[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu Chata Mistyka. Radośnie podśpiewują ptaszki. Bzyczy sobie w oddali swobodnie przemieszczająca się w przestrzeni mucha. A ja mam na imię Bart i czas rozpocząć kolejną opowieść z cyklu Chata Mistyka. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie na wstępie.
Kłaniam się nisko do pasa. Namaste, moi kochani i Sat Sri Akaal. Tak brzmi powitanie w krainie, w której się właśnie znajduję. Północna część Indii, przepiękna, słoneczna kraina brodaczy. Tak, moi drodzy, dzisiejszy odcinek zatytułowany jest Kraina Brodaczy i za chwilę się wszystko wyjaśni. Jestem w północno-zachodniej części Indii. Dzisiaj równo upływają trzy tygodnie, odkąd opuściłem przepiękne wzgórza himalajskie. Byłem na przedpolu Himalajów, jak to określiłem wcześniej w jednym z programów, można by powiedzieć nie w sercu Himalajów, ale może w lewej nerce. Góry dosyć wysokie, aczkolwiek to nie te najwyższe partie Himalajów. Spotkałem tam pewnego czcigodnego jegomościa, pewnego jogina.
Jego imię brzmi Swami Ji, ale to nie jest właściwie jego imię, tylko bardziej taki tytuł duchowy. W ten sposób zwraca się do niego ludność. Jest to taki tytuł, który wynika z pewnego szacunku dla osoby, która praktykuje techniki duchowe, która pogłębia swoją duchowość. W tym przypadku Swami Ji praktykuje jogę. Praktykuje tak zwaną krija jogę, która to technika polega na uzdatnianiu swojego systemu, oczyszczaniu swojego systemu, również umysłu, i na studiowaniu samego siebie, co prowadzi do pewnych stanów uniesienia, wzniesienia i połączenia się z jednością czy też z Bogiem, można by powiedzieć. Ale dzisiaj nie o Swami Ji. Swami Ji natomiast zaprosił mnie. Spotkaliśmy się w górach w Himalajach. Wówczas zaprosił mnie do swojej rezydencji, która znajduje się w Pendżabie. I dzisiaj upływają trzy tygodnie od mojego przybycia do pustelni Mnicha Bez Imienia.
Jest to prawdziwa chata mistyka. Kiedy spotkałem Mnicha Bez Imienia w górach, rezydował sobie w zwykłej drewnianej chatce, bardzo skromnej, bardzo niewielkiej, bez prądu, bez wody. Właściwie totalne minimum, które potrzebował do przetrwania. Ale jest to taka jego rezydencja letnia. Natomiast kiedy lato się kończy, a teraz już właściwie jest końcówka lata, to Mnich Bez Imienia przenosi się do swojej pustelni, która znajduje się w Pendżabie. Pendżab to jest stan sąsiadujący ze stanem Himachal Pradesh, w którym to właśnie znajdowałem się w Himalajach. Więc postanowiłem odwiedzić tutaj Mnicha Bez Imienia i wyniknęła z tego historia taka, że jestem już tutaj trzy tygodnie. Dzisiaj dokładnie mija 21 dni od mojego przybycia. Chata mistyka znajduje się w krainie brodaczy. Okazało się, że większość mężczyzn tutaj w Pendżabie bardzo dumnie nosi swoje obszerne brodziska, również posiadając podkręcone do góry frywolnie wąsy.
Jest tutaj pewna opowieść, którą dzisiaj chciałem wam przedstawić, moi drodzy słuchacze, która to również wyjaśnia, dlaczego owi jegomoście noszą również turbany. Przepiękne, różnego koloru turbany. Kolory są naprawdę różnorodne. Jest to cała gama kolorów. Nie można powiedzieć, że jest to jeden określony styl. Kolory naprawdę są różnorakie. Od różowych, przez niebieskie, błękitne, zielone. Po prostu jakikolwiek kolor da się wyobrazić, takie kolory przyjmują również turbany brodaczy. Ale brodacze z turbanami to nie są jedyni brodacze, którzy zamieszkują ten obszar. Dzisiejsza chata mistyka to jest właściwie opowieść przygodowa, można by powiedzieć podróżnicza, może troszeczkę historyczna, ale tradycyjnie nie obejdzie się od pewnych moich przemyśleń.
Poruszymy tutaj pewne tematy, może dzisiaj niezbyt głębokie, może niezbyt spirytualne, niezbyt duchowe, aczkolwiek oczywiście jak zwykle otrzemy się o duchowość. Rozpocznę od opisania samego miejsca, w którym przybyło mi żyć i praktykować jogę przez ostatnie trzy tygodnie. Prawdziwa chata mistyka. Totalne minimum. Bardzo ascetyczne miejsce. Chata znajduje się w buszu, nieopodal wioski, może dwa kilometry od niej, aczkolwiek w kompletnym buszu, w kompletnej naturze. Chata znajduje się pomiędzy dwoma kanałami rzecznymi. Jest to bardzo szybka, uregulowana rzeka, która posiada dwa kanały, gdzie błękitna woda radośnie pociska sobie z dosyć dużą prędkością. I pomiędzy tymi dwoma kanałami Swamiji, czyli Mnich Bez Imienia, postanowił osiedlić się i ustanowić swojego rodzaju ashram. Jest tutaj już od 15 lat.
Udało mu się wybudować dwa budynki przy pomocy lokalnych ludzi. Chata jest na totalnym uboczu, wymurowana z cegieł, które pochodzą z odzysku, więc jest to struktura troszeczkę chybotliwa, aczkolwiek w zupełności wystarczająca. Dosyć niestarannie wymurowane ściany składające się z połówek odzyskanych cegieł, ale w zupełności wystarczająca. Dlatego że są dwa budynki, jeden z budynków to jest budynek sypialniany, w którym znajdują się dwie izby. I w jednej z tych izb żyje sobie Mnich Bez Imienia. Ja natomiast zajmowałem drugą izbę jako gość. Drugi budynek, całkiem nieopodal, to jest budynek gospodarczy, kuchenny. Kiedy przybyłem do Mnicha Bez Imienia, to kuchnia była tylko z nazwy, dlatego że w środku znajdowało się bardzo skromne, małe palenisko, gdzie Swamiji czasem zagotował sobie wodę na ogniu, na palenisku opalanym drewnem. Ale szybko zorganizowaliśmy kuchenkę gazową i butlę gazową po moim przybyciu i z tego powodu mogliśmy gotować proste posiłki. Zwykle Mnich Bez Imienia otrzymuje jeden posiłek dziennie od życzliwych ludzi z wioski.
Codziennie wieczorem ktoś inny przywozi mu posiłek. Bardzo smaczny, wegetariański. Odkąd mieliśmy kuchenkę, mogliśmy gotować sobie codziennie rano herbatę i proste posiłki również. Miejsce bardzo skromne. Nie ma ani prądu, ani żadnych innych mediów. Jest wodociąg rządowy, rura rządowa, w której czasami pojawia się woda. To nie jest tak, że zawsze odkręcimy kurek i zawsze jest woda. Zwykle woda pojawia się wcześnie rano przez parę godzin i później tej wody nie ma. Swamiji wybudował sobie swoją chatę na ziemi rządowej w buszu. To nie jest jego własność, natomiast nikt temu się za bardzo nie sprzeciwia.
Po tylu latach współistnienia z lokalnymi mieszkańcami wioski wszyscy są przyzwyczajeni do tego faktu, że to jest miejsce mnicha i że on tam przebywa i dokonuje swoich praktyk. Zresztą bardzo często ludzie odwiedzają go. Przynajmniej raz dziennie pojawia się jakiś wizytator, który próbuje się dowiedzieć czegoś o duchowości lub zapoznać się z technikami Kriya Yogi, tudzież po prostu przywozi mu posiłek. Moja sypialnia również była bardzo skromna. Znajdowała się w nim tylko jedna prycza i ową sypialnię musiałem dzielić z pewnymi wizytatorami. Ponieważ miejsce znajduje się w buszu, może nie głębokim buszu, aczkolwiek buszu, naturalnie przebywa tam mnóstwo zwierząt. Zwierzęta, z którymi musiałem dzielić sobie sypialnię, chcąc czy nie chcąc, to mnogość różnego rodzaju mrówek. Mrówki od najmniejszych, mikroskopijnych po mrówki olbrzymy, które dosłownie można poklepać palcem po grzbiecie, dlatego, że są aż tak wielkie. Oprócz tego cała orkiestra świerszczy, które nieustannie koncertują czy dzień, czy noc. Oprócz tego cała plejada komarów, pająków wielkości dłoni, patyczaków, modliszek.
Również okazało się po paru dniach, że dzielę sypialnię ze skorpionami. Okazało się, że pomiędzy tymi niestarannie wymurowanymi cegłami, gdzie jest mnóstwo szczelin, znalazły sobie dom skorpiony. Dosłownie trzy metry od mojego łóżka okazało się, że znajduje się gniazdo skorpionów, które musiałem zaakceptować, dlatego że to jest ich miejsce. Ja tutaj jestem tylko gościem. Przybyłem tylko na jakiś czas, więc trudno by było wyprosić stałych lokatorów, stałych bywalców. Ja właściwie nie mam nic przeciwko tym bestiom, dopóki w bezpośredni sposób nie zagrażają mojemu bezpieczeństwu czy też zdrowiu. Widok skorpiona nie jest mi obcy. Podróżując po świecie przez tyle lat widziałem mnóstwo skorpionów. Te tutaj natomiast muszę przyznać, są dosyć tłuste. Są dosyć spore.
Także jeżeli nastąpiłby jakiś incydent z takowym skorpionem, podejrzewam, że skończyłby się dosyć boleśnie. To nie są zwierzęta, które próbują cię ukatrupić, zabić, aczkolwiek trzeba być ostrożnym. Opowiadałem już o tym kiedyś, że nabyłem pewnych nawyków, które umożliwiają mi bezpieczne poruszanie się w buszu. Przede wszystkim takim standardem jest zawsze sprawdzanie butów, zanim włożymy w owe stopy, dlatego że tam mogą się znajdować różne stworzenia, które szukają sobie schronienia zaciemnionego, zacisznego. To nie tylko mogą być skorpiony, ale różnego rodzaju pająki i inne. gryzące, kujące owady. Drugim takim standardem jest sprawdzanie posłania przed położeniem się. Trzeba być po prostu ostrożnym. Zwykle podnoszę poduszkę, ostrożnie sprawdzam, czy tam nie ma nic, czy tam jest jakiś nieproszony gość, na mnie nie czeka. Również trzeba wytrzepać koc.
Ogólnie trzeba być uważnym, gdzie się stąpa, co się dotyka. Po ciemku najlepiej nie dotykać ścian budynków, dlatego że nigdy nie wiadomo, co tam może siedzieć. Na przykład taki właśnie grubaśny skorpion, który to poluje sobie na karaluchy. Dlatego, że również tutaj jest mnogość karaluchów w Indiach, tak jak to bywało na Karaibach, gdzie na Karaibach widziałem chyba największe, najtłustsze karaluchy, jakie przydało mi się spotkać. Tutaj te lokalne są troszeczkę mniejsze, natomiast te lokalne karaluchy potrafią latać, więc o tyle są uciążliwe, że po prostu czasami mogą obsiadać cię, kiedy w bezruchu sobie słodko drzemiesz tudzież śpisz. Ale taka jest natura natury, więc nie ma się co tutaj bulwersować. Nie ma tutaj się co odnosić z obrzydzeniem, dlatego, że to są lokalni mieszkańcy buszu. Oprócz skorpionów okazało się, że również dzielę sypialnię z wężami. Dlatego, że początkowo widziałem tylko skórę węży. Widziałem, że rozmiary nie są zbyt wielkie tych węży.
Ale parę nocy temu zauważyłem węża w środku w sypialni, więc musiałem go grzecznie kijem wyprosić. Nie był to zbyt wielki wąż. Podejrzewam, że nawet nie był jadowity, aczkolwiek nigdy nie wiadomo, więc posłużyłem się kijem raczej niż ręką. Wąż pokrzątał się chwilę po okolicy, po czym majestatycznie sobie odpełzał. Oprócz tego jest wokół chaty cała plejada różnego rodzaju ptaków. Znajdują się tam dzięcioły takie, jak znamy w Polsce, w Europie. Są też czarne kruki, które wydają niesamowite odgłosy, które przedrzeźniają mnie podczas moich porannych praktyk. Dlatego, że moje praktyki jogi wiążą się czasami z wydawaniem pewnych zwierzęcych, powiedziałbym, odgłosów. Takie to oto techniki stosuję, których to nauczyłem się w południowych Indiach. Więc okazało się, że te kruki bardzo skrupulatnie potrafią naśladować dźwięki niczym papugi i po prostu prześmiewczo naśladują różnego rodzaju moje odgłosy.
No i co oprócz tego? Oprócz tego w nocy wokół chaty gromadzą się nietoperze olbrzymy. To są naprawdę potężne nietoperze. Właściwie nigdy nie widziałem tych nietoperzy w świetle dziennym, aczkolwiek jeżeli spoglądam w niebo wieczorem, to widać po prostu wielkie, majestatyczne skrzydła. Przylatują nietoperze i obsiadają drzewo. Potężne drzewo, które rośnie tuż obok chaty. A jakie inne zwierzęta spotkałem we włościach? Pojawiła się łasica. Pojawiają się również wiewiórki. To nie są takie wiewiórki, jakie znamy w Polsce, takie rude wiewiórki, tylko to są takie bardziej...
One po angielsku się nazywają chipmunks, czyli to są takie jak gdyby szare wiewiórki z takimi ciemnymi pręgami wzdłuż grzbietu. A, jeszcze miałem wizytatora szczura. Otóż dwie noce temu przydarzyła mi się taka historia. To już było wczesnym rankiem, aczkolwiek nadal było ciemno, kiedy to poczułem na moim ramieniu czyjąś dłoń. Po prostu uczucie było takie, jakby ktoś poklepywał mnie po ramieniu, próbując mnie obudzić. Więc otworzyłem oczy. Było nadal ciemno. Rozejrzałem się po okolicy. Nic nie mogłem za bardzo zobaczyć. W tym momencie uprzytomniłem sobie, że właściwie nie może być nikogo w środku w sypialni, dlatego, że zamykam zwykle drzwi od wewnątrz na zasuwkę.
Więc chwyciłem za latarkę, odpaliłem światło. No i okazało się, że całkiem sporej wielkości szary szczur z długim ogonem siedzi sobie i wpatruje się we mnie. Tym razem już na podłodze. Ale chwilę przedtem właśnie prawdopodobnie pełzał sobie po mnie. I uczucie było takie, jakby ktoś poklepywał mnie po ramieniu. Więc również musiałem tego gościa wyprosić z mojej sypialni. Troszeczkę obrażony udał się na zewnątrz. No i od tej pory już nie pojawił się. Myślę, że więcej już go nie spotkam. Dzisiaj już jest to ostatnia noc, którą spędzam w chacie mistyka.
Póki co. Natomiast gdzie znajduje się sama chata? Bo zacząłem o tym, że dzisiejszy odcinek zatytułowany jest „Kraina Brodaczy”. A więc Kraina Brodaczy. Punjab jest to stan w północno-zachodniej części Indii, który charakteryzuje się dosyć specyficzną kulturą. Kultura ta przejawia się na parę sposobów, więc brody i turbany wywodzą się z tradycji sikhów. Sikhizm to jest religia, która panuje tutaj, w tej części Indii. Jest to bardzo rozpowszechniona i bardzo istotna część kultury tutaj, w tej części kraju. Sikhowie noszą dumnie swoje pokaźne brodziska. Noszą również na głowach różnego rodzaju kolorowe turbany.
Oprócz tego mają pewne atrybuty, którymi to są takie krótkie miecze i repliki pistoletów. To, że to są repliki, ustaliłem sobie tutaj z lokalnymi, dlatego, że pewnego dnia wróciłem dosyć zszokowany z targowiska, gdzie widziałem pana sprzedającego długie miecze, pistolety i strzelby. Tak po prostu na targowisku, na ulicy. Coś w stylu: „Poproszę dwururkę i kilogram pocisków”. Wydawało mi się, że jest to kwestia oczywista, ale okazało się, że nie, że nadal w Punjabie posiadanie broni palnej nie jest oficjalne, nie jest dozwolone. Aczkolwiek ze względu na swoją tradycję religijną i kulturową sikhowie mają pozwolenie na noszenie krótkich mieczy. Są to właściwie takie noże, aczkolwiek tradycyjnie były to długie, prawdziwe bojowe miecze. Dlaczego noszą te miecze? Do tego sobie dojdziemy, ale chciałem wspomnieć o innych aspektach kultury w Punjabie, chociażby aspektach muzycznych. Dlatego, że muzyka jest bardzo charakterystyczna w Punjabie i panuje wszędzie, w każdych okolicznościach.
Głównie miałem okazję posłuchać tutaj lokalnych utworów, bardzo skocznych zresztą, rytmicznych w autobusach publicznych. To są tak zwane Punjabi beats, które charakteryzują się bardzo wydajnymi liniami basowymi. Często nowoczesne wersje tych utworów punjabskich kojarzą mi się z dubstepowymi historiami, czyli tak zwane basowe wobblery. Kierowcy autobusów publicznych bardzo chętnie puszczają bardzo głośno taką muzykę, kiedy prowadzą owe lokalne autobusy, ku uciesze pasażerów, dlatego, że każdy uwielbia tutaj tę muzykę. Również lokalna ludność montuje sobie różnego rodzaju sound systemy w traktorach. Także wielokrotnie słyszałem muzykę dobiegającą z traktorów. Oczywiście ciężarówki, które tutaj są bardzo specyficzne. Istne dzieła sztuki tak naprawdę, te lokalne punjabskie ciężarówki. To znaczy z tą sztuką można by prawdopodobnie dyskutować, dlatego, że albo można taką ciężarówkę nazwać istnym dziełem sztuki, albo jest to maksymalny kicz. Ciężarówki są bardzo kolorowe, posiadają mnóstwo chromowanych elementów i na zewnątrz, i wewnątrz w szoferce.
Tapicerka w szoferce to jest prawdziwy kunszt. To jest osiągnięcie prawdziwego mistrza tapicerskiego, dlatego, że to są takie meblościanki. W środku są instalowane meble w takich szoferkach. Miałem okazję jechać w jednej z takich szoferek, słuchając oczywiście punjabskich rytmów. Także widziałem to wszystko z bliska. Oprócz tego cała plejada różnego rodzaju ozdób, migających światełek, które montowane są wokół obrazków pewnych religijnych aspektów. Oczywiście różnego rodzaju zasłonki, tak zwane firanki z frędzlami, różnego rodzaju pompony. Jest to cały obszar kultury, która jest bardzo istotna dla lokalnych ludzi. Warto również wspomnieć o bardzo specyficznym stylu zdobienia owych ciężarówek i autobusów. Pojawia się tutaj mnogość różnego rodzaju napisów.
Zwykle te ciężarówki mają nazwy jakichś księci, z tego, co się zorientowałem. Jest to jakiś książę lub królewna jakaś tam. To wszystko jest ręcznie malowane. Nieprawdopodobny gatunek czcionek różnorakich. Jest to sztuka zdobnicza sama w sobie. Ten styl artystyczny zrobił na mnie dosyć spore wrażenie w Punjabie. Ale co jedzą brodacze? Kuchnia lokalna, pomimo tego, że bardzo smaczna, powiedziałbym bardzo gustowna, wegetariańska, jest dosyć monotonna. Głównym jedzeniem tutaj są różnego rodzaju produkty mączne, tak zwane chapati. Chapati to są takie placki, które smaży się na odpowiednio rozgrzanym, gorącym, żeliwnym tudzież żelaznym talerzu, które zrobione są ze zwykłej mąki białej wymieszanej z wodą i nic ponadto.
Te placki chapati są głównym pożywieniem każdego mieszkańca Punjabu. Je się je dosłownie na śniadanie, lunch i kolację, na okrągło z różnego rodzaju sosami, z różnego rodzaju gotowanymi curry, z różnego rodzaju jogurtowymi sosami. Okazuje się, że chapati to nie jest jedyna mączna forma. To jest nieprawdopodobne, na ile sposobów można przygotować takie ciasto pochodzące z mąki wymieszanej z wodą. Chapati to jest placek, który smażony jest z udziałem masła. Natomiast bardzo podobny placek, tudzież troszeczkę cieńszy, bardziej rozwałkowany, bez żadnego tłuszczu będzie się nazywał roti. Oprócz tego taki placek wrzucony na głęboki, rozgrzany olej będzie się nazywał puri. Oprócz tego, że są puri, są również mini puri, które są minimalnymi wersjami dużych placków. Oprócz tego są samosy. Samosa to jest taki smażony pieróg o trójkątnym kształcie z nadzieniem ziemniaczano-warzywnym.
Tym żywi się tutaj lokalna ludność na co dzień. Mi już po trzech tygodniach troszeczkę chapati wychodzą bokiem, powiedziałbym. Dlatego muszę sobie uzupełniać moją dietę surowymi warzywami, dlatego, że tutaj sałatki są chyba nieznane wśród brodaczy. Z tego powodu, że brodacze jedzą tyle tych mącznych potraw, to większość z nich posiada całkiem doraźne, okrągłe brzuszyska. To są takie cechy lokalnej ludności. Ale skąd się to wszystko wzięło? W obszarze Punjabu dominują dwie religie: sikhizm Który jest stosunkowo młodą religią, dlatego że początki sikhizmu są notowane tylko od XV wieku. Oprócz tego jest jeszcze inna, druga, troszeczkę starsza religia, która to wyznaje pewien kult, ale do tego sobie dojdziemy. Więc Sikhowie gromadzą się w bardzo specyficznych świątyniach, które nazywają gurdwara. Gurdwara dosłownie oznacza drzwi tudzież wrota do guru.
Czyli jest to wejście, które umożliwia nam połączenie się z mistrzem duchowym, można by powiedzieć. Ale w tym przypadku jest to mistrz religijny, dlatego że sikhizm jest szeroko na świecie rozpoznawaną, jedną z głównych religii. Więc gurdwara jest to miejsce kultu, gdzie spotykają się wyznawcy wiary, która nazywa się sikhizm, czyli Sikhowie. Aczkolwiek ludzie jakichkolwiek innych wyznań czy ludzie niereligijni również są mile widziani w takich budynkach. Architektura gurdwary jest bardzo oryginalna. Jest to właściwie połączenie stylów indyjskiego i perskiego. Sikhowie inwestują nieprawdopodobne pieniądze w utrzymanie tych swoich świątyni, tych swoich gurdwar. Tutaj naprawdę nie szczędzi się środków finansowych na utrzymanie tych miejsc, dlatego budynki te wyglądają bardzo majestatycznie. Są tutaj bardzo charakterystyczne kopuły na dachach. Również bardzo częstym widokiem są wysokie maszty z flagami, które to właśnie sygnalizują, że w tym miejscu znajduje się gurdwara.
W budynku znajduje się zwykle nie tylko miejsce do czczenia czy też do kultu, ale również duża sala, gdzie każdy może zjeść darmowy posiłek wegetariański. Każdy jest mile widziany, więc można po prostu wejść sobie do takiej gurdwary z ulicy i tam zwykle następuje poczęstunek. I wtedy właśnie można sobie zjeść wegetariański, darmowy posiłek. Często w tych budynkach znajdują się również przedszkola, klasy, biblioteki czy też pomieszczenia do spotkań lokalnej ludności, czyli taki po prostu klub socjalny. Często też znajdują się tam sklepy z różnego rodzaju podarunkami tudzież suwenirami. Oprócz tego można często spotkać też warsztaty. Takie warsztaty, gdzie można sobie na przykład naprawić zepsute klapki. Centralne miejsce w gurdwara zajmuje tak zwana Guru Granth Sahib. Guru Granth Sahib, czyli święta księga Sikhów, która uznawana jest za ostatecznego i zarazem wiecznego guru, czyli mistrza, który to istnieje po wieki wieków w formie świętych tekstów. Tradycja uznaje, że człowiek sam w sobie jest skończony, bo każdy przychodzi na świat i każdy odchodzi.
Aczkolwiek te święte teksty mają być najwyższą formą przewodnictwa religijnego. Czyli mistrz znajduje się w gurdwarze w postaci owych świętych tekstów, a nie w postaci ludzkiej. Tych założycieli sikhizmu było dziesięciu. Historia w skrócie jest właściwie taka: było dziesięciu guru, tak zwanych mistrzów, którzy to następowali jeden po drugim, którzy to ustanowili cały system, całą religię. Sześciu z nich, tych ostatnich sześciu, jest odpowiedzialna za zredagowanie owej świętej księgi Guru Granth Sahib. W praktyce wyglądało to tak, że każdy z nich dodał swoje trzy grosze, coś tam sobie pozmieniał wedle swojego uznania, coś nakazał, coś zakazał. No i proszę, jest nowa, ale bardzo potężna dla swoich wyznawców religia. W chwili obecnej gurdwary znajdują się nie tylko w Punjabie, ale właściwie na całym świecie. Tam, gdzie jest środowisko Sikhów, tam zawsze też będą gurdwary. Jest ich dosyć sporo w Europie.
Gurdwary znajdują się w Wielkiej Brytanii, w Holandii, w Skandynawii. Widziałem takie w Norwegii. Oczywiście jest ich mnóstwo w USA, w Kanadzie, w Australii. I tutaj taka ciekawostka. Jest nawet jedna gurdwara w Polsce. Pod Warszawą znajduje się gurdwara, gdzie spotykają się wyznawcy owej religii, która pochodzi z Punjabu. Taka ciekawostka. Najsłynniejsza gurdwara nazywa się Harmandir Sahib. Potocznie zwie się ją Złotą Świątynią. Złota Świątynia, która znajduje się w mieście nazwanym Amritsar w Punjabie w Indiach, jest to jedno z najważniejszych miejsc religijnych dla Sikhów o niebywałej architekturze.
Polecam wszystkim zobaczenie zdjęć Złotej Świątyni. Ja postaram się wkleić link pod audycją w archiwum do obejrzenia. Cały budynek jest praktycznie złoty, dlatego miejsce nazywane jest Złotą Świątynią. Jest to bardzo imponujące przedsięwzięcie budowlane, architektoniczne, także warto sobie na to zerknąć. Ale to jest tylko jedna z ważniejszych gurdwar. Większość z nich ma bardzo majestatyczną architekturę i jest ich właściwie mnóstwo. Nieopodal miejsca, w którym się znajduję, jest takie niewielkie miasto, które posiada naprawdę chyba setki tych gurdwar. Widać je po prostu na każdym kroku. Jedne są bardziej pokaźne, jedne są troszeczkę mniejsze. Jest jedna olbrzymia, najbardziej znana gurdwara, która odwiedzana jest tutaj przez różnych wizytatorów, turystów.
Jest atrakcją turystyczną. Ale o samej religii. Religia jest dosyć młoda. Tak jak wspomniałem, początków można upatrywać się tylko w XV wieku. Było tych dziesięciu mistrzów, którzy zgromadzili wokół siebie wielu wyznawców. Pierwszy z tych mistrzów był chyba najbardziej uduchowionym. Ze względu na duże poparcie zaczął gromadzić i systematyzować pewne przekazy i spisane tradycje. Ten guru jeszcze nie ustanowił świętej księgi, ale wprowadził już pewne rytuały, modlitwy i schematy zachowań. Dopiero piąty z tych dziesięciu guru ustanowił księgę w formie hymnów czy też tak zwanych psalmów, które miały bardzo muzyczną, melodyjną formę. Pisane były i składane podług znaczenia, ale również podług rytmu języka, więc są to bardzo charakterystyczne hymny.
Zresztą do tej pory przekazy owych psalmów bardzo często następują w formie bardzo rytmicznej deklamacji, czy też nawet pieśni. W XVI wieku nastąpił w Indiach najazd Persów. Wtargnęli Persowie i zawładnęli ziemiami indyjskimi. Od tego czasu troszeczkę się pozmieniało, dlatego, że dynastia, która wówczas objęła władzę, miała korzenie turecko-mongolskie i wprowadziła swoje zwyczaje, w tym oczywiście dominację islamu nad innymi religiami. Dlatego, że ta rodzina rządząca z turecko-mongolskimi korzeniami była muzułmanami. Wówczas sikhowie byli już sporą gromadką i oczywiście muzułmanie obawiali się ich wpływów, więc pojmali ówczesnego mistrza sikhów, guru i uprzejmie pozbawili go głowy. Jego następca, kolejny w szeregu dziesięciu mistrzów, postanowił zatem zareagować i otworzył siły militarne i zastępy wyszkolonych wyznawców wojowników, aby mogli od tej pory skutecznie bronić się przed Mongołami. Stąd właśnie wizerunek dzisiejszych sikhów, można by nazwać ich żołnierzami religijnymi. Owe długie brody i finezyjnie zakręcone wąsy u mężczyzn, długie naturalne włosy. Sikhowie nie strzyżą się, te włosy kryją pod swoimi kolorowymi turbanami.
To są dorośli mężczyźni, natomiast chłopcy mają zwykle zawiązane z przodu głowy koczki, zawiązane w kawałek materiału. Oni jeszcze nie noszą jako chłopcy turbanów. Kolejnym wizerunkiem są te pasy z nożami, czyli minimieczami. Kiedyś to również były łuki. W dzisiejszych czasach sikhowie nie noszą już łuków ani broni palnej, ale noszą noże. Każdy z sikhów, każdy z wyznawców sikhizmu, nie tylko mężczyzna, ale również kobiety noszą owe noże na takich pasach. Taka ciekawostka. Jest to jedyna grupa religijna, która ma oficjalne zezwolenie na noszenie publiczne noży przy sobie. Dlatego, że zwykle noże są zabronione. Tak jak wspomniałem, ze względu na dietę pundżabską, sikhowie również charakteryzują się pokaźnymi, bardzo okrągłymi brzuchami.
Z tych wojowników właściwie niewiele im pozostało poza wizerunkiem. Dlatego, że są to po prostu wojowniczy brzuchacze. Wiadomo, że z takimi okrągłymi brzuchami ciężko by było w boju, ale w dzisiejszych czasach sikhowie nie muszą już walczyć. Nie ma już najazdów muzułmanów, aczkolwiek tradycja została. Oni uważają się nadal za wojowników, więc niech im tak będzie. Tyle na temat sikhów. Natomiast druga religia, bardzo popularna szczególnie tutaj na wioskach w Pundżabie, to są wyznawcy Baba Balak Natha. Baba Balak Nath to był jogin, medytator z północno-zachodnich Indii, czyli z tego obszaru, z przedgórza himalajskiego. Yogi, który miał rzekomo niesamowite możliwości i niesamowite dary nadludzkie. Yogi, który rzekomo nigdy się nie starzał, wyglądał jako młodzieniec przez całe swoje życie.
Tradycja jest bardzo stara. To jest tradycja sięgająca dużo dalej niż XV wiek. Można by prawdopodobnie powiedzieć, że jest to tradycja sięgająca przed naszą erą. Nikt nie jest właściwie pewien dokładnie historii Baba Balak Natha, aczkolwiek jest to kult, który jest bardzo popularny tutaj na wioskach. Ja nagrywając dla was, drodzy słuchacze, tę audycję, siedzę sobie właśnie w świątyni Baba Balak Nath, gdzie znajduje się mnogość różnego rodzaju posążków i przepięknie malowanych murali na ścianach. Jest w tej chwili tutaj cisza i spokój, więc siedzę sobie i nagrywam tę audycję. Nie ma w tej chwili tutaj żadnych wyznawców. Jeżeli zdarzy się tak, że ktoś tutaj się pojawi, to usłyszymy dźwięk dzwona. Dlatego, że tradycyjnie wchodząc do takowej świątyni, uderzamy w wiszący nad wejściem dzwon. Ja śmieję się tutaj troszeczkę, podśmiechuję się z lokalnymi mężczyznami, że ten dzwon służy do tego, aby obudzić boga Baba Balak Nath, który tutaj może w słodkiej drzemce sobie spoczywa.
Kiedy przychodzą wierni, po to służy ten dzwon. Oni się trochę podśmiechują. Właściwie nikt nie wie dokładnie, o co chodzi z tym dzwonem, aczkolwiek każdy używa tego dzwona przy wejściu do takiej świątyni. Ale o samym Baba Balak Nath. Ludzie mówią, że był wyznawcą lorda Shivy, czyli pierwszego jogina. Z tym słowem wyznanie czy też wyznawanie należy być ostrożnym, bo często używane to słowo jest w aspekcie religijnym, wierzeniowym, dlatego, że wiele ludzi nie rozumie, czy też nie rozpoznaje walorów duchowych, tudzież głębokiej symboliki i mitów, które to w sposób bardzo poetycki usiłują opisać fenomeny, które wykraczają poza pojęcia językowe i logiczne konkluzje. Opowiadaliśmy sobie o tym troszeczkę wcześniej. Co chodzi o duchowość, czasami wznosimy się na takie pułapy, które to nie są w stanie być określone przez nasz język. Tutaj mówi się o tym, że Baba Balak Nath był wyznawcą lorda Shivy, ale jest to moim zdaniem troszeczkę niezrozumienie. Przerobiono to wszystko na religię, dlatego, że jogin, który opowiada o Shivie, nie opowiada o Bogu w sensie takim rozumianym potocznie, tylko opowiada o fenomenie, który jest niebytem.
Shiva dokładnie oznacza ten, co nie jest. Nie ten, który nie jest, tylko ten, co nie jest. Dlatego, że tak jak mówię, tutaj gramatyka, logika już nie za bardzo figurują w tym przypadku. Shiva, czyli jest to stan niebytu, stan kompletnej pustki, kompletnej ciszy, kompletnego ukojenia, ale stan, z którego to pochodzi całe stworzenie, cała materialna forma egzystencji, w której to przyszło nam tutaj być. Ale ponieważ niektórzy ludzie nie rozumieją tego typu konceptów, zamieniają sobie często tego typu zdania, tego typu tradycje w religię. Tutaj podobnie staje się z Baba Balak Nath. Historia, która sięga tysięcy lat. Prawdopodobnie był to jogin, który doznał oświecenia, który po prostu zorientował się o tym, jak funkcjonuje stworzenie. Połączył się w bardzo specyficzny sposób ze wszechświatem, z kosmosem. Dokonał unii z Bogiem, można by powiedzieć.
Kiedy używam słowa Bóg, to również nie mam na myśli tutaj Boga w znaczeniu religijnym, tylko po prostu Boga jako stwórcy, jako kreatora uniwersalnego kosmosu. Ale zrobiono z tego religię. Wiele ludzi źle interpretuje pewną symbolikę, tudzież znaczenie mitów czy też opowieści. Popadają w jakieś fałszywe konkluzje. Tacy ludzie w szybkim skrócie zamieniają tradycję duchową po prostu w religię. Tak też stało się z postacią Baba Balak Nath. Baba oznacza osobę podążającą ścieżką duchową, więc jogin, który pojął jedność i wspólnotę stworzenia i koncept Shivy, czyli niebytu. Jogin, który spędził wiele lat, medytując w jaskini, który posiadł rzekomo magiczne, czyli tak zwane nadludzkie, ja mówię ludzkie, ale utajone moce, okrzyknięty został Bogiem. Jego popularność, o którą wcale nie zabiegał, sprawiła, że ludzie stworzyli sobie obiekt kultu. Tutaj, głównie w Pendżabie oraz w obszarze Himachal Pradesh, o którym to opowiadałem troszeczkę podczas poprzednich audycji.
Himachal Pradesh to jest tam, gdzie byłem w Himalajach, gdzie znajduje się wioska Manali. Tutaj ta religia stała się drugą najbardziej popularną religią w tym rejonie, w Indiach, właśnie w krainie brodaczy. Tutaj mężczyźni, wyznawcy Baba Balak Nath również noszą pokaźne brody, ale już niekoniecznie turbany, aczkolwiek też turbany zdarzają się, więc jest to taka swoista hybryda. Jest to taki miks kulturowo-religijny. Właściwie gdyby podyskutować tutaj z lokalną ludnością na temat podwalin i historii tej kultury, to właściwie nikt do końca nie wie, o co w tym wszystkim chodzi, aczkolwiek każdy patrzy na innego, więc każdy powiela te wszystkie schematy. Baba Balak Nath nie chciał właściwie stać się żadnym Bogiem. Są ku temu pewnego rodzaju dowody. Nie interesował się popularnością. Jest taka historia, która opowiada o jego spotkaniu z guru Gorakh Nath, który to funkcjonował rzekomo w XIV wieku, aczkolwiek te daty są też bardzo zatarte. Był to jeden z mistrzów, który również był joginem, ale zamienił się po prostu w wyznawcę religijnego.
Początkowo był buddystą, który rzekomo przekonwertował się później na hinduizm. Notabene kumpel guru Nanaka, czyli założyciela sikhizmu, tego pierwszego z 10 mistrzów, którzy to ustanowili wiarę sikhizm. Historia opowiada, że guru Gorakh Nath, zdając sobie sprawę z rosnącej popularności Baby Balak Natha i słysząc o rzekomych cudach, które ten dokonał, próbował bardzo skrupulatnie zachęcić go do przyłączenia się do jego sekty. Historia opowiada, że pojawił się u szlachetnego jogina w towarzystwie 300 swoich wyznawców. Był to swoistego rodzaju pokaz siły. Zaczął testować zdolności i cierpliwość jogina. Ten natomiast odmówił wielokrotnie proponowanych zaszczytów i sumiennie odpierał nalegania i wysiłki tego znanego, popularnego guru, dając mu przy okazji parę znamiennych lekcji i pokazując przysłowiową figę z makiem To wszystko wielki sekciarz otrzymał od dzieciaka. Baba Balak Nath wyglądał jak młokos, dlatego, że rzekomo nigdy się nie starzał. Posiadł takie techniki, że utrzymywał swoje ciało w odpowiedniej formie. Przypowiastka, która świadczy o tym, że owy jogin o młodzieńczym wyglądzie nie był za bardzo zainteresowany tworzeniem żadnego rodzaju kultu tudzież religii.
Był to człowiek, który medytował i który osiągnął unię ze Stwórcą. Tak można to w skrócie opowiedzieć. Ciekawostka. Dwie religie, dwa odmienne systemy wiary, ten sam obszar, ci sami ludzie. Czasem w jednej rodzinie jeden brat wyznaje hinduistyczny kult Baba Balak Natha, dlatego, że ten kult Baba Balak Nath zawiera się w całej plejadzie różnego rodzaju kultów i wyznań hinduistycznych. Hinduizm to nie jest jedna określona religia, tylko jest to mnogość różnych bogów i wyznawców. A drugi brat w tej samej rodzinie jest na przykład sikhiem. Obydwaj mają pokaźne brody oczywiście. Spotkałem tutaj takie przypadki. Generalnie bardzo mili, życzliwi i bardzo gościnni ludzie, ale również bardzo poważnie traktujący swoje wierzenia.
Praktykujący na co dzień, nie raz w tygodniu, tylko na co dzień. Nie mnie tutaj do końca kogokolwiek oceniać czy też pouczać, ale mogę tylko podzielić się moimi przemyśleniami tutaj w audycji na ten temat, mając nadzieję, że nikogo nie obrażam. Nie jest moim celem tutaj obrażanie nikogo, bo z tą dumą religijną różnie bywa. Niektórzy ludzie podchodzą do tematu religijności bardzo ekstremalnie, zdajemy sobie z tego sprawę. Religia jest elementem bardzo istotnym w każdej kulturze. Co to jest kultura? Kultura to jest coś, co kultywujemy, czyli coś, co pielęgnujemy, więc zawsze będzie to bardzo istotne. Jest to coś, czym również ludzie nasiąkają od dziecka, można by powiedzieć, przy udziale rodziców, coś, z czym się utożsamiają. Wspomniałem wcześniej kwestię ego. Właśnie ego to jest również to, z czym utożsamiamy się pod względem religijności, pod względem naszych wierzeń.
Religia jest to również coś, za co często ludzie są w stanie umrzeć. Ludzie, którzy pociągają to do stanów ekstremalnych, są w stanie umrzeć w imię swojego Boga tudzież wyznania, tudzież religii. Zdajemy sobie sprawę z tego, ile jest wojen wszczynanych pod pretekstem wiary i jakiegoś mylnego oglądu Boga. Moim zdaniem żadna religia na tym świecie nie jest słuszna. Każda z nich mówi o swojej wyjątkowości, o jakiejś formie ekskluzywności. Rozpoznawana jest przez swoich wyznawców zwykle jako jedyna słuszna droga. Często nie zdajemy sobie sprawy z mnogości wyznań na tym świecie. Wydaje nam się na przykład, że Kościół katolicki to jest jedyna forma religijności, dlatego, że wychowujemy się tylko w katolickim środowisku. Przykładem na mnogość różnych wyznań jest chociażby mnogość kultów hinduistycznych. Co region w Indiach to właściwie inna tradycja, inni bożkowie, inni wyznawcy.
Przykładem na to najlepszym jest Baba Balak Nath, którego wyznaje prawdopodobnie parę ładnych milionów ludzi, a o którym ja sam dowiedziałem się dopiero parę tygodni temu, po przyjeździe tutaj do Punjabu. Dobrzy, życzliwi ludzie, ale moim zdaniem troszeczkę zagubieni. To są właściwie takie relikty tradycji, które przetrwały chociażby dlatego, że watykańskie macki nie sięgają tutaj tak daleko. To są powielane schematy dokonywane przez ludność na co dzień. Dokonywanie jakichś rytuałów bez zrozumienia. Tutaj właściwie nie ma czego rozumieć. Religia to jest spoglądanie na wyższych w hierarchii, na tak zwanych świętych mistrzów, czy też księży, czy nazwijmy to papieży i tak dalej. Bo to oni zwykle mają rozumieć coś, a ja już wtedy nie muszę rozumieć, bo od tego mam przecież księdza, od tego mam papieża. Powiedzą mi coś, co mam robić, jak mam żyć, w jaki sposób mam funkcjonować, a ja już się tym nie muszę martwić. Tak zwykle, moim zdaniem, funkcjonują religie.
A gdzie tutaj praca z samym sobą? Gdzie tutaj wgląd do wnętrza mnie samego? Gdzie tutaj odkrywanie prawdy? Gdzie tutaj proces oczyszczania duchowego? Każda z tych wielkich religii ma jakąś mądrą księgę, która to określa warunki kontraktu, tak bym to nazwał. Mówi mi, jak mam funkcjonować, jak mam żyć własne życie. Jest to po prostu swistnego rodzaju kodeks prawny napisany przez zwykle wielu autorów przy upływie bardzo długiego czasu, który mówi mi, co jest dla mnie najlepsze. Czy jest to Guru Granth Sahib jak w przypadku sikhizmu, czy jest to Koran w islamie na przykład, czy jest to Biblia w chrześcijaństwie, czy też Tora w judaizmie i tak dalej. Każda z tych ksiąg tudzież opowieści staje się doktryną kultu. Kult, czyli jakiegoś rodzaju ślepe powielanie zapisków bez ich kompletnego zrozumienia lub często nawet z mylną bardzo interpretacją.
Zwykle podwaliny każdej z tych religii wydają się gdzieś tam głęboko słuszne i pochodzące od prawdziwych joginów, można by powiedzieć, odkrywców prawdy. Ale znaczenie tych tekstów zostaje zmodyfikowane, bardzo często zatarte na przestrzeni czasu i interpretacji albo po prostu niefortunnie przetłumaczone. Przykład, żeby był nam wszystkim znany, to posłużę się dekalogiem, czyli tak zwanymi dziesięcioma przykazaniami. Pierwsze z dziesięciu przykazań: „Jest jeden Bóg”. I tutaj klops, dlatego że każdy z nas nauczył się tej regułki na pamięć. Każdy zna dekalog, ale mało kto zastanawia się nad znaczeniem tych słów. Mało kto właściwie kwestionuje znaczenie tych słów. Tutaj okazuje się, że oryginalne pierwsze przykazanie z dekalogu z oryginału brzmi: „Bóg jest jednością”, a nie „Jest jeden Bóg”. Jedność, czyli stworzenie, czyli byt i niebyt, to jest Bóg. Wszystko i nic jest jednością.
Wszystko równa się jedno. Jest to coś, co omawiałem w epizodzie pod tytułem „Wszystko równa się jedno”, więc polecam również tym, którzy nie znają tej części „Chaty mistyka” do ściągnięcia do archiwum. Także wiedza zawarta w tym zdaniu jest wiedzą prawdziwą, sięgającą początku istnienia, ale bardzo mylnie interpretowaną. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Więc tutaj nie chodzi o to, że jest jeden Bóg. Tutaj chodzi o to, że Bóg, czyli Stwórca, stworzenie, świat, kosmos jest jednością. I tutaj kwestia tylko mylnego tłumaczenia. I pojawia się problem. Pojawia się cała religia, która wybudowana jest na systemie wierzeń, które pochodzą właściwie z niczego, na systemie wierzeń, których nie rozumie nikt, których nikt nie zgłębia, gdzie nikt nie zadaje pytań. Taka różnica jest pomiędzy drogą duchową, pomiędzy odkrywaniem prawdy wewnątrz siebie, pomiędzy zrozumieniem pewnych konceptów a pomiędzy powielaniem religijnych schematów, które to zostały nam narzucone przez rodzinę, przez środowisko, które wynikają z pewnego błędnego zrozumienia, tudzież z błędnej weryfikacji pewnych skryptów.
To wszystko ma gdzieś tam dosyć prawdziwe podwaliny, tylko bardzo często zostaje mylnie zinterpretowane. Także ja tutaj z tego miejsca zachęcam wszystkich słuchaczy „Chaty mistyka” do samodzielnej pracy nad owymi zagadnieniami, do zagłębienia się wewnątrz nas samych, do odkrywania prawdy, która to istnieje w każdym z nas. Każdy z nas ma te same predyspozycje, żeby taką drogą podążać. Nie musimy patrzeć się na tych, którzy z wyższością odnoszą się ze swoimi tytułami, tudzież funkcjami religijnymi, dlatego, że ci ludzie są do niczego niepotrzebni. Te wszystkie odpowiedzi na nużące nas dylematy mieszkają i żyją wewnątrz nas. Jesteśmy w stanie odkryć to wszystko na własną rękę. Oczywiście warto na ten temat dyskutować, dlatego że jesteśmy w stanie pomóc sobie nawzajem, prowadząc dyskusję, tudzież zadając pytania. Jest to w stanie naprowadzić nas na właściwy trop. Aczkolwiek wiara jako religia moim zdaniem jest kompletnie mylną drogą, która to właściwie odciąga nas od tego prawdziwego procesu poznawczego, do którego jesteśmy tutaj stworzeni, do którego jesteśmy właściwie powołani jako istoty świadome, jako istoty ludzkie. Także zachęcam wszystkich bardzo serdecznie do poszukiwania prawdy.
Zachęcam wszystkich do medytacji, do odkrywania tego, co jest, a nie tego, co zapisane w zakurzonych skryptach. I zapraszam wszystkich do kolejnych spotkań w Chacie. Bardzo miło by mi było, gdybym zobaczył komentarze pod audycją w archiwum. Zachęcam do komentowania moich audycji, do zadawania pytań i do dialogu nie tylko ze mną, ale również pomiędzy nami. I tymczasem żegnam się ze wszystkimi z krainy brodaczy, z Pendżabu. Tutaj w międzyczasie w świątyni pojawiło się parę dzieci, które spróbuję zachęcić do wydania jakiegoś odgłosu na sam koniec do pożegnania się. I do zobaczenia moi drodzy, żyjcie w pokoju, bądźcie zdrowi. Ja mam na imię Bart i zachęcam wszystkich do kolejnych odcinków „Chaty mistyka”. I teraz coś od dzieci. Say something, please.
Hello. Hello Pendżabi. Pendżabi. Pendżabi. No i tyle. Żegnam się i pozdrawiam wszystkich. W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata.
Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Co?