[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu "Chata mistyka". Namaste. Witam wszystkich bardzo słonecznie. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco na wstępie. Piękna, słoneczna pogoda, błękitne niebo, lekko zachmurzone.
Towarzyszą nam od paru dni, niektórym z nas, emocje sportowe. World Cup, Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Mnie te tematy za bardzo nie dotyczą, aczkolwiek muszę przyznać, że atmosfera i wigor wrocławskich kibiców udziela mi się poniekąd. My tymczasem kontynuujemy opowieść. Witam ponownie w "Chacie mistyka". Pozdrawiam wszystkich jeszcze raz bardzo serdecznie na wstępie. Pozdrawiam wszystkich nowo przybyłych. Wyjaśnię tylko pokrótce tym, którzy dopiero zawitali do "Chaty mistyka", że już od paru epizodów w naszym programie trwa podróż muzyczna. Nie jest to konwencjonalna forma "Chaty mistyka", ale zupełnie inna. Także dużo mniej mówienia, jak to zwykle bywa, trochę mniej metafizycznie, a bardziej podróżniczo tym razem.
Otóż przy pomocy muzyki staram się nakreślić po trosze i oddać tym samym atmosferę, która towarzyszyła mi podczas mojej półtorarocznej podróży. Podróży pełnej doznań, podróży pełnej kolorów, orientalnych smaków i wrażeń. Podróży, która w pewien sposób otworzyła mi oczy na wiele kwestii. Jest to czas, który był dla mnie szalenie interesujący i podróż, która w pewien sposób pozwoliła mi na usystematyzowanie tego, co do tej pory już poniekąd wiedziałem. Po trosze może przeczuwałem, ale nie zawsze potrafiłem to wyrazić, tym bardziej ubrać w słowa. Jest to również podróż, która nie tylko umożliwiła mi odwiedzenie wielu interesujących miejsc i poznanie bardzo ciekawych ludzi, ale przede wszystkim zabrała mnie do wnętrza mnie samego, gdzie często zacząłem odkrywać rzeczy, które do tej pory były mi po prostu nieznane lub może innymi słowy nierozpoznawalne. Dlatego, że te rzeczy zawsze tam są, one sobie drzemią, tylko my nie zawsze jesteśmy wyczuleni na pewne kwestie i nie zawsze ten aparat poznawczy, te mechanizmy są przystosowane do tego, aby pewne rzeczy sobie unaocznić, aby po prostu pewne rzeczy sobie uprzytomnić. Tyle tytułem wstępu. Kontynuujemy naszą muzyczną podróż dzisiaj, drodzy goście "Chaty mistyka". W pierwszej części naszej podróży spędziliśmy wspólnie trochę czasu w centrum jogi Isha w południowej części Indii.
Przepiękne miejsce pośród palm kokosowych i pięknych widoków okalających to miejsce wzgórz Velliangiri Mountains, jak to nazywają lokalni owe wzgórza porośnięte przepiękną zielenią i rozciągające się praktycznie wokół horyzontu. To naprawdę wytwarza przewspaniałą, mistyczną atmosferę już samo w sobie. Dodatkowo wspaniali ludzie i cała praca, która związana jest z tą instytucją Isha Yoga Center. Tam posiedzieliśmy parę miesięcy. Następnie udaliśmy się na chwilę do Australii w pierwszej części naszych podróży, aby zapoznać się z lokalnymi zwyczajami i pewną bardzo ciekawą kosmologią Aborygenów. Zapoznaliśmy się również z ich systemem wierzeń, który to oni sami nazywają czasem snu. Po Australii powróciliśmy jeszcze na parę miesięcy do mistycznego klimatu ashramu, gdzie spędziłem kolejnych parę miesięcy po powrocie z Australii w tych przepięknych okolicznościach przyrody w południowych Indiach, aby później następnie wybrać się na wyprawę w Himalaje, gdzie odwiedziliśmy na chwilę buddyjskie klasztory w wysokich górach i również spotkaliśmy się z mnichami, którzy w owych wysokich, niedostępnych warunkach górskich odbywają swoje praktyki buddyjskie i są również poniekąd pewnymi bardzo wyjątkowymi powiernikami bardzo pradawnej wiedzy. Są takimi bibliotekarzami wysoko w górach, którzy właśnie pielęgnują tą pradawną kulturę nie tylko w formie ksiąg i manuskryptów, ale również w formie opowieści. To wszystko już w drugiej części muzycznej podróży, która zakończyła się w Pendżabie, w stanie w północnej części Indii, gdzie muzyka pendżabi kojarzona jest z bardzo żywiołowym beatem i dźwiękiem basu, który rozlewa się nawet w publicznych autobusach, co jest dosyć zabawnym doświadczeniem dla obcokrajowców, dla turystów. Do Pendżabu jeszcze wrócimy, dlatego że to jest takie miejsce, które odwiedziłem wielokrotnie podczas mojego pobytu w Indiach.
Teraz szybko przejedziemy sobie przez zatłoczone Delhi, czyli stolicę Indii, aby udać się trochę bardziej na wschód do niesamowitego miejsca. Jest to miasto o paru nazwach. Z tego względu, że jest to prawdopodobnie najstarsze istniejące do tej pory miasto na tej planecie. Najstarsze funkcjonujące miasto, jakie znamy do tej pory w tej cywilizacji. Jest to miejsce starsze niż starożytny Egipt czy tak zwany Rzym. Jest to miejsce tak stare, że doznawało wpływów różnych kultur i jego nazwa była często zmieniana, dlatego, że to miejsce było przejmowane przez najeźdźców z różnych kultur, z różnych krajów. Pośród tych nazw pojawiły się takie nazwy jak Kashi, Banaras, a obecnie pod wpływem brytyjskiego najeźdźcy miasto to nazywa się Varanasi. Aby w pewien sposób zobrazować, a może raczej udźwiękowić tą naszą podróż z Pendżabu przez Delhi do Varanasi, wybrałem taki oto utwór muzyczny. Posłuchajmy. No i jesteśmy.
Witam wszystkich w zatłoczonym pradawnym Kashi, czyli Varanasi. Po paru dniach w Delhi, a następnie po 15 godzinach bardzo uciążliwej podróży pociągiem, gdzie z braku miejsca stałem praktycznie większość czasu na jednej nodze. Na jednej nodze dlatego, że nie było miejsca, gdzie mógłbym postawić drugą nogę. Do tego oczywiście miałem ze sobą plecak, całkiem obszerny już w tym miejscu mojej wyprawy. Bardzo uciążliwa, długa wyprawa. Stojąc na jednej nodze otoczony byłem wieloma ludźmi. Ale w końcu udało się. Jesteśmy w świętym mieście nad równie świętą rzeką Ganges. To pierwsze moje spotkanie ze świętą wodą. Dosyć szokujące, muszę przyznać, dlatego, że okazuje się, że w tym miejscu rzeka Ganges ma kolor czarny.
Dodatkowo pływają w niej śmieci. Często można zauważyć nawet niedopalone części ludzkich organizmów. Skąd to się bierze? Niedopalone dlatego, że to właśnie tutaj, w Kashi, bardzo wielu Hindusów pragnie umrzeć, pragnie skończyć swój żywot. Wiąże się z tym pewnego rodzaju legenda. Jest to częściowo spowodowane mitologią hinduską lub wierzeniami różnych systemów religijnych wywodzących się z hinduizmu. Tutaj również w Kashi, w Varanasi odbywa się czasem nawet do 50 kremacji dziennie. Dlatego, że w Indiach bardziej popularnym niż chowanie ciał do grobów jest kremacja. Jest palenie zwłok albo w piecach, albo na potężnych stosach drewnianych. Tu właśnie w Kashi tego typu praktyki są widziane na co dzień i są bardzo powszechne.
Jest to z tego powodu miejsce legendarne. Z tego względu, że jest tyle kremacji dziennie na tych wielkich stosach, na tych paleniskach, często resztki tlących się ciał są albo rozwlekane przez uliczne psy, które kradną te niedopalone pozostałości szczątków ludzkich, albo często te szczątki trafiają do owej świętej, jak to uznają Hindusi, rzeki. Po prostu są wysypywane te resztki do wody Gangesu. Tuż obok tego oczywiście kąpią się raźnie pielgrzymi, dlatego, że uważane jest, że kąpiel w rzece Ganges jest w stanie zmyć wszelkie twoje grzechy i zadośćuczynić twym złym uczynkom. Widywałem również takie szokujące widoki, jak na przykład pan, który mieszał ciasto na tak zwane chapati, czyli takie mączne placki, używając do tego wody bezpośrednio z Gangesu. Po prostu sobie raźnie chlapał tą wodą z rzeki Ganges do swojej miski, w której to ugniatał ciasto. Ale tym ludzie jak gdyby się nie przejmują. Opowiadałem trochę wcześniej o tym w poprzednich odcinkach. Pod względem biologicznym, co może być szokujące, rzeka Ganges jest praktycznie czysta. Kiedy zbadano rzekę Ganges pod kątem chemicznym i pod kątem bakterii, okazało się, że znajduje się tam pewien wirus, który wybija wszelkie formy życia.
Dlatego biologicznie, nie chemicznie, ale biologicznie ta rzeka jest czysta. Oprócz tego w mieście Varanasi wzdłuż rzeki Ganges często widywani są bardzo specyficzni jogini Aghori Baba. To ci, którzy przełamują jakiekolwiek tabu. Ci, którzy są niezrozumiani przez społeczność dlatego, że posuwają się do bardzo, jak to w społeczeństwie jest uznawane, obrzydliwych praktyk. Ale praktyk, które mają w pewien sposób uwolnić ich od różnego piętna społecznych uzależnień i opinii. Praktyk, które mają dostarczyć tym panom wyzwolenie i od umysłu, od tego, co serwuje nam nasze własne ego. W pewien sposób próbują oni przełamać wszelkiego rodzaju bariery, które wiążą się z naszą cielesnością i z tym faktem, że my coś lubimy albo coś odrzucamy jako coś, co jest nielubiane. Ci panowie próbują się wznieść ponad tego typu jakości, ponad tego typu kategorie. Dlatego często praktykują rzeczy, które przez resztę społeczeństwa uznawane są za szokujące lub nawet obrzydliwe. Ale oprócz tych różnych szokujących praktyk, które możemy zaobserwować wzdłuż samej rzeki Ganges, miasto Varanasi cechuje się niebywałą architekturą również, która to została bardzo skrupulatnie zaplanowana.
Cały plan budynków i świątyń w świętym mieście Varanasi, które tworzą bardzo unikatowe urządzenie energetyczne, jak ja to nazywam, powodujące bardzo specyficzny rezonans. To znaczy wszystkie budynki i owe świątynie zaprojektowane są na takim planie geometrycznym i w takiej relacji kształtów do odległości, czyli tych interwałów, że powoduje to pewien bardzo specyficzny rezonans, który jest formą takiej anteny lub też transmitera. Dosyć ciekawa kwestia. Opowiadałem już o tym we wcześniejszych odcinkach Chaty, więc zainteresowanych odsyłam do archiwum. A my tutaj nadal eksplorujemy resztę miasta Varanasi. Oprócz architektury znajduje się tutaj również jedna z dwunastu tak zwanych jyotirlinga, czyli powstałych w naturalny sposób na pewnych skrupulatnych węzłach energetycznych tej planety form, które to często do tej pory manifestują energię. Te jyotirlingas to również jest temat, którego w dzisiejszym odcinku nie będziemy zgłębiać. Zainteresowanych zapraszam do posłuchania epizodu pod tytułem „Linga". Ale cóż, samo Varanasi, pomimo swojego brudu, tłoku i zgiełku przyciąga co roku miliony pielgrzymów i oferuje również mnóstwo opcji dla poszukiwaczy duchowych doznań. Jest to również miejsce do życia dla wielu sadhu, tych joginów, jak również mnichów i, jak to nazywa się ich w Indiach, świętych.
O tym wszystkim i więcej opowiadałem już w paru epizodach Chaty Mistyka. My tymczasem jeszcze na chwilę pozostaniemy przy bardzo charakterystycznych schodach, które ciągną się wzdłuż rzeki Ganges w jakże magicznym mieście Varanasi i posłuchamy sobie takiego oto utworu muzycznego. Har Har Mahadev Shambo Kashi Vishwanath Gange. Har Har Mahadev Shambo Kashi Vishwanath Gange. Bam bam Mahadeva Shambo. Bam bam Mahadeva Shambo. Bam bam Mahadeva Shambo. Bam bam Mahadeva Shambo. Kashi Vishwanath Gange. Kashi Vishwanath Gange.
Har har Mahadeva Shambo Kashi Vishwanath Gange. Har har Mahadeva Shambo. Har har Mahadeva Shambo. Har har Mahadeva Shambo. Har har Mahadeva Shambo. Kashi Vishwanath Gange. Kashi Vishwanath Gange. Bam bam Mahadeva Shambo Kashi Vishwanath Gange. Bam bam Mahadeva Shambo Kashi Vishwanath Gange. Hara Hara Hara Hara.
Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Mahadeva Shambo. Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Mahadeva Shambo. Oh! Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Mahadeva Shambo. Oh!
Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Hara Hara. Hara Hara Mahadeva Shambo. Har har Mahadeva Shambo Kashi Vishwanath Gange. Har har Mahadeva Shambo Kashi Vishwanath Gange. Nieopodal Kashi lub Varanasi znajduje się również miejsce bardzo istotne dla buddystów. Miejscowość Sarnath. Miejsce, które Budda wybrał na swój pierwszy darshan. Co znaczy darshan? Darshan to jest dosłownie, jeżeli to przetłumaczyć, okazja do spotkania osoby oświeconej lub czasem też możliwość oglądania jakiegoś świętego obiektu.
Jest to również uznawane za pierwszy raz, kiedy to Budda naucza swoich apostołów. To właśnie określane jest mianem daršan. No więc będąc w okolicy ja również wybrałem się na jednodniową wycieczkę do miejscowości Sarnath, aby odwiedzić to ważne dla buddyzmu miejsce. Tutaj warto wspomnieć, że są cztery takie miejsca, które są bardzo istotne dla buddyjskich pielgrzymów. Dowiedziałem się, że rzekomo każdy praktykujący buddysta powinien odwiedzić te cztery miejsca podczas swojego życia. Są to miejsca bardzo mocno powiązane z funkcjonowaniem i aktywnością samego Buddy. Więc oprócz miejscowości Sarnath, gdzie to właśnie Budda udzielił pierwszej lekcji, pierwszego nauczania swoim apostołom, jest również miejscowość Lumbini, w której urodził się Budda. Ciekawostka taka: Lumbini jest miejscowością przygraniczną pomiędzy Indiami a Nepalem, ale właściwie przynależy do państwa nepalskiego, więc Budda oryginalnie pochodzi z Nepalu. Oprócz tego trzecim takim miejscem jest miejscowość Bodh Gaya, do której się za chwilę udamy i również miejscowość Kushinagar. Z tych czterech ważnych dla buddystów miejscowości podczas mojej podróży udało mi się odwiedzić dwa takie miejsca.
Jednym z nich była miejscowość Sarnath. Rośnie tam bardzo stare drzewo nazywane Bodhi Tree. Z tym potężnym starym drzewem wiąże się pewna historyjka. Otóż pochodzi ono bezpośrednio od oryginalnego drzewa, pod którym siedział Gautama, kiedy doznał oświecenia i stał się Buddą. Ale to oryginalne drzewo, pod którym siedział Budda, kiedy doznał swego oświecenia, znajduje się parędziesiąt kilometrów dalej, w miejscowości Bodhgaja, do której udamy się teraz podczas naszej muzycznej podróży. Z tym oryginalnym drzewem w miejscowości Bodhgaya też wiąże się pewna historia. Otóż to pierwsze drzewo ma również swoje potomstwo na Sri Lance. Sri Lanka to wyspa, która jest odrębnym, oddzielnym państwem, jak gdyby u szczytu subkontynentu indyjskiego, jeszcze bardziej na południe pośród oceanu Ktoś po prostu wziął drugi sczepek i zawiózł na Sri Lankę. I kiedy to pierwsze drzewo umarło po drodze, to przywieziono bodajże liść, z tego, co pamiętam, z powrotem ze Sri Lanki, z tego drugiego drzewa, z tego potomstwa, tego oryginalnego drzewa. I ponownie wyhodowano w Bodh Gayi z niego kolejne potężne drzewo Bodhi, które to właśnie rośnie aż po dziś, które możemy podziwiać aż po dzisiejszy dzień.
I to drzewo stało się niebywałą atrakcją dla turystów oraz dla buddyjskich pielgrzymów i przyciąga tysiące ludzi każdego dnia właściwie. W ogóle cała miejscowość Bodh Gaya kojarzyła mi się trochę z takim buddyjskim, wesołym miasteczkiem. Dlatego że są tam setki klasztorów bardzo ciekawych w swojej architekturze i kształcie. Ale te klasztory, co ciekawe, reprezentują państwa, w których istotną rolę odgrywa ta religia, czyli buddyzm. Czyli po prostu wybudowano tam klasztory, które reprezentują różne kraje, różne kultury, ale w tym jednym miejscu, w tej jednej miejscowości Bodh Gaya. To jest trochę tak, jakby oglądać ambasady różnych krajów wokół Belgrave Square w Londynie. Jeżeli ktoś mieszka w Londynie lub był tam, to wie, o czym mówię. Tyle że tutaj to jest jak gdyby całe takie miasteczko tych klasztorów. Miasteczko, które jest bardzo żywiołowe, pełne dynamiki. Nawet nocą to miasteczko nigdy nie śpi.
Zawsze się coś dzieje. Zawsze słychać gdzieś mantry buddyjskie, potężne tłumy ludzi na ulicach. Taki prawdziwy tygiel kulturowy. Pielgrzymi z różnych części świata wykonują swoje praktyki duchowe. Oprócz tego gwar, auto riksze, nieustanny dźwięk klaksonów, sprzedawcy ulicznego jedzenia, żebracy. Wspominałem w jednym z odcinków o pewnym bardzo utalentowanym niewidomym śpiewaku, którego to właśnie spotkałem na ulicy Bodh Gaya i z którym spędziłem trochę czasu. Zresztą jego twórczość muzyczna została również zaprezentowana w Chacie Mistyka. Oprócz tego całego harmidru i zgiełku na ulicy oczywiście wszechobecne dzikie krowy, które swobodnie przemieszczają się ulicami Indii, które to żywią się śmieciami. Oczywiście do tego tona śmieci i nieustająca rzeka ludzi na ulicach. Jednym zdaniem wspaniała atmosfera, przepełniona wyjątkową energią i miłością.
A my tymczasem posłuchamy sobie fragmentu muzycznego, który to wybrałem, aby oddać atmosferę tego buddyjskiego, mistycznego miasteczka, którym jest Bodh Gaya. Zapraszam. Po paru wspaniałych dniach, które spędziłem w buddyjskiej atmosferze miejscowości Bodh Gaya, zacząłem powoli kierować się na północ, w stronę granicy z Nepalem. Po sześciu miesiącach pobytu w Indiach, aby uzyskać przedłużenie wizy, jesteś proszony o to, aby opuścić kraj. Więc właśnie wybrałem sobie Nepal na krótką wizytę. Dosyć śmieszna historia się z tym wiąże, dlatego że początkowo planowałem krótkie wakacje na Sri Lance, które zwykle kojarzą się z gorącym słońcem, z atmosferą plażową. I oczywiście w tą podróż nie zabrałem ze sobą zbyt wiele, oprócz praktycznie kąpielówek i klapeczek. No ale kiedy znalazłem się w miejscowości Bodh Gaya, okazało się, że dużo prostszą i również tańszą opcją jest wybranie się do pobliskiego Nepalu Po paru dniach podróży znalazłem się w przepięknych górskich okolicznościach krainy, która zwie się Nepal. Posiadając na sobie praktycznie jedynie kąpielówki i klapki, które to miały mi służyć podczas mojego pobytu na piaszczystych plażach Sri Lanki. Ale pogoda sprzyjała.
Wszyscy lokalni ludzie również, pomimo tego, że wysokie góry Himalaje, poruszają się w klapeczkach. Także nie było z tym kompletnie problemu. Witam wszystkich w Nepalu. Jesteśmy już po drugiej stronie granicy. Nepal jest przepięknym miejscem. Wspaniali ludzie, naprawdę przesympatyczni ludzie. Kultura, która jest odmienna do kultury indyjskiej, do kultury Hindusów. Hindusi potrafią być w pewien sposób natarczywi. Czasami widząc obcokrajowców, widząc białych ludzi. To nie jest agresywne zachowanie, aczkolwiek są tak zauroczeni widokiem białych ludzi, że często proszą, czy można zrobić sobie zdjęcie wspólne.
Jest to dosyć nagminne. Czasami bywa to męczące podczas podróży. Natomiast w Nepalu ci ludzie są zupełnie inni. Do turystów odnoszą się z wielkim szacunkiem i poważaniem. Rozumieją pojęcie przestrzeni osobistej i potrafią uszanować to. Nie nagabują, nie nakłaniają, nie naciągają. Poza tym wielu Nepalczyków bardzo dobrze mówi po angielsku, dlatego, że turyzm jest jednym z głównych źródeł utrzymania w tym państwie. Tu warto wspomnieć, że jest to państwo bardzo biedne, o bardzo słabej ekonomii i jedyną rzeczą, którą mogą zaoferować przyjezdnym, to jest swój przepiękny nastrój, swoją radość ducha. Są to ludzie bardzo życzliwi. Są to ludzie również bardzo pokorni.
Ludzie, którzy żyją w trudnych, wysokogórskich warunkach, nie mając dostępu do dóbr cywilizacyjnych, z jakimi kojarzy nam się codzienne życie w dzisiejszych czasach. Tę pokorę można zauważyć w ich spojrzeniu. Spojrzenia starszych ludzi zwykle przepełnione są swojego rodzaju magiczną głębią – tak bym to nazwał – mądrością i niesamowitym spokojem. Dlatego, że ci ludzie naprawdę przeszli w życiu wiele. Do tego wszystkiego można dodać trzęsienie ziemi, które nawiedziło Nepal parę lat temu, które spowodowało potężną klęskę na skalę narodową. Ci ludzie potrafią się jednak podźwignąć z tego wszystkiego i zaadaptować do nowych, jeszcze bardziej surowych warunków. I ten hart ducha z jednej strony, a z drugiej strony ta głęboka pokora to jest coś, co w Nepalczykach bardzo mnie ujęło. Dojechałem do miejscowości Pokhara położonej pośród przepięknych gór. To już jest kolejna okazja, kiedy mam sposobność oglądać Himalaje, ale tym razem naprawdę wysokie, potężne, ośnieżone szczyty górskie, między innymi krąg Annapurna. Jest to parę szczytów, które tworzą ten bardzo słynny trakt turystyczny.
Z daleka widzę również potężny, ostry szczyt góry, która nazywa się Fishtail. Jest to jeden z bardziej charakterystycznych i znanych kształtów w Himalajach. Jesteśmy w miejscowości Pokhara, nad przepięknym rozlewiskiem, nad przepięknym jeziorem górskim otoczonym stromymi szczytami gór, gdzie parę setek paralotniarzy codziennie delektuje się widokiem himalajskiego pasma. Siedzimy sobie w małej restauracji nepalskiej tuż przy jeziorze, oglądając to przepiękne widowisko i mamy na nogach tylko klapeczki. Zapraszam do posłuchania utworu. W Nepalu spędziłem zaledwie dwa tygodnie. Nie byłem za bardzo przygotowany na wyprawy w wysokie góry, aczkolwiek krótkie wypady w góry, nawet pomimo tego, że chodziłem tylko w klapkach, pozwoliły mi na obejrzenie okolicy. Z tego względu obiecałem sobie, że wrócę do Nepalu kiedyś w przyszłości na trochę więcej czasu. Dlatego, że miejsce jest doprawdy urzekające, a dodatkowo ludzie, którzy przebywają w Nepalu są naprawdę wyjątkowymi stworzeniami i można się od nich naprawdę wiele nauczyć. Ze względu na to, że w Nepalu pojawia się dużo obcokrajowców, turystów z innych krajów, to również lokalna kultura w pewien sposób zaadoptowała sobie pewne kanony kultury zachodniej.
Miejscowość Pokhara oferuje wszelkiego rodzaju rozrywki dla przyjezdnych. Właściwie można tutaj znaleźć sobie jakikolwiek klimat, który będzie cię interesował. Odbywa się tu dużo koncertów, różne gatunki muzyczne, nie tylko muzyka elektroniczna, ale również dużo żywych zespołów. Słyszałem tam mnóstwo rockandrollowych hitów z mojej młodości, których to nie mam okazji słyszeć na co dzień w dzisiejszych czasach, przebywając nawet w Europie. Więc była to bardzo ciekawa, wyjątkowa dla mnie niespodzianka. Nepalczycy usiłują ugościć przybyłych w jak najlepszy sposób, aby zapewnić im miło spędzony czas w Nepalu. Także można znaleźć naprawdę różnego rodzaju warianty rozrywki i różnego rodzaju warianty kulturowe, w których można sobie przebywać w jednej miejscowości. Tak więc ja po paru dniach znalazłem sobie również miejsce. Może nie do końca typowe, aczkolwiek nie aż tak niezwykłe tutaj, w atmosferze lokalnego przemysłu turystycznego. Otóż schodząc z gór pewnego wieczoru po parugodzinnym spacerze usłyszałem bardzo doniosłe i głębokie linie basowe, które to wkrótce przerodziły się w tak znaną mi muzykę reggae.
Więc postanowiłem zajrzeć do miejsca, z którego wydobywały się dźwięki. No i okazało się, że miejsce jest przepiękne. W środku spotkałem uroczego lokalnego DJ-a z długimi dredlokami, który to właśnie prezentował owe basowe linie pochodzące z różnych utworów reggae. No więc po krótkiej rozmowie rozgościłem się i jest to miejsce, w którym spędziłem resztę mojego czasu w Nepalu. Właśnie słuchałem sobie na co dzień głębokich linii basowych pochodzących z zupełnie innej części świata. Z części świata, która jest mi również znajoma i bardzo bliska memu sercu, czyli z Jamajki. Więc okazuje się, że nawet w Himalajach muzyka reggae, ta prawdziwa muzyka reggae, która niesie ze sobą przesłanie w swoich lirykach, ale również jest bardzo specyficzną formą częstotliwości. Ta muzyka jest w stanie funkcjonować w każdych warunkach, nawet w tych wysokich himalajskich górach i dostarcza tych samych wrażeń estetycznych, artystycznych i duchowych. Bez względu na to, w której części tej planety obecnie się znajdujesz. No i właśnie tu przyszło mi spędzić resztę mojego czasu w Nepalu.
Dlatego na koniec dzisiejszego epizodu Chaty Mistyka, pomimo tego, że znajdujemy się w wysokich górach w Himalajach, w państwie Nepal, zapraszam do wysłuchania utworu muzycznego pochodzącego z pewnej karaibskiej wyspy daleko, daleko od Himalajów. Wyspy, która nazywa się Jamajka. Jah Rastafarai. Takim oto niecodziennym klimatem kończymy dzisiejszą część Chaty Mistyka. Ja tymczasem zapraszam wszystkich za tydzień, gdzie będziemy kontynuować naszą muzyczną podróż i powrócimy sobie do Indii, gdzie również wydarzyło się jeszcze bardzo wiele. Odwiedzimy między innymi miejscowość Rishikesh, również położoną wysoko w górach w Himalajach, tym razem już z innej strony. Miejscowość, przez którą przepływa święta rzeka Ganges, ale tym razem w dużo wyższej części jej biegu, więc woda w rzece jest błękitna i krystalicznie czysta. Jest to również miejsce, które jest bardzo wyjątkowe dla pielgrzymów, ale o tym i o paru innych rzeczach w kolejnej części Chaty Mistyka, do której wszystkich bardzo serdecznie zapraszam. A póki co na dzisiaj żegnam się z wami drodzy goście, drodzy przybysze. Pozdrawiam was bardzo serdecznie.
Mam nadzieję, że zdrowymi jesteście. Zachęcam wszystkich do świadomego oddychania. Przynajmniej raz dziennie poświęćmy sobie parę minut na to, żeby po prostu sobie pooddychać. A tymczasem żegnam się i wysyłam w waszą stronę dużo miłości, dużo energii. Ja mam na imię Bart i zapraszam do kolejnego epizodu Chaty Mistyka, gdzie będziemy kontynuować naszą wspólną muzyczną podróż. Namaste. Pranam. Chata Mistyka.