[00:00] - To think for yourself and question authority. Radio na fali. Hiperprzestrzeń. Człowieku, jest sobotni wieczór. Ja mówię do ciebie prosto z Londynu. Ja mam Tomek z południowego Londynu. Jak zwykle sobota, Radio na Fali. Jak zwykle nieaktualizowana strona ostatnio, ale co tam i tak jest. I tak jest. I tak działa.
Wejdź sobie na czata radionafali.com tam jest ikonka w rogu. A przede wszystkim wejdź czasami na Radio Paranormalium, które transmituje Hiperprzestrzeń na Radio Czas Snu. Ja w ogóle pozdrawiam serdecznie Ivelliosa i Grzegorza. Ja przypominam, że w ogóle w tych radiach są jeszcze w ogóle inne ciekawe audycje. To nie jest tak, że na świecie jest tylko Hiperprzestrzeń. Proszę o tym pamiętać. Tu nie ma konkurencji, tu jest współpraca. Otóż to właśnie, bo dzisiaj oczywiście Hiperprzestrzeń po dłuższej przerwie, jeżeli ktoś zauważył, bo tak: wakacje, goście, wiele się działo i tak dalej, i tak dalej. Nie mogłem dotrzeć do mikrofonu. Także witam wszystkich po długiej, długiej, długiej przerwie.
Akurat dziś jestem po takim radosnym dniu. Znaczy radosnym jak zwykle. Dużo refleksji w ogóle mam z tego tygodnia. Dzisiaj tak bujając się po parku, zastanawiałem się właśnie, bo tematów jest bardzo dużo. Tu mam bardzo dużo tematów. Bardzo, bardzo. Człowieku, nawet nie pytaj ile. Wszystkie leżą dookoła mnie. I w ogóle mam takie refleksje z tego tygodnia, ale nie wiem, czy przypadkiem. Dzisiaj jeszcze zostanę częściowo przy tych refleksjach z tego tygodnia i częściowo troszeczkę wrócę do ostatnich opowieści, do pewnych rzeczy, które są spoza granic nauki, można powiedzieć.
Rzeczy, które są niebywałe, niesamowite i czasami zapierają dech w piersiach. I gdzie jest sens tego wszystkiego? Czy jakoś tak. Także dzisiaj troszkę relaksacyjnie, wakacyjnie. Ja w ogóle jestem na Skypie radionafali.com to jest Skype do radia, także śmiało, zapraszam serdecznie, jeżeli ktoś będzie chciał zadzwonić to zapraszam serdecznie. Ja tu już chyba mam działającego Skype'a. On wykonuje dzisiaj jakieś dziwne manewry. Dziwne manewry, ale jest. Już działa. Wszystko jest okej.
Uff, elegancko. Także jestem na czacie radionafali.com. Znaczy jestem na czacie Radio na Fali. Wejdziesz przez stronę. Jestem też na Skypie radionafali.com to chciałem powiedzieć, że jestem na Skypie. Właśnie. Co ja chciałem powiedzieć? Ja w ogóle dzisiaj mam taki ciekawy dzień. To może zacznę od samego początku. Myślę, że to jest dobry początek na wszystkie refleksje, bo dzisiaj tak sobie podsumowuję cały tydzień.
W ogóle troszkę po wakacjach jestem, także też bez specjalnego, ciężkiego, poważnego tematu z datami i różnymi innymi historiami. Chociaż, chociaż zobaczymy, może coś mi się do głowy przypałęta. Także dzisiaj obrabiam swoje refleksje wakacyjne. Wiesz, kawałek takiej terapii przy mikrofonie. Możesz sobie tu usiąść i powiedzieć jakąś historię, która niekoniecznie jest historią z książki. W cudzysłowie oczywiście z książki, taką historią opowiedzianą z datą i tak dalej, i tak dalej. Są jeszcze refleksje na temat rzeczywistości. Właśnie. Pozdrawiam serdecznie swoich współpracowników, czyli pozostałych podcasterów Radia na Fali, Księcia Edwarda i Barta. Pozdrawiam serdecznie.
Zapraszam w ogóle na Księcia Edwarda w środku tygodnia, w środę o godzinie 22:00 polskiego czasu. Tam są bardzo ciekawe refleksje. Ja ostatnio się zapóźniłem troszeczkę, bo albo miewam gości, albo jakoś tak. Ostatnio chciałem się właśnie oderwać do księcia Edwarda, odezwać, bo bardzo ważkie tematy, a tutaj goście drzwiami i oknami prawie że. Także się nie udało, ale udało się wysłuchać jednym uchem. I oczywiście pozdrawiam Barta, którego polecam serdecznie w sensie Chaty Mistyka. Jeżeli chodzi Ci o poszukiwanie nazwy podcastu, to oczywiście w tym sensie jest to Chata Mistyka. Także czwartek, godzina 9:00 polskiego czasu. Zapraszam jakby co w Radiu na Fali, też w Radiu Paranormalium, w Radiu Czas Snu. I tak sobie przy okazji tych wakacji, jako że nie było mnie przy mikrofonie, miałem bardziej okazję posłuchać sobie swoich zacnych kolegów i ich refleksji.
Ja też mam takie swoje refleksje związane z cywilizacją, z kilkoma innymi rzeczami, które właściwie jak zwykle kręcą się zawsze jak to chyba refleksje wielu, wielu ludzi w dzisiejszych czasach dookoła percepcji rzeczywistości, jak bym to nazwał, bo to chyba najlepsza nazwa, jaką można sobie wyobrazić, czyli tego, co nam się wydaje, jest rzeczywistością. Myślę, że to jest clou programu. To jest taka wielka rzecz. W ogóle jesteśmy w takim ciekawym momencie. Przede wszystkim ja tu mam, no może nie mam w podglądzie. Prawie że nie, nie mam w podglądzie, ale mógłbym mieć. Miałem dzisiaj znajomych, gości. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy i w podglądzie przez moment mieliśmy historię, która się nazywa przejście wielkiego huraganu przez Florydę, bo tam wszystkie telewizje transmitują przez internet. Także można sobie wskoczyć, zobaczyć, co amerykańska telewizja podaje, jak wyglądają reklamy w amerykańskiej telewizji. Co dla mnie, czyli człowieka, który nie ogląda telewizji od lat co najmniej 12 albo i dłużej.
Mocny cios, mocny cios i też refleksje wynikające z oglądania tych amerykańskich telewizji, które właśnie pokazują, jak ten huragan w tym momencie odkleja się od wybrzeży Kuby i właśnie wędruje, ładuje prosto na Florydę, żeby zmutnąć wszystko, co się tam znajduje. Ale o tym wszystkim i o moich refleksjach dotyczących tego całego zamieszania właściwie tego dotyczy moja refleksja na dziś. Mój drogi przyjacielu, moja droga przyjaciółko, mój drogi słuchaczku, słuchaczko. Ja właśnie dzisiaj o tym. O pewnych rozbieżnościach pomiędzy tym, co nam się wydaje, że jest, a tym, co w rzeczywistości jest. Ha! Niby znany temat, oczywiście oklepany jak gdyby nigdy nic, ale myślę, że bardzo intrygujący, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przydarza nam się taka okoliczność, że możemy oglądać, co się dzieje w sytuacji, kiedy potężny kawał świata nawiedza coś, coś nieprzewidywalnego. I jak zachowują się ludzie tak globalnie, jak wygląda reakcja części z nas i tak dalej, i tak dalej. Bo właściwie to, z czym mamy do czynienia, dzieje się na co dzień Na co dzień mam tu potężną trąbę powietrzną, która by mi przeszła przez miasto i zryła Londyn, zabrała Big Bena albo coś takiego. Ukradła mi pół miasta.
Nie, nic z tych rzeczy. Ja myślę, że po prostu skala wydarzeń jest troszeczkę inna. To tylko chodzi o skalę. Te mikrozmiany są czymś, co determinuje nasze życie. O tym tu często z księciem zresztą czasami opowiadamy. Drobiazgi robią wszystko. Życie składa się z drobiazgów i nic więcej, jak się okazuje. Oczywiście można tu się kłócić, ale to już może zostawiamy. Ja myślę, że każdy z nas ma swoją własną opinię. Moja opinia jest taka, że nasze życie składa się permanentnie z tych wszystkich drobiazgów i na tym polega cały ten numer.
Bo łatwo czasami coś pominąć, łatwo czegoś nie zauważyć. Coś, co jest bardzo drobnym odruchem na co dzień i wejdzie nam w krew, staje się taką codziennością, której nie zauważamy. Ja mam to na swoim własnym przykładzie. Mój język angielski, ponieważ nie mieszkam w Polsce od lat. Od lat nie mieszkam. Długo już nie mieszkam. Język angielski stał się moim drugim językiem. Ale widzisz, jako że troszkę bimbałem podczas edukacji języka angielskiego w swoim życiu, zanim się pojawiłem na Wyspach i też troszeczkę jestem czasami leniwy. To lenistwo odbiło się tym, że do tej pory mam takie klasyczne byki w tym języku, które strzelam i z których sobie czasami nie zdaję sprawy. Dopiero w pewnym momencie, jak to wypowiem i usłyszę, co ja właściwie powiedziałem, to następuje taka cofka.
Wracam do tyłu i poprawiam zdanie, żeby brzmiało normalnie jak w języku angielskim, czyli poprawnie. I to jest coś, czego nie zauważam. To jest coś, co zauważyłem dzięki znajomej, która jest nauczycielką angielskiego. Poważnie. Która jest zresztą Angielką. Siedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. I ona się spytała, czy ja w ogóle chciałbym, żeby mi to poprawiła albo coś z tym zrobiła. Powiedziałem: „Słuchaj, tego bardzo bym chciał. Niech to się zadzieje. Jesteś ekspertem w tej dziedzinie.
Powinno się udać”. No i zaczęła mnie poprawiać i był to niesamowity proces. Pierwsza rzecz, która się wydarzyła, to taka, że przez pierwsze pół godziny się znielubiliśmy. Coś w tym stylu, ponieważ metoda polegała na tym, że ona zaraz po tym, jak ja powiedziałem, poprawiała mnie, ale nie wcinała mi się w słowo, tylko tak delikatnie, cichutko wymawiała jeszcze raz to słowo poprawnie, co powodowało w pewnym momencie taką falę irytacji gdzieś tam w głowie. Sobie pomyślałem: zaraz, zaraz, ale po co ja się irytuję? Roześmiałem się, powiedziałem jej o tym. To jest takie zabawne uczucie, że czujesz się wkurzony troszeczkę. No i w każdym razie tak czy siak edukacja trwała. Oczywiście dalej mam ten delikatny problem z tym słowem. Zresztą nie tylko jednym w języku angielskim, które powtarzam zupełnie bez sensu, bo gdzieś mi w głowie utkwiła taka składnia, chociaż zupełnie nie jest poprawna, nie jest gramatyczna.
Pewnie w języku polskim mam podobne historie, bo wcale nie jest to takie wyjątkowe. I teraz, po tej edukacji, która na początku mnie wkurzała, później zacząłem to łapać. Później zaczęło to troszkę ewoluować. Przestała używać pełnego słowa, tylko robiła taką pauzę albo robiła takie cyknięcie, taki głębszy oddech, kiedy ja wypowiadałem niepoprawnie jakąś formułkę i w tym momencie widziałem, że coś jest nie okej. I w tym momencie wracałem. I w pewnym momencie doszło do bardzo fajnego połączenia między nami. Spojrzeliśmy sobie w oczy i zanim cokolwiek powiedziałem, wiedziałem, że mam powiedzieć to poprawnie i wiedziałem, jak to poprawnie powiedzieć. I to było już takie naturalne. Oczywiście dalej jeszcze robię te błędy, ale słuchaj, ziarno zostało zasiane, ale po drodze, zanim ziarno zebrało swoje owoce, chociaż dalej zbiera, mam nadzieję, kosztowało troszeczkę dostrzeżenia samego siebie w takich sytuacjach, kiedy na powierzchnię wypływa taki drobny błąd, który jest częścią mojej własnej rzeczywistości, do której się tak przyzwyczaiłem, jak na przykład Włoch do jedzenia pizzy. Żartuję.
Nie jest tak, że każdy Włoch codziennie je pizzę, ale powiedzmy, że przyzwyczaiłem się do tego bardzo skutecznie. I moment, kiedy jestem odrywany od tego mojego przyzwyczajenia, powoduje wyrwę w mojej duszy. I właśnie zaczynają się czasami problemy. I to jest właśnie taka historia, która jest troszkę kanwą mojej dzisiejszej opowieści, bo ja sobie myślę, że te wszystkie sprawy, które się dzieją na świecie w skali globalnej, korporacje, wszystkie te trefne, krzywe historie, które się tutaj odbywają, są właściwie niczym innym jak tylko i wyłącznie taką większą skalą tego, co się dzieje w nas samych. Zawsze mam tą samą refleksję i chyba do znudzenia często o tym opowiadam w radiu. Także dzisiaj po raz kolejny ten sam temat. Słuchaj, chcesz zmienić świat? Zacznij zmieniać go od siebie. Nie ma innej opcji. Dokładnie.
A może zanim zacznę jakiekolwiek opowieści, w ogóle zacznę od huraganu. W ogóle powinienem sobie zrobić jakąś notatkę, bo dzisiaj tak przyznam się szczerze. Dobra, to jeszcze się pochwalę, zanim włączę dźwięk, żeby było tak normalnie, po ludzku. Bo tu, człowieku, wpadasz w sobotę do mnie. Ja nie jestem panem redaktorem. Jestem na te parę chwil twoim znajomym, który siedzi razem z tobą przy tym ognisku gdzieś w lesie i opowiada ci historię, a tobie się nie chce gadać, bo jesteś zmęczony po całym dniu. Chcesz sobie posłuchać. Wiesz, fajna historia. Mam nadzieję, że będzie się ciekawie słuchało. Tak czy siak dzisiaj nie zrobiłem żadnego planu, ponieważ te refleksje, które mam do wyrzucenia przed mikrofonem, zbierałem jeżdżąc na rowerze po mieście Londyn.
Nie wytrzymałem. Właściwie nie tyle ja nie wytrzymałem, ile moi dobrzy przyjaciele, znajomi nie wytrzymali i wsadzili mnie na rower. Powiedzieli: „Słuchaj, człowieku, za dużo pracujesz, za dużo siedzisz w tym wszystkim. W ogóle trzeba cię wyciągnąć na jakiś spacer”. W ten sposób. Także zostałem wyciągnięty na spacer i była to miła przejażdżka, taka solidna przejażdżka w bardzo fajne miejsca w Londynie, w bardzo fajne parki. To jest miasto przygotowane do jeżdżenia na rowerze od tej strony. Dzisiaj była piękna pogoda przez pół dnia, a później właśnie był powrót z tej wyprawy i w drodze powrotnej pojawiła się burza z piorunami i największą frajdą była jazda przez tą burzę z piorunami. Także riding on the storm, tak zwyczajnie. Przez tą burzę.
I tak sobie myślałem właśnie o tym wszystkim po drodze, bo droga była piękna, działo się wiele. Słońce świeciło, padał deszcz. Ja na tym rowerze pod górę, śnieg sypał, ja przez to zboże. I dojechałem tutaj. Ja mam bardzo ciekawą refleksję, bo tak sobie siedzę od tych paru dni, obserwuję, co się dzieje z tym huraganem. W ogóle ciekawa historia. O tym też dzisiaj wspomnę. Mówiłem kiedyś o trzęsieniach ziemi. Proszę się przyjrzeć, co się dzieje w Meksyku. Proszę się przyjrzeć, co się dzieje w Kalifornii i nie tylko.
Mówiłem? A nie mówiłem? Jasne, że mówiłem. Ja może włączę jakąś muzyczkę, a później wrócę do straszenia wszystkich dzisiejszego wieczora. Dobra, nie będę straszył. Bez przesady. Spokojnie. Przejechałem się na rowerze, ale nie tym jak Albert Hoffman, chociaż niewiele dzisiaj brakowało. Ale nie było tyle czasu, oj, nie było tyle czasu, żeby sobie udzielić takiej przejażdżki jak Albert Hoffman, niemniej też na rowerze. Ale ja i tak podróżuję troszkę tak jak Albert Hoffman.
Zdarza mi się to. Przyznam szczerze, że jestem użytkownikiem substancji o nazwie kwas LSD, czyli popularnie mówiąc LSD. No i też dzisiaj kilka takich refleksji właśnie związanych z wyprawami i w ogóle obserwowaniem rzeczywistości po powrocie z tych wypraw, bo myślę, że jest kilka doskonałych receptur na naprawę rzeczywistości. Takich naprawdę fantastycznych, które nie wymagają nic specjalnego od nas poza, jak to się w języku angielskim mówi, właśnie to jest fajne słowo, nazywa się attitude, czyli nastawienie. To jest tylko kwestia nastawienia. Ja dzisiaj przeżyłem piękny dzień. Moi przyjaciele i znajomi nastawieni do po prostu spędzenia tego dnia ze mną. I to nastawienie było tak solidne, że wyciągnęli mnie. Pojechaliśmy na tych rowerach, pojechaliśmy do parku. Kwestia nastawienia.
Ja miałem też nastawienie, że chcę to zrobić. Bez tego by się to nie odbyło. Właśnie. I jeżeli człowiek się rozejrzy na świat i na przykład pomału ludzi to, tamto, siamto, kręci, grzeje, swędzi, cokolwiek. Pytanie jest okej. Ale jeżeli stanę przed lusterkiem, spojrzę sobie tak głęboko w oczy i się zastanowię, to nie jest troszkę tak, że ten shit, który mnie wkurza strasznie dookoła, jest częścią w bardzo drobnej skali, nie mówię, że jakiejś patologicznej, ale w bardzo drobnej skali gdzieś samego mnie. Może tak być. Ale o tym wszystkim dzisiaj. A na początek właśnie, bo książę mnie zaraził utworem muzycznym. No jasna sprawa.
Mowa była o wyprawie Alberta Hoffmana na rowerze, o tym, że zmienia ona świadomość. Tak, w moim życiu było kilka takich wypraw na rowerze. Nie zawsze z rowerem, ale wypraw za pomocą LSD. No i to zmienia świadomość. I ja myślę, że ta świadomość mi w życiu zostaje i została. I w ogóle życzyłbym sobie niczego innego, jak tylko tego, żebym nigdy w życiu nie stracił tego punktu. Ja to nazywam punkt referencyjny, tego miejsca, gdzie jest moja głowa, gdzie są moje emocje przede wszystkim. Właśnie wtedy, podczas tej przejażdżki. Niekoniecznie na rowerze, ale na rowerze też. Właśnie nasz Easy Rider pomknął, odjechał właśnie ten słynny klekot tego silnika, niektórym znany doskonale.
Mi też znany, jak sąsiad tutaj wpada w odwiedziny. Nasz sąsiad po sąsiedzku w tej części Londynu mieszkający znajomy wpadł. To właśnie charakterystyczna rzecz. Rozpoznaję klekot jego maszyny. No właśnie. Niektórzy zapuścili takie maszyny i klekot tych maszyn dał się słyszeć doskonale na autostradach na Florydzie. Od paru dni trwa ewakuacja. Kiedy może tego słuchasz już offline, jest już po całej sprawie, po historii wszyscy już podliczają straty, wszyscy podliczają już zniszczenia. Może jeszcze coś innego wyszło. Może to początek zupełnie nowej historii.
Kto wie, co się z tym wszystkim wydarzy. Świat zaczął się trząść i to tak na poważnie. Mowa o tym była od dawna. Nie to, żebym ja mówił albo jakiś wróż, albo ktoś taki, owaki i tak dalej, że tam w kartach wypatrzył. Ludzie, którzy czasami zaglądają w karty albo mówią, że zaglądają w karty, w kartę w cudzysłowie, że tam wróżą i tak dalej, też czytają gazety, też czasami sprawdzają niektóre rzeczy i robią to czasami być może bardziej precyzyjnie niż taki normalny obywatel. Także nic dziwnego, że oni też wiedzą. Ale tu w radiu też wiadomo, wcale nie z kart, tylko z prac naukowych, o których kiedyś tam wspominałem, trzy lata temu czy jakoś tak. Teraz się odwołuję, jak dawno temu tego nie mówiłem, żeby powiedzieć: „A nie mówiłem?” Ja wiem, człowieku, czy ja to wiem? Ja wiem wszystko, człowieku. Ja wszystko wiem.
Koniec dyskusji ze mną. Oczywiście. I z tej okazji, jako że trwa exodus na Florydzie aktualnie wielki huragan tam się wdziera. Jak skończę tą audycję, to właściwie chyba huragan będzie sięgał granicy wybrzeży Florydy prosto z Kuby. Czy jakoś tak. No a po drodze z drugiej strony możesz mieć Zatoki Meksykańskiej wielkie trzęsienia ziemi, potężne, ale w takiej skali, która rzadko kiedy jest widywana na tej planecie. W tamtych miejscach było to dawno, dawno, dawno temu. Wiadomo, że cała Kalifornia zaczęła się mocno trząść. Oczywiście można powiedzieć: „A tak jest co roku”, ale wiemy, że tak nie jest co roku, bo jest więcej niż kiedykolwiek ktokolwiek przewidział. No i zaczął się taki exodus.
Silniki tych Harleyów wskazują na to wszyscy prawie że wyjechali z tej Florydy. Ale ciekawostka. Słuchaj, oglądam właśnie takie moje refleksje po kwasie. Co mogę ci powiedzieć? Jaką mam refleksję jako użytkownik na przykład jakichś substancji medycznych o nazwie LSD? Taka refleksja bezpośrednia. Wyobraź sobie, że jak patrzę sobie, oglądam takie newsy na przykład w telewizji, gdzie widzę, że właściwie cały stan jest taki shut down i zamknięty. Absolutnie. Wszyscy są wygonieni. Masz wyjeżdżać stamtąd, się ewakuować, ewentualnie udać się w bezpieczne miejsce.
Pytanie jest, co jest bezpieczne w tej sytuacji, w tym miejscu? Trwa transmisja i wiadomo, że są pewne możliwości technologiczne. Latamy na Księżyc, robimy kilka innych rzeczy jako cywilizacja wspólnie, grupowo, zbiorowo. Przede wszystkim robimy doskonale wojny. Jesteśmy w stanie dostarczyć tysiące ludzi w konkretne miejsce w ciągu bardzo krótkiego czasu, dosłownie w ciągu ułamka sekundy. Wybudować tymczasowe miasta z takim uzbrojeniem, że nikt tam nie podejdzie, bo od razu zostanie rozszarpany na kawałki za pomocą kawałków ołowiu. Są zaminowane pola. Jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Sprawdzić satelitami, spuścić bomby, wybudować mosty, żeby czołgi przejechały, samoloty przeleciały, lotniska polowe i tak dalej. Cała ta militarna maszyna, która nagle wchodzi gdzieś tam i robi nie wiadomo co.
Niszczy wszystko, ale też jest pewien potencjał. Można zrobić drogę? Można. Wiadomo, że nie robią drogi, żeby czołgi jeździły, ale można zrobić drogę dla normalnego samochodu, prawda? I teraz nagle się okazało, że ta wielka maszyna nie działa. Nic tam nie działa. Oczywiście dla mnie najbardziej fenomenalnym zjawiskiem jest zobaczenie, jak wygląda to od strony mediów. Wyobraź sobie, że jeden stan w kraju, który ma ich czterdzieści parę, ale to jest dosyć specyficzny stan, znany chyba każdemu, można powiedzieć idzie troszeczkę na dno, ale nikt się za bardzo nie przejmuje, bo najważniejsze jest wyświetlanie reklam. I teraz są takie strasznie długie czasy, takie prime time pomiędzy pokazywaniem tego, jak zasuwa ten huragan, bo teraz cała Ameryka i ta część świata, która chce się poczuć jak w Ameryce, ogląda teraz to wszystko online. Ja też tu miałem przez parę chwil online ten obrazek, żeby zobaczyć, co się dzieje z tym huraganem i na niektórych telewizjach nieustannie lecą reklamy.
Ten huragan gdzieś tam w rogu, a drugie okienko obok. Ekran podzielony prawie nie na pół, bo reklama jest duża, a okienko z huraganem jest malutkie. I cały czas reklamy. Reklamy na przykład takich urządzeń, do których wkładasz swój portfel. Taka saszetka z telefonem, żeby ci nikt nie ukradł, nie znikło kart kredytowych jakimś nadajnikiem albo jakieś takie bzdury, dosłownie. Reklama dystrybutora do podlewania kwiatów, dosłownie coś w tym stylu. Rozumiesz? Cały stan idzie na dno, coś w tym stylu, a tam lecą reklamy dystrybutora do podlewania kwiatów. Jest taki abstrakt troszeczkę. Fantastycznie to wygląda, bo mnie jako takiemu normalnemu człowiekowi, za którego się uznaję, wydaje się, że w tym momencie wszelkie reklamy powinny zostać wypieprzone do śmieci.
Natychmiast powinien się pojawić zespół ludzi, który mówi: „Okej, jest taka, a nie inna sytuacja. Wiadomo, że nie będzie prądu. Zrób to, to, to i to. To cię przygotuje”. Nie na zasadzie, że lokalne community i tak dalej, tylko taka konkretna akcja, że jest telewizja, która normalnie jest takim medium, dla którego z definicji, po prostu ma taką możliwość. Definicję telewizji możemy sobie zostawić. Każdy może z nas wymyślić milion definicji, miliona dowolnych słów i tak dalej. Każdy ma swoje, jak za przeproszeniem, pupę z tymi definicjami, ale wiadomo, że jest to potencjał. Potencjał do na przykład ustawienia jakichś systemów energetycznych, które odciążą główne linie napięcia. Bo wiadomo, że jak jest coś takiego, to linie napięcia wylatują w powietrze.
Tam nie ma w ogóle prądu elektrycznego, bo przecież jak przejdzie taki wiatr, to nic nie ma. Wiadomo, że jak się uda podprowadzić linię wysokiego napięcia, to i tak jest to taka tymczasowa linia oparta na agregatach i tak dalej. Na miejscu znajdują się dwie elektrownie atomowe. Nikt tak naprawdę nie wie, jak zabezpieczyć elektrownię atomową przed takim wypadkiem. Teoretycznie wiadomo, ale wszystkie te zabezpieczenia są budowane w oparciu o plany architektoniczne tak zwanych potencjalnych zagrożeń. Czyli teoretycznie, jeżeli założymy, że fala będzie taka i taka, to teoretycznie mur wytrzyma. Nikt nigdy tego nie sprawdzał, bo przecież nikt nigdy nie wybudował tej elektrowni w rzeczywistości, nie walnął w nią taką samą falą i nie sprawdzał, czy przeżyła. Tylko wziął próbkę betonu, uderzył wodą, powiedział: „Teoretycznie powinno wytrzymać”. Rozumiesz? W ten sposób.
Nie wiadomo, ile z tego zostanie, ile nie zostanie. Może się okaże, że cała Floryda zostanie skażona. Ja tego nikomu nie życzę. Wcale nie to, żebym krakał ani nic z tych rzeczy. Ale widzisz, jak jest skonstruowana cywilizacja, jaki to jest paradoks, jak ludzie są popieprzeni centralnie. Cały stan idzie na dno, a tam zabrakło jakiegokolwiek zdrowego rozsądku. Nikt ci nie powie, że jest rozwiązanie XYZ. Nikt się nie zmobilizuje, bo kasa jest ważniejsza, a oni liczą... Nie na co liczą, rozumiesz? Kraj im idzie.
Ludzie, którzy pracują w telewizji, liczą na to, że zarobią na tym dolary. Kraj im idzie na dno. Wiadomo, że wartość tego ich dolara za chwilę nie będzie żadną wartością. Już chyba niektórzy wiedzą, dlatego się przesiedli na bitcoina mocno, co chyba widać. Fenomen. Zamiast, jak to się po angielsku mówi, compassion, czyli takiego współczucia i wsparcia, ale takiego konkretnego, co akurat, żeby było zabawniej, uwierz mi lub nie, jest domeną kultury anglosaskiej, bo tak tu jest. Mieszkam tu od lat i taka samopomoc sąsiedzka jest tu czymś tak normalnym, że się w głowie nie mieści. Może nie wszędzie. Na przykład nie zawsze w Londynie, bo Londyn jest specyficznym miastem. Ludzie tu się za bardzo nie znają.
Mieszkasz rok czasu pod jednym adresem, później się przeprowadzasz. Także tymczasowość jest dosyć duża, ale tak czy siak, nawet tutaj jest to pewnym standardem zachowawczym, że jesteś w parku, idziesz przez park na drugim końcu miasta albo jedziesz na rowerze. Przepuszcza cię pani z pieskiem. Mówisz: „Dzień dobry, dziękuję” i tak dalej. Nawet jak cię nie przepuści, nawet jak cię mija, to mówisz: „Dzień dobry, do widzenia”. Troszeczkę jak w górach w Polsce i nie tylko w górach. Jak w ogóle na szlaku turysta, jak cię ktoś mija, to mówisz: „Dzień dobry”. Przecież jak widzisz człowieka, to powiedz mu: „Dzień dobry. Skąd ty jesteś?”. Gdzie kolega i koleżanka teraz stała?
W stodole z burakami czy z ludźmi? Taka zwykła historia. Także jest coś takiego jak samoorganizacja się ludzi i jest to taki naturalny proces. W ogóle fenomenalne informacje docierają właśnie z miejsca, czyli bezpośrednio z Florydy na temat, jak ludzie sami organizują sobie lokalne społeczności, sztaby takie ... kryzysowe, żeby się ogarnąć, żeby się zebrać, tu woda i tak dalej. To nie jest tak, że wszyscy są świrami, tylko ludzie, którzy są na miejscu, których już nie dotyczy działający bankomat. Bo to się zaczyna właśnie w momencie wyłączenia bankomatu. Nagle z małpiego rozumu wracają do siebie. To jest w ogóle fenomen. Mi się wydaje, że chyba dzisiaj mieliśmy taką dyskusję na rowerach między innymi, że jak się wyłączy bankomaty, to świat wróci do normy.
Nie ma innej opcji. Po prostu plastik musi przestać działać. Dopiero jak ludzie zgarną taki łomot, w sensie stracą tą iluzję, że ten kawałek plastiku, to staranie się o coś tam naprawdę ma sens i się pojawią te rozwiązania, które zabezpieczają tą część życia, na którą głównie spędzamy te pieniądze. Bo oczywiście definicja tego jest taka, że pieniądze mamy po to, żeby osiągnąć swoją szczęśliwość, kupić wymarzoną rzecz, która da nam szczęście, sukces, powodzenie i zdrowie. W rzeczywistości prawda jest taka, że tą rzecz się kupuje raz w życiu. Harujesz na nią przez całe życie, na tą jedną wielką rzecz, którą chcesz kupić. I naprawdę nie jest to rzecz, którą kupujesz dlatego, że masz taki kaprys, tylko dlatego, że musisz gdzieś mieszkać najczęściej albo gdzieś się przemieścić. I to nie jest na zasadzie, że chcę to mieć, stać mnie, kupię sobie, a czy użyję to nie wiem. To nie działa na takiej zasadzie. To jest tak, że my wiemy, że tego potrzebujemy, tylko się tak przekonujemy: „Ale tak naprawdę robię to z przyjemności.
Nie, normalnie mógłbym mieszkać zimą na ulicy, ale ten dom kupuję z przyjemności”. Nie muszę tam mieszkać. Mogę na ulicy w śmietniku. Taką mam fantazję: „Zobaczcie, jak to jest, kiedy pomaluję pokój na niebiesko”. Dlatego postanowiłem kupić parę pokojów razem. To się dom nazywa. Kupiłem. Ale to nie dlatego, że bym chciał tam mieszkać. Wiesz, o co chodzi? My sobie wymyślamy różne konteksty, tak mi się wydaje czasami, żeby sobie troszkę zdjąć z karku to poczucie, że jesteśmy permanentnymi niewolnikami w tym systemie.
I wymyślamy sobie takie dodatkowe zasłony dymne, że robimy rzeczy po to, żeby było nam przyjemnie, a są to rzeczy, które są nam niezbędne do życia, do przetrwania w tej części cywilizacji, w której wylądowaliśmy. Ty, ja, słuchaczko i słuchaczu. Tak. Anyway, jak się tak przyjrzymy, to koniec końców ile tych pieniędzy wydajesz na swoje przyjemności? Nic. I tak wszystko idzie na rachunki. Wyobraź sobie, że nagle ta część znika i świat wygląda zupełnie inaczej. Jak się okazuje, wystarczy w ogóle wyciągnąć te pieniądze na chwilę z obiegu, te bankomaty. Bo pierwsze, co się wydarzyło, jak zwykle w takiej sytuacji, zabrakło benzyny i nagle się okazuje, że szybko się pojawiły sztaby kryzysowe. Sąsiedzi zaczęli się zbierać.
W telewizji dalej lecą reklamy i to jest właśnie taki fenomen, jak skrajne stanowiska potrafi reprezentować istota zwana człowiekiem na tej planecie. Wyobraź sobie, że grupa ludzi siedzi teraz gdzieś w Chicago, Nowym Jorku, Los Angeles, wherever, czyli gdziekolwiek w tej Ameryce i nadają program telewizyjny. I clou programu jest wpieprzyć tak dużą ilość reklam pomiędzy to tornado, jak tylko się da. Clou programu jest wysłać tam panienkę, postawić ją przed takim dużym screenem w świetnej fryzurze, takiej wzorcowej, wyglądającej jak z jakiegoś modnego filmu albo coś w tym stylu. Nie wiem, o co chodzi, ale dziewczyny wyglądają tak, jakby były manekinami. Mają taką twarz, która ma jednolity kolor. To jest taki specyficzny makijaż, chyba modny w dzisiejszych czasach, że po prostu to płaska ściana. Dużo tego makijażu w każdym razie. Widać, że dziewczyna musiała co najmniej godzinę spędzić nad tym, jak wygląda. Nieraz czekałem na to, żebyśmy wyszli z domu.
Także wiem, o co chodzi. Ty też wiesz, o co chodzi. A dziewczyny wiedzą najlepiej, o co chodzi. Właśnie, pozdrawiam serdecznie. I taka dziewczyna, która naprawdę chyba bardziej się przejmowała kolorem swoich paznokci, bo tak wygląda. Widać, że się bardziej przejmuje kolorem swoich paznokci niż tym, do której kamery patrzeć. Opowiada, gdzie idzie tornado. W tle lecą reklamy, wszyscy mają wszystko w dupie i nagle są reklamy kurczaków, jakichś takich pieczonych kurczaków do zażerania. Takie igrzyska. Siedzisz, oglądasz reklamy, oglądasz jakąś transmisję telewizyjną z miejsca, gdzie przechodzi katastrofa, gdzie wszystkich wywiewa gdzieś na drugą stronę, wywraca ich do góry nogami.
Ty siedzisz, oglądasz reklamy, dzwonisz po pizzę, dzwonisz po kurczaka, dzwonisz po coca-colę. Słuchaj, cały czas idą reklamy i nikt nie wpadnie na pomysł, że przecież w czasach, gdzie mamy 2017 rok, mamy takie rozwiązania technologiczne, że excuse me, my friends, proszę odsunąć dzieci od głośników, ale po prostu pała mięknie, jeżeli chodzi o technologie materiałowe, dostarczania prądu, zdrowotne, medyczne, budowania takich centrów szybkiego reagowania. To jest w ogóle fenomen, jak wysoko ogarnięty jest ten temat. Proszę sobie spojrzeć na armię, kiedy się okazuje, że nagle jest jakiś kraj, w którym jest do wyrwania kilka szybów naftowych. 15 minut. Od razu zostają terrorystami, od razu wszystko jest zablokowane, spada wielka bomba i 20 minut po tym, jak oni wejdą, wszystko jest sprzedawane elegancko na giełdzie nowojorskiej. Ta ropa ma już swoją cenę, ma swoich dostawców, odbiorców, ma rafinerię, która to przerabia na prawdziwą ropę, którą można wlać do baku. Rozumiesz? Nic się nie stało. Wszystko zostało przejęte w ciągu 15 sekund.
Nie ma problemu. Ale wybudować infrastrukturę w jednym kraju tylko do jednego stanu, żeby zrobić tak, żeby wszystko było okej, nie da się. Natomiast wybudować infrastrukturę z Ameryki do Afganistanu, z Ameryki do Wietnamu, z Ameryki do Azji, gdziekolwiek z tej Ameryki wybudować te wielkie autostrady lotnicze, samopomocowe, te wielkie autostrady na Dominikanę i tak dalej dla samolotów wojskowych do Ameryki Południowej to nie było problemu. Ale widzisz, problem jest, kiedy jest prawdziwe ludzkie życie. I zobacz, nie ma refleksji na temat, że tam jest ludzkie życie, że można coś razem zrobić, zmienić coś, odpalić coś, co działa. Jedyną rzeczą, którą masz oglądać, masz oglądać nadchodzący huragan i reklamy kurczaka, który jeżeli przeżyjesz i akurat ta reklama utknie ci w głowie, to pójdziesz i będziesz wpieprzał Wpieprzał po prostu straumatyzowany. Przypomniał sobie, jak to się działo. Jak się oglądałeś, jak to katastrofa wyrwała ściany w twoim domu, a ty ocalałeś w piwnicy. Coś w tym stylu. Cudem, bo wszystkich sąsiadów wyrwało.
Ty jeden ocalałeś, bo akurat leżałeś pod workiem z cementem albo coś w tym stylu. Z włączoną transmisją satelitarną stacji telewizyjnej oglądając reklamy w momencie, kiedy wyrwało ci dach. To jest takie insane troszeczkę. Właściwie nie wiadomo, czy się cieszyć, czy płakać, jak to w ogóle potraktować jako chorobę psychiczną. Człowiekowi obok dzieje się krzywda i największym problemem i zmartwieniem kilku pajaców na świecie jest to, żeby sprzedać komuś kurczaka. Fenomen. Czujesz to? Fenomenalna historia i to jest coś, co się dzieje na naszych oczach. Nikt nie zrobił strajku, nikt nie powiedział: „Ej, stary, coś tu jest nie tak”. Więc ja jestem tym człowiekiem, który mówi: „Nie tak”.
Mam nadzieję, że ty też jesteś takim człowiekiem, który zauważa, że jest mocno coś nie tak, że kogoś naprawdę mocno pogięło w głowie i to już tak pogięło, że ciężko to w ogóle traktować w kategoriach człowieczeństwa. Pojawiają się czasami takie opinie przy takich katastrofach, że komuś się należy, że im się należy, żeby ich przyorało, żeby zniszczyło i tak dalej. Z drugiej strony jest to pewien karmiczny proces, można tak powiedzieć, bo to jest w ogóle ciekawa historia o tym, że Ziemia się będzie tam przestawiała, że jest to bardzo newralgiczne miejsce w najbliższych latach wiadomo było od dwóch, trzech lat. Sam to mówiłem w radiu na fali, opowiadałem. Floryda leży akurat w takim specyficznym miejscu. Z drugiej strony Meksyk, trzęsienia ziemi. Wiadomo, że gdzieś to pole, te wszystkie frakcje, które tam się dzieją pod ziemią, muszą się rozładować. Wiadomo, że to wszystko non stop idzie tamtędy. Widać trzęsienia na tych skrupach w Atlantyku. Floryda jest w połowie drogi, jest na bagnach i to dosłownie wręcz pod ziemią, na bardzo miękkim gruncie.
Wiadomo, że to się wszystko przesuwa. To wszystko było wiadomo. To nie jest tak wcale, że to jest jakaś sytuacja, która wszystkich zaskoczyła. Nie, absolutnie. To jest numer, który właściwie zaskakuje chyba całą cywilizację zawsze przez chciwość. Książę Edward kiedyś opowiadał historię u siebie w etykiecie zastępczej. Przypominam, środa, godzina 23.00 polskiego czasu. Radio na fali, radio czas snu, Radio Paranormalium. O ludziach, którzy wykupili jakieś chaty gdzieś tam w Kalifornii, gdzieś tam w Stanach, gdzie urywa brzeg, gdzie brzeg nieustannie podmywa. W Anglii w ogóle była taka historia też.
Wykupili chaty za kupę kasy i stwierdzili, że przecież nie wyprowadzą się stamtąd tylko dlatego, że klif jest podmywany nieustannie przez morze i to wszystko, co jest właściwie ich posesją, zaczyna zapadać się do oceanu. I że właśnie pół posesji razem z tą huśtawką dla dzieci, basenem się właśnie zapadło do oceanu. Dom znajduje się na drugiej posesji. Byli ludzie, wierz lub nie, ale naprawdę byli ludzie, którzy zostali w tych domach i stwierdzili, że całe życie na to ciężko pracowali, żeby mieszkać z widokiem na ocean i nie będą się teraz wyprowadzali z powodu głupiego klifu, który eroduje. Bo to jest ich dom. Kosztował tysiące dolarów, setki tysięcy dolarów. I jakim prawem ten bezczelny klif będzie ich tu wyganiał z domu? Oni za to zapłacili kupę kasy. To jest ich dom. Poza tym jest technologia.
Oni tu wbiją jakieś specjalne rzeczy, klif się przestanie osuwać. Ludzie wiedzą, jak to zrobić. Skoro potrafią latać w kosmos, to potrafią zatrzymać klif od przesuwania. Ale numer polega na tym, że latanie w kosmos jest łatwiejsze niż zatrzymanie przesuwających się klifów, jak się okazuje. O czym wszyscy doskonale wiedzą zainteresowani w temacie. Okazało się, że nie każdy przeżył to osuwanie się domów. Niektórzy spłynęli razem z domami do oceanu w środku nocy. Okazało się, że akcja ratunkowa się nie powiodła. Ten dom był tak cenny, że był ważniejszy niż ich życie na tej planecie. Także jak widać naprawdę grupa ludzi dziarsko walczących o kurs dolara i kurs nowojorskiej giełdy i londyńskiej giełdy i kurs funta i kurs złota i wszystkie kursy walut na świecie i w ogóle kursy tego biznesu, bo to musi się kręcić, te akcje sprzedawać, ubezpieczenia, nieruchomości, biznes, karty kredytowe i tak dalej, to musi się kręcić.
Wszystko się rozpadło. Biedny klif, ale dalej się kręci. I to jest taki fenomen właśnie, który możesz oglądać w dzisiejszych czasach w mediach masowego rażenia, że dzieją się niesamowite kataklizmy, niesamowite tragedie ludzkie, bo to jest ludzka tragedia i to taka dotykająca do żywego. Ja już nie wspomnę o tych konfliktach zbrojnych w Palestynie na przykład. O tym nawet już nie będę wspominał, bo jest sobota wieczór. Ale spójrz na ziemię jako na kompleksowy obrazek całości i zastanów się, co my robimy. I teraz przypomnij sobie sytuację, kiedy ciężkie sprawy dzieją się dookoła. Fajnie byłoby coś zrobić, a my spędzamy cały czas rozmawiając w telefonach komórkowych. Ciekawa historia, ciekawa historia. I reklamując jeszcze telefony komórkowe w sytuacji, kiedy tornado idzie na Amerykę, takie konkretne tornado.
I może być tak, że właściwie niewiele nadajników telefonów komórkowych będzie działało. Także jeżeli chodzi o obsługę kart kredytowych, szczególnie reklamy tych portfeli, które specjalnie izolują twój telefon i twoje karty kredytowe przed złodziejami, którzy za pomocą jakiejś metody przesyłania danych przez powietrze mogliby włamać się do twoich urządzeń mobilnych i ukraść twoje wszystkie pieniądze, kiedy właśnie rozmawiasz przez telefon. Dokładnie, bo o tym była reklama. I to jest taka paranoja, że się w tym momencie trąba powietrzna przechodzi przez cały potężny stan Floryda. Nie będzie ani telefonów, nie będzie. Iridium spajtowało. Są satelitarne telefony, ale to generalnie wojsko ma. Także telefonów raczej nie będzie, bo nie będzie stacji nadawczych, nie będzie prądu, nie będzie wody. Chyba że dach teraz spadnie z nieba. Nie będzie niczego.
Ale najważniejsze jest to, żeby teraz, w tym momencie zareklamować tym ludziom wpieprzanie kurczaka i kupowanie sobie specjalnego portfela Specjalny security wallet. Zabawne refleksje. Ciekawe. RadioNapali.com — tak się nazywa. Hiperprzestrzeń dokładnie. Ja mam na imię Tomek i mówię do ciebie prosto z południowego Londynu i sobie prycham w ten mikrofon. Sprawdziłem gdzie huragan jest. Ciekawa, nieustanna refleksja w głowie. Nadchodzi katastrofa dla ludzi, którzy tam mieszkają, która zwie ich centralnie z miejsca, w którym mieszkali, a w telewizji lecą reklamy kurczaków, reklamy ładowarek do telefonów, ładowarek do iPadów, specjalnych urządzeń, gadżetów elektronicznych, z których możesz korzystać podczas robienia zakupów na eBayu. Fantastyczne.
To jest piękny obrazek ludzkiej cywilizacji, powiem ci szczerze. Kiedyś na wiosce to było tak, że jak się chłopu chata paliła, to wszyscy wybiegali i biegli po wiadra. Taka klasyka gatunku. W dzisiejszych czasach chłopu jara się chałupa w środku wsi, a sąsiedzi wychodzą, wyciągają telefony i kręcą sobie selfie. Czekają. Ktoś zadzwoni po straż? Nie, ale postowaliśmy na Facebooku, może ktoś zobaczy i zadzwoni. Trochę tak to wygląda. Inna sprawa, że tutaj postowanie niewiele da. Kolejna sprawa, spraw jest bardzo dużo, to to, że jest to coś, co było oczekiwane i właściwie jakkolwiek by to nie brzmiało, rząd Stanów Zjednoczonych ma przygotowane plany na okazję takich sytuacji.
Tak się wydarzyło, że są znane mapy też w Europie. Są wojskowe mapy na wypadek, co by się stało, gdyby była wielka powódź. Są robione szacunki, która część terenu pójdzie na dno szybciej, która jest niżej położona i tak dalej. Na wypadek różnych potencjalnych katastrof. Są takie mapy Ameryki. Na tych mapach Floryda słabo dosyć wygląda. Ciężko było powiedzieć, żeby wyglądała. Myślę, że jest to po prostu piękny kawałek wody po horyzont i wszyscy o tym wiedzą i wszyscy o tym wiedzieli i zrobiono z tego taki troszkę wypierd można powiedzieć, za dużą kasę poniekąd. Nie do końca, bo zdaje się niekoniecznie aż tak drogo, ale tak czy siak miejsce jest zapewne piękne. Nigdy tam nie byłem.
