc nie wiem, czy powinienem to komentować, ale spróbujemy to jakoś połączyć.
Także bardzo wam dziękuję za aktywność, za udział, za zainteresowanie. A dzisiaj cóż, dzisiaj mamy, nie wiem czy wiecie, ale odcinek numer 20, czyli taka w sumie okrągła cyferka, więc w jakimś tam sensie jubileusz. Nawet sobie, słuchajcie, zaczynając prowadzenie tych audycji, nawet nie myślałem, że dotrwam do 20. odcinka, że będę miał wam o czym mówić i będziemy mieli o czym rozmawiać. Ale tak naprawdę dzięki wam cały czas jest o czym mówić. Więc bardzo wam też za to dziękuję. Za ten wasz udział, podsyłanie nowych tematów, nowych pomysłów, bo to właśnie dzięki wam jest o czym rozmawiać. Natomiast w kategoriach jubileuszu to tak sobie pomyślałem, że może warto by było jakieś takie małe podsumowanko zrobić tego, o czym do tej pory rozmawialiśmy. Więc z mojego punktu widzenia tak mi się wydaje, że ostatnie 20 odcinków poświęciliśmy na odpowiedzenie sobie trochę na pytanie, kim jesteśmy, kim tak naprawdę jesteśmy. Oczywiście nasza cielesność, nasz umysł, nasza fizyczność nas w żaden sposób nie...
Jakby jest to dla nas coś zupełnie normalnego. I te trzy takie podstawowe sfery czy płaszczyzny naszego istnienia, czyli tą sferę fizyczną, sferę umysłową i sferę emocjonalną w zasadzie każdy akceptuje. Znaczy może akceptuje, no zwłaszcza z tą fizycznością różnie jest. Nie wszyscy akceptują swoją fizyczność, zresztą też nie wszyscy akceptują swoją emocjonalność.Ale co do tego nie mamy wątpliwości. W tej dziedzinie nauka bardzo mocno, zwłaszcza ostatnimi czasy, działa i odpowiada nam na mnóstwo różnych pytań dotyczących tych sfer, tych płaszczyzn naszego życia. Natomiast co do tej czwartej płaszczyzny, to jak sami wiecie, nauka ma bardzo mało jeszcze do powiedzenia. I to jest też problem. W sensie problem, nie problem. Problem w sensie takim, że brak twardych dowodów, ale z drugiej strony gdybyśmy pewnie mieli te dowody, to nie poświęcilibyśmy 20 audycji na zastanawianie się nad tymi aspektami, tylko byśmy się zarzucili tutaj jakimiś danymi z encyklopedii, z książek i po prostu poświęcilibyśmy tę dyskusję na różne interpretacje właśnie tych dowodów, a nie na zastanawianie się i na różnego rodzaju dywagacje. Więc jacy jesteśmy?
Kim jesteśmy? Po co tutaj jesteśmy? Myślę, że ja swoją wersję tego, kim jesteśmy i po co jesteśmy, jaki jest nasz cel tutaj na Ziemi, przedstawiłem. Myślę, że każdy z was ma troszeczkę inne zdanie na ten temat. Może bardziej podobne, może mniej, ale patrząc na wasze komentarze wiem, że z bardzo wieloma rzeczami mimo wszystko nie do końca się zgadzamy, nie do końca tak samo je interpretujemy. I może i dobrze, bo mimo że wszyscy mamy jakby jeden wspólny cel, czyli popychać naszą Matkę Ziemię w kierunku tego, żeby tutaj na Ziemi ludziom żyło się lepiej. To jest taki nasz nadrzędny cel. Cel w zasadzie dla całej ludzkości, żebyśmy potrafili żyć, jeżeli nawet nie z jakąś wielką, olbrzymią miłością do samych siebie i do ludzi, którzy wkoło nas żyją. I nie tylko ludzi, ale również natury, również zwierząt. To jednak nawet jeżeli to nie będzie jakieś „wow” miłość, to przynajmniej będzie poszanowanie.
Będzie szacunek, będzie akceptacja tego, że jesteśmy różni, ale zmierzamy w tym samym kierunku i że tak naprawdę jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, nie wrogami. I że każdemu człowiekowi, każdej istocie żyjącej tutaj na Ziemi należy się taki sam szacunek i uszanowanie też jego wolnej woli. Myślę, że osiągnięcie już chociażby takiego etapu przez ludzi spowoduje to, że życie na tej Ziemi będzie już całkiem przyjemne. Będzie już całkiem fajne, będzie całkiem miłe. Co dalej? Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy. Więc to jest taki cel dla nas, dla całej ludzkości. A jaki jest cel dla każdego z nas? To już każdy musi gdzieś w sobie tą odpowiedź znaleźć.
Bo tak jak wiele razy mówiliśmy, każdy z nas ma troszeczkę inne zadanie do wykonania. Wiemy, że to zadanie wynika z tego, co przeżyliśmy wcześniej, że wynika z poprzednich wcieleń, że jest konsekwencją, że jest naturalnym procesem rozwijania się poprzez doświadczanie. Więc stworzenie wspólnego mianownika dla wszystkich ludzi jest tutaj, w tym wypadku niemożliwe. Natomiast wszyscy mamy prawo do jednej rzeczy tutaj na Ziemi. Znaczy do wielu rzeczy, ale do jednej, na której my się tutaj w naszych audycjach próbujemy skoncentrować. Prawo do szczęścia. I o tym szczęściu w perspektywach i w kwestiach świadomościowych, duchowych rozmawialiśmy. Ale tak naprawdę, jak kto z was wie, szczęście duchowe, czyli szczęście, które osiągamy po śmierci, stan spokoju czy szczęścia, czy jak by kto tam nie nazywał, jest czymś naturalnym. I to też tak naprawdę bez względu na to, jak bardzo podłe życie byśmy prowadzili, i tak ten stan szczęścia po śmierci stanie się naszym udziałem. Więc o to szczęście nie musimy zabiegać.
Natomiast o szczęście tutaj na Ziemi już się musimy troszeczkę postarać. I teraz mam takie pytanie: czy kiedyś zastanawialiście się, kto jest po naszej stronie, a kto jest przeciwko nam, żebyśmy byli szczęśliwi bądź byli nieszczęśliwi? Bo pewnie wy, ja też wielokroć.W swoim życiu wśród moich znajomych wiele razy słyszałem o tym, że to ktoś inny jest winien temu, że ja nie jestem szczęśliwy. Nie zastanawialiście się kto to jest? Kto to jest ten, kto ma moc spowodować to, żebym ja, ty, on, ona, żeby byli nieszczęśliwi? Owszem, w kategoriach ziemskich mamy takie możliwości. Można komuś zrobić krzywdę, można komuś coś ukraść, można kogoś nawet pozbawić życia. Można komuś zrobić przykrość. W takich sytuacjach mamy dar powodowania tego, żeby ktoś był nieszczęśliwy. W jakich wypadkach jest to skuteczne?
W przypadku krzywdy cielesnej oczywiście jest to skuteczne w 100%, ponieważ boli. Po prostu ma się fizyczne cierpienie i to faktycznie działa. Natomiast w kategoriach krzywdy emocjonalnej ma to tylko wtedy znaczenie, jeżeli osiągnie taki skutek, o jaki chodzi temu, kto nas chce skrzywdzić. Czyli jeżeli jego działania spowodują nasze zdenerwowanie, nasze poczucie krzywdy, naszą złość, to wtedy on osiągnie skutek. Natomiast jeżeli my nie wyrazimy emocjonalnej zgody na to, by się poczuć skrzywdzonym, to nikt nas nie jest w stanie skrzywdzić. Każdy wypowiadając słowa może chcieć nas skrzywdzić. Może chcieć wywołać konkretne stany emocjonalne. Natomiast tak naprawdę to ostateczną decyzję o tym, czy jemu się to powiodło, podejmujemy my sami swoją reakcją. Więc kto jest odpowiedzialny za to, że czujemy się nieszczęśliwi? Albo może nie to, że nieszczęśliwi, bo ja trochę może dramatyzuję, że jesteśmy nieszczęśliwi.
Inaczej, że nie jesteśmy szczęśliwi tak do końca, że nie jesteśmy tacy przepełnieni tą energią, chęcią działania i tak dalej, że nie tryskamy, nie jesteśmy non stop uśmiechnięci, zadowoleni i spełnieni. Jaka siła powoduje w nas takie stany emocjonalne? Jaka siła bądź jaki czynnik takie coś powoduje? I zacznę od rozważenia tej sfery, o której rozmawialiśmy przez 20 odcinków. Od sfery duchowej. Czy w sferze duchowej są istoty, służby, czynniki, które chcą naszego niezadowolenia, nieszczęścia, braku szczęścia? Czy tam istnieją istoty, które tego od nas oczekują? Kochani, żebyśmy mieli jasność. Ja nie będę wracał do tej audycji, która zapadła mi bardzo mocno w pamięć o jaszczurach i jakichś tam innych rzeczach, które karmią się naszym strachem i naszą nienawiścią i manipulują nami. Ja mówię o tej sferze duchowej, o której rozmawialiśmy przez ostatni czas i którą ja uważam za tą, która jest.
Czy tam jest jakiś Bóg, jacyś aniołowie, jakieś duchowe istoty, które siedzą, zacierają ręce bądź co innego, jak nie posiadają rąk, natomiast czerpią przyjemność z patrzenia, jak na przykład nam się coś nie udaje, jak pakujemy się w jakieś kłopoty, jak chodzimy niezadowoleni, nieszczęśliwi, jak nie chce nam się żyć, jak wpadamy w depresję, jak się załamujemy, jak wybuchamy nienawiścią do siebie, jak wybuchamy nienawiścią do innych ludzi, jak wyładowujemy swoje stresy na swoich bliskich, na rodzinach, na pracy bądź topimy te swoje żale, smutki w jakichś używkach bądź w jakichś rzeczach, które nie służą naszemu zdrowiu. Czy tam jest ktoś taki? Czy ktoś z was zna, wie, poznał podczas swoich kolejnych wcieleń, podczas tych kolejnych okresów przebywania pomiędzy jednym wcieleniem a drugim, czy poznał takie istoty, które mają takie intencje względem nas? Które chcą bądź blokują nam dostęp do radości, do szczęścia. Ja powiem wam szczerze i ze swoich doświadczeń i z opowieści ludzi, z którymi miałem okazję rozmawiać, którzy doświadczają różnych podróży. Oni twierdzą, że po tamtej stronie panuje spokój. Mało tego, panuje olbrzymie poczucie miłości, olbrzymie poczucie radości do tego stopnia, że znam przypadki, kiedy ludzie uzależniają się od podróży po to, żeby się wyrwać tutaj z ziemi i doświadczyć czegoś, co jest naprawdę bardzo miłe, bardzo przyjemne. Potrzebują wręcz tego mimo wysiłku fizycznego, bo jednak i regresje i podróże wymagająJakiejś naszej energii. Mimo tego decydują się i potrzebują tych doświadczeń po to, żeby znowu doświadczyć tego uczucia spokoju, tego uczucia miłości, które odczuwają podczas swoich podróży. Mało tego, znam przypadki, kiedy ludzie wręcz nie chcą wracać na Ziemię.
Kiedy ich poczucie, zwłaszcza jeżeli ich życie tutaj nie do końca jest satysfakcjonujące dla nich, kiedy zaczynają mówić o tamtej stronie jako swoim domu, że oni chcą wrócić do domu, że oni już nie chcą tutaj być. I ja tego nie oceniam. Bardziej chodzi mi o to, czy skoro tam, po tamtej stronie panuje taka atmosfera, to czy w takim razie tam istnieją istoty, postacie, byty, które miałyby satysfakcję z naszych nieszczęść? Czy podczas kontaktów ze swoimi bliskimi, którzy odeszli, mieliście doświadczenia, kiedy ktoś wam mówił: „A dobrze ci tak. A mówiłem ci, że tak będzie. A spotkała cię słuszna kara. A cieszę się bardzo, że ci się nie udało”. Czy spotkaliście się z takimi doświadczeniami? Bo ja nie. Jeżeli jakaś informacja płynęła z tamtej strony, to zazwyczaj to była informacja, która miała mnie na coś uczulić, bądź przygotować, bądź nawet przestrzec.
Więc skoro tam nie ma istot, którym zależy na naszym nieszczęściu, na naszym niezadowoleniu, na naszym niepowodzeniu, to skąd się bierze ta nasza potrzeba pchania się w kolejny kłopot, szukania rozwiązań, które wcale nic dobrego dla nas nie znaczą? Mało tego, powtarzamy te same błędy i mimo, że wiemy już, jakie są skutki, to w następnej sytuacji znowu gdzieś powtarzamy swoje zachowania. Kto nas tego nauczył? Mało tego, kto tego od nas wymaga? Bo skoro to nie są jakieś uwarunkowania, które płyną z tamtej strony, czyli to musiało nastąpić już tutaj, na Ziemi. W którym momencie ktoś nauczył nas żyć w strachu, żyć niechęcią, żyć smutkiem, żyć przerażeniem, żyć złością, żyć agresją? Kto na Ziemi nas tego tutaj nauczył? Domyślacie się pewnie, że są to nasi bliscy. Nasi rodzice, nasze najbliższe otoczenie, najbliższe nam osoby tutaj na Ziemi. To one nauczyły nas strachu.
To one nauczyły nas pojęcia biedy. To nasze najbliższe osoby nauczyły nas reagowania gniewem, reagowania złością, reagowania nienawiścią, życia pretensjami. To nasi najbliżsi nauczyli nas braku szacunku dla innych ludzi. Czyż to nie jest troszeczkę absurdalne? Tak właśnie wygląda obiektywnie rzecz biorąc. Tak wyglądają obiektywne przyczyny naszego poczucia nieszczęścia, naszego poczucia niezadowolenia, naszego poczucia różnych stanów, które są tak naprawdę dla nas negatywne. Dlatego to, co powiedziałem, kto nas nauczył i kto od nas tego wymaga? Nasi rodzice. Bo to nasi rodzice nam powiedzieli w szkole, że jak ci ktoś podstawi nogę, to nie bądź mięczak, tylko mu oddaj. Tylko tak, żeby zapamiętał raz i żeby tego nikt nie widział.
Jak kradniesz, to nie daj się złapać. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Oko za oko, ząb za ząb. Każdy bogacz to złodziej. Tego nauczyli nas nasi kochani rodzice, nasze kochane babcie, nasi kochani dziadkowie. I oni wymagali od nas właśnie takich postaw. Mało tego, bardzo często wymagają nadal. Jak możesz tak myśleć? Jak mogłaś tak zrobić? To są w dalszym ciągu naciski z ich strony, żebyśmy żyli tak, jak żyli oni.
I kochani, żebyśmy mieli tutaj jasność. Ja nie namawiam was w tej chwili do zerwania więzów rodzinnych bądź do awantur, bądź do wyjaśniania sobie tej sytuacji, albo obsypywania się w tej chwili pretensjami i obarczania swoich rodziców odpowiedzialnością za to, że nasze życie wygląda tak, jak wygląda. Chociaż tak naprawdę to oni stworzyli przed nami wizję świata. To oni nam powiedzieli, że sobie z czymś nie poradzimy, że nigdy nie osiągniemy sukcesu, że nigdy nie nauczymy się śpiewać, że jesteśmy nieodpowiedzialni, że jesteśmy leniwi. To oni nam powiedzieli, że nigdy się nie dorobimy majątku, jeżeli nie będziemy... robić tak albo tak, albo śmak, albo owak. To oni, nasi najukochańsi rodzice, nasi najukochańsi list. Informacja, że mamy być niezadowoleni, że mamy być nieszczęśliwi, nie płynie ze świata duchowego. Ta informacja płynie ze świata ziemskiego. Mało tego, my w nią wierzymy.
I to jest kolejny element podsumowania tego, o czym żeśmy rozmawiali przez ostatnie 20 odcinków, o podświadomości. Ja już powiedziałem tyle, że chciałoby się powiedzieć: „Już nie, już dość. Już nie będę na ten temat mówił, bo już wystarczy, bo już was zanudzam, bo powiecie mi: mamy dość”. Pewnie przyjdzie taki moment, że stwierdzę i ja, że już powiedziałem tyle, ile się dało i więcej nie jestem w stanie wam na ten temat powiedzieć. Ale póki co jeszcze się nie poddaję, bo tak naprawdę w kategoriach naszego ziemskiego szczęścia, takim właśnie największym przeciwnikiem są te wzorce, które zaczerpnęliśmy tutaj, na Ziemi. Strach, nienawiść, złość, agresja to są rzeczy, których nauczyliśmy się tutaj, na Ziemi. To nie są rzeczy, które przynieśliśmy ze sobą z tamtej strony. I tu będzie teraz moja malutka refleksja dotycząca właśnie przy okazji tejże podświadomości, dotycząca ostatniej dyskusji na audycji. Ci, którzy uczestniczyli w niej, ci, którzy mieli okazję ją prześledzić, wiedzą, co się w niej działo. I zobaczcie, poprzednią audycję uważałem za taką fajną, za bardzo bliską mi.
Bardzo bliską temu, co myślę i temu, co chciałbym robić i temu, co sprawia mi największą frajdę i daje też największą nadzieję. To są nasze dzieci. To jest to, co dla tych dzieci możemy zrobić, żeby ich życie nie było bardziej szczęśliwe od naszego. Jeszcze bardziej szczęśliwe. Nawet jeżeli jesteście w pełni szczęśliwi, spełnieni, zadowoleni, to czemuż te nasze dzieci nie miałyby być jeszcze bardziej szczęśliwe? Niech będą. Z całego serca waszym dzieciom i swoim dzieciom życzę, żeby były pozbawione tych obciążeń podświadomościowych. Że nawet jeżeli pakują się w jakieś kłopoty, to niech mają świadomość ryzyka, żeby to była kwestia ich świadomego wyboru, a nie nacisku i odruchu podświadomości. I nawet przy takiej tematyce, przy takiej już tym razem pozbawionej tych aspektów takich mocno duchowych i takich nie z tej ziemi, pojawi się jakiś głos, który i tak stara się to wszystko, nie wiem, co zrobić, bo ja nie wiem, jakie są intencje ludzi, jakie są intencje każdego z was. Ja mogę odpowiadać tylko za swoje intencje, więc to tylko jest kwestia mojego zastanowienia i jedyne jakieś wyjaśnienie, jakie mi właśnie przychodzi, to jest ta podświadomość.
Nawet z panem Markiem dzisiaj przed audycją chwilę rozmawialiśmy, że są po prostu ludzie, którzy nawet jeżeli jest, a może zwłaszcza jeżeli jest zbyt miło, jeżeli jest zbyt fajnie, zbyt sympatycznie, zbyt radośnie, to muszą próbować to zepsuć, ponieważ oni w takich klimatach, w takiej atmosferze nie potrafią się odnaleźć. Ich podświadomość głupieje, bo nie ma wzorców, które mogłaby w tym momencie podesłać. Jeżeli dziecko nie jest przyzwyczajone do bliskości, jeżeli nie zaznało bliskości w dzieciństwie, ciepła rodzinnego, to na chęć przytulenia będzie na przykład bardzo często reagować strachem, ponieważ spotyka go coś, co jest dla niego zupełnie nieznane. Jego podświadomość nie ma reakcji przypisanej do takiego zachowania. Będzie reagować strachem, czasami agresją, czasami w takich delikatniejszych przypadkach nerwowym na przykład strachem, nerwowym śmiechem. Więc tak właśnie działa podświadomość. I teraz kochani, do czego ja zmierzam? Do tego zmierzam, że skoro mniej więcej wiemy już, jak jesteśmy zbudowani, że skoro wiemy już mniej więcej, na jakich płaszczyznach funkcjonujemy non stop, bo płaszczyzna fizyczna, płaszczyzna emocjonalna, duchowa i ta umysłowa, one się przeplatają ze sobą cały czas, 24 godziny na dobę.Tak jak kiedyś mówiłem, to nie jest tak, że sferę duchową uruchamiamy tylko wtedy, jak idziemy do kościoła na mszę albo uczestniczymy w jakichś obrzędach religijnych. To nie jest tak. Jak wiecie, ta sfera duchowa, ta świadomość cały czas w nas jest.
Ona cały czas funkcjonuje, cały czas próbuje nam podpowiadać, cały czas próbuje nam doradzać. Cały czas próbuje nas w jakiś sposób prowadzić w życiu i ustrzegać przed popełnianiem tych samych błędów, przed przeżywaniem tych samych doświadczeń, które już żeśmy przeżyli. Bo to do tego się sprowadza. Co w konsekwencji sprowadza na nas jakieś takie zwykłe ziemskie nieszczęścia, o czym nawet w ostatniej audycji telefonicznie sami dawaliście tak zwane świadectwo. Więc ta sfera duchowa też w nas jest. Funkcjonujemy cały czas na czterech płaszczyznach, więc już wiemy mniej więcej, jak to jest. Wiemy też, co to jest ta nasza świadomość. Wiemy, co to jest ta nasza podświadomość, jak bardzo ona wpływa na nasze zachowanie. I wiemy też, że z tejże właśnie podświadomości, która oprócz swoich tych bardzo przydatnych ziemskich funkcji, ma jeszcze też niestety te nieprzydatne, że prowadzi nas tą samą drogą, którą bardzo często przemierzali nasi bliscy, nasi rodzice. Że podążamy tą samą drogą.
A jak to się kończy, to też już bardzo często wiemy. Korzystamy z tych samych wzorców, ponieważ nasza podświadomość była zbudowana na bazie wiedzy i doświadczeń naszych rodziców. Na bazie ich wiedzy i ich przekonania o tym, co w ich życiu i w ich świecie się działo. W tym nie ma żadnej ich złej woli. Oni po prostu tyle wiedzieli o świecie i tyle nam powiedzieli. I tak nam ten świat przedstawili. Więc skoro już wiemy, jak to wszystko wygląda, to co trzeba teraz zrobić? Wiecie, co trzeba zrobić. Nie trzeba. To jest jeden z aspektów bycia szczęśliwym, że nic nie trzeba.
Co dobrze by było zrobić, żeby się przybliżyć do tego szczęścia? Trzeba to zaakceptować na początku. Zrozumieć i zaakceptować, że tacy po prostu jesteśmy, że wszyscy jesteśmy tacy, że wszyscy mamy tą samą konstrukcję i wszyscy tym samym mechanizmom podlegamy. Fajnie by było to posunąć się krok dalej. Czyli zaakceptować to i jednocześnie spróbować to pokochać. Pokochać, czyli zacząć dostrzegać w tym fajne i korzystne dla nas rzeczy. Tak by było miło. Powiem wam, że dopóki próbowałem dostrzegać rywalizację tych płaszczyzn w samym sobie, to ciężej mi było zaznać takiego wewnętrznego spokoju. W momencie, kiedy zacząłem dostrzegać, że te wszystkie płaszczyzny ze sobą współpracują i niosą dla mnie jakieś informacje, uzyskałem spokój. W wielu sytuacjach przestałem panikować.
Przestałem mieć natłok myśli, natłok informacji, które zaczynały płynąć do mnie z kilku źródeł naraz. Dałem sobie czas na zrozumienie doświadczenia i to mi dało spokój wewnętrzny. A wewnętrzny spokój to jest też poczucie szczęścia. Poczucie przynajmniej na początku zadowolenia. Bo bardzo często w życiu jest tak, że reagując podświadomością oceniamy natychmiast sytuację. Natychmiast. I natychmiast reagujemy. Czyli to jest dla nas złe. Taka jest nasza reakcja. Jeżeli tak ocenia to nasza podświadomość, to jesteśmy niezadowoleni.
Później summa summarum bardzo często okazuje się, że to, co w danej sytuacji było dla nas na pierwszy rzut oka złe, spowodowało to, że na przykład uchroniliśmy się przed jakimś doświadczeniem. Wkurzamy się na przykład, bo zepsuł nam się samochód, bo spieszymy się na jakieś ważne dla nas spotkanie. Nie docieramy na to spotkanie, więc jesteśmy strasznie wkurzeni. A później się okazuje, że to było spotkanie, po którym w konsekwencji któryś z naszych konkurentów na przykład podpisał intratną umowę, a następnie umoczył na niej milion złotych. I niewinne, to, co nazywamy często zbiegiem okoliczności, spowodowało to, że mimo iż żeśmy się wkurzyli, bo mamy zepsuty samochód, bo zawaliliśmy, bo powinniśmy być odpowiedzialni, bo się umówiliśmy, to w konsekwencji okazało się dla nas dobre, korzystne.Nie wpadanie od razu, niereagowanie natychmiast podświadomością, nieocenianie danej sytuacji, tylko pozwolenie sobie na poczekanie. W spokoju, na poczekanie, co z danej sytuacji wyniknie oprócz tego, że daje nam spokój, bo mówimy: „OK, zobaczymy”. Zobaczymy, co dalej się wydarzy. Więc nie tracimy już energii na wkurzanie się, na obwinianie innych, na produkowanie nawet chociażby swoich następnych doświadczeń tej tak zwanej karmy. Później potrafimy, patrząc na to już z innej perspektywy, dostrzec pozytywy i bardziej się z takich sytuacji cieszyć. A w następnych sytuacjach już nabieramy takiego nawyku: „OK, zobaczymy”.
Faktycznie szału nie ma, bo stoję na przystanku w garniturze przy 20 stopniach mrozu, bo samochód mi nie odpalił albo się zepsuł, a ja na to spotkanie jednak muszę dojechać. Ładnie jestem ubrany. Liczyłem, że pojadę samochodem, a muszę stać na przystanku. Nie mam czapki, marznę. Nie są to fajne doświadczenia. Oczywiście, że nie są to fajne doświadczenia i entuzjazmu nikt tutaj nie będzie najprawdopodobniej od was wymagał, ale przynajmniej dajmy sobie czas. To jest jedna z takich rad, wydaje mi się, których mogę wam udzielić, które w moim życiu się po prostu sprawdziły. I od razu też jest ostrzeżenie, bo takie podejście często może powodować u innych taką ocenę, że jesteście ignorantami, że macie wszystko w dupie, za przeproszeniem, że niczym się nie przejmujecie. Więc mówię, zwłaszcza jeżeli byście zechcieli spróbować tego i wcielić to w życie, to przygotujcie się, że tak będzie. Bo ja wiele razy słyszałem: „A ty się tam niczym nie przejmujesz.
Tam coś się, jakieś rzeczy będą działy, a ty się tam nie przejmujesz”. I ja mówię: „OK, w tej chwili jest, jak jest. Jeżeli pojawi się problem, to się nad nim pochylę. Natomiast po co ja mam w tej chwili wymyślać problem? Jeżeli on się pojawi, będę go rozwiązywał. A może on się w ogóle nie pojawi. Może wszystko się ułoży tak, jak bym tego chciał”. Zresztą swoim dziewczynom zawsze mówiłem, jak przeżywały następny dzień, co to znaczy być tu i teraz. Jeżeli dziś, teraz, w tym momencie zastanawiasz się nad tym, co było trzy godziny temu albo rozkminiasz, analizujesz i przeżywasz to, co się ma wydarzyć za siedem godzin, to ciężko być tu i teraz. Ciężko się cieszyć daną sytuacją, ciężko się na niej nawet skoncentrować, bo jesteśmy w tym miejscu, ale nie przeżywamy tego miejsca.
Nie zajmujemy się tym miejscem, tylko zajmujemy się miejscem, w którym byliśmy albo w którym dopiero będziemy. I tak zazwyczaj przygotowywanie stu scenariuszy na następny dzień bardzo często powoduje, że albo sprawdzi się tylko jeden, a my wymyśliliśmy sto, albo nie wydarzy się żaden i wydarzy się 101. Więc nie załatwimy nic na przyszłość, ale jednocześnie nie będziemy potrafili się tym, co jest w danej chwili, cieszyć, bo nas tutaj po prostu nie ma, bo jesteśmy w miejscu tym, ale emocjonalnie jesteśmy w różnych miejscach. Więc to zaakceptowanie i takie trochę pokochanie. Im więcej tej miłości, tym lepiej. Ja po prostu nie chcę, żebyście tutaj myśleli, że ja wymagam od was, że po dzisiejszej audycji staniecie przed lustrem i będziecie chociażby w jakiś sztuczny czy jakiś taki bez przekonania sposób mówili: „Tak, kocham siebie, akceptuję się na wszystkich płaszczyznach”. Ja tego nie oczekuję od was. Spróbujcie, jeżeli oczywiście chcecie. Jeżeli macie takie życzenie, spróbujcie zobaczyć, czy to wam sprawia przyjemność. Czy to w waszym przekonaniu przynosi wam jakiś efekt?
Czy widzicie wymierne korzyści z tej akceptacji tego, że te płaszczyzny się są przeplatają? I tak jak przywalenie sobie w kolano boli natychmiast, bo pewne rzeczy dzieją się w ciele fizycznym natychmiast, aczkolwiek nie zawsze, to w sferach emocjonalno-duchowych na pełny obraz sytuacji i pełną ocenę sytuacji czasami potrzeba więcej czasu. I po prostu spróbujcie sobie ten czas dać i zobaczcie, co z tego wyjdzie. Jeżeli będziecie zadowoleni — super. Jeżeli to wam przyniesie chociażby taki spokój jak mi i takie poczucie później szczęścia, że jednak mimo wszystko mogłem przecież wziąć taksówkę. Pojechać taksówką na to spotkanie i bym się nie spóźnił. Mogłem zadzwonić do przyjaciela, żeby mnie zawiózł. Mogłem wykonać kilka ruchów i uprzeć się, żeby na to spotkanie dojechać. Ale nie, pomyślałem, że być może jest w tym jakaś informacja, więc zobaczymy, co się wydarzy dalej. Dałem sobie ten czas.
CzasCzemu kolwiek mojemu aniołowi stróżowi, mojej duszy, mojej intuicji, czemukolwiek, jakkolwiek bym tego nie nazywał, dałem sobie czas na to, żeby zobaczyć co się wydarzy i wtedy dopiero z perspektywy ocenić. I to jest w kategoriach zrozumienia samego siebie, zrozumienia kim jestem, jaki jestem, jakim mechanizmom podlegam, kto tak naprawdę albo jest przynajmniej neutralny, albo prowadzi mnie do jakiegoś szczęścia, do bezpieczeństwa, do jakiegoś lepszego życia, spokojniejszego, bardziej radosnego. A kto jest troszeczkę przeciwko mi, kto mi utrudnia to, żebym czuł się szczęśliwy. Jeżeli to zrozumiecie, zapamiętacie, zaakceptujecie i chociaż trochę dostrzeżecie korzyści dla siebie, to już jest fajnie. To myślę, że to jest właściwy krok do tego, żeby trochę spokoju sobie w życiu zafundować. Nie reagować tylko i wyłącznie podświadomością. Nauczyć się oceniać pewne sytuacje z perspektywy czasu, to myślę, że to jest właściwy krok w kierunku spokoju i troszeczkę wewnętrznej równowagi, dystansu, zrozumienia, rozwinięcia świadomości, odebrania władzy podświadomości. Czyli generalnie rzecz biorąc odebranie pełnej władzy temu, co niekoniecznie pcha nas w kierunku naszego wewnętrznego spokoju i poczucia szczęścia. Ponieważ znowu się rozgadałem, chciałem jeszcze wam kochani powiedzieć o jednej rzeczy, bo dzisiaj chciałem zejść na ziemię, się oderwać od tych tematów duchowych i zejść po prostu na ziemię. Więc troszeczkę wam powiem, jeszcze wam chwileczkę czasu zajmę, bo rozmawialiśmy o tych sferach emocjonalno-duchowych, podświadomość, dusza.
Natomiast bardzo ważnym czynnikiem naszego szczęścia jest nasze ciało fizyczne. I często jest tak, że my ten problem troszeczkę bagatelizujemy, a tak naprawdę to jest nośnik. To jest nasz tutaj na ziemi nośnik i wiadomo, że choroby czy różnego rodzaju mankamenty fizyczne tego naszego poczucia szczęścia wcale nie poprawiają. Wręcz przeciwnie, utrudniają nam życie, ograniczają nas z bardzo wieloma możliwościami. Przecież wiadomo, że jeżeli jestem niesprawny fizycznie, to nie wyjadę sobie już na narty, na ryby albo pożeglować, albo nie będę się wspinał po górach. Więc dbanie o to ciało fizyczne ma bardzo duże znaczenie, bo jakieś tam badania naukowe dowiodły, że ludzki organizm jest w stanie funkcjonować i 200 i 300 lat. Z biologicznego punktu widzenia, wydajność naszego ciała, naszych organów, ta bariera 200 czy 300 lat nie jest dla naszego organizmu aż takim wyzwaniem. Więc jest coś, co powoduje, że my ten organizm w jakiś sposób nadmiernie eksploatujemy, że go zdecydowanie szybciej zużywamy niż powinniśmy. Trochę tak, jak jest z jeżdżeniem na zimowych oponach w lato, że one się będą zdecydowanie szybciej zużywały niż w tych warunkach, do których zostały stworzone. I teraz co jest wrogiem naszego organizmu?
Co jest wrogiem naszego organizmu w tym, żeby normalnie funkcjonować, żeby ten organizm był sprawny przez dłuższy okres czasu niż tylko na przykład do 50. roku życia. Bo najczęściej tak jest, przynajmniej tak było, teraz to jakoś wszystko na głowie stanęło, ale że pewne problemy związane ze starością, ze starzeniem się organizmu właśnie pojawiają się tak po 40., a po 50. roku życia, więc zaczynają nam coraz bardziej doskwierać. Dlaczego tak jest? Dlaczego tak szybko? Pierwszy aspekt to jest oczywiście nasz tryb życia, czyli to, jak żyjemy, to jak się odżywiamy, jak traktujemy swoje ciało, czy się wysypiamy, czy się nie wysypiamy, czy spędzamy za dużo czasu na spaniu, a za mało na aktywności albo zbyt dużo na aktywności, a zbyt mało na spaniu. Tryb życia. Ale ponieważ ja nie jestem fizjoterapeutą, nie jestem dietetykiem, nie jestem specjalistą od tego typu rzeczy, więc nie będę wam mówił i dawał rad, bo też może sam do końca nie jestem idealnym przykładem.Aczkolwiek coraz bardziej się do tego przykładam, więc nie będę wam o tym gadędził. Zwłaszcza, że mamy tutaj specjalistów wśród słuchaczy od nauk ścisłych, od cytowania różnego rodzaju książek i encyklopedii.
Zresztą sami możemy do tego sobie zajrzeć. Ja tylko wam mówię: pomyślcie o tym. Bo nie musimy być od razu chorzy i nie musimy też w wieku 50 lat łazić po lekarzach i spędzać reszty swojego życia. Nie musimy. Nasz organizm jest w stanie żyć dużo dłużej. Nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie mu pomóc, to przynajmniej mu nie przeszkadzajmy. A co przeszkadza? Zaraz wam powiem. Moim zdaniem oczywiście. Nasz organizm jest bardzo mądry i jest w stanie sobie poradzić z bardzo wieloma sytuacjami, w bardzo różnych ekstremalnych warunkach.
Przynajmniej nie przeszkadzajmy mu w normalnym funkcjonowaniu. Tak naprawdę wiele rzeczy przeszkadza, ale co w bardzo dużej mierze wpływa na prawidłowe funkcjonowanie organizmu z punktu widzenia również czysto fizycznego? Oczywiście nie zaskoczę was, jeżeli powiem, że to jest stres. I drugi problem, który moim zdaniem jest, to jest właściwy przepływ energii poprzez nasze główne centra energetyczne i te pomniejsze, które Chińczycy uruchamiają tymi igiełkami nazywanymi akupunkturą, blokują, odblokowują i tak dalej. To są dwie rzeczy, dwa zjawiska, które są ze sobą bardzo mocno powiązane. W zasadzie to chyba temu tematowi trzeba będzie poświęcić oddzielną audycję. Powiem wam tylko tak: tak jak sami wiecie i wielokroć to powtarzam, to nie jest ani powód do dumy, ani kwestia użalania się nad sobą, tylko jak mówiłem, ja tych książek z dziedziny duchowości zbyt dużo nie przeczytałem. Jedną z takich pierwszych, na którą wpadłem, to była bardzo znana swego czasu książka Louise L. Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”. Notabene polecam ją, bo myślę, że też nie przez przypadek bodajże w 1995 roku stała się bestsellerem „New York Timesa” i zrobiła kolosalne wrażenie wtedy na ludziach, na świadomości ludzi.
I też nie będę się tutaj silił na to, żeby tę książkę interpretować. Nie jest zbyt długa, więc warto po prostu dla samego siebie ją przeczytać. Ja już ją widziałem też, bo z tego, co wiem, tak było do niedawna, bo ja swoją książkę pożyczyłem komuś. Później oczywiście nie mogłem jej odzyskać. Ktoś mnie o tę książkę poprosił, więc był problem z zakupieniem tego i chyba w jakimś antykwariacie znalazłem jakieś dwa egzemplarze i kupiłem, a później już chyba ściągnąłem to nawet w formie PDF-a. W internecie chyba już jest, więc mówię, ze zdobyciem tej książki nie jest aż taki wielki problem. Jaka była idea tej całej filozofii Louise? Ona mówiła, zresztą notabene później próbowała udowodnić to też troszeczkę dla wszystkich malkontentów, którzy twierdzą, że na sprawy duchowe nie ma dowodów. Ona próbowała powiązać sytuacje emocjonalne z konkretnymi chorobami i później już przy pomocy, ponieważ sama się uzdrowiła z raka. Bodajże miała problemy, raka macicy chyba, już nie pamiętam dokładnie.
I sama zmieniając swoje podejście, zmieniając swoje emocje, uzdrowiła się z tego, na co zresztą są notabene też i naukowe potwierdzenie przez lekarzy. Później razem z lekarzem robiła badania i wiązała po prostu konkretne choroby z konkretnymi emocjami. Jest to nawet pięknie posegregowane. Ja troszeczkę to jako jedna z pierwszych moich książek, znaczy chyba pierwsza nawet, z którą się zetknąłem, nawet obserwowałem na swoim życiu. Mówię, na studentach, mnóstwo wykładów. Bodajże w Stanach było kilka już później klinik, w których ona i nauczeni przez nią ludzie pomagali ludziom. Chodzi o to, że każda emocjaKtóra gdzieś tam nam towarzyszy, ma odzwierciedlenie w naszym systemie emocjonalnym, w systemie nerwowym i w systemie mięśniowym. I tak na przykładzie: jeżeli się bardzo zdenerwujemy, to mamy coś takiego jak skurcze żołądka. Często ludzie mówią, że aż żołądek ich rozbolał, ponieważ właśnie strach, niechęć, jakaś nienawiść objawia się właśnie w tych sferach i powoduje po prostu nerwowe skurcze mięśni. Ja też nie chcę wchodzić w tematy naukowe, bo zaraz, jak znam niektórych z naszych słuchaczy, to pewnie się zaraz pojawią tutaj wątki, które będą mi to tłumaczyły w sposób naukowy.
A mi nie chodzi o sposób naukowy, bo nie wiem, czy mi osobiście zrozumienie sposobu naukowego albo błąd w tych niuansach medycznych nie zmieni istoty i myśli, którą chciałem wam przekazać, że nasze ciało fizyczne jest też odpowiedzią i informacją dla nas, co dzieje się z naszymi emocjami. Warto też dbać o to ciało fizyczne, ponieważ dbać i obserwować je, również swoje reakcje i reakcje swojego organizmu na różne sytuacje, które nas w życiu spotykają. Przede wszystkim pod kątem swoich własnych emocji, ponieważ one znajdują właśnie swoje umiejscowienie w konkretnych partiach naszego ciała fizycznego i powodują napięcia tych mięśni. A zbyt długotrwałe napięcie mięśni bądź na przykład blokowanie przepływu krwi do jakichś tam części tkanek, które są ściśnięte w jakiś sposób, powoduje niedokrwienie, a później w konsekwencji pewnie i choroby. Oczywiście nie wchodzę tu w tematy medyczne, tylko chodzi mi o samą ideę, że to, że my się zdenerwujemy, czy przez ileś tam miesięcy czy lat przeżywamy jakąś sytuację z przeszłości, to nie jest tylko kwestia tego, że mamy zły humor, że nie możemy się wyspać, bo coś przeżywamy. To jest również kwestia tego, że obciążamy tymi emocjami swój własny organizm, który później szybciej się zużywa. A jeżeli z tymi emocjami nie będziemy w stanie ich w żaden sposób zmienić, naprawić, transformować, to może nas doprowadzić do ciężkiej choroby. Jak widzicie, ta dzisiejsza audycja była całkowicie ziemska. Jak sobie z tymi emocjami i z tymi zagrożeniami, które wprowadzamy dla swojego własnego organizmu i też w konsekwencji dla samego siebie, jak sobie z tym poradzić? Pewnie trzeba będzie porozmawiać już w następnej audycji, bo tak patrzę, albo zapytam pana Marka.
Panie Marku, przepraszam, tam są jakieś komentarze, coś tam się dzieje tak, żeby już się brać do roboty? Czy jeszcze mogę pogawędzić troszeczkę?
[58:28] - A może pan pogawędzić. Może pan też zerknąć na komentarze, które już się pojawiły, ale myślę, że słuchacze nie będą mieli nic przeciwko jeszcze troszkę pogawędzeniu.
[58:41] - Dobrze, panie Marku, to ja w takim razie jeszcze spróbuję troszeczkę o tym ciele fizycznym wam opowiedzieć, bo tak naprawdę oprócz tych aspektów emocjonalnych, to jest nasz nośnik, który im dłużej nam służy i funkcjonuje bez jakichś większych zastrzeżeń i awarii, to tym dłużej możemy się cieszyć radością życia. Uczestniczyć w tym życiu bez żadnych ograniczeń i bez jakichś większych problemów. Bo wiadomo, że jeżeli coś nam doskwiera, to już te ograniczenia się pojawiają. Ja powiem wam szczerze, kiedyś się emocjonalnie strasznie zasiedziałem, ale też się zasiedziałem fizycznie. To był taki moment, kiedy bardzo intensywnie emocjonalnie przerabiałem stresy, sprawdzając wydolność własnego organizmu na tą okoliczność. Natomiast udało mi się kiedyś pojechać na Morskie Oko, wyrwać się tam. I oczywiście stwierdziłem, że co? Ja nie wejdę? Abstrahując od tych biednych koni, bo to ciepło było, które tam były, ale nie będę dzisiaj tego wątku rozwijał. Więc po prostu stwierdziłem, że wejdę.
Jakież moje było zdziwienie w połowie drogi, kiedy włażąc tam po tych kamieniach, mało sobie nie przylepiałem języka, słuchajcie.Ciągnął się za mną po tych kamieniach i musiałem uważać, żeby mi się między nogi nie wplątał. Byłem tak pozbawiony kondycji, miałem tak krótki oddech. Stres powodował to, że jak próbowałem nabrać głębiej powietrza, to mnie bolały wszystkie mięśnie i żebra. Myślałem, że nie dojdę na tą górę, a już na pewno nie zejdę stamtąd. Po powrocie natychmiast zapisałem się na siłownię i popracowałem nad kondycją, nad rozluźnieniem tych mięśni i tak dalej. Jeżeli chcecie o ciało fizyczne swoje chociaż troszeczkę zadbać, to naprawdę świetnym... Ciało fizyczne w sensie rozluźnienia swoich napięć, które w organizmie się nazbierały. To są właśnie pierwsze świetne kąpiele. Z różnego rodzaju oliwkami. Kobiety tutaj mają większe rozeznanie w tej kwestii, ale to jest naprawdę świetna pomoc.
Ciepła kąpiel, fajna muzyka, lampka wina i pół godziny dla siebie. To naprawdę świetna metoda. Najprostsza. I utopienie tych emocji w wodzie. Pozbycie się tego. Można sobie przy okazji wyobrażać, jak woda zabiera to wszystko, co się w nas nagromadziło i z tą wodą to wszystko ładnie, w bezpieczny sposób odpływa. Ja z wielu powodów bardzo lubię, to miało nawet swoją nazwę. Bardzo lubię techniki oddychania. Między innymi dlatego, że od 18. roku życia mam uraz sportowy, ale wychowałem się w takich czasach, kiedy wszyscy trenowali karate.
Nabawiłem się kontuzji, z którą jako młody chłopak oczywiście nic nie zrobiłem. Skończyło się to tym, że mam zwyrodnienie kręgosłupa, które może być leczone tylko operacyjnie już w tej chwili. Jakoś tak się nie za specjalnie na ten stół pcham, więc sobie z tym żyję. Uwielbiam w związku z tym techniki oddychania. To jest coś niesamowitego, jak próbuję swoich znajomych, swoich przyjaciół uczyć oddychania i co się z ludźmi dzieje. Ja to na początek robię na tak zwane trzy. Czyli powoli licząc do trzech, nabiera się powietrza od przepony aż po obojczyk, po skrzynki wypełnić płuca. Licząc do trzech się to powietrze w płucach przytrzymuje i licząc do trzech się to powietrze powolutku wypuszcza. Seria takich dwóch, trzech, czterech, pięciu powtórzeń i reakcje ludzi są przeróżne: od zawrotów głowy, poprzez oczywiście napady kaszlu i tak dalej. Natomiast gros ludzi, którzy nie są zmuszani w tej chwili do wysiłku fizycznego, bo kiedyś ludzie w naturalny sposób, idąc chociażby do autobusu, pracując fizycznie, nawyk oddychania mieli wypracowany od małego, ponieważ nie dało się.
Organizm musiał być dotleniony, żeby mógł normalnie funkcjonować. W tej chwili stres, który powoduje właśnie napięcia mięśni plus do tego wszystkiego brak aktywności powoduje, że ludzie mają bardzo krótki oddech i te wszystkie mięśnie około płucne, mięśnie kręgosłupa są pościskane i napełnienie całych płuc powietrzem jest dla wielu wręcz niemożliwe. To nie to, że nie chcą, tylko po prostu nie są w stanie bez jakiegoś treningu, przygotowania czegoś takiego zrobić. Ja na przykład uwielbiam ze względu na mój kręgosłup tą technikę, ale równie dobre są fajne masaże raz na jakiś czas. Kto tam lubi, do jakiego ma przekonanie. Świetna sprawa na rozluźnienie, na danie sobie odrobiny luksusu, przyjemności, a organizmowi troszeczkę odsapunku, przerwy, uwolnienia go z napięć, które już do tej pory w naszym organizmie się nazbierały. To jest też świetna metoda. Oczywiście to nie jest metoda docelowa, bo nawet ostatnio z jedną z naszych słuchaczek, moją koleżanką już w tej chwili, z którą wspólnie mamy jakieś plany. Jeżeli jest w tej chwili, to ją serdecznie pozdrawiam. Mamy jakieś plany przyszłościowe.
Nie matrymonialne kochani, żeby tutaj był spokój na antenie. Raczej działania w tych dziedzinach, w których oboje działamy i z wieloma rzeczami się zgadzamy. Żeśmy rozmawiali o bioenergoterapii, o takich technikach... poza medycznych leczenia ludzi, że bez zmiany sposobu myślenia, bez zmiany sposobu emocjonalnego reagowania oczywiście pozbędziemy się tych napięć emocjonalnych na chwilę, bo jeżeli nie pozbędziemy się emocji, czyli przyczyny tych napięć, to te napięcia za chwilę wrócą. Ale ważne jest to, żeby dać temu organizmowi od czasu do czasu odpocząć tak, żeby on chociażby miał chwilę na to, żeby zasilić te miejsca, które już powolutku zaczynają szwankować. Pamiętajcie, że choroby pod tytułem przeziębienie czy złamanie to są choroby, które występują w zasadzie za chwilę po tym, jak się to wydarzy. Natomiast gros chorób rozwija się latami i często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że one się rozwijają. Dopiero kiedy ta choroba już nabiera takiej skali, w której nasz organizm przestaje sobie z nią radzić, to wtedy dopiero zaczynamy o niej dostawać jakieś informacje. A jak to jest? Różnie.
Więc trochę tego odpoczynku temu organizmowi, temu swojemu fizycznemu nośnikowi, kochani, postarajcie się od czasu do czasu zapewnić. Troszeczkę tych emocji, które się już nazbierały, troszeczkę się pozbyć. Gwarantuję wam, że organizm wam się odwdzięczy, a i wam będzie na pewno lepiej. Natomiast o oddychaniu porozmawiamy jeszcze w następnej audycji, bo oddychanie znowu genialnie działa na przepływ energii przez nasz organizm. Oddychanie też genialnie działa do paru innych rzeczy, które później mogą skutkować na przykład tym, że będziemy bardziej szczęśliwi. Dzisiaj porozmawialiśmy o tym, żeby nasze ciało fizyczne, przynajmniej ono po dzisiejszej audycji troszeczkę poczuło się szczęśliwsze, a przez to na pewno i my też poczujemy się lepiej, a już na pewno w perspektywie lat kilku do przodu na pewno to będzie też z korzyścią dla nas i też dla naszego lepszego samopoczucia, również na płaszczyźnie emocjonalnej, na płaszczyźnie przeróżnej, na płaszczyźnie intelektualnej. A na koniec zapytajcie się, dlaczego nie chcemy dbać o to ciało fizyczne. „A, dobra, później, a teraz mi nic nie doskwiera, a nie mam czasu, a później się tym zajmę”. Dlaczego nawet na płaszczyźnie fizycznej, tej, która wymaga, może nie to, że wymaga najmniej czasu, bo czasami wymaga czasu, wysiłku, ale mamy najwięcej technik, najwięcej możliwości, żeby o to ciało fizyczne zadbać. Dlaczego chociażby na tej płaszczyźnie nie chcemy być szczęśliwi, zadowoleni, zdrowi?
Dlaczego nie chcemy być zdrowi? Kto nam kazał nie dbać o nasze zdrowie? Kto nas nauczył nieszanowania własnego ciała? To zadanie domowe. A teraz jeszcze jedna kwestia. Nie w poprzedniej audycji, ale jeszcze w poprzedniej, co ja wychwyciłem już za późno, żeby powiedzieć wam o tym w ostatniej audycji. Pojawiła się pewna propozycja naszego drogiego gościa, który oficjalnie stwierdził, że mi nie wierzy. Oficjalnie na forum publicznym powiedział, że on mi nie wierzy. I bardzo się cieszę, że mi to powiedział. I bardzo się cieszę, że ten wątek się pojawił.
Mało tego, nasz sympatyczny gość zaproponował pewien eksperyment. Postawił dwa pytania z taką sugestią, żebyście, kochani, wy się wypowiedzieli na ten temat. Oczywiście dotyczy to mojej osoby i tego, co robię. Mojej wiarygodności, tego, czy mi wierzycie, czy mi nie wierzycie, czy zgadzacie się ze mną, czy nie zgadzacie. Żeby zrobić taką ankietę, ponieważ ja się może nie to, że cieszę. Cieszę się, jeżeli powstaje dyskusja. Cieszę się, jeżeli ktoś mi mówi, że musi się nad pewnymi tematami zastanowić, że musi przemyśleć, że nie: „Wow, wow, sławy guru, guru, mistrzu, wierzę ci bezgranicznie”, to ja się cieszę. Bo tak jak wiele razy powtarzałem, prawda jest w każdym z nas. Wszyscy znamy odpowiedź na te pytania i na te tematy, które tutaj poruszamy. Znamy je, one są mniej bądź bardziej przygrzebane różnego rodzaju innymi informacjami, ale one gdzieś tam w środku są.
Więc odrzucając jeden kamyczek, drugi, trzeci, czwarty, piąty, dziesiąty, który je gdzieś tam przywala, jest w końcu szansa, że każdy dojdzie do swoich własnych wniosków i swoich własnych prawd, do swoich własnych spostrzeżeń, do swoich własnych doświadczeń. A przecież o to w tym wszystkim chodzi. Ponieważ każdy z nasMa inną lekcję do odrobienia. Cel jest jeden, ale każdy z nas jest w innym momencie swojej drogi i ja waszego życia nie przeżyję, wy nie przeżyjecie mojego, więc każdy sam musi tę drogę przebyć. Fajnie jak jest z kim na tej drodze się spotkać i pogadać i przekonać się, że ktoś też idzie w tą samą stronę, więc to jest miłe. Natomiast doświadczyć, przeżyć, zrozumieć, zaakceptować musi każdy. Więc cieszę się, jeżeli są pytania, cieszę się, jeżeli jest dyskusja, bo to wszystko zmierza do jednej rzeczy — do odkrycia i do rozwijania swojej świadomości. A przecież o to mi też w tych audycjach chodzi. Dlatego drogi goście, jeżeli jesteś, ja naprawdę jestem jak najbardziej za. Jeżeli macie, kochani, życzenie wypowiedzieć się na ten temat, wziąć udział w tym, zapraszam.
Piszcie prawdę. Piszcie, co czujecie. Jeżeli będą też głosy za „nie”, jeżeli ktoś czuje się przeze mnie manipulowany, czy będzie większość takich głosów, że „nie, Sławek, daj żyć w spokoju, bo to po pierwsze nudne albo zmień tematykę”, to przecież, kochani, ja tego też tak naprawdę nie robię dla siebie. Ja nie robię tego dla lansu, dla sławy, a już tym bardziej dla pieniędzy. Więc jeżeli byłby wątek tego typu, że jestem nudny i niepotrzebny, to okej. Ja naprawdę też mam co w poniedziałkowe wieczory robić, więc lepiej się dowiedzieć prawdy. Chociaż może coś zmienimy, może coś dodamy. Więc ja jestem jak najbardziej za. Jeżeli wy też jesteście za, drogi goście, rzucaj tą ankietę, którą tam wymyśliłeś i zobaczymy, co się wydarzy. Ja was oczywiście zapraszam do udziału w tej ankiecie.
Nie wstydźcie się, nie krępujcie, piszcie. Będziemy na ten temat rozmawiali. Póki co na następną audycję wymyśliłem sobie taki temat: skoro przeszliśmy już do ciała fizycznego, to jedna rzecz jeszcze nam zostanie do tego, żeby samych siebie poznać. Spróbujemy się w następnej audycji zmierzyć z własnymi lękami, których jak najmniej przynajmniej na ten tydzień wam, kochani, życzę. Mam nadzieję, że po następnej audycji w ogóle się ich pozbędziecie. A za dzisiaj cóż, za dzisiaj wam tradycyjnie bardzo dziękuję. Cieszę się, że jesteście ze mną. Cieszę się, że ja mogę być z wami. Jeżeli ktoś chciałby zadzwonić i coś dorzucić jeszcze do tego, co ja powiedziałem, coś, co mogłoby wzbogacić moją wiedzę oraz wiedzę wszystkich, którzy nas w tej chwili słuchają bądź będą słuchali, to ja bardzo serdecznie zapraszam. A ja spróbuję odpalić Messengera i zobaczyć, co tam się dzieje.
[01:16:35] - A dzieje się dosyć sporo. Komentarzy bardzo mocno nam to wysypało, że tak to ujmę. Pan będzie odpalał Messengera, a ja w tym czasie przypomnę naszym słuchaczom kontakty do Radia Paranormalium. O, właśnie ktoś teraz dzwoni, a ja podam tylko nasz numer. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Jesteśmy już na antenie. Proszę pozwolić jeszcze tylko, że podam numer pozostałym słuchaczom. 530 620 493. Tak, już się słyszymy. Halo?
[01:17:10] - Halo! No to dobry wieczór. Ja chciałem się przede wszystkim chyba wesprzeć pana Sławka. Dzwonię dlatego, bo całkowicie się zgadzam z tym, co mówił w początkowej fazie audycji. Chodzi o tych sytuacjach, kiedy człowiek się pogubi. Zepsuł się samochód. Lęki. Ja się gdzieś spieszę, nie zdążę, wszystko mi się powali. Miałem takie sytuacje wiele razy i one się kończyły dobrze. Ale kiedy?
W momencie, kiedy sobie odpuściłem to. Miałem na przykład pojechać, ważna sprawa, po prostu jakiś tam film na plan zdjęciowy i samochód mi się zepsuł. Jechałem tramwajem. Ja wtedy tak nauczyłem się sam siebie reagować, że wtedy patrzę przez okna, podziwiam architekturę, żeby się nie bać. Co się stanie, to się stanie. No i oczywiście przyjechałem. Oni mieli opóźnienie ze sceną, gdzie musiałem być i jeszcze obiad dostałem spokojnie. Było pięknie. Też i było „pociąg mi uciekł”. Okazało się, że nie uciekł.
Z Wrocławia do Berlina za darmo w efekcie przejechałem koleją. Niesamowite to było opowiadać. Ja zawsze tak reaguję, że jak mam ten stres, to mi tak samo. Ja wtedy nagle zaczynam widzieć właśnie piękno przyrody, architektury, miejsc.Jak gdzieś jadę i to odpręża, ale nie wyzwala, bo te lęki są. I oczywiście to, co tu Sławek mówił, te potworne skurcze mięśni, jakieś żołądkowe skurcze. To rozwala. Ale jeszcze ten problem. Chciałem powiedzieć, że przy takim podejściu, zresztą ja to od dziecka miałem, że ludzie zarzucają, że kiedy nic nie obchodzi, ty wszystko olewasz. Oj, to jest problem. Nie rozumieją po prostu tego, że ja się tak przejmuję już wszystkim, że chyba umrę z zawału ze strachu bezsennego i z rozpaczy i robię, co mogę, żeby przeżyć.
[01:20:02] - Proszę mnie aż tak-
[01:20:04] - Tak?
[01:20:05] - Nie, mówię, proszę aż tak bardzo tego nie przeżywać, bo tego zawału to tego nie życzymy.
[01:20:13] - No nie, ale doskonała tutaj to była ta audycja, kiedy to było powiedziane. Walczę, walczę.
[01:20:26] - Bardzo się cieszę.
[01:20:28] - Ale jeszcze mam trzeci punkt. To już nie na dziś. To jest na za tydzień. O tych lękach. Bardzo się cieszę, że będzie audycja o lękach, to wtedy może coś powiem. I było coś, że ma być też o metodzie oddychania. Ja akurat ćwiczę to. Od lat gram na instrumencie dętym, na trąbie.
[01:20:58] - Bez oddychania się nie da.
[01:21:00] - To jest na za tydzień. I o wokalach, o śpiewaniu. To jest na za tydzień.
[01:21:05] - Też coś o tym wiem, bo ja przez 14 lat grałem na fagocie, więc z oddechem też-
[01:21:10] - O jeju! Co to trąba? Fagot to jest coś! Ja wiem. Ojej, dobra, za tydzień może, bo to nie jest dzisiejszy temat chyba, prawda?
[01:21:22] - Bardzo się cieszę, bo się zapowiada bardzo ciekawa dyskusja muzyczna jeszcze do tego wszystkiego.
[01:21:33] - O jeju, o fagocie mam dopowiedzieć. Ja mówię dzisiaj nie, to nie jest temat. Za tydzień zostawmy to.
[01:21:42] - Świetnie, bo będzie też temat o śpiewaniu, bo to jest też fajna technika.
[01:21:48] - Ojeju, tak.
[01:21:50] - Jest też fajna technika, także fajnie.
[01:21:54] - Śpiewanie to jest rewelacja.
[01:21:56] - Cieszę się bardzo w takim razie, że nam się już kształtuje temat na następną audycję.
[01:22:05] - Dziękuję.
[01:22:07] - Dziękujemy bardzo za telefon i za wierność. Także serdecznie pozdrawiam. Do usłyszenia za tydzień, tak?
[01:22:17] - Jasne, będę czekał.
[01:22:19] - Dobra. Super, bardzo się cieszę. Pozdrawiam serdecznie.
[01:22:23] - Również.
[01:22:25] - Także dziękujemy bardzo. To ja w międzyczasie odpaliłem Messengera i faktycznie komentarzy jest sporo, a ja nie będę czytał tego pierwszego komentarza, bo muszę się nad nim troszeczkę zastanowić. Natomiast nie wiem, czy audycje zaczynają zataczać coraz szersze kręgi, bo nie ukrywam, że pierwszy komentarz przeczytam. Oczywiście ponieważ jest publiczny, więc go przeczytam. Tutaj Arek Anton napisał: „Ten pan Sławek to niezły bajkopisarz. Szkoda, że to wszystko, co mówi, to jego urojenia. No ale miło się słucha do poduszki”. Więc drogi Arku, powiem ci tak: dobrze, że chociaż jest jakiś miły aspekt w tym wszystkim. Natomiast jestem coraz bliżej tego, żeby zrobić sobie jakieś badania. Tutaj widzę, że chyba pan Marek nie wytrzymał.
Tak, panie Marku?
[01:23:36] - Po prostu na ten pierwszy wpis musiałem odpowiedzieć.
[01:23:39] - Właśnie widzę.
[01:23:40] - Troszkę zaczepny ton był.
[01:23:43] - Powiem szczerze, coraz częściej z takim tonem gdzieś przychodzi mi się spotykać. Ale też z drugiej strony, zanim się podjąłem prowadzenia audycji, zresztą cały czas się bębni na temat tego, że internet jest pełen tego, że można bezkarnie po prostu ludzi nie szanować najnormalniej w świecie.
[01:24:15] - Szczególnie to jest chyba taki też urok, szczególnie prowadzenia serwisu czy też radia o tematyce paranormalnej, rozwojowej, ezoterycznej tego typu.
[01:24:24] - Ja zawsze twierdziłem, że jeżeli mnie coś nie interesuje, to po prostu mogę to wyłączyć i przerzucić to na inny kanał. Ale niektórzy widocznie nie. Dobrze. Ale jest też następny komentarz: „Właśnie powiedział, że po śmierci będzie szczęście. Nie wiem, co tu więcej komentować. Może to w jakiś sposób uargumentuje. To chyba na nim spoczywa ciężar dowodu i argumentacji jego twierdzeń. I żeby nie było, nie chcę nikogo urazić. Miło się tego słucha, ale są to puste słowa. Pozdrawiam”.
Drogi Arku,A jak można udokumentować nienawiść? Nienawiść jest stanem emocjonalnym, który komuś towarzyszy bądź komuś nie towarzyszy. Tu na temat szczęścia, na temat różnego rodzaju stanów emocjonalnych i różnego rodzaju płynów w mózgu, które się wydzielają, powodując różne stany, kilku słuchaczy ma bardzo dużą wiedzę, więc też to w jakiś sposób dokumentują. Natomiast ja nie jestem w stanie tego udokumentować i mam jeden sposób tak naprawdę, żeby się samemu o tym przekonać. Są już w tej chwili ludzie, którzy pomagają innym wejść w stany troszeczkę bardziej duchowe. Jest medytacja, są muzyki relaksacyjne. Może po prostu spróbuj. Zobacz, co ty odczujesz i z czym to będzie związane, jakie będą twoje odczucia. Może wtedy nie będziesz potrzebował dowodu. Może po prostu ten dowód sam spłynie na ciebie w formie odczuć, w formie emocji, których sam doświadczysz.
I tyle. Bo jak ja mam to udowodnić? Nie jestem w stanie. Poruszamy się w takiej dziedzinie, w której o dowody jest ciężko. Zwłaszcza że ani nauka, ani myślę, że jeszcze inne instytucje na tym świecie nie są zbyt zainteresowane pogłębianiem tego tematu w sensie naukowym. Więc tak, zgadza się. Dla części ludzi pewnie będą to puste słowa, niepoparte żadnymi dowodami. I zgadzam się z tobą, nie jestem w stanie tego udowodnić. Jeżeli nie spróbujesz tego doświadczyć na samym sobie, to ja cię nie jestem w stanie przekonać. Zresztą nawet nie mam takiego zamiaru.
Przekonywanie kogoś do tego, żeby był zdrowy, szczęśliwy, zadowolony i uśmiechnięty nie ma najmniejszego sensu, bo to musi być po prostu potrzeba człowieka. Jeżeli ta potrzeba będzie, to może w jakiś sposób, w którymś momencie uda mu się do tego dojść. Miło się tego słucha. Przynajmniej mówię, są jakieś pozytywy. Jubi napisał: „Sami jesteśmy odpowiedzialni. Jesteśmy konsekwencją swoich własnych decyzji”. I tutaj Inka jeszcze dorzuciła: „Za nasze szczęście i nieszczęście jesteśmy odpowiedzialni my, przynajmniej w większości”. Oczywiście w konsekwencji audycji ostatniej, która jeszcze nawet się nie skończyła, oczywiście się całkowicie z tym zgadzam. Też sobie tak kiedyś myślałem, a nawet z kimś dyskutowałem, co tak naprawdę zmieniłoby świadomość ludzi i spowodowało troszeczkę inne ich zachowania. Może właśnie to, gdyby pojawiły się dowody na to, że nasze obecne życie nie jest karą Pana Boga ani żadnym planem wobec nas, żebyśmy doświadczyli biedy, wojny czy nieszczęścia, czy inni znowu, żeby doświadczali sukcesów, sławy i bogactwa, że to nie jest żaden plan, tylko naturalna konsekwencja.
Może wtedy bardziej byśmy szanowali słowa, które wypowiadamy. Bardziej byśmy zastanawiali się nad czynami, które robimy, wiedząc, że nawet jeżeli po śmierci nie poniesiemy żadnych konsekwencji, bo nie pójdziemy na przykład ani do piekła, ani do nieba, natomiast wrócimy tu na ziemię i od tego, co zrobimy w tym życiu, będzie zależało to, jak będzie wyglądało nasze następne życie, w jakim miejscu i w jakim punkcie rozpoczniemy nasz kolejny etap nauki. Może to też spowodowałoby zmianę podejścia ludzi do tego, co robią, co mówią, jak się zachowują. I być może to wszystko by w jakiś sposób wpłynęło też na zmianę ogólnej sytuacji na ziemi. Ale poczekajmy. Dziękuję ci, Tomku. Tomasz napisał: „Dla jednego puste, dla drugiego bardzo pomocne”. Jubi też mnie tutaj wspiera. Widzę, jest ich sporo, panie Sławku. Mam taką nadzieję, kochani.
Ostatnio nawet myślę, chociażby po ostatniej dyskusji, która się obecnie też tutaj toczy na naszym czacie, jeden z moich znajomych powiedział w sumie bardzo mądrą rzecz: „Rób tak, żeby tobie było dobrze, bo wszystkim i tak nie dogodzisz”. WięcWięc może to też jest jakiś sposób. Tutaj Jubi bardzo, jak zwykle trafne i wynikające też z jego doświadczeń. Z tego, co wiem, informacje przesyła. To wszystko zależy, w jaką warstwę się dostroimy i czy mamy wartość tego, jakimi istotami jesteśmy. Ja tu nie będę oczywiście odbierał, jak to się mówi, chleba Jubiemu. Ma tyle fajnych, ciekawych rzeczy do powiedzenia, że zapraszam was, dowiedzcie się od niego. Ja nie będę cię tutaj wyręczał, przyjacielu , ale bardzo ci dziękuję za ten komentarz. Zapraszam na audycję Jubiego. Dzisiaj jest, panie Marku?
[01:32:02] - Dzisiaj są nawet dwie.
[01:32:03] - O! Więc oczywiście czytam komentarz, bo jest wartościowy. Natomiast jak chcecie się kochani dowiedzieć więcej, to zapraszam zaraz po naszym spotkaniu. Mr. Treehouse pisze mi: „Właśnie, mam do ciebie kochana pytanie, jakiej to ja lekcji nie odrobiłem? Bo jakoś tak miałem się zapytać. Lekcji dyskrecji nie odrobiłem i nie bardzo wiem, co ty masz na myśli. Więc jakbyś mogła mi tutaj troszeczkę rozjaśnić, to będę ci bardzo zobowiązany”. To jest odpowiedź do Arka: „Jeśli ty potrzebujesz jakichś dowodów naukowych z certyfikatami, to chyba trafiłeś w złe miejsce. Te audycje są sygnowane nazwą Paranormalium.
Pytanie, czy rozumiesz różnicę?”. Myślę, że to bardzo konkretny argument. Inka: „Nikt nikogo nie uszczęśliwi. Zwłaszcza gdy osoba nieszczęśliwa ma nieodpowiednie podejście do szczęścia i w ogóle wszystkiego, co ją otacza”. Nic dodać, nic ująć. Nasz sposób patrzenia. W myśl zasady: szklanka jest albo do połowy pusta, albo do połowy pełna. Bądź ostatnio też wrzucony rysunek, który przez jedną z naszych słuchaczek, kiedy siedzi zapłakany pan czy postać jakaś zapłakana, z rękami na głowie i z podpisem: „Nikt się mną nie interesuje”. Załamana postać. I za chwilę druga, która wyskakuje w górę z radością i krzyczy: „Nikt się mną nie interesuje!” Więc ta sama sytuacja, a to od nas bardzo dużo zależy, jak zechcemy na nią spojrzeć.
I tu jest też niestety, po raz kolejny powiem, kwestia naszej podświadomości, że jeżeli zechcemy się jej przyjrzeć, to możemy dojrzeć, że szklanka jest do połowy pełna. Natomiast bardzo często, jeżeli zareagujemy tylko podświadomością, to wtedy ta szklanka zawsze będzie do połowy pusta. I to jest właśnie kwestia tego, jak my podchodzimy do tego, co nas w życiu spotyka. Tu jest też bardzo fajny wpis Jubiego: „Ja właściwie już negatywnych bytów nie spotykam, ale powiedzmy raz na pół roku coś się jeszcze przyczepia”. I tu jeszcze też informacja à propos tych doznań, też napisana przez Jubiego: „No ja też nie raz nie chciałem wracać”. Więc dziękuję ci za potwierdzenie, za dowód w sprawie, przynajmniej w formie osoby, która to przeżyła i która też ma podobne odczucia. I tutaj Melahoshiko pisze: „Tak jak na Ziemi są miejsca piękne i miejsca ogarnięte wojną, tak samo jest w świecie niematerialnym. Zależy gdzie się trafi, a trafi się na to, z czym się rezonuje”. Czyli nie ma ucieczki. Jak widzicie kochani, niektórzy doświadczają różnych rzeczy.
Ja przyznam szczerze, nie miałem tej niewątpliwej przyjemności uczestniczenia w żadnych wojnach po tamtej stronie, ale być może, jak widać tak jest. Arek Anton pisze: „Ja rozumiem, że nie dostanę żadnych dowodów i bardzo mi z tym dobrze słuchając tego radia. To tak, jakbym czytał kolejną książkę z wymyślonymi historiami”. Jeżeli lubisz Arku science fiction, jeżeli sprawia ci to radość, przyjemność, zapraszamy. Naprawdę nie ma żadnych ograniczeń. Nie wymagamy tutaj w radiu żadnych certyfikatów, nie sprzedajemy biletów. Więc jeżeli sprawia ci to jakąkolwiek przyjemność, czemuś to służy, to ja już się cieszę. „Fajnie się czyta, ale warto wiedzieć, że to tylko wymyślone rzeczy”. Powiem tak, Arku i reszcie słuchaczy też powiem. Kochani, to jest troszeczkę tak: jeżeli ja się nawet mylę, to w sumie niewiele ryzykujecie, bo tak naprawdę nie namawiam was do niczego złego.
Wprost przeciwnie, namawiam was do tego, żebyście próbowali być troszeczkę lepszymi ludźmi dla siebie i doświadczyli trochę więcej radości tutaj na Ziemi. Jeżeli nawet się mylę i po tamtej stronie nic nie ma, to przynajmniej fajnie, być może przyjemnie, radośnie spędzicie tutaj czas na Ziemi, tak?Nawet jeżeli nie ma reinkarnacji, to też niewiele ryzykuję. Natomiast gdybym, Arku, jednak miał rację, to może to się przełoży też na to, że następne życie będzie przyjemniejsze. Więc naprawdę ryzyko jest niewielkie, a myślę, że przekonamy się o tym natychmiast po naszej śmierci i zobaczymy, czy to były tylko wymyślone rzeczy, czy nie. Inka: „Nigdy nie słyszałam, aby ktoś komuś powiedział: dobrze ci tak, ale mówiłem ci to, już się zdarzyło usłyszeć”. Mówiłem ci jest w kwestii może bardziej nauki i upomnienia. Natomiast mi chodziło, jak się na pewno domyślasz, o to, że nikt nie czerpie przyjemności z naszych nieszczęść i niepowodzeń. Ewentualnie, bo tutaj Jubi napisał: „Często jest tak, że byty podszywają się pod naszych zmarłych znajomych, rodziców, doskonale znają naszą psychikę, słabości, lęki, ale w gruncie rzeczy łatwo je przyłapać na manipulacji”. Być może tak. Ja w tej kwestii mówię: nie miałem tej niewątpliwej przyjemności.
Tutaj Mela Hosziko pisze do Inki: „Z dobrze ci tak to niejeden sobie pomyślał, a powiedział co innego”. Tomasz pisze: „Dla jednego wymyślone, dla drugiego mniej”. Panie Sławku, rodzice są programatorami pierwszego kontaktu. Tak, programatorami pierwszego kontaktu. Bardzo trafne określenie. Natomiast powiedzmy sobie szczerze, że z tym programem wchodzimy w dorosłość i na bazie tego programu zaczynamy budować swoje pierwsze doświadczenia życiowe i próbujemy je wcielać w życie. A konsekwencje tego programu pojawiają się dopiero za kilka lat. Więc oczywiście, w perspektywie doświadczania, zdobywania, przechodzenia przez konkretne doświadczenia po to, by świadomość budować, podświadomość jest naszym bardzo przydatnym narzędziem i w kwestii doświadczania rodzice odwalają, budując naszą, programując naszą podświadomość, kawał dobrej roboty. Natomiast w kategoriach szczęścia już to tak słodko nie wygląda. A ponieważ teraz zaczęliśmy mówić nie o samym mechanizmie, tylko o tym, jak się jednak tak ustawić, żeby życie było w miarę fajne, przyjemne i jak najbardziej szczęśliwe, to mówię: podświadomość i obciążenia, które wynieśliśmy z domu, już nie do końca temu szczęściu służą.
Mela Hosziko pisze: „Fakt, panie Sławku, temat trochę już przegadany”. Ja wiem, że przegadany. I ja też czasami mam wyrzuty sumienia, że znowu włażę na te tematy, ale z drugiej strony mam przekonanie, że nie wszyscy jeszcze to tak do końca rozumieją. I może dlatego też tak walczę o to, żeby to było jak najjaśniejsze, najprostsze, najlepiej wyjaśnione. Natomiast jeżeli faktycznie nudzę, to mówcie, będę to próbował jakoś korygować. Zaraz, bo mi się znowu przewinęło. Tutaj Arek napisał: „Bądźmy dla siebie dobrzy i będzie git. To, w kto wierzy, ma znaczenie drugorzędne”. Arku, prawdę rzekłeś. Jest wiele ludzi na tym świecie, którzy nie mają pojęcia o jakiejkolwiek duchowości.
Zresztą przez wiele lat tak było, że temat duchowości stał się raptem teraz tematem poszukiwań, dywagacji i tyle. Natomiast gros ludzi, którzy zapisali się też w historii, setki tysięcy, milionów ludzi w historii ludzkości, których nawet nie znamy z imienia, z nazwiska, a którzy byli po prostu dobrymi ludźmi i swoim codziennym, prostym życiem świadczyli o tym, że można być dobrym człowiekiem, a nie mieli żadnego pojęcia na temat życia po życiu, życia po śmierci, reinkarnacji i paru innych rzeczach. Wystarczyło być dobrym człowiekiem. I tak naprawdę to jest podstawa i to jest też cel. Natomiast jeżeli jakakolwiek wiedza może sprawić, że przez to staniemy się lepszymi ludźmi, to warto o tym rozmawiać. Ale sama idea, z samą ideą się zgadzam. Bądźmy dla siebie dobrzy i będzie git. Tutaj jest dyskusja odnośnie podświadomości. Ich nauczyli ich rodzice, a nas rodzice. Taki uroboros, wizja, która wszystkim pojawia się każdemu.
Dobrze. Tu jest, widzę, dyskusja troszeczkęTroszkę dyskusja wewnętrzna. Tutaj pisze Ada o jakichś prywatnych sprawach, o których niechętnie chciałbym tutaj na antenie rozmawiać. Jubi pyta: „A jaki jest w ogóle temat audycji? Znów muszę się domyślać?” Ciągle się zastanawiam nad tym, jak pan Marek to robi, że świetnie tematy tych audycji dopasowuje, więc zdaję się całkowicie na niego. Ja też dowiem się po audycji, jaki był tytuł. Mnie zawsze mile zaskakuje. Niby temat przegadany, ale w dalszym ciągu widzę wymagający wyjaśnienia. Mela pisze do Inki: „Dokładnie tak samo, jak my uczymy nasze dzieci tego, co my wiemy na podstawie naszych doświadczeń”. Niby temat jest przegadany, a cały czas widzę, że nie zawsze jest właściwie rozumiany i interpretowany.
Moja missis tutaj jeszcze: „Rodzice też często przekładają na swoje dzieci swoje własne niespełnione oczekiwania i je tym obarczają. Jeśli dzieci tych oczekiwań nie spełniają, to zaczyna się niezła jazda emocjonalna.” Powiem wam tak, że to jest temat, który mnie osobiście spędza, może nie sen z powiek, ale bardzo mnie nurtuje i chciałbym coś w tej kwestii zrobić. To jest temat świadomości rodziców, czym obarczają swoje dzieci. Intencja każdego rodzica jest taka, że wydaje mu się, że przekazuje najlepsze wartości własnemu dziecku. Jest święcie przekonany, że to, co przekazuje własnemu dziecku, jest dla niego najlepsze. Często robią to rodzice, którzy sami prowadzą nieszczęśliwe życie i wiedzą, że sami są nieszczęśliwi, że sami z jakichś różnych powodów cierpią bądź przeżywają, bądź są niezbyt zadowoleni z tego, co im się w życiu udało osiągnąć. I tak namawiają swoje dzieci do tego, żeby robiły tak samo. Powiedziałem jakiś czas temu, że są dziedziny, w których nie przychodźcie do mnie po rady. A jeżeli już coś nawet chlapnę, to mnie nie słuchajcie, ponieważ są dziedziny, w których ja sam poniosłem porażkę i nie będę mówił innym, jak mają zrobić, ponieważ wiem, że to się skończy najprawdopodobniej porażką. To jest dla mnie niepokojące, że mimo że ludzie często ponoszą porażki, to i tak swoje dzieci uczą tego samego.
Na przykład rodzice w szkole mieli problemy z nauką i swoim dzieciom mówią: „Po co ci tam czwórka? Trójka ci wystarczy, bylebyś zaliczył.” Rozumiecie, co to dalej dla takiego dziecka znaczy. Nie powiedzą czegoś takiego: „Słuchaj, ja popełniłem błąd, nie uczyłem się, więc wiem, czym się to kończy. Muszę teraz pracować na budowie albo muszę robić to, czego nie bardzo lubię, a chciałbym, żebyś ty się uczył, żebyś miał lepsze życie i tak dalej.” Często tak robią mądrzy ludzie. Natomiast część rodziców po prostu mówi: „Nie ucz się, po co? Szkoła jest głupia.” Zaraz, bo tu mi się... Dobrze. Tomaszu. To jakiś ciekawy komentarz, ale aż się boję, co z niego wyjdzie. Jubi: „Sławek najpierw robi wprowadzenie, opierdziela wszystkich.
Swoje przemyślenia z poprzedniego tygodnia, a dopiero temat audycji. Co ty taki w gorącej wodzie kąpany?” Dziękuję ci, drogi Tomku, za twoje spostrzeżenie. Wezmę je sobie do serca. Jubi pisze: „Samo wzięcie oddechu to najpiękniejsza rzecz. Ostatnia rzecz, gdy będziemy odchodzić z tej rzeczywistości, będzie walka o ten jedyny ostatni oddech, więc cieszmy się, że możemy oddychać.” Bardzo filozoficzne, mądre, głębokie. Oczywiście się zgadzam. Tu też indywidualna rozmowa naszych słuchaczek. Z jednym się zgadzam. Ada napisała: „Boję się. Strach to najgorszy doradca.” Strach to dominacja podświadomości.
Ale Ada też napisała: „Dzieci są dobrymi obserwatorami i często biorą przykład z rodziców. Niestety nie zawsze dobry.” Dzieci są świetnymi obserwatorami, dlategoPrzekonanie, że samo mówienie wychowuje dzieci, jest bardzo mylnym założeniem, że my do dzieci mówimy, mówimy, mówimy i wydaje nam się, że te słowa mają jakiś wpływ. Jeżeli dziecko nie znajdzie potwierdzenia w zachowaniu rodziców, w ich postępowaniu, to nie uwierzy w słowo. Jeżeli będziemy mówić dziecku: „Masz być odpowiedzialny”, a sami jesteśmy nieodpowiedzialni, zachowujemy się nieodpowiedzialnie, to nie wierzmy w to, że słowa wychowają nasze dzieci. Nie. Dziecko po pierwsze będzie widziało wielką sprzeczność pomiędzy mówieniem a postępowaniem rodziców. I najczęściej niestety to, co później rodziców tak wkurza, że postępuje dokładnie tak samo. Dlatego bardzo często są konflikty, kiedy nastolatki zaczynają się zachowywać tak jak my. I to gros ludzi nieświadomych w ogóle tego nie rozumie, tego zjawiska, że to są dokładnie nasze zachowania, których dziecko się napatrzyło przez wiele lat swojego życia i teraz w ten sam sposób postępuje, pokazując nam jednocześnie nasze własne błędy. I większość ludzi to bardzo denerwuje.
Tutaj Inka napisała: „Dlatego tak ważni są tak zwani dobrzy rodzice, którzy dadzą dobry przykład”. Właśnie o tym przykładzie przed chwilą mówiłem. Swoim postępowaniem, bo to ważniejsze od wszystkiego. Przykład idzie z góry. Co ja mam powiedzieć, jak właśnie przed chwilą o tym mówiłem? Tak, Inko, całkowicie się z tobą zgadzam, ale to wymaga też wielkiej świadomości. Ja się przyznam wam też, kochani, żeby nie było, bo ja na przykład swoją starszą córkę, jak już zacząłem rozumieć pewne mechanizmy, zacząłem rozumieć, o co tu chodzi, zacząłem to sobie jakoś układać, to ja swoją starszą córkę przepraszałem za to, że była eksperymentem wychowawczym. I też zauważyłem w niej właśnie takie zachowania, z którymi z nią jako nastolatką pracowałem, żeby nie dać jej właśnie tego bagażu takiego, kiedy będzie wchodzić w dorosłość. Ponieważ dokładnie widziałem, jak w jej zachowaniu zadziałały pewne wzorce, które nabyła w ciągu pierwszych dwóch lat swojego życia. Co my tutaj teraz mamy?
Tomasz Drozdki: „Sławek dobrze, że przypomina o dzieciach, bo tak naprawdę to naszego życia też to dotyczy, bo my też mamy pokręcone życie poprzez nasze dzieciństwo i przechodzi to na nasze dzieci i koło się zamyka”. Właśnie tak to jest. Dlatego ja wam przyznam się szczerze, że ostatnio bardzo się cieszę, bo odzywa się do mnie gros młodych ludzi, którzy sięgnęli po moją książkę. Ludzi w wieku 20, dwudziestu paru lat, którzy sięgnęli po moją książkę. Jest to dla mnie taki sygnał, że ci ludzie już wchodząc w swoje dorosłe życie, zaczynają się nad czymś zastanawiać i to mnie bardzo cieszy, że nie czekają, aż ich życie zacznie przybierać jakieś negatywne kształty. Zaczną się pojawiać negatywne doświadczenia, które zmuszą ich do przemyśleń. Tylko już wchodząc w to dorosłe życie, zaczynają gdzieś pracować nad swoją podświadomością. Inka napisała: „Dzieciństwo jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze w kształtowaniu człowieka”. Droga Inko, dzieciństwo jest najważniejsze w kształtowaniu naszej podświadomości, bo jak wiecie sami, nie tylko podświadomość decyduje o tym, kim jesteśmy, bo mamy też duszę. I tak jak rozmawialiśmy na różnych poziomach, ta dusza, ta świadomość ma różny udział w naszym postępowaniu, w naszym zachowaniu, w naszych reakcjach.
Natomiast dzieciństwo jest najważniejsze w kształtowaniu naszej podświadomości, czyli tego pierwszego bagażu, na którym zaczynamy budować swoje dorosłe życie. Treehouse tutaj odpisuje Tomkowi: „Koło się nie zamyka. To wszystko są lekcje do przerobienia, które mają nas rozwinąć”. Tutaj Arek napisał: „Dlatego polecam antynatalizm”. Cokolwiek by to nie znaczyło, Arku, nie wiem, o czym w tej chwili mówisz, przyznaję się bez bicia.
[01:55:10] - Tu chodzi o taki pogląd, że po prostu dziecko jest poczynane przez rodziców bez jego wiedzy i zgody.
[01:55:20] - Że dziecko jest poczynane bez jego... No tak.
[01:55:24] - Nikt go nie pyta o zgodę, po prostu go robią. Wydają go na ten świat i skazują go na potencjalne cierpienia.
[01:55:33] - Bardzo często tak jest. Natomiast gdyby nie te 20 naszych dotychczasowych audycji, gdyby nie to, że my już wiemy, że tak naprawdę to dziecko jestPrzyszło akurat na świat w tej konkretnej rodzinie i w tym konkretnym miejscu po to, żeby kontynuować zdobywanie swojego doświadczenia, w konsekwencji tego, co przeżyło wcześniej.
[01:56:04] - A niektórym się to po prostu bardzo nie podoba. Do tego stopnia, że na przykład ostatnio czytałem artykuł, jeden taki antynatalista pozwał swoich rodziców do sądu za to, że go, kolokwialnie mówiąc, zrobili. Mimo że nigdy go nie pytał o zdanie, czy on w ogóle chce się narodzić, czy też nie, po prostu go zrobili. On się wkurzył w pewnym momencie i podał swoich rodziców do sądu. Dwóch prawników. Powodzenia.
[01:56:32] - Brawo! Zastanawiam się, jak zapytać swoje własne dziecko o zgodę, czy chce być urodzone. Ciekawe. Może tutaj twórcy tej ideologii wpadną również na taki pomysł. Może znajdą jakieś rozwiązanie, co by było z naszego punktu widzenia bardzo fajne, bo może nauka by się zajęła udowadnianiem tego, że przed narodzeniem dziecka coś jeszcze jest, bo trzeba by było być może sięgnąć do jego poprzedniego wcielenia i zapytać go. Może jest dobry kierunek? Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jestem za tym, żeby nauka się za to wzięła. Może jak prawnicy się za to wezmą, to może kogoś zmobilizują. Dobrze.
„I trzeba sobie to uświadomić, że żeby zmienić człowieka, musimy zrozumieć swoje dzieciństwo”. Tu się, Tomaszu, oczywiście bardzo z wielką przyjemnością z tobą zgodzę, bo też między innymi o tym będzie następna audycja. Ponieważ wraz z naszą podświadomością budowaną przez naszych rodziców buduje się też podstawowa baza lęków, które od swoich rodziców nabywamy i żeby zmienić swoje postępowanie, żeby zmienić swoje nastawienie, swoje podejście, trzeba sobie z tych lęków przynajmniej na początku zdać sprawę. I dlatego bardzo się cieszę, że to się pojawiło, bo właśnie o tym chciałbym, kochani, z wami porozmawiać w następnej audycji. Piękna kwintesencja: „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Jakoś tak to powiedzenie brzmi. Dokładnie tak to leciało. Thomas. Inka: „Ja to bym tam Thomas napisał zamiast Jana”. Tutaj pytanie: „Arek, ty to chyba nie jesteś poważny z tym antynatalizmem”.
Dobrze. Jubi napisał: „Każdy szuka czegoś, że za niego to zrobi, ale tak to nie działa. Sami musimy własne lekcje przerobić. Koniec kropka”. Tak, fajnie by było, gdyby była taka na przykład tabletka na zmianę swojego postępowania albo na pobudzenie świadomości, albo na zmianę podświadomości. Pewnie żeby było fajnie, ale tu się też całkowicie zgadzam, że żeby zmienić swoją, żeby zbudować swoją świadomość, trzeba coś przeżyć. Trzeba wiedzieć, jak to jest tak naprawdę. I wtedy można powiedzieć: tak, wiem, jak to jest. I dlatego każdy musi swoją lekcję przerobić. Tutaj rozmowy w kuluarach.
Inka do Thomasa: „My wszyscy możemy się pod tym podpiąć czasami”. Arek Anton jednak utwierdza, że jest jak najbardziej przekonany do słuszności tej teorii. Tutaj fajnie sobie, kochani, odpowiadacie, wyręczając mnie oczywiście, z czego ja się cieszę. Ten wątek przeczytam tylko, ale pytanie: „Czy jesteś za unicestwieniem człowieka?”. Oczywiście to jest pytanie do Arka. Bardzo ładnie, kochani. Ja jestem za tym, żeby jednak te dyskusje gdzieś zapisywać i publikować, bo tu naprawdę bardzo fajne wątki się pojawiają. Arek odpisuje: „Człowiek nie musi żyć wiecznie. Każdy organizm prędzej czy później wyginie. Nie ma nic złego w tym”.
Zobaczymy. Ja jestem bardziej za ewolucją niż za wyginięciem, ale zobaczymy. To jakby aż tak daleko w przyszłość nie sięgam. Inka tu odpisuje Adzie: „Wszyscy się kiedyś mylimy. Myślimy jedno, wychodzi drugie. Takie jest życie”. Takie jest życie, jeżeli nie mamy świadomości swoich intencji, jeżeli nie mamy świadomości swoich lęków. Jeżeli nie mamy świadomości tego, kim jesteśmy, jeżeli nie mamy świadomości mechanizmu zwanego życiem, w którym uczestniczymy, to tak to jest właśnie, że coś myślimy, coś próbujemy zrobić i dopiero po skutkach możemy się przekonać, czy to było właściwe, czy nie. Natomiast jeżeli pojawia się w naszym życiu świadomość, to wtedy również bardziej świadomie kreujemy swoje życie i nie musimy jużCzekać na konsekwencje naszych czynów, tylko jesteśmy w stanie te konsekwencje już przewidzieć. I dlatego ja tak bardzo jestem za świadomością.
Tutaj Arek broni swojej teorii, natomiast uważam za wysoce niemoralne powoływanie do życia niewinnej istoty tylko po to, żeby cierpiała. Nie bardzo, Arku, zgadzam się z tobą, bo to cierpienie można wyeliminować. Bo kto powiedział, że człowiek ma cierpieć? To przecież od nas zależy, jak życie dzieci, które powołujemy do życia, będzie wyglądało. To od nas zależy. Czy naprawdę, Arku, uważasz, że wszystkie dzieci cierpią? Że wszystkie dzieci są nieszczęśliwe? Że wszyscy ludzie są nieszczęśliwi? Ja tak nie twierdzę. Zresztą sam się nie uważam za człowieka nieszczęśliwego, więc nie rozumiem skąd takie przekonanie, że każda istota, która zostanie powołana do życia, musi być nieszczęśliwa.
Nie rozumiem też skąd takie twierdzenie, że tak musi być. Jeżeli masz dzieci, to po prostu spraw, żeby były szczęśliwe. Przepraszam was kochani, ale znowu tutaj mój Messenger poprzewijał i muszę znaleźć wątek, w którym was porzuciłem. Dobra, wróciłem. Jubi napisał: „To bez winy. Niech rzuci kamień”. I tutaj Arek pisze: „Jeszcze bez pytania jej o zdanie”. Arek Anton: „To się nazywa świadome rodzicielstwo. Tu jest problem”. Czy ty masz, Mr Treehouse, problem z tym, że się urodziłeś?
No właśnie. Przecież jeszcze raz powtarzam, to od nas zależy, czy potrafimy naszym dzieciom przekazać wartości, wpłynąć i zaprogramować ich podświadomość tak, żeby wchodząc w dorosłe życie potrafiły również czerpać z mądrości swojej własnej duszy, z mądrości swojej własnej świadomości. Żeby były szczęśliwe. Patrzę na swoje dzieciaki i nie widzę, żeby były nieszczęśliwe. Może je zaproszę któregoś razu do audycji i może one same powiedzą, czy są nieszczęśliwe, czy nie są szczęśliwe. Zresztą przecież macie kochani też dzieci. Czy wasze dzieci też są nieszczęśliwe? Arku, to nie jest generalna zasada, że każdy, kto został powołany do życia, musi być nieszczęśliwy. O tym jest właśnie nasza audycja. Co zrobić, żeby tak nie było?
Inka: „Pan Sławek mówi o czymś bardzo ważnym. Życiem tu i teraz. Dla mnie to jest bardzo ciężki orzech do zgryzienia”. Inko, jak by tu powiedzieć? Nie wiem, w czym jest problem, ale jeżeli jest jakiś problem, który mógłbym poruszyć, czy kwestia, którą mógłbym poruszyć w audycji na antenie, to bardzo proszę, odezwij się, daj mi jakoś znać, bo dla mnie to jest też bardzo ważny temat, bo uważam, że z wieloma osobami, z którymi rozmawiam, właśnie ten problem się pojawia, kiedy jest próba rozmowy o wszystkim, tylko nie o tym, co się dzieje w danej chwili. Ja też to widzę na przykład podczas prac, podczas różnego rodzaju zajęć, że to też wpływa na koncentrację, że ludzie nie potrafią się skoncentrować na danej czynności, tylko uciekają myślami w przeróżne przestrzenie, byle tylko nie być w tym miejscu, w którym są w danej chwili. Być w tym miejscu ciałem, ale też być i duchem i emocjami. Ja z chęcią ten temat rozwinę i z chęcią poświęcę temu więcej czasu, bo uważam, że jest to w dużej mierze problem wielu ludzi. Arek pisze: „Mam. W nieistnieniu było mi lepiej”.
I tutaj Inki, Mr Treehouse: „Pytanie, skąd wiesz?” Arek pisze: „To moje istnienie to fala cierpień przeplatanych chwilami dobrostanu”. Arku, tym bardziej się cieszę, że jesteś tutaj między nami, bo po pierwsze dobrze cię rozumiem, bo zanim do pewnych rzeczy doszedłem, zanim pewne rzeczy zrozumiałem, zanim sobie pewne rzeczy poukładałem w głowie, w sercu, w emocjach, to może nie czułem się tak jak ty, chociaż nie wiem, jak się czujesz. Sądzę to tylko po tym wpisie, ale przeszedłem i przez cierpienia, przez przeróżne sytuacje, które w tamtych momentach wydawały mi się ostateczne. Między innymi dlatego dzisiaj i od jakiegoś czasu tutaj jestem i robię to, co robię.I też z drugiej strony pytanie, turysta_krihos pyta: „Ale skąd wiesz, że ta fala cierpień jest tylko i wyłącznie twoją winą?” Tutaj nie ma winy, ale jeżeli Arku obarczasz swoich rodziców winą za to, że twoje życie wygląda tak, jak wygląda, bo nikt nie zapytał ciebie o zdanie, to jest jedna ważna rzecz: jeżeli jesteś już pełnoletni, to sam decydujesz o tym, jak twoje życie będzie wyglądało. Dopóki jesteśmy dziećmi, to możemy próbować na kogoś zwalić, bo rodzice nam nie pozwalają, bądź nas do czegoś zmuszają. Mamy pretekst i mamy winnych tego, że się czujemy źle. Natomiast już jako dorośli ten argument zostaje nam z ręki wytrącony. Już nie mamy na kogo zwalić, bo nawet, Arku i kochani, podświadomość, ta, z którą najczęściej się borykamy i o której tyle mówimy, że stwarza nam tyle problemów, nie jest czymś, czego się nie da zmienić. Podświadomość też da się zmienić. Więc może trzeba wziąć byka za rogi i spróbować coś zrobić.
Abstrahując już od tego, co napisała Inka: „Arek, tak się zdobywa doświadczenie”. Tak, poprzez doświadczenie i poprzez doświadczenia buduje się świadomość. Tutaj Arek odpowiada: „Oczywiście, że nie wiem, ale na samą myśl nieistnienia robi mi się przyjemnie”. Wydaje mi się, że masz jakiś drobny problem. Natomiast to też w dalszym ciągu jest wszystko do zmiany. Kiedyś Wojtek Cejrowski opisywał, jak tworzą się w naszej podświadomości pewne wzorce przyjemności bądź nieprzyjemności. Opisywał to na przykładzie, gdy przebywał w jakiejś afrykańskiej wiosce, gdzie matka z malutkim dzieckiem szła przez las i wyszukiwała jakichś bambusów czy czegoś, z których później wyciskała mleko, które, tak jak on opisywał, pachniało łajnem i było obrzydliwe w samym zapachu. Nasze cywilizowane nosy po prostu nie byłyby w stanie tego przełknąć. Natomiast małe afrykańskie dzieci w tej wiosce zapijały się tym mlekiem i były szczęśliwe, ponieważ dziecko rodząc się nie ma żadnego porównania i na przykład jest głodne, nie zna smaków i do brzuszka wpływa mu coś, co zaspokaja jego poczucie głodu, ale jednocześnie jest cuchnące i śmierdzące i dla nas nieprzyjemne. Ale dla dziecka ten zapach i ten smak zawsze będzie się już kojarzył z przyjemnością.
Więc to poczucie przyjemności jest też rzeczą subiektywną i zapisaną w naszej podświadomości. Arek Anton: „Naprawdę rak jest moją winą? Tylko człowiek wysoce niemoralny może tak twierdzić”. Arku, nie wiem, ile masz lat. Nie znam cię. Zdecydowałeś się na powiedzenie nam o tym, więc tak jak powiedziałem, decydując się na prowadzenie audycji w Radiu Paranormalium, stałem się w pewnym sensie osobą publiczną. Więc szanuję wszystkich, którzy decydują się również dzielić ze mną swoimi poglądami. Więc ja też jestem w pewnym sensie zobowiązany, żeby na to odpowiadać i reagować. Arku, polecam ci książkę Louise L. Hay.
Jeżeli nie masz jak jej zdobyć czy nie wiesz, gdzie jej szukać, odezwij się do mnie poza anteną, odezwij się do mnie albo poprzez Facebooka, albo poprzez Radio Paranormalium, żebym miał dla ciebie jakieś namiary i ja ci tą książkę wyślę. Cieszę się, że akurat dzisiaj się włączyłeś do naszej audycji i do naszej dyskusji, bo ja właśnie o takich sytuacjach mówię. O tym, że pewne stany emocjonalne, które w nas trwają, najczęściej są to stany związane z jakąś niechęcią, złością, nienawiścią, negatywnymi emocjami, układają się w naszym fizycznym ciele, powodując później różnego rodzaju choroby. Nie można rozmawiać w kategoriach winy bądź niewiny.Natomiast to są też sytuacje, w których zawsze jest powód, że choroba jest też informacją dla nas, co się w naszych głowach, sercach, emocjach dzieje. I też są to sytuacje, w których można szukać ratunku, wyjścia, pomocy. Także proszę cię, odezwij się do mnie, a ja ci tę książkę w takiej czy w innej formie zorganizuję. I bardzo ci polecam, spróbuj ją przeczytać. Arek Anton: „Nie chodzi tu o mnie. Ja sobie dam radę ze swoim cierpieniem, ale nie chciałbym powoływać na świat kogokolwiek, czyje życie prędzej czy później skończy się cierpieniem”. Powiem ci tak: to nie zawsze jest nasza decyzja.
Nie wiem, jak długo słuchasz naszych audycji, ale ja się borykałem z tym problemem przez jakiś czas, ze zrozumieniem tego i wydaje mi się, że pewne rzeczy zrozumiałem. Nie zawsze jest tak, że jeżeli w pewnym sensie pragnieniem czy doświadczeniem duszy jest przeżycie konkretnej sytuacji. Nie mówię tu o powodach, z jakich czy dla siebie, czy dla kogoś innego, czy z jakich pobudek to czyni. Natomiast jeżeli jest to potrzebą duszy, to prędzej czy później, nawet jeżeli ty się nie zdecydujesz na powołanie do życia takiej istoty, to ktoś się zdecyduje. A dusza, żeby rozwijać swoją świadomość, czyli naszą świadomość dalej, musi przez pewne doświadczenia przejść. Więc w pewnym sensie nie powołując, nie dając jej warunków i możliwości do inkarnacji, uniemożliwiasz jej dalszy rozwój, budowanie świadomości. Z ludzkiego punktu widzenia pewnie wiele osób się przytaknie. Natomiast z duchowego punktu widzenia, z punktu widzenia rozwoju świadomości opóźniasz tylko pewien proces, który jest nieunikniony. Tomasz: „A mi Sławka pozytywne nastawienie i jego audycje pomagają”. Dziękuję ci, Tomku.
I tu bardzo fajny komentarz: „Więc słuchać ludzie i nie narzekać”. Dziękuję ci Tomku. Cieszę się, że tak na ciebie działam. Mr Treehouse Arek Anton: „To jest twoja lekcja, sam sobie ją wybrałeś”. Tak, zgodzę się tutaj całkowicie. Natomiast ważne jest, żeby mieć świadomość tej lekcji. Też między innymi po to są te audycje, żeby ta lekcja, przez którą przechodzimy, nie była dla nas tylko i wyłącznie cierpieniem i ciężarem. Żeby przyniosła dla nas też jakieś wymierne korzyści. Arek Anton: „Trzeba być moralnym zerem, żeby tak twierdzić. Naprawdę myślisz, że ludzie z nowotworem sami wybrali cierpienie?” Arku, powiem ci tak: oczywiście nie mam wpływu na to, jak mnie odbierasz.
Znaczy mam wpływ przez to, co mówię. Natomiast mówię do wielu ludzi i niektórzy odbierają to tak, inni odbierają to inaczej. Natomiast ja twierdzę, że nowotwór jest niestety w dużej mierze naszym udziałem i w pewnym sensie nieświadomym, ale jednak mimo wszystko wyborem, bo on się też nie bierze przez przypadek. Ja poruszę tutaj może takie delikatne wątki. Nie chcę nikogo urazić, ale lekarze przecież sami twierdzą, że organizm przez całe życie wytwarza komórki nowotworowe i do pewnego momentu organizm sobie z nimi radzi. System immunologiczny sobie radzi. Jak system immunologiczny zaczyna szwankować, to te komórki rakowe mają możliwość rozwijania się. A system immunologiczny zaczyna szwankować między innymi z tego powodu, że mu w jakiś sposób przeszkadzamy. Na różne sposoby: poprzez odżywianie, tryb życia, stres, nasze emocje, blokowanie właściwego przepływu energii. To, o czym dzisiaj też między innymi mówiłem.
Więc to się nie dzieje, drogi Arku, całkowicie poza naszą wiedzą. Inka Arek: „Ale nikt ci nie każe mieć dzieci. Ciesz się życiem i tym, co masz”. I tutaj Arek widzę, kontynuuje: „Albo malutkie dzieci z nieuleczalnymi chorobami”. Dziękuję ci, moja droga Treehouse.Tak, Arku. Panu Sławkowi umarł synek w zeszłym roku i faktycznie jest o tym audycja. Posłuchaj, tak jak tutaj zostało napisane. Nie wiem czy zrozumiesz, ale jeżeli chciałbyś coś więcej się dowiedzieć na ten temat, to ja z chęcią z tobą na ten temat porozmawiam. Pytasz mnie, czy ja tego chciałem? Nie, nie chciałem.
Ja nie chciałem tego. Zresztą któż by chciał? Natomiast zrozumienie właśnie pewnych mechanizmów, zrozumienie, dlaczego tak się dzieje, pozwoli człowiekowi zachować dystans do tego, co się w jego życiu, w życiu jego bliskich i w życiu jego przyjaciół dzieje. Jeżeli zrozumiesz ten mechanizm, może łatwiej ci będzie pewne rzeczy zaakceptować. Przynajmniej może nie pogodzić się, ale może przynajmniej na początku zaakceptować. Tomasz pyta: „Ja mam pytanie do Sławka”. Słucham ciebie. Tak, Arku, zadzwoń. Zadzwoń, jeżeli chciałbyś podyskutować na ten temat, to zadzwoń, odezwij się. Nasz drogi pan Adam się odezwał.
Tomasz: „To Luksja. Ja pomimo dzwoneczka nie dostałem powiadomienia. Czy to dlatego, że transmisja jest live 24/7?” Robocopem nie jestem.
[02:21:54] - Takie niuanse youtubowe.
[02:21:59] - Robocopem nie jestem. Z chęcią. Tak mi się miło, że tak powiem, z wami rozmawia. Zwłaszcza dzisiaj jest bardzo sympatycznie. Mimo że też pewne tematy wróciły, które gdzieś cały czas w serduchu noszę, to dzisiaj jest bardzo sympatycznie, więc mógłbym tak długo i namiętnie. Ale czy 24/7? Nie wiem. Może kiedyś spróbujemy pobić jakiś rekord. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Arek pisze: „Słuchałem tamtej audycji.
Konkluzja jest taka, że natura sprawiła to, że jego dziecko umarło. Jak myślisz, że to Sławomira chęci, to współczuję twojemu otoczeniu”. Kochani, ja powiem tak: ponieważ jest to wątek dla mnie bardzo osobisty, użyłem go do tego, żeby pewne rzeczy wyjaśnić. Więc jeżeli chcielibyście bardziej poznać moje zdanie, to oczywiście spróbujcie go wyartykułować w formie pytania, to ja wtedy się do niego ustosunkuję. A póki co, w tym wątku chwilowo nie będę uczestniczył. Tomasz pyta: „Czy to przypadek, czy imiona czasami mogą opisywać osobowość, zachowania człowieka, choć niby były nadane przypadkiem?” Powiem tak: kiedyś szukałem analogii, szukałem wokół analogii imion i powiem ci, że w wielu wypadkach mi się to potwierdzało. To znaczy nie robiłem tego tak, jak na przykład z kalendarzem Majów, czy nawet chociażby z Luisą. Ale tak, dopatruję się tu pewnej analogii, przynajmniej takich głównych cech. Zresztą moje imię Sławomir, pełne imię Sławomir, czyli słowiański „sławiący pokój”, też w dużej mierze oddaje moje podejście, pewną część mojej osobowości. Zresztą pewnie też nawet zauważyliście, że zawsze szukam pokojowych rozwiązań na płaszczyźnie trochę logiki, troszeczkę może pozytywnych emocji, ale sięganie do rozwiązań ostatecznych jest jak najbardziej odległe moim intencjom.
Dobrze, tutaj Lubi napisał: „Ciało jest wibracją. Czuć to bardzo mocno, gdy się je opuszcza”. Ogólnie jesteśmy ciałem energetycznym, więc dlatego chcę poruszyć właśnie ten wątek przepływu energii przez nasze ciało i też energii, która powoduje określone wibracje i też wpływu tego na nasze zdrowie. Także mam nadzieję, że damy radę to w przyszłym tygodniu poruszyć. „Kobiety zasilane...” To jest ciekawe spostrzeżenie, tego nie wiedziałem. „Kobiety zasilane są energią z dołu, od czakry podstawy. Mężczyźni od góry z czakry korony”. Coś w tym pewnie jest. Znaczy ja broń Boże nie neguję, to tylko taka moja głośna dywagacja i pierwsza moja myśl. Tak to brzmi logicznie.
Wiem tylko, że kierunki przepływu energii są odwrotne i u mężczyzny, i u kobiety. Natomiast ten wątek to nawet mi to pasuje.Nie twierdzę, że to nie jest prawda. Natomiast to jest moja dywagacja na głos i zastanawianie się. Ale tak, pasuje. Każdy ma w sobie procesy samouzdrawiania. Wystarczy słuchać ciała pojazdu, tak Jubi to określił. Ja twierdzę, że nasz organizm jest w dużej mierze samowystarczalny. Tak skonstruowany, żeby walczyć z zagrożeniami i umieć sobie z nimi radzić. Ważne jest, żeby nie wpływać na ten proces i nie blokować własnego organizmu. Pozwolić mu funkcjonować tak, jak on chce.
Także ja się tutaj zgadzam. To nawet moim zdaniem nie jest kwestia samouzdrawiania, tylko radzenia sobie z pojawiającymi się problemami. Jubi tutaj pisze: „Znam wiele osób, które się wyleczyły poprzez samouzdrawianie. Samouzdrawiać można się na każdym poziomie, ale najprościej na poziomie energetycznym. Wszystkie choroby na „by” pochodzą z emocji. Tu trzeba szukać klucza problemów zdrowotnych”. Fajnie, że ten wątek się pojawił, bo zarzuciłem go tylko na końcu dzisiejszej audycji, ale faktycznie poświęcimy może temu tematowi więcej czasu, bo jest bardzo ważny. Całkowicie. Dziękuję ci, Jubi, że rozwinąłeś tą myśl, bo ja ją tak rzuciłem troszeczkę zajawkowo. Natomiast jak najbardziej z chęcią rozwinę ten temat.
Też twierdzę, że na naszym organizmie widać najwyraźniej nasze problemy emocjonalne. Nawet do tego stopnia, że pewne sytuacje wypadkowe mają też odzwierciedlenie. Nasze emocje mają odzwierciedlenie w naszych stanach emocjonalnych. Opowiem wam taką historię, bo to jest historia z mojego życia osobistego, prywatnego. To był bardzo wczesny etap mojego układania sobie. Kochani, jak to jest z tym układaniem? Pewnie większość z was tak ma, że to układanie polega na tym, że szukamy potwierdzenia tego, co sami czujemy. Ja też oczywiście wiedziałem, natomiast kiedyś nie wierzyłem. Odrzucałem to wszystko. Mówiłem: „Nie, to jest stek bzdur.
Ktoś to bez sensu wymyślił. Ja nie chcę. Ja chcę normalnie, jak człowiek”. I właśnie jak natknąłem się na książkę Lewisy i przeczytałem ją, to oczywiście zacząłem obserwować ludzi i sytuacje wśród swoich znajomych, wśród swoich bliskich. Mówię: „Zobaczę, czy w tym jest jakiś sens”. Miałem taką historię, że moja siostra osobista, prywatna, rodzona jest dziecięcą duszą. Jest roszczeniowa. Oczywiście wszystko jej się należy i tak dalej. Mieliśmy jakieś tam sytuacje, gdzie oczywiście ja jeszcze wtedy inaczej reagowałem na pewne rzeczy. Natomiast ona chce, ona wymaga.
No i jakaś tam była sobota, że zaproponowałem spotkanie, żeby rozwiązać jakiś temat związany z moją mamą, z czymś tam. Kończyłem już pracę. Ręce miałem zajęte jakimiś ciężarami, jakieś monitory wiozłem czy coś takiego do klienta. I zadzwonił telefon, więc ja to wszystko postawiłem. Okazuje się, że zadzwoniła moja siostra i ona do mnie: „Chcieliście się spotkać, my teraz wróciliśmy z targu, więc przyjedź, to pogadamy”. Ja mówię: „Słuchaj, w pracy jeszcze jestem”. „No to jak skończysz pracę, to przyjedź”. Ja mówię: „Nie przyjadę, bo o 15:00 umówiłem się z chłopakami na mecz i idziemy grać w piłkę. Więc mogę być koło 17:00 najwcześniej”. „Nie, koło 17:00 to nie, bo my jedziemy na imprezę.
Ja nie będę miała czasu”. Sytuacja, w której to było w jej interesie to spotkanie. Ja wtedy trochę zmęczony, trochę coś, powiedziałem: „Nie, skończyło się rzucanie wszystkiego tylko dlatego, że ty musisz załatwić targ, że ty musisz jechać na imprezę i tego dostosowywania się ciągłego do twoich potrzeb i do twoich oczekiwań. Mówię: „Przyjadę o 17:00. Jeżeli jesteś zainteresowana, to daj mi znać”. No i tam rozłączyłem się, wziąłem się za pracę, pojechałem na mecz. Ale cały czas wiecie, jak to jest, gdzieś tam za uszami cały czas mi gdzieś ta sytuacja, bo tak naprawdę to była jedna z pierwszych sytuacji, kiedy postawiłem granicę.To była w zasadzie pierwsza sytuacja, kiedy postawiłem granice. Kiedy nie było tak, że dla dobra rodziny rzucałem wszystko i przyjeżdżałem wtedy, kiedy ktoś ode mnie coś chciał, bo rodzina była dla mnie dobrem najwyższym. Zresztą w dalszym ciągu jest. Pierwszy raz się postawiłem wtem i powiedziałem: „Koniec.
Dalej tak już być nie będzie”. Słuchajcie, graliśmy w piłkę. Ostatnia akcja meczu. Ja już stałem na bramce. Któryś z chłopaków kopnął piłkę, żebym ją zabrał do samochodu. Piłka odbiła się przede mną i uderzyła mnie w mały palec u ręki. Centralnie. Poczułem straszny ból i wiedziałem, że ten palec jest złamany albo pęknięty. Palec mi momentalnie spuchł. Jaką miałem pierwszą myśl?
Pojechać do domu, zajrzeć do książki, co oznacza mały palec u ręki. Ja już wiedziałem, co on oznacza, ale szukałem potwierdzenia. Okazało się, że mały palec u ręki oznacza relacje rodzinne, a złamanie tego palca oznacza dyskomfort. To była pierwsza moja sytuacja. Nie wiedziałem, jak siostra zareaguje, czy to się nie odbije w konsekwencjach na mojej mamie, bo one razem wtedy mieszkały. Takich mnóstwo dylematów. Natomiast złamanie pewnych zasad, które panowały do tej pory w naszej rodzinie i jednocześnie ukaranie siebie za to. Oczywiście część na pewno powie, że to jest historia mocno naciągana i tak dalej, że to zbieg okoliczności. Tak wam powiedziałem o pewnej historyjce i jak to te nasze emocje przekładają się często również na nasze zdrowie fizyczne. Wracając do wątku, nie mówię tutaj, Jubi kontynuuje: „Nie mówię tutaj o chorobach wrodzonych, choć też można je minimalizować.
Ja nie znam nikogo, kto siebie uzdrowił z choroby” — Inka pisze. Kto siebie uzdrowił z choroby? Inko, też polecam ci książki Louisy, ponieważ ona nazbierała tych informacji. Tam jest cała seria tych książek. Pozbierała informacje. Pewną formą samouzdrawiania jest też nasza wiara. To jest pierwsza rzecz. Chęć do życia to jest też forma samouzdrawiania, więc poniekąd pozytywne. Zresztą lekarze już o tym mówią, że pozytywne nastawienie pacjenta i wiara w wyzdrowienie jest już bardzo dużym czynnikiem wspomagającym leczenie. Mieliśmy w rodzinie przypadek, kiedy jedna z dalszych kuzynek wyleczyła się z raka płuc.
Natomiast ja wtedy jeszcze nie byłem zbyt blisko tych klimatów, żeby móc to w jakiś sposób udokumentować. Byłem młodym chłopakiem. To tak z moich bliskich. Jubi pisze: „Uwielbiam temat samouzdrawiania. Bardzo często sam się uzdrawiam, dlatego ja nie mam problemów, jak niektórzy słuchacze”. Gratuluję ci. Ja czasami też się ratuję w niektórych sytuacjach, ale czasami jest tak, że pozwalam też swojemu organizmowi odpocząć, bo w moim wypadku to jest też forma odpoczynku, ponieważ zazwyczaj mam więcej aktywności, więc pozwalam też mu w ten sposób odpocząć. Mister T House pisze: „Otóż to. To dotyczy również chorych na raka”. Inka odpowiada: „Ja znam takiego człowieka”.
Jubi też potwierdza: „Ja znam wiele osób, co się z raka uzdrowili”. Inka: „Nie mówię, że nie ma wyjątków, ale to są wyjątki. Znasz jednego, co się uzdrowił, a ilu ludzi chorych znasz? Co z nimi?” Niestety samo uzdrowienie jest też procesem samouzdrawiania swoich własnych emocji, a uzdrowienie swoich własnych emocji jest związane ze zmianą podświadomości, z rozwojem świadomości. A to już wymaga... Sami wiecie, czego wymaga. Jubi rozwija temat: „Choroby wczepiają się-
[02:37:58] - I w tym momencie właśnie coś przewinęło.
[02:38:01] - Tak właśnie myślę. „Wszyscy moi znajomi uzdrowili się dzięki duchowości. Dziś są ekspertami i jeżdżą po Polsce, dają wykłady ucząc innych jak to robić”. „A w skrócie jak się uzdrowili? Modlitwą, myślą?” — to pytanie Inki. Ponieważ Jubi odpowiada, więc nie będę go wyręczał. „Różne sposoby. Na przykład joga, mudry, wizualizacje myśli, otaczanie się innymi zdrowymi ludźmi”.Dlatego w szpitalach się nie leczy, a ceruje człowieka. Człowiek powinien być w otoczeniu zdrowych ludzi, w pewnym sensie czerpać energię od zdrowych tkanek, a nie od chorych. To jest tak: skoro choroba powstaje na tle emocjonalnym, czyli przyczyną choroby są jakieś emocje, które w nas są, które są nieuleczone, nieprzetransformowane, niezmienione i cały czas gdzieś toczy się ta walka wewnętrzna, to samouzdrawianie jest początkiem do bycia zdrowym.
Ponieważ żeby ten proces samouzdrawiania utrzymać w organizmie na czas dłuższy, trzeba zmienić swoje podejście, swoje nastawienie, czyli wyeliminować przyczynę choroby. Najlepiej się to odbywa na płaszczyźnie duchowej i emocjonalnej, bo wtedy człowiek dokonuje w swoim życiu, w swoim postępowaniu, w swoim nastawieniu. Mister Treehouse odpowiada: przede wszystkim liczy się myśl. Myśl bez wątpliwości, że się samemu uleczy. Bez tej myśli nic się nie zdziała. Tu wchodzimy też w dziedzinę wiary troszeczkę. Szpitale to wylęgarnie chorób, ale myślę, że bardziej tu chodzi o wirusy i bakterie, nic innego. Czytałem, oglądałem film jednego z lekarzy, który miał wykład dla jakichś 200 osób, chyba nawet w szpitalu, w którym rozmawiał o raku. Mało tego, był z nim jego pacjent, którego wyleczył z raka i opowiadał o leczeniu szpitalnym i o systemie immunologicznym, między innymi nastawieniu pacjenta. Kiedy to rozmawiał ze swoją koleżanką z oddziału chemii czy oddziału nowotworowego na temat jednego z pacjentów i pytał- Z oddziału onkologii.
Co? Z oddziału onkologii. Z oddziału onkologii. Pytał jej, czy metale ciężkie i tak dalej, przyczyna zatrucia organizmu, system immunologiczny gorzej funkcjonuje. Czy nie możesz mu podać czegoś, co oczyści jego organizm z tych metali ciężkich? I podaje środek, który kosztuje wtedy 19 złotych. I ona oficjalnie powiedziała: „Słuchaj, nie mogę, bo mnie zwolnią z pracy. Są pewne procedury, które w szpitalach są wymagane i nikt poza te procedury nie będzie wychodził, ponieważ musiałby wziąć na siebie odpowiedzialność, zaryzykować, a jak się nie uda, wiadomo, jak się to kończy”. Więc pewne przepisy, pewne procedury i tutaj szpitalami może się tak do końca, kochani, nie sugerujmy, bo na szczęście są też inne techniki. Jubi to opisuje z poziomu troszeczkę medycznego: jesteśmy organizmami zasadowymi.
Każda tabletka wrzucana w organizm stwarza kwaśne środowisko, idealne na przykład dla raka. Dlatego to my jesteśmy winowajcami chorób. Tu się tak do końca nie zgodzę, bo winę można rozpatrywać wtedy, kiedy człowiek jest świadomy. Kiedy wie, że czegoś nie można albo że coś, co zrobi, przyniesie konkretne skutki i jest tego świadomy. Wtedy można mówić o winie. Natomiast w przypadku, kiedy nie jesteśmy świadomi, ciężko to rozpatrywać w kategoriach winy. Bardziej bym powiedział, że jesteśmy ofiarami niż winowajcami. Mela Rosico mówi: szpitale zajmują się materią i trzeba mieć tego świadomość. Pewnych rzeczy, słuchajcie, w pięć minut i jedną audycję nie zmienimy. Ale dobrze, że o tym rozmawiamy.
Fajnie, że o tym rozmawiamy, że pokazujemy też innym, że są inne metody, inne sposoby i inne możliwości. Jubi tutaj pisze: środowisko plus niskie wibracje plus złe emocje plus niska samoocena, czyli siła życiowa. To wszystko stałe elementy chorób. Proszę, jest szybko i prosto, fajnie to podsumowane. Tutaj jest też wątek, o który zostałem poproszony, żeby poruszyć. Myślę, że to już nie jest pora na poruszanie tego wątku, ale wrócimy do niego. Jeżeli człowiek karmi się śmiercią i cierpieniem, to też nie jest dobrze. Mówię tutaj o jedzeniu zarzynanych zwierząt i do tego wątku gdzieś też wrócimy, bo obiecałem. Tutaj jest dyskusja na tematy farmakologiczne. Proszę, jak to wszystko pięknie działa w tym znamienitym towarzystwie.Yubi tutaj próbuje się wytłumaczyć, że oczywiście szybko pisze i czasami coś pominę, więc proszę bardzo, jest natychmiastowa odpowiedź: „Yubi, to pisz wolniej” z uśmiechem na twarzy.
Czasami się tak, że tak powiem, tutaj z wami nasycę taką fajną, pozytywną energią, że później mi się zupełnie spać nie chce. Tyle tutaj fajnej energii się pojawia, zwłaszcza przy takich dyskusjach jak mamy dzisiaj. Tomasz pisze: „Sławku, mam pytanie: skąd wziąć pół godziny w wodzie? Skoro świat tak pędzi, technologia miała nam pomóc, a zrobiła z nas jeszcze większych niewolników. Czy to widzicie, że nie ma na nic czasu?” Poniekąd się z tobą zgodzę, bo nawet dzisiaj z panem Markiem przed audycją żeśmy ten temat poruszali, że mi się też wydaje, że ten tydzień od poprzedniego odcinka jakoś mi bardzo szybko przeleciał. Faktem, że sporo sobie zadałem w zeszłym tygodniu, więc może dlatego też. Ale tak, rozmawialiśmy o tym. A skąd wziąć pół godziny? Powiem ci Tomku tak: mamy tak mądre organizmy, że jeżeli my nie znajdziemy dla nich pół godziny, to one nam zafundują pół dnia, parę dni albo jeszcze więcej czasu na to, byśmy mieli czas pożałować, że nie znaleźliśmy dla nich pół godziny. Ale bardzo dobrze cię rozumiem, bo ja jestem też człowiekiem energetycznym.
Lubię jak się coś dzieje i czasami potrafię się zapędzić. I ta refleksja też przychodzi: „Kurczę Sławek, zwolnij troszeczkę, bo za chwilę twój organizm zrobi to za ciebie”. Więc rozumiem, ale też polecam w tym zapędzeniu też Tomku troszeczkę rozwagę. Mela Hosziko pisze: „Yubi, szpitale są potrzebne do ostrych przypadków, ale ludzie sami powinni dbać bardziej o siebie i poszerzać swoją świadomość, a nie wszystko zwalać na Big Pharmę”. Tu się całkowicie zgadzam, bo niestety żyjemy wśród ludzi i nie jesteśmy w stanie wszystkiego pewnie jeszcze uniknąć, bo nawet jeżeli my będziemy czujni, to niekoniecznie inni muszą być czujni. Poza tym są różne rzeczy. Tak jak teraz plaga wirusa, na którą gdzieś tam może nie do końca mamy wpływ. Są różnego rodzaju wojny, są różnego rodzaju kataklizmy przyrodnicze, pożary. Więc oczywiście jak najbardziej te szpitale są potrzebne, chociażby też nawet dla naszego lepszego samopoczucia. Lepiej się żyje w przekonaniu, że gdyby coś się działo, to będzie mi miał kto pomóc.
Więc to też na naszą psychikę na pewno u większości ludzi działa. Ale całkowicie się zgadzam, że dbanie i poszerzanie swojej świadomości to jest bardzo właściwy kierunek. Yubi tutaj coś podrzucił: „Polecam książkę Grzegorza Pawłowskiego «Oddech. Oddychaj świadomie, żyj pełniej». Pełno metod i technik. Według mnie i nie tylko jedna z najlepszych w Polsce książek o oddechu”. Przyznam się szczerze, może z przyjemnością sięgnę po tą książkę. Dziękuję ci bardzo, bo miałem kiedyś taki jeden z pomysłów na warsztaty. Między innymi też chodziło o to, żeby pomagać ludziom też właśnie na płaszczyźnie fizycznej. I miałem taki pomysł, żeby stworzyć bardzo prostą metodę pomagającą odzyskać sprawność, uaktywnić organizm na płaszczyźnie takiej fizycznej i połączyć to oczywiście ze świadomością i jakimiś takimi warsztatami świadomościowymi.
I ta technika polegała na tym, ja to też przerabiałem na sobie, a oczywiście to wszystko wyszło na skutek moich własnych doświadczeń, kiedy graliśmy jeszcze w piłkę, graliśmy jeszcze w kosza, wynajmowaliśmy ze znajomymi halę. Ale oczywiście ten sezon trwał gdzieś tak do połowy maja, ponieważ później zaczynały się wyjazdy na działki. Ciężko było tę ekipę pozbierać, więc tak mówię, koło połowy maja, pod koniec maja już żeśmy sezon kończyli. I później gdzieś tam w drugiej połowie września znowu żeśmy się mobilizowali i zaczynaliśmy grać. I pierwszePierwsze dwa spotkania, kiedy graliśmy po godzinie, półtorej, kiedy oczywiście podczas meczu wypijałem dwa czy trzy litry wody i ta woda powodowała wypłukiwanie toksyn. Kiedy wracałem do domu, pierwszą rzecz, którą robiłem, to wrzucałem ciuchy z meczu do pralki, ponieważ nie nadawały się do niczego innego. Po prostu ilość toksyn, która została nazbierana przez te trzy czy cztery miesiące w moim organizmie, została z tego organizmu wydalona. Później, po tym pierwszym szoku, ten pot był tylko potem, był cieczą, która już była pozbawiona tej chemii, tego całego syfu. Zauważyłem pewną rzecz, że jak na przykład wypijam na szybko dwie szklanki przegotowanej wody, to było przy przeziębieniu, które mnie zaczęło dobierać, co nie jest łatwym zadaniem, wypicie duszkiem dwóch szklanek wody. Zaobserwowałem, co się dzieje z moim organizmem, jak dostawał momentalnie takiego kopa.
Właśnie wymyśliłem sobie taką technikę, że woda i powietrze, czyli to, co jest dla nas najprostsze i jest dostępne dla nas bez żadnych ograniczeń. Czyli uczenie oddychania połączone z odtruwaniem organizmu poprzez czyszczenie go wodą. Ja to przerobiłem na sobie. Fajnie to działa i pomaga organizmowi odzyskać troszeczkę energii, trochę sprawności, oczyścić się. Inka: „Ludziom się tylko wydaje, że na nic nie mają czasu”. Oczywiście to jest kwestia organizacji priorytetów, ale też rozumiem, że można się w niektórych okresach życia gdzieś tam zaplątać, zapędzić, zagonić. Adam: „Leczenie oddechem fajna sprawa. Bardzo prosta metoda. Quantum Touch też się na tym opiera. Niektórym daje się tym korygować kości rzekomo”.
Ja metodą oddychania przez wiele lat niwelowałem swoje problemy z kręgosłupem. Kudłaty11000 się pojawił. Tomek dyskutuje z Inką, że się nie zgadza. To tak na marginesie. Adam pisze: „Proszę tylko nie zwracać uwagi na błędne, że nie da się tego używać na sobie. To akurat chwyt marketingowy”. Jubi pisze: „A ja stosuję wałek na kręgosłup, czasami 10 minut ćwiczenia i fruwam”. Nie wiem, ale z chęcią poznam tę metodę. Natomiast cieszę się, że jesteśmy zgodni co do jednego, że dokładnie trzeba dbać o siebie. Dziś ludzie na wszystko chcą tabletki, a potem narzekanie na Big Pharmę, zasiadając, zajadając się plastikowym jedzeniem i narzekając na cały świat.
Nie idźmy w tym kierunku, nie narzekajmy. „Wolę się truć tabletkami niż zadbać o jedzenie”. O, nie. Nie w tym kierunku zmierzamy. Tutaj jest dyskusja na temat czasu. Tomasz pisze: „To jest tragiczne, ale to mi się nie wydaje. Tak jest, to się dzieje i będzie coraz gorzej w metropoliach”. Rozmawialiśmy o tym odczuciu czasu i dlatego polecam audycję, w której rozmawialiśmy o rezonansie Schumanna, bo dla mnie to jest najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie tego, że to poczucie zagonienia, to poczucie szybciej upływającego czasu właśnie z tym zjawiskiem i z naszymi falami mózgowymi jest związane. Mela Hosziko pisze: „Ja w ramach poszerzenia swojej świadomości polecam książkę »Jelita wiedzą lepiej«. Zawdzięczam jej cholesterol na doskonałym poziomie bez tabletek”.
