[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i witam ponownie w programie pod tytułem „Chata mistyka”. Chciałem na samym wstępie podziękować wszystkim tym, którzy odwiedzają chatę. Chciałem podziękować za waszą gościnę, za wasze wizyty, za wasze komentarze i chciałem zaprosić do naszych kolejnych spotkań, które będą miały troszeczkę inny charakter od tej pory.
Ostatnimi czasy dosyć trudno jest mi znaleźć czas, aby zrealizować program, który będzie trwał w granicach godziny. Trudno znaleźć mi czas, kiedy mogę usiąść i nagrać jakąś opowieść dla was, drodzy goście, przez godzinę. Więc wpadłem na troszeczkę inny pomysł. Wychodzę tutaj z nowym, świeżym konceptem naszych spotkań. Otóż skoro nie jestem w stanie nagrywać godzinnych opowieści dla was, drodzy goście „Chaty mistyka”, to postanowiłem wykorzystać krótsze sposobności, kiedy mogę zarejestrować swój głos, a tym samym moje przemyślenia w formie krótszych opowieści, tak zwanych shortów i konsekwencją tego będzie zmontowanie tych krótszych opowieści w jeden dłuższy godzinny program. Opowieści te będą bardzo spontaniczne, będą bardzo mocno improwizowane, dlatego, że jest to wena. Czasami wyciągam z kieszeni mojego iPada i zaczynam nagrywać jakiś ciąg myślowy, więc jakość dźwięku będzie też różna. Będziecie prawdopodobnie w stanie słyszeć różne tła dźwiękowe, odkąd nagrywać będę to dosłownie w przelocie pomiędzy jednym a drugim zadaniem w ciągu dnia. Być może będzie słychać ludzi w tle, odgłosy miasta, dlatego, że znajduję się w dosyć dużej, dynamicznej metropolii, którą jest Londyn obecnie. I charakter tych nagrań będzie być może troszeczkę bardziej reporterski.
Być może wypowiedzi będą mniej usystematyzowane, być może troszeczkę bardziej improwizowane i trochę bardziej dynamiczne, aczkolwiek mam nadzieję, że nadal zrozumiałe i ciekawe. Wypowiedzi będą wahały się od paru minut do kilkunastu minut i oddzielone będą krótkim dżinglem dźwiękowym. I każda z nich będzie miała temat, który to postaram się zapisać w tytule poszczególnej audycji. Tak więc kolejna odsłona „Chaty mistyka”, kolejna nowa seria, nowy pomysł. Mam nadzieję, że spodoba wam się. Czekam oczywiście niecierpliwie na komentarze oraz wasze sugestie. Tym samym zapraszam wszystkich serdecznie do odsłony nowej serii z cyklu „Chata mistyka”. Serii, którą zatytułowałem „Mistyk w shortach”. Tym razem chcę pomówić chwilę o pamięci. Czym jest pamięć i do czego właściwie służy?
Otóż pamięć wydaje się bardzo istotnym elementem naszego ludzkiego doświadczenia. Warto tutaj zauważyć, że w bazie pamięci jesteśmy w stanie zanotować jedynie te elementy, które zostały zapisane przy udziale naszej uważności. Więc aspekt uważności jest tutaj definitywnie bardzo istotny. Generalnie to, czemu nie przykuwamy uwagi, bardzo często ulega rozbiciu, rozmyciu, czy też można by powiedzieć wykasowaniu automatycznemu z tej puli naszego doświadczenia. Czym jest nasze ludzkie doświadczenie? Nasze narzędzie, które nazywamy rozumem, nasze narzędzie poznawcze jest właściwie składanką tych wszystkich doświadczeń, które przebyliśmy do tej pory. Więc jest to jedynie to, co nagromadziliśmy właściwie podczas interakcji z naszym otoczeniem. Jest to również wynik tego, jak głęboko zdołaliśmy się zagłębić wewnątrz siebie. Element uważności jest tutaj szalenie istotny. Mnie zastanawia jedno: skoro jesteśmy postaciami w grze, jeżeli rzeczywistość jest wirtualna, tym samym nie ma świata materii, nie ma świata obiektów, niezależnie istniejących obiektów.
Jest to jedynie strumień informacji, który każdy z nas w sposób bardzo indywidualny interpretuje. Tak więc czy nasze doświadczenie życiowe, czy nasza pamięć rzeczywiście istnieje? Czy rzeczywiście jest tak, że to, co przeżyliśmy podczas naszego dzieciństwa, podczas naszego dorastania, podczas każdego właściwie stadium życiowego, czy ta pamięć rzeczywiście jest gdzieś uporządkowana i leży sobie do wglądu w folderze zaszufladkowanym w archiwum? Czy być może ta pamięć jest tworzona poniekąd na bieżąco? Bo jaki by był cel zapamiętywania wszystkich naszych wizualnych doświadczeń, dajmy na to, kiedy prowadzimy samochód i mijamy taką mnogość przedmiotów, wydarzeń i zjawisk. A tak naprawdę do tego, aby prowadzić pojazd, potrzebny jest nam tylko określony zakres tej informacji. Wydaje się, że jest to taki obszar pamięci, do którego nie mamy dostępu już po fakcie. Z drugiej strony można by się zastanowić, czy w ogóle takowa pamięć istnieje. Czy to nie jest tak, że podług naszego zapotrzebowania odwołujemy się do pewnego aspektu świadomości, która to tworzy bardzo prawdopodobne dla nas, ale dopiero w tym momencie, scenariusze. Wiem, że to brzmi trochę być może zawikłano, ale pytanie, które stawiam, jest takie: czy pamięć jest rzeczywiście zapisana na jakimś nośniku, czy jest tylko i wyłącznie modyfikowana i prezentowana dla nas jako dla człowieka w odpowiednim momencie, po to, aby wygenerować odpowiedni efekt.
Z cyklu mistyk w szortach. Moi drodzy, od paru dni zajmuję się taką czynnością jak ściąganie tapety ze ściany. Zeskrobuję tapetę w tak zwanym salonie u znajomego. Wygląda to w ten sposób, moja czynność, że mam taką maszynę, która produkuje parę wodną i tą maszyną paruję obszar ściany po to, aby następnie plastikową szpachelką zedrzeć, połać tapety i przesunąć się w kolejne miejsce. Jest to swego rodzaju czynność, jakby mogło się wydawać, żmudna. Zajmuje to trochę czasu, ale tym samym umożliwia mi przestrzeń na swego rodzaju swobodę kontemplacji. Dodatkowo postanowiłem wykorzystać fakt, że znajduję się wieloma godzinami w zaparowanym pomieszczeniu i do owego urządzenia, do zbiornika z gorącą wodą zakropiłem sobie trochę olejków eterycznych, co sprawia wspaniałą, rześką atmosferę i nawdychałem się bardzo fajnych, różnych zapachów. Zrobiłem sobie inhalację przy okazji mojej pracy. To odrywanie tapety kawałek po kawałku nasunęło mi myśl, że jest to bardzo fajny model, aby uprzytomnić sobie, w jaki sposób wygląda nasz duchowy rozwój. Jeżeli wstąpimy na drogę odkrywania prawdy i dostrzeżemy fakt, że żyjemy w bardzo iluzorycznym świecie, w bardzo subiektywnie pojmowanym przez każdego z nas świecie, zaczniemy pracować nad odkrywaniem prawdy, co polega na odrzucaniu owej iluzji, która zostaje narzucona nam przez nasze ograniczone zmysły poznawcze, przez walory kulturowe, przez historie związane z miejscem, w którym się wychowaliśmy, z religią, z różnymi innymi aspektami naszego bytu tutaj, na tej planecie, w takiej formie.
Zaczynamy szukać prawdy poprzez odrzucanie fałszu, poprzez odrzucanie iluzji. Okazuje się, że bardzo sensownym wytłumaczeniem wydaje się to, że żyjemy w symulacji, że jest to wirtualna rzeczywistość, która kieruje się określonymi zasadami funkcjonowania i że jesteśmy częścią gry. Tak naprawdę utożsamiając się z postacią w grze, popełniamy błąd, w którym to próbujemy logicznie uprzytomnić sobie, w jaki sposób funkcjonujemy tutaj w świecie. Ale jeśli raz dostrzeżesz prawdę, to jest to doświadczenie, którego nie można odwrócić. Pewnych rzeczy nie da się zapomnieć. Dostrzegasz fakt, że jesteś częścią potężnego układu, którego zadaniem jest ewolucja, którego zadaniem jest postęp. Dzięki temu właśnie jesteś częścią tej gry i możesz udoskonalać ten układ poprzez dokonywanie odpowiednich wyborów. Jednym z tych wyborów jest odrzucenie iluzji, co sprowadza cię na drogę odkrywania prawdy. Ale jest to bardzo często uciążliwy proces, który wymaga od nas dosyć sporych pokładów energii i dedykacji. Odrywając sobie tę tapetę uprzytomniłem sobie, że jest to bardzo podobny proces.
Jest to właściwie odsłanianie prawdy kawałek po kawałku. To jest tak, jakby obierać cebulę i z każdą warstwą docierasz coraz bardziej do centrum. Albo jeżeli raz dostrzeżesz dziurę w płocie i zobaczysz przez nią, co jest po drugiej stronie płotu, coś, czego wcześniej nie było ci dane doświadczyć, to od tej pory będziesz próbować zrobić tę dziurę coraz większą, aż być może zaczniesz wyłamywać szczebelki owego ogrodzenia, czyli czegoś, co cię odgradza od prawdziwego oglądu rzeczywistości. Zadanie całkiem żmudne, aczkolwiek okazało się być fenomenalnym, fantastycznym ćwiczeniem mojej uważności, mojej przytomności i świadomości. I w ten sposób oglądam sobie faceta, który stoi z jakimś dziwnym, dymiącym parą urządzeniem przy ścianie i skrobie tę ścianę szpachelką już od paru dni. A tak naprawdę ja jestem zupełnie gdzie indziej. Widzę tego gościa, który coś sobie robi w tej wirtualnej rzeczywistości. Odrywa kawałki tej wirtualnej rzeczywistości, jak mu się wydaje, ale tak naprawdę uczestniczę w całej reszcie tej gry w tym samym czasie, nazwij to sobie. Całkiem fajne uczucie być tu i teraz, a tak naprawdę być wszędzie i na wieczność. Pozdrawiam.
W kolejnym shorcie chcę mówić trochę o wyobraźni. Otóż wyobraźnia jest w bardzo mocnym powiązaniu z naszą ludzką pamięcią. Czy pamięć właściwie może funkcjonować bez udziału wyobraźni? Co jesteśmy w stanie tak naprawdę zapamiętać? Czyż nie są to jedynie te rzeczy, te zjawiska, którym przykuwamy uwagę, którym poświęcamy naszą uważność. Tylko te doświadczenia zostają zapisane w obrębie naszej pamięci. Dodatkowo, aby zapisywać dane, wykorzystujemy wyobraźnię. Czyli tak naprawdę wyobraźnia okazuje się nie być stanem czegoś, co nie istnieje, tylko jest to raczej umiejętność przywoływania pewnych stanów, właściwie zjawisk, które następnie obrabiane są w postaci informacji. Nic co zapisane w pamięci nie mogłoby funkcjonować w owej bazie danych bez udziału wyobraźni. Dlatego, że czym innym jest chociażby obraz jakiegokolwiek przedmiotu, który kodujemy w naszym umyśle, w naszej bazie doświadczeń.
Obraz to tak naprawdę tylko światło, które odbite zostaje od przedmiotu, następnie penetruje naszą gałkę oczną. Ale dopiero w momencie interpretacji tego zjawiska jesteśmy w stanie zapisać wrażenie. Samo światło, sam mechanizm rozpowszechniania się fal świetlnych w naszej gałce ocznej właściwie nie powoduje zjawiska. Zjawisko powstaje tylko w momencie, kiedy mamy do czynienia z interpretacją tego zjawiska. Niezbędnym narzędziem okazuje się być tutaj nasz ludzki rozum, nasz umysł. Jesteśmy w stanie zapamiętać tylko to, co zostanie zinterpretowane przez nasz umysł. A co to jest interpretacja? Jest to nic innego jak porównanie tego, co widzimy, czy też tego, co słyszymy do informacji, która już tkwi w naszym umyśle. Jeżeli nie znamy jakiegoś fenomenu, jeżeli czegoś nie widzieliśmy wcześniej, to nie jesteśmy tym samym w stanie tego zinterpretować. Ba, posunąłbym się nawet dalej w tym przemyśleniu.
Nie jesteśmy w stanie nawet tego dostrzec. Tutaj przykładem może być dosyć popularna historia. Kiedy były kolonizowane ziemie za oceanem i kiedy pojawili się pierwsi Europejczycy, chociażby na Karaibach, przypłynęli potężnymi statkami, które nie były w ogóle zauważane przez tubylców. Lokalne plemiona nie były w stanie zauważyć potężnych okrętów, które przybyły z odległych stron. Byli w stanie zauważyć ludzi. To byli oczywiście inni ludzie, wyglądający inaczej. Ludzie z białą skórą, w dziwnych zbrojach, z dziwnym rynsztunkiem. Byli natomiast w stanie przyrównać to do swoich dotychczasowych Informacji zgromadzonych w pomyśle. Natomiast nie byli w stanie początkowo zauważyć statków. Ci ludzie po prostu pojawiali się poniekąd wyłaniając się z oceanu, utrzymując się na powierzchni oceanu jakimiś magicznymi siłami.
Nie byli w stanie widzieć statków, dlatego że nie było w ich bazie doświadczenia nic, do czego mogliby porównać te potężne okręty. Podobnie jest właściwie z każdym innym zjawiskiem, które zostaje zapisane w naszej pamięci. Jesteśmy w stanie tylko zinterpretować, przetworzyć informacje według tego, co już znajduje się w naszej domenie doświadczeń. Tutaj właśnie wyobraźnia staje się kluczowym narzędziem, dlatego że tak naprawdę to, co my postrzegamy, to jest nic innego jak to, co sobie wyobrażamy. My nie widzimy przedmiotu samego w sobie. My nie słyszymy dźwięku samego w sobie. My tylko interpretujemy częstotliwość. Częstotliwość światła, częstotliwość dźwięku, wszelkiego rodzaju inne zjawiska. Czyn. Czym takim jest czyn?
Co to oznacza, że coś czynimy? Czy tak naprawdę to my wykonujemy czyn? Czy tak naprawdę jesteśmy w stanie objąć w pełni stery i kontrolować sytuację? Czyn polega na uzyskaniu jakiegoś efektu lub na podjęciu akcji, ale ta akcja kierowana jest wolną wolą. Każdy z nas jako indywidualny przedmiot świadomości posiada wolną wolę, czyli możliwość podejmowania decyzji, czyli możliwość tym samym podejmowania zmian. Idąc głębiej, podążając tym tropem, można by powiedzieć, że również owa akcja spowodowana istnieniem czegoś takiego jak wolna wola, tworzy tak naprawdę czas. Czas wyznaczany jest tym stanem bytu, który istnieje przed dokonaniem zmiany, przed dokonaniem wyboru i to, co dzieje się już właśnie po dokonaniu decyzji, po wykonaniu decyzji, po dokonaniu wyboru. Czyli to jest czas podzielony na przed i po. To w pewien sposób definiuje nam ten fenomen czasu. Ale czy tak naprawdę jesteśmy w stanie czynić?
Wydaje nam się, że podejmujemy decyzje samodzielnie. Wypływają one być może z naszej intelektualnej analizy sytuacji, być może w pewien sposób z naszego doświadczenia. Być może decyzje owe kierowane są instynktem, zwykłą umiejętnością przetrwania. Ale nawet jeżeli podejmujemy w pełni świadome, jak to nazywamy decyzje, to czy tak naprawdę one są nasze własne w całości? Bo gdybyż nie sytuacja, w której się znaleźliśmy, gdyby nie określone miejsce i określony czas, to nie moglibyśmy właściwie podejmować żadnych decyzji. Nasza moc decyzyjna jest zerowa do momentu, kiedy pojawimy się w danej sytuacji, czyli w danym miejscu czasoprzestrzeni. A ta czasoprzestrzeń to jest sfera, która jest kompletnie od nas niezależna. My ją tylko próbujemy postrzegać, próbujemy w niej uczestniczyć, ale tak naprawdę całe tło naszej wirtualnej rzeczywistości, naszej symulacji to jest informacja, która została wygenerowana przez system. Ten sam system, który spowodował wyodrębnienie się naszych indywidualnych jednostek świadomości posiadających wolną wolę, czyli ludzi. Ale całe nasze otoczenie, ten świat, w którym bytujemy, świat informacji, w którym bytujemy, to nie jest zasługa tych naszych indywidualnych jednostek, tylko jest to coś, co pochodzi z ponad tego układu.
Coś, co zostało zainicjowane, być może w pewien sposób zaprogramowane. Tutaj wydaje się, że jest to układ, który ewoluuje i to układ, który ewoluuje od środka, ewoluuje samodzielnie. Otóż od kiedy rozpoczął się proces, ten układ wydaje się dążyć do doskonalenia samego siebie. To właśnie jest celem istnienia. To właśnie okazuje się celem naszego życia, aby po prostu dostrzec z pewnej perspektywy stworzenie, którego jesteśmy autorami. To aby docenić, że jesteśmy w takiej formie i że mamy możliwość dokonywania wyborów i to właściwie potężną, mnogą ilość dokonywania wyborów ze względu na ilość tych świadomych jednostek, które przejawiają się tutaj, w tym świecie, w tym układzie. Ta ilość interakcji oczywiście wzbogaca również doświadczenie. Jest to mnogość różnego rodzaju możliwości To samo podejmowanie decyzji przez tą postać w grze jest jednak dosyć ograniczone. Pomimo tego, że wydaje nam się, że nasza wola jest wolna, to jednak bardzo mocno zależy od tego systemu, od tego tła, w którym istniejemy, od tego świata, od tej rzeczywistości. Od tego, że ta rzeczywistość kieruje się zasadami, kieruje się prawami, które zostały ustanowione, prawami, których nie można za bardzo nagiąć ani wykroczyć poza to, w jaki sposób funkcjonują fenomeny.
My mamy dopiero na samym końcu możliwość podjęcia wolnej decyzji, która właściwie ogranicza się do obszaru ruchu w lewo lub ruchu w prawo, tak metaforycznie rzecz ujmując. Bo jest to naprawdę mały, wąski zakres wolności, jaka zostaje nam dana, bo cała reszta tego fenomenu to jest świat, który stworzył tą sytuację, w której my możemy podjąć decyzję. Być może jesteśmy zmuszeni do podjęcia decyzji. Wszystko po to, aby zmodulować układ, po to, aby ten układ znów mógł przeobrazić się, aby nie tkwił w miejscu, aby mógł nadal rozwijać się, aby mógł poznawać sam siebie. Oczywiście generalny gracz, który bawi się w tą grę, skoro my posiadamy jakieś odbicie wolnej woli, jakiś przebłysk samego potężnego, absolutnego fenomenu, to wola stwórcy musi być nieposkromiona i nieprzebrana. Dlatego również w naszej sytuacji, z naszej perspektywy, zamiast tworzyć dramaty, często chyba warto się troszeczkę odsunąć od tego, co podszeptuje nam umysł, od tego, do czego zostaliśmy już zaprogramowani poprzez wielokrotne powtarzanie sytuacji, bycie w danych środowiskach, byciem narażonym przez różnego rodzaju ataki medialne i próby programowania umysłów przez inne jednostki świadomości. Warto czasem chyba nabrać trochę dystansu, zatrzymać się, pooddychać chwilę. To na pewno pomaga. Świadomy, uważny oddech parokrotnie. Lekko zdystansować się do naszych problemów codzienności, do tych jakże ważnych w naszym życiu, w naszym doświadczeniu dramatów, ale chyba tylko pozornie ważnych.
Tak naprawdę liczy się co innego. Liczy się polepszanie jakości naszego istnienia. To teraz dla rozluźnienia posłuchajmy sobie przez chwilę muzyczki. I kolejny short, Mistyk w shortach. Tym razem o reinkarnacji. Nie będę opowiadał o całym fenomenie, którym reinkarnacja jest. Reinkarnacja jako doktryna, w której to następuje wędrówka czy też cykliczny powrót duszy do wcielenia, który ma za zadanie udoskonalanie się całości układu. O tym nie dzisiaj. Myślę, że doktryna reinkarnacji dla wielu słuchaczy Chaty Mistyka jest znajoma. Jest to temat dosyć obszerny, który chciałbym przedyskutować przy okazji może jakiegoś dłuższego odcinka.
Tym razem w Mistyku w shortach chcę tylko zaprezentować krótką anegdotkę historyczną, która jest dosyć ciekawa, która mówi o tym, dlaczego doktryna reinkarnacji nie przetrwała jako ujęcia rzeczywistości w naszych czasach. Aczkolwiek okazuje się, że w zamierzchłych czasach była to doktryna bardzo powszechna i bardzo popularna. Zresztą prawdopodobnie uczył o niej sam Jezus. Jeden z pierwszych takich prawdziwych teologów chrześcijańskich, pan, który nazywał się Origen, o którym historia dawno zapomniała właśnie z tego powodu, o którym za chwilę wspomnę. Był to zacny jegomość, który szkolił się u mistyków Wschodu. Tutaj głównie mam na myśli mistyków hinduskich, mistyków pochodzących z obszaru Indii. Otóż sam Origen, pomimo tego, że jest ojcem chrześcijańskiej teologii, pierwszym człowiekiem, któremu udało się naczelnie usystematyzować wiedzę chrześcijańską, swoje nauki pobierał u mnicha buddyjskiego. Jego mistrzem duchowym był mnich buddyjski. Nic tutaj dziwnego tak naprawdę dlatego, że jeżeli znamy prawdziwą historię chrześcijaństwa z samego początku, zanim została ona zmodyfikowana ku potrzebom politycznym, ta prawdziwa domena chrześcijańska jest bardzo zbieżna i bardzo spójna z naukami Buddy. Otóż w naszej kulturze może okazać się to szokujące.
Dlatego, że szczególnie w Polsce, gdzie jest szacunkowo procentowo aż tak duża ilość katolików zamieszkujących ten obszar, ciężko dopuścić myśl, że właściwie chrześcijaństwo nie jest pierwszą religią, a tak naprawdę jedną z najmłodszych doktryn religijnych, które pojawiają się w naszej cywilizacji. Jest to doktryna, która bardzo mocno bazuje na tym, o czym nauczał Budda. To znaczy, tu nie chodzi o to, że chrześcijaństwo jest buddyzmem. Nie zrozum mnie źle, aczkolwiek to, o czym nauczał Jezus ma mnóstwo wspólnego z systemem buddyjskim. Aczkolwiek tutaj należy pamiętać jedną podstawową rzecz: Budda nie był buddystą i podobnie Jezus nie był chrześcijaninem. Kiedy Jezus uczył swoich uczniów, którzy zresztą mieli podobnież potężne problemy z pojęciem tego, co próbował skomunikować do nich ich mistrz. Tutaj mówię o słynnych dwunastu apostołach. Rzekomo panowie mieli potężne problemy nawet z intelektualnym pojęciem nauk samego mistrza. Ale nie o tym w tym shorcie. W tym shorcie o reinkarnacji i dlaczego temat reinkarnacji stał się tak mało popularny w dzisiejszych czasach.
Otóż wiąże się z tym pewna anegdotka historyczna. Temat dosyć ciekawy dla tych, którzy lubią wszelkiego rodzaju teorie konspiracyjne. Więc w tym przypadku nie jest to teoria, jest to historia konspiracji. Otóż właśnie owy Origen, który to opisywał pierwsze oryginalne nauki Jezusa i próbował usystematyzować doktrynę chrześcijańską, został okrzyknięty heretykiem. Został wyklęty przez oficjele urzędujące pod protektoratem ówczesnego papieża. Zresztą on sam pochodził z grupy, która już do tej pory została nazwana gnostykami. Otóż gnostycy to nie było jedno ugrupowanie, to było wiele chrześcijańskich sekt. Tak jak już wspomniałem przed chwilą, Jezus nie był założycielem chrześcijaństwa. Właściwie jego nauki są czasami rozbieżne z tym, o czym dowiadujemy się w dzisiejszych czasach. Dlatego, że na przestrzeni wieków wiedza ta została utajona i została zmodyfikowana.
Podług potrzeb możnowładców. Chociażby gnostycy bardzo często omawiali temat wędrówki duszy, która powraca w różnych wcieleniach, aby przebywać kolejne doświadczenie, tym samym ewoluować. To byli również ludzie, którzy odrzucili chociażby krwawe ofiary, które były dosyć popularnym obrządkiem wśród współczesnych Żydów i było to jednym z głównych powodów, dla którego gnostycy stwarzali problem dla większości nurtu chrześcijańskiego w tamtych czasach. Nie chcieli szanować na przykład zasady sabatu, kiedy Żydzi świętują ten dzień, nie wykonując wielu czynności, mają bardzo określoną ilość kroków, które mogą wykonać tego dnia. Gnostycy odrzucili również krwawe ofiary w postaci zwierząt, które oferowane były Bogu. Główną rozbieżnością było podejście do konceptu reinkarnacji. Co się okazuje, z tym wiąże się dosyć ciekawa, barwna historia. Otóż w Konstantynopolu, moi drodzy, jest rok 553. Tutaj wertuję stronice mojej książki, którą czytam. Bardzo ciekawa książka historyczna.
Pojawia się taka sytuacja, że dzięki pewnej pani, dzięki aktywności pewnej kobiety zmienia się dosyć diametralnie prawo i stosunek wierzących do zagadnienia reinkarnacji. Otóż, żeby nie trzymać was dłużej w niepewności, być może ktoś tę historię już zna. W Konstantynopolu, czyli w obecnym Istambule, urzęduje sobie cesarz, który uzurpuje sobie prawa do bycia głową chrześcijaństwa we wschodnim jego zakresie geograficznym. Oczywiście cały zachodni świat chrześcijański kontrolowany jest z Rzymu, jest nadzorowany przez papieża. W Konstantynopolu w tym czasie istnieje pan, który nazywa się cesarzem Justinianem. Jeżeli dobrze to tłumaczę. Książka moja jest po angielsku, więc jeżeli są jakieś przeistoczenia słowne, to proszę mi wybaczyć. Otóż cesarz ten pod wpływem swojej żony cesarzowej, która doszła w bardzo ciekawy sposób do władzy, to jest historyjką poboczną. Za chwilę o niej wspomnę. Ta para organizuje w Konstantynopolu w roku 553 walne zgromadzenie, tak zwany sobór chrześcijański, na którym zostają ustalone prawa funkcjonowania tej organizacji kościelnej.
Na owy sobór zaproszonych jest 165 biskupów, którzy reprezentują głównie tereny wschodnie. Otóż okazuje się, że wśród tych 165 biskupów uczestniczących w soborze tylko 12 z nich pochodzi z terytorium tak zwanego Zachodu i właściwie zostali oni zmuszeni do tego, żeby wziąć udział w owym soborze, dlatego że odbywa się on poniekąd wbrew woli samego papieża. To jest ciekawa historia. Otóż okazuje się, że jest to wydarzenie kościelne zorganizowane przez cesarza Justyniana, ale bez zgody papieża. Zresztą anegdotka mówi o tym, że sam papież nawet przebywa podczas odbywania się tego wydarzenia. Wydarzenia, które trwało cztery tygodnie. Sam papież przebywa w tym czasie w Konstantynopolu, ale na znak protestu nie uczestniczy w spotkaniach i nie udziela się w jakikolwiek sposób w tym, co zostaje zadecydowane, a decyzje, które zostają podjęte, są dosyć radykalne. Decyzje, które mają za zadanie kompletnie odrzucić heretyckie podejście chrześcijaństwa do pewnych spraw. Wszystko to wiąże się z historią owej cesarzowej, żony cesarza Justyniana, która zrobiła burzliwą karierę, będąc zwykłą kurtyzaną. Tak wygląda ta historia.
Otóż córka ochroniarza w amfiteatrze w Bizancjum, czyli kobieta pochodząca praktycznie z ludu, pięnie się po drabinie społeczno-politycznej, wykorzystując swoje kobiece wdzięki. Jest to historia znana i powszechna. Jest to nie bez powodu nazywane najstarszym zawodem świata. To, co wykonuje owa pani. W swojej karierze politycznej i poszerzając swoje wpływy, dociera aż do samego cesarza, z którym bierze ślub i zaczyna kontrolować pewnymi sprawami. Jedną z pierwszych rzeczy, którą po osiągnięciu władzy zajmuje się owa cesarzowa, jest wydanie dekretu o wymordowaniu 500 prostytutek w kraju. Dlatego, że chce się ona pozbyć bardzo mocno wrażenia i historii, która się z nią wiąże. To jest z jednej strony. Z drugiej strony oczywiście Zdając sobie sprawę z tego, jak potężną władzę ma kobiecy sex appeal i jak daleko można zajść używając tej siły, próbuje ona wyeliminować wszelkiego rodzaju konkurencję, jakiekolwiek zagrożenie, które ewentualnie mogłoby wpłynąć na jej pozycję w państwie. Wiąże się z tym historia owej reinkarnacji, która bardzo mocno powiązana jest z tematem karmy.
To jest to, co bardzo mocno wiąże się z wędrówką dusz i z powracaniem cyklicznym duszy, która manifestuje się w formie fizyczności, w formie ciała ludzkiego. Aby wymazać kompletnie możliwość niespełnionej karmy, która ciąży nad ową panią, postanawia ona również wymazać z doktryny chrześcijańskiej, do której teraz ma dostęp, jakiekolwiek przesłanki, które wiążą się z siłą karmy, z fenomenem karmy i z charakterem cykliczności powracania dusz. Cesarz Justynian pod wpływem swojej małżonki cesarzowej deklaruje wojnę ze wszystkimi naukami, które wywodzą się oryginalnie z prawdziwej, pierwotnej doktryny chrześcijańskiej. W rezultacie tego zostaje podpisanych mnóstwo nowych postanowień podczas owego walnego zgromadzenia w Konstantynopolu w roku 553 naszej ery. Między innymi sprawa reinkarnacji i tematy takie jak karma i wędrówka dusz zostają, czy też próbują być usilnie wymazane kompletnie z całej doktryny chrześcijańskiej. Pomimo tego, że papież w tym nie uczestniczy, to przesłanki są takie, że musiał w pewnym momencie zaakceptować wyniki soboru w Konstantynopolu. Dekret ten zostaje w pewnym momencie podpisany i zaakceptowany przez samego papieża pod wpływem nacisku ze strony możnowładcy z Konstantynopola. Tak właśnie zanika historia reinkarnacji, która tak powszechna w chrześcijaństwie. Warto wspomnieć, że nawet w Nowym Testamencie, jeżeli postudiujemy ten tekst, to istnieje tam mnóstwo przesłanek, które mówią bezpośrednio o tym, że istnieje wędrówka dusz, że istnieje jakościowa baza danych, która zostaje przekazana z jednego wcielenia w kolejne. Zresztą takie przesłanki istnieją również w Starym Testamencie.
W dzisiejszych czasach temat reinkarnacji jest czymś niewygodnym, czymś, co można włożyć pomiędzy baśnie, a tak naprawdę okazuje się, że był to bardzo istotny element początkowej doktryny chrześcijańskiej. Jest to coś, co wypływa bezpośrednio z nauk samego Jezusa. W dzisiejszych czasach sprawa, która jest kompletnie zatuszowana, odrzucona i która jest zapomniana i niewygodna. Tutaj tylko taka uwaga, aby odnieść się do tego tematu i popatrzeć na ten temat, być może z troszeczkę innej perspektywy, z perspektywy historycznej sięgającej przed rok 553 naszej ery. Pozdrawiam. Kontynuując jeszcze przez chwilę temat pamięci, chcę poruszyć zagadnienie czasu i wymiarowości przestrzeni, w jakiej funkcjonujemy. Czym jest czas? W jaki sposób definiujemy czas? W jaki sposób jesteśmy w stanie uchwycić ten fenomen czasu? Jest to rzecz szalenie abstrakcyjna.
Czas nie jest odliczany przez zegarki. Czas to nie są minuty upływające, sekundy, godziny czy też nawet dnie. Czas jest to koncept, który pozwala nam zorientować się w iluzorycznym świecie, holograficznym świecie, w którym to przyszło nam funkcjonować, w którym to jesteśmy. Czas jest jedynie jednym z narzędzi, które pozwalają nam właściwie przemieszczać się w tym świecie i ogarniać go, rozumieć go w pewien sposób. Trzeba tutaj zdać sobie sprawę z tego, że czas jest bardzo silnie powiązany z przestrzenią, więc ta wymiarowość jest tutaj dosyć znacząca w tym wszystkim. Przestrzeń fizyczna nie może istnieć bez czasu. Za chwilę wytłumaczę dlaczego pokrótce. Tak samo jak czas nie może istnieć bez przestrzeni. Wyobraźmy sobie, że chcemy wykonać ruch z punktu A do punktu B. Chcemy się przemieścić po określonej drodze.
Dajmy na to, że droga ta ma pięć metrów długości, więc przemieszczenie się z punktu A do punktu B to nie jest tylko podróż na przestrzeni płaszczyzny naszej podłogi. To nie jest tylko pokonanie tych pięciu metrów, ale jest to również różnica w zanotowanym czasie. Gdyby nie było tego fenomenu istnienia czasu, nie byłbym w stanie przemieścić się z punktu A do punktu B. Taka jest zasada funkcjonowania tej rzeczywistości, że aby określić pozycję, czy to w czasie, czy w przestrzeni, niezbędne są obydwa te aspekty naszego funkcjonowania, obydwa te aspekty naszej wirtualnej rzeczywistości, w której to istniejemy. Nasz koncept postrzegania czasu bardzo często bazuje na tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, żyjąc dniem codziennym. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego rodzaju rutyny, do schematów postępowania. Musimy wstać rano, kiedy zadzwoni budzik. Musimy być w pracy na godzinę 8:00 chociażby. Później jest lunch break o godzinie 13:00 i całe nasze życie jest kontrolowane poniekąd przez urządzenia, które wymyśliliśmy, które wynaleźliśmy na przestrzeni dziejów, takich jak zegar chociażby, czy też kalendarz w naszym telefonie. Są to narzędzia, które pozwalają nam usystematyzować, a tym bardziej lepiej komunikować się między nami jako poszczególnymi jednostkami uczestniczącymi w tej grze.
