[00:42] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, rozpoczynamy wylewanie kolejnego odcinka Bibliotekarium na żywo. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie są z nami jak zawsze gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żylkiewicz. Dobry wieczór panowie.
[01:05] - Dobry wieczór.
[01:06] - Dobry wieczór.
[01:06] - W dzisiejszym wydaniu Bibliotekarium na żywo punktem wyjścia do dyskusji będzie powieść science fiction Paolo Bacigalupiego zatytułowana „Wodny nóż”. W przyszłości dotkniętej klęską zmiany klimatu oraz suszy górskiej śniegi obróciły się w deszcz, a deszcz paruje, zanim spadnie na ziemię. W zbałkanizowanych Stanach Zjednoczonych Phoenix i Las Vegas walczą ze sobą o wodę skurczającej się rzeki Kolorado. Las Vegas ma jednak wodnych noży: zabójców, terrorystów i szpiegów słynących z tego, że bronią zasobów wodnych swego miasta i prowadzą Phoenix ku nieuchronnej zagładzie. Tak mniej więcej w dużym skrócie wygląda fabuła czy też streszczenie, prezentacja tego, czego można się spodziewać po dzisiejszej książce. Paolo Bacigalupi, „Wodny nóż”. Zanim przejdziemy do dyskusji, zanim oddam głos do Bydgoszczy, tradycyjnie podam jeszcze kontakty do Radia Paranormalium. Myślę, że już teraz możemy właściwie otworzyć linię telefoniczną. Telefony do Radia Paranormalium to 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście propozycje kolejnych książek do omówienia na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Halo, halo Bydgoszcz.
[03:03] - Halo, halo. To jeszcze raz wszystkim słuchaczom dobry wieczór, bo już wieczór zdecydowanie, już lato mija, jesień idzie, nie ma na to rady i tak dalej.
[03:14] - Przed oknem mam jasno jeszcze.
[03:15] - Jeszcze jasno masz? To dobrze. To jest całkiem pozytywnie. Tak sobie obiecałem, że tę dzisiejszą audycję, chociaż mamy mówić o wodnych nożach i o „Wodnym nożu” jako powieści, to jednak zacznę troszeczkę inaczej. Zacznę cytatem: „Tłum wodzów jako chmury wiatrami pędzone, wszystkie tam w jedną stronę. Ach, panie, to nasze dzieci! Tam na północ, panie, panie, takoż to los ich wygnanie i dasz ich wszystkich wygubić za młodu i pokolenie nasze zatracisz do końca? Patrz, ha! To dziecię uszło, rośnie to obrońca, wskrzesiciel narodu, z matki obcej, krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie 44”. Ja rozumiem, że to jest przerost formy nad treścią to, co zrobiłem w tej chwili, ale mamy dzisiaj 44.
audycję w Bibliotekarium.
[04:09] - Niemożliwe!
[04:10] - Tak sobie po prostu postanowiłem, że muszę ten fragmentik-
[04:14] - Do wieszcza, do Mickiewicza pomyślałeś.
[04:17] - Trochę od czapy, ale 44 się zgadza. Dobrze, to teraz już skończmy takie dziadowanie, bo to był Mickiewicz i „Dziady” jakby ktoś był zainteresowany. Mamy Bacigalupiego i mamy „Wodny nóż”. To zacznę tradycyjnie: jakie wrażenia z lektury?
[04:45] - Różne.
[04:47] - To już jest nieźle jako początek audycji.
[04:50] - Wszystko zależy od miejsca i punktu, w którym aktualnie trwa czytanie. Jak zasiadłem do książki, jak złapałem pierwsze akapity i tak dalej, to byłem absolutnie pełen zachwytu. I zresztą ten zachwyt od tej strony pozostał do końca.
[05:10] - Jak znam życie, zachwyt zaczął ci jednak z czasem troszeczkę mijać.
[05:15] - Nie, od tej strony nie. Widzisz, jak by ci to powiedzieć? Ta blondynka wciąż mi się podoba, chociaż poznałem już jej również charakter.
[05:29] - O! Dobra.
[05:30] - A z charakterem to już trochę może tego, ale jedno drugiego nie wyklucza przecież.
[05:35] - Dobrze. Rozwijaj myśl. Dobrze gadasz.
[05:39] - Rzeczywiście Autor jest brawurowy. Pisze fajnie, pisze świetnie. Sam chciałbym tak pisać, bo jest to luzackie, fajne. Chociaż ja niespecjalnie. Już mam pewne zastrzeżenie do tego cytatu Ivelliosa. Otóż dla mnie to nie jest powieść fantastyczna.
[06:08] - A dla mnie jest. Żeby nie było, dla mnie jest.
[06:11] - Dla mnie jest to obyczajowa, sensacyjna powieść współczesna. W niej science fiction w ogóle nie ma.
[06:21] - Jak nie ma, jak jest.
[06:22] - Nie ma. Absolutnie nie ma.
[06:24] - Ale oczywiście, że jest.
[06:26] - O ile, że tak powiem, o ile mankiet w marynarce jest daleki od krawata. To jest ten sam komplet nieprawidłowy.
[06:40] - Nie. Jakoś sobie nie przypominam, żeby rzekę Kolorado zapakowano ostatnimi czasy w tak zwaną słomkę, czyli rodzaj takiej osłony, żeby chronić ją przed parowaniem. Jakoś nie przypominam sobie, żeby do takich ekscesów jak te, które Bacigalupi, patrz, nauczyłem się nazwiska, popracowałem, w YouTubie słuchałem, jak się to wymawia. W każdym razie nie ma takich sytuacji, jakie Bacigalupi opisał, czyli jakichś takich naprawdę walk na poziomie komandosów o na przykład przepompownie wody. Trochę jednak przesadziłeś, że to powieść współczesna.
[07:24] - Może nie współczesna, ale archaiczna w dużym stopniu.
[07:30] - To już zupełnie nie rozumiem. Jak archaiczna?
[07:32] - Matrycą pomysłu na tę książkę były wydarzenia, które się w Stanach Zjednoczonych zdarzyły na tak zwanym prawie Dzikim Zachodzie.
[07:43] - W pierwszej połowie XX wieku.
[07:45] - Dokładnie, w pierwszej połowie XX wieku. Stepowienie, wysychanie ogromnych połaci dzięki rabunkowej eksploatacji tej wspaniałej, żyznej poindiańskiej ziemi. Indianie chyba za słabo ją użyźnili, nie?
[08:03] - Wiesz co, ja jednak do Indian nie nawiążę, do tego użyźniania. Natomiast zastanawiam się zdecydowanie na temat tego, co powiedziałeś. Czy to jest fantastyka naukowa, czy nie? Powiem ci, że miałem ostatnio okazję dosyć rozgryzać temat, czym jest, a czym nie jest fantastyka naukowa. I powiem ci, że kiedy wgryzłem się, zresztą chyba o tym mówiłem w którejś z audycji, definicji fantastyki naukowej jest naprawdę bardzo dużo. Ale to oczywiste, bo każdy, kto coś napisze, to sobie definicję pragnie jakąś ukulać. Niemniej jednak da się wśród tych rozmaitych definicji ukulać, właściwie wyszukać kilka zasadniczych nurtów i one zwracają uwagę na bardzo różne zresztą przejawy tej fantastyki naukowej. Już kiedyś mówiłem o tym, to już na pewno mówiłem, że całe nieporozumienie z polskim zwrotem fantastyka naukowa bierze się gdzieś u źródła, czyli od tego, że po angielsku science fiction oznacza troszeczkę coś innego. Jednak tam science to jednak są nauki te, które my określamy jako nauki ścisłe. Cała humanistyka to już jest zupełnie kiedyś.
Dzisiaj to już się wyrównuje, ale kiedyś nie było science i u źródła, kiedy powstawała science fiction, to jej twórcy, jej ojcowie założyciele gatunku mieli jednak na myśli takie opowiastki naukowe, w których może być fizyka, może być chemia, mogą być jakieś-
[09:46] - Ale my jako autorzy mamy również matematykę w głowie.
[09:49] - Matematykę oczywiście, ale jakieś tam historie, jakieś tam socjologie to absolutnie nie. To oczywiście się zmieniło. Z czasem było rzeczą naturalną, że to wejdzie i że science, a w każdym razie to, co w polskim naukowa określamy, to będzie dotyczyło różnych nauk. I tak właściwie w tej chwili jest. Ale z tego też względu ta książka „Wodny nóż” dla mnie to jest fantastyka. Może nie ma tam statków kosmicznych, zdobywania obcych planet, ale jednak to jest wybiegnięcie w przyszłość tak daleką. Chociaż odległość czasowa, kiedy porównamy to, co się dzieje w książce, z tym, co jest teraz, dzieli nas według autora stosunkowo niedługi czas od tego. Ale jednak te zmiany, które zaszły w Stanach Zjednoczonych, a które Bacigalupi opisuje, są jednak radykalne. Nie znamy takich Stanów Zjednoczonych i z tego powodu według mnie za fantastykę naukową książkę „Wodny nóż” można spokojnie uznać.
[11:03] - Jak to nie znamy takich Stanów Zjednoczonych? Przecież żeśmy osobiście my we dwójkę napisali taką inspire o drugiej wojnie secesyjnej w Stanach Zjednoczonych.
[11:15] - Tak, ale to w dalszym ciągu była fantastyka naukowa. Nie mylmy jej z rzeczywistością. Natomiast te częściowo zwariowane, lewicujące grupy intelektualistów, to południe, które jednak gdzieś skręca na prawo I może dobrze, bo stanowi pewną przeciwwagę. Mimo wszystko, jak się te rzeczy ze sobą zestawi, to takie ekscesy jak opisane w „Młodym nożu” się nie dzieją. Nie dzieją się dlatego, że jeszcze przyroda, całe otoczenie człowieka nie zaprotestowało tak brutalnie, jak zrobiło to w książce.
[11:57] - Marku, nie dzieje się, ale na przykład działo się, bo Bacigalupi pięknie opisuje puszczanie psów bez smyczy, wypuszczanie na ludzi, którzy są zbędni. A co robiono w rzymskich koloseach, kiedy na chrześcijan wypuszczano wilki i tygrysy? Taka sama fajna zabawa, nie?
[12:25] - Ale ty mi tu nie sięgaj 2000 lat wstecz.
[12:29] - 2000 lat temu było to i będzie znowu w Stanach Zjednoczonych albo gdziekolwiek indziej.
[12:34] - Teraz tego nie ma. Ja jednak biorę za punkt wyjścia tu i teraz, a właściwie tam i teraz, bo to Stany Zjednoczone. W związku z tym to wygląda inaczej. Myślę, że z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina rzeczywistość, którą Bacigalupi opisuje, jest straszna. Miasta, które się mniej lub bardziej oficjalnie wycinają, a właściwie nie tyle wycinają, co odcinają od wody.
[13:05] - Tak, Marku, ale zobacz, przypomniała mi się taka straszna rzecz z dziejów Stanów Zjednoczonych. To tylko kwestia perspektywy, miejsca, w którym się znajdujesz. Należy tak na to patrzeć. Na przykład dla rewizującego Amerykanina, również uczonego, w pewnym czasie działalność komisji Hoovera, polowanie na komunistów-
[13:30] - A to nie Hoovera
[13:31] - ... czy jakiegokolwiek innego, to nieważne. Polowanie na komunistów w Stanach Zjednoczonych było straszną rzeczą. To było jak polowanie na chrześcijan, puszczanie w więzienie, przesłuchania, grożenie, że tak powiem, właściwie niszczeniem karier wielkich uczonych i tak dalej. Przecież to były straszne zdarzenia. Niewiele czasu minęło, a jesteś pewien, że dzisiaj się coś takiego nie dzieje? Zawsze się coś takiego dzieje. Tylko zależy, z której strony patrzymy, na którą stronę.
[14:07] - À propos, ta komisja to McCarthy'ego, o ile dobrze pamiętam, żeby już tak kompletnie błędnie nie prowadzać. Dobrze, ale nie przemykajmy tak swobodnie, bo ja jednak prowadzę do tego, że Bacigalupi zrobił kawałek, tam nie ma żadnego apo, więc to nie jest do końca postapo, ale w gruncie rzeczy tej powieści blisko do tych klimatów, bo tam to apo to jest właściwie brak wody i dlatego mamy postapo.
[14:43] - Słuchaj, ja bym do tej książki przykładał inną miarkę. Nie science fiction, ale zaletą tej książki jest nie science fiction, nowatość, ale umiejętność przybliżenia nam czasu współczesnego, bo ta książka od czasów, kiedy autor ją pisał, zrobiła po prostu parę kroków. To znaczy czas dzisiejszy zrobił kilka kroków już w tą stronę, którą Bacigalupi przewidział.
[15:18] - To zgoda.
[15:20] - I świat zmierza w tą, ciary po człowieku chodzą, jak o tym pomyśli, bo tam są różne kwiatki i różne zabawne rzeczy. Natomiast ta książka jest fajna w czytaniu, chociaż ja mam swoją, Marku, definicję, czym jest science fiction.
[15:41] - Słucham.
[15:42] - Wiesz, może tylko żebyś wiedział, żebym wychodził od tego. Ja nie lubię definiowania czegokolwiek. Niech to się samo zdefiniuje po tym, co ja powiem, ale musiałbym zacząć od środków masowego przekazu i popkultury, która solę je, że tak powiem, we współczesnej naszej zachodniej cywilizacji. Otóż do czego służy popkultura? Popkultura służy do tego, żeby przybliżyć konsumentowi rzeczy niedostępne dla tego konsumenta, przybliżyć nam jakąś superlaskę, przybliżyć nam życie jakiegoś aktora, pokazać, że tam jest też smród, brud i ubóstwo i tak dalej, żebyśmy się przejęli. Cała popkultura polega na przybliżaniu. Przybliża to, żebyśmy my, konsumenci, uzyskali pełen obraz rzeczywistości. I to jest ogromny błąd popkultury. Przybliżanie, tu będę się posługiwał terminem wziętym od wyśmienitej książki, rzeczywiście science fiction, jest czymś podobnym do ślepowidzenia. Ślepowidzenie to jest właśnie coś takiego: patrzenie na to, żeby patrzeć lepiej, dokładniej, zobaczyć już tak blisko i kiedy już będę miał blisko, na wyciągnięcie, wtedy zrozumiem.
Gówno prawda. Wtedy właśnie nic nie będę wiedział, bo będę miał pełen obraz ślepowidzenia. To robi popkultura. Co robi dla mnie science fiction? Science fiction w pewnym momencie odwraca lunetę. Patrzymy na świat nie w zbliżony, ale w odwrotnym kierunku. Widzimy świat malutki, ludzi malutkich, nieważnych. Widzimy wszechświat, widzimy coś, nie wiemy, co widzimy. I to dopiero w zestawieniu z tym szkiełkiem przybliżającym i oddalającym, dopiero jest pierwszym krokiem do posiadania rozumu. I tam się zaczyna dopiero science fiction.
Takie są wszystkie książki Stanisława Lema, takie są książki wielkich pisarzy amerykańskich, rosyjskich i wszystkich innych. One w pewnym momencie oddalają perspektywę.
[18:20] - Ależ bardzo ci dziękuję za tę próbę zdefiniowania, czym jest fantastyka naukowa. Moim zdaniem książka Bacigalupiego „Wodny nóż” doskonale tę definicję spełnia. To co z tego, że ona opisuje losy pojedynczych ludzi? Mamy tam tego tytułowego wodnego noża, bo wodne noże to tak naprawdę ludzie. Za chwilę o tym będziemy mówić. Ale mamy dziennikarkę, mamy panienkę, która postanowiła zrobić karierę przez łóżko. Mamy bardzo ważną panią dowodzącą.
[18:57] - Już tam łóżko w ogóle niepotrzebne.
[18:58] - No tak, to prawda. Akurat łóżko było najmniej potrzebne. W każdym razie mamy bohaterów, ale przecież Bacigalupi odwraca tę lunetę, pokazuje nam ten świat.
[19:11] - Gdzie?
[19:11] - No jak? Przecież pokazuje nam mechanizmy tym światem rządzące. Żeby utrzymać zasadę, że nie opowiadamy jednak książek, nie spoilerujemy, to jednak pierwsza scena w książce, kiedy lecą śmigłowce, kiedy tam jednostki specjalne. Po co to jest zrobione?
[19:35] - Po to, żeby chciało się czytać książkę.
[19:38] - Też, to prawda, ale przecież pokazany jest mechanizm, jak wykorzystać prawa, bo jeden z tych, co rościli sobie prawa do wody przez ileś naście godzin miał pozostać bez ochrony prawnej i papugi z drugiego miasta doszły do wniosku, że to jest ten moment, kiedy trzeba uderzyć. Trzeba działać metodą faktów dokonanych, bo jak się to zrobi, później trochę tak, jak z Pawlakami. Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Tak właśnie reagowało to miasto. Wysłało oddziały szturmowe. Zrobiły te oddziały szturmowe rozpierduchę na całego.
[20:22] - Zanim zrobiły rozpierduchę, to akurat zachęcając do przeczytania tej książki rzeczywiście czytelników, dam wam pewien pomysł kapitalny, który Bacigalupi zrobił na początku. Otóż rzeczywiście mamy tak, jak w każdym dobrym hollywoodzkim filmie.
[20:41] - Muszą startować te śmigłowce.
[20:42] - Zaczynają tam silniki, lecą te czarne helikoptery, te noże wodne tam się szykują do wszystkiego. Nieprawda, kochani. Wiecie, co jest istotą tej akcji? Istotą tej akcji jest jeden spocony facet pod pachą z aktówką, w której ma dokumenty. To jest prawnik. I tak naprawdę to oni nie wiozą bomby atomowej, ale wiozą coś mocniejszego od bomby atomowej. Wiozą prawnika z dokumentami. I to jest świetna scenka.
[21:16] - No tak, ale w gruncie, ale co? W imię tego prawa, które jest zamknięte w tej teczuszce, czy czymkolwiek tam ono jest zamknięte, robią to, co się w książkach i filmach lubi. Może nie najbardziej, ale lubi, czyli robią rozpierduchę. Ewidentnie.
[21:34] - Wiesz, co pokazywał cesarz siedząc na widowni w Koloseum? Ten palec w dół do gladiatorów, nie?
[21:42] - No i?
[21:43] - Pokazał to samo amerykańskie prawo. Pokazuje palec w dół i w tym momencie możemy zaczynać wszystkich.
[21:48] - O tym prawie to jeszcze pogadamy. Niemniej jednak ja nawiążę do przerwanej myśli, że tam jest ta odwrócona luneta w powieści Bacigalupiego i dlatego ja się będę upierał, że to jest fantastyka naukowa.
[22:04] - No dobrze.
[22:05] - Pewno się nie dogadamy. Inaczej, to ja sięgnę po argument pod tę bombę atomową. Argument ostateczny, że w końcu powieść Bacigalupiego została nominowana do kilku nagród właśnie w kategorii science fiction.
[22:22] - No wiesz.
[22:23] - Wiem, wiem, to wielki błąd.
[22:25] - Wielki błąd. Wszystko można. To znaczy ona jest naprawdę napisana w konwencji science fiction i chwała Bogu, bo jest dynamiczna. A poza tym autor myśli. Po prostu nie jest takim medialnym idiotą, których wielu pisze książki takie i można je poczytać. Myśmy też takie omawiali. Nie będę sadził przykładów, ale w każdym bądź razie ten autor naprawdę jest bystrzacha. Zresztą zwróć uwagę, jakim językiem on się tam posługuje w tej tak zwanej króciutkiej przyszłości, ale tam angielski to nieważny język. Ivellios właśnie mówił, że będzie studiował, jeszcze tam jakieś nowe kursy kończył tłumacza z angielskiego. Ja mówię to, że u Bacigalupiego po prostu ważny jest język hiszpański oraz chiński.
To są dwa języki, którymi się posługuje świat.
[23:26] - No ale to znowu dobre złapanie tendencji przez autora.
[23:31] - Nie tendencji, ale rzeczywistości.
[23:34] - Ale wznoszące są te języki, a szczególnie te na pograniczu.
[23:38] - Angielski komu jest potrzebny poza-
[23:42] - Ja myślę, że Ivellios z głodu nie umrze, znając ten angielski, jestem o niego spokojny. Natomiast kilka słów o autorze, a właściwie o jego twórczości. W Polsce mieliśmy okazję poznać tego autora, moim zdaniem, stosunkowo późno, bo o ile dobrze pamiętam, ale tu mogę jakieś kiksy popełnić, to pierwsza jego książka ukazała się w 2011 roku i to była książka, która w oryginale po angielsku ukazała się w roku 2009. I to był tytuł „Nakręcana dziewczyna”.
[24:18] - Czekaj, ale jak ty mówisz, że myśmy dosyć późno go poznali, to tak jakbyśmy mogli go poznać wcześniej. Ale ja jak patrzę na jego fotografię, to mi się wydaje, że on dzidzia jeszcze.
[24:27] - Może był dzidzia. Zaraz sprawdzę, jaki on jest rocznik. Aż tak gruntownie nie studiowałem. 1972 rok. Nie przesadzaj, dobrze wygląda po prostu.
[24:40] - Aha.
[24:42] - Wracając do jego twórczości, mieliśmy dwa lata opóźnienia. „Nakręcana dziewczyna” powiem ci, że specjalnie sięgnąłem, przetrząsnąłem internet. To jest książka, która budzi skrajne emocje. To chyba dobrze zresztą z punktu widzenia pisarza, bo tyle złych, nawet napastliwych chwilami recenzji, recenzyjek, opisów tej książki, ile spotkałem w internecie, to dawno nie czytałem. Tam się tego Bacigalupiego odsądza, może nie od czci i wiary, ale od umiejętności pisarskich to na pewno. Nie podobała się bardzo wielu osobom ta książka, ale tak żeby była równowaga w przyrodzie, porównywalna ilość ludzi oceniła tę książkę z mniej lub bardziej wielkim entuzjazmem. To książka, która może zachwycić. Pomysły, które zawiera „Nakręcana dziewczyna” mogą pociągnąć za sobą, chociaż jej forma przynajmniej niektóre osoby odrzuca.
[25:50] - Co znaczy ta forma? Ja nie czytałem, ale rozmawiałem, przygotowując się do tej audycji z kimś, kto czytał tę książkę, to powiedział, że Bacigalupi zrobił-
[26:01] - Mówisz o „Nakręcanej dziewczynie”?
[26:02] - Tak. Z biegiem czasu poszedł parowem do głowy i przestał czytelnikom utrudniać czytanie.
[26:09] - Tak, zdecydowanie.
[26:11] - Nóż wodny jest już po prostu prościej napisany. Jest skonstruowany w ogóle. Natomiast jego pierwsze rzeczy były trudne w czytaniu. A skoro były trudne, to znaczy po prostu, że facet ma jednak łeb na karku.
[26:27] - Ja uważam, ale to oczywiście jest moje prywatne zdanie, pewno bardzo subiektywne. Wiktor nie lubi tego słowa subiektywne. Dzisiaj sobie zrobiliśmy mały seans nienawiści na ten temat. W każdym razie subiektywne zdanie mam takie, że „Nakręcana dziewczyna” to jest niezła powieść. Trzeba się rzeczywiście z materią pisarską, materią językową troszeczkę zmagać, ale warto. Opłaca się to zrobić, bo gdzieś w drugiej części tej powieści zostaniemy za to nagrodzeni. Ja w każdym razie czułem się wynagrodzony. Dlaczego ja tak podkreślam? Tak na marginesie, zupełnie odbiegając od tematu, powiedziałeś o książce „Ślepowidzenie”. Tak sobie myślę, że chyba gdzieś za kilka miesięcy powinniśmy o tej książce audycję zrobić.
To jest książka-
[27:22] - Marku, trzeba koniecznie, bo nam słuchacze nasi zarzucą „Ślepowidzenie” po prostu.
[27:27] - Tym bardziej trzeba. To jest książka, która nie pozostawia obojętnym. Ale wróćmy do Bacigalupiego. Powiedziałem, że czytelnicy polscy czekali na jego „Nakręcaną dziewczynę” dwa lata. Tak podkreślam to, bo później wyszły jeszcze inne książki. Ale kiedy ukazał się „Wodny nóż”, to on się ukazał pod koniec roku 2015, a w tym samym roku wyszedł w Stanach Zjednoczonych. To dosyć symptomatyczne, czyli Bacigalupi sprzedawał się widać w Polsce całkiem nieźle. Ja tylko powiem, że obie książki i „Nakręcana dziewczyna”, i „Wodny nóż” ukazały się w wydawnictwie MAG.
[28:11] - To wiesz, nie zaleta wcale autora, ale Jacka Rodka, właściciela wydawnictwa MAG, który po prostu kontroluje, co się w Stanach ma ukazać, żeby ukazało się również szybko w Polsce.
[28:25] - On jest dalej właścicielem, myślisz? Chyba tak. Zmiany różne tam następują, ale dobrze. Powiem ci jeszcze jedno, że „Wodny nóż” tak jak powiedziałem, w tym samym roku się ukazał i w Stanach, i w Polsce. Dla mnie świadczy to o tym, że się Bacigalupi dobrze sprzedawał. Dobrze przyjął po prostu.
[28:53] - A mi to świadczy o tym, że chyba to są w takim razie ostatnie kraje, gdzie jeszcze książki czytają.
[28:59] - Nie aż tak źle chyba nie jest. Jeszcze tylko powiem, że-
[29:02] - Czechy są i Słowacja
[29:04] - ... w wydawnictwie MAG, będę ciągnął mimo wszystko. W wydawnictwie MAG wychodziła albo wychodzi, chyba wychodzi jeszcze moim zdaniem znamienita seria zatytułowana „Uczta wyobraźni” i obie te książki się w tej serii pojawiły. Notabene „Ślepowidzenie” również, o którym wspominałeś. Taka jest historia „Wodnego noża”, a właściwie nie cała, bo kiedy mówimy o „Wodnym nożu”, to warto wymienić dwa opowiadania Bacigalupiego. Jedno z nich on książki to jest „Łowca tamaryszków”.
[29:41] - Tak. To było w fantastyce?
[29:43] - Nie. To drugie opowiadanie było. Być może o tamaryszkach nie wiem, czy były w fantastyce. Wiem natomiast, że na pewno w fantastyce ukazały się „Kadry Apokalipsy”. To drugie opowiadanie. Ono, te Kadry Apokalipsy dosyć mocno się wiąże z omawianą dzisiaj książką, bo o ile mnie pamięć nie myli, a czasami mnie jednak myli, więc proszę sprawdzić, nie brać tego na wiarę. O ile pamięć mnie nie myli, to bohaterowie Wodnego Noża, bohaterka właściwie, już w książce, w opowiadaniu Kadry Apokalipsy. Natomiast dla mnie, jeśli chodzi o tytuł, to ciekawie brzmi ten Łowcy tamaryszków. On nie nawiązuje wprost do tego, z czym spotykamy się w Wodnym Nożu, ale opisuje po prostu ten świat. Tam mamy sytuację takiego człowieka, który zajmuje się karczowaniem tychże tytułowych tamaryszków, bo dostaje za to wynagrodzenie od, nie wiem, to już nie pamiętam, czy od rządu USA, w każdym razie od władz, bo tam jednak ta bałkanizacja nastąpiła.
Tam to rozdzielenie tych Stanów. Jeszcze nie wiadomo, czy to właściwie Stany Zjednoczone jeszcze są, czy one są tak zjednoczone jak to w nazwie, bo jednak tam właściwie co miasto to państwo prawie, a w każdym razie pewien rejon. W każdym razie ten łowca tamaryszków karczuje te tamaryszki, bo one zabierają sporo wody, wysysają z gleby i tak dalej. W związku z tym są z punktu widzenia ludzi mało przydatne, bo ludzie w tym czasie już zajmują się budowaniem tak zwanych słomek, czyli osłon, które mają zapobiegać parowaniu rzek, żeby jak najwięcej wody zostało dla ludzi. I tak pokrótce te dwa opowiadania sygnalizowały, że Bacigalupi myśli o tematyce ekologicznej, stara się rozkminić co i jak i przygotowuje się do napisania powieści. I ta powieść rzeczywiście ukazała w 2015 roku, tak jak mówiłem. No i cóż, ja powiem tak: dla mnie pierwsze odczucie po przeczytaniu tej książki to jej brutalność. Po prostu brutalność. Ja oczywiście rozumiem, że taka ta książka musi być, bo opisuje brutalny świat, ale też są tam sceny, które szukam słowa, nie tyle zniesmaczyły, co w jakimś tam stopniu jednak przeraziły. Tam są takie momenty w tej książce, które mogą odrzucać.
[32:27] - Ja jestem widocznie bardziej gruboskórny, bo nic takiego nie znalazłem. To wszystko w porównaniu z tym, co w historii się działo, to drobne piwo.
[32:39] - Marku, wiesz co? Pewnie tak. Natomiast mnie tam jednak, wiesz, masowość na przykład mordów.
[32:50] - Marku, jak ci przypomnę, proszę ciebie, tego rzeźnika stalinowskiego, który masowo zarzynał Polaków. Strzelał w tył głowy masowo i zamordował kilkadziesiąt tysięcy własnoręcznie. Jeden jedyny chłopczyk od Stalina.
[33:10] - No dobrze, Wiktor, ja wszystko rozumiem. Staram się znać historię, przynajmniej niektóre fragmenty tej historii. Zgadzam się, że kiedyś bywało różnie, ale my generalnie żyjemy w takim miejscu, jeśli chodzi o geografię i w takich czasach, że my jesteśmy mało przyzwyczajeni do brutalności tego świata. O brutalności tego świata to czytamy właśnie w książkach, bo nasz grajdołek europejski.
[33:44] - My już siadamy wyłącznie na pachnących kiblach i nie wiemy, co to gówno, nie?
[33:49] - No coś takiego. Taka sytuacja mniej więcej nas dotyka, ale nawet po prostu my mamy pewne standardy, jak to się mówi. Pewne rzeczy wolno, pewnych nie wolno. Bardzo często przestajemy się zastanawiać, czy gdyby cokolwiek się omsknęło, tąpnęło, to te nasze standardy myślę, że by się za długo nie utrzymały. I nasza tolerancja, którą się tak przynajmniej część Europy skłonna jest chwalić. Ja nie jestem wcale przekonany, czy my jesteśmy aż tak tolerancyjni i tak wspaniali, jak się nam wydaje.
[34:26] - Zacytuję zdarzenie z Bydgoszczy, które mi ktoś opowiedział akurat chyba wczoraj. Otóż my cywilizowani jesteśmy właśnie w taki sposób, Mareczku.
[34:35] - Na skórkowo.
[34:37] - Otóż pewien człowiek stracił przytomność, a właściwie nawet nie stracił przytomności w środku prawie Miastowca, bo mu się coś z kręgosłupem. On chory zwykle był i tak dalej, więc w pełni sprawny, elegancko ubrany, padł na ten chodnik i tak dalej. Chyba półtorej godziny wołał do przechodniów. Wołał do ludzi, prosił o pomoc, żeby ktoś mu raczył pomóc podnieść się z ziemi. Nikt tego nie raczył zrobić. Dla wszystkich to był śmieć ludzki, jakiś pijany albo naćpany facet po prostu. Bo tak nas wychowuje nasza wspaniała popkultura. Po prostu my, nasi światli, czyści, eleganccy, jesteśmy tacy.
[35:24] - No ja nie zamierzam z tym w ogóle dyskutować. To jest rzecz, która dla mnie nie podlega dyskusji, bo zgadzam się w pełni z taką diagnozą. Ale właśnie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego fajnego, upudrowanego świata i w związku z tym, jak dostajemy taką dawkę, jak robi to Bacigalupi, to ona nas lekuchno szokuje, bo trudno nam się odwoływać do jakichś doświadczeń sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy jeszcze nie żyliśmy. Jeszcze nie ma tego, co opisuje Bacigalupi, więc tej brutalności nie ma. My żyjemy w takim zakątku, w takim grajdołku, w którym jest fajnie, ciepło i przyjemnie. I dlatego takie książki nas szokują. Mnie szokują w każdym razie, bo zobacz, stosunki międzyludzkie opisane w książce "Wodny Nóż" są straszne. Tam każdy każdego próbuje wykorzystać, każdy każdego próbuje w jakiś sposób użyć. Czy to w sposób seksualny, czy to w sposób merkantylny, handlowy. Na wszelkie sposoby ludzie są wykorzystywani i nikogo to nie dziwi.
To jest norma. Takie są stosunki międzyludzkie. Żadnego upudrowania. Pełna otwartość. Ty, drugi człowiek jesteś mi potrzebny tylko po to i tylko wtedy, kiedy ja coś z tego mam i mogę z ciebie coś wycisnąć. Jak cytrynę mogę cię wycisnąć, to wtedy jest okej. Ale kiedy jesteś mi niepotrzebny, to ty sobie możesz na tym chodniku umierać. Zupełnie mnie to nie interesuje.
[37:05] - W naszej okolicy jest Marku dokładnie tak samo, w naszym bezpośrednim zasięgu. My witamy, troszczymy się o uchodźców z tych dziwnych krajów różnych i tak dalej, którzy potrzebują tej pomocy i my powinniśmy bezwzględnie im udzielać. I taka matka przedostaje się do nas dzięki temu, że ma trójkę dzieci na ręku, po czym najmłodsze dziecko rzuca pod pociąg, bo już jej jest zbędne. Zbędne, bo tylko służyło jako przepustka do wolności naszej europejskiej.
[37:42] - Którą oczywiście później w toku procesu trzeba natychmiast zlikwidować, ponieważ ona się do niczego nie nadaje. To tak à propos tego, czy trzeba udzielać pomocy, czy nie.
[37:52] - Zdarzają się i takie życie matki.
[37:54] - Nie otwierajmy tego tematu, bo to jest temat, na który się po pierwsze od razu pokłócimy. Po drugie to jest temat rzeka i który nam skutecznie zaleje ta rzeka, nasz wodny nóż, czyli temat główny. Więc dzisiaj umówmy się tego nie dotykamy.
[38:12] - Ale tu chodziło o brutalność tej książki. Ta książka jest po prostu dla mnie normalna. Taki świat jest, taki świat był, taki świat będzie.
[38:19] - Może dla ciebie świat jest taki. Ja myślę, że z punktu widzenia Europejczyka świat tak nie wygląda. Jeszcze nie. Być może to jest kwestia-
[38:29] - Ślepo widzenia.
[38:30] - Najbliższych albo ślepo widzenia albo najbliższych lat. To pewno do nas dojdzie, ale jeszcze nasz świat taki nie jest. Może taki w Stanach Zjednoczonych. Nie wiem, nie badałem sprawy, ale myślę, że nie jest tak źle. Jeszcze. Podkreślam jeszcze, bo mam świadomość tego, że to postępuje, to patrzenie na drugiego człowieka jak na przedmiot, urzeczowienie go.
[38:55] - Trzeba pamiętać o tym, że w historii wszystko to jest taki pstryk. Pstryk, jak ja pamiętam, jak kiedyś na jakiejś wystawie zobaczyłem świetną fotkę jakiegoś palestyńskiego dziecka siedzącego na gruzach kawałka Jerozolimy, które tam nie było jego mamy czy taty, a on był sam. Siedzi, takie wielkie ptasie oczy, płaczące, przestraszone i to strasznie chwytało za gardło. Tylko że ja dokładnie pamiętam takie samo zdjęcie na gruzach Warszawy, jak siedzi takie dziecko z takimi pończochami do kolan, w krótkich spodenkach. Taki chłopczyk. To było niedawno w Warszawie, tu obok, w środku Europy. Byliśmy tacy sami, Marku, jak to palestyńskie dziecko.
[39:44] - No tak.
[39:45] - To jest pstryk, Marku tylko.
[39:47] - To pstryk. Ale wiesz, to pstryk to jest z punktu widzenia literatury albo z punktu widzenia badaczy.
[39:53] - Polityków.
[39:54] - Polityków, badaczy historii. Ale z punktu widzenia pojedynczego człowieka trudno to nazwać pstryknięciem. Wiesz co, ja mam taką propozycję. Dzięki portalowi Fantastyka mamy dostęp, i dzięki autorce, mamy dostęp do recenzji książki Batya Galuhi'ego "Wodny Nóż."
[40:17] - To znaczy, że ta książka bez echa nie przeszła, bo skoro po paru latach doczekała się recenzji również w tych-
[40:26] - No nie po paru latach, tylko całkiem niedawno. Czy właśnie dawno, bo to niedługo po tym, jak się książka ukazała. Napisała tę recenzję Marta Sobiecka. Tak jak powiedziałem, ukazała się pierwotnie na portalu e-Fantastyka, a dzisiaj dzięki Ivelliosowi ukaże się u nas. Marku, oddajemy ci głos. A zatem recenzja Marty Sobieckiej dotycząca książki "Wodny Nóż."
[40:56] - Mam wrażenie, że Batya Galuhi za każdym razem wyprowadza czytelnika w pole. Niby oferuje futurystyczne powieści akcji. Obiecuje rozrywkę, która w pewnym momencie rozrywką być przestaje. Zamienia się w ostrzeżenie, że pewnego dnia opowiadana historia wyjdzie spoza kart powieści i dotknie czytelnika bezpośrednio. Wizje, które Batya Galuhi przedstawia w powieściach niepokoją, ponieważ mogą okazać się realnym scenariuszem. "Wodny Nóż" inspirowany jest wydarzeniami rozgrywającymi się w USA na przestrzeni lat 30. XX wieku. Zbyt intensywnie uprawiane rolnictwo doprowadziło do wyjałowienia tamtejszych ziem, czego konsekwencją były burze piaskowe i wieloletnia susza. Moment ten został oznaczony na kartach historii terminem Dust Bowl. Z racji tego, że historia kołem się toczy, problem ten znów jest aktualny.
Piszą o tym dziennikarze w swych reportażach. Piszą o tym naukowcy w swoich badaniach. Pisze o tym również Batya Galuhi, inspirując się historią i działalnością powyższych. Autor idzie jednak dalej i przenosi problem suszy w przyszłość. Rozrysowuje konflikt rozgrywający się nad wysychającą rzeką Kolorado. Demonstruje upadek cywilizacji i zaciekłą walkę o ostatnią kroplę wody pomiędzy dwoma gigantami, Las Vegas i Phoenix. Wojna toczy się o dokumenty, akty własności ziem, przez które przepływa rzeka. Im starsze, tym bardziej prawomocne. Ludzie są w stanie zrobić wszystko, by je zdobyć, głównie zabijać innych. W Las Vegas zostaje do tego powołana organizacja tytułowych Wodnych Noży.
O tym, że powieść dojrzewała długo, a przedstawiona w niej wizja nurtowała pisarza już od dawna, sugeruje opowiadanie „Kadry Apokalipsy”, które ukazało się w Polsce w Nowej Fantastyce w numerze siódmym z 2014 roku. Jest to jednak zaledwie szkic, który z czasem urósł do rozmiarów „Wodnego noża”. Powieść dzieli się na trzy historie: dziennikarki Lucy, Wodnego Noża Angela i ulicznej kombinatorki Marii. Dzięki rozległej perspektywie czytelnik ma wgląd zarówno do dzielnic, gdzie woda wylewa się w postaci bajecznej fontanny, jak i slumsów, gdzie kubek z wodą jest na wagę złota. Pomiędzy światami z gracją i swobodą krąży śmierć, która zbiera obfite żniwo, bo śmierci przecież wszystko jedno. Świat ewidentnie chyli się ku upadkowi. Widać to po spękanej od suszy ziemi. Widać to po człowieku, u którego instynkty biorą górę nad rozumem. Kobiety potrzebują mężczyzn, by przetrwać. Mężczyźni potrzebują kobiet, by zaspokajać swoje potrzeby.
Nie ma tu miejsca na uczucia. Tak postępuje Maria, która za wszelką cenę chce uciec z miasta. By to osiągnąć, sięga po tradycyjne środki. Przykleja się do pięciocyfrowca i oddaje mu się w nadziei, że osiągnie cel. Jej zaprzeczeniem jest Lucy, dziennikarka, która z premedytacją przyjeżdża do Phoenix i z mozołem wędruje w cieniu śmierci. Pojawia się wszędzie tam, gdzie są trupy. Czy to brawura, głupota, czy wyraz niezgody na otaczający świat? Niech czytelnik rozstrzygnie sam. Kreacja Angela, Wodnego Noża, nie jest szczytem literackich możliwości Bacciagaluppiego. Ilość obrażeń, jakie odnosi i krwi, jaką traci przy jednoczesnym zachowaniu życia i kondycji, sprawia, że bliżej mu do cyborga niż człowieka.
Sześć lat przed „Wodnym nożem” Bacciagaluppi napisał „Nakręcaną dziewczynę”. Czytelnicy niejednokrotnie narzekali na jej toporność. Marudzili, że autor zbyt szczodrze nafaszerował fabułę obcobrzmiącym słownictwem, co skutecznie zniechęciło do lektury. „Wodny nóż” jest powieścią zdecydowanie strawniejszą. Ten efekt swojskości, który przebija przez świat pozbawiony egzotyki, przeraża tym bardziej. Scenariusz, gdzie człowiek walczy o ostatnie krople wody, staje się niepokojąco rzeczywisty. Paolo Bacciagaluppi po raz kolejny wziął się za ekologię, by pokazać negatywne skutki ludzkiej działalności. Poprzednim razem, przy okazji „Nakręcanej dziewczyny”, czytelnik przemierzał Tajwan, oglądając genetycznie modyfikowany świat. Tym razem autor ukazuje konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z intensywnych upraw ziemi. Jeśli ktoś z was analizuje obecną sytuację, zgodzi się, że ten scenariusz jest więcej niż prawdopodobny.
Bacciagaluppi to autor świadomy, który oprócz tego, że chce i umie opowiedzieć niebanalną historię, potrafi jeszcze coś przekazać. Wytyka pewne grzechy, nadużycia i analizuje ich skutki. Niepokoi przy jednoczesnym dostarczaniu rozrywki. To zdecydowanie jeden z moich faworytów, jeśli chodzi o twórców współczesnej prozy.
[46:12] - Tak, kobieta wzięła głos. I co my mamy tutaj, Marku, teraz do powiedzenia?
[46:17] - Najpierw jeszcze tylko przypomnijmy, że kobieta ma na imię Marta, na nazwisko Sowiecka i pisała tę recenzję dla portalu e-Fantastyka.
[46:28] - Tak. Otóż również tutaj recenzentka odniosła się do takiej wielkiej trójcy bohaterów głównych tej powieści, czyli Lucy, Marty i Angela. Ja chcę powiedzieć, znów zachęcając do przeczytania tej książki, że tam jest fragment, który najbardziej z całej książki mi się podobał. Otóż faktycznie Lucy jest bystrą, inteligentną dziennikarką, taką internetową, że tak powiem. Angelo jest tym nożem, ale Lucy jest bystra, inteligentna. Zaprzyjaźnia się, przyjaźni się w ogóle z tą Martą. Marta żyje tylko właściwie tym, co jej służy do życia.
[47:22] - Polowaniem.
[47:24] - Tak. Natomiast ma tych pięciogwiazdkowców. Trochę chyba z koniakiem mi się kojarzy. Mnie się z czymś innym kojarzyło, ale mniej więcej ta sama wartość. Człowiek pięciogwiazdkowy, koniak pięciogwiazdkowy, hotel pięciogwiazdkowy.
[47:39] - Pięć gwiazdek czy zero? Zerowiec, pięciozerowiec.
[47:42] - Tak, zerowiec, ale to o gwiazdki chodzi. W każdym bądź razie tam jest taki fajny nie tyle fragment, co cała część książki poświęcona temu, że ta Maria, która jest inteligentną, bystrą, fajną dziewczyną i tak dalej, nagle właściwie wpada z rozterki, z niemożności, z niewiedzy, co z sobą począć i tak dalej, wpada na właściwy pomysł. A właściwie po cholerę ona ma być bystra, inteligentna dziennikarka, skoro może pożyć sobie tak na luzie, tak jak ta Maria po prostu? To jest fragment fajny, fajnie rozegrany. Co z tego wynika, kiedy ona zaczyna zażywać tego życia?
[48:32] - Zażywać, po prostu puszcza się za pieniądze.
[48:38] - Puszcza się za pieniądze. Co z tego wynika, już nie będziemy opowiadać. Natomiast to jest fragment taki fajny, gdzie Paco Galupi po prostu pokazuje losy człowieka, który może być porządnym nawet kimś, a z braku potrzeby staje się kimś zupełnie innym. Albo zbrodniarzem, albo dziwkarzem.
[49:02] - Albo dziwką.
[49:03] - Albo dziwką.
[49:04] - Ale wiesz co, powiem ci tak, że z tym Paco Galupim i z tymi jego obrazami ludzi, dla mnie fajne są pewne wynikania, które tam następują. Bo przecież to, że ostatecznie jedna z bohaterek decyduje się na to, żeby zmienić swój tryb życia, że tak delikatnie to ujmę, i zająć się kolejnym pięciozerowcem wspólnie ze swoją koleżanką, więc obsługa w trójkącie.
[49:35] - Nie, Angela tam nie było.
[49:37] - Nie, ale dobrze.
[49:41] - Chwała Bogu! Przynajmniej.
[49:44] - Dobrze, obsługa była podwójna. Dobrze, niech ci będzie. W każdym razie to ma jakąś przyczynę. Pamiętasz? Jej nie wyszedł pewien deal, pewien interes, który chciała zrobić. Wydawał się to interes banalny, niezwykle prosty. I kiedy czytałem, jak ona zamierza to zrobić, mówię: „No! Jak sobie cwanie poradziła.” A Paco Galupi opisuje rzeczywistość, że nawet jednostki cwane, takie kumate, wiedzące, co zrobić, żeby zarobić, nie mają szans. Zobacz, ona wszystko zrobiła tak, jak trzeba. A potem przyszedł jeden gość i cały misterny plan poszedł, sami państwo wiecie gdzie.
[50:29] - To tak samo, jak było w tym samym, że tak powiem, nomen omen Las Vegas z tymi facetami, trzy goście od jednorękiego bandyty, którzy wygrywali fortuny, po czym wychodzili z kasyna i tyle z tej wygranej mieli. Zwykle tak było, bo albo znała się bardziej cwaniak, albo właściciel tych pieniędzy był idiotą, który natychmiast je wydał.
[51:01] - Ale tu jest inaczej. Tu decyduje brutalna, chamska siła. Przecież ona w pewnym momencie ma obawy o swoje życie. Tam facet twardo żąda pieniędzy, a kiedy przychodzi co do czego, to po prostu zabiera sobie to, co uważa, że mu się należy. I mówi jeszcze, że należy mu się więcej, że rozliczenie nastąpi jeszcze później.
[51:24] - Tak robią na przykład żony do mężów, jak mąż wraca z wypłatą. To mówi: „Dawaj pieniądze i koniec!”
[51:33] - To sobie trzeba zafundować taką żonę, która tak nie robi. I w jakichś cywilizowanych warunkach żyć.
[51:42] - Ale szydło wychodzi z worka, więc trzeba popróbować. Kto wie, skąd trzeba-
[51:46] - Nie uciekaj mi tu w politykę. Ja rzucę pewien temat, który myślę, powinniśmy jak najszybciej poruszyć. Jak to ująć? Walory literackie omawianej książki.
[51:59] - Tak, walory literackie.
[52:00] - Są czy też ich nie ma?
[52:03] - Są. Jedna ma na imię Lucy, druga Maria.
[52:05] - Nie, proszę cię, mówimy o walorach literackich. To, że są tam jakieś walory, to swoją drogą. Walory literackie nas interesują.
[52:18] - Są. Ta książka jest bystro pisana, inteligentnie pisana, o czym ja mówię od samego początku. Zresztą wszystkim, którym się wydaje, że książkę można sobie tak z rękawa strzelić i napisać, zachęcam do przeczytania posłowia do tej książki, a właściwie podziękowań autora, który pisze wprost, jak mądrym i ważnym ludziom zawdzięcza to, że w ogóle potrafi posługiwać się językiem hiszpańskim, pewną wiedzą i tak dalej. Ten człowiek nie pisał z rękawa tego, co mu ślina na język przyniosła, tylko po prostu badał rzeczywistość, rozmawiał z ludźmi, z uczonymi, którzy na ten temat mają więcej pojęcia od niego i dopiero potem napisał książkę. To są same zalety.
[53:07] - Tak, ale ty uciekasz dosyć sprytnie, ale nie w tę stronę, na której by mi zależało. Bo ty mówisz o tym, ile autor włożył w to pracy i jaką pracę włożył. Ja pytam o walory literackie. Czy to jest książka napisana przez rzemieślnika? Czy to jest książka napisana przez artystę, czy artystę rzemieślnika?
[53:30] - Chyba to jest, krótko powiedziawszy, rzemieślnik z talentem, czyli największy komplement, jaki może być. Bo w artystów to ja nie wierzę. W geniuszy też nie wierzę. Natomiast rzemieślnik z talentem to jest ktoś, dzięki komu ta nasza cywilizacja w ogóle postępuje do przodu.
[53:52] - Dobrze, to tak szybko uciekłeś. A jeśli miałbyś wskazać te walory literackie, to co by to było?
[54:01] - A czy ja wiem?
[54:02] - Zastawiam pułapkę podślidnie.
[54:04] - Czy ja wiem? Po prostu ogólnie język mi się podoba, ale to może być zasługa tłumacza również.
[54:09] - Również, tak.
[54:11] - Czyta się to lekko, sprawnie i niegłupio. Po prostu fajne.
[54:18] - Ale książki, które chyba mamy telefon jednak
[54:28] - Halo?
[54:29] - Halo, Natalia. Tym razem już powinniśmy się chyba normalnie słyszeć. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[54:37] - Zatem ponownie witam panów. Dobry wieczór.
[54:39] - Dobry wieczór, witamy.
[54:42] - Moje nazwisko Myszołgra. Jeszcze raz się kłaniam.
[54:45] - Nasz autor z PG.
[54:52] - Dziękuję. Nie taki jeszcze autor, ale coś tam próbuję pisać zawsze. Postanowiłem zadzwonić ponownie, ponieważ chciałbym się podzielić swoją opinią na temat książki, którą w jakiś sposób udało mi się wyrwać i przeczytałem ją.
[55:09] - Słuchamy pana.
[55:12] - Mam nadzieję, że autor książki, nie jestem w stanie wymówić Pawelaciuk czy ciężko wymówić. Przepraszam. Mam nadzieję, że autor książki się nie obrazi. Mam nadzieję, że mnie nie będzie słyszał, bo nie mam pożytku akurat z tej jego pozycji. Z tego, co właśnie też wyczytałem, był nagrodzony Nagrodą Nobla chyba, jeśli się nie mylę.
[55:40] - Nie, aż tak nie. Natomiast kilka nagród.
[55:47] - Może nominowany był. Może nie będę wnikał w to.
[55:53] - Kilka znaczących nagród, jeśli chodzi o fantastykę naukową pan Bacigalupi zgarnął. To rzecz oczywista.
[56:04] - Tylko zerknąłem na jego biografię pokrótce. Nie wiem, jak mam się wyrazić, dlaczego mi się ta książka nie podobała. Może dlatego, że autor chyba mnie... Mam takie wrażenie. Może po prostu podpisał jakąś umowę i pisze na akord. Dlatego mam takie wrażenie. Ciężko mi się było w tej książce znaleźć jakiegoś bohatera, z którym mógłbym się jakoś zaprzyjaźnić. Tak, bohaterów tam nie ma.
[56:33] - Tu pełna zgoda z panem. Świetnie pan to ujął. Tam nie ma bohaterów, których chciałbym mieć za swoich kumpli albo kumpele.
[56:44] - Albo sam nim być.
[56:45] - Albo sam nim być. To prawda. Pełna zgoda.
[56:48] - Albo żeby przez całą książkę śledzić losy bohatera. Akurat nie było czegoś takiego.
[56:54] - Bo wodny nóż jest zdecydowanie, nie będę używał słów powszechnie przyjętych za obraźliwe.
[57:04] - Jeszcze takie wrażenie. W latach 90. cykl książek takich niewielkich czytałem postapokaliptyczne po wojnie atomowej. Nie mogę znaleźć tytułu, nie pamiętam, jaki to był cykl, ale takie moje wrażenie, że autor się wzorował. Odbił cały świat w postapokaliptycznym świecie po jakiejś wojnie atomowej. Po prostu przełożył swoją wizję ekokatastrofy ze świata właśnie po wojnie atomowej. Takie moje oczywiście wrażenie.
[57:54] - Zgadza się. Ja przypominam sobie taki cykl w latach, to bodajże w pierwszej połowie lat 90. wychodził taki cykl zawsze na okładce. Tam chyba ze 20 książek wyszło w tym cyklu.
[58:04] - Chyba tak właśnie.
[58:06] - Sam facet w ciemnych okularach, tylko zmieniały się trochę dekoracje. Raz to był samochód, raz to było coś innego. I ten cykl-
[58:14] - Ten samochód, jakiś wóz pancerny.
[58:17] - Tak. To był taki cykl.
[58:18] - Samolot i tak dalej. Bardzo przypomina mi się. Przypomina mi się podczas czytania „Wodnego noża”. Coś jeszcze mi zostało z takich uwag. Trochę w ogóle ta powieść była oparta na intrydze. Jak to się teraz mówi ładnie? Nie jestem w stanie sobie streszczeń wytłumaczyć. Chodzi mi o to, że intryga do tej powieści została stworzona tak cienko. Dlaczego? Bo chodziło o te prawa do wody.
[59:02] - Tak.
[59:04] - Było starsze od aktualnego i tak dalej, ale chyba świat współczesny i wcześniejszy i ten w przyszłości nie działa na tej zasadzie. Takie jest moje wrażenie, bo historia miała kilka takich przykładów. Właśnie już kiedyś, w czasie II światowej również były traktaty wersalskie i tak dalej, a mimo wszystko Austria czy Słowacja zostały wchłonięte do Rzeszy. Nikt nie patrzył na żadne prawa. Moim zdaniem świat opiera się na prawie pięści, na prawie silniejszego, kto ma władzę do wody, pieniądze, ten stanowi prawo, a jakiś tam papierek, który mógł zmienić wszystko, to chyba nie było. Ta intryga jednak źle została oparta. Kaddafi w Libii został usunięty w pierwszym czerwcu. Nawet jeżeli miałoby być do rozprawy sądowej na podstawie tego nowego dokumentu, przecież człowiek, politycy, ludzie władzy działają w ten sposób, że na pewno by przekupili w jakiś sposób tych całych sędziów, co prowadzili tą sprawę. Takie jest moje wrażenie.
[01:00:20] - Wie pan co? Co jest ciekawe, powtórzył pan tezę, którą sobie tutaj przyszykował na mnie Wiktor Żwikiewicz. Mniej więcej myślę, że Wiktor się z panem zgadza i to w tak zwanej całej rozciągłości.
[01:00:42] - Słowo w słowo przed audycją mówiłem to samo, co pan mówił Markowi. Właściwie o wszystkim. O prawie, o bohaterach. Czyli co? Skoro dwóch w tym sklepie, że tak powiem, taki sam ma co znaczy, że już ma-
[01:01:04] - Nie, na szczęście się większość-
[01:01:07] - Do autora, ale może właśnie terminy go goniły i nie był w stanie przeanalizować całej struktury, całej konstrukcji powieści.
[01:01:19] - A ja na to patrzę troszeczkę inaczej. Wiecie panowie, bo to już w liczbie mnogiej w takim razie powiem, bo mam inne zdanie niż Wiktor i inne zdanie niż nasz słuchacz. Ponieważ ja odniosłem wrażenie, że Bacigalupi pisze o tym, jak to teoretycznie powinno wyglądać. Bo rzeczywiście w Stanach Zjednoczonych są takie obszary, myślę, że to większość Stanów Zjednoczonych, gdzie te dokumenty przechowywane przez pokolenia są ważne. Ale ta rzecz, o której pan powiedział, jest istotna, czyli prawo pięści. Wiktor też o tym wspominał. Ja natomiast znajduję w książce to prawo pięści. Zobaczcie panowie. Zaraz na początku. Cóż z tego?
[01:02:05] - Na początku, tak.
[01:02:07] - Że ten jeden podmiot prawny miał prawa i mógł zwyciężyć w procesie. Jak silniejszy uruchomił wodnych noży, uruchomił śmigłowce, rozpierdzielił co miał rozpierdzielić, a później proces mógł się toczyć przez następne lata i tak by nic nie dał, bo tak jak oni sobie kombinowali, najprawdopodobniej kiedy proces dobiegłby końca i nawet zostałby wygrany przez tamtą grupę, to i tak nie byłoby już czego zbierać, bo ten ośrodek, którego ten proces dotyczył, już po prostu by upadł. Czyli prawo pięści i prawo silniejszego. Zdecydowanie.
[01:02:46] - Fakty dokonane. Ta metoda w polityce, w wojnie.
[01:02:49] - Ale myślę, że Bacigalupi uwzględnił to, pokazał to właśnie.
[01:02:55] - Gra nie była warta świeczki, tak powiem. Skoro na początku uwzględnił to, że rządzi prawo pięści, to nie przekładało się adekwatnie do dalszego toku całego.
[01:03:09] - Tak, ale z drugiej strony proszę zauważyć. Nie, pewno pozostaniemy przy swoich zdaniach, jak to w dyskusjach bywa. Na ogół dyskutanci rozstają się z głęboko ugruntowanym dawnym poglądem.
[01:03:21] - Mówię o siebie z akustyczną umysł. Ja mam elastyczny. Już mi raz je wyłożyłeś.
[01:03:27] - Ale to nigdy nie jestem ja oczywiście. W każdym bądź razie ja biorę pod uwagę jeszcze jeden czynnik, który tu myślę w tej książce odgrywa pewną rolę, że Bacigalupi zauważył także coś takiego, że liczy się PR, czyli liczy się nie to, czy my mamy jakiś dokument, czy użyliśmy siły, ale jak to przedstawimy. Jeśli użyjemy siły, a przedstawimy, że my to w obronie prawa, z miłości do demokracji robimy, to część świata, część ludzi to łyknie, choćby to była ewidentna bzdura. Takie zachowania mamy w „Wodnym nożu".
[01:04:09] - Przez wszystko. Zawsze tak było robione. Zawsze. Nawet Hitler wkraczał tutaj, żeby mniejszość niemiecką osłonić.
[01:04:18] - Oczywiście.
[01:04:20] - I tak samo robił Juliusz Cezar po prostu w Italii.
[01:04:23] - Dobrze, to też Bacigalupi może nie jest geniuszem, ale pokazuje to bardzo sprawnie i z tego względu ja bronię jego „Wodnego noża".
[01:04:35] - Ja bym Marku nie bronił, ale po prostu również użył takiego sformułowania, że na pewno Bacigalupi napisał książkę i chciał napisać książkę modną w danym momencie, dobrze sprzedającą się i napisał ją od tej strony w miarę sprawnie, z zastrzeżeniami oczywiście takimi, które i nasz słuchacz ma i ja mam ogromne.
[01:05:00] - A ja proponuję jeszcze-
[01:05:01] - Zaraz jeszcze wyłuszczę jeszcze jedno.
[01:05:02] - Ja jeszcze proponuję oddać-
[01:05:04] - Właśnie, jeżeli mogę, bardzo bym prosił, właściwie jeszcze w ogóle telefoniczną rozmowę, troszeczkę mogę porozmawiać z panami. Korzystam z tej okazji.
[01:05:16] - Bardzo prosimy.
[01:05:17] - Złapałem w książce jeszcze jeden taki szczegół, który został wydany. Trzeba dbać o intermobilia. I znalazłem taką jedną rzecz, mianowicie był taki moment w książce, że Angel rozmawiał z tą dziennikarką gdzieś pod koniec książki i się takie rozważania między sobą toczyły, jak kiedyś archeolodzy będą postrzegać ich czasy, jak będą oceniać ich czasy za te tysiąc lat i tak dalej. I teraz właśnie ten szczegół, który ja złapałem, który można było pociągnąć w stronę bardziej właśnie science fiction. Chodzi mi mianowicie o te rozważania. Ten aktor właśnie twierdzi, że ten świat, w którym oni żyją, mogą w 90% przeprowadzić recykling wody, nawet szamba uzyskać czystą wodę pitną. No tak, ale patrząc na mapę Stanów Zjednoczonych, to Kalifornia, tam pan Kalifornia też wchodzi w ten konflikt, leży przy Oceanie, nieodległą przy Oceanie. Co to za problem było położyć jakąś maszynę do odsalania wody morskiej? W książce też mi brakło właśnie tego problemu wody morskiej, tego odsiakiwania. Dlaczego nie można było?
Przecież tej wody mnóstwo jest. Jest ona solona. Skoro można w dziewięćdziesięciu procentach uzyskać wodę z trąba, to nie z morza, z oceanu. Takie techniczne. Można było pociągnąć tą cząstkę właśnie i zrobić z tego bardziej taki science fiction. Ten Angel też mógł być takim, tak jak w kamieniu modyfikowanym, lekkim cyborgiem. Już byłby lepszy science fiction. A to taka fantastyka lekka jest.
[01:07:17] - Mhm.
[01:07:18] - Takie moje rozważania.
[01:07:22] - A wie pan co? To jest chyba celny strzał, to, co pan powiedział. Bo o ile ten konflikt, który my śledzimy na kartach książki, dotyczy jednak interioru, jednak wewnętrzny, o tyle tam się często odwołuje do Kalifornii jako do takiej ziemi obiecanej troszeczkę. I rzeczywiście to rozwiązanie, o którym pan mówi, nie pada. A rzeczywiście my już dzisiaj potrafimy uruchamiać instalacje odsalania wody morskiej. To jest pewno kwestia skali i zastosowania odpowiednich urządzeń. I rzeczywiście może pan mieć rację, że ta Kalifornia stałaby się takim podwójnym Eldorado, czyli po prostu miejscem, w której wody jest w bród.
[01:08:06] - I legendą w tamtym świecie.
[01:08:08] - Legendą, tak.
[01:08:09] - Te pacany perego by wędrowały.
[01:08:13] - Tak. Ten kraj, w którym gdzieś coraz cieńsza strużka Kolorado płynie, nagle słyszy o tym, że wody gdzieś jest w bród. To rzeczywiście ciekawa uwaga. Nie przyszło mi do głowy, kiedy czytałem.
[01:08:27] - Właśnie oceanów i morza został pominięty. Jakby autorowi brakło czasu na to, żeby cokolwiek z tym zrobić. Tam jeszcze była taka fajna scena, jak Angel uratował tę kobietę, która leżała pod łóżkiem. Nie będę zdradzał całego wątku, ale w pewnym momencie oni muszą uciekać z tego hotelu i ona ma takie: chlup do wody. I ta kobieta, mimo że scena była pościgu, lekkie napięcie i tak dalej, a ona się rozkoszowała tą wodą, tą rześkością wody. Było to fajnie opisane. Tylko znowu powracam. Skoro blisko mieli do oceanu, to dlaczego ona nie pojechała się przepłukać w tym oceanie, ochłodzić swoje ciało? Tylko czekała na taki moment ekstremalny, żeby skorzystać z tego.
[01:09:17] - Wie pan co, ja panu powiem, że bardzo często autorzy takiej literatury pseudo science fiction robią tak-
[01:09:26] - Science fiction.
[01:09:26] - Pseudo science fiction robią właśnie taki zabieg. Otóż żeby wynieść na ołtarze swój pomysł, pomijają milczeniem najprostsze rozwiązanie, bo gdyby się zająknęli, to by ten ich pomysł spadł z piedestału. No właśnie. Taki unik się bardzo często stosuje w wielu książkach.
[01:09:53] - Nie uwzględniacie panowie jednak, ale tu już jestem adwokatem diabła, przyznaję, że być może gdzieś tam w zamiarach naszego autora jest to, żeby problem poruszyć, bo powtarzam, gros książki dotyczy jednak wnętrza tego środka kontynentu. Las Vegas, Phoenix. To jednak jest-
[01:10:19] - Bardziej to jest to przy wybrzeżu i ten Las Vegas, on jest-
[01:10:23] - Wie pan co? Nie chciałbym tyle wisieć, co trzeba iść od tego Las Vegas do wybrzeża.
[01:10:30] - Oczywiście na mapie Stanów to wszystko wygląda, że one jednak są mimo wszystko bliżej linii brzegowej niż środka. Ale co, gdybym miał uciekać, to bym uciekał raczej w stronę wody.
[01:10:45] - Wie pan co? Stany Zjednoczone to jest jednak, myślę, inna skala. To bliżej na mapie, to jednak to są odległości. I to w dodatku jeszcze po drodze-
[01:10:58] - Cała Australia na przykład.
[01:10:59] - Nie, i to jeszcze po drodze góry są, także to jest jeszcze dosyć upierdliwe i uciążliwe. Ale generalnie, wie pan co? Myślę, że punkt dla pana. To znaczy to, że to jest fajna zabawa w ogóle polegająca na tym, żeby rozbroić bombę, czyli rozbroić pomysł autora. I myślę, że pan to zrobił bardzo skutecznie. Jak to jest w tej reklamie? Brawo, pan.
[01:11:26] - Po prostu zapałem się w tobie. Stwierdziłem: muszę zdobyć książkę, żeby uczestniczyć w audycji. Bardzo przyjemnie się panu słucha. No i jakieś parę wniosków chciałem też przedstawić, które nasunęły mi się.
[01:11:43] - Wniosek?
[01:11:43] - Jeden mam taki, jeżeli można.
[01:11:46] - Proszę.
[01:11:46] - Chyba ostatni. My jako Europejczycy jesteśmy przyzwyczajeni na przykład w tej skali, jeżeli chodzi o temperatury, do Celsjusza. Wszystko w książce było w skali Fahrenheita. Dla mnie to było bardzo nieczytelne. No i musiałem zajrzeć, jaki to jest przelicznik tam, któregoś razu. Zazwyczaj była temperatura w otoczenia trzech stopni. W pewnym momencie chyba to była ta właśnie bohaterka, co weszła do tego basenu w hotelu. Ona znalazła się później w klatce u szalejącego weterynarza. W klatce już była temperatura, pamiętam, sto trzydzieści stopni Fahrenheita. No i tak mnie zainteresowało, jak to się ma do Celsjusza.
I taką ciekawostkę mogę podać, jeżeli można.
[01:12:36] - Proszę.
[01:12:36] - Stopień Fahrenheita to jest około trzydziestu siedmiu stopni Celsjusza. To trzydzieści stopni Fahrenheita to jest pięćdziesiąt cztery stopnie Celsjusza. I teraz różnica między sto trzydzieści a sto stopni Fahrenheita to jest prosty rachunek, trzydzieści stopni. Natomiast pięćdziesiąt cztery stopnie Celsjusza odjąć trzydzieści siedem wychodzi szesnaście. Szesnaście stopni Celsjusza. Czyli też ta skala nie jest dla nas, Europejczyków, taka czytelna. Różnica trzydziestu stopni Fahrenheita to nie jest to samo co trzy Celsjusza. Nie wiem, czy dobrze to wyjaśniłem.
[01:13:20] - Dobrze, to jest chwytanie za imponderabilia. Pisarz powinien takich błędów nie popełniać i nie zostawiać takiej dowolności. Ale ja nie widzę, żeby tam coś było nie tak.
[01:13:34] - Nie, chodzi o to, że tam jest jakaś inna skala i zupełnie inny przelicznik. Nie ma równoległości między stopniami Celsjusza a Fahrenheita. W każdym razie musiałem zobaczyć chwilę, co jest sto trzydzieści stopni Fahrenheita. Rzeczywiście, jakbym przyszedł dłużej pobyć w pomieszczeniu, gdzie jest prawie sześćdziesiąt stopni, to dopiero jestem sobie w stanie uświadomić, jakie temperatury otoczenia panowały w tej powieści.
[01:14:01] - Tak. W ogóle, ale z drugiej strony w Stanach Zjednoczonych stopnie Fahrenheita używane są nagminnie. To znaczy, ja mam takie ulubione miejsce na Florydzie. Nie żebym tam bywał, ale za pomocą kamerki internetowej tam sobie co jakiś czas na Sanibel Island przebywam i tam opis pogody też jest w stopniach Fahrenheita i muszę sobie pracowicie w internecie przeliczać, ile to jest stopni. Ostatnio było gdzieś o godzinie dziewiątej rano, już podchodziło pod trzydziestkę, więc tak sobie westchnąłem. Mówię, w tej chwili to jeszcze nie wzbudza specjalnych emocji, bo mieliśmy gorące lato, ale jak przyjdzie listopad, a tam dalej na Florydzie będzie trzydzieści o dziewiątej rano, to zaczniemy wzdychać z takim rozrzewnieniem. Więc problem tych Fahrenheitów jest mi znany. Ale z drugiej strony, skoro opisujemy kraj, w którym stopnie Fahrenheita są na porządku dziennym, to jest bardziej zadanie dla redaktora, dla ludzi, którzy tę książkę przygotowywali, żeby polskiemu czytelnikowi uświadomić to, co pan powiedział przed chwilą.
[01:15:21] - Bo nie masz tego wrażenia.
[01:15:22] - Gdzieś ten przelicznik na dole strony w przypisach pokazywać, bo rzeczywiście zwrócił pan fajnie uwagę na to, że my po prostu czytając o stopniach Fahrenheita nie mamy poczucia skali tej różnicy.
[01:15:39] - Tak, dopóki się książki nie palą, to zawsze spoko.
[01:15:43] - Właśnie, znacznie bardziej do nas przemawiają jednak stopnie Celsjusza i łatwiej jest nam wyobrazić sobie to po prostu.
[01:15:53] - Podobnie było w poprzedniej książce właśnie o przygodach Guliwera, gdzie miary były właśnie podane w łokciach.
[01:16:01] - No jak to u Brytyjczyków. Nie da się inaczej. Wie pan co? W sumie trochę nam przykro, że panu polecamy takie książki, które się panu nie podobają. Postaramy się na przyszłość troszkę poprawić. Natomiast ja wychodzę z założenia takiego, nawet jeśli się książka w przypadku „Podróży Guliwera” podoba średnio, a ona rzeczywiście się może dzisiaj podobać średnio.
[01:16:30] - Dzisiaj się nikomu nie może podobać.
[01:16:32] - No tak, ale ja staram się być delikatny. Więc może się podobać średnio.
[01:16:37] - Na zakończenie może powiem, że po zakończeniu „Ciązki wodny nóż” musiałem troszeczkę odetchnąć i sięgnąłem po Sługocki. Był pewnie inny świat. Jak tam człowiek odkręca właz, to czuje, jak ten właz trzeszczy, jak go się otwiera. Czuć ten właz, ciężar czegoś, jakiegoś urządzenia. Można odetchnąć.
[01:16:59] - Po których Sługockich pan sięgnął? Po których? Jaki tytuł?
[01:17:04] - „Pszeniczna ziemia”? Coś takiego. Dobrze, tylko do tytułów nie mam pamięci, ale chyba „Pszeniczna ziemia”, jeśli się nie mylę.
[01:17:13] - A ja tego tytułu nie znam. Widzi pan, zainspirował mnie pan. Poszukam. Zawsze chętnie coś nowego poznam, ale skończę jeszcze myśl. Wychodzę z założenia, że taką książkę, jak chociażby „Podróże Guliwera” warto znać, chociażby po to, żeby jej nie lubić. Żeby się przynajmniej wie, czego się nie lubi. Natomiast „Wodnego noża” jeszcze w toku akcji trochę będę bronił, trochę może będę atakował. Jeszcze sam się nie zdecydowałem.
[01:17:40] - Z chęcią posłucham jeszcze dalszej rozmowy i przełączam się na odbiór. Dziękuję bardzo, mocno pozdrawiam.
[01:17:47] - Dziękujemy.
[01:17:48] - Do następnego razu może.
[01:17:50] - Do następnego razu.
[01:17:51] - Dziękuję również.
[01:17:53] - Czołem. No Wiktorze, a ja się będę trzymał, przyczepię się do tych walorów literackich. Męcz się i odpowiedz mi, są tu walory czy nie są? I chodzi mi o typowy artyzm. Żeby tak doprecyzować, ty mi nie opowiadaj, jak się autor napracował, bo to mnie jako szarego czytelnika albo innych czytelników może mało interesować, że autor się napracował. To tak, jak pani ci w szkole często, nie wiem, czy tobie, mnie w każdym razie mówiła: „nieważne, Żelkowski, że tyś się uczył, ale ty żeś się nie nauczył”. No i tu podobnie. Co mnie to obchodzi, że autor pisał i się męczył, i się męczył. Ważne, czy coś się z tego urodziło takiego, co można nazwać literaturą. Nie książką pod tytułem „Wodny nóż”, którą jeden przeczyta, a drugi nie przeczyta, tylko literaturą.
To jest, przypominam, twój konik. Ty zawsze bardzo bronisz literackości. To się teraz męcz.
[01:18:48] - Dobrze.
[01:18:49] - W takim razie literatura się nie narodziła, natomiast symptomy literatury się pojawiły. Szczególnie początek tej książki jest po prostu bystry, lekki, łatwy, przyjemny w czytaniu. Jest dosyć inteligentny. Potem czym dalej, tym jest właściwie troszeczkę, tak jak nasz czytelnik mówi, autor zaczyna pędzić. Ta książka staje się gruba, pies lata za swoim ogonem i właściwie to troszeczkę traci na walorach.
[01:19:26] - No powiedz, czterysta stron to jest co czytać.
[01:19:28] - Czterysta stron jest co czytać i tak dalej. Ale ja mam zastrzeżenia. To jest kwestia języka. Ja uważam, że ten pisarz ma szansę pisać i będzie pisał nawet dobre książki. Jak będzie w moim wieku, to będzie na pewno genialny.
[01:19:53] - Grunt to skromność.
[01:19:54] - Nie skromność, tylko ja wiem, że dobrze życzę.
[01:19:57] - To jest konkretna odpowiedź. Ja w tym wypadku sprawię pewno zawód wielu słuchaczom, a może nie. Ja się w tym wypadku z tobą zgodzę. Rzeczywiście tam jest sporo pierwiastków literackości i myślę, że autor jest już bliżej niż dalej. Myślę, że już jest kawał dobrego pisarza. On jeszcze tylko ma takie wycieczki w kierunku literatury bardzo popularnej, którą lubię. Dlatego nie wstrząsa mnie przy tej książce. Wręcz przeciwnie, lubię literaturę popularną, mało literacką, czytadła, opowieści. Ja to lubię i dlatego Maciej Galuki mnie nie przeraża. Mnie to odpowiada po prostu.
[01:20:42] - Dobrze, to ja w takim razie strzelę jeszcze w jeden zarzut, który tutaj nasz przyjaciel Mysograj swoje rzeczy wykładał, który został pominięty. Otóż co robi ta literatura sensacyjna, współczesna, ta rozrywkowa, którą również Maciej Galuki uprawia. Czy to fantastyka jest, czy nie. Otóż ta metoda przybliżania nam rzeczywistości zwykle kończy się na tym, że mamy zarysowaną jakąś sytuację, a na końcu tej sytuacji jest ten wielki bonzo, wielki ktoś, ten straszny, niesamowity.
[01:21:25] - Ja wiedziałem, że to powiesz. Wiedziałem.
[01:21:27] - W tym wypadku ta cała Kathleen, szefowa tego całego Las Vegas i tak dalej.
[01:21:33] - Wiedziałem, że to powiesz, bo to jest naprawdę słaby punkt tej książki.
[01:21:38] - Ona jest przybliżana i nagle się pojawia. I cóż ja widzę? Widzę jakąś kobietę, która stuka wysokimi obcasami. Poza tym, nagle się okazuje, że ona łazi po więzieniach, kładzie ręce na jakichś czołach więźniów, po czym mówi: „Czy chcesz dla mnie pracować?” To tak samo, jakby prezydent Stanów Zjednoczonych kiedyś-
[01:22:01] - Werbował agentów CIA.
[01:22:03] - Tak, albo własnoręcznie chodził po Las Vegas, albo po Alcatraz i tak dalej i tam wynajmował sobie do brudnej roboty jakiś tych. Oni się tam nadawali do brudnej roboty. Oni tam są, ale od tego prezydent Stanów Zjednoczonych ma ludzi.
[01:22:24] - Wyobraź sobie, Trump przychodzi do więzienia.
[01:22:26] - Dokładnie tak.
[01:22:28] - I mówi: „Czy chcesz dla mnie zabić Putina?” I on mówi: „Tak. Zgłaszam się.” To jest ten element.
[01:22:35] - Staje się prawą ręką. Nasz bohater właśnie awansował, bo ta Kathleen przyszła do niego, położyła mu rękę na czole i w tym momencie. Do tego służą odniesienia właśnie, co ja mówiłem, odwrócenie tej lunety i spojrzenie na dalekie. Pozostawienie na dalekim celowniku głównego sprawcę.
[01:23:03] - Poza tym chyba warto uwzględnić, że jeżeli mamy takiego bardzo groźnego bonza, nawet płci żeńskiej, to żeby on był groźny, to musi być odległy, niedostrzegalny.
[01:23:15] - Jak go przybliżymy, on stanie się śmieszny. Ma brudne skarpetki, pierdzi w stołek albo w ogóle ma niestrawność i się krzywi.
[01:23:23] - Ale mówi: „Czy chcesz dla mnie pracować?”
[01:23:25] - Pracować. Czyli wiadomo.
[01:23:28] - I cały misterny plan.
[01:23:29] - Tak. Oczywiście ja mówię, można odbrązowiać i Stalina, i Napoleona, o ile Stalinowi brązowani.
[01:23:44] - Chyba się zaplączesz zaraz.
[01:23:45] - Nie, po prostu można wszystkich. Natomiast ich wymiaru historycznego czy tego, jakimi byli skurwysynami i tak dalej, co zmajstrowali w życiu, tego im odmówić nie można, że w tym swoim procederze byli wielkimi ludźmi po prostu, nawet jeśli gdzieś w tym prozie życia są małymi ludźmi. I pozostawić troszeczkę, pokazywać narzędzia zbrodni, tych Angelów, te dziewczyny, tych wszystkich prostytutki.
[01:24:15] - Tym bardziej że one te narzędzia czy ci narzędzia.
[01:24:18] - Ci narzędzia.
[01:24:19] - Ci wodne noże. Oni tam są.
[01:24:22] - Oni są pod ręką i potrafią ssącać i tak dalej. I to są narzędzia, które oddziałują na czytelnika. A pozostawić coś takiego jak czy Bóg istnieje czy nie istnieje, to jest sprawa wyboru, ale pozostawić go za tymi chmurami i nie dotykać. Wtedy on jest groźny albo Jakiś po prostu. Jak zaczniemy dyskutować na jego temat w trakcie powieści, to nagle wyjdzie, że ktoś jest i tak dalej. To zawracanie głowy. Zostawmy rzeczy na swoich właściwych miejscach.
[01:24:58] - Ale z drugiej strony ja popieram to, co mówisz, że jak taki mówi: „Czy chcesz dla mnie pracować?” To jest śmieszne, ale z drugiej strony, jak już do tego Boga nawiązałeś, to co jakiś czas mówi do jakiegoś świętego przyszłego: „Czy chciałbyś dla mnie pracować?” I on albo idzie, albo nie.
[01:25:15] - Nie idzie. Człowiek na ziemi wiesz, co robi? Idzie ze swoją drużyną po jakimś lesie albo z jakimś oddziałem, albo sam goni owce i tak dalej. I nagle słyszy grzmot i widzi błyskawicę. Skóra mu cierpnie i myśli, że to Bóg. I to dobrze. Tu niepotrzebny jest żaden uczony, żaden Edison ani żaden Tesla, który wytłumaczy temu chłopu, że to nie Bóg, tylko grom z jasnego nieba.
[01:25:50] - Ale ja mówię o tym, że niektórzy objawienia mają.
[01:25:53] - Ja też miałem.
[01:25:54] - Dobra, zostawmy temat.
[01:25:56] - Wszystkie pomysły to są objawienia przecież, boskie.
[01:26:00] - Dobra, zostawmy walory literackie, bo rzeczywiście one tam są, ale przeplatają się z walorami czysto takimi, jak to określić? Popularnymi.
[01:26:14] - Marku, że cię chwycę za słowo.
[01:26:17] - Pytaj.
[01:26:18] - Zobacz, że ten autor robi w wypadku tej całej Catherine, która jest śmieszną babą, która się tam kręci nie wiadomo po co, jest w tej całej machinie groźnej, niesamowitej, chociaż jest szefową. Zobacz, że bardzo podobnie zrobił Morgan w „Pod diabła”. On skierował całą akcję w stronę faceta, który siedzi na samym szczycie jakiejś machiny i właściwie jedyne, co go interesuje, to łażenie po burdelu i zabijanie jakichś-
[01:26:49] - Oj, wiesz co?
[01:26:50] - -kurewek.
[01:26:51] - Niedobrze. Niedobrze, że cofamy się do tego Morgana, ale widzę, że kłuje cię w tyłek ten Morgan strasznie i ten węgiel modyfikowany. Ja ci tylko przypomnę, że u Morgana to jest tak, że ten sam Bóg chce się dowiedzieć. Wypadło mu z życia ileś tam godzin i chce się dowiedzieć, co w tym czasie się działo. Ale zostawmy ten węgiel modyfikowany. Czuję, że my zrobimy jeszcze jedną audycję, tym razem o kolejnym tomie. Ale na razie jeszcze nie. Na razie mamy jeszcze, gdzieś wisi Redliński, jeszcze Twardoch, jeszcze kilka innych fajnych tytułów się pojawiło.
[01:27:32] - Dobrze, Marek.
[01:27:33] - Wróćmy do „Wodnego noża”.
[01:27:36] - Powiem ci, na jaki ja pomysł wpadłem, czytając tą książkę, który wiąże się również z tym Morganem i z Bacigalupim, z tą koncepcją, że tak powiem, wodne noże, a główny szef. Otóż przyszła mi na myśl, jak przy tej książce sobie uświadomiłem to, jak ważne jest coś, co posiadała kiedyś Rzeczpospolita Obojga Narodów, a czego nie posiada świat współczesny. Również te książki, o których mówimy. Strefa buforowa, czyli dzikie pola, które były kiedyś również i w Europie, i również w Stanach Zjednoczonych.
[01:28:14] - Dzikie zachód.
[01:28:15] - Dzikie zachód. Strefa buforowa, czyli ta ziemia niczyja między dwoma strukturami, między władzą a wykonawcą. Coś, co dopiero łączy i tak dalej. Strefa buforowa, zwróćcie uwagę, załatwiłaby wszystkie problemy współczesności. Migracja. Zanim się przejdzie stąd dotąd, trzeba przejść przez strefę buforową.
[01:28:39] - Bezprawia.
[01:28:40] - Bezprawia. Tam się wykruszy, tam zdasz egzaminy, tam w ogóle wszystko jest inne.
[01:28:46] - Albo nie zdasz egzaminu.
[01:28:47] - Albo nie zdasz egzaminów. Do nas już dociera dojrzały owoc, stamtąd wychodzi zielony, od tego jest strefa buforowa. A nie, że stamtąd wychodzi coś, a nie wiadomo, co u nas wyrośnie.
[01:29:01] - Dobrze, to ja cię zapytam w ten sposób, bo to jest rzeczywiście ciekawa koncepcja, że taka strefa buforowa może być zbawienna. Tylko pytanie brzmi w ten sposób: czy cały świat opisany przez Bacigalupiego, ten świat interioru amerykańskiego, to nie są takie dzikie pola, taki dziki obszar? Przecież to, co się tam dzieje, te masowe zabójstwa, gdzieś tam ludzi zakopanych na pustyni, zamordowanych. Tam nie rządzi prawo. Tam rządzi wszystko, ale nie prawo. Czy właśnie nie mamy do czynienia z takim światem?
[01:29:40] - Czekaj. Czyli mówisz, że w Stanach Zjednoczonych ci tam Meksykanie, którzy się utopią, albo Kubańczycy kiedyś tam, próbując się dostać do Stanów, to prawo amerykańskie pozwoliło na to?
[01:29:59] - Ale ja nic takiego nie powiedziałem. Ja powiedziałem o sytuacji opisanej w książce przez Bacigalupiego. Stany Zjednoczone.
[01:30:08] - Tam takie same mury są dzisiaj między Meksykiem a Stanami.
[01:30:12] - Ale ja mówię o tym, co opisuję. Te zjawiska, które są. Czy tam rządzi prawo? Pytanie brzmi. Ty mi nie opisuj, co jest na granicy z Meksykiem, tylko ty mi powiedz-
[01:30:25] - To znaczy, że tam nie rządzi prawo amerykańskie. Tak z tego wynika?
[01:30:28] - W tej książce moim zdaniem słabo rządzi.
[01:30:30] - A na granicy Meksyku też nie rządzi prawo?
[01:30:33] - Ale zostaw tę granicę.
[01:30:33] - To ciekawe. Ciekawa koncepcja, Marku. Skoro tam nie rządzi prawo amerykańskie, to co robi tam Ameryka, że tak powiem? Skoro tam nie ma prawa amerykańskiego.
[01:30:43] - Ale co ty wiążesz dziada z babą? Co mnie obchodzi? Dzisiaj, w czasie tej dyskusji nie obchodzi mnie mur na granicy meksykańsko-amerykańskiej, tylko interesuje mnie świat powieści Bacigalupiego i mówię o tym, że wspomniałeś z takim utęsknieniem o dzikich polach. To cały świat opisany przez Bacigalupiego to są jedne wielkie dzikie pola. I dlatego to może być zaliczone.
[01:31:14] - Nie są to dzikie pola.
[01:31:14] - To może być zaliczone na plus. Nie. Zobacz, jak były dzikie pola, to tam co jakiś czas była jakaś stanica albo jakiś zamek obronny. I to są te miasta. Ale poza miastami są absolutnie dzikie pola.
[01:31:31] - W miastach również były dzikie pola w naszych czasach.
[01:31:34] - Oj, nie przesadzaj. Stanice wojskowe czy jakie tamkolwiek.
[01:31:38] - No tak, stanice wojskowe, ale służyli tam ludzie, którzy jak wyszli za bramę swojego garnizonu, to już byli na dzikich polach i robili sobie, co chcieli.
[01:31:48] - Nie burz mojej legendy, bo jak oglądałem „Przygody pana Michała” i mieszkał sobie w stanicy z Baśką, to wszystko było w porządku i w ogóle proszę mi nie rozpierdzielać pięknego obrazu.
[01:32:02] - Wiesz co mój dziadek robił? Mój osobisty dziadek. Wsiadał na wybrzeżu Morza Czarnego, proszę ciebie, na łódź kozacką i się wyprawiał na łupy do Turcji. I łupili tam święte miejsca tureckie.
[01:32:20] - Naprawdę, to są dzikie pola. Ale generalnie nie odpowiadasz mi, cały czas gdzieś krążysz po bokach. Dla mnie Bacigalupi, jeśli miałbym jakoś scharakteryzować tę książkę, to podsunąłeś mi pomysł, nie ukrywam tego. To on opisał dzikie amerykańskie pola. Nie Dziki Zachód, nie nasze dzikie pola, ale takie przyszłe dzikie pola pustynnej Ameryki.
[01:32:47] - Nie, ja się nie zgodzę, bo on właśnie opisał struktury tych Stanów zamkniętych, wyizolowanych, opancerzonych prawnikami, armiami własnymi i tłukące się między sobą. Między nimi nie ma dzikiego pola, jest tylko konflikt. Natychmiast krew się leje.
[01:33:07] - A skąd się te trupy na pustyni biorą?
[01:33:10] - To kwestia rachunków między nimi, że tak powiem.
[01:33:14] - Nie, to organizacje, które tam przemycają ludzi w te i we wte. Nagle się dzieje coś, co jest poza prawem. Zobacz, przecież to jest też element w książce. Tam w tej kostnicy pełno trupów. Przychodzi dziennikarka, coś tam patrzy, ale tak naprawdę władze się tym nie interesują, że tam zwały trupów są. Nikogo to nie interesuje. Władze patrzą na koczowników po jednej stronie rzeki. Znaczy koczowników, ludzi, którzy koczują na wzgórzach po jednej stronie rzeki i tylko patrzą, żeby się przedostać na drugą. Czy kogoś to interesuje? Czy kogoś to interesuje, że większość z tych ludzi się po prostu albo potopi, albo w ogóle nie przeżyje całej tej eskapady?
Nikogo to nie interesuje. I tu o tyle, jeśli już nawiązywałeś do tego muru na granicy z Meksykiem, tu by się dało znaleźć analogię. Rzeczywiście, to ilu Meksykanów zginie podczas przeprawy, czy ich zabiją jacyś przemytnicy, czy jeszcze jacyś inni ludzie, czy zginą sami i się utopią albo umrą z pragnienia, to rzeczywiście nikogo w Stanach nie interesuje. Więc tu pewna analogia jest. A zatem to jest jeden z powodów, dla którego ja nazwałem książkę Bacigalupiego, powiedziałem, że jest okrutna. Ona jest okrutna w wielu wymiarach. Jest okrutna w wymiarze międzyludzkim. To, jak ludzie się traktują, o tym już mówiłem. Ale jest też okrutna w takiej codzienności śmierci. Bo zobacz, dla nas codzienność śmierci to jest to, co oglądamy w dziennikach telewizyjnych.
Gdzieś tam w Afryce się jedno plemię wymordowało drugie plemię. Gdzieś tam w innych częściach świata jacyś ludzie się wycinają i to skutecznie albo mniej skutecznie, ale się wycinają. My się do tego przyzwyczailiśmy. To jest to, co nazywamy właśnie taką powszechnością, taką codziennością zbrodni, którą obserwujemy. Ale przecież ona nie dotyczy nas, nas Europejczyków. O tym mówiłem na początku. Czy Amerykanów. Amerykanie też nie dopuszczają. No jakżeż to, cywilizowani ludzie. Większość stanów nie ma kary śmierci nawet.
Nawet nie wiem, czy większość, ale spora część stanów nie ma śmierci. Te stany, które karę śmierci mają, to mają, ale się tego wstydzą. To oczywiście z przekąsem mówię. Więc oni są tacy cywilizowani, a jednak dopuszczają. Zobacz, samo się dzieje niejako. O tyle miałeś dobrą intuicję, że być może tam na granicy z Meksykiem już się jakieś takie dzikie pola zaczynają. Tam chyba nie do końca rządzi amerykańskie prawo, które każdego obywatela albo każdego człowieka właściwie bierze pod swoje skrzydła. Tak to widzę po prostu.
[01:36:02] - To znaczy to prawo powinno tam rządzić.
[01:36:05] - Ale nie ma.
[01:36:06] - Udaje. Udaje, że nie rządzi po prostu.
[01:36:09] - No tak, z tym się jak najbardziej zgadzam. Wiesz co, tam jest jeszcze ciekawe z mojego punktu widzenia w książce Bacigalupiego, chociaż to jest nasza codzienność. Dwa rodzaje dziennikarstwa. Zobacz, jak to jest fajnie pokazane. Na początku jedna z tych bohaterek czuje się taką prawdziwą dziennikarką. Nie taką szmatławcową, dzisiaj byśmy powiedzieli tabloidową. Ona jest ambitną dziennikarką, chce być ambitną dziennikarką. Dokładnie tam widać, że są dwa światy dziennikarstwa. Fajnie to pokazane, muszę powiedzieć.
[01:36:53] - Zwrócenie uwagi na to, że są dwa światy jeszcze, chociaż i tak to się chyli ku jednemu.
[01:36:59] - Tak, to ambitne dziennikarstwo zdaje się umiera.
[01:37:03] - W każdym razie na pewno ambitne dziennikarstwo próbuje szukać, znajdywać i wykazywać ważne tematy. Ważne z istoty rzeczy. A nie tylko dlatego ważne, że jest tam dużo flaków. Albo na 74 stopnie Fahrenheit krew tryska w górę. Specjalnie tak mówię, bo to nie chodzi tylko o epatowę, ale również o zwracanie uwagi na rzeczy istotne dla nas, dla rzeczywistości albo dla naszej świadomości. Po prostu to robi dziennikarstwo. Zwykle to robi, wbrew pozorom to ma śledzić mediowe dziennikarstwo, ale właściwie reporterzy są o wiele sensowniejsi. Dlaczego? Dlatego, gdyż reporterzy nie piszą z nieswojego rękawa tekstów. Reporter musi zwykle pojechać i dotknąć tego gówna albo przynajmniej powąchać ten proch, albo na własnej skórze coś zobaczyć.
Po prostu przeżyć to jakoś, nie? I dlatego reportaż jest zwykle bardziej wiarygodny od tego, kto wrzuca newsa, takiego z tej zabawy w domino. Jak się sypią domino, to się tak wszystko sypie i tak się sypią te newsy, nie? Jeden po drugim, jeden od drugiego się odbija, przewraca następnego, następny, następny, następny i tak to przelatuje z Ameryki do Europy, z Europy z powrotem wraca do Ameryki.
[01:38:47] - I tak przeglądasz 50 stron w różnych językach i wszędzie ten sam tekst.
[01:38:50] - Wszędzie ten sam tekst, wszystko to samo i tak dalej, bo to jest po prostu to domino, przewracają się te klocki.
[01:38:59] - Tak, ale jeszcze warto powiedzieć o jednej rzeczy, bo jeśli mówimy o dziennikarstwie, to myślę, że autor zwraca uwagę, właśnie nie wiem, czy do końca ważne, ale on na to zwraca uwagę, że dziennikarstwo tabloidowe to są emocje. Nieważne, czy to jest prawdziwe, czy nie. Ważne, żeby przekazać emocje, silne emocje. Najczęściej lepiej sprzedają się te negatywne emocje. Czasami trzeba takiego czytelnika, oglądacza wzruszyć. To też są silne emocje. Znam człowieka, który mówi o tym, że to jest taka pornografia emocjonalna. To troszeczkę coś takiego jest, że musimy to wszystko wyciągnąć na zewnątrz. Musimy się wzruszyć albo zdenerwować. Nie chcę używać słowa mocniejszego niż zdenerwować.
[01:39:54] - Ja ci dam przykład, w jaki sposób to działa. Otóż ja mogę opisać tobie taką sytuację: wiesz co, Marku, na twoim ramieniu z tyłu, ty tego nie widzisz jeszcze, ale siedzi taki skorpion, proszę ciebie. On się właśnie przymierza, żeby ci pierdnąć w potylicę, nie? Jak to zrobię w miarę wiarygodnie, to cię przekonam. Będziesz się starał zachować ostrożnie, żeby go nie sprowokować i tak dalej. Ale po co ja się mam męczyć, żeby cię wprowadzać w ten stan i przekazywać ci tą informację o skorpionie, który tam rzeczywiście siedzi, skoro wystarczy, że ci zrobię: hu! I to robi to dziennikarstwo tabloidowe. Robi „hu!” Nic nie przekazując, niczego nie pokazując, niczego nie tłumacząc, tylko robi „hu” i my wszyscy siedzimy, podskakujemy. To „uf” może być skomplikowane, bo to może być obraz albo flaki, albo za przeproszeniem rak na języku na mojej paczce papierosów, którą uwielbiam. To jest właśnie to „hu”, sensu w tym nie ma żadnego.
[01:41:16] - Ale żeby do tego pięknego obrazu, tego ładnego rozdzielenia na dobre i złe dziennikarstwo, że tak sobie zakpię, żeby dodać łyżkę dziegciu, to powiem, że znam kilku dziennikarzy, którzy piszą powalające, wzruszające, denerwujące i niezwykle emocjonalne reportaże. Nie tyłka z Warszawy.
[01:41:45] - No tak, a wiesz, ja napisałem o Proximie Centauri kiedyś, Marku, taką zajebistą powieść, a nigdy tam nie byłem.
[01:41:53] - Tak, ale wiesz, ty jesteś pisarzem, a oni są dziennikarzami i oni nie piszą o Warszawie. Piszą wzruszające historie albo takie poruszające, nawet lepsze słowo, poruszające historie dziejące się praktycznie w połowie kraju, jak nie w całym. A tyłka od dawna z Warszawy nie ruszyli. To tak à propos. Nie mówię, że wszyscy i nie mówię, że zawsze. Znam, natomiast tak.
[01:42:16] - Jako pisarz to się sprawdza po prostu. Natomiast skoro uważasz, że jesteś dziennikarzem, no to-
[01:42:23] - To nie za bardzo.
[01:42:25] - Na szadź, za przeproszeniem. Natomiast ja może zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz, która chyba się pojawia w tej chwili w tych newsach, w tym dziennikarstwie tabloidowym. Otóż co Baciagalupi bardzo fajnie sprzedał na samym początku powieści, otóż to, co robi również Lusi, ta fajna dziennikarka. Otóż wiadomość nie ma znaczenia, nie ma wartości ani znaczenia żadnego. Ważna jest jej cena rynkowa. Cena rynkowa to jest ilość tych newsów, uśmiechów albo ilość odczytań, albo ilość kliknięć i tak dalej. To jest cena rynkowa. Ona dostaje z tego pieniądze. Jeśli po prostu jej news nabierze wartości, to ona będzie miała z tego dochód, tak jak to się dzisiaj dzieje. Wiarygodność tej informacji nie ma żadnego znaczenia.
Ważna jest jej cena rynkowa.
[01:43:24] - I dlatego ona wcale nie jest przekonana. To nie jest wcale jednoznaczne. Ona jest tą, cudzysłów, ambitną dziennikarką, ale wcale nie jest do końca przekonana, czy warto być porządnym dziennikarzem. Czy czasami łatwiej jest być takim pornograficzno-emocjonalnym dziennikarzem, który za wszelką cenę cię poruszy. Nie wiadomo, zrobi to „hu!", które ty powiedziałeś.
[01:43:53] - Ale wiesz co, zobacz, jak to przewrotnie Bacigalupi zrobił. Otóż co ona robi? W końcu idzie dawać tego na ulicy, nie? Co robią ci dziennikarze siedzący w Warszawie? Właściwie robią to samo co ona, czyli są takimi samymi kurwizonami po prostu jak ona w tej książce.
[01:44:16] - Ja sobie czytam-
[01:44:17] - Tylko że, że tak powiem, szlachetnie nikt o tym nie wie.
[01:44:20] - Ja sobie czytam informację przesłaną nam przez Ivelliosa. Jeden ze słuchaczy zaproponował, żebyśmy gdzieś w przewidywalnym okresie czasu w jednej z audycji zajęli się książką „Mundur” autorstwa Marka Łabynowicza, o ile dobrze pamiętam. Muszę sprawdzić. Nie znam książki. Że to temat rzeka dla mężczyzn, a sama książka świetna. Podsuwam pomysł, ponieważ pan Marek zapytał, co mógłby polecić. Ja chętnie rzeczywiście za taki temat bym się wziął. Zaraz sobie skrzętnie-
[01:45:02] - Nie jestem co prawda panna, ale za mundurem sznuram.
[01:45:05] - Dobra. Wiesz co, ja sobie przypominam, bo tak sobie błądzimy po obrzeżach książki Bacigalupiego, to jak już tak sobie błądzimy, kiedy rozmawialiśmy przed audycją, powiedziałeś coś. Ja rzucę hasło, ty będziesz teraz wiedział, o co chodzi. Termity. Rozrywałeś to do świata. Nie, to bardzo dobre było. To było bardzo dobre.
[01:45:29] - To taka bzdura mi się skojarzyła.
[01:45:32] - Bzdura? Oczywiście, że fajne.
[01:45:33] - Bacigalupi akurat opisuje po prostu to zdarzenie, które się zdarzyło w tych latach, w pierwszej połowie XX wieku w Stanach Zjednoczonych, czyli to nagłe pustynnienie terenów. To były sprawy, to były walki wręcz o dostęp do wody, to były procesy, to były przepychanki. Na tym zbudował całą swoją powieść. Akurat przypadkiem w „Scientific American”-
[01:46:04] - „Scientific American”, czyli „Świat Nauki” po polsku.
[01:46:08] - Czytałem sobie artykulik o termitach w ostatnim chyba numerze czy przedostatnim, gdzie młodzi amerykańscy wojownicy o wiedzę, że tak powiem, postanowili badać termity.
[01:46:22] - Wojownicy o granty, powiedziałbym.
[01:46:24] - O granty, tak, bo oni muszą z czegoś żyć, żeby badać świat.
[01:46:28] - A nic tak człowieka nie nawodni i nie nażywi jak grant.
[01:46:31] - Tak. Ale ja mówię pozytywnie. Ci młodzi ludzie, tacy wojujący przede wszystkim o te granty, ale również chyba o wiedzę, ale bardzo ambitni, żeby coś dostrzec, zauważyć, czego ktoś inny nie zauważył. Postanowili badać termity. Tysiąc ludzi już przed nimi badało te termity, ale oni za to napisali artykuł. Całkiem bystry i całkiem fajny. Zaprzyjaźnili się z jakąś genialną rumuńską matematyczką.
[01:47:04] - Która interesowała się termitami.
[01:47:08] - Nie, ona się teorią fraktali przede wszystkim interesowała, matematyką. Co z tych fraktali wynikło? Właściwie nie wiadomo co, bo ja tego artykułu do końca nie rozumiem. Natomiast nagle się okazało, że potrzeba naprawdę wyższej matematyki, żeby zrozumieć, co wyprawiają termity. Otóż pewne efekty działalności termitów, a właściwie ich współdziałania, termitów ze światem roślin i całego świata żywych, są dostrzegalne właściwie tylko i wyłącznie z orbity satelitarnej i tylko przez satelity, bo tego w ogóle nie ma i tak dalej. Co prawda na Ziemi również pojawiają się tak zwane tajemnicze czarcie koła, czyli kręgi na terenach termitowisk tych podziemnych termitów, gdzie naokoło pełno życia, rosną sobie drzewka, trawki, bujnie to wszystko.
[01:48:05] - Słonie ganiają.
[01:48:06] - Słonie ganiają, to akurat nie w Ameryce, a w Afryce.
[01:48:10] - W Afryce.
[01:48:12] - Słonie i żyrafy podszczypują tam jakieś coś nawzajem. Czekaj, żyrafa szczypie żyrafę? To musi zabawnie wyglądać. No i oni zauważyli, że są te czarcie kręgi, gdzie jest ziemia absolutnie stuprocentowo martwa, słabiona i to są okrągłe kręgi, a naokoło życie kwitnie.
[01:48:39] - A widziałeś kwadratowe kręgi?
[01:48:41] - Dzięki. Oni też nie widzieli. Chociaż ja ci przypomnę anegdotkę o córce mojej siostry, która kiedyś w nocy, proszę ciebie-
[01:48:55] - To za chwilę.
[01:48:56] - Nie spała. Nie, to szybko. Siostra się pyta: „Dlaczego nie śpisz?” Ona ma oczy otwarte. Ona mówi: „Bo nie mogę”. „Zamknij oczka, to zaśniesz”. „Nie mogę, bo się zastanawiam”. „A nad czym się, Kasieńko, zastanawiasz?” „Jak z kwadracika zrobić kółeczko?” To powiedziało dwuipółletnie dziecko. Dziewczynka.
[01:49:17] - Odwieczny, tysiącletni problem kwadratowych koła.
[01:49:21] - Tak. Czyli kwadraty i koła mogą się mylić.
[01:49:25] - Mówmy zatem o tym.
[01:49:26] - Otóż z tego artykułu właściwie wiecie, co wynika? Wynika to, że rola człowieka jako szakala, jako takiej zwierzy pustynnej, a właściwie nie tyle zwierzy, co inspiratora pustyni do życia, kogoś, kto przywołuje pustynię, żeby one były, jest niezbędna w przyrodzie, gdyż w przyrodzie nie może istnieć bujne życie, tak jak na równiku na przykład Afryki, bez pustyni na Saharze. Martwe życie jest nieodzowne po to, żeby martwa ziemia była żywą ziemią. Inaczej być nie może. Ale dlaczego? Nie wiem.
[01:50:23] - Również nie wiedzą amerykańscy naukowcy.
[01:50:25] - Tak. Oni również jeszcze nie wiedzą, dlaczego. Natomiast to wszystko wynika, jak się spojrzy na przeszłość tam, gdzie dopiero dzisiaj dzięki satelitom odkryliśmy, że na Saharze istniało bujne życie, były cywilizacje kwitnące. Pojawiła się tam pustynia. W Mezopotamii było bardzo podobnie. Co prawda nie skończyło się na pustyni, natomiast to, co dzisiaj tam mamy, tylko przypomina ten raj na ziemi, który był kiedyś żyznym półksiężycem w czasach prawie biblijnych i tak dalej. Czy przynajmniej w czasach Enkidu z Gilgamesza. Wiesz, na co wpadłem? Ja teraz wiem, dlaczego życie istnieje na Ziemi. Bo na Marsie są pustynie.
[01:51:28] - Dobrze, ale skończ wywód amerykańskich naukowców.
[01:51:33] - No widzisz, oni nic nie wywodzą, natomiast po prostu wkładają ogromną matematykę i znajdują ogromne, dziwne zależności między światem przyrody a światem zwierząt i światem człowieka. Okazuje się nagle, że właściwie bez tych termitów nie mogą istnieć na tych terenach w ogóle żyć słonie, żyrafy. Właściwie nie może być również człowieka. Ja mam teraz pytanie. My zwykle szukamy odniesienia do Stwórcy na wyższym szczeblu. Czyli mamy atomy, rośliny, zwierzęta, człowieka, a dalej wysoko jest Bóg. A jeśli Bóg jest w drugim kierunku? Tak jak mówiłem o tej odwróconej lunecie. Bóg jest tam na dole. Ten, kto nas stworzył, jest mniejszy od termita, ale jeszcze potężniejszy od termita.
Wiesz, ten świat taki właśnie u Bacigalupiego jest z tymi, ja się kilka razy odnosiłem prześmiewczo, pasonami Perego, prorokami, którzy modlą się do wody, która z nieba spada, ale nie spada. Ale wbrew pozorom oni mają być może więcej do powiedzenia, więcej i większe szanse do przetrwania w tym świecie niż Angelo, z którego krew się leje, ale go zabić nie można.
[01:53:09] - Nie, absolutnie nie można.
[01:53:11] - Zgadza się.
[01:53:12] - Zresztą Marta o tym pisała w recenzji.
[01:53:14] - Tak, ale ja podejrzewam, że za 50 lat na tej ziemi nie przetrwa Angelo ani jego podobni nożowodni, natomiast synowie Perego przetrwają. Słuchaj, w tym jest siła pustyni, w tym jest siła pierwotnego percepowania świata i wszystkiego.
[01:53:35] - Ja najpierw tylko, że ta książka „Mundur” Ławrynowicza to jest propozycja od Marka Myszograja, który do nas dzwonił wcześniej. Dziękuję jeszcze raz. A tobie zadam pytanie takie. Odwołajmy się do tej teorii, nazwijmy ją termitowej. Skoro w Stanach Zjednoczonych, właśnie w książce Bacigalupiego powstaje pustynia, to gdzie ten żyzny obszar jest w tym świecie, jak przypuszczasz? A ja mam pewne podejrzenia.
[01:54:13] - Trzeba szukać.
[01:54:15] - A ja już mam. Ja nie wiem, te światy się co prawda nie łączą, ale we wspomnianej już książce „Nakręcana dziewczyna”, o ile mnie pamięć nie myli, mamy do czynienia z zupełnie innym rejonem świata, jakimś takim azjatyckim. I tam ciągle pada. Leje po prostu. Mam nadzieję, że niczego nie pomyliłem. To może tam, wiesz, to jest jeden autor. W Stanach pustynia, a w „Nakręcanej dziewczynie” obfitość deszczu. I już masz równowagę swoją termicią.
[01:54:51] - Zwróć uwagę, że Ameryka jest tak długo potężna, dopóki się nie znajdzie ktoś potężniejszy, nie? Otóż jeśli Chiny staną się potężniejsze, to by znaczyło, że Chiny w tym momencie mają ekonomię bardziej żyzną, a w Ameryce zrobiła się pustynia ekonomiczna również. Albo pustynia może zagrozić ekonomiczna Europie. Pustynia może mieć różne twarze, polityczną również, Marku.
[01:55:27] - I intelektualna pustynia też.
[01:55:28] - Etyczną, moralną pustynia. Pustynia jest wielką, wspaniałą rzeczą.
[01:55:33] - Pustynia moralna w Stanach, jeśli chodzi o-
[01:55:36] - W Europie jest lepsza.
[01:55:38] - I znowu do teraz. Ja mówię o pustyni tej u Bacigalupiego. Tam jest absolutna pustynia.
[01:55:45] - Pod tym względem to tak, faktycznie jest to pustynia.
[01:55:50] - Cały czas wracam do rozmowy z Markiem Myszograjem. Ciekawą rzecz uświadomił mi. Pewno to wiedziałem, ale po tej rozmowie wiem to bardzo. Rzeczywiście bohaterowie „Wodnego noża” to są ludzie, to już mówiliśmy, ale powtórzę to, bo to warto zaakcentować. To są ludzie, których ja nie potrafię polubić. Nie lubię ich po prostu. Ty jesteś w stanie wychwycić któregoś z bohaterów, którego lubisz?
[01:56:29] - Poczekaj. Myśmy rozmawiali przed audycją na temat tej książki. Ja wczoraj czy przedwczoraj rozmawiałem również z autorką recenzji i ona powiedziała mniej więcej dokładnie to samo. Tam nie ma bohatera, z którym się utożsamiasz, którego polubisz, którego dalsze kroki chciałbyś śledzić. Co jest jednym z motorów poza intrygą, poza fajnym opisem, poza bystrością książki. Jeden z motorów haku. To jest hak, który ciągnie do czytania książki dalej. Ty powiedziałeś również, że zacząłeś tę książkę czytać. Połknąłeś ją w jednej trzeciej chyba, po czym ją odłożyłeś zupełnie swobodnie. I jak?
[01:57:16] - A to ja powiem. Ja sobie uświadomiłem to dzisiaj przeglądając temat książki Bacigalupiego. I kiedy czytałem o „Wodnym nożu”, natrafiłem dokładnie na opis, że ktoś odłożył tę książkę, przez dłuższy czas jej nie czytał, później do niej wrócił, skończył, ale bez entuzjazmu. Ja miałem bardzo podobne przejście. Rzeczywiście przeczytałem czy jedną trzecią, czy połowę. Nie potrafię dzisiaj tego odtworzyć, ale przeczytałem i mnie ta książka po prostu zmęczyła. Nie pociągała na tyle, żebym chciał wiedzieć, co będzie dalej i ją odłożyłem. Pewno z takim milczącym założeniem, że już nigdy do niej nie wrócę. Ale jednak po jakimś czasie pojawiły się we mnie obrazy tęsknoty za tą książką i chyba po pół roku sięgnąłem po książkę ponownie. Ja mam tę wygodną z mojego punktu widzenia cechę, że ja książek nie zapominam i mogę po roku nawet wrócić do książki, zacząć od kolejnego zdania i właściwie łapię konteksty, łapię sensy i udaje mi się to w każdym razie.
I tu rzeczywiście wróciłem po załóżmy, pół roku do tej książki. Skończyłem ją, ale dalej bez entuzjazmu. Ten entuzjazm, tu oczywiście wielki cudzysłów, przesadzę, ale powiedzmy zadowolenie pojawiło się jakiś czas później, kiedy mi się różne klocki związane z tą książką, różne przemyślenia połączyły, zestawiły w różne jakieś konstrukcje. I wtedy mówię sobie: „Kurczę, niezła ta książka jest niezła”, ale rzeczywiście brak we mnie było tego zadowolenia czytelniczego, takiego, kiedy czytasz i masz poczucie tego, że właśnie zawalisz nockę i niech się dzieje, co chce, bo muszę to przeczytać.
[01:59:18] - Ale właśnie Marku, to, o czym mówisz, to jest ten hak bohatera, którego losy chcesz śledzić krok po kroku. Ojejku, nie możesz zasnąć, bo on za chwilę coś zrobi, nie? A ty się obudzisz prześnisz tą sytuację. Doczytasz to dalej i tak dalej. Spanie to przymus po prostu. Dobrze. Budzę się, jest w tej książce. On jest albo ona, i jadę z nim dalej.
[01:59:49] - Tego zdecydowanie-
[01:59:50] - Tego w tej książce nie ma
[01:59:52] - ... Bacigalupiego nie ma.
[01:59:53] - W tej książce.
[01:59:54] - W tej książce. Natomiast jest w niej jakaś intelektualna głębia, bo sam fakt, że wróciłem. Do wielu książek nie udaje mi się wrócić.
[02:00:07] - No właśnie.
[02:00:08] - A do niej wróciłem. Ona, tak jak powiedziałem, nie powaliła mnie swoim końcem, ale jednak cały czas wracałem i myślałem o tej książce. To świadczy o tym, że jednak pewna moc w „Wodnym nożu” jest. Ja dlatego tak dopytywałem usilnie o twoje wrażenia, to, co zamknąłem takim zwrotem walory literackie, że byłem bardzo ciekaw, czego mi w tej książce brakuje, czy walorów literackich, czego tak naprawdę. I po rozmowie z tobą nie wiem do końca, czego mi w tej książce brakuje. Być może jestem po prostu starym zgredem, który się czepia, dlatego, że nie ja napisałem taką książkę, tylko Bacigalupi i mu po prostu zazdroszczę i dlatego wszystkie najgorsze instynkty ze mnie wychodzą. Być może. Nie będę się odżegnywał. A może jest też inna przyczyna. Szukam tej przyczyny i jej do końca nie znajduję.
Natomiast jakbym miał się wypowiadać, czy warto książkę przeczytać, to oczywiście odpowiem, że warto, bo ja zawsze mówię, że każdą książkę warto przeczytać. Tu mam dodatkowy argument, że ta książka, jeśli państwo ją przeczytacie, to jeśli nawet nie będziecie zadowoleni tak jak ja po lekturze, to ona z wami zostanie. To, ja myślę, jest z punktu widzenia autora, z punktu widzenia tworzenia prozy sporo. Ja bym chciał, żeby książki czy opowiadania, czy w ogóle cokolwiek mi tam z pióra skapnie, było przez ludzi pamiętane i wspominane. To jest dużo.
[02:01:45] - Wiesz, tak jak to mówisz, to ja tak ciężko myślałem i straszne banały będę w tej chwili mówił. Ale to odniesienie się do bohatera, z którym się nie tyle utożsamiamy, co którego rozumiemy, którego potrafimy przeżyć, że tak powiem, nie tylko zrozumieć, ale przeżyć jego życie. Taki przykład, zwróćcie uwagę, można napisać naprawdę potężną książkę na temat, czym jest miłość. Odnieść się do feromonów, które produkują samica i samiec. Odnieść się do zależności, przeanalizować, co Freud na ten temat powiedział. Można wszystko i tak dalej. Wszystko można na tego. Tylko że to może być piekelnie mądre, nie? Natomiast czy to w ogóle nam unaoczni, czym jest to takie głupawe uczucie między kobietą a mężczyzną albo inaczej? Otóż wystarczy pokazać osobę, kobietę i mężczyznę, albo inaczej, i zachowania, wzajemne zależności.
Pojawianie się czegoś, odlatywanie czegoś i w ogóle nie użyć ani razu słowa miłość, broń Boże, w ogóle nic. I to będzie książka o miłości. Będzie się ją czytało z zachwytem, będzie się pamiętało bohaterów i będzie się przede wszystkim wydawało, że samemu się ma pojęcie o tym, czym to jest. Bo na tym polega literatura. Jednak na tym ludzkim materialnie, na tej dotkliwości dotykania przedmiotu. A ta abstrakcja pseudonaukowa, te Freudy wszystkie, to wszystko może sobie być. Seks i seks jest błog i tak dalej, wszystkich narządów. Fajne.
[02:04:10] - Wiesz co, ale powiem ci tak, mówimy o tym, że nie sposób polubić bohaterów. Ale tak się zastanowiłem w tej chwili. A gdybyś miał się opowiedzieć w sporze pomiędzy Las Vegas... A ja ci odpowiem. Tak? Halo?
[02:04:31] - Mieliśmy przez chwilę taki mały, drobny problem z połączeniem, ale dosłownie po dwóch sekundach się naprawiło. Także panowie kontynuujcie.
[02:04:40] - Okej, to ja jeszcze raz zadam pytanie Wiktorowi, bo mówiliśmy o tym, że ludzie są tam tacy, że nie chcielibyśmy się z nimi identyfikować, nie chcielibyśmy śledzić ich losów albo nie zależy nam tak bardzo. Ale gdybyś miał rozsądzić spór pomiędzy Phoenix a Las Vegas, to komu byś przyznał rację?
[02:05:04] - No więc tu jest niestety feler tej książki. To nie ma najmniejszego znaczenia.
[02:05:11] - A ja odpowiem inaczej. Dobrze, to jest twoje stanowisko, a ja powiem tak: nie sposób jest przyznać. Ani jedno miasto, ani drugie nie budzi swoimi działaniami przekonania, że ma rację. To jest tak, że z jednej strony Las Vegas jest rządzone przez panią w tych wysokich szpilkach, która stosuje metody takie, że po pierwsze ona też nie budzi sympatii. Swoje decyzje czy to, jak traktuje podwładnych, w ogóle to jaka jest, ona jest antypatyczna. Te decyzje, które podejmuje, nie utożsamiamy się z nimi. No dobrze, a po drugiej stronie mamy Phoenix, które jest opanowane właściwie przez mafię. To jest miasto, które pobiera opłaty od szarych obywateli. Jeśli natomiast są nieterminowi, to karze ich śmiercią bardzo często. Najwyższy wymiar kary stosuje, bo ktoś czegoś nie zapłacił.
Bo należy płacić. Oba te miejsca są miejscami-
[02:06:34] - Pobiera podatki, tak?
[02:06:36] - No tak. Pobiera podatki. Tak. Dobrze, że zwróciłeś na to uwagę. Właśnie. Świetne, bo coś w tym jest. Tylko tych podatków tam nie pobiera władza, czy to samorządowa, czy państwowa, ale mafia.
[02:06:50] - A czy to ważne, kto pobiera? Ważne, że podatki. I tak nie wiemy, kto to pobiera.
[02:06:58] - No wiesz, urząd skarbowy w Polsce czy w innych krajach często to była banda krwiopijców, ale jednak jeszcze kary śmierci za podatki we współczesnym świecie nie ma i chyba przez jakiś czas nie będzie. Miejmy nadzieję. Więc to ta różnica.
[02:07:16] - Nie, jest na pewno różnica, bo jak żeśmy dzisiaj sobie jechali samochodem przez naszą ukochaną Bydgoszcz, to w pewnym miejscu zobaczyliśmy nowe parkingi dla samochodów tam, gdzie zwykle nam ciasno. Dlaczego? Dlatego, że bez tych podatków to miasto by tego nie zrobiło. Ale chwała Bogu, że tak powiem, to miasto żyje z podatków.
[02:07:41] - Mogę cię zapewnić, że nawet te nowe parkingi w tych miejscach, na których nam zależy, i tak nie sprawią, że będzie tam więcej miejsca i że będzie gdzie zaparkować.
[02:07:50] - Poza tym czy my wiemy, czy to jest z podatków, czy to jest z dotacji Unii Europejskiej?
[02:07:56] - Dobrze, nie wciągniesz mnie w tę dyskusję o Unii Europejskiej z całą pewnością. Powiem ci tak, miałem też okazję rozmawiać, to już jakiś czas temu, z osobą, która do książki... My mamy taki wycofany stosunek. Z jednej strony ja w ogóle cenię każdego autora za to, że pisze i w związku z tym trudno mi jest cokolwiek złego o jakiejkolwiek książce powiedzieć. Chyba że już jest wyjątkowo zła. Więc jestem takim nietypowym gatunkiem. Natomiast jestem dzisiaj lekko wycofany. Cenię, że książka powstała, ale tak jak powiedziałem, mam szereg obiekcji. Natomiast rozmawiałem z osobą, która była tą książką zachwycona. I tu uzupełnienie informacji.
To była osoba, której życie składa się właściwie z tego, co zwykliśmy nazywać we współczesnym świecie ekologią, a właściwie byciem ekologiem albo życiem ekologicznym. Kiedy usłyszałem ten entuzjazm, to zacząłem zadawać tak zwane niewygodne pytania i dostawałem odpowiedź, kiedy pytałem o tę rzeczywistość, jak to przecież wygląda i tak dalej, dostawałem jedną odpowiedź: „Ale przecież to ludzie doprowadzili do tej sytuacji, która ma miejsce. Wszystko, co jest opisane w książce Batielle Garouppiego, to jest tylko logiczna konsekwencja tego, co się wydarzyło wcześniej i co sami ludzie sprokurowali”. I jak się do tego odniesiesz?
[02:09:44] - Bo my jesteśmy architektami naszej rzeczywistości. My budujemy nasz świat. My wszyscy. Skoro tak jest, jak jest w tej książce, to rzeczywiście ludzie do tego doprowadzili. Mało tego, ludzie dalej ku temu prowadzą. Niekoniecznie może tam, ale gdzieś tu i ówdzie. Tylko trzeba szukać. Pewne modele kreowania zjawisk, zdarzeń albo zachowań, albo układów społecznych po prostu tutaj są testowane, gdzieś indziej wypróbowane, a gdzieś indziej zrealizowane. Architektura. Człowiek po prostu buduje, buduje chociażby pałace, kościoły, ale również więzienia i tajniaki.
[02:10:38] - To jeszcze warto też powiedzieć o okładce. Ja mam jedno określenie. Dla mnie ta okładka jest przecudowna. Lubię ten rodzaj grafiki. Kiedy mamy taką jakby klepsydrę, gdzie z jednej strony zapada się jedno miasto. Ciężko jest w radiu opisywać obrazek. Dlatego musicie sobie państwo sięgnąć do internetu albo na swoją półkę, co mam nadzieję, i spojrzeć, jak ta okładka wygląda. Moim zdaniem zasługuje wydawnictwo MAG na wielkie brawa.
[02:11:29] - To dobrze, bo wcale książka, co prawda od okładki się zaczyna, ale zwykle na okładce się nie kończy. Jest faktycznie na pewno fajnie. Zresztą ten klimat Ameryki. W tej okładce jest klimat Ameryki pierwszej połowy XX wieku, wcale nie współczesnego świata. Tam są krany, rury.
[02:11:59] - Ale jest ta klepsydra, w której u góry mamy Las Vegas.
[02:12:07] - I się przesypuje w kolejne miasto.
[02:12:08] - I się przesypuje zapewne w Feniks. Ja powiem tak, podtrzymuję słowo „przecudowna”. Naprawdę.
[02:12:18] - To jest na pewno jedna z najładniejszych okładek, jakie widziałem. Bo tu kwestia estetyki, Marku, nie jest. Ona jest fajna w znaczeniu, klimacie takim fajnym.
[02:12:31] - Jest pełna sensów. Ja się na plastyce nie znam, więc nie potrafię ocenić.
[02:12:37] - Aha, jak ty patrzysz na okładki, czy one są sensowne, to dzień dobry.
[02:12:41] - Nie! Jakież to łapanie za słówka. Natomiast ja jestem z tego typu ludzi, którym okładka się podoba albo nie. Ta mi się zdecydowanie podoba. A jak już mi się podoba, to szukam w niej sensów. I tych sensów trochę na okładce jest. Ja myślę w ogóle, że seria Uczta wyobraźni, którą MAG wydaje, w większości przypadków ta seria ma szczęście do okładek. To są naprawdę okładki, które się zapamiętuje.
[02:13:17] - A ja wiem dlaczego.
[02:13:18] - To mów.
[02:13:19] - Bo jak zna mnie AshkeNatka, to po prostu prawdopodobnie dlatego są tak dobre, że się nie wtrąca do grafika, który te okładki projektuje.
[02:13:31] - To chyba zaleta, jeśli chodzi o wydawcę.
[02:13:34] - Ogromna zaleta. Wiesz, jak on by wyglądał, jakby się wtrącał? Bo zna mnie Ashka.
[02:13:41] - Mam jakieś takie niedobre przeczucie, że plotkować zaczynasz.
[02:13:46] - Pewnie, że tak. Dobrze. Książka jest fajna. Książka jest do poczytania, szczególnie na schyłku wakacji, bo nam się chylą ku upadkowi te wakacje.
[02:13:56] - Nie, wakacje to już poszły.
[02:13:59] - Już poszły?
[02:14:00] - Poszły.
[02:14:00] - Ja się czuję wakacyjnie.
[02:14:02] - Uczniowie poszli do szkół.
[02:14:03] - Już?
[02:14:04] - Tak.
[02:14:04] - To moje córeczki też.
[02:14:06] - Nie, studenci jeszcze nie poszli. Jeszcze nie. Jeszcze mają trochę czasu. Dobrze, Wiktorze.
[02:14:14] - A! Redaktorem, przeczytałem sobie teraz, jest Andrzej Miszkurka. Pozdrawiam Andrzeja Miszkurkę, wszystkich tam pozdrawiam, bo ich bardzo lubiłem.
[02:14:25] - Dobrze. Ja myślę, Wiktorze, że to, co mieliśmy najważniejszego powiedzieć o książce „Wodny Nóż” Pacigallupiego, to chyba już powiedzieliśmy.
[02:14:35] - Tak.
[02:14:35] - Nie ma co ciągnąć na siłę, bo to zawsze się źle kończy. Musimy wymyślać koncepcje.
[02:14:41] - A przy kolejnych audycjach i tak będę do tego nawiązywał, tak samo, jak namiętnie nawiązuję do Morgana.
[02:14:47] - Morgana, tak. I Węgla.
[02:14:53] - Tak.
[02:14:53] - Dobrze. To teraz chyba czas, żebyśmy powiedzieli o następnych audycjach. Za tydzień, tak jak mieliśmy to w zwyczaju. Już skończyły się wakacje, tak jak Wiktor powiedział. A więc ABW Wakacje to już przeszłość. Zaczynamy normalne wydania naszych warsztatów.
[02:15:12] - Przestanę się wygłupiać i będę musiał mówić na poważnie?
[02:15:15] - Tak, nawet na bardzo poważnie. Mamy trzy opowiadania. Autorem jednego z nich jest Przemysław Cichoń, nie wiem, czy cyklem, ale z zupełnie nowym światem, zupełnie nową rzeczywistością. Już nie jesteśmy w Świnioryjach. Mamy też dwóch nowych autorów. Dlatego bardzo serdecznie zapraszam na następne ABW już za tydzień. Tak jak powiedziałem, trzy opowiadania. Dużo dobrego słuchania. Myślę, że sporo miłego czasu spędzicie państwo przy odbiornikach. My postaramy się jeszcze troszeczkę, jak będziecie w tych dobrych nastrojach po odczytanych opowiadaniach, to my wam troszeczkę ten nastrój zepsujemy, kiedy będziemy mówić o tym, jak pisać, po co pisać, z kim pisać i czy w ogóle pisać.
Troszeczkę powiemy też o konkursie, który trwa, o Rubieżach rzeczywistości. Zostało nam właściwie jeszcze ponad miesiąc na nadsyłanie prac. Powiem tylko jedno, że tych prac się już pojawiło sporo. Mamy ich na razie kilkanaście. To już jest niezły urobek, szczególnie że do końca konkursu zostało, tak jak powiedziałem, jeszcze ponad miesiąc. To myślę niezły wynik. Czytałem niektóre z tych tekstów i jestem zadowolony, jak każdy organizator konkursu, kiedy teksty przychodzące są naprawdę przyzwoite, to człowiek wtedy zaczyna mówić sobie: „Kurczę, to co robię ma chyba sens”.
[02:17:05] - Ty tak, Marku, zachęcasz wszystkich naszych słuchaczy do słuchania następnej audycji. Ja tego nigdy zwykle nie robię, dlatego spróbuję ja teraz, dobrze?
[02:17:16] - Ale mówisz o ABW czy Bibliotekarium?
[02:17:18] - Obojętnie.
[02:17:20] - Dobra.
[02:17:20] - Otóż słuchajcie, następnym razem, bo będziemy się starali na pewno powiedzieć coś, co jest warte powiedzenia.
[02:17:28] - Aha. Ale żeś pojechał. No dobrze, w każdym razie za tydzień ABW i tak jak powiedziałem, nowe opowiadania, nowe nasze gadanie i myślę, że będzie po przerwie. Mamy naładowane baterie, w związku z czym będzie całkiem fajnie. A za dwa tygodnie kolejne Bibliotekarium. I tutaj mam troszeczkę zgryz, w jaki sposób zapowiedzieć tę najbliższą audycję. W związku z tym zacznę od opisu. Otóż był rok albo koniec 1989, albo początek roku 1990, kiedy przechodząc koło jednej z księgarni zobaczyłem książkę. Ciemna okładka z banderolką, a na banderolce taki oto komunikat: „Ostatnia książka w całości zatrzymana przez cenzurę.” Co było robić? Od razu kupiłem, natychmiast.
Szczególnie że kiedyś, jeżeli coś było zatrzymywane przez cenzurę, to musiało być dobre. Takie było przynajmniej powszechne mniemanie. Kupiłem tę książkę. Książka rzeczywiście była niezła, chociaż już wtedy mnie dziwiło, dlaczego ona została właściwie zatrzymana przez cenzurę. Ale każdy, kto zna czasy PRL-u, kiedy opisze troszeczkę treść, to się przestanie dziwić. Otóż to była książka o obozach koncentracyjnych, ale nie o tych, które znamy, czyli niemieckich czy też radzieckich, ale o tym, kiedy i gdzie powstały obozy koncentracyjne. Sama idea, kiedy powstały. Dzisiaj jest to wiedza chyba już dosyć powszechna. Natomiast jak my wypełzliśmy z tego komunizmu czy z tego socjalizmu realnego, to nie była wcale taka powszechna wiedza i nie wszyscy wiedzieli, że czasy dzielące obozy stworzone przez Stalina czy Hitlera, a czasy pierwszych obozów koncentracyjnych to są zupełnie inne czasy. I że pierwsze obozy gdzieś tak musimy zlokalizować jednak w Afryce, i to w Afryce Południowej, gdzieś w okolicach wojny burskiej i w ogóle zupełnie innych okolicznościach.
[02:19:44] - A potem, Marku, po drodze między wojną burską i stworzeniem obozów koncentracyjnych w Afryce, a naszym doświadczeniem wojennym jeszcze były wspaniałe obozy koncentracyjne w Stanach Zjednoczonych.
[02:20:05] - W Stanach Zjednoczonych wszystko jest najwspanialsze.
[02:20:07] - Gdzie, że tak powiem, utylizowano wariatów amerykańskich po prostu.
[02:20:14] - To ich tam nie utylizowano, tylko ich sterylizowano po prostu.
[02:20:18] - Sterylizowano.
[02:20:20] - Tak, to prawda. Natomiast wrócę do tej historii. I wydawało mi się, że to była ostatnia książka w całości zatrzymana przez cenzurę. Tym bardziej że niedługo potem sam urząd cenzury, czy właściwie Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk został rozpiżony na cztery wiatry. Zniknęło coś, co w potocznym języku cenzurą było nazywane. Zniknęły zapisy cenzorskie. Wydawało się, że ludzie mogą wydawać, pisać, co chcą. W ostatnim czasie tę radosną pewność straciłem i dlatego postanowiliśmy z Wiktorem w głosowaniu, a właściwie w dyskusji, zrobić audycję o książkach, które są, ale nie w Polsce. Które są gdzieś na świecie, są czytane, dyskutowane, rozmawia się o nich, a w Polsce z jakichś niewiadomych powodów ich po prostu nie ma. Łatwo byłoby powiedzieć, że to jakiś spisek albo coś takiego.
Skłaniam się w niektórych przypadkach do tego rodzaju tłumaczenia, aczkolwiek pewno będziemy o tym dyskutować. A zatem następne „Bibliotekarium” za dwa tygodnie to będą książki, których nie ma.
[02:21:48] - Które są, ale nie ma.
[02:21:49] - Które są, a których nie ma, przynajmniej w Polsce. Oczywiście wszyscy ci, którzy znają język angielski, język niemiecki, język rosyjski te książki znają. Nie znamy ich tylko my, którzy bieglej posługujemy się językiem polskim niż jakimkolwiek innym. Dla nas te książki nie istnieją i to jest dla mnie dosyć smutna konstatacja. Zastanawiam się, czy aż tak smutna, żeby zacząć teorie spiskowe snuć, ale o tym będziemy rozmawiać w następnej audycji.
[02:22:24] - Jak powiedziałeś o tym, że się dziwisz, że zniknęła cenzura, a książek nie ma. Otóż widzisz, czy jak zniknie niebo, to będzie znaczyło, że diabła nie ma? To są dwie różne rzeczy.
[02:22:46] - To prawda. To są różne rzeczy, ale wydawało mi się, że w kraju, w którym wydaje się „Pięćdziesiąt twarzy Graya”, w którym wydaje się różne inne czytadła. Ja nie mam nic do „Pięćdziesięciu twarzy Graya”. Jak ktoś chce, to czyta. Żaden problem.
[02:23:00] - Może być nawet 60.
[02:23:01] - Może być nawet 180. Wydaje się wiele różnych książek z różnych półek, z różnych dziedzin, z różnych konwencji estetycznych, bo tych książek jest dużo. Przecież przyjdźcie państwo do księgarni. Akurat słuchaczom naszej audycji tłumaczyć tego nie muszę. Tony książek. A jednak są takie, których nie ma, chociaż być powinny. To też jest ważny element. One powinny być. I to postaramy się państwu pokazać w następnej audycji, w następnym „Bibliotekarium”, że brakuje nam książek, które tu być powinny. Bez nich zdarza się, że nie rozumiemy rzeczywistości, która nas otacza.
I to już jest moim zdaniem konstatacja bardzo poważna i daleko idąca.
[02:23:51] - Wystarczająco zaintrygowaliśmy chyba czytelników i również zmobilizujemy siebie do analiz.
[02:23:57] - I tym optymistycznym akcentem w takim razie żegnamy się z państwem. Mamy nadzieję, że sięgniecie państwo po książkę Baci Gallupi, czy to „Wodny nóż”, czy „Nakręcaną dziewczynę”. Ja obie polecam, chociaż nie każdy fragment tych książek mnie zachwyca. Mamy też nadzieję, tego zawsze państwu życzymy, samych dobrych lektur, samych satysfakcjonujących lektur, a tym, którzy piszą, weny twórczej. Żegnamy się. Coś jeszcze chciałeś powiedzieć?
[02:24:31] - Nie. Bo tak słucham, co mówisz i à propos tej poprawności politycznej, czy słowo „żegnamy się” jest jeszcze poprawne?
[02:24:40] - Jeszcze jest. Ale to wszystko kwestia czasu. Żegnamy się zatem jeszcze, bo możemy. Żegnamy się. Tak jak powiedziałem, samych dobrych lektur, samego dobrego pisania. Do usłyszenia za tydzień i za dwa tygodnie.
[02:24:57] - Do usłyszenia.
[02:24:58] - Dobranoc.
[02:24:59] - A mówili te słowa do państwa gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem w EBU już za tydzień.
[02:26:31] - And you'll no longer burn to be brothers in arms. Through these fields of destruction, baptisms of fire. I've witnessed your suffering, as the battle raged high. And though they had hurt you so bad in the fear and alarm. You did not desert me, my brothers in arms. There's so many different worlds, so many different suns. And we have just one world, but we live in different ones. Now the sun's gone to hell, the moon's riding high. Let me bid you farewell, every man has to die. But it's written in the starlight and every line in your palm.
We're fools to make war on our brothers in arms