Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Znowu śniegiem przysypało. Poniedziałek nam przewiało, więc pora ten śnieg roztopić, rozgrzać antenę Radia Paranormalium kolejnym odcinkiem audycji Świat oczami duszy. Właśnie tutaj i właśnie teraz rozpoczynamy wlewanie do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, kolejnego odcinka audycji na żywo poświęconej w całości tematyce świadomości. Świadomość i tematy okołoświadomościowe. Przy mikrofonie jak zawsze Marek Sęk "Ivellios" będę tę audycję jak zawsze tradycyjnie obsługiwał od strony technicznej, a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:14] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, serdecznie.
[01:18] - Zanim oddam głos panu Sławkowi, tradycyjnie pozwolę sobie jeszcze na chwilę skraść mikrofon i przekazać kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu to 530 620 493. Oczywiście rozmowy głosowe będziemy odbierać gdzieś tak po godzinie 21:00, ale numer warto zapisać sobie już teraz. SMS-y również będziemy odbierać, a więc 530 620 493. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na Skypie. Nasz nick to radio.paranormalium.pl. Siedzimy także i obserwujemy pilnie czaty Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy też na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie?”. Jesteśmy też na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z dzisiejszą audycją na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Panie Sławku, teraz mogę z czystym sumieniem oddać panu głos.
[02:41] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz przywitam serdecznie wszystkich, którzy zdecydowali się poświęcić odrobinę swojego cennego i na pewno zabieganego czasu na uczestniczenie w naszej wspólnej audycji. Na początek podziękuję jak zwykle. Zresztą robię to jak zwykle i jak zwykle robię to z przyjemnością. Za miłe komentarze pod audycją. Za też ostatnio dość długą i interesującą dyskusję na czacie i też za przyjęcie tej w sumie nowej tematyki, trochę nowej formuły naszej audycji. Cieszę się i przyznam wam się, że daje mi to też dodatkową motywację do tego, żeby te audycje przygotowywać. I jak zwykle nie mogę doczekać się poniedziałku. Dzisiaj jest jak zwykle dużo tego określenia jak zwykle, więc powtórzę je jeszcze raz, ponieważ jak zwykle się na was nie zawiodłem. Oczywiście chodzi mi tutaj o tematykę i o to, czym audycję zacząć, rozpocząć, od czego.
I tak sobie nawet w niedzielę pomyślałem, że jak tak dalej będzie szło, to odpowiadając na wasze pytania tematów do audycji, nie zabraknie mi ich jeszcze przez bardzo długi czas, co mnie niezmiernie cieszy. Więc cóż, czas na refleksję prowadzącego i garść... No, dzisiaj będzie garść odpowiedzi na wasze pytania, bo trochę takich pytań ważnych w kontekście też tematyki naszej audycji się pojawiło. Jedno z tych pytań dotyczyło wyrzutów sumienia, tak zwanych wyrzutów sumienia. Skąd one pochodzą? I powiem wam, że bardzo ucieszyło mnie to pytanie, bo to jest dobre pytanie. Dobre pytanie w tym sensie, że odpowiedź na nie pozwoli nam jeszcze bardziej przybliżyć się do zrozumienia, jak działa nasza dusza i płynąca z niej świadomość. Mówiłem o tym wiele razy, że dusza cały czas próbuje się z nami komunikować. Ona cały czas pamięta cel obecnego życia i całego procesu ewolucji, więc również rozwoju świadomości i próbuje nam cały czas podpowiedzieć, jak w konkretnych sytuacjach się zachować. A jeżeli już podejmiemy niewłaściwą — chociaż to nie jest niewłaściwe z punktu naszego dobra, z punktu naszego zrozumienia, z punktu budowania naszej świadomości — decyzję, to subtelnie informuje nas, że dokonaliśmy niewłaściwego wyboru.
Czyli te właśnie subtelne odczucia, to, o czym ja cały czas powtarzam, że dusza właśnie w ten subtelny sposób, takich podpowiedzi, się z nami komunikuje.I dzieje się to z tego powodu, że dusza na Ziemi nie ma tak zwanej mocy wykonawczej. Nie może nas do niczego zmusić i cały czas pozostaje właśnie w roli doradcy, podpowiadacza. Następne pytanie dotyczyło tego, po co rozwijamy swoją świadomość. Moja odpowiedź brzmi: żeby zmieniać swoją podświadomość, a konkretnie, żeby bardziej dopuścić do głosu podpowiedzi właśnie tejże naszej duszyczki. Pamiętacie, jak w ostatnim odcinku na swoim przykładzie opisywałem, jak to działa w życiu, jak to działało i działa w dalszym ciągu w moim życiu? I mówiłem też, że z każdym poziomem rozwoju świadomości zmieniają się proporcje udziału w naszym życiu tej ziemskiej podświadomości i tej duchowej świadomości. A dokładnie rzecz ujmując, udział duszy, udział świadomości zwiększa się z każdym etapem naszego rozwoju. To też był temat prowadzonych przeze mnie rozmów z jednym z naszych słuchaczy, że uczestniczymy w tej chwili w takiej sytuacji, kiedy ten postęp, ten przyrost świadomości, na razie u niektórych zwłaszcza jest to taki przyrost teoretyczny, ale jednocześnie też zmieniający poglądy ludzi na wiele kwestii duchowych. I ten postęp, ten przyrost jest po prostu kolosalny. Chociaż w zasadzie większość ludzi nie zwraca na to uwagi.
Znowu, jak zwykle, na swoim przykładzie przypomnę wam, jak było jeszcze 20 lat temu. Jak zaczynałem pisać książkę i pierwsze jej wersje dałem do przeczytania moim bliskim, moim znajomym, to byłem potraktowany jak osoba nawiedzona, ponieważ poruszałem tam właśnie tematy duszy, reinkarnacji i tych tematów, o których dzisiaj sobie spokojnie na antenie radia rozmawiamy. Wtedy większość z moich znajomych w ogóle nie skomentowała tego. Część się w ogóle do mnie już później nie odezwała. Kilku śmiałków, ze dwie, trzy osoby powiedziały, żebym się zajął czymś innym. 20 lat temu ludzie wręcz kryli się bardzo często bądź ukrywali w tajemnicy swoje duchowe przemyślenia i poglądy, bo społecznie w większości kręgów to było dość dziwne. Ja pamiętam, jak mój wtedy serdeczny kolega i jego żona mieli do czynienia z religią. Znaliśmy się już wtedy jak tak zwane łyse konie. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. I robił do mnie, nie wiem, ze trzy czy ze cztery podejścia.
„Wiesz, musimy o czymś tam porozmawiać. Wiesz co, chciałbym ci coś powiedzieć, ale to wiesz, może jak będziemy razem”. I tak ze trzy czy ze cztery razy próbował na początku mnie wybadać, czy ja w ogóle coś mam pojęcie na takie tematy, jakie są moje poglądy, czy nie zostanie wyśmiany, czy w jakiś sposób źle potraktowany, bądź na przykład odsunę się od niego i stracimy kontakt. I dopiero gdzieś za czwartym razem wydusił z siebie, że właśnie oni mają do czynienia, że chodzą, że się spotykają i czy ja przypadkiem nie miałbym ochoty tak się zaprosić. I tak dalej. Więc zwłaszcza jak rozmawiam z ludźmi młodymi, dwudziestoparoletnimi, którzy w tamtym okresie czasu, dla nich informacja, że internet działał z prędkością 56 kilobitów na sekundę to jest w ogóle jakieś science fiction. I oni tych sytuacji zdecydowanie nie pamiętają. Natomiast ci starsi wiecie dokładnie, jak to było. Chodzi mi o to, żebyśmy docenili to, jak bardzo zmieniła się ludzka świadomość, co też świadczy o tym, w jakim kierunku jako ludzie, jako ludzkość zmierzamy. Tutaj jeszcze jedna kwestia.
Jeszcze jeden komentarz mnie poruszył. Dotyczył, i to już było na YouTubie, dotyczył subiektywnego odbioru szczęścia. Że szczęście jest takim naszym subiektywnym odczuciem i ono jest nieprawdziwe. Natomiast ci, którzy mieli przyjemność bądź możliwość, bądź doświadczenia związane z podróżami poza ciało, bądź na przykład ze śmiercią klinicznąBądź jakiekolwiek inne doświadczenia, w których dotknęli tej czystej sfery duchowej, to wiedzą jedno: że jednym z głównych stanów, które tam się da odczuć, oprócz spokoju, to jest stan szczęścia. Ponieważ szczęście jest naturalnym stanem emocjonalnym, które funduje i do którego namawia nas nasza dusza i też jest naturalnym środowiskiem, w którym ona przebywa. Blokadą w odczuwaniu tego szczęścia jest naturalne poczucie strachu, które płynie z naszej podświadomości. Zwróćcie uwagę, że ten strach jest budowany od tysięcy lat. Od setek tysięcy lat. W zasadzie od początku naszego rozwoju, naszej ewolucji, w naszej podświadomości dominującym uczuciem było uczucie strachu. Jak zaczynaliśmy jako ludzie pierwotni, to był to strach o przeżycie.
Ogień, który odstraszał zwierzęta, mieszkania w jaskiniach, chowanie się przed zwierzętami, nieumiejętność obrony przed drapieżnikami, brak jakichkolwiek narzędzi. Wyobraźcie sobie, jak przerażający, jak potężny strach musiał towarzyszyć tym ludziom wtedy. I ten strach nie opuszczał nas. W zasadzie nie opuszcza nas do dzisiaj. Później był to strach o przetrwanie, o przeżycie, o jedzenie. Później był to strach przed śmiercią, przed chorobą, bo przez wiele tysięcy lat na ziemi toczyły się wojny, które były przeplatane na zmianę z chorobami albo nakładały się razem z chorobami. Przez ostatnie dwa tysiące lat boimy się, co z nami będzie po naszej śmierci. I najpierw to był strach, czy pójdziemy do nieba, czy pójdziemy do piekła. A teraz jest taki wewnętrzny strach, wewnętrzny niepokój, który też słyszę w waszych komentarzach. Co będzie z nami po naszej śmierci?
Czy coś będziemy pamiętać, co tam się będzie działo? Jak to wszystko wygląda? I to jest strach, który jest zapisany w naszej podświadomości. Natomiast miłość, ta miłość niesubiektywna, ta prawdziwa, szczera miłość płynie z naszej duszy. I ostatnie pytanie, ostatnia refleksja. Podczas dyskusji na czacie po audycji padło takie stwierdzenie, że coś by było możliwe, gdyby dusza była dualna. I czy dusza jest dualna? Powiem wam tak: dusza nie jest dualna, ale człowiek jest dualny. Wszystko, co się dzieje w naszym życiu, dzieje się jednocześnie na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie tej ziemskiej, tej, którą znamy, którą dotykamy, w której uczestniczymy mniej lub bardziej świadomie i tej dużo mniej świadomej płaszczyźnie duchowej.
I tego tematu akurat nie będę rozwijał, bo rozmawialiśmy na ten temat wiele razy. Jeżeli będzie potrzeba, to też wrócimy do tego tematu, ale co też zauważam podczas naszych dyskusji. Odniosę się do tematu wiedzy, którą posiadamy. Kochani, nasza wiedza ma dwa źródła. To, co wiemy, pochodzi z dwóch źródeł. I na pewno nie będziecie zdziwieni, jak powiem wam, że jednym z tych źródeł jest nasza dusza, a drugim nasza podświadomość. Wiedza płynąca z duszy wynika z doświadczeń i przeżyć. Wiedza płynąca z podświadomości płynie z tego, co przeczytaliśmy, zobaczyliśmy i usłyszeliśmy. Wiedzę płynącą z duszy się czuje i się w nią wierzy, a wiedzę płynącą z podświadomości się wierzy, bo się wie. Mam nadzieję, że wyłapaliście tą różnicę.
Bo tylko o to mi chodziło. No dobrze, znowu się rozgadałem, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Staram się w miarę na bieżąco odpowiadać na pytania i wątpliwości. Przynajmniej niektóre z nich, bo wiem, że jeżeli tego teraz nie zrobię, to zaraz najprawdopodobniej pojawią się następne i gdzieś to umknie, gdzieś to zostanie przeze mnie zagubione, zapomniane, a tego bym nie chciał. Dzisiaj miałem przejść do tematu podświadomości w perspektywie naszego szczęścia i szukania odpowiedzi na pytanie, czy ona nam w tym pomaga, czy nie. Jaka jest jej rola? Bo może jest po prostu neutralna. I pytanie oczywiście jest bardzo dobre i warte rozważenia, ale wcześniej, żeby nie skakać z tematu na temat, chciałbym jeszcze wrócić na chwilkę do tematu naszej świadomości i duszy. I to jest też wynik tego, co się pojawiło w waszych komentarzach, moich rozmowach z wami bądź waszych pytań.Pierwsza sprawa. W sumie temat jest ze sobą połączony i być może pozwoli nam płynnie przejść do odpowiedzi na pytanie: czy znamy samych siebie?
Czy sami znamy siebie? Pierwsza sprawa dotyczy tego, ile czasu potrzebowaliśmy, aby dotrzeć do tego momentu naszej świadomości, w jakim znajdujemy się obecnie. Nie wiem oczywiście, zwłaszcza nie powiem, że Gienek tyle, Jola tyle, a Zosia tyle, bo każdy z nas szedł inną drogą, ale z pewnością mogę wam odpowiedzieć, że to trwało tysiące lat, pewnie dziesiątki tysięcy lat, a może nawet i setki tysięcy lat. Warto sobie z tego zdawać sprawę, bo rozpatrujemy sytuację z punktu widzenia naszego życia, a dokładnie z perspektywy kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Co można zrobić w takim okresie czasu? To jest pytanie, na które wy sami jesteście w stanie najlepiej odpowiedzieć, bo sami wiecie, ile w ciągu kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu lat zrobiliście ze swoją świadomością. To pytanie zostawiam do odpowiedzi wam. Natomiast skoncentruję się na tym: co zrobiła ludzkość na przestrzeni swojej ewolucji i ile czasu potrzebowała, żeby dojść do tego momentu? To jest zasadnicze. Zresztą rozmawialiśmy, więc można sobie tam zagrzebać w poprzednich audycjach.
Zastanówcie się nad tym. Chodzi mi o to, żebyśmy zdawali sobie sprawę, że nie wszyscy zaczynali w tym samym momencie i nie wszyscy jesteśmy na tym samym etapie rozwoju świadomości. To już wiecie, bo o tym też rozmawialiśmy. Tylko pytanie jest: co z tego wynika? Spójrzmy na pewne sytuacje z naszej ludzkiej historii. Nie jestem oczywiście historykiem, więc proszę o wybaczenie, jeżeli pomylę daty lub jakieś fakty, bo to nie jest wykład historyczny i nie na tym się koncentruję. Bardziej koncentruję się na sytuacjach, na sensie, na znaczeniu, a nie na tym, kiedy one dokładnie się wydarzyły. Oglądaliście na pewno filmy historyczne lub dokumentalne opisujące wcześniejsze czasy. Nie wiem, czy was to zastanowiło, dlaczego kiedyś ludzie pozwalali się tak traktować. Chodzi oczywiście mi w tym kontekście, że źle.
Moje przykłady związane z kamienowaniem, czyli zachowanie, jakby przyjechał cyrk do miasta, było czymś całkowicie naturalnym. Oczywiście w tej chwili z naszego punktu widzenia to było złe zachowanie, złe traktowanie. Natomiast dlaczego ludzie kiedyś nie robili z tym nic przez tysiące lat? Jakieś pojedyncze jednostki próbowały się buntować, ale pewnie nie znamy wszystkich przypadków, jednak zasadniczo dość szybko były gaszone w swoich zapędach. Oczywiście znacie odpowiedź. Ja podpowiem. Podświadomość akceptowała taką sytuację, ponieważ innej nie znała. Na tym etapie rozwoju świadomości dusza zbierała doświadczenia, aby na podstawie tych doświadczeń budować swoją świadomość. Ile czasu to trwało? Od ostatniego ważnego wydarzenia, kiedy ktoś odważył się powiedzieć, że powinniśmy się kierować w życiu miłością, jakieś 2000 lat.
Co i tak jest w naszej historii dość dużym sukcesem. Nie będę mówił, jak to się wcieliło w życie. Natomiast 2000 lat. Powiedziałem, że kiedyś podświadomość akceptowała sytuację bycia poddanym, bycia ofiarą, służenia, bycia wykorzystywanym, bo tak żyła większość ludzi na Ziemi. Czasy się zmieniły, ludzka podświadomość się zmieniła, ludzka świadomość duchowa się rozwinęła, ale nadal na Ziemi żyją ludzie, których dusza jeszcze zbiera doświadczenia i buduje świadomość jednostki. Cały czas wokół nas żyją tacy ludzie. U nas, czyli w Polsce, w krajach wyżej rozwiniętych, tych ludzi jest proporcjonalnie mniej. Natomiast są kraje niżej rozwinięte, gdzie tych ludzi jest bardzo dużo. Tyle teorii, bo coś czuję, że zamiast upraszczać, to jeszcze bardziej to komplikuję. Rozmawialiśmy o różnych poziomach świadomości i zadam wam teraz pytanie: czy odkryliście w swoim otoczeniu dusze dziecinne, dusze dziecięce?
Bo na nich najlepiej będzie mi wytłumaczyć, o co mi chodzi. Miałem tę niewątpliwą radość doświadczeń, że spotkałem na swojej drodze bardzo dużo dusz dziecięcych. Kiedyś nawet zastanawiałem się czemu. Miałem okazję się im dość dokładnie przyjrzeć. Dusze dziecięce są jak dzieci, to szczeniaki. Im się należy i już, bo tak, bo one tego chcą.Jeżeli macie je w swoim otoczeniu, to z pewnością to zaobserwowaliście. Ich podejście do życia polega na braniu i na braniu. I to najlepiej bez własnego udziału. Najlepiej na dostawaniu, a nie tylko na braniu. A za swoje niepowodzenia i wszelkie niewygody życiowe zawsze obwiniają innych.
Nigdy nie dostrzegają w tym swojej winy. Sposób postrzegania problemów wygląda mniej więcej tak: jak moje dziecko jest chore, to kto najbardziej cierpi? Ja. Jak mam trudną sytuację życiową, nie mam pracy i pieniędzy, jest mi ogólnie źle — to co? Z jakiego powodu? Bo w Polsce są za niskie zasiłki. Podświadomość dusz dziecięcych jest najsilniejszym źródłem informacji. Informacji i reakcji. Empatia czy współczucie są im zupełnie nieznane i nic im nie wytłumaczycie. Do niczego ich nie przekonacie.
Na każdy racjonalny argument będą odpowiadać właśnie jak dzieci. „Nie chcę, nie mogę, nie podoba mi się, nie lubię”. To jest właśnie dosłownie jak rozmowa z dzieckiem. Na zasadzie: „zjedz zupę”, a dziecko odpowiada: „nie chcę, nie lubię”. A na nasze pytanie, czy kiedyś już próbowało tej zupy, reaguje płaczem lub nerwem. Tyle przykładów, bo nie chodzi mi o to, żeby znowu analizować dusze dziecięce, ale raczej cały proces rozwoju świadomości. Świadomość dusz dziecięcych rozwija się wraz z doświadczeniami życiowymi, przeżywaniem sytuacji z różnych stron i trwa setki, a może tysiące lat, zanim dojdzie do etapu duszy dojrzałej. Ponieważ pomiędzy jest jeszcze etap duszy młodej. Skąd to twierdzenie? Ponieważ przyglądając się procesowi rozwoju ludzkości, można właśnie to, co mówiłem wcześniej, zaobserwować, że kilka tysięcy lat temu większość ludzi żyjących na Ziemi miała świadomość duszy dziecięcej.