Przy pomocy tych urządzeń możemy w pewien sposób umówić się na wydarzenia, które to mają nastąpić w przyszłości, których to spodziewamy się, że nastąpią w przyszłości. Chociażby przykładowo jesteśmy w stanie umówić się na spotkanie z kimś w określonym miejscu o określonej porze. Czy to jednak oznacza, że czas zbudowany jest z minut, sekund i poszczególnych godzin? Otóż nie. Czas jest to tylko i wyłącznie nasz model pojmowania prawideł, w których to funkcjonuje nasza rzeczywistość. Ten czas nie jest odmierzany tykającą wskazówką zegara, odliczającą mijające sekundy, ale bardziej byłbym skory do stwierdzenia, że ten czas jest zdefiniowany ilością akcji, która to odbywa się. Akcja jest również zależna bardzo mocno od lokalizacji, od przestrzeni. Więc ilość wykonanej akcji, ilość dynamiki, która pojawia się w układzie, definiuje w pewien sposób czas, czy też upływ tego czasu, jak to sobie wyobrażamy. Można tutaj również zauważyć fenomen pewnej cykliczności, więc czas mógłby być również wyznaczany pewnym cyklem. Oczywiście upływające minuty i sekundy są również pewnego rodzaju cyklem, aczkolwiek jest to cykl bardzo abstrakcyjny tak naprawdę.
Jest to cykl, który my wyznaczyliśmy, który ma być obiektywny dla każdego z użytkowników zegara. W ten sposób metoda ta staje się uniwersalną, dlatego, że możemy się do niej odwołać jako każdy z nas, czyli jako każdy z indywiduów w tej układance. Natomiast innym podejściem do odbioru czy też percepcji czasu może być właśnie próba zauważenia pewnej cykliczności. Rozpocznijmy sobie od większych cykli, takich jak na przykład cykl galaktyczny, gdzie planety poruszają się po orbitach, czy też raczej po spirali, kiedy to planety przemieszczają się w przestrzeni kosmicznej, gdzie cały układ galaktyczny również przemieszcza się w przestrzeni kosmicznej. Idąc dalej oczywiście cykl dnia i nocy, czyli obrót naszej planety wokół własnej osi. Możemy tak sobie te cykle zagęszczać, ale bardzo polecam zauważyć nasz cykl oddechu. Cykl oddechu, czyli wdech i wydech, to jest cykl, który bardzo bezpośrednio wyznacza charakter i jakość naszego funkcjonowania. Ten oddech to nie jest tylko czynność, która ma polegać na pobraniu tlenu z otoczenia i w skomplikowanych procesach chemicznych zaabsorbowanie tego tlenu do naszego systemu krwionośnego i tak dalej, później do komórek. Jest to cykl, który jest bardzo naturalny. To nie jest cykl wyznaczony zegarkiem, tykającymi sekundami, tylko jest to naturalny cykl.
Ale jak wiadomo, oddech czasami bywa szybszy, czasami bywa również wolniejszy, czasem jest głębszy, czasem jest trochę płytszy, w zależności od tego, w jakiej sytuacji jesteśmy, w jakiej sytuacji emocjonalnej chociażby uczestniczymy w danym momencie. To wszystko ma wpływ na charakter naszego oddechu, tej cykliczności oddechu. Również pod takim kątem można by rozpatrywać upływający czy też mijający czas, jak to sobie wyobrażamy. Ale jeszcze innym cyklem, takim bardzo naturalnym, jest również nasza akcja serca. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie na temat długości życia organizmów na tej planecie. To wynika z czystej obserwacji. Otóż okazuje się, że czym większe organizmy, czyli takie jak człowiek, niedźwiedź, dajmy na to wieloryb Słoń. Im większe to stworzenie, tym akcja serca jest wolniejsza. Im stworzenie jest mniejsze, jeżeli będziemy zagłębiać się w świat zwierząt i iść w drugą stronę, będziemy obserwować akcję serca kota, królika, myszki polnej, to okaże się, że akcja serca myszki polnej jest niesamowicie różna od akcji serca słonia. To wszystko ma dosyć ciekawe skutki, dlatego, że okazuje się, że im wolniejsza jest praca serca zwierzęcia, stworzenia, tym dłuższe relatywnie jest jego życie.
Tylko słowo relatywnie jest tutaj istotne, dlatego, że to życie jest dłuższe dla obserwatora, którym jesteśmy my, ludzie. Jako narzędzie świadomości, narzędzie, którym posługuje się świadomość, człowiek jest w stanie zauważyć, że mysz będzie żyła stosunkowo krócej niż słoń. Z tego względu również, że akcja serca tego malutkiego gryzonia jest dużo szybsza, dużo częstsza niż akcja serca słonia. Pytanie teraz, które z tych zwierząt żyje tak naprawdę dłużej? I co to znaczy dłużej? Dlatego, że czas możemy z jednej strony definiować trzymając zegarek w ręku i odmierzając drogocenne minuty, a z drugiej strony o czasie może decydować tak naprawdę ilość akcji, którą podjęliśmy podczas naszego bytu, podczas naszej egzystencji. Czas jest nie miarą zegarka, tylko czas jest miarą tego, co dzieje się przed zmianą, a tego, co się dzieje po dokonaniu zmiany. Jako stworzenia, które posiadają potężny instrument wolnej woli, mamy za zadanie dokonywać wyborów. Na tym polega życie człowieka świadomego. Na ciągłym i świadomym podejmowaniu wyborów, na byciu uważnym na tyle, na ile pozwalają na to nasze predyspozycje.
Predyspozycje, które powinniśmy kultywować, trenować i rozwijać. Z drugiej strony życie polnej myszy, które dla nas jako obserwatorów stojących z boku, uczestników tego doświadczenia, będzie wydawało się krótkie, dlatego, że trwa jedynie kilkanaście miesięcy, być może parę lat. Tak naprawdę w trakcie tego życia ta mysz wykonuje niesamowitą ilość czynności. Jest to bardzo dynamiczne zwierzę, jak dobrze wiemy. Zwierzę, które jest bardzo aktywne i dodatkowo praca serca tego zwierzęcia jest dużo gęstsza niż naszego ludzkiego serca. Z perspektywy myszy, jej życie wypełnione jest mnogością akcji. To życie jest wypełnione dynamiką i tak naprawdę doświadczenie bycia myszą polną jest prawdopodobnie wystarczająco długie z jej pułapu świadomości i z jej ograniczonej puli możliwości wykonywania wyboru. Życie myszy jest wystarczające, najprawdopodobniej dostarcza jej wystarczającej ilości doświadczeń, aby ewoluować, aby nadal się uczyć i aby nadal sprawiać polepszanie się całości systemu. Natomiast z perspektywy słonia czy wieloryba ta mysz żyje praktycznie bardzo krótko. Ilość akcji, którą przeprowadza wieloryb, ilość akcji, w której uczestniczy wieloryb, czy też ilość jego uderzeń serca na minutę będzie diametralnie niższa.
Tutaj zastosowanie paradygmatu czasu, który polega na odmierzaniu czasu poprzez zegarki czy też stopery, wydaje się również być modelem troszeczkę niewygodnym, dlatego, że jest to bardzo indywidualne doświadczenie, percepcja czasu i jest to doświadczenie, którego musimy być w pewien sposób świadomi po to, aby nie popaść w pewnego rodzaju pułapki, które serwuje nam nasz umysł. Jedną z takich pułapek jest na przykład utożsamianie się z własnym ego, czyli to, co zachowujemy w pamięci, to, co jest interpretacją naszej historycznej bazy danych, czy też strumienia informacji, bardzo często staje się dla nas pułapką w tym sensie, że staje się to niewygodne, kiedy chcemy wyjść poza ten układ iluzji, kiedy chcemy wznieść się ponad ten hologram i zobaczyć istnienie samo w sobie. Kiedy uprzytomnimy sobie, że czas nie polega na tym, że jest przeszłość, jest jakaś teraźniejszość i przyszłość. Generalnie wydaje nam się, że ta teraźniejszość jest właściwie balansowaniem na krawędzi ostrza brzytwy i gdzie po lewej stronie jest potężna przeszłość, a po prawej stronie jest potężna przyszłość. Można by sobie łatwo wyobrazić, że zarówno przeszłość, jak i przyszłość mają wymiar nieskończoności, są nieskończone. Natomiast ten moment, w którym to wydaje nam się, że właśnie tkwimy teraz, ten moment, którego nie jesteśmy w stanie za bardzo uchwycić, wydaje się być proporcjonalnie cienki czy też mały w porównaniu do całej puli doświadczeń, które klasyfikujemy jako przeszłość. I również w porównaniu do otchłani nieskończoności, którą jesteśmy w stanie uprzytomnić sobie jako przyszłość. Otóż to wszystko jest iluzja i stąd rodzą się największe nasze lęki. Tutaj zakorzenione jest nasze ego. To jest strach przed tym, co niedokonane, przed tym, co nie nastąpiło, czyli projekcje tego, co może nastąpić w przyszłości, co jest niczym innym jak tylko kolekcją informacji, które zgromadziliśmy na bazie naszych doświadczeń zapisanych w przeszłości.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości, ale bardzo często się o nią martwimy i bardzo jesteśmy niepewni o przyszłość i próbujemy sobie tą niepewność wypełnić, tą lukę wypełnić poprzez projekcję naszych dotychczasowych doświadczeń. I próbujemy widzieć, zobaczyć coś, dostrzec w przyszłości, co oczywiście jest niemożliwe. Tak naprawdę cały ten model myślenia jest nieprawidłowy. Z takiego sposobu pojmowania rzeczywistości wywodzi się lęk i niepewność. Tutaj pojawia się problem. Tak naprawdę musimy sobie uprzytomnić, musimy nawet nie zrozumieć, tylko zacząć współistnieć z zupełnie innym paradygmatem określania rzeczywistości, w którym to czas tak naprawdę nie istnieje. Jest tylko teraz. Nawet nie tu i teraz, dlatego, że nie ma innego tu, jest tylko tu. Nie ma tu i tam. Jest tylko tu i jest tylko teraz.
Nie ma innego teraz, więc wszystko inne, co my wyobrażamy sobie jako przeszłość i przyszłość, to jest tylko i wyłącznie nasza wyobraźnia. Czyli posługujemy się informacją, którą interpretujemy, którą przerabiamy i którą próbujemy wykorzystać jako narzędzie do tego, aby uprzytomnić sobie naszą egzystencję. Właśnie dlatego kreujemy sobie model przeszłości i model przyszłości, pomimo tego, że są one nieuchwytne, niedostrzegalne, nieosiągalne. Tutaj wyczulam na to, że bardzo łatwo zgubić się jest w tej pułapce własnego umysłu i interpretować akcję jako ta, która nastąpiła i ta, która nastąpi. Takie rozróżnienie właściwie nie istnieje. Jest tylko to, co znajduje się teraz. Jest to tylko i wyłącznie strumień informacji, który informuje nas o tym, co jest teraz. Pomimo tego, że mamy wrażenie, że przypominamy sobie jakieś rzeczy wynikające z pamięci, wynikające z naszych zaszłych doświadczeń, to tak naprawdę te zaszłe doświadczenia, ten dzień wczorajszy, te pięć lat temu to wszystko już nie istnieje. Jest tylko teraz. To, co pamiętamy, to pamiętamy nie pięć lat temu, tylko pamiętamy teraz.
To, co próbujemy sobie wyobrazić jako jutro, jako za dziesięć lat, to nie istnieje. To jest tylko teraz. To jest tylko i wyłącznie nasza interpretacja teraz i próba realizacji tego, co być może z jakimś tam prawdopodobieństwem może wydarzyć się w przyszłości. Taka jest specyfika czasu. Specyfika według mistyka. Pozdrawiam. Chata mistyka.
[01:06:38] - Co?