[01:10] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o tych, którzy przerwali milczenie, czyli o znanych, bardzo ważnych osobistościach, które postanowiły przerwać zmowę milczenia i opowiedzieć światu o UFO. Przy mikrofonie i przy sterach technicznych Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj współprowadzący debatę ufologiczną w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”, Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:50] - Dobry wieczór wszystkim. Witam.
[01:53] - Oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Witaj, Arku.
[01:58] - Witam, dobry wieczór.
[01:59] - Dzisiaj mamy skład troszkę okrojony. Miało być nas więcej, ale coś mi się wydaje, że albo warunki pogodowe, albo jakieś inne względy troszkę nam okroiły dzisiaj ekipę.
[02:13] - Miało nas być czworo, prawda? Tylko że Marka Żelkowskiego coś zatrzymało gdzieś na drodze. Ale Sacha Dunia chyba też jakieś warunki atmosferyczne, które chyba w niektórych częściach kraju nie są sprzyjające, także w jakiś sposób zatrzymały. Także musicie się państwo zadowolić dzisiaj naszą skromną obecnością z Arkiem, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób to zrekompensujemy.
[02:41] - Cieszmy się, że ci prądu nie wyłączyło.
[02:43] - A wiesz, straszyli dzisiaj strasznie wichurami, takimi do 80 czy nawet 100 na godzinę, ale do tej pory tak odpukać, z tym więc nic się nie stało. A u ciebie, Arku, jaka tam pogoda na Mazurach?
[02:56] - Na Warmii. Zawsze wszystkim prostujemy to, że to jest Warmia. Mazury są obok. No dobrze, ale nie, pogoda jest bardzo fajna, bardzo miło. Troszeczkę mrozik i taki wiaterek nieprzyjemny, ale tak ogólnie rzecz biorąc widziałem dzisiaj słońce, także nie jest tak źle.
[03:16] - Co prawda dzisiaj ekipa jest skromna liczbowo, ale za to na pocieszenie dodamy tylko, że dzisiaj linię telefoniczną otworzymy troszkę wcześniej. Będzie to oczywiście podane, zaanonsowane wcześniej na antenie. Już teraz podam oczywiście kontakty do Radia Paranormalium. Telefony do nas warto zapisać sobie już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Ale oczywiście mamy też numer komórkowy 530 620 493. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Można nas spotkać także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy też na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Przy okazji zachęcamy też do polubienia fanpage'a „Nieznanego Świata”. Jesteśmy też na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze, no i oczywiście, a może przede wszystkim, relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. W naszych programach padło już wiele nazwisk osób, które przerwały milczenie w sprawie UFO. Niejednokrotnie wspominaliśmy o wypowiedziach amerykańskich prezydentów czy astronautów, którzy budzili kontrowersje swoimi wnioskami dotyczącymi NOL. Jest jednak wiele innych osób: wojskowych, uczonych, polityków, którzy twierdzili, iż w świetle zgromadzonych przez nich więcej bądź doświadczeń o UFO i wizytach obcych należy mówić jako o niezaprzeczalnym fakcie. I pierwszą z takich osób, której się dzisiaj przyjrzymy, będzie Marina Popowicz, zmarła 30 listopada słynna radziecka pilotka, była żona astronauty Pawła Popowicza, znana ze swojego zainteresowań również ufologią. Popowicz była nie byle kim. Nazywano ją Madame Mig i traktowano jako bohaterkę ZSRR. Co takiego miała do powiedzenia o NOL i dlaczego mówiła, że nie może nie mówić o UFO? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[05:54] - Masz rację, Marku, że w naszym programie niejednokrotnie mówiliśmy o różnego rodzaju politykach, celebrytach, wojskowych, którzy w jakiś sposób łamali tabu na temat zjawisk UFO. Oczywiście pojawiali się astronauciNaukowcy i różnego rodzaju postaci, różne nazwiska dobrze wam znane. Ale dzisiaj przyjrzymy się takim postaciom, o których się mówi rzadko albo rzadziej, które miały do powiedzenia ciekawe rzeczy. Które może nie były osobami z pierwszych stron gazet, nie były celebrytami, ale w jakiś sposób coś o tym UFO wiedziały i chciały się tą wiedzą podzielić. Pierwszą osobą z brzegu jest Marina Popowicz, która zmarła kilka dni temu, 30 listopada. Jest to osoba bardzo znana w Rosji, jedna z najsłynniejszych pilotek doświadczalnych na świecie. Posiadaczka 120 rekordów lotniczych na 40 typach maszyn, w tym An-22, potężnym samolocie. Marina Popowicz, która zmarła w wieku 86 lat, była postacią, jak powiedziałem, nie tylko bardzo znaną, ale też dość kontrowersyjną, dlatego, że jeden z obszarów, na którym się poruszała, odnosił się właśnie do zjawiska UFO. Ona w sumie chyba od 1964 roku służyła w Wojskowych Siłach Powietrznych ZSRR i przez ten czas zgromadziła bardzo dużo relacji na temat UFO. Problem w tym, że do okresu dojścia do władzy Gorbaczowa i jego reform okazało się, że o tym zjawisku nie wolno było za bardzo w ZSRR mówić. To znaczy, ona twierdziła wprost, że jeżeli jakiś pilot mówił, że doświadczył spotkania z UFO, to był prawie automatycznie kierowany na badania psychiatryczne i był odsuwany od lotów. Dlatego to była taka tajemnica poliszynela. To krążyło gdzieś w drugim obiegu. Mimo wszystko radzieccy piloci zgłaszali doniesienia o UFO różnego rodzaju. Były one rzeczywiście bardzo różne, bardzo często ciekawe. Nie oszukujmy się, że w Związku Radzieckim UFO było swego rodzaju plagą. Te obiekty pojawiały się zarówno nad miastami, osiedlami robotniczymi, fabrykami, ale też często po prostu świadkami byli wojskowi i oni nie wiedzieli, co z tym robić do pewnego okresu, dopóki nie pojawił się znany wam Feliks Ziegel, o którym nie raz mówiliśmy. Ale co do powiedzenia miała Marina Popowicz? Marina Popowicz oprócz tego, że była chyba najsłynniejszą pilotką w Rosji, była w dodatku żoną astronauty Pawła Popowicza. Zainteresowawszy się UFO para nie tylko przyznała się, że osobiście była świadkiem pewnego rodzaju dziwnych zdarzeń, ale też, że w swojej karierze lotniczej czy też astronautycznej słyszeli relacje ludzi, którzy również mieli kontakt, doświadczyli jakiejś formy spotkań z UFO. Marina Popowicz powiedziała wprost, że ona o UFO nie może nie mówić. Ona zbyt dużo opowieści słyszała od swoich kolegów pilotów, bardzo poważnych ludzi, żeby obok tego przechodzić tak chłodno. Zresztą sama, jak wspomniałem przed chwilą, była świadkiem kilku ciekawych spotkań, chociaż nie były to spotkania, których by doświadczyła w powietrzu. Były to obserwacje dokonane z ziemi i taka chyba jedna z najciekawszych, bo w sumie dokonała około trzech z tego, co mi wiadomo. Ta najciekawsza dotyczyła spotkania, zresztą którego świadkiem był też jej mąż, z bardzo wielkim obiektem. Ona twierdziła, że samolot pasażerski, który przelatywał na tle tego obiektu, to był po prostu jak mrówka, jak mucha przy tym UFO, które przypominało ogromny balon. Przy czym tak wielkich balonów na Ziemi nie było. To UFO sunęło, po prostu jakiś statek matka, równolegle z tym samolotem. Zapytajmy, gdzie ten głos Mariny Popowicz trafił, bo to była jedna z najsłynniejszych wojskowych celebrytek w Związku Radzieckim. Swego czasu przecież nawet sugerowano, że może stać się drugą Tierieszkową. I kiedy zaczęła o tym UFO mówić i napisała swoją słynną książkę „UFO. Гласность”, która nie wiem, Marku, czy to jest ta książka, która wyszła u nas, szczerze mówiąc, bo u nas teraz jest kolejna edycja książki Mariny Popowicz „Moje spotkania z UFO”. I szczerze mówiąc nie mam pewności, czy to jest „UFO. Гласность”, bo ona wydała tych książek o UFO kilka. One były do siebie podobne i to, co tam pisała, było dość kontrowersyjne, bo z jednej strony zawarła tam różnego rodzaju historie o UFO. Taka chyba najciekawsza, która mi bardzo zapadła w pamięć, pochodzi z roku 1984 i brzmi mniej więcej tak, że załoga samolotu pasażerskiego lecącego do Świerdłowska napotkała na drodze bardzo dziwny obiekt w kształcie kręga odwróconego, czyli takiej jakby dziurki od klucza, w takim kształcie. Ten obiekt zaczął dokonywać wokół tego samolotu dziwnych manewrów. On go osaczył, poruszał się wokół, tańcował, zniżał się, pojawiał się w górze, wirował i tak dalej. Załoga była przerażona, ale równie przerażeni byli pasażerowie, którzy to widzieli. I co ciekawe, wyobraźcie sobie państwo, że pilot tego samolotu powiedział w pewnym momencie do pasażerów: „Drodzy państwo, nie martwcie się, gdyż nigdy w historii nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby samolot pasażerski zderzył się z UFO”. Na szczęście cała sprawa skończyła się dobrze. Ten obiektW jakiś sposób się oddalił od tego samolotu. Natomiast piloci radzieccy, operatorzy radarów byli świadkami w sumie chyba kilku tysięcy przypadków zgłoszonych w jakiś sposób, nie nagłośnionych, ale zgłaszanych.
[12:34] - Przepraszam, że tak się wcinam, ale zrobiłem tutaj tak na szybko takie małe dochodzenie, czy to jest akurat ta książka i wszystko wskazuje na to, że to nie jest jednak „UFO Glasnost”.
[12:44] - Możliwe, dlatego, że te książki Mariny Popowicz na temat UFO są w sumie dostępne w runecie, chyba tak to się nazywa, w rosyjskim internecie. Można je sobie tam znaleźć. One są do siebie bardzo podobne, także nie odbiega „UFO Glasnost” od treści kolejnych książek. Także „Moje spotkania z UFO”, które się ukazały i które można sobie znaleźć w księgarniach w Polsce, to również jest w jakimś stopniu ciekawa lektura. Natomiast pamiętajmy o jednym, że to jest książka nastawiona na sensację i są tam też pewne sensacyjne elementy, gdyż to był taki czas, bo to jest stara książka. Jak mówiłem, to jest przedruk i Marina Popowicz pisze tam o bardzo wielu różnych rzeczach i obok tych bardzo ciekawych są też takie, które na przykład są nastawione na zupełną sensację. Mimo wszystko, Arku, tak podsumowując tą dość ciekawą postać niedoszłej astronautki, najsłynniejszej rosyjskiej lub radzieckiej pilotki, czy może astronauty, dochodzimy do wniosku, że to była osoba, mimo swojego uwikłania wojskowego, bardzo niezależnie myśląca, bo to był taki człowiek orkiestra. Ona oprócz tego, że zajmowała się lotnictwem, posiadała tytuł naukowy doktora, potem angażowała się w różnego rodzaju działalność naukową, społeczną i tak dalej. I ona się nie bała. Ona mówiła wprost, że takie coś jest, takie coś istnieje. I powiedziała też bardzo znamienną rzecz, i to mi się bardzo na tle tych wszystkich sensacyjnych wątków, które się pojawiają w jej relacjach, podoba, że ona nie wie, czym zjawisko UFO jest. Wie, że ono jest, natomiast nie jest w stanie powiedzieć, czy to jest inteligentnie sterowane, czy to pochodzi spoza Ziemi. Jest pewna jednej rzeczy, że to nie są maszyny podobne do maszyn, które ona zna lub które mogą się pojawić w przyszłości i też, że nie ma tutaj stuprocentowej pewności, mimo wszystko, choć wiele osób tak twierdzi, że UFO to pojazdy pozaziemskie, że mamy do czynienia z kosmitami. To wszystko jest bardzo ciekawe, co Popowiczowa mówiła. Zmarła troszeczkę w zapomnieniu, dlatego że informacje o jej pogrzebie oczywiście pojawiły się w rosyjskich mediach, natomiast nie wspominano często tak dużo o jej dorobku, jak właśnie o tym, że mówiła o UFO i wywołała pewną sensację i pewne kontrowersje. Nie wiem, Marku, jak oceniasz tą postać, bo musimy też powiedzieć, że w Związku Radzieckim temat UFO to jest z jednej strony tajemnica policyjna, ale z drugiej strony coś, co badano całkiem poważnie, dochodząc do wniosków może nie tak jakoś bardzo przełomowych ani konkretnych, ale jednak. Wydaje mi się, że Rosjanie bądź Sowieci, w zależności jaką definicję przyjmiemy, zajmowali się zjawiskiem UFO w sposób nieco bardziej poważny niż Amerykanie, którzy zrobili z tego, na szczeblu oficjalnym oczywiście, swoistą szopkę. Co sądzisz o postaci i rewelacjach Mariny Popowicz?
[16:11] - Wydaje mi się, że Marina Popowa była swego rodzaju celebrytką, podobnie jak wielu innych. Na przykład Gagarin w sumie nie dokonał niczego, a stał się bardzo głośny i takim właśnie pierwowzorem. To samo było z Tiereszkową, która poleciała w kosmos. Czyli właśnie takie zdobywanie propagandowe i zdobywanie sławy w Kraju Rad było jak najbardziej na miejscu. Niemniej sam ruch ufologiczny był dosyć stłamszony, bo pierwsze badania ufologiczne takie z prawdziwego zdarzenia zaczęto badać w sposób naukowy w '49 i '50 roku i byli to inżynierowie Formin i Makarov z Moskwy. Ale zaraz po tych ich zainteresowaniach, próbach w jakiś sposób opisania tego zjawiska, stworzenia grup ufologicznych, zajęła się tym oczywiście cenzura i odgórnie uważano, że jest to, zacytuję: „Ideologiczna wojna nerwów państw kapitalistycznych przeciwko obozowi socjalistycznemu”. I oczywiście wszystko się skończyło, zanim się jeszcze zaczęło. Tutaj też należy powiedzieć o tym, że to nie było tak, że ktoś mógł sobie coś tam wydrukować, zadzwonić do kogoś bez podsłuchu czy zorganizować jakieś spotkanie bez powiadamiania władzy. Więc jeżeli władza powiedziała, że tym się nie należy zajmować, więc nikt się tym nie zajmował, przynajmniej oficjalnie albo w szerszym gronie. To nie było tak prosto. Natomiast w '61 roku wydrukowano książkę Donalda Mencela „Latające spodki”.Z tym, że autor tej książki, i chyba po to ją wydrukowano, bardzo zdyskredytował zjawisko UFO i w zasadzie chyba po to ją wydrukowano, żeby pokazać wszystkim, żeby się tym mimo wszystko jednak nie zajmowali. Daleko nie trzeba było szukać. W roku chyba 1967, w miesiącu październiku powstała komisja, oczywiście wszechzwiązkowa, Komitet Kosmiczny, podległa obronie narodowej, jak by mogło być inaczej. I tym właśnie zajął się generał Starow i miał zastępcę, Feliksa Ziegela. To jest właśnie ta postać, która tchnęła w te całe ufologiczne badania prawdziwą krew, można powiedzieć, że to wszystko zaczęło działać i rozkwitać. Ale oni się nie nacieszyli za bardzo swoim statusem, dlatego, że udało im się raz dostać do telewizji, zrobili jeden program i niecały miesiąc później ten wszechzwiązkowy komitet odgórnie rozwiązano i zakazano dalszych publikacji. Ziegel próbował tam jeszcze, ale podejrzewam, że był na bardzo czarnej liście, bo nic nie przechodziło. Natomiast jego prace spowodowały to, że inni, którzy później próbowali, już w latach 70. i 80. badać UFO, mieli się na kogo powołać i jego spostrzeżenia i jego opisy przypadków, w dalszym ciągu się na nich opierano. To jest bardzo ważne. Książka Popowej w zasadzie nie jest niczym wielkim, tak mi się wydaje. Bardziej bym był skłonny patrzeć właśnie na Ziegela, czy tych innych ludzi, którzy zakładali małe ośrodki, którzy drukowali po cichu jakieś notatki i do nich właśnie to spływało. Co było ważne w tej sekundzie, w tej iskrze Ziegela i tej telewizji, że oni w tej telewizji poprosili telewidzów, żeby telewidzowie pisali czy powiadamiali ich o swoich obserwacjach. I to rozpętało prawdziwą burzę. Być może tego się przestraszyła radziecka władza i dlatego to zamknięto, bo naprawdę było podobno bardzo wiele przypadków. To pozwoliło z kolei właśnie na badania społeczne, badania statystyczne, kto, gdzie, jak. To naprawdę było takie zarzewie niemalże buntu przeciwko władzy, w ten sposób, że ludzie o tym zaczęli mówić. O tym, o czym wcześniej mówić nie mogli. Minęło parę lat, troszeczkę i czasu i ludzie się zmienili. I powstały następne organizacje, przy czym w Związku Radzieckim na UFO mówiło się AZA, czyli anomalne zjawiska atmosferyczne. Nastąpiła później, już przechodzę dalej, głasność i wtedy można już było wszystko mówić i bardzo wiele rzeczy, które napisano i zrobiono, było mniej więcej jak ten serial o astronautach antycznych, robione pod publiczkę, robione tak, żeby była możliwa sprzedaż, żeby można było sprzedać książki na Zachodzie, bo wtedy się zrobiła taka moda na Zachodzie na te wszystkie tajne rzeczy ze Związku Radzieckiego. A z drugiej strony umożliwiło kontakty między ufologami zachodnimi a ufologami z byłego Związku Radzieckiego. Wydaje mi się, że wzbogaciło to obie strony. Tak mniej więcej wygląda ruch ufologiczny w ZSRR. Ale trzeba powiedzieć też jedną rzecz, że osoby, które się tym zajmowały, były z reguły powiązane z akademiami. Byli to najczęściej bardzo dobrze wykształceni ludzie i po prostu wiedzieli, co chcą osiągnąć badaniami. Na Zachodzie raczej to tak niekoniecznie jest. Niekoniecznie współgra. Dziękuję.
[24:07] - Dokładnie tak. W Związku Radzieckim mieliśmy do czynienia z ciekawymi przypadkami, bo ich było mnóstwo. Natomiast było też bardzo dużo historii, o których prawdziwości nic nie możemy powiedzieć. Interesujące jest na przykład to, że słynna sprawa z Woroneża, która jest tłuczona w naszym programie od bardzo dawnaAle też w sumie nie ma jednej szczególnej wersji. To jest historia, która ma bardzo wiele twarzy, bardzo wiele rzeczy jest niewiadomych. I taka jest właśnie rosyjska i radziecka ufologia, że było bardzo wiele głośnych, ciekawych spraw, ale mało konkretów. Mimo wszystko Marina Popowicz jest bardzo głośnym głosem na arenie osób, o których dzisiaj będziemy mówić. Dlatego, że jako postać bardzo blisko zbliżona do różnego rodzaju kręgów mających rozeznanie w kwestiach UFO, myślę, że dysponowała w miarę rzetelną wiedzą pozwalającą stwierdzić, że coś jednak jest. W zasadzie nie było to oczywiście nic oryginalnego. Nie mówiła, skąd to coś się bierze, ale miała na tyle rozumu, żeby zachować w tej całej sensacyjnej gonitwie odrobinę obiektywności, mówiąc, że pozostaje otwarta na różnego rodzaju spekulacje. Myślę, że to jest jej wielki plus. Szkoda, że odeszła kolejna osoba, która zajmuje się zjawiskami anomalnymi, bo w tym roku Rosja straciła też między innymi Vadima Chernobrova, który był twórcą organizacji Kosmopoysk, jednej z największych chyba na świecie. To była bardzo ciekawa postać i mam nadzieję, że kiedyś o nim powiemy. Odchodzą kolejne osoby i troszeczkę robi się klipa, bo nie wiadomo, kim będą zastąpione. Także to pole związane z ufologią i ze zjawiskami anomalnymi traci cały czas kolejnych badaczy. Ale jeżeli będziecie kiedyś mieli chęć zajrzeć do książki Mariny Popowicz, to rzućcie okiem i oceńcie, bo każdy musi wydać swój osąd sam. Przy czym należy pamiętać, że ta jej książka, która ukazała się w Polsce i na Zachodzie, została troszeczkę napisana pod publiczkę, żeby to wszystko jakoś ubarwić. Ale Arku, mówiliśmy w naszych programach o wielu astronautach, mówiliśmy o prezydentach, mówiliśmy nawet o celebrytach, którzy mówili coś na temat UFO. Mówiliśmy też o pilotach, także polskich, o generale Czarnowie, Czarnówie właściwie, polskim lotniku, bardzo liczywnym już, który jako chyba jeden z najwyższych rangą polskich żołnierzy, polskich pilotów, najbardziej doświadczonych, powiedział wprost, że takie zjawiska istnieją. Ale na świecie to wygląda bardzo różnie, bo są różne kraje i każdy kraj ma odmienną specyfikę swojej dyskusji na temat UFO. My w zasadzie opieramy się często tylko o jeden czy dwa przykłady: Rosję i Stany Zjednoczone, ewentualnie Polskę. Ale są też inne narody i one też borykają się z problemem UFO i tam również rodzą się gorące kontrowersje. Jednym z krajów, który przez bardzo długi czas pretendował do miana stolicy światowej ufologii, jest Brazylia. Tam pojawiło się kilka osób, które cały czas starają się przełamać barierę milczenia na temat UFO. Ale swego czasu pułkownik Uyrangę Hollanda zasłynął tym, że złamał zmowę milczenia na temat tego, co brazylijskie wojsko wie o zjawisku UFO. Hollanda był człowiekiem, który był członkiem tak zwanej operacji Spodek. O niej już mówiliśmy. To była końcówka lat 80. i wtedy w północno-wschodnie części Brazylii, szczególnie wybrzeża stanu Para, stały się ofiarą w zasadzie najazdu niezidentyfikowanych obiektów latających. Tam dochodziło może nie do bardzo dantejskich i dramatycznych scen, bo te obiekty, które tam się pojawiały, zwane przez miejscowych „chupa-chupa”, czyli wysysacze, nie były może najbardziej spektakularne, bo zdaniem niektórych to były po prostu latające kule, świetlne obiekty. One czasami wyłączały to swoje oświetlenie i wtedy się prezentowały ponoć jak latające lodówki albo latające metalowe kosze na śmieci. W każdym razie one terroryzowały w pewnym stopniu stan Para, szczególnie okolice nadmorskie. I co ciekawe, ta fala spotkań z nimi przesuwała się w kierunku północno-wschodnim, zmierzając w stronę stolicy stanu, czyli miasta Belém. Tam wybuchła nawet masowa panika. Bardzo wiele osób mówiło o spotkaniach z tymi obiektami. Pojawiały się bardzo różne relacje. Najbardziej niepokoiły te, które mówiły o tym, że chupa-chupa atakują ludzi. Może nie tyle atakują, co napadają, unieruchamiają, a potem dokonują swego rodzaju... I tu był problem, bo niektóre po prostu napadały i wystrzeliwały jakieś promienie w kierunku swoich ofiar, które unieruchamiały i odbierały siły, a niektóre może rzeczywiście sprawiały, że ci ludzie byli potem zabierani gdzieś, w jakiś sposób przez te obiekty na badania, gdyż na ciałach niektórych świadków, między innymi, poszukajcie sobie w sieci albo w „Nieznanym świecie” przypadku Claudomiry PaixaoKtóra spotkała się z takim obiektem, który w zasadzie wleciał jej do domu i która została poddana swego rodzaju abdukcji w czasie tej słynnej fali spotkań w Belem. Zobaczycie, do czego tam dochodziło. Tam zresztą zaczęło się to wszystko w roku 1979, bodaj od incydentu na Wyspie Krabów. Bardzo ciekawa sprawa to była, dlatego, że grupa mężczyzn wybrała się na Wyspę Krabów leżącą chyba w zatoce Maranhao po drewno. To była wyspa niezamieszkała, praktycznie stanowiła rezerwuar materiału, drewna dla okolicznych mieszkańców. Oni się tam wybrali, zebrali tego drewna trochę. Wiadomo, tam też występują cenne gatunki. W każdym razie postanowili się zbierać. Postanowili się zebrać wieczorem. Zjedli kolację, zdrzemnęli się i postanowili, że będą płynąć z powrotem w godzinach wieczornych. To było związane chyba z przypływem. Nie pamiętam już dokładnie, dlaczego się zdecydowali właśnie na to, żeby tym wieczorem się zbierać. W każdym razie, kiedy oni się położyli spać, doszło do czegoś bardzo dziwnego. Otóż okazało się, że wstali mocno poranieni. Jeden z nich zmarł albo dwóch. Pozostali nie byli w ogóle w stanie się utrzymać na nogach. Sugerowano także, że w ich łódź uderzył piorun, ale zaraz potem wybuchła właśnie ta fala spotkań szopa szopa i zasugerowano, że oni byli pierwszymi ofiarami. Oni ledwo dopłynęli do domu. Byli w bardzo złym stanie fizycznym, ledwo stali na nogach. I tak to się zaczęło. Po jakimś czasie oczywiście pojawił się pomysł, kiedy spływały doniesienia o ludziach rannych w wyniku spotkań z tymi latającymi kulami, żeby wysłać w ten rejon grupę zwiadowczą, grupę badawczą złożoną z wojskowych, którzy rozejrzą się po okolicy i zobaczą, co się tam dzieje. W skład tej grupy wchodził właśnie Hollanda, wtedy chyba jeszcze kapitan. Ciekawa rzecz się stała potem, bo ta operacja przybrała miano operacji Spodek. Nie wiem, Arku, czy pamiętasz, jak to się tam potem odbywało. W każdym razie oni mówili, że zostali tam wysłani troszeczkę tak w ciemno, że nie byli uzbrojeni, nie posiadali w zasadzie sprzętu do rejestracji oprócz aparatu. Mimo wszystko udało im się zdobyć ogromną ilość materiału zdjęciowego obejmującego kilkaset zdjęć. Widzieli te obiekty na własne oczy. Rzeczywiście okazało się, że szopa szopa czymkolwiek są, one istnieją i one się dają we znaki. One fruwają, są nieuchwytne, zupełnie. Mają formę świetlistych obiektów, nie zawsze kul, bo często też czegoś w rodzaju trapezów. Ale mimo wszystko po nakreśleniu raportu na ten temat okazało się, że jest to zjawisko jak najbardziej realne. Co najciekawsze w tym wszystkim, operacja Spodek, która została zainicjowana nie w stolicy kraju, nie nawet w jakimś większym mieście, ale po prostu przez lokalny oddział obrony powietrznej w Belem, ograniczyła się w sumie do wysłania kilku ludzi w teren i do spisania raportu, który w sumie nigdy nie ujrzał światła dziennego. Dopiero po wielu latach okazało się, że materiały są i że ten Hollanda, który gdzieś tam sobie mieszka i żyje, nadal funkcjonuje i chce o tym wszystkim opowiedzieć. On wtedy zdradził, nie pamiętam dokładnie, ale gdzieś około roku 2000, zdradził informację na temat tych swoich doświadczeń podczas projektu Spodek brazylijskiemu magazynowi ufologicznemu. Wtedy wybuchła sensacja, bo okazało się, że po pierwsze nie tylko rząd brazylijski nie reagował w ogóle na doniesienia, które mówiły, że UFO atakują ludzi, że czynią szkody. Po drugie, okazało się, że informacje na ten temat, i to całkiem konkretne, były ukrywane. Nikt na ten temat nic nie wiedział oficjalnie. Oprócz oczywiście lokalnej prasy i lokalnych władz, które często alarmowały i mówiły o tym, że źle się dzieje. Dziwna sprawa stała się po jakimś czasie, bowiem okazało się, że Hollanda, który mówił o tym głośno i który twierdził, że brał udział w operacji Spodek i to wszystko działo się naprawdę, został znaleziony martwy. Został znaleziony powieszony. Arku, czy sądzisz, że osoby, które posiadają bardzo konkretną wiedzę na temat zjawiska UFO, ci, którzy brali udział w różnego rodzaju projektach badawczych, czy oni są obciążeni klauzulą tajności nawet po przejściu do cywila? Bo okazuje się, że w sumie przecież ktoś te wszystkie programy związane z UFO na całym świecie musiał prowadzić. Ale osób takich jak Hollanda było bardzo niewiele. Niewielu z nich się decydowało, żeby cokolwiek powiedzieć. Czy on zapłacił najwyższą cenę za próbę przemycenia prawdy obywatelom?
[36:08] - Myślę, że tak. Dlatego, że w sumie tam dochodziło do takich napaści tych kul na ludzi. Tam niepośrednią rolę odegrała miejscowa lekarka, dentystka z tego, co pamiętam, która niemalże na oczach widziała, jak kule atakują ludzi. Ona tam zaczęła zawiadamiać policję, a policja dopieroWłaśnie miejscową obronę powietrzną, która wysyła tam ludzi. Olanda miał takiego pecha, że był chyba dowódcą tego oddziału. Tak jak mówiłeś, pojechali tam w sumie bez broni na taki reconnaissance. Mieli ze sobą aparaty, może kamery. Zrobili tam kupę zdjęć, zrobili raporty i cisza na ten temat długo. Rzeczą ciekawą jest to, że o ile ze świadkami nie byłoby problemu, odnaleźć świadków, którzy o tym mówią i o tym się rozgłaszają, o tyle z wojskowych, z tego, co pamiętam, tylko Olanda mówił. Jego głos pokazujący, że mimo wszystko Brazylia interesowała się takimi zjawiskami i że takie zjawiska są jak najbardziej realne, był jak najbardziej nie na rękę. My tutaj mieliśmy przez długi czas wpływ wielkiego brata ze Wschodu, a oni mieli swój wpływ, pewnie wielkiego brata z Północy. Jak sądzę, we wszystkich państwach środkowo i południowoamerykańskich są komórki, które w jakiś sposób dozują tę wiedzę i zbierają, bo to nie byłby pierwszy taki przypadek, że są odnajdywane jakieś artefakty czy jakieś kolizje statków UFO. O tym mówią ludzie, jak już przechodzą na emeryturę albo są na łożu śmierci. Natomiast jeżeli ktoś próbuje mówić o tym jeszcze za życia, jest w jakiś sposób tłamszony. To samo mieliśmy, jeżeli chodzi o incydenty w Wirginii, gdzie wojsko też zainteresowało się, wysłali samochody, a koniec końców, jak przyszło, to do czego? Zaczęli tam ludziom wciskać niestworzone historie o karłach, którzy akurat wojsko podwoziło, bo rodziły, dlatego szpital pozamykali i tak dalej. Takie tłumaczenie dziwne. Kto za tym wszystkim stoi? Ciężko jest powiedzieć, w tamtym przypadku w Wirginii, jeżeli posłuchamy wojska, to też wojsko nic na ten temat nie mówi. Być może, że jeszcze nikt nie chce skończyć tak jak Olanda, który powiesił się, z tego, co pamiętam, w bardzo dziwny sposób, bo na oparciu swojego łóżka. Podejrzewam, że tego przypadku ze względów kryminalnych też specjalnie nie przebadano. On według przyjaciół nie miał żadnej depresji, nic nie kierowało go do tego. Wojsko wydało takie oświadczenie, że on targnął się na życie dlatego, że odszedł z wojska i miał pustkę życiową. To jest dziwne dla mnie i nie ukrywam, że bardzo pokazujące, że ci, którzy próbują zataić te sprawy, są bardzo niebezpiecznymi ludźmi i starają się wszelkimi możliwymi sposobami utajnić czy zdewaluować te badania, czy jednoznaczne wypowiedzi osób, którym można by było uwierzyć.
[41:14] - Arku, nie wydaje ci się dziwne to, że Olanda popełnił samobójstwo nie około 2000 roku, jak mówiłem, tylko w roku 1997? Nie wydaje ci się dziwne, że po 20 latach odnaleźli go ludzie, którzy nie chcieli, żeby puścił parę na temat operacji Spodek, ewentualnie że coś się za nim ciągnęło? Mimo wszystko jakieś informacje, i to oficjalne, na temat tamtych wydarzeń wypłynęły. Wszystko w zasadzie wiadomo. Wiele nie dało się ukryć dlatego, że choćby ten incydent Wyspy Krawów czy te poszczególne przypadki były dobrze opisane. Pozostaje pytanie, czy rzeczywiście ktoś poluje na te osoby, które starają się ujawnić prawdę o UFO, bo my często w Polsce mówimy tak o seryjnym samobójcy, który dotyka osoby posiadające jakąś wiedzę, która jest władzom nie na rękę. Ale okazuje się, że w kwestii UFO też tak jest. Wiele osób kończy w dziwny sposób albo w sposób co najmniej podejrzany. Pamiętamy, że John Mack został przejechany na pasach przez pijanego kierowcę. Pamiętamy, że Carla Turner zmarła w bardzo dziwny sposób. To nie są jedyne dziwne przypadki w środowisku ufologicznym.
[42:30] - Jessup bodajże popełnił samobójstwo, wkładając sobie rurę wydechową samochodu do środka w jakiś sposób i gazując się.Najbardziej spektakularny sposób zrobienia sobie samobójstwa. Niemniej jednak tak to zrobił, chyba.
[42:52] - Myślisz, że ci ludzie, którzy ujawniali prawdę na ten temat w Polsce, bo przecież Hollanda także miał swoich naśladowców w naszym kraju. Chodzi mi między innymi o Grundmanna, o Czernowa. Czy oni też w jakiś sposób spotykali się z ostracyzmem ze strony środowiska wojskowego albo z jakimiś pogróżkami? Bo oni chyba o tym nigdy nie mówili, mimo wszystko.
[43:19] - Rozmawiałem kiedyś z majorem Makiełą, już nieżyjącym zresztą, byłym pilotem myśliwskim. On nie tyle mówił, że jest to tajemnica czy coś takiego, czy jakieś zagrożenie życia, tylko po prostu piloci chcą latać. I w momencie, kiedy pilot mówi, że widział UFO i chce to zgłosić, to w raporcie dziennym może gdzieś tam jeszcze jest. Natomiast w momencie, kiedy leci z tym do prasy, dziennikarzy i tak dalej, może być odstawiony od wykonywania lotu, a tego żaden pilot sobie nie życzy. Tak jak w przypadku incydentu na polskim poligonie, gdzie właśnie on zbierał informacje i wypowiedzi pilotów. Chciał to przedstawić na jednym ze spotkań. Nie przedstawił, dlatego, że ktoś włączył wówczas kamerę czy aparat z funkcją nagrywania. I on na tyle się wkurzył, że zostaną ujawnione, bo to, co on nagrywał, było nagraniem wideo i ujawnione by były osoby i to, co mówią na ten temat. Z tego względu skończyło się spotkanie bardzo szybko, zanim się jeszcze na dobre sprawa rozkręciła. I tu jest raczej taka presja: nie mówcie nikomu, to będzie wszystko dobrze. Jeżeli zaczniecie chodzić do prasy, to cały ten wysiłek, jaki pilot wkłada, bo to są lata nauki, może pójść na marne. W ten sposób też jest bardzo duży nacisk z samego środowiska. Jeżeli popatrzymy, nic nie przetrwało z archiwum Grundmanna. Gdzieś to się ulotniło. I to wszystko zbiega się w czasie, kiedy Polska zostaje włączona do NATO i ludzie, którzy jeszcze o tym cokolwiek wiedzą i chcą powiedzieć, ostatkiem sił i środków próbują to zrobić. I teraz jest cisza kompletna. Hollanda mógł zginąć nie tyle dlatego, że ujawnił tą całą sprawę. Tak na ten temat myślałem parę razy. Tylko być może, że doszedł w swoich badaniach do wniosku, kto i dlaczego to robił. I to by było takim zapalnikiem do tego, żeby go w jakiś sposób odstrzelić i tak dalej, żeby mu zamknąć usta. Bo w momencie, gdyby on powiedział, że owszem, tak było, a zrobił to taki i taki oddział z tego i tego kraju, to by dopiero było coś, co wywołałoby burzę.
[46:59] - Ponadto z tego jego archiwum się sporo zachowało. Zachowały się zdjęcia i chyba wielu osobom nie podobało się to, że ta wąska grupa ludzi, która zajmowała się operacją Spodek lub operacją Talerz, bo to się różnie tłumaczy, operacja Obrat się to nazywa. Jednak oni na własne oczy widzieli te obiekty, widzieli, do czego są zdolne. Zebrali relacje od lekarzy, którzy twierdzili, że leczyli osoby poparzone przez szopa. Także jest to bardzo interesujące. Hollanda zakończył życie w sposób bardzo kontrowersyjny. Chyba nie dowiemy się, jak było naprawdę, ale sprawa tych incydentów z lat 1978, 1979 pozostaje bardzo interesująca mimo wszystko i zachęcam wszystkich, żeby zajrzeli do historii zebranych chociażby przez Boba Pratta, amerykańskiego ufologa, który zajmował się tymi przypadkami z Brazylii, między innymi Varginha, która zdarzyła się 20 lat temu. I Bob Pratt opisał też wiele przypadków związanych z incydentami, którymi zajmował się Hollanda. Także jeżeli sobie poszukacie, to na pewno to znajdziecie. Ale Arku, przejdźmy do kolejnej postaci, bo mówiliśmy do tej pory w zasadzie o osobach, które choć zyskały pewną sławę, były mimo wszystko szeregowymi żołnierzami w pewnym momencie swojego życia. Ale są też osoby, które są na bardzo eksponowanych stanowiskach, może nie tyle oficjalnych, ale posiadają wpływ lub kapitał pozwalający im odgrywać pewną rolę polityczną czy ekonomiczną. Jedną z takich osób jest Robert Bigelow, który jakiś czas temu zasłynął takim stwierdzeniemże obcy już są na Ziemi i w zasadzie nie ma o co pytać. Oni na pewno są i on ma pewność z tym związaną, że jakaś inteligencja pozaziemska działa na naszej planecie. Co sądzisz o jego relacjach? Co to jest w ogóle za facet? Bo Robert Bigelow to nie jest byle jakie nazwisko, chociaż ono może nic nie mówić wielu osobom w naszym kraju. Okazuje się, że to jest potentat. To jest miliarder w przemyśle hotelarskim, a także bardzo znacząca postać na polu przemysłu kosmicznego i ten facet, mimo wszystko, może wiedzieć, co mówi, prawda?
[49:30] - Wydał bardzo dużo. Jest bardzo majętny i bardzo zainteresowany paranormalnymi rzeczami. Kupił między innymi rancho Skinwalkera. Powołał grupę, która to badała, więc miał informacje z pierwszej ręki. To nie jest osoba przypadkowa. To nie jest celebryta, który dla zdobycia dodatkowych funduszy czy czegokolwiek starałby się dowiedzieć, czy nakłamać, żeby zdobyć dodatkowe fundusze z tytułu sprzedaży książek czy rozreklamować się. Bigelow wręcz odwrotnie. Rancho kupił. Zorganizował tam wszystko, co im potrzeba. Długi czas prowadzone były tam badania. Nikt inny tego nie zrobi. Pewnie tylko część rzeczy, się dowiadujemy z tego, co do niego przychodzi. W tej chwili podejrzewam, że troszeczkę się uzależnił od armii amerykańskiej, bo poszedł z interesem w kosmos i być może w tym momencie złożono mu wizytę i ktoś go lekko zakneblował, że jak chcesz dalej z nami, to niestety, ale musisz zwolnić. Niemniej jednak podejrzewam, że swoje wie. Być może wie o wiele więcej niż jakakolwiek inna komórka rządowa czy nierządowa na świecie. Jeżeli taki facet mówi, że faktycznie istnieją i że rząd ma z nimi kontakty i on jest tego pewny, bo tak mówił wcześniej, z całą pewnością należałoby mu wierzyć. On nie ma powodów do tego, żeby kłamać, żeby coś nawymyślać. Nie napisze na pewno książki na ten temat, chyba że już będzie bardzo starym emerytem i będzie chciał podsumować swoje życie. Wtedy dowiemy się pewnie wielu dziwnych i niesamowitych rzeczy. Ale czy ta książka mogłaby się wówczas ukazać na rynku wydawniczym, to też należy powątpiewać.
[52:33] - Właśnie, bo Bigelow jest postacią, która założyła organizację NIDS, czyli Krajowy Instytut Nauki Zaawansowanej i Odkrywczej. Tak się to tłumaczy na polski. Ta organizacja przestała działać. Zajmowała się przede wszystkim zjawiskiem UFO. Przecież wspominaliśmy nie raz, że badali implanty, okaleczenia zwierząt, ale potem ta organizacja zniknęła zupełnie. Wtedy, kiedy ta organizacja zniknęła, to był chyba rok 2004. Bigelow powiedział, że nie ma co badać. Ale nagle w tym roku wyskakuje on z twierdzeniem, że UFO istnieje, że obcy istnieją i że działają na Ziemi i nic nie może temu zaprzeczyć. To jest trochę dziwne moim zdaniem, dlatego że Ameryka w ogóle jest dziwna. Pamiętacie nasz odcinek poświęcony Tomowi DeLonge'owi, który twierdzi, że posiada przełomowe informacje na temat UFO? I okazało się, że kilka czy kilkanaście dni po wyemitowaniu naszej audycji DeLonge zaczął opowiadać bery w swoich wystąpieniach, chwaląc się, że posiada niezwykle zaawansowaną wiedzę na temat UFO, której nikt inny nie posiada. Robi się kolejna szopka. Ja powoli tracę serce do Ameryki i do amerykańskiej ufologii, do tamtejszych rewelacji, do przeciągających się opowieści o tym, czego nie kryją w hangarach, ile razy byli na Księżycu i czego tam nie znaleźli. Dlatego że wydaje mi się to nieustannym międleniem tych samych informacji. Co jakiś czas wypuszcza się jakiegoś kolorowego pawia i wszyscy się nim fascynują, a okazuje się, że i tak to jest totalna nieprawda i kolejny twór dla zmylenia gawiedzi. Znacznie ciekawsze wydają mi się opowieści takich ludzi jak te, o których dzisiaj mówimy: Marina Popowicz, Olanda, Bigelow, czyli postaci z jednej strony biorące udział w establishmentowym projekcie, a z drugiej strony w jakiś sposób wyalienowane i wyobcowane albo wyłączone na własną odpowiedzialność. BigelowChyba nie musi patrzeć na opinię nikogo, jeżeli chodzi o to, co mówi. Dlatego że mimo wszystko, Arku, tak mi się wydaje, że to, co powiedział, to też nie jest jakaś wielce odkrywcza rzecz.
[55:10] - Nie jest nic.
[55:11] - Jak udowodnić to, że ci obcy są? Jak złapać ich za rękę? Jak pokazać całej ludzkości, że ktoś nad nami stoi? To jest właśnie cały problem. My jesteśmy, podkreślam to kolejny raz, w cholernie złej sytuacji jako gatunek.
[55:30] - Jeśli porównamy badania, jakie były przeprowadzane w Związku Radzieckim, do 1996 roku od początku i porównamy to z tym, co się tam dzieje za oceanem, w Stanach Zjednoczonych, to mamy taki kontrast. Tam mamy naukowców, którzy rzetelnie badają, w Związku Radzieckim dawnym, gdzie są naprawdę statystyki z całego kraju, gdzie są zebrane statystyki, obserwatorzy, świadkowie, gdzie próbuje się naprawdę z prawdziwego zdarzenia przeprowadzać badania, gdzie zajmują się tym akademicy. A Stany Zjednoczone, gdzie mamy w sumie niekończącą się szopkę, bo osoby, które zajmują się i wypowiadają się na ten temat, stają się bardzo szybko jakimiś ognistymi celebrytami, wydają swoje dwie, trzy książki, stają się bogaci, zamożni i na tym koniec, bez żadnego ciągu dalszego. Mimo tej całej amerykańskiej wolności i możliwości druku, ujawniania, internetu i innych rzeczy. Także tak dziwnie to troszeczkę wygląda.
[56:59] - Czasami mam takie wrażenie, że my w tych swoich dyskusjach żeśmy przewałkowali wszystko. W zasadzie nie możemy nic powiedzieć nowego. Ktoś mówiąc o tym fenomenie, projektując zjawisko UFO, cały czas uważam, że ten taki typowy odbiór społeczny zjawiska został przez kogoś zaprojektowany, że ktoś chce, żeby ludzie po prostu w to wierzyli. I my cały czas jesteśmy skazani na pewnego rodzaju dywagacje, które krążą wokół tematu, do którego sedna nigdy nie dotrą. To wydaje się z jednej strony bardzo irytujące, bo wy potem mówicie, że my w kółko gadamy o tym samym, ale tak naprawdę jest taka sprawa, że zobaczcie, jest facet, Bigelow, który założył sobie organizację, wydawał grube miliony dolarów na to, żeby się coś dowiedzieć o UFO. I w zasadzie co on mówi? On mówi to samo, co my mówimy i co sobie może wysnuć tutaj każdy pasjonat ufologii, że coś jest, ale tego jednak złapać nie można. I to w sumie jest takie trochę, Arku, mimo wszystko deprymujące, bo facet wydał rzeczywiście grube miliony, zatrudnił naukowców, wydał kasę na sprzęt, próbował to zjawisko złapać za rękę i mimo wszystko mu się nie udało.
[58:23] - Nie wiemy, czy mu się nie udało, czy po prostu odebrał telefon ze smutnym głosem, który go na tyle przeraził, że po prostu dał sobie na spokój w tym miejscu. Zaczął robić coś innego, czyli wgryźć się w kosmos.
[58:41] - Też nie możemy powiedzieć, że mu się nie udało, bo przecież kiedy zajrzymy do książki na temat Skinwalkera, czyli polowania na Skinwalkera, na temat rancza Cormanów, to okaże się, że oni tam dokonywali różnych dziwnych obserwacji, rejestracji, tylko ci naukowcy nie zawsze się chcieli ujawniać. Przecież nawet ta słynna sprawa związana z wyporządnieniem jakiejś istoty z jakiejś dziury czasoprzestrzennej była obserwowana przez dwóch fizyków, którzy się nigdy do tego nie przyznali. Pisali o tym, ale pod jakimiś pseudonimami. Także to wszystko jest dziwne. Po prostu jest trochę dziwne. Nie wiem, komu może w sumie zależeć na ukrywaniu tej prawdy, którą i tak wszyscy znają. Wszyscy znają prawdę, ktoś ją próbuje ukrywać. To po prostu nie ma sensu. Tam musi być coś jeszcze, tam w tym wszystkim coś jeszcze gra. Ktoś tu jeszcze nie mówi nam całej prawdy na ten temat i to chyba jest właśnie najważniejszy punkt tego rodzaju rozważań, że my nie możemy sobie kupować takich opowieści, jak to się mówi, z pierwszej ręki. Tak jak powiedziałeś przed chwilą, w Związku Radzieckim byli prawdziwi badacze, akademicy, którzy się tym zajmowali, a po drugiej stronie oceanu wszyscy się pasjonowali Bobem Lazarem, który opowiadał bajki i w końcu się okazało jakimś tam podrzędnym alfonsem, prawda? Także ufologia okazuje się bardziej śliską dziedziną niż polityka momentami.
[01:00:16] - Tak, to dziwnie wszystko wygląda i dziwnie się splata. Nie ma takiej osoby interdyscyplinarnej, jaką był Sitchin dla całej tej grupy prehistorii uwiecznionej na glinianych tabliczkach. Brakuje takiej osoby, która spoiłaby to, co w tej chwili się dzieje. Taką osobą poniekąd był Vale. Znaczy jest jeszcze, ale coś nawet jemu umyka, tak mi się wydaje.Tego jest zbyt dużo i to są zbyt rozciągnięte wątki, żeby to się dało w jedną całość w jakiś sposób połączyć. To jest naprawdę bardzo trudne i nie dziwne, że wymyka się w sumie chyba każdemu spod jednej teorii wszystkiego.
[01:01:20] - Szczerze mówiąc, można dojść do takiego wniosku, że wszystko zostało powiedziane, wszystko zostało zmaltretowane 10 razy. Ale przecież zawsze są osoby takie jak choćby Marina Popović. Chociaż może ona się nie umywa do Jacques'a Vallee czy Ludwiga Eyra, czy Claude'a Pohera, o którym będziemy za chwilę mówić. To są osoby mało znane, praktycznie w ogóle nieznane. O nich się nie pisze na portalach, rzadko się wspomina w książkach, ale to są postacie, które miały jednak jakiś wpływ na ufologię i nawet dużo większy niż chociażby ten nieszczęsny Derlong. Odniosę się do pytania, które mi wysłał przed chwilą użytkownik Tunguska. On pisze tak: „Odnośnie wcześniejszych wypowiedzi zamierzam przeczytać książkę Mariny Popović”. Dobrze. I dodaje: „Czytaliście «UFO nad Brazylią» wydaną przez Agencję Nolpress?” Droga Tungusko, ja mam „UFO nad Brazylią” gdzieś tu chyba nad sobą. Nie widzę tej książki. Możliwe, że ją spaliłem po prostu. Szczerze, „UFO nad Brazylią” to była chyba książka Wendelle'a Stevensa. To była jedna z najgorszych książek o UFO, jakie kiedykolwiek wyszły. Wendelle Stevens, czyli facet, który zajął się promowaniem Billy'ego Meiera, próbował w tej książce opowiadać troszeczkę badziewne historie o różnego rodzaju kontaktowcach. Agencja Nolpress, która wydawała literaturę ufologiczną i kwartalnik „UFO”, z jednej strony robiła bardzo dobrą robotę, ale część z tych książek, które zostały opublikowane, się do niczego nie nadawała. Była naprawdę złej jakości merytorycznej. Nie mówię o tym, jak to wyglądało od strony redakcyjnej. W każdym razie książki „UFO nad Brazylią” absolutnie bym nie polecał, bo to będzie wasza totalna strata czasu. Jeżeli chodzi o książkę Mariny Popović, nie traktujcie tego też jako jakiegoś objawienia. Nie znajdziecie tam odpowiedzi na to, czym UFO jest. Pojawi się parę ciekawych przypadków, pojawi się trochę sensacji. Ciekawe jest to, że opowiada o tym kobitka, która wylatała ponad pół tysiąca godzin w powietrzu. I to nie jest byle kto, cokolwiek byśmy o niej powiedzieli. Przewałkowaliśmy już Popowiczową, przewałkowaliśmy Bigelowa, który też wywołał swojego rodzaju sensację. Ale przecież postaci, które się zajmowały, Arku, ufologią, które były w jakiś sposób wpływowe i nawet dysponowały sporą kasą, było więcej. Mówiliśmy już nie raz o tym, że Laurence Rockefeller za czasów kadencji Clintona w połowie lat 90. próbował też coś w kwestii UFO robić i mu nie wyszło. W sumie kto by się za to nie zajął, to jemu nie wychodzi. Nawet Jacques Vallee, nawet najmądrzejsze głowy, najwyższe stopnie. Ktokolwiek by tego nie ruszył, nie jest w stanie nam udzielić ostatecznych odpowiedzi na temat tego, jak to naprawdę jest. Czasami to mnie wkurza, to jest deprymujące, bo ja jestem takim człowiekiem, że moglibyśmy wam opowiadać różnego rodzaju historie, jakieś baśnie o tym, czym UFO może być. Ale ja sobie przecież przez ten cały czas próbuję w głowie składać jakiś w miarę spójny obraz tego zjawiska i szczerze mówiąc, nie udaje mi się. Muszę być całkiem szczery, że mi się nie udaje. Mógłbym wierzyć w tą wersję jungowską, która mnie najbardziej przekonuje, która odnosi się do związku zjawiska UFO z jakimiś fenomenami związanymi z psychologią. Ale mimo wszystko to jest kwestia tak nieuchwytna, że tego się nie da badać. Tymczasem okazuje się, że obiekty UFO czasami pozostawiają po sobie ślady. To jest wszystko tak absurdalne, że aż ciekawe. Chyba to w tym wszystkim jest najlepsze. Ale Arku, Bigelow Bigelowem, ale był jeszcze jeden facet, który mówił o istnieniu kosmitów i tym, że komunikują się z Ziemią. I to był Nikola Tesla. Gorące nazwisko, bardzo gorące. Człowiek, który jest do dzisiaj gwiazdą, mimo że już nie żyje od ponad 70 lat. Nazywano go człowiekiem, który stworzył XX wiek. Nazywa się go jednym z największych ludzi ubiegłego stulecia, a także jednym z największych wynalazców wszech czasów. Człowiek dziwny, człowiek trudny, wizjoner, któremu nie wychodziło. Wizjoner, który nie potrafił dostosować się do warunków panujących na rynku. Pewnie dziś, bo wiemy, że rodziny jako takiej nie miał, ale stworzyłby pewnie w sprzyjających warunkach firmę, która dzisiaj trzęsłaby światową gospodarką. Tymczasem jego imię nosi firma stworzona przez Elona Muska i to tylko ku upamiętnieniu człowieka, który do dzisiaj budzi różnego rodzaju teorie spiskowe. Nikola Tesla zasłynął też czymś w rodzaju takiego dziwacznego przekazu z roku 1899, kiedy pracował sobie w Colorado Springs. On twierdził wówczas, żeOdebrał komunikaty pochodzące z innej planety. To jest bardzo długa historia. Tesla mówił wtedy, że odebrał komunikaty pochodzące albo z przestrzeni okołoziemskiej, albo z innej planety. Dużo o tym mówił, dlatego, że był traktowany wtedy trochę jak Stephen Hawking dzisiaj. Cokolwiek Tesla powiedział, to zaraz lądowało w prasie. On wtedy stwierdził, że odebrał jakieś dziwaczne sygnały i te sygnały, jego zdaniem, pochodziły z kosmosu, a konkretnie z Marsa. Dlaczego z Marsa? Dlatego, że w tamtym czasie o Czerwonej Planecie mówiło się bardzo dużo. W tamtym czasie Mars był uznawany za potencjalne miejsce, gdzie istnieje sobie obca cywilizacja. Już nie raz mówiliśmy o tym, jak to z Marsem było, jak to odkrywano tam kanały, jak to się potem przekładało na różnego rodzaju teorie spiskowe trwające w zasadzie do dziś. Ale Tesla, i to musimy powiedzieć wprost, do końca swoich dni był przekonany, że tamtego dnia w roku 1899 odebrał jakiś przekaz nie z tego świata. Jest to troszeczkę dziwne, dlatego, że był to facet, który przecież nie dałby się tak łatwo zwieść i oszukać, jak niektórzy twierdzą, jakimś zupełnie naturalnym zjawiskiem. Nie był to też człowiek skłonny do konfabulacji, a mimo wszystko wierzył i uznawał, że udało mu się skomunikować z mieszkańcami kosmosu. Jak to było? To jest bardzo ciekawa sprawa. Arku, co na ten temat sądzisz? Ale nim oddamy głos Arkowi, to Marku może przypomnij kontakty do Radia Paranormalium, bo chyba możemy już otworzyć linię dla naszych słuchaczy.
[01:09:17] - Właśnie teraz otwieramy linię telefoniczną dla słuchaczy Radia Paranormalium. Dzisiaj wyjątkowo wcześnie, bo niestety warunki pogodowe wywiały nam część ekipy, więc spotykamy się w dosyć okrojonym składzie. Można dzwonić pod numery telefonów stacjonarne 32 746 00 08, komórkowy 53 620 493. Jesteśmy też na Skypie radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Przy okazji zachęcamy również do polubienia fanpage'a tego czasopisma, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:10:40] - Dzięki. Arku, Nikola Tesla jest uważany za geniusza wszech czasów, ale czasami pojawiają się też takie teorie spiskowe, które mówią, że był człowiekiem, którym sterowały jakieś siły nie z tego świata. Co sądzisz o tym przekazie, który rzekomo otrzymał w roku 1899 i co do którego był przekonany, że pochodził od istot inteligentnych z innej planety? Czy Tesla się pomylił? Czy mógł się pomylić? I jak w ogóle należy patrzeć na tę postać po stu latach od tamtego wydarzenia?
[01:11:17] - Bardzo ciekawa i bardzo inteligentna postać. Niewątpliwie on stworzył nam podwaliny naszej współczesnej technologii, jaką spotykamy w zasadzie wszędzie. Zrozumiał po prostu, jak przesyłane są elektrony i wyobraził sobie, jak można to wykorzystać. I to jest naprawdę coś niesamowitego. Gdyby nie cewka Tesli, Marconi nie skonstruowałby radia i o to toczył się między innymi jeden z pierwszych sporów patentowych. Przez cały czas miał spory z Edisonem wszelkiego typu. Wszystko to, co wymyślił Tesla, pracując jeszcze u Edisona, było przez Edisona wykorzystywane i wdrażane. To jest coś niesamowitego. Został w sumie na dobrą sprawę oszukany przez bankierów, jak sądzę, bo stworzył elektrownię, stworzył system, stworzył odbiorniki prądu, umiał tę energię wykorzystać, natomiast chciał, by darmowa energia trafiła pod strzechy za darmo. I to był jego cały błąd, bo na to już sobie bankierzy amerykańscy nie mogli pozwolić, więc podejrzewam, że goStarali się od tego momentu w jakiś sposób zniszczyć i co im się w sumie udało. Natomiast jeżeli chodzi o sam ten przekaz, wyglądało to mniej więcej w ten sam sposób, jak koniec Wylatowa. Tak o tym wspomnę, bo tak to mniej więcej wyglądało. Wysłał emisję w przestrzeń i otrzymał krótką odpowiedź. Otrzymał strumień fali elektromagnetycznej, z którym nie potrafił, oczywiście jak nikt chyba na Ziemi, byłby w stanie w jakiś sposób tego zrozumieć. Był to jedyny taki przekaz i później wszystko zamilkło. Nie pamiętam w tej chwili, jak to wyglądało, ale można było to przełożyć na zapis zero-jedynkowy i przeróżnie próbowano to umieszczać, czy w kwadracie ten zapis, czy jakikolwiek. W każdym razie, z tego, co pamiętam, nie odczytano tego dokładnie. Ten przekaz był powszechnie dostępny przez jakiś czas i budził zainteresowanie. Tesla umiejscawiał źródło emisji tej fali na Marsie, ale to głównie dlatego, że po unowocześnieniu teleskopu, gdy patrzono na Mars, dostrzeżono tam te nieszczęsne kanały, które są zresztą złudzeniem. Dostrzeżono te kanały i wszyscy upatrywali, że tam na pewno istnieje życie i te kanały są po prostu kanałami, którymi marsjańscy rolnicy odprowadzają wodę na suche tereny. Z terenów północnych i południowych czap biegunowych na tereny środkowe, by tam móc pewnie orać i zbierać pszenicę. Takie nastawienie miało wielu pisarzy, na przykład Verne. Jest taka jego mało znana powieść „Łowcy meteorów” i tam jest pewien naukowiec, jak Beagle, który wymyślił, że przekaże w stronę Marsa, czy na Ziemi oznaczy przez spalanie magnezji trójkąty, kółka i krzyżyki na tyle duże, że to na Marsie naukowcy odczytają. I faktycznie odczytają. Faktycznie spalił gdzieś w Ameryce Południowej i otrzymał odpowiedź. Ale zaczęła się I wojna światowa i o tym wszyscy zapomnieli. Czy wojna francusko-pruska? Już nie pamiętam w tej chwili. I o tym jego odkryciu wszyscy zapomnieli, a on sobie dalej tam siedzi i z tymi Marsjanami rozmawia. To pokazuje nastawienie ówczesnego społeczeństwa przełomu wieków na takie odkrycie, że tam na Marsie musi istnieć jakieś życie. Stąd być może, że tam ulokował emisję fal elektromagnetycznych Tesla. Natomiast Wylatowo skończyło się w momencie, kiedy pan Szymański wysłał falę elektromagnetyczną, otrzymał odpowiedź i już nie ma Wylatowa. Od tego czasu nie powstał ani jeden krąg. Natomiast nie wiadomo skąd nadeszła ta emisja, ten sygnał. Próbowano na wszelkie sposoby odnaleźć, nikt się do niego nie przyznawał. Niemniej jednak taka emisja, taki fakt jest. Czy Tesla mógł w jakiś sposób cokolwiek dalej zrobić? Raczej takie emisje bywają, zdarzają się i nie wiadomo, kto jest za nie odpowiedzialny. To nie byłaby pierwsza taka emisja, która została złapana przez naukowców i pewnie nie ostatnia. Po jakimś czasie niektóre się da wytłumaczyć, na przykład pulsarami. Inne nie dają się wytłumaczyć i są zaznaczane i co jakiś czas, po 30, 40 latach są nowe teorie, mniej lub bardziej prawdziwe, dotyczące źródła tych emisji. Dziękuję.
[01:18:47] - Dobrze, my tymczasem przejdźmy może do kolejnych postaci, bo o UFO mówili milionerzy, mówili naukowcy, mówili wielcy wynalazcy. Mamy już tego słuchacza na linii, Mateu?
[01:19:04] - Zaraz chyba będziemy mieć. Spróbujemy podłączyć Filharmonię Wrocławską na Skype do naszej rozmowy grupowej. Widzę, że jesteśmy już na antenie. Dobry wieczór.
[01:19:18] - Dobry wieczór wszystkim słuchaczom oraz całemu Radiu Paranormalium, jak i tobie, drogi Weliosie oraz dwóm dyskutującym. Słuchałem tej audycji nie od samego początku, ponieważ miałem trochę problemów. Zasypało mi całą okolicę. Chciałem się wypowiedzieć. Wiem, że była dyskusja na temat pani Mariny Popović, ale nie wiem, czy zabrano głos w temacie pewnego słynnego zaginięcia Fredericka Valenticha.
[01:19:52] - Nie, nie zabieraliśmy głosu. Także jeżeli ma pan jakieś ciekawe wiadomości, teorie na ten temat, to prosimy.
[01:20:02] - Chciałbym rozpocząć temat Fredericka Valenticha oraz posłuchać państwa. Co państwo mają do powiedzenia na ten temat? Co państwo uważają? Czy mają państwo jakąś konwencjonalną, niekonwencjonalną teorię na temat tego zaginięcia? Co się przydarzyło temu pilotowi?
[01:20:21] - Chodzi o młodego pilota z Australii, tak?
[01:20:26] - Tak. Młody pilot z Australii, który przeleciał już około 150 godzin, podleciał do portu. Tutaj sprawdzę na pewno.
[01:20:36] - To był rok 1978 i on leciał chyba na King Island. Valentich był pochodzenia chorwackiego. Był młodym pilotem i w roku wspomnianym przeze mnie przed chwilą, nie pamiętam niestety daty, doszło do bardzo dziwnego zdarzenia, bo on przelatując nad Cieśniną Bassa chyba skontaktował się z kontrolerem lotu, mówiąc mu, że widzi dziwny obiekt. Ten obiekt miał w jakiś sposób bawić się z jego samolotem i Valentich wtedy był lekko spanikowany. Przez pewien czas wymieniał zdania z tym kontrolerem lotu. Okazało się, że nie do końca było wiadomo, co się dzieje z jego samolotem. Pojawiały się różne wersje. Jedna mówiła, że Valentich po prostu się odwrócił i że leciał do góry nogami. I w zasadzie nie widział żadnego UFO, ale obserwował swoje odbicie w wodzie. To była trochę naciągana hipoteza, dlatego że on się odnosił mimo wszystko do jakiegoś obiektu metaliczno-zielonkawego, który się za nim wlókł i który próbował go przechwycić w jakiś sposób. Nie był to żaden znany samolot. I w pewnym momencie ta komunikacja się urwała. Szukano go, oczywiście go nie znaleziono. Jego sprawa pozostaje tajemnicą do dziś jako pilot, który zginął w wyniku kontaktu z UFO. Pojawiło się wiele teorii na temat tego, co mu się naprawdę stało. Jedna, jak mówiłem, odnosiła się do tego, że po prostu jako mimo wszystko niezbyt doświadczony pilot wykonał jakiś błąd, który doprowadził do totalnej dezorientacji w powietrzu. Ale to zupełnie inna sprawa. Pojawiły się też bardzo kontrowersyjne hipotezy mówiące, że on uciekł po prostu. Gdzieś w prasie australijskiej twierdzono, że widziano go w Chinach na przykład. Ale to może Arek się odniesie w kilku słowach do pana pytania.
[01:22:58] - Tutaj teorii było kilka, między innymi jedna z prób wyjaśnienia polegała na tym, że sam Valentich był zainteresowany zjawiskiem UFO i wsiadając do samolotu był bardzo wzburzony i podobno powiedział: „Ja wam udowodnię, że jest”. I cała ta jego mowa przez radio była przez niego po prostu fingowana. Przy czym nie jestem pewny, akurat nie sprawdzałem tego, ale prawdopodobnie był jakiś świadek, który widział Cessnę, bo on chyba Cessną wtedy leciał, małą awionetką. I widział też ten obiekt, który za nim szedł. Także to nie jest takie jednoznaczne. Natomiast osoba, która jest zakochana w lataniu, bo dlatego chce latać, a on taki był, po prostu nie uciekałaby z Australii, gdzie są wielkie perspektywy
[01:24:21] - Arku, niestety znowu cię zaczęło przerywać. Coś cię znowu przerywa.
[01:24:30] - Przerywa?
[01:24:32] - Poprawiło się już.
[01:24:35] - Więc nie uciekałby gdzieś, gdzie nie może się realizować. To by było takie bzdurne. Natomiast nie jestem pewny, czy byłby na tyle zadufany w sobie, żeby poświęcić życie dla stworzenia takiej zagadki ze swoim zaginięciem. Ciężko jednoznacznie określić według mnie, co tam wówczas się zdarzyło. Tak naprawdę oprócz tych jego słów, z którymi rozmawiał i tego szelestu, który tam było słychać w tleNie mamy nic. Jeżeli naprawdę chciał pokazać, że są sprawy, co do których chciałby, by podjęto badania na temat UFO w Australii i chciałby, żeby rząd podjął działania czy jakieś służby się tym zainteresowały, to z całą pewnością musiałby zrobić coś takiego. Ale tak jak mówię, pewnie musiałby wylądować. Natomiast nie sądzę, żeby pilot przy ładnej pogodzie czy nawet niekoniecznie ładnej, młody czy starszy, stracił orientację całkowicie w przestrzeni. Taką orientację można stracić, jedynie kiedy się wleci w chmury i kiedy jest totalna mgła dookoła siebie, wtedy naprawdę nic nie widać i po pewnym czasie traci się taką orientację. Błędnik po prostu czasami potrafi wariować. Natomiast nie sądzę, by tam się wówczas to zdarzyło.
[01:26:34] - Wgłębiałem się ostatnio w tę sprawę, czytałem całkiem sporo artykułów i właściwie nie mogłem znaleźć żadnego jakiegokolwiek potwierdzenia albo czegokolwiek konkretnego, doprecyzowanego. Dlatego chciałem po prostu zapytać, czy mają państwo jakąś teorię, ale z tego, co widzę, to-
[01:26:50] - Była taka hipoteza, która mówiła, że Valentich jednak nie był takim bardzo dobrym pilotem, gdyż pierwszy raz nie zdał jakiegoś egzaminu. Na tej podstawie opierano wniosek, że mógł w pewien sposób doznać totalnej dezorientacji. Ale zwróćmy uwagę na fakt, że on jednak opisywał, że coś za nim leci. Gdyby był zdezorientowany, to tak, opisuje pewien obiekt. Opisuje, co się z nim dzieje. Gdyby był zdezorientowany, pewnie umiałby też opisać sytuację, w której się znalazł. Myślę, że Arek tutaj ma rację, mówiąc, że ta sprawa jest dość zagadkowa mimo wszystko. Tym bardziej że nie znaleziono po tylu latach szczątków tego samolotu. Jest to prawie interesujące. Prawie tak interesujące albo nawet może bardziej interesujące niż sprawa tego słynnego zaginionego samolotu malajskiego, który zginął chyba dwa lata temu, już nie pamiętam. Ostatnio mam słabą pamięć do dat. Muszę sobie kupić Ginkgo forte albo po prostu za dużo tych dat już jest. Nie mam pojęcia.
[01:28:05] - Krypto reklama.
[01:28:09] - Nie, po Ginkgo forte boli głowa z tego, co wiem. Brałem go już parę razy. Ale powracając do spraw związanych z zaginięciami lotników lub samolotów w czasie spotkań z UFO, to nie jest przecież pierwszy przypadek. Mieliśmy słynną sprawę tak zwanego Stanbecka. To był ostatni komunikat wysłany przez samolot, który potem rozbił się gdzieś w górach. I tutaj też przez pewien czas uważano, że on został porwany przez UFO w jakąś pętlę czasoprzestrzenną. Oczywiście tutaj można snuć różnego rodzaju spekulacje. Można połączyć sprawę Valenticha z historią, jak się ten facet nazywał, cholera jasna, Bruce Gernon chyba, człowieka, który twierdził, że wpadł w taką chmurę, bardzo nietypową, gdzieś w Trójkącie Bermudzkim, która go wypluła po prostu w innej czasoprzestrzeni. Także myślę, że mimo wszystko nie dowiemy się, co spowodowało zaginięcie Valenticha w 100%, chyba że byśmy odnaleźli po prostu jego rozbity samolot. Wtedy oczywiście można o tym mówić jako o micie, ale mit by umarł. Sprawa mimo wszystko jest ciekawa, dlatego że pamiętajmy, że nie chodzi tylko o zaginięcie, ale chodzi o lapidarną albo nie lapidarną, ale wymianę zdań przed tym zaginięciem z wieżą kontroli lotów.
[01:29:44] - Właśnie na miejscu, w którym między innymi nadawał wtedy ten pilot Frederick, znaleziono taką plamę od paliwa, ale śledczy ustalili, że to nie było paliwo samolotowe. Nie wiadomo, skąd się tam znalazło. Nie znaleziono również żadnych jakichkolwiek szczątków samolotu. To mnie zawsze najbardziej intrygowało, ale nigdy nie mogłem dotrzeć do żadnego sprecyzowania, skonkretyzowania tematu. Myślę, że to by było już na tyle z mojej strony. Nie mam żadnych więcej pytań.
[01:30:12] - Dziękujemy. Fajnie, że pan poruszył ten przypadek, gdyż jest rzeczywiście ciekawy. Ale powinniśmy na to patrzeć też trochę szerzej, bo mieliśmy przecież przypadek zaginionego samolotu gdzieś w rejonie Indonezji ostatnio. Tam też rzekomo przez pewien czas nic nie znaleziono. Różnego rodzaju historie się pojawiały. Także nie możemy być na 100% pewni, jak to z tym Valentichem było. Jedyne, co wiadomo, to że prawdopodobnie nie żyje i że jego rodzina jest też pewna, że zmarł i wystawiono mu nawet w miejscu, skąd startował ostatni raz, coś w rodzaju takiego małego monumentu.
[01:30:53] - Dobrze, ja będę się już rozłączał i dziękuję za odpowiedzi. Dziękuję i życzę miłej nocy.
[01:30:58] - Pozdrawiamy rodzinę i życzymy wszystkiego dobrego.
[01:31:01] - Dziękujemy, wzajemnie.
[01:31:01] - Miłego słuchania. My z Arkiem przechodzimy tymczasem do kolejnej postaci, w zasadzie kolejnych postaci, które mówiły o UFO i łamały barierę milczenia. To były postaci troszeczkę odbiegające od tych, o których mówiliśmy do tej pory. Nie byli to ani milionerzy, ani wynalazcy, ale podróżnicy. Podróżnicy himalaiści, którzy twierdzili, że spotkali się wW górach z dziwnymi obiektami. Myśmy mówili jakiś czas temu w którejś z debat poprzednich, nie pamiętam której, o rzekomej bazie UFO, która znajduje się w Himalajach. Co ciekawe, znany rosyjski podróżnik, artysta wszechstronny, malarz, polecam przejrzeć galerię jego obrazów, Nikołaj Roerich twierdził, że widział dziwny obiekt w Himalajach w latach 20. W roku 1928, kiedy razem ze swoją świtą podróżował przez całą Azję, sporządził z tego nawet dziennik. On twierdził, że przebywał co prawda na krańcach Himalajów, w Chinach, w regionie, który jest bardzo pogranicznym regionem, ale jednak. W pewnym momencie zobaczył przelatujący w górze dziwny obiekt. To było coś w rodzaju wielkiej kuli światła. Ta kula światła majestatycznie unosiła się nad górami. Roerich zapisał to w swoim dzienniku. To stało się jedną z takich ufologicznych legend. Tym bardziej że Roerich nie był zwykłą postacią. Jeżeli zapoznacie się z jego życiorysem, zobaczycie wiele ezoterycznych wątków. Zobaczycie, że jego twórczość również była mocno inspirowana Wschodem. I on wtedy zobaczył coś, oczywiście nie nazywał tego zjawiskiem UFO, nie wiedział, co to było, ale zobaczył coś, czego wytłumaczyć nie potrafił. Wiele lat później znany włoski himalaista pochodzenia niemieckiego, Reinhold Messner, późniejszy eurodeputowany, również wyznał, że podczas wspinaczki w Himalajach zobaczył bardzo dziwny obiekt. Przez kilka godzin, jak twierdził, w powietrzu unosiła się kula, która przypominała dosłownie drugi księżyc. Takie historie są bardzo ciekawe, dlatego że z jednej strony zwracają nam uwagę na to, że tak odludne rejony świata, niezamieszkałe rejony również są miejscem manifestacji zjawiska UFO. Mówiliśmy już, jak podkreślałem wcześniej o tym, że w Himalajach może znajdować się ta domniemana baza, ale w zupełnie innym regionie, niż o którym mówił Roerich i Messner, bo akurat w tym momencie odnośnie tej bazy mówi się o Kaśmirze, pograniczu Himalajów i Karakorum. W każdym razie to, o czym mówią ci podróżnicy, himalaiści i tak dalej, jest bardzo interesujące. Arku, jak podchodzisz do tego typu relacji? Czy mogą one sugerować, że w pewnym niedostępnym miejscu na Ziemi, w najwyższych górach świata, na dachu świata może znajdować się baza UFO? I czy z jej strony może nam grozić jakieś niebezpieczeństwo? Czy tego rodzaju obserwacje, o których wspominał Roerich i reszta, mogą sugerować, że oni, kimkolwiek są, dają nam jakiś znak: „Nie zbliżajcie się do nas, bo my tam mieszkamy”?
[01:34:36] - Tutaj jeszcze należałoby dodać, że w Himalajach sytuowano Akartę, czyli takie podziemne miasto cudów, gdzie ziszcza się myśl, staje się materią. Mniej więcej tak to wyglądałoby. Nie wiem. To jest tak: z jednej strony jestem przekonany, że coś przyleciało, kiedyś do nas przylecieli obcy jacyś. Nie wiem, czy przylecieli z kosmosu, czy po prostu uciekli na jakiś czas z Ziemi i powrócili z powrotem. Tutaj spekulacji jest multum. Po jakimś czasie powrócili. Być może stworzyli człowieka, ale coś po sobie pozostawili i być może takie artefakty są w różnych miejscach świata. Być może pozostawały. Natomiast jeżeli chodzi o Himalaje, które są młodymi górami, te ruchy górotwórcze przez cały czas działają. Przy bardzo silnych naciskach skalnych tworzą się takie jakby pioruny kuliste, coś takiego, takie wiązki energii. To widać mniej więcej wówczas, kiedy pociera się o siebie dwa krzemienie, odskakują iskry, które mogą nawet zapalić suchą trawę. W ten sposób krzesze się ogień przecież. Coś takiego być może powstaje tam, tylko że jeżeli są to olbrzymie skały, olbrzymie ciśnienie tych skał, olbrzymie naciski, wytwarzają się być może strumienie o wiele większej energii, które tworzą coś w rodzaju pioruna kulistego, który tam jest. I być może to odpowiada za część, powtarzam, część obserwacji, które są czynione właśnie nad górami. Natomiast czy akurat w Himalajach należałoby się spodziewać jakiejś bazy? Mieliśmy legendy o ludziach Drogba, o plemieniu Drogba. Mieliśmy doniesienia o całych dyskach pamięci, które zostały tam zapisane i one miały być gdzieś tam złożone w chińskich muzeach.Na których miały być zapisy ich przylotu tutaj. Być może część z tych doniesień jest tworzona na zasadzie: skoro jest tam takie niedostępne miejsce, więc można tam usytuować nawet krainę jednorożców i smoków. Zwykle tak bywa. Natomiast z całą pewnością ludność miejscowa wiedziałaby o czymś takim. Oni chodzą wzdłuż i wszerz, dźwigając za sobą ciężary tych alpinistów. Nikt nie przeprowadzał z nimi badań, co gdzie, czy oni coś widzieli. Ważne jest, że widział Messner, który też tam spędził długie lata. Natomiast całkowicie pomija się, tak mi się przynajmniej wydaje, całą wiedzę. Być może legendy, które są legendami miejscowych. Ciężko jest powiedzieć, co tam się dzieje, dlatego, że z jednej strony mamy Chiny, które są dziwnym państwem, które tak jakby się zatrzymało. Zatrzymał Związek Radziecki w latach 50. pod względem jawności wszystkich poczynań. Czyli nic nie jest jawne. A z drugiej strony mamy Nepal, Indie, gdzie takie informacje bardzo szybko być może przechodziły do wiadomości ogólnej. Ciężko jest powiedzieć. Natomiast między Indiami a Chinami był konflikt graniczny o tereny, nad którymi bardzo często widywane były ogniste kule. Nie wiadomo za bardzo, czym one są. Jest jeszcze inna strona medalu. Jeżeli jest ładna pogoda, to na wysokościach o wiele lepiej widać, o wiele więcej widać. Niebo jest bardziej przejrzyste, krystaliczne i to, co przelatuje na orbicie, wydaje się, że jest dużo bliższe niż widziane z terenów na przykład polskich. Jest tutaj inne odniesienie, inna skala. Tak jak w każdej zasadzie obserwacji UFO, jest to ciężkie do potwierdzenia i dziwne. Dziękuję.
[01:41:00] - Mamy słuchacza telefonicznego na antenie. Halo, dobry wieczór, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Czy się słyszymy?
[01:41:07] - Dobry wieczór. Czy słychać mnie?
[01:41:10] - Bardzo dobrze.
[01:41:12] - Chciałem powiedzieć, że słucham państwa debat od jakiegoś czasu, od około roku, kilka miesięcy przynajmniej. Chciałem zabrać głos w końcu, dlatego, że zdarzyło mi się w życiu kilka dziwnych historii związanych ze zjawiskami, powiedziałbym paranormalnymi, nadprzyrodzonymi. Nie mam za bardzo z kim o tym porozmawiać. Jeżeli już dochodzi do tego, że próbuję z kimś o tym pogadać, to ludzie się na mnie patrzą jak na kretyna. Generalnie mało kto rozumie moje zającenie hobby. Chciałem powiedzieć, że zdarzyło mi się kilka takich sytuacji dziwnych w życiu. Kiedyś pracowałem na przykład w Republice Czeskiej. Słychać mnie?
[01:42:14] - Tak, słychać pana cały czas.
[01:42:17] - Okej. Kiedyś pracowałem w Republice Czeskiej. To była fabryka. Z tej fabryki woził nas autokar do miejsca zamieszkania, zakwaterowania. To było za miastem, więc pięknie było widać niebo, gwiazdy i tak dalej. Wiecie państwo, jak wygląda spadająca gwiazda. Jest to obiekt jasny, przelatujący bardzo szybko z góry na dół. Wysiadamy z tego autokaru, stoimy, palimy papierosy jeszcze i nagle patrzę w niebo. Mówię: „Coś przeleciało”. Koledzy też się patrzą i przeleciało coś jeszcze raz. Wyglądało to jak spadająca gwiazda, tylko że ta gwiazda jakby spadała z ziemi w stronę nieba, czyli leciała w odwrotnym kierunku. To było bardzo dziwne. Zrobiła taki zygzak, taką zetkę i poleciała w górę na przykład. Do dziś nie wiem, co to było. Podejrzewam, że było to jakieś UFO, coś takiego. Też kilka dni później byłem w tym samym miejscu. Poszedłem sobie zapalić, popatrzeć w gwiazdy, lubię sobie w niebo popatrzeć.No i co? Stoję, palę papierosa, patrzę w niebo. Nagle widzę obiekt lecący i to był obiekt, który nie twierdzę, że to było UFO czy jakiś latający spodek, ale nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Wyglądało to tak jak trójkąt wpisany w okrąg i z tej przestrzeni pomiędzy ścianami trójkąta a okręgu biło takie pomarańczowe światło. Tylko to nie było światło, które świeciło jak żarówka. To było bardziej coś na zasadzie flary. Tak jak flara fosforyzuje, to było tego rodzaju światło koloru pomarańczowego. Co jest dziwne i zastanawiające. Nie wiem dlaczego, ale przyszła mi taka myśl do głowy i pomyślałem sobie: „Widzę was, widzę was”. Dwie sekundy po tym, jak to pomyślałem, to światło znikło, ale obiekt cały czas leciał po niebie. On się tak powoli przesuwał. Leciał lotem jednostajnym. Nie leciał ani szybko, ale widać go było bardzo dobrze i w momencie, jak zgasły światła, kontur tego obiektu cały czas był widoczny. Nawet kiedy on wleciał w chmury, to widać było ten okrąg, który cały czas się poruszał ruchem jednostajnym. To jest jedna z rzeczy, która mi się zdarzyła. Teraz tak. Ja mam taki pogląd na przykład, że te wszystkie pozaziemskie cywilizacje czy tam UFO, czy ufoludki, jakby tego nie nazwać, że to ma jakiś związek z religią, z ezoteryką, z jakimiś formami kultu religijnymi czy innymi rzeczami. Dlatego, że zastanawia mnie pewien fakt, że pewne religie przetrwały bardzo długi okres czasu, prawda? I cały czas mają jakiś swój sens. Cały czas mają swoich wyznawców i cały czas tymi religiami kierują ludzie. I to nie są tacy zwykli ludzie. To są ludzie, którzy posiadają pewną wiedzę, znają zapewne jakieś sekrety i wiedza, którą posiadają, tak uważam, pozwala im na kontakt z tymi bytami, nazwijmy to. Lub też odwrotnie, te byty mogły przekazać tę wiedzę ludziom i dzięki temu pozostają w kontakcie i dzięki temu ci ludzie, na przykład papież, cały czas zachowują władzę. Taką rzecz chciałem powiedzieć. Trochę się denerwuję, bo tak naprawdę jest to ciężka historia. Ja się kiedyś zajmowałem pewnego rodzaju formą, uprawiałem pewną formę, nazwijmy to, pewną religię. To znaczy to było głęboko związane z okultyzmem, że tak powiem. Tylko ja to uprawiałem tak na własną rękę. Nie byłem nigdy zaangażowany w żadne stowarzyszenie, nie stowarzyszenia, takie rzeczy. Po prostu szukałem wiedzy samemu, czytałem książki, dowiadywałem się pewnych rzeczy i później to praktykowałem. I zdarzyła mi się kiedyś taka bardzo dziwna sytuacja. Do dzisiaj tego nie rozumiem tak naprawdę, co się wtedy stało. Otóż w mieście, w którym mieszkałem wtedy, to było za granicą, ale nie chcę mówić, gdzie konkretnie, był taki blok. Na dachu tego bloku był taki taras, ławeczki, krzesełka, gdzie można było sobie grilla zrobić, usiąść, wypić piwko. I ja sobie tam poszedłem na górę. To był bodajże piątek wieczorem około dziesiątej. Blisko centrum miasta, nie wielkiego miasta, ale jednak miasta. No i co? Odprawiłem pewien rytuał. Nie chcę mówić konkretnie, o co tam chodziło, ale generalnie trzeba było to zrobić w pewien sposób, o określonej godzinie, o odpowiedniej porze miesiąca, przy odpowiedniej fazie księżyca. No i tak się . Więc ja sobie wszedłem na ten blok dlatego, że tam było przeważnie cicho i spokojnie. Nie było nikogo. No i co? Odprawiłem ten rytuał. No i wydarzyło się coś, czego nie byłem w stanie w ogóle zrozumieć. Otóż ja przywoływałem pewien byt i wydaje mi się, że ten byt się pojawił. Znaczy, wydaje mi się. Wydaje mi się, że to był ten byt, aczkolwiek wyglądało to tak, że w momencie, kiedy przyzwałem ten byt, poczułem straszne, po prostu ogromne ciśnienie w głowie, tak jakby mi coś zgniatało mózg od środka. To było bardzo dziwne i wiem, że to było związane z tym rytuałem. Teraz tak. Podniosłem oczy, popatrzyłem się na niebo i widzę czerwone światło. Na początku pomyślałem, że to może być po prostu taki lampion chiński, jak się zapala się świeczkę i ten lampion świeci, leci do góry. Ale to nie był lampion. To był czerwony, jarzący się na czerwono punkt. Z tego punktu zrobiły się dwa punkty. Później z tego zrobiły się cztery. I nie wiem, czy państwo pamiętacie, znaczy na pewno pamiętacie te światła na Phoenix, kiedy pojawia się dziewięć świateł jedno obok drugiego. To wyglądało w ten sam sposób. Tylko że te światła się jakby rozmnożyły. Z jednego się zrobiły dwa, z dwóch cztery, później osiem. Te światła zaczęły tak lewitować. To znaczy pierwsze uniosło się do góry, zanim się uniosło do góry drugie, trzecie, czwarte i tak dalej.Później to pierwsze się obniżyło, zanim się obniżyło drugie, trzecie, czwarte, piąte, szóste. W tym momencie pomyślałem: „Nie, chyba zwariowałem. Widzę coś, czego nie ma. Mam halucynacje”. Przestałem na to patrzeć, bo nie mogłem na to patrzeć. Jeszcze cały czas miałem to ciśnienie w głowie, to uczucie zgniatania w czaszce od środka. Nie mogłem tego wytrzymać. To było nie do wytrzymania. Oderwałem wzrok od tego, obszedłem ten taras dookoła, wróciłem w to samo miejsce, popatrzyłem się na ten sam punkt na niebie i patrzę: „Uff, nie ma tych świateł. Wydawało mi się to tylko”. Poszedłem w drugi koniec tarasu. Patrzę, a te światła są z drugiej strony. Tak jakby się przeteleportowały z jednego miejsca na niebie na drugie. Mówię: „Nie wytrzymam tego. Po prostu tego nie wytrzymam”. Odwróciłem znowu wzrok, popatrzyłem z powrotem i znowu tych świateł nie ma. Poszedłem w inne miejsce, bo na środku tarasu był szczyt od windy i ten szczyt trzeba było obejść naokoło. To była przestrzeń dookoła szybu windowego. Poszedłem w inne miejsce. Patrzę, te światła tam dalej są. Mówię: „Nie, nie wytrzymam tego. Idę do domu. Po prostu uciekam stamtąd”. Zjechałem windą na sam dół. Jeszcze co jest najlepsze, to było około 22:00, mniej więcej 22:30, w centrum miasta, w miejscu, gdzie jest bardzo dużo pubów i z reguły o tej porze, w piątek, ludzie piją, bawią się. Jest ogólnie ruch na mieście. Wtedy była cisza i spokój. Nawet samochód ani jeden nie przejechał. To było dziwne. Nie było słychać nic. Panowała taka dziwna, głucha pustka. Nie było słychać nic, absolutnie nic. Była kompletna cisza. Ja się tego wszystkiego przestraszyłem. Zjechałem windą na sam dół. Wychodzę z tego bloku, patrzę, idą dwie osoby, dwóch mniej więcej tak samo wyglądających gości. Patrzę się na górę, dalej te światła tam są. Podchodzę do nich, pytam: „Przepraszam bardzo, czy mogę zadać pytanie? Widzicie te światła tam na górze?”. Oni mówią, że widzą, ale nie robiło to na nich żadnego wrażenia. Absolutnie. Pytam się, co to może być. „Jak wy myślicie, co to może być?” Oni mówią, że nie wiedzą, że to może samolot, może coś tam. Nie wiadomo, o co chodzi w ogóle. I co jest najlepsze? Jakby film urwał. Na drugi dzień obudziłem się u siebie w łóżku, ale od momentu, jak zacząłem rozmawiać z tymi dwoma gośćmi, do momentu, w którym się obudziłem, nie pamiętam nic. Po prostu nic. Nie wiem, jak do domu dotarłem. Fakt, że mieszkałem wtedy od tego miejsca około 10, 15 minut spacerkiem. Ale nie pamiętam, jak dotarłem do domu. Po prostu obudziłem się na drugi dzień i czułem się bardzo dziwnie. Bardzo źle się czułem na drugi dzień.
[01:52:47] - Niech pan przypomni, czy te światła, które pan zobaczył, układały się w jakiś symbol?
[01:52:53] - Dobra, powiem. Przywołałem wtedy Azazela i wyrwałem jego pieczęć. Mogę powiedzieć, że te światła się ustawiały. Konkretnie nie widziałem, żeby się ustawiły w symbol tej pieczęci, ale rzeczywiście one się poruszały i widać było, że to był inteligentny ruch. Rzeczywiście coś te światła może i chciały pokazać, tylko ja po prostu byłem w takim szoku, że stałem tam z otwartymi ustami i nie wiedziałem, jak mam się zachować. Po prostu uciekłem stamtąd. I od tej pory przestałem w ogóle praktykować takie rzeczy, bo to mnie przerosło po prostu wszystko. Jeszcze jak stałem na tym dachu, to miałem tak jakby nie głos w głowie, ale takie przeświadczenie, że powinienem z tego dachu skoczyć w ogóle. To wszystko się nałożyło na siebie i po prostu się przestraszyłem i uciekłem stamtąd. Zszedłem na dół, spotkałem tych dwóch gości na dole, zapytałem się, co to mogą być za światła i koniec. Od tego momentu nie pamiętam nic. Obudziłem się na drugi dzień w łóżku. Byłem w szoku i po prostu przestałem od tej pory praktykować takie rzeczy, bo przerosło mnie to.
[01:54:12] - Szkoda, że Jung nie żyje, bo mógłby na temat tego wydarzenia napisać bardzo ciekawą rozprawę. Wydaje mi się, że paralele, związki między tym, co pan próbował zrobić, a jak to się zamanifestowało, są po prostu spełnieniem jego teorii, która mówi o tym, że UFO nie są obiektami materialnymi, że tam odgrywa dużą rolę psychika. Bo to jest trudno wytłumaczyć. To jest pewnego rodzaju pole psychiczne, które my sobie możemy wymanifestować. Jeden z wielu przykładów. Wiecie państwo, że przed I wojną światową i II na niebie obserwowano różnego rodzaju dziwne omeny w postaci płonących krzyży. Przed II wojną światową widywano orły i tak dalej. Jung twierdził, że UFO jest pokrewnym zjawiskiem. Ono nie ma formy materialnej. Ono pochodzi ze sfery psychicznej. To jest czasami znak od zbiorowej nieświadomości. Wiem, że to brzmi po prostu jak czytanie jakiejś książki, ale to jest ciekawsze, niż się może wielu osobom zdawać. Innymi słowy to, co mamy w głowie, czasem się przejawi na niebie. Formy UFO, symbole UFO, formacje tworzone przez UFO nie są bez znaczenia. Jeżeli przyjrzymy się symbolice, jaka się z tym wiąże, możemy odkryć bardzo ciekawe paralele. Oczywiście nie wiąże się to z wszystkimi przypadkami, ale pana historia jest niezwykle interesująca. Po prostu mocWie pan, w XIX wieku gdybyśmy żyli, to badacze powiedzieli, że pan dysponuje jakimiś fluidami lub mocą mediumicką, która sprawiła, że wygenerował pan to zjawisko. To jest dobra metafora. Inaczej tego nazwać nie można. Nie sądzę, że tam przebywa jakiś demon w cielesnej postaci, ale zdziałają mechanizmy parapsychiczne, o których nie raz już mówiliśmy i tu coś się pojawiło. Pytanie, co to było, w jakiej formie? Czy my możemy o tym mówić? Bo mówi pan, że to widziały też inne osoby.
[01:56:31] - Mogę jeszcze coś dodać? Bo jest taka ciekawa rzecz, że po tym wszystkim zaczęły mi się dziać takie rzeczy: po prostu czasami przychodzą do mnie przeświadczenia, które się sprawdzają. I czasami to są takie głupoty.
[01:56:51] - Czy to ma formę synchroniczności tak zwanych, że na przykład pan o czymś pomyśli, a potem się to coś zdarzy? Ewentualnie dostaje pan jakiś znak od rzeczywistości? Doświadcza pan zbiegów okoliczności?
[01:57:11] - Na przykład miałem ostatnio taką sytuację, panu powiem. Szedłem sobie ulicą i przechodzę obok kasyna. Naprawdę przechodzę koło kasyna i w pewnym momencie doświadczam przeświadczenia: „Wejdź i postaw siedemnastkę na rulecie”. Po prostu. Ja sam ze sobą się jakby kłócę w głowie, bo ja tam nie chcę wejść, ale coś mi mówi: „Wejdź, postaw siedemnastkę, chociaż pięć euro postaw”. Nie wiem, to tak, jakby coś mi wkładało przeświadczenie do głowy. Wszedłem do tego kasyna dla świętego spokoju. Postawiłem tylko jeden euro na jeden obrót rulety pada siedemnastka. Coś mi kazało wejść i postawić tą siedemnastkę. Ja tego nie umiem wytłumaczyć. I takie rzeczy zdarzają mi się.
[01:58:03] - Mieszka pan w Niemczech?
[01:58:05] - Słucham?
[01:58:06] - Mieszka pan w Niemczech?
[01:58:10] - Nie, ja mieszkam na .
[01:58:15] - To nieważne. Gdyby pan znalazł sobie książkę Junga, w zasadzie pracę Junga pod tytułem „UFO i latające spodki”, to by pan tam mógł się wielu rzeczy z tego dowiedzieć. „UFO i latające spodki”, co ja mówię. Prace Junga na temat latających spodków. Nie wiem, jaki ona nosi tytuł w języku angielskim. W każdym razie to jest ciężki temat. To nie jest tak łatwo powiedzieć, bo ktoś siedzący po drugiej stronie odbiornika powie: „Faceć dzwoni i wciska wam kit, a wy wierzycie”. A to mimo wszystko spełnia się scenariusz nakreślony właśnie przez Junga, że UFO są związane ściśle ze sferą psychiczną. Pan sobie po prostu poprzez kultywację tej religii, o której pan nam mówił, otworzył coś w głowie.
[01:59:10] - To nie jest religia. Ja to po prostu robiłem tak hobbystycznie. Tak do końca nawet nie wierzyliłem w to, co się stało i dlatego się tym zacząłem bawić.
[01:59:21] - To jest bardzo ciekawe. Tym rozważaniom należałoby poświęcić osobną debatę w ogóle. Mimo wszystko one będą trudne, bo jak wytłumaczyć komuś, że podczas długotrwałych medytacji czy podczas różnego rodzaju ćwiczeń duchowych można doznać czegoś, co przypomina wrażenia pozostałe po spotkaniach z UFO? To wszystko jest trudne. Sam pan powie, że to bardzo odstaje od tego, jak ludzie ogólnie pojmują UFO, bo większość osób twierdzi: to są przybysze z kosmosu. Pana przypadek nie jest oryginalny, muszę powiedzieć, chociaż jest bardzo ciekawy. On pokazuje, że UFO jest związane bardzo ściśle ze sferą psychiki. Bardzo jest ściśle związane z tak zwaną zbiorową nieświadomością. Jakby to powiedzieć w sposób zrozumiały? Bo zbiorowa nieświadomość, ja sobie zdaję sprawę, że to jest termin, który wielu osobom może nic nie mówić, wielu osób może nie przekonywać. Ale powiem tak, drodzy państwo, UFO działa na zasadzie troszeczkę pewnego instynktu. Wchodząc w odmienny stan świadomości, a możliwe, że się pan wprowadził w jakiś odmienny stan świadomości, wiele osób jest w stanie, tutaj teraz polecę taką ezoteryką, nastroić się na takie wibracje, które pozwalają im to UFO widzieć. Oni widzą, ale czy to jest realne? Czy to jest inny wymiar? Czy to są nasze subiektywne doświadczenia? To jest kwestia dyskusji. Powiem tylko tyle odnośnie komentarzy do pana przypadku. Jeżeliby pan chciał to zgłębić, proszę sobie poszukać prac Carla Gustava Junga na temat zjawiska UFO. To panu w zasadzie wyjaśni, czego pan doświadczył. Nie jestem też w stanie powiedzieć, co to było, ale jest to fascynujące. Oczywiście do wielu osób to może nie przemówić. Wiele osób powie: „Ten facet wzywał demona i demon mu się pokazał i mu tańczył przed oczami”. Nie jest to tak proste. Jest to fascynujące, podkreślam jeszcze raz. Fascynujące i mimo wszystko trudne. Myślę, że z całym szacunkiem dla naszych słuchaczyNie wszyscy są jeszcze gotowi na to, by teorię Junga, teorię Mehosta na temat UFO poznać, bo my nieraz spotykaliśmy się z pewnego rodzaju opozycją, jeżeli chodzi o koncepcje Jacquesa Vallee, które mówiły, że UFO ma związek z psychologią, że UFO czyta nam w głowie, że UFO sczytuje z umysłów, co mamy w głowie i wyświetla to, co chcemy zobaczyć. Wielokrotnie się spotykaliśmy z takimi komentarzami, że: „Nie, wy za bardzo idziecie w stronę psychologii”. Tymczasem pana doświadczenie pokazuje, że tak właśnie może być. I to chyba nie jest jedyny przypadek. W każdym razie dziękuję panu bardzo za telefon. Dało mi to bardzo dużo do myślenia, powiem szczerze. Nie wiem, jak pan to traktuje jako własne doświadczenie. Czy poczytuje to pan jako kontakt z tym wywoływanym bytem, czy raczej wiadomość z jakichś głębszych pokładów świadomości? Ja bym tam tego szukał.
[02:03:22] - Ja to widzę w ten sposób, że do końca nie wiem, co mam myśleć na ten temat, aczkolwiek słyszałem taki pogląd. Ktoś kiedyś wyraził, że jeżeli człowiek się próbuje skontaktować z UFO czy z jakimiś innymi bytami, to te byty prędzej czy później odpowiedzą i same będą chciały się skontaktować z człowiekiem.
[02:03:43] - Zaznaczmy jedno: to niekoniecznie byty odpowiedzą, że kluczem jest tutaj chęć. Jeżeli my chcemy kogoś zobaczyć. Na tym w ogóle polega cała tradycja goecji, cała tradycja magii, teurgii, czyli tych systemów magicznych związanych z wywoływaniem bóstw, bo to jest zapomniana zupełnie gałąź magii starożytnej i średniowiecznej, która dotyczyła właśnie wywoływania bóstw. Nie demonów, tylko bóstw i bogów. System goecji opierał się na tym, że wypełniamy określone praktyki, przywołujemy jakiegoś boga i on przychodzi. Pytanie, czy to, co przychodzi, jest tymże bogiem, tym bóstwem, czy to jest jakaś manifestacja psychologiczna, twór pochodzący niekoniecznie z jakiegoś świata równoległego, tylko forma naszych myśli. Rozumie pan, my chcemy się z kimś skontaktować i nasz mózg, nasza świadomość, podświadomość i wszystkie jej pokłady odpowiadają w ten sposób, że one nam coś pokazują. To jest fascynujące. Możecie wierzyć lub nie, ale to mimo wszystko działa. To jest niezwykłe. Dobrze, że pan się nie przeraził, nie wmówił sobie, że spotkał demona. Cokolwiek to było, to może panu podświadomość w ogóle pokazała.
[02:05:27] - Ja się przestraszyłem i uciekłem, naprawdę.
[02:05:31] - Może właśnie to, że się pan przestraszył i zakończył komunikację z tym poziomem swojej świadomości, było wynikiem subtelnej podpowiedzi, że nie należy tego robić, bo można wkroczyć na grunt, którego się nie zrozumie. Jeszcze raz: fascynujące, naprawdę. Cokolwiek sobie o tym inni pomyślą, uważam, że to jedna z ciekawszych relacji, jakie do nas napłynęły. Jeżeliby pan chciał kiedyś zrobić podobny eksperyment, to zachęcam. Ciekawe, co się wtedy pojawi. Natomiast jeszcze raz podkreślam: żeby to zrozumieć, należy się odwołać do Junga. Chociaż on jest trudny, chociaż pisze zawile, chociaż sugeruje rzeczy, które mogą się wydawać mało wiarygodne, to mimo wszystko to działa. UFO, zjawiska paranormalne, nawet spirytyzm są w pewien sposób połączone. Związkiem jest nasz mózg, nasz umysł, który w jakiś sposób te zjawiska generuje. Może nie tyle generuje, co jest takim przekaźnikiem. Naprawdę niezwykle interesujące sprawy. Wie pan, to wszystko się przeciąga w ogóle na całą ufologię. Jedna osoba sobie powie: „Widziałem demona” i stworzy na ten temat całą naukę. Będzie twierdziła, że została w jakiś sposób dotknięta palcem z innego wymiaru. Natomiast myślę, że powinniśmy patrzeć na to z różnych perspektyw, nie negując oczywiście innych dróg myślenia. Także serdecznie polecam. Po pierwsze to bardzo dziękuję za telefon, że zgodził się pan nam o tym opowiedzieć. Uważam to za bardzo wartościowe i chyba mówię to któryś raz, ale proszę zajrzeć do tego Junga.
[02:07:38] - Dziękujemy bardzo za telefon. Musimy już niestety kończyć powolutku. Także dziękujemy raz jeszcze za relację i zachęcamy do pozostania z Radiem Paranormalium.
[02:07:51] - Marku, zawsze kiedy pojawiają się tego typu relacje, to potem gdzieś są komentarze, że to była jakaś drama, że ktoś coś opowiada, a myśmy się nabrali.
[02:08:03] - Ja odpowiem w podobny sposób, jak odpowiedziałem przed chwilą na czacie. Znam osoby, które medytują, dosyć sporo nawet, i które podczas tych medytacji przywołują inne byty czy przedstawicieli jakichś innych cywilizacji. I po tych medytacjach często dochodzi do obserwacji UFO przez tych ludzi. Także ja bym nie skreślał tej historii, którą przed chwilą zaprezentował słuchacz.
[02:08:30] - To ciekawe.
[02:08:31] - Jakkolwiek oczywiście mało wiarygodnie by to brzmiało na pierwszy rzut ucha.
[02:08:37] - Mało standardowo. Bo wiele osób, które nam przedstawiają to, stwierdzą, że zobaczyłem obiekt fizyczny i on był fizyczny. To był typ samolotu, tylko że nie z naszej planety. A tutaj mamy do czynienia z czymś, co wykracza trochę poza to rozumienie. Tym bardziej jest to interesujące, że jak powiedziałeś przed chwilą, osoby, które medytują, które są w stanie wchodzić w inne stany świadomości i przywołują takie byty, praktykują współczesną formę tak zwanej goecji, teurgii. Ale to chyba nie jest temat na dziś.
[02:09:26] - W międzyczasie wrócił do nas, z tego, co widzę, Arek Kocik. Arku?
[02:09:31] - Tak. Słuchałem części tej opowieści. Nigdy nie staram się oceniać tego, co ktoś widział, bo po prostu odbiór tego w tym czasie należy do tego, który opowiada. I on to widział, on to przeżył, więc specjalnie nic tu nie można więcej dodać z mojej strony.
[02:10:04] - Dzięki.
[02:10:04] - Ale to jest właśnie to, dlaczego bardzo lubię słuchać debat. Właśnie są słuchacze, którzy odważą się zadzwonić i odważą się podzielić swoimi tego typu przeżyciami. To jest na samym czubku tego tortu, którym są debaty ufologiczne, jest ta wisienka albo nawet można powiedzieć truskaweczka.
[02:10:39] - Nie każdy się odważy opowiedzieć o czymś takim. Tutaj pan mówił, że praktykował jakieś tam systemy szeroko rozumiane okultystyczne. Ale przecież z drugiej strony rozmawialiśmy nieraz o objawieniach maryjnych, czyli czymś w zasadzie podobnym, tylko troszkę przeciwnym światopoglądowo, ale wyzwalającym podobną moc umysłu. Zauważcie, że zarówno do jednej strony, do wywoływania jakiegoś bytu demonicznego, jak i do modlitwy ekstatycznej potrzeba takich samych pokładów, tutaj znowu polecę ezoteryką, energii psychicznej. To jest niezwykle interesujące i prowadzi nas w zupełnie inną stronę. Ale my dzisiaj mówimy o osobach, które przerwały milczenie. Tutaj ten telefon był też symboliczny. Ale przejdźmy, Arku, do kolejnego pana, który się nazywał Debrouwer. To był generał, który w latach 1989-1990 zajmował się z ramienia belgijskich sił powietrznych badaniem tak zwanej fali trójkątów właśnie nad tym krajem. O tym już kiedyś mówiliśmy. To był jeden z najbardziej niezwykłych epizodów spotkań z UFO w powojennej Europie. Tam dochodziło do niemal masowych incydentów związanych właśnie z manifestacjami latających trójkątów. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że poproszono wprost Amerykanów ustami ówczesnego ministra obrony Belgii o to, żeby się przyznali, czy to oni latają, bo po prostu obywatele byli tym dość zaniepokojeni. Tymczasem generał Wilfried Debrouwer, który do dziś w zasadzie jest w pewien sposób aktywny w środowisku ufologicznym, występował na różnego rodzaju konferencjach. Facet mówi wprost: „Ja nie wiem, co to było. Nie wiem, czym były te trójkątne obiekty. Nie wiem, skąd się wzięły. Natomiast wiem jedno: były prawdziwe. Dokonywały manewrów w powietrzu, które wykraczały poza zdolności współczesnych samolotów. Wykraczały poza zdolności F-16. Były nieuchwytne. Zachowywały się też trochę czasami nieodpowiedzialnie i głupio, ale to już znamy z innych przypadków manifestacji NOR”. I tutaj oczywiście niektórzy powiedzą: przed chwilą dzwonił do nas facet, któremu, Piotrze, powiedziałeś, że jego obserwacja UFO była wytworem energii psychicznej. Natomiast teraz pojawia się generał Debrouwer, który twierdzi, że dochodziło do obserwacji trójkątnych obiektów, które były całkiem materialne, wyglądały po prostu na trochę bardziej podrasowane ziemskie samoloty i niepokoiły ten mały kraj na zachodzie Europy. To nam tylko oczywiście pokazuje, jak bardzo zróżnicowany jest fenomen UFO i że nie powinniśmy tych wszystkich obserwacji wrzucać do jednego worka. W każdym razie, Arku, mimo wszystko, jakkolwiek byśmy na to nie patrzyli, to zdarzenia z Belgii, chociaż na ten temat organizacja SOBEPS napisała bardzo opasły tom, pozostają bez wyjaśnienia. Co się tam w zasadzie wydarzyło? Czy Debrouwer jest takim bohaterskim generałem, który mówi wprost: nie chcę wam dorabiać jakiejś ideologii do zjawiska UFO?Ale jedno jest pewne: to coś tutaj jest i w tak małym kraju jak Belgia pokazało, co potrafi.
[02:14:21] - To jest jeden z takich ludzi, który postąpił jak należało. W tej całej fali obserwacji, najczęściej trójkątnych obiektów latających, dochodziło do obserwacji przez bardzo wielu świadków jednocześnie, przez ludzi całego przekroju społeczeństwa. Były obserwacje powiązane z obserwacjami radarowymi. Były wysyłane między innymi F-16 w celu przechwycenia tego obiektu, parokrotnie, i to spaliło na panewce. Obiekty pojawiały się, znikały, wykonywały manewry, których żadne inne ziemskie statki powietrzne nie byłyby w stanie wykonać. Całą falę UFO belgijską powiązano z zdjęciem trójkątnego obiektu, na końcach którego są światła, które jest co prawda ewidentnym fake'iem, jednak model został zrobiony na podstawie takich obserwacji, doniesień prasowych. Fake, ale na podstawie rzeczy, których ludzie faktycznie doświadczali, które widzieli. I ten generał zachował się tak, jak powinien być. Stwierdził fakt. Wysłali zapytanie przez NATO do odpowiednich służb amerykańskich. Otrzymali na to odpowiedź, że oni nie mają z tym nic wspólnego. Podejrzewam, że nawet gdyby mieli, to tak samo by nie powiedzieli. Minęła fala i jako jeden z nielicznych... Czy ja wiem, czy jeden z nielicznych? Bardzo wielu generałów stara się o ujawnienie. Nawet jeżeli weźmiemy pierwszy przypadek rozbitego UFO w Roswell, tam też ktoś zadecydował, żeby taka, a nie inna notka poszła w świat, niezależnie od tego, czy później zostało rozpoznane jako balon czy coś innego. Ale na pierwszą notkę zezwolono, żeby poszła właśnie tego typu informacja. Więc jeżeli weźmiemy naszego generała Czernowa, to mamy naprawdę bardzo dużo ludzi wysoko postawionych, którzy niejedno widzieli w życiu, niejednym się zajmowali. Są odpowiedzialni, bo inaczej by nie zdobyli takiego stanowiska. I nagle opowiadają takie rzeczy. Więc mówienie później, że nie ma dowodów na istnienie UFO jest co najmniej dziwne. To wszystko chyba.
[02:17:59] - Dzięki. Ale był też drugi facet, Fife Symington, który po słynnym spotkaniu z UFO nad Phoenix w 1997 roku, dzień później wystąpił z oświadczeniem do obywateli, w którym stwierdził, że to wszystko były żarty, było to porozumienie. Ktoś to wziął za obserwacje UFO. W zasadzie to był pokaz sił. Może nie pokaz sił, ale pokaz zdolności wojskowych. To były flary. I Symington pokazał się na konferencji prasowej z facetem, który był przebrany za kosmitę. Były jaja, były niedopowiedzenia, a jakiś czas później okazało się, Arku, że facet stwierdził wprost: „Tamtego dnia zrobiłem tak, żeby nie wywoływać paniki, a tak naprawdę widziałem ten obiekt i nie wiem, co to było”. Symington jest jedną z tych osób, które często pojawiają się jako ci, którzy w jakiś sposób potwierdzają różnego rodzaju doniesienia ufologiczne. Jest on politykiem, dość wpływowym, byłym gubernatorem Arizony. Teraz jest to osoba dość leciwa, ale mimo wszystko tamto zachowanie sprzed 20 lat pokazuje, że ludziom na pewnym stanowisku chyba jednak, kolokwialnie mówiąc, nie wypada czynić pewnych deklaracji. Czyli nawet jeżeli pojawia się UFO nad twoim miastem, jesteś burmistrzem czy wojewodą, to nie powinieneś o tym mówić, bo po prostu nie wypada. Czy, Arku, nasze władze zachowują się również w podobny sposób? Chociaż od nich to w ogóle chyba nie ma się spodziewać jakichkolwiek deklaracji.
[02:20:02] - Nasze władze po następnych wyborach pewnie będą takie, że jeżeli odpowiednio się ukształtuje pień drzewa, to już będą pod nim składane wieńce i modły dookoła niego.... zrobione. Ewentualnie jeżeli ktoś powie, że kora drzewa leczy zęby, będzie to drzewo obgryzione dookoła. Natomiast nikt nie przyzna tego, nawet jeżeliby wisiał przez nad Warszawą w czasie miesięcznicy spodek całkiem metaliczny i na tyle nisko, że można by było do niego dorzucić kamieniem i usłyszeć dźwięk cymbałka metalicznego, to i tak będzie to, że to jest coś innego, tylko nie UFO. Pewnie będzie to objawienie w pełnej klasie maryjne. Więc nasze władze to takie, bardzo często są to bardzo mierni ludzie, chociaż może dobrzy politycy. A polityk to jest taki, który potrafi dookoła siebie stworzyć grupę, która będzie go podpierała. Jeżeli polityk mówi o czymś, to raczej nie należy w to bezpośrednio wierzyć. I tutaj właśnie z tym UFO nad Phoenix było tak dokładnie, że na początku zrobiono z tego cyrk. Starano się za wszelką cenę, zamiast to dokładnie przebadać, zobaczyć, kto widział. To robili pojedynczy ludzie. Natomiast władze się odniosły do tego tak, żeby z tych osób, które ewentualnie chciałyby cokolwiek na ten temat powiedzieć czy cokolwiek przebadać, zrobili taką szopkę z tym ufoludkiem na tej konferencji prasowej i to tak w sumie się skończyło. U nas pewnie by w ogóle się tak nie skończyło, nawet by zamykali oczy, żeby powiedzieć, że tego nie było. Jesteśmy dziwni pod tym względem. Brakuje osób, które by były tak jak ten generał belgijski: „Widziałem, wiem, co mówię i tak, a nie inaczej”. Natomiast u nas to tak wszystko dziwne jest. Jeżeli coś wybucha, mówi się o incydencie. To takie jest u nas dziwne.
[02:22:52] - Mimo wszystko Sillington zdecydował po latach, że opowie, jak to było naprawdę. Jest to dość interesujące, dlatego że nie każdy się decyduje na taki krok. Pamiętamy z poprzednich debat, ale to już chyba z innych sezonów, Paula Hellyera, kanadyjskiego ministra obrony w latach 60., który w zasadzie do dziś, mimo że jest już bardzo sędziwą osobą, stoi na stanowisku i co jakiś czas jest przypominany w kwestii swoich poglądów na temat UFO. Pamiętamy też innych polityków, którzy na ten temat mówili. Była przecież cała plejada prezydentów amerykańskich, którzy na temat UFO się wypowiadali i czynili to w tak specyficzny sposób, że jednym zdaniem potrafili wzbudzić serię domysłów, które ciągną się do dziś. Ale chyba prezydentom amerykańskim i ich wnioskom na temat UFO poświęciliśmy osobną debatę jakiś czas temu. Także nie będziemy powtarzać tego, co mieli do powiedzenia. Dzisiaj mówimy o osobach, które może nie są tak bardzo znane, które nie gościły na pierwszych stronach gazet, ale które wywarły jakiś wpływ na ufologię. Przypominam, że mieliśmy dziś wystąpić w składzie bardzo rozbudowanym. Niestety warunki pogodowe chyba nam zatrzymały w drodze przynajmniej dwóch dyskutantów, których mimo wszystko serdecznie pozdrawiamy. Ale Arku, ostatnie pytanie na naszej liście odnosi się do faceta, który się nazywa Corpo aire. Po aire zresztą aktywny na polu ufologicznym do dziś, z którym swego czasu miałem kontakt poprzez taką sieć informacyjną zwaną Euro UFO. Jest inżynierem francuskim i on w latach 70. był kierownikiem grupy GEIPAN lub Żepan, która zajmuje się badaniem spotkań z NOL nad Francją. I to jest jedyna chyba organizacja europejska, oficjalna, działająca pod szyldem państwowym, która zajmuje się właśnie badaniem incydentów związanych z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Po aire w początkowych stadiach Żepan został jej przewodniczącym i w pewnym momencie, bo oczywiście ta organizacja działa przy, jak pewnie wiecie, bo już o tym mówiliśmy, francuskim instytucie kosmicznym, Francuskiej Agencji Kosmicznej. Ona przechodziła oczywiście różnego rodzaju koleje losu, różnych dyrektorów. Każdy z nich miał osobne poglądy na temat UFO. Natomiast Po aire był jednym z pierwszych i on twierdził, że UFO to po prostu są pojazdy obcych z innych planet, że one tutaj przylatują i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. I pewnego słonecznego, pięknego dnia Po aire na spotkaniu tej grupy Żepan powiedział, że UFO istnieje, po prostu jest. Nie możemy zaprzeczać temu, że oni nas odwiedzają, kimkolwiek są. Oczywiście mogła być to jedna z wielu prawd na polu ufologicznym, ale wzbudził taki popłoch tymi swoimi poglądami, że najpierw go wysłano na urlop, a potem w ogóle go wydalono z tego instytutu. Facet chyba ma do dzisiaj troszeczkę traumę.Ale Francuzi, tak jak Rosjanie, zrobili w kwestii konkretów, jeżeli idzie o zjawisko UFO, znacznie więcej niż Amerykanie, o których tak często się mówi i którzy tak naprawdę zaciemniają tylko obraz. Mówiliśmy wam niejednokrotnie o raporcie COMETA. Mówiliśmy wam o GEPAN i jego wnioskach. Pewnie o tym jeszcze będziemy mówić. Ale Jarku, okazuje się, że nagle we Francji, kraju odgrywającym ogromną rolę nie tylko w Europie, ale i na świecie, istnieje jednostka, która oficjalnie bada obserwacje UFO. Są tam badacze, którzy otwarcie o tym mówią, ale jakoś to nie trafia do publicznej wiadomości. Czy twoim zdaniem Poirier miał rację mówiąc, że UFO to jedno z największych wyzwań, z jakim przychodzi i przyjdzie zmierzyć się ludziom?
[02:27:20] - Niewątpliwie tak. Przeludnienie planety i kwestia UFO jest podstawowym wyzwaniem ludzkości na kilka następnych lat. Wracając jeszcze do prezydentów, miałem dużą nadzieję, że w momencie, kiedy Reagan powiedział to, co powiedział Gorbaczowowi, że Gorbaczow na ten temat wie znacznie więcej i ujawnienie oficjalne wtedy nastąpi. A to dlatego, że Gorbaczow był wcześniej ambasadorem Związku Radzieckiego w Stanach Zjednoczonych, z tego, co pamiętam, i być może przez jego ręce przechodziły tego typu doniesienia, które te państwa wymieniały między sobą. Ale oczywiście nic się nie zmieniło. Natomiast jeżeli chodzi o francuskie zbieranie informacji, jest bardzo konstruktywne i bardzo fajne, dlatego, że żandarmeria jest zobowiązana do spisywania wszelkiego tego typu doniesień i odsyłania ich do tego GEIPAN. Tak chyba to się należałoby mówić. Oni wiedzą, co mówią. Takie doniesienia o czymś świadczą. Do tej pory mamy ujawnienia z Wielkiej Brytanii, że faktycznie jakieś badania były prowadzone. Mieliśmy z Belgii, mieliśmy z Holandii, z naszego bloku wschodniego też. Praktycznie w każdym państwie powstawały takie organizacje i dochodzili do takiego samego wniosku, czyli do takiego wniosku, że ciężko jakiekolwiek wnioski na dobrą sprawę wysunąć z tego. UFO z innych planet jest tylko, tak mi się przynajmniej wydaje, częścią tego obrazu. Tak naprawdę to się wszystko ciągnie od najdawniejszych czasów i różne ma obrazy. Różnie my odbieramy to. Tak jak słuchacz, który dzwonił, mówił, być może, że, i tak jak Piotr tutaj o tym mówiłeś, być może, że część z tych obiektów, ale to zawsze są tylko części z tych incydentów, są generowane przez potęgę ludzkiego umysłu. W ten sposób można by powiedzieć. Jesteśmy w dalszym ciągu w jakiejś kropce i będziemy jeszcze dosyć długo, jak sądzę. Nawet jeżeli do jakiegoś kontaktu oficjalnego dojdzie, że zobaczymy jakichś manifestujących się, wysiadających ze swojego obiektu, sfilmowanych na żywo ufonautów, zawsze będzie pozostawała część niedopowiedzianych, zagmatwanych spraw, do których ciężko będzie w jakiejkolwiek formie to wytłumaczyć. Szczerze powiedziawszy, to mimo kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu lat wnikania w te wszystkie doniesienia, nie potrafię całości tego objąć rozumem i sprowadzić do jednej teorii czy jednego wyjaśnienia. Tego jest po prostu za dużo i zbyt różnorodne są tego typu doniesienia. Być może, że rację ma Vallée, ale on sam mówi, że to jest tylko jedna jego teoria, jedną z prób wyjaśnienia tego, ale całkiem możliwe, że na Ziemię przyłatują także postacie czy osoby z innych planet. Dziękuję.
[02:32:10] - Dzięki. O tych i wielu innych sprawach mówiły osoby, o jakich mówiliśmy w dzisiejszym programie. Dziękuję ci, Jarku, za udział. Było niezwykle interesująco. Potwierdzą to zapewne nasi słuchacze.Będziemy jeszcze powracać do osób, które miały coś do powiedzenia w kwestii zjawiska NOR, dlatego że dzisiaj wybraliśmy sobie kilka postaci, o których postanowiliśmy opowiedzieć. To były osoby, o których nie mówiliśmy do tej pory. Są też takie osoby, które już przemaglowaliśmy i były dość obszernie obdyskutowane. Także mam nadzieję, że tych kilka różnych punktów widzenia osób, które często miały możliwość spojrzenia na zjawisko UFO z pierwszej ręki, da wam nieco do myślenia. Tym bardziej wartościowy wydaje się telefon naszego świadka pokazujący, że nie możemy wszystkiego mierzyć jedną miarą. Jak powiedział przed chwilą Arek, UFO to zjawisko niejednorodne. Błędem było, moim zdaniem, od samego początku wrzucanie wszystkiego do jednego worka. Arku, dziękuję ci jeszcze raz i zapraszam oczywiście do kolejnych debat ufologicznych i nie tylko. Dziękuję również Ivelliosowi, który tak zgrabnie obsługiwał konsoletę tutaj i przesyłał mi pytania i kieruję do niego pytanie, co za tydzień? A on pewnie mnie się zapyta, co ja o tym sądzę.
[02:33:45] - A co ty o tym sądzisz?
[02:33:48] - Za tydzień będzie ostatnia debata ufologiczna.
[02:33:53] - W tym roku kalendarzowym.
[02:33:56] - W tym roku kalendarzowym i przed pewną przerwą, dlatego, że będziemy mieli Wigilię, będziemy mieli Sylwestra, więc w niedzielę debaty nam odpadną. Także za tydzień powiemy wam, jak to będzie wyglądało w nowym roku. Postanowimy jeszcze, jaki ten temat będzie. Zastanowimy się, co poruszyć.
[02:34:17] - Możemy spróbować w pierwszej debacie po Nowym Roku jeszcze raz z relacjami. Może tym razem się uda.
[02:34:24] - Może. Zobaczymy jak to będzie. Natomiast za tydzień co będzie, to szukajcie wskazówek i odpowiedzi na portalu Radia Paranormalium. Na portalu? Na Facebooku Radia Paranormalium, na naszej grupie dyskusyjnej. Rzućcie też okiem na Nieznany Świat. Co tam nowego? Dlatego, że zawsze tam coś ciekawego UFO znajdzie między innymi. No i cóż mi pozostaje? Pozostaje mi wam życzyć dobrej nocy i wszystkiego dobrego w tej jakże burzliwej i krótkiej debacie, która dzisiaj miała miejsce. Brał udział Arek Kocik. Dziękuję ci, Arku.
[02:35:07] - Dziękuję, również dobranoc wszystkim życzę.
[02:35:11] - Dobranoc. Marek Sęk „Ivellios”, który oczywiście obsługiwał wszystko od strony technicznej. Dziękuję ci, Marku.
[02:35:20] - Dzięki również Piotrze, a te słowa mówią do Państwa współprowadzący debatę w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego Nieznanego Świata Piotr Cielebiaś. Człowiek, bez którego na 100% tych debat by nie było, a już na pewno nie byłyby takie pasjonujące. Dzięki jeszcze raz Piotrze.
[02:35:40] - Dzięki Marku za dobre słowo. Aż uroniłem łzę i zapraszamy wszystkich na za tydzień. A o czym będzie, to poinformujemy w tym tygodniu. Cześć! Dobranoc.
[02:35:53] - Dziękujemy oczywiście wszystkim słuchaczom. No i pozdrawiamy tych z uczestników debaty dzisiejszej, których niestety wywiało dosłownie tuż przed debatą. Pozdrawiamy Marka Żelkowskiego, pozdrawiamy również Lesa Chodunia. No i liczymy na to, że za tydzień pogoda nie pokrzyżuje nam szyków, nie pokrzyżuje nam naszych planów debatowych i że spotkamy się w szerszym gronie. A dzisiejszą debatę już powolutku kończymy. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej debacie ufologicznej online już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:37:36] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:37:47] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[02:38:13] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:38:25] - Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[02:39:14] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:39:25] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.