Tutaj Tomek pisze: „Codziennie tracę cztery godziny na dojazd do pracy. Pracuję dziewięć godzin w domu, pracuję po nocach, więc gdzie tu sens?” Tomku, powiem ci, bardzo ci współczuję. Domyślam się, że jesteś młodym człowiekiem, skoro cię jeszcze stać na taki wysiłek. Miałem ja również takie fazy, gdzie mój rekord to było bodajże 28 godzin fizycznej pracy bez przerwy, w dodatku na powietrzu. Miałem też takie sytuacje, kiedy 72 godziny nie wysiadałem z samochodu.I da się, jeżeli chcesz sprawdzić granice swojej wytrzymałości, to tak, to się da. Natomiast na dłuższą metę nie polecam. Inka: „A reszta to uśmiech na twarzy, nawet sztuczny, jeśli jest trudno. Uśmiech podnosi nasze wibracje i ma niesamowicie korzystny wpływ na całokształt”. Zgadzam się tutaj całkowicie i to jest technika, którą przetestowałem na sobie i się zgadzam. Jubi: „Coś już wiadomo o spotkaniu w Szczecinie, panie Sławku?”.
W Szczecinie wiadomo, 28 kwietnia, pod warunkiem, że co? 28 kwietnia, pod warunkiem, że prześlę tytuł warsztatów i co? I Asia się jeszcze na mnie nie obraziła. Termin już jest uzgodniony, miejsce też, tylko pan Sławek, Tomku, nie jesteś jedyny pochłonięty odpisywaniem na komentarze, przygotowywaniem audycji, pracą zawodową i różnymi kalendarzami majów. Nie ma czasu do tego usiąść, ale obiecuje, że to zrobi. Zwłaszcza że tak naprawdę plan i pomysł w głowie jest już od dawna, więc myślę, że to kwestia poświęcenia temu czasu i przelania tego na papier. Adam: „Miło słuchać do poduszki. Ja tu jestem, bo mnie trzyma groza przed panem Sławkiem. Tak się boję przestać słuchać”. Oczywiście żartuję.
Chciałem tylko rozluźnić atmosferę, panie Adamie, i całkowicie, jak pan zauważył, się panu udało rozluźnić przynajmniej moją atmosferę. Zwłaszcza z tą grozą było przezabawne. Bardzo dziękuję. Jubi pisze: „Dokładnie. Wszyscy chcą dowodów, a sami nie chcą sprawdzać”. Bo to, co już tutaj któraś z pań powiedziała, ludzie są teraz leniwi, na wszystko chcą poradnika, gotowej odpowiedzi i tabletkę, żeby się to wszystko odbyło po prostu bez żadnego ich udziału. I myślę, że to nie dlatego, Melu, że większość ludzi bardziej ufa innym i ich doświadczeniom niż sobie. Na pewnym poziomie świadomości tak to jest. Natomiast ta obawa przed tym, żeby nie oszukiwać ludzi, żeby nimi nie manipulować, żeby nie zrobić drugiej osobie krzywdy. Te dylematy się pojawiają, tak.
Natomiast w dużej mierze to jest też taka potrzeba, żeby przenieść odpowiedzialność na innych i powiedzieć: „Nie, to nie jest moja wina”. To jest taka nasza podświadoma obrona przed konsekwencjami. Bo ktoś mi powiedział, bo ktoś mi doradził, bo to jest jego wina, to nie moja. To nie ja to wymyśliłem. I część ludzi w ten sposób po prostu przenosi odpowiedzialność, żeby móc później w razie czego zwalić na innych. Dziękuję ci, moja droga. „Rozjaśnię panu to na maila”. Bardzo dziękuję, bo już myślałem, że nie uzyskam dzisiaj jakichś informacji na ten temat. O co chodzi z tą lekcją? Czego tam było lekcją?
Już nie pamiętam. Tyle się dzisiaj wydarzyło. Tutaj pan Adam widzę, podtrzymuje dobry nastrój: „Szklanka stukła się tylko do połowy. Trzeba ostrożnie pić”. A co jak ja nie mam szklanki? Tomku, podaj mi adres, bo ja widzę, że ogólnie nie masz ani czasu, więc możesz też nie mieć czasu, żeby sobie tą szklankę kupić. Ja tutaj Tomowi obiecałem książkę, a tobie obiecuję szklankę w takim razie. Jak chcesz, może być już do połowy stuknięta, żeby ci było już prościej. Jubi pisze: „Niektórym by i słonia przed oczami postawił i tak by go nie widzieli”. Dokładnie.
To nie łyżeczka się ugina, a ciało, panie Sławku. Bardzo mi się podoba dzisiaj ten rozrywkowy wątek tutaj z dużą porcją wesołych mordeczek i uśmiechu i takiej radosnej atmosfery. Adam odpisuje Tomkowi: „To wtedy jest mniej rozkminek”. Jubi pisze: „Widzimy to, co chcemy widzieć. Punkt, kiedy świadomość się zatrzymuje”. Jubi też pisze: „Robiłem kiedyś eksperymenty ze szklanką po LSD. Niesamowite doznania”. Nie wiem, czy chcę znać szczegóły, ale może.Na skróty można wejść w inne rzeczywistości. Tutaj widzę, Thomas zainteresowany eksperymentem. Ponieważ to nie mój eksperyment, nie będę go tutaj opisywał.
Może Yubi powie dzisiaj coś w swojej audycji na temat tego eksperymentu. Zachęcam was do wysłuchania kolejnej audycji pod warunkiem, że się za chwilę nie zdenerwuje i nie pójdzie spać, bo my tutaj mamy już kochanie-
[03:03:33] - Bo to jest audycja z taśmy wcześniej nagrana.
[03:03:37] - Aha, nie, ja spojrzałem, panie Marku, po prostu na zegarek. Więc mówię, że może się już zdenerwować i pójść spać po prostu. Ale jeżeli jest to z taśmy, to jest nadzieja, że audycja będzie. Yubi opisuje eksperyment, więc wam przeczytam. „Wlewasz wodę do szklanki i się w nią wpatrujesz jakiś czas. Po chwili dzieją się dziwne rzeczy. W podobny sposób można zobaczyć swoją energetykę czakry”. Nie próbowałem tego eksperymentu z wodą. Adam pisze: „Duchowość to jest bonus. W życiu wystarczy być dobrym człowiekiem i płacić podatki”.
Kolejarz: „Ja nie rozrzucałem zabawek, tylko to miało duży sens. Moja makieta świata”. Nie bardzo rozumiem, czyżbym coś przeoczył? Czyżby był jakiś wcześniejszy wątek? Ale nie widzę tutaj nic. A Yubi pisze: „Dlatego system to ukradł, podsyłając maluchów wcześniej do edukacji”. Adam napisał: „Słyszałem takie słowa o wychowaniu. Rolą rodzica jest dostarczenie dziecka samemu sobie, dziecku, w jak najlepszym stanie jako prezent na osiemnastkę. Jest w tym kilka pułapek, ale ładnie brzmi”. Powiem szczerze, nie słyszałem tego, ale też mi się podoba.
Dostarczenie dziecka samemu sobie w jak najlepszym stanie. Najlepiej, jakby to był stan nienaruszony, ale tak się nie da. Dziś nowe pokolenia rezonują już na innych falach. Projektanci systemu to wiedzą, dlatego reagują. Ja jeszcze nie miałem okazji tak bezpośrednio się przekonać, ale słyszałem też, że dzieci, które rodzą się już w podwyższonym rezonansie Schumanna, w tych większych częstotliwościach, ich mózgi podobno pracują już inaczej. Jeszcze nie miałem możliwości przegadania czy przekonania się w bezpośredni sposób, ale też myślę, że ci moi czytelnicy, ci młodzi czytelnicy, którzy sięgają po moją książkę w wieku 20 paru lat, też są już na to dowodem, że coraz młodsi ludzie szukają odpowiedzi. Thomas tutaj pisze: „Strach, miłość, potrzeba bliskości, nienawiść do czegoś lub zdrada. To wszystko z dzieciństwa naszego mamy. A wiesz co jest najgorsze? To, że 80% życia byliśmy w nieświadomości, że tak jest”.
Może nie 80%, natomiast jeżeli pozbieramy, dołożymy do tego proces, kiedy transformujemy te wzorce, to może czasami tak być, że gros życia poświęcamy właśnie na to, żeby te wzorce zmienić i pozbyć się tego balastu. Ale tutaj jest też odpowiedź Yuby. Pyta: „A wiesz co jest najlepsze? Kiedy siedziałem w pokoju i przeglądałem swoje dotychczasowe życie, widziałem siebie, jak byłem dzieckiem i sytuacje, których nie pamiętałem. Kiedy chciałem skłamać, ups, stop klatka i pytanie duszy, czy jestem pewien?”. Dlatego zgadzam się. Najwięcej lęków nabywamy jako dziecko. Sam pamiętam, jak jako dziecko bałem się na przykład iść do kibla, bo za drzwiami widziałem jakiegoś pana i dlatego łapiłem się za gacie ojca i spódnicę mamusi. Thomas pisze: „A z tym pomysłem, co Sławek napisał, żeby wykorzystać nasze czytowanie i wykorzystać w książce to very good idea. Znam taki przykład.
Twórca 'Dick Smau Gierki Game' tak zrobił. Oczywiście miał inne powody i cele, ale to już też i wam pozostawię do osądzenia”. Cieszę się, że się ten pomysł podoba, bo ja uważam, że ilość wątków i ilość informacji, która się pojawia podczas tych dyskusji jest naprawdę fenomenalna. My tu przelecieliśmy kilka tematów, które gdybyśmy chcieli je faktycznie mocniej zdrożyć, to zajęłyby kilka audycji. Ale też czasami wystarczy taka zajawka, żeby ktoś się jakimś tam tematem zainteresował, żeby ten haczyk poszedł pod wodę. I tak, ja uważam, że to jest dobry pomysł.Jubi odpowiada: „Albo samoprogramowanie. Imię, zło, lęk, ból nie istnieje. To tylko iluzja, która dawno temu przeminęła. Świetnie działa. Czasami trzeba oszukać mózg.
Sławku, nie polecaj książki innego autora, tylko swoją. Zapraszamy do następnej audycji”. Oczywiście Tomku, że polecam swoją, bo byłoby dziwne, gdybym uważał, że jest bezwartościowa. Ale też jednocześnie jeżeli coś wartościowego jest, to myślę, że moja książka wszystkich tematów i wszystkich problemów nie rozwiąże. A im szybciej się z tymi problemami uporamy, tym to życie wokół nas też będzie. Nie tylko to nasze, ale również wokół nas. A to, że wokół nas, to i na nas będzie to wpływać. Będzie więcej ludzi świadomych, pełnych energii pozytywnej. Więc ja jestem za tym, żeby działać na wielu płaszczyznach. Inka: „Tomasz, mógłbyś być menadżerem pana Sławka”.
Nie posiadam takowego. Natomiast jeżeli ktoś chciałby się tym zająć, to ja jestem jak najbardziej za. O tym grono menadżerów właśnie Tomasz odpowiada linkaty moi. Ale tego już nie przeczytam. Tutaj wróciliśmy do tematu chorób. Bo ja wiem, bo my jesteśmy przy godzinie 11:00 dopiero. Dokładnie pisze każdy mraka kwestia środowiska aktywacji. Inka: „Ponoć system immunologiczny zwalcza komórki rakowe cały czas, nie daje im się rozwijać”. Dokładnie tak to jest. Podobno kilka milionów komórek rakowych się produkuje w naszym organizmie.
Dlatego leki, które niszczą system immunologiczny albo spowalniają jego działanie, są tak niebezpieczne. Słuchajcie kochani, to obszerny temat. Energetyka plus wibracje. Ja swoim dzieciom obiecałem, już tak od czterdziestki się zbierałem. Natomiast obiecałem, że już po pięćdziesiątce zrobię sobie chociaż jakieś podstawowe badania, nawet chociażby z krwi, żeby zobaczyć, czy również w sposób naukowy potwierdzić, że się tam nic nie dzieje. I ogólnie tam wszystko powychodziło dobrze. Oczywiście oprócz tego kręgosłupa, to się okazało, że ja całkiem zdrowy jestem. Natomiast pan doktor stwierdził, że mam cholesterol na poziomie 202 czy coś, już nie pamiętam. I mówi tak: „Na tyle, na ile pana poznałem, to na dietę pana nie namówię. Ale pan sobie pobierze jakieś tam tabletki”.
Postanowiłem być grzecznym pacjentem. Kupiłem te tabletki i jakoś nawet je próbowałem brać. Natomiast okazało się, że mam bardzo duże problemy, choć może nie z trawieniem, ale z takim, ja to nazywałem, oczyszczaniem organizmu. Ciężko się czułem. Jak mi się zdarzyło na jakimś spotkaniu wypić dwa piwa, to następnego dnia czułem się po prostu, jakbym cały dzień pił. I zacząłem się zastanawiać, o co chodzi. Jeszcze wtedy nie rozumiałem pewnej zależności. I ze swoją młodszą córcią kiedyś rozmawiałem. To jeszcze było przed weselem tej starszej. Mówię: „Córuś, powiedz mi, dzieciaku, co ten cholesterol w tym naszym organizmie wytwarza?”.
Ona mi powiedziała, że wątroba. Jak zacząłem sobie analizować pewne rzeczy, to się okazało, że najprostszym sposobem leczenia wysokiego cholesterolu jest spowolnienie pracy wątroby, żeby tego cholesterolu wytwarzała mniej. Ale jednocześnie ta wątroba pracuje na mniejszych obrotach i też ma później problemy z jakimiś tam innymi procesami. Więc z tymi procesami leczenia też trzeba uważać. Dlatego mój system immunologiczny też został narażony na jakieś tam rozchwianie tylko po to, żeby ratować mój pozorny podwyższony cholesterol. Ale tabletki oczywiście wylądowały, jak się domyślacie, w jakimś koszu na śmieci czy tam jakimś innym miejscu, gdzie je utylizują. I tak próba bycia grzecznym pacjentem się zakończyła niepowodzeniem. Jubi: „Im więcej końca audycji, tym więcej słuchaczy”. Może to już się zbierają powolutku na twoją audycję i tak mówią: „Jeszcze coś się dzieje, to posłuchamy”. Dobrze, gdzie ja tu znowu coś...
To dobrze. To znaczy, że ludzi nie ubywa, wręcz przeciwnie, czyli audycja cieszy się powodzeniem, co mnie oczywiście bardzo cieszy, jeżeli tak faktycznie jest. Inka pisze: „A wiara wspomaga leczenie”. Z tym się zgadzam w 100%.Kolejar tutaj pisze: „Sławek, posłuchajcie dalej Sławka. Fajnie gada o chorobie nowotworowej. Moi rodzice pomarli na raka. Coś wiem. Ja tymczasem chyba zdechnę na durne zakażenie od kleszcza jakby co”. Nie wiem, jak mam to interpretować, więc jakby co, to może rozwiń myśl, bo tak nie bardzo wiem, jak się mam do tego odnieść. Kudłaty11000: „Na naszym ciele widać nasze problemy emocjonalne”.
Bardzo ciekawe stwierdzenie, panie Sławku. Aż mi coś zaświtało. Mam nadzieję, że pewna dociekliwa osoba na czacie też to słyszała. Tomasz napisał: „Kudłaty zaświtało, bo pewnie u fryzjera dzisiaj byłeś”. Tutaj też widzę wśród słuchaczy się pojawiły jakieś prywatne relacje. No nie. To już mamy po północy widzę, bo tematyka zaczyna schodzić na bardzo rozrywkową. Pozwolisz, Jubi, że tego nie zacytuję, ale rozważę również poparcie. 28 kwietnia będę leciał do Polski. Może jakieś przesunięcie o tydzień później?
Powiem tak: zapytam, ale jest obawa, że zaraz będziemy mieli kłopot z tym 28 kwietnia, bo to zahacza o długi majowy weekend. Więc jakbyśmy się mieli przesuwać, to już wtedy przynajmniej o dwa tygodnie, a tydzień wcześniej znowu są święta. Najprawdopodobniej też na początku kwietnia nie będzie mnie w Polsce, więc nie wiem. Przegadam to. „No nic, ja to uprzedzę wszystkich. Wspaniała audycja, dzięki Sławku i do następnego”. Dobrze, Tomku. Cieszę się bardzo. Bez wątpienia dzisiaj chyba tylko bez wątpienia dzisiaj poszliśmy na rekord. Bardzo mi się dzisiejsza audycja podobała.
Bardzo mi się podobała też dyskusja, tematy. Dziękuję wam, kochani. Dziękuję wam, naprawdę było mi niesamowicie miło i niedługo z panem Markiem będziemy mówić, że audycja trwała od poniedziałku do wtorku. Także trzymajcie się.
[03:18:14] - Właściwie to już o dzisiejszym odcinku możemy tak powiedzieć. Jest już pięć minut po północy, więc mamy wtorek.
[03:18:21] - Właśnie spojrzałem na zegarek. Stąd taka moja refleksja. Także już nie przyciągajmy, bo tutaj niektórzy, zwłaszcza Tomasz, który po nocach pracuje cztery godziny, jedzie i dziewięć godzin pracuje. Zaczynam się o ciebie, Tomku, martwić i mam nadzieję, że jutro jedziesz później do pracy albo przynajmniej masz wolne. Także mam nadzieję, że nie zawalicie przeze mnie jutrzejszego dnia, czego oczywiście wam nie życzę, ale uśmiechu, radości, który podnosi wibracje, poprawia energię, poprawia samopoczucie w jak największej ilości wam na ten tydzień życzę. Do zobaczenia. Do usłyszenia za tydzień. Dziękuję wam serdecznie jeszcze raz. Pozdrawiam, trzymajcie się. Dziękuję, panie Marku.
Dobrej nocy kochani. Pa.
[03:19:18] - Dziękuję również. Mówił do was, do państwa gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski, autor wideobloga na YouTube o takim samym tytule co nasza audycja „Świat oczami duszy”. Zapraszamy oczywiście do subskrybowania i do oglądania, i do lektury książki pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Link do książki zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej znajdziecie państwo w naszym archiwum na www.paranormalium.pl pod każdym odcinkiem audycji. Audycję jak zawsze obsługiwał w stronie technicznej Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Oczywiście w poniedziałek. Oczywiście o 20.00. Oczywiście na żywo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl