[01:38] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Na antenie Radia Paranormalium rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz kolejną debatę niekontrolowaną, na którą wielu słuchaczy z takim wytęsknieniem wielkim czekało. Dzisiejsza debata będzie poświęcona głównie DMT, czyli dimetylotryptaminie. Oczywiście będzie na żywo. Słuchacze będą mogli brać czynny udział, także głosowy. Tematem będą dzisiaj odmienne stany świadomości. Zastanowimy się wspólnie, co przemawia za autentycznością wizji pojawiających się podczas śmierci klinicznej i czym w ogóle są doświadczenia mistyczne? Czym one są spowodowane? Również ważnym wątkiem w dyskusji będzie dzisiaj endogenna substancja, wspomniane DMT wytwarzana przez szyszynkę. Przedstawimy kilka cennych spostrzeżeń zaczerpniętych między innymi, a właściwie głównie z książki doktora Ricka Strassmana „DMT.
Molekuła duszy”, której recenzja pojawi się niebawem na blogu Biuro Duchów. I właśnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Illuminatio dzisiaj dzisiejsza audycja będzie połączona również z konkursem, w którym będzie można rozlosować po jednym egzemplarzu tej niezwykłej książki. Warunkiem udziału jest jedynie udostępnienie postu, który udostępnił fanpage Radia Paranormalium. Post pochodzący z fanpage'a Biura Duchów. Wystarczy tego posta udostępnić, zgłosić się na fanpage'u Biura Duchów w komentarzu, że się udostępniło. I cóż, możemy powolutku zaczynać. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie połączenia naszego skype'owego, połączenia internetowego jest z nami, jak już w poprzedniej audycji Ada Edelman, autorka bloga Biura Duchów i fanpage'a o tej samej nazwie. Witaj Ada.
[03:39] - Witam państwa bardzo serdecznie. Cieszę się, że po raz kolejny możemy się spotkać. Wprawdzie troszeczkę mam problemów z gardłem, ale myślę, że mi państwo wybaczycie. No, chciałam za wszelką cenę, żeby się ta audycja odbyła, ponieważ nie lubię być niesłowna. A to zaproszenie poza tym jest tak miłe, że byłoby mi bardzo przykro, gdyby do tego spotkania nie doszło. Także jestem z państwem. Gdybym trochę chrypła, to proszę mi wybaczyć. Siła wyższa.
[04:14] - Tradycyjnie na samym początku jak zawsze podam kontakty do Radia Paranormalium. Myślę, że linię telefoniczną otworzymy na sto procent tak gdzieś za pół godziny, ale numer telefonu, z którego będziemy korzystać można sobie zapisać już teraz. Właściwie trzeba zapisać, bowiem SMS-y również będziemy przyjmować. Numer komórkowy to 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadugadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Biura Duchów, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. Jesteśmy także oczywiście na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, no i oczywiście różne inne wiadomości związane z tematyką Biura Duchów. Na przykład historie związane z NDE czy jakimiś kontaktami z zaświatami na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
Zacznijmy może od takiego ogólnego omówienia odmiennych stanów świadomości. Tutaj duże swoje zasługi położył między innymi Aldous Huxley, znany z szerszej publiczności, że tak powiem, z powieści „Nowy wspaniały świat”. Mamy także pewną mistykę, która rozwinęła się wokół halucynogenów, mamy psychiatrię biochemiczną, no i wreszcie badania nad DMT. Czy mogłabyś coś powiedzieć więcej na temat odmiennych stanów świadomości?
[06:08] - Tak. Ja pozwolę sobie dodać, że oczywiście cała nasza audycja jest osnuta niejako na wątkach książki Ricka Strassmana. Jest to naprawdę niezwykle cenna i ważna publikacja. Muszę to podkreślić, proszę państwa, bo nam, powiedzmy laikom, wmawia się bez przerwy, że w tego typu dziedzinach jak odmienne stany świadomości, jak badanie zjawiska życia po życiu czy kontaktów międzywymiarowych nie prowadzi się żadnych poważnych badań. Dlatego ta publikacja jest niezwykle cenna, bo tego typu wyniki publikowane są tylko i wyłącznie w czasopismach specjalistycznych, do których my nie mamy dostępu. Tu mamy twarde badania prowadzone z podwójną ślepą próbą według wszelkich zasad naukowych. W najbliższym czasie pojawi się kolejna książka, którą będę chciała omówić i do niej nawiązać. Ale to za chwilę. To też jest z kręgu tak cennych publikacji związanych z badaniami naukowymi. Ja pozwolę sobie przedstawić pokrótce najistotniejsze grupy odmiennych stanów świadomości.
Dlaczego? Dlatego, że w późniejszej części audycji chciałabym się odnieść do nich z perspektywy doświadczeń ludzi, którym podawano syntetyczne DMT. Drodzy państwo, najkrócej. W grupie doświadczeń zwanych odmiennymi stanami świadomości jednym z podstawowych jest doświadczenie mistyczne, czyli bardzo intensywny stan zjednoczenia z Bogiem. To jest specyficzne, transcendentalne przeżycie, które z reguły pozostawia w człowieku bardzo konkretne skutki duchowe i etyczne. Odciska ogromnie silne piętno, zmienia jego relacje z innymi ludźmi, zmienia często całe życie tego człowieka. Oczywiście ze względu na różnice religijne istnieją różne możliwości doświadczeń lub też rodzaje doświadczeń mistycznych. Dlatego w mistyce chrześcijańskiej jest to taki moment, w którym człowiek doświadcza cognito experimentalis Dei, jak to mawiał święty Tomasz z Akwinu, czyli doświadczenie poznania Boga. Jest to relacja bardzo specyficzna i bardzo głęboka, jak wspomniałam. Relacja mistyczna w chrześcijaństwie oczywiście może dotyczyć całego nadprzyrodzonego świata, czyli człowiek może wejść w taką relację z Maryją, aniołami, świętymi.
Ale istotną różnicą między innymi doświadczeniami mistycznymi dotyczącymi na przykład religii Dalekiego Wschodu jest fakt, że chrześcijanie, oprócz niewielkiej grupy kościołów uznających spontaniczne wejście w taki stan, generalnie chrześcijaństwo zakłada, że do takiego kontaktu może dojść tylko i wyłącznie z inicjatywy Boga, ponieważ człowiek nie może ani przez ćwiczenia, ani przez ascezę, medytację, kontemplację czy jakiekolwiek długotrwałe skupienie modlitewne doprowadzić do takiego kontaktu ze swojej woli. Tylko Bóg z własnej inicjatywy może dopuścić ten ograniczony ludzki byt do udziału w swoim nieskończonym bycie. Jest to rodzaj przywileju, łaski i człowiek czasami w ogóle nie ma na to wpływu w takim sensie, że żadne starania jego nie przynoszą skutku, jeśli nie ma takiej woli istoty wyższej. Tymczasem w mistykach religii hinduistycznych lub buddyzmu jak najbardziej to z inicjatywy człowieka może dojść do takiego doświadczenia mistycznego, ponieważ te religie uznają, iż człowiek przez ćwiczenia fizyczne, ascezę, medytację może osiągać połączenie pozazmysłowe, może osiągnąć połączenie z jednią rozumianą jako ta prawdziwa rzeczywistość wszechświata. W buddyzmie jest to po prostu jedyna droga do prawdy. Właśnie takie połączenie mistyczne. Wiadomo, że w trakcie takich objawień, iluminacji duchowych dochodzi bardzo często do wglądu w przyszłość, czyli przepowiednie, kontaktów z istotami boskimi, które przekazują jakieś komunikaty dla rodzaju ludzkiego. Natomiast są osoby, które do tej grupy doświadczeń mistycznych zaliczają też natchnienie poety, trans szamański czy ekstatyczny taniec. Niektórzy twierdzą, że również opętanie jest tego rodzaju doświadczeniem. Myślę, że ludzie w tym stanie odczuwają niezwykłą radość, odczuwają świętość, głębokie przekonanie o realności własnych doznań, pewną ich ulotność.
[13:08] - Oderwanie od rzeczywistości fizycznej. Przestaje się czuć, że się jest.
[13:15] - Kompletnie. To jest taka alienacja ze świata fizycznego do świata pozafizycznego i tam jest moment połączenia z ogromem, którego my normalnie nie jesteśmy w stanie pojąć. Przynajmniej mnie się wydaje, że ludzki umysł w świadomości swojej nie jest w stanie tego pojąć. I co ważne, po tego typu doświadczeniach utrwalają się pozytywne zmiany w postawie, w zachowaniach i psychice osoby, która przez to przeszła. Ludzie mają ogromne poczucie szacunku dla tego rodzaju doświadczeń oraz dla osób, które tego rodzaju doświadczenia przechodziły. Także to są bardzo istotne rzeczy, a przynajmniej moim zdaniem warto o tym wspomnieć. Następna grupa tego rodzaju doświadczeń to przede wszystkim NDE, czyli szerokie spektrum tego momentu, kiedy jesteśmy w zagrożeniu życia, kiedy spontanicznie opuszczamy nasze ciało. I tutaj wiadomo, nie chcę się dłużej rozwodzić, ale mam tu na myśli wszystkie te doświadczenia klasycznie opisane, czyli światło, tunel, świetlista istota, czy też nawet te doświadczenia, gdzie na przykład pacjent unosi się nad swoim operowanym ciałem. W każdym razie nie ma wątpliwości, że jesteśmy w jakimś stanie na granicy życia i śmierci, i jednocześnie opuszczamy ciało i obserwujemy je z zupełnie innej perspektywy. Zdarzają się też doświadczenia na jawie, takie przeniesienia historyczne lub powiedzmy transwymiarowe.
Ja sama w swoim życiu dwukrotnie taki stan przeżyłam. I powiem, jest to doświadczenie spontaniczne, przynajmniej dla mnie, i niezwykle porywające. W moim wypadku było to połączone z odczuciem silnego prądu powietrza, który zmusił mnie do przymknięcia nieco powiek na momencik. Kiedy je ponownie otworzyłam, ja byłam zupełnie w innym świecie, w innej historii. Zdarzyło mi się to w Pałacu Izraela Poznańskiego w Łodzi, tam, gdzie jest dzisiaj muzeum. Po prostu przeniosłam się spontanicznie w ten czas, kiedy rzeczywiście ten pałac funkcjonował, kiedy zamieszkiwał go Izaak Poznański. Oczywiście byłam zdumiona, bo nie mogłam uprzytomnić sobie, jak to jest możliwe, że tu jest czyjś prywatny pałac, a na dole dzieje się tyle różnych interesów. Ludzie przechodzą, dzwonią, jacyś kelnerzy z tacami wszędzie, tu biurko, tam biurko. Po prostu rozgardiasz nieprawdopodobny. Ale kiedy ten stan się skończył, pani przewodnik uświadomiła, bo ja zadałam pytanie, czy działy się takie rzeczy.
Ona mówi: „Oczywiście, przecież dół Pałacu Poznańskiego to było połączenie Wall Street z oberżą, bo wszystkie najważniejsze interesy się tutaj działy. Mówiono we wszystkich językach chyba europejskich i ludzie spędzali wiele godzin, więc nie było nic dziwnego w tym, że kelnerzy przynosili po prostu z pobliskiej restauracji jedzenie tam”. To było niesamowite doświadczenie, ale i takie się zdarzają. Kolejnym z tych mistycznych doświadczeń może być na przykład współodczuwanie śmierci. Bardzo przejmujące, ogromne doświadczenie dla osób towarzyszących osobie odchodzącej, kiedy w zasadzie dotykają zaświatów przynajmniej na moment razem z osobą odchodzącą. Moim zdaniem do tej grupy przynajmniej poniekąd można również zakwalifikować uprowadzenia przez obcych. Momentami można by się było zastanawiać nad tym, czy ofiary tychże uprowadzeń też nie są w szczególnym stanie świadomości, kiedy zostaną przeniesieni gdzieś zgodnie z ich opowieściami, na przykład na jakieś statki kosmiczne czy jakieś latające laboratoria. Także tu bym też to podkreśliła i zastosowała do tego podziału. Na pewno również wszelkiego rodzaju doświadczenia po zażyciu substancji psychodelicznych stosowanych przy praktykach religijnych po prostu. Mam tu na myśli ayahuascę, pejotl.
Także tu jest ogromna różnorodność tych doświadczeń. Wcześniej te doświadczenia, oczywiście prowokowane przez zażywanie pewnych substancji, były nam zupełnie obce, przynajmniej tutaj, w kulturze europejskiej. Natomiast jak wspomniałeś, Aldous Huxley w latach 50. uznał, że kontekst religijny nie jest konieczny, aby wygenerować doświadczenie mistyczne i uznał, że można to zrobić przy pomocy środków chemicznych. Właściwie należałoby chyba dodać, że ten termin „odmienne stany świadomości”, który trafił do powszechnego obiegu, to właśnie trafił i utrwalił się poprzez fakt, że zaczęła rozwijać się i ta mistyka halucynogenów, którą propagował Huxley, ale również natychmiast odpowiedziała na tą sytuację farmacja. Jak wiemy, koncerny farmaceutyczne nie przepuszczą żadnej okazji do zarobku, więc zareagowali tutaj błyskawicznie i bardzo popierali wszelkiego rodzaju badania nad LSD i psylocybiną i tak dalej, bo wiadomo było, że jeżeli to wejdzie do powszechnego stosowania, do obiegu, do tak zwanej psychiatrii medycznej, to będzie generowało dla nich ogromne zyski, co jest jasne jak słońce. Wracając jednak do tej definicji Huxleya, spotkała się ona z ogromną krytyką przede wszystkim środowisk religioznawców, którzy twierdzili, że choć doświadczenie mistyczne jest rodzajem odmiennego stanu świadomości, to nie każdy odmienny stan świadomości jest doświadczeniem mistycznym. Dlatego stawianie znaku równości między tego typu doświadczeniami, czyli doświadczeniami po zażyciu środków chemicznych. Nie można tego robić, bo to jest zbytnie uproszczenie. I właśnie tak jak wspomniałam, w latach 70.
wprowadzono wiele leków psychoaktywnych. Można powiedzieć, że wtedy właśnie narodziła się psychiatria farmakologiczna, bo przecież wcześniej rozpatrywano choroby tylko z perspektywy Junga i tej swoistej psychoterapii, którą on stosował. Wtedy właśnie stworzono ten biologiczny model choroby psychicznej. I jak to bywa, zawsze pojawia się jeden sprawiedliwy. W tym wypadku był to doktor Eysenck, który krytykował właśnie zbyt swobodne stosowanie leków psychoaktywnych i uważał, że właśnie tutaj jest taka niebezpieczna inspiracja przemysłu farmaceutycznego w tym kierunku. Także przepraszam za tą dygresję, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać, bo rzeczywiście w pewnym momencie lekarze psychiatrzy stali się takimi czarodziejami neurotransmiterów i praca terapeutyczna z pacjentem zaczęła być mocno ograniczona. W pewnym momencie LSD i wiele innych halucynogenów jest już mocno przebadanych i zaczynają się badania nad szyszynką, przede wszystkim nad melatonina, bo ona również pod wieloma względami budziła zainteresowanie. Bardzo szybko jednak zdali sobie sprawę naukowcy, że ona nie jest substancją halucynogenną, aczkolwiek ma bardzo duże znaczenie dla naszego organizmu.
[24:00] - Właśnie gdzieś tak niedawno przeczytałem, że melatonina ma w jakiś sposób wspomagać te różne stany wizyjne. Nie wiem na ile to jest prawda oczywiście.
[24:10] - Wiesz, trudno mi powiedzieć. Ja nie jestem też specjalistą, ale Wszystko w książce Strassmana wskazuje, że ona nie jest taką substancją, dlatego, że on opisał w tej książce również swoje doświadczenia z pacjentami, którym podawana była ta substancja i po podaniu ogromnych dawek melatoniny nie uzyskano stanów, które można by uznać za odmienne stany świadomości. Natomiast pacjenci byli senni, rozbici, ponieważ te ogromne dawki wstrzymywały produkcję endogennej substancji i doszło do, ja jako laik nazwałabym, sprzężenia zwrotnego, czyli mózg przestawał produkować substancję, która była w nadmiarze podawana i efektem było to, że człowiek był trochę skołowany, rozbity, ale nic się takiego nie działo, co można by było zakwalifikować. Nawet jest tam opisana sytuacja, gdzie przez zupełny przypadek, czy też można powiedzieć przez błąd pielęgniarki, jednemu z pacjentów podano dawkę dziesięciokrotnie wyższą melatoniny od tej, z którą oni eksperymentowali i Strassman, mówiąc krótko, z duszą na ramieniu jechał do szpitala, bo po prostu obawiał się tragedii, że z tym pacjentem może być coś bardzo poważnego, bo to jednak było niewyobrażalne z jego punktu widzenia przedawkowanie. A jednak nic się nie wydarzyło. Człowiek był senny, mało komunikatywny, ale nie można by było jej tak zakwalifikować. Przynajmniej mnie się wydaje, że Strassman wiedział, co pisze. Z tym że on rozpoczął badania nad DMT w 1990 roku. Bardzo długo się oczywiście starał o możliwość przeprowadzenia tego typu badań. Bardzo długo się zastanawiał nad tym, jak tego rodzaju badania prowadzić, żeby one dały najwyższe możliwe efekty, ponieważ on nie miał żadnych wzorców.
Nikt przed nim tego typu badań nie prowadził. Dla niego inspiracją, żeby w ogóle iść w tym kierunku była po pierwsze strona duchowa, dlatego, że doktor Strassman urodził się w rodzinie żydowskiej, ale bardzo szybko zainteresowała go mistyka buddyjska i już na studiach medycznych praktykował buddyzm zen, a po ukończeniu tych studiów stał się aktywnym członkiem tej wspólnoty. Także doświadczenia mistyczne nie były mu obce. Bardzo go to interesowało i interesowały go również te doświadczenia, które powstawały po zażyciu peyotlu czy właśnie ayahuaski i zastanawiał się, jak to wyglądałoby w przypadku zażycia DMT. On zaczynał od prób z podawaniem doustnym, domięśniowym, w końcu z podawaniem dożylnym, bo szybko się oczywiście zorientował, że jeżeli chodzi o podawanie doustne, to jeżeli nie jest to połączone z inhibitorami MAO-I, to nasz układ trawienny świetnie sobie z tym radzi i tu nie ma żadnych efektów w tej sprawie.
[28:53] - Poza tym tutaj jeden słuchacz pisze, Mobil, na naszym czacie na YouTubie, że doustne spożywanie DMT w formie palonej nie jest jakieś strasznie przyjemne. Tutaj pisze: „Rok temu miałem przyjemność palić otręby DMT, ayahuaska w szklanym bongo. Nie ukrywam, że smak dymu jest obrzydliwy i skręca to tak, jakbym palił plastik”.
[29:16] - Tak, to jest fakt, że nie każdy pacjent sobie z tym radził. Ale wiadomo, były to badania pionierskie. Wybaczmy człowiekowi, próbował na różne sposoby przeprowadzić te badania. W końcu podawana była dożylnie. Trzeba zaznaczyć, że właśnie DMT to jest potężny psychodelik o niezwykle krótkim czasie działania. Jak okazuje się tutaj podczas badań, on pisze o kilku uderzeniach serca, po których ludzie już odczuwali tego rodzaju uniesienia i możliwości tej substancji. On bardzo podkreślił również, że DMT jest właściwie w całym ludzkim organizmie. To nie jest tak, że jest to tylko substancja, która pojawia się w płynie rdzeniowym. Nic z tych rzeczy. Ona jest wykrywalna w całym ludzkim organizmie i co ciekawe, pojawia się w 49.
dniu od poczęcia. Zupełnie tak, jakby szyszynka uwalniała tę substancję w tym samym momencie, kiedy zaczynają być już widoczne i możliwe do określenia cechy płci dziecka. Stąd Strassman mówi, że można by podejrzewać i domniemywać, oczywiście to są tylko domniemania, że właśnie w tym czasie może dochodzić do połączenia duszy z ciałem. On, tak jak wspomniałam, inspirował się buddyzmem i stanami medytacyjnymi. Ayahuasca, owszem, fascynowało go to z tego względu, że było związane z religijnością, z mistyką, z wyjątkowymi momentami, które dla ludzi były szczególnie znaczące, bo właściwie w kręgach, gdzie pejot i ayahuasca są używane, nie ma mowy o czymś takim, co my nazywamy, teraz robię duży cudzysłów, „zażywanie rekreacyjne”. Tam są takie grupy, wspólnoty, kościoły ayahuascowe, w których ci ludzie się spotykają i zażywają. W każdym razie widzę tutaj kątem oka, że pojawiają się pewne pytania, ale w tej chwili nie nawiązuję do nich, bo te tematy pojawią się za chwileczkę. Czytam państwa pytania, ale staram się utrzymać jakąś kolejność. Strassman był przekonany, że szyszynka produkuje melatoninę i wtedy jeszcze w zasadzie przypuszczał, że produkuje również endogenne DMT. On to bardzo ładnie określił, stosuje oczywiście bardzo ostrożną terminologię, bo starał się zadowolić środowisko naukowe, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że DMT może być głównym dowodem, że ludzie z założenia są istotami wielowymiarowymi i przynależnymi i do świata fizycznego, i do świata duchowego.
