[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka". Namaste. Witam wszystkich bardzo serdecznie, bardzo gorąco i bardzo pogodnie w kolejnej części programu „Chata mistyka". Troszeczkę zachmurzyło i rozpadało nam się niebo nad Wrocławiem. No ale cóż, nie ma co narzekać.
Odkąd powróciłem do Polski jakiś miesiąc temu pogoda naprawdę sprzyjała. Było super gorąco, super tropikalnie. Aż nie do wiary jak na tą porę roku. Natomiast teraz troszeczkę deszczu na pewno nam nie zaszkodzi. Myślę, że rośliny są bardzo wdzięczne za tego typu pogodę, dlatego, że już następowała dosyć nużąca susza od paru tygodni. Natomiast z tego, co dochodzą mnie głosy i oznaki, to w Londynie, w Wielkiej Brytanii, tam, gdzie to zwykle przebywam w tym czasie w roku, są potężne upały. Także niespotykane walory pogodowe, jak na tamtejszą wyspę o tej porze roku w szczególności. A my tymczasem w tych deszczowych, mokrych warunkach kontynuujemy naszą jakże przepełnioną wspomnieniami i różnego rodzaju mistycznymi akcentami podróż, którą to odbyłem w Indiach. Podróż, która trwała półtora roku. W międzyczasie udało mi się polecieć do Australii na jakiś czas, a w ostatniej części „Chaty mistyka" udało nam się dotrzeć do Nepalu.
I zakończyłem takim troszeczkę niecodziennym, zaskakującym motywem muzycznym, dlatego, że zakończyliśmy tą naszą ostatnią część, to nasze ostatnie spotkanie muzyką, która była inspirowana twórczością Jamajki, czyli wyspy, która położona jest daleko od wysokich gór Himalajów, pośród Morza Karaibskiego. Ale okazuje się, że nawet tam w Himalajach, w Nepalu muzyka reggae może być i jest bardzo popularna w niektórych miejscach. Jest to muzyka, która swoim charakterem, swoją twórczością liryczną również dociera w wiele niespodziewanych zakątków świata. I również w Nepalu nie zawiodłem się. Znalazłem sobie miejsce, w którym to spędziłem parę tygodni, delektując się soczystymi, głębokimi liniami basowymi pochodzącymi z utworów reggae. Także muzyka, która pochodzi z zupełnie innej części świata, aczkolwiek doskonale sprawdza się w każdych warunkach, nawet w tych wysokogórskich, niedostępnych partiach Himalajów. No ale cóż, moi drodzy, Nepal dla mnie to tylko dwa tygodnie pobytu i wiza do Indii została mi odnowiona, przedłużona, więc czas nam powrócić do Indii. Podróż w kierunku granicy indyjskiej przebiega dosyć sprawnie. Parę dni bardzo zatłoczonymi, aczkolwiek wypełnionymi wesołymi ludźmi, pojazdami. Przewspaniałe widoki.
Naprawdę delektowałem się niesamowitymi widokami górskimi. Przepiękna natura, mnóstwo ciekawych, rzadkich zwierząt, które również pojawiają się na drogach i bezdrożach. Dlatego, że większość z tych dróg w Nepalu jednak pozostawia wiele do życzenia pod względem technicznym. Są to drogi zakurzone, pełne dziur, bardzo strome. Można by uznać je nawet za niebezpieczne, aczkolwiek kierowcy tamtejsi Nepalczycy świetnie sobie radzą z takimi warunkami. Wielokrotnie serce podskakiwało mi do gardła. Liczyłem już ostatnie sekundy mojego żywota, ale jednak okazywało się chwilę później, że dane jest mi przetrwać ową cudowną podróż. Tak więc parę postojów odkąd opuściłem miejscowość Pokhara. Zatrzymałem się w przepięknej, widowiskowej wiosce położonej wysoko w górach, której nazwy w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć. Było to parędziesiąt kilometrów od granicy z Indiami.
