[00:00] - To think for yourself and question authority. No to się zaczęło! Zaczęło się, człowieku. Hiperprzestrzeń, Radio Na Fali oczywiście. Ja mam na imię Tomek, a ty słuchasz tego na pewno nie w Radiu Na Fali, bo jak zwykle się obijamy i jeszcze nie jest to postawione na nogi tak, jak powinno być. Na pewno słuchasz tego w Radiu Paranormalium. Słuchasz tego w Radiu Czas Snu. Może jesteś na czacie Radia Na Fali? Zapraszam serdecznie. Wejdźcie przez stronę radionafali.com.
W narożniku jest taki mały pstryczek. Znajdziesz, klikniesz i jesteś na miejscu. I oprócz tego jestem na Skype'ie. Radionafali.com tak się nazywa Skype. Możesz tu w ogóle zadzwonić. To jest jak najbardziej na żywo. Sobotni wieczór. Tu siedzę w takim niby lesie. Ostatnio słuchałem sobie z taśmy co prawda, ale też słuchałem Barta, który mówił, że on to siedzi w prawdziwym lesie i ma te prawdziwe dźwięki za plecami. To prawda.
Ja siedzę na południu Londynu, za plecami mam troszeczkę bardziej hałaśliwe, mechaniczne dźwięki typu samoloty. Nie do końca może, samoloty zawsze tu słychać, ale wiesz, ulice, takie sprawy. Ale zostawiam te historie. Przepraszam, będę się zacinał troszeczkę. Muszę się rozgadać przede wszystkim. To jest pierwsza istotna sprawa, jak zwykle. Popić sobie herbatę. No właśnie. I zacząć jakąś opowieść dzisiaj wieczorem. Właśnie, bo ja dzisiaj taki wakacyjny w tej hiperprzestrzeni.
Zbliża się koniec wakacji, także ja postanowiłem zrobić sobie troszeczkę wakacyjny taki moment w radiu. Wakacyjny jak wakacyjny. Zawsze jest jakaś historia, ale dzisiaj nie będzie jakiejś konkretnej historii, ale ciągle się zastanawiam i opracowuję kilka historii, które chciałbym ci tutaj opowiedzieć. Kilka dosyć egzotycznych historii, ale z płaci Europy i wcale nie tak odległych w czasie ani przestrzeni, ani od życia. Konsekwencje tych historii sięgają do dzisiaj nas wszystkich, w Europie i nie tylko. Ale tak się zastanawiałem, czy jakiś poważny temat, czy nie. Poważnych tematów na świecie jest masa. Właściwie, jak się okazuje, cywilizacja, która stworzyła ten świat, jest właściwie śmiertelnie poważna z ukierunkowaniem na śmiertelnie. Otóż to. Także dzisiaj relaksacyjnie, troszeczkę relaksacyjnie.
Taki koncept troszeczkę bardziej przyszłościowy, a tu się wrzucę troszeczkę, taki jak zwykle przegonię po kilku wątkach związanych z archeologią i tak dalej, i tak dalej. Takie drobiazgi, które mi się pozbierały po drodze. Drobne refleksje. Niekoniecznie jakiś jeden wielki materiał na to, żeby cię wbić tutaj w fotel, ale wiesz, co jest sobota wieczór, jest relaksacyjnie. Nie było księcia w tym tygodniu, a jako że nie było księcia... Przepraszam bardzo, coś mi tu. Co to jest w ogóle? To ja przejmę na siebie rolę relaksacji w tym tygodniu. Poza tym, że jest sobota, bez przesady. W sobotę należy się odrobina relaksu i tutaj też należy się odrobina relaksu.
Tym bardziej że wakacje... Chciałem powiedzieć wakacje w pełni, a raczej pod koniec wakacji czy jakoś tak ludzie się pastwili i czerstwili nad różnymi akwenami wodnymi, w lasach, na łąkach i tak dalej. Może widzieli jakichś kosmitów, może widzieli jakieś niesamowite rzeczy. To jest taki sezon, gdzie wypływają sprawy kosmitów, sprawy UFO. Ja sobie gdzieś tam jednym okiem śledzę. Śledzę sobie, oczywiście, że tak. Wątek kręgów zbożu, które pojawiają się tutaj na południu Anglii, znaczy na południu Anglii to dużo powiedziane. Południe Anglii jest szerokie z szerokości mniej więcej Polski i południe Anglii oznacza mniej więcej jakieś 400 kilometrów od Londynu, 200. W różnych miejscach się pojawiają te kręgi. Jednak muszę popić herbatę, żeby się rozgadać.
I nie właściwie o lokację tych kręgów tutaj chodzi, bo pojawiają się jak Anglia długa, szeroka, pojawiają się w Irlandii, w wielu różnych miejscach na świecie. W ogóle się pojawiają. Jest taki moment, gdzie pojawia się najwięcej i w ogóle moment wakacji jest momentem, gdzie kwestia obserwacji letniego nieba powoduje, wzmożona ilość obserwacji powoduje wzmożoną ilość aktywnych relacji z tego, że coś się dzieje. No i też chyba większe zainteresowanie tym, że jest coś więcej, coś mniej. Także sobie śledzę takie wątki ostatnio i nic nowego specjalnie się nie pojawia. Ja mam ciągle takie różne koncepcje na temat tak zwanych kręgów zbożu. To jest taki ciekawy koncept, który się pojawia tu i tam. To nie koncept co ja mówię, jakieś opowieści dziwne opowiadam. Słuchaj, kręgi w zbożu na pewno wiesz, co to jest. Takie duże wzorki zrobione w zbożu, które powstają nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy.
Znaczy wiadomo, że powstają z reguły w nocy. Ciężko jest to złapać. Ludzie się zasadzają na to wszystko z kamerami i niewielu ludziom się udało to złapać. Jest taki dżentelmen w Anglii, który przez lata polował na te kręgi w zbożu i jeszcze w czasach VHS-ów i w ogóle kamer termowizyjnych, jeszcze takich dużych, taszczonych na te wzgórza udało mu się zarejestrować, nagrać materiał, gdzie widać, jak te kręgi się pojawiają, jak takie kulki świecące przelatują nad polem. Trwa to dosłownie pięć sekund maksymalnie. Przelatują sobie około 20 centymetrów nad kłosami zboża, tak jakby wisiały nad tym. Takie jasne kulki. Przelatują, przelatują i pojawia się pattern, jakby ktoś nagle przyłożył niewidoczną pieczątkę, która tak się spontanicznie buduje na tym zbożu. Kulki nagle znikają, odlatują i jest wzorek w zbożu. Nie da się tego zrobić wydeptując te wzorki, chociaż tutaj telewizja Discovery wywaliła kupę kasy, łącznie z BBC i tak dalej.
Kawał tej kasy, żeby udowodnić każdemu, że te wzorki w zbożu są robione przez jakichś maniaków. Jest grupa w ogóle, która robi te wzorki. To też jest inna sprawa. Są tacy ludzie, bo też się robi takie wzorki. Widziałem zdjęcia wzorków, które były robione przez ludzi i widać to od razu. Te wzorki, które nie są robione przez ludzi, te, które powstały tak dziwnie, mają jedną ciekawą anomalię. One nie są złamane. Jakbyś normalnie wziął dechę albo cokolwiek i próbował zgnieść sobie to zboże, ten łan zboża, piękny łan, to wiesz, co by się stało? To byś połamał łodygi na dole. A dowcip polega na tym, że te na tych oryginalnych, które pojawiły się nie wiadomo skąd, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, nie mają połamanych łodyg, tylko mają wykręcone.
Coś jakby zawirowało to pole, roślina się wykręciła w tym miejscu, obróciła i nie jest połamana. One rosną dalej. To jest w ogóle fenomen. I to jest ta różnica. Farmerzy nie lubią wpuszczać tutaj nikogo na te pola za bardzo, chociaż właśnie to się troszkę zmieniło. To jeszcze zależy gdzie, bo czasami farmer ma większy biznes z tego, że sprzeda to zboże niż z tego, że cię wpuści na to pole i ty będziesz sobie chodzić dookoła, robić zdjęcia i tak dalej. Z reguły jest tak, że jak się pojawi jakiś naprawdę sensacyjny krąg, no to wiadomo, że ludzie na weekendy walą tam drzwiami i oknami. Wejście kosztuje 10 funtów, tak że bardziej się opłaca pokazywać te kręgi niż liczyć na zboże. Tak że jest to doskonała metoda na taki dodatkowy biznes dla lokalnych farmerów tutaj w Anglii, na południu Anglii, gdzie jest to popularne dosyć, pojawia się często. Natomiast pochodzenia tych obiektów, tak można to powiedzieć, wzorków, nie zna nikt do dziś.
Nikt, absolutnie. Słynna historia z Obserwatorium Arecibo, które wysłało taki sygnał w kosmos, że „hej, to my, ludzie, pomachaliśmy do gwiazd”, dostała z powrotem odpowiedź, która była niczym innym jak takim potężnym wzorkiem, który wyświetlił się na zbożu dosłownie trzy kilometry, nie, sorry, półtorej kilometra od obserwatorium na tym samym polu, na którym stało. Rozumiesz? Ciekawa historia. Okej, teraz czym to jest? Tego nie wie nikt. Koncepcje są niesamowite. Mówią o tym, że to kosmici odciskają swoje piętno. Inni mówią o jakiejś technologii HAARP, która odciska swoje piętno. Słuchaj, koncepcji jest naprawdę masa.
Ja mam tu swoją koncepcję. Ja myślę, że to my robimy. Poważnie. Być może zwariowałem, być może nie, ale jest to związane bardziej, myślę, z nami niż z kosmitami. Bardziej z takim manifestowaniem się czegoś w rodzaju interfejsu pomiędzy naszą rzeczywistą istotą, tą, którą jesteśmy, tą, którą się powinniśmy czuć cały czas, a pewnym obrazem cywilizacyjnym, który sobie stworzyliśmy na swoje własne, nie wiem, potrzeby własnego przedsięwzięcia filmowego, teatralnego, tak zwanego dramatu życiowego. Mamy cywilizację i jest coś takiego, że pewne prawidła, tak mi się wydaje, powinny tak czy siak się manifestować, czy chcemy, czy nie. Szczególnie w monokulturach. Nie wiem, czy przypadkiem nie jest to aż tak daleko. No nie wiem, może dla niektórych za daleko posunięta koncepcja, ale wyobraź sobie, że to się dzieje tu i teraz. Wyobraź sobie, że planeta się komunikuje, o czym wiemy od lat, nawet już trzydziestych pierwszych badań, w czasach Niemczech nazistowskich, jeszcze we Wrocławiu, żeby było zabawniej, robionych.
I nie tylko, w Berlinie robionych, w całych Niemczech. Instytut Kaisera Wilhelma. Nazywało się to selekcjonowanie aminokwasów, bo wiadomo było, że od aminokwasów zaczyna się życie każdej istoty na tej planecie i nawet naziści to wiedzieli. O czym wspominałem zresztą, kręcąc się gdzieś w podziemiach Riese. Przecież naziści pierwsi zrobili genetycznie modyfikowaną soję, w ogóle zmutowali soję i zmutowali kukurydzę. '36 rok poprzedniego stulecia. Ale zostawiamy te ciężkie sprawki nazistów. Zostawiamy takie ciężkie historie z szafy, które śmierdzą trupem. Chodzi mi o monokulturę opartą na aminokwasach, czyli ten fakt znany wszystkim, że przecież DNA jest też ściągane z aminokwasów. Musisz wziąć aminokwasy, roztrzaskać i tam widzisz DNA.
DNA się manifestują poprzez aminokwasy i nie jest to bynajmniej jakaś tam bajka nie wiadomo skąd i jakiś tam warsztat na temat oświecenia swojego własnego ja, tylko jest to po prostu rzeczywista informacja, która wydobywa się spod mikroskopów, nawet tych elektronowych, atomowych, badań nad ludzkim DNA, RNA i tak dalej. Przepraszam bardzo. Przepraszam bardzo. Ja tu musiałem sobie kaszlnąć, dlatego się ściszyłem tak niecnie. Ale wracając do tych aminokwasów, które rządzą. Rules, aminokwasy rules. Na to wygląda. Jest kilka bardzo poważnych badań na ten temat. Ja poważnie to zostawię teraz. Będę taki mało poważny.
A sobie, człowieku, poszukaj troszkę w internecie. Chcę znać. Po angielsku głównie, przyznam szczerze. I jak na ironię, ponieważ jest to taki gorący kartofel aktualnie w nauce, te aminokwasy od jakichś 10 lat, wiesz, jak to się nazywa, biologia molekularna. Bardzo gorące tematy aktualnie. Bardzo gorące. I część artykułów jest niestety w domenie komercyjnej, ale jeżeli jesteś studentem jakiegoś uniwersytetu i tak dalej, i tak dalej, tam wpisujesz i masz za darmo dostęp do wszystkich publikacji, jeżeli robisz to w celach naukowych i jesteś w stanie tam wypełnić formularz i kwestionariusz. Tak że możesz w ten sposób dostać access, dojście do tych książek i publikacji naukowych. Część z nich jest dostępna za darmo, ale to już się skończyło. W internecie nie ma nic za darmo w dzisiejszych czasach, a już tym bardziej, jeżeli chodzi o prace naukowe.
Ale jest troszeczkę na ten temat, właśnie na temat budowania się aminokwasów i przesyłania sobie informacji za pomocą łańcuchów nukleinowych DNA. Co się okazało, zmieniło się jakieś tam siedem, sześć lat temu, bo się okazało, że te informacje są przesyłane, ale przez RNA, czyli przez coś, co właściwie nauka nazywała przez ostatnie 60 lat, od momentu odkrycia DNA i całego tego łańcucha przez Craiga i drugiego dżentelmena tu w Londynie. Po zażyciu LSD, taka jest prawda, okazało się, że nazwano to śmieciowym DNA, junk DNA. Później okazało się, że to junk DNA wcale nie jest junk DNA, że właściwie jest go więcej niż normalnego DNA Później się okazało, że normalne DNA właściwie ma jakieś dziwne korelacje z tym junk DNA. Później się okazało, że tam jest więcej niż mniej. Koniec końców, żeby się okazać, że tam jest RNA, coś, co tworzy DNA. I właściwie jeszcze się okazało, że RNA ma parę poziomów. Oficjalnie nauka zaczęła to dzielić na pierwszy poziom, drugi poziom. I właśnie jakieś dwa lata temu padła koncepcja z powodu zdjęć spod mikroskopów elektronowych i nie tylko, zachowania żywych organizmów, obdzierania ich do skóry, do kości, obdzierania ich do nicości prawie że, że to nie jest tak, że jest RNA 1, że jest RNA 2 i wygląda na to, że jest RNA 3 i właściwie wygląda na to, że jest to fraktalnie zakodowana informacja dookoła czegoś, czego nauka nie jest w stanie pojąć, bo urządzenia pomiarowe pokazują, że tam jest nic. Ale jak się okazuje, to nic dla nauki tworzy życie, czyli mówiąc z definicji nie jest to żadne nic.
Jest to bardzo esencjonalna historia. Ja w ogóle jestem troszkę zawsze na pieńku z koncepcją rzeczywistości, która wynika z koncepcji bliskowschodnich. Karma, bramini i tak dalej. Na pewno uważam, że jest zupełnie inaczej od tej strony. O co chodzi? W bardzo wielkim skrócie mówiąc, koncept na wschodnie życie, poza chińską zupką oczywiście. Żartowałem, nie jest z tego gówna. Polega na zaakceptowaniu i zrozumieniu koncepcji pustki i nicości, o czym Bart ostatnio mówił. Ja wyznaję inną koncepcję. Nie ma pustki i nie ma nicości.
Jest tylko część, której albo nie chciało nam się zbadać, albo zbadaliśmy, albo unikamy ochoty i sensu zrozumienia istoty uniwersum. Tak bym to określił. Nie też, żebym miał komuś za złe za to, że nie siedzi i nie bada czegoś, co niektórzy nazywają pustką, a szczególnie wszystkie filozofie Wschodu. One nazywają to właśnie tą pustką, która stabilizuje cały system. Ja uważam, że pustki nie ma. Absolutnie. Tam jest wszystko. Ale co? Pytasz się mnie, dziewczyno i chłopaku, ale co tam jest? Co tam jest to?
Co tam może być? A ja ci mówię: tam jest wszystko. Tam jest dosłownie wszystko i to nie jest w nami żadna pustka. Tam jest po prostu uniwersum. Umówmy się, po prostu poważnie, uniwersum. To ja tymczasem włączę utwór muzyczny, taki troszeczkę dłuższy, ale dawno go nie słuchałem. Dawno go nie było. Standardowe sety radia Na Fali, które możesz pamiętać z czasów, kiedy jeszcze player działał. Dalej działa, ale nie ma tych playlist, jeszcze nie są zupgradowane. Nadrabiam tutaj, w hiperprzestrzeni.
Także posłuchajmy LTJ Bukem. A ja sobie wrócę po utworze muzycznym do koncepcji pustki, chociaż to jest inna sprawa, ale ogólnie do koncepcji komunikacji właśnie. Bo te kręgi w zbożu, aminokwasy. To może zanim puszczę muzyczkę, szybko ci powiem, żebyś skleił sobie, ja też sobie skleję w głowie te dwa fakty tutaj, bo zacząłem mówić o tych kręgach w zbożu, które się pojawiają, a teraz mówię o aminokwasach. Chodzi mi o to, że jest taka substancja, po której porusza się informacja w kosmosie. Na to wygląda i to solidnie się porusza w kosmosie, w całym kosmosie, nie tylko na Ziemi, na Ziemi szczególnie. I jeżeli coś prześlesz po tej strukturze, po tej siatce telefonicznej, po tej sieci komórkowej, to się manifestuje natychmiast. Ja mam taką koncepcję, że manifestacje tych kręgów są związane z naszą obecnością na tej planecie, niekoniecznie z braćmi z kosmosu, niekoniecznie z lotnymi harfami, niekoniecznie z jakimiś innymi rzeczami. Myślę, że jest to bardziej związane z aminokwasami niż z inną historią. Ale to jeden z takich tematów wakacyjnych, który mi się kolebi dzisiaj po głowie.
Także będzie dzisiaj parę takich wakacyjnych tematów. Las sobie huczy oczywiście, jak by nie było. A niech sobie huczy ten las. A co? A ty słuchasz oczywiście w hiperprzestrzeni w radiu Na Fali i nie tylko słuchasz mojego słodkiego głosu, słonko. Słuchaj, oprócz tego wszystkiego to jeszcze jest na YouTubie Radio Paranormalium. Także jeżeli masz taką wewnętrzną potrzebę, hiperprzestrzeń jest wszędzie. Mówiłem, o czym jest ta audycja? Jaką skalę tematów porusza? Całą.
Wszystko porusza, wszystkie tematy. No właśnie. Praktycznie jest nawet nadawana wszędzie. Inwazja hiperprzestrzeni. I bardzo dobrze, ale zostawiamy tą kwestię inwazji. Któryś z obecnych na czacie, pozdrawiam serdecznie dżentelmena, wyczuł, a nie wyczuł, ciężko się domyślić, jak od 15 minut mówię o tych aminokwasach, czy od 10, to trudno się domyślić, że będę dalej kontynuował, prawda? Ciężko z tą spostrzegawczością. Ciężko, drogi Watsonie. Także ja tu kontynuuję, słuchaczo i słuchaczko, historię. No właśnie, bo tu w ogóle z tymi aminokwasami jest ciekawa sprawa.
Badane są od lat 30. Żeby było zabawniej, jest to właśnie ta tajemnicza działalność Instytutu Kaisera Wilhelma i nie tylko w nazistowskich, faszystowskich Niemczech. Taka jest prawda. I nie tylko. Sprawdzano tak dosyć ekstremalnie te rzeczy Może powiem tak, że sprawdzano to tak samo, jak sprawdzano to później. Kobiety w ciąży i co się dzieje z potomstwem, jeżeli kobieta jest zainfekowana jakimś paskudztwem? Okazuje się, że dzieci rodzą się bez tego paskudztwa. Do tej pory takie wypadki pod tytułem: mama jest zainfekowana jakimś śmiercionośnym wirusem. Rodzi się dziecko. Dziecko jest absolutnie zdrowe.
I tu się okazuje, że jest to jedna z wielu koncepcji. Jest taka fantastycznonaukowa dla niektórych koncepcja, dla wielu koncepcja, bardzo często też dla wielu badaczy owych zbożowych kręgów i nie tylko, i kilku innych dodatkowych tajemnic, takich jak obiekty niezidentyfikowane, jak tajemnicze królestwo o nazwie Szambala. Wiele spraw dookoła, które są tak zwanymi granicznymi sprawami. Jeśli są wakacje, także jeśli się ślizgam w tej granicy granicznymi tematami, a co, czas najwyższy. Bo to jest coś, co zmusza do zaakceptowania być może próby, a być może rzeczywistego rozumienia istoty, która rządzi tym wszystkim. Prawie jak Goethe, prawie jak Faust. Bo to jest taka historia z Fausta, że jest taka tajemnicza substancja, za którą uganiali się alchemicy jak świat długi i szeroki od czasów starożytnego Egiptu. Wiadomo, że była wcześniej. Wiadomo, że ktoś te kamieniołomy w Asuanie obsługiwał. Jeżeli ktoś był albo widział zdjęcia, to wie, że nie ma maszyny na tej planecie, która by podołała takiej robocie.
Nie ma takiej maszyny. Jak ktoś ma problem, jest doskonały materiał w telewizji Tagen. Pozdrawiam serdecznie i polecam wpaść czasami, jak czegoś szukasz fajnego w polskim internecie, to telewizja Tagen i tam masz taki materiał Franza Zaleskiego na ten temat. Jak to wygląda z tymi skałami. I jest taka bramka pod tytułem jedna moc, jedna substancja. Niektórzy, którzy zwariowali po drodze i uwierzyli w monoteistyczne religie, nazwali to kabałą i tak dalej. Różne dziwne nazwy. W rzeczywistości chodzi o analogową bramkę do trochę innego wymiaru, do trochę innych mocy. Bramkę, która wiedzie nie przez kółka zębate, ale przez aminokwasy. I bramka brzmi tak, że cokolwiek ci się nie dzieje, przychodząc na ten świat, masz taką mocną kombinację swojej własnej bramki, że żadne paskudztwo się ciebie nie ima, łącznie czasami z przypadkami napromieniowania, co w ogóle jest szokujące.
Okazuje się, że młody człowiek, młoda istota, która się pojawia na tej planecie, ma taką kombinację, a właściwie aminokwasy, które manifestują tą istotę. Bo to w ten sposób możesz potraktować, że wpierw jest kombinacja aminokwasów, później dopiero pojawia się jakiekolwiek życie fizycznie nam znane, gdzie wszyscy się zastanawiają, kiedy życie się zaczyna, kiedy się kończy, kiedy jest początek tego płodu, a kiedy go nie ma. Problem w tym, że to wszystko to jest kombinacja aminokwasów. Jeżeli ktoś chce szukać początku, powinien szukać kombinacji aminokwasów i tam zapewne zobaczy. A i tak wiadomo, że jest to wcześniej, bo coś jeszcze klei te aminokwasy. To jest ta tajemnicza moc, której szukali wszyscy alchemicy na świecie w postaci kamienia filozoficznego. Że jest coś, co powoduje, w bardzo wielkim skrócie mówiąc, bo ja tak czasami mówię o tym kamieniu filozoficznym. Zresztą kto nie czytał „Pana Samochodzika”? Moje pokolenie, jestem już dziadkiem, doskonale wie, o co chodzi. Kamień, który bierzesz do ręki, wypowiadasz życzenie w głowie i manifestuje się twoje życzenie.
Wszystko transmutuje według twojej woli. To jest kamień transmutacji, kamień filozoficzny. Kamień, który też cię zmienia. Stajesz się kimś na wskroś Boga, jak głosiła kabalistyczna koncepcja. Bo tam jest ten problem, że jest już jeden Bóg i nie ma na drugiego miejsca. Także zawsze jest jakaś obsuwa lekka w temacie i trzeba przestawiać krzesło z lewej na prawo, a później trzeba sprawdzać, czy nie trzeba dostawić krzesła i czy nie w korytarzu. Rozumiesz, żeby nie było tak, że jest w jakichś obciach. Ale mniejsza o to. Jest koncepcja, która mówi jasno i wyraźnie o animalistycznych chociażby mocach. Taka historia znana ze wszystkich tak zwanych tajemniczych bractw, stowarzyszeń.
Chociażby jeżeli się przekopiesz przez czasy Austro-Węgier, przez czasy pruskie, zobaczysz, ile tego powstawało w Niemczech i Austrii, tych wszystkich stowarzyszeń tajemniczych. W Ril i nie tylko. Masa tego. Nie tylko tam, bo i we Francji. I tak jak wspominałem kiedyś w audycji w radiu tutaj na fali w poprzednich „Hiperprzestrzeniach”, pewnie nie raz, nie dwa, nie trzy. Były to takie czasy, gdzie wszystkie rzeczy były połączone jeszcze razem, jeszcze była świeża pamięć o tym, że to musi być jakoś sklejone, to musi być coś jednego. To nie może być tak, żeby to było w pięciu albo 10, albo sześciu kawałkach. To jest jedna sprawa i wiadomo było, że się kręci dookoła tak zwanych animalistycznych hed. Animalistycznych, czyli zwierzęcych, czyli organicznych. Jak byśmy to dzisiaj napisali na opakowaniu czekolady, że jest organiczna, a nie animalistyczna.
100 lat temu albo 150 lat temu napisano by, że jest animalistyczna. Przecież cała psychologia animalistyczna, odruchowa i tak dalej. Teraz się nie mówi, że animalistyczna, by się okazało, że zwierzęta mądrzejsze od ludzi. O czym naukowcy nie wiedzieli, bo naukowcy chyba nie mieli nigdy zwierzęta, zwierzaka, nawet chomika nie mieli. Mieli tylko prawdopodobnie szczury w laboratorium i myszki, które zabijali. Ale mniejsza o to. W każdym razie chodzi o tą jedną tajemniczą moc, która zawsze jest sklejona z organiczną częścią życia. Nigdy nie jest sklejona z kółkami zębatymi i z technologią jako taką. Jest sklejona z tym, co nazywamy tajemniczą siłą, która tworzy życie na podstawie organicznej, czyli podążając za moim tokiem rozumowania aminokwasy. To jest bramka do innego wymiaru.
To jest dokładnie ta tajemnicza bramka. Są ciekawe historie na temat obiektów niezidentyfikowanych Historie niesamowite. Ja też należę do tych ludzi, których, jakby ktoś powiedział, pokarało i widziałem na własne oczy na niebie, z bliska, z detalami i tak dalej. Nie będę ci opowiadał całej historii. Kiedyś ją opowiadałem dawno temu i jest archiwum Radia Nafali. Jest potężne. Jeżeli jesteś na tyle cierpliwy i ci się chce, to dotrzesz do tej opowieści. Ale mniejsza o to. Jest tu pewna historia, z którą chciałem się absolutnie jako człowiek, który śmiało może nazwać się uczestnikiem takiego spotkania kosmicznego, i to niejednokrotnie w swoim życiu, mogę absolutnie się podpisać, jeżeli chodzi o kierunek badań, w jaki sposób, jak to się dzieje i kto to jest i którędy droga na temat oczywiście tak zwanego UFO. Ta historia z aminokwasami.
Jest taki moment, że czytam sobie troszeczkę na ten temat, bo lubię czytać na ten temat, jak zresztą wielu ludzi. Tym bardziej, że są wakacje, coś czytać trzeba. Jeszcze jestem taki, wiesz, Wilhelm Reich troszeczkę gdzieś tam. Kolebię jeszcze pamiątkowo w głowie z dawnych czasów. Nie moich, bo ja nie pamiętam ze swojego życia Wilhelma Reicha, ale wszystkie opowieści o UFO i orgonie i w ogóle tajemniczych mocach, zdjęcia nie wiadomo czego na niebie. I teraz jest historia, która polega na tym, że nie każdy może zrobić zdjęcie, na którym jest nie wiadomo co. Czyli przysłowiowy niezidentyfikowany obiekt latający. Są ludzie, którzy mają z tym bardzo poważne problemy, a są ludzie, którzy mają dosłownie jak na zawołanie. Są historie, kiedy pojawia się obiekt i część ludzi widzi. Są historie, kiedy część nie widzi.
Jest tak, że widzi całe miasto i jest tak, że widzi tylko 30 osób, a całe miasto nie widzi, ale widzi 30 osób. A obiekt jest naprawdę duży. Co się dzieje? Dlaczego nie widzi na przykład 30 tysięcy ludzi tego obiektu? Taką historię, chociaż miałem tu w Londynie. Na niebie pojawiły się dziwne obiekty. Nie wiem, co to było. Nie powiem ci, że to było wielkie UFO i tak dalej. To było akurat takie naprawdę niespecjalne spotkanie, powiedziałbym szczerze. Znajdowałem się w miejscu o nazwie Holborn.
To jest takie skrzyżowanie w centrum City. Na granicach City, można powiedzieć. Centrum Londynu. Znajdź sobie Holborn i od razu będziesz wiedział, gdzie to jest, obok Covent Garden. Spojrzałem się do góry, bo nie tylko ja patrzyłem do góry, ale trzech dżentelmenów, którzy stali na światłach obok mnie, patrzyli i dwóch rozmawiało ze sobą. Jeden robił zdjęcia komórką. Z drugiej strony ludzie też się patrzyli do góry. Nie wszyscy, tylko część ludzi. Też spojrzałem się do góry. Patrzę się, patrzę się i słyszę tą rozmowę obok, że coś tam jest na niebie, leci jakiś kawałek, wygląda jak UFO i ktoś sobie robi zdjęcia i tak dalej.
Coraz więcej ludzi się zaczyna patrzeć w górę. Nie jest aż tak tłoczno, jest po prostu tak jak zwykle w Londynie na ulicy. Jest godzina chyba druga, trzecia, jakoś tak, z tego, co pamiętam. I leci taki ciemny punkt, taki śmiga po niebie, załamując kompletnie trajektorię lotu. Leci sobie prosto, nagle skręca 90 stopni w lewo, jakoś tak znika pod chmurę w górę. Takie szybkie przeloty dosłownie trzech czy czterech takich obiektów, nie pamiętam już dokładnie. Takich kulek, które raz to błyszczały, raz na tle chmur robiły się czarne. Nie było problemu z tym, żeby je widać, żeby je zobaczyć. Nic takiego nie kręciłem, nie miałem przy sobie żadnego sprzętu, ale wiem, że ludzie porobili zdjęcia i kilku ludzi to nawet wrzuciło do internetu. To nawet jest do obejrzenia właśnie gdzieś na YouTubie, jeżeli chcesz poszukać.
Taka historia sprzed może pięciu, może więcej lat. Chyba ma prawie 10 lat ta historia. Ale są takowe rzeczy. Ale widzisz, nie wszyscy się obejrzeli do góry, nie wszyscy to widzieli. Ktoś obok stał, mówił, że nic nie widzi, chociaż było widać i to dosyć dobrze, bo tych kulek nie była jedna, tylko chyba trzy czy cztery. I to tak latało w kółko cały czas. Nie cały czas, tylko przez minutę, dwie do trzech. Jakoś tak. Pojawiało się i znikało. Latało, latało, latało.
Znikało znowu. Znowu się pojawiało i znowu zniknęło. Ktoś to nagrał jeszcze nad Tamizą. Dokładnie te same obiekty, tego samego zdaje się dnia chyba, bo później sobie sprawdzałem relacje pozostałych ludzi. I tutaj ciekawostka: nie wszyscy to widzą, chociaż wszyscy są na miejscu. Jest masa takich relacji. Masa. I co się dzieje? Moim zdaniem dzieje się to, że każdy z nas ma inną kombinację aminokwasów i niektórzy są bardziej predysponowani, można powiedzieć. Nie tyle nawet predysponowani, ile bardziej otwarci na zobaczenie czegoś, a inni są troszeczkę zamknięci.
Mają trochę jakąś blokadę w głowie. I don't know. Właściwie to nie mam do tego pojęcia. Oczywiście można to wyjaśnić na milion sposobów, bo da się wyjaśnić na milion sposobów, ale ja nie jestem takim kolesiem, także nie będę się podejmował tej karkołomnej próby. Niemniej jest po prostu tak, że część z nas fizycznie nie widzi tych obiektów, a część z nas je widzi i część z nas je widzi jeszcze w taki sposób, że robi im zdjęcia. Ja akurat nie należę do tych speców, którzy jak spojrzą na obiekt, robią im zdjęcie. Zdarzało się to spontanicznie, przypadkowo w moim życiu i widziałem, miałem kontakt z takim obiektem, ale to tak spontanicznie. Nie miałem żadnych materiałów do rejestrowania tego obrazu ani dźwięku, ani nic przy sobie wtedy. Także dzieją się takie rzeczy. Ja mam taką właśnie ideę za tym wszystkim, jeżeli chodzi o kierunek poszukiwań, co to właściwie jest i z czym mamy do czynienia.
Dosyć prostą, że jest to historia związana z naszymi aminokwasami i one dają nam dostęp do troszeczkę większego zakresu informacji. W tym momencie widzisz pomiędzy wymiarami. Nawet nie tyle, że nie wiem, ile powiedziałbym, że jestem taki bardziej przekonany, że to jest widzenie pomiędzy wymiarami. W tym momencie jesteś w stanie zobaczyć rzeczy, których normalnie nie widać, bo są na przykład schowane. Wyobraź sobie coś w rodzaju naturalnego lustra, które możesz usunąć. Stajesz przed lustrem, na przykład takim w łazience. Pomyślisz sobie przez chwilę i widzisz przez lustro ścianę, do której jest lustro przyczepione. O taką umiejętność mi chodzi, bo te nasze aminokwasy w pewnych sytuacjach potrafią przysłowiowo przejść sobie niczym rentgen przez przysłowiowe lustro i nie widzimy w tym momencie siebie w tej łazience, tylko widzimy ścianę, do której jest przyklejone lustro. Podobnie wygląda z przypadkami widzenia właśnie niektórych obiektów. I podobnie też, taka jest moja koncepcja, wygląda z bardzo ciekawą sprawą, która często jest znana pod nazwą Szambala Tajemnicze królestwo.
Z tym królestwem to jest w ogóle zamieszana historia. Popularna tak zwana popkultura nazywa to z reguły zawsze Szambala, że jest tajemnicze królestwo gdzieś tam w Tybecie. Gdzieś tam są konkretne wejścia od strony jakichś jeziorek i tak dalej, i ktoś tam prawie że był. Są bardzo dziwne relacje ludzi, którzy lądowali na bardzo dziwnych spotkaniach, w dziwnych jaskiniach z dziwnymi istotami i takich dosyć wiarygodnych ludzi. Do tych wiarygodnych ludzi, czy wiarygodnych, czy nie, to już zostawiam tobie, należy chociażby dżentelmen, który jako jedyny na świecie dokonał transplantacji oczu. I to zadziałało i działa do dzisiaj. Dziewczyna żyje i widzi tymi oczami. Nie najlepiej, ale widzi i może normalnie funkcjonować. To jest pan chirurg z Rosji, którego imienia w tym momencie i nazwiska nie pamiętam, który jest największym specjalistą od operacji chirurgicznych oczu na świecie. Jako jedyny dokonał udanej transplantacji.
Wszyscy inni nawet nie próbowali się tego podejmować, ale jest ignorowany właśnie dlatego, że nie dość, że zmontował jakąś dziwną metodę na robienie jakiejś cudownej wody, którą leczy wzrok w swojej klinice w Moskwie. I faktycznie ma na ten temat badania kliniczne. I nie jest to na zasadzie dowcipu i jakiejś tam opowieści nie wiadomo skąd, tylko facet jest normalnie panem profesorem, który wykłada. Jest normalnie rzeźnikiem, chirurgiem, który tnie po tych oczach, ma normalną prywatną klinikę, do której wałę ludzie z całego świata i ma własny research na ten temat, który sprawdza w wielu innych uniwersytetach. To jest taka naukowa stuprocentowo sprawa. Nie słychać o tym wszędzie na świecie, bo wiadomo, Rosja jest daleko, Moskwa nie jest wcale tak blisko. To gdzieś tam, gdzie białe niedźwiedzie biegają po ulicach zimą. Daleko w każdym razie. Ale taki dżentelmen jest i on się wybrał kiedyś na poszukiwanie właśnie takiego tajemniczego królestwa o nazwie Szambala, że to jest królestwo jak kraina Kaszy, bo to jest dokładnie taka sama druga nazwa. Dokładnie to samo.
Właściwie chodzi o tajemnicze królestwo, zaginione dobre królestwo, w którym wszystko dzieje się dobrze, wszystko jest idealnie, wszystko jest super. Rządzą niesamowite moce. Ty się leczysz, latasz w kosmos. Jest po prostu wszystko, człowieku. Jest wszystko. Jest świat, rozumiesz? I to tajemnicze królestwo. Widzisz, katolicy przekuli to na raj, że jest coś takiego, ale dopiero po twojej śmierci. To też jest taka ciekawostka, bo nie możesz ich złapać za rękę i powiedzieć: „Kłamiesz, kłamiesz”. Właściwie poniekąd mają rację, bo kiedy fizycznie odklejamy się od naszej formy fizycznej, to przechodzimy na inną formę aminokwasów.
Właśnie ten numer z DNA i RNA, który odkryto teraz, jest taki bardzo kontrowersyjny dla nauki, bo się okazuje, że tam jest tak zwana pustka. Nie ma nic i właściwie do innego wymiaru przechodzi to nic. Rozumiesz? Nie musimy zabierać ze sobą komórki, nie musimy zabierać ze sobą molekuły fizycznie. Nic nie zabieramy ze sobą, po prostu jesteśmy. I to nie jest kwestia naszego kodu DNA ani nic z tych rzeczy. Się okazało, że kod DNA to tylko zdolności adaptacyjne, które dziedziczymy po przodkach z największą intensywnością do trzech pokoleń do tyłu. Właśnie takie ciekawostki. I nie ma tu zbyt wiele wiary. Jest za to kawał nauki.
No i ta Szambala, czyli ten raj. To normalne, że jak ktoś cię spali żywcem, czyli obedrze cię ze skóry, z twojej fizycznej postaci, to uwolni twoje aminokwasy. Może niekoniecznie w taki sposób, w jaki powinien i jaki tobie się podoba, ale tak już bywa. Czasami bywało w historii. Szczególnie ci, którzy właśnie mówili o tym raju, to się odwożono ich zawsze w ten sposób do raju. Pan ich oceni. A to anegdota. Żaden papież tego nie powiedział, ale to inna sprawa. Kiedyś o tym mówiłem. Albo i nie.
Anyway, zostawmy te stosy. Wróćmy do tego konceptu. Koncept raju, który zawsze jest dostępny dla każdego z nas. I to jest Szambala. To jest to miejsce. Tylko że widzisz, w niektórych kultach na świecie demonologicznych, takich jak katolicko-chrześcijańskie, judaistyczno-muzułmańskie, monoteistyczne, dziwne wymyślanki, mają to opisane jako tajemnicza kraina, do której trafiamy po śmierci, co jest prawdą, ponieważ coś w nas musi umrzeć, żeby się zmieniły aminokwasy. Coś się zmienia w momencie, kiedy dziecko przychodzi na świat. Umiera jego, można powiedzieć, kondycja, w której funkcjonuje w brzuchu mamy, czyli woda. Zupełnie inne warunki. To też nie jest zwykła woda.
To też jest taki całkiem ciekawy materiał, że tak powiem, do badań. Jakby ktoś chciał robić badania naukowe, to ja podrzucam tematy tutaj do badań naukowych, takich przyszłościowych. Jakie są właściwości wody, wód płodowych, takie od strony chociażby nawet elektrostatyki, ciągliwości wody, pN junction w tej wodzie. Jak się zachowuje w różnych sytuacjach, jakie jest promieniowanie. Mogłoby być ciekawe, jakby się to sprawdziło. Mogłoby się okazać, że to nie do końca jest woda. No właśnie, inne zupełnie środowisko. I w tym momencie człowiek wyskakuje do tego świata. Zmieniają się absolutnie aminokwasy. Jest kilka żyjątek, które żyją sobie przez pół życia w wodzie i jest moment, kiedy wychodzą na ląd.
I w tym momencie lancelot tak się chyba nazywa to żyjątko. I on sobie żyje w wodzie. Jeżeli wyjdzie z wody na ląd, to zmienia się, po prostu fizycznie się zmienia. Wyrastają mu łapki, wyrasta mu chyba inny ogonek, coś w tym stylu. I już nie wraca nigdy do wody. Zostaje na swojej oryginalnej kompozycji aminokwasów na lądzie. Niektóre zwierzaki potrafią ponoć wrócić i z powrotem. Potrafią tak zmieniać swoje aminokwasy. Na przykład taki kameleon potrafi zmienić pigment swojej skóry. Oczywiście jest próba znalezienia mechanizmu chemicznego, ale nikomu się nie udało, bo gdyby komukolwiek się udało znaleźć jakikolwiek mechanizm chemiczny, biochemiczny, który stoi za umiejętnościami kameleona, to w tym momencie wszystkie firmy, które produkują farby, sprzedawałyby nam farbę Która dosłownie na pilota robi nam taki kolor, jaki chcemy.
Rozumiesz? Pan natomiast nikt nie wie, jak to zrobić. Gdyby to istniało, człowieku, wojsko już dawno by używało tej technologii, żeby sobie zmieniać kolory na takie, jakie są w okolicy. Rozumiesz? Ale nikt nie zna tego mechanizmu. I to jest kwestia aminokwasów. To jest jedna rzecz, którą wiadomo na 100%, że jest to związane z aminokwasami. Wszyscy biolodzy i tacy molekularni biolodzy dlatego mają świetlaną przyszłość, ponieważ wiadomo, że tam jest ta, przynajmniej w oficjalnej nauce, że tam jest ta informacja, ta bramka, która odbiera i bramka, która nadaje. I żeby było zabawniej, wszystko się dzieje w czasie rzeczywistym, czyli nie ma poślizgu w czasie. Nie ma, że linia jest zajęta, nie ma, że telegraf jest przegrzany i trzeba poczekać 15 minut.
Nie ma, że listonosz jeszcze nie doszedł. Nic z tych rzeczy. Wszystko dzieje się automatycznie, spontanicznie, natychmiast. I ta historia z Szambalą, z tą tajemniczą krainą, Aghartą, jakkolwiek by to nazwać. Podziemne krainy najczęściej występują w mitach i legendach ludowych, podaniach, religiach, teologiach właśnie pod takim hasłem. Ta tajemnicza kraina, ciekawa, do której wchodzisz przez podziemia. Nawet w historii, ale to może zostawię. Indianie Majowie, legenda na Jukatanie. Dwóch braci wchodzi do podziemnej krainy i muszą przejść cały szereg trudności, ryzykując cały czas życie. Zostają pożarci, zniszczeni, zmieleni na pył i nic po nich nie zostaje.
I kiedy przejdą, dochodzą do nagrody, gdzie mogą uwolnić swoją rodzinę, wszystkich braci, cały świat i tak dalej. W większości mitów jest to najzwyczajniej przejście do raju, do bram raju. Po drugiej stronie jest już naprawdę tylko relaks. Zresztą nie musimy szukać specjalnie daleko. Wystarczy spojrzeć na greckie mity. Gdzie bogowie siedzieli? Gdzie bogowie? Na Olimpie sobie siedzieli i tam była taka impreza, że właściwie nigdy się nie kończyła. W Egipcie, na temat Egiptu mamy dużo bardzo sprzecznych relacji. Jest oczywiście jak zwykle gigantyczna ilość ludzi, którzy twierdzą, że właśnie w poprzednim wcieleniu byli Kleopatrą i że wiedzą kto i jak wybudował piramidy, tylko właśnie zapomnieli i nie są w stanie tego przekazać dalej.
Ale pamiętali jeszcze wczoraj, jak byli w transie, ale już nie pamiętają. Z tym zawsze jest problem, żeby to przekazać dalej. W każdym razie tam jest dużo różnych ciekawych koncepcji. Wiemy, że to, co jest najstarsze, jest niewytłumaczalne. Wiemy, że ta technologia jest tajemnicza i to też jest może historia oparta na aminokwasach. I don't know. Nie ma żadnych kółek zębatych. Jak na razie wygląda na to, że wszyscy się ścigają dokładnie z tym samym, że jest informacja, której się nie da opatentować. I to też jest taki troszkę mankament współczesnego czasu i współczesnych korporacji, że z tymi badaniami jest tak, że tak długo, jak jest to na poziomie molekuły, czyli możesz to zbudować jako kawałek czegoś, co możesz opatentować, tak długo jest to okej. Jeżeli to się cofa wcześniej, to nie za bardzo, ale wszystkie te numery dalej działają.
Słynne promocje feromonów. Ludzie kupowali feromony, żeby być lepiej odbierani przez innych i tak dalej. Wszystkie te historie, bo to właśnie na podstawie tych badań. Tylko że numer polega na tym, że produkcja tych wszystkich substancji chemicznie powoduje, że one właśnie nie do końca chcą działać. Wiadomo, że ten sam skład chemiczny w organizmie działa, ale już na zewnątrz organizmu wyprodukowany jako czysty syntetyk ten sam związek chemiczny, bo to nie jest nic innego. To nie jest tak, że to się różni od czegoś, co jest w twoim organizmie. Jest jeszcze zabawniej, bo to, co jest robione często w laboratorium, jest sterylnie czyste. To my tacy czyści nie jesteśmy. Otóż to. I to nie chce działać.
I to jest ten numer z efektem placebo, że jak przebadano ostatnio w kilku korporacjach leki, to się okazuje, że tam 80% apteki to jest tak naprawdę efekt placebo. Gdyby nie reklama i to, że ta pani łapie się za głowę, a po chwili jak zeżre tabletkę, odkłada ręce i mówi: „Aha, kochanie, teraz możemy to zrobić. Czuję się lepiej.” Rozumiesz? To na tej zasadzie to działa, że my to sobie bierzemy do głowy i to bierzemy. Nie dlatego te budżety są największe. Budżety na opakowanie i na reklamę w korporacjach farmaceutycznych są dwa razy wyższe czy trzy razy wyższe niż budżety na badania. I wiem o tym, bo przez krótką chwilę w życiu pracowałem dla tego sektora. Tak mi się zdarzyło zrobić takie zlecenie. Rozumiesz? Pani pani.
I dosłownie w szoku człowiek, że tam najważniejsze jest opakowanie. Że tam badania, jakie badania. Jest patent, tam od 30 lat te same patenty w kółko mielone. Zmienia się tylko nazwę na opakowaniu, zmienia się, coś tam przestawia. Widzisz, bo jak pójdziesz dalej, to już się nie da opatentować, bo pojawiają się moce, o których nie wiadomo, jak działają. Inna sprawa, że próba wyselekcjonowania tych substancji tak niezależnie i zmuszenia naszego organizmu do działania według jakiegoś schematu też nie działa. Wiadomo, że działają tylko sklejone z ludźmi, że jest to ta magiczna moc. Ta magiczna moc jest sklejona z tobą, ze mną, z żywym organizmem i tylko wtedy te aminokwasy działają. I teraz spójrz na tą historię o magicznych krainach Szambali, jak to zwał. Przechodzisz przez krainy podziemia, gdzie możesz wyziomnąć ducha i dokonujesz czegoś takiego jak duchowe oczyszczenie, ponieważ dopadają cię wszelkie możliwe lęki.
Jesteś na krawędzi życia. Twoje emocje i wszystko, co wydawało ci się najbardziej skrajną emocją wcześniej, umiera, ponieważ właśnie wtedy przeżywasz skrajne emocje. I z tej perspektywy, patrząc na swoje własne życie, stwierdzasz: to ja się martwiłem? Bullshit, nie było czym się martwić. Teraz to mam problem. Teraz nie mam problemu. A najwyżej umrę. I dochodzisz do tej granicy, kiedy akceptujesz to, że tu jesteś albo że cię tu nie ma. I to jest moment, kiedy przechodzisz w jakiś magiczny sposób. Ja bym to nazwał śmiercią emocjonalną.
Przechodzisz podczas tej emocjonalnej śmierci ową granicę wymiany swoich aminokwasów, bo wiadomo, że człowiek poddany stresowi bardzo dużemu Wymienia sobie aminokwasy i to można zbadać. To jest badane. Badania się robiło i się dalej robi na uniwersytecie w Hiszpanii, w Portugalii i w Stanach Zjednoczonych. Komunikacja na aminokwasach w naszym mózgu się odbywa w tempie nieprzeciętnym i się okazuje, że odpowiednio pobudzony w odpowiedniej sytuacji właśnie takiej śmierci emocjonalnej, kiedy pojawia się wszystko, co jest najpiękniejsze w naszym życiu i wszystko, co jest największym dramatem. Taki moment kolapsu emocjonalnego, ale jednocześnie uwolnienia od wszystkich lęków, właśnie powoduje potworne przebudowanie siatek neuronowych. I one nie przebudowują się od środka, że coś idzie po drabinie z dołu na górę, tylko nagle koleś pojawia się i na dole drabiny, i na górze drabiny jest wszędzie. Jest na każdym schodku. Po prostu nagle informacja pojawia się wszędzie. Używa jakiegoś niewidocznego pola, którego ani neurolodzy, ani nikt inny nie jest w stanie złapać fizycznie, bo ono fizycznie jako coś nie istnieje. To jest po prostu pustka, człowieku.
Ale jak się okazuje, to nie jest pustka, tylko to jest wszystko. I teraz wyobraź sobie, że przechodzisz przez tą krainę, dokonujesz takiego wstrząsu emocjonalnego sam ze sobą. Umierasz, rodzisz się na nowo niczym feniks z popiołu i kiedy wychodzisz z tej jaskini albo na jej drugim końcu, wchodzisz do zupełnie innej rzeczywistości. Nagle się okazuje, że twoja kombinacja aminokwasów pozwoliła ci otworzyć przejście pomiędzy wymiarami. Przypominasz sobie angielskie bajki dla dzieci o tajemniczych drzwiach w ogrodzie, które się otwiera i jeżeli jesteś dobrym człowiekiem, zrobiłeś coś miłego, dobrego, to nagle te drzwi są widoczne. Znajdujesz kluczyk, otwierasz, przechodzisz i tam jest inny świat. I kiedy wchodzisz do tego innego świata, to w tym normalnym świecie mija tylko minuta, a tam minęły lata. Kiedy wchodzisz do tego świata tutaj z powrotem jesteś w tym samym wieku, z którego tu wyszedłeś, jakby się nic nie stało. I to jest taka ciekawostka związana moim zdaniem z opowieściami o wizytach w tych wszystkich tajemniczych miejscach. To jest ta kombinacja aminokwasów.
Przynajmniej można to w ten sposób spróbować wytłumaczyć. To jest mój koncept, z którym się tutaj ścieram. To jest taka bardzo kompleksowa historia, która pozwala złapać, dlaczego statki kosmiczne, które się pojawiają gdzieś tam na niebie albo w każdym razie niewyjaśnione zjawiska. Czy to są statki kosmiczne, czy to są żywe istoty, kto to wie, co to jest i kiedy. Zobaczymy, się dowiemy albo coś w tym stylu. W każdym bądź razie, że część naszej percepcji jest związana ewidentnie z aminokwasami. Jeżeli spojrzysz na tą planetę, na planetę Ziemia i zobaczysz ten piękny niebieski kolor nieba, to ten niebieski kolor nieba bierze się stąd, że aminokwasy łączą się w molekuły w niebie i to się łączy w wodę, w chmury. Najprościej mówiąc, te kłęby chmur, które latają nad nami, to nic innego jak chmury aminokwasów zbierane z całej tej planety. A pod nami jest taka ciężka substancja, która zawiera bardzo radioaktywne substancje. Poważnie.
To się czyści oczywiście, to nie jest tak bardzo radioaktywne, chociaż jest troszeczkę. Nazywa się ropa. Jeżeli nie wierzysz i masz dostęp do czystej ropy, to sprawdź sobie w jakimś instytucie naukowym promieniowanie tej próbki ropy wydobytej na przykład z głębokiego źródła ropy, właśnie z jakiegoś Iraku, Afganistanu albo gdziekolwiek. Sprawdź sobie. W Afganistanie chyba nie ma wydobycia ropy. Jest coś innego, ale w Iraku jest. I się okazuje, że ropa jest promieniotwórcza, ponieważ właśnie w ropie składują się, zbierają, przesączają przez warstwy ziemi wszystkie te ciężkie pola, wszystkie te ciężkie substancje, które się tam zatrzymują w tym oleju. I ten olej jest niczym innym jak takim reaktorem dla wszystkich tych niewidocznych mocy razem z chmurami. I wiedzą o tym szefowie od pól naftowych doskonale i wiedzą o tym od bardzo dawna. Dlatego też pola naftowe są eksploatowane przez ileś tam lat, do momentu, dopóki nie przestanie solidnie, że tak powiem, cieknąć z tych rur.
Jak przestaje cieknąć i zaczyna kapać z tych rur, to się pole wyłącza, ale się nie wysadza w powietrze instalacji naftowych, tylko się je zostawia. One mogą sobie tam przyrdzewieć i tak dalej, i tak dalej, ale one cały czas są i cały czas coś tam wchodzi, podpala to, przepompuje troszeczkę, włączy, wyłączy maszynę, żeby było cały czas na chodzie i te pola sobie stoją po 30, 40 lat, po 20 lat. Różnie. Zależy od czasu eksploatacji pola, bo ogólnie wszystkim ludziom siedzącym w biznesie naftowym jest ogólnie znany fakt, że ropa nie jest produktem wynikającym z gnicia sobie drzew z epoki jurajskiej albo kredy, albo czegoś tam innego, tylko jest aminokwasem planety Ziemia i produkuje się spontanicznie. W cudzysłowie spontanicznie, bo tak jest skonstruowane to wszystko i produkuje się cały czas. Jeżeli ją wyeksploatujesz w jednym miejscu, to musisz poczekać 20, 30, 40 lat. Zależy od stanu wyeksploatowania, tego, jakie to jest złoże. Niektóre złoża się odnawiają szybciej, niektóre wolniej, w zależności od miejsca na Ziemi. I kiedy je wyeksploatujesz, to go nie zamykasz. Częściowo zamykasz, ale zostawiasz wszystkie te instalacje na chodzie, bo pewnego dnia tam wrócisz i będziesz znowu kasował tłustą kasę za ropę.
Także to jest mechanizm, który stoi za na przykład 30-letnią albo czasami 20-letnią polityką albo i jeszcze dłuższą. Sprzedawanie ludziom ropy, budowania takiego świata, który jest oparty na tym, że nawet ten silnik za 40 lat będzie musiał przepalić jakiegoś diesla, bo ktoś tam ma instalację naftową, wie, że mu się złoże odrodzi. Mu się odradza właśnie teraz cały czas to złoże. Zresztą właśnie historia z Polską bardzo ciekawa, bo pod Polską są takie potężne złoża nafty, ropy. Wyeksploatowane swego czasu przez Łukasiewicza i sobie przeleżały te sto lat, także są doskonale odnowione i są naprawdę spore. Jeżeli ktoś chciałby robić biznes i zatruć wszystkim wodę dookoła w Polsce, wystarczy, że sobie tam wbije łopatę i ropa wypływa. I w kilku miejscach, tam, gdzie Łukasiewicz miał złoża, ropa potrafi sobie wypłynąć. Znaczy nafta, dokładnie, ale to jest inny produkt właśnie, bo taka naturalna nafta to inny produkt, ale to już inna historia. To zostawiamy. W każdym razie są to aminokwasy, bo jeżeli zbadasz sobie, co to jest w tej nafcie, jeżeli pójdziesz tam gdzieś w te knieje, znajdziesz tą naftę, weź ze sobą trochę i zrób analizę chemiczną i zobaczysz co się dzieje i co tam znajdujesz.
Sprawdź promieniowanie tej substancji i zobaczysz jak radioaktywna jest, jakie substancje zawiera. Się okazuje, że zawiera najbardziej cenne, najbardziej rzadkie substancje, jakie mogą występować w Układzie Słonecznym, przynajmniej znane człowiekowi. Unikalne metale, unikalne pierwiastki i tak dalej. To właśnie wszystko jest w ropie, proszę państwa. Oczywiście. I to jest taki troszkę magnes, który wypycha te chmury do góry, a chmury odpychają się, bo są magnesem same w sobie. Aminokwasy na górze, aminokwasy na dole. Rozumiesz? Ciekawa historia. To jest coś, co jest wiadome i znane wszystkim ekspertom w dziedzinie badań biochemicznych aktualnie prowadzonych na wszelkich uniwersytetach na świecie, przynajmniej takich poważnych, gdzie się robi badania, z których później coś wynika, bo w szkołach mogą tego, nie wszędzie, mogą tego jeszcze nie uczyć.
Ale jest ta tajemnicza historia właśnie związana z aminokwasami, że to one ustawiają porządek rzeczy. I widzisz, jeżeli teraz sobie coś zmienisz, bo jeżeli to jest tylko kwestia wymiaru, złoża ropy się odnawiają, chmurki się robią na niebie, tego typu rzeczy. Zmieniają się aminokwasy i człowiek na przykład zdrowieje podczas przechodzenia jakichś ciężkich stanów fizycznych człowiek zmienia swoje kombinacje aminokwasów. Zwierzaki czują nasze kombinacje aminokwasów, jak się okazuje, to też jest ciekawostka. Było dużo badań na temat zapachu mrówek, ponieważ mrówki, była taka koncepcja, ponoć są nieprzeciętnie wrażliwe na zapach, ponoć najbardziej wrażliwe z żyjątka od tej strony na świecie. No i badano je właśnie na feromony, że się podkłada feromon z jednego kopca, gdzieś tam się smaruje i one tam idą, budują drugi kobiec. Takie oszukiwanie mrówek, żeby je przegonić, używając sztucznego feromonu, czyli złapać prawdziwego misia na sztuczny miód. Do pewnego stopnia działało, ale tylko kołowało, że tak powiem, prace mrówek. I był taki eksperyment przeprowadzony przez naukowca w laboratorium. Także ciężko byłoby sprawdzić, czy te feromony w jakikolwiek sposób nie wykończyłyby tej kolonii mrówek w następnych pięciu pokoleniach.
Używanie ich w nadmiarze, ale tak czy siak się okazywało, że mrówki, właśnie ciekawostka, przenoszą sobie informacje, że to nie jest tak, że feromon sobie pachnie, substancję się emituje do powietrza i to wszystko wystarczy. Jakaś mróweczka tam podejdzie, to wymaca i dopiero w połączeniu z aminokwasami zwierzaków, dopiero wtedy następuje eksplozja informacji w całym mrowisku. Ale widzisz, tłumaczyć możesz to na milion sposobów. Myślę, że to jest takie zagadnienie, które w ogóle, jeżeli nauka się odrodzi, jeżeli będzie taka szansa i nauka się odrodzi, stanie się z powrotem nauką, a nie religią, to być może właściwie cała biologia zacznie od tego z chemią i fizyką, że zredukuje się właśnie do jednego działu, który będzie badał zjawiska, które teraz nawet jogini, bramini nazywają wielką pustką. Każą medytować wielką pustkę. A to nie jest pustka. Tam nigdy nie znajdziesz pustki. Tam jest cały uniwersum, cały kosmos, cała wiedza, jak jest wszystko skonstruowane. I być może właśnie, bo to jest moja taka koncepcja na dziś, że to są właśnie aminokwasy i że jeżeli masz odpowiednią kombinację aminokwasów, to jesteś w stanie usiąść na kamyku i przeskoczyć w głowie wizjami. Ty będziesz siedział obok mnie na kamyku, ja będę widział dalej ciebie, to dalej jesteś ty, przysłowiowy Jan Kowalski albo Zdzisława Kowalska.
Cześć Zdzisiu, siedzisz tam na kamyku i pstryknięcie palcami zmienia się twoja kombinacja aminokwasów. Emocjonalnie wystarczy, że pomyślisz inaczej i poprzez twój pot, poprzez twoją skórę manifestuje się twój aminokwas, bo tak się to dzieje. Taki prosty mechanizm. Człowiek jest reaktorem aminokwasów. I nagle przełączasz się o, nie wiem, 12 tysięcy lat do tyłu. Masz coś w rodzaju spontanicznej wizji, jak retrospekcja. Ty jesteś tu na kamyku, w tej rzeczywistości. Tak, tak, pani Zdzisławo, pani tutaj jest z nami, ale pani właściwie tu nie ma, bo pani ogląda coś, co się działo 12 tysięcy lat temu w tym miejscu. I wszystko jest okej. To nie jest tak, że ktoś ściemnia, ktoś kłamie, ktoś coś wymyśla, bo to wcale nie musi tak być.
To, że nie potrafimy czasami opowiedzieć różnych sytuacji, to jest jedna sprawa. To, że czasami, żeby nie wyjść na głupka, dodajemy troszeczkę rzeczy do tych opowieści tak, żeby nie wiem, wydaje nam się, że zniwelujemy jakiś impakt, który by szedł w naszą stronę za to, że opowiadamy takie niejasne historie. Różne rzeczy się dzieją. Czasami po prostu naturalnie dokładamy jakiś kawałek od siebie, który nam się wydaje, że się wydarzył, a się nie wydarzył. Ale ja mówię o czymś, co się dzieje realnie. W tym momencie wysyłamy kogoś albo ktoś sam siebie, albo my sami się wysyłamy. Lepiej my sami, siedząc na tym kamyku gdzieś w inne miejsce. Oczywiście nie jesteśmy tam fizycznie, ale możemy sprawdzić, przeskanować to, co się działo, odwiedzić wszystkie miejsca. Widzimy to w takim dosłownym wymiarze jeszcze bardziej rzeczywiście niż to, co widzimy teraz. Być może, kiedy się odpowiednio skoncentrujemy, wejdziemy w interakcję z tym światem.
Będziemy mogli tam złapać za szklankę, nie wiem, przesunąć kamień albo zrobić coś, ale dopiero wtedy, jak się tam skleimy mocniej. A tak normalnie wyobraź sobie, że po prostu przenosisz się swoją kombinacją aminokwasów. Robisz inne pole dookoła siebie, jakby tworzysz taką kapsułę, którą przez ostatnie chyba 200, 300 lat bardzo często opisywano w języku angielskim jako kapsułę do podróżowania w czasie. Słynne angielskie poczytne opowieści fantastyczne z przełomu epok i francuskie. Wszystkie te tajemnicze podróże, że dżentelmen buduje coś, co jest takie troszeczkę organiczne, troszeczkę mechaniczne i wysyła go w konkretny rok, w konkretne miejsce. I on albo tam jest, w angielskich powieściach on tam jest fizycznie i wraca później tutaj, i to jest część tej przygody. Ale to jest ten sam mechanizm, że my i skrótka dookoła nas, że ta skrótka zmienia właściwości, że wskakujemy w skafander, kosmiczny skafander. I o ile komuś może się wydawać to fantasmagorią albo po prostu bajdurzeniem, to jest jak najbardziej realna sytuacja. I dokładnie tak samo może być w momencie, kiedy komunikujemy się ze światem, który ktoś może nazwać UFO, czyli na przykład tajemnicze zjawiska na niebie. Kiedy się komunikujemy, chociażby sami ze sobą i z polem tej planety, mogą powstawać tajemnicze wzory, które są niczym innym jak reprezentacją pewnej globalnej fali, globalnego kierunku, w którym uczestniczymy.
Czegoś, czego nie rozumiemy tak długo, jak długo nie potrafimy werbalnie skleić się tyloma umysłami w jedną całość. Bo to jest informacja, która właśnie troszkę jak w starym przykładzie, który tutaj opowiadałem lata temu, chyba wszedł do kanonu polskiego internetu, mam nadzieję. Historia pod tytułem „obliczenia statystyczne”. Jest to eksperyment, który możesz sobie zrobić, jeżeli mieszkasz w małej wiosce. To jest to genialny eksperyment, naprawdę rewelacyjny. Eksperyment polega na tym, że bierzesz duży słoik, bierzesz kolorowe piłeczki, małe kolorowe piłeczki, kuleczki szklane najlepiej. I do tego słoika wsypujesz aż po samą szyjkę, do samego pełna wsypujesz tych kolorowych szklanych kuleczek. I numer polega na tym, że wszystkie te osoby, przypuśćmy, że jest to mała wioska, w której mieszka 30 osób i każda z tych 30 osób, czy to babcia, czy to małe dziecko, każdy z uczestników życia tej społeczności ma za zadanie oszacować ilość tych kuleczek w słoiku. Jedyna dopuszczalna metoda pomiaru jest taka, że wysypujesz mu dwie garści albo garść, żeby sobie sprawdził, ile to jest w garści kulek, żeby sobie porównał do słoika i żeby oszacował, ile mniej więcej w słoiku może być kulek. I teraz zbierasz te wszystkie odpowiedzi i numer polega na tym, że każda indywidualna odpowiedź jest pomyłką.
Dosłownie każda. Nikt nie jest w stanie fizycznie oszacować ilości kulek w słoiku. Nie ma takiej możliwości. Nikomu się to na świecie jeszcze nie udało. Ale kiedy zsumujesz i wyliczysz średnią ze wszystkich wyników tej całej społeczności, to nagle się okazuje, że masz bardzo dobre trafienie. W zależności od tego, jak dużo sumujesz, masz idealne trafienie na ilość kulek w słoiku. Nie wiem, czy aż tak idealne, ale sprawdź to. Sprawdź. Taki eksperyment. Się okazuje, że w całości, jeżeli jest nas ileś tam, to w tym momencie możemy zrozumieć przekaz.
A takie siedzenie pod tytułem ja żyję po swojemu, tutaj badam te zjawiska, jestem hermetycznym badaczem i tak dalej, porównuję wzorki do jakichś historycznych rzeczy z przeszłości i tak dalej, do jakichś egipskich piramid. Wszystko to może się okazać kompletną bzdurą, takim zwyczajnym attachmentem, który się robi tylko dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy, jak daleko i głęboko sięga i jak jest zaawansowany ten proces naszej własnej komunikacji z tą planetą. Może tak być. Może tak. Da się. No właśnie. Da się. Da się, bo wiem, że się da. I to jest kształtowane przez aminokwasy. Może tak być, proszę pana i proszę pani.
Tylko że z tej perspektywy, jeżeli patrzymy na to jednostkowo, nikt z nas nie jest w stanie absolutnie nic na ten temat powiedzieć i żadna analiza nie ma absolutnie żadnego sensu. Chyba że dosłownie wszyscy ludzie na świecie będą w takiej samej kondycji, w tym samym stanie, ale nie na zasadzie, że pomyślą o młotek i wszyscy myślą o młotku przez pięć sekund na świecie. Jest taka globalna akcja, wszystkie telewizje na świecie, satelitarne radia, gazety, rządy, wojsko, policja na ulicach, pielęgniarki, pielęgniarze, funkcjonariusze straży pożarnej, harcerze. Wszyscy na 30 sekund myślimy „młotek”. To nie działa na tej zasadzie. To działa na zasadzie emocjonalnej. Dopóki jesteśmy zaburzeni emocjonalnie, coś nie gra z naszą interakcją z drugą żywą istotą. Chcemy ją zatłuc czymkolwiek, co mielibyśmy pod ręką. Do tego momentu informacja, która jest w tym obrazku, jest dla nas zagadką i zawsze będzie. I nie ma szans, żebyśmy ją rozwiązali.
Tak samo jak biorąc garść tych kulek i szacując, ile może być wszystkiego razem w słoiku. Nie mamy absolutnie żadnych szans. Możemy metodą prób i błędów sprawdzać przez całe życie. Ale wiesz co? Komu chce się liczyć te wszystkie kulki w słoiku? No właśnie. I co ci to da? Ile lat to zajmie? I to tylko kulki w słoiku. A co dopiero z kręgami w zbożu.
Z kulkami masz prosty wynik. Matematyka. Podajesz jeden cyferek. A co oznacza wzorek, który jest geometrycznym wzorem, który coś pokazuje? Pokazuje nas samych w momencie transformacji. I don't know. Łatwo powiedzieć, ale kto to wie? Ja tam nie wiem. To ja może puszczę muzyczkę, a ty pomyśl troszkę nad tym, bo ja dzisiaj tak wakacyjny temat. Wiesz, szybuczenie się po łąkach.
Tajemnicze wzorki w zbożu. Tajemnicza kraina, do której trafiasz, kiedy tylko pomedytujesz przez miesiąc gdzieś w jakiejś jaskini w Tybecie. Wychodzisz i nagle mnich, który widzi, czy ty się nadajesz, czy nie, prowadzi cię w odpowiednie miejsce i tam przekraczasz bramę i wkraczasz do miejsca, gdzie siedzą istoty, które wyglądają jak ludzie, ale mają po trzy, dwa metry wzrostu. Wielkie, potężne. Siedzą i medytują, i nic nie mówią, ale rozmawiają z tobą w twojej głowie. Rozmawiacie tak telepatycznie, myślami. I nagle możesz się przenosić w dowolne miejsce. Masz dostęp do każdej informacji kosmosu, każdej informacji świata i to oko patrzy na ciebie z każdej strony. I ty jesteś tym okiem, jak się okazuje. Ciekawe.
To ja włączę może muzyczkę. Czas najwyższy. No właśnie. Jak sobie siedzą gentlemani. I słuchajcie, gentlemani, właśnie moim zdaniem zmieniają kombinację swoich własnych aminokwasów. Stąd ta dieta. Dlatego w Tybecie się raczej nie jada mięsa. Raczej niespecjalnie i wiele innych rzeczy się nie jada, a objada się specjalnie, ćwiczy się specjalnie, żyje się inaczej, myśli się inaczej. Emocjonalnie stwarza się przestrzeń, gdzie dobra emocja wibruje, cokolwiek to oznacza. Czyli że wszystkie rzeczy, które robimy w swoim własnym życiu, są determinowane dobrą emocją, nie werbalnym pomyśleniem w sensie „myślę dobrze”, tylko muszę poczuć się dobrze z tym wszystkim.
W ogóle ta tradycja została na Wschodzie dosyć mocno. Jeżeli byłeś kiedyś na Wschodzie albo robiłeś interesy z ludźmi Wschodu z jakiegokolwiek wschodniego kraju, a szczególnie gdzieś właśnie czy to Japonia, czy Korea, czy Wietnam, czy Chiny, gdziekolwiek, Tajlandia, którykolwiek z tych krajów. Tam jest taka zasada, że jak coś nie idzie, to po prostu się odkłada biznes, bo znaczy, że jakieś warunki nie sprzyjają. To jest tak istotne, żeby wszystko sprzyjało. Musi się ciągnąć jak... Przepraszam bardzo, ja tu robię hałas. Sprzątam sobie troszkę na biurku, bo opowiadam letnie historie raz w tle, a ja tu jeszcze sprzątam i robię hałasy. I bardzo dobrze. Ktoś musi robić porządki i robić hałasy. Właśnie.
Ci panowie też mają tą historię związaną z aminokwasami. Nikt nie nazywa tego dosłownie aminokwasami tam, ale jest bardzo mocne parcie i ciśnienie na to, żebyś żył w konkretny sposób i żem ja żył w konkretny sposób. I to jest potencjalnie, bo nikt ci tego nie obiecuje, potencjalnie furtką, bramą do tego, żeby złapać ten starożytny wymiar. I o tym starożytnym wymiarze, o tym pełnym wymiarze, w którym żyje człowiek, mówiłem kiedyś. Ponieważ jak przekopiesz się przez annały historii, wieki, stulecia, a nawet tysiąclecia I cofniesz się do czasów prawdziwego Egiptu, który nie nazywał się właśnie Egipt. To też jest inna sprawa. Nie było takiej nazwy Egipt. Właściwie nikt do końca nie wie, jak się nazywało. No właśnie. Kamet?
Kemen? Właściwie nikt do końca nie wie. Znamy tylko te ostatnio odkodowane zapisy, ale to może zostawię. Nie wiemy, jak ono na imię było. Nie znamy człowieka zupełnie, ale wiemy, że ten człowiek pozostawił po sobie kilka ciekawych budynków i widać na nich różne ciekawe wzorki, które na żywo można sobie interpretować jako aminokwasy, jako poruszanie się w troszkę inny sposób, jako inna kraina, po prostu inna kraina, w której ludzie mają głowy koni, a konie mają głowy ludzi. Rozumiesz? I w drugą stronę, i w drugą stronę, i w drugą stronę. Dowolne kombinacje. To samo jest u Sumerów. Taki tajemniczy kraj, w którym dzieją się rzeczy, które normalnie są fizycznie niemożliwe, przynajmniej z punktu widzenia współczesnego człowieka.
Jest jakiś bajkowy, niesamowity świat, gdzie istoty latają na niebie, gdzie dzieje się tyle, że głowa mała. I wszyscy o tym wiedzą, bo te zdjęcia tych wszystkich wykopalisk archeologicznych, nawet jeżeli ktoś tam nie był, a szczególnie często tych kolesi, oni zostają bardzo często wielkimi poszukiwaczami prawdy i posługują się tymi zdjęciami. Dlatego w internecie jest tego masa. Ludzie szukają, znajdują, wymyślają nieprzeciętne kosmiczne teorie, próbują znaleźć rury od silnika odrzutowego gdzieś na jakiejś steli wykopanej gdzieś w środku Meksyku i tak dalej, bo wydaje im się, że widzą tam rakietę. A może to nie o rakietę chodzi? Może prawda jest zbyt banalna, zbyt brutalna i jest związana zbyt bezpośrednio z nami i nie ma już takiej napinki, że wyskoczy ci tutaj zmiennokształtny, rozumiesz? Albo nie wiadomo, co ci wyskoczy. Tu już wiadomo, o co chodzi. Wiadomo, że jest inny wymiar. Bo to nie jest kwestia tego, co jest w tym innym wymiarze.
Wiadomo, że tam jest po prostu wszystko. Wszystko to, czego nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić. To wszystko tam jest, jak najbardziej. Jest wszystko. Mówiłem. Wszystko. I jest przejście do tego wymiaru. Clou programu zastanawiania się, co ja tam spotkam za rogiem, bo wiadomo, że spotkam wszystko, wszelkie możliwe istoty. Tylko pytanie jest, jak dotrzeć za ten róg i czy da się dotrzeć za ten róg. Jest stara legenda, która oczywiście mówi, że cała historia naszej cywilizacji, to jak my jako żywe istoty pojawiamy się na tej planecie, żyjemy, mieszkamy i tak dalej, jest związane z tym cyklem dorastania, tak można to nazwać.
I nie dorastamy samopas, wygonieni na pastwisko i, że tak powiem, sami musimy znaleźć konserwę turystyczną, zbudować sobie szałas i rozpalić ognisko. Nic z tych rzeczy. Okazuje się, że wszystko jest sklejone z takim kosmicznym kalendarzem i są momenty, można powiedzieć, wykwitu cywilizacji. I oczywiście wieszczę, że to jest właśnie ten moment. Tak pokazują według mnie wszystkie znaki na niebie i ziemi. Indianie też spuentowali w swoich tajemniczych... Nie Indianie. Ci, którzy mieszkali w tych wszystkich tajemniczych budowlach przed Indianami i je właściwie wybudowali. Wszystkie te piramidy w Meksyku i nie tylko pokazują nam bardzo specyficzne miejsca na niebie, które jest widoczne w konkretnym momencie czasu i przestrzeni. I to jest właśnie ten moment.
Teraz mamy właśnie takie nieba, takie pogody, przejścia planet na naszym niebie, o którym była mowa właśnie na tych tajemniczych stellach. Oczywiście nikt nie wie do końca, o czym są te wszystkie legendy. Tam zawsze jest niebotyczna, niesamowita kraina, do której się trafia, kiedy jest się prawym człowiekiem, kiedy w ogóle wszyscy są prawi. I teraz wyobraź sobie, że pole Ziemi się zmienia i wszyscy ustawiamy troszkę inaczej, zaczynamy produkować inne aminokwasy i nagle coś się dzieje. Zobacz, jak jest, kiedy wstawisz na przykład chore drzewo do zdrowego lasu. Zmieniają się nawet aminokwasy roślin i przekazują sobie informacje. Takie rzeczy się dzieją. Jest takie słynne badanie, które cały czas trwa, bo tam jest uniwersytet w Waszyngtonie, który nad tym sprawuje pieczę. Są potężne lasy w stanie Waszyngton w Ameryce i tam jest badane to wszystko. Ściółka leśna, grzyby są badane, grzybnia szczególnie, bo ona rośnie na potężnych połaciach przestrzeni i zachowanie lasu względem tej grzybni też jest badane i wszystko jest analizowane, gdzie się spotyka i tak dalej.
I się okazuje, że właśnie aminokwasy. Zwierzaki roznoszą te aminokwasy po lesie w postaci kurierów. Sprawy się zmieniają dzięki temu. No właśnie. I to jest ta tajemnicza moc, można powiedzieć, o której Marie Curie-Skłodowska marzyła, że pewnego dnia odgadnie, że jest jakaś zwierzęca, animalistyczna siła, która popycha ludzi. Tej samej siły Goethe szukał, tej samej siły Rudolf Steiner szukał. Właściwie wszyscy szukali zawsze tego samego. To samo przecież następca, można powiedzieć, Rudolfa Steinera i Rudolfa Hauschki, czyli Wilhelm Reich, który poznał swój orgon. Orgon i jeszcze raz orgon. Budował te kapsuły i wiedział tylko połowę.
Drugiej połowy ponoć nie wiedział. Chociaż jest tajemniczy nagranek, który wskazuje na to, że chyba zrozumiał, jak potężną rolę odgrywają aminokwasy. Takie jest moje spostrzeżenie, że właśnie tego dotyczyło jego odkrycie, bo jest to w sumie od strony naukowej bardzo prosta konkluzja i na tyle prosta, że potrafi powalić. Szczególnie w sytuacji, kiedy naukowo uwarunkowałeś funkcjonowanie organizmu na jakichś kółek zębatych. Nagle się okazuje, że jest pole, które powoduje, że pojawiają się po prostu aminokwasy i powstaje żywy organizm, który może się rekonstruować, że w ten sposób możesz zmieniać też właściwości rekonstrukcji organizmu każdego żywego. I to chyba miał na myśli Wilhelm Reich. Nie wiem. To jest moja radosna spekulacja. Po wielokrotnym przesłuchaniu, użyciu tej ostatniej taśmy, którą po sobie zostawił, wyszedł sam do laboratorium. Wszedł sam, poprosił wszystkich, żeby wyszli, zostawili go na godzinę samego.
Wszystkich, łącznie z córką i tak dalej. Poprosił wszystkich o wyjście z salonu, żeby sobie zrobili przerwę, po czym włączył magnetofon, zamknął się w garderobie tego salonu, żeby nikt tego nie słyszał. Zamknął się i zaczął nagrywać krótki spis, krótką mowę, przemówienie do mikrofonu na temat, że odkrył coś, co jest tak szokujące, że jest po prostu powalony na ziemię, mówiąc bardzo kolokwialnie, i że chyba jest jedynym człowiekiem na świecie, który jest to w stanie zrozumieć i zaakceptować to, że to właśnie tak jest i że to jest chyba klucz do wszystkiego. I tak dalej. Polecam sobie to obejrzeć. Jest to niesamowita, też bardzo smutna refleksja Wilhelma Reicha, bo wiedział już wtedy, że jest uwalony. Wiedział, że sprawy kręcą się w niewłaściwym kierunku. Wiedział, że jest na tropie czegoś bardzo wielkiego, czegoś, co jest właściwie chyba główną mocą stojącą za siłami sprawczymi życia, szukaną już tak namiętnie od czasów jeszcze grubo przed Goethe, ale wiedział, że może nie zdążyć i dlatego to nagrał. Aczkolwiek co miał, nie wiemy. A może nic nie miał.
Nie sądzę, żeby był pokerzystą. Myślę, że coś odgadł. Nie w całości, ale nie zdążył już tego zbadać. My teraz już wiemy. Minęło trochę lat, trochę badań, trochę ludzi się pojawiło. Kilka drobnych rewolucji w nauce też miało miejsce po drodze. Także wiemy już na 100%, że to coś jest schowane za aminokwasami. Wiemy też, co jest schowane za aminokwasami, ale ja może to zostawię, bo to w ogóle nie jest taka naukowa audycja. Ja też nie chcę być taki naukowy specjalnie w ten sobotni wieczór, bo nie chcę. Bo nie.
Ale wracając do mojej koncepcji, jest stosunkowo prosta. To, jak się czujesz, to, jak ja się czuję, powoduje, że dzięki temu możemy wybrać się na dowolną wyprawę w dowolne miejsce, niekoniecznie zabierając ze sobą ciało. Chociaż widzisz, i tu jest ciekawostka. Legendy z ostatnich czasów. Wspomniałem oczywiście o opowieści o Szambali, o UFO i tak dalej, ale ta koncepcja aminokwasów skleja nie tylko jeszcze brakowe kawałki DNA, ale skleja jeszcze kilka innych postaci w całości. Postać dżentelmena, który się pojawiał w Europie swego czasu, o którym była mowa, że... No właśnie, Saint-Germain. O tym dżentelmenie tu mowa, że dżentelmen się pojawiał i że był obdarzony nieprzeciętną wiedzą, że potrafił się pojawić i zniknąć. Wiadomo, że postać była. Jest to udokumentowane.
Zostawił po sobie kawałki listów. Został po nim pukiel jego włosów, który zresztą posłużył do analizy i sprawdzenia, kim był, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie był spokrewniony z głowami koronowanymi, ponieważ on sam twierdził, a był rok 1700 któryś tam. Może zacznę od początku historię. Słuchaj. Nagle w pewnym momencie w Europie pojawia się dżentelmen, który jest doskonale wykształcony, doskonale wyedukowany, zna się praktycznie na wszystkim i z każdym się dogaduje. I na wszystko ma. Jest doskonale ubrany. Nie jest nędzarzem, wieśniakiem w poszarpanych łachach. Nagle pojawia się nie wiadomo skąd dżentelmen z olejem w głowie i dobrze wyglądający. Wiadomo, że nie jest prostym chłopem, tylko szlachcicem.
No i trafia szybko na dwór, gdzie rozwiązuje jedną zagadkę, drugą zagadkę, pomaga komuś tam. Staje się takim zdolnym człowiekiem. Jego porady przynoszą same sukcesy tym, którzy z nich korzystają. Prowadzi bardzo ciekawe rozmowy ze wszystkimi ważnymi ludźmi swojej epoki, brylując na dworach europejskich, niekoniecznie będąc gwiazdorem, chociaż jest poniekąd gwiazdą, nie da się ukryć. Nie ma zbyt wiele zapisków i informacji, o czym oni rozmawiali, bo wtedy nie było takiej mody na robienie sobie podcastów czy mikrofonów, tego typu rzeczy, telefony przenośne, komórkowe, nagrywanie, selfie. Nie było takich czasów, ale wiemy z zapisków i pamiętników, że facet był tak kuty na cztery nogi, że był w stanie rozwiązać praktycznie każdy problem, z którym ktokolwiek do niego przychodził. Rozwiązywał problemy księstw, królestw i nie tylko. Zresztą na końcu wylądował jako jakiś szlachcic u jakiegoś księcia, gdzieś coś tam robił. Coś tam u niego fabrykę... Barwiarnię, czyli barwił materiały, len i tak dalej.
Wynalazł jakąś niesamowitą metodę barwienia materiałów i te barwy nie schodziły. Wiedział, jak sobie poradzić z taką chemią. I kilka innych drobnych wynalazków, które uczyniły go człowiekiem zamożnym. Aczkolwiek nigdy nie miał pieniędzy, nie kolekcjonował pieniędzy, nie miał konta w banku. Mieszkał u swoich przyjaciół, czyli u wspólników, w tym przypadku księcia, z którym razem robił ten interes. I jak się okazało, pewnego dnia znikł. Po prostu znikł. Znaleziono tylko ubranie. Znaleziono pieniądze, jakiś tam szyling, dosłownie drobiazg. Żadnych zapisków, żadnych notatek, żadnego telefonu, żadnych numerów telefonu, wizytówek, żadnej papierośnicy.
Nic nie znaleziono. Praktycznie koleś się pojawił i zniknął. I to taki koleś, można powiedzieć successful living, który miał nieprzeciętny sukces. Mógł robić wszystko, cokolwiek chciał i zajmował się akurat tym, czym się chciał zajmować. Po prostu się pojawił i znał odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania i twierdził, że jest potomkiem króla Rumunii czy Węgier. Historia już prawie chyba z Draculą sięgająca do tyłu, z księciem Draculą. Ale właśnie numer polegał na tym, że jego opowieści były troszeczkę niestworzone nawet jak na ówczesne czasy, ponieważ powoływał się na to, że urodził się 200-300 lat przed momentem, który wtedy istniał, czyli cofając do tyłu kolejne 200 lat. Czyli urodził się 500 lat temu, żeby się pojawić na świecie na przykład 300 lat temu. Czyli koleś sobie skacze w czasie pomiędzy 200, 300 lat, jakoś tak, i się pojawia w różnych miejscach. Pogada z tobą, przedstawi się Saint-Germain i zniknie.
Pojawia się i znika. Opowieści o takich postaciach. Bardzo ciekawe historie. W ogóle też historie z górnikami, którzy mają swojego ducha podziemnego, bo jak schodzą pracować w kopalni, to oczywiście jest duch. Duch kopalni, który sobie tam mieszka i kiedy schodzisz na dół, zmienia się twoja kombinacja aminokwasów. Jest niebezpiecznie, jest metan, jest coś tam i nagle pojawia ci się skrzat, który mówi: „A idź no stąd, idź no stąd, bo zaraz się tunel zawali”. Są takie relacje. Człowiek się do tego nie przyzna. On sobie: „Krasnal powiedział mi, żebym stamtąd spieprzał i parę sekund później tunel się zawalił za mną”. Czasami powie, czasami nie, czasami nawet żonie nie powie, że tak poczuł, tak zobaczył.
Zmienia się kombinacja aminokwasów, zmienia się bramka i widać troszeczkę inną rzeczywistość. Zresztą naturalna medycyna nie robi nic więcej. To, co robią szamani i ci szamani na Syberii, i ci szamani w Ameryce Południowej i nie tylko, i w Afryce, i w wielu innych miejscach na świecie, w Azji też i Australii, to robią dokładnie ten sam numer. Wysyłają nasze emocje na niechybną śmierć. Swoje własne też. Po to, żeby zmienić kombinację aminokwasów, żeby przelatując przez tą bramkę, robiąc takie kółko w sobie i z powrotem, zobaczyć coś, czego normalny człowiek o normalnych aminokwasach, na przykład przypuśćmy sklejonych mocno z jego rzeczywistością, nie zobaczy. Jest wiele ciekawych historii, bardzo wiele na temat, co niektórzy widzą, a inni nie widzą. Chociaż się dzieje. Są takie eksperymenty robione z kamerą. Mówi się o tym, że to jest ludzka uwaga, ale właśnie czy ludzka uwaga?
Nie do końca, bo receptory w mózgu cały czas pracują. Nie jesteś w stanie wskazać na to jako takiego wniosku ludzkiej uwagi. Jest wiele ciekawych rzeczy, chociażby słynna historia właśnie z pamiętników jezuitów ze zdobywania Mezoameryki, że ludzie stojący na plaży nie wierzyli, że to są statki te, które płyną. Myśleli, że to chmury. Szamani mówili, że to statki, a oni mówili, że to chmury na horyzoncie. Dopiero jak Hiszpanie zaparkowali w porcie, okazało się, że faktycznie były to statki. Ups. Ale kwestia widzenia, kwestia niechęci widzenia albo chęci widzenia. Ta dziwna struktura, która zmienia stan naszej percepcji. Inne miejsca na świecie, wyobraź sobie, w których nagle stajesz i czujesz się inaczej.
Domy, w których straszy. Może to wszystko to jest tylko i wyłącznie nasza percepcja. To my się zmieniamy jako układ dynamiczny. Wiesz, bo wszystkie takie standardowe próby wyjaśnienia tych wszystkich zagadek, które ja tu sobie tak powoli przywołuję i właściwie żadnej nie rozwiązuję do końca, łącznie z pojawianiem się i znikaniem Saint-Germain, który ponoć się też pojawił Marii Curie-Skłodowskiej i powiedział jej, jak coś tam robić albo jakoś tak, jakąś mądrą rozmowę ponoć mieli. I wielu innym ponoć się pojawiał. Mnie się nigdy nie pojawił. Taka jest prawda, niestety. Ale może kiedyś. Saint-Germain, przybywaj. Słuchaj, siedzę tutaj, jakby co, to się pojawiaj.
Wpadaj na rozmowę. Anyway, nigdy się nie pojawił. Może kiedyś to będzie. Jest masa różnych ciekawych rzeczy, które normalnie z pozoru nie mają żadnego wspólnego mianownika. Absolutnie. I to jest UFO. To są postacie, które wędrują poprzez czas, dookoła których narosły już legendy. To są krainy, które w ogóle istnieją już gdzieś w jakichś baśniowych wymiarach. To są rzeczy, które są widziane i nie są widziane, chociaż dzieją się dokładnie w tym samym momencie. To jest cała ta tajemnicza historia posklejana z miliona różnych opowieści, w której wydaje się nie ma nigdy wspólnego mianownika, bo każda z tych historii dotyka czegoś zupełnie innego.
Ale właśnie nie do końca, bo na samym dnie tego wiaderka, kiedy już wszystko to wyparuje, się wyklaruje, zostaje osad. I tym ostatnim osadem, osadem naszej percepcji są właśnie aminokwasy. I kiedy zbierzesz sobie te wszystkie historie do kupy, to co się okazuje? To się okazuje, że wszystkie te tajemnicze opowieści, począwszy właśnie od UFO, a kończąc na wyprawach do miejsc, które teoretycznie nie istnieją, ale jednak istnieją, bo coś stamtąd ktoś potrafi coś przynieść czasami. Bywają i takie rzeczy. Fizycznie istniejące przedmioty, które z jednego wymiaru przedostają się do drugiego. Są takie rzeczy na świecie. Ja w to wierzę. Ty nie musisz. Ja nawet nie wierzę.
Byłem świadkiem, wyobraź sobie, takiej sytuacji w życiu, także ciężko mi w tym momencie nie akceptować tego. Musiałbym zmienić się na kogoś innego i zapomnieć, kim jestem, zaprzeczyć samemu sobie. Ale byłem świadkiem, widziałem i nie sądzę, żeby mnie ktokolwiek oszukał tutaj w tej sytuacji. I jak to wyjaśnić? Bo co, jeżeli spojrzysz na statki latające po niebie, to oczywiście pojawia się grupa ludzi strasznie mocno stechnokratyzowanych, którzy wszędzie widzą jakieś statki z napędem odrzutowym, silniki rotacyjno-grawitacyjne, tajne projekty NASA, dziwnych ludzi, pilotów, naukowców. Takie po prostu, no nie wiem, no... Terminator, dosłownie terminator. Poszli do kina Terminatora i nie ma innej rzeczywistości. Rozumiesz? I z tego punktu widzenia co to ma wspólnego na przykład z pojawianiem się duchów albo manifestacją takich kogoś jak Saint-Germain, albo w ogóle pojawianiem się dziwnych krain Szambali, dziwnych odkryć, wizji, podróżowania w czasie i przestrzeni i to takiego, że naprawdę wiesz, co się wydarzyło wcześniej.
To tak jak te małe dzieci. Mówi się, że one żyły w poprzednich życiach, ale nie do końca, bo tam się masa rzeczy nie zgadza, chociaż wszystko się zgadza. Ale nie wszystko. Właśnie na tym polega zawsze numer. To jest trochę tak, jakby dziecko odwiedzało miejsce, w którym mieszkało inne dziecko wcześniej, bo ma dokładnie ten sam zestaw emocji, ten sam zestaw emocji kształtujący aminokwasy i ma taką windę, teleport do życia innego dziecka. I nagle łapie całą tą historię z tamtej perspektywy, wraca i kiedy ktoś próbuje skonfrontować, to historia się zaciera. Nagle aminokwasy się rozładowują. To troszkę tak, jakby się było magnesem, który jak tylko trafi na właściwe miejsce, to się stabilizuje, wyrównuje i ta tajemnicza moc odwiedzania tego miejsca zanika, bo właściwie już w tym momencie jesteś. I nie musisz go odwiedzać pomiędzy wymiarami, bo już jesteś w nim fizycznie. Już zostawiłeś tam swoje aminokwasy i kilka razy odetchnąłeś, splunąłeś na ziemię.
Sprawa załatwiona. A wydaje ci się, że to było miejsce, w którym byłeś w poprzednim życiu i w poprzednim wcieleniu, że właśnie tam się urodziłeś sto lat temu. A to może być zupełnie co innego. Ciebie tam w ogóle nie było. Nigdy ciebie tam nie było. To w ogóle zupełnie inna postać, tylko kwestia połączenia. Taka winda w czasie i przestrzeni. Rozumiesz? I teraz weź sobie połącz tych wojskowych pilotów, którzy uganiają się na tych wojskowych myśliwcach za obiektami niezidentyfikowanymi, które się pojawiają na radarach. Te wojskowe projekty HAARP, śledzenia i tak dalej.
Ludzie mają dziwne wizje w głowie. Pojawiają się różne koncepcje przeszłości Ziemi z hipnozy. Gdyby takie wszystkie zebrać, to okazywałoby się, że Ziemia musi powstawać chyba każdego dnia, kiedy ktoś przystępuje do hipnozy i właśnie w tej hipnozie będzie pojawiać się, jak powstała Ziemia, bo każdy ma swoją własną recepturę. Można tak to określić. Każda hipnoza przynosi nowy pomysł na powstanie Mamy Ziemi. Prawie tak to wygląda. Ale widzisz, może każda z tych historii ma rację. Może dzieje się naprawdę, tylko są to po prostu inne wymiary, po których podróżuje dany dżentelmen albo dana lady. To nie jest tak, że to wszystko musi być w jednym wymiarze. To jest wyprawa aminokwasów do czegoś, co może być hu hu hu.
Wyobraź sobie, że taki aminokwas, konstrukcja aminokwasu, przynajmniej tak jak my nawet widzimy chemicznie, jest trójwymiarowa, ale to trochę jakbyś wyciął jedną kromkę chleba z tego bochenka. Nie wiadomo, co jest obok. Może w kolejnej kromce chleba jest inna rzeczywistość, inny kosmos. W innej jest inny kosmos, w innej jest inny kosmos i tylko moment, kiedy przestajesz się kleić z tą kromką chleba fizycznie, przestajesz być tym kawałkiem tej kromki chleba, kawałkiem mąki, z której jest zrobiony. Kiedy masz to pole, które jest tym, jak to niektórzy nazywają pustką, tym niczym, tym czymś, co nie istnieje. Dopiero w tym momencie przeskakujesz przez wszystkie te wymiary, ponieważ to jest coś. Wymiar, który istnieje wszędzie. I to nie jest pustka, to nie jest dziura w ziemi, to nie jest dziura w kosmosie, to nie jest czarna dziura. To jest zwyczajnie coś. To jest właśnie.
To nawet nie jest bramka do innego wymiaru. To są wszystkie wymiary naraz. Bo jeżeli wyskoczysz poza ten wymiar, to właśnie gdzie jest granica? To gdzie jest człowieku granica? No właśnie. A tymczasem posłuchajmy troszkę muzyczki. Ja tu zarzucę troszkę takim staroci. Mam jeszcze inne starocie na dzisiaj, ale ten staroć no to chyba musi polecieć. Musi, po prostu musi. Inaczej się udusi.
No właśnie, bo to lato jest i wakacje są. I tak się zastanawiam, bo jest tyle różnych pasjonujących tematów, takich jak niektórzy mówią z pogranicza tematów, które pozornie i nawet nie tylko pozornie, bo dla wielu ludzi nie tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, poza tym, że zawsze brzmią niesamowicie, jak nie z tej ziemi i przeczą wszelkim rzeczom, o których pisze encyklopedia, że jest to możliwe. I wszyscy mówią: „Ale to takie dziwne rzeczy pokręcone”. Ale gdyby odejść parę kroków do tyłu, nagle się okazuje, że na dnie tego wiadra, do którego wrzucisz wszystkie te historie, jest jedna rzecz, która je łączy. Jedna koncepcja, jedna dziwna koncepcja. I to jest naukowa koncepcja. To nie jest nic tajemniczego, nic, co pochodzi z warsztatów piątej czakry korony serca. To jest jak najbardziej zabawa z laboratoriów i to takich tajnych laboratoriów, wręcz bardzo tajnych od co najmniej 70 lat. Właśnie, co ja chciałem? Ja chciałem wspomnieć jeszcze o kilku rzeczach.
Tajemniczych rzeczach. Przede wszystkim jednej tajemniczej rzeczy, że te wszystkie zjawiska, o czym mówiłem przed utworem muzycznym, ślizgają się cały czas na tej granicy tego, że nie da się ich wspólnie wyjaśnić. A ja tutaj stawiam taką tezę, że bzdura. To nie jest prawda, że nie da się ich wspólnie wyjaśnić. Właśnie największy problem chyba właśnie w tych zjawiskach polega na tym, że da się je wyjaśnić, ale wszystko jest chyba tak, jak z tymi kulkami w tym słoiku. Jest tak jak z wzorami w zbożu. Da się to wszystko wyjaśnić, ale konkluzja jest prosta. Musimy pójść do sedna sprawy, czyli wszystko, co mamy, dosłownie wszystko wrzucić do tego słoika, do tego gara, uwarzyć to, odparować całą wodę, zrobić redukcję permanentną, aby sprawdzić, co tam na dole w garze się znajdzie. Jak na razie, przynajmniej oficjalnie nauka i wszelkie informacje na ten temat mówią o tym, że są to aminokwasy. Aminokwasy to jest ten ostatni moment, kiedy jeszcze nauka ma jakikolwiek kawałek urządzenia, który może przyłożyć do czegoś i powiedzieć okej, wiem, co to jest.
Dalej jeszcze jest forma gazowa. Są takie urządzenia, które się nazywają spektrografy gazowe. Bierze się kawałek substancji i wrzuca na tą maszynę. Włącza maszynę. Maszyna robi łubu dubu z substancją i wyrzuca taki wykres. I na tym wykresie są takie piki w niektórych miejscach albo nie ma. Z reguły jest jakiś tam jeden pik przynajmniej i ten pik się sprawdza, w którym miejscu skali wyskoczył, bo każde miejsce skali jest zarezerwowane na konkretną substancję chemiczną, a nawet nie substancję chemiczną na konkretny pierwiastek, bo substancja chemiczna to substancja chemiczna, ale mamą wszystkiego, bo tam doszła chemia z kolei najdalej. Doszła do tego, że wszystko jest pierwiastkiem. Teraz się okazało, że pierwiastki to jeszcze lepiej. To u nas są aminokwasy w organicznej części i nie ma nic.
Masz tylko pierwiastki i aminokwasy i dziurę pośrodku. A wiadomo, że człowiek się jakoś klei, nawet jeden do drugiego się klei albo w drugą stronę, ale człowiek sam do siebie się jeszcze klei. Palce są przy ręku, ręka jest przy ramieniu, ramię jest przy reszcie i to wszystko jeszcze chodzi na dwóch nogach i jeszcze czasami ma głowę, czasami nawet na karku. Wyobraź sobie. I to wszystko jest czymś sklejone, ale tego nie ma. Fizycznie nie ma. Jeżeli weźmiesz mikroskop, sobie sprawdzisz, to tam nie ma nic. No i pojawi się taka koncepcja wielkiej pustki. Od mętu wielkiej pustki tak nazywam. Ja myślę, że chyba stąd się wzięły wszelkie dziwne koncepcje na czarną otchłań, czarną dziurę, siedzenie, medytowanie, szukanie wielkiej pustki.
A nie wiem, czy to jest do znalezienia. To jest inna sprawa, że ja tego nie szukam, bo może jest to do znalezienia dla kogoś, kto tego szuka. Jak mówi stare powiedzonko: „Jeśli czegoś szukasz, to to znajdziesz zawsze”. No właśnie, ja po prostu tego nie szukam i w moim przypadku nie ma tu pustki, ale jest potężna przestrzeń, w którą możesz wbić. Nagle się okazuje, że masa rozwiązań technologicznych, masa rozwiązań życiowych, w ogóle praktycznie wszystko jest wiadome. Tylko kwestia przebicia się przez tą barierę informacji. Znaczy przez tą barierę nie informacji, chociaż właśnie tutaj się wygadałem, bo aminokwasy są niczym innym jak informacją. Nic innego. Co to jest? To są właściwie cztery pierwiastki: węgiel, wodór, tlen i azot w odpowiedniej kombinacji.
I to, co się zmienia, to nasycenie tych pierwiastków, jakieś tam aminokwasy, którego jest więcej, którego jest troszkę mniej. Jak te różnice wyglądają? I to jest ciekawostka, że właściwie dlatego aminokwasy, już niżej nie zejdziesz, bo masz już tylko cztery pierwiastki. I co jest pomiędzy tym a całą resztą życia? Pierwiastek, kawałek kosmicznego pyłu. Druga część, która to wszystko klei do kupy. I normalne jest to moim zdaniem, że ta bramka to jest ten niewidoczny kawałek, tak zwany niewidoczny kawałek, bo on jest widoczny, przecież ciągle go widzimy. Patrząc się na niebo widzimy zwalniające w cudzysłowie promienie słoneczne, przefiltrowane przez aminokwasy. Dlatego niebo jest niebieskie, a nie czarne, bo się odbija od tych aminokwasów i od tych wszystkich rzeczy, które tam są, kawałek słoneczka i powoduje, że robi się jasno. Normalnie byłoby ciemno, nawet w ciągu dnia byłoby słońce albo nawet nie byłoby widać słońca.
Właściwie słońce byłoby niewidoczne, co najwyżej łuna dookoła. Czasami jakby coś je zasłoniło i tylko wtedy. A tak mamy coś na dnie tego wiaderka. I to jest taka oficjalna informacja. To nie jest kwestia tego, że teraz musisz się zastanawiać, czy nie jest to teoria spiskowa, czy świat nie oszalał. Przecież jakie to proste. Tak, to jest proste. Dalej już nie ma nic. Są tylko pierwiastki i tablica pierwiastków Mendelejewa czy pierwiastków okresowych. Zwał jak zwał i aminokwasy, które są pierwszym podstawowym budulcem z tych substancji, od których zaczyna się życie i nie wiadomo, co się dzieje pomiędzy.
Wiadomo, że jest niewidoczne. I wiadomo, że tam jest wszystko. I teraz pytanie, czy szukanie UFO powinno się odbywać w krainie budowania maszyny, która będzie spalała nie wiadomo co w turboreaktorze albo jakiegoś układu ważące pięć ton magnesy neodymowe kręcące się w kawałku rtęci? No nie sądzę. Myślę, że rozwiązanie jest zupełnie gdzie indziej. Myślę, że rozwiązanie jest bardzo organiczne i myślę, że wielu ludzi i wiele laboratoriów wie o tym doskonale. Zresztą jeżeli człowiek tak sobie przegląda wyniki badań niektórych, to wiadomo, gdzie szukają. Wiadomo, że szuka się bramki właśnie od tej strony, bo tam jest ta bezwarunkowa komunikacja. Przecież zwierzęta się komunikują bez problemu, niezależnie od odległości. Słynna historia z robieniem eksperymentu z osiemdziesiątego chyba pierwszego czy drugiego roku z Australii.
Pole morfogenetyczne tak zwane. Teraz już wiemy, że to nie jest pole morfogenetyczne. Znaczy morfogeneza, bo to już nie musimy używać tego słowa, że informacja jest po prostu w polu, że jest to taka konstrukcja opierająca się na podstawowych substancjach, z których składają się aminokwasy. Anyway, ja nie chcę być taki techniczny dzisiaj, ale wracając do eksperymentu. Wypuszczono w jednym miejscu na świecie, w Sydney szczury do labiryntu i sprawdzano czas, w jakim uda im się pokonać labirynt, żeby dojść do samego końca. Następne szczury wpuszczono do tego samego labiryntu w Nowym Jorku zdaje się. Szczury miały już o wiele lepszy czas. I później był eksperyment w Londynie i jeszcze w Tokio, gdzie szczury miały analogicznie coraz szybsze czasy. Jak się okazało, pierwsze szczury nauczyły się na pamięć labiryntu, wysłały informację do pozostałych szczurów na pozostałych kontynentach i tamte już bez żadnych problemów, bez żadnych pomyłek przeszły ten labirynt. Ten eksperyment powtarzano wiele razy z wieloma zwierzakami.
Jaki jest wniosek? Wniosek polega na tym nie, że ktoś powtarza za kimś, tylko że jest informacja, że ktoś buduje pole, w którym jest informacja i że nie ma to żadnej granicy, nie ma żadnej limitacji. To się po prostu ciągnie w nieskończoność. Najlepszy numer i zaskoczenie to oczywiście pracownicy firmy NASA, którzy pewnego dnia odkryli, że jeden z promów kosmicznych i to nie po raz pierwszy, przywiózł bakterie na swoim okienku, na swoim kokpicie, takim małym. Z kosmosu bakterie przywiózł i bakteria była w miejscu, które było narażone na promieniowanie kosmiczne. Było rozszczelnione, w ogóle tam się bakteria właśnie dostała. I najlepszy numer był taki, że ta bakteria sobie tam urosła jeszcze troszeczkę, chociaż był kosmos, warunki kompletnie niesprzyjające do życia, zewnętrzna część statku kosmicznego. I teraz wyjaśnij, na czym się to opiera. Na czym? Aminokwasy.
Są eksperymenty, które jasno i wyraźnie pokazują, że istnieje coś takiego. O tym mówi wielu, wielu, wielu ludzi w tak zwanych środowiskach niezależnych, jak niektórzy ludzie lubią to nazywać. To są te niesamowite eksperymenty, że bierze się czystą, destylowaną wodę bez żadnej zawartości mineralnej, bez żadnych drobinek w środku. Stawia się obok kolonię jakichś bakterii w osobnych, oddzielonych, hermetycznie zamkniętych pojemnikach. I ta kultura bakterii przenosi się do tego pojemnika, który jest ze sterylną wodą. Bez żadnego problemu. Odpowiednie pole, wszystko się przenosi i nie ma ścian, nie ma, że boli. Klasyczny numer z reaktorami jądrowymi w Stanach Zjednoczonych, o którym już tu mówiłem chyba kilka razy. Że nie ma promieniowania, a wszyscy chorują na raka dookoła i wszyscy nie najlepiej się czują. Pytanie jest, co my mierzymy, bo wiadomo, że jest ta większa moc.
Wiadomo, że ta tak zwana jeszcze 200 lat temu animalistyczna moc, ta moc natury, jak później 100 lat temu nazywano. Moc Kosmosu, tak Nikola Tesla to nazywał. Teraz nazywamy to moc uniwersum, bo wiemy, że cały uniwersum opiera się na tej mocy, funkcjonuje dokładnie na tych samych zasadach. Przynajmniej to wszystko pokazują nam rzeczy, które się dzieją naprawdę. Okej, możemy oczywiście zanegować te wszystkie wydarzenia, powiedzieć: „A, to się nie wydarzyło. Ja jestem ślepy, nie widzę”. Ale to już jest kwestia naszej percepcji świata. Każdy z nas może powiedzieć, że Słońca nie ma i on w to wierzy. I bardzo dobrze. Niech każdy sobie wierzy, w co chce.
Ale tutaj nauka pozostawia nas bez żadnych złudzeń. Ta forma ekspresji, czyli życie, jest wszędzie w Kosmosie. I to nie jest tak, że Ziemia jest jakaś taka wyjątkowa od tej strony. Pytanie, o jakiej kombinacji aminokwasów mówimy? No właśnie. I tu się dzieją ciekawe rzeczy. Do tej pory nauka nie jest w stanie wyjaśnić jednej prostej rzeczy. Już nie mówię o tym, że owady latają, bo to już jest chyba znana wszystkim sprawa, ale w jaki sposób owady, szczególnie takie duże pająki, chodzą. Wodne pająki, które sobie mieszkają na jeziorach. W Polsce jest dużo wodnych pająków, takie fajne istoty.
Tak skaczą po wodzie, mają niesamowite tempo. Jeżeli kiedyś siedziałeś na rybach albo nad jeziorem i oglądałeś te pająki, pięknie wyglądają. I właśnie, jak one się poruszają? Przecież normalnie nie mają hydraulicznych zawiasów, nie mają pompek. Musiałyby pompować w nieprzeciętnym tempie niesamowitą ilość wody pomiędzy swoimi stawami, żeby się przesuwać w lewo i w prawo, a jednocześnie się przesuwają cały czas. Robią bardzo ciekawe pole dookoła siebie. Pole, które ma nawet warunki elektrostatyczne, co widać po naprężeniach dookoła, jak stawiają nogę na tafli wody. Ciekawe sprawy. Widzisz, my tylko widzimy drobną istotkę, a być może jest to zupełnie inny wymiar. Tylko w naszym wymiarze jest to kawałek paprocha, który biega po kawałku wody wielkości dwóch centymetrów.
Kawałek nie wiadomo czego. Owad po prostu. A to jest tylko niewielka część. To, co my widzimy, to taka niewielka część tego wszystkiego, co tu jest dookoła. I wyobraź sobie teraz, że nasi przodkowie opowiadają taką ciekawą historię. Przynajmniej tak to wynika ze prawie wszystkich tych starych zabytków, że pewnego dnia na Ziemi jest tak, że tracimy tą zdolność widzenia tego multiwymiaru, tego multiuniwersum, w którym wszyscy uczestniczymy cały czas, czy chcemy, czy nie. Masz sny? To gdzie jesteś, jak śpisz? To jest tylko moment, kiedy się odpinasz od swojego układu nerwowego. Nic więcej.
I w tym momencie nie jesteś obciążony grawitacyjnym przyklejeniem się do ziemi i twoja dusza, ty sam, człowieku oderwany, odklejony możesz polatać gdziekolwiek chcesz. Nie zawsze świadomie. Czasami świadomie, czasami nie, ale w każdym razie lecisz tam, gdzie powinieneś polecieć i to są twoje loty. Co, nie ma cię? Przecież jesteś. Jesteś świadomy, jesteś żywy. To nie jest tak, że rozdzieliłeś się na dwa kawałki. Jeden śpi, a drugi gdzieś lata. Ty jesteś tym, który lata. Jeżeli ktoś stuknie tego, który śpi teraz, to nie wrócisz do tego, który śpi, a dalej będziesz tym, który jest.
Rozumiesz? Czyli jesteśmy czymś więcej niż tą materią. Nie jest to żadną specjalną tajemnicą. Teraz jest pytanie, jak to wszystko skleić w sensie takiej unifikacji kosmicznej. Wiadomo, że wszystko jest unifikowane w Kosmosie. Wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak na przykład 30 różnych praw na istnienie Kosmosu. Wiadomo, że prawo na istnienie tego wszystkiego jest jedno i to nawet nie jest prawo, bo układ jest dynamiczny i jest to tylko co najwyżej albo może być to co najwyżej konkluzja. Także jeżeli spojrzysz na to od tej strony, to wygląda na to, że życie jest wszędzie w Kosmosie, a my po prostu nie widzimy wszystkich tych wymiarów naraz w tym momencie. Chociaż to wcale nie znaczy, że ich nie zobaczymy, bo ta stara legenda, bo tak się cofnę. Legenda, ciągle o niej zapominam.
Ta stara legenda mówi o tym, że świat ma moment, w którym wszyscy funkcjonujemy w takim multiuniwersum i jest tak solidnie, że właściwie można powiedzieć stukniesz piętami jak bohaterka powieści dla dzieci i przeniesiesz się do innego wymiaru. Dosłownie stukniesz piętami i przenosisz się w powietrzu i lecisz. I to jest taki moment, który nas wszystkich dotyczy na planecie Ziemia. Wszyscy nagle wracamy do tego oryginalnego zestawu aminokwasów. Inaczej to się funkcjonuje, inaczej się manifestuje. Nie ma wojen. Życie jest zupełnie inne. To są te cudowne sny o cudownej przyszłości. Być może te niesamowite opowieści, które ludzie mają pod wpływem hipnozy, o niesamowitej przyszłości, która nadchodzi. Ja też miałem niesamowite wizje na ten temat i senne i w ogóle wizje po substancjach psychoaktywnych, jeżeli ci o to chodzi.
Nie będę udawał. Takiej niesamowitej przyszłości. Może coś w tym jest. Nikt z nas do końca nie wie co. Ja nie jestem w stanie dać ci żadnej sensownej odpowiedzi ani gwarancji na to, co tam jest w tych opowieściach. Jak dużo prawdy, jak mało prawdy. Coś tam jest. I teraz sobie wyobraź, że Ziemia się właśnie przewraca i że to jest właśnie taki świat, w którym nie musisz się martwić zastanawianiem nad tym, jak rozwiązać problem pod tytułem paliwo, wojny, głód i tak dalej, bo jak się okazuje, wszystkie te sytuacje są już dawno rozwiązane. Okej, to jest jedna opcja, która może się wydarzyć wszystkim. To nie jest tak, że tylko ty to widzisz albo że musi być jakiś sprytek, który ma specjalne wizje.
Nie wiadomo co, nie wiadomo jak. To może być taka historia, że każdy po prostu łapie to bez żadnego problemu. Tylko kwestia przeskoczenia tych aminokwasów. I teraz sobie wyobraź, że część z tych wróży albo na przykład chociażby Edgar Cayce to byli kolesie, którzy potrafili się wczuć emocjonalnie do pewnego momentu w taki sposób, że nagle raz ciach, ciach i koleś lądował w Egipcie. Ale nie wiem, ile z tego było jego imaginacją i jego własną rozmową z własnym samym W scenografię Egiptu, a ile było rzeczywistym Egiptem. W każdym razie pradawne legendy Indian, wracamy do legend Indian, mówią, że zobaczymy ten kosmiczny świat naszych przodków, naszych duchów na własne oczy, że jest taki moment, kiedy wszystkie światy się zerują. Właśnie tego dotyczy owa tajemnicza legenda, że światy przez siebie przechodzą. Widzisz, bo ja ciągle szukam tropów tej legendy. To nie jest tak, że ja ciągle opowiadam o czymś nowym. Ja właściwie w tej hiperprzestrzeni od lat ciągle o tym samym mówię.
Ale wiesz co? Zostanę przy tym temacie jeszcze na jakiś czas, bo historia jest bardzo intrygująca. Czyli moment przejścia światów, moment, kiedy na przykład cywilizacja oślepnie na trzy dni, to może być moment, kiedy zmienią się aminokwasy tej planety. Bo wyobraź sobie, że zmienisz tylko oś przesuwu planety, zmieni się temperatura troszeczkę w kilku miejscach, zmieni się flora bakteryjna, rośliny zaczną rosnąć inaczej, ocean będzie miał inną powierzchnię, inne glony wyrosną, coś wejdzie w interakcję z czymś. Na przykład wulkany wyrosną spod ziemi, a szczególnie te w oceanie i te w oceanie podgrzeją gdzieś tam tak tą wodę, że pojawią się minerały, materiały, na przykład metale, które stworzą dno jakiegoś oceanu i stworzą interakcje na jakiejś dużej przestrzeni na tyle mocne, że stworzą inne aminokwasy i efekt będzie taki, że co dużo mówić. Przy odrobinie chęci człowieku latasz i chodzisz po wodzie. Ale to jest taki specjalny moment tej planety. A jest taki moment, gdzie nagle wszystko siada i cokolwiek chcesz zrobić, po prostu nie ma szans, bo właściwie nie ma kombinacji aminokwasów, która pozwalałaby ci w ogóle wykonać jakikolwiek ruch. Wszystko jest ciężkie, wszystko jest, że tak powiem, niedopasowane, jest oporne. Słabo się klei sprawa.
Rozumisz pan i pani. I te legendy Indian mówią o tym, że właśnie ten czas, w którym jesteśmy teraz, przejście nie tylko Indian, bo mowa też o legendach z Indii i z Azji, że właśnie ten czas jest momentem przejścia pomiędzy takim raw, czyli takim dziadowskim czasem, kiedy nie widzimy tych wszystkich rzeczy, poprzez te przysłowiowe trzy dni ciemności czy moment, kiedy zobaczymy duchy naszych przodków. Wiele różnych intrygujących rzeczy. Poczujemy sami o wiele mocniej swoje własne sny. Wszystko będzie w o wiele mocniejszym nasileniu. Nasze emocje będą o wiele mocniejsze niż wcześniej. Nie będziemy mogli już kontrolować naszych emocji. One będą bardziej determinowały nasze życie i tego typu historie. I że przechodzimy ten moment po to, żeby trafić do jakiegoś pięknego świata naszej przyszłości. Ja myślę, że nie do jakiegoś, ale ten świat naprawdę istnieje i to jest przejście pomiędzy wymiarami.
Przynajmniej tak mi się wydaje na aktualny stan rzeczy, bo to jest jedyna opcja, która powoduje, że to wszystko się trzyma kupy. Możesz tłumaczyć to mechanicznie, możesz wymyślić sobie masę koncepcji. Słuchaj, archeologia od 100 lat próbuje udowodnić, że 10 ludzi jest w stanie przeciągnąć po piasku blok granitu o wadze 25 ton. Oni twierdzą, że z 15 kumplami, a nawet niech będzie ich 50, że ty weźmiesz i to przesuniesz dolinami po piachu. Rozumiesz? Ludzie chcą wierzyć w różne rzeczy, ale pytanie, czy będziemy mieli szansę, czy przypadkiem to wyjaśnienie tych dziwnych zjawisk, takich jak UFO, to, że część ludzi widzi, a część ludzi nie widzi. Wyjaśnienie takich zjawisk jak duchy chociażby, duchy w takim troszkę szerszym kontekście, że wchodzimy w rzeczywistość, która była kiedyś. Jest w Anglii kilka miejsc, gdzie dosłownie możesz powiedzieć nałogowo są raportowane spotkania z jeźdźcami w rzymskich zbrojach. Nagle jest jakieś takie przebicie w czasie i przestrzeni i być może 2000 lat temu tu jakiś Rzymianin nagle widzi coś dziwnego. Widzi faceta w swoim sportowym samochodzie, który próbuje wjechać na wiejską drogę gdzieś w środku Anglii i widzi diabła albo nie wiadomo co.
Natomiast w drugą stronę ten koleś w sportowym samochodzie, który właśnie jedzie do znajomych na wiosce, widzi kolesia przebranego w strój Rzymianina jadącego po drodze, ale ten koleś się rozpływa w powietrzu i nie wiadomo, co zrobić teraz. Rozumiesz? Każdy widzi siebie nawzajem w jednym miejscu. I takich opowieści jest parę i takich miejsc jest parę. W ogóle na świecie jest tego dosyć sporo. Pytanie, skąd się to bierze, bo nie każdy oczywiście tam widzi te wszystkie zjawiska. To nie jest tak, że pojedziesz tam jutro z aparatem, z kamerą czy czymkolwiek. Wyskakujesz i oczywiście od razu pierwsze, co się dzieje, to wyskakuje koleś w rzymskiej zbroi i mówi: „Słuchaj stary, fajnie, że wpadłeś z kamerą. Chciałem ci się pokazać, reportaż jakiś zrobić. Opowiem ci, jak było kiedyś.
Opowiem ci, co było z Jezusem. Słuchaj, bo dobrze pamiętam, jestem z Rzymu” czy jakoś tak. Także jest to niemożliwa sztuczka. Ona ciągle się opiera dokładnie na tym samym, że wyselekcjonowana osoba o odpowiednim charakterze, odpowiednia sytuacja, wszystko robi tu robotę. Nagle widzi istotę. Czasami jest to parę osób naraz. Widzą istotę, której normalnie nie ma. Czasami pojawia się na zdjęciach. Podobnie jest z każdym UFO. Z kręgami zboża jest inaczej, bo one zostają.
Także tutaj nie ma tak, że one znikną. One się pojawiają i każdy je widzi. Tylko że nikt nie widzi, jak one powstają. I to jest ten fenomen. Nie możesz znaleźć nikogo, kto by mógł to zrobić fizycznie, bo nie ma takiej możliwości fizycznie, żebyś ty mógł tak roślinkę zgiąć i nie złamać. Wszyscy próbowali, nikomu się jeszcze nie udało, ale widzisz, komuś się udaje i ktoś to robi. I co to jest? Przecież istoty nie ma. Ludzie stawiają tam kamery cały czas i to się tak nie chce dać złapać na kamerę, jakby zupełnie nie chciało. Jakby się pojawiało tak właśnie ze swoją własną inteligencją.
To trochę taka masowa, zbiorowa inteligencja ludzkości, która pojawia się wtedy, kiedy każdy poda swoją szacunkową ilość kulek w swoim przysłowiowym szacunkowym słoiku z kolorowymi kulkami. I dopiero wtedy, kiedy zbierzemy to wszystko do kupy, może się okaże, że wow Ta bramka to jest być może ta bramka i wszyscy idziemy do tej bramki, że jak przejdziemy przez to, to jesteśmy w stanie na tych innych aminokwasach być niczym Saint-Germain, pojawiać się i znikać. Ciekawa rzecz. I tu by się zgadzało, bo wiadomo, że te aminokwasy przenoszą tylko pola informacji i to takie czyste pola informacji. Wiadomo, że część materii zostanie albo znika, albo się jakoś przenosi. Nie wiadomo. Słuchaj, ja tego nie zrobiłem. Nie jestem jeszcze jak Saint-Germain. Może kiedyś ta sztuczka się uda, może tobie się uda i ty wpadniesz do mnie w odwiedziny. Nagle się zrobi jasno, pojawisz się w drzwiach i powiesz: „Wpadłem pogadać o takich tematach hiperprzestrzennych, bo okiełznałem taką sztuczkę”.
Może tak być. Może ktoś z nas to niedługo okiełzna, a może nikt nie okiełzna. Kto wie? Kto wie, jak to będzie. Ciekawe czasy. Ja myślę, że żyjemy w takich czasach kolejnego renesansu. Otóż to. Kiedy wszystkie te koncepty mają szansę z powrotem znaleźć się na dnie jednego wielkiego gara i w sensowny, rozsądny sposób wyciągniemy z tego to, czym to w rzeczywistości jest, czyli wiedzę o tym, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy. Właściwie do tego się to wszystko sprowadza. Do złapania tej prostej informacji, tych trzech informacji: jak powstaliśmy na tej planecie, skąd tu przyszliśmy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.
I to tyle, co chciałem powiedzieć w tej hiperprzestrzeni, człowieku. Ale jeszcze wrócę na chwilę, bo mam jeden utwór muzyczny. Zobaczę, czy ja przypadkiem nie mam tutaj utworu muzycznego. Oczywiście, że mam, bo tak się zagadałem. Jeszcze utwór muzyczny i na chwilę do ciebie tu wrócę w tej hiperprzestrzeni. Jeszcze tak się popasę troszkę przez parę zdań nad tymi legendarnymi opowieściami i wątkami, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Bo jeszcze na utwór muzyczny zostawić taki wątek w głowie, który też mi chodzi cały czas. Pojawiają się dziwne istoty. Istoty z wydłużonymi czaszkami w historii cywilizacji. I ten mały, dziwny szkielecik z wydłużoną czaszką, który był bardzo popularny parę lat temu i zrobiono badania DNA i się okazało, że to DNA nie jest z tej planety.
Ale czym jest DNA? DNA jest oparte na łańcuchu nukleinowym RNA. A skąd się bierze RNA? To jest zapis z aminokwasów. Tylko że kompozycja tych aminokwasów jest za każdym razem inna. Dlatego jest to taki łańcuch, który za każdym razem jest troszeczkę inny. I taka indywidualna kombinacja. I ciekawa historia, bo niby kosmiczne, niby ziemskie. Nikt za to głowy pod żaden toporek nie położy aktualnie, ale wiadomo, że są zdjęcia czaszek wydłużonych i te czaszki nie mają strzemiączka, czyli takiej części czaszki, która jest potrzebna istocie, która rodzi się z kobiety po to, żeby głowa mogła przejść przez kanał rodny w organizmie kobiety. Normalny człowiek musi mieć głowę w kawałkach, kiedy się rodzi.
A te istoty, chociaż niby ludzie, chociaż kto to wie, na tej planecie. Może po prostu ludzie, którzy wyglądali inaczej, bo kombinacja aminokwasów, którą potrafili zrobić dookoła siebie, była troszeczkę inna i nie każdy mógł to zrobić. Tadam! Hiperprzestrzeń. W radiu, na fali jak najbardziej, człowieku. Re transmitowane w Radiu Paranormalium oraz Radiu Czasnu oraz na YouTubie live. Kurde, człowieku, gdzie ta hiperprzestrzeń nie jest? Ale to dalej mała, kameralna audycja. Absolutnie. Ale ja wrócę do mojego dzisiejszego wątku, bo mam taką ogólną konkluzję dzisiaj.
Krążę dookoła tych aminokwasów, krążek biologiczny się zrobiłem organiczny. Ale ciekawa historia, bo ja tak nawiązuję troszkę do tych wątków, które ostatnio wrzucałem, łącznie z podziemiami Riese. Tamten wątek organiczny poszukiwania różnych cudów w ludzkim organizmie wcale też nie był przypadkowy. Poważne budżety na to szły. Ale wracając do europejskiej tradycji alchemicznej. Alchemicy to jest w ogóle zasada „Kabbalionu”. Kiedy dojdziesz do końca „Kabbalionu”, nagle jest wielkie odkrycie, że człowiek stwarza sam siebie fizycznie na kształt samego siebie takiego, jakim jest. To jest właściwie cała prawda, która stoi za „Kabbalionem” oficjalnie, pismem, które mówi ci, jak stworzyć kamień filozoficzny. Właściwie ty się stajesz drugą połówką tego kamienia i każda interakcja jest drugą połówką ciebie fizycznie. Tak jak te duże czaszki.
W Europie też były takie duże czaszki. Znaczy w Europie. Co ja mówię, w jakiej Europie? W Egipcie. W Europie nie wiadomo. Może były gdzieś. Na Malcie były, to wiadomo, że były, bo były w muzeum. Później je wycofano, bo zbyt kontrowersyjne i w ogóle problemy. I teraz pytanie, skąd się wzięli ci z dużymi czaszkami? Bo wiadomo, że istota taka sama jak my.
I ja mam taką koncepcję, że to jest związane być może z tymi kwestiami aminokwasów, że jest coś, co powoduje, że przez jakiś czas mamy takie kosmiczne okienko i przestrajamy się na właściwą kombinację co jakiś czas po to, żeby normalnie funkcjonować. I jeżeli się nie nauczymy i wylądujemy w takim momencie, gdzie Ziemia ma troszkę inne pola, coś się zmienia, to w tym momencie siadamy kompletnie na tyłku i zaczynamy nasze szaleństwo. To jest taki koncept, który często powtarzam. Nie jest to nic nowego. Ale wracając do tej konkluzji ogólnej dzisiejszej hiperprzestrzeni, zobacz na wszystkie te sprawy, począwszy od UFO, gdzie masz facetów, którzy biegają z miernikami, kamerami termowizyjnymi. Niesamowita technologia jest zaangażowana, żeby to łapać. Chyba z pół roku temu oglądałem niesamowity materiał. Jest chyba już nawet dostępny na internecie bez żadnego problemu. Z Peru. Dokładnie z Peru.
Myśliwce wojskowe nakręciły normalny obraz nakręcony kamerami myśliwców wojskowych, jak próbują dogonić taki Właśnie nie wiadomo co próbują dogonić w powietrzu, w kosmosie. Coś, co leci przed nimi i to się pojawia i znika, pojawia się i znika. I to jest ta część z tą analizą, z kamerami termowizyjnymi, ze wszystkimi możliwymi spektrami do mierzenia. Co to w ogóle jest? Próba zbudowania jakiegoś silnika magnetograwitacyjnego. Czarny Projekt to taki bardzo mechanistyczny pomysł na życie. Transhumanizm, co tu dużo mówić, że się wymyśli coś, co zastąpi żywy organizm. Cała konkluzja polega na tym, że to nie jest żywy organizm, tylko że to jest coś technologicznego, coś, co zapewnia środowisko żywemu organizmowi. To jest główna konkluzja podstawowych badań związanych z ufologią, wieloma niewyjaśnionymi rzeczami. Dlatego oni zawsze z takim przymrużeniem oka patrzą na historię z duchami i tak dalej.
Natomiast ja traktuję wszystkie kosmiczne historie tak samo kosmicznie. Nie ma lepszych ani gorszych. Z jednej strony kolesie, którzy wysłali się na orbitę i teraz szukają czegoś, co jest mechaniczną odpowiedzią na strukturę budowy aminokwasów i ludzkiego RNA na przykład. Do tego się to sprowadza, że kolesie mierzą i wierzą w to, że uda im się zbudować takie połączenie kółek zębatych, które ruszy w ten sposób, że przeleci przez kosmos w czasie rzeczywistym, nie używając żadnego paliwa i że to w ogóle nie zmieni ich jako żywe istoty. Że dalej wysiądą z tego statku na drugim końcu uniwersum, wyciągną puszkę coli albo browara, stukną, obejrzą kalendarz z dziewczynami topless, wbiją flagę i wrócą. Coś w tym stylu. Ciekawa koncepcja. Działa z rakietami, ale nie wiem, czy zadziała z tą technologią. Natomiast jest też druga koncepcja, która też jest badana i o niej jest z reguły mowa, kiedy czasami pojawiają się bardzo dziwne, ciekawe odkrycia i przede wszystkim bardzo ciekawi ludzie, którzy robią bardzo niesamowite rzeczy, tacy jak między innymi Wilhelm Reich. To jest to naturalistyczne podejście od strony biologicznej i strony organicznej.
To jest to samo, ku czemu na końcu Tesla zmierzał, bo jak się okazało, bardzo technicznie postawił na zrobienie zjawiska w pudełko. Okazało się, że zjawisko jest poza pudełkiem i że jest bardzo naturalistyczne, że jest organiczne w swojej strukturze. Tylko że w tym momencie nie możesz szukać metody, jak wybudować najlepszą protezę dla swojej nogi, swojej ręki albo mojej nogi, mojej ręki, tylko musisz razem ze mną znaleźć rozwiązanie, jak zbudować taką sytuację, gdzie komórki, z których jesteśmy zbudowani, przypominają sobie, jak wygląda nasza ręka i nasza noga, jeżeli jej nie mamy i ręka i noga sobie odrasta w czasie rzeczywistym. I to jest ta różnica pomiędzy alchemią a współczesną materialistyczną, moim zdaniem kompletnie pokręconą technologią, częścią nauki też w dużej mierze. Dlatego właśnie jest zawsze to rozbijanie się o szklaną ścianę, że dochodzimy do momentu, do którego jesteśmy tylko w stanie zlokalizować kilkupasmowych substancji, czyli węgiel, tlen, wodór i azot. I to są substancje, z których są zbudowane aminokwasy. Na tym się klei całe RNA, na tym się klei całe DNA. I to jest szklana ściana, bo wiadomo, że to są substancje, ale jak przecież obok położysz kostkę węgla, obok człowieka, to położysz obok niego kostkę węgla. To nie stanie się tak, że ten człowiek nagle podskoczy do góry i już tam zostanie dwa metry nad ziemią, tam, gdzie podczas podskoku mu się udało najwyżej wyskoczyć. Wcale nie.
Jeżeli dodasz mu tylko i wyłącznie wodoru, to poza tym, że dodasz wodoru, to jak podpalisz, a on zapali jointa, to wyleci w powietrze, bo wodór jest wybuchowy. Jeżeli dodasz sam azot, to się przytruje troszeczkę. Same substancje same z siebie nie są niczym zjawiskowym, ale jest coś, co się dzieje pomiędzy nimi. Coś niewidocznego. Coś, czego nauka nie jest w stanie już zmierzyć, bo wszystkie mierniki się skończyły. Coś, co jest schowane za tym polem tak zwanych aminokwasów, jak to się w nauce nazywa. I wiadomo, że tam się coś kryje. I moim zdaniem te fascynujące historie, te dziwne istoty, które się czasami spotyka w lasach, chociażby opowieść o El Chupacabra z Meksyku. Może to są istoty, które powstają do życia montowane z aminokwasów, które zostawiamy na tej planecie. Ciekawa konkluzja, aczkolwiek oczywiście nie musisz się z nią zgadzać.
Jak dla mnie jest to bardzo intrygująca konkluzja i myślę, że ma pewien sens, ręce i nogi, że czasami kombinujemy w taki sposób, że tworzymy nieprzeciętną kombinację aminokwasów. Jeżeli odpowiednia grupa ludzi na świecie wpadnie na ten sam pomysł, to może być tak, że stwarzamy coś w rodzaju świata, w którym się to wszystko manifestuje. Nie zawsze jest to świat fizyczny, ale czasami, jeżeli kombinacja aminokwasów jest na tyle mocna, ten świat może się zamanifestować i powstanie jakieś życie. I na przykład ta puma biegająca po Polsce albo stado pum biegających po Polsce. Może to jest związane z aminokwasami. Może to jest ta historia, która jest związana z dziwnymi istotami w lesie. Każdy szczep Indian, dosłownie każdy, który mieszka blisko dużego lasu albo w lesie, albo jakoś tak, ma dla ciebie opowieść. Zawsze ją znajdzie. O duchu lasu, o istocie, która przybiera każdą możliwą formę. To tak jak legendy górników o tym skarbniku w kopalni, o małych krasnalach, bo one przybierają każdą formę.
Chociaż z górniczymi legendami nie jestem za pan brat, bardziej z tymi indiańskimi. Troszeczkę lepiej je znam, taka jest prawda. Chociaż wcale nie jestem Indianinem. Człowieku, zapomnij. Żaden ze mnie Indianin i nie jestem ekspertem od indiańskich legend. Też proszę o tym pamiętać. Ale z goły tej legendy mieszka tam istota, która Właściwie jest w stanie manifestować się jako dowolna forma życia. Może zamanifestować się jako ty i pojawić ci się prosto przed oczami, wyrosnąć w środku lasu jako twoja kopia i powiedzieć ci: „Cześć, jestem duchem lasu”. Rozumiesz? A ty mówisz: „To ja jestem.” „Tak, wyglądam jak ty.
Jestem duchem lasu. Jak ci się podoba?” Rozumiesz? Taki duch lasu może wyrosnąć. Albo na przykład wyjdzie potężny zwierz. Taki zwierz, który normalnie cię zjada. Ale wyjdzie, spojrzy na ciebie i właśnie będzie ten moment, kiedy to zwierzę nie będzie chciało cię zjeść, bo właściwie to nie będzie to zwierzę. Będzie większe niż na swój gatunek, jakikolwiek, kiedykolwiek spotkany. Będzie trzy razy większe i będzie z tobą rozmawiało i powie ci: „Cześć, jestem duchem Mamy Natury. Wiem, że boisz się dużych kotów, tak że zamieniłem się w kota wielkości pięciu metrów wysokości, żebyś poczuł odpowiedni respekt. Jestem duchem lasu.
Jeżeli lubisz czuć respekt, to możesz poczuć teraz.” Rozumiesz? Może tak być. Kto wie? Ja obstawiam, że wszystkie historie na świecie są ze sobą związane w taki bardzo subtelny sposób i to jest zawsze taki doskonały pomysł na wakacje, poszukiwanie tego rozwiązania. Nie tylko na wakacje. Teraz, kiedy jest lato, jakieś kręgi w zbożu, jakieś działania w tym kierunku, może jakaś drobna zmiana percepcji się wydarzyła i może zobaczyłeś coś więcej niż normalnie. Może po prostu kilka dni z relaksem na łonie natury i nagle się okazuje, że widzisz na niebie rzeczy, których normalnie mieszkając w zurbanizowanym miejscu, gdzie widzisz ciągle samoloty, normalnie nie widzisz i tylko te parę dni w naturze spowodowało wymianę twoich aminokwasów. Prosta sprawa. I co się kryje za tymi aminokwasami? To już jest inna historia.
Tutaj nawet NASA oficjalnie publikuje, że nie oni pierwsi. Latamy sobie na takich polach, które niektórzy nazywają elektronem, niektórzy nazywają wodorem. Jest to struktura całego uniwersum, ale to już są bardzo techniczne, naukowe rzeczy, których ci oszczędzę, człowieku, bo jest to sobota, jest to hiperprzestrzeń, to jest miejsce trochę na relaks. Ja i tak tu za dużo naukowych tematów poruszam. Ale wracając jeszcze do tej konkluzji, bo mi ciągle ucieka, że połączenie tych wszystkich tematów znajduje zawsze tylko i wyłącznie wspólny wątek, kiedy się obejdzie jakąkolwiek chyba limitację. Czyli w tym przypadku wszystkie te historie z UFO muszą porzucić swoją iluzję, że da się to wszystko rozwiązać za pomocą mierników i kamer termowizyjnych i zastanawiania się nad patentami Nikoli Tesli, czy któryś z nich nie nadaje się na statek kosmiczny albo coś w tym stylu. Ja myślę, że jest zupełnie odwrotnie, że to jest właśnie ta historia związana z aminokwasami. To też jest rzecz, której wielu ludzi nie jest w stanie złapać tak do końca w dzisiejszych czasach. To jest nieustanny problem z eksperymentami Nikoli Tesli. O ile za czasów Nikolai Tesli owe urządzenia doskonale działały, przynajmniej u niego w laboratorium i nie tylko, i nie było problemu z reprodukowaniem, to teraz w tych patentach jest kilka takich uwag, że jak się je mało uważnie czyta albo się zrobi coś tak zbyt odruchowo, to może nie zadziałać.
Trzeba być, że tak powiem, cwanym człowiekiem i wiedzieć, co się robi. Oprócz rysunków jeszcze czytać opisy do tych rysunków. To jest trochę jak montowanie mebli IKEA, tylko że troszkę bardziej zaawansowane. W każdym razie nawet tam pojawiają się materiały, które odpowiadają za część zjawisk, które się działy w tych urządzeniach. I to nie jest do końca tak, że to cewka sama w sobie, tylko że sposób, w jaki jest to zmontowane, z jakiego materiału jest ta cewka zrobiona, w jaki sposób jest opakowana, jak jest to podłączone i tak dalej, że to jest taka kompleksowa historia. Nikt tego specjalnie nie studiował, ponieważ w tamtych czasach wszyscy używali organicznych materiałów i na przykład zjawiska działały idealnie. W dzisiejszych czasach, gdzie wielu ludzi próbowało podjąć ten sam wysiłek i zbudować działające urządzenie, nagle się okazało, że urządzenie ma tylko 10% swojej wydajności, a powinno mieć pełne 100%. A jest zrobione lepiej niż zostało na przykład zrobione 100 lat temu, bo mamy niby lepsze materiały i tak dalej. Ale się okazuje, że ten organiczny komponent materiału właśnie tam, gdzie są aminokwasy, zmienił sposób oddziaływań w środku urządzenia. Tyle że urządzenie zaczęło działać tak, jak przewidział to projektant.
Tylko że projektant nie zdawał sobie prawdopodobnie sprawy z tego, że jest to związane z tą organiczną częścią życia, że 100 lat temu, kiedy była ta potężna rewolucja elektryczna w technologii, to wszystko opierało się na naturalnych materiałach. Tam nie było wysterylizowanych laboratoriów. To było 100 lat temu, człowieku. Życie było bardzo organiczne, nie tak jak teraz. Nie było plastiku, rozumiesz? I wtedy były te zjawiska notowane na taką potężną, szeroką skalę. Pół świata uganiało się po salonach, gdzie wywoływano duchy i łączono się z niesamowitą cywilizacją nie wiadomo skąd. Historie o Atlantydzie, milion innych opowieści. Właśnie, a czy my przypadkiem nie sięgamy tak po kawałku, po prostu systematycznie, coraz bardziej jako cywilizacja właśnie do tej informacji w aminokwasach? Zobaczymy.
Ja mam taką koncepcję, nad którą, że tak powiem, się głowię. Jeżeli szukamy wspólnego mianownika tych wszystkich tajemniczych opowieści i o duchach, i o tajemniczych zamkach, i o duchach lasu, i o tajemniczych czaszkach, i o kosmitach czy UFO, czy cokolwiek to jest, i o alchemikach, i o tajemniczych miejscach zwanych Szambala. I nawet słuchaj, jeżeli szukamy o tajemniczej planecie Nibiru, to może się okazać, że są to sprawy związane w dużej mierze właśnie, albo może przede wszystkim, ze sposobem naszej percepcji, który nie znajduje się do końca tam, gdzie nam się wydaje, że jest. W sensie tylko jakby że wiesz, że rzeczy się dzieją niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Może jest troszeczkę bardziej zaawansowani i rzeczy się dzieją właśnie w taki sposób, jak nam się chce, żeby się działy i z tego się bierze część naszej percepcji rzeczywistości. Tak jak u tych Indian, którzy nie załapali, że to hiszpańskie statki. Rozumiesz? I może tak być. Miałem taką ciekawą konkluzję, że to wszystko się powoli przeniesie do tego organicznego świata. Tam jest to przejście do innych wymiarów, do krainy Duat w oryginalnej wersji po aminokwasach, a nie po budowaniu sobie silników z magnesów neodymowych i reaktorów, które promieniują substancjami radioaktywnymi i zabijają całe życie na planecie.
To przejście jest zupełnie gdzie indziej. Jest taki przykład, bardzo popularny ostatnio w moich kręgach. Przykład, który też widziałem na własne oczy i który też pewnie widziałeś ty na własne oczy, że owady potrafią zamarznąć w samolocie. Jak się dostaną pomiędzy okna, taki owad, jak samolot wzlatuje na te 10 000, owad sobie zamarza, po czym kiedy samolot ląduje, owad odmarza. I gdzie jest owad, kiedy go nie było w swoim ciele? Rozumiesz, hibernacja. Fenomenalna historia. A teraz co możemy my zrobić ze swoimi aminokwasami? Tylko że to jest coś, co jest schowane za każdą religią. Właściwie chyba każda religia na świecie powstała właśnie po to, między innymi każdy rząd, każda teologia, żeby to schować przed nami.
Bo jest to tak potężna informacja, bo to świadczy dokładnie o tym, że człowiek stwarza sam siebie fizycznie i że cały świat, który organizuje, jest i powinien być tak ustawiony, żeby każdy z nas miał pełny dostęp do wiedzy na temat tego, jak jest skonstruowana ta informacja, która przemyka po naszych aminokwasach. I że wszystkie te zjawiska, które nam się wydają teraz takie tajemnicze, w sumie się okazują takim trywialnym banałem, który jest tylko kwestią wyłącznie naszej spostrzegawczości. I tak długo, jak nie mamy tej opcji, żeby widzieć jeszcze pełnowymiarowo. Być może nigdy nie będziemy widzieli, być może tylko zawsze częściowo będziemy widzieli tylko przez chwilę. I don't know. Czas pokaże. A może to jest właśnie ten moment, kiedy wszyscy przechodzimy na takie pełnowymiarowe myślenie. To nas zmienia jako ludzi, zmienia w ogóle całą cywilizację i tak dalej. I to jest właśnie ten puszcz cywilizacyjny, to popchnięcie, o którym piszą wszystkie te starożytne legendy. Ktoś nazwałby to dualizm, ale taki ciekawy koncept, że to wszystko zależy od ludzi, ale nie zależy od ludzi.
Zawsze jest to tak dziwnie opisane, że to jest zmiana, która jest zmianą kosmiczną, w której my partycypujemy. Ona zależy od nas, ale my nie możemy jej zatrzymać. Rozumiesz? Dla człowieka, który nie rozumie tego zjawiska, wydawałoby się to paradoksem, ale od tej strony ma to wszystko sens, bo to jest moment, kiedy otwierają się inne pola interakcji w kosmosie. Ja bym tak nazwał, bo koniec końców jest to promieniowanie kosmiczne i właściwie temu promieniowaniu kosmicznemu podlegamy. Słońce, te luksy, światełko, które padnie jutro rano na twój parapet, jak wstanie, to jest dokładnie promieniowanie kosmiczne. Ta substancja, która nas trzyma w kupie, to jest promieniowanie kosmiczne. Rozumiesz? Pola, które to obsługują, ale właśnie sklejone z tymi substancjami: z węgielkiem, troszeczkę tlenu, wodór i azot. I to wszystko powoduje, że się klei do kupy.
Rano wstaję i wyłączę budzik, jeżeli trzeba wyłączyć budzik. A teraz taka konkluzja, że człowiek stwarza sam siebie fizycznie. W tym momencie nie ma budzików, nie ma pracy, nie ma rządów, nie ma religii, bo ty właściwie stwarzasz każdy rodzaj kosmosu, który chcesz. I to się dzieje organicznie przez twoją kombinację aminokwasów. A wiadomo, że do Szambali się trafiało poprzez cykl medytacji i będąc nieprzygotowanym do wejścia do owego wymiaru, ginęło się. Taka sama opowieść jest związana z obsługą tak zwanej Arki Przymierza. Taka sama opowieść jest związana praktycznie z obsługą każdego urządzenia zostawionego po tak zwanych obcych w wielu legendach na świecie albo po przodkach. Że urządzenie posiadało potężną moc i tylko ten o prawym sercu, ten, którego dusza nie zadrżała, mógł wyciągnąć ten miecz z kamienia. Rozumiesz? Tylko że dowcip polega na tym, że to nigdy nie był miecz.
To zawsze była jakaś wiedza i to wiedza, żeby nie używać miecza. Właśnie miecz jest chyba najgorszym rozwiązaniem. No ale to jest chyba ta alchemiczna prawda, którą wypada odkryć w najbliższych czasach. Myślę, że to jest ta część, gdzie zmierza cywilizacja teraz, taki mam koncept. Tak czy siak naukowcy wiedzą o tym, że nie mają innego miejsca, w którym mogliby się schować, że to ostatnie miejsca, w które trafili. I albo to zaakceptują, albo się odbiją od tej szklanej ściany, która się nazywa aminokwasy i która się nazywa wodór i która się nazywa promieniowanie kosmosu. I to wszystko w ujęciu organicznym, poprzez żywy reaktor, którym jest człowiek oraz każda żywa istota, prawda? I to w zupełnie inną stronę. Nie na zasadzie budujemy coraz lepsze protezy dla naszych obumierających kończyn, tylko poznajemy kosmos i całą informację o stworzeniu uniwersum w całości tak, że sami się rekonstruujemy. Zatem nikt nie choruje.
Widzisz pan, co za ciekawa przyszłość. I nie ma fizycznej śmierci, bo można się zawinąć i zwinąć jak ten Saint-Germain. Błysnąć i tyle. Zostawić tylko stare ciuchy, gdzieś się pojawić w nowym miejscu, już bez ubrania albo w nowym ubraniu, odpowiednim i adekwatnym do nowej mody nowych czasów. Kto wie, może i ty spotkasz Saint-Germain. A może Saint-Germain słuchasz właśnie tej „Hiperczystelni, człowieku”. Pozdrawiam cię serdecznie. Jak kiedyś będziesz miał okazję, to wpadaj w odwiedziny, chętnie z tobą pogadam i tyle. A ja tymczasem, słuchaczko i słuchaczko, kończę swoje wynurzenia, nieco przydługawe dzisiaj, na temat aminokwasów, na temat tych wszystkich tajemniczych historii i tego, że według mnie historie z pozoru kompletnie z innej bajki w rzeczywistości, po wrzuceniu do tego samego wiadra mają jeden wspólny mianownik. I to jest bardzo twardy mianownik, bo jest to mianownik, który, żeby było zabawniej, jako jedyny chyba można zmierzyć, zważyć i jeszcze taką oficjalną nawet nauką dotknąć końcem czujnika, ostatniego czujnika.
To tyle. Z końca ostatniego czujnika, z końca ostatniej probówki mówiłem do ciebie ja, Tomek. W Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium, w Radiu Czasu oraz na kanale Paranormalium na YouTubie. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy offline. Ciebie słuchaczu offline. Ciebie, który jedziesz gdzieś w samochodzie i słuchasz sobie radośnie Hiperprzestrzeni. Rozejrzyj się dookoła. Aminokwasy, niewidoczne połączenie pomiędzy wszystkim. A ty w samochodzie gdzieś pośrodku lasu.
Ty i drzewa. Pogadaj z drzewami. Właśnie, ale jak wrócisz z tego gadania z drzewami, to włącz sobie radio jeszcze w środę. Pogadaj sobie z księciem Edwardem albo posłuchaj, o czym książę Edward ma do pogadania z tobą w etykiecie zastępczej u księcia. Mam nadzieję, że będzie, że się pojawi. A w czwartek wpadaj na Chatę Mistyka i ja może się pojawię w czwartek z kolejnym nowym felietonem. Zbieram tematy do felietonów. Piszę czasami felieton i nigdy go nie publikuję, bo jestem takim pisarzem jak z powieści. Piszę i drę, i wyrzucam za siebie szczątki papieru. Absolutnie.
Oczywiście. I piszę piórem gęsim. Oczywiście wszystko piszę gęsim piórem. Jako że nie mam cierpliwości, jestem zbyt genialny, żeby zostać przy pierwszej wersji swojego felietonu, więc dla bezpieczeństwa nagrywam je i jeżeli trafię w czwartek przed mikrofon, to po prostu zdzielę cię swoim felietonem na temat bieżących spraw na świecie. Tak że zapraszam serdecznie, ale to po Chacie Mistyka, która o godzinie 10 polskiego czasu, a później późnym wieczorem na parę chwil prawdopodobnie się pojawię. I w sobotę oczywiście z powrotem Hiperprzestrzeń. A ja tymczasem znikam. Pojawiem się na wieczorowej porze. Tak że jeżeli słuchasz tego na żywca, człowieku, nawet jeżeli masz lwowski akcent. Pozdrawiam serdecznie wszystkich z lwowskim akcentem i nie tylko.
To zostań w Radiu Paranormalium, w Radiu Czasu i konsekwentnie w Radiu Na Fali, bo ja tu zostanę na parę chwil razem z tobą na wieczorową porę. Jeszcze przez parę chwil w Radiu Na Fali. Wieczorowa pora. Miało nie być, bo miałem jechać do lasu. Poważnie. Taki był plan. Miałem jechać dzisiaj rano do lasu i pohasać sobie po lesie, ale tak wyszło, że nie jadę do lasu. Nie jadę i mogę się wyspać. I jako że mogę się wyspać, to zostaję z tobą na wieczorową porę, bo las był planowany na taką bardzo wczesną porę. Jak dla mnie to jest rzezińska pora, co ja tu dużo będę mówił.
Ale nie jadę do lasu, to zostaję w radiu na parę chwil dłużej. Tak że człowieku, zrób sobie jakąś kawkę, może jakąś herbatę. Ja tu jeszcze sobie chyba wyskoczę po jakąś kawkę i herbatę za parę chwil i czas najwyższy zakończyć tą Hiperprzestrzeń. Tak że zapraszam cię do wpadania do Radia Paranormalium, Radia Czasu i Radia Na Fali, które wreszcie pewnego dnia się zaktualizuje na stronie na Facebooku, a ja wreszcie odpiszę na twoje maile. Sorry, Gregory, ale po prostu nie mam czasu z tym zarobionym. Taka jest prawda. Tutaj zajęty fizycznie z ludźmi, których fizycznie mam tutaj przed sobą w Londynie, na południu Londynu, skąd do ciebie mówię. I to tyle. Zatem dzięki jeszcze raz za wysłuchanie tej Hiperprzestrzeni, za przytulenie tego mojego konceptu. Nie jest to mój koncept, bo jest kilku poważnych ludzi naukowców, którzy siedzą z tym konceptem i ja też robię sam eksperymenty na ten temat.
I to nie jest tak, że jestem ojcem tego konceptu, to proszę pamiętać, ale jeżeli będziesz miał chwilę, będziesz chciał pomyśleć, to pomyśl, że jest taka substancja, która jest być może bramą. Być może to jest brama właśnie do kamienia filozoficznego, do tego czegoś, co jest tą zapomnianą cywilizacją na tej planecie Ziemia. Może to jest właśnie ta druga bramka, ta bramka nie od strony mierników, tylko od strony aminokwasów, od strony naturalistycznej, bym powiedział organicznej. Ale to już cię zostawiam z tą refleksją. Poradzisz sobie samodzielnie beze mnie. A tymczasem znikam z tej Hiperprzestrzeni i znikam prosto do czasu snu w Radiu Nafali.com. A ty słuchałeś Hiperprzestrzeni, młoda dziewczyno i młody chłopaku w Radiu Nafali.com.