Robiąc te badania on bardzo długo również szukał, w jakich okolicznościach powinny się one odbywać, jak dobierać ochotników. Bo nie ulega wątpliwości, że w zależności od otoczenia, ale również od indywidualnej konstytucji biologicznej czy też biochemicznej pacjenta, uzależnione są efekty przyjmowania w ogóle wszelkiego rodzaju tryptamin, nie tylko DMT. Tak samo jest z LSD czy z psylocybiną, po prostu istotny jest kontekst zażywania i sama konstytucja biologiczna pacjenta, bo największym błędem jest chyba przyjęcie, że to miałoby oddziaływać na każdego tak samo. Dlatego myślę, że zdumiewające mogą być nastawienia niektórych osób podróżujących na ceremonie ayahuascowe i takie przekonanie, że koniecznie musi to wyjść nam tylko i wyłącznie na dobre. Zresztą było kilka niesamowitych artykułów innych naukowców, którzy poddali się tej ceremonii i nie dla wszystkich to było takie budujące i pobudzające, jak przypuszczali, jak im to reklamowano, jak zapewniały ich osoby, które te ceremoniały urządzają. Tutaj jednak warto jakiś zdrowy rozsądek w tym wszystkim zachować. Dlatego DMT jest niezwykle ciekawą substancją, bo występuje i w roślinach, i w ciałach zwierząt, i w ciałach ludzkich. Kontekst działania to jest jedna rzecz, a druga rzecz to pytanie, po co nam jest DMT. Między innymi dla szukania tej konkretnej odpowiedzi Strassman zadał sobie wiele trudu, żeby zorganizować swoje badanie. Ja tutaj dla państwa wypisałam wiele wniosków dotyczących tych badań, o czym powiem za chwilę.
Może tylko pozwolę sobie jeszcze nawiązać do problemów, jakie miał ten naukowiec w obrębie swojej społeczności buddyjskiej. I tutaj odpowiadam na pytanie, co buddyzm mówi o zażywaniu takich środków w celu doświadczenia stanów, które normalnie, żeby osiągnąć, trzeba trenować latami. Więc naukowiec cały czas kontaktował się ze swoją wspólnotą. On im przedstawiał wiele różnych swoich ekspertyz. Chciał usłyszeć, co czcigodni mistrzowie i jego przewodnicy, nauczyciele buddyjscy, jak odniosą się do tego przedsięwzięcia. I muszę państwu powiedzieć, że odnieśli się niezwykle negatywnie, zarzucając, że te eksperymenty są niepotrzebne, niebezpieczne i mogą prowadzić do wielkiego zamętu w duszy i w umyśle człowieka. Jeżeli państwo pozwolicie, ja fragmencik malutki pozwolę sobie przeczytać. Jest to odpowiedź-
[38:22] - Chyba też, przepraszam bardzo, do pewnego rozleniwienia to może prowadzić. Bo po co coś ćwiczyć przez 20 lat, skoro można mieć ten sam efekt w pięć minut?
[38:33] - My za chwilę tutaj omówimy te doświadczenia i ich różnorodność, ale bardzo istotny jest fakt, że jednak wspólnoty, dla których medytacja jest niezwykle istotną częścią, nie przyjęły tych jego prób i uznały je za niebezpieczne, ponieważ tak jak wspomniałam, on im przedstawiał te swoje badania. I pozwolę sobie, tutaj wypowiedź jest wielebnej Gwendolyn, czyli przełożonej klasztoru buddyjskiego. „Twoje badania nad psychodelikami są bezcelowe, nie przynoszą ludzkości jakichkolwiek rzeczywistych korzyści, a na dodatek są niebezpieczne. Pomysł podawania psychodelików osobom terminalnie chorym jest według mnie bardzo wątpliwy. Nie zetknęłam się wśród specjalistów zdrowia psychicznego z jakimikolwiek innymi działaniami, które w większym stopniu byłyby zabawą w Boga. Próby wywoływania oświecenia środkami farmakologicznymi nigdy nie zakończą się sukcesem. Spotęgują one tylko zagubienie osób uczestniczących w projekcie i będą miały poważne konsekwencje dla ciebie. Twoje badania są według nauk Buddy niewłaściwym źródłem wiedzy. Twierdzenie, jakoby DMT mogło wywoływać doświadczenie oświecenia, jest złudzeniem i stoi w sprzeczności z naukami Buddy. Halucynogeny wywołują chaos i pomieszanie, utrudniają rozwój duchowy.
Mogą one stanowić przyczynę odrodzenia w światach ignorancji i cierpienia”. Ja chciałam to przeczytać, bo ja bym tu mogła mówić godzinami, a wielebna Gwendolyn streściła to w paru zdaniach. I teraz pozwolę sobie tu jeszcze rzucić okiem na państwa pytania. Dobrze, więc nasz doktor Strassman przeprowadził te badania naprawdę niezwykle starannie i nie ma cienia wątpliwości, że on podając różnym osobom DMT w określonych dawkach doprowadził do momentu, gdzie ci ludzie osiągali dokładnie te, lub też ich opowieści o tym, co przeżywali, były zbieżne z tym, o czym powiedziałam na początku programu. Czyli idąc po kolei: mieli doświadczenia, które można by zakwalifikować jako doświadczenia mistyczne. Mieli doświadczenia zbliżone do tego, co my nazwalibyśmy doświadczeniami z pogranicza śmierci. Czyli przechodzili tunel, widzieli światło, inne światy. Mieli właśnie doświadczenia jakby przechodzenia między światami i spotykania tam przedziwnych istot. Mieli doświadczenia również, które najprościej chyba można by było nazwać doświadczeniami uprowadzenia przez UFO. Cały wachlarz doświadczeń jest tu opisany w poszczególnych rozdziałach i one rzeczywiście przekładają się na doświadczenia ludzi osiągane w zupełnie inny sposób.
Bardzo interesujące, bogate, pięknie tu jest w książce i bardzo przystępnym językiem opisane. Wiadomo, że trudno jest łączyć duchowość, zważywszy jej abstrakcyjność, a tym samym niemożliwe do zmierzenia kategorie. I trudno to łączyć z badaniami klinicznymi, ale myślę, że Strassman zachował pewną równowagę, a właściwie swoje wnioski duchowe w osobnym rozdziale omówił pod koniec książki. Tak jak wspomniałam, wywoływał u różnych osób różne stany. Pogrupował te doświadczenia i okazuje się, że rzeczywiście zażycie DMT może prowadzić do osiągnięcia na pewno odmiennych stanów świadomości oraz stanów, które możemy na zasadzie kalki kwalifikować do tych, które po prostu zna ludzkość. Miał wiele osób, z którymi współpracował, na których testował różne dawki DMT. Ale z czasem doktor zaczął się zniechęcać do tych eksperymentów. Coraz częściej pojawiały się przeróżne niepożądane efekty, a długotrwałe korzyści stosowania tej substancji były trudne do oszacowania. I to jest ten pierwszy moment, kiedy doktor zaczął się zniechęcać i zaczął się zastanawiać, czy to wszystko ma sens. Później zwrócił się do swoich przewodników duchowych, mistrzów buddyjskich i również tam u nich nie znalazł poparcia ani uzasadnienia do prowadzenia dalszych badań.
Nie ulega wątpliwości, że te doświadczenia eksperymentalne przypominają naturalne, pojawiające się spontanicznie odmienne stany świadomości. Ale trudno w kontekście tego nie zadać sobie pytania, czy samoistne stany również pojawiają się pod wpływem tej substancji w jej endogennej wersji. I jakiż byłby ten wpływ i jaka musiałaby być ilość tej substancji endogennej. Nie wszystko tu udało się zbadać, ponieważ to jest substancja, która potrafi w organizmie pojawić się bardzo szybko w ogromnej dawce, ale też momentalnie jej stężenie spada. Więc on próbował badać stężenie w organizmie, jak to wygląda po zażyciu i w jakim tempie to stężenie się zmniejsza. Natomiast było to bardzo trudne do przeprowadzenia. Zbadano tak naprawdę ilość DMT, która gwałtownie rośnie podczas porodu. Stąd mówi się, że wbrew pozorom dla dzieci rodzących się przez cesarskie cięcie poród wcale nie jest wygodniejszy czy też mniej traumatyczny, jako że oprócz różnych substancji uwalniających się w organizmie, żeby dziecko przez ten stan przeszło i dziecko i matka, to również w tym organizmie pojawia się duże stężenie DMT, czego nie ma u dzieci podczas porodu przez cesarskie cięcie. Stąd one zostają przeniesione w tą naszą rzeczywistość bez żadnego wsparcia, jeżeli chodzi o-
[48:10] - Bez znieczulenia kompletnie.
[48:11] - Bez znieczulenia, tak. Choć wydaje się, że na oddziałach położniczych mówi się przecież żartobliwie, że na dzieci urodzone w ten sposób mówi się „cesarzówny i cesarze”. Tak podkreślają tą wyjątkową drogę przyjścia na świat.
[48:30] - Mówi się na przykład, że to dziecko przechodzi ze środowiska wodnego do innego środowiska wodnego o podobnej temperaturze. Ma mieć jakiś taki
[48:41] - wpływ uspokajający, że dziecko tak nie odczuwa, a tu się okazuje, że niekoniecznie.
[48:49] - Na pewno. Myślę, że organizmy ludzkie są perfekcyjnie działającymi mechanizmami i my nie znamy, może nawet jednej trzeciej prawdziwego działania organizmu ludzkiego. Bo ja rozmawiałam kiedyś z bardzo doświadczonym lekarzem położnikiem, który mi powiedział, że do dzisiejszego dnia nie jest jednoznacznie ustalone, dlaczego organizm matki nie odrzuca koniec końców obcego dla siebie organizmu dziecka. Bo mówi: „Każdą z tych trzech hipotez, która jest uznawana na pograniczu prawdy i tezy naukowej, to ja bym był w stanie obalić. Każdą z tych trzech. Dla mnie to jest zadziwiające zjawisko w dalszym ciągu”. Dlatego myślę, że wszystko, co ma przebiegać w pewien określony sposób, naturalnie najlepiej jest, jak tak przebiega. Oczywiście zdarzają się sytuacje, nie będziemy tu tego wątku rozwijać. Wiadomo, czasami nie ma innego wyjścia i trzeba to dzieciątko inaczej na ten świat przywołać. Niemniej we krwi dzieci urodzonych w ten sposób nie ma tego DMT.
Nie ma jej również we krwi matki, bo wiadomo, jest w narkozie mama i pewne procesy chemiczne nie zachodzą. I teraz to, co dla mnie było najistotniejsze. Pomalutku zbliżamy się do takiej sytuacji, gdzie ja bym powiedziała, że zaczyna się ta najważniejsza część dotycząca tych eksperymentów. Otóż po pierwsze delikatnie doktor Strassman stawia tezę, że mózg, jego zdaniem, jest swego rodzaju odbiornikiem rzeczywistości i jeżeli tak jest, to DMT, którą on nazywa molekułą duszy, jest dane nam po to, żebyśmy mogli przejść szczególne stany w naszym życiu i również po to, aby świadomość, czyli dusza, mogła w chwili śmierci oddzielić się od ciała. Również dzięki tej substancji, co doktor sugeruje, my jesteśmy w stanie mieć komunikację międzywymiarową. Natychmiast pojawia się myśl, że jest to asumpt do dyskusji o wielowymiarowości przestrzeni, w której my żyjemy. Dlatego, że dzięki DMT prawdopodobnie my jesteśmy w stanie być w pełni tu i teraz, czyli utrzymywać swoją świadomość w określonej rzeczywistości czterowymiarowej i po prostu funkcjonować tutaj dobrze. Czuć, rozumieć, mieć kontakt z innymi osobami. Chciałam powiedzieć, że z jednej strony my możemy być tu i teraz, ale z drugiej strony, kiedy ilość DMT odpowiednio wzrasta, sprawia, że nasz mózg jest w stanie postrzegać wieloświaty. Bezsprzecznie DMT zmienia fizyczne właściwości mózgu.
Proszę państwa, według fizyków kwantowych istnienie odmiennych światów, wieloświatów nie jest niczym osobliwym. Doktor Strassman sugeruje, że to właśnie DMT może nas zabrać w jedno z takich miejsc. Także zastanawiające z tej perspektywy są właśnie te ilości, które w miarę zmniejszania się lub zwiększania mają tak ogromny wpływ na nas. Myślę, że czas jeszcze to pokaże, ale prędzej czy później przekonamy się, że prawdopodobnie DMT to jest najważniejsza substancja w naszym organizmie, która trzyma nas i tu i teraz, i pozwala też nam spojrzeć poza nasze ciało i widzieć i rozumieć pewne zjawiska, a także opuścić w momencie śmierci to nasze ciało. Ta sugestia doktora Strassmana w pełni oddaje to, o czym mówiłam wcześniej. O tym fakcie, że jesteśmy dwuwymiarowi, jesteśmy dualni, duchowi i fizyczni. I kto wie, czy Cała nasza świadomość w pewnym stopniu nie korzysta z tego DMT, jak komputery korzystają ze świata kwarcowego. Są połączenia komputerowe zbudowane z pewnej konkretnej materii. My możemy korzystać z komputera dlatego, że zostały odkryte te możliwości. Nie tylko teoretyczna możliwość, ale został też odkryty krzem i jego możliwości do transmisji danych.
Ja nie czuję się na siłach wypowiadać się o tym, ale jest to pewna analogia. Bo tak jak komputery nie mogłyby bez tych substancji chemicznych pracować, tak my nie moglibyśmy pracować i funkcjonować bez DMT w naszym organizmie. Patrzę na państwa.
[56:13] - To ja może skorzystam z okazji i powtórzę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem mamy kontakty nie tylko tekstowe, ale też telefon. Można do nas dzwonić. Zachęcamy gorąco do dzwonienia, zadawania pytań, dzielenia się spostrzeżeniami w temacie DMT. Nasz numer telefonu to 530 620 493. SMS oczywiście również odbieramy. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Biura Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z tematyką Biura Duchów, tematyką ogólnie zaświatową, DMT i tak dalej na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[57:29] - Tak. Proszę państwa, czy w kościołach lepiej by było podawać zamiast opłatka ayahuaskę? Nie wiem. Jak wspomniałam, musiałyby być to minimalne ilości, a tutaj potrzebna jest określona ilość, żeby ta substancja zadziałała. W dodatku muszą być zastosowane inhibitory MAO-I, żeby ona pokonała barierę krew-mózg i tak dalej. Oczywiście są wspólnoty ayahuaskowe na świecie i dobrze, ale są to pewne kręgi kulturowe. Ludzie są przyzwyczajeni do tego. Nie mówiąc już o samych szamanach, kapłanach, dla których te odmienne stany świadomości i przyjmowanie tej substancji jest czymś, do czego się przygotowują i przede wszystkim w co wchodzą krok po kroku, systematycznie. Ja powiem szczerze, nigdy nie miałam tego typu doświadczeń z takimi substancjami. Natomiast że wszelkie substancje psychoaktywne zmieniają odczuwanie rzeczywistości, mogłam się przekonać, kiedy naprawdę po poważnym wypadku podano mi kroplówkę znieczulającą.
Żartował sobie lekarz, że niejeden to by się za taki koktajl dał zastrzelić, bo tam było tyle różnych substancji przeciwbólowych, opioidów, że myślę, że jakby ktoś chciał to rekreacyjnie, to na pewno by mu się również spodobało. Niemniej ja w bardzo krótkim czasie w ogóle nie czułam bólu. Mało tego, ja poczułam tak ogromną siłę, przypływ takiej energii, że ponieważ nikt mnie nie pilnował, więc ja sobie najspokojniej w świecie wstałam z łóżka i przeszłam sobie do toalety i tak dalej. Później znaleźli mnie i nakrzyczeli na mnie. A w momencie, kiedy ten koktajl przestał działać, to ja po prostu byłam tak obolała, tak słaba, że nie było możliwości, żebym ja się podniosła. Więc tak jak mówię, z tymi substancjami nigdy nie miałam kontaktu. Natomiast jako substancje medyczne, też opioidy, efekt jest niesamowity. Człowiekowi się wydaje, że góry może przenosić. Na pewno one oddziaływują niezwykle silnie na nas.
[01:00:58] - Jeżeli chodzi o ceremonie związane z ayahuascą i w ogóle ayahuascę, czytałem jakiś czas temu artykuł o szamanie, który sprowadza półoficjalną drogą ayahuascę do Polski i urządza tutaj ceremonie. Sprowadzanie ayahuaski poza Amerykę Południową, na przykład do Europy, jest ostro krytykowane podobno przez szamanów, którzy pozostają w Ameryce Południowej. Już sam fakt przewożenia ayahuaski w butelce po coca-coli zakrawa trochę o profanację według nich.
[01:01:39] - Oczywiście, że tak, bo dla nich to jest coś prawdopodobnie tak świętego jak hostia dla chrześcijan. To jest święta, mistyczna roślina i używanie jej rekreacyjnie, że tak powiem, jest dla nich nie do przyjęcia. Oni tego używają w specjalnych ceremoniach, są do tego przygotowani. Jest to mistyczne spotkanie ludzi, którzy razem idą w pewnym kierunku. Robią to z wielkim szacunkiem, z wielką miłością do swoich przodków. Ewentualnie niektórzy szamani w trakcie uzdrowień podają sobie i pacjentowi niewielką ilość i wchodzą w taki stan, w którym wierzą, że są w stanie znaleźć rozwiązanie dla chorego, uruchomić procesy uzdrawiające. Natomiast czytałam na jednej ze stron, chyba na Tarace był artykuł przetłumaczony z języka angielskiego, gdzie ktoś poddał się tej ceremonii i muszę powiedzieć, że opisane- Halo?
[01:02:59] - Halo, mamy słuchacza telefonicznego. Dobry wieczór. Jesteśmy już na antenie Radia Paranormalium.
[01:03:05] - Dobry wieczór. Co do szamana, który przewozi ayahuascę, to musi być strasznie trefny, bo ayahuascę można zrobić na miejscu w każdym kraju. Składniki są łatwo dostępne.
[01:03:18] - Tylko rzecz w tym, że część składników jest podobno, z tego, co czytałem w tamtym artykule, nielegalna. Także z przewiezieniem tych składników może być problem przez granicę.
[01:03:27] - Wszystko w Polsce jest nienielegalne, ale można to zamówić wprost na internecie. Ja akurat mieszkam w Holandii, więc mam workshopy, gdzie mogę normalnie pójść i sobie wszystko kupić, co jest potrzebne. To tyle co do szamana, który przewozi to w butelkach. Przygotowałem się trochę do wypowiedzi, ale niestety zgubiłem swoje zapiski. Co do ayahuaski i całej ceremonii, trzeba się przygotować do całej ceremonii. Nie ma tak, że się pójdzie, dowie, gdzie jest ceremonia i tak chlup się napije tej ayahuaski. Należy się przygotować fizycznie i spożywać odpowiedni pokarm przed. Nie można wszystkiego zjeść, bo to może poważnie zaszkodzić. Co do reszty, medytacja na przykład jest też ważna i ciężko jest osobie, która nigdy nie spożywała żadnych środków psychoaktywnych i nie medytowała przejść taką ceremonię z tego względu, że trzeba się potrafić wyciszyć. To nie jest dość proste i można się w tym zagubić.
Byłem na ceremoniach, gdzie piliśmy ayahuascę, nie paliliśmy. Picie i palenie to dwie inne bajki, że tak powiem. Palenie działa krótko, a picie wydłuża całego tripa, to przejście. Jedna dziewczyna mogła się odciąć po prostu, za szybko oddychała. Dużo ludzi przechodzi ją normalnie, tak jak się czyta na internecie, że ludzie srają pod siebie. Nie widziałem czegoś takiego. Że rzygają? Jest to odruch naturalny. Jest to substancja dość ciężka, więc dla mnie jest to normalną rzeczą. Tak samo jak ktoś przesadzi z alkoholem, niestety pójdzie się wyrzygać.
Taka jest fizyka.
[01:05:59] - Może raczej fizjologia.
[01:06:02] - Przepraszam, fizjologia.
[01:06:04] - Nie no.
[01:06:05] - Pierwszy raz jestem na antenie, więc troszkę stres mam.
[01:06:09] - Bardzo dziękujemy, że pan się odezwał, bo to jest dla nas bardzo cenne, takie bezpośrednie relacje. Jednak wie pan, wydaje mi się, że mimo wszystko nie jest to dla każdego. Ceremonia nie jest-
[01:06:32] - Zgadzam się. Nie jest to dla każdego i nawet każdy, kto już spróbował, to samo powie. Powiem tak: na ceremoniach, na których byłem, składają się z dwóch dni i bywały osoby, które po pierwszym dniu już stwierdzały, że na drugi dzień nie chcą. Po samej ceremonii. To było tak, że Zaczynamy wieczorem. Ciężko to opisać. Normalnie piliśmy ayahuascę. Są dwie tury podczas jednej nocy. Po czterech godzinach jest dokładka ayahuaski. Kto chce, może się napić jeszcze.
Komu wystarczy, ten nie musi. W pierwszy dzień większość spróbowała dwa razy. Na drugi dzień jedna osoba całkowicie odpadła, a trzy czwarte już nie piły drugi raz.
[01:07:36] - Jeśli można by się było pana zapytać, jeżeli to nie jest zbyt intymne pytanie, jak pan doświadczał tego odmiennego stanu po zażyciu tej substancji? Jak pan się po tym czuł? Czy to było dla pana otwierające doświadczenie?
[01:08:00] - Tak, było. Nie ukrywam, że długo wyczekiwałem tej ayahuaski, więc jak się na coś długo czeka, to nie rozczarowałem się, jak to czasem bywa przed spróbowaniem czegoś pierwszy raz. Nie rozczarowałem się. Na pierwszą ayahuaskę czekałem chyba pół roku, więc stan ducha przygotowany, mentalnie cały się przygotowałem, fizycznie tak samo. I co do ceremonii przejścia, bardzo szybko działa w porównaniu do innych substancji psychoaktywnych. Ayahuaska akurat jak piłem, bardzo szybko zadziałała. Mogę powiedzieć, że w pięć minut już poczułem się inaczej.
[01:08:51] - Zdecydowanie. Przepraszam, dodam, że doktor bardzo to podkreśla, że jest to najszybciej działająca substancja psychoaktywna. Najszybciej.
[01:09:05] - Nie paliłem ayahuaski, więc nie mogę porównać do czegoś innego. Tak samo przed picem ayahuaski żadnych innych substancji psychoaktywnych nie piłem. Więc porównując szybkość do innych, nie mogę powiedzieć, ale naprawdę szybko działa. I tak jak mówiłem wcześniej, wszystko zależy od wyciszenia siebie. Mój kolega na przykład przy pierwszej turze około godziny, jak mi opowiadał, po prostu nic nie miał. Całe zgromadzenie już miało swoje wizje, a on siedział taki zaniepokojony, bo po prostu nic nie czuł. Dosłownie mówi, że nic nie czuł. Tak jak jest też wiele opowiadań na internecie, można znaleźć ceremonie, gdzie ludzie też długo nic nie czuli, a przychodzi taki moment, że jest strzał i są już na miejscu. Ale wracając do wizji. Na początku, gdy już doświadczyłem błogiego stanu, zacząłem widzieć fraktale.
To jest dość hipnotyczne. Niedawno na audycji w Radiu Paranormalium było mówione o mnichach, którzy pomagają przejść na drugą stronę, gdzie mówią do osoby już umierającej, by nie skupiała się na fraktalach, by próbowała przejść dalej. Podczas innych wizji, bo jest to piękne, te fraktale jak one tam przechodzą, nie da się tego opisać słowami. Ale udało mi się przejść dalej. To jest troszkę dziwne do opowiadania. Widziałem swoje ciało jakby w kosmosie rozłożone na atomy, gdzie jakaś moc składała mnie całego.
[01:11:39] - Więc to już jest doświadczenie rzeczywiście mistyczne, takie katharsis można powiedzieć. Rozbicie na najmniejsze cząstki i złożenie z powrotem. A czy mogę zapytać, czy pan był w tym świecie, w tym stanie sam? Czy odczuwał pan obecność jakiejś istoty?
[01:12:01] - Odczuwałem obecność istoty. Istota, która mnie składała, pytała się, czy dodać mi coś, czy mnie ulepszyć. Pierwsza myśl była oczywiście, każdy chciałby być lepszy, ale z drugiej strony pomyślałem, że jednak nie chcę. Taki jak jestem, to sobie wystarczę. Nie potrzebuję nic więcej. To było trochę tyranizowane. Ta istota nie była istotą ludzką. Była energią świetlną, taką białą, nietypowo białą energią, która wędrowała po moim ciele jakby złożonym z gwiazd. Tak skakała z nogi na rękę, na brzuch. I właśnie wtedy było takie pytanie, czy coś dodać.
[01:12:51] - Jeśli mogę zapytać, czy to doświadczenie przekładało się jakoś na jakąkolwiek zmianę w pana życiu, w odbiorze rzeczywistości lub w stosunku do tego, czym jest nasza świadomość?
[01:13:13] - Co do odbioru rzeczywistości, ciężko tak powiedzieć, bo sama ayahuasca nie jest najważniejsza. Najważniejsza jest droga do niej, nastawienie, intencja. Jadąc na ayahuaskę, jechałem z intencją, by nauczyć się rozmawiać lepiej z bliskimi, bo nie ukrywam, że za czasów młodości, nadal jestem młody, nie byłem dobrą osobą. Nie traktowałem bliskich z należytym szacunkiem i strasznie byłem samolubny. Przez co może też sposób rozmawiania-
[01:14:04] - Relacji.
[01:14:06] - Relacje. Nie były najlepsze w konwersacjach i jadąc na ayahuaskę dużo myślałem o tym, jak rozmawiać z rodziną. Sama ayahuasca nie jest kluczem. Może pomaga zrozumieć swoje błędy. Tak samo jak medytacja, wyciszanie. Podczas medytacji można zrozumieć, gdy się popełnia błąd. Ayahuasca może ułatwić, ale nie wydaje mi się, żeby to był taki złoty klucz, który otwiera wszystkie furty.
[01:14:41] - To jest bardzo istotne, co pan powiedział, bo na pewno wiele osób zadaje sobie pytanie, co powoduje, że jesteśmy w stanie, że mamy taką potrzebę zadać sobie sporo trudu w niektórych wypadkach i dostać się na taką ceremonię. I co nam to daje? Rozumiem, że dla pana było to jakieś transformujące doświadczenie.
[01:15:18] - Tak, było. Pomogło. Było i jest. Przepraszam, trochę mętlik w głowie. Nie wiem, jak to ubrać w słowa. Po ayahuasce zacząłem inaczej patrzeć na sferę duchową. Też tak mogę powiedzieć, bo doświadczając czegoś tak głębokiego, czy to było iluzją, czy to było naprawdę, każdy może sobie sam to zinterpretować. Jednak widząc to, co widziałem na ayahuasce podczas ceremonii, zmieniło moją perspektywę na rzeczywistość. To jest fakt. Inaczej patrzę na otaczający świat.
Widzę więcej, bo skupiam się już nie tylko na sobie, skupiam się na bliskich i na całym świecie. Tyle że nie chodzi cały świat o politykę i to wszystko. To też, ale chodzi mi bardziej o życzliwość wobec bliźnich. Nie jestem już arogancki i staram się zrozumieć, a nie oceniać. Czy ayahuasca miała na mnie wpływ, czy to po prostu z wiekiem i doświadczeniem przyszło? Nie wiem. Spróbowałem ayahuaski, więc nie wiem, jaki bym był, gdybym jej nie spróbował.
[01:16:52] - Pozwoliłam sobie zadać pewne pytania, bo w tej książce, na motywach której jest osnuta cała nasza audycja, doktor Strassman miał pewne pretensje do swoich mistrzów duchowych za tak radykalne podejście do jego pracy, ponieważ, jak wspomniał, uznał ich postawę za rodzaj hipokryzji, gdyż podczas rozmów z wieloma członkami tej wspólnoty buddyjskiej dowiedział się, że spory odsetek tych osób właśnie zaczęły praktykować głęboką medytację, buddyzm i weszły w ten krąg i religijny, i kulturowy, można powiedzieć, po pierwszym doświadczeniu, które miały z substancjami psychodelicznymi, o czym podobno się nie mówi. I oni wypierają tę tezę. I tak jak wspomniałam, bardzo ostro go potraktowano. Ale na pana przykładzie widać, że jednak może być to pozytywną inspiracją, żeby dalej iść już swoją drogą bez wspomagaczy. Jeżeli mogę tak to sformułować.
[01:18:24] - Tak, można. Też mogę powiedzieć, że do momentu spróbowania pierwszego psychodelika byłem dość agresywną osobą, pobudliwą, nie dającą sobie nic powiedzieć. Po spróbowaniu pierwszego psychodelika dosłownie zmienił się mój pogląd na świat, bo odrzuciłem tą całą nienawiść i wydało mi się to takie głupie, że tyle lat tkwiłem w takiej agresji, złości, a wystarczy po prostu odpuścić. Więc wydaje mi się może, że niekonieczne, ale każdy, kto przechodzi na rozwój duchowy, powinien spróbować czegoś takiego. Nie mówię już typowo o ayahuasce. Jakiegokolwiek psychodelika. Nie musi to być przeogromna ilość, ale ilość, która pobudza szyszynkę.
[01:19:26] - Tak. Tym bardziej, jeśli potraktujemy to rzeczywiście jako doświadczenie sporadyczne, jako jakiś powiedzmy sobie impuls, wyzwalacz, który uruchomi w nas całą lawinę pozytywnych zmian, do których prowadzi również silne ukierunkowanie na życie wewnętrzne. Bo życie wewnętrzne człowieka niekoniecznie musi być od razu życiem duchowym, ale w każdym razie te rzeczy stają się jakąś wartością w życiu. I wydaje mi się, że z tej perspektywy to na pewno pan zyskał.
[01:20:10] - Ayahuasca, tak jak mówiłem, nie jest kluczem do bram duchowości. Tak samo jak alkohol nie zamknie wszystkich smutków, wszystko musimy zrobić samemu. Można uciec się w pomoc alkoholu, akurat nie radzę, ale co do ayahuaski, jest to pewnego rodzaju furtka, taka dziurka od klucza, gdzie można zobaczyć przez ayahuaskę coś, czego nie dostrzegaliśmy. Ale te drzwi musimy sami otworzyć.
[01:20:42] - Powiedziałabym, że pięknie pan to spuentował, bo również i ja mam takie zdanie i takie zdanie ma Rick Strassman, który między innymi dlatego wycofał się ze swoich eksperymentów, ponieważ zauważył jedną zasadniczą rzecz, że doświadczenia nie miały wymiernych efektów terapeutycznych i efekty były krótkotrwałe, szybko ustępowały. Tak jakby pacjenci zapominali o tych przeżyciach po silnych tripach DMT. Gdzieś to umykało.
[01:21:31] - Tak, to jest jak świadomy sen. Ten trip mniej więcej jest jak świadomy sen, po przebudzeniu jeszcze pamiętamy, co się działo. Wszystko zależy od treningu. Im więcej się trenuje nad świadomymi snami, tym więcej pamiętamy. I to też, jak i medytacja, pomaga w zapamiętaniu całego tripu. Ale wiadomo, jak wspomnienie, jak dzień poprzedni z upływem czasu coraz mniej go pamiętamy.
[01:22:04] - I tutaj doktor podkreślił pewną różnicę między odmiennymi stanami świadomości, które przechodzimy w stanie medytacyjnym lub też w stanie zagrożenia życia et cetera. Kiedy dochodzi do głosu ta endogenna, czyli nasze DMT, które sami produkujemy i otwiera się pewna przestrzeń doświadczenia. I proszę zwrócić uwagę, że ludzie, którzy doświadczyli śmierci klinicznej, doświadczyli przeżyć głębokich, medytacyjnych, mistycznych, znaleźli się spontanicznie w innej rzeczywistości, w innym wymiarze i tak dalej, czy nawet jak twierdzą, zostali uprowadzeni przez obce istoty. Te doświadczenia są dla nich doświadczeniami niezapomnianymi, mającymi ogromny kształtujący wpływ na całe ich życie. Oni są w każdej chwili w stanie odtworzyć każdą sekundę swojego przeżycia. Nigdy nie mówią o tym w kategorii, tak jak pan był uprzejmy powiedzieć, że to było trochę jak świadomy sen. Dla ludzi, którzy przeszli takie procesy w sposób naturalny, te procesy są dużo bardziej realne, jak twierdzą, niż ten świat, który nas otacza. I to jest główny przyczynek do zakończenia badań nad podawaniem syntetycznego DMT pacjentom. Myślę, że w kontekście tego, co pan był uprzejmy powiedzieć, to wszystko nabiera szczególnego sensu. Treść tych badań, wnioski Strassmana i powiem szczerze również moje osobiste odczucia.
[01:24:10] - Syntetyczne DMT to takie chyba nie do końca, bo DMT uzyskujemy z roślin, z naturalnych składników.
[01:24:23] - Ale jednak ono jest syntetyzowane. To nie jest nasze endogenne DMT wyprodukowane przez ludzką szyszynkę.
[01:24:32] - To tak jak z witaminami. Jeśli spożyjemy sok z truskawek, mamy wszystkie jego witaminy. Nie są to syntetyczne witaminy. Syntetyczne są wtedy, kiedy są produkowane chemicznie. Ayahuasca nie jest produkowana w laboratoriach. Można ją zrobić we własnej kuchni.
[01:24:57] - Chciałam tylko zwrócić uwagę, że on stosował syntetyczne DMT, ponieważ Te eksperymenty, o których pisał najwięcej, odbywały się poprzez wstrzyknięcia dożylne. Wcześniej były prowadzone również eksperymenty z pozyskiwanej z ayahuasca, peyot i tak dalej. On szeroką gamę tych substancji badał, ale wstrzykiwane było pozyskiwane DMT w laboratorium, bo on podawał dożylnie. Jak to opisał, piąte bicie serca i już jest szczyt tego haju na tej substancji. To działało-
[01:25:50] - Mogę tak powiedzieć, że w tym momencie jego mistrzowie mają rację, że jeśli on prowadzi takie badania, wtedy gwałcił naturę, można by powiedzieć. Ayahuasca jest rośliną świętą w niektórych regionach. Poza tym to jest też kwestia podejścia, czy jest święta, czy nie, ale jest to roślina o dużej mocy, więc nie powinno się czegoś takiego robić.
[01:26:18] - Ale weźmy pod uwagę, że on prowadził te badania po to, żeby uzyskać lek z możliwościami stosowania go w psychiatrii. Także troszkę inne pobudki nim kierowały. Natomiast wie pan, ja nie mam wątpliwości, że nie na darmo nazywamy coś świętym. Święte miejsce, święta roślina, święta tradycja naszego plemienia. Bo chodzi o to, że trzeba oddzielić tę sferę sacrum od sfery profanum. I ludzie zawsze tego potrzebowali. I to, co prowadziło ich wyżej, to, co ich miało podnieść duchowo, moralnie, to wszystko łączyło się właśnie z jakimś sanktuarium, ze sferą sacrum. I tu ma pan rację, jest to roślina, która zasługuje na pewno na nazwę „święta” i tak powinna być traktowana, czyli jako roślina stwarzająca wyjątkową możliwość dotknięcia świata wielowymiarowego. Dla niektórych będzie to boskie, a dla niektórych po prostu, wie pan, dla fizyka kwantowego pewnie to będzie zupełnie inne przeżycie. Czy w ogóle osoby, powiedzmy, niewierzącej.
[01:27:55] - Dla fizyka kwantowego byłoby to wspaniałe przeżycie, bo mógłby zobaczyć wszystkie kwanty, bo w eksperymentach kwantowych widzi się kwanty po prostu tam, gdzie się ich szuka. Próbując ayahuaski, mógłby się rozglądać i patrzeć wszędzie i by widzieli te kwanty i fraktale.
[01:28:16] - Bezwzględnie. Tylko cenny jest pana przekaz, bo tutaj widzimy, co to znaczy mieć zdrowe podejście. Czyli spróbuję, wyzwolę w sobie, dam sobie pewną możliwość. Być może coś to we mnie wyzwoli, a być może będzie to dla mnie tylko poszerzenie mojego odbioru rzeczywistości. Ale później wiem, że nie ma drogi na skróty i idę już utartą ścieżką duchowości, pracy nad sobą, nie wiem, powiedzmy medytacji, bo tak odbieram podsumowanie pana wypowiedzi.
[01:29:01] - Tak, dokładnie tak można powiedzieć. Przepraszam. To chyba będzie wszystko z mojej strony. Nie będę zabierał już czasu na antenie.
[01:29:15] - Przepraszam bardzo. Tutaj są pytania od słuchaczy z czata do pana. Dwa pytania. Gdzie miała miejsce ta ceremonia, w której brał pan udział oraz ile tak naprawdę trwa trip po ayahuasce? Bo tutaj niektórzy piszą, że 5 minut, 15, czyli krótko, a potem ginęli w 12 godzin. Jak to jest z tą ayahuascą właśnie?
[01:29:38] - Ja na ceremonię pojechałem do Niemiec. Sam trip był w Holandii, ale spotkanie było w Niemczech. Nie jest ciężko znaleźć, jak ktoś będzie chciał naprawdę, to znajdzie szamanów. Co do długości. Tak jak mówię, nie paliłem ayahuaski, więc nie wiem, ile trwa trip po paleniu ayahuaski. Po piciu, tak jak mówiłem, piliśmy dwa razy w ciągu nocy i między pierwszym a drugim kieliszkiem, bo też piliśmy z kieliszków, był czas około 4 godzin, z tego, co pamiętam. Więc gdyby nie brać drugiego kieliszka, nie wiem też dokładnie, ale wydaje mi się, że około 5, 6 godzin może trwać.
[01:30:32] - To właśnie to pytanie zadał, tutaj doprecyzuję, słuchacz, który pisał wcześniej, że on palił ayahuascę. Także może rzeczywiście tym paleniem sobie tak skrócił.
[01:30:45] - Tak, bo też nim pojechałem na ayahuascę, dużo czytałem o niej i właśnie tak mówili, że przy paleniu to jest do 20 minut chyba maks nawet. 20 minut i jest od razu strzał przy pierwszym zaciągnięciu, przy pierwszym buchu podobno jest od razu strzał. Ale ja piłem, nie paliłem, więc co do palenia nie mogę się wypowiedzieć. To wszystkie pytania były? Na wszystkie odpowiedziałem?
[01:31:22] - To są wszystkie te, które wyłapałem, bo na czacie tych wiadomości dosyć dużo się pojawiło. Beacie, Adzie Edelman podesłałem na Messengerze. Pewnie się odniesie do nich niedługo.
[01:31:37] - Jeszcze przepraszam, ktoś tu pyta, czy były przypadki, że uczestnicy ceremonii widzieli kogoś innego z grupy, czyli tak jak gdyby te wizje się przenikały. Chyba o to chodziło tej osobie, która pyta.
[01:31:50] - Wizje były też u niektórych osób wspólne. Na przykład ja miałem wspólną wizję z jedną z uczestniczek, która właśnie się odcięła. Był to dla niej szok. Zawsze tylko zaczęła oddychać i musieli jej pomóc, inhalować. Po tym, gdy wróciła, opowiedziała wspólną wizję co do mojej. Była to wizja rozlewającej się takiej energii bariery ochronnej, która chroniła wszystkich uczestników. To mieliśmy wspólne. Jednak widzieliśmy inny kolor tej bariery. Można by też powiedzieć, że różnica między mężczyzną a kobietą, stąd inne kolory. To było wspólne.
Co do widzenia innych osób z ceremonii nie, jednak parę osób widziało siebie w innych życiach. Tak samo ja siebie widziałem w innym życiu. Jedno chyba z pierwszych, bo byłem Indianinem, więc zakładam, że to mogło być jednym z pierwszych. Znajomy był rycerzem. Dość szczegółowo wszystko opowiadał. Nie będę się rozwijać na ten temat, jednak bliskich zmarłych dużo osób też widziało. Rozmawiali. Żeby nie było, osoby jeżdżące na ayahuasca to nie tylko młodzi napaleńcy, którzy czegoś szukają. W mojej grupie były osoby, które były w różnym wieku i z różnym doświadczeniem życiowym. Mieliśmy psychologów, był chłopak z MIT.
Dziewczyna z Anglii przyjechała tak samo, mieszkała w wiosce buddyjskiej, takim mieście. Nie pamiętam dokładnie, jak się to nazywało, więc też się nie będę rozwijać. Różni ludzie przyjeżdżają i z różnymi doświadczeniami wyjeżdżają. Też nastawienie i wszystko ma znaczenie, jak się jedzie.
[01:34:07] - Zdecydowanie tak. To również Strassman podkreślał, że dobranie odpowiednich warunków. Poza tym poziom motywacji, wcześniejsze doświadczenia z tego typu substancjami i stan ducha najogólniej mówiąc, w którym się znajdujemy. Bo jak pan zauważył, jedni widzieli na przykład zmarłych, swoich bliskich, więc prawdopodobnie oni mieli nieprzerobione procesy żałoby. Cała ta nadbudowa i obudowa tej ceremonii ma ogromne znaczenie. Nasza motywacja, żeby wziąć w niej udział. Nie bez kozery przyjeżdżają tam ludzie w różnym wieku, na różnym stopniu rozwoju duchowego. I tak jak pan powiedział, każdy tam przyjeżdża po coś innego i prawdopodobnie też dlatego z czym innym wychodzi z takiej ceremonii. Także bardzo serdecznie panu dziękujemy za ten telefon. Było mi bardzo miło.
[01:35:21] - Mi również dziękuję. Przełączam się na odsłuch.
[01:35:26] - Dziękujemy. Do usłyszenia. Oczywiście zachęcamy do dzwonienia. Przypomnę jeszcze raz kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu to 530 620 493. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Nasze Gadu-Gadu można również pisać to 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Tu chyba ktoś znowu dzwoni. Kolejny słuchacz, tym razem z Polski.
Halo, dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:36:18] - Dobry wieczór.
[01:36:19] - Dobry wieczór.
[01:36:21] - Witam.
[01:36:21] - Cisza radio. Muszę ściszyć radio, bo jak słuchałem teraz tej dyskusji z poprzednim słuchaczem, to się wcześniej wahałem, czy zadzwonić, czy miałbym coś odpowiedzieć. A tutaj mam mnóstwo odpowiedzi na to i teraz muszę się pozbierać, od czego zacząć. Dobrze, muszę od tego przede wszystkim. Ja nie należę do młodych słuchaczy, bo ja mam 60 lat.
[01:36:55] - Jak nie należę do młodych? 60 lat to jest mężczyzna w kwiecie wieku. Proszę pana.
[01:37:03] - Dobrze . Ale może nie do najmłodszych. Chciałem opowiedzieć o moich dziwnych doświadczeniach psychodelicznych sprzed trochę lat.
[01:37:20] - To był rok 1984. To są takie dwa wątki, bo to jest tyleż poważne — to w ogóle jest poważne, chciałem powiedzieć — ale może zabrzmieć rozrywkowo też. To może będzie dobre na wieczór. Otóż należałem do takiej grupy wrocławskiej odkrywców świętych grzybów, powtórnych odkrywców. Chodzi o grzyby, które się po łacinie nazywają psilocybe semilanceata, a substancja działająca to jest psylocybina. To starsi górale jedli wcześniej i tak dalej, było to zapomniane. Wiem, że moja prababcia, zdaje się, stosowała to. Zmarła, zanim się urodziłem, ale z przekazów rodzinnych wiem, że jakieś grzybki jadła. Góralką była, ale mniejsza o to. W '84 roku pewien student medycyny z wymiany gierkowskiej jeszcze w Krakowie odkrył to.
To był taki kolega, taki wspólny. Takie życie myśmy wtedy prowadzili, dość rudrackie, bo ta junta jaruzelska stała wkoło. Tu jest dość ważne to w tym. No i on te grzyby. Później to był sierpień, wrzesień. Zaczęli te grzybki ludzie zbierać we Wrocławiu. No i jeść. Tak trochę głupio. Ja się bałem. Musiałem to przestudiować.
Dowiedziałem się tyle, bardzo ważne, że jednorazowe spożycie tego powoduje nieodwracalne zmiany w świadomości. Ale ja chciałem tych nieodwracalnych zmian, bo ja się po prostu potwornie bałem wtedy. Oprócz moich normalnych przygodowości lękowych, ale wtedy to było straszne, bo chodziło o to, że... Dobra, skrócę. Zjadłem te grzybki, było fajnie. Tyle, ile zalecano. Niesamowicie mi fajnie, a później następnego tygodnia znowu i znowu. Zawsze w piątki. Dlaczego? Bo piątek, wiedziałem, bo to już świadczy mi do powieści, że w piątek nie przychodzą aresztować.
Można się nie bać, że ktoś nie puka do drzwi i przyjdą, i zabiorą. Bo dlatego, że esbecy wolne chcieli mieć w weekend, a cztery osiem mogli trzymać w areszcie, 48 godzin, to w niedzielę by wypadało, by musieli wypuszczać.
[01:40:40] - Rozumiemy, tak.
[01:40:44] - I dlatego w piątek ja sobie te grzybki. I któregoś razu tak się z kolegą zdarzyło, że myśmy się tych grzybków najedli za dużo. I tu się zacznie trochę komedia, ale to jest poważna. Po prostu zdarzyło mi się to OOBE, czyli out of body experience. Wyjście z ciała. Ja po prostu zobaczyłem siebie leżącego i jak cieknie obrzydliwie ten śluz z nosa, bo psylocybina to powoduje, z góry. Całe pomieszczenie widziałem. To było przez chwilę i później widziałem diabła naprawdę. Taki straszny wir. Coś się kręciło i się robiło od tego mdło.
Ja bym zwymiotował, tylko ciała nie miałem i to się nie dało. Takie zawroty głowy potworne. Było coś strasznego. I ten wir, i kiedy to się skończy. Był taki środek zła jakiś i wkoło tego takie twarze wirowały. I te twarze ja rozpoznawałem niektóre. Ja to opowiadałem potem ludziom, opowiadania o tym napisałem, to się śmiali ze mnie, że ja to wymyśliłem. Ale ja naprawdę nie wymyśliłem. Ja widziałem te twarze, tam był Stalin, Hitler i tak dalej.
[01:42:41] - Najwyraźniej widział pan wszystkie swoje lęki.
[01:42:45] - Dokładnie. Ależ dokładnie! Pol Pot, tam widziałem wszystkich tych potwornych katów. Właśnie ja to tak interpretuję. Ja cały czas żyłem w lęku przed Służbą Bezpieczeństwa, bo udzielałem się w Solidarności podziemnej. Wiadomo, co z tego było. I ja widziałem te wszystkie swoje lęki, tych potworów, którzy chcą mnie zgnębić. I później wywałem się z tego kręgu i widziałem taką galaretę szarą pokrywającą ziemię. I patrzę się na tę ziemię, słabo widoczną z tej galarety i tam widzę silosy z rakietami IBM, pociski interkontynental ballistic missiles, sowieckie oczywiście, łagry, dużo broni jądrowej i że to jest diabeł, Związek Sowiecki. To jest w ogóle śmieszne, dlatego, że ja byłem w takim stanie wtedy, kiedy prezydent Ronald Reagan, papież Jan Paweł II, oni wszyscy tak samo widzieli świat.
Ja to zobaczyłem w takim stanie. Później wróciłem znowu, zobaczyłem to moje ciało. Ja w nie wchodzę i wracam do ciała. Wróciłem i patrzę się na to ciało i pomyłka jakaś. To nie moje. To jest mojego kolegi, pomocnik Julek. To Julka ciało jest, a nie moje. A on był w tym pokoju. On się podniósł i jest on, czyli moje. Mi się kazało.
Myśmy byli tak samo ubrani przypadkowo. Jakieś swetry z jakiejś tam wełny szetlandzkiej.
[01:44:49] - Rozumiem. A czy mógłby pan powiedzieć... Na pewno było to bardzo silne, głębokie przeżycie, jeżeli świadomość całkowicie znalazła się poza ciałem. Proszę mi powiedzieć, czy to miało dla pana jakiś skutek przełomowy? Czy to w jakiś sposób odbiło się na tym, jak pan postrzega świat?
[01:45:18] - Tak, właśnie do tego zmierzałem, bo zacząłem od tego, że w teorii przed zdecydowaniem się na spożycie tych świętych grzybów, dowiedziałem się, że to powoduje nieodwracalne zmiany w świadomości. Ja byłem na to zdecydowany. Oczywiście to spowodowało i to jest do dziś. Już na zawsze. Nie da się tego zmienić, cofnąć się do stanu sprzed. To niemożliwe. Jeszcze miałem takie przeżycie kiedyś, bo ja tę terapię wtedy, w tej wojnie jerozolimskiej, grzybową sobie prowadziłem, będzie dziwne, ale dwa lata. I co piątki też grzyby jadłem i któregoś razu chodziłem na spacery. Wtedy zjadałem te grzybki i na spacer iść gdzieś. Chodziłem po mojej dzielnicy.
Taka przedwojenna dzielnica, nowoczesna, jaką budowali lata 20., 30. Kiedyś tak szedłem i nagle stwierdziłem: „Ojej, coś się z czasem zrobiło. Tutaj wszyscy mówią po niemiecku. Hitler rządzi znowu. To jest miasto Breslau”. Tak mi się pocnęło. To Wrocław dzisiaj. I że ja jestem w Breslau znowu. I co ja teraz zrobię? Jestem zagubiony.
I wtedy taka myśl mi przyszła: „Aha, pójdę do ambasady Rzeczypospolitej Polskiej, poproszę o pomoc”. I wtedy to mi przywróciło znowu. Nie, dobra, jest Wrocław. Taka rzecz. A teraz, że to mnie zmieniło, bo wtedy wszystkim mi się lęk skończył przez tą bestię. Potem tak pomalutku. I ja się przestałem ich bać. Zacząłem się śmiać z tego wszystkiego. I coraz bardziej. I to jest do dziś.
I to dotyczy całego w ogóle świata, polityków, tego wszystkiego. To jest cyrk. Jak wtedy był, tak jest teraz. Ja dalej mam lęki, to mnie psychiatrycznie w jakimś sensie nie przeszło, ale ja się z tymi lękami nie utożsamiam już. Na przykład słucham tego Radia Paranormalium i czytam dużo o różnych rzeczach i staram się inaczej. A tych grzybów to ja nie jem od wtedy ani nie mam potrzeby, bo to już swoje zrobiło. Ani w ogóle nie stosuję jakichś tam środków pomagających, bo one już mi nie są potrzebne.
[01:48:21] - Rozumiem. Bardzo dziękuję za pana telefon. Dziękuję, że pan się z nami podzielił tymi informacjami, bo psylocybina jest bardzo silną substancją i powiedzmy, że jej stosowanie na pewno można silnie przeżywać te doświadczenia, jak po DMT. Szczęśliwie, że dla pana miało to ten efekt terapeutyczny.
[01:48:59] - A ja jeszcze tylko powiem, że nie dla wszystkich, bo to wtedy po prostu ludzie się tak nieodpowiedzialnie rzucili i żarli te grzyby. Część osób lądowała w szpitalu psychiatrycznym i były przypadki, trudno mi teraz mówić, czy to od tego, ale że komuś się schizofrenia paranoidalna roznieciła od tego.
[01:49:29] - Oczywiście, że od tego. Dlatego, że tak jak podczas ceremonii ayahuaski i każdej innej ceremonii, w której przyjmowane są substancje zmieniające świadomość, jeśli ktoś ma takie tendencje, to jest przy chorobie dwubiegunowej. Dla niektórych wcale nie wyprowadza ich to z depresji. Ludzie mają ogromne skoki przy chorobie dwubiegunowej. Myślę, że to jest tak, nie wszystko jest dla wszystkich. Nie ma takiej substancji czy nie ma takiego doświadczenia, które by było dobre dla wszystkich. To jest niemożliwe. Nie ma substancji uniwersalnej, w żadnej dziedzinie nie ma takiej substancji. To nie ulega wątpliwości. Dlatego myślę, że zawsze przed jakąkolwiek próbą z tego rodzaju używkami, trzeba jednak przemyśleć i swoje zdrowie fizyczne, ponieważ one wywołują ogromne skoki ciśnień, oddziaływują bardzo silnie na nadnercza i tak dalej.
To jest dla kogoś, kto ma zdrowe serce, ogólnie bardzo zdrowy organizm fizycznie i dopiero wtedy.
[01:50:58] - Ja bym tylko powiedział, co pani mówiła w skrócie, że te święte grzyby, bo zaraz może ktoś o to pytać z ciekawości. Ile działa, po jakim czasie i tak dalej. Działa po około 20, 30 minutach od spożycia. Poprzedzone jest nieprzyjemnymi doznaniami ze strony przewodu pokarmowego, ponieważ wszelkie grzyby są szkodliwe z pieczarkami włącznie i osoby o słabym układzie trawiennym w ogóle nie powinny jeść żadnych grzybów, borowików nawet, bo tam jest cała chityna i w ogóle to nie jest zdrowe na przewód pokarmowy. A działa to około dwóch godzin. Cały ten trip trwa trzy, cztery godziny, góra pięć. No to już załatwione. A teraz następna sprawa odnośnie, co się tu pani zwrócenia uwagi. Kiedyś był taki profesor psychiatrii z Pragi, z Kliniki Psychiatrii Akademii Medycznej w Pradze, za czasów jeszcze komuny, towarzysza Husaka. I tam były prowadzone, zresztą po obu stronach żelaznej kurtyny, badania nad LSD bardzo poważne od strony zastosowania militarnego.
I Pakt Warszawski i Pakt NATO to prowadziły i w ramach Paktu Warszawskiego był ośrodek badań nad LSD w Pradze. I ten gość jechał z Czechosłowacji ówczesnej do Kanady i tam otworzył klinikę, gdzie prowadził badania i terapie pacjentów ze schizofrenią za pomocą LSD. Ale oczywiście ci pacjenci byli przygotowywani.
[01:53:22] - Ale ja rozumiem, tylko wie pan, może nie wchodźmy w takie szczegóły techniczne.
[01:53:27] - Ja tylko zwróciłem na to uwagę i to tyle.
[01:53:32] - Ten wątek również pojawia się w książce Strassmana na temat tego, jak ostrożnie Amerykanie dbali, żeby te substancje, ich skład chemiczny nie wydostał się poza Stany Zjednoczone, zwłaszcza w tej wersji farmakologicznej, czyli syntetycznej, bo wiadomo, że mogłoby to być również użyte jako substancja, powiedzmy, dla celów zbrojeniowych, dla celów wojna.
[01:54:07] - Oczywiście.
[01:54:09] - Jak najbardziej mogłaby być to substancja bojowa. Patrzę, bo w tej chwili jest 20:55. My powoli będziemy kończyć. Dziękuję panu serdecznie.
[01:54:20] - Również dziękuję.
[01:54:20] - Bardzo dziękuję. Bardzo nam miło było. Dziękuję za telefon.
[01:54:24] - Dziękuję również.
[01:54:28] - Cóż, zbliżamy się do końca. Moje gardło też już tutaj ledwo wytrzymuje. Ja tylko tytułem podsumowania, jeśli Marku pozwolisz. Z mojej strony to jest najistotniejsza rzecz w tych wszystkich tutaj dyskusjach. To moim zdaniem nie jest, czy działa, kiedy działa, jak działa, czy zjeść, czy wypić, czy wstrzyknąć. Tylko najważniejszy wniosek jest taki, że są pewne święte substancje, święte ceremonie. Przecież znamy również dark roomy, ceremonię szałasu potów etc. I są takie praktyki, które opracowywane były przez człowieka całymi wiekami. Ludzie to doskonalili, wiedzieli, co im służy, nie służy, co jak działa i co się dzieje po zażyciu pewnych substancji. Ludzie to wiedzieli.
Natomiast nieszczęsne jest stosowanie tego w celach takich, powiedzmy, rekreacyjnych. To po pierwsze. A po drugie potwierdza się tutaj z wypowiedzi w gruncie rzeczy obu panów to, co tak niesamowicie silnie podkreślił Rick Strassman, że nie ma drogi na skróty, że doświadczenia, które mają transformujący charakter, które dla człowieka są istotne, zapamiętywane przez niego na całe życie, które doprowadzają do wzniesienia duchowego, do tego, że jesteśmy lepsi, że potrafimy działać w tu i teraz, ale też kierujemy się w stronę ducha. To wszystko jest tylko i wyłącznie możliwe, kiedy korzystamy z tej endogennej naszej substancji, którą produkuje nasz własny organizm i tylko wtedy ma to sens, daje długotrwałe efekty, prowadzi nas do głębokiej, wielowymiarowej transformacji całej osobowości. Natomiast tak jak powiedział pierwszy z naszych rozmówców, może te wszystkie substancje mogą być tylko pretekstem. Czy w momencie, kiedy jesteśmy na jakimś rozdrożu, nie do końca wiemy, czy też nie do końca wierzymy w ten świat duchowy. Być może tylko go przeczuwamy, czujemy zmianę, która powinna w nas zajść i tak dalej. To są rzeczy istotne i z tej perspektywy zażycie takiej substancji ma sens. Czyli zaglądamy przez tą dziurkę od klucza, czy też jak w przypadku tych grzybów pan też zajrzał za jakąś kurtynę własnego umysłu, zajrzał za kurtynę świata wielowymiarowego. Ale tak czy inaczej, jeśli nie ma tej pracy u podstaw, jeśli nie ma prawdy w sercu, tego działania i wiary, że wszystko, cokolwiek ma się zmienić, zmienia się ku wspólnemu dobru, ku wyższemu celowi, jakim jest połączenie się z absolutem, z czymś, co jest bezwarunkową miłością, to absolutnie nie ma sensu się w to bawić, bo efekty są często niepewne i niektóre powikłania związane z zażywaniem takich substancji potrafią być bardzo dotkliwe.
Ich oddziaływanie na nasze serce, na wszystkie organy jest tak silne, że to też trzeba brać pod uwagę, żeby sobie fizycznie poważnie nie zaszkodzić. Cóż, wydaje mi się, że nie bez kozery człowiek, który poświęcił tak wiele lat jak Strassman badaniu tych substancji, nagle po głębokim przemyśleniu wycofuje się z tych badań, ponieważ uznaje, że one do niczego dobrego i trwałego i wartościowego nie prowadzą, bo nie ma drogi na skróty. I to z mojej strony jest takie podsumowanie. Jeśli mogłam, to pozwoliłam sobie.
[01:59:30] - Ja jeszcze mam takie pytanie na koniec odnośnie szyszynki. Wiemy, że szyszynka jest organem produkującym DMT, natomiast co możemy zrobić, aby wspomóc jej działanie? Nie wiem. Jakaś dieta, jakieś praktyki?
[01:59:46] - Na pewno wszystkie praktyki medytacyjne. W internecie też niektóre osoby twierdzą, że szyszynka może być zwapniona i że trzeba przyjąć specjalną dietę, która powoduje, że ten gruczoł jest odżywiony i lepiej pracuje. Jest wiele koncepcji na ten temat. Na pewno nasza taka po prostu nawet codzienna higiena psychiczna, ten moment wyciszenia, skierowania się do wewnątrz jest istotnym aspektem, jeżeli chodzi o szyszynkę, bo nie na darmo się mówi, że nieużywany organ zanika. Jeżeli my nie mamy takich ciągotek, żeby właśnie wejść w stan medytacji, żeby przynajmniej wsłuchać się w samego siebie, wyciszyć się, dać sobie moment odpoczynku, chociażby z muzyką relaksacyjną, to my cały czas wtedy jesteśmy zupełnie osadzeni na tych dwóch pozostałych częściach naszego mózgu, bo one głównie pracują. Także na pewno można wpływać i można stymulować i niektórzy twierdzą, że również poprzez dietę można to tak zwane zwapnienie szyszynki usunąć. Ja tutaj nie chciałabym się wypowiadać, bo ten temat nie jest mi aż tak dobrze znany, temat tej diety, żebym mogła zabierać głos.
[02:01:41] - Tutaj pozwolę się podzielić pewnym swoim spostrzeżeniem, ponieważ od paru lat regularnie popijam soki z buraków, soki z ananasów i różne inne rzeczy, które mają rzekomo szyszynkę oczyszczać. Regularnie też piję kakao, z mniejszą lub większą regularnością, które z kolei ma szyszynkę uaktywniać. Kiedyś zrobiłem coś takiego, że w ciągu dnia wypiłem troszkę soku z buraków. Nawet nie troszkę, dużą ilość, ponad pół litra. Czasami tak mam. I wieczorem tego samego dnia wypiłem sobie tak na deser, na podwieczorek kakao i może nie wyszedłem z ciała, ale tej nocy zdarzyło mi się właściwie jeden jedyny raz do tej pory, że miałem trzy sny pod rząd, w których objawiła mi się przyjaciółka, która przedwcześnie zmarła, którą kiedyś odprowadziłem do światła. Także chyba rzeczywiście coś z tą dietą jest, z tym oczyszczaniem.
[02:02:49] - Twoje słowa niosą dla mnie nadzieję, że to może działać i że również od strony organicznej, czyli po prostu odżywiania tego narządu, możemy poprawić jakość jego pracy i że jest to w ogóle możliwe. Ja tego słucham z wielką radością i przyjemnością. Myślę, że w ogóle i kakao, i te soki, o których mówisz, są zbawienne dla całego organizmu, nie tylko dla szyszynki. Jeżeli ktoś z państwa chce takiej diety spróbować, jestem przekonana, że zyska cały organizm.
[02:03:34] - I tym optymistycznym akcentem możemy zakończyć dzisiejszy odcinek, dzisiejszą debatę niekontrolowaną z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów”. Dzisiaj, że tak powiem, odwiedziliśmy DMT. Tutaj jeszcze wypadałoby wspomnieć coś na koniec o konkursie, o którym wspomnieliśmy już na początku. Konkurs, w którym można wygrać książkę Ricka Strassmana „DMT. Molekuła duszy”. Tutaj widzę słuchacz e-mobil, który pisał na YouTube: „Ten, co palił DMT proponuje, żeby puścić pewien utwór”. Właściwie dwa utwory, które kojarzą się przynajmniej jemu z tymi przeżyciami. Zaraz te utwory postaram się znaleźć. Żeby wygrać książkę, wystarczy wejść na fanpage „Biuro Duchów” na Facebooku i udostępnić wpis z zajawką dzisiejszej audycji. Można także oczywiście się ogłosić w komentarzu, że się udostępniło.
Zachęcamy do udostępniania i życzymy powodzenia. Temu, kto wygra już teraz z góry życzymy długiej, miłej, przyjemnej, wciągającej lektury. A dzisiejszą audycję powolutku już kończymy. Dziękujemy bardzo serdecznie słuchaczom, którzy zadzwonili i z którymi mieliśmy taką ciekawą dyskusję. Taką długą, ciekawą dyskusję, chyba prawie godzinną z tego, co widziałem. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, a była z nami Beata Kampa vel Ada Edelman, autorka bloga „Biuro Duchów” oraz fanpage'a o tej samej nazwie, a także książki „Opowieści z Biura Duchów”. Dzięki jeszcze raz, Beato.
[02:05:31] - Dziękuję bardzo i pozwolę sobie tylko delikatnie zaawizować, że jeśli szczęśliwie za dwa tygodnie poprowadzimy następną audycję, będziemy mówić o terapii regresywnej, o regresji w hipnozie do poprzednich wcieleń i najprawdopodobniej naszym gościem będzie certyfikowana terapeutka regresywna pani Izabela Kąwińska, z czego bardzo się cieszę. I ze spotkania z państwem, i ze spotkania z panią Izabelą. Kłaniam się. Dobrej nocy. Życzę wszystkiego dobrego dla państwa.
[02:06:00] - Dziękujemy bardzo serdecznie za słuchanie. Oczywiście już teraz, jeżeli macie państwo jakieś pytania dotyczące terapii regresywnej czy hipnozy regresywnej, to zachęcamy do nadsyłania tych pytań i swoich spostrzeżeń najlepiej na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Do usłyszenia. Zachęcamy oczywiście do śledzenia strony Radia Paranormalium, bo właśnie tam dowiecie się o terminie kolejnej debaty niekontrolowanej. Tak jak mówiła Beata przed chwilą, jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, to usłyszymy się ponownie już za dwa tygodnie. A teraz jeden z tych utworów, o które prosił słuchacz e-mobil, Ozzie and „Then I Woke Up” i zaraz postaram się tutaj znaleźć drugi utwór, o którym wspominał. Będzie to prawdopodobnie „Distant” Maxa Wavesa z Pixie Guts na wokalu. Dziękujemy jeszcze raz za uwagę.
Do usłyszenia.
[02:07:16] - Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail: radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:08:12] - There was a moment when I was under in the darkness. Fading. I could feel and I knew so clear. I could feel it. It was like I was a part of everything that I ever loved. And we were all just fading out. And all I had to do was let go. And I did. I was in darkness. And I disappeared.
But I could still feel her love there more than before. Nothing but that love. And then I woke up.
[02:12:35] - Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki Bajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[02:14:43] - Are you lonely like me? When there's no one around for you to talk with. Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story? Do you know the story? Are you lonely like me? When all the world around you crumbles.
Do you build a new one inside you to see? Have you found the things you once dreamed? Suddenly lost or imagined clean. Did you play with the piper when he came for his fee? Do you know the story? Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story?
Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story?