Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. Dobry wieczór. Dobry wieczór słuchaczu i słuchaczko, i ty słuchającego offline. Witam cię serdecznie w hiperprzestrzeni. Dzisiaj muszę rozgadać się jak zwykle do mikrofonu. Jest sobotni wieczór. Przepraszam bardzo, jestem troszkę zachrypiony. Miałem gości dziś i dużo gadaliśmy. Niesamowite spotkanie i wino było doskonałe. Żartuję sobie oczywiście.
Nie było żadnego wina, ale doskonała rozmowa, doskonali goście. Ale mniejsza o to. W ogóle witam cię w hiperprzestrzeni. Słuchaj, jak się czujesz? Mam nadzieję, że doskonale przede wszystkim. Może zacznijmy od tego, bo tak już od razu jakaś gadka. Anyway. Witam cię serdecznie. Zapraszam na opowieść dzisiaj. Troszkę wyciągnę kilka trupów z szafy.
Dzisiaj wrócę do klasycznych opowieści. Zapowiem ci szybciutko, co dzisiaj mam w zanadrzu, żeby nie było, że trzymam taką tajemnicę i się rozgaduję na milion wątków. Właśnie, ucinam wątki. Dzisiejszy tytuł. W ogóle mam historię na dzisiaj. W ogóle goście tu się pojawiają i właśnie jest to historia związana z gościem, ale troszkę innym, ale też w tym tygodniu i też dokładnie w tej samej sprawie. Właściwie, jeżeli tak spuentować wszystko do takiego bardzo prostego wątku. Ale o tym może troszeczkę później. Gość zagościł w moich progach w środku tygodnia. Konkluzja rozmowy była taka...
Właśnie, ja sobie notatki zrobiłem do tej dzisiejszej hiperprzestrzeni w sobotni wieczór retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Czasu. Pozdrawiam serdecznie. Zapraszam w ogóle na czaty: czat Radia Paranormalium, tam jest też czat Radia Na Fali oczywiście przez stronę radionafali.com. Jestem oprócz tego na Skype'ie. „Radionafali” tak się nazywa Skype. Mam nawet włączony mikrofon, jakby coś się blokowało w mikrofonie i coś tędy, daj mi chwilę, bo czasami ustawienia oprogramowania o nazwie Skype po tym, jak firma Microsoft przejęła ten biznes w całości i zdewastowała sobie już do reszty po to tylko, żeby się dowiedzieć naprawdę, o czym myślę, o czym śnię, o czym rozmawiam ze swoimi przyjaciółmi tylko po to, żeby zanalizować to wszystko i wziąć ode mnie więcej kasy. Nie udało się. Mają zniesmaczonego konsumenta. Podejrzewam jakichś miliony aktualnie. Tak czy siak, daj mi parę chwil zanim sprawdzę, jak coś by nie działało w Skype'ie.
Tak czy siak możesz dzwonić: radionafali.com. I to tyle chyba wszystkich ogłoszeń. A nie tylko, bo ja przypominam, że słuchasz Radia Na Fali, a oprócz mnie, Tomka, tu w sobotę z południowego Londynu w tej opowieści dla ciebie o tym, gdzie kończy się nasza demokracja. Taki wątek na dzisiaj. Zaraz powiem dalej, o co chodzi. Oprócz tego, że słuchasz mnie, możesz posłuchać moich zacnych kolegów, czyli Edka dokładnie w środku tygodnia, w środę o godzinie 22:00 mojego czasu, 23:00 twojego czasu, bo ja tutaj nadaję do ciebie z wyspy zwanej Anglią. Oczywiście, bo historia dzieje się w ogóle w Anglii dzisiaj. To spotkanie oczywiście. Anyway. Wszystko się zgadza, jak się okazuje idealnie, prawda?
Wszystko tak pasuje do siebie. No właśnie, dzisiaj kilka rzeczy będzie pasowało do siebie, mam nadzieję. I zapraszam jeszcze w czwartek do Barta, który podróżuje po ciekawych miejscach. Jest aktualnie gdzieś w Himalajach i opowiada o tym, co w ogóle myśli na temat życia, jak w ogóle to wszystko się zmienia u niego, jakim torem przebiegają jego konkluzje na temat jego samego i gdzie jest w danym momencie clou całej sprawy. To są odkrycia, iluminacje, iluminacje kosmosu w sobie i dookoła. Także zapraszam serdecznie na Chatę Mistyka. Doskonała rzecz. Przepraszam bardzo, ja tu będę tak troszeczkę odparowywał. Wreszcie usiadłem, popiłem sobie herbaty z mlekiem. Dzisiaj bardzo po angielsku jestem.
No właśnie. Także nie zapomnij, żeby też być bardzo po angielsku oprócz tej soboty zarówno w czwartek, jak i w środę. Ja w czwartek się jeszcze pojawiam później, czasami wieczorem, ale to już inna historia. Może o tym kiedy później. I czasami też po hiperprzestrzeni zostaję na wieczorową porę, także rozmowy ciągną się czasami rozgrzane. Może niekoniecznie do białego rana, chociaż i tak się czasami potrafi zdarzyć. Tak czy siak słuchasz mnie w tym momencie, wiesz z czego, więc nie będę powtarzał. Zapomnij, nie chce mi się. I już przebieguję, rącza sarna, do tematu dzisiejszej mojej opowieści, mojej klechdy sezonowej. Płonie ognisko w lesie, szumią knieje, wieje się i oczywiście opowieść się snuje.
To był biały rym. Jak mało się rymował. Także dzisiejszy temat, moja ty słuchaczko droga, mój ty drogi słuchaczku, do ciebie prosto mówię, prosto do twojego ucha, brzmi mniej więcej tak: gdzie jest granica naszej demokracji? Moja odpowiedź brzmi: granica naszej demokracji, niezależnie od tego, cokolwiek widzimy na zewnątrz w postaci propagandy, tak ja to nazywam, gazet, telewizji, radia i tak dalej, granica kończy się na stacji benzynowej w miejscu, gdzie stoi dystrybutor z benzyną. Taka jest moja refleksja. No właśnie. I kontynuując tą refleksję, pozwolę sobie opowiedzieć historyjkę pod tytułem: w którym momencie, tu już tak kolokwialnie powiem, ziomuś ziomka, w którym momencie tej części tej opowieści jesteśmy? Bo jest to pewna historia związana z ostatnim stuleciem. Historia troszeczkę spiskowa, można powiedzieć. Chociaż nie wiem, czy nazwać to spiskiem, bo nie jest to żaden spisek.
Jest to zwyczajnie biznesowa działalność. W dzisiejszych czasach nazywamy to biznesem. Oczywiście może nie do końca, ale tak w rzeczywistości wygląda biznes. To jest ta słynna historia związana z operacjami maklerskimi, w ogóle pracą dla dużych korporacji na stanowiskach finansowych. Przysięgam rękę na rękę. Ręka rękę myje, oczywiście. Dzisiaj będzie troszkę tak à propos syntezy takiego podcastu, który kiedyś popełniłem, także troszkę syntezowy taki. Przynajmniej taki syntezowy. No tak, w sumie tak. I syntezowy Czy ja dobrze mówię?
Nie do końca. Co ja mówię? W sumie tak. Syntezowo-dokładkowy odcinek. Taka historia. Zaraz, bo jak zwykle wzbijam się na wątki, ale wrócę do podstawowego wątku o wizycie, o momencie, w którym jesteśmy jako cywilizacja, bo nie jest to żadna teoria spiskowa. Jest kilka faktów, kilka wydarzeń, kilka historii, które się wydarzyły w ciągu ostatnich 100 lat, które spowodowały, że wylądowaliśmy w bardzo ciekawym miejscu. Przypomnę jeszcze raz o pewnym newsie, który doskonale pewnie wszyscy znają na pamięć już dzisiaj. Jakiś czas minął. Nie wiem, w którym momencie życia, historii tego stulecia słuchasz tego podcastu.
Jestem człowiekiem, który żyje w 2017 roku. Ty, słuchaczu sprzed 100 lat czy 100 lat do przodu. Na imię mam Tomek. Wszystko dzieje się w 2017 roku. Właśnie skończył się wrzesień 2017 roku i przeszło wielkie tornado przez Florydę. Tornado przeszło przez kontynent. Kiedyś to był taki kontynent, Floryda. I spustoszyło kompletnie. Miliony ludzi zostało bez prądu i nagle się okazało, że miliony ludzi nie mogą się przyłączyć do prądu. Co się stało?
Okazało się, że serwis nie wyrabia, nie jest w stanie absolutnie dostarczyć wysokiego napięcia do tych wszystkich rozdzielników. To jest sposób, w jaki jest właściwie skonstruowana infrastruktura elektryczna. I nie jest to bynajmniej przypadek. Dzisiaj też będę o tym troszeczkę wspominał. Taki trochę techniczny dzisiaj będę. Dzisiaj będę pan inżynier. A co, należy mi się. Miałem fantastycznych gości, taki troszkę inżynierski nastrój dzisiaj zapanował w domu. Prawie impreza się zrobiła, niespecjalnie inżynierska. Nikt nie biegał w białych kitlach, nie wpinaliśmy sobie długopisów w kieszeń, spokojnie.
Nie było takiej partii jak z amerykańskiego filmu. Nie zwariowałem. Ale wątki troszeczkę technologiczne. To jest technologia, która dotyczy każdego z nas. To jest właśnie demokracja, czyli coś , co ponoć istnieje. Taki dowcip, moim zdaniem, teatralny. W którym miejscu tej opowieści jesteśmy? Bo z tą Florydą się stało tak, że teraz nie ma tam prądu. Serwis nie jest w stanie fizycznie tego zrobić, żeby przywrócić wszystkie linie wysokiego napięcia. Tym bardziej że są tam reaktory jądrowe, takie dwa poważne.
W ogóle było ciekawie obserwować, jak ten huragan przeszedł przez Florydę. Wyglądało tak, jakby ktoś naprawdę miał dużo dobrej intencji i jakimś psim spędem udało się przepchnąć przez moment zawahania ten huragan obok jednej elektrowni i psim spędem przeleciał obok drugiej takim slalomem troszeczkę. Mieli naprawdę dużego fuksa. Wszyscy specjaliści bali się prawdopodobnie najbardziej o ten newralgiczny element całej instalacji na Florydzie, elektrycznej i nie tylko, do pozyskiwania właściwie wkładu do broni termonuklearnej, która jest stosowana na świecie. Troszeczkę ten ładunek radioaktywny jest rozrzedzony. Znajdziesz go bez problemów, jeżeli weźmiesz licznik Geigera i przejdziesz się po kilku miejscach w tak zwanym Iraku. Armia amerykańska bardzo lubi używać tego narzędzia pracy w stosunku do rozmawiania z cywilami na miejscu. W Afganistanie znajdziesz to samo, w kilku innych miejscach też. Ale zostawiamy ten radosny wątek i wróćmy do naszego podstawowego wątku. Do wątku tego, co się dzieje dalej z prądem.
Niektórzy dziarscy mieszkańcy Florydy od razu wpadli na genialny pomysł: „Skoro mam solary, mam własny generator, podłączam się pod UPS-y, podłączam się pod solary. Floryda jest słonecznym miejscem, na pewno będzie prąd i podzielę się z sąsiadem”. I jest zadyma jak na 100 fajerek, bo się okazuje, że prawo w tym miejscu jest tak skonstruowane, że jeżeli będziesz próbował pozyskiwać prąd i podłączyć jakiekolwiek urządzenie, które jest certyfikowane przez rząd federalny jako urządzenie, które ma certyfikat federalnego rządu na terenie Stanów Zjednoczonych do sieci, do obciążenia, do prądu elektrycznego, który ty robisz, który nie jest opodatkowany i licencjonowany poprzez placówki rządu Stanów Zjednoczonych oraz lokalne federalne placówki oraz specjalną niezależną komisję korporacyjną do spraw energetyki i tak dalej, nie masz, jednym słowem mówiąc, licencji na produkcję prądu niczym elektrownia atomowa, to grozi ci trzy lata więzienia. Potężne kary, które sięgają od 3000 dolarów w górę samej kary. Ja tu nie mówię o tym, że rozprawa sądowa kosztuje chyba rzędu 20 000 dolarów na dzień dobry. I ty jako osoba, właściwie nie osoba, już nie jesteś osobą. Ty jesteś przestępcą i ty musisz to zapłacić. Tak że gadka jest dosyć krótka. Złociutki. Cokolwiek sobie podepniesz pod solarka, jeżeli przyjdzie szeryf federalny i się wkurzy, to jesteś out.
Jeżeli ktokolwiek udowodni, że się podpinałeś, płacisz potężne kary i takie jest prawo. Nie możesz zastosować własnych paneli. Absolutnie nie ma takiej opcji. I teraz jest taki rajbak troszeczkę, a więc próba wyciszania tego tematu, jak tylko się da, bo się okazuje, że takie prawo nie jest tylko tam. Podobne prawo znajduje się w stanie tak zwanym Kalifornia, słoneczny stan Kalifornia. Człowieku z przyszłości, jeśli mnie słuchasz. Pewnego dnia, dawno, dawno temu było takie miejsce tam, gdzie to morze duże, tam było takie miejsce o nazwie Kalifornia i teraz jest pod wodą. Właśnie. Uskok San Andreas tak się nazywało. Anyway .
Nie chcę nikogo straszyć, przepraszam bardzo. Po prostu nadaję efektu dramatycznego tej opowieści. Siedzimy przy ognisku, dzieciaki rozmawiają o duchach, a nie widać się różnić od takiego dzieciaka w sumie troszkę. Tak że przywołajmy troszkę duchy. Nie to, żebym komuś źle życzył, sorry. Parszywy poczucie humoru, prawda? Parszywe. Anyway, wracając do tego tematu z Kalifornią, okazuje się, że właściwie możesz sobie odpiąć prąd, nie ma problemu, ale automatycznie w tym momencie musisz odpiąć wszystko. Wszystkie media, które dostarcza ci provider, jakikolwiek provider, który jest licencjonowany przez federalny rząd oraz rząd stanowy. Czyli generalnie dostajesz w dupsko z obydwu kopniaków.
Przyjeżdża jeden koleś W okularach przeciwsłonecznych ściąga okular takim zamaszystym gestem i mówi: „Hello, I'm the mister officer and you are under arrest”. I koniec pogadce. I tyle. Bo oczywiście produkujesz energię, produkujesz własną energię. Jak się okazuje, w pewnym momencie, myślę, że wielu ludzi to wie, może nie wszyscy zdają z tego do końca sprawę. Tylko tyle. Ja właśnie ci opowiem troszkę, jak to wygląda od strony rzeczywistej historii. Nie bajek i opowieści. Chociaż właściwie zostawiam to tobie. A myślę, że to też dobra bajka swoją drogą.
Chociaż potraktuj jak chcesz. Anyway, jest to historia ze sposobem pozyskiwania energii. Jak się okazuje, być może skoro są takie obostrzenia, to coś za tym stoi. I dzisiaj ci opowiem, co wiem na ten temat i jakie są moje konkluzje na temat tego, co właściwie stoi za tym zabawnym numerem, który mówi, że nie możesz podłączyć maszyny i robić swój własny prąd. Milion ludzi na świecie chciałoby podłączyć sobie maszynę i robić swój własny prąd, żeby zasilać swoje własne lodówki, swoje własne pralki, swoje własne żelazka, swoje własne tostery. Rozumiesz, o co mi chodzi? Kuchenki elektryczne. Whatever, jak się mawia w Anglii, czyli cokolwiek. Wielu ludzi by chciało, ale jak się okazuje, rząd w wielu miejscach i w bardzo wielu krajach się zabezpiecza na tą okoliczność. Także moment, kiedy ty się wypinasz z tak zwanej siatki.
Jest specjalna nazwa w języku angielskim na to zjawisko. Nazywa się to off-grid, czyli poza siatką. Grid to jest siatka, a off to jest poza, zazwyczaj mówiąc. Jest to taki termin używany bardzo popularnie, bardzo często w języku angielskim właśnie oznaczający urządzenia produkujące własną energię, gdzie mówi się nazwę urządzenia, podaje co to jest. Następnie się dodaje, że to jest urządzenie off-grid albo popularnie się mówi off-grid, urządzenie off-grid. Po polsku chyba też już się to zanglistyzowało z angielskiego i też się chyba często mówi off-grid. W każdym razie wyjaśniłem ci pojęcie, bo ja będę go używał. Słuchaj, mieszkam w Londynie i mieszkam naprawdę już tyle lat. Wybacz mi. Pozwolę sobie używać swojego ziomskiego, lokalnego języka w niektórych sytuacjach.
Także system off-grid, tak to nazwijmy. Jak się okazuje, nie jest problemem sensu stricto. I zaraz ci opowiem, co wiem na ten temat, dlaczego nie jest problemem, ile tych systemów istnieje i jak to wyglądało w ciągu ostatnich 100 lat i tak dalej. Ale problemem jest prawo, które właściwie jest tak sprytnie skonstruowane, że tak długo, jak nie masz licencji rządu, tak długo nie możesz zrobić nic w tym temacie, ponieważ stajesz się automatycznie przestępcą, który występuje przeciwko stabilności ekonomicznej swojego kraju. Właściwie stabilności energetycznej. Często wygląda to tak, że generalnie wojsko ma z tym problem, bo wojsko żyje z pieniędzy rządowych, czyli właściwie z pieniędzy tak zwanego podatnika, który jest obsługiwany przez korporacje, które są zatrudniane przez rząd. Myślę, że wszyscy o tym wiedzą, także nie muszę tłumaczyć tego tematu. Tak to wygląda. Tak to jest. I z tej okazji, jeżeli pojawia się jakaś opcja kontrolowania jakiejś większej grupy społecznej, to opcja właściwie jest tylko jedna.
Można kontrolować zasoby. I jest pewna technika kontrolowania tych zasobów, w której właściwie jesteśmy, co tu dużo mówić, beneficjentami. Nie jest to bynajmniej jakieś dzieło przypadku, jakiejś szalonej grupy spiskowców, która naczała się kabały i tak dalej. Być może, I don't know, nic nie wiem na ten temat. Opowiem ci, jak to wygląda od strony naukowej, bo żeby było zabawniej, słuchaj, jest to taka strategia, którą wymyślono 100 lat temu i zaczęto ją testować w kilku krajach, w kilku miejscach i okazała się bardzo wydajna dla ludzi, którzy zainwestowali bardzo duże pieniądze w pozyskiwanie zasobów w taki sposób, że praktycznie za pomocą sztuczek socjotechnicznych dostrajali społeczeństwo w ten sposób na pewnych kontrolowanych obszarach, że społeczeństwo pod wpływem pewnych impulsów zaczynało wykonywać pewne ruchy, które były im bardzo na rękę. Także można było dzięki temu postawić bardzo duże gałęzie gospodarki, nie inwestując za bardzo własnych pieniędzy jako takich, natomiast inwestując i angażując potężne zasoby ludzkie, wykorzystując między innymi zjawisko zwane wojną. Słynna historia związana z pierwszą wojną światową, która do tej pory w oficjalnej wersji historii należy do takich troszkę, można powiedzieć, białych kruków. Nikt nie widział. Chodzi o przyczyny oczywiście tej wojny, bo to jest właściwie biały kruk całej tej historii. Przyczyny owej wojny.
Z reguły w książkach, podręcznikach historycznych opowiada się niesamowite historie i analizy na temat Franciszka Józefa, o tym, jak spiskowiec strzelił mu prosto w łeb i tak dalej. Anyway, oczywiście tak się wydarzyło. Ktoś tam dostał kulkę i ktoś zszedł. Ale zostawmy smutne historie, jak sobie tam serwowali ołów. Niekoniecznie za pomocą sztućców na pięknej zastawie, tylko tak bezpośrednio, niczym myśl z głowy do głowy. Tak sobie ołów transportowali. Takie były zabawy w XIX wieku. Koniec końców historia, która stoi za tą pierwszą wojną światową, jest właściwie związana z polami ropy naftowej, które znajdują się na Bliskim Wschodzie. Bo właściwie jeżeli człowiek przyjrzy się uczciwie historii Bliskiego Wschodu, przyjrzy się, jak to wyglądało, bo oficjalnie tam temat jest troszeczkę, można powiedzieć, trefny i nikt nie za bardzo tam porusza takich opowieści, ale jeżeli spojrzysz tak mocno do tyłu, to się okazuje, że na przykład taki Irak, co jest dosyć zabawne oczywiście, jeżeli potraktujemy życie jako wielki dowcip, oczywiście pod tym względem. To jest naprawdę wielki dowcip czasami.
No, czasami przerażający, ale takie jest życie, słuchaj. Przynajmniej przez chwilę dla niektórych ludzi. Niekoniecznie musimy to robić, niekoniecznie musimy postępować tą drogą. Właśnie po to ci opowiadam. Być może podejmiesz inne decyzje kiedyś w życiu, chociaż i tak nie zamierzam cię popychać w jakimś kierunku. Ale taka troszkę informacja na temat, jak jest skonstruowany kawałek świata, a przynajmniej jak niektórzy ludzie próbują to konstruować. Może w ten sposób. Na pewno ich świat jest tak skonstruowany. Wiem o tym na pewno. A czy nasz?
To już nasza własna indywidualna wola. Także jak się okazało, udało się zrobić taki numer, że część świata jest odcięta od prądu elektrycznego i za żadną cholerę nie możesz postawić żadnego niezależnego generatora, który nie ma certyfikatu i zasilić ludzi w potrzebie. Mowa jest o szpitalach, starszych ludziach. Ja mówię o naprawdę poważnych sprawach. Tam nie ma prądu, a tam wszystko działa na prąd. Instalacje stały na bagnie, także jak przeszło tornado, nic nie zostało z tych instalacji. Absolutnie. Wracając do I wojny światowej, okazuje się, że już wtedy były bardzo mocne ruchy w kierunku zdyscyplinowania społeczeństwa w sposobie korzystania, pozyskiwania, używania, nadania kierunku na temat zasobów. W jaki sposób ma być wszystko zasilane? Piękne czasy Nikoli Tesli, doskonałe czasy.
Jeszcze przed I wojną światową, muszę troszkę wrócić do trupów w szafie, czasów, kiedy powstawała tak zwana współczesna psychologia. Sigmund Freud wariował na punkcie swojego niespełnienia seksualnego. Myślał, że wszystkim odjechało tak samo jak jemu i stwierdził, że zrobi z tego niezłą religię i niezły biznes. Szczęśliwie znał możne głowy. Jeżeli wziął jakiegoś kolesia i powiedział: „Słuchaj stary, dobrze sypiasz ze wszystkimi laskami w swoim zamku, które są twoimi służącymi. Wkurza swoją żonę. Ona też sypia ze wszystkimi dookoła. To jest okej. Wystarczy, że zapłacisz mi 100 dukatów, a ja ci stworzę taką analizę psychologiczną, że człowieku, poczujesz się swój. To jest kompleks twojej matki.
Musimy kontynuować spotkania. Poproszę o kolejne 100 dukatów”. Generalnie Freud zrobił na tym karierę, ale tak czy siak powstała jeszcze Carl Gustav Jung, kilku innych ludzi. Były pewne też wartościowe spostrzeżenia. Nie to, że chciałbym przekreślić całą współczesną szarlatanerię zwaną psychologią, ale zostawmy może to wszystko. Wróćmy do czasów Nikoli Tesli troszeczkę. Nikola Tesla ląduje w Ameryce, o czym niewielu wie albo wielu wie. W czasach, kiedy standardy zostały już określone, bo giełda nowojorska, kiedy poczuła, że prąd elektryczny tak czy siak jest piosenką przyszłości i że jest to coś, co można kontrolować za pomocą urządzeń. Tu jest taka światła myśl, która mi dzisiaj przyświeca, ponieważ konkluzja jest dosyć prosta. Mechaniczne pozyskiwanie energii, jakiekolwiek mechaniczno-chemiczne, które wymaga złożonych procesów technologicznych, jest bardzo łatwe do kontrolowania.
Jest bardzo łatwe do opatentowania. Każdy element procesu technologicznego, mechanicznego jesteś w stanie opatentować w dzisiejszych czasach. Poważnie, nie żartuję. Firma Apple ma opatentowany rozmiar tego łuku na swoich telefonach i na swoich tabletach. Niezły dowcip. Na ekranach też. Opatentowali kółko w rozmiarze. To, że ekran się zakańcza kółkiem o rozmiarze 12 milimetrów średnicy. Sprawdź sobie, mniejsza o to. Taki dowcip historii troszeczkę.
Gdyby mogli, opatentowaliby kółko. Oczywiście. A czemu by nie? Wiesz, jaka to kasa jest? Człowieku, ile razy narysowałeś kółko w zeszycie do języka polskiego, rysując literkę O? I teraz sobie wyobraź swoich rodziców targanych. Może to nie będzie duża opłata, może to będzie tylko licencyjna opłata, którą się doda do podatku za to, że używasz literki O. Dzięki temu korporacja do spółki z rządem zasponsoruje jakąś akcję charity w tej lokalnej okolicy. Przepraszam, ja tu sobie popijam herbatę, ale nie przejmujmy się tym. Ja może zrobię sobie na chwilę przerwę, ale jeszcze dokończę z tym Nikolą Teslą, z urządzeniami i o tym mechanicznym pozyskiwaniu i patentach.
Ale jest jedna rzecz, która też się wtedy pojawiała. To są czasy Marii Curie-Skłodowskiej. Nie zapominajmy o promieniowaniu, o miejscu, skąd się zaczęła ta rzeczywista fizyka, która właściwie zaczyna się pojawiać teraz. Możemy nazwać to fizyką plazmową. Dokładnie. Otóż to. Zaczęło się to właśnie od połączenia takiego troszkę z daleka, bo jedne sprawy stały z daleko, ale było z jednej strony, drugiej, z prawej strony, z jednej strony Marie Curie i ludzie związani cokolwiek, co by nie mówić, z krzywym numerem zwanym Kaiser Wilhelm Institute, czyli to, co naziści robili w Oświęcimiu, eksperymenty doktora Mengele, eksperymenty w Rise, wiele różnych dziwnych, pokrętnych spraw. Później wszystkich tych dżentelmenów wytransportowano albo sobie powyjechali do Chile, albo sobie popracowali w Ameryce, zakładając firmę o nazwie NASA. Myślę, że historia doskonale wszystkim znajoma, tak zwany projekt Paperclip, czyli spinacz do papieru. Przypięli ich do projektu, spięli wszystkie papiery razem.
To jest żart metaforyczny. Te chłopaki lubią metaforyczne nazwy. Znaczy lubili, bo dawno ich już tu nie ma. Tak że szczęśliwie jesteśmy wolni od tych dżentelmenów. Możemy co najmniej wspomnieć ich, życząc im wszystkiego najlepszego. Anyway, wiadomo było, że mamy do czynienia z mechanicznym pozyskiwaniem energii oraz ze zjawiskami, czyli tym czymś, czym zajmowali się ci prawdziwi wynalazcy, poczynając od Nikoli Tesli, poczynając chociażby od Hertza, poczynając od wielu dżentelmenów. Proteus Steinmetz, Alexandersona, J.J. Thomsona, ludzi, którzy właściwie stworzyli to, co my używamy teraz dnia w dnia, czyli prąd elektryczny. Nie mówię o Einsteinie. Edison też w tym uczestniczył.
To prawda. Ciężko by było powiedzieć, że Edisona nie było w tym towarzystwie. Swoje zrobił. Chociaż ja akurat mam do Edisona taki dosyć specyficzny stosunek, bo naczytałem się o jego sposobie pracy i domyślam się... Może tak, to jest moja opinia na temat, jak daleko on w rzeczywistości był ojcem, a jak daleko się przyszył tylko do tego wynalazku tylko dlatego, że to był jego pracownik, zwyczajnie mówiąc. Wiesz co, w stosunku do niektórych ludzi był fair. Trzeba pamiętać, że Edison był dewotem religijnym, takim protestanckim, i też lubił takich dewotów w swoim otoczeniu. Facet, który na przykład wymyślił żarówkę, znalazł ten numer. Co to było? Bambus.
Dokładnie bambus. Tam jest taka legendarna historia, że zjarały się, czyli spalił się, kolokwialny język, ale tak mi wygodniej. Rozkręcam swój polski cwaniacko. Po prostu zjarał się. Żaluzja się zjarała bambusowa, spaliła się żaluzja bambusowa. Jako że ładowali wszystko tam, wszystko, co było pod ręką, ten koleś załadował włókno z tej żaluzji bambusowej do żarówki, odsączyli tlen, zrobili taką próżnię i puścili prąd. Okazało się, że everlasting. Lamp bulb. Lightning bulb, bo to się nazywało bulb właściwie. Nie było bulb, tylko bulb.
To amerykańska nazwa, ale mniejsza z nazwy. Okazało się, że świeci do dzisiaj ta żarówka. Poważnie. Jest takie miejsce w Stanach Zjednoczonych. Jak się nazywa miejsce, gdzie strażacy parkują swój samochód? Zapominam języka polskiego. Fire brigade. U strażaków w remizie. Dokładnie, to jest remiza. Przepraszam bardzo, nie mam oka na czacie, także podpowiedzi do mnie nie dochodzą.
W każdym razie przepraszam bardzo, ja nie mieszkam w Polsce od tylu lat. Ja sobie mogę pozwolić na takie numery. W remizie strażackiej w New Jersey. To jest już część Nowego Jorku, w dzielnicy Nowego Jorku, w takiej starej, która ma tam już sto parę lat. Jest tam jedna z pierwszych żarówek Walta Edisona zamontowana w tej oryginalnej instalacji i ona świeci do dzisiaj. Jest webcam postawiony i on cały czas kręci tą żarówkę. Ona nie ma 100, 1000 wat czy jakoś tak. Ona nie jest taka potężna, ale wyobraź sobie, że żarówka do dzisiaj się nie przepaliła. I numer z tymi żarówkami, bo to jest dosyć istotny element tej całej mojej dzisiejszej opowieści, numer z tymi żarówkami i wieloma innymi rzeczami dookoła, takimi jak Nikola Tesla i tak dalej. To, co wymyślił ten koleś, który został później też jako dewota religijny, przeszedł do pracy do innego dewoty religijnego, który nazywał się Ford.
Ten sam, który wymyślił samochody Forda. Dokładnie o tym dżentelmenie jest mowa. Tym, który założył te sprytne fabryki Forda. Facet, który wymyślił tą żarówkę, został w jego laboratorium protegowanym takim protege. Historia jest krótka. Został szefem projektu. Na przykład żarówki w tym pierwszym Fordzie T były właśnie zaprojektowane i cały system elektryczny właśnie przez niego. I to był taki koleś, który strasznie nie lubił Tesli. Bardzo nie lubił. To był taki koleś, który poukładał się z tym wszystkim, bo jak to Tesla, myślę, że historię wszyscy znają.
Ja tu nie będę opowiadał. Trochę poprztykali się. Edison okazał się słabym kogoś do współpracy z Teslą. Tesla miał swoje pomysły, Edison swoje. Rozumiesz. Jedni szli w jedną stronę, drudzy w drugą. A ten koleś został z Edisonem i całkiem dobrze na tym wyszedł. Został później jednym chyba z takich dosyć grubych kotów w General Electric. Nikt nie stracił na tym biznesie. To byli ludzie, którzy właściwie zakładali największe monopole, które trwają do dzisiaj i rządzą naszym światem.
Tak jest. Tak się właśnie złożyło. Słuchaj, nie byli idiotami. Było tam naprawdę sporo inteligentnych ludzi, którzy robili porządną naukę i to naukę nie teoretyczną w uniwersytetach, tylko naukę w swoich laboratoriach. Byli tacy ludzie jak Steinmetz, którzy byli takimi fenomenami, bo właściwie nie mieli z nikim na pieńku. Też taki fenomen swoją drogą. Koleś z Wrocławia, który musiał nawiewać. Kiedyś o tym opowiadałem, bo się okazało, że z kumplami założył jakąś organizację, taką rewolucyjną, bo nie podobały mu się pruskie zasady we Wrocławiu i postanowili, że będą wzorem pewnego socjalisty francuskiego. Uczyli ludzi za darmo. Będą tacy socialité, czyli tacy społeczni w sensie społeczni w oryginalnym tego słowa znaczeniu.
Pamiętaj, że to jest początek XX wieku, także troszeczkę inne znaczenia miały niektóre słowa. No i się okazało, że sfotografowali się na tle popiersia tego kolesia, a ten koleś był zakazany, cenzurowany w całym cesarstwie, w całych Prusach. Podczas jednego z przesłuchań policja trafiła na zdjęcie tej grupki z tym popiersiem, taką rzeźbą, popiersiem w tle i zapadł wyrok w ogóle bez dyskusji, aresztowanie w środku nocy, znaczy nad ranem. Koleś się dowiedział fuksem, że będzie aresztowany nad ranem. W nocy spieprzał przez okno z domu. Poważnie. Z Wrocławia już nigdy nie wrócił do Szwajcarii, ze Szwajcarii do Stanów. Kariera troszeczkę jak Tesla, można powiedzieć. Właściwie taka sama poniekąd, tylko że troszeczkę inaczej się potoczyła. Taka sama, inaczej się potoczyła.
Co za bełkot. Sorry. Już ci opowiadam, o co chodzi. Sam sobie to sprawdź. A ja ci opowiem historyjkę. Dżentelmen wpada do Stanów dosyć mocno spłukany, ale jest niesamowitym geniuszem matematycznym, fizycznym i potrafi zbudować urządzenia, które są w stanie okiełznać elektryczność. Świetnie sobie radzi z ładowaniami elektrostatycznymi, które są bardzo poważnym problemem w silnikach elektrycznych. I się okazuje, że ta potężna nowa moc, w którą cała giełda nowojorska zainwestowała w 1893 roku całe swoje pieniądze i w Europę, dokładnie w te dwa kierunki, obstawiając wszystko monopolistycznymi prawami. Taka jest prawda. Za to później Rockefeller miał razem ze Steel Corporation i tak dalej proces w sądzie i zarzuty w sądzie były takie, że w ogóle nie było dyskusji.
Ten facet powinien dostać około 300 lat więzienia dożywocia oraz około kilka wyroków śmierci. Dosłownie. I to był standard. To powinien być standard prawny, ponieważ podczas procesu wyszło na wierzch zlecanie płatnych morderstw na wspólnikach. Całe gówno, jakie tylko możesz sobie wyobrazić, wyszło. Everything. Wszystko. Ale jako że zafundował Partii Republikańskiej wybory w Stanach Zjednoczonych, ale nie w głupi sposób. Wynajął specjalistów od psychologii, którzy pracowali tutaj na Cambridge i zajmowali się czymś, co się nazywa odruchami behawioralnymi, czyli tym, jak mocno ciebie i mnie docisnąć do ściany, żebyśmy się na coś zgodzili albo na coś nie zgodzili, ponieważ wiadomo było, że można wpływać na zachowania społeczne. Wiadomo, że tego się tyczy polityka.
To właściwie jest tylko i wyłącznie propaganda. No i numer polegał na tym, że panowie postanowili potraktować to poważnie. Widzieli, że naprawdę nie igrają z idiotami. Wiedzą, że mają pod ręką niesamowitą moc, bo Marie Curie-Skłodowska i cały research związany z promieniowaniem jest klejony z Kaiser Wilhelm Institut z pieniędzmi Wartburga. Czyli wszystko jest kontrolowane przez duży system patentowy AG. Tak się nazywał koncern Farben. Dokładnie. Znany do dzisiaj. Ci, którzy produkowali Cyklon B później podczas II wojny światowej. Chyba doskonale znana wszystkim historia ze szkoły.
To były pieniądze, które były backupem tego całego biznesu w Europie, które pilnowały, żeby ta nowa moc, która się pojawiła w reaktorach, to coś niesamowitego, to nowe promieniowanie, nowe źródło energii, które można kontrolować, korzystać z niego jest w naszych rękach. Z drugiej strony Stany Zjednoczone, druga część świata, Anglia tak pół na pół. Prąd, czyli kolejna magiczna siła. Jest kilku magików, którzy potrafią robić cuda. Tacy jak Tesla, tacy jak Steinmetz, tacy jak Alexanderson i J.J. Thomson i kilku innych. Co jakiś czas się jakiś zdolny chłopak pojawia. New kids on the block. Wiadomo, że jest to coś, czego nie każdy kuma, a moment, kiedy zakuma, to jest moment, kiedy nie potrzebuje korporacji, bo co dużo mówić, ja nie będę aż taki bardzo techniczny. Tak zwyczajnie mówiąc, jesteś w stanie sobie wbić kawałek miedzianego drutu w ogródek, ustawić instalację i jak się okazuje możesz mieć prądu w cholerę do oporu nikomu nic nie płacąc.
Oczywiście musisz mieć odpowiednie komponenty, żeby zbudować taki układ. Numer polega na tym, że właściwie ci kolesie, którzy są magikami są świetni. Tylko że problem z nimi polega na tym, że doprowadzają wszystko do sytuacji, że każdy jest w stanie sobie zbudować takie urządzenie z zestawu DIY. Ale też z drugiej strony takie były czasy, ponieważ kiedy sobie sięgniesz pamięcią, nie sięgniesz sobie, bo nie masz tyle lat. Ja też nie mam. Nikt nie ma tyle lat, chociaż są tacy ludzie ponoć tutaj dookoła nas. Ale anyway, wracając do początku XX wieku, cała technologia, którą my używamy teraz normalnie, tak jak prąd elektryczny, nawet promieniowanie była technologią DIY, czyli do it yourself, czyli zrób to sam. I tak jak dzisiaj dla przykładu możesz sobie kupić, poskładać własną drukarkę 3D. Tak samo w tamtych czasach składało się własne żarówki. Tak samo w tamtych czasach składało się własną instalację elektryczną, własne radio, własne urządzenia elektryczne i tak dalej, etc.
Otóż to. To się tak odbywało, tak wchodził prąd elektryczny do domu. Dosłownie ta sama historia z telefonami. Firma Bell weszła na rynek z telefonami. Tak stelefonizowała Amerykę w bardzo prosty sposób. Zaproponowała doskonałe rozwiązanie, takie DIY, że kupowałeś telefon, podłączałeś się do linii, ale telefon był twój. To było twoje urządzenie. Nie należało do firmy, bo okazało się, że firma należy do trustu, do tego rządowego monopolu, że jeżeli ktokolwiek wejdzie z telefonami, to będą tylko oni i oni będą robili cały kraj. I mowa jest nie o całym mieście, nie o stanie, tylko o całym kraju, więc trzeba ustandaryzować cały system w celu zharmonizowania z rachunkami, a nad rachunkami i algorytmem, który miał obliczać statystycznie, ile da się wydoić z takiej dużej sieci stał IBM, który miał maszyny Turinga obliczeniowe, gdzie można było takie bardzo skomplikowane algorytmy, gdzie mogłeś wrzucić: podziel na przykład 25 milionów ludzi przez liczbę, którzy lubią czerwone buty, którą to nasi ankieterzy notują w ankietach podczas pytania się, jakichś tam statystycznych badań i tak dalej. I z tej analizy wynikało, ile jest czerwonych butów na rynku i tak dalej.
Możesz wyliczyć średnią i jak pewne procesy ekonomiczne zachodzą, gdzie są tendencje. To nie jest kwestia tego, że możesz jeszcze w tym momencie, że można dawać rytm tym tendencjom, ale chociaż poniekąd tak możesz zalać rynek czerwonymi butami. Właśnie taka rzecz poniekąd, tylko że nie chodziło o czerwone buty, się wydarzyła, ale o tym za chwilę. W każdym razie wiesz, że masz doskonały punkt obserwacyjny całego rynku. Wiadomo było, że ten, kto ma informacje, ten wygrywa. I wiadomo było, że duże, sklejone ze sobą sieci mają bardzo duży zbiór informacji i tak dalej. Jedynym problemem jest zwykły rzemieślnik, który robi robotę dla swojego sąsiada. Pojawił się nowy model ekonomiczny, związany też z psychologicznymi badaniami związanymi na oddziaływanie ludzi, jak na przykład łatwo doprowadzić do tego, żebyś ty i ja, żebyśmy podjęli na przykład jakąś dziwną decyzję, że kogoś nie lubimy albo kogoś lubimy, chociaż go nigdy nie widzieliśmy pod wpływem bodźców zewnętrznych czasami, że generuje nam się kawałek rzeczywistości. Jest na to dużo sztuczek, które się próbuje stosować jak tylko się da. I te sztuczki testowane wiadomo było, że działają.
Jedna z takich sztuczek to było takie badanie, które było przeprowadzone, o którym kiedyś opowiadałem w Cambridge, że dokładnie o tej samej porze w niedzielę wyprowadzano taki klub ludzi wolno zrzeszonych studentów na uniwersytecie i oni robili sobie spacer przebrani w te swoje klubowe stroje. Oczywiście odgrywając, śpiewając jakąś piosenkę i robiąc ćwiczenia na publiczny pokaz. Generalnie o tej samej porze w każdy weekend grupa ludzi się zbierała i wykonywała na reszta te same czynności, wzbudzając zachwyt pozostałych. Znaczy może nie tyle zachwyt, wzbudzając potrzebę przyłączenia się do zbiorowego działania, które wydaje się czymś bardzo sensownym, bardzo logicznym, dbaniem o samego siebie i wzbudza bardzo pozytywne emocje poprzez przyjęcie cię do grupy, która cię akceptuje w całości tylko w tym momencie, że wystarczy, że dołączysz do tego klubu i będziesz z nimi razem obchodzić placyk, śpiewać fajną piosenkę, nieźle się bawić, poznasz ludzi. Taki klub społeczny, wiesz, o co chodzi. I w tym momencie, mając ciebie w tym klubie społecznym, można zaczynać powoli polaryzować twoją opinię, czyli na przykład proponować ci, że w tym klubie ubieramy buty, które mają tylko kolor czerwony. No i zaczęto testować. Największym sukcesem okazało się wprowadzenie między innymi toniu, bo było kilka takich rzeczy, za który odpowiadał Edward Bernays, spec od propagandy, kuzyn Freuda, który okradł go z jego praw autorskich w Stanach Zjednoczonych. Za co Freud go sklnął jak parszywego psa i w ogóle wyparł się go jako członka rodziny. Gość był cwaniakiem potężnym.
Kumpel Rockefellera i właściwie robił tą robotę na zlecenie dużych korporacji i rządu amerykańskiego. I ten wielki sukces w sprzedaniu papierosów kobietom jako coś niesamowitego, który został odniesiony za pomocą potężnej kampanii reklamowej zrobionej podczas Dnia Niepodległości Stanów Zjednoczonych, kiedy to reporterzy wszystkich gazet zostali opłaceni, żeby robili zdjęcia modelkom, które w wyzywających pozach, tak roznegliżowane dosyć solidnie jak na tamte czasy. Jak na lata 20. to było porno, dosłownie. I one prawie że tak jak dzisiaj oglądasz na Onecie, tak jak oglądasz dzisiaj w Gazecie Wyborczej i na tych wszystkich głównych portalach typu Interia, Wikipedia i oglądam na Guardianie, Independent może troszeczkę mniej, ale mam tutaj The Sun i tak dalej. To jest taka próba złapania nas gdzieś tam za genitalia, bo taka jest prawda. Nie gdzieś tam, tylko za jaja chłopców za jaja dziewczyny za pupę i za cycka przysłowiowego. Dokładnie taka próba. Piękne chłopaki, piękne dziewczyny. Stąd się to wzięło.
Wiadomo, że generalnie są dokumenty, jest słowopis, bo to była też praca naukowa. Żeby było zabawniej i Ed Bernays zrobił na tym w ogóle pracę naukową, bo to był facet, który robił też prace naukowe. To nie byli wariaci. W każdym razie zrobiono zdjęcia laskom, które się tak wypinały podczas tej parady i wszystkie paliły papierosy i miały takie dekadenckie stroje, dekadenckie gesty i zapraszały do wspólnej zabawy chłopaków i wszystkich innych pozostałych. Takie wyzwolone dziewczyny. I to zaczęło się pojawiać we wszystkich gazetach jak na komendach. Powoli. Nagle się okazało, że dziewczyny zaczynają kupować papierosy, myśląc, że dzięki temu się wyzwolą. Przyjadą do Nowego Jorku, zrobią karierę i tak dalej. Hollywoodzkie filmy do tego dołączyły.
To się nazywa product placement. Kampania okazała się wielkim sukcesem. Okazało się, że coś, co było nie do pomyślenia, bo w ogóle fenomen z paleniem tytoniu w Stanach był taki, nie tylko w Stanach, w wielu miejscach na świecie, że kobiety nie paliły, tylko mężczyźni i to popalali fajkę. Wyobrażasz sobie? Czasami w niektórych społecznościach palono tytoń i dalej się pali tak normalnie, jak ja palę sobie skręty na przykład. Pali się. Są takie miejsca na świecie, tacy ludzie, ale tak normalnie raczej papierosów jako tako się nie paliło i to było normalne. Była wiedza o tym, że kobiety nie palą, bo to szkodzi powstawaniu potomstwa. Anyway, okazało się, że kampania reklamowa wypaliła. Okazało się, że mechanizm działa i było jeszcze więcej na ten temat.
Ja tam czasami wspominam w starych hiperprzestrzeniach trochę na temat tych starych opowieści. Także zostawię teraz trochę. Się cofnij. Jest dużo na ten temat, może kiedyś będę wracał. Ale ten model ekonomii, bo to też nie jest szaleństwo. To nie jest tak, że ktoś wprowadził technikę, żeby kontrolować, bo jest reptilianinem. Nie, nie, nie. Przepraszam, ja sobie tutaj wyłączam ten mikrofon i odchrząknę. Płonie ognisko. Już sobie popiję herbatę.
Słuchaj, za tym wszystkim stał sprawdzony matematycznie model ekonomii. Bo się okazało, że jeżeli wszyscy właściciele banków albo 80% właścicieli banków się zejdzie do kupy i zacznie robić deale i stwierdzi: „Okej, to przejmiemy rynek, zrobimy tak, że będziemy troszkę niezależni od rządu i to my zaczniemy dyktować warunki, bo właściwie całe pieniądze, które inwestujemy, to my właściwie odpalamy tą nowoczesną technologię, to my jesteśmy właścicielami zasobów”. Rządy to tylko dystrybutorzy zasobów, którzy podlegają naszym żądaniom. Taka jest prawda. A mieszkańcy krajów to zakładnicy całej tej sytuacji. I ten model ekonomii okazał się bardzo wydajny i nie pochodził znikąd inąd jak z kolonii. I okazało się, że właściwie można zastosować pewną część rozwiązań ekonomicznych, które były stosowane w koloniach prawnych i tak dalej, żeby zmusić część społeczeństwa, podzielić na kasty w doskonały sposób i w ten oto sposób oprzeć na tym model ekonomii, który jest przewidywalny, ponieważ operując odruchami ludzi, możesz przewidzieć mniej więcej, właśnie tego dotyczyły badania między innymi tutaj w Cambridge. Ilu ze studentów statystycznie przyłączy się do owego bractwa akademickiego? Numer polegał na tym, że studenci nie chcieli się przyłączać do żadnego bractwa. Lubili być independent, niezależni i tak dalej.
No i postanowiono zrobić eksperymentalnie taki numer, żeby troszeczkę zmienić środowisko i stworzyć takie studenckie kluby, które będzie można łatwo kontrolować i polaryzować opinie między nimi, robić konkursy i tak dalej, i wprowadzić podział na grupy, którymi można troszkę łatwiej sterować poprzez na przykład metody gratyfikacji, że dostają granta, dostają coś lepszego, coś gorszego, muszą coś wygrać, muszą ciągle o coś walczyć i tak dalej. Atmosfera podsycanego napięcia, takiego troszeczkę podsycanego lęku, produkcji adrenaliny i tak dalej. Niemcy badali to przez cały okres międzywojenny, cały okres Hitlera i wojny. Właśnie to było ich odkrycie związane z aminokwasami, że są pewne substancje organiczne, które odpowiadają pewnym zachowaniom emocjonalnym albo które wydzielają się podczas tych zachowań emocjonalnych i tak dalej. Bardzo poważna nauka tutaj się tym zajmowała. To, że oficjalnie się o tym nie za bardzo mówi, to wcale nie znaczy, że tego nie było. W każdym razie zastosowano te metody tak dosyć solidnie. Właściwie subtelnie i solidnie można powiedzieć. Na czym polega ten model ekonomii tak mówiąc najszybciej? Prosta sprawa.
Słuchaj, normalne, zdrowe społeczeństwo polega na tym, że twój sąsiad jest szewcem, a ty jesteś piekarzem. Niekoniecznie robisz milion chlebów. Robisz na przykład pięć bochenków. Poważnie. I twój sąsiad robi pięć par butów Raz na miesiąc czy raz na pół roku, bo nie trzeba częściej. Każdy z nas coś robi. Jest nas około 50 ludzi. Wystarczy, absolutnie każdy coś robi. Opieka nad dziećmi, gotowanie, jedzenie, które sobie rośnie i tak dalej. Ludzie na tej planecie żyją od milionów lat.
To nie jest dowcip i wcześniej nie było korporacji. Ja wcale nie mówię, że ludzie biegali w skórach, absolutnie tego nie twierdzę. Zapraszam do obejrzenia sobie prelekcji doktora Zaleskiego. Franca Zaleskiego. Dokładnie. Doktor Franz Zaleski. Pozdrawiam serdecznie, jeśli kolega Franz słucha. W każdym razie wrócę do tych zasobów. Jest to moment, kiedy to społeczeństwo właściwie jest bardzo mocno niezależne i nic nie jest w stanie wstrząsnąć za bardzo zasobami ani życiem tego społeczeństwa, bo rzeczy z zewnątrz, które tam dochodzą, właściwie nie zmieniają i nie stanowią zbyt wiele. Oni są w stanie sobie zrobić jakieś zapasy tych rzeczy i tak dalej.
Rozumiesz, o co chodzi. Małe społeczności generalnie są odporne na wielkie wstrząsy, ponieważ są, jak to się po angielsku mówi flexible, po polsku elastyczne. I sobie radzą w trudnych sytuacjach i dla nich to nie są trudne sytuacje. Zobacz, jakie społeczności mieszkają gdzieś wysoko w górach. Przecież to są małe grupy ludzi i oni żyją lepiej, zdrowiej, dłużej i tak dalej, niż biały człowiek w dużym mieście. Mają lepszą wodę, czyściej i tak dalej. Może nie zawsze jest tak złoto, ale jeśli się przyjrzeć, zawsze jest tak złoto. Zawsze. Otóż to. Ale to jest moment, kiedy pośrednik nie może zarobić, bo ja kupuję buty od sąsiada, a sąsiad kupuje chleb ode mnie.
I teraz jak zrobić tak, żeby pośrednik zarobił? A pośrednik może zarobić w tym momencie, kiedy zaczyna polaryzować sytuację, kiedy sytuacja zaczyna się, w cudzysłowie, wymykać się spod kontroli. Okazuje się, że powstaje konflikt, powstają nowe relacje społeczne, które zaobserwowano i okazało się, że można je troszeczkę docisnąć, żeby były mocniejsze. I w tym momencie ja pokłócę się z sąsiadem, kupimy sobie po pistolecie i sobie strzelimy na przykład. Albo nasze dzieci zaczną się strzelać i tak dalej. Numer polega na tym, żeby rozdzielić zasoby, elementarne zasoby, na których jest oparte praktycznie wszystko w naszej okolicy, od użytkownika, czyli ode mnie. Pomiędzy mną a zasobami ma być na stałe wstawiony pośrednik. I na tym polegał ten model ekonomii. Wiadomo było, że żyjemy w społeczeństwie, przynajmniej jeżeli się tak cofniemy. Wyobraź sobie, że jesteśmy na początku minionego stulecia.
Żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko jest DIY. Idziesz do sklepu, kupujesz sobie żarówki. Wiesz, jak to wyglądało? Otwierasz pudełko, masz takie szklane fiolki, takie wazoniki szklane, masz nakrętkę i masz wkłady z tym bambusem. Wkładasz, skręcasz, wkładasz do takiego szklanego klosza, odpompowujesz powietrze. Generalnie robisz tam próżnię. To jest tak fajnie zrobione. Zamykasz to. Bardzo łatwo to zrobić. Po czym masz własną żarówkę.
Możesz sobie zmienić tak zwany filament, czyli żarówki ze zmienianym wkładem. Tak się kupowało żarówki. Radia były produkowane w domu z pudełka. Szło się do sklepu. Można było kupić luksusowo gotowe radio, ale to się kupowało mebel do domu, coś w rodzaju kredensu, który ładnie świecił. Taki design. Niekoniecznie wcale lepszy od tego, które ty sobie zbudowałaś albo zbudowałeś w domu. Radio się budowało z zestawu DIY w rzeczywistości. I okazywało się, że mamy do czynienia z bardzo ciekawymi rzeczami, że nawet te mechaniczne podstawy, które właściwie jak na ironię już są zbyt elementarne i nie da się już tego opatentować. Nie dało się opatentować kółka zębatego i tak dalej.
Nawet te podstawowe rzeczy, takie jak lampy z dziwnymi nóżkami, z wieloma rzeczami, niekoniecznie żarówki. Mówię o takich lampach ze starych czasów i tak dalej. Te wszystkie rzeczy, które wtedy zaistniały, samemu robione cewki skręcane na rdzeniach ferrytowych. Wszystkie te niesamowite rzeczy można było zrobić samemu w domu, rzemieślnik na końcu ulicy robił te rzeczy. Ludzie sobie sami potrafili zbudować instalację elektryczną w domu, nie było problemów, wychodziły specjalne hobbistyczne czasopisma. Jakbyś ty się człowieku dowiedział, ja bym tu musiał stracić naprawdę parę godzin, żeby opowiedzieć, jak to wyglądało na początku stulecia, przez pierwsze 20 lat nawet. Do pierwszej wojny światowej. Później była lekka przerwa i po pierwszej wojnie światowej, która była sprowokowana tym, żeby wyciągnąć więcej ropy i przestawić wszystko na ropę, żeby pozbawić wpływów z patentów, rozdzielić rynki, rozdzielić Europę od Stanów Zjednoczonych. Właśnie temu służyła ta wojna. I zasilić wszystko ropą.
Ale zaraz ci opowiem dlaczego. Bo jestem już po tej wojnie i opowiadałem ci o społeczeństwie DIY. Także uświadom sobie jedną rzecz, jeżeli jeszcze tego nie wiesz, że ludzie byli bardzo mocno ogarnięci i nikt nie grał na PlayStation za bardzo. Jest to urządzenie fajne. Spędziłem trochę życia na szaraku, także szarak jest bardzo fajny. Można sobie czasami łupnąć, chociaż już mi przeszła ta fantazja. Ale anyway. Urządzenia były produkowane bardzo ciekawe, urządzenia robiły bardzo ciekawe zjawiska i wszystko właściwie mocno wymykało się jakiemukolwiek prawu patentowemu. Wiadomo było, że co chwilę pojawia się genialny wynalazca. Wiadomo, że te nowe cudowne technologie, które się pojawiły pod koniec XIX wieku, które były takie obiecujące, są jeszcze bardziej obiecujące niż komukolwiek się wydawało.
I łapę na tym położyć nie tyle można, ale już w tym momencie naprawdę trzeba. Wcześniej, kiedy okazało się, że można na tym położyć łapę, bo to jest chyba ten kierunek. To właśnie tuż przed pierwszą wojną światową taki pierwszy test. Spolaryzowanie społeczeństw i tak dalej. Zrobiono jakiś taki cyrkowy numer, strzelając do siebie nawzajem, a właściwie chodziło o złoża ropy. Wybudowano przecież potężną linię kolejową dokładnie na Bliski Wschód, żeby transferowała cysterny, które były kwestią patentową. Zresztą na przykład Nobel. Popularnie informacja o Noblu brzmi tak, że został wielkim bogaczem, ponieważ odkrył dynamit. To też, ale właściwie największe pieniądze i to był jego rzeczywisty dochód To było opatentowanie i zajmowanie się transportem ropy. Chodziło o statki cysterny.
Dzięki jego konsorcjum, które zostało kupione przez Rockefellera, można było kontrolować praktycznie wszystkie zasoby. I tak to firmy podzieliły między sobą rynki. Na przykład Shell stwierdził, że oni zostawiają sobie jakieś szyby w części świata. Inna firma w innej części świata, inna rodzina królewska w innej części świata, Rockefeller w innej części świata. Wszystko i tak obsługiwała rodzina Childów, także nie było z tym żadnego problemu. Nowe zasoby, od których będzie zależało wszystko. Wybucha I wojna światowa w momencie bardzo ciekawym, bo wtedy prąd elektryczny wydawał się nie mieć żadnego konkurenta. Ludzie potrafili budować maszyny, które były unitami off-grid. Tu wracam do tej nazwy. Budowanie sobie zestawów, które działały na zasadzie tak zwany overunit.
To jest kolejny ciekawy termin z angielskiego, over, czyli ponad i unit, czyli ponad jednostkę. Urządzenia, które produkują więcej energii, niż pobierają. Było standardem w tamtych czasach. Wystarczyło zastosować prosty układ z tak zwaną lampą triodową i właściwie każde radio lampowe miało w sobie wmontowany ten układ, co było zresztą przyczyną bardzo wielu problemów prawnych, wielu szpitali, które używały takiego sprzętu w Stanach Zjednoczonych do leczenia z rządem federalnym, który wykorzystywał tą okazję do zabraniania im korzystania z tych urządzeń, zmuszając do przejścia w ręce rządu, pod kuratelę rządu i tak dalej. Gruba historia, ale tu zostawię. W każdym razie ten model ekonomii doskonale się kleił z tym wszystkim, bo wszystko pasowało do siebie na tip top. Okazało się, że można wyciągnąć dużą kasę, bo ludzie używają tego. Trzeba było zastosować to na masową skalę. I wojna światowa była doskonałym pretekstem. Stworzyć rynek ropy, zamknąć troszeczkę całą tą historię elektryczną.
Nikola Tesla nie mógł już za bardzo nic ruszyć. Standardy zostały ustalone w Stanach Zjednoczonych. W Europie, i to jest ciekawa rzecz, nie było żadnych standardów. Europa była wolnym miejscem. Rządy mówiły, że preferują coś tam, ale właściwie jeden instytut naukowy w Paryżu miał około pięciu, sześciu źródeł zasilania, każdy budowany przez każdego inżyniera, bo to inny rodzaj prądu elektrycznego. I panowie mieli fantastyczną zabawę, bawiąc się tym wszystkim i nie tylko tam i w wielu miejscach. To inaczej wyglądało, niż nam się dzisiaj opowiada. To była zupełnie inna historia. W każdym razie wracając do tej historii. Wojna okazała się doskonałym pretekstem, ponieważ dużo ludzi w Stanach Zjednoczonych próbujących forsować te rozwiązania, ponieważ Stany były dużym krajem, który się budował, wiadomo było, że jest pewna szansa.
Albo się łudzili, albo coś tam. Nie wiem, nie było mnie razem z nimi. Tesla się łudził. Steinmetz myślę też się łudził, chociaż nie wiem. Byli naukowcami, nie zajmowali się prawem. Szukali rozwiązania zagadki, jak to zrobić. O to właściwie chodziło. Także nie traktujmy ich jako kolesi, którzy siedzieli z grupą prawników co tydzień na zebraniu i zastanawiali się nad tym, czy poprawić krawat i lepiej będą wyglądali na okładce „Timesa”. Zapomnijmy o tych historiach. Panowie naprawdę mieli ręce w maszynach i dłubali rzeczy w laboratorium i wiedzieli, o czym mówią i co robią.
Nie byli idiotami, tak samo jak ci, którzy robili z nimi interesy. Też myślę, że należy włożyć pomiędzy bajki wszystkie te opowieści o tym, jak puści durni ludzie tamtych czasów byli. Myślę, że doskonale zdawali sobie sprawę z potencjału, który mieli w rękach. Wracając do tej historii. Wybucha I wojna światowa, która kompletnie rujnuje całą Europę. W tym momencie Nikola Tesla właściwie staje się bankrutem. Wielu kolesi w Stanach staje się kompletnymi bankrutami, bo o ile w Stanach rząd stanowy i federalny zabronił używania wielu wynalazków poprzez prawa licencyjne, prawa patentowe, licencje rządowe. Tak właśnie było w 1915 roku już było właściwie wszystko zamknięte, łącznie ze stacjami radiowymi, prywatnymi. Nie było opcji działania bez licencji rządowej, federalnej, nie tylko stanowej, federalnej. Trzeba było do Waszyngtonu jechać po tą licencję.
Otóż to. W każdym razie już wtedy wszystko było zamknięte, ale dalej można było robić to na własny rachunek. Nikt nie mógł ci zabronić budowania sobie. To był wolny kraj. I to była właśnie ta furtka, którą próbowali się przecisnąć wszystkie te chłopaki. Wybucha wojna i największe zamówienia rządowe idą oczywiście gdzie? Idą do Rockefellera, który oczywiście umyka sądowi, ponieważ sobie opłacił wybory w Stanach Zjednoczonych i rząd w nagrodę łapie jego kontrakt. Cała ta historia kończy się doskonale dla nich. Zarabiają kupę kasy. Ginie milion ludzi w Europie.
Wszyscy ludzie, którzy w Ameryce mogliby potencjalnie pchnąć sprawy do przodu, nagle zostają odcięci od swojej kasy, czyli od swoich dochodów z licencji patentowych, które by się sprzedawały w Europie. Cały biznes Tesli polegał na tym, nie że sprzedał patent w Stanach, bo tam go orznęli z tego równo i nawet jeżeli nie był orznięty, to były praktycznie zakazane do masowej produkcji. Kilku ludzi produkowało kilka komponentów do celów medycznych i tak jak w Filadelfii i tak dalej. To były krótkie serie, bo bardzo szybko tych ludzi, że tak powiem, ekonomicznie starano się wyciąć z tego rynku. Wiadomo, urządzenie działało lepiej niż ktokolwiek zakładał i nie trzeba było płacić rachunków Rockefellerowi, rządowi amerykańskiemu, całej tej stalowej historii napędzanej bronią. W każdym razie wracając do historii po raz kolejny. Odbijam i wracam. Ale może o to chodzi. Wieczorna historia. Próbuję się zmieścić z tym, bo naprawdę jest to gruba sprawa.
Tyle się działo, że się zastanawiam, dlaczego ja wpadłem na głupi pomysł powiedzenia ci tego w jednym odcinku naraz wszystkiego, ale myślę, że fajnie się klei, fajnie się łapie wątki. Dobra historia, krótka. Wojna pacyfikuje kompletnie poprzez licencje, chociażby związane z telekomunikacją, jakąkolwiek próbę używania fal eteru, czyli wzbudzania prądu w postaci systemu bezprzewodowego. Także wszyscy wysiadają. Wszystkie zjawiska, które się pojawiły na lampach, których się nie dało opatentować i nie dało się zamknąć w korporacjach, nagle okazały się zwyczajnie nielegalne, ester stał się nielegalny i tak dalej. Cóż, mija wojna, wszystko jest przewalone na ropę. Ford i kilka korporacji, takich jak Renault, Citroën i tak dalej, dostało otwartą furtkę na rynek pod jednym warunkiem: będziemy robili razem wspólnie deal i wspólnie korzystamy z tych samych zasobów. Uzależniamy wszystkich od naszego sposobu podejmowania tego tematu, jak ogrzejemy dom, jak zapalimy światło i tak dalej. Odcinamy ludzi od możliwości jakiegokolwiek skumania i zmontowania tego sobie na własny rachunek samodzielnie własnymi rękami, bo to się nie opłaca. I kontrolując społeczeństwa w ten sposób możemy co jakiś czas wymyślać wojnę, sprzedawać rzeczy pomiędzy krajami.
To nawet nie chodzi o robienie dymu. To chodzi o to, że jest to wtedy przewidywalny rynek, bo cokolwiek się próbuje wywrócić, bo właściwie największy problem polega na tym, że biznes nie zawsze się udaje i to, co się zabezpiecza w biznesie, to jest taka prawda, taka cicha prawda, która stoi za tym, czym w rzeczywistości jest biznes jako nauka, o czym się nie mówi. Z angielskiego jest taki termin, to się nazywa damage management. Dlaczego robi się biznes plan? Dlaczego się robi strategię? Nie po to, żeby usankcjonować sukces biznesu, tylko po to, żeby zabezpieczyć wszystkie furtki w sytuacji, kiedy wszystko pieprznie o podłogę i trzeba będzie, że tak powiem, zwijać swoje dupsko, a ktoś będzie musiał zapłacić rachunki za to, że wszystko się wypieprzyło do góry nogami. W rzeczywistości nie jest to termin żartobliwy. Jest to termin normalnie używany, nie jest to używane w normalnej gadce, jak ty gadasz z ekonomistami, bo oni raczej unikają takich rzeczy. Oni myślą, że robią pieniądze i robią biznes. W rzeczywistości jest to damage management, czyli zarządzanie stratami.
Każdy etap produkcji jest kalkulowany tylko od jednej strony, od strony strat, jakie przynosi w stosunku do tak zwanego czystego zysku na 100. Czysty zysk na 100 to jest czysta suma, którą klient płaci za produkt. Czyli jeżeli płaci za produkt 100 złotych, to ja jako człowiek, który jest pośrednikiem, mam tylko jeden cel: być właścicielem tych 100 złotych plus drugiego 100 w twojej kieszeni, który jest kredytem, który musisz mi spłacać. I jeżeli nie uda mi się zrobić 10 milionów z tego 100 w twojej kieszeni i będziesz niewolnikiem do końca życia. I to jest numer związany właśnie z zasobami. Tak długo, jak wszyscy zależą na tych samych zasobach, tak długo możesz stosować pewne sztuczki, które dają ci możliwość tworzenia pewnych przewidywalnych tendencji, które kumulują ilość kapitału w konkretnych miejscach, w konkretnych dziedzinach rynku, w konkretnych biznesach. Ludzi możesz przenieść z jednego miejsca kraju na drugi. Oni zrobią to dobrowolnie, będą szukali pracy i tak dalej. I pierwsza wojna światowa była takim pierwszym masowym eksperymentem socjotechnicznym. Okazało się, że działa rewelacyjnie.
Właściwie praktycznie całe te batalie były-- miliony ludzi giną na froncie tylko po to, żeby ginęły. Po to, żeby przepalić dużą ilość ropy, bo w tym czasie powstawała bardzo duża ilość silników spalinowych. Między innymi sprawdzano ich efektywność. Cysterny to był pierwszy moment, kiedy wprowadzono i przetestowano sposoby dystrybucji ropy na masową skalę, tak w bojowym środowisku. Rozumiesz? Tak jak teraz się dzieje do każdej stacji benzynowej. To wszystko właśnie stało się wtedy. Ale skończyła się wojna, złe czasy minęły, dym opadł. Słuchaj, minęło parę lat i z powrotem zaczęła się jazda i zaczyna się powrót prądu elektrycznego. I nie da się, cholera, zamknąć tego zjawiska, bo ludzie nauczyli się, że właściwie wiesz co?
Nie możesz opatentować tego, że ja wezmę szklany klosz, wyssę sobie powietrze ze środka, postawię metalowy drut, wezmę sobie kawałek magnesu, który sobie mogę zrobić za pomocą miedzianego druta i żelaznego pręta. Zrobię sobie elektromagnes, zrobię sobie rotor magnetyczny. Naprawdę to jest jak schemat cepa. My teraz myślimy, że to są skomplikowane rzeczy, ale jako takie podstawy, żeby zrobić, żeby się zakręciło i działało i coś tam puściło z siebie. Naprawdę jest to proste jak schemat cepa. To nie jest takie trudne. Jeszcze wtedy dzieciaki się uczyły tego z gazetek. Dosłownie w gazetkach dla dzieci były instrukcje, jak budować sobie radia i to były instrukcje dla dzieci lat 10. Rozumiesz? Troszkę inny ogar rzeczywistości.
Dzisiaj łatwo skonfigurować aplikację, gorzej troszeczkę napisać tą aplikację, a już jeszcze gorzej zasilić sprzęt, na którym działa ta aplikacja. To już jest magia, rozumiesz? Spytaj faceta, który siedzi i programuje, żeby wziął śrubokręt, podszedł do skrzynki z bezpiecznikami, rozkręcił w ogóle i zrobił taki numer, żeby sprawdził dogłębnie wszystkie połączenia w całej skrzynce. Wiesz, musiał wypiąć, rozkręcić, skręcić, połączyć z powrotem, sprawdzić obie. Słuchaj, proste jak schemat cepa. Tamte dzieci, gdyby dostały dzisiejsze zabawki do ręki, myślę, że by zwariowały ze szczęścia. To, co mamy w sklepach do DIY. Ale tak czy siak to niczemu nie przeszkadzało. Taka, że tak powiem, surowość środków, bo okazało się, że surowość środków spowodowała rewolucję technologiczną. Pojawiają się ludzie tacy jak Lakowski.
Ciekawa postać, jeden z takich genialnych dżentelmenów, który jest, można powiedzieć, czymś pomiędzy Nikolą Teslą a światem oficjalnej biologii i prowadzi badania nie, że tak powiem, spod psu pod ogona, tylko jest to człowiek pracujący dla rządu francuskiego, bo w Europie inne zasady. Nawet po pierwszej wojnie światowej jednak było troszeczkę takie, że tak powiem, krzywe przełknięcie. Nikt nie chciał wracać do krzywej historii i próbowano odkręcić świat w troszkę inny sposób. Widać ślady. No i pojawiają się takie badania, które miażdżą wszystko. Pokazują, że świat na ropę to jest taki dosyć krzywy pomysł. To jest najgłupsza historia, jaką można sobie wymyślić. No i zaczyna powstawać realna konkurencja w postaci urządzeń medycznych. Wchodzi tylnymi drzwiami. Tego nie możesz wyrzucić, bo nie zabronisz ludziom tego.
To w ogóle się nie mieściło w głowach. Próby robienia tego kończyły się, że tak powiem, bardzo poważnymi problemami dla dużych korporacji. Wracając do telefonu Bella. Bell nawet musiał w Stanach się ugiąć pod presją użytkowników, bo tak specjalnie powiedziałem o tym telefonie i wyprodukował model, nawet będąc monopolistą, który jak się okazało był niezniszczalny. Bo co się okazało podczas badań prowadzonych właśnie statystycznie i wyliczonych pierwszymi metodami badania nastrojów społecznych? Okazało się, że ilość użytkowników przekracza możliwości serwisowania telefonu kiedykolwiek. Na każdego telefonu, gdyby telefon zaczął się psuć, na 10 użytkowników musiałby przypadać jeden serwisant i nie wiadomo było, w jakim czasie mógłby docierać do nich. Wtedy były troszkę inne czasy, inne drogi. W Stanach Zjednoczonych były klepisko, a nie autostrady. Tak jest prawda.
W Europie były drogi, a nie w Stanach Zjednoczonych. Tam była taka prawdziwa wioska i wiadomo było, że jest to rzecz nie do zrealizowania. Absolutnie nie ma serwisu. Jedyną opcją jest zbudować sprzęt, który nawet jeżeli rzucisz nim o ścianę, nawet jeżeli będziesz tłuc nim gwoździe i wbijać potężne betonowe stropy, to się nie rozpadnie. A jeżeli się rozpadnie, to ty weźmiesz, rozkręcisz na kawałki, wymienisz roztrzaskaną część i telefon dalej działa. Jeżeli pamiętasz, droga słuchaczko i słuchaczu, telefony z czasów PRL-u, dokładnie według tej metodologii firmy Bell. I to nie jest dowcip. Projektowano wszystkie telefony przez xx lat, wszystkie połączenia i tak dalej. To nie były rozwiązania, które się wzięły znikąd. Były specjalne testy prowadzone.
Chodzi o te złączki, takie zabawne, że się odkręca śrubkę i jest taka złączka jak literka U. Poważnie, to wszystko pochodzi z laboratorium Bella i okazało się to nieprzeciętnym hitem. Wszyscy przeszli, pomimo lokalnych central telefonicznych, które streamowały lokalny sygnał, można było mieć dowolną firmę telefoniczną. Bell jako korporacja wszedł przebojem na rynek, ponieważ zagwarantował swoim użytkownikom niezniszczalny telefon, którego komponenty mogłeś sobie samemu zrobić czasami w połowie. Wystarczył kawałek miedzianego druta to naprawić. Nie musiałeś nawet nic lutować. Wystarczyło tylko związać drut bez izolacji i działało. Telefon był niezniszczalny. To był mocny rynek, żeby wejść na coś takiego. Mocne urządzenie, żeby wejść na taki rynek, na którym urządzenie ma być undestructable.
Ma przetrwać największą pożogę. Rozumiesz? To nie były czasy dzisiejsze, gdzie telefon po upadku traci szybkę i producent mówi: „It happens”. W czasach, gdzie od 30 lat jest patent na specjalne szkło, które możesz tłuc młotem pneumatycznym. Taki, który roztrzaskuje 30-centymetrowe tynki żelbetonowe z uzbrojeniem i nie strzeli. Ale problem jest w tym, że ty wtedy nie wymienisz telefonu na nowy. No i właśnie nie będzie śmieci i tak dalej. W każdym razie technologia poszła tak mocno do przodu, że znowu wiadomo było, że ludzka pomysłowość, wynalazczość nie zna granic. I za chwilę te wszystkie piękne korporacje, rodziny królewskie, które zainwestowały gigantyczną kasę, wojny i tak dalej, stały się praktycznie panami świata finansowego razem z giełdą londyńską, nowojorską i tak dalej, tracą powoli znowu połączenie. Jak się mówi po angielsku losing grip.
Traci uchwyt, uścisk z rzeczywistością. No i sprawy wymykają się spod kontroli. Pojawia się pan Lakowski, który robi doskonałe rzeczy, bo robi taki research ze zjawiskami, badania naukowe, że właściwie jest w stanie to zrobić bez żadnych patentów. Nie ma żadnej dyskusji na ten temat. Chodzi o hodowlę roślin, agrokulturę. Wtedy się hodowało rośliny, nie było farm masowych ani supermarketów i tak dalej. I medyczne zastosowanie, leczenie nowotworów i nie tylko. Słuchaj, rewolucja! Cicha tajemnica poliszynela jest taka, że pan Lakowski, będąc w Nowym Jorku, spędzał godziny z Nikolą Teslą i Nikola podrzucał mu kilka rzeczy. Nikola wyrzucił ponoć kilka rzeczy.
Nie powiem ci, żebym był pewien tego na 100%. Z tego, co się dowiedziałem, tak właśnie było, że kilka rzeczy dookoła nas są cichymi wrzutami Nikoli, bo on nie mógł tego wrzucić oficjalnie. Podpisywał się panieńskim nazwiskiem matki z innym zresztą imieniem. Jakaś taka historia. Już nie pamiętam dokładnie. Wróć do starych odcinków. Tam gdzieś w Radiu Na Fali jest w archiwum opowiedziana ta historia. I przez ludzi czasami wyrzucał ciekawe rzeczy. I przez Lakowskiego kilka rzeczy nowości pojawiło. Tarcze Lakowskiego, które zresztą w Polsce produkuje Janek Tartajcios.
Zapraszam serdecznie, jeżeli ktoś ma ochotę, żeby sobie sprawdzić. Niesamowita historia, niesamowita technologia. Dokładnie z poprzedniego stulecia początku, która jest mijażąca. Jest lekko inwazyjna, ale ta inwazyjność tej technologii polega na tym, że wypijasz szklaneczkę kefiru po sesji i nie robisz tego codziennie. I to wszystko. I to jest cała inwazyjność. Niesamowita rzecz. Koleś przeprowadził takie badania, że to głowa mała. I pojawia się Wilhelm Reich i wszyscy kolesie, o których tu często opowiadam. I to są właśnie lata 30.
Rewolucja. Dziki kraj zrobiony tak dla testu. Republika Weimarska puszczona na samopas w potężnym kryzysie. Jak ujawni się ludzka przedsiębiorczość, kiedy da się otwarte prawa, społeczeństwo zrobi kompletnie collapse. Tak, żeby sprawdzić, jakie będą naturalne trendy, co się wyłoni z dzikości. I to wszystko, cokolwiek się wyłoniło z dzikości, zostało zaraz stłumione, zamknięte do pierdla, a wszystkie efekty i wyniki badań zostały przetransformowane do Kaiser Wilhelm Institute i powstaje Trzecia Rzesza. I badania sobie trwają dalej i model ekonomii działa doskonale. Całe Niemcy są wykręconym modelem tej ekonomii, który właściwie jest połączony ze Stanami. Bo przecież kto budował, kto opatentował tory, wszystkie złączki i tak dalej? Kto przywiózł te komponenty i całą technologię do Oświęcimia, czyli faszystowskiego obozu, niemieckiego obozu koncentracyjnego wybudowanego na terenie Polski?
A kto? General Electric prosto z Nowego Jorku. Takich historii jest naprawdę na garść. Można sypać nazwami do oporu. IBM swoje maszyny serwisował w Oświęcimiu, w obozie koncentracyjnym niemieckim, nie nazistowskim. Niemieckim, nazistowsko-hitlerowskim właściwie. No bo to taka prawda. Anyway, zostawmy tę zaszłość. I tak wszyscy znamy tą historię. Wiemy, jak to wyglądało.
I wtedy właśnie II wojna światowa à propos. Znowu znikają możliwości dla korzystania z tych wszystkich patentów, które działy się w Stanach, a rzeczy się dalej rozwijają. Nawet po II wojnie światowej pojawiają się ludzie, którzy potrafią przesunąć ciężar tych zasobów, tego mechanicznie pozyskiwanego pomysłu na rzeczywistość, który jest kompletnie opatentowany i przesunąć Jakieś rozwiązanie w takie miejsce, że właściwie nie było opcji, żeby jakakolwiek korporacja przyszła do niego i go stuchnęła. Akcje w Stanach były brutalne, takie dosyć mocno brutalne. Tam były odwiedziny lokalnej policji z pistoletami w cywilu i tak dalej. Jak człowiek czyta o tym, jak ja o tym czytałem, jak ty to nie wiem, ale jak ja o tym czytałem, to słuchaj, koleś musi mieć nerwy ze stali. Koleś, który odpowiada za bardzo ciekawe rzeczy, takie jak tranzystor. W sumie wynalazca tranzystora, tych układów opartych na kryształach, tych semi-conductive bramek CMOS. Dżentelmen z Teksasu. Facet, który właściwie pracował, dokładnie był zatrudniony w laboratorium Bella, przyszedł ze swoim odkryciem, miał swoje urządzenie i był prowadzony przez dwóch bardzo poważnych naukowców, którzy później, po jego śmierci i po śmierci kolejnego, ten ostatni z nich poczekał jeszcze osiem lat i dostał Nagrodę Nobla za to odkrycie, które sobie przykleił.
Taka ciekawostka. To dotyczyło półprzewodników. Wtedy się działy naprawdę ciekawe rzeczy. Koledzy mieli taki ogar, tacy majsterkowicze, że brali pudełko wielkości pudełka po butach i robili urządzenie, które było pierwowzorem takich urządzeń, które mamy teraz w środku naszej motherboard na komputerze, czyli płyty głównej w procesorach. Ja wiem, że nam się opowiada o tym, że to kosmici przylecieli w Roswell, rozbili się i to wszystko. Tak, oczywiście. Szczególnie świetna historia dla kogoś, kto nie wie, jak jest skonstruowana lampa i nie widział nigdy, jak są skonstruowane oryginalne pamięci tych pierwszych komputerów. Na przykład pamięci RAM wymienne i jak były zasilane, na jakim inicie chodziły. Ale to już zostawiamy. To jest wszystko ten sprzęt wymyślany po to, żeby ogarnąć ten model ekonomii.
Po to, żeby móc zarządzać, żeby potężna ilość danych, która będzie spływała, bo jeżeli kontrolujesz cały rynek, masz potężną ilość danych, trzeba przeanalizować, bo bardzo łatwo możesz stracić kontrolę. Jeden śliski krok i możesz popłynąć. A to są duże pieniądze i w pewnym momencie zaczynasz ryzykować, bo jest to całe społeczeństwo. Ktoś może się ruszyć i wkurzyć, coś może wysiąść, nie zadziałać. Jak coś nie zadziała w takim łańcuchu powiązań, to jest tak jak na autostradzie. Jak zrobi się wypadek samochodowy, to korek jest na kilometry. To nie jest tak jak kilka dróg, które idą po kolei. Ale wtedy, kiedy społeczeństwo jest tak zwane społeczeństwo razem ze sobą, ten model ekonomii nie chce za bardzo zadziałać, bo najzwyczajniej mówiąc użytkownicy mają bezpośredni dostęp do swoich zasobów i pośrednik nie może zarobić, a pośrednikowi tak zasmakowało zarabianie w tej ropie, że dowalił taką historią, że na przykład w 1929 roku, w tym okresie międzywojennym, kiedy technologia naprawdę sięgała zenitu i za chwilę ludzie od Steinmetza zaczynali produkcję masową ciężarówek, które miały zgnieść w ogóle korporację Forda z rynku, wymieść ją po prostu w kosmos dosłownie i nie tylko, bo też osobowe samochody, motory na silnikach elektrycznych, które właściwie same się ładują. Patent Steinmetza. I miała zostać utworzona fabryka.
Nagle się okazuje, że fabryka jest uwalona, bo zaczyna się 1929 rok, jest 24 października. Jeżeli ktoś zna historię, to wie, że to jest czarny piątek czy czarny czwartek. Jakoś tak. Ten krach na giełdzie wielkiej nowojorskiej to nie był jeden dzień. To były strzały po kolei. 24 października to jest taka umowna data, kiedy to gruchnęło. I w tym momencie praktycznie cały niezależny rynek zostaje zmieciony, bo zrobiono fajny mechanizm, który zagarnął ich na kredyty i tak dalej. To odsyłam sobie poszperać w ogóle troszkę dokumentacji i informacji na temat giełdy nowojorskiej i wielkiego kryzysu, jak to zostało zrobione. Przepraszam bardzo. Teraz, po latach wiemy, że był to ustawiony numer.
To była piękna ustawka, która zadziałała doskonale. I te numery nie przeszły. Z powrotem wszystko wróciło do punktu wyjścia i Rockefeller, jego korporacja zrobiła cwany numer, tak żeby wejść na rynek tylnymi drzwiami. Nagle, kiedy jest wielki kryzys, ceny ropy i Forda T, czyli najtańszego samochodu, jaki możesz kupić, tanieją do tego stopnia, że o ile zawsze dach nad głową był czymś takim najbardziej elementarnym w życiu człowieka, nawet w Stanach Zjednoczonych dach nad głową był normalny. Nie można było ci zabronić dachu nad głową. I nie było tak, żeby samochód kosztował więcej niż dach nad głową, rozumiesz? To były elementarne rzeczy. Człowiek rodzi się na ziemi i ma dach nad głową. To jest wolny kraj, po to budujemy Amerykę. Wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.
Idę sobie i buduję chatę. Ale w pewnym momencie okazało się, na skutek machinacji finansowych, że w 1929 roku samochód już po 24 października Forda kosztuje grosze. Kosztuje taniej niż wynajęcie mieszkania dla siebie, dachu nad głową i zaczęcie normalnego, stabilnego życia ze swoją rodziną. Okazuje się, że ropa do tego samochodu kosztuje taniej niż ugotowanie trzy razy dziennie posiłku dla całej rodziny. Więc nagle jest wysyłany prosty komunikat społeczny: nie masz już więcej pieniędzy. Jedyne zasoby, które masz w swoim zasięgu, jest to ropa naftowa oraz samochód, który chodzi na ropę naftową w standardzie elektrycznym, który skonstruował rząd dla ciebie. I w tym momencie zaczyna się kręcić sprawa w konkretnym kierunku, ale dalej są te urządzenia. Dalej ludzie montują rzeczy, bo część poszła do fabryki Forda pracować w obozie koncentracyjnym. Część zaczęła szukać rozwiązań, które obejdą tą całą historię. Pojawia się pojęcie radiacji, pojawia się Wilhelm Reich.
Sprawy zaczynają się kleić. Wiadomo, że narasta nowa konkurencja, rośnie nowa fala. Pojawiają się ludzie tacy jak Royal King, niesamowici dżentelmeni, którzy budują mikroskopy, bez których nawet ta cała mafia naftowa nie jest w stanie przeżyć. Właściwie informacje, którymi operuje ta naftowa mafia, jak się poruszać po tych meandrach współczesnego świata, korzystając ze swoich szalonych statystyk prowadząc swoje korporacyjne monopolistyczne praktyki, musi być poparta też tym, co robią chłopaki. Także chłopaki są pod czujną obserwacją. Część rzeczy, którą się tylko da przemycić do oficjalnych standardów, jest automatycznie przemycana, tak żeby móc z tego korzystać. I wiadomo, że są pewne mechanizmy, które dzieją się w fizyce, w biologii, które występują też poniekąd, można powiedzieć, na polu współczesnej psychologii. Więc współczesna psychologia, okazało się, stała dokładnie taką pomocą naukową w dziedzinie propagandowej prania mózgów, że jedynymi zasobami, do których mamy dostęp i jedynymi zasobami, na których jest oparta cywilizacja, jest ropa, ewentualnie pozyskiwany w taki sposób, o jakim rząd nam mówi prąd elektryczny. I całe te lata 30., lata 20. i właściwie początek wieku, jakbyśmy się cofnęli do naszego ulubionego trupa w szafie, czyli Nikoli Tesli, pokazują jasno i wyraźnie taki pattern zamykania wszystkich możliwych bramek, przez które człowiek mógłby wejść za pomocą kawałka drutu, śrubokręta, lutownicy.
Można to zrobić, ale naprawdę trzeba mieć łeb jak sklep. Kilku ludzi to robi. Bedini, taki dżentelmen się nazywa, próbuje wejść właśnie od tej strony mechanicznej. Próbuje zrobić to za pomocą magnesów. Doskonale mu to wychodzi. Jest kilku innych ludzi. Jest technologia Keshe, która właściwie to jest ciekawe, bo technologia Keshe jest właśnie tym odrodzeniem się w drugą stronę, jest właśnie zjawiskiem, jest pozyskiwaniem zjawiska, informacji i energii ze zjawiska. Tak samo, bo to jest ta droga, która była zamknięta przez jakiś czas dla wszystkich pozostałych, bo jest to kwestia atomowa, proszę ja, koleżanki i kolegi. Bo tutaj, kiedy w latach 50. po II wojnie światowej okazuje się, że ropa i koncerny już doskonale dominują cały rynek, pojawia się nowa historia.
Promieniowanie. Jeszcze jest końcówka lamp i okazuje się, że można wyzwalać nimi promieniowanie, więc szybciutko projekty są zamykane. Laboratorium Bella wyłącza wszystko to, co mogłoby potencjalnie pokazywać nadmierną emisję pola, bo nadmierna emisja pola w tych lampach oznacza tak zwaną nadmierną emisję elektronów walencyjnych. Tłumacząc na język ludzki, rozumiem, że jest sobota i impreza, oznacza to mniej więcej tyle, że jeżeli odpalisz żarówkę, która chodzi na 12 wolt, to dookoła gdziekolwiek postawisz w odległości przypuśćmy takiego promienia pięciu metrów dookoła tej jednej żarówki każdą inną żarówkę, to właściwie każda z tych pozostałych żarówek jest odbiornikiem prądu i może zasilić 50 żarówek z tej jednej, nie podłączając ich fizycznie do niczego. I tu jest problem. Także pojawiły się układy scalone, pojawiła się troszkę inna elektronika oparta na chemii, inny typ montowania kondensatorów. Tak po cichutku, żeby wyciąć te zjawiska, ale też wiesz, z jednej strony wyciąć zjawiska, a z drugiej strony też nie szarujmy się, żeby obniżyć koszta produkcji, bo to też był bardzo poważny problem dla tych dżentelmenów. Pamiętaj, że człowiek, który żyje z prowizji, ma tylko jedno marzenie, jeden cel. 100%. On się nie nasyci jednym.
Pięcioma, pięćdziesięcioma. On musi mieć wszystko i być właścicielem wszystkiego. Na tym polega ten numer. Wtedy możesz robić cokolwiek chcesz. Przynajmniej tak ci się wydaje. Otóż to. Bo koncepcja, która za tym stoi, polega na tym, że jeżeli mam wszystkie dane, to jestem właścicielem całego świata, bo wtedy nawet będąc największym idiotą, jestem w stanie widzieć do przodu wszystkie procesy, które dzieją dookoła. I nawet jeżeli wychowałem dysfunkcyjne dzieci, które jedyne co znają na temat rzeczywistości, to złota karta we wszystkich bankach świata, bo nazywają się, nie wiem, Rothschild albo cokolwiek innego, to nawet one sobie poradzą z tym gównem, bo i tak jest masa analityków, softu i tak dalej i to wszystko jest analizowane i są algorytmy, które na bieżąco korygują strategie rynkowe i wciskają to, co mamy do sprzedania. A to, co mamy do sprzedania, to jest to, co mieliśmy zawsze do sprzedania. Nie zajmujemy się wprowadzaniem nowych rzeczy, bo drogo to kosztuje.
Chyba że obetniemy koszty w taki sposób i załatwimy to tak, że wszyscy będą uzależnieni od naszych patentów. A ta nowa droga, miniaturyzacja i elektronika okazała się doskonałym rozwiązaniem. Słuchaj, pięknym przykładem jest kartel, który kontroluje pamięci RAM, produkcję pamięci RAM. Właściwie pamięci to są takie elementy, no właśnie te pamięci RAM, elementy tych pamięci RAM. Jest taki trust i koledzy się spotykają raz na pół roku, raz na dwa lata i ustalają ceny pamięci i to, ile trafi na prywatny rynek, bo reszta jest kontraktowana z wojskiem i rządami. Bo wszystkie urządzenia, które korzystają z tego chipu RFID, telefony komórkowe, wszystko, cokolwiek możesz namierzyć satelity, to właśnie chodzi o ten komponent w chipie RFID. Ten kluczowy komponent. Chodzi o patent na ten komponent i tylko sześć czy siedem fabryk ma licencję, możliwość produkowania tego. Możesz wejść na rynek, wymyślając coś, co świetnie to zastępuje, jest jeszcze lepsze, ale na pewno będziesz miał wizytę i albo będziesz chciał dołączyć do tego trustu, albo zwyczajnie nie ma tam już miejsca i będziesz chciał sprzedać swoją technologię, odsprzedać tym firmom. To się dzieje nie raz, nie dwa.
Jakieś opowiadałem historie pewnych niezniszczalnych ekranów LCD z niesamowitą jakością obrazu i firmy, która nagle okazała się w sporze prawnym ze wszystkimi dużymi producentami ekranów. Po dwóch latach chłopcy nie wytrzymali. Była cicha informacja, że proces zakończył się ugodą. Oni wycofali wszystkie swoje prawa do patentu. Dostali za to jakieś tam pieniądze od tych korporacji w zamian za coś tam. Takie wiesz, musieli po prostu sprzedać patent, nie mogli nic z tym zrobić. I coś tam z tym się dzieje dalej, gdzieś tam zakopane. Przyjdą lepsze czasy, jedna firma wyciągnie albo druga, bo to jest i tak jedna i ta sama firma. Zabawa w dobrego i złego glinę. Tak to się skończyło.
W każdym razie w latach 50. pojawiały się nowe historie, wiesz, bo na kanwie nowych urządzeń już trudno zrobić stare zjawiska, odtworzyć wszystko sprzed 20 lat. Zmienia się w ogóle opis elektryki. Pojawiają się teorie pod tytułem strumień elektronów. Pojawia się fizyka nuklearna i ona właściwie przejmuje prym, ale od innej strony. Nie mówi się o promieniowaniu, bo ono jest szkodliwe i tego się unika. Mówi się o energii wybuchu, energii cieplnej z tego zjawiska i elektrycznej. Jakby wszystko się montuje razem ze sobą. Czyli to potężne zjawisko staje się przedłużeniem prądu elektrycznego I oczywiście kopalnych, ale ropa cały czas zostaje jako uzupełnienie tego wszystkiego, ponieważ ropa to są właściwie polimery, które służą do wszystkich tych izolacji na kablach między innymi. I cała historia ciągnie się dalej, także dalej ci sami ludzie, tak jak się łatwo tutaj domyślać, dalej ci sami ludzie zarabiają pieniądze, robiąc właściwie niewiele ponad to, co robili wcześniej.
Właśnie tego biznesu nie trzeba zmieniać. On sam ewoluuje, sam się dostraja. On jest coraz bardziej wydajny, coraz bardziej efektywny. Zarabia się coraz więcej, coraz więcej ludzi musi z tego korzystać. Stało się to już takim globalnym standardem i nawet do tego stopnia, że rządy niektórych krajów są już tak skonstruowane, że kiedy chciałbyś podłączyć takie urządzenie off grid, to zaraz się okaże, że musisz zapłacić 3 tysiące dolarów kary za jeden kilowat prądu, który tam ściągniesz. Dosłownie potrafią ci nawet takie rzeczy wyliczać. I jeszcze pewnie za rozprawę. Nie jeszcze i nie pewnie, tylko na 100%. To jest ten efekt uboczny. Ale jest jeszcze drugi efekt uboczny, który zauważyli szarlatani współczesnych czasów, czyli państwo psycholodzy.
Mianowicie następuje niesamowita erozja lokalnych społeczności, ponieważ takie biznesy są oparte na danych statystycznych i gubi się relacje pomiędzy ludźmi, a nawet nie będę się wbijał w temat. Powiem, jakie są wyniki badań. Wyniki badań są takie, że wszędzie, gdzie wprowadzono taki korporacyjny model życia, czyli wprowadzono na High Street, na głównej ulicy konkretne rozmieszczenie sklepów, takie, które jest wyliczone algorytmem, czyli że najpierw musisz kupić ubranie, później musisz kupić coś pachnącego, a później jesteś zmęczony, napić się kawy. Później zobacz troszeczkę elektroniki, żebyś troszeczkę entertainment i później, zaraz po entertainment wchodzisz do sklepu z hobby. Wszystko tak jest elegancko przemyślane, bo jest sprawdzane z kartami kredytowymi i jest liczone okej, że pierw kupuję piłkę, później kupuję kostium, a nie odwrotnie, a później po tym wszystkim idę na kawę, bo to widać na płatnościach kartami w bankomacie. Także można bardzo łatwo ustalić przebieg naszej trasy, jeżeli płacimy kartą i w ogóle nawet nie musisz płacić kartą, bo każda z tych firm się rozlicza w systemie elektronicznym i te dane automatycznie zbierane są w bazie danych. Także jeżeli się okaże, że gdzieś na świecie jest jakiś model ulicy, który przyciąga gigantyczne pieniądze, to się adaptuje ten model, ale nie dosłownie, tylko podmienia się miejsca. Rozumiesz? I przegania się ciebie jak zwierzątko i mnie też przez taki High Street. Ma się nas zmęczyć, mamy wylądować na kawie, później, nasyceni kawą ruszamy dalej na poszukiwania nowych przygód.
Wszystko jest testowane przez panów psychologów. Specjalne badania i tak dalej, i tak dalej. To naprawdę nie jest żaden bullshit. Masa milionów baksów na to idzie. Tam nie ma wariatów. W ten biznes są zainwestowane miliony. Z tego się kręci każda giełda świata. Jeżeli ktoś mówi, że to są jacyś reptilianie, to myślę, że to jest właśnie największy sukces tego biznesu, że doprowadził do tej sytuacji, że ludzie nie szukają przyczyn tam, gdzie one są, tylko tam, gdzie ktoś im wymyślił. Przynajmniej to jest moja koncepcja. Wracając do naszych standardów, do prądu elektrycznego, efektów ubocznych.
Te modele zaczęto wprowadzać dokładnie po wojnie w Korei, gdzie zastosowano na masową skalę rozwiązania, które powstały podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. I są to rozwiązania z armii, czyli taktyki pacyfikowania miasta, czyli jak się wchodzi kwadratami do miasta. Ponieważ po wojnie w Korei, która była potężnym sukcesem, sukcesem ekonomicznym, chodzi o zasoby, o zaopatrywanie armii Stanów Zjednoczonych. Wypakowano tysiące ludzi na drugi koniec świata od Stanów Zjednoczonych i okazało się, że system dostaw i obsługi tych ludzi, łącznie z dostarczaniem świeżego pieczywa z Los Angeles, dosłownie był tak opracowany, a były to lata 50., że wszystkich zaskoczyło, jak wydajny i jak przewidywalny jest cały system. Na dodatek okazało się, że system szkolenia żołnierzy, który przejęto po drugiej wojnie światowej od nazistów między innymi też i nie tylko. Anyway, zostawiamy tych smętnych kolesi. Był tak efektywny, że można przewidzieć, że na przykład 100 żołnierzy rzuconych do akcji w określonym stanowisku bojowym, gdzie z drugiej strony jest to i to, oni mają tyle a tyle. Z takim a takim wsparciem ma sprawność bojową 80%. Jesteś w stanie przewidzieć zaopatrzenie dla nich. Jesteś w stanie przewidzieć drogę dostarczenia amunicji.
Wszystko odbywa się idealnie na zegarek. Następuje zrzut bomb z pierwszych odrzutowców, które latają nad Koreą. Wszystko działa jak w zegarku szwajcarskim. Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze miały swoją renomę. Teraz już to kawał gówna. Przepraszam wszystkich użytkowników, którzy są z tym związani emocjonalnie, ale taka jest prawda. Tak to zadziałało. Wszystko zadziałało elegancko i cóż, nie pozostało nic innego, jak wprowadzić te modele do biznesu. No i zadziałało elegancko. Zaczęło się robić takie piękne odcięcie zasobów od użytkowników.
Wszystko poszło w polimery. Zadziałało. No wiem, jak zadziałało. Jesteśmy, że tak powiem, dzieciakami tej generacji, co by nie mówić czy chcemy, czy nie, bo po tym, jak te korporacje przejęły te wszystkie rzeczy, już nie ma lamp. Nawet jakbyś chciał i ja chciał sobie odbudować to zjawisko, zrobić maszynę z tych Nikoli Tesli, to jesteśmy troszkę w tyłach, bo nikt z nas nie ma właściwie dostępu do takich środków. Musielibyśmy wydać fortunę, spędzić w cholerę czasu. Na końcu by się okazało, że przyszedłby pan i powiedział: „Ale zaraz, zaraz, ja tu mam urządzenia pomiarowe, które pokazują, że pan ma prąd elektryczny. Ja tu mam karę dla pana” albo coś w tym stylu. Bo okazało się, że właściwie cały ten system, który cały czas mamy dookoła, jest tak cwany, że próbuje i pilnuje i bardzo skutecznie mu to wychodzi, żebyśmy siedzieli głową w rozwiązaniach mechanicznych, jeżeli chodzi o pozyskiwanie energii, ewentualnie spalaniu surowców naturalnych. To jest taki główny koncept.
Tak długo, jak nie myślimy o zjawiskach, które się rzeczywiście dzieją, tak długo zjawisk nie ma. Piękną historią jest sprawa z zimną fuzją, o której kiedyś opowiadałem. Niesamowita historia, która jest pięknym przykładem, jak doskonale działa propaganda Zjawisko jest potwierdzone. Dokumentacja jest tak łatwo dostępna. Są uniwersytety, łącznie z uniwersytetem w Sztokholmie, na którym jest prowadzony od czterech lat działający włączony reaktor zimnej fuzji. Są panowie, już teraz Fleischmann, bo Pons już odszedł, zdaje się chyba trzy lata temu. Są ludzie, którzy towarzyszą eksperymentowi. Jest cały przewód badawczy, jest wszystko opisane. A wyobraź sobie, że są ludzie, którzy mienią się naukowcami i mówią, że nie ma potwierdzonej dokumentacji, ponieważ laboratorium MIT nie potwierdziło. A to jest skandal, bo jakbyś znał angielski i czytał temat, czytał opracowania naukowe i śledził wszystkie rzeczy na ten temat, to byś trafił na wszystkie informacje pod tytułem co się w ogóle stało.
Więc MIT przewaliło eksperyment. Zrobili wszystko, czego nie powinni zrobić po to, żeby udowodnić, że się nie da. Co zresztą wyszło na konferencji prasowej przy kamerach, przy fotografach, przy reporterach. Wszystko zostało nagrane, opublikowane i był wielki wstyd i blamaż dla MIT, bo okazało się, że okłamali ludzi. Zrobili wszystko, żeby spieprzyć eksperyment, wymienili wszystkie komponenty, których mieli użyć i zrobili wszystko do góry nogami po to tylko, żeby zabić ten efekt, jak tylko się da. I tak nie mieli szczęścia, bo po latach okazało się, bo byli związani klauzulą tajemnicy, nie mogli nic powiedzieć. Koleś się przyznał oficjalnie. Jest to opublikowane w internecie. Nie chce mi się szukać. Sam sobie znajdź, jeżeli cię to interesuje.
Sam się przyznał, że okłamali, ponieważ okazało się, że maszyna, którą specjalnie spieprzyli, miała wydajność 10% więcej energii dawała niż pobierała. Nawet w tej sytuacji. Była wielka dyskusja. Koleś zrobił się czerwony na twarzy. Wstyd dla całego MIT. Okazało się, że MIT to jest banda buraków, ziemniaków, kartoflów, które można wziąć worek do piwnicy i to wszystko. Funt akwaków i gówno warte to wszystko. Rozmawiać po ścianie, za przeproszeniem. I nic z tego nie będzie. I tyle.
I chłopaki się schowali, bo rząd Stanów Zjednoczonych był przerażony. Oczywiście wiadomo było, że to działa, ale zabrano im wszelkie finansowanie. Panom odmówiono nawet wykładania na uniwersytetach, więc kontynuowali za własne pieniądze. Udowodnili wszystko, wszystko opisali. Ale tu się wydarzyła piękna historia. Zaraz jak tylko Reagan dochodzi do władzy i nie tylko Reagan, kilku innych ludzi i rząd Margaret Thatcher, okazuje się, że te substancje, które są używane do produkcji tego zjawiska, lądują na liście najbardziej zakazanych i przewiezienie tego przez granicę wymaga zezwolenia rządowego na poziomie ministerialnym Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego każdego państwa, ponieważ jest to substancja lekko radioaktywna. Nagle, zaraz po tym, jak Fleischmann i Pons po raz kolejny udowadniają i żeby było zabawniej, w rzeczywistości rząd Stanów Zjednoczonych w Los Alamos robi kolejny eksperyment, w którym udowadnia, że to działa, o czym nie mówią. Przyznali się do tego oficjalnie trzy lata temu na własnej stronie nawet, że właściwie eksperyment zadziałał, a oni nie wiedzieli i tak dalej. Próbują się wybielić teraz, ale oficjalnie się przyznali, że działa zimna fuzja tak zwana, czyli Fleischmann-Pons efekt istnieje. Jeżeli ktoś ci mówi, że czytał prace naukowe na temat zimnej...
Opracowanie naukowe na temat zimnej fuzji, to już wiesz, że masz do czynienia z kłamcą. Ponieważ już ci tu wyjaśniam. Nie ma nigdzie na świecie i nigdy nie istniało żadne opracowanie naukowe na temat zimnej fuzji. To jest nazwa gazetowa, proszę ja, koleżanki i kolegi. Rzeczywiście zjawisko zostało opublikowane w papierze naukowym, który możesz znaleźć ogólnie dostępny na internecie. Możesz nawet kupić w postaci książki, ściągnąć sobie na Kindle'a, na iPoda, na cokolwiek w PDF-ie możesz ściągnąć. Nazywa się Fleischmann and Pons. Pons albo Pound. Zależy, jak chcesz czytać. Czy z francuskiego, czy...
Bo to właściwie gentleman stąd. Anyway, ja nigdy nie wiem, jak wymawiać poprawnie. Także tytuł Fleischmann-Pons effect. I tam jest jeszcze dodatkowy taki tytuł. Także musisz poszukać. Także jeżeli ktoś ci mówi, że czytał pracę, gdzie zimna fuzja była opisana, to znaczy, że nie ma pojęcia, o czym mówi, bo nie ma żadnej pracy na temat zimnej fuzji. Musisz poszukać w języku angielskim. To jest jedyny język, w którym istnieje ta dokumentacja. Aha, i jeszcze teraz w języku włoskim istnieje. Także jeżeli znasz albo włoski, albo angielski, to masz dostęp do oryginalnej dokumentacji.
Nie ma ani grama niczego sensownego na ten temat w języku polskim. Tu cię uprzedzam, cokolwiek czytasz, ja nie jestem w stanie tego potwierdzić, że to ma jakikolwiek sens. Wszystko, cokolwiek widziałem, a widziałem, wydaje mi się wszystko i tu nie żartuję. Doszedłem do granicy internetu chyba z dziewięć razy. Skończyłem polski internet i wróciłem na temat zimnej fuzji. Nie ma nic, co jest moim zdaniem na 100% wiarygodne. Jest permanentny miszmasz. Natomiast jeżeli chcesz poczytać, jak naprawdę to wyglądało, jest masę dokumentacji naukowej, ponieważ aktualnie na kilku uniwersytetach, łącznie z Uniwersytetem w Delhi, też jest działający reaktor Fleischmann-Pons effect produkujący zjawisko plazmowe, bo chodzi o zjawisko plazmowe dokonywane w tak zwanym deuterium za pomocą wzbudzania pół wodoru. Czego panowie nie wiedzieli jeszcze wtedy, ponieważ ta wiedza się rozwijała. Wtedy dżentelmen, który— no co tu dużo mówić, należy do niego następny wiek, czyli to jest wiek Mahana Kesh.
Miał być Nicoli Tesla, ale się okazało, że panowie Fleischmann-Pons, robiąc to, używajmy nazwy zimna fuzja. Już nie bądźmy drobiazgowi. Robiąc ten efekt, otworzyli bramkę do złapania pola w troszeczkę inny sposób, do złapania interakcji w temperaturze pokojowej, do czego przyczyniło się kilku ludzi po drodze. Maria Curie-Skłodowska. Długa historia. Zła, dobra jest lepsza. Słuchaj, tak czy siak skończyło się na tym, że wiadomo, że jest coś takiego jak transmutacja i wiadomo, że te wszystkie efekty są przed nami, że czy chcemy, czy nie, czy nam się to podoba, czy nie, mamy te zjawiska i mamy wiedzę o tych zjawiskach i te zjawiska są czymś troszeczkę obok tego mechanicznego pozyskiwania energii i używając wiedzy o tych zjawiskach możesz też zasilić cały świat, cały kosmos. Nie ma z tym problemu. Poza jednym. Jest to rzecz, której nigdy nie opatentujesz, bo nie da się opatentować Na przykład tego, że jabłko spada z drzewa.
Nie da się. Jeżeli ty używasz tego samego mechanizmu, nie możesz tego patentować. Możesz opatentować mechanikę urządzenia, które konstruujesz, ale nie zjawisko. I tutaj wracamy z powrotem. Mamy 2017 rok, drogi słuchaczu z przyszłości, i wracamy tu z powrotem do tego momentu załamania się całej fali. Tylko że w tym momencie jesteśmy w trochę innym miejscu, tak sobie myślę. Jesteśmy w miejscu, z którego tak czy siak nie ma powrotu. Myślę, że jesteśmy skazani już na tą rzeczywistą fizykę, rzeczywistą naukę, która właściwie nie jest oparta na mechanicznym pozyskiwaniu energii, tylko jest oparta już na fizyce plazmowej. Przynajmniej taka jest moja opinia. Nie musisz się ze mną zgadzać.
Przepraszam bardzo, to jest moja gadka na ten temat i ja polecam w ogóle się zastanowić. Może masz inny pomysł, może masz inną konkluzję. To jest moja konkluzja, że to jest właśnie przyszłość. To jest ta technologia, bo to jest jedyna rzecz, która jak prześledzisz ten cały wątek, to jest ta właśnie magiczna substancja, która skleja wszystkie działania Nikoli Tesli, wszystkie działania Hugh Milakowskiego, Wilhelma Reicha, Royala. Wszystkie te historie, które wydarzyły się po drodze. Wszystkie te tajemnicze, niewyjaśnione zjawiska, które się dzieją, to właściwie jest to samo. I teraz jest kwestia zaakceptowania tego, że mamy dostęp do tych pryncypiów i możemy zacząć z nich korzystać. Jak się okazuje, dostęp jest i problemu właściwie za bardzo nie ma. Mamy naprawdę gigantyczną pulę udokumentowanych zjawisk, które jasno i wyraźnie pokazują, że naprawdę jest to ogólnie dostępna technologia, można z tego korzystać i jest to w zasięgu ręki. Poza jednym.
Nie mamy przygotowanej infrastruktury logistycznej jako społeczeństwo, bo ulegliśmy pewnej drobnej iluzji. Uwierzyliśmy w to, że należy się odseparować od zasobów, bo tak mówi propaganda. Jedziesz w inne miejsce wypoczywać niż to miejsce, w którym mieszkasz i tak dalej. Takie niby drobiazgi, ale zawsze jest kwestia separacji mnie od mojego miejsca, w którym jestem i zawsze jest ktoś pośrodku, kto serwuje mi całe opakowanie w tym nowym miejscu, tak że ja już tylko tam przychodzę, siadam na krześle i dostaję wszystko prosto do ręki. To jest ten model ekonomii, na którym jest wszystko oparte. Ponieważ cokolwiek dostanę do ręki, to jest dokładnie to, co jest przewidywane w statystykach na podstawie mojego zachowania z poprzednich paru sezonów. Co ja lubię wziąć do ręki? Jeżeli jest coś, co ja na 100% albo nawet na 30 biorę do ręki, to jest pewna szansa, że w tym roku, zamiast produkować nikomu niepotrzebnych plastikowych opakowań i czegoś, co jest zupełnie niepotrzebne, używając dokładnie tej samej technologii, tej samej fabryki, tego samego plastiku, wyprodukuje plastikowe pudełko, które ma inny kształt. I akurat jest to pudełko, którego ja, Tomek, używam do czegoś. I ta korporacja wie o tym, że ja używam tego, bo jest to część mechanizmu, który się zużywa i w tym momencie dostaję do ręki nowy model czegoś.
Stary można wyprowadzić z rynku. Jest to normalnie nagminnie stosowana praktyka i taktyka wchodzenia do miasta tak inwazyjnie stosowana przez wojsko. To jest to, co przyjechało właśnie z Korei między innymi. Dowódcami korporacji zostali oficerowie wojskowi, którzy zaczęli być doradcami do strategii marketingowych, tak zwane agresywne przejęcie i tak dalej. I wiadomo, że doszliśmy do granicy, bo właściwie co tu dużo kryć, ten pomysł... Bo niektórzy z nas się martwią, co będzie dalej, jak się skończy cała ta historia związana z kontynuacją pozyskiwania zasobów w ten sposób, takich jak ropa, atom i tak dalej. Co dalej? Akurat szczęśliwie wylądowaliśmy w takim miejscu, że nie dość, że wraca z powrotem ta dawka informacji o tym, że za wszystkim stoją zjawiska, których nie można opatentować i że jest zupełnie inna forma wejścia w to wszystko, czego potrzebujemy i uzyskania tych wszystkich rzeczy pstryknięciem palców, niekoniecznie związana z mechaniczną drogą patentową i że nie da się tego zatrzymać. Ale też z drugiej strony doskonale wiadomo, że przynajmniej jeżeli tak się przyglądasz, mam nadzieję, że też masz podobną obserwację. Przynajmniej taka jest moja, że ludzie, którzy stoją za ropą, też wiedzą, że nie da się tego zatrzymać.
Kilka prób po drodze w ciągu ostatnich stu lat i każda próba zawiodła, każda doprowadziła do gigantycznej katastrofy. I na koniec okazało się, że ten efekt uboczny dotyka bezpośrednio struktury organicznej i budowy naszego organizmu. To jest największy numer, który wyszedł z tej całej historii i najsłabszy w drugą stronę. No właśnie. Okazało się, że efekt uboczny dosięga nie tylko użytkowników i produktów, ale też okazało się, że nie da się odseparować środowiska, w którym powstają te toksyczne produkty od środowiska, w którym powstają nietoksyczne produkty i użytkownicy, którzy chcieliby funkcjonować w tym zdrowym okręgu, czyli nie odpaść. Czyli ta elita świata, która prowadzi biznesy, chciałaby jak najdłużej kontrolować całą resztę i niekoniecznie chcą umierać w taki sposób na takie choroby, jak umiera cała reszta, tylko właśnie po to to robią, żeby być, jak to się mówi po angielsku, way ahead, czyli o głowę z przodu przed całą resztą. Okazuje się, że sztuczka się nie udała, bo jedną z części informacji właśnie o tym, jak funkcjonuje całe to zjawisko jest-- ja tu często opowiadam o tym, ale naprawdę jest to hit stulecia, moja droga słuchaczko, mój drogi słuchaczu i nie przestanę o tym, bo jest to po prostu hit sieci naukowych. To jest rewolucja taka na miarę Nikoli Tesli albo nawet więcej. Odkrycia ponownie alchemii w progach każdego domu dosłownie. To jest odkrycie roli aminokwasów i pól grawitomagnetycznych na tej planecie między innymi.
Bo odkrycie ich roli i sfotografowanie tego, zrobienie zdjęć tego, jak wyglądają interakcje w polu, jak formują, jak się krystalizują i tak dalej, bo to jest między nimi, widzisz w ten sposób strukturę pola. Tak że po takich zdjęciach z mikroskopu, po takich badaniach, które są ogólnie dostępne, że tak powiem, ciężko nie stwierdzić, że przepraszam bardzo, ale tu już logika puka do głowy. Mogę udawać, że jestem idiotą i się z tym nie zgadzać. A mogę też zaakceptować fakt, który mogę sobie sam zrobić eksperymentalnie w domu i sam to sprawdzić, czy to jest kłamstwo, czy ktoś mnie oszukuje, czy nie. Tak, mogę sobie sprawdzić. I się okazuje, że tak jest. Także nie kłócę się z tym. Otóż to. Anyway, wracając do tego mechanicznego i niemechanicznego pozyskiwania energii. Rzeczywistość zjawiska jest, jak się okazuje, niemechaniczna i każdy może to zrobić.
Także rozumiesz. Okazuje się, że nie za bardzo to wszystko tutaj jest takie, jakie chciano, żeby to skonstruować. I teraz się okazuje, że jedynym problemem, tak jak wspomniałem, nie jest kwestia nas. W sensie naszych umiejętności technologicznych i tego, czy się da, czy się nie da, bo da się bez problemu. Tylko kwestia tego, czy przypadkiem jako społeczeństwo nie uwierzyliśmy w coś, co jest troszkę taką mocną iluzją, nawet nie trochę, jest mocną iluzją. Ja teraz ci opowiem pewną historię, która się wydarzyła tutaj, bo mówiłem, że opowiem o historii, która się wydarzyła właśnie na progu tutaj moich drzwi. Powiedziałem o Florydzie, ale nie mieszkam na Florydzie. Mieszkam w Londynie. Przepraszam bardzo, to moja herbata z mlekiem. A w Londynie nie było huraganu, ale był porywisty wiatr i przywiało do moich drzwi w środku tygodnia dżentelmena jegomościa bardzo dobrze wyglądającego.
Fajny, solidny, dobrze wyglądający, dobrze skrojony, dobrany garnitur. Widać, że chłopak ogarnia się przed lustrem, dba o siebie. Dobra koszula, taka Oxford style, ale nie posh. To jest taka różnica. Nie konserwatysta, żaden z takich ludzi. Dobra, modna fryzura taka w miarę. Widać, że wczoraj był fryzjer. Jest przygotowany na dzisiejszą akcję, gotowy, zwarty. Zrobił sobie pewnie taki strzał odświeżaczem do ust przed tym, zanim zadzwonił do moich drzwi i z uśmiechem na twarzy przywitał mnie szczerymi oczami. Spojrzał w moje mądre oczęta i zapytał się: „Hello, my name is” i tak dalej, i tak dalej.
Moje imię jest-- ja się przedstawiłem. Z drugiej strony przywitałem się z nim i od słowa do słowa szybciutko mówi, że jest z Labour Party. Są wybory. Ja chodzę na wybory i chciałby ze mną pogadać o tym, czy chciałbym głosować na Labour Party. On nie chce mnie przekonywać, tylko chciałby się spytać, czy głosuję na Labour Party, bo on głosuje na Labour Party i agituje za nimi. Jeżeli mam jakieś pytania czy coś na ten temat, to on chętnie ma ten czas. Stanie tu ze mną, może usiąść, może wpaść do mnie na kawkę i chętnie odpowie na wszelkie pytania. On jest człowiekiem wysłanym przez Labour Party, żeby namówić mnie na to, żeby na nich głosować. Ja tak się patrzę na niego i zacząłem mówić, że ja nie chodzę na wybory, a on mówi, tak się patrzy na mnie: „A dlaczego?” Ja mówię: „Po prostu nie wierzę w wybory”. No i zaczęliśmy rozmowę.
Wszystkie argumenty, które pewnie doskonale znasz ty, stała słuchaczko i stały słuchaczu hiperprzestrzeni, nawet nie będę powtarzał, tylko powtórzę, co mu powiedziałem. Tak troszeczkę może nieelegancko po angielsku. Taka bezpośrednia rozmowa czasami jest odbierana jako tak ruthless, czyli troszeczkę nieelegancka. Ale wiesz co? Patrzyłem mu się prosto w oczy. Uśmiechałem się. Powiedziałem mu, że nie chciałbym być obraźliwy. Nie chciałbym cię obrazić. To nie jest nic obraźliwego dla ciebie. Ja bym nie traktuj tego personalnie, bo to nie jest ten sposób.
To jest sposób, w jaki ja myślę o polityce. Chciałem ci powiedzieć, jak ja to odbieram. Tak się spojrzałem na niego, na te jego ulotki i tak się patrzę na niego. Taka chwila pauzy zrobiłem nie dlatego, że bym chciał robić dramatyczną pauzę, tylko kurde, jak zwykle w takich sytuacjach czasami zapomnę sformułowania po angielsku i nagle, wiesz, raz zapominasz polskiego, raz angielskiego. Dramat w obie dwie strony. Cudowne, cudowne rozkojarzenie. I tak utkwiłem w tym cudownym rozkojarzeniu. On tak się patrzy na mnie tak, prawie jakbym słyszał: „Come on, come on, mate”. Ja mówię: „Okej, okej. Let me think because I don't...” Tak powiedziałem, że wiesz, daj mi chwilę, żebym pomyślał, bo nie chcę tego spieprzyć.
Chcę ci powiedzieć tak. Wiesz, nie chcę cię oszukiwać. Chciałbym ci tak powiedzieć. Wiesz, nie obrażając nikogo. Nie bierz tego do siebie, jak ja to widzę. Okej, dobra, już wiem, już ci mówię. I powiedziałem mu zwyczajnie, używając tej metafory: „Każde przedstawienie trwa tak długo, jak długo aktorzy na scenie mają swoich widzów. Tak długo trwa gra, jak długo chcemy w nią... Tak długo, jak chcemy partycypować w tej grze i tak długo determinuje nasze życie”. I on tak spojrzał na mnie i tak się popatrzył.
I zamilkł. Był przerażony. Tak troszkę rude to zabrzmiało w stosunku do niego, bo właściwie co dużo mówić, jak mówisz człowiekowi, że to jest insane, bo ja właściwie użyłem słowa insane, że all democracy, all the myths about democracy are insane, czyli wszystkie te mity, ten cały mit o demokracji jest bez sensu. To tak, jakbyś człowiekowi prosto w oczy, który właśnie z tobą rozmawia, właśnie się przywitał 30 sekund przed chwilą. On się przywitał ze mną. Powiedział mi, jak ma na imię. Ja powiedziałem na imię. Ja powiedziałem: „Ty jesteś, kurwa, głupi dobek”. Dokładnie. Nikt tego nie powiedział głośno, ale rozumiesz.
To jest dokładnie tak samo odbierane czasami w niektórych sytuacjach. Nie musisz wcale kląć i rzucać tak zwanych F-words. Po prostu wystarczy, że odpowiednio sformułujesz zdanie. To jest brytyjski angielski, ma swój specyficzny kontekst. Zależy od układanki słów. Taka zabawa polityczna w logikę, jak ze sobą rozmawiamy i czy się obrazimy, czy też dystansujemy się do siebie, czy troszeczkę bliżej. I wiesz, o co chodzi. Gry i zabawy słowne. Zresztą bardzo akurat lubię język angielski. On zresztą z tego słynie.
Jest to jego atrakcja. Dlatego opowieści w tym języku brzmią rewelacyjnie, bo mają klimat, mogą zbudować atmosferę tak samo jak w polskim. Tak samo pięknie. Anyway, wracając do tej całej historii z dżentelmenem. I mówię mu: „Słuchaj, ale mam coś dla ciebie”. A on mówi: „Ale poczekaj, słuchaj”. I tak zadaje mi pytanie. Ale rozumiesz, jest ta historia z Brexitem. Zobacz, masz tu kolesi, którzy chcą... Właśnie tak patrzy na mnie: „Ale skąd jesteś?” Bo ja mam jakiś taki dziwny akcent, że nie każdy rozpoznaje od razu.
Jak trochę dłużej ze mną pogada, to kuma, że jestem z tej części wschodniej Europy. Mam taki twardy i bardzo lubię tą swoją twardość w angielskim, ale tak na początku to nie każdy łapie od razu przy pierwszych zdaniach. I koleś tak się pyta skąd jestem. Ja mówię, że jestem z Polski i że widzę to jako farsę. To nic nie zmienia. Ta historia z Brexitem nic nie zmienia. Dalej widzę to jako farsę i w ogóle mnie to nie obchodzi. To nie jest moja gra. I on nagle zamilkł. I tak się patrzy na mnie, i tak próbuje znaleźć jakiś chwyt, żeby mnie złapać za przysujowe jaja i znaleźć wspólny problem, który będziemy teraz razem rozwiązywać i dzięki temu się sklejmy jak ta drużyna.
Pamiętasz, o czym ci mówiłem? Jak to bractwo na kampusie w Cambridge w 1923 roku podczas badań robionych przez dżentelmena, który później dostał bardzo lukratywną posadę jako brytyjski obywatel w Trzeciej Rzeszy. Dostał obywatelstwo Trzeciej Rzeszy i miał obydwa obywatelstwa nawet po wybuchu wojny, po wypowiedzeniu wojny Wielkiej Brytanii i Anglii. I latał sobie spokojnie pomiędzy jednym a drugim krajem. Był przyjacielem Churchilla, można powiedzieć w cudzysłowie, i Hitlera. To znaczy on prowadził te eksperymenty w Cambridge. I tak ten koleś stoi, rozmawia ze mną i ja słyszę, co on do mnie mówi i słyszę tą historię o tym eksperymencie w swojej głowie. Nietrudno skojarzyć, łatwo się domyślić, żeśmy znaleźli razem wspólny problem i zaczęli go rozwiązywać. I powiem ci, że spojrzałem na dżentelmena, powiedziałem: „Słuchaj, powiem ci tylko jedną rzecz. Naprawdę to, co mówisz, nie obraź się na mnie”, ale spojrzałem mu prosto w oczy.
Patrzę się prosto w oczy, jak rozmawiam z ludźmi. Tak lubię. Po prostu lubię mieć kontakt z człowiekiem. Czasami niektórzy uciekają oczami. Zdarza się. Nie każdy się boi patrzeć tobie w oczy. Nie wiem czemu, ale czasami niektórzy ludzie mają za co. Boją się spojrzeć sobie w oczy, jakby to ich zamordowało zaraz. Jakbym miał ich przygwoździć. Anyway, patrzę mu się w oczy.
Powiedziałem to, co powiedziałem. Widzę, że szuka czegoś, żeby mnie złapać. Mówi: „Mate, mate, mate, please stop”. Czyli: „Kolego, zatrzymaj się. Słuchaj, mam coś dla ciebie. Świat jest, jaki jest”. I ja lubię w ogóle tego kolesia, który się nazywa Croyby czy Croybin i tak dalej. Tego kogoś z Labour Party. Ma moją sympatię. Nie mam zamiaru głosować na nikogo, ponieważ uważam, że jest to insane, że zrobiłbym z siebie idiotę.
I jadę tak centralnie. Nie nadaję się do tego. To nie jest zabawa dla mnie. Ja nie bawię się w takie zabawy, ale jeżeli lubisz, jeżeli chcesz to robić, okej. Wiesz, wzbudza moją sympatię. Tylko tyle mogę ci powiedzieć. Ale mówię: „Ale widzisz, ja nie neguję tego, co ty robisz. Ja nie jestem tutaj od tego, żeby powiedzieć ci, że się słabo czujesz, że to jest insane, że to jest głupie i ty jesteś głupi”. Tak dosłownie mu powiedziałem. „Bo ja wcale nie uważam, że jesteś głupi, ale mam coś innego dla ciebie.
Mam inne rozwiązanie. Dlatego to wszystko ci mówię, ponieważ mam dla ciebie rozwiązanie na twoje problemy. Mam tu urządzenie o nazwie Magrav”. Tak mu powiedziałem dosłownie, bo mam akurat. Właśnie skończyłem maszynę montować dla znajomych i tak dalej. Sam kolejną testową maszynę tutaj lecę, sobie montuję. Lubię sobie te urządzenia robić. Uwielbiam tą technologię, świetnie działa. Anyway, zmontowałem maszynę. Maszyna jest świeża.
Jedna z moich maszyn. Zawsze jak zrobię maszynę, to oddaję komuś w prezencie albo coś się z nią dzieje, albo cokolwiek. Anyway, zostawmy ten temat. Od tego są warsztaty, które prowadzę z ludźmi gdzieś tam na internecie. Znajdziesz na YouTubie. Zostawiamy tą historię tutaj. To jest hiperprzestrzeń, to nie jest technologia. Jesteśmy w sobotę wieczorem, mamy mieć herbatę w ręku i w ogóle relaks. Odkładamy drut, odkładamy gancy, wszystkie te rzeczy i grawitacyjno-magnetyczne historie. Tak to wszystko odkładamy.
Ale mówię dżentelmenowi: „Słuchaj stary, mam urządzenie. Dam ci urządzenie, da ci redukcję 30% do 35. Działa już dwa miesiące. Będziesz musiał jeszcze to rozkręcić. Już teraz daje redukcję od 30 do 35% na zużyciu prądu elektrycznego, czyli cokolwiek podepniesz, na przykład podepniesz 1000 wat, to zredukujesz obciążenie swojego licznika o 33%. Urządzenie dalej ciągnie 1000 wat, bo potrzebuje się zasilać. Urządzenie robi takie pole, że redukujesz zużycie z 1000 do 733 czy coś w tym stylu. Mam dla ciebie jeszcze jedną rzecz. Jak chcesz, dam ci w prezencie za darmo. Nie chcę od ciebie kasy, naprawdę”.
Popatrzyłem się na niego i stwierdziłem: „Wiesz co, koleś? Naprawdę to nie o to chodzi, żebyśmy się przekomarzali. Jeżeli ja ci mówię, że mam rozwiązanie, to albo stary, mam to rozwiązanie, albo jestem, excuse me my French, albo jestem po prostu podpierdalacz. Albo mam działające urządzenie, albo podpierdalam. A mam działające urządzenia. Nie ma z tym problemu”. I mówię: „Słuchaj stary, masz chwilę? Chodzisz tu po ulicy i tak rozmawiasz z ludźmi. Wskakuj. Mam tu urządzenia, wszystko ci pokażę.
Są mierniki, są urządzenia, jest Magrav do samochodu. Daję ci w prezencie Magrava do samochodu. Chcesz redukcję spalania paliwa na poziomie 10 do 20% w ciągu dwóch miesięcy? Człowieku, jest dla ciebie. Od razu bierzesz, podłączasz do fury i jedziesz”. I wiecie co zrobił ten koleś? Słuchaczko i słuchaczu, razem wspólnie jak się przytulacie do siebie. Wiecie moi kochani, moja kochana paro, która tam słucha mnie z zapartym tchem, co koleś zrobi. Nie, wy wiecie akurat. Ta para.
Pozdrawiam serdecznie, sister. Anyway. Max, pozdrawiam. Przepraszam, taka prywata na antenie. Anyway. I koleś powiedział: „Okej, okej, I got it, I got it. But anyway, if you like to go an extra...” Taki jakby jakiś bełkot zaczął z siebie wyrzucać. Przerażony. Oczy zrobiły się jak u la la, duże dziury o średnicy czterech centymetrów. Prawie mi się zapadły do środka czaszki i koleś wybiegł, jakby diabła zobaczył spod mojego progu.
Dosłownie. Nie chciał wejść do środka, nie chciał wejść. Mam tu system duży medyczny, który pomaga ludziom w rekonstrukcjach zdrowia i tak dalej. Działa rewelacyjnie, testujemy go klinicznie. Wszystko działa, jest okej. Anyway. Facet po prostu zmiekł. Okazało się, że kiedy jest prawdziwa alternatywa, kiedy nie ma przy sobie podpierdalacza, który powie mu: „Wiesz, jest pewna teoria. Kiedy się zbierzemy do kupy, założymy fundację, zbierzemy kasę na magnesy i silniki elektryczne, zbudujemy urządzenie, które może poleci”. Rozumiesz?
Tu nie ma gadki na ten temat. Tu są urządzenia. To jest technologia, która działa. Masz mierniki. Jak nie wierzysz, przynieś swoje. Jak chcesz możesz wypożyczyć urządzenia, sprawdzić je, przetestować w dowolny możliwy sposób. Słuchaj, byle nie możesz ich zniszczyć. Nie podoba mi się, kiedy ktoś bierze młotek i dewastuje urządzenie. To nie wchodzi w rachubę. Natomiast wszystkie inne metody pomiaru, whatever you like, cokolwiek lubisz, słuchaj, czuj się wolny.
Naprawdę ja mam tylko z tego zabawę. Im więcej się dowiesz na ten temat, im więcej mi powiesz, tym więcej ja będę wiedział. Także naprawdę jestem super z tym i nie ma tutaj żadnych tajemnic z transplantacja. Chcesz, pokażę ci wszystko. I tak mu powiedziałem i koleś naprawdę zwiał. Po prostu zwiał. Najlepsze było to, że zgarnął tę grupkę, bo się okazało, że ich tam w pięciu chodzili po trzech czy czterech ulicach tutaj w mojej okolicy. Oni ich zgarnął i zemknęli z tej ulicy. Uwa w pachy. Co za jazda, rozumiesz?
I to jest właśnie przykład współczesnego społeczeństwa. Dałem facetowi rozwiązanie. Nie powiem, że mnie wkurzył, ale poczułem się taki kozak. Dosłownie taki kozak. Nie to wiesz, krew nie woda. Słuchaj, jestem słowiański chłopak, wiesz. Prawda Lechici, turbo Lechici. Czy jakoś tak. Jak słyszałem ponoć ostatnio. Nie wiem, ale zostawmy te turbo lechickie sprawy.
Chciałem dać Magrawa samochodowego akurat w tej sytuacji temu kolesiowi, właśnie temu. Bo wiem, że ci kolesie mają kontakt bezpośrednio z Korwin. Tak są zorganizowani w Labour Party, jeżeli chodzi o spotkania, meetingi. Oni się znają i chciałem mu powiedzieć: stary, użyj tego urządzenia, zobacz jak działa z tobą. Powiedz swojemu szefowi, na którego głosujesz o tym urządzeniu. Słuchaj, pogadajmy. Naprawdę, dlaczego nie? Będziemy spalać na początek 20% benzyny mniej. No ale widzisz, tu jest ta historia pod tytułem strumień ropy, że cała ta demokracja, nawet ta pozornie opozycyjna, jakkolwiek by się nie nazwał prawicowa, lewicowa, cała ta korporacja z jednej i z drugiej strony. Widzisz, jak cała ta demokracja się kończy?
Kończy się dokładnie w miejscu, gdzie zaczyna się stacja benzynowa. A i zanim dżentelmen zdążył uciec z mojego progu i tam chciał mnie w krojbie, bo już tak się cofał, cofał, cofał, to tak mu rzuciłem takim hasłem: wiesz, gdzie kończy się twoja demokracja? Na stacji benzynowej. Okrutne, okrutne. To troszkę pojechałem po nim. Excuse me, sir. Excuse me. No okrutny byłem. Dobra, to ja włączę jakąś muzyczkę na koniec, bo tak się rozgadałem. Przegadałem to wszystko bez żadnej muzyczki.
Ale myślę, chciałem o tym powiedzieć, bo to ciekawa rzecz. Myślę, że warto spojrzeć na to od tej strony, bo jaka jest konkluzja tego wszystkiego? Że demokracja kończy się dokładnie w dystrybutorze w stacji benzynowej, tak samo na gniazdku elektrycznym. I że jedyną opcją rzeczywistości na to, żeby wracać do siebie jest myślę dokładnie zawsze ta sama droga. Szukanie rozwiązań, które są poza albo klejenie tego wszystkiego do kupy. Jakkolwiek by to nie mówić, chodzi o działające rozwiązania, bo właściwie do tego się to sprowadza. Nie byłbym taki kozak, gdybym nie mógł wziąć kolesia tutaj do pokoju, wstawić i pokazać mu: zobacz, to jest ten sprzęt. Stary, naprawdę testuj. Możesz pożyczyć, możesz przetestować. Zaproś tu kamery, nie ma problemu.
Rozumiesz? Wszystko jest open source. Nie ma problemu. Daję ci całą wiedzę za darmo. Nie było takiej opcji. Rozumiesz? Przestraszył się, bo on wie, że on nie będzie awansował w tym całym ekosystemie, w którym funkcjonuje, a z drugiej strony wie, że też nie przeżyje w tym ekosystemie. I to było jego zachwianie się. Niesamowite było obserwowanie go później, bo ja akurat mam okna wychodzące w stronę ulicy. I sąsiad właśnie wpadł szybko, bo on tak słyszał kątem ucha rozmowę, bo gdzieś tam w kuchni coś grzmerał.
Ja tak w drzwiach rozmawiałem i szybko mu zreferowałem, co jest grane. On mówi: ho, ho, ho i zobaczymy przez okno, co się dzieje na ulicy. I obserwowałem tego dżentelmena. I ciekawa sprawa. Zabiłem mu gwoździa, wiesz, bo ja mu powiedziałem: jeżeli chcesz, możesz wrócić. I on się nad tym zastanawiał. Szedł przez tą ulicę i się zastanawiał, jaki sens ma cała jego robota. Gdzie jest ta jego demokracja, skoro mając rozwiązanie nie potrafi na poziomie indywidualnej jednostki zrozumieć, że to, w czym partycypuje, to jest jakaś toksyczna, chora historia, że on jest chory, że on naprawdę wierzy w jakąś iluzję. Wymyślił sobie jakiś teatr, jakiś show, który odgrywa, że będzie chodził po domach, rozdawał papierki. Wiesz, ja będę głosował, będę zbierał papierki, które ktoś mi pocztą wyśle.
Będę skakał do góry i krzyczał hip, hip, hurra! Albo będę krzyczał: uuu, jestem smutny razem z resztą ludzi. Będę jak ta grupa tych studentów na Cambridge, która została zagoniona do tych bractw i po trzech miesiącach okazało się, że sformowały się bractwa studenckie, które zaczęły ze sobą rywalizować i w ten oto sposób podniesiono efektywność studentów. Ich kontrolowanie tego, co się dzieje na kampusie. Dokładnie. Prestiż uniwersytetu wcale nie poszedł w górę. Jak na ironię okazało się, że w momencie, gdzie wprowadzono właśnie te eksperymentalne zasady na uniwersytecie, właściwie skończyły się te rewolucyjne przewody naukowe. Bo cokolwiek by nie mówić, okej, oficjalna uczelnia quacademix i jak to mówi John Anthony West completely quacademix i pełni pseudoakademicy. Psiademicy. Jak to przetłumaczyć?
Śmerlin merlin. Dla mnie to po prostu psychopaci. Parafrazując naturalnie urodzonych morderców Oliviera Stone'a. Anyway, nawet tam robiono bardzo poważne badania. Dlatego ci mówiłem o Lakowskim. Dlatego mówiłem o Royalu. Przecież to byli ludzie uniwersytetów. To nie jest o Steinmetzu. Chociaż Steinmetz nigdy nie odebrał swojego dyplomu. Bo jak uciekał z Wrocławia tej nocy, kiedy miał zostać nad ranem aresztowany, uwa w pachy.
Dokładnie tego dnia czy dwa dni później miał odebrać dyplom ukończenia Politechniki Wrocławskiej z czerwonym paskiem. Z wzorowym, największym wyróżnieniem i nagrodą uniwersytetu jako najlepszy, najbardziej uzdolniony student ostatnich sezonów. Rozumiesz? Taki numer historii. Może nie miał dyplomu, ale nie chcieli mu nigdy wysłać nostryfikacji. On próbował później przyjechać do Wrocławia, ale historia z Niemcami spowodowała, że nabrał strasznego wstrętu do tej części Europy. Poważnie. Ale chatę, którą sobie w Nowym Jorku postawił, widziałem zdjęcia, pod Nowym Jorkiem, w New Jersey nad rzeczką. Wygląda jak domek w Karkonoszach, taki jak we Wrocławiu. Taka fajna willa, taka duża willa, taki wrocławski style.
Chłopak był lokalnym ziomem. To jak będziesz w Nowym Jorku albo mieszkasz w Nowym Jorku, to sobie poszukaj w New Jersey zabytkowo tych miejsc, tych budynków. Przypomni ci się rodzinny dom, trochę większy, ale to był jego projekt. W ogóle też ciekawa rzecz, był rzemieślnikiem holistycznym, sam sobie lubił modyfikować projekty i tak dalej. Masz taki kawałek Karkonoszy, Wrocławia, Dolnego Śląska właśnie w Nowym Jorku. Właśnie z tego powodu, taka ciekawostka. Aż mi łezka w oku romantycznie się zakręciła. Ten model ekonomii właśnie to wszystko i tak dalej, rozumiesz? Bo wszystko zostało przejęte przez taki sprytny kartel. W każdym razie wracając do tych zdobyczy uniwersytetów, pamiętaj i nie zapominaj, ja też nie zapominam, że to byli dziarscy ludzie.
Przecież to nie jest tak, że zawsze wszędzie byli idioci i do pewnego stopnia to działało. W pewnym momencie, kiedy zaczęły się już twarde czasy, zapadły twarde decyzje, rzeczy się pozmieniały. I nawet tam się zdarzali ludzie. Przecież ktoś musiał wpaść na tą ideę, że jest jakaś niewidzialna siła, którą możesz w jakiś sposób emocjonalnie sterować, żeby to połączyć z aminokwasami i tak dalej, żeby móc sterować dużą grupą ludzi w jakikolwiek sposób. To tylko wiedza. Możesz to wykorzystać na miliony sposobów, tym bardziej że ją podasz każdemu po kolei, to każdy będzie wiedział o tej technologii i nie będzie musiał partycypować w tym, bo będzie mógł skojarzyć sobie: „O, hej, ktoś próbuje zrobić ze mnie takie bractwo studenckie na Cambridge, po to, żeby sprzedać ilość biletów na show”. Bo chodziło też o rywalizację, zbieranie pieniędzy i tak dalej. Zostawiam wszystkie te rzeczy. Wiadomo, o co chodzi. Tworzenie takiego korporacyjnego środowiska, w którym wszystko zależy od rywalizacji i ludzkie ambicje są najważniejszą motywacją, jakakolwiek występuje.
Więc stymulowanie tych ambicji poprzez podsycanie sztucznie stworzonych obiektów pożądania i kontrolowanie dostępu do tych obiektów pożądania determinuje zachowania części społeczeństwa, także część grupy podąża za nimi, jeżeli się zgromadzi zasoby dookoła tych jednostek. Także jeżeli przystępowałeś do bractwa X, po prostu miałeś więcej kasy, większe stypendia, byłeś faworyzowany. Na tym polegała cała historia. Więcej pieniędzy, więcej ropy do kupienia. Dalej w tym samym układzie, tylko że troszeczkę wyżej. Koniec końców doszliśmy do momentu, że wszyscy wiedzą, że jest to tak toksyczne. Prąd w miasku tworzy zjawisko EMF, electromagnetic fields tak to się nazywa z angielskiego, czyli pól elektromagnetycznych, które są tylko polami elektromagnetycznymi, ale kiedy mają specyficzne częstotliwości, są potwornie toksyczne dla naszego organizmu. Ropa, której spalanie zabija nas. Medycyna, która jest pochodną właśnie spalania ropy. Bo chodzi o te syntetyczne produkty, które są niczym innym jak śmieciami uzyskiwanymi z komponentów pozostałymi po ropie.
Wszystkie te osady z huty stali i tak dalej są zakopywane do ziemi i później z tego są uzyskiwane naturalne polimery, które są syntetyzowane. To wszystko to jest ekosystem, który działa. Są potężne pieniądze, potężne ciężarówki, potężne fabryki, huty i tak dalej. To wszystko chodzi cały czas na tym jednym. Nie musi na tym chodzić. Nie ma ku temu żadnego powodu. Nie ma ku temu żadnej logiki, za wyjątkiem tego, że jest taki system, że każdy minister, każdy prezydent każdego kraju dostaje od 10 do 15%, czasami 5%, zależy jak tępy jest, jak dużo da się orznąć od kontraktów naftowych, które podpisuje cały kraj, od kontraktów zbrojeniowych. Więc tak długo, jak w każdym takim potencjalnym kraju rząd ma coś takiego jak spółki z udziałem Skarbu Państwa albo rządowe spółki energetyczne, które mają licencję rządu na produkowanie energii, tak długo zawsze ta grupa ludzi będzie próbowała zrobić wszystko, cokolwiek może, żeby zabronić jakiegokolwiek mechanicznego rozwiązania. Szczęśliwie dla nas wszystkich i tam się umiera na raka, i tam się umiera na potworne choroby wywołane nie przeciętnym zanieczyszczeniem środowiska. Także szczęśliwie dla nas.
Może brzmi to troszeczkę jak szaleństwo dla miłośników teorii spiskowych i katastrofizmu, ale wygląda na to, że wielu ludzi poszło po rozum do głowy aktualnie, którzy byli mocno zaangażowani w bardzo krzywe historie z ostatnich 20 lat, 30 nawet i więcej. Jakby w ten cały układ, przewód pokarmowy, który tutaj został stworzony właśnie po to, żeby udowodnić sobie, że najlepszym rozwiązaniem dla society jest rozdzielenie go na siłę poprzez wprowadzenie sztucznego konfliktu na dwa komponenty: na zasoby pozyskiwane przez grupę niewolników oraz grupę ludzi, która jest tylko i wyłącznie konsumentami obsługującymi jakąś teologię, coś mielącymi w miejscu tak, żeby swój czas i swoją energię pożytkowali na robieniu dobrze, na budowaniu takiego otoczenia, w którym milionerzy czują się dobrze, można powiedzieć. Bo milioner będzie się czuł kiepsko w wiosce w Afryce, w której mieszkają ludzie pracujący w kopalni złota, ale będzie się czuł fajnie w dobrej restauracji, gdzieś w wysokim wieżowcu na Manhattanie z widokiem na Central Park, bo będzie bardzo przyjemny widok i będzie otoczony ludźmi, którzy prezentują ten splendor luksusu dookoła siebie. I przylecieli tam wszyscy prywatnymi odrzutowcami. I to jest coś, co robią raz w miesiącu. Niezależnie czy lecą z Tokio, czy skądś. Mają prywatny odrzutowiec i mają swoją restaurację, w której muszą zjeść kolację. I to jest coś, co daje im niesamowitą satysfakcję i którzy są zadowolone i szczęśliwe albo i nie. Właśnie na tym polega numer. Także trzeba się troszkę zastanowić, w którym miejscu wszyscy jesteśmy.
I jak się okazuje, wielu z nas już się zastanowiło, bo dzięki temu, że wiemy Jak funkcjonuje cały świat. Wiemy, że ta mechaniczna historia to jest tylko dowcip, który nam wymyślono. To jest kawałek technologii, który próbowano na siłę wtłoczyć po to, żeby przez chwilę kilku ludzi próbowało pokitrać w ręku gorącego ziemniaka. Jak się okazuje, ziemniak jest na tyle gorący, że nikt nie potrafi go powstrzymać. Im bardziej wysublimowane metody opatentowania jakichkolwiek technologii na świecie, tym bardziej wysublimowany jest ludzki umysł, żywa istota, która tworzy rozwiązania. Jak zwykle, okazuje się, że im mocniej kopniesz w drzwi, które mają zmontowany odbijak, tym mocniej grzmotną ci w nos, kiedy będziesz przez nie przechodzić. I się okazuje, że wielu ludzi powoli dostrzega paralo świata, który stworzyli, bo wiadomo, że już nigdzie nie pojedziesz na żadną plażę, bo już żadna nie jest tak naprawdę czysta. Wszędzie znajdziesz kawałek butelki plastikowej. Teraz przez Wyspy Virgin, które są własnością jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Może nie aż tak bardzo, ale jednego z bardzo znanych bogaczy na świecie.
Przeszedł huragan, który spowodował, że zerwało wszystko. Nie ma ani grama prądu elektrycznego. I numer polega na tym, że są dosłownie trzy generatory. Teraz już są trzy. Parę dni temu tylko jeden. Mały generator diesla. Jak na zasoby wyspy to malutki. I tam jest bardzo dużo ludzi, łącznie z turystami, którzy tam przylatują, mając w dupie wszystko, co się dzieje. To takie raje podatkowe. Virgin Islands, tuż obok Karaibów.
I wszyscy nagle utkwili. Znajdują się w sytuacji, gdzie model ekonomii przestał działać, model społeczny przestał działać i powrót do początku stulecia, ale w troszeczkę inny sposób, bo to właśnie nie jest powrót do początku stulecia. Nie chciałbym, żebyś to odebrała w ten sposób albo ty żebyś odebrał jako, że cofamy się w czasie. Nie, to jest właśnie skok do przodu. To jest ten skok do przodu, który zawsze udało nam się do tej pory skutecznie omijać za pomocą chłopaków od wielkiej ropy, a w tym momencie nie udało nam się już ominąć. Jeżeli już jest takie rozwiązanie, że ja mogę sobie stanąć w swoich drzwiach i bez problemu facetowi, który do mnie przychodzi i mówi, żebym głosował na Labour Party, powiedzieć, że mam do niego lepszy pomysł. Niech on głosuje. Ja wcale nie chcę nic od niego. Ja mu dam to za darmo. On nie musi mi nic zrobić.
Nic. Absolutnie. Nie musi nawet mi kawy fundować. Tak po prostu. Jeżeli go interesuje polityka, chce zmieniać świat. Bo ja się zapytałem, czy naprawdę chce zmienić świat na lepsze, a on powiedział tak. „Naprawdę chcę, żeby świat był lepszy dla moich dzieci”. To był właśnie powód, dla którego się zaczęła ta rozmowa z maglem samochodowym i normalnym maglem w drzwiach. Tak długo trwał ten monopol, dopóki nie było takich ludzi jak ja. Teraz takich ludzi jak ja na świecie jest naprawdę masa, nawet nie pytaj.
Ludzi, którzy robią te maszyny, jest po prostu tona. Okej, może nie każdemu wychodzi tak idealnie. Dużo ludzi robi dookoła tego jakiś niesamowity magiczny szum, bo nie wszystko kumają i opowiadają jakieś niesamowite historie. Sam jak słyszę te historie opowiadane na temat technologii plazmowej, na temat technologii Keshe, to czasami naprawdę, uwierz mi dziewczyno, włosy nawet w miejscu, gdzie nie mam włosów, włosy stoją mi dęba. Poważnie. Zastanawiam się, czy zaraz zza rogu nie wyskoczy różowy jednorożec z tęczowymi skrzydłami i nie zacznie mówić do mnie nutkami. Poważnie, mam takie wrażenie trochę czasami. Ale wszystko jest okej. Grunt, że to działa. Może nie każdemu wychodzi.
Nie każdy jest w stanie udokumentować zjawisko, zbudować działające urządzenie, ale działa. Naprawdę nie ma z tym problemu. Jeżeli ktoś szuka tego, to znajdzie odpowiedź. Tak samo jak działa zimna fuzja. Jeżeli ktoś sięgnie po rzeczywistą dokumentację uzyskiwania zjawisk energetycznych w temperaturach pokojowych, bo właściwie tak się nazywa oryginalnie, bo tłumaczysz na polski ta praca, dlatego nie znajdziesz jej pod nazwą zimnej fuzji. To jest zjawisko reakcji plazmowej. Tak to się nazywa Fleischmann-Pons effect i to nawet bardzo ciężko znaleźć pod tym tytułem. Musisz się mocno naszukać. Dlatego wiedzą to tylko ci, którzy szukali. A dlaczego używam takiej nazwy?
Dlaczego mówię Fleischmann-Pons effect z takim zacięciem? Bo to też można uznać za zmanierowanie. Otóż nie, nie jest to bynajmniej mój pomysł. Jest to, jak ci płacisz mój kredyt, czyli taki mój honor oddany autorom tego zjawiska. Ponieważ autorzy zjawiska poprosili w swojej publikacji. Wydali serię publikacji. W jednej z nich poprosili wszystkich tych, którzy orientują się w zjawisku, żebyśmy nie nazywali tego zjawiska jako tak zwana społeczność interesujących się tymi energetycznymi historiami, zimną fuzją, bo nie chcą. I wcale się nie dziwię. Fatalnie się kojarzy ta historia, kiedy wskoczyły na nich gazety i zrobiły z nich głupków, z najbardziej zdolnych ludzi swoich czasów. Największy geniusz swoich czasów.
Odkryli potężne zjawisko transferu pól wodoru w temperaturze pokojowej, bo tym dokładnie jest ta historia. To jest rozbijanie neutronu na proton i elektron walencyjny. Stąd ta emisja pola, stąd konstrukcja pola, że ta reakcja jest zamknięta w środku małej szklanki i ty masz coś, co świeci. Światełko wielkości średnicy kulki centymetrowej, które świeci i ta energia na zewnątrz. Woda jest temperatury pokojowej, a w środku masz dalej zimno. To jest najlepszy numer. Dalej jest zimno, ale w tym zimno dochodzi do transmutacji. Cokolwiek tam włożysz, zachowuje się jak w piecu hutniczym, który nie ma żadnego limitu, ale wszystko dzieje się w temperaturze pokojowej. To jest w ogóle fenomen. W zależności od parametrów, jakie ustawisz przepływu pola wodorów przez tak zwany deuter, czyli ciężką wodę, w której jest zanurzona katoda i anoda.
Zwykły okrągły pojemnik, jedna anoda, druga katoda. Jedna właśnie z palladu, druga... Co to było? Nie wiem. Nie pamiętam już. Chyba miedziana czy coś takiego. Nie pamiętam. Jest w dokumentacji opisana cała specyfikacja jak sobie zbudować urządzenie, jak sobie odtworzyć eksperyment samodzielnie, jeżeli masz ku temu warunki. I możliwości. Także nie ma z tym żadnego problemu.
I panowie w jednej z tych prac poprosili, żeby nie używać tej nazwy zimna fuzja. Im się to bardzo źle kojarzy. Chcą, żeby było to nazywane jako Fleischmann–Pons effect. Także jeżeli ktokolwiek czytał te prace, to bardzo łatwo teraz, nie musisz mu opowiadać, że słuchałeś tej audycji. Słuchaj, teraz jesteś ekspertem. Podejrzewam, że w Polsce jesteś jednym z najlepszych ekspertów na temat Fleischmann–Pons effect. Także teraz możesz zagiąć niejednego cwaniaka, który mówi o zimnej fuzji, bo on coś tam robił, druty pospawał i ogrzał 50 litrów wody i temperaturę długo trzymał. Nawet jeżeli zrobił to w doskonały sposób i jest doskonałym inżynierem, to wcale nie znaczy, że wie cokolwiek na temat rzeczy, o których mówi. Każdemu się zdarza. Mi też.
Kolejna zagadka rozwiązana. Zagadka UFO. Zagadka tych wszystkich tajemniczych rzeczy. Ja wcale nie żartuję w tym momencie. Zagadka niezidentyfikowanych obiektów latających jest zagadką dotykania innej formy życia. Czy chcesz, czy nie, możesz się ze mną nie zgadzać, ale nie możesz tego zakwestionować. Przynajmniej w mojej opinii. Jest zbyt dużo faktów potwierdzających to, co mówię. A ty, jeżeli to kwestionujesz, nie masz ani jednego faktu na potwierdzenie swojej koncepcji. Jest to obserwacja żywej, inteligentnej formy, czyli życia, które jest w jakiś sposób skorelowane z nami.
Nie będę rozwijał tego tematu. Mam swoją bardziej szczegółową koncepcję i oczywiście, bo ja wiem wszystko, także wiem, co to jest, ale powiem ci taką podstawową definicję, że jest to życie. Są to, można powiedzieć, nasi bracia. Cokolwiek. Jest to działająca technologia i ta technologia też działa na jakichś zasadach. Jeżeli jest gdziekolwiek technologia, która pozwala ci się poruszać pomiędzy wymiarami takimi, jakie są reprezentowane przez układy słoneczne, galaktyki i tak dalej, bo tak to należy moim zdaniem potraktować, to w tym momencie rozmawiamy o czymś innym. Rozmawiamy o pozyskiwaniu informacji, zjawisko, o rzeczywistym zjawisku, które istnieje, o czymś, co wzbudzał Tesla, o czymś, co wzbudzał Alexanderson swoimi antenami. O tym, co robił Steinmetz, robiąc wyładowania elektrostatyczne. Ciekawostka dla wszystkich fanów „Gwiezdnych Wojen”. Archetyp gwiezdnego miecza.
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, skąd pochodzi, bo archetyp gwiezdnego miecza pochodzi z legendy. Przynajmniej takie są spekulacje o Steinmetzu. Bardzo znana legenda, bo była oficjalnie nakręcona i transmitowana przez nie PBS, tylko amerykańską agencję prasową, rządową. Spotkanie pomiędzy Steinmetzem a Edisonem. To były takie reklamowe filmy robione pod koniec życia Edisona. Robiono z niego takiego dobrego wujka, który oświecił i selektryfikował całą Amerykę, żeby nie było na Nikoli Tesli. I kręcono takie propagandowe filmy do kronik filmowych. I jednym z takich filmów było to, jak Edison odwiedza swojego starego przyjaciela Steinmetza pogrzebionego. Na filmie tego nie ma, ale zostało to w zapiskach, w pamiętnikach i wspomnieniach. Gdzieś tam jest na zdjęciach.
Steinmetz w swoim laboratorium produkował zjawisko za pomocą lamp. Zjawisko rozładowywania, skupiania plazmy, bo właściwie to jest zjawisko skupienia plazmy w postaci wiązki strumienia elektronów skoncentrowanego tak, że świeciło. To był tak zwany świetlny miecz, możesz powiedzieć. Czyli miał taką iskrę, która strzelała cały czas na odległość, trzymaną w uchwycie. Trzymał za uchwyt jak za rączkę, jak za właśnie ten miecz świetlny i dokładnie robił taki show. I to było jego przedstawienie, w którym powalał z nóg wielu gości swojego laboratorium. To była jedna z takich zabawek, że pokazywał, że można zjawisko elektrostatyczne przy odpowiednim natężeniu, odpowiednich parametrach prądu elektrycznego, nawet wykorzystując to w ten sposób można okiełznać do pewnych granic, czyli zrobił taki Fleischmann–Pons effect z prądu elektrycznego, dokonał fuzji wodoru, bo właściwie cały czas mówimy o fuzji wodoru, znaczy nie wodoru, to jest źle powiedziane. To nie jest właściwie fuzja wodoru, to jest fuzja neutrino na pole wodoru i na proton. Tak to się nazywa w fizyce nuklearnej. Teraz to wiemy.
Minęły lata i ta wiedza wychodzi. I nawet pomimo tego, że to wszystko pod dywan było zamiatane, tego się nie da, bo z czasem ta cała bariera, ten cały mit o tej ropie, o tym prądzie elektrycznym z elektrowni na węgiel i tak dalej, to wszystko i tak musi upaść. Nigdy nie było na to miejsca w rzeczywistości. To nigdy nie działało. To zawsze było tylko wymyślone po to, żeby oddzielić mnie od możliwości korzystania z tego wszystkiego. Tym bardziej teraz, w dzisiejszych czasach. Teraz to w ogóle idealnie widać, bo nawet sam system już zjada swój własny ogon. Skoro kupując legalnie wyprodukowany certyfikowany panel słoneczny w Stanach Zjednoczonych ty normalnie możesz być podpięty do sieci. Natomiast w momencie, kiedy zrywa prąd elektryczny, ty nie możesz. Bo prawo polega na tym, że kiedy zaparkujesz swojego kampera ze swoimi bateriami słonecznymi tak normalnie, to wszystko jest legalnie.
Nie musisz płacić podatku, bo podatek jest opłacany w cenie paliwa, w cenie wszystkich produktów, które kupujesz w każdym sklepie w tym stanie i wszystkich opłat, które tam robisz w całych Stanach. Natomiast jeżeli wysiądą bankomaty, wysiądą sklepy i ty tam jesteś i jedyne co masz, to masz swój działający panel słoneczny i swój staw, to za używanie tego panela nie płacisz nikomu i tworzysz konkurencję zbudowania niezależnego środka zbytu, wymiany, handlu. Może nie będziesz chciał handlować dolarami, może wymyślisz własną walutę, lepiej cię nie prowokować. Zasada jest prosta, że jeżeli jest stan zagrożenia federalnego, to jest specjalna procedura, która przyznaje wszystkie prawa służbom municypalnym i mundurowym. Także tylko one mają prawo licencję do dostarczenia ci energii. Wszystko pozostałe nie ma szans. Także dzisiejsza demokracja jest takim ciekawym zjawiskiem. Możesz sobie zmienić płeć. Możesz sobie wymyślić, że jesteś wiewiórką. Możesz sobie nawet narządy rodne zmienić operacyjnie.
Możesz sobie zrobić operację plastyczną. Możesz zmienić nazwisko. Możesz zmienić wszystko w swoim życiu. Możesz zmienić samochód, żonę, dzieci. Możesz dom zmienić. Wszystkim możesz się bawić. Łącznie, cokolwiek chcesz sobie wymyślić. Możesz przestawić z lewego na prawe, z prawego na lewe. Ale ta demokracja się kończy zawsze w jednym miejscu. Wszystkie te twoje wybory, kiedy tylko będziesz chcieć w kilku miejscach na świecie zmienić to od strony takiej konkretnej, czyli swoich zasobów, nagle się okazuje, że cała twoja demokracja, wszystkie możliwości twojej zmiany, poza tym, że możesz sobie sypiać z kimkolwiek chcesz i jeździć na wakacje jakkolwiek chcesz, kończą się dokładnie na stacji benzynowej.
I to jest rzeczywistość, którą mamy teraz i to jest rzeczywistość, z której wychodzimy. To jest to miejsce, w którym jako cywilizacja jesteśmy i gwarantuję ci w mojej opinii, że nie jest to kwestia problemu z wojną, polityką i tak dalej. To jest kwestia tego, czy my jako ludzie to akceptujemy. Jeżeli więcej z nas, a i tak coraz więcej z nas chwyta za te technologie, robi te DIY w domach, także nie ma z tym problemu. Jakiejkolwiek technologii, czy to są ludzie, którzy robią Bediniego, czy to jestem ja z moimi przyjaciółmi siedzącymi w technologii plazmowej Cash, to nie jest istotna sprawa. Ważne jest to, czy to działa, czy nie. Jeżeli działa, to wiadomo, jest to wyjście. Jest to tylnia bramka, której nikt nie może mi zabronić, bo tak samo jak nikt nie może zabronić mi patrzenia na słońce. Także w tym momencie chłopaki inwestujące w kółka zębate i kilka innych rzeczy, cóż. Koniec tej historii.
I taka jest natura rzeczy. Taka ciekawa historia. Także jak na ironię, w momencie, gdzie kończy się nasza demokracja, czyli na stacji benzynowej, to jest moment, gdzie zaczyna się nasza rzeczywista wolność. I to był mój wniosek na dzisiaj w hiperprzestrzeni. Miałem puścić muzykę, nie puściłem, ale chciałem tak posklejać historię bez przerw. Także to tyle z mojej opowieści. Widzisz, tak tu przyjmuję gości, którzy przychodzą agitować mnie na wybory. Także dzięki ci wielkie słuchaczko i słuchaczu za zostanie ze mną, wysłuchanie mojej jakże dramatycznej opowieści o moim jakże straumatyzowanym życiu we współczesnej metropolii zwanej London City, rządzonej przez London City of Corporate, przez Corporation of London. City of Corporate, Corporation of City of London, coś takiego. Pokręcone tytuły.
Nie wiadomo, co jest pierwsze, co ostatnie. Nie wiadomo kto pierwszy, kto ostatni, nie wiadomo kto się zabija, a kto nie. Na wypadek, gdyby biznes nie poszedł. To chyba myślę po to robione, taki nawyk, żeby zamieszać jeszcze bardziej. Dobra, pozdrawiam cię z miasta, w którym jeszcze przez parę chwil mieszkają ludzie, którym się wydaje, że to miasto do nich należy. Ciekawostka, ciekawa sprawa. No ale cóż, tak to wygląda. Ops, ops. Mam z powrotem. Zawsze zapada dramatyczna cisza, gdy znika mi las w słuchawkach.
Jeszcze raz dzięki za wysłuchanie. Mam nadzieję, że cię nie uśpiłem, że była to wartka i interesująca powieść. Kolejna powieść albo jakieś lenistwo za tydzień, zobaczymy, co się będzie działo. Także pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy. Oprócz ciebie słuchaczko i słuchaczu. Mam nadzieję, że fajnie się słucha, że cię nie przynudzałem i do usłyszenia następnym razem. I przypominam, że moi zacni koledzy, odpręż się, bo ja to takie historie, że trzeba być, słuchać, słuchać, coś zapomnę, stracę, nie złapię wątku. Słuchaj, idę się zrelaksować do Edka w środku tygodnia. Jak chcesz się zrelaksować, zapraszam serdecznie, a idę złożyć dupsko i po prostu walnąć, że tak powiem, wentylem do góry u księcia Edwarda przy dobrych rock'n'rollowych i nie tylko dźwiękach konkretnych w środę o 23 polskiego czasu, a w czwartek wywalam wentyl do góry przy Barcie. Także zapraszam serdecznie i przy Barcie polecam posłuchać, bo Bart fajne rzeczy mówi.
No ale już zrelaksowany po księciu Edwardzie i pszczelarskich opowieściach. Tam też jest przemycana prawda. Warto się odprężyć. Warto. Także zapraszam do Radia Na Fali. Przypominam, że jesteśmy wszyscy, ja i zacna cała ekipa, czyli Bart, Eduardo, transmitowani przez Radio Paranormalium oraz Radio Czas Snu. Tutaj jeszcze raz. Ja lubię dziękować tak osobiście, także Ivellios, peace and love, człowieku, wielkie dzięki za w ogóle lovely collaboration, really, sir. Respect. I to samo, panie Grzegorzu, pozdrawiam serdecznie.
Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Czasu Snu. Yeah, man! Słuchajcie, każdy dostał inne pozdrowienia, bo każdy indywidualnie i ty, człowieku, też indywidualnie. Kocham cię, słuchaczko. Kocham cię, słuchaczu. Pozdrawiam serdecznie. Wpadaj przy okazji, jak będziesz mieć czas w sobotę albo gdzieś tam offline sobie ściągnąć, posłuchać. I tyle. I do następnego razu. Słuchałeś i ty też słuchałaś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.