[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata Mistyka”. Kolejny short z cyklu „Mistyk w shortach” zatytułowałem: „Spektrum wyboru w świetle rozwoju technologicznego cywilizacji a wolność”. Spokojnie, być może tytuł jest troszeczkę przydługawy i skomplikowany, ale opowieść będzie nieco krótsza i myślę, że całkiem prosta do pojęcia. Otóż chcę tylko chwilę napomknąć o kwestiach wyboru na tle możliwości, które daje nam rozwój cywilizacji. Mam tutaj na myśli dostępność produktów, serwisów czy technologii, które pojawiają się wraz z rozwojem myśli cywilizacyjnej, technologicznej.
Chciałem tylko chwilę porównać, jak ludzie żyli kiedyś, dawniej, jaką mieli fazę wyboru w porównaniu z tym, co dzieje się w dzisiejszych czasach, ze względu na tak gwałtowny rozwój technologii. Mnie więcej wygląda to tak. Zastanawia mnie kwestia woli. Czy nasza wola poszerza się wraz z rozwojem cywilizacji, czy być może jest w pewien sposób przez tę cywilizację tłamszona? Otóż dawniej wydaje się, że ludzie mieli dużo mniejszy zakres dóbr i tym samym mniejszy zakres możliwości. Przekładając to na nasz osobisty wybór każdego z nas, można by powiedzieć, że kiedyś, dawniej ludzie mieli mniejszy wybór czy też mniejszy dostęp do różnego rodzaju rzeczy, więc tym samym mieli węższy wybór. Zastanawia mnie troszeczkę aspekt psychologiczny tej historii. Dawniej ludzie pomimo tego, że mają mniejszy wybór, czy też może dzięki temu, że mają węższy wybór, to mają również mniejsze oczekiwania. Jeżeli się nad tym zastanowimy. Skoro mają mniejszą możliwość wyboru, mają mniejsze oczekiwania, tym samym wydawać by się mogło, że osiągają oni pewien wyższy stopień satysfakcji, kiedy dokonają wyboru i kiedy zakupią produkt w sklepie.
To, o czym mówię, można by porównać do małego lokalnego sklepiku gdzieś na osiedlu czy też na wiosce, który oferuje klientom określony zakres produktów, czy też spożywczych, czy jakichkolwiek innych. Porównajmy sobie ten mały lokalny sklepik do potężnego supermarketu gdzieś w centrum miasta. Supermarketu, który wypełniony jest po brzegi rozmaitą mnogością produktów. Produktów, które posiadają różnego rodzaju walory jakościowe, cenowe, są opakowane w różnego rodzaju inne papierki i prezentowane są dla oka klienta w różnoraki sposób. Wybór czasem staje się dosyć skomplikowany, kiedy stajemy na przykład przed regałem, na którym leżą torebki z ryżem chociażby. Wybór ryżu czy też rolki papieru toaletowego często okazuje się być kwestią dosyć skomplikowaną. A to wszystko ze względu na to, że ten nowy rozwój cywilizacyjny daje nam aż tyle możliwości. Co pozornie, wydawać by się mogło, poszerza naszą domenę wolności. Bo skoro mamy dostęp do większej ilości produktów, to można by przypuszczać, że tym samym mamy większą wolność podejmowania wyborów. Moja opinia na ten temat jest chyba troszeczkę inna i dlatego o tym wspominam w tym shorcie.
Otóż skoro mniejsza pula wyboru w dawnych czasach wśród konsumentów, wśród klientów sklepu, tym samym wydawać by się mogło, również mniejsze będą oczekiwania owych klientów. Dlatego że doskonale zdają sobie sprawę z tego, że zanim wejdą do sklepu, nie mogą oczekiwać na regałach sklepowych produktów, które produktów, których ten sklep nie ma w swojej ofercie. Tym samym wybierając z węższego zakresu możliwości produktów, bo dajmy na to, że jest tam dwa czy trzy rodzaje ryżu, ale nie będzie to 20 różnych, w różnych opakowaniach i w różnych stylach produktów związanych z ryżem. Dajmy na to, że masz możliwość wyboru z dwóch czy trzech gatunków ryżu, ale nie będzie to 30 różnych gatunków ryżu w różnych opakowaniach. Ryżów, które kuszą cię i nęcą swoim opakowaniem i różnymi sloganami, które wypisane są na owych. Oczywiście ceny owych produktów również różnią się mikroskopijnie, więc ten zakres wyboru teoretycznie staje się większy. Ale skoro mamy większy zakres wyboru, tym samym mamy więcej dostępnych technologii dla nas, więcej produktów czy różnego rodzaju usług. Tym samym zaczynamy mieć większe oczekiwania. Większe oczekiwania podług producentów, podług tego, co oferują, podług serwisów, które są oferowane na rynku. I tym samym zaczynamy poszukiwania idealnego produktu, być może idealnego swetra czy idealnej pary butów, czy cokolwiek jeszcze innego chcemy sobie wymyślić.
Tym samym pojawia się, moim zdaniem, troszeczkę większa niepewność. Bo skoro mamy aż tak potężny zakres wyboru, wachlarz możliwości, to zaczynamy się zastanawiać, który z tej całej gamy produktów jest tak naprawdę najlepszy dla nas. Skoro produkty są sformułowane i dostosowywane do jak najbardziej indywidualnych potrzeb klienta, to tym samym rodzi się w nas wątpliwość, co jest właściwie dla mnie najlepsze z tego całego wachlarza możliwości. Tym samym dużo mniej satysfakcji wiąże się z nabyciem produktu, który nam być może nie odpowiada albo nam się wydaje, że ten produkt nam nie odpowiada, dlatego, że mógłby być lepiej, bardziej kompleksowo dostosowany, bardziej stuningowany podług naszych indywidualnych potrzeb. Pojawia się większa niepewność, co jest dla mnie lepsze. Z tym wiąże się swego rodzaju element lęku. To jest oczywiście bardzo stresogenny czynnik, który z tak drobnej rzeczy, jaką są zakupy, przekłada się na inne aspekty naszego życia. Ten strach, ten lęk, ten stres będą nam towarzyszyć podświadomie, bardziej lub mniej oczywiście, w innych różnych czynnościach, które wykonujemy w ciągu naszego dnia, w trakcie naszego życia. Ale wiąże się z tym również dużo mniejsza umiejętność adaptacji. Wróćmy jeszcze na chwilę do lokalnego sklepu gdzieś na wiosce.
Jeżeli farmer przychodzi do tego sklepu i ma do wyboru tylko dwa produkty, którymi może operować na swoim polu kukurydzy, to wybór jest typu A i typu B. Coś będzie działać lepiej lub gorzej, ale on nie zastanawia się nad tym, że być może gdzieś są światy, gdzieś są kraje, w których farmer może wejść do sklepu i wybrać spośród 200 nawozów dla swojego pola kukurydzy. Oczekiwania tego lokalnego małego farmera gdzieś na wiosce nie będą aż tak wysokie. Tym samym jego poziom stresu również i jego poziom komfortu psychologicznego czy też psychicznego będzie tak naprawdę dużo większy. To są oczywiście metafory. To można przełożyć na jakikolwiek inny produkt i na cokolwiek innego, co wybieramy w dzisiejszych czasach, co stwierdzamy, że jest niezbędne czy też potrzebne do naszego funkcjonowania. Im mniejszy zakres wyboru, tym my jako ludzie musimy wykazać się również większą umiejętnością adaptacji do danej sytuacji. Podam tutaj taki być może trochę brutalny przykład tego, co mam na myśli, ale weźmy za przykład takie głodujące dziecko w Etiopii, dajmy na to, gdzieś w krajach trzeciego świata, gdzie dobra i dystrybucja tych dóbr nie jest aż na tak wysokim poziomie, jak dzieje się to w krajach Europy chociażby. Dziecko w Etiopii nie będzie miało zbyt wielkiego wyboru podług swojego posiłku, które dostaje dzień w dzień, tą samą porcję ryżu. Będzie to na przykład albo porcja ryżu, garstka ryżu, którą dostanie ponownie, albo na przykład kawałek ugotowanego manioku.
Satysfakcja tego dziecka jest powodowana bardziej tym, czy on dostanie posiłek, czy nie, a nie tym, co dostanie do zjedzenia danego dnia. Natomiast z drugiej strony weźmy sobie przeciętną osobę urzędującą w Londynie, która lubi wychodzić do restauracji. Taki potencjalny przeciętny klient restauracji, kiedy wchodzi do tego establishmentu i spogląda w menu, czyli w tak zwaną kartę dań, ma do wyboru dajmy na to około 50 różnych dań. Jego oczekiwania będą stosunkowo dużo bardziej wysokie podług jego posiłku w porównaniu do głodującego dziecka w Etiopii. Ten klient restauracji w Londynie również będzie starał się dopasować danie, które jest w karcie dań do jak najbardziej wysublimowanych swoich potrzeb. Ale czy to tak naprawdę jest potrzebne? Wydaje się, że jest to komfort. Jest to pewnego rodzaju luksus, na który mogą pozwolić sobie tylko i wyłącznie członkowie takich społeczności, które nazywamy rozwiniętymi państwami, rozwiniętymi pod względem ekonomii i tak dalej. Dla mnie jest to sprawa troszeczkę moralnie przykra, muszę się przyznać, dlatego że dane statystyczne mówią o tym, że około 80% jedzenia, które przewija się przez londyńskie restauracje, jest wyrzucane do kubła. Tak właśnie wygląda państwo wysoko rozwinięte pod względem ekonomicznym, pod względem kulturowym również, jak mniemam.
20% je klient z tego, co dostaje na talerzu. Oczywiście w kuchni również jest marnowane mnóstwo jedzenia, zanim klient dostanie podane danie na talerzu. Aczkolwiek statystyki mówią o tym, że 80% pożywienia, które dociera do restauracji w postaci dostaw, jest wyrzucana po uprzedniej obróbce lub odrzuceniu przez klienta, bo ten klient przyszedł, żeby sobie zrobić tylko smaczka dobrego, a nie po to, żeby zjeść coś dlatego, że tego potrzebuje jego organizm, chociażby. Ludzie oczywiście mają różnego rodzaju powody, dla których chodzą do restauracji nie tylko po to, żeby się najeść, ale jest to dla mnie troszeczkę zatrważający obraz tak zwanego postępu naszej cywilizacji, naszej kultury. Tak wysoko nosimy nasze czoła tutaj w świecie zachodnim, kiedy kuleje tak bardzo dystrybucja dóbr. Uważam, że jest to niesprawiedliwe i niewłaściwe, że 80% jedzenia z tak wielkich metropolii jak Londyn, Londyn jest oczywiście tylko jednym z tysięcy przykładów takich miejsc, że to jedzenie po prostu zostaje zmarnowane. To znaczy ono znowu powróci do planety, ale w tym samym czasie w różnych innych częściach świata ludzie po prostu głodują, nie mają regularności posiłków i umierają dlatego, że nie mają wystarczającej ilości pożywienia. A przecież można by tak naprawdę postarać się i nawet ten niezjedzony posiłek z restauracji w jakiś sposób redystrybuować, chociażby w postaci zamrożonego pudełka, które w tym samym kontenerze, w którym przewożone są trampki z Chin, mogłoby wrócić w tamte rejony i na przykład zadowolić jakieś głodujące dziecko w Kambodży. Mówię tutaj o czymś troszeczkę innym. Mówię o wyborze.
To znaczy z redystrybucją pożywienia na świecie również wiąże się bardzo mocno kwestia moralności, kwestia wyboru, podejmowania odpowiednich decyzji przez elity rządzące, przez ludzi, którzy tak naprawdę mają coś do powiedzenia w tej kwestii. Mnie tutaj bardziej zastanawia, jak wygląda ta nasza wola. Czy ona rzeczywiście podlega powiększeniu wraz z rozwojem, czy też z mnożeniem się wyborów, możliwości, które mamy na co dzień w naszym konsumpcyjnym ujęciu naszego życia. Z czystej obserwacji wynika, że im większy wybór produktów, im większy wybór serwisów dostępnych w tej chwili na rynku, tym większe będą nasze oczekiwania również. Zawsze będziemy szukać tego ideału, tego najdoskonalszego stanu, który możemy zakupić za nasze pieniądze. Tym samym pojawia się również dużo większa doza niepewności. Tak jak wspomniałem, wiąże się z tym bezpośrednio lęk, który przeradza się w stres. Dużo mniejsza umiejętność adaptacji również, bo skoro możemy wybrać tylko dwa ze stu produktów, które nam odpowiadają, to okazuje się, że 98% produktów dostępnych na rynku z tej samej kategorii nie jest satysfakcjonująca dla nas, więc automatycznie odrzucamy taką możliwość. A to wszystko dlatego, że wzrastają nasze oczekiwania. Oczekiwania podług tego, co jest dostępne.
Oczekiwania względem typu produktu, względem jakości tego produktu, czy też względem ceny. Oczywiście z tym wiążą się różne psychotechniki, które używane są w supermarketach. Oczywiście tak naprawdę nie oszczędzamy za dużo pieniędzy, uczestnicząc w różnego rodzaju promocjach, kiedy kupujemy więcej niż tak naprawdę potrzebujemy, dlatego że drugi produkt dostaniemy za darmo albo za pół darmo. Więc weźmiemy dwa arbuzy, a nie jeden, chociażby ten drugi zepsuje się, bo nie będziemy w stanie go przejeść. To jest tylko taki przykład oczywiście. Zmienia się tym samym nasza wolność wyboru. Wolność, która pozornie staje się większa, bo możemy wybierać z większej puli produktów i możliwości. Tak naprawdę wydaje mi się jednak, że ta nasza wolność staje się jednak węższa. Bo jeżeli na to popatrzymy od drugiej strony, to tak naprawdę nie wybieramy więcej tego, co nam oferuje sklep, czyli nie wybieramy więcej tego, co nam nie odpowiada według naszych oczekiwań. A to, co nam odpowiada, to tak naprawdę już bardzo wąski zakres, bo to już ten zakres taki zawężony do granic możliwości.
Po prostu to jest kwestia wygraj albo umrzyj. Coś na tej zasadzie. Chcemy wybrać najlepszy produkt, jaki jest możliwy, dostępny według naszych oczekiwań, według naszej kieszeni oczywiście. Więc jak w tym wszystkim odnajdujemy nasze szczęście? Czy jesteśmy bardziej szczęśliwi, kiedy mamy do wyboru tylko dwa gatunki ryżu? Czy mamy do wyboru być może 20 różnych rodzajów kołder? Czy też 200 różnych rodzajów kołder? Bo czemu nie? Co będzie w stanie nas bardziej zaspokoić pod względem szczęścia? Jak szeroki wybór?
Czy szeroki wybór rzeczywiście sprawia to, że stajemy się szczęśliwsi? Czy być może jest tak, że ten nasz zakres szczęścia w pewien sposób topnieje? Teraz odwróćmy jeszcze na chwilę ten model oglądu tej sprawy i pomyślmy, że tak naprawdę im większy mamy wybór, im większy wachlarz możliwości, tym samym większa nasza niepewność, prawda? Bo musimy przeanalizować stosunkowo większą ilość danych i ten proces będzie psychologicznie wprowadzał w nas niepewność, niż jeżeli mamy do wyboru tylko możliwość A i możliwość B chociażby. Więc teraz również im większy wybór, tym być może większe podniecenie w pewien sposób, dlatego że nie wiemy, co nastąpi. Ale z drugiej strony, jeżeli następuje customizacja, to chyba nie jest polskie słowo. Chodzi mi o to, że jeżeli dopasowujemy warunki, czy też jakość do naszych własnych, jak najbardziej indywidualnych potrzeb. Dodatkowo im większy wybór, tym samym w pewien sposób większe podniecenie. Większa frajda po prostu dlatego, że nie wiemy, co się wydarzy. To jest wielka niewiadoma.
Natomiast kiedy nasz wybór jest skonfigurowany, zawężony do bardzo użytecznych dla nas możliwości, czyli tak jak mówię, ze 100 możliwości, chociażby tylko dwie odpowiadają naszym gustom, to tak naprawdę to nasze szczęście procentowo staje się dużo mniej trafne. Dlatego że jeżeli wykroczymy poza ten wąski obszar, poza te 2% wyboru, który nas tak naprawdę może usatysfakcjonować, to będziemy mieli do czynienia często z jakiegoś rodzaju rozczarowaniem, smutkiem być może i oczywiście stresem z tym związanym. Więc z jednej strony mniejszy wybór, można by powiedzieć większy strach. Nie, nie można tak powiedzieć. Więc większa ilość wyborów z jednej strony to swego rodzaju komfort, w wyniku czego można by powiedzieć, że zanika nasz strach. Ale jak to przekłada się na naszą wolność wyboru? Bo skoro mamy tak bardzo dostosowane, scustomizowane Skoro mamy tak bardzo dostosowane do naszych indywidualnych preferencji wybory, to tak naprawdę będą one bardzo wąskimi wyborami, więc tym samym nasza wolność wyboru również maleje w tym przypadku. Jak to wszystko przekłada się na nasze osobiste szczęście? Bo szczęście bardzo mocno wiąże się z naszą wolnością. Im większa, wydajniejsza nasza wolność, tym bardziej jesteśmy szczęśliwi.
Im bardziej ograniczona natomiast nasza wolność, tym nasze szczęście będzie oddalało się daleko za horyzont. Warto zadać sobie pytanie, czy poszerzając spektrum wyboru poprzez wprowadzanie nowych możliwości, nowego wachlarza produktów, czy też opcji, które daje nam rozwijający się rynek, czy to sprawia, że również automatycznie poszerza się nasza wolność? Pytanie, moim zdaniem, które warto sobie zadać. Odpowiedź jest dosyć wątpliwa, być może niejednoznaczna. Ale po to tu jesteśmy w chacie i po to zadajemy pytania, które często bywają niewygodnymi. Kolejnym razem, kiedy udasz się na wyprawę do supermarketu, aby obejrzeć produkty na regałach, na półkach sklepowych, zadaj sobie to pytanie, czy te pozornie szerokie możliwości wyboru, które daje ci producent, przekładają się rzeczywiście na twoją wolność wyboru? Jak wolni jesteśmy robiąc zakupy? Pozdrawiam. W tym shorcie chwilę o pojęciu inteligencji i dodatkowo przyrównanie, czy też odniesienie się do sztucznej inteligencji. Temat sztucznej inteligencji powraca w moich rozważaniach dosyć często, dlatego że uważam, że jest to istotny element rozwoju naszej cywilizacji, rozwoju naszej kultury i tym samym rozwoju naszej świadomości.
Jest to, moim zdaniem, bardzo istotny element, który zaistniał w procesie rozwoju świadomości, w procesie rozwoju ludzkości, do którego warto się odnieść. Dlatego, że rozwój i postęp tego fenomenu, którym jest owa sztuczna inteligencja, przez ostatnie kilka dekad wskazuje na to, że jest to główny nurt rozwoju technologicznego w chwili obecnej. Dodatkowo postęp tej gałęzi technologicznej lub też całego konaru drzewnego, który pochłania wszelkie inne dziedziny naukowe, dziedziny technologiczne w dzisiejszych czasach. Rozwój ten jest tak raptowny, że wydaje mi się to bardzo ciekawym tematem, który na pewno warto poruszać. Temat, który na pewno warto obserwować, w który warto się zagłębiać. Dlatego, że prawdopodobnie już w tej chwili to ta technologia, rozwijanie sztucznej inteligencji, staje się głównym motorem napędowym rozwoju całej ludzkości i wszelakiego rodzaju aspektów, które dotyczą ludzkości w dzisiejszych czasach. Ale czym jest sama inteligencja? Nasza ludzka inteligencja, ta cecha, którą tak bardzo wyróżniamy się od innych zwierząt i od innych mieszkańców owej planety. Jednym ze sposobów opisania tej naszej ludzkiej cechy, którą jest inteligencja, można by przyrównać do umiejętności kojarzenia, czy też zespalania lub może tworzenia na nowo powiązań pomiędzy faktami, czyli pomiędzy tym, co istnieje. Wszystko to, co znajduje się w bazie naszych doświadczeń, ma niewiele sensu, dopóki nie mamy umiejętności kojarzenia i porównywania tych faktów.
Dzięki temu jesteśmy w stanie oszacować pewien potencjał, jesteśmy w stanie w pewien sposób, czasami w sposób bardziej znamienny, czasami w sposób mniej doskonały określić Po prostu naszą przyszłość. Czyli jesteśmy w stanie przewidywać poniekąd zjawiska. I to jest właśnie to, co tutaj nazywam potencjałem możliwości. Więc ta inteligencja jest bardzo istotnym aspektem, który pozwala nam osiągnąć klarowność w oglądzie, czy też wejrzeć poniekąd w prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzeń w przyszłości. To wszystko oczywiście bazuje na naszym doświadczeniu, na informacjach, które zdołaliśmy pobrać z naszego otoczenia. Również istotnym elementem jest to, aby te informacje zostały w pewien sposób usystematyzowane. Jest to poniekąd umiejętność przeliczania danych, dokładnie w taki sposób, w jaki funkcjonują komputery. Komputery, które bazują na umiejętności przeliczania danych za pośrednictwem zaprogramowanych algorytmów. W podobny sposób właściwie funkcjonuje nasz ludzki umysł. Innymi słowy, jest to tworzenie znaczenia.
Same dane bez procesu uporządkowania nie mają zbyt wiele sensu. Podobnie same symbole bez interpretacji też są właściwie bezwartościowe. Dajmy na to same litery w jakimkolwiek języku, które są rozrzucone w sposób przypadkowy, nie będą tworzyły słów, tym samym nie będą tworzyły znaczeń. Nie będziemy w stanie posługiwać się tym językiem, tymi symbolami, tym kodem w celu komunikacji. Można nawet powiedzieć, że tak naprawdę ta informacja bez uporządkowania, bez usystematyzowania nie istnieje. Informacja nie istnieje sama w sobie. Informacja o rzeczy, o zjawisku jest generowana w momencie naszego uczestniczenia, czy też w momencie interakcji, którą obserwujemy lub w której bierzemy udział. Innymi słowy, bardzo istotna jest rola świadomości. Świadomości, która uczestnicząc w swojej grze, tworzy informację na bieżąco. Czyli ta informacja nie tkwi sama w sobie, gdzieś w eterze, w jakiejś teoretycznej przestrzeni, ale informacja jest tworzona na bieżąco, w zależności od potrzeb i konfiguracji danego miejsca, danego czasu i ogólnikowo naszej sytuacji w danym układzie, w danej przestrzeni czy też w danej czasoprzestrzeni.
Ale powróćmy na chwilę do sprawy sztucznej inteligencji. Technologii, która rozwija się w potężnym tempie w dzisiejszych czasach, głównie dlatego, że jest to układ, który za sprawą zaprogramowanych wcześniej algorytmów jest w stanie sam się uczyć. Czyli jest to tego typu machina, która raz wprawiona w ruch przez twórcę, czyli przez człowieka, jest w stanie produkować własne wnioski, jest w stanie porównywać dane i w ten sposób jest w stanie uczyć się sama, doskonalić się sama. A ponieważ jest to maszyna, to nie zależy od cykli, którym podlega człowiek. Nie musi spać, nie musi jeść, nie musi iść do pracy, nie musi borykać się z wieloma problemami. Tym samym uczy się bardzo szybko i tak naprawdę uczy się coraz szybciej. Więc jest to istna ewolucja informacji i przemysłu informacyjnego. Jest to takie zjawisko, w którym każdy z nas już od dłuższego czasu uczestniczy, zdając sobie bardziej z tego sprawę lub mniej. Niektórzy z nas są kompletnie nieświadomi tego, jak bardzo już w tej chwili zaczynamy być zależni od procesów, które projektowane są przez ową sztuczną inteligencję. Bo jeśli chociażby masz telefon, jeżeli używasz e-mail czy używasz Instagram i tak dalej, to jesteś naturalnie częścią informacji, którą pozyskuje owa sztuczna inteligencja.
Owa sztuczna forma inteligencji, która nigdy nie odpoczywa, która nie musi robić sobie przerwy na lunch, która pracuje na okrągło 24 godziny na dobę. Jesteś częścią informacji, którą gromadzi i dodatkowo nie tylko gromadzi, ale również analizuje sztuczna inteligencja. Sama informacja jest właściwie bezużyteczna, ale najcenniejsza jest umiejętność interpretacji owej informacji. I to właściwie zmienia wszystko. To wprowadza element inteligencji, czyli umiejętności kojarzenia faktów, a z tych można spekulować na temat prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń. Więc ta AI, jak to mówi się po angielsku, czyli skrót, który pochodzi od Artificial Intelligence, czyli od sztucznej inteligencji Już dawno owa sztuczna inteligencja przerosła możliwości przeliczeniowe każdego z nas z osobna, ale również dawno już przekroczyła i zwielokrotniła możliwości przeliczeniowe nawet wszystkich ludzi zgromadzonych razem na tej planecie. Nasza moc przeliczeniowa naszych ludzkich umysłów już w tej chwili jako 7,5 miliarda ludzi na tej planecie nie jest w stanie konkurować w jakikolwiek sposób z ową mocą przeliczeniową, którą dysponuje owa sztuczna inteligencja. Owa maszyna teraz coraz bliższa jest do posiadania wszelakich informacji o każdym z nas. Ale co to oznacza dla nas w praktyce? Czy jest to jakiś czarny i smutny scenariusz horroru, który być może przejawi się tuż przed naszymi oczami?
Czy jest to być może coś, czego nie powinniśmy się właściwie obawiać? Pamiętajmy, że sama baza naszych szpiegowskich danych nic nie znaczy. Ale jeżeli owe sprytne algorytmy, którymi posługuje się sztuczna inteligencja, zaczną przykładowo wychwytywać nasze tendencje, proste rzeczy, które robimy na co dzień, chociażby gdzie chodzimy, gdzie siedzimy, co jemy, o której godzinie i tak dalej, to te informacje mogą zostać użyte, aby zacząć nas programować w pewien sposób. To znaczy zostaną użyte po to, aby wykreować pewnego rodzaju tendencje, pewnego rodzaju zachowania, którymi będziemy się kierować. To oczywiście dzieje się już od dawna poprzez internetowe strony i różnego rodzaju serwisy, w których uczestniczymy. Takie bardzo spersonalizowane reklamy chociażby, które pojawiają się na różnego rodzajach stronach internetowych i portalach, w których bierzemy udział, które wykorzystujemy. Ale teraz wyobraźmy sobie troszeczkę więcej. Otóż wyobraźmy sobie, że ów system monitorowania naszych codziennych historii życiowych wkracza w dziedzinę medycyny chociażby. I tutaj już nie chodzi o to, żeby wciskać tobie kolejne lekarstwa i szczepionki, których nie potrzebujesz. Tylko wyobraźmy sobie taką sytuację, że owa sztuczna inteligencja, która ma tak potężną moc przeliczeniową i ma możliwość kojarzenia informacji, ma dostęp do wszelkich odczytów czy też procesów życiowych zachodzących w twoim organizmie na bieżąco.
Za pośrednictwem jakiegoś urządzenia, aplikacji, zegarka na twojej ręce czy jakiegokolwiek innego gadżetu jest w stanie diagnozować i tym samym jest w stanie leczyć dużo lepiej, dużo skuteczniej niż jakikolwiek ludzki doktor. Bo jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje słabości. Lekarze bywają często zmęczeni, mają wielu pacjentów, którymi muszą się zająć. A tutaj pojawia się maszyna, która jest w stanie monitorować każdy szczegół twoich procesów życiowych i tym samym jest w stanie doradzać czy też wykluczać pewne okoliczności. I co tutaj się dzieje? Być może twoja prywatność zostaje w pewien sposób naruszona. Ba, można by powiedzieć, że w dużym stopniu twoja prywatność jest naruszona, dlatego że ten komputer wie o tobie dosłownie wszystko, włącznie z tym, kiedy i jak często chodzisz do toalety chociażby. Ale z drugiej strony może tak naprawdę chronić twoje życie, może opiekować się twoim zdrowiem, może ustrzec cię przed nowotworem. Być może jest w stanie wykryć go dużo wcześniej, niż pojawią się jakiekolwiek objawy. Być może ten komputer jest w stanie zaprojektować dużo skuteczniejsze leczenie.
Być może jest w stanie zaprojektować dużo lepszy dla ciebie indywidualny skład chemiczny lekarstw, które są tobie podawane, lekarstw dobranych do twoich indywidualnych potrzeb. I być może ta sztuczna inteligencja jest w stanie opiekować się twoim zdrowiem, twoim życiem dużo lepiej niż jakikolwiek ludzki lekarz. Być może ta technologia sprawi, że znacznie wydłuży się czas naszego życia. Tak więc znowuż kwestia sztucznej inteligencji, która być może będzie kierowała naszymi procesami medycznymi i troszczyła się o nasze zdrowie za cenę naszej osobistej wolności i naszej prywatności, wydaje się tutaj być propozycją dosyć kuszącą. Na pewno propozycją, którą zainteresowałoby się mnóstwo ludzi, pomimo tej ceny, którą musimy zapłacić, pomimo tego zaprzepaszczenia naszych osobistych wolności w pewien sposób, naszej prywatności, których potencjalnie będziemy zmuszeni zrzec się na skutek Wdrożenia się w tą technologię. Jest to propozycja dosyć ciekawa, interesująca, kusząca wydawałoby się. Rozwój tej technologii można z jednej strony oglądać jako próbę zaleczenia symptomów istniejącego problemu. Być może jako istniejące ryzyko, że ta technologia zniewoli w pewien sposób ludzkie umysły i sprawi, że ludzie będą kupować jeszcze więcej niepotrzebnych rzeczy, że będą bardziej podatni na reklamy i wpływy korporacji. Ale być może z drugiej strony, w innym świetle, ta sama technologia będzie źródłem ekspresji. Być może pomoże ludziom szybciej znaleźć swoje talenty, chociażby.
Wskazać odpowiednią drogę rozwoju. Być może tym samym rozwinie się również w dużo większym stopniu nasza ludzka pasja i być może ta technologia skutecznie będzie w stanie wspomagać rozwój w jakiejkolwiek dziedzinie, w której uczestniczy ludzka myśl. Technologia, która jest zwielokrotnieniem mocy naszej ludzkiej inteligencji, która za pośrednictwem kojarzenia pozytywnych faktów przyczyni się do ewolucji człowieka, a tym samym ogólnej świadomości. Być może zamiast zniewolenia i zaciemnienia, ta sama sztuczna inteligencja pomoże nam w samorozwoju. Sztuczna inteligencja może wykorzystać nasze lęki z jednej strony, nasze obawy, być może jest w stanie nas programować, ale z drugiej strony może również pomóc nam rozwiązywać bardzo skomplikowane problemy i tym samym podsuwać pomysły. Być może zamiast zniewolenia jednak i zaciemnienia, ta sama sztuczna inteligencja pomoże nam w samorozwoju i osiągnięciu szczęścia oraz pomoże nam w szerzeniu miłości. Póki co decydują ludzie, a nie maszyna. Nie zapominajmy. Pozdrawiam. Ekologia a ekonomia.
Otóż zastanawia mnie taka rzecz. Większość grup aktywistycznych, grup, które wiążą się z ruchami ekologicznymi, z grupami protestującymi, większość z tych grup zwykle posługuje się właśnie formą protestu, aby zamanifestować swoją odmienną opinię na temat na przykład polityki czy też praktyk danej korporacji. Ludzie gromadzą się, pikietują, organizują pochody i w ten sposób wskazywany jest problem. Wskazywane jest potencjalne zagrożenie, być może. Czy jest to problem ekologiczny, czy polityczny, czy etyczny, ale często się na tym właściwie kończy. Kończy się na wskazaniu owego problemu i poniekąd na wyrażeniu emocji, na stworzeniu wspólnoty. Dlatego, że w grupie zazwyczaj czujemy się raźniej. Jeżeli jesteśmy niezadowoleni z czegoś, to łatwo jest nam wskazywać problem. Dużo trudniej natomiast jesteśmy w stanie wskazać rozwiązanie problemu. Problem, za który zwykle winimy kogoś lub coś, co utożsamiamy sobie z czymś na zewnątrz, z czymś, co jest poza nami.
Czyli ten problem zwykle nie wynika z nas samych, tylko jest to zwykle zasługa kogoś innego lub czegoś innego, co jest jak gdyby na zewnątrz nas samych. Tymczasem warto poza wskazaniem problemu, moim zdaniem, poszukać również rozwiązania. Jeżeli mamy już wspólnotę, co jest dużym osiągnięciem, w przypadku aktywistów, to jest to już grupa zainteresowana problemem czy też zagrożeniem, na przykład ekologicznym. I teraz dobrze by było, aby można było wyjść z propozycją rozwiązania problemu czy też zmodyfikowania działań, aby zapobiec, czy też zmniejszyć na przykład szkodliwe działania ekologiczne danej korporacji. I tutaj pojawia się ekonomia. Większość organizacji ekologicznych typu Greenpeace na przykład działa na zasadzie bezpośrednich interakcji z działalnością przedsiębiorców, na przykład wielorybników czy też firm wycinających dżunglę amazońską i tak dalej. Czyli działania ekologów zwykle kojarzą się ze sprzeciwem wobec działalności korporacji, a tym samym ekologia jawi się jako wróg ekonomii Wiadome i powszechne jest to, że dla firm prowadzących destrukcyjną działalność ekologiczną najważniejsze są pieniądze. Warto się zastanowić, jaki rzeczywiście wpływ mają na duże korporacje ekolodzy, i jaka jest moc ekologów, aby cokolwiek zmienić, jeżeli tylko sygnalizowany jest problem. Skoro działania ekologów mają na celu jedynie wskazanie problemu i na tym koniec, to tego typu działalność nie zmieni wiele. Siła pieniądza jest niestety dużo większa niż chęć zmiany czy poprawy sytuacji dobrych serc ekologów.
Aby pojawiła się zmiana na lepsze, musi również zaistnieć proces, który bazować będzie na planie ekonomicznym. Te dwie rzeczy, ekologia i ekonomia, muszą iść w parze. Dlatego, że zamknięcie korporacji, czy też uniemożliwienie działalności danej korporacji być może bardzo często byłoby najlepszym rozwiązaniem dla środowiska naturalnego, ale umówmy się, jest to bardzo często cel nierealny. Jest to cel nieosiągalny dla większości działaczy ekologicznych, aby spowodować upadek wielkiej korporacji. Co jeżeli pojawiłyby się rozwiązania, które umożliwiłyby wzrost ekonomiczny biznesu, a tym samym pomogłyby uzdrowić środowisko, być może zmniejszyć ilość odpadów produkcyjnych, zmienić materiały, sposób pakowania owych produktów czy chociażby sposób transportu. Te wszystkie czynniki są w stanie w dużym stopniu zmniejszyć ilość emisji spalin i innych zanieczyszczeń, które produkowane są do środowiska. Ale najlepszymi rozwiązaniami są te, które idą w parze z ekonomią. Dlatego, że tymi rozwiązaniami powinny być zainteresowane obydwie strony tego konfliktu. Tu widzę pole popisu dla ekologów. Jeżeli jesteśmy w stanie zaproponować rozwiązania produkcyjne oparte na czystej energii, na właściwej dystrybucji dóbr czy zamianie materiałów na mniej szkodliwe, czy nawet przyjazne dla środowiska, to tu zaczynamy rozwiązywać problem, a nie tylko go pokazywać.
Tak jak wspominałem wcześniej o fanach, czy też o fanatykach teorii konspiracyjnych, od których roi się w internecie. Mnie fanatyzm za bardzo nie interesuje. To, że istnieją grupy rządzące na tym świecie, to, że istnieją tajne organizacje bankierów i że klimat na tej planecie diametralnie się zmienia, to każdy bardziej lub mniej świadomy osobnik właściwie wie. Zamiast krzyczeć, się awanturować i straszyć innych, dlatego, że sami już być może jesteśmy śmiertelnie przerażeni wizją końca świata, to ja proponuję, aby wyjść z rozwiązaniami. Więc spożytkuj tą samą energię, którą używasz do straszenia innych, zwykle po to, aby lepiej czuć się w grupie. W grupie czujemy się raźniej, silniej. Tę samą energię proponuję, aby użyć do stworzenia, czy też znalezienia rozwiązań i tylko w ten sposób coś może się właściwie zmienić. Jeżeli każdy zrobi robotę we własnym zakresie, zaczynając od samego siebie, od własnego podwórka, od własnej rodziny, to już zmieni się tak naprawdę bardzo wiele. Nie używaj toreb plastikowych, nie używaj słomek do picia. Słomek, których używa się jedynie raz i wyrzuca się do kubła.
Słomek, które trafiają w oceany, które są połykane przez różnego rodzaju zwierzęta morskie. Jest dużo rozwiązań, które możemy zainicjować we własnym zakresie, po to, aby zmienić ogólną sytuację ekologiczną naszej planety. Nie jedz na przykład mięsa. Co ma jedzenie mięsa do ekologii? Produkcja zwierząt na ubój wymaga niesamowitych pokładów wody. Ta woda musi być skądś przepompowana, musi być skądś przekierowana. Jeżeli jest tak potężne zapotrzebowanie na mięso, wiadomo, że te zwierzęta muszą pić tysiące litrów wody podczas swojego życia, zanim pójdą na ubój, zanim staną się kotletem schabowym chociażby. I to powoduje duże zagrożenia ekologiczne. Woda, której brakuje w wielu miejscach na tej planecie. To jest kwestia dystrybucji.
To jest kwestia rozpowszechniania naszych zasobów wodnych w sensowny sposób. Woda na tej planecie jest zawsze. Jest to układ, z którego nie może się uwolnić zbyt wiele. Mógłbym posunąć się nawet do stwierdzenia, że nic nie może uciec z tej planety. Więc woda w tym obiegu jest. Czy jest to woda zawarta w ziemi, w oceanach, czy też w atmosferze. Problemem jest to, że ta woda nie zawsze jest tam, gdzie my chcemy, żeby była. Problemem nie jest to, że jest deficyt, brak wody, tylko jest to kwestia dystrybucji i kwestia operowania zasobami wody, które już posiadamy. Żeby nie nakreślać takiego horroru w naszej ekologicznej sytuacji, to światełkiem w mroku jest to, że na świecie na szczęście istnieje parę całkiem sprawnie działających organizacji zajmujących się nie tylko problemami, ale również rozwiązaniami tych problemów. Wspomnę tylko organizację znanego aktora Leonardo DiCaprio, która dosyć prężnie zajmuje się działalnością ekologiczną i wychodzi z propozycjami na zmianę naszego środowiska na lepsze, które mają moim zdaniem dosyć dużo sensu.
Ci, którzy nie znają organizacji ekologicznej Leonardo DiCaprio, zapraszam do poszukiwań i do poczytania na ten temat. Również są propozycje, które wypływają z głównych rozwijających się na świecie w tej chwili ekonomii, takich na przykład jak ekonomia chińska. Chińczycy jako ciągle wzrastająca ekonomia proponują nam również nowe, bardzo innowacyjne rozwiązania, które mogą przyczynić się do ochrony środowiska również. Niedawno czytałem artykuł na temat propozycji, czy też zamiarów chińskiego rządu, który ma utworzyć sztuczne satelity, które będą funkcjonowały w przestrzeni kosmicznej i będą takimi właściwie mini księżycami. Księżycami, które będą takimi lustrami odbijającymi światło słoneczne i tym samym światło będzie rozpowszechniane w określonych lokalizacjach w kraju, w Chinach. Dzięki temu ulice miast będą oświetlone bez użycia prądu elektrycznego, bez użycia jakichkolwiek innych surowców, które ewentualnie byłyby potrzebne do spalania po to, aby uzyskać energię na wytworzenie prądu elektrycznego. Jest to sprawa dosyć kontrowersyjna, jaki ten ewenement będzie miał wpływ na inne aspekty naszego życia i funkcjonowania nie tylko jako ludzi, ale również zwierząt na tej planecie. Wyobraźmy sobie, że luminescencja, czyli moc świetlna tych planowanych sztucznych satelit ma być rzekomo do ośmiu razy mocniejsza niż księżyc podczas pełni. A więc jest to spora dawka światła, która będzie obsługiwać większe miasta w Chinach, ale również moim zdaniem na tym ucierpieć mogą w pewien sposób organizmy i cały cykl naturalny przyrody, któremu ciemność nocy również jest potrzebna do istnienia. Być może uprzedzam tutaj fakty.
Być może ten problem zostanie w jakiś sposób rozwiązany lub nakreślony po to, aby szukać rozwiązania tego problemu. Póki co tylko taka ciekawostka, którą tutaj wspominam. Natomiast jak dokonać zmian, zamiast jedynie wskazywać problem? Tutaj za przykład podam tylko parę inicjatyw z wielu, których podejmuje się fundacja Isha. Fundacja założona w południowych Indiach przez jogina i wielkiego mistyka Sadhguru, a która teraz właściwie ma placówki już na całym świecie, dzięki między innymi projektowi, który został zatytułowany Rally for Rivers, który został zainicjowany w 2017 roku w Indiach. Uczestnicy w formie paru milionów wolontariuszy wskazali nie tylko potężny problem ekologiczny polegający na zanikaniu wody w głównych rzekach w Indiach, ale wyszli również z propozycją odnowy zasobów wody pitnej i wody pod uprawy rolne. Otóż szczegółowo zaprojektowany przy udziale naukowców i ekologów dokument, który posiada ponad 750 stron. Dokument przedstawiający rozwiązania problemów został oficjalnie wręczony rządowi indyjskiemu. Rząd ten dokument zaakceptował, a w rezultacie plan jest już od wielu miesięcy systematycznie wdrażany w życie, a dodatkowo podczas kampanii Rally for Rivers na skalę całego 1,3 miliardowego społeczeństwa Indii udało się również zasygnalizować ten katastroficzny problem. Problem, którym jest zanikanie wody w rzekach.
Wody, która jest źródłem życia ludzkiego i nie tylko. Ale oprócz tego, że problem został zasygnalizowany, z czego nie zdawało sobie sprawy wielu ludzi w Indiach, udało się również zachęcić do działania miliony ludzi. Projekt, pomimo że jest przepiękny, to wymaga potężnego nakładu pracy i wielu lat dedykacji, zanim umożliwi zaobserwowanie zmian. Ale ten projekt jest jak najbardziej realny. Potrzebne jest również bardzo długotrwałe zaangażowanie i wkład pracy wielu ludzi, ale okazuje się, że nawet tak katastroficzne skutki działalności człowieka na tej planecie mogą być odwrócone, jeżeli działanie nastąpi zawczasu. Potrzebna jest tylko odpowiednia inicjatywa, zaangażowanie i wspólnota, a ponad to wszystko potrzebna jest ludzka świadomość. Dla zainteresowanych tematem i działalnością ekologiczną joginów z ashramu Isha w południowych Indiach polecam strony internetowe Rally for Rivers i druga strona Project Green Hands. Linki wkleję pod audycją do wglądu. Bardzo serdecznie polecam zainteresowanie się i przestudiowanie tematu. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Namaste.