Dlatego, że pomimo tego, że pokonywaliśmy, pokonywałem ja dziennie niewiele kilometrów tymi publicznymi środkami transportu, to jednak podróże te były długotrwałe, wielogodzinne i bardzo męczące, więc postanowiłem sobie tą podróż po prostu podzielić na parę mniejszych odcinków. Odcinków specjalnych, można by powiedzieć. No ale cóż, jesteśmy znowuż w Indiach. Mój kierunek to miejscowość Rishikesh, która również położona jest w górach. W tych samych górach, dlatego, że Himalaje to potężny, rozległy łańcuch górski. Proszę mi wybaczyć moje przejęzyczenia. Wszystkich nowych słuchaczy Chaty Mistyka informuję, że w kraju rodzimym znanym Polską nie było mnie 15 lat, więc chyba mam trochę prawo z tego tytułu zapominać słów, czasami je troszeczkę przeinaczać, ale myślę, że informacja, którą mam do przekazania wam, drodzy goście Chaty, w jakiś sposób jest spójna i dociera do waszych uszu i do waszego gustu. To tyle tytułem wyjaśnień i wymówek. Jesteśmy w Indiach. Czekam na pociąg.
Kiedy dotarłem w końcu po paru dniach jazdy autobusami po krętych i zakurzonych bezdrożach himalajskich do dużej miejscowości Gorakhpur w Indiach, okazało się, że przewidywany pociąg ma spore opóźnienie. Pociąg, którym miałem udać się do miejscowości Haridwar, która jest położona niedaleko miejscowości Rishikesh, do której się kierujemy w tym momencie. Długa opowieść krótką. Zmuszony byłem czekać na pociąg, który opóźniony był z godziny na godzinę coraz bardziej do wyczerpującego momentu, kiedy mijała 15.00 godzina, odkąd miał odjechać planowo dany pociąg. Spędziłem 15 godzin w otoczeniu różnych innych podróżników na zatłoczonym i dosyć brudnym dworcu kolejowym. W końcu udało się. Dojechałem do miejscowości Rishikesh i kiedy ujrzałem rzekę Ganges w swoim górnym biegu, zapomniałem o wszystkich zmartwieniach, dlatego, że rzeka w tym miejscu wypływająca prosto z gór. Nie tak prosto, dlatego, że źródło Gangesu w tym miejscu oddalone jest jeszcze o jakieś 200, może 230 kilometrów w górę. Aczkolwiek krystalicznie czysta, błękitna woda w rzece Ganges sprawia nieprawdopodobne wrażenie. Doprawdy w tym momencie przekonałem się poniekąd, dlaczego owa rzeka nazywana jest rzeką świętą.
Ma nieprawdopodobne walory nie tylko estetyczne, ale również energetyczne. Okazuje się, że połowa lub nawet ponad połowa tej wody, która znajduje się w dosyć potężnym nurcie rzeki Ganges, pochodzi z topniejących lodowców położonych wysoko w Himalajach, więc woda ta jest nie tyle bardzo starym materiałem tak naprawdę, ale również bardzo czystym materiałem, dlatego, że pochodzi z lodu, czyli nie posiada tych wszystkich zanieczyszczeń, które krążą w powietrzu, różnych osadów. W tym miejscu, w wyższej części swojego biegu jest doprawdy czysta. Wspominałem wcześniej podczas okazji naszej wizyty w miejscowości Varanasi, która położona jest również nad tą samą rzeką, ale paręset kilometrów niżej, że kolor wody był czarny. Pomimo tego mnóstwo pielgrzymów w miejscowości Banaras lub Varanasi lub też Kasi, to wszystko są nazwy tej samej miejscowości, podejmuje się tak zwanych świętych kąpieli w rzece Ganges. Ja nie odważyłem się, będąc w Varanasi, na zamoczenie chociażby dużego palca u stopy w owej rzece. Aczkolwiek tutaj w Rishikesh rzeka zapraszała swoją bystrością, czystością i błękitem. Jesteśmy w Rishikesh, mieście otoczonym przepięknymi szczytami, legendarnym dla pielgrzymów i tych wszystkich, którzy poszukują duchowych wrażeń. Miejsce, które zanotowało się na mapie Indii z paru różnych względów, między innymi stało się w latach 70. miejscem kultowym z tego względu, że pojawił się tutaj znany zespół The Beatles w całym składzie, z całą swoją świtą, gdzie panowie zamknęli się na parę tygodni w aśramie, aby zapoznać się z technikami medytacyjnymi i z jogą.
Od tego czasu miejsce zamieniło się w lokalizację dosyć kultową dla hipisów pojawiających się tutaj licznie z różnych zakątków świata. Aczkolwiek tradycja tego miejsca ma tysiące lat tak naprawdę. Miejsce przepełnione wspaniałą energią, miejsce wypełnione ludźmi, którzy poszukują prawdy, ludźmi, którzy praktykują jogę. W pobliżu tej miejscowości znajduje się mnóstwo jaskiń, które również miałem okazję odwiedzić. Jaskiń, w których do tej pory siedzą mistycy, którzy mają bardzo rzadki lub w ogóle nie mają kontaktu z cywilizacją, z ludźmi, którzy mieszkają w miasteczku. Na drodze ascezy próbują udoskonalić się pod względem duchowym, pod względem energetycznym, wykonując różnego rodzaju praktyki. To nie jest tylko jeden określony trend. Są to panowie bardzo zacni, moim zdaniem warci uwagi. Tak jak wspomniałem, miałem okoliczność spotkania i rozmowy z paroma z nich. Wrażenie jest nieprawdopodobne.
To są ludzie, którzy nie muszą tak naprawdę otwierać ust, aby mówić. Wystarczy przebywać w ich otoczeniu. Jest to fenomenalnym darem, w szczególności dla tych, którzy poszukują prawdy i którzy wstąpili na drogę rozwoju duchowego. Wrażenie jest po prostu piorunujące, a w ich spojrzeniach widać niesamowitą głębię i mądrość, którą pozyskali nie na drodze logiki i nie na drodze edukacji czy też rozwoju akademickiego, tylko poznali naturę istnienia, naturę życia z zupełnie innej strony, pod zupełnie innym kątem. Ten mistycyzm jest z nimi, jest w nich obecny. Dodatkowo niektórzy z tych panów potrafią się nim podzielić ze swoimi gośćmi, ze swoimi wizytatorami, którzy chcą zaczerpnąć tego typu doświadczeń i którzy są na tego typu doświadczenia gotowi w pewnym sensie. Witam wszystkich bardzo serdecznie w górskiej miejscowości Rishikesh. Miejsce, które zawdzięcza swoją nazwę pradawnym mędrcom, którzy zapisywali właśnie tu, w tym miejscu, w bardzo poetyckich formach pradawną wiedzę, pradawną kulturę, czyli tak zwani rishis. Zapraszam wszystkich do wysłuchania utworu, który dla mnie jest bardzo wyjątkowy. Utwór ten po raz pierwszy udało mi się usłyszeć właśnie w tym miejscu, ale od tej pory z pewnych dziwnych, magicznych względów towarzyszył mi już do końca mojego pobytu, do końca mojej podróży w Indiach.
Poniekąd chcąc nie chcąc, dlatego, że gdziekolwiek od tej pory nie pojawiłem się, utwór ten był odgrywany przez jakichś podróżników. Utwór ten gdzieś słyszałem w oddali, więc stał się on dla mnie swego rodzaju kultowym i bardzo charakterystycznym znakiem na drodze podczas mojej podróży i ekspedycji w Indiach. Zapraszam do wysłuchania utworu autora, który nazywa się Krishna Das. „Om Namah Shivaya”. Shwaya namaaha shwaya namo.
[18:34] - Shwaya namaaha shwaya namao.
[18:43] - Shwaya namaaha nama shwaya.
[18:52] - Shwaya namaaha nama shwaya.
[18:59] - A bolo sambe sankara nama shwaya girija shankara nama shwaya.
[19:08] - Sambe sankara nama shwaya girija shankara nama shwaya.
[19:15] - Bolo arunachala Shiva nama shwaya arunachala Shiva nama shwaya.
[19:24] - Arunachala Shiva nama shwaya arunachala Shiva nama shwaya.
[19:31] - Haro om nama shwaya Om nama shwaya haro.
[19:40] - Om nama shwaya Om nama shwaya.
[19:47] - Haro Om nama shwaya Om nama shwaya Haro.
[19:57] - Om Nama shwaya Om nama shwaya.
[20:03] - A Bolo shambho Shankara nama shwaya Girija Shankara nama shwaya.
[20:06] - Shambo Shankara nama shwaya Girija Sankara nama shwaya.
[20:18] - Bolo shambho Shankara nama shwaya Girija Shankara nama shwaya.
[20:27] - Shambho Shankara nama shwaya Girija Shankara nama shwaya.
[20:33] - Bolo Arunachala Jiva nama shwaya Arunachala Jiva nama shwaya.
[20:38] - Arunachala Jiva nama shwaya Arunachala Jiva nama shwaya.
[20:41] - Harom nama shwaya Om nama shwaya.
[20:57] - Om nama shwaya Om nama shwaya.
[21:05] - Shwaya nama shwaya nama shwaya namao shwaya nama shwaya namao. Taka oto skrócona wersja tego kultowego utworu. Cały numer ma około piętnastu minut. Dla zainteresowanych polecam odnalezienie go w internecie. Autor nazywa się Krishna Das. Można posłuchać całości tego utworu. My natomiast nadal pozostaniemy jeszcze przez chwilę w klimatach górskiej miejscowości Rishikesh, która stała się jednym z moich ulubionych miejsc podczas mojej wyprawy do Indii. Miejsce, które darzę wielkim szacunkiem z tego względu, że szacunek jest bardziej nie do miejsca, tylko dla ludzi, którzy rezydują w tym miejscu. Są to jogini. Są to panowie, którzy nazywani są sadhu.
Ci, którzy poprzez swoją pokorę postanowili wynieść się na ulicę i żyć po prostu w ubóstwie, improwizując praktycznie z dnia na dzień. Nie posiadają żadnych dóbr materialnych, nie posiadają kont bankowych. Są to panowie, których spojrzenia obdarzone są głębokim poważaniem i mądrością, którą emanują na co dzień. Samo słowo „sadhu” oznacza: ten, który jest pokorny, ale również oznacza to: ten, który odnalazł spokój. Jak to mawia jeden z moich znajomych sadhu, który często widywany jest przy rzece Ganges, śmiejąc się, z szerokim uśmiechem zawsze mówi do mnie: Big money big problem, No money, no problem. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że jeżeli jesteś bogaty, to masz dużo zmartwień, dlatego że te pieniądze przynoszą dużo stresu. Musisz się o nie martwić. Natomiast jeżeli jesteś spłukany czy też goły, to jesteś właśnie również wesoły, dlatego że nie masz stresów i nie masz z tym związanych zmartwień. To są problemy, które dotyczą naszego codziennego ego. Szczególnie w świecie zachodnim jest dla nas naturalnym sposobem bycia, sposobem funkcjonowania.
Wydaje nam się, że nie ma innej drogi. A tu okazuje się, że — nie z przymusu, ale właśnie z własnego świadomego wyboru — jest mnóstwo ludzi, którzy postanawiają odrzucić to piętno cywilizacji związane z wieczną pogonią za pieniędzmi Z dogadzaniem to sobie i usilnej próbie stworzenia sobie warunków, w których to poczujemy się wygodnie. Niestety tworzenie tych warunków bardzo często przypłacamy najzwyczajniej w świecie czasem naszego jakże wartościowego życia. Ten cykl naszego życia na tej planecie jest naprawdę krótki i moim zdaniem warto czasem się zatrzymać i popatrzeć sobie na to, co robimy na co dzień trochę z dystansem, może trochę pod innym kątem. Często uświadomimy sobie, że te rzeczy, o które tak często zabiegamy w takich znojach i trudach, te rzeczy, które wyprowadzają nas z balansu i z równowagi, również to, co powoduje nam stres, to są rzeczy bardzo często wyimaginowane, które pochodzą bezpośrednio z naszych obaw. To są zjawiska, które tak naprawdę budowane i kultywowane są tylko i wyłącznie wewnątrz naszych umysłów. To są zjawiska, które tak naprawdę po krótkim przyjrzeniu się na zewnątrz nie istnieją. I właśnie na tym polega walka owych panów z tak zwanym ego, z tak zwaną iluzją życia, z iluzją przebywania w otoczeniu, w społeczeństwie. Panowie w Rishikesh świetnie sobie z takimi problemami poradzili. Dlatego cechuje ich pokora, ale z drugiej strony pogoda ducha również.
Przepełnieni są wspaniałą energią, którą to dzielą się z każdym, który ma ochotę w tym zjawisku uczestniczyć. Są to dosłownie panowie, którzy są w stanie oddać tobie wszystko. Są w stanie podzielić się z tobą posiłkiem. Jeżeli mają jakieś drobne pieniążki, to zaoferują ci kupno herbaty. Uważam, że jest to wspaniałe, dlatego, że jeżeli masz dużo, a potrafisz się dzielić, to jest to pewna chwalebna cecha, którą masz. Aczkolwiek prawdziwą sztuką jest dzielić się tym, czego tak naprawdę prawie że już nie masz. To jest chyba największa w tym wszystkim sztuka. To największa odwaga. I za to tym wszystkim panom cześć i chwała. My tymczasem jeszcze na chwilę pozostaniemy sobie w klimatach górskiej miejscowości Rishikesh z tłem muzycznym, który to każdy, kto odwiedził tą miejscowość doskonale zna.
A jeżeli w przyszłości znajdziesz się w miejscowości Rishikesh w północnej części Indii, to jestem przekonany, że również ten utwór muzyczny usłyszysz, dlatego, że jest on odgrywany codziennie na ulicach i w różnego rodzaju zakamarkach Rishikesh. Najczęściej przechodząc ulicą handlową można usłyszeć ten utwór dochodzący z głośników wielu sklepów i kramików. Także jest on wszystkim bardzo znany. Jest przez wielu gości Rishikesh często nucony i często zapada też w pamięć, dlatego, że jest to bardzo charakterystyczna, wpadająca w ucho melodia. A ja mam dla was dzisiaj taką trochę przerobioną wersję tego utworu. Wersja odgrywana przez DJ-a, więc jest troszeczkę raźniej, troszeczkę skoczniej. Zapraszam do posłuchania utworu, który bardzo mocno kojarzy mi się z pobytem w Rishikesh.
[30:50] - Opuszczamy już przepiękne Rishikesh, jedno z moich ulubionych miejsc na mapie Indii. Udajemy się zaledwie dwieście kilometrów nieopodal. Powracamy do stanu Punjab. Tak jak wspomniałem wcześniej, podczas naszej muzycznej podróży. Punjab, czyli kraj pięciu rzek, bo to oznacza nazwa Punjab. Jest to miejsce, które odwiedziłem wielokrotnie podczas mojej podróży. Zaprzyjaźniłem się tam z pewną lokalną rodziną na malutkiej wiosce. No i dzięki pomocy mojego przyjaciela właśnie w Punjabie udało mi się zorganizować motor. Więc wracamy do Punjabu, aby uruchomić motor marki Royal Enfield, którym to przyszło mi przejechać prawie dwanaście tysięcy kilometrów od tej pory. Od tej pory moja podróż w Indiach nabrała trochę większego rozmachu powiedziałbym.
Trochę nabrała może więcej prędkości również. Podczas naszej poprzedniej wizyty w Punjabie wspomniałem, że lokalna muzyka cechuje się dosyć dynamicznym bitem i jest to dosyć specyficzny gatunek muzyczny, który wywodzi się z Punjabu. Teraz przy okazji odbioru naszego przepięknego żelaznego rumaka, na którym to przyjdzie nam spędzić wspólnie długą podróż po drogach i bezdrożach Indii w dzisiejszym odcinku posłuchamy sobie jeszcze przez chwilę owego właśnie żywiołowego rytmu, którym tak bardzo szczycą się brodaci mieszkańcy. Co chodzi o mężczyzn oczywiście tej krainy, która zwie się krainą pięciu rzek, czyli Punjab. Zapraszam. Kuch na niwi ho je main sir te chunni rakh diya. Akhan de vich teri surat na hor kise val takdiya. Keh keh teri muchh na niwi ho je main sir te chunni rakh diya. Akhan de vich teri surat na hor kise val takdiya. Bada yaar voi asooli ve na gal kare fazooli ve.
Teri smile jatta menu fan banaadiyaa. Tainu vich khaaban de nit gal vakdi pauni aa. Main tainu dass nahi sakdi main tainu kinna chauni aa. Ve tasra tere vangoo main thon geet banaaye jaane. Nai apne jazbaatan vaale koke laaye jaane. Tasra tere vangoo main thon geet banaaye jaane. Nai apne jazbaatan vaale koke laaye jaane. Tere hijre ch saddiyaan main nit nit mardiyaan. Ve ungla naal tera na dil te vauliya. Tainu vich khaaban de nit gal vakdi pauni aa.
Main tainu dass nahi sakdi main tainu kinna chauni aa. Ho-ho-ho. Ho-ho-ho-ho. Ve akhiyan tars gayiyan ne tainu vekhnu. Mera fugge kaal jaa ve teri ik sekh nu. Ve akhiyan tars gayiyan ne tainu vekhnu. Mera fugge kaal jaa ve teri ik sekh nu. Kaur kehre des gayiyan jithon ve mudda nahi. Ardaasan kardiyaan nit peer manauni aa. Tainu vich khaaban de nit gal vakdi pauni aa.
Main tainu dass nahi sakdi main tainu kinna chauni aa.
[39:33] - Jesteśmy już na drodze. Poruszamy się środkiem zmotoryzowanym, przepięknym klasycznym motorem marki Royal Enfield. Motor legenda w Indiach i nie tylko. Poruszamy się w stronę miejscowości Amritsar, która jest bardzo wyjątkowa dla wyznawców religii, która nazywa się sikhizm, bowiem znajduje się tam tak zwana Złota Świątynia. Jest to najważniejsza Guru Dwara, czyli rodzaj świątyni dla Sikhów na całym świecie, którą to rzekomo każdy z wyznawców powinien odwiedzić przynajmniej raz podczas swojego życia. Ja również będąc w Pendżabie, pomimo tego, że nie jestem Sikhiem, właściwie nie jestem osobą w ogóle religijną, wręcz przeciwnie. Uważam, że religijność jest przeszkodą w rozwoju duchowym. Jeżeli docenimy i odkryjemy tą prawdziwą drogę, to żadna instytucjonalizacja i dogmaty są nam niepotrzebne. Ta właściwa prawda mieszka wewnątrz każdego z nas i każdy z nas, niezależnie od pochodzenia, od tego, w jakiej części tego świata się urodził, ma jednakową szansę i sposobność, aby odkryć tą właściwą drogę i w tym kierunku się doskonalić i tą drogą podążać. Ja jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek religii, religijności i związanych z tym stresów, tarć i różnic opinii, które to powodują do wielu przykrych sytuacji na świecie, wliczając w to między innymi zarzewia wojen.
Ale cóż, pozostańmy na drodze. Docieramy do miejscowości Amritsar. Złota Guru Dwara Sikhów. Przepiękny obiekt. Spędziłem tam dwa dni. Jest to miejsce bardzo dobrze zorganizowane dla pielgrzymów, dla turystów. Przewija się tam dziennie tysiące ludzi, którzy są zaznajamiani z historią i z kulturą sikhizmu, która nie jest notabene aż tak stara. Jest to religia, która liczy sobie niecałe 500 lat. Moim skromnym zdaniem wywodzi się bezpośrednio od joginów, którzy pochodzą z Himalajów, z wysokich partii Himalajów w Indiach. Ta wiedza, którą próbowali dzielić się parę setek lat temu z populacją kraju, została przekonwertowana w religię.
Dlatego, że często dzieje się tak, że jeżeli czegoś nie rozumiemy, to albo nazywamy to magią, albo rozpatrujemy to w kwestii dogmatów religijnych. Wystarczy się troszeczkę zagłębić w temat, może z troszeczkę innej strony, a być może problemem staje się ten nasz logiczny ogląd rzeczywistości i do tego wiedza, którą chłoniemy w szkołach podczas naszego procesu edukacyjnego Tego typu wiedza nie pomoże nam za bardzo w rozwoju duchowym. Aby dokonać tego pierwszego kroku, musimy zapomnieć o tym wszystkim, czego nauczyliśmy się w szkole. O tych naszych schematach logicznych, o tym, czym nasiąknęliśmy podczas naszych procesów socjalizacyjnych, kiedy wychowujemy się w społeczeństwie, w danej grupie społecznej. Dlatego, że to zupełnie inne doświadczenie. Mówię tutaj o doświadczeniu duchowym niż to, które jesteśmy w stanie okiełznać przez nasz rozum, przez nasze zmysły poznawcze i przez schematy, którymi zwykliśmy funkcjonować podczas naszego codziennego życia. Nie będę się tutaj rozwijał. W dzisiejszej audycji ma być mniej mówienia, a więcej muzyki. Miejscowość Amritsar, Złota Świątynia Sikhów. Tutaj akurat nie mam fragmentu muzycznego, żeby było ciekawiej, ale od tej pory, kiedy wyruszamy z Amritsar, poruszamy się już tylko i wyłącznie na południe tego subkontynentu indyjskiego.
I kolejnym naszym celem to pustynia. Rajasthan. Miejsce, które chciałem odwiedzić już od bardzo dawna. Miejsce urocze, kompletnie inne niż wszystkie do tej pory zapoznane przeze mnie lokalizacje w Indiach. Warunki klimatyczne bardzo surowe. Tym razem potężna równina, aczkolwiek o charakterze pustynnym. Ludzie zaprawieni w bardzo srogim, gorącym klimacie. Roślinność w Rajasthanie jest dosyć krępa i powiedziałbym uboga. Jeszcze parę lat temu mieszkańcy Rajasthanu nie mieli za bardzo dostępu nawet do owoców, które w tej chwili docierają tam dzięki rozwojowi transportu i budowie nowych dróg. Aczkolwiek przewodnicy lokalni opowiadali mi takie historie, że kiedyś, kiedy wychowywali się w tych pustynnych, piaszczystych warunkach, mieli okazję zjadać jakiś owoc raz w roku.
Więc to, co dla nas w świecie zachodnim często wydaje się popularne i oczywiste, dla tych ludzi zaprawionych w trudnych warunkach życiowych bywa często luksusem. Okazuje się, że na pustyni luksusem może okazać się nawet owoc. Jesteśmy w Rajasthanie. Kraina wielbłądów. Naprawdę byłem zaskoczony mile widokiem wielbłądów na każdym kroku. Wykorzystywane one są głównie do środków transportowych w Rajasthanie, ale również bardzo specyficzna muzyka i mnogość talentów muzycznych, które wywodzą się z tej krainy. Muzycy z Rajasthanu, jak to zostało mi powiedziane, podróżują właściwie po całym świecie, prezentując swoją twórczość artystyczną. Są bardzo cenionymi muzykami na świecie. W Rajasthanie znajduje się wiele wysokiej klasy szkół muzycznych oraz również mistrzów muzycznych i nauczycieli. Z tego właśnie względu muzycy wywodzący się z Rajasthanu prezentują bardzo wysoką klasę i są rozpoznawani właściwie na arenie światowej.
Więc zapraszam do wysłuchania utworu muzycznego, który pochodzi właśnie z owej pustynnej krainy, zamieszkanej nie tylko przez ludzi, ale również wielbłądy. A tak oto brzmi tradycyjna muzyka ludowa pochodząca z głębi pustyni w krainie zwanej Rajasthan. Opuszczamy powoli Rajasthan, aczkolwiek powoli, dlatego, że Rajasthan to potężna, rozległa kraina, z której wyjazd zajął mi wiele dni. Więc mkniemy sobie motorem po całkiem dobrej jakości nawierzchniach autostrad w Rajasthanie, ku mojemu zaskoczeniu. Po drodze zatrzymałem się w paru znakomitych miejscach, wliczając w to między innymi miejscowość Pushkar, która jest pewną żywiołową oazą pośród pustyni, o której opowiadałem w poprzednich programach „Chaty mistyka”. I parę innych miejsc po drodze. Udajemy się w stronę miejscowości Ujjain. Ujjain jest to miejsce, które jest bardzo mocno zaznaczone na mapie pielgrzymów w Indiach, na mapie tych, którzy podróżują szlakiem rozwoju duchowego, bowiem znajduje się tam kolejna Jyotirlinga, czyli naturalna forma energetyczna, która powstała w tym miejscu. Tak jak wspominałem wcześniej, w Indiach znajduje się 12 takich miejsc. To nie są jedyne takie miejsca na świecie.
Jest ich więcej, aczkolwiek te w Indiach są doskonale rozpoznawane i dba się o nie oraz kultura i wiedza związana z tymi miejscami jest kultywowana aż po dzień dzisiejszy. Także miejscowość Ujjain, poza tym, że posiada jedną z owych 12 form energetycznych, które nazywają się Jyotirlinga, jest również miejscem, do którego co 12 lat, co wyznacza duży cykl, udaje się miliony pielgrzymów i tak zwanych sadhu oraz całe rzesze joginów, ascetów, tych, których nazywa się w Indiach świętymi i również tych, których nazywa się w Indiach jasnowidzami. Ci wszyscy ludzie udają się na potężny festiwal, który odbywa się co 12 lat w miejscowości Ujjain i z tego względu miejsce to jest bardzo popularne i odwiedzane często przez tych, którzy praktykują tak zwaną sadhanę, czyli drogę rozwoju duchowego. Więc mkniemy sobie motorem po zakurzonych, piaszczystych rejonach stanu Rajasthan, przejeżdżając przez miejscowość Ujjain i kierujemy się w stronę Ellora Caves. Ellora Caves, czyli majestatyczny kompleks jaskiń, które zostały wybudowane właściwie nie wiadomo kiedy do końca. Przedsięwzięcie technologicznie tak nieprawdopodobne, że nawet w dzisiejszych czasach współcześni naukowcy i budowniczy mają dosyć poważny problem ze zdefiniowaniem metody i sposobu, w jaki te budowle zostały utworzone. Jest to kompleks 36 świątyń wybudowanych w formie wnęk, w formie potężnych jaskiń i systemów tuneli wewnątrz góry. Więc materiał budulcowy nie był zwożony i budynki nie były tworzone od podstawy ku dachowi, ku zwieńczeniu, ale wręcz w przeciwnym całkiem procesie. Wszystkie te pomieszczenia zostały wyrzeźbione, zostały wydłubane w zboczu góry, poczynając od czubka i kierując się ku dołowi, wliczając w to cały system podziemnych tuneli. Jest to przedsięwzięcie technicznie tak nieprawdopodobne, że polecam każdemu, kto kiedykolwiek znajdzie się w tym obszarze lub znajdzie się w Indiach, postarać się, aby to miejsce odwiedzić.
W innym razie zapraszam wszystkich do obejrzenia zdjęć tego kompleksu świątyń w internecie. Miejsce nazywa się Ellora Caves. Ellora pisane przez podwójne L. Miejsce nieprawdopodobne, ujmujące i frapujące. Dla mnie naprawdę prawdziwa fascynacja. Spędziłem tam parę dni w drodze do Mumbaju i byłem naprawdę zauroczony tym technologicznym i duchowym fenomenem, który powstał w tym rejonie A tymczasem zapraszam na jeszcze chwilę wspólnej włóczęgi po pustynnych, piaszczystych drogach i bezdrożach Radżastanu i sąsiadujących z nim stanów Madhya Pradesh i Maharashtra w drodze do Mumbaju. No i docieramy powoli do potężnej, zatrważającej dla mnie metropolii Mumbaju. Aczkolwiek po drodze fenomenalne, naprawdę przewspaniałe widoki. Kiedy pędziłem autostradą na południe w stronę tego wielkiego miasta Mumbai, doprawdy delektowałem się krajobrazami. Przepięknie rysujące się w oddali sylwetki wzgórz i zerodowanych grani oraz mnóstwo zieleni.
Tak naprawdę bardzo fajna, prosta autostrada, która umożliwiła mi dosyć szybkie przemieszczenie się z kompleksu Ellora w stronę Mumbaju. Natomiast przy samym wjeździe do Mumbaju odbiłem się prawie że od ściany, dlatego że ruch uliczny w Mumbaju jest przepotężny. Jest potężny zgiełk. Oczywiście zanieczyszczenie powietrza. Do tego oczywiście hałas klaksonów i pokrzykujących kierowców wszelkiego rodzaju pojazdów. Dlatego że jak wspominałem, w Indiach jeździ się czym się da i kiedy się da i w jaki sposób się da. Więc wjazd do samego miasta Mumbai jest to naprawdę misja i po długiej, wielogodzinnej podróży motorem jest to bardzo wyczerpujące doświadczenie. Ale udało się. Prawdopodobnie po ponad trzech godzinach, odkąd osiągnąłem obrzeża miasta Mumbai, udało mi się wjechać do centrum, gdzie miałem spotkać się z moim przyjacielem, którego zapoznałem parę miesięcy wcześniej w miejscowości Manali w stanie Himachal Pradesh. Tak więc wspólnie biorąc udział w intensywnym ruchu ulicznym metropolii Mumbaju, przeciskając się drogami, ryzykując praktycznie życiem i lewą nerką na każdym kroku.
Przeciskamy się przez te zatłoczone, hałaśliwe ulice, próbując dostać się do miejsca, w którym mam spotkać się z moim przyjacielem. I posłuchamy sobie takiego oto utworu muzycznego. I tym niecodziennym klimatem muzycznym na dzisiaj zakończymy nasze spotkanie w Chacie Mistyka. Podczas edycji tego odcinka zorientowałem się, że udało mi się lekko przekroczyć nasze okno czasowe. Także zapraszam wszystkich ponownie już niebawem, kiedy to będziemy kontynuować, ale jednocześnie kończyć naszą muzyczną opowieść. Myślę, że niebawem nadejdzie czas, kiedy powrócimy do bardziej tradycyjnej formy naszych spotkań, kiedy to poruszamy klimaty metafizyczne, klimaty mistyczne, które czasami może wymagają troszeczkę więcej uważności, troszeczkę więcej skupienia. Ale mam nadzieję, że uda mi się zainteresować was, drodzy goście do odwiedzin w skromnych progach Chaty. Póki co pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i do usłyszenia i do zobaczenia w kolejnej części Chaty Mistyka. Mówił do was Bard. Namaste.
Prana. Chata Mistyka.