Dusze młode wtedy stanowiły wyjątki. Z czasem te proporcje się zmieniały i już po narodzeniu Chrystusa pojawił się ten sygnał do budowania podłoża pod pojawianie się dusz dojrzałych. Tych dusz młodych pojawiało się coraz więcej, co oczywiście skutkowało czym? Rywalizacją, wojnami, zabieraniem sobie gruntów, pazernością na majątki, na ziemie, na bogactwa i tak dalej. I w ciągu ostatnich kilkuset lat te dusze młode zdominowały populację ludzi w krajach tak zwanych cywilizowanych. Po drugiej wojnie światowej zaczęło się pojawiać coraz więcej dusz dojrzałych i z każdym rokiem ich ilość na Ziemi się zwiększa. A co jest ogólną, główną cechą dusz dojrzałych? Pomaganie innym. Nauka współczucia i empatii. Poczucie sprawiedliwości i równości wszystkich istot żyjących na Ziemi.
Zwłaszcza zwróćcie uwagę na tę pierwszą cechę, którą wymieniłem. Właśnie to pomaganie. To jest to, co pojawiło się w waszych komentarzach i co sprowokowało mnie, nakłoniło do poruszenia tego tematu właśnie dzisiaj w audycji. Czyli to o duszach dojrzałych i oczywiście też w skrócie. Natomiast nadal jest bardzo dużo dusz młodych. Zwłaszcza w tych krajach rozwiniętych gospodarczo, bo tam mają największe pole do popisu. Ale w krajach biednych nadal większością są dusze dziecięce. Do czego zmierzam? Bo właśnie dochodzimy do sedna. Wytłumaczę to na przykładzie uchodźców, o których zresztą dalej jest dość głośno i dalej zdania są podzielone i dalej nie wiadomo, co z tym fantem robić.
Natomiast przez ostatnie kilka lat było dość głośno na ten temat. Zwiększająca się ilość dusz dojrzałych, które już nawet w krajach cywilizowanych, w krajach wysokorozwiniętych zaczynają dochodzić do władzy, zaczynają decydować o losach innych i zaczynają wprowadzać trochę nowe standardy. Próbują wprowadzać trochę nowe standardy sprawowania władzy, trochę zmieniają priorytety. Spowodowała, że właśnie to sumienie Europy się poruszyło i postanowiło pomóc biednym, głodującym i często ogarniętym wojną ludziom z biednych krajów z Afryki. I nie będę poruszał aspektów politycznych, gospodarczych, ekonomicznych. Skupię się i proszę was, też się skupcie na aspekcie rozwoju świadomości i ewolucji ludzkości. Bo czy w tym kontekście to jest właściwa droga? Czy to jest właściwy kierunek i czy to była dobra decyzja? Przyjęcie setek tysięcy dziecięcych duszyczek do Europy. Mówię w większości, bo tam są oczywiście też dusze dojrzałe.I są też dusze młode, które chcą się rozwijać.
Natomiast w większości są to dusze dziecięce. Czy to była właściwa decyzja z punktu widzenia rozwoju świadomości? To, co powiem, z pewnością nie spodoba się wielu osobom, bo powiem, że nie. Powiem, że to jest błąd. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak twierdzę. Już wyjaśniam. Chyba że już sami wyciągnęliście ten wniosek. Podejrzewam, że część z was myśli podobnie jak ja. Natomiast tym, którzy myślą inaczej, już mówię, z jakiego powodu uważam, że to nie jest właściwa decyzja. Dusze dziecięce są roszczeniowe i potrzebują doświadczeń, aby zrozumieć między innymi to, że nic im się nie należy od innych, że same kierują i decydują o swoim życiu, że jedno z drugiego wynika, że narzekaniem, obwinianiem innych i oczekiwaniem bądź wymaganiem, że ktoś inny rozwiąże ich problemy, budują swoją karmę i pchają się w następne doświadczenia.
A chronienie ich przed tymi doświadczeniami tylko wydłuża ich proces nauki i rozwoju świadomości. Czy można wychować dziecko bez pokazania mu, że każda decyzja ma swoje konsekwencje i że trzeba się nauczyć te konsekwencje swoich czynów i decyzji ponosić? Mądrzy i świadomi rodzice pozwalają swoim dzieciom ponosić konsekwencje swoich czynów. Oczywiście robią to w bezpieczny sposób, natomiast nie chronią ich przed tymi doświadczeniami, przed tymi konsekwencjami, bo wiedzą, że inaczej dziecko nie nauczy się i nie przekona, że o ognia się można poparzyć. Uczą dziecko na drobnych doświadczeniach, aby wchodząc w dorosłe życie, dziecko wiedziało o tym, pamiętało o tym, miało tego świadomość, zanim narobi sobie naprawdę poważnych kłopotów. Wtedy, kiedy już nikt go nie będzie kontrolował i te dzieci będą mogły wszystko. Tak robią mądrzy i świadomi rodzice. Czy Bóg jest mądry? Czy on o tym wie? Zostawię to bez komentarza do waszej osobistej oceny.
Dusze dojrzałe chcą pomagać biednym i pokrzywdzonym i robią, co mogą w tej kwestii. Z ludzkiego punktu widzenia jest to działanie dobre, szlachetne, zasługujące na pochwałę, na naśladownictwo, na wyróżnienia, na medale, na różne miłe rzeczy. Ale zastanówcie się, jak to wygląda z duchowego, ze świadomościowego punktu widzenia. Komu tak naprawdę pomagają? Bo tak naprawdę pomagają samym sobie, ponieważ to własną świadomość rozwijają. Bo czy rozwijamy świadomość osób, którym pomagamy? Czego możemy nauczyć roszczeniową, dziecięcą duszyczkę, która uważa, że wszystko jej się należy? Czego możemy w ten sposób ją nauczyć? Nauczymy ją czegoś, czy utwierdzimy w przekonaniu, że jej rozumowanie jest słuszne? Czy zmienimy jej świadomość?
Czy może właśnie raczej rozwiniemy swoją świadomość? Kto osiągnie więcej korzyści w sensie duchowym, w sensie rozwojowym, w sensie świadomościowym z takiego działania, z takiej pomocy? Pomagający czy osoba, której pomagamy? To jest oczywiście temat do osobistych przemyśleń. Myślę, że moją opinię, moje zdanie, chociaż niewyrażone w taki może bezpośredni sposób, ale już poznaliście. I po co o tym powiedziałem? Bo jeżeli komuś przeszło przez głowę, że chciałem was zniechęcić do pomagania innym, to nic z tych rzeczy. To jesteście w błędzie. Pomagajcie. Tylko miejcie, kochani, świadomość, jaki jest pełny wymiar waszej pomocy, pełny wymiar na wszystkich osi i tak naprawdę komu pomagacie najbardziej.
To tyle w temacie rozwoju naszej świadomości duchowej. Teraz przez moment, bo już patrzę znowu na zegarek, się rozgadałem. Zajmijmy się tym aspektem ludzkim. Czy nadal jesteście przekonani, że znacie samych siebie? Że znacie wszystkie pobudki i motywy swojego działania? Czy znacie swoje intencje? A przede wszystkim, czy macie świadomość swoich działań i ich konsekwencji dla innych? Czy chronienie ludzi przed doświadczeniami jest na pewno pomocą dla nich? Czy to jest danie ryby, czy nauczenie łowienia? Czy pomaganie innym, rozwiązywanie za nich problemów, chronienie ich przed konsekwencjami ich działań i decyzji rozwija ich świadomość?Czy tylko odwleka w czasie chociażby zmierzenie się z tym problemem, zmierzenie się z tym doświadczeniem?
Czy pomaganie innym nie wynika trochę może z intuicyjnego, może nie do końca świadomego, ale tak naprawdę myślenia o sobie, dążenia do własnego rozwoju? Czy w ogóle możemy komuś pomóc w sensie duchowym? Jak zwykle zostawiam to do waszej oceny i do waszych przemyśleń. W sumie celowo nie dając odpowiedzi, bo jak sami wiecie, tylko to, co człowiek zrozumie sam, jest dla niego prawdą i tylko to, do czego sam poprzez własne przemyślenia, analizy, doświadczenia, przeżycia dojdzie, tylko to zmienia jego świadomość. Dlaczego poświęciłem dzisiaj tyle czasu na temat pomagania? Powodów jest kilka. Między innymi to, jak czytam na przykład w waszych komentarzach o tej właśnie chęci dawania ludziom szczęścia, pomagania, niesienia pomocy, czyli to wszystko, co jest domeną duszy dojrzałej. Między innymi troszeczkę po to, w perspektywie tego, że mieliśmy rozmawiać o szczęściu, chciałem wam powiedzieć, że to daje to szczęście. Jeżeli daje wam to tyle dużo szczęścia, że chcecie to robić, to jak najbardziej róbcie. Natomiast to nie zawsze jest dla nas dobre i zdrowe.
Pamiętacie, jak opowiadałem wam swoją historię sprzed dwudziestu paru lat? Z tym moim marzeniem, prezesem i jak to pomagam swoim znajomym i przyjaciołom. Więc pewnie też pamiętacie, jak to się skończyło. Wśród słuchaczy, przynajmniej mówię tak z moich obserwacji, doświadczenia i wiedzy o poziomach świadomości wynika jeden wniosek, że właśnie jest wśród nas wiele osób, których celem i pragnieniem jest pomagać innym. Dawać właśnie to szczęście, radość, miłość i z wielu powodów i na wielu płaszczyznach naszego życia jest to, tak jak mówiłem, dobre i pożyteczne. I dobrze te ziemskie powody znamy. Dzisiaj wam przedstawiłem tą płaszczyznę duchową i dałem też powód do zastanowienia się nad samym sobą. Bo jakkolwiek, tak jak mówiłem, pomaganie jest dobre, to w sytuacji, kiedy przekraczamy granicę i dobro innych staje się dla nas ważniejsze od naszego własnego dobra, zaczynamy niebezpiecznie igrać. Zaczynamy niebezpiecznie też igrać ze swoim życiem. Nie mówię w sensie śmierci, ale w sensie konsekwencji.
I powiem wam, że nawet z duchowego punktu widzenia nasze dobro jest dla nas najważniejsze. Opowiem wam jeszcze tak na szybko taką historyjkę z mojego własnego życia, kiedy to moja duszyczka, moja świadomość próbowała mnie przed takimi właśnie sytuacjami obronić. Kiedy mi podpowiadała pewne rzeczy, ostrzegała, że coś się może wydarzyć, mimo że ja już dokładnie wiedziałem, że ja tą granicę czasami, czy kiedyś bardzo często przekraczałem. To, że przekraczałem tę granicę tak zwanego zdrowego rozsądku przy pomaganiu, to miałem pierwszy sygnał chyba jak miałem sześć lat. Moja kochana mama powiedziała wtedy, że jakbym mógł, to bym wyniósł kolegom telewizor, bo już mieliśmy telewizor wtedy na podwórko przy blokach, w których mieszkaliśmy. Ostatnim, jaki miał miejsce był zeszły rok, kiedy mówię, ja już bardzo dokładnie miałem świadomość i tą duchową, i tą ludzką, że muszę się pilnować, bo dla mnie słowo „poproszę” otwiera po prostu wszystkie furtki, otwiera moje serce i momentalnie załącza się tryb działania. I tak szybciutko taka historyjka, żeby nie było tylko teorii. Pracowałem razem z taką ekipą górali. To znaczy ja tam na początku byłem jako jakiś zaopatrzeniowiec i później tak jakoś samoistnie zostałem tam kierownikiem i zarządcą na tej budowie, w zasadzie na tym remoncie domu mojego znajomego. I mówię, bardzo szanowałem tych moich górali.
Ja ich tak nazywałem. Za zasady, za pracowitość, za taką szlachetność. Natomiast jak zwykle w takich sytuacjach ma się tam jakichś swoich faworytów. Miałem takich trzech swoich faworytów. Jeden z nich taki Wacuś, bardzo pracowity, sympatyczny chłopak, więc zawsze miałem większe serce dla niego.Zresztą dla Józka również. Kiedyś już wychodziłem, jeszcze patrzyłem czy wszystko jest, czy wszystko chłopaki mają, żebym ewentualnie rano ogarnął. Wszedłem, on coś tam robił, a już się zaczęła burza robić. Wiatr się zerwał, on tam jeszcze coś dłubał. Mówię: „Dobrze, to panu pomogę”. Mimo że już wychodziłem do domu i wiedziałem, że każda minuta, dwie, które poświęcę spowoduje to, że zaraz zacznę się śpieszyć i będę miał mało czasu.
Natomiast serce mi zmiękło, jak zobaczyłem ile on gratów, biedak naniósł. Złapałem ciężką skrzynię z narzędziami i postanowiłem pomóc znieść to do magazynku. Słuchajcie, oczywiście zawiał wiatr, jakiś skrawek styropianu gdzieś mi się wklęcił w nogi. Jak gruchnąłem, to rozbiłem sobie jakiś bardzo mocny nerw w kolanie, który zresztą spowodował to, że później przez dłuższy okres czasu nie miałem czucia w stopie. Pierwszym odruchem było to, że przywaliłem tym kolanem w beton i nie czułem bólu. To było takie pierwsze przerażające dla mnie uczucie. I to była pierwsza przygoda z moim kolegą Tacusiem, kiedy sam z siebie — słuchajcie, bo to jest też ważne — sam z siebie postanowiłem mu pomóc. I drugą sytuację miałem właśnie w zeszłym roku. Opowiadałem wam pewnie o mojej złamanej nodze, ale to w innym kontekście. On tam dłubał przy jakiejś studni i poprzedniego dnia poprosił mnie, ponieważ ja tam byłem najbliżej o to, żebyśmy postawili ten dekiel od studni, taki 100, 200 czy 300 kilo betonów, żeby on się tam mógł dobrać.
Ponieważ byłem, pomogłem mu to zrobić. Wiadomo było, że następnego dnia on będzie ten dekiel od tej studni musiał położyć. Miałem nadzieję, że poprosi kogoś innego. Jak wyglądała sytuacja? Wstałem rano. Bardzo bolał mnie kręgosłup, bo go mam chory i być może po tym deklu już się tam szarpnąłem. Bolał mnie kręgosłup. Jak zazwyczaj nie biorę podczas pracy leków, tym razem wziąłem Ketona. Pojechałem do pracy. Chłopaki się wzięli za jakąś robotę.
Ja sprawdzałem jeszcze instalację czy wszystko jest, czy właściwie jest zrobione. Wlazłem na drabinę. Przyszedł właśnie Tacuś. Zresztą mówi, żebym drabinę przestawił. Ja wtedy powiedziałem takie słynne słowa: „Tacuś, nie przestawię tej drabiny, bo mam zamiar dzisiejszy dzień spędzić w jednym kawałku”. A za 15 sekund miałem betonową płytę na stopie. Więc cały czas czułem, że coś się wydarzy. Dostawałem te ostrzeżenia, które oczywiście w amoku pracowym zignorowałem. Natomiast śmiałem się później, że podczas złamania nogi byłem na to przygotowany, bo zawczasu wziąłem środki przeciwbólu. Zresztą to być może też pozwoliło mi dojechać samochodem do szpitala.
Więc jak widzicie nasza świadomość też nas ostrzega, nawet z jej perspektywy, z jej punktu widzenia ta nasza wylewność, ta nasza nadgorliwość nie jest niczym dobrym. Tackowi oczywiście powiedziałem: „Tacuś, trzeci raz mnie nawet nie proś o pomoc”, bo mówię: „Przykro mi będzie, ale będę zmuszony ci odmówić, bo boję się, co się wydarzy następnym razem”. To taka historyjka. Oczywiście jakieś wnioski akurat w tym konkretnym wypadku wyciągnąłem dość szybko. Czym to można by było podsumować? Główny wątek naszych audycji, czyli naszego szczęścia, można podsumować w ten sposób: pomagajcie kochani, pomagajcie innym, ale pamiętajcie, aby to nigdy nie odbywało się waszym kosztem lub ze szkodą dla was. Macie obowiązek dbać o siebie. Każdy człowiek ma ten sam obowiązek. Rodzi się, rozwija fizycznie, rozwija się intelektualnie, świadomościowo, przygotowuje się do dorosłego życia po to, by zadbać o siebie. Oczywiście ten obowiązek odnośnie dzieci, ja go tutaj nie podważam w żaden sposób.
Czy moralny obowiązek względem rodziców. Natomiast tak naprawdę każdy człowiek na ziemi ma obowiązek o siebie dbać. Pamiętajcie, że odpowiadacie tylko za siebie i za swoje życie i z tego będziecie wszyscy w pewnym sensie rozliczeni. I to jest ten wątek pomagania. Drugi, który też był tutaj i z jego powodu się ten temat w audycji pojawił, jest to, czy znacie samych siebie, czy znacie wszystkie motywy i intencje swojego działania i postępowania. I tym właśnie wątkiem zajmiemy się w następnej audycji. Oczywiście pod warunkiem, że nie pojawią się następne ważne, interesujące, ciekawe, nurtujące i wymagające szybkiej odpowiedzi pytania z waszej strony, czego oczywiście z całego serca sobie życzę. WięcA czas mam. Przynajmniej tak twierdzi pan Marek, więc damy radę. Na koniec jeszcze powiem wam, że celowo nie poruszyłem jednego aspektu pomagania, ale jak was znam, to jestem przekonany, że będziemy najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj mieli okazję na ten temat porozmawiać.
Prawie się wyrobiłem w założonym czasie, więc podziękuję, kochani. Podziękuję wam jak zwykle za możliwość podzielenia się z wami swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Jeżeli są jakieś dylematy, pytania, zwłaszcza w kwestii pomagania czy w kwestii świadomości, czy w kwestii ewolucji, czy w kwestii poznawania samego siebie właśnie pod kątem szczęścia, zapraszam. A ja swoje gadulstwo już wyłączam i czekam na was.
[49:53] - A ja w międzyczasie wysłałem panu wszystkie komentarze, które pojawiły się na czatach radiowych na Messengerze. Tak więc zapraszam do odpalenia tradycyjnie Messengera.
[50:07] - Tak jest. Już właśnie to czynię, panie Marku.
[50:10] - A ja w międzyczasie powtórzę kontakty do Radia Paranormalium. Można już dzwonić. Oczywiście cały czas można pisać, ale teraz już otwieramy naszą linię telefoniczną. Można dzwonić pod numer komórkowy 536 624 193, Skype radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie?”. Jesteśmy też na grupach Radia Paranormalium oraz czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z audycją na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A komentarze się sypią i sypią.
Zaraz pójdzie kolejna partia.
[51:24] - To mi znowu ekran się przewinie. Już odpaliłem. Przeprosimy, bo coś tam pokręciłem. Nosfera mnie sprostował. Nie padło stwierdzenie, że dusza jest dualna, ani że coś robiłaby, jak jest dualna, tylko, że umysł jest dualny, dzieli wszystko na dwa. Okej, Nosfero, pokręciłem. Natomiast przy okazji, może już niebezpośrednio udzielając odpowiedzi na pytanie, ale jednak mam nadzieję, że jakąś informację do was, kochani, udało mi się przemycić. Erme Tiran: „W sensie na dobre, na złe? Co jest błędne, bo wszystko jest relatywne.” Wszystko jest relatywne. To prawda, że wszystko jest relatywne, aczkolwiek są rzeczy, które już nie są relatywne.
Relatywne są dla nas. Natomiast w sensie drugiej osoby to już tak nie działa. Bo jeżeli komuś bez jego zgody, trudno tu o zgodę, podstawimy nogę, zrobimy przykrość bądź przywalimy w twarz, to już tutaj nie ma raczej dyskusji, czy to jest dobre, czy to jest złe. Relatywne jest, jeżeli chodzi o nas. Natomiast jeżeli zaczynamy wkraczać w sferę życia w jakikolwiek sposób drugiego człowieka, to wszystko to, co robimy bez jego zgody, to już nie jest relatywnie niedobre czy złe, tylko jest po prostu złe. I właśnie to jest to, czego chciałem uniknąć. „Chrześcijaństwo nie kumulowało się tam, gdzie była cywilizacja. Ono tworzyło naszą cywilizację łacińską.” Być może. Mówię, ja nie jestem historykiem. Do szkoły chodziłem dość dawno.
Zresztą za historią też za specjalnie nie przepadałem, więc nie będę z tym dyskutował, bo też tak jak mówię, wątki historyczne nie są tematem moich audycji. Tematem moich audycji jest kwestia świadomości, rozwoju świadomości, rozwoju ewolucji tej świadomości, ewolucji ludzkości w sensie świadomościowym. Więc te aspekty typowo historyczne zostawiam bez komentarza. „W krajach biednych jest po prostu inna kultura. W prawdziwych krajach nauka taka jak nasza nie powstanie, bo dla nich to tak, jakbyś wsadzał palucha w samego Boga.”Nie wiem skąd to twierdzenie, że nie powstanie, bo u nas też kiedyś ktoś twierdził, że nie powstanie, a coś powstało, więc ja bym aż takich dalekosiężnych wniosków nie wysnuwał. Pożyjemy, zobaczymy. Noosfera: w największym stopniu środowisko nas kształtuje. Ja się tu całkowicie nie zgodzę. Oczywiście rozmawiamy tutaj o swoich własnych doświadczeniach. Natomiast ja już opowiadałem historię, kiedy szukałem wyjaśnienia, dlaczego ludzie, którzy są wychowani w tym samym środowisku, są zupełnie od siebie inni.
Bo przykład mnie i mojej siostry, moich córek, moich braci. Już nie wspomnę o dalszej rodzinie, kiedy wzorce podświadomości były dokładnie takie same, kiedy byli ci sami rodzice, te same uwarunkowania, ta sama wiedza, to samo środowisko, ta sama kultura i powstaje dwójka zupełnie innych ludzi. Więc nie, to nie jest prawda. Noosfero, tu się z tobą całkowicie nie zgadzam, że środowisko. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że dusza wybiera sobie miejsce i okoliczności, w których się inkarnuje, to środowisko może być tylko sprzyjające do zakresu doświadczeń, które chce przeżyć. Natomiast nie, to nie środowisko. Ma owszem wpływ, natomiast nie jedyny i nie decydujący. Jeśli chodzi o duszę dziecięcą, to ludzie mają tysiące lat przed naszą erą próbowali dominować nad innymi, przywłaszczać sobie siłą i kontrolować innych. Nie zaczęło się to od dusz młodych. Ja powiem tak: ciekawe stwierdzenie, natomiast nie wiem, na jakiej podstawie wybudowane.
Aczkolwiek zgodzę się, że dusze dziecięce oprócz swojego roszczeniowego podejścia potrafią być despotyczne, potrafią używać szantaży emocjonalnych, a nawet potrafią przywalić drugiemu dziecku głowę po to, żeby zabrać mu zabawkę. Więc oczywiście takie zjawiska mogły mieć miejsce pod warunkiem, że to były dusze dziecięce, a nie na przykład już pojawiające się dusze młode. Natomiast tak, takie zachowania. Zresztą ja dalej twierdzę, że to jest bardzo mocne zaszufladkowanie. I powtarzam, człowiek młody ma 19 lat, ma 27. 19 kiedy jeszcze studiuje, 27 kiedy zakłada rodzinę i pojawiają się, czy tam 23 jak idzie do wojska albo zaczyna pracę, 27 jak zakłada rodzinę, a 34 jak jego dzieci idą do szkoły. Więc sam poziom tej świadomości ziemskiej jest na przestrzeni tych kilkunastu lat zupełnie inny. Więc to jest bardzo umowne. Kochani, nie przywiązujcie do tego aż takiej wagi, bo tak samo z dziećmi. Niemowlę, dziecko ma 2 lata, ma 7, ma 11 i ma 15.
Ale być może takie sytuacje miały miejsce. Ja nie powiem, że nie. Chimera pisze: Droga Chimero, panie Sławku, jeśli człowiek stworzy prawdziwą sztuczną inteligencję, to jaką będzie miała duszę i kto jej tę duszę da? Sztuczna inteligencja, która posiadałaby duszę to ewolucja czy rewolucja? Droga Chimero, posuwamy się dość daleko w naszych teoriach. Po pierwsze nikt nie daje duszy, bo to wygląda w ten sposób, że to dusza wybiera obiekt. Więc musielibyśmy przyjąć takie założenie, że jakakolwiek duchowa istota zechciałaby co? Zasiedlić sztuczną inteligencję. Więc to nie do końca od nas zależy, bo my nie mamy możliwości wzięcia jakiejś duszyczki z półki i mówimy: dobra, to damy ją tobie. To dusza wybiera sobie.
I też zakładam, że sztuczna inteligencja to jest pewnego rodzaju sprzeczność, ponieważ inteligencja, czyli ilość posiadanej wiedzy i umiejętność wykorzystywania tej wiedzy w sposób praktyczny, ale stricte ziemski jest czymś bardzo niebezpiecznym, bo jeżeli pozbawimy tą sztuczną inteligencję kryteriów moralnych, świadomości tego, co jest dobre, a co złe, możemy ją nauczyć przepisów prawa. Natomiast pozbawiamy ją kryteriów moralnych, bo jakie kryteria moralne można by było takiej sztucznej inteligencji zapodać?Więc ja myślę, że to nie byłaby ani ewolucja, prędzej rewolucja, jeżeli w ogóle nie stanie się coś, co otrzeźwi ludzi w tworzeniu tego typu tworów. A mi najbardziej pasuje tutaj słowo „katastrofa”. Więc ja ogólnie jestem przeciwny tego typu działaniom, tego typu eksperymentom. Może nie to, że jestem przeciwny. Uważam, że one mogą nas zaprowadzić w zupełnie innym kierunku niż byśmy chcieli, że to może być dla nas bardzo niebezpieczne. Dlatego jestem ze względów na nasze bezpieczeństwo przeciwny. I teraz Hermetiran: „Czy poświęcanie się dla czyjegoś rozwoju to regres?” Co to znaczy poświęcanie się? Bo poświęcenie się to jest z założenia negatywne. To jest negatywna sytuacja, bo sami z czegoś rezygnujemy w założeniu, żeby komuś innemu było lepiej.
Więc czy to jest regres? Czy to jest cofnięcie? Nie, to jest też doświadczenie, bo pamiętajcie o tym, że świadomość się nie cofa. Świadomość się nie cofa. Z naszej świadomości, nawet jeżeli popełnimy błąd i zrobimy coś, co na naszym poziomie rozwoju świadomości nie wypada, to i tak nie wykasujemy z naszej świadomości tego wszystkiego, co już w niej jest. Więc to nie jest regres. To jest tylko być może wydłużenie drogi o jakieś doświadczenia. Świadomość się nie cofa, świadomość się nie kasuje. Wydłuża się czas zrozumienia, czas przejścia do następnej klasy. Przepraszam, ale już inaczej nie mogę zareagować.
Ja tam dalej nie wiem, jak coś, co jest podobno niezwieczne, może być w czasie. Ostatnio z jedną tutaj nawet żeśmy się nie zastanawiali. Przepraszam, nawet żeśmy się nie zastanawiali, tylko padło takie bardzo fajne stwierdzenie, że jak coś, co powstaje z materii, może być nieśmiertelne. Była to kwestia Meduzy, która jest podobno nieśmiertelna. I też pojawił się dość ciekawy argument, że skoro coś się narodziło, to też już nie jest wieczne. Więc ja oczywiście pozwoliłem sobie tutaj na zacytowanie, może nie dosłownie, naszej słuchaczki. Natomiast nie jestem ci, drogi Nosfero, w stanie jakoś wytłumaczyć, jak to się dzieje. Być może pożyjemy jeszcze troszeczkę i doczekamy się odpowiedzi na to pytanie w sposób bardziej naukowy, bardziej dla ciebie przekonywujący, bardziej wiarygodny. Nosfera: „A czy Bóg też kiedyś był młody?” Zapytam go następnym razem. „Przecież wszyscy byliśmy dziećmi i rodzice, środowisko i my sami ukształtowaliśmy naszą świadomość”.
W sensie ludzkim tak. W sensie ludzkim to naszą ludzką, ziemską świadomość kształtuje otoczenie. I tu się zgodzę z Nosferą i z naszym poetą. Natomiast ja to nazywam podświadomością, że to, co kształtuje się w naszym obecnym życiu, w naszym obecnym wcieleniu, to, co jest związane właśnie z naszą rodziną, z naszym otoczeniem najbliższym, to jest podświadomość. Natomiast to jest jeden z czynników, który wpływa i decyduje o naszym zachowaniu, o naszej osobowości, o naszych reakcjach, o naszych zachowaniach. Więc w tym zakresie, że to środowisko i otoczenie tworzy naszą podświadomość, całkowicie się zgadzam. „Jeśli odrzucimy to, że znamy samego siebie, to tak naprawdę nic i nikogo na tym świecie nie znamy.” — Hermetiran. Ja broń Boże, à propos Boga, Boga bezbronnego nawet tutaj w jednym komentarzu, nikogo nie namawiam bądź nie przekonuję, że nie zna samego siebie. I też nie namawiam, by odrzucił to w jakikolwiek sposób. I też nie próbuję nikogo przekonać, że, za przeproszeniem, guzik o sobie wie.Ja po prostu staram się przekazywać informacje, które chociażby w teoretyczny sposób spowodują, wywołają jakieś przemyślenia, chwilę zadumy, chwilę zastanowienia się również nad samym sobą.
Bo my też podlegamy wszyscy wpływom podświadomości. Wszyscy. Nie znam człowieka, który jest całkowicie pozbawiony podświadomości, który całkowicie ją wyłączył. Więc zastanawiając się, analizując, myśląc, rozważając nad samym sobą i poznając swoje motywy działania, też tą władzę podświadomości troszeczkę odbieramy. I robię to między innymi w tym celu. Tu jest też taki komentarz: „Czyli krzywdząc kogoś możemy go popchnąć do rozwoju?”. Kochani, żebyśmy się tutaj dobrze zrozumieli: nie mamy prawa w żaden sposób decydować. Nie mamy prawa wyciągnąć ręki w stronę drugiego człowieka. Nie mamy prawa wyciągnąć ręki w stronę drugiego człowieka. I też nie mamy prawa w żaden sposób wpływać na jego rozwój, bo to jest jego suwerenna decyzja.
Ja rozumiem, że to było troszeczkę takie może żartobliwe, może trochę zaczepne, więc odpowiem. Nie mamy prawa wyciągnąć ręki, nawet myśleć o tym, żeby kogokolwiek skrzywdzić, bo to już znamy też z historii, że dla czyjegoś dobra my robiliśmy jako ludzie potworne rzeczy. Nie mamy prawa. Chimera Metusa pyta: „Czy każda dusza musi osiągnąć stan duszy dojrzałej, starej? Czy może poprzestać na byciu duszą młodą?” Powiem tak: może poprzestać na byciu duszą młodą, nawet dziecinną duszą może poprzestać. Może próbować. Natomiast jeżeli jako ludzkość dojdziemy do takiego momentu, w którym zachowania przypisane duszy młodej przestaną być trendy, kiedy ludzkość przestanie kręcić wyścig zbrojeń, walkę o władzę, nadmierne posiadanie pieniędzy, kiedy odrzutowce prywatne i najnowsze modele samochodów czy butów przestaną ludziom imponować, to ja się tak zastanawiam, czy ona będzie w stanie dalej zdobywać doświadczenie, dalej się rozwijać. Czy będzie miała okoliczności na ziemi do dalszego swojego rozwoju i czy na pewno będzie jej tutaj fajnie. Erme Tiran: „Wszystko płynie, nie ma możliwości, aby pozostać w miejscu”. Najprawdopodobniej tak.
Biorąc pod uwagę, że nie jesteśmy jedynym miejscem, gdzie istoty myślące żyją, więc może gdzie indziej. Ja powiem tak: etap duszy młodej nie jest wcale fajny. Powiem wam szczerze, że etap duszy młodej, mimo że atrakcyjny z punktu widzenia ziemskiego, nie jest wcale fajny, bo gros olbrzymich napięć i emocji właśnie ściera się na poziomie duszy młodej, bo posiadanie władzy i pieniędzy jest fajne, wydawałoby się, że to jest miłe, ale wizja, że można to stracić, jest jednym z najbardziej przerażających uczuć dla duszy młodej. Więc to nie jest wcale taki fajny etap. Noosfera: „Mi się wydaje, że to nie jest tak, że dwa tysiące lat temu był jakiś przełom i ludziom coś podświadomość poprzestawiała, przez co zbudowali lepszą cywilizację. Cywilizacje powstają i upadają i trochę to trwa”. Dwa tysiące lat to jest kwestia umowna oczywiście. Natomiast ja uważam, że nie chodzi o to, że w ludzkiej coś w podświadomości się poprzestawiało. Owszem, poprzestawiało się w podświadomości osób, które towarzyszyły, bezpośrednio obcowały z Chrystusem czy z Buddą, czy z Mahometem. W ich podświadomości tak, na pewno się coś poprzestawiało.
Natomiast chodzi bardziej o to, że pojawiło się coś, pojawiła się alternatywa dla rozwoju nawet w tej zwykłej ludzkiej świadomości, bo ta duchowa jest jakby niezależna.Ten proces rozwoju wygląda troszeczkę inaczej. Jest troszeczkę bardziej niezależny, ale w ludzkim przekonaniu powstało takie społeczne przyzwolenie do mówienia o miłości. Od mówienia zawsze zaczyna się każda zmiana. Od mówienia, od zrozumienia, od przedstawienia prawdy. Natomiast oczywiście szanuję twoje przekonania. Jeśli wszystko płynie, to dusza nie istnieje. To jest doktryna buddyzmu. No cóż. Kolejar. Czy można pomóc komuś bez woli?
Tutaj wnioskuję, że Kolejar podzieli się z nami jakimiś informacjami. Tak, ale to maks kosztuje. Tylko z miłości działa. Trzeba się podłożyć, ponieść ileś klęsk, ale zawsze cudowne siły wyratują, a potem można zobaczyć, że było warto. Ktoś bardzo się zmienił w dobrą stronę. Życiowo nic z tego poświęcającemu się, ale poczucie zero błędów. Znów zrobiłbym to samo. Kochani, ja powiem tak: tu nie będę dyskutował, ponieważ są to odczucia i doświadczenia naszego słuchacza bądź słuchaczki. W pewnych aspektach się zgadzam, że tylko z miłości to działa. Jak wiecie opowiadałem wam o przypadkach dzieci, przede wszystkim dzieci, które wcześniej umierają, które bardzo ciężko chorują po to, żeby w jakiś sposób umożliwić rozwój bądź doświadczenia innym osobom.
Tylko że te decyzje zapadają w przestrzeni duchowej. Kiedy jesteśmy pozbawieni tych aspektów ludzkich i tej manipulacji podświadomości. Więc tak, tam się to odbywa jak najbardziej tylko i wyłącznie z miłości, na bazie miłości i z miłości do drugiego człowieka. Natomiast bardzo szanuję, jeżeli komuś się udaje pomagać drugiej osobie, kierując się tylko i wyłącznie miłością i żadnymi innymi uczuciami. Aczkolwiek to stwierdzenie „trzeba się podłożyć” oczywiście świadczy o pewnym poświęceniu samego siebie dla drugiej osoby. Natomiast jeżeli taka decyzja zapada w ludzkim umyśle, to zawsze jest jakieś drugie dno. Jeżeli te decyzje się pojawiają tutaj na Ziemi, to najprawdopodobniej są skierowane do obydwu osób. Dla obydwu osób to doświadczenie w jakiś sposób jest potrzebne. Natomiast czy podłożenie się jest słuszne? To może być na przykład jakaś relacja.
Podłoże może wynikać z niedokończonej relacji, na przykład z poprzedniego wcielenia. Kolejne spotkanie, żeby po raz kolejny pewną sytuację przerobić. Może być wewnętrzna potrzeba pomocy komuś, ponieważ w poprzednim wcieleniu zrobiło mu się krzywdę i wtedy to podłożenie się bądź niby pomaganie jemu kosztem samego siebie może powodować u nas uczucie rekompensaty czy odpokutowania. Tu ciężko jest powiedzieć jednoznacznie, jeżeli ma się do dyspozycji cztery zdania. Ale jeżeli takie decyzje zapadają w ludzkim umyśle, to najczęściej tutaj na Ziemi doświadczenie jest skierowane do obydwu stron. Panie Marku, nie wiem, czy pan czytał to pytanie, bo to jest do pana. Ja mam pytanie do pana Marka. Panie Marku, 9:02 pan sobie przeczyta, bo to jest jak najbardziej do pana.
[01:18:20] - To muszę zajrzeć. Rzeczywiście chyba mi umknęło.
[01:18:23] - Tak. Hermetiran tutaj pyta bezpośrednio, więc nawet nie upublicznię. Noosfera: panie Sławku, niby wszystko się zmienia. To czy jest coś, co nie podlega zmianom? Czymś doskonałym? Nic mi na ten temat nie wiadomo. Ponieważ nawet Bóg się zmienia. Niezmienności istnieją nawet w świecie materialnym. Każda stała fizyczna jest niezmienna. Prawa fizyki są niezmienne w czasie i przestrzeni.Czyli po prostu nie ewoluują.
To jest właśnie różnica pomiędzy materią a duchowością. W duchowości cały czas coś ewoluuje, natomiast w materii jest właśnie stałe. Fajnie, mamy kolejną różnicę. Gdyby ktoś mógł w nich majstrować, to ten świat rozpadłby się. Byłby tylko chaos, gdyby stałe fizyczne się zmieniły. Mam nadzieję, że tak jak kiedyś powiedziałem o lataniu w kosmos, o jakichś doświadczeniach, czy nawet chociażby droga Himero ze sztucznymi inteligencjami, że jeżeli już zdobędziemy na tyle wiedzy, by podbijać kosmos czy budować sztuczne inteligencje, to zdobędziemy też na tyle świadomości i mądrości, żeby tego nie robić. Tutaj Nosfera porusza tematy innych religii, więc jeżeli ktoś jest zainteresowany tym wątkiem, to zapraszam do czytania. Hermetiran: do takiego poświęcania, jeśli dusza, załóżmy średnio dojrzała, decyduje się na pozostanie z duszą młodą, aby jej nie skrzywdzić, pomagać, a odrzuca duszyczkę, która jest na równi uszczęśliwia. Jeśli dusza średnio dojrzała decyduje się na pozostanie z duszą młodą, aby jej nie skrzywdzić, pomagać, a odrzuca duszyczkę, która jest na równi uszczęśliwia. Kontynuacja.
Temat związku. Cieszę się, że wrócił. Możeśmy to troszeczkę przerabiali, bo domyślam się, że dotyczy jakiegoś związku. Nie rozumiem stwierdzenia: decyduje się na pozostanie z duszą młodą, aby jej nie skrzywdzić, pomagać. I właśnie o tym dzisiaj rozmawialiśmy. Co to w sensie duchowym znaczy kogoś nie skrzywdzić albo komuś pomagać? Jak możemy pomóc w rozwoju świadomości drugiej osoby? Bo tym aspektem się tutaj zajmujemy. Ja nie mówię, żeby pomóc sprzątać, rozwiązać jakiś problem, pomóc materialnie. Ja nie mówię o tym.
Mówię o rozwoju świadomości, bo tym wątkiem się zajmujemy. Jak można pomóc rozwijać się drugiej osobie? Najprostszym sposobem pomocy rozwijania się drugiej osobie jest uszanowanie tego, jak on się chce rozwijać. To jest najprostszy i najskuteczniejszy sposób pomagania drugiej osobie w rozwoju. Oczywiście jest forma pośrednia, czyli przekazywanie mu wiedzy, przekazywanie mu informacji. Z tym, że ważne jest to, żeby ta osoba chciała te informacje dostać. My tu mamy taką komfortową sytuację, że ja siedzę po jednej stronie anteny. Wy kochani siedzicie po drugiej stronie anteny. Natomiast ja wam przekazuję pewne informacje, ale wy się zdecydowaliście tych informacji słuchać. I to samo prawo ma każdy człowiek.
Nie możemy nikogo zmusić do tego, by słuchał naszej wiedzy. Pomóc drugiej osobie w rozwoju duchowym to uszanować jej prawo do jej indywidualnego toku nauki. I tu jest ten aspekt, o którym ja nie powiedziałem celowo i on się pojawia między wierszami tutaj. Chyba za chwileczkę będzie okazja na ten temat powiedzieć. Hermetiran: zastanów się nad swoimi intencjami. To będzie temat następnego odcinka. Intencje już były, ale w sensie naszego szczęścia. To nie mówię tu do ciebie, tylko to jest rzecz, o której powinniście pamiętać, że często pod słowem pomagać komuś ukrywamy te mniej szlachetne pobudki. Dlatego ważne jest, czy naprawdę chcemy pomóc. Bo jeżeli chcemy pomóc w sposób duchowy, w sposób rozwoju świadomości, to powinniśmy pozwolić temu człowiekowi przechodzić przez jego doświadczenia, które jemu są potrzebne w taki sposób, jak on tego sobie życzy.
I czy to przypadkiem czasami nie jest strach przed rozstaniem? Strach przed tym, że nie do końca mamy rację. Strach przed tym, czy właściwie oceniliśmy sytuację. Strach przed tym, że my również coś tamW takiej sytuacji stracimy. Nie znam tu dokładnie sytuacji. Być może jestem w głębokim błędzie. Tylko podpowiadam, żeby naprawdę przyjrzeć się dokładnie swoim intencjom. Chimera Meduza: „Panie Sławku, czy dobro okazywane drugiemu człowiekowi jest dla duszy takim samym, co dobro okazywane zwierzętom czy roślinom?” Droga Chimero, dobro jest dobrem, tak jak miłość jest miłością. Ono nie jest dzielone. Okazywane dobro uszlachetnia i rozwija naszą świadomość.
Pokazuje nam, że czynienie dobra sprawia nam przyjemność, pozwala zrozumieć drugiego człowieka. Pozwala nauczyć się okazywania współczucia. Pozwala rozwijać empatię. Dobro jest po prostu dobrem. Noosfera: „Tu nawet nie chodzi o jakieś naukowe potwierdzenie, bo takich rzeczy raczej nie będzie, ale prawie w każdej religii, systemie filozoficznym, jeśli występuje takie coś jak dusza, to jest ona wieczna”. Powiem tak: jak sprawdzić, czy dusza jest wieczna? Czy ktoś kiedyś będzie w stanie to potwierdzić w sposób wiarygodny i naukowy? Żeby stwierdzić, że coś jest wieczne, trzeba by się było cofać aż do tego miejsca. Znaczy, żeby zaprzeczyć, że coś jest wieczne, trzeba by się było cofnąć do tego miejsca, w którym to coś się narodziło, a następnie do tego miejsca, w którym to coś umarło. Więc musielibyśmy żyć i móc obserwować to coś przez ten czas, kiedy to coś istnieje.
Więc może kiedyś odkryjemy. „A wieczność to bycie ponad czasem. Dlatego mi się ta ewolucja czy rozwój z wiecznością nie klei”. Każdy ma, Noosfero, jakieś tam dylematy. Każdy z nas czegoś szuka i każdy z nas pragnie znaleźć odpowiedź na pytanie, które go najbardziej nurtuje. Ja powiem tak: mi się wydaje, że troszeczkę to, co powiedziałem o tym w dzisiejszym odcinku, o tym, że wiedzę płynącą z duszy się czuje i się w nią wierzy. I ona się czasami kłóci z tym, w co wierzymy, bo wiemy. Nie czujemy, tylko wiemy. I to troszeczkę był komentarz w twoją stronę. Znaczy może nie w twoją stronę, tylko ty mnie skłoniłeś do tego, żeby o tym wspomnieć.
Ponieważ czasami nadmiar wiedzy zamiast uspokojenia powoduje jeszcze większy chaos. Więc może od uporządkowania tego chaosu wypadałoby też rozpocząć. Wiem, z tego, co pisałeś, masz sporo doświadczeń turystycznych, że tak powiem, więc wydaje mi się, że w twoim wypadku potwierdzenie bądź zanegowanie pewnych sytuacji czy pewnej wiedzy teoretycznej z poziomu twojej duszy, twojej świadomości nie powinno stanowić najmniejszego problemu. Także może pójdź w tym kierunku. Aczkolwiek cieszę się, że uczestniczysz z nami w tych rozmowach, bo dużo, dużo, dużo, dużo i ożywienia, i też ciekawych informacji z nich płynie. Myślę też, że słuchacze mają też swoje przemyślenia w tej kwestii. Tutaj mamy jeszcze dalszy ciąg wypowiedzi Noosfery: „To, co podlega duszy, się rozwija, czyli człowiek, a sama dusza się nie rozwija. Podobnie działa natura. Prawa fizyki się nie zmieniają w czasie i przestrzeni. Grawitacja się nagle losowo nie odwraca”.
A co podlega duszy? Co podlega duszy? Duszy nic nie podlega. Dusza nawet nie ma możliwości zmuszenia nas do zrobienia czegokolwiek. Więc co podlega duszy? Hermet Iran. Teraz przewinę, bo mi się tutaj schowało. Ojej, ja nie wiem, czy ja mogę to przeczytać, ale przeczytam. Przeczytam, a co tam. „Panie Sławku, ja się z panem absolutnie zgadzam w 90% przypadków”.
Super. „Uwielbiam, jak pan opowiada i niesamowicie pomagają mi pana pytania w samorefleksji. Dziękuję panu za to, co pan robi”. Ja też bardzo dziękuję. Nie widzicie tego, tak się troszeczkę zaczerwieniłem. Cieszę się. Cieszę się, jeżeli w pewnym sensie zmuszam was do samorefleksji. To jest właśnie to, o co mi chodzi. Nie chodzi mi o to, żeby pierdyknąć gotowca i powiedzieć: „Zrób tak, tak i tak”.Bo to niczemu nie służy. Oprócz tego, że zaczynam w jakimś sensie ponosić odpowiedzialność za rady i najprawdopodobniej będę się musiał kiedyś w podobnej sytuacji znaleźć, żeby zrozumieć.
To, co mówiłem, troszeczkę daje nam takie info: „No to cwaniaczku, teraz ty się popisz. Co zrobisz z taką sytuacją, skoro jesteś taki mądry w dawaniu rad?”. Natomiast nie tego się obawiam. Nie robię tego ze strachu, tylko po to, żebyście sami właśnie do wniosków mogli sami dojść, bo tylko one są trwałe. Dziękuję za piękny komentarz. Cieszę się, sprawia mi to wielką przyjemność. Chimera: „Czy wykonanie eutanazji na życzenie to okazanie miłości, dobra, szacunku do człowieka?”. Pojechałaś! I tak dzisiaj już podpadłem z tym, że to pomaganie to nie jest takie do końca altruistyczne. Czy wykonanie eutanazji na życzenie?
Powiem ci szczerze, że mam mieszane uczucia w tej chwili. Nie zastanawiałem się nad tym wcześniej. W pewnym sensie wykonanie eutanazji to jest tak naprawdę popełnienie samobójstwa. Tylko że nie za pomocą sznurka, połknięcia tabletek czy pistoletu, tylko za pomocą kogoś innego. I tutaj trzeba by było wejść w temat chorób. Już nawet nie starości, tylko chorób. Jak powstają choroby, z czego te choroby wynikają. I biorąc pod uwagę, że większość chorób, że ciało fizyczne człowieka jest tylko miejscem, gdzie nasze problemy i konflikty wewnętrzne, emocjonalne znajdują swoje objawienie, to znaczy, że choroba jest następstwem naszych negatywnych emocji względem innych bądź względem siebie. Więc cierpienie na skutek choroby jest naturalną konsekwencją naszego negatywnego życia bądź potrzebą doświadczenia czegoś. Więc eutanazja, tak jak samobójstwo, jest przerwaniem tego procesu, więc w pewnym sensie uniknięciem konsekwencji.
To tak, żeby za bardzo tego tematu emocjonalnego nie rozjątrzać, bo ja nie chcę dzielić ludzi, żebyśmy mieli jasność. Specjalnie staram się mówić w sposób delikatny, bo ja nie chcę dzielić ludzi, nie chcę wkładać kija w mrowisko i prowokować dyskusji tylko po to, żeby ona była. Więc mam nadzieję, że droga Chimero, w twoim przypadku jestem głęboko przekonany, że na pewno zrozumiałaś to, co miałem do powiedzenia, co chciałem w ten sposób powiedzieć. Tutaj mamy wątek Nosfery: „To nie jest żadna różnica, że w materii prawa nie ewoluują tylko dlatego, że prawa fizyczne są niezmienne. Wszystko może w tym świecie ewoluować. Gdyby prawa były zmienne, to byłby tylko chaos”. I tak jest chaos. To niezmienności są podstawą tego, co materialne i duchowe nie bez powodu. Bóg nazywa się nieruchomym, niezmiennym poruszycielem, a niezmiennym jak kobieta. „Doskonałość się nie zmienia i nie ewoluuje.
Dla mnie nadmiarem wiedzy jest wieczna dusza”. No pięknie. Może jakiś sobie poświęcimy kiedyś jakiś odcinek na tą dyskusję. Ja tutaj przy pytaniu Chimery poruszę ten wątek, którego nie poruszyłem w audycji, bo to akurat pasuje do tej sytuacji troszeczkę. Nie poruszyłem aspektu, czy powinniśmy. Inaczej. Powiedziałem o tym, że nie powinniśmy, a czasami nawet nie mamy prawa narzucać się nikomu z pomocą, bo czasami, zwłaszcza w przypadku dusz dojrzałych, to jest tak, że one wiedzą lepiej.I ta chęć pomocy związana z tym, że one już odkryły jakiś sens bytu tutaj na Ziemi, próbują się tym sensem podzielić z innymi. Mało tego, próbują ich przekonać do tego, że to jest jedyny sens, najważniejszy, najgłówniejszy i w ogóle najekstrzejszy. I ta chęć pomocy odbywa się czasami wbrew woli innych ludzi. I to jest ta pułapka, kiedy ta pomoc przestaje być taka z miłości i na to trzeba uważać.
Dlatego ważne, żeby wiedzieć, jakie intencje nami kierują przy udzielaniu pomocy. Czy ja na pewno chcę pomóc? Czy ja chcę na przykład pokazać, jaki jestem mądry? Czy ja chcę kogoś przekonać, że to, co ja uważam, będzie dla niego lepsze? A skąd ja wiem, czy to będzie lepsze? Dlatego to, co powiedziałem, jedyną rzeczą, na jaką mamy wpływ, to na samych siebie i na swoje własne życie. I na tym powinniśmy się skoncentrować. Natomiast inną kwestią jest nieudzielanie pomocy, bo z pomocą to jest tak, że jeżeli ktoś nas poprosi o pomoc, to tylko wtedy jest gotowy przyjąć nasze rady, nasze sugestie i naszą pomoc. Przyjąć, docenić i też pokazać później za nią wdzięczność. Jeżeli to my narzucamy się z tą pomocą, jeżeli to my lepiej wiemy, co dla kogo jest dobre i czasami na siłę próbujemy drugiego człowieka przekonać, bądź w jakiś sposób zmusić do postępowania według naszych reguł, to już z pomocą nie ma nic wspólnego.
Więc nie powinniśmy odmawiać pomocy. Jeżeli ktoś nas prosi o pomoc, powinniśmy. Nie lubię tego określenia „powinniśmy”, „nie powinniśmy”. Słusznym jest udzielanie pomocy. Oczywiście, jeżeli to nie nadużywa, że tak powiem, naszych możliwości. Jeżeli ta pomoc jest w naszym zakresie, jeżeli mamy taką możliwość. No dobrze, to jest to, o czym nie wspomniałem w audycji. Mam tutaj jeszcze troszeczkę komentarzy. Nie ma żadnego chaosu, panie Sławku. Sam fakt, że istnieje takie coś jak życie w świecie fizycznym jest zaprzeczeniem chaosu.
Pan mówiąc: „I tak jest chaos”, mówi o rzeczach przyziemnych i ludzkich prawach. Może tak, może faktycznie powinienem rozwinąć to, co miałem na myśli. Ale to chyba nie jest ta audycja, żeby to rozwijać. A ja mówiłem o prawach rządzących światem fizycznym, które są niezmienne, doskonałe i nie mamy na nie najmniejszego wpływu. Tak samo świat duchowy musi w cudzysłowie rządzić się niezmiennymi, doskonałymi prawami. Myślę, że jeżeli coś funkcjonuje przez setki, tysiące, miliardy, nie wiem ile, że tak powiem, lat, to myślę, że w jakiś sposób podchodzi pod niezmienne i doskonałe prawa. Poza tym drogi Lusforowi jest trudniej prowadzić z tobą dyskusję na takie zawiłe też i skomplikowane czasami twoje pytania bądź sugestie, bądź informacje, ponieważ ja tam troszeczkę tych komentarzy też w międzyczasie czytam. A poza tym też staram się być w temacie audycji, żeby co? Żeby też może naszych słuchaczy, którzy zdecydowali się posłuchać o świadomości bądź o jakichś takich aspektach, które dotyczą bardzo dokładnie ich, z którymi oni na przykład mają problem albo jakiś tam dylemat, albo jakąś tam konkretną sytuację i chcieliby znaleźć odpowiedź na jakieś tam pytania dla nich ważne. Nie chciałbym może tak do końca wciągać w inne tematy, powiem tak.
Aczkolwiek dyskusja jest moim zdaniem merytoryczna i też inteligentna, więc bardzo cenię twoje przemyślenia, sugestie, teorie. No i tak, sądzę, że chyba tutaj się skończyły komentarze, panie Marku.
[01:43:20] - Ja tutaj więcej już komentarzy nie widzę. Także dzisiaj chyba albo noosfera się tutaj wyczerpała próbą przemówienia do jednej z chatowiczek, która czepia się szczegółów dotyczących ramówki. Może nie będę komentował tego, co tutaj pani pisze, bo już się skomentowałem wystarczająco mocno na czacie. Nie będę tego jeszcze na antenie robił.
[01:43:45] - A ja tego nie widzę.
[01:43:47] - No i dobrze.
[01:43:49] - Okej, dobrze.
[01:43:51] - Bo oszczędzi pan sobie nerwów, nie czytając tego.
[01:43:54] - Dobrze. Mam do pana pełne zaufanie, panie Marku. Może po prostu słuchacze też próbują się doczekać albo nie mogą się już doczekać audycji, która zaraz nastąpi, czyli najświeższych informacji na temat snu w wykonaniu Jubiego. Więc może nie przeciągajmy tego, panie Marku.
[01:44:26] - Myślę, że możemy dzisiaj zakończyć naszą audycję troszkę wcześniej niż to zwykle mamy w zwyczaju. Tym bardziej, że Jubi będzie miał, jakby nie patrzeć, gości na antenie.
[01:44:39] - Tym bardziej dajmy dzisiaj szansę Jubiemu i gościom, i też szansę naszym słuchaczom, żeby się zdążyli jednak mimo wszystko do jutra wyspać, a nie przeciągali tego albo nie walczyli na przykład z dylematami, czy mam dokończyć słuchanie tej ciekawej, bardzo interesującej audycji, czy jednak się położyć spać, żeby rano nie być nieprzytomnym. Także kochani, ja ze swojej strony bardzo wam dziękuję za wszystko, bo w mojej głowie też jest mnóstwo różnych przemyśleń, fajnych i mniej fajnych, pytań, odpowiedzi. Także moje życie duchowe też dzięki wam intensywnie się rozwija.
[01:45:27] - Piszą, że jeszcze masz 40 minut czasu. Także możemy troszeczkę jeszcze przedłużać.
[01:45:36] - A ja już się prawie pożegnałem. To znaczy nie wiem, jak tam jest. Mamy coś jeszcze tam na antenie, panie Marku? Widzimy, że tam są jeszcze słuchacze z nami?
[01:45:48] - Zaraz zobaczę, bo ja tutaj nie mam właśnie licznika słuchaczy. Wczoraj go naprawiałem, a dzisiaj zapomniałem go sobie włączyć. Mamy w tej chwili, tutaj pokazuje 63 osoby, ale znowu chyba się licznik popsuł. Zobaczę zaraz co mi tutaj na serwerach radiowych wyskakuje. Jakichś tłumów dzisiaj nie ma raczej.
[01:46:17] - To może już, że tak powiem, bądźmy, panie Marku, konsekwentni. I co? Jednak pożegnam was, kochani. Dziękuję. Coś spróbuję przygotować na następną audycję, jak zwykle. Piszcie, pytajcie, mailujcie co tam kto ma do dyspozycji. Postaram się na te pytania odpowiedzieć. Jeszcze raz zapraszam was na audycję, która będzie za chwilkę.
[01:46:55] - Tutaj Jubi coś zaproponował, żeby pan opowiedział o tej dualności. To o tej dualności niech pan Sławek powie.
[01:47:06] - O tej dualności. Właśnie niekoniecznie. A właśnie, że nie powiem, bo moim skromnym zdaniem w kwestii dualności zdecydowanie większym fachowcem i dużo większe doświadczenie i wiedzę ma właśnie Jubi. I ja go tym razem z tego nie wyręczę. I myślę, że to będzie świetny temat i pomysł na to, żebyśmy sobie na tej już naszej wspólnej audycji, o! mamy temat do audycji, porozmawiali.
[01:47:40] - Nie wiem, kiedy ta audycja się odbędzie, ale już kurczę, troszeczkę smakami pan na tę audycję narobił.
[01:47:50] - Tak, pomysł był, teraz się pojawił temat, więc kwestia już tylko uzgodnienia terminu. Ale myślę, że jeszcze. W lutym to nie wiem jak, bo wiem, że tutaj on jest troszeczkę zarobiony. Ja też mam takich spraw do wymienia, ale może jakoś wiosny przywitamy właśnie, może na początku marca. Zobaczymy.
[01:48:16] - Jakby coś, to ja też mogę panów troszkę wspomóc technicznie. Możemy się na przykład w trójkę umówić na audycję na Skypie. Ja to wtedy nagram, obrobię.
[01:48:26] - Genialnie panie Mareczku, już się cieszę i też myślę, że w imieniu Jubiego dziękuję.
[01:48:36] - No i cóż, tak nam wyszło, że dzisiaj troszeczkę wcześniej się wyrobiliśmy, troszkę wcześniej skończyliśmy. To ja może tutaj po audycji wrzucę taki troszkę przerywnik muzyczny. Poczekajmy na Jubiego i na jego gości. Tak jak mówiłem wcześniej, jak zapowiadałem wcześniej, dzisiaj po naszej audycji, po audycji „Świat Oczami Duszy” 4 lutego roku pańskiego 2019, to informacja dla słuchających Sampia Trójki, odbędzie się audycja „Czas Snu”, również na żywo. Tym razem gośćmi będą Basia Pączkowska i Tomek Gruba, znani między innymi z licznych występów w audycji „Hiperprzestrzeń”, też na żywo.Także będzie na pewno bardzo ciekawie. Dzisiaj już możemy spokojnie kończyć. Nie widzę, żeby kolejne komentarze się pojawiały, jakieś pytania. Tak więc kończymy ten dzisiejszy, kolejny, pięknoponiedziałkowy odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Po drugiej stronie połączenia internetowego był z nami jak zawsze gospodarz, pan Sławek Bączkowski, autor wideobloga o takim samym tytule jak nasza audycja „Świat oczami duszy” oraz książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”, do której zajrzenia serdecznie państwa zachęcamy. Dziękuję jeszcze raz, panie Sławku.
[01:50:16] - Ja też dziękuję, panie Marku. Dziękuję wam kochani za obecność i za udział. Uważajcie na siebie. Za oknem mróz i ślizgawica, więc jedźcie ostrożnie. Do usłyszenia już za tydzień. Trzymajcie się. Pa, pa.
[01:50:34] - Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. A tych z państwa, którzy słuchają teraz mp3 z naszego archiwum, to tak już z małym wyprzedzeniem nagrywam taką małą informację. Audycja „Czas snu” oczywiście również już niedługo trafi do naszego archiwum, więc jeżeli chcielibyście państwo posłuchać, stać my sobie powtórzyć albo odsłuchać, jeżeli nie zdążyliście tej rozmowy Jubiego z Basią Pączkowską i Tomkiem Grubą, to zachęcamy do zajrzenia do archiwum mp3 na www.paranormalium.pl. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.