[00:03] - Na antenie Radia Paranormalium już za chwilę wysłuchacie Państwo relacji ze spotkania z Krzysztofem Jackowskim i Krzysztofem Janoszką w salonie Empik Arkadia w Warszawie, które odbyło się 17 stycznia 2018 roku. Spotkanie poprowadził Piotr Maślak. Wersja wideo dostępna jest do obejrzenia na profilu czasopisma „Nieznany Świat” w serwisie YouTube. Zapraszamy do słuchania.
[00:27] - Dobry wieczór państwu. Nazywam się Piotr Maślak, jestem dziennikarzem. Mam ogromną przyjemność, nie będę tego ukrywał, poprowadzić to spotkanie autorskie z dwoma osobami. Pierwszą z tych osób, pana Krzysztofa Janoszka, poznałem dzisiaj przed chwilą, choć przeczytałem książkę i mam takie zawsze towarzyszące temu doświadczeniu dziwne wrażenie, że znamy się dobrze, ale wiem, że to jest jednostronne. Sam jako dziennikarz doskonale to rozumiem. Pana Krzysztofa Jackowskiego chyba nie muszę państwu przedstawiać, bo jest doskonale państwu znany i z mediów, i z różnych relacji prasowych. Nie zawsze miłych, o czym zresztą dzisiaj jeszcze chwilę porozmawiamy. Ja tylko się pochwalę, że pana Krzysztofa poznałem, nie pamiętam dokładnie, kilka lat temu. Jako dziennikarz po prostu dzwoniłem w jakiejś sprawie. Potem, kiedy cała Polska prawie przeżywała sprawę zaginięcia Magdy z Sosnowca, pamiętam rozmowę telefoniczną z panem Krzysztofem.
Powiedział, że: „Państwo, już dzisiaj wszyscy mniej więcej wiemy, co się wydarzyło”. Ale nie ja dzisiaj jestem bohaterem tego wieczoru, a pan Krzysztof Jackowski i pan Krzysztof Janoszka, autorzy tej książki, do której bardzo serdecznie państwa zachęcam. Panowie, jeżeli pan pozwoli, panie Krzysztofie, do pana chciałbym takiego podstawowego pytania, które policjantowi trzeba zadać w takiej sytuacji: po co pan się zabrał za ten temat, biorąc pod uwagę to, że policja wciąż oficjalnie w żaden sposób nie przyznaje się do współpracy z panem Krzysztofem?
[01:59] - Ponieważ wiedziałem, że pan Jackowski ma duże osiągnięcia. Wiedziałem, że ma tę współpracę potwierdzoną. Posiada dokumentację policyjną, która przeczy oficjalnej wersji policji, która brzmi, że policja nie korzysta z usług jasnowidza i że pan Jackowski nigdy tak de facto policji nie pomógł. Natomiast pan Jackowski jest w posiadaniu dokumentacji, która temu stanowisku przeczy. Posiada kilkadziesiąt dokumentów, które potwierdzają, że ta współpraca miała miejsce i wielokrotnie przyniosła wymierne efekty. Także dla mnie standardowym hasłem policji jest prawda.
[02:37] - Panie Krzysztofie, pan nie miał nigdy takiej potrzeby albo może nie potrzeby, takiego odczucia, żeby powiedzieć policji: „Nie, dajcie mi spokój. Pomagam wam”.
[02:49] - To znaczy ja powiem państwu, muszę się do tej wypowiedzi pana Janoszki odnieść. To nie jest tak do końca, jak ten pan to powiedział. Ten człowiek, oddaję jemu tu przed wami wielki szacunek, honor. Powiem dlaczego. Dlatego że ten człowiek poświęcił w pewnym sensie początek swojej kariery zawodowej. On tutaj nie wspomniał, a ja o tym wspomnę. To się wszystko zaczęło w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Pan Janoszka chciał zorganizować ze mną spotkanie. Na to spotkanie otrzymał zgodę. To było naukowe koło śledcze.
Ja oczywiście zgodziłem się na takie spotkanie. Nie chciałem ani grosza, żeby mi ktoś coś płacił. Powiedziałem, że bardzo chętnie. To jest dla mnie zaszczyt. Przyjadę podzielić się swoimi uwagami. Od tego momentu zaczęły się schody. Może inaczej. Ja nie mam prawa mówić o tym, co on przeżył, ale ja to wiem.
[03:56] - Ja mam prawo pytać i będę pytał.
[03:57] - Ale tylko powiem jedno. Bardzo istotne jest, że właśnie taka postawa, jaką pokazał ten pan jako młody policjant, życzyłbym wszystkim policjantom. Ponieważ policjant to jest stróż prawa i prawdy. Więc ten człowiek się tak zachował. My nigdy, żeby było jasne, nie przyjaźniliśmy się. Nasze kontakty były oschłe, a mało tego, chyba nawet z tego, co wiem, to podobno pan w tej książce nawet o tym wspomina. Ja często robiłem tak, żeby pan Janoszka się ode mnie odczepił w delikatny sposób tylko dlatego, że widziałem, jaką za to płaci cenę. Dzisiaj daję mu wielki szacunek za to. Ja nawet z szanowną jadąc tu po drodze mówiliśmy, jaki trzeba mieć charakter, żeby poświęcić swoją przyszłość, bo w pewnym sensie w zawodzie, w którym pracuję, poświęca ją dla tego, co zrobił dla mnie. I za to mu oddaję wielki honory i szacunek.
[05:00] - Panie Krzysztofie, gdzieś tam we wstępie tej książki panowie zwracają na to uwagę. Pan Janoszka utrzymuje dystans z panem. Pan nawet się na to trochę skarży. Dlaczego pan ten dystans utrzymywał w trakcie współpracy i utrzymuje?
[05:16] - Ponieważ nie chciałbym być nieobiektywny w stosunku do oceny pana Jackowskiego. Chciałbym ten dystans zachować, żeby po prostu obiektywnie zbadać te przypadki. Myślę, że w książce to zrobiłem i w książce są wyniki mojej pracy zaprezentowane obiektywnie.
[05:32] - Szanowni państwo, ja nie powiedziałem na wstępie, to teraz to sprostuję. Gdybyście państwo mieli oczywiście ochotę, potrzebę zapytania o cokolwiek bohaterów tego wieczoru, to proszę dać znać, podnieść rękę, żebyśmy mogli zobaczyć i myślę, że dokończymy jakiś wątek. Tak naprawdę to jest spotkanie z państwem, więc proszę śmiało pytać. Myślę, że panowie chętnie na każde pytanie, zgodnie ze starą zasadą nie ma głupich pytań.
[05:58] - Przepraszam, jeżeli można, to bym chciał coś właśnie przedstawić, żebyście państwo mieli obraz sensu tego, co zrobił ten człowiek. Sensu tego, co robię ja.Sensu tego, nazwijmy to w cudzysłowie konfliktu między mną a policją. Ja bym chciał wam paroma przypadkami pokazać, jak to wygląda, gdzie uważam, że są wątpliwości, bo każdy z was, słuchając mnie czy pana Janoszka, może mieć wątpliwości. No tak, oni sobie mówią swoje, a ty swoje. Ja bym chciał państwu pokazać. Mnie słychać? Chciałbym państwu pokazać na kilku przypadkach, jak ta metodyka się dzieje. Gdzie przepada mój udział i rola w jakiejś sprawie, a przybiera tę rolę policja. A potem policja mówi, że Jackowski nic nie zrobił. Ja wam to na kilku przykładach chciałbym pokazać.
Czy mogę to zrobić? Bo wtedy zaczniecie rozumieć, że w tej książce zawarta jest jakaś prawda, że w tej książce zawarte są jakieś sensowne i rzeczowe rzeczy. Drodzy Państwo, na ogół się przyjęło, że sceptyk to jest ktoś taki, kto może powiedzieć tak: „Skoro nauka tego nie dowodzi, to tego nie ma, więc ja w to nie wierzę.” Otóż nie. Każdy sceptyk, który tak mówi, jest w błędzie.
[07:24] - Sceptyk sceptyka pokona to, żeby-
[07:27] - Ponieważ sceptyk, nawet jeżeli ktoś produkuje fakty, to sceptyk musi je obalić, a nie powiedzieć: „Ja w to nie wierzę i już.” Bo to nie jest żaden argument. Drodzy państwo. Mały przykład. W żadnej z tych spraw, a wziąłem ich tylko kilka i bardzo krótko je wam opiszę. Zostawię wam po dokumencie z każdej z tych spraw. Ja od kilku lat dokumentuję te sprawy, prosząc gazety, żeby o tym pisały. Tylko po to. Tylko po to, bo wiem, że jest zakaz wystawiania mi dokumentów policyjnych jeszcze za czasów pana Biedziaka. Wiem to od policjantów. Więc prasa, bo cóż z tego, że ja znajdę zwłoki, skoro rodzina mi to potwierdzi, ale nie było to upublicznione.
Więc jaki to jest dowód? Ja staram się każdą z głośniejszych chociażby spraw udokumentować, bo to jest wtedy publicznie powiedziane. Jackowski wskazał Łęcińskiego. Imię, nazwisko, data. Gdyby to była nieprawda, policja by pierwsza miała do mnie pretensje. Rodzina by miała do mnie pretensje, więc było to napisane. Ani rodzina, ani policja nie miała do mnie o to pretensji, ponieważ ja to zrobiłem. Słuchajcie państwo, mówimy o rzeczach konkretnych. Ja wstanę, bo to są ważne rzeczy. Przepraszam.
Ciasno tu. Już. Nieborzyn. Wyobraźcie sobie taką rzecz. W Nieborzynie niedaleko Płońska zaginęła kobieta. To jest rok zero piąty, zero szósty 2013. Ona zaginęła mniej więcej trzy tygodnie wcześniej. Słuchajcie, bardzo często między innymi z ust pana Sokołowskiego, byłego rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji, słyszałem takie słowa: „Jasnowidz, jeżeli określa coś, to mówi, że widzi górki, lasy, jeziora, rzeczkę. Tak naprawdę to mówi o sporym obszarze terenu. Wtedy zwłoki mogą się znaleźć.” Otóż nie.
Pokażę państwu, jak to działa w praktyce. Zobaczcie. Pani, która się nazywała Ewa Fabczak. Fabczak, czterdzieści dziewięć lat. Kobieta wychodzi u siebie w Nieborzynie z domu. Mieszka tam z zięciem i z córką. I znika. Jeszcze tego samego dnia po południu wezwano policję i policja przeszukała całe gospodarstwo. Na następny dzień rano przyprowadzili psy do szukania śladu. Psy zaprowadziły ich przez pole ponad kilometr w kierunku stawu i lasu.
Tego samego dnia staw wypompowano. Nie znaleziono tam nic. Kamery termowizyjne zrobiły zdjęcia całego lasu. Nie znaleziono tam ciała. Przez prawie trzy tygodnie policja szukała kobiety. Po tym czasie rodzina przyjechała do mnie i dają mi sukienkę tej kobiety. Trzymam tę sukienkę i po jakimś czasie skupienia mówię im tak: „Słuchajcie, kojarzą mi się trzy domy, trzy domy gospodarcze, murowane i dom mieszkalny.” Oni na to: „Tak tam jest.” Ja mówię: „W jednym budynku gospodarczym po drabinie wchodzi się i się otwiera taką bramkę u góry. Trzeba tam wejść i ona wisi po lewej stronie, zaraz przy drzwiach wewnątrz.” To było parę osób, kilku mężczyzn, kilka kobiet. To te kobiety były oburzone, że ja z nich żartuję. Ja im się nie dziwię, bo jak to trzy tygodnie policja przeszukała całe gospodarstwo.
Słuchajcie, ja to robiłem w Warszawie. Ja akurat byłem w Warszawie. To była niedziela. Jak oni pojechali, mieli blisko do tego Nieborzyna. Tak, kobieta dzwoni i mówi, że już wezwali policję, że makabryczne to, bo ona się po części oberwała, po części wisiała, że była tam dokładnie w tym miejscu, gdzie ja powiedziałem. Wiecie, jaki błąd popełnił policjant? Bo ona by była w pierwszy dzień znaleziona, a ja bym tego nie znalazł. Tej kobiety, bo bym nie musiał czego szukać. Błąd był prosty. Policjant w pierwszy dzień przeszukując całe gospodarstwo, policjanci weszli na tej, bo nawet ta rodzina później mówi, że oni wchodzili na tą drabinkę.
Otworzyli te drzwi, wystarczyło włożyć głowę, a on tylko tak spojrzał, a ona wisiała obok niego.Okej, po każdym wyjaśnieniu sprawy wydaje się coś bardzo proste. Proste. Pamiętacie sprawę Ewy Tylman? Ile to było w internecie legend, informacji. Jak ona się znalazła? Nawet prawie że nikogo to już nie interesuje, bo to tak prozaicznie. Ktoś przypadkowo ją znalazł gdzieś tam na jakiejś mieliznie w rzece. Proszę. Sto tysięcy możliwości. Ktoś powie metodą łączenia faktów.
Chciałbym. Chciałbym być tak inteligentny, żeby móc łączyć fakty. Ale pomyślcie, jeżeli nie ma kogoś trzy tygodnie, jest lato, bo ją w lato znaleziono. Jest smród od trupa. Ja nie raz czułem smród trupa, gdzie znalazłem trupa. Ohydnie śmierdzi. Dzień dobry panie Loranty. I pan zapewne chyba też zna zapach. To jest niepowtarzalny zapach trupa. Gdzie ona może tam być?
Ja gdybym łączył fakty, to bym uważam, że gdzieś w lesie bym ją musiał wskazać. Nie w takim miejscu. Znalazłem. Pytam się. Fundacja Itaka szukała tej kobiety. Policja szukała tej kobiety. Czy w aktach policyjnych jest napisane, że wskazał jasnowidz? Nie. Czy Itaka mając pieczątkę, bo Itaka robi pieczątki na sprawach zgłoszonych. Bach, wyjaśnione.
Tak można statystyki tworzyć, bardzo fajnie. Itaka ma bardzo dużo odnalezień. Tylko gdzie jest wniosek w badaniu, w jaki sposób ten człowiek został odnaleziony? Czy za pomocą działań Itaki? Czy przypadkowy grzybiarz znalazł zwłoki, czy jak w tym przypadku jasnowidz. Jeżeli nikt nie napisze w raporcie, że zrobił to jasnowidz, to pan Sokołowski rzeczywiście ma rację. Ma prawo mówić, że jasnowidz nigdy nie pomógł. Okej, mały momencik. Proszę dać mi chwilkę, bo państwo tu po to przyszli, żeby właśnie tego posłuchać. Bo uwierzcie mi, wolałbym to spalić w piecu, jakby to miała być nieprawda.
To jest moje życie i to jest moja prawda. Drodzy państwo, jak możecie nazwać przypadkiem albo łączeniem faktów taką rzecz? Już w minionym roku 2017. Z miejscowości bodajże Marki. Kobieta wyjeżdża z galerii krótko przed świętami wielkanocnymi ubiegłego roku. Wyjeżdża z miejscowości Marki samochodem z galerii. Ma trzydzieści kilka kilometrów do domu. Znika. Nie ma jej. Przez całe święta jej szukano.
Rodzina się zwróciła do mnie po świętach. Ja wskazuję ją w konkretnym punkcie. Tu jest nawet miniaturka mapy, którą wskazałem. Znajdują tam zwłoki tej kobiety. To się ukazało w gazecie, że Jackowski wskazał zwłoki tej kobiety i znaleziono w tym miejscu. W samochodzie było. Drodzy państwo, pewni ludzie, którzy mieszkają w okolicy tej miejscowości, gdzie ta kobieta. Przeczytali to w gazecie i pomyśleli: „Chwilę, jeżeli on wskazał tą naszą znajomą, a nam zaginął ojciec, którego policja szuka od listopada, od połowy listopada 2016 roku”, a to był kwiecień 2017, czyli ponad pół roku. I ta rodzina pomyślała pójdziemy do niego. Przyszli do mnie, przynieśli reklamówkę ciuchów jego.
Starych brudnych ciuchów i zdjęcia. Wykonałem wizję. Określiłem, że ten człowiek poszedł ze wsi do miasteczka. Wracając z tego miasteczka nie poszedł do domu, tylko skręcił. Poszedł na żwirownię. Powiedziałem, że są tam, żebym nie skłamał, raz, dwa, trzy. Trzy stawki, dwa podłużne, mniej więcej podobnej wielkości do siebie i jeden bardzo mały za nimi. Powiedziałem w tym pierwszym stawku leżą jego zwłoki. Kilka miesięcy, ponad pół roku. Kiedy na drugi dzień rano po mojej wizji ludzie z tego miejsca zadzwonili i powiedzieli, że trudno im odróżnić, czy to jest człowiek, czy to jest zwierzę, ale zwierzę nie może mieć ubrania, a to coś zielonkawego w płytkiej wodzie ma ubranie na sobie, więc podejrzewają, że znaleźli jakieś ciało.
Dobę później ludzie zadzwonili, powiedzieli, że to jest ciało ich ojca i dokładnie był w tym miejscu. Tu jest nazwany człowiek. Człowiek się nazywa Stanisław Skrzeszewski, 63 lata. Proszę, drodzy sceptycy, mówmy na argumenty. Proszę pójść na policję i zapytać, czy był zgłoszony zaginiony Stanisław Skrzeszewski. Ile policja go szukała i kto go znalazł. Oczywiście tam będzie widniało rodzina, ale ta rodzina go znalazła na drugi dzień po wizycie u mnie. Poszli w to miejsce, które wskazałem. Pytam się was teraz jedną rzecz. To jest kilka rzeczy.
Jedną rzecz. Jak ja się mam czuć w domu? Ja mieszkam w małej miejscowości, w dziurze, gdzie wszyscy mnie znają. Traktuję to, co robię honorowo. Pan Janoszka chyba nie może zaprzeczyć. Zna mnie i wie, jak ja żyję. Chciałby pan tak żyć, jak ja żyję? Chciałby pan?
[18:04] - Myślę, że tak.
[18:05] - O Jezu. A jak.
[18:07] - Bardzo newralgiczne pytanie.
[18:11] - Żyję w ciągłym chaosie, nerwach, ciągle będąc niepewnym tego, co robię. A dlaczego mam być tego pewien? Tylko jeżeli słusznie, z ustPrzed oczami policji, że to jest nieprawda. Z ust przedstawiciela ITAK-u, że to jest nieprawda lub wielu innych sceptyków, którzy depczą te rzeczy. Ja honorowo pokazuję wam, nazywał się Stanisław Skrzyżewski. Szukali go ponad pół roku i Jackowski go wskazał. Biorę pełną odpowiedzialność prawną za to, bo ja to zrobiłem.
[18:48] - Panie Krzysztofie, ale nie wszyscy policjanci tak sceptycznie podchodzą do pana pracy. To też trzeba oddać. Nawiązuję tutaj także do książki. Choćby pan Krzysztof Janoszka. I tu muszę pana zapytać, panie Krzysztofie, jak koledzy, przełożeni zareagowali na wieść o tej książce?
[19:11] - Bezpośredni przełożeni pozytywnie. Nie mieli nic przeciwko. Wręcz przeciwnie, gratulowali, że w ogóle zbadają ten problem.
[19:23] - Tutaj jest pan Dariusz Lorent, też policjant. Zdaje się, że w stanie spoczynku już teraz. Negocjator policyjny też nie podchodzi tak sceptycznie do pana pracy. Są policjanci w Kętrzynie. W książce jest opisanych kilka historii. Nie chcę tutaj wchodzić w rolę rzecznika prasowego policji, bo nie zamierzam. To nie jest moja rola. Z czego to wynika pana zdaniem, panie Krzysztofie? To, że pan jest wskazywany tylko jako osobowe źródło informacji, jeżeli w ogóle. Dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego nie można napisać gdzieś w policyjnych aktach: „Krzysztof Jackowski wskazał miejsce”?
[20:03] - Jeśli chodzi o akta sądowe, to jasnowidzenie nie jest uznane za metodę naukową. Przynajmniej dotychczas. A druga sprawa to czasami nie pada nazwisko jasnowidz ze względu na wstyd. Policjanci obawiają się głośno powiedzieć, że skorzystali z usług jasnowidza.
[20:22] - W innych krajach się nie boją.
[20:24] - W Stanach Zjednoczonych nie wszędzie się boją. Tam nawet oficjalnie przyznają, że taka współpraca ma miejsce i oficjalnie współpracują z jasnowidzami.
[20:34] - Która z tych spraw zrobiła na panu największe wrażenie? Musi być taka historia, gdzie pan trafia na nią i mówi: „Jeżeli nawet gdzieś się pojawia zwątpienie, które chyba jest naturalne dla policjanta, nawet wpisane w zawód, trzeba podważać“. To przychodzi taki moment, że wie pan, że nie ma tutaj co podważać.
[20:58] - Myślę, że sprawa z Będzina miała miejsce bodajże w 2006 roku. W 2008 roku, w której dzięki informacjom uzyskanym od pana Jackowskiego policja zatrzymała dwóch sprawców zabójstwa.
[21:17] - Zabójcy.
[21:18] - Tak, podwójnego zabójstwa.
[21:20] - Niektórzy policjanci się przyznają, ale wskazują pana jako osobowe źródło albo jakieś inne źródło na drodze postępowania, w trakcie dochodzenia. Dlaczego to jest tak?
[21:31] - Ponieważ z pomocy pana Jackowskiego najczęściej korzystają na etapie działań operacyjnych, czyli traktują pana Jackowskiego jako osobowe źródło informacji, ponieważ wizja jasnowidza nie może być traktowana jako dowód. Nie można tego wprowadzić do procesu.
[21:51] - Panie Krzysztofie, teraz do pana się zwrócę, bo pan twierdzi też w tej książce, że jasnowidzenia można się nauczyć. Tutaj jest obecna pana żona. Też pan o niej wspomina w swojej książce, że im dłużej z kimś się przystaje, takim przystaje. Jak to działa?
[22:07] - Ale ja jeszcze wrócę jednak do pana. Tu są bardzo ważne kwestie. Powiem państwu tak: w tej książce, w dokumentacji jest kilka dokumentów, gdzie prokuratura czy policja każe mnie rozpytać czy przesłuchać w charakterze świadka na okoliczność odnalezienia przeze mnie zwłok. Jaki to jest paradoks! Tam są dokumenty w tej policji.
[22:31] - Prokuratura w Lesku między innymi.
[22:33] - Prokuratura w Lesku chciała mnie aresztować, bo tam znalazłem zwłoki dziewczyny. Pani prokurator chciała, żebym pojechał tam zeznać. Ja powiedziałem, że to jest daleko, żeby mnie w ramach pomocy prawnej przesłuchała prokuratura w Czuchowie. Pani się uparła. Policjanci z Czuchowa powiedzieli: „Panie, albo pan jedziesz tam i do rana przyjedziesz pan do Leska i dasz się pan przesłuchać, albo rano panu w kajdankach będziemy pan wiedźć“. Pojechałem nocą tam. Ta pani powinna mi przynajmniej podziękować za wskazanie zwłok dziewczyny. Ale to inna kwestia. Proszę zwrócić uwagę, że w tej książce są niektóre dokumenty właśnie o przesłuchanie mnie na okoliczność świadka do zdarzenia na przykład w Zabrzu, gdzie znalazłem zwłoki kobiety. Oni mnie pytali, co ja jeszcze w tej wizji widziałem.
Nie jest to pewien paradoks? Kwestia, jak to prawnie ułożyć. Drodzy państwo, zwróćcie uwagę, jakie to jest pewne zakłamanie. Policji jest wstyd korzystać z jasnowidza. Oczywiście gdyby policja poszła do kogoś, kto nigdy nikogo nie znalazł, to na jakiej podstawie miałby teraz ktoś kogoś znaleźć? Ale jeżeli ja to robię 30 lat i w przeciągu 30 lat wiele razy potrafiłem wyjaśnić sprawy, które są upublicznione, to jaki jest z tego wstyd? Wyobraźcie sobie teraz taką sytuację, że jest sobie policjant śledczy, który na etapie prowadzonego dochodzenia prowadzi śledztwo i w pewnym momencie dowiaduje się, że może uzyskać informacje, które wcale nie muszą być prawdziwe, a być może mogą być prawdziwe. Od jakiegoś podmiejskiego pijaczka, który dużo kłamie, ale jest szansa, że akurat mógł być w tym momencie i widział zbrodnię. Jeżeli ten policjant z góry powiedziałby, że on do niego nie pójdzie, bo to uwłacza jego godności policjanta, to nie jest policjantem. Policjant musi wszystko zrobić, żeby wyjaśnić sprawę.
Jeżeli ja to robię 30 lat i przez 30 lat kilkaset spraw wyjaśniłemKwestia jakiegoś tabu dawno minęła. Oczywiście policjant nie może mnie traktować w żadnym następnym przypadku jako pewnik, bo ja siebie też tak nie traktuję, ale jako alternatywę.
[24:55] - Pewników chyba w takich sprawach nie ma. Także policja też jest jakiś tam procent wykrywalności. To niech pan odpowie na moje pytanie, panie Krzysztofie. Czy można się tego nauczyć?
[25:04] - Można.
[25:05] - Jak?
[25:05] - Prosto.
[25:06] - Niech pan nie mówi mojej żonie, bo to też jest tylko mniejsza.
[25:09] - Proszę państwa, ja wam krótko powiem. Otóż moje jasnowidzenie nie wynika z mego widzimisię, z idiotyzmu, tylko ze zdania sobie w młodych latach z pewnych rzeczy sprawy. Zobaczcie. Żyjemy w świecie materialnym. Gdzie on jest? Pokażcie mi swój racjonalizm i swój materializm, bo ja go nie widzę. Drodzy państwo, nawet gdybyście wczoraj zrobili bardzo złą rzecz, dzisiaj byście jej bardzo żałowali. Sumienie by was gryzło. Skoro żyjecie w świecie materialnym, dlaczego do wczorajszego dnia nie jesteście w stanie wrócić do tego momentu i zredukować czynu, który zrobiliście? Żyjecie jak w filmie.
Przeleciało stop klatki, macie następny dzień. Możecie się cofnąć myślą do tego. Nic więcej. To się stało. Ale powiedzcie mi tu, jak się widzimy, czy wy mnie dotykacie albo ja was? Nie. Słyszycie moje dotykania fal, odbieracie fale i słyszycie to i wzrokiem odbieracie inne fale, przez które mnie widzicie, a ja was widzę. De facto nasz kontakt nie jest materialny. My przed sobą w jakiś sposób odgrywamy scenę jak w filmie. Nie dotykamy się.
Nasze zmysły z tą całą rzeczywistością są na zasadzie odbioru fal. Nasz pradziad, nasz praprzodek miał do dyspozycji kamień i pierwiastki w tym kamieniu. A dzisiaj oto stworzył telefon komórkowy, w który bardziej patrzymy jak w niebo, w gwiazdy czy w rzeczywistość. Tworzymy tam następną alternatywę istnienia. Coraz bardziej zaczyna nam kojarzyć się, że to nasze życie jest jakąś też rzeczywistością elektroniczną. Tylko my tego nie rozumiemy, bo jesteśmy w niej. Różnie na to możemy patrzeć. Rzecz jest jedna. Zastanówcie się państwo nad jednym rzeczom. Ja króciutko powiem.
Dlaczego stacje telewizyjne walą wam reklamami po uszach i po oczach ciągle? Was to denerwuje, a wam się mówi: „Kup proszek Grizzly albo tam co innego”. I wiecie, jak to wygląda. Mimo że mówicie, że nienawidzicie tych reklam i tak to kupicie. Ale owce do strzyżenia muszą wiedzieć jedno, że na przykład, nie obrażając, pan Jacyków powie wam, że jutro wiaderko, żurawie na głowie z kwiatkiem wystającym to jest hit mody i co dziesiąty kupi to wiaderko i to niech zabiera jakie pieniądze. Nie tak dawno, latem kobiety chodziły w gumowcach. Świetna moda. Jak ja zobaczyłem to, to myślałem, że się coś kobietom niektórym... Wszystko można wam wmówić. Tylko jeżeli wam się będzie mówiło, że macie duszę.
I to jest à propos tego, że można się tego nauczyć. Że macie intuicję, że być może żyjecie dalej po śmierci, bo te wszystkie trupy to nie jest to, że to nie wiadomo skąd się bierze. To jest poczucie zmarłego, jego pamięci, jego myśli, jego emocji. Że może istnieje dalej coś. Wtedy wiele wartości, te, które tu uważamy za wartości, przestaną być wartościami. Zaczniemy bardziej zaglądać w siebie. Zaczniemy szukać pewnej rzeczywistości w sobie. A proszę zwrócić uwagę, że cywilizacja idzie w tym kierunku, że na zewnątrz zobacz, jak jest pięknie, kolorowo, świetnie i ciągle musimy czegoś chcieć. Natomiast musimy jak najbardziej zapominać o swoim wnętrzu. Tak naprawdę tego nie ma.
Macie tylko jeść, ubierać się, myć, płacić. Wszystko. Nic więcej. Jak się można jasnowidzenia nauczyć? W bardzo prosty sposób. Uzmysłowić sobie, że skoro z kamienia, z pierwiastków kamienia ten telefon ktoś wymyślił i na przykład stworzył Bluetooth. Zobaczcie, nam się wydaje, że my wiemy, jak to wszystko działa. Proszę, niech tu stanie ktoś i nam matematycznie wytłumaczy fizycznie, jak działa Bluetooth. Zapraszam. Ja nie wiem.
Wie ktoś? Każdy wie, że ma Bluetooth. To wystarczy. Nas nie interesuje, jak to działa. Zobaczcie przekazywania fal. Nikogo to nie interesuje. Zarazem wszyscy jesteśmy jednej rzeczy pewni. Mózg ludzki tego nie ma. Będziemy w tych czasach technologicznych byli w takie banialuki wierzyć? W średniowiecze?
To jest najstraszniejsze w nas. Jeżeli my z materii potrafimy materię w gruncie rzeczy uduchowić, bo to jest uduchowienie jej w jakiś sposób prosty. Ja mogę ten kamień technologiczny teraz wziąć do łuka i gdybym naprawdę do bandytów zadzwonił i powiedział: „Słuchaj, oddał te pieniądze? Nie. Po raz trzeci go macie zakopać go, zabić, zakopać, żeby go nikt nie znalazł”. Odkładam telefon i oni to robią. Czy to nie jest uduchowienie w pewnym sensie? Z kamienia tworzy to ludzki umysł, te wszystkie osiągnięcia. Ale zarazem nam się społecznie mówi: „Nie macie nic. W sobie nie macie nic.
Macie puste głowy”. To jest nieprawda. Macie wszyscy, drodzy państwo, intuicję. I nie to, że ja mam jakiś wyjątkowy dar. Ja w to bardzo wierzę. Ja wierzę w to, że jeżeli pies powącha ciuch... Ja byłem parę razy przy poszukiwaniach, jak był pies. Wiecie co zauważyłem? Że ten pies powąchał. On trochę pochodził, ale potem brał łeb do góry i zasuwał w tą stronę.
I trafił. Tak, bo nie wąchał.A może zwierzęta posługują się intuicją? My przez brak symbiozy z naturą coraz większy, dawno zakłóciliśmy możliwość swojej intuicji, a ją mamy. Nie łączmy tego z tabu, z religią, z wiarą. Łączmy to z naturą, że okazuje się, że wszelka nasza technologia, którą tworzymy, musi współdziałać z energią. Wtedy ona jest doskonała. To więc coś tak doskonałego jak ludzki umysł nie może działać z energią? Musi działać z energią, podobnie jak mój wzrok, który odbiera fale, czy słuch, który odbiera fale dźwięku czy wiele innych rzeczy, które odbiera przez fale. Tak naprawdę mój kontakt materialny w tej chwili z tym światem to są stopy moje, które stoją na tym podeście. To wszystko.
[31:41] - Pytanie do pana Krzysztofa Janoszki. Pan jest sceptykiem?
[31:49] - Na początku byłem sceptykiem.
[31:50] - Na pewno w życiu.
[31:52] - Raczej tak.
[31:53] - Sceptyk zabrał się za jasnowidzenie. Policja, Komenda Główna Policji się raczej tego wypiera. Co się w panu zmieniło, kiedy rozmawiał pan z panem Krzysztofem, kiedy dokumentował pan kolejne historie, sprawdzał, weryfikował? Bo w tej książce, drodzy Państwo, jest także dużo rozmów z osobami, które tutaj są między innymi na sali. Pan redaktor Bernatowicz stoi, też jest rozmowa z nim. Co się w panu zmieniło?
[32:19] - Zmieniłem przede wszystkim zdanie w stosunku do pana Jackowskiego, bo przed zbadaniem tych spraw nie miałem poglądu. Z jednej strony było stanowisko Komendy Głównej zaprzeczające współpracy z panem Jackowskim, z drugiej strony natomiast była dokumentacja policyjna poświadczająca zupełnie coś innego. Dlatego chciałem sprawdzić, zweryfikować, gdzie leży prawda. I prawda leży po stronie policjantów i pana Jackowskiego. Tych policjantów, którzy korzystali z pomocy pana Jackowskiego.
[32:51] - Pan, panie Krzysztofie, strasznie nerwowo i ja też rozumiem, to jest zrozumiałe. Trzydzieści lat pomagać policji i nie mieć z tego żadnego śladu. Pan mówi w książce-
[33:00] - Zaraz, zaraz. Oddajmy honor policji. Ja policjantom nigdy nie pomagałem. Ja mówię tylko i wyłącznie o tym, że ja bez prośby policji na pewno znalazłem wielokrotnie zwłoki, które były problemem dla policji, bo oni ich nie znaleźli. A to też nie chodzi o wyścigi.
[33:17] - Ale chodziło mi o to, że sam pan mówi, że woli pan eksperymentować na sceptykach. W tej książce.
[33:23] - Tak jest.
[33:25] - Sceptyk jest bardziej nastawiony chłodno.
[33:28] - Badawczo.
[33:29] - Badawczo. Tak, dokładnie.
[33:32] - I sam się przekonuje. Czego by pan oczekiwał, panie Krzysztofie, od policji? Jeżeli już się trzymam cały czas tego wątku. Mamy fakty. Policja wypiera się. Mamy poczucie zawodu emocje.
[33:45] - Czego ja bym się spodziewał od policji? Jednej prostej rzeczy, żeby w stosunku do mojej osoby, mam się wyrazić brzydko, bo oni mi zrobili wiele przykrości przez te ileś lat, kiedy ja ich nawet nie prosiłem o zdanie, żeby zawrzeli gębę w stosunku do mojej osoby. Żeby nie kłamali na mój temat, tylko po prostu nic nie odpowiadali. Żeby taki pan Sokołowski, jak go będzie zapytano o Jackowskiego, powiedział: „Nie mam zdania". No i bardzo fajnie, ale niech nie kłamie. Na tym rzecz polega. Ja do pana Sokołowskiego po pierwszych jego wypowiedziach do Komendy Głównej wysłałem cały plik dokumentów prawnych, policyjnych, prokuratorskich, policyjnych i napisałem tak: „Panie Sokołowski, jeżeli pan ma honor i być może pan nie widział tej dokumentacji, to ja panu ją wysyłam i proszę więcej na mój temat się nie wypowiadać. Nie życzę sobie w ogóle żadnego zdania od pana, bo przeczy pan tym dokumentom, które panu wysłałem, a są to prawne, ważne dokumenty". Pan Sokołowski nic do mnie nie odpisał. Jego sprawa.
Natomiast niepotrzebnie policja czy taka fundacja Itaka to robi. Dlaczego? Drodzy Państwo, czy ja kiedykolwiek o cokolwiek policję prosiłem? Nie. Ja trzydzieści lat się tym zajmuję. Od trzydziestu lat często policjanci mnie odwiedzają. Są to policjanci, którzy niektórzy przychodzą oficjalnie, niektórzy przychodzą mniej oficjalnie, ale przychodzą. Wykonuję ich wizję i się bardzo z tego powodu cieszę. Ci policjanci wyglądają jak pasjonaci. To są tacy gliniarze z krwi i kości.
On pójdzie do domu, on zupy nie zje, jak mu żona ugotuje, bo go trapi sprawa, bo on jej nie może wyjaśnić. Są tacy policjanci, w tych czasach jeszcze tacy są. Natomiast nie zrozumie tego policjant, który pracuje od siódmej do trzeciej, o trzeciej idzie z kolegami do baru czy do domu i je obiad i się zajmuje domem. Praca policjanta i tu jest pan, który całe życie zęby na tym zjadł, doskonale wie. On nawet jak jest na emeryturze, nie będzie normalnym człowiekiem, tylko będzie dalej jakimś policjantem. I nie ma dyskusji, bo to wchodzi w krew. Podobnie to. To są moje trupy. Nikt mi ich nie zabierze. Ja wiem, że dla was to może wyglądać dziwnie, że Jackowski to jest...
Nie, to jest moja walka. O co? Ta książka też nie musi mieć wartości w stosunku do mnie. Ona powinna mieć całkiem inną wartość. Wartość, która jest nam wszystkim w tych czasach potrzebna, że my w sobie to mamy. Intuicję, że nasze wnętrze jest tak bogate jak cały ten świat, a może wszechświat. Niech sobie istnieje kosmos nawet nieskończony. Ale pamiętajcie, gdyby zginął we wszechświecie chociażby jeden obserwator logiczny, to mimo że ten wszechświat byłby, nikt by go nie stwierdził. Więc zobaczcie, jaka potęga jest w nas, że my stwierdzamy, że coś jest. BógDał nam największą moc obserwacji.
Nie tylko po to, żebyśmy obserwowali jakieś jeansy czy inne dopiele w sklepie. Żebyśmy widzieli wszystko. Wszystko to, co jest w nas, co jest w zwierzęciu, co jest w drugim człowieku, co jest w człowieku upadłym, co jest w człowieku godnym, bogatym, innym. Czujmy to. Patrzmy na siebie nie tylko przez pryzmat wyglądu, ale też co widzę u tego człowieka. Po słowie możemy zrozumieć, że on jest inteligentny. Ale przecież czujemy jeszcze coś. To jest pierwszy krok do intuicji. Jasnowidzenia można nauczyć. Tylko mówię, każdy z was musi to w sobie odkryć.
Droga do tego jest bardzo prosta. Poczuć siebie. Nie popaść w jakieś dogmatyczne nonsensy, tylko poczuć to. Wszyscy jesteśmy bardzo cwani do jednego momentu. Aż się kiedyś dowiadujemy, prędzej czy później nie daj Bóg każdy z nas się o tym dowie, że lekarz powie: „Panie, tu masz pan pastylki i tak z pół roku będzie pana boleć w tym boku.” „Doktorze, co pan za doktor? Jak pół roku będzie mnie boleć, to daj pan mi lepsze pastylki, żeby mi to szybko przeszło, bo to mnie mocno boli.” „Pan mnie nie zrozumiał. Pan ma pół roku życia. Pan za późno przyszedł.” Wychodząc od niego cały świat i ten porządek, nieprawdziwy, legnie w gruzach. Wtedy czas mamy krótki. A co dalej?
Jezu, a jak ja umrę? Dochodzimy do wniosku, że sama śmierć może nie jest taka najgorsza. Boimy się czegoś gorszego. Niebytu, nieistnienia. Tego, że nie będziemy stanowić o sobie. Nawet jeżeli byśmy byli żebrakiem, podłym, złym człowiekiem, to i tak chcemy być. Nasze jestestwo. Całe życie mamy na to, żeby odkryć siebie w środku. Odkrywamy wszystko, co na zewnątrz. Utożsamiamy się i chcemy mieć wszystko to, co na zewnątrz, zabijając nasze wnętrze.
Ta książka i dziękuję panu za to, być może niektórym ludziom i to by była tego największa wartość, w głowie przedstawi to: „Jackowski to żaden wyjątkowy człowiek. Ale Jackowski uwierzył w coś i to robi. Dlaczego ja nie mogę tego spróbować?” Wszyscy jesteśmy telepatami, taka mamy sumienie i wiele innych cech w sobie. To jest energia.
[39:39] - Czy państwo mają jakieś pytania do panów Krzysztofów? To śmiało, bardzo proszę. Myślę, że takiej okazji może nie będzie większość z państwa miała. Nikt nie chce. To ja jeszcze zapytam pana Krzysztofa Janoszki. Pan będzie korzystał z wsparcia pana Krzysztofa w pracy policjanta?
[39:59] - Jeśli zajdzie taka potrzeba, to tak, jak najbardziej. Bo nieważny jest sposób, w jaki się dojdzie. Ważne, że się dojdzie do rozwiązania jakiejś sprawy. Nieważne, z jakich metod się korzysta, tylko ważne, żeby ta metoda była skuteczna. W przypadku pana Jackowskiego wiele razy okazała się skuteczna.
[40:21] - Przyjdzie pan do szefów i powie: „Jadę do Człuchowa w delegację.”
[40:27] - Przepraszam, ale ja się wtrącę jako środek. Muszę. Zobaczcie państwo. Pamiętacie tragedię sprzed kilkunastu dni? Tryncza. Pięć osób w samochodzie. Wyobraźcie sobie coś takiego, że na każdym z was leży taka odpowiedzialność, że za chwilę zadzwonicie do kogoś, kto ma pięcioro dzieci i powiecie: „Proszę pana, pan jest ojcem, a mi się wydaje, że oni wszyscy nie żyją.” Tylko te słowa. Musisz to zrobić z powagą i z pełnym swoim autorytetem. Pytam się was. Wyobraźcie sobie, że to naprawdę musicie zrobić.
Sprawa w Tryńczy wyglądała w sposób taki: honorowy był tylko sołtys i wójt gminy, a nie policja. Rodzina się zwróciła do mnie kilkanaście godzin przed odnalezieniem samochodu. To był późny wieczór. Dostałem zdjęcie. Matka jednej z dziewczynek mówi do mnie tak: „Panie Jackowski, oni żyją. Oni gdzieś pojechali do dużego miasta z chłopakami dwoma. My chcemy wiedzieć, czy to jest Kraków, Warszawa, bo chcemy ich szukać.” Ja z takim nastawieniem mówię: „Przyślijcie mi mailem zdjęcie.” Oni mi to zdjęcie wysłali. Ja z takim nastawieniem sobie otworzyłem. Trzy dziewczyny były na tym zdjęciu. A to aż biło.
Chłopak chudy, wysoki. On się boi jechać w miasto. On chce jechać bokiem, żeby go policja nie chwyciła. Okazało się, że miał niezarejestrowany samochód. Nie miał AC, nic. Po fakcie to się okazało i poczułem o skręciu w drogę polną, która idzie wzdłuż rzeki. Ona idzie od mostu do mostu. Jak otworzyłem Google Maps Tryncza, duży problem zauważyłem, bo z jednej strony idzie San kawałek od Tryńczy, a tu idzie Wisłok. I mówię tak: „Ale jest jedyna droga od mostu do mostu, nieduża. To jest odcinek 1400 metrów.
To jest w Tryńczy.” Tylko mówię tak: „Wpadli do rzeki, albo z tej strony, albo z tej.” Postawiłem dwa punkty. Punkty mniej więcej wielkości 10 metrów w jednym i w drugim punkcie. Wysłałem to rodzinie i oświadczyłem ojcu tej dziewczynki przez telefon, że moim zdaniem wasze dzieci nie żyją.Są w wodzie i proszę te dwa punkty najlepiej, gdybyście policji podali, bo na pewno szukają. On mówi, że policja w pierwszy dzień i drugi dzień nie chciała szukać, bo mieli informację, że oni rzekomo żyją, po czym poszukiwania były, ale one były właściwie takie orientacyjne. Ta rodzina jednak wieczorem o 22:00 pojechała w to miejsce i ta pani do mnie zadzwoniła i mówi: "Panie Jackowski, tu jest ciemno". Ja mówię: "Po co wy tam chodzicie? Rano idźcie". Rano razem z wójtem i sołtysem pojechali na komendę policji w Tryńczy. Podali tą mapę i według wypowiedzi publicznej, która jest w Superstacji pana wójta, policjanci nie za bardzo chcieli te miejsce sprawdzać i nie chcieli tam jechać. Wójt się uparł i wtedy wsiedli w samochód.
Pojechali. To rodzina, nie policja znalazła w tym miejscu ślady kół. Wtedy jak oni pokazali, że to jest jakaś darń wyrwana, to policjanci kazali im zaraz się oddalić. Zabezpieczyli teren i ostra akcja. Cóż, było oczywiste. Poszukiwawcza. Muszę państwu powiedzieć jedną rzecz. Po fakcie ja rozumiem. Jeżeli ja jako prywatna osoba znajdę trupa, to jest moja praca, to ja staram się to upublicznić. Ale żeby zachowywała się w sposób taki policja, że jest ścięta na sprawę, żeby nikogo do tego marnego i podłego sukcesu nie podłączyć, to to mi trochę wygląda niemoralnie.
Ale to jest tylko moje subiektywne zdanie. Otóż jak policjanci z tą rodziną, zanim jeszcze tą darń rodzina zauważyła ruszoną, tam pojechali, to matka tej dziewczynki, dzwoniąc do mnie, podała mi telefon do pana z ekipy poszukiwawczej z policji. Pan się mi przedstawił i powiedział, że: "Panie Jackowski, my to sprawdzimy tą drogę całą. Ale mówi, wie pan co? One są...". On to specyficznie użył słowa, "na gigancie oni wrócą". Ja mówię: "Oby pan miał rację. Ja mówię ja czuję je przez". Kiedy znaleziono zwłoki, poczułem wielki żal, bo to ja wieczorem powiedziałem rodzicom: "Nie żyją, są w rzece". To ja wskazałem tą drogę.
Pytanie od pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia dlaczego policja nie sprawdziła tak oczywistego miejsca jak droga między mostem a mostem? Przecież oni musieli przez ten most przejeżdżać. Telefony im znikły. Przestały działać w jednej godzinie wszystkim. Całej piątce. Czy policjanci czekali tyle dni? Po co? Otóż dlatego, że tak się zachowali, a ja wskazałem miejsce, to ja głośno wszędzie będę mówił, że to ja mam honor, bo ja tą sprawę wyjaśniłem i proszę możecie wejść na portal gminy Tryńcza. Jest oficjalne podziękowanie dla wszystkich, dla policjantów, dla tych, dla tych, dla pogotowia, dla psychologów, dla wszystkich wójt gminy Tryńcza pan Ryszard Jędruch dał podziękowania i wielki honor. W jednym zdaniu pisze tak: podziękowania kieruję także do Krzysztofa Jackowskiego za udostępnienie mapy, która w dużej mierze przyczyniła się do odnalezienia zaginionych.
Honor. I myślę, że taki honor w takich sytuacjach powinien mieć każdy, bo wszystko wygląda fajnie, jak się już coś wyjaśni. Ale zwróćcie uwagę, ile ja biorę na siebie odpowiedzialności, mówiąc: "Pana dziecko nie żyje, pana babcia nie żyje, ten pana ojciec, który poszedł, on jest utopiony tam w tym miejscu". Dlaczego jestem nerwus? Dlaczego ja tyle palę? Bo czekam. Czekam, czy jestem śmieciem, bo nie znalazłem i się pomyliłem. Bo kim mogę być w oczach takiego człowieka, który mi zaufał? Albo sam przed sobą. A jak znajdę trupa?
Dobrze, że mnie nie widzicie nieraz jak się trup znajdzie. Bo czasami to dla mnie jest wielką radością, ale tylko przez to, że przedtem się gniotę i myślę czy jestem szaleńcem, co ja w ogóle robię? Zrozumcie, jaka jest nić odpowiedzialności moralnej tego wszystkiego. Ja to biorę na siebie jak godny człowiek. I to są moje godne przypadki. Godne. Ostatnią rzecz ja przepraszam. Ja wiem, że pamiętacie inne rzeczy, ale uwierzcie mi, będziecie to pamiętać, co powiem. Słuchajcie, ten człowiek z Warszawy ukłony dla stołecznej policji, proszę. I taka ogłoszenie dała.
Proszę. Nagrywacie mnie. Biorę za to pełną odpowiedzialność. Zaginął przed dniem zmarłych ubiegłego roku w Warszawie. Zaginął Marian Grzegorz Figiel, mieszkający w Warszawie. Ten pan miał siedemdziesiąt dziewięć lat. Zaginął człowiek. Wyszedł z cmentarza Bródnowskiego. Zostawił tam żonę i szwagierkę, czyli siostrę żony. Wyszedł, bo powiedział, że go boli biodro.
Miał kilometr do domu. Nie dotarł. W pierwsze dwie doby policja warszawska, co słusznie przeszukała cały cmentarz Bródnowski bez skutku, po czym były poszukiwania już na większą skalę, szpitale i tak dalej, i tak dalej. To jest słuszne, co robi policja. Tylko ja mam do was jedno pytanie. Jak myślicie, co się z nim stało? Postawcie się w mojej metodyce teraz łączenie faktów. No łączymy. No powiedziałem wam. Cmentarz Bródnowski i poszedł.
Miał iść do domu, ale go nie ma. Ani tu, ani tu. Nie ma go dziesięć dni. Gdzie on jest?Połączcie fakty. Wskażcie miejsce. Jak?
[49:13] - Gdzieś na drodze.
[49:15] - Nie, wpadł gdzieś do rowu.
[49:16] - Wpadł do rowu?
[49:19] - Gdzieś po mięsie.
[49:20] - Ale gdzie? Żeby znaleźć, trzeba wskazać albo charakterystyczne, bardzo konkretne punkty, albo nazwę. Dzień czasu z nim łaziłem. Z czapką jego, z daszkiem, której rodzinie nie oddałem. Dwie były. Jedną ma Robert na pamiątkę. Chodziłem. Kiedy syn do mnie zadzwonił, taryfiarz z Warszawy, na drugi dzień mówi: „Panie, co jest z tym moim ojcem?” Ja mówię: „Panie, nic nie wiem”. I aż zrezygnowałem. Cisłem tą mózgiewką, tą czapką.
Mówię: nie zrobię tego. Położyłem się, było popołudnie, na kanapie i uwaga, powiem dosłownie, ale tak się czasami zachowuję. Pomyślałem sobie: kurwa, stary, co się z tobą stało? W nerwach. Wiecie co? Nagle poczułem coś takiego. Wyszedłem z cmentarza. Ja ten przypadek jako ostatni nie bez kozery wam opowiadam, bo często to mi zmarli mówią. To nie jest mój wymysł. To jest jakby poczucie zmarłego.
Oni są. Wyszedłem z cmentarza. Poczucie takie miałem. Minąłem jedną przecznicę, doszedłem do drugiej, czyli skrzyżowanie. I tu stanąłem i pomyślałem: wrócę do nich. Ale od razu poczułem, że on nie wrócił, tylko poszedł w lewo. I blisko trzeba iść, on tam leży. To Google Maps. Otwieram, przybliżam. Do zdjęć.
Ulica Podobna w Warszawie. Podobna. Tak się nazywała. Dobra. Idę. Idę na zdjęciach w Google Maps. Widzę. Tu są domki jednorodzinne, a tu mur. Wysoki mur z cegieł. Skąd tu może leżeć?
Dzieci śpią. Nic. Drukuję, zaznaczam, wysyłam mailem. Dzwonię do syna tego człowieka, a on akurat był na taksówce. Ja mówię: panie, jedź pan. Tam jest mapa wysłana. Sprawdź pan to. Słuchajcie, po pół godzinie facet do mnie dzwoni i spokojnym głosem mówi: „Czekam na policję, na policjantów”. Ja mówię: a po co pan wezwał policjantów? „Stoję obok zwłok ojca”.
Panie! On już... On mi nawet podziękował. On mi powiedział: „Panie, zastanów się pan, ile on nie żyje. Czy on od razu tutaj by leżał, czy wcześniej?” To ja zacząłem krzyczeć. Żona nieraz słyszy, jak ja krzyczę w domu, jak się złapię. Ja mówię: panie, co pan? Gdzie te zwłoki? Gdzie? On mówi: „Wie pan co?
Tu jest mur z cmentarza Powązkowskiego i obok był kamieniarz kiedyś. Tam są średnio dwa— taki stary grunt jakby z cmentarza przywieziony i dwa słupy betonowe. On za tymi słupami leżał. Ludzie przez dzień, dzień chodzili. Gdyby ktoś parę kroków zrobił w głąb, by go widział”. Tu, w Warszawie. Pytam się. Połączcie fakty. Ulica Podobna. Znajdźcie go.
Ja przez trzydzieści lat dopracowałem się pewnej swojej metodyki. Ja sobie pomagam mapą, innymi rzeczami. To jest proces, co ja robię. I jak policjant jest wiele spraw, których nie umie wyjaśnić. Jest wiele spraw, które potrafię wyjaśnić. A jaki policjant więcej jak czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt procent spraw, które zostały mu zlecone to już jest, to już jest kapitalny gość. Taki policjant. Bo to jest cały czas praca z niewiadomą. To jest trudna praca. Oczekiwania są nie wie-nie wiadomo jakie.
A to jest trudne. I na koniec wam powiem coś takiego. I już zamknę. I będziecie sobie mogli mówić, co chcecie. Przepraszam, panie Krzysztofie. Na koniec wam powiem jedno. Kiedy on już był w kostnicy, a ja zawsze po znalezieniu trupa dumny, godny. O Jezus, jak mi się żyć wtedy chce. Tylko dlatego, że czuję w sobie: to jest mój następny. To on jest mój.
I zszedłem do piwnicy. Zszedłem do piwnicy, napaliłem w piecu, usiadłem na pieńku, zapaliłem papierosa i słuchajcie. W tej piwnicy, a tam jest w mojej piwnicy, jest pełno ludzkich tragedii. O Jezus. Tam są rzeczy bardzo nieraz głośnych spraw. Ja nie zawsze odsyłam od razu, wyrzucam te rzeczy, bo czasami ktoś po pół roku potrafi się odezwać: „Panie, szukałeś pan mojej córki. Przy-przyślij pan teraz jej bluzkę, którą wyznała w telewizji”. Tam jest pełno trupów w workach. One mi nie przeszkadzają. Ja sobie siedzę na pieńku.
Ten facet już był od kilku godzin w kostnicy. Za moją to sprawą. Siedzę w tej piwnicy, usiadłem na pieńku. Piec się rozpala. Palę papierosa. Stara kamienica, piwnica topornie wygląda. I poczułem, słuchajcie, ja... Aż mnie przeszywało, że ktoś jest w tej piwnicy oprócz mnie. Ale nie bałem się. Nie miałem lęku, tylko to było aż przeszywające.
Tak sobie pomyślałem: to jest ten pan Marian Figiel. Ten. Ja tego faceta cały dzień przywołałem. On mi dosłownie powiedział, gdzie jest. Tam go znalazł. On był jest dalej. I pomyślałem sobie tak: myślą. Powiedz mi, jak to się umiera. Wiecie, co mi się zdarzyło? Nagle jakby taka wstążeczka zawinięta w kłębek.
O, takie coś robiło ta wstążeczka. I to tak jakby spadało. I on mi dał, dał do zrozumienia: to nic nie znaczy, to w ogóle nie ma najmniejszego znaczenia — śmierć. Ale po chwili poczułem jeszcze jedno zdanie, które mi utkwiło w głowie. Ja to na swoim Facebooku, kiedy wypowiadałem się na ten temat, to mówiłem, bo to bardzo mocno mnie aż poruszyło. Takie zdanie: oni już mnie mają i beczą.Kolega nie płaczą, tylko beczą. Oni już mnie mają i beczą, a ja byłem już w tylu ciekawych miejscach. On jakby pretensje miał do mnie, że go do tego starego ciała przyciągałem, że oni to ciało znaleźli i teraz tam beczą przy nim. To nie ma znaczenia. Puentując, bo ja przepraszam, że zagadałem.
Panie Czarle, niech pan się nie kiwa, ale dobrze. Puentując to: obojętne, co sobie będziecie myśleli o mnie. Czy będzie mnie poważnie traktować, niepoważnie. Czy będzie w to wierzyć, czy nie. Mniejsza z tym. Pamiętajcie jedno: ja od młodych lat wewnętrznie nie wierzyłem w to, że świat jest taki zwykły, prosty, czarno-biały i oczywisty. Nikt na tym świecie mi nie powiedział, po cholerę jestem ja i wy wszyscy i po co, gdy później mnie nie będzie. I co to jest w ogóle życie? Co to w ogóle znaczy, że ja jestem? O co w tym wszystkim chodzi?
Od dziecka rozmyślałem i zastanawiałem się, że to nie może być tak, że to musi mieć głębszą głębię. Stąd potem zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, że istnieje coś więcej. Że nie tylko wzrokiem mogę widzieć, że tak naprawdę... Ja wam taką powiem rzecz, która może was obrazić naprawdę na koniec, ale się nie obraźcie, bo pierwsza część nie jest obraźliwa. Czy wy wiecie, po co wy się urodziliście? Bo ja wiem. Proszę państwa, prawda jest o wiele gorsza, jak pan powiedział. Oświadczam wam, że urodziliście się po to, żeby dziś w tym miejscu na chwilę zagrać epizod w moim istnieniu, w moim życiu. Was nie było wcześniej i nie będzie później. Jak się rozstaniemy, to ten świat jest mój.
Tylko wy możecie powiedzieć: Jackowski vice versa. Vice versa. Świat jest tylko kreacją. Tak naprawdę w gruncie rzeczy śnimy i to nie jest rzeczywistość jedyna, w której żyjemy. My żyjemy-- znaczy, jeżeli w śnie uciekamy przed wściekłym psem, to nawet serce nam fizycznie szybciej bije, bo organizm się zaczyna bać, mimo że to jest sen. Natomiast sobie nie zdajemy sprawy, że wystarczy stanąć, bo to jest tylko sen. Nie. Wtedy uważamy, że tam żyjemy naprawdę, w tym bzdurnym śnie. Jak się ockniemy, obudzimy, jest: o Jezu, to tylko sen. Rzeczywistość jest pewną dziwną mgłą.
My akurat żyjemy w tej rzeczywistości, ale na co dzień umierają ludzie, nasi bliscy. Ile w takiej Warszawie ludzi dzisiaj umarło? Pytanie: umarło i ich nie ma? To po co im sumienia? Po co im wiedza? Po co im to wszystko? Jaki to ma sens? Dla mnie te moje trupy są bardzo dużą nadzieją we mnie, że dalej i oni są i ja kiedyś będę. I tego też państwu życzę. Daję jeszcze dwa.
[58:39] - Myślę, że pytanie ja bym chciał pana Krzysztofa Januszka jedno pytanie chociaż zadać. Bo ja tak myślę, że kropla drąży skałę i może policjanci coraz częściej będą wspominali o panu Krzysztofie gdzieś, kiedy będzie pomagał pan będzie, jak rozumiem, w raportach swoich.
[58:56] - Myślę, że tak.
[58:58] - Ja bym chciał-- już oddaję państwu głos, tylko chciałbym także poprosić państwa o ogromne brawa dla pana Krzysztofa Januszki, bo ciężką pracę wykonał przy tej książce. Kto z państwa chciałby pytanie jakieś zadać?
[59:14] - Ja mam takie dwie sprawy. Pierwsza to chciałbym posłuchać jakiejś historii, która nie kończy się, przepraszam, trupem, tylko-
[59:26] - Proszę pana, jak idzie pan do-
[59:28] - Będzie wspaniały.
[59:29] - Przepraszam.
[59:29] - Pierwsza.
[59:29] - Przepraszam, ja od razu panu powiem: jak idzie pan do kostnicy, to nie może pan oczekiwać tam śniadanka z jajeczkiem, tylko będziemy gadać o trupach.
[59:36] - Ja do pana przyszedłem.
[59:37] - Przepraszam. No to więc ja szukam trupów. Jeżeli pan chciałby posłuchać czegoś innego czy poczytać, tam są miliony lektury. Ja się tym zajmuję. Przepraszam.
[59:45] - Nie, nie, panie Krzysztofie, nie zgadzam się. Jak ludzie mówią, że giną-
[59:50] - Nie, przepraszam.
[59:51] - To o to mi chodzi. O to mi chodzi.
[59:52] - Dobrze.
[59:53] - To ta jedna sprawa.
[59:55] - Proszę pana, ocalił matkę z dzieckiem.
[59:57] - Pięknie. Ale druga sprawa, tak?
[59:59] - Żywa dziewczyna, która była psychicznie chora, która cierpiała na depresję poporodową, zabrała swoje dziecko i uciekła trzeciej nad ranem w miejscowości... O Jezu. Marianka, tak? Marianka pod Elblągiem. Proszę. Szukała jej policja ponad dobę. Dziewczyna miała skłonności samobójcze. Ja wskazałem ją w trzcinowisku, gdzie po pół godzinie znaleziono ją z dzieckiem i ją odwieziono do szpitala psychiatrycznego. Dziecko odwodnione było do szpitala. W pewnym sensie uratowałem życie tym ludziom.
Mało tego, jak wysłałem mapę rodzinie, to na auli w tej wsi policjanci mieli nocną naradę, gdzie szukać jej, bo całą dobę jej szukali. I policjanci nie zgodzili się pójść z rodziną, bo rodzina wzięła myśliwego, który wziął latarkę myśliwską i w tym trzcinowisku znaleźli tą dziewczynę. To jest opisane w prasie, może pan sobie przypomni.
[01:00:51] - Więcej takich historii bym chciał, żebyśmy słuchali.
[01:00:54] - Witam serdecznie. Ja mam takie pytanie do autora, do pana Krzysztofa Januszki.
[01:00:58] - Do współautora.
[01:00:59] - Przepraszam, do współautora. Ponieważ ja się przyjaźnię z Krzysztofem Jackowskim, bo znał nas de facto, choć niewerbalnie, Andrzej Gołota, nasz wspólny dobry znajomy. Ja miałem kilkakrotnie okazję być u Krzysztofa w domu i w tym czasieBodajże trzykrotnie spotkałem się z sytuacją, jak dzwonili policjanci do Krzysztofa z prośbą o pomoc. Naszych spotkań było kilka. W tym czasie trzykrotnie byłem świadkiem, jak ci policjanci dzwonili. Mało tego, widziałem również na własne oczy na filmach, jak korzystają z pomocy Krzysztofa Jackowskiego prokuratorzy i policjanci. Ja to widziałem. I teraz mam pytanie, bo być może się troszeczkę spóźniłem, może takie pytanie już padło, ale jak wytłumaczyć to, że policja tak permanentnie korzystając z porad i z daru, jaki posiada Krzysztof Jackowski, tak konsekwentnie, nie wszyscy, ale jednak większość wielokrotnie się tego wypiera. Czym to wytłumaczyć?
[01:02:15] - Pan Krzysztof Janoszka jest tutaj w niezręcznej roli, bo akurat jego te pytania w gruncie rzeczy nie dotyczą. Sam fakt, że jest współautorem tej książki.
[01:02:25] - Ja rozumiem. Oczywiście to padało to pytanie.
[01:02:29] - Ogólnie jest to pytanie do rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji. Mogę domniemywać, że wynika to stąd, że obawiają się o wizerunek policji. To, że policja korzysta z usług jasnowidza, może zostać odebrane na niekorzyść wizerunku policji przez społeczeństwo. Bo przez większość jasnowidzenie jest traktowane jako coś negatywnego. Nie wszyscy zresztą wierzą w to, że jasnowidzenie istnieje.
[01:02:58] - Chodzi o wizerunek.
[01:02:59] - Ale jeszcze chciałbym zwrócić na pewną rzecz uwagę. Zobaczcie państwo, jak to działa. Pamiętacie w latach 90., jak nie było tak internetu, a była telewizja nocna, już się zaczynała wtedy w nocy telewizja nadawała. Ale co nadawała? Pamiętacie te telefony, jak się zaczynały zero siedem zero zero coś tam, dzwońcie i jakie tam panie występowały w tej telewizji? Pamiętacie nocne programy? Teraz nie ma tego, gdzieniegdzie. Teraz są wróżki. Teraz oni wróżą. Ja nie przeczę.
Różnie można używać parapsychologię, tylko bardzo często policja może mylić jasnowidzenie, telepatię z wróżeniem, bawieniem się w coś takiego. To są dwie różne rzeczy. I rzeczywiście nie ma co. Ja może odpowiem za pana Krzysztofa. Ja się nie dziwię policji, że oni się wypierają. Jeszcze raz mówię, nie mam do nich o to pretensji. Ja bym nawet się poczuł niezręcznie, gdyby oni oficjalnie mówili: „Jackowski nam pomógł”. Po co? Konflikt powstał nie przez to. A konflikt powstał przez to kiedyś, że to przy ścisłym prasowym Komendy Głównej zaprzeczyli, wypowiadając moje nazwisko i mówiąc, że ja nigdy nic nie zrobiłem.
To oni wykopali topór bojowy w stosunku do mojej osoby. Wymienili moją osobę i skłamali w stosunku do mnie. I jeszcze jedno. Sławetny raport Komendy Głównej Policji. Panie Krzysztofie, dotarł pan do tego raportu?
[01:04:31] - Tak. Z tym że on był bodajże z 2001 roku, czyli kilkanaście lat temu.
[01:04:36] - Jak ten raport wygląda?
[01:04:39] - Ogólnie jego rzetelność została podważona już nieraz przez naukowców, jak i samych policjantów z Komendy Głównej.
[01:04:44] - Mało tego, ja już wtedy miałem dużo sukcesów w tamtych latach. Nikt piszący czy robiący ten raport nie zwrócił się do mnie. Widziałem wtedy już dokumenty policyjne. Więc ja się pytam, na jakiej podstawie policja jakiś archaiczny raport wyciąga z wielu lat wstecz? Proszę, ja policji jestem w stanie dać wszystkie publiczne sprawy, które są w gazetach opisane z imienia i nazwiska. Niech zrobią raport. Wyjdzie im kilkaset spraw. Co wtedy powiedzą? A może policja teraz tego raportu by nie chciała robić, bo miałaby z tymi faktami problem? To są sprawy, są rodziny tego świadkiem, jest to upublicznione.
Może byłby teraz problem. Oczywiście byłby problem, bo jakby było można powiedzieć tak. Zresztą w tej książce pan Janoszka wysłał, ja może tu skrzywię, ale wysłał parę dokumentów do Komendy Głównej Policji, moich, które były umieszczone na internecie z pytaniem, czy Jackowski rzeczywiście to zrobił, czy nie. Czy to jest nieprawda? Czy Jackowski podrobił sobie te dokumenty? W książce macie odpowiedź pana z Komendy Głównej.
[01:05:54] - Wysłałem dwa pisma. Najpierw do rzecznika pana Sokołowskiego, który w piśmie stwierdził oficjalnie, że policja nie korzysta z usług jasnowidza i że jasnowidz nigdy nie pomógł policji w rozwiązaniu sprawy. Natomiast drugie pismo to jest to, które pan teraz określił.
[01:06:09] - To drugie pismo jest w książce.
[01:06:10] - Tutaj pan chciał jeszcze zadać pytanie.
[01:06:13] - Ja tylko powiem, że w tym drugim piśmie pisze wyraźnie, że Jackowski pomógł w tej i w tej sprawie policji. Podpisał się pan-
[01:06:24] - Naczelnik wydziału kryminalnego.
[01:06:27] - Tak. Ten dokument jest w książce.
[01:06:32] - Pan chciał pytać.
[01:06:32] - Tak. Nieznany Świat jest wydawnictwem.
[01:06:38] - Mam szereg pytań, ale jedno mi się nasnuwa, jeżeli chodzi o takie trzy elementy, które uruchamiają pana zdolności, czyli musi być przypadek tragiczny, musi być zgłoszenie się do pana osoby zainteresowanej i zadanie pytania w sprawie. I trzeci element, który tutaj wydobyliłem, to jest oczywiście empatia pana, chęć pomocy. Te trzy elementy. Natomiast moje pytanie brzmi następująco: czy pana zdolność do pomocy, czyli jasnowidzenia jest
[01:07:23] - Również wynika z innych okoliczności. Mam na myśli dobrze zjedzony obiad, smaczny, ugotowany przez pana żonę, dobry nastrój związany z dobrą wiadomością ze strony swojej rodziny. Zmierzam do tego, czy musi być jeszcze jakiś inny stan wewnętrzny, bo pan jest cholerykiem, bardzo szybko się pobudza. I czy tylko to wystarczy? Bo tutaj nawiążę do takiego przypadku ze starożytnych Delf, gdzie była Pytia, która też miała wizje i pomagała chętnym, tylko ona musiała wcześniej mieć bodziec sztuczny. Ja sądzę, że nie o taki bodziec mi chodzi, żeby pan odpowiedział.
[01:08:13] - Ale ja odpowiem.
[01:08:14] - Odpowiedź częściowo jest też w książce zawarta.
[01:08:16] - Tak. Ale ja powiem krótko. Wiecie, co jest ważne? Wizja jest taka, nawet jak mówimy o trupie, jak szukamy trupa. Wizja jest taka, jaki był człowiek. Ja coraz bardziej, jak lata mijają, coraz bardziej myślę o swojej śmierci. To z wielką trwogą, bojąc się. To powiem wam, że coraz bardziej dochodzę do wniosku, że to nie ja ich znalazłem, a oni się sami przeze mnie w jakiś sposób znaleźli. Czy jest tam opisany w książce przypadek z Gwałtu?
[01:09:05] - Jest.
[01:09:05] - Jest. Ja nie wiem, czy pan to ujął, ale tam jest właśnie to. Nieważne, nie chcę już tego rozwodzić. Inaczej. Ja uważam... Kiedyś, jeszcze lata temu, ważyłbym słowa i wstydziłbym się to powiedzieć. Krępowałbym się. Ja uważam, że z tymi ciuchami często dostaję poczucie duszy tego człowieka, to, że istnieje. Ja odpowiedzialnie to mówię, że czuję zmarłych i to bardziej ten zmarły mi podpowiada, gdzie jest, jak to, że ten ciuch mi o tym mówi. Ten ciuch to jest tylko zapach, przekaźnik któregoś zmarłego.
Proszę nie myśleć, że ja się param jakąś, nie wiem, magią czarną albo takimi rzeczami. Wiecie, jak ja żyję? Ta parapsychologia we mnie jest jej bardzo mało. Ja nie czytam książek na temat parapsychologii, nie interesuję się w ogóle tymi zagadnieniami. Mało tego, kiedy robię wizję, to robię, ale zaraz po niej wszystko odstawiam i żyję swoim życiem. Idę z sąsiadami, rozmawiam. Nie wiem, drzewo idę narąbać, za robotę się jakąś wezmę. Jestem ogólnie towarzyskim, miłym człowiekiem. Ludzie mnie lubią. Ja nie żyję tym światem.
A jak mnie znajomi nieraz mówią: „Ty, powiedz mi coś”, to mnie wica bierze i wcale mi się nie chce nic im mówić. Ja nie dałem się temu pochłonąć. Wiem, że to jest. Te przypadki mówią o tym, że to jest w każdym z nas. Ja z tego w jakiś sposób korzystam, rzadko chcę. Wiecie, co zauważyłem? Chaos. Im większy jest chaos, tym lepsza wizja, tym szybciej to mi idzie. Im się bardziej spieszę. Najgorzej jest wtedy, jeżeli ja mam dużo czasu i muszę się zająć tylko tą sprawą.
Wtedy ona mi nie wychodzi.
[01:10:57] - Jeszcze ostatnie może pytanie, potem będą państwo mieli możliwość oczywiście podejść z książką i zdobyć autograf i zadać jeszcze jakieś dodatkowe pytanie indywidualnie. Pani chciała o coś zapytać.
[01:11:09] - Dobry wieczór.
[01:11:10] - Dobry wieczór.
[01:11:11] - Używamy tutaj takiego sformułowania jak jasnowidz, jasnowidzenie. Ja mam takie przemyślenie po tym, jak pan o tym opowiadał, że w zasadzie można to porównać do kontaktu telefonicznego. Zresztą pan też to porównał przez telefon i czasami przecież są też zaburzenia na wizji. Potrzebuje pan trochę czasu, żeby nawiązać to połączenie, ale w końcu ono zostaje nawiązane. I mam teraz pytanie, bo używamy tego słowa jasnowidzenie, ale ono może być też mylące. Chciałam pana zapytać o pana takie subiektywne poczucie, czy to jest bardziej umiejętność tego kontaktu z innymi? Czy to jest dyspozycja pana umysłu? Jak pan to odczuwa? To mnie bardzo interesuje.
[01:11:49] - Dziękuję za to pytanie, bo ono jest bardzo ważne. Ja uważam, że to jest umiejętność. Ja uważam, że właśnie błędnie nazywamy coś jasnowidzeniem. Co to w ogóle znaczy jasnowidzenie? Oczywiście ja państwu powiem taką rzecz, już odbiegnijmy, tak jak nasz szanowny, okazuje się wieloletni znajomy powiedział o trupach. Dobrze. Czasami gazety mnie pytają o wizje na przyszłość. Z tym jest bardzo różnie. Proszę nie wiązać wizji... Pan redaktor naczelny „Nieznanego Świata” często delikatnie wytyka mi: „Niepotrzebnie ten Jackowski się zajmuje tym przepowiadaniem przyszłości”.
Czasami myślę: „Niepotrzebnie”. Ale poczekajcie. Pamiętam taką sytuację, kiedy dla pewnej gazety, to była „Gazeta Pomorska”, tam u nas na Pomorzu wychodząca, pani redaktor Barbara Zybajo odwiedziła mnie i powiedziała: „Panie Jackowski, jest 2007 rok, mamy grudzień. Może pan by coś powiedział o przyszłym roku?” Ja jej zrobiłem herbaty. „Pani, co ja pani powiem? Ile rzeczy się może wydarzyć. Napiszemy, a ludzie i tak o tym zapomną” — tak ona mi dokładnie powiedziała. Ja mówię: „No dobra, jak tak ma być, to ja pani coś powiem”. Ale dobrze, jakąś swoją ambicję mam. I tak piję tą herbatę z nią, ona taka gaduła ta kobieta.
Ja mówię: „Wie pani co? Kojarzy mi się taki długi korytarz. Idą ludzie, ale to są bankowcy i wszystko runęło”. Ja mówię: „Banki zbankrutują”. Mówi: „Pan żartuje”. Ona mówi: „Jak może bank zbankrutować?” Ja mówię: „Rozumiem. To się będzie coś bardzo dużego na świecie”. Słuchajcie, ona to napisała na pierwszej stronie. Ja byłem w szoku. Ja się bałem.
Ja mówię: „Przecież tego ludzie nie zapomną!” SłuchajcieWiecie co było dziwne? Już w marcu miałem odwiedziny. Ja to też w swojej książce napisałem. Zresztą pan redaktor naczelny czy pan Robert Bernatowicz z autoryzacją. Miałem odwiedziny dwóch studentów z Izraela, kobiety i mężczyzny. Przyjechali do mnie nie wiadomo po co. Jest to opisane. Można w "Nieznanym Świecie" zobaczyć. Można się zdzwonić. Pytali mnie o różne rzeczy.
Ja nie wiedziałem, czego ich zainteresowanie. Przylecieli z Izraela do mnie. Potem się odezwał do mnie niejaki pan. Nie wiem, czy mogę powiedzieć nazwisko. Z Gdyni. Duży biznesmen, który ma teraz trudności. Przyszedł z pewnym posłem. Znaczy poseł pewien poprosił mnie do niego. Byłem tam dwa razy u niego i on mnie pytał jedno: "Panie Jackowski, pan zapowiada upadek banków, to jakiego, darujmie?". Ja mówię: "To się wydarzy w połowie września, ale ja nie jestem tego pewny".
"Co ja mam zrobić?". Ja mówię: "Panie, nie wiem, ale pan krótko przedtem panu Sorosowi za 200 milionów sprzedał jeden Polnot albo Bioton". Zresztą jest wzmianka Depresja milionera, na kilku stronach jest o mnie, że właśnie on miał ze mną kontakt i ja mu takie rzeczy mówiłem. Do dzisiaj mam tego pana koszulę u siebie w domu, bo mi dał ją na zaś, żeby to zrobić. Dobrze. Słuchajcie, kiedy w połowie września wybuchł kryzys światowy, zrozumiałem jedno: że on jest nieprawdziwy. Dlatego go mogłem poczuć. Telepatia. Wielcy tego świata pomyśleli: słuchajcie, robimy kryzys. Czy wy myślicie, że matematykę można oszukać?
Wynik nie wyjdzie. W matematyce nie ma oszustwa. To jest też dowód w pewnym sensie na istnienie Boga. Matematyka, fizyka. Tam nie ma miejsca na kłamstwo. I teraz zobaczcie kryzys. Ja pamiętam kryzys. To były lata komuny, kiedy był naprawdę osyt. Ja pamiętam ten czas, kiedy był osyt. Osyt i coś tam jeszcze.
[01:15:40] - Uszczelarni.
[01:15:41] - Tak. A teraz? No przejdźcie się po galerii. Mamy, słuchajcie. Mało tego, mamy dziesiątą rocznicę kryzysu finansowego na świecie. Przejdźcie się po tych galeriach. A jeszcze jedno. Pieniądz. Zobaczcie pieniądz. Kiedyś jako dziecko bawiłem się w liście od bzu.
Koleżanka moja była moją żoną. Oczywiście nic nie robiliśmy. Ja pracowałem, ona gotowała. Każdy miał swoją żonę i każda miała swojego męża. Byliśmy małymi dziećmi. Zarabiało się w liściach od bzu. Podobne, nie? Tylko to jest plastik. Gdzie jest w tym plastiku prawdziwa ekonomia? No wiecie, jako bankowiec jutro mogę panu dopisać dziesięć zer.
Pan coś temu panu sprzeda, to dopisuje temu panu zera. Panu odejmuje. Ale przecież ja nie muszę mieć żadnych pieniędzy. Już ich nie trzeba właściwie mieć. Momencik, tylko dokończę.
[01:16:37] - Panie inspektorze.
[01:16:38] - Ale panie, to tylko przerywam, tylko dokończę ten wątek. Kryzys finansowy tak naprawdę nie miał prawa zaistnieć, ponieważ od lat ekonomia światowa choruje na ciężką schizofrenię. A w momencie, jak zaczęto dodrukowywać pieniądze na całym świecie, to udowodniono publicznie tą schizofrenię. Mało tego Bioton, przed którym ja przestrzegałem w ubiegłym roku w gazetach, że to jest bańka, która w tym roku tak pierdzielnie, że ruszy to też na giełdę, światową giełdę. Już Bioton mocno spada. Ale co to w ogóle jest? Nie wiem. O, Bitcoin. No słuchajcie, to może monetę zrobimy? Zrobimy skórzane buty jutro.
Nie widzicie, że wchodzimy w coraz większą fikcję? Że można ogłosić kryzys? Że można ogłosić wojnę? Wszystko można ogłosić. A wiecie dlaczego? Ponieważ nasz dzień wygląda w taki sposób: "Kasiu, zobaczysz 3 AM. Widzisz, co widzę na Facebooku? U nas za oknem świeci słońce". A żona mi mówi: "Ty, ale przecież ty stoisz przed oknem. Czemu w mnie spójrzysz?
A tutaj lepiej widać ładniejsze kolory". Tak żyjemy. Wszystko nam przez to pudełeczko można wmówić. Wszystko i we wszystko uwierzymy. A to jest bardzo ważne. To tylko wtedy działa, jeżeli uznacie, że nie macie nic swojego środka, że wasze wnętrze nie istnieje.
[01:18:05] - Niech pan coś dobrego przepowie wtedy bankowcu. Uwierzyli. Zrobił pan kryzys.
[01:18:10] - W tym roku będzie powtórka. W tym roku będzie powtórka i to szybciej, niż się panu wydaje.
[01:18:15] - To dajmy może pan Dariusz Rolanda.
[01:18:18] - Ja bardzo krótko. Dwadzieścia minut. Z uwagi, że moje zdanie jest ostatnie w książce nie, dziękuję. Tam są głównie aktorzy, tu statyści. Proszę pana, ja się wystraszyłem, że to Soros do pana dzwonił i przyjechał, żeby się dowiedzieć w sprawie kryzysu. Ale ja oprócz, że zachęcam do nabycia tej książki z pewnego tytułu, że książka jest tak jak proces wykrywczy. Krzysiek niezwykle dużo włożył pracy. Ale mam zupełnie inne pytanie do Piotra Maślaka. Ciężko było, co? Brawo dla pana Piotra Maślaka.
Dziękuję.
[01:18:49] - Niezaskłużenie. Dziękuję bardzo. Szanowni Państwo, bardzo Państwu dziękuję w imieniu obu panów Krzysztofów. Pan Krzysztof Latoszko, pan Krzysztof Jackowski będą do Państwa dyspozycji tutaj jeszcze. Podpiszą chętnie i odpowiedzą na jakieś krótkie pytania. Pan Krzysztof przyjechał dzisiaj z domu z Szubowa. Tutaj się dowiedziałem od małżonki, więc zmęczony, ale jak widać jeszcze ma energię, więc zachęcam. Ja bardzo Państwu dziękuję, panom również. Nie mam cienia wątpliwości i bez wahania polecę Państwu tę książkę. Naprawdę warto przeczytać.
Czyta się szybko, łatwo, lekko i można wiele rzeczy się nauczyć. Dziękuję bardzo.
[01:19:30] - W Radiu Paranormalium wysłuchaliście Państwo relacji ze spotkania z Krzysztofem Jackowskim i Krzysztofem Janoszko, które odbyło się w salonie Empik Arkadia w Warszawie 17 stycznia 2018 roku. Spotkanie poprowadził Piotr Maślak. Wersja wideo dostępna jest do obejrzenia na profilu czasopisma Nieznany Świat w serwisie YouTube. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych audycjach. Zapowiedzi jak zawsze znajdziecie Państwo na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.