[00:01] - Paralaxa: Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Po pewnym dłuższym troszkę urlopie powraca na antenę audycja prowadzona przez naszego niestrudzonego poszukiwacza prawdy. Rozpoczynamy pierwszy w marcu odcinek Paralaxy: Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Chris jest już oczywiście z nami po drugiej stronie połączenia internetowego. Witaj, Chrisie.
[00:32] - Witaj Marku, witam wszystkich. Dobry wieczór państwu.
[00:36] - Chris zaraz tutaj poda jakiś temat przewodni, chociaż pewnie tych tematów będzie troszkę więcej. Myślę, że koło godziny 18:30 będziemy mogli spokojnie otworzyć naszą linię telefoniczną, ale numery telefonów do Radia Paranormalium warto zapisać sobie już teraz. Stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 53 624 193. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy, na grupie Radia Paranormalium oraz jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać pytania, komentarze i między innymi propozycje tematów do omówienia przez Chrisa Miekina na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Ostatnio odświeżyliśmy też nasze konto na Twitterze. Jeżeli macie tam profil, to zachęcamy do polubienia i zaobserwowania Radia Paranormalium.
Adres to twitter.com/rparanormalium. Także mogę ci chyba oddać głos, Chrisie.
[02:12] - Dziękuję bardzo Marku. Jeszcze raz państwa witam serdecznie. Jestem troszeczkę dzisiaj stremowany, bo przerwa była długa w tych wszystkich programach, które rozgrywają się na żywo zawsze w Radiu Paranormalium, co powoduje taki lekki dreszczyk emocji, jak to dalej pójdzie i co się dzisiaj wydarzy. A dzisiaj zaczęło się w ogóle od wszelkich rozmaitych niespodzianek. Okazało się, że gdzieś w kraju, w którym mieszkam, zrobili dobę o godzinę krótszą, bo jest przestawienie czasu na czas letni. Lata na, nie wiem, jakoś przez okno nie widać, bo śnieg ciągle mrozi, jak tylko słońce się schowa, więc niezbyt ciekawie i niezbyt optymistycznie. Na dodatek tutaj Marek podaje różne telefony, które można wykonać tutaj do Radia Paranormalium. Mój telefon siadł wczoraj i okazało się, że mimo że niezbyt często zwracałem na niego uwagę, okazuje się, że bez telefonu to gorzej jak bez ręki. Żyjemy w takich czasach, że ten telefon jest przedłużeniem naszego życia. Prawdopodobnie tak to ładnie ujmę, żeby nie wchodzić w jakieś inne, bardziej drastyczne szczegóły.
Bez telefonu mało kto się potrafi obejść. Okazało się, że ja też się za bardzo nie mogę obejść bez telefonu, a miałem taki telefon już muzealny, bo to był iPhone 4. Także mało kto go jeszcze posiada. Poza tym w doskonałym stanie. W ogóle wyglądał jak nowy. Także żal się z nim troszeczkę rozstawać, ale już przestał działać. Skończył swoje życie. Także dochodzi do mojej kolekcji rozmaitych eksponatów muzealnych z firmy Apple, bo używam firmy Apple dlatego, że po prostu tutaj taka mała prywatna informacja. Nie wiem, czy to państwa będzie interesowało, czy nie. Po prostu nigdy nie miałem innego komputera niż Apple.
Zacząłem od Apple i tak już utknąłem. I to zacząłem w czasach, kiedy firma chyliła się ku upadkowi, kiedy wszyscy mówili: „Co ty robisz, człowieku? Przecież tej firmy za miesiąc już nie będzie”. Potem minął miesiąc, miał być jeszcze miesiąc później. No i firma przetrwała. Doszła do momentu, kiedy stała się gigantem. Dziś wszyscy znów wróżą, że firma się rozpadnie, upadnie. Przestała być nowatorska po tym, jak odszedł główny guru tej firmy. Po prostu zaczyna gubić się w szczegółach. Ale Apple nie raz pokazało, że potrafi wyjść właśnie z tego typu kryzysów.
Także kto wie, co później się wydarzy. Ja jakoś mam taki szczególny sentyment, bo teraz tak się rozpędzam na temat tej firmy. Wyjdzie jeszcze na to, że reklamuję ją tak bardzo mocno. Po prostu nigdy nie miałem innej. I z niej korzystam. Także mój telefon odszedł do krainy wiecznych łowów, a ja dzisiaj jestem z państwem tutaj razem w nowej Paralaksie. I teraz za każdym razem, jak już wymawiam tę nazwę audycji, zaczynam się zastanawiać, czy wymawiam właściwą nazwę, bo jak wiecie państwo, prowadzę na YouTubie także audycję pod tytułem Polaraxa i są to dwie straszliwe siostry bliźniaczki. Utkwiłem pomiędzy nimi. No ale na razie to życie jest znośne. Podoba mi się nawet.
Paralaxa jest bardziej wymagająca, dlatego, że muszę się produkować tutaj w jakiś sposób na żywo i wszystko może się wydarzyć. Ja sam do końca czasami nie jestem pewien, w jaki sposób potoczy się tego typu audycja, dokąd pojedziemy, pofruniemy, odpłyniemy razem, wspólnie. No ale czas ucieka i na dziś pomyślałem, że może najlepszym tematem na takie odświeżenie tej audycji będą tematy marsjańskie. Od jakiegoś czasu te tematy mnie fascynują. Zresztą jak wszystkich państwa dookoła, którzy interesują się troszeczkę przestrzenią kosmiczną, eksploracją kosmosu, tym, co tam ewentualnie możemy znaleźć, czy będzie to nowa droga dla naszej cywilizacji, czy też może okaże się, że znajdziemy tam właśnie w przestrzeni kosmicznej nasze korzenie. Dlatego Mars, tematy wokół Marsa to jest taka niekończąca się wręcz mydlana operaKtóra rozgrywa się na naszych oczach. Bierzemy w niej udział. Informacje przychodzą każdego dnia. Wczoraj na przykład niesamowite zdjęcie pokazano na stronie NASA, które było pokazywane praktycznie na wszystkich stronach facebookowych, gdzie interesują się ludzie kosmosem i było to zdjęcie przedniego zawieszenia Curiosity. Oczywiście dla wszystkich, których interesuje to, co tam się dzieje, to, co się dzieje z Curiosity, jest to fascynujące zdjęcie, bo oto kamera zainstalowana na tym łaziku zajrzała sobie pod podwozie i pokazała przednie koło.
Oczywiście wywołało to masę dyskusji. Zresztą ja w tych dyskusjach przez jakiś czas też uczestniczyłem, bo sprawa jest interesująca, dlatego że jakiś czas temu ogłoszono, że Curiosity zaczyna zdzierać swoje przednie kółka napędowe, okazało się, że łazik nie jest przygotowany do tak trudnych warunków, jakie są na Marsie. Jak tak dalej pójdzie, nie będzie miał czym jeździć. Bateria będzie działać, instrumenty będą działać. Są przewidziane, że mają działać przez długie lata. A tutaj taka prosta rzecz: kółko przestanie ciągnąć i utkwi łazik w jednym miejscu, a przecież podstawą jego działania jest ruch. To, że przemieszcza się w kraterze Gale'a, obserwuje to wszystko dookoła, robi próbki, przepala te kamienie swoim laserem, dokonuje różnych, co prawda prostych, ale zawsze to lepsze niż nic, doświadczeń i ta wiedza na temat Marsa powoli się powiększa. Oczywiście trzeba też do niej odpowiednio podchodzić, dlatego że każdy zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystko, co tam jest odkryte, jest od razu w jakiś sposób ujawniane, jest od razu przekazywane do mediów, do opinii publicznej. Mars od samego swojego początku, od swojego zarania badania tej planety niesie ze sobą całą masę najrozmaitszych kontrowersji i stąd ta olbrzymia ostrożność. Ale to kółko Marsa, które pokazano, na które teraz patrzę i Ivellios obiecał, że może gdzieś je zamieści, żebyście państwo również mogli je obejrzeć, pokazuje, że chyba nie jest aż tak źle, ale też widać, niestety, mocne ślady zużycia.
Także te wszystkie teorie, które ja również w jakiś sposób lansowałem, bo nagle ta sprawa ucichła, tego kółka Marsa. Nagle okazało się, że łazik dalej kontynuuje swoją podróż, robi doświadczenia. Podobno miał jeździć na wstecznym po to, żeby nie zużywać przedniego kółka. Kiedy się obserwuje to koło, okazuje się, że jeśli przyjrzeć mu się bliżej, rzeczywiście jest tam sporo różnych dziur. Gdzieś to popękało na kamieniach, materia nie wytrzymała. Jest to w dość interesujący sposób ukryte, ale widać prześwity, co pokazuje, że kółko jest zużyte i nikt go nie wymienił. Oczywiście jest mnóstwo komentarzy, że zdjęcie zrobione w studiu, że J.J. Abrams to zrobił, że jest to montaż, który jest zrobiony kompletnie w sposób cyfrowy, na jakimś Photoshopie czy czymś takim. Ale analiza tego, co tam się dzieje na tym zdjęciu pokazuje, że może niekoniecznie tak jest, dlatego że widać niemalże każdy pyłek, który gdzieś tam przykleił się do tych kół, a z tych trzech kół po jednej stronie widać dwa, z czego przednie bardzo wyraźnie. Widać wyraźnie też te wszystkie odciski ostrych kamieni, które powoli wginają to kółko, powoli je niszczą.
Także wygląda na to, że nie ma tutaj transpiracji, choć brzmi ona atrakcyjnie. Ale kto wie, może do końca tak nie jest, że Mars jest taki opustoszały, że nigdy tam nikogo nie było i na razie nie zapowiada się, żeby ktoś był w najbliższych latach, mimo że Elon Musk zapewnia, że pierwsze loty rozpoczną się po 2022 roku, a więc są w zasięgu i kto wie, do czego to dojdzie. Ta ostatnia historia z olbrzymią rakietą próbną, którą wysłał w przestrzeń kosmiczną, Falcon Heavy, wskazuje, że wszystko jest możliwe, że wszystkie tematy są otwarte i że termin może być absolutnie dotrzymany. I być może jest to także powód tego, że tak naprawdę ci, którzy operują tym Curiosity, łazikiem marsjańskim, nie za bardzo przejmują się tym kółkiem z prostego powodu, że skoro za kilka lat ktoś tam dojedzie, to ktoś wymieni to kółko. A jeżeli ktoś tam jest, bo jest to bardzo kusząca teoria, że być może nie zdajemy sobie sprawy, ale jakaś minimalna marsjańska misja, gdzie są ludzie, może funkcjonuje. Oczywiście jest to niesamowicie fantastyczna w obecnej sytuacji teoria, ale być może coś w tym jest, dlatego że ja przez pewien czas nawet zakładałem, że skoro to kółko ciągle działa, to być może ktoś je wymienił, ktoś je naprawił. Tego typu rzeczy aż tak bardzo nie widać i bardzo trudno jest oceniać z punktu widzenia jednego zdjęcia. Natomiast zdjęcie jest cenne, dlatego że można zobaczyć świeżutkie zdjęcie z wczoraj marsjańskiego łazika i można zobaczyć wszystkie te ślady, jakie zostawia po sobie ten trudny teren planety, po której marsjański łazik sobie wędruje. Także jest to absolutnie niezwykłe zdjęcie. Będę sobie jeszcze na niego długo patrzył.
Interesujące. I marsjańska odyseja oczywiście trwa i dokądś nas zaprowadzi. Tak wygląda, proszę państwa, że Mars być może jest rzeczywiście przyszłością naszej planety, że można go ustalić jako planetę rezerwową dla naszej ziemskiej cywilizacji na wypadek, gdyby coś się stałoA historia naszej planety wskazuje, że dzieją się tu różne rzeczy co jakiś czas, bardzo dramatyczne, niezbyt przyjemne. Giną całe rasy zwierząt. Kto wie, co się wydarzyło kiedyś z jakąś tak zwaną zaginioną cywilizacją, której ślady tu i ówdzie się odkrywa i których sensu za bardzo zrozumieć nie można. Kto to był? Skąd przyszedł? Jest dużo innych elementów, nawet takie biologiczne, jak na przykład nasz tak zwany cykl okołodobowy. Że nasz organizm funkcjonuje na zasadzie tych 24 godzin życia. Dziś w moim przypadku 23, więc urwali mi godzinę, więc mój ten cykl okołodobowy się w jakiś sposób pewnie załamie na ten krótki moment godzinny, ale oczywiście da się to przetrwać.
Robią to nam co roku. I właśnie ten cykl okołodobowy trwający 24 godziny wywołuje pewne reakcje organizmu takie, że w którymś momencie on działa doskonale. Jest przygotowany do tego, żeby móc wykonywać najrozmaitsze czynności od intelektualnych po fizyczne. W którymś momencie potrzebuje odpoczynku, więc jest ten cykl zasypiania i wszystko to zamyka się w 24 godzinach. Ale kiedy zbadano ten cykl medycznie, w jaki sposób on działa, okazało się, że ten cykl jest w przypadku człowieka dłuższy niż 24 godziny. I tutaj powstała taka sugestia, czy to być może oznacza i być może jest to pozostałość po tych, którzy przybyli kiedyś, bardzo dawno temu z jakiejś innej planety, z jakiegoś innego miejsca we wszechświecie, gdzie ten cykl okołodobowy był dłuższy i to właśnie jest ten ślad, który wskazuje na tego kogoś, kto żył gdzie indziej. Ten właśnie cykl okołodobowy, który w naszym przypadku jest to więcej niż 25 godzin i w jakiś sposób bardzo pasuje to do Marsa, że jest to bardzo interesujące takie zestawienie. To jest kolejna taka poszlaka, niezbyt mocna oczywiście, ale dająca do myślenia, że być może właśnie ludzka cywilizacja, nasza cywilizacja czy ta zaginiona cywilizacja, której my szukamy na Ziemi, szukamy po prostu w złym miejscu. Że być może właśnie to są uchodźcy albo przybysze, albo odkrywcy z innej planety, właśnie takiej jak Mars. Oczywiście tutaj dodaję tej szczypty sensacji i buduję emocje.
Samo postrzeganie tego, co się odkrywa na Marsie. Co jakiś czas coś się odkrywa, znajduje się najrozmaitsze elementy, jak na przykład bardzo geometryczne konstrukcje na Marsie albo na przykład rozmaite artefakty, tak się przynajmniej to wydaje, zrobione właśnie okiem kamery zainstalowanej na łaziku, które przypominają jakiś technologiczny element, które nie pasują do natury, która jest dookoła łazika, czyli tego gruzowiska najrozmaitszych kamieni i sugerują, że być może życie na Marsie kiedyś istniało, a kto wie, może istnieje do dziś. Zbliżamy się powoli do tego momentu. Ja kilka razy dawałem państwu to samo porównanie i jeszcze raz dzisiaj je do niego przytoczę, dlatego że uważam, że ma ono olbrzymie znaczenie w zrozumieniu tego, co się dzieje w dzisiejszej eksploracji kosmicznej. Mam tu na myśli to porównanie, już trochę wyświechtane, ale przypomnę jeszcze raz, z Kolumbem, który odkrywał Amerykę. Oczywiście jest uznawany wszędzie za odkrywcę. Jest napisane w Wikipedii, że on odkrył Amerykę. Dzieci się uczą o tym w książkach, wiedzą, że to Kolumb odkrył Amerykę. Wcześniej ludzie myśleli, że tam gdzieś znajduje się jakaś wielka przepaść, co jest jakimś nonsensem, bo przecież ci ludzie przez setki lat żeglowali w różne części świata i wiedzieli doskonale, że żadnej przepaści nie ma, że wszystko sugeruje, że Ziemia jest okrągła. Starożytni wiedzieli, że Ziemia jest okrągła.
Już nie będę wchodził na te niebezpieczne tematy. Państwo już pewnie się domyślają jakie. Ale wyprawa Kolumba i tak zwane odkrycie Ameryki było czymś, co dziś, znalazłem sobie dobre określenie tego, jak to nazywać, było przejęciem narracji. Dlatego że dziś nie ma wątpliwości, że Amerykę odkrywali różni ludzie z różnych rozmaitych kultur, od tych bardzo starożytnych, poprzez te, które żyły w Europie w średniowieczu. Pływali tam Portugalczycy w bardzo praktycznym celu, po to, żeby złowić dorsze, których olbrzymie ławice pływały przy Ameryce. Lądowali sobie na Ameryce, odpoczywali, czasami zimowali. Tak że znali to miejsce doskonale. Oczywiście wikingowie, następna historia. Dziś na Labradorze odkryto ślady po nich. Mimo to nadal uznaje się, że Kolumb odkrył Amerykę, a nie oni.
I tak dalej. Tego typu przykładów można mnożyć wiele. I dlatego jeżeli chcieć zrozumieć, dlaczego ci ludzie, Akademia upiera się tak bardzo przy Kolumbie, chodzi o to, że jest to przejęcie i kontrolowanie narracji, czyli kontrolowanie wszystkiego, co tłumaczy, jak do tego doszło i co się w tym wszystkim stało. Wszystko inne jest gdzieś na skraju i nie jest aż tak samo ważne. To samo dzieje się w eksploracji kosmosu. Mamy wiele najrozmaitszych przesłanek astronomicznych, wiele niezależnych badań, ale jest to kontrolowane przez tą właśnie oficjalną narrację i najlepszym przykładem tego, że takie zjawisko istnieje i funkcjonuje, i Akademia, i rządzący tym światem, elita tego świata jest czujna, jest ostatnia próba przejęcia narracji dotycząca UFO. Mówiłem już o tym kilka razy w rozmaitych audycjach, tak w „Paralaksie”, jak i w „Poliraksie”. W „Polaraksie” tak powinienem powiedzieć, że to nieoczekiwane wkroczenie na tą arenę ufologiczną ludzi, którzy są z CIABardzo mocno powiązani. Jest niczym innym jak przejęciem tej narracji. Proszę zobaczyć na inny przykład.
Jest serial, który był puszczany w National Geographic bodajże, który mówi o ewentualnej możliwości ucieczki Hitlera. I ten temat wydaje się, że jest czymś nowym i odkrywczym, a przecież mnóstwo historyków, badaczy tego tematu pisało na ten temat. Pisał Cooper, pisali Farrell, Levenda, wielu innych. Ostatnio Joe Corsi napisał książkę na ten temat. Są to wszystko ludzie, którzy są gdzieś na skraju akademii, nie są oficjalnie przez tą akademię hołubieni i uznawani, w związku z czym powstaje tego typu serial właśnie dlatego, żeby przejąć tą narrację. Dziś dowiedziałem się od jednego ze słuchaczy moich audycji, że rozpoczęto na Discovery serial o Tesli. To jest kolejne przejmowanie narracji o tym, w jaki sposób należy o tym myśleć i w jaki sposób należy to rozumieć. Do tej pory zostawiano to swojemu losowi. W zasadzie każdy mógł zacząć swoje własne badania, myśleć o tym, co chce, a dzisiaj zaczyna być to uporządkowywanie każdego z tych tematów i na koniec oczywiście przejęcie tego typu tematów. Zobaczcie państwo, co się stało z serialem „Ancient Aliens”, czyli „Starożytni Astronauci”.
[19:44] - „Starożytni Kosmici”.
[19:45] - „Starożytni Kosmici”. Ten serial ma już ileś tam sezonów, cieszy się olbrzymią popularnością, ale też jest niczym innym jak przejmowaniem narracji w sposób niesamowicie plastyczny i sugestywny. Mówi się: „To wyglądało tak, a to inaczej” i w związku z tym nie ma dyskusji, bo widzicie to na przepięknie załączonym obrazku, co pokazuje także siłę tych mediów. Dlatego wracając z tej długiej podróży na temat przejmowania narracji, znów wracam do Marsa, do kółka na Curiosity, do badań, które są tam przeprowadzane, że to, co dzieje się dziś, jest niczym innym jak próbą połapania tych wszystkich wątków ze sobą i próbą nadania im pełnego wytłumaczenia, które jednocześnie zamknęłoby usta wszystkim tym, którzy są dookoła i myślą nieco inaczej. Proszę zobaczyć na przykład na sytuację, kiedy dochodzi do pierwszych badań na temat księżyców Marsa. Jest to niezwykła historia, bo skoro opowiadam teraz państwu, że z jednej strony są alternatywni i niezależni, powiem to sobie, poszukiwacze prawdy i powiem to z przekąsem. I na przykład tacy poszukiwacze prawdy sugerują, że niektóre księżyce naszego Układu Słonecznego nie mają naturalnego pochodzenia. Wtedy oczywiście jest to informacja sensacyjna. Można ją przyjąć do wiadomości, można też nie, ale na przykład jeżeli to samo mówią respektowani, sławni astronomowie i mam tu na myśli dwóch. Jeden z nich to Carl Sagan.
To był profesor astronomii przy Cornell University, członek Obserwatorium Astrofizycznego przy Smithsonian, także bardzo ważna figura w amerykańskiej astronomii. I drugim był Józef Szikłowski, rosyjski astronom, członek Radzieckiej Akademii Nauk, człowiek, który napisał niezwykłą książkę pod tytułem „Pięć milionów butelek wódki na Księżycu”. Specjalnie przywołałem ten tytuł. Jest to najmniej znany tytuł jego książek i być może najmniej istotna jego książka. Natomiast są to dzieje radzieckich naukowców, więc jest jakieś uzasadnienie tych pięciu milionów, a może miliardów butelek wódki na Księżycu. W każdym razie ci dwaj panowie nieoczekiwanie, w czasach, kiedy żelazna kurtyna bardzo skutecznie oddzielała obie części półkuli od siebie, był to kompletnie nowy podział, wydali w 1966 roku książkę pod tytułem „Inteligentne życie we Wszechświecie”. Książka została nawet wydana w Polsce. Mam jej oryginalne wydanie, które przysłała mi słuchaczka, pani Jadwiga z Łodzi. Bardzo dziękuję za tą książkę. Znakomita rzecz, którą czyta się ciągle świetnie i ciągle jest niezwykle odkrywcza, zwłaszcza kiedy popatrzymy na to z perspektywy czasu.
1966 rok, dawno temu. Książka ta w tamtych latach wywołała już spore zamieszanie i troszkę nawet jest smutno, że dziś mało kto do niej wraca, uważając ją za jakąś staroć, a jest to może i staroć, ale niezwykły bibelot. Jeśli chcemy spróbować zrozumieć, w jaki sposób patrzy się na to, co tam się ewentualnie w kosmosie rozgrywa i jak wygląda sposób zrozumienia pewnych zjawisk, czy w ogóle tego, w jakim sensie na przykład planetarnym istnieje taka planeta jak Mars, czy w przypadku tej planety można mówić, że oba satelity. Dobrze powiedziałem, Ivelliosie? To są panowie, tak? Oba satelity, obaj satelici. Tak to będzie brzmiało?
[23:47] - Jeżeli dobrze się orientuję, to tak. Oba satelity.
[23:53] - Więc oba te satelity, czyli Fobos i Deimos wskazują, że mają wszystkie cechy, które mówią, że być może są to absolutnie sztuczne satelity. I do takich wniosków doszli razem i Sagan, i Szukłowski. I w swojej książce, o której państwu wspominam, w tym starożytnym bibelocieZ 66. roku poszli na całość i cały jeden rozdział jest poświęcony rozważaniom na temat tego, czy oba księżyce Marsa są sztucznymi satelitami. Ten większy księżyc nazywa się Fobos, czyli strach. Drugi to Deimos, czyli trwoga. Strach i trwoga. Są to bardzo interesujące ciała niebieskie i historia ich odkrycia jest niezwykła, dlatego że po raz pierwszy o obu tych księżycach pisał literat. Nazywał się Jonathan Swift. Opisał je w swojej najsłynniejszej książce pod tytułem „Podróże Guliwera”.
Książka została wydana w 1726 roku, więc bardzo dawno temu. Tam tytułowy Guliwer podróżuje do tajemniczego królestwa Laputa. Okropne słowo wybrał sobie Swift, dlatego, że Laputa to bardzo brzydkie słowo w pewnym dość powszechnie rozumianym języku. W tym królestwie Laputa, którym była latająca wyspa, na której było wielu naukowców, w tym astronomów, jest prowadzona rozmowa na temat Marsa i dyskusja na temat jego dwóch satelit. Astronomowie, rozmawiając z Guliwerem, podają mu nie tylko informację o tym, że tego typu dwa księżyce istnieją, ale podają na przykład takie dane jak wysokość ich orbity, ich wielkość, a także jaki czas potrzebują, aby obiec dookoła czerwoną planetę. Wszystko to oczywiście nie powinno budzić zdumienia, ale w dzisiejszej mojej marsjańskiej historii znalazły się z jednego powodu. Jak wspomniałem, Swift pisał o tym w 1726 roku, a oba marsjańskie księżyce odkrył amerykański astronom Asaph Hall w 1877 roku. Obserwował je z Obserwatorium Marynarki Wojennej i odkrył je dokładnie 151 lat później od tego czasu, kiedy mówił o tym Swift. Jest to coś absolutnie niezwykłego. Skąd Swift miał na ten temat informacje?
Można oczywiście uznać, że były to informacje przypadkowe, że być może częścią tego myślenia i wiedzy, i w ogóle tej całej erudycji Swifta było to, że był on mocno zainteresowany starożytnymi pismami hermetycznymi, że był związany z masonerią, w związku z czym gdzieś przetrwały w starożytnych pismach informacje, że takie dwa księżyce istnieją. Ale jeżeli przeanalizować w matematycznie astronomiczny sposób opis obu księżyców, które opisał Swift na podstawie informacji astronomów z planety Laputa, okazuje się, że te informacje są niezwykle precyzyjne, że rzeczywiście wielkość, orbita i czas, jaki potrzebują oba księżyce, aby obiec Marsa dookoła, zgadzają się z tym, co odkryto. Znów to wywołuje olbrzymie zdumienie. 151 lat zanim odkryto, a jeszcze parę lat minęło, zanim dokładnie oceniono wielkość i orbitę obu tych księżyców. Jest to niezwykłe, więc pytanie brzmi: skąd Swift czerpał swoje informacje? Skąd wiedział? Czy istnieje rzeczywiście jakiś drugi obiekt? Czy istnieje może w takim razie jakiś drugi obiekt informacji? Jak zawsze istnieje. Dlatego znów wspominam o tym, bo to pokazuje, podobnie jak w całej historii o przejmowaniu narracji, o której państwu mówiłem na początku, że ciągle mamy do czynienia z kilkoma obiegami informacji, że jest jeden obieg informacji oficjalnych, w który każdy ma wierzyć i nie ma prawa z nimi dyskutować, ale istnieje jeszcze inny obieg informacji.
Informacje te są o wiele bardziej szczegółowe i sugerują znacznie więcej. Oczywiście takie informacje mają olbrzymią siłę, łącznie z siłą zburzenia całego systemu, jaki panuje na naszej planecie. Systemu, w jaki sposób kontroluje się ludzi, bo informacje to jest kontrola. Kto posiada informacje, kontroluje sposób, w jaki żyją ludzie na Ziemi. Wracając do Swifta, znalazłem dość ciekawe źródło. Japońskie źródło, jak się okazuje. Opisał je człowiek, który się nazywa Katsumi Hashinuma i napisał książkę „Jonathan Swift and the Freemasonry”, czyli „Swift i masoneria, wolnomularstwo”. Książka jest interesująca, dlatego że nazywa pewne rzeczy po imieniu. Kiedy myślimy o masonerii, myślimy o templariuszach. Kiedy templariusze schodzą ewentualnie do podziemia i zaczynają tworzyć te wszystkie tajne organizacje, tajne ruchy.
Ostatnio coraz częściej myślę, że te wszystkie tajne organizacje, które można umieścić na jednej kanapie czasami, kiedy zebrać ich wszystkich członków i wydaje się, że jest to grupa niegroźnych fantastów, ma większy wpływ na świat, niż nam się wydaje. W książce Hashinuma zauważa fajną, interesującą rzecz. Pokazuje ten moment, w którym oddziela się coś, co można nazwać masonerią operatywną, czyli są to ludzie, którzy są budowniczymi przede wszystkim. Są budowniczymi i budują te wszystkie wspaniałe kościoły gotyckie w średniowieczu czy znają najrozmaitsze reguły matematyczne, inżynieryjne i po prostu są praktykami. I druga taTa część masonerii, która zaczyna iść swoją drogą, jest to masoneria spekulatywna, która zaczyna zajmować się już nie budownictwem, ale filozoficzną spekulacją. Zajmuje się ezoteryką, kosmologią, metafizyką. I to właśnie ci ludzie stworzyli fundamenty pod tak zwaną odrywającą się cywilizację, która jest interesującym zjawiskiem, która co jakiś czas wraca. Mówi się o niej coraz częściej i być może ta odrywająca się cywilizacja i Mars sam w sobie jest częścią tej właśnie odrywającej się cywilizacji. Być może to jest główny powód tego, że nie wszystkie informacje są nam do końca przekazywane. Ale właśnie wracając do Hashinume, on wyśledził, że Swift należał do loży masońskiej, która nazywała się Goat Tavern, czyli Tawerna Kozła.
Tu od razu widać konotacje najrozmaitsze, masońskie i tajne, bo symbol kozła jest mocnym symbolem, ale wrócimy do tego może innym razem w audycji poświęconej właśnie bardziej masonerii i wszystkim tym tajemniczym znakom, symbolom, których pełno jest dookoła nas. Czasami ich nie zauważamy, mimo że na przykład są częścią bardzo znanego loga wielu firm, a także herbów państw. Dlatego można założyć, że to tam Swift dowiedział się w tych tajnych masońskich lożach o istnieniu księżyców Marsa i o tym, jaka jest ich wielkość i dotarł do danych, w jaki sposób je określono. I teraz można oczywiście spekulować, czy są to dane starożytne, czy starożytni rzeczywiście mogli mieć możliwość dokonania aż tak dokładnego pomiaru w momencie, kiedy do tego, ażeby móc spostrzec te księżyce, jest potrzebny teleskop i to całkiem dobry. I tutaj pojawia się następna historia, i opowiadam ją państwu także z jednego powodu. Dlatego, że kiedy mówimy o rozmaitych teoriach konspiracji, mówimy o różnych tajemnicach, które próbujemy przeniknąć, najczęściej takim popełnianym błędem jest po prostu pójście na czołówkę, na zderzenie z taką teorią, próbowanie rozwalenia jej na kawałki po to, żeby znaleźć mechanizm jej działania. Ale zawsze trzeba założyć, że ci, którzy tworzą tego typu tajemnice, zakładają właśnie takie zachowanie, że pójdzie się na taką czołówkę i w momencie, nawet kiedy ten cały problem się rozpadnie na drobne kawałki, te wszystkie ślady są doskonale ukryte. I dlatego często mamy do czynienia z teoriami konspiracji, które są fantasmagoriami. Z tego powodu teoria konspiracji ma takie pejoratywne znaczenie. Ktoś jest konspiratorem teoretycznym, może takim jak ja, i okazuje się, że coś sobie wykombinował i nie trzeba tego brać zbyt serio pod uwagę.
Ale istnieje jeszcze jeden sposób, jaki podchodzi do tego typu sytuacji, do tego typu teorii konspiracji. Po prostu można spróbować znaleźć drogę pośrednią i dam to państwu przykład. Ostatnio rozmyślam dużo na temat UFO i tego całego ujawnienia, którym się nas karmi i zaczyna następować to przejmowanie narracji, ale jednocześnie musi to mieć jakiś jeszcze inny efekt, jakiś inny wpływ na to, co się rozgrywa dookoła. Musi mieć jeszcze jakieś odzwierciedlenie w zupełnie innych dziedzinach życia. I czasami na takie rozwiązania wpada się przypadkiem. Ostatnio dziwnym trafem troszeczkę mnie zainteresowały te wszystkie historie związane między innymi właśnie z CIA i na przykład z importem narkotyków najrozmaitszych, od heroiny, kokainy, opium z najrozmaitszych części świata. Jakoś dziwnie się składa, że te wszystkie amerykańskie wojny, gdziekolwiek się rozgrywają, najpierw w Wietnamie, gdzie jest złoty trójkąt opiumowy, potem w Afganistanie, gdzie jest największa produkcja maku i heroiny, później to wielkie zainteresowanie Ameryki tymi wszystkimi południowoamerykańskimi krajami, które akurat hodują kokainę. Jest to bardzo dziwaczny zbieg okoliczności i samo w sobie takie zestawienie, bardzo proste, pokazuje teorię, która w zasadzie nie jest konspiracją. Dziwnym trafem za każdym razem, gdzie ta CIA prowadzi wojnę, czy Ameryka prowadzi wojnę, oczywiście pojawia się CIA i pojawia się te kilkadziesiąt następnych agencji. I często zdarza się, że kiedy na przykład dochodzi do takiej sytuacji, że jakiś samolot, który jest ściśle tajny, jego towar, który wiezie, jest ściśle tajny, nikt nie wie, co on tam wiezie, bo ma klauzulę tajności, należy do jakiejś właśnie takiej trzyliterowej agencji.
Od czasu do czasu zdarza się, bo błąd ludzki jest wszędzie, jest to część naszego życia. Zdarza się, że taki samolot się rozbija i okazuje się, że zazwyczaj, niemalże w każdym wypadku wypakowany jest po brzegi tymi właśnie narkotykami. Jednocześnie, kiedy popatrzy się na ten nieszczęsny kraj, w którym obecnie żyję, który nazywa się Stany Zjednoczone, zużycie, brzydko to nazywają, narkotyków jest olbrzymie, jest gigantyczne, jest na najrozmaitsze sposoby. Dostęp do narkotyków jest łatwy, niszczy ludzkie życie. Na dodatek jest on też promowany przez współczesną medycynę, która faszeruje tych biednych ludzi najrozmaitszymi środkami, które mają gdzieś swoje podstawy w tych wszystkich heroinach, kokainach, opioidach najrozmaitszego rodzaju, po to, żeby jakieś wywołać uspokojenie czy zahamować coś takiego jak depresja i tak dalej. Ci ludzie się uzależniają i czasami okazuje się, że najprościej zdobyć narkotyk w taki sposób, że wystarczy pójść do lekarza po to, żeby on przepisał mocniejsze proszki. I te proszki, okazuje się, uzależniają. I to jest taki rodzaj kultury. Ja idę teraz na skróty, bo czas nas bardzo ogranicza, bo chcę tu państwu pokazać pewne podejście do teorii konspiracji, do rozumienia najrozmaitszych problemów, które niekoniecznie trzeba brać właśnie na czołówkę. Niekoniecznie trzeba się z nimi zderzyć i rozbić sobie przy tym głowę i do niczego nie dojść.I kiedy zacząłem patrzeć na sytuację, w jaki sposób jest to transportowane, bo są to olbrzymie ilości, więc potrzebny jest środek transportu, który będzie wystarczająco duży, żeby pomieścić taką olbrzymią liczbę towaru, a jednocześnie musi być wręcz niewidzialny.
Ludzie mają na niego nie zwracać uwagi, więc dlatego latają na tych samolotach, które są tajne, nie za bardzo się zapisuje skąd przeleciały i po co. Ale to też ma swoje ograniczone możliwości i co jakiś czas niestety jest przepływ informacji. I teraz nagle przyszło mi do głowy, że te wszystkie historie związane z UFO, które pojawiają się od jakiegoś czasu, bo jak państwo, którzy interesujecie się UFO wiecie, że wszystko zaczęło się od latających spodków i nagle zaczęła się moda na latające czarne trójkąty. I mam takie wrażenie, że cała ta historia z tym ujawnieniem UFO, że oficjalne czynniki w to wszystko wkraczają, że CIA potwierdza, że po prostu nie ma wątpliwości. Bo jeżeli ktoś mówi, taka agencja swoim autorytetem mówi, to jak dowiedź, prawda?
[37:50] - Chyba jakiś drobny problem techniczny na 10 czy 15 sekund cię zerwało.
[37:58] - Dlatego że pewnie opowiadam mechanizm, ale aż sobie taki zastrzyk nie przykładam, żeby system się mnie w jakiś sposób obawiał. Na pewno się mnie nie obawia, ale opowiadałem o tym, na czym polega uzasadnienie istnienia UFO w świetle współczesnego ujawnienia, którego jesteśmy świadkami. Przyjmujemy to z niedowierzaniem, ale jednocześnie fakty mówią same za siebie. Pokazują nam obiekt, mówią, że jest niezidentyfikowany, nie wiadomo, co to jest, skąd to przybyło i pokazują źródło, którym jest sprzęt, który jest pod kontrolą tego typu agencji. Nie tylko agencji oczywiście, niekoniecznie ten samolot należał do CIA, należał do wojska, czyli wszystko, co na nim było i sposób, w jaki zdobył on informację, czyli sfotografował i sfilmował coś, jest czymś absolutnie konkretnym i nie do podważenia. I w tym momencie w naszych głowach zakładnia się myśl, że rzeczywiście UFO istnieje. UFO istnieje. UFO jest faktem dlatego, że oficjalne czynniki to w taki sposób potwierdzają. I teraz wracając do tej historii z tymi nieszczęsnymi narkotykami i z tym sposobem przewożenia. Dlaczego w takim razie nie można przyjąć, że ewentualnie te czarne trójkąty, które się uważa za niezidentyfikowane obiekty latające, są niczym innym jak transporterami?
Transporterami właśnie tego typu towaru, który po prostu nigdzie nie trzeba w tym momencie rejestrować, bo za każdym razem będzie postrzegane to jako UFO. Być może teoria ta, którą państwu w tej chwili opowiadam, jest fantastyczna, ale myślę, że coś w niej jest. Moja intuicja podpowiada mi, że coś może w niej być, że to zainteresowanie tych agencji i to przejmowanie narracji na to wskazuje, że jest jeszcze poboczny zysk, a dojście do tego wniosku wynikało właśnie z obserwacji zupełnie innego zjawiska niż UFO. Natomiast można je było nałożyć na ten schemat działania. Można było nałożyć na schemat rozumienia obecnego ujawnienia właśnie w tej całej historii związanej z UFO. Także to pokazuje, że podejście do teorii konspiracji nie zawsze musi być, a nie zawsze nawet trzeba i jest konieczne podejście właśnie na takie czołowe zderzenie się z tymi faktami, z którymi ma się do czynienia, że zawsze można znaleźć inny sposób, pośredni. I przez te pośrednie ślady, przez te poszlaki nagle buduje się schemat, który idealnie pasuje do sytuacji, która jest w innym świetle kompletnie niezrozumiała. Także tak ja przynajmniej patrzę. Nie wiem, czy wystarczająco jasno to wytłumaczyłem, ale tak to mniej więcej wygląda z mojej strony. Ale wracając do Marsa, cały czas odlatuję od tego Marsa.
Czas nam powoli zaczyna uciekać. I do jego księżyców. W tej właśnie książce z 1966 roku, gdzie jest tyle sensacyjnych materiałów i każdy ma do nich dostęp, jest jeszcze więcej sensacji. Jest na przykład mowa o tym, że Schklovsky tam właśnie sugeruje, że Phobos może być pusty, co już zupełnie potwierdzałoby, że jest absolutnie sztucznym satelitą. I tam właśnie są dodane informacje, że na przykład i Sagan, i Schklovsky wzięli pod uwagę spostrzeżenia bardzo znanego amerykańskiego astronoma Percivala Lowella, który zauważył, że na przykład księżyce Marsa wcale nie są takiego samego koloru jak Mars. Mars jest czerwoną planetą. Oba księżyce są nieco innego koloru, a więc nie są czymś, co można na przykład uznać, że zostało od Marsa oderwane w wyniku jakiegoś wielkiego kataklizmu kosmicznego. Więc ewentualnie można by najwyżej założyć, że te księżyce, które są niewielkich rozmiarów, są przechwyconymi przez Mars ewentualnie asteroidami. Ale Schklovsky to był absolutnie niesamowity facet, dlatego że jego myślenie można naprawdę uznać za niezwykle genialne. On na przykład powiedział, że gdyby on posiadał cywilizację, która byłaby w stanie budować tego typu wielkie i sztuczne satelity, to jest przekonany, że znacznie lepiej jest przywlec gdzieś z kosmosu jakiś wielki kamień, ustawić go na orbicie, wydrążyć go w środku i w nim zbudować jakąś bazę, stację czy coś w tym rodzaju, niż na przykład tworzyć ją, jak my Ziemianie tworzyliśmy stację ISS.Przywożąc w każdy jej element ziemię olbrzymim kosztem, że z punktu widzenia ekonomicznego wydrążenie kamienia i zbudowanie w nim bazy kosmicznej jest znacznie tańsze.
Teoria niezwykle sensacyjna, znalazła się w książce, ale utknęła jako model, który bardzo trudno jest sprawdzić. Do pewnego momentu. Dlatego, że w 2008 roku, czyli wiele lat później po tym, jak Szkłowski mówił o tym, że Phobos może być pusty w środku. W 2008 roku Europejska Agencja Kosmiczna, ESA, wysłała satelitę pod nazwą Mars Express. Mars Express zbliżając się do Fobosa nie tylko dokonał niezwykle dokładnych zdjęć jego powierzchni, ale miał bardzo ciekawy instrument. Był to rodzaj tomografu. Dzięki temu można było wręcz prześwietlić cały ten księżyc i wówczas sprawdzić, czy jest on rzeczywiście pusty w środku, czy też nie. Dokonano tego typu prześwietlenia. Zdjęcia z tego prześwietlenia, całą operację, jaką dokonano podczas tego prześwietlenia, przesłano do dwóch różnych instytutów naukowych, które nie miały ze sobą żadnego kontaktu. Chodziło o to, żeby dwie grupy naukowców niezależnie od siebie mogły zbadać i zinterpretować to, co tym kosmicznym tomografem zostało sfotografowane.
Okazało się, że dane z obu tych miejsc, obu grup naukowców pokrywają się nawzajem. I Phobos rzeczywiście jest pusty. Jedna trzecia Phobosa jest pusta w środku, co musiało wzbudzić w badaczach wielkie podniecenie tym, że być może jesteśmy na tropie czegoś absolutnie niezwykłego, czegoś tak tajemniczego, co wyjaśni nie tylko przeszłość, ale być może wskaże i na przyszłość Ziemi. W tym momencie teoretyczna konstrukcja Szkłowskiego i ewentualne teorie mówiące o tym, że oba te satelity Marsa są sztuczne. Zwłaszcza że w przypadku Fobosa okazuje się, że jego orbita jest niestabilna, że Phobos niemalże przy każdym swoim obrocie nieznacznie zacieśnia swoją orbitę wokół Marsa i gdzieś za milion lat w końcu uderzy w tą planetę i rozbije się o nią. W przypadku księżyców tego typu siły tak nie działają. Nie ma takiej możliwości. Ta orbita jest ciasna. Między innymi, kiedy myślano o tym, że Phobos jest, jeszcze raz wrócę do Szkłowskiego, uznał, że gdyby Phobos był pusty w środku, gdyby go uznać za to, że to jest jednolita skała, przypadkowa skała wyrwana z kosmosu, to w takim razie jej ciężar i jej zachowanie wobec sił grawitacyjnych Marsa spowodowałoby, że uderzyłaby znacznie wcześniej, ale że zachowuje się w taki, a nie inny sposób i ten lot, który zbliża ją do powierzchni Marsa, będzie trwał jeszcze bardzo długo, wskazuje, że tej wagi nie ma, czyli ewentualnie może być wydrążona w środku. Do tego dochodzą zdjęcia z zewnątrz, zdjęcia zrobione z bliska, więc można przeanalizować całą powierzchnię Fobosa i da się odkryć wiele struktur, które mają kąty, kąty ostre, kąty proste.
Niezwykłe rzeczy. Odkryto na przykład coś, co nazwano trumną i jest to kształt prostokąta wyżłobiony w powierzchni Fobosa, który wskazuje na jakiś luk przysypany kosmicznym pyłem dzisiaj, ale ciągle wyraźny w tego typu fotografiach. Nawet jeżeli popatrzeć na miejsca, gdzie są kratery po bombardowaniu różnych meteorytów, to one również układają się w dziwaczny sposób geometrycznie tworząc regularne ciągi. Widać tam mnóstwo linii równoległych, idealnie w tej samej odległości oddzielonych od siebie. To pokazuje, że coś z Phobosem jest nie tak, że jego pochodzenie może być zupełnie inne niż naturalne kosmiczne pochodzenie. Oczywiście siłą rzeczy wywołało to chęć odpowiedzenia raz na zawsze na to pytanie, czym jest Phobos? Taką odpowiedzią miała być rosyjska sonda Phobos-Grunt, olbrzymia sonda wielkich rozmiarów. Zadaniem tej sondy było polecieć na Phobosa, wylądować na Phobosie, pobrać 200 gramów gleby i przywieźć ją na Ziemię. Wówczas wiele rzeczy stałoby się o wiele bardziej jasnych, skąd jest ten Phobos i z czym mamy tutaj do czynienia. Oczywiście tego typu sonda jest sondą niezwykle drogą, więc jak się okazało później, ESA, która z takim sukcesem operowała sondą Mars Express, zainwestowała olbrzymie pieniądze w Phobos-Grunt.
Prawdopodobnie państwo doskonale pamiętacie tą historię, bo ta rosyjska rakieta wystartowała w listopadzie 2011 roku i kiedy sonda weszła na orbitę okołoziemską, utracono z nią łączność. Bardzo tajemnicza historia, wzbudzająca wiele kontrowersji i wątpliwości. Sonda w końcu spadła do Pacyfiku w 2012 roku, w styczniu. Nigdy nie poleciała w stronę Marsa. Kiedy badanoCo się tam wydarzyło? Co się mogło stać? Okazało się, że winę za to wszystko ponoszą jakieś chipy komputerowe, które miały sterować tym skomplikowanym systemem urządzeń. Sondą operowały dwa komputery. Mówiono o tym, że Rosjanie, którzy nie produkują własnych chipów komputerowych, musieli je sprowadzić z innych miejsc i wiele z tej elektroniki była wadliwa albo nieprzystosowana do lotów kosmicznych. Rosjanie potrzebują w tej chwili mniej więcej 80% komponentów elektronicznych spoza Rosji.
Nie produkują ich sami. Dla porównania na przykład Amerykanie mają tych swoich komponentów w swoich wszystkich pojazdach kosmicznych 95%. Tak że tylko 5% tych elementów jest importowanych, co zwiększa prawdopodobieństwo, że nic się nie stanie. Do tego dochodzi jeszcze to, że mamy taką sytuację, że te wszystkie komponenty muszą być przystosowane do bardzo trudnych warunków kosmicznych. Promieniowanie kosmiczne jest zabójcze dla wszelkiej elektroniki. Tak że najlepszy telefon wyniesiony w przestrzeń kosmiczną nie przetrwa tam zbyt długo. Jego elektronika nie jest przystosowana do tego, żeby przetrwała w takich warunkach. I podobno Rosjanie mieli taką właśnie elektronikę użyć, która nie była sprawdzona, zanim ją wpakowano do sondy Fobos. I to są te wszystkie oficjalne tłumaczenia tego, co wydarzyło się z tą sondą. Oczywiście jest w tym być może dużo racji, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że Rosjanie z pewnością nie są nowicjuszami, jeśli chodzi o loty kosmiczne, nawet bardzo dalekie loty kosmiczne, bo w stronę Marsa swego czasu wysłali mnóstwo najrozmaitszych sond, które osiągały orbitę Marsa, więc to doświadczenie mieli i z pewnością musieli zdawać sobie sprawę, że sprzęt, który instalują w swoim satelicie, zwłaszcza tak ważnym jak Fobos-Grunt, musi być sprzętem sprawdzonym.
Dlatego tutaj zastanawia mnie druga historia, która jest równoległa do tego tłumaczenia, że wadliwy był sprzęt elektroniczny i dlatego sonda nie miała szans, ażeby dolecieć na Marsa. Ta druga linia tłumaczenia pochodzi od wojskowych rosyjskich, którzy wpadli w furię z tego powodu, że ta sonda utknęła na orbicie okołoziemskiej i uważają, że po prostu ktoś dokonał jakiegoś sabotażu, że sonda została w jakiś sposób specjalnie uszkodzona i że moment, w którym stracono z nią kontakt, jest bardzo interesujący, bo kontakt z sondą Fobos-Grunt stracono wtedy, kiedy ta sonda po prostu znalazła się po drugiej stronie kuli ziemskiej niż jest Rosja i z tego powodu Rosjanie przez kilka godzin nie byli w stanie kontrolować jej lotu, czekając, aż sonda znów pojawi się po tej stronie, na której po prostu leży Rosja. Nie byli w stanie jej w 100% czasu kontrolować. I w momencie, kiedy ta sonda znów wyłoniła się po właściwej, po tej stronie, która mogła być obserwowana, okazało się, że wszystko jest zniszczone i zepsute. I nawet niektórzy generałowie rosyjscy mówią, że tego uszkodzenia sondy Fobos dokonano właśnie nad Alaską, co oczywiście wzbudza kolejne domysły, bo akurat dziwnym trafem to właśnie na Alasce w tamtym czasie działał w pełni swojej mocy taki system, który państwo wszyscy znają, system HAARP, który jest w stanie wysłać bardzo silny impuls elektromagnetyczny w przestrzeń kosmiczną i tego typu impuls elektromagnetyczny jest w stanie dokonać poważnych zniszczeń. Natomiast historia prób odnalezienia tej-
[52:53] - Mi się czas powolutku kończy. Tylko chciałem zasygnalizować.
[53:00] - W takim razie nie będę rozpoczynał następnej historii, w jaki sposób przebiegała historia marsjańska. Możemy rozpocząć tą właśnie paralaksą marsjańską odyseję, bo tematów jest bardzo dużo. Jeszcze nawet nie wkroczyliśmy na grząski grunt, a w zasadzie kamienny grunt najrozmaitszych struktur. Od twarzy na Marsie po rozmaite piramidy i różne inne odkrycia, które dziś, proszę państwa, są publikowane, te wszystkie historie już w periodykach naukowych, co znów pokazuje, że powoli dochodzimy do takiego punktu, że trzeba będzie zaakceptować, że Mars wcale nie jest kamienną pustynią, na której nigdy nic nie żyło. Że Mars będzie takim magicznym miejscem, które wywali drzwi do tego, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, że okaże się, że ktoś jeszcze istniał we wszechświecie oprócz nas. A kto wie, może ciągle nadal istnieje, nie wiadomo w jakiej formie. I to po prostu otworzy te drzwi tej percepcji ludzkiej i ewentualnie będzie w stanie zapobiec temu efektowi, który był opisany w tym raporcie Brookings Institute, gdzie mówiono o tym, że ujawnienie ludziom prawdy na temat tego, że nie jesteśmy sami w kosmosie, może mieć nieprzewidziane skutki. Ja się z tym akurat zgadzam. Wielu państwa mówi: „Ja jestem pewien, że nie mam żadnych problemów, żeby wierzyć w to, że istnieje jeszcze inne życie na Ziemi”. Ale implikacje, proszę państwa, proszę pomyśleć nad implikacjami.
Jak się pojawi taki Kaszpirowski i powie: „Słuchajcie, nie słuchajcie tych wszystkich dookoła bałwanów rządzącej elity, bo ja mam dokładny kontakt przez mój Facebook z jakąś marsjańską organizacją. Oni wiedzą lepiej”, to zawsze znajdzie się grupa ludzi, która w to uwierzy. A że w to uwierzy, to wystarczy rozejrzeć się dookoła, co ludzie są w stanie wierzyć.To coś absolutnie niezwykłego, często urągające zdrowemu rozsądkowi, ale ludzie w takie rzeczy wierzą. Dlatego na tej podstawie, krótko mówiąc, już kończąc tą całą dzisiejszą historię, łatwo jest ocenić, że właśnie Brookings Institute mówiąc o tym, przestrzegając przed ludzką reakcją, miał w pewnym sensie rację. Dlatego potrzebne jest przygotowanie, którego dziś jesteśmy w jakimś sensie ofiarami, ale jednocześnie żyjemy w niezwykle interesujących czasach. Przyglądając się temu, w jaki sposób to się rozwija, łącząc te wszystkie różne miejsca i momenty tego badania w jedną całość, tworzy się obraz, który moimi skromnymi możliwościami starałem się dziś i będę starał się w następnych audycjach państwu przedstawić, odmalować go w jakiś sposób i może coś nam się z tego wyłoni. Coś niezwykle interesującego i ekscytującego zarazem, bo nawet najnowsze historie, już Lockheed Martin przygotowuje się do wystrzelenia swojej sondy, która ma badać podziemia Marsa, to, co się dzieje w jego wnętrzu. Następna interesująca rzecz, bo być może tam jest coś ukryte. Być może cała ta żywa cywilizacja, która wciąż istnieje na Marsie, nie jest na jego powierzchni, ale jest pod jego powierzchnią. Wiele tych struktur pokazuje różne dziwne wejścia, czasami bardzo szerokie, bardzo rozległe, że można wlecieć w nie Boeingiem właśnie do wnętrza Marsa.
Nie bardzo wiemy, co tam się dzieje, stąd to wielkie zainteresowanie i stąd ta cała historia, której kolejny nurt otwiera się na to, że Mars jest przyszłością Ziemi i praktycznie można powiedzieć, jego kolonizacja jest zakontraktowana. A dlaczego jest? Znów wystarczy wrócić do przykładu, który uporczywie państwu przekazuję. Do przykładu tego, że to samo stało się w momencie, kiedy ogłoszono światu, że istnieje kontynent po drugiej stronie Atlantyku. W związku z tym zasiedlajmy go i tysiące ludzi zaczęło go rzeczywiście zasiedlać. I stało się to naturalnym sposobem rozwoju nie tylko cywilizacji, której my jesteśmy przedłużeniem dziś, ale także stanowiło otwarcie dla ekonomii, która tak jak nasza dzisiaj, tak wtedy dusiła się już we własnym sosie. Rozwalenie ekonomii wbrew pozorom jest największym kataklizmem jakiejkolwiek zorganizowanej cywilizacji, bo jest ją w stanie zepchnąć w stronę kamienia łupanego. Dlatego potrzebne jest zawsze nowe otwarcie. Odkrycie nowego kontynentu dało takie otwarcie. Dziś odkrycie możliwości i stworzenie warunków do zasiedlenia innej planety również da takie otwarcie, a jednocześnie da szansę tym wszystkim elitom, które mamy na oku, a do których nie mamy żadnego zasięgu niestety do tego, ażeby nadal nas kontrolować i przedłużyć tą swoją władzę, tym razem na społeczeństwo międzyplanetarne.
Być może. Wszystko w najbliższym czasie. Jeszcze raz serdecznie państwu dziękuję za uwagę. Dziękuję Ivelliosowi za zaproszenie do Radia Paranormalium. Miło znowu znaleźć się w jego zaciszu. Dziękuję jeszcze raz. Dobranoc państwu.
[58:06] - A mówił te słowa do państwa Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor audycji „Paralaxa” i wideobloga „Polaraxa” oraz serwisu nowaatlantyda.com. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl