[00:00] - Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji, którą poprowadzi jak zawsze nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[00:18] - Witam, dobry wieczór wszystkim.
[00:20] - A tą audycją oczywiście jest Paralaks. Rozmowy na Atlantydzie. Audycję oczywiście dzisiaj będziemy realizować na żywo, a tematem przewodnim na dziś będą templariusze i związane z nimi tajemnice. Ale zanim przejdziemy do tematu głównego, zanim oddam mikrofon na drugi koniec świata, to oczywiście podam kontakty do Radia Paranormalium. Podczas Paralaksy oczywiście odbieramy pytania tylko drogą tekstową. Numer SMS 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu: 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku na koncie Radia Paranormalium, na grupie Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysłać pytania, komentarze, no i oczywiście różne inne ciekawe informacje, propozycje tematów również chyba na naszego maila radio@paranormalium.pl. Halo, halo, Chrisie, oddaję ci głos.
[01:42] - Dziękuję bardzo. Dzisiaj w audycji klasyk wszystkich różnych historii konspiracyjnych templariusze. Temat, który wraca i odchodzi jak fale Dunaju co jakiś czas, czasami ze zdwojoną siłą, czasami jest niezwykle popularny, jak po książce Dana Browna „Kod da Vinci”. I jest oczywiście źródłem mnóstwa najrozmaitszych historii, legend, różnych spekulacji. No i ja dziś też będę spekulował na ten temat. Wracając do tego tematu, może już w tej chwili nie aż tak bardzo popularnego, ale kto wie, może renesans legendy templariuszy jest już na progu, dlatego, że realizowany jest przez kanał historyczny nowy serial dotyczący templariuszy pod tytułem „Nightfall”. I serial ten jest mniej więcej podobnie zbudowany jak serial „Wikingowie”, tak że dużo sensacji, ale trzymającej się maksymalnie historycznych faktów. Jednocześnie wszystko to, co ogląda się na ekranie, jest mniej więcej zgodne z historyczną prawdą, czyli wygląd, broń, krajobrazy nawet robione oczywiście w technice CGI będą tymi samymi, na które patrzyli wiele set lat temu templariusze, kiedy tworzył się zakon, kiedy budował swoją potęgę, kiedy walczył w Ziemi Świętej i nie tylko i kiedy podróżował do różnych części świata, tworząc odkrycia, które dziś ciągle kryją rozmaite mroki tajemnicy. Ja w zapowiedzi na Nowej Atlantydzie napisałem, niektórzy pewnie pomyślą, że dla zachęcenia, żeby słuchać tej dzisiejszej audycji, że odkryłem tajemnicę templariuszy, bo chodzi w zasadzie o jedną tajemnicę. Nie o wiele tajemnic.
Oczywiście tych tajemnic można rozłożyć na części pierwsze całą ich liczbę i stworzyć całą wielką listę, ale tak naprawdę istnieje tylko jedna tajemnica templariuszy. Chodzi o to, po co ten zakon w ogóle był i czego w ogóle chciał, do czego dążył. Rozłożono to na części pierwsze i dziś cała historia templariuszy jest przesłonięta przez kilka takich bardzo popularnych elementów. Pierwszy z nich to ich działania militarne w Ziemi Świętej. Byli, jak wiemy, bardzo skutecznymi wojownikami. Byli czymś, co dziś przerodziło się w siły specjalne, gdzie często, tak jak na przykład w bitwie pod Ramlą, były trzy bitwy pod Ramlą i gdzie starł się król Baldwin I z Fatymidami. I można sobie wyobrazić, że w takiej na przykład pierwszej bitwie zaledwie pięciuset jeźdźców rozgromiło dwudziestotysięczną armię egipskich Fatymidów. Było to coś absolutnie niezwykłego w historii militarnej świata. W drugiej bitwie pod Ramlą templariusze dostali w skórę dosyć ostro z tego względu, że było ich znacznie mniej. Znowu był z nimi Baldwin.
Gdzieś źle zadziałał wywiad. Wydawało się, że tych Fatymidów, tych Arabów, Mameluków jest znacznie mniej, a było ich bardzo, bardzo dużo. Było znów ich ponad dwadzieścia tysięcy. Bitwa skończyła się klęską, ale nie całkowitym zniszczeniem krzyżowców. I w trzeciej bitwie trzy lata później nastąpiło kompletne rozgromienie tychże samych Fatymidów, gdzie znów ich było ponad dwadzieścia tysięcy, gdzie znów po stronie krzyżowców było zaledwie pięciuset jeźdźców i bitwa trwała niecałą godzinę. W czterdzieści pięć minut rozgromiono i zmuszono do ucieczki wszystkich przeciwników, wszystkich muzułmanów, wszystkich Arabów. W tym czasie to pokazuje, jak niezwykłą siłę i organizację tworzyli krzyżowcy, a szczególnie ich najlepsza część, czyli zakony. Zakony krzyżowe, takie jak templariusze, joannici, krzyżacy i kilka innych mniej znanych, które później ewoluowały, zmieniały swoje nazwy, łączyły się czasami ze sobą, a czasami, tak jak templariusze, kompletnie znikali z historii.I ta tajemnica templariuszy, żeby do niej w zasadzie dotrzeć i zrozumieć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodziło. Myślę, że znów trzeba popatrzeć z lotu ptaka. I to ptaka, który rzeczywiście szybuje bardzo wysoko i widzi wszystko nie tylko z olbrzymiej odległości, ale także znów w historii.
Znów patrzy głęboko wstecz i w historię, żeby zobaczyć, gdzie kryje się problem. I ten problem w jakiś sposób stał się dla mnie jasny w momencie, kiedy zacząłem interesować się tymi wszystkimi historiami związanymi z nazistami. Oczywiście naziści też muszą być, nawet kiedy mówię o templariuszach, dlatego że jest to najnowsza karta tego, czego szuka świat. Myślę, że od swojego zarania, od zarania swojej historii szuka źródeł czegoś tajemniczego, co było przed nami. Jakiejś nieznanej cywilizacji, która dziś istnieje ciągle w legendach, ale bez przerwy mamy do czynienia z nowymi znaleziskami, z nowymi dokumentami. Czy to na tabliczkach klinowych, czy to na przykład na zwojach, najrozmaitszych starożytnych zwojach, gdzie zapisywana jest ta wiedza. I prawdopodobnie nie byłoby to aż tak fascynujące, gdyby nie okazało się, że ta wiedza jest w stanie być wprowadzona w życie. Wszystkie zmiany, jakie nastąpiły w Europie, zmiany szczególnie technologiczne, mają nieustannie silny związek z odkrywaniem tej wiedzy. Tej wiedzy, którą określa się jednym słowem. Nazywa się to hermetyzm i z jednej strony jest hermetyzm, jest kojarzony z pewną ideologią, z pewnym systemem religijnym, ale z drugiej strony pokazuje on sposób, w jaki stosując się do pewnych zasad, jesteśmy w stanie doprowadzić do najrozmaitszych zmian, korzystając na przykład z energii kosmosu, korzystając z wiedzy, jaką stworzyła alchemia, której dziś jesteśmy świadkami, patrząc na przykład na dokonania fizyki kwantowej.
Jest to ścisłe połączenie tego wszystkiego, czego poszukiwano kiedyś, co być może kiedyś istniało, a zaczyna być na nowo odkrywane dziś. I ten proces nie powstał wczoraj. On trwa nieustannie i cały czas. I właśnie wówczas zdałem sobie sprawę, że templariusze byli tak naprawdę prekursorami poszukiwania tego typu zagadek i tego typu technologii czy wynalazków. Tyle że na olbrzymią skalę. Bo spójrzmy, co się dzieje w momencie, kiedy powstaje zakon. Kiedy powstaje zakon w Jerozolimie, ma on na celu chronienie pielgrzymów. Jest to absolutnie coś naturalnego z tego względu, że teren jest niebezpieczny. Pełno jest tam wrogich muzułmanów. Zabijają tych pielgrzymów, okradają ich.
A w Europie trwa wielka pasja tego, żeby właśnie móc odbyć pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Europa w ogóle żyje w tym czasie mniej więcej na początku X, XI wieku, na etapie takiego wielkiego przełomu z tego względu, że po upadku Cesarstwa Rzymskiego przez długi czas w Europie nie dzieje się zbyt wiele pod każdym względem, przede wszystkim ekonomicznym. Społeczeństwo jest zamknięte, podzielone bardzo mocno ze sobą, ściśle kontrolowane przez władców, przez rycerstwo, przez książąt i oczywiście przez Kościół katolicki. I nagle okazuje się, że w tym europejskim świecie zaczyna być ciasno, że książęta i inni szlachetnie urodzeni, którzy mają na przykład siedmiu, dziesięciu, czasami więcej synów, okazuje się, że tylko jeden z nich ma szansę żyć tak jak jego ojciec, bo przejmuje po nim jego włości, jego dobra, jego majątek, jego zamki i oczywiście jego wioski, z których żyje. Natomiast cała reszta praktycznie pozostaje bezrobotna i ci ludzie szukają dla siebie jakiegoś celu w życiu. W zasadzie nie robią nic więcej, tylko trenują się do walki. I kiedy czytamy o najrozmaitszych okrucieństwach, jakie wymieniano pomiędzy sobą chrześcijanie i muzułmanie w wyprawach krzyżowych, zastanawiamy się, do jakiego zdziczenia jest w stanie doprowadzić sam siebie człowiek, że z taką łatwością zadaje ból i cierpienie drugiemu człowiekowi. Wszystko to właśnie wynika ze sposobu życia w tych czasach ciemnego i bardzo powolnego w rozwoju średniowiecza. Praktycznie ekonomia nie istnieje. Pieniędzy jest bardzo mało, jedzenie jest ubogie, jakość życia kiepska.
Większość trapiona jest najrozmaitszymi chorobami. I dlatego wyprawy krzyżowe, które dziś, kiedy patrzy się na nie z perspektywy historycznej, wydają się takim dziwnym nonsensem, bo wydaje się to być pewien rodzaj szaleństwa, że chce się utworzyć jakąś zamorską prowincję, jakieś zamorskie królestwo. Outremer, jak mówili na to Francuzi po to, ażeby móc przywołać do glorii te wszystkie historie opisane w Nowym Testamencie i przywrócić chrześcijańskiej Europie miejsca, które są związane z Biblią, wydaje się czymś bardzo niepraktycznym. Tymczasem dało ono ujście tej masie bezrobotnego rycerstwa, które zbijało bąki właśnie na treningu wojennym i na turniejach. Ewentualnie nie miało dla siebie żadnego celu i sensu w życiu. I jednocześnie, mimo tych olbrzymich krwawych ofiar, ruszyło to ekonomię. Europejczycy nagle poznali smak innych potraw, poznali luksusowe towary, nauczyli się żeglować. Ruszyły stocznie, ruszyła masowa produkcja broni i pancerzy, co jest oczywiste.Tysiące ludzi wędrowało z Europy do Ziemi Świętej i z powrotem. To wszystko dokonało wielkich zmian. Kiedy popatrzymy na rolę Kościoła w tym wszystkim, który próbuje zapanować nad tym żywiołem, właściwie jest również często prowodyrem najrozmaitszych działań.
Widzimy w tym wszystkim pewne konsekwentne działanie. Spójrzmy, jak działa Kościół. Kiedy czytamy historię, widzimy królów, książąt, hrabiów. Widzimy politykę. Tak naprawdę tuż za tą polityką, w zasadzie wcale się nie ukrywając, tuż za decyzjami, jakie są podejmowane, stoi Kościół. To Kościół, który posiada w średniowieczu jedynych ludzi, którzy posługują się pismem, którzy tworzą tę historię, którzy tworzą dokumenty raz fałszywe, raz prawdziwe. Tak naprawdę to Kościół decyduje o wszystkim, co się wówczas w Europie dzieje. Kościół stara się też stworzyć rodzaj administracji, specjalizując się w najrozmaitszych dziedzinach. Aby te specjalizacje miały jakiś sens, zaczyna tworzyć zakony. Bardzo często te zakony są dalekie od mistycyzmu.
Spójrzmy na przykład na zakon cystersów. Cystersi są pierwszymi średniowiecznymi naukowcami. Dokonują najrozmaitszych doświadczeń, ulepszeń i cystersi są siłą napędową krucjat. Ten, kto rozpoczął krucjaty, to nie kto inny jak opat z Clairvaux, Bernard, który w swoich płomiennych kazaniach podpala Europę, tworzy gigantyczną pasję i nową modę na to, ażeby wyruszyć odbijać z rąk niewiernych grób Chrystusa. Bernard z Clairvaux swoim działaniem pokazał, że kiedy budował swoje opactwo w zasadzie na jałowej ziemi, gdzieś w górzystym miejscu niedaleko wioski Clairvaux, w zasadzie była to ziemia martwa. On wraz ze swoimi cystersami doprowadził do tego, że ziemia ta nie tylko zaczęła kwitnąć, ale też przynosić olbrzymie dochody. Bardzo szybko opactwo stało się niezwykle bogate. Zaczęło tworzyć proste wynalazki, które ułatwiały życie i ludziom, i samym mnichom, którzy dokonywali różnych zmian ekonomicznych, które później rozprzestrzeniano na całą resztę Europy. I to właśnie cystersi zdali sobie nagle sprawę, że oprócz tej wiedzy, którą zdobywają w pocie czoła i tworzą te bardzo proste wynalazki, istnieje jeszcze jeden rodzaj wiedzy. Wiedza, która istniała dawno temu.
Wiedza, o której wspominałem na samym początku, mówiąc o tym, że kryje się ona pod słowem hermetyzm, czyli wiedza, która pozwoliła komuś zbudować piramidy, zigguraty, która pozwoliła dokonywać niezwykłych, dziwnych przemian, które dziś nazywa się przemianami alchemicznymi. Z wszystkiego tego cystersi zdawali sobie sprawę. Wielu z nich, zanim jeszcze doszło do wypraw krzyżowych, wędrowało po Azji Mniejszej, po Bliskim Wschodzie, a nawet po północnej Afryce, gdzie poznawało najrozmaitsze dokumenty i ślady tego, że coś takiego istniało. Zdawało sobie sprawę z tej wiedzy i zdawało sobie sprawę z tego, że istnieją urządzenia. Istnieje coś więcej niż tylko wiedza czy informacje, które przetrwały z dawnych czasów. Istnieje coś, co wciąż można użyć, ale żeby tego użyć, trzeba to w jakiś sposób zdobyć, a żeby to zdobyć, trzeba to znaleźć. Wówczas cystersi i Bernard z Clairvaux stali się orędownikami tego, ażeby stworzyć siłę zbrojną, stworzyć zakon. W zasadzie jest to nowa jakość w historii Kościoła. Stworzyć zakon, który złożony byłby z mnichów, ale byliby to mnisi wojownicy, którzy tak jak powiedziałem na początku, pod pozorem tego, że będą bronić wiernych i świętych miejsc, tworzyć miasta i sprawować różne funkcje administracyjne, będą także poszukiwaczami tej zaginionej wiedzy. Coś takiego widać wyraźnie na przykładzie templariuszy.
Cała historia templariuszy zaczyna się zaledwie od dziewięciu rycerzy. Wszyscy są spokrewnieni ze sobą i wszyscy pochodzą mniej więcej z podobnego rejonu. Pochodzą z Langwedocji i Oksytanii. Jest to część południowej Francji. Jest to teren, którego samym centrum znajdują się Pireneje i wraz z późniejszymi nadaniami to eksterytorialne państwo templariuszy przechodzi na Półwysep Pirenejski. Wszyscy oni wyruszają do Ziemi Świętej. Na początek, jak legenda mówi, w dziewięciu i instalują się w ruinach byłej świątyni Salomona, w zasadzie w stajniach Salomona, bo tylko tyle z tego zostało. Przez dziewięć lat w zasadzie nic o nich nie słychać. Zamiast chronić wiernych przed muzułmanami, oni zajmują się różnymi dziwnymi wykopaliskami. Czegoś szukają w podziemiach świątyni i jak się później okazuje, rzeczywiście coś znaleziono.
Templariusze bezpośrednio podlegali papieżowi. Była to prywatna armia papieska. To właśnie papieże byli bardzo mocno zainteresowani tym, ażeby móc zdobyć coś, co pozwoli na osiągnięcie potęgi nieznanej do tej pory na Ziemi. Utrzymanie jakiejkolwiek potęgi, jak pokazuje historia, jest bardzo trudne. Cesarstwa powstają i giną.Znikają z historii, są nietrwałe. Pokazała to chociażby historia Cesarstwa Rzymskiego. Od zawsze praktycznie trwa myślenie na ten temat, w jaki sposób można utrwalić tego rodzaju władzę i co może na to wszystko pozwolić. I dlatego papieże, i nie wydaje się w tym nic dziwnego, że chcąc zdobyć coś, co było reliktami przeszłości, coś, co pozwalało na utrzymanie takiej władzy, coś, co jak Arka Przymierza sprawiało, że armia była nie do pokonania, oczywiście wzbudzało ich wielkie zainteresowanie i apetyt, ażeby to wszystko posiąść. Jednocześnie studia nad wiedzą hermetyczną potwierdzały, że nie jest to tylko legenda. I w związku z tym wszystko wskazuje na to, że Zakon Templariuszy został właśnie powołany dokładnie do tego celu.
Jego celem było właśnie odkrycie informacji, stworzenie siatki szpiegowskiej, która wyszukiwałaby je dalej i dalej, prowadziła swoje własne badania terenowe, wysyłała wyprawy na zewnątrz do rozmaitszych miejsc w poszukiwaniu takich informacji po to, ażeby móc wszystkie te relikty przeszłości zdobyć i posiąść, i oczywiście wykorzystać. To oczywiście sprawia wiele zamieszania w historii, bo chyba wszyscy się zgodzą z tym, że cała ta historia powstania Zakonu Templariuszy, nagłego jego bogactwa i równie nagłego i brutalnego upadku jest w zasadzie kompletnie pozbawiona sensu. A żeby to zrozumieć, trzeba założyć, że istnieje coś jeszcze, co jest głęboko ukryte i do dziś w zasadzie nie zostało zapisane na kartach historii. I właśnie w ten sposób zniknęło z widoku. I zauważmy, że akademicy skrzętnie omijają ten temat, a tylko badacze alternatywni poszukują jakiejś innej drogi, ażeby zrozumieć fenomen zakonu. Z tym że sprzeczają się ze sobą dosłownie ze wszystkim, co dotyczy tej historii. Co dotyczy historii tego niegdyś bardzo potężnego, ale też i mrocznego zakonu. To, z czym wszyscy się zgadzają, to fakt, że Europa bez templariuszy wyglądałaby dziś zupełnie inaczej. Bez nich średniowiecze trwałoby kilka razy dłużej. Bez nich nie wiedzielibyśmy być może nic o ekscesach papieży, o świętej inkwizycji.
Bez nich nie powstałaby instytucja banków, jakie mamy obecnie. Bez nich wreszcie prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do Unii Europejskiej, do zjednoczonej Europy, dlatego, że pierwszy koncept zjednoczonej Europy właśnie został stworzony przez templariuszy. Bez templariuszy nie doszłoby także do zderzenia ze sobą dwóch cywilizacji. To, co dziś nazywamy krucjatami, było też oprócz tego olbrzymiego morza krwi, które zostało przelane w tym czasie. Nie byłoby wymiany tej informacji, gdy okazało się, że to właśnie Arabowie przechowali w swoich archiwach pisma na przykład greckich filozofów, pisma różnych starożytnych uczonych, które spłonęły rzekomo gdzieś w Bibliotece Aleksandryjskiej. Ale jak się okazuje, wiele z nich wyniesiono. Przez długi czas uważano je za zaginione i właśnie dzięki wyprawom krzyżowym zostały ponownie odkryte, co doprowadziło do stworzenia renesansu. Bez templariuszy w zasadzie krucjaty też nie miałyby sensu. Jeśli przyjrzeć się temu, w jaki sposób przebiegała pierwsza krucjata, która była niezwykle chaotyczna i w zasadzie nie miała żadnego centralnego kierownictwa czy siły zbrojnej czy armii, która byłaby zdolna pokonać Saracenów, jak wówczas nazywano muzułmanów, to tylko przez stworzenie armii doskonale wyszkolonych mnichów, rycerzy, utrzymanie tego outremer, tej ziemi świętej pod władaniem chrześcijan przez kilkaset lat. Tylko dzięki nim było to w ogóle wszystko możliwe.
Bez templariuszy nie byłoby też prawdopodobnie odkrycia Nowego Świata. I później oczywiście odkrycia renesansowych, stworzenia renesansu i odrodzenia się hermetyzmu. Właściwie cały renesans napędzany jest tym hermetyzmem. Nie byłoby także potęg handlowych i szpiegowskich, takich jak Genua i Wenecja, których znaczenie dla historii świata niemalże za każdym razem jest skrzętnie zamiatane pod dywan. Wenecja, Genua, Padwa i kilka innych miast włoskich, które stworzyły w średniowieczu gigantyczne potęgi nie tylko militarne, ale i finansowe, jakoś niezwykle rzadko wspominane są w pismach historycznych. Ich wpływ na dzieje świata, na dzieje Europy jest za każdym razem w jakiś sposób pomniejszany, jakby ktoś rzeczywiście chciał ukryć tajemnicę, jaka za tym się kryje. Być może tajemnicę, która trwa do dziś i jest kontynuacją tego, co robili mieszkańcy Wenecji, dożowie weneccy i genueńczycy, którzy przecież stworzyli, czy stamtąd pochodził Kolumb, który odkrył Amerykę i wiele, wiele innych miast. Templariusze w swojej krótkiej i burzliwej historii stoją w samym centrum przemian bez precedensu. Przed nimi, a także po nich do dziś trwają spory o to, dlaczego zostali zniszczeni tak nagle i z taką niezwykłą furią.Czy rzeczywiście stał za tym francuski król Filip Piękny i jego wierny klakier papież Klemens V? Czy absurdalna lista oskarżeń postawiona na podstawie zdobytych przez inkwizycję zeznań wymuszonych przez najwymyślniejsze i okrutne tortury była produktem wyobraźni francuskiego króla i propagandą jego sługi Guillaume'a Nogareta?
Czy może jednak w tych zeznaniach tkwi ziarno prawdy? Dlaczego też większość Europy w ogóle nie zareagowała na rozbicie zakonu i skrzętnie zajęła się przekazywaniem i przejmowaniem ich majątków przez ocalałych rycerzy mnichów do konkurencyjnych zakonów, do joannitów, do krzyżaków, kawalerów maltańskich, którzy w zasadzie są pewną konsekwencją i efektem tego, co pozostało po templariuszach. No i wreszcie zasadnicze pytanie: co się stało z potężną flotą templariuszy i co się stało z ich olbrzymimi bogactwami? Nawet akademicy nie mają na to żadnego wytłumaczenia. Do tego dochodzą także inne niewytłumaczalne zjawiska. Jest to na przykład rozkwit popularności nauk hermetycznych, o których wspominałem. Doszło do tego zaledwie sto lat po rozwiązaniu zakonu. Rozkwit tych nauk spowodował powstanie całej naszej zachodnioeuropejskiej kultury w kształcie, jaki znamy do dziś. Stworzył także rozłam monolitu kościelnego. Stworzył reformację.
Stworzył bunt przeciwko twardej ręce, z jaką Kościół katolicki starał się rządzić ówczesną Europą brutalnie i bardzo samolubnie. Wszystkie te rozważania mogą doprowadzić do bardzo niebezpiecznych wniosków. Zakon templariuszy został powołany do życia jako zakon krucjatowy, zakon militarny i z tego tytułu funkcjonował on ponad prawem tak świeckim, jak i kościelnym, odpowiadając bezpośrednio przed papieżem. Zakon niemalże natychmiast po formalnym założeniu go na synodzie w Troyes zaczął zbierać dotacje finansowe i nadania ziemskie. Kiedy popatrzymy na to, w jaki sposób, jak łatwo i jak szybko zdobywał zakon pieniądze, wyraźnie widać, że organizacja tego zakonu działała znacznie wcześniej niż jego oficjalne założenie, że istniał on, że grupa ludzi, którzy powołała go do życia, funkcjonowała w jakiejś nieformalnej organizacji od bardzo dawna. Można o tym przeczytać w jednym z artykułów na Nowej Atlantydzie. Okazuje się, że tak naprawdę miejscem, w którym cały ruch templariuszowski powstał, oprócz Oksytanii i Langwedocji, była właśnie Portugalia, gdzie dzięki potężnym nadaniom królewskim, zwłaszcza przez króla Juana II, templariusze zdobyli olbrzymie posiadłości. Wówczas jeszcze nie nazywali się templariuszami, ale zdobyli olbrzymie posiadłości i w tym momencie powstała możliwość tego, że templariusze są w stanie stworzyć swoje własne niezależne państwo. Do tej pory zakon pełnił, i w historii w zasadzie, taką funkcję czy taką rolę raczej organizacji ekstraterytorialnej. Nie mieli własnego terytorium, mieli jednak olbrzymie wpływy.
Mieli olbrzymie bogactwa. Stworzyli system bankowy. Dzięki temu mogli kontrolować najrozmaitsze działania polityczne w całej Europie. I papieże szybko zorientowali się, że ich własne dziecko, ich twór, który miał służyć im, być im podległym, okazuje się, że zaczyna się powoli wymykać spod ich kontroli. Zakon templariuszy był niezwykłą potęgą. W swojej funkcji militarnej był pierwszą zawodową armią w Europie od czasów Cesarstwa Rzymskiego. Jest to pierwsza prawdziwa europejska armia, w odróżnieniu od na przykład narodowych armii Francji czy Anglii. Dzięki temu zakon templariuszy stał się też pierwszą międzynarodową korporacją produkującą swoją własną broń, swoje własne pancerze, maszyny, organizacją budującą twierdze, a także organizacją, która budowała okręty potrzebne do przemieszczania się wojska i rozmaitych dóbr. Setki tysięcy ludzi przemieszczało się do Ziemi Świętej i wszystkich ich, większość z nich trzeba było przewieźć właśnie drogą morską. Była to droga niebezpieczna, ale najkrótsza, po to, ażeby móc napędzać tą całą krucjatową maszynę.
Templariusze chętnie wynajmowali swoje usługi, wynajmując właśnie statki i sprzedając broń. Swoje okręty musieli gdzieś budować i wszystko wskazuje na to, że tym miejscem była Wenecja. I tutaj przez całą historię templariuszy Wenecja i jej ogromne wpływy zaczynają nawzajem się przeplatać. I również w tej historii akademickiej jakoś bardzo niechętnie mówi się o tych właśnie związkach Wenecjan z templariuszami. Wenecja była znana z tego, że stworzyła swoją własną potęgę morską. Prowadziła bardzo agresywną politykę. Doprowadziła do tego, że praktycznie znienawidzili ją wszyscy. Nie tylko muzułmanie, ale także i chrześcijanie. Wenecja miała jakiś określony cel, który był mniej więcej podobnym celem, jaki stawiali sobie templariusze. Dlatego ta współpraca była tak silna.
I właśnie ten pierwszy element, o którym wspomniałem, kiedy templariusze wybierają się do Jerozolimy, powstaje zakon i zaczynają szukać czegoś. A jak się później okazuje, coś rzeczywiście zostało znalezione. Coś zostało przewiezione do papieża, gdzie przekonał się on na własne oczy, że coś z tych dawnych czasów, coś, coByć może niektórzy mówią, że było Arką Przymierza, niektórzy, że było czymś zupełnie innym. Pokazuje, że to coś jest bardzo szybko w stanie być niezwykłą pomocą w tworzeniu nowej potęgi, w budowaniu nowego państwa. Państwa globalnego, o którym papież marzył. Papież marzył o tym, żeby stworzyć państwo Boże, gdzie byłby władcą absolutnym, kontrolowałby wszystko i wszyscy ludzie praktycznie zjednoczeni byliby przez jedną ideologię, a jednocześnie byliby ślepo posłuszni jednemu centralnemu zarządowi. Co doprowadziłoby do tego, że w zasadzie raz na zawsze można byłoby zakończyć wszystkie wojny i zająć się czymś innym, nową ekspansją. To jest dokładnie to, o czym mówi się dzisiaj, kiedy mówi się o nowym światowym porządku. Być może to, co dzieje się dziś, jest kontynuacją tego, co pod sztandarami papieskimi realizowane było wieki temu. I teraz, kiedy popatrzymy na to, co wydarzyło się, kiedy templariusze powrócili do Europy i przywieźli coś niezwykle tajemniczego, o czym do dziś w zasadzie nie mamy pojęcia, czym mogło to być.
Widzimy niemalże natychmiastowy efekt działania czegoś. Tego, że templariusze poznali jakąś nową technologię. Nagle w całej Europie zaczynają wystrzeliwać w stronę nieba przepiękne katedry. Niezwykłe katedry, taka jak w Chartres w Paryżu i wiele innych rozrzuconych po różnych miejscach Europy. Powstaje gotyk. Jest to rzeczywiście piękny i elegancki styl, miły dla oka, bardzo estetyczny, ale być może ma jeszcze jeden cel. Te dwie wieże, które są charakterystyczne dla tych katedr, sugerują właśnie jakiś dziwny związek pomiędzy tym, co templariusze odkryli, a świątynią Salomona, gdzie to odkryli. Świątynia Salomona, jak wiemy, również posiadała dwie wieże, a w zasadzie dwa słupy. Dwa święte słupy, przez które wchodziło się do wnętrza świątyni. Były one niezwykle istotne dla Salomona i całego judaizmu w tamtych czasach.
Sama świątynia gromadziła właśnie takie artefakty jak Arka Przymierza, która później gdzieś została ukryta, gdzieś wywieziona, a także wiele innych. Można się domyślać, jakich reliktów, czyli artefaktów, urządzeń, informacji, które były składowane w świątyni, które dawały niezwykłą potęgę temu, kto był w ich posiadaniu. I dziś wiemy z całą pewnością, że templariusze poszukiwali tego typu rzeczy, dlatego że już w latach 30. odkryto sieć korytarzy pod Jerozolimą. Anglicy prowadzili tam swoje badania. Armia angielska, inżynierowie angielscy prowadzili tam swoje badania i odnaleźli stare korytarze, które ktoś wyżłobił. Szybko ustalono, kto wyżłobił te korytarze, wiele z nich w litej skale. I po tym, co znaleziono, z łatwością stwierdzono, że musieli to być właśnie templariusze, którzy czegoś szukali. Kiedy odnaleziono zwoje z Qumran, pewne tajemnice, na które mogli natrafić templariusze, stały się jasne. Zwoje z Qumran to zwoje, które przechowały w sobie wiedzę esseńczyków.
Esseńczycy to sekta żydowska, jedna z najbardziej wpływowych sekt. Niektórzy mówią, że właśnie to z nauk esseńczyków czerpał Jezus, tworząc chrześcijaństwo w dzisiejszej formie, takiej, jak je znamy. I oprócz tych dokumentów, z których wiele było dokumentami ezoterycznymi, wiele z nich było dokumentami religijnymi, były także i inne dokumenty. Jeden z nich, chyba najbardziej efektowny, tak zwany Miedziany Zwój, był listą miejsc, gdzie ukryto jakieś niezwykłe skarby. I to nie tylko skarby w sensie fizycznym, jakieś złoto, klejnoty, ozdoby, ale także to wszystko, co interesowało templariuszy i papieża, czyli dawne relikty, dawne urządzenia, które pomagały w przetwarzaniu czegoś, pomagały w przetworzeniu energii, pozwalały na to, ażeby móc ołów zamienić w złoto. Pozwalały na to, ażeby móc kontrolować pogodę, pozwalały na to, ażeby móc kontrolować innego człowieka. Wszystko to jest dziś częścią legendy, ale zawsze byli ludzie, którzy nie tylko w tą legendę wierzyli, ale potwierdzali, że jest to możliwe do realizacji. Tak jak powiedziałem, dziś realizuje się to bardzo często w fizyce kwantowej. I teraz, kiedy Jerozolima została kompletnie zniszczona przez armię Wespazjana i Tytusa, wszyscy jej mieszkańcy wypędzeni z miasta, rozjechali się oni praktycznie po całej Europie. Wielu z nich trafiło do Langwedocji i Oksytanii.
Część z nich trafiło do Wenecji, a część z nich przeniosła się do Konstantynopola. I można założyć, że każda z tych grup zabrała z sobą nie tylko dokumentację, ale także właśnie te artefakty, które były przedmiotem pożądania templariuszy i papieża. Zabrała je ze sobą. Na początku szukano, tak jak powiedziałem, w Jerozolimie. Kiedy odczytano ten miedziany zwój i poznano miejsca, gdzie ukryto te wszystkie skarby, jakie były wW tym zwoju opisane i oznaczone, gdzie ich szukać. Ci poszukiwacze dotarli do tych miejsc i kiedy je rozkopali okazało się, że są spóźnieni, że ktoś tam już był wcześniej, że ktoś wydobył te skarby, że to coś, co tam było schowane, zostało zabrane i to nie zostało zabrane parę lat wcześniej, a kilkaset lat wcześniej zostało zabrane przez templariuszy. To pokazuje, że takich dokumentów jak miedziany zwój z Qumran było znacznie więcej. Rozrzucono i schowano je w różnych miejscach po to, ażeby tego skarbu nie zagubić. Kiedy złupiona została świątynia Salomona przez Rzymian, wiele jej bogactw wywieziono oczywiście do Rzymu i tam one były przechowywane. Kiedy z kolei Rzym upadł około 410 roku, kiedy Wizygoci najechali miasto i Amalryk przeł w jego posiadanie, kończąc jednocześnie długą i burzliwą historię Cesarstwa Rzymskiego.
Wywiózł ze sobą bogactwa miasta. Wywiózł je w różne miejsca. Część z nich powędrowała wraz z Wizygotami i Gotami do Toledo w Hiszpanii, gdzie Wizygoci próbowali założyć swoje własne państwo. Część z nich pojechała do Rawenny i co ciekawe, to właśnie stamtąd wiele z tych artefaktów ze świątyni Salomona zostało przewiezionych przez generała Belizariusza do Konstantynopola. Mówię o tym wszystkim dlatego, że jeśli popatrzeć na to, co dalej dzieje się w historii templariuszy, jest to konsekwentne poszukiwanie i dalsze poszukiwanie tych artefaktów. Przede wszystkim niewytłumaczalna z logicznego punktu widzenia czwarta krucjata. Czwarta krucjata zostaje organizowana głównie przez Wenecję. To Wenecja ma dostarczyć flotę. To Wenecja ma przewieźć armię krzyżowców do Ziemi Świętej, a w zasadzie do Egiptu. Taki jest generalnie plan tego, co ma się dziać w czwartej krucjacie.
Z dokumentów, a dokumentów jest niewiele, wynika, że z Wenecjanami pertraktują francuscy rycerze. Tylko tyle jest napisane. Nie są wymienieni z nazwiska. Nie wiadomo, kim oni są, ale można się domyślać, że jacy francuscy rycerze dysponowaliby tak olbrzymią fortuną, która zapłaciłaby Wenecji za transport i organizację, i prowizję oczywiście, bo przecież oprócz tego, że tych ludzi trzeba przewieźć, trzeba ich nakarmić, trzeba im postawić namioty. Jest mnóstwo rzeczy potrzebnych do tego, ażeby móc skutecznie przewieźć armię na drugą stronę Morza Śródziemnego. Więc mówimy tutaj o olbrzymiej fortunie. Jeżeli jest tam mowa i są wspomniani francuscy rycerze, to tylko jeden rodzaj francuskich rycerzy posiadał takie olbrzymie pieniądze. I byli to właśnie templariusze. Tymczasem czwarta krucjata, zamiast wyruszyć do Egiptu, nieoczekiwanie atakuje chrześcijański Konstantynopol, miasto chrześcijan. Powstaje ogromne zamieszanie.
Grecy w Konstantynopolu są zdziwieni, próbują stawić opór. Są jednak zaskoczeni tego typu atakiem, więc opór praktycznie szybko ich zostaje złamany. Do miasta, do Konstantynopola wchodzą krzyżowcy. Im w zasadzie nie zależy. Łupią co się da. Panuje olbrzymie zamieszanie. Znów właśnie tam pojawiają się templariusze. I gdzie pojawiają się templariusze? Pojawiają się w bibliotece. Pojawiają się w cesarskiej bibliotece w Konstantynopolu.
Czyli znów pokazuje to konsekwentne działanie zakonu. Szukają czegoś, co zostało w tej bibliotece ukryte, a więc dokumenty, przede wszystkim mapy. Co jest niezwykle ważne i istotne, a także artefakty, które być może właśnie przywiózł tutaj wiele lat wcześniej generał Belizariusz. To wszystko niezwykle interesujące i frapujące. Myślę, że w jakiś sposób ta akcja, to, co wydarzyło się w czasie czwartej krucjaty, w jakiś sposób także przysłużyło się do tego, że los templariuszy został przypieczętowany. Templariusze robią wiele interesów z Wenecją. Wenecja mając potężne, olbrzymie ambicje polityczne, militarne i oczywiście finansowe, w zasadzie musi partycypować w tym sojuszu z templariuszami. Wenecja jest w stanie pokonać konkurencyjne miasta, które próbują przejąć weneckie interesy. Jednocześnie na Wenecję niechętnym okiem patrzy większość europejskich władców. Wenecja wie, że leżąc w tym miejscu Morza Śródziemnego, w którym dziś to miasto się ciągle znajduje, wie, że jest tak naprawdę łatwa do zamknięcia, jest łatwa do zablokowania.
I rzeczywiście była to taka samospełniająca się przepowiednia, bo w końcu, kiedy wszyscy wściekli się na Wenecję do tego stopnia, że w zasadzie dookoła Wenecji byli już jej tylko sami wrogowie, a państwo dożów, niezwykle potężne i bogate, nagle upadło. Można powiedzieć, że praktycznie wręcz poddało się bez jakiejś ciężkiej walki. Dosłownie zniknęło. Natomiast jeśli przyjrzeć się, w jaki sposób były prowadzone interesy z templariuszami, to wyraźnie widać, że Wenecja już wówczas inwestowała w swoje wyjście na Ocean Atlantycki, korzystając z portu, jaki mieli do swojej dyspozycji templariusze. W czasach, kiedy zakon wciąż jeszcze istniał, było to La Rochelle.A później były to także porty brytyjskie. I kiedy popatrzymy, w jaki sposób odkrywana jest Ameryka i w jaki sposób dzielony jest kontynent pomiędzy zdobywców, widać wyraźnie, że ta rywalizacja Wenecji z całą resztą świata trwa nadal. Dlatego, że Wenecjanie inwestują w Anglików, inwestują w ich flotę i przywożą do Anglii gigantyczną, wręcz niezmierzoną fortunę. Jeśli dziś mówimy o tym, że City of London jest centrum finansowym świata, że jest najbogatszym miejscem na świecie, na dodatek ma status eksterytorialny, to jeśli weźmie się pod uwagę, że przy jego tworzeniu uczestniczyli Wenecjanie, wszystko staje się jasne. W tym momencie jasne i wyraźnie widać, że Wenecja była tylko przystankiem, że miejsce na świecie nie jest istotne. Ważni są ludzie.
I ci wszyscy ludzie i ich bogactwa zostały przeniesione do Londynu i stąd rozpoczęła się ekspansja. I wówczas papież zaczyna rozumieć, że wyhodował żmiję na swoim własnym ciele. I nagle zdał sobie sprawę, że templariusze, rosnąc w potęgę, tak naprawdę są w stanie stworzyć swoje państwo i są w stanie stworzyć je na terenie Langwedocji, południowej Francji i rozciągnąć je aż na drugą stronę Pirenejów. Coś takiego w Europie dla papieża było praktycznie nie do pomyślenia. Stąd działania, jakie zostały podjęte do tego, ażeby najpierw wprowadzić zakon w pułapkę, a następnie go zniszczyć. Takim następnym punktem, bardzo ważnym, centralnym i istotnym jest krucjata przeciwko albigensom i katarom. Tak się to powszechnie nazywa. Albigensi, katarzy była to sekta, dość interesująca sekta. Rozwijała się w zasadzie, można powiedzieć, bez przeszkód w południowej Europie, właśnie w Langwedocji. Właśnie w miejscu, skąd pochodzili templariusze, skąd pochodziła większość templariuszy.
W swoim największym rozkwicie, kiedy templariusze liczyli sobie tysiące członków, wciąż 30% wszystkich templariuszy pochodziło z tego jednego regionu. To pokazuje, jak wielkie było nasycenie tym ruchem, tą ideologią i tą myślą właśnie w tej Langwedocji. Tym największym problemem był fakt, że Langwedocja w sposób powolny i właściwie nieoczekiwany dla papieży zmieniła swoją wiarę. Mieszkańcy Albi, stąd nazwa Albigensi. Mieszkańcy Béziers, Carcassonne, Tuluzy nieoczekiwanie udoskonalili wiarę chrześcijańską. Udoskonalili ją w sposób, który dla Kościoła katolickiego był niedopuszczalny. Nieoczekiwanie z jednego Boga zrobiło się dwóch bogów, gdzie tak jak na tym hinduskim czy chińskim kręgu yin i yang, będzie to chiński krąg pokazujący dobro i zło, białe i czarne. Tak samo katarzy i albigensi mówili o tym, że tak naprawdę Bóg ma dwie twarze, że jest to twarz dobrego Boga, kochającego Boga z jednej strony i z drugiej strony jest twarz Boga złośliwego, karzącego, który nienawidzi ludzi. Jak połączyć te dwie rzeczy? Albigensi wierzyli, że skoro Bóg jest wszelką doskonałością, nie może stworzyć czegoś niedoskonałego.
Niedoskonałego, takiego jak na przykład człowiek, którego później obrzuca grzechem pierworodnym, następnie wysyła swojego syna, którym jest on sam, po to, żeby go później zabić i odkupić ten grzech. Wszystko to dla albigensów było niezrozumiałe i sprzeczne ze sobą. Budując swoją wiarę na filozofii gnostyków, esseńczyków, na filozofii tych ludzi, którzy przyjechali kiedyś, kilkaset lat wcześniej z Jerozolimy i osiedlili się na południu, we Francji, stworzyli nowy rodzaj społeczeństwa. Myślenie to spowodowało, że nagle ci ludzie stworzyli społeczność, którą można porównywać do społeczeństwa, jakie mamy dziś. Zapanowało równouprawnienie pomiędzy mężczyznami a kobietami. Zapanowała pełna wolność religijna. Każdy mógł mówić, co chce, mieć swoje własne zdanie. Mógł wygłaszać je bezpiecznie. Nie musiał obawiać się, że zostanie spalony na stosie. To wszystko oczywiście doprowadziło papieża do furii, ale był tutaj jeszcze jeden element, bo nagle okazało się, że uciekinierzy z Jerozolimy, którzy później opisywani są przez autorów wierzących w teorię tak zwanej krwi, o tym, że Nowy Testament wyglądał troszeczkę inaczej niż mamy to dzisiaj w kanonie i że Jezus wcale nie był samotnikiem, że miał żonę, że miał brata i miał także dzieci.
I że wraz z tą ucieczką z Jerozolimy przewieziona została do południowej Francji krew Jezusa w sensie takim, że przyjechały tam jego dzieci. I to wszystko stało się podstawą do stworzenia dynastii Merowingów, czyli dynastii bezpośrednio związanej z Jezusem, która później stworzyła nowoczesną Francję, taką, jaką znamy dziś. No i oczywiście przez toPrzez ten unikalny związek z postacią Jezusa stawiało ich w najlepszej i najdoskonalszej pozycji wśród innych władców Europy. Oprócz tego ci wszyscy, którzy przyjechali wówczas z Jerozolimy, przywieźli coś jeszcze ze sobą i to coś, ten artefakt był przedmiotem pożądania papieża. Przepraszam. Prawdopodobnie byśmy o tym dziś za wiele nie wiedzieli, bo cała historia krucjaty przeciwko Albigensom jest to niepomierne morze krwi. Jest to jedna z najkrwawszych i najokrutniejszych wojen, jakie kiedykolwiek trwały w Europie. Skala mordów była ogromna. Rycerze, którzy wyruszyli na krucjatę, dosłownie po kolana brodzili we krwi, a heretyków, których chwytano bardzo szybko palono na stosie albo po prostu zabijano. Była to niezwykle okrutna krucjata.
I ten punkt tutaj bardzo interesujący, kiedy popatrzeć na historię templariuszy, to jest fakt, że ich tam w ogóle nie było. Jest to następne coś bardzo zdumiewającego i coś niezwykle tajemniczego. Jak to się dzieje, że papież, którego celem jest stworzenie jednego wielkiego chrześcijańskiego świata, którego on jest reprezentantem wobec Boga i stwarza szereg zakonów rycerskich, którzy są właśnie zbrojnym ramieniem tego Kościoła po to, żeby walczyć z heretykami i niewiernymi. Jak to się dzieje, że mając do swojej dyspozycji takie zakony jak na przykład templariuszy czy joannitów, żaden z tych rycerzy z tych zakonów nie wziął udziału w krucjacie? Po prostu odmówiono. Jak może odmówić to mnich, który bezpośrednio podlega papieżowi i w zasadzie nie jest w stanie komentować jego nakazów. Tymczasem tak się stało. Innocenty III, który stał za czwartą krucjatą, o której mówiłem, która skończyła się w Konstantynopolu i za krucjatą przeciwko Albigensom, był wówczas w 100% pewien, że nagle staje przed kolejnym wrogiem. Są nim templariusze. I tak naprawdę, jeśli przyjrzeć się całemu przebiegowi wypadków, jaki miał miejsce w Langwedocji w tamtym czasie, okazuje się, że oprócz tego, że jest to krucjata przeciwko Albigensom i Katarom, jest to także krucjata przeciwko templariuszom.
To właśnie templariusze są spokrewnieni z wieloma możnymi rodzinami heretyckimi w tamtym rejonie. Hrabia z Tuluzy jest ich bliskim krewnym. To templariusze, którzy mają tam swoje olbrzymie włości, mają swoje zamki, udzielają schronienia wielu heretykom, wielu Katarom, którzy uciekają w popłochu. I w czasie tej wojny następuje jeszcze jeden ważny zwrot. O ile cała historia templariuszy i jej początek zaczyna się od cystersów, gdzie Bernard z Clairvaux jest orędownikiem powstania zakonu, jest ich największym sprzymierzeńcem. Podczas krucjaty przeciwko Albigensom następuje gigantyczny rozłam z cystersami, bo oto na czele krucjaty przeciwko Albigensom staje inny cysters, staje superopat. Nazywa się Arnulf z Sito. Jest on właśnie cystersem i to on jest autorem słynnego zdania, kiedy armia krzyżowców podjeżdża pod miasto Bezieś, uciekają przed nią tysiące ludzi. Chronią się w mieście. Część z nich jest Katarami, część z nich jest katolikami.
Chowają się w mieście, chowają się w kościołach. I kiedy dowódca wojska pyta Arnulfa z Sito: „Jak mamy odróżnić chrześcijan od heretyków?” Na to ten odpowiedział: „Rżnijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich”. I tak właśnie wyglądało pojęcie i patrzenie tych ludzi na ten konflikt i na inne życie ludzkie. W tym czasie Kościół powołuje jeszcze jedną komórkę. Jest to komórka świętej inkwizycji. Jest to kolejna wyspecjalizowana komórka, która wywodzi się z kolejnego zakonu. Są to dominikanie, którzy dostarczają inkwizytorów, którzy są prokuratorami i którzy wyszukują heretyków. To oni palą ich na stosie, to oni ich przesłuchują i zbierają informacje na ich temat. I kiedy krzyżowcy wchodzą do Béziers, rzeczywiście tam akurat nie zadaje się zbyt wiele pytań. Tam po prostu tworzy się ten efekt traumy.
Zostają wyrżnięci praktycznie wszyscy. Kobiety, dzieci, starcy. Nie miało to znaczenia dla krzyżowców. Wpadli w szał zabijania. Wielka panika spadła na cały ten teren i następne miasto, którym było Carcassonne, które było doskonale ufortyfikowane, już stawiło opór. I to opór tak twardy, że przez wiele miesięcy miasto wydawało się właściwie niemożliwe do zdobycia. Aż któregoś dnia okazało się, że miasto kompletnie ucichło. Nikogo nie dostrzeżono na wałach, na wieżach.Kiedy rozbito bramę i kiedy krzyżowcy weszli do środka, okazało się, że miasto jest puste. Przez całą noc ludzie z miasta, tysiące ludzi uciekało podziemnymi korytarzami i wydostało się na zewnątrz tak, że nie zostali zauważeni przez krzyżowców. Zostało 500 osób i nawet te 500 osób to byli zazwyczaj ludzie starzy i chorzy, którzy nie byli w stanie wydostać się o własnych siłach z miasta i nie można ich było wynieść na czyichś plecach.
Wyobraźcie sobie, że nawet z tych 500 ludzi, 400 z nich natychmiast spalono na stosie po szybkiej selekcji, jakiej dokonała święta inkwizycja. To spowodowało olbrzymią krwawą wojnę, bardzo bezwzględną wojnę. Trwała ona 45 lat i jej celem oprócz właśnie, tak jak mówiłem wcześniej, zgładzenia tego ruchu heretyckiego albigensów było coś jeszcze. Było coś, co odkrył pewien młody Niemiec, który nazywał się Otto Rahn. Otto Rahn był historykiem, którego fascynowała średniowieczna historia, historia Niemiec i przede wszystkim fascynował go epos rycerski Parsifal, napisany przez Wolframa von Eschenbacha. Kiedy wczytywał się w słowa tego eposu, zauważył nagle, że tak naprawdę wcale ta historia nie dotyczy jakichś legend, że nie jest wymyślona, że jest oparta na faktach. I te fakty znalazł właśnie w tej krucjacie albigensów. Okazało się, że to odkrył właśnie Rahn, że cały Parsifal jest ukrytym zapisem historii albigensów, a także historii rodów albigensów. Że odpowiada ona temu, co działo się i co wydarzyło się w tamtych czasach, w czasach właśnie tej straszliwej krucjaty. I z tej opowieści wynikało, że katarzy i albigensi przechowywali coś niezwykle cennego.
Coś, co było przedmiotem pożądania papieża. I był to niezwykły kamień. Kamień, który być może pochodził z nieba. Być może spadł z nieba. Był to legendarny kamień, który nazywany był czasami Kamieniem Lucyfera i miał on spaść wówczas, kiedy upadłe anioły spadały na ziemię. Ten kamień spadał razem z nimi i był kiedyś częścią diademu Lucyfera. I był to jeden z tych legendarnych artefaktów, które właśnie były przedmiotem pożądania tak samo silnym jak Arka Przymierza. I dziś ten Kamień Lucyfera i to, co przechowywali katarzy, znamy pod nazwą Świętego Graala. Nikt dokładnie nie wie, co to jest. Czy jest to kielich, czy jest to jakiś inny przedmiot, czy jest to na przykład coś, co się nazywało Stołem Salomona.
Była to skrzynia. Niektórzy mówią, że mogła to być Arka Przymierza, ale niekoniecznie musiała to być Arka Przymierza. Była to skrzynia, na której zamontowane były trzy kielichy. Stąd może właśnie często Święty Graal kojarzony jest z kielichem. Był to artefakt, który przechowywany był właśnie najpierw w Toledo, później znaleźli go Goci, później gdzieś zniknął. Rozpłynął się gdzieś w historii i prawdopodobnie został ukryty właśnie w Langwedocji, gdzie przechowywali go katarzy. Tego typu artefakt oczywiście nie mógł umknąć uwadze papieża i bardzo chciał go zdobyć. I to właśnie odkrył Rahn. Napisał na ten temat książkę, którą przeczytał sam Himmler i Himmlerowi tak się ta książka spodobała i podejście do tego, w jaki sposób traktuje historię Rahn, że temat potraktowano bardzo poważnie, ponieważ znamy z tej nie tak dawnej historii o tym, że Himmler stworzył organizację Ahnenerbe, która poszukiwała tego typu artefaktów. Czyli mamy kontynuację tego typu działań, tego, że w historii nieustannie ktoś poszukuje właśnie tych cudownych wynalazków, niezwykłych maszyn i wiedzy na temat czegoś, co ma wręcz nieziemskie pochodzenie.
Zapisał Rahna do SS i zaczęto prowadzić tam badania. Co ciekawe, badania i wykopaliska i archeologiczne, i przeszukiwania różnych kopalń, szybów, ruin, miejsc, w których przebywali katarzy prowadził regiment SS zwany regiment von Salza. I von Salza był założycielem i pierwszym wielkim mistrzem Zakonu Krzyżaków, co jakby jeszcze raz zamyka tą historię w jednej klamrze i pokazuje, że historia kołem się toczy i niesie ze sobą niezwykłe konsekwencje. Jak widzę, już docieramy powoli do końca programu. Także szybciutkie podsumowanie moje jest takie: tajemnica templariuszy polega na tym, że właśnie zakon ten chciał stworzyć swoje własne państwo, które wolne byłoby od władzy świeckich książąt i królów, ale także od władzy papieża. Że państwo to nie tylko miało być stworzone w południowej Francji i na terenie tuż za Pirenejami, ale miało także łączyć ze sobą nowo odkryty ląd, Amerykę. Dziś istnieje wiele śladów, które znaleziono w Pensylwanii, Nowym Jorku, Massachusetts, Minnesocie nawet, które świadczą o tym, że ktoś odbywał tutaj podróże i ślady, jakie zostawiono, wskazują na templariuszy. Ten najpoważniejszy jest to wieża w Newport, która jest średniowieczną wieżą, którą nikt nie wie, kto zbudował i w jaki sposób. Indianie nie znali takiej technologii i nigdy nie budowali wież kamiennych, okrągłych wież kamiennych. Dziś ta wieża, która ma pewnie z siedem, osiem pięter, ciągle góruje nad miastem Newport, Massachusettsstoi tam sobie w parku i nikt nie wie, skąd ona się tak naprawdę wzięła.
I dlatego ten wielki plan templariuszy jest stworzenie państwa, które wolne byłoby od dotychczasowych ziemskich ograniczeń, jakie tworzył papież i królowie. Było ich nadrzędnym celem i to była ich największa tajemnica, która później przeniosła się na masonerię. I widzimy tego konsekwencje. Widzimy rewolucję francuską, zrzucanie królów i cesarzy. Widzimy wreszcie powstanie USA, które praktycznie w 100% jest stworzone przez masonów, przez ludzi, którzy ideologicznie są z templariuszami spokrewnieni i kilkaset lat później wprowadzają w życie być może ich marzenie o tym, ażeby stworzyć nowy rodzaj państwa wolnego od wszelkich naleciałości, od wszelkich uzależnień, zwłaszcza religijnych. Bo nawet fakt, że Polska podpisuje konkordat na przykład z papiestwem, wskazuje na to, że uzależnia się tym samym od władzy papieża, od władzy szefa innego kraju. Fakt, że biskupi odpowiadają przed papieżem, że są Polakami, oczywiście biorą pieniądze z polskich diecezji, ale tak naprawdę służą Watykanowi, służą komuś innemu i to podporządkowuje Polskę tej organizacji, jaką jest papiestwo. I tego właśnie templariusze bali się najbardziej. Doskonale znali ten mechanizm. W ich szeregach było wiele znakomitości, wielu myślicieli, wielu naukowców, wielu ludzi, którzy chcieli zmienić ten świat.
I była to próba przedwczesna, która skończyła się dla nich bardzo źle. I może tym smutnym trochę elementem, a może i nie smutnym, bo nie wiadomo, do czego doprowadziłoby powstanie takiego kraju templariuszy, zakończymy dzisiejszą audycję. Dziękuję jeszcze raz wszystkim bardzo. Dziękuję Ivelliosie za realizację i za cierpliwość. Dzięki jeszcze raz i do usłyszenia za tydzień.
[01:03:10] - A te słowa mówi do państwa nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina, autor serwisu nowaatlantyda.com. Zachęcamy oczywiście do odwiedzania częstego serwisu Nowa Atlantyda, bo tam zawsze dowiecie się państwo co nieco o nadchodzących odcinkach Paralaxy. A audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl