[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance, w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka". Namaste. Pozdrawiam bardzo gorąco wszystkich przybyszy, wszystkich gości w „Chacie mistyka". Mija właśnie kolejny bardzo gorący dzień w pustynnej krainie zwanej Rajasthan. Od ponad tygodnia jestem w bardzo intensywnej podróży na moim motorze, żelaznym rumaku marki Royal Enfield.
Kieruję się w północną część Indii do stanu, który nazywa się Punjab. Pomimo tego, że słońce zaszło już parę godzin temu, to miasto Puszkar, w którym się właśnie znajduję, rozgrzane jest do granic możliwości. Mury budynków promieniują ciepłem. Jest tak gorąco, że nawet zimna woda w kranie jest gorąca. Także muszę pić dużo wody. Dzisiaj wypiłem już chyba pięć litrów wody, a nadal sucho mi trochę w gardle. Puszkar to miejsce bardzo lubiane przeze mnie, o wspaniałych walorach duchowych, dla niektórych również walorach religijnych. Jest to moja druga już podczas tej podróży wizyta w tym miejscu. Ostatnim razem byłem tutaj trzy miesiące temu, w okolicach Nowego Roku. A teraz kierując się na północ Indii, znowu postanowiłem zatrzymać się tutaj na chwilę, dlatego, że przez parę ostatnich dni podróżowałem dosyć intensywnie.
Rajasthan to pustynna kraina, gdzie gorące słońce bezlitośnie odciska swoje piętno nie tylko na roślinności, ale również na lokalnych zwierzętach. Warto wspomnieć, że jest to również kraina wielbłądów, ale również to słońce oddziaływuje dosyć silnie na lokalną ludność. Temperatury w okresie letnim, do którego to właśnie zbliżamy się, sięgają nie bagatela 43, 45 stopni w ciągu dnia. Ciekawostka: dwa lata temu została tutaj odnotowana maksymalna w historii temperatura powietrza, która sięgnęła aż 51 stopni. Więc jest to naprawdę upalna, gorąca kraina. Scorchio. Odkąd opuściłem malowniczą zatokę zwaną Zatoką Półksiężyca w pobliżu miejscowości Gokarna, minęło już parę dni. Już jestem ponad tydzień w drodze. Czas spędzony w Zatoce Półksiężyca był naprawdę wyborny. Zanim znalazłem się w Zatoce Półksiężyca, przez tydzień żyłem praktycznie jedynie w hamaku rozpostartym pomiędzy dwoma drzewami w pobliskiej zatoce, która nazywała się Rajską Plażą.
Po tygodniu pobytu tam przeniosłem się do małej, cudownej chatki w owej przepięknej Zatoce Półksiężyca, gdzie spędziłem znakomicie czas. Mniej więcej trzy tygodnie, żyjąc sobie w małej chatce zbudowanej praktycznie z błota, w której nie było ani prądu, ani połączenia z rurociągiem, ani nie było również sygnału telefonicznego, co było wspaniałym doświadczeniem dla mnie. Gotowałem codziennie posiłki na ognisku. Wodę przynosiłem sobie z pobliskiej studni. Jedynym problemem było to, że ponieważ nie było połączenia telefonicznego z resztą świata, nie miałem również połączenia z Internetem, więc aby wysłać parę odcinków „Chaty mistyka", musiałem wybrać się na poważną misję parokrotnie w stronę cywilizacji, co przeradzało się zwykle w krótkotrwałą wyprawę w poszukiwaniu zasięgu telefonicznego. Po to, aby dostarczyć wam, drodzy goście „Chaty mistyka", nowe odcinki, nowe opowieści. Ale cóż, to dla chcącego nic trudnego, więc daliśmy sobie radę. Mam nadzieję, że podobała wam się bajka, którą to napisałem specjalnie dla was. Bajka inspirowana właśnie klimatami wiejskimi i sielanką, której to byłem uczestnikiem w Zatoce Półksiężyca. Bajka, która ma za zadanie przenieść was troszeczkę w inny stan umysłu, w troszeczkę inny stan świadomości.
Bajki niekoniecznie są tylko i wyłącznie dla dzieci. Każda z tych opowieści zawsze kryje w sobie ziarnko prawdy. Myślę, że w mojej bajce zatytułowanej „Wyspa” istnieje troszeczkę więcej niż jedno ziarenko. Ziarenka, które są w stanie wykiełkować i z których jesteśmy w stanie wyciągnąć parę istotnych dla nas wniosków. Czasami po prostu warto trochę spuścić z tonu i zamienić całą tą naszą codzienną powagę w lekkość i troszeczkę inny stan umysłu. Na liczniku mojego żelaznego rumaka marki Royal Enfield widnieje już numer 9766 przejechanych do tej pory kilometrów. Także odkąd ostatnim razem podawałem wam przybliżoną informację na temat przejechanych przeze mnie kilometrów, gdzie zanotowałem około 7500, wydarzyło się dosyć sporo. Odkąd opuściłem Gokarnę i Zatokę Półksiężyca, byłem w bardzo intensywnej podróży. Praktycznie codziennie na motorze pokonywałem kilometry, przemieszczając się na północ. Po drodze udało mi się otrzeć ponownie o stan, który nazywa się Goa.
Stan, który odwiedzany jest przez barwne postacie pojawiające się w tym miejscu z różnych części naszego globu. Miejsce bardzo dynamiczne, przepełnione wspaniałymi, uśmiechniętymi postaciami. Miejsce, w którym każdy może znaleźć coś dla siebie. Udało mi się nawet wziąć udział w pewnym wydarzeniu, w którym to dubowy sound system produkował przepiękne linie basowe. Uwielbiam muzykę dub. Jest to muzyka, która jest bardzo bliska memu sercu, dlatego że po pierwsze muzyka inspirowana kulturą jamajską, gdzie również jestem stałym bywalcem już od ponad dekady. Oprócz tego jest to właśnie tego rodzaju muzyka, która głównie skupia się na rytmie i na linii basowej, nie tyle na tekstach i na lirykach. Więc jest to muzyka, która bezpośrednio trafia do mojego gustu. Także przepiękny spektakl dubowy. Impreza, która odbywała się w ciągu dnia pośród przepięknych drzew kokosowych, tuż przy plaży nad oceanem.
Mnóstwo dredziarzy, mnóstwo uśmiechniętych, zadowolonych z życia ludzi. Naprawdę miło jest na to popatrzeć. Miło również jest wymasować się dźwiękami basu. Ale po dwóch nocach wsiadłem na motor i ponownie wyruszyłem w drogę w kierunku Mumbaju. Mumbaj to potężna metropolia. Jest to potężne miasto. Sam wjazd do miasta zajął mi praktycznie trzy godziny. Później podróż do miejsca, w którym żyje mój znajomy, którego odwiedziłem również kiedy podróżowałem na południe Indii. Mumbaj jest miastem bardzo dynamicznym, gdzie zgiełk i zanieczyszczenie wywierają dosyć duże piętno na sposobie funkcjonowania mieszkańców tej metropolii. Ruch uliczny jest, powiedziałbym, bardzo organiczny.
Tak można by to nazwać. Tam nie panują zasady ruchu drogowego w taki sposób, w jaki my rozpoznajemy je w Europie. Tam z powodu tego, że znajduje się tam taka ilość ludzi i taka ilość pojazdów na drogach, przemieszczanie się ulicami Mumbaju jest doprawdy sztuką i wygląda to mniej więcej na zasadzie: jeżeli jest przed tobą miejsce, to jedziesz. Jeżeli nie ma miejsca, to musisz się zatrzymać. Oprócz tego nieprawdopodobny kontrast, dlatego że oprócz tego, że Mumbaj jest miastem przemysłowym, istnieje tam również przemysł filmowy. Znajduje się dzielnica, która nazywana jest Bollywoodem na wzór amerykańskiego Hollywoodu, czyli jest to miejsce, w którym produkowanych jest mnóstwo programów telewizyjnych i również filmów. Miejsce, w którym żyje mnóstwo bogatych ludzi, a tuż obok nich żyje biedota. Jest to niesamowity kontrast, gdzie pomiędzy bogatymi domostwami, posesjami znajdują się dzielnice slumsów, gdzie ludzie żyją praktycznie na ulicy. Życie tych ludzi w jakiś dziwny sposób odbywa się równolegle. Oprócz tego niesamowite zanieczyszczenie powietrza.
Mumbaj ma niesamowity smród tak naprawdę, którego nie da się uniknąć. Jest to zapach podmokłego oceanicznego wybrzeża wymieszanego z zapachem frytek z McDonalda. Coś w tym stylu generalnie. Oczywiście rozkładających się wszem i wobec śmieci. Musiałem tam pobyć parę dni z tego względu, żeby zorganizować sobie parę rzeczy. Motor również musiał trafić do warsztatu ponownie, dlatego że już na liczniku tyle kilometrów. Po prostu mechaniczna maszyna ma prawo się psuć i niektóre rzeczy trzeba w niej było powymieniać. Ale udało się wszystko dosyć sprawnie. Udało mi się opuścić Mumbaj. Po paru setkach kilometrów przejechanych tego dnia zatrzymałem się już wieczorem w małej rybackiej wiosce, którą znalazłem sobie uprzednio na mapie.
Wydawało mi się, że będzie tam fajna plaża, aczkolwiek troszeczkę byłem zaskoczony. Kiedy przyjechałem tam, okazało się, że wybrzeże Jest bardzo szerokie i tak naprawdę do oceanu jest parę kilometrów, dlatego że był dosyć spory odpływ. Miejsce dosyć dziwne. Napotkałem tam grupę młodzieńców, którzy to raźnie wieczorem popijali whisky. Bardzo byli zaaferowani moim przybyciem. Niespodzianka! Okazało się, że jeden z owych młodzieńców dosyć dobrze mówił po angielsku. Okazało się, że zwykł pracować na statku круzerskim i zwiedził już tym samym kawał świata. Zawitał również do Polski w pewnym momencie. Nie pamiętał dokładnie, w którym mieście był, aczkolwiek musi być to jedno z miast Wybrzeża.
Także chłopak ten służył jako tłumacz. Posiedziałem chwilę z lekko pijanym zgromadzeniem, dlatego, że bardzo łaknęli wiedzy na temat mojego pochodzenia i celu mojej wędrówki. Spędziłem kolejną noc w hamaku. Kolejnego dnia udało mi się przejechać rekordowe 600 kilometrów w przeciągu jednego dnia. Niestety motor pod koniec podróży ponownie zaczął odmawiać posłuszeństwa. Ostatnie 100 kilometrów było dosyć bolesne, aczkolwiek udało mi się dociągnąć maszynę do miasta Udaipur, w którym to spędziłem kolejną noc i o poranku powolutku zaprowadziłem motor do warsztatu, który znalazłem na mapie. Aczkolwiek okazało się, że warsztat jest zamknięty. W tym momencie przypomniałem sobie, że wszystkie sklepy właściwie dookoła dziwnym trafem wydają się być pozamykane. Cóż, okazało się, że cały kraj jest po prostu na strajku. Odbywał się właśnie strajk związany z problemem kastowości, czyli kast w Indiach.
To wszystko ma związek z wyborami. Historia dla mnie nowa, aczkolwiek okazało się, że niektóre kasty w Indiach nie mają przywileju głosowania w wyborach. Stąd właśnie owy strajk. Na szczęście udało mi się znaleźć warsztat, który był na pół otwarty, na pół zamknięty. Właściciel warsztatu nie był jeszcze do końca przekonany, czy tego dnia będzie pracował, czy nie. Udało mi się ubłagać go, aby zajął się maszyną. Po paru godzinach znowu byłem na drodze. Kolejne 300 kilometrów przejechanych tego dnia. Naprawdę przepiękne, cudne trasy, widowiskowe w Radżastanie. Bardzo lubię jeździć w Radżastanie, dlatego, że stan nawierzchni dróg jest dosyć dobry, o dziwo.
Jest dosyć niewielki ruch samochodowy. Pojawiają się tylko nadużyte, pordzewiałe, stare ciężarówki, na które trzeba bacznie uważać. Ale pomimo niefortunnych kierowców starych ciężarówek i kurzu na drodze jazda po autostradach w Radżastanie jest dla mnie przynajmniej naprawdę przyjemnością. Dotarłem do Pushkaru. Jestem tu i teraz. Dzisiejszy odcinek, moi kochani, zatytułowany jest „Tu i teraz". Wszystko co jest, co istnieje, jest tylko tu i teraz. Kiedy mówimy tu i teraz, mówimy o czasie i przestrzeni. Wszystko, co istnieje w fizycznym wymiarze, jest ściśle zależne od czasu i przestrzeni. Czas i przestrzeń to właściwie jedno.
Czas nie może istnieć bez przestrzeni i na odwrót. Przestrzeń nie może istnieć bez czasu. Jest tylko czasoprzestrzeń. A gdzie jest owa czasoprzestrzeń? Okazuje się, że istnieje ona tylko w naszych umysłach. To jest sposób pojmowania świata przedmiotów przez nasz umysł. Jest to innymi słowy nasza osobista, bardzo subiektywna percepcja świata. Czas tak naprawdę nie istnieje. Nie ma też lokalizacji. Całe stworzenie po prostu jest, jakie jest i nie potrzebuje żadnej interpretacji.
Zjawiska w naturze są, jakie są. Ani dobre, ani złe. Nie ma rzeczy przydatnych czy nieprzydatnych. Natura działa na zasadzie selekcji. Trwa tylko to, co jest w swojej najdoskonalszej, potrzebnej do istnienia formie. Więc to nie jest kwestia tego, czy coś jest dobre, czy złe, ale raczej sprawa tego, czy coś działa, czy też nie działa. Jeżeli, dajmy na to, tygrys upoluje kozę, to nie jest to ani dobre, ani złe. Taka jest po prostu kolej rzeczy. To tylko nasz umysł kreuje sobie pojęcia dobro czy zło. Mechanizm tego zwykle jest taki.
Widzę tygrysa z zębami. Widzę kózkę, która się pasie na łące. Za chwilę cap! Skowyt kozy. Krew się leje. Koza nie żyje. Tygrys pożera jej tkankę. Tu zgromadzony przez umysł materiał jest przetwarzany, analizowany Umysł wysuwa sobie wnioski. Pojawia się również strach. Wyobraźnia na podstawie zgromadzonych obrazów wytwarza abstrakcyjną myśl: „To mogłem być ja, moje ciało, a nie ciało kozy rozszarpywane na strzępy”.
Myśl abstrakcyjna, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistą sytuacją, ale na bazie zgromadzonych przesłanek następuje pewnego rodzaju modyfikacja postrzeganego zjawiska. I tu na końcu informacja, aby mogła zostać zachowana w bazie pamięci, czyli w naszym twardym dysku, w naszym mózgu, jest kodowana. Kod brzmi: „Tygrys jest zły. Jak następnym razem zobaczysz tygrysa, to uciekaj”. A to, co się tak naprawdę wydarzyło, to tygrys był głodny. Tygrys żywi się mięsem innych zwierząt. Tygrys zabił, aby zjeść. Nie tak jak niektórzy ludzie, dajmy na to. Dlatego, że my jesteśmy jedynym gatunkiem na tej planecie, który decyduje się zabić nie tylko po to, aby zjeść. Czasami polujemy tylko po to, aby nabrać satysfakcji lub też uzyskać jakiś prestiż na przykład w wiosce albo pozyskać jakieś trofeum.
Ale powróćmy do naszej czasoprzestrzeni. Jeżeli nie ma czasu i nie ma przestrzeni, tam nie ma też kwestii stworzenia. Wszystko jest tylko tu i teraz. To oznacza, że czas i przestrzeń to tylko twór naszego umysłu. Podobnie jak tworzymy nasze ciała podczas naszej egzystencji. Ciało fizyczne to tylko kumulacja substancji pochodzących z naszego środowiska, czyli planety Ziemia. Podobnie jak tworzymy nasz umysł, czyli budujemy system operacyjny dla naszej bazy danych. Wszystko oparte na doświadczeniach, które gromadzimy podczas życia. Tak samo równolegle do tych tworów kreujemy sobie percepcję czasu i przestrzeni. Czy to oznacza, że czasoprzestrzeń nie istnieje?
Nie do końca. Tu można by powiedzieć, że stworzenie jako byt doskonały nie sugeruje się zależnością od czasu i przestrzeni. W eterze czy akasz, jak to nazywane jest w sanskrycie, w pustce, która jest stanem przeciwnym do stanu istnienia świata materialnego, nie ma czasu, jest tylko wieczność. Czyli pojawia się aspekt nieograniczoności. Wieczność, nie można jej poporcjować. Tak samo nie ma tam formy fizycznej, nie istnieje geometria, więc nie ma też problemu miejsca czy przestrzeni. Ale tutaj, w świecie materii, w świecie formy pojawiają się zależności, ale te zależności pojawiają się tylko i wyłącznie w naszym umyśle, w naszym systemie operacyjnym, który ma umożliwić nam przetrwanie ciała fizycznego w tym środowisku. Ze względu na swój schemat funkcjonowania ten umysł sprawia nam również bardzo dużo trudności. Ciężko jest umysłowi wznieść się ponad to, co zakodowane w bazie danych, czyli to, co wykracza poza nasze doświadczenie, poza naszą własną subiektywną interpretację. Mówiąc trochę prościej, aby ogarnąć sobie intelektem środowisko, w którym się znaleźliśmy, tworzymy sobie logiczne schematy, które przejawiają się jako czas i przestrzeń.
Ale to jest wytwór naszego umysłu, bardzo subiektywny na dodatek wytwór. Przeszłość ani przyszłość nas nie dotyczą. Bo co to jest tak naprawdę przeszłość? Co to jest przyszłość? Przeszłość to jest tylko forma pamięci nagromadzonej w naszej bazie danych. Czyli jeżeli ja w jakiś sposób będę w stanie zmodyfikować informację, która tkwi w twoim mózgu, to jestem tym samym w stanie zmienić wrażenie o twojej przeszłości. My wierzymy w to, że przebyliśmy doświadczenia, które nagromadzone są w naszym umyśle w postaci bazy danych, w postaci zakodowanej informacji. Ale czy to tak naprawdę się wydarzyło, to można by poddać w wątpliwość. Więc my pamiętamy historię, pamiętamy doświadczenia, ale zapisane one są w bardzo subiektywny dla nas sposób. My pamiętamy tylko to, w jaki sposób zdołaliśmy zachować tę informację o danym wydarzeniu, a nie pamiętamy sam fenomen w rzeczy samej.
Jest to tylko i wyłącznie nasza subiektywna interpretacja tego, co wydaje nam się, że się wydarzyło. Podobnie z przyszłością. Przyszłość również nas nie dotyczy, dlatego, że przyszłość jeszcze nie nastąpiła. Nasza wyobraźnia może podsunąć nam wnioski, które zbudowane są na bazie doświadczeń, które zgromadziliśmy w przeszłości i w wyniku interpretacji tych doświadczeń, które nagromadziliśmy do tej pory, wyobrażamy sobie, jak rzeczy mogą nastąpić, jak pewne fenomeny mogą ukazać się w przyszłości. Ale jest to tylko i wyłącznie spekulacja. Być może w większości przypadków mamy wrażenie, że owe spekulacje potwierdzają się, że mają jakąś gruntowną bazę podług naszych oczekiwań, ale nadal jest to tylko i wyłącznie spekulacja na temat przyszłości. My nie wiemy, co tak naprawdę przyniesie nam przyszłość, więc liczy się tylko tu i teraz. Liczy się tylko i wyłącznie teraźniejszość. Ale jest to tylko i wyłącznie koncept logiczny, dlatego że wyobraź sobie, że wszystko dzieje się równolegle. Wszystko jest.
Tutaj dla przykładu mogę podać taką historię. Wyobraź sobie, że ja jestem fotografem, który wykonuje zdjęcia każdej twojej czynności podczas twojego życia i te zdjęcia wieszam sobie na ścianie. Albo inaczej. Przy produkcji filmowej zwykle wykonuje się serię rysunków, zanim nastąpi właściwa produkcja filmowa. Czyli po prostu scenariusz całej opowieści ukazywany jest w postaci takiego komiksu, w postaci rysunków, po to, by twórcy filmowi wiedzieli, na czym stoją, na czym polega historia. I po to również, aby reżyser czy też aktorzy byli w stanie sobie uwidocznić całą historię w postaci właśnie takich obrazków uporządkowanych na ścianie. Więc wyobraź sobie, że całe twoje życie właściwie przebiega równolegle. Każda twoja akcja, każdy twój uczynek dzieje się jednocześnie. Jest to tylko i wyłącznie nasza percepcja, że te rzeczy poukładane są w pewnej hierarchii, w pewnym porządku, który nazywamy linią czasowości. Ale to wszystko dzieje się jednocześnie.
Moment narodzin, moment przebywania, doświadczenia bycia człowiekiem, nasze upadki, wzloty, wszystkie te historie, moment śmierci — wszystko istnieje jednocześnie. I teraz, jeżeli będziemy te obrazki przeglądać sobie po kolei, dajmy na to od góry do dołu, tak jak czytamy wersy książki, to sprawia to dla nas wrażenie, że właśnie pojawia się owa liniowa czasowość. Ale jeżeli teraz w jakiś sposób bylibyśmy w stanie rzucać okiem na różne części owej ściany pokrytej wizerunkami, to jesteśmy w stanie doświadczać tego naszego życia w sposób nielinearny. I tutaj można by powiedzieć, że jest to swego rodzaju podróżowanie w czasie. Jeżeli mamy umiejętność doświadczania tych poszczególnych bloczków, z których składa się cała historia naszego życia, ale nie w porządku czasowym, w porządku linearnym, to jesteśmy podróżnikami w czasie właściwie. Dlatego, że nic nie musi odbywać się jedno po drugim. Jesteśmy w stanie wybierać sobie, w którym obrazku właśnie w danym momencie się znajdujemy. Ale nasz umysł, nasz sposób postrzegania naszego życia, nas samych i świata działa trochę na innej zasadzie. Nasz umysł potrzebuje tej systematyczności, tej hierarchii i porządku wydarzeń po to, abyśmy mogli odnaleźć się w naszym własnym środowisku. I to właśnie to nagromadzenie tkanek ciała, tak samo jak nagromadzenie naszych doświadczeń w postaci umysłu, w postaci naszego systemu operacyjnego i to wszystko, czym żywi się nasz umysł, sprawiają, że możemy uczestniczyć w tym teatrze czasoprzestrzeni.
Bez tego schematu myślenia, funkcjonowania ta czasoprzestrzeń nie miałaby dla nas znaczenia. Ona po prostu nie istnieje. W dzisiejszych czasach fizycy starają się uporać z fenomenem tak zwanych czarnych dziur, gdzie to, co wydaje się kompletną próżnią, charakteryzuje się potężną dynamiką i przepełnione jest siłami stwórczymi. Mówi się o tym, że wszechświat się rozszerza, prawda? Mowa jest o wielkim wybuchu, tak zwanym Big Bang. Moim zdaniem nazwa Big Bang jest dosyć niefortunna. Dlaczego? Bo wybuch kojarzy się ze zniszczeniem pierwotnego materiału, czyli w tym przypadku materiału wybuchowego, raczej niż z jego ekspansją. To znaczy jest bardzo dynamiczna reakcja. Materiał ulega spalaniu i pojawia się raptownie transformacja energii, w której to ulega zmianie otoczenie wokół wybuchu.
Więc tak, jest ten podmuch, ale im dalej od centrum wybuchu, tym mniej zauważalne są skutki. Ja tutaj chcę zaproponować trochę inny model. Wyobraź sobie puszkę z farbą, dajmy na to zieloną. Jeżeli cisnę tą puszkę na białą ścianę, to farba rozbryzga się tworząc wielkiego kleksa. W centrum, tam gdzie roztrzaskała się puszka, będzie tej farby najwięcej, a idąc w kierunkach na zewnątrz plamy będą coraz mniejsze, aż zaczną układać się w kropki coraz mniejsze i coraz bardziej oddalone od siebie podług swej wielkości. Ale jaka jest różnica pomiędzy farbą a wybuchem? Jest dosyć spora. W wybuchu początkowy materiał ulega zniszczeniu czy też transformacji. Natomiast w przypadku kleksa z farby ta nie ulega zniszczeniu, ale poniekąd jedynie rozproszeniu. To znaczy niezależnie jak daleko od miejsca, w którym wylądowała na ścianie puszka, to ta esencja, ten pierwotny materiał budulcowy farby będzie jednakowy.
Kropki będą coraz mniejsze i coraz bardziej oddalone, ale sama zieleń farby będzie niezmieniona i jednakowa na całym obszarze. I to właśnie jesteśmy my. Malutkie zielone kropki gdzieś na obrzeżach kleksa. Ale my nadal posiadamy te same jakości, te same walory co ta sama farba w centrum tego kleksa. Materiał nie ulega degradacji i nie jest gorszej jakości dlatego, że jest dalej od centrum. Dlatego moim zdaniem nie Big Bang, tylko Big Splash. Rozumiesz? Mówi się również o tym, że wszechświat się rozszerza, ale pewnego dnia może zacząć się też kurczyć, że proces może nastąpić odwrotny do tak zwanego wybuchu. Ekspansja może zamienić się w proces kumulacji. W tym przypadku tym bardziej model wybuchu moim zdaniem nie ma sensu.
Materiał zniszczony nie może zacząć się kumulować. Natomiast materiał rozproszony jak najbardziej. Rozproszony gdzie? W niczym. W pustce. Pamiętajmy, że pomiędzy tym, co jest, co istnieje w fizycznej formie, więcej jest tak naprawdę tego, co nie istnieje. Czy to w budowie atomu, gdzie elektrony i protony oddalone są o potężny względem ich rozmiaru dystans, czy też w przypadku gwiazd i galaktyk więcej jest pustki niż tego czegoś. Wszystko w stworzeniu ma charakter cykliczny. Wszystko jest cyklem. Nic nie trwa wiecznie.
Przychodzimy na ten świat i odchodzimy. Tak samo ekspansja wszechświata to tylko część tego cyklu. Z czegoś nieskończenie małego, gęstego wszechświat rozszerza się w coś nieskończenie wielkiego. Ale proces odwrotny jest również częścią tego cyklu. W tradycji jogi ten proces jest znany od dawien. Kiedy mowa jest o nirwanie, mokszy czy shuni, to właśnie chodzi o ten całościowy cykl, o ten drugi aspekt, odwrotny do ekspansji, do rozszerzania, do kreacji. Pochodzisz od nicości. Stałeś się czymś. Jeśli zatoczysz krąg, to znowu obrócisz się w nic. Absolutne zero.
Słowo shunya oznacza właśnie zero. Jest to taki koncept logiczny, który wywodzi się ze starożytnych Indii. Stan niebytu, ale pomimo to stan niezbędny do funkcjonowania bytu. Dlatego, że bez zera niemożliwa byłaby arytmetyka. Nie bylibyśmy w stanie po prostu liczyć. Shunya to również jest praktyka medytacyjna, którą ja sam wykonuję dwa razy dziennie. Jest to takie dopełnienie moich porannych praktyk jogi. Oprócz tego, że rano wykonuję praktyki hatha jogi i kriyi, czyli pracę z wewnętrzną energią życia, to oprócz tego dwa razy dziennie siadam na 15 minut po to, aby robić po prostu nic. Po prostu aby wytrenować umysł i wziąć nad nim kontrolę i przez te 15 minut dosłownie nic nie robić. Pozornie sprawa jest łatwa, ale jednak nie aż tak prosta.
Dlatego, że umysł zawsze się buntuje, bo nie jest przyzwyczajony do trybu nicnierobienia. Zresztą jest to również problem kulturowy, dlatego że szczególnie w krajach świata zachodniego nicnierobienie uważane jest za stratę czasu. Dlatego, że my przywykliśmy do tego mechanizmu podążania, pracy, bycia produktywnym i osiągania celów dla jakichś właścicieli korporacji po to, aby pomnożyć ich pieniądze. Natomiast wydaje nam się, że relaks, odpoczynek, cisza i medytacja jest to po prostu strata czasu. A zapominamy o tym, że jest to bardzo istotny aspekt naszego życia, naszego doświadczenia bycia człowiekiem. Dlatego drogi gościu Chaty Mistyka, jeżeli z jakiegoś powodu nadal masz wyrzuty sumienia, że siedząc z zamkniętymi oczami i po prostu opanowując swój umysł tracisz i marnujesz czas, to zachęcam cię do jeszcze bardziej systematycznej praktyki. Jeżeli nie możesz siedzieć spokojnie przez dwie godziny, to zacznij po prostu od pięciu minut. Pięć minut codziennie. To pięć minut przerodzi się w dziesięć minut, piętnaście, później w pół godziny. Okaże się, że jakość twojego życia poprawi się diametralnie.
Ale jest to tylko i wyłącznie kwestia systematycznej pracy. Tak jak ze wszystkim innym. Umysł będzie podszeptywał ci zgubne informacje. Będzie starał się ciebie oszukać, wzbudzić w tobie poczucie winy. Będzie nazywał cię leniwym. Ale to właśnie ty masz poskromić ten umysł. Umysł to nie jesteś ty. To jest tylko i wyłącznie twoje narzędzie, które ma funkcjonować w najbardziej perfekcyjny dla ciebie, przydatny sposób. I dlatego właśnie praktyka śuni. Śunia jest to technika, do której trzeba zostać zainicjowanym przez mistrza duchowego.
To nie jest praktyka, której ja mogę was nauczyć. Nie mogę również za dużo na ten temat opowiadać, dlatego, żeby po prostu ktoś nie wysuwał sobie zbędnych, zgubnych wniosków na ten temat. Ale są różne inne techniki medytacyjne, o których wspominałem wcześniej, więc naprawdę warto. Polecam podjąć próbę. Systematyczna praca umożliwia odbycie podróży w hiperprzestrzeń, umożliwia znalezienie się w stanie czy też wymiarze bez geometrii, bez przynależności czy uwarunkowań takich jak cielesność, lokalizacja czy nawet płeć. Te wszystkie rzeczy nie mają znaczenia. To właśnie tutaj, w takim stanie powoli zaczynamy odklejać się od ciała i od umysłu. Nie jestem tym ciałem, nie jestem nawet tym umysłem. To jest moje ciało. To jest mój umysł.
One do mnie należą. Ale to nie jestem ja. Jestem jednością. Jestem kosmosem. Jestem energią, która bierze udział w grze zwanej ludzkim doświadczeniem. Więc dokąd zmierzamy? Kiedy cała podróż się kończy, to jest właściwie koniec gry. My wiecznie się poruszamy. Chcemy dokądś dotrzeć, coś osiągnąć. Ale tam, gdzie zmierzamy, nie ma już drogi.
Tam nie ma przestrzeni. Nie ma przestrzeni, więc nie ma też czasu. Mówimy tu i teraz, ale to jest tylko terminologia fizyczna, nie duchowa. Takimi pojęciami posługują się fizycy, a nie ludzie, którzy praktykują procesy duchowe. W procesie duchowym w sposób transcendentalny usiłujemy wznieść się ponad tu i teraz. Dlatego również pojęcie drogi duchowej moim zdaniem nie jest zbyt fortunne. Dlatego, że nie jest to droga. Do przebycia drogi potrzebujesz punkt wyjścia i punkt dotarcia. Punkt A i punkt B. W procesach duchowych to tak naprawdę nie jest droga.
Jest to przebłysk. Jest to mikroułamek sekundy i doznajesz olśnienia, uprzytomnienia. Więc nie jest to droga, którą można przebyć, w której możesz się zatrzymać w połowie, odpocząć, odsapnąć, pójść dalej. To jest tylko i wyłącznie terminologia językowa. Wstąpienie na drogę duchową. My w ten sposób określamy to, w ten sposób to nazywamy, ale to tak naprawdę nie jest droga związana z dystansem. Tam, gdzie nie ma już czasu i przestrzeni, tam nie ma również miejsca. Tam nie ma również miejsca dla ciebie samego, miejsca fizycznego. To po prostu oznacza, że przestajesz egzystować, czyli przestajesz być w tej cielesnej, fizycznej formie. Więc dokąd zmierzasz?
Jaki jest cel tej wędrówki? Zmierzasz donikąd. Tam, gdzie nie ma już zmierzania, gdzie nie ma już podróży. To jest właśnie absolutne wyzwolenie. Wolność od uwarunkowań fizycznego organizmu, wolność od ograniczonego umysłu. Jest to również wolność od iluzji i fałszu. Mukti. Kiedy stajesz się bezwymiarowy. Wymiar oznacza pewnego rodzaju granicę, prawda? Natomiast mukti oznacza, że nie ma już granicy.
Nie ma już zniewolenia. Jest tylko to, co nie istnieje. Pustka. Cisza. Wieczność. Namaste, drodzy słuchacze. Do usłyszenia w kolejnych częściach Chaty Mistyka. Pozdrawiam wszystkich. Pranam. Chata Mistyka.