[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste, drogi gościu chaty. Pozdrawiam twoją boską istotę. Witam w mych skromnych progach. Mam na imię Bart.
I dzisiaj kolejna część opowieści na temat medytacji. W poprzedniej części „Chaty mistyka” rozpocząłem temat, który dosyć rześkim torem zaprowadził mnie do momentu, kiedy to musiałem przerwać ze względów czasowych. Natomiast temat medytacji jest bardzo szeroki, niczym sam ocean świadomości, powiedziałbym. Także temat ten nie może być wyczerpany kompletnie nawet w dwóch edycjach „Chaty mistyka”. Aczkolwiek musiałem podzielić program pod tytułem „Medytacja” na dwie części. Dzisiaj ta opowieść będzie kontynuowana. Także drogi gościu, jeżeli nie jesteś zaznajomiony z pierwszą częścią podcastu pod tytułem „Chata mistyka: Medytacja”, to zapraszam i gorąco polecam odsłuchanie pierwszej części. A wszyscy ci, którzy zawitali do chaty mistyka poprzednio i zaznajomieni są z tematem medytacji, który to podjąłem w poprzednim odcinku, tych wszystkich zapraszam do rozgoszczenia się w chacie i do posłuchania dalszej części opowieści. Ponieważ temat medytacyjny jest bardzo szerokim, głębokim tematem, na który dyskutować można by na pewno wieloma godzinami, więc tutaj gwolą drobnego wstępu do dalszej części opowieści zrobię takie lekkie intro, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, drogi słuchaczku. Pozwolisz, że uzupełnię poniekąd nasz dziennik pokładowy.
Także dziennik pokładowy, login: 22. odcinek „Chaty mistyka”. Jest to swoistego rodzaju skok w czasoprzestrzeni, dlatego, że to intro nagrywam dla ciebie, drogi słuchaczu, już z kompletnie innego miejsca, z kompletnie innego położenia niż to miejsce, w którym to rozpocząłem wątek medytacji. Otóż przemieściłem się do innego kraju. Znajduję się obecnie w Nepalu, moi drodzy. Przepiękne góry. Powróciłem w góry. Naprawdę jestem zaskoczony Nepalem. Nie miałem za bardzo pojęcia na temat tego kraju ani zwyczajów. Wspaniali ludzie.
Naprawdę Nepalczycy są tak uroczo gościnni i nie są w tym wszystkim nachalni, tak jak zdarza się to w Indiach, gdzie mniej więcej 10 razy dziennie w uczęszczanych miejscach ktoś pyta się mnie, czy zrobię sobie z nim zdjęcie selfie. Tak po prostu, bez powodu. Po prostu tak z czapy ludzie wyskakują i proszą o tak zwane zdjęcia selfie. W Indiach przemysł turystyczny wygląda troszeczkę inaczej. Tam kraj jest oblegany w wielu miejscach, nie tylko przez lokalną ludność, ale również przez turystów. Tutaj w Nepalu zawitałem do miejsca, które nazywa się Pokhara. Pokhara jest przeuroczą miejscowością położoną nad wspaniałym, przepięknym jeziorem, które to właśnie w tej chwili oglądam sobie z wzgórza. Jest zachód słońca, także przepiękne kolory. Góry przepiękne, wspaniała pogoda. Byłem parę dni temu na takim spacerze południowym i widziałem ośnieżone szczyty tak zwanego kręgu Annapurna.
Dlatego, że to miejsce, Pokhara, jest taką bazą wypadową do dłuższej wyprawy, takiego spaceru, który zwykle zajmuje ludziom od 10 do 14 dni, czyli jakieś takie dwa tygodnie po prostu cały czas na drodze, idąc codziennie w inne miejsca. Więc jest to taka swoistego rodzaju baza wypadowa dla wielu turystów, dla wielu podróżników. Spotykam tutaj mnóstwo ludzi z różnych części świata. Atmosfera jest naprawdę wspaniała, bo to są bardzo barwni, kolorowi ludzie. Każdy z nich ma jakąś historię, każdy z nich pochodzi skądś, z jakiegoś innego miejsca na planecie. Więc naprawdę przemiło jest spotkać takich ludzi i po prostu najzwyczajniej w świecie posłuchać ich opowieści. Czasami oczywiście można również opowiedzieć im swoją historię, ale mnie głównie pasjonują opowieści innych podróżników, a niektórzy z nich to są już tacy prawdziwi weterani, powiedziałbym. To, co tutaj ja przeprowadzam w mojej skromnej podróży po Indiach i w tym momencie po Nepalu, czasem czuję się po prostu tutaj jako nowicjusz, dlatego, że spotykam ludzi, którzy są w drodze na przykład już po trzy, cztery, pięć lat. I w pewien sposób ci ludzie znaleźli sobie jakąś metodę, żeby podróżować i żeby zarabiać również pieniądze w trakcie tych podróży na różnego rodzaju sposoby. To wszystko pozwala im na przetrwanie w tych krajach Azji, w Indiach.
Dzięki temu ci ludzie sobie jakoś radzą, pozostają na drodze przez wiele lat. To jest wspaniały klimat, dlatego, że ludzie podobnych zainteresowań, ludzie podobnej wibracji, powiedziałbym, w pewien sposób na siebie bardzo łatwo trafiają i bardzo łatwo, i w szybkim czasie zawiązują takie znajomości, przyjaźnie, można by powiedzieć. Jest to, moim zdaniem, bardzo skrupulatna forma wibracji, częstotliwości, którą my posiadamy. Mówię o tym często, wspominając techniki jogi. Jeżeli wytworzymy odpowiednią wibrację, poczynając od naszego wnętrza, to całe nasze otoczenie rezonuje w bardzo specyficzny sposób. Naturalnym jest to, że ludzie, którzy rezonują w bardzo podobny sposób, będą łączyć się w pary, w grupy, dlatego, że naturalnym jest to, że częstotliwość chce współistnieć z wibracją. Wibracje muszą się w pewien sposób zazębiać, nakładać. Inaczej energia zostaje rozproszona lub też skierowana w inne miejsce, w inną lokalizację. Dzisiejsze popołudnie spędziłem sobie w przepięknej miejscówce. Mała knajpeczka usytuowana na brzegu jeziora Phewa.
Tak nazywa się to jezioro tutaj otoczone szczytami himalajskimi. Siedząc tam sobie parę godzin, nie ukrywam, przewinęło się troszeczkę podróżników wokół mojego stołu. Usłyszałem parę ciekawych historii. To jest naprawdę czysta miłość. Ta energia, która wypływa z tych ludzi, to jest czysta radość życia. Ludzie inspirują siebie nawzajem, pomagają sobie nawzajem, odpowiadają sobie na pytania, które w pewien sposób ich nurtują lub dręczą. Często są też to zwykłe porady, takie bardzo techniczne, które dotyczą względów podróży. Ludzie wymieniają się adresami, wymieniają się kontaktami, gdzie można zarobić okresowo jakieś pieniądze podczas podróży. Ludzie opowiadają również o swoich doświadczeniach z substancjami psychoaktywnymi. Dzisiaj przydarzyło się tak, że parę osób wspomniało ich doświadczenia ostatnie z lokalnymi grzybkami halucynogennymi.
Podobno można je tutaj nabyć. Ludzie się nie boją wymieniać takimi informacjami, nie boją się wymieniać takimi doświadczeniami. Jest to bardzo przyjazna atmosfera, więc tutaj nikt niczego nie musi ukrywać na temat własnej natury. Wczoraj zresztą przydarzyło mi się spędzić parę godzin z ludźmi, którzy byli podczas tak zwanego tripa LSD i opowiedzieli mi o swoim przecudnym dniu, który spędzili tutaj wokół jeziora i również w lesie. Bardzo miło spędzony czas, bardzo miłe, górnolotne rozmowy i tematy. Radosna, wyluzowana atmosfera. Tutaj naprawdę nikt nie obawia się jakichś osądów czy tego, kto o kim co będzie mówił za plecami, czy co pomyśli. Dlatego, że jest to wspólny mianownik dla tych wszystkich ludzi, którzy tutaj się pojawiają w tym miejscu, że właśnie te kontakty są bardzo ułatwione. Także przemiłe dzisiaj popołudnie, również w knajpeczce. Parę ciekawych rozmów, dowiedziałem się paru ciekawych informacji.
Ludzie rozmawiają na tematy również takie, jak na przykład zaprogramować wodę, zanim ją wypijesz. Więc miło, naprawdę miło, że ludzie są świadomi, że są obudzeni, że są otwarci i spoglądają na tą rzeczywistość we właściwy sposób. Oprócz tego, ponieważ pogoda i widoczność przewspaniała, parę godzin dzisiaj dosłownie spędziłem, oglądając sobie paralotniarzy. Bardzo fajna miejscówka dla tych, którzy uprawiają ten sport paralotniarski. Ja miałem w życiu taki epizod, że też latałem na paralotniach, także wiem dokładnie, jak wygląda sytuacja tam w górze, w powietrzu. Jest to przepiękna sprawa. Kiedy jesteś tam w górze, jest to zupełnie inny świat, jak gdyby zupełnie inna perspektywa tego miejsca, z którego pochodzisz, tego miejsca, w którym jesteś. Więc umysł również przełącza się po pewnym czasie na trochę inny rodzaj pracy. Jest to, powiedziałbym, nie tyle medytacja, aczkolwiek nazwałbym to może kontemplacją. Tutaj moim zdaniem jaka różnica jest pomiędzy medytacją a kontemplacją?
Medytacja jest to stan, w którym próbujemy kompletnie wyłamać się poza zmysłowe aspekty naszej egzystencji tutaj, w tej rzeczywistości, w tym świecie dualizmu. Za pośrednictwem tych oto narzędzi poznawczych kreujemy sobie w jakiś sposób ogląd rzeczywistości. Więc pozbawienie się tych zmysłowych bodźców, a próba podjęcia doświadczenia w pozazmysłowy sposób to jest właśnie medytacja. To jest osiągnięcie stanu umysłu, w którym panuje kompletna pustka, kompletna cisza, kompletny spokój. Stan kwantowego odpoczynku czy wypoczynku można by powiedzieć. Stan nierobienia, w którym to właśnie łączymy się bezpośrednio z całością. Więc jak gdyby medytując, stajesz się totalnością, stajesz się jednością, stajesz się całością. Natomiast kontemplacja, moim zdaniem, zachodzi przy udziale pewnego rodzaju inteligencji czy też procesu intelektualnego. To znaczy inteligencję znowuż można podzielić na wiele różnych warstw Inteligencja niekoniecznie musi wiązać się z naszym intelektem, z naszym rozumem, chociaż również jest to aspekt inteligencji, tylko jest to swego rodzaju inteligencja wyuczona, bazująca na bazie tego, co pozbieraliśmy w naszych doświadczeniach do tej pory. Oprócz tego jest również inteligencja na poziomie takim makro, powiedziałbym, na poziomie naszych komórek, na poziomie tego, jak funkcjonują komórki krwi, dajmy na to, w naszym organizmie.
One wiedzą dokładnie, co mają robić, w jaki sposób, w jakim rytmie. Jest to jak gdyby inteligencja wewnętrzna, inteligencja życia, która tym wszystkim steruje, i te procesy zachodzą sobie bez naszego świadomego udziału. Ale o tych formach inteligencji porozmawiamy sobie kiedy indziej. Tutaj chciałem tylko przywołać różnicę pomiędzy medytacją a kontemplacją. Moim zdaniem kontemplacja przy procesach kontemplacyjnych używamy w pewien sposób swojego intelektu, więc są to procesy, które mają naprowadzić nas na swego rodzaju wyjaśnienie lub zrozumienie, ogarnięcie w pewien sposób kwestii. Medytacja z drugiej strony to jest po prostu przejście w stan rzeczy jako ogół, czyli to jest po prostu bycie rzeczą raczej niż studiowanie, interpretowanie owej rzeczy. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj kontynuuję opowieść o medytacji, także za chwilę zmieni się troszeczkę tło dźwiękowe. Wspomniałem różne rodzaje medytacji, różne techniki medytacji, ale doszedłem do takiego miejsca, gdzie wydaje mi się, że właśnie to siedzenie z zamkniętymi oczami, które w sanskrycie nazywane jest dhyana, to właśnie chyba jest najczęściej kojarzone w świecie zachodnim z medytacją, dlatego że wspomniałem wcześniej, że samo słowo medytacja niestety nie określa wszystkich technik, wszystkich gatunków podejmowania tego rodzaju praktyk. Ale dhyana to jest właśnie to siedzenie z zamkniętymi oczami.
Także doszedłem do takiego miejsca, kiedy podzieliłem się z wami moimi własnymi doświadczeniami, w jaki sposób to właśnie ja przeprowadzam tego typu technikę medytacyjną. To nie musi być dokładnie tak. To wszystko zależy od tego, z jakiej tradycji medytacja pochodzi, od jakiego mistrza również. Ale dla tych, którzy do tej pory nie zetknęli się z żadnymi technikami medytacyjnymi, myślę, że jest to dosyć fajna, wystarczająca wskazówka, by rozpocząć medytację. Więc wspomniałem o tych paru warunkach, które musimy sobie zapewnić. Przede wszystkim w pewien sposób atmosferę. Chodzi o to, żeby pies nie lizał nas po twarzy, żeby nie dzwonił telefon, żeby siostra nie waliła w drzwi naszej sypialni i tak dalej. To niekoniecznie muszą być świeczki i kadzidełka. Więc siedzimy na podłodze. Dobrze jest siedzieć w pozycji tak zwanego półlotosu.
Ta pozycja nazywa się Ardhaseedhasana. Dla tych, którzy są bardziej skrupulatni, polecam pogrzebanie w internecie, ale pozycja tak zwana po turecku również na początku wystarcza. Bardziej chodzi o to, żeby były proste plecy. Więc siedzimy z nogami skrzyżowanymi na podłodze, plecy są proste, oczy są zamknięte, ramiona spoczywają luźno wzdłuż korpusu, dłonie luźno spoczywają na udach, palce otwarte, połączone ze sobą, proste, ale nie napięte i dłonie skierowane do góry. Siedząc w ten sposób zamknij oczy i lekko skieruj swoją twarz do góry. Kiedy skierujesz swoją twarz lekko do góry, zauważysz, że automatycznie twoja uwaga w jakiejś części skupia się na punkcie na twoim czole. Jest to mniej więcej dwa, trzy centymetry powyżej linii brwi. To jest właśnie trzecie oko. To jest to miejsce, którego używamy w medytacji. To nie jest jedyne miejsce, którego używamy w medytacji, ale to jest to miejsce, na którym częściowo, w dosyć lekki sposób skupiamy uwagę.
Więc zamknij oczy, skup uwagę na swoim trzecim oku i zacznij oddychać swobodnie. No i co? I właściwie jesteśmy przygotowani do medytacji we właściwej pozycji. Co tutaj warto wspomnieć, nie ustalajmy sobie żadnych limitów czasowych. To znaczy nie mów sobie, że: „A dobra, to teraz posiedzę sobie godzinę, pomedytuję”, albo że: „Posiedzę tylko pięć minut, bo to właściwie na pewno nie działa”. Tylko po prostu bez ustanawiania żadnych ram czasowych usiądź sobie i zamknij oczy. Tyle, ile się uda, jest okej. To zawsze wymaga praktyki, więc czasami to może potrwać dosłownie parę minut, czasami może to potrwać parę godzin, kto wie. Tak czy inaczej, jeżeli nie wykonujemy żadnej konkretnej techniki kriji czy też hatha jogi, tutaj ten czas nie ma znaczenia. Dobrze jest sobie po prostu posiedzieć z zamkniętymi oczami.
Dobrze jest dostroić się do melodii kosmicznej przynajmniej na parę minut dziennie. Również zdaję sobie sprawę z tego, że samo siedzenie początkowo będzie skomplikowane, ale zachęcam do prób i do szlifowania tego narzędzia. Tego sposobu, to z każdym dniem naprawdę staje się łatwiejsze. Muszę wspomnieć o tym, żeby pozbawić się jakichkolwiek oczekiwań. Jeżeli coś wydarzyło się w pozytywny dla nas sposób, to znaczy mieliśmy wrażenie, że nasza medytacja powiodła się i wspaniałe mieliśmy z tego doświadczenie, to nie sugerujmy się tym za bardzo, dlatego, że to może się nie powtórzyć przez długi czas albo na przykład może nigdy się nie powtórzyć w ten sam sposób. Porównywanie swoich doświadczeń duchowych z tym, co już przeżyliśmy, czy z opowieściami naszych znajomych, czy innych opowiadaczy nie ma za bardzo sensu. Czasem nasza medytacja będzie przebiegała sprawnie, czasem może przebiegać nawet powiedziałbym boleśnie. Nie należy się przejmować tym, że nasza noga na przykład ścierpła i że wydaje nam się, że jest to taki ból, że za chwilę umrzemy, że jest to ból nie do wytrzymania i że za chwilę odpadnie nam kończyna. Ja polecam wytrwałość. Nie wiercić się, nie ruszać się, nie chodzić do toalety.
Nasz umysł będzie nam próbował podszeptywać różnego rodzaju zdradzieckie formuły, dlatego, że umysł broni się automatycznie przed próbą wyłączenia jego. Jest to naturalne. Za chwilę jeszcze o tym powiem. Co chodzi o takie fizyczne dolegliwości, to nie należy się tym przejmować. Fizycznie, biologicznie nie ma takiej opcji, abyśmy mogli sami siebie skrzywdzić. Pomimo tego, że nasz organizm może nie być początkowo przyzwyczajony do siedzenia w takiej pozycji i ona może wydawać się niewygodna, bolesna, to okazuje się, że to jest najbardziej prawidłowa pozycja do siedzenia. Nie krzesła, nie fotele, nie sofy, nie leżaki, tylko pozycja z wyprostowanymi plecami, siedząc na podłodze. To jest najbardziej zdrowa i najwłaściwsza pozycja dla człowieka. Także spokojnie, noga nam nie odpadnie. Nie jesteśmy w stanie się uszkodzić sami, więc to się nie wydarzy, pomimo tego, że tak może się nam wydawać.
Polecam wytrwałość. Siedząc w odpowiedniej pozycji zamykamy obieg energii, która to przekierowywana jest w górę naszego kręgosłupa, czyli naszej osi kosmicznej, w stronę wyżej umiejscowionych centr energetycznych, czyli tak zwanych czakr. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Dlatego, że odpalamy sobie w ten sposób po kolei te wszystkie nasze reaktory energetyczne i w ten sposób uruchamiamy to nasze cudowne urządzenie, czyli człowieka. Podsumowując ten nasz sposób na medytację Dhyana. Stworzyliśmy odpowiednią atmosferę, tudzież warunki. Warto wspomnieć o tym, żeby wyłączyć telefon komórkowy i wszelkiego rodzaju inne alarmy, które mogą nam przeszkodzić w naszym krótkotrwałym tak naprawdę w skali dnia procesie. Medytacja jest to również podjęcie próby funkcjonowania bez telefonu komórkowego, przynajmniej przez jakiś czas. Odpowiednia postawa jest tutaj ważna, więc usiądź na podłodze, na poduszce, na jakimś kocu. To na początku też pomaga.
Nie musimy siedzieć bezpośrednio na twardej podłodze, aczkolwiek taka pozycja jest też zalecana, ale możemy sobie wykorzystać do tego jakąś poduszkę czy złożyć parokrotnie koc, na którym możemy wtedy usiąść. Dlatego, że w ten sposób na początku będzie nam się siedziało lepiej i dłużej, więc z tym nie ma problemu. Nogi są skrzyżowane, oczywiście bez butów. Warto wspomnieć, że siedzimy bez butów również. Najlepiej siedzieć na bosaka, dlatego, że wtedy najwspanialej uziemiamy się z naszą mamą planetą. Ramiona leżą swobodnie wzdłuż korpusu, są zrelaksowane. Dłonie swobodnie na udach spoczywają, skierowane do góry. Oczy są zamknięte, twarz lekko podniesiona do góry. W ten sposób przenosimy uwagę na punkt pomiędzy brwiami. Oddech powinien być swobodny, aczkolwiek naturalny, czyli ani go nie zatrzymujemy, oddychamy cały czas, ani nie bierzemy pełnych takich na maksa oddechów, tylko to powinien być naturalny, swobodny proces.
Możemy zauważyć często, że nasz oddech zwalnia albo na przykład staje się płytszy, tudzież głębszy. Różnego rodzaju rzeczy mogą wystąpić podczas procesu medytacji, ale tym nie należy się przejmować. Oddychamy sobie swobodnie i zaczynamy obserwować oddech. Zwróć uwagę sobie na to, jakie wrażenia sprawia twój oddech. Co czujesz wdychając powietrze? Co czujesz wydychając powietrze? Gdzie dokładnie czujesz to powietrze wchodzące do twojego organizmu, penetrujące twój organizm? Tego rodzaju doświadczenia sobie swobodnie obserwujemy. Siedź tak sobie z zamkniętymi oczami. Część uwagi skup na miejscu na czole, pomiędzy brwiami i obserwuj ten swój oddech i oddychaj.
Wdech. I wydech. Wdech nosem i wydech nosem. Usta są zamknięte. Siedzimy tak parę sekund i zwykle pojawia się natłok myśli. To jest bardzo częsty przypadek. Zaczynają się pojawiać w głowie myśli, szczególnie na samym początku, kiedy nie wiemy dokładnie jeszcze, o co chodzi z medytacją. Zaczynamy się zastanawiać i zaczynamy wątpić. Czy siedzę odpowiednio? Czy wszystko zrozumiałem, to, o czym Bart mówił?
Czy instrukcje są klarowne dla mnie? Czy w ogóle o co w tym wszystkim chodzi? Czy robię wszystko okej? Chyba nie. Chyba coś jest nie tak, bo się nic nie dzieje. Ale spokojnie, tutaj nic ma się nie dziać, moi drodzy. Tutaj nie wolno niczego oczekiwać, nie wolno niczego porównywać. Nie mam żadnych wizji. To jest okej. Nie czuję żadnych energii w moim żołądku.
Nic mi się nie porusza, nie czuję żadnego gilgotania. Nie ma żadnych fajerwerków. I wszystko jest okej, bo nie ma być. Jeżeli są fajerwerki, jeżeli są wizje, to jest okej. Jeżeli nie ma wizji, to też jest okej. Zwykle chodzi o to, żeby jak najbardziej oczyścić umysł, więc jakiegokolwiek rodzaju obrazy, dźwięki, kształty są tutaj właściwie niepożądane, ale też nie ma sensu z tym walczyć. Trzeba po prostu zaakceptować wszystko, co w tym naszym procesie medytacyjnym się odbywa i wszystko, co się z nami dzieje jest okej. Wątpliwości pojawiają się dlatego, że nasz umysł próbuje przejąć kontrolę, czyli to nasze narzędzie przetrwalnicze, z którego często sobie nie zdajemy sprawy, że jest tylko i wyłącznie narzędziem do przetrwania. To nie jest nasza identyfikacja. Ja nie jestem umysłem i ja nie jestem tym ciałem.
Jestem cząstką kosmicznej świadomości. Ale złudzenie jest takie, że identyfikujemy się często z naszym umysłem, z tym naszym nieszczęsnym ego. Często ten umysł zaczyna panikować, dlatego że w pewnym momencie zaczynamy z nim robić coś, do czego on nie jest w ogóle przyzwyczajony. Co to znaczy, że ty będziesz teraz siedział z zamkniętymi oczami i nic nie myślał przez godzinę? Jak to? Taki umysł próbuje podjąć walkę. Próbuje podjąć rebelię, powiedziałbym. To jest czysta rebelia umysłowa. Ale z tym wszystkim sobie próbujemy poradzić. To wszystko próbujemy tutaj załagodzić.
My jesteśmy przyzwyczajeni do ciągłych korowodów myśli, do obserwowania wszystkiego dookoła. Zawsze próbujemy sobie wszystko nazwać słowami. Zawsze próbujemy wszystko sobie określić, bo wtedy czujemy się bezpiecznie i wtedy jest okej. Jeżeli wszystko dla nas jest zrozumiałe, to wtedy jest okej. Jeżeli jest coś, co widzimy czy doświadczamy, czego nie rozumiemy, to pojawia się niepokój, pojawia się panika. Bo wydaje nam się, że jeżeli czegoś nie rozumiemy, to może jest to w stanie nam w jakiś sposób zaszkodzić. Może jest to w stanie działać przeciwko nam. To jest domena umysłu, czyli naszego narzędzia do przetrwania w przyrodzie. Tworzenie sobie znaczenia wszystkiego i w każdym momencie. Ale to znaczenie tak naprawdę jest wytwarzane tylko w naszej głowie.
Często mówiłem o tym, że rzeczy i cała przyroda i cała natura po prostu są, jakie są. One nie są ani dobre, ani nie są złe. Przyroda jest właściwie czymś, z czym my powinniśmy współistnieć. To nie jest czynnik, który próbuje nam zaszkodzić czy cokolwiek ułatwić. My po prostu znajdujemy sobie różnego rodzaju wyzwania, które uznajemy za skomplikowane albo uznajemy za niewłaściwe, albo pewne aspekty przyrody uznajemy za niewłaściwe dla nas. Próbujemy je modyfikować, próbujemy nad nimi pracować w odpowiedni sposób. Ale przyroda jest taka, jaka jest. Natura po prostu sobie istnieje. Więc tutaj próbujemy ujarzmić ten umysł. Próbujemy odłączyć go od produkowania bredni na okrągło.
Siedzimy sobie w ciszy, z zamkniętymi oczami i jesteśmy rozpuszczeni w pustce, w ciemności. Nie ma niczego. Nie ma właściwie niczego do nazywania, nie ma niczego do określania, nie ma niczego do planowania. Nie ma właściwie o czym mówić. Nie ma o czym bełkotać. I ten nasz umysł nieszczęsny zaczyna panikować. Co tutaj się dzieje? Ale wszystko jest okej. Właśnie po to medytujemy, aby przejąć kontrolę i ujarzmić ten nasz umysł niepokorny. A wszystko po to, abyśmy mogli sami decydować o sobie, a nie żeby nasz umysł decydował o nas.
Ale umysł zawsze będzie się bronił, dlatego że to jest jego funkcja, do którego został powołany. Umysł zaczyna w pewnym momencie w takim stanie panikować, że próbujemy go stłamsić w jakiś sposób i zaczyna produkować całą otchłań bzdur i próbuje przeszkodzić nam w tym procesie medytacji. Więc tutaj na przykład coś nas zaczyna koszmarnie swędzieć, jak sobie siedzimy. Albo sobie przypomnieliśmy o czymś, co zapomnieliśmy zrobić dzisiaj rano. I wydaje nam się, że bez tego cały świat przestanie najprawdopodobniej funkcjonować, że może nawet ta planeta nie dotrwa do wieczora, dlatego, że coś zapomnieliśmy zrobić, zanim usiedliśmy w naszym słodkim procesie medytacji. Albo nagle stajemy się supergłodni, na przykład. Albo zaczynamy planować jakieś dalsze rzeczy. Zaczynamy na przykład planować, co zjemy na obiad dzisiaj wieczorem, po drodze robiąc listę zakupów. I tak dalej. Tutaj się tym nie należy przejmować, dlatego, że to, moi drodzy, zdarza się każdemu, nawet wytrawnym medytatorom zdarzają się tego rodzaju procesy umysłowe, które są niepożądane.
To, że pojawiają się myśli podczas naszej medytacji, to jest rzecz naturalna. Dlatego, że umysł to jest narzędzie. Popatrz sobie na umysł tak samo jak na wszelkiego rodzaju inne organy w naszym organizmie. Umysł właściwie funkcjonuje tak samo jak wszystkie inne organy w naszym ciele, każdy z tych organów ma swoją funkcję i jest zawsze bardziej lub mniej aktywny, ale zawsze działa. I tak samo jest z umysłem. Czemu chcielibyśmy na przykład zatrzymać pracę naszych nerek czy naszych płuc, albo serca, dlatego, że mamy taką ochotę? Te wszystkie narządy zostały zaprojektowane i wytworzone w określonej funkcji i one sobie po prostu działają. Z umysłem jest bardzo podobnie. Umysł został zaprojektowany w określonym celu, po to, abyśmy radzili sobie z otoczeniem i żebyśmy byli w stanie przetrwać na planecie Ziemia. On zawsze sobie pracuje.
To nie jest to, czym my jesteśmy, tylko to jest to, co sobie nazbieraliśmy, czyli te wszystkie nasze doświadczenia, ta nasza pamięć. Ale to nie jesteśmy my. Umysł jako organ niech sobie pracuje, tylko niech sobie pracuje w bardzo określony sposób. Niech pracuje prawidłowo. Bo w ogóle dlaczego chcemy pozbyć się tych myśli w naszej medytacji? Dlatego, że większość z tych myśli to jest zbieranina śmieci. Nasz mózg to jest istny kubeł na śmieci, gdyby na to popatrzeć z takiego kąta. To zaczyna nam przeszkadzać w tym procesie poznawczym, w tym procesie szukania prawdy, w tym procesie doznawania duchowości. To, że w naszej głowie pojawia się stek bzdur i to na okrągło pojawia się stek bzdur. Jest to właściwie nieprzerwany proces wymiotów umysłowych, tak można to określić, czy też umysłowa biegunka.
Skoro jesteśmy już przy takich fizjologicznych procesach, bo tak to można również nazwać. Wszystko polega na tym, żeby okiełznać ten umysł, żeby on tylko działał w określony sposób, taki, w jaki jest nam przydatny, a nie w taki sposób, w jaki jest nam w stanie zaszkodzić. I tu właśnie przejmujemy kontrolę nad okrętem. Stajemy się sami dla siebie żeglarzami. Tutaj należy pozbyć się nadprodukcji umysłu, dlatego, że mnóstwo z tych rzeczy, które podsuwa nasz umysł, jest po prostu zbędna, jest kompletnie niepotrzebna do naszego funkcjonowania, a wręcz może nam zaszkodzić, dlatego, że właśnie stąd biorą się różnego rodzaju lęki, panika i złe samopoczucie ogólnie. Jak tego dokonać? Głównie chodzi o to, żeby podczas naszego życia codziennego żywić ten umysł tylko właściwym pokarmem, tak bym to określił. Im więcej syfu dostarczamy sobie poprzez nasze zmysły, głównie narząd wzroku, tym więcej syfu będziemy mieli w tym kuble umysłowym. Tutaj bardzo istotne jest to na przykład, czy oglądamy filmy, czy oglądamy telewizję i jakiego rodzaju bodźce wzrokowe są dostarczane do naszego umysłu. Dlatego, że prędzej czy później to wszystko do nas wraca.
Jeżeli będziemy oglądać filmy, gdzie krew się leje, ludzie padają niczym muchy i generalnie jest przemoc i tego typu historie, to tym nasz umysł się pożywi i prędzej czy później wykorzysta to przeciwko nam. Dlatego, że taki jest schemat funkcjonowania tego narządu. Albo przejawi się to w formie bardzo nieprzyjemnych snów, albo przejawi się to bezpośrednio w formie jakiejś wizji, czy też tak zwanych déjà vu, czy też innych rodzajów lęków, które to mogą pojawić się znienacka w najbardziej nieoczekiwanym momencie naszego dnia. Ja zawsze zachęcam gorąco do wyłączenia i wyrzucenia telewizora z domu. To jest naprawdę skaza tej cywilizacji. Cały ten system medialny został zaprojektowany po to, aby kontrolować masy ludzi i po to, aby nam zaszkodzić. Śmiało! Pierwszym krokiem, który powinniście wykonać, jeżeli jeszcze go nie wykonaliście w celu przybliżenia się troszeczkę do świadomego spoglądania na świat, to jest wyrzucenie tego pudła, wyrzucenie telewizora. To bardzo ułatwia życie. To zaoszczędza mnóstwo wyjątkowo ważnego czasu w naszym funkcjonowaniu.
I właśnie w ten sposób ograniczamy sobie te negatywne bodźce wzrokowe, które docierają do naszego umysłu, który to kreuje sobie na bazie tego naszą opinię na temat świata, na temat nas samych. Ta opinia może być bardzo odległa od prawdy. Myśli są, myśli przychodzą i odchodzą. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, żeby nie przykuwać żadnej uwagi do tego, że pojawiają się w naszej głowie myśli, dlatego, że te myśli nie mają kompletnie jakiegokolwiek znaczenia w procesie, w którym uczestniczymy, w procesie siedzenia, w procesie medytacji. Żadna z myśli pojawiających się w naszej głowie nie jest adekwatna do tego, co się w tym momencie z nami dzieje. Warto nabyć sobie taką umiejętność, kiedy jesteśmy w stanie ignorować pojawiające się w naszej głowie bez znaczenia myśli. Jest parę zabawnych technik na to, żeby uzmysłowić sobie, że te myśli kompletnie nie mają znaczenia. Polecam liczenie myśli. Jeżeli rzeczywiście nie możemy sobie poradzić z natłokiem przychodzących do nas różnego rodzaju myśli podczas siedzenia, to przez chwilę spróbujmy zacząć liczyć te myśli, normalnie nadawać im numerki, po prostu jeden, dwa, trzy. Co się okazuje?
Praktycznie już w momencie nadawania numeru porządkowego danej myśli, ona przestaje funkcjonować. Rozpuszcza się po to, aby udostępnić miejsce kolejnej myśli, która przychodzi tuż po niej. Dlatego, że w taki dziwny sposób funkcjonuje nasz umysł. Polecam wypróbowanie takiego triku i szybko okaże się, że nie jesteśmy w stanie utrzymać uwagi na żadnej z owych myśli, które pojawiają się w naszej głowie. Myśli kompletnie nie mają znaczenia w tym procesie. Warto też sobie uprzytomnić różnicę pomiędzy byciem obserwatorem zjawiska a byciem świadkiem danego zjawiska. Dlatego, że jeżeli chcemy być obserwatorami naszego własnego umysłu, to w pewien nieodłączny sposób pełnimy funkcję w całym tym procesie. To znaczy obserwator zawsze będzie częścią zjawiska. Okazuje się, że w doświadczeniach kwantowych, w doświadczeniach fizyki atomowej sam fakt obecności obserwatora w doświadczeniu zmienia już w pewien sposób jego wynik. To jest problem relacji obserwatora do samego procesu.
Dlatego, że jaka jest różnica pomiędzy obserwatorem a świadkiem? Jeżeli jesteś obserwatorem, to masz jakiegoś rodzaju oczekiwania podług wyniku danego testu, podług wyniku danego doświadczenia. To znaczy zakładasz jakąś tezę i przeprowadzasz eksperyment po to, aby sprawdzić, czy to, co tobie się wydawało, wydarzy się lub nie. Czyli tym samym uczestniczysz w całym procesie. Więc wynik obserwowanego zjawiska może być kompletnie inny niż zjawisko samo w sobie bez udziału obserwatora. Jeżeli jesteś tylko świadkiem wydarzenia, to właściwie nie masz żadnych nadziei, nie masz żadnych oczekiwań odnośnie wyniku doświadczenia, tylko w pewien sposób współistniejesz z tym wszystkim, co się dzieje. I taka jest właśnie różnica pomiędzy byciem świadkiem, kiedy to nie przypisujemy sobie żadnych cech jako element całego układu i kiedy również nie mamy żadnych nadziei odnośnie rezultatu danego procesu. Natomiast będąc obserwatorem w pewien sposób jesteśmy zaprogramowani i oczekujemy pewnych zjawisk. To znaczy oczekujemy albo potwierdzenia naszej tezy, albo jej zaprzeczenia. W każdym z tych przypadków pokładamy jakieś nadzieje w procesie samego doświadczenia.
A tutaj chodzi o to, żeby być kompletnie poza tym, co produkuje nasz umysł, kompletnie poza tym, co produkują nasze zmysły, aby przenieść się w taki stan, kiedy to zaczynamy doświadczać, używając zupełnie innych narzędzi poznawczych. Podsumowując i dodając parę kwestii, chciałem wspomnieć o tak zwanych mantrach. Mantry to są bardzo charakterystyczne dźwięki wydawane za pośrednictwem głosu. Są to tak zwane czanty. Nie wiem, jak to się dokładnie po polsku nazywa. Proszę nie mylić tego z szantami, które to są ludowymi przyśpiewkami braci żeglarskiej, tudzież pirackiej. To nie chodzi o tego rodzaju szanty. Po angielsku to się nazywa chants, czyli ja bym na to mówił czanty. To są bardzo charakterystyczne melodie, które zaprojektowane zostały przy użyciu bardzo specyficznego brzmienia słów. Chodzi tutaj o wibracje dźwięku, czyli nie tyle o znaczenie samych słów, które też jest bardzo istotne w mantrach, ale o metodę zestawienia tych dźwięków razem ze sobą, które to powodują bardzo specyficzną wibrację dźwięków poprzez staranne dobieranie słów.
Więc mantra jest to narzędzie pomocnicze w procesie medytacji. Mantra niekoniecznie musi być wykorzystywana w każdej medytacji. To są bardzo określone rodzaje techniki medytacyjnej. Taką najbardziej chyba powszechną i najbardziej znaną i prawdopodobnie jedną z potężniejszych mantr na świecie jest mantra Aum. Więc tutaj nie bez powodu wymawiam tą mantrę Aum. To są trzy litery A-U-M. To, co zwykle kojarzone na świecie jest jako mantra Om, to jest po prostu troszeczkę mylna interpretacja. Tutaj w procesie wielu tysięcy lat ta mantra Aum została trochę zatarta i w różnego rodzaju przekazach pojawiła się wersja Om, która jest trochę spłaszczeniem tej pierwotnej, potężnej mantry. Te trzy dźwięki A-U-M w połączeniu stają się bardzo potężnym przewodem energetycznym. Stają się pomostem pomiędzy światem stworzenia a światem niebytu.
O mantrze Aum będę opowiadał trochę więcej w epizodzie, który to zamierzam wyprodukować dla was, drodzy goście chaty, w którym to będę mówił o muzyce i o tym, jak dźwięki oddziałują na nasz organizm i w ogóle jakie są podwaliny całego systemu muzycznego. A z drugiej strony, w kontraście, jak wygląda to w dzisiejszych czasach. Tam właśnie też zaplanowałem taką sekcję, w której to opowiem trochę bardziej obszernie na temat samej mantry Aum. Czyli póki co na tyle, zostawmy mantrę Om, czy też prawidłowo Aum. Tutaj nie będę za długo na ten temat dzisiaj opowiadał. Jeszcze wspomnę te inne techniki medytacyjne, które ciężko określić jest właśnie jednym słowem, słowem medytacja. To słowo jest nieadekwatne do całej plejady różnego rodzaju metod. Więc jest jeszcze metoda, która nazywa się Szunia. Szunia z sanskrytu oznacza pustkę. To jest praktyka, którą ja również realizuję na co dzień.
Bardzo potężna technika. Tutaj nie będę opowiadał za dużo na ten temat, dlatego że nie jestem upoważniony za bardzo do opowiadania o tej technice. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tematem, to musi po prostu odbyć odpowiednio do tego zaprojektowany program. To, czego polecam zresztą poszukiwaczy prawdy. Jest to część potężnej kriji, potężnej technologii, która powoduje przekierowywanie naszych wewnętrznych energii życia w odpowiedni sposób. Dopełnieniem tej techniki jest właśnie forma medytacji, która nazywa się Szunia. To wszystko jest bardzo głęboką, dosyć poważną technologią, do której trzeba być wtajemniczonym przez odpowiednich ludzi. Tutaj również musi nastąpić proces inicjacji. Dlatego tylko o tym tutaj wspominam. Rzecz warta uwagi.
Rzecz warta polecenia, aczkolwiek ode mnie tego się nie nauczycie, moi drodzy. Tu jeszcze wspomnę tak pokrótce o tym, że mamy różnego rodzaju bardzo aktywne formy medytacji. Medytacja może odbywać się na przykład w tańcu. Jest medytacja śmiechu i potrząsania ciałem. Ja widziałem tego typu techniki, kiedy byłem w górach, w pewnym domu, gdzie znajdowali się medytatorzy ze szkoły mistyka, który nazywał się Osho. Oni właśnie praktykowali tego typu metody, gdzie tańczyli, śmiali się bardzo głośno i potrząsali swoimi organizmami. Są też metody, które polegają na krzyczeniu, ale to wszystko ma na celu po prostu w jakiś sposób oczyszczenie naszych emocji i przygotowanie naszego umysłu do osiągnięcia tego stanu, w którym to nie musi produkować steku bzdur. Jest to moment, w którym możemy przejść do stanu ciszy, w którym możemy zacząć odczuwać pewne aspekty istnienia trochę w inny sposób niż poprzez nasze pięć zmysłów. Więc tutaj również są różnego rodzaju medytacje w bardzo aktywnym ruchu. Ja będąc w aśramie w południowych Indiach przechodziłem różnego rodzaju techniki, często powiedziałbym bardzo wymagające fizycznie, również emocjonalnie.
To były metody, w których często zmęczenie moje, takie fizyczne zmęczenie było pociągnięte do granic możliwości. To naprawdę miałem parokrotnie wrażenie takie, że fizycznie moje ciało po prostu już odmawia posłuszeństwa i chyba umieram. Ale to właśnie w przypadkach takich technik warto być pod opieką wprawnego oka mistrza. Są to momenty, w których naprawdę zwalczamy kompletnie nasze fizyczne limitacje. Tam również dosyć mocno wchodzą w grę emocje. Tutaj się muszę przyznać, że parę razy podczas praktykowania tego typu medytacji w owym aśramie skończyło się u mnie łezką w oku i poszlochiwaniem. Ale to są naturalne procesy oczyszczania. Po prostu to, co w nas siedzi, bardzo często wypływa na zewnątrz w najmniej oczekiwanym momencie. Chodzi o to, aby właśnie złamać tą naszą sztywną ramę egzystencji, tak bym to powiedział, aby doznać oczyszczenia i poprzez to ustanowić kontakt ze źródłem. Tak bym to określił, czyli połączyć się bezpośrednio z kosmosem.
Skoro jesteśmy w miejscu, gdzie gromadzi się mnóstwo wyznawców buddyzmu, to warto wspomnieć o tym, że buddyści mają swojego rodzaju techniki medytacyjne, które nie odbiegają bardzo daleko od technik jogińskich. To wszystko ma bardzo wspólny mianownik, pochodzi od tych samych źródeł prawdopodobnie. Tutaj wyróżnia się na przykład taka medytacja, która polega na chodzeniu, na bardzo uważnym, świadomym stawianiu kroków, gdzie poprzez ten kontakt z ziemią, z glebą jesteśmy w stanie wyostrzyć swoją uważność i w tym ruchu jesteśmy w stanie przenieść naszą świadomość na troszeczkę inny grunt. Jesteśmy w stanie doświadczyć naszego ciała, naszego miejsca w przestrzeni pod trochę innym kątem. Na sam koniec dzisiejszego programu chciałem wspomnieć o substancjach, czyli czy palić trawkę, czy nie palić trawki, kiedy chcemy medytować, bo to jest taka kwestia tabu. Kwestia, która może często pojawiać się jako wątpliwość wśród praktykantów medytacji. Ja uważam, że sprawa palenia trawki jest sprawą bardzo indywidualną. Tutaj nikomu nie zalecam ani nie polecam używania substancji w celach dokonywania medytacji. Myślę, że w tym wszystkim najbardziej istotną rzeczą jest kolejność. Także pytanie tutaj jest, czy my jesteśmy medytatywni, czy mamy zdolność podjęcia medytacji.
Jeżeli ktoś uważa, że jest w stanie medytować na przykład tylko po zapaleniu jointa, a w innych okolicznościach nie jest w stanie dokonać takich procesów, to podąża moim zdaniem niewłaściwą ścieżką. Używanie substancji psychoaktywnych, w tym cannabisu, moim zdaniem ma trochę inny cel niż osiągnięcie stanów medytacyjnych. Wydaje mi się, że chodzi tutaj o formę i sposób, w jaki to robimy. Jeżeli jesteśmy medytatywni, to powinniśmy osiągać ten stan bez udziału jakichkolwiek substancji. Zresztą każdy z potężnych mistrzów duchowych zwykle wspomina o tym, że używanie jakichkolwiek substancji nie może nas zaprowadzić na drodze świadomości zbyt daleko. Efekty substancji w naszym organizmie najzwyczajniej w świecie pod względem chemicznym zużywają się. Dlatego taki stan pod wpływem substancji psychoaktywnej ma określoną ramę czasową. A w medytacji, w rozszerzaniu świadomości chodzi o to, żeby wznieść się na taki pułap oglądu rzeczywistości i nie tylko, aby radzić sobie w jakichkolwiek warunkach, o jakiejkolwiek porze i bez udziału jakichkolwiek innych pomocniczych atutów, takich jak środki chemiczne. Tych szamańskich narzędzi używa się troszkę w innym celu, w trochę innych okolicznościach. Także nie do końca jestem przekonany, czy powinniśmy łączyć te dwa aspekty.
Aczkolwiek tak jak mówię, jeżeli ktoś jest medytatywny, to takiej osobie nie zaszkodzi. Jeżeli ktoś ma zdolność przechodzenia w stan medytacji, to to, czy zapalił parę godzin wcześniej jointa, czy nie, to właściwie nie ma znaczenia tutaj. Natomiast jeżeli ktoś odwróci tą kolejność i stwierdzi, że nie jest w stanie osiągnąć stanu medytacyjnego dlatego, że nie spalił jointa, to jest to droga moim zdaniem błędna i droga, która do niczego nie prowadzi. Moi drodzy, ćwiczenie i regularne praktyki są w procesie medytacyjnym bardzo istotne, ale też istotne jest to, aby nie spodziewać się jakichś niesamowitych efektów. Dlatego że spokojnie, te efekty są i te efekty są bardzo pozytywne, nawet jeżeli my sobie z tego nie zdajemy sprawy. Tak jak wspomniałem, nie należy porównywać swoich doświadczeń do naszych wcześniejszych doświadczeń i do opowieści innych ludzi praktykujących medytację, praktykujących jogę. Dlatego, że te wszystkie porównania będą nas tylko rozpraszały, będą wprowadzały jakieś poczucie zawiedzenia, dlatego, że komuś dzieje się coś nieprawdopodobnego, a ze mną nic się nie dzieje. To są wszystko rzeczy, których należy unikać. Dlatego ja też nigdy nie polecam rozmów na temat swoich duchowych doświadczeń. Mogę wspomnieć o różnych rodzajach technik medytacyjnych i tak dalej, ale również nie będę wspominał o tym, czego ja sam doświadczam podczas moich medytacji, dlatego że jest to sprawa bardzo indywidualna.
Ponadto nie należy się sugerować doświadczeniami nikogo innego, tylko przebywać te doświadczenia, przeżywać je samodzielnie. Ponad to wszystko musimy być otwarci na możliwości. Na to, jakie możliwości medytacja może nam dostarczyć. Warto być podatnym na naturalny obieg i doświadczać. Trzeba zagłębić się do wnętrza siebie, odkryć spokój, odkryć ciszę. Czasem uda to się trochę bardziej, czasem uda się to mniej, ale zauważcie, że zawsze to się udaje. Jak są myśli, to jest okej. Po prostu je ignoruj. Jak nie ma myśli, to też jest okej. Także zachęcam wszystkich do regularnego praktykowania, zachęcam wszystkich do doświadczania.
Na koniec mam krótki cytat od mojego guru, od Sadhguru, który mówi o medytacji tak: „Kiedy twoja myśl, emocje i energie zostaną zorganizowane we właściwy sposób, twoje ciało również się zorganizuje. Gdy wszystkie te cztery czynniki są zorientowane w tym samym kierunku, twoja zdolność do tworzenia i manifestowania tego, co chcesz, jest fenomenalna”. Tym optymistycznym cytatem, ową mądrością wypływającą od Sadhguru, kończę dzisiejszą audycję „Chaty mistyka”. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie do odwiedzin w przyszłym tygodniu. Ja tymczasem borem, lasem składam moje studio nagraniowe pośrodku pustynnej rzeki w miejscowości Bodh Gaya, gdzie doznał oświecenia pewien czcigodny dżentelmen sprzed ponad 2500 lat, którego krokami, śladami podąża wielu wyznawców na całym świecie. Zachęcam wszystkich do medytacji, zachęcam wszystkich do zagłębiania się wewnątrz siebie, do upajania się ciszą, naturalnym porządkiem świata i do pojednania się z kosmosem, ze Stwórcą, ze stworzeniem, z całą naturą. Pokój, miłość i światło dla was. Zapraszam niebawem. Namaste. Hatha mistyka.