[00:01] - Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz rozpoczynamy kolejny odcinek audycji, której gospodarzem jest nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Witamy ponownie na Nowej Atlantydzie w audycji Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie. Witaj, Chrisie.
[00:27] - Witam serdecznie. Dobry wieczór. Dobry wieczór Marku. Dobry wieczór państwu. Dzisiejsza audycja będzie, zdaje mi się, bardzo nietypowa, bo-
[00:36] - Nie ma, bo ja się poplątałem na samym początku. Jeżeli ja się już plączę, to znaczy, że zapowiada się ciekawie.
[00:45] - Zobaczymy jak to będzie. Jest to może splątanie kwantowe, także na końcu być może coś się z tego wytworzy. Być może ten koniec już jest bardzo blisko i nigdy nie wiadomo, do czego to doprowadzi. Właściwie też dlatego, że na dziś nie mam jakiegoś pewnego określonego głównego tematu. Jest grudzień, jest zima za oknem śniegu spadło po kolana, jest mróz, jest okropnie. Po prostu sytuacja przygnębiająca, jak się patrzy na tę biel i czerń, która wystaje z tego śniegu. To nie sprzyja energetycznemu nastawieniu i dobremu nastrojowi. Ja mam w ogóle jakiś problem z zimą. Nie wiem, może w innym życiu żyłem na innym kontynencie, w cieplejszych warunkach. Doskonale znoszę upał, a zimno jakoś nie za specjalnie, co odbija się na mojej energii, na moich pomysłach i na moim działaniu.
Także ostatnio mam kłopoty nie tylko ze zrobieniem Paralaxy, ale ze zrobieniem także Poliraxy, która ciągle dodaje mi ta sama myśl, żeby ją robić energię. Także to jest mój nowy teoretycznie wideoblog, audycja raczej audiowizualna, jak ja to nazywam. Natomiast dochodzę teraz do takiego momentu, że w tym słabym psychologicznym nastroju w zasadzie one się będą zacierać, te różnice pomiędzy obiema paniami. Także będzie to Paranapoli, Pola na parze, Poralaxa, Paralaxa. To będzie dokładnie tak jak w tym dowcipie, od którego kiedyś zacząłem, od którego w ogóle wzięła się nazwa Paralaxa oczywiście. Ale dziś jesteśmy w Paralaxie. W audycji, która już ma pewną swoją tradycję, bo trwa od jakiegoś czasu, czasami z bardzo długimi przerwami. Ma już swoje antyczne korzenie w Radiu Paranormalium.
[02:30] - To może żeby tradycji stało się zadość, najpierw podajmy kontakty do Radia Paranormalium. Bo dzisiaj, tak jak od dłuższego czasu w Paralaxie linię telefoniczną otwieramy już teraz, już na początku audycji. Numery telefonów do Radia Paranormalium to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Można do nas także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy, na grupie Radia Paranormalium oraz jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne ciekawe wiadomości na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[03:44] - I chyba była to najdłuższa, płynna wypowiedź dzisiejszej audycji Marku. Po prostu jest to zdumiewające, w jaki sposób robisz tę zapowiedź. Kiedyś muszę się tego nauczyć.
[03:53] - Jeżeli się powtarza jedno i to samo od lat regularnie, to już mózg sobie wytwarza.
[03:59] - Ale na jednym wdechu wszystko przez pięć minut. Wszystkie kontakty. Robi to wrażenie. Także jeszcze raz witam państwa w Paralaksie razem tutaj z Markiem, którą prowadzimy. Troszkę próbujemy rozkręcić tę audycję w tej mroźnej atmosferze, jaka panuje na zewnątrz. Przynajmniej u mnie panuje ta mroźna atmosfera na zewnątrz. Święta już wyraźnie się zbliżają, dlatego, że wszędzie pojawiają się choinki, światełka, różne historie. I tutaj taka nowość z Nowego Jorku, że jest nowy sposób na zawieszanie choinki. Nagle okazuje się, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza w takich miastach dużych, kolosalnych, które mają te swoje tradycje protestowania wszystkiego, co ma jakieś prawicowe odniesienia, wiesza się dziś choinkę odwrotnie, do góry nogami. Jest to jeszcze nie do końca wyjaśniony symbol, ale ja powoli domyślam się, że jest to taki protest wobec tego, że obecny prezydent uznał, że jest absolutnie legalne powiedzieć wszystkim „wesołych świąt Bożego Narodzenia”, życzyć komuś wesołych świąt Bożego Narodzenia, niezależnie od jego opcji religijnej czy politycznej i tak dalej.
Prezydent Trump, którego nie myślcie, że ja tak strasznie popieram, że jestem jego zwolennikiem i mam w ogóle zrytą głowę tymi prawicowymi historiami, ale zrobił ciekawy wyłom w ostatniej modzie bożonarodzeniowej, gdzie nie można było mówić „wesołych świąt Bożego Narodzenia”. Dla nas Polaków, kiedy mówimy sobie „wesołych świąt”, to Boże Narodzenie gdzieś jest oczywiście dodawane z tyłu w głowie. Jest to naturalny sposób spędzania świąt, ponieważ katolicyzm jest religią w Polsce dominującą, ma tradycję tysiącletnią, więc siłą rzeczy jest to święto, które ma swoje głębokie korzenie religijne. Natomiast Ameryka jest miejscem, gdzie tych religii jest bardzo wiele. Jest wiele oczywiście chrześcijańskich odłamów religii, które obchodzą święta Bożego Narodzenia, ale z czasem, kiedy rządzili tacy prezydenci jak chociażby ten poprzedni Barack Obama, okazało się, żeBardzo nie lubił, kiedy składano mu życzenia Wesołych Świąt. Kiedy się mówi po angielsku Merry Christmas, czyli Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo tego nie lubił i wówczas poprawnością polityczną było składanie sobie życzeń świątecznych w stylu Happy Holiday, czyli nie wiadomo jaki holiday, nie wiadomo jakie święto. Po prostu święto takie, jakie komu odpowiada, czyli Kwanza, Chanuka, czy może jeszcze coś innego. Tych świąt jest wiele, ale prezydent Trump zmienił tę poprawność polityczną. Głośno na którymś wiecu powiedział, że można sobie mówić Merry Christmas i ludzie zaczęli to sobie radośnie z powrotem mówić, bo już się nie obawiają, że są niepoprawni politycznie.
I dlatego w takich właśnie miastach jak Nowy Jork, prawdopodobnie to samo się wydarzy w Los Angeles, w Chicago, w innych tych wielkich miejskich molochach, które zazwyczaj stoją po lewej stronie strony politycznej, wieszać będą choinki odwrotnie, jako taki dziwny protest. Coraz częściej ja się sam gubię w tych protestach, przeciwko czemu ludzie protestują, co im się nie podoba i co im tak strasznie przeszkadza w tym wszystkim? Tak jak na przykład ostatnia historia i awantura, kiedy w takim tradycyjnym momencie, kiedy na przykład rozpoczyna się mecz baseballa czy amerykańskiego futbolu, zazwyczaj tradycyjnie przed meczem gra się hymn narodowy. No i wówczas oczywiście wszyscy stoją troszeczkę bardziej poważnie, niektórzy trzymają się za serce i przez to w jakiś sposób oddają taki symboliczny hołd temu hymnowi. Gdy ostatnio część zawodników zaczęła klękać, nagle okazało się, że to klęczenie jest pewnym objawem politycznego protestu i to też wywołało wielkie zamieszanie. Bardzo trudno sobie wyobrazić, na czym ten protest miałby polegać, dlaczego klękanie i w jaki sposób jest to oprotestowane, ale wywołało to dużą burzę w szklance wody, co pokazuje, że te wszystkie manipulacje, jakie zachodzą w ludzkiej świadomości, to kontrolowanie umysłu, o którym co jakiś czas mówię, poprzez media, poprzez różne hasła, które wywołują pewne reakcje. W jakiś sposób to działa i to mocno działa na ludzi i wywołuje te burzliwe dyskusje. Strasznie skłóca ludzi ze sobą, że zaczynają się kłócić o rzeczy, które są takiej kłótni kompletnie niewarte. Polaryzuje te społeczeństwa ze sobą. Myślę, że kiedy popatrzeć w przyszłość, nie wygląda ona z tego względu optymistycznie, bo będziemy się kłócić na każdym kroku, lada chwila o drobiazgi, że ktoś ma zawieszoną choinkę do góry nogami, a ktoś we właściwy sposób.
Jest to okropna sytuacja. Mówię o tym dlatego, że kiedy rozmawiam z wami, z tymi, którzy mieszkają w Polsce, mówią o tym, że w Polsce też do tych kłótni dochodzi pod różnym pozorem i często też o kompletne bzdury. Także ktoś chce skłócić ludzi ze sobą, zająć ich łapaniem się za łby i potrząsaniem sobą nawzajem, a gdzieś nad nami wszystkimi ktoś zmienia świat na kompletnie inny świat i kiedy się obudzimy, możemy się obudzić może z ręką w nocniku. Często tak było w historii, dlatego obawiam się tego również teraz. Dlatego ja nie będę dzisiaj protestował przeciwko choinkom odwróconym do góry nogami, ale moja choinka będzie w taki sposób postawiona, jak zawsze była w naszej tradycji, czyli tym czubkiem i szpicem czy nawet gwiazdą na tym czubku. Ktoś powie masońską gwiazdą na szczycie. Taka będzie ta choinka. Ale tu też trzeba dodać, że à propos tych wszystkich odwróconych choinek, tak naprawdę ta pierwsza choinka, która była jeszcze wieszana w czasach pogańskich, bo przecież choinka to jest relikt z czasów pogańskich, który został zaadaptowany do religii chrześcijańskiej, była przynajmniej na terenach słowiańskich wieszana pod sufitem do góry nogami. Na gałęziach tej choiny wieszano różne ozdoby, przysmaki. Ewentualnie miało to magiczne znaczenie.
Także czasami zatacza się koło. Czasami okazuje się, że taki protest jak ten w Nowym Jorku, będący kompletnym nieporozumieniem, jednocześnie jakoś sięga do tradycji niechcący. Pewnie nie chce bardzo sięgać do takiej tradycji, ale jednocześnie uważa, że odwracając coś do góry nogami, po prostu pokazuje w ten sposób bohaterski protest i sprzeciw przeciwko czemuś, co się dzieje, żeby już nikomu więcej nie mówić Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, tylko operować jakimiś słowami wytrychami. Ale zostawmy już ten temat, bo on nie jest istotny aż tak bardzo w dzisiejszej audycji, chociaż on pokazuje ten puls życia, świat, w którym żyjemy i te zmiany, które wydarzają się na naszych oczach, zmieniając ten świat w zasadzie nie do poznania. To jest tak, jak ja patrzę z perspektywy tych moich parudziesięciu lat, jakie już przeżyłem, że ten świat, w którym się wychowywałem i urodziłem, nie ma w zasadzie już nic wspólnego z tym, w którym ja żyję. Kiedy opowiadam swojej córce o różnych historiach i rzeczach, które wydarzyły się w Polsce lat 70., 80., a nawet 90., czasami patrzy na mnie dziwnie, jakby uważając, że coś tam jej zmyślam. Dochodzi nawet do takich sytuacji kosmicznych wręcz, że kiedy na przykład próbujemy razem oglądać taki starożytny serial „Zmiennicy” na przykład albo serial „Alternatywy 4”, okazuje się, że to nowe pokolenie kompletnie nic nie śmieszy w tym filmie. Uważają, że film jest głupi i że jest nieśmieszny i w ogóle to jest jakiś absurd, który tam się dzieje. Tymczasem to był realny świat, w którym wtedy, wówczas żyliśmy. I tak sobie myślę z tej właśnie perspektywy, że skoro udało nam się przetrwać jeden absurd tamtych czasów, to być może absurdy, które rodzą się dziś, także uda nam się przetrwać.
Człowiek ma ogromną siłę przetrwania.I ma ten instynkt, który pozwala mu przeżyć w najtrudniejszych warunkach. Może ten nowy, wspaniały świat, który ma się zbudować lada chwila i powstaje na naszych oczach, również okażemy się na niego odporni i zobaczymy, do czego to doprowadzi. Natomiast dziś z innych historii, które chciałbym państwu opowiedzieć, jest to historia, która nieustannie mnie fascynuje i myślę, że wielu z państwa również. Jest to historia dotycząca Antarktydy. Antarktyda wywołuje całą masę emocji. Ostatnie informacje na temat Antarktydy i różne legendy, jakie narastają wokół tego kontynentu powodują, że wiele umysłów się bardzo mocno rozgrzewa i tworzą się niebywałe historie. Niebywałe historie, które czasami, jeżeli nawet brzmią jak kompletnie zmyślone, zawsze gdzieś jest jakieś pewne ziarnko prawdy. Nawet jeżeli niektóre z nich są absurdalne, warto je mieć ciągle na oku. Być może jakaś część, jakiś ich element może być tym brakującym puzzlem do stworzenia całego obrazka. Żeby stworzyć cały obrazek, a ja próbuję to już od jakiegoś czasu i szykuję się do większej, dłuższej opowieści na temat Antarktydy, dlatego że z czasem udało mi się zebrać całą masę różnych informacji.
Co jakiś czas piszę artykuł na Atlantydzie, co jakiś czas robię audycję na ten temat. Opowiadam te wszystkie antarktyczne historie, co się dzieje, nowe odkrycia, stare odkrycia, nowe teorie i okazuje się, że ten kontynent nieustannie dostarcza nowej pożywki, nowych elementów do kolejnych rozmyślań i rozważań. Tym najnowszym wątkiem, jaki udało mi się odkryć w kwestii Antarktydy jest to, że dokonano szeregu fotografii lotniczych z użyciem swego rodzaju radaru, który penetrował warstwę lodu, czyli pokazywał krajobraz, który jest pokryty tą grubą warstwą lodu. W niektórych miejscach Antarktydy, jak na przykład w okolicy Morza Rossa, wiele tych struktur geologicznych wystaje z lodu, także są łatwe do zaobserwowania. Niektóre z nich są pokryte bardzo cienką warstwą lodu, więc są łatwe do penetracji przez ten radar. Tych zdjęć dokonano w zeszłym roku i od tego czasu się je analizuje. Między innymi analizował je człowiek, który nazywa się William James Veal. I to, co odkrył na tych zdjęciach, zdumiało go w sposób ogromny, ponieważ nagle zauważył, że wśród tych różnych struktur, wśród tego kształtu Antarktydy co jakiś czas wyłania się coś takiego, co przypomina ludzką głowę. Przypomina rodzaj rzeźby. Coś bardzo interesującego.
Przypomina coś, co gdyby szukać najszybszego porównania, co kiedyś mówiono o tym, że istnieje na przykład wielka twarz na Marsie, gdzieś tam w Cydunii. Takie właśnie struktury zostały odnalezione na Antarktydzie. I gdyby była to jedna tego typu struktura bądź dwie, trzy, zawsze można by to było zrzucić na karb pareidoli, czyli pewnego przywidzenia, pewnej antropomorfizacji, do której mamy skłonność i często jeżeli widzimy na przykład bluszcz, który owija dookoła słup telegraficzny, to nieoczekiwanie pod pewnym kątem, w jakimś tam oświetleniu nagle okazuje się, że przybiera on symbol krzyża, na którym nawet czasami ktoś sobie wisi. Stąd te wszystkie historie z tymi matkami boskimi, które ukazują się na szybie, w chlebie, w różnych bardzo dziwnych miejscach i ludzie dostrzegają to, odcyfrowywują ten kształt, widzą go i utożsamiają go z jakąś istotą nadprzyrodzoną. I dlatego pan Veal miał również podobne wrażenie, że być może jest to jego przywidzenie. Jest to taka antropomorfizacja czegoś, co być może jest czymś zupełnie, absolutnie naturalnym. Ale kiedy okazało się, że jest ich kilkadziesiąt, doszedł do wniosku, że nie może to być przypadek. Kiedy zaczął przyglądać się tym zdjęciom jeszcze dokładniej, okazało się, że wokół tych wielkich płaskorzeźb, glifów na ziemi znajdują się również specyficzne znaki. Zastanawiał się, co to są za znaki i kiedy szukał jakiegoś odpowiednika dla nich, nieoczekiwanie odkrył, że są to znaki protosumeryjskie, co samo w sobie jest szokujące. Cała historia jest szokująca.
Nie jest jeszcze aż tak doskonale udokumentowana. Dlatego kiedy słuchacie jej teraz, weźcie też troszeczkę to ziarnko soli, wrzućcie do tej beczki z tymi informacjami, które wam opowiadam. Ja też trzymam troszeczkę rezerwę do tej historii, ale ponieważ uwikłana jest w to nauka, trochę pieniędzy, ponieważ samolot musiał przelecieć i to sfotografować. Użył też bardzo wyrafinowanego sprzętu, który był już używany do celów archeologicznych, dlatego że ten sam samolot na przykład robił zdjęcia Labradoru w poszukiwaniu osiedli wikińskich. My ciągle mamy tą kontrowersję, oczywiście coraz słabszą, kto odkrył pierwszy Amerykę, że Kolumb nie był pierwszy, że chociażby Wikingowie odkrywali Amerykę, dopływali do Ameryki wielokrotnie i to przez kilkaset lat i nawet osiedlali się w Ameryce. Więc nie ma mowy o tym, ażeby to był Kolumb. I być może wypada to w końcu zmienić w historii. Ma to też swoje oczywiście konsekwencje inne, bo również i polityczne, i socjalne i kto wie, jakie jeszcze. To taka mała dygresja. Jak zwykle kocham się w tych dygresjach i wpadam nieustannie na dygresje.
Kiedy opowiadałem o tej choince do góry nogami w Nowym Jorku, że to taka nowa forma protestuTrudno wyczuć, dlaczego aż tak, przeciwko czemu ma to być protest, bo ja nie widzę nic złego w tego typu świętach, które trwają już od dobrych dwóch tysięcy lat. Święta Bożego Narodzenia i ta tradycja bardzo mocno się utrwaliła i nieważne, czy ktoś jest wierzący, czy nie, dla mnie jest to bardzo rzeczywiście wesołe i przyjemne święto. Zwłaszcza że akurat, to jest dygresja, uważajcie, bo to jest dygresja w dygresji. Zwłaszcza że akurat wypada w czas przesilenia zimowego, więc bardzo magiczny moment, kiedy świat odradza się na nowo, kiedy zamykają się te wrota do innego wymiaru, z którego przychodzą demony. A to zaczyna się w czasie Halloween. Wówczas właśnie w czasie przesilenia te wrota się zamykają i już wtedy jest lepiej. Ta ciemność, która otacza ziemię, zaczyna rzednąć. Zaczyna pojawiać się nadzieja na to, że będzie lepiej. I oczywiście lepiej jest wraz z wiosną. W końcu musi być lepiej.
Dzień się wydłuża i wszystko jest bardziej optymistyczne. Także ciągle dziś jeszcze jesteśmy w tym czarnym, nieprzyjemnym regionie. Może to także ma jakiś wpływ na mnie, że tej energii za dużo w sobie nie mam i bardzo ciężko mi się jest do czegoś zmusić. Zajmuje mi to ogromnie dużo czasu, co jest okropnie irytujące, że jeżeli coś zajmuje dużo czasu, na przykład zajmuje dużo czasu przeczytanie książki czy zajmuje dużo czasu chociażby zrobienie odpowiednich zakupów na przykład po to, żeby upiec placek z dyni. Dobry pomysł. Ale wracając do tej mojej dygresji bożonarodzeniowej i do Kolumba, to ta moda na odwrotną choinkę ma jeszcze swój inny wyznacznik, bo jest duża kontrowersja wokół pomnika Kolumba. W Nowym Jorku jest pomnik Kolumba w miejscu, które nazywa się Columbus Circle i jest to miejsce bardzo prominentne na Manhattanie, bo jest to miejsce, które łączy ze sobą z jednej strony Broadway, z drugiej strony Central Park. Niedaleko jest Plaza Hotel, który znacie pewnie z filmu „Kevin sam w domu”. Tak przynajmniej podejrzewam. Być może niektórzy nawet mieszkali w takim hotelu.
Mnie prawdopodobnie, raczej na pewno nie stać na to, żeby zamieszkać w takim hotelu. À propos w tym hotelu, kiedy Kevin sam został w domu i ten film był tam kręcony, w tym hotelu pojawia się w przejściu, w pewnym momencie tego filmu pojawia się pewna postać. W filmie nazywa się to najczęściej takie postacie, które pojawiają się i znikają, takie cameo, czyli w zasadzie postać, która nie ma żadnego znaczenia dla akcji filmu. Widzicie, kolejna dygresja w dygresji. To jest okropne. Spróbuję to poprawić. Pojawia się pewna osoba o bardzo charakterystycznym wyglądzie i tą osobą jest właśnie Donald Trump, który zamienia kilka słów nieważnych dla całości filmu z Kevinem. Także w tym miejscu jest właśnie ten Plaza Hotel. W bardzo niewielkiej odległości od tego jest oczywiście Trump Tower, jego główna siedziba w Nowym Jorku, obecnego prezydenta. Jest kilka innych ważnych miejsc.
Jest na przykład Muzeum Historii Naturalnej z tym wszystkim bogactwem nieprawdopodobnych eksponatów, jakie ma w swoich zasobach. Także miejsce jest magiczne i w samym centrum tego Columbus Circle stoi gigantyczna wieża, na której stoi Kolumb i patrzy sobie na ten Nowy Jork. Jest to taki, jak to mówią Amerykanie landmark, czyli bardzo ważny element, który wrósł już mocno w ten nowojorski krajobraz. I w tej chwili mnóstwo energii przeznacza się na to, żeby ten pomnik Kolumba obalić, żeby go po prostu zniszczyć, ponieważ on uwłacza ludzkości, ponieważ Kolumb oznacza śmierć Indian, zniszczenie kultury i wiele innych rzeczy. Także żyjemy w takich właśnie czasach, kiedy próbuje się na siłę zmieniać historię. W Nowym Jorku próbuje obalić się pomnik Kolumba. W południowych Stanach obala się pomniki bohaterów wojny secesyjnej, tak jakby kompletnie chcąc wymazać historię amerykańskiego Południa, mimo że oczywiście nie ma ona zbyt wiele swoich dobrych elementów, ale jest to część historii. Jakakolwiek ta historia by nie była, zawsze płynie z niej jakaś nauka, jest częścią nas i powinna w jakiś sposób być zabezpieczona. Tymczasem chce się ją kompletnie wymazać. Chce się wymazać pomnik Kolumba.
Ale o czym to ja mówiłem? I teraz z takich dygresji podwójnych i potrójnych bardzo trudno jest wrócić. Wracamy do Antarktydy, także podróż bardzo daleka. Już wiem. Opowiadałem o Nowej Fundlandii, o samolocie, który fotografował miejsca archeologiczne, gdzie ewentualnie podejrzewano, że Wikingowie mogli mieć swoje osiedla. Także ten cały sprzęt był sprawdzony już i wykalibrowany do prowadzenia tego typu fotografii. Dlatego postanowiono użyć go do zbadania Antarktydy. Jest to niezwykle rzadki przypadek, bo Antarktyda i dostęp do niej jest bardzo utrudniony. Jest nie tylko ciężko zdobyć pozwolenie na przeloty nad tym kontynentem. W ogóle bardzo trudno jest się tam dostać i mimo że nie należy do żadnego kraju, w ogóle to wszystko wygląda na jakiś rodzaj wręcz można powiedzieć spisku, który stwarza ten dostęp bardzo utrudniony.
Można pojechać oczywiście turystycznie, ale pochodzić po brzegu, pomachać pingwinom co najwyżej. Żeby zostać dłużej, można dzięki znajomościom ewentualnie zostać w polskiej stacji badawczej. Jeżeli ma się parę dobrych układów, o co jest troszkę łatwiej, ale już w takiej stacji McMurdo bardzo trudno się zatrzymać, mimo że generalnie jest to, można powiedzieć, miasto na Antarktydzie, które od czasu do czasu mieści w sobie 30 tysięcy ludzi. Miałem kiedyś taką fantazję, żeby zdobyć pracę w McMurdo i przyjrzeć się temu wszystkiemu z bliska, co tam się dzieje. Ale okazało się, że pracę jest niełatwo zdobyć. Najwyżej można zdobyć w serwisie żywieniowym.I trzeba było złożyć bardzo długą aplikację, żeby zostać do takiej pracy przyjętym. Także ta fantazja mi przeszła. To, co chcę powiedzieć, to że dostęp do Antarktydy jest bardzo utrudniony i dlatego przelot tego samolotu, który mógł fotografować pewną część wybrzeża Antarktydy, jest czymś w sumie unikalnym. I sam fakt, że te zdjęcia, był do nich dostęp i pewni ludzie mogli je analizować, również jest czymś absolutnie niezwykłym. Na dodatek okazało się, że odnaleziono te bardzo dziwne postaci i napisy, które sugerują Sumeryjczyków, co samo w sobie wręcz rozwala głowę.
Co to może być? Z czym to może być związane? Jakby tego było mało, okazało się, że w Australii osunął się jakiś klif i z tego klifu wyłoniła się skała, gdzie były napisy, które przypominały mieszankę napisów sumeryjskich z napisami tamilskimi. Tamilowie żyją na Sri Lance, w jej południowej części. Północną zajmują Syngalezi. I znów zastanawiające jest to, w jaki sposób ktoś mógł dotrzeć bardzo dawno temu przez Ocean Indyjski do tego miejsca w Australii. Przecież Australia była nieznana. Kiedy jeszcze dołożymy do tego te wszystkie mapy, które od czasu do czasu pojawiają się i pokazują one na przykład zarys Antarktydy w czasach, kiedy nie mogła być ona znana. Nie było nawet technologii, żeby tam dopłynąć, a co dopiero zbadać to wszystko geograficznie. Na dodatek niektóre z tych map pokazują Antarktydę jako sam ląd, niepokryty lodem.
I to oczywiście dodaje zamieszania do tego myślenia. Jest to niezwykle interesujące, jak zbudować wniosek, jak wszystkie te wątki ze sobą połączyć. Myślę, że w połączeniu tych wszystkich wątków pomaga kilka elementów. Pierwszy ślad, który nasuwa pewne rozwiązania, jest taki, że nasz badacz Igor Witkowski w swojej książce „Osie świata” opisywał sytuację taką, że ludzie z subkontynentu indyjskiego byli w stanie podróżować bardzo daleko. I on postawił taką teorię, że ludzie w Ameryce pojawili się właśnie stamtąd. Pojawili się z Indii, dopłynęli do Ameryki i tam ją zaczęli zasiedlać, co stoi oczywiście w głębokiej sprzeczności z oficjalnie panującą akademicką teorią, że ludzie przeszli do Ameryki przez zamarzniętą cieśninę Beringa. To, co napisał Igor Witkowski w swojej książce, sugeruje również odwrotny proces. Bo jak by to wszystko wyglądało, gdyby okazało się, że tak naprawdę to wszystko poszło w kompletnie odwrotną stronę? Że być może ta cywilizacja matka nie pojawiła się wcale w dolinie Tygrysu i Eufratu, tym żyznym półksiężycu legendarnym, od którego zaczęła się cała nasza cywilizacja, a zaczęła się właśnie na Antarktydzie i przez Australię. Jak wiemy, Aborygeni są jedną z najstarszych kultur na świecie, jakie nieustannie i w jednej ciągłości istnieją do dziś.
Przez Cejlon, przez subkontynent indyjski, gdzie mamy cywilizacje, które stworzyły Mohendżo-Daro. To są bardzo stare cywilizacje, bardzo mocno prehistoryczne. I oczywiście Sumer. Co by było, gdyby ta sytuacja była odwrotna, że cywilizacja rozpoczęła się na Antarktydzie i dopiero z niej, być może zepchnięta tworzącym się lodem, różnymi okolicznościami, które dziś jeszcze brzmią fantastycznie, bo trudno jest wyjaśnić, w jaki sposób mogło do tak gwałtownego zlodzenia dojść, musiały zmienić miejsce swojego funkcjonowania. Ale być może przez jakiś czas istniały na tym antarktycznym kontynencie. Następna sugestia, która podpowiada, że może coś w tym jest, jest znów powrót do tych dwóch wypraw, które są osnute legendą. Pierwsza z nich to oczywiście wyprawa Niemców. Druga, która wyglądała jak wręcz follow up, to była wyprawa admirała Byrda, który popłynął dokładnie w to samo miejsce co Niemcy. I co Niemcy zrobili? Co jest charakterystycznym elementem tej niemieckiej wyprawy, jest to, że Niemcy wykorzystali swoje samoloty do tego, ażeby robiły zdjęcia.
Oczywiście najbardziej nam działa na wyobraźnię to, że Niemcy zrzucali te swoje chorągiewki ze swastykami i zajmowali teren, ale oni robili zdjęcia. I teraz zachodzi możliwość taka, że być może właśnie na tych zdjęciach coś zauważono. Jak wiadomo, całą tę ekspedycję rozpoczęło towarzystwo Thule-Gesellschaft, bardzo dziwne stowarzyszenie, które szukało korzeni ludzkości. To jest to stowarzyszenie, które grupowało w sobie na przykład tych wszystkich zaawansowanych archeologów, profesorów historii, którzy intensywnie kopali właśnie w Sumerze. To być może sprawia także, że te wszystkie tabliczki z pismem klinowym mają tak niezwykłą wartość, że gdziekolwiek się pojawiają, natychmiast, jeżeli pojawiają się w jakichś niezależnych rękach, natychmiast pojawia się lament, że zostały skradzione i komuś je trzeba natychmiast oddać, po czym te tabliczki znikają. Te tabliczki też osiągają olbrzymie ceny na czarnym rynku. Nawet jeśli zawierają tylko rachunki handlowe, są skupowane, bo ktoś poszukuje informacji i być może te informacjeKtóre są tak mocno reglamentowane. To są właśnie informacje, że cała ta cywilizacja sumeryjska skądś przybyła. Nie przybyła z kosmosu, a przybyła być może z Antarktydy. Być może stamtąd wiedzie droga, co jest czymś, co kompletnie rozwala naszą ludzką historię.
Bo spójrzmy, co się dzieje, kiedy Sumer pojawia się na mapie świata, kiedy pojawia się cywilizacja sumeryjska. To, co jest najbardziej zdumiewające, to jest fakt, że nagle z ludzi, którzy teoretycznie powinni być takimi zbieraczami i myśliwymi, którzy wędrują sobie, nie są w stanie zbudować nic sensownego, co by było trwałe, nie są w stanie zbudować społeczeństwa o jakimś większym zasięgu niż kilkadziesiąt osób, które nie są w stanie wyjść poza wspólnotę plemienną. Nagle, w zasadzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, budują miasta, budują rolnictwo, budują prawo, budują całą infrastrukturę dookoła tych miast, co dokładnie widać, kiedy odkopuje się dziś na przykład kulturę Harappa, kiedy okazuje się, że te miasta miały i wodociągi, i kanały, i całe te ulice były zaplanowane z góry, nie były budowane chaotycznie. Jest to zdumiewające, skąd ci ludzie nagle wpadli na tak genialny pomysł, że z kamienia gładzonego przeskoczyli do czegoś, co było wręcz jak lot w kosmos dzisiaj, do kompletnie innego myślenia na temat świata, budowy społecznej. I być może właśnie wytłumaczeniem byłoby to, że ci ludzie i ta ich kultura i cywilizacja miała miejsce, gdzie wykształciła się wcześniej i być może tym miejscem była właśnie Antarktyda. I to byłby nieprawdopodobny przełom, a także to byłoby coś, co tłumaczy, dlaczego taką tajemnicą jest otaczana Antarktyda, dlaczego tak reglamentuje się informacje na temat Antarktydy. To by także tłumaczyło wiele różnych tajemniczych zdarzeń, które wydarzyły się na przykład po tej niemieckiej wyprawie, kiedy okazało się, że wszystkie dokumenty z niej kompletnie utajniono. Kompletnie utajniono, bo podejrzewano, że wywoła to gigantyczną rewolucję w całej naszej wiedzy na temat naszej przeszłości i oczywiście ustawi ją dokładnie na głowie, gdyby coś takiego wyszło. Ja przynajmniej to sobie tak tłumaczę. Ja zdaję sobie sprawę, że jest to w pewnym sensie teoria mocnej spekulacji, ale myślę, że coś takiego jest warte tej spekulacji.
Bo co się stało dalej z wyprawą admirała Byrda? Jak wiemy, admirał Byrd nic nie powiedział na ten temat. Co on tam zobaczył? Co się tam wydarzyło? Do czego doszło na Antarktydzie? Czy coś zostało odkryte? Jak wiemy, miał nawet lotniskowiec, czyli przez jakiś czas, przez przynajmniej dwa czy trzy tygodnie prowadzono dokładny rekonesans lotniczy. Robiono masę zdjęć. Nikt nigdy tych zdjęć nie zobaczył, jakie zrobił admirał Byrd. I admirał Byrd miał już opublikować raport właśnie z tej swojej wyprawy do Antarktydy.
I wydarzył się dziwny przypadek w jego życiu. Jego syn miał mieć przemówienie, bodajże w siedzibie National Geographic. Muszę jeszcze dokładnie to sprawdzić. A dokładnie na dzień przed publikacją tego raportu admirała Byrda po prostu zginął w wypadku samochodowym, nieszczęśliwym wypadku. I tu oczywiście zapala się czerwona lampka konspiracji. Oby na pewno był to nieszczęśliwy wypadek, czy była to taka brutalna depesza do admirała Byrda, żeby jeszcze raz zastanowił się, czy chce opowiedzieć swoją historię. I admirał Byrd nie opowiedział już swojej historii nigdy więcej. Za to powstało kilka tak zwanych pamiętników admirała Byrda, które uważam, że są właśnie takimi fałszywymi tropami, które mają kompletnie zepchnąć myślenie o Antarktydzie na boczny tor. I to, że to, co odkryto na Antarktydzie, jest tak niezwykle ważne, to świadczy jeszcze jeden fakt. Jest to historia, która rzadko jest dokładana do tych wszystkich niezwykłych wydarzeń związanych z Antarktydą.
Jest to historia Rudolfa Hessa. Rudolf Hess był jednym z organizatorów tej wyprawy w latach 1938-1939 na Antarktydę. Jak wiemy z historii, Rudolf Hess wybrał w pewnym momencie taką bardzo dziwną rzecz do zrobienia. Po prostu wsiadł w samolot, poleciał do Anglii, wylądował gdzieś w Anglii na polu, na spadochronie ten samolot rozbił. Został wzięty do niewoli. Podobno mówi się o tym, że chciał negocjować pokój pomiędzy Niemcami a Brytyjczykami albo chciał po prostu stworzyć sytuację polityczną, gdzie Anglicy ogłosiliby swoją neutralność i zostawili Europę na pastwę nazistów. Ale są to wszystko takie spekulacje historyczne, które same w sobie brzmią nieprawdopodobnie. Bo jeżeli chce się politycznych jakichś układów, to nie robi się to w ten sposób, że się leci samolotem i skacze się na terytorium wroga, a jest się przecież takim wicefirerem, jedną z najważniejszych osób w państwie, być może w ogóle najważniejszą osobą w państwie. Historia Rudolfa Hessa jest niezwykle interesująca. Jest to człowiek, który był, bo już nie żyje.
Po prostu ludzie tyle nie żyją, więc można podejrzewać, że już teraz z pewnością nie żyje. Był uwikłany w ogromną ilość tych tajnych stowarzyszeń. Tajnych stowarzyszeń, które bardzo mocno przyczyniły się do wzmocnienia partii nazistowskiej, do wywyższenia, do postawienia Hitlera w tym miejscu, w którym on się później znalazł. Rudolf Hess siedział z Hitlerem w więzieniu i dziś wielu historyków podejrzewa nawet, że taki kapral jak Hitler z pewnością nie miał na tyle wiedzy ani fantazji, ani umiejętności, żeby móc napisać tą swoją książkę „Mein Kampf”, że po prostu w więzieniu za niego napisał to Rudolf Hess.To był bardzo ważny, istotny człowiek dla całej sprawy. Hess, będąc jednocześnie szefem stowarzyszenia Thule-Gesellschaft, z pewnością miał ogromną wiedzę na ten temat. I kto wie? Być może ta jego wiedza na temat ludzkich korzeni, na temat tego, jaki jest nasz początek, sprawiła, że był do końca swojego życia tak bardzo izolowany. Do tego stopnia, że więzienie w Spandau, potężne więzienie, miało zostać zburzone, ale istniało tylko dlatego, że on był tam jedynym więźniem do końca swojego życia. Oczywiście istnieją teorie, że Hess żył sobie szczęśliwie w zupełnie innym miejscu, a w więzieniu siedział jego dubler, ale to są zupełnie inne historie. Co wskazuje, że osoba Hessa uwikłana w Antarktydę bardzo mocno, ma tu również swoje znaczenie.
Dziś mamy te niezwykłe odkrycia, zdjęcia tych twarzy, które przypominają twarze różnych sumeryjskich bogów czy nawet indyjskich bogów i napisy, które da się odczytać, które nazywają tych bogów po imieniu bądź nazywają ich na przykład władcami światła czy coś w tym rodzaju. Co sugeruje, że ten związek nie jest przypadkowy. Jeżeli napis w jakiś sposób określa to, co przedstawia tego typu rzeźba. Temat jest do zbadania i myślę, że temat jest przez to niezwykle fascynujący i ta cała historia nabiera ogromnych rumieńców. Z tego powodu ci wszyscy, którzy pojechali na Antarktydę ostatnio, te dziwne postacie z rodów arystokratycznych, postaci polityczne, religijne, drugi człowiek na Księżycu. Ci wszyscy ludzie, którzy to oglądali i to coś, co zobaczyli, zrobiło na nich ogromne wrażenie. Niekoniecznie są to być może kosmici i stacje kosmiczne czy jakieś tajne bazy nazistów, a właśnie ślady po najstarszej kulturze Ziemi, którą my czasami nazywamy Atlantydą i upatrujemy jej w legendzie. A być może coś takiego było czymś niezwykle realnym i cała nasza ludzka cywilizacja miała swój początek na kontynencie, który jest dziś kompletnie zamarznięty i nie ma na dodatek do niego dostępu. Jest niezwykle pilnie chroniony i nikt nie może w dowolnym momencie, w dowolnym czasie pojechać sobie i tam robić swoich własnych poszukiwań. Od czasu do czasu wpadają takie strzępy informacji.
Dlatego znów jest to kolejny odcinek, kolejna instalacja antarktyckiej przygody i z pewnością będzie ona kontynuowana, a ja dopisuję ją do szeregu tych wszystkich informacji, które udało mi się do tej pory zdobyć i mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się wyprodukować coś poważniejszego na ten temat. Coś, co spróbuje zebrać to wszystko w jedną całość i spróbuje dostarczyć pewnych określonych wniosków, które mieszczą się w granicach rozsądku. Bo o ile można oczywiście pofantazjować na wiele tematów, myślę, że rozsądek jest tutaj bardzo ważnym narzędziem. Taką historię państwu chciałem opowiedzieć o Sumeryjczykach, którzy być może pojawili się na Bliskim, a raczej na Środkowym Wschodzie, wprost z Antarktydy. I tych historii dookoła nas wydaje się, że jest dużo. Jeszcze wracając na chwileczkę do tej historii. Widzicie państwo, ten mróz jednak daje się we znaki, bo zwalnia mi myślenie. Oczywiście ktoś by zapytał: bo skoro Sumeryjczycy, załóżmy, zróbmy takie założenie teoretyczne, że skoro rzeczywiście coś takiego istniało jak cywilizacja, która istniała na Antarktydzie, to przecież gdyby dotarli do Azji, to po drodze mieli Australię, o której wspomniałem, że znaleziono coś także, co sugeruje ich obecność na terenie Australii. Ale znaleziono także kilka elementów w Ameryce Południowej. Jest na przykład Pokotia Monolit w Boliwii, gdzie są napisy sumeryjskie na tym monolicie i jest to kompletnie niewytłumaczalne.
I następna rzecz to się nazywa Fuente Magna. Jest to misa, która jest całkowicie dookoła zapisana językiem protosumeryjskim. Wywołała ona kompletne kontrowersje. Wielu naukowców uznało ją za fake, ale wszystkie badania, jakie przeprowadzono na niej wskazują, że jest to oryginalna rzecz, że tę misę stworzono bardzo, bardzo dawno temu. Z tym językiem były kłopoty, podobnie jak z językiem, który tłumaczył Sitchin. Bo kiedy mówimy o tym, jak tłumaczyć język sumeryjski. Język sumeryjski nie jest czymś, co przez tysiąc lat brzmiał i wyglądał w taki sam sposób. Spójrzmy na nasz własny język, jak on bardzo się zmienia, że nawet pokolenia, które mówiły po polsku 200 lat temu, dziś musiałyby się troszeczkę nagłowić, żeby zrozumieć nasz dzisiejszy współczesny język, często zasypany takimi makaronizmami angielskiego pochodzenia. Bo już w zasadzie w języku polskim używamy takich słów jak fake, jak komputer, jak wiele innych takich elementów, które pochodzą z innego języka, które stały się częścią języka polskiego. Co pokazuje, że język jest żywy i że niekoniecznie za każdym razem trzeba go tłumaczyć tak samo, ponieważ on podlega bardzo dynamicznym zmianom.
Więc jeżeli cywilizacja sumeryjska trwała przez kilka tysięcy lat, siłą rzeczy ewoluował wraz z nią jej język. Jeden tekst oddzielony od siebiekilkoma tysiącami lat, dwoma nawet tysiącami lat, z pewnością będzie inaczej odczytywalny. To dodaje jeszcze zamieszania w tych wszystkich tłumaczeniach. Tak że ta Fuente Magna, ta misa z napisami sumeryjskimi, jest często określana jako napisy protosumeryjskie, czyli tak jakby została zapisana jeszcze w języku, który był pierwszym, bardzo pierwotnym językiem tej całej cywilizacji, która wystrzeliła, eksplodowała w Sumerze. Co również pokazuje, że być może ten kierunek z Antarktydy przechodził właśnie takimi bazami po drodze. Były miejsca w Ameryce Południowej i stąd tego typu niewygodne dla archeologii artefakty tam właśnie się znajdują, na terenie Boliwii. Tak że taka zaskakująca, niespodziewana historia. I to w zasadzie kończy ten nowy etap w rozmyślaniu na temat Antarktydy. Natomiast dzieje się dookoła nas niezwykle dużo i z takich historii wspominałem ostatnio, ale zdaje się, i tu reklamuję, taka reklama, audycja Polaraksa. Wspominałem o tym dziwnym obiekcie, który wleciał do naszego Układu Słonecznego spoza naszego Układu Słonecznego.
Nie wiadomo skąd przybył i wygląda on na taki rodzaj posłańca, być może od jakiejś innej pozaziemskiej cywilizacji, jako takiej sondy. I przypomina to do złudzenia historię, którą opisał Arthur C. Clarke w swojej książce „Randeву z Ramą”. Jest to dokładnie ta sytuacja, że coś się pojawia w Układzie Słonecznym. Coś, co kompletnie do niego nie pasuje. Coś, co nie zachowuje się jak asteroida, coś, co nie zachowuje się jak kometa, jak żaden inny kosmiczny kamień. Wszyscy na to zwrócili uwagę. Astronomowie obserwują ten dziwny element, który jeszcze ciągle mknie przez nasz Układ Słoneczny. I oczywiście najgorsze jest to, że nie jesteśmy w stanie zrobić tego, co zrobili bohaterowie książki Arthura C. Clarke'a, czyli polecieć na ten kawałek skały albo sondy kosmicznej, który krąży ciągle jeszcze w naszym Układzie Słonecznym, zanim poleci sobie gdzieś do kolejnej, innej galaktyki.
Ciągle jest do osiągnięcia. My nie mamy takiej technologii, ale skoro ta audycja, Paralaksa, jest poświęcona najrozmaitszym spekulacjom i mam możliwość spekulować na te tematy, to mam na ten temat nową spekulację, o której jeszcze do tej pory nie mówiłem. Przyszedł mi ten pomysł zupełnie ostatnio. Mówiłem zupełnie niedawno o tym, że firma Northrop Grumman zamówiła sobie wysłanie satelity w przestrzeń kosmiczną i zostało to zamówione w firmie SpaceX. I wówczas kojarzyłem to, że być może chodzi tutaj raczej o satelitę wojskową, która ewentualnie będzie kontrolowała sytuację związaną z Koreą. Jak wiadomo, między Koreą Północną a Ameryką nie jest za dobrze. Do wojny może dojść w każdej chwili, a ponieważ oba państwa mają zabawki nuklearne, nie jest to zabawa fajna. Bardzo czuję się nieswojo w tej zabawie. I w tym czasie, kiedy akurat ta wojna nabierała rumieńców, ewentualność tej wojny nabierała rumieńców, w tym czasie, kiedy dowiedziałem się o tym, że firma Northrop Grumman wysyła coś w przestrzeń kosmiczną na rakiecie SpaceX, doszedłem do wniosku, że musi mieć to chyba jednak związek raczej z Koreą, że być może dotyczy to tych samolotów, nowych bombowców B-21, które być może będą testowane w tym czasie nad Koreą, bo one są niewidzialne dla radaru i mają niezwykle wyrafinowaną technologię. Podobno.
Nikt nie wie, bo oczywiście rzeczy się stają. Ale dziś, kiedy patrzę na to zdarzenie jeszcze raz, mam wrażenie, że zadanie tej satelity nie ma nic wspólnego z Koreą, a ma za to dużo wspólnego z tym obiektem, który został nazwany Oumuamua, co oznacza „pierwszego posłańca” po hawajsku, co daje do myślenia. Skoro nazwano ten kosmiczny kamyk, jeśli to jest kamyk, pierwszym posłańcem. Bardzo interesujące. To tak, jakby astronomowie puszczali do nas oko i mówili: „Tak, my wiemy, że jest to satelita innej cywilizacji. Wysłana jest do nas depesza, ale nie możemy tego powiedzieć, bo załamiemy obecny paradygmat wiedzy. Ale puszczamy do was oko i mówimy, że jest to pierwszy posłaniec”. I teraz wracam do tej satelity Northrop. I dziś, kiedy mam kolejne przemyślenia na ten temat, czym mogła być ta supertajna satelita Northrop wysłana przez SpaceX, to myślę sobie, że gdyby to była instalacja wojskowa, ściśle tajna instalacja wojskowa, to w żaden sposób Northrop nie ryzykowałby wysłania tej satelity, używając SpaceX, który jest przecież w zasadzie cywilną firmą kosmiczną. Wojsko ma do swojej dyspozycji rakiety Atlas, ma swoją bazę Vandenberg w Kalifornii, z której wystrzeliwuje swoje obiekty, gdzie na przykład wynosi się w przestrzeń kosmiczną ten kosmiczny samolot X-37B.
Wystrzeliwuje się inne satelity, supertajne satelity wojskowe. Ponieważ wszystko dzieje się wewnątrz wojska, utrzymanie tajemnicy jest o wiele łatwiejsze, ponieważ system jest szczelniejszy. Więc dlaczego, gdyby to miała być supertajna satelita wojskowa, dlaczego używać SpaceX w momencie, kiedy tak naprawdę pieniądze nie grają znaczenia? Ilość pieniędzy, jaka płynie doamerykańskiej armii to jest to wodospad pieniędzy i w zasadzie już się zagubiono. Tutaj dygresja, niestety to jest mój życiowy problem, obecnie okazuje się, że gdzieś zniknęło 21 bilionów, czyli amerykańskich trylionów dolarów, które być może przepłynęły do wojska, kiedy okazuje się, że w zeszłym roku tylko poszło do budżetu wojskowego ekstra 800 milionów dolarów i nikt nie wie w zasadzie, w jaki sposób zostało to zaksięgowane. Tak że w zasadzie nie ma po tym zbyt wielu śladów. I ten księgowy, który to odkrył, dziś nie jest w stanie nawet tego za bardzo udowodnić, ponieważ te ślady, które on znalazł w budżecie, zostały zamknięte i są w tym momencie utajnione. Tak że to pokazuje, że wojsko nie ma żadnych problemów z finansami, że po prostu nawet nie pyta prezydenta czy Kongresu o to, czy może dostać więcej pieniędzy, bo te pieniądze otrzymuje wprost z Federal Reserve, czyli z banku, który produkuje, bo tak to trzeba nazwać, banknoty o wysokim nominale, które płyną do wojska, które stać jest po prostu na wszystko. Tak że kwestia ceny dla wojska ma znaczenie nawet nie trzeciorzędne, może nawet czwartorzędne. Każde pieniądze się znajdą, jeżeli jest jakiś najbardziej nawet szalony cel do zrealizowania.
Dlatego wydaje mi się, że gdyby to była tajna satelita wojskowa, wówczas Northrop Grumman użyłby wojskowych metod, ażeby wystrzelić coś takiego w przestrzeń kosmiczną. I kiedy mi się to nasunęło, doszedłem do wniosku, że być może to, co wyniósł SpaceX, jest zupełnie czymś innym, że w tej kapsule, którą wyniósł w przestrzeń kosmiczną, znajduje się zupełnie inny satelita. Jest to satelita, który ma właśnie pogonić za tym „Oumuamua”, za tym kosmicznym kamieniem, póki jest jeszcze w naszym Układzie Słonecznym. Być może ma go dogonić, a kto wie, być może nawet na nim wylądować i rzeczywiście zrealizować scenariusz opisany w książce „Rendezvous z Ramu”. Myślicie oczywiście, że jest to absolutne szaleństwo, bo przecież nie ma takiej technologii, żeby można było dogonić taki pędzący kamień, nawet jeśli nie pędzi on zbyt szybko. Oczywiście jak na warunki kosmiczne. Ale mówię to na podstawie pewnego spostrzeżenia. Ostatnio czytam troszkę o tym nowym kosmicznym napędzie, który nazywa się EmDrive i okazało się, że jest to technologia rewolucyjna. Jest to technologia, która kompletnie nie potrzebuje, można powiedzieć, paliwa. Potrzebuje tylko dopływu energii, który produkuje rodzaj mikrofali, które następnie wysyłane są do szczelnej komory, idealnie wypolerowanej w środku i dokonuje się tam wręcz magiczna przemiana energii po prostu w nicość.
Ale emanacja tej energii powoduje, że taki pojazd z tym EmDrive'em zaczyna pędzić, przyspieszać, jest łatwy do manewrowania i teoretycznie jest w stanie nawet osiągnąć prędkość światła. Jest to możliwe. I teraz cały ten pomysł EmDrive był przez dłuższy czas fantastyczną teorią, aż do jednego momentu. Do momentu, kiedy ten człowiek, który nazywa się na nazwisko Dahyer, zbudował EmDrive w swoim własnym garażu. Okazało się, że można zbudować takie urządzenie w garażu. Nie potrzeba superwyposażonego laboratorium. Jest to tak proste urządzenie. Wybudował go w garażu, zaczął go sprawdzać. Okazało się, że cała ta instalacja działa i dzięki temu, że miał paru kolegów związanych z NASA i z wojskiem, udało mu się skontaktować właśnie z firmą Northrop Grumman i przekazał cały EmDrive firmie Northrop Grumman, która ma go w swoim posiadaniu od co najmniej półtora roku i prowadzi z nim doświadczenia. I stąd ta moja spekulacja, że być może Northrop Grumman stworzył satelitę, która ma napęd typu właśnie EmDrive, jest w stanie dogonić tego pędzącego „Oumuamua” i usiąść na nim, spenetrować jego wnętrze i zrealizować scenariusz opisany w książce Arthura C.
Clarke'a „Rendezvous z Ramu”. A nasze rendez-vous, proszę państwa, już powoli zbliża się do końca. Dostaję tutaj sygnały z centrali Radia Paranormalium, żeby już przestać gadać i zakłócać wam niedzielny wieczór. I powoli zbliżamy się do debaty ufologicznej, na którą już w tej chwili wszystkich serdecznie zapraszam, a ja z państwem się żegnam. Jeszcze wesołych świąt nie życzę. Mam nadzieję, że spotkamy się ciągle jeszcze przed świętami. Jest ciągle jeszcze mnóstwo pomysłów, mnóstwo historii, o których chciałbym państwu powiedzieć, zwłaszcza o różnych technologiach, które mnie obecnie interesują, które podobnie jak EmDrive są do zrealizowania w garażu, w piwnicy albo w bunkrze, takim jak mój, z którego dzisiaj nadaję. Ale to o tym wszystkim w następnych programach. Jeszcze raz serdecznie państwu dziękuję za uwagę. Pozdrawiam i do następnego spotkania.
Dobranoc państwu. Dziękuję bardzo.
[53:58] - Mówił te słowa do państwa nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina, autor audycji „Paralaksa” i wideobloga „Polaraksa” oraz serwisu nowaatlantyda.com. Ja cię tutaj, Chrisie, zaraz zasypię na Messengerze komentarzami, które pojawiły się na czatach Radia Paranormalium w trakcie dzisiejszej audycji. A dzisiejszą „Paralaksę” już kończymy powolutku. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl.