[00:39] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy jak co dwa tygodnie audycję na żywo dedykowaną i wyczekiwaną nie tylko przez moni książkowych, ale w ogóle przez wszystkich, którzy lubią czasem coś dobrego poczytać i posłuchać, a czasami wręcz również włączyć się do dyskusji. „Bibliotekarium na żywo” właśnie tutaj i właśnie teraz. Czas zacząć! Przy mikrofonie i za pokrętłami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dobry wieczór panowie.
[01:20] - Dobry wieczór.
[01:20] - Dobry wieczór.
[01:22] - Witamy wszystkich słuchaczy. Witamy ciebie, Marku. No i co zaczynamy? Zaczynamy „Bibliotekarium”.
[01:28] - Zaczynamy może od podania kontaktów do Radia Paranormalium, bo dzisiaj będziemy dyskutować o Etiopii, o poszukiwaniach Arki Przymierza i w ogóle o tematach, nazwijmy to etiopskich mocno. Ale zanim przejdziemy do tematu głównego naszej dzisiejszej audycji, podam tradycyjnie kontakty do Radia Paranormalium. Gdzieś tak po 21 otwieramy naszą linię telefoniczną, ale warto nasze numery telefonu zapisać sobie już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193. Skype radio.paranormalium.pl. Można także pisać na pogadugadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz oczywiście na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupie Radia Paranormalium oraz czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i różne inne komentarze.
Również propozycje książek do omówienia w „Bibliotekarium na żywo” na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Halo, halo Bydgoszcz.
[02:58] - Halo, halo! To zacznijmy od tej refleksji Wiktorze w takim razie.
[03:02] - Mojej?
[03:02] - Tak.
[03:03] - Wiesz co? Jeszcze mojej, bo tak bez przerwy mi obija się o uszy ten bon mot: „Bibliotekarium” nas nazywa. A Marku, a jak odlecę? Jak to pociągniesz?
[03:16] - Nie, spokojnie. Wiesz, jesteśmy w Radiu Paranormalium. Urządzi się jakiś mały seansik spirytystyczny. Będziemy za pomocą jakiejś tabliczki, talerzyka.
[03:34] - Ja liczę na gadatliwość swojego ducha. On też pociągnie.
[03:39] - Tylko wiesz, tak nie zarzekaj, bo to nigdy nie wiadomo na kogo trafi. À propos tego. A ta refleksja jeszcze dalej pociągnij?
[03:49] - Nie, to było płytkie.
[03:50] - Płytka była refleksja. Faktycznie niezbyt głęboka. Cóż, zanim my o tej dzisiejszej pozycji książkowej, czyli „W poszukiwaniu Arki Przymierza. Etiopia” książki autorstwa Jędrzeja Majki zaczniemy opowiadać, to myślę, że troszeczkę remanentów trzeba, bo dwa tygodnie temu „Bibliotekarium” wspólnie z wydawcą portalu Bibliotekarium Waldemarem Milsztejnem rozmawialiśmy o książce „Mentalista Hitlera” Gervasa Posadasa i obiecaliśmy, że zorganizujemy konkurs, coś w rodzaju przynajmniej konkursu, w którym będzie można wygrać te książki. Mamy dla naszych słuchaczy dwie takie książki. I co trzeba zrobić, żeby jedną z tych książek otrzymać? Otóż rzecz jest banalnie prosta, aczkolwiek niepozbawiona elementu pewnej losowości. Nie losowości nie. To nie jest losowość. Pewnego elementu ocennego.
Otóż wystarczy wejść na portal bibliotekarium.pl. Tam jest gdzieś na górze, tuż pod logo, takie duże okienko, w którym się zmieniają komunikaty i w pewnym momencie pojawi się w tym okienku ta pozycja książkowa, czyli „Mentalista Hitlera”. Wystarczy kliknąć w to okienko, wejść na artykuł, który tam jest i tam pod spodem, pod tym artykułem można pisać komentarze. Każdy, kto weźmie udział w tej zabawie, czyli napisze w komentarzu, dlaczego chciałby tę książkę posiadać, przywłaszczyć, przytulić i tak dalej, będzie miał szansę taką książkę otrzymać. My się tutaj zbierzemy w szacownym gronie, uradzimy, kto nas najbardziej przekonał. Poprosimy o adres i do dwóch osób spośród tych, które napiszą do nas taki komentarz dotyczący tego Dlaczego ich ta książka ewentualnie uwiodła czy ma zamiar uwieść, to my bardzo chętnie dokonamy wyboru i prześlemy książeczkę. To myślę, jest dosyć proste zadanie. Nie trzeba pisać długich elaboratów. Wystarczą ze dwa, trzy zdania, byle to były takie zdania, które się chce czytać i które nas przekonają. To chyba wszystko.
Konkurs jak konkurs, dosyć prosty. Zapraszamy. To tyle. Cóż ty, Wiktorze, mi tu machasz?
[06:36] - Bo ja mam przed oczami największy wal książki, którą będziemy dzisiaj omawiali, bo tam tekstu jest niewiele i do tekstu będziemy mieli na pewno pewne zastrzeżenia. Natomiast bajeczność klimatu tej książki zawiera się w zdjęciach.
[06:55] - Absolutnie.
[06:58] - Z tej Etiopii. Zdjęciach krainy, która była miejscem prawdopodobnie pojawienia się Arki Przymierza.
[07:13] - Pojawienia jak pojawienia, ale to, na co zwrócił mi uwagę w rozmowie autor, że przecież Etiopia to jest miejsce, gdzie znaleziono najstarsze szczątki naszych przodków. Tak to nazwijmy.
[07:35] - Dzisiaj nie.
[07:36] - Dobrze.
[07:36] - Jest przedatowana.
[07:38] - Wszystko się oczywiście...
[07:40] - Jest to bardzo ciepłe, bo cały czas jest dialog między afrykańskimi archeologami, którzy raz cud, raz cud.
[07:52] - Bo to się wszystko dezaktualizuje szybciej, niż sobie zdąży człowiek to przyswoić.
[07:58] - Etiopia nie tylko jest kolebką być może ludzkości, ale Etiopczycy wierzą, że na przykład tam, skąd wypływał Niebieski Nil, tam w ogóle raj był.
[08:10] - Błękitny.
[08:12] - Błękitny.
[08:13] - Błękitny.
[08:14] - Że tam w ogóle był raj.
[08:16] - Na temat raju zdania są podzielone. Niektórzy twierdzą, że był zupełnie gdzie indziej.
[08:23] - Ja wiem, co ty twierdzisz. Ty twierdzisz, że jak wrócisz do domu, to jesteś w raju po prostu.
[08:27] - Tak jest. A cóż mam skomentować? Tak po prostu.
[08:35] - Dobrze.
[08:35] - Dobrze. Zacznijmy zatem o tej książce. Cóż, ta książka jest niezwykła, tak jak już powiedziałeś, dlatego że zawiera szereg moim zdaniem fascynujących zdjęć. Szkoda, że w takich chwilach, to żałuję, że jesteśmy w radiu, a nie w jakiejś namiastce telewizji, bo te zdjęcia naprawdę... Jak zacząłem przeglądać ten album, bo to jest właściwie książka-album. Tekst oczywiście też jest i będziemy go dzisiaj dzięki Markowi prezentować, ale zdjęcia są porażające swoim pięknem po prostu. A w dodatku, ponieważ jesteśmy w ciekawym regionie naszej planety, to jest co pokazywać.
[09:23] - Chcę ci zwrócić, Marku, uwagę, że używasz niewłaściwej terminologii.
[09:30] - Ja wiem.
[09:30] - Zdjęcia są wspaniałe. Nie, Marku, zdjęcia są byle jakie. Świat jest cudowny. Świat jest piękny, jeśli ktoś ma tylko oko i patrzy. Autor tej książki widocznie ma oko i zdjęcia nie mogły być brzydkie.
[09:48] - Masz rację, czuję się złapany. Złapałeś mnie, masz rację.
[09:52] - Zachwycajmy się światem.
[09:54] - Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że pewien akt kurtuazji każe mi jednak dowartościować autora zdjęć i autora książki. Dlatego mówię, jak mówię. Natomiast rzeczywiście warto zobaczyć na tych zdjęciach chociażby, jak piękny może być świat. A miejsce to ciekawe, bo autor o tym pisze wielokrotnie i w jednej z rozmów, która też jest zamieszczona na portalu Bibliotekarium.pl, mówi o tym, dlaczego Etiopia jest taka niezwykła. Leży tak daleko od Polski, gdzieś tam sobie w rogu Afryki. I jest niezwykła nie tylko dlatego, że ma niezwykłą przyrodę, ale też dlatego, że szereg tropów naszej ludzkości w ogóle prowadzi właśnie do Etiopii. Bo cóż, tak jak mówiłem, gdzieś tam są podejrzenia, że gdzieś stamtąd wypełzli nasi przodkowie. I czy to była Lucy, czy to było jakieś inne zwierzątko, mniej lub bardziej ludzkie, to nie do końca może aż takie ważne. Ważne jest to, że gdzieś tam się kręcił ten nasz przodek. Druga rzecz, będziemy o tym dzisiaj mówić, to z Etiopii pochodzi napój, bez którego Wiktor nie może funkcjonować, a i ja czasami sobie go chwalę, czyli kawa.
Jakbyśmy dzisiaj zapytali, skąd pochodzi kawa, to co odpowie dziecko?
[11:27] - Właśnie dziecko. Większość ludzi odpowie, że z Brazylii.
[11:31] - Tak.
[11:32] - Wiadomo. Tak samo kukurydza i ziemniaki przyszły z Brazylii, nie?
[11:38] - W każdym razie gdzieś tam z Ameryki.
[11:40] - Z Ameryki.
[11:42] - No nie. Właśnie. Bo kawa tak naprawdę, wszystko na to wskazuje, wszyscy tak o tym mówią, pochodzi właśnie z Etiopii. I to już jest produkt, to już jest roślina uprawiana od bardzo dawna, bo z tego, co ja trafiłem, to przynajmniej w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą w Etiopii Kawa cieszyła się już powodzeniem. Ja nie wiem, czy ona była dokładnie tak uprawiana i tak później przetwarzana, jak to ma miejsce obecnie. Niemniej jednak była znana i warto o tym pamiętać. Ale to nie jest jedyna-
[12:19] - W tej książce jest na ten temat uwaga.
[12:21] - No jest.
[12:22] - Pierwsze plemiona, które tam zamieszkiwały i używały kawy, nie parzyły kawy, nie paliły w ogóle kawy najpierw po to, żeby robić z niej wywar jakikolwiek. Tylko owoce tej kawy, nie nasiona ze środka, tylko cały owoc turlały, że tak powiem, w jakiejś mięsnej konserwie, w jakimś miszmaszu, który wytwarzały do tłuszczu, a następnie to zjadały. Czyli miały równocześnie ładunek kalorii i równocześnie dopalacza w tym jedzeniu. Na początku kawa była jedzona po prostu razem z tłuszczem.
[13:11] - Mięsna kawa. Genialne.
[13:14] - Takie rzeczy są, jak dawne legendy. Eskimosi kiedyś pili herbatę przecież z ogromną warstwą łoju, tłuszczu w kubku. Jedna trzecia to był łój, tłuszcz, a pod spodem herbata. Pardon, nie kawa, ale herbata.
[13:36] - A skąd oni tę herbatę mieli?
[13:38] - A herbata szła z Chin przecież. Do Eskimosów herbata dotarła z Chin tak samo chyba wcześniej niż do Europy.
[13:48] - Ten człowiek się lubi pałętać po świecie, a kręci się tak, że po prostu trudno nadążyć. Ale wiesz co? Jeszcze wracając do Etiopii. Miejsce niezwykłe jeszcze z tego powodu, i znowu będziemy dzisiaj o tym mówić, ale wymieńmy chociażby na początku. Tam można znaleźć niezwykłe konstrukcje, niezwykłe budowle, klasztory na wyspach. Będzie o tym dzisiaj troszeczkę.
[14:17] - Będzie też mowa prawdopodobnie jednego słowa bez przerwy. Marek już to zaczął.
[14:23] - Tak.
[14:24] - Dzisiaj będzie słowo niezwykła.
[14:26] - Bez przerwy.
[14:27] - Niezwykła. Bo rzeczywiście historia tego świata jest niezwykła, tego kraju niezwykła. Tak samo, jak niezwykła jest przyroda, ale przyroda w każdym kraju jest niezwykła, tylko trzeba umieć patrzeć. Nie wszyscy autorzy-
[14:41] - Ta ożywiona i nieożywiona. A też dzieło ludzkich rąk, bo te kościoły wykuwane w skale.
[14:50] - Nie. Te kościoły nieożywione są tak samo piękne jak te Etiopki ożywione.
[14:58] - Ożywione zupełnie.
[14:59] - Są bardzo piękne.
[15:01] - Bardzo fotogeniczne. Ale równie ciekawym miejscem jest Nil Błękitny, o którym wspomniałeś.
[15:11] - Też w książce są cudowne wodospady, kaskady.
[15:14] - Czyli przyroda, ale nad nim też element ludzkiej działalności, czyli most. Most, który sobie liczy hoho, a może i więcej.
[15:27] - Trzeba zobaczyć to na zdjęciu po prostu, bo my mamy w głowie, że tak powiem, te mosty, które budowali Rzymianie. Pobudowali tego troszeczkę i w Anglii, w Wielkiej Brytanii. Ludzie pobudowali tego w Europie też, ale to byli inżynierowie. A co robili tacy sami inżynierowie tej samej klasy w Etiopii w tamtych czasach i tak dalej? Przyjeżdżali rzemieślnicy z Aleksandrii, przyjeżdżali rzemieślnicy z Jerozolimy i tak dalej po to, żeby pobudować niesamowite zupełnie, chyba jedne z najbardziej wspaniałych mostów nad Nilem w środku Afryki. Bo jak sobie spojrzycie na mapę Afryki, to ten róg Afryki to jest tak mniej więcej środek Afryki, chociaż nie jest to Afryka tropikalna.
[16:29] - Ale daleko, generalnie daleko. Książka Jędrzeja Majki zaczyna się w miejscu odległym w gruncie rzeczy od Etiopii, bo zaczyna się przy Ścianie Płaczu w Jerozolimie.
[16:51] - No.
[16:52] - I wszyscy oczywiście wiedzą nasi słuchacze dlaczego. Otóż Ściana Płaczu to pozostałość po świątyni wzniesionej przez Żydów, a właściwie jak mówią niektórzy po murze oporowym, który otaczał wzgórze. A ta świątynia to tak naprawdę na wzgórzu. Po tej świątyni to już niewiele zostało. W międzyczasie zbudowano jeszcze, nadbudowano na tym wszystkim troszeczkę. W każdym razie Arka Przymierza, o której opowiada autor książki między innymi oczywiście, znalazła swoje stanowisko właśnie w pierwszej świątyni, która została wybudowana w Jerozolimie. To była ważna w gruncie rzeczy budowla. Skąd się wzięła Arka? Bo tak troszeczkę musimy się cofnąć. Skąd się wzięła Arka?
[17:56] - W wyobrażeniach wszystkich Europejczyków i Polaków również, jak się usłyszy słowo Arka, to się widzi od razu coś wielkiego, gigantycznego i oczywiście się przywołuje Arkę Noego, bo tam musiał zmieścić cały zwierzęcy dobytek, całe gospodarstwo. Czyli to była arka, która musiała być wielka. Natomiast ta arka, która zawiera wiedzę, nie musi być taka wielka. Wystarczy spojrzeć na komputer. Dyskietka albo twardy dysk jest niewielki.
[18:37] - No tak.
[18:38] - Nie musi być tak duży jak Arka Noego. Wtedy wystarczyły dwie tablice, które Mojżesz zapakował do futerału.
[18:51] - Okej, ale zacznijmy od początku.
[18:52] - I ten futerał był noszony potem przez Izraelitów po całej okolicy, gdzie mieli-
[18:59] - Początkowo przechowywany w namiocie, zwanym namiotem spotkania, ale o tym za chwilę jeszcze. W każdym razie pewnego dnia, jak wszyscy mniej lub bardziej dokładnie wiedzą, Mojżesz wybrał się na górę i tam miał małe tête-à-tête, spotkanko ze Stwórcą, który podyktował mu Dziesięć Przykazań. Ja specjalnie mówię „podyktował”, bo bardzo często mówi się, że Mojżesz kłuł coś na tych tablicach. Tak nie do końca. Przynajmniej według niektórych przekazów mowa jest o tym, że Mojżesz sobie te przykazania spisał, a potem dostał te kamienne tablice od Boga w podarunku, niejako na uzupełnienie. Jak było naprawdę, tego nie podejmuje się stwierdzić chyba nikt. W każdym razie, żeby się troszeczkę więcej doczytać, możemy sięgnąć do Księgi Wyjścia, II Księga Mojżeszowa, ewentualnie możemy też sięgnąć do Księgi Powtórzonego Prawa. Tam też pewne ślady znajdziemy. Ten Mojżesz, jak już sobie zszedł z tymi tablicami, to był jednak element, którym należało się zająć pieczołowicie, bo w końcu zawierał prawo, którego Żydzi mieli przestrzegać. I stąd się wziął namiot spotkania, o którym wspomniałem.
Tam początkowo arkę przechowywano. I tak jak powiedziałeś, Żydzi tę arkę początkowo wozili na różnych wozach. W każdej bitwie uczestniczyła. No dobra.
[20:52] - Namiot był dlatego, bo ich nie było stać na więcej. Jak się dorobili chaty, trzymali w chatach. Jak się zrobili świątyni, to trzymali to w świątyni.
[21:03] - Bo oni w ogóle najpierw dużo podróżowali po ówczesnym świecie.
[21:06] - Nie było siły, bo ich goniono, gdzie się tylko pokazali przecież.
[21:13] - No to prawda, ale też co bitewka, to zaraz Arkę Przymierza targali ze sobą, prawda? To też była rzecz dla nich cenna.
[21:24] - Tylko ja za bardzo nie rozumiem. Skoro to było-
[21:28] - I pod Jerycho.
[21:30] - Skoro to było prawo, to co to prawo, że tak powiem, robiło na wojnie?
[21:37] - Wiesz co, bo w ogóle z tą Arką Przymierza to jest tak, że jedni twierdzą, że w tej arce wewnątrz... A w ogóle nie powiedzieliśmy, czym była. Arka według Biblii to była skrzynia bodajże z akacjowego drewna. Nawet nie taka duża, bo ona coś koło półtora metra miała. Koło półtora metra długości, jakiegoś tam prawie metr chyba szerokości, wysokości. Ona obita była złotą blachą i jeszcze plus jakieś ozdobniki. Była noszona i to w sumie przedmiot dosyć niepozorny, tak jakby dzisiaj powiedzieć. A co zawierał? Jedni mówią, że zawierał właśnie tablice, te Mojżeszowe tablice. Inni dodają do tego jeszcze inne przedmioty.
Tam podobno miała też znajdować się laska Aarona. Notabene ta, która zakwitła. Dzban z manną. No i te właśnie dwie kamienne tablice. Jakie to miało przełożenie na moc, którą uzyskiwali Izraelici? Tego nie wiem i ci nie powiem. Według filmu „Poszukiwacze zaginionej arki” arka to był taki radioodbiornik do rozmów z Bogiem na przykład. Tak to sobie scenarzyści wymyślili. Inni ludzie mówili o Arce Przymierza różne inne rzeczy. Też pewno dzisiaj o tym wspomnimy, mówiąc o Maszynie Wieczności, ale o tym za chwilę.
W każdym razie ta arka, powiedzmy skrzynka z drewna, obita złotem. Nosili ją, pod Jerycho zanieśli, zwyciężyli. Kilka bitew z nią zwyciężyli, ale w końcu doszli do wniosku, że jak długo można tak niezwykle cenną rzecz trzymać w namiocie? Notabene bardzo mnie zaciekawiło to, co powiedziałeś o symbolu. Powiem ci, nie myślałem o tym w ten sposób, ale muszę ci powiedzieć, że mnie to zafrapowało.
[23:47] - Ty mówisz, że taka cenna rzecz, a ja w ogóle nie widzę-
[23:53] - Cenności.
[23:54] - Cenności ani wagi takiego. No są jakieś dwie tabliczki, które po Babilonie zostały jakimś cynowym pismem zaciukane, że tak powiem. I to w skrzynce. I noszenie tego, że tak powiem, wokół miasta naokoło. Zaklinanie murów i wody i powietrza i chmur do deszczu, że tak powiem, przy pomocy tej skrzynki. Dlaczego była to taka rzecz ważna, cenna i tak dalej? Wydaje się, że rzecz jest bardzo prosta. My w dzisiejszych czasach wiemy, co jest ważne. Ważne jest to, co ma właściwą wagę. Czyli jeśli coś waży 10 kilo, to jest na pewno ważne.
Jeśli coś ma 50 metrów wysokości albo i szerokości drugie tyle, że tak powiem, to to jest na pewno rzecz ważna, bo to jest duże, więc to jest ważne. Jak chłop ma trzy metry wzrostu, to też na pewno jest ważny. Otóż nie wymiary, nie waga, ale symbole również posiadają wagę i to ogromną, o wiele większą niż rzeczy materialne. Arka Noego, która noszona była na barkach Izraelitów w czasach, kiedy tam-
[25:21] - Znaczy Arka nie Noego, tylko Arka Przymierza.
[25:25] - Arka Przymierza.
[25:25] - Ta Noego to za duża była stanowczo. Nie dałoby się tego ponosić.
[25:30] - Cicho, muszę trochę czasami poprawić. Otóż wydaje się, że to jest coś takiego niezwykłego, że oni nosili to wokół murów. Ale zwróćcie uwagę, że nasi polscy bracia robili dokładnie to samo. Kiedy kawaleria oblatywała jakieś miasto i harcowników wysyłała przed bitwą po to, żeby się poprztykali, to też wylatywał facet z chorągwią i machał wrogowi przed oczami symbolem po prostu. Ten symbol był tak ważny. Czyli flaga, trąby. Wizerunek po prostu. Posiadać własny wizerunek to jest ważna rzecz. Wydaje się, że to nie jest ważne. Otóż historycy, ja nie jestem historykiem, ale historycy z całą pewnością są w stanie natychmiast przytoczyć wiele, jeśli nie dziesiątki bitew w średniowiecznej Europie, które zostały przegrane, chociaż były wygrane tylko dlatego, że w jakimś momencie kopyrnął się koń pod chorążym albo akurat łucznik zdjął chorążego strzałą z łuku i ta flaga padła pod końskie kopyta.
I cała bitwa została przegrana po prostu. Dlaczego? Bitwa była wygrana już dawno. Niedobitki. Nagle flaga padła. Symbol padł. Symbole są straszliwie ważne i takim samym symbolem była kiedyś Arka Przymierza dla Izraelitów. Nie było to flaga, tylko Arka Przymierza. Noszono to. Dlaczego?
Bo było to coś, co mieli najcenniejszego, najważniejszego. Coś, co dostali, że tak powiem, od Boga. Tu bym się kłócił, ale często się pozostieramy na ten temat.
[27:22] - Nie tyle będziemy się spierać, bo nie mam odpowiedniej wiedzy. Natomiast tak samo zdania są podzielone co do tego, czym była Arka, bo jedni mówią, że była, tak jak już cytowałem, radioodbiornikiem do rozmów z Bogiem. Inni mówią tak jak ty, że była rodzajem symbolu i takim kuferkiem do przechowywania ważnych przedmiotów.
[27:47] - Marku, ja ci mówię tak: skoro była symbolem, to znaczy, że nie wiem, co było w środku i to jest nieważne.
[27:53] - Ale to ty nie wiesz, a inni mówią, że wiedzą. O to chodzi.
[27:56] - Muszą koniecznie wiedzieć. Wiesz, bardzo prosty patent jest z tą wiedzą na temat czegoś, czego się nie ma.
[28:05] - Ale ludzie lubią.
[28:06] - Jeśli się nic nie ma, to można do tego wszystko dodać po prostu.
[28:10] - Właśnie do tego prowadzę, bo jeszcze inni uważają, że Arka Przymierza to tak naprawdę było coś, co nazwali Maszyną Wieczności. Ale o tej Maszynie Wieczności jeszcze później. Mamy dużo czasu. Gadatliwość u nas spora, w związku z czym i o Maszynie Wieczności porozmawiamy. Bo być może Arka była Maszyną Wieczności. Cóż, ale wróćmy do świątyni. Bo jak już w Namiocie Spotkania Arka przestała się Izraelitom podobać, to postanowili wybudować dla niej świątynię. Ta pierwsza świątynia powstała, właściwie funkcjonowała od X wieku p.n.e., dokładnie od roku 966 p.n.e. do 586 p.n.e. Była wzniesiona w miejscu i podobno według planów nakreślonych przez króla Dawida na wzgórzu Moria, dzisiaj słabo dostępnym, bo tam stoi meczet.
Natomiast zbudowana została przez Salomona. Wszystko postaci świetnie zapamiętane, przynajmniej przez Biblię. I tak sobie ta Arka stała w tej świątyni króla Salomona. Trwała sobie, aż się pojawił król Nabuchodonozor. Udało się. W dodatku II. Właśnie w roku 587, albo właśnie tak jak mówiłem wcześniej, 586 zaatakował to miejsce między innymi. I nastała niewola babilońska. I tak się złożyło, że gdzieś w tamtych okolicach czasowych Arka Przymierza zniknęła. Nie ma po prostu jak kamień w wodę.
I o ile świątynię dało się w miarę szybko odbudować Bo po pierwszej świątyni, ponieważ została zburzona, zbudowano drugą świątynię w roku 520 przed naszą erą, a ona dotrwała do 20 roku przed naszą erą i ta druga świątynia po wyzwoleniu się z niewoli babilońskiej, już niestety nie było w niej Arki Przymierza. Później jeszcze była trzecia świątynia. Niektórzy jej nie poważają, mówią, że to taka nieważna, ta zbudowana za Heroda od 20 roku przed naszą erą do 70 roku naszej ery. Niektórzy mówią, że ona jest ważna, drudzy, że nieważna. Nie chcę wchodzić w takie spory historyczne. Niemniej, jak wszyscy nasi słuchacze zauważyli, gdzieś ta Arka w pomroce dziejów sobie zniknęła. I do tego nawiązuje autor. Dlatego zaczyna swoją podróż w poszukiwaniu Arki Przymierza od Jerozolimy i od Ściany Płaczu. Piękne zdjęcia, przyznasz. Piękne, bo tam zaczyna się historia Arki.
Znaczy zaczyna się wcześniej, ale on sobie tak przyjął, że stamtąd wyruszy.
[31:43] - Wiesz, jak chcesz, tak trzeba. Jak się spojrzy na tę Ścianę Płaczu, mało kto tak patrzy, ale wyobraźmy sobie, dzisiaj widzimy nasze czasy i się zachwycamy tutaj Europą albo Ameryką. Spójrzcie na Ścianę Płaczu i wyobraźcie sobie, że to jest tylko element czegoś. Element drobny, jakiś tam szczątek.
[32:06] - Mówiłem, to jest element nawet nie samej świątyni, tylko-
[32:09] - Pozostałość po czymś, co kiedyś było wielkie i tak dalej, co kiedyś było wspaniałe. Taka jest również historia potem Etiopii. To jest pozostałość po czymś, co kiedyś było ogromne, wspaniałe, a dzisiaj są tylko ślady.
[32:29] - Ty, ja nie powiedziałem jeszcze o ważnej rzeczy. Według niektórych rekonstrukcji Arki Przymierza, tam poza tą blachą, drewno i tak dalej, jeszcze były złote cheruby, czyli aniołowie, uwidocznione zresztą w „Poszukiwaczach zaginionej arki”, filmie, który sławi dzieje Indiany Jonesa. To też rzecz ważna, żeby sobie mniej więcej tę Arkę wyobrazić. Tylko o ile w filmie „Poszukiwacze zaginionej arki” Arkę Przymierza odnaleziono w egipskich okolicach, o tyle autor książki, którą dzisiaj omawiamy-
[33:11] - Autor, ale w ogóle Etiopczycy.
[33:12] - Etiopczycy i szereg innych badaczy, niektórzy bibliści, ale też niektórzy autorzy książek beletrystycznych właśnie w Etiopii upatrują miejsca, gdzie ta Arka się znalazła. Gwoli jeszcze takiego porządku warto powiedzieć, że są też tacy badacze, którzy uważają, że gdzieś tam w podziemiach niedostępnych dzisiaj właśnie z tej racji, że znajduje się tam meczet, ale w tych zasypanych podziemiach dawnej pierwszej świątyni ta Arka w dalszym ciągu jest. Jest tam na wzgórzu, właśnie pod wzgórzem Moria. Próbowano nawet dokonywać bocznych wykopów, żeby się pod ten meczet dostać, ale to jak zwykle w tamtych okolicach powoduje duże napięcia. Tak to delikatnie określmy. W każdym razie Arka Przymierza zniknęła i wspólnie z autorem, czyli Jędrzejem Majką, możemy wybrać się na jej poszukiwanie. To, myślę, ważna konstatacja, bo na pewno to nie jest dzisiaj audycja dla tych, którzy uważają, że już wiedzą, gdzie ta Arka jest, bo ciekawe, z tej książki można wywnioskować, jaki ocean czasu nas oddziela. Niby to każdy wie, że to tyle i tyle tysięcy lat, i tak dalej. Niby to wszystko wiemy, potrafimy przeliczyć, ale dopiero jak człowiek się tak zastanowi głębiej, jaki to jest ocean czasu. Moje też ulubione porównanie, ten ocean czasu.
Wtedy dopiero uświadamia sobie, że były dziesiątki sytuacji, w których ta Arka gdzieś mogła, tak powiedzmy kolokwialnie, wyparować, gdzieś sobie odpłynąć.
[35:06] - Wiesz, jak się tak przyjrzę historii narodu żydowskiego, to przecież jest to naród, który właściwie chodził po świecie i szukał niewoli rozpaczliwie, bo znalazł niewolę babilońską.
[35:20] - Śmiała teza.
[35:22] - Potem znalazł niewolę faraońską, a potem na końcu niewolę również polską i niemiecką niewolę znalazł.
[35:29] - Ja nie wiem, czy dobrze kolejność podajesz, ale generalnie-
[35:34] - Odwrotnie. Natomiast rzeczywiście poszukiwał tej niewoli i musiał w tym poszukiwaniu, naprawdę to nie przelewki. Przecież musiał w końcu stracić to, co było najcenniejsze. Chcesz, mogę błyskawicznie spiskową teorię ukuć, gdzie w tej chwili spoczywa ta Arka Przymierza i to z całą pewnością. Otóż wiadomo, że w ostatnim czasie wszystko, co najcenniejsze, to Izraelitom odebrali Niemcy w czasie II wojny światowej. Wszystko już, co mieli, bo już nic im prawie nie zostało. A potem wiadomo, co robili Amerykanie w Niemczech, kiedy tam dopadli tego, jak rabowali wszystko, co posiadali Niemcy. W tej chwili prawnicy niemieccy potrafią odszukać w bankach amerykańskich zamknięte rzeczy, które nakradli amerykańscy żołnierze, rabując Drezno, Berlin i tak dalej. Podejrzewam, że tym rodowodem dzisiaj Arka Przymierza spokojnie spoczywa w jakimś amerykańskim banku, gdzie spadkobiercy po prostu boją się naruszyć skrzyni, bo prawo ich nadepnie.
[37:00] - Powiem ci tak: o tyle jesteś zgodny z pewną intuicją scenarzystów „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”, bo co prawda historię przytaczają inną, ale de facto prowadzą również do Stanów Zjednoczonych, że gdzieś tam w jakimś olbrzymim magazynie ta Areczka sobie spokojnie-
[37:20] - Tak, makra wszystko. Wszystko, co zostało ukradzione w ostatnim nowożytnym czasie, jest w bankach amerykańskich. Przedtem wszystko, co było z Polski, dzisiaj jest w Sztokholmie, nie?
[37:32] - Nie, to nie tylko w Sztokholmie.
[37:35] - W Budapeszcie, w Czechach.
[37:37] - Ale to najpierw. Jak zacząłeś mówić o tych Niemcach rabowanych przez Amerykanów, to sobie uświadomiłem, że jest jednak jakaś sprawiedliwość dziejowa, bo jakbyś zupełnie zapomniał, że to najpierw Niemcy rabowali Polskę, bo z Polski wywozili te obrazy, te różne cenne precjoza.
[37:55] - To samo jak Rosjanie.
[37:58] - Oczywiście, byli w dobrym towarzystwie. Niemniej jedni na wschód, drudzy na zachód wywozili. Tylko o ile te na wschodzie, to one tam po prostu zostały. Część z tego, co zabrali Niemcy, później sobie zabrali Amerykanie. W tej chwili moda jest na poszukiwanie naszych zaginionych skarbów kultury. I rzeczywiście czynią to niektórzy z pewnym powodzeniem i znajdują w Niemczech jakieś zabytki. Być może na pewno nie należałoby im tego mówić, tylko głośniej o tym wrzasnąć, że może nie tylko w Niemczech szukać tych rzeczy, które nam w czasie II wojny światowej zginęły, bo może one są, tak jak powiedziałeś, troszkę dalej niż w Niemczech.
[38:41] - Na pewno nie w Chicago, które było polskim miastem, bo tam przyjechała sama hołota, która nic nie miała.
[38:47] - Ale ona wcześniej przyjechała.
[38:49] - Wcześniej tego, teraz biedota. Natomiast już w Nowym Jorku albo w Kalifornii to ja bym poszukał.
[38:56] - Moja rodzina nie pojechała do Chicago. Siostry mojej babci od razu się osiedliły koło Nowego Jorku, w New Jersey, bardziej im to odpowiadało. Jeśli chodzi o Nowy Jork, to już lepszy jest. Tam dużo banków. Dobrze by było kilka sejfów spenetrować. Tam by się ciekawe rzeczy mogły znaleźć.
[39:21] - Dzisiaj prawo zaczyna być troszeczkę bardziej drożne i przynajmniej, o ile się orientuję, to niemieccy prawnicy zaczynają ciężko pracować.
[39:30] - Tak, pracują bardzo ciężko, szczególnie nad tym, żebyśmy my nie odzyskali tego, co nasze. Nad tym wyjątkowo ciężko pracują, to prawda. Natomiast jak sobie dają radę z Amerykanami, to ciężko mi powiedzieć. Nie wiem, nie mam takiej wiedzy. Miejmy nadzieję, że nieźle, bo jak oni odzyskają to, co nasze od Amerykanów, to później być może nam się uda odnieść to.
[39:53] - Niemniej jeżeli Arka Przymierza spoczywa w jakimś amerykańskim banku, co jest prawdopodobne, to z odzyskaniem jej będzie kłopot. Czyli pozostajemy przy filmie „Indiana Jones” i przy tej książce, książce Jana Omana.
[40:17] - Ja wiem, dlaczego się zawahałeś w tej chwili, bo podobieństwo tytułów pewne jest, bo tytuł książki „W poszukiwaniu Arki Przymierza. Etiopia” jednak jakoś nawiązuje do tego tytułu. Myślę, że autor zrobił to świadomie i bardzo dobrze. Bardzo dobrze, bo książka naprawdę, ja ją szczerze polecam, głównie ze względu na zdjęcia. I tutaj do tej beczki miodu, którą wylewamy pracowicie z Wiktorem, która się już tak naprawdę zaczyna przesładzać troszeczkę, trzeba wrzucić tę odrobinę dziegciu. Rzucasz pierwszy? To rzucaj.
[40:58] - Bardzo chętnie.
[40:59] - Bardzo chętnie. Nie ma to jak życzliwy recenzent.
[41:04] - Książka jest śliczna, książka jest wspaniała. Książka bardzo dużo mówi o historii Etiopii.
[41:11] - Niegłupia. Naprawdę fajne są te teksty.
[41:15] - Po prostu warto zahaczyć o te klimaty. Natomiast-
[41:20] - Mamy pretensje.
[41:22] - Nie mamy pretensji, ale autor mógłby troszeczkę więcej dać z siebie. Otóż ktoś, kto się pałęta po świecie, rozmawia z ludźmi, nawiązuje kontakty, a taką naturę ma każdy podróżnik i każdy dziennikarz, taki latający reporter, którym-
[41:45] - Bez wątpienia jest.
[41:47] - Jesteś.
[41:47] - Oczywiście.
[41:48] - To powinien więcej dać z siebie, czyli jednak zacytować troszeczkę tych rozmów życiowych, tego życiowego smaku dodać zwykłej, drętwej historii, bo drętwą historię można przeczytać na YouTubie, można przeczytać w encyklopedii, w Googlach, gdziekolwiek.
[42:08] - Na YouTubie to sobie nawet tę drętwą historię można obejrzeć w ruszających się obrazkach.
[42:14] - Wszystko sobie można znaleźć. Natomiast reporter powinien jednak te rzeczy przybliżyć nam trochę ludzi przez słowo, które używają. Nie tylko mówić, że to były legendy, ale opisać te legendy, nazwać Przytoczyć dialogi, które sobie siedział i popijając kawę toczył z kobietami, które tę kawę palą i tak dalej. Tej reporterskiej ścieżki brakuje w tej książce, ale może sobie tak autor założył, szykując drugą książkę o Etiopii.
[42:51] - Może właśnie tak, bo ja sobie nie wyobrażam, bo tak jak Wiktor powiedział, człowiek, który przemierza świat, przemierza go w sposób świadomy, bo świadczą o tym zdjęcia. Naprawdę zdjęcia. Po raz kolejny będę piał z zachwytu, ale zdjęcia są wspaniałe. Miejsca, które są uwidocznione na zdjęciach, tu się poprawię. Wiktor spojrzał na mnie groźnie. Więc poprawię się. Rzeczywiście te miejsca i widać, że autor umie te zdjęcia robić, ma oko i robi to świetnie. Ale ja sobie nie wyobrażam, żeby podróżować po tak wielkim kraju. Bo Etiopia może się komuś wydać krajem niewielkim gdzieś tam w Afryce, ale proszę mi wierzyć, że on jest zdecydowanie większy niż Polska.
[43:37] - To jest tak samo, jak w Europie wszystkim się wydaje, że Polska jest duża, a Norwegia to taka mała. Norwegia ma-
[43:45] - Długa jest.
[43:46] - Jest tak nieprawdopodobnie-
[43:49] - Ale generalnie człowiek, który się kręci po takim kraju, spotyka ludzi, rozmawia z nimi. To powiem ci tak choćby on z nimi rozmawiał, nie wiem, o parzeniu kawy, to jeszcze jest bardzo intelektualna rozmowa, ale choćby on rozmawiał o tym, jak się sieje. O wdziękach maryni jakby rozmawiał. Albo o tym, jak się sieje w polu, albo nie wiem, o codzienności, to i tak dla Europejczyka byłoby to ciekawe. Nas tam nie ma. My sobie nie wyobrażamy, nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, jak wygląda codzienność ludzi zamieszkujących Etiopię. Nie wiemy, jak tam się sieje, jak tam się orze, jak tam się spędza dzień wolny albo dzień pracowity, jak się piecze chleb.
[44:37] - Jedyną rzecz, którą się dowiedziałem z tej książki, to było to, jak się parzy kawa. To znaczy nie jak się parzy kawę, ale na jednym zdjęciu pokazano mi rzecz bardzo dziwną. Otóż kobieta, która w czajniku tym takim tradycyjnym do parzenia kawy etiopskim z czarnej gliny. Tam ta kawa jest zaparzona i ona jest nalewana do kubeczka takiego samego jak u nas można w Ikei kupić biała porcelanka albo coś podobnego. I ona nalewa-
[45:11] - Żeby to była porcelanka.
[45:13] - Dobrze, czasami bywa również. Otóż ona nalewa tę kawę gdzieś z wysokości, z czajnika leje z wysokości około 40 centymetrów.
[45:23] - Co wygląda dosyć tak-
[45:25] - Karkołomnie i tak dalej. Ale dlaczego? I tam jest pod tym zdjęciem podpisane, żeby się dobrze napowietrzyła. Ja pierwszy raz to usłyszałem. Znaczy nie usłyszałem, zobaczyłem na zdjęciu i to jest właściwie jedna z niewielu ciekawostek, które w tej książce mnie zahaczyły, bo ja nie myślałem, że kawę można napowietrzać. Po tej audycji ja natychmiast pójdę do domu, zaparzę sobie-
[45:53] - Napowietrzać kawę.
[45:55] - Kawę, po czym będę ją do kubeczka nalewał ciurkiem, taką cieniutką strużką z wysokości 40 centymetrów, żeby ona się napowietrzyła, bo być może ona wtedy rzeczywiście-
[46:07] - A może, panie Wiktorze, przepraszam najmocniej, obowiązuje tutaj zasada im wyżej, tym lepiej. Może z dwóch metrów od razu.
[46:16] - A tak, ja parę razy wchodziłem na górkę, żeby siusiać, że tak powiem, na dół. Im wyżej, tym było bardziej malowniczo.
[46:24] - Miejmy nadzieję, że nie pod wiatr. Ja się jednej rzeczy obawiam.
[46:28] - To było po prostu perfekcyjnie napowietrzone, że tak powiem, siuśki.
[46:35] - Zdecydowanie. Natomiast ja się jednej rzeczy obawiam, że jak Wiktor zacznie tego rodzaju eksperymenty uskuteczniać w domu i lać kawę czysto z 40 centymetrów czy z dwóch metrów, to pod dużym znakiem zapytania albo emisja programu ABW, kolejnej, szóstej już części jest mocno zagrożona. A tymczasem w przyszłym ABW znowu ciekawe opowiadania. Ja powiem tak, że mamy w ogóle duży problem z tym ABW. Problem obfitości, bo opowiadań jest sporo. Sporo nadeszło, sporo czeka w kolejce.
[47:13] - Wiesz ty, Marek, ty mówisz to tak. Wielki kłopot. To tak, jakby laska z wielkim biustem powiedziała, że ma kłopot. Gdzie? Przecież to nie kłopot, to sama wielka zaleta. Największa zaleta twoja to jest również u nas największa zaleta.
[47:32] - Zaleta jest. Tylko ja mam zawsze takie, wiesz, ja bym to najchętniej wyemitował, te wszystkie opowiadania, które dostajemy, tak od razu.
[47:41] - Nie, nie można od razu, trzeba z 40 centymetrów ciurkiem.
[47:44] - Tak. A to wiesz, powiem tak. Zmieścimy. Wiesz ile Ivellios da radę przeczytać, tyle zmieścimy. Ale też nie możemy Marka eksploatować zanadto. W związku z tym zmieści się tyle opowiadań, ile się zmieści. A ja z przerażeniem zauważam, że niedługo autorzy zaczną do nas pisać maile, dlaczego ich opowiadania się nie ukazują. Bo o ile na początku czas oczekiwania pomiędzy przesłaniem nam opowiadania a jego emisją był stosunkowo krótki, to teraz się znacząco wydłuża. Staramy się trzymać pewną kolejkę. Niekiedy opowiadania spadają w kolejce, szczególnie te, które muszą podlegać takiej pogłębionej redakcji.
Staramy się też mieszać różnych autorów. Gdzieś w kolejce czeka nasza autorka Kamila z opowiadaniem. Tu od razu apel mam, bo dostaliśmy też opowiadanie, które ma dwa zakończenia. Jedno opowiadanie jest w całości napisane przez autorkę i jeszcze dopisane jest do niego osobne zakończenie przez jednego z naszych autorów. Autorzy, o których mówię w tej chwili, doskonale pewno wiedzą, o którym opowiadaniu myślę. I czego potrzebujemy? Zgód od nich potrzebujemy na emisję tego opowiadania z dwoma zakończeniami. To taka mała prywata. Mały apel, jeśli chodzi o ABW. Wracając na chwileczkę do ABW, to mam obawy, że wtedy Wiktor, jak się już poleje tym wrzątkiem czy tą gorącą kawą, to będę musiał sam ogarnąć.
Przynajmniej przez jakiś czas, póki mu się oparzenia nie zagoją.
[49:35] - Mnie tak irytuje, Marku, to współczesne prawo, które potrzebuje zgody, że tak powiem. Słuchajcie, jeżeli kiedyś, za przeproszeniem, tatuś prowadził synka do domu roskosy, to tam się nie pytało o zgodę, skoro się przychodziło. Jeśli ktoś do nas wysyła opowiadanie, to po cholerę zgoda, Marku?
[50:05] - Dobra, już ci tłumaczę, bo to też są pewne pytania, ale najpierw skończę wątek z opowiadaniami. Także autorów, którzy podesłali do nas opowiadania, prosimy o cierpliwość. To się niestety dzieje. Już w tej chwili czas oczekiwania to jest przynajmniej miesiąc. Także cierpliwości. Nie ma chyba tak, żebyśmy się nie odzywali w ogóle. Nie odzywamy się tylko do jednego typu autorów. Jeśli autor przesadzi z ilością znaków, a były już takie przypadki, że dostawaliśmy po 60 000 znaków w jednym opowiadaniu albo po czterdzieści kilka tysięcy. Rozumiem, że my nawet czasami puszczamy długie opowiadania, ale tak długich to na pewno nie puszczamy. Wrócę jeszcze do pytania, które zadałeś.
Dlaczego zgody? Powiem ci tak: solidaryzuję się z tobą w pełni. Też uważam, że jak nasi autorzy przysyłają nam opowiadania, to po to, żebyśmy je wyemitowali. Niestety polskie, chyba światowe prawo takie jest, że jak na wszystko nie masz papiera, to niestety podlegasz sankcjom. Jak mój szef usłyszał o tym, że będziemy emitować opowiadania, to jedną z pierwszych rzeczy, którą mi położył na stole, to właśnie taka zgoda. Niestety nie da się przeskoczyć.
[51:35] - Ja jutro będę musiał wpaść do supermarketu. A gdzie ja muszę pójść po zgodę, żeby mnie tam wpuścili?
[51:42] - Nie, nie.
[51:43] - Tam nie ma.
[51:44] - Nie przegadasz tego, niestety. Prawo autorskie w tej chwili rządzi i obojętne, jak byśmy to obśmiewali, to tak niestety jest. W każdym razie już ostatni apel. Prosimy autorów o cierpliwość. Na pewno o nich nie zapomnimy.
[52:06] - Ale to prawo autorskie jest ułomne i bardzo wąsko działające.
[52:13] - Nie do mnie.
[52:14] - Ja jestem bardzo wielkim autorem syna i dwóch córek. Strasznie fajnych lasek. Otóż one spotykają facetów jakichś i ci faceci wcale do mnie nie przychodzą z prośbą o zgodę.
[52:30] - Ja bym na twoim miejscu porozmawiał.
[52:31] - Do mnie, autora.
[52:33] - Powiem ci tak: o pewnym autorze piszącym dla jednego z dużych wydawnictw w Polsce krążył taki dowcip, że powinien bardzo uważać, płodząc swoje dzieci, ponieważ może się okazać, że one również będą należały do wydawnictwa. Dlaczego? Dlatego, że w jego umowie była klauzula, że wszystko, co stworzy, należy do tego wydawnictwa. Ma prawo to wydawnictwo jako pierwsze. W związku z czym chodził dowcip, że on właściwie powinien uważać z płodzeniem dzieci, bo się może okazać, że nie bardzo ma do nich do końca prawo. Ale zostawmy to. Jeszcze się chciałem pochwalić jedną rzeczą, że w ostatnim odcinku trochę pomarudziłem odnośnie jednego z opowiadań i wyobraź sobie, bodajże następnego dnia albo za dwa dni dostaliśmy odpowiedni przekaz, odpowiedni papier i już w następnym ABW to opowiadanie, moim zdaniem świetne zresztą, autor zupełnie niepotrzebnie chciał je przerabiać, chciał je przekonstruowywać. Nie. Opowiadanie poza pewnymi brakami redakcyjnymi jest myślowo dojrzałe. Moim zdaniem bardzo dobre.
Ale dobra, przestańmy opowiadać o ABW, bo teraz mamy „Bibliotekarium”, a w tym „Bibliotekarium” rozmawialiśmy o kawie. To ja ciebie zapytam tak. Mówiłeś o tych 40 centymetrach i to wzbudziło moje obawy i pewne przerażenie, że będę następne ABW prowadził sam. Ciekawą rzeczą jest, rozmawialiśmy, nie będę ukrywał, że rozmawiamy przed audycją, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o ziarnach kawy. Bo każdemu się wydaje, że wie, jak wygląda ziarno kawy, owoc w ogóle, jak to w ogóle wygląda, cała roślina jak wygląda. A tymczasem my podlegamy pewnym złudzeniom. Jednak widzimy sobie te ziarnka palone i nam się wydaje, że wiemy, jak kawa wygląda.
[54:38] - Kawa jest przede wszystkim owocem składającym się Właśnie co on przypomina z polskiej przyrody, to ja nie wiem. Nie gruszkę, nie śliwkę, nie jabłuszko, tylko głóg jakiś wielkości głogu. No i w środku siedzą takie dwa ziarenka po prostu. Siedzą sobie tak jak Ewa i Adam w raju, że tak powiem. Dwie połówki, z których potem wychodzi albo w trakcie wychodzi bardzo zdrowy i aromatyczny napar. Te dwie połówki są nieprzypadkowo prawdopodobnie w tym nasionku, gdyż wszystko na świecie się składa przynajmniej z dwóch połówek, a przynajmniej z góry i z dołu albo z prawa i lewa.
[55:35] - Ja nie chcę być specjalnym purystą językowo, ale jak mamy całość, to ona się zawsze składa z dwóch połówek. Trudno, żeby z trzech.
[55:45] - Nie, całość według dzisiejszych to przecież może się składać z trzydziestu paru płci albo trzydziestu-
[55:55] - Ja wiem, ulubiony twój temat. Nie, śpieszę cię poinformować, że ponad pięćdziesięciu płci.
[56:03] - I to dopiero będzie całość. Grecy jednak uważali, że człowiek to koło i składa się z dwóch rzeczy, co prawda z kobiety i z mężczyzny. I potem przejęło to również chrześcijaństwo i judaizm, i islam. Jakoś to wszystko ciągnął, ale współczesny świat po prostu mnoży, mnoży, mnoży, mnoży się. Jest najwięcej na świecie nie tylko liczbowo, ale również jakościowo.
[56:34] - Ale wiesz co, ja ci powiem tak, że ty jeszcze powiedziałeś o takim, że tobie ziarenko, no właśnie nie ziarenko, właśnie owoc kawy przypomina yin i yang. To jakbyś tak zechciał to rozwinąć, to też jest nawiązanie.
[56:49] - Tak chlapnąłem.
[56:52] - No ale też te dwie części.
[56:54] - Po prostu dwie części, zwróćcie uwagę, że w tym jest tak samo jak w człowieku koło greckim, czy tak samo w yin i yang. Po prostu pewna całość się tworzy z dwóch rzeczy. Światło i ciemność.
[57:14] - No tak.
[57:16] - Kobieta i mężczyzna. Dwa ziarenka są potrzebne w genetyce. Dwa ziarenka, dwa chromosomy są potrzebne, żeby ewolucja trwała. Wystarczyłby jeden, żeby się powielać po prostu. Do powielania wystarczy jeden, ale żeby-
[57:37] - Twórczo się powielać.
[57:39] - Twórczo się powielać potrzebne są niestety minimum dwa, a właściwie wystarczą dwa. Więcej jest niepotrzebne. Chociaż według współczesnej nauki czym więcej, tym lepiej.
[57:51] - Bo wiesz co, ja ci powiem w ten sposób, że myśmy się przyzwyczaili do tego, że jedność dla nas najczęściej kojarzy się z taką jakąś bezkształtną paciają, jakimś takim jednorodnym czymś. To jest jedno, to jest jedność. Czyli taki kisiel, budyń. Tymczasem warto zdać sobie sprawę, że to wcale nie jest takie oczywiste, że jedność może mieć swoją strukturę. I ktoś powie: „No jak? Ale to już nie będzie jedność, jak ma swoją strukturę”. To ja zaraz śpieszę wyjaśnić, jak to z tym jest. Wyobraźmy sobie, mówił o tym Leibniz, że jedność ma swoją strukturę i to się na początku wydaje naprawdę mocno odjechane i abstrakcyjne. To ja już takim przykładem rzucę nie z czasów Leibniza, a z nieco nowszych. Otóż ludzka świadomość to ludzkie ja składa się z nadświadomości, świadomości i podświadomości.
I to jest jedno, ponieważ pojedynczo te rzeczy nie funkcjonują, to znaczy one nie są samorodne. Nie ma człowieka bez tych trzech elementów.
[59:12] - Lubię upraszczać.
[59:13] - Upraszczaj.
[59:15] - Mamy jedność. Ołówek kupujemy w markecie. Ołówek to jest jedność, ale grafit nie może istnieć bez... To znaczy może jako tako, ale się będzie kruszył i tak dalej. Bez tej drewnianej oprawki po prostu. To jest jedność składająca się z dwóch elementów, nie? I rozpatrywać tego jako dwa elementy nie można, bo nie ma to żadnego sensu.
[59:39] - Można rozpatrzyć tę drewnianą rurkę bez tego grafitu, ale po co? Po cholerę coś takiego? Do czego? Gdzie to sobie wsadzisz takie coś?
[59:51] - Widzisz, zaraz zaprzeczę sobie, ale znalazło się dwóch genialnych rosyjskich studentów.
[59:57] - To rosyjscy studenci byli.
[59:59] - Tak, którzy postanowili się zajmować tylko tym grafitem w środku, a odrzucić kawałek drewienka. I wysublimowali z tego grafen, za co dostali Nagrodę Nobla. Tak już parę czasów, bo grafen już jest-
[01:00:17] - A to rosyjscy na pewno byli?
[01:00:19] - Na pewno rosyjscy studenci. Studenci, którzy popijali wódkę i rozdziobywali w akademiku ołówek na części po prostu na resztki. Tak się rozpoczęła ich seria Nobla.
[01:00:32] - Ale nie skonstruowali nowego ołówka, tylko skonstruowali zupełnie nowy materiał. Na tym polega różnica.
[01:00:39] - Nie skonstruowali, ale on tam był w środku. Oni go znaleźli.
[01:00:43] - Ale go musieli rozklepać, żeby był taki cienki. Dobra, jesteśmy przy kawie. Mówiliśmy o tym, że autor dużo o Etiopii mówi, pokazuje też zdjęcia. Etiopia, ojczyzna kawy, a dla ciebie kawa to życie, praktycznie rzecz biorąc. Nie raz o tym mówisz.
[01:01:05] - Wiesz, jak tam jest opisana kawa? W legendach, w tej książce również. Otóż gdzieś tam jakiś pasterz przyniósł do jakiegoś kapłana gałązkę, którą znalazł na pustyni czy tam, gdzie pasał owce, ale przedtem się tego świństwa, owoców przy tej gałązce, nażarły barany czy owce, czy byki.
[01:01:31] - To barany.
[01:01:32] - Szalały jak wściekłe. Ten cały kapłan wziął, rzucił tą gałązkę na ogień, ale w tym momencie się— z wściekłości, bo co ten mu tutaj przytacza? Rozszedł się taki zapach i aromat. I tak prawdopodobnie człowiek, przynajmniej według legend, wpadł na pomysł, żeby kawę wypalać przedtem, zanim się ją zacznie używać i tak dalej.
[01:01:54] - Wszystko przez barany.
[01:01:55] - Natomiast jedna rzecz jest ewidentna na początku. Na początku był ktoś, kto był oszalały. Kawa działała jako narkotyk, tak była postrzegana. Dzisiaj nikt jej jako narkotyku nie postrzega. Jest to zwykła używka. Taka sama, Bogiem a prawdą, jak mleko.
[01:02:21] - Pojechałeś z tym mlekiem.
[01:02:25] - Natomiast bardzo często są inne używki, tak samo traktowane jako straszliwe rzeczy. Tak jak już się nie traktuje ze straszliwym obrzydzeniem marihuany, dlatego, bo właśnie doszły pokolenia naukowców i polityków, które tą marychę ćpały, kiedy były młode. Oni teraz rządzą, więc ona już nie może być niepoprawna politycznie. Natomiast oni ćpając marychę, zapomnieli o ćpaniu tytoniu, bo tam to było bardziej popularne i dlatego tytoń stał się wrogiem. Stał się nagle używką B, niestety.
[01:03:10] - Tak. Mówisz to, wspominając swoją podróż do Warszawy i trzy godziny ponad w pociągu, w którym nie można nawet dymka puścić, prawda?
[01:03:19] - Ja jechałem przez Polskę, myślałem, że jestem wolnym człowiekiem, ale okazało się, że nie jestem wolnym człowiekiem. Wiesz, kiedyś jechali na Sybir i jak ich tam władowali w ten wagon, to ich zamykali i nigdy nie otwierali. Dopiero jak dowieźli, jak połowa była trupów. Mniej więcej ja tak samo wsiadłem do tego wagonu. Zatrzasnęły się za mną drzwi i nie mogłem wysiąść, żeby zapalić papierosa, bo pociąg jechał.
[01:03:49] - Tak jest. Powiem jeszcze o tym, że poza zaparzaniem kawy, poza tym, że kawa... Inaczej, pierwsze pytanie, jeżeli dzwoni się do Wiktora, to pierwsze pytanie to jest zawsze: „Która jest godzina?”. A później jest konstatacja, którakolwiek by to była godzina, może paść dowolna pora. I wtedy Wiktor mówi: „Muszę się napić kawy”.
[01:04:17] - Marku, nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, że do mnie się dzwoni przede wszystkim wtedy, kiedy się robi ciemno. Dlaczego się robi? Zobacz, jak powstają mity i legendy.
[01:04:27] - Słucham.
[01:04:27] - Dlaczego się robi ciemno?
[01:04:29] - Bo kawę pijesz.
[01:04:30] - Nie, kochany. Kawa wtedy jest dobra, kiedy się ją wypali. Otóż świat jest również wtedy dobry, kiedy się to słońce cholerne wypali i zapadnie noc, czyli czarna jak kawa. Wtedy dopiero można zacząć żyć, myśleć spokojnie. Wszystkie tłuki śpią. Nikt do ciebie żadną komórką nie dzwoni, nie zawraca ci głowy. Masz ciszę, spokój, ciemność, wypalony dzień po prostu. Oczywiście mogę sobie jeszcze wtedy spokojnie wypalić, bo już jest-
[01:05:06] - Z tego, co mówisz, to właściwie dostałem komplement. Nie zamierzony co prawda, ale dostałem, bo okazuje się, że nie jestem tłukiem aż takim, jak myślałem. Bo ja dzwonię o najdzikszych porach. To jest pragmatyczne bardzo z mojej strony, ponieważ jeśli chcę z Wiktorem pogadać, to na pewno nie zadzwonię o godzinie 13.00 albo 14.00, bo o tej porze Wiktor słodko śpi. Mogę zaryzykować zadzwonić o 7.00, 8.00 rano. Wtedy jest już mocno zmęczony i właściwie udaje się na spoczynek.
[01:05:40] - Zobacz, u nas symbolem zła jest ciemność, symbolem dobra — jasność, światło. Może być zupełnie odwrotnie. Dla mnie symbolem dobra jest ciemność, wypalone ziarna kawy, zakiszona herbata, bo my też myślimy, że tą herbatę, że tak powiem, to się suszy liście i potem je się zaparza. Z tego by wyszło, że tak powiem, że z siana można pić herbatę. Herbatę również liście trzeba zaparzyć, zakisić.
[01:06:20] - A niektórzy nawet podwędzają jeszcze.
[01:06:23] - Albo podwędzić i tak dalej. Dopiero wtedy. Jest wiele mechanizmów, które wzniosają używki, które my używamy po to, żeby one były dla nas akceptowalne. Między innymi jedną z takich jest ojczyzna kawy, o której wiemy dużo więcej niż o ojczyźnie tej kawy. Nawet się większość dziwi, że to jest ojczyzna tej kawy. Natomiast Podróż po tej ojczyźnie. Ja bym tam pojechał dzisiaj. Nie wybierzemy się, Marku?
[01:07:01] - Nie wiem. Trzeba wyobraźni, bo powiem tak: cały czas marudzę tobie, że o dziwnych porach wstajesz i tak dalej. To ja się muszę usprawiedliwić, bo ględzę, to czas temu jakiś sens nadać. Otóż ja powiem tak: piątki to ja mam duży stres, bo zaczynamy audycję o godzinie 20. I na ogół rano dzwonię do Wiktora takie 12 godzin przed, czyli o godzinie 8. Dzwonię do Wiktora i pytam: „Jak tam Wiktor? To dzisiaj ten dzień! Będziemy rozmawiać o tym czy o tamtym” To w zależności od tekstu, który zaproponowaliśmy. A Wiktor mi mówi mniej więcej tak: „Marku, ale ja jeszcze nie spałem, muszę iść spać”. No to spoglądam na zegarek i zaczyna się robić ciepło.
Mówię: „To Wiktor, idź spać”, „Ale jeszcze nie mogę, bo muszę skończyć grę i muszę wypić jeszcze tutaj sobie resztkę kawy, wypalić papierosa, a później pójdę spać”. I później Wiktor wchodzi na ciemną stronę księżyca. Nie ma z nim kontaktu. I później z drżeniem serca, gdzieś w okolicach godziny 15, 16 dzwonię i wtedy jest takie napięcie. Czy się Wiktor zbudzi, czy nie zbudzi? Na ogół się budzi. Jak się nie budzi, to mam sporo stresu. Stresów nawet. I co Wiktor robi? Jaki pierwszy napój połyka, jak się budzi?
Kawa. Oczywiście, że tak. Czyli bez kawy nie ma życia. Ja myślę, że tak nagadaliśmy się już tak dosyć sporo.
[01:08:58] - Warto by było, żeby Ivellios przeczytał kawałek z tej książki, żeby dać historię Etiopii.
[01:09:06] - Bo nasze gadanie jest o wszystkim i o niczym, a warto sobie przybliżyć to, co w Etiopii jest naprawdę zajmujące, piękne i niezwykłe. A zatem Marku, oddajemy ci głos. Prosimy o pierwszy fragment książki Jędrzeja Majki.
[01:09:28] - Nowa Jerozolima. Dla Etiopczyków to miasto jest święte. Lalibela położona na wschód od jeziora Tana, na pograniczu wyżyna Abisyńskiej i kotliny Danakilskiej jest jednym z głównych ośrodków kultu Kościoła etiopskiego. W średniowieczu miasto nazywało się Roha. Była to tętniąca życiem stolica królestwa dynastii Zagwe, obejmującego tereny dzisiejszej Etiopii od X do XIII wieku. Pod koniec XII stulecia nazwa została zmieniona na Lalibela na cześć wielkiego władcy, który rozkazał wydrążyć w wulkanicznych skałach niezwykłe kościoły. Po tym, jak muzułmanie zablokowali drogi pielgrzymkowe do Jerozolimy, król chciał tu stworzyć nową Jerozolimę. Jak głosi legenda, przyszłego króla natychmiast po urodzeniu otoczył rój pszczół, a matka nazwała go Lalibela, co oznaczało, że pszczoły uznają jego zwierzchnictwo. Lalibela wyrósł na pobożnego chrześcijanina. Miewał objawienia i prorocze sny.
Podczas jednego z nich aniołowie zabierają go do nieba przed oblicze Boga. Wówczas otrzymuje zadanie wybudowania świątyń ku Bożej chwale. Kościoły mają być zbudowane na podobieństwo tych, które widzi we śnie. Inna legenda mówi, że we śnie król odbył podróż do Jerozolimy i dlatego postanowił zbudować swoje święte miasto. Po obu stronach rzeki, którą nazwano Jordanem, zbudowano 10 kościołów. Król sprowadził najlepszych budowniczych z Jerozolimy i Aleksandrii. Przez kolejne 20 lat świątynię buduje ponad 40 tysięcy robotników. Lalibela zebrał kamieniarzy, cieśli i innych, a anioły przyłączyły się do pracujących i pracowały z nimi w dzień, a nocą zaś podwójną pracę wykonywały, jaką ludzie za dnia poczynili. Czytamy w XV-wiecznym manuskrypcie. Po śmierci Lalibeli w 1212 roku wdowa po nim zbudowała 11.
kościół ku jego pamięci. Każdy z 11 kościołów jest inny. Jedynie kilka z nich to monolity. Inne są częściowo uzupełnione cegłami lub skalnymi blokami. Co ważne, świątynie połączone są systemem podziemnych korytarzy. Kościół Odkupiciela Świata uważany jest za największy na świecie kościół monolityczny, jak i wykutą w skale, a najsłynniejszym spośród tych 11 jest wykuty na planie symetrycznego krzyża kościół Świętego Jerzego. Świat dowiedział się o tym niezwykłym miejscu w XVI wieku, kiedy portugalski ksiądz Francisco Álvares napisał, że wątpi, by ktokolwiek uwierzył w to, co starał się zawrzeć w swoim opisie. Rzeczywiście widok jest niesamowity. Dodatkowo w kościołach przechowywane są etiopskie krzyże liczące po kilkaset lat. Podziwiamy też nieliczne malowidła i freski, jakie zostały po spustoszeniu, którego w XVI wieku dokonały wojska muzułmańskie podczas toczącej się 30-letniej wojny muzułmańsko-etiopskiej.
Skalne kościoły Lalibeli w 1978 roku zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Mimo upływu lat ta duchowa stolica Etiopii pozostała najmniej znanym cudem świata. Wciąż skrywa wiele tajemnic. Jedna z nich dotyczy Arki Przymierza. Na każdym kroku słychać, że na pewno tu kiedyś była, ale dziś należy jej szukać faksom.
[01:13:07] - Tak. To pierwszy fragment dotyczący Etiopii, cudów, które tam można odnaleźć. Mnie zainteresowała wzmianka, kiedy czytałem ten fragment książki, mówiąca o tym, że te kościoły wykute w skałach są połączone ze sobą podziemiami. Człowiek ma coś w sobie takiego, że wszędzie by chciał, żeby ryte były te podziemia.
[01:13:49] - A przynajmniej tworzy takie mity, bo myślimy, że mity to jest daleka, odległa przeszłość i coś przenoszone. Mity są tworzone na bieżąco przy każdej czynności ludzkiej. Lecimy na Księżyc, już na gorąco są tworzone mity na ten temat. Czy oni tam rzeczywiście byli, co robili i tak dalej.
[01:14:19] - I jak w studio Kubrick nakręcał te sceny.
[01:14:22] - Tak. Te mity są tworzone bez przerwy. Podziemia. Ja pamiętam w Bydgoszczy, kiedy byłem członkiem, pomieszkiwałem w klubie Baanu, dzisiejszy budynek Uniwersytetu imienia Kazimierza Wielkiego. Ten budynek w czasie wojny był siedzibą Gestapo, a właściwie więzieniem. Był budowany w kształcie hakenkreuz, cały z lotu ptaka można było to obserwować. Taka była struktura, czyli jedno skrzydło było niedokończone, niedobudowane jeszcze i skończyła się wojna. W każdym razie było budowane. Siedziba Gestapo znajdowała się na ulicy Poniatowskiego, tam gdzie w tej chwili jest komenda policji. Czyli wszystko się trzyma kupy.
[01:15:23] - Ale jeszcze żeby było ciekawiej, to muszę ci wtrącić, że przed wojną tam z kolei w tym budynku stacjonował kontrwywiad polski skierowany przeciwko Niemcom. Jeżeli ktoś oglądał „Pogranicze w ogniu”, ten serial, to pamięta taki odcinek, gdzie Polacy jeździli wzdłuż linii kolejowej na tym odcinku, gdzie pociągi z Rzeszy podróżowały do Wolnego Miasta Gdańska. Polacy jechali wzdłuż torów i tam przetrząsali pocztę niemiecką, która była przesyłana do Wolnego Miasta Gdańska. Rzeczywistość wyglądała troszeczkę inaczej niż na filmie. Film musiał być oczywiście bardziej sensacyjny. Niemniej jednak warto wziąć pod uwagę, że ten budynek wywiadu, który się znajduje w Bydgoszczy, z tego jeszcze był znany, że Niemcy, kiedy wkroczyli do Bydgoszczy, znaleźli w gabinecie tamtejszego dowódcy wizytówkę z pozdrowieniami dla nich od niego, bo on był oczywiście jako ich główny wróg poszukiwany, który im tyle krwi napsuł, więc przekazał im serdeczne pozdrowienia. Ale wróćmy do podziemi.
[01:16:47] - Akurat Niemcy wkraczający do Bydgoszczy to dosyć śmieszna rzecz, bo oni tu zawsze byli.
[01:16:53] - Nie, ale te oddziały.
[01:16:56] - Wehrmacht jakiś tam z Rzeszy przyszedł, ale Niemcy byli tutaj zawsze. Trochę ich dzisiaj brakuje nawet, natomiast przynajmniej chociaż porządek jest dobry. Natomiast zwróćcie uwagę, jak ciągłość mitów, bo to być może są mity. Być może podziemnego przejścia tam nie było, ale jednak jakoś musiano tych skatowanych więźniów z tego Poniatowskiego dostarczać 150, 200 metrów dalej. Nie ulicą przecież na widoku publicznym. Jednak prawdopodobnie było podziemne przejście, którym transportowano. Potem to przejście na pewno było używane również przez UB, gdyż potem w tych samych pomieszczeniach znowu, w tych samiutkich, gdzie Gestapo trzymało swoich delikwentów, potem UB trzymało akowców po prostu pokrwawionych i doznanych, że tak powiem, w więzieniach. Czyli my mamy pretensje do jakichś tam systemów politycznych, a one przejmują, to są spadkobiercy zwykle.
[01:18:12] - Mnie coś innego zafascynowało w tym, bo kiedy jest mowa o tych podziemiach łączących poszczególne kościoły w Etiopii, to ja sobie uświadomiłem, że my mamy w ogóle jako ludzie coś takiego w sobie, że wszędzie szukamy podziemi. Poproszę w Bydgoszczy, żeby drugi przykład. Podobno gdzieś w średniowieczu istniał tunel pod Brdą, który łączył Stare Miasto.
[01:18:35] - No istniał.
[01:18:35] - Podobno istniał. Co w Toruniu było? W Toruniu podobno istniał tunel, który pod Wisłą łączył Zamek dybowski z katedrą Janów.
[01:18:55] - Na pewno był jeszcze jeden tunel pod Wisłą, gdyż jedna połowa Torunia była praworządna, porządna, a po drugiej stronie Wisły Toruń powstał przez to, że zostały tam dziwki zesłane i one tam założyły miasto tylko dlatego. I prawdopodobnie porządni torunianie musieli się przemykać, żeby ich żony nie widziały pod rzecznym tunelem na prawą stronę Wisły.
[01:19:37] - Przyznam, Wiktorze, że mnie zadziwiasz. Zaraz powiem, jak to, przynajmniej według historyków, wyglądało. Dlatego się tak śmiałem. Ten tunel, który podobno łączył zamek dybowski oraz ten kościół Janów. Dlaczego on był taki dziwny? Otóż trzeba sobie uświadomić, że Wisła to było miejsce i Toruń to było miasto krzyżackie. Tam był zamek, zniszczony później, potężna twierdza krzyżacka, duże mury obronne, a po drugiej stronie, tam, gdzie jest zamek dybowski, jego resztki właściwie, tam funkcjonowała osada założona przez Polaków, przez króla. Wściekłość Krzyżaków polegała na tym, że mogli patrzeć przez Wisłę. Tam chodziło o cła, o różne inne. Jak zwykle o kasę chodziło oczywiście.
Cały numer polegał na tym, że zdarzyło się tak, że to nie względy polityczne, krzyżacko-polskie wchodziły w grę, tylko sami mieszczanie toruńscy wybrali się pewnego dnia złupieżą wyprawą na drugą stronę rzeki, żeby zrobić porządek z mieszkańcami po drugiej stronie. To jeszcze nie był Toruń. Dzisiaj tam jest dzielnica, która się bodajże Podgórz nazywa, ale wtedy tam nie było nic poza niewielką osadką, która później została przeniesiona terytorialnie. Całą mieścinę przeniesiono. W każdym razie wybrali się ludzie z miasta Torunia, żeby tam zrobić porządek. Zwykłą wyprawę łupieżą urządzili. Te wszystkie legendy o tunelu pod Wisłą okazały się na tyle nośne, frapujące jak każda opowieść o podziemiach, że nawet mnie skłoniły, żeby w jednym z samochodzików umieścić. I stąd się wziął pierwszy mój samochodzik, czyli „Pan Samochodzik i toruńska tajemnica”. Tam się wszystko kręciło. Między innymi oczywiście wokół tego tunelu, który podobno pod Wisłą się ciągnął.
Sam nie wiem, czy to w ogóle jest prawdopodobne. Ale zauważ, że właściwie w Polsce nie ma większej, a nawet mniejszej miejscowości też, żeby się jakieś podziemia tam nie przewijały w opowieściach.
[01:22:24] - Tym Polska się bardzo upodabnia do Etiopii, bo w Etiopii okazuje się, że 1000 lat wcześniej tak samo musiały istnieć podziemia. Tak samo zresztą jak jeszcze wcześniej w Egipcie między jedną piramidą a drugą, albo między jednym sarkofagiem a drugim sarkofagiem musiała być, bo jeszcze ktoś w tym sarkofagu przeżył z tej mumii.
[01:22:50] - Zadam pytanie z „Ferulka Kiepskiego”. Ale po co? Po co te podziemia? Mam takie niejasne podejrzenia, że podziemia stały się dla ludzi synonimem tajemnicy, czegoś ukrytego i w związku z tym co trafisz do miasteczka, to jedna z pierwszych opowieści, na którą trafisz w miejscowych podaniach, to o tym, że coś z czymś gdzieś było połączone jakimś tunelem.
[01:23:23] - Ja to umotywuję bardziej racjonalnie, Marku. Otóż my pochodzimy od jaskiniowców i ten instynkt jaskiniowca dalej w nas tkwi. My bez przerwy szukamy jakiejś jaskini i ciemności i tak dalej, bo tam jest fajnie, tam jest ciekawie, tam pod ziemią, gdziekolwiek. To jest nasze naturalne środowisko, chociaż żeśmy z tego wyleźli.
[01:23:50] - Ale jak, kurczę, z jednej strony opowiadamy tu ludziom, że gdzie my z Etiopii, tam nasi przodkowie pochodzili, gdzie słońce, piękna przyroda, a ty mi tutaj o jaskiniach opowiadasz. Ja cię przepraszam, po prostu mam dysonans poznawczy.
[01:24:08] - Zwróć uwagę. Morze mieli u góry, ale było aż za gorąco. Kuli te klasztory i kościoły w kamieniu, bo tam było chłodno przynajmniej. Przynajmniej było chłodno. Prawie tak samo jak w krzyżackim zamku.
[01:24:25] - Dobra, punkt dla ciebie. W każdym razie zauważ, my w ogóle mamy coś takiego, że lubimy zamknięte obszary, zamknięte podziemia. To jest taki nasz teren, po którym się lubimy poruszać. Skoro już o tym mówimy, to wspominałem gdzieś na początku naszej dzisiejszej audycji o maszynie wieczności. I o tym, że w jakiś sposób jest powiązana z opowieścią o Arce Przymierza, to teraz chyba czas na chwilę chociaż wspomnieć o tej dziwnej nazwie, o tym dziwnym urządzeniu i o tym, czym tak naprawdę ta Maszyna Wieczności była. Bo pamiętasz, powiedziałeś, że Arka Przymierza była pewnym symbolem. Coś tam przechowywano, ale tak naprawdę jej rola ograniczała się do tego, żeby być symbolem. Gdzieś tam, tak jak mówiłem, mówiono o tym, że to był ten radioodbiornik do pogaduszek ze Stwórcą. A pojawiła się jeszcze jedna przynajmniej koncepcja. Tych koncepcji było więcej, ale pojawiła się taka koncepcja.
Ona pojawiła się, z tego, co pamiętam, ja w każdym razie znam ją z tej książki. Właśnie książka była zatytułowana „Maszyna wieczności", panów Johannesa i Petera Fibaka. Fibak chyba się oni nazywali. I oni ukuli taką teorię, że Arka Przymierza to tak naprawdę jest jeden z dowodów na ingerencję kosmitów, ingerencję obcych w rozwój ziemskiej cywilizacji. Otóż wyobrazili sobie oni to w ten sposób mniej więcej, że Arka Przymierza to było urządzenie do produkcji manny. Zasilane reaktorem jądrowym. Ktoś mógł powiedzieć: „No tak, a jak tą mannę tam produkowali?" No więc panowie sobie obaj wykombinowali to w ten sposób, grubą książkę na ten temat napisali. Wykombinowali sobie w ten sposób, że to był taki agregat, który pomagał mnożyć się glonom. Bodajże chorelli, o ile dobrze pamiętam. I ona się tak mnożyła, później ta maszyna ją suszyła i tym Izraelitom serwowała jako mannę.
Co więcej, takie historie lubią się napędzać same, bo panowie oczywiście ukuli, oni nawet narysowali na podstawie różnych opisów, tak zwanego starca. Naszkicowali nawet, jak ta maszyna miałaby wyglądać. Rozrysowali to dosyć szczegółowo. Wszystkich zainteresowanych zachęcam do spojrzenia do książki. Ja tutaj w tej chwili Wiktorowi pokazuję, jak ta maszyna miała wyglądać. Wiktor się śmieje. W każdym bądź razie, ale dlaczego o tym opowiadam?
[01:27:43] - Płaczę.
[01:27:45] - Płacze ze śmiechu w każdym bądź razie.
[01:27:48] - Marku, jak mówiłeś o tej mannie, ja spróbuję to też zracjonalizować. Ja wiem, jak wyglądała w takim razie ta maszyna do produkcji manny, bo każdemu człowiekowi ze zdrowym rozsądkiem na pewno jest oczywiste, że manna była po prostu zwykłym śniegiem na pustyni, który sobie prószył.
[01:28:14] - No tak, ale to mi wytłumacz, dlaczego czytamy w źródłach mniej więcej coś takiego, że synowie Izraela jedli mannę przez 40 lat, aż przybyli do ziemi zamieszkałej. Jedli mannę, aż przybyli do granic ziemi Kanaanu.
[01:28:31] - Jedli mannę, bo na pustyni nie było nic do picia, tylko ten śnieg tam prószył po prostu. Natomiast ja teraz sobie się powygłupiam, ale otóż bardzo prosto skonstruować urządzenie do produkowania manny z nieba, czyli płatków śnieżnych. Wystarczy jedna rurka. Jeżeli dmuchasz w tą rurkę, poruszasz tam gorące powietrze. Z drugiej strony to powietrze, jeśli jest właściwy wymiar rurki, właściwy wylot, rozprężając się ochładza. Jeśli będziemy z właściwą siłą dmuchali w tą rurkę, oczywiście nie przy użyciu płuc, to rozprężające się powietrze z drugiej strony rurki będzie prószyło śniegiem po prostu. Czyli tam chodzili ci Izraelici i dmuchali w rurkę czy w trąbę.
[01:29:26] - Ale czym oni dmuchali?
[01:29:27] - Powietrzem.
[01:29:28] - Ale czym? Mówisz, że nie za pomocą płuc?
[01:29:31] - Niewidocznie mieli taką maszynę po prostu do dmuchania w rurkę.
[01:29:35] - Widzisz, maszyna do dmuchania w rurkę.
[01:29:37] - Był niepotrzebny reaktor atomowy.
[01:29:39] - No nie, to musieli mieć. To znowu jest dowód na ingerencję obcych. Sam chyba przyznasz. Ale nie, dobrze, ktoś powie, że sobie jaja robimy i tu z poważnej teorii naukowej, a w każdym razie paranaukowej się nabijamy. Ja nie wiem, jak naprawdę było, ale ja chcę pokazać na podstawie tej interpretacji, czym była Arka Przymierza. Chcę pokazać, jak się mnoży historia. Otóż podobno ta Arka, znaczy kiedy zginęła ta maszyna do produkcji manny, czy właściwie Arka Przymierza, wtedy kiedy zginęła, to została ukryta w podziemiach świątyni jerozolimskiej i tam sobie stała, aż w Ziemi Świętej pojawili się Europejczycy. Nastały wyprawy krzyżowe, czyli już minął jakiś spory szmat czasu i podobno na tę maszynę do produkcji manny, czyli Arkę Przymierza, natknęli się templariusze. I dalej ciągną panowie Fibakowie, że jak oni się na nią natknęli, to zrozumieli, że nastąpił jakiś kontakt. Jak oni sobie to tłumaczyli?
Trudno mi sobie wyobrazić, jak sobie ci rycerze zakonnicy tłumaczyli kontakt z inną cywilizacją. Przyznam, że trochę mnie to przeskakuje. Ale załóżmy. Podobno przywieźli tę maszynę, bo to nie jest koniec historii. Ja wiem, że dzisiaj już mnie ktoś nienawidzi za to, że sobie z poważnej teorii robię jaja, ale już tak zostanę w tej konwencji. Podobno ją przewieźli do Europy i podobno Filip Piękny im tak zazdrościł tej maszyny, bo nie wiedział, czym ona jest, ale już im zazdrościł, że ich później aresztował i popalił. Ale oni na szczęście zdążyli tę maszynę wyekspediować do Kanady. Tam popłynęli. Są na to dowody. Panowie to przytaczają.
Są na to dowody. Jest sporo tych dowodów. W każdym razie przytaczają takie mianowicie, że w Stanach Zjednoczonych oraz w Kanadzie można znaleźć budowle, których nie zbudowano po przybyciu Krzysztofa Kolumba, bo Kolumb w ogóle nie dotarł tak naprawdę do Ameryki. Ale dobrze, po Kolumbie nie zbudowano, ponieważ wtedy już się tak nie budowano, że takie budowle mogły powstać tylko i wyłącznie za czasów templariuszy. Ale to byłoby wszystko pikuś. Bo gdzie oni tę maszynę wieczności, czyli maszynę do produkcji manny schowali?
[01:32:29] - Ja wiem, gdzieś w okolicach Cieśniny Beringa, bo tam ona jest do dzisiaj zmrożona.
[01:32:34] - Nie. Ja wiem, to ta teoria ze śniegiem, to by tak pasowało. Otóż nie. Panowie Hibbagowie wyobrazili sobie, aha, jeszcze dla niepoznaki oni tę maszynę wieczności nazwali Świętym Graalem, żeby zupełnie już wszystko pomieszać. Nazwali ją Graalem i oni tego Graala ukryli na Wyspie Dębów. Sobie wyobraź, na Wyspie Dębów. Kto jest zainteresowany historią Wyspy Dębów to polecam, bo ja nie jestem właściwie w stanie całej tej historii przytoczyć, bo ta Wyspa Dębów znajduje się w pobliżu Nowej Szkocji, czyli po drugiej stronie od Cieśniny Beringa. Nowa Szkocja. Tam przez przypadek, kiedyś, dawno temu zaczęto kopać dziurę w ziemi. Już skrócę tę historię, bo ta historia Wyspy Dębów to też jest cała historia, książkę by można o niej napisać.
Zaczęto kopać dziurę i tak ją kopano, kopano, kopano. Kolejni ludzie ją kopali coraz głębiej, coraz głębiej. Coraz tam już byli blisko, już prawie odkryli i ciągle im to zalewało albo zasypywało, albo cholera wie co jeszcze się z tym działo. W każdym razie Wyspa Dębów do dzisiaj pozostaje tajemnicą, ale tam ta maszyna na pewno wieczności jest. Czyli Arka Przymierza została odnaleziona. Po co ta przydługa historia w moim wykonaniu, w dodatku nieco kupiącym? Otóż ja chciałem pokazać dzięki temu, jak rodzą się historie i jak w gruncie rzeczy prosto jest skonstruować historię. Otóż ci templariusze gdzieś tam w podziemiach świątyni wygrzebali, znaleźli, przechowali, przenieśli, później schowali, a do dzisiaj tego wszystkiego szukamy.
[01:34:21] - A teraz tak: dwóch autorów napisało książkę.
[01:34:26] - To bestseller.
[01:34:27] - Bestseller.
[01:34:28] - Bestseller absolutny.
[01:34:29] - Czyli tak: mnóstwo ludzi to czytało. Wydawca zarobił kasę, autorzy też zarobili kasę. My dzisiaj o tym opowiadamy. Zobaczcie, jak maszyna pędzi.
[01:34:41] - Wieczności. To jest maszyna wieczności.
[01:34:42] - Maszyna wieczności. Mit, który po prostu z pokolenia na pokolenie przechodzi.
[01:34:48] - Ale ja ci powiem coś jeszcze. Ci autorzy to jest taki wzajemny napęd, bo ci autorzy zafrapowali, zainspirowali ludzi. Oni najpierw naszkicowali tę maszynę, później się pojawili ludzie, którzy nawet zaczęli budować modele owej maszyny wieczności. Wykonywali ją z metalu, plastiku i jeszcze kilku innych rzeczy. Nawet odgrażali się, nie wiem, czy to zrealizowali w końcu, ale odgrażali się nawet, że skonstruują model działający. Nie wiem, skąd wezmą reaktor czy wzięli reaktor. Niemniej jednak tak się odgrażali. Ja sobie, o ile sięgnę pamięcią, jeden z tych konstruktorów, który taką maszynę próbował zbudować na podstawie opisów autorów, których przytaczamy. On się nazywał George Sasson chyba. Chyba Sasson.
To był jeden z tych autorów. Drugiego już niestety nie pamiętam. W każdym razie zobacz, jak się toczy historia, jak się buduje historię. My natomiast właściwie jesteśmy zobowiązani dzisiaj, żeby potoczyć naszą historię w inną stronę. Bo o ile zwolennicy teorii maszyny wieczności, czyli Arki Przymierza jako maszyny do produkcji manny sugerują, że ona się znalazła na drugim kontynencie, na kontynencie amerykańskim i tam na Wyspie Dębów została ukryta przez tych templariuszy głęboko pod ziemią, kilkadziesiąt metrów. Oni ją tam zakopali i jeszcze skonstruowali ogromną, jak to templariusze, bo oni nic innego nie robili, tylko konstruowali różne podziemia i zapadnie oraz inne konstrukcje takie architektoniczno-geodezyjno jakieś tam. W związku z czym zbudowali też cały system ochrony tej skrytki na Wyspie Dębów. My musimy jednak pożeglować w inną stronę, w kierunku, o którym już dzisiaj wspomnieliśmy, w kierunku Aksum i w każdym razie miejsc w Etiopii, w których podobno Arka jest ukryta. I to byłby chyba ślad, którym powinniśmy podążać. Niech mi wszyscy ci, którzy uwierzyli i którzy skłonni są przychylić się do teorii panów Fibagów wybaczą, ale ja tego nie kupuję mimo wszystko.
Chociaż przyznaję, że czyta się książkę, nie wiem, czy z wypiekami na twarzy, ale jest interesująca. Mnie zainteresowała głównie z tego powodu, że to jest dla mnie studium nawijania historii. Myślę, że każdy, kto ma jakieś ambicje pisarskie, powinien po to sięgnąć. Bo jeśli to nawet nie jest prawda, moim zdaniem nie, to znakomicie się to czyta. Znakomicie powstaje historia. Wiesz, co mnie jeszcze zadziwiło w tej książce? Ja to widziałem niby wcześniej, ale to taka marna ta moja wiedza była, bo nic z niej nie wynikało. Dopiero po przeczytaniu książki pana Majki uświadomiłem sobie, że ludzie z Europy, którzy przybyli do Etiopii w XVI wieku na przykład, zaraz powiemy, w jakich okolicznościach, musieli być w ciężkim szoku. Kiedy przybyli z chrześcijańskiej, cywilizowanej podówczas Europy do jakiegoś dzikiego afrykańskiego kraju. I co tam zastali?
Kwitnące chrześcijaństwo tak naprawdę. Przecież te kościoły nie powstawały tak sobie tam bez sensu. I nie dlatego Arkę się przechowuje podobno w Etiopii, że tam w ogóle dziki kraj i pełna pustynia. To właśnie dlatego, że tam chrześcijaństwo trwało. Ono się troszeczkę zmieniło oczywiście. Dlaczego nastąpił ten kontakt? Między innymi dlaczego nastąpił kontakt pomiędzy Etiopią a Europą? Otóż wspomniany już najazd muzułmanów spowodował, że chrześcijanom zrobiło się w tej Etiopii niekomfortowo i oni poprosili Portugalczyków w XVI wieku o pewną interwencję, o pomoc. A co to sprawiło? Że Portugalczycy tu przybyli, znaczy nie tu, a tam przybyli, to najpierw przeżyli szok ci wszyscy, bo oni spodziewali się, że tak jak wszędzie poza wojskiem wyślą, wojskiem czy jakąś taką misją, nazwijmy to wojskową podówczas, prześlą również niezbędnych ludzi w takim czasie, czyli ludzi...
[01:40:06] - Misjonarzy.
[01:40:07] - Misjonarzy. Uciekło mi to słowo. Widzisz, to starość już się przejawia w ten sposób, że prześlą misjonarzy, a ci misjonarze to właściwie nie mieli tam co robić. Z tego zapału misjonarskiego to się skupili na tym, żeby skłonić mieszkańców Etiopii, żeby przeszli na katolicyzm, ponieważ chrześcijanie to byli, ale tak się z papieżem czuli słabo związani. To ich przekonali, żeby się nawrócili na tę jedną właściwą wiarę. Z tamtych czasów, ale właściwie nie z tamtych, bo mówiliśmy o XVI wieku. Z rozmowy naszej wynika, że ciebie zafrapował wiek XVIII i pewien pan, który wówczas tam krążył.
[01:40:51] - Przede wszystkim to trzeba sobie wyobrazić, my dzisiaj możemy wsiąść w samolot, polecieć sobie do Etiopii, obejrzeć to, co zrobił, okolice tych, którym fotki zrobił...
[01:41:04] - Jędrzej Majka.
[01:41:05] - Jędrzej Majka i tak dalej. Możemy sami to naocznie dotknąć po prostu praktycznie. Natomiast jeśli sobie wyobrazimy Europę w wieku XVII, początki zupełnie, jaki to był świat, jaki to był kraj. Jeśli wiek XVIII naprawdę wiele się różni od wieku tam XVII, to tylko tym, że ten szkocki podróżnik mógł przez Morze Śródziemne przepłynąć do Egiptu jakimś parowym statkiem.
[01:41:42] - Nie no, parowym jeszcze nie.
[01:41:43] - Parowym jeszcze nie.
[01:41:44] - Chyba nie jeszcze.
[01:41:45] - Jeszcze nie, ale już prawie.
[01:41:47] - Ale już prawie był parowy, tylko jeszcze żagle.
[01:41:49] - Tak. Natomiast ten świat był zupełnie dzikim światem. To znaczy gdzieś ta Afryka z drugiej strony. Zresztą co szkocki podróżnik porabiał przez kilkanaście lat, wędrując po Afryce, po tej Etiopii, pisząc książki.
[01:42:07] - Ale on w ogóle do Etiopii nie pojechał. On był ciekawy, gdzie się Nil zaczyna i szukał źródła Nilu Błękitnego.
[01:42:14] - Mnóstwo ludzi w tym czasie z Europy trafiło do Etiopii, szukając Nilu Błękitnego albo Białego, albo innego. W tym samym czasie Polacy zajmowali się i Rosjanie pędzeniem, a nie szukaniem Nilu. I przeżyli dłużej może. Natomiast w tamtym czasie była to nieprawdopodobna siła. Nieprawdopodobna zupełnie rzecz, że ludzie potrafili wędrować po świecie, zagłębiać się w jakieś takie chaszcze zupełnie dziwne, które nagle się okazywały, że my, ja powiem bardziej tak zabawnie. Niedawno w którejś audycji, omawiając książkę polskiej science fiction, wspomnieliśmy opowiadanie Marka Oramusa „Przedmurze”. W którym była przedstawiona Polska jako przedmurze chrześcijaństwa w Europie współczesnej. Natomiast zwróćcie uwagę, że kiedyś to przedmurzem chrześcijaństwa w całym świecie między chrześcijańskim a muzułmańskim była Etiopia. I to dużo wcześniej niż jest dzisiaj, niż jest Polska chrześcijańska i jasnogórska. Etiopia była pierwszym przedmurzem, który toczył walki z muzułmanami, który przeżył te walki, który przetrwał, zachował swoją kulturę, zachował swoją religię.
Wcale nie dzięki misjom portugalskim, dzięki pomocy.
[01:44:07] - Zdecydowanie.
[01:44:08] - Tylko dzięki właściwie samodzielnej obronie. I to również pamiętajmy, jak widzimy tych chrześcijan, to co prawda oni na tych obrazkach przedstawiają Noego z białą brodą, ale oni sami, Etiopczycy, są ciemnoskórzy. Co prawda, jak się spojrzy na jedno ze zdjęć, gdzie jest matka z dzieciątkiem na targu w książce Majki, natychmiast można skojarzyć sobie polską Madonnę z Ostrej Bramy, która również jest ciemnoskóra.
[01:44:46] - A co ta z Częstochowy nie jest ciemnoskóra?
[01:44:50] - Właśnie ta.
[01:44:50] - Mówisz o Ostrej Bramie.
[01:44:52] - A!
[01:44:54] - Tak bywa. Czasami się kręcą. Mnie się też kręcą te różne fakty.
[01:45:00] - Ja po prostu na starość wpadłem na pomysł, żeby gadać, co mi ślina na język przyniesie i nie zawsze uda się trafić właściwie.
[01:45:12] - Tak. Ale wiesz co? Powiem jeszcze jedną rzecz. Zastanawiam się, jak wygląda, jak pisze i czy w ogóle jest etiopski Marek Oramus, który o tym przedmurzu pisze.
[01:45:24] - On by dopiero mógł napisać historię etiopską.
[01:45:29] - Właśnie się zastanawiam. Bo jaki Marek Oramus jest, to my przynajmniej wiemy z Wiktorem. Dla mnie to jest człowiek dużej elokwencji. Bardzo go lubię słuchać. A Wiktor ostatnio się pastwił nad jego opowiadaniem.
[01:45:47] - Ale nad opowiadaniem, nie nad Oramusem.
[01:45:49] - Nie, absolutnie nie. Dlatego mówię, żeby nas trochę rozróżnić. Ja będę podziwiał jego kwiecistą mowę, a ty będziesz krytykował jego opowiadania. Ale to jedno, rozumiem, tak?
[01:46:01] - Tak.
[01:46:02] - To jedno. Wiesz co? Powiem tak, że to jest chyba też dobry moment, żeby oddać głos Markowi, ale zanim mu oddamy ten głos, to ja się przypomnę jeszcze tylko tym naszym konkursem dotyczącym poprzedniej książki, którą przedstawialiśmy dwa tygodnie temu, a mianowicie „Mentalista Hitlera”. Książka Gervasa Posadasa. I powtórzę tylko: każdy, kto chciałby tę książkę od nas otrzymać, mamy dwie sztuki, więc nie jest ich za dużo, ale każdy, kto chciałby taką książkę otrzymać, to zapraszam na portal www.bibliotekarium.pl. Tam na samej górze jest takie duże okienko z różnymi obrazkami, które się zmieniają. Proszę poczekać, aż się pokaże książka Posadasa „Mentalista Hitlera”, kliknąć, pokaże się artykuł i pod tym artykułem można pisać komentarze. Proszę napisać każdy, kto chciałby tę książkę mieć, niech napisze dlaczego. Dlaczego go ta książka zainteresowała? Dlaczego chciałby ją mieć?
Może to być nawet argumentacja, że chciałby ją mieć po prostu pod choinką, bo chciałby mieć jeden prezent więcej. Więc prosimy o takie wpisy. Dajemy na te wpisy tydzień do następnej audycji, a konkretnie do ABW 6. Czyli w przyszłym tygodniu w piątek o 20:00 zamykamy listę. To będzie koniec zgłaszania swoich wpisów i każdy, kto takiego wpisu dokona, jego głos zostanie wzięty pod uwagę podczas narady naszego szacownego gremium, podczas której to narady wybierzemy dwóch laureatów, którym te książki prześlemy. To tyle tytułem rekomendacji, jeśli chodzi o nasz mały konkursik, ale z cennymi nagrodami, bo w końcu książka jest solidna zarówno pod względem objętości szaty graficznej, jak i w gruncie rzeczy ceny, jak sobie tutaj spoglądam. Więc żeby już nie mnożyć słów, których i tak mnożę dosyć sporo, proszę Marku o kolejny odcinek książki Jędrzeja Majki.
[01:48:18] - Tajemnicze wyspy, klasztory. Jezioro Tana to największe i najwyżej położone jezioro w Etiopii. Jego powierzchnia, około 2800 kilometrów kwadratowych, zmienia się w zależności od pór roku i ilości opadów, a wysokość nad poziomem morza to 1800 metrów. Tutejszy krajobraz niewiele zmienił się od czasów biblijnych. Jezioro otoczone jest dziewiczym lasem deszczowym. Nie dziwi więc fakt, że to raj dla ornitologów.
[01:48:48] - Żyje tam ponad 820 gatunków ptaków, z czego 34 endemicznych. 596 z nich przebywa w Etiopii cały rok, a 224 sezonowo. Od wieków głównym środkiem transportu po jeziorze są tradycyjne łodzie o nazwie tankwa. Dzieci pływają nimi do szkół, a dorośli przewożą towary na sprzedaż. Łodzie wyplatane z papirusa są wytrzymałe. Nadają się do przewożenia nawet ciężkich ładunków. Jak twierdzą naukowcy, są one takie same, jak te, jakie budowano przed tysiącami lat. Jezioro Tana zyskało sławę w połowie XVIII wieku za sprawą szkockiego podróżnika i pisarza Jamesa Bruce'a, który ponad 12 lat podróżował po północnej Afryce i Etiopii. W 1770 roku wyruszył w okolice Tany na poszukiwanie źródeł Nilu Błękitnego. Podobnie jak większość współczesnych mu badaczy uważał, że Nil Błękitny jest głównym nurtem Nilu, a Nil Biały mało staczającym dopływem.
Tak znalazł się w Etiopii. Jednak prawdziwą sławę Tana zawdzięcza nie przyrodzie. Na 19 spośród 37 wysp jeziora Tana znajdują się kościoły i klasztory etiopskiego Kościoła ortodoksyjnego. Większość z nich pochodzi z XVII wieku, ale rodowód części z nich sięga początków chrześcijaństwa w Etiopii. Niektóre z nich są także miejscem pochówku abisyńskich władców. Jak głosi tradycja, na wyspie Tana Kirkos Maryja schroniła się z dzieciątkiem Jezus w drodze do Egiptu. Wedle podań zostawiła tu naszyjnik, którym do dziś opiekują się mnisi. W tutejszych skarbcach przechowywane są także bezcenne krzyże, manuskrypty i korony etiopskich władców. Najstarsze zachowane egzemplarze Ewangelii przetłumaczone na język ge'ez pochodzą z XIII wieku. Sprzyjający klimat z niewielkimi wahaniami temperatury w ciągu doby sprawił, że stare księgi i tkaniny przetrwały w dobrym stanie.
Nieduże zielone wysepki są gęsto porośnięte lasem. Znad gęstwiny od czasu do czasu wyrastają kopuły kościołów. Te często niepozorne budowle to konstrukcje z gliny i drewna. W sąsiedztwie kościołów znajdują się wykonane z tych samych materiałów tokule, które pełnią rolę klasztorów. Niektóre wyspy mogą odwiedzać tylko mężczyźni. W kilku miejscach przepisy są tak restrykcyjne, że nawet zwierzęta muszą być płci męskiej. Żyjący na wysepkach mnisi zajmują się uprawą kawy, cytrusów, handlują drewnem, a nawet wytwarzają piwo. W każdym klasztorze jest skryba dokumentujący codzienne życie. Wszystko wciąż jest spisywane i ilustrowane ręcznie. Klasztory na jeziorze Tana są czynne do dziś i uważane za miejsca święte.
W przeszłości były nie tylko ośrodkami kultu, ale i nauki. Prowadziły własne szkoły teologiczne. Niektóre z nich działają nadal. O niezwykłości tego miejsca świadczy jeszcze jeden bardzo ważny fakt. Według tradycji na jednej z wysp przez 800 lat przechowywana była Arka Przymierza. Nim w IV wieku została przeniesiona przez króla Ezana do Aksum.
[01:52:12] - O właśnie. I to jest kolejny ślad tego, że gdzieś za Arką podążamy i że może niekoniecznie jednak templariusze wywieźli ją gdzieś do Kanady.
[01:52:25] - A przynajmniej w jednym z kościołów Aksum.
[01:52:32] - Do tego dojdziemy jeszcze dzisiaj.
[01:52:35] - Ta Arka Przymierza rzeczywiście podobno istnieje. Jest przechowywana cały czas.
[01:52:43] - Wiesz co, jak tak słyszałem jeszcze to, co czytał Marek, to się zastanawiam, jak Maryja do Egiptu, jak ona przez Etiopię, Holender, to strasznie daleko miała.
[01:52:55] - Ale wiesz, a ten szkocki podróżnik Bruce co? Ze Szkocji miał jeszcze dalej. Też wędrował.
[01:53:03] - Ale on nie szukał dopływu miejscowej szkockiej rzeki, tylko szukał Nilu. To gdzie miał szukać? W Szkocji?
[01:53:12] - Chodzi o odległości. Zresztą w tym albumie Majki jest zdjęcie, jak się w Etiopii podróżuje. W Etiopii się chodzi pieszo, nawet wielkie odległości. Zresztą nieprzypadkowo Etiopczycy są wyśmienitymi długodystansowcami na olimpiadach i mistrzostwach świata. Dlatego, bo tam nogi są używane, w przeciwieństwie do nas, którzy wolimy kółka, nie?
[01:53:43] - Nie, też używamy. Wciskać te wszystkie pedały w samochodzie. Wiesz, ile to jest wciskania? Szczególnie w mieście, jak musisz ciągle biegi zmieniać.
[01:53:54] - Jak jesteśmy przy samochodach, to ja lubię sobie żartować, ale teraz będę naprawdę bardzo poważnie. Każda wiara po prostu potrzebuje swoich wyznawców. Otóż w czasie jednej z audycji, którą żeśmy tutaj prowadzili, była mowa o czymś. W pewnym momencie była mowa, ocierało się to o 10 przykazań. Wpadłem na pewien pomysł i chciałem od razu, ale wtedy się ugryzłem w język, bo mówię bzdury, sobie wymyślam. Ale wtedy wróciłem do domu, zacząłem przemyśliwać sprawę. I będzie dosyć poważnie. Nie wiem, co na to współcześni filozofowie, a jeszcze nie wiem, czy nie wywarzam otwartych drzwi, co na to średniowieczni teologowie. Ale ja chyba wpadłem na pomysł, co zawierała tak naprawdę Arka Przymierza. Otóż my dzisiaj mówimy o Arka Przymierza.
Co to jest Arka Przymierza? To jest opakowanie, to jest ta skrzynka, która jest nieważna, bo nie ma zupełnie sensu. Ważna jest jej zawartość. Zawartość miała się składać przede wszystkim wyjściowo z dwóch tablic, które otrzymał Mojżesz z dziesięcioma przykazaniami od Boga. I teraz moja dedukcja będzie taka: dziesięć przykazań jest to pewna instrukcja obsługi, tak jak Marku twojego samochodu, instrukcja obsługi człowieka albo społeczeństwa, jak się należy zachowywać, jakie prawa należy przestrzegać, czego się trzymać w życiu i tak dalej, żeby społeczeństwo istniało, żeby człowiek mógł się rozwijać, żeby zachować pewną racjonalność bytu. Otóż my matrycę, która była ukryta, tych dziesięciu przykazań, żeśmy stracili. Zgubiliśmy ją. W tej chwili to, co my mamy, to jest z przekazów ustnych, z tłumaczeń i tak dalej, z tego, co Mojżesz sam spisał i tak dalej niby, ale to są tłumaczenia. Nie znam hebrajskiego, nie znam greki, nie znam łaciny, żeby tłumaczyć, jakie były kolejne rodowody tłumaczeń pewnych słów, które kiedyś na tamtych dziesięciu tablicach były zawarte. Ale chciałem zwrócić uwagę na jedną rzecz, na którą wszyscy zresztą zwracają uwagę.
Otóż jest pewien paradoks dziesięciu przykazań. Ten paradoks polega na tym, że siedem z nich dalszych dotyczy, ja mówię wprost, instrukcji obsługi. To jest „nie kradnij, nie zabijaj” i tak dalej. To jest instrukcja obsługi zachowania społeczeństwa albo człowieka. Natomiast trzy pierwsze są o wiele bardziej abstrakcyjne. One dotyczą Boga, a przynajmniej to słowo Bóg jest tam wymawiane.
[01:57:30] - Coś ci powiem. Wiesz, to jest ciekawe, bo rozdzieliłeś 10 przykazań na trzy plus siedem. To jest dlatego takie ciekawe. Dlatego ci się wtrącam, bo nawet w ikonografii znajduje to pewne potwierdzenie. Żeby sprawdzić to, co mówię, wystarczy w tej chwili wklepać sobie w Googlu w części Grafika zwrot „kamienne tablice”. I można zauważyć, że o ile na niektórych przedstawieniach te tablice rysuje się tak: na jednej tablicy pięć i na drugiej pięć przykazań, to jednak dosyć często spotyka się takie oto przedstawienie, że pierwsze trzy przykazania są na jednej tablicy, a siedem pozostałych na drugiej. Myślę, że wpadłeś na pewien ciekawy trop i już się zamykam. Milczę w 13 językach, a ty kontynuuj.
[01:58:28] - A teraz ja powiem, jak długo żeśmy dzisiaj w audycji mówili o powstawaniu mitów na bieżąco, w trakcie rzeczy, które się dzieją, które się zdarzają i tak dalej. Otóż mity powstawały również wtedy, kiedy Mojżesz zstępował z góry Synaj po to, żeby dostarczyć swoim Izraelitom tę instrukcję obsługi. Ja pierwszy na trop pewnej rzeczy, którą za chwilę wyłuszczę, wpadłem, kiedy moja córeczka powiedziała mi, że muzułmanie mają właściwie tylko Koran, który jest właściwie takim prawniczym dokumentem. Tylko prawo wyłożone. A my chrześcijanie, my również spadkobiercy Mojżesza mamy dużo więcej, a przynajmniej zupełnie coś innego. Otóż mi się wydaje, że nieprawda. My również wyjściowo mieli absolutnie czystą, tak samo jak Koran, instrukcję obsługi. Tam w ogóle nie było mowy o Bogu. Zawsze przestrzegałem szczególnie drugiego przykazania: „Nie wymieniaj imienia Boga nadaremno”. Dlaczego?
Po kolei. Mojżesz zstępuje z Synaju, gdzie skonstruował przepisy. My chyba nie docenialiśmy. Spadkobiercy Mojżesza nie doceniają w ogóle Mojżesza. To był bardzo mądry człowiek, który po prostu w pewnym sensie przemyślał i podsumował to, co jest potrzebne, żeby ci Izraelici mogli przeżyć. I od czego on w tym momencie zaczyna? My dzisiaj mamy w przekazie: „Nie będziesz miał innego Boga przede mną”. To jest pierwsze przykazanie. Wydaje mi się, że jest to przetworzenie Nieprawdziwe, tak samo jak drugie i trzecie przykazanie. Otóż załóżmy, że nie używamy słowa Bóg, gdyż mamy tylko słowo nauczyciel.
Co robi Mojżesz, zstępując z góry Synaj? Pierwsze przykazanie do narodu żydowskiego jest takie: „To jest prawo, które będziecie przestrzegać. To jest najważniejsze i jedyne prawo. I ja jestem jego nauczycielem, a nie pan Żelkowski, ani pan Żwikiewicz, ani ciocia Marysia. Tylko ja, Mojżesz. To prawo, macie go przestrzegać”. To wyraża to pierwsze przykazanie.
[02:01:45] - Ale mówi to w imieniu Boga.
[02:01:47] - Nie wiemy tego. W imieniu Boga, być może dlatego, żeby podnieść wagę tego, żeby ci, do których mówi, po prostu się przestraszyli.
[02:02:04] - Ale ja nie mówię tego, że on naprawdę mówi w imieniu, ale to jest powiedziane z punktu widzenia takiego jakby-
[02:02:10] - Poczekaj Marku, nie wiemy, bo żeśmy zgubili matrycę tych 10 przykazań. Ja nie wierzę w słowo, słowo pisane jest strasznie zmienne i podlega ewolucji. Ale dajmy na to, że pierwsze przykazanie jest dokładnie takie: „Ja jestem nauczycielem, a to jest prawo, które macie przestrzegać. Nie ma innego prawa ani innego nauczyciela”. To wyraża pierwsze przykazanie. Przechodzimy do drugiego: „Nie będziesz miał innych bogów przede mną”. Proszę bardzo, co jest w zrozumieniu i dzisiejszych ludzi, i współczesnych i-
[02:02:58] - „Nie będziesz miał bogów przede mną” to było pierwsze. Teraz jedziesz z drugim, czyli nie będziesz brał imienia?
[02:03:03] - Nie będziesz brał imienia Boga, nie używał imienia Boga nadaremno. Otóż co jest w zrozumieniu współczesnego człowieka największym zagrożeniem cywilizacyjnym i było na pewno elementem mądrości Mojżeszowej? Otóż zwróćcie uwagę, przysłuchajcie się temu przykazaniu. „Nie będziesz używał imienia Boga nadaremno”. Co to jest? To jest ostrzeżenie przed inflacją. Każde nadużywanie czegokolwiek prowadzi do inflacji. Inflacja nie dotyczy tylko pieniądza. Inflacja dotyczy wiary, wiedzy, etyki, moralności, wszystkiego. Powiesz raz „psiat twoja mać”, ale są lepsze, dźwięczniejsze słowa, to jest jeszcze wzruszające.
Powiesz to drugi raz i już jest łatwiej, a potem możesz przeklinać bez przerwy.
[02:04:09] - Puszczać bąki spokojnie.
[02:04:11] - Oczywiście. Raz zdradzisz żonę, to jest problem, ale za drugim razem już będzie lekko i łatwo, a za trzecim to już w ogóle nie ma żadnego problemu. To jest problem inflacji. Nie nadużywaj imienia Boga nadaremno. To samo jest z Bogiem. Nie szastaj tym imieniem, bo to się dewaluuje problem, dewaluuje się waga. Bóg przestaje być Bogiem. Problem inflacji musiał być w tamtym czasie i był na pewno, przynajmniej dla narodu żydowskiego, jak najbardziej wiarygodnym problemem.
[02:04:56] - Dobra. Dwa przykazania przerobiłeś. To jak jest z tym trzecim?
[02:05:01] - A z trzecim tak samo prosto. „Pamiętaj, żebyś dzień święty święcił”. Co to znaczy? Co masz robić? Masz robić coś takiego: święci dzień, czyli pewną abstrakcję stosować w praktyce. Otóż tak, masz wszystkie przykazania, które dalej będą, i to również stosować w praktyce, a nie w teorii. My wszyscy bardzo lubimy teorię i zwykle to się teorią obchodzi. Natomiast tam w tych przykazaniach zawarte zostało polecenie, żeby rzeczy teoretyczne stosować w praktyce i to wszystko, co dalej nastąpi. I dopiero zwróć uwagę, przy tych trzech pierwszych krokach, przy tych pierwszych trzech założeniach i trzech przykazaniach, tak pomyślanych, jak ja to sobie w tej chwili skonstruowałem, bardzo chaotycznie zresztą, dopiero przechodzimy do prostej nauki przedmiotu. Dalej sobie nauczyciel wykłada: nie kradnij, nie zabijaj.
[02:06:18] - Czcij ojca.
[02:06:19] - Czcij ojca, matkę. Wszystko jest dokładnie tak samo jak w Koranie. Proste, jasne zasady. I tutaj być może albo waga problemu, ale mi się wydaje, że to raczej nie tyle waga, co po prostu Mojżesz prawdopodobnie napisał to i opisał słowami takimi, jakimi myślał. Natomiast przekaz z tego, jaki dotrwał do naszych czasów, to przepraszam bardzo, myśmy musieli dwóch tysięcy lat, żeby znaleźć słowo inflacja. Myśmy dopiero musieli dwóch tysięcy lat, żeby znaleźć takie słowa jak teoria i praktyka. Ale w praktyce to wszystko kiedyś też już było. To przerabiali i Egipcjanie, i Babilończycy wcześniej. Mojżesz też niczego nowego nie wymyślił.
[02:07:18] - To ja mam dla ciebie pytanie od szydercy z naszego czata. Szyderca ciebie pyta, co autor Drugiej jesieni sądzi o przykazaniach, ale nie dla nas, a dla kosmitów? No i brnij teraz.
[02:07:37] - Przykazania dla kosmitów. Każdy ma swojego Boga. Zwrócę na to uwagę jeszcze. Marku, dobrze, że mi tutaj szyderca wskoczył w słowo, bo zwrócę na jedną śmieszną rzecz uwagę. Jedyny Bóg Mojżeszowy zwraca się do ludzi pierwszym przykazaniem: „Nie będziesz miał innych bogów przede mną”. Jeden jedyny Bóg nie może mieć tekstu o innych bogach, bo ci inni bogowie nie istnieją w wyobrażeniach ludzkich. Tu nie chodzi o bogów, tylko o prawdę, o prawa, o rzeczy. Bóg nigdy się nie zwróci do człowieka: „Nie miej innych bogów”, bo nie może być czegoś takiego.
[02:08:39] - Nie, ale poczekaj, tu już się z tobą nie zgadzam, bo równie dobrze istota wyższa może znać naturę. Znaczy na pewno zna naturę człowieka do tego stopnia, że wie, że jak człowiek ma odrobinę okazji, to sobie natychmiast jakiegoś złotego cielca skonstruuje. I to jest raczej przestroga przed tym, żeby sobie tych cielców nie konstruować. Słowo Bóg jest użyte w takim kontekście, w jakim jest użyte, ale to bardziej chyba o to chodzi, że my mamy naturalną tendencję do tego, żeby sobie konstruować złotego, srebrnego czy jakiegokolwiek cielca.
[02:09:17] - Przepraszam, złote cielce nie mają z Bogiem nic wspólnego, tak samo, jak takie przykazanie również nie ma z Bogiem nic wspólnego. To jest taka sama instrukcja obsługi jak Koran.
[02:09:29] - Okej.
[02:09:30] - Zwróć uwagę, że posiadanie przez muzułmanów zwykłej instrukcji obsługi, jaką jest Koran, nie przeszkadza im gorąco wierzyć w Boga, bo to nie ma nic wspólnego. Sztywne zasady prawne takie czy inne nie mają z Bogiem nic wspólnego.
[02:09:54] - Wiesz co? Ja powiem tak: o ile rozumiem twój wykład dotyczący przykazań i wcale nie wydaje mi się to takie odległe od prawdy, to tego przeskoku z islamem nie do końca rozumiem. Gdzieś tam te ludy Księgi, czyli Izraelici, chrześcijanie i w końcu muzułmanie z pewnego pnia się wywodzą, inaczej pewne rzeczy widzą, ale jednak pewne korzenie są wspólne.
[02:10:27] - Tak, tylko że korzenie są wspólne, ale dzisiejszy temat i ta książka dotyka właśnie Arki Przymierza, czyli rzeczy zgubionej. Muzułmanie niczego nie zgubili. Zgubili również to, bo Arka Przymierza dotyczy również-
[02:10:48] - Ich tradycji.
[02:10:49] - Ich tradycji, ale przynajmniej pozostała im skodyfikowana, prawna zasada zawarta w Koranie. My Koranu nie akceptujemy, natomiast myśmy akceptowali tylko dziesięć przykazań, natomiast żeśmy je zgubili.
[02:11:09] - Ale co się tak skupić na tych przykazaniach?
[02:11:12] - A potem przez dwa tysiące lat żeśmy tworzyli mity naokoło tego, co żeśmy zgubili.
[02:11:18] - Dobra.
[02:11:19] - No.
[02:11:19] - A jak skomentujesz chociażby Nowy Testament i poszczególne ewangelie?
[02:11:28] - Świadectwa apostolskie to jest zupełnie inna rzecz. To jest rzecz, która nie dotyczy dziesięciu przykazań, nie dotyczy judaizmu, tylko dotyczy Chrystusa.
[02:11:39] - A przepraszam cię bardzo, a Chrystus tłumaczy w Ewangeliach poszczególne przykazania.
[02:11:46] - Tłumaczy na tyle, na ile do niego dotrwały źródła.
[02:11:53] - A on się powołuje na autorytet boski. W końcu Syn.
[02:11:59] - Spoko, jak będziemy dosłownie. Ja mówię tak: jedziemy w tej chwili po Arce Przymierza, ale dalej nie nadużywajmy imienia Boga nadaremno i nie dotykajmy tutaj tematu Boga, bo to w tym momencie zawsze będzie-
[02:12:14] - Ja po prostu uważam, że jesteśmy w takiej sytuacji, że albo przejdziemy na tę stronę, w której będziemy uważać, że to wszystko są mity, podania i legendy i czy to będą muzułmanie, chrześcijanie, czy Żydzi, to i tak oni opowiadają jakieś bajki. Albo też te wszystkie przekazy, które otrzymały poszczególne ludy, są mniej lub bardziej prawdziwe, ale dotykają czegoś prawdziwego.
[02:12:49] - Marku, jak mówisz o tych przekazach, to mi się przypomina. Spójrzcie, zajrzyjcie do tej książki Majki. Tam są zdjęcia. Wrócimy do tego owocu kawy. Różowy, czerwony, żółty, pomarańczowy, śliczny. Na drzewach są całe grona owocu kawy. To jest owoc, Marku. Owoc mnie nie interesuje. Interesuje mnie zawartość tego owocu, czyli ziarno, z którego wszystko się wywodzi, a ziarno jest w tych dwóch połówkach kawy w środku zawarte. Owoc można wyrzucić.
Owoc jest bajką, legendą, która jest nabudowana po to, żeby zanęcić zwierzątka, żeby ten owoc zjadły. Natomiast ziarno dopiero, że tak powiem, człowiek nauczył się popijać.
[02:13:49] - Dobra, z tego, co mówisz, to tak naprawdę muzułmanie mają ten właściwy przekaz, a w każdym razie mają przekaz nieco bardziej bezpośredni.
[02:14:07] - Nie. Bo oni też stracili 10 przykazań, natomiast po prostu oni mają bardziej aktualną-
[02:14:16] - Wersję Windowsa.
[02:14:17] - Wersję Windowsa, dokładnie coś takiego.
[02:14:20] - Okej. Jeżeli w takiej przenośni, to możemy przynajmniej taką hipotezę roboczą postawić. Ale wiesz co? Cały czas dręczą mnie te podziemia dzisiaj. Widać mam jakiś taki nastrój.
[02:14:37] - Instynkt jaskiniowca.
[02:14:39] - Instynkt jaskiniowca. Zawsze czułem, że we mnie coś demoniczno-jaskiniowego gdzieś się pałęta. Ale wiesz co? Tak jeszcze przyszło mi do głowy. Te podziemia. Zauważ, że nie mogę sobie odpuścić prawie żadnego odcinka „Bibliotekarium”, żeby nie wspomnieć czegoś o science fiction. Zresztą nie jest ci przykro, więc wytrwale z tego korzystam. Powiem tak: rzeczywiście ja się o tyle przychylam do tego, że my lubimy jakieś ciasne pomieszczenia. Zobacz, to się nawet wiąże z dzisiejszym tematem. Arka.
Mówiłeś na początku o arce Noego, a motyw arki w science fiction, takiego wielkiego statku podróżującego z jednej części wszechświata do drugiej, jest też motyw częsty. Ale to byłoby banalne, gdybym powiedział, że to arka, i to arka. W końcu rozmawiamy o zupełnie innym przedmiocie. Rozmawiamy o Arce Przymierza. Ale ja nawiązuję do tych podziemi. Zobacz, te wszystkie arki przedstawiane w literaturze SF właściwie składają się prawie wyłącznie z korytarzy. To akurat nie są podziemne przejścia. To są korytarze olbrzymich statków kosmicznych. Mamy takie tytuły, rzućmy czymś z rękawa. Jest Brian Aldiss, „Non Stop”.
To klasyka, absolutnie polecam, tylko w dobrym tłumaczeniu. Lepsze jest tłumaczenie z lat 70., bo do tego, które się ukazało w 90. mam zastrzeżenia. Ale to taka prywata. Książka pozostanie książką. To jest w ogóle bardzo fajna historia. Ale następna. Wspomniany Marek Oramus.
[02:16:36] - Oramus też.
[02:16:37] - „Senni zwycięzcy”.
[02:16:38] - To też sobie frunął. Ale ja pamiętam z dzieciństwa jeszcze coś takiego jak „Obok Magellana”.
[02:16:44] - O, właśnie! Też arkowe.
[02:16:48] - I Bronisław Huberman też coś takiego pisał.
[02:16:50] - Cała trylogia. „Proxima”, „Zagubiona przyszłość”, „Kosmiczni bracia”. Dalej.
[02:16:54] - Czyli co jest?
[02:16:55] - A jeszcze, Marek, czekaj. Ann Wog, „Misja międzyplanetarna”.
[02:16:59] - Tak. Czyli zagraża ziemi coś albo jest kataklizm. Pakujemy wszystko do arki i wynosimy się gdzieś na jakieś zadupie, bo tu dla nas miejsca nie ma.
[02:17:10] - I lata całe żyjemy w ciasnych korytarzach, gdzieś tam się pałętamy. I arka oczywiście się pojawia. Powiem ci, że to jest dla mnie zadziwiające, że my się zawsze w jakieś ciasne pomieszczenia wkręcamy.
[02:17:28] - Akurat jeszcze pół biedy ciasne pomieszczenia, ale Izraelici to te babilońskie niewole, faraonskie niewole, wszystkie niewole. Oni nie tylko w ciasne pomieszczenia, ale jeszcze w ciasne pomieszczenia z kajdanami, że tak powiem, się pakowali. Wiesz po co? To był mandat. Po to, żeby się wyzwolić.
[02:17:51] - Nikt tak nie potrafi korzystać z wolności jak ten, kto wcześniej był uwięziony.
[02:17:59] - Tak.
[02:17:59] - Coś w tym jest. Polacy też coś o tym wiedzą.
[02:18:02] - Tak. Dzięki temu żeśmy przetrwali prawdopodobnie, że nas zniewalano.
[02:18:06] - Od czasu do czasu.
[02:18:07] - Gdyby nas nikt nie zniewolił, to byśmy się tak samo na drobne, że tak powiem-
[02:18:14] - Rozmienili.
[02:18:14] - Rozmienili, jak się rozmieniają dzisiaj Belgowie i Holendrzy, których nawet Juliusz Cezar nie podbił. Ich nikt nie podbił i dlatego oni są właściwie dzisiaj żadnymi nacjami.
[02:18:26] - „Quarum unam incolunt Belga, alia Aquitani, tercia, qui ipsorum lingua Celta, Nostra Galli appellant”. Tak sobie przypomniałem, żeby się popisać. Też się lubię popisać. Się języki zna, się ma i się z dzieciństwa pamięta. W każdym razie z wczesnej młodości. Okej. Wiesz co? Teraz dojdziemy do takiego fragmentu książki Majki, w którym będzie już mowa o miejscu przechowywania tego artefaktu. Aksum to, nie wiem, jak to nazwać, takie miejsce magiczne. Do pewnego stopnia oczywiście.
Skoro tam się znajduje taki przedmiot niezwykły jak Arka Przymierza, skoro tam trafił w niewiadomych okolicznościach, a właściwie częściowo wiadomych, bo Kto byłby zainteresowany, to istnieje taki odcinek „Samochodzika”. Powiem od razu, że nie napisany niestety przeze mnie i zazdroszczę autorowi, ale z tego, co pamiętam, mogę się mylić, napisał ją pod pseudonimem Pilipiuk. Jest taki odcinek „Pana Samochodzika”, właściwie taka książka tego cyklu, w którym mówi się o Aksum, o tym, że Arka jest tam przechowywana. Bardzo fajna historia, ale w ogóle to jest taka historia znowu. W ogóle Arka Przymierza to jest jakaś taka strasznie-
[02:20:07] - Jak tak mówisz i tak kręcisz się naokoło, to oczywiście jest dzisiaj legenda, że w Aksum, w tym kościele jest ta Arka przechowywana. I teraz ja mówię, że to jest też jakiś owoc, ale ziarno gdzieś tam też musi tkwić. Ta legenda się z powietrza nie wzięła. Nie ma legend, które się biorą z powietrza i zupełnie z niczego i do niczego nie prowadzą. Coś musiało tam tego, co dzisiaj tam jest i na ile to jest prawda, to nie wiadomo. I być może to wszystko jest tylko owocem i tym mitem. Natomiast-
[02:20:49] - Ale jak się za chwilę przekonamy, to opieka nad tą Arką, jeśli ona tam w ogóle jest, a tym bardziej jeśli tam nie ma, to w ogóle jest pewien paradoks, że opieka wymaga od opiekunów, od mnichów olbrzymich poświęceń.
[02:21:11] - Każda wielka rzecz wymaga poświęceń. Nie ma czegoś takiego, że wielkość będzie za darmo.
[02:21:22] - A wiesz, czego mi w tych wszystkich historiach brakuje? O Aksum i zarówno trudno wymagać od autora książki, w gruncie rzeczy takiej przyczynkarskiej, geograficzno-podróżniczo-przyczynkarskiej, ale też u innych autorów czego mi brakuje? Znowu pytanie od Ferdka Kiepskiego: po co? Po co ta Arka? Po co? Dobrze, ewakuacja Arki z miejsca, w którym była wcześniej. Ale co oni właściwie zamierzają z tą Arką zrobić? Jakbyś tak miał puścić wodze fantazji, to po co oni ją tam trzymają i czemu ona posłuży? Bo idąc twoim śladem, tego, co powiedziałeś, to przecież oni, gdyby nam tę Arkę zwrócili, pokazali, zaprezentowali, to tak naprawdę zwróciliby nam ten kod, to co utraciliśmy, czyli ten nasz utracony szyfr.
[02:22:18] - Niestety, mam wrażenie, że cokolwiek dotkniemy tego tematu, to zawsze mi się będzie pojawiała piosenka Skaldów o króliczku.
[02:22:33] - Tak? O to chodzi, myślisz? Żeby gonić króliczka?
[02:22:36] - Żeby gonić króliczka. Nie żeby go złapać, nie żeby go mieć, nie żeby posiadać, tylko żeby gonić po prostu. Arka po prostu, jeśli jest taka, jaka jest, to jest po to być może, żebyśmy ją gonili przez jeszcze parę tysięcy lat. Jak ją złapiemy, to będzie nasz koniec.
[02:22:54] - Tak myślisz? To mało optymistyczne.
[02:22:57] - Jak to? Gonitwa nam daje szansę. Ściganie, szukanie, domyślanie się, interpretowanie. Jakby Arka nagle się okazała, że jest w tym miejscu na Wyspie Dębów albo w Aksum pod kościołem, to by była wielka strata dla cywilizacji, bo byśmy ją mieli. I co byśmy teraz szukali? O czym byśmy książki? Pilipiuk by nie miał o czym książki napisać.
[02:23:27] - Ale spokój, jest pełno tajemnic, o których można pisać, jak nie byłaby Arka. Słuchaj, skoro jest-
[02:23:34] - Ale ona jest prawie najważniejszą.
[02:23:36] - Słuchaj, przecież już były doniesienia i to całkiem poważne. Pilipiuk notabene też książkę o tym napisał, o Arce Noego, która gdzieś tam, powiedzmy, w Turcji leży.
[02:23:48] - Widziałem zdjęcia na wzgórzu Araratu.
[02:23:51] - Nasi słuchacze na pewno też widzieli.
[02:23:54] - Ale wiesz, zwróć uwagę, w tej chwili wszyscy ścigają również nie tylko Arkę Noego, a ścigają również Bursztynową Komnatę. Po całej Europie szukają wszyscy.
[02:24:06] - Ileż to pięknych literackich historii powstało.
[02:24:09] - Tak, normalnie ilu ludzi jeszcze na tym kasę zrobi po prostu.
[02:24:13] - Ilu pisarzy jeszcze nie napisało książek o odnalezieniu Bursztynowej Komnaty.
[02:24:18] - A odnajdą ją w Polsce, w Świętokrzyskich Górach na pewno, bo tam też na pewno jakaś wersja będzie, w Bydgoszczy pod tym uniwersytetem, bo tam gestapo albo NKWD też gdzieś ukryło.
[02:24:31] - Ukryło.
[02:24:32] - Nie ma szansy. Żyjemy i to jest, wiesz, co to jest? To jest cały czas ten owoc kawy przed moimi oczami. Piękny, kolorowy, ładny. To jest nasza kultura i nasze tego. A ziarno gdzieś tam jest dla smakoszy.
[02:24:51] - Okej, to ja myślę, że jest czas na ostatni odcinek książki Jędrzeja Majki. Marku, prosimy zatem o historię o Aksum.
[02:25:05] - Strażnicy Arki Przymierza. Wszystkie drogi prowadzą dziś poszukiwaczy Arki Przymierza do Aksum. To miasto legenda. Deszcz złota, pereł i srebra padał na Aksum przez osiem dni i nocy. Czytamy w jednym z mitów w księdze Aksum. To pierwsza stolica Etiopii. Tu dokonywano koronacji wszystkich etiopskich władców. Stąd królowa Saba wyruszyła na spotkanie z królem Salomonem. I ponoć właśnie tu powrócił Menelik z Arką Przymierza. I jeśli wierzyć kapłanom z Aksum, właśnie tu od wieków jest ona przechowywana.
Bo trudno pogodzić się z tym, że Arka, wyjątkowa relikwia judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, mogłaby zniknąć tak bez śladu. W ciągu wieków pojawiały się różne teorie, mniej lub bardziej prawdopodobne. „Dziwnym wydaje się” — pisał w XVII wieku filozof żydowski Baruch Spinoza — „iż Pismo nie mówi nam nic o tym, co stało się z Arką Przymierza. Nie można jednak żywić wątpliwości co do tego, że przepadła ona lub też spłonęła wraz ze świątynią”. Czy jednak wyjaśnienie to nie jest zbyt proste? Zbyt oczywiste? Przypadek Aksum wyróżnia się na tle wszystkich hipotez. Tu Arka Przymierza jest nie tylko zagadką z przeszłości, ale jest wciąż obecna w świadomości wiernych, a kościół pod wezwaniem Matki Bożej Syjonu jest jedynym miejscem na świecie, o którym mówi się, że naprawdę posiada Arkę Przymierza. Świątynia ta jest symbolem miasta. Zajmuje centralne miejsce zarówno w tym prawdziwym, jak i mitycznym świecie.
Wiele starożytnych etiopskich pergaminów opisuje świątynię jako miejsce uświęcone. Kościół Matki Bożej Syjonu zbudowano w XVII wieku w miejscu zniszczonej wcześniej świątyni pochodzącej z IV wieku, prawdopodobnie pierwszej świątyni chrześcijańskiej w Afryce. Świątynię ufundowaną przez cesarza Fasilidesa i cesarzową matkę Woizero konsekrowano w 1655 roku. Dziś obok niej stoi drugi kościół pod tym samym wezwaniem. Zbudowano go w 1964 roku z inicjatywy cesarza Haile Sellasie I. Między świątyniami znajduje się kaplica tablic, gdzie zgodnie z tradycją przechowywana jest Arka Przymierza. Strzeże jej dziś jeden człowiek, mnich wskazywany przez swojego poprzednika. Gdy tylko staje się strażnikiem Arki, przebywa z nią do swojej śmierci. Usłyszeć można tu historię o strażniku, który dowiedziawszy się, że został wybrany, uciekł w góry. Złapano go i siłą doprowadzono.
Przykuto łańcuchem, aby nie uciekł po raz kolejny. Potrzebował czasu, by zrozumieć, jaki spotkał go zaszczyt. Wybranemu mnichowi nie wolno wyjść poza otaczające go ogrodzenie. Jedzenie przez płot podają mu inni mnisi, bo nikomu prócz niego nie wolno wejść do środka. Nikt też nie może ujrzeć Arki. Przekonanie o posiadaniu Arki Przymierza jest bardzo mocno zakorzenione w etiopskiej tradycji. Każdy tutejszy kościół posiada własną kopię Arki Przymierza określaną mianem tabot. Jest ona przechowywana w najświętszym miejscu świątyni. Etiopczycy głęboko wierzą, że Arka nadal istnieje i znajduje się właśnie w Aksum, gdzie pilnie strzeże jej mnich.
[02:28:44] - No i cóż, Wiktorze?
[02:28:48] - Bardzo mi się podobał ten przykład z tym mnichem, który musiał-
[02:28:53] - Zrozumieć, jaki spotkał go zaszczyt.
[02:28:57] - Ale jest to bardzo trywialny przykład zwykłego... Samo życie, że tak powiem, Mareczku. Zwykle to też tak trafiamy na tą jedyną swoją... Zostajemy przykuci na całe życie.
[02:29:15] - Ach, ty masz te skojarzenia, naprawdę podziwiam cię. Natomiast dzisiaj mi myśli krążą wokół jednego. Cały czas się zastanawiam, co by było, gdyby. Ja wiem, że to prymitywne ględzenie, ale zobacz. Gdzieś ta Arka dzięki książce Majki wydaje się tak blisko, że tylko ręką sięgnąć, żeby ją zobaczyć, żeby jej dotknąć. Przedmiot, który liczy sobie tysiące lat. Kurczę, nie korciło by cię, żeby coś takiego...?
[02:29:51] - Ja akurat mam taką dziwną naturę, że czasem wolę nie wiedzieć niż się dowiedzieć. Niewiedza jest o wiele ciekawsza od wiedzy, Marku. Niewiedza zmusza do poszukiwania. Wiedza obezwładnia. Jak wiem, to nie szukam. Szukam wtedy, kiedy nie wiem. Lepiej nie wiedzieć. Lepiej być może szukać.
[02:30:25] - To jakaś taka filozofia minimalna jest. Wiesz co? Patrz, jak wiem, znaczy inaczej, szukam, żeby wiedzieć. Dowiaduję się. Znajduję sobie nowy cel. I nowy. Kurczę, dlaczego nie odnaleźć akurat Arki? Wiesz co, ja się zastanawiam bardzo często i postawię taką hipotezę, że może dlatego tak dosyć ekstensywnie szuka się Arki, że jej znalezienie za dużo by nam powiedziało. Za dużo w sensie za mało. To znaczy nagle by się okazało, że to jakaś skrzynka naprawdę z drewna, w której leżą kamienne tablice.
I co? I nic.
[02:31:13] - I nic.
[02:31:14] - A my się tu spodziewamy na podstawie filmu Spielberga, że to jakaś machina niezwykła, boska niemal.
[02:31:21] - I będą fajerwerki.
[02:31:22] - Że fajerwerki będą, tak. Albo się spodziewamy, że to maszyna do produkcji manny, jak udowodnili Piłagowie.
[02:31:31] - Poczekaj, bo te niezwykłości tak zwanego pospólstwa, czyli nas wszystkich To nie są niezwykłości, które dotyczą na przykład specjalistów. Dla archeologów, dla filozofów takie błyskotki nie są wartością. Żadną zupełnie. Dla genetyków naprawdę nie musi się nic świecić. Ważne jest przestawienie albo sklejenie dwóch genów, dwóch literek, sklejenie ich przy pomocy jakiegoś wirusa, posłużenie się jakimś narzędziem. Tam nic pięknego nie ma, a efekt dopiero będzie.
[02:32:21] - Ale wiesz co? Ja prowadzę do czegoś innego. W swoim czasie, w latach 70. ukazała się taka książka lekko zahaczająca o fantastykę, może o baśń. Nosiła notabene tytuł „Smutek spełnionych baśni”.
[02:32:36] - Ja to czytałem, ale już nie pamiętam.
[02:32:38] - Wiesz co? Liczy się ten tytuł. W tym wypadku akurat liczy się ten tytuł, bo ja zastanawiam się, powiedziałem zresztą przed chwilą, że gdybyśmy tę Arkę znaleźli, to właśnie by się zjawił taki syndrom smutku spełnionych baśni. Bo powiedziałem, byłaby ta skrzynka, byłyby te tablice. I co? Nic. Ja się zastanawiam, czy ktoś mądry, może na tym polega mądrość mnichów z Aksum, że oni po prostu tej Arki światu nie dają. Bo co? Bo dzisiejszy świat, który spodziewa się fajerwerków, przeżyłby to. Podkreślam, przeżył.
Nie przeżył. Przeżyłby to. I co? I nic.
[02:33:23] - Ale ja ci dam porównanie z czymś. Ludzie grają w gry losowe, w jednorękich bandytów. Po co? Po to, żeby się dorobić złota i fortuny i stanąć na nogi. I wreszcie znasz bogatych albo słyszałeś o tych, którzy wygrali miliardy i zostali bogatymi ludźmi? Zwykle tracili je w dwa, trzy dni. Tak samo jak poszukiwacze złota, którzy znajdowali żyłę i po tygodniu umierali z głodu.
[02:34:05] - Może nie po tygodniu, ale słyszałem też historie ludzi, którzy wygrali duże pieniądze w toto czy w tamto i później się okazywało, że-
[02:34:17] - To było największe nieszczęście ich w życiu.
[02:34:21] - Ja wiem, że jak my tak sobie tutaj teraz gadamy o tym, to każdy się puka w czoło. Nie mają dwa dziady pieniędzy za dużo, to opowiadają o tym, że jakby mieli dużo, to by wcale nie chcieli, bo by zwariowali. Można i tak do tego podejść. Jest to przynajmniej dopuszczalne. Natomiast ja się rzeczywiście zastanawiam, czy to nie jest tak, znam historie przynajmniej dwie ludzi, którym odpaliło po prostu. Odpaliło z tego powodu, że-
[02:34:56] - Znaczy każdemu odpala. Ja nie wiem, dużo sobie żartuję, natomiast uważałem zawsze Izraelitów za bardzo mądrych ludzi, bardzo mądre społeczeństwo. Ja podejrzewam, że oni specjalnie tę Arkę zgubili po to, żeby następne pokolenia bez przerwy jej szukały, żeby do czegoś po prostu dążyły. I myślę, że oni mają rację, jeśli tak postąpili.
[02:35:32] - Mam do ciebie pytanie tutaj z czatu. Pytanie do pana Wiktora Żwikiewicza. Panie Wiktorze, to według pana zupełnie poważnie. Jaka wersja dziesięciu przykazań, inaczej jakiej współczesnej religii czy odłamu nawet w pojedynczym kraju jest najbardziej w miarę wierna pierwowzorowi? Prawdziwym dziesięciu przykazaniom, prawom. Ponoć tłumaczenia z hebrajskiego na polski oraz inne języki przykazań. Niestety nie mogę tego przewinąć. Przykazań. Współczesnej religii. Dobra, odpowiedz najpierw na to pierwsze pytanie, a ja postaram się to przewinąć.
[02:36:28] - To po prostu nie ma najmniejszego znaczenia. Po prostu wszystkie religie, te trzy wielkie religie, czyli judaizm, chrześcijaństwo i islam, po prostu te trzy wielkie religie europejskie czy okolic, że tak powiem, one wywodzą się z tego samego pnia i tutaj nie ma jakiejkolwiek wersji, nie ma najmniejszego znaczenia zupełnie.
[02:37:07] - Poczekaj, bo jest ciekawie dalej w tym wpisie, ja to tak zrelacjonuję, bo cały czas mam problem z przewinięciem, że podobno można to również tłumaczyć jako propozycja. Te przykazania jako propozycje, że macie tu 10 propozycji, nazwijmy, powiedzmy prawnych, jak możecie żyć, w jaki sposób możecie żyć godnie, w sposób prawy. Czy z tego skorzystacie, czy też nie skorzystacie, czy będziecie żyć w bezprawiu rozumianym jako grzechu, to jest wasz osobisty wybór i w zależności od tego, co wybierzecie, według jakich zasad będzie płynęło wasze życie, takie poniesiecie konse- Ewentualnie konsekwencje.
[02:38:00] - To do mnie przemawia, Marku. Nauka, która wynika z dziesięciu przykazań czy z tego, co zawiera Arka Przymierza. Kłóci się, nakaz prawny kłóci się z podstawową doktryną, z których się wywodzą te trzy religie. Bóg, który tworzył świat, dał człowiekowi wolną wolę. Czyli wolna wola nasza, to jest propozycja. Jeśli to jest propozycja, to zwróćcie uwagę, że ona jest o wiele bardziej demokratyczna niż współczesne prawo, bo współczesne prawo nie daje właściwie furtek wyboru. Czyli możesz je respektować albo nie respektować. Właściwie nie daje takiej możliwości. Wolna wola. O wolnej woli nie powinniśmy nigdy zapominać.
[02:39:16] - Od razu dla początku powiem, że to pytanie zostało zadane przez słuchacza podpisującego się jako Marku. Okej, myślę, że tyle jeśli chodzi o to pytanie. Ja cały czas będę jeszcze na chwileczkę chciał wrócić do tych podziemi, bo coś mnie dzisiaj te podziemia strasznie zafascynowały. Te kościoły wykute w skale i te łączące je podziemia jakoś wyraźnie dzisiaj skrzywiły mój ogląd świata. Bo ja jeszcze chciałem nawiązać, cały czas się przychylam chyba do tej twojej interpretacji jaskiniowej. Ale zobacz, poza arkami, o których mówiliśmy już przed chwilą, tymi podróżującymi przez wszechświat, my też mamy taką tendencję do tworzenia takich dziwnych miejsc, jak na przykład jakieś banki ziaren ukryte gdzieś w podziemiach, jakieś tunele pod Alpami, które później równie dobrze można interpretować jako wielkie schrony przeciwatomowe, które w dodatku są otwierane w towarzystwie niezwykle dziwnej ceremonii, która bardziej kojarzy się z przedstawieniem piekielnym niż z normalnym otwarciem. Więc my mamy naturalną tendencję do szukania gdzieś pod ziemią czegoś dziwnego, co nas pociąga.
[02:40:54] - Poczekaj, ty żeś mnie zaskoczył pewnymi skojarzeniami, ale ja sobie uświadomiłem w tej chwili, zresztą zawsze to mniej więcej kojarzyłem, że przecież my żyjemy w bardzo dziwnym miejscu na tym świecie. Żyjemy na Ziemi, chodzimy, stąpamy po ziemi. W tym świecie wszystko rodzi się z ziemi. Ale również jeśli chcemy cokolwiek ukryć, to kryjemy przede wszystkim w ziemi. Chowamy tam naszych zmarłych, przynajmniej w naszych obrządkach. Większość cywilizacji grzebała ludzi, poza puszczaniem z dymem jeszcze, też wartościowa rzecz, bo powietrze jest prawie takie samo jak ziemia. Czyli oddawanie ziemi, chowanie w ziemi, Marku, grzebanie, zakopywanie skarbów dla przyszłych. Zwróć uwagę, Bożeż mój, co robili ci tępieni przez nazistów w obozach Izraelici współcześni, kiedy w Oświęcimiu stali przed komorami gazowymi. Stali rozebrani, nędzy i jedyną rzecz, którą pamiętali, żeby jeszcze zagrzebać w ziemi pod sobą, tak jak stali, jakiś pierścionek, jakiś kawałek złota, który przechowali jeszcze w ciele. Chowanie w ziemi.
Może ktoś znajdzie, a może po prostu oddawanie ziemi, co jest jej własnością. Bo niczym innym jest grzebanie zmarłych, jak oddawanie ziemi, jej własności. Niczego innego jak zakopywanie w ziemi tych naszych. To jest własność ziemi, a nie nasza. I my jej oddajemy. Być może tą najcenniejszą rzecz, która stała się powodem powstania trzech odłamów tej samej religii, to oddaliśmy ziemi i gdzieś tam sobie spoczywa.
[02:43:23] - Może. Ja powiem tak: czytam sobie z pewnymi oporami, bo słabo mi się tutaj wyświetla nasz czat. Szyderca mnie pyta, jak jest u mnie z trzecim przykazaniem i ja się właściwie zastanawiam, czy nie czas iść już spać. Bo trochę się zastanawiam, czemu miałoby to służyć. Jak jest u mnie? Dobrze jest. Ogólnie jest nieźle.
[02:43:52] - Teorię w praktyce, tak?
[02:43:54] - Tak, teoria w praktyce. Zastanawiam się, czemu miałoby to służyć. Odpowiem tylko tyle, że jest nieźle, a przynajmniej się staram, żeby było nieźle. Cóż, Wiktorze, cóż możemy powiedzieć na koniec? Chyba tylko tyle, że-
[02:44:14] - Że ta książka daje mnóstwo rzeczy do pogadania po przeczytaniu jej i po obejrzeniu tego świata. A naprawdę myśmy wiele nie mogli mówić o urodzie Etiopii. A przede wszystkim należałoby mówić nie tylko o mitach związanych z tym krajem, ale również urodzie tego kraju, która jest wspaniała zupełnie. Zresztą tak samo jak Etiopia.
[02:44:46] - Tak. Myślę, że tak. Czytam jeszcze ostatnie wpisy tutaj. Znowu Marku: „Panowie, kurczę, co się niemal wszystkim dzieje? Jeśli tekst składający się z więcej niż trzech równoważników zdań jako komentarz budzi w was ironię, odrzuca od przeczytania i zastanowienia się, po co czytać elaborat mający 12 zdań. Na przykład lepiej autora obśmiać.”
[02:45:25] - Nie.
[02:45:25] - Ale przepraszam, myślę, że nikogo nie obśmialiśmy.
[02:45:31] - Nigdy się nie obudziło nawet takie uczucie.
[02:45:34] - Ja tylko mówię, że mam problem z przeczytaniem tego, ponieważ sprzęt, jak to się mówi, szwankuje. Natomiast nie sądzę, żeby Wiktor odpowiadając na pytanie cokolwiek obśmiewał. Natomiast jeśli są jakieś sugestie co do tego obśmiania, to będę wdzięczny, bo jakoś nie zauważyłem tego obśmiania. Wręcz przeciwnie, raczej przychylaliśmy się, Wiktor przynajmniej przychylał się do tej interpretacji odnoszącej się do propozycji. Także nie bardzo rozumiem skąd jakieś takie oburzenie naszego słuchacza.
[02:46:20] - Dociera do nas to, co chcemy, a nie to, co nadajemy zwykle. Może tak to jest. To jest niespecjalnie ważne.
[02:46:33] - Okej.
[02:46:35] - Zastosujmy w praktyce to, co w teorii pokazuje się za oknem. Za oknem jest ciemno, czyli zastosujmy w praktyce to, co ta ciemność nam przynosi.
[02:46:50] - Okej. Podsumowując, dla wszystkich tych naszych słuchaczy, którzy nie słuchają audycji ABW, bo ich ani pisanie, ani poznawanie cudzej twórczości związanej z opowiadaniami niespecjalnie interesuje. Dla wszystkich tych słuchaczy jak najlepsze życzenia. Zdrowych, pogodnych, wesołych świąt i dużo książek pod choinką, bo to w tej audycji chyba paść musi. Wszystkiego dobrego, zadowolenia, mało frustracji. Dla wszystkich tych, którzy ABW słuchają, to życzenia będą jeszcze w przyszłym tygodniu. Zapraszamy na kolejną audycję „Bibliotekarium” za dwa tygodnie. To będzie audycja szczególna, poświęcona autorowi, który całkiem niedawno zmarł. Nazywał się Krzysztof Derdowski i pewno to nazwisko znowu nie powie zbyt wiele naszym słuchaczom. A szkoda, bo to nazwisko-
[02:48:00] - Wiesz, jeśli słuchacz jest gdzieś z Wydawnictwa Literackiego w Krakowie, to natychmiast podskakuje na stołku, bo na pewno krzyczy od razu: „Wiem, wiem, wiem!”
[02:48:12] - Tak. Powiem tak, że Krzysztof Derdowski to człowiek takiej klasy, nazwałbym ogólnopolskiej. To człowiek, który miał trochę mało szczęścia ze swoją twórczością, z trafianiem pod strzechy.
[02:48:27] - Miał szczęście, ale jeżeli się pisze lekko, łatwo i przyjemnie, ale dosyć trudną jednak literaturę, to trudno szukać-
[02:48:39] - Ja nawiązuję do tego, że to był rasowy pisarz, który mniej dbał o to, żeby się promować, tylko bardziej dbał o to, żeby pisać dobre książki. Ja myślę, że ta literatura jeszcze do nas wróci, bo to tak na ogół bywa, że jak autor umiera, to się staje cenniejszy. To przykre jest, co mówię, bolnie, ale tak niestety jest, że najbardziej czytelnicy, a właściwie błąd, wycofuję. Najbardziej wydawcy zaczynają cenić autora, kiedy już nie żyje i nie trzeba mu płacić, a rodzinę można jakoś spławić ewentualnie. A Krzysztof Derdowski to jest pisarz, nazwijmy go z pochodzenia lokalny, bo tutaj gdzieś z okolic Bydgoszczy. Właściwie z Bydgoszczy po prostu. Ale pisarz o takiej klasie, której wielu tych bardzo poczytnych autorów mogłoby mu pozazdrościć. Klasie literackiej. Mówię o takiej klasie. Człowiek, który znał wagę, powagę i słowo, jakim jest, jakim potrafi być.
Jak to słowo może zamienić, zmienić czy też odmienić, żeby tak się zabawić słowem, ludzkie życie. Jak jest ono ważne, jak za pomocą tego słowa można rysować całe światy. Krzysztof Derdowski w ogóle zadebiutował bardzo późno, bo ja trzymam w tej chwili jego tomik, który zresztą posłuży nam za punkt wyjścia do mówienia o Krzysztofie Derdowskim. Jego tomik debiutancki, jeśli chodzi o prozę Tomik „Znikanie” to jest mała powieść, która była pierwszą prozatorską książką autora, bo on znacznie wcześniej wydawał książki poetyckie, krytyczno-literackie. Ale to była jego pierwsza powieść, wydana późno. Zbliżał się do czterdziestki. Powieść, która otworzyła worek z dobrą prozą. Krzysztof nie pisał niczego, co byłoby miałkie, co byłoby głupie albo takie dające się zbyć. To był rasowy pisarz, którego warto poznać, właśnie z tego względu, że nie jest specjalnie rozpropagowany.
[02:51:11] - Ty tak zachęcasz teoretycznie, ja zachęcę praktycznie do posłuchania-
[02:51:15] - Na to właśnie liczyłem przedłużając
[02:51:17] - ...tej audycji. Otóż opowiem taką anegdotkę. Kiedyś zostałem zaproszony na wielkie sympozjum literackie, gdzie różni pisarze odczytywali swoje fragmenty prozy, czytali wiersze i różne inne takie dyrdymały. Mnie również poproszono, żebym przeczytał jakieś swoje opowiadanie, więc walnąłem tam jakimś tekstem w miarę sprawnym i tak dalej. Ale jako człowiek słabowity, ledwo trzymający się na nogach starowinka, poprosiłem moje 18-letnie, gdzieś w tych okolicach, a jedna miała 18 dokładnie lat córeczkę, żeby mnie podprowadziły, podtrzymując pod łokcie. Podprowadziły mnie na to całe sympozjum, usiadły koło mnie. Wszyscy się gapili na nie, bo co ten starzec robi z tymi osiemnastkami i tak dalej. One siedziały znudzone na tym sympozjum i słuchały, ziewając sobie dyskretnie. Minęła jedna godzina, następne pół godziny minęło i w pewnym momencie wyszedł na estradę Krzysztof Derdowski. Zaczął czytać fragment swojej tej, nie?
Nagle skrzypnęły krzesła i słyszę od obydwóch: „O!". Mówię: „Co jest?". A one do mnie: „Kto to jest?". Ja mówię: „To kolega, pisarz. Ale on świetny tekst pisze". Zwróćcie uwagę, to był facet, który miał około pięćdziesiątki, a one miały po 18, 19, 21 lat najstarsza. To była młodzież jeszcze, która zareagowała, jak usłyszała z 20 czy 30 ludzi jednego człowieka. One go pierwszy raz w życiu na oczy widziały i pierwszy raz usłyszały jego tekst. I nagle co się okazało? Że to nie jest literatura dla starych pierdółów, jak ich tatuś, tylko dla nich.
Kiedy wyszedłem sobie potem z tej filharmonii na powietrze, żeby zapalić papierosa i zobaczyłem tam stojącego Derdowskiego, też odpalającego się, podszedłem do niego, podaliśmy sobie łapy, a moje córki patrzyły na mnie z ogromnym podziwem.
[02:54:00] - Tak. Krzysztof, inaczej.
[02:54:03] - To, żeby literatura była aktualna, to trzeba zobaczyć, jak na to reagują gówniarze. A one zareagowały na to bardzo mocno.
[02:54:11] - Powiem jeszcze jedną rzecz. Nie da się dzisiaj, żebyśmy tak zachwalili naszego autora, żeby kogokolwiek przekonać. On musi sam się obronić oczywiście. Myślę, że się obroni, bo ta proza jest aż gęsta od znaczeń, a jest po prostu dobra, płynna. Czyta się to wspaniale, co nie przeszkadza temu, co powiedziałem przed chwilą, że jest naprawdę prozą gęstą.
[02:54:45] - Wrócimy do tej naszej aktualnej książki i na tym chyba, Marku, kończmy.
[02:54:51] - Ale jeszcze jedną rzecz muszę powiedzieć.
[02:54:52] - Poczekaj.
[02:54:52] - Muszę powiedzieć.
[02:54:53] - Ta literatura jest tak samo gęsta aromatów jak kawa. Ale jest również przezroczysta, klarowna i czysta, ale również gęsta przez ilość aromatów, a nie przez mułowatość.
[02:55:14] - A jeszcze muszę powiedzieć to koniecznie, że naszym gościem będzie nie byle kto, bo profesor filozofii, prawdziwy profesor akademicki, doktor habilitowany, a przy okazji także poeta. I to taki niebanalny poeta, naprawdę z dużymi osiągnięciami. Pan profesor Marek Siwiec. Człowiek, który z Krzysztofem Derdowskim spędził sporo czasu na literackich dysputach.
[02:55:47] - Ja wiem, na wódce.
[02:55:50] - Pewno też, to się nie da wykluczyć, ale na literackich dysputach również, nawet takim kruszeniu kopii, bo panowie dyskutowali bardzo konkretnie, a byli przy okazji, myślę, niezłymi, świetnymi nawet przyjaciółmi. Dlatego zapraszamy na to kolejne spotkanie za dwa tygodnie. I cóż, na tym będziemy chyba kończyć.
[02:56:15] - Czekaj.
[02:56:16] - A musi coś jeszcze?
[02:56:17] - Muszę coś jeszcze, bo kiedy będzie pan profesor Marek Kazimierz Siwiec, to ja nie będę mógł z tym wyskoczyć, bo on będzie obecny przy tym. Otóż znam taką anegdotkę Któregoś dnia pan profesor Marek Kazimierz siedział w domu i strasznie rozważał jakieś filozofie albo pisał wiersze. Jego przyjaciel Derdowski postanowił go odwiedzić. Był w stanie totalnego zamroczenia, ale bramka do domku, który była otwarta. Wszedł do tego domku, zaczął walić w drzwi. Marek wyszedł do niego na powietrze, a miał wtedy w domu takiego gigantycznego, ogromnego psa. Ten pies znał pana Krzysztofa Derdowskiego. O ile ja wiem, ze słyszenia oczywiście. Ten pies błyskawicznie dopadł pana Krzysztofa Derdowskiego. Ogromny wspiął się i położył mu łapy na ramionach i zaczął lizać w ucho.
Na co pan Krzysztof Derdowski rozłożył ramiona, objął go i zaczął niedźwiadki z nim robić.
[02:57:49] - Dobrze, zanim ostatecznie zakończymy, to jeszcze powiem, że Marku napisał o tym, że te uwagi to nie były do nas, tylko do uczestników czatu, więc przepraszamy z kolei za wprowadzenie zamieszania. Nic tak dobrze nie wychodzi, jak robienie zamieszania. Cóż, następną audycję zarekomendowałem, nie zapomniałem. Powiedziałem o następnym ABW. Naprawdę zachęcam. Bardzo fajne teksty się pojawią. I żeby już był końcowy koniec absolutny, the end, to powtórzę jeszcze, że są do wygrania dwie książki „Mentalista Hitlera” Gervase'a R. Busasasa. Wystarczy wejść na stronę bibliotekarium.pl, napisać w odpowiednim miejscu, czyli w tym okienku dużym pojawi się książka „Mentalista Hitlera”. Wtedy tam napisać komentarz, dlaczego by się chciało książkę mieć i czekać na werdykt.
To będzie w przyszłym tygodniu o 20.00 kończymy zbieranie głosów, a Wiktor coś mi pokazuje, ale nie wiem co.
[02:58:57] - To już po prostu chciałem na amen, że tak powiem. Wróćmy do tego. Zastosujmy teorię w praktyce. Marku, ty idziesz spać, a ja idę żyć.
[02:59:09] - Grać.
[02:59:10] - Żyć.
[02:59:10] - Grać.
[02:59:11] - Żyć.
[02:59:11] - Grać. W co będziesz grał dzisiaj?
[02:59:16] - Nie wiem. Chyba jednak najpierw sobie obejrzę jeszcze raz ilustracje z tej Etiopii.
[02:59:23] - Okej.
[02:59:24] - Żeby mieć piękny obraz świata.
[02:59:26] - A później cywilizacja.
[02:59:29] - A potem zobaczymy również. Etiopia tam jest.
[02:59:31] - Dobra. Cóż, jeszcze raz dziękujemy wszystkim słuchaczom. Powtarzamy życzenia dobrej nocy i zapraszamy na kolejne audycje.
[02:59:41] - Mówili te słowa do państwa gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dzięki jeszcze raz panowie.
[02:59:48] - Też dziękujemy.
[02:59:50] - Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios", Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w ABW już za tydzień, a w „Bibliotekarium” na żywo panowie za dwa tygodnie?
[03:00:08] - Za dwa tygodnie.
[03:00:09] - A więc „Bibliotekarium” ponownie na żywo już za dwa tygodnie. Dziękujemy za uwagę. Do i dobranoc.