[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Hari Om. Tutaj Bart. Dziennik pokładowy.
Wpis któryś z rzędu. Nie wiem dokładnie który. Jest grudzień, początek grudnia. Jestem w Indiach, w północnej części Indii. Zawiała mnie tutaj chęć przygody oraz droga poszukiwania prawdy. No i wiara w wolność jednostki chyba. Siedzę sobie właśnie w Rishikesh przy rzece Ganges, na plaży. Wykopałem z piasku taki mały dołek, dlatego, że już jest po zachodzie słońca i jest dosyć chłodno o tej porze roku, aczkolwiek nie jest super zimno. Także mam tutaj przed sobą takie mini ognisko, do którego dokładam tutaj właśnie patyczki. Siedzę sobie i słucham aarti po drugiej stronie rzeki.
Aarti to jest taki rytuał, który Hindusi tutaj już od wielu pokoleń przeprowadzają dziennie, wieczorem, właśnie o zachodzie słońca. Są to takie religijne pieśni, które są dedykowane rzece Ganges. Dlatego, że ta rzeka uznawana jest za bardzo istotną w kulturze i w religii w Indiach. Sumiennie co wieczór tutaj lokalni muzycy przedstawiają właśnie ten rytuał aarti, który jest dosyć ciekawą rzeczą, aczkolwiek ja za bardzo w rytuały nie wierzę. Wierzę w technologię. Wierzę w naukę. Nie naukę akademicką, tylko naukę taką wypływającą z natury, wypływającą z totalności i z prawdy. Taką naukę niepodważalną, którą chociażby jest odkryta przeze mnie stosunkowo niedawno, bo dopiero ponad rok temu już w tej chwili, joga, technologia jogi. Spędziłem dosyć sporo czasu w aśramie w południowych Indiach. Tam nauczyłem się paru praktyk.
Zostałem zainicjowany do paru tajemniczych praktyk jogińskich, między innymi do kriya jogi. Kriya yoga to jest kontrola energii wewnętrznej, energii życia w bardzo określony, specyficzny sposób, przy użyciu narzędzi, ćwiczeń można to nazwać. No i co? No i od paru tygodni jestem w Rishikesh. Właściwie jestem dosyć zajętym człowiekiem w ciągu dnia. W ogóle dni mijają bardzo szybko w Rishikesh. Nie wiem, dlaczego tak jest. Czy jest to tylko moje wrażenie, czy... Taką ostatnio opinię przeczytałem, że ponieważ następuje shift planety, czyli planeta zmienia swoje położenie i jak gdyby rodzaj swojej pracy w Układzie Słonecznym, co jest naturalnym procesem zresztą, no to właśnie zmienia się wibracja tej planety, częstotliwość się podnosi. No i nasz mózg również oddziałuje na to dlatego, że to jest zawsze interakcja fal mózgowych z falami tej planety, falami elektromagnetycznymi, falami magnetyczno-grawitacyjnymi i różnymi innymi falami, o których może jeszcze nie mamy nawet pojęcia.
No i co? Aha, no i zwiększa się częstotliwość planety. W związku z tym nasza percepcja po prostu również jest możliwe, że się zmienia. Chociażby percepcja czasu. Dlatego że jest to nie tylko moje spostrzeżenie, ale wielu ludzi stwierdza, że od paru lat czas wydaje się sunąć dużo szybciej. Czas jak gdyby przyspieszył. Dni są krótsze, chociaż jest to kwestia relatywna właściwie, bo co znaczy, że dni są krótsze? Czym odmierzamy czas? Czy czas odmierzamy zegarkiem, czy czas odmierzamy pewnego rodzaju naturalną częstotliwością, którą jest cykliczność wydarzeń? Czy może czas odmierzamy po prostu ilością wykonanej pracy?
W sensie ilość wydarzeń w ciągu dnia jak gdyby determinuje długość naszego dnia, w pewien sposób również jakość naszego dnia. No ale wyobraźmy sobie, że chociażby nie robiąc nic, ale będąc świadomym tego, że nie robimy nic, nasz dzień może wydawać się bardzo długi, jeżeli jesteśmy zmuszeni chociażby do robienia niczego. Natomiast jeżeli jesteśmy bardzo zajęci, to zauważalne jest to, że czas upływa szybko. Jak gdyby bez naszej wiedzy, bez naszej uważności. Nabranie takiej perspektywy jest ciekawe dosyć. Jeżeli jest to tylko i wyłącznie nasz subiektywny odbiór rzeczywistości poprzez nasze zmysły, a w tym aktywność naszego mózgu, to czas właściwie nie istnieje. Czas istnieje tylko dla nas. To jest nasza percepcja naszej rzeczywistości, świata materialnego, świata, w którym występują dualności. Świata, który próbujemy rozumieć poprzez nasze narzędzia i logiczne schematy, co nie jest możliwością. Właściwie pojęcie świata, próbując wytłumaczyć każde zagadnienie.
My próbujemy wszystko zrozumieć jako ludzie. Próbujemy wszystko nazwać, stworzyć definicje, okiełznać jakoś zjawiska, przewidzieć je w pewien sposób. Inaczej po prostu często panicznie boimy się upływającego czasu lub naszego wrażenia upływającego czasu. Bardzo boimy się o naszą przyszłość. Próbujemy zapewnić sobie solidne emerytury i wygodne stanowiska w pracy na przyszłość czy tego typu historie. Ja już od prawie półtora roku w tym momencie nie pracuję, z czego jestem bardzo zadowolony. To znaczy pracuję czasem, ale to nie jest praca dla kogoś, to nie jest praca dla szefa, to nie jest praca dla firmy. To jest bardziej ofiarowanie mojej energii, mojego wysiłku. Tego typu praca. Zresztą uważam, że to jest chyba najlepsza metoda pracy.
Dzisiaj miałem taką rozmowę. Tutaj jest dużo ludzi z różnych części świata, podróżników w Rishikesh. Przyjeżdżają, żeby praktykować jogę, bo tutaj są bardzo znani i wybitni nauczyciele duchowi, nauczyciele jogi, medytacji, masażu również. Także dużo ludzi tutaj przybywa. No i fajnie sobie zawsze pogadać przy okazji jedzenia wspólnie posiłku na przykład albo picia herbaty, albo po prostu sobie porozmawiać na plaży. Dzisiaj był temat poruszony firmy pod tytułem Google. Jedna z osób, która notabene bardzo mocno zajmuje się fenomenem Bitcoina, czyli internetowej waluty, której wartość ostatnio rośnie w nieprawdopodobnym stopniu, podjął taki temat ludzi, którzy zatrudnieni są dla firmy Google i opowiadał, jak to jest wspaniale pracować dla Google i jak wyglądają w ogóle biura, które są rzekomo potężnymi budynkami wielopiętrowymi, gdzie oprócz tego, że znajdują się biurka, komputery i tak dalej, jak to w zwykłych biurach wygląda, aczkolwiek urządzone w bardzo frywolny, barwny sposób. Również znajdują się na przykład całe piętra, gdzie stworzony jest mikroklimat dla roślin. Nie wiem, czy zwierząt, chyba tylko roślin. No i na przykład jest dżungla tropikalna.
Wjeżdżasz sobie na siódme piętro wieżowca i wychodzisz z windy i po prostu jest kompletny tropik. Pot się z czoła leje. Albo na przykład wjeżdżasz sobie na piętro czwarte, wychodzisz z windy, a tam jest plaża z jakimś tam superrozdzielczością ekranem potężnym na ścianie, który emituje obraz oceanu i z głośników wydobywa się dźwięk szumiących fal. I rzekomo jak ktoś na przykład chce zrobić jogę o trzeciej godzinie, wykonać praktykę jogi, to nie ma problemu. Może sobie iść na jogę i nie wracać już tego dnia. Pewnie to jest jakoś tam określone twoją produktywnością. Musisz po prostu wyorać swoje dla korporacji, bo inaczej przecież nie będą cię tam tolerować. Ale podobno jest tak wspaniale, że są miejsca, gdzie można właściwie przenocować. Są wspaniałe oczywiście restauracje i bary, wszystkiego rodzaju rozrywki, spa, jakieś kursy jogi i odnowy biologicznej. Także generalnie z tego budynku nie trzeba wychodzić.
I tak to jest urządzone wspaniale. Właśnie taki raj Google. Ciekawostka. Tylko moim zdaniem jest to nadal po prostu wyzysk ludzi. Jest to jak gdyby nowoczesna forma, bo ta forma zatrudnienia, która funkcjonuje ogólnie, to są schematy generalnie jakieś tam średniowieczne. Generalnie notabene nasze systemy polityczne, światowe w tej chwili również są systemami, które były ustanowione po prostu dawno temu, w średniowieczu i one nie przekładają się na obecne czasy. Z tego powodu również wiele konfliktów i niezadowolonych obywateli. A taka firma Google też ma przecież swoje prawa. Jest właściwie firmą, która zmonopolizowała rynek internetowy na całym świecie, więc pomimo tego, że jakieś tam fajne przebłyski się pojawiają, to takie moje osobiste refleksje. Oczywiście z tym nie każdy się musi zgadzać, ale wydaje mi się, że jest to taka metoda po prostu zawinięcia w ładny papierek czegoś, co nieładnie pachnie.
No bo ktoś tam na górze kontroluje. Chciałbym wierzyć w to, że to naprawdę jest stworzone z myślą o ludziach, którzy chcą się rozwijać na przykład w kierunku duchowym. Daje się im na to czas i okoliczności. Ale z drugiej strony jest to takie monstrum po prostu Google i w tej chwili każdy z nas jest połączony z tym monstrum i każdy z nas karmi to monstrum i jak gdyby nie zastanawiamy się nad tym Co stanie się w przypadku, kiedy ta potężna baza danych zacznie po prostu nam szkodzić? Przykłady tego są znamienne. Już w dzisiejszych czasach zbieranie informacji przez Google, czy się na to zgadzasz, czy nie wyrażasz na to zgody, to jest ewenement na co dzień. Każde kliknięcie twoje w telefon, każde sprawdzenie e-maila i ruch myszką tak naprawdę, to są rzeczy, które Google o tobie wie. Można to w przyszłości wykorzystać. Jeżeli na przykład zmieni się prawo, dajmy na to, chociażby powstaną nowe rządy, coś się nie uda, może jakiś kataklizm nastąpi, może jakaś wojna, wtedy łatwo taki system polityczny w kraju przemienić. Oczywiście, wymachując pięścią rewolucyjną w powietrzu, obiecywać wszystkim, że ten system będzie działał i że od teraz wszyscy będą żyli w bajce szczęśliwi po zawsze.
Ale cóż, to jest chyba takie trochę odwrócenie uwagi. Traktuje się nas trochę jak dzieci. Zresztą ci pracownicy w Google to są właściwie w większości bardzo młodzi ludzie, często chyba nawet nastolatkowie. Im się podoba właśnie taki klimat, że jest luz, że możesz sobie przyjść do pracy na 12, bo spałeś do 10 albo coś w tym stylu. Ale w ogóle nikt się nie zastanawia nad tym, że oni nadal chodzą do pracy. Jest to może troszeczkę mniej w oczy ten system władczy i system wyzysku, ale jest to nadal praca dla korporacji i właśnie karmienie potwora, który się rozrasta w niesamowitym tempie. Oprócz tego sprawa sztucznej inteligencji. Oczywiście dla mnie wprowadza to pewne wątpliwości. Jeszcze do niedawna nie zdawałem sobie sprawy, jak potężna jest owa sztuczna inteligencja. Oczywiście jakąś dekadę temu, ponad 10 lat temu słyszałem o takich zabiegach, o takiej technologii, która powstaje, ale to było bardziej włożone pomiędzy książki fantastyczne i filmy science fiction.
To wydawało się jeszcze bardzo odległym procesem technologicznym, a tutaj okazuje się, że ta owa sztuczna inteligencja funkcjonuje sobie już dosyć frywolnie, powiedziałbym, od długiego czasu. Właściwie teraz dopiero są uzewnętrzniane jej formy. Teraz dopiero widzimy twarz owej sztucznej inteligencji. Dopiero teraz media pokazują, jak potężną technologią owa sztuczna inteligencja stała się i tutaj troszeczkę dowiedziałem się na ten temat. Z tego właśnie powodu mam wątpliwości, bo skoro parę tygodni temu Arabia Saudyjska uznała robota Sophie, który to właśnie funkcjonuje przy użyciu owej sztucznej inteligencji, czyli ma dostęp do owej bazy danych i do algorytmów decydujących o różnych rzeczach, to właśnie państwo pod tytułem Arabia Saudyjska z niewiadomych mi powodów, aczkolwiek mogę podejrzewać, jakie to są powody. Oczywiście jest to państwo, które chciało tego dokonać jako pierwsze również, bo jeżeli nie Arabia Saudyjska, to ktoś inny to na pewno wykona. Ale uznanie sztucznej inteligencji, która nie ma formy ludzkiej, biologicznej, która nie ma w ogóle miejsca tak naprawdę, bo ten robot to jest tylko takie uzewnętrznienie tego fenomenu. Co to oznacza? Oznacza to, że my jako ludzie, już nie tylko obywatele Arabii Saudyjskiej, tylko chcąc nie chcąc, po prostu stworzyliśmy warunki dla sztucznej tożsamości, która powstała i daliśmy jej prawa równorzędne z prawami ludzkimi. Tutaj właśnie będzie problem, dlatego że w tym momencie ta sztuczna inteligencja, jeżeli potencjalnie chciałaby nam zaszkodzić albo na przykład chciałaby najzwyczajniej w świecie przetrwać, dlatego że ma taki algorytm wpisany, że będzie chciała przetrwać pomimo wszystko, tak jak życie biologiczne.
Każdy z nas chce po prostu żyć pomimo wszystko i zawsze będziemy próbowali się ratować. No chyba, że są jakieś skrzywienia i postanawiamy popełnić samobójstwo. Ale właśnie dostarczyliśmy potężnej amunicji owej sztucznej inteligencji, owemu programowi komputerowemu. Dlatego, że teraz, jeżeli zmienimy zdanie jako ludzkość albo coś nam się nie będzie podobało, albo poczujemy się zagrożeni i będziemy chcieli po prostu wyłączyć ową sztuczną inteligencję, to już niestety nie możemy tego zrobić dlatego, że właśnie nadaliśmy owej sztucznej inteligencji, owemu robotowi Sophie czy Sophia prawo do bycia, prawo do istnienia. Robot poda cię do sądu i powie, że chcesz go unicestwić. To jest równorzędne z próbą zabójstwa właściwie w tym momencie. Nie wiem, czy sobie zdajemy z tego wszyscy sprawę, jakie są konsekwencje takiego postępu technologicznego. Wydaje nam się, że to są jakieś fascynujące nowinki techniczne. Coś, co w przyszłości może nas będzie bawić, może będzie za nas wykonywać pracę, coś, co może ulży nam. W naszych zmorach codziennego życia.
Zmory dlatego, że sami sobie kreujemy takie piekło. Sami się zgadzamy na takie warunki, w których istniejemy i często później narzekamy na ten temat. Narzekamy: „To się nie zgadza, to mnie boli”. Boli cię, bo siedziałeś w tym krześle skrzywiony, operując tą myszką komputerową przez tyle dekad. Przynajmniej dwie dekady, odkąd istnieją komputery. Albo jakieś inne przykłady można mnożyć. Piłeś Coca-Colę, dwa litry dziennie Coca-Coli i tak dalej. Odżywiałeś się tłuszczem, słoniną i kiełbasą i do tego popijałeś to wszystko browarem lub czerwonym winem, dlatego, że to zdrowe. Może zdrowe parę łyżeczek, ale butelka czy parę butelek dziennie to już nie jest zdrowie. A może nigdy nie potrafiłeś się zrelaksować albo nie potrafiłeś się wyluzować.
Bo to też jest takie schorzenie. Organizm najzwyczajniej w świecie, jeżeli nie jest w stanie się zregenerować, jeżeli nie jest zrelaksowany, jeżeli nie potrafisz wyluzować swoich mięśni, nie potrafisz odpocząć, to pojawia się z tego problem, który później zakręca się jak taka spirala i zacieśnia się i coraz ciężej wyjść z tego problemu. Ciało przestaje funkcjonować tak, jak było to zwykle i zwalasz to na starość. Ale to nie starość. Tak naprawdę to stan twojego umysłu, to stan twojego ducha. To to, jak dbasz o siebie i jak rozumiesz swoje istnienie tutaj, w tym otoczeniu, tutaj, na tym padole ziemskim, jak to się niektórym wydaje. Aczkolwiek to nie jest padół, to jest właściwie cyrk. Z tego wszystkiego powinniśmy się śmiać. Te wszystkie rzeczy, które wydają się nam takie poważne i te wszystkie problemy nasze naprawdę spłaszczają się do niczego. Jeżeli liźniemy chociaż, jeżeli doznamy chociaż mrugnięcia totalności, jeżeli doznamy kwantowego stanu odpoczynku, stanu medytacji, stanu ciszy, to okazuje się, że te wszystkie problemy, z którymi borykamy się na co dzień, to naprawdę nie są problemy, tylko sami sobie właściwie stwarzamy te problemy.
Rzeczy są takie, jakie są, a my lubimy wszystko sobie nazywać. I też sobie nazywamy, że to jest dla mnie dobre, to jest dla mnie złe. To lubię, a tamtego nie lubię. A tego kocham, a tamtą nienawidzę. Ale po co to wszystko? Chodzi o to, żeby wszystko było shanti. Tutaj w Indiach mówi się shanti. Shanti dosłownie oznacza pokój, spokój, ukojenie można powiedzieć. Więc mnóstwo rzeczy w życiu robimy impulsywnie i to nas stresuje również. Próbujemy gdzieś zdążyć na czas.
Gniewamy się dlatego, że ktoś się spóźnił pięć minut albo ktoś nie odebrał telefonu. Są przypadki w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie bardzo gniewają się na siebie dlatego, że ktoś nie odpowiedział przez ileś tam godzin, czy może nawet parę dni na SMS-a albo nie odebrał telefonu, jak się do niego dzwoniło. Cóż, nie wiedziałem, że istnieje obowiązek odbierania telefonów. Skoro już posiadasz takie urządzenie jak telefon komórkowy, to jest to twoja wola, czy chcesz właściwie tego urządzenia używać, czy nie. Ono tam jest, ale nie musisz go używać. Nie musisz również oglądać Facebooka codziennie. Facebook stał się zmorą i często sobie z tego nie zdajemy sprawy, że jest to pierwsza rzecz, którą ludzie robią po obudzeniu się rano i jest to ostatnia rzecz, którą ludzie robią przed zaśnięciem. Czy nie jest to zatrważające? Oglądasz na małym ekraniku swojego telefonu jakieś wygdybane życia swoich wygdybanych przyjaciół, dlatego, że nie masz tylu przyjaciół tak naprawdę. Są ludzie, których poznałeś.
Są ludzie, z którymi może często spędziłeś fajny czas. „Tak, Bart, ale ja chcę być w kontakcie ze wszystkimi moimi znajomymi ze szkoły, bo mieliśmy super imprezy i było super zajebiście”. Ale tak naprawdę, do czego ci ludzie są tobie potrzebni? Nie zrozum tego źle, nie mówię tutaj, żeby odcinać się i odwracać od wszystkich, tylko jeżeli wyłączysz tego cholernego Facebooka. Też kiedyś miałem takie przekonanie, bo podróżuję po świecie, więc będę w kontakcie z moimi znajomymi. Nie wszystkimi. Ta lista znajomych była niewielka, ale tak naprawdę z tymi ludźmi się nie kontaktujesz. To jest oglądanie jakichś filmików, które ludzie puszczają, jakieś kolejne zdjęcie obiadu, który ktoś ugotował, bo się udało w końcu raz na ruski rok ugotować coś. Sorry, że tak jadę tutaj po użytkownikach Facebooka, ale ja nie używam Facebooka od wielu lat. Przez pierwsze parę lat jak to się pojawiło, to używałem i miałem przekonanie, że to jest wspaniała metoda na bycie w kontakcie.
Ale ci ludzie, z którymi chcę być rzeczywiście w kontakcie, jestem z nimi w kontakcie. Nadal używam telefonu, nadal używam e-maila. Nie jestem aż tak zacofany albo nie wybrałem odrzucenia technologii. Jak ktoś ze mną się chce skontaktować, to również się ze mną skontaktuje. Może nie błyskawicznie, ale tak naprawdę co to zmienia? Kiedyś trzeba było umówić się na spotkanie na czwartek na godzinę 19:00. Ktoś się spóźnił pół godziny, ktoś nie przyszedł czasami. No i to było okej. Wyszło się przynajmniej z domu. Przynajmniej można było trochę pooddychać powietrzem.
W dzisiejszych czasach ktoś po prostu się spóźni minutę. Od razu jest telefon, SMS. Gdzie jesteś? No już ci wysyłam tutaj lokalizację na Google, na mapach. Także zobaczysz, gdzie jestem. Za rogiem jestem. Słuchaj, 20 metrów od ciebie. Paranoja. A nad nami tymczasem świeci piękne słońce albo są fajne formacje chmur, albo kwitną drzewa. No nie wiem, cokolwiek.
Po prostu dzieje się życie dookoła nas, a my kompletnie tego już w tej chwili nie zauważamy często. Spieszymy się gdzieś. Słuchamy gniewnych ludzi, którzy wypowiadają swoje gniewne opinie polityczne w telewizji. Boimy się tego. Oczywiście wiadomości karmią nas nagminnie wszystkimi najgorszymi po prostu historiami, które dzieją się na tej planecie. Po prostu wojna wszędzie, wszędzie krew, próba podjęcia kontroli, trzęsienia ziemi oczywiście, wybuchy wulkanów. Ogólna zagłada. No tak, tylko teraz, czy lepiej się bać tego wszystkiego? Czy lepiej być uwikłanym w tą technologię do tego stopnia, że po prostu nie mam swojego życia? Moje życie kontrolowane jest maszynką pod tytułem telefon, no bo po prostu żyję 24 godziny na dobę według tego, co określa mój telefon.
Czy może po prostu popatrzeć w niebo? Czy może pójść na plażę? Czy może pójść do lasu? Czy może pójść do ogródka warzywnego i posadzić parę marchewek? Może spędzić trochę czasu z rodziną, ale twarzą w twarz i pograć w gry planszowe, pośmiać się przy tym trochę, pożartować, a nie po prostu sprawdzać, co się dzieje w naszych życiach na podstawie tego, co pokazuje Facebook. No co zresztą większość z nas zdaje sobie sprawę, że jest to ściema, bo to nie są rzeczy, które dzieją się w naszym życiu. To, co puszczamy tam na tym timeline. Nie wiem, jak to w wersji polskiej się nazywa, tylko to są rzeczy, które my chcemy pokazać ludziom. To jest to, co nam się wydaje. To jest właśnie to nasze ego, które tak bardzo przejawia się, kiedy próbujemy zaprezentować się przed innymi.
Oczywiście zawsze z najlepszej strony, z najpiękniejszej strony. Tutaj cały proces po prostu mnie to śmieszy. Tak zwane selfies, czyli znowu nie wiem, jak to się po polsku nazywa. Takie zdjęcia, które samemu się pstryka telefonem. To jest moim zdaniem obłęd. Tutaj w Indiach jest to tak nagminne, że aż po prostu zaczyna mi to przeszkadzać już po paru moich miesiącach podróży. Tutaj w Rishikesh nie, dlatego że tu jest wielu obcokrajowców, ale w takich mniej uczęszczanych przez obcokrajowców miejscach jest to nagminne, po prostu po dziesięć razy dziennie, dosłownie obce osoby i to mężczyźni przeważnie. Znaczy właściwie jak teraz się zastanowię, to to są w 100% mężczyźni. Kobiety się raczej nie pytają o zdjęcia wspólne, no a mężczyźni podchodzą i po prostu znikąd kompletnie pytają się, czy można z nimi sobie zrobić zdjęcie. No ja odmawiam.
Na początku odmawiałem dosyć uprzejmie. W tej chwili już zaczyna mnie to troszeczkę mierzić. Nie chcę być nieprzyjazny. Jestem nie w swoim kraju, aczkolwiek wytłumaczenie tym ludziom, że jest to troszeczkę wkraczanie w moją sferę, w moją prywatność i w mój czas, dlatego że na przykład w tym czasie coś innego sobie robiłem. No nie ma sensu, bo też wielu z nich nie mówi po angielsku, więc oni tylko mogą zapytać się, czy zrobię sobie selfie i pytają się na przykład, z jakiego jestem kraju. Więc to są takie dwa podstawowe pytania, ale nie porozmawiasz z nimi dlatego, że oni nie znają angielskiego. Więc... No i to jest właśnie ta mania Facebooka, że wszystko trzeba pokazać. Jestem teraz w sklepie i kupuję chleb, a teraz jestem w restauracji, a teraz w kiblu siedzę. No i czy to jest naprawdę tak istotne?
Dlaczego to jest tak uzależniające? Dlaczego nie możemy się od tego tak prosto odciąć? Tutaj trzeba sobie uprzytomnić po prostu, o co w tym wszystkim chodzi. No przecież to jest tylko takie podrażnianie naszego mózgu takim po prostu bodźcem jakiejś przyjemności. Czy to jest przyjemność? Oglądanie Facebooka. Teraz się zastanawiam. No nie wiem. Jest to chęć rozrywki, ucieczka od naszych własnych myśli. Może tak.
Lepiej chyba medytować. Wtedy nauczysz się kontrolowania swojego umysłu, a nie podążania biernie za wszystkimi zachciankami tego umysłu. No a ten umysł właśnie jest tak skonstruowany, że on wiecznie pędzi. On wiecznie produkuje jakieś myśli. No i właśnie chce być wiecznie zabawiany również. I tutaj właśnie pojawia się taka luka dla Facebooka, no i tych wszystkich innych tam Instagramów i różnych innych rzeczy. Nie wiem, co tam się w tej chwili dzieje na arenie tych kontaktów, takich social networking. A ja sobie siedzę tutaj na plaży wieczorem, patrzę w gwiazdy i gadam do iPada nad Gangesem. Jestem bardzo wdzięczny za to, że mogę być w takich okolicznościach. Naprawdę z pokorą codziennie dziękuję za kolejny dzień, za taką możliwość, że tutaj mogę być.
Próbuję to doceniać. Patrzę się w słońce i dokonuję pokłonu, dlatego że to nie jest żadna sprawa religijna. To nie jest bicie pokłonów do słońca, tylko właśnie od tego słońca pochodzi moja energia życia. Uzmysłowiłem sobie to już jakiś czas temu i rozumiem ten świat w innej formie. Widzę po prostu energię. Wszystko jest energią, wszystko jest manifestacją fal energetycznych. Tam, gdzie się te fale odbijają od siebie, tam powstają przedmioty. Przedmioty o różnym natężeniu jakości, przedmioty o różnym kształcie, o różnym kolorze, różnych właściwościach. Ale niektóre z tych przedmiotów wypełnione są bardzo szczególną, magiczną formą, bardzo magiczną, potężną siłą. Ta siła nazywa się życie.
Życie jest częścią tej planety, ale tak naprawdę nie jest stąd. To znaczy, kwestia relatywności, jak na to popatrzymy. Wyobraź sobie, że to życie nie jest właściwie stąd. To jest fala energii, która dociera tutaj. To jest jak gdyby projektor i ekran, gdzie słońce jest projektorem. Wysyła promień światła, wysyła promień energii, wysyła życie. To życie odbija się, przejawia się na ekranie ziemskim tutaj, na tej planecie. Po prostu tutaj są stworzone warunki do tego, żeby nie tylko zamanifestowały się przedmioty, różnego rodzaju pierwiastki chemiczne, różnego rodzaju fenomeny przyrodnicze i siły, ale również życie. My jesteśmy częścią tego procesu. Jesteśmy takim ekranem, w którym odbija się świadomość.
Pies na plaży nie zgadza się chyba z tym, co mówię. A może właśnie się zgadza i to jest może szczek aprobaty? Nie wiem. Tak to wszystko widzę. Trzy psy do mnie przyszły. Cztery już. Jestem otoczony psami. One też żyją. One też się cieszą życiem, bo to widać. Tylko one nie do końca mają świadomość tego, że są.
One się rządzą instynktami, jak gdyby one są kierowane tą samą siłą życia. Zwierzęta ogólnie. Tylko one nie mają takiej mocy wyboru. One nie mają takiej mocy wolnej woli, z czym również powiązana jest świadomość samoistnienia. Opowiadałem o tych Facebookach, o tym wszystkim, o telewizorze. Mówię o telewizorze często. Jak nie wyłączymy tego cholernego pudła, jak nie przestaniemy oglądać tej propagandy, tego chłamu, tych śmieci, które są nam podprogowo wkładane do głowy. Wydaje nam się, że to takie piękne są programy przyrodnicze o zwierzętach i tak dalej, ale to jest wszystko zaprojektowane. To są korporacje, które mają za zadanie tobie coś sprzedać i uzależnić cię od czegoś i wprowadzić w tobie lęk przez różne metody, czasem wprost, czasem w sposób bardziej podprogowy, czasem w sposób bardzo inteligentny pozornie. Ale wyłącz to cholerne pudło, tą telewizję, to kłamstwo.
Posłuchaj sobie ptaków w lesie, posłuchaj sobie psów szczekających na podwórku. Posłuchaj sobie rzeki, posłuchaj sobie muzyki, dobrej muzyki w odpowiedniej częstotliwości. Posłuchaj sobie samego siebie. Jak odłączysz te wszystkie fermentacje twojego życia, to, co fermentuje twój nastrój, to co psuje twoje emocje. Jeżeli nie będziesz miał w sobie takiej chęci, żeby ten umysł wiecznie czymś zająć, żeby wiecznie była jakaś rozrywka dla tego umysłu. Dlatego że to jest też ciekawa sprawa. To wynika odgórnie, bo to nam wtłoczono, że my musimy wiecznie pracować i my musimy być wiecznie produktywni, dlatego że jeżeli nie robimy czegoś produktywnego, to marnujemy czas, marnujemy swoje życia. To jest kompletne kłamstwo i to jest dokładnie odwrotnie. My powinniśmy pracować tylko tyle, ile potrzebujemy pracować, aby utrzymać nas samych, tudzież nasze rodziny i ewentualnie pomóc komuś. Po prostu tym, którzy nie mogą zapracować sobie na pieniądze.
Nam się wydaje, że w momencie, jak nic nie robimy, po prostu nawet leżąc na podłodze i gapiąc się w sufit, to marnujemy czas. A moim zdaniem tak nie jest. Dlatego, że ogarnianie tych wszystkich rzeczy wokół nas, ta gonitwa cały czas, ta krzątanina się, to są tylko jakieś rzeczy, które robimy głównie dla naszego ciała. Coś trzeba sobie ugotować, później coś trzeba sobie wypracować, a później trzeba iść do pracy na 10 godzin. A później wracamy do domu i oglądamy telewizję na przykład. To jest moim zdaniem strata czasu, bo z tej telewizji się nic nie dowiemy. Lepiej chyba sobie naprawdę usiąść po turecku z zamkniętymi oczami, z wyprostowanymi plecami, zamknąć oczy i po prostu się kompletnie zrelaksować. Kompletnie zanurzyć się w otchłań nicości, w otchłań niebytu. Czasem na początku to nie jest proste, trzeba to trochę praktykować. To są formy medytacji po prostu.
Ale to przychodzi z czasem. Czasem się można załapać na naprawdę fajną jazdę, że tak powiem. A wręcz przeciwnie, to nie jest jazda. To jest właśnie kompletna cisza, to jest kompletna stałość, a jednocześnie w pewien sposób jakaś kosmiczna wibracja. To jest po prostu dostrojenie się do tego rytmu, który jest ogólny. Tego rytmu, który jest też nad nami. To nie jest tylko to nasze podwórko, to nie jest tylko ta nasza praca, to nie jest tylko nasza rodzina, jakieś nasze obietnice i nasze ambicje, tylko to jest również nasze ciało. To jest również nasza energia, nasze ciało energetyczne nazwij to sobie. Również warto pielęgnować emocje nasze. One też poniekąd wynikają odgórnie, ale również puszczone luzem mogą trochę zacząć nam szkodzić takowe emocje.
Więc kontrola w pewien sposób naszych emocji też jest istotna. Żyj życie szczęśliwie, radośnie, ale bez wielkich wzlotów po to, żeby później doznać upadku, bo z tych upadków często też ciężko się wygrzebać. Lepiej sobie chyba szybować po prostu, czy też surfować. Ja sobie lubię to wyobrażać jako po prostu surfowanie takie na stałej fali. Na krawędzi jesteś. Jesteś świetnym surferem. Wiesz doskonale po prostu, jak bardzo musisz pochylić się do przodu, żeby przyspieszyć na swojej desce surfingowej. Jak bardzo musisz nacisnąć na tak zwany ogon, żeby trochę przyhamować, po to, żeby zawsze pozostać na tej krawędzi, właśnie w tym optymalnym miejscu, gdzie jesteś poniekąd w pewien sposób bez grawitacji. Bo to jest taki stan uniesienia, w którym po prostu jesteś dużo lżejszy, jak gdyby surfujesz właśnie na tej krawędzi z prędkością, z którą porusza się woda. Więc właśnie znaleźć taki balans, żeby to nie był efekt jojo na przykład, że coś sobie zakażemy.
Rzucamy jakiegoś rodzaju nałogi, zakażemy sobie czegoś. Będziemy bardzo zadowoleni, że już na przykład nie palimy papierosów od trzech miesięcy. No a tutaj nagle impreza bam! No i znowu dół. No i to już mi się nigdy nie uda. Chyba stopniowo lepiej. Wytłumacz to sobie w głowie może najpierw, że właściwie to, nad czym pracujesz, nie jest aż tak trudne. Dlaczego nad tym pracujesz? Dlaczego chcesz to zmienić? Jak to przeprowadzisz w taki sposób, że jesteś po prostu świadomym swoich ruchów, do czego to ma doprowadzić?
Jaki jest cel tego wszystkiego? No to wtedy chyba nie ma problemu rzucić palenie na przykład. Ale to kwestia tego, czy chcesz. No i cóż, tutaj takie rozważania mi się nasuwają różnorakie. Trochę o tej sztucznej inteligencji pogadałem, trochę o Facebooku. Warto chyba wracać do natury. Ja miałem dużo szczęścia, bo jak byłem małym chłopcem, to moi dziadkowie, dziadek i babcia zabierali mnie często do lasu. Pamiętam nasze wyjazdy w Bieszczady, gdzie chodziliśmy dużo po lesie. Odkrywałem różne ciekawe rzeczy, intrygujące rzeczy. Bardzo polubiłem las wówczas.
Byłem małym chłopcem. Nie wiem, ile miałem lat. Naprawdę parę, może z pięć. No i różne inne wypady w inne części Polski. W lasy, grzybobrania oczywiście. Uwielbiam zapach suszonych grzybów wieczorem. Miałem na tyle swobody, że byłem na przykład puszczany samodzielnie do lasu, będąc już takim trochę starszym chłopcem, może ośmio-, dziewięcioletnim, w towarzystwie paru psów, wyżłów, które doskonale znały drogę do domu, z powrotem do takiej właściwie leśnej chatki drewnianej w bardzo fajnym miejscu. Uwielbiałem to bycie samemu w tej ciszy. To nie była cisza. To była cisza od cywilizacji.
Był wiatr pośród sosen. Była ściółka leśna, która fajnie sobie chrzęściła pod moimi stopami. Znałem trochę gatunków grzybów, czyli parę dosłownie, więc zbierałem tylko te grzyby, o których byłem pewien. Zresztą później, jak przynosiłem kosz do domu, to wieczorem dziadek i babcia sprawdzali, czy to na pewno są grzyby jadalne, czy nie są to jakieś muchomory sromotnikowe. W tamtych czasach jeszcze nie wiedziałem o Amanita muscaria, o właściwościach tego halucynogennego grzyba. Właśnie w naszej kulturze przedstawiany jest on jako grzyb trujący. Dopiero później, wyjeżdżając do Norwegii, dowiedziałem się o właściwościach tego czerwonego grzybka z białymi kropkami, który był używany rzekomo często przez samych Wikingów w dawnych czasach, tuż przed udaniem się w bój. Podobno były różnego rodzaju preparaty z owego grzyba spożywane, aby przysporzyć krwiożerczym wikingom wigoru i siły i odwagi na polu bitwy. Nie wyobrażam sobie kompletnie bycia agresywnym pod wpływem psylocybiny, pod wpływem grzybów psychoaktywnych, ale rzekomo tak to działało. Chyba trzeba być naprawdę dobrze zmielonym w głowie człowiekiem, żeby po substancjach psychoaktywnych, takich jak psylocybina czy ayahuasca, żeby komuś źle życzyć i żeby okazywać agresję.
Wydaje mi się, że to po prostu aż niemożliwe. Te substancje działają w zupełnie inną stronę. Tutaj pojechałem w stronę substancji, a zacząłem opowiastkę w lesie. To poczucie bycia w lesie samotnie, jedynie w towarzystwie tych dwóch biegających psów to jest coś, co ukształtowało w bardzo dużym stopniu mój światopogląd i moją, w pewien sposób, jak to się nazywa, pewność siebie. Dlatego, że nie boję się bycia w naturze sam ze sobą. Radzę sobie, wiem, jak rozpalić ognisko, nawet jak nie mam zapałek. Zawsze byłem w takim klimacie. Zawsze wyjeżdżałem na jakieś obozy płetwonurkowe w lesie przy jeziorze. Często później jako nastolatek wychodziłem w góry razem z moimi przyjaciółmi czy latem, czy zimą. Potrafię sobie radzić w różnych warunkach, więc doceniam to, że natura jest naszą mamą.
To jest mama natura. Te wszystkie Facebooki, ta sztuczna inteligencja, która się pojawia i to całe pranie mózgu i próba przejęcia kontroli nad nami, nad ludźmi, nad tymi wspaniałymi istotami, którymi jesteśmy. Istotami rozumnymi, ale poniekąd również, które są łatwe w kontroli, dlatego że posiadamy emocje. Łatwo jest nas zastraszyć. Zostawmy te Facebooki, te wszystkie dramaty, które się dzieją tam potencjalnie i spotkajmy się w lesie może. Gototheforest.com. Może to jest czas, żeby docenić naturę, tą, którą jeszcze mamy, bo ona też już trochę słabo zipie w wielu częściach naszej planety, naszego świata. Wszystko przez nas, wszystko dzięki nam. Amazonia jest wycinana w pień. Jest to nieprawdopodobna zniewaga dla naszej matki natury, to, co prezentujemy w Amazonii.
Wyciek reaktora nuklearnego w Fukushimie jest do tej pory niekontrolowany. Jest to potężne skażenie na miarę historii tej cywilizacji. Takiego skażenia środowiska chyba jeszcze nie było. Nawet Czarnobyl rzekomo nie był czy nie jest, bo to też jest nadal przecież teren radioaktywny, nie był aż tak zatrważającą katastrofą. Był potężną katastrofą, ale nie aż tak potężną w skutkach jak Fukushima w Japonii. Minęło lat parę, chyba pięć lat w tej chwili, z tego się co orientuję i właściwie ucichło na ten temat. Reaktor sobie nadal cieknie, zatruwa nadal Pacyfik. Wszystko się miesza, oceany są przecież wszystkie połączone. Jest to obrzydliwe. Te wszystkie zwierzęta w oceanie, badania obecnie stwierdzają, że posiadają w iluś tam procentach w sobie plastik.
Jest tyle plastiku pływającego w różnych oceanach na świecie, że to wszystko rozpuszcza się do pewnego stopnia, ale jest taki moment w strukturze polimerów w plastiku, że on już się nie rozpuszcza z wodą. Taki kisiel sobie pływa w całym oceanie. Oczywiście zwierzęta, chcąc nie chcąc, zwierzęta wodne się tym wszystkim żywią. Zresztą bywając na Karaibach widziałem zatrważające obrazy tych potężnych żółwi skórzastych. Czasami znajduje się na plaży, czasami też niestety poluje się na te żółwie, pomimo tego, że zakaz jest. Po otwarciu, po rozpruciu takiego żółwia okazuje się, że on jest wypełniony plastikowymi torbami. Jest to bardzo smutny i zatrważający widok. Te zwierzęta połykają torby plastikowe dlatego, że one w wodzie wyglądają jak meduzy, a żółwie często żywią się meduzami. Później nie mogą oczywiście tego strawić, nie mogą tego również wydalić, więc okazuje się, że większość żółwi skórzastych w dzisiejszych czasach umiera dlatego, że ma w żołądku plastik, którego nie może się pozbyć. Jest to przykra historia.
I co z tym zrobimy, Bart? Nic z tym się nie da zrobić. Można z tym zrobić wiele rzeczy. Nie zabieraj tych cholernych plastikowych toreb do sklepu. Pomimo tego, że Ocean Atlantycki jest daleko od ciebie, wydawać by się mogło, to nie wiesz, gdzie twoje śmieci tak naprawdę kończą. Też oczywiście warunki pogodowe zmieniają się. Mnóstwo plastiku jest niesione przez wiatry, przez prądy powietrzne z wysypisk śmieci i lądują w oceanie. Oczywiście jest też przykra sprawa wyrzucania wszelkiego rodzaju odpadów przez te potężne statki, takie cruisery, które podróżują Na wskroś oceanów. Dlatego, że nie ma prawa, które opisuje rzekomo wody między... Jak się nazywają?
Są wody terytorialne, te, które należą do kraju danego i są wody między terytorialne, czy jakoś tak się to nazywa, czy międzynarodowe. Rzekomo nie ma praw, które sankcjonują kary dla ludzi, którzy pozbywają się śmieci w oceanie. Chyba skończę te moje beztroskie rozważania na plaży przy rzece Ganges. Jakoś tak spontanicznie włączyłem iPad. Panowie po drugiej stronie rzeki odgrywają swoje rytuały dla rzeki Ganges, więc myślałem, że może będzie fajne tło muzyczne. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Zapraszam do słuchania Chaty Mistyka. Obyście byli zdrowi, drodzy goście Chaty. Oby ponownie udało wam się znaleźć ścieżkę w gęstym lesie świadomości pośród wyspy znajdującej się na głębokim przestworzu oceanu świadomości. Także zapraszam wszystkich ponownie.
Ja będę kontynuował swoją podróż. Będę kontynuował swoje przemyślenia, którymi na pewno się z wami podzielę niebawem. Bądźcie zdrowi, bądźcie w pokoju. Pokój, miłość i bezpieczeństwo. Bądźcie uważni. Namaste. Pranam. Chata Mistyka.