[00:01] - Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekiną. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, Drogi Słuchaczu, Droga Słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie drogą cyfrową kolejnego odcinka Paralaxy na żywo, rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekiną. Chris już oczywiście jest po drugiej stronie połączenia internetowego. Dobry wieczór, Chrisie, a raczej jeszcze dzień dobry.
[00:30] - Dzień dobry i dobry wieczór. Dobry wieczór państwu. Dobry wieczór, Marku. Właśnie rozmawialiśmy tuż przed programem na temat ewentualnego tematu, na jaki dzisiaj będziemy dyskutować, ponieważ obydwaj z Markiem bardzo liczymy na to, że państwo włączą się w dyskusję, troszkę narzucą ton. Jest to okazja, żeby narzucić tematy i narzucić temat w ogóle rozmów i dyskusji w tym programie. Taka zresztą jest teoria, która jak zawsze w praktyce niekoniecznie się sprawdza. Dlatego właśnie mieliśmy mały problem z uzgodnieniem, o czym będzie dzisiejsza rozmowa. Jak na razie pytań od państwa nie mamy zbyt wiele. To jest nasze pytanie do państwa: czy macie jakieś pytania? Ale będziemy próbowali coś tutaj tworzyć, jakieś historie opowiedzieć i być może to w jakiś sposób wpłynie na państwa aktywność i będziemy mogli rozmawiać, bo tematów sporo ciekawych rozgrywa się dookoła.
Niektóre myślę, że są niezwykle frapujące i troszkę nawet niepokojące, ale do niepokojących tematów w zasadzie to chyba jesteśmy przyzwyczajeni. W zasadzie można powiedzieć, że gdyby mówić o Coś się dzieje. Ktoś usiłuje się do nas dodzwonić. Marku, coś słyszę.
[01:42] - Dodzwonił się do nas słuchacz, pan Michał z Poznania. Jeszcze tylko podam na szybko numery telefonów do Radia Paranormalium: 32 746 0008, 32 746 0008, komórkowy 530 624 193, Skype: radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu: 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach na naszej stronie internetowej oraz na transmisji na YouTube. Jeżeli ktoś woli, to może do nas także wysyłać wiadomości przez Facebooka oraz drogą mailową na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc oddajmy głos naszemu słuchaczowi, panu Michałowi. Dobry wieczór. Jesteśmy już na antenie.
[02:28] - Dobry wieczór, chociaż jadę właśnie autostradą zalaną słońcem i bynajmniej nie jestem gdzieś daleko w Ameryce Północnej, tylko w Europie, w Polsce. Więc aż trochę śmiesznie mówić „dobry wieczór”. Ale witam wszystkich, a zwłaszcza oczywiście głównego bohatera audycji, Chrisa. Miło cię słyszeć, Chris. Chris mnie zna, bo często dyskutujemy przy pomocy komunikatorów i wie, że najchętniej zrobiłbym z jego audycji powtórkę serialu „Starożytni kosmici”. Więc ja proponuję, żebyśmy podyskutowali trochę o tym, co nam zostawili Sumerowie, a raczej to, co my odkrywamy w bardzo niewielkim stopniu. To niestety dociera do nas w formie szczątkowej. Co zresztą może trochę fajnie uzupełnić dzisiejszą debatę, która trochę będzie pewnie nawiązywać do tych tematów. Myśmy tutaj z Chrisem mieli taką wymianę poglądów na ten temat. Ja trochę się pochwalę i przesłałem Chrisowi, wygrzebałem gdzieś w jednym z archiwów amerykańskich uczelni taką książkę znanego lingwisty, bardziej chyba lingwisty niż archeologa, profesora Delitza, Niemca, który robił badania na temat właśnie tego, co Sumerowie napisali w swoich tabliczkach na przełomie wieku, może bardziej lata 20.
Już nie pamiętam, ale zdaje się, że to był ten okres. Odkrył bardzo ciekawe rzeczy, o których my nie mamy pojęcia. Ja studiowałem historię i uczyłem się trochę na ten temat na poznańskiej uczelni, Uniwersytecie Adama Mickiewicza, na wydziale historii. Bynajmniej nam takich informacji nie przekazywano. A w latach 20., 30. toczyła się bardzo ożywiona dyskusja na temat tego, co zostawili nam w spadku Sumerowie. Ta dyskusja odbywała się w o wiele bardziej swobodny i jawny sposób niż w tej chwili. To ciekawe. Tutaj ja bym wolał oddać głos Chrisowi.
[05:09] - Chyba pan Michał odjechał nam z zasięgu. O, jest jeszcze.
[05:14] - Halo?
[05:15] - Jest, tak.
[05:16] - Słychać mnie?
[05:16] - Mieliśmy drobne, drobnuteńkie problemy z połączeniem, ale już wszystko gra i buczy. Także słychać pana świetnie.
[05:24] - Ja kończąc, chciałbym, żeby Chris mówił. Nie ja jestem bohaterem audycji. Kończąc, chciałbym oddać mu głos, bo to są książki, przez które nie jest łatwo przebrnąć, a ja niestety nie dysponuję aż taką świetną znajomością angielskiego, bo ta książka jest przekładem z niemieckiego oryginału, więc bardzo chętnie usłyszałbym, Chrisie, co ty uważasz na ten temat, co tam jest napisane. A tam są różne, bardzo wręcz bym powiedział, sensacyjne rzeczy napisane, o których my nie mamy w ogóle pojęcia, bo to się do świadomości naszej nie przebija.
[06:06] - Dziękuję bardzo, panie Michale. Pozdrawiam serdecznie na autostradzie słońca, jak się domyślam. To piękny amerykański leitmotiv, że się jedzie w stronę słońca. Pan również podąża. Słyszę po nastroju, że doskonały, wręcz szampański. Mam nadzieję, że nie po szampanie. Temat rzeczywiście, proszę państwa, z panem Michałem to mamy różne dyskusje. Pan Michał, mówiąc krótko, jest troszkę opętany historią Sumerów. I nie bez racji, nie bez kozery. Jest to temat doskonały, dlatego, że są to początki naszej cywilizacji, tej, jaką my znamy, której my jesteśmy dzisiaj konsekwencją.
Cywilizacja mezopotamska, która zmieniała swoje nazwy po drodze na asyryjską, babilońską, sumeryjską. Mnóstwo nazw po drodze. Gdzieś te cywilizacje powstają, znikają, coś tam się dzieje i tak naprawdę za wiele nie wiemy na ten temat. Nawet dziś mamy kłopoty z bardzo konkretnym umiejscowieniem, gdzie znajdował się tak zwany żyzny półksiężyc, w którym powstawała cała nasza cywilizacja. Dlatego, że istnieje bardzo silne podejrzenie, że dziś w miejscu, gdzie znajdowało się jej centrum, znajduje się Zatoka Perska. I wszystko to wylądowało pod wodą, gdzie znajdują się mityczne miasta, o których co jakiś czas wspomina się w klinowych tabliczkach. Klinowe tabliczki są specyficznym źródłem informacji. Są niezwykłym źródłem informacji i myślę, że żyjemy w czasach, w których zatoczyliśmy pełne koło. Dlatego, że proszę zwrócić uwagę: oni zaczęli od tabliczek, czyli tabletów, a my jesteśmy dosłownie na tym samym etapie. Też mamy swoje tablety, może troszkę inne, znacznie mniej trwałe, bo wszystko zapisuje się na elektronicznych hard drive'ach.
Niezwykle delikatnych niestety, ale niemniej jednak porównanie narzuca się samo. Oni mieli tabliczki i my też mamy nasze tabliczki. Także zataczamy koło. Ja pozdrawiam serdecznie pana Michała i pozdrawiam panią Jolantę. Pani Jolanta zna język niemiecki, ponieważ masa literatury dotyczącej starożytnego Sumeru jest po niemiecku. Niemcy mają wyjątkowe zainteresowanie tym regionem i nie bez przyczyny. Pani Jolanta przetłumaczyła mi kilka niemieckich artykułów, za co jestem bardzo wdzięczny. Wiem, że pan Michał był tutaj sprężyną i nie wiem, na ile pani Jolanta została zmuszona do tego, ale bardzo dziękuję, pani Jolanto i bardzo dziękuję, panie Michale, bo temat jest istotnie ciekawy. Wykopywanie tabliczek z rejonu starożytnej Mezopotamii trwa już od bardzo dawna. W zasadzie można powiedzieć, że zanim rozpoczęła się jeszcze archeologia w formie, jaką znamy dzisiaj, już ktoś tam jeździł i kopał.
Okazuje się, że kilka nacji miało szczególne zainteresowanie tym, co się tam działo i rozgrywało. Byli to szczególnie Niemcy i Francuzi. Jednym z nich był profesor Delitzsch. Profesor Delitzsch był jednym z najwybitniejszych asyriologów. Był to człowiek, który po asyryjsku i w języku Sumerów czytał sobie rano do kawy tabliczki tak, jak my dzisiaj czytamy sobie wieści na przykład z różnych stron internetowych. Nie miał z tym żadnego problemu. Kiedy odczytywał te rozmaite informacje, niektóre ogromnie go zdumiewały. Zdumiewały go do tego stopnia, że doszedł do wniosku, że kto wie, czy nie jest to wręcz bomba informacyjna, która kryje się w nich. On bardzo wcześnie zauważył, że jest bardzo silne zainteresowanie. To zainteresowanie nie wynika absolutnie z tego, żeby na przykład zachować historię tego regionu.
Wynika wyłącznie z tego, że ktoś chce pozyskać jak największą ilość tych tabliczek. Profesor Delitzsch rzeczywiście kopał gdzieś w Babilonie. Znajdował szereg tych tabliczek, wiele z nich odczytał i mniej więcej w roku 1920 postanowił przedstawić swoje wyniki badań w Niemczech. One tak wstrząsnęły ówczesnym światem naukowym, że jego wykład został powtórzony w obecności samego kajzera Wilhelma i jego najwybitniejszych ministrów, generałów, marszałków świetnie udekorowanych we wspaniałych fotelach. Wszyscy się rozsiedli i profesor Delitzsch opowiadał o tym, że znalazł tabliczki z informacjami, które są w odbiorze wstrząsające. Na przykład jedna z nich mówi o tym, że istnieje sobie postać, która na imię ma Jahwe. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież wiemy, że Mojżesz miał rozmowy z Jahwe i to Jahwe przedstawił mu się tym imieniem. Stąd znamy postać Jahwe, Boga Jahwe, który rozmawiał z Mojżeszem w postaci gorejącego krzewu. Tyle że tabliczka została napisana jakieś 1600, 1800 lat wcześniej niż cała Mojżeszowa historia. Było to wstrząsające dla wszystkich, bo oznaczało to, że być może Stary Testament wcale nie jest aż tak dobrym źródłem informacji, jak by się nam wydawało.
Delitzsch dał o wiele więcej przykładów. Na przykład pokazał sumeryjską pieczęć, na której była postać kobiety, była postać mężczyzny. Pomiędzy nimi rosło drzewo, na którym wisiał jakiś owoc. Te dwie postaci wyciągały ręce w stronę tego owocu. Za nimi była jeszcze jedna postać. Była to inna postać kobiety, która miała formę węża. Siłą rzeczy jest to opowieść na temat powstania człowieka, na temat raju... biblijnego raju i również ta pieczęć jest znacznie starsza niż cała historia opisana w Starym Testamencie. Podobnie ma się z historiami dotyczącymi na przykład wieży Babel, gdzie, co ciekawe, oryginalna historia mezopotamska wieży Babel nie ma tych wszystkich odnośników na temat złośliwości boga Jahwe, które ma Stary Testament. Profesor Delitzsch dał bardzo ryzykowny i zaskakujący wniosek, mówiąc o tym, że naród wybrany wybrał się sam.
Nie wybrał go Jahwe, dlatego, że Jahwe istniał znacznie wcześniej niż Mojżesz miał swoje pierwsze spotkanie z Jahwe. Jakoby wówczas właśnie Jahwe miał wybrać ten naród jako najważniejszy naród na świecie. Profesor Delitzsch miał inne na ten temat zdanie i uznał w swoich wnioskach, że cały Stary Testament jest wynikiem pewnej kompilacji, że nie jest efektem pracy jednego autora. Jest efektem pracy wielu autorów, którzy dostosowywali w rozmaity sposób, w zależności od własnych potrzeb, wszystko to, co znaleźli w starych mezopotamskich tekstach, które istniały dużo wcześniej, zanim doszło do powstania jakiejkolwiek cywilizacji na terenie Judei czy Palestyny. Oczywiście wywołało to gigantyczną burzę. Wówczas to Delitzsch napisał rozprawę pod tytułem „Babilon i Biblia”, w której próbował tłumaczyć swoje wnioski. I wreszcie sprawie ukręcono głowę i praktycznie zanikła. Niemniej jednak pokazuje prawdziwą wartość tych tabliczek. Prawdziwą wartość tego, co one zawierają i dlaczego tak olbrzymie kłopoty są dziś z uzyskaniem informacji, co jest w nich napisane. Dlaczego na przykład Sitchin i jego interpretacja doprowadziła do tego, że jego osobę próbuje się na wszelkie sposoby kompromitować, wykazywać, że wszystko to sobie wymyślił, że nie jest to prawda, że nie ma takich tabliczek, że nie ma takich słów.
Tymczasem okazuje się, że tych asyriologów czy sumerologów, ludzi, którzy są w stanie posługiwać się tym językiem bądź go odczytać, jest bardzo niewiele. Wszyscy są związani z instytucjami naukowymi. Wiadomo, co to oznacza. Oznacza to, że w przypadku, gdyby w jakiś sposób ich koncepcja nie spodobała się zarządowi uczelni, straciliby pracę i nie dostaliby jej nigdzie indziej. Chyba że Marek przyjąłby ich do swojego radia, do pracy ewentualnie albo ktoś inny by im to załatwił, ale nie mogliby robić tego, co robią dziś. Dlatego bardzo łatwo jest kontrolować całą sytuację sumeryjską i stąd tak wiele kontrowersji. Stąd mamy problemy ze znalezieniem źródeł czy przetłumaczeniem tych źródeł i tych historii, które są na tych tabliczkach zapisane. Myślę, że doskonałą ilustracją tego, jak ważne są te tabliczki, jest ostatnia historia. Jakiś rok temu opowiadałem państwu o sytuacji, w której firma amerykańska Hobby Lobby. Firma Hobby Lobby zajmuje się tym, że robi podróbki starożytnych artefaktów.
Robi je tak podobne, jak się tylko da, ale nie w celach takich, żeby oszukać, tylko w takich celach, żeby na przykład ktoś, kto fascynuje się takimi rzeczami jak pan Michał, mógł mieć taki kaprys i zakupić sobie tabliczkę czy wazę grecką, czy posążek bogini Afrodyty. Dlaczego nie? Przyjemnie popatrzeć. A nawet ten posążek byłby z rękami i nogami, i jeszcze z innymi elementami, których brakuje oryginałowi. Tym zajmuje się mniej więcej firma Hobby Lobby. Rzeczywiście da się na tym zarobić pieniądze. Pieniądze udało im się zarobić do tego stopnia, że jej właściciel doszedł do wniosku, że jest w stanie zakupić prawdziwe artefakty. I tymi prawdziwymi artefaktami, jakie zakupił, było kilka skrzynek pełnych glinianych sumeryjskich tabliczek. I wówczas nieoczekiwanie wybuchł straszliwy skandal. Te tabliczki i te skrzynie zostały przetransportowane do Hiszpanii, gdzie miały być odebrane przez ludzi z Hobby Lobby i przewiezione do Stanów.
I tam nagle pojawiły się wszystkie możliwe policje świata. Aresztowały ludzi, którzy mieli dokończyć ten transport. Wszystko było w miarę utrzymywane w ścisłej i dużej tajemnicy. Robili to profesjonaliści i fakt pojawienia się policji wskazuje, że to wszystko obserwował ktoś jeszcze. Najprawdopodobniej były to agencje wywiadowcze, ponieważ tylko one dysponują takimi instrumentami działania i takim sprzętem i takimi możliwościami, aby móc kontrolować coś, co jest robione w miarę profesjonalnie. Na dodatek nie jest to jakiś przemyt narkotyków czy innych rzeczy, które wzbogaciłyby kogoś w niesamowity sposób, tylko po prostu kilka skrzynek z tabliczkami, których tak naprawdę nikt za bardzo nie poszukiwał. Nie wiadomo, skąd się one wzięły, nie wiadomo, gdzie one zostały wykopane, kto je przewiózł, kto je odnalazł, skąd pochodzą. Praktycznie nic nie wiadomo na temat tych tabliczek. Wiadomo tylko, że istnieją. I wiadomo tylko też, że zainteresowanie nimi jest niewspółmierne do ich wartości.
A może, jeśli popatrzymy na to w inny sposób, właśnie bardzo współmierne. Te tabliczki zajęto. Firmę Hobby Lobby ukarano ciężką karą finansową. I dziś już wiadomo po tym mniej więcej roku czasu, co się wydarzyło z tymi tabliczkami, z tymi kilkoma skrzyniami tabliczek. Skrzynie zostały skonfiskowane i dziś ogłoszono, że zostaną oddane prawowitemu właścicielowi, którym jest Irak, czyli zostaną przewiezione do muzeum w Bagdadzie.Co to oznacza? Oznacza to, że ktoś w tej chwili bardzo dba o to, ażeby te tabliczki zniknęły z widoku publicznego, bo nikt ich nie przetłumaczył albo oficjalnie nikt ich nie przetłumaczył, nikt ich nie sfotografował. Zostaną zawiezione do muzeum, wylądują w piwnicy i świat o nich będzie musiał zapomnieć. Kilku profesorów, na przykład profesor David Owens z bardzo znanego Cornell University uważa, że jest to wielka tragedia dla nauki, bo o ile zgadza się z tym, że oczywiście trzeba je zwrócić z miejsca, skąd je ewentualnie ukradziono, to przecież można zrobić ich kopie i naukowcy mogą pracować na kopiach. Natomiast takich kopii oficjalnie nie zrobiono. Także nie mamy pojęcia, co w nich było.
Podobno przejrzeli jacyś naukowcy i w oficjalnym dokumencie mówiącym na temat tych tabliczek mówi się o tym, że w większości są to rachunki handlowe, a więc historia mniej ciekawa. Ale są tam też, i tu wpada dwa magiczne słowa, a te słowa brzmią: magiczne zaklęcia. To jest bardzo interesujące. Jakie to były magiczne zaklęcia? Czego one dotyczyły? Jak wiecie państwo z naszych rozmów na Atlantydzie z ostatnich wielu lat, te wszystkie historie zawarte ewentualnie na niektórych tabliczkach mogą świadczyć o jakiejś tajemniczej technologii wykorzystywanej dawno temu. Tysiące, a może miliony lat temu przez kogoś, kogo w tych mitologiach opisuje się jako bogów. Bogów, którzy walczyli ze sobą nie tylko na Ziemi, ale w kosmosie, wśród planet i używali bardzo tajemniczych technologii do tego. Znów tutaj w jakiś sposób kojarzą się te wszystkie historie związane z nazistami, którzy wysyłali tam specjalne ekipy właśnie w celu pozyskiwania tego typu dokumentacji, po to, ażeby zdobyć strzęp informacji, która pomogłaby im w jakiś sposób odtworzyć tego typu zapomnianą technologię. Jest to wszystko niezwykle interesujące i jednocześnie budzące te wszystkie teorie konspiracji.
Te wszystkie podejrzenia uważam za jak najbardziej zasadne. Zwłaszcza że znów przypomina się ta historia, kiedy tuż po rozpoczęciu Pustynnej Burzy, czyli kiedy Amerykanie zaatakowali Irak, zdobyli Bagdad i w którymś momencie doszło tam do wielkiego napadu na bagdadzkie Muzeum Historyczne. Zginęło wiele artefaktów. Te artefakty szybko znaleziono. Były to oczywiście jakieś rzeźby, jakieś wazy, jakaś ceramika. Natomiast to, co zniknęło, to właśnie gliniane tabliczki. Ponieważ Saddam Hussein był dyktatorem, nie dopuszczał nikogo obcego do swojego kraju. Nikt za bardzo do końca nie wiedział, co jest na tych tabliczkach, ale ktoś doskonale był zorientowany, gdzie one się znajdują, w jakich miejscach magazynu się znajdują i w jaki sposób je wydobyć. Także ten, kto dokonał tej kradzieży na Muzeum Bagdadzkie doskonale wiedział, co robi i czego szuka. I właśnie te tabliczki gdzieś zniknęły.
Teraz pytanie brzmi: czy to są te same tabliczki, które kupiło Hobby Lobby, czy jest to coś zupełnie innego? Tego też myślę, że przez dłuższy czas, a może nigdy raczej się nie dowiemy, ale to znowu pokazuje, że coś jest w tej teorii, coś jest w tych tabliczkach. Coś jest nie tylko mówiącego o tym, że jest coś nie tak z tym narodem wybranym, ale być może jest tam znacznie więcej, że jest tam być może gdzieś zapisana tajemnica tego, skąd przyszliśmy, jak się tutaj wzięliśmy, co się wydarzyło w czasach prehistorycznych, jak doszło do powstania człowieka, jak doszło do powstania naszej cywilizacji i to także być może, czy jesteśmy pierwszą cywilizacją na naszej planecie. Bo być może przed nami istniały jakieś poprzednie cywilizacje, które gdzieś jakieś strzępy czasami się pokazują. Czasami jest to fragment jakiegoś dziwnego megalitu, czasami jest to coś, proszę państwa, taka historia właśnie, którą ostatnio wyczytałem w „Scientific American”. Jest to magazyn naukowy, można powiedzieć popularnonaukowy, ale opiera się on na różnych ostatnich badaniach naukowych, jakie się tam dokonuje. I tam właśnie w „Scientific American” zamieścili artykuł pod tytułem: „Czy zaawansowana technologicznie cywilizacja mogła istnieć na Ziemi przed nami?”. Takie pytanie zawarto w mainstreamowym magazynie naukowym. Oczywiście bardzo mnie to zainteresowało, dlatego że nauka boi się jak diabły święconej wody. Boi się w ogóle nawet pomyśleć o tym, że mogła istnieć jakaś cywilizacja przed naszą.
A tutaj wielkimi literami w tytule zaznaczona jest ewentualność istnienia zaginionej cywilizacji. Zacząłem to czytać i okazało się, że jest to bardzo interesująca koncepcja, dlatego że opiera się na tym, co się dzieje obecnie w klimacie. Oczywiście jest to osobna historia, czy tak zwane globalne ocieplenie, jakiego w tej chwili podobno jesteśmy świadkami, jest wynikiem działalności człowieka, czy też wynikiem działalności natury, na przykład kosmosu, czy też może jest spowodowana w sposób świadomy przez człowieka. Niemniej jednak do tych zmian dochodzi. Odczuwamy je w jakiś sposób wszyscy. Te różnice są widoczne i w artykule bierze się to pod uwagę i pokazuje się, że coś podobnego istniało w bardzo zamierzchłej przeszłości Ziemi, gdzieś między paleocenem a eocenem, czyli jakieś 55, 60 milionów lat temu.Doszło do bardzo podobnych zmian klimatycznych. To wszystko studiuje pewien astrofizyk z University of Rochester, Adam Frank. On stwierdza, oczywiście teoretycznie, że być może te zmiany klimatyczne, jakie zaszły wiele milionów lat temu, są wynikiem tego, że w tamtych czasach, tak wiele milionów lat temu działała cywilizacja podobna do naszej. Jest to wstrząsający wniosek naukowca, ale dający ciekawe implikacje. Skoro nawet sama nauka przyznaje, że istniała możliwość istnienia zaginionej cywilizacji, okazuje się, że być może wcale nie była to jedyna cywilizacja na Ziemi, ta 55 milionów lat temu.
Być może jest to kolejna, być może przed nią istniała także jakaś inna. Jest to bardzo możliwe. Zajęli się tym geolodzy, między innymi, tak podejrzewam, polski geolog, profesor Jan Zalesiewicz. Pracuje on na University of Leicester w Anglii i uważa, oceniając dynamikę geologiczną na Ziemi, że taka cywilizacja jak nasza, jaką my dzisiaj stworzyliśmy, ma bardzo niewielkie szanse, żeby jej jakikolwiek ślad przetrwał 10 milionów lat. Uważa, że to wszystko, co stworzyliśmy w ciągu miliona, dwóch milionów lat zniknie kompletnie przez zmiany geologiczne, jakie zachodzą na Ziemi. Nasza planeta jest bardzo dynamiczna. Pokazuje takie przykłady, że San Francisco wznosi się nieustannie nad poziom morza, natomiast takie miasto jak Nowy Orlean zapada się i wkrótce, za jakiś czas, może za 200, 300 lat w ogóle takiego miasta nie będzie. Po prostu zapadnie się kompletnie, zniknie z powierzchni Ziemi. To pokazuje wielką kruchość naszej cywilizacji. Wydaje nam się, że jest to wszystko bardzo solidne, ale w perspektywie milionów lat niewiele z tego zostaje.
Dlatego dziś mamy bardzo poważny problem z odnalezieniem śladu czegoś, co mogło istnieć wiele milionów lat temu. Tak naprawdę nie ma szans odnalezienia dowodu istnienia takiej zaawansowanej cywilizacji, która z jednej strony, gdyby wyglądała tak jak nasza, nie ma szans przetrwania, a z drugiej strony, jeżeli dysponowała inną technologią, jeżeli realizowała w praktyce inny rodzaj fizyki, to w takim razie kompletnie źle szukamy takich śladów, bo szukamy śladów, które coś nam przypominają. Tak jak te prymitywne skojarzenia, że na przykład na Abydos malowano helikoptery, bo widocznie zamierzchła cywilizacja musiała tak samo posiadać helikoptery. Jeżeli pójdziemy tego typu skojarzeniami, pójdziemy na pewno w jakąś ślepą uliczkę i nie dotrzemy do nikąd. Nie wiemy, nie mamy pojęcia, w jaki sposób działali i funkcjonowali ludzie dawno, dawno temu. To, co my tworzymy dziś, jest wynikiem inżynieryjnych zabiegów, które są efektem tego, jakie możliwości daje nam technologia, którą obecnie budujemy. Dlatego tworzy się coś w takiej formie, a nie w innej formie. W wyniku badań naukowych naszej zamierzchłej przeszłości i zaskakujących porównań zmian klimatycznych, do jakich dochodzi dziś, a kilkadziesiąt milionów lat temu, można pokusić się o bardzo teoretyczne stwierdzenie, że mogły być, nie musiały być, mogły być. Jest to ciągle konstrukt teoretyczny. Mogły być stworzone warunki do istnienia ludzkiej, a może nie wiadomo jakiej cywilizacji, że ktoś był jeszcze przed nami i coś tworzył na naszej planecie.
To jest wyważenie szczelnie zamkniętych drzwi nauki, która, często używam tego porównania, przypomina trochę religię, bo opiera się na dogmatach i nie chce wpuścić nie tylko świeżego powietrza, ale boi się tego, że po prostu rozpadnie się na kawałki, jeżeli uchyli te drzwi, ten przeciąg wyważy te drzwi i to zakończy paradygmat naukowy, w którym my żyjemy, ponieważ okazuje się, że rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej. Ale nauka zdaje sobie sprawę także z jednej bardzo ważnej rzeczy. Mianowicie z takiej, że pozycja, której broni, być może na dłuższą metę jest nie do obrony. Być może te dogmaty, dziś jeszcze skutecznie bronione, jutro mogą okazać się nic niewarte, odrzucone i cały autorytet naukowy zostanie tym samym również odrzucony. A więc pozycja, którą nauka zdobywała przez setki lat, zostanie utracona raz na zawsze. Być może ten artykuł w „Scientific American” jest początkiem czegoś, co już wcześniej dało się zaobserwować w przypadku UFO i tej Academy to the Stars, czyli instytucji, która powstaje z ludzi związanych z rozmaitymi agencjami, takimi między innymi jak CIA, co od razu wzbudza podejrzenia. Mówiłem o tym państwu wcześniej, że obawiam się, że ta historia z UFO i z tym, że nagle ze źródeł rządowych mamy twarde dowody na to, że UFO jest zjawiskiem realnym, bo przecież wszystkie te dwa filmy, które pokazano do tej pory, pochodzą ze sprzętu wojskowego oficjalnie zakupionego przez rząd i oficjalnie ujawnionego przez rząd. W związku z czym, jeżeli nie wiemy, co na tym jest, a wojsko nie ma pojęcia również co to jest, więc nie jest to żaden element tajnego programu, czarnego programu, to możemy w takim razie śmiało powiedzieć, że jesteśmy na progu ujawnienia, że coś się dzieje w kwestii UFO, że zostało uznane jako zjawisko prawdziwe i autentyczne.Mówiłem wówczas państwu o tym, że myślę, interpretując to wydarzenie, że chodzi tu raczej nie o stworzenie prawdziwego ujawnienia, a o kontrolowanie tak zwanej narracji, utrzymywanie pozycji, która jest dominująca i narzucająca swoją opinię. W przypadku, gdyby na przykład rzeczywiście doszło do takiego ujawnienia z innej strony niż strona oficjalna. Podobna sytuacja być może rozgrywa się właśnie w przestrzeni naukowej, że tego typu artykuły sugerujące możliwości istnienia zaginionej cywilizacji, sugerujące, że nie jesteśmy jedyną cywilizacją na naszej planecie, są również jednym z elementów kontrolowania tej narracji.
Jeżeli na przykład Graham Hancock, Schoch i paru innych rzeczywiście znajdą ślady takiej zaginionej cywilizacji, wówczas nauka będzie bezradna i dlatego zdając sobie sprawę, że coś takiego jest możliwe, nauka stara się utrzymać swoje pozycje, być nieco elastyczna i dopuszcza możliwość istnienia czegoś takiego jak zaginiona cywilizacja. Także żyjemy w niezwykłych i niezwykle interesujących czasach. Także zacząłem o Sumerach, skończyłem-
[31:51] - Halo?
[31:51] - Tak, mamy następnego słuchacza.
[31:55] - Nie, ja nie rozłączyłem. Po prostu zauważyłem, że się nie rozłączyłem, więc chciałbym dodać jeszcze do tego, co powiedziałeś, taką ciekawostkę. W nawiązaniu do tego, co mówisz o naukowcach i konserwatyzmie. Szukając materiałów dotyczących profesora Delicha, kontaktowałem się z panami, którzy wykładają w Poznaniu historię Sumeru i Akkadii. Kiedy dostrzegli cel, z którym zmierzam, natychmiast zerwali ze mną kontakt i przestali odpowiadać na maile, przestali odbierać telefony. A Wydział Historii Starożytnej w Poznaniu specjalizuje się w historii, o której mówiliśmy. To jest taka zastanawiająca zmowa milczenia. A z drugiej strony fascynujące jest to, że choćby słuchając audiobooka, który redaktor Iwellius czyta swoim magicznym głosem, Arnolda Mostowicza „Myt Kosmosu”. Ja siłą rzeczy ze względu na wiek nie mogę pamiętać lat 80. tak dobrze.
Z tej książki wynika, że kiedyś toczyła się o wiele swobodniejsza dyskusja na temat korzeni naszej cywilizacji, tego, co mogło dziać się wcześniej. Wtedy jeszcze Sitchina nie osądzano od czci i wiary tak jak w tej chwili. A teraz widełki, które nie pozwalają na dyskusję, zaciskają się coraz bardziej. I mówiąc szczerze, nie rozumiem, mimo że coraz więcej pojawia się materiałów. Książki wychodzą Roberta Schoka i Grahama Hancocka, tłumaczone są na język polski, są dostępne. Ja mam te książki, na przykład o tajemnicach Sitchina, jednego i drugiego pisarza. Bardzo ciekawe. Polecam. Wyszła niedawno książka Johannesa Von Lusara, która jest streszczeniem tego, co opisał Sitchin w cyklu „Kroniki Ziemi”. Może takim bardziej przystępnym, łatwiejszym językiem.
Zachęcam każdego, kto jest zainteresowany tym, co Sitchin pisze w wielotomowym dziele na temat korzeni naszej cywilizacji. Tam to jest streszczone w pigułce, może troszeczkę łatwiejszym językiem jest napisane. „Nieznany Świat” chyba reklamował nawet tę książkę na swojej facebookowej stronie. Widziałem, więc myślę, że nie popełnię tutaj żadnego przestępstwa reklamując tę książkę. Zachęcam do tej literatury. Natomiast wiem, że ci ludzie, mimo że są naukowcami i autorytetami w swoich dziedzinach-
[35:09] - Oj, panie Michale, chyba komuś pan nadepnął na odcisk swoim telefonem.
[35:16] - Tak, bo możliwe, że-
[35:17] - Właśnie teraz przestaliśmy pana słyszeć, niestety. Konsekwencje, myślę, że państwo widzicie sami. Wracając do Delicha. Jeżeli jego bardzo naukowe podejście, a jakże, bez żadnej próby naginania faktów jest autentyczne. Jeżeli widzi on, że ktoś manipulował przy Starym Testamencie, co to oznacza? Oznacza to, że korzenie trzech największych monoteistycznych religii: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu są po prostu wymyślone. Czyli cały ten gmach cywilizacyjny, który na nich powstał, stoi na glinianych nogach. Jeżeli damy krok dalej i zaczniemy rozważać to w taki sposób, w jaki rozważał to Delicz, wszystko to zostanie zburzone, rozsypie się w kawałki, co oznacza konsekwencje polityczne, gigantyczne konsekwencje polityczne, być może nawet chaos w świecie. Bo bez Starego Testamentu nie byłoby, proszę państwa, Nowego Testamentu, który jest w jakiś sposób krytyką tego, co było poprzednio, albo efektem tego, ponieważ ogłasza nadejście Mesjasza ogłoszonego, że nadejdzie w Starym Testamencie, więc w jakiś sposób jest konsekwencją. Również na tej bazie nie ma znaczenia.Czyli konsekwencje są olbrzymie i gigantyczne, dlatego nie dziwię się, że jest to w jakiś sposób uciszane.
Teraz czytam komentarze do Starego Testamentu Delitzcha i Kayela. Obaj panowie po kolei, na podstawie tego, co znaleźli na tabliczkach, próbują ustosunkować się do Starego Testamentu. I tam historie są wstrząsające. Na przykład okazuje się, że piąta księga w Torze, pięcioksięgu podstawowym Starego Testamentu, Księga Praw, jest księgą wymyśloną na potrzeby polityczne tamtego czasu. I panowie Delitzsch i Kayel przedstawiają warunki polityczne, jakie miały tam akurat miejsce, w jaki sposób jednoczono cały, można by było dzisiaj nazwać Izrael czy Palestynę. Izrael ma zupełnie inne konotacje, bo dziś jest państwem. Wówczas była to ziemia i w zasadzie nazwa narodu. Chodziło o to generalnie, że postanowiono, ażeby zlikwidować wszelkie możliwe plemienne małe wiary w różnych bogów, bożków. Te wszystkie historie, które rozgrywały się na poboczach tworzącego się właśnie judaizmu. I wówczas wymyślono Księgę Praw, na której bazie można było siłą zniwelować wszystkie te lokalne miejsca kultu, które po świecie semickim, bo Arabowie i Żydzi to jest część tego samego narodu, były dookoła rozrzucone.
I właśnie na podstawie tego to stworzono. Powstał jeden solidny monoteizm pod nazwą judaizm. Delitzsch i Kayel to widzą i wyciągają te wnioski na podstawie znalezisk archeologicznych, na podstawie tabliczek z pismem klinowym, które napisano znacznie wcześniej niż w ogóle można myśleć o jakimkolwiek judaizmie. Więc to wszystko kompletnie podważa niestety fundamenty religii, na której zbudowana jest praktycznie większość naszej cywilizacji, a może nawet i cała, ponieważ jej konsekwencje są daleko idące. Bo nawet kiedy popatrzymy poza Europę i poza Bliski Wschód, to spójrzmy, obie Ameryki są generalnie na tym samym fundamencie zbudowane. Ponieważ ten fundament na siłę cisnęli tutaj konkwistadorzy i zmienili oba te kontynenty nie do poznania już przez ostatnie kilkaset lat. Także jest to dokładnie ten sam fundament. Oprócz tego chodzi także o centra, które zarządzają światem. Jednym z takich centrów jest Jerozolima. Jerozolima jest bardzo ważnym i istotnym punktem i o tą Jerozolimę toczą się walki i rozgrywki przez już tysiące lat.
I chyba też nigdy nie zostały te topory wojny w żaden sposób zagrzebane. Czytałem ostatnio taką historię na temat Jerozolimy i o tym momencie w historii, kiedy to w roku 70 dochodzi do ostatecznego stłumienia powstania żydowskiego przez Tytusa, który był synem Wespazjana, wówczas już cesarza rzymskiego, który zastąpił na tej funkcji Nerona. Ta rewolta żydowska w Palestynie trwała bardzo długo. Była to bardzo dla Rzymian kosztowna wojna, bardzo krwawa wojna. I z dziwnych przyczyn, uważa się historycznie, że zrobiono to dlatego, że straty, jakie Rzymianie ponieśli, były tak wielkie, że był to przejaw dzikiego barbarzyństwa i chęci zemsty. Zrównano Jerozolimę z powierzchnią ziemi kompletnie, a zwłaszcza świątynię jerozolimską, pełną zresztą skarbów. Skarby wywieziono do Rzymu oczywiście. Wprowadzono je do miasta rok później, w 71 roku naszej ery. Wprowadzono je przez łuk Tytusa, łuk triumfalny Tytusa, gdzie dziś, kiedy przyjrzeć się temu reliefowi na łuku Tytusa, widać tam srebrne trąby, widać kopię Arki Przymierza. Jest to Arka Boża.
Jest to instrument, który służył do porozumiewania się z Bogiem. Widać także te gigantyczne menory, złote menory wnoszone do miasta jako łupy wojenne i widać także pojmanych niewolników z tamtego regionu. I to, że temat wcale nie jest historyczny, jest aktualny do dziś. Ci państwo, którzy byli w Rzymie wiedzą zapewne, że pod łukiem Tytusa nie można się przespacerować, że łuk Tytusa jest ogrodzony, jest zamknięty i nie można tego zrobić ze względu na to, że władze Izraela wniosły protest do rządu włoskiego o to, żeby zabronić przechadzania się, ponieważ jest to bolesny symbol klęski Izraelczyków, bolesny symbol ich zagłady w tamtych czasach, kolejnego Holokaustu, czy może pierwszego na tak olbrzymią skalę. I nie życzą sobie, ażeby ktokolwiek mógł paradować pod spodem, ponieważ symbolizuje to ich klęskę. I co ciekawe, kiedy wokół tego łuku triumfalnego Tytusa pojawiają się Żydzi, mają oni pozwolenie, że mogą sobie podchodzić do łuku i pluć na niego jako objaw pogardy dla Rzymian, którzy dokonali tej barbarzyńskiej zbrodni i zniszczyli całą tą gigantyczną świątynię. Cud świata. Miejsce, które uważa się, że stoi na jednym z tych czakramów świata. Jednym z takich czakramów podobno jest Wzgórze Wawel. Bardzo interesujące miejsce.
Podobno siedem takich miejsc jest na świecie, tak jak siedem ludzkich czakramów o wielkiej ważności dla świata i miał je rzucić bóg Śiwa.W różne miejsca. Jedno spadło na miejsce, gdzie dziś stoi Kraków. Jedno jest Jerozolimą, inne jest Rzymem. Jest jeszcze parę innych miejsc tego typu na świecie. Mają one niezwykłą ważność, dlatego te miejsca są tak istotne w historii i kiedy popatrzymy na nie z tego punktu widzenia, pokazuje to ich ogromną ważność i to, że z uporem maniaka trwa odbudowywanie tych miejsc i trwa walka o to, kto będzie rządził tym miejscem, kto będzie tam najważniejszy, kto będzie decydował o tym, w którą stronę będzie przebiegał rozwój dalszych wypadków. I co ciekawe, Żydzi nadal tych skarbów, które zostały wywiezione z świątyni Salomona, a w zasadzie świątyni Heroda, ponieważ świątynia Salomona jest to pierwsza świątynia. Ta, którą zburzyli Rzymianie, jest to tak zwana druga świątynia. Świątynia zbudowana przez Heroda gigantycznym, olbrzymim wysiłkiem. Prawdopodobnie szansa przetrwania skarbu, jaki tam zgromadzono, jest niewielka, bo chyba go raczej przetopiono. Ale Żydzi uważają, że część tego skarbu przetrwała, że najważniejsze artefakty istnieją nadal i te, które przedstawiono właśnie na łuku triumfalnym Tytusa, są nadal schowane gdzieś w piwnicach watykańskich.
I nawet zwrócili się z oficjalnym żądaniem do rządu włoskiego o zwrot tych artefaktów do świątyni. Dziś te artefakty miałyby kolosalną wartość ze względu nie tylko na sam kruszec, ale na wartość historyczną. Także wszystko to ciągle trwa nadal. Do dziś bardzo trudno jest połapać te wszystkie elementy naraz w jedną całość. Próbowałem je jakiś czas temu zarysować państwu w tej opowieści na temat obu tronów: tronu Dawida i tronu Szatana, czyli tronu Zeusa. Jeżeli w tym przypadku Jerozolima byłaby miejscem, gdzie stoi tron Dawida, to jak myślicie państwo, gdzie te skarby, które przenoszono pod łukiem Tytusa, wniesiono ze sobą, kiedy pokazano je w Rzymie? Wniesiono je do świątyni Jowisza, czyli do świątyni Zeusa, gdzie stały później przez jakiś czas i gdzie można je było oglądać. Czyli wniesiono je na ołtarz tego, co Żydzi nazywają tronem Szatana. Sytuacja jest taka, że historia, która miała miejsce ponad 2000 lat temu, jest żywa cały czas, do dziś. Trwa ona cały czas nadal i jest jak najbardziej aktualna i rozgrywa się nad naszymi głowami.
Często nie rozumiemy, dlaczego ciągle gdzieś trwają konflikty. Nie wiadomo o co. Parę kamieni, o nic. Czasami wydaje się, że jest to o ropę, która jest dobrem absolutnie tymczasowym, bo jest atrakcyjna dziś, tu i teraz. Dziś nawet mniej atrakcyjna niż była na przykład 20 lat temu. Dlatego, że ropa znaleziona na przykład w Syrii niekoniecznie musi mieć tak olbrzymią wartość ze względu na to, że ropy można znaleźć ogromne ilości w samych Stanach Zjednoczonych. Ropę kopie się i pompuje z Alaski, pompuję się z Zatoki Meksykańskiej. Jest jej w bród. Dzisiejsza technologia pozwala, żeby wkopać się naprawdę w głąb tego ziemskiego płaszcza i dotrzeć do pokładów kiedyś niedostępnych. Dlatego mamy pełno ropy.
Nie ma problemu z ropą. To, że jest ona w Syrii, nie ma żadnego znaczenia. Można to przysypać i będzie ją taniej wydobyć w Stanach niż wozić tankowcami, nalewaną wiaderkami na ogromne dystanse. Ale wydaje mi się, że te wszystkie wojny, te wszystkie historie, jakie rozgrywają się na Bliskim Wschodzie, jak ta obecnie dotycząca Syrii, jak te pogróżki wobec Iranu, znów w jakiś sposób zataczają krąg i być może również mają swoje źródła gdzieś w odległej starożytności. Bo są to miejsca, które jeszcze mogą kryć w sobie te wszystkie elementy historii, której nie znamy. Mogą kryć dokumenty, tabliczki, artefakty, które nie są kontrolowane przez tak zwany obecny naukowy establishment, przez uniwersytety i przez władców tego świata. Dlatego, że tak rząd Asada, jak i rząd w Iranie są w jakiś sposób niezależne. Nikt nie jest w stanie narzucić im ich własnej woli. Próbuje się obalić rząd Asada. Próbuje się w jakiś sposób nadgryzać cały czas Iran, ale te kraje są kompletnie niezależne od reszty świata.
Funkcjonują na obrzeżach reszty tego globalnego świata. Bank Światowy, krótko mówiąc, nie ma dostępu do tych krajów. I dlatego czasami myślę sobie, że być może tak naprawdę prawdziwym źródłem tego konfliktu jest to, co one mogą jeszcze kryć gdzieś w swoich różnych archiwach, podziemiach, w różnych miejscach, zbiorach. Co tam można jeszcze znaleźć, co chcieliby przejąć, odkryć możni tego świata po to, żeby móc nadal kontrolować historię, której żyjemy. Po to, żeby nie było skandalu, do jakiego doszło w przypadku Delitza, który w obecności cesarza i najwyższych hierarchów tego kraju, Cesarstwa Niemieckiego, wówczas pruskiego, opowiedział swoją wersję wydarzeń i doprowadziło to do wielkiej burzy, do wymiany dokumentów pomiędzy pastorami. Wówczas Kaiser musiał użyć swojej władzy jako najwyższego zwierzchnika Kościoła luterańskiego. Próbował to uciszać. W końcu uciszyły to wszystko kolejne wojny, problemy, kryzysy i rozeszło się to wszystko po kościach. Ale wskazało to, jak wielkie niebezpieczeństwo stanowi to dla współczesnego establishmentu władzy i dlaczego takie rzeczy chce się i powinno się kontrolować. I to jest właśnie ten problem współczesnego świata.
Także tak samo ta historia Jerozolimy trwa nadal.A walki były tam straszliwe, dlatego, że Jerozolima pełniła rolę banku. Kiedyś, w dawnych czasach, przed naszą erą, nie było banków jako takich, że można było sobie wpłacić pieniądze, wypłacić gdzie indziej. Te funkcje pełniły świątynie. To one zbierały złoto. Świątynie zwykle były niezwykle solidne, ufortyfikowane budynki. Miały szereg najrozmaitszych podziemi. Były po prostu bezpieczne. Dlatego wszyscy bogacze, zdając sobie sprawę, że ich fortuna może bardzo łatwo i szybko się skończyć, deponowali te swoje dobra, bogactwa właśnie w świątyni. Kiedy czytamy historie z Nowego Testamentu o tym, że taki spokojny, zawsze pogodny, uśmiechnięty i łagodny Jezus nagle wkurza się i przegania tych wszystkich wymieniaczy pieniędzy, koników finansowych, bankierów ze świątyni, dziwimy się: jak to jest, że oni chodzili do świątyni i wymieniali pieniądze? A było to absolutnie naturalne miejsce tego typu działalności.
Świątynie jednocześnie kontrolowały finanse ówczesnego świata i stąd się to wzięło. Stąd właśnie te bogactwa Jerozolimy i stąd także ta zaciekłość żołnierzy rzymskich, którzy wiedzieli, że czeka ich solidny łup. Dochodziło tam do strasznych historii. Na przykład wielu tych obrońców świątyni, kiedy zobaczyli już, że walka nie potrwa długo, dezerterowało z murów świątyni. I żeby w jakiś sposób chociaż część swoich dóbr przenieść za sobą, połykali to złoto i chcieli je przenieść we własnych żołądkach. Ale Rzymianie szybko się o tym dowiedzieli i po prostu wyłapywali tych dezerterów. Bez żadnych problemów rozcinali im brzuchy, wydobywając te wszystkie monety, pierścionki, łańcuszki i inne historie z ich brzuchów. Także absolutna masakra, jeśli o tym pomyśleć. Jednej nocy udało się Rzymianom złapać 2000 takich dezerterów. Także można sobie wyobrazić, co tam się działo.
To wszystko spływało krwią w strasznie okrutny sposób. I wreszcie Jerozolima padła. Ale zanim padła, Tytus prowadził szereg negocjacji z najwyższymi kapłanami świątyni. Między innymi jednym z tych kapłanów był człowiek o imieniu Jezus. Był to skarbnik świątyni i on między innymi prowadził układy z Rzymianami. Dzięki temu Rzymianie, ludzie Tytusa mogli przejąć te najcenniejsze skarby, a cała reszta wpadła w ręce żołnierzy. A było co zbierać, dlatego, że cała ta konstrukcja świątyni była konstrukcją kamienną, ale była bardzo interesującą konstrukcją, bo wewnątrz tej konstrukcji kamiennej wszystko było wyłożone cedrem. Także wnętrze było absolutnie drewniane. Podłoga była marmurowa, ale na przykład sufit był wyłożony złotem i wszystko pod podłogą również było wyłożone złotem. Także mamy skrzynię z kamienia, mamy skrzynię ze złota i skrzynię z drewna.
Jeśli szukać jakiegoś porównania, jest to taka powiększona forma Arki Przymierza, czyli urządzenia, którego znaczenia do końca nie znamy. I też wnętrze świątyni jerozolimskiej było ozdobione mnóstwem postaci cherubinów. To też jest interesujące, bo na Arce mamy opis tego, że jest dwóch klęczących aniołów czy cherubinów. Także to bardzo interesująca historia. Kiedy wnętrze świątyni zaczęło się palić, a kiedy wyobrażamy sobie wnętrze świątyni i wyłożenie jej drewnem, była to olbrzymia ilość drewna, bo całe lasy libańskie poszły na budowę świątyni, włożenie tej boazerii, że tak to nazwę, świątyni jerozolimskiej. Proszę sobie wyobrazić ludzi, którzy wyrąbywali te lasy, a wyrąbywał je król Hiram z Tyru. Nie miał aż tylu ludzi i z Izraela wysyłano po 10 000 ludzi miesięcznie do pomocy przy wyrębie. Także był to wyrąb lasu na wielką skalę i wszystko to szło w tą właśnie jedną świątynię jerozolimską. Także kiedy ten wysuszony cedr się zapalił, temperatura była tak wysoka, że ze świątyni zaczęło płynąć strumykami stopione złoto tuż pod stopy rzymskich żołnierzy. Także jest to niezwykła historia, która rozgrywała się w tamtych czasach i warta jest, myślę, bliższemu przyjrzeniu się tego wszystkiego.
Ma to swoje konsekwencje, tak jak powiedziałem wcześniej, także i dziś. Opisał ją Józef Flawiusz. I teraz, jeśli chodzi o Józefa Flawiusza, ja mam mieszane uczucia na temat tego, co on przekazuje. Czy jest to prawda historyczna, czy jest to ten rodzaj, który chce on w jakiś sposób zaimplantować i implantuje nam on ją do dziś. Dlatego, że Józef Flawiusz jest bardzo dziwną postacią. Jest jednym z przywódców tego powstania, jest jednym z najważniejszych ludzi w Izraelu w tamtych czasach. I później, kiedy zostaje pojmany do niewoli, nagle zostaje ustanowiony przez Wespasiana i staje się jednym z Flawiuszy. Staje się bardzo ważną osobą. Kiedyś opowiadałem o jego związkach z ewentualnym napisaniem Nowego Testamentu i stworzeniem chrześcijaństwa w formie, jaką dzisiaj znamy. Ale jest jeszcze jedna bardzo ważna informacja na temat Flawiusza.Rodzina Flawiusza w swojej rozciągłości pochodzi w prostej linii od samego Mojżesza, czyli od człowieka, który cały ten Izrael założył i stworzył judaizm, jaki znamy również do dziś.
Także jest to z pewnością postać istotna i ważna w całym tym zamieszaniu, które obserwujemy, w którym próbuje się znaleźć jakiś sens. Taka to jest historia. Wiadomo, że tego złota do Rzymu trafiło bardzo dużo. Między innymi właśnie w zbudowanie chyba najbardziej charakterystycznego zabytku, który dziś istnieje w Rzymie, czyli Koloseum, jest wynikiem tej wielkiej grabieży Jerozolimy, bo w dzisiejszych warunkach kosztowałoby to około ćwierć miliarda dolarów. Tak obliczono, kiedy próbowano ocenić, ile dziś kosztowałoby zbudowanie takiego budynku jak Koloseum. Wówczas zbudowano to w przeciągu ośmiu, dziewięciu lat. Zaczął to Wespazjan, skończył Tytus. W latach 80., zdaje się pod koniec lat 80., na jednym z rozrzuconych dookoła Koloseum kamieni znaleziono napis, który mówił, że gdzieś w 440 roku jeden z bogaczy rzymskich restaurował Koloseum. Ale kiedy przyjrzano się bliżej temu kamieniowi, okazało się, że są w nim nawiercone otwory. I kiedy zbadano dokładnie te otwory, dzięki ich położeniu można było odtworzyć poprzedni napis, jaki był właśnie na tym kamieniu.
I ten poprzedni napis, jak się okazuje, pochodził z czasów Wespazjana i Tytusa i głosił on, że Koloseum zbudowano za zdobycze wojenne właśnie w czasie tłumienia powstania żydowskiego. I tu sprawa się wyjaśnia. Olbrzymia ilość złota napłynęła wówczas do Rzymu. Było go tak dużo, że cena złota w tamtych czasach spadła o połowę. To świadczy o tej ilości. Natomiast tych-
[57:14] - Chyba tym razem Chris komuś nadepnął na odcisk, bo właśnie urwało nam połączenie. Chrisie, czy się słyszymy?
[57:22] - Tak, ja słyszę z tobą bardzo dobrze.
[57:25] - Ciebie bardzo źle było nie słuchać przez jakieś 10 sekund. Komuś chyba mocno nadepnąłeś jakąś wypowiedzią.
[57:35] - Mam nadzieję, że nie. Po prostu składamy fakty historyczne, które nie są żadną teorią konspiracji. Są to fakty, które są znane, zapisane w najrozmaitszych książkach historycznych. Tylko po prostu ułożenie ich w odpowiedniej kolejności i zinterpretowanie narzuca trochę inne wnioski, o których nam się mówi. Mówi nam się, że to, co się wydarzyło w czasach Cesarstwa Rzymskiego, to było dawno, prawie że nieprawda i nie ma to już żadnego wpływu i konsekwencji na nas, bo dlatego, że ani cesarzy rzymskich nie ma, ani Cesarstwa Rzymskiego, ani wszystkich tych tworów politycznych, jakie istniały w tamtym czasie. A okazuje się, że te konsekwencje ciągle istnieją, że żyjemy w systemie naczyń połączonych i nawet patrząc z perspektywy historycznej, to, co dzieje się dziś, ma swoje konsekwencje w głębokiej starożytności. Czasami tak głębokiej, sięgającej jeszcze dalej niż najstarsze zapisy na glinianych tabliczkach. I tak by wyglądała ta historia.
[58:36] - Tak jeszcze na koniec. Rozmawialiśmy wcześniej o nowych zdjęciach z Curiosity z Marsa. Zmieniając temat już w ostatnich minutach, mamy jeszcze jakieś pięć, sześć minut. Może jakiś komentarz na temat tych zdjęć?
[58:51] - Oczywiście zdjęcia, które są robione przez Curiosity, są w zbiorach NASA i są dostępne w internecie. Jest zawsze przyjemnie pooglądać te inne krajobrazy. Choć niektórzy mówią, że wcale to nie są jakieś inne nieziemskie krajobrazy, tylko są to krajobrazy z Ziemi i że to oczywiście wszystko to jest jedna wielka ściema, że okrągła Ziemia jest ściema, że lądowanie na Księżycu to jest ściema. I dochodzimy do takich czasów, kiedy jeżeli będziemy podążać za tego typu tokiem myślenia, to okaże się, że w ogóle jutro nie ma sensu nawet wstawać, bo jutrzejszy dzień to też pewnie będzie tylko i wyłącznie złudzenie. Oczywiście w tej sytuacji zawsze zadać sobie można pytanie: po co miałaby być ta ściema i czemu miałaby ona służyć? Czyż nie lepiej w takim razie byłoby nas utrzymać w takiej średniowiecznej niewiedzy, czy w czasach tego XVII wieku, kiedy i tak nie mielibyśmy możliwości sprawdzenia, czy jest tak czy inaczej? To, co by nam powiedziano, albo byśmy wierzyli, albo i nie. A doszliśmy do punktu, że specjalnie tworzy się niezwykle drogi i kosztowny teatr złudy, że pokazuje się na niby, że się wylądowało na Księżycu, że pokazuje się na niby, że wylądowało się na Marsie. Jakoś nie bardzo jestem w stanie znaleźć sensu i celu tego typu teatru dla nas, czy tego typu ściemy dla nas tworzyć. Natomiast wracając do tych zdjęć, jedno ze zdjęć tam przedstawionych, ponieważ Curiosity ma kilka kamer, ma jedną kamerę, która jest stworzona do tego, żeby tak naprawdę obserwować drogę.
Robi zdjęcia spod kół tego pojazdu. Wówczas ci wszyscy, którzy kierują z Ziemi tym pojazdem, mogą budować strategię, czy ominąć dany kamień z prawej czy lewej, czy może spróbować go nadgryźć, przeciąć, przepalić laserem, jakie zrobić dalsze działania. Ta kamera, fotografując właśnie ten teren tuż przed kołami Curiosity, fotografuje także część nieba przed tym pojazdem. I na jednym zdjęciu jest dziwny obiektJest dziwny obiekt, który przypomina ptaka. Te zdjęcia są robione mniej więcej co 20 minut. Na jednym jest, na innym nie ma, na poprzednim też nie ma. Chociaż jeżeli przyjrzeć się dwóm czy trzem poprzednim zdjęciom, jest coś takiego dziwnego na niebie, nie można z całą pewnością powiedzieć, czy nie jest to nie tyle element Curiosity, co być może jakieś zanieczyszczenie na kąciku obiektywu, ale później również to znika. Natomiast jedno z tych zdjęć pokazuje coś absolutnie dziwnego, coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak ptak, jak przelatujący pterodaktyl. Oczywiście wzbudziło to masę sensacji. NASA nie wycofała tego zdjęcia, ale przy okazji udowodniła tym zdjęciem, że nie robi retuszu tych zdjęć, bo zamiast wzbudzać takie kontrowersje, przecież chyba ten pierwszy lepszy technik z NASA, który przeglądał te zdjęcia, musiał na to zwrócić uwagę, bo nie da się tego nie zauważyć i byłby to w stanie z łatwością wykasować.
A jak nie, to wysłałby do Marka i Marek by mu to wykasował i elegancko wygładził mu to marsjańskie niebo na horyzoncie. I stąd ta dyskusja. Co przedstawia to zdjęcie? Czy jest to życie na Marsie? Czy jest to jakiś pojazd na Marsie, czy też jest to tylko i wyłącznie zwykły paproch? Nie mamy szansy stwierdzenia tak naprawdę czy dojścia do tego, co to może być, co to było. Ale jeżeli jest na zdjęciu, to w takim razie czymś to musiało być. Także moja teoria na temat co to mogło być. I tutaj będzie to teoria oczywiście bardzo ryzykowna. Dlatego mówię, że jest to teoria.
Myślę, że nie jest to obiekt nie z tej ziemi, czy nie jest to coś, co reprezentuje jakieś życie na planecie Mars, czy nie jest to też obiekt, który jest uznawany za pozaziemski, czyli należący do jakiejś innej pozaziemskiej cywilizacji. Mam wrażenie, że to, co przez przypadek sfotografowało Curiosity, jest czymś w rodzaju drona. Jeżeli popatrzymy sobie na technologię rozwoju dronów, jaka rozgrywa się wokół nas, to widzimy niesamowity postęp w robieniu dronów. Dziś drona można nosić w kieszeni, można go wrzucać do wody, można go wrzucać nawet pod wodę, będzie filmował pod wodą. Także te technologie dotyczące dronów poszły bardzo daleko i można sobie zadać takie bardzo proste pytanie: dlaczego by takim dronem nie badać Marsa, zamiast męczyć się tym Curiosity i próbować tworzyć bardzo dokładną mapę tego miejsca dookoła, gdzie podróżuje Curiosity, to przecież można by wysłać drona i sfotografować z drona wszystko bardzo dokładnie i widzieć to jeszcze z lotu ptaka, gdzie rzeczy widać znacznie lepiej. I teraz skąd taki dron mógłby się znaleźć? Oczywiście jakiś czas minął, od kiedy Curiosity wysłano na Marsa. Oczywiście można też założyć, że wysłano jakiś rodzaj specjalnej przesyłki, o której nas po prostu nie poinformowano, a wiemy, że Amerykanie interesują się Marsem i to bardzo silnie. Leci tam kolejna wyprawa, która będzie badała podziemia Marsa, o której mówiłem już w „Polaraksie”. Ale mamy tutaj też kwestię tego tajemniczego samolotu X-37B, który znika na dziewięć miesięcy i akurat tyle trzeba, żeby polecieć właśnie na Marsa.
I być może ten samolot jest takim właśnie kurierem na Marsa i z powrotem. Być może stworzono, i to jest tylko i wyłącznie teoria i czysta spekulacja, być może stworzono pojazd, który jest w stanie poruszać się w marsjańskiej atmosferze w miarę sprawnie z tego względu, że mamy tam kilka próbników. Stany Zjednoczone mają i doskonale wiedzą, jak jest skonstruowana atmosfera Marsa i jaka jest jej dynamika i w związku z tym, w jaki sposób będzie można stworzyć najlepszego drona, żeby mógł tam fotografować to i penetrować ten teren. I dlatego taki samolot kosmiczny byłby idealnym kurierem, który doniósłby kilka dronów. I kto wie, może w momencie, kiedy by się już zużyły, bo prawdopodobnie takie rzeczy się zużywają, jest w stanie dokonać downloadu z marsjańskiej orbity tych właśnie zdjęć. Być może nawet i Curiosity jest uwikłane w tą właśnie sytuację, że jest tym rodzajem przekaźnika, jest tym modemem, który pozwala na dokonanie tego typu transmisji informacji, zdjęć, fotografii, ale tych fotografii już nam się nie pokazuje. Także jeżeli ta rzecz, która pokazała się na chwilę na tym właśnie zdjęciu, jest czymś rzeczywiście obcym, nie jest paprochem, to jeśli już miałaby czymś być, to według mnie właśnie jest takim dronem. Amerykanie są silnie zainteresowani Marsem, silnie zainteresowani eksploracją dookoła asteroid, najbliższej przestrzeni dookoła Ziemi, wydobywaniem najrozmaitszych metali, między innymi metali ziem rzadkich, bez których nasza cywilizacja utknie w jednym miejscu. Są one konieczne do oddychania naszej technologii. Te wszystkie neodymy i inne materiały są nie tylko niezwykle rzadkie, ale są w bardzo niewielkich ilościach na Ziemi.
I dziś wiele tych także sytuacji politycznych może być właśnie wywołane przez to, żeby do nich dotrzeć. Na przykład sytuacja w Korei Północnej. Nagle wszystko tam ucichło, nagle wszyscy się dogadują, poklepują po plecach, a tajemnicą poliszynela jest to, że w Korei Północnej znajdują się zasoby tych właśnie metali ziem rzadkich, które mniej więcej wielkością dorównują wszystkiemu, co jest rozłożone w całej reszcie świata. Także ma to olbrzymie znaczenie i być może Kim uwierzył, że może stać się bogatym człowiekiem bez straszenia i szantażowania świata swoimi rakietami. Po prostu może wynająć działki na kopanie tych metali po to, aby nasza cywilizacja mogła dalej się rozwijać. Ale oczywiście Ziemia i jej bogactwa są jużTakim zaułkiem, można powiedzieć martwym punktem. Nie można tu już znaleźć za dużo tego wszystkiego, co tak naprawdę się poszukuje i ma się z tym związane plany na ogromną skalę. Dlatego szukać trzeba tego po kosmosie. I stąd właśnie ta eksploracja najbliższej naszej przestrzeni kosmicznej. A Mars jest nietknięty, jeśli chodzi o swoje zasoby i stąd to olbrzymie zainteresowanie i wszystkie inne konsekwencje, o których mam nadzieję porozmawiamy następnym razem.
A jest o czym porozmawiać, bo nowe historie związane na przykład z naszym kodem DNA, z manipulacją naszym DNA, z nowymi odkryciami w naszym DNA i z próbą dostosowania inżynierii, stworzenia inżynierii naszego DNA w jakimś celu. W jakim celu? Może właśnie w takim, ażeby móc stworzyć grupę ludzką, która będzie w stanie funkcjonować właśnie na innej planecie, która dla zwykłego ziemniaka z Ziemi będzie zabójcza, ale dla kogoś, komu się doszlifuje odpowiednio DNA, będzie miejscem, w którym będzie w stanie przetrwać. I to jest bardzo interesujące. I to jest niepokojące, ale i fascynujące jednocześnie. To samo rozgrywa się dziś, co być może wydarzyło się wtedy, kiedy ci legendarni Annunaki przybyli na Ziemię i pomajstrowali przy kodzie Jezusa i kogoś tam jeszcze i przy swoim własnym i stworzyli rodzaj ludzki, którego my dumnie dzisiaj reprezentujemy. Chyba tym samym dotarliśmy Marku do samego kresu dzisiejszego spotkania. Dziękuję państwu serdecznie za uwagę, panu Michałowi za telefon na Autostradzie Słońca. Jak widzę połączenie tam wręcz kosmiczne, skoro trwało przez ten cały czas. Pozdrawiam serdecznie pana Michała, panią Jolantę.
Oczywiście pozdrawiam wszystkich państwa. Bardzo dziękuję za to, że mogliśmy spędzić dzisiejszy wieczór wspólnie. Zapraszam do przyszłych programów, także wreszcie w Polaraksie. Troszkę się zakręciłem w różne tematy. To jest mój taki osobisty problem, że kiedy wchodzę w kolejne kręgi piekieł, jak ja to nazywam, czasami wchodzę w nie tak głęboko, że nie mogę znaleźć z nich wyjścia. Dochodzą kolejne rzeczy i kolejne elementy i myślę sobie: „Poczekam jeszcze jeden dzień”. I pojawia się następna historia i w którymś momencie po prostu jest to gra do jednej bramki. Także coś trzeba będzie z tym wszystkim zrobić, jakoś się z tego kryzysu i z tego impasu wydostać. I zacząć od nowa i może w bardziej efektywnej formie. Także jeszcze raz dziękuję państwu serdecznie, życząc pięknego niedzielnego wieczoru.
Zapraszam do debaty ufologicznej, która będzie następną audycją. Dziękuję bardzo.
[01:09:56] - A mówił te słowa do państwa nasz poszukiwacz prawdy Chris Macieja, autor audycji Paralaxa i wideobloga Polaraksa oraz serwisu nowaatlantyda.com. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl