[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata Mistyka”. Namaste. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Pomimo że jestem w Polsce, we Wrocławiu, spoglądam właśnie na przepiękne błękitne niebo nad Wrocławiem wieczorową porą. Słucham odgłosów ptaszków tuż przed zachodem słońca.
Przede mną rozpościera się potężne, majestatyczne drzewo. Tym razem lipy z dosyć dostojnym, niebawem przyszłym, jak mniemam, kwiatostanem, który tutaj rozpłomienieje dosłownie na dniach. W przeciągu podejrzewam paru kolejnych tygodni będę mógł zaobserwować zakwit owego drzewa, z czym wiąże się oczywiście przepiękny zapach również. No to właśnie namaste, moi drodzy. Pomimo tego, że jestem już w Polsce, to nadal witam się z wami tradycyjnym pozdrowieniem, które to często używane jest w Indiach. Nie wszędzie, dlatego, że Indie to potężny, szeroki kraj, ale głównie tam, gdzie znajdują się ludzie, którzy dostrzegają i doceniają duchowy aspekt naszej ludzkiej egzystencji. Tam właśnie obecne jest owo wyrażenie „namaste”. Co to oznacza? Połączone z odpowiednim gestem rąk słowo „namaste”. Gest rąk, gdzie dłonie łączą się połączonymi wyprostowanymi palcami mniej więcej na wysokości serca.
Tam, gdzie znajduje się czakra, czyli węzeł energetyczny serca. Jest to specyficzne pozdrowienie, które pod względem wokalnym jest połączeniem dwóch słów pochodzących z sanskrytu. Słowa „namas”, które oznacza dosłownie „pozdrawiam” lub „poważam cię”, oraz cząstka „te”, która jest odnośnikiem do ciebie. Ale jak to w sanskrycie słowo to ma dużo głębsze niż tylko dosłowne znaczenie. Sanskryt to jest jeden z bardzo starodawnych języków, jeden prawdopodobnie z najstarszych języków znanych nam na tej planecie, który to charakteryzuje się głębią znaczenia słów i okazuje się, że doskonale opisuje kwestie mistyczne, z którymi często logiczny rozum oraz współczesne języki na świecie nie zawsze sobie radzą. Podobnie tutaj słowo „namas” ma dużo głębsze znaczenie niż tylko zwykłe, tak zwane grzecznościowe pozdrowienie. Otóż w klasycznej jodze szczególny nacisk kładzie się na świadomość bycia. Świadomość bycia w każdym momencie, w każdej chwili. Na skupienie się na tym, co tu i teraz. Tylko tu i teraz.
W ten sposób możemy wziąć kontrolę nad umysłem, który to często charakteryzuje się nadmiarem swojej aktywności. Często usiłuje produkować nam myśli w desperackiej próbie określenia rzeczywistości. Dlaczego desperackiej? Dlatego, że jest to po prostu niemożliwe. Umysł jest narzędziem na tyle ograniczonym, na tyle ułomnym, że nie jest w stanie w pełni ogarnąć zdefiniowania i usystematyzowania ogółu informacji, które notabene pochodzą od równie ograniczonego wachlarza możliwości naszych zmysłów poznawczych. Dlatego, że to, co dociera do nas poprzez naszych pięć zmysłów poznawczych, to jest bardzo wąski właściwie materiał informacji o rzeczy samej w sobie, o rzeczywistości. Dlatego w jodze praktykujemy bardzo specyficzną formę uważności. I tutaj nie liczą się myśli, tylko to, co tu i teraz. Czyli nie przeszłość, która jest jedynie formą pamięci, więc jedynie swojego rodzaju informacją zapisaną na wielu praktycznie poziomach, ale nadal jedynie informacją. Ani nie jest to również przyszłość, która po prostu się jeszcze nie wydarzyła z perspektywy przynajmniej naszego doświadczenia.
Więc przyszłość również nas nie dotyczy. Więc właściwie liczy się jedynie to, co tu i teraz. Tym samym jesteśmy w stanie uwolnić się od osądów, od lęków, od zmartwień oraz innych kwestii, które często nam najzwyczajniej w świecie burzą spokój umysłu. W taki sposób możemy dzięki praktyce dojść do stanu połączenia ze wszystkim, gdzie rozprasza się nasze ego. To oznacza słowo joga, czyli bycie w jedności. Joga, czyli unia, swoistego rodzaju forma zespolenia z totalnością, gdzie zanika iluzja świata i wrażenie odrębności, gdzie rozpuszczasz się w ciszy, która jest najwyższą formą porządku, można by powiedzieć. Gdzie stajesz się najzwyczajniej w świecie niczym, bo tak naprawdę jesteś niczym, ale tego nie dostrzegasz. Poprzez ego, czyli ten fałszywy ogląd własnej istoty, wydaje ci się, że jesteś kimś. Że masz jakąś funkcję, że pełnisz jakąś funkcję w społeczeństwie, w firmie, w rodzinie, w państwie i tak dalej. Jest to tak naprawdę iluzja.
Powracając do słowa namaste, to cząstka namas nie tylko oznacza pozdrawiać, ale ma ona również specyficzne zabarwienie pokory, w pewien sposób stanu wyrażenia wdzięczności również, co można by tłumaczyć jako „nic co moje” lub po prostu „nie moje”. Namas, czyli nie moje. Jest to forma uprzytomnienia sobie stanu, w którym jesteśmy po prostu niczym, ale jednocześnie paradoksalnie jesteśmy wszystkim. Dlatego, że jesteśmy jednością z wszechświatem. I tutaj, w tym momencie, jeżeli dojdziemy do takiego stanu świadomości, rozpada się nasze ego, czyli ta iluzja, to wrażenie nas samych, jakimi nie jesteśmy. Innymi słowy, ta poza nie ma żadnego znaczenia. W jodze namaste używa się jako sposób wyrażenia pokory. Nie chodzi tutaj tylko o pozdrowienie w stosunku do rozmówcy, ale jest to w pewien sposób również akt docenienia i sposobność na wyrażenie wdzięczności nie tylko dla drugiej osoby, ale również dla przyrody lub można by powiedzieć dla świata czy nawet wszechświata. W każdym z nas i zarazem we wszystkim mieszka bowiem boski pierwiastek. Tylko często go po prostu nie dostrzegamy.
Zanurzeni w iluzji i pogoni dnia codziennego, biorąc udział w wyścigu, na który właściwie sami się godzimy. Sami właściwie sobie projektujemy ten wyścig, sami sobie w pewien sposób narzucamy pewne wzorce postępowania i pewne schematy, które na co dzień często bezmyślnie powielamy, dlatego że wydaje nam się, że nie ma innej możliwości, że nie ma innych opcji. A tymczasem okazuje się, że jeżeli nabierzemy trochę dystansu, jeżeli choć na chwilkę uda nam się odkleić od tej iluzji, którą tak silnie pielęgnujemy, to jest możliwe, aby dostrzec ten boski, uniwersalny, totalny pierwiastek we wszystkim. Dzięki medytacji jesteśmy w stanie odkryć ten prawdziwy, fenomenalny aspekt naszego istnienia czy też istnienia. Tutaj nawet nie powinienem używać słowa naszego. Po prostu istnienia. W momencie, kiedy jesteśmy w takim idealnym stanie, w stanie uważności, nazywamy to w jodze uważnością i jednocześnie w stanie wyciszenia. Łączymy ze sobą ręce na wysokości serca i z lekkim ukłonem mówimy namaste. W ten sposób oddajemy szacunek innym i temu, co nas otacza oraz samym sobie. Ten gest wykonywany ze zrozumieniem to jest właściwie najprostsza forma jogi.
W każdym z nas i we wszystkim bowiem istnieje pierwiastek boski, który zasługuje na szacunek i pozdrowienie pełne uznania. I tu właśnie pojawia się kwestia uważności. Drodzy goście Chaty Mistyka, dzisiejszy odcinek zatytułowany jest „Uważność”. Dzisiaj postaram się nadać temu słowu trochę inny, głębszy wymiar, niż jest to może potocznie rozpoznawalne w kanonach społecznych, w kanonach językowych. Chciałbym zaprezentować to słowo uważność jako coś, co bardzo ściśle powiązane jest ze sprawą świadomości lub samoświadomości również. Ale w naszej dzisiejszej żegludze tym rozległym oceanem świadomości zahaczymy po drodze również o wyspy kompulsywności. Czym owa kompulsywność jest? I również o przylądek czujności oraz rzucimy na chwilę kotwicę w zatoce przytomności. To gwoli naszych żeglarskich metafor. Ahoj całej pirackiej braci!
Arr! Pozdrawiam wszystkich piratów. Powracając do tematu. Czym różni się uważność od czujności? Te dwie rzeczy są bardzo często mieszane i używane w języku jako zastępniki. I być może podług pewnych definicji słownikowych te słowa będą miały troszeczkę inne znaczenie niż to znaczenie, o którym dzisiaj chcę tutaj wspomnieć. Ale pamiętajmy o tym, że jesteśmy w Chacie mistyka i tutaj rozpatrujemy względy mistyczne i metafizyczne, na które nie zawsze i nie do końca przekłada się język, nawet język giętki, który zawsze próbuje określić to, co pomyśli głowa. Co to jest ta czujność? Może wyjdę od tego, czym jest czujność, zanim dojdę do tego, czym w naszym metafizycznym słowniku będzie właśnie owa uważność. Otóż czujność to jest coś, co wynika właściwie z pracy naszego intelektu.
Ten intelekt, jak to już sobie wielokrotnie zresztą uprzytomniliśmy w Chacie mistyka, bazuje na pewnej aktywności rozumu. Czyli innymi słowy bazuje tylko na materiale zgromadzonym przez nasze zmysły poznawcze. Więc czujność jest jednym z wyników procesów zachodzących przy udziale naszego intelektu i służy nam jedynie jako zwykły mechanizm przetrwalniczy. Czyli to jest po prostu czysty survival. Jest to zespół elementów, które powodują obracanie się pewnej machiny, pewnego mechanizmu, który pozwala nam na przetrwanie naszego ciała, naszego organizmu, a za czym idzie również naszego umysłu, który jest również narzędziem przetrwalniczym, w tym świecie przyrody. To jest moja definicja czujności. Ta czujność to jest domena w świecie przedmiotów. Tak naprawdę jest to domena w świecie zwierząt. Bo to jest coś, czym się charakteryzują organizmy żywe w świecie przedmiotów. To, co jest żywe, czyli zwierzęta.
Czymże owa czujność w świecie zwierząt jest? Jest to pewnego rodzaju forma gotowości do podjęcia jakiejś akcji. Akcji, która ma za zadanie przykładowo ocalić naszą skórę w przypadku potencjalnego zagrożenia, w przypadku jakiegoś niebezpieczeństwa. I tutaj warto wspomnieć, że my jako ludzie mamy również tą zwierzęcą cechę, jaką jest czujność. Ale jeżeli teraz porównamy się do innych gatunków, to ta cecha czasem wydaje się być dużo bardziej ułomna lub może nawet działająca inaczej lub przeciwko nam niż to możemy zauważyć u niektórych zwierząt. Więc ta nasza czujność nie jest aż tak wysublimowanym mechanizmem, innymi słowy, jakim jest wśród innych zwierząt. Tutaj dla przykładu czujność, dajmy na to jelenia albo kota to jest zupełnie inny poziom niż poziom ludzki. Zwierzęta wydają się dużo bardziej wyczulone na kwestie przetrwalnicze, dużo bardziej zaadaptowane do przetrwania w przyrodzie niż ludzie. Można by tutaj dodać również kwestię czujności stada jako ogółu, które w określonych sytuacjach, to stado, zachowuje się jako jeden spójny organizm raczej niż indywidualne osobniki. My jako ludzie żyjąc w społeczeństwach, wydaje się, że takową umiejętność powoli zaczynamy gubić.
Oczywiście w przypadkach jakichś klęsk żywiołowych zawsze próbujemy się grupować i w przypadkach paniki zawsze ludzie skupiają się w zgromadzeniach, ale na co dzień sytuacja wydaje się być zupełnie odwrotna. Każdy stara się być indywiduum, każdy stara się zabiegać tylko o swoje lub to, co istotne dla niego, dla jego najbliższego otoczenia, dla jego rodziny, dla jego firmy, dla jego biznesu i tak dalej. Więc tutaj nie mamy takiej domeny bycia aktywnym w grupie jako w stadzie. Jeżeli mówię o takiej aktywności, to nie mam jeszcze na myśli kwestii instynktu. Dlatego, że też warto wspomnieć, czym owy instynkt jest. Instynkt jest to forma reakcji. Może być to również reakcja w pewien sposób niekontrolowana, która ma zapewnić nam po prostu przetrwanie. Ale to nie jest kwestia intelektu. Jest to czysta forma reakcji. Jest to kolejny poziom.
Jest to aktywność związana z kolejnym szczeblem tego procesu, a czujność wydaje się w pewien sposób poprzedzać ten stopień, ten instynktowny akt. Jest zarazem instrumentem przetrwalniczym. Jesteśmy czujni, jesteśmy wyczuleni, jesteśmy może podatni na pewne bodźce, dlatego że gromadzimy pewne dane dochodzące do nas poprzez nasze zmysły, które przerabiane są przez nasz rozum. W ten sposób kodowana, kreowana jest informacja zachowywana w postaci intelektu. Wiemy, co robić na przyszłość podług danych sytuacji, które pojawiają się. Ale nie jest to jeszcze instynkt. Owa czujność również ma w pewien sposób charakter psychologiczny. Można by powiedzieć, że czujność czy poświęcanie uwagi są właściwie jakościami związanymi z ludzkim umysłem zarówno, jak i z ciałem. To są te rzeczy, które decydują o obszarze naszego doświadczenia tak zwanego empirycznego, czyli pochodzącego od naszych zmysłów. Można by też powiedzieć, że to są właściwie takie filtry, które decydują o ilości i o jakościach naszych doświadczeń empirycznych.
Wszystko, co w naszej bazie doświadczeń, w naszej bazie danych, jest tam wyłącznie przy udziale naszej czujności i w pewien sposób przy udziale naszej uwagi. Jeżeli poświęcamy czemuś uwagę. Dlatego, że pamiętamy tylko to, na co jesteśmy wyczuleni. Co to znaczy na co jesteśmy wyczuleni? To, na co zwracamy uwagę. Na przykład prowadząc samochód, zapamiętujemy raczej ogóły niż szczegóły drogi, którą mijamy. Zapamiętujemy tylko te obrazy, na które patrzymy, zwracamy uwagę i następnie decydujemy, że mogą być dla nas w jakiś sposób istotne, chociażby po to, żeby zapamiętać przykładowo drogę powrotną. Zapamiętujemy jakieś elementy krajobrazu, jakieś znaki drogowe, jakieś charakterystyczne budynki być może. Natomiast wszystkie inne informacje są pomijane, tym samym nie znajdują się w obszarze naszego doświadczenia. Nie pamiętamy na przykład twarzy wszystkich przechodniów, tego, jak długo czekaliśmy na zielone światło, ile gołębi przeleciało nad nami, kiedy prowadziliśmy samochód i tym podobne.
Te rzeczy dla nas po prostu nie istnieją, można by powiedzieć. Istnieje tylko to, na co zwróciliśmy uwagę i na to, co zakodowaliśmy w naszym obszarze doświadczenia. Pamiętamy z drugiej strony, że na przykład na przejściu dla pieszych stała fajna blondynka z długimi nogami albo na przykład, że gość w samochodzie obok na światłach grał głośno muzykę, co nam bardzo przeszkadzało lub nas irytowało. A na przykład gołąb zrobił kupę na szybę samochodową i teraz musimy umyć szybę, umyć szkło . To nasze zmysłowe doświadczenie sytuacji jest tak naprawdę bardzo wąskim spektrum rzeczywistych wydarzeń i to zależy tylko od naszej uwagi. Ale z drugiej strony uwaga to nie jest uważność. Dlatego że to, o czym mówię w dzisiejszym odcinku, ta uważność z drugiej strony jest to rzecz, która ma charakter bardzo duchowy. Tutaj chcę rozgraniczyć te słowa uwaga i uważność. Dlatego, że uważność wiąże się z poziomem intensywności, z jakim funkcjonujemy w naszym życiu. Im bardziej intensywne nasze doświadczenie życia, tym większa tym samym uważność.
Uwagę możemy poświęcać komuś lub czemuś albo nie. Jest to kwestia wyboru. Swoim intelektem decydujemy, czy chcemy zachować daną informację w bazie danych, czy też nie. Na coś zwracamy uwagę albo po prostu decydujemy się to ignorować. Natomiast uważność nie zależy od umysłu i nie zależy też od naszego ciała. Jest to bowiem naturą samego życia. To jest charakterystyka, to jest cecha samego fenomenu życia. Życia, które wywodzi się z jednego źródła. Dlatego, że wszyscy jesteśmy jednością. Ale to źródło jest podstawą całej złożoności, całej kompleksowości istnienia wydarzeń.
To jest coś, co właściwie nie jesteśmy w stanie pojąć umysłem i zgłębić tego To coś, co nazywamy świadomością czy istotą. Tutaj właśnie wkracza metafizyka, tutaj wkracza mistycyzm. Te dwie rzeczy to właściwie jedno, czyli świadomość jest równa istocie. Istota jest świadomością. Używając definicji językowych próbujemy w jakiś sposób określić sobie bezgraniczny fenomen, który jest właściwie ponad definicjami, które wymagają zwykle formy, jakiegoś kształtu czy jakiejś jakości. Tym cechują się definicje. Zawsze musimy coś określić w wymiarze jego kształtu, jego koloru, może ilości tego czegoś. Natomiast w przypadku świadomości takie określenia są po prostu nieadekwatne. Ale właśnie uważność jako świadomość, nie jako aspekt zmysłowy czy psychologiczny, jest wówczas bardzo trudna do pojęcia przez nasz umysł, bo po prostu nie posiada żadnych jakości, do których jesteśmy przyzwyczajeni, kiedy opisujemy sobie inne rzeczy. Ten nasz logiczny umysł bardzo mocno broni się przed zrozumieniem czegoś, co po prostu nie posiada jakości.
Ale odkąd to coś jest wszechobecne, też trudno to pominąć. Ja jestem. Ta samoświadomość to jest istota. To jest byt. Ja jestem. Nie mam początku ani końca, nie mam kształtu, nie mam formy. Nie powstałem, ani też nie umrę. Nie mogę właściwie przestać istnieć. Po prostu jestem. Jeżeli coś nie jest ani tym, ani tamtym, nie posiada żadnych jakości, to w jodze nazywane jest to właśnie Śiwa, czyli to, co nie jest.
To jest taki logiczny paradoks. Jest to coś, ale to jest coś, co nie jest. To jest właśnie natura czystej świadomości. To oznacza słowo Śiwa. Nie ma własnych jakości. Jest kompletnym paradoksem. Jest kompletnym logicznym nieporozumieniem, ale również nie stwarza żadnych oporów. Nie ma żadnych ograniczeń, nie ma właściwie niczego. Jest to po prostu totalnie wyzwolona forma bez formy. Dlatego, że nie możemy tego określić w kategoriach formy, kształtu, koloru, początku i końca.
To jest po prostu wszechobecne. Nie ma wątpliwości, że to jest. To nigdy się nie urodziło, to nigdy nie zginie, to nigdy nie przestanie istnieć. Śiwa. Ten, który nie jest. I to jest również natura samego życia. I również tego, co jest źródłem tego życia. Ale jest bardzo trudno tego doświadczyć właściwie ze względu na te nasze filtry poznawcze, które serwuje nam nasz własny umysł. Stąd bierze się właśnie ta cała iluzja rzeczywistości, ta iluzja naszej własnej istoty. Stąd kreujemy sobie ego.
To jest to, co w sanskrycie nazywane jest maja, czyli to wrażenie o nas samych, to wrażenie o świecie, a nie ogląd rzeczy samych w sobie. Więc nie możemy obejrzeć jak gdyby tego, co nie jest ogarnięte, co nie jest ogarnialne przez nasz umysł. Ale możemy w pewien sposób próbować wyciszyć sobie ten umysł i w pewien sposób go po prostu okiełznać. Umysł nie może bowiem funkcjonować bez udziału tych procesów myślowych. To jest dla umysłu bardzo trudne. I stąd właśnie medytacja, stąd techniki jogi. Dlatego, że jeżeli zdołamy zmusić umysł do odpowiedniego poziomu ciszy, jesteśmy w stanie doznać wymiaru, który nazywamy czystą świadomością. To jest właśnie prawdziwa, taka duchowa uważność. Ta umiejętność, która pozwala nam obcować z totalnością, z Bogiem, z istotą. To jest samoświadomość.
Dla większości ludzi świadomość jest mocno zaewoluowana przez umysł, ale jeżeli zdołamy wprowadzić umysł w spokój, w bezruch, w bycie w zawieszeniu, dzięki oczywiście odpowiednim technikom, to ukaże się właśnie owa czysta świadomość. I tu istotna jest owa uważność, aby utrzymać ten stan, aby utrzymać ten poziom świadomości. To wymaga, moi drodzy, wiele energii. To wymaga praktyki, właściwie tak jak wszystko inne. Ale właśnie po to wydaje się, że tutaj jesteśmy, po to, aby tego doświadczyć. Po to, aby nad tym pracować. Po to, aby doskonalić się w tym procesie ewolucji, ewolucji naszej świadomości. Ta chwila jest dosyć trudna do osiągnięcia po pierwsze, ale jest to możliwe. I z drugiej strony jest również to stan, który jest trudny do utrzymania. Dlatego, że chwila nieuważności, jakaś lekka aktywność myśli, jakaś lekka aktywność emocji i nieszczęście gotowe.
Natychmiast tracimy ten ogląd rzeczy samej w sobie. Dlatego jest to rzecz, która wymaga systematycznej pracy, systematycznej praktyki. To jeszcze sprawa wyboru, czyli umiejętności podejmowania decyzji. Każdy z nas podejmuje wybory i nawet tak zwane zachowania kompulsywne, czyli takie, które ponoć według definicji wykonujemy pod wpływem przymusu, takie, których nie możemy opanować z jakiegoś powodu. Wydaje się, że to są nadal nasze własne wybory tak naprawdę, jeżeli popatrzymy na to z odpowiedniej perspektywy. Są to po prostu nasze wybory podczas naszej nieuważności, czyli podczas tego stanu roztargnienia duchowego. Dla przykładu gniew. Poczucie gniewu, prawda? Czym jest to poczucie gniewu? To jest właściwie twój własny wybór, aby stać się gniewnym albo smutnym, albo zlęknionym i tak dalej.
Dzieje się tak, dlatego, że gdzieś tam uznajesz, że jest to po prostu odpowiednia reakcja na jakąś zaistniałą sytuację. Ale twój wybór reakcji następuje właściwie bez udziału uważności, więc przeradza się w kompulsję. Bo gdzie tak naprawdę dzieje się złość, czy smutek, czy stres? Czy dzieje się na zewnątrz w osobie, która cię denerwuje, w sytuacji, która cię stresuje, w osobie, która cię obraża może z jakiegoś powodu? Nie. To wszystko tak naprawdę dzieje się w tobie i nie ma praktycznie nic wspólnego z tą drugą osobą czy właściwie czymkolwiek na zewnątrz, jakąkolwiek sytuacją na zewnątrz. Do ciebie docierają tylko informacje, więc to ty decydujesz, jaki wpływ i czy w ogóle to będzie miało na ciebie jakikolwiek wpływ. Z tym związany jest właśnie stopień owej uważności, jaki zaprezentujesz w danej sytuacji. Z tym wiąże się również, w jakim stopniu panujesz nad własnymi emocjami. Bo to, co dzieje się tylko wewnątrz ciebie, to jest właściwie coś, o czym decydujesz tylko ty i tylko ty decydujesz o tym, w jaki sposób to się dzieje, w jaki sposób to przebiega.
Decydujesz właściwie o tym każdego dnia, w każdej chwili, w każdej sytuacji. Tylko tutaj cały ten ambaras polega na tym, aby dokonywać jak najwięcej właśnie owych świadomych wyborów, aby mieć tę perspektywę i zdać sobie sprawę z tego, że to właściwie ty kontrolujesz swoim własnym życiem. To ty jesteś właściwie kapitanem swojego pirackiego okrętu. I tylko wówczas, kiedy dojdziesz do takich wniosków, kiedy rzeczywiście doznasz tego uczucia, stajesz się po prostu prawdziwym piratem. Wówczas zaczynasz żyć życie w pełni po prostu na każdym kroku. Czyli nie kompulsywne zachowanie, nie impulsywne, ale świadome dokonywanie wyborów pod wpływem naszej uważności, a nie poprzez nasze filtry, które są zniekształceniem zjawisk. I właśnie dlatego powoli zaczynamy praktykować uważność. Zaczynamy zauważać, że możemy być świadomi w różnych sytuacjach w życiu, ale to wszystko dzieje się powoli, krok po kroku, dzień po dniu. To wszystko można sobie pięknie wytrenować. Jesteśmy na przykład głodni, ale nie rzucamy się na jedzenie tak, jak to robią zwierzęta, jeżeli mają przed sobą pożywienie, a są głodne.
Tylko my jako istoty świadome robimy również wszystko świadomie. Więc zanim zjesz, być może poświęć chwilę na wyrażenie wdzięczności za to jedzenie, za tą sposobność, która stoi przed tobą na talerzu. Może przywołaj w myślach jakąś inwokację na przykład, tak jak ja to robię. To nie jest konieczne, ale to jest tylko kwestia tej świadomości, moi drodzy. Jesteś bardzo głodny, ale poczekaj na przykład, aż wszyscy zgromadzą się wokół stołu. Tutaj nie chodzi tylko o zasady jakiegoś dobrego zachowania, tylko jest to w pewien sposób taka po prostu drobna forma ascetyzmu. Dlatego, że ascetyzm to jest również joga. To jest również dokonywanie postępu na drodze rozwoju duchowego, odmawianie sobie rzeczy. Na przykład rano marzysz o kawie tak jak ja zwykle po obudzeniu się. Zamiast pić kawę, siadam i zaczynam moją praktykę jogi.
Najpierw hatha joga, potem yoga thiya i dopiero potem, może po paru godzinach, kawa, a nie na odwrót. Tylko w ten sposób podtrzymujesz świadomość. Początkowo może przez pół godziny, później przez godzinę. A później zaczyna to w naturalny sposób przekształcać się w całe twoje życie. W ten sposób powoli zaprzęgamy sobie uważność, a tym samym podwyższony poziom świadomości i zaczynamy go aplikować w różne aspekty naszego życia. Hodujemy sobie tą świadomość, naszą samoświadomość, naszą uważność. Do tego mają zaprowadzić nas praktyki jogi. Mają doprowadzić nas do pełnej, ciągłej, o ile to możliwe, uważności. Każdy moment, każdy oddech, każdy łyk wody, który bierzesz, aż do końca tego cyklu życia, aż do momentu, kiedy musimy puścić nasze ciało. Musimy również pozostawić umysł.
Dlatego, że w tym momencie przechodzenia z jednego wymiaru w drugi jogin ma być w pełni świadomy. To jest ten moment, który w jodze nazywany jest mukti, czyli prawdziwe i totalne wyzwolenie. Porzucenie ram cielesności, porzucenie iluzji, porzucenie problemów świata przedmiotów. Ten moment przejścia ma być okolicznością, a zarazem sposobnością, aby kompletnie rozpuścić się w wieczności. Ale aby to nastąpiło, musimy otrzymać odpowiedni stopień owej uważności. Dlatego praktyka jogi. Dlatego kriye. To są praktyki, których nie można wykonywać bez odpowiedniej dozy uważności. Tego po prostu się nie da zrobić. Te praktyki zaprojektowane są w ten sposób, że musisz wykazać odpowiednią dozę uważności.
Nie jestem tym ciałem i nie jestem nawet tym umysłem. Kultywuję świadomość, a nie iluzję. Kultywuję świadomość na poziomie mojego ciała, na poziomie oddechu, na poziomie moich energii, na poziomie moich emocji. Im bardziej trenuję tą uważność, tą świadomość, tym bardziej rozpoznaję, że moje właściwe ja to nie jest to ciało. To nie jest nawet mój umysł. To nie są nawet moje emocje. To nawet nie jest moja życiowa energia, która to wszystko napędza. To właśnie tu zaczynam dostrzegać, że moje prawdziwe ja nie ma żadnej formy. Nie ma formy, więc nie ma też granic. Jest wszechobecne.
Jest wieczne. Jest niezniszczalne. Miłość. Źródło wszelkiego stworzenia. To dzisiaj na tyle, moi kochani. Myślę, że temat przytomności zostawię na inny odcinek „Chaty mistyka”, dlatego, że jest to temat dosyć ciekawy, moim zdaniem i dosyć głęboki. Przytomność, która również wiąże się ze stanami, w których śnimy, kiedy idziemy spać, kiedy śpimy. Również utrata tak zwanej przytomności w przypadkach anestezji, czyli kiedy zostajemy poddawani pewnym chemikaliom, które w pewien sposób przerywają naszą przytomność. Co wówczas w takich kwestiach się dzieje? Czy znika nasza świadomość?
Czy przestaje istnieć? O tym chciałbym porozmawiać w innej części „Chaty mistyka”. Na dzisiaj to będzie tyle. Postanowiłem kolejnych parę odcinków „Chaty mistyka” poświęcić trochę bardziej rozrywce. Także przez kolejne jeden przynajmniej albo dwa odcinki „Chaty mistyka” myślę, że będzie trochę bardziej rozrywkowo. Nie będzie aż tak metafizycznie, nie będę poruszał żadnych ciężkich tematów. Mam taki pomysł, żeby przeprowadzić was i również z wami, drodzy goście „Chaty mistyka”, odbyć swojego rodzaju muzyczną podróż poprzez Indie, poprzez miejsca, które odwiedziłem w przeciągu ostatnich wielu miesięcy mojego pobytu w Indiach, jak i w Nepalu, i również parę miesięcy w Australii. Także zapraszam wszystkich za tydzień do zupełnie innego, zaskakującego epizodu „Chaty mistyka”, gdzie w Chacie urządzimy sobie swojego rodzaju małą dyskotekę. Także zupełnie inny, spontaniczny, myślę, że spodoba wam się odcinek. Na dzisiaj żegnam się ze wszystkimi bardzo serdecznie.
Zapraszam do wspólnej potańcówy za tydzień. I zapraszam do słuchania „Chaty mistyka” na bieżąco i również do odwiedzania archiwum. Myślę, że niektóre tematy, tak jak temat dzisiejszy, warte są czasami powtórzenia i przesłuchania, odwiedzenia tego odcinka, tego epizodu Chaty po raz kolejny. A póki co pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Wraz z ukłonem i złożonymi na wysokości serca dłońmi pozdrawiam waszą boskość, drodzy goście. Pozdrawiam naszą wspólną jedność, naszą totalność. Do usłyszenia, do zobaczenia w Chacie. Namaste. Pranam. Chata mistyka.