[01:02] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, drogą cyfrową rozpoczynamy wlewanie kolejnej debaty ufologicznej online, w której dziś będziemy dyskutować o powrocie bogów z kosmosu. Jednym z często powtarzanych w paleoastronautyce wątków jest powrót tychże bogów z przestrzeni kosmicznej. Słynny serial „Ancient Aliens” pytał nas, czy oni w ogóle powrócą. Jak patrzeć na szanse na powrót planetarnych ojców, którzy pozostawili nas na Ziemi? Na te i na inne pytania związane z tym tematem spróbujemy znaleźć odpowiedź dziś w debacie ufologicznej online. Przy mikrofonie i za pokrętłami Marek St. Elius, a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami: współprowadzący debaty w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”, Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[02:05] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[02:08] - Nasz człowiek w Jarosławiu, założyciel Klubu Paranormalium, Tomasz Pawlus. Witaj, Tomku.
[02:15] - Dobry wieczór. Witam.
[02:17] - Oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Dobry wieczór, Arku.
[02:23] - Dobry wieczór.
[02:25] - Chociaż o tej porze jeszcze jest dosyć jasno o tej porze roku, także powinienem chyba mówić „dzień dobry”, ale skoro już powiedziałem „dobry wieczór”, to zostańmy przy wieczorze. Zanim przejdziemy do tematu przewodniego dzisiejszej dyskusji, dobra wiadomość dla tych, którzy chcą zadzwonić: dzisiaj linia telefoniczna będzie otwarta dużo wcześniej niż zwykle. Prawdopodobnie gdzieś koło godziny 20, a może jeszcze wcześniej. Ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to zachęcamy gorąco do wysyłania pytań, komentarzy i przede wszystkim relacji z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Będzie w tym sezonie co najmniej jedna jeszcze debata ufologiczna poświęcona podsumowaniu najciekawszych relacji, więc jeżeli macie państwo swoje historie ze spotkań z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi bądź też z bedroom visitors czy różnymi innymi zjawiskami związanymi z UFO, to zachęcamy do nadsyłania nam swoich relacji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Kilka kultur na Ziemi wyglądało powrotu bogów, przybyszów z nieba. W paleoastronautyce wątek ten został mocno spopularyzowany, a za typowy przykład podawano tu tak zwane kulty cargo. Czy podobne mity to znak, że rzeczywiście ktoś zrobił tu sobie przystanek w drodze przez kosmos? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:46] - Przed rozpoczęciem audycji wymieniliśmy parę komentarzy na temat paleoastronautyki w ogóle. I chyba wszyscy żeśmy się zgodzili odnośnie tego, że ta dziedzina po tym, jak troszeczkę odżyła za sprawą serialu „Starożytni kosmici”, znowu się znalazła w takim punkcie troszeczkę nieciekawym. Dlatego, że w paleoastronautyce w sumie od lat nic nowego się nie dzieje. Trudno o nowe odkrycia, trudno o nowe koncepcje, bo w zasadzie co jeszcze nowego można na tym polu powiedzieć? Cały czas mielimy to samo. To jest oczywiście bardzo ciekawe. Jedyne, co można nowego znaleźć, to jakieś potwierdzenia mitologiczne w rzadko poruszanych czy dotykanych mitologiach, kręgach kulturowych. To też jest ciekawe, bo przecież w większości książek, jakby nie było, paleoastronautycznych pojawiały się te same w sumie cały czas informacje. Pisano najczęściej o Sumerach, Majach na przykład.O Egipcjanach, ale przecież jest wiele innych kultur, chociażby Chiny, Etruskowie, w których mitologiach też pojawiały się bardzo intrygujące wątki związane z czymś, co można powiązać z przybyszami z kosmosu. Ogólnie mity to rzecz, o której dyskutować można pewnie godzinami i tak nie dojdziemy do żadnych konkretnych wniosków. Ale jeżeli się przyjrzymy mitologiom różnych ludów, to też musimy pamiętać o podstawowej rzeczy, że mit nie ma nigdy jednej wersji. Nie ma czegoś takiego jak jedna wersja mitologii, byle jakiej, czy to greckiej, czy sumeryjskiej. Tam pojawiają się duże różnice między poszczególnymi wersjami mitów. Każdy, kto czytał, zajmował się kiedykolwiek mitologią grecką w szkole, wie, że to, co my mamy, to jest pewna ustalona wersja. I tak samo jest z każdą mitologią na świecie. Natomiast mity zapisane w materiałach źródłowych, w przypadku Sumerów i innych ludów zamieszkujących poniższy region świata, mieszczące się na tabliczkach klinowych, mówią bardzo ciekawych historiach niekiedy. Dobrze znamy te opowieści, które opisał Sitchin, związane chociażby z tym, jak bogowie sumeryjscy gotowali jakąś papkę i nagle wyszedł z tego człowiek. Ale przecież podstawowym elementem paleoastronautyki jest też żywione przez wielu przekonanie, iż bogowie powrócą. To przekonanie zostało trochę wzmocnione przez serial „Starożytni kosmici”, gdzie tam to się pojawia na samym początku. I pozostaje pytanie: skoro ci bogowie kiedyś odlecieli, jeżeli tu byli, nas zostawili, to czy oni rzeczywiście powrócą? Możliwości jest oczywiście kilka. Patrząc na to wszystko, co się wokół nas dzieje, możemy dojść do wniosku, że ci bogowie wcale się nie oddalili i nas cały czas mają na oku. Ale przecież w wielu mitach, o których będziemy dzisiaj mówić, pojawiały się takie wątki, że ci bogowie po jakimś czasie do ludzi wracali, że oni wykonali na Ziemi swoją robotę, a potem w jakimś kryzysowym momencie znowu się na Ziemi zjawiali. Tutaj poruszyłeś, Iveriosie, w tym pytaniu wątek kultów cargo, czyli tych religii, które pojawiały się najczęściej na wyspach Pacyfiku czy na wyspach w Oceanii, tam, gdzie stacjonowali żołnierze amerykańscy czy japońscy, którzy mieli ze sobą prowiant. I te żelazne ptaki, które przywoziły ten prowiant, strasznie fascynowały miejscowych. Tubylcy, obserwując to, co się dzieje, czasami korzystając nawet w jakiś sposób z dobrodziejstwa tych Amerykanów czy Japończyków, którzy im płacili czasami w naturze. W naturze, w dobrach po prostu. Dawali im konserwy, jakieś pierdółki tylko po to, żeby oni im pomagali w czymś. I z czasem wśród tych tubylców zrodziły się religie czczące w zasadzie te samoloty i tych żołnierzy, uznające ich za bogów i wyglądające ich powrotu. Przecież do legendy przeszły historie o takich kultach, które budowały nawet odpowiedniki, makiety budowali z trzcin czy z liści samolotów, wyplatali je albo na przykład odprawiali rytuały, które naśladowały musztrę. Także tutaj nie dziwi to, że nasi przodkowie mogli zaobserwować kiedyś coś takiego i również pomyśleć, że ci przybysze z nieba, w rzeczywistości astronauci pochodzący z obcej planety, byli tak naprawdę bogami. Ale przecież jeżeli się przyjrzymy mitom na temat bóstw, chociażby sumeryjskich, egipskich czy nawet greckich, to zobaczymy, że ci bogowie niekoniecznie odlatywali. To nie byli tacy bogowie, którzy tu przylecieli i którzy zniknęli. Owszem, śladów tych dobrodziejów z kosmosu, którzy mogli pomóc zaprowadzić nam cywilizację albo czegoś nas nauczyli, jest dużo, ale też trzeba powiedzieć wprost, że w wielu mitach — przydałby się tu dzisiaj do tej dyskusji Marek Żelkowski, który wiemy, że teraz pisze pracę naukową i dopingujemy go, i mamy nadzieję, że kiedy skończy, do nas powróci. Ale reasumując, okazuje się, że ci bogowie dzielą się na bardzo wiele kategorii. Są tacy bogowie, którzy tu cały czas mieszkają. Są bogowie, których sobie wyobrażano pod postacią słońca i księżyca na przykład. I oni byli tu cały czas obecni. To oni odpowiadali za wszystko, co się na Ziemi kręciło. Ale była też taka kategoria bóstw czy półbogów, często raczej półbogów w mitologiach bliskowschodnich. Bo jeżeli przecież spojrzymy naTe słynne mity mówiące o istotach, które wyszły z morza i zaczęły nauczać ludzi, o Enie między innymi. To się okaże, że on nie był stuprocentowo bogiem. Był raczej półbogiem albo kimś w rodzaju herosa. Zresztą podobnie te anioły, które osiadły według Księgi Henocha gdzieś tam na półwyspie Synaj i zaczęły nauczać ludzkość. Oni też byli aniołami. Nie byli bogami. Zostali dopiero ukarani przez Boga. To wszystko jest bardzo ciekawe, bo może nam odsłaniać pewien schemat mówiąc o tym, że ktoś rzeczywiście nas kiedyś czegoś nauczył. Pytanie, czy ten ktoś kiedyś powróci, czy on tu był przypadkiem? I po prostu, tak jak ci wyspiarze z Oceanii i z Pacyfiku, nasi przodkowie podejrzeli obcych kosmonautów, którzy sobie polecieli i nie chcieli mieć z nami nic wspólnego. Czy może było odwrotnie, że oni tutaj celowo zapoczątkowali cywilizację, widząc te biedne człowiekokształtne istoty, które się pałętały po ziemi i nie umiały sobie rozpalić ognia. To wszystko jest bardzo ciekawe. Ciekawy jest również ewentualny motyw, dlaczego ci bogowie z kosmosu mieliby pomagać w jakiś sposób ludzkości. O tym jeszcze będziemy mówić, ale jedno, co mi zawsze chodziło po głowie, to fakt, że możliwe, że uznali, że nasza planeta jest niestabilna i co jakiś czas dochodzi do ogromnych katastrof kosmicznych za pośrednictwem komet, które jeżeli wierzyć naukowcom, są kierowane do naszej części Układu Słonecznego przez tak zwaną dziewiątą planetę lub planetę X. I może to skłoniło tych przybyszów, którzy tutaj kiedyś osiedli do tego, żeby dać takiego kopniaka tym prymitywnym stworzonkom, żeby rozwinęły sobie jakąś kulturę do czasu kolejnej wielkiej katastrofy, która prędzej czy później nadejdzie. To zawsze tym istotom, czyli nam, dawało jakieś szanse. Panowie, nie wiem, jak patrzycie na ten bardzo rozległy temat. Zresztą niejednokrotnie poruszany już w debatach ufologicznych. Ale Arku, trudne pytanie, czy twoim zdaniem bogowie naprawdę kiedyś powrócą?
[14:40] - Ci bogowie, których opisuje Sitchin konkretnie ci, którzy przylecieli i stworzyli nas, naszą historię. Oni już nie powinni żyć. Także raczej wątpię, żeby przylecieli. Być może, że przylecą następni. Ci, którzy ewentualnie żyją na tym statku zwanym Nibiru. Jeżeli już mówimy o astronautyce, to musimy wspomnieć o Sitchinie. On napisał w zasadzie kompletną historię, według niego oczywiście kompletną historię przybycia tutaj na naszą ukochaną Ziemię Anunnaków. Stworzenie właśnie nas. Opuszczenie, tak jak mówiłeś, w momencie, kiedy Nibiru przelatywała blisko Ziemi, spowodowała potop i tak dalej. Część z nich wróciło do siebie. Część, którzy tutaj zbyt długo już byli, nie mogli wrócić, a niektórzy nie chcieli z tego względu, że mieli tutaj swoje rodziny, tak jak tych 200 upadłych czy tam Marduk, czy tam jeszcze inni. Po prostu woleli odbudowywać to, co było. Być może na tyle się zaangażowali w odbudowę, że stworzyli królestwa, które później zostały. I o tym Sitchin właśnie pisze. Zostały jak gdyby przejęte przez ludzi. Więc w tym momencie ci bogowie Annunaki, którzy w dalszym ciągu żyją czy hibernują na tym Nibiru, w zasadzie nie mieliby po co tu przylatywać. Ziemię oddali, że tak powiem, we władanie swojemu dziełu, ludziom, więc raczej nie mieliby. Ale mamy za to cały konglomerat innych postaci, które nas tutaj odwiedzają. I być może, że nie tylko to, o czym pisze, o czym napisał Sitchin. Być może nie tylko oni nas odwiedzili tutaj. Jest to wielce prawdopodobne, jeżeli weźmiemy pod uwagę współczesne opisy ufologii na przykład. Nie wiemy, skąd oni przybywają. Kiedyś było takie domniemanie, że przylatują z kosmosu. Ale w miarę powiększania się naszej wiedzy o budowie wszechświata, ich możliwości, skąd oni pochodzą, tak samo, jak nasza wiedza się poszerzyła, tak samo i nasze upatrywanie gdzieś tam we wszechświecie, w innym świecie, w świecie równoległym, w czasie, przestrzeni czy tam jeszcze gdziekolwiek indziej. Nasza wyobraźnia ich wciska. Stamtąd mogą być. Czy przylecą? Przez cały czas przylatują. Tylko że nasze spojrzenie na to jest już w tej chwili inne. Już nie będziemy brali ich za bogów, nawet jeżeli będą dysponowali jakimiś super broniami, które śmieszą, otumaniają.I przestraszają całe społeczeństwa. Nasze spojrzenie na nich też będzie inne. Natomiast kwestia sama istnienia Nibiru i jej ponownego przelotu przy Ziemi nie jest do końca ani udokumentowana, ani jednoznacznie określona. Dlatego, że ten czas, kiedy miałaby przelecieć obok nas i ponownie się pojawić, już minął i nic takiego się nie nastąpiło. Więc prawdopodobnie nie ma na co czekać, że akurat Anunaki do nas wpadną, zapukają i będą nami dalej tutaj kierować. Dziękuję.
[19:16] - Dzięki. Z tego, co pamiętam, to chyba Sitchin w 2012 roku się bardzo oburzył. Znaczy nie, w 2012 roku się nie oburzył, bo nie żył już wtedy, ale oburzył się na teorię o roku 2012, dlatego że z jego wyliczeń wynikało, że Nibiru pojawi się dopiero gdzieś tam za jakieś 1000 lat. Chyba on tak sugerował. Nie pamiętam już dokładnie, kiedy on to wyznaczył.
[19:47] - Jeżeli orbita tego Nibiru, obieg, znaczy podróż dookoła Słońca trwa 3500 lat, jakieś tam 3600, jak on opisywał, jak on mówił, to już w naszej pisemnej przeszłości powinna być co najmniej dwa razy. Raz, kiedy właśnie tamte przedpotopy się działy i jakiś czas potem było już pismo klinowe, które bylibyśmy w stanie odczytać. I drugi raz już w czasach bardziej nowożytnych. Także czy ona będzie po prostu w tym przedziale czasowym, powinna nas jeszcze raz odwiedzić gdzieś w środku.
[20:28] - On chyba sugerował, że gdzieś tam na początku średniowiecza pierwszy raz się pojawiła. Oczywiście jeszcze w czasach Sumerów ta słynna pieczęć przechowywana w Berlinie ma o tym świadczyć. Niemniej jednak, o czym oczywiście mówiliśmy w debatach poświęconych planecie X i w ogóle Sitchinowi, Anunakim, ale wydaje mi się, że to, co wiemy o budowie Układu Słonecznego i to, jak wyglądają te planety odległe od Słońca, leżące gdzieś tam w pasie Kippera, to pokazuje nam, że to jest po prostu lód i skała. Tam światło w ogóle nie dociera. Myślę, że współczesna wiedza astronomiczna rzuca cień na teorię o Nibiru, dlatego że skoro jej nie widać, skoro jej nie znaleźli. Tyczy się to też planety X lub planety dziewiątej, bo to w zasadzie jest ta sama tematyka. Skoro tej planety nie widać, ona leży tak daleko, że po prostu prawie nie odbija Słońca. Możliwe, że kiedyś będzie ją widać, kiedy się zbliży do tego najbliższego punktu w tej swojej wędrówce. Bo o ile Sitchin mówił, że Nibiru ma okres orbitalny równy około trzy i ileś tysiąca lat, tak planeta dziewiąta lub planeta X to jest 15, 20 tysięcy lat. Także ona może dopiero gdzieś tam się zbliża do Słońca i w pewnym momencie będzie tak, że będzie widoczna naprawdę. Oczywiście nie będzie to jakaś wielka rzecz, że nagle rozbłyśnie na niebie.
[22:26] - Ja bardziej bym tę planetę oddzielił od tej planety X. To nie jest to samo. Planeta dziewiąta prawdopodobnie istnieje, a to z tego względu, że kieruje do nas różne komety i jakieś tam odłamki kosmiczne. Natomiast cała ta otoczka, o której pisał Sitchin, raczej sugerowałaby, że to nie jest jakiś wielki obiekt. Wydaje mi się, że to może być jakiś statek kosmiczny, który wymagał jakichś napraw, który został wypuszczony hen, daleko w przeszłości, bo oni nawet nie znali. W książce „Zaginiona księga Enki”, którą Sitchin też popełnił, jest tak napisane, że oni nawet nie wiedzą, po co lecą. Oni owszem, mają jakiegoś tam wiecznego i wszystkowiedzącego boga swojego, ale jego zamysłów też nie znają i być może ich dziełem miało być właśnie stworzenie ludzi. Zasianie tutaj cywilizacji na jakiejś planecie, akurat padło na Ziemię. Jeszcze warto by zwrócić na to uwagę, że ci, którzy przybywali tutaj, starzeli się nieporównywalnie szybko do tamtych, którzy pozostawali. Co by sugerowało raczej to, że oni być może podczas części tej swojej podróżyZapadali w jakiś sen, hibernację czy cokolwiek innego i stąd wynika różnica. Natomiast Annunaki, którzy przylecieli na Ziemię, nie byli w stanie powrócić do stylu życia, jaki był na Nibiru. To również daje do myślenia pod tym względem, że w sumie nie powinno mieć znaczenia, czy tutaj żyją, i wrócić do siebie. W momencie, kiedy oduczyliby się hibernacji czy takiego zasypiania w śnie zimowym, jak to robią nasze ziemskie misie, być może to było główną przeszkodą, dlaczego Marduk i wszyscy inni, którzy tutaj się zaaklimatyzowali, nie mogli powrócić na swoją planetę.
[25:23] - Też mi się wydaje, że jeżeli podstawimy wielką stację kosmiczną podróżników z innej planety, którzy tutaj przylecieli i na chwilę zesumowali w miejsce Nibiru, to ma trochę większy sens. Nie wiem, dlaczego Sitchin nie pomyślał o tym. Tak naprawdę koncepcja z planetą, która się gdzieś tam pałęta po obrzeżach, moim zdaniem już przeterminowała. Ale koncepcja, że to coś było wielkim statkiem czy wielką stacją kosmiczną, jest fajna. Tylko oczywiście jest nie do zweryfikowania. Tomku, jak sądzisz, czy oni rzeczywiście kiedyś wrócą?
[26:09] - Ja bym chciał zacząć troszkę filozoficznie. Czy kwestia ich powrotu i to, że bierze się pod uwagę ewentualność powrotu, czyli samo słowo „powrót”, nie jest kwestią naszego psychologicznego, psychicznego, psychicznej chęci posiadania nad sobą kogoś, kto jest ponad nami, dzięki któremu możemy wyjaśnić zjawiska, których nie jesteśmy w stanie w danym momencie pojąć? Tak przecież również można określić przybycie tych obcych na początku działalności ludzi na Ziemi. W tym momencie widzimy, że są oni uosabiani z bogami, bo wiadomo, robili rzeczy, które tamtym ludziom nie przychodziły do głowy i nie byli w stanie ich sobie realnie wyjaśnić. Wytworzyło się w tym momencie, ja bym to określił jako mit bogów. To jest mit bogów wytworzony przez człowieka. Niewątpliwie taka cywilizacja miała jakiś cel, pojawiając się tutaj. Cel ten mógł być różny. Rozmawialiśmy również o tym, że siewcy życia, siewcy cywilizacji, chęć pewnego ukształtowania tego odcinka układu planetarnego czy Układu Słonecznego. Teraz jest kwestia taka: czy my w kontekście powrotu, nie odzywa się w nas jakiś taki syndrom sieroty, który ciągle czeka na powrót ojca? Tutaj bardziej podobałoby mi się określenie, że to są ojcowie, którzy dali życie, w tym stanie, w którym jest ono na Ziemi w tej chwili. Jeszcze raz wrócę: kwestia powrotu. Czy są to nasze „pobożne”, w cudzysłowie, w tym momencie życzenia tego powrotu? Czy to po prostu nie było tak, że wypełnili swoje zadanie, doprowadzili tę cywilizację do określonego levela i postanowili stąd po prostu polecieć sobie dalej uprawiać kolejne poletko na kolejnej planecie? Teraz jest kwestia taka, czy ten powrót po prostu ma dla nich jakiekolwiek uzasadnienie. Być może obserwacje UFO są to nic innego jak po prostu czasowe inspekcje danych rejonów, obszarów naszego życia, obszarów naszej technologii. Bo mamy ingerencję, o tym mówiliśmy ostatnio, w świadomość ludzką, ingerowanie w postępowania. Mamy pojawiające się obiekty nad instalacjami nowoczesnymi, czyli mamy kolejny przykład inspekcji. Mamy w końcu nad terenami niezbadanymi, w których człowiek się rzadko pojawia. Tutaj poruszamy kolejny temat, czyli baz ewentualnie. Myślę, że stricte taki powrót przepowiadany mitologicznie poprzez mitologię, ale i poprzez religię. Bo czymże jest również powrót? Będzie tym samym powrót Chrystusa na Ziemię przepowiadany przez jedną z najmłodszych religii i najmłodszą mitologię, czyli chrześcijaństwo, które również zapowiada powrót Boga na Ziemię. Widzimy tutaj, że jest to moim zdaniem taka nadinterpretacja, chęć złagodzenia tego efektu sieroctwa i jednocześnie brak zrozumienia dla idei... ich przybycia, bo jeżeli nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, po co ktoś coś robi, to czekamy, aż drugi raz się pojawi i nam to ewentualnie wytłumaczy. A jak się nie pojawia, to wokół tego powrotu, który ma nas oświecić w kwestiach przyczyn i prapoczątków, tworzymy mit powrotu. Dla mnie to jest jeszcze, jak, Piotrze, mówiłeś, tu też bym podkreślił, że ten powrót może być również rozpatrywany w kategorii mitu, biorąc pod uwagę konsumpcję mitologii i przekazów mitologicznych z całego świata, gdzie wszędzie jest to powiedziane. Praktycznie nie spotkałem się z tym, przeglądając różne i czytając mnóstwo o tych pradawnych mitologiach, ale i obecnych mitach panujących wśród wielu religii czy nawet jakichś stowarzyszeń okultystycznych. Może nie okultystycznych, ale parareligijnych, które również wyczekują tego powrotu. Ten powrót stał się mitem. Mitem, który wszystko załatwi, który wszystko wyjaśni i który da nowy początek. Wydaje mi się, że tutaj kwestia powrotu to jest kwestia zapytania się również, pomimo tematu bardziej zbliżonego do kwestii związanych z mitologią, ale zapytania się nas samych, co my rozumiemy, co nasza cywilizacja w tej chwili widziałaby w tym powrocie. Bo ten powrót w średniowieczu był czym innym. Ten powrót dla Majów, Azteków czy innych był czym innym. Ten powrót nawet u nas, tak jak żeś, Piotrze, powiedział, w tej chwili by nie był takim szokiem i nie niósł za sobą takiego naładowania duchowego, być może. Bardziej by to było w kwestiach poznawczych. Religia w tym by miała już coraz mniejsze znaczenie, więc wydaje mi się, że jeżeli powrócą, podkreślam, jeżeli powrócą i ten powrót nie jest naszym pobożnym życzeniem, to powrócą, bo mają jakiś plan do wykonania. Oby to nie był plan zamknięcia eksperymentu pod tytułem ludzkość. Na razie dziękuję.
[33:06] - Słuchacie państwo kolejnych „Debat Ufologicznych Online”. Dzisiaj dyskutujemy o powrocie bogów z kosmosu. Przypomnę może kontakty do Radia Paranormalium. Gdzieś tak za pół godziny otwieramy naszą linię telefoniczną, może troszkę wcześniej. Numery telefonów do Radia Paranormalium to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gabogadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na pytania i komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, a może przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Przechodzimy do kolejnego pytania. Najsłynniejszy wątek związany z powrotem bogów odnosi się do Quetzalcoatla. Aztecka legenda mówiła, że miał on powrócić do swych wiernych. Do dziś krąży swego rodzaju legenda o tym, że Aztekowie pomylili boga z konkwistadorami. Czy jest w tym jakieś ziarno prawdy? A może my również czekamy na kogoś, kto okaże się innym, niż go sobie wyobrażamy? Oddajemy ponownie głos jako pierwszemu Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[34:58] - To poruszył już w swojej wypowiedzi Tomek. Rzeczywiście tak jest, że nam się wydaje, że przylecą istoty, które będą zaawansowane, dobre i będą chciały naprawić błędy, które my żeśmy spowodowali i wywołali przez 2000 lat ostatnich. Tylko to samo się oczywiście wiąże z kontaktem. My niejednokrotnie mówiliśmy, że ludzie wyglądają po prostu jakichś lepszych siebie z kosmosu. Mają nadzieję, że przyleci tu inteligencja, która będzie się z nami obchodzić jak z jajkiem, bo tak trzeba. To, co Tomek powiedział, jest trafne, bo my oczekujemy jakichś rodziców z kosmosu albo starszych braci, którzy się nami zajmą, a tak naprawdę nie wiemy, jakie były ich pierwotne zamiary, co oni chcieli osiągnąć, zapoczątkowując ten eksperyment o nazwie ziemska cywilizacja. I czy to wszystko nie odbyło się tak troszeczkę przypadkiem, że nie było w tym żadnego wielkiego celu. Po prostu stało się i już. I polecieli, i zniknęli. Z Quetzalcoatlem jest tak, że po pierwsze my, żyjąc w Europie, nie zdajemy sobie tak pełni sprawy z ogromu cywilizacji prekolumbijskich, bo my mówimy Aztekowie, Majowie, Inkowie. To wszystko nam się gdzieś tam miesza. Tak naprawdę tych ludów było znacznie więcej.
[36:36] - Te wielkie imperia tworzyły też czasem bardzo zróżnicowane żywioły, ale tym, co je łączyło, była między innymi wiara w Quetzalcoatla. Oczywiście znany był pod innymi nazwami, ale wspólny wątek wiązał się właśnie z nauczycielem z nieba w postaci wyobrażanej sobie przez Azteków jako ten słynny pierzasty wąż, który kiedyś przyleciał na Ziemię i nauczył ludzkość wszystkiego. Legendy na temat Quetzalcoatla są bardzo zróżnicowane. Stopień skomplikowania tamtejszej mitologii jest naprawdę duży. Trzeba sporego samozaparcia i naprawdę przeszukiwania ciekawych źródeł, głównie literatury zagranicznej, żeby zobaczyć, jak to było. Ale co w tej historii jest najciekawsze? Okazuje się, że Montezuma II, który przywitał Hernána Cortésa, miał być przekonany, zarówno on, jak i jego pobratymcy, elity, wszyscy mieszkańcy jego imperium, że ci ludzie, którzy przybyli, to właśnie są wysłańcy Quetzalcoatla albo on sam. Dlatego, że według wierzeń Bóg miał kiedyś powrócić i najwyraźniej skoro przybył jako biały, brodaty człowiek, to musi być to. Bo co innego? Najwyraźniej tak wygląda Quetzalcoatl. I właśnie wiara w tą nadprzyrodzoną moc Europejczyków miała ułatwić im potem podbój imperium Azteków. Jest tylko jeden zasadniczy problem z tym wszystkim. Dlatego, że my nie mamy pojęcia, jak było naprawdę. Dlatego, że ta historia o przybyciu Quetzalcoatla pojawia się w źródłach hiszpańskich, czasem w źródłach kościelnych. I być może była to taka legenda mająca na celu troszeczkę poniżyć Azteków w oczach Europejczyków, dodatkowo ich poniżyć albo wytłumaczyć przyczyny upadku ich imperium, które były bardzo zróżnicowane. Pamiętam, że pojawiły się nawet głosy, że to mogło być nawet możliwe, że oni wzięli ich za bogów. A to z tego powodu, że społeczeństwo doznało pewnego rozwarstwienia. Ci Aztekowie żyli w takim przekonaniu, jak niektórzy ludzie przed 2012 rokiem, że coś się zbliża. Że następuje już koniec naszego świata, gdyż wedle ich wierzeń świat dzieli się na ery i każda era kończy się jakąś ogromną katastrofą. Byli po prostu millenarystami. Wierzyli, że zbliża się koniec świata i być może rzeczywiście te plotki o przybyciu boga jakoś na nich oddziaływały. Osobiście nie sądzę, że to tak przeszło bez echa. Na pewno musiało wywołać to wielkie poruszenie. Ale czy rzeczywiście słowa o Bogu, który poleciał i wrócił, mogłyby pogrążyć tak ogromne imperium? Na pewno nie tylko, ale coś w tym było. Sama kwestia tego, gdzie ten Quetzalcoatl zniknął, to jest oczywiście sprawa otwarta. My nie wiemy tak naprawdę, kim był, jak to bóstwo wyglądało pierwotnie, dlatego że ono znane jest pod innymi nazwami. Poza tym utożsamiany jest często z innymi bóstwami. Mam nadzieję, że mnie słychać, Marku, bo mam tutaj jakieś-
[40:33] - Słychać ciebie i twój fotel.
[40:35] - To super. Dlatego że ten pierzasty wąż, jak mówię, był bóstwem prekolumbijskim, takim ogólnym. Ciekawe jest natomiast to, że jeżeli patrzymy na jego przedstawienie, widzimy, że wygląda dość potwornie, nienaturalnie. Mówię o tych przedstawieniach azteckich, że jest to jakaś taka chimera, trochę humanoid, trochę nie wiadomo co. Niektórzy dopatrywali się tutaj oczywiście odniesień do jego pozaziemskiego pochodzenia. Ale moim zdaniem sama historia Quetzalcoatla, ta legenda już jest tak obrośnięta mchem, że my niewiele z tego możemy wyciągnąć. Jeden ciekawy element, który się w tym też pojawiał, to fakt, że według Azteków Quetzalcoatl nosił wokół szyi urządzenie. Ono się nawet jakoś nazywało. Jakiś klejnot wiatru na to mówili chyba. I to była kolejna przesłanka, że ta istota, która się pojawiła i która została wzięta za tego boga, rzeczywiście miała na szyi coś, co umożliwiało jej oddychanie. Te elementy są rzeczywiście bardzo ciekawe i moim zdaniem bardzo sugestywne. Wskazują, że ten Quetzalcoatl kiedyś rzeczywiście mógł być jakimś przybyszem, który się tam zaplątał. Albo była to cała grupa przybyszów, którzy zjawili się w tamtym rejonie świata, by nauczać tamtejszych ludzi różnych rzemiosł, nauk i tak dalej. Ale niestety, jak było naprawdę, chyba nie dowiemy się nigdy. Marku?
[42:39] - Przede wszystkim na wybrzeżu Ameryki Południowej wylądowali inni. Widać było olbrzymie statki na pewno parę dni wcześniej z podniesionymi żaglami. I wysiada grupka większa lub mniejsza, ale myślę, że około stu zbrojnych, którzy na głowach mieli błyszczące hełmy. Bo zapewne tak mieli. Mieli ze sobą szable, rapiery, obojętnie, jakąś broń długą, która nie była znana w uzbrojeniu Indian. Imały ich się strzały czy atrybuty wojsk Indian. To była cywilizacja zamknięta w epoce kamiennej. Oni się posługiwali, owszem, bardzo wyrafinowanymi, ale jednak to były drewniane maczugi wysadzane kamieniami. Ale przy uderzeniu w tarczę czy puklesz, czy w kontakcie z bronią białą europejską, normalnie podejrzewam, że się rozsypywały. Uderzały w miękkie ciało ewentualnie taką samą broń. Natomiast tutaj miały uderzenie w metal. I coś się mogło dziać. Mogli być zdziwieni. Do tego jeszcze sam wygląd — dwugłowy jakiś potwór, bo mieli ze sobą konkwistadorzy między innymi konie nieznane w Ameryce Południowej. Tam nikt nie jeździł. Nie było osłów, nie było innych, były tylko lamy, które ewentualnie można było wykorzystać w ten sposób, że coś się na nią załadowało. Konie też były bardzo często w jakiś sposób zabezpieczone zbroją w tym czasie. Przynajmniej tak należałoby wnioskować. Więc stąd być może na samym początku mogli być wzięci za jakichś bogów, którym ima się prawo życia. Natomiast nie sądzę, żeby to długo trwało. Podejrzewam, że do momentu, kiedy pierwszy konkwistador po prostu się wysikał. Wtedy widzieli, że jest człowiekiem. Tak samo jak oni się załatwia, tak samo potrzebuje jeść, tak samo potrzebuje pić. Więc to bardzo szybko by się skończyło. Natomiast te państwa, imperia opierały się na władzy bardzo brutalnej i podejrzewam, że takie same wrzenia oddolne były i wiele elit zapewne chciałoby taką władzę przejąć. To, co znamy z europejskich dworów, nawet z naszej własnej historii Bolesława Krzywoustego, który swoich braci skutecznie zabijał, żeby nie zasiedli na tronie. Tak między innymi Leszek Biały zginął. Żeby nie było następcy tronu. Natomiast podejrzewam, że tam to samo się działo, bo zawsze w ten sam sposób się robi. Więc tam na pewno tak samo było. Była świetna okazja do tego, żeby w końcu wyłamać się spod władzy imperium, a mianowicie wspomóc tych ludzi, którzy wylądowali, którzy idą. Więc trzeba się z nimi przyłączyć. Może obalimy razem władcę i będziemy mieli swoje własne państwo. I podejrzewam, że na tej zasadzie to państwo upadło. A nie na tej zasadzie, że ślepo do końca wierzyli w to, że przyszedł Bóg, który wcześniej bardzo dużo według podań i podejrzewam, że te podania były przekazywane przez narody podbite narodom, które ich podbijały. Ale pamięć ta pozostała, że ten Bóg dalej właśnie nauczył uprawy roli, nauczył pozyskiwania pokarmu z różnych roślin, hodowli tych roślin i tak dalej. My też się w tej chwili opieramy w bardzo dużym stopniu na tym, co mieli ci Indianie u siebie w Ameryce Południowej wyhodowane, co im ci bogowie kaczyni czy tam właśnie im tam przekazali i nauczyli i zrobili i oddali do użytkowania. Dziękuję.
[48:01] - Tomku?
[48:03] - Ja dzisiaj będę filozoficznie. Jeszcze wracając do, ja bym to nazwał efektu Quetzalcoatla, czyli efektu boga powracającego. Tutaj mamy najlepszy taki przykład. Niewątpliwie mit powstaje poprzez przekaz ustny jakiejś pierwotnej historii. Mit boga Quetzalcoatla powstał. Nie był to mit, który miał 100, 200 czy 300, tylko najprawdopodobniej musiał mieć 500 czy 600 lat albo i więcej. Tego dokładnie nie wiemy, kiedy się zraża w tym kręgu kulturowym ten mit powracającego boga, ewentualnie powracającego. I mamy prostą paralelę. Biorąc nie trzeba, wystarczy tylko historiograficznie i nawet pod kątem sztuki popatrzeć, jak zmieniałZmieniało się postrzeganie Boga, chociażby w pryzmacie sztuki od średniowiecza. Mówię tutaj o chrześcijaństwie, od średniowiecza przez renesans, oświecenie. Te wszystkie, gdzie Bóg był przedstawiany, gdzie sceny biblijne były przedstawiane, były przenoszone do realiów bieżących, gdzie Chrystus występował w pięknych szatach, gdzie jego matka była pokazywana w renesansowych strojach. Więc widzimy, że to postrzeganie się zmieniało. I podobna sytuacja mamy tutaj. Zgodzę się w 100% z Arkiem, że dalszy efekt upadku być może był już bardziej wypadkową tego pierwszego blitzkriegu myślenia Quetzalcoatlowego. Czyli że ktoś wykorzystał ten mit, bo po prostu coś się pojawiło, coś nieznanego, coś, co było ciężko wytłumaczyć racjonalnie. Niewątpliwie te kultury posiadały dużą religię, miała duży wpływ na ich egzystencje społeczne. Więc najłatwiej jest wtedy wyjaśnić coś pochodzeniem boskim. Więc pojawia się to, a że nie ma zdjęcia ani filmu nagranego jak ten Quetzalcoatl wyglądał, a zawsze jego wizerunki były wypadkową danej epoki, w której został stworzony. Więc w tym momencie ludzie sobie po raz kolejny, widząc coś niewytłumaczalnego, przetłumaczyli sobie to jako Boga. Pierwszy efekt. Być może później należy włączyć ten wątek, o którym Arek mówił, że bardziej racjonalny, bardziej polityczny już i żeby nie szukać sensacji. Niemniej jednak ten pierwszy efekt szoku mógł być wykorzystany perfekcyjnie czy przez Corteza, czy przez Pizarro. Obydwaj bazowali również na początku na takiej dominacji kulturowo-cywilizacyjnej nad nimi, bo być może gdyby to było odwrotnie. Ja sobie zawsze zadawałem pytanie, co by było, gdyby Cortez czy Pizarro zetknęli się z cywilizacją wyższą? I jakby te dzieje naszego świata przebiegły w momencie, gdyby zostali wyparci przez Montezumę czy tego drugiego króla. To mogło zupełnie inaczej wyglądać. Moim zdaniem tutaj to była kompilacja. Upadek tych cywilizacji, cała konkwista to była kompilacja wykorzystania duchowości i wierzeń. Być może niezamierzona, bo niewątpliwie konkwistadorzy nie mieli takiej wiedzy o takich wierzeniach. Choć może mieli, bo nie byli pierwszymi. Już Kolumb się zetknął. Niewątpliwie tam były jakieś kwestie takie, bo ten obszar Ameryki Środkowej i Ameryki Południowej, tam się te religie przenikały. I właśnie dlatego myślę, że tak jak tutaj, zgodziłbym się w całości z Arkiem. Ten etap czystej konkwisty już był. Niewątpliwie pierwszy efekt musiał wywołać taki i miał swoje podstawy właśnie w religii. Dziękuję.
[52:57] - Dzięki. Panowie, jednym z takich najbardziej jaskrawych przykładów Boga, który nauczał ludzi, jest tak zwany Bep Kororoti, bóstwo czy heros z mitologii Indian Kajapo, którzy zamieszkują stany Mato Grosso i Para w północno-wschodniej Brazylii. Lud mało znany na świecie. Jego istnienie zostało nagłośnione głównie dzięki Dänikowi, który powiedział, że oni posiadają bardzo dziwny zwyczaj. Otóż co jakiś czas, nie pamiętam, czy co roku, czy nie, ale jeden z nich przebiera się w coś, co przypomina skafander kosmiczny, po czym odprawia rytualny taniec, który ma upamiętniać właśnie Bep Kororoti, czyli postać z gór, która kiedyś do nich przyszła. Tutaj zacytuję, że przywędrował do nich Bep Kororoti. Ubrany był w bo, kostium, który replikują Indianie okrywający go od stóp do głów. W ręku miał kop, czyli broń piorun. Wszyscy we wsi byli przerażeni i uciekli do lasu. Niektórzy mężczyźni próbowali bronić kobiet i dzieci, atakując intruza, ale za każdym razem gdy kuli Bep Kororoti z uczniami, te rozpadały się w pył. Bep Kororoti miał zamieszkać wśród nich. Z czasem stosunki między Indianami a przybyszem się unormowały. Bep Kororoti stał się pierwszym prawodawcą Indian Kajapo. Wprowadził podział pracy, nauczał ich różnych rzeczy. Stał się też takim bezpośrednim dobroczyńcą, dlatego, że kiedy brakowało im jedzenia, on im to jedzenie przynosił. Zabijał zwierzęta.Natomiast potem stała się dziwna rzecz, bo Beb Cororoti zachorował. Jego ciało zaczęło drżeć, działo się z nim coś dziwnego. Indianie, którzy do niego podchodzili, umierali. Wygoniono go z wioski. Ta historia potem nie zakończyła się, bo okazało się, że Beb Cororoti do nich wrócił, kiedy byli w potrzebie, kiedy cierpieli głód. To chyba jedna z najbardziej sugestywnych historii pokazująca, że Bóg jednak wrócił. Co więcej, był to Bóg w micie, o którym możemy dopatrywać się rzeczywiście odniesień do wizytacji z kosmosu. A biorąc pod uwagę ten dziwaczny skafander, w który był ubrany i który Kayapo do dzisiaj sobie odtwarzają, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa, choć to pewnie zabrzmi dość kontrowersyjnie, powiedzieć, że jeżeli ktoś opowiada legendę o przybyszu dysponującym cudowną bronią, jeżeli ten ktoś ubrany był w coś, co przypominało skafander astronauty, to na co to wszystko wskazuje? Przez wiele lat sugerowano, że rzeczywiście jest to jeden z najmocniejszych punktów w teorii starożytnych astronautów. Dopóki nie zajęli się tym etnolodzy stwierdzając, że ten kostium Beb Cororoti przypominający ów skafander w rzeczywistości jest kostiumem pszczelarza. Zaczęto sugerować, że Beb Cororoti to nie jest żaden przybysz z kosmosu, ale po prostu bóstwo pszczół. Gdzie leży prawda? Tego do końca nie wiadomo, bo wiemy, że etnolodzy często naciągają różnego rodzaju teorie w swoją stronę, byleby tylko rzeczy nie do końca wyjaśnialne wytłumaczyć. Każdy, kto się zetknął z różnego rodzaju wyjaśnieniami na tym polu, wie, na czym to polega. W każdym razie mówiąc o Beb Cororoti, zawsze mam przed oczami ten dziwaczny skafander i ten dziwny taniec, który rzeczywiście mógł się wywodzić z dawnego zetknięcia tychże Indian z jakąś istotą z kosmosu. Ale Arku, czy ta historia nie zawiera kilku innych ciekawych wątków? Bo jeżeli zobaczymy, to ten Beb Cororoti sam trochę zachowuje się jak współczesny etnolog. To mógł być ktoś, kto przyjechał zamieszkać do nich nie po to, żeby im zabijać zwierzęta i pomagać, tylko po prostu, żeby badać ich zwyczaje. Potem stało się z nim jednak coś dziwnego. Możliwe, że złapał jakąś ziemską chorobę, zatruł się czymś albo po prostu nie mógł na naszej planecie długo przebywać. Jak oceniasz tę historię? Czy w tej sprawie Deniken za mocno puścił wodze fantazji i nas wszystkich zrobił w konia i rację mieli etnolodzy, badacze kultur, czy jednak tkwi w tym jakieś drugie dno?
[58:25] - Ja sam zajmuję się pszczołami od czasu do czasu. I powiem tak, że strój pszczelarza w sumie nie byłby tak bardzo potrzebny, dlatego, że pszczoły z reguły w wielu państwach, nacjach, punktach świata miód pobiera się w ten sposób, że pszczoły się zadymia i one wtedy mają mniej troszeczkę planu i po prostu zachowują się, jakby były pijane i nie żądlą. To jest system znany niemal pod każdą szerokością i długością geograficzną. To jest rzecz ogólnie znana. Dlatego bez sensu by było podchodzenie w ubraniu dżungli, wspinanie się na drzewa w czymś właśnie takim, które nie daje w zasadzie żadnej ochrony, bo pszczoły z reguły żądlą tam, gdzie mogą, gdzie czują inny zapach, czyli najczęściej na początku po rękach, a później już potrafią sobie znaleźć nawet w dosyć dobrym kostiumie pszczelarza jakąś tam dziurkę, gdzie wejdzie po to, żeby ugryźć. Także tutaj ten kostium wykonany z trzciny, tak przynajmniej wygląda. Albo z traw, czy może z jakichś takich szerokich włókien. W zasadzie każdy pszczelarz pokiwa ze zrozumieniem głową, ale raczej to nie jest to. To, że on przyszedł właśnie w takim kostiumie i w tym kostiumie przebywał wśród nich. Być może, że po zdjęciu jego się rozchorował czy jakiś innych. To raczej sugeruje właśnie to, że jest to przybysz nie stamtąd. Czy mógł zachorować? Mógł być ugryziony przez jakiegoś inseкта i równie dobrze się rozchorować od tego. Być może był chory na jakąś tam swoją własną chorobę. Dlatego ci, którzy go dotknęli, również chorowali i bardzo szybko schodzili ze świata i dlatego był wygnany. Niemniej jednak właśnie tego typu zdarzenia są najlepszym przykładem do teorii cargo. Właśnie to jest niemalże identyczne to, o czym mówiłeś na początku. To znaczyTych plemion Papuasów, którzy widząc samoloty armii amerykańskiej, później odtwarzali je z bambusa i zachowywali się dokładnie tak, jak Amerykanie zachowywali się na pasach startowych, włącznie z salutowaniem i chodzeniem zespołami sześciu czy dwunastu osób. To jest dokładnie to samo odzwierciedlenie i to bardzo długo potrafi się utrzymać w pamięci ludzkiej. A to głównie dlatego, że właśnie on parokrotnie uratował całe plemię od śmierci głodowej. Podejrzewam, że jak mógł też leczył ich aspiryną. Czy mógł być to przybysz z kosmosu? Czy może właśnie tak jak powiedziałeś etnograf, tylko być może, że niepochodzący z ówczesnego świata, tylko po prostu z innych późniejszych czasów przybysz, który po prostu badał? Ciężko jest to określić, dlaczego akurat zaszedł do nich, a nie na jakiś dwór. Dosyć kłopotliwe pytanie, na które na pewno nie znajdziemy odpowiedzi. Niemniej jednak to jest bardzo-
[01:02:50] - Mamy słuchacza telefonicznego na antenie. Prosimy jeszcze parę słów dać powiedzieć Arkowi Kociekowi i oddamy zaraz panu głos.
[01:02:58] - Już powiedziałem to co.
[01:03:00] - Mamy na antenie słuchacza telefonicznego. Halo, czy się słyszymy?
[01:03:06] - Tak, oczywiście. Dobry wieczór, z tej strony Marek Myszołgraj.
[01:03:11] - Dobry wieczór, panie Marku.
[01:03:13] - Chciałem się wypowiedzieć, swoje spostrzeżenia przedstawić, jeżeli można odnośnie zjawiska UFO i starożytnych bogów, bo to jednak temat, który jednoznacznie łączy się ze sobą. W kilku podpunktach chciałem wyrazić swoją opinię. Jeżeli ktoś zauważy z państwa jakąś zbieżność albo cokolwiek by państwo chcieli dodać odnośnie tych moich spostrzeżeń, to trzeba odnośnie przerwać i wejść szczegółowo. Po kilku krokach, zacziając od najmniejszej interpretacji mojej. Chodzi mi o taką banalną może rzecz o Reptilian. Ja wiem, że to jest temat taki trochę mocno ośmieszkany przez nas ludzi, ale tak się zastanawiam, jeżeli inna cywilizacja postrzegałaby nas ludzi, powiedzmy tak z zewnątrz, to czy mocno by się na przykład nie zdziwili, że powiem tak brzydko, że małpa nagle potrafi rozpalić ognisko, obsługiwać samochód, nagle bombę atomową. Zwykła, za przeproszeniem małpa. Dlaczego taki gatunek jak jaszczury, z gatunków gadzi, jaszczurów nie mogłoby coś ewoluować na wzór tak zwanych Reptilian sławnych. Ale to tylko tak jako ten pierwszy krok chciałem powiedzieć. Następny punkt chodzi mi o Ziemię i postrzeganie samej Ziemi. Jak wcześniej było mówione o postrzeganiu bogów i religii, że najpierw Bóg był zupełnie inaczej przedstawiany, później mieliśmy boga w dobie renesansu, no i dziś zupełnie inaczej go na obrazach przedstawiamy. Tak samo Ziemia była przedstawiana najpierw jako płaska, później aktualnie tak naprawdę jest przedstawiana jako okrągła. Ale czy my później, za jakieś 200 czy 300 lat nie będziemy postrzegać Ziemi w ogóle jakoś inaczej, z innej zupełnie nieznanej dla nas perspektywy? W końcu to się robi, a zatem możemy coś jeszcze dodatkowo odkryć, zrozumieć i tak dalej. Kolejny temat właśnie o tych, czy też starożytnych poszukiwaczach, czy też starożytnych bogach. Chodzi mi o taki bilans. Czy rzeczywiście obcy osiągnęliby czy mieliby w ogóle jakiś zysk, będąc tutaj na Ziemi, czy przybywając, czy opanowując naszą Ziemię? Czy mieliby jakiś zysk? To by im się opłacało? A może byłaby to właśnie jakaś za duża strata? Bo patrząc już z dzisiejszej perspektywy, człowiek podróżując na przykład na Marsa, to byłaby jednak podróż tylko w jedną stronę. Już byśmy nie mogli na przykład oderwać się od Marsa. Potrzebowalibyśmy jakiejś dużej konstrukcji, jakiejś dużej konstrukcji nośnej i tak dalej, żeby z tego Marsa jednak wyzakować. Na ten dzisiejszy moment jest to raczej niemożliwe. I takie pytanie, czy obcy, czy starożytni technicy, czy starożytni bogowie nie mieli tego samego problemu, przybywając tutaj na Ziemię? Czy mieliby być w stanie wrócić do swojej ziemi, do swojego czasu, głównie czasu?Chodzi właśnie o ten kolejny moment, kolejny krok, o ten czas. Tutaj mi się bardzo mocno nasuwa motyw, inspiracja z filmu Interstellar. Chyba dobrze to wymówiłem. Chodziło o to, że człowiek podróżując na inną planetę, która była w bliskiej odległości czarnej dziury, na tej planecie przebywając kilkanaście minut, tutaj na Ziemi czas płynął zupełnie szybciej i była za duża strata czasu. Nie opłacało się człowiekowi przebywać na tym księżycu zbyt długo, gdyż po powrocie tutaj na Ziemię jego dzieci nagle by osiągnęły wiek 80 lat, a on sam miałby 40. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, to wytłumaczyłem. Bilans czasowy by się nie zgadzał i możliwe, że obcy mają ten sam, podobny przynajmniej problem. Dlatego nie widzimy ich, nie mamy kontaktu z nimi. Bilans czasowy by się nie opłacał. Zakładamy, że my jako gatunek mamy swoje rodziny. Tak troszeczkę kolokwialnie może. My mamy swoje rodziny i nikt nam by nie chciał poświęcić przynajmniej rodziny i przyjaciół i tak dalej do tego, żeby poznać inną rzeczywistość, nawiązać dłuższy kontakt. Nie opłacałoby się chyba to. Poza tym, mocną inspiracją jest dla mnie serial The Expanse na podstawie powieści Przebudzenie nawiedzona. I tam też był taki moment, motyw opisany o tym, że człowiek, który urodzony był na Marsie. Już o tym wcześniej mówiłem na antenie Bibliotekarium. Człowiek urodzony na Marsie, zmienia mu się tak kod genetyczny, że później, jeżeli odbędzie podróż na Ziemię, nie będzie mógł normalnie funkcjonować, gdyż kod genetyczny zostanie zmieniony, gdyż różne choroby byłyby na innej planecie. Jeżeli byśmy kolonizowali Marsa, to inne choroby będą na Marsie, inne korzenia, inna grawitacja, inne promieniowanie słoneczne. To wszystko miałoby swój wpływ na to, że po prostu się nie opłaca przebywać na innej planecie. Dla form organicznych przynajmniej. Na koniec może takie spostrzeżenie, że czasami nasze organizmy, postrzeganie rzeczywistości i mienie czasu jest inne, ograniczone. W ten sposób tak chciałbym powiedzieć. Jeżeli ktoś ma z państwa jeszcze jakieś pytanie albo jakąś interpretację, to bardzo proszę. Jeżeli nie, to przełączę się na odbiór.
[01:10:46] - Może panowie chcieliby jakoś się odnieść tutaj do słów jednego z autorów bardzo aktywnych w ABW, pana Marka Moszagraja. Może Arek Kocik?
[01:11:02] - Pan poruszył całe zagadnienie, całą listę takich spraw. Pierwszą z nich to nie sposób tego zapamiętać i od razu się ustosunkować na szybkiego, ale może spróbuję. Nic nie stoi na przeszkodzie, czy nie stało na przeszkodzie, żeby gady wytworzyły własną cywilizację. Były na Ziemi dostatecznie długo, dłużej niż ssaki po wymarciu, po wielkim wymieraniu z okresu kredy. Mieli na to o wiele więcej czasu, żeby stworzyć taką cywilizację. A według współczesnych badań czy oświadczeń naukowców, gdyby była cywilizacja taka mniej więcej jak my, to po tak długim czasie by była bardzo trudna do zauważenia, do wykrycia, że faktycznie miała miejsce. Być może, że przed taką kolizją, z którą nie byli w stanie nic zrobić, uciekli. Mamy tych wszystkich reptoidów. Niemniej jednak nie jestem o tym przekonany do końca, że tak miało być, dlatego, że-
[01:12:33] - To był pierwszy podpunkt, aby zacząć tą rozmowę. Czy jest to możliwe? Czy warto się z tego naśmiewać? Czy jednak może troszeczkę dłużej jakoś przemyśleć?
[01:12:45] - Z żadnej teorii nie należy się naśmiewać, bo za jakiś czas może się okazać, że faktycznie ta teoria ma jakieś podwaliny. Być może, że wielkie wymieranie dużych dinozaurów drapieżnych zostało spowodowane tym, że na nich jakiś mniejszy, taki jak mniej więcej człowiek, tej wielkości, bardziej sprytny, posiadający jakieś uzbrojenie, po prostu ktoś zaczął na nie polować. Tak jak my tutaj w Europie wytrzebiliśmy praktycznie niedźwiedzie czy jakieś inne zwierzęta, które nam zagrażały.Tak samo być może, że tam miało to miejsce i o tym dowiemy się w momencie, kiedy jakiś naukowiec, archeolog odkopie tyranozaura albo jakiegoś innego allozaura i stwierdzi jednoznacznie, że w nim utkwiła jakaś strzała, która go zabiła. Wtedy będzie dopiero wielkie co?
[01:13:53] - Lub że go łapie jakieś narzędzie, którym mógł się tym narzędziem posługiwać. To też byłoby ciekawe, ale to takie już bardziej science fiction.
[01:14:05] - Nigdy nie wiemy, co tak naprawdę zostało odkopane i co zostało odrzucone jako to, które nie spełnia wymogów czy kryteriów przyjętych doktryn naukowych. Być może takie strzały czy takie uszkodzenia zostały odnalezione, tylko po prostu zostały zbagatelizowane i dopiero największych odkryć dokonuje się w tej chwili w muzeum. Być może ktoś, kto prześwietli te zachowane kilka żeber, dojdzie do wniosku, że faktycznie zostały one uszkodzone na skutek działania sił zewnętrznych, które nie mogły być poczynione przez zwierzęta. Powiedzmy to w ten sposób. Natomiast co się tyczy kolonizacji obcego obszaru i możliwości sprowadzenia chorób w jedną czy w drugą stronę, mieliśmy przykład, o czym właśnie przed pana telefonem rozmawialiśmy, o Ameryce Południowej. Tam w zasadzie największego spustoszenia dokonały choroby, które Europejczycy zawieźli, dając Indianom koce do okrycia się. W zasadzie pozbywano się całych plemion, całych osiedli czy zasiedlonych przez nich miast. Należałoby się tego spodziewać. Natomiast jeżeli chodzi o ziemską emigrację na Marsa, to w momencie, kiedy już tam ludzie polecą i nie zrobią czegoś takiego jak maszyna do produkcji manny i to będzie coś, co będzie można odbudować w każdej chwili i w jakiś sposób tę spirulinę czy jakieś jeszcze inne glony na nowo obudzić i pobudzić, a będą opierane tylko na roślinach wyższych, na zbożach czy jakichś jeszcze innych, to może dojść do bardzo wielkiej tragedii i nie będziemy w stanie nic z tym zrobić i będziemy po prostu mieli obraz-
[01:16:25] - Wczoraj był taki-
[01:16:33] - że nie dotarliśmy do tego momentu, żeby eksplorować w ten sposób kosmos, jak została eksplorowana Ziemia ileś tam lat temu, bo co tu dużo mówić, prawdopodobnie taką maszynę znalazł Mojżesz i ją skutecznie wykorzystał.
[01:16:49] - Ale współcześnie już wiadomo na przykład, że jeżeli człowiek przebywa zbyt długo w kosmosie, to ulega zmianom jego genom, przynajmniej w 7%, jeśli dobrze pamiętam.
[01:17:02] - To jest kwestia odpowiedniego zabezpieczenia statku kosmicznego, w którym się człowiek znajduje, przed promieniowaniem kosmicznym, szybkimi elektronami czy cząsteczkami, które przenikają przez wszystko. Być może jakiś sposób na ten temat się znajdzie. Być może wystarczy, żeby było pole elektrostatyczne dookoła tego statku i to może skutecznie odpychać. To jest kwestia techniczna i w zasadzie większym kłopotem by były stałe ćwiczenia, żeby nasze mięśnie, mięśnie ludzkie były przez cały czas używane. Natomiast trzeba liczyć się z tym, że pobyt na Marsie też nie będzie takim fajnym, dlatego że jest tam zmniejszone ciążenie, więc sposób chodzenia taki, jaki odkryty został już po wylądowaniu na Księżycu, że się nie da chodzić, a najlepiej skakać. Być może to samo będzie dotyczyło też Marsa.
[01:18:17] - Dokładnie. A co z drugim, trzecim czy też dziesiątym pokoleniem, które będzie żyło na Marsie? Jak ono ewoluuje, jak się dostosuje do życia na nowej planecie i czy później będzie chciało przybyć z powrotem, wrócić na Ziemię takiemu dziecku z dziesiątego czy setnego nawet pokolenia, już powiem naprawdę mocno do przodu.
[01:18:42] - Ja się dziwię ludziom, którzy chcą polecieć i zamieszkać na Marsie z jednego powodu. Tu się wyjdzie, możesz odetchnąć świeżym powietrzem, jeżeli takie jest. Popatrzysz sobie na rosnące roślinki i nie musisz się martwić o to, że ci niebo spadnie na głowę. Czyli jakiś tam klosz. Natomiast Mars jeszcze bardzo długo będzie pustynią. Czyli tak, jakby się ktoś z chęcią przeniósł na pustynię Nevady i się cieszył, że ma czerwony piasek pod nogami.
[01:19:14] - Ja rozumiem, ale chciałem tylko się odnieść. Jeszcze przerwę, przepraszam. Chciałem się tylko odnieść do tego, jak ewentualnieTak zwani starożytni kosmici mogliby egzystować na Ziemi, przybywając z innej planety, innego źródła grawitacji, innego źródła promieniowania słonecznego, innego środowiska atmosferycznego. Czy byliby rzeczywiście w stanie egzystować w miarę normalnie tu na Ziemi? I na tej podstawie odnosiłem się do Marsa i jakby się człowiek dostosował do życia na innej planecie i ewentualnie jego powrót na Ziemię po, powiedzmy, dziesięciu pokoleniach. Czy byłaby to dla niego norma powrotu na Ziemię, czy raczej miałby jakieś problemy? I na tej samej zasadzie obcy czy też starożytni kosmici, czy bogowie mają ten sam problem.
[01:20:19] - Ja może chwileczkę powiem na ten temat i bardzo bym prosił, żeby się ustosunkował do tego Tomek. A mianowicie, że my jesteśmy również przez cały czas zmieniani genetycznie. Te wirusy, te choroby, które nas dopadają, mają bezpośredni wpływ między innymi na nasz kod genetyczny. Nie ma innej opcji, dlatego, że wirus jest niczym innym, jak po prostu wypełniony takim właśnie materiałem genetycznym. To, że my się przystosowujemy troszeczkę, nabieramy odporności na daną chorobę, działa też i na nas bezpośrednio. Także być może, że człowiek, który żył tam ileś milionów lat temu miał nieco bardziej zmieniony kod genetyczny niż mamy w tej chwili. Zostały tam ogólne tylko pojęcia, zagrózki, ale tak naprawdę jesteśmy zapewne bardziej odporni na jakieś inne choroby właśnie z tego tytułu, że przez cały czas na nas oddziaływują wirusy, które tak naprawdę nie wiadomo skąd się biorą. Być może, że biorą się również z kosmosu. Dziękuję.
[01:21:41] - No więc ja bym tutaj tylko à propos tego wyginięcia dinozaurów i ewentualności stworzenia reptoidów. Paradoksalnie fakt wyginięcia i braku udokumentowanych śladów wytworzenia cywilizacji przez gałąź zwierzęcą pod tytułem gady, może być doskonałym dowodem na to, że faktycznie w pewnym momencie musiało dojść do ingerencji. Bo biorąc pod uwagę czasokres tworzenia się pomiędzy poszczególnymi etapami rozwoju, aż do homo sapiens sapiens, czyli człowieka rozumnego i biorąc pod uwagę czas rozwoju dinozaurów, to coś tu nie gra. Ci mieli tyle czasu, taką samą praktycznie bazę biologiczno-chemiczną do wytworzenia cywilizacji. Brak jej śladów. Natomiast my już żeśmy zostawili rzędu trzech, czterech tysięcy lat do tyłu ślady naszych cywilizacji, biorąc pod uwagę czasokres rozwoju do momentu stworzenia pierwszych jego oznak. Więc widzimy tutaj, że tutaj nam pozostaje to tak zwane, możemy cofnąć się do Darwina i pojawia nam się to brakujące ogniwo. I tym brakującym ogniwem, które jest implementowane właśnie z teorii o starożytnych kosmitach, którzy tutaj stanowili przyczynek do tak znacznego i szybkiego przyspieszenia rozwoju nas jako gatunku, jakby nie było w tej chwili dominującego na Ziemi. To takie miałem tutaj w kwestii tych reptilian, że tak powiem, do dodania.
[01:23:49] - Dziękujemy.
[01:23:50] - To tylko miał być przedsmak reptilian. Mnie głównie inspiruje, a bardziej intryguje właśnie motyw czasu. Dlatego też jeszcze takie słowo musimy na zakończenie postawić pytanie odnośnie czasu. Czy rzeczywiście, jeżeli obcy istnieją, przybywają na naszą Ziemię, czy dla nich upływ czasu jest inny? Czy im się opłaca w ogóle przybywać do nas? Tak jak wspomniałem, inspiracją dla mnie był film „Interstalar”. Chyba dobrze wymówiłem.
[01:24:27] - „Interstellar”.
[01:24:29] - Dokładnie. Gdzie główny bohater mając 40 lat, a jego córka miała z tego, co pamiętam chyba około 20 lat, poleciał na inny księżyc w pobliżu czarnej dziury. Był tam dosłownie może kilkanaście minut, po czym wrócił i ta córka już miała 80 parę lat. Chodzi mi o ten upływ czasu, czy na innych planetach jest inny. Na pewno, mi się wydaje. Jeżeli jest inna grawitacja, to musi być inny upływ czasu. Jeżeli Słońce będzie większe gdzieś w innym układzie słonecznym, to inny będzie upływ czasu w tym układzie słonecznym, gdzie obcy przebywają, a gdzie my jesteśmy. I ten bihaw będzie być może nieopłacalny dla stworzenia dwóch cywilizacji, żeby nawiązać dłuższy kontakt. O tym właśnie. Jak państwo to widzą? I tyle. Bardzo dziękuję i przepraszam, że troszkę może rozszerzyłem rozmowę. Dziękuję bardzo.
[01:25:27] - Również dziękujemy
[01:25:29] - Tutaj powrócimy za chwilę do motywu bogów z kosmosu. Co do czasu myślę, że kiedyś warto będzie powrócić do tematu czasu i ufonautów, ale wydaje mi się, że trzeba na to patrzeć przez kilka pryzmatów. Po pierwsze, jeżeli obcy tu przylecą i będą lecieć swoim statkiem z prędkością światła lub wyższą, to tutaj dla nich się czas załamie. Natomiast ich pobyt na Ziemi czy zmieni ich jakoś czasowo? Podejrzewam, że tutaj główną rolę będzie odgrywać ich biologia. To znaczy, jeżeli nasze środowisko będzie dla nich mocno degeneracyjne, jeżeli będzie niszczyć ich komórki, na przykład tutaj procent tlenu w powietrzu, to ich życie będzie krótsze. Myślę, że na to pytanie nie tak łatwo odpowiedzieć. Łatwiej byłoby hipotetycznie powiedzieć, co z tymi obcymi stałoby się, jak czas działałby na nich, gdyby ze swojej planety odległej o wiele lat świetlnych przybyli na Ziemię i wrócili, to wtedy zastaliby swoich bliskich na swojej rodzimej planecie mocno postarzałych lub nieżyjących. Tak to wygląda. Panowie, mówiliśmy o Bobie Cororoti, mówiliśmy o ufonautach w Ameryce Środkowej i Południowej, ale warto jeszcze powiedzieć, kiedy mówimy o tym temacie, o innym filmie. Tu przed chwilą padł „Interstellar”. Jest jeszcze „Prometeusz”. „Prometeusz” jeden z niewielu filmów poruszających tematykę starożytnych astronautów. Tam pojawia się taka hipoteza, że ci ojcowie ludzkości, ci tytani, istoty dość zimne i wyrachowane, mogły chcieć, jak powiedziałeś Tomku na samym początku, zakończyć ten eksperyment o nazwie Ziemia. Coś im się nie powiodło. Dlaczego im się nie powiodło? Dostajemy odpowiedź w kontynuacji „Prometeusza”, w pewnej części „Obcego”. To wszystko jest dość interesujące, bo wiele osób uznaje, tym bardziej ci, którzy wierzą w literalny przekaz Biblii, że te wszystkie katastrofy, przede wszystkim potop i te inne potopy, które według innych tradycji, innych kręgów kulturowych miały mieć miejsce, to były takie próby zmycia z ziemi rodzaju ludzkiego przez naszych stwórców, przez naszych ojców tylko dlatego, że uznali oni ten eksperyment z ludzkością za nieudany. Zresztą tutaj pan Michał Rap, nasz stały słuchacz, napisał dzisiaj kilka interesujących komentarzy na temat natury tych przybyszów, tych bogów, którzy może kiedyś do nas powrócą. On zauważył, że w mitach nadawano tym bóstwom bardzo ludzki charakter, że oni może w tym swoim odgórnym planie nie kierowali się wcale jakimiś naukowymi założeniami. Byli to po prostu przybysze z kosmosu, jacyś wędrowcy, nomadzi kosmiczni, którzy pojawili się na naszej planecie i kierowali nimi zwykłe emocje. Być może ten Bob Cororoti nie był wcale etnografem, nie był wysłannikiem kosmicznej misji naukowej, ale był istotą, która tutaj po prostu przyleciała i postanowiła chwilę pobyć. Nie wiem, jak podchodzić do tego typu hipotezy, dlatego, że nam zawsze, przynajmniej od jakiegoś czasu, podróże kosmiczne kojarzą się przede wszystkim z nauką. Nas fantastyka naukowa i w ogóle media nauczyły myśleć o podróżach w kosmosie jako czymś, gdzie trzeba kierować się przede wszystkim nauką. Ale wyobraźmy sobie cywilizację, która w tych podróżach międzygwiezdnych jest bardzo wykwalifikowana, że dla nich podróże międzygwiezdne są jak w „Star Treku”. Mogą robić, co chcą. Czy taka cywilizacja rzeczywiście byłaby zdolna do tego, żeby latać sobie od planety do planety i zakładać tam nowe cywilizacje? To wszystko jest bardzo ciekawe, panowie, ale powróćmy do „Prometeusza”, który nie oszukujmy, nie będę tutaj owijał w bawełnę, powiem, że to jeden z moich ulubionych filmów ostatnich lat. Bardzo mi się podobał. Ten „Prometeusz” budzi lekki niepokój w nas, bo okazuje się, że skoro ci nasi kosmiczni projektanci gdzieś są, to jeżeli spojrzą na swoje dzieło, jakim jest Ziemia po kilku tysiącach lat, mogą nie być zadowoleni z tego, co zobaczą. Mogą zachować się jak Jahwe, który też nie był zadowolony z pokoleń żyjących przed potopem, pokoleń zdegenerowanych i grzesznych. Tak samo przybysze z kosmosu, jeżeli są, jeżeli oni rzeczywiście maczali palce w naszym stworzeniu, mogą być głęboko zdegustowani tym, jak wygląda nasza cywilizacja, jak wygląda nasza planeta i do czego żeśmy się dopuścili. Puszczając wodze fantazji, możemy, opierając się na przykładzie z „Prometeusza” uznać, że oni, jeżeli na nas patrzą, jeżeli nas obserwują, to mogą w ogóle nie mieć dla nas żadnej litości. To znaczy, nie ma w ich sercu jakichś uczuć wyższych dla nas. Jeżeli ci bogowie nas obserwują, jeżeli nawetJeżeli nawet nas w jakiś sposób strzegą od tego czasu, czy po prostu mają na nas oko, to pewnie zauważyli, żeśmy sobie na wiele rzeczy pozwolili jako cywilizacja i tak naprawdę toczymy się w kierunku powolnej autodestrukcji. Nie wiem, panowie, czy podzielacie ten mój pesymistyczny, smutny pogląd. Czy ci bogowie, którzy zostali przedstawieni w filmie Prometeusz mogą gdzieś tam rzeczywiście być, że patrzą się na nas i przygotowują już tą swoją wielką bombę , przy pomocy której zakończą tą nieszczęsną cywilizację na Ziemi. Eksperyment, który puścili w ruch przed tysiącami lat. Arku?
[01:32:32] - To jest tak. Ja bym powrócił tutaj do Sitchina i jego książki, jednej z ostatnich, „Zaginionej księgi Enki”. On tam w zasadzie podaje, że ten potop, który nastąpił, był katastrofą kosmiczną, na którą bogowie nie mieli żadnego wpływu. Jedyne, czego bogowie nie zrobili, to po prostu nie starali się pomóc nam w przeżyciu. Wybrańców swoich, czyli swoją dalszą czy bliższą rodzinę, dzieci swoje czy wnuki próbowali ratować. Tutaj trzeba by było przedstawić całą jego doktrynę Sitchina. To znaczy, że ludzie zostali stworzeni, te siedem par i każdy wziął swoich. I ci, którzy ten potop przeżyli, ci, którzy mieszkali w wyższych partiach gór. Akurat późniejszy Stary Testament opisuje tylko jednego, tego właśnie Noego, który zresztą i tak się tak nie nazywał tak naprawdę, który osiadł na tej górze Ararat. Tutaj jest wątek tego, że oni nie chcieli nas celowo zabić. Po prostu tak się zdarzyło, że była ta katastrofa i nie widzieli możliwości ani sensu ratowania całej ludzkości, bo było już nas wtedy na tyle dużo i nie chcieli wzbudzać paniki. Robili to wszystko, znaczy swoją ewakuację, robili w ukryciu. Jeżeli chodzi natomiast o „Prometeusza”, jest tam taki wątek czarnej żyjącej cieczy, która ma wpływ na mózg, na kształtowanie odbioru rzeczywistości i na to, co się robi. Wygląda na to, że ta czarna ciecz mogła mieć wpływ między innymi na tych, którzy nas według tego filmu stworzyli. Chociaż w filmie podaje się, że w zasadzie oni tą ciecz wytworzyli, ale być może oni po prostu ją znaleźli i sami są jej ofiarami. I ta ciecz próbuje zdominować, przenosić się na coraz to nowe planety, a po prostu akurat tymi postaciami się wysługuje. Tutaj warto by było, zauważam w wielu filmach ten wątek androida, który jest przyjazny niby dla ludzi, ale robi swoją robotę dla samego siebie. Zawsze się przy tym uśmiecham, dlatego, że jest to pomysł naszego Stanisława Lema. W „Teściu Pilata” jest właśnie taka postać, która stara się udowodnić wyższość androida nad człowiekiem w takich i innych okolicznościach. Robi jakąś swoją grę, w jakiś sposób próbuje kształtować tą drogę, tą akcję całą. I tu mamy to samo. Fajnie wiedzieć, że pomysły Lema są ponadczasowe. W wielu filmach to występuje. Dziękuję.
[01:36:49] - Tomku, na pytanie, czy ta wizja z „Prometeusza” jest prawdziwa, nie da się oczywiście odpowiedzieć, ale nie wydaje ci się, że my przyzwyczailiśmy się do bardzo określonego postrzegania bogów z kosmosu, paleastronautów jako tych dobrych, jako tych, którzy współczują nam i chcieli nam pomóc. W rzeczywistości przecież nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, by ten scenariusz był właśnie taki jak w filmie Scotta, że to nie były takie do końca dobre istoty.
[01:37:27] - Jak najbardziej, bo tak jak już w pierwszej mojej wypowiedzi powiedziałem, wydaje mi się, że mit powrotu jest wytworzony przez nas w nadziei naW cudzysłowie powiem "zbawienie" wszystkiego i od wszystkiego. Ja tutaj bym się posunął jeszcze do jednego odnośnika do filmów, a mianowicie jestem zafascynowany mało znaną ekranizacją opowieści Arthura C. Clarka „Koniec dzieciństwa”. Polecam każdemu. To są trzy odcinki i świetnie się to ogląda. Tam pokazany jest powrót. To nie jest dosłownie, że to są stworzyciele nas, ale niemniej jednak powracają. Powracają, żeby wyciągnąć najlepsze jednostki, żeby pomóc cywilizacji w rozwoju. I być może tutaj kto chce oglądać, to proszę nie słuchać dalej, bo będę spoilerował. Niemniej jednak dwa szoki w trakcie jest. Pierwsze: wyobrażenie tego obcego, który wygląda stricte nomen omen jak wyobrażenie diabła, ale czyni dobro na Ziemi, czyli totalny paradoks. A dwa: koniec końców dochodzi do anihilacji Ziemi po zabraniu tych najlepszych jednostek. Także widzimy, spojrzenia są różne, tylko one się nie chcą przebić do świadomości na ten powrót i całe, że tak powiem, określenie, co ma znaczyć ten powrót. Powrót może być również na zasadzie takiej, używając terminologii agrarnej: przylecą, wyrwą chwasty, zostawią ziemię, zaczekają, co wyrośnie nowe. Też tak może być. Tak mogło być z dinozaurami, tak mogło być z wszelkim wymieraniem. Po prostu sukcesywnie. Być może teraz czekają, czy damy radę dorosnąć do ich poziomu, może czy spełniamy. My też cały czas poruszamy się jak dziecko we mgle w tym temacie, bo nie znamy ich oczekiwań. My określiliśmy sobie, co jest dobrem, co jest złem na Ziemi. Niemniej jednak dla nich te pojęcia mogą kompletnie nie funkcjonować. Dla nich może być prosty pragmatyzm polegający na tym, że w momencie przekroczenia poziomu metanu na Ziemi wytwarzanego przez ludzkość, ludzkość musi zostać usunięta, bo nie spełnia jakichś tam, przyjmijmy, używając śmiesznej analogii, unijnych norm, które powodują, że ta planeta może koegzystować w jakimś tam układzie na zasadzie stowarzyszenia nieświadomego w jakimś obszarze wszechświata. Kwestia w „Prometeuszu” jak najbardziej jest. Być może dlatego jest taka wstrząsająca. Kwestia obcych, a nasza moralność to jest też może na filozoficzną debatę, już nie ufologiczną, polegającą na tym, że my — oczywiście fajnie to brzmi, to się daje zamykać beletrystycznie w jakieś fajne opowieści — chcemy ciągle wykazywać, przykładać nasze systemy wartości, nasze systemy moralne do działań istot, które uznajemy jednocześnie paradoksalnie za obce, czyli wyalienowane w stosunku do naszego pojmowania świata. To jest trochę schizofreniczne podejście, bo z jednej strony uważamy ich za obcych, a z drugiej strony chcemy im koniecznie przyłożyć nasz tok myślenia, nasze wartości, nasze pojmowanie, postrzeganie trójwymiarowe świata, gdzie to może się kompletnie ich nie tyczyć. I to jest ta bariera otwartości. Tutaj dokończę: na sposób postrzegania. Czyli tak na dobrą rzecz każdy temat ufologiczny czy dotykający tych kwestii powinien kończyć się konkluzją: wiem, że nic nie wiem. Nie można tutaj jednoznacznie stwierdzić. Tutaj nie mamy tych dymiących luf, nie mamy złapanych kogoś za rękę, takich rzeczy. Takie tematy, które poruszamy ostatnio na tych debatach, i dzisiejsza również, należy dużą ostrożność. Jest takie kategoryzowanie w kontekście naszego postrzegania świata. Możemy tutaj rozłożyć 17 tysięcy teorii na temat: poletko Pana Boga, Ziemia, eksperyment zakończony, eksperyment zapomniany, eksperyment mający jakiś cel, eksperyment mający na celu tylko wytworzenie cywilizacji i zostawienie jej samej sobie. Eksperyment polegający na wyhodowaniu materiału genetycznego, czyli, że tak powiem, magazyn części zamiennych dla innych cywilizacji. Mamy uprowadzenia. Nie może być to, może być to. Różnie te powroty mogą wyglądać. I teraz jest kwestia taka, czy powrót jest realny. Mamy kwestię, czy w ogóle był powrót, czy oni są cały czas tutaj. Ale powtarzam jeszcze raz: moim zdaniem powinno się brać pod uwagę to, że ostatecznie, o co im chodzi, dowiemy sięJak nam w jakiś sposób to przekażą. Teraz możemy cały czas debatować, ale nie możemy sobie pozwolić na całkowite zbeletryzowanie tematu na zasadzie ludzkiej moralności, ludzkich doświadczeń, ludzkiego postrzegania. Musimy tu mieć umysły otwarte na naprawdę duże zaskoczenie albo nawet na brak zrozumienia, bo nie jest wcale powiedziane, że będziemy w stanie zrozumieć ich działania. A niezrozumienie ich działania i ich idei prowadzi człowieka do bardzo przykrych następstw jego postępowania, mianowicie do agresji, takich rzeczy, a wtedy już naprawdę mogą się przestać z nami patyczkować. Dziękuję.
[01:44:42] - Dzięki. Tak jak ktoś napisał przed chwilą na czacie, skoro stworzyli nas na swoje podobieństwo, to może nie są tak bardzo od nas inni. Prometeusz też to pokazywał. Bo tak naprawdę tytany z „Prometeusza” były tylko trochę gwałtowniejsze niż my. Były do nas dość podobne, nie tylko pod względem fizycznym. Panowie, jeżeli chodzi o te wszystkie dowody, chociaż nie wiem, czy można tak mówić, związane z paleoastronautyką, to kiedy pojawiał się temat odwiedzin z kosmosu, to zawsze na pierwszym miejscu albo na jednym z pierwszych było Nazca. Dlatego, że płaskowyż Nazca, tamtejsze geoglify i tamtejsze linie, rysunki naskalne, w tym ten słynny kosmita, który macha z jednego ze wzgórz, traktowane są przez wiele osób jako namacalny ślad wizytacji. Z tego powodu, że jak wiemy, zdaniem niektórych są to zupełnie nieużyteczne formacje. One powstały tylko ze względu na jakiś wyższy cel. Nie mają żadnego przeznaczenia praktycznego. Tak przynajmniej twierdzą zwolennicy teorii o starożytnych kosmitach. Po drugie, Däniken spopularyzował hipotezę, że te wizerunki są widoczne tylko z nieba. To może zobaczyć ktoś z góry. Więc po co lud Nazca zadawał sobie tyle trudu do takiego celu? Musiał wierzyć w istnienie kogoś, kto podziwiałby te rysunki właśnie z powietrza. I tak naprawdę ta hipoteza o Nazca została troszeczkę zapomniana. Ten temat pojawia nam się co jakiś czas. Ostatnio odkryto przecież nowe wzory. Bardzo ciekawe, ale wciąż nie docenia się skali tego przedsięwzięcia. Faktu, że zadano sobie tak ogromny trud na przestrzeni wielu wieków, żeby coś takiego stworzyć. Wciąż wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, bo rzeczywiście, chociaż sugerowano, że mogą to być jakieś drogi pielgrzymkowe, to nadal nie mamy pewności, co kierowało mieszkańcami tamtego rejonu świata, żeby takie geoglify stworzyć. Znamy geoglify z innych części świata. Wiemy, jak wyglądają chociażby te z Rosji. Wiemy, jak wyglądają te ze Stanów Zjednoczonych, pozostawione przez tamtejszych rdzennych mieszkańców. Znane są też przecież geoglify z Wielkiej Brytanii, ale one są zadziwiająco inne od tych właśnie z Nazca, gdzie mamy do czynienia przecież nie tylko z tymi słynnymi rysunkami, ale przede wszystkim z liniami. I te linie, Arku, Dänikenowi, ale nie tylko, kojarzyły się z pasami startowymi. Teraz naukowcy, badając te stanowiska, stwierdzają, że istnieją ślady związane z ludźmi, którzy po prostu spacerowali po tych liniach. Czyli hipoteza o tym, że to są jakieś drogi pielgrzymkowe, się może potwierdza. Mimo wszystko czy to ma w ogóle sens twoim zdaniem? Bo tych linii są setki. Są setki, one są długie. Czy rzeczywiście patrząc na chłopski rozum, ktoś zadawałby sobie tyle trudu, żeby tworzyć jakieś drogi pielgrzymkowe? W sumie też nie wiadomo po co. Człowiek często posługuje się właśnie takimi nie do końca, moim zdaniem, praktycznymi wyjaśnieniami. Jeżeli się nie da czegoś wyjaśnić, to się tworzy jakąś tam hipotezę i nawet jeżeli ona się nie klei, to się potem to zrzuca na karb ludzkiej pomysłowości. Mnie się wydaje, że tworzenie tych linii było wysoce niepraktyczne. Ale przecież ludzkość ma za sobą dość duże doświadczenie w tworzeniu niepraktycznych rzeczy, które, o dziwo, zachowały się bardzo często przez tysiąclecia. Mówię „niepraktycznych”, dlatego że one służyły głównie celom religijnym. Możemy się dzisiaj domyślać, jakie było ich przeznaczenie. Natomiast w takich miejscach jak Stonehenge, jak Wielka Piramida, jak chociażby Nazca, włożono ogromną ilość czasu i energii oraz przede wszystkim pracy. Dzisiaj pozostał nam po tym ślad wskazujący, że to coś zostało zbudowane dla przybyszów z nieba, żeby zachęcić ich właśnie po raz kolejny do lądowania, do przybycia. Arku, czy twoim zdaniem hipoteza o Nazca jako miejscu lądowania bogów troszeczkę się już przeterminowała? Czy nadal musimy brać pod uwagę właśnie tę hipotezę, że lud NazcaOraz jego poprzednicy, bo wiemy, że nie tylko Nazca w tym miejscu przebywali i budowali te linie, tworzyli te linie. Czy oni rzeczywiście chcieli dać znać komuś z nieba?
[01:50:18] - To trzeba by było przytoczyć w zasadzie to, co powiedział na ten temat Däniken. To znaczy to, że te linie, te wzory były robione na wzór dróg, jakie mogli zrobić przylatujący kosmici na przykład poprzez jazdę po tym terenie pojazdami w stylu poduszkowiec. I efekt byłby bardzo podobny. To znaczy te wzory Nazca stworzone są przez to, że na jasnym podłożu piaskowym jest przysypane to wszystko podłożem ciemnym i wystarczy odsypać trochę, odgarnąć tego podłoża ciemnego, żeby uzyskać jasny kontur i jasną drogę. Odkryto to właśnie tak jak mówiłeś, podczas przelotu samolotem, czyli odkryto to z wysokości. I tutaj bardzo dużą rolę w odkrywaniu, zabezpieczeniu tych śladów odgrywała taka pani. Nazywała się, z tego, co pamiętam, Maria Reiche. Dosyć ciekawa postać, dlatego, że to była jedna z pilotek doświadczalnych III Rzeszy, więc ona tamtymi miejscami się już po upadku III Rzeszy i po swojej emigracji do Ameryki Południowej zajęła i to badała. Tak przynajmniej się doczytałem. Z tego, co pamiętam, tak mniej więcej to się odbywało. Zabezpieczała te właśnie ślady przed ludnością miejscową, która po prostu przez przypadek mogła to zniszczyć. Zabezpieczała to podczas budowy autostrady, bo tam przez to miejsce przebiega w tej chwili autostrada chyba. Więc ona to wszystko wyrysowywała i zadała sobie trud. Naprawdę to było jej dzieło życia niemalże właśnie skompletowanie tych wszystkich figur, dokładne ich odwzorowanie i przebadanie. I wydaje mi się, że ona nie mówiła o pielgrzymkach jakichś, które się tam celowo odbywały, ale wydaje mi się, że jest to jak najbardziej prawdopodobne. Bo jeżeli sobie wyobrazimy, że ludzie widzieli lądujący obiekt, który zostawia, czy tam przelatujący, który zostawia za sobą jakiś tam ryt, jakiś pas czy cokolwiek innego i odlatuje, to jeżeli chcemy, żeby przyleciał z powrotem, narysujmy coś, co go zainteresuje i co sprawi, że przyleciał. Być może, że zdarzyło się, że po takim rycie, po takim narysowaniu czegoś tam jeszcze, zaciekawieni przylecieli. Mamy najlepszy dowód na to, że pojawili się tam badacze europejscy, którzy badali to miejsce, więc tak samo mogło to zachęcić do przylotu w to miejsce tych, którzy pierwotnie stali się przyczyną dokonywania tych linii. A później, jak to zwykle bywa w teorii cargo, trzeba coś zrobić. Więc skoro nie wystarczy jakiś tam rysunek do niczego niepodobny, spróbujmy narysować kolibra, który lata, tą małpę, to jakiegoś pająka. I tak samo to już się dalej nakręca. Niemniej jednak źródłem tego wszystkiego mógł być właśnie taki przelot przez to miejsce. Te miejsca, ten w ogóle płaskowyż cały jest dosyć ciekawy, bo tam są jakieś góry z obciętymi szczytami, gdzie nie ma rumowiska, gdzie tak jakby po prostu część góry została zabrana i zrobiono z tego płaskowyż. I na tym właśnie też między innymi są właśnie jakieś rysunki. Także jest to miejsce bardzo ciekawe. Zachowało się głównie dlatego, że nie ma tam wody. Są tam jedne z najmniejszych opadów wody na świecie i dlatego to przetrwało. A z drugiej strony trzeba popatrzeć na tych wszystkich ludzi, którzy szli w tej pielgrzymce, zadawali sobie masę trudu po to, żeby coś rysować. I w zasadzie po co? Musieli ze sobą nieść wodę. Nie znali koła, więc ciężko im było cokolwiek taszczyć w inny sposób niż na plecach. Więc jest to naprawdę karkołomne przedsięwzięcie, żeby w tym miejscu żyć, jeść i pracować tylko po to, żeby po prostu zrobić sobie z pielgrzymką zrobić bez celu w sumie jakiś ryt. Więc takie coś, że robi się to po to, żeby w jakiś sposób zjednać sobie bogów, czy po to, żeby przylecieli, a latali tamtędy. Bo jeżeli nie byłoby wcześniej czegoś takiego, takich właśnie odbarwień terenu czy takich dróg, nie wpadliby podejrzewam na to, że to należy zrobić, żeby w jakiś sposób udobruchać kogokolwiek. Więc jedno ze sobą drugie nakręca i po prostu w ten sposób mogłoby to funkcjonować.Także teorie powstawania tego etnografów są jak najbardziej na miejscu. Natomiast praprzyczyną powstawania tych rysunków prawdopodobnie może mieć rację Denis. Dziękuję.
[01:56:36] - Masz rację, że udowodniono eksperymentalnie, że te rysunki da się zrobić przy odpowiedniej koordynacji. Widzimy to zresztą po samych tych rysunkach i liniach, że tam eksperymentowano. One nie są wszystkie doskonałe. Niektóre rzeczywiście cechują się bardzo wysokim poziomem wykonania, inne gorzej. Widać, że ktoś nie za bardzo się na tym zna. To jest tak jak z piktogramami zresztą. Natomiast coś musiało tkwić w tym założeniu. Nie jest też do końca prawdą, że to można obserwować tylko z góry, bo eksperymentalnie udowodniono, że wdrapując się na wzgórze, niektóre z tych rysunków można zobaczyć. Problem, czy można je tylko zobaczyć, czy obejrzeć w całej okazałości, bo to też zasadnicza różnica. Mimo wszystko wydaje się, że Nazca wciąż jest elementem bardzo kuszącym, jeżeli chodzi o teorie starożytnych astronautów. Tomku, co sądzisz w trzech słowach o tym miejscu? Czy uczeni w 100% wyjaśnili tę zagadkę? Bo może być tak, iż jako że to była kultura trwająca przez dobre kilkaset lat, może po prostu sami Nazca już po tych kilku wiekach zapomnieli, do czego te linie pierwotnie służyły, a po prostu potem powielali je, bo taka jest tradycja.
[01:58:08] - Moim zdaniem jeżeli rozmawiamy o Nazca, to najpierw wielki ukłon, bo to jest chyba to, co każdy początkujący, tymi tematami zajmujący się czy UFO, czy paraastronautyka, to jest kamień milowy. To jest pierwsza rzecz, jazda obowiązkowa na początek. Niemniej jednak, jeżeli bierzemy w kontekście religijnym, bogów. Człowiek zawsze chcąc się przypodobać bogom, tworzył budowle, konstrukcje irracjonalne, które nie miały uzasadnienia, a miały się tylko i wyłącznie przypodobać bogom. Jeżeli uznamy to za hołd bogom za chęć ich przyzwania, czymże innym jest Watykan? Czymże innym jest Wielka Piramida? Czymże innym są świątynie, zapomniałem w tej chwili nazwy, w Azji Południowo-Wschodniej. Czymże innym jest Stonehenge? Czymże innym są posągi z Wyspy Wielkanocnej? To jest wszystko kwestia tego, że człowiek chce coś stworzyć równego bogom. Tym bardziej najlepszym tego przykładem są linie i rysunki na Nazca. Rysunki, przepraszam. Te potężne obrazy, które są przeznaczone tylko oczom bogów. Może całym rozmyśle było to, żeby stworzyć coś takiego, żeby człowiek tego nie zobaczył, żeby to było stworzone tylko dla tych, którzy latają, którzy mogą to zobaczyć z nieba. Stąd być może są te, tak jak mówisz, niedociągnięcia. Wiadomo, naukowcy stwierdzili, na jakiej zasadzie to powstawało, czyli na zasadzie tak zwanego powiększenia. Malowany był mały rysunek, następnie liniami przeciągane punkty krytyczne wyznaczane i od punktu do punktu przeciągano linię. W ten sposób tworzono je na zasadzie linii o takiej samej długości przeciągniętych pod różnymi kątami. To nie wymaga matematyki, to wymaga logicznego myślenia. Nie możemy mówić, że ci starożytni byli głupi i nie potrafili najprostszych rzeczy, ruszyć wyobraźni. Więc przekazanie tego i stworzenie takich potężnych konstrukcji w kontekście tych przedstawień na Ziemi, to jest właśnie to. Były stworzone dla oczu bogów. Tutaj powtórzę to, co na początku mówiłem: to jest wyraz nostalgii, oczekiwania, powrotu, wykaz przypodobania się. Być może były również zawody w kontekście takim kto zrobi większy ten i bardziej się przypodobał bogu. Tak jak w średniowiecznej Europie ten władca, który wybudował, czy w późniejszym okresie większy kościół, większą katedrę, więcej pieniędzy dał na kościół, więcej pieniędzy dał na krzewienie wiary, ten był bliżej Boga. Podobnie tutaj. Być może ich myślenie było takie: im większy ten rysunek będzie, im większa ta linia, im bardziej długa i szeroka, to tym bardziej zbliży się do Boga, nawiąże z nim kontakt. Nie wiemy, co by ci ludzie powiedzieli, jakbyśmy ich przenieśli z ich kulturą i pokazali im Plac Świętego Piotra. Też by się zastanawiali, po co to zostało zbudowane. Także kwestia podejścia, podejmowania Boga, i na dodatek mi się wydaje ta melancholia i ewentualnie dodałbym ten komplet sierot po stwórcach. Dziękuję.
[02:02:19] - Dzięki. Cały czas dzisiaj dyskutujemy o bogach z kosmosu w takiej typowej otoczce. Otoczce, do której przyzwyczaił nas von Däniken. Czyli że przylatują do nas jacyś astronauci z innej planety, w zasadzie pozytywni, i uczą nas różnych rzeczy. Ale ufologia pokazuje, że nawet jeżeli oni tutaj zostali i nas cały czas obserwują, czyli ci bogowie nie muszą powrócić, bo cały czas tu są, to jest w tym pewien drobny problem, bo sami wiemy i sami wy też wiecie, że ufologia nie daje nam spójnego obrazu rzeczywistości, że to jest mnóstwo różnych historii, które trudno jest sklecić tak naprawdę w coś konkretnego i coś pasującego do siebie. Jak wybrać spośród tych wszystkich ufonautów, spośród tych wszystkich bliskich spotkań akurat tych bogów z kosmosu, którzy mieli tutaj zapoczątkować cywilizację na Ziemi? Tego się nie da zrobić. Coś tu nie gra w tym wszystkim. Próbuje się to rozwiązać na różnych polach. Pojawiają się hipotezy mówiące, że tak naprawdę ten kontakt, między innymi Filip Kopen świętej pamięci był zwolennikiem takiej opcji, która mówiła, że bogowie z kosmosu wcale nie przylecieli tutaj maszynami podróżującymi z prędkością światła, tylko to są te same istoty, które przebywają tu teraz. I nie możemy powiedzieć, że one wykorzystują napęd tak jak my sobie to wyobrażamy, że hibernują w tych swoich kapsułach i podróżują tak przez kosmos. Może to są przybysze z innych linii czasu, może to są przybysze z innych wymiarów, z innych rzeczywistości, z równoległych gałęzi rzeczywistości. I on to tak widział. Pojawia się tutaj bardzo ciekawy wniosek, bo o ile ta sama inteligencja, te same siły, które dzisiaj się pojawiają pod postacią zjawiska UFO, pojawiały się tysiące lat temu i w jakiś sposób motywowały ludzi do stworzenia cywilizacji, to czy teraz dzieje się to samo? Czy my jesteśmy świadkami cały czas wizyt tych bogów w dzisiejszych czasach? Pytam o to dlatego, że wiele osób twierdzi, są to tak zwani kontaktowcy lub experiencerzy. Kontaktowcy to wiecie. Kontaktowcy to są osoby, które otrzymują często jakiś przekaz i te ich doświadczenia mają spójny charakter. Oni czują swoją misję, mają swoją misję, wiedzą, co się z nimi dzieje, otrzymują jakiś przekaz i tak dalej. Natomiast experiencer to jest całkiem nowa kategoria z ufologii amerykańskiej. To jest osoba, która uczestniczy w pewnego rodzaju doświadczeniach związanych ze zjawiskiem UFO, ale nie zawsze wie, o co w tym wszystkim chodzi. To znaczy może być na przykład świadkiem abdukcji, może być ofiarą abdukcji, może być świadkiem lub ofiarą jakichś innych incydentów, ale sama nie wie, co się z nią dzieje. Wie natomiast, że jest w kręgu zainteresowania tej inteligencji. Kimkolwiek te osoby są, to wiele z nich twierdzi, że jest w kontakcie z tą inną inteligencją, z przybyszami z kosmosu czy z innych rzeczywistości, jak oni je tam nazywają, i otrzymuje od nich czasami jakieś przekazy, jakieś informacje. Coś się dzieje. I teraz pytanie, czy mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem i z tą samą siłą, która motywowała przed tysiącami lat naszych praprzodków do tego, żeby wykonali jakiś pierwszy cywilizacyjny krok? Czy ta siła, ta inteligencja albo te inteligencje nie odpowiadają czasem za powstanie religii objawionych? Bo przecież nie raz już dyskutowaliśmy o tym, że manifestacje religijne, te opisane w Biblii i te opisane w Koranie i Sunnie, i innych też świętych księgach, noszą spore podobieństwo do zjawisk UFO. Dam wam taki ciekawy przykład, mało znany. Dyskutowaliśmy wielokrotnie o Fatimie, o tym, że tam było widoczne UFO, gdy uczyli słońca. Ale my przeoczyliśmy bardzo znane zdarzenie z lat 60. z Podlasia, czyli słynne objawienia w Zabłudowie. W najnowszym numerze „Nieznanego Świata”, w majowym numerze, który można sobie jeszcze dostać w kioskach przez niedługo, znajduje się bardzo ciekawy artykuł Leszka Marteli na temat właśnie cudu zabłudowskiego. I tam była taka historia typowa. Dziewczynka poszła na pole zbierać szczaw na zupkę i spotkała się ze świetlistą kulą i jakąś postacią. Pierwsza myśl: Maryja. I tak się zaczęła seria tych objawień, przypominająca dosłownie to, co działo się w Fatimie i innych miejscach. Ale zaczęło się od czego? Zaczęło się od manifestacji, która przypominała spotkanie z UFO. I teraz pytanie, czy ci ojcowie z kosmosu, ci bogowie, ci obcy, jakkolwiek ich nazwiemy, czasami nie przemawiają do nas w ten sam sposób, w jaki przemawiali do naszych przodków? Nie przekazują tego samego, swoich różnego rodzaju informacji. Tylko że my dzisiaj jesteśmy troszeczkę głusi już na to wszystko. Dlaczego? Dlatego że nas już to nie dziwi. Dzisiaj traktujemy osoby, które oferują jakieś przekazy, jakieś święte księgi jako sekciarzy.Natomiast jeżeli ktoś 2000 lat temu podyktował świętą księgę, na przykład jedną z tych, które są w Starym Testamencie, to był uznawany za proroka. Dzisiaj jest uznawany za szatana. Kogoś, kto chce zrobić na tym pieniądze albo zyskać uwagę. Zobaczcie, jak się zmieniło nasze postrzeganie. Nawet jeżeli ta druga strona, ta inteligencja nadal mówi do ludzi, nadal komunikuje się z nami przez różnego rodzaju kontaktowców czy ekstrasensów, to my już jej nie słuchamy, bo nam się wydaje, że to nie może być prawda. Dlatego, że Kościół mówi jedno, naukowcy mówią drugie i takie osoby nie mogą być wiarygodne. A może właśnie jest inaczej? Trochę się rozgadałem, Arku, ale co sądzisz o tej koncepcji mówiącej, że ci ojcowie z kosmosu nadal mają na nas wpływ?
[02:09:27] - Nie wiem. Nie jestem o tym przekonany, dlatego że mieliśmy takie spotkanie w Medicinie, gdzie rolnik spotkał dwie postacie i nie wziął ich za jakichś super i hiper, nawet jeżeli go tam zaprosili do tego swojego latającego pojazdu, tylko mówił po prostu, że to jakieś cudaki byli i tyle. Owszem, są objawienia jakieś takie, które właśnie mają być jakimś przekazem dla nas, a być może, że są po prostu tylko manifestacją jakiejś energii, jakiejś inteligencji, która próbuje się przedostać przez bariery wielowymiarowego świata i stąd takie coś widujemy. Natomiast jeżeli chodzi o wcześniejsze objawienia, to wydaje mi się, że tych objawień też było bardzo dużo. Tego typu, że ktoś tam napisał właśnie jakieś tam swoje spotkanie, ale jeżeli nie spotkało się to z pozytywnym odbiorem ludzi zarządzających czy daną społecznością, czy ludźmi, którzy byli decyzyjnymi w kierunku rozwoju religii, czyli różnego rodzaju kapłanami. Jeżeli on nie otrzymał ich poparcia, to po prostu był skazany na niebyt i na obstrukcję czy spalenie na stosie. Bardzo dużo takich ewangelii było swego czasu. Tylko że po prostu skutecznie działał Kościół powstały około V wieku, który za posiadanie innych ewangelii oprócz tych kanonizowanych karał spaleniem nie tylko tych ksiąg, ale też i domostwa, w którym to znaleziono. Więc nie dziwne, że po prostu mamy ten kanon jeden i to, co się tam udało wyszperać w Qumran, to tam jeszcze też jest, ale nic więcej. Także tak na dobrą sprawę nie za dużo wiemy. Dużo moglibyśmy się dowiedzieć z tabliczek glinianych, które są w Iraku, ale jest tam taka sytuacja, że specjalnie nie należy się spodziewać w najbliższym czasie jakiejś ekipy, która by mogła działać tak dobrze, jak działała za Saddama, gdzie można było po prostu pojechać, robić zdjęcia tamtych tabliczek. Oczywiście za zgodą i za wsparciem, ale była taka możliwość. U nas w tej chwili takiej możliwości podejrzewam, że nie ma i nie ma chętnych, którzy by chcieli jechać w zarzewie tego ognia.
[02:12:42] - Inna sprawa, czy te tabliczki przetrwały, bo wiadomo, Amerykanie chyba też tam z tego, co kojarzę, mocno nabroili.
[02:12:51] - Nie tylko Amerykanie, ale nasza baza była między innymi w takim miejscu, gdzie nasi żołnierze równie dobrze też to, co znaleźli, próbowali przemycać tutaj do Europy, do nas. I była przecież jakaś afera, że tam kogoś ukarali, złapali i tak dalej. Jeżeli już się jednego złapie, to jest tak jak ze szczurami. Jak się jednego widzi w ciągu dnia, to znaczy, że tysiąc chodzi gdzieś tam po nocy. I to jest. Te tabliczki pewnie są w drugim obiegu. A co z nimi? Co z nimi się dzieje? Być może, że ludzie światli, którzy zabezpieczali tamte muzea, być może, że udało im się te tabliczki, na których jest spisana historia, bo przecież też wiadomo, że oni wiedzieli mniej więcej, co jest napisane, bo były badania tam też i prowadzone, zostały dobrze ukryte, z reguły pod ziemią. Może jak się wszystko uspokoi kiedyś tam i ostatni dzbanek ropy zostanie wyssany, to może się uspokoi i wtedy będzie inaczej. Może się wtedy więcej dowiemy. Nasze postrzeganie bogów bardzo mocno się zmieniło i teraz naprawdę nie wiem, jakiego cudu człowiek musiałby doświadczyć, żeby uznał, że Bóg wrócił albo coś w tym stylu. Oczywiście są ludzie bardzo mocno nawiedzeniI oni mają swoje doktryny i swoje sposoby myślenia i przez ten swój sposób myślenia starają się narzucić innym, ale to chyba nie tędy droga. Tak zawsze było. Wydaje mi się, że gdyby w tej chwili przylecieli atriści, bo tak jak mówiłem na samym wstępie, ci, którzy przylecieli i mogli naszą cywilizację zakładać, to już dawno na pewno ich nie ma. Natomiast ci, którzy w tej chwili przylecą, to widzą, że jest ta cywilizacja, jakoś się rozwija i po prostu trzeba ją zostawić w spokoju, dlatego że można ją zniszczyć bardzo łatwo tak naprawdę. Dlatego nie należy się spodziewać, żeby przylecieli i w jakiś sposób działali legalnie i oficjalnie. Dziękuję.
[02:15:27] - Tomku?
[02:15:30] - Ja bym tak tutaj powiedział na początek taką kwestię, że wszystko podlega przymianom. Nie chcemy używać tutaj słowa ewolucja, ale być może należy tak to użyć, że ewolucja dotycząca bogów, bo my już nie mamy bogów. My mamy w większości religie monoteistyczne. Pominę kwestię, że jest o wiele łatwiej kierować religiami, w której jest jeden Bóg, nawet w trzech wcieleniach, niż jak jest 15 bóstw, które mogą tworzyć się, ludzie mogą tworzyć sekty. Jedno miasto będzie temu bogowi, drugie temu. Zostawmy to. Ale kwestia właśnie, że tak powiem, tej ewolucji, która doprowadziła do tego, że w pewnym momencie strażnicy religii, strażnicy wiary w bogów, zostawmy już tę liczbę mnogą, stracili motywację do utrzymywania kontaktów z nimi. Zauważyli, że mogą równie dobrze sterować społeczeństwem, społecznościami, cywilizacjami już bez pomocy tych bogów, bez odwoływania się, bez kontaktowania się. Być może odwrócili się od nich. Być może po prostu taka ludzka chytrość chyba na władzę, na władzę dusz, władzę tą faktyczną doprowadziła do tego, że ta styczność, ten mistycyzm, nazwijmy to w połączeniu, który był jeszcze zachowywany w tych prymitywnych religiach, gdzie było wiele bóstw, gdzie ten kontakt, gdzie ta personifikacja bóstwa z danym zjawiskiem przyrodniczym, z danym tym, co nas otacza. Bóg słońce, Bóg księżyc, Gaja, bogini ziemi. To wszystko nam się kojarzy. Tu dochodzi właśnie do tego, że ta ludzka chciwość, ewolucja umysłu, chęć niezależności, bunt nawet można powiedzieć, doprowadziła do tego odejścia. Być może, jeżeli cały czas oni są tutaj, w innym wymiarze obecni, w wymiarze polegającym na kontroli nas w jakimś stopniu, jednak my wypieramy to. Weźmy pod uwagę również tutaj taką teorię, że ci bogowie niekoniecznie musieli skądś przylatywać. Oni mogą tu być od miliardów lat, po prostu przybierając takie, a nie inne formy dostosowane do form żyjących na danej planecie i do sposobu postrzegania istot wyższych przez te istoty. Wracając stricte do tej ewolucji. Ta ewolucja doprowadziła do takiego momentu, w którym już nas nauka, już nie ma takiego zachłyśnięcia się nauką, nie ma już religijności, jakby na to nie patrzeć. Ja patrzę w kontekście społeczeństwa tak zwanego zachodniego, bo te społeczeństwa, nazwijmy to wschodnimi, one nadal są głęboko religijne. Tu już pominę kwestię, że przez to mają szansę nas paradoksalnie rekonkwistować. Rzecz polega na tym, że w tym momencie ten racjonalizm nasz doprowadził do tego, że myśmy się nawet oderwali od tradycji, od tego wszystkiego. Chcemy wszystko racjonalizować, nasze umysły się zamykają, jak ja to nazywam, ludzie dostają takich klapek służowieckich, stają się monotematyczni. I ta cywilizacja zmierza w takim kierunku, że powoduje to, że nasze umysły są po prostu zamknięte. Jak umysł? Tutaj Arek wspomniał, że były dwa cudaki. Być może ten pan spod Emeryczina po prostu miał tak ukształtowany umysł, który kategoryzował w określonych hierarchiach. I być może, gdyby to spotkanie miało miejsce w latach 20. powiedzmyW tym samym rejonie Polski i te cudaki by nawiedziły dwie kobiety, to mielibyśmy kolejne objawienie. Także tutaj to jest kwestia postrzegania osobowości, kwestia wychowania, kwestia tej cywilizacji, która nas w tej chwili otacza. I nie jest powiedziane, że oni nie są obecni. Oni są obecni. Tutaj znowu nawiążę taką analogię do show biznesu i przedstawiania takich tez. Swego czasu był bardzo obrazoburczy, a jednocześnie bardzo ciekawy serial „Bogowie Ameryki”. Tam jest Ameryka pokazana jako konglomerat wielu narodowości, które zjechały się i wraz z nimi zjechali się różni bogowie. I ci bogowie konglomerują, oni egzystują, oni starają się jakoś odbudować to swoje jestestwo w tej Ameryce. Ale ta Ameryka ich przytłacza. Oni tam mają jeszcze jakieś moce, coś tam próbują zrobić, ale nic. Co ciekawe, w całej konkluzji serialu najważniejszym bogiem jest Mediana. Ona jest uosobieniem boga telewizji, która rządzi wszystkimi. Polecam wszystkim. Kapitalny serial, też traktujący o podejściu do bogów, do postrzegania i patrzący w kontekście ze strony bogów na współczesny świat. To by było dla nich bardzo smutne, jeżeli to, co w tym serialu było prawdziwe. Niemniej jednak utrzymujące w naszym kanonie, w tym, o czym rozmawiamy, że oni mogą egzystować od zawsze, być zawsze, a tworzyli ich w większości ludzie. Ludzie nadawali bogom boskie zdolności w kontekście ich odbioru pierwotnego. Później to było dodawane. Wiemy, że każda religia. Nie można sięgnąć do tego clou, tego początku, tego prawdziwego. To są czasy, to są lata, to są wieki i nigdy nie znajdziemy tego prapoczątku religii, tego, z czego to się wszystko wzięło. Mamy jakieś wspólne mianowniki w tych religiach, co też jest zadziwiające, że pojawiają się na całym świecie jakieś kanony religijne, które bez względu na to, jak ten się Bóg nazywa, ale ma określone kanony postępowania. Ale już odbiegłem od tematu tego pytania i wydaje mi się, że kwestia taka, że ci bogowie, jeżeli są tutaj, to są tacy biedni teraz. Nawiązując do tego serialu, o którym mówiłem, że tacy są. Muszą na siłę walczyć o przetrwanie w tym naszym zbyt racjonalnym świecie, w którym po prostu nie ma dla nich miejsca, a być może już nie mają takiej siły przebicia. I być może utracili, jeżeli cały czas tu są od początku, jak stworzyli, utracili tę moc, którą mieli w momencie tworzenia nas i teraz już są tylko takimi reliktami przeszłości. Być może oni równie chętnie czekają i szukają swoich korzeni w kosmosie. To na tyle. Dziękuję.
[02:24:21] - Dzięki. Panowie, zbliżamy się do końca naszej debaty i pozostało takie jedno zasadnicze pytanie. W zasadzie jedno pytanie składające się z dwóch innych pytań. My wielokrotnie mówiliśmy także w kontekście kontaktu z obcymi, że kosmici do nas nie przylecą, nie pokażą się nam, bo na pewno są bardziej zaawansowani, rozumieją wiele rzeczy i w rzeczywistości nie chcą się nam pokazywać, bo wiedzą, że by nam zaszkodzili. Że jeżeli zainterweniują nasz rozwój, to będzie koniec, wykoleją w ogóle naszą cywilizację i nic już nie będzie takie, jak było. Ale z drugiej strony nie ma żadnego prawa, które by im to zabraniało robić. Może jest odwrotnie, może właśnie taki szok związany z kontaktem jest na miejscu. Może to mieli na celu bogowie, którzy tutaj przybyli kiedyś i specjalnie sprowokowali naszych dalekich przodków do tego, żeby oni tę cywilizację zaczęli, bo wiedzieli, że jeżeli tego nie zrobią, to im jeszcze zejdzie bardzo długo, zanim do czegoś dojdą i coś osiągną. To pierwsze pytanie. A drugie pytanie jest takie: skoro ci bogowie odlecieli, jak Tomek mówił, zostawili nas jako sieroty na ziemi, ciągle do nich tęsknimy, to w sumie dlaczego musieli odlatywać? Nie mogli tutaj z nami zostać, Tomku?
[02:26:05] - Dlaczego odlecieli? Można zaczynać od pytania: po co przylecieli? Jeżeli odpowiemy na pierwsze, to znajdziemy odpowiedź na drugie. Dlaczego odlecieli? Proste, wyłamując się z tego, co mówiłem wcześniej, przykładając nasze ludzkie hierarchie rozpatrywania różnych kwestii. Przylecieli, bo coś się skończyło. Wypełnili zadanie, które mieli zrobić. To, co mówiliśmy. Może to byli nomadzi, którzy skaczą po planetach, rozsiewają życie i taki mają cel. Do tego zostali stworzeni. Może to jest ich clou życia, clou istnienia, że mogą istnieć w określonym czasie, w określonym miejscu tyle i tyle, do momentu wytworzenia się jakichś zalążków cywilizacji. Następnie muszą się przemieszczać. Nie wiemy, czy nie może istnieć taki rodzaj zależności, że w momencie osiągnięcia jakiegoś etapu tej cywilizacji, którą tworzą, muszą ją opuszczać, bo humorystycznie mówiąc, muszą wytrzepać normę na tysiąc lat w danej galaktyce, żeby ewentualnie stworzyć reakcję czego opuścili. Być może faktycznie byli tu przypadkiem. Nasze stworzenie było tylko skutkiem ubocznym ich pobytu tutaj. Być może potrzebowali części zamiennych w postaci jakiegoś łańcucha genetycznego. Nie mówię konkretnie, że wyhodowali ludzi dla wątroby czy dla czegoś tam, tylko że potrzebowali stworzyć jakąś kompilację łańcucha DNA przykładowo, która może z kolei spowodować możliwość ich osiedlania się na kolejnej, następnej planecie. Hipotez o opuszczeniu jest tyle samo, co hipotez za tym, że zostali tu cały czas są. Mówię, jest tego mnóstwo i można by było naprawdę napisać parę niezłych powieści, przyjmując różne z tych hipotez, które by doprowadziły nie tylko do powieści. Można by było trylogię i pięciologię pisać na temat, bo to czasokres taki, że można by było całą historię zbudować na tym. Także tu mi się wydaje, że nie można jednoznacznie powiedzieć. Powtórzę jeszcze raz: eksperyment udany, nieudany, przypadek, przypadkowe lądowanie. Być może nie opuścili nas, tylko mieli za zadanie wypełnić misję. I to była taka misja, jak się mówi, że nawet jak już tutaj słuchacz mówił, będzie nasz lot na Marsa, ewentualnie, że to będzie w jedną stronę. Ich czasokres możliwości przebywania na Ziemi był ograniczony ze względu na jakieś ich z kolei ograniczenia fizjologiczne, chemiczne, biologiczne. Wszystko jest możliwe. Przybyli tu wytworzyć przyczółek, żeby nasza cywilizacja mogła coś osiągnąć. Nie wiem. Mówię, tutaj jest bardziej pole dla panów z Bibliotekarium i poruszenia tematów czysto fantastyczno-naukowych, które by mogły tutaj się rozwinąć w piękne historie opowiadające o naszej historii i dziejach, łącznie z mitologiami i z takimi rzeczami. Jak ktoś ma rękę do pisania, to bym polecił, bo można stworzyć naprawdę niesamowite uniwersum, które by mogło konkurować nawet z „Gwiezdnymi Wojnami”. Może tyle. Dziękuję.
[02:30:55] - Dzięki. Arku?
[02:30:59] - Mi najbardziej odpowiada teoria Sycina, tylko troszeczkę bym ją w niektórych punktach pozmieniał. Początek ludzkości mniej więcej tak by wyglądał, jak on to opisał. Stworzyli nas Anunnaki do tego, żeby pozyskiwać to złoto. Być może, że złoto. Skoro tak napisał, zapewne tak było. Kończy się to wszystko katastrofą, przelotem Nibiru, ale też i nowym początkiem w pewien sposób, dlatego, że ten potop, który nastąpił wówczas, odsłonił złoto, które nie było skrywane gdzieś pod ziemią, tylko prawie na powierzchni, gdzieś w Ameryce Południowej. Po prostu potrzebowali tego złota. Zrobili to, co potrzeba tym swoim statkiem. Nie wiem, być może, że go właśnieObłożyli tym złotem, żeby mógł dalej lecieć i ta część misji została wykonana. My zostaliśmy tutaj pozostawieni przez nich. Ci, którzy zdecydowali się pozostać jeszcze dłuższy czas, mogli funkcjonować normalnie, ale z czasem i oni zakończyli swoje żywoty, ewentualnie skryli się gdzieś pod ziemią. Jeżeli chodzi o podziemia, warto by tutaj przytoczyć inną całą sprawę, że od potopu można było uciec albo na wysokie góry, albo tworząc pod ziemią struktury, które zaczynałyby się czymś w rodzaju syfonu, żeby woda nie była w stanie przedostać się do środka. I równie dobry to był sposób na przetrwanie. Być może część ludzkości w ten sposób przeżyła. Być może struktury, które są odkrywane w Europie, są pokłosiem tego i być może nawet nasza polska legenda o rycerzach, którzy są ukryci w górze w Giewoncie i którzy mają przyjść ratować nas, czyli Polaków, w momencie zagrożenia. Raczej nie przyszli, ale powiedzmy, że taka legenda była, że gdzieś tam są jacyś śpiący rycerze i być może tego typu legendy mają swoje uzasadnienie i być może ci bogowie w dalszym ciągu funkcjonują wokół nas, czy zapadli w swoje letargi i próbują przeczekać do momentu, kiedy nasza cywilizacja będzie dorównywała ich. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę opisy tych startów i lądowań z przeszłości, że były to rakiety, to nie jest jakaś specjalnie wielka technologia. Być może dlatego nie jest wielka technologia, że szkoda było marnować energię czy tę technologię na takie loty typu start z Ziemi i lądowanie, gdzie o wiele prościej, o wiele taniej było to robić za pomocą rakiet wielokrotnego użytku, a metan czy jeszcze inne wybuchowe materiały były ogólnie dostępne. Być może po prostu część z nich, ta która zakończyła program, mogła już odlecieć, odleciała, część została w różnych formach. To, z czym się w tej chwili z tymi osobami, osobnikami i incydentami spotykamy w tej chwili, to niekoniecznie musi być to, co działo się przed tysiącami lat, u zarania dziejów człowieka czy jeszcze wcześniej, bo już się mówi o tym, że jakaś cywilizacja mogła istnieć 50 milionów lat temu, po której też by śladu nie zostało. Różnie bywa. W każdym razie odlecieli, nie ma. Czy powrócą? Co by zastali? Zastali by już inną, prężną cywilizację, czyli naszą, która działa. Wszystkie cywilizacje, mniej więcej podejrzewam, że działają w ten sam zaborczy sposób, dlatego że jest jakaś ekspansja zawsze. Tutaj był przytaczany ten film „Prometeusz”, gdzie ekspansją była ta czarna żyjąca ciecz, która powodowała jakieś zmiany w zachowaniu i wzbudzaniu agresji, której się wszyscy bali, łącznie z postaciami z „Prometeusza”. Ekspansja w kosmosie niekoniecznie musi oznaczać, że musi być to cywilizacja jednych postaci. Postaci takich jak my, gdzie my kształtujemy swój obraz świata. Może być to inteligencja zbiorowa, która się przejawia między innymi w ten sposób, że jest to inteligentna chmura czy inteligentna ciecz, która w jakiś sposób zmienia całe środowisko do tego, żeby w dalszym ciągu się powielać, pomnażać i zdobywać następne miejsce. Ciężko powiedzieć, czy należy tego powrotu tych bogów oczekiwać. Raczej róbmy swoje i idźmy w swoją stronę i tak chyba będzie najlepiej dla nas.
[02:37:40] - Dziękuję.
[02:37:42] - Dziękujemy. Powoli dobiegliśmy do końca. Zajęło nam to trochę czasu do końca dzisiejszej audycji. Dziękujemy panowie za poświęcony czas. Troszeczkę żeśmy podeszli do tematu parę stron od tyłu. Od innej strony może pokazując, że jeszcze coś tam jest do powiedzenia nadal, mimo braku nowych odkryć. Naszymi gośćmi byli Tomek Pawlus. Dziękujemy bardzo.Oraz Arek Kocik. Dziękujemy.
[02:38:15] - Dzięki.
[02:38:16] - Zapraszamy panowie ponownie.
[02:38:22] - A co za dwa tygodnie?
[02:38:24] - Marku? Właśnie, za tydzień... Tak, za dwa tygodnie zobaczymy jeszcze. Powoli zbliżamy się do tematu katastrofy tąmińskiej i może właśnie tym się zajmiemy. Ale o tym jeszcze będziemy informować. Jeszcze przypominam, że w kioskach dostępny jest majowy „Nieznany Świat”, a tam jak zwykle pełno ciekawości. Także zapraszam. Do usłyszenia w kolejnej debacie za dwa tygodnie. Cześć.
[02:38:55] - A mówił te słowa do państwa niezawodny Piotr Cielebiaś. Człowiek, bez którego debat w Radiu Paranormalium, praktycznie rzecz ujmując, w ogóle by nie było. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[02:39:06] - Dzięki, dzięki. Pozdrawiam.
[02:39:08] - Piotr Cielebiaś, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”, współprowadzący debaty w Radiu Paranormalium. Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”. Tak jak mówił Piotr, kolejna debata dopiero za dwa tygodnie, ponieważ niestety siła wyższa uniemożliwi nam, o czym już teraz wiemy, za tydzień nadanie normalnej debaty, ale postaramy się, żeby coś ciekawego, mimo braku debaty ufologicznej, do waszych uszu w przyszłą niedzielę wpłynęło. Co to będzie, tego dowiecie się już niedługo na naszej stronie internetowej. Wkrótce także poznacie temat kolejnej debaty ufologicznej, która będzie już za dwa tygodnie. A na razie dziękujemy za uwagę. Do usłyszenia! Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej audycji. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:40:53] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:41:04] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
[02:41:30] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:41:42] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[02:42:30] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:42:41] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl