[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Witam wszystkich przybyszy w skromnych progach chaty mistyka. Moi drodzy słuchacze, na liczniku mojego żelaznego rumaka, motoru marki Royal Enfield widnieje już numer 10960 kilometrów. To jest ilość kilometrów, które udało mi się przejechać do tej pory, odkąd rozpocząłem moją podróż motorem pod koniec grudnia zeszłego roku.
Wcześniej przemieszczałem się w sposób tradycyjny, czyli jak się da, kiedy się da, używając lokalnego transportu, zatłoczonych hinduskich autobusów i pociągów, które nigdy nie przyjeżdżają na dworzec na czas. Opóźnienia są rzędu czasami 15 godzin, więc trzeba po prostu koczować na dworcu. Ale od czterech miesięcy mniej więcej jestem zmotoryzowany, także udało mi się odwiedzić mnóstwo ciekawych miejsc, mnóstwo bardzo interesujących lokalizacji w Indiach. Przemieszczam się szlakiem duchowym. Indie to kraj przepełniony duchowością i również religijnością. To nie tylko jedna religia, właściwie mnogość i parę różnych nurtów religijnych. Jest to chyba jedyna taka kraina na całym świecie, gdzie duchowość i religia idą ze sobą krok w krok. Kraj przepełniony magicznymi lokalizacjami. Kraj przepełniony niesamowitą głębią wiedzy, która pochodzi sprzed wielu tysięcy lat. Podróżuję sobie swojego rodzaju szlakiem duchowym podczas mojego pobytu tutaj w Indiach.
Niedługo mija już półtora roku, odkąd pojawiłem się w Indiach tym razem. Nie jest to moja pierwsza wizyta. A miejsce właśnie tak wyjątkowe, że ściąga tutaj mnóstwo ludzi, którzy zainteresowani są rozwojem duchowym. Z tych względów Indie oferują również mnóstwo możliwości dla osób, które chcą rozwijać się duchowo. Ja podróżuję sobie tym szlakiem, gdzie na mapie zaznaczyłem sobie miejsca istotne pod względem duchowości, pod względem energii również. Starożytni wykorzystywali tutaj wiedzę nie tylko z zakresu architektury i technologii budowniczej, ale mnóstwo pradawnych budynków, mnóstwo świątyń zostało uporządkowanych i wybudowanych tutaj w zależności astronomicznej również, więc miejsca te jak gdyby współistnieją z geometrią kosmiczną. I powstało tutaj mnóstwo urządzeń, które są w stanie wzmocnić doświadczenie duchowe. Kraina o tak głębokiej tradycji kulturowej i duchowej również wyprodukowała oczywiście na łamach tysięcy lat mnóstwo duchowych mistrzów, tak zwanych guru, przewodników duchowych, którzy są w stanie pomóc ci w twoim rozwoju duchowym. Pod tym względem Indie chyba dominują na całej planecie właściwie. Oczywiście na planecie Ziemia znajduje się mnóstwo innych uduchowionych, przepełnionych energią miejsc, ale niewątpliwie Indie to kraina, która przoduje w tym zakresie.
Jest to kultura, która w pewien sposób wyznacza kurs dla tych, którzy chcą rozwijać się duchowo. Stąd pochodzi joga, stąd pochodzą techniki medytacyjne, stąd pochodzi medycyna ajurwedyczna. Stąd również wywodzi się alchemia. Podróżując po Indiach odwiedziłem wiele miejsc o bardzo potężnym znaczeniu duchowym. W tej chwili właściwie zataczam taki większy krąg w mojej wędrówce bohatera, która jak to opowiadałem wcześniej, jest również przykładem cyklu. Przykładem cykliczności po prostu życia, istnienia i tego, w jaki sposób funkcjonuje człowiek na tej planecie. Więc ja również tutaj zauważam taki krąg, który właśnie zataczam. Pojawiłem się w miejscu, które jest przepełnione energią, miejscu, z którego pochodzi i wywodzi się mnóstwo joginów o bardzo mocnej tradycji Miejsce, które zaznaczyło się na owej duchowej mapie Indii w sposób bardzo znamienity powiedziałbym. Jestem ponownie w miejscowości Rishikesh. Przepiękna miejscowość położona u podnóża Himalajów, nad świętą rzeką Ganges.
Siedzę sobie właśnie w tej chwili na takim potężnym głazie, jednym z głazów, które porozrzucane są wzdłuż takiej kamienistej plaży przy rzece Ganges. Tutaj, w tym miejscu rzeka Ganges ma przepiękny błękitny kolor oraz bardzo silny nurt, dlatego, że właśnie spływa z gór z Himalajów. To jest jeszcze dosyć daleko od źródła Gangesu. Podejrzewam, że jakieś dwieście pięćdziesiąt kilometrów trzeba by policzyć, aby dotrzeć do źródeł Gangesu. Aczkolwiek woda w tym miejscu jest jeszcze bardzo czysta, bardzo modra również i przepełniona specyficzną formą energii, o której to mówią jogini hinduscy od tysięcy lat właściwie. Jest to rzeka, która jest bardzo, bardzo istotna w kulturze hinduistycznej, ale również ma pewne walory energetyczne, o których to właśnie wspominają praktykanci jogi. Więc jest to już moja druga wizyta w Rishikesh. Spędziłem tutaj miesiąc w zeszłym roku, pod koniec zeszłego roku, w listopadzie i w grudniu, kiedy to opowiadałem wam historię o lokalnych sadhu. Sadhu, czyli tych, którzy odrzucili wszelkie powiązania z zależnościami materialnymi. Odrzucili bogactwo.
Odrzucili nie tylko bogactwo, odrzucili po prostu pieniądze. Żyją na ulicach po to, aby po prostu odnaleźć pogodność wewnątrz siebie. No i żeby uporać się z własnym ego w pewien sposób, odrzucając właśnie wszelkiego rodzaju pokusy i wszystko to, co jest zbędne do funkcjonowania człowieka. Ale zanim pojawiłem się w Rishikesh, odbyłem dosyć długą podróż motorem z miejscowości Pushkar, w której to nagrywałem poprzedni epizod Chaty Mistyka. Udałem się do miejscowości, która nazywa się Jaipur, również położonej w Rajasthanie. Miejscowość różowych domów. Jest tam taki specyficzny gatunek piaskowca, kamienia piaskowego, który ma kolor różowy i z tego względu cała tak zwana starówka miasta, czyli te tradycyjne oryginalne domki mają kolor różowy. Taka ciekawostka. No ale tam zatrzymałem się tylko na jedną noc. Kolejnego dnia udało mi się przebyć nie bagatela pięćset kilometrów motorem.
No i dotarłem już na północ Indii, gdzie to tak naprawdę rozpoczęła się moja podróż na motorze w zeszłym roku. Odwiedziłem przyjaciół w Punjabie. Kraina, którą to nazwałem krainą brudaczy, o której również zrobiłem epizod Chaty Mistyka, gdzie opowiadałem o dwóch głównych nurtach religijnych, które pojawiają się w tym stanie Punjab. No i stamtąd już ruszyłem w drogę w stronę Rishikesh, ale odwiedziłem po drodze mojego starego przyjaciela. Może nie tak starego, aczkolwiek jegomość ma już swoje lata. Zacny pan o imieniu Mohan Puri. Jest to człowiek przesympatyczny, którego darzę nieprawdopodobnym szacunkiem, którego spotkałem w Rishikesh właśnie podczas mojej poprzedniej wizyty. Zaprzyjaźniliśmy się i pokazał mi okoliczne jaskinie. Dlatego, że Rishikesh to nie tylko miejscowość, ale również oczywiście przepiękne, porośnięte lasem góry, wśród których kryje się niemało jaskiń, gdzie siedzą jogini. Jogini, którzy zajmują się bardzo poważną praktyką duchową.
Jogini, którzy odizolowali się od społeczeństwa, którzy siedzą wysoko w górach i medytują całymi dniami praktycznie. Często nie śpią przez wiele dni. Często nie jedzą przez wiele dni po to, aby właśnie przełamać wszelkie bariery, które niesie ze sobą ciało ludzkie. Te wszystkie ograniczenia, które związane są z mocą czy niemocą naszego ciała fizycznego, ciała materialnego. Ci zacni panowie właśnie próbują przełamać i w ten sposób udoskonalić się na drodze rozwoju duchowego. Ale główna praca tych jegomości polega na pracy z umysłem. I w dzisiejszym odcinku zatytułowanym Narrator chciałbym chwilę opowiedzieć właśnie na temat tego, jak funkcjonuje nasz umysł, jakie daje nam możliwości, ale również jakie wprowadza ograniczenia w naszym poznaniu rzeczy samej w sobie. Wspominałem parokrotnie już, że podobnie jak nasze ciało, które jest niczym innym jak nagromadzeniem substancji z naszego otoczenia, podobnie nasz umysł ja często porównuję do po prostu do systemu operacyjnego komputera. Nie jest to baza danych. Nasz umysł czy też rozum- Dlatego, że bazą danych, tym twardym dyskiem jest mózg.
Ale nie tylko mózg. Informacja przechowywana jest na różnych poziomach w naszym organizmie ludzkim. Ten umysł to jest zbiorowość naszych doświadczeń, które pozwalają nam funkcjonować w świecie przedmiotów, w świecie materii. Umysł bardzo ściśle bazuje na informacji, która pochodzi od naszych pięciu zmysłów poznawczych: od narządu smaku, od narządu dotyku, od narządu węchu, od narządu wzroku i od narządu słuchu. Te wszystkie informacje, które docierają do nas poprzez te pięć poznawczych narządów, są przetwarzane i są w pewien sposób kodowane przez nasz system operacyjny, przez nasz umysł po to, aby ta informacja mogła później zostać zachowana w formie pamięci. Jestem już z powrotem. Musiałem schronić się przed deszczem, dlatego, że nad przepiękną, majestatyczną rzeką Ganges rozpętała się burza. Także jestem już w budynku. Jestem w ogóle w bardzo fajnym miejscu. To jest taki mały ashram, jeden z setek ashramów, które znajdują się tutaj w miejscowości Rishikesh.
Ashram wybudowany jest na stromym zboczu, które opada do rzeki Ganges. Także siedzę sobie i patrzę przez okno na bystrą wodę magicznej rzeki Ganges. Pomimo tego, że pada deszcz, powróćmy do zagadnienia umysłu i wszelkich związanych z tym narzędziem powikłań. Bo czymże ten umysł ludzki jest? Jest niczym innym jak narzędziem, które pozwala nam na funkcjonowanie tutaj, w naszym środowisku. Głównie zależy na przetrwaniu, na zapewnieniu przetrwania naszemu ciału tak naprawdę. Owe pięć zmysłów poznawczych dostarcza nam bardzo wąski zakres materiału na temat tego, jak istnieje rzeczywistość i jak my zanurzeni jesteśmy w owym świecie. Przy pomocy tych danych, które docierają do nas przez te pięć poznawczych zmysłów, umysł jest w stanie wypracować sobie pewnego rodzaju schematy, którymi posługuje się na co dzień. Z jednej strony jest to mechanizm niezbędny i bardzo istotny dla naszego codziennego funkcjonowania. W ten sposób uczymy się i w ten sposób wyrabiamy sobie pewnego rodzaju opinię na temat tego, jak funkcjonuje stworzenie, jak funkcjonuje świat.
Bo w przeciwnym wypadku, gdybyśmy nie posiadali owego systemu operacyjnego, za każdym razem, kiedy chcemy otworzyć drzwi i przejść na drugą stronę drzwi, musielibyśmy odbyć nieprawdopodobną pracę intelektualną, żeby po pierwsze rozpoznać, czymże owe drzwi są, po drugie nauczyć się, jak owe drzwi funkcjonują i po trzecie nauczyć się, jak nacisnąć klamkę po to, aby drzwi otworzyły się. Umysł bazuje na pewnego rodzaju schematach, które wypracowane są za pośrednictwem naszych dotychczasowych doświadczeń. Tutaj przypomina mi się taki filozoficzny dylemat. Jest to dylemat nowonarodzonego dziecka, które teoretycznie pojawia się tutaj na tym świecie, nie posiadając żadnych zmysłów poznawczych. Po pierwsze pytanie, które pojawia się w dziedzinie filozofii, pytanie egzystencjalne: czy takowe teoretyczne dziecko miałoby samoświadomość? Czy taka istota ma świadomość samoistnienia, zanim zostaną wprowadzone jakiekolwiek dane ze świata zewnętrznego? Również pojawia się pytanie, czy może pojawić się w ogóle myśl w takim umyśle, który jest pustką, który nie posiada jeszcze żadnych danych, którymi może operować. To jest rzecz warta uwagi, aczkolwiek jest to przykład czysto teoretyczny. W naturze takie istnienia nie mają prawa bytu. Jest to zwykła selekcja i organizm, który przychodzi na ten świat bez umiejętności zachowania się w tym środowisku, bez umiejętności poruszania się w tym świecie, zostaje drogą naturalną wyeliminowany.
To również nie jest ani rzecz dobra, ani zła. To jest po prostu tak, jak funkcjonuje natura. Jeżeli nie jest organizm sprawny do funkcjonowania, jeżeli rodzi się dziecko, które jest zdeformowane, czy też dziecko, które nie jest w stanie funkcjonować w środowisku, w którym niemożliwa jest pomoc innych ludzi, to oczywiście takie dziecko w sposób naturalny odchodzi. Jest to naturalny proces selekcji w naturze. Ale powiedzmy sobie, że wszystko się powiodło. Dziecko jest zdrowe. Rozpoczyna się bardzo intensywny proces tak zwanej socjalizacji. Czyli wszystko to, co dziecko poznaje, tak naprawdę pochodzi przede wszystkim od jego rodziców, od matki. W późniejszym czasie ten proces socjalizacji oczywiście przenosi się do instytucji takiej jak szkoła, gdzie dziecko poznaje swoje otoczenie i opinie innych ludzi nie tylko od nauczycieli, ale również od swoich rówieśników, co jest bardzo istotnym elementem tego procesu socjalizacji, tego procesu wdrażania się w strukturę społeczną. Później dochodzą wszystkiego innego rodzaju zagadnienia tego typu jak telewizja, jak radio i w ogóle kultura, którą to dziecko nasiąka już od bardzo wczesnego wieku.
To wszystko dostarcza materiału dla naszego umysłu do późniejszego przetwarzania i funkcjonowania w świecie. Tutaj również bardzo istotnym jest element języka. Język, którym to w pewnym momencie zaczyna posługiwać się umysł takiego dziecka. Dlatego, że ten język w pewien sposób zaczyna określać nasze myśli, czyli wszelkiego rodzaju nasze spostrzeżenia, nasze doświadczenia pochodzące od owych pięciu poznawczych zmysłów kodowane są i przechowywane w formie języka. Więc tutaj pojawia się dylemat, dlatego że jak wiadomo na świecie istnieje mnogość różnego rodzaju języków i słownictwo różni się. W innych częściach świata ludzie będą określali te same rzeczy innymi nazwami, ale również będą funkcjonowały nazwy w językach, które nie figurują w innych językach. Tutaj za przykład mogę podać taki fakt, że na przykład Eskimosi posiadają ponad 100 słów, którymi to określają śnieg, sam śnieg, rodzaj tego śniegu, jego charakter, jego kolor, jego stopień zmarznięcia i tak dalej. Dla ludzi żyjących w Europie takie słowa są niepotrzebne. My znamy tylko parę słów na śnieg, na określenie rodzaju śniegu, więc nie ma potrzeby na całą tę gamę wyrażeń. Podobnie jest ze słowami, które pochodzą z krainy, która rozwija się bardzo silnie duchowo już od tysięcy lat, z Indii.
Starożytny język sanskryt posiada w swoim słowniku zagadnienia, które w słownikach europejskich są nieznane. Dlatego również w ten sposób poniekąd dyktowany jest nasz proces intelektualny, którym posługujemy się na co dzień, używając naszego umysłu w Europie. Dlatego, że nie zaznajomieni jesteśmy z pełnią możliwości, z pełnym zakresem określania pewnych fenomenów w świecie, a tym samym nazywania rzeczy po imieniu. Przetrwanie w świecie, w środowisku fizycznym to jedna rzecz. Do tego bardzo przydaje nam się nasz rozum, a z drugiej strony dlatego, że rozum kreuje sobie pewnego rodzaju schematy po to, aby wykorzystać te same lub podobne zasady, reguły funkcjonowania tego procesu intelektualnego, tych procesów logicznych. Te schematy są powielane w pewien sposób. Właśnie ten proces przynosi naszemu umysłowi mnóstwo ograniczeń. Dlatego, że teraz wszystko, co wykracza poza nasze poznanie empiryczne, umysł będzie miał problem z pojęciem, z ogarnięciem tego po prostu. Nasze człowieczeństwo polega na tym, że my nie jesteśmy jedynie zwierzątkami, które mają za zadanie przetrwać na tej planecie, które mają za zadanie jeść, robić kupkę i rozmnażać się. Tylko jesteśmy istotami, które posiadają nie tyle intelekt, który jest pewnym zakresem możliwości funkcjonowania naszego umysłu, ale jesteśmy również obdarzeni świadomością.
My jesteśmy tak naprawdę świadomością, która przejawia się w tym świecie dualizmu, w świecie materialnym w postaci takiego ludzkiego człowieczka. Oprócz świadomości, do której to umysł nie ma za bardzo dostępu, jest jeszcze samoświadomość, czyli świadomość własnego istnienia. Czyli w skrócie ja jestem. Ale tutaj również pojawia się problem, dlatego, że ja jestem to już są dwa słowa, którymi posłużyłem się do określenia mojego stanu istnienia. Więc język narzuca już w tym momencie ograniczenia. Dlatego, że samą świadomością jest słowo jestem. Kiedy dodam do tego słowo ja, to w tym momencie już wyodrębniam się ze stworzenia. Czyli kiedy powiem ja jestem, dlatego, że rozpoznaję swoje istnienie, ale w tym samym zdaniu załączam słowo ja, które oddziela mnie od całości istnienia. Jestem ja i jest istnienie. Jest to swojego rodzaju mylny ogląd.
Jest to pewna iluzja odrębności, która pojawia się w naszym umyśle, który próbuje w sposób logiczny, w sposób intelektualny ogarnąć ten fenomen samoistnienia. I pojawia się ta odrębność. Jestem ja i jest świat. Pojawia się odrębność dualna. Jest stwórca i jest stworzenie. A to wszystko jest iluzja. Tak naprawdę jest tylko jedność, jest totalność. Stwórca i stworzenie to jest to samo. To ty jesteś Bogiem, to ty jesteś stwórcą, a zarazem jesteś stworzeniem. To ty manifestujesz się w tej ludzkiej formie po to, aby nabrać lekko dystansu i oglądać samego siebie jako stwórca.
Po to może, aby docenić tą samoświadomość, tą kosmiczną świadomość, tą totalność. W sanskrycie to słowo maja, które określa tą iluzję, w której to tkwi nasz ludzki umysł, jest bardzo trafne. Ale znowuż jest to słowo, które nie figuruje w żadnym z języków europejskich. Opowiadałem o tym w poprzednich odcinkach, także nie będę na ten temat za bardzo się rozwijał. Opowiadałem również o fenomenie ego, które to jest również pewnym schematem funkcjonowania dla człowieka. Schematem, który z jednej strony pozwala nam na funkcjonowanie, na samookreślanie siebie i naszej pozycji w świecie, a z drugiej strony ego przynosi nam dosyć fałszywy obraz nas samych z tego względu, że wytwarzamy sobie swojego rodzaju opinie, które to bezpośrednio wywodzą się właśnie z tego sposobu, w jaki to funkcjonuje nasz umysł. Ponieważ to wszystko wywodzi się z umysłu i zakorzenione jest w umyśle, to też umysł narzuca nam ogląd nas samych i ze względu na sposób, w jaki umysł funkcjonuje, przynosi nam również on całą gamę niepotrzebnych informacji w postaci wiecznego szeptania, w postaci wiecznej i monotonnej aktywności umysłu. Umysł ze względu na swój sposób funkcjonowania zawsze próbuje okiełznać informacje i analizować informacje, które dochodzą do nas ze świata zewnętrznego. Umysł jest niczym innym jak narzędziem i narzędzie jest to coś, co możemy wykorzystać w sposób prawidłowy lub nieprawidłowy. To samo narzędzie może być użyte właściwie lub niewłaściwie, może przynieść nam korzyść lub zniszczenie.
Umiejętność obsługi danego narzędzia jest bardzo istotna. Każde narzędzie musimy najpierw nauczyć się obsługiwać. Musimy nauczyć się obsługiwać narzędzie po to, aby ono pełniło właściwą funkcję. Dajmy na to, jeżeli kupisz nową wkrętarkę, to musisz nauczyć się, jak obsługiwać tą wkrętarkę, aby nie zrobić sobie krzywdy. Jeżeli chcesz prowadzić samochód, to zanim zaczniesz prowadzić samochód, musisz się nauczyć, jak jeździć samochodem. Podobnie z użyciem, dajmy na to noża. Nóż może być narzędziem bardzo przydatnym, którym możesz kroić i obierać warzywa, a nóż może być również narzędziem zbrodni. Umysł jest również takim narzędziem, które to funkcjonuje sobie, ale które jesteśmy w stanie nauczyć się obsługiwać. Mnóstwo ludzi ignoruje ten aspekt, dlatego umysł zaczyna podszeptywać i produkować nagminne myśli, których to większość z nas, bo każdy ma problem właściwie z tym umysłem produkującym wiecznie myśli, ale większość z nas sobie z tym umysłem często nie radzi. To wszystko jest bardzo zależne od tego, czym ten swój umysł tak naprawdę karmisz.
Jeżeli oglądasz dużo telewizji, jesteś przesiąknięty czy przesiąknięta jakąś tam gangsterską kulturą telewizyjną, to umysł twój również będzie przesiąknięty zbrodnią i gangsterką. I w ten sam sposób będzie funkcjonował i w ten podobny sposób będzie ci wyrzucał tego typu informacje, kiedy ty sobie tego najzwyczajniej w świecie nie życzysz. Jeżeli umysł twój będzie funkcjonował w atmosferze miłości, w atmosferze piękna, jeżeli będziesz doceniać wspólnotę ludzką i współczucie dla bliźniego, to ten umysł również będzie funkcjonował w inny zupełnie sposób. Więc ja nazywam tutaj ten proces, którym to posługuje się umysł, procesem narracyjnym. To jest takiego swojego rodzaju narrator, który siedzi gdzieś w głowie i który zawsze próbuje ogarnąć wszystko, co zauważane jest przez nasze zmysły poznawcze i próbuje wszystko nazwać po imieniu. Ale okazuje się, że tego narratora można również zaprogramować, aby funkcjonował tylko we właściwy sposób, czyli właściwy, czyli w sposób, który jest nam przydatny i niezbędny. A żeby nie pojawiała się nadprodukcja myśli, żeby nie pojawiała się, brzydko mówiąc, umysłowa biegunka. Okazuje się, że tego niefortunnego narratora, nasz umysł, który wiecznie produkuje myśli, można w pewien sposób kontrolować, można go nawet w pewien sposób wyłączyć. Tutaj sfera duchowa człowieka, rozwój duchowy, nie posługuje się właściwie logiką. Często w Chacie Mistyka mówimy o tematach, które wykraczają poza logiczny ogląd naszego rozumu.
Całość, totalność, kosmos to nie tylko byt, to nie tylko stworzenie, ale to również nieistnienie. To również nieograniczona, majestatyczna pustka, cisza, ale cisza przepełniona pełnym potencjałem, z której pochodzi istnienie. W tym świecie nie ma logiki. Ten świat nieistnienia nie potrzebuje nazw, nie potrzebuje definicji, nie potrzebuje pytań czy też dylematów, którymi dręczy się ludzki umysł. Z jednej strony stworzenie po prostu jest, jakie jest. Jest, czym jest. Stworzenie jest jednością, jest energią, jest doskonałością, jest istnieniem, jest życiem. A z drugiej strony jest to nieistnienie, ten niebyt, ta wieczność, ten kompletny porządek ciszy. Są metody, aby wykroczyć poza obszar cielesny i wyjrzeć lekko poza ograniczenia, które serwuje nam nasz szanowny narrator. Są techniki, są metody, które znane są nam od wielu tysięcy lat, w tym głównie, moim zdaniem, joga, z której wywodzi się mnóstwo innych, również zacnych technik radzenia sobie z uciążliwym charakterem naszego narratora, naszego umysłu.
Samo słowo „joga” oznacza bycie w unii z Bogiem, a joga jako narzędzie, jako metoda, jako technika jest to kompletna metoda. Jest to droga sama w sobie. Zanim zaczniesz odkrywać właściwą metodę samodzielnie, wielu mistrzów duchowych, wielu joginów przychodzi ci z pomocą. To wszystko pochodzi od zacnych panów, którzy przesiedzieli latami na słomianych matach, wykonując swoje praktyki duchowe. Ja nazywam tych panów królami słomianych mat, dlatego, że są to dostojni osobnicy, którym do życia nie potrzeba praktycznie nic poza ową małą słomianą matką, na której wykonują swoje praktyki wieloma godzinami dziennie, gdzieś wysoko w górach, gdzieś daleko od społeczeństwa, od zgiełku, od technologii. Panowie, którzy odcięli się od tych wszystkich zgubnych, złudnych informacji, którzy zagłębili się do wewnątrz po to, aby odkryć tą jedyną prawdę i podzielić się ową prawdą, ową technologią z innymi. Więc dla nas, dla tych, którzy chcą podążać drogą duchową, sprawa jest już definitywnie ułatwiona. Istnieje już solidna, może nawet wybrukowana wiedzą droga, którą możemy podążać. W środowisku joginów mówi się również, że nauka jogi, sama metoda pochodzi od pierwszego jogina, a zarazem pierwszego mistrza duchowego, czyli od Shivy. Shiva, inaczej Adi Guru, czyli pierwszy guru, który pojawił się wiele tysięcy lat temu.
Kwestia konkretnego określenia daty jest tutaj sporna, aczkolwiek mówi się, że jest to istota, która zamanifestowała się na planecie Ziemia pomiędzy 15 a 25, może nawet 30 tysięcy lat temu, po to, aby przekazać ludzkości wiedzę na temat prawdy, na temat świadomości. Co oznacza samo słowo „guru”? Z języka sanskryt słowo „gu” oznacza ciemność. Ciemność w znaczeniu ignorancji, w znaczeniu niewiedzy, zaciemnienia. Słowo „ru” oznacza rozpraszać. Czyli guru jest tym, który rozprasza ciemność, jest tym, który pozwala ci dojrzeć siebie w jedynej prawdziwej formie. Tutaj słowo „forma” znowuż może nie jest do końca słowem adekwatnym. Forma to jest właściwie tylko to, co istnieje. To, co jest w świecie obiektów. To, co istnieje w świecie napięć, w świecie dualności.
Forma to jest to coś, co ma miejsce, co ma swoją lokalizację, co ma swoją objętość, co ma również swój materiał budulcowy, a tym samym posiada jakiegoś rodzaju geometrię. Ale to jest tylko jedna strona ciebie czy też mnie. To jest ta strona istnienia, które zakorzenione jest w ciele, w tym ludzkim ciele. I tutaj właśnie umysł nasz narzuca nam iluzję odrębności. Ty, ja czy my i oni. To wszystko za pośrednictwem języka stwarza nam iluzję odrębności. Więc ten świat geometrii, ten świat twardej materii to jest jedna strona ciebie. Ale z drugiej strony jest jeszcze to, co nie istnieje. Do określenia tego stanu twój intelekt, twój narrator jest kompletnie bezradny. Znajdują się szanowne postacie guru, mistrzów duchowych, którzy mogą ci umożliwić w pewien sposób ujrzenie tej całości, wykroczenie poza tą domenę doświadczeń pochodzących z naszych zmysłów poznawczych.
To właśnie przy udziale guru możesz wznieść się ponad ten zwykły ogląd rzeczy. Tutaj też warto zdać sobie sprawę z tego, że każdy guru to też właściwie jesteś ty. Ty i guru to też jest jedno. To jest wszystko część tej samej totalności. Tyle że guru jest na troszeczkę wyższym poziomie energetycznym niż ty. On odbył już pewną duchową praktykę i może pokazać ci dlatego właściwą drogę. Drogę samodoskonalenia się, drogę ewolucji człowieka. Bo na tym właśnie polega nasz ludzki rozwój. Wszystko w świecie podlega pewnej dynamice, prawda? Wszystko się zmienia, wszystko się porusza.
Nic również nie trwa wiecznie. A naszym ludzkim zadaniem jest ewoluować. Naszym zadaniem jest ewolucja, więc nie jest to ewolucja na poziomie organizmu, dlatego że to już mamy jak gdyby opracowane. Nasze organizmy są wytworzone do najbardziej doskonałej formy, do najbardziej doskonałej geometrii, w której możemy tu funkcjonować, w tym środowisku, na tej planecie Ziemia. Tutaj mówię o ewolucji na poziomie duchowym. Jest to czysty rozwój naszej sfery duchowej. A po co to wszystko? To wszystko w celu samorealizacji, samorozpoznania, samodocenienia siebie jako stworzenia. Dlatego właśnie joga. Dlatego właśnie guru.
Po to, abyś wiedział, że uczestniczysz w tym zjawisku jako jedność, że nie jesteś odrębnością, tak jak ci podszeptuje twój narrator, twój umysł. Ja to widzę w ten sposób, że dajmy na to, że jest metaforyczny ocean świadomości. I w tym oceanie ty jesteś taką falką na wodzie. Jesteś taką zmarszczką na wodzie. Natomiast guru wyobraź sobie, że jest potężną, dostojną falą. Okej? Więc ten sam ocean, ta sama woda, ale jak gdyby dwa inne charaktery tych fal, dwa inne poziomy energii. Dlatego ty jesteś guru i guru jest tobą. Tylko że guru może pokazać ci, jak stać się dużą, dostojną, potężną falą. Ale ulepieni jesteśmy wszyscy z tego samego.
Jesteśmy tym samym. Teraz, jeżeli chcesz się otrząsnąć z tego fałszu, wybudzić z tego letargu, z tego wrażenia odrębności, a każdy ma ku temu sposobność. Aby osiągnąć ten stan, to musisz wyłączyć logikę. Musisz wyłączyć ten mechanizm przetrwalniczy organizmu. I tutaj nie mam na myśli to, że musisz umrzeć czy przestać funkcjonować. Spokojnie, to wszystko sobie świetnie działa w tle jak gdyby. Twoje płucka oddychają, serduszko bije, nerki pracują. Także to wszystko działa. Ale chodzi mi o to, że musisz nauczyć się wyciszyć, ile się da tą wzmożoną aktywność umysłu. Wyłączyć po prostu tego wiecznego narratora, który to zawsze próbuje nazwać rzeczy po imieniu, zawsze wszystko określić.
A pewnych rzeczy po prostu nie da się ogarnąć, nie da się zdefiniować, nie da się zaklasyfikować i zaszufladkować. To wszystko próbuje dokonać intelekt, twój rozum. A pewne rzeczy po prostu trzeba pozostawić takimi, jakimi one są. Ten obszar, ten aspekt nieistnienia, czyli jak to mówi się w tradycji jogi Śiwa. Śiwa, czyli ten, który jest niczym. To jest pewnego rodzaju paradoks. To jest dylemat. Ten, który jest, w pewnym stopniu ma formę, ale jest również niczym, jest pustką. To właśnie oznacza słowo Śiwa. Nie może ten stan być pojęty logicznym rozumem.
Po prostu nie ma takiej możliwości. Logika i rozum nadają się tylko do poznania tego, co istnieje. Do właściwie szczątkowego poznania tego, co istnieje, prawda? Dlatego że ten zakres informacji, który dochodzi do nas przez nasze zmysły, jest naprawdę ułamkiem istnienia. Więc możesz studiować jedno drzewo przez całe swoje życie, ale i tak nie poznasz istoty drzewa. Może uda ci się w jakiś sposób pojąć fragment tego fenomenu, nazwać sobie jakieś struktury, tkanki, które funkcjonują w tym drzewie, nazwać to sobie wszystko przy pomocy swojego narratora. Możesz dać tym wszystkim tkankom i strukturom jakieś trudne łacińskie nazwy. Możesz próbować zrozumieć hydraulikę czy też pneumatykę tego drzewa. Możesz nawet zaobserwować, nazwać i przekazać innym, na czym polega fotosynteza i wymiana gazów w liściach. Do tego świetnie nadaje się narrator, do określania tego typu procesów, które zauważyliśmy pod mikroskopem.
Ale ujrzeć rzecz taką, jaką jest w samej sobie, to jest właśnie sztuka. Bez nazywania, bez określania koloru, bez określania przynależności tej rzeczy. Do tego nie przydaje się intelekt. Tutaj też nie chodzi o to, aby stać się bezmózgowcem. Nie zrozum mnie źle. Ten rozum jest oczywiście potrzebny do tworzenia naszej bazy danych, do zapamiętywania. Tym samym umożliwia nam to poruszanie się i funkcjonowanie w tym świecie. Więc niechaj ten umysł będzie, niechaj funkcjonuje, ale niech ten narrator nie bierze kontroli nad tym, w jaki sposób funkcjonujemy. Tutaj chodzi mi o to, aby zatrzymać tą nadprodukcję umysłu, tą mentalną biegunkę, o której wspomniałem, która często prowadzi nas do stresu, do jakiegoś rodzaju lęków czy nawet paranoi. Zawsze się zastanawiamy, co by było gdyby.
Ale tak naprawdę nie ma gdyby, jest tylko tu i teraz. Jesteś zanurzony w tym fizycznym tu i teraz. Więc wycisz ten umysł, a nie będziesz tylko tu i teraz. Będziesz w wieczności. Będziesz wiecznością. Będziesz ciszą. Będziesz Bogiem i stworzeniem w jednym. Będziesz, jak to mówią jogini, w nirwanie, w jodze. Ale tu mój logiczny umysł nasuwa na myśl pewnego rodzaju paradoks. Dlatego, że sama hatha mistyka jest też formą pewnego rodzaju gadaniny, gdzie przejawia się swojego rodzaju mój własny narrator.
Aby opowiedzieć wam, czyli poniekąd samemu sobie, dlatego, że ja to wy, ja to ty i ty to ja, jesteśmy tym samym istnieniem. Ale żeby poniekąd samemu sobie opowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, aby pokazać również, że są opcje, że są skróty, że są drogi, które mogę ja jako ty obrać, żeby również podać w wątpliwość często to, co czasem wydaje się pewne i oczywiste. Właśnie po to jest hatha. Gdyby kompletnie zająć się medytacją, to nie byłoby opowieści, nie byłoby przemyśleń, nie byłoby słów, nie byłoby Barta i jego wywodów. I to byłaby droga właściwa. Ale po prostu, żeby zachęcić przynajmniej małą część mnie samego do wspólnej pracy, do wspólnej ewolucji, do samoudoskonalania się. Właśnie dlatego, przynajmniej póki co, jest hatha. To właśnie dlatego z komina wydobywa się cieniutka strużka dymu. Abyś mógł łatwiej odnaleźć drogę w gęstym lesie, drogi gościu i dotrzeć do chatki na skraju słonecznej polanki. Drzwi są zawsze otwarte.
A reszta jest milczeniem. A teraz zamknijmy wspólnie oczy. Odłóżmy wszelkie przedmioty, które być może trzymamy w rękach. I pooddychamy sobie chwilę. Usiądź wygodnie albo ze skrzyżowanymi nogami na podłodze, albo wygodnie w fotelu. Plecy są wyprostowane. Jeżeli nosisz okulary, ściągnij na chwilę okulary. Zamknij oczy. Pierwszy bardzo głęboki wdech nosem. Zatrzymaj na chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem, zrelaksuj się.
Teraz weź drugi bardzo głęboki oddech nosem. Zatrzymaj na chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem, zrelaksuj się jeszcze bardziej. Teraz weź trzeci bardzo głęboki wdech nosem Zatrzymaj na chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem zrelaksuj się totalnie. Oddychaj spokojnie. Obserwuj swój własny oddech. Zauważ, jakie wrażenie sprawia twój wdech. Jakie wrażenie sprawia twój wydech. Nic innego się nie liczy. Liczy się tylko twój wdech i twój wydech. Twój wdech i twój wydech.
Możesz kontynuować oddychanie lub powoli, bardzo powoli otwórz oczy. Do usłyszenia w kolejnych odcinkach Chaty Mistyka. Drodzy Goście, Szanowni Słuchacze! Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Bądźcie zdrowi, żyjcie w pokoju. Pranam. Chata Mistyka.