[00:00] - Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji prowadzonej przez naszego niestrudzonego poszukiwacza prawdy, Chrisa Miekinę, który jest już po drugiej stronie połączenia internetowego. Witaj, Chrisie.
[00:20] - Dzień dobry, witam wszystkich.
[00:22] - Audycją tą oczywiście jest Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie. Dzisiaj oczywiście na żywo, a tematem przewodnim będą żmije w Wenecji. Ale zanim przejdziemy do tych żmij, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Pytania do Paralaxy i komentarze odbieramy drogą tekstową. Można pisać SMS-y pod numer 530 624 193, Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy także na Państwa komentarze na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas znaleźć także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy, bo również serwis ma swój fanpage. Zachęcamy do polajkowania swoją drogą.
Jesteśmy też na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i różne inne ciekawe wiadomości, również propozycje tematów do Paralaxy na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Halo, halo, Chrisie, oddaję ci głos.
[01:39] - Dziękuję bardzo i witam jeszcze raz wszystkich w ten jesienny wieczór. Jesień już chyba jest w swoim centralnym punkcie. U mnie to takim wyznacznikiem tego, że już się zmienia pora roku i trzeba będzie niedługo wyglądać zimy, bo krążą nad moją głową, może i przysłowiowe, olbrzymie stada sępów. Sępy zbierają się w wielkie formacje i wędrują później na południe, czasami aż do Argentyny, że na wiosnę wrócą z powrotem. Także w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do pięknych, majestatycznych bocianów, a u mnie sępy, które też nic dobrego zazwyczaj nie wróżą, bo krążą nad jakąś padliną albo czymś takim. Nie są zbyt sympatyczne, ale kiedy przyjrzeć im się bliżej, to są naprawdę piękne, majestatyczne i bardzo przyjemne do oglądania ptaki. Także taka ciekawostka, która z wężami, a tym bardziej z Wenecją nie ma nic wspólnego. Węże, żmije weneckie, dzisiejszy temat. Dziękuję, Marku. Przede wszystkim dziękuję za reklamę Nowej Atlantydy, za promowanie mojej strony, mojej osoby i umożliwienie mi realizowanie Paralaxy, która jak sami wiecie, czasami gdzieś tam niknie, ginie i jest niestety uzależniona od tych wszystkich moich nastrojów, humorów, depresji na Żuławach, wzlotów i oczywiście upadków.
Wszystko to jest częścią ludzkiej egzystencji, a mojej egzystencji szczególnie. Między innymi dlatego zamiast bezpiecznie nagrywać sobie taką Paralaxę na przykład w piękną sobotę, wybieram praktycznie ruch pilota kamikadze. Ładuję na żywo, rozmawiając tutaj z wami. Czasami zdaję sobie sprawę, że na 15 sekund przed oddaniem mi głosu w zasadzie nie mam pierwszego zdania, od którego chciałbym zacząć i co chciałbym wam powiedzieć. To takie, niestety troszeczkę może za szczere wyznania, jak to wygląda z mojej strony od kuchni. Ale mówię o tym dlatego, że ten temat, który wygrał plebiscyt, super! Strasznie dziękuję za wzięcie w nim udziału. W ogóle nie spodziewałem się takiej reakcji, dlatego że tak naprawdę zawsze cierpię na nadmiar tych tematów. Mnóstwo rzeczy jest interesujących i najbardziej żal, że życie jest tylko jedno i doba ma 24 godziny, bo jest mnóstwo rzeczy fascynujących. Tak fascynujących, że podpalają wyobraźnię.
Chciałoby się pójść do samego końca, ale następuje zderzenie z książkami, które czasami są wielotomowe, czasami mają po 500, 600 stron, czasami są napisane tak nudnym językiem, że usypiają w locie. Gubią się gdzieś wyrazy, myśli zaczynają się przebijać różne historie i interesujące myśli zaczynają się przez to przebijać i ginie gdzieś sens i tekst. Ale mnóstwo jest rzeczy ciekawych. I pomyślałem sobie, że może pomożecie mi w jakiś sposób i gdzieś ukierunkujemy się w tych wszystkich poszukiwaniach, dążeniach, opowieściach na tematy, które często są zamiatane pod dywan, które nie są promowane przez wielkie portale. To coś, co zostaje gdzieś zamiane albo schowane, zignorowane przez wszystkich innych. Dlatego ja jestem bardzo zadowolony z tego, że i Paralaxa, i Nowa Atlantyda zazwyczaj starają się podróżować takim nieubitym traktem, często przez krzaki i chaszcze. Czasami jest to droga na Manowce albo na Berdyczów i nie wstyd mi się jest do tego przyznać. Przynajmniej udało się dokonać jakiejś podróży, dojść do jakichś wniosków i potem próbować znaleźć jakąś drogę z powrotem, żeby znowu znaleźć inny temat, wejść na następne skrzyżowanie dróg, gdzie czasami zamiast tylko trzech kierunków do wyboru okazuje się, że ich znacznie więcej, że rozchodzą się promieniście. Czasami łączą się, przeplatają się ze sobą jak te żmije, o których dzisiaj będziemy mówić. I znów nie wiadomo, dokąd doprowadzą.
W plebiscycie, który rozpisałem, wygrały Żmije Wenecji, co mnie troszeczkę zaskoczyło, bo Wenecja ze wszystkich tematów jest takim najmniej komercyjnym tematem. Ja się troszeczkę obawiam, że Wenecja wygrała troszeczkę jadąc na popularności templariuszy, bo zapowiadałem to jako pewną kontynuację tematu, ale myślę, żeTutaj doszło od mojej strony do pewnego, nieco, jak by to powiedzieć, trzeba się przyznać, trzeba nazwać rzeczy po imieniu, oszustwa. Dlatego, że templariusze są oczywiście mocno spleceni z historią najjaśniejszej Republiki Weneckiej, bo ona najjaśniejsza była, a w innym tłumaczeniu można nawet nazwać, że o najczystszym, najbardziej lazurowym niebie. Także bardzo interesująca nazwa jak na kraj, który liczył się wówczas bardzo w Europie i liczył się przez kilkaset lat pod rząd, czego jakoś historycy nie zauważają. To jest fascynujące samo w sobie. Ten temat miał w jakiś sposób splatać się z templariuszami. Templariusze gdzieś się pojawią, ale pojawią się nieco w tle. Myślę, że ta godzina czasu, którą mamy dzisiaj do dyspozycji, znów nie wystarczy, żeby omówić wszystkie aspekty. Czasami to nawet i bardzo dobrze, dlatego, że można zamęczyć takim tematem, który wchodzi w elementy, które można by nazwać trudnymi, ale są po prostu skomplikowane i wypada dać sobie czas, żeby one w jakiś sposób się uleżały i jakoś dojrzały do tego, aby móc nad nimi trochę pomyśleć i znaleźć ich właściwy sens i znaczenie, i dlaczego one są istotne w temacie, który pozornie nie ma z nimi nic wspólnego. W temacie Wenecji i Żmij Weneckich przewijającym się najczęściej elementem są pieniądze.
Pieniądze są czymś, czego używamy na co dzień. Jest to medium wymiany. Jest to magiczne medium. Wyciągamy papierek, wyciągamy banknot, na którym jest napisana jakaś liczba i dzięki temu papierkowi w magiczny sposób możemy posiąść najrozmaitsze dobra, tak fizyczne, jak i rozmaite inne, duchowe również. Niektórzy sobie na przykład kupują u ojca dyrektora bilety do raju i to jeszcze na dodatek pierwszą klasą, maybachem czy czymś innym. Mogą sobie tam dojechać i kupują sobie rozmaite dobra fizyczne. Jeszcze inni łączą jedno i drugie, przyjemne z pożytecznym i zamieniają ten kwit, który jest wart bardzo, bardzo niewiele. Jest troszeczkę więcej wart niż papier, na którym został wydrukowany i tusz, jaki został użyty do jej produkcji. Dokonuje tej magicznej przemiany w coś, co ma rzeczywistą realną wartość. Dyskusja na temat pieniądza w zasadzie jest to dyskusja nad całą naszą cywilizacją, bo pieniądz pojawia się w czasach dawnych i kiedy znów w jakiś sposób rozmyślałem, jak ugryźć ten temat Wenecji, jak go rozpocząć, żeby nagle nie wyskoczyć jak diabeł z pudełka, to okazało się, że trzeba się cofnąć bardzo, bardzo daleko w przeszłość.
Do czasów Sumeru, gdzie to wszystko powstawało. Do tych słynnych sumeryjskich, babilońskich banksterów, którzy są w sposób i symboliczny, ale i fizyczny połączeni z Wenecją. Także temat jest niezwykle intrygujący, gdzie nieoczekiwanie znów pojawia się hermetyzm, o którym mówiłem wcześniej przy różnych okazjach, gdzie pojawiają się dwie postaci ze starożytności, które stworzyły podwaliny całej naszej kultury. Mam na myśli Arystotelesa i Platona, których filozofie były od siebie kompletnie różne i odrębne. I o ile zazwyczaj traktuje się jako luminarzy starożytności, jako niezwykłych myślicieli, niegroźnych myślicieli, okazuje się, że ich myśl, ich koncepcja widzenia świata i rozumienia świata obciążyła nas tak bardzo, że do dziś w zasadzie, czy chcemy, czy nie, uczestniczymy w tej walce pomiędzy Arystotelesem, którego reprezentują materialiści, komuniści, libertyni, wolnomyśliciele pod różnym względem. Nie zawsze wolnomyśliciel należy rozumieć w dobrym tego słowa znaczeniu. A Platonem, który jest o wiele bardziej ezoteryczny, ale pozwala człowiekowi na duży obszar wolności. Wolności osobistej, na wolność jego wyboru, wolność rozumienia wszystkiego bez uwikłania się w dogmaty, bez uwikłania się w wymogi rozmaitych praw i pozwala mu na podjęcie decyzji co do samego siebie. I znów staram się wrócić z tamtych dalekich rejonów do Wenecji i kiedy znów starałem się znaleźć jakiś punkt startu do naszej weneckiej przygody, zacząłem się zastanawiać nad tym w zasadzie, ile wiemy o tej Wenecji? Co ta Wenecja znaczy w naszej kulturze?
Czy coś wiecie, czy kojarzy się wam, moi drodzy słuchacze, z czymś ta Wenecja oprócz masek, balów, kanałów, gondoli, łącznie z najsłynniejszym polskim gondolierem, czyli Jerzym Gondolem, który śpiewał piosenkę „Gondolierzy nad Wisłą”? Czy z czymś jeszcze to nam się kojarzy? Kojarzy się oczywiście jeszcze z pięknymi zabytkami, na przykład z niezwykłym Placem Świętego Marka Ivelliosa. Tak mam nadzieję, kiedyś to nazwą. Piękny plac, który zaczyna powoli przypominać coraz częściej akwarium, bo jest zalewany falami Adriatyku. Dziś Wenecja nie ma takiego znaczenia politycznego, jak miała kiedyś, dawno, dawno temu. Wydaje się być jednym z wielu miast na świecie, które mają piękną historię, przepiękne, niezwykłe zabytki, która żyje w kłopotach. I myślę, że znów wracając do tych wszystkich polskich koneksji z Wenecją, jedyna rzecz, jaka przychodzi do głowy to film dawno, dawno temu nakręcony. Komedia pod tytułem „Chłopaki nie płaczą", gdzie jeden z głównych bohaterów, Bolec, postanowił wypożyczyć sobie film o mafii, strzelance, morderstwach i różnych historiach kryminalnych. I w zasadzie miał dobrą intuicję, bo WenecjaI cała jej historia jest to historia kryminalna pod każdym względem.
Natomiast on sobie pożyczył film pod tytułem „Śmierć w Wenecji”, gdzie tą gondolą płynęli i płynęli, i płynęli, i płynęli, i ciągle nad czymś rozważali. Także strasznie rozczarowujący fakt, ale to był jeden z następnych elementów, który w jakiś sposób zareklamował Wenecję, tylko że z tej odwrotnej strony, pokazując, że miasto jest w zasadzie senne, nudne i gdzieś istniejące na peryferiach ludzkich zainteresowań. Także znów są te problemy z Wenecją. Jak ją umiejscowić, jak ją zrozumieć i gdzie znaleźć jej ważność, przede wszystkim ważność historyczną i tak jak zapowiadałem, ważność na tyle wielką, że sięga w zasadzie jej wpływy, jej myśl i sposoby, w jakich próbowała wpływać na losy świata. One funkcjonują do dziś i myślę, że wiele krajów, zwłaszcza kraj, w którym mieszkam, USA, zaadoptowało sobie te metody, które do perfekcji doprowadziły właśnie weneckie żmije albo jak nazywali ich Grecy, żaby z bagna weneckiego i które wykorzystywały to właśnie do tego, aby utrzymać ten kraj przez w zasadzie 1500 lat. 1500 lat nieprzerwanej ciągłości na powierzchni Morza Adriatyckiego, gdzieś tam u ujścia Padu, który narozrabiał bardzo w historii. Bo żyjemy w czasach historycznych, które nikt nie powie, że są stabilne. Są absolutną konwulsją ludzkich instytucji, której sensu bardzo często kompletnie nie rozumiemy. Nie rozumiemy korzeni i mechanizmów, które regulują tym historycznym procesem, ale łatwiej to zrozumieć właśnie, gdy prześledzi się efekt, jaki na świat miało istnienie Wenecji. Wszystko na temat Wenecji, kiedy patrzymy na nią dziś, jest jak patrzeniem na renesans poprzez jego odbicie w lustrze.
Wenecja była republiką ze wszystkimi elementami demokracji, łącznie z rozbudowanym systemem prawnym, który teoretycznie miał kontrolować działalność Republiki. W rzeczywistości jednak Wenecją rządziło kilka rodzin tworzących oligarchię. Kiedy przyjrzeć się liście weneckich władców zwanych tam dożami, to przeplata się tam nieustannie kilkanaście tych samych nazwisk. System ten do złudzenia przypomina obecny system amerykański, o którym wspomniałem, gdzie w rządzie wciąż pojawiają się te same nazwiska. Jest to ciągła rotacja nazwisk, rodzin, koneksji, które trwają przez wiele pokoleń. Widzimy te same rodziny, te same koneksje i te same korporacje, które są reprezentowane przez te rodziny. Przeplatają się i to one ciągle i nieustannie trzymają władzę. Ale oficjalnie mówi się, że kraj jest absolutnie demokratyczny, najbardziej demokratyczny kraj na świecie i każdy ma równą szansę. Tymczasem rządzi, przynajmniej w Stanach, absolutna oligarchia. Widać to po działaniach Senatu czy Kongresu, gdzie ścierają się wpływy, których nikt nie rozumie, kto kogo reprezentuje.
Ale staje się wszystko jasne, kiedy popatrzymy na to, kto z kim jest powiązany, jakie są koligacje rodzinne, jakie są koligacje korporacyjne. Ale wracajmy do Wenecji. W Wenecji rozwijał się także nowoczesny system finansowy. Wenecja wynalazła podwójne księgi finansowe, wynalazła ubezpieczenia. Absolutna nowość. Jak zarobić na czymś, co się w ogóle nie wyprodukuje? Po prostu powiedzieć, że jeżeli coś się wam przydarzy, to my wam coś wypłacimy. Jak się wam nic nie przydarzy, to my na tym tylko zarobimy. Także idealny sposób na zarobienie pieniędzy praktycznie z niczego. Co najważniejsze, Wenecja wynalazła depozyty bankowe.
Wenecja nie była znana ze swoich międzynarodowych bankierów, tak jak bankierzy z Florencji inwestujących w europejską czy nawet światową gospodarkę. Wenecja była znana właśnie z tej bankowości depozytowej. Banki handlowe w tamtych czasach mieściły się we Florencji. Banki te prowadziły handel międzynarodowy i w skrócie można je określić jako rodzaj brokerów towarowych. Robili oni to samo, co dziś nadal robi się na giełdach towarowych. Wenecjanie za to woleli udzielać pożyczek władcom w zamian za kon-
[17:01] - Oj, chyba komuś, jakiemuś Wenecjaninowi, Krysiu, nadepnąłeś na odcisk tą audycją, bo właśnie urwało połączenie.
[17:12] - Kiedy jednak spojrzeć na weneckich bankierów z Rialto. Rialto jest to centrum Wenecji, gdzie stoi Pałac Dożów i wszystkie instytucje weneckie zbudowano dookoła właśnie tego miejsca. Nazwane zostało to Rialto. Widać tam zupełnie inną działalność. Weneccy bankierzy całymi dniami prowadzili operacje finansowe, w których przesyłali i pobierali gotówkę i zapisywali aktualny rachunek w księgach. Jest to dziś coś normalnego, nie jest to żadna rewelacja. Natomiast w czasach średniowiecza było to trudne do pomyślenia. Oznaczało to, że wymiana handlowa w Wenecji, w przeciwieństwie do wszystkich innych miejsc na świecie, odbywała się bezgotówkowo. Wystarczył kwit, wystarczyło pokwitowanie odbioru i przekazu i pieniądze nie musiały fizycznie znaleźć się w banku, aby być zainwestowane zupełnie gdzie indziej, w innym mieście, a nawet na innym kontynencie. Działalność taka drastycznie zwiększała podaż pieniądza.
Cała gotówka Wenecji mogła zostać dzięki temu użyta w handlu międzynarodowym, głównie w formie pożyczek. Dzięki tego typu operacjom poprzez jeden zapis tworzył się ogromny kapitał, który był właśnie podstawą potęgi Republiki.Historia Wenecji jest bardzo często pomijana w myśleniu historycznym, gdzie powstawały i padały imperia, zostawiając swoje wpływy i dokonania kolejnym pokoleniom. Wenecja była w końcu pojedynczym, niezbyt dużym miastem na bagnistej lagunie północnego Adriatyku. Logika wskazuje, że jej wpływ na historię musiał być proporcjonalny do wielkości tego państwa-miasta rządzonego przez oligarchię despotów. I okazuje się, że logika i szukanie zwykłego zdrowego rozsądku nie zawsze ma rację, nie zawsze prowadzi do właściwych wniosków. Sama Wenecja nazywała siebie najjaśniejszą republiką, ale znów dla wyjaśnienia, nie była to republika rozumiana w dzisiejszym sensie. Jej początki są bardzo mroczne i ciągną się od czasów Imperium Rzymskiego aż po czasy Napoleona. Najlepiej zrozumieć Wenecję, wyobrażając ją sobie jako taki taśmociąg transportujący starożytną wiedzę Babilonu i aplikujący ją we współczesne życie. Półtora tysiąca lat kontynuacji istnienia Wenecji to przede wszystkim historia oligarchii z oryginalną strukturą państwową i z instytucjonalizowanym -- udało się trudne słowo. Próbuję to słowo kilka razy na antenie i jeszcze się go dobrze nie nauczyłem.
Z instytucjonalizowanym wywiadem politycznym. Ludność Wenecji nigdy nie przekroczyła liczby kilkuset tysięcy mieszkańców. Mimo to wyrosła do rangi potężnego imperium, mniej więcej od XII wieku. Utrzymywała ten status aż do podpisania pokoju w Westfalii w XVII wieku, w 1648 roku dla ciekawskich. Wszystko to dzięki gęstej sieci ambasad wewnętrznych i zewnętrznych instytucji wywiadowczych i doskonałym, sprawnym służbom. Wenecjanie w średniowieczu byli centralną siłą zdolną zniszczyć całą średniowieczną Europę, mając na swoim koncie konflikt na przykład wewnątrz Italii, gdzie znów mało znana z historii wojna Ghibellinów i Gwelwów spustoszyła ten kraj i zmieniła cały układ polityczny. Gdzie podejrzewa się Wenecjan o to, że magicznie pojawiająca się czarna ospa, choroba nieznana przez setki lat w Europie, pojawiła się nagle w Europie, spustoszyła ją i ktoś ją musiał skądś sprowadzić. Nie jest to do końca udowodnione. Wenecjanie doskonale kryli swoje ślady, ale wiele pośrednich, różnych wskazówek sugeruje, że Wenecjanie mają coś wspólnego z czarną ospą i ich styl działania politycznego także wskazuje na to, że żyjąc z konfliktu innych mogli stać za tym, ażeby rozprzestrzenić w magiczny sposób czarną ospę w miejscach, które były akurat dla Wenecji nieprzyjazne. Weneckie żmije dostarczali informacji Czyngis-chanowi i jego następcom.
Bezpośrednio też przyczynili się do zdobycia przez Mongołów Bagdadu i zniszczenia panującego tam renesansu. Była szansa, że cały ten arabski środkowy wschód w końcu się ucywilizuje, przestanie być agresywny, przestanie tworzyć dżihad. I wszystko było jak na najlepszej drodze. Centrum tego renesansu arabskiego to był Bagdad. Wszystko tam kwitło i wspaniale funkcjonowało aż do momentu, kiedy bardzo celny atak Mongołów, doskonale zaplanowany, aż za dobrze zaplanowany, jak na dzikusów ze stepów Azji, doprowadził do upadku miasta. I rola Wenecji i szpiegów weneckich jest tam ogromna. Oprócz tego, że dostarczyli maszyn technologicznych służących do oblężenia, dostarczyli mnóstwo informacji wywiadowczych, bo wywiad był podstawą istnienia Wenecji. Wenecja była śmiertelnym wrogiem dynastii Paleologów z Bizancjum. Byli wrogami Medyceuszy, byli wrogami Leonarda da Vinci, Niccolò Machiavelliego i wrogami całego złotego florenckiego renesansu, który udało im się zniszczyć. Tutaj rola Polski, naszego kraju poprzez Bonę Sforzę, która stała się żoną Zygmunta Starego, jest właśnie po stronie pokonanej Florencji.
Sforza i rodzina Sforzów pochodziła z Mediolanu, a właściwie byli to kondotierzy, którzy kiedyś zdobyli Mediolan i stali zawsze u boku Florencji i ich wrogiem zawsze, śmiertelnym wrogiem była Wenecja. Także pokonali nawet tą linię renesansową, która funkcjonowała w Polsce. Wenecjanom udało się także zakończyć renesans elżbietański w Anglii, co otworzyło drzwi jakobińskiej rewolcie i utopiło Anglię w morzu krwi. Weneccy specjaliści od kontrolowania populacji byli odpowiedzialni za wykorzystanie mało znanego niemieckiego heretyka Martina Lutra i stworzenie dzięki niemu potężnej , która zakończyła. To oni, jakby dla równowagi wsparli kolejne niewielkie i zupełnie nieznane Towarzystwo Jezusowe gdzieś na strasznym zadupiu w Hiszpanii, którym dowodził Ignacy Loyola i stworzyli z Loyoli osobę wielkiego formatu. Po Soborze Trydenckim to Wenecja i jej manipulacje stały się podstawą filozoficzno-libertyńskiej formacji tworzącej tak zwane oświecenie. Napoleon zakończył formalne istnienie tego raka na ciele Europy.I tu znów jest polski udział. Mówiłem na początku, że szukam jakichś kontaktów między Polską a Wenecją i to chyba jest najmocniejszy. Kiedy polscy żołnierze zdemontowali brązowe konie na Placu Świętego Marka w 1797 roku. To był czas, kiedy powstawał Mazurek Dąbrowskiego i kiedy ta cała ekipa, która tak świetnie przyczyniła się do zwycięstwa Napoleona w kampanii włoskiej na samym początku jego kariery, została później w nagrodę wysłana na Santo Domingo, żeby tłumić bunty przeciwko francuskim kolonialistom.
Następna ciekawa historia. I tu krótka dygresja. Pracuję obecnie z kilkoma Haitiańczykami i z kilkoma kolegami, którzy pochodzą z Dominikany. Właśnie tam, na Haiti do dziś istnieją ludzie, którzy mają błękitne albo zielone oczy, gdzie kobiety zakładają sobie pod brodę chustki, tak jak to czasami widać na starszych zdjęciach gdzieś z Polski międzywojennej czy Polski komunistycznej, gdzie plotą sobie warkoczyki, gdzie mają dużo jaśniejszy kolor skóry, gdzie dziś trudno im jest znaleźć swoją tożsamość. Ale istnieje bardzo silne podejrzenie, że ich pradziadami byli zdrowi, silni chłopcy z Małopolski, bo większość polskiej części armii napoleońskiej, która między innymi zdobywała Wenecję, pochodziła właśnie z Małopolski, z której i ja pochodzę. Więc to jakby moi ziomale. Dlatego jeden z moich kolegów, który nazywa się Eddie, ma kuzyna, który ma właśnie jasną skórę i zielone oczy, więc jeżeli ma korzenie w Małopolski, to być może jest moim kuzynem, jest moim ziomalem. Więc Eddie uznał, że też jesteśmy ziomalami, mimo że Eddie ma skórę zupełnie innego koloru niż ja. Eddie jest fantastycznym facetem. Dostarcza mi nielegalny w wywozie specjalny rum haitiański.
Babankur się nazywa ten rum, nielegalnie wywożony z Haiti, funkcjonuje także pod nazwą Pierisan Gilles i jest to silny środek, który powoduje, że nasze myśli wędrują gdzieś w galaktykę, a czasami poza nią, dostarczając niezwykle spirytualnych nomen omen przeżyć. Ale wracam do Wenecji. Polacy zdemontowali konie z Placu Świętego Marka i oznaczało to koniec Wenecji jako państwa. Ale z pewnością nie był to koniec Wenecji jako takiej. Kilkaset lat wcześniej Wenecjanie przewidzieli, że do tego dojdzie i zawczasu, przez kilkaset lat przenosili swoje bogactwa, wpływy i manipulacje do innych miejsc, dziś bardzo ważnych w Europie. Do Genewy w Szwajcarii, gdzie mieści się centrum dzisiaj najrozmaitszych mrocznych banków manipulujących całą gospodarką światową, do Amsterdamu, olbrzymiego centrum handlowego i do Londynu. A jak wiemy, City of London, nie Wall Street, a City of London nadaje ton ekonomii światowej i to stamtąd wychodzą dyrektywy i stamtąd wychodzą decyzje, których konsekwencje wszyscy ponosimy. Mimo że polityczna potęga Wenecji przestała istnieć, ich metoda dała wiele do myślenia innym, tworząc podwaliny do stworzenia włoskiego faszyzmu. Ja wiem, ja znowu wracam do tych tematów. Miałem nadzieję, że uniknę dzisiaj mówienia o nazistach, ale okazuje się, że się nie da.
Zwłaszcza że kiedy popatrzeć, kto wspierał na przykład takich fajnych misiów jak Wagner z jego wspaniałą, monumentalną muzyką, ale muzyką, która kojarzy się bardzo często z totalitarnym hitleryzmem, budzi to takie sprzeczne emocje. I kiedy popatrzymy, kto był jego mecenasem, kto dał na to wszystko pieniądze i wspierał go, okazuje się, że są to szlacheckie rodziny, takie jak Thurn und Taxis, takie jak szlachta z domu Hanover, bardzo wpływowe, tak jak ludzie związani z księciem Bawarii. Wszyscy oni mają bezpośrednie swoje źródła rodowe z Wenecji. Są to Wenecjanie, którzy kiedyś nazywali się zazwyczaj D'Este. Mało znane nazwisko, które nagle zaczęło ewoluować i zmieniać się na tyle i wkomponowywać się w całą europejską kulturę i osiągając przy tym niezwykłe wpływy, siłę polityczną i mając do dyspozycji metody weneckiej manipulacji, mogła osiągnąć właściwie, co chciała. Między innymi wspierała Ryśka Wagnera, ale wspierała też takiego człowieka jak Nietzsche, który również zrobił bardzo wiele, ażeby stworzyć mit übermenscha, żeby dać podstawy ideologiczne do zbudowania nazizmu. I tutaj jest ta koneksja. Ale już z tego tematu uciekam. Wracam znów do Wenecji, żeby od niej odjechać daleko. Dziś Wenecja w zasadzie, jeśli chcieć istnieć.
Myślę, że to czas o tym powiedzieć, bo może czasu zabraknąć na koniec. Czy Wenecja jako taka, czy jej siła polityczna istnieje nadal? Istnieje nadal, bo dzisiejszy świat, jeśli zauważyliście, na pewno tak, nie mam co do tego wątpliwości, nie jest rządzona przez amerykańskich prezydentów, przez różnych Putinów, Kim Jong-il.Ta cała polityka światowa, decyzje powstają w think tankach i takim najsłynniejszym think tankiem, żeby nadać odpowiedni ton temu rodzajowi myślenia są Bilderbergowie na przykład. Jest to think tank. Spotyka się paru obrzydliwie bogatych ludzi przy jednym stoliku, popijają sobie znakomite trunki i zajadając rozmaite przysmaki mówią, jak będzie w świecie. Ich największymi konkurentami w realizacji ich decyzji są inne think tanki, które funkcjonują gdzieś w różnych rejonach, wpływowych rejonach świata. Takim think tankiem jest Klub Rzymski i to właśnie Klub Rzymski jest zdominowany przez ludzi związanych kiedyś z państwem-miastem, z Republiką Wenecką. Klub Rzymski ma olbrzymi wpływ na politykę światową, na politykę europejską. Klub Rzymski jest wspierany przez takie fundacje jak Fundacja Cini czy we Francji Société Européenne de Culture. To był mój popisowy francuski akcent, którego uczyłem się od Haitiańczyka Eddiego.
Haitiański francuski jest nieco inny, ale jest ciągle zabawny, także z Eddim zawsze się witamy bonjour. I stąd właśnie ta moja kolejna katastroficzna kamikadze próba wymówienia słów, których wymawiać nie powinienem na antenie. Ale taka jest uroda tych wszystkich programów na-
[32:02] - I chyba znowu żmije weneckie zagłuszyły Chrisa. Straciliśmy chwilowo połączenie. Chrisie, czy się słyszymy?
[32:10] - Think tankach. Tu mówimy tak naprawdę o gangach, o gangach utopijnych lunatyków działających na skraju i wykorzystujących do swojego działania poprzez swoje potężne wpływy rozmaite agencje wywiadowcze, które dawno przestały służyć krajom, które je powołały do swojej obrony, które uzyskały właściwie swoją własną niezależność, prowadzą swoją własną działalność. I już dzisiaj w świecie nikt nic nie wie, kto jest kto, kto jest po czyjej stronie i w zasadzie do czego zmierzamy. Może zmierzamy na skraj przepaści, jak myślą niektórzy, a może nie. Wszystko pokaże przyszłość. W średniowieczu Wenecjanie byli znani jako archetyp pasożytów. Ludzi, którzy nie sieją, nie orzą, ale są pierwsi do tego, żeby zbierać i żeby zarabiać na tym. Grecy, jak wspominałem wcześniej, nazywali ich żabami z bagien. W Niemczech uosobieniem Wenecjanina była znana z folkloru postać Pantalona, który kradł mężczyznom serca, zostawiając na miejscu serca zimny kamień. O charakterze miasta wiele mówi jego symbol — skrzydlaty lew, który jest myląco podpisany Pax Tibi, Marce Evangelista Meus.
Tutaj jadę po łacinie znowu z silnie małopolskim akcentem, co oznacza „pokój z tobą, Marku, mój ewangelisto", co w nowej wersji będzie brzmiało „pokój z tobą, Marku, mój Ivelliosie". A symbol skrzydlatego lwa nie jest symbolem świętego Marka. Jest to lew, który pochodzi ze Środkowego Wschodu, pochodzi z Azji, z Persji i jest niczym innym jak Chimerą. Jest to pogański symbol, do którego dodano świętego Marka tylko z tego względu, że podobno miał on kiedyś odwiedzić tę lagunę i to wystarczyło, żeby Wenecjanie obrali go za swojego patrona. Żeby jeszcze bardziej to mocno uzasadnić, ukradli nawet ciało świętego Marka z Aleksandrii w Egipcie i można to sobie obejrzeć, tą kradzież ciała świętego Marka, która przez nich nazywana przejęciem ich własnego świętego, na obrazie Tintoretta. Wenecja szukała swojej przyszłości na Wschodzie, nie na Zachodzie, a na Wschodzie, w Lewancie, w Azji Mniejszej, na Dalekim Wschodzie aż po Chiny, gdzie ich partnerami byli chińscy oligarchowie. Byli to partnerzy handlowi oparci o rodziny, o potęgę rodzin, czyli potęgę generalnie można powiedzieć mafii. Wenecjanie doskonale rozumieli ten system, bo sami go stworzyli. Nawet zwyczaje w Wenecji były orientalne. Wystarczy popatrzeć, jak ubrany jest doża, który jest pokazany także na wielu obrazach.
Kobiety. Rola kobiet była też orientalna, bo kobiety niezbyt mocno eksponowały się na ulicach. Chowały się w domach, gdzie mężczyzna oczywiście pełnił, bo takie były czasy, najważniejszą funkcję. Ale kobieta była czymś, co było zazdrośnie chronione i traktowane w sposób orientalny, w sposób taki, jak traktowali kobiety muzułmanie. Wielu możnowładców, a już szczególnie dożów, szczyciło się nawet tym, że nie tylko posiada jedną kobietę. Posiada ich znacznie więcej. Posiada nawet cały harem. Skąd wzięli się ludzie, którzy wybrali sobie miejsce, tę wstęchą lagunę, wybrali sobie na miejsce do życia? Skąd oni się tam wzięli? To jest bardzo ciekawa rzecz.
Badało to kilku historyków i też nigdy te ich badania jakoś nie stały się żadne popularne i za bardzo nie zwróciły też swojej uwagi. Może ze względu na to, że będą one niestety takie trochę kontrowersyjne w swoim wydźwięku. Jeden z amerykańskich historyków nazywał się Teddy Frank. Napisał analizę na temat tego, w jaki sposób upadła Republika Rzymska. Nam Rzym kojarzy się z cesarstwem. Jest cezar, jest cesarstwo, Tyberiusz, Kaligula i paru innych bardzo mocnych facetów, którzy stworzyli gigantyczne imperium. Tymczasem zanim doszło do cesarstwa, powstała Republika Rzymska. Republika Rzymska ze swoimi demokratycznymi strukturami jest w pewnym sensie wzorem dla Republiki Weneckiej.I ten właśnie Frank zauważył, że nazwiska na grobach w momencie, kiedy upada republika i tworzy się cesarstwo, przestają być rzymskie. Odkryto do dziś wiele cmentarzy, wiele grobowców, nagrobków. Używali marmuru.
Trwały materiał. Przetrwały imiona na tym materiale. I Frank zauważył, że te nazwiska stają się wraz z upływem czasu coraz bardziej greckie. Kiedy zaczął badać genealogię tych -- następne trudne słowo -- nazwisk, okazało się, że Grecja była tylko przystankiem dla tych rodów, które są w Rzymie pogrzebane, że ich źródła są w Chaldei, czyli są z Mezopotamii, są z Sumeru. Stamtąd ci ludzie przybyli i zaczęli powoli dominować życie publiczne w Rzymie. Świetnie się organizowali przez to, że przechowali przez setki lat swoją tradycję z miejsca, z którego pochodzili. Byli po prostu nie do powstrzymania przez w miarę prymitywnych i plemiennych Rzymian. Nawet poeta Orentes napisał w jednym ze swoich poematów, że Eufrat wpływa do Tybru i powoli Babilon przejmuje Italię. Te wszystkie rodziny greckie, chaldejskie, żeby to ładnie nazwać, zostały sprowadzone do Rzymu jako niewolnicy. W tamtejszej praktyce rzymskiej, kiedy właściciel w czasach republiki zwłaszcza, która starała się żyć według szlachetnych wzorców, umierał, niewolnikom automatycznie dawało to wolność.
Niewolnicy ci często pełnili bardzo istotne funkcje w domach różnych możnowładców rzymskich, patrycjuszy rzymskich. Pełnili funkcje bardzo często nauczycieli. I to, czego uczyli, było to często prawo rzymskie i rzymska administracja. Tak że nagle ci ludzie stali się specjalistami od wiedzy na temat tego, jak działa i funkcjonuje państwo. I potrafili później wykorzystać tą wiedzę. Nadarzyła się okazja wtedy, kiedy Hunowie najechali rubieże Imperium Rzymskiego. Wprowadziło to popłoch w całej Italii i te wszystkie chaldejskie rodziny zaczęły uciekać na północ. Wiele z nich schroniło się właśnie w Wenecji. Tak więc istnieje linia, która łączy Wenecję z Babilonem. Mamy więc tutaj do czynienia z historią bardzo, ale to bardzo zamierzchłą.
Wenecja zawsze była gdzieś na samym środku granicy, najpierw pomiędzy Cesarstwem Rzymskim a Bizancjum, później pomiędzy chrześcijaństwem a islamem. Nawet w XX wieku Wenecja stała dokładnie na granicy między Układem Warszawskim a NATO. W tej części do Adriatyku wpływają rzeki z Bałkańskich Dolomitów i z Alp Juliańskich. Największa z nich to rzeka Pad, która stworzyła olbrzymią, żyzną deltę, przez tysiące lat budując lagunę, która ma zaledwie 15 kilometrów szerokości. I było to miejsce, gdzie osiedlili się uciekinierzy z Rzymu. Ponieważ była to ucieczka przemyślana i zorganizowana, większość z nich ma ten sam chaldejsko-grecki rodowód. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego w zasadzie całe Włochy i nawet basen Morza Adriatyckiego został opanowany przez plemiona germańskie, które systematycznie niszczyły cały dorobek rzymskiej cywilizacji. Wenecja była w tym czasie azylem i miejscem, gdzie chronili się wszyscy ci, którzy uciekali przed Gotami, Ostrogotami, Wizygotami, Wandalami, Hudami, Longobardczykami i jeszcze wieloma innymi plemionami. Kiedy czytałem książki na temat tego, co wówczas działo się we Włoszech, jest to nieustanna rzeź, która zaprocentowała tym, że powstała cała armia świętych męczenników, którzy padli pod mieczami i toporami dzikich plemion, bo tak je trzeba nazwać. To wtedy właśnie w Wenecji osiedliły się takie rody znane później z historii Wenecji i historii średniowiecza jak Candiano, Faliero, Dandolo.
I to one właśnie później przyniosły na świat dożów, władców weneckich. Około 1600 roku naszej ery miasto zaczęło tworzyć własny samorząd i instytucje administracyjne. W 100 lat później, mniej więcej, wybrano pierwszego dożę. W tym czasie właśnie zaczęła powstawać państwowość wenecka, gdzie rodziny weneckie zaczęły żenić się z Greczynkami z dworu cesarza Justyniana w Konstantynopolu. Cesarz Justynian niekoniecznie był Grekiem, najprawdopodobniej był Rzymianinem i śladem po jego działalności w tamtych czasach i jego rodzinie jest to, że jedną z najbardziej wpływowych rodzin weneckich w tamtych czasach była rodzina Giustiniani, czyli rodzina Justynianów. Rodzina Rzymian, którzy przenieśli się na dwór Bizancjum i w tym czasie — był to krótki okres — wspierali rozwój Wenecji. Weneckie rodziny były podzielone na dwie kategorie. Pierwsza z nich to były najstarsze rodziny, zwane lodži, które były w stanie udowodnić swoje szlacheckie pochodzenie jeszcze sprzed roku tysięcznego.Do Lodzi należały te rodziny, które wymieniam: Dandolo, Michiel, Morosini, Contarini. Bardzo ważne nazwisko później w historii. Giustiniani oczywiście.
Zeno z kolei są uwikłani i w wyprawy Kolumba, i w odkrywanie Ameryki, i wszystkie te machinacje, jakich dokonano w uznaniu Ameryki za nowy kontynent i ogłoszeniu światu, że coś takiego istnieje. A także rodziny Cornaro, Grandenigo, Tiepolo, Falieri. Wszystko to były rodziny, które wydawały na świat dożów, tych najpotężniejszych władców Wenecji, którzy mieli władzę absolutną i którzy byli wybierani przez oligarchię wenecką do tej funkcji. Te wszystkie rodziny miały monopol na uzyskanie tytułu doży. Tak to można nazwać. Dopiero w XIV wieku dołączono do tej kasty bogatych oligarchów następnych parweniuszy. Wenecja, która miała niezwykły zmysł handlu i zdobywania pieniędzy, handlowała także tytułami szlacheckimi. Kiedy świat handlował towarami przewożonymi jedwabnym szlakiem, Wenecjanie znaleźli sobie zupełnie inne źródło lukratywnego dochodu. Znów o tym się nie za bardzo mówi w historii, bo Wenecjanie handlowali niewolnikami. Sprzedawali niewolników Saracenom, Mongołom, Turkom.
Nie przeszkadzało im wcale, że handlują chrześcijanami. Sprzedawali swoich własnych ziomków z Italii i z Grecji, za których mogli dostać najwyższą cenę na rynku niewolników. Sprzedawali Niemców, sprzedawali Polaków i Rosjan, wywożąc ich z portu Tana u ujścia Donu na krańce Morza Azowskiego, gdzie transportowani byli w głąb Azji. Później handlowali także Murzynami z Afryki, którzy nagle stali się bardzo modni na dworach możnowładców. Imperium Weneckie rozrastało się terytorialnie, kiedy przejęli oni Kretę, Cypr, Korfu, Naksos i mniejsze wyspy na Morzu Egejskim. Do budowania swoich fortec i portów wykorzystywali oczywiście niewolników zarządzanych przez rodziny oligarchów, którzy zbudowali swoje fortuny na plecach tych niewolników. Haremy całego Imperium Ottomańskiego od Bałkanów po Maroko były zaopatrywane przez Wenecjan. Armia tureckich janczarów, przez których między innymi w Kamieńcu Podolskim wywalił się w powietrze pierwszy polski kosmonauta Bołodyjowski. Ta armia janczarów pochodziła również od Wenecjan, którzy łapali młodych chłopców zamienianych później w fanatycznych żołnierzy. Część weneckiego portu do dziś nazywa się Rivadossi Cavoni, czyli dok niewolników.
Około 1500 roku wenecki oligarcha Kristofor, który został admirałem republiki, napisał dialog opisujący wady i zalety niewolników. Były także na ten temat poematy. Włosi byli według niego najgorszymi niewolnikami. Dalmatyńczycy byli trochę lepsi, ale Grecy byli najlepsi. Mimo to i tak wszyscy byli brudni i obrzydliwi. Do XVIII wieku Wenecja miała polityczne rodzaje porozumień, między innymi z Bawarią, którą zaczęła w międzyczasie rządzić, na temat tego, że więźniów, których skazywano w Bawarii na ciężkie roboty, przesyłano do Wenecji, gdzie odbywali karę i najczęściej nie wracali na wolność z życiem. Osobną działalnością Wenecji było piractwo. To była kolejna podstawa weneckiej ekonomii. Wojna z Genuą dawała wiele okazji, aby okradać inne okręty. Wojna z Genuą skończyła się wreszcie pewnego rodzaju porozumieniem, ponieważ Genua prowadziła także-
[47:04] - Znowu chyba nam urwało połączenie. Krysie, czy się słyszymy?
[47:09] - Sojuszników Wenecji. Halo? Coś się stało?
[47:14] - Przez parę sekund nie było połączenia, ale już wszystko jest w porządku.
[47:19] - Mówiłem o tym, że Genua po latach walk i rywalizacji stała się jednym z największych sojuszników Wenecji. Tu też nie mówi się o tym, że kiedy upadał Konstantynopol, kiedy armia turecka wdzierała się na mury, dokonano tego tylko dlatego, że saperzy genueńscy wiedzieli, jak te mury przełamać. I gdyby nie otworzyli murów, być może do dziś w miejscu, gdzie jest Stambuł, stałoby miasto o nazwie Konstantynopol, a nad Hagią Sofią byłyby krzyże, a nie półksiężyce. Taka to ironia historii, która znów w tej historii nie jest zbyt mocno reklamowana. Wenecja stała się również centrum handlu towarami, gdzie składowano towary, by wysyłać je dalej. Dziś po angielsku nazywa się to hub, czyli wielkie centrum handlowe, gdzie przywożono korzenie i jedwab z Chin przeznaczone na rynek zachodni, gdzie przywożono też tekstylia i metale produkowane w Europie i wysyłane do Azji. Metale, a szczególnie metale szlachetne, były w Azji bardzo poszukiwane. Sama Wenecja była w stanie wyprodukować w zasadzie tylko dwie rzeczy. Pierwszą z nich było słynne szkło weneckie z Murano, a drugą było coś tak powszechnego jak sól. Nic więcej w Wenecji nie produkowano.
Mimo to było to najbogatsze miejsce tamtych czasów. Rola pośrednikaDla Wenecji była zawsze znacznie bardziej lukratywna. Szlaki handlowe były zmonopolizowane i pilnowane przez weneckie okręty wojenne. Wszystkie okręty handlowe były budowane w Wenecji, w największej stoczni w Europie. Właściwie wszystkie, które chciały pływać po Morzu Śródziemnym. Jeśli któryś został zbudowany gdzie indziej i chciał handlować na Morzu Śródziemnym, musiał mieć zgodę weneckich oligarchów. No i oczywiście za to zapłacić. Nic nie było za darmo. Rejsy tych statków, towary i szlaki, ochrona były kontrolowane przez tych oligarchów. Statki te żeglowały na Morze Czarne, na Cypr, do Bejrutu, Algieru, Trypolisu, Hiszpanii, Francji, Londynu, Antwerpii, Brugii.
Wiele z tych portów nadal jest kontrolowanych przez potomków weneckich oligarchów. Wenecjanie spijali śmietankę z całego światowego handlu. Pobierali 20% zysku od każdego, kto pojawił się w ich sferze interesów. W celu powiększenia takiego zysku założyli wspomniane przeze mnie wcześniej kompanie ubezpieczeniowe. Wenecja, co jest fenomenalne, jeśli popatrzeć na 1500 lat istnienia tego państwa, była niezwykle stabilnym państwem. Przez te 1500 lat nikt nie odważył się zaatakować bezpośrednio najjaśniejszej republiki. Nikt jej nie oblężył. Nie doszło tam również do żadnych wewnętrznych rewolt i buntów. Jest jeden przypadek w historii Wenecji, kiedy doża z jakiegoś powodu chyba oszalał, bo uznał, że następny doża będzie jego synem, więc stworzy coś w rodzaju władzy absolutnej i dokona zamachu stanu w Wenecji. Oczywiście oligarchowie szybko się zorientowali, z kim mają do czynienia.
Dożę, i to był jedyny przypadek w historii Wenecji, zrzucono z tronu i publicznie ścięto dla przykładu. Wszystko wróciło do normy. Dopiero inwazja wojsk napoleońskich, o której też wspominałem, położyła temu kres. Władze weneckie zadawały ciosy na zewnątrz, rzadko walcząc o wpływy pomiędzy sobą. Genua została pokonana w końcu przez Wenecję. Przez to właśnie, że była absolutnie niestabilna wewnętrznie, gdzie do władzy dochodziły różne elementy, różni ważni ludzie. Mniej więcej co kilka lat rządy zmieniały się często i Genua nigdy nie była w stanie utrzymać takiej dyscypliny i takiej siły, jaką miała Wenecja. Wenecja zużywała swoją energię na zewnątrz. Natomiast to, co rządziło jej wewnętrznym życiem, była reguła honoru. Taka jak reguły dzisiejszej mafii.
I była to jedyna reguła, jaką przestrzegano i respektowano w Wenecji. Oligarchowie, wiadomo, że jedni byli bogatsi, drudzy biedniejsi. Wszyscy byli możni i silni, i mocni. Ażeby wyznaczyć swoje miejsce w tej całej hierarchii władzy weneckiej składali sumy założycielskie, które były proporcjonalne od wielkości dóbr, które posiadały i nic nie mogło tego zmienić. Żaden oligarcha nie mógł przeskoczyć na drabince władzy, jeśli nie zgłosił chęci zrobienia sobie kontroli własnego majątku i oszacowania go na nowo. Była to jedyna droga, ażeby móc awansować w drabince wpływów w weneckiej administracji. Wenecja posiadała zaledwie 150 liczących się rodzin, których członkowie mogli mieć funkcje w Wielkiej Radzie, która rządziła całym miastem-państwem. Ale około 1500 roku, kiedy dopuszczono parweniuszy, było to już 2000 rodzin. Wielka Rada wybierała całą administrację Wenecji. W Wenecji nawet właściciel magazynu ze zbożem czy zarządca magazynu ze zbożem musiał być szlachcicem.
Także wszyscy wybierali tych wszystkich zarządców gdzieś pomiędzy sobą, w zależności od tego, jakie były układy rodzinne. Nigdy nie dopuszczony został nikt z zewnątrz i wszystko było silnie kontrolowane. W tej grupie, w tej Wielkiej Radzie najważniejszą funkcję sprawował Senat Wenecki, który się nazywał Pregadi, który miał 120 członków. To właśnie tam, w Senacie wybierano ambasadorów. Bardzo ważne osoby w całym systemie weneckim. I oznacza to także, że był to jedyny kraj w tamtych czasach, który miał swój własny parlament. Widzę też, że czas nas już goni. Pojawia się ekipa na debatę. To oznacza, że albo zrobimy dokończenie Wenecji, bo ta historia się dopiero rozkręca. I rzeczywiście godzinka jest bardzo mała na historię Wenecjan, na przygody Wenecjan i ich wpływy, które są równie fascynujące dzisiaj.
I to, co się stało z Wenecją i z jej skarbami, jej złotem. Nie było jeszcze ani słowa o czwartej krucjacie, która jest niezwykła. Także dziękuję jeszcze raz wszystkim. Dziękuję, Ivelliosie, że użyczyłeś mi mikrofonu i myślę, że-
[54:26] - Marku, to może ty do mnie zadzwoń, bo ja coś dzwonię, ale nikt nie odbiera. Nie wiem, czy usłyszę.
[54:31] - Błagam cię Adamie. I myślę, że w takim razie do plebiscytu, który ogłoszę na fejsie Nowej Atlantydy w poniedziałek będzie jeszcze raz temat Wenecji, jeśli chcecie dokończenia tej historii. Jeśli nie, to nie, nie szkodzi. Więc będzie jeszcze propozycja, które już zostały złożone i które czekają w swojej kolejce albo znikną z grafika. Będzie dołożona druga część Rzymi i Wenecji.Bo czwartą krucjatę myślę, że warto omówić, mimo że zamieściłem fragment z książki na temat templariuszy co prawda, ale opisujący historię z innego punktu widzenia, nie z punktu widzenia Wenecji, ale pokazujący mniej więcej, jaki był charakter Wenecji w tamtych czasach. Ja tylko tutaj dodam, że za czwartą krucjatę, za dowiezienie krzyżowców do Ziemi Świętej zażądał sobie doża Wenecji 20 ton srebra. Także niezła sumka, niezły kapitał. Dwa lata potrzebował super bogaty król Francji, żeby taką sumę sobie móc uzbierać, a przecież miał olbrzymie wydatki, a Wenecjanie 20 ton srebra sobie zażyczyli natychmiast w ciągu kilku miesięcy do wypłacenia. Także jest o czym porozmawiać w nowych tematach. Także będzie nowa propozycja.
Myślę, że ta propozycja będzie się mocno przepychać, bo ona będzie bardziej mówić o współczesności. Będzie trochę teoretycznie konspiracyjna, bo myślę, że warto pogadać o różnych amerykańskich historiach, które mnie tutaj dotykają i mam do nich jakiś taki bliższy dostęp. I mam na myśli dziwne i tajne stowarzyszenie Skull and Bones i rolę tego stowarzyszenia w amerykańskiej polityce, a także źródła, skąd to wszystko przyszło, przylazło albo przypełzło i co się za tym wszystkim kryje. Także myślę, że to będzie interesujący temat, który będzie też próbował powalczyć w następnym plebiscycie w wyborze tematu Paralaxy. Także jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję za uwagę. Za bardzo się rozgadałem. Za dużo szczegółów chyba, ale chyba trudno też jest temat Wenecji zamieść pod dywan w ciągu godzinki. Dlatego ewentualnie zrobimy dokończenie albo po prostu zmienimy miejsce geograficzne, historyczne, ezoteryczne, cokolwiek w tym wszystkim wygra. Zobaczymy. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
Dzięki Marku, dzięki wszystkim słuchaczom. Dzięki, że jesteście ze mną. W tym tygodniu, znaczy od poniedziałku w dół, gdzieś jeszcze będę miał dla was pewną propozycję, bo wpadłem na pewien pomysł. Gdzieś ta moja głowa nieustannie pracuje, szuka nowych, różnych rozwiązań, więc mam pewien nowy pomysł i nowy sposób na realizowanie Nowej Atlantydy. Nowej? Wszystko nowe. Nowej Atlantydy w przyszłości. À propos Nowa Atlantyda napisana przez, zdaje się Francisa Bacona, ma też powiązania weneckie. Bo Bacon był na weneckim pasku, był człowiekiem związanym nie tylko więzami krwi, ale także interesami weneckimi i realizował ich politykę na terenie Anglii, przerabiając zapyziałą Anglię, która miała fajnych królów jak Ryszard Lwie Serce, ale głównie naparzała się wewnątrz kraju, dzieląc się na Walię, Szkocję, kto wie, na co jeszcze, która ta Wenecja, kiedy wkroczyła do Londynu wreszcie, zagościła się tam na dobre. Stworzyła gigantyczne imperium morskie.
Czy nikogo nie dziwi, jak to się stało, że wielkie imperium morskie Wenecji ma taką konsekwencję jak wielkie imperium morskie Wielkiej Brytanii? Nie powinno. Powiązanie jest ścisłe. W historii tej popularnej prawie nic na ten temat nie ma. A nawet królowa Wiktoria była czystej krwi Wenecjanką pochodzącą właśnie z rodziny Este. Także te powiązania są bardzo silne między Wenecją a Anglią i tym, jak dzisiejszy świat wygląda i jak by wyglądał bez Wenecji, bez tych żmij, których staram się tutaj wam obrzyć. Jeszcze raz serdecznie dziękuję. Już kończę. Dobranoc.
[58:40] - A mówił te słowa do państwa Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor audycji Paralaxa. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnej audycji Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl