[01:03] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Zaczynamy ostatnią w tym roku kalendarzowym debatę ufologiczną online. Dziś będziemy dyskutować o tym, czy trwa już właśnie teraz inwazja z kosmosu. Temat inwazji UFO jest bardzo popularny w dziełach i filmach science fiction, ale czy kiedykolwiek do niej w ogóle dojdzie? A może już jesteśmy świadkami cichej, powolnej inwazji innej inteligencji? Nie tyle na naszą planetę, co umysły. Na to i na wiele innych pytań dzisiaj wspólnie poszukamy odpowiedzi w naszej debacie ufologicznej online. Przy mikrofonie i za pokrętłami Marek Sęk Ivellios, a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze: współprowadzący debaty w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:59] - Dobry wieczór wszystkim.
[02:00] - Pisarz science fiction, również współpracownik „Nieznanego Świata” i współgospodarz audycji „Bibliotekarium” Marek Żelkowski. Witaj Marku.
[02:10] - Dobry wieczór.
[02:12] - Ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Dobry wieczór, Arku.
[02:18] - Dobry wieczór.
[02:19] - I dziennikarz niezależny Adam Borowski, znany i lubiany również przez słuchaczy Radia Paranormalium. Dobry wieczór, Adamie.
[02:27] - Dobry wieczór wszystkim.
[02:29] - Tradycyjnie po godzinie 21:00, a może chwilę wcześniej zobaczymy. Otworzymy naszą linię telefoniczną. Jednak numery telefonów do naszego radia warto sobie zapisać już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193. Skype radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas też znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Przy okazji zachęcamy gorąco do polubienia fanpage'a tego czasopisma. Jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze, a także przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panowie, dlaczego ludzie wydają się ogarnięci wizją inwazji z kosmosu? Czy naprawdę jest ona nieunikniona? Czy to tylko echotakiej naszej barbarzyńskiej natury? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos, jak zawsze Piotrowi Cielebiaś. Piotrze?
[04:02] - Dziękuję, Marku. Nim przejdziemy do tematu, szybki rzut oka na to, co dzieje się na świecie. Okazuje się, że w Ameryce wypłynął pewien filmik. Wypłynęły pewne nowe informacje na temat jakiegoś sekretnego programu, który miał być przygotowywany przez jednego z kongresmenów. Dziwna sprawa, dlatego, że w kraju, który od 70 lat zaprzeczał, że bada UFO, dochodzi do sytuacji, kiedy wyskakuje facecik, tak jak Tom DeLonge. Teraz wyskakuje drugi i mówi: „Aha, ja dałem pieniądze na to, żeby to UFO było badane”. Pojawił się jakiś filmik. Moim zdaniem do tego trzeba podchodzić, bo wielu z was o to pyta, dlatego o tym mówię. Do tego trzeba podchodzić z wielką rezerwą, dlatego że Ameryka to jedno wielkie kłamstwo. Cały czas. Jednak mimo wszystko to, co mówią w kwestii UFO, nigdy nie będzie prawdą z perspektywy oficjalnej. Także miejcie to na uwadze i analizujcie to przez pryzmat tego, cośmy powiedzieli do tej pory, ale dzisiaj o tym nie będziemy mówić dużo. Natomiast w tym tygodniu pojawiła się też bardzo ciekawa druga wiadomość. Otóż projekt Breakthrough Listen finansowany przez rosyjskiego miliardera Jurijego Milnera postanowił przyjrzeć się, czy dziwny obiekt oddalający się od Ziemi o nazwie ʻOumuamua emituje sygnały dźwiękowe. W wielu filmach science fiction, tutaj panowie takie nawiązanie do naszego tematu, jest tak, że w stronę Ziemi zmierza jakiś wielki, dziwny obiekt. Okazało się, że parę dni temu mogliśmy przeżyć coś podobnego na żywo. Astronomowie w połowie października wykryli, że w pobliżu naszej planety kręci się dziwny obiekt. Potem trwała dyskusja, czy mamy do czynienia z asteroidą, czy kometą, ale ostatecznie pojawiły się głosy, że ten dziwny, 400-metrowy, przypominający cygaroObiekt czy też ciało niebieskie może być w rzeczywistości statkiem obcych, który jakimś sposobem dryfował w pobliże naszej planety. Jego charakterystyka lotu oraz ogólne cechy sugerowały, że mamy do czynienia z gościem spoza naszego układu gwiezdnego. Prawdopodobnie jest to przybysz z Wegi, który potrzebował około 300 000 lat, żeby do nas dolecieć. Ale mimo wszystko uczeni z SETI, a także kilka stron www zasugerowało, że należy poważnie przyjrzeć się możliwości mówiącej, że mamy do czynienia z artefaktem, z pojazdem obcych. Tym bardziej że coś tak dużego i podłużnego byłoby zdaniem niektórych doskonałym kandydatem na pozaziemski próbnik, pozaziemski obiekt. Pewnie słyszeliście i widzieliście w internecie informacje na temat Oumuamua, któremu nadano taką dziwną nazwę na cześć. W zasadzie nie na cześć, ale z powodu tego, że wykryli go uczeni dzięki teleskopowi na Hawajach i nadano mu nazwę pochodzącą z tego języka, oznaczającą zwiadowcę. Adamie, ponieważ wiem, że byłeś na Hawajach, powiedz nam, jak to się w ogóle wymawia i co sądzisz o tej całej akcji z tą dziwną asteroidą, która jednak koniec końców okazała się nie odzywać, nie emitować sygnałów radiowych. Prawdopodobnie jest to jednak zwykły obiekt. I powiedz nam, czy te nasze ciągoty, te nasze ciągłe mówienie o inwazji z kosmosu jest wynikiem jakiegoś przewrażliwienia, czy może tego, że cały czas boimy się przestrzeni kosmicznej?
[07:47] - Co do wymowy, to ja aż tak hawajskiego nie znam, żeby stwierdzić, jak to się wymawia, ale myślę, że Oumuamua to byłoby właściwe. Tam faktycznie jest bardzo dużo legend. Chociażby są takie legendy z różnymi istotami. Nawet rozmawiałem z jedną osobą, która twierdziła, że są tam pewne bazy obcych, ale ile w tym prawdy, to też nie wiem. W każdym razie były takie głosy, że jest coś tam takiego. Natomiast co do tego, dlaczego ta inwazja obcych nas tak interesuje czy wręcz przeraża. Myślę, że to wynika z naszej psychologii, naszej natury. W końcu zawsze było tak, że jak odkrywaliśmy nowe lądy, czy to w Stanach, jeszcze wtedy oczywiście nie były to Stany Zjednoczone, to również chociażby z purytanami mieliśmy taką sytuację, że oni mówili: „Tutaj jest szatan w lesie” i tak dalej. Myślę, że teraz jest podobnie. Tylko że nie jest to pozbawione sensu, bo jest to jednak wielka, nieskończona przestrzeń kosmiczna. Tylko z drugiej strony mamy takie podejście: co mi z tego? Podatki muszę płacić. Co mnie tam obchodzą jakieś inwazje? Więc myślę, że z jednej strony to nas fascynuje, z drugiej strony patrzymy na to: a co tam, będziemy o tym myśleć. Faktycznie, jak spojrzeć teraz na historię ludzkości, to nie ma takich jednoznacznych przesłanek, że do jakiejś inwazji doszło. Są tam różne etapy. Mam nawet swoją taką listę punktów, które może później wymienię, bo tego trochę jest, odnośnie jak na to się ja zapatruję. W każdym razie patrząc na nasz sposób myślenia, myślę, że patrzymy przez swój pryzmat, przez pryzmat tego, co znamy. I to może być zupełnie coś innego, zupełnie mieć inną naturę, bo widzimy jakieś statki. Chociażby to słynne nagranie w Stanach, które było w 1938 roku. Orson Welles bodajże ten człowiek się nazywał. Ludzie wpadali w panikę, bo uważali, że naprawdę coś się dzieje, że jacyś obcy się zaraz pokażą. A to może być zupełnie inaczej. Więc tutaj od tej strony też warto to podkreślić. Jednak też pytanie: co my chcemy osiągnąć? Bo ja jestem zdania w tej chwili takiego, że jak patrzę na niektórych ludzi, jak oni są zapatrzeni w swoje smartfony, co nie jest żadną tajemnicą, każdy z nas to widzi, to myślę, że dla wielu z nich nawet jakby wylądowało coś, to nie miałoby żadnego znaczenia. Prawdopodobnie poszliby, zrobili sobie parę fotek. Chyba żeby nie mogli już robić, to wtedy byłby problem. Jesteśmy w takich czasach dziwnych, że to nawet nie jest to, że ludzi to nie interesuje. Ludzie mają już taki zupełny obraz. Nie myślą o tym w ogóle. To już nawet nie jest kwestia tego, że mają inne rzeczy na głowie, tylko po prostu ludzie już nawet często nie są w stanie myśleć. Także myślę, że warto o tym wspomnieć nie w kategoriach takich „ha, ha, ha”, że my się z tego pośmiejemy, tylko z czystego właśnie punktu widzenia wręcz naukowego. Jeżeli się tak, jak Hawking mówi, że prawdopodobny kontakt z jakąś cywilizacją mógłby być taki jak Kolumb miał w Stanach czy wtedy na kontynencie amerykańskim. Więc tutaj scenariuszy jest dużo, ale to jest wszystko gdybanie moim zdaniem, bo jak ja rozmawiam z kimś, czasami mi się zdarzy z osobą zupełnie z tymi tematami niezwiązaną, to on albo nie słucha w ogóle, albo powie: „A co mnie to obchodzi, co mi z tego?” Więc warto byłoby się zastanowić, jak to ludziom przekazać, bo już jak taki Pentagon, Piotrze, jak wspomniałeś, o tym mówi, to owszem, to było wspomniane wiele razy, ale ludzie mają prosty mechanizm. Widzą Pentagon: „Aha, to coś dobrego. To jest nasze oficjalne coś”. Widzą oficjalne media i wtedy taki człowiek od razu na to zwraca uwagę. Myślę, że jeżeli chcemy poszerzyć znajomość tych tematów, już tak trochę dywagując, to w tę stronę powinno się udać i wówczas możemy mówić i o inwazjach, możemy mówić o wielu innych aspektach. Dziękuję.
[11:50] - Dzięki. Ogólnie rzecz biorąc, ostatnio mieliśmy nawał informacji o UFO. Przypomnę tym, którzy dopiero zaczęli nas słuchać, że dzisiaj wiele telewizji, w tym wielce szacowny Polsat, autorTakich hitów jak: Dlaczego ja oraz Trudne sprawy. Ponoć, jak pisze tutaj jeden z naszych słuchaczy, podał w głównym wydaniu swoich informacji, bo tak się nazywa ten program informacyjny, że zarejestrowano gdzieś w Ameryce jakieś UFO i Pentagon o tym wszystkim mówi. Cieszymy się, pozdrawiamy pana Solorza Żaka, czy jak on się tam nazywa, bo tego nikt nie jest pewny. Dziękujemy mu za to, że mówi o UFO. Natomiast wydaje mi się, że jeżeli powiedziało się A, to powinno się powiedzieć B i trzeba wyjaśnić tą kwestię, dlatego, że w Stanach Zjednoczonych nigdy nie mówi się o UFO bez powodu. Zawsze musi być jakiś powód, że ten temat się porusza i moim zdaniem tym razem uderzono w gong po raz kolejny, dlatego, że Trump ma tyle kłopotów związanych ze swoją polityką. Pamiętamy, że w tym tygodniu przecież uznał za stolicę Izraela Jerozolimę. Może nie wywołało to jakichś otwartych skutków, ale oczywiście w kwestiach dyplomatycznych echem się to odbiło. Także pewnie to przywołanie UFO po raz kolejny, że coś się dzieje, że Ameryka odkrywa karty, jest pewnie jakimś wynikiem wojny informacyjnej w kraju, który przecież żyje z wojny informacyjnej. W kraju, który jest w zasadzie największym złoczyńcą wszech czasów, a tak sprawnie manipuluje informacjami, że do dzisiaj w serwisach informacyjnych mówi się, że jeżeli oni prowokują wojnę, to prowokują o demokrację. To śmieszne, ale mimo wszystko tak jest. Już się tak przyzwyczaili, bo Polska wpadła w taki w ogóle korkociąg informacyjny. Z kraju, który był rządzony przez Dziennik Telewizyjny, Trybunę Ludu i Prawdę wpadliśmy w ciąg informacji, który jest w zasadzie w jakiś sposób napędzany tym, co przychodzi zza oceanu. Nie mówię tutaj o TVN-ie, który jest amerykańską telewizją, ale też o wszystkich innych kolegach dziennikarzach, którzy opierają swoją wiedzę na tym, co tam gdzieś wygrzebią i swój światopogląd opierają o CNN. Także nie róbcie tego, drodzy panowie. Powiedział kiedyś Aleksander Kwaśniewski, mówiąc do Ludwika Dornie: „Nie idź tą drogą”. Także ja apeluję do wszystkich, którzy opierają swój pogląd na Polsacie i na tym, co mówią Amerykanie. Wy również nie idźcie tą drogą.
[14:32] - Jeżeli mogę coś tak na moment, Piotrze, dodać od siebie à propos tego, co mówisz. Niestety Polacy, tak to trzeba nazwać, mają ciągle kompleks tego Wielkiego Brata. Ja to widziałem w wielu sytuacjach. Miałem okazję widzieć, jak Polacy z Amerykanami się zachowują w różnych sytuacjach i niestety ciągle widzę pewnego rodzaju służalczość. Nie zawsze oczywiście, ale w wielu przypadkach. Niestety obawiam się, że trochę potrwa to, zanim pozbędziemy się tego. Przykre to jest, ale chciałem tak właśnie dodać od siebie.
[15:03] - Słuchajcie Adama. W każdym razie w tym tygodniu pojawiła się informacja o tej asteroidzie ‚Oumuamua, który wywołał tyle kontrowersji, Marku. Kilka filmów science fiction rozpoczynało się od tego, że astronomowie wykrywali dziwny obiekt. Mówię na przykład o takim niedawnym dziele, dość powiedziałbym groteskowym i nicowym, jakim był „Battleship”. Tam był kilkodziwny obiekt, który leci w naszą stronę. W zasadzie teraz stało się coś podobnego. Dziwny pojazd kosmiczny, bo niektórzy tak go nazywali. Jason Kalous z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii, a widzicie znowu haczyk. Znowu Ameryka. Stwierdził, że być może mamy do czynienia z jakimś pozaziemskim obiektem. Może popsutym, ale jednak. W każdym razie coś przeleciało koło Ziemi. Coś, co ma 400 metrów długości i przypomina cygaro. Nie wygląda jak typowa asteroida, nie jest kometą. Rodzi pewne problemy. Na pewno gdzieś w głowach niektórych zaświtała myśl: czy mamy do czynienia właśnie ze ziszczeniem się scenariuszy pojawiających się w filmach science fiction mówiących, że kosmici prędzej czy później przylecą? Czy doteleportują się do nas jakimś kosmicznym traktorem, jak to ‚Oumuamua, który jak przypomnę leciał z systemu Wegi do nas przez 300 000 lat. Czy pojawią się w inny sposób? To jest wielka zagadka. W każdym razie Marku, czy komentarze na temat tego, co tutaj się w tym środowisku ufologicznym ostatnio dzieje i tego, czy my czasami nie jesteśmy zbyt przerażeni tą wizją inwazji.
[16:46] - Czy on leciał 300 000 lat i akurat z tamtego regionu kosmosu, który mu się przypisuje, to oczywiście musimy wierzyć troszeczkę na słowo, bo my obserwujemy ten obiekt od pewnego czasu i na podstawie charakterystyki jego ruchu przyjmujemy, że jeśli nie było żadnego napędu wewnętrznego, to on rzeczywiście sobie dryfował z takiego, a nie innego regionu kosmosu. Jak było wcześniej? Trudno powiedzieć. Ja powiem jeszcze o tym, że poza takimi wojennymi scenariuszami, które są dosyć częste, czy to w filmach, czy w literaturze, był bardzo podobny scenariusz nakreślony przez pisarza Arthura C. Clarke'a. Pierwszy tom tego cyklu nosił tytuł „Spotkanie z Ramą”. Polecam, bo to jest historia bardzo zbliżona do tego, co w tej chwili ma miejsce. Otóż do Układu Słonecznego zbliża się i właściwie wlatuje w Układ Słoneczny taki walcowaty obiekt, bardzo duży, z tym że to chyba XXII wiek już jest i ludzkość jest na takim poziomie, że może ten-Walcowaty obiekt spenetrować. Leci tam wyprawa, wchodzi do środka. Stwierdzają, że ewidentnie jest to sztuczny twór, a w środku dzieją się różne dziwne rzeczy, czegoś się tam ludzie dowiadują, ale tak, żeby nie było za łatwo, to nie do końca. I sam dzisiaj nie wiem, czy dlatego nie do końca, bo autor chciał zrobić pewnego rodzaju zawieszenie, czy też od razu miał na myśli to, że napisze kilka następnych tomów, bo później był jeszcze „Rama II”, „Ogród Ramy”, „Tajemnica Ramy”, „Świetlani posłańcy” oraz „Dom w przestworzach”. To kolejne tomy z tego cyklu. W każdym razie równie dobrze możemy przyjąć, że tego rodzaju obiekty, jak ten, który się ostatnio pojawił, to jest rodzaj takiego sprawdzianu, czy już możemy się z wami skontaktować. Jeśli podlecicie do tego obiektu, jeśli go spróbujecie spenetrować, to już będziemy wiedzieć, że dojrzeliście. Jeśli nie, to za 100 lat, może za 150 wypuścimy kolejny. Być może wtedy jakiś kontakt zostanie nawiązany. Oczywiście ja w tej chwili to, co robię, to powtarzam pewien scenariusz zakreślony przez Clarke'a w książce „Spotkanie z Ramą”. To może być na przykład rozwiązanie tej zagadki, a rozwiązaniem może być również to, co jest najmniej ekscytujące, czyli że rzeczywiście jest to obiekt sztuczny, który nie spotkał się z żadną inteligencją. To pierwsza sprawa. Poza tym, kiedy mówimy o inwazji, to rzeczywiście jesteśmy skazani. Nasza umysłowość jest skazana na to, że my rzeczywiście widzimy filmy pokroju „Battleship”, „Bitwa o Ziemię” albo jakieś inne tego rodzaju produkcje, gdzie krew się leje, wybuchy, fajerwerki, wszelka broń pracuje i my się z tymi obcymi konfrontujemy. Tu klasyczny przykład: „Dzień niepodległości” i jego następna część. I tak dalej. Rzeczywiście jesteśmy w pewien sposób obciążeni, wędrujemy z tą wizją inwazji od Herberta George'a Wellsa i „Wojny światów”. Sam właściwie nie mam odpowiedzi na to pytanie, czy to jest taka wrodzona ludzka skłonność do tego, że wszystko, co jest naznaczone piętnem wojny, jakiegoś konfliktu, wydaje nam się przygodowo interesujące, czy też jest to od pewnego momentu świadome działanie, że się nam wpaja, że obcy musi być zły. Bo coś takiego jest, są oczywiście wyjątki i tych wyjątków też by się dało wymienić dosyć sporo, ale jednak gdybyśmy zrobili zestawienie, to chyba jednak te wojenno-inwazyjne zdecydowanie górują, jeśli chodzi o liczbę tytułów różnego rodzaju. W związku z tym my chyba jakoś jesteśmy jednak nastawieni na to. I tak jak powiedziałem, zastanawiam się, czy to jest kwestia tego, że my to po prostu lubimy, czy też ktoś manipuluje naszą świadomością, naszym podejściem do tematu. Po pierwsze obcy to nie jest nikt, z kim chcemy rozmawiać. Albo strzelamy, albo w ogóle to jest żart tak naprawdę, bo znowu rzeczywiście jest tak, jak powiedział mój przedmówca, że większość ludzi niespecjalnie się interesuje tym problemem. To są problemy raczej rozrywkowe, a nie poważne. Rozmawianie czy wygłoszenie na forum publicznym takiego zdania, że być może obcy nam zagrażają albo że obcy mogą mieć tu jakieś interesy, jakieś pretensje do naszej planety, bywa traktowane z przymrużeniem oka. Otóż odezwał się kolejny wariat. Oczywiście czasami odzywa się ktoś ze znanych naukowców, tak jak Hawking na przykład. I on przestrzega, żeby jednak z obcymi się nie kontaktować. Ma swoje oczywiście uzasadnienie do tego ostrzeżenia. Wtedy troszeczkę następuje takie wzmożenie. Ludzie mówią: „Tak, rzeczywiście, może nie powinniśmy za bardzo się tutaj ujawniać, bo przylecą, nas zjedzą albo zamordują”. Ale znowu docieramy do tego momentu, w którym obcy równa się zły najeźdźca, który nas podbije. To jest taki obraz, który po pierwsze nie uwzględnia w jakimś tam stopniu tego, że obcy niekoniecznie musi być zły, ale też nie uwzględnia innego faktu, że po pierwsze obcy może być tak technologicznie rozwinięty, że nie będzie mowy o żadnym konflikcie, bo po prostu oni przylecą i wezmą jak swoje. Czy to planetę, czy też załatwią sprawę z ludzkością i nie będzie mowy o żadnym oporze, ponieważ zostanie on skutecznie spacyfikowany. A to jest jeden scenariusz. Można też pomyśleć o tym, też bywają takie scenariusze, otóżObcy mogą zachować się mniej więcej tak, jak zachowywała się cywilizacja europejska, określmy to bardzo szerokim pojęciem, w kontakcie z ludami innych kontynentów. Czy też przez pewną analogię, w taki sposób, jak zachowywali się mieszkańcy Europy w kontakcie z cywilizacją amerykańską, tą nową made in USA. Otóż zauważmy, że po II wojnie światowej amerykański styl życia rozpowszechnił się nie tylko w Europie, ale i w Japonii, w różnych innych krajach, które trudno byłoby kiedyś jeszcze podejrzewać o to, że amerykański styl życia może być dla nich atrakcyjny. Tymczasem nagle okazało się, że Amerykanie sprzedają tę swoją rewolucję, czy też ten swój sposób widzenia świata. Może to rewolucję wycofuję. Zwróćmy uwagę, że silna kultura może silna nie tyle swoją atrakcyjnością, co swoją ekspansywnością. Niekoniecznie silna swoją intelektualną atrakcyjnością, ale silna obrazkami. Być czymś krzykliwym, kolorowym, może zdominować kulturę starą i nawet czasami bardzo rozwiniętą.
[25:41] - Z drugiej strony, co w pewnym czasie oferował w zamian świat zachodni? Albo refleksyjność. Natomiast ten obóz wschodni sami wiemy, co oferował i zawsze to, co amerykańskie było na wierzchu. Ale chciałbym ci zadać takie pytanie, czy to, że my tą inwazję cały czas gdzieś mamy z tyłu głowy, wynika z tego, że to film nas do tego przyzwyczaił i literatura, czy raczej po prostu jesteśmy świadomi tego, jak przebiegała nasza historia? Że zawsze ta kultura wyższa, jakakolwiek by nie była, dawała w kość tej niższej i my się tego boimy.
[26:23] - Ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, czym to jest spowodowane, bo chyba nie ma prostej odpowiedzi. Może być i tak, i tak, ale ja prowadziłem jeszcze do jednej rzeczy, do jednego rozwiązania. Otóż my sobie wyobrażamy właśnie w taki bitewny sposób ten opór czy też inwazję. Natomiast inwazja może być cicha, ale pod pojęciem cicha my często kojarzymy, że oni gdzieś tu przenikają, przepoczwarzają się, udają nas i gdzieś tutaj są wokół nas i w ten sposób odbywa się cicha inwazja. Ale cichą inwazją może być również takie przenikanie kulturowe. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia, powiedzmy już na początku przyszłego roku, lądują tutaj obcy i właściwie wszystko, co mają nam do zaoferowania, z racji tego, że są cywilizacyjnie oddaleni od nas o nawet kilkaset lat, jest dla nas atrakcyjne. I wraz z gadżetami zaczynamy powoli, niezauważalnie właściwie dla siebie, przejmować także pewną kulturę, pewien sposób widzenia świata, pewien system wartości. Doskonale taki proces, który się zresztą kilka razy, jeśli nie kilkanaście albo kilkadziesiąt w historii świata odbył, doskonale opisał w konwencji science fiction Paul Anderson w zbiorze „Rakietowe szlaki", wydanym pierwszy raz pod koniec lat 50., później w latach 70. Pojawiło się takie opowiadanie „Pomocna dłoń", Helping Hand i tam jest dokładnie taki proces opisany, kiedy rozwinięta cywilizacja w kontakcie ze starą, prastarą cywilizacją, taką, która ma swoją filozofię, która ma swoje osiągnięcia, absolutnie dominuje i przekształca na swoją modłę. A zatem to wcale nie musi być tak, ja do tego cały czas prowadzę, że inwazja musi się odbyć w taki oto sposób fajerwerkowy. Ona może być właśnie cicha i całkiem oficjalna. Oni po prostu tu przylecą, a już samo to, że przylecą i wcale nie będą ostrożni, wcale nie będą szanowali naszej kultury, tylko będą chcieli nam narzucić świadomie bądź nie swoją kulturę i już. I to się może dla nas źle skończyć. Nie musi, ale może. To myślę tyle. A jeśli chodzi o twoje konkretne pytanie, naprawdę myślę, że nie ma dzisiaj takiej osoby, chyba że ktoś tam grzebie przy tym wszystkim i sam te tendencje związane z postrzeganiem obcych i z postrzeganiem ich wpływu na naszą cywilizację, to może taka osoba nie ma wątpliwości. Jeśli taka osoba jest. Natomiast dzisiaj trudno jest odpowiedzieć w jasny, prosty sposób, czy to zjawisko postrzegania obcych jako najeźdźców, jako wrogich, czyhających na nas istoty, wypływa z tego, że taka jest nasza natura, czy też ktoś nam sukcesywnie wtłacza w głowy taki właśnie obraz. Dziękuję.
[29:36] - Ja bym był przy tej drugiej opcji, dlatego że przypatrzmy się wszystkim produkcjom i filmom, które powstały, nawet dokumentom, bo my cały czas mówimy o dziełach science fiction, a przecież powstało też mnóstwo dokumentów i parodokumentów opowiadających o tym, co się stanie, kiedy przylecą kosmici. Dużo z nich, szczególnie te wydane przez Discovery w ostatnich latach, biorą pod uwagę właśnie ten złośliwy scenariusz, że oni na nas napadną. Dlatego wydaje mi się, że to jest po prostu nośne. Bo nakręciliśmy film o tym, że komunikuje się z nami obca cywilizacja, która chce nam coś przekazać. Na czym ten film mógłby polegać? Przekazują nam jakąś kartkę z wiadomościami i to wszystko.Po prostu inwazja sprzedaje się znacznie lepiej. Jest dużo bardziej emocjonująca, można nakręcić parę fajnych filmów dla Hollywoodu i tak dalej.
[30:28] - Tak, tylko pytanie brzmi w ten sposób: jeśli to są interesy Hollywood, to ja to rozumiem. Oni chcą sprzedawać obrazy, sprzedawać coś, co ludzi zajmie i zafascynuje. Absolutnie zrozumiałe. Tylko pytanie brzmi w ten sposób, czy oni to robią tylko i wyłącznie dla pieniędzy, czy są w jakiś sposób inspirowani? Czy to, że obcy mają się nam kojarzyć z czymś złym, czymś, co nam zagraża, to jest jakieś świadome działanie, które jest wspierane. Przy okazji można zarobić oczywiście na tym pieniądze. Czy jest wykorzystywany nasz lęk przed obcym? Bo to też, jakbyśmy weszli głębiej w sprawy kulturowe czy psychologiczne, to rzeczywiście jest coś takiego, że człowiek boi się tego, co obce, czego nie rozumie. I tu też być może to być wykorzystywane. I tylko odpowiedź, której nie uzyskamy, choćbyśmy debatowali bardzo długo, co jest skutkiem, co przyczyną. Czy ktoś wykorzystuje nasz strach, żeby tylko zarobić pieniądze, czy ktoś wykorzystuje nasz strach po to, żeby nas zmobilizować, że jak oni już tu ewentualnie przylecą, to my będziemy toczyć partyzancką, hybrydową wojnę z nimi, czy też całkiem otwartą, czy też po prostu ktoś ma jakiś interes, żeby obcy się nam źle kojarzyli. Naprawdę trudno jest wybrnąć z tej ilości pytań.
[32:00] - Tym bardziej że nie możemy złapać za rękę tego, kto tym wszystkim steruje. Przypominam, że nie raz mówiliśmy też o takiej opcji, która wspomina, że UFO to jedno z tak zwanych wytłumaczeń programów zbrojeń, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych, bo przecież Związek Radziecki upadł. Terroryści gdzieś są daleko, także trzeba będzie w pewnym momencie w przyszłości w Stanach Zjednoczonych wytłumaczyć, w jakiś sposób rozwój dalszy nowych technologii, w tym czarnego budżetu i wymyślić nowe zagrożenie. I to nowe zagrożenie może przyjść z wiatrem, ale o tym miejscu będziemy mówić. Arku, milczałeś przez długo. Jak do tego wszystkiego podchodzisz? Co myślisz o tym asteroidzie, który przemknął wokół Ziemi? Czy pewnego dnia może dojść do sytuacji, kiedy naprawdę wykryjemy dziwny obiekt, który śpi, ale się do nas zbliża, obudzi się i rozpotknie się jeden z największych horrorów ludzkości? Inwazja z kosmosu.
[33:01] - Takim obiektem, o którym mówisz, może być ten słynny satelita Czarny Rycerz. O tym Oumuamua można powiedzieć tylko tyle, że leci z kierunku Wegi. Czyli równie dobrze mógł przeczekać sobie spokojnie ileś set lat i dalej zacząć lecieć. Po prostu my tego nie wiemy. Dopóki tam ktoś nie pojedzie, nie zobaczy, z czego to jest zrobione. Dziwnym jest to, że on nie jest właśnie kształtu kulistego. Nie jest jakąś porozrywaną. Przynajmniej nic o tym nie wiem, żeby był porozrywaną jakąś dawną kometą. I jest taki dosyć długi. Raczej nie wygląda na twór naturalny, który powstał z pyłu, tylko po prostu jest to jakiś odłamek skalny czegoś tam. A jeżeli do tego coś dźwięczy w nim, to już jest naprawdę wielką zagadką. Natomiast jeżeli chodzi o same Stany Zjednoczone i dostęp do informacji, to zwłaszcza w Polsce, ostatnio w sądzie dzisiaj usłyszałem, że cały kryzys migracyjny jest wywołany przez suszę w tak zwanym żyznym sierpie, między innymi, który część jego jest w Syrii, więc Amerykanie nie mają z tym nic wspólnego i bomby, tylko po prostu tam była susza i stąd się to wszystko wzięło. I to jest puszczane w telewizji publicznej, w programie chyba pierwszym popularnonaukowym. Trochę takie jak dla mnie niskiego lotu. Inną sprawą jest natomiast, tak jak mówiliście o tej cichej kulturze, to mamy też następny przykład i bardzo fajnie wyglądają Stany Zjednoczone. A to dlatego, że do Stanów Zjednoczonych migrowali ludzie, którzy nie znajdowali miejsca w Europie, którzy albo byli wywożeni za karę, albo po prostu nie było tu dla nich miejsca. Wszystkie inne nisze były już zajęte, delikatnie mówiąc. Co się okazuje? Że z takiej kultury europejskiej, której trzeba było się dobrze ubrać i drogo ubrać, na przykład dobrze zjeść. Wraca to po jakimś czasie do Europy i zachwyceni jesteśmy dżinsami. Zachwyceni jesteśmy jakimś prostym jedzeniem, niewyszukanym. W gruncie rzeczy nawet można powiedzieć, że szkodliwym lekko dla zdrowia. I tak mniej więcej by wyglądała też i być może ten napływ kultury obcych. Mógł się objawiać w bardzo prostych, przyziemnych sprawach, a całkowicie zmienić w przeciągu kilkudziesięciu lat cały obraz naszej kultury. Takie właśnie poprzez bezkrytyczne przyjmowanie tego wszystkiego.Oczywiście wszędzie panoszący się język angielski. To głównie poprzez wielką ekspansję Stanów Zjednoczonych. Czy sposób widzenia przez Hollywood inwazji bardziej twardej, wojennej jest w jakiś sposób nam narzucany tylko i wyłącznie przez Hollywood? Myślę, że nie. Jeżeli popatrzymy, posłuchamy, poczytamy to, co napisał Cichy o wojnach bogów. Oni sobie między sobą walczyli o drobne skrawki, pojedyncze miasta, natomiast cierpiały na tym tak naprawdę olbrzymie rzesze ludzi, których tam sobie przysposobili do życia. Być może ugruntowane jest to w nas samych, że całe zagrożenie i całe zło może przychodzić przede wszystkim z nieba. Z drugiej strony jesteśmy bardzo nieufni w stosunku do nieznanego. Jeżeli się zamkniemy w obcym, czarnym pokoju, przede wszystkim będziemy odczuwali strach. Podobnie może być z naszym odbiorem nieznanego w momencie, kiedy by przylecieli ewentualnie gdzieś z głębi kosmosu żywi czy może jakiekolwiek inne roboty, czy cokolwiek innego właśnie z kosmosu, o którym byśmy nic nie wiedzieli. Dziękuję.
[38:25] - Dziękujemy. Tutaj mnie skorciło, by Adama zapytać, bo Adam, jak może nie wszyscy wiedzą, jest specjalistą od języka angielskiego, od języków w ogóle. Języki to jego wielka pasja. Takie szybkie pytanie do Adama, bardzo szybkie, związane z inwazją. Arek tutaj poruszył bardzo ważny wątek, jakim jest przenikanie ewentualnych obcych wątków przy kontakcie do naszej kultury. Czy ty myślisz, Adamie, że ten obcy język byłby w ogóle dla nas w jakiś sposób przyswajalny czy zrozumiały? Mam oczywiście na uwadze różnorodność języków na Ziemi.
[39:03] - Jest taka możliwość. Jest też taka teoria, że nasz język natywny, czyli pierwszy, to też jest takie, powiedział całe to pojęcie na przykład w angielskim „native speaker” to jest bardzo obszerne pojęcie i według mnie to jest polityczne pojęcie. Ale pomińmy to. W każdym razie o co chodzi, język determinuje nasz sposób myślenia. Były nawet takie eksperymenty, że jak ktoś mówi danym językiem, to oszczędza, lepiej czasem dysponuje i tak dalej. Jeżeli byśmy byli w stanie spotkać się z obcą kulturą, tak naprawdę obcą i zrozumieć na jakiejś podstawie, musielibyśmy mieć jakiś odnośnik, jakiś kamień Rozety, coś, co by nam pozwoliło odnieść się, bo jeżeli byśmy tego nie mieli, żadnego odniesienia, prawdopodobnie byłoby bardzo ciężko albo wręcz niemożliwe byłoby, żeby zrozumieć tę drugą stronę. W każdym razie na pewno byłoby to podstawą w naszym rozumieniu, bo język mówi nam bardzo wiele nie tylko o jednostce, ale i o kulturze. Załóżmy, że mieliby jakieś powiedzenia swoje. Każdy język ma jakieś swoje powiedzenia, jakieś swoje idiomy, które obrazują, jak dana kultura się rozwijała, więc to na pewno dałoby nam bardzo wiele elementów. Ale również mogłoby być tak, bo to jest też częsty element inwazji, że gdybyśmy mieli nałożony język, spowodowałoby, że nasz sposób myślenia również zbliżyłby się na tyle, na ile to możliwe, do kultury obcych. To też działa. Jest tak zwana lingwistyczna ekspansja, która jest również częścią historii ludzkości. Zresztą widać częsty wątek, chociażby język angielski. Można powiedzieć już tak gwoli jasności, że nawet nie angielski, tylko już amerykański. W technologii, w biznesie, wszędzie, gdzie się nie spojrzy, jest obecny, więc jak najbardziej jest taka możliwość. To tak na szybką w moim odpowiedzią. Dziękuję.
[40:59] - Dzięki. Panowie, załóżmy, że obcy tutaj przybywają, ale zadajmy sobie pytanie: po co przybywają? My przerobiliśmy tutaj już kilka w naszych debatach różnego rodzaju scenariuszy filmowych związanych między innymi z filmem „Nowy początek. Dzień niepodległości”. Natomiast nie oszukujmy się, obcy, jeżeli przylecą, to przylecą po coś. Wydaje się mało możliwe, żeby zajrzeli do nas po prostu ot tak sobie, dla przysłowiowej jaj. Wiele paradokumentów, ale też oczywiście filmów science fiction opartych było o to, że obcy czegoś tu szukają. Albo przestrzeni do życia, albo jedzenia, albo paliwa na przykład. Dawniej uważano, że z racji tego, że Ziemia posiada wodę, posiada atmosferę, posiada tlen, jest planetą zdolną do utrzymania życia. Właśnie to może przyciągać kosmitów. Dzisiaj, w zasadzie w tym roku, kiedy teleskop kosmiczny Jamesa Webba odsłonił nam istnienie w sumie kilkuset nowych ziem, chyba ta idea odchodzi do lamusa. Jeżeli jakaś inwazja nastąpi, to wydaje się mało prawdopodobne, żeby kosmici szukali po prostu na Ziemi drugiego domu. Jeżeli nie domu, jeżeli nie powietrza, jeżeli nie wody, to czego mogą szukać i dlaczego mogą przypuścić inwazję? Arku?
[42:28] - Tutaj jest cały taki konglomerat spraw.Według Sitchina pierwsza inwazja nastąpiła kilkanaście tysięcy lat temu i byli to właśnie Annunaki, którzy przylecieli nas zainwazjować, przeprowadzić inwazję w liczbie 600, a następnie następnych 200. Oni szukali złota. Być może złoto gdzie indziej, na innych planetach jest trudniej dostępne, ale raczej w to wątpię. Wydaje mi się, że być może nawet jest o wiele łatwiej je pozyskać niż na Ziemi, a to głównie przez naszą atmosferę, która jest dla maszyn bardzo szkodliwa. Po prostu żelazo koroduje, jeszcze inne rzeczy się dzieją z innymi metalami, więc są trudności obiektywne, które nie pozwalają na tak łatwe dobywanie się do tych wszystkich złóż niż to miałoby miejsce w kosmosie. Przynajmniej tak sądzę. Natomiast wiele osób uważa, że gdyby przylecieli i chcieli nas skolonizować, to dla nas samych. W literaturze różnie to jest opisane. Jest między innymi krótkie opowiadanie, już nie pamiętam, kto jest autorem, ale kupują od nas, żeby nas w jakiś sposób pozyskać, kupują od nas naszą żółć, za co płacą złotem i wszyscy się na to rzucają. Oczywiście wszyscy są happy, zadowoleni i nie dopatrują się w tym niczego złego. Natomiast u innych autorów, być może pani Ema Popik do nas zadzwoni i powie na ten temat troszeczkę więcej, ale z tego, co czytałem jej bloga, to ona uważa, że jeżeli przylatują, to właśnie dla nas samych, dla naszych emocji, dla tego, czym my jesteśmy jako ludzie. Naszych emocji, naszego odczuwania i tego, co prawdopodobnie im brakuje. Ja nie sądzę, żeby im tego brakowało. Nie jest to moje zdanie, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę między innymi to, co się dzieje przy okazji okaleczeń bydła, być może przylatują po to, żeby jakieś enzymy uzyskać. Choć wydaje się, że drogą chemiczną można by zrobić to samo, ale ciężko tutaj powiedzieć, dlaczego mogliby przylecieć do nas. Czym jesteśmy tacy szczególni, żeby warto było tutaj przylatywać? Pozostają tylko nasze własne emocje. Dziękuję.
[45:42] - Dzięki. Nieraz o tym mówiliśmy. Ja pamiętam jeden z dokumentów Discovery, na którym pojawiła się zupełnie absurdalna koncepcja, że obcy przylecieli na Ziemię, odbili ją, a potem zaczęli przetwarzać nasz materiał biologiczny, czyli całą biosferę, na paliwo. Ale oczywiście nikt z twórców tego dokumentu nie zadał sobie pytania, że na przetwarzanie tego paliwa również trzeba byłoby zużyć jakąś energię oraz na przebycie na Ziemię też by trzeba było zużyć jakąś energię. W sumie nie miało to zasadniczo sensu. Zeżremy wam planetę, żeby ją przerobić na bioolej, ale tylko po to, żeby polecieć trochę dalej, bo w sumie nic z tego nam nie przyjdzie. De facto w różnego rodzaju produkcjach takich absurdalnych scenariuszy pojawiło się sporo i tak naprawdę nikt nie jest w stanie powiedzieć, po co ci kosmici chcą tutaj do nas przylecieć. Dlaczego mówię absurdalnych scenariuszy? Przecież patrząc z punktu widzenia astrobiologii jest bardzo mało prawdopodobne, że obcy, którzy wyewoluowali w innym miejscu kosmosu, będą oddychać takim samym składem powietrza co my, będą w ogóle zachowywać się podobnie co my. Nasza planeta może być dla nich nie tylko nieużyteczna, ale wręcz trująca. To wszystko wydaje się tak zaskakujące, jeżeli weźmiemy to pod lupę, że okaże się, że temat inwazji w sumie jest troszeczkę absurdalny. Chyba że weźmiemy pod uwagę, że obcy są po prostu złośliwi i lubią przeszkadzać innym cywilizacjom. Jak Marku podchodzisz do tego tematu? Czego obcy mogliby na Ziemi szukać, jeżeli nie złota, jeżeli nie powietrza, jeżeli nie wody? Bo te prawdopodobnie w innych miejscach kosmosu są.
[47:33] - Ja myślę, że pewną podpowiedzią, jeśli chodzi o to pytanie, czy odpowiedź na to pytanie, może być chociażby mocno obśmiany film „Dzień niepodległości”. Bo my zadajemy sobie zawsze pytanie: po co? W jakim celu? Co osiągną? A tam, przy całej kiczowatości tego filmu, pada odpowiedź: bo to jest kosmiczna szarańcza. Oni tu po prostu przylatywali. Zobaczyli, że jest tu energia, że są tu inne pożądane z ich punktu widzenia dobra, to sobie wpadli, zabrali, polecą dalej. Musimy zakładać nawet, przynajmniej teoretycznie, że coś takiego jak kosmiczni nomadzi podróżujący po kosmosie, trudno powiedzieć, czy w jakimś celu konkretnym, czy tak po prostu, tak jak to nomadzi.Mogą istnieć i przy okazji jakichś drobnych podbojów, takich łupieżczych, grabieżczych dokonywać. W historii ludzkości również analogie do tego rodzaju zjawisk, do tego rodzaju postępowania można znaleźć. To byłaby pierwsza odpowiedź. I rzeczywiście z taką cywilizacją szarańczopodobną trudno wtedy pytać o cel. Przechodzili akurat obok czy przylatywali. Spodobało im się to, sobie wzięli. To jest pierwszy element rozpatrywania tego problemu. Natomiast warto by jeszcze powiedzieć o tym, że my bardzo często pocieszamy się tym, czytałem kilka tego rodzaju analiz mówiących o tym, że w ogóle przemieszczanie, wydobywanie materiałów, różnego rodzaju pierwiastków czy jakichś związków w kosmosie i transportowanie ich na dalszą odległość nie ma właściwie sensu, bo to energia, którą trzeba włożyć i tak dalej. Czytałem tego rodzaju analizę, dlaczego wydobywanie minerałów na Księżycu nie ma po prostu sensu z punktu widzenia rozwoju naszej cywilizacji, transportowanie ich na Ziemię. Może na Ziemię nie i przy obecnym stanie wiedzy, techniki i tak dalej. Ale wszystko się rozwija, wszystko wokół nas się zmienia. To, co w XIX wieku wydawało się rzeczą zupełnie absurdalną, dzisiaj jest naszą codziennością. Dlatego to, co dzisiaj może jest ekonomicznie nieopłacalne, jutro może stać się jak najbardziej opłacalne. Poza tym, gdzie jest powiedziane, że ten transport danego pierwiastka, metalu, jakiegokolwiek związku chemicznego musi odbywać się na przykład z Księżyca na Ziemię? Może się równie dobrze odbywać na orbitę, gdziekolwiek. Poza tym pytanie o koszty. Tak to już jest niestety, że koszty wraz z upływem czasu, rozwojem technologii, techniki spadają. Wiem, że w swoim czasie, nie pomnę w tej chwili tytułu publikacji, ale czytałem taką analizę dotyczącą tego, że jakaż to cywilizacja by przylatywała po jakiekolwiek materialne dobra na Ziemię, skoro sam przelot nawet z najbliższego Układu Słonecznego na Ziemię to jest taka porcja energii, którą trzeba zużyć, że jakkolwiek byśmy ją produkowali, to zawsze ściąganie tego pierwiastka czy tego związku chemicznego, czy też innych rzeczy, które byłyby obiektem pożądania na Ziemi, byłoby po prostu ekonomicznie nieopłacalne, że wszystko, cokolwiek by stąd ściągano, miałoby wartość, jakby było wyprodukowane z czegoś znacznie droższego niż najdroższe substancje dostępne obecnie na Ziemii. Byłoby to po prostu ekonomicznie bezsensowne. Ale my w ogóle mamy taką tendencję do upraszczania, bo wyobraźmy sobie, rzeczywiście, jeślibyśmy podróżowali tak tradycyjnie gdzieś tam z najbliższego czy z dalszego nieco Układu Słonecznego na Ziemię i próbowali w tradycyjny sposób to transportować, to być może rzeczywiście nie opłacałoby się. Chyba że energia, którą dysponowalibyśmy do napędu tych pojazdów, byłaby praktycznie rzecz biorąc bezpłatna albo w ogóle niemal darmowa. Nie bierzemy też pod uwagę, że może wcale, żeby dotrzeć do Układu Słonecznego, nie potrzeba podróżować w tej przestrzeni, którą znamy. Może rzeczywiście ta nadprzestrzeń, hiperprzestrzeń, podprzestrzeń, jakkolwiek to nazwiemy, a różnie to nazywają twórcy SF, to jest element przylotu tutaj. I znowu ktoś powie: „Tak, ale żeby zagiąć tę przestrzeń, żeby przelecieć przez hiper-, super-, ekstraprzestrzeń, to również trzeba wydatkować energię”. Owszem, tak, ale pytanie, czy przypadkowo daleko bardziej zaawansowane cywilizacje po prostu nie mają tej energii w nadmiarze albo też nie jest ona powszechnie dostępna i nie stanowi problemu jej pozyskanie. Może w ogóle to, co dzisiaj wydaje nam się z naszego punktu widzenia, czyli pozyskiwanie energii, jest jakimś tam problemem dla naszej cywilizacji, dla ludzkości, przestaje być w pewnym momencie problemem i ta energia niejako sama się produkuje albo prawie sama, tak to określę. A zatem znowu, żeby odpowiedzieć na pytanie, po co oni tu przylatują, czego tak naprawdę szukają, to musielibyśmy się najpierw zastanowić, jaką technologią, techniką, możliwościami wreszcie dana cywilizacja dysponuje. Wtedy moglibyśmy próbować odpowiedzieć na tak postawione pytanie, cóż tu jest tak cennego. Bo może się okazać, że to, co obśmiewamy właściwie sami gremialnie dosyć, że oni tu przylatują na przykład po złoto czy po jakieś tam dobra czysto materialne. Dzisiaj wydaje nam się to absolutnie absurdalne. Takie aa trochę. Ale może się okazać, że jak się zmienią warunki, zmieni się podejście, pojawi się coś takiego, co nazwijmy sobie roboczo nowa fizyka, wtedy rzecz będzie wyglądała inaczej. Tylko że ja w tej chwili dokonuję takiego zabiegu, który jest takim piętrowym mnożeniem hipotez, więc z punktu widzenia opowiadania sobie o możliwościach jest może atrakcyjny czyMam nadzieję, że jest przynajmniej chociaż trochę atrakcyjne, ale z punktu widzenia tego, że coś jest możliwe albo niemożliwe, to trudno cokolwiek rozstrzygać na podstawie tego. A zatem energia, sposób jej pozyskiwania bardzo wiele by nam odpowiedziało na pytanie, po co oni tak naprawdę przylatują. Przypomnę tylko, że był też w swoim czasie taki film, chyba to się „Jupiter: Intronizacja” nazywało, gdzie Ziemia jest polem uprawnym, gdzie przylatują właściciele pola i dokonywują żniw. A zatem cała Ziemia byłaby takim polem uprawnym i po prostu nadchodzi czas zbioru. To oczywiście jest takie lekko poetyckie, a z drugiej strony trochę groźne, ale jak najbardziej możliwe. Podsumowując, nie podejmuję się odpowiedzi na pytanie, po co oni ewentualnie mieliby tu przylecieć i w jakim celu dokonana byłaby ta inwazja. Moim zdaniem jest to jak najbardziej możliwe, ale w naszej audycji myślę, że celu tej inwazji raczej nie odnajdziemy. Dziękuję.
[56:29] - Słuchacie państwo kolejnej debaty ufologicznej online. Dziś dyskutujemy o tym, czy trwa właśnie inwazja istot pozaziemskich. Przypomnę może kontakty do Radia Paranormalium. Tutaj co prawda regularnie, dosyć aktywnie wykorzystujecie państwo czata do przekazywania komentarzy, ale my jeszcze mamy również inne kontakty. Już niedługo, gdzieś tak za godzinę otwieramy naszą linię telefoniczną. Nasze telefony to 32 746 00 08. Warto sobie już teraz zapisać 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadogadū pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także wysyłać nam pytania przez Facebooka na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Zapraszamy też oczywiście do polubienia fanpage'a tego czasopisma, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, przede wszystkim oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Przechodzimy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Listy tak tajnej, że aż ją stopniowo ujawniamy. Skoro nie jesteśmy wyjątkowi ani ciekawi, to dlaczego Hawking, Billingham i wielu innych naukowców przestrzega przed próbami kontaktowania się z obcymi? Dlaczego ich zdaniem może ściągnąć to na nas kłopoty? Może tym razem pierwszemu oddajmy głos Markowi Żelkowskiemu. Marku?
[58:32] - Mówiąc szczerze, to ja już częściowo wypowiedziałem się na ten temat. Hawking czy inni autorzy, inni naukowcy, kiedy przestrzegają, ja mam takie wrażenie, że kiedy oni to robią, przestrzegają, to przy okazji zwracają uwagę na te badania, na te refleksje, którymi się aktualnie zajmują. Dlatego tak, jak Hawking przestrzega przed sztuczną inteligencją, tak jak przestrzega jeszcze przed kilkoma innymi rzeczami, tak przestrzega przed inwazją obcych, tak przestrzega przed robotycznymi obcymi, tak przestrzega przed tym, żebyśmy za bardzo nie dawali znać, że tu jesteśmy, bo oni tu przylecą i coś nam zrobią nieprzyjemnego. Ja się często zastanawiam, czy oni robią tak z tego powodu, że rzeczywiście jest to dla nich taki zajmujący problem. Powiem tak, bardzo wiele osób przed nimi to mówiło, pisało książki, opowiadania. To się mnożyło dosłownie jak króliki w masowych wydaniach. Ale to była tylko literatura. Natomiast jak o tej samej literaturze, o tych samych potencjalnych możliwościach mówi ktoś z tytułem profesorskim, ktoś, kto na co dzień zajmuje się twardą nauką, to już troszeczkę inaczej brzmi. Nawet jeśli powtarzałby dokładnie to samo, co było napisane w opowiadaniu, czy też w powieści science fiction. Ja to bardzo często postrzegam w taki sposób, że jest to sposób zwrócenia uwagi ludzkości, że istnieje coś więcej niż codzienna pogoń, niż codzienny młyn, w którym większość świata się pogrąża. My tak naprawdę mówiliśmy już to dzisiaj w naszej audycji, chyba wszyscy dyskutanci podkreślali, że jesteśmy zanurzeni w naszej codzienności tak głęboko, że właściwieRzadko kiedy w ogóle spoglądamy w niebo i widzimy gwiazdy i nachodzi nas refleksja, że coś tam może być dobrego, złego, ale w ogóle coś. Pomijam już fakt, że nad większością dużych miast po prostu nieba czy gwiazd prawie nie widać. Natomiast czasami zdarza się nam, że jesteśmy poza miastem i niebo błyszczy gwiazdami, a i wtedy nie wszyscy gotowi są w to niebo spojrzeć. Albo jeśli nawet spojrzą, to piękne, ale nie idzie za tym refleksja, że gdzieś za tymi błyszczącymi punkcikami może czaić się coś bardzo złego albo coś bardzo dobrego. Trudno, żebyśmy to rozstrzygali. Może jest to sposób zwrócenia przez naukowców oraz myślicieli uwagi, bo Hawking poza tym, że zajmuje się twardą fizyką, astrofizyką, to jednak stara się tę refleksję snuć trochę głębiej, bardziej wnikać w pewne zagadnienia, problemy. Może to jest sposób zwrócenia naszej uwagi, że nasz świat, Wszechświat, który nas otacza, jest troszeczkę bardziej zagadkowy, niż się nam wydaje. Taka codzienna postawa większości ludzi, którzy mówią: „Co mnie to obchodzi? Jacyś obcy, jacyś Marsjanie gdzieś tam są, ha ha”. Zwróćmy uwagę na to, że kultura masowa doprowadziła troszeczkę do tego, że Obcy, poza tym, że oczywiście na filmach jest bardzo groźny i na ogół czyha na nasze życie, kojarzy nam się troszeczkę z takim obciachem. Bardzo często mówi się tak: „Co ci faceci w tym Radiu Paranormalium robią? O ufoludkach gadają, jakichś tam Marsjanach albo innych. W ogóle niepoważna sprawa”. Oczywiście mamy grono swoich wiernych słuchaczy, którzy troszeczkę inaczej o tym myślą, ale powinniśmy mieć świadomość, że refleksja sporej części ludzi nie sięga tak daleko. Oni się w ogóle tym nie zajmują. To w ogóle nie wchodzi w horyzont ich zainteresowania. Może te wszystkie wypowiedzi Hawkinga i jego pobratymców naukowców temu właśnie służą, że jeśli tam coś jest, to warto zwracać uwagę ludzi, że coś tam rzeczywiście jest. Bo filmy, opowiadania, powieści temu raczej nie służą. A już taka stonowana, refleksyjna wypowiedź naukowca, czemu nie? To taka moja refleksja na ten temat. Dziękuję.
[01:04:07] - To może teraz Adam Borowski. Adamie?
[01:04:11] - Właśnie à propos takich absurdów i horyzontów zainteresowania, to przeglądałem kiedyś internet i czytam wywody jednego osobnika. Napisał, że Obcy, zanim inwazja nastąpi, wolą mieć cywilizację wyłącznie żeńską, bo łatwiej wtedy podbić. Więc takie absurdy. Ktoś przeczyta sobie wypowiedzi takich osób zupełnie niezwiązanych z tematem, to powie: „Co to w ogóle jest?” na jakieś bzdury albo się zacznie śmieć. To jest też powód, dlaczego wszystkich wkłada się do jednego worka. Powiedzmy nas z jakimiś zupełnie osobami wiadomej jakości intelektualnej. Natomiast co do tego, dlaczego tutaj... Jakie to było pytanie? Zaraz, bo się też trochę tutaj zagapiłem. Dlaczego wielu naukowców przestrzega przed próbami kontaktowania się z obcymi? O to ogólnie chodziło. Dobrze mówię?
[01:05:05] - Tak.
[01:05:06] - Wydaje mi się, że myślą przez pryzmat ludzkości. Patrząc na inwazje, jakie miały miejsce na Ziemi, jeżeli mamy takiego naukowca, to nawet jeżeli miałby inny pogląd na to, nie powie tego, bo wiadomo, akademia nie toleruje takich przypadków. Wobec tego powie to, na czym się może oprzeć, że na ogół jest tak, że bardziej zaawansowana cywilizacja wchodzi, porywa jakąś część populacji, bierze terytorium, nakłada swoją kulturę, swój język, wprowadza swoje zwyczaje, prowadzi też czasami do mordów masowych. Więc naukowcy też na tym się wzorują. Można pójść w stronę spisków, że może coś więcej wiedzą i chcą nas od tego tematu jakoś odciągnąć, ale myślę, że to jest daleko idący wniosek. Nie wydaje mi się. Myślę, że jest pewien konsensus wśród naukowców, który muszą utrzymywać, jeżeli chcą utrzymać się na swoich stanowiskach i nic nowego tutaj nie powiedzą. To też mnie zastanawia, że nie powiedzą na przykład, że inwazja mogłaby nastąpić przez umysły czy coś, cokolwiek. Zawsze każdy z nich podkreśla, że jest to stricte mechaniczny rodzaj inwazji, że musi być jakiś statek gdzieś na horyzoncie i tak dalej. Także mnie to zawsze dziwiło, dlaczego wśród tylu naukowców jest taki konsensus, który moim zdaniem jest sztucznym konsensusem, że gdyby mieli możliwość – mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, ale to jeszcze trochę potrwa – powiedzieć prawdziwe swoje zdanie, bez obaw, że stracą pozycję, posadę, to wówczas będzie to inaczej wyglądało. W ogóle uważam, że teraz tak zwani naukowcy w dużej mierze nic nowego nie wniosą i to przyjdzie z zupełnie innej strony, nieoczekiwanej. Jeżeli faktycznie jakiś przełom w sprawie ufologii przyjdzie, to będzie zupełnie z innej strony.
[01:07:13] - Stephen Hawking powtarza w zasadzie już to od dawna tę samą mantrę. Inni naukowcy właściwie też mu przytakują i potem mamy taką sytuację, że ludzie tego słuchają, przytakują i każdy sobie przytakuje. Nic z tego nie wynika, każdy to samo mówi. A potem właśnie druga grupa mówi sobie: „A co mnie to obchodzi? Mam inne sprawy na głowie”. Jest to zrozumiałe. Mamy inne sprawy na głowie, nie da się tego ukryć. Przecież żyjemy w systemie, który nie polega na tym, że patrzymy się w niebo i kontemplujemy egzystencję, tylko jak przyjdzie do zapłaty czy coś, to jednak wiadomo. Rozumiem podejście ludzi. Jest to zrozumiałe. Dopóki nie dojdzie do czegoś naprawdę konkretnego, to będzie tak niestety postrzegane, że ktoś sobie rozmawia o czymś gdzieś w jakimś radiu. Fajnie, mamy grupę słuchaczy, ale do szerszej publiczności, jak tutaj dobrze przedmówca ujął, ten horyzont zainteresowania niestety jest mocno ograniczony i ja nawet nie wiem, czy jest sens w tym momencie ludzi starać się na siłę przekonywać, jakoś ich oświecać. Nie wiem, czy jest sens, nawet szczerze mówiąc. Może to zabrzmi trochę arogancko, ale po prostu jak patrzę na ludzi, to uważam, że jak ktoś chce do własnych wniosków dojść, to nie potrzebuje naukowców czy Hawkinga, czy kogoś tam. Sam pewne rzeczy będzie w stanie sobie wydedukować. Dziękuję.
[01:08:34] - To może teraz Arek Kocik. Arku?
[01:08:37] - Ja podobnie jak Adam uważam, że oni patrzą przez pryzmat tego, co się dzieje na Ziemi. Dlatego są tacy bardzo sceptycznie nastawieni do pokojowej naszej koegzystencji z obcymi. Ale myślę, że to również może się wywodzić z tego, że wszystkie wielkie cywilizacje na Ziemi przechodzą takie okresy właśnie bujnego rozwoju, pewnej stagnacji, a następnie upadku spowodowanego przez całkiem prymitywne kultury, które zagarniają niejako ich dorobek i bardzo często nie pozostaje po nich, po tych wielkich cywilizacjach zbyt dużo śladu. Podobne obawy mogą mieć też i hipotetyczni kosmici w stosunku do Ziemi. Mianowicie skoro my się rozwijamy, to za jakiś czas, prędzej czy później, będziemy w stanie do nich dotrzeć. Wtedy to my ich podbijemy, a oni będą właśnie w tym stanie stagnacji, bo nic więcej się nie da wymyślić. Polecieli tam, gdzie chcieli, zdobyli informacje czy wiadomości takie, jakie chcieli. I na tym się kończy wszystko. Natomiast taka cywilizacja bardzo ekspansywna, jaką my na pewno kiedyś w przyszłości będziemy, może doprowadzić do tego, że ich po prostu to my zjemy i w momencie dojścia do takiego wniosku, jeżeli na razie jeszcze jesteśmy w stanie co najwyżej zniszczyć samych siebie, więc nie ma takiego problemu. Ale za jakiś czas, gdy będziemy już coraz bardziej oddalać się i te nasze horyzonty techniczne będą coraz bardziej rozległe, można by się spodziewać wówczas takiego ataku prewencyjnego, który pozbawi nas na długi czas możliwości ekspansji kosmicznej. A to głównie dlatego, by oni mogli zachować swoje status quo i swoje dobre życie. To jest taki następny obraz tego, co po prostu nie oni nam, a my za jakiś czas możemy im zgotować. Z tym też należy się liczyć. Być może takie opcje również są brane pod uwagę przez tych właśnie wielkich myślicieli. Dziękuję.
[01:11:23] - Arku, czy nie jest czasami tak, bo zauważyło to wiele osób, że my jesteśmy poddawani ciągłemu kopaniu dołków przez inną inteligencję tylko po to, żeby raz na jakiś czas ta nasza cywilizacja doznawała tąpnięcia z tego czy innego powodu? Myśmy w tej audycji, która mówiła o najdziwniejszych teoriach na temat UFO, mówili o tej opcji, która odnosiła się do wielkich epidemii. Mówiliśmy o czarnej śmierci, mówiliśmy o innych wydarzeniach w innych audycjach, które odnosiły się do momentów, kiedy nasza cywilizacja dostawała zadyszki. Pojawiła się nawet kiedyś taka wzmianka mówiąca, że gdyby nie fakt, że co jakiś czas zdarzają się kataklizmy, to nasz nieograniczony rozwój mógł doprowadzić już do bardzo zaawansowanych wynalazków w starożytności. Natomiast to wszystko się toczy na Ziemi swoim rytmem. Ciekawe, czy ktoś nie macza w tym wszystkim palce, bo to też jest jednak forma jakiejś inwazji, takie sabotowanie rozwoju drugiej strony. Co o tym wszystkim myśli Marek Żelkowski?
[01:12:42] - Trochę na ten temat już mówiłem. Natomiast nie wiem, czy tego rodzaju działania, jak na przykład rodzaj sabotażu, możemy też uznać za rodzaj inwazji. Mówiąc szczerze, problem polega na tym, że my nie jesteśmy w stanie dzisiaj, jeśli jesteśmy na tym poziomie, na którym jesteśmy, jednoznacznie stwierdzić, czy ktoś nam sypie ten piach w tryby, czy kij w szprychy wkłada, czy też sami sobie właściwie coś takiego robimy albo robi to ziemska przyroda.Oczywiście ta teza, że co jakiś czas ktoś nam ten piach w tryby sypie, jest atrakcyjna. Oczywiście należałoby od razu zadać pytanie, po co to robi? Bo skoro sobie jakieś półtora tysiąca lat temu zniszczył cywilizację starożytnego Rzymu — tak powiedzmy hasłowo zupełnie — czy też po drodze wcześniej niszczył jeszcze inne cywilizacje, powiedziałbym, że to niezwykle konsekwentny by był, bo później jeszcze jakiś czas temu niszczył kolejne. To musiałby być dalekosiężny plan. Bylibyśmy potęgą, skoro bylibyśmy zagrożeniem półtora tysiąca lat temu i w dalszym ciągu dzisiaj. Wynikałoby z tego, że gdybyśmy rozwijali się bez przeszkód, to właściwie myk i przejęlibyśmy cały Kosmos. A zatem dlaczego? Albo ta cywilizacja, która nas sabotuje, jest taka ociężała umysłowo i potrafi dostarczać nam tylko jakieś przeszkody, jakieś kłopoty i nieustannie drży przed tym, żebyśmy się nie zorientowali i nie wybili na niepodległość, bo wtedy zgotujemy im straszny los. Albo ta teoria mimo wszystko nie do końca trzyma się kupy. Tak to powiedzmy kolokwialnie. Ja, mówiąc szczerze, nie do końca w nią wierzę, dlatego tak pozwoliłem sobie troszeczkę zabawowo ją potraktować. Nie wiem też, czy można podchodzić do tego w taki sposób, że obcy przez tak długi czas by nic innego nie robili, tylko knuli. Chyba że — i tu myślę ważne założenie — rzeczywiście jesteśmy takim lunaparkiem, takim parkiem rozrywki, w którym testuje się różnego rodzaju scenariusze, tak jak my testujemy różnego rodzaju scenariusze, grając w gry typu „Cywilizacja” i po prostu jedna grupa innoziemców obstawia taki wariant, a druga taki wariant. Na przykład raz jedni obstawiają, że wygra Związek Radziecki, a drudzy, że Stany Zjednoczone. To już co prawda wariant nieaktualny, ale teraz na przykład jedni obstawiają na USA, drudzy na Chiny i zobaczymy, kto wygra. Oczywiście możemy w ten sposób potraktować, taki uproszczony troszeczkę to przedstawiam, ale możemy tak traktować ingerencję obcych czy też obserwacje obcych, w taki sposób to wszystko pojmować. Tylko zastanawiam się, czy to nie jest mimo wszystko dorabianie filozofii do kawałka naszej historii i szukanie obcych tam, gdzie ich moim zdaniem do końca nie ma. Ale to moje zupełnie indywidualne i dosyć takie niespecjalnie umotywowane zresztą zdanie. Dziękuję bardzo.
[01:16:53] - Dzięki. Przypomnijmy, że Stephen Hawking i John Billingham świętej pamięci, jeden z prekursorów SETI, nie tylko oni byli zdania, że w zasadzie trzeba się wstrzymywać z wysyłaniem wiadomości w Kosmos, by nie ściągnąć sobie na głowę kosmicznych nomadów, jakiejś inteligencji, która będzie chciała coś na nas ubrać. W każdym razie tutaj jest to bardzo intrygująca kwestia, czy powinniśmy to robić. Czasami nie robimy tego mimo wolni, poprzez wysyłanie w Kosmos różnego rodzaju sygnałów, począwszy od radarów, a zakończywszy na sygnałach telewizyjnych. Ale panowie, tutaj cały czas czytamy komentarze od naszych słuchaczy. Kilka lat temu pojawił się bardzo ciekawy głos w związku z tematem inwazji obcych. Otóż dwaj specjaliści od obronności zasugerowali w wydanej świeżo książce, że najlepszą metodą walki z obcymi byłaby wojna partyzancka. To pojawiło się między innymi w filmie, o którym wspomniałem, filmie „Battleship”. Ale czy ma to w ogóle jakiś sens? Czy tworzenie takich scenariuszy zakładających, jak my będziemy walczyć z cywilizacją, która nas wyprzedza o tysiące czy nawet miliony lat, jest w ogóle uzasadnione? Bo tutaj oni stwierdzili, że gdyby obcy nas napadli, to najlepiej byłoby, gdyby ludzie rozproszyli się po lasach, tak jak partyzany nacierali na tych obcych, nękali ich różnego rodzaju zasadzkami. To oczywiście się sprawdzało w różnych momentach historii, od II wojny światowej po wojnę w Wietnamie. Ale czy obcy, czy cywilizacja, która przybywa z drugiego krańca galaktyki, potrafi nie takie rzeczy jak my, nie byłaby w stanie sobie poradzić z partyzantami? Czy my nie patrzymy na to wszystko czasami troszeczkę zbyt optymistycznie? To znaczy widząc po drugiej stronie drugich ludzi, nie przeaczamy sedna problemu, który mówi, że tak naprawdę kontakt może rozegrać się na zupełnie innym polu i takim, którego nie będziemy widzieli, bo przecież którym kosmitom chciałoby się nas wszystkich tutaj na Ziemi powybijać? Arku, co sądzisz o tych wszystkich koncepcjach, które kreślą tutaj metody walki z obcymi? Czy to nasze wybujałe ego każe nam tutaj tworzyć tego rodzaju scenariusze, czy raczej to po prostu takie troszeczkęLanie wody, jakbyśmy to określili.
[01:19:53] - Wydaje mi się, że to jest lanie wody i robienie interesów dla firm produkujących karabiny. Żadna partyzantka nie jest w stanie działać bez dobrego, skutecznego zaplecza, czyli dostaw jedzenia, dostaw broni i czegokolwiek innego. Natomiast w momencie ataku obcych to nie jest tak, że napadną na Nowy Jork czy na Paryż i będzie można się gdzieś w katakumbach skryć i co jakiś czas wychodzić. Trzeba niestety jeść. Nawet amunicja do tego kaweka kiedyś się skończy, trzeba coś tam mieć. Jak mieliśmy już u urologii kilka doświadczeń z ostrzeliwaniem tych ich obiektów, nie odnoszą one żadnego skutku, więc tutaj to trochę dziwnie wygląda. Zawsze siłę ludzką jest o wiele łatwiej zniszczyć tak naprawdę niż sprzętową. Wystarczy jeden skuteczny samolot i jest po mieście. To nie jest tak, że w ten sposób można by było jakąkolwiek wojnę tego typu wygrać. Jesteśmy bardziej w tej chwili chyba skazani na zrobienie czegoś takiego, że skoro chcecie nas zabić, to my się sami zabijemy, a przy okazji zniszczymy całą planetę, więc nic nie wskóracie, a środki do tego mamy, bo mamy ileś tam set głowic atomowych i po prostu zrobimy sobie jedno wielkie bum i nikt z tego nic nie będzie miał. To jest takie straszenie na zasadzie: „Nie napadaj na mnie, bo sobie w łeb strzelę” i tyle. Tutaj nie ma innej opcji. A to, co pokazują, że było pokazane w „Dniu Niepodległości” czy w jakimkolwiek innym filmie, to najbardziej sensowna jest niestety wojna światów i to, że jak zwykle Ziemia sama się obroni, czyli nasze bakterie czy wirusy będą na tyle skuteczne i zjadliwe, że podobnie jak w Nowym Świecie Indian, nowo przybyłych też dopadną i coś z nimi zrobią takiego, że nie przeżyją. I tylko na to w sumie tak naprawdę możemy liczyć, chcąc przeżyć oczywiście na Ziemi.
[01:22:44] - Mówiliśmy o sposobach, w jakie ludzkość mogłaby się bronić przed obcymi. Mówiliśmy o książkach, które sugerowały, że wojna partyzancka doprowadziłaby do zwycięstwa ludzkości w konfrontacji z kosmitami. Ja nie myślę, że to w ogóle ma jakiś sens, bo wiele z filmów science fiction wykorzystywało taki motyw mówiący, że oto nagle podjeżdża bateria albo podjeżdża jakiś wóz wiozący rakiety i te rakiety uderzają w ten statek kosmiczny, nie czyniąc mu najmniejszej szkody. Okazuje się, że nawet science fiction dopuszcza możliwość, która mówi, że obcy będą raczej nieczuli na nasze bronie. Mogą nie poddać się w ogóle jakiemukolwiek wpływowi militarnemu ze strony Ziemi. Czy my mamy jakiś arsenał, który mógłby im zaszkodzić? Jakkolwiek by na to nie patrzeć, to jeżeli obcy uderzą na Ziemię, będą mieli do czynienia na początku z bardzo skolaryzowaną cywilizacją, która nie odpowie jednym głosem. No bo cóż, kto zdecyduje się odpowiedzieć na atak kosmitów? Na pewno któreś z większych mocarstw. Ale co z resztą? Czy te mocarstwa w ogóle będą w stanie się dogadać? Oto jest pytanie.
[01:24:11] - Właśnie, taki wątek w historii jest znany, że pewna cywilizacja dalece przewyższająca, słynny motyw Dawida i Goliata. Można założyć, że cywilizacja bardzo zaawansowana stała się leniwa na swój sposób i taka bardzo prymitywna technologia, właśnie w „Wojnie światów” bodajże był też taki moment, że w Japonii kamikadze te chodzące maszyny gdzieś tam zniszczył. Więc jest taka możliwość, ale oczywiście to byłaby skala ograniczona, marginalna wręcz. To by się zdarzyło pewnie parę razy. Taka cywilizacja by się zapewne zorientowała, co się dzieje i tyle by tego było. Z tą partyzantką to jest taki romantyzm. Ja też to popieram, że to raczej marne szanse. Mamy taką tendencję, myślę, że Polacy szczególnie, lubimy sobie tak właśnie wyobrażać jakiś romantyzm. Ale jak on się kończy, nawet na podstawie historii Polski można wywnioskować. Już nawet nie trzeba szukać gdzieś tam u obcych. Nie jest to dobry bilans, więc moim zdaniem może też być tak, jeżeli obcy są inteligentni, a zapewne będą, że mogliby zrobić właśnie coś takiego, że zobaczyć, które państwo na Ziemi było źle traktowane lub jakieś rejony i powiedzieć: „Dobra, my was teraz będziemy wspierać i wy jesteście naszymi emisariuszami” na przykład. Mogą też tak zagrać. Scenariuszy jest bardzo dużo, także patrzymy na to multilateralne podejście, patrzymy z wielu poziomów, ale to jest ponownie, spekulujemy sobie i tutaj trudno cokolwiek wywnioskować na 100%, bo ta inteligencja musi być super zaawansowana. To na pewno, bo w ogóle tutaj by się dostała.Ale jakie motywacje? Co byśmy nie wymyślili, będziemy patrzeć przez pryzmat nasz własny jako ludzie z taką, a nie inną historią. Wobec tego nie wiem, czy możemy w ogóle być w stanie zrozumieć te mechanizmy, bo pojawiają się takie filmy, że ludzkość dochodzi do kontaktu, a kontakt jest tak niezrozumiały, że ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, że ten kontakt w ogóle zaistniał. Myślę, że też tak może być. Taki scenariusz jest możliwy. Dziękuję.
[01:26:28] - Dziękuję. Marku, cały czas obracamy się w zasadzie na jednym poziomie mówiącym, czy nasza konfrontacja z kosmitami w ogóle ma sens. Ale czy nie uważasz, że problem tej tematyki wojny partyzanckiej w konfrontacji z zaawansowanymi przybyszami z odległej galaktyki jest absurdalny? Wspomniałem film „Battlefield Earth”, w którym grała Ariana. To był dość badziewny film, szczerze mówiąc. Taki film na niedzielę. Jeżeli komuś się nie chce myśleć, to może sobie go obejrzeć. Nie był najgorszy. W każdym razie przedstawiał najbardziej stereotypowo, jak chyba możemy sobie wyobrazić, inwazję kosmitów. W ogóle był nieprzemyślany. Na koniec oczywiście bohaterska armia weteranów amerykańskich porwała jakiś stary, zdezelowany lotniskowiec. Oczywiście pokonała kosmitów. To był inny statek i pokonał oczywiście tych kosmitów. Ale tam pokazane zostało w krzywym zwierciadle nieco, jak my jako cywilizacja wyobrażamy sobie całą inwazję. Teraz pytanie troszeczkę oczywiście związane z tym, co już było. Czy nie uważasz, że to wszystko troszeczkę jest bajka? Jeżeli oni by chcieli nam coś zrobić, to by zrobili to w inny sposób i to kuku nadeszło by z trochę innej strony. Nie potrzebowalibyśmy żadnego Kurasia Ognia, żadnego Broza albo innego słynnego partyzanta, żeby tych obcych pokonać, dlatego, że nie byłoby żadnego sensu. Oni by po prostu te wszystkie partyzanckie ścieżki dobrze znali.
[01:28:21] - Zgadzam się. Mnie w ogóle idea napaści na Ziemię i naszej dzielnej obrony, trochę, kolokwialnie mówiąc, rozwala. Powiem tak: gdyby ta zaawansowana cywilizacja chciała zdobyć Ziemię, to ja nie jestem przekonany, że ona by zbrojnymi hufcami hasała po naszej planecie i wybijała naszych żołnierzy. Myślę, że załatwiliby to w dosyć perfidny, wredny sposób. Dość powiedzieć, że już my jako ludzie zaczynamy kombinować, czy przypadkowo nie da się stworzyć celowanej, kierowanej broni genetycznej, która będzie wybijała określone nacje, określone zestawy genów. Mówiło się, że na przykład dałoby się skonstruować broń skierowaną przeciwko Azjatom czy może przeciwko Chińczykom, określonym grupom oczywiście, zbieżnym genetycznie grupom, czy też broń celowaną w inne grupy ludzi, które mają podobne geny. Już się zaczyna o tym kombinować. Co więcej, zaczyna się mówić, że taką broń można by wcelowywać w poszczególne osoby, w jednostki konkretne. Gdybym ja był takim planistą obcych, którzy zamierzają przeprowadzić planową inwazję na Ziemię, to zastosowałbym tego rodzaju mechanizm, że wytłukłbym 99% ludzkości za pomocą tego rodzaju środków i wcale bym nie włączał do owej inwazji swoich maszyn bojowych, tylko bym po prostu wydusił nas tutaj w sposób prawie niezauważalny. Dobrze jeden z przedmówców powiedział, że dałoby się nas załatwić. Zanim byśmy się zorientowali, że jest inwazja, to już byśmy byli właściwie załatwieni. To jest ta wizja takiej planowej, jeśli mam mówić o planowej inwazji dokonywanej przez obcych w sposób systematyczny. Zresztą tego rodzaju film powstał, że kiedy analizowano możliwości inwazji i ktoś w tym filmie dokumentalnym doszedł do wniosku bardzo podobnego. Dlatego może mi się tak spodobał, że on był podobny. Lubimy zawsze słuchać kogoś, kto mówi rzeczy, które wydają nam się rozsądne. Mnie się akurat wydała rozsądna tego rodzaju analiza, która mówiła o tym, że z taką zaplanowaną inwazją nie mielibyśmy szans. Ale gdyby — i tu wrócę do swojej koncepcji szarańczy, czyli takiej cywilizacji, która przemieszcza się po kosmosie, rabuje, co może i odlatuje — gdyby na Ziemię trafiła taka cywilizacja, która by tutaj nie tyle planowała, coSpojrzała coś fajnego, to sobie weźmiemy. Wtedy idea wojny partyzanckiej mogłaby się sprawdzić, ponieważ oni by tu byli na chwilę. Oni by chcieli zrabować, co by tylko mogli, a potem by odlecieli tak czy tak. Należałoby doprowadzić do tego, żeby ekonomicznie troszeczkę te plany pokrzyżować na tej zasadzie, że koszty zdobycia tych dóbr, które oni chcieliby zdobyć, byłyby na tyle wysokie, że przestałyby się opłacać. Spakowaliby się i odlecieli. To jeszcze się trzyma kupy, chociaż tak nie do końca. Ale na tej podstawie realizatorzy filmu ukuli sobie tego rodzaju koncepcję, że wtedy wojna partyzancka by się sprawdzała. Małe, rozdrobnione oddziały. Pamiętam taką scenę, gdzie ludzie podczepieni pod jakieś zestawy balonów podlatywali do tych statków obcych i je tam wysadzali. Absurd krzyżował się tam z patosem, co zawsze jest mieszanką dla jednych zabawną, dla drugich przejmującą, w zależności od wrażliwości. Ale trzeba przyznać, że rzeczywiście jakby już tak dzielić włos na czworo i myśleć o tym, co jest możliwe teoretycznie, a co nie, to rzeczywiście może z taką cywilizacją szarańczopodobną taka koncepcja na przetrwanie, bo nie na obronę tak naprawdę, bo chodziłoby raczej o przetrwanie, póki sobie nie polecą dalej, to może by się mogło sprawdzić. Chociaż tak jak powiedzieli przedmówcy, wojna partyzancka to jest wojna, która musi mieć zaplecze. Jedni są w lesie, drudzy są nie w lesie, tylko są w swoich chatach i gdzieś to masło do tego lasu wysyłają czy chleb, czy jeszcze inne dobra. Nie wiem, czy by to się dało pogodzić. Trudno mi powiedzieć. Nie jestem teoretykiem wojny partyzanckiej. Natomiast jakbyśmy szukali dziury w całym i szukali teoretycznych możliwości, to może w takiej sytuacji wojna partyzancka by się sprawdziła. Natomiast tak jak powiedziałem, wojna partyzancka w zestawieniu ze skoordynowanym, zaplanowanym atakiem troszeczkę by przypominała sytuację, kiedy Stany Zjednoczone zaatakowały Irak. W samym momencie ataku, kiedy latały Tomahawki, kiedy latały niewidzialne bombowce i tak dalej, kiedy Amerykanie zapewnili sobie właściwie nietykalność w powietrzu, oni właściwie robili, co chcieli. To właściwie jest odzwierciedlenie tego, co by się działo z ziemskimi siłami zbrojnymi. Nie wiem, czy one by się w ogóle mogły w jakikolwiek sposób wykazać. Natomiast pojawia się bardzo ciekawy problem, bo przecież problemem Amerykanów w Iraku nie było to, jak opanować niebo nad Irakiem, jak spacyfikować armię iracką. Problemem stała się okupacja. I tu możemy rozważać, czy gdy obcy już zajmą ziemie. Nie wiem, czy w ogóle w takich kategoriach można to rozpatrywać, ale załóżmy, że tak, że już opanowali ziemie, stali się tutaj, posadzili swoich gubernatorów, opanowali nas, wyznaczyli nam nasze prawa albo właściwie brak tych praw. Powiedzieli, co nam wolno, co nie wolno i okupują. Być może wtedy ta wojna partyzancka miałaby jakiś sens. Tylko pytanie, jaki by miała ten sens? Bo troszeczkę to wygląda w ten sposób, że wojna partyzancka podczas II wojny światowej w Polsce miała sens, ponieważ zawsze istniała, przez cały czas była nadzieja, że ktoś wreszcie tym Niemcom w trąbkę da. I w końcu się okazało, że dał. I w rezultacie ten opór jakiś sens miał i ku pokrzepieniu serc, i jakiś militarny również. Natomiast w sytuacji, kiedy ziemia zostanie opanowana, to kto właściwie tym obcym w tę przysłowiową trąbkę da? Nikt. Właściwie nikt. I pytanie wtedy, czy taki opór po lasach, bieganie po lasach i strzelanie do obcych, jaki to ma sens? Jaki to by miało sens ewentualnie? I tu pozostawiam oczywiście scenariusze. Scenariusze można teraz mnożyć rozmaite. I znowu odsyłam do literatury science fiction, bo takich scenariuszy sporo się pojawia. Myślę, że nie czas i nie miejsce, żeby je teraz przytaczać, tylko warto rozpatrywać to trochę w kategoriach sensu i ochraniania siły żywej, bo dobrze się ogląda takie heroiczne sceny w filmach science fiction, czy też czyta o tego rodzaju postępowaniu w książkach, gdzie ziemianin, partyzant walczy z obcymi, pierś im odsłania i mówi: „Bijcie, bijcie, ja wszystko dla ludzkości zrobię, poświęcę się”. To takie jest głupie i właściwie idiotyczno-heroiczne. Natomiast prawda jest taka, że ludzie troszeczkę inaczej by o tym myśleli, kiedy nie byłoby już szans na jakikolwiek opór, kiedy dominacja obcych byłaby tak potężna. To pytanie, czy bieganie po lasach i opór tego rodzaju, jak powiedziałem przed chwilą, miałby jakikolwiek cień sensu poza podtrzymaniem morale, tylko właściwie w imię czego to morale podtrzymać? Może znalazłoby się kilka innych, fajniejszych. Wycofuję słowo „fajniejszych”. Bardziej przydatnych z punktu widzenia ludzkości sposobów, żeby to morale podtrzymać. Nie wiem. To tyle. Dziękuję bardzo.
[01:38:16] - Dzięki. Panowie, mówimy cały czas o potencjalnej inwazji, która może się zdarzyć, a może już trwa i wydaje się, że mimo wszystko, jeżeli jakaś obca cywilizacja byłaby nami zainteresowana, to chyba nie uderzy tak z grubej rury, ale zajmie się nami od jakiejś strony raczej mniej widocznej. Takie pytanie z grubej rury tym razem, panowie. Adamie, czy elity przejmują się tak naprawdę tą inwazją z kosmosu? Bo myśmy nieraz mówili o tym, że prezydent Reagan czy generał MacArthur robili jakieś uwagi w swoich wystąpieniach na temat obcych. Pamiętam, że Reagan powiedział, że gdyby obcy uderzyli na Ziemię, to doszłoby do takiej sytuacji, że ówczesnej Związek Radziecki i Stany Zjednoczone musiałyby zjednoczyć swoje siły i w ogóle doszłoby do unifikacji wszystkich narodów na Ziemi. MacArthur również wypowiadał się w podobnym tonie. Dobrze wiesz, Adamie, że na tym szczeblu, gdzie działają różnego rodzaju think tanki i organizacje zajmujące się polityką albo geopolityką, w grę wchodzą bardzo realne scenariusze. Czy myślisz, że coś takiego jak scenariusz wojny z obcymi, inwazji obcych jest brane przez elity pod uwagę?
[01:39:39] - Myślę, że tak, ale najpierw musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, kim są te elity. Jeżeli założymy wersję oficjalną, że rząd, ten który widzimy, to jest ta elita, to nie wygląda to optymistycznie. Na pewno się tym zajmują, na pewno o tym myślą. Na pewno są, jak wspomniałeś, różne think tanki, które tym się zajmują z prostej przyczyny: jeżeli ktoś ma już tyle pieniędzy, jest na przykład miliarderem, niekoniecznie jest to osoba w rządzie, ale dorobiła się swojego, ma czas w tym momencie na zajęcie się rzeczami tak naprawdę istotnymi z naszego punktu widzenia, jeżeli chodzi o naturę życia i w ogóle egzystencji. Więc jak najbardziej tak. Możemy też założyć, wziąć perspektywę nowego porządku świata, że elita może mieć jakieś powiązania właśnie z takimi siłami, nazwijmy to pozaziemskimi. Wówczas sytuacja się komplikuje, bo właściwie nie to, że oni się interesują, bo można uznać wtedy, że już są częścią tego układu, ale to już jest bardzo daleko idący wniosek. Tak że podstawa tutaj to jest definicja elit, czyli załóżmy, że to rządy, miliarderzy, tacy ludzie naprawdę mający środki na to. Ale pytanie, czy są w stanie coś z tym konkretnego zrobić? Niezależnie co by z tym zrobili, to moim zdaniem nie będą dzielić się z populacją, bo po co mieliby to robić? To jest też dla nich władza, to jest dla nich plus, dla nich wiedza. Po co mają się taką wiedzą dzielić? Myślę, że są tym żywo zainteresowani. To na pewno, chociażby z czystej logiki. Tak jak już powiedziałem, mają pieniądze, mają władzę, mogą się skoncentrować na rzeczach naprawdę istotnych, ale czy zrobią coś konkretnego, jakby doszło do sytuacji inwazji? Nie sądzę. Myślę, że my byśmy byli poświęceni, a bunkier by im tu nie pomógł, bo z taką cywilizacją to raczej by nic nie dało. Pewnie próbowaliby się jakoś porozumieć. Chyba że cywilizacja, bo też mogli mieć różną moralność, taka cywilizacja mogła mieć moralność tego typu, że elita byłaby dla nich czymś wręcz strasznym, że nie rozumieliby w ogóle, jak to tak może być. Wszystko zależy od tego, jakiego rodzaju byłaby to cywilizacja. Jeżeli byłaby to cywilizacja psychopatyczna, psychopatów, bo tak też mogłoby być, załóżmy, którzy nie mają sumienia, to myślę, że taka elita mogłaby służyć jako taka osoba, która kontroluje, jakaś szara eminencja może, bo to nie musi być też tak, że ta inwazja jest, jak już powiedzieliśmy, że będzie to oczywiste dla nas. To może być też tak, jak już się pojawia w różnych filmach, książkach, że jest jakaś inwazja, ale tak naprawdę nie wiadomo, kto za nią stoi, o co chodzi. Ludzie wiedzą, że są kontrolowani, ale kto za tym stoi? Nikt nie wie. Oprócz tych, którzy są takimi pośrednikami, ale oni nie mówią o tym. Tak też może być. Elita może mieć wiele znaczeń. Może być też elita intelektualna, która często nie musi iść w parze z finansami. Jak wiemy, przynajmniej na dzień dzisiejszy, pieniądze są niezbędne, jeżeli chcemy faktycznie coś wnieść praktycznego w sensie zrozumienia tego zjawiska. Nie tylko tego zresztą. Tutaj jest ten problem. Moim zdaniem, jeżeli naprawdę taka elita miałaby coś wnieść, to musiałaby być i intelektualna elita, i finansowa, a to często się jedno z drugim mija. I to jest dramat naszej cywilizacji. Tak bym to nazwał. Dziękuję.
[01:43:11] - Dzięki. Arku, czy myślisz, że tam na szczycie, gdzie są brane pod uwagę różnego rodzaju scenariusze i gdzie naprawdę myśli się o realnych wydarzeniach, brane są pod uwagę kwestie związane z inwazją?
[01:43:27] - Wydaje mi się, że może nie tyle z inwazją, ale ze skutkami kontaktu daleko idącymi. Natomiast mamy wspaniały przykład historii Polski. Tutaj tak jakby się przejawiał nasz świat, czyli Polska i wszystkie zagrożenia, jakie mamy z każdego możliwego kierunku jako inwazję obcych. Tutaj widać było, że jedni próbowali się za wszelką cenę dogadać z potencjalnym napastnikiem, inni z nim współpracowali, jeszcze inni do samego końca próbowali walczyć. I nie mówię tutaj o ostatniej wojnie światowej, ale o czasach wielkiej Rzeczypospolitej.Podejrzewam, że tak samo byśmy mieli do czynienia z Ziemią i z różnymi frakcjami na Ziemi. Jedni za wszelką cenę próbowaliby się dogadać, inni za wszelką cenę próbowaliby w jakiś sposób walczyć do samego końca. I tutaj kwestia tego, w jaki sposób podeszłaby to zagrożenie, ta obca cywilizacja do nas, jeżeli byliby to totalni niszczyciele wszystkiego, nomadzi, którzy chcą tylko nakraść ile się da i ruszyć w dalszą drogę, dlatego że jakieś omo coś tam momo ucieka im, a nie są w stanie ani go zatrzymać, ani przekierować. Więc co nachapią, to przez ten czas jest ich. Zresztą podobnie wyglądałaby sprawa z Nibiru i ze Złotego Kamienia. Oni też mieli ograniczony czas na to, żeby nabrać tego złota, bo im planeta odlatywała, a że żyli dokładnie tyle, ile trwał obieg ich planety dookoła Słońca, więc następne pokolenie dopiero mogło grabić. Taki mamy też w opisach sumeryjskich robiony opis zdarzeń, więc nie mielibyśmy za dużo do powiedzenia w tym momencie. Trzeba by było, tak jak Marek mówił, mimo wszystko próbować przeczekać to wszystko i walczyć może. Nie wiem, ciężko to powiedzieć, ale nie sądzę, żeby jeden świat powiedział wszystko jednym głosem, bo nigdy się z tym nie spotkaliśmy i chyba nigdy czegoś takiego nie było, żeby cały świat jednoznacznie, jednym głosem powiedział w jakiejkolwiek sprawie, nawet jeżeli to były ewidentne przekroczenia tych wszystkich umów międzynarodowych i tego typu rzeczy. Dziękuję.
[01:46:40] - Dzięki. My wiemy, że Adam musi już nas niedługo opuścić. Także Adamie, dziękujemy za dzisiejszą audycję. Dziękujemy za ciekawe wypowiedzi.
[01:46:50] - Również dziękuję. To ja już właściwie teraz może pójdę, Piotrze, dziękuję za audycję i życzę jeszcze audycji dalszej i pozdrawiam słuchaczy. Dziękuję. Dobranoc.
[01:47:01] - Dobranoc. Dziękujemy Adamie, do usłyszenia w którejś z kolejnej audycji pod tytułem „Debaty ufologiczne”. Przejdźmy do tego, co ma do powiedzenia Marek na temat elit rozważających ewentualną inwazję, bo mówił o tym Reagan i wiele innych osób. Możemy do tej grupy podłączyć na przykład Paula Hellyera, byłego ministra obrony Kanady, krótkotrwałego w latach 60. Ale to chyba taki przedstawiciel elity, raczej w przypadku prawdziwej elity. Nie występują na co dzień w telewizji. Prawdziwe elity pociągają za sznurki i rzadko występują pod swoimi nazwiskami. Czy oni twoim zdaniem, Marku, bardzo się obawiają tej inwazji? Czy nie traktują jej czasami jako takiej odskoczni, ewentualnie siatki maskującej?
[01:47:57] - Ja powiem tak: najpierw odniosę się do Reagana i do tego, co mówił. Zdarzyło mi się kilka razy odsłuchiwać tę wypowiedź. Odniosłem wrażenie, że to był rodzaj chwytu retorycznego, gdzie on przedstawiał pewną sytuację, w określonej sytuacji politycznej w dodatku, dwóch bloków, które ze sobą były skonfliktowane i bliskie konfrontacji. To było raczej przedstawienie pewnej sytuacji, co by było gdyby. Jakoś nie mogę dostrzec w tym tego, co chcą z kolei dostrzec inni, że to było takie powiedzenie o tym, że coś nam może zagrażać, że my moglibyśmy się jako ludzkość wtedy i tylko wtedy obronić. Nie widzę tego w ten sposób. Natomiast odpowiedź na to pytanie, czy elity obawiają się ewentualnej inwazji. Skazani jesteśmy, próbując udzielić odpowiedzi na absolutne gdybanie, bo z oficjalnych komunikatów trudno jakiekolwiek obawy wyłowić. Politycy mają to do siebie, że zachowują się w sposób często arogancki, pyszałkowaty, taki sposób, jakby nic poza tą bieżącą polityką w ogóle nie istniało. A co dopiero tak abstrakcyjne chwilami rzeczy, jak inwazja obcych czy w ogóle obcy. Dlatego bardzo trudno jest z tej oficjalnej polityki, z oficjalnych wypowiedzi wyłowić jakieś takie akcenty, które świadczyłyby o tym, że jakieś obawy pojawiają się wśród elit rządzących. Mówiąc „trudno”, tak naprawdę też dokonałem pewnego nadużycia, bo właściwie ja przynajmniej nie znajduję tego rodzaju obaw w ogóle.Z kolei można by się zastanowić, analizując pewne zakulisowe działania elit politycznych, czy przypadkowo nie przygotowują się na tego rodzaju możliwość. Tutaj doskonałą pożywkę mają twórcy, ewentualnie ludzie, którzy śledzą rozmaite teorie spiskowe. Oni być może potrafiliby pewne fakty świadczące o tego rodzaju przygotowaniach przytoczyć, bo na przykład stworzenie banku nasion gdzieś ukrytego w lodowych jaskiniach, czy też różnego rodzaju schronów i tak dalej. Z jednej strony można to rozpatrywać jako przygotowania do ewentualnego konfliktu, ale całkiem ziemskiego, takiego w ramach naszej cywilizacji, ale równie dobrze można rozpatrywać jako próby ochronienia się przed ewentualną inwazją. Chociaż moim zdaniem gdzieś tam koło logiki to nawet nie stało, czy zdrowego rozsądku. Bo skoro obcy atakują naszą planetę, są przygotowani do tego, to dlaczego mają być akurat nieprzygotowani do tego, aby odnaleźć ewentualne schrony, miejsca, w których ludzkość czy też jej przedstawiciele ukryliby się przed inwazją? Czy rozwój technologii może wskazywać na to, że mamy zamiar stawić czoła obcym? Powiem tak: czy w ogóle rozwój ludzkości i rozwój technologii świadczy o czymś takim? Moim zdaniem nie. Świadczy o tym, co jest oczywiste, czyli o tym, że idziemy do przodu, że pojawiają się nowe idee, nowe technologie, nowa technika, ale o niczym innym. Czy jakiś niewidzialny samolot. Może dla nas on jest niewidzialny, a dla kogoś, kto dysponuje odpowiednią technologią i to nawet już naszej ziemskiej cywilizacji, jest on jak najbardziej widzialny. Trochę mi to przypomina tę sytuację z Jugosławii, kiedy po zestrzeleniu jednego z niewidzialnych bombowców gdzieś tam się odbywała demonstracja z takimi transparentami, że przepraszamy, ale nie wiedzieliśmy, że ten samolot był niewidzialny. Troszeczkę tak to zaczyna wyglądać. Nie wiem, czy nasze zbrojenia, nasza nowa technologia militarna może być potwierdzeniem tego chociażby, że przygotowujemy się na odparcie inwazji. Raczej takie próby skierowania naszych myśli w tym kierunku mogą świadczyć o tym, że, jak jeden z przedmówców moich mówił już, próbuje się nam gdzieś wtłoczyć mniej lub bardziej świadomie to, że te wydatki zbrojeniowe mogą się przysłużyć do obronienia nas jako cywilizacji, jako ludzkości. Powiem tak, że ja z tej całej polityki, która się na całym świecie toczy i z tych różnych przemówień, oświadczeń, wypowiedzi jakoś niespecjalnie wyłapuję takie fakty, które miałyby świadczyć o tym, że politycy są świadomi zagrożenia. Poza tym uważam, że podchodząc do tego bardzo rozsądnie, jeżeli już przedstawiciele świata politycznego uzyskaliby tego rodzaju wiedzę, to na pewno zrobiliby wszystko, żeby się tą wiedzą z nami, szaraczkami nie podzielić. A zatem próby wyszukiwania w ich wypowiedziach czegokolwiek byłyby skazane na niepowodzenie. Zatem jeśli nawet coś takiego jest, że elity polityczne mają świadomość zagrożenia, to mamy marne szanse, aby się o tym z oficjalnych przekazów dowiedzieć. Dziękuję bardzo.
[01:55:04] - I właśnie teraz, w ostatniej debacie ufologicznej online w tym roku, w roku 2017, przyszedł najwyższy czas, aby otworzyć naszą linię telefoniczną. Nasze numery telefonów to: 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można oczywiście również do nas pisać na infolinę Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Przy okazji zachęcamy gorąco do polubienia fanpage'a tego czasopisma, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze, przede wszystkim relacje z obserwacji UFO, na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:56:23] - Zachęcamy wszystkich, którzy chcą się podzielić z nami swoimi wnioskami na temat ewentualnej inwazji do
[01:56:29] - Kontaktowanie się z nami właśnie od tej chwili, dlatego że otwieramy naszą linię. Jeżeli macie coś do powiedzenia w kwestii inwazji, to zachęcamy. Panowie, myśmy już poruszyli bardzo dużo różnego rodzaju tematów i w sumie wydaje się, że do tej pory tym najbardziej przekonującym wnioskiem było to, że obcy, jeżeli będą chcieli nas podbić, to zrobią to w jakiś sposób taki, który nie będzie im sprawiał kłopotu, bo chyba nie jesteśmy dla nich aż tak bardzo wielką zdobyczą, jak nam się czasami wydaje. Nie wiem, Marku, czy się zgodzisz ze mną, ale czy my jako ludzkość, bo do tej pory mówiliśmy o planecie, jesteśmy jakimś łakomym kąskiem dla obcych cywilizacji? Możemy pomyśleć, że pewnie zainteresowaliby się nami tacy obcy, którzy chcieliby przeprowadzić u nas jakiś zbiorowy eksperyment. Ale czy pod innymi względami, Marku i Jarku, także jesteśmy łakomym kąskiem dla obcych? Może Marek?
[01:57:49] - Myślę, że to się już właściwie przejawiało w wielu wypowiedziach.
[01:57:52] - Mówimy o cywilizacji, bo mówiliśmy do tej pory o Ziemi, że Ziemia może nie być tak bardzo interesująca, ale co z cywilizacją? Co z obcymi, którzy chcieliby wyłuskać coś na nas? Czy jest coś do ugrania na Ziemi?
[01:58:11] - Nie wiem. Być może jest. Tylko ja, jeśli mam szczerze odpowiedzieć, to nie bardzo widzę to coś.
[01:58:19] - Pod różnymi kątami, tak? Bo w zasadzie, jeżeli ktoś chciałby na nas zrobić inwazję jako na ludzkość, to tylko po to, żeby zrobić nam krzywdę, bo nie wydaje mi się, żeby w ogóle realne były te koncepcje, które mówią, że obcy przylecą i dadzą nam lekarstwo na raka. Z tego powodu, że oni dobrze widzą, jaka jest Ziemia, jak mocno jest polaryzowana. I o tym już mówiliśmy nie raz, że gdyby coś nam dali, to pewnie i tak by nie trafiło do wszystkich, tylko do niektórych ludzi.
[01:58:51] - Załóżmy na przykład taki scenariusz, bo my mamy zupełnie naturalną tendencję do tego, żeby postrzegać obcych jako grupę istot, które stoją znacznie wyżej technologicznie, ale też w jakiś sposób intelektualnie. Są na innym etapie rozwoju niż my i w związku z tym my w ogóle nie mamy specjalnie nic ciekawego do zaoferowania im. I może rzeczywiście tak jest, ale patrząc na obcych, równie dobrze możemy wziąć pod uwagę taki wariant, który nie jest często rozpatrywany, ponieważ my w ogóle wychodzimy z założenia, że idee to nie jest nic takiego ważnego. Tymczasem przypominam, że właśnie w naszych czasach odbywa się, w zależności od tego, jak postrzegamy naszą rzeczywistość, różnie to jest nazywane, ale ja to mogę nazwać pewną inwazją na Europę. I teraz wyobraźmy sobie na przykład cywilizację wysokorozwiniętą, która ma jakiś system religijny, system wiary. Albo może zostawmy religię, bo to może nie jest dobry przykład. Może jakiś system filozoficzny, system wartości, który upowszechnia i w związku z tym jest to taki rodzaj wojny religijno-ideologicznej, nawracanie ludzkości na jedyną prawdziwą wiarę. Ja wiem, że to jest oczywiście kalka z tego, co działo się gdzieś w przeszłości ludzkości i to taka w gruncie rzeczy dosyć prymitywna kalka, ale trudno. Skoro już rozpatrujemy tak abstrakcyjne hipotezy, jakie dzisiaj rozpatrujemy, to i takiej nie możemy kompletnie wyrzucić do kosza. A zatem jeśli nawet nie religia, to jakiś system wartości. Nie wiem, jakiś taki neokomunizm albo neofaszyzm, albo cholera wie, co jeszcze można wymyśleć w dziedzinie ideologii. I coś takiego nam się próbuje narzucić jako jedyną prawdziwą myśl o wszechświecie, o ludzkości, w ogóle o całej rzeczywistości. I wówczas może niepotrzebne są te wszystkie rozważania na temat tego, co my im możemy dać albo co oni nam mogą zabrać. Może to jest taka gorliwość istot, które szerzą jedyną prawdziwą ideologię, jedyną prawdziwą wiarę. Taka gorliwość inkwizytorska troszeczkę. I to jest kolejny wariant rozwoju sytuacji, czy też w ogóle podejścia do tematu, o którym dzisiaj rozmawiamy. Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy on wydaje mi się w jakikolwiek sposób prawdopodobny, to odpowiem od razu, że niekoniecznie, ale wykluczyć go się nie da.
[02:02:04] - Mamy tymczasem na linii słuchacza telefonicznego. Dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:02:11] - Dobry wieczór. Ja mam właściwie takie pytanie, ale mam taką sugestię. Dzisiaj posiadamy pewną technologię lepszą aniżeli 1000 lat temu, aniżeli 2000 lat temu. Uważam, że gdyby oni naprawdę coś próbowali, mieliby większe szanse zrobić 1000 lat temu. Ale wiadomo, na piramidach i nie tylko hieroglifyMamy informację, że kiedyś już u nas byli, a państwo na ten temat myślą. Jeśli chcieliby nas podbić, zrobiliby to już bardzo dawno temu. Halo?
[02:02:48] - A może oni to już robią? Może to już robią i sukcesywnie to robią. Nazywają się bogami, tworzą nam religię, tworzą podstawy do podziału ludzkości tylko po to, żebyśmy nie wyszli, jak mówiliśmy gdzieś już w toku trwania tej audycji, poza pewne stadium, żebyśmy cały czas pozostali na Ziemi, żebyśmy się nie interesowali nimi, tylko interesowali się na przykład konfliktami religijnymi, konfliktami światopoglądowymi. Może oni myślą w trochę innych perspektywach niż my, bo ludzie przyzwyczaili się do takiego myślenia przyczyna-skutek, że my planujemy sobie coś dzisiaj, robimy jutro, ewentualnie robimy to za kilka lat. Natomiast obcy mogą myśleć w perspektywach setek lat. Człowiek jest przyzwyczajony do tego, że obserwuje procesy z perspektywy swojego życia. A co jeżeli kosmici żyją na przykład setki lat i mogą być znacznie więcej i planują te swoje założenia z góry na kilkaset, kilka tysięcy lat? Może oni zaczęli w X wieku, a kończą teraz albo za jakiś czas. Może te wszystkie latające dziwadła, które były widziane w średniowieczu, to było to samo co teraz. Po prostu nas urabiali, urabiali pokolenie po pokoleniu, a potem po prostu tworząc mit dobrych braci z kosmosu, pojawią się i zaatakują i przejmą nie tyle ciała i dobra, nie tyle powietrze, wodę i złoto, co nasze umysły. Może to tak było.
[02:04:45] - To może być bardzo mądre podejście, ale wydaje mi się, że gdyby naprawdę chcieli nam zrobić krzywdę i chcieli nas zaatakować, już by dawno to zrobili. Może raczej mają z nas biznes i są w stanie nas wykorzystać w jakiś sposób.
[02:04:58] - Możliwe. Może nas po prostu obserwują, bo jak powiedzieliśmy przed chwilą, gdyby jakaś inteligencja obca była nami zainteresowana, żeby sobie zabrać tą planetę, bo myśmy jeszcze przecież 10 lat temu myśleli, że Ziemia jest tylko jedna i tylko tu się rozwinęło życie. A teraz Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba pokazał, że tych planet podobnych do Ziemi jest co najmniej kilkaset. A w perspektywie całego kosmosu są to niezliczone ilości. Tak że Ziemia nie jest niczym wyjątkowym i nie powinniśmy się dziwić temu, że obcy się nie kontaktują z nami, bo po co? W kosmosie są może miliardy ziem, miliardy ludzkości. Jak Marek Żelkowski mówił nieraz: może jesteśmy jak kosmiczne wróble, z którymi nikt nie chce się kontaktować, bo nie ma po co. Nie jesteśmy wyjątkowi. Jesteśmy jak takie chrząszcze kowale, które obsiadają fasady każdego bloku w pewnej porze roku. To coś nas zawsze obłazi. Po co się z tym komunikować? To są pasożyty i w ogóle może my też jesteśmy takim pasożytem naszej planety i tylko ją niszczymy. Może obcy są na takim poziomie rozwoju, że myślą sobie, że ważniejsza jest nie ludzkość, ale planeta. O tym też warto pamiętać. Ale ma pan rację. Ma pan rację z tym, że gdyby chcieli nas podbić, to by to zrobili dawno temu.
[02:06:18] - Tydzień temu była fajna audycja, w której rozmawialiśmy o istnieniu czegoś, czego możemy nie wiedzieć. I tak przeszło mi właśnie przez-
[02:06:25] - Przez słowo pana sprecyzuję.
[02:06:27] - Zwykły, normalny człowiek, taka zwykła mrówka czy taka zwykła biedronka, która teraz żyje w ogrodzie, nie ma pojęcia, że istnieją tacy wielcy ludzie, którzy mają banki, smartfony, internet i tak dalej. Ta mrówka nie ma żadnego pojęcia, że istnieje bankowość i inne rzeczy. Ona ma po prostu swój świat. Ona funkcjonuje w całkiem innym systemie. Tak samo może my jesteśmy w tym całym, nie wiem-
[02:07:00] - Niby tak, ale z jednej strony my posiadamy bardziej rozwiniętą inteligencję niż ta mrówka. I gdyby to była prawda, to jest w ogóle dobre porównanie naszego kontaktu z jakimiś innymi inteligencjami we wszechświecie, bo myślę, że na Ziemi to nie do końca, dlatego, że dysponujemy chyba, i tutaj może Marek Żelkowski się włączy, odpowiedź na to pytanie, trochę większym zasobem poznawczym niż mrówki i trochę więcej obserwujemy z tego świata. Gdybyśmy po prostu widzieli, bo mrówka może nas... Nie wiemy tego, czy mrówka nas nie widzi. Mrówka czasami wlezie na smartfon, ktoś ją pacnie i nie wiemy, jakie są jej wrażenia. Nie wiemy, jakie są wrażenia z tego, kiedy na przykład wyganiamy nasze mrówki z domu albo gdy stajemy nogą na ścieżce, którą podążają. One sobie żyją swoim życiem i żyją tą filozofią roju. Natomiast my, gdybyśmy chcieli zastosować to prawo do naszej planety, to byśmy musieli powiedzieć, że żyjemy sobie w jakiejś bańce i nic więcej nie widzimy poza tym, co się dzieje. Ale my przecież widzimy. My jako ludzkość widzimy na przykład zjawisko UFO, którego nie jesteśmy w stanie rozpoznać. Widzimy inne zjawiska. Wydaje mi się, że gdyby na Ziemi istniała jakaś cywilizacja wysokiego stopnia, to przecież byśmy to prędzej czy później zauważyli. Natomiast coś tutaj jest.Ale wydaje się, że-
[02:08:41] - Właśnie, tylko że może jest to w ten sposób taki, jak wcześniej pan mówił, że ten tak zwany rząd, może te najwyższe najbogatsze osoby, które mają mnóstwo pieniążków, może oni za plecami nawet ich rządu już nawet znają, wiedzą więcej, co nas otacza. Być może tak, jak kiedyś było mówione, że w jądrze w środku Ziemi żyje inna cywilizacja i tak dalej. I oni z nimi właśnie sobie rozmawiają na boku o technologiach i tak dalej. Wiadomo, jeśli chodzi o Japonię i nie tylko. Może już to się dzieje na dzień dzisiejszy, tylko że my nigdy się o tym nie dowiemy naprawdę. To jest ukrywane, bo to są ogromne pieniądze, to są duże technologie. Wiadomo, państwa między sobą się również o technologie biją. To jest duży pionek na planszy po prostu.
[02:09:40] - Wydaje mi się, że gdyby na przykład Stany Zjednoczone, jakieś elity rządowe wyszły w posiadanie obcej technologii. Mówiliśmy o tym nie raz. Co to jest obca technologia? Jak to może wyglądać? Możliwe byłoby, że my nie bylibyśmy w stanie tego skopiować. Dajmy na to, że oni nam podarują coś, co jesteśmy w stanie w jakiś sposób skopiować, przełożyć na swoje i puścić w ruch. W tym przypadku wydaje się, że to całkiem możliwe. To jest w ogóle całkiem interesująca koncepcja, która mówi, że jeżeli-
[02:10:18] - A ja przepraszam bardzo, a JFK w tym momencie. JFK, przecież wiadomo, już oficjalne dokumenty są potwierdzone informacje, chociaż duża część ich jest jeszcze utajniona. Ale to już jest oficjalna informacja, że faktycznie zginął tylko i wyłącznie dlatego, że chciał ujawnić wszystkie prace rządu Stanów Zjednoczonych przy tej technologii UFO i ich spotkaniach, i tak dalej. Tak samo przecież Marilyn Monroe chciała też pewne rzeczy. To powiedziała to, co się dowiedziała. Być może to powiedziała na własną rękę. Chciała po prostu to upublicznić, powiedzieć to wszystko na zebraniu z reporterami. Bardzo szybko te osoby zniknęły, zostały zamordowane. Na dzień dzisiejszy wiemy o tym i komuś na tym zależało. Ktoś pociągnął za sznurki, żeby na przykład taka ważna osoba jak prezydent Stanów Zjednoczonych powiedział coś takiego pierwszy na całym świecie, bo wcześniej nikt na ten temat tak oficjalnie nie mówił w mediach. Wiadomo, wtedy były jeszcze inne media, aniżeli dzisiaj. Chciał po prostu powiedzieć prawdę, co się tam rozchodzi. Podzielić się chciał z resztą świata na ten temat i komuś to po prostu nie pasowało. Dlatego został, krótko mówiąc, zlikwidowany i dzisiaj po prostu może to się dalej toczy ta gra za kurtyną, że tak się to wyrażę.
[02:11:47] - To ja dokończę tą pierwszą myśl. Wydaje mi się, że to jest całkiem nęcące, kiedy mówimy, że przylatuje jakaś obca cywilizacja i wymienia z nami technologie, może nawet nie takie najnowsze swoje, tylko jakieś starsze daje ludzkości, a ludzkość wiadomo. Znaczy ludzkość, elity. Elity przejmują te technologie, rozwijają je i wiadomo, że mogą je spieniężyć. Także to jest dla nich coś, co rodzi pewien zysk. Wyobraźmy sobie: mamy laptopy, mamy smartfony, mamy tablety. Przylatują kosmici, dają elitom Stanów Zjednoczonych coś jeszcze lepszego i mówią: „To wykorzystacie za 20 lat. Pilnujcie tego i będziecie to mogli sprzedać. To będzie jakaś super technologia”.
[02:12:34] - Wydaje mi się, że tak naprawdę, jeżeli obca cywilizacja byłaby w stanie nam cokolwiek przekazać, raczej by tego nie zrobiła, bo jako taka ludzka historia. Wiadomo, oni nas obserwują nie od wczoraj.
[02:12:51] - To znaczy wie pan, popatrzmy z tej perspektywy.
[02:12:54] - Oni niczego by nam nie dali.
[02:12:56] - Niekoniecznie, dlatego że tak. Oni by mogli przylecieć i powiedzieć tak. Pamięta pan te opowieści o Kolumbii i odkrywcach z tej epoki wielkich odkryć geograficznych, którzy przylatywali, którzy osiadali, przypływali na pewną wyspę, dawali lokalnemu kacykowi parę guzików i w ten sposób kupowali jego przychylność. Przecież guziki to też, jakby nie było, zdobyć cywilizacji. Jakaś technologia. Dawali te guziki. Także jeżeli obcy by przylecieli, to przecież nie musieliby też nam dawać swojej najnowszej technologii. Mogliby nam dawać jakąś technologię starszą, mogliby nam dawać starszą ich.
[02:13:38] - Coś, co byłoby bezpieczniejsze dla nas.
[02:13:42] - Coś, co jest nami nieznane, a dla nich jest po prostu staroświecone, coś w rodzaju płyty winylowej tej cywilizacji. I wtedy nawet by się opłacało jakiejś grupie elit zawrzeć pakt z obcymi za tą technologię. Oczywiście tutaj możemy sobie gdybać, co by było tym towarem wymiennym. I ta elita by sobie w jakiś sposób zabezpieczyła kontakty z obcymi i tą technologię wyższej półki by zdobywała. Ale przypominam, to nie musiałaby być technologia jakaś bardzo zaawansowana, bo my nieraz mówiliśmy tak: „O, dobrze, gdyby obcy przylecieli, to by dali nam coś, a my byśmy nie byli tego w stanie skopiować”. To tak, jakbyśmy wrzucili Indianom amazońskim tablet albo laptopa i powiedzieli: „Macie, skopiujcie sobie”. Oni by to zbudowali z drewna i z bambusa albo z czegoś podobnego. Natomiast jak mówię, jeżeli oni się tam kumochają, jeżeli oni się tam zadawają z kimś nie z tej planety na tych wyższych szczeblachTo ten ktoś przecież nie musi też grać fair. Może też im dawać jakieś technologie, które są po prostu starsze, natomiast dla nas ciągle są nowością. O tym pamiętajmy. Jeżeli zaś chodzi o Kennedy'ego, wydaje mi się, że to jest mało prawdopodobne, by zginął za to, że chciał powiedzieć prawdę o UFO. Dlatego, że pamiętajmy, że w zasadzie już od samego początku tego zjawiska w latach 60. mówiono cały czas o tym i cały czas to była tajemnica poliszynela. Pojawiały się różnego rodzaju wiadomości od pilotów, od różnego rodzaju agentów, tajnych informatorów i tak dalej. UFO nie jest niczym tajnym. Nawet to potwierdzenie, które się pojawiło teraz i które się odbiło takim echem na różnego rodzaju polsatach, między „Światem według Kiepskich” a „Trudnymi sprawami”, gdzie podano w wiadomościach, że: „Patrzcie, kosmici się kontaktują. Rząd amerykański zna prawdę”. Takie informacje to jest badziew. Oni nigdy nie powiedzą prawdy.
[02:15:53] - Takie filmy na telewizji praktycznie od roku. Po prostu się zgubiłem.
[02:15:58] - Bardzo dobrze. Szczerze mówiąc, telewizja stała się strasznym badziewiem. Tam nic nie ma, w tej telewizji. Mówiłem o tym, że JFK wydaje mi się, że nie poleciał z tego powodu. To był skomplikowany proces wewnętrzny i pewnie bardziej męczącą i kontrowersyjną sprawą jest to, kto z otoczenia wewnętrznego postarał się tego prezydenta pozbyć. Pamiętamy, że Eisenhower mówił o kompleksie militarno-technologicznym. On naprawdę mówił inaczej. Nie wiem, czy pan się rozłączył.
[02:16:38] - Dokładnie tak. Bardzo przepraszam. Niedługo będę musiał się rozłączyć. Niestety jestem w pracy, ale powiem uczciwie, że historia. Uczmy się historii. Historia nigdy nas nie okłamie. To, co kiedyś było, naprawdę nam długo dzisiaj może pomóc. Wystarczy tylko dodać dwa plus dwa i może być nam naprawdę bardzo pomocna. Tylko trzeba ją umieć rozumieć.
[02:17:07] - Cały czas rządzą nami ci sami ludzie. Dziękujemy panu bardzo i bardzo ciekawym tutaj nam z nami się podzielił. Pozdrawiamy. Jest z nami pan nasz stały słuchacz, pan Grzegorz spod Londynu. Witamy.
[02:17:24] - Witam ponownie. Witam wszystkich debatujących i witam słuchaczy. Ja chciałem się wypowiedzieć w dwóch sprawach. Pierwsza właśnie o tej wiadomości o obcych w amerykańskim programie i na temat debaty. Pierwsza właśnie sprawa. Ja czytałem ten artykuł. On się pierwszy raz chyba ukazał właśnie w Politico szesnastego, wczoraj. Abstrahując od tego, czy to jest jakaś wiadomość tylko po to, żeby ukryć coś. Amerykańska armia czy jakieś inne siły próbują coś innego tym przykryć. Jednak Pentagon czy rzecznik Pentagonu, niejaka Dana White, również potwierdziła, że ten program działał. W 2012 roku się zakończył. Tylko że oficjalnie to był program, który miał za zadanie wykrywanie jakichś zaawansowanych technologii obcych, ale obcych państw. A przy okazji też miał za zadanie śledzić zaawansowane fenomeny powietrzne, bo tak to się oficjalnie w amerykańskim żargonie nazywa: zaawansowane fenomeny powietrzne. I tak to właśnie wyglądało. Tutaj z tym właśnie miał też związek Bob Bigelow. Jakoś tutaj był w to zamieszany. Ten program jakoś tam się zakończył, bo po prostu przestali go finansować. Pentagon przestał otrzymywać pieniądze na to. Abstrahując od tego, jaki cel tej całej wiadomości jest, to już pomińmy. Ważne jest to, bo pan Piotr mówił, że to badziewie. Być może i tak jest, ale ja na przykład tą wiadomość widziałem w serwisach informacyjnych w Anglii, chociaż też mówiono o niej z pewnym przymrużeniem oka. Tak jak mówię, nieważne, co się za tym kryje. Ważne to, że coś takiego zostało powiedziane i ważne jest to, że wreszcie oficjalnie zostało powiedziane, że Amerykanie czy amerykańska armia uganiała się za latającymi spodkami w cudzysłowie, czyli za UFO.
[02:20:18] - To było wiadomo od dawna. A jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że oni przyznali, że uganiali się za przedstawicielami, powiedzmy, technologicznych państw, to też nie jest to nic nowego. Przecież wiadomo, że jeżeli ktoś próbuje się zbliżyć dronem albo jakimś samolotem super generacji do terytorium Stanów Zjednoczonych, to zostanie wykryty. Nie jest to nic nowego. Wydaje mi się, że to jest napędzanie spirali strachu związanej poniekąd z polityką Trumpa.... że nie wychodzi mu na polu geopolityki. Traktowany jest jako enfant terrible. Wzmocnimy trochę przekonanie, że Ameryka jest Jerozolimą oblężoną, że ktoś cały czas próbuje do niej się zbliżać swoimi super technologiami. Może jakiś Kim wściekły, może ktoś inny. Amerykanie są podatni na tego rodzaju rzeczy. Zresztą nie wiem, czy są podatni, ale płacą za to ogromne pieniądze. To jest 55 miliardów dolarów rocznie na czarny budżet. To jest taki malutki asumpt do tego, żeby płacili więcej. Zresztą nie wiem, czy powinno się traktować te informacje o tym, że oni starają się szukać wrogich technologicznie mrugnięciem oka. Raczej traktowałbym to jako swego rodzaju politykę dezinformacyjną lub informacyjną. To znaczy to była informacja, która się pojawiła do tego, żeby coś sobie ugrać, żeby powiedzieć: „Nie próbujcie tutaj, bo cały czas monitorujemy nawet najbardziej zaawansowane programy”. Ameryka po prostu przypomina po raz kolejny, że jest wielkim bratem, że pretenduje do roli światowego hegemona i nikt nie może sobie pozwolić na to, żeby rozwijać tajne technologie i żeby były niezauważone przez Stany Zjednoczone w jakiś sposób.
[02:22:23] - Tak, panie Piotrze, to się wszystko zgadza, tylko że chciałem pokazać inną rzecz, że wreszcie oficjalnie zostało przyznane, że coś takiego jak UFO w ogóle istnieje. Cały czas wiadomo, co się działo, że tego nie ma, że to było zamiatane pod dywan i tak dalej. Ale wreszcie oficjalnie zostało powiedziane, że to jest.
[02:22:48] - Nie wiem, czy to było zamiatane pod dywan. To była taka dziwna polityka tajemnicy poliszynela, że już w 1969 roku powiedziano: „To niby jest, ale tego nie ma”. Szczerze mówiąc, Stany Zjednoczone podchodziły do tematu UFO w taki sposób stalinowski trochę, że: „Wy o tym mówcie, ale nie mówcie. My o tym wiemy, ale tego nie wiemy”. To już samo w sobie budziło jakieś kontrowersje, bo kiedy ktoś chciał się zbliżyć do tego problemu, zawsze stawał przed wielkimi znakami zapytania. Myślę, że coś jednak w tym jest, że stara się o tym nie mówić wprost, bo teraz na przykład mówi się tak. Zobaczcie państwo, jaki przekaz poszedł do społeczeństwa w związku z tym najnowszym ujawnieniem. Poszedł przekaz taki, że Ameryka bada UFO, ale jednocześnie nie bada UFO, że jednocześnie śledzi statki powietrzne innych państw, a z drugiej strony zakończyła śledzenie tych statków innych państw. To jest kupy nie powiem czego nie trzyma.
[02:24:02] - To się zgadza i moim zdaniem to powinno być coś takiego, że powinno być wielkie „wow” i wreszcie we wszystkich mediach powinno huczeć: „Tak, ono istnieje”.
[02:24:17] - Niech pan sam powie. Polsat podaje informację: „Dobra, tutaj śledzą UFO i tak dalej i w ogóle wszystko śledzą”. Ale czy to w ogóle nie rozumie się samo przez się, czy to nie jest taki komunał, że Stany Zjednoczone zajmują się technologią innych państw? Przecież to jest normalne, że nawet Polacy się tym zajmują, że każde państwo śledzi niezidentyfikowaną aktywność w swojej przestrzeni powietrznej. To trochę jest bicie piany. To straszne, brzydkie i coś za tym musi stać, bo nigdy czegoś takiego-
[02:24:52] - Na pewno stoi
[02:24:53] - ... nigdy czegoś takiego się nie robi, bo tak się chce. Coś za tym musi być. Ja bym tutaj obstawiał właśnie jakiś element szerszej polityki.
[02:25:09] - Bardzo możliwe, że to jest po prostu przygotowanie do czegoś większego w przyszłości.
[02:25:16] - Bardzo możliwe.
[02:25:19] - Może miało to na celu wyciągnięcie większych pieniędzy z budżetu.
[02:25:25] - Powinniśmy przyjrzeć się, czy w ostatnich dniach któreś z państw pretendujących do miana lokalnego mocarstwa w postaci Chin na przykład nie ogłosiło powstania jakiejś super broni ani jakiegoś spektakularnego sukcesu militarnego. Dlatego że to by była rozprzestrzenienie tej informacji o tym, że Stany Zjednoczone wszystko wiedzą, nawet wiedzą to, o czym teraz mówimy, jest typowym wtrętem medialnym, żeby ktoś się tym posilił. Drodzy państwo, dlaczego o tym mówię? Dlaczego jestem tak przewrażliwiony na tym punkcie? Bo cały czas się o tym gada. Pięć razy w roku pojawiają się informacje, że Amerykanie odkryli coś tam, że Amerykanie wiedzą to i to, że coś takiego się dzieje albo że ujawniane są nowe tajemnice. Dlatego to wszystko się kręci od 30, 40 lat w kółko. Nic nowego nie ma. To jest cały czas gonienie króliczka. Robi się to nudne. Oni myślą, że ludzie są głupi, że społeczeństwo jest głupie. To nie jest takie głupie.
[02:26:39] - To się zgadza. Właśnie mi się wydaje, że najważniejsza jest ta informacja teraz, że wiemy oficjalnie i to zostało potwierdzone, że tak, UFO lata nad głowami.A co z tym dalej? To wiadomo.
[02:26:57] - Jestem ciekaw, jak zareaguje na to 52. stan, czyli Rzeczpospolita, bo przecież dzisiaj wiadomo nam, to znaczy środowisku związanemu ze zjawiskiem UFO, że nad naszym krajem też są widywane dziwne obiekty latające w formie na przykład trójkątnych dronów, które nie wiadomo skąd pochodzą, prawda Arku?
[02:27:24] - Zasłuchałem się w waszą dyskusję. Nad naszym krajem też przelatuje coś, z tym że od nas z północy z reguły tutaj nad naszym terenem, ale pojawiają się też kule i też nie wiadomo, do czego je przypiąć, do czego przylatać.
[02:27:43] - Czy ja mógłbym jeszcze w temacie dyskusji chwilę zabrać?
[02:27:47] - Tak, oczywiście.
[02:27:51] - W kwestii tak zwanej inwazji wydaje mi się, że śmiało to można między bajki włożyć, że jakaś wysoko zaawansowana cywilizacja miałaby nas najechać i wykorzystywać w jakiś sposób. A to z tego względu, że to, co na przykład mówi doktor Greer, że taka cywilizacja, która ma możliwość przemieszczania się z jednego końca galaktyki na drugi czy pomiędzy systemami gwiezdnymi, to po prostu oni w pewien sposób musieli rozgryźć naturę materii, naturę całego wszechświata i tak dalej, żeby to jakoś wszystko funkcjonowało. Czyli praktycznie mogą mieć wszystko. Nie muszą nikogo najeżdżać, nikomu niczego zabierać, bo mogą to sobie sami zrobić. Jeśli na przykład ma rację doktor Adamska Rutkowska, a prawdopodobnie ma. Zresztą bardzo dużo tak zwanych postępowych fizyków również skłania się do tych właśnie hipotez, że to się wiąże również z nauką świadomości. Praktycznie jeśli dobrze się to wszystko rozgryźć, to przy odpowiednim zaawansowaniu można mieć wszystko, można osiągnąć wszystko, można sobie to w jakiś sposób osiągnąć i nie potrzeba do tego, żeby kogoś najeżdżać i mu to zabierać w jakiś sposób. Także myślę, że jeśli jakaś cywilizacja już taki poziom osiągnęła, to nie będzie zużywać swojej energii na to, żeby nas najeżdżać czy jakąkolwiek inną planetę i tak dalej, żeby cokolwiek komu zabierać. Takie jest moje zdanie na ten temat. Dziękuję.
[02:30:10] - Dziękujemy, pozdrawiamy i zachęcamy do dzielenia się kolejnymi wnioskami. Panie Grzegorzu, pozdrowienia. Panowie, nim tutaj dwaj słuchacze zadzwonili, to zadawałem wam pytanie takie, które odnosiło się do tego, czy czasami ta inwazja, która się odbywa, nie ma miejsca tutaj, na polu naszych umysłów. Bo przecież możliwe, że od 50, 60 czy 70 lat obcy dokonują informacyjnej inwazji na nasze umysły. To znaczy tworzą w naszych umysłach wyobrażenie, że oni cały czas tu są, że działają, że są nieuchwytni. Może to jest też element takiej ich wojny propagandowej. Przecież mówili o tym niejedni ufolodzy, uważając, że to zjawisko UFO w takiej postaci to jest troszeczkę fasada, że za tym się coś kryje. Oni nam coś pokazują tym swoim dziwnym zachowaniem, coś chcą osiągnąć. Chcą nas zmusić do tego, żebyśmy myśleli o tym w tych, a nie innych kategoriach. A prawda może być zupełnie inna. Przytoczę na przykład słynny przykład podany przez autora książki „Wspólnota”, Idriasa Silvera, który mówił, że przecież pod maską rzekomych kosmitów mogą kryć się istoty, które wyglądają tak dziwnie i które są tak makabryczne, i których plany są tak niezrozumiałe, że moglibyśmy się tego wystraszyć, że oni po prostu przyjmują taką formę tylko dlatego, żebyśmy się ich nie bali. Może właśnie z tym się wiąże ta koncepcja inwazji, że oni tworzą pewnego rodzaju informacyjną otoczkę. Stworzyli pewnego rodzaju mit tylko po to, żebyśmy my w niego wierzyli i nie wystraszyli się, kiedy przybędą naprawdę. Marku, co o tym sądzisz?
[02:32:11] - Po raz kolejny wypada mi powiedzieć, że nie można tego oczywiście wykluczyć. Chociaż równie dobrze można przyjąć, że to jest jakaś kolejna spiskowa teoria, która całkiem nieźle zagnieżdża się w naszej świadomości, bo pewne fakty, pewne wybrane fakty czy też pewne wybrane poszlaki o tym świadczą. Powiem szczerze, wariant jest jak najbardziej prawdopodobny. Nie da się tego wykluczyć. On jest logicznie zarysowany. Zwrócę jednak uwagę na to, żeNa to, co powiedział przed chwilą słuchacz, czyli czy tak naprawdę, bo od początku właściwie dzisiejszej audycji odbijamy się od tego problemu: po co? Po co oni tak naprawdę mają tutaj przylecieć? Co takiego jesteśmy w stanie im zaoferować? Czy też co oni postanowili sobie od nas wziąć? I kiedy odpowiemy na to pytanie, to wówczas może będzie nam łatwiej odpowiedzieć na pytanie, czy ta inwazja już się odbywa, czy ona się odbędzie za niedługi czas. A może pytanie należy postawić inaczej? Może obcych gna tutaj nie tyle idea inwazji, idea podboju, co idea kontaktu po prostu. Trochę na tej zasadzie odkrywamy nieznane. Już trochę nie w ten sposób przez analogię, jak czynili to na przykład konkwistadorzy, ale właśnie w sposób bardziej światły. Czyli obcy nie przypominają tych konkwistadorów, o których mówiłem, tylko przypominają naukowców, badaczy, ludzi, którzy zetknęli się z czymś interesującym. Tym czymś interesującym jesteśmy my, nasza cywilizacja. I wówczas wszelkie kroki, które podejmują, mają tak naprawdę na celu, między innymi te, które opisałeś przed chwilą, mówiąc o tym przepoczwarzaniu się, o tym maskowaniu, być może mają na celu ułatwienie kontaktu, sprawienie, że ludzkość nie popadnie w panikę. Co prawda mówiąc to, mam takie wrażenie, że albo oni działają niekonsekwentnie, albo też nasza natura sprawia, że krzyżujemy im plany, bo oni starają się przedstawić samych siebie w jak najlepszym świetle, a w każdym razie nie w takim strasznym. Natomiast my robimy wszystko, żeby obcy kojarzył nam się z inwazją, z wrogiem, z czymś strasznym. Bo przypomnę, że takie filmy jak „E.T.” czy jakieś takie, w których obcy są przyjaźni i fajni, to jest raczej ewenement, raczej unikat na tle całej produkcji, która się zdarza w różnych krajach. A zatem rzeczywiście być może taki kontakt ze strony obcych podyktowany czystą ciekawością. Tak jak my od pewnego czasu przestaliśmy ingerować w życie innych kultur, zaczynamy raczej badać inne plemiona gdzieś żyjące, na przykład w Amazonii. Zaczynamy się im przyglądać i niekoniecznie staramy się je cywilizować czy też przekazywać im dobra naszej cywilizacji. Raczej z zainteresowaniem podchodzimy do tego, jak oni żyją, w jaki sposób toczy się ich codzienność. Być może taka sama motywacja sprzyja obcym, natomiast my w swojej podejrzliwości, interpretując różne przejawy ich obecności, to ta obecność, te przejawy, te poszlaki tej obecności kojarzą nam się tylko z jednym: z inwazją. I to jest również możliwy scenariusz, którego nie da się wykluczyć. A kto wie, czy on nie jest nawet bardziej prawdopodobny niż ta inwazja. To wynikałoby z tego wszystkiego, o czym dzisiaj mówiliśmy, że oczywiście to jest bardzo hollywoodzki scenariusz, taka inwazja, trochę strzelanki, trochę jakichś wybuchów, ale jak się zaczyna szukać, przynajmniej na tym poziomie informacji, jaki mamy, sensu, to bywa trochę trudno z tym sensem. Oczywiście nie da się w pełni wykluczyć tego inwazyjnego, militarnego scenariusza, ale mnie jest bliższy ten, w którym jeśli nawet jesteśmy obserwowani, to bardziej po to, żeby przyjrzeć się, jak taka cywilizacja na naszym poziomie w ogóle funkcjonuje, jak się rozwija, jakimi wartościami, jakimi potrzebami się kieruje. Myślę, z punktu widzenia obcych, którzy już to dawno, dawno temu przeżyli, może być naprawdę bardzo interesujące. Dziękuję bardzo.
[02:37:52] - Dzięki. Erku?
[02:37:59] - Weźmy pod uwagę to, co napisał Zecharia Sitchin o właśnie tych Anunnakach: że przylecieli jakiś czas temu, że stworzyli ludzi, sami żyjąc około trzech i pół tysiąca lat. Dla nich życie ludzkie jest w zasadzie kruche i bardzo krótkie. Wszczepili być może taki wirus umysłu, który się nazywa religią, który skutecznie sprawia, że odczuwamy potrzebę posiadania kogoś, kto będzie nami rządził, kto będzie decydował, ustanawiał jakieś prawa. Oni co prawda się tam później pokłócili, porobili między sobą jakieś wielkie wojny, zniszczyli się wzajemnie czy tam odlecieli, nieważne, ale pozostawili nas samych. I tutaj zaczyna się właśnie dalsze tworzenie jakiejś religii, która najczęściej spłuca bardziej niż pomagaStworzenie jakiegoś takiego mitu dawnego złotego okresu, gdzie wszystko było bardzo pięknie i bogowie żyli na Ziemi, i chęć między innymi stworzenia dla nich domów, gdyby zechcieli przyjechać. I całkiem inny sposób myślenia, jakbyśmy my musieli być podlegli tym, którzy przylatują z gwiazd. Z drugiej strony byśmy byli wówczas czyjąś własnością, czyimś wytworem i rodzi to takie implikacje, że żadna inna cywilizacja inna niż ludzko podobni humanoidzi nie byłaby w stanie albo nie miałaby praw do tego, by nas podbijać. Po prostu bylibyśmy czyjąś własnością, tak jak powiedziałem. Wtedy te wszystkie drobne cegiełki tego wszystkiego by się składały w całość. Byśmy byli nadzorowani, byśmy byli w jakiś sposób ukierunkowywani. Z drugiej strony byśmy byli zabezpieczani. Nasza egzystencja byłaby w pewien sposób zabezpieczona przed tego typu działaniami innych obcych cywilizacji, które by chciały do nas dotrzeć. Byłoby też tak, że ci, którzy by przylecieli ewentualnie z przesłaniem dobroci, chęci pomocy, zastaliby tu po prostu wbitą flagę. To jest już własność kogo innego i po prostu was tu nie chcemy i będziemy was tutaj niszczyć, albo za dużo tutaj nie możecie porobić. Możecie co najwyżej poobserwować i do widzenia. Więc w każdym takim przypadku wszystkie puzzle by się w jakiś sposób składały do siebie. Ten wirus religii, który ogranicza w jakiś sposób umysł i ukierunkowuje ich działanie i podporządkowanie, byłby w zasadzie takim nadrzędnym czymś, co by kierowało postępem całej ludzkości. Tego byśmy się bali. Do tego byśmy wracali w momencie jakichś dużych zawirowań na Ziemi z tytułu jakichś potopów, suszy. Wówczas byśmy szukali pomocy w niebie. I mniej więcej tak wszystko wygląda. Czyli de facto bylibyśmy stworzeni przez najeźdźców, a ci, którzy prawowicie powinni tutaj mieszkać i żyć, byliby po prostu dawno zgładzeni. Tak to by wyglądało mniej więcej. Jest to jakaś teoria i im bardziej się temu przyglądam, tym bardziej mi się te wszystkie puzzelki w tym momencie układają. Stitchin zrobił olbrzymią pracę, starając się to w jakiś sposób do kupy złożyć. I według niego nawet to wyszło, ale to w dalszym ciągu nie jest jakieś potwierdzenie tego wszystkiego, co on pisał o artefaktach, jakichś budowlach. Czy to ma przełożenie na dzień dzisiejszy? To jest właśnie dosyć ciekawe zagadnienie. Dziękuję.
[02:43:12] - Dzięki. Darku, może tutaj z drugiej męki takie pytanie. Powoli się zbliżamy do końca naszej audycji, ale czy dyskusja o ewentualnym konflikcie z obcą cywilizacją w ogóle ma jakikolwiek sens? Bo my często mówimy o kontakcie i zadajemy sobie wtedy pytanie, czy podczas tego kontaktu, nawet takiego, który nie wnosi nic agresywnego, obcy będący na Ziemi interlokutorem będą partnerami do rozmowy, czy raczej protektorami z zasady? Innymi słowy, czy podczas samego kontaktu, nie tylko konfliktu, istnieją równe strony?
[02:44:07] - Na pewno nie. Zawsze jest tak, że strona bardziej technicznie posunięta do przodu podchodzi do tej drugiej strony, niezależnie czy ona jest bardziej rozwinięta duchowo, czy nie. Podchodzi z góry, patrzy się na nich z góry. Ta strona bardziej stechnizowana może więcej złego zrobić, więc ta druga strona musi w jakiś sposób przyjąć sposób narracji tej wyżej zorganizowanej technicznie. Od tego się nie da uciec, niestety. Cały szkopuł może tkwić jednak w całkiem innym obrazie świata, niż do tej pory jest nam przedstawiany.Chodzi tutaj konkretnie o kwantową teorię przestrzeni i w ogóle wszystkiego, która mówi między innymi o tym, że sama wola ma duży wpływ na to, co się dzieje. Być może to jest przyczyną, że do tej pory nie było inwazji, że jesteśmy w stanie ją w jakiś sposób odrzucić. Nie wiem, to jest dosyć trudne zagadnienie. Jednak wszystkie doświadczenia, jakie mamy z tytułu spotkań naszej cywilizacji i kultur, przez ludzi, każą nam sądzić, że to by była gra do jednej bramki. To, co by nam kazali, to byśmy musieli wykonywać. Chyba że jest coś, właśnie ten obraz świata, który całkowicie by to zmienił. Trudno to powiedzieć, ale myślę, że na dzień dzisiejszy byśmy ich słuchali i patrzyli z wyrazem rozpaści na oczach. I tyle.
[02:46:25] - Przed chwilą pytałem Arka o to, czy w kontakcie z obcymi możliwe jest coś takiego jak gadanie z równym z równym. Ludzkość, która zetknie się z inną cywilizacją, która do nas przybędzie, na pewno nie będzie rozmawiać jak wspomniany równy z równym, tylko będzie to jakaś forma komunikacji z wyższą instancją. I takie ostatnie pytanie w tym programie do Marka Zielkowskiego. Marku, czy twoim zdaniem inwazja ras z obcej planety będzie równać się wyłącznie eksterminacji? Czy możemy spodziewać się innych zaskakujących scenariuszy?
[02:47:07] - Pytanie, na które należałoby najpierw odpowiedzieć. Właściwie od początku dzisiaj o tym mówimy. Jaki byłby cel owej inwazji? Bo jeśli przyjąć nieco abstrakcyjny mimo wszystko cel, żeby nas wszystkich wydusić, rozgładzić, to jak najbardziej. To nic innego, tylko radosna eksterminacja całej ludzkości. Oczywiście, żeby nie być gołosłownym, to wymyślili twórcy science fiction na przykład powody do tego rodzaju działania. Takim powodem mogło być to, że jesteśmy może nie unikalną, ale rzadką rasą, która wykazuje agresję i w związku z tym bylibyśmy świetnymi wojownikami. W związku z tym albo trzeba nas pozyskać, albo trzeba nas zniszczyć. Może łatwiej nas zniszczyć, w związku z czym się nas niszczy. Ja specjalnie mówię tak nonszalancko o tym, bo to są jakieś fragmenty z trzecioligowej SF. Natomiast jeśli będziemy podchodzić do tego poważnie, to powiem tak. Oczywiście żadnego wariantu, jak to często powtarzamy, nie da się wykluczyć, ale eksterminacja dla samej eksterminacji trochę głupia jest mimo wszystko, jak się tak na to spojrzy. Chyba że, tak jak już powiedziałem, jesteśmy takim ogrodem uciech, ogrodem zabaw, gdzie na przykład obcy przylecą tu po to, żeby na polowanie, żeby sobie trochę postrzelać. To dobrze. Tak możemy sobie gdybać. I wtedy rzeczywiście taka eksterminacja z punktu widzenia nawet logiki miałaby sens. Tylko ja nie wiem, nawet jak to mówię, to wydaje mi się, że to jednak jest pełna abstrakcja. Można by oczywiście znaleźć jeszcze inne powody, dla którego ludzkość należałoby wydusić co do jednego. Pewno takie powody i w science fiction, i nie tylko w science fiction dałoby się znaleźć. Niemniej jednak wydaje mi się, że jeśli nawet doszłoby do jakiegoś rodzaju inwazji, to nawet wysoko rozwinięta cywilizacja nie pogardzi jakimś rodzajem niewolników. Oczywiście zachowajmy miarę. To nie byliby tacy ludzie, nie staliby się takimi niewolnikami, jakich my widzimy, odwołując się do naszej historii. Ale może jakiś materiał biologiczny, może jakieś takie wspomagane technologią narzędzia, żywe narzędzia. Coraz częściej mówimy o transhumanizmie. Może taki transhumanizm, ale totalny, owa obca cywilizacja by nam zafundowała po to, żeby z nas uczynić takie żyjące, ale jednak posłuszne narzędzia i tak dalej. Można by te scenariusze mnożyć. Myślę, że jedyną możliwą odpowiedzią jest stronnicza, bardzo indywidualna odpowiedź i jeśli mam jej udzielić, to wydaje mi się, że celem inwazji, jeśli by w ogóle miała nastąpić, nie będzie czysta eksterminacja. Raczej coś innego. Raczej coś tam się z nas ostanie. Co nie znaczy, że los ludzkości przy takim scenariuszu byłby godny pozazdroszczenia. I to tyle, co jestem w stanie wymyślić. Dziękuję.
[02:51:07] - Dziękujemy, Marku.Dziękujemy panom za uczestnictwo w dzisiejszej audycji. Mówiliśmy o inwazji z kosmosu, tematowi, który towarzyszył ufologii od zawsze i od zawsze jest chyba traktowany troszeczkę na wyrost. Jeżeli oni chcieliby dopuszczać się na naszej planecie inwazji, to pewnie robiliby to w jakiś inny sposób niż w taki otwarty, jak pokazywano w filmach. Dlatego też powinniśmy chyba z bardziej otwartym umysłem patrzeć na samą kwestię inwazji, bo ona nie musi dokonywać się w kwestii materialnej, kwestii podboju, zabierania nam najcenniejszych rzeczy, ale też w takich kwestiach, powiedziałbym, ideologicznych urabiania nas. I to jest chyba najbardziej przerażające w tym wszystkim. Naszymi wspaniałymi gośćmi byli Marek Żelkowski, pisarz science fiction, autor audycji „Bibliotekarium”, na którą wszystkich zapraszamy. Pozdrawiamy, Marku. Oraz Arek Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dziękuję, dobranoc wszystkim. I tutaj jeszcze nawija się oczywiście Velios, który siedział za sterami i to wszystko ładnie technicznie nam uskuteczniał. Veliosie-
[02:52:26] - Mimo że operator internetu chyba albo mój router, nie wiem, jakaś tajemnicza siła próbowała przerwać i uniemożliwić dalszy ciąg tej audycji. Ale nie daliśmy się. Jakoś daliśmy radę. A teraz magiczne pytanie, które musi, nie ma innej opcji, musi paść: co po świętach?
[02:52:49] - Co po świętach? W sumie tak: za tydzień mamy Wigilię, za dwa tygodnie mamy Sylwestra i musimy powiedzieć jasno, że w tych dniach, 24 i 31 grudnia, „Debaty ufologicznej” nie będzie. Natomiast 7 stycznia, kiedy wypada kolejny termin, być może się do was odezwiemy z bardzo ciekawą audycją pod tytułem: „Najciekawsze relacje, które do nas napłynęły”. I zaprezentujemy wam interesujące relacje audio przede wszystkim, jakie otrzymaliśmy na temat obserwacji UFO, ale to wszystko jest jeszcze w praniu. Także wkraczamy w zupełnie nowy rok i w zupełnie nową tematykę. Dziękuję jeszcze raz naszym wspaniałym gościom. Pozdrawiam Marka i Arka i sam powoli zmierzam do krainy Morfeusza. Dziękuję ci, Veliosie, za kolejną super audycję. Pozdrawiam i do usłyszenia.
[02:53:54] - To ja dziękuję również tobie, Piotrze. Bez ciebie tych wszystkich debat ufologicznych by nie było. W ogóle nie byłoby takich ciekawych niedzielnych wieczorów. Dzięki jeszcze raz. Tak jak mówił Piotr, życzymy wam wszystkim pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. Wszystkiego dobrego, zdrowych, rodzinnych, pogodnych, wesołych świąt Bożego Narodzenia, szczęśliwego Nowego Roku, całego Nowego Roku.
[02:54:25] - Ogólnie wszystkiego dobrego.
[02:54:27] - Bo wiesz, nie wiem, czy wiesz, że... Tak?
[02:54:31] - Aha.
[02:54:33] - Aha.
[02:54:34] - Tak.
[02:54:34] - To może ty.
[02:54:35] - Życzenia świąteczne to pewnie wam jeszcze złożymy przy okazji, ale na tydzień przed świętami to przyłączam się do życzeń Veliosa i-
[02:54:44] - A nie wiesz, taki lingwistyczny kwiatek, że tak powiem, zasadzić. Bo wczoraj się dowiedziałem, uczęszczam na takie szkolenie dla tłumaczy przysięgłych teraz i dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, że jest pewna różnica między Nowym Rokiem pisanym z dużej litery a nowym rokiem pisanym z małej. Chodzi o to, że nowy rok to jest jeden dzień. Ten pisany z dużej, a pisany z małej to jest cały nowy rok.
[02:55:21] - Tak. Także my wam życzymy, żeby w tym Nowym Roku z dużej litery was nie bolała głowa i w sumie w tym z małej litery też, żeby was nie bolała głowa od codziennych problemów. Bawcie się dobrze, świętujcie dobrze, myślcie o nas dobrze i wszystkiego ogólnie dobrego. Aha, jeszcze najważniejsze. Zajrzyjcie we wtorek, w środę też prędzej po „Nowy Nieznany Świat”, gdyż tam w tym wydaniu styczniowym jest całkiem sporo miejsca poświęconego tej sprawie Delonga i tej całej zagadce odpalenia. Także rzućcie okiem. Naprawdę jest co poczytać. Może się to jakoś wpisze w to, o czym dzisiaj mówiliśmy. Dziękuję jeszcze raz. Dziękuję tobie, Marku, i trzymaj się i do usłyszenia prawdopodobnie 7 stycznia. Cześć.
[02:56:21] - A więc do usłyszenia po Nowym Roku. „Radio Paranormalium” – paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc, do usłyszenia. Śledźcie oczywiście naszą stronę internetową www.paranormalium.pl i nasz profil na Facebooku, bo jeszcze w tym roku „Radio Paranormalium” trochę rzeczy ciekawych, może niekoniecznie ufologicznych, ale jednak interesujących nada. A o tych rzeczach pierwsi dowiecie się właśnie z naszego profilu na Facebooku i z naszej strony internetowej. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:57:09] - Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, numer telefonu 32 746 00 08, e-mail radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:57:58] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej.
[02:58:10] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[02:58:36] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już troszeczkę gorzej.
[02:58:47] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[02:59:36] - Dwa miesiące temu był traf prowadzący do pewnego radia, że ktoś go tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:59:47] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.