[00:22] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy jak co tydzień w niedzielę koło godziny 17:50, może troszkę później, czasem może troszkę wcześniej, ale jednak kolejny odcinek audycji Paralaksa. Rozmowa na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Oczywiście Poszukiwacz Prawdy jest już teraz z nami połączony na drugim końcu połączenia internetowego. Witaj, Chrisie.
[00:50] - Witam z tego drugiego końca połączenia. Dobry wieczór wszystkim.
[00:54] - Jak państwo zapewne zauważyliście, dzisiaj Paralaksa ma inny podkład. Już chyba raczej taki podkład pozostanie, bowiem niestety mój dysk twardy ostatnio w komputerze wziął i umarł, a razem z nim umarło wszystko to, co na tym dysku było, czyli między innymi również podkład, który dotychczas stosowaliśmy w Paralaksie. Tak że będzie trzeba jakiś nowy podkład zrobić, jakiś nowy dżingiel może. Ale zanim to nastąpi, zapraszamy do wysłuchania kolejnego odcinka Paralaksy na żywo. Dzisiaj tematem przewodnim będą weneckie żmije. Będzie to oczywiście dokończenie historii, którą Chris rozpoczął parę tygodni temu. Zanim jednak przejdziemy do tematu, zanim oddam głos na drugi koniec świata, podam oczywiście kontakty do Radia Paranormalium, bowiem audycja jest realizowana, tak jak mówiłem, w całości na żywo. Już teraz właściwie można dzwonić. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowe 530 624 193, 530 624 193.
Skype radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy oraz na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może również przesyłać pytania, komentarze i różne swoje spostrzeżenia na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Trochę tych kontaktów mamy, ale żyjemy w takich czasach i internet jest tak zbudowany, że trzeba kontakty z odbiorcami, w tym wypadku z wami, słuchacze i słuchaczki, trzymać na wszystkich frontach. Oddam więc już teraz głos Chrisowi Miekini. Chrisie?
[03:01] - Witam raz jeszcze w Paralaksie, która ma być dokończeniem poprzedniego tematu i rzeczywiście, jeśli chodzi o te kontakty, to w ostatnim czasie ja sam jestem świadkiem tego, jak one bardzo wzrastają. Jest to takie szczere wyznanie. Nie miałem pojęcia, że tak dużo przyjaciół słucha mnie po drugiej stronie tego naszego radiowego połączenia i tyle słów otuchy, zachęty i wiele innych pozytywnych rzeczy usłyszałem, przeczytałem. Dziękuję za wszystkie listy, za wszystkie pozdrowienia. Absolutnie są bardzo potrzebne. Bez nich ciężko jest robić właściwie cokolwiek. Łatwo się zniechęcić. Zwłaszcza, że zawsze jest gdzieś jakaś łyżka dziegciu, ale generalnie oddźwięk jest pozytywny, zwłaszcza na tą moją ostatnią, raczkującą jeszcze bardzo działalność. Czołgam się na razie przez te wszystkie chaszcze radiowej produkcji z ewentualnymi aspiracjami telewizyjnymi, bo i do tego w końcu dojdzie. Bardzo lubię każdą nową przygodę, więc jestem na nią otwarty i po prostu zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Wielkie dzięki za wszystko i za to, że jesteście. Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie pozdrawiali. Pozdrawiam wszystkich przyjaciół, wrogów. A teraz wracamy do tej Wenecji. Właściwie trudno mi nawet powiedzieć, w którym momencie skończyliśmy, dlatego, że audycja nagle pod koniec swojego trwania mocno przyspieszyła. Ja zacząłem skakać po tematach, próbując w dramatyczny sposób skończyć to w jednym odcinku. Jak to najczęściej bywa, się nie udało, ale temat jest rozległy i w jakiś sposób ważny. Dlatego właśnie spróbujemy go dokończyć dzisiaj. Skończyliśmy, zdaje się, na czwartej krucjacie. Czwarta krucjata, która jest w zasadzie najmniej opisywana w historii.
Jest najmniej informacji na jej temat, bo była to taka chybiona krucjata. Zamiast popłynąć na Bliski Wschód, trafiła do Konstantynopola nieoczekiwanie. Zamiast dokonać jakichś wspólnych działań razem z cesarzem Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego, co było niezmiernie istotne dla powodzenia w ogóle całego pomysłu krucjat. Bez wsparcia Konstantynopola, bez wsparcia Bizancjum te krucjaty nigdy nie mogły mieć żadnych szans powodzenia. Nieoczekiwanie dochodzi do czegoś, o czym trudno jest pomyśleć. Konstantynopol, który przyjmuje gościnnie krzyżowców, którzy przypłynęli tutaj pod wodzą ślepego doży Enrique Dandolo, nagle zostaje przez tych krzyżowców zaatakowany, zrównany z ziemią, właściwie spalony i ograbiony. Grabież przechodzi właściwie wszelkie wyobrażenia. Jeżeli wyobrazimy sobie na przykład, ile złota przywieziono z Nowego Świata przez hiszpańskie karaweleA wiem, że tego były olbrzymie ilości. Piraci na tym żerowali. Całe te galeony wypchane były złotem.
Wiemy, że tego złota było dużo. Natomiast złoto, które Wenecjanie ukradli z Konstantynopola, przewyższało przez wiele pokoleń wszystko to, co przywieziono do Hiszpanii z Nowego Świata. Także były to ilości astronomiczne wszelkich dóbr, pieniędzy i oczywiście wiedzy, bo okradziono również bibliotekę w Konstantynopolu. To wydarzenie raz na zawsze skończyło przymierze krzyżowców, tych zachodnich, z Bizancjum. I od tego momentu wiadomo jest już, że wyprawy krzyżowe i stworzenie tego kraju w Palestynie o nazwie Outremer jest właściwie niemożliwe do zrealizowania. Jest już za późno i bez takiego wsparcia ze strony Wschodniego Cesarstwa Outremer musi w zasadzie wcześniej niż później zakończyć swoje istnienie. Zanim jednak zorganizowano czwartą krucjatę, która zamiast na Bliski Wschód popłynęła do Bizancjum, Wenecjanie, i to właśnie pokazuje ich przebiegłość, chytrość i tą podwójną twarz, zaczęli masowo bić nową monetę, która była łudząco podobna do bizantyjskiego hyperperona. Waluta, ten hyperperon bizantyjski była głównym pieniądzem, który używano w rozmaitych transakcjach na całych Bałkanach. Także była to waluta konkurencyjna do każdej innej waluty europejskiej. Na dodatek to, co wyprodukowali Wenecjanie, było niemalże identyczne do monet bizantyjskich i oczywiście doprowadziło to do inflacji i przez to osłabienia bizantyjskiej waluty i w efekcie końcowym zamiany jej przez inną walutę.
Także Konstantynopol został zniszczony nie tylko przez wojnę, przez grabież, ale także został zniszczony ekonomicznie i z tego zniszczenia nigdy się nie podniósł. Być może do dziś Hagia Sophia byłaby chrześcijańskim kościołem, a nie meczetem, jak to jest dziś i miasto, które nazywa się dziś Stambuł, byłoby ciągle Konstantynopolem. To właśnie zostało dokonane w czasie, kiedy Wenecjanie doprowadzili do ataku na Konstantynopol. Ta moneta, która zamieniła walutę bizantyjską, była oczywiście monetą i walutą wybraną przez Wenecjan. I to mówi nam, że Wenecja od samego początku planowała taki, a nie inny przebieg krucjaty i zdobycie Konstantynopola nie było przypadkiem, ale realizacją doskonale zaplanowanej kampanii. Wenecki wywiad doskonale wiedział o bizantyjskim księciu skazanym na banicję i jego aspiracjach do tronu w Konstantynopolu. Jest to świetną ilustracją tego, w jaki sposób działała Wenecja. Po negocjacjach z Francuzami, z tymi francuskimi rycerzami, którzy byli prawdopodobnie templariuszami, o których wspomniałem w poprzedniej audycji na temat Wenecji. Zanim jeszcze atrament wysechł na podpisanej umowie, bo oczywiście Wenecjanie finansowali w formie pożyczki całą tą krucjatę i przewiezienie armii krzyżowców do Ziemi Świętej. Wenecjanie okazało się już w tym czasie w tajemnicy negocjowali z sułtanem egipskim, przyrzekając mu, że go nie zaatakują.
Oczywiście nie zrobili tego za darmo. Tak więc prawdziwym celem całej tej intrygi był Konstantynopol, a stary, dobry, ślepy doża osobiście poprowadził atak. I właśnie tą historię i tą sytuację nigdy nie podjęli akademicy i nie opisali właściwej historii tego okresu i tego zwrotnego momentu w historii praktycznie można powiedzieć świata. Bo o ile krucjaty mogły mieć szansę powodzenia, to po tej akcji Wenecji cała ta sytuacja i cały ten wysiłek został raz na zawsze zaprzepaszczony. Wenecja wykorzystywała swoją potęgę ekonomiczną i militarną, aby zdobywać coraz więcej wpływów, które powiększały bogactwo Najjaśniejszej Republiki Weneckiej. Nic jednak nie trwa wiecznie i w pewnym momencie Wenecja naraziła się dosłownie wszystkim tak, że postanowiono ją zetrzeć z mapy świata. Wyobraźcie sobie, jaką potęgę posiadało jedno pojedyncze miasto. Oczywiście tutaj dostałem taki komentarz na Nowej Atlantydzie, że Wenecja to nie było tylko miasto, że posiadało terytorium i to spore, ale centrum tego terytorium, które ciągle zmieniało swój kształt i powierzchnię w zależności od weneckich interesów. Rządy prowadzono i decyzje wychodziły właściwie z jednego miejsca. Cała reszta terytoriów była terytoriami strategicznymi.
Wenecjanie z tych właśnie rozmaitych terytoriów rządzili niemalże całym basenem Morza Śródziemnego i kontrolowali na lądzie cały ruch komercyjny w Europie. Wenecja stanęła do wojny z grupą państw zebranych pod nazwą Liga Skambre. W proklamacji wojny można wyczytać ogromną dawkę jadu i nienawiści, na którą Wenecjanie dobrze sobie zasłużyli. Znów przypomina to trochę Amerykę, która mieszając się we wszystkie konflikty na świecie, jednoczy przeciwko sobie armię wrogów. Historia niesie więc ze sobą wiele życiowych lekcji. Jedna z nich dotyczy pieniędzy. Bo w zasadzie kiedy mówimy o Wenecji, ciągle mówimy o pieniądzach i to są pieniądze nawet nie w pryncypialnym sposobie ich rozumienia, czyli że definicja pieniądza określa dług alboJakąś określoną wartość. Wielu ludzi uważa, że obecny system ekonomiczny oparty na papierach wartościowych definiuje pieniądz jako dług i przeciwstawia mu system oparty na przykład na parytecie. Może to być parytet w złocie, w srebrze. Wenecjanie jednak byli mistrzami manipulacji pieniądzem, a także metalami szlachetnymi.
Byli w końcu spadkobiercami starożytnej babilońskiej klasy brokerów bulionu, czyli monet i sztabek zrobionych z kruszców. Daleki Wschód cenił sobie bardziej srebro niż złoto, a Zachód z kolei cenił sobie bardziej złoto niż srebro, co budowało możliwość zarobienia na tych różnicach. Klasa ludzi, która nie robiła nic więcej, tylko wymieniała pieniądze, dorobiła się właśnie na tej wymianie kosmicznych fortun. Wenecja kontrolowała rynek kruszców w całej zachodniej Europie, manipulując przelicznikiem wymiany dzięki starożytnej wiedzy, którą potrafiono zastosować w realnych transakcjach. Jeśli pożyczali pieniądze czy to królowi, czy papieżowi i kwota ta miała zostać zwrócona w złocie, potrafili manipulować relacją ceny złota do srebra na swoją korzyść. Najlepszym przykładem tego typu działalności jest to, co przydarzyło się Florentczykom, którzy zbankrutowali, bo Wenecjanie sprowadzili do Europy i zalewali rynek olbrzymią ilością złota, załamując jego cenę. Florentczycy pożyczali Wenecjanom ogromne kwoty, które miały być zwrócone w złocie. Wietrzyli doskonały interes, a nawet szansę, że wreszcie Wenecjanom podwinie się noga i nie dadzą rady spłacić długu. Było to naiwne myślenie. Wenecjanie za te pożyczone pieniądze robili olbrzymie zakupy, kupowali materiały, ziemie, nieruchomości, wszystko, co miało jakąś atrakcyjną cenę.
Kiedy przyszła pora spłaty, Wenecjanie rzucili na rynek gigantyczną ilość złota. To załamało cenę kruszcu, doprowadzając do inflacji. Florentczycy nie tylko nic nie zarobili, ale stracili tak dużo, że załamało to gospodarkę finansowego centrum Europy, a nawet gospodarkę globalną w tym czasie. Wenecjanie posiadali dobra, które były warte w złocie wiele razy więcej, niż za nie zapłacili, a Florencja była skończona. Stała się bankrutem. Jednocześnie skończyło to epokę renesansu i pewien konflikt ideologiczny, o którym jeszcze dzisiaj będę mówił. Kiedy Wenecja zaczęła zdobywać nowe terytoria w północnej Italii, zaczęła przyjmować w swoje szlacheckie szeregi miejscowych notabli. Rody zamieszkujące te tereny miały wiele koneksji w Niemczech. I tu trzeba pamiętać, że Wenecja była państwem kompletnie autonomicznym w stosunku do Europy z jednej strony zgrupowanej wokół Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego, a z drugiej wokół Wschodniego Cesarstwa. Także jest to samo w sobie czymś niezwykle unikalnym, jedynym w swoim rodzaju, że w tamtych czasach, co również nie jest zbyt mocno podkreślane w historii, istniał kraj olbrzymiej potęgi ekonomicznej i finansowej, a także militarnej, który był niezależny od tych dwóch centrów władzy.
Koneksje z rodami niemieckimi są istotnym komponentem całej tej historii. Wenecjanie uczyli niemieckie domy bankowe praktyki bankowej i tutaj przykładem jest rodzina Fuggerów, wówczas uważana za najbogatszą rodzinę ówczesnej Europy. Wenecja stworzyła system zasad bankowych, który obowiązuje do dziś. Ich ekspansja w samo centrum Europy wygląda nieco nielogicznie. Wenecja aspirowała do rangi światowego mocarstwa, a takie mocarstwo nie mogło istnieć bez dostępu do morza. Wenecjanie oczywiście mieli taki dostęp. Posiadali także potężną flotę, z którą każdy się musiał liczyć. Myśleli jednak dalekosiężnie i na kilka pokoleń do przodu. Uświadomili sobie, że Wenecja jest zamknięta w pułapce. Leżąca na Adriatyku, otoczona wrogami i zamknięta Gibraltarem nie mogła nawet marzyć o ekspansji poza Europę.
W renesansie mamy do czynienia z protestancką reformacją i z katolicką kontrreformacją. Europa nagle dzieli się na dwa obozy religijne. W tym czasie jednym z najbardziej wpływowych ludzi Kościoła jest wenecki kardynał Gasparo Contarini. Był on oczywiście kardynałem katolickim, ale co jest wręcz aż trudne do pomyślenia, otwarcie wspierał ideologię Martina Lutra. Nawet napisał do niego kilka listów. Jest to niezwykłe, dlatego że kiedy mówi się o reformacji, kiedy mówi się o tym, kiedy Martin Luter przybił te swoje tezy do wrót w kościele w Wirtembergii, wywołało to wielki ruch i zamieszanie w Europie. Ale trzeba popatrzeć na to z perspektywy tamtych czasów, gdzie nie było internetu, telewizji, komunikacji, jaką mamy dziś. I nagle, nieoczekiwanie jakiś księżulo z prowincji Martin Luter, o którym nikt nie słyszał, nabiera takiego olbrzymiego znaczenia. Może on nabrać takiego znaczenia tylko w jednym przypadku jeśli stoi za nim ktoś bardzo, bardzo możny i wpływowy, który wynosi taką osobę w centrum uwagi. I taką osobą był kardynał Gasparo Contarini.
Z dzisiejszego punktu widzenia, czytając pisma kardynała, wynika, że wspierał ruch luterański.Ten sam kardynał Contarini był także człowiekiem, który został mianowany przez papieża jako szef rady teologicznej, co zakończyło się Soborem Trydenckim. Kardynał Contarini był także człowiekiem, który zwrócił uwagę papieża na niewielkie zgromadzenie duchowne w Hiszpanii i uważał on, że warto je wypromować i zamienić w papieskich żołnierzy wiary. Mowa tu oczywiście o Towarzystwie Jezusowym, gdzie kardynał osobiście promował Ignacego Loyolę. Mamy więc weneckiego kardynała lubiącego teologię luterańską, który koresponduje z Lutrem, a z drugiej strony przygotowuje Sobór Trydencki, który potępia heretyków i sponsoruje jezuitów, przyszłe narzędzie kontrreformacji. Także ten przykład heglowskiej metafizyki, tego podejścia do problemu, gdzie tworzy się tezę i antytezę, a jednocześnie znajduje się rozwiązanie, ma tutaj swój własny doskonały przykład. Kiedy widzimy, że jeden kardynał, który doskonale panuje nad różnymi procesami, jakie dzieją się i rozgrywają w Europie, jest w stanie promować jedną ideologię, następnie ideologię, która jest temu przeciwstawna i doprowadza do zderzenia jednej i drugiej. Oczywiście wyciągając najlepsze, najbardziej zasadne i najbardziej sprzyjające wnioski dla samego siebie. To pokazuje także, w jaki sposób działa Wenecja, na jakiej filozofii zbudowany został ten kraj i w jaki sposób narozrabiał on w Europie. I to bardzo poważnie. Innym interesującym Wenecjaninem jest ksiądz Paolo Sarpi, doktor prawa kanonicznego, który był na przykład doradcą króla Henryka VIII.
Człowiek ten otwarcie zwalczał Galileusza. Kiedy żył i mieszkał jeszcze w Wenecji, był w swoich najlepszych czasach szefem weneckiego wywiadu. To właśnie on jest odpowiedzialny za wywołanie wojny trzydziestoletniej, która była jedną z najkrwawszych wojen ówczesnej Europy. Zginęła w niej jedna trzecia populacji całej Europy i połowa populacji Niemiec. To właśnie Sarpi zorganizował zamach na króla Francji, Henryka IV, który ogłosił, że Sarpi jest ateistą. Sarpi był genialnym i doskonałym matematykiem. Natomiast człowiek, którego zwalczał, Galileusz, który jest symbolem renesansu, bohaterem prawdopodobnie wielu słuchaczy dzisiejszych, był nikim innym, a płatnym agentem Sarpiego. Było to znowu stworzenie tezy i antytezy, którą się kontroluje. Uważa się na przykład, że Galileusz wynalazł teleskop, a nasz luminarz, pisarz Mikołaj Rej, który odwiedził Padwę, napisał, że teleskop wynalazł Paolo Sarpi, największy matematyk wszech czasów. Galileusz kradł między innymi myśli Keplera.
Napisał w dialogach właściwie to samo, zapominając wspomnieć Keplera, czym osłabiał pozycję Keplera, a jednocześnie pozwalał kontrolować rozwój nauki w tamtych czasach. A za wszystkim tym stał właśnie Sarpi, który manipulował przebiegiem wypadków. Stworzył nawet ten sztuczny proces, w którym Galileusz miał zaprzeć się samego siebie i przez to stał się osobą niezwykle popularną i znaną jako taki bojownik o prawdę. A tymczasem był w maskach Wenecji i pracował właśnie dla tej wielkiej weneckiej maszyny propagandowej. A było na co pracować, bo cała ta maszyna propagandowa, która zaczęła sterować nauką tamtych czasów, wypromowała paru innych ludzi. Wypromowała Francisa Bacona, Johna Locke'a i między innymi nawet Izaaka Newtona. Także jest to niezwykła ilość jednych z najwspanialszych luminarzy tamtejszej Europy. Ludzi, którzy stworzyli podwaliny nauki i stworzyli podwaliny systemów naukowych, którym hołdujemy do dziś. Za tym wszystkim stał właśnie Paolo Sarpi, wenecki szef wywiadu i jeden z największych manipulatorów ówczesnej Europy, który znów tworzył obie pozycje konfliktu po to, ażeby zwalczały się nawzajem. Jak mówi stare polskie przysłowie: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.
Tym trzecim zawsze była Wenecja. Wenecja szybko stała się największym wydawcą książek w Europie, dzięki oczywiście wynalazkowi druku przez Gutenberga. Weneccy oligarchowie zdali sobie szybko sprawę, że druk może przynieść ze sobą wiele problemów, dlatego uznali, że należy go kontrolować. I co drukowali Wenecjanie? Drukowali pisma tak katolickie, jak i protestanckie. Mieli swoje paluchy wsunięte w każde możliwe miejsce konfliktu. Webster Tarpley napisał w swojej książce o czarnej szlachcie weneckiej, że ich działalność obliczona była na zaostrzanie każdego możliwego konfliktu jako sposób ukrycia swojej własnej ekspansji na północ.Zdali sobie sprawę, że nie mogą prowadzić dalej swojej globalnej mocarstwowej polityki z bagien północnego Adriatyku. Czasy się zmieniały. Kolumb odkrył Nowy Świat. Dominacja nad tym światem nie mogła być prowadzona z takiego zakątka Europy, gdzieś na praktycznie jej skraju i na końcu świata.
Wenecjanie przez kontakty z rodami żyjącymi po drugiej stronie Alp transferowali swój koncept zarządzania administracji i ekonomii. Jakie miasto wybrali? Takie, żeby też miało własne bagno i kanały i w jakiś sposób przypominało Wenecję. I tym miastem był właśnie Amsterdam, a stamtąd przez kanał La Manche Wenecjanie przenieśli się do Londynu. Wenecki wirus został zaimplantowany na północy. Także zaczyna się swego rodzaju nowa era w historii. Bo jeżeli przyjrzymy się historii i przyjrzymy się tej transformacji z renesansu i średniowiecza do czasów późniejszych, zauważymy, że gdzieś zachodzi bardzo gwałtowna zmiana. Kiedy popatrzymy, jakie kraje prowadzą ekspansję wobec na przykład eksploracji Nowego Świata w odkryciach geograficznych, to są to tradycyjnie Hiszpanie, Portugalczycy, oczywiście Wenecjanie. I nagle to wszystko się kończy. Nieoczekiwanie, jak diabeł z pudełka wyskakują takie potęgi morskie jak Holandia czy Anglia.
Dziś traktujemy to normalnie z tego względu, że i Holandia, i Anglia są krajami morskimi o długiej historii, o olbrzymiej ilości najrozmaitszych odkryć i osiągnięć morskich. Więc wydaje nam się, że było tak zawsze. Jeśli popatrzeć jednak na to, w jaki sposób rozwijała się renesansowa Anglia czy Holandia, tego rozwoju floty, tego rozwoju poszukiwań geograficznych wcale nie widać. W zasadzie można nawet odnieść wrażenie, że Anglicy i Holendrzy przesypiają kompletnie moment, w którym Hiszpanie i Portugalczycy dzielą między siebie nowy świat. Ich w tym momencie nie ma. Ich ekspansja zaczyna się od tego, że właśnie Wenecjanie zaczynają tworzyć swoje banki poza Wenecją. Zaczynają je tworzyć w Amsterdamie, w Genewie i w Londynie. I do dziś te miasta są jednymi z największych centrów finansowych świata. Decydują o tym, w jaki sposób ma wyglądać światowa ekonomia. Także to, co zbudowali Wenecjanie w tych miejscach, jest czymś niezwykle trwałym i czymś, co odczuwamy właściwie każdego dnia.
Istnieją dowody na to, że Wenecja wprowadziła hiszpańskie złoto z Nowego Świata na rynek europejski. Wenecja kontrolowała wydobycie srebra w obu Amerykach i utworzyła srebrny standard pieniądza. Parytet w srebrze, którym na przykład płaciło się za korzenie. Nie można było zapłacić inną walutą za korzenie przewożone z Azji czy z Ameryki niż srebrem. Ten koncept dziś działa na przykład kiedy ktoś usiłuje kupić sobie ropę. Ropę można kupić oficjalnie na rynku wyłącznie za dolary. Jeśli kraj nie ma dolarów, musi najpierw nabyć dolary po to, żeby kupić sobie ropę. Dlatego działa ten system petrodolara. System jest dziwny, ale przynosi podwójny zysk. Przynosi go dlatego, że sam pieniądz staje się w tym momencie dobrem.
Jeżeli cała Europa za korzenie musiała płacić w srebrze, musiała to srebro nabywać. A skoro Wenecjanie ustalili parytet waluty w srebrze, w związku z tym mogli nim dowolnie manipulować tak, ażeby zawsze móc zdobyć większą ilość gotówki dla siebie i zarobić właściwie tylko i wyłącznie nie na produkcji, a na wymianie, na pośrednictwie. Taka była Wenecja. W XVIII wieku Wenecja zgromadziła astronomiczną ilość płynnej gotówki i był to znak, że migracja się rozpoczęła. Jest to moment, w którym Wenecja rozumie, że już nie może pozostać w miejscu, w którym była przez wieki, że musi zmienić swoją operację i swój sposób działania. Przyzwyczajona do tego, że prowadzi swoją działalność z miasta, że w zasadzie nie za bardzo dba o swoje granice, rozumiejąc także, że o wiele bardziej ważniejsze są wpływy niż realne posiadanie i walka za wszelką cenę o każdą piędź ziemi, gdzie okazuje się, że zamiast wysłać tysiąc żołnierzy, lepiej jest wysłać tysiąc dukatów, które stworzą efekt znacznie lepszy niż najbardziej krwawa i najbardziej bohaterska, i najbardziej patriotyczna walka, że tak naprawdę pieniądz jest najsilniejszym orężem. Wenecja przygotowuje się do migracji i przygotowuje się także do zmiany swojego kształtu i wyglądu. Dlatego, że państwo, które posiada swoje miejsce geograficzne, ma swoją własną nazwę, ma swój własny naród i posiada granice, których broni do ostatniej kropli krwi, jest państwem, które musi nieustannie walczyć. Państwem, które nieustannie krwawi tylko dlatego, że ciągle musi zwalczać swoich wrogów tak z zewnątrz, jak i z wewnątrz. Wenecja dzięki temu, że w którymś momencie pojęła, że własność w sensie geograficznym nie ma znaczenia, najważniejsza jest kontrolaByła w stanie zrezygnować z własnego państwa w sensie geograficznym i przenieść je w taką strukturę ekstraterytorialną, gdzie dominuje się nad światem, ale nie posiada się własnych granic, nie posiada się własnego tytułu własności, własnej nazwy.
Nie posiada się miejsca, które można byłoby zaatakować. Można prowadzić wojnę ze światem samemu będąc niewidzialnym. Dlatego kiedy w XVIII wieku Wenecja gromadzi olbrzymią ilość gotówki, zaczyna się ta powolna migracja na północ, której celem była głównie Francja, Holandia i Anglia. Wenecja współpracowała w zasadzie z tylko jednym podobnym sobie państwem-miastem, o którym wspominałem ostatnim razem, z Genue. I oba te miasta stworzyły wspólny bank obracający złotem. Stworzyły go w Genewie i ten bank, który razem stworzyły, dziś nazywa się Bank of International Settlements. Jest to jeden z najważniejszych banków światowych, który miesza się niemalże we wszystkie możliwe transakcje, jakie prowadzą pomiędzy sobą najrozmaitsze kraje i jest tworem weneckim i pokazuje, jak dalekosiężne wpływy Wenecji mamy dziś, w dzisiejszych czasach. Wenecja tę swoją ekspansję zaczyna bardzo wcześnie, przygotowuje się do niej bardzo wcześnie. W 1603 roku zaczyna finansować dom Stuartów w Anglii, a ich charakterystyczną metodę działania bardzo łatwo zobaczyć poprzez na przykład sam fakt stworzenia British East India Company. Od tego momentu zaczyna się tworzenie brytyjskiej potęgi morskiej.
Do tej pory tej potęgi za bardzo nie było widać. Nagle, nieoczekiwanie Brytyjczycy tworzą East India Company. Jest to korporacja gospodarcza, która zachowywała się jak kraj bez miejsca na ziemi. Czyli jest to czysta, idealna kopia Republiki Weneckiej. Drugą taką firmą jest Dutch East India Company, która ma swoją bazę w Amsterdamie. A więc to pokazuje, że z tych dwóch miast stworzone zostały dwie potężne kompanie, które prowadziły wojny, prowadziły ekspansję gospodarczą, a także prowadziły olbrzymią działalność handlową. Bo oprócz tego, że woziły oczywiście korzenie z Indii i z Azji, woziły także inne towary, kontrolowały ruch towarowy i zarabiały na tym krocie. Wiele z tych pieniędzy, wiele z tej gotówki lądowało właśnie w Genewie. Genewa jest takim miejscem, z którego na przykład kontrolowano Francję, francuski dług, a także kontrolowano rozwój oświecenia, bo to właśnie oświecenie jest przeciwwagą dla renesansu. Renesans był czymś, gdzie najważniejszą funkcję pełnił i rolę miał człowiek, gdzie człowiek miał znaczenie tak wielkie niemalże jak Bóg, że człowiek miał świadomość i poczucie tego, że może zrobić ze sobą wszystko.
Może być największą szują, ale może być też tak wspaniały jak Bóg. Może rozmawiać z nim bezpośrednio. Natomiast oświecenie zaczyna tworzyć zupełnie inną strukturę. Zaczyna stworzyć strukturę, która oparta jest na autorytetach, oparta jest na tak zwanym zdrowym rozsądku, który jednocześnie zabija wszelkie możliwe poszukiwania. Tworzy rząd kontrolerów, tak zwanych fachowców o ścisłej specjalizacji, którzy mówią, że nikt nie ma prawa wypowiadać się na jakiś temat, bo nie jest fachowcem, nie ma żadnych kwalifikacji, aby móc na ten temat mówić. Także to pokazuje właśnie system kontroli, jaki stworzono najpierw przez religię, a później przez naukę do tego, żeby tymi mackami objąć powoli całą Europę, jej sposób funkcjonowania i myślenia, a następnie rozprzestrzenić to na resztę odkrywanego w tym czasie świata. Wenecja, przenosząc się na północ, nie tylko przeniosła swoje bogactwo, ale także osobiste koneksje i związki rodzinne. Samo w sobie to brzmi jak konspiracja. Taką rodziną, czarną szlachtą wenecką jest rodzina d'Este. To właśnie potomkowie tej rodziny mają silne związki z domem bawarskim, czyli z Wittelsbachami, a Wittelsbachowie z historii wydali na świat dwóch cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego, króla rzymskiego, dwóch antykrólów czeskich, króla Węgier, króla Danii i Norwegii, króla Szwecji i króla Grecji.
Obecny szef rodu, Franz Bonaventura Dalbert Maria Herzog von Bayern pretenduje obecnie do tronu Anglii, Szkocji, Irlandii i Francji. Rodzina d'Este jest także silnie spokrewniona z domem Hanower. Z tego domu, z domu Hanower pochodziła królowa Wiktoria. Hanowerowie byli królami Anglii do 1901 roku. Żoną jednego z Hanowerów jest księżniczka Karolina z Monako na przykład. Rodzina d'Este w Niemczech zmieniła nazwisko na Welf i Welfowie byli na przykład rosyjskimi carami, byli królami Anglii, a także cesarzami Niemiec. Rodziną pochodzącą z Wenecji jest rodzina znana jako Thurn und Taxis, którzy we Włoszech nazywali się Da Torre e Tasso. Wenecjanie w ten sposób dokonali transformacji z Wenecji do Londynu, tworząc Imperium Brytyjskie. Zauważyli, że nie da się kontrolować ludzi tylko za pomocą broni i brutalnej siły. Aby ich kontrolować, trzeba kontrolować sposób, w jaki ludzie myślą.Wówczas można kontrolować reakcje na wydarzenia, niezależnie od tego, co to jest i co to oznacza.
Wenecjanie zaczęli kontrolować filozofię i naukę. Robią to do dziś w sposób niezwykle skuteczny, kryjąc się za autorytatywnymi ocenami. Ach, ten dzień. Chmury pełzają blisko ziemi i ciśnienie jest tak niskie, że ledwo się można tutaj pozbierać. Opierają się, kryjąc się właśnie za autorytetami naukowymi i różnymi akademickimi instytucjami. Wenecjanie na przykład wsławili się tym, że podczas amerykańskiej rewolucji to właśnie rodowici Wenecjanie stanowili jedną trzecią personelu całej brytyjskiej Royal Navy. Dwieście parę lat temu! Wciąż Wenecjanie, którzy urodzili się w Wenecji, stanowią jedną trzecią floty brytyjskiej, co jednocześnie jest dowodem na to, jak silne są związki Wenecji z Imperium Brytyjskim i kto tak naprawdę stworzył brytyjską potęgę morską. Nie Brytyjczycy, a właśnie Wenecjanie, którzy zasymilowali się Wielkiej Brytanii i do dziś rządzą poprzez City of London nie tylko Wielką Brytanią, ale także prawdopodobnie resztą świata. Jest to najpotężniejsze centrum finansowe, jakie istnieje obecnie na świecie.
I dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że to właśnie Wenecja i jej pieniądze były inkubatorem faszyzmu. Na przykład Wagner, który kojarzony jest z faszyzmem, sam nie był faszystą, ale kojarzony jest ze względu na monumentalne dzieła muzyczne, jakie napisał. Pisał je właśnie w Wenecji. Żył w Wenecji, zmarł w Wenecji. Wenecjaninem, czy za weneckie pieniądze, opłacany z weneckich pieniędzy był Thomas Malthus, który pisał o tym, że jest nas na świecie zbyt wielu i trzeba dokonać depopulacji. Wenecki hrabia Volpi di Misurata był człowiekiem, który finansowo wsparł powstanie faszyzmu we Włoszech. Wenecjanie stworzyli także rozmaite think tanki. Jednym z nich było Stowarzyszenie Kultury Europejskiej. Te wszystkie think tanki zazwyczaj wyglądają niezwykle niewinnie, że są to grupy intelektualistów, którzy teoretycznie tworzą różne koncepcje tego, w jaki sposób ma się rozwijać świat, gdy tymczasem mają one realny wpływ. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Na przykład takim think tankiem są Bilderbergowie, których siła i skala działań jest już nieco lepiej znana, obserwuje się ich działalność, ale takich think tanków jest więcej. W tym Stowarzyszeniu Kultury Europejskiej między innymi byli tacy ludzie jak Bertolt Brecht, Borys Pasternak, Benedetto Croce, Thomas Mann, Jean Cocteau i Polak Adam Szaf, jeden z głównych teoretyków marksizmu. I ludzie ci, którzy byli wspaniałymi, szlachetnymi intelektualistami, między innymi są odpowiedzialni za to, że w krajach trzeciego świata wydarzył się szereg najrozmaitszych i bardzo krwawych rewolucji. To właśnie tacy ludzie za tym stali. Klub Rzymski, który działa bardzo mocno do dziś, jest również taką organizacją, takim think tankiem. Znów wygląda jako stowarzyszenie jowialnych i niewinnych intelektualistów. I co wspiera? Wspiera same szlachetne rzeczy. Wspiera feminizm, ruch o obronie pokoju, ruchy narodowowyzwoleńcze, prawa gejów, prawa obywatelskie, wspiera ekologię. A co najważniejsze, co jest najbardziej istotne dla Klubu Rzymskiego, wspiera coś, co się nazywa zero wzrostu gospodarczego.
Dlatego, że Klub Rzymski wierzy, że jeżeli nastąpi wzrost gospodarczy świata, wówczas będzie to początkiem jego końca. Dlatego wszystko należy to kontrolować. I teraz te wszystkie rzeczy, które wymieniłem, brzmią bardzo szlachetnie i bardzo niewinnie. I w zasadzie jest w nich, patrząc pod pewnym kątem widzenia, bardzo dużo racji i w zasadzie wydaje się, że nie ma w tym absolutnie nic złego. Ale jest niezwykle niepokojące to, jak bardzo tego typu ruchy są żyzną glebą dla czegoś, co jest w stanie być niezwykle złowrogie. Czegoś, co może być najstraszniejsze od najstraszliwszych wręcz wyobrażeń. Tu mam taki przykład: gdy tworzyły się te wszystkie ruchy, które próbowały zmienić stary porządek świata i które wystartowały w Niemczech i były to na przykład ruch antywiwicsekcjonistów, którzy byli przeciwko męczeniu zwierząt i prowadzeniu najrozmaitszych operacji medycznych na zwierzętach w celach naukowych. Był to wegetarianizm, który swój rozwój zaczął właśnie w tamtych czasach, gdzieś w latach 20. i wcześniej w Niemczech i w środkowej Europie. Były to wszystkie ruchy feministyczne czy w zasadzie ruchy dotyczące równouprawnienia kobiet.To również brzmi szlachetnie, ale jeśli nagle okazało się, że na przykład Adolf Hitler był wegetarianinem i antywiwisekcjonistą i wyrósł na tym ruchu buntu, to widzimy, jak brzydną glebą jest tego typu ruch i do czego on jest w stanie doprowadzić.
Wcześniej czy później ludzie, którzy zaczynają rosnąć w tej szlachetnej idei, nieoczekiwanie stają się kimś takim, co trudno mieści się w głowie. Wielokrotnie można było ten rodzaj tej przemiany obserwować. Dziś taką przemianę obserwuje się, kiedy powoli do głosu dochodzi pokolenie dzieci, które wyrosły na filozofii dzieci kwiatów w Stanach, na tym szlachetnym ruchu antywojennym, antywietnamskim, na tej równości społecznej i innych szlachetnych ideach. To właśnie oni dziś zaczynają krzyczeć najgłośniej, że świat należy zmienić. I oni zgadzają się ze wszystkim pod warunkiem, że nikt nie ma innego zdania niż oni. Jeżeli ktoś ma inne zdanie, Antifa zrobi z tym wszystkim porządek. To wszystko zawdzięczamy Wenecji, która doskonale rozumiała taką manipulację społeczną, jaką można dokonywać, tą inżynierię społeczną i potrafiła z niej świetnie korzystać dla stworzenia własnego zysku. I trwa to do dziś. Między innymi właśnie te think tanki, o których wspominałem i think tanki, których być może nawet nie znamy z nazwy. Dlatego w tej króciutkiej zapowiedzi do dzisiejszej audycji mówiłem o ostatniej serii z filmów z Bondem.
Nagle uświadomiłem sobie, że ten film tak do końca nie jest tylko i wyłącznie filmem rozrywkowym. Jest oczywiście filmem, w którym to wszystko jest wyolbrzymione. Te wszystkie historie mają być bardziej kolorowe, przygodowe i mają dawać uciechę niż opisywać coś prawdziwego czy coś, co istnieje rzeczywiście w jakichś tam strukturach i oddziałuje na nasze życie. Ale nieoczekiwanie doskonale to widać, gdzie pojawiają się różne ciemne typy, których nikt nie zna, o których nikt nie słyszał, którzy właściwie nic nie znaczą dla przeciętnego zjadacza chleba, a trzymają w rękach niezwykłą władzę i mają niezwykłą potęgę, którą są w stanie wykorzystać w dowolnym miejscu, w dowolnym czasie według jednej filozofii, która realizowana jest już od kilkuset lat. Realizację tego wprowadziła Wenecja, gdzie wszystko zaczęło się tak naprawdę na wielką skalę od momentu tej czwartej krucjaty, o której wspominałem już na samym początku, że trzeba stworzyć chaos, a następnie na tym chaosie zbudować porządek. Ale jest to porządek tych, którzy ten chaos stworzyli, czyli porządek, który oni w 100% kontrolują. I widzimy to dokładnie, kiedy patrzymy na I wojnę światową, na II wojnę światową, nie widzimy nic innego jak tworzenie takiego chaosu, gdzie te wszystkie struktury społeczne, które budowały się przez setki lat, przechodziły swoją własną ewolucję. Nagle te struktury się zawalają. Całe grupy społeczne znikają, ludzie antagonizują się, szukane są najrozmaitsze kozły ofiarne i gdzie tworzona jest nieustanna ofiara krwi. Jest to proces potworny i dziś szuka się tych przyczyn w ambicjach politycznych pojedynczych ludzi czy jakichś ruchów politycznych.
Ale jeśli popatrzeć na historię z szerszego historycznego kontekstu, widać wyraźnie, że ktoś tego typu akcje promuje. Jest to akcja na olbrzymią skalę, która zawiera się w olbrzymiej ilości czasu. Ma się zrealizować nie z dnia na dzień, ale ma się zrealizować w pewnym procesie. Europa i jej struktury mają spłonąć w ogniu, który tak długo będzie podsycany, ile będzie trzeba, ażeby to wszystko zmienić, ażeby doprowadzić do jednego nowego światowego porządku. Nawet w tej nazwie Nowy Światowy Porządek jest znów porządek, który ma powstać właśnie z chaosu, który należy stworzyć. I nawet w tym filmie o Bondzie, który w zasadzie, tak jak powiedziałem, trudno jest traktować poważnie, ale pokazuje on ciekawy mechanizm. Ciągle mówi się o tym i ciągle pokazuje się o tym, żeby stworzyć chaos, stworzyć zamieszanie, żeby nie dać ludziom spokoju, żeby ciągle żyli zapętleni strachem, zgadzali się na wszystko, żeby nie myśleli już o sobie, o swojej rodzinie, żeby oddali każdą swoją najmniejszą i ostatnią wolność, żeby ostatnie swoje pieniądze wydali na podatki i żeby umarli, kiedy przestaną być już produktywni. To właśnie ten system został stworzony i zapoczątkowany przez Wenecję. I o ile taki człowiek jak w renesansie Giordano Bruno jest symbolem walki ze świętą inkwizycją, symbolem walki z Kościołem, gdzie za wiedzę i za prawdę oddał życie na Campo di Fiori, gdzie spalono go w bardzo efektowny sposób na oczach całego miasta, to tak naprawdę Giordano Bruno wcale nie jest wrogiem Kościoła katolickiego. A jest tak naprawdę wrogiem Wenecjan, którzy wówczas tym Kościołem katolickim sterują.
Giordano Bruno był olbrzymim zagrożeniem dla Wenecjan, bo rozumiał pewną metaforę, że wszystko, co pochodzi od Boga, pochodzi od przedwiecznej nicości. W akcie kreacji Bóg staje się punktem wyjściaI według Bruno jest punktem, gdzie zaczyna się nieskończone zróżnicowanie, rozwój, kreatywność, gdzie istnieje nieustanna wartość dodana. Dla Wenecjan pojmowanie Boga było absolutnie matematyczne, a w zasadzie ekonomiczne. Nicość, chaos, od którego się wszystko miało zacząć, ma wartość 1. Kreacja tworzyła wartość dodaną, czyli tworzyła procent, czyli tworzyła profit, który należało zaksięgować. Spójrzmy na to, jak dziś zbudowana jest religia. Bóg, kiedy odejdziemy z tego świata, jest nikim innym jak weneckim księgowym. On będzie nas rozliczał. Dobre, złe uczynki dodawał, odejmował, ustalał, czy mamy szansę dostać się do nieba, czy trzeba nam spędzić jeszcze, odpracować coś tam w czyśćcu, czy nie nadajemy się do niczego i ześle nas do piekła. Bóg w obecnym sensie, wręcz liturgicznym, jest księgowym.
Jest nikim innym jak księgowym i w taki sposób jego obecność rozumieli właśnie Wenecjanie, którzy żyli dla zysku i ten zysk był dla nich najważniejszą filozofią tego życia i najważniejszym sensem życia. Było to opętanie wręcz pieniądzem, władzą i bogactwem. Dla Bruno kreacja tworzyła nową jakość oznaczoną matematycznie kolejnymi numerami: 1, 2, 3, 4. Można je było dodawać. Dla Wenecjan wartość istnienia miała tylko 1, cała reszta była procentem. A metafora, czyli pojęcie Boga, ma dla Kościoła katolickiego taką trynitarną strukturę, bo mamy Boga w trzech osobach i jest wynikiem nie objawienia, a właśnie konceptualizacji medium. Nie musi być to prawdziwe, ale jest głosem rozsądku. Nie ma obecnie w Kościele katolickim zbyt dużo miejsca na objawienia. Dlatego na przykład spójrzmy na rolę Apokalipsy św. Jana.
Jest ona traktowana przez Kościół katolicki bardzo mocno po macoszemu. W finansach reprezentacją wartości stworzonej przez nicość jest ten złoty bulion, grudki, sztabki złota, monety, którym nadaje się wartość. Ta wartość zaczyna być nadawana, kiedy tworzy się taką monetę. Jest taki angielski pisarz, nazywał się Seaford, który napisał, stworzył taką teorię, powiedziałbym troszeczkę kontrowersyjną, że cała ta metafora, czyli sposób, w jaki rozumiemy powstanie świata i rolę Boga w Trójcy, który funkcjonuje dziś i jest częścią kanonu chrześcijańskiego, zostało to zbudowane po wynalezieniu monety, bo to moneta była medium stworzenia. Także z tego powodu to, co stworzył renesans, a zwłaszcza to, że przywołał on czy odkrył on na nowo hermetyzm, który pochodził ze starożytnego Egiptu i poprzedzał on wszystko to, co zostało w ekonomii stworzone, czyli produkcję monet, tworzenie systemu ekonomicznego, stworzenie wartości dodanej, procent, pożyczka i tak dalej, cała ta buchalteria. Więc ten hermetyzm był olbrzymim zagrożeniem ideologicznym dla Wenecji i dlatego nawet z tego powodu Wenecja czuła się zagrożona i zwalczała przede wszystkim system ideologiczny, który mógłby w jakiś sposób obudzić ludzi i stworzyć ich bunt przeciwko temu, co chcieli wprowadzić i co w rzeczy samej udało się wprowadzić Wenecjanom w sposób, w jaki działa świat. Bruno uważał, że jeśli istnieje coś, co przemawia jako Bóg lub jako kosmos poprzez swoich reprezentantów, jest oszustwem, bo ta metafora jest otwarta dla każdego, kto chce za nią podążać. Uważał, że nasza świadomość nie jest lokalna. Uważał także, że niepotrzebna jest elita, która kontroluje religię i finanse. I chciał on wymienić panujący wówczas system socjoreligijno-finansowy, który zresztą de facto istnieje do dziś, co oznacza, że trzeba wymienić chrześcijaństwo na coś innego.
I dopiero w tym sensie istnienie Bruno i ofiara, jaką poniósł, jest dopiero wówczas w pełni rozumiana. Z innego powodu nie bardzo rozumiemy, dlaczego spalono Bruno. Co takiego Bruno powiedział i zrobił, że naraził się aż tak bardzo, że trzeba było dokonać czegoś tak niezwykle gwałtownego? Na przykład rewolucja francuska była przykładem w historii błędnej interpretacji tej metafory. Rewolucja francuska również chciała zamienić chrześcijaństwo na coś innego i to się nie powiodło. Pełne zrozumienie, co to oznacza, miał z pewnością Adam Weishaupt, założyciel bawarskich iluminatów. I pisał on, że jeśli rzeczywiście jest to prawda, to, o czym mówił Bruno, to, że każdy z nas ma dostęp do tego przedwiecznego źródła, do Boga i nie musi rozmawiać z nim poprzez pośredników, to musimy wyeliminować wszystkich książąt i księży. Rozumiał to jako fizyczne usunięcie takich osób ze społeczeństwa. Także jest to niezwykła historia, która przewija sięNie tylko w działaniach, realizacji jakichś procesów historycznych, nie tylko w rozmyślaniu na temat sensu i roli religii czy wyjaśnianiu sensu istnienia Boga i potwierdzaniu jego istnienia, tworzenia się religii. Istnieje w niemal każdym aspekcie życia ludzkiego.
Dlatego z tego powodu na przykład katarzy i albigensi, którzy wierzyli właśnie w to, że niepotrzebni są pośrednicy, że każdy ma prawo do własnego szczęścia i własnej wolności. Każdy może być tym, czym chce. Te wspaniałe ideały, które każdy z nas ma gdzieś w sobie zakodowane i marzy, żeby móc czegoś dokonać i coś zrobić. Musieli zostać zlikwidowani. Zostali zlikwidowani w sposób bardzo krwawy. Ich los podzielili templariusze. Templariuszy Wenecjanie doskonale znali, prowadzili razem z nimi szereg najrozmaitszych, czasem bardzo ciemnych interesów i doskonale wiedzieli, jaka jest filozofia templariuszy, która również oparta była na prehistorycznym hermetyzmie. Hermetyzmie, który ma swoje źródła gdzieś w starożytnym Egipcie. I dlatego templariusze z tego powodu, zwłaszcza że sami stworzyli także potęgę militarną i olbrzymią potęgę finansową, musieli zostać również wyeliminowani z tej gry. Na podobnej zasadzie wyeliminowano na przykład husytów w Czechach, którzy również byli krytyczni wobec Kościoła i pojmowania religii Boga poprzez dogmaty i hierarchię kościelną.
W ten sposób także wyeliminowano hiszpańskich Żydów, którzy ożywili kabałę i przez kabałę znaleźli w jakiś sposób dostęp do Boga. Znaleźli dostęp do Jahwe, promowali systemy ezoteryczne. Zostali w bardzo okrutny sposób zlikwidowani. Pieniądz, który rządzi tym światem, rządził nim od zawsze. Pieniądz ma swój początek na początku istnienia naszej cywilizacji w Sumerze i zawsze był związany z religią i ze składaniem ofiar. Jedynym krajem, gdzie nie ma takiego połączenia, jedynym miejscem, w którym nie istnieje połączenie pomiędzy religią, pieniądzem a ofiarą jest Egipt. I dlatego metafora kreacji w Egipcie to nieustanne tworzenie, które jest wolne od tego długu. Metafora może być więc interpretowana w dowolny sposób i wszystko zależy tutaj od kontekstu. I w zasadzie w tym miejscu wypadałoby kończyć powoli naszą audycję. Niezbyt dobrze mi to dzisiaj szło, ale mam nadzieję, że ta idea i ten sposób przedstawienia Wenecji jako ośmiornicy, która próbuje kontrolować każdy aspekt życia, jednocześnie sama nie będąc widzialna i jednocześnie sama, która potrafi zmieniać siebie, zmieniać swój kształt, być takim shape shifters, zmieniać się w zależności od okoliczności, czasu, warunków dookoła i tylko po to, ażeby osiągnąć swój własny cel każdym możliwym kosztem.
Został w jakiś sposób przedstawiony. Pokazał ich olbrzymie znaczenie w historii Europy. Pokazał ich znaczenie także i dziś, gdzie Wenecjanie ciągle żyją wśród nas. Ciągle nie zależy im na tym, żeby świat był szczęśliwy i rozwijał się, a tworzył. A interesuje ich wyłącznie ich własny interes i własny zysk i kontrola nad tym, jak ten świat wygląda. I nie spoczną, dopóki tego wszystkiego nie zburzą. Jeśli chcieć by się temu bliżej przyglądać, być może ci właśnie Wenecjanie, a przynajmniej ich filozofia jest pierwszym elementem, który tworzy zarzewie każdego konfliktu. To przecież oni są autorami wszelkich możliwych ruchów, buntów, które kontrolują w każdym aspekcie i dzięki temu są w stanie stworzyć dla nich przeciwwagę i kontrolować obie strony konfliktu po to, żeby móc na końcu samemu wygrać na tym wszystkim. Robią to od zawsze i do tej pory nikt za bardzo nie zorientował się, na czym to wszystko polega i ciągle szuka się jakichś dziwnych problemów pomiędzy sobą, różnic zdań, obrzuca się obelgami, obraża się za jakieś niewielkie, zupełnie inne rzeczy, które urastają do rangi olbrzymiego konfliktu. Doprowadzają do tego, że w kraju powstaje chaos, zniszczenie i pożoga, gdzie wszyscy są ze sobą skłóceni.
I na koniec przyjeżdża walec historii prowadzony przez rześkiego Wenecjanina, który rozjeżdża wszystko na placek i na tym placku buduje się od nowa. Tylko że buduje się w sposób już ściśle określony, taki, jaki został ustalony przez kierowników z Banku Londyńskiego, z Wall Street, z Genewy, z tego Bank of International Settlements i paru innych miejsc. To między innymi z tego powodu tak ciężko jest nam zrozumieć, kto tak naprawdę rządzi światem. Kim są ci ludzie? Czasami nazywa ich się iluminatami, ale to nie jest jedna grupa. Tych grup jest więcej. Problem polega na tym, że są tak doskonale zakonspirowane, że bardzo trudno jest nam wskazać je palcem, powiedzieć kto jest kto, kto po której stronie stoi, gdzie jest, w jaki sposób realizowana jest ideologia tego kogoś, jakie są tarcia pomiędzy grupami, bo skoro nie jest to monolit, muszą gdzieś występować tarcia i przepychanki. Jedna koncepcja zwycięża nad drugą. Natomiast my ciągle nie jesteśmy świadomi, co wydarzyło się gdzieś na górze. I dlatego myślę, żeTak jak bardzo brzmi to jak teoria konspiracji, to patrząc na to z perspektywy historycznej i widząc to na przykładzie tego, co dokonała w historii Wenecja i czym jest dziś, jakiej transformacji dokonała, myślę, że słowo konspiracja absolutnie odpada od terminu teoria konspiracji.
Zostaje sama teoria. Teoria, którą trzeba praktycznie sprawdzić, zbadać kto kim jest, za czym stoi i co reprezentuje, jaką siłę i stworzyć nową mapę świata. Już nie polityczną, bo to nie Polacy nienawidzą Ruskich, Anglicy Francuzów i tak dalej. To nie ma znaczenia. Te konflikty są tylko i wyłącznie dla nas. Prawdziwe konflikty są gdzie indziej, gdzie ścierają się interesy rodów, tak jak widać to na przykład na przykładzie rodów weneckich, które trzymają się od czasów babilońskich. To okazuje się nie być żadną legendą. Co jakiś czas ktoś mówi o tym, że te rodziny mają swoje korzenie gdzieś daleko i brzmi to wręcz nieprawdopodobnie. Okazuje się, że jest to wszystko historycznie do udowodnienia i robią to zawodowi historycy o doskonałej reputacji. Nie robią tego jednak jako całość.
Trzeba po prostu szukać tych informacji w ich książkach i nagle one układają się w taką jedną całość, że rzeczywiście okazuje się, że to właśnie rody babilońskie, tak jak mówiłem w poprzedniej, pierwszej części, zostały najpierw jako niewolnicy sprowadzeni do Rzymu. Wzięli jakiś aktywny, intensywny udział w obaleniu Republiki Rzymskiej i stworzeniu Cesarstwa, gdzie widać to po napisach na nagrobkach. I nagle ci ludzie zaczynają dochodzić do władzy. I kiedy Cesarstwo Rzymskie chyli się ku upadkowi, ta republikańska idea, idea Republiki Rzymskiej, ale także idea greckiego państwa-miasta zaczyna być realizowana w Wenecji. Tylko że jest to realizacja, która wręcz rośnie tak, jakby była na sterydach. Jest ona wynikiem wielu doświadczeń od czasów babilońskich aż do czasów współczesnych tych ludzi, którzy to zakładali. I jednocześnie powstaje wizja, jaki ma być tego dalszy rozwój. Wizja na tyle dalekosiężna, że na kilkaset lat przewiduje, że rola Wenecji w świecie, w którym ona wówczas funkcjonowała, z pewnością się zmieni. Zmieni się na jej niekorzyść, zmieni się świat. A dlaczego się zmieni?
Skąd wiedzieli to Wenecjanie? Ponieważ oni sami stwarzali tą zmianę. Oni właśnie sami kontrolowali tą zmianę, więc jako jedyni wiedzieli, w którą stronę zmierza świat i byli doskonale przystosowani do tego, co powstanie następne. Dlatego zawsze byli po wygranej stronie i do dziś są właśnie tą mroczną siłą, która decyduje o wielu, jak nie wszystkich aspektach naszego życia. Tylko my jesteśmy targani tymi wichrami konfliktów, wojen, problemów najrozmaitszych, nie bardzo świadomi, gdzie jest ten wróg, na ślepo atakujących kogoś, kto tym naszym wrogiem wcale być nie musi. Jest także ofiarą systemu, który właśnie stworzyła przez swoje macki, przez swój jad i przez swój wężowy uścisk Wenecja. Dlatego są to żmije z Wenecji, bo ich ukąszenie jest śmiertelne, podstępne, a kiedy zbliżają się powoli do swojej ofiary, ofiara nigdy nie ma pojęcia, co jest za jej plecami, co się za chwilę wydarzy, jaki będzie za chwilę koniec. I tym niezbyt optymistycznym akcentem żegnam dzisiaj państwa. Mam nadzieję, że ten wenecki temat udało się jakoś skończyć. Niezbyt dobrze on szedł.
Niedobrze jest też zostawiać tematy na później i później realizować je po jakimś dłuższym czasie, bo gubi się wątek jednego i drugiego i trudno jest je potem połączyć ze sobą. Także myślę, że w przyszłości będę się starał, żeby temat był rozpoczęty i zakończony podczas jednej audycji. Dziękuję wszystkim ogromnie za uwagę. Jeszcze raz dziękuję wszystkim przyjaciołom za wsparcie. Pozdrawiam także wszystkich nieprzyjaciół. Mam nadzieję, że któregoś dnia uda nam się jednak zaprzyjaźnić, że przekonam was, że nie jestem aż taki zły, jak o mnie myślicie. Zapraszam na moją stronę, która przechodzi powoli transformację. Zacząłem troszeczkę robić moją własną działalność radiowo-telewizyjną, jaką zapowiadałem jakiś czas temu. Zobaczymy, do czego to doprowadzi. Na razie jest to fantastyczna przygoda.
Przygoda oczywiście bardzo pracochłonna. Nie zdawałem sobie sprawy, że wgranie na YouTube 40-minutowej audycji, a przecież jeszcze trzeba tą audycję zrobić w jednym programie, w drugim programie, dołożyć do tego wszystkiego ilustracje, więc jest to niezwykle pracochłonna metoda i podziwiam tutaj Ivelliosa, bo naprawdę on jako pojedyncza osoba w Radiu Paranormalium dokonuje tytanicznej pracy, żeby to wszystko złożyć w jeden kawałek. Te wszystkie audycje poustawiać je we własnej kolejności, poustawiać wszystkie bazy danych, ustawić je gdzieś tam na YouTubie i jeszcze w innych miejscach. Także Ivelliosie, jestem pełen podziwu. Ja sam ledwo daję sobie radę z tym, co zacząłem, ale bardzo mi się to podoba. O ile audycja, którą emituje Radio Paranormalium nazywa się Paralaksa i nazwa została stworzona jeszcze w dawnych czasach przez Radio Paranormalium, więc generalnie jest to nazwa mojego programu, ale została stworzona przez radio. Paralaksa to ta moja, robiona na własną rękę audycja. Nazywa się dzięki temu, że skecz Stanisława Tyma wysłał mi kolega Michał. Nazywa się Polaraksa. Niektórzy nie pamiętają, kto to był Polaraksa.
Ja jako sześciolatek byłem nieludzko zakochany w Poliraksie, która razem z czołgistami jechała sobie na zachód, aż do Berlina. Także był to niesamowity film, który każdy człowiek w moim wieku ma za sobą, a także część młodego pokolenia. Tyle że pamiętają główną aktorkę jako Marusię Agnią. Tymczasem była to Polaraksa. Taki miała pseudonim artystyczny. Natomiast jako nazwa mojego nowego programu ma ona związki i z polar, bo ma słowo polar w sobie i aksa, czyli ma siekierę w sobie, ale ma także słowo pol, czyli w jakiś sposób łączy mnie z Polską, z której pochodzę, z którą jestem strasznie mocno związany i w języku naszego kraju ciągle mówię, myślę i mi to bardzo odpowiada. Także jeszcze raz państwu serdecznie dziękuję za uwagę. Zapraszam na następne programy i dobranoc.
[01:08:01] - Mówił te słowa do państwa gospodarz Paralaksy, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor serwisu nowaatlantyda.com Chris Miekina. Audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.
[01:08:27] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl