[00:01] - Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, jeśli masz włączone Radio Paranormalium, to zaczynamy powolutku wlewanie kolejnego odcinka audycji Paralaxa na żywo. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Chris jest już oczywiście po drugiej stronie połączenia internetowego. Witaj, Chrisie.
[00:33] - Dobry wieczór. Dobry wieczór, Marku. Dobry wieczór państwu.
[00:37] - Dzisiaj tradycyjnie już od jakiegoś czasu bez jakiegoś tematu przewodniego, ale mam nadzieję, że taki temat się już niedługo wyłoni. Linia telefoniczna będzie czynna przez cały czas trwania dzisiejszej audycji, przez cały czas trwania Paralaxy. Tradycyjnie podam więc już na początku kontakty do Radia Paranormalium: numer telefonu 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także oczywiście pisać na naszym Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na naszym czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy, na grupie Radia Paranormalium, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i propozycje kolejnych tematów do omówienia w Paralaxie na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Przeglądaliśmy tutaj z Chrisem wcześniej to, co pojawiło się w komentarzach na YouTube pod poprzednią Paralaxą z 13 maja 2018 roku. Szukaliśmy jakichś pytań, żeby rozpocząć ten odcinek. Na liczniku pokazuje 69 słuchaczy. To jest bardzo gorąca liczba.
Mamy nadzieję, że urośnie jeszcze. I tak przeglądaliśmy te pytania, ale stwierdziliśmy, że niektóre są tak odjechane, że może wrócimy do któregoś z wątków, które poruszyliśmy w poprzednim Paralaksie. Co ty na to, Chrisie? Może o tym łaziku Curiosity coś ciekawego się pojawiło?
[02:45] - Rzeczywiście tam zawsze się pojawia jakaś nowa historia. Oczywiście jest mnóstwo teorii, ale ja na chwilkę chciałbym jeszcze wrócić do tych pytań od państwa, bo zdumiewają mnie, naprawdę mnie zdumiewają. Na przykład pytanie, które miało łączyć biblijnego Goliata z golentydami z Mazur. W jaki sposób ma łączyć? Przez literkę G na początku? Czy to jest to połączenie? I jeszcze z Pudzianem. Proszę państwa, ja nie wiem, jakie historie państwo najbardziej lubicie i oglądacie, ale tego typu pytania są absolutnie szokujące i czasami po prostu już sam się zdumiewam nad potrzebą, jaką każdy być może z ludzi ma do tego, żeby usłyszeć jakąś tak odlecianą historię, która poruszy jego zmysły bardziej niż poranna kawa, bardziej niż cokolwiek innego. To jest zdumiewające. Albo na przykład pytanie: „Czy słyszałeś historię hinduską o Bahubali?” Następny wątek i ja tu widzę, w tej chwili otwierają się nowe drzwi dla kolejnych fantastów, dlatego, że wkracza Bollywood.
Co jakiś czas pojawiają się jakieś urywki hinduskich filmów z Bollywood. W tej chwili, ponieważ rozwijają się nieprawdopodobnie, mają do dyspozycji olbrzymie pieniądze. Poza tym kino jest specyficznym medium w Indiach, jest głęboko zakorzenione. Od momentu swojego powstania Hindusi uwielbiają kino, ponieważ mają bardzo długie historie swoje własne, sięgające czasów wedyjskich. Więc ci reżyserowie, mając do dyspozycji technologię plus te pieniądze, tworzą te wszystkie historie z wedyjskiej jeszcze przeszłości, z dodatkami, które są w postaci efektów specjalnych i które mają stworzyć następne odleciane historie. Jedna z nich jest właśnie o Bahubali. Jest to historia wprost z dżinizmu, która w filmie nie ma z dżinizmem nic wspólnego oprócz imienia, ale te historie prawdopodobnie będą początkiem dla nowych teorii i być może okaże się, że Lechici właśnie przylecieli nad Wisłę na vimana. I tu vimany im się zepsuli albo głęboko zakopali, bo budowali coś znacznie ważniejszego. Albo na przykład trzymają je na linii Maginota, która jest zbudowana gdzieś na granicy z Chazarami na Syberii, o której nikt nie wie. Także, proszę państwa, zdumiewa mnie fantazja ludzka i chęć stworzenia czegoś tak odlecianego, że po prostu nie wiadomo, jak to ugryźć.
Pod ostatnią Polaraxą i także pod Paralaxą wysyłacie państwo także linki do rozmaitych filmików, z czego jeden jest szczególnie ulubiony przez państwa. Pod Polaraxą jest chyba ze 30 odnośników do tego filmiku. Jest to filmik z wykładem, w cudzysłowie, pana Krzysztofa Nowaka, który za pomocą zegarka, kompasu i spieniacza do cappuccino stworzył teorię o przebiegunowaniu. Już nie chcę dodawać, że telewizja, która to promujeSama zaprzecza sobie, bo wcześniej bardzo mocno promowała płaską Ziemię. Nagle cały ekran wypełniony jest globusami, więc troszeczkę się pogubiłem. Być może mój mózg nie nadąża za tego typu teoriami. Być może powinienem zająć się na przykład sianiem rzodkiewki. Znacznie spokojniejsze zajęcie niż szarpanie sobie nerwów tego typu teoriami katastroficznymi, gdzie znów jest atrakcyjny moment, bo oczywiście w teorii pana Nowaka Polska jest miejscem szczególnym, specjalnym i zwłaszcza w okolicy Poznania, gdzie szczęśliwie pan Nowak mieszka, nic się kompletnie nie stanie i wszyscy przetrwają w rajskiej szczęśliwości.
[06:49] - To moja siostra jest całe szczęście bezpieczna, czego niestety o mnie nie można powiedzieć. Siostra pojechała na Pyrkon.
[06:57] - Wszyscy musimy się przenieść. Ale ty, Marku, jesteś blisko Sosnowca, także przetrwasz na pewno, bo Sosnowiec omijają wszystkie nieszczęścia, trąby powietrzne, tornada, burze i przebiegunowanie, myślę, też Sosnowiec szczęśliwie omija. Bliskość Sosnowca na pewno gwarantuje ci bezpieczeństwo. To jest następna zdumiewająca historia, która się rozgrywa. Państwo traktujecie to poważnie. Ja nie wiem, czy mam obejrzeć, spędzić upojną godzinę z tą telewizją. Co mam w tej sytuacji zrobić? Co mam powiedzieć? W jaki sposób to skomentować? Jeżeli pan Wieczorek jest pewien swojej teorii, powinien napisać książkę na ten temat, zrobić parę odnośników naukowych, a nie mówić na podstawie spieniacza do cappuccino, wypowiadać się na temat na przykład powierzchni Wenus.
[07:52] - Właśnie teraz za pomocą nie spieniacza do cappuccino, ale telefonu dołączył do nas drogą telefoniczną pan Michał z Poznania. Dobry wieczór, panie Michale, a właściwie jeszcze dzień dobry. Jesteśmy już na antenie.
[08:10] - Dzień dobry, witam panów. Skoro nikt nie dzwoni, postanowiłem dać czas, ale nikt nie zadzwonił. A jestem ucieszony informacją, że Poznań jest najbezpieczniejszym miejscem na tej ziemi. Nawiązując do tematu przetrwania, bo to mnie zainspirowało, przypomniałem sobie o bardzo ciekawym wykładzie, którego tłumaczenie wysyłałem Chrisowi jakiś czas temu z języka niemieckiego. Jest pewien archeolog austriacki, który prowadzi na temat obiektów służących do przetrwania najprawdopodobniej szczegółowe badania i odnalazł wiele dziesiątków takich tajemniczych podziemnych obiektów, których wiek ocenia na 10–12 tysięcy lat p.n.e. Prowadzi te badania od kilkudziesięciu lat. Jego badania są przytaczane przez Roberta Skocha, którego na pewno wielu słuchaczy zna, jego książki na temat rzeczy, które mogły przyczynić się do upadku cywilizacji, która była przed nami. On na wyniki badań tego Austriaka się powołuje. To bardzo ciekawe rzeczy, ponieważ te podziemia są bardzo często w miejscach, w których znajdują się bardzo stare, ale nie aż tak wiekowe oczywiście, chrześcijańskie klasztory. I te podziemia zostały zaadoptowane przez mnichów, którzy wykorzystywali je do przechowywania różnych rzeczy.
Natomiast to się wiąże też z pewnymi trudnościami. Na temat tego ten Austriak się wypowiada w tym wykładzie bardzo ciekawie o tym mówi. Struktura często tych kryjówek jest bardzo ciekawa. Zbudowane są z nieznanych materiałów i przede wszystkim ich wiek jest bardzo interesujący. Bodajże Rosjanie prowadzili na jego prośbę badania oceniające wiek tych podziemnych struktur i myślę, że warto by było zwrócić na to uwagę, zwłaszcza że ich w Europie znajduje się bardzo wiele. To nie jest tak, że tych podziemi jest jedno, dwa, dziesięć, tylko ich jest naprawdę ogromna ilość i są bardzo stare. Nie wiemy, jaka technika służyła do ich zbudowania. Myślę, że warto się tym tematem zająć. Oczywiście jest to tylko moja propozycja. Nie wiem, Chrisie, czy czytałeś coś na ten temat innego?
Czy coś ci wpadło w ręce? Ty zawsze masz mnóstwo literatury pod ręką. Może kiedyś dotarłeś do jakichś materiałów na ten temat. To jest bardzo interesujące, zwłaszcza że wydaje się, że ten naukowiec jest poważnym człowiekiem. Nie jest to jakiś fachowiec od spieniaczy do mleka czy od wybuchających żarówek, czy czegoś takiego. Jest to konkretny badacz, który zajmuje się tym tematem od wielu lat. Jest takim trochę grochołazem też, bo publikuje filmy, publikujeArtykuły, materiały, jego wykłady są dostępne w internecie od lat. Powołują się na niego tak poważni naukowcy jak Robert Schoch, który ma pewien autorytet naukowy i trudno tutaj jemu zarzucać, że jest oszołomem. Co ty na ten temat uważasz?
[12:34] - Temat jest ciekawy i istnieje od zawsze. Od kiedy mówimy o jakiejkolwiek zaginiętej cywilizacji, zaczynała chować gdzieś w podziemiach. Mamy to od czasów, kiedy ta tematyka eksplodowała w osobie Dänikena, który opowiadał o korytarzach gdzieś w Ameryce Południowej, o podziemiach ciągnących się przez setki, jak nie tysiące kilometrów, które zostały wycięte za pomocą lasera. Na wszystkich wyobraźnię to podziałało. Do dziś tych korytarzy znaleźć nie można, ale tu i ówdzie znajdują się różne podziemne struktury, na przykład niewyjaśnione struktury, które znajdują się pod Wielką Piramidą w Gizie. Co prawda Andrew Collins, który zaczął bliżej przyglądać się temu wszystkiemu, jest przekonany, że podziemia pod piramidą absolutnie istnieją. Wszedł tam dosłownie na kilka, kilkanaście metrów. Co jakiś czas natrafia się na coś w ziemi i problem polega na tym, że nie wiadomo do końca, czy jest to struktura geologiczna, która została później przez ludzi w jakiś sposób przysposobiona do ich własnych celów, czy też mamy tutaj ślad czegoś bardzo poważnego, solidnego, co było budowane wiele lat temu. Jeżeli założymy, że tego typu korytarze, struktury rzeczywiście ktoś kiedyś drążył, to musimy w tym momencie założyć pozaziemskie wręcz siły, ponieważ trudno sobie wyobrazić technologię, która by pozwoliła na coś takiego. Na przykład tego typu sieć korytarzy znaleziono w Kalifornii i okazało się, że powstały one w sposób naturalny.
Są to korytarze, które w czasach aktywności wulkanicznej wiele tysięcy lat temu wyżłobiła magma. Czasami są to korytarze wielkości tak ogromnej, że można przez nie jechać ciężarówką wręcz. To wszystko pobudza wyobraźnię. Podchodzę do tego typu rzeczy troszeczkę sceptycznie, dlatego że raz, że technologicznie wykonanie takiej rzeczy jest niezwykle trudne. Dwa, jeżeli założyć, że ktoś to wykonał, to musimy założyć te siły wręcz magiczne, by czegoś takiego dokonać. A więc mamy do czynienia z kimś, kto przybył prawdopodobnie z jakiejś odległej planety w kosmosie i robił to w jakimś określonym celu. Właśnie to stwarza problemy. Problemem jest także datowanie, dlatego, że nasze datowanie polega głównie na metodzie radiowęglowej, co oznacza, że musi być jakaś substancja, która ma pochodzenie biologiczne. Najlepiej, żeby to były jakieś kości, szczątki, rośliny, a najlepiej węgle z ogniska, które paliliby tam ludzie. Dzięki temu można określić wiek takiej struktury.
Inaczej wieku skały ocenić się nie da i to stwarza całą masę problemów. Znów otwiera drzwi do tych niesamowitych i odlotowych historii, które wydaje mi się, że kiedy żyjemy w czasach, kiedy próbujemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat naszej przeszłości, na temat świata, w którym żyjemy, wydaje mi się, że więcej sobie krzywdy robimy, niż dowiadujemy się konkretnych rzeczy. Właśnie przez te wszystkie historie odleciane kompletnie nie z tej ziemi, które nijak niestety nie mają się do rzeczywistości. Dlatego to, o czym pan Michał tu opowiada, mimo że Schoch do tego w jakiś sposób się odnosi, znam trochę pracę Schoha i wiem, że mimo że jego poglądy na wiele spraw troszeczkę wykraczają poza naukowe paradygmaty, to wciąż jest on twardym naukowcem. Wciąż jest profesorem uniwersytetu w Bostonie i ciągle o tym pamięta. Dlatego zachowuje zdrowy rozsądek w wielu sprawach. Nawet jeżeli przychylnym okiem patrzy na tego typu struktury, zawsze zakłada, że ewentualnie mogą one istnieć w sensie teoretycznym, że jest taka możliwość, co nie znaczy, że tak rzeczywiście było i tak rzeczywiście się wydarzyło. Problem polega na tym, że nie ma konkretnego śladu czy konkretnego dowodu na istnienie takiej struktury. A o podziemiach praktycznie każde miasto ma swoją własną historię, że istnieją podziemia. Na przykład jestem z Sandomierza i tam jest historia o tym, że podziemia spod starówki sandomierskiej ciągną się pod Wisłą i gdzieś tam wiele kilometrów dalej jest do nich wejście.
Ostatnio rozmawiałem z panią Kasią ze Szczecina. Opowiadała mi o strukturach w Podcinie, że właśnie tam również kopano i grzebano. I co jakiś czas rzeczywiście się znajduje. W Anatolii mamy całe piętrowe miasto, które jest wkopane w ziemię. Jest to rzeczywiście fakt, ale znów, jeśli zbadać, w jaki sposób do tego doszło, to okaże się, że wcale tak daleko ono nie sięga. Nie sięga nawet w prehistorię, bo jest historycznie do określenia ze względu na to, że przebywali tam ludzie, kiedy ono zaczęło powstawać, kiedy zaczęto ryć w ziemi i tworzyć coś takiego. Oczywiście rycie w ziemi wynika z tego, że ludzie chcą się przed czymś ukryć, przed czymś się schować albo schować to, co zgromadzili przez wiele lat. Chcą przetrwać jakieś nieszczęście. I to jest właśnie powód. Ziemia zawsze daje bardzo solidne schronienie i dlatego kopie się tego typu korytarze.
I właśnie natrafia się co jakiś czas na coś, co jest niewytłumaczalne. To jest tak samo jakJak na przykład górnicy w kopalniach złota w południowej Afryce, kopiąc czasami kilometr w głąb ziemi, nagle natrafiają na korytarze. Na korytarze, które są trudne do wyjaśnienia, skąd one się tam wzięły, nawet w sposób geologiczny, gdzie znajduje się coś, co Tellinger nazywa narzędziami, a są to specyficznego kształtu kamienie, które mają zazwyczaj bardzo podobny kształt, które są nieco stożkowate. Tellinger uważał, że były to narzędzia i że były używane w czasach, kiedy Annunaki przybyli na Ziemię i tworzyli ludzką cywilizację. I wykorzystywali ludzi czy te stwory, które później stały się ludźmi, do wydobywania złota, które było im do czegoś potrzebne i stąd te korytarze. Bardzo często górnicy w takich kopalniach wykorzystują te korytarze do swoich własnych prac, ale zastanawiają się nad tym, skąd one się tam wzięły. Naukowcy też nie mają na ten temat zdania, co pokazuje, w jaki sposób jest ograniczona nasza wiedza. Ale to, że jest ograniczona, to nie oznacza, żeby otwierać szeroko drzwi i wpuszczać wszerz wszystkie możliwe demony. Rozsadzają wyobraźnię, pięknie brzmią, ale powodują ogromne zamieszanie we wszystkim, co się dzieje w naszym życiu. I stąd mamy te najrozmaitsze teorie, do których nie wiadomo, w jaki sposób podejść.
Dlatego, że w tym momencie trzeba się ścigać z gawędziarzami, którzy będą tworzyli nową historię świata, nową historię ludzkości. Pokrzykiwali, że tego trzeba uczyć w szkołach, że czegoś innego trzeba uczyć w szkołach. Na jakich podstawach, proszę państwa? Na jakich? Także jeżeli cokolwiek o czymkolwiek mówimy, wypada nawet polegać na tym, co w tej chwili możemy konkretnie stwierdzić albo powiedzieć. Hipoteza to jest jedna rzecz, ale przekonanie to jest druga, a dziś przekonanie zamienia się szybko w wiarę i mamy wojowników za wiele spraw. YouTube często wyważa właśnie tego typu drzwi razem z zawiasami i potem pada jakaś lawina potężna najrozmaitszych historii, z których bardzo trudno się potem wydobyć i bardzo ciężko się nawet rozmawia, bo wysyłacie państwo tego typu linki i pytacie, w jaki sposób się odnieść, że podziałało to na waszą wyobraźnię, że coś w tym może jest i tak dalej.
[20:59] - A co jest jak grzech w takim razie? Bo przepraszam cię, bo powołuję się często, zwłaszcza na Hancocka i zarówno Hancock, jak i Schoch piszą w swoich książkach o miejscu, które znajduje się pod Sfinksem, też pod ziemią. Obydwaj zdają się być przekonani, że tam coś jest. Egipcjanie, oczywiście tradycyjnie absolutnie nie zgadzają się na jakiekolwiek próby eksploracji tamtego terenu. Czyli może nie wszystkie te tajemnicze podziemne obiekty są pożywką dla różnego typu wariatów. Może jednak coś w tym jest, że pod ziemią znajdują się rzeczy, które mogłyby nam odpowiedzieć na pytania, na które szukamy odpowiedzi cały czas.
[22:05] - Jestem pewien i nie zaprzeczam temu, ale na przykład budowle, które miałyby setki kilometrów, czy tunele, które laserowo zostały wypalone w ziemi, w tym momencie zaczynają wzbudzać dużo możliwości. Natomiast ta historia, którą tutaj przytaczasz, to, co się tam dzieje pod Sfinksem, jest to zupełnie inna historia. Dotyczy ona archiwum, ewentualnego archiwum, które zostało na dodatek przewidziane przez Edgara Cayce. Edgar Cayce widział to w swojej wizji i powiedział nawet, pod którą łapą Sfinksa ma znajdować się to archiwum. Schoch dokonał tak zwanej próby sejsmicznej, która polegała na tym, że pod łapą Sfinksa, obok łapy Sfinksa położono kawałek blachy i zaczęto walić w nią młotem pneumatycznym. Młot pneumatyczny wysyłał właśnie ten impuls tak zwany sejsmiczny, który był rejestrowany przez coś w rodzaju w tamtych czasach prymitywnego radaru penetrującego ziemię. Rejestrował, w jaki sposób rozchodzą się fale. Fale rozchodzą się inaczej, kiedy natrafiają na pustą przestrzeń. Taką pustą przestrzeń znaleziono, co oznacza, że coś rzeczywiście istnieje pod Sfinksem. Co?
Trudno jest powiedzieć. Podobnie jak trudno jest powiedzieć, co znajduje się pod Wielką Piramidą w Gizie. Tam również nakreślono coś w rodzaju takiej mapy kanałów, które znajdują się pod samą piramidą. I w zasadzie dziś bardzo trudno jest powiedzieć, czy one są tworem naturalnym, na którym zbudowano piramidę, czy zostały wykonane w jakiś sposób sztucznie. Andrew Collins, który zapędził się w te kanały i zrobił tam szereg zdjęć, zrobił kilkaset zdjęć tego, co tam w tunelach, które nazwał tunelami. To, co pokazuje, wygląda na to, że są to szczeliny, pęknięcia. Nie widać jakiejś specjalnie wyrafinowanej obróbki tego typu tuneli. Dlatego stąd właśnie to pytanie, czy są naturalne, czy jest to pęknięcie w ziemi, czy jest to coś, co zostało wykonane czyjąś ręką, jest to część jakiegoś inteligentnego założenia, które ma stworzyć rodzaj maszyny. Być może często, w bardzo wielu sytuacjach, kiedy buduje się coś, kiedy tworzy się jakąś strukturęWykorzystuje się oczywiście wszystko to, co daje natura i na przykład takie pęknięcie, jeżeli założyć, że Wielka Piramida była czymś w rodzaju elektronii i na przykład woda odgrywała tam olbrzymią rolę, to wówczas tego typu pęknięcia i jakiś ewentualnie zbiornik na dnie czy jakaś szczelina mogła sprawić, że można było tam wpompowywać wodę i ją wypompowywać w jakiś sposób i stworzyć mechanikę, która produkowała jakiś rodzaj energii albo tworzyła coś, z czego do dziś nie do końca zdajemy sobie sprawę. Dziś jestem na trochę osobnym biegunie tego, o czym zazwyczaj mówię, dlatego, że właśnie po tych wszystkich ostatnich przygodach z YouTubem i przyglądania się temu, co mi proponujecie państwo oglądać, jestem wstrząśnięty.
Jestem tym bardzo mocno wstrząśnięty, jakimi drogami podąża ludzka wyobraźnia i ta ludzka wyobraźnia zyskuje sobie całą masę zwolenników, wierzących. To jest nowa religia. Wierzących, że jest tak właśnie, nie zwracając kompletnie uwagi na parę faktów, które dziś jesteśmy w stanie wyodrębnić. Może z tego powodu naraziłem się paru grupom, naraziłem się płaskoziemcom. Proszę przypomnieć sobie, co się działo pół roku temu, jak teoria płaskiej Ziemi była niezwykle popularna, jak ludzie szermowali dowodami. Do dziś ciągle istnieją zacietrzewieni, którzy wierzą, że żyjemy na płaskiej Ziemi. Temat nagle minął, przestał być modny i teraz mamy właśnie nową historię, która pokazuje, że gdzieś będzie bardzo mocne przebiegunowanie i za chwilę będzie straszliwe nieszczęście, które dotknie cały świat oprócz Poznania i okolic. Także panie Michale, jest pan tam bezpieczny. Gratuluję miejsca, wyboru i intuicji, żeby zostać i osiedlić się w tym miejscu.
[26:29] - I właśnie w tym momencie dołączył do nas drugi słuchacz telefoniczny. Halo? Jesteśmy już na antenie Radio Paranormalium.
[26:39] - Halo, halo! Słychać?
[26:41] - Słychać świetnie.
[26:44] - Witam serdecznie. Witam ciebie, Iweliusz. Witam Chrisa.
[26:47] - Dzień dobry.
[26:48] - Jestem Tomek ze Śląska.
[26:50] - Witamy.
[26:52] - Ja mam taką kwestię, bo kiedyś Chris wspominał często o... Przepraszam, bo tu jakieś wybuchy są, bo u mnie jest dzisiaj odpust w miejscowości, także jak to wybuchy, to jest właśnie odpust. Chris wspominał często o archontach. Mnie też ten temat bardzo interesuje, także jeśli Chris mógłby coś rozwinąć. Zdaję sobie sprawę, że to jest temat na osobną audycję, ale jeśli mógłby coś Chris powiedzieć właśnie o archontach i gnostycyzmie, to byłbym bardzo wdzięczny.
[27:29] - Jest to fascynujący temat, dlatego że rzeczywiście zakłada, że wokół nas istnieje ktoś jeszcze. To są istoty nie tylko inteligentne, ale niezwykle złośliwe przy okazji, że kiedy my spoglądamy na świat, obserwujemy go, obserwujemy przestrzeń kosmiczną, mamy swoje urządzenia, teleskopy, mamy swoje najrozmaitsze radary, jesteśmy w stanie określić ten świat, zważyć, zmierzyć powierzchnię Ziemi, powierzchnię innych planet, odległości. Jesteśmy w stanie dostrzec siebie nawzajem, ale wszystko to ograniczone jest do trzech wymiarów, w których jesteśmy uwięzieni. Natomiast tak jak spostrzegli już starożytni, dotyczy kogoś, kto istnieje w zupełnie innym wymiarze albo w zupełnie innym systemie wymiarów i nie jest w stanie do nas dotrzeć. Nie jest w stanie do nas dotrzeć oprócz tego sposobu, aby w jakiś sposób opanować nasz umysł. I kiedy czytamy te wszystkie starożytne historie, które często są nazywane mitologiami albo religiami, co jakiś czas pojawia się istota, która przemawia wprost z nieba, przemawia z gorejącego krzewu, przemawia w jakiś inny sposób do człowieka. Opowiada mu o swoim istnieniu i czasami przekazuje mu masę informacji, które jest w stanie później wykorzystać do tego, ażeby na przykład zdobyć sobie władzę nad tymi ludźmi, którym tę historię opowiada. Nagle okazuje się, że gdzieś jeszcze jest jakiś inny rodzaj istot, które nie mają szans przedrzeć się właśnie do tych naszych trzech wymiarów, w których istniejemy. Między innymi może dlatego właśnie z tego powodu, że jesteśmy ograniczeni do tych trzech wymiarów. Kiedy patrzymy na przestrzeń kosmiczną, to dlatego widzimy, że istnieje tam pustka, bo nie potrafimy dostrzec innej formy życia niż właśnie ta nasza.
Jesteśmy ograniczeni naszymi zmysłami. Natomiast archonci są istotami złowrogimi i szukając tej drogi właśnie poprzez człowieka, chcą tą naszą ziemię w jakiś sposób opanować. I właśnie dlatego ten człowiek ma im pozwolić na to, żeby otworzyć się na nich, kiedy mogą stać się one poprzez nas, istotami ludzkimi, mogą naszą planetą zawładnąć. Tak mniej więcej to wygląda i było to promowane przez gnostyków, których później w straszliwy sposób tępiły praktycznie wszystkie inne religie. Co jakiś czas tego typu historie gdzieś tam odnajdują się w starożytnych tekstach i co jakiś czas też można odnaleźć wspomnienia i wzmianki o tym właśnie też na tych glinianych tabliczkach, o których rozmawialiśmy tydzień temu.Także rzeczywiście jest to dobry temat na długą rozmowę i być może ta cała kwestia zła, jaka panuje na Ziemi, być może właśnie została nam w jakiś sposób przez archontów przekazana i archontów możemy traktować na różnych płaszczyznach. Możemy traktować jako istoty żyjące w jakimś równoległym świecie, ale także źródło tego wszelkiego zła, które jest w nas samych i które po prostu sprawia, że człowiek nagle ma te swoje wszystkie okropne cechy. Chce zdominować innego człowieka, chce go zmusić do tego, żeby podzielał jego opinię, chce zawładnąć wszystkim tym, co drugi człowiek robi i także doprowadza do tego, że ta nasza planeta jest coraz bardziej zniszczona i jeszcze trochę, jeszcze parę pokoleń i okaże się, że trzeba rzeczywiście szukać jakiejś innej, bo ta już nie nadaje się więcej do życia. Także temat jest rzeczywiście dobry, niezwykle spekulacyjny i dziś kilka szkół gnostyckich, ponieważ ten ruch spirytualny w jakiś sposób się odnowił, mówi o tym coraz mocniej i coraz głębiej. Próbują właśnie wyjaśnić ten stan zła, w jakim żyjemy, ten stan nieustannego zniewolenia, w jakim żyjemy. Także w taki sposób bym to określił.
Jest wiele problemów, żeby w jakiś sposób spróbować logicznie podejść do tematu nie tylko archontów, ale samego początku naszego istnienia. I kiedy szuka się tej odpowiedzi, jak to się wszystko zaczęło, to jakiś czas natrafia się na rzeczy, które są zdumiewające. Ja na przykład zacząłem czytać pisma Tomasza z Akwinu, Ojca Kościoła, dlatego, że budując całą doktrynę kościelną, z jednej strony stworzył ją taką mniej więcej, jaką dziś mamy, ale z drugiej strony wyszedłem z założenia, że Tomasz z Akwinu musiał korzystać z jakichś starożytnych dzieł, starożytnych pism, starożytnych przekazów. Był on jednym z największych geniuszy w swoim czasie. Był człowiekiem o niezwykle otwartym umyśle. Czytał ogromne ilości tych dzieł, miał kontakty z wieloma wielkimi intelektualistami tamtych czasów. Dlatego zakładając, że natrafi na takie dokumenty i gdzieś jest ich ślad, okazało się, że rzeczywiście taki ślad można znaleźć. I takim śladem jest dzieło, które niektórzy przypisują Tomaszowi z Akwinu, a niektórzy nie. Jest to „De Enuma Elis et Pontifice”. Jest to teoretycznie ostatnie pismo, jakie napisał Tomasz z Akwinu.
Dziś pięciu najważniejszych znawców Tomasza z Akwinu, którzy wypowiadają się na to pismo, trzech z nich uważa, że nie napisał tego Tomasz. Dwóch z nich uważa, że jednak on to napisał. Problem polega właśnie na tym, że jest to pismo bardzo interesujące, ponieważ sięga w bardzo odległą przeszłość rodzaju ludzkiego, gdzie pojawiają się najrozmaitsze demony. Pojawiają się istoty, które podszeptują coś człowiekowi i być może właśnie jest to echo tych archontów. Na dodatek, kiedy mówi się o człowieku, to ma się wrażenie, a w zasadzie nabiera się pewności, że człowiek w momencie powstania wcale nie był taki, jaki jest dziś. Tak jak my widzimy sami siebie, kiedy sięgamy i szukamy naszych źródeł naszego powstania gdzieś w jakiejś odległej historii bądź mitologii, bądź przekazach religijnych. Za każdym razem gdzieś wracamy do miejsca tego mitycznego raju, gdzie został stworzony człowiek i inni mówią o tym, że stworzyli nas Annunaki przez jakieś machinacje genetyczne. Z kolei darwiniści mówią, że powstaliśmy w wyniku ewolucji. Natomiast idąc tropem i śladem Tomasza z Akwinu i jego źródeł, dochodzimy znów do czasów starożytnych, kiedy mamy początek człowieka, który wygląda tak, że człowiek był czymś w rodzaju androgena. Był istotą, w którym dwie płci mieściły się w jednej osobie.
I tu nagle znów pojawiają się Annunaki i pojawia się historia wieży Babel. Dla mnie jedna z najważniejszych opowieści, jakie znaleziono na sumeryjskich tabliczkach, która wygląda zupełnie inaczej niż w Starym Testamencie, która mówi o tym, że człowiek nieoczekiwanie był w stanie dorównać tym Annunakom. Dlatego postanowili zrobić wszystko, ażeby utrzymać tą swoją przewagę. I zrobili to właśnie, że rozdzielili tego człowieka. Przez to zagubił się kompletnie i nie był w stanie już więcej im się w jakiś sposób postawić. Także te wszystkie historie o archontach, te wszystkie historie o-
[35:37] - Przepraszam bardzo, bo tutaj pan Edek się do nas dodzwonił. Prosimy bardzo o wyłączenie przez chwilę Radia Paranormalium i słuchanie nas w smartfonie na czas rozmowy.
[35:47] - Dzień dobry szanownym panom. Przepraszam, że przerwałem wypowiedź, ale tak sobie pomyślałem, że jak się nie dodzwonię, to może już w ogóle. Tytułem wstępu chciałbym dwa zdania powiedzieć odnośnie pierwszych kwestii, które były poruszane w dniu dzisiejszym. Mianowicie, szanowni panowie, Polarexa, Paralaxa, Radio Paranormalium, zajmujecie się panowie sprawami ważnymi w sposób poważny. Natomiast niestety z ubolewaniem stwierdzam, że gros różnego typu kanałów, programów o podobnej tematyceTo jest ufologiczna jarmarczność. Niestety to się sprzedaje w taki czy inny sposób. Mam prośbę, jednocześnie sugestywną, abyście panowie nie szli tą drogą. Kolorowe jarmarki i baloniki na druciku to jest wszystko fantastyczne, ale w kwestiach poruszanych tu przez panów to po prostu nie wypada. Reasumując, są takie kanały jak wasz, które się zajmują sprawami poważnie i gro kanałów ufologii jarmarcznej. Teraz chciałbym prosić, gdyby pan Chris był tak uprzejmy i w kilku słowach odniósł się do kwestii, która być może nie istnieje, może ona tylko jest w mojej wyobraźni.
Mam na myśli terraformizację człowieka do możliwości życia w warunkach pozaziemskich. Czy to w ogóle jest zagadnienie, czy zaprzątać sobie tym głowę, czy też tutaj mnie fantazja poniosła? To tyle. Kłaniam się niziutko, pozdrawiam serdecznie panów i jak to się teraz modnie mówi, nastawiam się na odbiór. Kłaniam się.
[37:34] - Dziękujemy panie Edku.
[37:36] - Witam pana Edka. Już myślałem, że pan Edek to była taka mitologia. Nie wiadomo, czy istnieje naprawdę, czy też nie, bo od jakiegoś czasu nie słychać było nic od pana. Bardzo się cieszę, że pan słucha audycji, słucha Radia Paranormalium i słucha obu audycji, które prowadzę. Ufologii jest prawdopodobnie elementem tego, o czym rzeczywiście mówiłem na początku tego programu, że tworzy się i dodaje się do tego historie, które po prostu opadają ręce, kiedy zaczyna się próbować rozgryźć je logicznie, znaleźć ich konsekwencje, znaleźć ich źródła, znaleźć sposób ich działania. Nie wiadomo, co wtedy rzeczywiście zrobić. Żyjemy w czasach, kiedy dzieje się absolutnie wiele, gdzie przełamuje się wiele elementów do tej pory niedostępnych dla człowieka. Pan Edek zwrócił tutaj rzecz na interesujący aspekt, bo kiedy mówimy na przykład o terraformizacji Marsa, mówimy o tym, że trzeba mu zmienić atmosferę pewnie i grawitację, bo jest inna i pewnie wiele innych rzeczy po to, żeby dostosować do tego, żeby człowiek mógł na nim żyć. Można popatrzeć na to także kompletnie z drugiej strony. Zamiast terraformizować całą planetę, można na przykład spróbować zmienić człowieka po to, ażeby mógł funkcjonować w warunkach, do których tak naprawdę nie jest przystosowany.
Jak wiemy, nasza planeta również zmieniała się przez te tysiące lat swojego istnienia. Skład jej atmosfery się zmieniał. Nawet istoty, które zamieszkiwały tą planetę, się zmieniały. Dziś nie jesteśmy pewni, jak na przykład wyglądała kwestia grawitacji, ale kiedy popatrzymy na te olbrzymie dinozaury, jakie żyły wiele milionów lat temu, to trudno sobie wyobrazić, że takie zwierzę było w stanie przy obecnej grawitacji po prostu poruszać się. Tak olbrzymi ciężar, niezwykle długie szyje. Wydaje się być wręcz niemożliwe, że ta mechanika mogła zadziałać, jeżeli grawitacja istniała w takiej formie, jakiej istnieje dziś na Ziemi. Gdyby była taka grawitacja jak na Marsie, byłoby im znacznie łatwiej. Także nie do końca wiemy, jakie zjawiska panowały na Ziemi, ale opierając się na tym, co mamy teraz i na tym, że istnieje ten właśnie pomysł, żeby spróbować podbić kosmos, osiedlić się gdzie indziej albo przynajmniej próbować eksplorować to, co jest wokół nas, wydobywać te wszystkie cenne minerały, których pełno jest w rozmaitych asteroidach, jakie krążą wokół Ziemi i zrealizować marzenie Elona Muska i przenieść się na Marsa, to być może o wiele łatwiej jest zmienić człowieka niż zmienić całą planetę. Zmiana, taka terraformizacja Marsa trwałaby, słowo wypowiedzieć je brzmi krótko, natomiast trwanie takiego procesu prawdopodobnie zajmie dziesiątki tysięcy lat, by móc w sposób gwałtowny dokonać takiej zmiany. Trudno też sobie wyobrazić, że ludzkość musiałaby żyć na przykład w takich cieplarniach, w jakichś bazach, gdzie promieniowanie kosmiczne dokonywałoby strasznych rzeczy z ludzkim organizmem, dokonywałoby rozmaitych mutacji i niestety skracałoby życie ludzkie gwałtownie, ponieważ do tego wysokiego promieniowania nie jesteśmy zbyt dobrze przystosowani.
Okazuje się jednak, i to stwierdzono na podstawie właśnie tych wszystkich historii związanych na przykład z elektrowniami atomowymi, które miały problemy tak jak w Czarnobylu czy w Fukushimie, że człowiek rzeczywiście, jego kod genetyczny dokonuje mutacji i w jakiś sposób pewną wyższą dawkę promieniowania jest w stanie nie tylko zaabsorbować, ale jest w stanie zmienić swój organizm, swoją fizjologię do tego, by móc żyć w warunkach wyższego napromieniowania. Jest to po prostu jakiś rodzaj ewolucji czy przystosowania, jakie dokonuje się w człowieku. Ewolucji być może nie jest to dobre słowo, bo ewolucja trwa tysiące lat, natomiast tutaj takie przystosowanie następuje szybko właśnie do tych nowych warunków i dołączając to, czy próbując w jakiś sposób popatrzeć na to poprzez na przykład taką naukę, jaką jest genetyka, która dokonała olbrzymich postępów, można tego typu zmiany przyspieszyć. Właśnie tu jest to ciekawe podejście pana Edka do tego tematu, które mówi o tym, że można spróbować przystosować człowieka do tego, ażeby mógł żyć w trudnych warunkach na Marsie, by mógł być bardziej odporny na promieniowanie, jakie tam występuje, na skład chemiczny atmosfery.Z jaką będzie miał do czynienia. Dziś, kiedy mówi się o tym, że polecimy na Marsa, zaczniemy tam coś budować i osiedlać się, to są miliony ochotników. Miliony ochotników dlatego, że cała ta podróż wygląda romantycznie. Podróż na inną planetę, zdobywanie nieznanego. Jest olbrzymi entuzjazm wśród ludzi, ale trzeba sobie zdać sprawę, że ci ludzie, którzy dotrą na Marsa, prawdopodobnie nie przetrwają zbyt długo, że po kilku miesiącach być może zacznie się ich masowe umieranie i ta ekspansja zostanie powstrzymana z tego powodu, że cała reszta czekająca w kolejce na podróż na inną planetę nagle wycofa swój udział, widząc, że to nie są jednak przelewki, że technologia, jaką się dziś szczycimy, nie jest wystarczająca, ażeby ochronić ich przed niechybną śmiercią. Także ten romantyzm by upadł. Ale jeżeli dokonamy zmian w ludzkim organizmie, zmian genetycznych, wówczas sprawa będzie wyglądała zupełnie inaczej.
Ostatnio w Stanach Zjednoczonych instytuty, które zajmują się badaniami genetycznymi, złożyły zapotrzebowanie na aż milion osób, które dobrowolnie zgodzą się na to, ażeby móc przekazać swój kompletny genom do badań. Jest to liczba ogromna. Przynajmniej ja podejrzewam, że kryje się coś za tym i być może jest to w jakiś sposób związane z Marsem. Jeżeli znajdziemy grupę osób, wyselekcjonujemy grupę osób, która byłaby w stanie być bardziej przystosowana do takich warunków niż inna, czy być bardziej skłonna do tego przez budowę swojego kodu genetycznego, ażeby dokonać modyfikacji pozwalającej na stworzenie takiego nowego człowieka, wówczas cała sprawa nabiera jak najbardziej sensu. Dziś badania nad naszym kodem genetycznym, naszym genomem poszły tak daleko. Okazuje się, że nasz kod genetyczny to nie tylko dwie wspaniale wijące się helisy. Okazuje się, że co jakiś czas w nasz kod genetyczny jest wmontowane coś w rodzaju takich wypustek, które sprawiają wrażenie, jakby to były wręcz gniazdka elektryczne, do których można podłączyć kolejny element takiego kodu genetycznego. I dziś, prowadząc tego typu badania i eksperymenty, okazuje się, że można sprawdzić w działaniu rozmaite technologie, które temu właśnie służą. Jedna z takich technologii nazywa się CRISPR, która polega na tym, że można wymieniać dowolne części kodu genetycznego, robiąc to w ten sposób, że aplikuje się taką zmianę poprzez wirusa. Wirus jest tym elementem, który dostarcza nowy element kodu genetycznego do każdej komórki organizmu.
Ten element jest zbudowany sztucznie i jest on także zaopatrzony w enzym. Enzym w tym całym procesie usuwa tą część, która została zamierzona przez ludzi, którzy dokonują tego doświadczenia i na jej miejsce bardzo precyzyjnie wstawiany jest nowy element. To pokazuje, że można kompletnie stworzyć nowego, innego człowieka o zupełnie nowych, nieznanych możliwościach. Brzmi to niezwykle fantastycznie. Z punktu widzenia etycznego jest bardzo mocno podejrzane. Nie wiadomo, do czego takie rzeczy mogą doprowadzić. Dziś robi się tego typu doświadczenia i tego typu operacje rutynowo, ale robi się je na psach. Dlatego, że wielu ludzi kocha swoje zwierzęta, ma do swojej dyspozycji olbrzymią liczbę środków finansowych, dlatego jest w stanie zapłacić całą masę pieniędzy za to, ażeby na przykład odmłodzić swojego własnego psa. Dziś robi się doświadczenie, które jeśli porównać, gdyby zostało ono dokonane na człowieku, sprowadza się do tego, że poprzez wymianę rozmaitych zniszczonych elementów kodu genetycznego można spowodować, że istota ludzka byłaby w stanie osiągnąć wiek na przykład 130 lat i czuć się tak, jakby miała lat 22. Dokładnie 22.
Tak precyzyjnie to określono, co jest absolutnie niebywałe. I dziś, kiedy myślimy o tym, wydaje się, że może być to wręcz fantastyczne myśleć o tym w ten sposób, ale popatrzmy na tych wszystkich wielkich tego świata. Taki Soros czy królowa brytyjska, czy paru innych mrocznych postaci z tak zwanej światowej elity po prostu żyje tak długo, że już nikt nie wie, czy oni jeszcze żyją, czy jeszcze nie. Co jakiś czas się pokazują i okazuje się, że mają się świetnie. Być może tego typu operacje są na nich stosowane, a to, co państwu opowiadam, wynika absolutnie z lektury oficjalnych magazynów naukowych, takich właśnie jak „Discover”, jak „Scientific American”, jak „New Scientist”, czy magazyn „Nature”. Tego typu magazynów, które opisują tego typu doświadczenia i historie, mówiąc, że są one absolutnie możliwe, przekazując nazwiska ludzi, którzy się tym zajmują i instytuty naukowe. Między innymi takim instytutem jest instytut w Bostonie, gdzie przy kooperacji z Uniwersytetem Harvarda tworzy się tego typu doświadczenia i realizuje się technologię CRISPR w praktyce, co jest absolutnie niebywałe i to dopiero otwiera wyobraźnię, a nie historie o Goliacie i PudzianieKtóre wydaje mi się, że trudno jest ze sobą połączyć, o ile w ogóle jest to możliwe, chyba że się pisze komiks albo opowieść jakąś z cyklu fantasy. W innym przypadku jest to niemożliwe. Natomiast tutaj tego typu doświadczenia właśnie są w stanie spowodować, że to człowiek zostanie nie tyle steramorfizowany, ale sposób działania, jego fizjologia będzie zaadaptowana do tego, aby mógł łatwiej przetrwać w trudnych warunkach. Co nie oznacza, że nagle wyrośnie mu druga głowa i będzie miał cztery ręce, ale że będzie na przykład odporniejszy na promieniowanie kosmiczne, jakie go czeka na Marsie, a także na przykład będzie w stanie dłużej zachować swoją witalność i jego odporność na rozmaite choroby, które ewentualnie mogłyby się przyczynić do utraty jego zdrowia, kondycji i wreszcie śmierci na Marsie.
Po prostu można zniwelować albo zmniejszyć do absolutnego minimum. Także jest to druga strona, drugie podejście, bardzo interesujące i myślę, że w praktyce łatwiejsze do zrealizowania niż steramorfizowanie, terraformizowanie całej planety takiej jak Mars. Nie jest to mała planeta, jest trochę mniejsza od Ziemi, ale wciąż mamy do czynienia tutaj ze zjawiskiem planetarnym, gdzie potrzeba jest naprawdę dużo, ażeby móc stworzyć kompletnie nową atmosferę na takiej planecie po to, żeby mógł w niej żyć taki człowiek, jaki żyje na Ziemi. Także być może my sami jesteśmy także tego efektem. Być może właśnie ta historia, kiedy powstawaliśmy, ta zapisana także na sumeryjskich tabliczkach, mówi właśnie o tym, że genetycznie dostosowywano nas do warunków. A to, że nasz kod DNA jest dziwny i posiada w swojej dużej części tak zwany śmieciowy DNA, to wcale nie jest właśnie śmieciowy DNA, a są to właśnie ewentualne możliwości do tego, żeby przystosować nas do jakichś innych warunków, które dziś wydają nam się z punktu widzenia biologii nie do wytrzymania, nie do zniesienia dla organizmu ludzkiego. Ale gdy podejść do tego naukowo i podejść do tego właśnie w taki sposób, jak to państwu powiedziałem, jest to jak najbardziej możliwe. Także pozdrowienia, panie Edku. Bardzo dziękuję. Bardzo dobre pytanie i rzeczywiście, które może mieć swoje potężne konsekwencje.
Proszę sobie jeszcze raz na koniec wyobrazić: 130 lat życia, a samopoczucie jak u 22-latka. Czy nie jest to wspaniałe? Zapewne.
[51:16] - I właśnie teraz na czacie Radia Paranormalium słuchacz Serksiądz chyba, nie wiem, czy celowo, czy przypadkowo, ale nawiązał do wątku filmików na YouTube: „Hej, hej, jest film dość świeży o terraformowaniu człowieka”. Znając życie pewnie niedługo dostaniemy link do niego z prośbą o odniesienie się.
[51:39] - Właśnie. Tu, proszę państwa, taka mała uwaga. Bardzo się cieszę, że możemy dyskutować o tych różnych historiach, tych różnych sprawach, że wiele rzeczy państwa frapuje, ale czasami bardzo trudno jest na przykład, jeżeli ktoś powie: „Przeczytaj sobie tą książkę”. No i co, ja mam spędzić trzy dni, żeby przeczytać tą książkę? I co? I wtedy dopiero mogę zapytać: a jakie było pytanie i do czego ten ktoś chciałby się odnieść? Także o ile ja z mojej strony jak najbardziej chcę traktować te państwa pytania poważnie i podchodzić do nich poważnie i znaleźć jakiś wspólny punkt widzenia albo przynajmniej pokazać mój punkt widzenia na daną sprawę, bądź ewentualnie drążyć go głębiej, to warto wiedzieć, co się drąży i o co w tym wszystkim chodzi, a nie kopać olbrzymią dziurę w ziemi po to, żeby nagle okazało się, że nie dąży się do niczego. Być może ten film jest interesujący i ciekawy. Być może rzeczywiście w jakiś sposób nawiązuje do tego, o czym przed chwilą państwu opowiedziałem. Ale tak to właśnie wygląda i te wszystkie fantastyczne historie mają oczywiście swoje źródło i swojego ewangelistę.
Z pewnością już wspominałem o nim dzisiaj. Z Erichiem także kojarzą się te wszystkie historie z pustyni Nazca chociażby, że były to lądowiska dla kosmitów albo znaki dla kosmitów. Bo jak sobie wyobrazić, że ktoś, kto nie lata w powietrzu, był w stanie wykonać tego typu wielkie geoglify, wielkie rysunki na pustyni? Ale proszę państwa, przecież jak ktoś na przykład projektuje budowę Pałacu Kultury, to nie buduje makiety najpierw czy nie ogląda tego miejsca, nie buduje go, patrząc na to z powietrza, ale robi plan w skali. I później ten plan, który robi w jakiejś tam skali, nanosi na ziemię, odpowiednio tą skalę powiększając, robiąc szereg inżynieryjnych obliczeń. I wówczas może powstać budowla w taki sposób. Więc być może w absolutnie bardzo podobny sposób tworzono właśnie te geoglify, które właśnie tak pięknie wyglądają z powietrza. I bardzo długo rzeczywiście zastanawiano się nad tym, do czego one mogły służyć, po co one były robione i próbowano znaleźć jakiś sens tego wszystkiego. Ostatnio nawet minęła 115. rocznica urodzin takiej pani.
Nazywała się Maria Reiche. Był to nawet jeden z doodle na Google. Kiedy włączacie państwo Google, co jakiś czas pojawiają się różne obrazki, takie jakieś krótkie animowane historie dotyczące jakiejś ważnej osoby. Myślę, że jest to bardzo fajna rzecz, którą Google robi, dlatego że przypomina wiele bardzo interesujących postaci, często gdzieś już prawie że zapomnianych. I chyba Maria Reiche jest taką właśnie postacią, bo kiedy mówi się o pustyni Nazca, mówi się o DänikenieMówi się o jego odlotowej teorii i kosmitach, którzy obserwowali to wszystko z powietrza i traktowali to jako lądowiska. A jak były chmury, to jak to traktowali? Albo byli dwie góry dalej, to byłyby bezużyteczne zupełnie, albo gdyby popatrzyli pod złym kątem, wyglądałyby również inaczej. Także jestem pewien, że z pewnością nie były to lądowiska dla kosmitów. Maria Reiche spędziła tam kilkadziesiąt lat. Dobre 50, 60 lat swojego życia wśród tych geoglifów Nazca i myślę, że o wiele więcej jej zawdzięczamy niż odlotowym teoriom Danikena.
Przez Danikena stały się one sławne. Natomiast to, co zrobiła Maria Reiche, to zamieszkała w malutkiej chatce gdzieś na skraju tej pustyni i codziennie rano przez cały dzień chodziła z miotełką i zmiatała kurz, który nakładał się na te znaki przez setki, jak nie tysiące lat od ich powstania, po to, żeby były widoczne w pełnej swojej glorii, tak jak to widać teraz. Biegała także po tych geoglifach ze strzelbą, przepędzając ludzi, którzy łazili po tym wszystkim i można byłoby to łatwo zniszczyć. Być może to, że do dziś istnieją, także jej zawdzięczamy i mało się o niej mówi. Bardzo ciekawa osoba. Współpracowała z pierwszym człowiekiem, który tak naprawdę badał te geoglify. Nazywał się Paul Kosok i był on naukowcem z Long Island University. Wiedział, że istnieją tam jakieś struktury, jakieś kanały, coś istnieje wyżłobionego w ziemi. Dlatego, że te geoglify to są rozrzucone kamienie, poniżej nich znajduje się piasek, stąd piasek jest bardzo jasny, kamienie są czarne i w związku z tym można ułożyć taki świetny znak, bardzo dobrze widoczny z powietrza. Są to rowki w ziemi wykopane, ta głębokość jest między 12 a 45 centymetrów.
I właśnie ten Paul Kosok sądził, że są to kanały irygacyjne. Wówczas jeszcze nie oglądał tego z powietrza. A ponieważ zna się historię irygacji na świecie, pomyślał, że będzie to bardzo interesujący temat na rozprawę naukową. Zaczął to wszystko badać aż do momentu, kiedy przeleciał nad pustynią Nazca samolotem. I zobaczył te niezwykłe geoglify. Zachwycił się nimi. A ponieważ Maria Reiche, nazywam ją Maria, dlatego, że Maria Reiche większość swojego życia spędziła w Peru, została honorowym obywatelem Peru, dostała mnóstwo peruwiańskich odznaczeń i Peruwiańczycy traktują ją jako Peruwiankę, jako część swojego własnego dziedzictwa narodowego, a nie jako Niemkę, jako obcą przybłędę do swojego kraju. Dlatego właśnie Maria Reiche. Kosok spotkał się któregoś razu z Reiche. Spotkał się w takich okolicznościach, że Reiche miała kawiarnię w Limie.
I Kosok zaczął bywać w tej kawiarni. A ponieważ Marię Reiche interesowało wszystko, co było związane z historią Peru, chętnie słuchała o tych geoglifach. I razem z Kosokiem zaczęła je badać. Obaj wpadli w tak niezwykłą fascynację po tym, jak zobaczyli, z czym mają do czynienia. Zaczęli to fotografować. Wyglądało to niesamowicie, kiedy lecieli helikopterem, małym helikopterem wojskowym armii peruwiańskiej. Byli przywiązani do płóz po to, żeby móc pod kątem prostym sfotografować bez zniekształceń te geoglify. Także wyczyny kaskaderskie wręcz. I między innymi dzięki temu zostały też i uratowane. Dlatego, że kiedy budowano tą wielką autostradę panamerykańską, przynajmniej jeden duży geoglif został zniszczony, kiedy ta postać wielkiego jaszczura wyżłobiona w ziemi została rozjechana na pół tą autostradą.
Na szczęście całą resztę udało się uratować. I przez lata próbowano stworzyć jakąś teorię. Myślę, że w tym czasie, kiedy były one tworzone, do czegoś one musiały służyć. Więc historycy tacy jak Kosok, później Maria Reiche, później następni, nawet tacy ludzie jak ci wszyscy, którzy wierzą w starożytnych astronautów, próbowali znaleźć jakieś połączenie pomiędzy tymi geoglifami a tym, co się dzieje w przestrzeni kosmicznej. Próbowano znaleźć jakąś relację pomiędzy tymi stworzeniami przedstawiającymi zwierzęta, ptaki, jakieś postaci, a tym, co się dzieje w kosmosie. I na początku uznali, że jest to rodzaj kalendarza, że są to znaki zodiaku stworzone przez rdzennych mieszkańców pustyni Nazca, którzy żyli tam parę tysięcy lat temu. Ocenia się, że te geoglify w Nazca mają między 2 a 2500 lat. Ale okazało się, że żaden gwiazdozbiór nie odpowiada temu, co jest na tej pustyni. Było to bardzo nieprzyjemne zaskoczenie, dlatego że większość struktur na Ziemi ma jakąś relację z tym, co się dzieje na niebie. I tutaj okazało się, że czegoś takiego nie ma.
Wywołało to troszeczkę zamieszanie, bo jak to w takim razie rozumieć? Do czego to mogło służyć? I znów te lądowiska dla kosmitów zaczęły pojawiać się na powierzchni, że rzeczywiście może były to jakieś znaki nawigacyjne dla kosmitów, że mają wylądować na małpie. Gdy nagle w Obserwatorium Astronomicznym w Chicago znaleziono rozwiązanie tej zagadki. Okazuje się, że te geoglify odpowiadają nie gwiazdozbioromA odpowiadają pustym przestrzeniom właśnie w Drodze Mlecznej, która jest nad pustynią. One reprezentują te czarne otchłanie, gdzie nie ma żadnych gwiazd i to wobec nich są zorientowane. Także jest to myślenie kontrintuicyjne, zupełnie w odwrotną stronę, że nagle okazało się, że dla tych, którzy je tworzyli, było bardzo istotne, żeby móc tworzyć obraz tych pustych przestrzeni właśnie w jakiś sposób na Ziemi i miało to dla nich bardzo duże znaczenie. Kiedy porównano te geoglify do tego, co się dzieje na niebie, rzeczywiście okazało się, że zaczęły się one nakładać na te puste przestrzenie bez gwiazd, bez żadnych konstelacji, które są w tym momencie kontrmapą tego, co się dzieje w kosmosie, w przestrzeni kosmicznej. Natomiast kiedy już wspomniałem o tej małpie, wielkim geoglifie na pustyni Nazca, był to ulubiony geoglif Marii Reiche z pewnego powodu. Na początku swojego pobytu w Peru Reiche skaleczyła się kaktusem.
Nieostrożnie gdzieś przechodziła obok kaktusa, ten kaktus wbił swój kolec w jej palec. Okazało się, że w ciągu dwóch dni w palec wdała się gangrena i usunięto jej ten palec. Także jej jedna dłoń miała tylko cztery palce. I kiedy przyjrzycie się państwo tej małpie na pustyni Nazca, okaże się, że jeden z jej łapek ma właśnie cztery palce. I dlatego był to ulubiony geoglif Marii Reiche. Bardzo interesująca postać. Mam nadzieję, że nie odejdzie w zapomnienie. Ta kobieta, która odkryła zależność astronomiczną, nazywała się Phyllis Pitluga właśnie z Adler Planetarium w Chicago. To właśnie ona znalazła to rozwiązanie i być może właśnie to jest rozwiązaniem tajemnicy geoglifów na pustyni Nazca. Jeżeli spróbować nałożyć to na rodzaj rytuału, jaki mógł tam się odbywać, dziś większość ludzi, którzy badają te tereny, uważa, że było to coś w rodzaju drogi procesyjnej, że odbywał się pewien rodzaj misterium.
Tak jak na przykład w chrześcijaństwie odmawia się różaniec, gdzie z każdym koralikiem związana jest określona modlitwa. To czymś podobnym była właśnie procesja wzdłuż takiego geoglifu tym kanałem wyżłobionym w ziemi po to, ażeby móc uzyskać pewien efekt spirytualny i jednocześnie uzyskać połączenie i z bogami, i także z siłami kosmicznymi. Widzę, że zbliżamy się dziś do końca naszego czasu. Bardzo dziękuję państwu za uwagę. Przepraszam też, że dziś troszeczkę to poszło nieskładnie. Nie miałem dla państwa jakiejś określonej, z góry przygotowanej historii. Zazwyczaj jedną czy dwie takie mam gdzieś w zanadrzu, ale po prostu-
[01:04:06] - Właśnie propozycja takiej historii, takiego tematu ogólnego pojawiła się na naszym YouTubie od użytkownika Adam Adam: „Panie Krysiu, czy jest szansa, że zrobi pan odcinek o żywym folklorze Ameryki?”
[01:04:22] - O żywym folklorze Ameryki Północnej czy Południowej? Czy jest to w jakiś sposób wyodrębnione?
[01:04:28] - Myślę chyba Północnej.
[01:04:31] - Z kolei nawet jeśli mówiąc o Północnej, to mamy przecież Amerykę Środkową z Majami, Aztekami, Toltekami, Olmekami. Mamy niezwykle bogatą historię, ale kiedy przekroczymy Rio Grande, nagle wszystko się zmienia. Wydaje się, że są tam tylko koczowniczy Indianie. I to jest jedyny żywy folklor, z jakim mamy do czynienia, aż do momentu, kiedy natrafimy na tajemnicze kopce, których są tysiące w całej Ameryce, zwłaszcza w Ohio, ale także w Wirginii, Florydzie. Okazuje się, że istniała tam bardzo tajemnicza kultura, dość dobrze zorganizowana, nazywana kulturą adeńską, gdzie jej przedstawiciele, ludzie, którzy tam żyli, byli znacznie wyższego wzrostu od nas. Nie chcę przez to powiedzieć, że byli to giganci, ale w porównaniu do nas można zaryzykować takie stwierdzenie. Ta cała kultura adeńska jest bardzo często zamiatana pod dywan. Nie reklamuję jej za mocno, ponieważ burzy ona pewne historyczne pojęcia Ameryki. Natomiast jeżeli patrzymy na to, nie musimy aż tak bardzo puszczać wodzy fantazji, dlatego że te kopce ciągle istnieją. Te, które zostały zniszczone raz na zawsze gdzieś zostały opisane w nie tak dawnej historii, bo zostały one zniszczone w przeciągu ostatnich mniej więcej 100, 120 lat.
Ludzie żarło skopywali, szukając skarbów. Tu i ówdzie w rozmaitych muzeach są artefakty, jakie tam znaleziono, które również nie pasują do żadnej innej kultury, jaka istnieje czy jest znana na świecie. Także temat jest niezwykle interesujący, ale w takim razie skoro pan Adam Adam zostawił mi takie szerokie pole działania, to z pewnością coś dla państwa wybiorę i następnym razem opowiem jakąś dłuższą historię bez denerwowania się na Pudziana, Goliata i innych tego typu bohaterów historii, które chyba tworzą się raczej w ludzkiej wyobraźni i więcej mieszają niż tworzą dobrego. Dlatego bardzo dziękuję za państwa wsparcie i wiarę we mnie, w to, co robię i w mój sposób patrzenia naNa świat, a nie tylko na te niezwykłe historie, które najlepiej sobie przeczytać u Tolkiena czy obejrzeć w filmie „Gra o tron”, czy przeczytać w książce przetłumaczonej na polski. To są tego typu historie, które dzieją się w wyobraźni. Lada chwila okaże się, że Imperium Lechitów rządził wielki Lechita, wielki król o nazwie Wiedźmin na przykład, bo dlaczego nie? To wszystko doprowadza do tego, że alternatywne patrzenie na świat bardzo często jest wyśmiewane, bo podstawiamy się w kiepski sposób tego typu teoriom, które dziś zaplątują się w ludzką wyobraźnię. Jeszcze raz dziękuję państwu za uwagę i życzę pięknego niedzielnego wieczoru. Dziękuję bardzo, Marku. Dziękuję wszystkim państwu, którzy zadzwoniliście dzisiaj do nas, do radia, bo ostatnio coś ciężko było, ale rozmowy na Atlantydzie powoli ruszają.
To jest fajne. To jest ważne, bo dzięki temu mamy żywy i bezpośredni kontakt. Tak że jeszcze raz za to dziękuję.
[01:08:00] - Dzięki również, Krysiu. Te słowa mówił do państwa przed chwilą nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Ktoś SMS-em zgłosił obserwację UFO. Prosimy słuchacza o numerze kończącym się na 630 o wysłanie maila na nasz adres radio@paranormalium.pl. Przed chwilą mówił do nas Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor audycji „Paralaxa” oraz wideobloga „Polaraxa” i oczywiście serwisu nowaatlantyda.com. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.