[00:00] - Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny.
[00:05] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny odcinek audycji Paralaxa Rozmowy na Atlantydzie. Oczywiście z naszym gospodarzem, naszym niestrudzonym poszukiwaczem prawdy, autorem serwisu Nowa Atlantyda, Chrisem Miekiną. Witaj, Chrisie.
[00:21] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[00:23] - Z tego, co wyczytałem w zajawce na stronie Nowej Atlantydy, dzisiaj tematem przewodnim będą zmiany czy też modyfikacje pogodowe. Ale zanim przejdziemy do tematu głównego, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Przepraszam za moją dykcję, ale ostatnio wyrwano mi ząb mądrości i niestety jeszcze ten obrzęk na twarzy powoduje, że nie tylko wyglądam jak chomik, ale i trochę mówię jak chomik. Postaram się te kontakty w miarę wyraźnie podać. Nasze kontakty pisemne to numer SMS 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to można nam również wysłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
A audycję od strony technicznej jak zawsze będzie obsługiwał chomik, którego można ściągnąć z Chomika, czyli Marek Sęk "Ivellios". To jest śmieszne. Wyglądać jak chomik to jest troszkę głupie. Wiem, dlaczego ten ząb nazywa się ząb mądrości, bo troszkę głupio się brzmi, troszkę głupio się wygląda.
[02:01] - Ale teraz jest to syntetyczny chomik.
[02:04] - Syntetyczny, autentyczny.
[02:05] - To jest nowa jakość w Radiu Paranormalium. Teraz wypadałoby jeszcze przeczytać jakąś książkę grozy i wszyscy będziemy mieli świetną zabawę z tego powodu. Ale Marku, życzymy ci wszyscy powrotu do zdrowia.
[02:18] - Kiedyś, jak były jeszcze dziwne informacje, to nazwy różnych gryzoni tak czytałem: chomik, szczur.
[02:28] - Właśnie. Jak zwykle jakieś gryzonie podgryzają i chyba to taka normalna historia całej naszej działalności tutaj, że ktoś zawsze coś podgryza. Nigdy nie jest dobrze, nigdy nie jest optymalnie. Ja w zeszłym tygodniu miałem problemy z gardłem i nie tylko ze względu na śpiewanie szant i żeglarską aktywność. Dlatego w tym tygodniu bardzo dobrze się pilnowałem, żeby nic takiego się nie wydarzyło. Żeby mieć wreszcie, może po raz pierwszy, optymalny start do tej audycji, która za każdym razem zaczyna się jakimś dramatem. Wszystko szło mi bardzo dobrze. Z nikim się nie spotkałem, nie odbierałem wczoraj za dużo telefonów, nie dałem się skusić ani sprowokować obrazkami z morza, z żagli, z różnych fajnych historii. I gdzieś około godziny dziesiątej wieczór poczułem nagle silną potrzebę, która nagle wyświetliła mi się w głowie jako potrzeba natychmiastowego zrobienia sobie pizzy. Nie zastanawiałem się długo.
Zrobiłem sobie pizzę. Była znakomita, tyle że później zamieniła się w kowadło w żołądku i jakoś doczłapałem do rana na herbatce miętowej. A wiadomo, że na herbatce miętowej za daleko się nie pojedzie, także mam nadzieję, że oczekiwania nie są dzisiaj zbyt wysokie, bo dalej jadę na tej herbatce. Kowadło zmniejszyło się na szczęście do zupełnie niewielkich rozmiarów, ale ciągle daje o sobie znać. I tak to się stało nagle, że pizza stała się częścią teorii konspiracji, która mnie trapi, która atakuje mnie przy każdej nowej audycji, a już w Paralaksie szczególnie. Także nawet, jak się okazuje, kiedy człowiek się ma na baczności, różne rzeczy się mogą wydarzyć. Ale to, co się nie wydarzyło, to nie wydarzyły się żadne poważne zażalenia. Zacząłem się powoli przyzwyczajać do tego, że słuchacze mają rozmaite problemy z tym, co mówię. Wcale mnie to nie dziwi. Ja sam mam z tym często problemy, bo tematy, które poruszamy, zawsze są kontrowersyjne, prowadzą w różne strony, czasami prowadzą na manowce.
Trzeba się oczywiście do tego przyznać i z tych manowców jakoś wrócić. I ja myślę, że bez uszczerbku dla zdrowia, bo to chyba o to przecież chodzi, żebyśmy w tego typu tematy wchodzili i czasami decydowali się na rzeczywiście ryzykowne interpretacje takiego problemu. Ale oczywiście przy okazji ostatnich moich artykułów na Atlantydzie, a także ostatniej audycji na temat obezwładniania amerykańskiej floty na Pacyfiku, doszło do kilku bardzo interesujących wymian zdań ze słuchaczami, z których się bardzo cieszę. Arek okazał się wielką pomocą w zrozumieniu tych różnych procesów. Arek, jak się domyślam, pracuje gdzieś w jakimś morskim biznesie, zna się na ruchu statków. Także tu przy tej okazji dziękuję za podsyłanie mapek, a także informacje na temat tego, w jaki sposób ten ruch morski działa, jakie są różne rutyny w przypadku ruchu statków na morzu. Było to bardzo pomocne i bardzo interesujące. Także Arku, dziękuję. Dziękuję oczywiście za to, że jesteś przyjacielem Nowej Atlantydy, bo jest sporo twoich komentarzy, które sobie bardzo cenię. Dwóch innych przyjaciół jeszcze na Facebooku i na Radiu Paranormalium również miało inne zdanie na temat tego, co wydarzyło się na Pacyfiku na amerykańskich okrętach.
Mam tutaj na myśli Rycha i Internacjonalistycznego Żołdaka. Dostałem kilka ciekawych informacji od nich i myślę, że ich punkt widzenia nie jest absolutnie bezzasadny. Ma dużo sensu i jak widzę, panowie znacie detaleTego typu historii wojennomorskich. Ja w wojsku nigdy nie byłem, więc jedynie jestem teoretykiem w tej dziedzinie. W jaki sposób te wszystkie rutyny na morzu przebiegają i co może być przyczyną nieszczęśliwych w cudzysłowie przypadków, jak te, które przytrafiły się amerykańskim niszczycielom? Biorę wasze zdanie bardzo serio pod uwagę. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł korzystać z waszych ekspertyz w danym temacie, bo widać wyraźnie, że wiecie na ten temat bardzo dużo. Ale póki co nadal odrzucam teorię na temat tego, że były to w zasadzie tylko i wyłącznie nieszczęśliwe wypadki, że nie ma tutaj czego szukać, że ta flota amerykańska jest tak zdegenerowana, że już sama ledwo utrzymuje się na wodzie. Mam świadomość tego, że niezbyt dobrze dzieje się w społeczeństwie amerykańskim, że poziom edukacji, który tutaj spada na łeb, na szyję jak lawina od kilkudziesięciu lat, zaczyna powoli zbierać swoje żniwo, że ludzie kończą szkoły i pozostają analfabetami. Jest to fakt.
Analfabetyzm w Stanach rośnie w zastraszającej sile, ale nie da się nic zrobić, bo system skonstruowany jest w ten sposób, że takiego dzieciaka nie można zostawić na drugi rok w klasie, żeby się czegoś nauczył, bo będzie się posądzonym zazwyczaj o rasizm na przykład albo jakieś dziwne inne skłonności. Dlatego nauczyciele pod brzemieniem tych ciężkich przepisów, które niosą z sobą potężne konsekwencje, przepuszczają tych różnych matołów do następnych klas. Oni kończą te swoje szkoły i nie potrafią za bardzo nawet przeczytać oprócz tego, co jest napisane ewentualnie na zielonych papierkach z cyframi, z prezydentami. Ewentualnie tylko to. Także jest to niebezpieczne zjawisko, ale uważam, że mimo to standard US Navy jest nadal na tyle wysoki, że chyba jeszcze analfabetów nie przyjmują do floty, choć wszystko jest możliwe. Gdyby ich przyjmowali, wówczas takie wypadki byłyby na porządku dziennym, jak są ostatnio. Ale nadal bardzo ciężko mi jest w to uwierzyć. Zwłaszcza że do dyspozycji tej floty pozostaje mnóstwo bardzo skomplikowanego w operowaniu sprzętu, więc przynajmniej jakieś przeszkolenie wskazuje, którzy ludzie się do tego nadają, a którzy nie. A słyszymy dookoła, że zaczynają bić bębny wojenne. Dookoła Korei zaczyna być coraz goręcej i wydaje się, że wojna jest nieunikniona.
I stąd te różne posunięcia. I stąd ta moja teoria, nie tylko moja zresztą, nie chciałbym sobie przypisywać niczego, że coś się dzieje za kulisami, że te obrazki, które widzimy, te zderzenia okrętów, są to formy depeszy informacji, co będzie, gdy ktoś zrobi zdecydowany ruch i spróbuje tą sytuację zmienić. Na razie niestety wszystko wskazuje na to, że dojdzie do siłowej przepychanki. Wygląda na to, że jest to kwestia czasu. I co ciekawe, że w zasadzie omówiliśmy niemalże wszystkie aspekty życia i ziemskiego, i pozaziemskiego i omówiliśmy je szczegółowo na tyle, że jest się do czego teraz odnosić, co jest bardzo dobre, bo nie wyskakuje się z tym jak diabeł z pudełka, tylko jest oparcie w pewnych informacjach, faktach, dyskusjach. I tutaj właśnie ta przepowiednia von Brauna nagle zaczyna się sprawdzać, bo von Braun pod koniec swojego życia miał powiedzieć, że po to, żeby stworzyć jeden wielki światowy porządek, należy w jakiś sposób skupić ludzi wokół jednego celu. A najlepiej nic tak nie skupia jak kryzys i wspólny wróg. I tym pierwszym wrogiem mieli być komuniści, drugim wrogiem jakiś naród, jakaś nacja poza kontrolą, potem meteoryt, na końcu UFO. I wydaje się, że Korea doskonale spełnia warunki właśnie tej nacji poza kontrolą. Niewielki kraj w Azji.
Taka, można powiedzieć, igła w tyłku Azji. Nie wiadomo, kto ją wspiera, kto rozgrywa swoją proxy war na jej terytorium, kto pozwala Kimowi bawić się tymi niebezpiecznymi zabawkami. Ale widać wyraźnie, że gdzieś tam ścierają się interesy i amerykańskie, i rosyjskie, i chińskie oczywiście, i kto wie, kogo jeszcze interesy. Bo ja przynajmniej często wspominam o tej odrywającej się cywilizacji. Cały czas uważam i podtrzymuję, że istnieje oprócz tych wszystkich potęg politycznych, o których słyszymy na co dzień w różnych serwisach informacyjnych, istnieje jeszcze ta, która jest praktycznie niewidzialna, która nie operuje poprzez terytorium czy jakąś nację, która tą organizację wspiera, a poprzez właśnie sieć wpływów na ludzi, którzy zarządzają tym światem. Czyli w tej teorii ewentualnie tacy ludzie jak prezydenci, premierzy, królowie, szamani w różnych plemionach nie byliby w stanie podejmować własnych, niezależnych decyzji. A ten wpływ byłby właśnie z tego typu organizacji, których nie widać na mapie świata, a które tak naprawdę istnieją. Żeby uzmysłowić sobie, jak taka organizacja może wyglądać, spójrzmy na przykład na coś, co wszyscy dobrze znamy, jak na przykład Watykan. Maleńki punkcik, kilkadziesiąt hektarów gdzieś na terenie Rzymu na dodatek. Właściwie państwo bez znaczenia wydawałoby się.
Państwo, które nic nie może oprócz tego, żeby sobie odprawić parę mszy i ewentualnie ubrać się w te swoje niesamowite, futurystyczne dziś, gdy się na nie patrzy, stroje, purpury i inne historie. Tyle że jeśli się temu bliżej przyjrzeć, to okazuje się, że Watykan jest jedną z największych światowych potęg, ma wciąż olbrzymi wpływ i ma najlepiej działającą organizację chyba ze wszystkich, bo jest ona obecna na wszystkich kontynentach, praktycznie we wszystkich krajach. Może oprócz kilkuJest to organizacja niesamowicie skuteczna, bo jest sprawdzana przez 2000 lat. Na dodatek Watykan posiada olbrzymie, astronomiczne pieniądze, wręcz nie z tej ziemi, co oczywiście pomaga takiemu działaniu. Idąc dalej tym tropem, widać tego typu ślady działalności także gdzie indziej. Jeśli przypatrzymy się, jak działa City of London, które ma status eksterytorialny, również widzimy, że jest w stanie wpływać na świat swoimi decyzjami właśnie z małego punkcika na Ziemi. Gdy popatrzymy na takie państwo Izrael, coś maleńkiego, praktycznie wydawałoby się bez znaczenia. Skrawek ziemi gdzieś przyklejony do Morza Śródziemnego, kamienisty i nieciekawy, bez żadnych bogactw mineralnych, bez praktycznie niczego, co byłoby tam cenne. Okazuje się, że jego lobby fantastycznie daje sobie radę w najrozmaitszych rządach, w tym w rządach najrozmaitszych mocarstw, na przykład w Stanach. Wręcz to lobby się nie ukrywa, ma swoją organizację i każdy prezydent musi się z tym liczyć, co pokazuje, że teoretycznie odrywająca cywilizacja jest jak najbardziej możliwa i może decydować o tym, co się dzieje na świecie kompletnie zakulisowo, kompletnie bez żadnych konsultacji z ludźmi takimi jak my czy z ludźmi ważniejszymi niż my.
Dlatego cały czas przewija się ta odrywająca cywilizacja w tych wszystkich historiach, które wam tutaj opowiadam. Ale dziś miało być o manipulacjach pogodowych i ponieważ wymyśliłem sobie, że ewentualnie „Paralaxa” będzie audycją, która na bieżąco będzie dotykać różnych problemów. Huragan Harvey, który właśnie zniszczył Teksas, jest dobrą okazją, ażeby o tym mówić. Ja zazwyczaj decyduję się niemalże w ostatniej chwili w kwestii tematu, o czym będzie mowa ewentualnie w „Paralaksie”. Kiedy przyjrzałem się temu, jak huragan Harvey wędrował sobie po Karaibach, to wręcz rzucało się w oczy to, że wygląda tak, jakby ktoś precyzyjnie nim sterował. Harvey był jednym z najdziwniejszych huraganów w historii meteorologii obserwowanej. Jego trasa i sposób, w jaki się porusza, jest czymś absolutnie niezwykłym i przebija wszystko to, nawet to, jak Katrina zrobiła zwrot o 90 stopni jakieś 10 lat temu. Dlatego że Harvey szedł sobie przez Karaiby bardzo wolno i w zasadzie jego trasa wskazywała na to, że przywali gdzieś w Meksyk, w te pustkowia i w zasadzie nikomu za bardzo nie zrobi krzywdy. Nie był to też zbyt silny huragan. W pięciostopniowej skali siły huraganu dochodził mniej więcej do jednego stopnia.
I w pewnym momencie stało się coś dziwnego. Kiedy przechodził w okolicach Jukatanu, nagle uzyskał moc, a zazwyczaj meteorologicznie, ja nie jestem meteorologiem, ale zazwyczaj jest tak, że w momencie, kiedy huragan nagle dotyka lądu, traci swoją energię. Dlatego, że woda jest rozgrzana, jest olbrzymim ciałem i w momencie, kiedy huragan dotyka lądu, tą energię traci, wylewa z siebie trochę deszczu i po prostu ginie. Rozpływa się kompletnie i nie ma po nim śladu. Natomiast tutaj zyskał on bardzo mocno na sile i dokonał tego dziwnego zwrotu i zaczął nabierać olbrzymiej energii, która w pewnym momencie osiągnęła czwórkę w skali pięciostopniowej, więc już to był supersilny huragan. I tu znów stało się coś dziwnego. W momencie, kiedy dotykał lądu i kiedy powinien mieć największą z możliwych swoich sił i energii, bo jest doskonale rozpędzony, nagle ta energia spadła. Z czwórki zrobiła się trójka. Huragan wszedł doskonale w jedno z najbardziej zurbanizowanych miejsc w Stanach. Miejsce bardzo silne gospodarczo.
Jest to Houston, Galveston i okolice. I dokonał rzeczy, o której nikt wcześniej nigdy nie słyszał. Huragan wszedł na ląd i stał tam przez cztery dni. Następnie zawrócił z powrotem w stronę Houston, dokonał zwrotu w stronę Louisiany i dziś ja mam jego resztki nad głową. Resztki tych chmur dotarły tutaj nad New Jersey i za parę godzin przestanie padać i to będzie koniec historii Harveya. Natomiast Harvey na pewno jego obecność nie jest końcem historii w Teksasie. Dokonał on potwornych zniszczeń, które dziś oblicza się na ponad 200 miliardów dolarów na razie. Więc będzie to prawdopodobnie największy kataklizm meteorologiczny, naturalny kataklizm, jaki dotknął Stany. Najdroższy. Oczywiście w tym sensie mam to na myśli.
Dlatego że zniszczył całe osiedla, małe miasteczka, potwornie nadgryzł całą tą infrastrukturę, która pompuje ropę z dna Zatoki Meksykańskiej, a także przetwarza ją, między innymi dostarczając ją rurociągiem do Nowego Jorku. Te wszystkie dziwne historie oczywiście można w nie powątpiewać. Czy są możliwości kierowania takim zjawiskiem jak huragan? Czy istnieje technologia, która jest w stanie stworzyć warunki, które sprawią, że coś takiego jak huragan będzie można użyć jako rodzaj broni, jako rodzaj bardzo potężnego argumentu ekonomicznego w stosunku do kogoś, do czegoś, do całego państwa czy do całego regionu, czy tylko do części kraju. I gdy o tym myślimy i rozmyślamy, za każdym razem pierwszą taką operacją, jaką trzeba dokonać, jest operacja ta, która polega na tym, że trzeba podążać za pieniędzmi. Stara amerykańska zasada, a w zasadzie może jeszcze i rzymska, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Przypatrzmy sięKto zyskał na tym? I wówczas ewentualnie będzie to jeden z punktów, od których można się odbić w myśleniu na temat tego, jak takie zjawisko działa, ażeby móc spróbować dotrzeć do niego. Czy coś za tym stoi? Czy komuś to się opłacało?
Czy w ogóle jest sens rozmyślać o kierowaniu zjawiskami meteorologicznymi w formie tego, co robimy dziś, w formie teorii konspiracji? Bo jest to nic innego jak kolejna teoria konspiracji. Tutaj taka mała dygresja. Trochę się zacząłem tym niepokoić, bo od początku tej nowej edycji „Paralx” zaczynam być takim teoretykiem konspiracji. Bardzo nie chciałbym się zamknąć w tym pudełku, ale na razie wszystkie te zjawiska i historie, jakie rozgrywają się dookoła, są głęboko konspiracyjne i nie ma jak się temu wymknąć. Mam nadzieję, że następne będą o wiele bardziej spokojne, ale przez to prawdopodobnie też i trochę bardziej nudne. Tak że już z góry zaznaczam, że nie będziemy jechali do końca teorią konspiracji. Zwłaszcza że kiedy znów wrócimy do naszego głównego tematu, czy manipulacje pogodowe są możliwe i czy mogą komuś one służyć, widać wyraźnie, że tak. Wystarczy popatrzeć na te ostatnie potężne huragany, jakie nawiedziły Stany. Katrina, Rita, Sandy, te walkirie, jak je nazwałem w swoim wpisie na Nowej Atlantydzie, przyczyniły się do masy szkód, ale jednocześnie ktoś na tych szkodach potężnie zarobił.
Tak samo potężnie zarobi ktoś na zniszczeniach w Teksasie. Teksas trzeba odbudować. Wyraźnie widać, że prezydent jest bardzo aktywny w tym temacie i dla niego to, czego dokonał Harvey, jest w zasadzie punktem zwrotnym w całej jego polityce, bo do tej pory prezydent Trump, który w zaskakujący sposób wygrał swoje wybory, ale tuż po objęciu władzy spotkał się z niesamowitym oporem wszystkich tych, którzy stali do tej pory po drugiej stronie. Szefowie agencji, Clintonowie, najrozmaitsze organizacje, wszystkie te zgrupowane wokół demokratów siły polityczne nieustannie, każdego dnia i każdej nocy atakują Trumpa. I w zasadzie Trump został w pewnym sensie politycznie obezwładniony. Skupiał swój cały czas i energię na tym, żeby w jakiś sposób odbijać te ataki i w zasadzie nie mógł niczego dokonać. Praktycznie uniemożliwiono mu rządzenie. Skupił się wyłącznie tylko na utrzymywaniu się na powierzchni, na walce z mediami i patrzył tylko, w jaki sposób eliminuje się kolejnych ludzi, którym ufa, których wprowadził na wyżyny władzy, którzy mieli zapewnić mu, że jego sposób patrzenia na Amerykę i sposób rządzenia tym krajem będzie realizowany. Ci ludzie powoli znikają. Znajdowane są na nich najrozmaitsze brudy, najrozmaitsze historie, najrozmaitsze teorie, które podcinają im szczeble na tej drabinie kariery i są eliminowani z rządów Trumpa.
Tak że ewentualnie widać było, że w zasadzie zaczyna być to gra do jednej bramki w sumie i jest kwestią czasu, kiedy przedmiotem takiego ataku zostanie sam Trump z tym celem nadrzędnym, jaki mają jego polityczni przeciwnicy, czyli dokonania tego impeachmentu, wywalenia go z władzy i powrotu do tego, co było, co jest realizowane od czasów Bushów, Clintona i Obamy, czyli polityki bardzo niebezpiecznej. Nie chcę tutaj też brzmieć jako wielki zwolennik Trumpa, ale dziś nadal, gdybym miał do wyboru zagłosować na Hillary Clinton czy na Donalda Trumpa, znów zagłosowałbym na Trumpa. W tym całym szalonym aparacie władzy, w aparacie wpływów w Ameryce jest to nadal jakaś, wydaje mi się, o wiele bardziej rozsądna opcja niż szaleńcy z obozu Clintonów i ludzi, którzy tam działają. Są to szaleni, niebezpieczni ludzie i też są warci w zasadzie kolejnej audycji, żeby móc pokazać, z kim ma się tutaj do czynienia i jakie siły próbują wpływać na los kraju, który z kolei sam przez swoją wielkość i przez swoje bogactwo ma wpływ na to, w jaki się rozwija świat. I teraz co się stało w przypadku Harveya? W przypadku Harveya nagle, jak nożem uciął po tych potężnych zniszczeniach, ucięta została krytyka Trumpa. Jego notowania gwałtownie wzrosły, dlatego że natychmiast pojawił się on właśnie w zniszczonych miejscach i w zasadzie bezpośrednio wziął udział w tej pomocy dla powodzian z Teksasu. Jego procent poparcia wzrósł już grubo do ponad 50%, co jest bardzo ważne. Jego krytycy musieli natychmiast nabrać tej powodziowej wody w usta i przestać go krytykować, bo byłoby to niepoważne wobec tego, że ludzie cierpią i ludziom trzeba pomóc. I to powoduje, że jego polityka nagle może być w jakiś sposób realizowana.
Myślę, że zbliżamy się do takiego momentu, że kiedy myślimy o konflikcie ewentualnym z Północną Koreą i czy on może nastąpić i czy jest on rzeczywiście nieunikniony, to ten moment Trumpa właśnie trwa teraz, że jeszcze trochę, a będzie on w stanie dokonać takiego ruchu i naród, który jeszcze trzy tygodnie temu miałby wątpliwości, czy jest to ruch dobry, dziś w zasadzie można podejrzewać, że go poprze w tym wszystkim. Mówiłem o różnych zjawiskach, potężnych katastrofach meteorologicznych czy katastrofach tak zwanych naturalnych, że one za każdym razem niosą ze sobą bardzo dziwaczne konsekwencje, a także bardzo mocno podejrzane posunięcia, zanim do nich doszło. W przypadku na przykład tsunami w Indonezji dokonano szeregu wielomiliardowych transakcjiZwiązanych z różnymi dobrami sprzedawanymi przez Indonezję albo w tym rejonie Azji, jakby wiedząc, że coś takiego nadchodzi. Kiedy weźmiemy pod uwagę drugie tsunami, to, które zniszczyło Japonię, które dokonało jednej z większych tragedii w historii elektrowni nuklearnych, bo zniszczyło elektrownię atomową w Fukushimie, której efekty do dziś są tam odczuwalne i to w sposób bardzo poważny. Mamy niewiele informacji, co tam się dzieje i nie wiadomo, czy sytuacja jest opanowana, czy ciągle trwa walka z prętami, które przepalają kolejne warstwy ziemi. Nie wiemy dokładnie, co tam się dzieje, ale wiadomo jest z kolei to, że zanim do tego doszło, Japonia nagle tak jakby obudziła się z politycznego letargu, zaczęła mówić swoim własnym głosem. Chciała być siłą, mając olbrzymią potęgę ekonomiczną w rękach. Chciała być siłą, która będzie korygowała wpływy chińskie w Azji. I co się stało? Stało się to, że wygląda tak, oczywiście z punktu widzenia teorii konspiracji, że ktoś ją ukarał.
Tsunami ustawiło Japonię w szeregu karnych i zdyscyplinowanych państw i zawróciło ją do miejsca, z którego Japonia próbowała znów wyrosnąć jako jeden z głównych światowych rozgrywających. Mówiło się nawet o tym, że Japończycy coraz głośniej chcą posiadać własną broń nuklearną, że chcą posiadać armię, która nie będzie już tylko siłami samoobrony, ale będzie siłą, która będzie ewentualnie mogła być wysyłana w różne miejsca na świecie, tak jak robią to Amerykanie czy inne kraje NATO, w tym Polska. Tak jest. My też wysyłamy korpusy ekspedycyjne w różne miejsca świata, żeby przywracać tak zwany porządek. I to wydarzyło się właśnie w Japonii, że ten wielki kataklizm naturalny ni stąd, ni zowąd rosnącą w siłę Japonię i ambitną Japonię po prostu postawił z powrotem w szeregu. W przypadku Teksasu też tak to wygląda. Od 15 lipca Teksas ogłosił, że zakłada swoje własne rezerwy złota, co jest rzeczą niebywałą. Dziś żyjemy, jak wiemy, w wielkim bąblu ekonomicznym, wielkim bąblu finansowym. Wiemy, że pieniądze, którymi obracamy, którymi kupujemy różne dobra, chleb, piwo i inne dobra, tak naprawdę są mniej warte niż ten papier. Mają wartość umowną, więc tworzą ten gigantyczny bąbel, który w którymś momencie pęknie.
Wielokrotnie widzieliśmy w historii, jak działa taki pęknięty bąbel. Miało to miejsce chociażby w Holandii, kiedy nie wiadomo dlaczego, ci bardzo konserwatywni i przyziemni Holendrzy uznali, że największą wartość posiadają w sobie cebulki tulipanów i zaczęli zbierać je po piwnicach w olbrzymich ilościach. W pewnym momencie ktoś zauważył, że to są tylko cebulki i tak naprawdę nic nie są warte. I ten bąbel pękł. Fortuna poszła tam, gdzie poszedł dziś Harp, czyli nie wiadomo gdzie. I cała potęga Holandii, która wówczas, w tamtych czasach była w stanie zagrozić Brytanii, Francji, wszystkim tym zapędom tamtejszych imperiów, nagle rozpłynęła się i Holandia wróciła znów do roli kraiku niezbyt ważnego i niezbyt interesującego w sensie geopolitycznym. Teksas, zakładając swoją własną rezerwę złota, stworzył w zasadzie niezwykły precedens. Szczególnie właśnie, że zrobiono to w Teksasie, nie w żadnym innym stanie, a Teksasie. Bo Teksas jako jedyny stan w amerykańskiej unii ma swoją własną historię jako niezależny kraj, a federacja ta amerykańska, Stany Zjednoczone, są one zjednoczone w sensie politycznym. Ewentualnie konstytucja zezwala im na powrót do własnej niepodległości i jest to prawnie i teoretycznie możliwe.
Dlatego w momencie, kiedy stan taki jak Teksas, który ma swoją własną historię niepodległości, który jest stanem, który znakomicie stoi pod względem ekonomicznym, gdzie w wielu innych miejscach w Stanach Zjednoczonych panuje kryzys, ale nie w Teksasie, tworzy swoje własne rezerwy złota, jest to sygnał. Jest to sygnał, że coś się dzieje, że ktoś być może widzi, że zbliża się przełomowy moment w historii Stanów Zjednoczonych i być może nie będą one już tak zjednoczone, bo coś gdzieś już w powietrzu się szykuje, co było widać gołym okiem w przypadku tych wszystkich historii. Zapewne widzieliście, kiedy nieoczekiwanie w takim kraju jak USA zrzuca się pomniki, atakuje się ludzi z historii, pluje się na własną historię, nawet jeśli ona jest niewygodna, to tworzy się z tego siłę propagandową na tyle mocną, że w zasadzie nie tylko w mojej głowie powstała myśl o tym, że zbliżamy się powoli w Ameryce do momentu, kiedy ten kraj zniszczy coś, co już raz miało miejsce tutaj, a mam na myśli wojnę domową. Kiedyś była to wojna secesyjna. Dziś dokładnie nikt nie potrafi powiedzieć w zasadzie, czego ona dotyczyła. Gdzieś tam się pląta niewolnictwo jako główny cel tej wojny, ale dziwnym się wydaje z punktu widzenia czystego, zdrowego rozsądku, żeby setki tysięcy białych chłopaków z jednej strony, ze strony północy i setki tysięcy białych chłopaków z południa biło się o to, żeby uwolnić niewolników. Bardzo dziwna historia. Oczywiście jest to historia, która jest historią naładowaną, bardzo niebezpieczną. Bardzo łatwo jest mieć przyklejoną jakąś łatkę ze względu na tego typu patrzenie na te wydarzenia historyczne. I to zaczęło się rozgrywać w Stanach i to na coraz większą skalę.
Widać olbrzymią siłę i olbrzymią energię, która chce doprowadzić do jakiejś kolosalnej zmianyW tym kraju i Teksas najwyraźniej się do tego przygotowywał. I Teksas też najwyraźniej z tego powodu został ukarany. Być może jest to tylko teoria, ale bardzo dziwna historia, że stan, który nagle tworzy rezerwę złota i staje się gotowy na wybuch tej bańki finansowej, na tą eksplozję finansową, która potoczy się po świecie bardzo szerokim echem i wiele zmieni. Teksas jest w stanie przetrwać. Teksas ma zupełnie inny rodzaj ludzi niż w większości innych stanów. Teksańczycy jako swój symbol mają samotną gwiazdę, przez co pokazują, że są zbudowani trochę z innej gliny. I wyraźnie widać, że to, co dzieje się dziś po tym, jak przeszedł ten potężny huragan przez Houston i stał nad nim przez cztery dni, dają sobie oni świetnie radę. Ludzie są zorganizowani, pomagają sobie nawzajem. Tu też takie ciekawe spostrzeżenie, że jeśli popatrzy się na większość tych wszystkich ośrodków dla uchodźców, to widać wyraźnie, że ci, którzy są tam uratowani, wyglądają troszeczkę inaczej. Znowu mam nadzieję, że nikt mi nie przyklei tutaj łatki, ale to o czymś świadczy.
Mam na myśli to, że w większości ludzie, którzy zajmują te wszystkie miejsca dla uchodźców, to w większości Murzyni. Są to najbiedniejsza część Teksasu i rzeczywiście im należy pomóc. Ale kto ich obsługuje? Kto pracuje, przynosi im jedzenie, pierze brudy, szuka ubrania, szuka miejsc na lokację? Są to biali wolontariusze, ci sami ludzie. Te zalane potężne highway'e używają jako drogi, jako kanały, pędząc swoimi łódkami, szukając następnych uchodźców, zwierząt, ludzi, którzy stracili wszystko, pomagają sobie nawzajem. Powstało coś nawet takiego, co nazwano Cajun Navy. Są to wolontariusze właśnie na tych wszystkich małych rybackich łódeczkach, którzy między innymi pilnują tych zalanych domów, w których powoli poziom wody opada przed tym, ażeby nie zostały okradzione. Jak wiadomo, Teksas jest jednym z najbardziej liberalnych stanów, jeśli chodzi o broń i tam w takich sprawach żartów nie ma. I też, jak się okazuje, wolontariusze są jednego koloru skóry, a jeżeli pokazuje się tych, którzy kradną, są innego.
Ale też bardzo proszę, nie przyklejanie mi żadnych łatek, ale to pokazuje pewne napięcia, jakie panują w Stanach. A ja, mieszkając w tym kraju, mam nadzieję, że jestem traktowany jako ktoś, kto będąc blisko przedstawia w miarę wiarygodne informacje. Informacje, które rzeczywiście odzwierciedlają naturalny stan tych rzeczy, jakie rozgrywają się w tak wielkim kraju jak Stany Zjednoczone. Jest taki niesamowity filmik na YouTubie, który pokazuje olbrzymią kolumnę pickupów, w których każdy za sobą ciągnie łódkę i kolumna ta karnie stoi w olbrzymiej kolejce po to, żeby właśnie wejść do akcji, żeby móc szukać ludzi, zwierząt, które najbardziej ucierpiały w czasie powodzi. To widać organizację Teksasu. Im nie trzeba pomagać nie wiadomo skąd, nie trzeba im pomocy zrzucać na spadochronach z Rosji, Chin czy skądkolwiek. Oni radzą sobie doskonale sami. Teksas i pickupy to w zasadzie, tu tak troszeczkę już ciekawostkowo. Pickup jest swego rodzaju symbolem Teksasu, bo są to olbrzymie samochody, mają sporą moc. Są to samochody bardzo męskie, w jakiś sposób kobiety też nimi jeżdżą, co pokazuje ich charakter.
Można sobie na tylnej szybie zawiesić strzelbę. Można przejechać przez teren, który jest niedostępny dla zwykłego Priusa, Fiata czy innej Toyoty i przez to czuć się w jakiś sposób bardziej wolny. I taką hybrydą w tych samochodach są te tak zwane monster trucki na tych olbrzymich kołach, gdzie zawieszenie zaczyna się gdzieś od wysokości półtora metra nad ziemią, które mają potężne koła. I dziś obok tych łódek te wielkie monster trucki z całego stanu zjechały się właśnie w okolice Houston i one przeczesują te zalane tereny, bo świetnie sobie w nich radzą. Wyciągają stamtąd samochody i ratują ludzi. Także jest to niesamowite i kiedy patrzy się na tych ludzi, promienieją, jaśnieją, bo są dumni z tego, kim są. I okazuje się, że to nieszczęście skupiło ich razem, że gdzieś zasypało te wszystkie mosty, które gdzieś się tam budowały i stworzyło jedno silne społeczeństwo. To właśnie pokazuje, jak bardzo kryzys jest w stanie połączyć ludzi razem ze sobą. Ale mówiąc jeszcze o manipulacjach pogodowych i o tym ewentualnie, czy jest to możliwe, czy nie. Tu warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, która jest ewentualnie kwestią przyszłości, nie wiadomo jak odległej, ale już możliwej do zrealizowania.
Kiedy przeglądałem ostatnie artykuły w najrozmaitszych periodykach, od naukowych poprzez popularne czasopisma na temat tego, w jaki sposób pogoda czy geoinzynieria szczególnie oddziaływuje na to, w jaki sposób i jak żyje człowiek, jak się zachowuje i jakie efekty to ze sobą niesie. Znalazłem artykuł, który mówił o tym, że NASA ma jakiś pomysł na to, ażeby móc odprowadzić część energii z wulkanu Yellowstone. Zaledwie parę tygodni temu rozmawialiśmy w Debatach Ufologicznych właśnie o wulkanach, o zagrożeniach z ich strony i ewentualnie jaki efekt one mogą przynieść. I nagleNASA zaczyna opowiadać o tym, że ma pomysł, jak odprowadzić tą energię, ale jest to pomysł bardzo kontrowersyjny, bo oznacza on, że tak naprawdę trzeba dokonać czegoś w rodzaju kontrolowanego wybuchu wulkanu. Czy wulkan da się kontrolować? Nie da się. Zwłaszcza tak ogromny jak kaldera w Yellowstone. Jest to jeden z największych wulkanów na świecie. Na samą myśl, co się może wydarzyć, kiedy taki wulkan wybuchnie, po prostu skóra cierpnie. I wydawałoby się, że być może jest to taki rodzaj science fiction, że naukowcy z NASA popisują się tym, w jaki naukowy sposób można podejść do problemu, że istnieją teoretyczne podstawy, żeby go rozwiązać.
Aż do momentu, kiedy nagle trafiłem na artykuł, który opowiadał o tym, że podpisane zostały wielosetmiliardowe kontrakty pomiędzy Argentyną, Australią i Brazylią i te kontrakty dotyczyły relokacji amerykańskiej ludności po tym, jak wybuchnie wulkan Yellowstone. Wow! Myślę sobie: to przecież nie trzeba już żadnej teorii konspiracji. Wszystko jest tutaj czarno na białym. Ktoś takie rzeczy planuje. Jeżeli NASA opowiada o jakiejś swojej historii, że coś chce zrobić i ma naukowe podstawy do tego i to daje asumpt do teorii konspiracji, to podpisanie tego typu kontraktów potwierdza, że coś jest na rzeczy. Tak naprawdę, kiedy myślimy o geoinżynierii, nie jest łatwo nam objąć te procesy. Praktycznie w sensie popularnym wykraczają one poza wszelkie zrozumienie. Dotyczą one nauki, której skomplikowaność w zasadzie wyklucza jej pełne zrozumienie dla każdego i przez każdego. Dlatego toniemy w moroku teorii konspiracji.
Od czasu do czasu niektóre z nich stają się bardzo modne, a później moda na nie w jakiś sposób upada. Przez wiele lat modne w cudzysłowie w teoriach konspiracji były chemtrails. Panowała bardzo szeroka dyskusja na temat tego, czy są prawdziwe, czy nie są prawdziwe, czy ktoś nas czymś posypuje. Powstał taki temat depopulacji, że chcą nas wszystkich wytruć, zabić, bo jest nas za dużo. To wszystko przemawiało do wyobraźni. Rządy ani nie potwierdzały, ani nie zaprzeczały, stawały się obojętne. I wreszcie energia wokół tych smug chemicznych chemtrails można powiedzieć, że w jakiś sposób się wyczerpała. Po prostu ludzie się zmęczyli tymi historiami. Ludzie lubią się bać, ludzie lubią takie historie, ale w końcu te chemtrails ich zmęczyły. I dziś, kiedy nawet widzimy je nad głowami, tak naprawdę niesamowite jest, że cała masa osób, w zasadzie większość, nikogo to nie obchodzi.
Po co to jest? Co to jest? Jest coś na niebie. Ktoś czymś manipuluje. Widocznie tak ma być. I przechodzi dalej, żyje swoim własnym życiem, nie zwracając na to uwagi, gdy tymczasem ten problem, który trwa już od ponad 20 lat, istnieje i zmienia swoją formę i praktycznie już dziś umyka niemalże uwagi. Jeszcze tylko czasem, jak na przykład Kylie Jenner, jedna z sióstr Kardashian, gdzieś na swoim Twitterze wspomniała coś o chemtrails, ludzie się zainteresowali. Co ciekawe, właśnie przez takie tabloidy ludzie nagle są w stanie zainteresować się czymś takim jak chemtrails. 10 milionów ludzi przeczytało wzmiankę siostry Kardashian na temat chemtrails. Zainteresowali się na kilka dni i temat upadł.
A żeby zrozumieć chemtrails i na czym one polegają, trzeba się cofnąć bardzo głęboką w historię. Głęboką w sensie jej mroczności i ukrycia, ale niezbyt odległą w czasie, bo historia ta zaczyna się mniej więcej od początku XX wieku, kiedy człowiek coraz śmielej poczyna sobie z pogodą, widzi coraz więcej technologicznych możliwości wpływania na nią. Wiele tych pomysłów jest szalonych. Chce się używać bomb atomowych, żeby stopić lody Arktyki. Chce się zmieniać trasę prądu Kurosiwo po to, żeby również stopić lody Arktyki, przez co zmienić kompletnie klimat na Ziemi. Są to na szczęście tylko pomysły. Są to teorie, ale coraz częściej nauka zaczyna za nimi nadążać. I w kwestii pogody, jak wiadomo, żartów nie ma. Zawsze miała ona wpływ na ludzkość. Była często dla ludzkości, dla wielu cywilizacji być albo nie być.
Na przykład spójrzmy na cywilizację Majów. Cywilizacja Majów, która rozwijała się przez prawdopodobnie tysiąclecia, upadła nagle w ciągu 150 lat, bo tyle akurat trwała susza. A więc pewien problem pogodowy, który sprawił, że świetnie zorganizowani Majowie niestety musieli opuścić swoje miasta i wrócić do dżungli i wrócić właściwie do technologii kamienia łupanego, porzucić te wyrafinowane piramidy, astronomię, nieprawdopodobne metody, jeśli chodzi o agrokulturę. Wiele upraw, wiele sposobów, jak uprawiać ziemię mamy od nich, nawet sobie z tego nie zdając sprawy. Wszystko to wymyślili Majowie. I ta cywilizacja upadła właśnie pod ciosami klimatu. Przez 150 lat nie spadł deszcz i w końcu cywilizacja nie wytrzymała, pękła i zniknęła w odmętach historii. Dlatego pogoda jest rzeczywiście ważna i wpływanie na nią daje oczywiście bardzo poważny argument.W jakichkolwiek rozgrywkach. I widać to od mniej więcej połowy lat 40., 50., pod koniec II wojny światowej i dalej, aż po czasy dzisiejsze, jak bardzo wzrasta próba wpływania na pogodę, manipulowania nią. Na początku nie wygląda to aż tak drastycznie, bo posypuje się toksycznym jodkiem srebra chmury wywołując deszcz, wysypuje się suchy lód w chmury, co również wywołuje deszcz, ciągle tworząc zjawiska lokalne.
Pierwsze większe wydarzenie, jeśli chodzi o wykorzystanie pogody w celach militarnych, jest w czasie wojny wietnamskiej, kiedy spowodowano, że monsun, zamiast przejść przez jakiś teren, zatrzymał się nad nim i wylał całą swoją wodę w jedno miejsce, zatapiając Szlak Ho Chi Minha, zabierając życie prawdopodobnie dziesiątkom tysięcy ludzi. Było to pierwsze użycie pogody na tak dużą skalę i na skalę militarną. Oczywiście to tylko zachęciło tych wszystkich, którzy myśleli o tym, ażeby wykorzystać pogodę jako broń. Coraz częściej pogoda i manipulowanie pogodą pojawiało się w doktrynach wojskowych, więc nie są to opowieści science fiction. Są to bardzo dokładnie tworzone plany na przyszłość: co robić i w jaki sposób działać, ażeby móc wykorzystać warunki, które dadzą jakościową przewagę nad przeciwnikiem i zakończą każdą wojnę z jednym istotnym skutkiem. Dadzą one oczywiście zwycięstwo. Dziś, po kilkudziesięciu latach, mamy dostęp do wielu dokumentów, które zostały odtajnione, zwłaszcza z lat 50., 60. Dla każdego, kto uważa, że smugi chemiczne, chemtrails są tylko wymysłem teoretyków konspiracji, myślę, że to byłaby doskonała lektura. Dlatego, że dokumenty te pokazują, że rządy, w tym przypadku rząd amerykański, nie miał żadnych problemów, ażeby dokonywać eksperymentów naukowych, posypując cały kraj najrozmaitszymi podejrzanymi substancjami w celu uzyskania jakichś informacji, uzyskania efektu bądź stworzenia podstaw nowej wiedzy. W jaki sposób korzystać z meteorologii, w jaki sposób wykorzystać do własnych celów ruch wiatru, na przykład jet stream, który tworzy się gdzieś nad Pacyfikiem, a następnie pędzi przez całą Amerykę aż do Atlantyku.
Można go uginać w najrozmaitsze strony i uzyskiwać konkretny efekt. Dać suszę jednym terenom, a z kolei zamrozić inne. Wszystko to wynikałoby z możliwości manipulowania takim wiatrem. Na przykład w 50., 60. latach odtajniony program, który dziś jest do naszej dyspozycji, można sobie dokładnie ze szczegółami przeczytać, co wówczas robiono, nazywał się Large Area Coverage. Polegał on na tym, że rozsypywano nad terytorium całych Stanów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku coś, co w składzie chemicznym wyglądało jak siarczek cynku i kadmu, a nazywało się luminofor kadmowy. Ten luminofor kadmowy pod promieniami ultrafioletowymi świecił, dzięki czemu można było zobaczyć dokładnie, gdzie wiatr rozsypuje go, po jakich terenach go rozsypuje, dokąd go zanosi, jak wielkie ma pole działania tego typu proszek. Amerykanie, agencja, która kontrolowała realizację tego programu, wysłała na cały amerykański teren agentów, którzy zbierali te próbki, badali je pod światłem ultrafioletowym i dzięki temu można było uzyskać informacje. Bardzo ważne i bardzo ciekawe informacje. Zrozumieć, na czym polega pogoda nad Ameryką, bo ażeby czymś manipulować, najpierw należy go zrozumieć.
Siarczek cynku i kadmu nie są to substancje obojętne dla ludzkiego ciała. Nikt się jednak ludzi nie pytał, czy chcą czegoś, czy się zgadzają na taki eksperyment, czy też nie. Rozsypywano to bez żadnego problemu. Oprócz tego dokonano mnóstwa prób i to również jest w tych odtajnionych dokumentach, z bronią biologiczną. Na przykład rozsypywano bakterie z rodziny anthrax. Nie były to te śmiercionośne bakterie, które zabijają człowieka wręcz na miejscu, ale były to bakterie, które wyrządzały na tyle sporo szkód w organizmie, że taki człowiek musiał pójść do lekarza, a czasami lądował w szpitalu. Dzięki temu przez dostęp do dokumentacji medycznej wiadomo było, jaki jest zasięg tej broni biologicznej. Planujący to wszystko politycy i wojskowi nie mieli żadnych problemów, ażeby używać olbrzymiej populacji do tego, ażeby dokonywać tego typu badań. Najbardziej poruszył mnie tutaj jeden dokument, który został odtajniony. Właściwie on nigdy nie był utajniony.
Przez to, że te badania dokonywano, badania w cudzysłowie, bo jest to coś, co zrozumieć trudno, jak można narażać swój własny naród na różne problemy zdrowotne, dokonując czegoś, czego efekt trudno przypuszczać, jaki będzie, do czego doprowadzi. Dokonano wówczas serii przesłuchań senackich, bo ktoś się tym zainteresował wreszcie, że coś się dzieje, coś jest rozsypywane i do czegoś to może doprowadzić, do jakiegoś większego nieszczęścia. Ktoś się tym zaniepokoił i między innymi jednego z dyrektorów laboratoriów, które produkowało tego typu substancjeZostał on poproszony do przesłuchań w sprawie rozsypywania smug chemicznych dookoła Ameryki. On sam powiedział, mam to zapisane i chętnie bym to zacytował. Mamy jeszcze czas? Mamy. Powiedział on tak, że wielokrotnie potwierdzono fakt, że w odpowiednich warunkach za pomocą 50 dekagramów suchego lodu można stworzyć chmurę burzową, z której spadnie ulewny deszcz. W tego typu przypadku uwolniona energia kondensacji przewyższa swoją skalą energię wielu bomb atomowych. Istnieje wiele punktów wspólnych pomiędzy uwolnieniem energii atomu a uwolnieniem energii zjawisk atmosferycznych i dlatego warte są tu one detalicznego omówienia. Te podobieństwa to, cytuję je z listu, jaki napisałem do pana senatora Andersona.
Jest on datowany z 22 listopada 1950 roku. Punkt pierwszy: dotyczy to ogromnej ilości energii. Uwolniona energia w formie ciepła lub kondensacji, na przykład małej burzy, jest równa energii wielu bomb atomowych. Punkt drugi: reakcja łańcuchowa jest ważnym, podstawowym mechanizmem wielu fenomenów, także meteorologicznych, jak i reakcji atomowej. Pozwala to niewielkiej sile zainicjować efekt na wielką skalę. Punkt trzy: obrona narodowa i możliwości ekonomiczne to witalny aspekt obu tych problemów. Punkt cztery: oba problemy przekraczają interes stanu i państwa w swojej wpływowości i ważności, co w poważnym stopniu będzie miało wpływ na tworzenie się porozumień międzynarodowych. I wreszcie punkt piąty: potrzebne są szeroko zakrojone badania, aby stworzyć ekonomiczne i militarne zastosowanie dla obu form energii. Co oznacza, że już wtedy, w latach 50., doskonale zdawano sobie sprawę, z czym zabawiają się naukowcy i wojskowi. Doskonale wiedzieli, że mamy tutaj do czynienia z możliwościami, które w sposób globalny wpłyną na losy świata.
Jeżeli ktoś opanuje pogodę, jest w stanie zmusić ją do tego, żeby była jemu posłuszna i uzyskiwać efekt, który sobie życzy, wówczas będzie dysponował najpotężniejszą bronią, jaką wymyślił świat. Zdawano sobie z tego sprawę już w latach 50. i rzeczywiście rozwój ten trwał. Tutaj następuje moment, kiedy dochodzi do pewnego zamieszania w sposobie, w jaki rozumieć smugę chemiczną, w jaki rozumieć chemtrail, o którym mówimy. Jeżeli nawet rozsypujemy, rozsypywane są najrozmaitsze chemikalia w różnych punktach Ziemi i rzeczywiście wpływają one na zjawiska atmosferyczne, to za każdym razem mogą one nimi manipulować tylko do pewnego stopnia. Potrzebne jest coś jeszcze. I to coś jeszcze pojawiło się wraz z programem Gwiezdnych Wojen. I to coś nazywało się-
[52:34] - Chyba się nie dowiemy, jak to się nazywało, bo znowu zerwało nam połączenie. Krysiu, czy się słyszymy?
[52:38] - Mów. Nie słyszymy. Już nie słyszę. Czy mnie słychać?
[52:43] - Teraz cię słychać, ale nie dowiedzieliśmy się, jak to się nazywało. Właśnie w tym momencie ci urwało połączenie.
[52:49] - To był idealny moment, bo to się nazywało urządzenie o nazwie HAARP. Magiczne słowo HAARP. HAARP został opatentowany w 1987 roku przez Bernarda Eastlunda, naukowca z Teksasu. Znowu się ten Teksas przewija. Ostatnio prześladuje mnie ten Teksas. W niemalże każdym momencie, kiedy patrzę sobie dookoła, rozglądam się dookoła siebie i gdzieś jest Teksas. HAARP jest specyficznym urządzeniem. Przez lata był przedmiotem wielu teorii konspiracji. HAARP był oskarżany właściwie o wszystko i kiedy już wszystkie te powody się skończyły, znów w zasadzie zapadł się w niebyt, bo przestał być popularny i dziś mało się o nim wspomina. Zwłaszcza że w ciągu ostatnich kilku lat kilkakrotnie go zamykano, zmieniał on ręce, do którego należał i zmieniał swoje funkcje.
Tak naprawdę uznano, że chyba czas HAARPa się skończył. Być może nie ma on już takiego wpływu, jak miał kiedyś, że podejrzewano go niemalże o wszystko — od nieszczęść finansowych, po niepłodność krów i po rozsypywanie GMO. W pewnym sensie na wszystko to HAARP miał rzeczywiście wpływ, ale trzeba zrozumieć, jak to urządzenie działa i dlaczego jest ono tak ogromnie ważne, zwłaszcza w połączeniu ze smugami chemicznymi. Dziś w tej reakcji, jaka następuje gdzieś nad nami, nad naszymi głowami, gdzie manipuluje się zjawiskami meteorologicznymi, a dziś kto wie, może nawet już i kosmicznymi. Ta para jest straszliwą parą bliźniaków, które wspierają się nawzajem. Pomysł HAARP zaczyna się już bardzo dawno temu, bo zaczyna się od początku XX wieku i zaczyna się od pomysłów niejakiego Nikoli Tesli. Nikola Tesla stał się przez lata popularnym bohaterem, wręcz ludowym. Wszyscy uważają go za kogoś, kto chciał nam dać wolną energię, kto chciał nam dać niesamowite pomysły i technologie. Tymczasem sam Tesla, jeśli poczytać trochę o jego życiu, był biznesmenem. Był zorientowany wyłącznie na pieniądze, na kasę.
Tworzył patenty, bo z nich żył, bo był bardzo chciwy, bardzo bogaty i uwielbiał żyć w luksusie.To była jego wręcz mania i choroba. Nie był to człowiek bez wad. Miał tych wad mnóstwo. Być może nie jest wadą, że nie za bardzo lubił kobiet ani też mężczyzn. Najbardziej kochał samego siebie, ale luksus był jego bardzo słabą stroną. Wielbił nim odpływać. Tworzył bardzo wyrafinowane imprezy, na które zapraszał różne wpływowe osobistości. I żeby zaspokoić tę swoją pasję, realizował inną pasję. Ta pasja było to oczywiście tworzenie najrozmaitszych wynalazków w oparciu o zrozumienie pewnej bardzo ważnej rzeczy. I ta różnica pomiędzy nim a Edisonem w najprostszy sposób wygląda w ten sposób, że o ile Edison był opętany ideą na przykład gdzie znaleźć najlepszy żarnik do żarówki, żeby móc zelektryzować w sensie dosłownym świat, to Tesla powiedział mu: „Jaki żarnik?
Żaden żarnik nie jest potrzebny. Potrzebna jest tylko aplikacja pola elektromagnetycznego i potrzebna jest odpowiednia kondensacja gazu do tego, ażeby ta lampa zapaliła”. Tak jak się dzisiaj palą na przykład lampy neonowe, które nie potrzebują żadnego żarnika. Czy lampy te, które oświetlają ulice również nie potrzebują żarnika. Wszystko wynika właśnie z odpowiedniej aplikacji pola elektromagnetycznego na określony gaz i jego kondensację. Nikola Tesla, tworząc te swoje dziwne wynalazki, ten, który dziś jest najbardziej znany i najbardziej popularny i który nigdy nie był w stanie być do końca zrealizowany, był to sposób przesyłania energii na odległość. Tesla budował tą swoją olbrzymią wieżę na Long Island i w oparciu o prądy telluryczne, w których ta wieża miała zanurzone swoje fundamenty, mówił o tym, że jest w stanie w jakiś sposób przesłać tę energię, skondensować ją gdzieś w przestrzeni, ponad ziemią. Nie wiadomo, co miał na myśli. Prawdopodobnie miał na myśli jonosferę. I na tej olbrzymiej wysokości wysłać olbrzymią wiązkę energii elektrycznej do miejsca, gdzie znajdował się odbiorca, który mógł ją odebrać tak jak my dzisiaj odbieramy sobie SMS-y na naszym telefonie komórkowym.
W tamtych czasach w ogóle idea przesyłania prądu elektrycznego była wielką nowością. Wywołało to spore poruszenie. Wszyscy już wiedzieli, znali reputację Tesli, że jest to człowiek nieobliczalny, że jest zdolny do wszystkiego. Kiedy zobaczyli, że ma na tyle pieniędzy i siły, żeby zrealizować ten pomysł i zbudować wieżę, zrobiono wszystko, żeby to uniemożliwić. I tak powstała legenda o tym, jak biedny Tesla został unicestwiony przez globalistów, takich jak Morgan i paru innych po to tylko, żeby zamiast uszczęśliwić ludzkość, oddać ją w ręce tych okrutnych, cwanych i bardzo chciwych milionerów. I rzeczywiście tak z pozoru to wygląda, ale ja nie do końca jestem przekonany, że Tesla byłby takim bohaterem dla ludzkości, że warto o nim mówić jako o kimś, kto mógłby zmienić świat na dobre. Myślę, że może by się stało wręcz odwrotnie. Czasami mam wrażenie, że dobrze się stało, że ten Morgan mu te wszystkie zabawki zabrał. Bo gdy pomyśleć o tym, co oznacza przesyłanie energii na odległość, to oznacza nie nic innego jak broń. Olbrzymia energia jest bronią, jest potężną siłą.
Jeśli popatrzymy na piorun, co to jest? Jest to energia. Jest w stanie dokonać straszliwych zniszczeń, jest w stanie zabić człowieka. Jest w stanie dokonać wielu zmian. Jeżeli skoncentrować i opanować taką energię, wówczas nie mamy z niczym innym do czynienia, jak z bardzo wyrafinowaną bronią. I teraz Tesla wiele swoich wynalazków jako broń uznawał. Tesla wymyślił promienie śmierci. Tesla wymyślił maszynkę, która miała wysyłać taki promień śmierci przez jądro Ziemi i na przykład zniszczyć coś po drugiej stronie Ziemi. Opatentował coś takiego. Tesla stworzył maszynkę do tworzenia trzęsień ziemi.
Wszystko dziś to funkcjonuje w formie pewnej legendy Tesli i jego geniuszu. Nie do końca mamy pewność, czy Tesla rzeczywiście to wymyślił, ale z drugiej strony wiemy, że wszystkie jego papiery, cała jego dokumentacja w tajemniczy sposób zniknęła. Dziś praktycznie niewiele pozostało po Tesli, jego notatek, jego przemyśleń, a przede wszystkim jego opisów patentów. Gdzieś one zniknęły. I być może właśnie HAARP, o którym zacząłem mówić, jest realizacją jednego z pomysłów Tesli. HAARP, w skrócie mówiąc i upraszczając całą historię, jest podgrzewaczem jonosfery. Jest on w stanie wzbudzić jony i elektrony, które znajdują się w jonosferze, a jednocześnie przez podgrzanie sprowadzić je do niższych warstw atmosfery, powodując rotację. Jest takie zjawisko, które się nazywa prądem Birkelanda. Prąd ten rzeczywiście istnieje. Między innymi obserwować go można w przypadku, kiedy patrzy się na zorzę polarną.
Dzięki uzyskaniu tej podgrzanej atmosfery stwarza się sytuacje takie, że te naładowane cząstki są w stanieZniszczyć właściwie wszystko. Czyli na przykład jeżeli będzie przelatywać tamtędy satelita czy rakieta wroga, jeżeli wpadnie w taki obszar, zostanie ona zniszczona. HAARP był w tym sensie podstawą do tego, ażeby stworzyć program Gwiezdnych Wojen, o których mówił Reagan i wcale on tego nie wymyślał. To jest kolejna legenda, że Reagan, mówiąc o Gwiezdnych Wojnach, po prostu blefował. Przestraszył Rosjan, że rzeczywiście tworzy taką instalację, a instalacja Gwiezdnych Wojen właśnie dotyczyła wykorzystania urządzenia HAARP, które było w stanie postawić bardzo silną zasłonę energetyczną po to, żeby powstrzymać wszelki atak rakietowy przeciwnika. Jeden jedyny problem, jaki miał HAARP, był taki, że potrzebował olbrzymiej ilości energii, aby podtrzymać ten stan. Dało się go stworzyć tanim kosztem dzięki serii setek anten, które można było modulować do takiego stanu, że cząsteczki uaktywniały się i plazma, która otacza całą naszą Ziemię, jest w postaci pyłu słonecznego, tej czarnej energii i w jakiś sposób można ją wykorzystać właśnie do tego, żeby taką barierę, taką potężną zasłonę stworzyć. Tyle że na jak długo? Jak długi jest czas i jak kosztowne jest coś takiego, ażeby taką sytuację utrzymać? I tutaj znów pojawiają się i odradzają się smugi chemiczne.
Dlatego że okazało się, że jeżeli rozpylić odpowiednią ilość różnych substancji chemicznych dookoła Ziemi, a zwłaszcza w sytuacji, kiedy działa HAARP, wówczas ten stan utrzymania tego słupa naładowanych cząstek można utrzymywać bardzo długo. I tu zaczyna się problem. Dlatego, że dziś jesteśmy w sytuacji, kiedy od co najmniej 20 lat trwają bardzo poważne eksperymenty na chyba największą w historii ludzkości skalę, bo dotyczą całej naszej planety, być może nawet więcej niż naszej planety, gdzie rozpyla się nad głowami najrozmaitsze substancje i nie są to substancje tym razem po to, ażeby nas wytruć czy stworzyć sytuację, że będzie deszcz czy go nie będzie. To też, ale głównym celem tych wszystkich smug chemicznych dziś jest to, ażeby móc podtrzymać pracę i efekt urządzenia takiego jak HAARP. Dziś HAARP nie jest tylko jednym urządzeniem. Jest jednym z wielu urządzeń. Mówi się o tym, że w tej chwili armia amerykańska dysponuje około 200 takimi urządzeniami. I nie są to urządzenia jak to na Alasce, że zajmuje ono wiele hektarów. Dziś taki system, który teoretycznie można było sobie i w praktyce obejrzeć właśnie na Alasce, jak on wygląda niedaleko Fairbanks w Gakonie, dziś nie potrzebuje wcale takiego obszaru. Dziś jego funkcje spełniają na przykład wysokiej mocy lasery, a także olbrzymie podgrzewarki mikrofalowe.
Jeden z czytelników na Nowej Atlantydzie nawet zadał mi pytanie, na które ja nie mogę mieć odpowiedzi, bo nie mam skąd wziąć takiej odpowiedzi: czy ostatnio w Polsce, przez którą przetoczyły się różne huragany i tornada, mógł być efektem wykorzystania i zastosowania tego typu urządzeń? I wydaje się, że w momencie, kiedy wkracza armia amerykańska na jakiś teren, a na teren Polski wkroczyła i ma ze sobą tego typu urządzenia, tego typu podgrzewacze atmosfery, tego typu olbrzymie działa mikrofalowe, to musi je po prostu dostroić i wypróbować. I być może coś takiego jest tego efektem. Dziś niepotrzebna jest olbrzymia instalacja, która zajmowałaby olbrzymi obszar i stała w jednym miejscu po to, ażeby uzyskać taki efekt. Dziś tego typu instalacje mogą być mobilne, mogą mieć różną moc, mogą być zainstalowane w różnych miejscach Ziemi, a także nawet i w przestrzeni kosmicznej. I to powoduje, że tworzy się kompletnie nowa sytuacja w historii Ziemi. Ktoś zaczyna panować nad całą naszą planetą, nie tylko nad jej obszarem, ale także nad przestrzenią dookoła nas, zamykając nas w pewnej kosmicznej zagrodzie. Termin „kosmiczna zagroda” jest terminem nowym. Jest czymś, co w zasadzie dopiero się rodzi, dlatego, że jego zrozumienie wciąż nie jest pełne, ponieważ ciągle nie rozumiemy wszystkich konsekwencji, jakie łączą się z jego powstaniem. Jest to związane nie tylko z tym, że rozpylane są nad nami najrozmaitsze chemikalia, często bardzo niebezpieczne.
Widzę, że czas nas tu już zaczyna gonić. Może tak w skrócie: dziś wiemy, co w wielu tych smugach chemicznych jest. Jest taki naukowiec bardzo wysokiej klasy. Nazywa się Clifford Carnicom, mieszka w Arizonie i akurat kiedy dokonywano pierwszych prób z tymi smugami chemicznymi i jednocześnie wykorzystaniem podgrzewacza jonosfery, jakim jest HAARP, on akurat zainteresował się tym tematem. Zaczął budować różne zwierciadła, filtry, które wyłapywałyTo, co się znajdowało w smugach chemicznych i od wielu lat prowadzi badania nad smugami chemicznymi. Wyciągnął z tego wnioski, które tworzą gęsią skórkę. Zauważył on na przykład, że te wszystkie smugi chemiczne, te podstawowe, są zbudowane z czterech podstawowych elementów. Pierwszym z nich są metale. Są to metale takie jak aluminium, bar, stront, a także siarka i najrozmaitsze mieszanki chemiczne różnych innych chemikaliów. Drugi element to są polimery, takie polimery jak na przykład Mylar, które przez te swoje mikrowłókna tworzą rodzaje pajęczyn, firanek, które są w stanie utrzymać metale ciężkie w powietrzu.
Opadają bardzo wolno i tworzą właściwie strukturę, która nawet jeśli jej nie widzimy, potrafi przez całe dnie stać w jednym miejscu. Jest to potrzebne po to, żeby nie tylko te metale utrzymały się w powietrzu, ale także składnik biologiczny, bo trzecim składnikiem jest element biologiczny. Carnicom w sposób zaskakujący odkrył, że na przykład częścią tych smug chemicznych są wysuszone komórki krwi. Są na przykład zarodniki grzybów, są najrozmaitsze bakterie. Wiele z nich to bakterie zmienione genetycznie. Bakterie te, niektóre z nich zostały stworzone w połączeniu z takimi szczepami, które nigdy nie występują w naturze. Żywią się czymś w rodzaju włókien i tworzą na nich kolonie. Te kolonie, kiedy opadają na ziemię, my nimi oddychamy, wchodzą one w skład naszej krwi. Kiedy zaczął badać krew, między innymi swoją, swoich przyjaciół, różnych ludzi, którzy z nim współpracowali, okazało się, że odkrył te bakterie w ludzkiej krwi. Prawdopodobnie każdy z nas posiada już te bakterie, dlatego, że program rozpylania tych wszystkich smug chemicznych jest programem globalnym.
Robi się go już wszędzie i z każdego punktu na Ziemi. Na dodatek nie tylko wredny wujek sam to robi. Technologia ta jest stosowana przez Rosjan, przez Chińczyków i kto wie przez kogo jeszcze. Dziś sytuacja jest gorsza niż można byłoby sobie nawet to wyobrażać. Nie chcę tu tworzyć żadnej sytuacji, że musimy wpaść w panikę albo że świat, jaki znamy, jest już skończony, ale chodzi mi tylko o to, ażeby móc dostrzec, co dzieje się wokół nas. Jeżeli tacy naukowcy jak Carnicom, który także przesyła swoje próbki innym kolegom badaczom, dochodzą do wspólnych wniosków, coś jest na rzeczy. Te bakterie, które badał, są tak skonstruowane, że kiedy próbował je na przykład zniszczyć, okazało się, że stosując jakąś taktykę zniszczenia tych bakterii, bakterie te, widząc, że mają do czynienia z jakimś wrogim elementem, zmieniały swoje DNA właśnie po to, żeby ten atak odeprzeć. One same pokryte są czymś w rodzaju takiego biofilmu, który sprawia, że są praktycznie odporne na wszystko. Można je na przykład gotować w kwaście siarkowym i nic im się nie dzieje. Dlatego później, gdy Carnicom badał ich budowę, okazało się, że część tych bakterii jest krzyżówką z jednej strony typowych bakterii, a z drugiej archeonów.
Jest to grupa organizmów, która zachowuje się jak bakteria, ale żyje na przykład w takich miejscach jak szczeliny na dnie oceanu, gdzie są jakieś pęknięcia tektoniczne. Żyją w potwornie wysokiej temperaturze, gdzie wyziewy z dna morskiego niosą ze sobą olbrzymią ilość trujących chemikaliów. Natomiast te archeony czują się tam świetnie i stworzono z nich kompletnie nową rodzinę w odróżnieniu od bakterii. Okazuje się, że te stworzenia, te organizmy, które znalazł Carnicom, są krzyżówką tego typu historii, więc to pokazuje, że sytuacja jest skomplikowana. Dziękuję jeszcze raz wszystkim bardzo za słuchanie „Paralaksy”, za bycie razem ze mną w tej audycji. Pozdrowienia dla wszystkich i do zobaczenia w następnej audycji. Dziękuję. Dobranoc.
[01:12:04] - Audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej Paralaksie już za tydzień. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.