[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Pozdrawiam wszystkich gości w „Chaty mistyka”. Obyście zdrowi byli. Kłaniam się nisko do pasa i czas na kolejną opowieść.
Jestem już w troszeczkę innym miejscu. Poruszam się, jak to w moim podróżniczym życiu, przemieszczam się w różne części Indii, przemieszczam się w różne części świadomości i o tym właśnie opowiadam w cyklu programów „Chata mistyka”. Bardzo jest mi miło, że widzę coraz więcej gości w moich skromnych progach. Bardzo mi z tego powodu przyjemnie. Mam nadzieję, że miło słucha się wam opowieści z chaty. Jeżeli tak, to powiadomcie znajomych, powiadomcie przyjaciół, zaproście rodzinę. Jeżeli myślicie, że są w waszym środowisku ludzie, którzy mogliby być zainteresowani tematami, które poruszamy w „Chacie mistyka”, to wyślijcie im linka, wyślijcie im zaproszenie, zachęćcie ich do wstąpienia do chaty i do posłuchania opowieści przy ognisku. Przy przysłowiowym ognisku. Płomień metaforyczny i płomień właściwy cały czas jest podtrzymywany. Otóż parę dni temu przybyłem do miejsca, które usytuowane jest we wschodniej części Indii.
Miejsce nazywa się Bodh Gaya. Miejsce bardzo istotne dla wyznawców buddyjskich. Jest to swego rodzaju lunapark, wesołe miasteczko dla buddystów, tak bym to nazwał żartobliwie. Historia jest dosyć ciekawa, historia jest dosyć stara. Jest to miejsce, w którym oświecił się Budda, więc to miejsce wskazywane jest na to miejsce, w którym Budda stał się Buddą, czyli doznał swego rodzaju wglądu w istotę całości, w istotę rzeczywistości i w istotę bytu i niebytu. Stał się potężnym mędrcem, którego historia została opowiedziana właściwie we wszystkich zakątkach świata. Stworzyła się bardzo istotna, bardzo potężna kultura, która ma cechy religijności. Jest to religia, nie ma co tutaj ukrywać. Nie będę dzisiaj za dużo mówił o Buddzie i o temacie buddyzmu, dlatego że nie do końca jest ten temat mi bliski. Dla stałych bywalców „Chaty mistyka” wiadomym jest to, że mam swego rodzaju specyficzne zdanie na temat religijności, na temat religii czy też przynależności do jakiegokolwiek kultu.
Nie do końca zgadzam się z tym, że religijność to jest droga właściwa w stronę osiągnięcia oświecenia tudzież pojednania z Bogiem czy też z Kreatorem, czy z totalnością kosmosu. Wydaje mi się, że jest to droga właściwie nie po krzakach, tylko powiedziałbym w troszeczkę złym kierunku, odbiegająca od głównego nurtu, który powinien zaprowadzić nas do osiągnięcia stanu oświecenia, do stanu ujednolicenia, do stanu osiągnięcia unii z boskością, ze Stwórcą. Religijność zawsze wiąże się z jakiegoś rodzaju systemem, z jakiegoś rodzaju kodeksem, który zwykle spisany jest w formie księgi, bardzo istotnej księgi. Mówiłem o tym już wielokrotnie. Na pewno jeszcze parę razy o tym wspomnę w przyszłych edycjach „Chaty”. Także dzisiaj nie za dużo będę na ten temat opowiadał. Dzisiejsza audycja poświęcona będzie tematowi medytacji. Pojawiła się tutaj prośba po drodze, żeby wskazać drogę, w jaki sposób można medytować, jakie techniki obierać, w jaki sposób siedzieć. Może nie jestem superautorytetem w tej sprawie, ale warto wspomnieć o tym, że technik medytacyjnych jest mnogość. Jest naprawdę ich wielorakość.
Są różne sposoby pochodzące od różnych szkół. To jest fenomen, który w jakiś sposób nadal ewoluuje. To znaczy pojawiają się nowe formy, nowe sposoby, nowe rodzaje szkolenia, nowe rodzaje nauczania na temat medytacji. Aczkolwiek tutaj należy pamiętać o tym, że medytacja może być tylko jedna jako właściwa, dlatego że medytacja to jest próba poszukiwania prawdy, więc prawda jest tylko jedna jedyna. Ona opisuje sama siebie. Jeżeli coś nie zawiera się w obrębie prawdy, to po prostu nie może przynależeć do ogólnego systemu poszukiwania prawdy. Dzisiaj opowiem parę słów na temat różnych rodzajów medytacji. Wspomnę też trochę na temat praktyk, które sam poznałem w południowych Indiach. Aczkolwiek nie należy się sugerować do końca moimi wypowiedziami, dlatego że każdy musi znaleźć sobie właściwy sposób do medytacji, właściwą technikę, która będzie dla tej osoby działała. Ja spoglądam na to wszystko pod kątem bardzo technologicznym.
Medytacja jest bardzo potężnym narzędziem do pogłębiania, poszerzania świadomości, więc narzędzie to jest coś, co ma za zadanie działać w bardzo określony sposób. Kiedy tworzymy narzędzie, zwykle mamy na myśli jako ludzie zwielokrotnienie w jakiś sposób możliwości, które dała nam natura. Chcemy albo proces przyspieszyć, albo ułatwić jakiegoś rodzaju procesy, albo usiłujemy zautomatyzować proces, który w innym przypadku wymagałby chociażby dużego nakładu czasu, czy też środków, czy też energii. I w tym celu wynajdujemy sobie różnego rodzaju narzędzia, tak to nazywamy. Jednym z narzędzi jest medytacja. Wszelkie inne praktyki jogi, o których wspominam tutaj w Chacie, to są również narzędzia. To są różnego rodzaju metody technologiczne, tak bym to nazwał. Dlatego bardzo skrupulatnie wykonywane owe praktyki mogą doprowadzić nas w dosyć szybkim czasie do określonych celów. Także dzisiaj parę słów na temat medytowania, ale w przeciągu jednej audycji na pewno nie da się opowiedzieć o całości tego zagadnienia, które jest potężne i rozległe niczym sam ocean świadomości. Bo o świadomości tutaj mówimy.
Zanim rozpocznę, to jeszcze wspomnę, gdzie znajduję się, kiedy nagrywam dzisiejszy program. Oprócz tego, że znajduję się w miejscu, w którym oświecił się Budda. To jest jakieś 600 lat przed naszą erą. Tak datuje się ten ewenement, który nastąpił na skalę światową, kiedy narodził się mistrz, który doznał bardzo skrupulatnej transformacji duchowej, świadomościowej i stał się nauczycielem dla wielu ludzi. Rok 600 przed naszą erą, jest to na długo przed pojawieniem się Jezusa. Od tego czasu, kiedy Budda stąpał po ziemi, minęło wiele czasu. I jak to z takimi przekazami często bywa, bardzo spora część tej historii została zamieniona w religię. Wyznawców buddyjskich, buddystów na świecie jest mnóstwo. Zresztą to miejsce, Bodh Gaya, w bardzo piękny sposób ukazuje to, jaka mnogość wyznawców buddyzmu istnieje na świecie. Dlatego, że tutaj znajdują się klasztory pochodzące z różnych części świata, z różnych innych krajów.
Tylko dla przykładu wspomnę tu parę. Jest na przykład klasztor tajski, jest klasztor z Butanu, jest klasztor japoński, jest klasztor chiński i cała mnogość różnych nacji, narodowości, które podążają ścieżką buddyzmu. Są tutaj oczywiście turyści i wyznawcy buddyjscy, którzy pojawiają się z różnych zakątków świata, nie tylko z Indii, nie tylko pobliskich obszarów, ale również z bardzo odległych części świata. Dlatego że powiedziałbym tak żartobliwie, jest to takie buddyjskie wesołe miasteczko, więc mnóstwo rzeczy ciekawych można znaleźć dla tych, którzy szukają informacji na temat buddyzmu, czy dla tych, którzy podążają śladami Buddy. Fizycznie, kiedy nagrywam tę audycję dla was, drodzy goście Chaty Mistyka, siedzę pośrodku rzeki, pośrodku czegoś, co kiedyś było potężnym rozlewiskiem rzecznym, a w dzisiejszych czasach niestety zamieniło się w pustynię. Siedzę pośrodku naprawdę bardzo szerokiego koryta rzecznego, w którym obecnie gdzieś po boku płynie strumyk, ale najwidoczniej kiedyś to była potężna, szeroka rzeka. Tutaj w Indiach jest dosyć duży problem związany z tym, że rzeki wysychają i to te główne rzeki zasilające te wszystkie pomniejsze źródła wody dla ludności hinduskiej. Ludzie lokalni nie za bardzo zdają z tego sprawę. Ja sam parę tygodni temu brałem udział w akcji ekologicznej, kiedy próbowaliśmy uświadomić społeczność indyjską na temat tego przykrego faktu, że rzeki wysychają i praktycznie 15 lat od tego momentu nie będzie możliwości czerpania wody pitnej w wielu zakątkach tego kraju. A kraj jest potężny i kraj jest bardzo rozległy, więc problem jest bardzo poważny.
Jest na to rada. To nie była akcja, która miała na celu tylko wskazanie problemu, ale również zasugerowanie rozwiązania. Rozwiązanie problemu jest dosyć proste, natomiast przekonanie ludzi do podjęcia takowych akcji nie jest zbyt łatwe. Dlatego, że ludzie musieliby być bardzo mocno zaangażowani przez kolejne 15–20 lat w ten owy proces. Odnawiania struktury rzecznej w ten proces przywracania wody w głównych rzekach w Indiach. Także akcja, która nadal trwa. Mam nadzieję, że uda się. Jeżeli ta akcja uda się w Indiach, to myślę, że w wielu innych częściach świata, gdzie ten problem figuruje, ten sposób również może się przyjąć. Sposób jest bardzo prosty polega na, tak w skrócie opowiem. Polega po prostu na sadzeniu drzew wzdłuż każdego brzegu rzeki, czyli przynajmniej kilometrowy pas po każdej stronie rzeki musi być obsadzony obficie drzewostanem.
W tym momencie problem jest taki, że tutaj wzdłuż rzek jest bardzo mało drzew. Gleba jest wyjałowiona, praktycznie jest to piasek. Dlatego nie ma ani żadnego opadu liści, ani żadnego opadu ściółki, która mogłaby powodować to, że woda zachowuje się w obrębie rzeki. To znaczy nie wyparowuje momentalnie po opadzie deszczu. Dlatego, że tutaj też warto wspomnieć, że dużo tych rzek zasilanych jest przez deszcze w Indiach, więc ta woda wyparowuje momentalnie do atmosfery albo pojawiają się potężne powodzie, które periodycznie zalewają Indie. Dlatego, że ta gleba jest tak sucha, jest tak wyjałowiona, że nie jest w stanie przyjąć wody, nie jest w stanie nasiąknąć wodą. Więc rozwiązanie jest proste. Należy sadzić drzewa. Drzewa jakiekolwiek. Tak naprawdę najlepszym rozwiązaniem byłoby tutaj sadzenie drzew owocowych.
Wydaje się dlatego, że wówczas farmerzy, rolnicy również mogliby zwiększyć swój profit, sprzedając po prostu owoce owych drzew. Czy będą to mango, czy będzie to papaja, czy innego rodzaju drzewa, które w danym klimacie, w danym obszarze Indii mogłyby się przyjąć. Jest to po prostu istotne, aby była roślinność po każdej stronie rzeki. No i wówczas po prostu jest większa szansa na to, że woda zostanie zachowana w rejonie, w obszarze i powróci jak gdyby do koryta rzecznego. No więc ja tutaj siedzę sobie na takim piaszczystym gruncie pośrodku tej właśnie pustynnej rzeki. Pora już jest taka wieczorowa, właściwie przy zachodzie słońca. Tutaj w oddali może być słychać różnego rodzaju rytuały, które charakteryzują się czantowaniem, czyli podśpiewywaniem określonych religijnych pieśni, niekoniecznie buddyjskich. Dlatego, że tutaj oprócz tego, że są klasztory buddyjskie i mnóstwo wizytatorów buddyjskich, to lokalna ludność również kultywuje wszelkiego rodzaju wierzenia hinduistyczne. Przejawia się to mnogością różnego rodzaju malutkich świątyń, rzeźb. No i tu w tle może być słychać właśnie wieczorne modły.
Może być słychać też również bęben. No, ale zobaczymy. No więc dzisiaj nie o rzekach, nie o problemie ekologicznym w Indiach za bardzo i też nie za bardzo o buddyzmie. Aczkolwiek buddyzm jest tą ścieżką, która wydaje się być jak najbardziej właściwa spośród tych różnych metod religijnych na pozyskanie bardzo szczególnego rodzaju wibracji umysłu, na połączenie się z ogólnością, z totalnością i na poszerzanie świadomości. Dlatego, że pośród różnego rodzaju praktyk i rytuałów buddyści również praktykują medytację. No ale czymże jest owa medytacja? Medytacja jako słowo, które pochodzi z języka polskiego, czy też z innych języków europejskich, takich jak niemiecki, angielski i tak dalej, właściwie nie opisuje dokładnie zagadnienia i fenomenu, o którym to rozważamy i o którym to myślimy czy też mówimy, kiedy wspominamy właśnie słowo medytacja. Tutaj, w tym obszarze, z którego te techniki pochodzą, obszar Indii, obszar Himalajów, obszar Nepalu i Tybetu również. W lokalnych słownikach istnieje mnogość określeń dotyczących poddawania umysłu określonym procesom i określonym technikom, które to nie zawsze można opisać jednym jedynym słowem, tak jak w języku polskim czy angielskim te procesy nazywane są tylko jednym spłaszczonym słowem medytacja. Tutaj szczególnie język sanskryt jest bardzo przydatny, dlatego, że opisuje właśnie różnego rodzaju techniki, różnego rodzaju sposoby osiągania tego rodzaju stanów umysłu.
Więc medytacja to będzie na przykład japa albo tapa, albo dharana czy dhyana. Też może być to na przykład samadhi czy też shoonya, o której czasem wspominam i są to jak gdyby odmienne techniki, które jednak skierowane są w tym samym celu. Więc co jest celem medytacji? Celem jest to, aby po prostu połączyć się z totalnością, aby osiągnąć stan, nazywam to czasami kwantowego spokoju, po prostu roztopić się w jedności. To jest taka technika, która doprowadza nas do tego, że po prostu w symbiozie współistniejemy z całością, z totalnością stworzenia. No i mamy tutaj ku temu takie możliwości. Dlatego, że jesteśmy istotami nie tylko rozumnymi, ale jesteśmy istotami świadomymi jako ludzie. Mamy pewnego rodzaju dary, którymi możemy posługiwać się. I tutaj podkreślam możemy, dlatego że nie każdy z nas posługuje się tymi narzędziami, darami, którymi obdarowała nas natura. Ale jest taka opcja i każdy z nas, wydaje się, ma równą szansę, aby podążać w tym kierunku i aby zgłębiać te tajniki.
Na tym zresztą polega, nie tylko moim zdaniem, ale zdaniem wielu mistyków, proces ewolucji człowieka. Dlatego, że ewolucja, tak jak opisuje to Darwin w swojej teorii, jest to proces, który skupiony jest głównie na rozwoju fizyczności czy też na rozwoju biologicznym. Ten proces nas jako ludzi tutaj, na tej planecie jest już zakończony. W tych warunkach przyrodniczych, klimatycznych, oddziaływania nie tylko naszej planety na nas samych, ale również innych ciał niebieskich w naszym układzie galaktycznym. To wszystko powoduje, że nasz rozwój fizjologiczny został zakończony. Jeżeli coś dramatycznie się nie zmieni na tej planecie, jeżeli chociażby nie nastąpi długotrwały okres lodowacenia czy też jakaś inna katastrofa, która przesłoni nam niebo i nie będziemy mieli dostępu do promieni słonecznych, czy też nie zaleje całej planety wodą i będziemy musieli wytworzyć na przykład skrzela i łuski, aby nadal funkcjonować jako forma życia na tej planecie. Zapraszam do programu pod tytułem „Różowa Planeta”, w której opowiadałem troszeczkę o tych kwestiach. Jeżeli taka tragedia nie nastąpi, to właściwie nasz rozwój ewolucyjny pod względem naszego ciała, organizmu jest zakończony. My jesteśmy najbardziej wysublimowaną formą istnienia tutaj na tej planecie. Mamy urządzenie na miarę kosmiczną.
Jest to światowe urządzenie, nasze ciało ludzkie, z którym nie można porównywać właściwie żadnego ciała innego zwierzęcia na tej planecie. Nie mówię tylko o kwestiach przetrwalniczych, ale ogólnie o tym, jak funkcjonuje nasz organizm jako maszynka. Ten proces jest zakończony, natomiast nasza ewolucja nadal trwa. To nie jest tak, że to już jest koniec. Możemy usiąść, poddać się i przestać istnieć. Cały ten proces właściwie doszedł do momentu, kiedy dane nam jest, aby zacząć ten raptowny proces ewolucji, który polega na rozwoju naszego umysłu i naszej duchowości, moi drodzy. Mamy jeszcze duże pole do popisu w tej kwestii. Ludzi świadomych na świecie jest stosunkowo niewiele, ale każdy ma możliwość, aby wstąpić na tą drogę i rozwijać swoją duchowość, świadomość i zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, a nie być tylko zwykłym zwierzęcym jamochłonem, konsumentem i producentem śmieci, zanieczyszczenia wokół nas. Ta droga ewolucyjna wydaje się stać otworem dla nas, dlatego że organizmy nasze są tak subtelnie dostrojone już do funkcjonowania tutaj na tej planecie, że już od teraz wystarczy nam zająć się tylko rozwojem duchowym praktycznie. Do czego bardzo gorąco zachęcam zresztą wszystkich.
Proces duchowy trwa. Pamiętajmy o tym, że jesteśmy zawsze narzędziem kosmicznym w tym procesie samorozpoznawania się jako przejaw stworzenia. Musimy mieć pewnego rodzaju umiejętność osiągnięcia dystansu wobec nas samych. A to wszystko po to, jesteśmy wrzuceni w ten świat dualności, fizyczności, dlatego, że zesłaliśmy się tutaj na misję. Jest to nasza osobista misja świadomościowa, która ma polegać na tym, abyśmy doznali oglądu rzeczy samej w sobie i abyśmy poznali siebie. Musimy nabyć pewnego rodzaju dystansu. Może musimy popatrzeć przez pewnego rodzaju pryzmat, który umożliwi nam spojrzenie na nas samych, na docenienie nas samych jako stworzenia, jako świadomości. Tutaj próbujemy dokonać samodocenienia się, czyli próbujemy docenić sami siebie jako część wszechświata. To robimy jako ludzie świadomi. Próbujemy poprzez różnego rodzaju techniki, w tym medytację, osiągnąć ten stan ujednolicenia ze wszechświatem, z totalnością, ale również osiągnąć ten aspekt przestrzeni, w której możemy spojrzeć na samych siebie.
Medytujemy po to, aby połączyć się z jednością, całością, która jest najbardziej idealnym stanem rzeczy, można by powiedzieć. To jest to, co istnieje i to, co nie istnieje w jednej spójnej formie. Medytujemy również po to, aby odrzucić pewnego rodzaju schematy, którymi posługuje się nasze ciało fizyczne, nasz umysł, który zakorzeniony jest w mózgu. Mózg jest to narzędzie organiczne. Jest to nadal narzędzie jednak. Mózg to jest siedziba tego umysłu. To nie jest lokalizacja fizyczna, ale umysł mieszka w mózgu, a umysł sam w sobie nie jest niczym innym jak tylko zbiorowością doświadczeń, które zgromadziliśmy w naszym życiu. Tak jak nasze ciało fizyczne, jogini nazywają ciałem jedzeniowym, dlatego że jest to nic innego jak nagromadzenie części naszego otoczenia, które to przerodziły się w naszą tkankę. Podobnie z umysłem. Umysł jest również tylko i wyłącznie narzędziem, które ma za zadanie umożliwić nam przetrwanie tutaj w świecie fizycznym, ale jest niczym innym jak nagromadzeniem informacji.
Umysł to nie jesteśmy my. Musimy pozbyć się identyfikacji nas samych z naszym umysłem i z naszym ciałem, dlatego, że to nie jesteśmy my. Właściwe ja nie wiąże się ani z fizycznością, ani z czasem, ani z miejscem, z przestrzenią. Właściwe ja to jest czysta świadomość, która przejawia się tutaj w formie ciała, które posługuje się umysłem, które ma jakieś marzenia, które ma myśli i tak dalej. Są różnego rodzaju techniki, które pozwalają nam nabrać dystansu, które pozwalają przenieść nas na troszeczkę inny pułap oglądu rzeczy, na troszeczkę inny pułap świadomości. Wspominałem wcześniej o technikach Hatha Joga. Hatha Joga, czyli bardzo charakterystyczna unia fenomenów, które występują tutaj na planecie Ziemia. Ha oznacza słońce, tha oznacza księżyc, więc umiejętność wykorzystania tych współzależności istnienia nas oraz tej planety, księżyca, który to produkuje cykl bardzo swoisty, którym to jesteśmy kierowani tutaj na co dzień. No i współzależność ze słońcem, z potężną baterią energii, która zasila życie tutaj, w tej galaktyce, w tym Układzie Słonecznym. Wykorzystywanie tych wszystkich elementów w pewien określony sposób to jest Hatha Joga, czyli poprzez pracę z naszym ciałem fizycznym i energiami również obejmujemy bardzo mocno kontrolę nad procesami życiowymi i w pewien sposób przekraczamy limitacje, które to spowodowane są naszą fizycznością, tym, że tutaj istniejemy w ciele.
Jest to metoda, która ma być drogą do wyzwolenia, więc Hatha Joga praktykowana we właściwy sposób to jest bardzo głęboki proces duchowy. To jest również bardzo głęboki proces medytacyjny. Jest to medytacja w ruchu. Jest to bardzo skrupulatny proces, ale mówię, tylko jeżeli wykonywany jest w odpowiedni sposób. To nie chodzi tylko o wyginanie ciała i przyjmowanie różnych dziwnych asan. Asana to jest postura ciała. To nie chodzi tylko o to, żeby rozciągać ciało i wykonywać różnego rodzaju skomplikowane postury. Chodzi o to, aby w sposób geometryczny zliniować się z energiami tej planety i z energiami tego Układu Słonecznego, jak również z całością kosmosu. Dlatego tylko w ten sposób Hatha Joga wykonywana w skupieniu, bez udziału muzyki, bez dotykania siebie nawzajem, jest w stanie działać w odpowiedni sposób. Jest to naprawdę potężna, polecana przeze mnie metoda.
Te asany to jest nic innego jak postury fizyczne. Właściwie jeżelibyśmy zrobili stopklatkę w jakimkolwiek momencie naszego życia, funkcjonowania w ciągu dnia, to każda z tych stopklatek jest asaną. Asana to jest nic innego jak postawa. Aczkolwiek jogini tysiące lat temu wyróżnili pewną pulę postaw ludzkich, które to mają bardzo specyficzne właściwości, które to są w stanie dostroić nasz organizm i naszą energię do współdziałania z resztą ogółu. Właściwie nie trzeba tutaj wykonywać jakichś akrobatycznych manewrów, tak jak to często ludzie sobie kojarzą jogę w dzisiejszych czasach. Nie trzeba być akrobatą, żeby być joginem. Tutaj naprawdę nawet nie trzeba wykonywać wszystkich tych asan, bo prawdziwa joga polega na tym, że wystarczy właściwie pracować tylko z paroma z tych pozycji. Czasami wystarczy właściwie tylko jedna, którą możemy udoskonalać przez całe swoje życie albo przez dłuższy okres. I właściwie tylko jedna wybrana asana praktykowana w odpowiedni sposób może doprowadzić nas również do wyzwolenia. Tak prawidłowo wykonywane praktyki Hathy Jogi stają się również formą medytacji.
To jest bardzo istotna technika medytowania w ruchu. Inną formą medytacji jest wspominana przeze mnie często Kriya Joga. Kriya jest to akcja wewnętrzna. To dokładnie oznacza słowo kriya. Jest to proces, który ma za zadanie doprowadzić nas do unii ze stworzeniem, czy też z twórcą, poprzez odpowiednie procesy wewnętrzne, które to następują w nas samych. Z tym wszystkim wiążą się odpowiednie techniki oddechowe, kontrolowanie oddechu w określony bardzo sposób. Kriya Joga to są techniki pracy z energią życia, z tak zwaną praną, które to wykorzystywane są również w procesach medytacyjnych. Tutaj bardzo istotne jest zawsze skupienie, abyśmy mieli odpowiednie warunki do wykonywania praktyk. Bardzo istotna jest dynamika naszego oddechu, tego cyklu oddechu, który jest tak bardzo istotny dla naszego istnienia tutaj na Ziemi. W kriya możemy również kontrolować metabolizm naszego ciała w bardzo specyficzny sposób.
To wymaga, jak wiadomo, praktyki, tak jak wszystko inne. Nie można spodziewać się rezultatów w przeciągu paru tygodni. Nie jest to również kurs weekendowy, który możemy przejść i od tej pory będziemy joginami kriya. Jest to praca, która musi być bardzo systematyczna i musimy do niej podejść z pewną powagą. To znaczy nie z powagą grobową, tylko musimy się przyłożyć do tych procesów i wykonywać je przede wszystkim regularnie. Ja tutaj nie mogę mówić za bardzo o technikach kriya jogi. Nie będę informował o tym, w jaki sposób sam przeprowadzam te techniki. Ja praktykuję kriyę dziennie już od dłuższego czasu, od wielu miesięcy. Nie mogę mówić o tym, dlatego że jak większość technik jogińskich, ja również jestem tego zdania, że te nauki powinny pochodzić od nauczycieli, czyli od ludzi, którzy w profesjonalny sposób są w stanie tę wiedzę przełożyć, którzy zostali do tego w odpowiedni sposób wyszkoleni. I tu też nie mówię o kursie trenera jogi, który będzie trwał cztery tygodnie podczas czterech spotkań przez weekend, bo nie chodzi tutaj o studio jogę, tylko prawdziwa, klasyczna joga jest to wiedza pradawna, bardzo potężna, jeżeli przykleimy się do głównego jej nurtu.
Tutaj nie ma potrzeby modyfikacji, urozmaicania niczego ani wymyślania swoich własnych metod i szkół po to, aby stać się bardziej popularnym czy zarobić więcej pieniędzy. Ta klasyczna joga musi być nauczana przez właściwych nauczycieli, przez właściwych mistrzów, którzy przygotowani są do tego, którzy studiowali w tym celu przez długi czas. Wiedzą dokładnie, o co chodzi, znają się na tym, mogą odpowiedzieć na różnego rodzaju pytania. Innym aspektem kriya jest również motyw inicjacji. Inicjacja jest to bardzo energetyczny proces wprowadzenia w tajniki kriya jogi, które to zwykle dokonywane są przez mistrzów joginów, którzy wiedzą, o czym mówią i którzy emanują również bardzo specyficzną formą energii. Będąc pod skrzydłami takiego mistrza, który zna się na rzeczy, możemy również z tej energii skorzystać, dlatego że jest on specyficzną formą transmitera. Wspominałem o tym zagadnieniu w odcinku pod tytułem „Guru”. Także jeżeli ktoś z gości Chaty jest zainteresowany tą tematyką, a jeszcze o tym nie wie, to polecam sięgać do starszych odcinków „Chaty mistyka”. Odcinek zatytułowany „Guru” opisuje również o tym fenomenie, którym jest fakt, że mistrzowie duchowi stają się bardzo specyficznymi transmiterami energii. Technologicznie ujmując tę rzecz, są reaktorami energii, które są w stanie w sposób radiacyjny promieniować tę energię na swoich uczniów.
Ale chyba najbardziej powszechny obraz medytatora, który jawi nam się przed oczami, nam jako ludziom z Zachodu, ze świata zachodniego, to jest postać, która siedzi sobie ze skrzyżowanymi w bardzo specyficzny sposób nogami na ziemi, z zamkniętymi oczami, w kompletnym bezruchu, w kompletnej ciszy. I ta forma medytacji nazywana jest dhyana. Dhyana to jest właśnie siedzenie z zamkniętymi oczami. Na ten temat parę słów powiem. Tylko tak jak mówiłem, proszę nie sugerować się do końca moimi wskazówkami. Ja mogę mówić o medytacji tylko w takim stopniu, w jakim znam to ja sam, więc nie będę przytaczał technik, z którymi nie jestem zaznajomiony. Nie będę opisywał szczegółów, aczkolwiek pojawiła się prośba taka, aby wspomnieć parę słów o tym, w jaki sposób medytować, w jaki sposób siedzieć. Wydaje mi się, że pytanie dotyczyło właśnie tej formy dhyana, która jest tą najbardziej kojarzoną formą medytacji. Kiedy dokonujemy dhyany, powinniśmy znaleźć sobie przede wszystkim dobre otoczenie. To znaczy znaleźć sobie takie miejsce, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał, w którym będziemy mogli posiedzieć sobie w spokoju i mamy takową gwarancję przez jakiś określony, wskazany przez nas samych czas.
Czyli miejsce powinno być spokojne. To tak naprawdę jest dosyć istotne na samym początku, kiedy dopiero zaczynamy medytować, aby miejsce było ustronne. Dobrze by było, gdyby miejsce również było w ciszy. Cisza i dźwięki nie są aż tak istotne w późniejszym etapie, kiedy już ewoluujemy w procesie medytowania. Dźwięki nie mają za bardzo znaczenia, ale zdaję sobie sprawę z tego, że początkowo Dźwięki, głosy i krzątanina wokół nas może powodować problemy, więc znajdźmy sobie ustronne, ciche miejsce. Miejsce, w którym nie będzie nas lizał pies po twarzy. Miejsce, w którym kot nie będzie chodził po nas. Po prostu przez tą chwilę chcemy być sami ze sobą, a tym samym z wszystkim, z jednością. Istotne jest to, abyśmy potrafili stworzyć sobie odpowiednie do medytacji warunki. Niekoniecznie musimy palić świeczki czy kadzidełka.
Jeżeli ktoś lubi takie klimaty, to nie ma problemu. To na pewno nie zaszkodzi. Aczkolwiek nie utożsamiajmy sobie medytacji tylko i wyłącznie z takimi warunkami. Ja oczywiście polecam kompletną ciszę, więc jakiegokolwiek rodzaju podkłady muzyczne polecam wyeliminować. Docelowo w medytacji zagłębiamy się do wnętrza siebie, więc praktycznie wszelkie bodźce dopływające do naszego umysłu z zewnątrz nie powinny mieć jakiegokolwiek znaczenia, więc ani zapachy kadzidełek, ani fajna atmosfera w postaci świeczek, czy też melodyjnych dźwięków w tle właściwie nie powinny mieć żadnego znaczenia. One mogą mieć znaczenie tylko na minutę albo dwie, kiedy mamy zamiar usiąść do medytacji, a później to nie ma kompletnie znaczenia. Siadamy z nogami skrzyżowanymi na podłodze. Taka pozycja jest najbardziej wskazana. Pozycja, w której ja siadam osobiście nazywa się ardha siddhasana, czyli jest to również postura ciała, ale o bardzo charakterystycznych właściwościach. Jest to pozycja, którą ciężko mi tutaj opisać głosowo.
Trzeba by ją po prostu zobaczyć. Jest to tak zwany półlotos. Istotne jest to, aby w bardzo specyficzny sposób zamknąć nie tylko obieg krwi, ale również obieg energii w dolnej części naszego ciała. To wszystko jest związane z faktem istnienia czakr, czyli takich węzłów energetycznych, które są dla większości z nas niewidzialne, aczkolwiek to nie oznacza, że one nie istnieją. To są węzły energetyczne, przez które dystrybuuje się energia w naszym organizmie. Tutaj też dzisiaj za bardzo nie będę o tym za długo mówił, dlatego że to jest temat na prawdopodobnie inną audycję. Siedząc w odpowiedniej pozycji, nie po turecku, chociaż jeżeli nie wiecie jak usiąść, to usiądźcie sobie po prostu po turecku. Polecam siedzenie na podłodze raczej niż na krześle. Tutaj chodzi o wymuszenie pozycji ciała, w której dolna część naszego ciała jest jak gdyby zamknięta, umożliwiając w ten sposób przejawianie się energii w wyższej partii naszego ciała. Bardzo istotne tutaj jest, obojętnie od tego, czy siedzimy na podłodze, czy siedzimy na krześle, aby nasze plecy były wyprostowane.
Kręgosłup jest bardzo istotną częścią naszego systemu nerwowego. Mówi się o tym w świecie joginów, że mózg jest właściwie wykończeniem naszego kręgosłupa, a nie na odwrót. Nie tak jak w tradycji medycznej, w tradycji akademickiej uznaje się, że kręgosłup jest przedłużeniem mózgu. Jogini często mówią o tym, że jest to w drugą stronę. Jest to tak wszystko istotne, aby ten kręgosłup był prosty, dlatego, że kręgosłup jest bardzo potężnym narzędziem, które posiadamy i to narzędzie nie służy tylko do utrzymywania naszego ciała w pionie. To narzędzie jogini nazywają osią wszechświata. Dla każdego z nas indywidualnie nasz własny kręgosłup jest bardzo specyficznym rodzajem urządzenia. Wyobraź sobie, że jest to taka kosmiczna antena, która jeżeli funkcjonuje w odpowiedni sposób, jeżeli w odpowiedni sposób jest nastrojona do częstotliwości kosmicznej, jest w stanie odebrać sygnał. O to w tym wszystkim chodzi, żeby siedzieć prosto, żeby się nie garbić. Dla tych, którzy z taką pozycją nie mają za dużo do czynienia, którzy lubią miękkie fotele i sofy, może być to problemem.
Aczkolwiek bardzo polecam praktykowanie medytacji w pozycji siedzenia z prostymi plecami, nie z podpartymi plecami, tylko z prostymi plecami. Plecy nie powinny być naciągnięte jak struna w gitarze, ale powinny być po prostu komfortowo, wygodnie usytuowane w taki sposób, abyśmy mogli w tej pozycji bez ruchu siedzieć przez dłuższą część czasu. Także polecam systematyczne ćwiczenie samego siedzenia, dlatego, że początkowo jest to problemem i zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Dlatego, że nie dalej jak rok temu było dla mnie problemem siedzenie w pozycji prawidłowej przez dosłownie 15 minut, ale poprzez regularną praktykę i poprzez stosowanie tych technik na co dzień, już w tej chwili nie jest to dla mnie problemem. Mogę siedzieć nawet parę godzin bez ruchu. Ani nogi nie drętwieją za bardzo, chociaż to się również zdarza. Tym się również nie należy przejmować. Kręgosłup może być prosty i nie muszę się wiercić. Do tego wszystkiego potrzebny jest czas. Jeżeli większość naszego życia spędziliśmy mając złą posturę ciała, siedząc w fotelu lub na przykład pracując za biurkiem, gapiąc się w monitor komputera godzinami na co dzień, to nasza pozycja ciała jest wymuszona i jest nienaturalna.
Z tego miejsca wywodzą się różnego rodzaju schorzenia, problemy z kręgosłupem. A wystarczy po prostu dobrze siedzieć, prawidłowo siedzieć, prawidłowo stać, prawidłowo spać również po to, aby ten nasz instrument, ten przewspaniały instrument, którym jest nasza kosmiczna antena kręgosłupa, mógł funkcjonować w tym celu, w którym został powołany. Znaleźliśmy zaciszne miejsce do posiedzenia. Nogi są skrzyżowane, plecy proste i zamykamy oczy. Zamykamy oczy po to, aby w dużym stopniu pozbyć się jednego z naszych głównych filtrów poznawczych, którym jest narząd wzroku. Jeżeli odetniemy bodźce wizualne, to już w dużym stopniu jesteśmy w stanie ograniczyć te wszystkie informacje, które dochodzą nas poprzez nasze zmysły. Cała sztuka polega na tym, żeby nie sugerować się tylko tym, co przekazywane nam jest przez nasze niedoskonałe narzędzia poznawcze, którymi jest naszych pięć zmysłów. Zamykamy oczy po to, żeby zagłębić się do środka. Tam niepotrzebny jest nam narząd wzroku. W tym stanie zaczynamy widzieć trochę inaczej.
Oczy są zamknięte i to, co nauczyłem się w aśramie w południowych Indiach, polecam bardzo lekko podnieść twarz do góry. To znaczy nie zadzierać głowy i brody do góry, ale lekko wznieść twarz ku górze. Dlaczego? Dlatego, że możecie to sami wypróbować. W momencie, kiedy zamkniecie oczy i lekko wzniesiecie twarz do góry, to naturalnie nasza uwaga zaczyna skupiać się na punkcie na naszym czole, na punkcie pomiędzy naszymi brwiami. Zresztą możemy sobie przetestować to zjawisko teraz. Zamknij oczy, lekko podnieś twarz do góry i zobacz, że twoja uwaga momentalnie skupia się w sposób naturalny na punkcie pomiędzy twoimi brwiami. To jest jakieś dwa, trzy centymetry od linii brwi do góry pośrodku czoła. To jest miejsce, w którym przejawia się tak zwane trzecie oko. I to jest właśnie ten narząd, który choć niewidoczny dla naszego gołego ludzkiego oka, mamy za zadanie zaktywować i wykorzystać w dalszych procesach medytacyjnych.
Istotnym elementem prawidłowej pozycji i siedzenia w procesie medytacji są również mudry. Mudra to jest nic innego jak pozycja dłoni. Tak jak asana to jest pozycja całego naszego ciała, to mudra jest to bardzo specyficzna pozycja, ułożenie naszych dłoni i palców naszych dłoni. O co tutaj w tym wszystkim chodzi? Mudry są po to, aby w bardzo specyficzny i zamierzony przez nas sposób przekierować energię, która już funkcjonuje wewnątrz nas. Układając dłonie w bardzo charakterystyczny sposób, jesteśmy w stanie kontrolować pewne procesy energetyczne, które zachodzą w nas samych. Tutaj również o mudrach mógłbym mówić bardzo długo, ale wspominam tylko takie zagadnienie. W naszej klasycznej dhianie, czyli w medytacji w pozycji siedzącej ze skrzyżowanymi nogami, dla tych, którzy zaczynają medytację albo mają pewnego rodzaju wątpliwości co do tego, w jakiej pozycji układać ręce, dłonie, polecam taką podstawową, aczkolwiek bardzo potężną mudrę, która nazywana jest yoga mudra, czyli po prostu mudra jogińska. Yoga mudra polega na tym, że dłonie spoczywają bardzo luźno na udach. Dłonie są skierowane do góry, palce są wyprostowane, ale nie sztywne i połączone ze sobą.
W ten sposób siedzimy, ramiona są zrelaksowane, swobodnie opadają wzdłuż ciała, ręce swobodnie opadają wzdłuż ciała, a dłonie skierowane do góry spoczywają sobie na udach w okolicach kolan. Ramiona nie powinny być sztywno wyprostowane. Powinny swobodnie spoczywać sobie na udach. Ale to wszystko zależy od tego, jaki rodzaj medytacji właściwie wykonujemy i w jakim celu dokładnie wykonujemy tą medytację. Póki co polecam wszystkim tą bardzo prostą, bardzo powszechną metodę, czyli yoga mudra. Zresztą jest to fenomen, w jaki sposób oddziaływuje nasz organizm pod względem tego, jak układamy części naszego ciała. Jest taki sposób, aby to sprawdzić. Kiedyś już to praktykowaliśmy w Chacie Mistyka, ale polecam każdemu sprawdzenie tego ponownie. Kiedy siedzimy już w owej odpowiedniej pozycji do medytacji z zamkniętymi oczami, skierujmy dłonie do góry i pooddychajmy sobie przez chwilę, dosłownie trzy, cztery oddechy i później obróćmy dłonie w drugą stronę, czyli kierunkiem do dołu i również pooddychajmy parę razy. Większa część z nas momentalnie stwierdzi, że nasz proces oddechowy przebiega troszeczkę inaczej, jeżeli dłonie są skierowane do góry, a troszeczkę inne rzeczy można zauważyć, kiedy dłonie są skierowane w dół.
I to jest mechanizm, który odbywa się bez naszego udziału. To jest coś, co odbywa się podświadomie, aczkolwiek czuć różnicę. Ja tutaj nie będę zdradzał tajników, ale polecam wszystkim tym, którzy nie znają tej sztuczki, spróbowanie właśnie tego. Pooddychać sobie chwilę z dłońmi skierowanymi do góry, no i później chwilę z dłońmi skierowanymi na dół. Największość z was zauważy tutaj pewną różnicę w sposobie naszego oddychania. Ciekaw jestem, jakie będą wasze wrażenia. Jeżeli ktoś ma ochotę podzielić się swoimi doświadczeniami, to zapraszam do pozostawienia komentarza. A tymczasem kończymy audycję na dzisiaj. Temat nie jest jeszcze wyczerpany i spotkamy się w Chacie mistyka, aby kontynuować opowieść o medytacji, o różnego rodzaju medytacjach. O tym, jak radzić sobie również z usilnym dążeniem naszego umysłu do zaniechania naszej techniki.
Dlatego, że nasz umysł to jest taka bestia, która nieprzyzwyczajona jest do tego, że próbujemy ją okiełznać, więc będzie próbowało nam podszeptywać różne zdradzieckie formuły i zaprzestać nasze procesy medytacyjne. No i o tym, i nie tylko w kolejnej części Chaty mistyka, do której bardzo serdecznie wszystkich zapraszam. A tymczasem żegnam się. Zachęcam gorąco do praktykowania, do podjęcia próby medytacji, jeżeli jeszcze nie jesteście zaznajomieni z takową. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, mam nadzieję, że zdrowymi jesteście i do zobaczenia, do usłyszenia w kolejnym epizodzie programu Chata mistyka. Chata mistyka