[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco na wstępie. Kłaniam się nisko do pasa z nowego miejsca w czasoprzestrzeni, aczkolwiek doskonale mi znanego.
Moi drodzy słuchacze, drodzy goście „Chaty mistyka” mam nadzieję, że macie się dobrze. Po krótkiej przerwie wznawiamy cykl programów „Chata mistyka”. Wznawiamy ten cykl mistycznych podcastów. Podcastów o charakterze nieprzewidywalnym i zmiennym. Powróciłem w moje stare kąty. Moi drodzy, zakończyła się w pewien sposób jedna część, jeden epizod mojego życia. Podróż, która trwała półtorej roku. Podróż, która wzbogaciła mnie nieprawdopodobnie o nowe doświadczenia, nowe wrażenia i nowe nauki, które wypłynęły z tego faktu, że bywałem w najbardziej rozmaitych, uroczych miejscach i spotykałem się z bardzo uroczymi ludźmi również. Podróż, która umożliwiła mi kompletnie inne poznanie kraju, w którym to byłem już 10 lat temu, czyli Indie. Podróż pełna wrażeń, przepełniona rozmaitymi kształtami, barwami, zapachami i różnego rodzaju wspomnieniami, które to obecnie noszę w sercu.
Półtorej roku to nie tylko czas, który spędziłem w Indiach, ale głównie były to Indie. W międzyczasie pojawiłem się również na kontynencie australijskim. Również krótki pobyt, bo tylko zaledwie parutygodniowy w przepięknym Nepalu, w przepięknych okolicznościach górskiej przyrody, w miejscowości Pokhara głównie, gdzie to oglądałem ośnieżone szczyty okręgu górskiego Annapurna, czyli już dosyć wysokie partie Himalajów. Podróż, która zakończyła się wyprawą motorową. Podczas ostatnich paru miesięcy mojego pobytu w Indiach udało mi się zorganizować motor, na którym to przejechałem, nie bagatela, prawie 12 tysięcy kilometrów. Podejrzewam, że dokładne statystyki pojawią się w przyszłych odcinkach „Chaty mistyka”. Dzisiaj nie będzie ani podsumowania mojej indyjskiej podróży, ani żadnych nie będę przywoływał tutaj liczb, tudzież statystyk, dlatego że na to wszystko przyjdzie jeszcze czas. Dzisiaj opowieść, która wiąże się poniekąd z procesem adaptacyjnym, w którym to biorę udział w tym momencie. Po tak długim niepobycie w moich rodzimych stronach. Znajduję się w Polsce, znajdują się we Wrocławiu.
To jest miasto, z którego pochodzę. Miasto, w którym się urodziłem. Natomiast nie bywałem tutaj już od prawie 15 lat. Nie wspominając krótkich, parodniowych wizyt, zwykle raz w ciągu roku. Od 15 lat głównie znajduję się w Londynie. Jest to moja baza wypadowa do moich podróży. Tym razem sytuacja jest poniekąd odwrócona. Powracając z Indii zahaczyłem o pustynną krainę zwaną Dubajem. Nie miałem sposobności za bardzo eksplorować tego miejsca. Spędziłem wiele godzin na lotnisku, czekając na moje kolejne połączenie do Londynu, więc tym razem przemknąłem jedynie przez Londyn.
A zamierzam spędzić sobie lato, mam nadzieję, że słoneczne i gorące, w Polsce tym razem. Trwa ten mój okres adaptacyjny po tak długim niepobycie. Okres adaptacyjny, który właściwie jest to śmieszna sprawa, dlatego że ten okres adaptacyjny właściwie nie jest dla mnie, ale powiedziałbym bardziej dla mojego otoczenia. Otóż co się wydarzyło już do tej pory? Zauważyłem, że zarówno starzy przyjaciele, jak też znajomi dawno nieodwiedzani, dawno niespotykani, jak i również moja rodzina poniekąd spoglądają na mnie w świetle obrazów, które to przywołuje nasza przeszłość wspólna. Natomiast zaszła we mnie dosyć spora zmiana, dosyć spora metamorfoza, kiedy to byłem właśnie w Indiach Zarówno pobyt w centrum jogi w tzw. aśramie w południowych Indiach, mój wielomiesięczny pobyt tam spowodował swego rodzaju transformację, która nie do końca widoczna jest na zewnątrz mojej postaci. Oczywiście trochę urosły mi włosy i broda podczas mojej nieobecności. Aczkolwiek ta prawdziwa zmiana zaszła wewnątrz mnie samego i mnóstwo rzeczy wyjaśniłem sobie i na mnóstwo pytań odnalazłem odpowiedzi. Doszedłem też do takich wniosków, że niektórych pytań nie warto po prostu zadawać.
Moje najbliższe środowisko, zarówno przyjaciele, jak i rodzina, patrzą na mnie poprzez pryzmat naszej wspólnej przeszłości, naszej wspólnej historii, więc dla nich pewne rzeczy mogą wydawać się niezrozumiałe. W pewien sposób może nawet szokujące. To, w jaki sposób zachowuję się po powrocie z mojego wypadu, z mojej eskapady. Może nie tyle to, jak wyglądam, ale to, w jaki sposób robię rzeczy i to, w jaki sposób niektórych rzeczy już nie robię. Ten proces adaptacyjny, żeby było zabawnie, polega na całym moim środowisku, które mam nadzieję dostosuje się do mojej nowej formy. Formy, którą będą w stanie dostrzec może po pewnym czasie, ale póki co nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać, do niczego nakłaniać. Myślę, że to, co ma się wydarzyć, nastąpi w naturalny sposób. Będzie to naturalny proces. Tak jak wspomniałem, ani nie zależy mi na tym, żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonywać, aby kogokolwiek o czymkolwiek pouczać. Zapraszam wszystkich zainteresowanych tym, co mam do powiedzenia do Chaty Mistyka.
Tutaj można posłuchać moich opinii, moich opowieści. Można się z nimi zgadzać lub nie. Można wyrazić swoje własne opinie. Zawsze czekam na komentarze od was, moi drodzy słuchacze, moi drodzy goście. Także śmiało proszę o pozostawianie komentarzy pod audycjami w archiwum. Z tego miejsca chciałbym wyrazić moją wdzięczność za sposobność, w której mogłem uczestniczyć w całym tym procesie podróży. Procesie, który szalenie wzbogacił moją sferę duchową, który pozwolił mi dojrzeć nowe horyzonty i odkryć nowe możliwości. Jestem doprawdy wdzięczny za każdy moment, za każdy dzień, za każdą sposobność, która pojawiła się na mojej drodze. Praktycznie cała moja podróż odbyła się dla mnie w atmosferze pewnego rodzaju stanu błogości, atmosferze kompletnie bezstresowej. Naprawdę, będąc w Indiach czy w Nepalu, nie przypominam sobie ani jednego dnia, kiedy byłbym zestresowany.
Doznałem wspaniałego przewodnictwa, jeżeli to w ten sposób mogę nazwać. Na co dzień odczuwałem wspaniałą, potężną moc, również swego rodzaju duchowe przewodnictwo i ochronę, co sprawiło, że czułem się doprawdy bezpiecznie. Nie zdarzyły mi się żadne przykre historie podczas całej tej podróży. Za to chciałbym z tego miejsca wyrazić moją wdzięczność. Chciałbym również wyrazić wdzięczność dla mojego guru, Sat Guru, którego miałem zaszczyt spotkać w centrum jogi Isha Yoga Center w Tamilnadu, w miejscowości Coimbatore. Człowiek, który umożliwił mi porzucenie większości z moich złudzeń i iluzji na temat mnie samego. Słowo guru w sanskrycie jest nie bez znaczenia. Słowo „gu” oznacza ciemność. Ciemność w sensie ignorancja, w sensie niewiedzy. „Ru” oznacza rozpraszać.
Guru to jest ten, który rozprasza ciemność. To jest ten, który rozprasza twoją ignorancję. To jest ten, który daje ci możliwość poznania. To jest ten, który pokaże i wskaże ci odpowiednią drogę. On nie wykona za ciebie roboty, nie weźmie cię na grzbiet i nie zaniesie cię do miejsca, ale rozproszy tą ciemność, co pozwoli ci dotrzeć do celu. Co pozwoli ci dojrzeć odpowiednią drogę, którą możesz podążać w swoim określonym celu. A celem jest ewolucja i rozwój duchowy. I właśnie Sat Guru jest takim mistrzem duchowym, który w sposób bezinteresowny pomaga mi na tej drodze już od długiego czasu w tym momencie i dzięki któremu odnalazłem drogę, która przyspiesza w diametralny sposób mój rozwój duchowy i dzięki któremu podążam w odpowiednim kierunku z turbo prędkością. Pragnę również wyrazić wdzięczność dla wszystkich ludzi, których spotkałem na drodze podczas mojej podróży Wszystkich ludzi, którzy pomogli mi w uzyskaniu głębszego stanu świadomości i wszystkich ludzi, którzy pokazali mi, w jaki sposób być nie należy, w którą stronę nie należy podążać. Chciałbym wyrazić wdzięczność dla wszystkich sytuacji, które wydarzyły się podczas mojego wyjazdu i dla wszystkich możliwości, które pojawiły się, które to jestem w stanie wykorzystać.
Dzisiaj chciałem porozmawiać o tym, czym owa wdzięczność jest. Dzisiejszy odcinek Chaty Mistyka zatytułowany jest „Wdzięczność”. Moi drodzy goście, kultywowanie i wyrażanie wdzięczności wydają nam się być naturalnymi cechami każdego człowieka, dlatego, że podziękować komuś albo wyrazić jakiegoś rodzaju uznanie, wydaje się nie wymagać wiele. Jest to poniekąd nieodłączna cecha istot ludzkich. Ale pomimo tego, że wdzięczność wydaje się być tak prostym aktem, to okazuje się, że nie jest częścią naszego codziennego życia. Dlaczego tak właśnie jest? Dlaczego to, co tak proste, co tak oczywiste dla każdego z nas, zostaje jednak pomijane, w pewien sposób ignorowane, może czasem odrzucane? Odrzucane, czyli celowo, świadomie wymazywane z domeny naszego codziennego doświadczenia życia. Dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie jednym z głównych powodów jest to, że dla wielu z nas obecne życie, czy też styl życia oznacza bardzo szybkie tempo.
Rutynę, codzienne wykonywanie czynności, często gonitwę. Wieczne starania, aby uporać się z terminami, obietnicami, potrzebami innych, z popytem i podażą. Oprócz tego pojawił się w naszych czasach bardzo potężny aspekt technologiczny, czyli tak zwany rozwój technologiczny. Rozwój technologii, która to czy nam się podoba, czy nie, wkroczyła praktycznie w każdy zakamarek naszego życia. Technologii, która to, jak nam się kiedyś może wydawało, miała zapewnić nam łatwiejsze, wygodniejsze życie, czy też sprawniejsze funkcjonowanie w społeczeństwie, łatwiejszą komunikację, czy też zaoszczędzić nam czas. A teraz dzieje się wręcz przeciwnie. Technologia wywiera potężny wpływ na sposób i jakość naszego funkcjonowania. Technologia, która miała początkowo ułatwić nam wiele spraw i wyręczyć nas w różnych kwestiach, obecnie sprawia, że staliśmy się w wielu kwestiach niewolnikami owego rzekomego postępu cywilizacyjnego. W tej chwili trudno wyobrazić sobie chociażby dzień spędzony bez naszego smartfona czy brak dostępu do portali społecznych, tak zwanych social media typu Facebook, Instagram czy Twitter. Wiąże się z tym poczucie zagubienia, które towarzyszyłoby takiej hipotetycznej ewentualności, kiedy to z jakiegoś niewiadomego i wymuszonego najprawdopodobniej powodu musielibyśmy spędzić cały dzień bez naszego telefonu.
Byłoby to prawdopodobnie dla nas druzgocącym z wielu powodów doświadczeniem. Zwykła niemoc sprawdzenia statusu na profilach Facebooka naszych przyjaciół można by porównać z uczuciem przypiekania nad ogniem. Tu warto dodać, że naszych wyimaginowanych przyjaciół oraz ich wyimaginowanych historii życiowych. Bo nie są to przecież prawdziwe opowieści z ich życia, tylko zwykle przejaw identyfikowania się z własnym ego i to, jak ludzie chcieliby, aby ich postrzegać, a nie to, kim są naprawdę i to, co tak naprawdę dzieje się w ich życiach. Więc tutaj kwestia uzależnienia użytkowników technologii od niej samej, czyli po prostu ewidentna forma niewolnictwa, którą każdy użytkownik poniekąd wybiera sam i bardziej lub mniej świadomie akceptuje. A cały ten rozwój technologii miał być po to, żeby nas wyręczyć z wielu spraw, abyśmy mieli więcej czasu. To teraz zastanówmy się, czy mamy rzeczywiście tego czasu więcej. Raczej nie. Do tych użytkowych części technologii, która miała nam ułatwić życie, musimy również zaliczyć rozrywkę. Bo skoro tak ciężko pracujemy na nasze utrzymanie i zakup oraz możliwość korzystania z wszelkich nowych gadżetów i tak zwanych nowinek technologicznych, to chcemy mieć też możliwość, aby owe urządzenia zatroszczyły się o nasz relaks.
Za naszą możliwość odreagowania stresów poniekąd związanych z zarabianiem pieniędzy. Oczywiście telewizory, Netflixy, konsole gier, które w doskonały sposób stwarzają nam kolejne iluzje naszego własnego życia i dodatkowo reklamują i sprzedają nam kolejne nowinki, tak zwane rozwiązania techniczne, które momentalnie pragniemy posiąść i na które będziemy jeszcze usilniej pracować. Czyli po prostu czyste szaleństwo. Nic dziwnego, że przy takim stylu życia, przy takim zatraceniu i przy takiej prędkości życia często zapominamy o tak ważnym aspekcie człowieczeństwa, jakim jest właśnie wdzięczność. Ale co to jest ta wdzięczność? Wdzięczność to uznanie, czy też rozpoznanie wartości rzeczy, które są dla nas korzystne. Tak można by to w skrócie zdefiniować. Lub innymi słowy wyrażenie uznania wobec naszych pozytywnych doświadczeń życiowych. Czyli nie doświadczeń, na które ciężko pracowaliśmy i oczekujemy w zamian za to danego rezultatu. Nie doświadczeń, które wyprosiliśmy, czy takich, które wydaje się nam, że się nam należą, tylko właśnie tych, które odbywają się bez naszej aktywności i bez naszych oczekiwań.
Wyszukałem parę definicji słownikowych słowa wdzięczność. Jedną z takich definicji będzie: wdzięczność, z łaciny gratia. Dlatego w języku angielskim słowo wdzięczność to słowo gratitude, dlatego, że ono pochodzi z łaciny, z łacińskiego słowa gratia. Gratia, czyli łaska. Wiadomo, co łaska. Używamy takiego zwrotu co łaska, czyli coś, co przewyższa wartością warunki wymiany. Wymiany handlowej można by dodać. Od tego samego słowa gratia pochodzi słowo gratis, czyli coś darmowego, coś ekstra, coś dodatkowego. Wielki słownik języka polskiego mówi: wdzięczność — stan psychiczny występujący, gdy chcemy powiedzieć lub zrobić coś miłego komuś, kto wcześniej zrobił coś dobrego dla nas. Tutaj uwaga, dlatego że ta definicja narzuca nam parę pułapek.
Po pierwsze stan psychiczny. Jest napisane: wdzięczność to jest stan psychiczny występujący, gdy chcemy powiedzieć lub zrobić coś miłego. Czy oby na pewno jest to tylko uwarunkowanie psychiczne? Tutaj chciałem zadać pytanie, które jak wiemy, łatwo można kontrolować składem chemicznym i substancjami w mózgu. Czy może jest to stan emocjonalny, który jest stanem naturalnym, istniejącym poza naszym układem neuronów i strukturą mózgu? A druga pułapka w tej definicji jest taka, że ktoś wcześniej zrobił coś dobrego dla nas. Czyli czysty przypadek wymiany handlowej, gdzie ludzie funkcjonują jedynie jako roboty. Istnieje tylko wymiana coś za coś i nie ma miejsca na emocje, jeżeli coś zawiera się w obszarze umowy o wymianie dóbr. Czyli nie ma miejsca na wdzięczność, bo wszystko było ustalone. A jak wyjadę z takim czymś gratis, to co ja z tego będę miał?
Taka zwykle może być reakcja, prawda? Moim skromnym zdaniem taka definicja słownikowa słowa wdzięczność również jest błędna. Tutaj jeszcze jedna definicja, którą sobie wynotowałem ze słownika PWN. Wdzięczny, czyli mający serdeczne uczucia dla swego dobroczyńcy, pragnący podziękować i odwzajemnić się za doznane dobro. Tutaj podobnie definicja prosto z targowiska albo z giełdy handlowej. Co tutaj jest ważne, to słowo pragnienie. Moim zdaniem to jest istotne w tej definicji. Pragnący podziękować. To jest ten moment uprzytomnienia, moment docenienia tego, co się nam przydarza. Pomijam sprawę, czy jest to możliwe, aby odpłacić się, czy też odwzajemnić za naszą możliwość uczestniczenia w jakimkolwiek aspekcie naszego ludzkiego doświadczenia.
Bo wdzięczność nie powinna nam kojarzyć się tylko z postacią jakiegoś dobrodzieja. To jest pojęcie, które dalece wykracza poza formę osoby i które można zastosować praktycznie wobec całej natury. Czyli nie tylko wobec innego człowieka, ale całej rzeczywistości, całego stworzenia. Moim zdaniem to, co jest kluczowe w definicji wdzięczności, to nie jest komu, kiedy i za co Tylko bardziej chodzi tutaj o uznanie, czy też rozpoznanie wartości rzeczy, czyli odpowiednią formę naszej świadomości. Niektórzy twierdzą, że wdzięczność jest naturalnym uczuciem, które wypływa z naszego wnętrza, czyli bez naszego wpływu poniekąd. Są też tacy, którzy poczucie wdzięczności czy też niewdzięczności wiążą z naszą możliwością wyboru. Jako kierowana wyborem wdzięczność jest czymś innym niż reakcją emocjonalną i staje się wówczas naszą postawą, czy też formą usposobienia, można by powiedzieć. To już jest kwestia naszego wychowania lub pewnych norm społecznych i tak dalej. Ale jest to wdzięczność, moim zdaniem nieprawdziwa, można by powiedzieć sztuczna. Większość ludzi nie jest w stanie otrzymać czegoś z wdziękiem.
Etyka społeczna nauczyła nas, że dawanie jest bardzo ważne, a branie już nie. I tak właściwie jest. Branie rzeczywiście nie jest wskazane, ale co innego przyjmowanie. Przyjmowanie i umiejętność przyjmowania to są rzeczy bardzo dla człowieka istotne. To właśnie przyjmowanie wymaga pewnej dozy wdzięczności oraz pewnej pokory. Dawanie czy też ofiarowywanie czegoś innym jest często dla wielu problemem. Dlatego w Indiach tak zwana biksha. Biksha, czyli praktyka, w której to żebrak nie ma na celu brania czegoś od ciebie, ale wręcz przeciwnie, daje ci możliwość ofiarowania czegoś, co umożliwia ci w pewien sposób rozwój duchowy. Więc jest to koncept, który w Europie dla nas jest kompletnie obcy. Żebrak, który bierze coś na ulicy w Indiach, ja nie mówię, że każdy żebrak, ale są tacy, którzy praktykują taką formę jogi, umożliwia ci rozwój duchowy, dlatego że w tym akcie pojawia się możliwość dla ciebie.
A z drugiej strony godne przyjmowanie to jest również umiejętność. Przyjmowanie z pokorą, z szacunkiem, w pełni świadomie. I tu warto spojrzeć na każdy aspekt życia i docenić nie tylko to, co ofiarowane jest przez konkretną osobę, ale wszystko, co ma dla ciebie wartość. Wszystko, co tak naprawdę w życiu otrzymujesz. Zacznij od filiżanki kawy, którą pijesz rano często bez namysłu. Począwszy od plantatora, który posadził drzewka gdzieś daleko, wysoko w górach, potem podlewał je i pielęgnował pieczołowicie, chodząc po stromych i trudnych zboczach. Troszczył się o nie. Następnie ludzie, którzy mozolnie zbierali nasiona i nosili na plecach ciężkie kosze z ziarnami, poprzez ludzi, którzy zajmują się prażeniem owych ziaren, ich dystrybucją. Do tego sprzedawcy, agenci i tak dalej. Wszyscy i tak naprawdę wszystko, co zaangażowane jest w proces, który sprawia, że trzymasz w tej chwili w rękach filiżankę kawy.
Że masz w szafie ubrania z bawełny, w które możesz się ubrać, że masz na talerzu kanapkę, którą możesz zjeść. I tutaj słyszę głosy: „Ale przecież zapłaciłem w sklepie za chleb!” Tak, zapłaciłeś, ale doceń wszystkie czynniki, które zaistniały, aby ten chleb mógł dostać się teraz do twojego systemu trawiennego i w tym procesie zamienić się w ciebie samego. Zobacz, ile różnych żyć, ile istnień, ile fenomenów uczestniczyło w tym, abyś miał taką możliwość. Bez nich twoje pieniądze za chleb nie miałyby praktycznie żadnego znaczenia. To, o czym mówię, jest właściwie oczywiste i wielu gotowych jest stwierdzić, że gadam farmazony i w ogóle nie ma sensu o tym rozmawiać, bo to przecież wszyscy wiedzą. Być może tak jest, ale pomyśl sobie teraz tak: ile razy dzisiaj narzekałeś głośno albo w myślach? A teraz pomyśl sobie, ile razy zdarzyło ci się coś świadomie dzisiaj docenić, być za coś wdzięcznym głośno albo w myślach? Ile osób słuchających mnie w tej chwili jest w stanie zachować taką uważność? Czy jesteś tak naprawdę świadomy tych procesów zachodzących w twoim życiu? Tych procesów, które umożliwiają ci to życie?
A jak tak, to jak często jesteś świadomy, świadoma? W jakim stopniu jesteś w stanie doceniać? W jakim stopniu jesteś w stanie otrzymywać z wdzięcznością? Być świadomym? Każdego momentu, każdego aspektu twojego życia, każdego oddechu, który utrzymuje cię przy życiu. To nie jest łatwa rzecz. Moi drodzy, do tego potrzebne jest mnóstwo energii do bycia uważnym w każdej sekundzie, w każdej minucie. Do tego zwykle potrzebny jest długotrwały trening, długotrwałe praktyki. Tutaj pomocą służy joga. Joga to również umiejętność doceniania każdego aspektu życia.
Joga to również trenowanie uważności, bycia w każdym momencie naszego istnienia, doceniania każdego fenomenu, bycia świadomym każdej funkcji życiowej, każdego oddechu, który utrzymuje cię przy życiu. Wdzięczność to nie jest wyuczona postawa. To jest coś, co wypływa z ciebie, z wewnątrz ciebie. To jest coś, co wypływa z twojej świadomości. Jeżeli jest to tylko kwestia dobrej kultury, dobrego wychowania, to nie ma to większego znaczenia. Dlatego, że już jako dziecko nauczyliśmy się paru magicznych słówek, takich jak dziękuję, proszę, przepraszam i tak dalej. Ale tego typu wdzięczność, o której dzisiaj mówię, to nie jest kwestia kulturowa. To jest coś, co powinno wydarzać się bez udziału twojego czy tak naprawdę kogokolwiek innego. To powinno naturalnie wypływać z ciebie w związku z twoją świadomością oglądu rzeczy. Nie z przymusu.
Kiedy na przykład głodujesz i ktoś da ci posiłek, to jesteś wtedy wdzięczny, prawda? Ale to nie o taką wdzięczność tu chodzi. Chodzi o wdzięczność za każdy posiłek na twoim talerzu, za każdy łyk wody, która jest źródłem twojego życia, notabene. I to dosłownie źródłem twojego życia. Ja wspominałem wielokrotnie, że woda ma pamięć i wodę możemy programować, czy też wodę możemy zaklinać, nazwijmy to sobie. Dlatego my jako stworzenia świadome, nie jako zwierzątka, które jak są spragnione, to rzucają się na miskę z wodą i ją chłepczą jęzorem, tylko jako świadome istoty powinniśmy doceniać każdy aspekt, który daje nam możliwość istnienia, który daje nam możliwość życia. I tak jak powinniśmy doceniać oddychanie, powietrze, tą wymianę gazową, ten cykl, który utrzymuje nas w istnieniu, również powinniśmy doceniać wodę. Moi drodzy, my jesteśmy w większości zbudowani na poziomie chemicznym z wody, na poziomie biologicznym. Więc nie ma wątpliwości, że ta woda jest podstawą naszego życia, podstawą naszego istnienia. Dodatkowo ta woda, tak jak wspomniałem, ma w sobie pamięć.
Tą wodę można zaprogramować. To są rzeczy, które potwierdzane są w dzisiejszych czasach przez naukowców, więc nie są to jakieś widzimisię, farmazony magiczne, o których tutaj mówię. Zanim wypijesz wodę, popatrz na ten kubek wody, na tą szklankę wody. Potrzymaj ją w dwóch rękach na wysokości swojego serca. Tutaj znajduje się czakra serca, tak zwana Anahata. To jest bardzo potężne centrum emocjonalne, bardzo potężne centrum energetyczne człowieka, które pomoże ci zaprogramować tą wodę do twojej własnej wibracji. Ale zanim wypijesz tą wodę, to przez minutę potrzymaj ją na wysokości tego centrum energetycznego. Wyraź wdzięczność tej wodzie za to, że jest i za możliwości, które otwiera przed tobą ta woda. Za to, że za chwilę stanie się częścią ciebie, że nie tylko ugasi twoje pragnienie, ale fizycznie zamieni się w twoją własną strukturę, w twoją własną tkankę. I ta woda zmieni swój charakter.
Nie na płaszczyźnie chemicznej, ale zmieni się układ molekuł w tej wodzie. I to jest rzecz, która jest udowodniona naukowo. Na tym polega nasza ludzka moc. Na tym polega nasza ludzka świadomość. Podobnie jest z twoim posiłkiem, z twoim jedzeniem. Nie rzucaj się na talerz jedzenia dlatego, że zostało postawione przed tobą. Po to mamy świadomość, żeby zdać sobie sprawę, żeby wyrazić tą wdzięczność, że to pożywienie stanie się twoją energią i twoim materiałem budulcowym, stanie się twoim ciałem. W Indiach w tym celu wykonuje się tak zwaną inwokację przed każdym jedzeniem, również przed każdą praktyką duchową, czy też przed każdą praktyką jogi. Co to jest inwokacja? Inwokacja jest to wyrażenie szacunku wobec pewnego fenomenu.
Nie jest to modlitwa. Czym jest inwokacja? Czym jest modlitwa? Modlitwa jest zwykle jakimś odniesieniem wobec Boga, wobec kogoś, kto jest na zewnątrz, kto jest odrębnością od nas samych. W każdej religii modlitwa będzie formą monologu, który wypowiadany jest do Boga, który ma na celu uzyskanie jakichś osobistych czy też subiektywnych korzyści albo dla nas, albo jest to prośba w imieniu kogoś innego. Czyli: „Boże drogi, przynieś mi zdrowie, przynieś mi fortunę, przynieś mi szczęście. Spraw, żeby mój sąsiad poczuł się gorzej, dlatego że on ma więcej niż ja” i tak dalej. Modlitwa to jest zwykle prośba dla jakiegoś bóstwa. Czy jest to religia katolicka, chrześcijańska, czy jest to islam, czy jakakolwiek inna religia, modlitwa zawsze bazuje na tym samym. Jest to forma prośby o coś.
Daj mi coś, bo coś potrzebuję. Jest to zwykle klepanie paciorków typu: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie” i tak dalej. W jakim niebie? Przede wszystkim, gdzie jest to niebo? Jaki ojcze? Kompletny dualizm, wyodrębnienie się od stworzenia. Stwórca i stworzenie to jest jedno. Modlitwa, jeżeli rozumiemy formę, nie ma sensu. Natomiast inwokacja jest to sposób przeniesienia emocji i dialog z samym sobą. Jest to skierowanie się do wnętrza nas samych.
Tutaj nie ma mowy o żadnym dualizmie, żadnym rozszczepieniu stwórcy i stworzenia. To nie jest człowieczek i Bóg wszechmogący, który może nam zrobić dobrze albo źle, tylko jest to wgląd wewnątrz istoty, wewnątrz nas samych. Jest to wgląd i zrozumienie każdego słowa tej inwokacji, a nie tylko powielanie jakiejś klepanki bez rozumienia słów. Jest to zwrócenie się w kierunku mojego wewnętrznego, duchowego aspektu, rzeczy samej w sobie. Ja odkąd spędziłem czas w aśramie, przed każdym posiłkiem wykonuję inwokację. Przed każdą praktyką jogi również wykonuję inwokację, której to nauczyłem się w aśramie. Jest to inwokacja, która jest bardzo popularna w Indiach. Nie tylko w tym miejscu, w którym ja przebywałem, ale dowiedziałem się również podczas mojej podróży, że jest to bardzo prastara inwokacja, która brzmi w sanskrycie. Chciałbym ją tutaj przytoczyć. Najpierw powiem ją w sanskrycie w oryginalnej formie, a później powiem, co ona oznacza.
Jeżeli jem posiłek w towarzystwie i ludzie nie są zaznajomieni z tego typu praktyką, to nie będę tutaj nikogo wprowadzał w stan szoku tudzież stan zażenowania czymś, co wymawiane jest w starożytnym, obcym języku, co może być dla ludzi niezrozumiałe w naszych walorach kulturowych, więc zwykle z zamkniętymi oczami powtarzam tą inwokację po cichu sam dla siebie. Brzmi ona tak: Aum Aum Aum Sahana Vavatu Sahanao Bhunaktu Saha Viryam Karavavahei Tejasvi Nawadhitamastu Ma Vidvishavahaei Aum Shanti Shanti Shantihi. Co to znaczy? To oznacza nic innego jak: bądźmy razem, jedzmy razem, produkujmy razem energię. Niechaj nie będzie granic dla naszych energii. Niech nie będzie żadnych chorych uczuć pomiędzy nami. Aum. Pokój. Pokój. Pokój.
To oznacza tylko tyle. Wspaniały starożytny tekst, który w pełni określa wyrażenie wdzięczności i wyrażenie zrozumienia dla współistnienia z innym człowiekiem i dla sposobności i dla możliwości, które pojawiają się w naszym życiu. Wszystko, co istnieje, w jakiś sposób jest z tobą powiązane. W pewien sposób sprawia, że utrzymujesz się przy życiu w tym momencie. Od oddechu, który jest jednym z najważniejszych dla ciebie cykli życiowych, do jedzenia, które jesz, wody, którą pijesz, poprzez wschody i zachody słońca. Jeżeli jesteś w stanie dostrzec tą twoją zależność od niezliczonych łańcuchów zdarzeń, to naturalnie pojawi się też w tobie wdzięczność dla wszystkich ludzi, rzeczy i zdarzeń, które umożliwiają ci przebycie tego doświadczenia bycia człowiekiem. Jeżeli dostrzeżesz, jak odbywa się fenomen życia, to nie zabraknie też owej wdzięczności. Jeżeli będziesz żyć w ignorancji, w odosobnieniu z tą planetą, to najprawdopodobniej przeoczysz to wszystko i stracisz ową szansę. Nie ma w zasadzie czego za dużo szukać. To, że jesteśmy tutaj w takiej formie, to, że udało nam się pojawić, to właściwie największy sukces tej całej historii.
To jest właśnie największy dowcip. To, czego często usilnie szukamy, jest właściwie cały czas przy nas. Z pustki, z kompletnej ciszy jesteśmy. Jesteśmy powołani do istnienia. Jesteśmy powołani do życia. Moi drodzy, jesteśmy. To, co jest, czyli stworzenie, osadzone jest w nicości. W sanskrycie nazywane jest to śūnya, czyli kompletne zero. Stan nieistnienia. Procentowo przestrzeń wypełniona jest bardziej tym, czego nie ma właściwie, raczej niż tym czymś.
Więcej jest tego, czego nie ma raczej niż to coś. Pustka, czy też właśnie owa śūnya, czyli zero, ale zero nie jako brak czegoś, tylko raczej jako stan przeciwny. Stan, dzięki któremu może istnieć coś. Jeżeli zmienisz to w żywe doświadczenie, to życie będzie miało zupełnie inny wymiar. O tym mówili i Budda, i Śiwa. O tym mówili królowie, którzy zdecydowali się porzucić wszystko i zostać żebrakami w poszukiwaniu tego właśnie doświadczenia. Dlatego, że znaleźli coś więcej niż bogactwo i zaszczyty. Coś, co nie wymaga dekoracji, uwznioślenia czy jakichkolwiek innych dodatków. Być wdzięcznym za to, co jest. Pomyśl.
Może masz więcej, niż ci się zdaje. Wdzięczność zmienia życie na lepsze. Namaste, moi kochani. Do usłyszenia w kolejnych odcinkach „Haty mistyka”. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie z kraju zwanego Polską. Pranam. Hata mistyka. Co?