[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance, w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Hari om. Witam i pozdrawiam wszystkich gości „Chaty mistyka”. Ja mam na imię Bart.
Mam nadzieję, że zdrowymi jesteście i wszystko się układa w tym szalonym, jakże dynamicznym okresie świąteczno-noworocznym. Kiedy nagrywam tą audycję, jest już po Wigilii, aczkolwiek jest przed Sylwestrem i dźwięk, oto wibracja tych moich słów dociera do was właśnie tuż przed obchodami tak zwanego Nowego Roku. Moi drodzy, uświadomiłem sobie niedawno, że już właściwie rok mija. Dokładnie teraz mija rok, odkąd zainicjowałem program „Chata mistyka”, odkąd otworzyły się drzwi do chaty. Audycja pierwotnie pojawiła się w Radiu Na Fali. Zagościła na łamach owego pirackiego, jakże dziarskiego radia. Obecnie pod flotą Radia Paranormalium, dlatego, że Radio Na Fali doświadcza problemów technicznych. Tutaj z tego miejsca pozdrawiam serdecznie kapitana. Pozdrawiam całą resztę zespołu Go to the Forest. Oby udało się wam zwalczyć problemy techniczne i oby łajba kapitańska wkrótce wyruszyła znowu na ocean pirackiej żeglugi.
Pozdrawiam również oczywiście Ivelliosa z Radia Paranormalium, dzięki któremu słuchacie właśnie oto mojego dziarskiego głosu. Pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchaczy, wszystkich wiernych i niewiernych też. Czemu nie? Dzisiaj urodziny chaty. Mija rok, odkąd rozpocząłem nagrywanie programów „Chata mistyka”, aczkolwiek nie zostały one upublicznione od razu z tego powodu, że podróżuję. Jestem już od ponad roku w Indiach i w międzyczasie w paru innych miejscach również. Formuła „Chaty mistyka” jest taka, że dokonuję nagrań i później ewentualnie jak mam czas, to lekkiej obróbki po to, żeby tego się łatwiej chyba i przyjemniej słuchało. Czasami są to programy takie bardzo improwizowane, gdzie nie poruszam żadnych głębokich, metafizycznych tematów, tylko są to takie iście reporterskie opowieści z mojej podróży i z miejsc, które udaje mi się odwiedzić w Indiach. Miejsca urocze, miejsca przepełnione energią. Spotykam również na swojej drodze mnóstwo życzliwych, barwnych ludzi.
Wielu z nich ma różne ciekawe historie do opowiedzenia. Także płyniemy sobie tym szerokim oceanem świadomości. Poruszamy tutaj tematy poważne i czasami mniej poważne. Dzisiaj mam taką opowieść lekko kontrowersyjną, może lekko dla kogoś zaskakującą. Opowieść, która dotyczy bezpośrednio właśnie tego czasu, w którym to znajdujemy się. Czasu obrządków i powielania pewnych tradycji, które moim zdaniem zostały nam troszeczkę przemycone w sposób podświadomy, w sposób podprogowy. Tutaj dzisiaj chciałem troszeczkę o tym opowiedzieć, a także o tak ważnej dla nas tradycji wigilijnej, o której korzeniach być może już zapomnieliśmy, aczkolwiek nie do końca jest to tak, jak nam się to może wydawać. Dzisiaj troszeczkę kontrowersyjnie, troszeczkę zaskakująco chciałem opowiedzieć o świętach Bożego Narodzenia i generalnie o tym, co dzieje się wokół tego ewenementu. W Polsce obecnie okres świąteczny, okres noworoczny. Wiąże się z tym bardzo mocno gorączka zakupów.
To jest takie zjawisko, które staje się dosyć agresywne w swojej formie, owa gorączka zakupów. Dlatego, że przez ostatnich parę lat okres sprzedaży produktów świątecznych i z tym związanych prezentów i różnego innego rodzaju bibelotów zaczyna się już w roku coraz wcześniej i wcześniej. Dlatego, że sklepy zaczynają już przyozdabiać się w sposób świąteczny i promować produkty do sprzedaży w okresie świątecznym już na przykład w październiku, czyli dwa miesiące przed wydarzeniem. Jest to ewidentne nakręcanie koniunktury i próba wciśnięcia produktu ludziom. Tutaj dzisiaj chciałem opowiedzieć trochę o niebezpieczeństwach, które wiążą się z tym okresem i skąd pochodzi owa tradycja. Dlatego, że święto Bożego Narodzenia jest bardzo silnie narzucone i kontrolowane przez dwie potężne korporacje. Te korporacje to Watykan i firma Coca-Cola. Dzisiaj chciałem trochę o tym opowiedzieć. Dlaczego Watykan? Bo zostało narzucone chrześcijaństwo.
Wcześniej była odwieczna tradycja obchodzenia przesilenia zimowego. To jest tak naprawdę ważne astronomiczne wydarzenie, które sprawia, że ludzie świętują tę porę roku. Przesilenie zimowe jest w nocy z 21 na 22 grudnia, więc to jest dokładnie wokół tych dat, kiedy świętujemy Boże Narodzenie. Na co to jest przesilenie zimowe? Jest to początek nowego cyklu słonecznego, bo od tego momentu dni stają się dłuższe. Wiąże się z tym pewna nadzieja. Można by powiedzieć nowy początek, ale również jest to okres podsumowania dla nas i taki okres, kiedy możemy przeprowadzić pewne zmiany. Okres, w którym możemy ustanowić jakieś nowe cele. Więc ludzie w dawnych czasach świętują ten czas, gromadząc się wokół stołu. Tak samo jak my gromadzimy się wokół stołu świątecznego.
Jedzenia jest dużo, bo jest to już po zbiorze plonów, więc generalnie różnorodność jadła i napitku. Tradycja jest bardzo ważna i istotna generalnie dla pogan, bo tak nazywają się ludzie, którzy żyją w zgodzie z naturą i szanują mamę naturę, można by powiedzieć. Ta tradycja jest tak silna dawno temu, że nawet państwo Watykan nie było w stanie powstrzymać swoich podwładnych i zakazać im skutecznie obchodzenia tego święta. Święta przesilenia zimowego. Więc Watykan zaadoptował sobie tą datę i po prostu dodano do tego historyjkę o Jezusie z Nazaretu i jego rzekomych urodzinach w stajence w Betlejem, bo nie było miejsca w hotelu. To również jest moim zdaniem bardzo skuteczna psychotechnika, która ma na celu wywołanie poczucia żalu u ludzi, jakiegoś współczucia czy strachu. Tymczasem w owych rejonach, nawet w dzisiejszych czasach, to jest normalne, że jak jest się podróżującym, to śpi się często na ulicach. Ludzie się kładą na podłogach, na jakichś matach, przykryci jakimiś szmatami, jakimiś kocami. I to nie jest nic niezwykłego tak naprawdę. Nie ma żadnej tragedii.
Ja muszę powiedzieć, że sam wielokrotnie spędziłem noc pośród grupy ludzi na jakichś zaimprowizowanych posłaniach na ziemi, na przykład na dworcu kolejowym. Przydarzyło mi się czekać raz na pociąg, który to miał się pojawić za jakieś 15 godzin. Nie było to również pewne, czy się pojawi. To nie jest żaden ewenement. Po prostu śpi się tam, gdzie jest miejsce. Można sobie rozłożyć jakieś prowizoryczne posłanie i ludzie tak śpią. Więc historia z tym, że nie było miejsca w gospodzie, nie jest aż tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać. No a że Maryja brzemienną była, to jest historia dodatkowa, aczkolwiek zdarza się tutaj, w Indiach, przy takiej ilości ludzi. Większość ludzi jest bardzo uboga i również zdarzają się przypadki rodzin wielodzietnych. Kobieta generalnie pozostaje zaciążona i wykonuje różnego rodzaju czynności aż do końca.
Mogą być to czynności na przykład w tym przypadku podróżnicze. Ale to taka moja osobista opinia na ten temat. Nie trzeba sobie za bardzo tego brać do serca. Oprócz firmy Watykan jest również wiele innych korporacji, które wykorzystują właściwie ten okres świąteczno-noworoczny, próbując coś ci sprzedać, coś zareklamować, coś zwykle, co jest tobie kompletnie zbędne, ale reklamowane i opakowane w ten sposób, że wydaje się, że jest to produkt luksusowy albo jakiś niezbędny, taki, bez którego w ogóle się nie da żyć. Także branża świąteczna wymusza na konsumentach pewne dziwne zachowania, które są, moim zdaniem, lekko paranoiczne. Ale muszę przyznać, że metody reklamowania produktów są w dzisiejszych czasach tak skuteczne, że ludzie po prostu szaleją na punkcie przedświątecznych zakupów. Niektórzy biorą nawet pożyczki bankowe w tym okresie. Oczywiście pożyczki są o bardzo przyjaznym dla użytkownika konta oprocentowaniu. Wszystko po to, aby móc sprostać manii zakupów i gromadzenia wszelkiego rodzaju śmieci, niepotrzebnych rzeczy i przypadkiem nie pozostać w tyle, bo trend wskazuje co innego. Jedną z korporacji, która to zdołała zmienić w bardzo potężny sposób wizerunek naszych oryginalnych, naturalnych, pogańskich obchodów nowego cyklu słonecznego, prawdopodobnie na wieki, jest firma, która nazywa się Coca-Cola.
To jest taka korporacja, która bardzo potężnym wkładem finansowym zaczęła dawno temu bardzo agresywną kampanię reklamową w Stanach Zjednoczonych i później to się oczywiście przeniosło do Europy. Kampania była zaprojektowana w szczegółach i polegała właśnie na programowaniu ludzkich umysłów, dlatego, że zostali zatrudnieni w tej firmie eksperci w różnych dziedzinach psychotechniki i w dziedzinach również graficznych. Za tym wszystkim stoją bardzo potężni panowie, bardzo dziani, grubaśni wąsacze — grupy rządzące. To nie są grupy jawne, ale to są ugrupowania, które generalnie kontrolują rynki światowe. Coca-Cola, która stoi w szeregu z takimi potęgami, które zawładnęły nie tylko twoimi pieniędzmi, ale również umysłem, jak na przykład firmy takie jak Procter & Gamble albo Johnson & Johnson czy General Electrics, która jest firmą założoną przez pana J.P. Morgana, a firma kontrolowana była później przez samego pana Thomasa Edisona, znanego wynalazcę. Ja nazywam go złodziejem, dlatego że to on przejął pomysły i urządzenia pana Tesli i przyczynił się do zatajenia tej technologii. Tego największego, moim zdaniem, jak do tej pory geniusza — można by go również nazwać dobrodziejem tej planety pod względem technologicznym i pod względem jego planów na rozdanie ludziom wiedzy i energii powszechnie i za darmo — człowiek zasługuje na naprawdę wielki szacunek. Tutaj słyszę już wyrazy sprzeciwu: „Jak? Johnson & Johnson?
Przecież oni robią jakieś takie pudry dla dzieci, robią szampon, co nie szczypie w oczy.” Robią, ale znakomita większość produktów farmaceutycznych, tak zwanych legalnych trucizn dostępnych na rynku, jest również sygnowana przez tę właśnie korporację Johnson & Johnson. Ale to nie jest jedyna taka korporacja siejąca zło. Jest jeszcze nazistowski Bayer — nasza aspirynka i doświadczenia na żywych ludziach w obozach koncentracyjnych podczas II wojny światowej również. Co w tym wszystkim zrobiła Coca-Cola? Sprzedano historyjkę i wizerunek bardzo sympatycznego pana z brzuszkiem, z sympatyczną papuśną twarzą, który to w swym czerwonym ubranku powodzi zaprzęg latających reniferów i w noc wigilijną spuszcza się, za przeproszeniem, kominem, aby dostarczyć grzecznym dzieciom prezenty pod choinkę. Tymczasem historia prawdziwego świętego Mikołaja jest troszeczkę mniej barwna. Historia jest taka, że ów tak zwany święty Mikołaj to był katolicki biskup, który żył sobie, stacjonował na obszarze obecnej Turcji. To jest jakiś III wiek naszej ery. Ale pamiętajmy, że jest to okupacja Imperium Rzymskiego, więc totalnie wbrew ówczesnym zakazom — bo jak wiadomo, chrześcijaństwo było gnębione i to była sekta, która była prześladowana przez Rzymian — ten pan Mikołaj kultywował sobie i rozpowszechniał swoją religię katolicką i bardzo potajemnie wspomagał i wspierał ubogie dzieci. Dawał im posiłki na ulicach, dawał im ubranie, jakieś prezenty rzekomo.
Stąd nazwany został świętym Mikołajem i patronem dzieci później. Taka jest historia z Turcji. Rzekomo legioniści rzymscy nie za bardzo lubili tego pana, bo na przykład tu warto wspomnieć, że był dosyć majętną postacią. Jest historia taka, że za worek złota wykupił parę dziewcząt służących w branży towarzyskiej. Za to go legioniści rzymscy nie za bardzo lubili. Jego ubiór cechował się również bogactwem i był przeważnie koloru zielonego. Wszystkie jego stroje były koloru ciemnozielonego. Co się wydarzyło z tą historią? Historia stała się dosyć popularna w późniejszych czasach, już później, w okresie podbojów kolonialnych, kiedy Holendrzy rozpowszechnili tę historię na tak zwanych Nowych Ziemiach, czyli część Karaibów i generalnie Ameryka Północna, Ameryka Południowa — Nowe Ziemie Obiecane. Holendrzy, jak może nie wszystkim wiadomo, to bardzo mały kraj — wszyscy wiedzą, że to mały kraj — i bardzo bogaty na dodatek naród, który dorobił się swojej fortuny właściwie na handlu opium i na transporcie niewolników z Afryki do USA, do Stanów Zjednoczonych.
To wszystko dzięki temu właściwie, że posiadali bardzo potężną i bardzo sprawną flotę morską. Największy nawet w dzisiejszych czasach port towarowy również znajduje się w Holandii. Holendrzy również dorobili sobie swoją bardzo, moim zdaniem, rasistowską historyjkę czarnego chłopca o czarnej twarzy, takiego Murzynka, którego nazwali Czarnym Piotrusiem. Był to rzekomo pomocnik świętego Mikołaja, ale tak naprawdę na tle kulturowym był to po prostu symbol murzyńskiego niewolnika i takie właściwie pośmiewisko dla ludzi. Ta historia, z tego, co wiem, w Polsce jest troszeczkę mniej znana, być może w ogóle nieznana, aczkolwiek w Holandii i w Niemczech nadal historia istnieje. Jest nadal popularna, pomimo tego, że co roku jest grupa ludzi, którzy bardzo mocno sprzeciwiają się — to zwykle grupa imigrantów, ludzie, którzy mają różne pochodzenie etniczne, różne kolory skóry. Pojawiają się w Holandii oficjalne protesty w okresie świąt Bożego Narodzenia, kiedy to na różnych produktach pojawia się Czarny Piotruś. Ludzie przebierają się za Czarnego Piotrusia, wysmarowując sobie twarze na czarno na przykład. To wszystko dzieje się o tej porze w Holandii. Sama tradycja ubierania choinki pochodzi z Niemiec, gdzie dawno temu zwykło się wieszać jabłka i różne suszone owoce, różne frykasy na świerkach w lesie, na drzewkach.
To wszystko robiono po to, to była taka tradycja ludowa, aby wspomóc ubogie dzieci rzekomo i umilić im życie, wspomóc je w jakiś sposób w tym dziwnym akcie miłosierdzia, nazwałbym to. To wszystko było w lesie. Nikt nie pomyślał w ówczesnych czasach, że w przyszłości co roku będzie następował proceder masowej wyrzynki iglastych drzewek po to, aby zaspokoić żądania leniwych mas, które zamiast pójść do lasu na spacer, to próbują nagromadzić wszystko w domu. Nawet takie ścięte, usychające drzewko świerkowe. „Tak Bart” – tutaj słyszę, – „ale przecież sadzi się co roku nowe drzewka i to tylko taka pradawna, niewinna tradycja jest, taka polska tradycja i niepolska”. Moi drodzy, sadzi się te wszystkie drzewka po to, aby parę lat później wyrżnąć cały ten zagajnik w pień ponownie. Można moim zdaniem poświęcić tą samą energię i przy podobnym wysiłku pomóc naturze. Dlaczego nie zastanowimy się nad tym, żeby wykorzystać tą naszą energię po to, aby odnowić zasoby naturalne, przyczynić się do polepszenia środowiska, w którym żyjemy, rozrostu fauny, która jest tak istotna. Jest to niezbędne do naszego zdrowego funkcjonowania. Ale nie, ludzie chcą mieć wszystko na własność, zatargać wszystko do domu chcemy.
Tutaj chciałem wskazać na to, że jest to forma iluzji, dlatego że nic tak naprawdę nie jest twoje. Stwarzasz sobie wrażenie, że coś jest twoje. Ale dlaczego takie wrażenie chcesz mieć? Dlatego, że w ten sposób wydaje ci się, że masz nad tym kontrolę. Są tylko dwie rzeczy, które są tak naprawdę nasze i których nikt inny nie może nas pozbawić. To jest twoje ciało i twój umysł. Ale nawet te dwie rzeczy to nie jesteś ty. To jest tylko to, co zdołałeś nagromadzić, pojawiając się czy też przejawiając się tutaj, w tym świecie fizycznym, tutaj na planecie Ziemia. Twoje ciało to jest nagromadzenie substancji istniejących na tej planecie, czyli generalnie pożywienie, które staje się twoim organizmem oraz twój umysł, czyli twoje narzędzie pozwalające ci funkcjonować i przetrwać w tym środowisku materialnym, które jest niczym innym jak nagromadzeniem doświadczeń i nauk, które zostały zachowane w formie pamięci, przy udziale skomplikowanych procesów chemicznych zachodzących w mózgu i tak zwanej inteligencji, czyli poniekąd umiejętności domniemania pewnych sytuacji oraz wykorzystywania lub unikania zachodzących fenomenów. W ten sposób próbujemy kontrolować wydarzenia w naszym środowisku, wydarzenia wokół nas i również to, co dzieje się z naszym organizmem.
Skoro ciało ani nawet umysł to nie jesteś ty, a jest to tylko to, co jest twoje i to jest tylko twoje podczas krótkiego stosunkowo epizodu naszego życia, to kim właściwie jesteś? W klasycznej jodze poza ciałem fizycznym i umysłem wyróżnia się również ciało energetyczne i ciało emocjonalne. Ten aspekt naświetla cały charakter naszego człowieczeństwa. Wiedząc o tym fakcie, można łatwiej zrozumieć nasze istnienie i formę naszego istnienia tutaj na planecie. W jodze mówi się o ciele energetycznym, również o ciele emocjonalnym. Są różne inne tradycje, w których mówi się o tak zwanej duszy. To są te aspekty człowieczeństwa, które nawiązują dużo bardziej do prawdziwej, moim zdaniem, istoty naszego bytu. Dlatego że ciało ma swój okres ważności i w naturalny sposób przemija. Umysł również znika w momencie umierania mózgu, czyli nośnika naszej pamięci. Nie ma twardego dysku, nie ma informacji.
Ale człowiek to również energia życia. Ta energia pochodzi bezpośrednio z kosmosu, w dużej mierze od naszego Słońca właściwie. Jakakolwiek energia jest niezniszczalna. Możesz tylko zmienić kierunek owej energii albo jakiś charakter tej energii, ale sama energia trwa i jest nieunikalnie aktywna. Więc ciało sobie umiera, rozpada się na czynniki pierwsze, powraca znowu do Mamy Ziemi, a energia czy też dusza, nazwij to, pozostaje niezniszczalna. A czemu się tak dzieje? Dlatego, że pomimo tego, że ta nasza prawdziwa istota, którą jesteśmy, jest poniekąd zanurzona w świecie materialnym, w tym naszym dualnym świecie przedmiotów, w tym środowisku ziemskim, w którym się manifestuje nasze ludzkie ciało, to tak naprawdę ta istota pochodzi z zupełnie innego wymiaru. I to warto sobie uprzytomnić. Na tym również polega pogłębianie tego procesu duchowego, że my istniejemy właściwie poza tym wymiarem, tylko manifestujemy się tutaj, w tym świecie jako takie zwierzątka z czterema kończynami. Ale my poniekąd nie jesteśmy stąd.
Więc kim tak naprawdę jesteśmy? Jesteśmy energią, która wyodrębniła się z totalności, energią, która wyodrębniła się z całości, aby zamanifestować się w ludzkiej formie, w tym naszym niedoskonałym świecie dualności. Ale pomimo tego, że tak niedoskonali jesteśmy, to jesteśmy obdarzeni pewnymi narzędziami poznawczymi. Potrafimy również analizować przy pomocy naszego rozumu nasze otoczenie, nas samych. Po co to wszystko? Po to, aby docenić to stworzenie. Tym samym nabrać odpowiedniego dystansu i takiej perspektywy, aby móc doznać i doświadczyć samego siebie. Czyli stworzenie musi nabrać dystansu po to, aby rozpoznać samo siebie. Można by powiedzieć innymi słowy: jesteś boskością, która przebywa doświadczenie bycia człowiekiem. Kiedy używam słowa „boskość”, to nigdy nie mam na myśli tego Boga, który mieszka w kościele, ani który grozi ci piekłem i potępieniem za grzechy.
W języku angielskim istnieje takie słowo „divine”. I to słowo „divine”, które niekoniecznie wiąże się z religijnością czy dogmatem Boga jako takiej odrębności od stworzenia, czyli Stwórca odrębny od stworzenia. To słowo dosyć fajnie określa ten wymiar, tą nierzeczywistość. W języku polskim Bóg i boskość jako stworzenie mają ten sam rdzeń słowny, więc troszeczkę inne, wydaje mi się, jest znaczenie tego słowa „boskość”. Także ja ekspertem w retoryce i słowniku języka polskiego nie jestem, aczkolwiek wydaje mi się, że brakuje takich słów do określania pewnych stanów metafizycznych, pewnych stanów paranormalnych, pewnych stanów, w których to właśnie jesteśmy w stanie doświadczyć innego wymiaru. Ale dzisiaj na tyle narzekania i psioczenia na Watykan. Następnym razem, jak zobaczysz Mikołaja w czerwonym ubranku z białym futerkiem, szanowny słuchaczu, to przypomnij sobie logo firmy Coca-Cola. Teraz już wiesz dokładnie, dlaczego Mikołaj nosi czerwone ubranko, a nie zielone jak to w oryginale. W ogóle kampanie reklamowe firmy Coca-Cola są bardzo agresywne w tym sensie, że bardzo intensywnie atakują podprogowo twój umysł, dlatego, że produkt jest świetnie opakowany. Tak jak wspomniałem, pracuje za tym sztab ekspertów od różnych dziedzin i różnych technik.
Samo logo Coca-Coli zaprojektowane jest ściśle według odpowiednich, bardzo skutecznych reguł graficznych przy użyciu tak zwanej świętej geometrii i odpowiednich proporcji, które bardzo skutecznie, bardzo intensywnie zapadają w pamięć konsumenta. Oprócz tego, do tego wszystkiego komiczna historia współzawodnictwa i rzekomej konkurencji marki Pepsi, której to logo również zostało zmienione x lat temu i domniemane różnice w owych napojach Pepsi i Coca-Cola. Tak naprawdę obydwa produkty należą do tej samej grupy inwestycyjnej. I tutaj warto dodać ową sekretną recepturę Coca-Coli, tak usilnie strzeżoną przez generacje. Ta sekretna receptura, która jest tajemnicą tego rozkosznego, niesamowitego smaku tego napoju. By the way, początkowo produkt był reklamowany jako napój stymulujący, czyli tak zwany energy drink. Stymulował dosyć skutecznie, powiedziałbym nawet doskonale, bo zawierał w dawnych czasach kokainę. Tak, moi drodzy, kokainę, czyli po angielsku cocaine lub coke. To już wiadomo, skąd nazwa produktu się wzięła. W dzisiejszych czasach kokaina jest już nielegalna, ale Coca-Cola zawiera za to tony cukru i również sekretny składnik, który polepsza smak.
Tym owym sekretnym składnikiem jest, uwaga, soda kaustyczna. Tada! I tutaj cała tajemnica Coca-Coli. Soda kaustyczna. Jak wiadomo, jest to trucizna i silny detergent, ale ma również bardzo specyficzne własności w połączeniu z innymi materiałami Dlatego, że soda kaustyczna okazuje się, że nadaje materiałom zdolność elektromagnetyczną. To jest coś takiego, o czym wiedzą doskonale studenci pana Keshe'ego. Ci, którzy zajmują się technologią plazmową. Tutaj ponownie ukłon do kapitana Tomka. Panowie do budowy niektórych urządzeń wykorzystują na przykład butelki po Coca-Coli. Właśnie z tego powodu, że soda kaustyczna zmienia lekko strukturę polimerów w plastiku w tej butelce, dzięki czemu taka butelka staje się doskonałym środowiskiem do zamanifestowania się plazmy, do zamanifestowania się energii plazmatycznej.
Także drogi gościu chaty, człowieku świadomy, nie pij Coca-Coli. Dzisiaj trochę krytyki wylało się z moich ust. Mam nadzieję, że tutaj nikogo nie uraziłem. Nikogo, kto kultywuje tradycję święta Bożego Narodzenia i tych, którzy używają, tudzież nadużywają owego napoju wyskokowego. Do nagrania audycji o tym temacie zainspirowała mnie moja mama, która podczas naszej rozmowy telefonicznej... Moja mama jest generalnie bardzo świadomą osobą i wyczuloną na wiele kwestii, która również nie popiera firmy Coca-Cola i która nie pija na co dzień napoju wyskokowego Coca-Cola. Ale okazało się w czasie naszej rozmowy, że mama również powodowana świąteczną gorączką tudzież naciskiem firm reklamowych, również postawiła na stole wigilijnym buteleczkę Coca-Coli. Tutaj z tego miejsca pozdrawiam mamę. Ja osobiście świąt tak zwanego Bożego Narodzenia już nie obchodzę od wielu lat. Jest wielu bogów na świecie.
Jezus moim zdaniem nie był Bogiem. On był bardziej, nazwałbym go uzdrowicielem, człowiekiem, który kontrolował energię, który był w stanie w sposób alchemiczny doprowadzić do pewnych procesów i był istotą oświeconą, czyli taką, która pojednała się z totalnością i próbował o tym nauczać. Jego nauki były, powiedziałbym, zgoła odmienne niż to, co się podaje nam obecnie pod szyldem Kościoła katolickiego. Ale to jest też może historia na kiedy indziej. Jest to historia moim zdaniem bardzo ciekawa, więc nie ma dla mnie powodów do obchodzenia takiej nie do końca prawidłowej, rzekłbym nawet wydumanej daty urodzin Jezusa z Nazaretu. „Tak Bart, ale to taka piękna tradycja. Cała rodzina spotyka się wokół stołu”. Nie zrozum mnie źle. Tradycja jest bardzo stara. Tradycja jest bardzo ważna.
Tradycja jest właściwie starsza niż sam Watykan. Nie mam nic przeciwko, żeby spotkać się z rodziną, zasiąść wokół stołu, tylko chodzi mi tutaj o to, żeby zdać sobie sprawę, co tak naprawdę świętujemy. Bo świętujemy coś dużo ważniejszego niż gorączkę świątecznych zakupów i po prostu ślepe popadanie w sidła korporacji i biznesów, które próbują nam wcisnąć rzeczy, których tak naprawdę w ogóle nie potrzebujemy. I tym samym odwrócić naszą uwagę i naszą uważność od takich bardzo pierwotnych, aczkolwiek bardzo istotnych dla nas tematów. Mówię tutaj o tematach istnienia i świadomości, w jaki sposób i czym jesteśmy tutaj, przejawiając się na planecie Ziemia. Zmiana tak potężnego cyklu jak cykl słoneczny jest dla nas tak istotną rzeczą, że właśnie nasi pradawni dziadowie, pradziadowie zdawali sobie z tego doskonale sprawę, dlatego, że żyli dużo bliżej natury, dużo łatwiej i dużo lepiej rozumieli naturę. Również znali się na astronomii i również znali się na astrologii, więc byli w pewien sposób w stanie przewidzieć pewne procesy. Byli też w stanie zaprojektować w pewien sposób wydarzenia, tworząc do tego odpowiednie kalendarze. Więc siedząc przy tym stole wigilijnym, warto chyba sobie trochę zdać sprawę z tego, że świętujemy tak naprawdę coś dużo bardziej potężnego niż ta tradycja i historia biblijna, która jest naprawdę krótkotrwałą historią na łamach tej cywilizacji. Historia Jezusa z Nazaretu i jego narodzin w stajence.
Jest to przesilenie zimowe. Jest to zakończenie, a tym samym rozpoczęcie cyklu. Więc słońce jak gdyby odradza się na nowo. Dni stają się od tej pory coraz dłuższe. Pojawia się tym samym jakaś nowa nadzieja. W pewien sposób oczyszczamy się po prostu i pozostawiamy w tyle nasze jakieś problemy, nasze trudy, nasze zmagania po to, aby narodzić się w pewien sposób ponownie, powstać po to, żeby również pokonać zimę, nabrać energii, tym samym jakiegoś pędu do działania, ustanowić sobie może jakieś nowe cele, może nabrać jakichś nowych postanowień, może coś zmienić. Żeby spotkać się z rodziną przy stole, to do tego nie potrzeba żadnych wymówek. Jak to dobra rodzina, to zawsze miło się spotkać bez okazji. A jak to niezbyt udana rodzina, co się również zdarza, to pretekst tradycji i tak w zasadzie nie polepszy atmosfery. Może tylko wywołać pewne napięcia.
Ale taka to moja osobista opinia. Może kontrowersyjna, może w jakiś sposób trochę bolesna. Mam nadzieję, że nie, ale przynajmniej szczera, bo ja szczerym chłopakiem jestem i mówię to, co uważam za prawdziwe. Z tego miejsca życzę wszystkim dużo światła, moi drodzy, nabrania odpowiedniego dystansu i klarowności wobec odbywających się w obecnym czasie obchodów i obrządków. Również wliczając w to tak zwany nowy rok. Nowy rok podług kalendarza gregoriańskiego, notabene, który też jest trochę ściemą i nie opisuje właściwie nic poza upływającymi dniami. Ale o tym może kiedy indziej również. Są inne, dużo bardziej skrupulatne kalendarze, które opisują jakieś prawidłowości w naturze i pewną naturalną cykliczność. Na przykład jest kalendarz chiński czy jest kalendarz hinduistyczny, gdzie nowy rok jest w innych datach niż ten, który obchodzi się w świecie zachodnim. Również jest na przykład kalendarz Majów, który jest bardzo ciekawym opisem cyklu nie rocznego, tylko wielotysiącletniego.
Ale to o tym kiedy indziej. Szanowny gościu Chaty Mistyka, bądź zatem świadomy, bądź czujny. Mam nadzieję, że okoliczność hucznych obchodów zmiany numerka na 2018 nie stanie się pretekstem do jakichś dziwnych historii, jakichś libacji, tudzież znieczulenia i degrengolady. To tyle na dzisiaj. Ja mam na imię Bart i pozdrawiam wszystkich serdecznie, obyście zdrowymi byli, obyście przepełnieni byli nową, świeżą energią kosmiczną. Zapraszam do kolejnego odcinka Chaty Mistyka, gdzie opowiem o mojej podróży do najświętszego miejsca Sikhów, czyli do tak zwanej Złotej Gurdwary oraz o mojej wyprawie na pustynię. Bądź pozdrowiony, drogi gościu. Bądź pozdrowiona, droga gościówo. Namaste. Pranam.
Chata Mistyka