[01:06] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, z lekkim poślizgiem, ale jednak rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o przedmiotach zostawionych przez starożytnych astronautów. Przy mikrofonie Marek „Synk” Ewelius, a dzisiaj po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami współprowadzący debatę w Radiu Paranormalium: zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:36] - Dobry wieczór.
[01:38] - A przy naszym telefonie Arkadiusz Kocik, badacz ufologii z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dobry wieczór, Arku.
[01:45] - Dobry wieczór.
[01:48] - Zanim przejdziemy do tematu głównego naszej audycji, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj linia telefoniczna będzie otwarta troszkę wcześniej niż zwykle. Zresztą chyba tydzień temu też tak było z tego, co pamiętam. Otwarcie linii zostanie oczywiście ogłoszone na antenie, ale numery telefonów do Radia Paranormalium warto zapisać sobie już teraz. Stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadugadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Przy okazji oczywiście zachęcamy do polubienia fanpage'a tego czasopisma. Jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, a przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Halo, halo, Piotrze?
[03:06] - Jeszcze jedna sprawa. Ponieważ dzisiejsza audycja jest poświęcona obcym artefaktom, to postanowiliśmy na wspomnianych grupach, czyli grupie czytelników „Nieznanego Świata” oraz grupie słuchaczy Radia Paranormalium, umieścić po jednym zdjęciu prawie każdego z tych obiektów, o których będziemy dzisiaj mówić. Także możecie zaglądać na tę grupę. Grupa czytelników „Nieznanego Świata” jest chyba otwarta, także nie trzeba się tam poniekąd dodawać, chociaż można oczywiście i zobaczyć sobie przedmioty, o których mówimy. Większość z nich pewnie znacie.
[03:42] - Od dekad donosi się o znalezionych przedmiotach, które miały być wytworem pozaziemskich technologii. Nie zostały one jednak przejęte przez rządy, ale wpadły w ręce zwykłych ludzi. Są niezidentyfikowanego pochodzenia artefakty albo fragmenty metali. Dziś zajmiemy się najciekawszymi z nich. Co więcej, tak jak mówił Piotr przed chwilą, zdjęcia owych przedmiotów możecie zobaczyć na fanpage'u Radia Paranormalium oraz grupie czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli będzie taka możliwość techniczna, to będą one również udostępnione w opisie dzisiejszej audycji, która trafi do archiwum w postaci mp3 na www.paranormalium.pl. Ale wracając do tematu tych artefaktów. W 1976 roku nad brzegiem rzeki Waszka w Rosji znaleziono metaliczną kostkę składającą się z dość rzadkich metali. Szybko znaleźli się tacy, którzy stwierdzili, że jest to artefakt pozaziemski, a nawet fragment meteorytu tunguskiego. Co więcej wiadomo o kostce z Komi? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:55] - Dziękuję. ZSRR miało bardzo bogatą historię ufologiczną. Wszyscy państwo wiecie, bo niejednokrotnie podkreślaliśmy, że tam dochodziło do fal UFO, które były badane także przez rząd, ale mniej mówi się o tych znaleziskach różnego rodzaju, związanych poniekąd z teorią o starożytnych astronautach. Wszyscy też, którzy słuchają naszego radia i którzy interesują się ufologią, pamiętają na pewno te opowieści o słynnej Dolinie Śmierci, o której pisał Walerij Uwarow, o mających tam się znajdować jakichś instalacjach, tajemniczych kotłach, które są porośnięte przez tajgę i tak dalej. Dzisiaj porozmawiamy o znacznie mniej spektakularnych znaleziskach, może mniej spektakularnych od tej Doliny Śmierci, ale o takich, które wpadły w ręce naukowców, których zadaniem było zweryfikowanie hipotezy o rzekomo pozaziemskim pochodzeniu tych obiektów. I tutaj, jak napomniał Ewelius, jeden z pierwszych takich przypadków, kiedy znaleziono coś dziwnego. Ja tutaj widzę, że mamy chyba Arka już dostępnego na Skype, bo dzisiaj nas cały czas trapią problemyProblemy techniczne. Jeżeli Arek będzie dostępny na Skypie, to się z nami połączy i wtedy będziemy kontynuować naszą audycję. Tylko przypomnę, że można zdjęcia tych rzeczy, o których dzisiaj jest mowa, znaleźć na grupie Czytelników Nieznanego Świata i grupie dyskusyjnej Radia Paranormalium na Facebooku. Dzisiaj otworzymy trochę wcześniej linię telefoniczną. Prawdopodobnie już za jakieś pół godziny będzie można do nas dzwonić i zadawać pytania, ewentualnie przekazywać swoje relacje. Mamy już Arka na linii?
[06:48] - Arka mamy na razie jeszcze tylko przy telefonie. Na Skypie jeszcze się łączymy. Niestety nie możemy się z Arkiem łączyć przez Hangouta, ponieważ Hangout jakieś dziwne rzeczy u niego robi z dźwiękiem. Chyba jednak nie udało się połączyć.
[07:06] - Cóż, musimy pozostać przy połączeniu telefonicznym z Arkiem. Wróćmy jednak do tego tajemniczego metalu znad rzeki Waszka. Hipotezy o starożytnych kosmitach, starożytnych astronautach. Chociaż ta nazwa „starożytni kosmici” mnie jakoś strasznie drażni i w ogóle moim zdaniem nie pasuje do tematu. Także pozostańmy przy tych starożytnych kosmitach lub starożytnych astronautach lub paleoastronautach. Zakłada, że Ziemia została przed tysiącami lat odwiedzona przez przybyszy z kosmosu, przedstawicieli innej cywilizacji, którzy tutaj zapoczątkowali rodzaj ludzki albo też rozwój cywilizacji na Ziemi. Mówiliśmy o tym nie raz. Mówiliśmy o tym, jakie są różne koncepcje, bo one się też mocno różnią. Pamiętamy, że teoria Zecharia Sitchina była troszeczkę inna od tych współczesnych hipotez bardziej współczesnych autorów, którzy podkreślają wkład przybyszów z innej planety w rozwój chociażby cywilizacji sumeryjskiej. I tak ta teoria o starożytnych astronautach zakłada, że oni tutaj byli długo, zostawili swój ślad, ale rzadko mówi się o przedmiotach, które powinni przynajmniej formalnie zgubić. O ile taka cywilizacja obca przebywająca na Ziemi przed tysiącami lat mogła być tak zaawansowana, że po prostu nie pozostawiła tutaj dla nas zbyt wielu śladów, o tyle wydaje się to dość zaskakujące, że przynajmniej biorąc pod uwagę hipotezę Sitchina, nie znajdujemy praktycznie po niej żadnych większych zabytków. Mimo wszystko w 1976 roku pewien wędkarz lub rybak, który się przechadzał nad rzeką Waszka w Republice Komi w Rosji, znalazł metalową kostkę. Powiedzcie państwo sami, to dość nietypowe, kiedy się przechadzamy nad dziką rzeką i nagle znajdujemy coś, co wygląda jak mały bloczek aluminium. On się zastanowił nad tym, co to może być. Tutaj pojawiają się informacje, że to wszystko działo się jeszcze, dodajmy, w pobliżu wioski Yerton. Postanowiono tę bryłę metalu zabrać do analizy. Szybko pojawiły się teorie, że jest ona pochodzenia nieziemskiego. Bo Arku, jak inaczej wyjaśnić wystąpienie czegoś tak nietypowego w naturze? Szybko też okazało się, że skład tej kostki.
[09:52] - Przede wszystkim bada się z reguły skład chemiczny. Tutaj nie było nic spektakularnego, z tego, co pamiętam. W sumie najbardziej zagadkowy w tym wszystkim był może sam kształt tego obiektu, czyli że to była kostka. Tego się raczej nie odnajduje na co dzień.
[10:33] - To znaczy formalnie, bo pamiętajmy, że są pewne minerały. Jest na przykład też piryt, który przybiera bardzo geometryczne formy, ale rzadko zdarza się, żeby tak spacerując i idąc sobie na łonie natury, żebyśmy natrafili na przykład na kwadratową bryłkę metalu. To jest coś strasznie dziwnego. Tym bardziej że z tego, co pamiętam, kiedy ci rybacy próbowali rozwalić tą kostkę, to nie dało się. Sypały się iskry. Zastanawiali się, co to jest. Szybko potem poddano to jakimś badaniom w Instytucie Geochemii i Chemii Analitycznej imienia Wiernackiego. Okazało się, że znalezisko znad Waszki składa się z tak zwanych metali ziem rzadkich. W jego skład wchodził przede wszystkim cer w ilości prawie 70%, lantan jakieś 11% i neodym. Wszyscy zastanawiali się, skąd takie coś mogło wziąć się nad rzeką gdzieś daleko w Rosji, gdzie zasadniczo nie było żadnego przemysłu. Nikt nie miał absolutnie żadnej koncepcji, skąd to mogło spaść. Arku, jak sądzisz, czy znaleziska, które mogli pozostawić po sobie starożytni astronauci, powinny cechować się czymś więcej niż takim całkiem ziemskim składem? Bo dzisiaj mówimy o bardzo kontrowersyjnym temacie. Rzeczach, które mogli pozostawić tutaj bogowie, istoty, które są dużo bardziej zaawansowane niż my.Tu, szczerze mówiąc, rybacy znajdują kostkę, która składa się z metalu. Co prawda dość nietypowego, ale nie jest to nic niezwykłego, jeżeli weźmiemy pod uwagę metalurgię czy stopy stosowane w technice.
[12:37] - O to właśnie chodzi, że nie należy się spodziewać czegoś bardzo niezwykłego, jeżeli chodzi o sam skład pierwiastkowy. Dlatego, że, co tu dużo mówić, na Uralu i dalej na Syberii są pokłady metali ziem rzadkich. Między innymi stamtąd pochodzi gro tytanu. Poza tym jeszcze na Ziemię co jakiś czas spadają meteoryty. Stąd wiemy, że nie ma jakichś szczególnie dziwnych materiałów, tylko może ich zbitka być dziwna. Ale przez te cztery miliardy kształtowania się Ziemi można się spodziewać, że powstaną jakieś konkrecje glebowe czy jeszcze inne rzeczy, które w jakiś przedziwny sposób połączyłyby się ze sobą. Dlatego mówię, najdziwniejsza w tym wszystkim może nie był sam skład i nie należy przywiązywać może tak dużej wagi do tego składu materiałowego, czysto pierwiastkowego, co do kształtów, jakie przyjmują. Tu właśnie ja bym zwrócił uwagę przede wszystkim na ten kształt nietypowy, kostki.
[14:24] - Tydzień temu mówiliśmy o tych metalach z UFO, które ma posiadać CIA czy Departament Obrony USA. W przypadku tego znaleziska z Nadwaszki, którego zdjęcie sobie możecie zobaczyć. Nie jest to nic spektakularnego, nie oszukujmy się. Również zostały wysunięte takie hipotezy, że to może być na przykład fragment UFO. Oczywiście nie takiego świeżego, który się tam rozbiło, bo nie znaleziono tam żadnego wraku. Natomiast sugerowano, że to może wytwór paleoastronautów, którzy dawno temu odwiedzili Ziemię. W każdym razie, kiedy analizowano skład chemiczny słynnej kostki z Nadwaszki, kiedy analizowano procentową zawartość tych metali, o których wspomniałem, to okazało się, że ten stop zupełnym przypadkiem jest bardzo podobny do tak zwanego mistmetalu, czyli stopu wykorzystywanego w hutnictwie. Jest to stop metali ziem rzadkich. Najczęściej zawiera śladowe ilości żelaza i magnezu. Także wydaje się, że zagadka została rozwiązana. Tym bardziej że ów mistmetal produkowany jest właśnie w formie takich kostek czy takiego brykietu. Przypomina brykiet węgla drzewnego najczęściej. Kiedy analizowano skład chemiczny kostki z Nadwaszki, okazało się, że odpowiada mistmetalowi stosowanemu w odlewnictwie radzieckim. Ale znowu nikt nie potrafił wyjaśnić, skąd ta maleńka kostka wzięła się nad tą rzeką w Republice Komi. Arku, nie oszukujmy się, historia podobnych znalezisk, historia tak zwanych OOParts, czyli artefaktów, które nie powinny istnieć, które wyłamują się poza historię, pełna jest niestety rozczarowań. Wielokrotnie mówiliśmy w naszych audycjach tutaj na antenie „Debat Ufologicznych” i „Niekontrolowanych”, że wiele z tych przedmiotów opisanych chociażby w dziele „Zakazana archeologia” tak naprawdę miało prozaiczne wyjaśnienia. Czy twoim zdaniem fakt, że przez tak długi czas mimo wszystko nie znaleźliśmy jednoznacznych dowodów na obecność starożytnych astronautów na Ziemi, wskazuje nam, że ich tu po prostu nie było? Bo wydaje się wręcz niemożliwym, że nie pozostawili oni po sobie żadnego przedmiotu. Bo przecież jeżelibyśmy wierzyli Sitchinowi, to Annunaki na Ziemi przebywali przez długie tysiące lat. On twierdził chyba, że oni się pojawili pierwszy raz jakieś pół miliona lat temu i przez ten czas powinni jednak tu coś po sobie pozostawić. Chyba że weźmiemy pod uwagę inną hipotezę, która mówi, że owi przybysze nie wykorzystywali tak bardzo swojej cudownej technologii. Żyli po prostu w sposób podobny jak my dzisiaj. Wykorzystywali miejscowe materiały ziemskie, a ze swojej zaawansowanej technologii korzystali w sposób rozsądny, żeby niczego tutaj nie pozostawić. Nie wiem, jak się zapatrujesz na tą koncepcję. Czy ona zadaje poważny cios paleastronautyce? Pamiętamy też, i tutaj taka mała dygresja, co mówił przed paroma laty znany fizyk angielski Paul Davis. On twierdził, że jest bardzo możliwe, że ci starożytni kosmici jednak tutaj pozostawili jakieś namacalne ślady w postaci chociażby składowisk odpadów radioaktywnych. Zresztą całkiem niedawno pewien inny astronom, niestety nie pamiętam już teraz nazwiskaZe Stanów Zjednoczonych. Stwierdził, że Ziemia jest tak starą planetą, że nawet jeżeli ktoś by tutaj pozostawił po sobie przed tysiącami czy milionami lat jakieś pozostałości, to one zwyczajnie byłyby nie do zlokalizowania. Być może uległyby nie tylko przysypaniu przez ziemię i wchłonięciu przez skały, ale też zostałyby rozłożone. Jak zapatrujesz się na samą koncepcję, że starożytni kosmici w ogóle coś zgubili?
[19:05] - Jeżeli przylecieliby i faktycznie żyli, jak to opisywał Sitchin i gdyby zostawili jakieś artefakty, to droga tych artefaktów by była mniej więcej taka, że w pierwszej kolejności po opuszczeniu przez Annunaków Ziemi pozostawione rzeczy byłyby traktowane jako relikwie. Annunaki kreowali się na bogów, mieli w ten sposób jakiś spokój wśród ludzi, którzy patrzyli na nich jako tych, którzy nie dość, że stworzyli ludzi, to jeszcze przylecieli po to, żeby nimi rządzić. Zapewne byłyby to relikwie i ustanawiane dookoła nich byłyby jakieś święte domy w oczekiwaniu na powrót tych, czyli jakieś kościoły, synagogi, jakieś inne rzeczy. Byłyby one okrzyknięte domami bogów i właśnie te relikty byłyby tam przetrzymywane. Ale jak wszystko, co jest tworzone w naszej atmosferze, z czasem zapewne zmieniałoby swoją formę, rdzewiałoby. Niektóre rzeczy pewnie by się rozsypywały, niektóre by były kradzione. I co dalej z takimi rzeczami by się stało? Niektóre rzeczy byłyby tak drogocenne, że byłyby trzymane, ukrywane w skrzyniach. Natomiast na widok publiczny wystawiane by były inne, zrobione już ręką ludzką, ale byłyby one typowymi podróbkami. I po pewnym czasie zapewne dochodziłoby do wojen o te podróbki. Tak jak mieliśmy do czynienia z chrześcijaństwem, gdzie nie trzeba daleko szukać, ale zapewne tak by się wszystko odbywało. Gdzie relikwie ściągały tłumy wiernych, gdzie za oglądanie trzeba było płacić, a więc utrzymywały w jakiś sposób status quo stanu kapłańskiego. Jakiś król, który był lokalny i wszedł w posiadanie jakichś artefaktów miałby powód do tego, żeby zarówno napadać na inne narody, jak i wszczynać wojny, jak i bronić się. Broniłby przede wszystkim tych relikwii świętych. I cóż dalej z takimi rzeczami by się stało? Oczywiście nie można pokazać ludziom, że już tego się nie ma, a więc te artefakty byłyby zamieniane całkowicie na te podróbki i byłby to taki drugi obiekt. I cóż dalej? Po pewnym czasie każda religia ulega zapomnieniu, zatraceniu i te relikwie przestają być ważne. Są mniej ważne. Pozostają tylko budynki. I te budynki, które były robione na potrzeby ewentualnego przylotu boskich postaci, potrzeb remontowych ich statków czy czegoś takiego, byłyby kanonem budowy. Więc tutaj raczej należałoby popatrzeć na wymagania, jakie we wszystkich świętych budynkach były dokonywane i w jaki sposób one były budowane. I to by dało nam odpowiedź na pytanie, czego należy szukać. Natomiast żeby wiedzieć, jakie były fajne te artefakty, to one i tak z czasem po prostu zgubią się. Natomiast bardzo ciekawym miejscem byłyby wzgórza, na których żydowscy uciekinierzy z Egiptu między tymi górami się chowali. Dlatego, że ja sądzę, że gdzieś tam być może są te ukryte artefakty. I pan Mojżesz wcale nie przyniósł tam dziwnych dwóch kamieni, tylko udał się w skrytkę, którą zdołał odnaleźć i tam przyniósł coś, co włożył właśnie w tę arkę.Przymierza, która generowała energię, którą wszyscy mieli. Także oni nie nosili samej pustej skrzyni, tylko jakieś źródło energii. Do innych artefaktów jeszcze pewnie dojdziemy w trakcie naszej rozmowy. Dziękuję.
[24:53] - Mówiliśmy przed chwilą o znalezisku z Nadwaszki i w Rosji radzieckiej takich przedmiotów znaleziono więcej. Arku, nie wiem, czy pamiętasz, ale swego czasu „Komsomolska Prawda” pisała o tak zwanej mapie kamiennej. To było dość dziwne znalezisko. Twierdzono, że chyba w Baszkirii znaleziono kamienne płyty, które miały przedstawiać rzeźbę terenu. Sceptycy zastanawiali się, czy aby na pewno jest o czym mówić, bo to przecież mogły być zwykłe kamienie, a nie wcale mapa terenu. Ale jeżeli sięgniemy głębiej, to znajdziemy inne obiekty, które mieli pozostawić po sobie w Rosji rzekomi starożytni astronauci. Ale o Rosji może innym razem. Przenieśmy się do Chin, bo tam znajduje się mityczna według niektórych góra Baigong, w której środku mają znajdować się rzekomo żelazne rury. Pozostałość po przedziwnym, tajemniczym systemie, być może pozostawionym przez budowniczych tego kompleksu. Arku, co możemy powiedzieć na temat góry Baigong, wokół której rozrzucone są też inne dziwne przedmioty?
[26:10] - Zacząłeś już mówić o tej kamiennej mapie, więc może wspomnimy o tym, że to było trójwymiarowe przedstawienie powierzchni Ziemi, które odnajdywano na przeróżnych blokach kamiennych, do których się dopacywano praktycznie całej powierzchni planety Ziemia. Były one w różnych miejscach. To dosyć ciekawe znalezisko. Są zdjęcia tego, ale faktycznie trzeba się naprawdę dla laika dobrze wpatrywać w to, żeby dostrzec tam zarysy i kontury tej ziemi, żeby cokolwiek móc ocenić. Natomiast jeżeli chodzi o te rury, dużo było na ich temat swego czasu napisane. Przede wszystkim było zdziwienie, że są różnej średnicy i różnych wysokości. Są zanurzone, można by powiedzieć, w skałach wapiennych i ich najbardziej realnym sposobem powstania jest wypełnienie przez tlenek żelazowy starych drzew. Woda podsiąkała przez celulozę i nanosiła przez cały czas te tlenki żelaza. W wyniku tych wszystkich procesów geologicznych skrystalizowały się w formie rur. Nie pamiętam dokładnie, czy chodziło konkretnie o jedną roślinę, czy o bambus, czy o coś takiego skamieniały. Niemniej jednak takie było najprostsze wytłumaczenie tego.
[28:38] - Pamiętasz, jakie kontrowersje towarzyszyły temu odkryciu? Bo to względnie niedawno się zaczęło, mimo wszystko. Chyba na początku tego wieku.
[28:50] - Całym problemem są Chiny. Dlatego, że wiele rzeczy, mimo że ogólnie dostępnych, nie są czasowo ogólnie dostępnych. Są po jakimś czasie niedostępne do głębszego zbadania i do tego wstępu w zasadzie naukowcy zachodnioeuropejscy praktycznie nie mają. To samo tyczy się zarówno piramid chińskich, jak i artefaktów. Niby Chiny są otwarte i można, ale jednak nie można tego dokładnie zbadać. Co tu dużo mówić, te rury wymagają głębszego przebadania, przekopania, sprawdzenia, co jest pod spodem i tak dalej. Nie chcę mówić, że chińscy badacze są gorsi, tylko że ich prace naukowe, jak to w państwach totalitarnych zwykle bywa, być może muszą być zaaprobowane według linii doktryny Partii. Więc ciężko jednoznacznie powiedzieć, że wytłumaczenie racjonalne, o którym wspominałem, jest takim, jakie należałoby przyjąć, że jest.
[30:24] - Odnośnie rur z Baigong, czyli tego dziwnego systemu, jak powiedziałem wcześniej, rur mających przebiegać zarówno wokół jeziora Toson, jak i właśnie wewnętrznie owej góry Baigong.Krążyło wiele spekulacji. Tutaj barierą jest oczywiście język chiński. Najczęściej źródła podają, że pierwsza informacja na temat rur Baigong pochodzi z Dziennika Ludowego, czyli chińskiego odpowiednika Trybuny Ludu. I tam w 2002 roku ukazała się informacja. Nie wiem, czy na pewno się ukazała, ale jest to najczęściej podawane, że tajemnicze rury zostały pozostawione przez ET i że miejsce to, czyli góra Baigong, od dawna było uznawane za idealne do obserwacji astronomicznych. Podawano wyniki analiz przeprowadzonych przez uczonych z Pekinu, którzy twierdzili, że te rury mają co najmniej 150 000 lat i wtedy zostały uformowane. Co ciekawe, zaprezentowano kilka zdjęć. Tych zdjęć jest bardzo mało i są bardzo niskiej jakości. Najciekawsze pokazywało przebiegające rury niczym fragmenty centralnego ogrzewania przez skałę. Oczywiście pojawiły się od razu hipotezy, że ta góra Baigong mogła być, chyba raczej, bo to wszystko jest już dawno nieaktywne, dlatego że te rury wyglądają na przegniłe, ale że mogła być w przeszłości czymś w rodzaju bazy obcych albo wręcz ich kosmodromu. Rzeczywiście, jeżeli się temu przyjrzymy, to wygląda to tak, jakby ktoś sobie zadał ogromny trud i przewiercił tę skałę i wpuścił tam żelazne rury. I teraz pytanie: czy żelazne rury to dobre rozwiązanie i czy aby na pewno nie jest to wytwór natury? Równie ciekawie, Arku, wyglądały te znaleziska z okolic jeziora Toson, czyli tego jeziora, które leży w pobliżu i tam również znaleziono już bardzo konkretne przykłady tych rur, wyglądające jak fragmenty wodociągu od dawna nieużywanego. I oczywiście do dzisiaj wiele osób uważa, że Baigong to opuszczony port starożytnych astronautów. Natomiast szczerze mówiąc geolodzy nie są już takimi optymistami, bo oni mówią, że to są po prostu zwyczajne konkrecje. Tak jak powiedziałeś, że powstały te formacje w wyniku pewnych procesów geologicznych powodujących osadzenie się tego żelaza wokół przedmiotów, być może fragmentów roślin. Chiny to wielka zagadka. Analizą wielu z tych rzeczy zajmował się bodajże Hartwig Hausdorf, bardzo ciekawy niemiecki badacz, który w latach 90., kiedy Chiny nie były jeszcze tak otwarte na świat, pojechał tam i szukał wielu artefaktów. Oczywiście chyba do Baigong nie dotarł. Możliwe, że nawet o nich nie wiedział. Nie jestem teraz pewien, ale próbował znaleźć słynne dyski Dropy, o których będziemy mówić za chwilę. Szukał też innych zagadkowych przedmiotów. Pamiętam, że szukając sobie zdjęć i informacji na temat tychże rur z gór Baigong, odnalazłem taką informację, że prawdopodobnie tutaj powstały w wyniku, przynajmniej te największe, osadzania się materiału mineralnego wokół korzeni drzew. Pojawiły się też bardziej kontrowersyjne wypowiedzi. Pan, który się nazywa Zheng Jiadong, przedstawiciel służby geologicznej chińskiej, stwierdził, że jednak nie za bardzo mu się to wytłumaczenie podoba i wolałby pozostawić tę sprawę otwartą. Co ciekawe, odnośnie rur z Baigong pojawiła się też inna, nie wiem, Arku, czy słyszałeś dziwna hipoteza, że niektóre z nich są wysoce radioaktywne. I tutaj rodzi się legenda, bo nie jesteśmy w stanie powiedzieć, które z tych informacji to fakty, a które to coś, co dopisała do tej historii bogata wyobraźnia chińskich dziennikarzy, prawda?
[35:08] - Musimy wziąć pod uwagę jedno: Chiny tak naprawdę nie składają się tak jak Polska, z jednego narodu, który jest skonsolidowany językiem, kulturą i tak dalej. Chiny to jest cały konglomerat narodów, który pierwszy raz został podbity tysiące lat temu przez pierwszego cesarza i w jakiś sposób próbowano zapanować nad tym wszystkim. I tutaj jest taki napór na to, żeby była jedna historia jednego narodu chińskiego. I tak jak było wcześniej jeszcze, tak i w tej chwili, za czasów Chin komunistycznych, na to się nakłada bardzo wielki nacisk. I tutaj nawet jeżeli były pisma dotyczące jakiejś kultury, która wiedziała, do czego czy skąd pochodzą te rury czy przy tych rurach coś miała wspólnego, to być może z powodów politycznych byli starci z powierzchni ziemi. Ta konsolidacja tych narodów chińskich, bo tak to należałoby określićTrwa nieprzerwanie i bunty tych narodów są. Najprostszym sposobem na to jest przełożenie tego na siłę, konsolidację poprzez siłę i poprzez próbowanie na zewnątrz jakichś dziwnych opowieści miejscowych ludów. I z tym przez cały czas się ścieramy. Dlatego co jakiś czas mogą wyskakiwać informacje, które są niezbieżne z linią partii, narodu, więc będą wykluczane. Wydaje mi się, że to jest powodem, dla którego mimo wszystko w tej chwili naukowcy, którzy by chcieli przebadać tego typu rzeczy, nie dostają takich zezwoleń. Ja przez cały czas będę powracał do tych chińskich piramid. Jest w zasadzie tylko kilka ich zdjęć. Wiadomo, że te piramidy są, są zawiesiane, żeby nie było tego widać, ale nie są te zabytki niszczone. Jeżeli można powiedzieć, że piramida, która jest zawieszona, nie niszczeje. Na pewno korzenie drzew będą ją niszczyć. Tak to wygląda w tej chwili. I to, że te rury tak na dobrą sprawę nie były przebadane, wszystko jest w takiej mgle, otacza to wszystko taką mgłę. Może są zrobione z tego, może są zrobione z tego, bardziej żelazowe lub mniej żelazowe.
[38:37] - Wiesz, co mnie najbardziej dziwi? Że wszystkie informacje na temat rur z Baygon ukazały się w „Dzienniku Ludowym”. I ta gazeta, która jest oficjalnym organem partii, nie wiem, czy ona by sobie pozwoliła na taki humbug, czy na coś takiego, co my nazywamy newsem sezonu ogórkowego, bo przecież oni 10 lat temu podali, że te rurki są, uwaga, wysoce radioaktywne. To wszystko jest trochę dziwne, bo to miejsce, gdzie leży Baygon, nie są to peryferie Chin. Jest to rejon w prowincji Qinghai, nie za bardzo oddalony od centrów cywilizacyjnych, bo przecież niedaleko leży całkiem duże miasto Delingha. I zastanawiam się, szczerze mówiąc, co na ten temat powiedzieć, bo pamiętasz, wspominałem przed chwilą o tych słynnych kotłach znad rzeki Wiluj, które też przez długi czas były miejską legendą. Dzisiaj chyba się już na nie patrzy z przymrużeniem oka, prawda? Pamiętasz może, jaką sensację wywołał pierwszy artykuł na temat tych kotłów z Doliny Śmierci, przedrukowany w magazynie „UFO”, bodajże w 1996 roku?
[39:59] - I te piękne rysunki, gdzie ten kotłowiec wystaje znad powierzchni ziemi i tam jest na tyle wysoki, że renifer koło tego stoi i można niemalże zajrzeć i wejść.
[40:16] - Wtedy jeszcze w roku 1996 wszyscy wierzyli, że gdzieś na dalekiej Syberii nad Wilujem leży jakiś obszar, który jak się okazuje jest potwornie wielki, gdzie te kotły mają się znajdować. I wtedy Uwarow, który też jest takim tajemniczym człowiekiem, bo nie wiadomo kto to jest, napisał nam przepiękną bajkę o tych kotłach, o tych miedzianych kopułach wystających ponad ziemię, które miały wystrzeliwać, jak mówiła druga część tej teorii, ogniste kule służące do strącania meteorytów. Dolina Śmierci była kompleksem, który służył obronie Ziemi przed skałami z kosmosu. I ta historia ciągnie się w zasadzie do dzisiaj z tym wyjątkiem, że znalazło się parę osób, w tym Polacy, którzy się do tej Doliny Śmierci zapuścili. Ale pierwszym problemem dla tych osób było to, jak to jest ogromny obszar, prawda?
[41:12] - I tutaj bardzo dużo zrobili Czesi w tym wypadku. Oni zrobili bardzo fajną ekspedycję, gdzie wzięli ze sobą paralotniarza. Tę całą ekspedycję zorganizował Mekele, nieżyjący już czeski badacz nieznanego, który jeździł po całym świecie i kręcił filmiki z tego, jak to tak naprawdę wygląda. I faktycznie coś tam odnaleźli, na czymś tam stanęli. I trzeba zwrócić uwagę na to, jakie tam trudne warunki panują. Albo non stop komary, albo mroźna zima. I oni wybrali wiosnę z tego, co pamiętam. I faktycznie odnaleźli jakieś kręgi innego porostu trawy niż dookoła. Stanęli na czymś, co nie wiadomo czym było, dlatego że było metr pod powierzchnią ziemi. Pukali w to drągami i tyle tylko się dowiedzieli. Nie wiemy, czy to była już skała, czy to była jakakolwiek pozostałość, ale przyjęto, że to mogło być coś, co było wcześniej takim kotłemCzy górą tego kotła.
[42:51] - Właśnie, ale pojawiły się z drugiej strony od razu hipotezy mówiące, że po pierwsze trochę dziwna jest ta relacja Uvarova, bo szczerze mówiąc, jeżeli te kotły tam były jeszcze jakieś 80 lat temu, to tak nagle nie mogły zniknąć, prawda? Bo on twierdził, że tajga je przysypała. Tajga je zarosła i pochłonęła i w ogóle już ich nie ma. Inni sugerowali, że to, co znalazł Makariev i jego ekipa, to tak naprawdę tak zwane krasy termiczne, wytopiska. Takie okrągłe formy powstałe w wiecznej zmarzlinie wskutek wytapiania lodu. Bo oni rzeczywiście, pamiętasz, że weszli do czegoś takiego, co przypominało małe, okrągłe jeziorko i tam zaczęli pukać takim kijem i okazało się, że tam się coś odezwało. To równie dobrze mógł być czubek tej kopuły, ale też szczerze mówiąc lód.
[43:48] - Lód albo kamień.
[43:49] - Najciekawsze było jednak to, co potem Makariev świętej pamięci mówił, że oni wszyscy potem się gdzieś pochorowali. Ale czy się pochorowali od tego, że złapali jakiegoś wirusa z tej rozmarzniętej ziemi? Tego już nie wiem.
[44:05] - Według tego, co jest dostępne, to jedyny, który się pochorował, to był właśnie Makariev. Pozostali, nawet ci, którzy byli z nim w tym miejscu, nie odczuwali nic specjalnie, jakichś przykrych dolegliwości. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że to jednak były warunki dosyć ekstremalne, że mógł być za to odpowiedzialny nawet kleszcz zwykły, za jego chorobę, więc ciężko tu powiedzieć, co to mogło spowodować. Faktycznie poczuł się źle, bolała go głowa, miał prawie utratę przytomności i tak dalej. Ciężko powiedzieć, co tak faktycznie mu się tam stało.
[45:04] - Właśnie. I tu wiesz, ta legenda-
[45:05] - Ale zastanawia jest to, bo gdybym ja osobiście brał udział w jednej wyprawie, uczestniczył w czymś takim i znalazł coś takiego, to bym tej sprawy nie zostawił tak, że no dobra, postukaliśmy sobie kijem i to wszystko. Zrobiłbym następną wyprawę, gdzie już bym wiedział konkretnie, w które miejsce mam się udać. Z lepszymi siłami, może z jakimś nurkiem czy z czymś takim, z kamerą podwodną, żeby tę sprawę dokończyć. A tutaj nie ma. Z drugiej strony jest jeszcze jedna strona. Poszukiwania meteorytu tunguskiego zostały zapoczątkowane nie dlatego, że chciano zobaczyć, jak ten meteoryt wygląda, tylko dlatego, że obliczono sobie, ile to jest stali, ile to jest żelaza w jednym miejscu i że takie wydobycie wystarczyłoby na ileś tam lat pracy huty. I teraz mamy do czynienia z tym, że z drugiej strony mamy jakiś stop metali, który się opiera cięciu, gięciu, rdzewieniu czy czegoś takiego. Czy Związek Radziecki nie wystosowałby tam wówczas z prawdziwego zdarzenia ekspedycji naukowej, której zadaniem by było wyciągnięcie tego na zewnątrz, czymkolwiek to by było, tylko po to, żeby sprawdzić stop tego metalu? W jaki sposób to jest zrobione? Faktycznie gdyby to było prawdą. Także tutaj trzeba na to zawsze patrzeć z drugiej strony. Wydaje mi się, że jeżeli geolog Kulik potrafił zorganizować wyprawę, kilka wypraw w rejon Podkamiennej Tunguzki, żeby znaleźć meteoryt, to chyba bardziej ważne by było odnalezienie właśnie takich pozostałości po kosmitach domniemanych.
[47:01] - Tak. Szczerze mówiąc, to rosyjska organizacja Kosmopoisk zna z organizowania różnego rodzaju wypraw. Oni się w sumie nigdy nie zjawili chyba nad Wilujem. Nigdy ich to nie interesowało. Podejrzewam, że oni też przeczuwają podskórnie, że to jest taka fajna legenda, ale nie do końca chyba prawdziwa. W każdym razie powróćmy do góry Baigong, bo o ile te kotły nad Wilujem wydają się jakąś bajką, o tyle góra Baigong istnieje, ma się dobrze i można ją odwiedzić. Okazuje się, że można ją odwiedzić. Wszyscy o niej wiemy. Dzienniki o niej piszą. Według geologów jest prawdopodobne, że to jednak twór natury, ale jednak zawsze pozostaje pewna doza niepewności sugerująca, że jest to coś więcej. Ja myślę, że o górze Baigong nie da się po prostu już nic nowego powiedzieć, dlatego, że jeżeli ktoś odkryje prawdę na ten temat, to będą to Chińczycy. Ale Arku, jeszcze przecież jest dużo takich miejsc w Chinach, które wymagają też uwagi, a na świecie przecież mamy do czynienia z formacjami takimi jak chociażby słynne Zeszklone Forty, czyli kamienne budowle, które zostały zniszczone w wyniku działania bardzo dużej temperatury. Ktoś po prostu stopił kamień i tutaj też w zasadzie wszyscy wiedzą o ich istnieniu, ale jakoś nikt sobie nie zadaje trudu, by cokolwiek w tej sprawie zrobić. Także jest to dość wszystko wyjątkowo intrygujące. Może, Marku, przypomnimy teraz kontakty, bo chyba czas otworzyć linię. A więc właśnie teraz oficjalnie już otwieramy naszą linię telefoniczną. Tutaj widziałem, że jakiś słuchacz się próbował dodzwonić na nasz telefon komórkowy.
[49:01] - Nie odbieraliśmy, ponieważ wtedy jeszcze mówił Arek Kocik. Nie chcieliśmy przerywać, ale można już teraz dzwonić. Nasze numery to 32 746 00 08 stacjonarny. Bardziej polecałbym jednak dzwonić na numer komórkowy, ponieważ Skype jakieś dziwne rzeczy ostatnio wyczynia. Nie da się dzwoniącego na stacjonarny dodać do rozmowy grupowej. Tak więc apeluję bardziej o dzwonienie na numer komórkowy 530 624 193. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A może w międzyczasie przejdźmy do kolejnego pytania.
[50:19] - Arku, starożytni astronauci gubili nie tylko swoje kompleksy, gubili nie tylko fragmenty statków, ale też znacznie ciekawsze rzeczy. Pozostaniemy jeszcze na chwilę przy Chinach. W większości książek poświęconych paleoastronautyce pojawia się taka zaskakująca historia, która w zasadzie też nie znalazła swojego finału, pochodząca z Państwa Środka i mówiąca o istnieniu tak zwanych dysków Dropa. Wspomniany przeze mnie Hartwig Hausdorf, człowiek, którego książkę o Chinach i dziwnych zjawiskach, jakie tam mają miejsce, możecie sobie kupić chyba w większości antykwariatów w internecie przede wszystkim, wybrał się do Chin gdzieś w latach 90. Szukał piramid, ale przede wszystkim tych dysków Dropa. Czym te dyski lub kamienie Dropa są? Zgodnie z szybką definicją, która jest podawana przez większość książek, są to takie dyskowate przedmioty, na których została zapisana historia tajemniczego ludu, który miał przybyć do Chin z kosmosu przed tysiącami lat, a następnie dał początek jednej z mniejszości. Ta historia jest tak interesująca, że szczerze mówiąc, jeżeliby dało się ją zweryfikować, mielibyśmy dowód na to, że kosmici rzeczywiście byli na Ziemi i nie tylko dali kopniaka cywilizacji innej, ale też ich potomkowie nadal żyją gdzieś w chińskich górach i nie ma do nich dostępu. Dlatego, że lud Dropa lub Zopa, o którym mowa, zgodnie z tym, co czytamy u wielu autorów piszących właśnie o paleoastronautyce, ma cechować się bardzo charakterystyczną budową ciała oraz kolorem skóry. Arku, czy ta historia nie jest zbyt piękna, by mogła być prawdziwa?
[52:36] - Trochę jest romantyczna, dlatego, że ten statek z Dropami gdzieś się rozbił hen wysoko w górach małej społeczności. I oni po jakimś czasie z jednej strony chcieli pozostawić coś po sobie w pamięci pozostałych ludów dookoła żyjących, ale też i się z tymi ludami krzyżowali. Ale została kultura tych ludów, nieco inna od otaczających. To się objawia między innymi w sposobie ubierania. Są zdjęcia przedstawicieli, członków tego ludu. I pozostały te artefakty w postaci tych dysków. One były przez jakiś czas wystawiane w muzeum, ale później zniknęły z wystawy głównej. Prawdopodobnie zostały przeniesione do magazynu i w tym momencie na dobrą sprawę wszystko się urywa i kończy. Nie byłby to pierwszy taki artefakt, który ginie w przepastnych magazynach muzeum. To tak wygląda troszeczkę jak z „Indiany Jonesa”, gdzie są magazyny, gdzie się to przechowuje, ale być może po prostu muzealnicy nie wiedzieli za bardzo, jak do tego podejść, jak to ocenić, jak to wydatować. Więc samo przedstawienie okrągłego kamienia z dziurą w środku w sumie nic takiego nie przynosi, a być może chciano zabezpieczyć to w jedyny możliwy sposób przed ewentualnymi warunkami niesprzyjającymi i po prostu włożono to do jakiejś skrzyni. Tam czekają na ponowne odkrycie. Takie rzeczy zdarzają się po prostu. To może nie być zła wola, tylko po prostuW muzeach etnograficznych takie rzeczy nie stanowią pierwszorzędnej wystawy. Bardziej ważne jest to, jak rozwijały się czy jak wyglądał kiedyś styl meblowania pomieszczeń, czy ubioru, czy tego typu rzeczy. Ciężko powiedzieć. Jak zwykle w Chinach poza paroma zdjęciami i opisami, które przeprowadził Reichle, który na przełomie wieku XIX i XX, chyba troszeczkę bardziej XX przemierzał tamtędy, badał tamte tereny. Chyba też o tym ludzie Dropa pisał z tego, co pamiętam.
[56:03] - Oficjalnie ta historia ujrzała światło dzienne jakieś 50 lat temu. Oczywiście tam padały nazwiska chińskich profesorów, którzy nigdy nie zostali odnalezieni, ale odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: w latach 30. ubiegłego wieku w jaskini na pograniczu Chin i Tybetu. Oczywiście region nie jest podawany, a kiedy się przyjrzymy, okazuje się, że jest to łańcuch górski, który ma 700 kilometrów długości i tam w jednej ze jaskiń znaleziono zagadkowe krążki. Ich odkrywca, chiński archeolog zauważył, że są pokryte dziwnymi hieroglifami, nieznanymi nikomu. Był to nieznany rodzaj pisma. Cudownym zbiegiem okoliczności udało mu się te hieroglify odczytać. W jaki sposób? Nie mam pojęcia. Nie posiadał do nich żadnego klucza. Ale uwaga! Odkrył, że zawartość tych dysków opowiada historię ludu Dropa lub Zopa, który miał przybyć na Ziemię w swoim powietrznym statku, który się zepsuł i spadł tutaj na jakieś dzikie tereny przed tysiącami lat. Rozbitkowie z tego statku mieli kontakt z tubylcami. Początkowo się ich bali, ale potem się z nimi oswoili. Ostatecznie się z nimi wymieszali, dając początek ludowi, który zdaniem niektórych ma jakieś szczególne właściwości, że są to jacyś bardzo niscy ludzie o silnie żółtym zabarwieniu skóry, chudzi z wielkimi oczami. Wypisz, wymaluj terracy. Same dyski Dropa miały trafić do Muzeum Banpo, a potem zniknęły. Tutaj oczywiście na ich poszukiwanie wyruszył Hartwig Hausdorf. Okazało się, że znowu nic nie jest jasne, bo o ile jakaś tam mniejszość podobna do ludu Dropa istnieje, chociaż są to oczywiście normalni ludzie, górale, może nie są to atleci, ale też nie wyglądają znowu jak jacyś wychudzeni kosmici. Okazało się, że ten Hausdorf znalazł jakieś dziwne dyski. Tylko był jeden problem. Historia tworzenia podobnych artefaktów w Chinach, to znaczy dysków żelaznych na przykład, czy innych mających zastosowanie dekoracyjne, była dość długa i nikt nie potrafił powiedzieć, czy dyski Dropa to były te, które są przechowywane w niektórych muzeach, jako mało cenne przedmioty w magazynach, czy też rzeczywiście zadziałał jakiś mechanizm cenzury i one zostały dokładnie ukryte w jakimś magazynie muzealnym, do którego nikt nie zagląda. Hausdorf nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie. On zostawia nas z otwartą zagadką odnośnie całej sprawy dysków Dropa. Ale wydaje mi się, Arku, że ta historia jest zbyt piękna, żeby była prawdziwa, bo tam mamy opisane wszystko od A do Z. Odczytują historię na temat przybyszów z innej planety z dysku pokrytego nieznanym pismem. Tam jeszcze brakuje Foxa Muldera, dyrektora Skinnera, Louisa Elizondo i kogoś innego.
[59:38] - Trzeba by było wziąć pod uwagę, że odczytanie hieroglifów na podstawie kamienia z Rozety zajęło bodajże 17 lat, a tutaj bez tego kamienia z Rozety, czyli bez tej informacji, co znajduje się na tym dysku, w jakiej formie jest ten zapis, jak brzmiał ten język i czego dotyczył ten opis, w ciągu w sumie niedługiego czasu udaje się odczytać to wszystko. I to jest właśnie co najmniej dziwne, Ale równie dziwnym jest sposób zapisu życzeń na młynkach himalajskich mnichów buddyjskich, dlatego że te młynki się też trzeba kręcić i się przemieszczają wówczas te litery i ten moment modlitewny w jakiś sposób łączy się. Tutaj mielibyśmy wtedy do czynienia z czymś, co później wynalazł Edison i jak zabezpieczył dźwięk, jak zapisał dźwięk.
[01:00:55] - Tak, bo przecież jest jeszcze druga część tej historii, kiedy dyski Dropa, kiedy Chińczycy sobie nie umieją dać z nimi rady, zostają wysłane do Moskwy i tam tajemniczy profesor ZajcewZauważa, że jeżeli przepuści się przez nie prąd, to one normalnie grają jak patefon. Nie wiem, co powiedzieć. Historia dropa mi tak obrzydła, że wydaje mi się, że to jedna z najbardziej wyświechtanych, nacząganych legend, jakie krążą w środowisku parastronautycznym od dziesiątek lat i są powtarzane niemal w każdej książce. I chyba przez to jest tak-
[01:01:43] - I wciąż są przez cały czas publikowane te same bodajże trzy zdjęcia tych dysków. I nie ma nic nowego, nikt więcej nic z tych dysków przez następne 50 czy 60 lat, czy nawet 70 nie odczytał.
[01:02:03] - Tutaj mamy pytanie od pani Marioli: dlaczego w Chinach są zalesione i zasypywane piramidy i dlaczego się ich nie bada? Tutaj kłania się polityka tak zwanej rewolucji kulturalnej, kiedy robiono znacznie gorsze rzeczy niż zasypywanie piramid. Musimy też mieć świadomość, że chińskie piramidy są troszeczkę inne od tych znanych z Ameryki Środkowej i z Egiptu, dlatego że są to piramidy ziemne w większości. Są to po prostu ogromne kopce, chociaż bardzo elegancko uformowane, zawierające w dużej części grobowce władców. Niektóre rzeczywiście z bliżej nieznanych powodów, prawdopodobnie związanych z rewolucją kulturalną. Nam jest to trudno zrozumieć, ale jak poczytacie książkę Terzaniego, włoskiego dziennikarza, który przez lata żył w Chinach, o tym, co się działo w czasie rewolucji kulturalnej, to zrozumiecie, jaki to był dziwny proces i że zniszczono w zasadzie wtedy większość zabytków chińskich. To, co dzisiaj widzimy, to jest próba ratowania tego, co wówczas zniszczono albo mocno nadszarpnięto. Pewnie ukrywanie tych piramid to był jeden z efektów tej polityki. Ale nam jest o Chinach mówić trudno, dlatego że to jest kraj ogromny, chaotyczny i z drugiej strony otwarty, a zarazem zamknięty. Piramidy chińskie chyba jeszcze przez długo pozostaną tajemnicą, bo u nas najbardziej znana jest historia o słynnej białej piramidzie, prawda, Arku? Która została wypatrzona dawno temu z samolotu. Ale tych piramid jest tam znacznie więcej.
[01:03:50] - Tam się bardzo dużo tych piramid doliczono, ale być może, że nie odkopuje się ich dlatego, że oni wiedzą, co w tej piramidzie jest. Bo oprócz wszystkiego są jeszcze, tak jak my mamy Kopiec Wandy, Kopiec Kraka, tak tam być może, że to jest piramida konkretnego władcy. I ten władca leży tam zasypany tym kurhanem trochę wyższym i bardziej ukształtowanym. I dają mu spokój. One nie są w sposób bezczelny niszczone. Nie puszcza się tam buldożerów czy dróg poprzecznych dla celowego zniszczenia i zatarcia całkowicie w pamięci, tylko nie są badane i są w jakiś sposób zabezpieczane przed osuwaniem. A w tej chwili, gdzie jest głód ziemi, parcie na to, żeby maksymalnie wykorzystać każdy możliwy skrawek ziemi, zasadza się lasem czy drzewami owocowymi. Być może to nie niszczy ich struktury, a w jakiś sposób zabezpiecza po to, żeby przyszłe pokolenia mogły ewentualnie dotrzeć do niezmienionej formy, jaka była w zamyśle ich twórców nałożona na to. Ciężko powiedzieć, co oni myślą, ale być może taki jest powód tego.
[01:05:33] - Pojawiały się też różnego rodzaju bardzo romantyczne historie, które mówiły o tym, że przynajmniej któraś z tych piramid skrywa grobowiec pierwszego cesarza, który ma zawierać mapę Chin z ruchomą rzeką w postaci płynącej rtęci. Obawia się też pułapek i innych rzeczy. Zresztą pisze o tym Hausdorf dość obficie w swojej książce. Pokazuje też bardzo ciekawe zdjęcia mumii chińskich, które były konserwowane w zaskakujący sposób. Teraz już nie pamiętam, jak to tam było i gdzie to znaleziono, ale pokazuje ciekawe zdjęcie przedstawicielki chińskich elit, oczywiście sprzed kilkuset lat, która została znaleziona w żółtym, paskudnym płynie, który jednak zachował ją na długie lata. To jest ciekawe i pewnie za jakiś czas o tych piramidach chińskich się sporo dowiemy. Marku, mamy tego słuchacza na linii już?
[01:06:38] - Słuchacz się dodzwonił, ale szybko się rozłączył, także jeżeli postanowi jeszcze raz zadzwonić, to na pewno go podłączymy.
[01:06:50] - Dobrze. Zachęcamy państwa do kontaktowania się z nami. A tymczasem przejdziemy-
[01:06:55] - Przepraszam, że tak wchodzę, ale zapomniałem jeszcze powtórzyć apel, żeby jednak dzwonić, jeżeli na telefon, to na numer komórkowy 530 624 193, ponieważ numer stacjonarny jest wykupiony w ramach Skype'a, a niestety Skype jakoś dziwnie się zachowuje. Ktoś dzwoni, nie da się go tam dołączyć do rozmowy grupowej. Także jeżeli będziecie państwo dzwonić na telefon, to na komórkowy.
[01:07:24] - Wydaje mi się, że w naszej audycji dzisiaj jest za dużo sceptycznych elementów. Mówimy o wielu sprawach, które albo nie mają żadnego rozwiązania, albo mają bardzo proste rozwiązanie. I tak było między innymi w przypadku kolejnego znaleziska z roku 2014. A chodziło o skamieniały mikroczip. Arku, pamiętasz? Bo to była dość głośna sprawa. Pewien facet twierdzi, że znalazł wtopiony w kamień układ scalony. Od razu odezwały się głosy, że to ślad po starożytnych astronautach, którzy zgubili ten przedmiot nieopatrznie podczas swojej wizyty przed tysiącami lat. Ale przedmiot został zbadany przez naukowców dzięki grupie Kosmopoysk i okazało się, że w zasadzie nic w tym kamieniu nie ma. Arku, co znaleziono na tym słynnym kamieniu z mikroczipem? Bo to była raczej sprawa dla paleontologów, nie elektroników.
[01:08:26] - Był to organizm żywy, dokładnie z rodziny liliowców, który w ten sposób rozrastał się, że stworzył pojedynczą smugę. Przypominało to koronkę, jakąś taką nałożoną i ściśniętą. Bardzo ciekawy wzór, bardzo fajne odkrycie, ale znowu mające niewiele wspólnego z prehistorią kontaktów paleoastronautycznych na Ziemi. Więc chciałoby się powiedzieć: znowu pudło. Ale rzeczą zadziwiającą jest to, że tego odkrycia dokonano znowu gdzieś w Rosji. Także jest to niewątpliwie bardzo tajemnicza wciąż i bardzo zagadkowa wciąż kraina, w której układach gdzieś tam drzemią znowu bardzo ciekawe rzeczy, bardzo ciekawe odkrycia.
[01:09:56] - Tak. Analizując ten kamień znaleziony w Kraju Krasnodarskim zwrócono uwagę na jego wygląd. Otóż przypominał on troszeczkę znaczek pocztowy. Był wielkości małej monety i wcale nie był to mikroczip. Okazało się, że jest to po prostu fragment prehistorycznego żyjątka, liliowca, czyli takiego stworzenia na pograniczu świata zwierząt i roślin. I rzeczywiście, kiedy zobaczymy, jak wyglądają liliowce w pełnej krasie, odciśnięte w kamieniu, to zobaczymy, że tak właśnie jest. I to znalezisko, którego dokonał pan Siergiej Kudrycz, jak czytamy, wcale nie było mikroczipem. Nie, przepraszam, nie było to znalezisko Siergieja Kudrycza, tylko Aleksandra Brulickiego. To tak gwoli ścisłości. Ale Rosja rzeczywiście jest kopalnią dziwnych znalezisk, bo my mówiliśmy o Dolinie Śmierci, mówiliśmy o innych przypadkach, ale przecież docierały zupełnie kuriozalne niekiedy historie. Chyba w latach 90., na przełomie 80. i 90., kiedy jeszcze Związek Radziecki istniał, to w Estonii, w Tallinnie znaleziono coś dużo bardziej zagadkowego. Drodzy państwo, podczas drążenia studni na takiej prywatnej posesji facet sobie po prostu budował studnię, budował dom i drążył studnię. I kiedy drążył tę studnię, dokopał się do czegoś w rodzaju metalowego wieka i on próbował się przez to przebić. Ostatecznie jakoś to złamał. Ale kiedy na miejscu zjawili się badacze, musimy dodać, że byli to radiesteci, to oni zaczęli sugerować, że jest to po prostu leżący pod ziemią ogromny obiekt o wielometrowej średnicy i dziwnym kształcie spodka. I szybko narodziła się legenda, że to znalezisko, chyba z dzielnicy Merijala, było właśnie spoczywającym głęboko pod ziemią latającym talerzem. Sprawa też szybko znalazła swój finał i swoje rozwiązanie, ale oczywiście pojawiły się znajome wątki, że tenże obiekt emitował silne promieniowanie, wskutek czego wszyscy, którzy mieli z nim kontakt i wszyscy, którzy go próbowali rozkuć i rozwalić, w jakimś czasie zmarli. Ta historia, chociaż została wyjaśniona w pewien sposób, jest bardzo ciekawa. Bardzo ciekawe jest to, jak dochodzono do tego, co to właściwie jest, że to zasadniczo jest w 50% kamień, a w 50% legenda. Warto się z tym zapoznać. Nie pamiętam już, jak ten obiekt się nazywał, ale jeżeli mówimy o Rosji, to przecież znaleziono też inny zaskakujący ślad po starożytnych astronautach w dość nietypowej formie. To się rzadko pojawia w książkach na temat starożytnych astronautów, a chodzi o pewne hieroglify z Uralu. Nie została niestety ujawniona ich dokładna lokalizacja. Nie mogłem się tego doszukać. Znalazłem natomiast rysunki, reprodukcje tych hieroglifów i co ciekawe, one wyglądały jak wizerunek tkanki w powiększeniu albo wzór strukturalny związku chemicznego. Ich było dużo. Wyglądały tak troszeczkę jak rysunek pajęczyny, ale wiele osób uznało, żeSą to pozostawione przez gości z kosmosu wizerunki pewnych związków chemicznych. Wzory strukturalne pewnych związków chemicznych pozostawione na ścianie jaskini dla dobra ludzkości. Niestety nie do końca ustalono, o jaki związek chodzi i co tam może być, ale było to dość intrygujące. Starożytni astronauci mieli pozostawiać na Ziemi często bardziej kuriozalne rzeczy, zwykłe zguby. I taką zgubą przez niektórych zwany jest artefakt z Aiud. W latach 70. rumuńscy robotnicy kopiąc w pobliżu rzeki, już teraz nie pamiętam, jak ta rzeka się nazywała. Mureș chyba. Zaraz to sprawdzę. Kopiąc w pobliżu rzeki natknęli się najpierw na szczątki mastodonta, ale kiedy wygrzebywali piasek, okazało się, że koło tych szczątków znajduje się przedmiot. Bardzo lekki, wykonany z metalu, a wkrótce okazało się, że jest to aluminium. Oni nie byli w stanie powiedzieć, jak to się tam znalazło, a sprawa szybko przybrała bardzo sensacyjny obrót. Niektórzy twierdzili, że ten artefakt z Aiud, bardzo elegancko wykonany metalowy przedmiot, jest tak naprawdę elementem oderwanym od obcego lądownika. Arku, jak sądzisz, co to w zasadzie jest?
[01:14:58] - Ciężko powiedzieć. Przede wszystkim tam były jeszcze jakieś teorie, że po prostu był to jeden z zębów jakiejś koparki czy coś takiego, która tam kopała. Samo to, że czyste aluminium znaleziono obok, a w zasadzie nawet chyba w środku bodajże pozostałości mastodonta, więc tutaj ciężko jest powiedzieć, co to mogło być i tak naprawdę, co to było. To nie jest zawsze takie proste i jednoznaczne do wyjaśnienia, dlatego że zarówno, tak jak mówiłem wcześniej, metale są takie same w całym kosmosie i z nich się korzysta. Jedne mogą wyglądać na coś, co my w tej chwili znamy i co będziemy twierdzili, że to jest właśnie to, bo akurat to nam przychodzi na myśl, bo z podobnego urządzenia czy z podobnego kształtu korzystamy na co dzień. A może to się okazać zupełnie czymś innym. Mieliśmy też w Polsce do czynienia z taką świeżą sprawą z miejscowości Szklarnia, z tego, co pamiętam, w latach 80. Gdzie na miejscu, gdzie była manifestacja świetlnych kul, gdzie po dźwięku tarcia metal o metal i jakimś wybuchu i po zaniknięciu, po 20 minutach różnych ekwilibrystycznych poczynań tych świetlistych kul została odnaleziona rurka, która też wyglądała na aluminiową, którą też podobno przebadano i też wsiąkła, że tak powiem. Takich przypadków, że coś może wyglądać na coś, co używamy w tej chwili, a całkiem jest czymś innym, wydaje mi się, że też może być bardzo wiele. I takie z góry przesądzanie, że to na pewno było coś takiego, co znamy, w tej chwili używamy, też nie jest do końca jednoznaczne.
[01:17:51] - Artefakt z Aiud, jak go nazwano, składa się w 90% z aluminium. Ma dość ciekawy wygląd. On tak na pierwszy rzut oka może przypominać toporek. Jednak jeżeli go obejrzymy z innej strony, to bardziej wygląda jak coś oderwanego od jakiejś większej całości. On, zdaniem tych robotników, spoczywa na głębokości 10 metrów przy kościach mastodonta. Mamuta, przepraszam, nie mastodonta, bo mastodonty przecież nie żyły w Europie. W każdym razie rzeczano, że skoro tam leży, to musi mieć grube tysiące lat. Natomiast analizy metalurgów wykazały, że jest pokryty warstwą oksydacyjną, która budowała się rzekomo przez kilkaset lat. To było dość dziwne. Nikt nie wiedział, co to jest. Sugerowano, że to po prostu ząb z łyżki koparki. Czy to ząb z łyżki koparki? Nie jest to, Arku, chyba tak do końca dorzeczna hipoteza, bo on tak szczerze mówiąc trochę wygląda. To znaczy zęby współczesnych koparek są, delikatnie mówiąc, inne, natomiast nie wiemy, od jakiego, kolokwialnie mówiąc, modelu mogło się to odczepić.
[01:19:16] - Samo to, że w zasadzie nie wykorzystuje się chyba do koparek aluminium, które jest w sumie owszem lekkie, ale tu nie ma problemu z tym, żeby łyżka koparki czy jakikolwiek ząb koparki był zrobionyJak przystało z porządnej stali narzędziowej, który na pewno dłużej by wytrzymał w miejscu, w którym był. Nawet pokrycie patyną było co najmniej dziwne, dlatego że aluminium nie tak wcześnie odkryto, żeby mogło pokryć się kilkusetletnią patyną. Nie tak szybko go miedziono.
[01:20:05] - Taką masową produkcję zaczęto pod koniec XIX wieku. Masową, bo chyba możliwość jego wytopu opracowano na początku XIX wieku. W każdym razie znalezisko... Co ja dzisiaj tak z tym "w każdym razie" mam? Znalezisko przeleżało długie lata w magazynach Muzeum w Cluj-Napoca i w sumie do dzisiaj nie wiadomo o nim zbyt wiele. Ono jest okresowo przypominane przez różnego rodzaju tabloidy i często wspomina się hipotezę, która się pojawiła w jednym z rumuńskich magazynów ufologicznych, a mówiła ona, że jest to po prostu nóżka urządzenia latającego, które odwiedziło Cluj-Napocę, okolice tego miasta. Nie Cluj-Napocę, tylko Aiud. Odwiedziło okolice tego miasta przed tysiącami lat i ten wspornik się oderwał. Pytanie, czy tak mogło być w rzeczywistości oczywiście pozostanie bez odpowiedzi, gdyż trudno powiedzieć, co to tak naprawdę może być. Rzeczywiście wiercenia wskazują, że to coś kiedyś było przyczepione do jakiejś większej całości i było prawdopodobnie elementem ruchomym. I znowu okazuje się, że nie dowiemy się chyba nigdy, Arku, do czego ten artefakt z Aiud mógł służyć.
[01:21:32] - Na pewno się nie dowiemy. Chyba że czasami odpowiedzi są bardzo proste, bo być może osoba, która kopała w tamtym miejscu, będzie wiedziała więcej. To niekoniecznie musi być element maszyny, która to kopała, bo być może to urządzenie mogło być całkiem inne. Tutaj nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, co ludzie wyrzucają i w jaki sposób przemieszczają się niektóre warstwy gleby podczas kopania. To mógł być nawet element samochodu, który podjeżdżał tam blisko. Element jakiejś wywrotki. Też trzeba przyjąć, że taka rzecz mogła mieć miejsce, że po prostu to była najzwyklejsza część samochodu, jakiegoś kipra, jakaś wajcha czy coś innego, która w momencie wykopywania czy odbioru ziemi pękła i gdzieś się zsunęła i została przemieszczona w momencie wykopywania. Takie rzeczy się zdarzały zawsze i takie rzeczy będą zdarzały się jeszcze długo.
[01:23:03] - Jedna z hipotez na temat artefaktu z Aiud mówiła, że to jest fragment samolotu. Pamiętam, nawet próbowano wytypować, jaki to element, ale problem w tym, że w najbliższej okolicy nie znaleziono, nie odnotowano żadnej katastrofy. Co nie oznacza oczywiście, że to nie mogło się oderwać od samolotu, który spadł gdzie indziej. Ale sprawa, jak mówię, cały czas pozostaje otwarta. Jest zaś mimo wszystko interesująca.
[01:23:30] - To najprostsze rozwiązanie, że to element samolotu, dlatego że samoloty głównie budowało się z aluminium. Czy buduje do tej pory. W tej chwili bardziej z kompozytów, ale z aluminium. To może przelatywał, może coś tam zgubił. Takie rzeczy też się zdarzają.
[01:23:53] - Tak, tych znalezisk i przedmiotów pozostawionych przez starożytnych astronautów jest naprawdę dużo. Oczywiście istnieje też druga klasa przedmiotów, o których powinniśmy mówić w debatach ufologicznych, o których Arek już napomniał. Chodzi o wszelkie przedmioty oderwane albo zgubione przez UFO na oczach świadków, lub też znalezione potem w miejscu, gdzie to UFO było widoczne. Ale to jest temat, o którym będziemy mówić podczas innej audycji. Dzisiaj się skupiamy na starożytnych astronautach. Jarku, nie masz takiego wrażenia, że jakoś tak, szczerze mówiąc, niszczymy nasze własne marzenia z przeszłości, z młodości, kiedy się fascynowaliśmy tym wszystkim, pożerali książki Sitchina i von Dänikena, a teraz się okazuje, że kiedy robimy debaty i powinniśmy dostarczać dowodów, to my kiedy ich szukamy, to okazuje się, że one się zawsze rozmywają, zawsze uciekają i tak naprawdę na końcu pozostaje nam tylko to, co jest zapisane w legendach i w mitach. Że ci bogowie tu byli w jakiejś formie, coś zrobili, ale jakoś tak byli bardziej duchem, bardziej w formie eterycznej niż ciałem albo swoją technologią. Nie wiem. Czuję się troszeczkę rozczarowany tym głębokim wchodzeniem w parastronautykę. Mówię to z ręką na sercu. Po latach, szczerze mówiąc, ta dziedzina się coraz gorzej trzyma. Chociaż ten serial emitowany przez kanał History... mocno ją wzmocnił. Rozpalił zainteresowanie na nowo, o tyle poszukiwanie namacalnych dowodów, szczerze mówiąc, spala na panewce. Jeżeli się przyjrzymy historiom o manna, to też okaże się, że to interesująca opowieść, ale w 50% naciągana. Czy nie masz wrażenia, że nasi słuchacze mogą się czuć lekko rozczarowani tym wszystkim?
[01:26:03] - Wydaje mi się, że jeżeli się z nadzieją przeczyta w książkach czy to Dänikena, czy jakiegokolwiek innego pisarza, który zajmował się parastronautyką, weźmie się jakiś temat i zacznie się go drążyć i dochodzić do sedna i do końca, czyli kto napisał o tym pierwszy i czy faktycznie ta postać, która to jako pierwsza napisała, istniała, na jakich przesłankach to napisała i jak to wygląda w tej chwili, gdzie jest ten przedmiot w tej chwili, to faktycznie można być bardzo często mocno rozczarowanym, bo bywa tak, że osoba, na którą się wszyscy powołują, raptem dochodzimy do wniosku, że ona nie istnieje. Legendy, a więc tym bardziej miejsce czy to zdarzenie, które ona opisuje, też raczej niekoniecznie ma miejsce. Jeżeli uda nam się pojechać w to miejsce i zobaczymy, poszukamy tych artefaktów, które są opisywane, też się z bliska okazuje, że one są nieadekwatne do tego, co sobie o tym wyobrażaliśmy. Fajnie by było, żeby pojawił się na naszym regionalnym rynku bogaty pan Bigelow, który by chciał sprawdzić następne miejsca i zamiast na rancho Skinwalkera spróbował zorganizować wyprawę w okolicach Doliny Śmierci czy poszukać kotłów z prawdziwego zdarzenia, z dużą ekipą, ze środkami i z możliwościami. Ale nie mamy i on podejrzewam, że gdy dokładniej przejrzy, na co te jego pieniądze by poszły, to raczej sponsorem nie będzie. I tak stajemy przed tym wszystkim.
[01:28:24] - Może my na to patrzymy troszeczkę za bardzo przez swój pryzmat, bo mówimy, że starożytni astronauci odwiedzając Ziemię mogli coś zgubić albo musieli coś zgubić oczywiście, jeżeli byliby podobni do nas, bo przecież nie musiało tak być. Zaawansowana technika wyprzedzająca nas o tysiące lat może być mniej awaryjna albo zupełnie nieawaryjna. Niekoniecznie oni musieli nosić w kieszeniach długopisy czy zapalniczki, które im się gubiły, albo jakieś drobne monetki. Gumy do żucia to nie, akurat one by się nie zachowały. Pamiętamy przecież doniesienia mówiące o odkrywaniu śladów ludzkich stóp czy śladów butów w kamieniu obok na przykład śladów dinozaurów. Te historie też były mocno podejrzane, szczerze mówiąc, dlatego że często naciągano znaleziska związane z paleontologią, jakieś ślady, jakiś żyjątek, uznawano je za ślady ludzkich stóp. Ale też jest taka teoria, Arku, która mi nie daje spokoju. Mówi ona o tym, o czym rzadko wspominaliśmy do tej pory w debatach poświęconych parastronautyce. Chodzi mi o ciekawą teorię wysuniętą kiedyś przez panów, którzy się nazywali Sassoon i Daly. Oni zasugerowali, że manna, którą Jahwe zrzucał Izraelitom wędrującym po pustyni, którzy okazali się potem bardzo niewdzięcznymi ludźmi i czcili złotego cielca, była w rzeczywistości wytworem pewnego mechanizmu, który mógł zostać przekazany Izraelitom przez tę inteligencję, która się z nimi kontaktowała. Z tego, co pamiętam, nawet nazwano tę maszynę starcem. Próbowano oddać jej wygląd, doszukiwano się nawet pewnych związków w pismach żydowskich mistyków. Sugerowano nawet, że ta maszyna mogła się gdzieś zachować. Być może nadal gdzieś jest i stanowi ogromną świętość. Z drugiej strony, kiedy popatrzymy na Arkę Przymierza i przeczytamy te wszystkie historie, że przemawiał z jej wnętrza sam Jahwe, że nie wolno jej było dotykać, że człowiek, który ją przenosił wraz z królem Dawidem do Jerozolimy, nieopatrznie dotknąwszy przybytku, stracił życie. Odnosimy wrażenie, że również to mógł być wytwór czyjejś technologii, jakaś maszyna, może nie zgubiona tu przez starożytnych astronautów, ale pozostawiona w opiece dla pewnej wybranej grupy osób, bo przecież Arki Przymierza nie tylko nie mogli wszyscy dotykać, ale wybrana grupa osób miała z nią kontakt. Może właśnie w ten sposób należy na to patrzeć, że oni, ci bogowie z nieba nie gubili, a przekazywali pod opiekę Ziemian pewne przedmioty, które gwarantowały kontakt.
[01:31:39] - Między homo sapiens a tą drugą stroną.
[01:31:47] - Jeżeli chodzi o Arkę Przymierza i wiekowego starca, tak to chyba określili, ja bym się tu skłaniał przy takiej teorii, która była kontynuacją teorii Sitchina dotyczącej Anunnaków, która boga Izraelitów Jahwe kreuje poza głównym nawiasem tych wszystkich wydarzeń, jakie się zdarzyły na Bliskim Wschodzie. On jako pomniejszy, lokalny władca, ale jeszcze potomek ludzi, którzy przybyli z Nibiru, dostał parkę stworzonych ludzi, Adama i Ewę, i miał ogromnego pecha, bo ta parka rodziła mu samych synów. Oni się pozabijali, powyganiał ich, zrezygnował z tego wszystkiego. W międzyczasie synowie Anunnaków wszczynali różne wojny, bili się, zabijali i tak dalej. Niszczyli swoje wszystkie... Trwała walka o władzę, a on tak sobie na spokojnie, gdzieś z boku, jako niezarządzający niczym wartościowym, wegetował skupiony wokół małej grupki osób. Później, w momencie, kiedy oni wyginęli czy odlecieli, on został i przez jakiś czas jeszcze próbował odrobić czy zorganizować swoje imperium rękami Izraelitów. Przekazał im informację o tym, gdzie są ukryte artefakty i Mojżesz mógł je odnaleźć. On, co tu dużo mówić, przez 20 czy nawet 40 lat żył sobie spokojnie na pustyni. Miał żonę, dzieci i co mógł tam robić oprócz tego, że chodzi zwiedzać góry? Zapewne albo się natknął na coś takiego, albo został do tego sprowadzony. Dlatego weźmy pod uwagę to, że on po wyprowadzeniu tych wszystkich Izraelitów, których chciał, już wiedział, że będzie w stanie ich wykarmić, zabezpieczyć i zrobić z nich elitę. Zapewne część z nich była od samego początku skazana na niebyt. I tego dokonał. Na samym początku, jak tylko ich sprowadził, oni cieszyli się i tak dalej. Robili tamto złoto, pewnie nakradzione, bo jaki niewolnik ma złoto? Nakradzione Egipcjanom. On się udał gdzieś tam i wrócił z powrotem. Oni dalej wiedzieli, co mają robić, gdzie mają robić. Dokonała się pierwsza egzekucja tych, którzy ewentualnie mogli się buntować i dalej ze swoją rodziną prowadził ich tyle lat po pustyni. To jest ewenement na skalę światową. Miejsce, które w sumie można przejść góra w miesiąc, to niech tam będzie większa ilość ludzi, niech idą przez rok. Ale 40 lat wędrować po pustyni tak sobie, a na dodatek na końcu otrzymać ziemię, którą muszą sobie wywalczyć, to jest dosyć zabawne. Raczej bym się skłaniał, że tu była jakaś faktycznie ingerencja. I to nie ingerencja jakiegoś bóstwa, starego dziadka, który gdzieś tam siedzi, ale zamierzone, celowe działanie. Wydaje się, że starego boga wnuczka, Enkiego. To był wnuczek bodajże. Ta historia Sitchina, tych wszystkich artefaktów i tworzenia narodu wybranego w jakiś sposób można by było ewentualnie połączyć, ale to by też w jakiś sposób sugerowało to, dlaczego tak duże walki toczą się o tereny pustynne, nie nadające się do niczego.
[01:36:59] - Mamy słuchacza na Antonie. Halo, Radio Paranormalium.
[01:37:03] - Witam, Mariusz z Wałbrzycha. Jeśli mogę zabrać głos, bo słucham tego, co mówicie panowie. Też przyznaję, że lata świetlne temu czytałem Duncana namiętnie, a później to trochę osłabło. Mówicie dzisiaj o artefaktach kamiennych powiązanych z kosmitami. Tutaj nie jestem mocny. Natomiast dostaliście dwóch faktów, które są mi bliskie. Coś tam o nich słyszałem i chciałem wam powiedzieć o tym, bo być może też o tym wiecie, a może nie wiecie, więc może jakaś dyskusja będzie ze słuchaczami. Zawsze w takich dyskusjach, jeśli nie ma telefonów, to nie jest tak, jak być powinno.Może tak: tutaj jeden z panów mówi o śladach butów obok śladów dinozaurów z takim powątpiewaniem, że to nie wiadomo, czy to jest fałsz i tak dalej. Dobrze mówię? Było coś takiego?
[01:37:58] - Coś takiego było, tak.
[01:38:00] - Dokładnie. Wie pan co? W Stanach Zjednoczonych jest taki pastor, mówią na niego doktor Howe. Facet jest kreacjonistą i praktycznie wygrał mnóstwo debat z ewolucjonistami. Używa właśnie tego przykładu na poparcie swoich tez, tego, w co wierzy, właśnie kreacjonizm, że ludzie żyli z dinozaurami. On twierdzi wręcz, że dinozaury nadal w pewnym sensie jak mogą... Zresztą wy też pewnie czasem mówiliście o tych potworach i tak dalej, które notabene można nazwać mokre rębę i tak dalej. Można też nazwać gdzieś tam w cudzysłowie dinozaurem, prawda? Ale chciałem się spytać w kwestii tego pana doktora Howega, tego pastora, bo on poza tym dowodem na kreacjonizm używał też coś takiego, że on twierdził, że rzeczy w ogóle w pewnych warunkach potrafią bardzo szybko kamienieć. Na przykład on ma jakieś muzeum, do którego zbiera praktycznie z całego świata, bo podróżuje też na te debaty po całym świecie, właśnie skamieniałe takie rzeczy. Na przykład posiada skamieniały słoik, przepraszam, może słoik nie, ale ogórki kiszone, które skamieniały w słoiku. I on je posiada w swoim muzeum. Posiada wiadro z węglem skamieniałe, napełnione węglem. Posiada but kowbojski z fragmentem nogi kowboja. Co tam jeszcze? Skamieniały ptak, który został odnaleziony w drzewie przy wyrębie lasu przez drwali, też w Stanach Zjednoczonych. I jeszcze mówił o ostatnim przypadku, którego ja nie mogłem sprawdzić tak naprawdę, natomiast gdzieś tam jest mi to w głowie. Może panowie słyszeli, gdy coś o tym powiedział na antenie. Otóż on twierdził, że proces kamienienia różnych rzeczy, w tym ciała zwierząt i ludzi, może być tak bardzo szybki, że na przykład zdarzało się na świecie, że nawet kobieta rodziła dziecko i to dziecko było skamieniałe na przykład. Ja wiem, że to może być śmieszne, jak się to pierwszy raz słyszy, natomiast pewne rzeczy jestem w stanie przyjąć do wiedzy, bo naprawdę świat pisze o wiele ciekawsze historie niż można zobaczyć w kinie. Natomiast ja rzucam to tak hasłowo właśnie z pytaniem, czy panowie coś o tym więcej wiedzą, może ewentualnie mogliby się tą wiedzą podzielić? Natomiast drugi wątek, który panowie poruszyli, to ta manna z nieba, którą otrzymywali Izraelici przez 40 lat na Pustyni Synaj, którą się pożywiali, które mieli siłę do walki z tymi innymi plemionami. I powiem panom, na takim portalu niezależnym, który pewnie jest prowadzony przez ciekawe goście, ale nie pamiętam, jak on się teraz nazywa, są wykłady takiego pana Adam Andrykowski. Polecam pierwsze wykłady, jeśli panowie go nie znacie, techniczne transmutacje. Facet jest niesamowity, ale on dotknął właśnie tematu tej manny z nieba. On twierdzi, że to nie była manna, to był ormuz. Ormuz to też pewnie pojęcie dla panów znane. Ormuz można robić, że tak powiem, metodą chałupniczą, alchemiczną, jak ktoś umie w warunkach domowych. Ten Adam Andrykowski twierdzi, że to umie robić. Zresztą nie on jedyny w Polsce, ale zapewne może być do tego jakaś maszyna, na przykład kosmiczna, albo można nazwać ją boską, która mogła zostać celowo pozostawiona dla Izraelitów, żeby ich karmiła. Także ja to też rzucam hasłowo, bo być może ten wątek też mogą panowie w jakiś sposób rozszerzyć, a być może nie. Na końcu chciałem się spytać, to jest temat znany i być może też był poruszany, ale być może panowie mają szerszą wiedzę dotyczącą tych kamiennych kul, które są rozsiane po różnych częściach świata. One są różnej wielkości. Jakby panowie mogli przypomnieć, jakie jest ich pochodzenie, co dzisiaj na ten temat wiemy. Myślę, że to będzie dla wszystkich ciekawe. To w zasadzie tyle z moich pytań. Nie wiem, czy panowie coś tam chcą jeszcze ode mnie dowiedzieć, czy ewentualnie już przechodzimy do tego, co panowie nam będą opowiadać.
[01:42:34] - Dziękujemy za pytanie. Bardzo ciekawy telefon. Przejdźmy może do tego procesu kamienienia, petryfikacji tak zwanej. Wspominał pan o pastorze, który posiada kolekcję skamieniałych rzeczy. Istnieje taka kategoria w folklorze anglosaskim tak zwanych studni z kamieniem. One zawierają tak wysoką koncentrację minerałów, że jeżeli się tam umieści jakiś przedmiot nawet na parę dni czy tygodni, to on przybiera formę, po prostu obrasta kamieniem i tak zaczyna wyglądać. Jest to bardzo interesujący proces, chociaż w pełni naturalny. Można sobie to wygooglować i zobaczyć, jakie są ciekawe przykłady. Natomiast Arku, co byś tutaj jeszcze dodał do pana pytań?
[01:43:29] - Jeżeli chodzi o te kamienie, to trzeba wziąć pod uwagę to, że w Ameryce był swego czasu modny taki trend, żeby pokazywać cuda natury. I ludzie robili podróby zarówno gigantów, jak i jakichś odlewów stóp
[01:43:51] - Żeby pokazać, podjechać swoim wozem do miasteczka i żeby ludzie przychodzili. Były to naprawdę różnej formy. Wozili ze sobą, z tego, co pamiętam, kawały lodu, w którym były zamrożone jakieś postacie. Należałoby się przyjrzeć, czy te stopy ludzkie, które są obok stóp dinozaurów, nie były niektóre celowo robione. Zdarza się, że jest coś takiego, które jest odkryte i jest na starej łasze rzeki, jest ten ślad stóp i tego się w żaden racjonalny sposób nie da wytłumaczyć. Ale niektóre rzeczy, które były pokazywane, robione zdjęcia i opisywane w gazetach na przełomie XIX i XX wieku, były robione celowo jako obwoźne dziwa. Cyrki, gdzie pokazywano kobietę z brodą i tak dalej. Po latach, jeżeli się znajdzie pastor kreacjonista, będzie pokazywał nie tylko takie rzeczy, ale również te wpisy, które są gazetowe. Natomiast jeżeli chodzi o maszynę do produkcji manny, w opisach, które były, jak miała działać, było po prostu potężne źródło światła, glony z rodziny chlorelli i cały przepływ wody polegał na gwałtownym ich rozmnażaniu. One się tam rozmnażały i przyrastały. Rosło to przez sześć dni, natomiast w siódmy dzień należało tę maszynę wyczyścić, żeby się pewnie nie zatykała, założyć nową kolonię i od poniedziałku można było zaczynać znowu produkcję i znowu możliwa produkcja była. Całymi tymi maszynami, zarówno Arką Przymierza, jak i tą maszyną zarządzali rodzina Aarona, to jest brata Mojżesza. Oni ją przynosili, zakładali na nią ten namiot specyficzny, który musiał być tak, a nie inaczej wykonany. Osoba, która obsługiwała te urządzenia, też jest bardzo szczegółowy opis. Znaleziono, jak ona miała się ubierać, a przede wszystkim najważniejsze było to, że musiała mieć między innymi łańcuch do nogi przymocowany na wypadek, gdyby coś się stało, że można było ją wyciągnąć. I bawełniany czy świeży lniany podkoszulek, który nie przewodził prądu. Prawdopodobne jest też to, że ta maszyna do produkcji manny została złożona głęboko pod pierwszą świątynią i ją odnaleźli templariusze. Wywieźli ją albo na Wyspę Dębów, albo najpierw do Francji, a później, w momencie, kiedy musieli z tej Francji uciekać, gdzieś w stronę posiadłości Zakonu Krzyżackiego, czyli w tej chwili by znajdowała się gdzieś w Polsce. Jeżeli się przyjrzymy się średniowiecznym kościołom w Polsce, jeżeli się zachowały witraże, a w kilku miejscach się zachowały witraże, widać między nimi w tych witrażach tą kopułę na skale czy jak się nazywa, i tam można by było też poszukać. Także legend i możliwości tworzenia nowych legend jest ile tylko się chce. Wystarczy troszeczkę wyobraźni i można pisać bardzo ciekawe książki na ten temat.
[01:48:52] - Dobrze. Mogę coś dodać? Bo tutaj panowie zrzucili, że tak powiem, na karb takich, można powiedzieć, fałszerstw różne kamienne rzeczy, ale uważam, że nawet jeżeli tych fałszerstw było załóżmy 80%, to jakieś 20 mogłoby być prawdziwych. Więc zakładając, że chociaż kilkanaście takich dziwnych przypadków kamiennych rzeczy jest prawdziwych, to w pewien sposób mogłoby potwierdzać na przykład teorię chociażby tego samego doktora Houinda, o którym mówiłem, prawda?
[01:49:37] - W sumie tak.
[01:49:37] - To też nie jest tak, że mówimy, że te rzeczy są nieprawdziwe. One są prawdziwe, tylko że zostały poddane pewnemu procesowi wysycenia minerałami, który je przemienił w kamień. W sumie przecież istnieją różnego rodzaju artefakty zatopione w kamieniu. Ostatnio słyszałem, że znaleziono jakiśJakiś transformator w Kosowie chyba, który też wygląda, jakby tkwił w kamieniu. Ale musimy pamiętać o tym, że niektóre gliny twardnieją bardzo szybko i tak naprawdę po pewnym czasie przedmiot, który został nią oblepiony, w odpowiednich warunkach będzie przypominał kamień. Mamy przecież mnóstwo obiektów, artefaktów, które tkwią w kamieniu, na przykład młotków. Mamy słynny artefakt z Koso, który... Coś się tam dzieje chyba.
[01:50:36] - To chyba słuchaczowi ktoś zagłusza radio paranormalne.
[01:50:39] - Nie, ja po prostu jestem w pracy i tu maszyna obok mnie działa. A chciałem jeszcze się spytać, bo tu panowie podali przykład, że ta maszyna, nie wiem, na co się pan powołuje, gdzie to można ewentualnie sprawdzić, że produkowała algi. To jakby pan mógł podać jakieś źródło do sprawdzenia. Ale ja chciałbym pociągnąć ten wątek.
[01:51:04] - Wie pan, to była książka „Maszyna do produkcji manny”, która wyszła w Polsce. Nie wiem, czy jest osiągalna i w jakim stopniu. Natomiast pisał o tym też Arnold Mostowicz w swoich publikacjach. Ta „Maszyna do produkcji manny”, już panu mówię, została wydana nakładem wydawnictwa Amber w 1996 roku, także pewnie gdzieś będzie można ją kupić. Autorami są George Sassoon i Rodney Dale. Także jak sobie pan wpisze, to na pewno będzie coś.
[01:51:43] - Proszę zrozumieć, że ciekawi mnie, na jakiej podstawie oni z kolei to napisali, na co oni się powołują. Bo tak jak mówię, pan Adam Anczykowski też mówił o tym, że Izraelici mieli jakąś maszynę, natomiast on twierdził, że ta maszyna produkowała ormus, ponieważ zakładam, że panowie wiedzą, o czym mówię. Ja też z tego, co słyszałem o tym z różnych źródeł, jest to coś, co odżywia ciało, rozszerza świadomość, umysł człowieka, a też dodaje siły. Wiemy, że Izraelici musieli pokonać inne plemiona Amalekitów i jeszcze innych, które wcale takie słabe nie były, a mimo to ten lud na pustyni był w stanie sobie poradzić z takimi ludami. Więc ta teoria, teza pana Anczykowskiego o tym, że to mógł być ormus czy to był ormus, jest jak najbardziej prawdopodobna, chociaż uważam, że nie do sprawdzenia. Tak samo jak nie do sprawdzenia jest to, czy to był ten glon. Bo nazwa w Biblii jest to manna, ale co pod tą manną, to ciężko powiedzieć.
[01:52:52] - Oni się oparli o analizę księgi Zohar, czyli takiego komentarza chyba ezoterycznego, mistycznego do Pięcioksięgu, gdzie natknęli się na opis wiekowego starca, który był bardzo enigmatyczny. Nie wiadomo w zasadzie, o co chodziło. I oni doszli do wniosku, że może być to właśnie symboliczne odniesienie do maszyny, która produkowała pożywienie w bardzo prosty sposób dla Izraelitów. Opublikowali na ten temat artykuł w „New Scientist” w 1976 czy 1975 roku, po czym napisali wspomnianą książkę. Ta teoria opierała się w dużej mierze na realnych projektach kreowanych przez NASA do tworzenia podobnego pożywienia dla astronautów, prawda, Arku?
[01:53:56] - Tak, dokładnie. I tutaj w tej chwili mamy w aptekach-
[01:54:00] - Nawet chyba z tego, co pamiętam, to w Związku Radzieckim próbowano taką maszynę zbudować. Ona się nazywała chyba Bios czy coś w tym stylu. To też był taki kultywator alg do przeznaczenia astronautycznego.
[01:54:17] - W tej chwili spirulina dostępna w aptece to jest nic innego jak taki właśnie glon jednokomórkowy, który się tam rozmnaża w ten sposób. Potrzebuje dużo światła. Co prawda robi się to może nie w ten sposób, jak to jest opisane w tej maszynie, ale gdyby chcieć umieścić to wszystko w formie zamkniętej, to by wyszła tego typu maszyna, bo na tej samej zasadzie produkuje się właśnie te drobne ustroje.
[01:54:52] - To, co panowie mówią, jest dobrze zaargumentowane, że tak się wyrażę. Natomiast mam takie pytanie, czy kiedyś w debatach mieliście dyskusję na temat, czym mogą się kosmici żywić? Bo tutaj skoro kosmonauci mieliby się żywić ewentualnie jakimiś formami alg, wiemy, że teraz jedzą jakieś tam pasty i tego typu rzeczy, to ciekawe, czym mogliby się żywić na przykład sami kosmici. Nie wiem, czy kiedyś panowie o tym też dyskutowaliście.
[01:55:21] - Szczerze mówiąc, to chyba nie było takiej dyskusji. Ale pojawiły się takie wątki w dyskusji o robotycznych ufonautach, kiedy sugerowaliśmy, że jeżeli organizm podróżnika przez kosmos jest w dużej części syntetyczny, to znaczy, że jeżeli ktoś jest robotem, na przykład z przeniesioną świadomością na twardy dysk, to taka istota raczej nie potrzebuje pożywienia. Zresztą to jest trudna dyskusja, bo my musimy mieć na uwadze to, że oni się będą żywić w sposób podobny do tego, z czego zostali zbudowani. Jeżeli to jest życie nieoparte na
[01:56:03] - Na węglu, tylko na krzemie albo innych pierwiastkach, co jest zupełną abstrakcją dla niektórych. To pożywienie może wyglądać z naszej perspektywy jakoś absurdalnie. Jeżeli organizm krzemowy, który zdaniem niektórych istnieć nie może, będzie się pożywiał kamieniami, a organizm oparty na chorze będzie wypijał Domestos. Tak to można skrótowo powiedzieć. Przy okazji tematu dotyczącego okaleczeń bydła, mówiliśmy o tym między innymi, że z bydła bardzo często giną wątroby i podroby, więc być może nie tylko chodzi o wytwarzane przez nie enzymy, ale też i samo magazynowanie przez wątrobę składników odżywczych. Być może żywią się dokładnie tym samym, czym my. Natomiast jeżeli popatrzymy na to, w jaki sposób firmy farmaceutyczne zachwalają spirulinę jako dodatek, suplement diety, jawi się to raczej w tę stronę, że dla tych, którzy polecą na Marsa, najbardziej efektywnym będzie zainstalowanie im tego typu maszyny i jedzenie tej papki przez całą podróż. Smak można zmienić, ale ta papka by narastała sama, dodatkowo by oczyszczała powietrze, więc jest to swego rodzaju rozwiązanie zaopatrzenia w żywność ludzi, którzy polecą kiedyś w kosmos. O tym mówią też między innymi książki fantastyczne, że mniej więcej w ten sposób przewidują. Kiedyś przewidywano, że ludzie wyposażeni w takie urządzenia polecą na Księżyc. Księżyc jest troszeczkę za blisko i już zostały stworzone inne formy przechowywania żywności, ale w dalszym ciągu wydaje mi się, że hodowla tego typu alg i z tego korzystanie jest o wiele bardziej efektywne niż hodowla zbóż czy czegokolwiek innego na statkach kosmicznych.
[01:58:23] - Zgadzam się w 100%, że takie rozwiązanie mogłoby zapewnić jakieś żywienie astronautom, kosmonautom. Natomiast co do kosmitów, jeżeli chodzi o androidy, to zgodzę się, że jeśli były przykłady w waszych audycjach, że mówi się, że lądowało UFO i to wyglądało, jakby to był robot. Myślę, że to tylko mogły być takie pojazdy wysyłane przez istoty żywe, obojętnie jaką materię reprezentują. Android to byłoby coś sporadycznego. Natomiast zakładając, że kosmici jednak to są żywe istoty, a ja osobiście do tego się skłaniam, to musiałyby się czymś żywić. Więc glony jak najbardziej, ale pytanie, czy one na dłuższą metę będą tak pożywne, jak my tego oczekujemy. Wiemy na przykład, że jesteśmy w stanie nie jeść awokado przez rok czasu i nasz organizm będzie normalnie funkcjonował. Słyszałem też o tym, że na przykład żółtka w jajach mają podobną właściwość. Bodajże banany. Natomiast czy akurat glony mają coś podobnego, bo takich informacji nie podaje.
[01:59:33] - Przepraszam bardzo, ma pan może jeszcze jakieś pytanie? Ponieważ chcielibyśmy już wrócić do tematu artefaktów.
[01:59:41] - Ja już się rozłączam, ale o kulach panowie mogliby coś dopowiedzieć. Tych, które rośniemy na całym świecie.
[01:59:49] - Dobrze. Dziękujemy bardzo za telefon. Panowie.
[01:59:56] - Dziękujemy. Nim przejdziemy do tych dużych kul, Arku, zatrzymajmy się na chwilę przy tym, co znaleziono pod ziemią. Otóż w RPA, w kopalni Klerksdorp, jeżeli dobrze pamiętam, wydobywa się spod ziemi metalowe, dziwaczne kule, które wyglądają jak żelazne ping pongi otoczone rowkami. I wszyscy się zastanawiają, skąd one się wzięły pod ziemią. Ci, którzy czytali „Zakazaną archeologię” powiedzą zapewne, że to nie są jedyne takie przypadki, bo przecież głęboko pod ziemią znajdowano nie takie cuda. I na pewno nie były to osady, które powstały w czasach historycznych, ale przed tysiącami, nawet milionami lat. Skąd w takich miejscach biorą się ślady działania człowieka albo jakiejś technologii? Kule z Klerksdorp przez długi czas pozostawały w zasadzie jednym z koronnych dowodów na istnienie starożytnych astronautów. Bo przecież pamiętamy hipotezy Sitchina, który sugerował, że właśnie z tamtego rejonu świata, z dzisiejszej Republiki Południowej Afryki pochodziło złoto, które Annunaki wydobywali. Niestety geolodzy znowu zadali cios tej teorii, twierdząc, że kule z Klerksdorp to po prostu zwyczajne kamienne konkrecje, czyli coś, co znowu powstało w sposób absolutnie naturalny i nie jest też unikatem na skalę światową. Możemy znaleźć inne konkrecje, nie tylko metalowe, ale też na przykład jeżeli ktoś dobrze obserwuje geologię rodzimą, to zobaczy, że podobne kulki można wydłubać czasami z wapienia oraz innych kamieni. Jak to było z tymi kulami, Arku? I tutaj odniesiemy się jeszcze do tego, o co zapytał nasz słuchacz. Czy te wielkie kule znajdowane w Bośni i Kostaryce, bo tam jest ich najwięcej
[02:02:07] - Świadczą o tym, że naszym przodkom znana była technologia obróbki kamienia, o której my nie mamy pojęcia. Tutaj chyba wchodzimy już na zupełnie inny teren, bo gdybyśmy chcieli mówić o obróbce kamienia i przykładach z Ameryki Południowej i z Egiptu, zajęłoby nam to inną debatę. Może pokrótce parę słów na ten temat powiesz.
[02:02:35] - Skupiając się może na samych kulach skalistych, to te, które są w Kostaryce, znaleziono ich wytłumaczenie i były stosunkowo proste. Z tego, co pamiętam, był odpowiedzialny za to jakiś wulkan i tego typu sprawy. Natomiast odnajdywane są co jakiś czas kule, które są metalowe i one też mają średnicę w granicach dwóch metrów albo nawet jeszcze więcej. I to jest, wydaje mi się, większą zagadką. Być może naukowcy znajdą za jakiś czas równie proste wyjaśnienie co do ich powstania. Są przedstawiane nie do końca odkopane i są pokazywane. One faktycznie istnieją. Nie da się tego ominąć w żaden sposób. Po prostu są. Należałoby wrócić jeszcze do Ameryki Południowej. Przepraszam, że tak skaczę, ale tak mi akurat przyszło na myśl, że te wszystkie rzeźby dużych głów, które odnaleziono w Ameryce Południowej, gdzieś w dżungli, które miały na sobie rysy afrykańskie, z kolei też mogły być wcześniej kulami skalnymi, które uformowały się w różnych procesach geologicznych, ale które zostały obrobione ręką ludzką. To jest ciekawe, że zostały obrobione w ten, a nie w inny sposób. To znaczy naniesiono na nie rysy ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z tamtym kontynentem. Więc wyjaśnienie jednej zagadki nie przeszkadza w tym, żeby zagadka druga w jakiś sposób była rozwiązana, czy to powoduje następną zagadkę. Próba wyjaśnienia jednej. Jeżeli chodzi o Bośnię, to jest bardzo blisko i każdy może podjechać i samemu spróbować, ale odkrycie tych piramid bośniackich i tego, co się znajduje pod tymi piramidami czy z boku tych piramid, jest co najmniej zastanawiające i wydaje mi się, że należałoby do tego podejść w bardzo otwarty sposób. Nie ma śladów kultur, które mogłyby to stworzyć, więc ciężko cokolwiek na ten temat dokładnego powiedzieć, żeby można było na tej podstawie budować jednoznaczne wyjaśnienie tego, jeżeli chodzi o możliwość formowania tego przez ludzi. Podobnie jak w Ameryce Południowej, gdzie Nergal miał mieć swoje kopalnie i na potrzeby tego zostali stworzeni ludzie. Okazało się, że niekoniecznie. Nie ma tam artefaktów konkretnych, które mogłyby jednoznacznie wskazać na tą drogę. Tak i w przypadku dużych kół. Znajdowane są co jakiś czas, ale nie wiem, czy w tym przypadku jest jednoznaczne wyjaśnienie ich.
[02:06:42] - Dzięki. Przejdźmy może do kolejnego artefaktu tajemniczego. Chociaż nie wiem, czy to jest dobre słowo, bo mówiliśmy, już tutaj wspominałem o tym obiekcie M tak zwanym ze stolicy Estonii, ale przecież względnie niedaleko, w Zatoczce Botnickiej odnaleziono kilka lat temu przedmiot, który wzbudził ogromne kontrowersje. Za jego odkryciem stoi firma szwedzkiego nurka Petera Lindbergha, znanego z wydobywania na powierzchnię zatopionych skarbów. Chodzi o słynną anomalię bałtycką, która do dzisiaj funkcjonuje jako swego rodzaju internetowy mit. O co chodzi? Okazało się, że znaleziono na dnie wspomnianego regionu bardzo dziwne coś. Niektórzy wierzą, że nie jest to wcale skała, ale jest to formacja denna, tak to nazwijmy, która wygląda jak wyniesiony nad powierzchnię dysk, od którego rozciąga się coś w rodzaju pasa. Od razu się pojawiły koncepcje, że to, co tam się znajduje, nie jest wcale ani formacją naturalną, ani zatopionym dziadostwem przez Hitlera, tylko czymś, co spadło tutaj z kosmosu, co prawdopodobnie wyryłoJakiś otwór w dnie. Sugerowano nawet pewne podobieństwo tego obiektu do Sokoła Millenium i przez długi czas, bo to było chyba w 2015 roku, kiedy jeszcze dość mocno o tym mówiono, żyliśmy w przekonaniu, że w Bałtyku rzeczywiście czai się jakaś anomalia, która nie dawała niektórym spać po nocach. Sugerowano, że jest to albo jakiś tajemniczy artefakt, albo po prostu latający spodek, który spadł do naszego morza. Ale po tylu latach nadal nie mamy w zasadzie odpowiedzi. A właściwie to odpowiedzi są, tylko nie wszyscy są w stanie je zaakceptować. Ja się kontaktowałem z-
[02:09:03] - Przepraszam Piotrze, tutaj kolejny słuchacz dzwoni. Jesteśmy na antenie Radio Paranormalium.
[02:09:10] - Dzień dobry, Marek z Tarnowa. Witam.
[02:09:12] - Dobry wieczór.
[02:09:14] - Ja przepraszam, bo dzisiejszej audycji niestety nie słuchałem. Nie miałem okazji, ale chciałbym zapytać, jeżeli mogę o audycji z tamtego tygodnia. Jeżeli chodzi o ujawnienie, bo próbowałem napisać pytanie, ale to nie poszło, bo musiałem się logować przez Caput Gadu i coś trwały.
[02:09:33] - To raczej jakby mógł pan zostawić komentarz w archiwum Radia Paranormalium.
[02:09:38] - Nie. Ja myślę, że proszę teraz. My słuchamy, jeżeli to jest krótkie pytanie.
[02:09:44] - Bo ja ogólnie dzwonię do was pierwszy raz. Słucham was chyba od półtora roku i w końcu się zdecydowałem, żeby zadzwonić. Niestety w tamtym tygodniu nie mogłem. To będę mógł zadać pytanie czy nie?
[02:09:58] - Tak, proszę bardzo.
[02:10:00] - Panowie, w ogóle fajnie, dzięki, że mogę być na antenie. Super i dziękuję za to, co robicie. To dla mnie bardzo ważne, ale jeżeli chodzi o projekt Disclosure czy jak się tam mówi fachowo o tym Projekt Ujawnienie. Czy nie uważacie, że to jest zwykły skok na kasę? Dawniej, bodajże 2011 czy 2012 rok, ktoś taki jak doktor Greer, to był dentysta. On też zrobił coś jak Projekt Ujawnienie. Zrobił dwie serie, dwa dokumenty na ten temat. Pierwszy dokument, zaprosił do siebie wielu takich, jak to się mówi, z amerykańskiego wojska, takich ludzi. Oni mówili o ujawnieniu i tak dalej. Później była chwila przerwy. On sprzedał swoje książki i inne dziwne rzeczy. W sumie nic konkretnego nie powiedział i nagle na YouTubie zrobił wielki hype na trailery, które robił, że druga część będzie mega wielkim ujawnieniem. A z drugą częścią okazało się, że po dwóch godzinach tego dokumentu, który tak naprawdę nic nie wniósł, oni wylądowali gdzieś na pustyni w Stanach. Nie wiem, czy to była Nevada, czy to był Teksas, gdzieś na pustyni i łączyli się duszą z gwiazdami, nie wnosząc nic, ale sprzedali swoje książki. Czy nie uważacie, że ten projekt, który był właśnie Disclosure, ujawnienie, które teraz jest uważane za to, w ogóle ten gościu, który wziął 20 milionów, dostał. On był też tego projektu. Czy nie uważacie, że to jest po prostu takie napędzanie tego hype'u na to, że ludzie tego potrzebują i chcą, żeby to wyszło? A oni z tego robią kasę. Nie oszukujmy się, bo jak dla mnie coś takiego jest bardzo delikatną sprawą i nie oszukujmy się, nikt tego nie powie głośno. Dziękuję. Pozdrawiam wszystkich.
[02:12:07] - Dziękujemy. Ma pan rację, że-
[02:12:09] - Jakbyście mogli poczekać 20 sekund. Ja już włączam radio.
[02:12:15] - Dobra.
[02:12:15] - 20 sekund z odpowiedzią. Naprawdę.
[02:12:18] - Najpierw o anomalii bałtyckiej powiemy, a potem odpowiemy na to pytanie.
[02:12:22] - Dobra, dzięki wielkie chłopaki. Robicie super robotę i naprawdę dzięki wam zaczynam mieć otwarty świat na wszystko. Dzięki. Do widzenia.
[02:12:30] - Pozdrawiamy. Arku, ja już nie pamiętam gdzie skończyłem, ale mówiłem o tej anomalii bałtyckiej, czyli coś co w tym Bałtyku miało być. Ja się kontaktowałem z Klasem Swanem ze szwedzkiej grupy ufologicznej z bardzo długimi tradycjami, chyba jednej z niewielu, która nadal wydaje swoje pismo. On mi tak szczerze mówiąc rozwiał tą całą legendę, ale do nas te informacje, czym naprawdę ta, może nawet nie anomalia, ale ten bałtycki grzybek jest. Co o tej sprawie sądzisz? Czy to czasami nie jest kolejna historia właśnie z tego samego pokroju co kotły z Syberii? I oczywiście kieruję do ciebie też pytanie od naszego słuchacza czy ten projekt Disclosure w wykonaniu Toma DeLonge'a nie jest sposobem na zarabianie kasy? Bo przecież nie poruszyliśmy tego tematu w tamtym tygodniu, chociaż ktoś wspominał, że oni tam właśnie zbierają kasę. Nawet chyba na ich stronie jest widoczny licznik wpłat. To może najpierw tego Sokoła Millenium spod Bałtyku. Jest to kawałek z tego, co na zdjęciach prezentowali ci szwedzcy badacze, którzy tam zeszli z aparatami, które kręcą filmy. Jest to bezsprzecznie kawał skały. Zaraz pojawiły się różne teorie. Między innymi jedną z nich jest to, że jest to faktycznie dzieło człowieka, ale jest to wyrzeźbione przez człowieka w skale coś tam. Co przez przypadek akurat przypomina Sokoła Millenium znanego z „Gwiezdnych wojen”, statku kosmicznego Hana Solo
[02:14:25] - I akurat się zdarzyła taka zbitka. I w zasadzie ten temat w tym momencie się rozpoczął i w tym momencie się zakończył. Nie sądzę, żeby-
[02:14:40] - Ale sam powiedz, że nie wszyscy się z tym pogodzili, bo do tej pory na różnego rodzaju serwisach, których się w naszym kraju narobiło mnóstwo i które cały czas napędzają z jednej strony zainteresowanie zjawiskami anomalnymi, a z drugiej strony mnożą te mity, to ten temat jest ciągle żywy. Tam pojawiają się rysunki, jak ta anomalia wygląda i tak dalej. I tak chyba do końca wiele osób chce wierzyć w to, że ten skalny grzybek gdzieś tam z dna Zatoki Botnickiej jest czymś więcej. Bo ten nasz rejon w ogóle, tak szczerze mówiąc, jest dość ubogi we wszelkie parastronautyczne tajemnice. Jakkolwiek było w innych rejonach świata, tak u nas ci starożytni astronauci jakoś tak nie chcieli nic zgubić.
[02:15:28] - Bo tu w sumie było za dupie, że tak powiem. Ciężko tutaj żyć w wiekach, które przypisywane są dla pojawienia się Anunnaków. Tutaj były jakieś okresy zlodowacenia albo lód, albo bagna i nie do życia. O wiele łatwiej i lepiej było żyć gdzieś tam bliżej, na kontynencie między morzami, gdzie było ciepło, fajnie i przyjemnie i można było jak Inanna paradować na golasa między wiernymi i wszyscy byliby zadowoleni. A Inanna to taka jedna z tych Anunnaków. I tyle. Owszem, fajna by była legenda. Zdarzyło się akurat tak, że kamień jest podobny do czegoś, co stworzyli ludzie na potrzeby filmu. I owszem, można to przez cały czas wałkować ten temat i mnożyć teorie spiskowe, że próbuje się coś ukryć i jest to anomalia. Jest to ten sam statek kosmiczny, na którego Szwedzi polowali, zamykając fiordy, który przez cały czas wymykał się spod jakiejś tam kontroli i spod tych wszystkich możliwych obostrzeń, stref granicznych i tak dalej. I że w końcu spoczął na spokoju trafiony być może jakąś torpedą czy jakimś ultradźwiękiem. Spoczął na dnie Bałtyku i czeka na lepsze chwile, kiedy przylecą po niego, naprawią i uciekną. A w jego wnętrzu zapewne jest Han Solo już nie, bo zginął, ale może któryś z rycerzy Jedi. Także to jest jakiś fajny temat do napisania następnej części łączącej „Gwiezdne wojny” z Ziemią, konkretnie tutaj, że gdzieś tutaj ktoś przybył i tak dalej i oni tam zaczęli. Ale jest to fajny temat science fiction, a nie coś konkretnego. Nie coś, o co chodzi tak naprawdę w badaniu i uganianiu się za takim zajączkiem, który jest nazywany UFO.
[02:18:11] - Ja dodam jeszcze może to, co potwierdził Klas Svahn wtedy w tej rozmowie. On powiedział, że to jest po prostu skała i że nurkowie to ustalili, tylko że jakoś tak nie do końca to trafia do publicznej świadomości. Wiele osób nie chce w to uwierzyć i dowód sobie znajdziecie w internecie, że nadal ta historia żyje. Co do tego, czy ta Akademia To The Stars jest stworzona po to, żeby zarabiać pieniądze. Szczerze mówiąc, to nie wiem. Na pewno jest stworzona po to, żeby to się kręciło tak, żeby nie trzeba było do tego dokładać. To chyba jest najbardziej dyplomatyczna odpowiedź. DeLong nie wiem, czy by zarobił na tym pieniądze równe tym, które zarabiał sobie w muzyce. Po drugie wydaje mi się, że to są Stany Zjednoczone i jak mówiłem nieraz, oni tam inaczej pojmują w ogóle fakt. Dla nich fakt to jest coś, co można nagiąć i można na tym zarobić. Niejednokrotnie to miało miejsce w przeszłości. Dzisiaj to widzimy szczególnie jaskrawo na przykładzie tych wszystkich dokumentów, które były produkowane przez Discovery czy przez History we współpracy z MUFON-em. Tam nawet takie przypadki, które są, powiedzmy, sztandarowe, troszeczkę ubarwiano tylko po to, żeby lepiej się prezentowały w telewizji. Zobaczcie sobie jeden z odcinków któregoś z tych seriali poświęcony przypadkowi z Delfos, który tak go zakłamał, że w ogóle ten przypadek nie był podobny. To jest ten przypadek, gdzie UFO wylądowało przy stodole w Stanach Zjednoczonych i pozostawiło po sobie ślady. Natomiast tak go zniekształcono, że nie przypominała ta historia w ogóle siebie. Także wydaje mi się, że Stany Zjednoczone są mimo wszystko złym miejscem do czerpania wzorców i informacji. Czy DeLong chce zarobić tak, żeby na tym żyć? Chyba mu się to nie uda. Mimo wszystko musiałby pokazywać co pół roku jakieś rzeczy, które robiłyby wokół tego niebywały szum. Ale on nie jest jedyną osobą, która jak pan tutaj zauważył, próbowała spieniężyć projekt Disclosure. Steven Greer robi to bardzo nieudolnie i chyba kolejna akcja mu nie wyjdzie po tym, jak zaprezentował film „Sirius”.Na którym była ta słynna mumia płodu z pustyni. O tym już chyba mówiliśmy, także nie będę tego rozwijał. Ale było bardzo wiele innych podobnych osób. Michael Salla chociażby. Był też taki facet z Denver, nie pamiętam teraz jego nazwiska, który też cały czas mąci w tym disclosure. To jest na pewno jakiś sposób na życie. Stany Zjednoczone są krajem bogatym, społeczeństwo chętniej wydaje pieniądze. U nas byłoby to zrobić na pewno trudniej. Na pewno by to nie przeszło, ale skoro tam się da na tym zarobić, to są osoby, które tego próbują. Robią to krzykliwie, media to kupują i tak się kręci. Myślę, że czas pokaże, co wyjdzie z tego DeLonge'owi i ja się spodziewam, że za około dwa, trzy miesiące znowu pojawi się jakaś informacja przełomowa związana z jego projektem, tak jak to miało miejsce w grudniu.
[02:21:28] - A tymczasem mamy na antenie kolejnego słuchacza telefonicznego. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:21:36] - Dobry wieczór.
[02:21:36] - Dobry wieczór.
[02:21:40] - Jeszcze nie jestem na antenie.
[02:21:42] - Jesteśmy już na antenie.
[02:21:44] - Aha. Więc nawiążę chociaż plus minus do tematyki dzisiejszej debaty. Rzeczywiście pan Piotr ma chyba rację, jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone i ubarwianie, dodawanie różnych faktów w cudzysłowie tylko po to, żeby historię ubarwić i uczynić bardziej interesującą. Powiem tak: generalnie jestem przekonany, że historia świata wygląda zupełnie inaczej niż to oficjalnie się głosi. I rzeczywiście jest masę dziwnych dziwów na świecie niewytłumaczalnych. Jednak nawiązałbym trochę do Chin i Chińczyków. Rzeczywiście stara kultura, bogata wiedza, też medyczna, niesamowita. Przytoczę takich, nie wiem, czy to będzie na temat, ale jeszcze nawiążę. Nie wiem, to też nie jest na temat, ale pamiętacie panowie o tym zegarku znalezionym w grobowcu jakiegoś cesarza? Zegarku szwajcarskim z 1920 roku chyba, czy tam 1923, który rzekomo w zapieczętowanym grobowcu zaśniedział. Tam w grobowcu przed 500 lat chyba został ten zegarek znaleziony, przeniesiony. Bardzo dziwne rzeczy, chociaż wydaje mi się, że prawdopodobieństwo dowcipów, jeżeli chodzi o te przedmioty znalezione o kosmitach jest olbrzymie. Ludzie po prostu bezinteresownie czerpią radość z robienia takich fałszerstw i dowcipów. To tak chciałem powiedzieć krótko o medycynie chińskiej. Kiedyś oglądałem dokumentalny film, który nakręcił włoski reżyser o sobie samym. Ja spróbuję syntetycznie opowiedzieć ten film. On nakręcił dokument o samym sobie. Zaczął cierpieć na świąd skóry. Swędziała go skóra, drapał się całymi nocami. Ponieważ miał forsę, chodził po najlepszych rzymskich profesorach, klinicystach. Od jednego brodatego naukowca medycyny naszej konwencjonalnej, zachodniej dostał górę leków. Jedne podnosiły ciśnienie, drugie obniżały. Chodził jak zombie. Świąd skóry nie ustawał, a nawet się wzmagał. Po kilku tygodniach do następnego profesora. Znowu góra leków. W końcu poszedł do Chińczyków. Naturalna medycyna chińska. Zaczęło go tam koncylium trzech Chińczyków. Stukało młoteczkiem w plecy. On zakasłał. Oni między sobą zaczęli po chińsku wyrażać niezapokojenie. Skierowali go na prześwietlenie płuc. Okazuje się, że każdy XIX-wieczny lekarz, kiedy to gruźlica panowała na całym świecie, była chorobą ciężką, nieuleczalną, każdy lekarz sprzed 100 lat wiedział, że zaawansowana gruźlica wiąże się ze świądem skóry. Okazało się, już medycyna konwencjonalna, że rak płuc. Zaproponowali mu wyciąć jedno płuco, zostawić połowę drugiego. On przestraszony z powrotem wrócił do Chińczyków. Wyleczyli go całkowicie ziołami. Ma oba płuca i nakręcił o tym film. Więc generalnie ta wiedza i medyczna i inna u tych ludów Wschodu jest bardzo dziwna też faktycznie. Ciekawe dlaczego jest tak zaawansowana. Także generalnie nie mam nic więcej do powiedzenia. Gratuluję audycji nadal i cieszę się, że jesteście dociekliwi. Natomiast ja jako osoba wierząca trochę jestem może rozśmieszony nawet tymi próbami wyjaśniania Biblii w jakiś taki techniczny sposób, bo ja wierzę po prostu w dosłowność Biblii. Także tam nie przyjmuję żadnych tego typu wyjaśnień, że Arka Przymierza i tak dalej, i manna, automaty do produkcji manny. Dla mnie są to może nie obrazoburcze jakieś poglądy, jednak bym się powstrzymywał, bo nawet Pismo Święte mówi o tym, że ktokolwiek doda coś, co tam wiadomo do Pisma, to nie jest to wskazane. W każdym bądź razie Pismo Święte też mówi o tym, że to, co było, już jest i to, co jest, będzie. To są takie dla mnie zagadkowe słowa. To jest chyba w Mądrościach Syracha czy
[02:26:42] - Czy przysłowiach Salomona. Wskazuje to na to, że być może wszystko się obraca w dziwny sposób. Dla mnie są interesujące te fakty, chociaż prawdopodobieństwo dowcipu jest olbrzymie. Na przykład ten żelazny młotek z drewnianym trzonkiem spracowanej bryle węgla w kopalni i takie różne rzeczy znajdowane w dziwnych miejscach są zagadkowe. Dziękuję, nie przeszkadzam. Dziękuję. Jeżeli mnie było słychać, to się cieszę i dalej będę słuchał audycji. Dziękuję, do usłyszenia.
[02:27:27] - Pozdrawiamy. Ja nie przeczę temu, że spośród tych wszystkich znalezisk opisanych w „Zakazanej archeologii”, bo ona jest doskonałym źródłem do tego typu poszukiwań, że to wszystko są jakieś wymysły. Na pewno część z tych rzeczy da się wyjaśnić, o czym zresztą Cremo też pisał. Część z tych rzeczy są to naturalne zjawiska wywołane prostymi procesami geologicznymi. Ale rzeczywiście zdarzały się bardzo ciekawe znaleziska, które były absolutnie anomalne. Nie dało się na ten temat nic powiedzieć. Tu jakiś był chyba mały problem. Zdarzyło się rzeczywiście bardzo wiele ciekawych znalezisk, szczególnie dokonanych głęboko pod ziemią, w skałach osadowych, ale o tym mówiliśmy w naszej audycji o Opart. Każdy sobie może tego posłuchać, jeżeli to odnajdzie na YouTubie czy w naszym archiwum. Arku, my dzisiaj żeśmy zadali cios wielu historiom, wielu opowieściom o artefaktach, tak że poszukajmy historii, która ma coś w sobie. I chyba jest taka jedna. Chodzi o te słynne sprężynki z Rosji. Minus tej historii jest taki, że tu jest pełno niedopowiedzeń. Plus jest taki, że to rzeczywiście ktoś znalazł, ktoś to wydobył co najmniej w kilku miejscach i tak do końca nie powiedziano, o co w tym chodzi. Historia idzie mniej więcej tak: w latach 90. na początku, kiedy upadał Związek Radziecki albo kiedy już upadł, z Uralu zaczęły napływać doniesienia o tym, że na głębokości kilku metrów w zupełnie odludnych rejonach znaleziono dziwne sprężynki. Te sprężynki się składały z wolframu, także z innych metali i miały bardzo zróżnicowany wymiar. Niektóre były wręcz mikroskopijne, były niewidoczne gołym okiem, inne miały kilka milimetrów. Chyba zdarzały się takie, które miały kilka centymetrów. Były to po prostu spiralki. Sprężynki to może złe określenie. Były to spiralki, nie wiadomo jakiego do końca przeznaczenia. Nie wiadomo, czy wykopano dół i zakopano je na głębokości kilku metrów. Dlatego że w ich okolicach nie znaleziono śladów żadnych innych substancji, ani też pozostałości budynków. Bo musimy mieć świadomość tego, że w czasie II wojny światowej, po ataku Hitlera na Związek Radziecki doszło do takiej sytuacji, że rzeczywiście przenoszono takie newralgiczne zakłady przemysłowe w głąb Rosji, gdzie Niemcy nie mogli się dostać. Jedna z sugestii mówiła, że te sprężynki mogą być pozostałością właśnie po tym tajnym przemyśle, ale też nie do końca wiedziano, skąd te sprężynki, spiralki się w ogóle wzięły i czemu one mogły służyć, bo one na pewno nie pochodziły z przemysłu związanego z elektryką, z elektroniką. W sumie był to bardzo ciekawy element. W 2008 roku pojawiły się doniesienia, że coś podobnego wykopano daleko na Kamczatce. Do tej pory nie wyjaśniono tej sprawy. Funkcjonuje ona gdzieś pośród tych innych historii o tajemniczych artefaktach i choć ma potencjalne jakieś wyjaśnienia, okazuje się, że trudno wskazać jednoznacznie, czym te spiralki mogą być i skąd się tam wzięły. Wynika z tego, że ktoś je tam ukrył i nie chciał ich pokazać, chociaż to przecież tylko kawałki metalu niezwracające uwagi niczym szczególnym. Arku, jak podchodzisz do tego tematu, który jest niewątpliwie ciekawy, ale został zapomniany?
[02:31:35] - To jest dosyć ciekawy przypadek i dosyć jednoznaczny, dlatego że te sprężynki odkryto przy okazji, tak jak mówiłeś, wykopków geologicznych. Wykopano ich z pokładów skał osadowych, które powstały około 20 milionów lat temu, z tego, co pamiętam. Więc to wszystko by przesuwało jakieś granice. Nie wiadomo, w jaki sposób one się tam znalazły. Być może, że znalazły się w sposób bardzo prozaiczny, to znaczy poprzez jakieś wypłukiwanie czy tworzenie lejów krasowych i one w jakiejś formie weszły tak głęboko. Niemniej jednak z takich głębokości je tam wykopywano. Mówiono między innymi o tym, że mogła być to jakaś zapomniana fabryka z lat wielkiej wojny, którą po prostu zlikwidowano i to wszystko zakopano. Ale dalej pozostaje jednym faktem to, do czego one mogły służyć.I tutaj nie ma żadnego wyjaśnienia, bo nie ma żadnego takiego urządzenia, które by było w tego typu obiekty wyposażone. I to jest dosyć ciekawe. Bezspornie te sprężynki są. Można próbować ich pochodzenie wyjaśnić na przeróżne sposoby, łącznie z tym, że była to jakaś technologia rakietowa. Ale w rakietach się takich sprężynek o tak różnej gamie wielkości i średnicy zwojów nie stosuje praktycznie. A poza tym, jeżeli wiele z tych zakładów zapewne zostało opustoszałych, po prostu zostały pozostawione. Nie było potrzeby czy nie ma takiej potrzeby, żeby je równać z ziemią. Jeżeli nie zrównano z ziemią gułagów, tych budynków małych, które wystarczyło w sumie przejechać czołgiem, żeby nie pozostał ślad po bestialstwie tamtych czasów, tak i nie było potrzeby likwidowania takich zakładów, które byłyby w stanie produkować rzeczy tak wysokiej technologii. Więc jest to bardzo zagadkowa sprawa. Natomiast chciałbym tu jeszcze wrócić do tego, co mówił pierwszy w kolejności radiosłuchacz tego programu Disclosure. Oni w sumie nie zrobili interesu i to zarówno Gear, jak i DeLonge, ale chyba nie to było motto, które miało zrobić, dlatego że dentyści w Stanach Zjednoczonych dosyć dobrze zarabiają i tu raczej nie o to chodziło, ale być może, że jest to taka zbitka na zainteresowanie się tematem i chęć uzyskania sławy. I w jednym, i w drugim przypadku chęć zrobienia czegoś takiego, co by pozostawało, o czym by ludzie mówili i z czego by był ktoś słynny. U nas DeLonge nie jest w ogóle znany jako muzyk praktycznie, a jeżeli wejdziemy na stronę tego jego przedsięwzięcia, tam jest możliwość wspomożenia finansowego. Także nikt nie chce działać pro publico bono w takim zagadnieniu, gdzie mu przychodzą rachunki za prąd i gaz. Także tutaj nie ma co się dziwić, ale z drugiej strony to jest w dalszym ciągu takie pokłosie tych XIX-wiecznych objazdowych teatrzyków, gdzie pokazywano Babę z Brodą i wszyscy się nad tym radowali. To w sumie na ten moment nie odrosło od takiego sposobu funkcjonowania, nic się nie zmieniło. Natomiast jeżeli chodzi o drugiego słuchacza, być może, że moje poglądy są kontrowersyjne i są inne od tych, którzy wierzą w wiarę. Ale każdy ma prawo do swoich przekonań. Także fajnie, że słuchacz to rozumie i w dalszym ciągu nas słucha. Dziękuję.
[02:36:39] - Dzięki. Drodzy państwo, dziś przyglądaliśmy się przedmiotom, które mieli zgubić na Ziemi starożytni astronauci. Okazało się, że te artefakty, które są prezentowane często jako dowód wizytacji obcych inteligencji, nie do końca spełniają kryteria tak jakby wszyscy chcieli. Chcielibyśmy znaleźć wreszcie przedmiot, który będzie jednoznacznym dowodem na to, że oni tu byli. Z drugiej strony cały czas mamy otwarty rozdział pod tytułem „Obecność obcych, tak zwanych bogów z kosmosu w mitologiach, w mitach, w legendach, w przekazach religijnych”. Może to jest nawet twardszy ślad niż wszelkiego rodzaju metale, kawałki żelaza czy różnego rodzaju artefakty, które budziły i budzą kontrowersje. Może ta cywilizacja, inteligencja, która nas odwiedziła, nie była taka jak my. Nie gubiła drobnych, zegarków ani innych rzeczy, które dzisiaj moglibyśmy zidentyfikować. Może ten plan, który wykonywali, był tak dobrze rozplanowany, że nie pozostawili po sobie wiele, a jedynym, co zostało, to pamięć o tym, że tutaj kiedyś byli. Dziękuję ci, Arku, za uczestnictwo w dzisiejszej debacie. Bardzo ciekawe dzisiaj rzeczy się pojawiły, bardzo ciekawe koncepcje się tu posypały. Mam jeszcze nadzieję powrócić w tym wydaniu debat w tym roku do drugiego bliźniaczego tematu, a mianowicie fragmentów UFO, bo takie też są. Albo rzeczy, które obcy przekazali ludziom. Tutaj niezbędny nam będzie Marek Żelkowski do tego tematu w pewnym sensie. A dlaczego, to się przekonacie. Także artefakty pochodzące od ufonautów pewnie już niedługo na antenie Radia Paranormalium. Dziękuję ci jeszcze raz, Arku, i zapraszam oczywiście na kolejne debaty.
[02:38:46] - Dziękuję również. Dobranoc wszystkim słuchającym, miłych snów i niech nam się wszystkim przyśni UFO tym razem.
[02:38:56] - ... odległych czasów. Dziękuję jeszcze raz.
[02:38:59] - Dziękujemy. Ja jeszcze powiem, że za tydzień nie ma „Debaty Ufologicznej” i robimy mały przerywnik. Będzie „Debata Niekontrolowana”. Naszym gościem będzie Krzysztof Janoszka, policjant, który jest autorem książki „Jasnowidz na policyjnym etacie” dotyczącej spraw rozwiązanych przez Krzysztofa Jackowskiego. Także będzie ciekawie. Czekamy też na państwa telefony. Marku, co jeszcze można powiedzieć odnośnie naszych planów? Za jakieś dwa tygodnie postaramy się poruszyć kolejny ufologiczny temat, o którym wam powiemy. Czekamy też na wasze propozycje. I to chyba tyle na dzisiaj. Także ja może tutaj, ponieważ nękają nas dzisiaj znowu problemy techniczne i nie tylko techniczne, chciałbym podziękować Veliosowi, który tutaj dzielnie walczy z tym sprzętem i mam nadzieję, że już na debatę za tydzień będzie miał swojego ukochanego laptopa, który mu pozwoli to wszystko realizować po bożemu. A tymczasem żegnam was wszystkich. Pozdrowienia i w ogóle dołączam się do życzeń Arka, który mówił, żeby się wszystkim przyśniło UFO. Pozdrawiam.
[02:40:17] - Mówił te słowa do państwa właśnie tutaj, właśnie teraz Piotr Cielebiaś, współprowadzący nasze debaty w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[02:40:32] - Dzięki, dzięki. I przypominam, że w kioskach czeka na was lutowy „Nieznany Świat”. Jak zwykle z dużą dawką ciekawych rzeczy. Pozdrowienia i dobranoc.
[02:40:42] - Był z nami również badacz, ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Dzięki jeszcze raz, Arku.
[02:40:50] - Arek się chyba rozłączył, ale to pozdrawiamy go i do usłyszenia w kolejnych debatach.
[02:40:56] - A audycję, mimo różnych trudności technicznych, obsługiwał od strony technicznej Marek Synk Velios. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.
[02:41:11] - Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:41:58] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:42:10] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[02:42:36] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:42:47] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[02:43:49] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:44:01] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl