[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata Mistyka”. Namaste, witam wszystkich. Szybciutko chwyciłem za mikrofon dlatego, że napadł mnie pewien koncept, którym chciałem się na gorąco podzielić. W tle może być słychać wybuchy, wystrzały petard i fajerwerków dlatego, że dzisiaj jest pierwszy dzień po festiwalu Diwali w północno-wschodniej części Indii, w mieście, które nazywa się Varanasi. Ma również inną, drugą nazwę: Kashi.
Także wczoraj w nocy bardzo hucznie zostały obchodzone tutaj rytuały tego festiwalu światła. Dlatego, że Diwali jest festiwalem światła, można by powiedzieć nadziei i festiwalem pewnego rodzaju klarowności, która ma się tutaj pojawić w związku z obchodami owego dnia. Także wczoraj noc była szalona. Obserwowałem tysiące hucznie wybuchających świateł z dachu mojego guesthouse'u, z dachu mojego hotelu. Widok był przecudny. Oprócz tego tysiące lampionów wznoszących się ku niebu. Ale chwyciłem tutaj za mikrofon dlatego, żeby na bieżąco, na świeżo podzielić się pewną moją refleksją. Mam nadzieję, że uda mi się tutaj coś opowiedzieć, pomimo wybuchów artyleryjskich armat. Pomimo tego, że w tle grzmi artyleria i słychać wybuchy, czuję się po prostu, jakbym był na wojnie poniekąd. Czuję się po prostu, jakby moja reporterska robota troszeczkę zaostrzyła charakter, doznała troszeczkę zęba.
I także tutaj z adrenaliną i z szybko bijącym sercem postaram się przekazać szybko moje myśli. No cóż, taki charakter mojej pracy reporterskiej. Czasami człowiek musi tutaj po prostu przemknąć pomiędzy hucznymi wybuchami. Na szczęście są to tylko petardy i fajerwerki ku uciesze lokalnej gawiedzi i ludności. Ale spostrzeżenia, którymi się chcę podzielić, naszły mnie w dosyć bardzo magiczny sposób. Właśnie przed chwilą, kiedy siedziałem z zamkniętymi oczami. No i w pewien sposób przeprowadziłem taką konceptualizację procesu poruszania się w kosmosie nas jako ludzi. Doszedłem do paru wniosków. Mianowicie wniosek, który nasuwa się już od dłuższego czasu dla mnie, jest taki, że jeżeli chcemy podróżować w kosmosie, jeżeli chcemy przemieszczać się z naszej matki planety, z planety Ziemia, w inne zakątki tego Układu Słonecznego, tudzież w inne zakątki tej galaktyki, czy w ogóle podróżować w kosmosie, to musimy pozbawić się pewnego, dla nas bardzo istotnego na co dzień konceptu. Tym konceptem jest nasza fizyczność.
Po prostu najzwyczajniej w świecie nasze ciało, w którym to rezydujemy tutaj, na tej planecie. Musimy zrozumieć to, że nasze ciało to jest nic innego jak tylko cząstki naszego otoczenia, które pozbieraliśmy tutaj, pojawiając się na tej planecie, manifestując się tutaj, na tej planecie. Zaczęliśmy po prostu pałaszować tutaj różnego rodzaju części naszego otoczenia w formie warzyw, czasami w formie zwierząt i innych różnego rodzaju substancji. To zbudowało naszą strukturę, naszą jak gdyby ramę naszej czasowości, naszego miejsca, naszej czasoprzestrzennej lokalizacji. Bo jesteśmy zanurzeni w bardzo specyficznym świecie, w świecie dualności. W świecie, w którym to przejawiają się ekstrema pomiędzy stanami, pomiędzy plusem a minusem. Są napięcia pomiędzy światłem a mrokiem. Są różnego rodzaju ciśnienia, które powodują, że nasza fizyczność czasami staje się dla nas dosyć szorstka, powiedziałbym. Ale teraz mamy marzenia. Patrzymy w niebo, chcemy podróżować, chcemy poznać inne światy, chcemy poznać inne planety.
Ale tkwimy w tym samym czasie w pewnej sytuacji, która sprawia, że jesteśmy zanurzeni w takiej siatce ograniczeń, w takiej siatce zależności. Jest to po prostu filtr, z jakim patrzymy na świat. Filtr, poprzez który postrzegamy samych siebie jako ludzi. Dostrzegamy tylko naszą fizyczność na przykład. Jak gdyby nie kultywujemy naszej sfery energetycznej, naszej sfery emocjonalnej. I również w tym przypadku, kiedy wyobrażamy sobie podróże galaktyczne, podróże gwiezdne, to naturalnym staje się dla nas to, że chcemy w te podróże koniecznie zabrać nasze ciało. Dlatego, że często nasza identyfikacja związana jest z ciałem, w którym to obecnie przyszło nam rezydować. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie jesteśmy tak naprawdę tylko tymi ciałami i nie jesteśmy nawet tylko tymi umysłami, które wydają się nam tak bliskie i z którymi to wiążemy naszą identyfikację. Co to jest identyfikacja w kosmosie, to do tego wrócę. Teraz popatrzmy na tę formę astronautów, na tych dzielnych kosmicznych kowboi, którzy to w skafandrach kosmicznych wchodzą do żelaznego promu kosmicznego, który to tak naprawdę ma minimalną wielkość w porównaniu do zbiornika z paliwem, które to ze sobą wiezie.
Jeżeli sobie zdamy z tego sprawę, to tak naprawdę ci astronauci siedzą na wielkim baku paliwa. Naukowcy w dzisiejszych czasach twierdzą, że żeby człowieka wynieść w kosmos, to trzeba narobić przy tym wiele huku i najlepiej spalić przy tym dużo paliwa, które jest specjalnie opracowywane w laboratoriach i które kosztuje mnóstwo pieniędzy, i dzięki któremu można wszczynać mnóstwo konfliktów militarnych na przykład. Tak jak tutaj prawie strzelają do mnie, a ja tutaj próbuję opowieść zasnuć. Moim zdaniem ta droga podróżowania w kosmosie jest bardzo ograniczona. Jest praktycznie nawet powiedziałbym niemożliwa. Niemożliwa jest dlatego, że często nie zdajemy sobie sprawy, w jakich nieprawdopodobnych zależnościach istniejemy tutaj na planecie Ziemia. Nawet biorąc pod uwagę tylko owo ciało fizyczne, owo ciało jedzeniowe, jak to mówią jogini, czyli to ciało, które pochodzi bezpośrednio z pożywienia, które to w siebie nawkładaliśmy, to okazuje się, że my do życia potrzebujemy mnóstwo aspektów. Jednym z głównych aspektów jest na przykład powietrze. Potrzebujemy oddychania, potrzebujemy tej ciągłej pracy naszych płuc, naszego organizmu, który to jest cyklem, który podtrzymuje nasze życie tutaj, czyli nasze istnienie w tych oto warunkach, w tych dualnych, rozbieżnych warunkach świata fizycznego. Ale oprócz tego, że oddychamy, potrzebujemy do życia promieni słonecznych.
Potrzebujemy bardzo do życia słońca. Jako organizmy jesteśmy zbudowani z wody, dlatego że mówię tutaj o naszym ciele fizycznym. Także w głównej mierze nasze ciało zbudowane jest z wody w ponad 70%. Ta woda oddziałuje, możesz powiedzieć, polami swoimi z różnego rodzaju elementami w środowisku wokół nas, jak również wewnątrz własnej struktury. Oddziałuje w sposób pewnego rodzaju radiacji, pewnego rodzaju fali, pewnego rodzaju częstotliwości. To wszystko musi być dostrojone do całego otoczenia, tak samo jak do nas samych, do naszego wnętrza. Inaczej nie jest w stanie funkcjonować tutaj, w tych warunkach. Dlatego, że te warunki zostały stworzone przez ogół, przez wszystko, co funkcjonuje wokół. Wliczając w to nie tylko atmosferę naszej planety, to, z czego składa się chemicznie, z jakich pierwiastków, z jakich molekułów składa się tutaj ta planeta, ale również wszystkiego rodzaju inne planety w naszym Układzie Słonecznym. Samo Słońce jest potężnym aspektem, który kreuje naszą formę, nawet nasz kształt, to, w jaki sposób funkcjonujemy i podtrzymuje nas przy życiu.
Nie zapominajmy również o nieprawdopodobnej mocy Księżyca. Księżyc, który jest satelitą tej planety, który jest w stanie powodować pływy w oceanach, w dużych zbiornikach wodnych, na pewno również ma wpływ na komórki wody, na cząstki wody w naszym organizmie, bo jesteśmy zrobieni z wody w dużej mierze. Więc podróżując gdziekolwiek poza obszar tej planety w naszej fizycznej formie jako ludziki, pozbawiamy się w pewien sposób bardzo istotnych czynników, które nas ulepiły, które nas tutaj stworzyły w takiej formie, a nie innej. Część z tych czynników również to są czynniki zasilające. Jesteśmy na okrągło zasilani energią życia takim systemem wireless, systemem bezprzewodowym. Oddziałuje potężny Księżyc na cykl naszego życia. Jest to 28 mniej więcej dzienny dobowy cykl, w którym to Księżyc odbywa wędrówkę wokół planety Ziemia. Teraz wylatujemy poza ten układ, poza ten obszar. Na przykład jesteśmy na Marsie. I co z tego, że zabraliśmy ze sobą tony sprężonego powietrza, że mamy skafandry, które trzymają nas w dobrej temperaturze do przeżycia i być może nawet udało nam się znaleźć wodę albo jesteśmy w stanie w jakiś sposób zsyntetyzować wodę w warunkach laboratoryjnych.
Ale jak długo tak pociągniemy? Tutaj zadaję taki duży znak zapytania. Może parę lat. Ja bym powiedział, że może parę miesięcy, dlatego że zaczną się z nami różnego rodzaju problemy psychiczne. Jest to częsty syndrom astronautów, którzy spędzają dużo czasu w kosmosie poza bezpośrednim polem oddziaływania grawitacji. Po prostu, pomimo tego, że owi młodzi, sprężyni i elokwentni astronauci przeszli tysiące testów różnego rodzaju medycznych, fizjologicznych i fizycznych oraz psychologicznych, to po prostu dostają świra, dlatego że brakuje mnóstwo czynników, których to właśnie ich organizmy i ich umysły zostały pozbawione. Więc będąc na przykład na Marsie, w takiej wielkiej odległości od naszego księżyca ziemskiego, będzie nam brakowało bardzo istotnego aspektu, być może nawet do przeżycia, a nie tylko do pozytywnego samopoczucia. Z drugiej strony jeszcze kąsając ten problem fizyczności, to tak naprawdę, jak daleko jesteśmy w stanie polecieć w tym organizmie, w tym worku flaków, zanim on się rozłoży albo rozsypie w jakiś kosmiczny pył. Sprawa hibernacji podczas podróży i tak dalej to są filmy fantastyczne. Fantastyczne są te filmy, tylko że nie zawsze trzeba wierzyć w te historie.
To nie są moim zdaniem historie wizjonerów, tylko nazwałbym ich entuzjastami wizyjnymi. Ludzie, którzy tworzą takie filmy science fiction i tego typu opowieści. Jeżeli nad tym zastanowimy się chwilkę chociażby, to oczywistym staje się fakt, że musimy pozostawić człowieka tam, gdzie należy, a człowiek należy do planety Ziemia. Po prostu jest częścią tego całego systemu, tego całego układu. Jako ciało, jako energia. Więc jeżeli chcemy podróżować, to musimy skupić się tylko i wyłącznie na naszej sferze energetycznej. W pewien sposób możemy postarać się zabrać w kosmos nasze poczucie identyfikacji. Tak bym to nazwał. To jest moment wyjścia, opuszczenia swojej planety. Czyli wyobraźmy sobie, że w jakiś magiczny, może w jakiś naukowy, bardzo technologiczny sposób.
Ja myślę, zresztą tutaj taki przerywnik, wrzutkę dam, że ja uważam osobiście, że technologia Mehrana Keshe dąży właśnie do tego typu podróży w kosmosie. Dlatego jest to koncept troszeczkę trudny do zrozumienia dla rzeszy ludzi, która to trochę za bardzo skupia się na technicznych aspektach całej tej technologii i która oczekuje osiągów, sukcesów, tabelek i różnego rodzaju statystyk. Okazuje się, że jeżeli chcesz podróżować w kosmosie, to jest twój moment wyjścia. Ta planeta. Warunki na tej planecie są jedyne w swoim rodzaju i nieuniknione w pewien sposób. Nie ma drugiej takiej planety w całej galaktyce, nie ma drugiej takiej planety w całym kosmosie. Mogą być planety, które będą bardzo podobne w ogóle w całym oglądzie, w kwestii klimatu, w kwestii tego, z jakich pierwiastków chemicznych pochodzą. Byłoby to bardzo trudne zadanie do osiągnięcia, dlatego że pierwiastki chemiczne na Ziemi pochodzą od bardzo specyficznego i konkretnego układu i oddziaływania planet tutaj w naszym Układzie Słonecznym, dlatego, że istnienie wszelkiego rodzaju metali i wszystkich pierwiastków na tej planecie uzależnione jest od oddziaływania innych ciał niebieskich, które są w tym samym układzie, czyli od mnogości różnego rodzaju elementów, wliczając w to dystans, masę, pole elektromagnetyczne, proporcje i tak dalej. Można by tutaj wyliczać. W zależności od tego pojawiają się tutaj u nas na planecie złoża.
Na przykład złoża ołowiu, na przykład złoża miedzi na różnego rodzaju głębokościach, o różnego rodzaju czystości, dlatego, że to wszystko jest różnego rodzaju częstotliwość. Także tutaj w skrócie taka wrzutka alchemiczna, skąd pochodzą pierwiastki na naszej planecie. Ale tu przy tych wybuchach, przy tych artyleryjskich, hucznie grzmiących armatach, czy też odgłosach miasta Varanasi, które to nadal wydaje się świętować festiwal Diwali, festiwal światła. Postaram się kontynuować tę opowieść. Opowieść podróży w kosmosie. Zachęcę może was do tego, że powiem, że taka podróż wydaje się możliwa, ale powszechny sposób na podróżowanie w kosmosie, taki najbardziej standardowy ogląd wydaje się mi troszeczkę mylny. Więc wyobraźmy sobie, że w jakiś sposób technologiczny, może w sposób bardzo duchowy, spirytualistyczny, może w sposób jakiś szamański, udało nam się spowodować, że podjęliśmy taką wibrację, że nasze człowieczeństwo oddziela się od naszej sfery materialnej czy od naszego ciała, czyli następuje po prostu moment wyjścia z ciała. Okej? Dajmy na to, że w tym wszystkim nawet mamy cel naszej podróży, więc powiedzmy, że chcemy wyruszyć na przykład do innej galaktyki, gdzie panuje życie również, tudzież gdzie życie jest możliwe. I tam jest planeta o pięknym różowym kolorze.
I owa różowa planeta jest kompletnie stworzona z płynów. Jest to po prostu płynna planeta. Nie ma tam lądów. Powiedzmy, że to jest taka płynna galaretka. Planeta przecudna, bardzo soczysty, powiedziałbym kolor, zachęcająca swoją barwą, odcieniem. I chcemy się tam wybrać na wakacje. Udało nam się już tutaj zostawić to ciało na planecie Ziemia, więc nie potrzebujemy spalać już ton paliwa i produkować ze sobą mnóstwo huku i odpadów. I w formie takiego duszka podróżujemy sobie w kosmosie. Może podróż to nie jest najwłaściwsze określenie tego procesu, dlatego, że skoro jesteśmy w nadprzestrzeni, czyli w przestrzeni bez przestrzeni, bo tam właśnie znajdujemy się w momencie wyjścia z ciała, porzucamy naszą cielesność, więc momentalnie przeistaczamy się w cząstkę informacji, która nie potrzebuje ani miejsca do egzystencji, ani nie potrzebuje obszaru żadnego, dlatego, że nie masz rozmiaru, nie masz wysokości i nieważne jest, czy jesteś grubaskiem, czy jesteś cieniaskiem. Nieważne jak masz na imię i jaką masz płeć, bo to są wszystko aspekty ziemskie, które pozostawiliśmy w tyle.
Ale nadal mamy taką chrapkę, mamy taki entuzjazm, żeby pojawić się na różowej planecie. Nie wiadomo po co i dlaczego. Dlatego, że w momencie wyjścia z tego świata dualizmu właściwie mieszamy się z tą jednością. To jest ten moment wyzwolenia, więc trudno mi jest w ogóle wyobrazić sobie chęć powrotu do tego samego świata. Do tego świata pułapki, do tego świata iluzji, z którego udało nam się uciec. Ale dajmy na to, że teoretycznie mamy misję. Poświęcamy się i chcemy wrócić na tą planetę, ale musimy dostać się najpierw na różową planetę, na naszego żelka, który jest w odległej hen, hen galaktyce, gdzie nawet Han Solo nigdy nie zawitał swoim Falconem. Dlatego, że jest to tak daleko. Ale udało nam się w formie duszka, w formie energii pojawić na tej planecie. I tutaj znowu lądowanie.
Następuje moment lądowania, czyli zejścia w ten świat. Ten świat istnieje w zupełnie innych warunkach, dlatego, że na przykład ta planeta krąży wokół trzech słońc. I oprócz tego, że jest cała mnogość różnych dziwnych planet o dziwnych kształtach i kolorach, to nie ma znanych nam planet z naszego Układu Słonecznego. Poza tym cała planeta jest utworzona z galaretki tudzież z kisielu, więc nie potrzebujemy naszej ludzkiej formy z dwoma nóżkami, z dwoma rączkami. Nie potrzebujemy płucek, bo nie ma tam powietrza do oddychania. I co my tak naprawdę potrzebujemy, żeby tam się zamanifestować? Potrzebujemy jakieś minimum, które tam nam pozwoli funkcjonować jako życie. Czyli dajmy na to, będziemy potrzebowali ośrodek decyzyjny, więc stworzymy sobie tam jakiś mózg albo jakąś inną bazę danych, gdzie będzie siedziało nasze narzędzie i nasze poczucie identyfikacji. Bo co to jest ta identyfikacja? Nasza identyfikacja to jest w większości tutaj na planecie Ziemia to jest nasze ego, to jest to, z czym my się identyfikujemy, czyli czemu przypisujemy sobie jakieś znaczenie.
Tworzymy sobie wizerunek nas samych dla nas samych i dla naszego otoczenia. I tak żyjemy tutaj, w tej bajeczce, w tej iluzji dzień po dniu. Ego to jest coś takiego, co każdy z nas posiada. I nie mówię, że to jest tragedia, dlatego że część z tego ego to jest po prostu mechanizm, który pozwala nam przetrwać, który pozwala nam żyć ten cykl dzienny. Ale część z tego ego kreuje sobie pewnego rodzaju wydufane opinie na temat samych nas. I to są takie obszary, z którymi często warto popracować. Jeżeli mamy ochotę podążać drogą wyzwolenia, drogą zrozumienia, drogą światła, to z niektórymi rzeczami sobie trzeba radzić. Na szczęście są do tego techniki, do których często bardzo usilnie zachęcam tutaj w Chacie Mistyka. Ale jesteśmy na naszej różowej planecie, na naszym żelku. Co stało się właściwie z naszym ciałem, z naszą identyfikacją naszego ciała, z naszą identyfikacją naszego charakteru?
Bart fajnym chłopakiem był na planecie Ziemia, ale teraz jest rozmyty w kosmosie, rozmyty w pustce. I ma jakiś ambitny plan z jakiegoś powodu, żeby się zmaterializować podług swojej chrapki na różowej, odległej planecie w odległej galaktyce, hen, hen, daleko, daleko. I niech mu tak będzie dane. Bart porzucił swoje ciało, swoją identyfikację, z tym, że tutaj był facetem, że skończył szkołę taką a taką, że jest powiązany w różnego rodzaju relacje środowiskowo-rodzinne. I cała gama rzeczy, które kreują ego Barta, któremu się wydaje, że jest kimś takim, kto nagrywa na przykład audycję Chata Mistyka i później ktoś tego będzie słuchał na dodatek, tak mu się wydaje. I co się staje z tym ciałem? Ciałko łatwo sobie wyobrazić, możemy w jakiś sposób zutylizować, czyli ono wróci po prostu do obiegu. To ciało w momencie wyjścia może ulec na przykład samospaleniu. Przy spalaniu zwłok, jak to tutaj opowiadałem, również dzieje się w miejscach, gdzie dokonuje się kremacji w Varanasi przy rzece Ganges. Spalanie zwłok w pewien raptowny sposób wyciska energię, która pozostaje jeszcze w trupie.
Dlatego, że pomimo że większość energii wyszła już z tego ciała, to część, jeszcze mały procent, można by powiedzieć mały ułamek, jest nadal w jakiś sposób ulokowany w tej sferze fizycznej. I w momencie spalania, to jest proces dosyć raptowny przy udziale energii, mnóstwo energii jest również wytwarzane. I tutaj próbuje się tą energię przechwytywać w pewien sposób, wykorzystywać ją. Ta energia nie marnuje się, ona wraca sobie do obiegu. Podobnie wraca do obiegu nasze ciało fizyczne po wyjściu, kiedy to wyruszamy w podróż kosmiczną. Ale co dzieje się z energią? Co dzieje się z duszą? I to jest właśnie koncept, od którego właściwie całe te moje rozważania powinny chyba wyjść. Skoro pula energii w stworzeniu jest ograniczona, to znaczy energia po prostu jest w takim stanie, w jakim jest, w takim stanie ilościowym, w jakim jest. Oczywiście energia zawsze dąży do tego, żeby wyrównać się.
Zawsze jest w ruchu, zawsze jest dynamiczna, może manifestować się na nieskończoną ilość możliwości. Ale ogólna pula, ogólna waga, powiedziałbym, tej energii bytu jest czynnikiem stałym. Więc teraz wychodząc spoza tego układu, skoro chcemy podróżować w czasoprzestrzeni, chcemy podróżować w kosmosie, czyli musimy porzucić za sobą cielesność. Musimy również porzucić funkcjonowanie w czasoprzestrzeni. Czas i przestrzeń. Te dwa elementy są współzależne i bardzo mocno powiązane. Jeden nie może istnieć bez drugiego. Czas nie może istnieć bez przestrzeni. Przestrzeń nie może istnieć bez czasu. Okej, więc jakakolwiek podróż, jakakolwiek definicja ruchu odbywa się w czasoprzestrzeni.
Czyli potrzebujemy daną ilość czasu na to, aby przebyć daną drogę. Okej. Jeżeli układ jest statyczny i nie ma ruchu, to również nie upływa czas dlatego, że nie ma tego momentu ruchu, nie ma tego aspektu dynamicznego. Więc nasza podróż w kosmosie bardziej odbywa się na zasadzie teleportacji. Tak jak w dawnym serialu Star Trek. Po prostu ekipa wchodzi do urządzenia, które to mruga światłem i w blasku energii postacie znikają, a później pojawiają się w innym miejscu, na innej planecie. Tutaj różnica jest taka, że postacie znikają dlatego, że ciało utylizuje się, spala, tudzież spala się, powraca do obiegu. Energia nasza biologiczna zostaje zaprzęgnięta ponownie do procesu. To znaczy ponownie, ona działała, tylko teraz będzie działać w inny sposób. Więc znikamy z takiego teleportera i w tym samym momencie jesteśmy w stanie pojawić się na naszej różowej planecie, na naszym żelku, na planecie kisielu.
Tylko musimy sobie teraz obrać formę do egzystowania. Jest to proces, który nie trwał w czasie dlatego, że znikamy, czyli zabieramy coś z jednego układu. Energia musi się przejawiać na okrągło. Energia może się poruszać, ale nie może zniknąć. Więc skoro tutaj zniknęła cząstka energii, to musi się pojawić w innej części układu. Więc pojawiamy się na naszej różowej planecie w formie mózgu z jednym czułkiem z przodu i z płetwą rekina na grzbiecie, abyśmy mogli utrzymywać się w atmosferze kisielu, która to jest najczęstsza tutaj na planecie naszej. I w takiej formie jesteśmy żyjątkiem. Nic więcej nam do szczęścia nie potrzeba. Najlepsze wakacje w życiu. Nie potrzebne nam ani hotele, ani baseny wokół hotelu, dlatego że cała planeta jest po prostu basenem kisielu.
Nie musimy się odżywiać niczym. Zresztą nie mamy ust i nie mamy układów pokarmowych, bo jest to nam kompletnie zbędne. Po prostu żyjemy czystą praną. Żyjemy z tych składników, które obecne są w tym właśnie danym układzie. Tam są trzy słońca, tam nie ma naszego księżyca, ale są może jakiegoś innego rodzaju oddziaływania, które to dostarczają nam energii do działania, do funkcjonowania. Ale ja jeszcze tutaj chcę powrócić do planety Ziemia w momencie wyjścia, więc łatwo wyobrazić sobie, że porzucamy to ciało i w formie informacji, w formie naszej identyfikacji w jakiś skrupulatny sposób udaje nam się zachować tą formę identyfikacji. Czyli ja, pomimo tego, że teraz już postrzegam się jako pływający z płetwą rekina mózg w żelowatej różowej planecie, nadal pamiętam o tym z jakiegoś powodu. Nie wiem dlaczego, ale chcę bardzo pamiętać, że na planecie Ziemia, hen, hen daleko byłem Bartem. I podróżowałem po Indiach i siedziałem w Varanasi i nagrywałem program dla gości Chaty Mistyka. Skoro naprawdę z jakiegoś powodu jest to mi potrzebne do szczęścia, to dajmy na to, że jest taka opcja, żeby zachować sobie tą formę identyfikacji.
Co stało się z energią, która funkcjonowała powiązana z naszym ciałem, z moim ciałem, z ciałem Barta na planecie Ziemia? Jak gdyby pojawiła się luka energetyczna i została momentalnie wypełniona przez inną energię, która czekała w kolejce. Przynajmniej taki jest mój koncept. Tutaj pojawia się sprawa reinkarnacji. Jeżeli każdy z nas uczestniczy w tym cyklu, że pojawiamy się i znikamy, to w momencie kiedy znikamy, mieszamy się z tą ogólnością, z tą totalnością wszechświata, z tą jednością kosmosu. Nazwij to sobie niebem, a wyszedłeś z piekła, z piekła fizyczności, z piekła dualności. Możesz sobie nie nazywać tego w żaden religijny sposób, dlatego polecam zrozumienie tego konceptu pod innym kątem niż koncept religijny, gdzie figuruje obietnica nieba i piekła, i dobrych i złych uczynków, i grzechów, i kary, i chłosty pod pręgierzem. Tutaj nie. Pozbądźmy się wszelkiego strachu, przełammy wszelkie bariery, nie przejmujmy się żadnym tabu, tylko zastanawiajmy się nad tym, czym jest nasze istnienie, czym jest nasze człowieczeństwo. Moje człowieczeństwo w dzisiejszej opowieści zabrało mnie daleko do innej galaktyki.
Skoro jestem już tam w formie pływającego mózgu, ale mam doszyte do mnie poczucie identyfikacji, że wcześniej byłem Bartem, to jest to właściwie reinkarnacja. Pojawiłem się w zupełnie innym świecie, w zupełnie innych warunkach, ale mam jakiegoś rodzaju pamięć. Czasami mam jakiś ułamek z krzątek pamięci, który pochodzi z mojego poprzedniego istnienia, z mojego poprzedniego życia. W tym momencie nie ma znaczenia, czy wrócę na planetę Ziemię, czy w ogóle mi się to uda, czy jest w tym jakakolwiek potrzeba. Przejawiłem się w najdoskonalszej dla mnie formie w innej zupełnie części kosmosu, po to, aby funkcjonować w tej siatce uzależnień, żeby być znowuż częścią tego całego organizmu, częścią tej całej maszynki. Również na różowej planecie totalna pula energii, która może się przejawić, jest skończona. Tam zachodzą różnego rodzaju procesy energetyczne. Energia się przelewa, pojawia się w jednym miejscu, znika z drugiego. Trudno mi przywołać jakiekolwiek przykłady zjawiskowe, które mogą wydarzyć się na różowej planecie kisielu, ale mianownik tego wszystkiego jest taki, że porzucając naszą identyfikację, naszą formę istnienia w jednym ze światów, na jednej z planet, chociażby planecie Ziemia, udostępniamy miejsce na to, żeby przejawiła się energia z tej puli, aby przejawił się kolejny pomysł z pustki, z owej shunyi, o której często wspominam. Jest to świat niebytu, nieograniczony świat wszelkich możliwości, z którego może przejawić się energia, która może zamanifestować się w nieskończoną ilość możliwości i przyjąć nieskończoną ilość form i zjawisk.
Ten świat dualności otacza świat pustki, świat kompletnej ciszy, świat kompletnego ukojenia, gdzie nie ma dynamiki, ale gdzie jest potężny, maksymalny potencjał, który czeka na okazanie się, na przybranie formy, na rozpoczęcie aktywności, na rozpoczęcie zjawiska. To jest to miejsce bez przestrzeni, w którym tkwimy pomiędzy naszym pojawieniem się w innym świecie. Żeby w tych warunkach zachować naszą własną identyfikację, nasze poczucie tożsamości, to już jest dosyć skomplikowana i bardzo trudna sprawa. Byłbym chyba narażony na pokusę, aby pozostać rozpuszczony w tej całości raczej niż znowu manifestować się w tej urągającej niedoskonałości, w formie i w kształcie, osaczony problemami, stresem, lękami. Dlaczego by nie pozostać w tej jedności, w tym Bogu? Ale dajmy na to, że jesteśmy żołnierzami tudzież rycerzami na misji i mamy tyle ikry w sobie, że jesteśmy w stanie wszelkiego rodzaju pokusy przezwyciężyć. Jesteśmy w stanie powrócić na naszą planetę Ziemia. Dajmy na to, że doświadczyliśmy czegoś wspaniałego. Mamy odpowiedzi na wszelkiego rodzaju kryzysy i pytania nurtujące człowieka na planecie Ziemia. Mamy odpowiedź na to, jak zachować pokój i zakończyć wszelkiego rodzaju konflikty na tej planecie.
I znowu ustawiamy się w kolejce, żeby pojawić się tutaj, na tej planecie w formie ludzkiej, dlatego że chcemy mieć kontakt z resztą naszego jestestwa. Zresztą taką mieliśmy mieć misję. Mieliśmy przebyć wędrówkę bohatera i powrócić z jakiegoś rodzaju rozwiązaniem, z jakiegoś rodzaju wiadomością. Ale czy teraz możemy się wbić na tą planetę z rozpędu? Tutaj wydaje się, że nie, że trzeba chyba będzie odczekać w pewnej kosmicznej kolejce, dlatego, że pula energii w tym układzie jest jak gdyby wyrównana, więc musimy poczekać, aż zniknie cząstka energii po to, abyśmy my spoza tego układu mogli przejawić się znowu w formie ciała, w formie identyfikacji. Teraz prawdopodobnie nie dostaniemy tego samego ciała, ale to nie ma znaczenia, czy ja pojawię się na tej planecie po tak czcigodnej misji ratowania ludzkości i galaktyki, czy ja pojawię się w formie Barta, czy pojawię się w formie Robinsona Crusoe, czy w formie Robin Hooda. Ważne jest to, że się w ogóle pojawię. Myślę, że to już jest bardzo duży sukces, żeby po prostu się pojawić w tej samej lokalizacji, w tym samym mniej więcej czasie. Dajmy na to, że upłynęło parę setek lat, co w skali galaktyki, w skali tego kosmosu jest po prostu mrugnięciem oka. Nie ma to kompletnie znaczenia, że nie było mnie tutaj parę setek lat i pojawiam się znowu w troszeczkę innym ciele, w innym miejscu.
Może mam inny kolor skóry, może pojawiam się w innych okolicznościach dlatego, że pojawiam się po to, aby przynieść ludzkości ową wiadomość, tudzież ową moc, tudzież ową technologię. Takich przypadków w historii tej cywilizacji, w historii tej planety jest wiele. Ja opowiadam często tutaj przypadek Lorda Shivy, który w Indiach uznawany jest przez większość właściwie chyba ludzi za Boga, dlatego, że większość ludzi tutaj, którzy zajmuje się tematyką Shivy, będą to ludzie religijni. Moim zdaniem to nie jest do końca właściwa droga, nie do końca jest to właściwe podejście. Po prostu ci, którzy nie zrozumieli pradawnej wiedzy, pradawnych przekazów, zrobili sobie system wierzeń z czegoś, co było bardzo istotne w pradawnej kulturze, więc nie mogli tego zrozumieć, ale też nie mogli zignorować, więc zrobili sobie z tego bożków. Natomiast jest to pradawna wiedza, wiedza o całości. Wiedza o tym, jak funkcjonuje wszechświat, jak funkcjonuje nasza planeta, jak funkcjonujemy my jako ludzie. Lord Shiva jako pierwszy jogin, tak zwykło się go również nazywać, po prostu przejawił się. On po prostu powstał, zamanifestował się w górach w formie, która przypominała formę ludzką. Ale to nie do końca był człowiek.
Więc właśnie w ten sposób przybysz z kosmosu, można by powiedzieć, a może po prostu wysłannik, który zesłał się na banicję pewnego rodzaju, na misję, powrócił do tego samego układu, powrócił do domu. Bohater zatoczył krąg. Stąd mamy tutaj dużo wiedzy, mamy dużo technologii, mamy dużo technik jogi. Wiemy, jak posługiwać się naszą wewnętrzną energią. Wiemy, jak ją kultywować. Już od wielu tysięcy lat jest to tradycja przekazywana tutaj w Indiach w szczególności od wielu pokoleń. Ale tutaj z drugiej strony ja często sobie myślę, że również taką formą współczesnego jogina jest właśnie sam pan Keshe, któremu się tutaj bacznie z podziwem przyglądam już od paru lat, jego poczynaniom. Rozumiem tą technologię doskonale, pomimo tego, że nie jestem na bieżąco ze wszystkimi lekcjami, ze wszystkimi warsztatami, które organizowane są na YouTubie, to po prostu czasami sprawdzam sobie, co dzieje się w świecie owej technologii plazmowej. Wydaje mi się, że tą technologię doskonale rozumiem. Rozumiem tą technologię w sposób intelektualny, czyli w taki sposób bardzo mechaniczny określiłbym to, ale jest to również technologia, która przemawia do mnie w sposób intuicyjny, czyli w sposób, który jest naturalną formą transmisji wiedzy.
Po prostu wiedza jako prawda, jako jedyna możliwa forma. I tylko prawda jest w stanie istnieć bez względu na czas czy miejsce, czy nawet bez względu na to, czy istnieje czas i czy istnieje miejsce. To właśnie stamtąd pochodzi owa intuicja, która sprawia, że to, o czym mówi pan Keshe, jest mi dosyć bliskie. No więc wujek Mehran, wujek Keshe, dobry wujek daje nam tutaj te wszystkiego rodzaju zabawki, te błyszczące druciki, te pojemniczki ze słoną wodą i z kolorkami. Dlatego, żebyśmy po prostu mogli coś widzieć, żebyśmy mogli coś poczuć. My jesteśmy poniekąd spaczeni, funkcjonując tutaj, w tym świecie przyziemnym, po prostu usilną próbą nadawania znaczenia wszystkiemu, co postrzegamy. Wszystkiemu próbujemy nadać jakiegoś rodzaju nazwy, posłużyć się definicjami. Wszystko próbujemy okiełznać, ogarnąć i po prostu wziąć pod kontrolę. Więc również tutaj, w przypadku procesów energetycznych, myślę, że dane nam są takie zabawki, żebyśmy po prostu my mogli sobie coś zobaczyć, coś wziąć do ręki, żebyśmy po prostu mogli zaobserwować, jak te pola plazmatyczne działają i reagują pomiędzy sobą. A efekt końcowy jest taki, że właściwie chyba tych wszystkich magrabów, tych urządzeń i zwojów, rureczek nie potrzebujemy za bardzo, dlatego, że sami tutaj, na tej planecie, jako po prostu organizmy ludzkie jesteśmy fenomenalnym zbiorem różnego rodzaju rurek, przewodów elektrycznych, wszelkiego rodzaju płynów oraz pierwiastków po prostu powszechnie dostępnych na tej planecie.
No więc kwestia tutaj jest tylko tego, jak jesteśmy w stanie wykorzystać to, co już mamy po prostu w tym naszym własnym człowieczym laboratorium. Po prostu musimy nauczyć się to w pewien sposób, podług naszej myśli, podług naszej intencji. Te procesy musimy w jakiś sposób nauczyć się kontrolować. I tutaj właśnie zaczyna się głęboka alchemia. Tutaj zaczynają się procesy twórcze, gdzie twórca i stworzenie stają się jednym, gdzie ujednolicamy się z całością istnienia. Przechodzimy w stan totalny, w stan, w którym nie mamy ograniczeń w postaci formy fizycznej. Nie jesteśmy zanurzeni w czasie ani w przestrzeni i mamy nieprzebrany potencjał możliwości i mocy do wykorzystania. Ja patrzę sobie na to wszystko z troszeczkę innego położenia. Znajduję mnóstwo zbieżnych kwestii z całą technologią jogi i z całym systemem funkcjonowania, o czym mówią jogini, w jaki sposób funkcjonujemy tutaj na planecie, w jaki sposób oddziałują na nas planety, gdzie astrologia jest bardzo istotnym aspektem naszego funkcjonowania. Gdzie w sposób alchemiczny kreujemy warunki do powstawania różnego rodzaju zjawisk i przedmiotów.
Na tym właśnie również polega chyba według pana Keshzego podróżowanie w kosmosie. Musimy porzucić tę cielesność, tę fizykalność po to, aby pojawić się gdzie indziej, skoro istnieje taka potrzeba, skoro jest w nas taka intencja. Więc nazwij to sobie reinkarnacją, nazwij sobie to, czym chcesz. Słowo reinkarnacja niekoniecznie musi kojarzyć się z religijnością. To niekoniecznie muszą być wierzenia hinduistyczne tudzież buddyjskie, tudzież jakiekolwiek inne systemy wiary. To może być tylko nazwa na fenomen, na proces, który trwa. Czasem wydaje się, że w przypadkach zniknięcia naszej planety, skoro udaje nam się powrócić w to samo miejsce, to będziemy musieli poczekać sobie w kolejce, co jak gdyby również nie ma znaczenia, dlatego, że jesteśmy zanurzeni w przestrzeni bez przestrzeni, w której nie funkcjonuje czas. Więc czy tam sobie odczekamy pięć sekund, czy tam sobie odczekamy pięć tysięcy lat, to właściwie nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko nasza misja. Czy będziemy w stanie powrócić do tego samego wątku?
Czy będziemy w stanie spotkać tych samych ludzi? Albo na przykład czy będziemy w stanie umówić się na przykład za 300 lat w określonym miejscu o tej samej porze, w innych formach, w innych, nazwijmy to sobie, wdziankach, tudzież w owych właśnie skafandrach kosmicznych. Bo czym jest ten nasz organizm? Czym jest to nasze ciało ludzkie z naszymi kończynkami i z naszą główką, jak nie po prostu takim skafandrem kosmicznym, w którym funkcjonujemy tutaj, na tej planecie, w tych określonych warunkach, tutaj, w tej przyrodzie, w tej naturze. To jest po prostu taki nasz wesel, to jest taki pojazd, w którym przyszło nam egzystować. Także tutaj moment wyjścia w kosmos i moment lądowania wydają się technicznie, technologicznie najbardziej trudne. To chyba największe wyzwanie w całym tym procesie podróżowania w kosmosie. Dlatego, że już sama egzystencja to jest tylko egzystencja. Skoro mamy formę najlepszą do funkcjonowania w danym środowisku, to sobie z tym poradzimy. Dlatego radźmy sobie z tym.
Podróżujmy w kosmosie. Do owych podróży mamy różnego rodzaju technologie, różnego rodzaju sposoby. Joga to jest tylko jedna z technologii, aczkolwiek bardzo kompleksowo ujmująca wszelkiego rodzaju aspekty istnienia i nieistnienia. Są właśnie takie technologie bardziej naukowe, takie bardziej namacalne, naoczne, jak na przykład tak zwana technologia Keshe. Chociaż to wszystko też prowadzi moim zdaniem do miejsca, w którym te wszystkie druciki miedziane i te wszystkie gansy zostaną odstawione w kąt, dlatego że są to tylko narzędzia, moim zdaniem, do tego, aby nauczyć ludzi postrzegać świat troszeczkę w inny sposób. Aby postrzegać świat pod kątem energetycznym, a nie pod kątem tego, co nam się jawi i tego, co nam się wydaje, jakim świat jest. Więc te wszystkie moce istnieją wewnątrz nas samych, tak samo jak w całym rozległym kosmosie. I umiejętność kreowania odpowiednich warunków do tego, aby powstały pewnego rodzaju fenomeny, to jest właśnie ta magia. To jest właśnie ta alchemia. To jest właśnie również ta możliwość podróżowania w różnego innego rodzaju miejsca w kosmosie, w miejsca, które nie zależą od czasu i przestrzeni, ale również w miejsca, które tkwią w owej czasoprzestrzeni, ale w troszeczkę innych warunkach.
Więc tutaj, przy odgłosach wybuchających fajerwerków w mieście Varanasi, z tego miejsca chciałem wszystkich serdecznie pozdrowić. Dzięki za odwiedziny w Chacie Mistyka. Ja jestem na drodze. Dzisiejsza audycja taka spontaniczna. Chwyciłem po prostu za sprzęt nagraniowy, za mikrofon, czyli postawiłem w mgnieniu oka moje studio nagraniowe. Siedzę sobie na podłodze w prawidłowej pozycji ardha siddhasana. Tak nazywa się owa pozycja. I życzę wszystkim szczęśliwego Diwali. Dzisiaj dzień trzeci. Okazuje się, że w Indiach Diwali obchodzone jest hucznie przez trzy dni.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Zapraszam do rozważań, zapraszam do robienia komentarzy pod audycją i zapraszam wszystkich do wstąpienia na ścieżkę światła, moi drodzy. Wtedy mnóstwo rzeczy po prostu wydaje się jasna, jak to na świetlistej ścieżce. Tutaj z tymi fanfarami w tle, z eksplozjami kończę tym samym. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie się moi kochani. Do zobaczenia gdzieś w kosmosie. Namaste. Pata Mistyka.