Wszystko się zapewne zgadza i ludziom zapomniano powiedzieć, że miejsce jest takie trefne i że właściwie nie wiadomo nigdy, co się stanie i żeby naprawdę nie wierzyli w swoją stałość bycia na tym miejscu, bo właściwie nie wiadomo, co się stanie. Odczyty wszystkich urządzeń, które ostatnimi laty są nieustannie podłączone do tej planety, pokazują, że następuje bardzo grube przemieszczenie bardzo wielu rzeczy i jesteśmy w trakcie takiego bardzo poważnego procesu, który się wydarza raz na bardzo długi okres czasu. Nikt z naukowców nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności w 100%, żeby ci powiedzieć, że na przykład to się nie wydarzy. Poważnie, bo media to co innego, gazety, telewizje, ale ludzie, którzy siedzą w temacie, nie powiedzą ci, kiedy to się wydarzy, ale też równie dobrze nie potwierdzą ci takiej opinii, że to się nigdy nie wydarzy, nie dożyjemy tego. Wszyscy wiedzą, że wszystko się mocno grzeje pod spodem. Wulkany są aktywne. Cała ta aktywność Ziemi, o której tutaj mówiłem wiele razy. Wielkie kratery. I nagle pojawiają się potężne huragany. Huragany są sklejone z trzęsieniami ziemi bardzo mocno.
To są wszystko wyładowania dookoła tej planety. Naukowcy o tym wiedzą. Nie jest to żadna tajemnica i właściwie to, z czym mamy do czynienia, to jest początek takiego bardzo mocnego procesu, gdzie wiele spraw się przestawia. Spójrz na trzęsienie ziemi w Meksyku. Podobna historia. Właśnie tuż parę chwil temu potężne trzęsienia ziemi. W głowie się nie mieści, że takie coś się dzieje. Ostatni raz takie coś było bardzo dawno temu. I to nie są takie normalne trzęsienia ziemi, które zdarzają się co roku w tym miejscu i tak dalej. Są to unikatowe sprawy, ale do tego nie wracam.
Nie będę tutaj nikogo straszył, bo właśnie nie jest to moją intencją, żeby cię wystraszyć, tylko zauważyć taką refleksję. Kiedyś o tym wspominałem, że chyba największym dowcipem tej całej sytuacji będzie to, że kiedy coś się poważnego wydarzy i nie daj Boże jakieś duże miasto się skonfrontuje twarzą w twarz z potężną falą tsunami Nowy Jork versus fala tsunami z Atlantyku, to największy problem będą mieli ludzie, którzy są na autostradzie nie dlatego, że coś się stało, tylko dlatego, że nie mogą dojechać do pracy. Ja sobie oglądałem dzisiaj ze znajomymi, mieliśmy przez chwilę włączone kanały, na których są streamowane telewizje amerykańskie, które pokazują, co się dzieje w tym obszarze huraganu. Tak na bieżąco, zaraz po tym rowerze tu akcja na bieżąco. Po parkach na mieście burza w Londynie, „Riders on the Storm” i zaraz po burzy w Londynie przemokłem kompletnie. Nie było nic suchego na mnie. Ale fajnie się jeździ na rowerze w deszczu. Rewelacyjna sprawa. Spokojnie, dojechałem do domu, nie zmokłem, nie rozpuściłem się i od razu skoczyliśmy, żeby sprawdzić, co się dzieje z tym huraganem, bo właśnie dzisiaj mamy taką krytyczną noc, kiedy wszystko dociera do wybrzeży Stanów Zjednoczonych i zaczyna się proces wyrównywania poziomów w naturze. Proces, kiedy natura bierze takeover.
Wszystkie instalacje naftowe, które są dookoła Zatoki Meksykańskiej, aktualnie są wyłączone. Nikt o tym głośno nie mówi, ale tam jest potężna ilość platform, które ssą ropę z dna morskiego. Gaz i nie tylko. Shell, British Petrol i kurczę, wymieniać można w nieskończoność wszystkie te firmy naftowe. O tym nikt nie chce mówić. Naftowce, gdzie są dwa duże reaktory. Jądrowe, dwie elektrownie. Jest kilka innych rzeczy. Nikt o tym na razie głośno nie mówi. Wiadomo, że huragany idą od strony Zatoki Meksykańskiej.
Wiadomo, że jest to taki, co tu dużo mówić, koniec dla wielu tak zwanych inwestycji finansowych, czyli dla nafciarzy, czyli dla tego sektora, który normalnie jako cywilizacja traktujemy jako Świętego Graala. To jest coś, co pozwala nam żyć i tak dalej. Nagle się okazuje, że to coś, co pozwala nam żyć, jest centralnie bullshitem, który nie jest w stanie przetrwać większego wiatru. I właściwie chyba planeta ma dosyć i się mocno przestawia. I to jest taki slap back, jak to się po angielsku mówi, czyli takie trzepnięcie na odlew w twarz otwartą dłonią komuś czy tą zewnętrzną częścią dłoni. Taki slap. Mama natura się wkurzyła i mówiąc szczerze chyba ma dosyć. Inna sprawa, że Zatoka Meksykańska jest nieprzeciętnie zanieczyszczona. Nikt nie mówi, nie ma raportów, są utajniane. Poważnie.
Raporty na temat, co się dzieje na dnie, ponieważ walnęły platformy Shella i nastąpił wyciek wszystkich tych toksycznych substancji wzdłuż ropy prosto do dna Zatoki Meksykańskiej. Wiadomo, że ryby są potężnie skażone. Wiadomo, że biznes rybacki umarł, wiadomo, że krewetki są skażone i tak dalej. Ale wszyscy o tym milczą. I nagle teraz pojawia się nie wiadomo skąd jeden, drugi i trzeci największy huragan, który dokładnie spotyka się w tym miejscu. Czyli właściwie wszystkie zasoby ropy naftowej, przynajmniej takie pobierane z tamtej części świata, na której bazuje Ameryka, znikają. Cały ten cudowny świat, o którym człowiek myślał, że jest sterowalny, programowalny, przewidywalny, to jest coś, co zaprowadzi nas do złotej przyszłości, nagle okazuje się centralnym bullshitem. Bo kiedy cokolwiek się zatrzęsie i cokolwiek się wyleje z tych zbiorników, to moment, kiedy zaciągnę sobie oddech w okolicy tej plamy z tego zbiornika może być właściwie ostatnim momentem w moim życiu. Ponieważ to są toksyny, które mnie po prostu zabiją. A jest tam dużo takich dziwnych rzeczy dookoła Zatoki Meksykańskiej, zurbanizowany dosyć mocno rejon przemysłowy, blisko dużego zbiornika z wodą, łatwo wylać ścieki, rozumiesz?
I teraz się dzieje taka historia, troszkę takie czyszczenie, sprzątanie planety, jakkolwiek chcemy to nazywać. Dla bardzo wielu ludzi bardzo poważna katastrofa. Przyznam się szczerze, że mam znajomych, bardzo dobrych znajomych tam na Florydzie i wcale się tak specjalnie nie uśmiecham. Nie jest tak, że wiesz, dołożyć im, dołożyć im, niech lepiej oberwą. Nic z tych rzeczy. Życzę wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki. Mam nadzieję, że już ich dawno na tej Florydzie nie ma i gdzieś wyjechali z tej Florydy i są w bezpiecznym miejscu. Lepiej, żeby tam teraz nie siedzieli, tak mi się wydaje. Ale widzisz, to jest takie logiczne myślenie, że jak się chłopu na wiosce pali chata, to wszystkie chłopy się zbiegają, dziewuchy też i nawet jak się chata chłopu spali, to wszyscy się zbiorą i szybciutko wszystko jest ogarnięte, nowa chata wybudowana, wszystko jest okej. A tu w ogóle nie ma takiego odruchu za bardzo.
Oczywiście można powiedzieć, że to dopiero początek, jeszcze nic nie zginęło i tak dalej, jeszcze wszystko stoi. Powiedzmy. Słuchaj, podobna historia w Nowym Orleanie. Zalało, bo nikomu nie chciało się remontować tamy i tak dalej. Wiadomo było, że i tak nie utrzyma. Ubezpieczenia, wszystkim było to na rękę. Słynna historia też ze spaleniem budynków w centrum Londynu, też takie akcje pod tytułem co tam ludzie, ważne, że na tym zarobimy niezłą kasę. Także do tej pory było to tak kalkulowane i jak widać niewiele się zmieniło, bo te miejsca w Nowym Orleanie, które zostały zniszczone, wcale specjalnie nie zostały odbudowane. Inna sprawa, że zniszczono miejsca biedoty tak zwanej lokalnej i zaorano po prostu kawałek stanu. Nic tam się nie dzieje.
Myślę, że gdyby tam pojechać, to byłby niezły dramat i to wszystko. Teraz taka historia z Florydą. Czy Florydzie się uda ocaleć? Kawałek ziemi na pewno jakiś tam ostanie się być może, ale na pewno niewiele na tym kawałku ziemi się ostanie. I można było zrobić naprawdę milion rzeczy, żeby przygotować cywilizację na takie sytuacje. Naprawdę wystarczy odejść od ropy. Jest milion, może nie milion, tu przesadzam mocno, ale jest naprawdę co najmniej 10 technologii, których można użyć w takich przypadkach. Chodzi o zasilanie, chodzi o zdrową wodę do picia. Chodzi o kilka innych rzeczy. Chodzi o dostarczenie jakiegokolwiek pożywienia, jeżeli jest potrzebne.
Wszystkie tego typu sprawy są doskonale rozwiązane na tym świecie. Te technologie są dostępne. Oczywiście nie są dostępne na szeroką skalę i nie jest to tak, żeby jakakolwiek firma w tym momencie przestała emitować swoje reklamy urządzeń mobilnych, które dodatkowo doładują twojego telefona, kiedy wylądujesz w jakiejś takiej awaryjnej sytuacji. Oczywiście doładujesz tego telefona, ale tylko wtedy, kiedy ta ładowarka z tym telefonem będzie miała prąd. Ale widzisz, to jest taki fenomen troszeczkę. Ciężko mi to ugryźć inaczej, jak opowiedzieć ci obrazku, że grupa ludzi siedzi na dużej, grubej gałęzi. Siedzi na niej 10, 15 osób. Duża, gruba gałęź. I nagle coś takiego się stało, że z pewnych powodów ta gałąź zaczęła pękać. I co zaczęli robić ludzie z końca tej gałęzi?
Ci, którzy najmniej czują te pęknięcia, bo oni bardziej czują wiatr i to, że drzewo się trzęsie i im się wydaje, że taki kiwanie jest. Ci, którzy siedzą blisko, ci właśnie nawiewają, a ci, którzy siedzą na końcu, właśnie strzelają fotografie, robią selfie i zastanawiają się, w jaki sposób użyć tej pękającej gałęzi do stworzenia idealnej kampanii reklamowej, która doskonale sprzeda ich produkt. Nie wiem, czy oni sobie do końca zdają sprawę, że może być tak, że nie będzie następnego sezonu i następnego produktu, przynajmniej w tym stanie i nie będzie takiej opcji Nie wiem, czy to jest w ogóle do wrzucenia na głowę dla ludzi tam na miejscu czasami. Tak mi się wydaje. Ale to jest taka historia, która dotyczy każdego z nas. Ja to miałem ze swoim językiem i mam dalej z językiem angielskim, że są pewne rzeczy, które robię zupełnie nie tak, jak powinienem robić i teoretycznie niewiele kosztuje zmiana tego stanowiska, tej sytuacji na lepsze. A to, że tego nie zrobiłem, to jest tylko i wyłącznie wynik mojego lenistwa. O ile szczęśliwie akurat te drobne pomyłki językowo nie przeszkadzają mi się komunikować z otoczeniem, o tyle takie drobne pomyłki już rozciągnięte, takie lenistwo wewnętrzne, które się przejawia później na lenistwo w społeczeństwie, na lenistwo w budowaniu tak zwanej cywilizacji i tak dalej, to ta jedna sytuacja potrafi nabrać czasami rozpędu, niczym efekt domina. Kończy się tym, że w momencie, kiedy nasz główny bohater idzie pod wodę, nie jest w stanie tego nawet zauważyć, ponieważ po pierwsze jest zajęty projektowaniem nowej kampanii reklamowej, a po czwarte i po piąte, i po ósme właśnie teraz robi specjalny materiał dokumentacyjny, który pomoże mu osiągnąć najlepsze zdjęcia, takie najbardziej rzetelne tej kampanii reklamowej, którą za chwilę zrobi do produktu, który będzie za chwilę sprzedawał. On jeszcze nie wie, że za nim jest wielka fala tsunami.
Tak jak ci kolesie na końcu gałęzi. Gałąź pęka przy drzewie, a oni nic nie widzą. To jest takie falowanie. Zatrzęćmy jeszcze bardziej. Troszkę tak to wygląda. I tam się sprzedaje ciągle te wszystkie zabawne rzeczy, które mają pomóc mi coś zrobić lepiej w swoim życiu i tak dalej. Natomiast dostęp do informacji, co robić w takich sytuacjach kryzysowych i w ogóle taki być może dla niektórych zbyt odważny koncept. A może zbudować cywilizację, która sobie radzi z takimi sytuacjami? Ciekawy koncept, prawda? Ciekawy.
Jak można zrezygnować z prowadzenia wojen na drugim końcu świata i na przykład zająć się budowaniem pokojowej cywilizacji? Ciężki kawałek chleba do ugryzienia dla niektórych chyba. Ciężki. Bo wiesz, na przykład jak można żyć na tej planecie, ale jednocześnie nie używać pieniędzy? To już jest bardzo poważny problem, ale to jest dokładnie kontynuacja tego samego zjawiska. Bo pieniądze potrzebują ochrony, wojsko stanowi ochronę. Czyli jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy, potrzebuje dużo wojska, rozumiesz? Bo pieniędzy dużo jest w jednym miejscu, ale żeby dużo było w jednym miejscu, w drugim musi być bardzo mało. Musi być różnica. Tylko wtedy ma to sens.
Bo jeżeli nie ma różnicy pomiędzy tym, który ma więcej, a tym, który ma mniej, to pieniądz traci jakiekolwiek znaczenie. Wiesz, jakie znaczenie ma, moja droga koleżanko, piasek, który znajduje się pod twoimi nogami? Dopóki nie zawiera żadnego złota. Żadne, bo piasek jest pod nogami właściwie każdej żywej istoty na tej planecie. Także jeżeli powiesz, że piasek w mojej garści, który właśnie podniosłam z ziemi, jest wart fortunę, znakomita część mieszkańców tego globu spojrzy na ciebie, się uśmiechnie, kiwnie, mrugnie okiem i powie: „Wiesz co? Ja też się mogę schylić i podnieść swój piasek i powiem ci, że mój piasek jest jeszcze droższy, bo kosztuje dwa razy więcej niż twój”. Tylko że jakoś tak się stało, że ludzie zaczęli podnosić ten piasek. Nie jest to do końca piasek, ale właśnie rzeczy, które stały się, czy chcemy, czy nie. Po angielsku jest takie słowo, mówi się needs, czyli niezbędności, jakby chcieć tak bardzo dosłownie i niepoprawnie przetłumaczyć na język polski, takie niezbędności w życiu, czyli rzeczy, które i tak musimy niezbędnie czasami zrobić, czasami coś zjeść jeżeli musisz zjeść, czasami się przespać, jeżeli jesteś zmęczony, odpocząć i tak dalej. Są pewne rzeczy, które normalnie czasami potrzebujesz wsparcia, bo coś w twoim organizmie zabiodło i potrzebujesz kogoś, kto ma odrobinę wiedzy, żeby na przykład przekazać ten kawałek wiedzy, w konsekwencji czego twój organizm wraca do normy i jesteś dalej zdrową, żywą istotą, która się cieszy swoim życiem na tej planecie.
I to jest taki normalny standard. Teraz zobacz, jak daleko doszliśmy, że właściwie nie istnieje taka percepcja rzeczywistości. Istnieje percepcja pewnie w drugą stronę. Wszystkie zasoby, które są tak zwanymi needs, czyli tymi, które są niezbędne do funkcjonowania jako tako tobie, mi, każdemu w tej fizycznej postaci, w tym fizycznym ciele są objęte licencjami, są objęte opłatami, są objęte restrykcjami bardzo poważnymi. Nie kupisz sobie wielu rzeczy, nie zrobisz sobie energii po swojemu i tak dalej na kilka takich najłatwiejszych, nie do końca najłatwiejszych, ale na kilka innych sposobów. Nie wyprodukujesz czegoś innego. Nie wejdziesz tak do końca z pewnymi rzeczami na tak zwany rynek, czyli do ludzi tylko dlatego, że jest grupa innych ludzi, która lubi kontrolować całą resztę tylko dlatego, że świetnie na tym zarabiają. I oni wybrali pewien proces technologiczny, pewne rozwiązania technologiczne, obiecując wszystkim dookoła złote góry i okłamując właściwie wszystkich, że to ma sens, że naprawdę tak to działa, że tak wygląda cała struktura kosmosu, uniwersum i tak dalej. I dochodzi właśnie do takiej sytuacji jak ta, która się dzieje teraz na Florydzie. Jak słuchasz tego offline, jest już po.
I co się okazuje? Okazuje się, że właściwie cała ta infrastruktura to jest tylko taki dowcip. To jest tylko dekoracja po to, żeby ściągnąć z kogoś pieniądze, bo właściwie tak czy siak, w jakiejkolwiek krytycznej sytuacji to wszystko się rozsypuje jako pierwsze. Jest to najbardziej delikatne i najbardziej newralgiczne. Jeszcze ty na tej łódce na tym oceanie gdzieś tam może przetrwasz na tej Zatoce Meksykańskiej, może cię wyrzuci gdzieś na ląd. Może. Natomiast instalacja szybu naftowego nie za bardzo. Jeżeli coś w nią grzmotnie, a jest to, pomimo że wygląda solidnie, wbrew pozorom bardzo delikatna konstrukcja i oddziaływania są zarówno pod wodą, jak i na górze. Jeżeli coś się zdarzy, chociażby pod wodą jakiś prąd powietrza, coś się przesunie na górze, coś nie będzie pasowało, coś Coś nie zagra, to się okaże, że rury pękną, wszystko się wysypie i ty nawet nie masz możliwości zanurkowania w dół i naprawienia tego, co się stało, bo ty masz tylko jednorazową opcję wywiercenia dziury i podpięcia się do tej dziury. Jeżeli coś po drodze trzaśnie, stary, zapomnij.
Możesz wiercić drugą dziurę obok, jeżeli nie wysadzi cię w powietrze od tej pierwszej dziury. I to wszystko. Jedyna opcja, jaką możesz zrobić. Możesz tylko spróbować wywiercić tą drugą i starać się zepsuć tym razem troszeczkę mniej. Ale cała ta ideologia, która stoi za tak zwaną energią, to, co nam jest sprzedawane jako niby zasoby energii dla planety Ziemia, nie ma nic z tym wspólnego. Są to właściwie zasoby śmierci, takiej samobójczej śmierci rozłożone na raty. Wiadomo, że przy jakimkolwiek ruchu na tej planecie wszystkie te instalacje gazowe, naftowe i tak dalej, wszystko to szlag trafi, to w ogóle nie działa. A są technologie, jest ich parę, które doskonale sobie z tym radzą. Znane są od lat i są też najnowsze technologie. Jest taka jedna technologia, która też sobie świetnie z tym radzi.
Wiele tego jest. Nie chcę specjalnie wskazywać palcem, co ty powinieneś robić i co powinieneś budować. Czy powinieneś budować maszynę Tesli, czy powinieneś budować generator Keshe'go. Ja tutaj za bardzo nie jestem od takich opowieści w tym momencie. To jest sobotni wieczór. Słuchaj, jeżeli się rozejrzysz po temacie, to opcji jest naprawdę wiele. Dużo ludzi wymyśliło bardzo ciekawe rozwiązania w ciągu ostatnich 100 lat. To nie jest tak, że świat stał w miejscu i siedział na dupie cały czas. Naprawdę jest tego sporo i to nie jest tajemnica. Może tak: jeżeli całym światem, do którego się przyklejamy, jest telewizor i gazeta, to wiadomo, że takie rozwiązania są dla nas tajemnicą, bo w normalnej gazecie, która jest opłacana przez koncerny naftowe i farmaceutyczne, które właśnie dealują z tego shitu, który nam sprzedają, tego się nie dowiesz, bo to jest konkurencja dla nich.
Dlaczego ktokolwiek miałby reklamować w swojej własnej gazecie konkurencję? Człowieku, zwariowałeś. I to jeszcze taką, która pozbawia go dochodu na stałe. Także koniec końców wyrósł obrazek świata, w którym wszystko jest przewidywalne. I nawet taka zabawna rzecz jak ludzie, którzy znajdują się właśnie w tych, powiedzmy, kryzysowych miejscach, oglądając sobie ten reportaż, takie szczątki tych reportaży na bieżąco live z Florydy, są ludzie, którzy stoją i pozalepiali taśmami klejącymi okna, witryny, takie duże szklane w swoim lokalu i mówią, że schowają się do piwnicy, że jest okej, że mają tu lokalne community, że się zebrali i tak dalej. Nie, wszystko fajnie, ale jeżeli sobie uświadomisz, że idzie huragan, który tam wieje z prędkością dużą, mówimy o prędkości grubo powyżej 150 mil na godzinę, to wyobraź sobie pędzący w takim wietrze kawałek metalowej rurki kontra szyba oklejona plastrami, nawet z grubej taśmy samoprzylepnej. To jest taki troszeczkę dowcip. To jest trochę oglądanie takich amerykańskich filmów. Wszyscy myślą, że zrobią taką akcję jak na filmie. Zaprze się nogą, podepnie ręką.
Słuchaj, wybuchnie bomba, terroryści zginą, facet się otrzepie, wyjdzie z tego i akurat przeleci generał, który ląduje z helikoptera, przyczepi mu order i powie: „John, you're such a fucking great hero”. Rozumiesz? I będzie bohaterstwo. I to jest taki brave movement, można powiedzieć, taki odważny ruch kilku obywateli, którzy naprawdę zwariowali, postanowili zostać w amerykańskim budownictwie podczas tego, kiedy idzie na nich potworne tornado. Amerykańskie budownictwo to jest po prostu parę desek na krzyż dosłownie, szczególnie na Florydzie. Także jest to taka dosyć zabawna historia, jaką iluzją potrafimy czasami żyć wszędzie na świecie. Ja myślę, że to jest taka sama iluzja jak moja na temat mojego perfekcyjnego angielskiego. O tyle szczęśliwie w moim przypadku, że lubię się jeszcze zderzyć z tym i mam nadzieję, to zostanie do końca mojego życia, tak długo, jak będę używał tego języka. Taki fajny nawyk, żeby się skonfrontować, czy można coś powiedzieć w jeszcze fajniejszy sposób, żeby było jeszcze bardziej komunikatywne, żeby moje spotkanie z drugim człowiekiem było jeszcze przyjemniejsze, jeszcze bardziej konkretne, jeszcze bardziej takie juicy, jak się mówi po angielsku, czyli takie bardziej soczyste. Czy ta nasza relacja, którą zbudujemy między sobą, będzie naprawdę fajną relacją, gdzie każdy z nas będzie mógł zaufać sobie w słowach, które mówi do siebie.
Poczuć się bezpiecznie, poczuć, że relacja nie jest oparta na portfelu, że miejsce i czas, w którym się spotykamy, nie jest przypadkowy i nie jest dlatego, że chcemy zrobić ze sobą interes tylko dlatego, że na przykład chcemy się obdarować przyjemnym kawałkiem swojego czasu, można powiedzieć, który spędzamy razem ze sobą. Cokolwiek by się nie działo na świecie. Rozumiesz? To jest inna percepcja rzeczywistości i ta inna percepcja prowadzi cię do innych wniosków. Siadasz i chcesz budować rzecz, która zadziała dla kogoś niekoniecznie za pieniądze, bardziej za darmo, bo najlepsze rzeczy są zawsze za darmo. I taka jest prawda. Miłość jest za darmo, zaufanie jest za darmo. Czucie się dobrze jest za darmo. Uśmiech jest za darmo. Czucie się szczęśliwym jest za darmo.
To wszystko jest za darmo. Nic nie kosztuje. Najlepsze rzeczy są zawsze za darmo w życiu. I to jest inny kierunek. Teraz, jeżeli spojrzę na to właśnie z tej perspektywy, to tak patrząc na Amerykę, właśnie z przyjacielem siedzieliśmy i przyjaciel miał ciekawą refleksję. Mówi: „Zobacz na tych ludzi”. Znaczy ja teraz, w tym momencie staram się powtórzyć mniej więcej jego słowa. On był bardziej taki... No właśnie zapomniałem, jak to brzmiało idealnie, ale był taki bardzo idealnie opisujący tą sytuację. Mówi: „Spójrz na tych ludzi, zobacz jak oni się zachowują.
Oni sobie zupełnie nie zdają sprawy z tego, co się dzieje. To jest taki, nie wiem, czekają na Supermana czy...”. Przyjaciel mówi, że na Batmana czekają chyba może. Coś w tym stylu, że to jest taki paradoks, że my sobie nie zdajemy sprawy z tego, że uwierzyliśmy w jakąś permanentną iluzję. I właściwie w tym momencie nasze fizyczne opakowanie, które jest cudownym darem, który dostaliśmy od kosmosu, żeby sobie tu być na tej planecie i sobie korzystać z tego skafandra, w ogóle doświadczać tej fizyczności w połączeniu z całą resztą interakcji tych wszystkich pól. Tak to nazywam. Wykonujemy taki manewr, żeby się pozbawić jak najszybciej opcji przebywania tutaj i opcji radosnego życia. W tym momencie każdy z każdym robi deal. I to jest dokładnie taka drobna poprawka. Zastanawiałem się nad swoim nieszczęsnym, szczesnym angielskim, że to jest trochę taki deal, że mógłbym udawać, że sprawa nie jest istotna i można zrobić tak, że nie będę używał niektórych sformułowań, wytnę je troszkę z języka i jeżeli nie będę się czuł pewnie z tym, co mówię, to zwyczajnie tego nie powiem.
To jest jedna opcja. I wtedy uproszczę wszystko do niezbędnego minimum, tak że może nawet kontekst gdzieś zostanie pościnany na zakrętach. Zamiast się komunikować z człowiekiem, rozmawiać z nim prosto w oczy i powiedzieć, co tak naprawdę siedzi mi w głowie, zajmę się tylko i wyłącznie kalkulowaniem tego z sobą samym. Właśnie w tym momencie zaczynam rozmowę ze sobą. Włączam taki filtr, w którym sobie wymyślam: „Okej, mam tego człowieka naprzeciwko siebie. Muszę odpowiedzieć na pytanie. Nie wiem, czy to jest poprawnie. A co on sobie pomyśli na mój temat? A co ja sobie pomyślę? Jak to się skończy?
Nie wiadomo. Moja przyszłość. Sukces, katastrofa, sława. Nie mogę tego zaprzepaścić”. Widzisz, to jest cały czas rozmowa ze sobą. A tu stoi drugi człowiek z drugiej strony i się zastanawia: what's going on? O co tu chodzi? I to jest troszeczkę inne podejście. I mi się czasami wydaje, że nawet nie czasami, jak tak patrzę na tą Amerykę, to jest właśnie takie podejście. Nie chcemy nic zmieniać.
Chcielibyśmy wszystko kupić w sklepie, chcielibyśmy wszystko dostać na miejscu. Chcemy tego kurczaka z reklamy. Chcemy ten telefon z reklamy. Chcemy tą ładowarkę do USB czy przedłużkę. I don't know, cokolwiek. Po prostu chcemy to mieć. I to ma się dziać, bo ja tu zarabiam pieniądze. Ciężko pracuję. Słuchaj, chodzę gdzieś, siedzę w jednym miejscu przez ileś tam godzin, macham rękami, składam szafkę jedną, drugą, trzecią, czwartą. Składam ich sto dziennie.
Wracam do domu, jadę samochodem cały czas. Wpierw jadę w jedną stronę, składam w takim dużym, nieprzyjemnym budynku coś robię. Albo siedzę na krześle i patrzę w monitor, coś piszę na komputerze z ludźmi o różnych ważnych sprawach, które nikogo nie interesują, ale są ważne, bo wszyscy dzięki temu płacą rachunki. Prowadzenie takiego życia ma sens i to działa. I nagle skonfrontuj człowieka z taką sytuacją, gdzie widzisz, nic nie działa. Jak się okazuje, cały ten dowcip bierze się stąd, że sami go wybieramy. Gdyby na przykład znakomita część z nas dokonywała innych wyborów indywidualnie, świat wtedy wyglądałby zupełnie inaczej. Myślę, że to, że świat w ogóle dzisiaj wygląda inaczej, że mamy inną komunikację ze sobą, że mamy internet, mamy wiele rzeczy. Ja akurat należę do tych ludzi, którzy twierdzą, że świat akurat idzie w dobrym kierunku, a nie złym. Przynajmniej taka jest moja opinia prywatna i nie tylko.
Mam tylko jedną opinię, swoją własną. Bez podziału na prywatne, nieprywatne. Po prostu moja własna opinia. I ten proces się dzieje tak czy siak, aczkolwiek widać, jak część z nas jeszcze jest zaspana w tym procesie. W takiej dziwnej sytuacji są. Takie właśnie dziś spostrzeżenie. Zobacz na tych ludzi. Zobacz, im się wydaje, że w ogóle nic się nie dzieje, że oni mają wszystko pod kontrolą, że to przyjdzie, przejdzie, że oni zrobią tu biznes, posprzątają, wszystko będzie okej. Nikt nie chce zauważyć, że to jest pewna zmiana. Nikt nie chce zauważyć, że taka sytuacja niesie ze sobą pewne konsekwencje, takie jak unieruchomienie tych wszystkich tak zwanych systemów podtrzymywania życia cywilizacji, czyli dostępu prądu, ropy, prochów do apteki i tak dalej.
Wszystkich tych historii. Ale czy to oznacza koniec życia? A może jest tak, że tak naprawdę całe nasze życie, cała ta cywilizacja zaczyna się dopiero w momencie, kiedy odpuścimy sobie te toksyczne pomysły, gdzie są bardzo wąskie gardła na sprzedawanie prądu. W ogóle rozdawanie nawet prądu. Nie możesz nawet rozdać za darmo. To nie jest tak do końca, ale szczęśliwie można sobie samemu zrobić maszynę i samemu ogarnąć ten temat. To już nie te czasy, że trzeba było czekać, aż coś się zmieni, jakieś prawo. Teraz już mamy te rozwiązania, ale one już zależą tylko od nas. To trzeba samemu siąść na tyłku i samemu sobie zrobić. Nikt za ciebie tego nie zrobi.
Tak czy siak, wracając do tej refleksji, widać, jak nie ma tego najzwyklejszego podejścia, żeby sobie samemu zrobić, żeby doprowadzić sytuację do tego momentu, że każdy z nas może sobie zapewnić tak zwane nic. Wszystkie niezbędne warunki do życia. Właściwie cywilizacja zrobiła wszystko, co tylko było w jej mocy, żeby każdego z użytkowników tego systemu odciągnąć najdalej jak się da, za pomocą potężnego, długiego łańcucha powiązań od możliwości bezpośredniego rozwiązania swoich najistotniejszych, pilnych potrzeb, takich jak jedzenie, mieszkanie i tak dalej. Takie najprostsze sprawy, których człowiek potrzebuje w niektórych strefach klimatycznych. Jak na ironię to my też zrobiliśmy wszystko, żeby się od tego odsunąć. Historia z nieruchomościami. Zobaczcie, jak się to potoczyło. Zobacz, w jakiej sytuacji żyjemy, że zaakceptowaliśmy jako standard, że mieszkanie, tak zwana nieruchomość, czyli miejsce, w którym człowiek chce się położyć, wyspać, bo funkcjonuje w taki, a nie inny sposób jako żywa istota na tej planecie. No właśnie. I tu przychodzi na myśl bardzo dużo słów: kontroli, niewolnictwa.
Jeden człowiek zaczął kontrolować drugiego przez to, że on posiada większy dostęp do pomieszczeń, ma licencję. Nie możesz sobie wybudować domu tam, gdzie chcesz, bo przyjdą inni ludzie i zamkną cię w pomieszczeniu, które co prawda da ci dach nad głową, ale nazywa się więzienie i nie będziesz mógł z niego już wyjść. I na tym polega cała zabawa. Czyli cała tak zwana wolna wola, całe wolne samostanowienie o sobie zniknęło. Zniknęło w miejscu, kiedy już nie możesz mieszkać tam, gdzie chcesz, automatycznie zabijając możliwość wybudowania sobie technologii, jaką chcesz. Szczęśliwie tak się udało, że nie da się zatrzymać rozwoju ludzkiego ducha. Absolutnie, to jest fizycznie niemożliwe. Żadna korporacja nie ma takiej siły, żeby stanąć na przeszkodzie siłom kosmosu. To jest fizycznie niemożliwe. Także ten duch i tak się rozwija.
Koniec końców możemy robić tą technologię na swoich stołach w kuchni aktualnie. Już są takie możliwości, także nie ma z tym problemu. Jeżeli nie dało się zrobić w swoim własnym domu i zatrzymało nas to na sto lat, bo okazało się, że po prostu fizycznie nikt z nas nie ma miejsca, gdzie mógłby się zatrzymać i nie musiałby płacić komuś haraczu, żeby móc zrobić swoją robotę, którą ma w głowie, po którą tu przyszedł na tą planetę. Tak mi się wydaje. Żeby zrobić konkretne rzeczy i żeby dobrze się z tym czuć. Teraz okazało się, że trzeba komuś płacić haracz, żeby się tutaj dobrze czuć. I największym paradoksem ludzkiego gatunku jest to, że doprowadziło się do kompletnego upadku. Kolejnym paradoksem jest właśnie to powstrzymywanie sobie możliwości do zasilania. Wiadomo, że może nie każdy, bo na pewno nie 99% ludzi na świecie sobie zbuduje takie maszyny lub się uniezależni w ciągu bardzo szybkiego czasu z prostej przyczyny, nie będzie im się chciało. Na przykład wolą w inny sposób, wolą po staremu.
Jasna sprawa, ale chociażby 10% ludzi na świecie zmienia to strasznie. To jest gigantyczna zmiana. Tylko widzisz, to jest zmiana, która świetnie działa dla tych 10% ludzi. Natomiast jeżeli nie puścisz tego dalej, to wiadomo, że kiedy przyjdzie jakiś dramatyczny moment w historii na przykład takiego cypla o nazwie Floryda albo jakiegokolwiek innego miejsca, gdzie pojawi się duża fala albo potężny huragan, albo trzęsienie ziemi jak w Meksyku, nagle nie będzie właściwie czym sobie pomóc nawzajem, bo właściwie nie ma tej różnorodności, która bierze się stąd, że każdy z nas może żyć swoim własnym życiem, bo de facto się to sprowadza do prostej sprawy. Różnorodność. Jeżeli żyjesz po swojemu, myślisz po swojemu i możesz to realizować w postaci czy to budowania urządzenia, czy budowania domu, czy budowania czegokolwiek dookoła siebie i dzielenie się tym z innymi ludźmi, tworzysz nową wartość, ja też tworzę nową wartość. Robimy coś nowego. Dzięki nam świat się kręci. I teraz, jeżeli pomiędzy mną a tobą i pomiędzy moim pomysłem a mną pojawi się ktoś, kto powie: „Hej stary, to jest kwestią patentu, to jest kwestią opłacenia opłat licencyjnych, to jest kwestią regulacji rządowych, to jest kwestią bla, bla, bla”. Milion ludzi po drodze, zanim będziesz mógł dotknąć się do tego, o czym myślisz, że chcesz zrobić i nawet możesz to zrobić dzisiaj, teraz, ale widzisz, nie za bardzo, my ci nie pozwolimy.
I to myślenie, że tak powiem, pokutowało przez ileś tam lat. Szczęśliwie żyjemy w czasach, gdzie to już nie gra absolutnie roli, bo mamy taką technologię, że właściwie, wiesz co, człowieku, naprawdę nie musisz się przejmować dużymi korporacjami. Możesz to zrobić na stole w kuchni. Mowa jest o technologii Keshe. Ja wcale nie żartuję. Zresztą to radio, mój mikser, do którego mówię, mikrofony, o czym czasami tu wspominam, są podpięte właśnie do urządzeń zrobionych w tej technologii. Tak, jest bardzo poważna redukcja prądu elektrycznego, w okolicach 50%, jeżeli chcesz o tym wiedzieć akurat, bo jest świeże kolejne urządzenie, nowe do testu. Także wszystko działa, wszystko jest okej. I wiesz, piękna sprawa, bo wyobraź sobie, że wszyscy mamy podpięte, może nie wszyscy, ale znakomita część z nas takie urządzenia, a reszta nie musi, bo i tak to działa, że reszta też z tego skorzysta, to wcale nie jest tak, że każdy musi to mieć. Jeżeli ty masz, ja mam, a mieszkamy po sąsiedzku, to nasi sąsiedzi też mają z tego benefity i też mają z tego profity i płacą mniejsze rachunki, bo tak to działa po jakimś czasie, jak to się rozkręci.
Parę miesięcy i sprawa gotowa. I wyobraź sobie, że masz takie troszeczkę inne rozwiązania technologiczne, bo właśnie nie chodzi, wiesz, nie chcę tu koniecznie cię zmuszać do wskakiwania w jakąś technologię, bo nie o tym tu mowa, ale do pomyślenia o tym, że są takie rozwiązania, które powodują, że jesteś kompletnie niezależny od tak zwanego centralnego punktu dowodzenia, tak jak teraz. Centralnym punktem dowodzenia aktualnie jest rząd i widać za każdym razem, kiedy cokolwiek się dzieje, ta maszyna nigdy nie działa. Jedyne, co jest w stanie nam zaoferować, tobie i mi, to piękną kolekcję reklam w momencie, kiedy ludzie tam zastanawiają się, co się z nimi stanie. My mamy oglądać reklamy kurczaka i ładowarek do telefonów komórkowych. Fenomenalne. Posłuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali dzisiaj o takim fenomenie, naszym ludzkim fenomenie indywidualnym. Jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się do zanegowania tak oczywistych spraw, jakimi jest istnienie słońca, nieba, chmur, ziemi pod nogami, wody i zaakceptowaniem najbardziej chyba oczywistego faktu, że układ, w którym się znajdujemy jako żyjące istoty, jest układem dynamicznym, a nie statycznym. I cała cywilizacja, która jest oparta, którą chcemy budować, właściwie powinna, czy chcemy, czy nie, być budowana zawsze w oparciu o rzeczywisty model funkcjonowania uniwersum całego kosmosu. Czyli powinna być dynamiczna, powinna być, jak się mówi flexible, czyli elastyczna, dopasowana, taka, którą da się dostosować na każdym etapie, można powiedzieć, użytkownika, czyli zarówno przez jedną osobę, jak i przez tysiące ludzi.
Rozumiesz? A nie na zasadzie, że robisz wąskie gardło. Masz kilku bandziorów na swoje posyłki i ustawiłeś to tak, że wszędzie jest ropa, wszędzie jest gaz i wszędzie jest prąd elektryczny produkowany według standardów prądu elektrycznego. I wszyscy producenci na świecie, wszyscy ludzie, którzy robią cokolwiek To jest włączane do tego prądu, pilnują się tego standardu. I nagle wszyscy się chyba powinni zastanowić troszeczkę. Ja myślę, że nagle się zastanowią, co w ogóle z tym standardem, bo standard był wymyślony taki ad hoc. Taka jest prawda. Nie będę wnikał w historię w ogóle wymyślania standardu prądu elektrycznego. Sprawa sięga Nowego Jorku 1893 roku, gdzie na giełdzie kilku biznesmenów w towarzystwie Edisona, właściwie jako doradcy takiego z boku, stwierdziło, że to jest standard prądu elektrycznego, bo na to mają patent. Chodziło o częstotliwość i tak dalej.
Także wtedy wymyślono standard, żeby mieć w ręku patent, żeby nikt inny nie mógł w jakiejkolwiek innej sytuacji dobrać się do tego prądu, żeby wszystko zależało od kilku ludzi. I tak została zbudowana cała nasza cywilizacja, właściwie całe nasze zasoby, wszystko absolutnie od początku do końca. I to jest chyba ten moment, który obserwujemy, czy to w postaci potężnych katastrof naturalnych, takich, że tak to nazywamy, bo jest to katastrofa dla ludzi, którzy tam mieszkają. Potężna, cokolwiek by nie mówić. Aczkolwiek w skali planety jest to proces oczyszczania się, czyszczenia tego wszystkiego. Zatoka Meksykańska jest tak zasyfiona i nikt tego nie podaje do publicznej wiadomości, ale to jest po prostu szlam. Już teraz tak potężne skażenie, podobne chyba jak Bałtyk. Mama natura się zdenerwowała. Koniec tego wszystkiego i postanowiła wyczyścić i przestawić wszystkie rzeczy. I to czyszczenie się co jakiś czas powtarza.
Jest czymś takim bardzo naturalnym. To jest coś, z czym chyba nie mieli problemu nasi przodkowie, ci tajemniczy przodkowie, którzy żyli miliony, tysiące lat przed nami. Właściwie nie wiem, jak dawno temu. Ci właśnie od piramid. Ale zostałem ten motyw piramid. W każdym razie, do czego zmierzam. Jest myślę, bardzo ciekawa rzecz związana z naszym doświadczeniem jako takim na tej planecie. I tak długo jak próbujemy zbudować taki monolityczny obrazek rzeczywistości, tak długo właściwie zawsze tkwimy, czy chcemy, czy nie, w jakiejś iluzji. Ponieważ model zawsze jest dynamiczny, model zawsze pasuje do każdego elementu i na samym dole, i na samej górze. Nigdy nie ma tak, żeby to się wywróciło.
To jest rzeczywisty model świata. I teraz wydaje mi się, że jest taki moment, że każdy z nas dochodzi do końca swojej drogi, można tak powiedzieć. Takie rzeczy dzieją się na świecie. W sensie, nie wiem, jak to nazwać, intelektualnym, w sensie poznawczym, w sensie tym, kim właściwie jest w swojej duszy, jakkolwiek byś tego nie nazywał człowieku. Dochodzimy do końca swojej drogi, jakakolwiek by ona nie była. Jeżeli ta droga w czyimś życiu jest zbudowana z tej technologii, która jest zbudowana w oparciu między innymi w ogóle takiej logice życia, że wszystko jest takie stałe, stabilne. Ropa, prąd elektryczny w taki, a nie inny sposób, że tylko tak, a nie inaczej, że tylko taka fizyka, a nie inna i tak dalej. Myślę, że w tym momencie doszedł do takiego rozdroża, bo to jest moment, kiedy właściwie jedyne co możesz powiedzieć, to żegnam. Jak się okazało podczas takiego finalnego egzaminu technologii w warunkach żywej, działającej planety okazało się, że wszystko to, co wymyśliliśmy w ciągu ostatnich stu lat, cokolwiek byśmy nie myśleli na ten temat, jakkolwiek fajnie byśmy się z tym nie czuli, okazało się bullshitem. Jedyne, co jesteśmy w stanie wygenerować z tego gówna, które zrobiliśmy, to jest po prostu reklama kurczaka.
Gdzie masz siedzieć, pieprzyć kurczaka, popijając jakimiś gównianymi napojami gazowanymi, które cię wykręcą na drugą stronę i doprowadzą do permanentnego zgonu. Rozumiesz? W momencie, kiedy część kraju, w którym mieszkasz, ludzi, którzy stanowią twoją społeczność, płaci gigantyczną cenę za swoje wybory. Bo wcale nie było tak, że Floryda jest jakimś miejscem. Poza oczywiście Edem Laskinem, który wybudował tam swój zamek. Myślę, że to chyba będzie jedyna rzecz, która ocaleje w tym miejscu. Może tak być. Trzeba będzie sprawdzić i się dowiedzieć. Anyway, wydaje mi się, że po prostu nikt tam też nie włożył specjalnie pracy w to, żeby przygotować się na takie okoliczności. Wszyscy właściwie staliśmy się ofiarami swojej własnej iluzji.
Właściwie cała ta cywilizacja polegała tylko i wyłącznie na tym. I wydaje mi się, że jedyny sens tej cywilizacji to jest cywilizacja ofiary, którą sami z siebie robimy, niezależnie od tego, czy ktoś z nas ma w tym momencie pakiet kontrolny British Petrol, czy ktoś z nas ma pakiety z giełdy nowojorskiej, którą w całości kontroluje, czy ktoś z nas nie ma w tym momencie nic, łącznie nawet z ani jednym groszem na kawałek chleba i nic nie jadł i tak dalej. Niezależnie od tego wszyscy uczestniczymy w tym świecie. Wszyscy mimowolnie zgadzamy się na taką, a nie inną konstrukcję. Albo zgodziliśmy się. Wszyscy korzystaliśmy z tego. Wszyscy pchaliśmy ten pomysł do przodu, cokolwiek by się nie działo. Okej, akceptuję, kupuję. Jakoś to będzie. Może kiedyś, może innym razem.
Pociągnijmy jeszcze troszeczkę na ropie, jeszcze trochę się pobujamy, a może do jutra, a przyciągnijmy to do przyszłego tygodnia, rozumiesz? I tak przyciągaliśmy, efekt jest nieprzeciętny. Prosto przed naszymi oczami widzimy, jak wielka, potężna cywilizacja, którą niektórzy porównywali do Imperium Rzymskiego, słuchaj, nie jest w stanie przeżyć zwykłego wicherka w skali tej planety. Bo jest to zwykły wicherek, który powstaje przy ruchach płyt tektonicznych. Co też jest w ogóle ciekawostką, bo nikt o tym nie chce publicznie mówić, że wicherki zwane huraganami, ja sobie tak spłycam troszeczkę, wicherki, potężne tornada biorą się tylko z jednego miejsca. Właściwie połowa się tworzy gdzieś tam wysoko, ale tylko połowa. Ta najważniejsza część tworzy się głęboko pod skórą ziemi, w tych płynnych polach magmy. Jak się okazuje. Przynajmniej na to wskazuje ten najnowszy model, który cichaczem tam opisano w Science i w kilku innych miejscach, ale nikt nie chce tego podnosić do góry zbyt mocno, bo ten model, który jest już bliższy rzeczywistości, nad którym tak długo pracowano, bo oczywiście nie można było tego opublikować, bo jak to powiedzieć ludziom, że ropa się nie kończy? To, co wiemy o planecie, to, co nam się wydaje stabilne, niestabilne, jest też efektem iluzji związanej z naszą wiarą w cywilizację opartą na ropie.
I tak konkretnie. Już ci to tłumaczę. Kolesie, którzy wymyślili sobie ropę, doskonale wiedzą, bo siedzą w tym biznesie od początku do końca, mają swoich ludzi, mają naukowców, wiedzą, o co tam chodzi. Ty tego nie wiesz. Nie zawsze. Może wiesz. Ropa się nigdy nie skończy na tej planecie, ponieważ ropa to jest forma aminokwasów, które się produkują na tej planecie cały czas, bo to są aminokwasy właśnie tej planety o nazwie Ziemia. Jeżeli wyeksploatujesz takie stanowisko, poczekasz sobie 30 lat, może 50, może 100, może 10 lat i się odnawia. W zależności od pokładu, w zależności od miejsca na tej planecie każdy szyb ma swój termin odnawiania się. Każdy jest indywidualny.
Nie ma tutaj czegoś takiego jak reguła, że wszystkie złoża naftowe odnawiają się dokładnie w tym samym czasie. Niektóre odnawiają się szybciej, niektóre się odnawiają wolniej. Niektóre są duże, niektóre są małe. Jeżeli się zastanawiasz, co robi brytyjska i amerykańska armia od 100 lat, bo mowa jest o 100 latach w Iraku. Dokładnie, mowa jest o Iraku. Tak. Tam Brytyjczycy siedzą od zawsze. Od kiedy w ogóle odkryto ropę, tam siedzą Brytyjczycy i Amerykanie. Jeszcze wcześniej byli Niemcy. Irak tak zwanym w cudzysłowie wolnym krajem był jedynie za Saddama.
To był jedyny moment, gdzie kraj był rządzony przez lokalny rząd kolesia, który był lekkim świrem. Ale to już inna sprawa. To był jedyny prawdziwy lokalny rząd w historii ostatnich 200 lat, bo przez ostatnie 200 lat był to kraj okupowany przez wpierw Brytyjczyków, później korporacje naftowe, brytyjskie i amerykańskie. I ta cała historia, która się schowała za tymi konfliktami ponoć na tle religijnym. Ta cała historia nazywa się odnawialne złoża ropy. Nic więcej. Wiadomo, że wyeksploatujesz, poczekasz 30 lat, pozwolisz jakiemuś kolesiowi sobie pomieszkać, porobić sobie jakiś kraj. Po 30 latach robisz tam rewolucję, wracasz z powrotem, wszystkie szyby są gotowe, ty zaczynasz pompować i tyle. Koleś ma z tego nic. Ty zawsze zgarniasz wisienkę z tego torciku razem ze śmietaną i najlepszymi kąskami.
Świetny układ. Wystarczy wysłać armię w międzyczasie, kiedy złoża nie są aktywne. Opłaca ci się sponsorować armię tego psychopaty na miejscu i opłaci się inwestować tam. Trzymasz to troszeczkę taki kraj trzeciego świata za pomocą paru milionów dolarów w szachu. Wiadomo, że tam i tak nikt nie ma co jeść, nikt nie ma butów, nikt nie ma na coca-colę, nikt nie ma na czekoladę, a wiadomo, że reklama robi swoje. Wiadomo, że można troszkę przeprać mózgi, bo rządzisz całym krajem, także można spowodować, że ludzie zaczną się, przynajmniej część z tych ludzi zabijać za pieniędzmi, bo zacznie im się wydawać, że to jest sens ich życia. Także w bardzo prosty sposób możesz doprowadzić do polaryzacji, która sprzyja kupowaniu twoich produktów. I tak się koniec końców kończy, że ty ich wysysasz, to oni w pewnym momencie, kiedy już nic nie mają, muszą kupić towar od ciebie. Kasy nie mają, bo i tak ty wyssałeś wszystko, więc muszą zaciągnąć gdzieś długi i jak złoża się odnowią za parę lat, ty przyjdziesz, mówisz: kochani, ale wy macie takie długi, że ja nie mogę zrobić nic innego. Muszę po prostu zabrać wszystkie te złoża.
Może uda się spłacić jedną setną twoich długów. To jest taki mechanizm, który się często robi. To nie jest na zasadzie, że on się wziął z kosmosu, że tylko źli ludzie na świecie. Pytanie jest, ile takich numerów biznesowych my sami robimy. To jest tak, jak ta komunikacja z drugim człowiekiem. Albo zmienię swoje attitude, czyli zmienię swoje nastawienie i powiem okej, dobra, będzie to kosztowało troszeczkę mojego denerwowania się być może czasami, bo będzie mi się wydawało, że coś tam zostało ugodzone we mnie, ale w rzeczywistości nic mi się nie dzieje, wszystko jest okej. Uczę się poprawnej wymowy jakiegoś słowa, które zawsze od lat wymawiam niepoprawnie. Czas najwyższy to poprawić. Świetnie. Rozumiesz?
Jeżeli trzeba się przeprowadzić z jednego miejsca na miejsce ej, przeprowadźmy się. Jeżeli mamy nowy model fajnej energii do korzystania, która jest zdrowa, zasila wszystko, daje nam wszystko to, czego potrzebujemy w troszkę inny sposób, ale daje bez problemów i to daje dwa razy więcej w cudzysłowie za darmo. Także nie trzeba wcale pracować. Dlaczego mamy tego nie zrobić? To jest inna opcja wyboru rzeczy, które działają, a nie rzeczy, które dzielą. Był kiedyś taki polityk w Polsce, który mówił, że on to będzie łączył, ale jakoś niewiele połączył, chyba że chodziło mu o łączenie rurociągów ze swoją kieszenią, co akurat udało mu się bardzo skutecznie. Ten dżentelmen jest akurat bardzo mocno połączony, jeżeli chodzi o połączenie między portfelem a cenami ropy i gazu. Widzisz, właśnie poszedł tą drogą. Niewielu z nas zostawiło furtkę sobie w głowie na pójście w ogóle inną metodą. Czy to jest związane z energią?
Czy to jest to związane na przykład z ciekawym tematem, który nazywa się naszym zdrowiem? Bardzo popularny ostatnio, bo jak się okazuje po 100 latach dobrobytu cywilizacji, który jest chwalony przez wielu apologetów współczesnego świata zakochanych w swoim własnym portfelu i swojej własnej, tak zwanej małej stabilizacji, jak to jeden z polskich pisarzy nazwał, naszej małej stabilizacji. Nie jest to tego zauważyć. Cena, którą płacimy za to, jest potężna. To jest cena naszego zdrowia i to w skali wręcz nieprzeciętnej. Czasami tu się tak zdarza, bo akurat mam kontakt troszeczkę jedną nogą, można powiedzieć, z medycznymi historiami tutaj w Anglii, że mam czasami informacje z różnych badań oficjalnych, medycznych, co się dzieje w społeczeństwie, bo tu jest państwowa służba zdrowia, która ma statystyki i tak dalej. Jak człowiek się dowiaduje takich rzeczy, to tak się zastanawia, jaki to miało sens. Okazało się, że połowa populacji jest ciężko chora. Dosłownie 50% populacji jest ciężko chora, a wody w Europie do picia już właściwie nie ma. Z jakiejkolwiek rzeki byś nie zaczerpnął swoim kubeczkiem wody glinianym, mógłbyś się porzygać po wypiciu tej wody i to mocno.
I jeszcze niejeden mógłby się przewrócić i struć. I już nie wstać po tym przewróceniu się do tyłu. Albo dostać jakiejś ciężkiej choroby. Ale cię wystraszyłem dzisiaj strasznie. Sorry za to straszenie dzisiaj, ale wiesz, to jest rzeczywistość, w której żyjemy i można potraktować to jako jeden wielki dół, bo to jest dół. Ale z drugiej strony to jest może właśnie ta opcja, żeby zrozumieć, że doszliśmy do końca tej swojej drogi, przynajmniej tej drogi w tym wymiarze, w którym nam się wydawało, że szliśmy jako cywilizacja. Wymyśliło nam się, że wymyśliliśmy prawa, jak funkcjonuje kosmos. Bullshit. Gówno na ten temat wiemy. Wymyśliliśmy sobie prawa, jak funkcjonuje ludzki mózg.
Gówno na ten temat wiemy. Wymyśliliśmy sobie wszystkie możliwe prawa całej cywilizacji. Okazało się, że połowa z nas właśnie w tym momencie stoi naprzeciwko swojej własnej śmierci. A wszyscy myśleli, że idzie cudownie, fantastycznie, radośnie i w ogóle doskonale. I w ogóle te pieniądze były po to, żebyśmy byli szczęśliwi. Wreszcie już, żeby nikt nie musiał chodzić na polowanie. Okazuje się, że ci, którzy chodzą na polowanie, patrzą dalej na nas jak na idiotów i się zastanawiają, co im odjechało. Za chwilę zaczną się żreć żywcem. Już chyba się żrą żywcem, bo w niektórych barwnikach, w niektórych dodatkach do różnych substancji, które są w naszym pożywieniu w supermarkecie, okazuje się, są komponenty pochodzące z ludzkich embrionów, po to, żeby barwniki lepiej działały i coś w ogóle tam lepiej smakowało. Rozumiesz?
Po prostu kanibalizm. Zżeramy już powoli swoje własne odchody. Za chwilę zaczniemy zżerać swoje własne kończyny, jeżeli jeszcze tego nie robimy. Ciekawa, fascynująca historia, jak daleko zaszliśmy, myśląc, że będzie łatwiej i będzie na skróty. To jest fenomen, ale myślę, że chyba było nam to pisane. I tobie, i mnie oglądać tą końcóweczkę na własne oczy. I właśnie oglądamy, jak potężne fale energii w plazmie, która znajduje się pod tą skorupą ziemi, na której jest Floryda, od Meksyku do środka Atlantyku w kierunku Europy, jak się wszystko przesuwa i w drugą stronę. Właśnie idzie takim kołnierzem i widać wszystkie te oddziaływania, które tworzą te potężne tornada, o których nikt do tej pory nie miał pojęcia. A czy kiedyś tam przeszły legendarne tornada? Ale wiesz, kiedyś były inne czasy, nie było telefonów komórkowych, było to 100, 200, 300 lat temu albo i dawniej.
Nikt o tym nie pamięta i przede wszystkim w tamtych czasach nikt tam nie mieszkał. W ogóle ciekawa jest historia z takim miejscem w Ameryce, które się nazywa Dolina Tornad. To jest takie, jak to się nazywa, Hurricane Valley czy jakoś tak. Tornado Valley, czyli droga, przez którą non stop idą zawsze różne wyładowania atmosferyczne połączone z trąbami powietrznymi. Mike na pewno wie. Mike jest tam na czacie. Mike, podpowiedz mi, proszę. Pozdrawiam w ogóle wszystkich na czacie Radia Nafali przy okazji. W każdym razie jest taka Aleja Tornad w Stanach Zjednoczonych i wiadomo, że tam zawsze idą tornada. Indianie to widzieli, wszyscy widzieli.
Nigdy nie było tajemnicą. Indianie nigdy tam nie mieszkali. Mieszkali tam tylko w sezonie. Koczowali tam, bo to jest piękne miejsce. Tam jest piękny klimat i w ogóle rewelacyjnie, fajnie, tak troszkę pustynno, sawanna. Anyway, fajne miejsce na wiosnę. Miło i przyjemnie. Ale kiedy przychodzą tornada, to lepiej się stamtąd zabrać, bo wszystko zabiera z ziemi te trąby powietrzne. Ale biali wpadli na genialny pomysł, że zrobią tam wielkie farmy. Będą sprzedawali zboże innym białym, którym się już nie chce produkować zboża, bo wolą robić wojny na drugim końcu świata, gdzieś w Azji.
Rozumiesz? I taki paradoks, że ludzie z jednego miejsca wspierają wojnę z drugiej strony i wydaje im się, że tak naprawdę nie robią nic złego. Wszystko jest okej. Ja tylko wykonywałem rozkazy Adolfa Hitlera. Trochę tak to wygląda. My wszyscy wykonujemy rozkaz tego Adolfa, który właściwie mieszka w naszej głowie, albo takiego psychopaty, który mieszka w naszej głowie, który sam się dokłada do tego systemu. To nigdy nie było inaczej. Zawsze było tak samo. Po prostu zaakceptowaliśmy ten moment, zaakceptowaliśmy takie rozwiązania. Myśleliśmy, że to jest właśnie to.
W ogóle świętym i złotym Graalem miała być energia atomowa. Amerykanie już chcieli robić samoloty z reaktorami atomowymi osobowe, samochody. Wszystko miało świecić. Mieliśmy umierać na chorobę popromienną z uśmiechem na twarzy w ciągu pierwszego tygodnia naszego pojawienia się na tej planecie. Miało być tak przyjemnie. Mieliśmy od razu stąd schodzić. Nagle się okazało, że właściwie chyba nie chcemy stąd schodzić. Także ten pomysł upadł i był taki ostatni Święty Graal. I od tamtej pory od grubo 50 lat wiadomo, że jesteśmy na równi pochyłej, że technologia, której używamy, nie jest zdrowa. Jest parszywa.
Wiadomo, że w ramach tej parszywej technologii powstają parszywe zachowania, bo to też nas wykrzywia jako społeczeństwo, każdego z nas w jakimś tam stopniu, bo zmusza do jakiejś walki, do jakiejś rywalizacji o coś, bo oczywiście zasoby są limitowane, bo nie może być tak, że wszyscy mają po równo, bo wtedy wszyscy byliby wyluzowani i ktoś, kto lubi być ważny, nie byłby wtedy bardzo ważny. A my to zaakceptowaliśmy. Powiedzieliśmy okej, skoro ktoś ma kompleks tego, że nikt go nie lubi, to dajmy mu szansę. Niech zostanie milionerem. Wtedy będziemy go kochali za to, że ma miliony. Rozumiesz? Okej, został milionerem. Okazało się, że wybudował korporację, która zatruła wszystkim ludziom wodę. Ale też zaakceptowaliśmy to, bo był o nim fajny dokument w telewizji. Kandydował na polityka, powiedział kilka ciepłych słów do starej kobiety w telewizji.
Babcia się rozpłakała, bo to taki ludzki człowiek był i w sumie też zaakceptowaliśmy. Poszliśmy na te wybory, wskazaliśmy to wszystko. Zostaliśmy członkami tego społeczeństwa. Ciągle akceptowaliśmy więcej tej ropy, więcej tego gazu, więcej takich rozwiązań. I elektrowni atomowych, które jak tylko cokolwiek się zatrzęsie, od razu puszczają z siebie paliwo radioaktywne. I tak stanęliśmy dosłownie na krawędzi. I to jest ten moment. Doszliśmy do końca krawędzi jako cywilizacja. I teraz jest taki radosny mniej lub bardziej moment przebudzenia. To jest tak jak na substancjach medycznych, na mocnych, psychoaktywnych substancjach.
Jest zawsze ten moment przebudzenia. Wcześniej czy później. Moment przebudzenia z własnych iluzji. Nie zawsze na pierwszym tripie, nie zawsze na drugim, czasami na trzecim, czwartym. Różnie to bywa. To jest właśnie najczęściej ten moment, po którym jest bardzo długa przerwa później w ogóle w korzystaniu z naturalnej medycyny, bo człowiek się tak doskonale ustawia i potrzebuje wtedy troszeczkę czasu na to, żeby już naprawdę się fajnie przestawić tak na stałe. Wtedy się mocno zmienia. To jest moment, kiedy docieramy do tego delikatnego fałszu sami w sobie, takiego codziennego fałszu, tego najdrobniejszego, tej małej półprawdy, która gdzieś tam parkuje w nas samych. I się okazuje, że ta półprawda jest bardzo poważnym komponentem wszystkich katastrof w naszym życiu. I to jest moment, kiedy właśnie to zauważamy.
Ja myślę, że ten moment właśnie zauważamy teraz. Tylko że w naszym przypadku nie jest to taka luksusowa sytuacja, jak zauważenie tylko tego, że jest to jeden komponent, na przykład nasza relacja ze sobą samym. Bla bla bla bla bla. Każdy ma swoje indywidualne historie. W tym przypadku akurat okazuje się, że wszystkie komponenty, na których oparliśmy nasze życie, są fałszywe. Co akurat nie odbiega daleko od substancji medycznych, o których mówię, czyli substancji o mocnych właściwościach psychoaktywnych, ponieważ najczęściej podstawowa informacja, której ludzie się dowiadują, ja się dowiaduję, każdy się dowiaduje podczas takiej wyprawy, to jest ta informacja o samym sobie, kim w rzeczywistości jesteśmy, jak dużo iluzji mamy w tym wszystkim, co tak naprawdę się dzieje z nami, jakie są nasze emocje, co buduje nasz świat w rzeczywistości. Nie to coś, co się przewraca zaraz po tym, jak przewieje troszeczkę mocniejszy wiatr, tylko mowa jest o czymś, co nas tworzy. Coś, co powoduje, że nasze życie w ogóle się odbywa. Jak się okazuje, energia, którą się posługujemy, przynajmniej w takiej skali globalnej, oficjalnie nie ma z tym zupełnie nic wspólnego. Jest to pomysł, który umarł, zanim właściwie się urodził.
Tak można powiedzieć. Znaczy zanim w ogóle cokolwiek się pojawiło z tego pomysłu. On nigdy nie dał nic dobrego. Nigdy. I teraz widzimy właśnie żniwo takich radosnych pomysłów, że zaakceptowaliśmy, że okej, oddaję całe swoje życie w ręce tego faceta. Ten facet będzie dyktował wszystkim, łącznie ze mną, warunki i ja w tym momencie będę się czuł bezpieczny. To jak lekarz, który serwuje ci chemioterapię, wiedząc, że i tak nie pomoże. Rozumiesz? Bo wie, że za sześć lat, od czterech do sześciu lat wróci. Albo może nawet szybciej.
Rozumiesz? I wszyscy to wiedzą, ale i wie często pacjent, ale wszyscy się na to zgadzamy, bo już tak jest. I właśnie to „już tak jest” jest chyba największym przyczynkiem do chyba takiej największej katastrofy. To doprowadza ludzi, którzy wyglądają na bardzo rozsądnych w moim wieku, do oblepiania szklanych szyb rozmiarów trzy metry na dwa taśmami klejącymi szerokości sześciu centymetrów, licząc na to, że taka taśma powstrzyma prędkość huraganu, który tam zasuwa, no nie wiem, może 300 kilometrów na godzinę tak na spokojnie chyba. I to nawet nie w samym centrum. Tak że jest to ciekawa historia, rozumiesz? Bo ktoś ogląda McGyvera w telewizji i myśli, że za pomocą taśmy klejącej zrobi helikopter. I tak uwierzyliśmy troszkę w taki dziwny świat i myślimy, że nic się nie zmieni. Ciekawe jest to, że ludzie, którzy tam zostali, mają na pewno jeden i ten sam pomysł. Zostaniemy tam, nic się nie zmieni, wszystko wróci do normy, wszystko minie, posprzątamy i z powrotem wrócimy do naszego biznesu.
Dalej będziemy zarabiali pieniądze, dalej będziemy wlewali ropę do naszego baku i niech świat się nie zmienia, niech wszystko toczy się dobrze i może już nigdy więcej to tornado, wichura nie przyjdzie. Ono zostanie taką legendą w okolicy, którą będą opowiadały nasze wnuki, prawnuki, praprawnuki, pra pra prawnuki. Właśnie to jest ten taki zabawny model cywilizacji, w której nikt nie chce zaakceptować tego, że już jest ta informacja, że nie trzeba sobie wymyślać tej rzeczywistości na nowo. Że jeżeli chcemy się dowiedzieć, co się dzieje, wystarczy zaznajomić się troszeczkę z tym nowym modelem ruchów płyt tektonicznych, który został opublikowany już parę lat temu i sprawdzić na wyniki nie doświadczeń eksperymentalnych i teorii, tylko sprawdzić na dane z czujników, gdzie są trzęsienia ziemi, które płyty są najbardziej aktywne i w jaki sposób przebiega ruch tych płyt tektonicznych. Jest masa materiałów na internecie i wiadomo, że nie jest to coś, co można zakwalifikować jako piękną podstawę pod jakąkolwiek przyszłość, szczególnie na Florydzie. Przynajmniej tak to wygląda, ale i w kilku innych miejscach na świecie. Ale pytanie jest takie bardzo osobiste, bo dotyczy się każdego z nas osobiście. Czy świat, którym sobie wymyśliliśmy, jest właśnie takim światem, w którym jesteśmy w stanie normalnie zamieszkać? Czy to nie jest przypadkiem coś, co jest iluzją i cały czas musimy to podtrzymywać, żeby w ogóle funkcjonowało? A może wystarczy przestać podtrzymywać iluzję?
Zrobić, jak to Bart proponuje, kilka głębokich oddechów. Usiąść sobie w ciszy, spokojnie sobie wyrzucić wszystkie te zaawansowane, kompleksowe myśli z głowy. Rozumiesz? Pooddychać sobie i stwierdzić, że może od tego momentu warto ruszyć w kierunku zbudowania komunikacji z tymi rzeczywistymi formami mamy natury, z tą rzeczywistą energią, która nie ma nic wspólnego z reaktorami. Wiadomo, że jest. Wiadomo, że to istnieje. To tylko kwestia wyboru kierunku, w którym pójdziemy i albo będziemy dalej udawać na zewnątrz kogoś, kto chce dobrze dla świata, ale jednocześnie tam na boku nalewa sobie benzynę do baku. Albo to się zmieni. A jeżeli się nie zmieni, to myślę, że ta część ludzi, która zaufa i złoży swoje życie w rękach takiego szaleństwa, dostanie mocno po tyłku, tak jak teraz po tyłku dostaje cała właściwie Floryda. Tylko dlatego, że łańcuch powiązań, trochę naiwności, trochę ślepej wiary, odrobina chciwości.
I tak jakoś się poukładało, że widzisz gigantyczne migracje ludzi tylko dlatego, że świat się zmienia i nikt nie jest na to gotowy. Rozumiesz? Ludzie mieszkają na tym świecie miliony lat. Cywilizacja trwa już kolejny tysiąc lat i ludzie nie są gotowi, żeby zmienić miejsce zamieszkania. Fenomen. To, co się stało z tymi ludźmi? Właśnie myślę, że jest to po prostu pobudka, że czasami i ty, i ja musimy dojść do końca swojej drogi, do kresu swoich iluzji. Skraszować się na końcu tej drogi i zrozumieć, że naprawdę nigdzie to nie prowadzi. Zrobić głęboki oddech i ruszyć w innym kierunku, nie oglądając się za bardzo na innych. Tak jak ci chyba wspomniałem na początku audycji miałem do gości w tym tygodniu z kilku różnych miejsc, kontynentów i tak dalej.
To już zostawię, mniejsza o to. Ale tak czy siak i ten temat się pojawił. Pojawiło się bardzo ciekawe pytanie pod tytułem: co motywuje ludzi, którzy starają się zmontować taki troszeczkę inny świat? Takie pytanie pojawiło się, rozumiesz? A może powtórzę jeszcze raz. Co motywuje ludzi, którzy budują urządzenia, które dają energię za praktycznie nic? Co motywuje ludzi, którzy pracują nad medycyną, z której można skorzystać za darmo? Co w ogóle motywuje ludzi do działania na rzecz innych ludzi, pomimo że nic na tym nie zarabiają, tylko muszą w to włożyć jeszcze własną pracę i to bardzo dużo. Nie dostaną za to medalu i tak dalej. Co ich motywuje?
Co stoi za tym? I odpowiedź brzmiała w ten sposób: a co motywuje człowieka, który właśnie wyszedł z biura w swoim wieżowcu, wsiadł do swojego samochodu i pojechał na stację benzynową zatankować benzynę, żeby pojechać do swojego apartamentu, w którym będzie oglądał na bardzo dużym ekranie albo aktualnie chyba jest modna ta rzeczywistość 3D swój ulubiony program w telewizji. Co go motywuje do życia w taki sposób? I to była moja odpowiedź na to pytanie. Bo to nie jest tak, że to my powinniśmy sobie zadawać pytanie i kwestionować samych siebie, normalność w sobie, tylko powinniśmy spojrzeć na to takimi, myślę, zdrowymi oczami, ze zdrowym rozsądkiem w oczach, cokolwiek to oznacza. Zobaczyć na efekty działania tego wszystkiego. Nie na propagandę, nie jak jest nam to sprzedawane, tylko zwyczajnie, tak zwyczajnie jak chłop krowie na rowie. Spojrzeć na to wszystko i zobaczyć, co tu mamy przed sobą. Mamy tysiące ludzi, którzy właśnie ewakuują się z miejsca w najbardziej rozwiniętym kraju na świecie, ponieważ ten najbardziej rozwinięty kraj na świecie nie jest w stanie zapewnić nic żywym istotom w momencie, kiedy przychodzi zwyczajny kawałek wiatru. Jak się okazało, cywilizację to proste zadanie przerosło.
Fenomen. Dokładnie. Także taka historia, proszę pana i proszę pani. Także ja to zostawiam. Słuchaj, zobaczymy co się będzie działo. Za tydzień pewnie już będzie po wszystkim, ale myślę, refleksja zostanie. Refleksja, w co my właściwie ufamy i komu ufamy. I czy przypadkiem nie powinniśmy zmniejszyć tego dystansu pomiędzy tym miejscem, gdzie jest nasze zaufanie, a tym miejscem, gdzie znajdujemy się sami ze sobą aktualnie. Przynajmniej część z nas. I dzięki temu właśnie spojrzeć troszeczkę inaczej na rzeczywistość i poszukać w innym modelu na rzeczywistość.
Nie modelu opartym na wąskim gardle i kontroli, tylko modelu opartym na, cokolwiek byś o tym nie myślał i ty też nie myślała, takim anarchistycznym podejściu. Masz pomysł? Zrób, realizuj, nie krzywdź innych. Wszystko działa, wszystko jest okej. Puść to dalej. I tak dalej. Aż się zrymowało. Takie wiesz, proste historie, takie refleksje. Pooglądaniu tych wszystkich rzeczy w tym tygodniu i po spotkaniu z kilkoma innymi ludźmi i kilku rozmowach na różne tematy, które jak się okazuje ostatnio często krążą właśnie końca pewnej drogi, początku nowego. Bo żeby wskoczyć na nową drogę, trzeba sobie uzmysłowić, że ta, którą szliśmy do tej pory się skończyła.
I to jest pierwsza podstawowa obserwacja, która musi nas złapać dosłownie za nogawki u nóg, zatrzymać w miejscu, puknąć nam do głowy i musimy to zobaczyć sami w sobie. Jeżeli zobaczysz sam sobie, że to nie jest ta droga, ja nie muszę cię przekonywać. Zresztą nie jestem od tego, żeby przekonywać kogokolwiek do czegokolwiek. Tylko moja własna prywatna refleksja, żeby zachować tutaj spokojną głowę, żeby zachować tak zwany common sense. To się nazywa higiena psychiczna. I szczerze, bez ogródek opowiedzieć, co ja mam właściwie w głowie, niezależnie od tego, czy to ma sens, ręce i nogi. Tak, wiesz człowieku, ty i ja, dwoje ludzi, pełna komunikacja nas. To fajerek. Czy jakoś tak. W Radiu Na Fali, w hiperprzestrzeni.
Także dzięki ci za wysłuchanie tych moich opowieści. Mam nadzieję, że wszystko jest okej, jeżeli mieszkasz na Florydzie, że nic się nie dzieje i że ciebie już na tej Florydzie dawno nie ma i w ogóle nie powinno cię tam być. Powtórzę też teraz: nie powinno cię tam być. Znikaj stamtąd w inne miejsca. Zobacz ten model klimatyczny. Możesz teraz przestawić głowę. A jeżeli już wybierasz się na nową drogę i jesteś na nowej drodze, to właściwie nie muszę ci nic mówić, bo myślę, że wszystko jasne. Taka ciekawa historia. Miejsce, w którym wylądowała cywilizacja. Koniec drogi, do której dotarła.
Miejsce, w którym ropa, prąd elektryczny, telefony satelitarne, komórkowe, wszystko skończyło się. A lataliśmy już do Marsa. W ten sposób. Taka ciekawa historia. Także pozdrawiam serdecznie. Mam nadzieję, że nikomu się tam specjalnie krzywda nie stanie, że wszyscy będą cali i zdrowi po tych wszystkich wygibasach Mamy Natury. Mam nadzieję, że wszyscy ci, którzy mieszkają w takich miejscach, które są sporne i może coś tam się wydarzyć, zdają sobie z tego sprawę i są okej. Wykonali, że tak powiem, właściwe ruchy w swoim własnym życiu i nie grozi im nic specjalnego od strony Mamy Natury i tego, że właśnie teraz następuje sprzątanie, układanie z powrotem wszystkiego na tej planecie. I tyle. A co będzie w przyszłości?
Tego nie wie nikt, nawet wróże. Do pewnego stopnia wiemy, ale to już prawdę mówiąc zawsze jest spekulacja. Także zostawmy może spekulacje, zajmijmy się dniem codziennym, a nie marudzeniem. Może na sam początek sama zmiana tego czegoś w nas samych, co czasami powoduje, że mamy problem z zaakceptowaniem tego, że każda rzecz, dosłownie każda rzecz, która istnieje dookoła nas, musi mieć alternatywę i ma alternatywę. I na pewno nie jedną i na pewno nie dwie, bo taka jest natura kosmosu. Jeżeli jakieś zjawisko występuje w jednym miejscu, drugim i trzecim, to oznacza, że jest to zjawisko, które występuje praktycznie wszędzie, tylko być może w innej formie. To tylko jest kwestia zdobycia wiedzy i informacji. I nagle się okazuje, że jesteśmy u siebie w domu bezpiecznie, bez doprowadzania się jako grupa istot uczących się kilku spraw o samych sobie na tej planecie do jakichś granic szaleństwa. Być może potrzebny jest wielki huragan. Być może potrzebne jest wielkie trzęsienie ziemi.
Być może wszyscy muszą stracić swoje karty kredytowe, swoje konta w banku, żeby zrozumieć, że nie to się liczy w życiu. Może właśnie na tym to polega. I don't know. Nikt tego nie wie. Zobaczymy, co przyniesie czas. Człowieku, oby się nic nie stało niebezpiecznego dla ciebie i oby stało się wszystko na tej planecie. Niech się dzieje, co chce. Tyle mogę powiedzieć. Także niemniejszym dziękuję ci, droga słuchaczko i drogi słuchaczku, przede wszystkim za wysłuchanie tej hiperprzestrzeni, moich wynurzeń, moich refleksji po dzisiejszych rowerowych szusach po mieście Londyn. Pozdrawiam serdecznie wszystkich na czacie.
Tak się zgarbiłem troszeczkę. Pozdrawiam serdecznie. No i pozdrawiam ciebie słuchaczko i słuchaczko offline. No i pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, drogi mecenasie. Bardzo serdecznie przepraszam za niewpisywanie, ale wiesz, strona ciągle jeszcze nie ruszyła nowa. Na nowej stronie wszystkie rzeczy tam się zajmiemy. Na razie i tak jest wystarczająco dużo rzeczy dookoła nas. Zachowanie spokoju w niczym nam nie przeszkodzi. A ja bardzo dziękuję za wszelkie wsparcie wszelkim mecenasom Radia Na Fali, tak czy siak.
Z góry też. Anyway, zostawiamy te wszystkie historie i czas najwyższy wrócić do swojego normalnego życia, rozejrzeć się dookoła. I co? Do zobaczenia i do usłyszenia właściwie za tydzień w kolejnej hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium i w Radiu Czas Nu. Ja mam na imię Tomek i to wszystko, co miałem dzisiaj do powiedzenia. I koniec. I znikam stąd. Zatem ja znikam. Jeszcze raz dzięki za obecność. I rozglądaj się człowieku, rozglądaj się po tym świecie.
Jak zobaczysz, że ptaki się wynoszą z okolicy, to wiesz, może to być znak. Ptaki to w końcu przyjaciel człowieka. To co? To do usłyszenia następnym razem. A zaraz, gdzieś tu mam. Właśnie. No właśnie. Zatem słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.