[00:01] - Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, wlewamy powolutku kolejny odcinek Paralaxy na żywo. Rozmowę na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Dzisiaj będzie dużo wątków, między innymi marsjańskich, ale również ufologicznych. Nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, Chris Miekina, jest już po drugiej stronie połączenia internetowego. Witaj, Chrisie.
[00:35] - Witam, witam wszystkich. Dobry wieczór państwu.
[00:39] - Dzisiejszej Paralaksie będzie towarzyszyła otwarta już od początku linia telefoniczna. Można już teraz dzwonić i pisać, zadawać pytania, komentować. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193. 530 624 193. Jesteśmy też na Skypie radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas również spotkać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Nowa Atlantyda, na grupie Radia Paranormalium. Oczywiście, jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i propozycje tematów do kolejnych audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Przypomnę jeszcze tylko, że Radio Paranormalium odświeżyło niedawno profil na Twitterze twitter.com/rparanormalium. Zaczniemy od pewnego pomysłu, który zaświtał właściwie w głowie prezydenta Donalda Trumpa. Otóż podczas jednego ze swoich przemówień w Kalifornii w tym tygodniu prezydent Trump omówił, czy też odniósł się do stworzenia gałęzi zwanej Space Force, czyli siła kosmiczna. Z tego, co zdążyłem się dowiedzieć ze źródeł internetowych, pomysł ten narodził się jako taki efekt uboczny pewnego żartu. Może potrzebujemy nowej siły, którą nazwiemy siłą kosmiczną, Space Force. I wtedy prezydent Trump stwierdził: „Ależ to jest świetny pomysł”. I właśnie do tego pomysłu odniósł się w czasie rzeczonego przemówienia. Chrisie, co dokładnie powiedział Donald Trump i jakie szanse na realizację ma ten troszkę żartobliwy pomysł?
[03:12] - Co miał na myśli Donald Trump? Myślę, że nawet Donald Trump ma kłopoty, żeby stwierdzić, co dokładnie miał na myśli, ale w przypadku jego prezydentury jest jedna charakterystyczna rzecz w jego przemówieniach. On bardzo nie lubi trzymać jakiegoś z góry ustalonego scenariusza. Nie czyta z kartki, mówi z głowy, ma swoje ulubione słówka, popełnia swoje ulubione błędy. Czasami mi to przypomina pewnego poszukiwacza prawdy, który ma kłopoty z odmianą i też mówi z głowy, co mu akurat przyniesie jakiś nowy pomysł czy nowe rozwiązanie danego problemu. Być może w jakiś sposób jest w sumie łatwiej spróbować rozumieć to, co prezydent miał ewentualnie na myśli bądź powiedział coś, czego nie chciał powiedzieć. I to jest właśnie najciekawsze, bo przynajmniej ja tak patrzę na jego przemówienia, że zapędza się w nich i czasami mówi o jedno słówko za dużo. Kiedy są te komentarze dotyczące tej całej historii tego spotkania w Kalifornii, gdzie on mówił o tym, nawet zacytuję sobie tutaj dla państwa. Powiedział on mniej więcej coś takiego: „Moja nowa strategia dotycząca przestrzeni kosmicznej widzi w tej przestrzeni kosmicznej nowe pole bitwy. Tak samo jak ląd, powietrze i morze.
Być może posiadamy siły kosmiczne. Zbudujemy następne. Mamy siły powietrzne, będziemy mieć siły kosmiczne”. To mniej więcej powiedział. Do tego to się sprowadza. Jest troszeczkę hałasu wokół tej jego wypowiedzi. Rzeczywiście większość osób, a właściwie niemalże wszystkie, zwracają uwagę na ten moment, na ten element, kiedy on mówi, że przestrzeń kosmiczna jest to nowe pole bitwy. Wygląda to w zasadzie na coś zupełnie zwykłego i naturalnego, ale tu trzeba oczywiście wziąć pod uwagę te wszystkie najrozmaitsze ustalenia, jakie dokonywano przez całe lata, kiedy eksplorowano przestrzeń kosmiczną, kiedy zgodzono się, że w przestrzeń kosmiczną nikt nie będzie wynosił broni, nikt nie będzie przede wszystkim wnosił broni nuklearnej, nie będzie zbrojenia w kosmosie, że będzie to przedmiot eksploracji pokojowej. Dlatego mówienie wprost, że będzie to nowe pole bitwy, oczywiście nazywa rzeczy po imieniu, bo nikt już dziś, w dzisiejszych czasach o zdrowych zmysłach nie wierzy w to, że przestrzeń kosmiczna może być w jakiś sposób badana w sposób pokojowy. Każdy widzi, że jest tam olbrzymi zysk, olbrzymie pieniądze do zarobienia, a także jeżeli ustawi się w odpowiednim miejscu, jest to kontrola.
Kontrola już teraz międzyplanetarna, można powiedzieć. Jeżeli dojdzie na przykład do zasiedlenia Marsa. Także jest to łakomy kąsek, jest to olbrzymia przyszłość przed naszą cywilizacją.Która, kto wie, może się skończyć albo bardzo źle, albo rzeczywiście na skali Kardaszewa zmienimy swoją pozycję i skoczymy oczko wyżej. Być może to będzie zmierzało w tą dobrą stronę, ale znając ludzką naturę, patrząc w historię człowieka, wiemy, jak to się zazwyczaj kończy. Najpierw zaczyna się od niewinnych przepychanek, a kończy się jakąś totalną, paskudną wojną z mnóstwem ofiar. Dlatego nazwał to wszystko po imieniu. Nazwał przestrzeń kosmiczną nowym polem bitwy. Czyli w zasadzie można powiedzieć, że karty zostały już odkryte i wszyscy wiedzą, że tak Amerykanie, jak i Rosjanie, Chińczycy, Hindusi, kto wie, kto jeszcze, prawdopodobnie Europa również, jeżeli instaluje coś w przestrzeni kosmicznej, to myśli także o ewentualnych takich środkach, które umożliwiałyby jakąś obronę czy atak, czyli po prostu wprowadzenie do tej przestrzeni broni po to, żeby bronić tego, co się ma, albo zabrać komuś to, co ten ktoś zdobył sobie pierwszy, tak jak to zawsze bywa. Natomiast w tej jego wypowiedzi oczywiście robi to wrażenie i jest tu rzeczywiście o czym dyskutować. To, co zwróciło moją uwagę, to jego przejęzyczenie.
Dlatego powiedziałem wcześniej, że on mówi z głowy, zapędza się troszeczkę, czasami mówi o jedno słowo za dużo. I tutaj powiedział, że być może posiadamy siły kosmiczne i następnie spróbował się poprawić. „Zbudujemy następne” powiedział coś takiego. Powiedział to w taki sposób, że w języku angielskim w zasadzie może to nawet umknąć uwadze i generalnie umknęło. Zwróciłem na ten fragment uwagę dlatego, że od lat rozmawiamy tutaj w Radiu Paranormalium, w innych miejscach o tym, że istnieje być może jakiś równoległy program kosmiczny do tego, który oficjalnie znamy, że być może coś jest jeszcze realizowane poza naszą wiedzą, jest być może znacznie bardziej zaawansowane technologicznie i tylko to, co widzimy, to są tylko obrazki dla nas, żebyśmy w coś tam wierzyli. Natomiast coś rozgrywa się zakulisowo i jest mnóstwo ludzi, którzy tym się zajmują. Niestety, ponieważ są to programy ściśle tajne, dostęp do informacji jest raczej niewielki i trudno jest zdobyć coś konkretnego, ale od czasu do czasu wpadają informacje, z którymi w zasadzie nie wiadomo, co robić. Na przykład Ronald Reagan, który napisał swoje pamiętniki, napisał w nich, że w czasach, kiedy był prezydentem, Stany Zjednoczone posiadały środki, ażeby umieścić w przestrzeni kosmicznej 300 osób. To jest armia ludzi, jeżeli myślimy o kosmosie w dzisiejszych warunkach i przy użyciu dzisiejszej technologii. W czasach Reagana był realizowany program wahadłowców, ale w takiego wahadłowca weszło sześć, góra osiem osób, więc gdzie te 300?
Czym te 300 osób miałoby polecieć w przestrzeń kosmiczną? Także gdzieś w tle są różne sygnały, że jest coś jeszcze. Mamy te tajemnicze loty samolotu kosmicznego. Być może jest to maleńka szalupa, która komunikuje się z czymś większym, co już funkcjonuje w kosmosie. Widzimy, jak intensywnie w przestrzeni kosmicznej rozbudowują się Chińczycy. Jedna ich stacja lada chwila spadnie, ale ona i tak była stacją próbną, więc nie jest to jakiś błąd chińskiego programu kosmicznego. Jedyny błąd, jaki tutaj ewentualnie istnieje, to taki, że po prostu Chińczycy stracili nad tym złomem kosmicznym już w tej chwili kontrolę i to jest kwestia dni, kiedy gdzieś runie nam na głowę. Natomiast oni sami budują swoją stację kosmiczną. Ta stacja można powiedzieć, że już jest zbudowana, jest na Ziemi i czeka, aż dokończą swoje rakiety, które to wszystko wyniosą właśnie w przestrzeń kosmiczną. Oczywiście są plany i chińskie, i rosyjskie, i nawet indyjskie, żeby polecieć na Księżyc, wylądować na Księżycu.
Ostatnio co mówi Rosja i o czym mówi Putin? O tym, że Rosjanie szykują swój własny marsjański program, a więc jest to wtargnięcie, wydawałoby się na prywatne amerykańskie podwórko, bo praktycznie Amerykanie mają monopol, jeśli chodzi o Marsa. Praktycznie wszystko, co po tym Marsie jeździ, należy do Stanów i wysyłają tam dość regularnie kolejne sondy, kolejne łaziki, coraz lepsze wersje. I też znów można pomyśleć, że być może nie o wszystkim wiemy. I teraz Rosjanie mówią, że oni szykują się do jakiejś wyprawy na Marsa. Jest to powiedziane bardzo ogólnikowo, że pierwsza misja ma być bezzałogowa, ale następne mają być już załogowe, co oznacza, że ktoś z pepeszą może tam wysiąść albo z innym kałasznikowem. I być może to tu również odnosi się w jakiś sposób do tego, co powiedział Trump, że przestrzeń kosmiczna jest nowym polem bitwy, bo to będzie wtargnięcie na terytorium, które ktoś uznaje za swoje, w związku z tym będzie starał się to bronić. To, w jaki sposób znów koresponduje z następną wypowiedzią Putina przy innej okazji, kiedy opowiedział światu o tym, że Rosja posiada niezwykłą broń, posiada takie wunderwaffe i takie rakiety, które potrafią dotrzeć w każdy punkt na kuli ziemskiej i praktycznie przedrzeć się przez każdy rodzaj obrony przeciwrakietowej. Nawet NATO wzięło to poważnie pod uwagę. I dziś znamy te rakiety pod nazwą RS-28 Sarmat, czyli rakieta Szatan 2, tak się pięknie nazywa w nomenklaturze NATO.
I ta rakieta ma być bardzo groźna, ma mieć rozmaity ładunek nuklearny na sobie i te największe podobno są w stanie zniszczyć terytorium wielkości Teksasu, a więc praktycznie zrobić wielką dziurę w całej środkowej Europie, wymazać kilka państw z mapy świata zupełnie i na zawsze chyba.Także są to straszne opowieści i myślę, że ta opowieść, ta historia, o której wspominał Putin, o tej nowej cudownej broni, jaką posiada Rosja, że być może nie jest to do końca tylko i wyłącznie straszak i propaganda, że coś się za tym kryje, bo inaczej ośmieszyłby się, gdyby okazało się, że praktycznie nic za tym nie stoi. Więc być może rację mają ci, którzy podchodzą do tego poważnie i traktują to poważnie. I również mówi to o tym, jeżeli popatrzeć na to właśnie z punktu widzenia patrzenia na ekspansję w kosmos, co w tej chwili wydaje się być najważniejszą funkcją naszej cywilizacji, najważniejszą rzeczą, najważniejszą historią, która się rozgrywa, jest wreszcie opuszczenie naszej planety i próba zasiedlenia innych planet, przynajmniej na razie w naszym układzie kosmicznym, na razie tej najbliższej. Ale jest to gorąca historia, paląca historia. Opowiadałem o tym w jednej z ostatnich audycji „Polaraxa”. Także wydaje się, że to wszystko potwierdza ten taki jakby przymus, że ruszamy w ten kosmos, zasiedlamy go i oczywiście w ten kosmos przenoszone są konflikty. I w związku z tym taka rakieta o takiej sile i takiej mocy, ewentualnie mogąca penetrować dowolną przestrzeń obronną przeciwnika, może być również użyta międzyplanetarnie, czyli ewentualnie jeżeli zostanie wysłany jakiś ruski pojazd, który będzie orbitował wokół Marsa, być może będzie miał na sobie tego typu broń i będzie ewentualnie mógł zagrażać temu, co już zostało zbudowane na powierzchni Marsa albo lata dokoła Marsa. Także jest to już jakieś zarzewie wojny z Rosjanami jako wrogami. Cały czas się pompuje do głów tutaj, w Stanach te historie o tym, że w jakiś sposób wpływali na amerykańskie wybory, że włamują się w rozmaite tajne systemy. Rosjanie w ogóle są w tej chwili takim dyżurnym, największym wrogiem, większym niż Kim Dzong Un, Ameryki.
I być może również ta wrogość. Jest wiele powodów, jak to wyjaśnić, mimo że na pierwszy rzut oka nie jest to aż takie proste, znaleźć wytłumaczenie, dlaczego nagle Rosja stała się amerykańskim wrogiem numer jeden. Zwłaszcza że to już nie jest Związek Radziecki, który był taką instytucją bardzo agresywną i był nastawiony na ekspansję. Rosja jest generalnie nastawiona na obronę, posiada tylko dwie bazy poza granicami swojego kraju, uszczupla swoje własne terytorium, więc generalnie widać w tej tendencji, że nie jest to państwo agresywne. Jest oczywiście bardzo groźne, ale nie jest z pewnością agresywne, więc widzenie w nim głównego wroga być może znów przekłada się na to, że jest to nie główny wróg na planecie Ziemia, a główny wróg właśnie w przestrzeni kosmicznej i w ewentualnym dzieleniu łupów w przyszłości, czy to na Księżycu, czy to na Marsie, czy ewentualnie kiedy będzie się przejmować jakieś asteroidy i wydobywać z nich te wszystkie, wypruwać wszystkie bogactwa, jakie te asteroidy kryją. Niesamowicie interesująca historia się rozgrywa na naszych oczach. Trzeba uważnie jej się przyglądać, żeby próbować gdzieś wyczytać coś między wierszami. I da się rzeczywiście to zrobić. Opowiadałem w ostatnim „Paralaksie” o łaziku Curiosity i o tych kółkach Curiosity, że jednak są pobite, że jednak są do wymiany i być może rzeczywiście nie ma tam serwisu, który zrobiłby to na miejscu. Ale oczywiście różnie to może być.
Być może dla sesji zdjęciowej wyciągnięto jakieś stare zdjęcie z tego łazika, kiedy to kółko jeszcze zbyt dobrze nie chodziło, bo próbuję pokazać różne implikacje tej historii. To znaczy, że można je w różny sposób tłumaczyć. Z jednej strony to świeżutkie zdjęcie niekoniecznie jest takie świeżutkie, ale jest tylko podpisane, że zostało zrobione kilka dni wcześniej. Dlatego wydaje nam się, że na Marsie nie ma nikogo, że rzeczywiście Curiosity ma te kółka troszkę już zniszczone i może za długo nie pociągnie. Ale kiedy przyjrzeć się temu, w jaki sposób ten łazik działa i w jaki sposób komunikuje się z Ziemią, również się natrafia na bardzo niepokojące rzeczy. Jeden z techników w NASA, który między innymi pracował i był odpowiedzialny za komunikację z tym łazikiem, przyjmował od niego meldunki, fotografie, odczyty z badań naukowych, jakie łazik przeprowadzał i konserwował ten sprzęt i software, który napędza ten łazik, powoduje i oczywiście dzięki niemu następuje ta komunikacja z Ziemią, zauważył, że nagle w tych wszystkich przekazach, w tym całym kodzie, który wysyła ten łazik, są fragmenty zupełnie innego kodu. Zaczął konsultować się z kolegami, szukać źródła, powodu, co to może być. Zwłaszcza że nie za bardzo rozumiał, co ten kod mógłby robić, jak on mógłby działać. I wreszcie znalazł ludzi, którzy byli w stanie zidentyfikować, czego ten kod dotyczy. I okazało się, że jest to kod, który wysyła te wszystkie dane jeszcze pod inny adres.
Ale, i tu ciekawostka, wysyła to znacznie szybciej niż wszystko to, co dochodzi do NASA. Wysyła to w taki sposób, że prędkość, z jaką porusza się ta informacja, jest większa niż prędkość światła. A więc mamy tutaj jakiś rodzaj połączenia kwantowego. Czyli jest to coś, czego teoretycznie wręcz można powiedzieć nie ma. Oprócz może kilku komputerów D-Wave, które są komputerami kwantowymi. Ale kto wie, być może na Curiosity już wtedy zamontowano nadajnik, który był w stanie wysłać informację szybciej niż prędkość światła, w związku z czym normalną drogą informacja, która jedzie kilka godzin, jest już po prostu informacją spóźnioną, bo ci, którzy chcą się czegoś dowiedzieć, mają te cztery godziny czasuŻeby móc zareagować, bo mają tą informację natychmiast. Czyli połączenie jest natychmiastowe, co oczywiście również rodzi implikacje. O tym wcześniej mówiłem, że skoro ekonomia otwiera się na przestrzeń kosmiczną, jest to dla niej ratunkiem, to jednocześnie musi istnieć system wymiany informacji, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze, inwestycje i gdzie to bogactwo fizycznie się znajduje. Ono musi być natychmiastowe. Nie może być mowy o jakimkolwiek opóźnieniu.
Nie ma mowy o tym, żeby te informacje były przekazywane z prędkością światła. To jest niedopuszczalne. Takie informacje poruszają się zbyt wolno i w tej sytuacji zawsze można założyć, że na Marsie powstanie jakaś kolonia, na przykład osadników z Radawy i stworzy swoje własne państwo. Tak samo jak koloniści angielscy zbuntowali się przeciwko królowi angielskiemu i stworzyli sobie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i zmienili historię świata tym samym. Także dwa razy nie wchodzi się do tej samej wody. Czasami wyciąga się wnioski z własnych błędów. I teraz, w momencie, kiedy istnieje przynajmniej teoretyczna możliwość zasiedlania Marsa, nie chce się do czegoś takiego dopuścić, a żeby do tego nie dopuścić, informacja musi być natychmiastowa. Nie może przebiegać według klasycznej teorii Einsteina z użyciem przestrzeni i czasu. Także coś się w tym wszystkim dzieje. I ten technik, inżynier, który zajmował się tym kodem, zaczął prowadzić rodzaj swojego własnego śledztwa.
I wreszcie udało mu się znaleźć adres, gdzie te informacje dochodzą. I okazało się, że istnieje w JPL przy NASA biuro, które odbiera te informacje, ale nikt do tego biura nie ma dostępu. Także to również wskazuje na to, że mamy do czynienia z równoległym programem kosmicznym, że oprócz tego, co wiemy dziś oficjalnie, oprócz tego realizowane jest coś jeszcze. Mówiłem państwu, opowiadałem w ostatnim programie o tym, że ma być wysłana ta sonda InSight, która ma badać podziemie Marsa. I wszystko wskazuje na to, że nie chodzi o to, żeby coś znaleźć, tylko po prostu, żeby coś dokładnie dopaść. Że ci, którzy szukają, wiedzą, czego szukają. Wiedzą, co chcą osiągnąć tym samym. Co wcześniej znów, kiedy dokładamy te wszystkie małe, drobne elementy, żeby stworzyć te wszystkie puzzle, żeby stworzyć większy obrazek. Również kilkanaście audycji, być może temu, opowiadałem państwu o pomyśle DARPA na temat żołnierzy, którzy mają się poruszać w superciężkich warunkach podziemnych. I wówczas było to interpretowane jako coś, co ewentualnie będzie to jakaś grupa specjalna Super Rambo, którzy będą atakowali te głęboko wkopane bazy, które gdzieś tam istnieją, gdzieś w Rosji, w Chinach, na pewno w Stanach, wkopane kilka kilometrów w ziemię, pancerne, nie do przejścia.
I że takie siły specjalne będą właśnie dzięki różnym urządzeniom, które im przygotuje DARPA, będą mogli się wedrzeć, będą mogli przetrwać w takich trudnych warunkach i będą mogli wykonać swoje zadanie. W tym kontekście tej satelity, tej sondy InSight, która będzie badała podziemia Marsa i będzie robiła mapę wnętrza Marsa, wygląda to zupełnie inaczej, że ewentualnie taka grupa niekoniecznie musi być użyta na Ziemi, a w zastawie na Ziemi jest kompletnie nieprzydatna, bo nie trzeba robić specjalnych urządzeń do tego, żeby się wedrzeć do tamtego bunkra, który jest z pewnością doskonale strzeżony i trzeba znacznie więcej niż małej grupy komandosów, żeby się dostać do środka. Ale być może taka ekipa doskonale wyposażona będzie w stanie dropić coś, co już jest na Marsie. To coś może być jak najbardziej żywe, a kto wie, może nawet trochę inteligentne. Ale ja już w tej chwili tutaj za bardzo może puszczam wodze fantazji, ale do tego to się, proszę państwa, sprowadza. Jeszcze parę lat temu, jeszcze rok temu nawet, jeśli mówiono o tym, czy istnieje życie pozaziemskie, to w zasadzie odpowiedź na to pytanie przez wszystkie możliwe filmowe media, przez wszystkie instytucje naukowe była: „Nie, absolutnie nie. Nie ma takiej możliwości. Jest ewentualnie możliwość bardzo mocno teoretyczna i raczej nie ma czegoś takiego jak życie pozaziemskie. Po prostu jesteśmy unikalni, jedyni w swoim rodzaju”. I był to dogmat, który jeżeli ktoś próbował obalić, to wystawiał się na ośmieszenie, a jeśli był naukowcem, to wylatywał z pracy.
Dziś nagle te wszystkie granice gdzieś się rozmyły, już zaczynają powoli w zasadzie tracić swoją ostrość. Gdzieś ktoś zwija te druty kolczaste i dziś życie pozaziemskie jest absolutnie czymś bardzo realnym. Coś, co ma się wrażenie, że jest już na wyciągnięcie ręki. Oczywiście jest to realizacja pewnego z góry ustalonego programu. Do tego w końcu musi dojść. Rzeczywiście musi dojść do odkrycia życia pozaziemskiego, co jest zresztą absolutnie naturalne, bo wiemy to z pierwszej ręki po tym, jak meteory, meteoryty, które spadły z Marsa i znaleziono je na Antarktydzie, kiedy przecięto je na pół, okazało się, że znajdują się tam skamieliny najrozmaitszych bakterii, najrozmaitszych mikroorganizmów właśnie z Marsa, więc to już samo w sobie było absolutnym potwierdzeniem tego, że życie biologiczne jednak istnieje. Teraz jeszcze musimy ustalić, jakie są formy tego życia biologicznego. I to właśnie ma sprawdzić ta sonda InSight. Budując mapę Marsa i wskazując prawdopodobnie najrozmaitsze i zawiłe sieci korytarzy, jaskiń, kto wie, czego jeszcze. A grupa przygotowana przez DARPA, która wydawało się, że ma służyć do czego innego, być może będzie właśnie grupą eksploracyjną, która korzystając z takiej mapy do tych podziemi marsjańskich wejdzie.
Także brzmi to jak film sensacyjny, ale robią to instytucje naukowe, które dysponują najnowszymi i najbardziej nowoczesnymi technologiami.Jakie obecnie się tworzy. Być może wiele jest takich, o których w ogóle nie mamy pojęcia. Na Marsie jest czego szukać i to wiemy od dawna. Oczywiście znów panuje pewna opinia, bo znamy tą całą epopeję, historię twarzy na Marsie, tą, którą najpierw sfotografował Viking, później ogłoszono jej istnienie, później mówiono, że jest to tylko złudzenie optyczne, że to jest pareidolia, że nie ma to nic wspólnego z czymś, co zostało wykonane jakąś inteligentną ręką. NASA nawet do tego stopnia poszła na rękę, że uznała, że nie ma problemu z tym, ażeby któryś z tych satelitów, który krąży dookoła Marsa, dokładnie skupił się na tym miejscu, gdzie znajduje się w Cydonii ta słynna twarz i sfotografował ją raz jeszcze. I rzeczywiście tego dokonano, i dokonano później, po jakimś czasie jeszcze jednego takiego przelotu, żeby zrobić kolejne zdjęcie tej twarzy. Ta twarz zupełnie wygląda inaczej, ale wygląda inaczej z bardzo konkretnych powodów. Wygląda dlatego inaczej, że jest zrobiona zupełnie z innego punktu widzenia, że zrobiono te zdjęcia w taki sposób, ażeby światło wówczas zachodzącego słońca kompletnie deformowało kształt tego miejsca, tej olbrzymiej rzeźby na ziemi i żeby w jakiś sposób podeprzeć teorię, że jest to tylko i wyłącznie złudzenie i przypadek. Ale dziś, nawet jeśli ta historia z twarzą na Marsie ciągle jest kontrowersyjna, to wciąż mamy znacznie więcej elementów, których pochodzenie trudno wytłumaczyć. Mars zaczyna być coraz dokładniej fotografowany.
Wiele tych fotografii przekazuje się do wiadomości publicznej. Można je znaleźć nawet na Google Mars, wędrować po Marsie. Od czasu do czasu ktoś znajduje coś interesującego. Są to zdjęcia oczywiście retuszowane. Najczęściej są to jakieś elektroniczne glitche, gdzie przez jakiś czas para osób zaczyna się mocno podniecać, że jest to jakiś statek kosmiczny, jakaś baza, coś, co tam jest sztucznego. Najczęściej jest to glitch elektroniczny, bo te mapy w jakiś sposób muszą się łączyć ze sobą. Ale od czasu do czasu pojawia się coś bardzo intrygującego i coś, co ewentualnie można sprawdzić poprzez to, że dokonano kilku ujęć fotograficznych takiego miejsca. Coraz więcej ludzi, którzy mają tytuły naukowe traktuje te budowle na Marsie absolutnie poważnie. Dziś jest coraz mniejsza wręcz możliwość tego, żeby naukowiec, który zajmie się tym poważnie, miał z tego powodu jakieś poważniejsze kłopoty w swojej własnej pracy. Nagle w ciągu ostatniego roku tak wiele się zmieniło w podejściu do życia pozaziemskiego, że dziś można już pisać rozprawy naukowe i takie rozprawy naukowe powstają.
Przeglądam taki magazyn, nazywa się „Journal and Space Exploration”. I tam jest artykuł, doskonały zresztą, czwórki naukowców. Jest to na przykład Bill Sanders, to jest kanadyjski geolog. George Haas, jest to członek Society for Planetary SETI and Research. Jest także członkiem Cydonia Institute. Jest jeszcze inny geolog, Michael Dale. Jest jeszcze specjalista od zdjęć wojskowych i zdjęć NASA, James Miller. Oni zaczęli tą swoją przygodę z Marsem bardzo dawno temu, w 2002 roku. I właśnie to Miller znalazł zdjęcie zrobione przez sondę Mars Surveyor. Po raz pierwszy na tym zdjęciu dostrzeżono taką karmelową anomalię.
Nie dotyczyło to twarzy, ale dotyczyło to czegoś, co wyglądało jak bardzo symetrycznie zbudowana piramida. Kiedy obejrzano to zdjęcie, ci wszyscy ludzie, geolodzy i specjaliści od budowy skał i budowy, ewentualnie w jaki sposób powstają, w jaki sposób odróżniać elementy, które zostały wykonane sztucznie od elementów naturalnych, uznali, że nie może to być w żadnym wypadku twór natury, nawet dziki wytwór natury, dlatego że wszystko dookoła nie miało nic, co by wskazywało na jakiś ostry albo prosty kąt, żeby było wykonane w jakiś bardziej logiczny sposób. Wszystko było poszarpane, nieregularne. Oprócz tej właśnie piramidy. Boki piramidy były położone symetrycznie wobec siebie i dlatego właśnie wiadomo było, że nie może to być wytwór natury. Przez kilka lat w zasadzie panował impas w tej sprawie. Zwłaszcza że były to lata, kiedy kompletnie nie dopuszczano nawet takich informacji do jakiegoś porządku dziennego, ażeby je dyskutować. Trwało to do momentu, kiedy Mars Surveyor zrobił jeszcze jedno zdjęcie w 2007 roku i to było zdjęcie znacznie bardziej dokładne. Wówczas można było w ogóle określić wielkość tej piramidy. Ma ona 145 metrów wysokości i 290 metrów szerokości, i jest większa niż piramida w Gizie.
Jeżeli weźmiemy te dwie liczby 145 i 290, mamy tutaj zestawienie 1 do 2. Czyli to jest następny element, który wskazuje, że jest to przemyślana budowla stworzona przez kogoś. Ktoś stworzył takie proporcje.... tego budynku. Nie wiemy, do czego on służył, jak on działał, ale wygląda kompletnie inaczej niż całe to otoczenie. Ma bardzo regularne proporcje, dokładnie 1 do 2. Szerokość jest dwa razy większa niż wysokość. Także jest to interesujące spostrzeżenie. Takich zdjęć znaleziono więcej. Później dokonano jeszcze dokładniejszego zdjęcia.
Jeśli państwo poszukacie w internecie informacji na temat tej piramidy, która ma trzy ściany, nie cztery jak piramida w Gizie, jest takim stożkiem, można tam również odnaleźć to ostatnie zdjęcie, które zostało wykonane na zamówienie, dlatego że kiedy popularyzowano ten program eksploracji Marsa, można było sobie w NASA zamówić miejsce jakiegoś dowolnego elementu na Marsie, na życzenie wszystkich fanów podboju Marsa i wiedzy na temat Marsa. Ten cały satelita, który przelatywał nad tą planetą, fotografował dokładnie ten wskazany element i właśnie sfotografowano tą piramidę po raz trzeci. Dziś mamy jej bardzo dokładne zdjęcie i również tym bardziej potwierdza ono, i nie ma wątpliwości, że jest to element architektoniczny, że nie ma to nic wspólnego z naturą. Takich miejsc jest znacznie więcej. Odkryto szereg rozmaitych formacji, w tym na przykład formacja papugi, rozmaite inne twarze również odkryto w najrozmaitszych rejonach Marsa. To wszystko wskazuje, że być może coś tam się działo w dalekiej przeszłości, ale kto wie, może coś zostało do dziś. Wiemy, że Mars miał ciężką historię, że wydarzyło się tam wiele tragedii, w tym tragedia nuklearna, o której wcześniej państwu opowiadałem. Nie wiemy dokładnie, co tam się znajduje. Albo wiemy i po prostu powoli się nas do tego przygotowuje. Dlatego jeżeli spróbować zinterpretować te ostatnie wypowiedzi, te ostatnie przygotowania i to nawoływanie do tego, żeby polecieć na Marsa i zasiedlić go, to w jakiś sposób sugerują, że wiedza na ten temat jest dużo większa niż się myśli.
Praktycznie dziś wszystkie państwa, które są kosmicznie zaawansowane, są tym Marsem bardzo mocno zainteresowane. W pierwszym rzędzie wszyscy chcą na Marsa. Zresztą sama NASA, kiedy jeszcze była pod dowództwem Wernhera von Brauna, przynajmniej on próbował ustawić NASA i eksplorację NASA właśnie na Marsa. Uważał, że Księżyc jest nieistotny, zbyt trudny, ażeby stworzyć tam permanentną bazę i móc mieć ciągle ludzi na terenie Księżyca. Natomiast Mars według von Brauna był jak najbardziej w zasięgu ludzkich możliwości, wówczas jego możliwości nawet. Projektował nawet wielką marsjańską rakietę i nawet napisał coś w rodzaju programu na przyszłość, w jaki sposób wyobraża sobie eksplorację Marsa. Mówił tam o człowieku, który nazywał się Elon, tak jakby przewidział, że Elon Musk będzie forpocztą tej nowej kolonizacji Marsa. Będzie tym nowym Columbusem albo raczej Mayflowerem, który będzie zasiedlał ten kompletnie nowy świat, o którym mówiłem państwu ostatnim razem. Ostatnia opowieść o Marsie, żeby już jakoś próbować zakończyć ten temat. Doszedłem do takiego momentu, kiedy zaczęli i Rosjanie, i Amerykanie wystrzeliwać w latach 60.
w stronę Marsa najrozmaitsze satelity, które miałyby pozyskać jakąś wiedzę na temat Czerwonej Planety. Jedną z ciekawszych wypraw była sonda Mariner 4. Poleciała ona w stronę Marsa w 1964 roku. W zasadzie wówczas Amerykanie, podobnie jak Rosjanie, duplikowali swój własny program, zakładając, że coś się może zepsuć, więc w stronę Marsa poleciała sonda Mariner 3 i Mariner 4. Okazało się, że było to dobrze pomyślane, dlatego że sonda Mariner 3, kiedy wyleciała z ziemskiej atmosfery i już żeglowała w stronę Marsa, nie była w stanie otworzyć swoich paneli słonecznych i pozyskiwać energii, w związku z tym po drodze umarła, stała się bezużytecznym złomem. Natomiast sonda Mariner 4 doleciała do Marsa, pędziła tam z prędkością 29 000 kilometrów na godzinę. W tym czasie jej lot kontrolowała stacja NASA w Australii. Nazywała się Tidbinbilla ta stacja. Mariner 4 miał zatoczyć koło wokół Marsa, czyli na jakiś czas miał zniknąć z ekranów ludzi kontrolujących jego lot. Obliczono, że z taką prędkością, z jaką wówczas poruszał się ten satelita, będzie to trwało około 52 minuty 34 sekundy.
Tak obliczono, że na tyle czasu zniknie ten satelita z ekranów kontrolerów NASA w Tidbinbilla w Australii. Po upływie tego czasu okazało się, że sondy nie widać. Nie wynurzyła się z ciemnej strony Marsa.Czekano na nią i pojawiła się dopiero po upływie 64 minut i 36 sekund. Także coś zwolniło lot sondy, kiedy była niewidoczna na Ziemi. I w tamtych czasach oczywiście nie znaleziono żadnego sensownego wytłumaczenia. Jakieś informacje. Mam nadzieję, że to są państwa pytania. Już jestem z powrotem. Wszystko jest pod kontrolą. Zastanawiano się, co się mogło stać, co się wydarzyło.
Zwłaszcza że dokonywano wówczas takiej intensywnej eksploracji. Rosjanie wysłali w sumie cztery sondy. Jedna była 2MV-3, 2MV-4, ale te nie zdołały opuścić orbity okołoziemskiej. Wysłali Rosjanie na początku lat 60. sondę M-1, a później sondę 3MV. Tak będzie lepiej to powiedzieć. I żadna z nich nie doleciała. Marinerowi się to udało. Także z jakichś powodów okazało się, że coś spowolniło lot tego satelity i z dużym opóźnieniem pojawił się z drugiej strony. W tym czasie w tej właśnie stacji NASA w Tidbinbilla.
Lubię to słowo, bo brzmi bardzo egzotycznie. Jest to niewielkie miejsce, w zasadzie można powiedzieć mała wioska, która leży 35 kilometrów od Canberry, stolicy Australii. I kiedy przejmowała te wszystkie dane właśnie z wynurzonego już po drugiej stronie Marsa satelity Mariner 4, powoli zbierała te kolejne piksele, budując ten obraz, jaki stworzył, jaki sfotografował ten satelita. Okazało się, że oprócz sygnału z sondy ta stacja odbiera także jakiś inny sygnał. Na początku uznano, że to są jakieś anomalne zakłócenia, ale kiedy któryś z pracowników NASA wyszedł na zewnątrz na papierosa, nagle zobaczył w biały dzień na własne oczy, że niedaleko stacji wisi w powietrzu niezidentyfikowany pojazd latający. I był to ogromny, podłużny kształt i był on doskonale widoczny. Wielu pracowników NASA wówczas wyszło na zewnątrz, obserwowało ten pojazd przez lornetki. Zalarmowane zostało australijskie lotnictwo, które wysłało w stronę UFO dwa myśliwce. One również go obserwowały z powietrza. Także mamy potwierdzenie istnienia tego UFO niedaleko Tidbinbilla z wielu źródeł, ze źródeł wojskowych, ze źródeł NASA.
Widzieli to także ludzie, którzy przejeżdżali autostradą, która biegła tuż obok. Także jest to masowe widzenie wręcz olbrzymiego pojazdu UFO. Kiedy myśliwce zbliżyły się do tego obiektu, on nagle po prostu rozpędził się i jak to UFO z zwyczaju zniknął. I tym samym zniknął także ten sygnał zakłócający, który uznano za sygnał zakłócający, który przekazywał zdjęcia z Marinera 4 właśnie do bazy NASA w Tidbinbilla. I kiedy to zdjęcie wreszcie doszło i wszyscy umierali z ciekawości, jak wygląda druga strona Marsa, to NASA powiedziało, że wszystkim pokaże te zdjęcia, ale ich opublikowanie zajmie im kilka miesięcy. Kilka miesięcy opublikowanie tych zdjęć. Co to oznacza? Oznacza to, o czym mówimy często, że NASA wcale nie jest cywilną agencją kosmiczną, jak to się oficjalnie mówi, głosi. Bo taki długi czas sugeruje oczywiście przede wszystkim pracę, gdzie się analizuje to, co tam widać na takim zdjęciu, a później dokonuje się retuszu, podobnie jak dokonuje się retuszu większości innych kosmicznych fotografii. Być może większość fotografii prawdopodobnie tak jest, jest zretuszowana.
I kto wie. Czasami podejrzewam, że ponieważ niektóre elementy wyglądają, po prostu wręcz rzucają się w oczy na tych zdjęciach marsjańskich, że nie są one tworami natury. Myślę, że sposób ich pokazania i wybór tych zdjęć do pokazania właśnie wynika z tego, żeby wzbudzić tą czujność w nas obserwujących te zdjęcia. I jest to rodzaj przygotowania nas do tego, żeby w którymś momencie nam to ogłosić, po prostu jest to takie stopniowe gotowanie żaby, że jak się żabie podgrzewa wodę w garnku bardzo powoli, to nie jest w stanie wyczuć, że w którymś momencie żywcem się gotuje. I to jest takie przyzwyczajanie nas do tego, że coś tam być może jest, a może nie ma. Ta myśl nie będzie dla nas już zaskoczeniem w momencie, kiedy ktoś ogłosi, że tak jest. Między innymi widzimy to na przykładzie tego ostatniego ujawnienia, kiedy pokazano te ujęcia z kamer zamontowanych na myśliwcach jakichś obiektów niezidentyfikowanych. I dziś coraz więcej się o tym mówi, że istnieje możliwość życia pozaziemskiego, że istnieje na pewno możliwość życia bakteryjnego na innych planetach. Także nagle coś się zmieniło i teraz, kiedy popatrzeć na to wszystko z dużo większej perspektywy, z dłuższej perspektywy, być może ten proces zaczął się bardzo wcześnie, bo zaczął się jeszcze w latach 40. Pamiętamy te wszystkie programy, takie jak program Blue Book, kiedy to notowano na przykład obecność UFO, wciągano ludzi do tego typu działalności.
Później to zamknięto. Później był moment, kiedy wyśmiewano UFO, później znów brano go poważnie. Dziś ten ostatni etap jest taki, że bierze się to istnienie kogoś nie z tej ziemi bardzo poważnie.I zbliżamy się do elementu ujawnienia. Ale oczywiście, tak jak państwu cały czas powtarzam, jest to ujawnienie prowadzone w sposób w 100% kontrolowany, że wydaje się tym wszystkim, którzy tworzą tą sytuację od lat, że już jesteśmy odpowiednio przygotowani do tego, ażeby przyjąć taką informację. Bo czas zaczyna wszystkich gonić, bo wszyscy już uważają, że nadszedł najwyższy czas, najwyższy moment, żeby na tego Marsa jednak polecieć i zacząć go zasiedlać, zacząć wyrywać te wszystkie bogactwa mineralne, tworzyć to wszystko, co zostało tam do stworzenia zaplanowane, realizować pewien program. I dlatego wiadome jest, że jeżeli pojadą tam ludzie, jeżeli dziś żyjemy w czasach, kiedy w zasadzie już nie jest to tak super drogie, żeby zbudować sobie własnego satelitę i zamówić sobie na przykład w Indiach wysłanie go w przestrzeń kosmiczną, jest to absolutnie do przyjęcia. Ostatnia satelita Elona Muska, rakieta Falcon Heavy wykazała, że można wziąć kilka ton ładunku za jednym zamachem bez żadnych problemów i umieścić gdzieś na orbicie dowolnego ciała niebieskiego. Jest to kwestia pieniędzy, które są już w zasięgu. Prywatny milioner, a nawet tysiącer jest to w stanie zrobić. Bardzo dobry satelita okołoziemski dziś kosztuje mniej niż Mercedes takiej samej jakości telekomunikacyjnej, jak mają duże firmy.
Jeszcze parę tysięcy, żeby go wrzucić do hinduskiej rakiety i już można mieć swój własny program kosmiczny. Tak dzisiaj to działa i dlatego jest nieuniknione, że w którymś momencie te informacje, które dziś są reglamentowane i kontrolowane, wymknęłyby się spod kontroli. W którymś momencie ci, którzy pilnują, abyśmy nie wiedzieli za dużo, musieliby stracić twarz. Dlatego dziś przejmują oni inicjatywę. I wydaje się, że są właśnie w czubie tego ujawnienia, że są tą siłą, która ma nam pokazać, jak jest naprawdę. Ale jest to realizowany program do tego, że już lada chwila ktoś się pojawi. Lada chwila, mam na myśli parę lat, pojawi się na Marsie. I oczywiście taki człowiek na Marsie, jak to widzieliśmy na filmie „Marsjanin”, który uważam, że jest absolutnie częścią tej propagandy, bo pokazuje, że da się tam żyć, że może tam być człowiek, a człowiek to jest taka istota, że nawet na kartoflu potrafi przetrwać bardzo długi czas, nawet sadzony na Marsie. Była tam historia przedstawiona po tym, żeby móc pokazać, w jaki sposób by przebiegała terraformizacja Marsa, w jaki sposób można tam zbudować bazę i powoli stworzyć życie na Marsie, życie inteligentne w postaci nas, nowych kolonizatorów. Dlatego taki nowy Marsjanin w swoim wolnym czasie mógłby wsiąść w taki łazik i zacząć zwiedzać te wszystkie kontrowersyjne miejsca, takie jak na przykład twarz na Marsie albo jeszcze inne, robić swoje własne zdjęcia swoim smartfonem.
I trafia to wówczas poza ten oficjalny obieg informacji i wówczas ten oficjalny obieg informacji może stracić nawet twarz. Znów przestaje mu się ufać, a on przecież jest tworzony po to, żeby cały ten proces kontrolować. I co jakiś czas wydarzają się najdziwniejsze historie dotyczące tego całego procesu. Ja natrafiłem ostatnio na jedną i dotyczy ona człowieka, który nazywa się Robert Merritt. Czy ktoś z państwa słyszał o takiej osobie? Jest to człowiek, którego nazwać trzeba takim whistleblowerem. Ja za dużego zaufania do whistleblowerów nie mam z tego względu, że kiedy pojawia się taki człowiek, to mamy do dyspozycji dwa warianty. Jeden to żeby mu wierzyć, drugi żeby mu nie wierzyć. Dlatego, że zazwyczaj tacy ludzie mówią o tym, że byli częścią czegoś bardzo tajemniczego, czegoś, co brzmi niezwykle sensacyjne, ale z drugiej strony oprócz ich opinii nie mają jakichś konkretnych dowodów, że tak istotnie było. W przypadku Merritta jest to ciekawa historia, dlatego że dotyczy ona i UFO, i prezydenta Richarda Nixona.
Otóż Robert Merritt, jak się okazało, był jednym z najbliższych ludzi wokół prezydenta Nixona. Nie był w żaden sposób jego ani żadnym doradcą, ani nikim takim, natomiast był członkiem czegoś, tajnego programu, który się nazywa Houston Plan. I Houston Plan, jak się okazuje, była to tajna organizacja założona przez Richarda Nixona, który nie wierzył ani FBI, ani CIA. Jeżeli państwo obserwują to, co dziś dzieje się w Stanach, to widać chyba wyraźnie, że te agencje, potężne agencje, które mają olbrzymie środki do swojej dyspozycji, środki prawne, są generalnie same ponad prawem. I tak naprawdę nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby wymyślić sobie, że taka agencja potrafi zakulisowo znacznie więcej niż taka osoba, jak na przykład prezydent. Stąd mamy te różne przepychanki, gdzie czasami dzieją się różne rzeczy i nie wiadomo, kto za tym stoi. A jak nie wiadomo, kto za tym stoi, to wiadomo, że ktoś właśnie z takiego cienia, czyli z takiej organizacji. Richard Nixon chciał to zmienić i dlatego wymyślił organizację, która nazywała się Houston Plan, gdzie miał szereg zaufanych ludzi, którzy między innymi prowadzili dla niego działalność wywiadowczą. Ci ludzie byli rozsyłani po różnych środowiskach. Środowiskach, które były wrogie Nixonowi.
Ci agenci rozpoznawali te środowiska, stawali się ich częścią, a później ośmieszali je czy dostarczali kompromitujących różnych materiałów na temat takich osób, na temat wrogów Nixona. Ale w którymś momencie, i to właśnie jest w przypadku Roberta MerrittaW którymś momencie zdarzyła mu się niezwykła sytuacja. Merritt był od czasu do czasu wzywany do Białego Domu. Zawsze wzywany był gdzieś między godziną 3:00 a 5:00 nad ranem. Ktoś pukał do jego drzwi. Był to smutny pan w ciemnym płaszczu. Zabierał go do samochodu, zawoził go gdzieś pod Biały Dom, a później korytarzami schodzono w takie miejsce, do którego żaden turysta nigdy nie dotarł, które być może do dziś jest trudno rozpoznawalne nawet przez bywalców Białego Domu. I tam spotykać się miał z Nixonem. Nixon miał mu zlecać różne rzeczy, ale podczas ostatniej wizyty, jaką ten człowiek tam odbył, ten Robert Merritt, nagle Nixon rozmawiał z nim o czymś innym. Było to tuż po aferze Watergate.
Jak wiadomo, jest to jedna z najsłynniejszych afer politycznych, gdzie właśnie po raz pierwszy i jedyny dokonano impeachmentu amerykańskiego prezydenta, który wysłał ludzi po to, ażeby wstawili podsłuch do kwatery głównej Demokratów. Nixon był Republikaninem i to doprowadziło do jego upadku. Całość została wykryta, sprawcy zostali schwytani na dodatek na gorącym uczynku. Nie było wątpliwości, kto za tym stoi. I w ten sposób Richard Nixon skończył swoją karierę. Tak ta sprawa wyglądała. Dziś, tu taka mała dygresja, dziś wiadomo, że to wszystko było ustawką, że ci wszyscy ludzie, którzy uczestniczyli w zakładaniu tego podsłuchu, byli ludźmi już od dawna kontrolowanymi właśnie przez CIA. I chodziło właśnie o to, żeby móc pozbyć się Nixona, gdy zorientowano się, że właśnie on sam założył swoją własną prezydencką agencję wywiadowczą. I na prawo, i na lewo pokłada swoich przeciwników, i jest bardzo w tym skuteczny. Nixon nie był żadnym nowicjuszem politycznym, dlatego że wcześniej był człowiekiem, który był wiceprezydentem, gdy amerykańskim prezydentem był Dwight Eisenhower.
Także w Białym Domu bywał i był człowiekiem znanym politycznie, miał solidną opinię. I dziś wiele osób uważa, że między innymi Richard Nixon w czasach, kiedy był amerykańskim wiceprezydentem, to on właśnie kontrolował to, co rozwijało się wokół tego programu Blue Book. Tyle że najlepsze z tych wszystkich informacji, najlepsze dane to był Blue Book, który nie był powszechnie dostępny, który był zbierany przez właśnie CIA i ówczesny Richard Nixon miał do tego dostęp. To świadczyłoby, że amerykański prezydent miał niezwykłe wręcz zainteresowanie zjawiskiem i fenomenem UFO. I w jaki sposób pokrywa się to z tym, o czym opowiada dziś Robert Merritt? Może to warto przytoczyć. Dlaczego Robert Merritt o tym mówi? Dlatego, że to, o czym on opowiada, wydarzyło się tylko między nim a prezydentem. Dziś Merritt jest chory na raka, który jest nieuleczalny. Rozwija się w tempie bardzo szybkim w jego organizmie i wiadomo, że już ma wyrok śmierci, niestety, przed sobą i nie przetrwa tego roku.
I uznał, że jest to ostatnia szansa, żeby opowiedzieć swoją historię światu. Wybrał prawnika i wybrał dziennikarza, któremu to opowie. Dziennikarzem był Daniel Liszt, czyli ten dark journalist. Według mnie jedna z bardziej ciekawych osób w internecie, w tym całym YouTube'owym cyrku, gdzie wszyscy mogą sobie wstawać na rozmaite filmiki. Ja też to robię. Daniel Liszt też to robi, ale robi to masa innych ludzi. Uważam, że Daniel Liszt jest świetnym dziennikarzem, świetnym śledczym dziennikarzem i robi doskonałą robotę, dlatego obserwuję tą jego stronę na YouTubie. No i właśnie zwrócił się do Daniela Liszta, żeby z nim przeprowadzić ten ostatni wywiad i opowiedzieć swoją historię. I historia dotyczy tego, że kiedy po raz ostatni prezydent Nixon wezwał Merritta do siebie na to właśnie spotkanie w Białym Domu i wiadomo było, że już koniec jego prezydentury się zbliża w bardzo gwałtowny sposób, bo afera Watergate eksploduje dookoła i nie jest on w stanie jej przetrwać. Wówczas tej właśnie nocy, podczas tego ostatniego spotkania prezydent Nixon wyjął z koperty dokument i go odczytał.
Odczytał na głos Merrittowi. I był to dokument, w którym były informacje na temat tego, że Stany Zjednoczone mają do swojej dyspozycji kogoś, kto pochodzi z innej planety, że przebywa on w Los Alamos, że badania i rozmowy z nim trwają już od ponad 20 lat, że dzięki niemu uzyskano dostęp do informacji i technologii, które jeżeli jakiekolwiek państwo weszłoby w ich posiadanie, to stałoby się absolutnym liderem na świecie. I prezydent Nixon uważał, że świat powinien wiedzieć o tej informacji, ale w czasie, kiedy odchodził od swojej prezydentury, uważał również, że było na to za wcześnie. Były to czasy jeszcze zimnej wojny. Ponieważ miał wielu wrogów politycznych, niewielu osobom mógł zaufać. Taką osobą był Henry Kissinger, jego bliski doradca. No i także jego agenci z Houston Plan. Także tym, którego wybrał sobie i lubił najbardziej, był właśnie Merritt. I odczytał mu ten list, następnie włożył go do koperty. Były dwie identyczne koperty.
Prezydent powiedział, że w obu są identyczne listy.Jedną z nich zaadresował i miała być ona przekazana Henry Kissingerowi. Do każdego takiego listu była dołączona kaseta magnetofonowa i Merritt miał to przekazać właśnie Kissingerowi. Natomiast to, co jeszcze Nixon powiedział Merrittowi, to jest to, że druga koperta zostanie ukryta gdzieś w Białym Domu i będzie ona sprytnie ukryta i będzie to rodzaj kapsuły czasowej, gdzie w którymś momencie zostanie ona znaleziona i ogłoszona światu i być może Merritt będzie tego częścią. Wówczas Nixon nie był pewny. Powiedział Merrittowi, że sam uzna, że czas już nadszedł i Merritt doszedł do wniosku, że skoro już umiera, to właśnie czas nadszedł. Nixon dał mu instrukcję, gdzie znajdować się, w którym jakim miejscu Białego Domu może znajdować się ta koperta z tymi właśnie informacjami. Ale zrobił to tak, że nikt nie byłby w stanie dotrzeć do niej, ponieważ ukryta została bardzo sprytnie, a jest ona ukryta gdzieś na publicznym widoku. I teraz Merritt chce odzyskać tą kopertę. Ma tylko dwa warunki. Chce ją odnaleźć, chce ją wskazać, gdzie ona jest.
Chce, żeby towarzyszył mu archiwista z Białego Domu, który już odpowiedział na jego list. I jego warunki są takie, żeby w momencie znalezienia tej koperty, żeby ją natychmiast otworzyć i głośno przeczytać jej zawartość, a następnie opublikować tą zawartość gdzieś w jakichś środkach masowego przekazu. Tylko tego typu warunki ma właśnie Merritt, który jest ostatnim człowiekiem, który może wskazać kapsułę czasu, jaką zostawił prezydent Nixon, gdzie są niesamowite zawarte być może niesamowite informacje na temat nie tylko UFO, ale także istot pozaziemskich. I wówczas te wszystkie białe plamy wypełniłyby się czymś, o czym do tej pory nie mieliśmy pojęcia albo uważaliśmy za zwykłą fantazję i wyobraźnię jej twórców. Także świadczyłoby to także o tym, że Nixon byłby pierwszym amerykańskim prezydentem, który wprost dziś z zaświatów ogłosiłby, że UFO istnieje. UFO jest prawdziwe, że to on w jakiś sposób dokonał tego ujawnienia już wtedy, tworząc tą kapsułę czasową. Ta historia w tej chwili jest bardzo dynamiczna, rozwija się i lada chwila będą jakieś jej konsekwencje i coś się wydarzy w tym temacie, o czym oczywiście państwa poinformuję w jednej z najbliższych audycji. A dziś, jak się okazuje, już dobiegliśmy do końca naszego wspólnego czasu. Dziękuję państwu jeszcze raz bardzo, bardzo serdecznie za uwagę. No i życzę państwu dobranoc, ale zanim będę życzył dobranoc, dobranoc zazwyczaj życzę w „Polaraxie”.
A dziś jeszcze przed państwem jest jedna fascynująca audycja. Są to „Debaty Ufologiczne” i w jakiś sposób zbudowałem chyba most mały do tej debaty, zaczynając ten temat ufologiczny i próbę ujawnienia ufologicznego przez Nixona, wprowadzającą tego typu fascynujące historie, które ciągle są wokół nas i które po prostu pobudzają nie tylko wyobraźnię, ale kiedy wyobrazimy sobie konsekwencje, które są u nas, to po prostu zmieniają nie tylko nasze życie, ale zmieniają wygląd świata, naszej cywilizacji i wszystko, co jest z tym związane. Dziękuję jeszcze raz państwu serdecznie i do usłyszenia następnym razem. Dobranoc.
[58:26] - A mówił te słowa do państwa nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina, autor serwisu Nowa Atlantyda oraz audycji „Paranaxa” no i oczywiście wideobloga „Polaraxa”. Zapraszamy do poszukania tego wideobloga na YouTube. A dzisiaj już dziękujemy za uwagę. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios", Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl