[00:00] - Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny.
[00:04] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji, na którą wielu słuchaczy czeka zniecierpliwionych przez cały tydzień. Audycja prowadzona przez naszego poszukiwacza prawdy, naszego wilka morskiego, który prosto z fal morskich przybył na fale radiowe, czyli Chrisa Miekinę. Witaj, Chrisie.
[00:26] - Dobry wieczór.
[00:28] - Audycję od strony technicznej jak zawsze będę obsługiwał ja, Marek Sęk "Ivellios". Dzisiaj tematem przewodnim będą US Navy, technologie nie z tej ziemi. Będzie między innymi o wypadku niszczyciela McCain, którego pod Singapurem rozjechał liberyjski tankowiec. Przedtem jednak będą pewne sprostowania. Taka mała tradycja się tutaj rysuje w Paralaksie, że na początku będą sprostowania różnych rzeczy, na które słuchacze zwrócili uwagę. Ale zanim przejdziemy do sprostowań i do tematu głównego, podam kontakty do Radia Paranormalium. Audycja oczywiście jest realizowana w całości na żywo. Nie odbieramy dzisiaj telefonów. Można za to pisać pod numerem SMS 536624 193, skype: radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02.
Można nas także znaleźć na Facebooku, pod warunkiem oczywiście, że Facebook nie padnie w trakcie audycji, jak to się stało wczoraj po południu. Nasz fanpage to oczywiście Radio Paranormalium, facebook.com@radioparanormalium. Można także nas znaleźć na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać nam pytania, komentarze, różne swoje spostrzeżenia i inne ciekawe wiadomości na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Oddaję głos za ocean. Chrisie?
[01:54] - Witam jeszcze raz wszystkich. Cieszę się, że ta audycja doszła do skutku, choć tydzień temu zapowiadałem, że może raczej jej nie będzie, bo rzeczywiście miałem plany żeglarskie. Lato się kończy i rzeczywiście jest jeszcze chęć, żeby gdzieś popłynąć, troszeczkę poczuć tego smaku wiatru, morskich fal i tych spotkań z kolegami, którzy też pływają i spotykamy się zazwyczaj w jakichś różnych odludnych miejscach, więc są to bardzo wesołe historie, gdzie się rozmawia, trochę się śpiewa, najczęściej się wygłupia i potem się znów trochę żegluje i się oczywiście wraca długo, mozolnie, zmęczony, zjechany, przysypany pokładami. Właśnie dzisiaj mam taki efekt. Efekt tej naszej Paralaksy dzisiejszej jest taki, że mój nadmierny entuzjazm, który mnie prześladuje, sprawił, że doszedłem do wniosku, że przez tą historię z amerykańskim niszczycielem, ponowny wypadek amerykańskiego okrętu, który jest okrętem pierwszej linii, jest swego rodzaju cudem technicznym, technologicznym, można powiedzieć, największa, najnowocześniejsza flota na świecie. I oto co się dzieje. Okazuje się, że tego typu jednostki mają wypadki, więc coś się musi za tym kryć. Jak zawsze jest wiele pomysłów, wiele teorii, niektóre konspiracyjne, niektóre absolutnie zdroworozsądkowe, o czym dzisiaj będziemy rozmawiać. A ja dzisiaj w kiepskiej formie, z troszeczkę zdartym śpiewaniem głosem, śpiewaniem szant oczywiście, będę próbował jakąś tą audycję dociągnąć do samego jej końca, jakikolwiek ten koniec by nie był. A zacznę dzisiaj może troszeczkę nietypowo, bo kiedy otworzyłem poranny Facebook jako takie źródło pierwszych informacji, co się wydarzyło wśród moich znajomych, znalazłem jedną, która zauważam, że skoro już pojawiła się na Facebooku, to chyba nie jest tajemnicą i można ją ogłosić.
Okazało się bowiem, że Piotr, tutaj przeryw tego całego zamieszania debatowego i ufologicznego, naczelny ufolog III Rzeczpospolitej czy już czwartej, bo ja już straciłem rachubę, którą Rzeczpospolitą mamy obecnie, się zaręczył. Także tutaj składam gratulacje Annie i Piotrowi. Mam nadzieję, że jestem pierwszy na falach, który to robi i cieszę się bardzo.
[04:12] - To ja będę drugi. Piotrze, Aniu, wszystkiego najlepszego na wspólnej drodze życia. Dużo szczęścia i wytrwałości.
[04:20] - Cieszymy się bardzo, a wytrwałość by się przydała, bo taki proces u niektórych co prawda trwa krótko, u niektórych długo, ale wypada życzyć długich i bardzo, bardzo szczęśliwych lat. Nie z tej ziemi. W odróżnieniu od technologii, o której dzisiaj będziemy mówili. Także cieszę się jeszcze raz bardzo. Jeszcze raz wszystkiego dobrego. Bardzo się cieszymy wszyscy. Następny punkt jak zawsze, albo raczej ostatnio, to są pewne sprostowania, bo Paralaxa wywołała pewien fenomen, który polega na tym, że mój kontakt ze słuchaczami stał się bardzo intensywny. Bardzo się cieszę, że piszecie do mnie, że wysyłacie mi różne informacje przez Facebook, przez inne media. Także mam ciągły i nieustanny kontakt, ciągłe i nieustanne rozmowy. I te rozmowy bardzo mnie cieszą, bo one są wszystkie prowadzone w znakomitej, bardzo przyjaznej atmosferze.
Nie ma żadnej wrogości, nie chcę wywoływać. Tutaj trzeba odpukać i odpukam w niemalowane. Odpukałem. Nie ma żadnej za tym agresji, wrogości, niechęci. Są to ciągle fantastyczne, bardzo sympatyczne spotkania i chciałbym, żeby tak to dalej trwało. Zwracacie mi uwagę na różne rzeczy, mówicie o różnych historiach. Niektóre rzeczy wymagają natychmiastowego do nich się ustosunkowania. I Wojtek zwrócił mi uwagę na fakt, że za każdym razem, kiedy jest tutaj w Radio Paranormalium mowa o religii, ja zazwyczaj dość krótko i obcesowo krytykuję religię, uważając ją za źródło wszelkiego zła, jakie na tej ziemi panuje. I Wojtek ma rację, że problem jest znacznie szerszy, bo z jednej strony to, co krytykuję, to jest religia w sensie instytucji.To jest instytucja, która kieruje, steruje naszym życiem, tworzy szereg nakazów, zakazów, tworzy tabu, tworzy całą masę ograniczeń i jest często przyczyną wielu nieszczęść ludzkich. Ale religia ma jeszcze jedną twarz, jedno oblicze, bardzo istotne oblicze.
Religia jako pewien system wiary, system wartości, które wyznajemy. Jeżeli ktoś na przykład wyznaje religię, która nazywa się zen, jeśli ktoś chodzi do kościoła i odmawia różaniec i jest bardzo zaangażowany we wszystkie misteria katolickiego Kościoła, jeżeli ktoś nawet bije pokłony przed meczetem i chce w jakiś sposób dotrzeć do swojego Boga, do jakiegoś absolutu, który jest dla niego ważny i istotny, ponieważ zajmuje olbrzymią część jego życia i utrzymuje to życie na powierzchni. Do takiego rodzaju religijności ja nie mam żadnych z tym problemu. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest to wspaniała wartość móc pobudzić swoje spirytualne życie do takiego etapu, aby móc właśnie zanurzyć się w ten olbrzymi ocean wszechmogącego, który nas otacza i dzięki temu móc łatwiej żyć, lepiej współpracować z innymi ludźmi dookoła. Jest to coś wspaniałego i wielkiego. Dopiero instytucja, która usiłuje to wszystko zorganizować i stworzyć ten szereg nakazów, bardzo często doprowadza do nieporozumień, do konfliktów i do wszystkiego, właściwie do zaprzeczenia tego, czym ta religijność powinna być. Dlatego z tego tytułu religijność na religijność i religię trzeba patrzeć właśnie z dwóch stron. Z jednej strony jako instytucja, której nie pochwalam, ale z drugiej strony jako metafizyczny system, który się wyznaje, z którym się zgadzam. I w tym sensie religia jest czymś bardzo pozytywnym. Religia ma tak wiele wymiarów, że właściwie za każdym razem, kiedy o niej mówimy, będzie ona troszeczkę inaczej odbierana.
I religia i takie zacietrzewienie religijne przenosi się praktycznie wszędzie, na każdy obszar niemalże naszej wiedzy, naszego życia i mamy z nim do czynienia, czy chcemy, czy nie chcemy. I co jakiś czas zgłaszam taki wniosek, że bardzo często nauka ta, jaką znamy, nauka oparta na akademii, która kontroluje jej przepływ i to, co ma dla akademii wartość, a co nie, wpływa na życie wielu ludzi, wpływa na nasze codzienne życie, dlatego że ustala, co jest w nim sensowne, a co nie. Ofiarą takiej właśnie walki z religijnie nastawionymi naukowcami padł niedawno Graham Hancock. Zapewne już wiecie, że Graham poczuł się bardzo źle. Był w czasie podróży przez Amerykę, gdzie był w trakcie zbierania informacji do swojej najnowszej książki na temat starożytnej historii Ameryki. Temat sam w sobie ogromnie kontrowersyjny, bo przecież w Ameryce nie powinno się nic wydarzyć, zwłaszcza w tej północnej. Nie powinna istnieć żadna wyrafinowana cywilizacja, nie powinno dziać się tutaj nic oprócz grupy Indian ścigających bizony i ewentualnie tych pierwszych odkrywców z Europy. Odkrywców w cudzysłowie, bo to w tej chwili następna kontrowersja, która wybucha, do której być może kiedyś wrócimy w Paralaksie. I właśnie w wyniku szeregu tych starć, które widać było na przykład, gdy Hancock rozmawiał z Zahi Hawassem, który ostentacyjnie opuścił miejsce debaty z Hancockiem na temat przeszłości starożytnego Egiptu i jak należy na nią patrzeć i jak daleko należy sięgać w tą przeszłość, po chociażby debatę zupełnie w innym sensie niż te nasze debaty ufologiczne, rozgrzaną debatę z naukowcami, gdzie wystąpił ramię w ramię z Randalem Carlsonem i jak on sam stwierdza, Hancock stwierdza, że debata ta i szereg zjadliwych i negatywnych komentarzy, które w setkach pojawiły się pod tą debatą, prawdopodobnie doprowadziły do tego, że przygnębił się na tyle bardzo, że jego zdrowie na tym bardzo ucierpiało. No i dostał ataku epilepsji, która skończyła się także wylewem krwi do mózgu.
Hancock był przez 48 godzin w komie. Prawdopodobnie przeżył doświadczenie śmierci. Zresztą w swoim liście, który opublikowałem na Nowej Atlantydzie, pisze o tym, że stanął u wrót śmierci i stamtąd się zawrócił. Powoli, bardzo powoli wraca do zdrowia, ale to, co mu się przydarzyło, to, w jaki sposób potoczyło się jego obecne życie, oznacza kompletną zmianę. Już nigdy nie będzie Hancocka, który był znany do tej pory wszystkim. Człowieka, który był bezkompromisowy i jest nadal bezkompromisowy, który podróżował po różnych zakątkach świata, który z pierwszej ręki czerpał wszelkie informacje. Jeżeli gdzieś odkryto nowe megality, jeżeli gdzieś dokonano jakiegoś niezwykłego znaleziska, Hancock tam jeździł osobiście po to, żeby dokonać inspekcji tego, co tam znaleziono, a także porozmawiać z ludźmi, zazwyczaj ludźmi, którzy mieli na ten temat dużo do powiedzenia. I dlatego w tym sensie był on osobą bardzo wiarygodną, w odróżnieniu na przykład od ludzi takich jak ja, którzy obserwują najczęściej świat z fotela przed komputerem i próbują wyciągnąć na ten temat wnioski. Hancock był człowiekiem takim jak tutaj to mówią hands on. Zawsze brał to wszystko praktycznie w swoje ręce i ten etap niestety ma już za sobą.
Cieszę się, że odbiór czytelników Nowej Atlantydy na tą wiadomość i myśl o Hancocku są tak bardzo pozytywne. Myślę, że mu to szalenie pomaga. Jest to ważne. Nieraz nawet w trakcie debat wspominany był ten syndrom, powiedziałbym, koherencji, kiedy ludzie łączą się w jednej myśli, w jednym celu i potrafią wspólnie dokonać czegoś niezwykłego, czegoś bardzo pozytywnego, ale i odwrotnie negatywnego również.To wszystko działa, jak zawsze w dwie strony. Takie działanie, taka reakcja pokazuje, że nauka jest czymś niezmiernie skomplikowanym i niejednorodnym. Nie jest to nauka, którą my przyjmujemy jako pewne odzwierciedlenie na przykład technologii, że coś można zmierzyć i zważyć i że jest to system nauki oparty na praktyce, generalnie na materializmie. Jeżeli czegoś nie można zważyć czy zmierzyć, wówczas to nie istnieje. Bądź zamykamy się w systemie naukowych dogmatów i w momencie, kiedy coś łamie ten dogmat, jest odrzucane tylko z tego tytułu. Nie jest to rozstrzygane na polu na przykład doświadczalnym, a wyłącznie poprzez teoretyczne zanegowanie takiego kogoś. W tym sensie właśnie nauka niestety pełni rolę religii, ponieważ bardzo pilnuje swoich dogmatów.
Między innymi Hancock stał się ofiarą, w pewnym sensie oczywiście, tego dogmatyzmu naukowego, tego braku otwartości. I niestety teraz bardzo powoli i długo będzie wracał do zdrowia. A nauka płata wiele figli z tego względu, że okazuje się, że nauka sama w sobie zaczyna wpadać w najrozmaitsze sprzeczności nawet. Dziś właściwie można śmiało powiedzieć, że w tej kwestii mamy do czynienia w zasadzie z dwoma nurtami. Że nauka w pewnym momencie gdzieś się podzieliła i dziś mamy ten jeden nurt oficjalny, który działa w takim sensie, jakim opisałem wcześniej, że działa w sferze religii i dogmatu naukowego, ale gdzieś w ukryciu jest jeszcze ten drugi nurt, który dokonuje niebywałych odkryć. I co jakiś czas mamy dziwne poczucie, że istnieją technologie, które daleko wykraczają poza naukowe wyjaśnienie tego, do jakiego się przyzwyczailiśmy, że dotykają czegoś więcej i czegoś jeszcze. Jest to coś niezwykle rewolucyjnego, coś, co może kompletnie zmienić życie na Ziemi, czy też w ogóle los naszej planety i los ludzkości w przyszłości. Kiedy przyglądałem się tej nauce, w jaki sposób ona się tworzyła i kiedy dokonała rewolucyjnego przyspieszenia, to ten moment przyspieszenia wypada gdzieś właśnie w czasie najwyższego rozwoju rewolucji przemysłowej, która dokonywała się w Anglii. XIX wiek jest tym właśnie momentem, gdzie nauka nagle zaczyna funkcjonować i działać w dwóch nurtach. Tu już z góry przepraszam, bo tak jak powiedziałem wcześniej, będę jechał prosto z wody, więc moje myśli mogą być troszeczkę nieposkładane i mój głos, jak widać, powoli coraz bardziej siada, tak że nie wiem, czy wytrzymam tą godzinkę, więc będę próbował w skrócie wyjaśnić, do jakiego punktu zmierzam.
Ten moment, w którym nauka dokonuje rozdwojenia swoich własnych dróg, jest właśnie gdzieś tam w XIX wieku. Zaczyna się to od doświadczenia Michelsona-Morleya. Będę mówił o tych doświadczeniach, ponieważ one są niezwykle ważne, ponieważ mamy ten moment, kiedy powstaje teoria względności Einsteina, która nieoczekiwanie jest teorią, która ma wyjaśnić wszystkie zjawiska, jakie istnieją w świecie. I okazuje się, że inni naukowcy dokonali szeregu doświadczeń w fizyce, które tej teorii względności w jakiś sposób zaprzeczają. I właśnie doświadczenie Michelsona-Morleya, mimo że zostało stworzone jeszcze przed Einsteinem, jeszcze zanim Einstein wygłosił tą swoją teorię, już w jakiś sposób pokazuje, że gdzieś już są pęknięcia, że teoria ta wcale tak do końca świata nie wyjaśnia. Teoria Morleya i Michelsona, czy to doświadczenie ich, dotyczyło właśnie generalnie, w jaki sposób światło reaguje z otaczającym Ziemię eterem. Wysłano strumień światła, który prostopadle od Ziemi prowadził w przestrzeń kosmiczną i jeżeli istniałby tam na przykład eter, to dokonałby jakiegoś odchylenia w tym promieniu światła i przez to jednocześnie wykazałby, że ten eter oczywiście istnieje i jest dookoła Ziemi. Doświadczenie to nie wykazało niczego. Jeżeli popatrzymy sobie w Wikipedię na temat tego, co zrobili Michelson i Morley, to jest to pokazane, że byli po prostu w błędzie i tak to zostało. Ale jeśli dodać do tego, że doświadczenie to przeprowadził i kontynuował dalej francuski naukowiec Georges Sagnac, który dokonał podobnego doświadczenia jak Michelson i Morley, tyle że ustawił strumień światła na kręcącym się stole, czyli wprowadził ten moment dokonywania doświadczenia w ruch, czyli dokonał rotacji, która okazuje się ma ogromne znaczenie w fizyce.
Okazało się, że jednak ta różnica jest. Tyle że oczywiście Wikipedia wcale nie wspomina o doświadczeniu Sagnaca i trzeba naprawdę głęboko szukać, co się z nim stało i dlaczego te oba doświadczenia mają ze sobą związek. To jest taki pierwszy wyłom, który pokazuje, że nasz świat wcale nie jest zbudowany tak, jakby to właśnie zaopisywała teoria Einsteina. I za chwilę pojawia się następny, kiedy Arthur Eddington prowadził swoje doświadczenia z zakrzywianiem się światła. I wówczas również okazało się, że światło, które dla Einsteina jest stałą i niezmienną, jest takim standardem, jakim wyznacza się różne wielkości we wszechświecie, bo teoretycznie prędkość światła nie powinna się zmienić. Okazało się, że on znalazł mnóstwo elementów, któreWskazywały, że światło może mieć różną prędkość. Tyle że on z kolei wyrzucił wszystkie elementy, które nie pasowały do teorii Einsteina i zostawił tylko te, które pasowały. Dlatego zamiast rozbić teorię Einsteina, ją tylko wzmocnił. To też pokazuje, że rysa teorii Einsteina się tylko pogłębia. Oczywiście trzeci element to są doświadczenia niemieckich naukowców fizyków, którzy doprowadzili w czasie II wojny światowej do nieprawdopodobnego skoku technologicznego, jaki był udziałem całej wojennej maszyny nazistów.
Powstało na ten temat wiele legend, ale widzimy mnóstwo elementów, które potwierdzają to, że Niemcy od szeregu lat prowadzili bardzo wyrafinowane doświadczenia naukowe, zwłaszcza w kwestii fizyki i matematyki. Dokonali wielu odkryć, które mną się z punktem widzenia na świat, jaki dziś jest oficjalną teorią wyjaśniającą, w jaki sposób działa wszystko dookoła nas, w jaki sposób działa Ziemia, wszechświat i cały ten układ razem ze sobą. Jak się okazuje, moment tego rozwojenia doprowadził do tego, że strażnicy naukowi sami stworzyli system, ażeby już więcej do takich przypadków próby załamania teorii nie dochodziło. Widzimy to w wielu przypadkach, chociażby na przykładzie Kozyriewa, który odkrył, że kierunek przyczynowości w określonych warunkach mechaniki kwantowej może mieć swój początek w przyszłości i podążać w przeszłość. Jest to z punktu widzenia nauki absolutna herezja, przynajmniej w tamtych czasach. Kozyriewa oficjalnie wyśmiano i praktycznie wręcz skazano na naukową banicję, ale jeżeli przyjrzymy się różnym dokumentom, które co jakiś czas są w Rosji odtajniane, okazuje się, że Kozyriew mimo tego pracował nad różnymi czarnymi projektami. Nie wiemy, nad czym on pracował, ale to oznacza, że mimo że oficjalnie był kontrowersyjnym naukowcem, któremu po prostu odbiło, tak naprawdę jego wiedza była brana bardzo poważnie i była używana do tworzenia najrozmaitszych dziwnych i egzotycznych systemów technologicznych, z którymi dziś być może mamy do czynienia i obserwujemy je, nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi. Takim pierwszym rąbkiem tajemnicy tego, że fizyka działa inaczej, niż by chciała oficjalna wersja, jest między innymi informacja na temat tego EM Drive, czyli dziwnego silnika z napędem elektromagnetycznym, którego przecieki o jego budowie w NASA dotarły właściwie do wszystkich. Jego twórca Shawier ma nawet szereg wykładów na YouTubie i opowiada dokładnie, w jaki jest zbudowany, w jaki sposób jest stworzony, jak działa i ewentualnie jaki może mieć efekt na to, że w przyszłości jesteśmy w stanie oderwać się od Ziemi i polecieć na inną planetę. Niekoniecznie zajmie nam to tysiące lat czy setki lat, jeżeli ta planeta jest oddalona od nas o setki lat świetlnych.
To pokazuje, że technologie, które wydawałoby się są nie z tej Ziemi, bo nie pasują do całej potężnej i rozbudowanej układanki naukowej, jaką nam zafundowano od czasów Einsteina, pokazują nam, że coś jest tutaj na rzeczy, że coś oprócz tego jeszcze działa w tym drugim obiegu, że pod skórą tej oficjalnej fizyki jest jeszcze jeden bardzo żywy i bardzo skuteczny nurt. Nie ma już wątpliwości, że te technologie, które nazwałem niezbyt szczęśliwie technologiami nie z tej Ziemi, bo to są technologie nieoficjalne, które nie pasują do systemu, a utrzymywane są przed nami w tajemnicy z wielu względów, które głównie wyjaśnia słynny Brookings Report, który został zamówiony przez Eisenhowera i który dotyczył tego, w jaki sposób ziemianie, my wszyscy zareagowalibyśmy na przykład na ogłoszenie istnienia życia pozaziemskiego. Ponieważ naukowcy, ten think tank z Brookings nie uznali, że jesteśmy na to przygotowani, to wszystko powstrzymuje możnych tego świata przed generalnie pokazywaniem nam tego typu technologii czy przed wprowadzeniem takich technologii do użytku z wielu względów. Dają one zbyt dużo wolności, każą zmienić kompletnie sposób życia na Ziemi. Są całą ogromną ilością konsekwencji. Naukowcy doszli do wniosku, że może nie jesteśmy na coś takiego gotowi. My jesteśmy z tego powodu sfrustrowani, uważamy, że jesteśmy gotowi, ale bardzo często w debatach ufologicznych mówiliśmy o tym, że niesie to ze sobą rzeczywiście wiele konsekwencji i z nimi się po prostu trzeba liczyć, że czasami samo stwierdzenie, że jestem gotów na to, żeby zaakceptować cywilizację pozaziemską, kogoś z innej przestrzeni, z innej planety czy coś w tym rodzaju, okazuje się mieć tyle implikacji, że czasami może mieć to kompletnie nieobliczalne zakończenie. Teraz dochodzimy właśnie do punktu, w którym następują kolizje amerykańskich niszczycieli. Były więcej niż dwie, bo w ostatnim czasie była kolizja niszczyciela Fitzgerald. Obecnie była niszczyciela McCain.
Oba niszczyciele są doskonale wyposażone elektronicznie, są świetnie uzbrojone. Jest to pierwsza linia obrony i atakuUS Navy. Także nie ma tutaj możliwości, żeby coś na tych okrętach zadziałało nie w taki sposób, jaki zaplanowano, a już szczególnie, żeby doszło do tak byle jakiego wypadku, jaki miał miejsce. Okręty tego typu, które posiadają wiele systemów radarowych, posiadają systemy, które pozwalają im na prowadzenie walki ze stu celami naraz. Nagle okazuje się, że nie są w stanie zauważyć statku handlowego, który podąża w ich kierunku i precyzyjnie uderza w newralgiczną część okrętu. Jest to coś niezmiernie dziwnego. Mnie to ogromnie zaskoczyło. Zdziwiło mnie tylko to, że zostało to tak szybko, w zasadzie przez media ominięte i właściwie skazane na zapomnienie, mimo że dokładnie to, co się wydarzyło na morzu, gdy doszło do tych wypadków, pokazuje, że właśnie taka technologia, o której tutaj wspominam. Dlatego wspominam o tych wszystkich doświadczeniach, które wskazują na to, że fizyka może mieć zupełnie inny wymiar niż ten, który nam się przekazuje i uczy się nas w książkach do fizyki i jest promowany przez oficjalną naukę. Pokazuje, że fizyka może mieć inny wymiar i może dotyczyć jakiegoś kompletnie innego efektu.
I w przypadku tych niszczycieli wspomniałem, że było tych wypadków więcej, bo na początku roku jeszcze jeden amerykański niszczyciel z niewiadomych przyczyn wyrzucił się po prostu na skały. Jego nawigacja nie zadziałała, a w maju tego roku doszło do kolizji amerykańskiego niszczyciela z koreańskim statkiem rybackim. Także mamy całą serię bardzo dziwacznych wydarzeń, które bardzo trudno jest zrozumieć ze względu na to, że wypasione technologiami okręty mającą ilość środków do tego, ażeby móc zareagować. Oprócz tego dochodzi jeszcze czynnik ludzki, który jest tutaj strasznie ważny, ponieważ troszkę żegluję, mam też kontakt z ludźmi, którzy żeglują albo pływają na dużych i poważnych statkach, niekiedy nawet i wojskowych, więc troszeczkę wiem na temat różnych rutyn, jakie panują na okrętach i nie ma takiej możliwości, żeby wszyscy zaspali czy wszyscy po prostu spotkali się w kubryku i śpiewali sobie szanty i zapomnieli, co się dookoła nich dzieje. Zwłaszcza że żeglują po regionie, który jest bardzo mocno uczęszczany przez cały ruch żeglugowy. Idą tam trasy tankowców, frachtowców, tysiące statków zmieniają swoją pozycję, więc zawsze ktoś musi być na mostku i nie może to być jedna osoba. Jest to szereg osób. Oprócz tego, że jest elektroniczne sprawdzanie otoczenia, oprócz tego jest jeszcze czynnik ludzki. Mają lornetki, mają przecież najrozmaitsze urządzenia, które pozwalają widzieć w nocy i można taki zbliżający się statek dostrzec na podstawie własnego morskiego doświadczenia, że może dojść do kolizji, że sytuacja jest niebezpieczna i należy zareagować, czyli zmienić kurs albo spróbować powiadomić ten drugi statek, żeby on zmienił kurs. Także jest szereg manewrów, które można wykonać, ażeby takiej kraksy uniknąć.
Jak pokazuje praktyka coś takiego nie doszło, co jest ogromnie zaskakujące. I z analizy tych wszystkich śladów, jakie były na okrętach, mówiłem o tym wcześniej, wynika, że amerykańskie okręty po prostu stały na wodzie bez ruchu i były takim nieruchomym, właściwie łatwym do trafienia celem. Choć wbrew pozorom na wodzie wcale nie jest tak łatwo wjechać w coś. Dlatego, że jeżeli jednostki się ruszają, trzeba po prostu mieć olbrzymiego pecha, musi być olbrzymi ruch, żeby rzeczywiście na kogoś najechać, wymierzyć w jakiś inny statek i trafić go i spróbować go staranować. Nie jest to takie łatwe, zwłaszcza na przykład ogromnym tankowcem, gdzie jedno poruszenie steru powoduje, że odjeżdża on pół mili dalej i sytuacja się zmienia. Tutaj niestety doszło do tragedii. To, co mnie właśnie najbardziej zaskoczyło to to, że czynnik ludzki kompletnie nie zadziałał. I to nie tylko na amerykańskich okrętach, ale także na statkach. Bo przecież te statki to nie były jakieś byle jakie statki, mimo że miały te byle jakie i tanie bandery. Ale te statki były w miarę nowoczesne, miały w miarę dobrze wyszkoloną załogę i tam również był kapitan, byli oficerowie i byli obserwatorzy, którzy obserwowali wodę dookoła.
Oni sami wiedzieli, że u takich wybrzeży Singapuru są tysiące innych jednostek dookoła, mimo to nie zrobili nic. Więc powstaje tutaj bardzo tajemnicza i dziwaczna historia, że nie tylko został zatrzymany okręt w sensie technologicznym, że wyłączona została jego elektronika, jego silnik, jego radary, jego systemy namierzania i nawigacji, ale został także wyłączony czynnik ludzki w jakiś sposób. Bardzo tajemniczy sposób, bo ludzie nie zareagowali ani na jednym, ani na drugim okręcie. Dodatkowo jeszcze, jeśli przyjrzeć się temu, co się stało z ludźmi, którzy zginęli na amerykańskich niszczycielach, to oni utonęli. Oni po prostu utonęli. Czyli to oznacza, że na okręcie nie włączono alarmu i że w trakcie tego, kiedy te oba statki zbliżały się i wiadomo było, że już nie uniknie się zderzenia, nikt nawet nie próbował tych ludzi obudzić, że prawdopodobnie spali nawet w momencie, kiedy to uderzenie nastąpiło, zderzenie nastąpiło i utonęli wręcz w śnie, czyli byli wręcz pogrążeni w jakimś letargu. Ja rozumiem, że to troszeczkę brzmi jak taka bardzo mocna teoria konspiracji, ale sytuacja ta jest ogromnie dziwna i jedyne, do czego ją można porównać i o tym wspominałem w tym krótkim artykuliku na temat McCaina na Nowej Atlantydzie, to jest to, kiedy jest wiele momentów, kiedy pojawia się UFO i kiedy przelatuje na przykład nad samochodem, ten samochód gaśnie, gasną światła tego samochodu, gaśnie radioI coś dziwnego się dzieje też z człowiekiem. Dopóki wpływ, którego my nie rozumiemy, nie rozumiemy, na czym on polega, czym on jest wywołany, jakie urządzenie to spowodowało, z tego niezidentyfikowanego statku kosmicznego nie zniknie, nic się po prostu nie dzieje. Następuje coś w rodzaju zawieszenia w czasie i przestrzeni. Ludzie, którzy przeżyli to, mają kłopoty z dokładnym opisaniem tego, co tak naprawdę się z nimi wydarzyło, gdzie byli w tym czasie i ile czasu upłynęło od momentu, kiedy to UFO się pojawiło, kiedy ich samochód się nagle zatrzymał, kiedy światła się wyłączyły i kiedy mają niejasne wspomnienie takiego wydarzenia.
W dziwny sposób ta sytuacja w jakiś sposób nawiązuje do wypadków tych niszczycieli, bo tylko w takich warunkach, w podobnych warunkach, żeby móc zrozumieć, do czego doszło, do tych kolizji, mogło właśnie do tej katastrofy dojść, bo ten czynnik ludzki został po prostu wyłączony. Pytanie więc brzmi: czy jest możliwe stworzenie technologii, która byłaby w stanie taki efekt wywołać? Czy w takim razie wrogowie Ameryki posiedli taką technologię? Tutaj oczywiście możemy wyłącznie spekulować. Rosjanie, wiemy doskonale, że przez dziesiątki lat nie stronili od egzotycznych technologii, od egzotycznych doświadczeń. Mówiliśmy w zeszłym tygodniu nawet na przykład o dziurze do piekła, bo z jakiegoś powodu to zrobili. Można się troszeczkę pośmiać, że próbowali się dokopać tak głęboko, ale było coś w tym na celu, coś chcieli się dowiedzieć i coś osiągnąć. Wcześniej pisałem o tym, że wspierali, na Atlantydzie oczywiście, budowę piramid Goloda i sami prowadzili badania. Tak Armia Czerwona, jak i Rosyjska Akademia Nauk. Przed chwilą podałem także przykład Koziriewa i podobnych jemu naukowców, którzy mimo że byli naukowcami niekonwencjonalnymi, wcale nie zostali wyrzuceni z szeregów nauki.
Wręcz przeciwnie, ich wiedza została wykorzystana do najrozmaitszych czarnych i supertajnych projektów. Dlatego na tej zasadzie można założyć, że być może taki rodzaj technologii, który pozwalał na kompletne wyłączenie okrętu z działania, łącznie z czynnikiem ludzkim, być może taka technologia powstała. Ona brzmi jak technologia nie z tej ziemi. Ale drugi przykład, zwłaszcza po Fitzgeraldzie, przykład McKahna wskazuje coś bardzo podobnego, jak nie wręcz identycznego. Takie początki wykorzystania tego typu czy to broni, czy energii już było widać wcześniej w przypadku innego amerykańskiego niszczyciela „Donald Cook”, któremu również wyłączono systemy obrony na Morzu Czarnym i na Morzu Bałtyckim. Kiedy rosyjskie samoloty latały agresywnie dookoła „Donalda Cooka”, on nie mógł nic zrobić. Nie mógł ich namierzyć, nie mógł odpalić własnych motorów, nie mógł w pewnym momencie nawet odpłynąć. Po chwili energia wróciła i rzeczywiście mógł dokonywać manewrów. Były to ostrzeżenia. Inna historia, która również jest bardzo dziwna i zwraca uwagę właśnie pod tym kątem patrzenia na technologię, o jakiej opowiadam dziś, to było jedno z ostatnich bombardowań w tym roku, kiedy to z amerykańskich okrętów wystrzelono 59 pocisków typu Cruise, ale tylko 30 doleciały do celu.
I teraz znów logika podpowiada, że taki cud techniczny jak rakieta typu Cruise, która potrafi świetnie współpracować z satelitami, namierzyć swoją własną pozycję, pozycję swojego własnego celu i trafia z olbrzymią precyzją, tak wiele z nich nie trafiło kompletnie w cel? Wygląda na to, że ktoś być może próbował swoją własną technologią w jakiś sposób zmylić taką rakietę, w jakiś sposób ją wyłączyć wręcz nawet z działania i spowodować, że będzie niegroźną rurą z niewielką ilością paliwa, która spadnie gdzieś w absolutnie przypadkowe miejsce. Z groźnej broni zamieni się w coś, czym sobie nie warto zawracać głowy. I teraz ta technologia, oczywiście, gdyby istniała i gdyby te spekulacje, o których dzisiaj mówię, okazały się być prawdziwe, że rzeczywiście coś takiego można osiągnąć, ma olbrzymie konsekwencje. Konsekwencją jest przede wszystkim to, że nie tylko można wyłączyć w taki sposób okręt wroga, czołg wroga, samolot wroga czy coś w tym rodzaju, ale można wyłączyć także jego satelitę. Można wyłączyć w locie pociski balistyczne, które mają zbombardować jakiś teren i ta rura z paliwem radioaktywnym spadnie gdzieś tam i nawet nie będzie groźna. Oprócz zająca, który wskoczy przez przypadek na rozbitą głowicę. Tych konsekwencji jest bardzo wiele. I teraz trzeba się zastanowić, gdzie jest w takim razie ta fizyka, która by ewentualnie to wyjaśniała, bo to wszystko, co w tej chwili mówiłem, opowiadam te spekulacje na ten temat, w jaki sposób taka technologia może istnieć. Trzeba też oczywiście znaleźć sposób, w jakich warunkach ona może zaistnieć i czy rzeczywiście w ogóle jest jakikolwiek naukowy sens budowania takich teorii, bo inaczej to po prostu będzie następna taka teoria troszeczkę na wiarę, religijna i w zasadzie niewiele z tego wyniknie oprócz tylko i wyłącznie podejrzeń.
I tutaj trzeba się cofnąć w czasie nieco do dwóch projektów nuklearnych prowadzonych przez Stany Zjednoczone. Właściwie do większej ilości projektów, ale dwa z nich warto jest porównać. Był to cały szereg eksplozji nuklearnych, które były firmowane jedną nazwą. Nazywało się to Castle i to było Castle Romeo, Castle Bravo, Castle Kunk i kilka innych eksplozji nuklearnych. Dwie z nich były szczególnie interesujące. Było to Castle Bravo i Castle Kunk. Za chwilę o nich wspomnę.I to wszystko na tle pewnej książki, którą napisał Bruce Cathie, były pielgrzymki, a później znany Napisał taką książkę pod tytułem „Harmonic 33”. Harmoniczne 33 oczywiście ma jeśli myślimy o masonerii, o magii numerów, o świętej geometrii. I w tej właśnie książce Cathie uznał, że tak naprawdę wszystkie doświadczenia i testy nuklearne, jakie przeprowadzono w Stanach, mogły dojść wyłącznie do skutku tylko wtedy, jeśli zostały przeprowadzone na odpowiedniej szerokości geograficznej i w odpowiednim czasie. I on uznał, że w innym przypadku odpalenie bomby atomowej jest niemożliwe, w związku z czym w ogóle globalna wojna atomowa jest niemożliwa.
Oczywiście powiedział to z punktu widzenia wyłącznie teoretyka, na podstawie najrozmaitszych informacji, do których każdy ma dostęp, jeżeli dobrze poszuka. I być może nawet jeśli nie do końca się z tym zgodzimy, jest to bardzo interesujący pomysł, który ma bardzo interesujący związek z tymi doświadczeniami nuklearnymi, testami nuklearnymi, o których właśnie wspomniałem. W 1954 roku dokonano dwóch eksplozji nuklearnych, które w tym temacie są szczególnie interesujące. Obie były przeprowadzone na Pacyfiku i ten test, który się nazywał Castle Bravo. Ustalono, że bomba, która będzie eksplodowana w atolu Bikini, będzie miała siłę rażenia około pięciu megaton. Kiedy ją odpalono, okazało się, że ma 15 megaton, czyli właściwie niemalże trzykrotnie większą eksplozję niż tę, jaką zamierzono. Współczesna fizyka, którą operujemy, klasyczna fizyka nie jest w stanie wykazać, w jaki sposób, skąd się ta energia wzięła, bo nic nie może się stać w sposób cudowny. Skądś ta energia się musiała wziąć, że doprowadziła do tak olbrzymiego, gigantycznego wybuchu. Dwa miesiące później przeprowadzono następny wybuch. Nazywał się on Castle Yankee i tam bombę zbudował sam Teller, ojciec amerykańskiej bomby wodorowej.
Odpalono tą bombę, miała ona mieć między 3,5 a 5 megaton, miała mieć swoją własną siłę, a jej siła okazała się być tylko 110 kiloton. W sensie bomby atomowej był to absolutny niewypał. Tu z kolei energia gdzieś w tajemniczy sposób odparowała, gdzieś zniknęła. I to dało dużo do zastanowienia fizykom i naukowcom. Jednocześnie, jeśli popatrzeć z tego punktu widzenia na wszelkie testy i doświadczenia na poligonach atomowych, po co one są, to one zdecydowanie nie służą temu, ażeby sprawdzić, czy bomba zadziała, czy nie. Wiadomo jest dobrze, że taka bomba musi zadziałać. Nawet w Hiroszimie była to bomba eksperymentalna i zadziałała bez żadnych problemów. Natomiast problemem jest, jakie warunki muszą być spełnione do tego, żeby ta eksplozja była albo tak ogromna, albo tak mała i byle jaka. I tutaj okazało się, że w momencie, kiedy dokonywana jest eksplozja nuklearna, powstaje na bardzo krótki okres czasu tak zwana fala stojąca. Ta fala stojąca ma jakiś związek z energią punktu zerowego, a więc narusza płaszczyznę czasoprzestrzenną.
I to właśnie stamtąd jest albo importowana ta energia, to może nie jest najlepsze słowo, albo tam jest też wysyłana. Czyli istnieje jeszcze jakiś inny rodzaj fizyki, który operuje poza naszymi wymiarami, który sięga gdzieś w jakiś zupełnie inny wymiar, o którym my nie mamy pojęcia. I dlatego właśnie ilość tych testów wskazuje na to, że naukowcy próbują znaleźć, jaką regułę, jaką fizykę należy nałożyć na to, ażeby móc taką eksplozję kontrolować. I jeżeli znajdzie się taką odpowiedź, to wówczas okazać się może, a ja wierzę, jestem mocno przekonany, że taką odpowiedź już znaleziono, że to oznacza również, że bombę atomową, którą ma przeciwnik, również można wyłączyć tak samo łatwo, jak wyłączyć jego okręt na przykład, czy wyłączyć kompletnie jego załogę, że istniejące na podstawie tej fizyki można taki sposób stworzyć. I znów mamy tutaj do czynienia z technologią, która jest nie z tej ziemi, która ciężko mieści się w głowie i brzmi wręcz radykalnie kiepsko, ale wszystko wskazuje na to, że coś takiego musi istnieć. Spójrzmy na przykład na to, jak wygląda obecna opinia na temat posiadania broni nuklearnej. Do pewnego momentu, kiedy popatrzymy w historii, w jaki sposób prowadzono kontrolę nad bronią jądrową, uważano, że jest to broń, której już nic więcej nie przewyższy, że jest to najwyższy rodzaj, najbardziej niszczący rodzaj broni i dlatego należy kontrolować jej rozprzestrzenianie, także dostęp do niej. Ale dziś okazuje się, że coraz więcej krajów sięga po tą broń i ostatnio mamy te kłopoty poważne. Świat ma kłopoty poważne, a może raczej Ameryka na razie póki co z Koreą Północną, która buduje swoje rakiety. Wiadomo jest, że prowadzi swoje testy nuklearne, czyli bombę atomową ma, potencjalnie może być groźna.
Wiemy też, że Iran prowadzi swoje badania z bronią nuklearną i ma program nuklearny na dużą skalę, że Pakistan, że Indie i wiele innych krajów. Oczywiście Chiny, Rosja, Izrael, który ma kilkaset głowic nuklearnych.I jakoś świat się tym za bardzo nie przejmuje. Nie ma uczucia paniki, że jest to rzeczywiście coś na tyle groźnego, że należy coś z tym natychmiast zrobić. To jest jedna rzecz, a druga rzecz, która mnie troszeczkę zaskoczyła, to jest to, że cała historia z Fukushimą w jakiś sposób rozpłynęła się, wręcz zniknęła kompletnie z radaru gazet, mediów, internetu. Mało kto już o tym mówi. Wiemy, że była tam katastrofa, bardzo poważna katastrofa elektrowni atomowej. Wszyscy oczekiwali, że będą tysiące ofiar choroby popromiennej. Tymczasem nic się nie dzieje. Nie słyszymy o tysiącach ofiar wśród Japończyków, o masowych pogrzebach, o tym, że ta choroba popromienna zaczyna zbierać swoje potężne żniwo. Minęło już kilka lat od tamtych wypadków i wydaje się, że ta cała sytuacja w jakiś sposób jest opanowana.
Nie wiemy do końca, w jaki sposób i czy jest taka możliwość, ponieważ ta oficjalna fizyka, od której zacząłem, mówi o tym, że pewnych rzeczy się nie da przeskoczyć. Jeżeli na przykład czas rozpadu pierwiastka radioaktywnego zabiera miliony, jak nie miliardy lat, to się tego nie da przeskoczyć, że to będzie pustynia nuklearna na miliony lat. Nic się nie da zrobić. Tymczasem okazuje się, i to są przebłyski tych bardzo interesujących, a bliżej nieznanych technologii, że można to skrócić. W 1995 roku w programie „Good Morning America” pokazano naukowca o nazwisku Peterson, który nagle zaczął w studiu pokazywać jakieś fragmenty materiału radioaktywnego. Wszystkich tym bardzo zaskoczył. Zaczął opowiadać jakąś historię na temat fuzji jądrowej i tego, że fuzja jądrowa, jej obecność przy na przykład skażeniu radioaktywnym powoduje, że następuje radykalne skrócenie rozpadu takiego materiału. I w myśl tej teorii, która później szybko gdzieś zniknęła i z telewizji, i nawet z internetu, jeszcze tu i ówdzie można tą audycję gdzieś spotkać w internecie, to się minut. Czyli praktycznie wyeliminować jakiekolwiek potworne i dalekosiężne problemy, jakie niesie ze sobą skażenie radioaktywne. O takiej teorii melioracji skażenia radioaktywnego mówią też różne doniesienia prasowe z Izraela, gdzie podobno tamtejsi naukowcy znaleźli sposób, w jaki można na przykład wyeliminować ten radioaktywny efekt promieniowania z organizmu ludzkiego.
Jest to wszystko niezwykle interesujące i to pokazuje właśnie jeszcze raz, że świat, który opisuje fizyka, być może ma jeszcze kilka innych aspektów, które mogą doprowadzić do stworzenia technologii, które dziś wydają się być nie z tej ziemi, ale które być może w przyszłości będą miały olbrzymie konsekwencje dla świata. Tak dobre, ale jednocześnie równie dobrze mogą pójść w złą stronę. Ja jestem optymistą, więc wierzę, że to wszystko idzie w dobrą stronę. A cała ta historia z myśleniem na temat tego, czym jest rozszczepienie atomu, czym jest energia atomowa, zaczyna się tak naprawdę w tych czasach niemieckich, przed wojną i w czasie wojny, w czasie II wojny światowej. Dlatego ja tak uporczywie w tych wszystkich moich tematach wracam do tych wstrętnych nazistów, którzy zostali przejęci później przez Amerykanów w ramach operacji Paperclip. I czasami wygłaszam teorię, że nie wiadomo, kto tu kogo przejął, czy Amerykanie przejęli ich, czy oni przejęli Amerykę. Dlatego, że jeśli popatrzeć na ich rolę, jaką odegrali w historii tworzenia nowych technologii, jaką odegrali w tworzeniu Ameryki takim krajem, jakim jest dzisiaj, to widać, że ich działanie jest niezwykle przemyślane, jest dalekosiężne i jednocześnie niezwykle pasuje do takiego terminu, o którym co jakiś czas mówimy w debatach ufologicznych, który się nazywa odrywającą cywilizacją. Odrywająca cywilizacja powstaje wówczas, kiedy istnieje grupa, która posiada wiedzę i technologię znacznie wyższą i znacznie lepszą od całego społeczeństwa, w którym żyje. I wiedza ta zamieniona, pomnożona przez czas i przez ilość inwestycji, jakich dokonuje się w tym kierunku, sprawia, że w sposób naturalny powstaje coś, co się nazywa odrywająca cywilizacja, która zaczyna żyć tak naprawdę własnym życiem, która zostawia wszystkich daleko, mówiąc kolokwialnie, w tyle wręcz, oczywiście dosłownie, i ma swoje własne plany, które realizuje kosztem innych. Kiedy mówimy o roli tych Niemców, o której niektórzy mówią, że ich rolę się przecenia, że wcale nie byli tak dobrzy, nie mieli takiej wiedzy, to same doświadczenia ich, jakie dokonali jeszcze po II wojnie światowej, jeszcze w Argentynie, gdzie wielu z nich się ukrywało, wskazują, że coś jest na rzeczy.
I tutaj cała historia zaczyna się od pewnego naukowca, który się nazywa Ronald Richter i był to jedyny wysoko postawiony, czyli jeden z elity naukowej wśród Niemców, który nie został przejęty ani przez Rosjan, ani przez Amerykanów. Pracował on w cudzysłowie niezależnie dla Juana Peróna i tworzył jakieś tam swoje doświadczenia i pewnie zniknąłby gdzieś tam pod tym radarem, gdyby nie ogłoszono w Argentynie, że Argentyna jest na progu posiadania bomby wodorowej. Był rok 1951. Amerykanie swoją bombę wodorową dopiero mieli kilka miesięcy później. Natomiast ni stąd, ni zowąd kraj o niewielkim znaczeniu jak Argentyna ogłasza, że coś takiego jest w stanie mieć w swoim posiadaniu. Oczywiście wywołało toGigantyczne zamieszanie w świecie. US Air Force wysłało swoich ludzi do Argentyny, żeby porozmawiali z Richterem. Wiemy o tym stąd, że zupełnie niedawno odtajniono szereg materiałów z operacji Paperclip i dzięki temu mamy całą dokumentację, o czym były rozmowy z Richterem, czego one dotyczyły i w jaki sposób Ameryka traktowała doświadczenia Richtera. Okazało się, że początkowo Richtera potraktowano niepoważnie. Potraktowano jako oszusta, szarlatana, kogoś, kto nie był w stanie stworzyć coś takiego, że jest tylko i wyłącznie fantastą.
Doprowadzili nawet do tego, że wybuchł swego rodzaju naukowy skandal i Perón się bardzo zdenerwował z tego powodu. Powołał specjalną komisję z doktorem Jose Balcaro na czele, która przesłuchiwała Richtera w tej sprawie. W końcu jak to jest z tą bombą wodorową? Czy w Argentynie rzeczywiście dokonano takich doświadczeń? Argentyna jest w posiadaniu takiej technologii, czy też nie jest? Okazało się, że mimo potraktowania go jako szarlatana, US Air Force bardzo intensywnie zaczęło rozmowy z Richterem na tematy naukowe. Okazało się, że te jego doświadczenia, które prowadził z rozszczepieniem atomu, ale jednocześnie w takim sensie, że jego fuzja, w odróżnieniu od fuzji, jaką stosowano w bombach atomowych, była fuzją o wiele chłodniejszą. Zachodziła w znacznie niższej temperaturze i była tym, co my dzisiaj nazywamy zimną fuzją. Na przykład w przypadku bomby wodorowej, żeby w ogóle odpalić takiego behemota i uzyskać taki potworny wybuch, potrzebna jest jako zapalnik bomba atomowa, która wyprodukuje odpowiednie ciśnienie i odpowiednią temperaturę potrzebną do stworzenia takiej reakcji w bombie wodorowej, do tak potężnej i niszczącej reakcji. Doświadczenia Richtera wskazują, że można tego dokonać chociażby w garażu, że niepotrzebne są olbrzymie, tak naprawdę gigantyczne nakłady środków i tak gigantyczne nakłady technologii.
Potrzebne jest jedynie zrozumienie fizyki. I znów wracamy po raz kolejny do tego, że fizyka ma swój jeszcze inny wymiar, który wymyka się pojęciu naukowej interpretacji świata, z jakim mamy do czynienia dzisiaj. Istnieje jeszcze jedna ukryta fizyka, która jest w stanie wyprodukować realne, bezpieczne rzeczy. Jeśli popatrzeć na związek Richtera i jego przeszłość, okazuje się, że jego doświadczenia osiągnęły sukces już w 1936 roku, czyli jeszcze na dużo przed wojną, kiedy odkrył, że elementem brakującym w całej układance atomowej jest właśnie plazma. Że dzięki plazmie elektronowej pod ciśnieniem i plazmie, która wprowadzona jest w rotację i następnie potraktowana olbrzymią, strasznie silną wiązką prądu elektrycznego, można uzyskać tę niecodzienną reakcję. Można uzyskać reakcję nuklearną i stworzyć rodzaj pola, jak to brzydko brzmi, torsyjnego, czyli stanąć na granicy energii punktu zerowego, a jednocześnie na granicy naszego świata z jakimś jeszcze innym wymiarem. Tajemniczym innym wymiarem, który być może jest technologiczną odpowiedzią na nasze wszystkie bolączki, problemy albo być może początkiem końca naszej cywilizacji. Odkryli to Niemcy. Naziści dalej prowadzili doświadczenia w tej materii. Ci wszyscy naukowcy rozlegli się po różnych miejscach świata, po Rosji, Argentynie i Stanach Zjednoczonych.
Dlatego dziś, kiedy popatrzeć na ich działalność, nie do końca jestem pewien, tak jak wspomniałem wcześniej, kto tutaj kogo przejął. Bo skoro Richter współpracował z takimi ludźmi jak na przykład Kurt Davis, który był później dyrektorem lotów kosmicznych w NASA, a okazało się, że ich wspólna przeszłość łączy się pod nazwą jednego ciekawego projektu, legendarnego już, troszeczkę można powiedzieć przykurzonego, bo ludzie przestali się nim aż tak bardzo interesować. Wydaje się, że na jego temat zostało powiedziane wszystko, ale nieoczekiwanie w świetle nowej fizyki odżywa on i być może jest wytłumaczalny. Mam tu na myśli projekt Die Glocke. Coś jest na rzeczy. Walter Gerlach, następny wielki naukowiec niemiecki, który był znawcą w dziedzinie elektryczności, był wielkim ekspertem. Również idealnie pasuje do tej układanki. Te wszystkie zeznania świadków na temat tego, w jaki sposób prowadzono doświadczenia przy Die Glocke, wskazują na to, że dokładnie prowadzono badania tego typu, o których mówił w rozmowach z US Air Force ów Ronald Richter. Człowiek, który znalazł odpowiedź na pytanie, w jaki sposób dokonać zimnej fuzji, czyli praktycznie rozwiązać wszystkie problemy energetyczne Ziemi i jednocześnie otworzyć nas na ekspansję kosmosu. Tak jak wspomniałem, tych konsekwencji będzie bardzo dużo, ewentualnie jeśli ujawni się tego typu technologię.
Ona na razie ujawnia się, bo widzę, że czas nas już tutaj goni, więc powoli trzeba będzie to w jakiś sposób zakończyć, ale nie będzie to łatwe, bo temat jest znacznie szerszy. Pewnie do tego wrócimy. Na razie tę technologię widzimyW nietypowej formie. Na razie ktoś wyraźnie według mnie ją posiada, ponieważ wyłączenie tych niszczycieli, doprowadzenie do kraks na morzu, które pochłonęły już kilkanaście ofiar, co nie jest fajne, należy traktować jako swoiste informacje, że jest to informacja od kogoś do kogoś, żeby nie próbował robić żadnych trików typu przerobienie Korei Północnej na parking i otworzenie nowej wojny znów w Korei, gdzieś w Azji, która zdestabilizowałaby świat. Jednocześnie widzimy także, że na spotkaniu Bilderbergów całe ono w tym roku poświęcone było w Wirginii rozmowom na temat zimnej fuzji i na temat zmiany energetycznej charakteru konsumowania i używania energii przez świat. Energia jest wszystkim. Bez energii praktycznie nie jest w stanie się rozwijać żadna cywilizacja. Cywilizacja rozwija się wtedy, kiedy ma łatwy i tani dostęp do energii. Wówczas jest w stanie się rozwijać. Dlatego jest to tak bardzo ważne, ale jednocześnie system energetyczny i fizyka pokazuje, że jest jeszcze z tym związane coś innego.
Są z tym związane finanse. I tak jak obecnie system fizyki jest systemem zamkniętym, tak samo system finansowy jest systemem zamkniętym. Oba one wykazują, że są w olbrzymim kryzysie obecnie i musi nastąpić coś, co ten kryzys rozwiąże i że ten system należy otworzyć. I dlatego stąd te dziwne historie w świecie, jakie rozgrywają się w świecie politycznym, w świecie naukowym, właściwie pod każdym względem, pod jakim patrzymy, to właśnie są to przygotowania prawdopodobnie do tego, ażeby ten świat, ta zmiana w jakiś sposób zaszła. W którą stronę ona pójdzie? Trudno powiedzieć, ale wyraźnie widać, że coś jest na rzeczy i istnieją możliwości, które nie są już wyłącznie teoretyczne, a praktyczne, aby tego dokonać i dokonać tego na olbrzymią skalę, co będziemy w przyszłości obserwować i będziemy informować na bieżąco tutaj, jeżeli coś nowego się wydarzy w tej kwestii, pojawi się coś godnego uwagi, a jednocześnie na tyle zaskakującego, niepokojącego, że będzie wypadało na to spojrzeć, żeby o tym porozmawiać czy ostrzec, czy przygotować, że coś takiego nadchodzi i co nowego się szykuje. Tak że jeszcze raz wszystkim dziękuję. Przepraszam za moją kiepską formę. Wynika ona z nadużywania żeglarstwa i innych różnych historii związanych z żeglarstwem. Dziękuję jeszcze raz bardzo.
[57:21] - Jakoś nie było aż tak, żeby było kiepsko. Całkiem przyzwoicie nawet, muszę powiedzieć.
[57:25] - Ja się wymęczyłem dość solidnie i to nie poszło tak, jak bardzo bym chciał, ale następnym razem będzie lepiej. Zbliża się powoli 11 września, więc to sugeruje mój tak zwany tradycyjny temat, z którym wracam każdego 11 września. Richard Dolan napisał nową książkę na temat false flag. Będzie więc okazja o tym porozmawiać na podstawie takiego autorytetu, którym dla mnie Dolan jest i myślę, że będzie to dla wszystkich interesujące spojrzenie na świat pod tym kątem. Czy rzeczywiście false flag jest tylko teorią konspiracji? Czy ma jakieś swoje źródła w rzeczywistości? Jak należy to traktować? Jeszcze raz wszystkim dziękuję.
[58:06] - A mówił to do państwa Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, nasz wilk morski radiowy, który prosto z fal morskich wpłynął na fale radiowe i nadał dzisiejszą „Paranaksę”. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[58:23] - Dziękuję bardzo jeszcze raz serdecznie. Dzięki.
[58:26] - Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej „Paranaksie” już za tydzień. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium: www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.