[00:01] - Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie kolejnego po długiej przerwie odcinka Paralaksy na żywo. Dzisiaj będzie to, na co wielu z was bardzo wyczekuje. Chris Miekina na żywo w Radiu Paranormalium. Chris już jest z nami po drugiej stronie połączenia internetowego. Witaj, Chrisie.
[00:37] - Witam bardzo serdecznie. W magazynie audio Paralax.
[00:45] - W magazynie audio Paralaxa obsługiwanym od strony technicznej przez Marka Sęka "Ivelliosa". Dzisiaj linia telefoniczna będzie czynna przez cały czas trwania audycji, więc można dzwonić, dyskutować z Chrisem, zadawać pytania, komentować. Można także pisać, ale zacznijmy od numerów telefonów: 32 746 00 08. Komórkowy 53 624 193. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy, na grupie Radia Paranormalium. Można także wysyłać nam pytania, komentarze i propozycje tematów, które chcielibyście państwo, aby Chris poruszył na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Halo, Chrisie, oddaję ci głos.
[02:11] - Dziękuję bardzo, Marku. Witam jeszcze raz wszystkich bardzo serdecznie. Rzeczywiście po długiej przerwie. Drogi nie wszystkie biegną do Rzymu, jak się okazuje, bo omijałem troszkę audycje audio Paralaxa w Radiu Paranormalium. Była zawsze ku temu masa rozmaitych powodów. Zresztą państwo w większości znają te powody. Wszyscy ci oczywiście, którzy słuchają magazynu audiowizualnego Polaraxa. I czasami jest to takie trochę jakby rozdwojenie jaźni, która audycja jest która i o co w niej w zasadzie chodzi. Dlatego dziś jest fantastyczna okazja, żeby dokonać wreszcie takiego konkretnego i jasnego rozróżnienia obu tych historii, które rozgrywają się równolegle. Audycja Polaraxa, w niej występuję jako taka gadająca głowa, ponieważ nie mam możliwości kontaktu z państwem, co ma oczywiście i dobre i złe strony, ponieważ produkuję się, wyłuszczam jakieś historie, które przychodzą mi do głowy, wyjaśniam je, staram się przedstawiać je w różnym świetle, pod różnym kątem.
Oczywiście kończy się ona w tym czasie, w którym uznaję, że skończyć to za stosowne. Natomiast Paralaxa, widzicie państwo, ja się sam mylę już, która jest która. Paralaxa, czyli audycja, w której jesteśmy dzisiaj, byłaby tym unikalnym miejscem i momentem, że mielibyśmy szansę pogadać o różnych historiach na żywo, podyskutować o różnych rzeczach na żywo. Ja wiem, że państwo zostawiacie całą masę różnych pytań, różnych historii, propozycji pod YouTubem Polaraxy, ale czasami nie ma jak odpowiedzieć, dlatego, że odpowiedź musiałaby być długa, zawiła, kręta i nie ma możliwości wymiany zdań. Dlatego zachęcam państwa do użycia jakiegoś telefonu i ewentualnie do zadzwonienia i nadania jej rytmu, nadania jej tematyki. Wiem, że część z państwa interesuje moja opinia w różnych tematach. Nie wiem na ile jest ona ważna, czy ma coś ciekawego do przekazania, czy też nie. Ale skoro ta przygoda nasza trwa już kilka dobrych parę lat na tej antenie i w innych mediach, bo nie tylko w YouTubie, ale też w ostatnio mocno zapuszczonej Nowej Atlantydzie. Trzeba będzie zacząć ją powoli odbudowywać, bo troszeczkę zarosła perzem. Ta audycja dziś byłaby świetnym momentem właśnie, żeby wymienić zdania, ewentualnie poruszyć coś, co jest historią, która ma małe szanse, żeby zmieścić się w którejś z tych audycji, które próbuję państwu przekazać.
Także serdecznie jeszcze raz zapraszam do telefonów, do rozmowy, do zadawania pytań, do dyskusji, do państwa opinii. Bardzo mnie one zawsze interesują. W przypadku takiej żywej rozmowy jest to jeszcze jeden wielki plus takiej dyskusji jest to, że oprócz emocji, które wyrażamy po obu stronach, jest jeszcze coś, że trzeba ten swój własny problem opisać własnymi słowami. Ponieważ zauważyłem, że część z państwa ma taki zwyczaj, że po prostu zostawia mi link. Nie wiem, co to ma oznaczać. Oczywiście pędzę w stronę tego linku, żeby zobaczyć, co to jest. Czasami na przykład jest to dwuipółgodzinny film na jakiś temat, więc domyślam się, że ktoś, kto usiłuje poznać moją opinię na ten temat, po prostu wymaga ode mnie, żebym siedział te dwie i pół godziny, domyślił się pytania i wyraził swoją opinię. Także myślę, że to troszkę też nie jest i fair, że często, a może raczej za każdym razem warto jest wyrażać swoją opinię własnymi słowami w jakimś określonym celu, sformułowaną jasno w stronę punktu, do którego się zmierza. Wówczas właśnie ta dyskusja staje się lepsza, bardziej płynna.Także bardzo się cieszę na to dzisiejsze spotkanie. Nie wiadomo, jak ono wyjdzie.
Jest to jak zawsze eksperyment. Jak wiedzą państwo, ja sam tych eksperymentów za bardzo się nie boję. Już troszeczkę przeżyłem, także w tym radiu, bo nie wiem, czy pamiętasz, Marku, jeszcze w czasach debatowych były historie, że mieliśmy takie spotkania z państwem, gdzie w pojedynkę rozmawiałem z wami przez ponad cztery godziny. Bywało i tak. Nie wiem, czy dziś bym się na coś takiego zdecydował, ale wtedy to było takie szaleństwo.
[06:42] - Wtedy to był maraton najprawdopodobniej.
[06:45] - To interesujące historie. Zawsze mile się takie rzeczy wspomina i takie sytuacje. W jakiś sposób były one cenne. Biegaliśmy przez czas, przez przestrzeń, we wszystkich najrozmaitszych wymiarach, przez najrozmaitsze tematy i było to wyczerpujące, ale niezwykle też satysfakcjonujące. I ten żywy kontakt w jakiś sposób był utrzymany. Dlatego pomyślałem, że przez to, że Paralax i Radio Paranormalium, dzięki wielkie Marku za nieustanne zaproszenia, jakie mam. Jako kapryśny bardzo prowadzący powinieneś dawno mnie już odstawić do lamusa. Mimo to jednak ciągle dajesz mi tę szansę, żeby pojawić się w tym okienku, za co jestem bardzo wdzięczny. Jeżeli ktoś myśli, że gwiazduję i jestem jakiś rozkapryszony – nie, nie jest to prawda i czasami też staram się państwu o tym opowiedzieć, ale tu też muszę uważać strasznie na słowa, bo zaraz mówią, że Miekina jęczy, coś go tam gdzieś boli, utyskuje i jeszcze lada chwila zacznie opowiadać o swoich chorobach. Tak też jest.
Niestety takie są skutki uboczne opowieści, opowiadania o takich historiach, które staram się państwu przedstawiać. Na tym polega cały pomysł, cała idea tego, co robię. Okazało się, że blogowanie, pisanie, być może dziś, w czasach, jakie mamy, bardzo medialnych czasach, nie jest do końca najlepszą i najszybszą formą, ponieważ wymaga również od państwa tego, ażeby skupić się i otworzyć stroje i ją przeczytać. Czyli musi to być odpowiednie miejsce, odpowiedni czas i odpowiednie warunki. Natomiast przewaga takiego słowa mówionego, jak na przykład dziś albo w audycjach Polaraxa, polega na tym, że możecie państwo robić to, słuchać mnie także mimochodem albo samochodem, najczęściej jadąc z pracy do pracy, na wycieczkę bądź po prostu odpoczywając gdzieś sobie w ogródku i pilnując, żeby się na grillu nic nie spaliło. To są bardzo dobre okoliczności, żeby właśnie posłuchać tego typu audycji i zastanowić się nad różnymi historiami, jakie rozgrywają się na tym świecie. Jak wiecie państwo, przynajmniej staram się mieć swoje własne podejście do tych wszystkich spraw, jakie się rozgrywają. Nie lubię oklepanych tematów i zwykle ich nie robię. Staram się znaleźć inny sposób ich wyjaśnienia. Jeżeli już jest coś, co jest czymś uniwersalnym, o czym wszyscy mówią, takich rzeczy nie da się ominąć.
Są niezwykle istotne, ale za każdym razem zawsze można gdzieś odnaleźć taką inną furtkę, inne spojrzenie. I okazuje się, że czasami każdy taki problem ma wiele warstw. Jest to swoista archeologia, żeby dotrzeć do nich. I to, co ja przynajmniej staram się swoją osobą prezentować, jest to unikanie dialektyki. O tym mówiłem w ostatniej, 35. Polaraxie, że tego właśnie unikam. Unikam stawiania tych przeciwieństw wobec siebie. Unikam sytuacji, kiedy prawda ma się ścierać z fałszem, dlatego że stawiamy wszystko na ostrzu noża, a być może właśnie prawda, jak zawsze, czy prawdziwa odpowiedź na dane pytanie kryje się gdzieś w szczegółach i nie do końca jest jasna.
[10:07] - Właśnie teraz dołączył do nas słuchacz telefoniczny. Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[10:17] - Dzień dobry. Mam cztery pytania, które się przewijały, bo zawsze słuchałem tylko czasem po prostu z różnych magazynów ufologicznych. Już mogę?
[10:35] - Bardzo proszę.
[10:37] - Jedno pytanie. Mianowicie gdzieś wyczytałem, że UFO lata po takiej jakby siatce elektromagnetycznej, że tak powiem, ten ruch taki teoretycznie chaotyczny dla nas. A pomijając jakoś tak z tego artykułu wynikało, że wznosząc się w górę, w stratosferze są takie jakby plastry miodu o takim przekroju. I to dlatego, że tak powiem, on porusza się po tej siatce elektromagnetycznej. To by było jedno pytanie. Drugie to by było, że jest porozumienie między największymi, że tak powiem, państwami: USA, Rosją, państwami Europy w sprawie UFO i mianowicie, że tak powiem, dogadali między sobą i istota międzygwiezdna, ludzie, którzy posiadają technologię UFO, formalnie są piloci, nie wiem, czy to flota międzygwiezdna się nazywa, jakoś tak słyszałem. I oni, że tak powiem, strącają te statki UFO, które są następnie gdzieś na Syberii czy gdzieś na składowisku takie składowane. To by było chyba z tych pytań, co bym miał.I przełączam się na odbiór. Dziękuję bardzo.
[12:13] - Dziękujemy bardzo.
[12:15] - Czyli mamy dwa pytania. Czy UFO porusza się po siatce elektromagnetycznej? O fizyce UFO wiemy naprawdę niewiele i tutaj tonie się w absolutnych spekulacjach. Myślę, że mówienie o siatce elektromagnetycznej, po której porusza się to UFO, jest jedną z takich poważnych spekulacji. Tak naprawdę dziś jedynie możemy zakładać, że mamy w ogóle do czynienia z technologią UFO i w ogóle możemy zakładać, że UFO jako coś, do czego przyzwyczajono nas od czasów Roswell, czyli latające spodki, latające trójkąty, najrozmaitsze inne pojazdy cylindryczne. Pojawiają się gdzieś światła, pojawiają się punkty światła pomarańczowe, czerwone, znikają, gdzieś są różne inne dziwne portale. Myślę, że problemem jest, w jaki sposób odróżnić mitologię od tego, co ewentualnie mogło rzeczywiście się wydarzyć i jest czymś niezwykle realnym. Rzeczywiście, patrząc na najrozmaitsze dokumenty, UFO pojawia się jako coś niezwykle specyficznego. Zobaczcie państwo, ono tak naprawdę istnieje w tej formie, jaką znamy dziś, jako coś, czym ewentualnie zajmuje się ufologia, jest czymś niezwykle nowym. Tak naprawdę wszystko zaczyna się od 1947 roku.
Jeśli poczytamy książki, tu państwo zaraz pomyślą: „Tak, to nazwisko musiało paść”, Jacques'a Vallee, podobnych przypadków, które wydarzyły się po 1947 roku, niemalże próżno jest szukać w odległej przeszłości. Tu i ówdzie rzeczywiście, gdzieś w Grecji, w Chinach pojawia się coś, co ewentualnie przypomina latający spodek, ale jest to nasza wręcz czasami rozpaczliwa interpretacja, żeby znaleźć jakieś połączenie, żeby nagle nie okazało się, że ni stąd, ni zowąd UFO staje się zjawiskiem absolutnie nowym. Kiedyś w przeszłości kompletnie się nami nie interesowało, a teraz nagle, ni stąd, ni zowąd zaczęło się bardzo intensywnie interesować i pojawiać, i to w olbrzymich ilościach, czasami nawet całymi potężnymi flotylami. I teraz ta sieć elektromagnetyczna, o której tu pan wspomniał. Jest to rzecz absolutnie niezwykle interesująca, dlatego że jest pewien jeden element, który odróżnia wszystkie te czasy z przeszłości z tym, co się wydarzyło teraz. 1947 rok jest o tyle ważny, że kiedy mówimy o UFO, za każdym razem będzie to w jakiś sposób związane z tym, że nagle na Ziemi zaczyna się stosować czy eksperymentować z energią nuklearną. I ta energia nuklearna wydaje się być takim elementem, który jest jak magnes. Przyciąga do siebie to UFO. I teraz jedna z teorii mówi, że w momencie, kiedy dokonuje się na przykład rozszczepienia jądra atomowego czy nawet fuzji atomowej, powoduje to powstanie fali stojącej, a więc dzieje się coś dziwnego z polem elektromagnetycznym i ta fala stojąca na chwilę rozszarpuje tą płaszczyznę czasoprzestrzenną. I nagle w ten stworzony na ułamek sekundy portal zaczynają wpadać tego typu statki kosmiczne.
Nie wiadomo, skąd one przybyły, bo z pewnością nie możemy założyć, że taki latający spodek pędził przez całe galaktyki przez setki, a może tysiące lat świetlnych tylko po to, żeby nagle zepsuć się nad Ziemią. Coraz częściej i coraz więcej mamy informacji na rozmaitych kraksach. Pan tutaj wspomniał nawet o jakimś ufologicznym złomowisku pojazdów UFO, gdzie one są zbierane. I teraz to też w jakiś sposób, oczywiście to jest troszeczkę naciągane i spekulowane, co teraz powiem, ale to też w jakiś sposób koresponduje z tymi niezwykle intensywnymi próbami nuklearnymi, jakie dokonywano w latach 40. i 50. Także z podejściem znanym w tej chwili z odtajnionych dokumentów armii amerykańskiej, która w pewnym momencie doszła do wniosku, że należy postawić czoła tym pojazdom i spróbować je zaatakować. Za każdym razem kończyło się to źle. Samoloty spadały albo znikały, zostały wręcz porywane. I właśnie ta siatka elektromagnetyczna będzie z pewnością tutaj czymś niezwykle kluczowym. Czy może istnieć jakaś mapa elektromagnetyczna, która powoduje, że te pojazdy UFO się po niej poruszają?
Absolutnie tak może być. I to doświadczenie z falą stojącą i z tym, że tworzy się jakiś rodzaj portalu, przez który właśnie wręcz wlatują tego typu pojazdy, na to wskazuje. Co jakiś czas ktoś pokazuje zdjęcia na przykład wulkanu, gdzie dokonuje się jakaś bardzo gwałtowna erupcja i wówczas ilość energii, jaka wydobywa się z tego wulkanu, również w jakiś sposób przypomina tą gwałtowną eksplozję pocisku nuklearnego czy ładunku nuklearnego. I to również w sposób naturalny może tworzyć tego typu portal, że rzeczywiście jest szansa, że taki pojazd UFO jest w stanie dostać się w nasze trzy wymiary. Dlatego, że ja zakładam, zresztą nie tylko ja, po prostu zgadzam się z tym, że tym, co ewentualnie może rządzić UFO, jest inny rodzaj fizyki, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Że jest to coś, co daleko wykracza poza teorię względności i że jest raczej zbliżone do mechaniki kwantowej i do bardzo egzotycznych technologii z dziedziny fizyki torsyjnej, tej skalarowej.Nad którą prowadzi się ostatnio bardzo dużo badań i gdzie okazuje się, że tego typu logiczne myślenie w fizyce, które mamy od czasów Newtona aż do czasów Einsteina, w żaden sposób nie jest w stanie zrealizować się w sensie na przykład podróży kosmicznych. Bo jeżeli na przykład wymyślimy sobie lot na Proxima Centauri, to musimy ponad cztery lata lecieć, bo według Einsteina nie jesteśmy w stanie pokonać prędkości światła. Gdzie tymczasem mechanika kwantowa zakłada, że istnieje taka możliwość, że możemy nie tylko być szybsi niż światło, że coś może być szybsze niż światło, ale można nawet i samo światło spowolnić do stanu, w którym zamarznie, zatrzyma się w miejscu i dokonano tego typu doświadczeń. Dlatego te doświadczenia z fizyki bardzo dużo nas uczą, bardzo dużo sugerują i ewentualnie one poddają różne możliwości, w jaki sposób rozumieć coś, co my dziś nazywamy UFO i ewentualnie także i to, co może się kryć za tym, że to, co obserwujemy i nazywamy UFO, zresztą nie używamy wcale złego słowa, bo nie wiemy, co to jest, bo oznacza to przecież niezidentyfikowany obiekt latający, może być przejawem jakiejś technologii, która jest realizowana przez człowieka na Ziemi. Jak wiemy, jest to możliwe, dlatego że co jakiś czas okazuje się, że prowadzone są najrozmaitsze czarne projekty, czasami na olbrzymią skalę.
Znikają gdzieś olbrzymie, kosmiczne wręcz pieniądze i coś jest tworzone i być może kompletnie nie wiemy, co jest tworzone w laboratoriach i co jakiś czas pokazuje się nam i my uważamy, że pochodzi to kompletnie z innej planety. Myślę, że w taki sposób ewentualnie można wytłumaczyć ten sposób pojawiania się i powód pojawiania się UFO. Na dodatek tu jeszcze jedna ciekawostka. Pierwsze takie pojazdy UFO zaobserwowano nad Szwecją i tak naprawdę wywołało to nieco konsternację, ponieważ obserwowano je już w latach wczesnych 40., że pojawiały się tam dziwne rakiety. Nikt nie wiedział za bardzo, z czym to kojarzyć. I dopiero później mamy te właśnie klasyczne przypadki znad Montrenie i oczywiście z Roswell i potem kolejne. I o ile właśnie te wszystkie amerykańskie historie znów można skojarzyć właśnie z tą technologią atomową, to jak skojarzyć to, co się wydarzyło w Szwecji? Tymczasem okazuje się, że właśnie tam Niemcy również w czasie II wojny światowej prowadzili swoje badania nuklearne. Między innymi istnieje teoria, nie do końca sprawdzona, nad którą pracuję, że pierwszej udanej próby nuklearnej dokonano właśnie gdzieś u wybrzeży Szwecji, na Bałtyku. Znów wyjaśniałoby to, dlaczego te pojazdy, te dziwne rakiety widma, jak je czasami się nazywa, pojawiają się najpierw nad Szwecją, później ten fenomen znika i wszystko to przenosi się nad Stany Zjednoczone, a potem nad Związek Radziecki.
I znów oba te kraje eksperymentują bardzo mocno z energią nuklearną. I to znów pokazuje tą pewną płaszczyznę, wspólny mianownik tego właśnie pojawiania się UFO. Tak że coś prawdopodobnie w tym jest, coś jest na rzeczy. I dlatego właśnie myślę, że jeżeli mówimy o siatce elektromagnetycznej, po której porusza się UFO, to właśnie jej załamanie poprzez eksplozję nuklearną może wskazywać, że coś w tym jest. Natomiast jak to wygląda naprawdę? Musimy mieć pojazd UFO, który obejrzy cały świat. Niekoniecznie on wyląduje, ale może na przykład zostanie gdzieś pokazany przez kogoś, pokazany wreszcie i będzie można stwierdzić, że coś istnieje, co nie pochodzi z naszej planety. Tak że tak wyglądałoby to pierwsze pana pytanie. Drugie pana pytanie dotyczyło floty międzygwiezdnej i UFO i tego porozumienia. Myślę, że to porozumienie jest jak najbardziej zasadne z tego względu, że z jednej strony to, co łączy, dzieli te kraje, bo z jednej strony dzieli ich dużo, dzielą ich najrozmaitsze interesy, cele, do których zmierzają, ale łączy ich wspólne ewentualne zagrożenie czy problem z przeciwstawieniem się temu fenomenowi, jakim jest UFO.
I tutaj myślę, że najlepszym przykładem jest to, że to UFO pojawia się nad instalacjami nuklearnymi. Znów instalacje nuklearne. Pojawia się nad wyrzutniami pocisków. I z tego, co wiemy, te pojazdy, które pojawiają się nad takimi instalacjami, nad bazami, które są ściśle tajne, mało kto wie, że one istnieją, gdzie one są super mocno strzeżone i kontrolowane. Kiedy pojawia się taki pojazd, nagle okazuje się, że jest on w stanie wyłączyć te wszystkie instalacje albo włączyć je. Istnieje taka historia ze Związku Radzieckiego, kiedy Rosjanie wpadają wręcz w panikę, bo zaczyna się wręcz odliczanie. Odliczanie, które ma odpalić pociski balistyczne, czego ewentualną konsekwencją byłoby wywołanie absolutnie niszczącej, straszliwej wojny, bo wywołałoby to odpowiedź drugiej strony. Mamy tutaj też do czynienia z takimi właśnie historiami jak ta, która wydarzyła się, chyba najbardziej znana w tych właśnie związkach pomiędzy wojskiem a UFO. Ta, która wydarzyła się w Anglii, w Rendlesham Forest, gdzie znów mamy do czynienia z sytuacją, kiedy pojawia się obiekt pozaziemski i też w jakiś sposób ingeruje w złożone tam pociski czy wojskową instalację, która jest tak supertajna, że nawet Anglicy nie wiedzą o tym, że na terenie Wielkiej Brytanii znajdują się pociski nuklearne.I dlatego przez długi czas ta historia była bardzo mocno ukrywana, zamiatana pod dywan. Dziś już wiadomo, że te instalacje nuklearne tam były i dziś także wiadomo, że to, co się tam wydarzyło, nie jest nawet legendą z tego względu, że niektórzy ludzie byli bezpośrednimi świadkami.
Niektórzy z tych żołnierzy, którzy byli bezpośrednimi świadkami tego wydarzenia i ponieśli uszczerbki na zdrowiu, wywalczyli sobie odszkodowania z tego właśnie powodu. A powodem jest bliski kontakt z nieznanym zjawiskiem. Także siłą rzeczy nawet najwięksi wrogowie być może muszą ze sobą w jakiś sposób współpracować po to, żeby znaleźć jakąś wspólną koncepcję wobec tej trzeciej siły, która okazuje się, że przewyższa wszystko dookoła swoją technologią, swoim sposobem działania, czy nawet logiką tego, w jaki sposób się pojawia i po co się pojawia. Bardzo ci telefon.
[25:24] - Coś tu nam się zaczęło troszeczkę połączenie rwać, ale mam nadzieję, że to jest tylko chwilowe. Z komentarzy, które się pojawiły chyba pod ostatnią „Paralaksą”, która-
[25:36] - Ja ciebie teraz słyszę bardzo mocno. Marku?
[25:39] - Jesteśmy. Jestem. Halo, czy się słyszymy?
[25:43] - Już się słyszymy, bo już myślałem, że pojechałeś do Sosnowca i zaczynam cię gubić.
[25:47] - Nie, dzisiaj do Sosnowca się na szczęście nie wybieram. Tutaj z takich ciekawszych komentarzy pod poprzednią chyba „Paralaksą”, jeżeli dobrze pamiętam, na YouTubie pokazał się taki jeden od słuchacza podpisującego się jako WG: „Jeśli Rosja nie jest agresywna, jak ponoć stwierdziłeś w tym odcinku, to dlaczego po pierwsze zajęła Krym i region Donbasu, po drugie ingeruje w wybory w USA, referendum w UK, po trzecie aktywnie podsyca konflikt w Syrii, po czwarte prawdopodobnie pozyska bazę w Wietnamie i Syrii, po piąte rozwija ofensywne środki przenoszenia w postaci hipersonicznej rakiety Kinżał, bezzałogowych atomowych okrętów podwodnych i informuje o przygotowaniu do produkcji przeprowadzonym w grudniu 2017 roku teście pocisku manewrującego z napędem nuklearnym. Po szóste prowadzi aktywną politykę dezinformacji, a po siódme, pomimo traktatów utrzymuje, rozwija i dyslokuje na terenie Europy środki napadu o zasięgach większych niż dopuszczają umowy międzynarodowe. Może z perspektywy USA wygląda to inaczej z uwagi na odległość i stan sił zbrojnych, ale z polskiej perspektywy przy PSZ w stanie zapaści, gdy pociski w Królewcu mogą razić Unię Europejską po Hiszpanię, a systemy S-400 obezwładnić całkowicie polską przestrzeń powietrzną, już tak fajnie nie jest. Będę wdzięczny za komentarz”. A więc, Krysiu, czekamy na twój komentarz.
[27:23] - Wchodzimy w geopolitykę, a geopolityka jest to poważne pole minowe, bo każdy ma swoją opinię na ten temat. Ale może zacznę w ten sposób, że państwo, którzy przeglądacie różne historie na Facebooku, masa tych kolorowych historii czasami przelatuje i co jakiś czas pojawiają się niekiedy zupełnie interesujące obrazki. Jednym z takich obrazków, który świetnie to ilustruje, było pokazanie ilości amerykańskich baz w świecie i ilości rosyjskich baz w świecie. Wyglądało to dosłownie tak, jakby Rosja była kompletnie przez te bazy otoczona. Rosja obecnie ma dwie działające bazy poza państwem rosyjskim. Obie są w Syrii i to wszystko. Jak na państwo agresywne, to wydaje mi się, że to jest niewiele. Rosja, pan WG mówi tutaj, zajęła Donbas. Jest to następna historia. Gdyby Rosja była agresywna, po prostu zajęłaby całą Ukrainę.
W ogóle to, że Związek Radziecki i Rosja odpuściła te wszystkie kraje, takie jak Białoruś, Ukraina i kraje nadbałtyckie, to również świadczy o raczej niechęci do agresji. Myślę, że nawet cały konflikt, ta zimna wojna i w ostatnich historiach, które opowiadam w „Polaraksie”, staram się to pokazać, wskazuje na to, że ktoś inny tworzy właśnie tego typu konflikt. Na siłę ustawia dwie strony przeciwko sobie, manewruje nimi po to, by uzyskać swój własny efekt. Jak w starym polskim przysłowiu: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Nie jestem absolutnie prorosyjski. Jest to ostatnia rzecz, jaką bym był. W ogóle w poglądach politycznych jestem bardzo ostrożny, dlatego, że polityka, my się bardzo podniecamy polityką, bardzo jesteśmy zaangażowani. Nasi wrogowie, tu nasze flagi, tam obce flagi. Ale my tak naprawdę jesteśmy pionkami na szachownicy, proszę państwa. Jesteśmy czystym, zwykłym mięsem armatnim.
Wykorzystuje nas się do kompletnie niecnych celów tylko po to, ażeby paru ludzi na szczycie osiągnęło swój efekt, zdobyło coś, na czym im bardzo zależy za każdym razem naszym kosztem. My z tego nic nie mamy. Mamy tylko same tragedie z tego powodu. Nic nam to nie daje, ale cały czas pompuje się w nas różną propagandę patriotyczną czy propagandę nienawiści, cokolwiek w tym rodzaju. Usiłuje nas się po prostu w to wszystko zaangażować. Myślę, że największym problemem rządzących byłoby to, że zajęlibyśmy się sobą, własnym ogródkiem, własnym terenem, własnym rejonem, własnym grillem i przestali w ogóle na nich zwracać uwagę. I nagle oni zauważyliby, że są kompletnie niepotrzebni i tak naprawdę nie mają nad nami żadnej władzy. Ale jak nas napompują jakąś tam propagandą, to rzeczywiście wówczas zaczynamy się identyfikować i burzyć. Wracając znów do tej nieszczęsnej geopolityki, spójrzmy, jak to wygląda ze strony Rosji. Nagle na Ukrainie obala się legalnie wybrany rząd.
Obalają go ludzie, którzy wymachują chorągiewkami spod znaku UPA.... lansują się Banderą. Jeden z minister spraw zagranicznych wówczas Rosji, Siergiej Ławrow powiedział nawet, że on nie obawia się i Rosja nie obawia się nazistów w Kijowie, bo ci ludzie są nazistami, ale obawia się nazistów z Waszyngtonu. Tak powiedział na forum międzynarodowym, co również pokazuje, jak naprawdę wygląda ta cała historia. Oczywiście w tym momencie odcięcie Rosji od Krymu to zabranie jej jakiegokolwiek wyjścia morskiego z tego właśnie zaułka, w którym jest Rosja. Rosja jest potężnym krajem, ale ma niewiele portów, a zwłaszcza dostępu do Europy, taki, jaki daje im na przykład Morze Czarne i dostęp do tych ich dwóch baz syryjskich. Na tym właśnie rozgrywa się ta geopolityka. Oczywiście my jesteśmy pośrodku. Jako Polska, jako kraj jesteśmy pośrodku, za bardzo się z nami nikt nie liczy. Te rakiety mają gdzieś latać, ewentualnie nad naszymi głowami.
Ja mam nadzieję tylko, że są to tylko grożenie i pokrzykiwanie sobie nawzajem, że może do najgorszego nie dojdzie. Chociaż pewne rzeczy mnie niepokoją i to niepokoi mnie ze strony Rosji. Jeżeli bym ominął te wszystkie historie właśnie z wpływaniem Rosji na to czy na tamto i uważanie Rosji za główne zło tego świata, to jeżeli chciałbym znaleźć rzecz w Rosji, która najbardziej mnie przeraża, to jest to, co ostatnio Putin zaproponował japońskiemu premierowi Abe. Zdaje mi się, tak się nazywa ten pan premier i zaproponował mu, że Rosja chciałaby pomóc Japonii w oczyszczaniu Fukushimy. Z pozoru wydaje się to być bardzo piękny cel, ale z drugiej strony trochę mnie to zmroziło, bo jeżeli Rosja wychodzi z taką propozycją, to oznacza, że ma technologię, w jaki sposób dokonywać oczyszczania tych odpadów nuklearnych, czyli na przykład skracać czas rozpadu takich pierwiastków nuklearnych, co doprowadziłoby w konsekwencji do tego, że może się okazać, że rzeczywiście Fukushima nagle będzie pięknym miejscem do plażowania. Nie będzie już świecić tak, jak świeci dziś. I wydaje się to być świetne, ale jeżeli Rosja posiada taką technologię, oznacza to także, że być może jest w stanie odważyć się dokonać właśnie takiej wymiany nuklearnej. Właśnie dlatego, że dziś zakładamy, że taka wymiana doprowadziłaby do zniszczenia życia na świecie, że promieniowanie nuklearne byłoby tak duże, że zabiłoby nas wszystkich. Dlatego taka wojna nikomu się nie opłaca. Ale jeżeli ktoś posiada technologię, która jest w stanie oczyścić skażenie nuklearne, wówczas być może ktoś taki może mieć chęć pójść na taką wymianę, wierząc, że po wszystkim oczyści teren i zacznie wszystko od nowa, tak jak gdyby nigdy nic.
I to jest właśnie dla mnie bardzo niepokojące. To jest jedyna rzecz, która mnie najbardziej niepokoi w tej chwili w Rosji. Natomiast nie widzę Rosji jako szczególnego wielkiego agresora i z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, mieszkając w Stanach, patrzę na to wręcz ze zdumieniem, jak na siłę próbuje się wtłoczyć Rosję w to, że na przykład mieszała w amerykańskich wyborach. Gdyby wygrała pani Hillary, nikt by jej złego słowa nie powiedział, tak jak jej nikt złego słowa nie powiedział, że sprzedała Rosjanom strategiczne zapasy uranu, amerykańskiego uranu wrogowi, który z tego uranu był w stanie zrobić sobie dodatkowe głowice nuklearne. Tu nikt jakoś nie miał większego problemu i za tą całą transakcję Bill Clinton wygłosił jakiś swój odczyt w Sankt Petersburgu i dostał masę pieniędzy. Cały worek pieniędzy, kilka milionów. W tej chwili nie przypominam, ale suma była olbrzymia. W kilku milionach się mieściła. To właśnie pokazuje, gdzie tu jest zamieszanie. To także pokazuje, że w tej polityce jest taki śliski grunt.
Jest to trochę jak narkotyk. Przyciąga nas to, żyjemy tym. Kiedy patrzę na te wszystkie dyskusje, jakie się toczą, ludzie wykłócają się ze sobą, wygrażają się sobie nawzajem, rzucają się sobie do gardła i chcą walczyć o czyjeś idee. Nie swoje własne, ale o czyjeś, bo widzą w tym jakiś, nie wiadomo dlaczego, większy sens. Tylko dlatego, żeby właśnie paru facetów z grubymi portfelami i maybachach mogło dalej rządzić tym światem. A oni się cieszą. Dam państwu jeszcze jeden przykład dlaczego też tak uważam. Niedawno w Nowym Jorku odbyły się wybory do zarządów różnych miejskich i w wyborach wzięło udział zaledwie 12% ludzi uprawnionych do głosowania. Wywołało to przerażenie wśród rządzących. Dlaczego w takiej olbrzymiej metropolii tak mało ludzi poszło do wyborów, że coś trzeba zrobić, że przecież wszyscy jesteśmy odpowiedzialni, wszyscy powinniśmy uczestniczyć w wyborach, bo to przecież o nas chodzi.
Wybieramy swoich własnych ludzi dla siebie i to nam jest potrzebne. To jest wymóg demokracji i to jest nasz patriotyczny obowiązek. I tak dalej. Takie piękne frazesy i takie piękne slogany. Ale zainteresowała mnie ta panika, jaka została wywołana. Następnym krokiem było stworzenie szeregu komisji i szkół, które miały obywatelom miasta Nowy Jork przekazać te informacje i zachęcić ich do głosowania. Wydano wiele milionów dolarów, które można było wydać na znacznie ważniejsze rzeczy, ale wydano je właśnie na te komisje, na te organizacje, które mają przekonać mieszkańców Nowego Jorku, żeby następnym razem poszli jednak do tego głosowania. Gdzie jest problem? Problem jest w tym, że jeżeli któregoś dnia na takie głosowanie nikt nie przyjdzie i ci ludzie wybiorą się samiTo oni będą wiedzieli jedno, że tak naprawdę nikt ich nie popiera i lada chwila ci, którzy nie poszli do głosowania i zobaczyli, że nadal nimi rządzą różni dziwnie skorumpowani ludzie, którzy żyją na ich krwi jak wszy, tocząc jak pasożyty jakieś, wypychając swoje własne portfele, załatwiając swoje własne sprawy i robiąc swoje własne przekręty finansowe. Ci ludzie, którzy nie poszli do głosowania, widząc, że miasto działa dalej, czy państwo działa dalej, pomyślą sobie, że przecież ta cała administracja i te wszystkie szczegółowe regulacje nie są tak naprawdę nam do niczego potrzebne.
Życie może być prostsze i może być dużo tańsze i zamiast płacić pół pensji na podatki, możemy płacić bardzo, bardzo niewiele, mikroskopijny procent i odciąć tą administrację, która pompuje z nas krew. I to jest właśnie najbardziej wstrząsające wrażenie, jakie odniosłem z tego, co wydarzyło się w mieście Nowy Jork, gdzie do wyborów poszło zaledwie 12% zarejestrowanych wyborców. Także bardzo interesująca sprawa.
[37:37] - I chyba komuś znowu treść tej audycji, te słowa wypowiadane przez ciebie przed chwilą znów się nie spodobały, bo znowu nam się zaczęło coś psuć pod koniec wypowiedzi połączenie. Nie wiem, czy się teraz słyszymy. Mam nadzieję, że nie ma tutaj między nami na połączeniu żadnych problemów. Żaden bocian nam na linii nie usiadł.
[38:01] - Nie, chyba nie. Jest wszystko w porządku. Słyszę cię znakomicie. Także chyba jest dobrze. Wszystko jest dobrze.
[38:08] - Takie szybkie pytanie ode mnie, bo tutaj dyskutowaliśmy troszeczkę o Paulidesie. Czy wiadomo coś w sprawie badań prowadzonych przez Davida Paulidesa? Czy wiadomo coś więcej? Czy pojawiło się coś nowego?
[38:23] - Paulides pracuje nieustannie. Napisał już siódmy tom o tych zaginięciach w niewyjaśnionych okolicznościach. Także intensywnie eksploruje temat i za każdym razem jest coraz bardziej zdumiony zasięgiem, historią, którą odkrył, jaki ten zasięg ma. Zasięg jest olbrzymi, a w ogóle będę miał okazję w tym roku spotkać go osobiście. Będzie w New Jersey, w Cherry Hill na konferencji MUFON-u i będzie miał swój odczyt. To pokazuje, że nagle tą całą historią zainteresowali się ufolodzy. Widzą w tym jakiś związek. Różne są zainteresowania, bo na przykład tą historią, którą opowiada Paulides, interesują się także bigfootowcy. Oni uważają, że Bigfoot być może w jakiś sposób jest tu zamieszany. Sam Paulides mówi, że lubi konferencje ufologiczne, nawet jeżeli do końca nie jest przekonany, że UFO mają w tym jakiś związek.
Z tego względu, że publiczność, która przyjeżdża na kongresy, na spotkania, na konferencje ufologiczne, jest tak zróżnicowana, że można statystycznie założyć, że kilka procent albo powiedzmy gdzieś licząc w ten sposób na 100 osób dwie, trzy osoby będą miały doktoraty naukowe, co oczywiście daje zupełnie inny przegląd sytuacji i pogląd na te sprawy, gdzie można coś po prostu do tego wszystkiego dodać i próbować w jakiś sposób rozgryźć tą całą historię. A historia wygląda tak, że kiedy mówimy o zaginięciach, 95% tych zaginięć jest do wyjaśnienia, ale pozostaje ciągle te 5%, o których nikt nie ma pojęcia, co się tak naprawdę wydarzyło. Paulides tworzy taką mapę tych zaginięć i znów znalazł bardzo dziwną zależność, dlatego że kilka krajów przoduje w tego typu zaginięciach. I posłuchajcie państwo, jakie to są kraje i wyliczę je w kolejności ilości tych zaginięć. Są to Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Wielka Brytania, Nowa Zelandia, wszystkie kraje anglosaskie. I we wszystkich tych krajach jest najwięcej także przypadków pojawiania się UFO. Także bardzo interesująca i frapująca historia. Frapujący jest ten związek. Nie wiadomo oczywiście, jaki wniosek z tego wyciągnąć, ale znów coś to sugeruje. I znów, jeżeli popatrzymy na UFO pod kątem takim, że za UFO wcale nie kryje się jakaś pozaziemska cywilizacja, ale znacznie bardziej mroczna siła, która eksperymentuje w jakiś sposób na nas, ukrywając się za fenomenem UFO, to znów mamy ten wspólny mianownik.
Wszystko to rozgrywa się w krajach, gdzie najłatwiej się poruszać tym ludziom, którzy ewentualnie mogą tworzyć takie właśnie mroczne, czarne projekty. Kraje właśnie anglojęzyczne, mocno związane ze sobą kulturowo, językiem, finansowo czy nawet geopolitycznym położeniem. Także jest to niezwykle interesujące. To także, co jeszcze odnalazł, to że są interesujące grupy ludzi, które giną. Na przykład można wyodrębnić grupę, która jest złożona tylko z dzieci i są to dzieci najczęściej dwu, trzy, czteroletnie, nie starsze. Na przykład nie giną dziesięciolatki, dwunastolatki. Następną grupą są młodzi ludzie po 20. roku życia, między 20. a 30., 32. rokiem życia.
I teraz zastanawiał się nad tym, czy istnieje znów jakiś wspólny mianownik tego wszystkiego. I pewien genetyk powiedział mu, że na przykład kod genetyczny jest w najlepszym stanie do piątego roku życia. Później zaczyna coraz bardziej się niszczyć. Nie wiadomo, jaki wspólny mianownikMoże mieć to, że giną ludzie po 20. roku życia do 30., młodzi ludzie w pełni sił, pełni energii. Prawdopodobnie również coś jest z tym związane, ale to znów sugeruje kolejny mroczny cel i aż strach go w tej chwili wypowiadać. Takie odnalazł różne interesujące elementy tej całej historii. I jeszcze jeden element, który go również zaskoczył. Dlatego, że większość ludzi, która ginie, duża ich grupa, może nie większość, ale bardzo duża ich grupa ma w swojej historii gdzieś, w jakiś sposób pochodzenie niemieckie. I znów nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia takiej selekcji.
Dlaczego akurat ci ludzie? Jedną z tych nowszych historii, jaką opowiada przepraszam, pyli strasznie, bo wiosna dopiero zaczęła się od zeszłej środy w Niemczech, więc skończyły się depresje i przeziębienia, teraz zaczęły się alergie. Człowiek powoli chyba na złom. Już się będzie niedługo nadawał i można być pewnym, że jeżeli pójdzie się do amerykańskiego lasu, to nic mu nie grozi, bo w żadnej z tych grupiekowych już się nie mieszczę. Tą ostatnią interesującą historię, jaką opowiada Paulides w swoim siódmym tomie. Jest to historia Rudi Modera. Rudi Moder miał 27 lat. Był narciarzem, który przyjechał na narty do Kolorado do swojego przyjaciela i był niemieckim żołnierzem sił specjalnych. Był członkiem elitarnej jednostki wysokogórskiej, więc doskonale czuł się w górach. Jeździł na nartach.
Przyjechał do przyjaciela, do Fort Collins i postanowił pojeździć na nartach po Górach Skalistych. Miał taki pomysł, ponieważ był w świetnej formie fizycznej, że wyruszy na nartach samotnie i po tygodniu wędrówki na nartach przez góry spotka się ze swoim przyjacielem w umówionym miejscu. Minął tydzień, ten przyjaciel pojechał po niego, ale nie spotkali się tam. Natychmiast wyruszyła w góry grupa 32 bardzo doświadczonych rangersów, zaprawionych w górskich poszukiwaniach i znających doskonale cały ten teren. I już pierwszego dnia znaleźli skrytkę. Znaleźli małą skrytkę w jaskini, gdzie był plecak Modera, gdzie było niemalże całe jego jedzenie i na podstawie tego, co ewentualnie on zabrał, wiedzieli, że to, co zabrał ze sobą, mogło mu wystarczyć najwyżej na jeden dzień. I słuch po nim zaginął. Nie znaleziono nic. Była to zima, więc wiadomo, że w zimie poszukiwania są bardzo trudne, ale kiedy przyszło lato, zrobiono poszukiwanie w tym rejonie na bardzo dużą skalę. Kilkuset ludzi poszło w góry i również nic nie znalazło.
I to również było dziwne, bo jeżeli na przykład wpadłby w jakąś szczelinę skalną, coś by mu spadło na głowę, rozszarpałby go jakiś dziki zwierzak czy coś w tym rodzaju i nawet przez to, że człowiek jest istotą biologiczną, coś by go po prostu zjadło, to nie zjadłoby takich rzeczy jak na przykład wiązania narciarskie, które zrobione są z materiałów, które są bardzo odporne na korozję, na zniszczenie. Tego typu rzeczy powinny zostać i powinny zostać odnalezione. Nie znaleziono nic po Rudim Moderze. Następną ciekawą rzecz, jaka towarzyszy tej historii, jest to, że jeszcze w zimie, kiedy poszukiwano go na ziemi, wysłano również samolot na poszukiwania i ten samolot musiał zawrócić, dlatego, że miał kłopoty techniczne. Zawrócił i te poszukiwania za pomocą samolotu przerwano. I to jest następny wspólny element tych różnych zaginięć. Za każdym razem, kiedy ktoś ginie i organizuje się bardzo poważną wyprawę, która ma znaleźć takiego kogoś, przeczesywać las i wzywa się samolot czy helikopter, niemalże natychmiast taki samolot czy helikopter ma kłopoty techniczne. I tak jest za każdym razem. Nikt nie potrafi tego wyjaśnić. Mimo że znajduje się jakieś punkty wspólne odniesienia i zaczepienia, bardzo trudno jest określić, o co w tym wszystkim chodzi.
Jednakże daje to bardzo mocno do myślenia. Także widzicie państwo sami, że sytuacja jest bardzo interesująca, bardzo ciekawa. Wyglądam tego spotkania w Cherry Hill, będzie ono w lipcu, i tego spotkania z Paulidesem. Ciekaw jestem, co powie, w jaki sposób będzie to próbował interpretować. Stara się być jak najbardziej niezależny. On sam mówi w paru wywiadach, słuchałem jego wypowiedzi, mówi o tym, że wielu ludzi chętnie ze względu na popularność, jaką on teraz zdobył i te wszystkie problemy, którymi się zajmuje, wielu ludzi bardzo chętnie by się do tego przykleiło, co jemu udało się odkryć. Dlatego nawet swoje książki wydaje sam i nie pozwala nikomu w żaden sposób wpłynąć na to, co robi. Oczywiście ciągle wykorzystując tą swoją przeszłość policyjną i znając ewentualne zwyczaje w różnych służbach, jest w stanie znaleźć drogę komunikacji z pracownikami parków, którzy najczęściej nabierają wody w usta, a jeżeli porozmawiać z nimi prywatnie, wówczas okazuje się, że coś było na rzeczy. I tak też jest z wieloma raportami policyjnymi, gdzie dla dobra sprawy, dla dobra policjanta, po to, żeby nie stanął w niezbyt dobrej pozycji wobec swoich przełożonych, czasami nagina się fakty po to, żeby dalej przejść do porządku dziennego. Jednak właśnie instynkt Paulidesa wskazuje mu, że być może sprawa ma jakiś szerszy, głębszy zasięg i coś w niej jest jeszcze.
I okazuje się, że zazwyczaj instynkt go nie myli, bo kiedy rozmawia z takim rangersem czy policjantem, byłym policjantem prywatnie, wówczas okazuje się, że były inne elementy, które wpasowują się w te zaginięcia, które bada. Także napisałSiódmy tom tych wszystkich historii. Jest to niezwykłe i nie zamierza na tym zakończyć. Mówi, że następne są już w drodze, w produkcji. Także bardzo interesująca historia i niezwykły fenomen. Czym on się skończy? Nie wiadomo. Czy kiedykolwiek znajdzie wyjaśnienie? Nie jestem tego taki pewien, ale ważne jest to, że ktoś go dostrzegł i dokładnie zapisuje kolejne jego elementy, że coś takiego jest i istnieje. Tak wygląda sprawa z Pauliem Giese.
A ja jeszcze tak przy okazji, bo widzę, że powoli nam się czas kończy, chciałbym opowiedzieć państwu jeszcze jedną historię. Jest to historia, która przez dłuższy czas nie dawała mi spokoju. Jak wiecie państwo, interesuję się bardzo mocno tym, co się dzieje na Antarktydzie. Państwo również się interesujecie. Jest to zrozumiałe. Dzieją się tam różne dziwne rzeczy i nikt tak naprawdę nie wie, co tam się naprawdę dzieje, co tam znaleziono, czy cokolwiek znaleziono, czy istnieje tam portal, czy fruwa tam sobie spokojnie UFO i na dodatek są prowadzone jakieś być może doświadczenia naukowe. Te na pewno są prowadzone. Jest to najbardziej zaciszne miejsce na Ziemi, gdzie nikt nie będzie w niczym przeszkadzał, cokolwiek się tam robi i wyprawia. Jednocześnie na tyle dobrze odizolowane, że można prowadzić badania nawet z najgroźniejszymi na przykład wirusami, bakteriami, będąc spokojnym, że nie rozprzestrzenią się na resztę świata. Różne mroczne historie mogą się tam rozgrywać.
I kiedy była ta ostatnia eksplozja zainteresowania Antarktydą, jedna z takich historii mnie bardzo mocno zaniepokoiła i zdziwiła. Była to historia tak fantastyczna, że na początku ją niemalże odrzuciłem, ale dla porządku rzeczy opisałem ją w swoim blogu z dużą rezerwą. Historia zaczyna się od tego, że w Mekce podczas prac renowacyjnych odkryto coś, co nazwano Arką Gabriela. Ta Arka Gabriela była czymś z bardzo zamierzchłych czasów. Próbowano coś z tym zrobić. Okazało się, że produkuje to jakąś dziwną energię, która nagle zaczęła zabijać ludzi dookoła. I to zabijać tysiącami. I nagle okazało się, że ci, którzy odkryli tą Arkę, poprosili nie kogo innego, a Rosjan, żeby zabrali ją na Antarktydę i zabrali ze sobą patriarchę Moskwy, Kiryła, który miałby odczynić jakiś rytuał nad nią po to, żeby uspokoić czy zdezaktywować tego ewentualnego demona, który w tej Arce żyje. Brzmi to tak fantastycznie, że w pierwszej chwili zdrowy rozsądek staje dęba i nie dopuszcza tego typu historii, ale zacząłem się jej bliżej przyglądać. Po prostu tyle zbiegu okoliczności.
Warto czasami się czemuś przyjrzeć bliżej. Okazało się, że rzeczywiście cała rosyjska flotylla z Morza Bałtyckiego nagle zacumowała rzeczywiście w Arabii Saudyjskiej. Popłynęła na Antarktydę, a tam dołączył do niej patriarcha Kirył, który akurat był na Kubie i spotkał się z papieżem Franciszkiem. I wszyscy pisali wówczas o Kiryle, robił sobie zdjęcia z pingwinami. Jego oficjalnym celem było poświęcenie kaplicy, jaką zbudowano na Antarktydzie. Ale żeby poświęcić kaplicę, nawet mocno wierzący ludzie wiedzą, że nie trzeba ciągnąć aż staruszka Kiryła taki kawał drogi i to jeszcze na mroźny kontynent, bo wystarczy pierwszy lepszy biskup prawosławny, ażeby takiej konsekracji mógł dokonać. Dlaczego więc Kirył? Dlaczego osoba o tak wysokiej pozycji? I w ogóle co to jest ta Arka Gabriela? W najrozmaitszych pismach religijnych, apokryfach nawet nie ma o niej w ogóle ani słowa.
Czyli wydawałoby się, że jest to wymysł i już prawie można byłoby wyrzucić tą historię na śmietnik i w ogóle się nią nie zajmować i dzisiaj nie zawracać państwu nią głowy, gdyby nie jedna rzecz, która mi się nagle przypomniała. Przypomniały mi się, proszę państwa, „Szatańskie wersety” Salmana Rushdiego. I przecież Salman Rushdie o tym pisał. Nie pisał bezpośrednio o Arce, ale pisał o pewnej sytuacji. I ta sytuacja między innymi przyczyniła się do tego, dlaczego ajatollah Chomeini obłożył go klątwą, fatwą i skazał go na śmierć. Wezwał wszystkich wiernych do tego, żeby jeżeli ktokolwiek z nich spotka Salmana Rushdiego, żeby po prostu go zabił i wówczas stanie się męczennikiem za sprawę Allaha. I tu tak państwu jeszcze powiem na marginesie, że mało brakowało w moim życiu, a ja bym był wykonawcą tego wyroku. Teoretycznie oczywiście, ale byłem w sytuacji, w której to mogło się wydarzyć. Tak jest. Ja osobiście mogłem być sprawcą tego, że Salman Rushdie zniknąłby na zawsze z tego świata.
Ale to osobna historia i jeżeli nam czasu dzisiaj wystarczy, to zaraz do niej wrócę. Wracając do „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego, on opisuje ten moment, kiedy prorok Mahomet spotyka się właśnie z Archaniołem Gabrielem i Archanioł Gabriel dyktuje mu Koran. Mają kilka tych sesji, spotykają się ze sobą. Powstaje nowa religia, która pochodzi wprost od Allaha, którego przedstawicielem jest Archanioł Gabriel. Ale Salman Rushdie w oparciu o sufizm, który jest pewną specyficzną odmianą islamu, mówi o tym, że nie wszystkie sesje, które odbył Mahomet, odbyły się z prawdziwym Archaniołem Gabrielem.że jedna z nich przynajmniej odbyła się z kimś, kto był demonem, kto podszył się pod Archanioła Gabriela. I wówczas do Koranu trafiły wersety o tym, że trzy pogańskie boginie: Allat, Manat i Uzza, jako rzekomo córki Allaha zostały wpisane do Koranu. Jeżeli były to słowa podpowiadane przez demona, to były to szatańskie wersety. I tych historii jest więcej. Ostatecznie Salman Rushdie nagrabił sobie najbardziej tym, mówiąc, że prorok Mahomet któregoś dnia wróci na ziemię, ale wróci pod postacią kobiety. Tego już żaden Arab, muzułmanin nie był w stanie wytrzymać.
I to właśnie przyczyniło się już zupełnie do tego, że obrzucono go klątwą i skazano na karę śmierci. Ale ta historia, którą opisuje o sufizmie, o tym, że Archanioł Gabriel dyktował słowa Koranu i o tym, że w którymś momencie mógł się pojawić demon, który udawał tego anioła, zasugerowała mi, że być może jest jakieś ziarno prawdy w tej całej historii, która rzekomo wydarzyła się w Mekce, że odkryto coś, co zawierało, trudno powiedzieć, żeby nie wywołać zbędnych skojarzeń, ale coś, co produkowało być może taki sam rodzaj niebezpiecznej energii jak Arka Przymierza. Wiadomo było, że przecież z Arką Przymierza trzeba się umieć było obchodzić, że jeżeli ktoś ją wziął w posiadanie, mógł sobie zrobić tym krzywdę. Że musieli być ludzie, kapłani, którzy dokładnie wiedzieli, co robić i jak robić, ażeby uchronić się przed jej śmiertelnymi, okropnymi właściwościami. I w tym momencie znów, jeżeli byśmy założyli, że taka Arka Gabriela rzeczywiście istnieje, być może działa ona na nieco podobnej zasadzie. Ale jest oczywiście problem z tymi pismami religijnymi z tego względu, że w historii chrześcijaństwa nie ma słowa, w najstarszych pismach chrześcijańskich o czymś takim jak Arka Gabriela. I tutaj, jeżeliby chcieć szukać, teoretycznie można założyć, że takie pisma mogłyby istnieć tylko w jeden sposób. Mogłyby istnieć poprzez kontakty Bizancjum, czyli Konstantynopola ze światem arabskim, gdzie przez wiele lat, mimo wojen, w przerwach pomiędzy wojnami trwała bardzo intensywna wymiana kulturowa, gdzie wiele pism arabskich trafiało do biblioteki w Konstantynopolu. I w momencie, kiedy Konstantynopol wreszcie upadł w XV wieku, wszystkie te pisma wywieziono do Rosji. Dlatego Rosjanie są spadkobiercami tej całej spuścizny Konstantynopola.
I być może właśnie w posiadaniu Rosjan, w posiadaniu ortodoksyjnego rosyjskiego Kościoła, który jest konsekwencją Bizancjum, istnieje dokument, w którym jest zawarty protokół, w jaki sposób można odprawić rytuał właśnie w przypadku takiej Arki Gabriela. I stąd aż patriarcha Kireł byłby potrzebny, ażeby coś takiego można było odprawić w miejscu tak oddalonym od świata jak właśnie Antarktyda. Natomiast kiedy przyglądałem się tej całej ewentualnej sytuacji w Arabii Saudyjskiej, jaka miałaby tam się odbyć, to po pierwsze zdumiało mnie, że rzeczywiście rosyjskie okręty dopłynęły do Arabii Saudyjskiej, ale też popatrzyłem sobie na czas i moment, kiedy rzekomo miało dojść do odkrycia tejże arki właśnie w Mekce. I dokładnie w tym samym czasie, kiedy mówi się o tym, że ta arka mogła być odkryta w Mekce, dochodzi tam do masowej śmierci wiernych, którzy przybywają tam z pielgrzymką. I ta śmierć, oficjalnie podano, że jest to śmierć, która wynikała z powstania paniki. Ludzie nagle wpadali w panikę i zaczęli zadeptywać się na śmierć, zadeptywać się wręcz tysiącami. Jeśli o tym pomyśleć, to aż trudno to sobie wyobrazić. Te pielgrzymki nie są organizowane od wczoraj. Uczestniczy w nich masa ludzi, więc ta organizacja w jakiś sposób musi tam istnieć. Regulowanie tego całego ruchu ludzi musi być na tyle sprawne, że do takich rzeczy raczej, tak mi się przynajmniej wydaje, nie dochodzi.
Natomiast dokładnie mniej więcej na ten czas przypada, że te tysiące ludzi, pisze się o tym, że giną właśnie w tego typu panice, która została wywołana z nieznanego powodu. I to koresponduje właśnie z tym, że odnalezienie tego artefaktu i próba zrobienia z nim czegoś mogła doprowadzić do śmierci tych ludzi. Także nie upieram się, że tak właśnie było, ale to pokazuje, że są jeszcze drogi wyjścia. Ja, tak jak powiedziałem państwu na początku, nie jestem zwolennikiem dialektyki. Wierzę w te 50 odcieni szarości i że nie za każdym razem musimy sobie jasno i konkretnie opowiedzieć się w jakiejś sprawie. Natomiast można dokładać szereg rozmaitych faktów. A ponieważ czas nas goni, jeszcze szybciutko o Salmanie Rushdie i jak to się stało, że ja mogłem być wykonawcą tego wyroku. Była to historia sprzed wielu lat, kiedy to słuchałem, zawsze kochając radio, słuchałem radia NPR. Słuchałem programu niejakiego Lenarda Lopate, który zawsze zapraszał do studia świetnych pisarzy, świetnych artystów, malarzy. Prowadził z nimi bardzo ożywione i ciekawe dyskusje.
Byłem wielkim pasjonatem tych dyskusji. No i właśnie miało odbyć się spotkanie z Salmanem Rushdim. Ja jechałem z Brooklyna do New Jersey. Czekałem na tą całą rozmowę. Myślę, to fantastyczny sposób na spędzenie korków w miasteczku Nowy Jork. No i nagle pan Lopate opowiada o tym, że Salman Rushdie się spóźnia, że czekają na niego. Po prostu zaczyna szyć, opowiadać całe historie. Mówi, że wygląda przez okno, bo Salman Rushdie powiedział, że przyjdzie na piechotę.Bo po Manhattanie nie da się przejechać w tym momencie samochodem. Znają się, więc on wygląda przez okno. Dziś będzie szedł Salman Rushdie od mostu Manhattan Bridge, a ja właśnie akurat jechałem tym mostem.
Zacząłem się troszeczkę rozglądać, ale trzeba bardziej uważać na inne samochody i w pewnym momencie ktoś wyskoczył mi na maskę. Przez chwilę miałem wrażenie, że przejechałem go, że leży na masce. Huknął rękami w moją maskę, odbił się, spojrzał mi na sekundę w oczy i zniknął. Byłem zdumiony. Absolutnie nie wiedziałem, co myślę. I w tym momencie, słuchając cały czas radia, słyszę głos Leonarda Lopate, który mówi: „Widzę Salmana Rushdie” i zaczyna wpadać w panikę, że Salman Rushdie o mało co nie został przejechany przez biały samochód. A ja jechałem białym samochodem i był absolutnie tym Leonard Lopate przerażony. Ja jeszcze bardziej, bo uświadomiłem sobie, że ja w białym samochodzie miałem na masce Salmana Rushdie, więc niechcący mogłem stać się wykonawcą fatwy ogłoszonej przez ajatollaha Chomeiniego. Oczywiście historia ta jest mocno dramatyczna i tylko teoretycznie mogło tak się wydarzyć, proszę państwa, dlatego że ruch w tamtym czasie i w tamtym momencie był niestety bardzo powolny. Tak jest zawsze o tej porze, bo samochody wloką się jeden za drugim.
Także bardzo trudno sobie wyobrazić, że kogoś można pozbawić życia, ale teoretycznie jest to zawsze możliwe. I akurat był to Salman Rushdie. Kiedy Salman Rushdie wreszcie dotarł do studia i Leonard Lopate w przerażeniu pytał go, opowiadając mu, że widział, że o mało co nie rozjechał go samochód, kiedy patrzył przez okno i obserwował wyjazd z mostu Manhattan Bridge, to Salman Rushdie powiedział: „Wiesz, Leonard, ja przez długi czas nie mogłem mieszkać w Iranie i mieszkałem długo w Indiach i nie przez takie skrzyżowania udawało mi się przeżyć w życiu. Także to nic absolutnie ważnego. Nie rozumiem twojej paniki. Lepiej porozmawiajmy o literaturze i o «Szatańskich wersetach», i o innych książkach”. I tak się zakończyła ta historia, która miała jeszcze swoje postscriptum, gdzie nieco miesiąc później spotkałem Salmana Rushdie osobiście. Spotkałem go w miejscowości o ciekawej nazwie Betlejem, w tamtejszym uniwersytecie w Pensylwanii, gdzie miał swój własny odczyt. Miałem nadzieję z nim porozmawiać, ale okazało się, że wszystko odbywa się na auli, w której było gdzieś dwa i pół tysiąca osób, więc szanse były żadne, żeby spotkać się z Salmanem Rushdie. Wykład był fantastyczny, skończył się burzliwymi brawami, ale ja mając ten polski niedosyt i to, że jeszcze coś musi się rozegrać gdzieś za kulisami, że z pewnością ktoś, jakiś rektor czy jakiś inny profesor tego uniwersytetu ma na pewno jakąś dziewczynę, która z pewnością chciałaby uścisnąć rękę Rushdiemu, dostać autograf na książce.
Ale nie wypada ją zaprosić oficjalnie do gabinetu rektora, więc gdzieś musi być jakieś miejsce, gdzie można będzie się z nim spotkać. Rozglądałem się dookoła, szukając grupek konspiratorów i wreszcie wylosowałem taką jedną grupkę. Byli to ludzie, którzy wszyscy patrzyli w jednym kierunku. Był jeden mały zaułek. W tym zaułku na końcu były drzwi, więc zbliżyłem się do nich. Po chwili wszystko było dla mnie jasne. Wszyscy mieli książki pod pachami, więc dyskretnie się do nich dołączyłem. I okazało się, że drzwi na pchnięcą ręką. Wszyscy konspiratorzy razem ze mną wbiegli do środka. Spotkaliśmy Salmana Rushdie, najpierw przechodząc pod czujnym okiem człowieka, który pilnował jego bezpieczeństwa.
Także to była druga historia, bardziej oficjalna z Salmanem Rushdie. Zapytałem go o tą historię na Manhattan Bridge, kiedy był pod moimi kołami. Troszeczkę zamrugał oczami, powiedział, że nie za bardzo sobie przypomina i był bardzo zajęty, bo już rektor go pociągał do następnej osoby, przedstawiając go, ściskając ręce. Ja dostałem swój podpis. I tak się skończyła moja historia właśnie z Salmanem Rushdie, która ma przedłużenie w Arce Gabriela, którą właśnie on opisał i całą tą historię opisał w swoich „Szatańskich wersetach”. Także czasami historie zataczają wiele kół, mają wiele najrozmaitszych poziomów i niekiedy my sami jesteśmy w to wszystko w jakiś sposób uwikłani, w taki czy inny sposób, co dodaje tylko smaku życiu i temu wszystkiemu, co nas otacza. Dziękuję serdecznie państwu za uwagę. Widzę, że już przekroczyliśmy czas. Powstrzymuję tutaj niechcący debatę ufologiczną, na którą zapraszam państwa bardzo serdecznie. Chłopaki już są tam rozgrzani mocno, także za chwilę pojadą.
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Dziękuję, Marku. Dobranoc państwu.
[01:05:53] - A mówił te słowa do państwa Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor audycji „Paralaxa”, wideobloga „Polaraxa” oraz serwisu Nowa Atlantyda. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl.
Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[01:07:07] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej.
[01:07:18] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
[01:07:44] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już troszeczkę gorzej.
[01:07:55] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[01:08:44] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia, że ktoś go tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[01:08:55] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.