[00:05] - Jest taka pora w cyklu każdego tygodnia, kiedy to wspólnie stawiamy żagle na naszym pirackim okręcie, wciągamy na most flagę z konopnym liściem i wyruszamy na żeglugę szerokim oceanem świadomości. Azymut? Pewna mistyczna wyspa, gdzie w głębi gęstego lasu pozorów przedzieramy się przez wyobrażenia o nas samych, aby dotrzeć do chatki, w której żyje prawda. Ta pora to czwartek, godzina 22:00. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich wokół ogniska. Jednocześnie na stronach radionafali.com, czasсну.com oraz paranormalium.pl, gdzie również znajduje się archiwum naszych przygód w programie Chata Mystyka. Odgłosy nocy. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Kłaniam się tradycyjnie nisko do pasa. Mam na imię Bart i czas rozpocząć kolejny odcinek programu pod tytułem Chata Mystyka.
Moi drodzy słuchacze, jest wieczorowa pora. Jest już dawno po zachodzie słońca. Jakąś godzinę temu miałem przepyszną kolację wegetariańską. Świetne, różnorakiego rodzaju dania wegetariańskie. Dlaczego wegetariańskie? Dlatego, że warto jeść wegetariańsko, bez mięsa. Jeżeli chcemy rozwijać się duchowo i wkroczyć na drogę poznania świadomości, czyli właściwie nas samych, to spożywanie mięsa nie pomaga. Po prostu stajemy się ciężcy. Nie do końca tylko i wyłącznie fizycznie stajemy się ociężali, jedząc mięso, ale również mentalnie, a definitywnie energetycznie. Nasze ciała spędzają bardzo długi czas na trawieniu substancji mięsnej, która ponadto nasycona jest różnymi energiami, które niekoniecznie są dla nas jako dla ludzi korzystne.
Mówiłem troszeczkę o tym w odcinku Chaty Mystyka poświęconym jedzeniu. Także dla tych, którzy nie zapoznali się z tematem mistycznego jedzenia i tego, co warto, a czego nie warto jeść, zachęcam do wysłuchania programu pod tytułem „Jedzenie”. Program dostępny jest w archiwum Radia Paranormalium i również dostępny jest z tego, co wiem, w archiwum na YouTubie. Ale dzisiaj nie o jedzeniu. Dzisiaj taka audycja troszeczkę luźniejsza, dlatego że nie mam konkretnych tematów, o których dzisiaj chciałbym rozmawiać. Tematów jest wiele, ale nie mam nic spisanego na kartce ani w moich notatkach. Dzisiaj troszeczkę luźniej. Jest parę tematów, o które chciałbym się otrzeć, o których chciałbym wspomnieć dzisiaj, ale zobaczymy, gdzie ta opowieść nas zaprowadzi. Póki co chciałem się przedstawić pokrótce dla tych, którzy są nowymi gośćmi w Chacie Mystyka. Parę razy już wspomniałem, że jestem swego rodzaju podróżnikiem.
Tak lubię się określać. Moje podróże odbywają się na dwóch różnych płaszczyznach. Na takiej zwykłej, turystycznej powiedziałbym płaszczyźnie, gdzie przemieszczam się w różne ciekawe, moim zdaniem, zakątki świata. Byłem już w paru ciekawych miejscach, o których tutaj czasami opowiadam podczas tych programów. W chwili obecnej fizycznie znajduję się w południowych Indiach. To jest taka moja podróż, która trwa już od wielu miesięcy. Właściwie dzisiaj próbowałem sobie uświadomić, jak długo już właściwie jestem w Indiach. Z krótką przerwą, kiedy to byłem chwilowo w Australii przez parę tygodni, to tutaj jestem w Indiach już prawie dziewięć miesięcy. Nie wiem, czy to jest czas długi, czy krótki. Na pewno nie jest to jakiś czas lapidarny.
To nie jest kwestia paru dni lub paru tygodni. Jest to prawdziwa, poważna wyprawa. Tak jak wspomniałem, moje podróże nie tylko odbywają się na zasadzie fizycznego przemieszczania się w różne zakątki naszej planety, ale jest to przede wszystkim głównie podróż do wewnątrz mnie samego. Dlatego, że jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że odkrywanie, poszukiwanie prawdy jest to proces, który ma za zadanie uzewnętrznić naturę rzeczy i naturę całego stworzenia, czyli tego, kim my jesteśmy, jaka jest nasza funkcja tutaj, na tej planecie, w tym wszechświecie. Dlaczego mamy taką, a nie inną formę i ogólnie jak funkcjonuje cały świat, powiedziałbym nawet wszechświat. Zdałem sobie sprawę już parę lat temu, że ten rodzaj wiedzy jest to pewnego rodzaju swoiste doświadczenie. Którego nie można nabyć za bardzo poprzez czytanie książek ani poprzez słuchanie innych ludzi. Jest to ten rodzaj doświadczenia, który prowadzi nas na drogę poznania, która odbywa się do nas samych, do wewnątrz. Dlatego, że bardzo szybko zdamy sobie sprawę, że nie wiadomo, ile książek byśmy przeczytali w tym życiu i jak wielu wykładów przesłuchalibyśmy mądrych ludzi. Tutaj nikomu nie uwłaszczam.
Wiadomo, że niektórzy ludzie spędzają większość swojego życia, studiując różne tajemne, mądre księgi, spędzając dużo czasu w bibliotekach i rozwijając swoją sferę intelektualną. Aczkolwiek bardzo szybko dochodzą do wniosku, ci eksploratorzy intelektu, że im więcej wiedzą, tym bardziej zdają sobie sprawę z tego, jak potężny jest ogrom wiedzy, którego nie będą w stanie podczas tego życia ogarnąć. Dlaczego? Dlatego, że cała biblioteka wiedzy na temat stworzenia jest tak przepotężna, że przetłumaczenie jej i pewnego rodzaju nauczenie się o naszym własnym otoczeniu z książek za pośrednictwem języka i naszego intelektu jest niemożliwe czasowo. Na ten rodzaj poznania najzwyczajniej w świecie nie wystarcza nam czasu. Czy sytuacja jest nie do rozwiązania? Czy jesteśmy skazani na pozostanie w niepewności? Otóż okazuje się, że nie. Jest inna droga. Jest droga tak zwanego rozwoju duchowego.
Rozwój ten polega na tym, że zagłębiamy się do wewnątrz siebie po to, żeby odkryć to, co jest na zewnątrz nas. Dlatego, że okazuje się, że to, jak jesteśmy my skonstruowani, to jest dokładnie to samo, jak jest skonstruowane całe nasze otoczenie, cała ta planeta, której jesteśmy częścią, nasza mama Ziemia. Tak również jak funkcjonuje ta planeta, na tej samej zasadzie funkcjonuje cała galaktyka. Wykraczając poza galaktykę, poza nasz Układ Słoneczny, okazuje się, że tak funkcjonuje całe kompletnie stworzenie, czyli cały wszechświat. Jeżeli zdołamy poznać nas samych, to tym samym poznamy wszechświat, poznamy całe stworzenie i to, jak funkcjonuje wszystko wokół nas. O co w tym chodzi? Czy chodzi o to, żeby rozkrajać nasze organizmy na części pierwsze? Nie, nie mówię tutaj o tym, żeby dokonywać sekcji zwłok na żywych trupach, czy też brać pod mikroskop nasze najdrobniejsze tkanki. Bardzo wiele jesteśmy w stanie się nauczyć, obserwując nasze tkanki pod mikroskopem. Dlatego że to, jak funkcjonuje nasza tkanka, to, jak zbudowane są nasze komórki, z czego są zbudowane nasze komórki.
Są zbudowane z poszczególnych atomów, z poszczególnych cząsteczek, z protonów, z elektronów. I możemy się tak zagłębiać coraz bardziej w tą przestrzeń mikro, ale nigdy nie będziemy w stanie w sposób praktyczny, funkcjonalny dojść do sedna całego tego wyobrażenia o nas samych. Dlatego, że to jest takiego rodzaju siatka. To wszystko się przekłada w skali. To, co jest wewnątrz, te wszystkie zjawiska mikro przekładają się na zjawiska makro. To doświadczenie, o którym mówię, to jest doświadczenie, które bazuje na innych faktach niż obserwacja. Obserwacja to jest coś, co jesteśmy w stanie zanotować poprzez nasze zmysły. Posiadamy pięć głównych zmysłów. Zmysł smaku, zmysł węchu, zmysł wzroku, zmysł słuchu i zmysł dotyku. Za pośrednictwem tych pięciu zmysłów, przy użyciu każdego z nich w wyłączności lub w połączeniu z innymi zmysłami, jesteśmy w stanie stworzyć sobie swojego rodzaju opinię o nas samych, o naszej fizyczności i o zjawiskach, które nas otaczają w przyrodzie, czyli w naszym otoczeniu.
Wyłuszczamy siebie jako istoty ludzkie od tego, czym jest planeta Ziemia, którą zamieszkujemy. Tę planetę Ziemię nazywamy naszym środowiskiem i próbując badać nasze środowisko, staramy się dowiedzieć czegoś o nas samych. Ta droga jest bardzo ograniczona. Ta droga, powiedziałbym, jest nawet zgubna, dlatego że owe pięć zmysłów dostarcza nam bardzo zlimitowaną pulę doświadczeń. Słuchajcie, ja tutaj wkroczyłem już na głębokie wody, a może warto wspomnieć o tym, że dzisiaj jest bardzo przepiękna noc. Żeby tutaj jeszcze tych ciężkich dział nie wytaczać na burtę naszego pirackiego okrętu, do czego bardzo lubię porównywać nasze alternatywne audycje w Radiu Paranormalium i również w Radiu Na Fali Na fali, jak wiadomo, czasami buja okrętem pirackim naszym. Żeby tak od razu może z grubej rury tutaj nie grzmieć, to opowiem wam troszeczkę o dzisiejszym wieczorze, dlatego, że jest przepiękny. Pora pokolacyjna. Ja jestem w takim miejscu, które zwane jest centrum jogi. To miejsce nazywane jest również ashramem.
Ja mówiłem troszeczkę o nazwie ashram. Ta nazwa w Europie nie za bardzo kojarzy się pozytywnie większości z nas dlatego, że my po prostu jako Europejczycy nie mamy za bardzo pojęcia o tego typu organizacjach. W Europie jest parę ashramów stworzonych na wzór tych tutaj w Indiach. Jest to miejsce szczególne. Jest to miejsce, które stwarza warunki po to, żeby rozwijać się duchowo, po to, żeby wkroczyć i odbyć tą podróż do wewnątrz nas samych. Tych miejsc jest w Indiach bardzo dużo. Powiedziałbym, że można je liczyć w tysiącach. Niektóre te ashramy są organizacjami większymi, niektóre są mniejszymi. Mają one różnych założycieli i mają one też różne cele. Akurat to miejsce, w którym jestem, zostało ustanowione po to, aby dać ludziom szansę nie tylko rozwoju duchowego, ale również poniekąd rozwoju fizycznego i energetycznego.
Dlatego, że jest to przede wszystkim centrum jogi, czyli tutaj zgromadzą się ludzie nie tylko z Indii, ale z różnych ciekawych zakątków świata, których spotkałem tutaj wielu podczas mojego wielomiesięcznego pobytu tutaj, w tym miejscu. Każdy z tych ludzi pochodzi z troszeczkę innego środowiska. Każdy niesie ze sobą troszeczkę inną historię, ale co jest ciekawe, że spotykamy się wszyscy tutaj, pomimo tego, że pochodzimy z różnych kultur, że pochodzimy z różnych krajów, oczywiście z różnych narodowości. Wyglądamy inaczej, ale spotykamy się w tym szczególnym miejscu w Indiach dlatego, że każdy z nas w pewnym momencie swojego życia doszedł do wniosku, że czegoś mu w życiu brakuje. Każdy, kto pojawia się tutaj w tym miejscu, pojawia się tutaj nie przez przypadek. Ja tutaj podróżując sobie, chodząc sobie po ashramie, po tym szczególnym miejscu, w którym jestem, zwykle kiedy nagrywam tę audycję „Chaty mistyka” dla was, drodzy słuchacze, próbuję znaleźć sobie jakieś ustronne, zaciszne miejsce. Dziś wieczorem również udało mi się znaleźć taki kącik zaciszny, w którym to usiadłem sobie pod drzewem. Dlatego, że w takim mroku już nocnym zauważyłem, że pod jednym z drzew wśród drzew kokosowych, pod jednym z drzew stoi sobie taki okrągły mały stolik, więc potraktowałem to jako zaproszenie do stolika i siedzę sobie właśnie przy takim fajnym, okrągłym, metalowym stoliku, gdzie również czekało na mnie, o dziwo, krzesełko pod jednym z takich kokosowych drzew. Pora już jest późna wieczorowa. Nie jest jeszcze tak późno, ale pora już jest definitywnie wieczorowa.
Jest ciepło. Chodzę sobie na bosaka. Zanim tutaj usiadłem przy tym stoliku, skrupulatnie sprawdziłem całe otoczenie. Dlatego, że tutaj, w tych warunkach klimatycznych nie ma żartów. Często można napotkać węża. Jest tutaj mnogość różnych gatunków węży, szczególnie w Indiach południowych, więc ja, już przyzwyczajony do moich różnych eskapad w różne części świata, również tropikalne wcześniej bywało, przyzwyczajony jestem do paru różnych rzeczy, a też jestem na parę różnych rzeczy wyczulony. Nauczyłem się chociażby do tej pory, żeby sprawdzać miejsce, w którym zamierzam usiąść. Dlatego, że będąc nieuważnym można po prostu usiąść sobie na przykład na ogonie kobry królewskiej, co mogłoby się zakończyć bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem dla nas. Są też różnego rodzaju inne ciekawostki. Nie tylko gady.
Są różnego rodzaju pająki, skorpiony, które to nie mają w planie nas ukatrupić, użądlić i zabić, ukąsić. Aczkolwiek nieopacznie, jeżeli nadepniemy na takie stworzenie, to to stworzenie najzwyczajniej w świecie będzie się usiłowało bronić. Więc aby uniknąć takich przykrych incydentów, warto się zwykle rozejrzeć dookoła troszeczkę przed posadzeniem szanownych czterech liter. Więc tutaj skrupulatnie, w tym mroku wieczorowym zrobiłem lekki rekonesans skautowski, ale teren wydaje się czysty, więc usiadłem sobie wygodnie. Na pewno słychać w tle, bo widzę tutaj na wykresie fali dźwiękowej, że słychać cykady. To jest dźwięk nieodzowny w tej strefie klimatycznej. Uwielbiam ten dźwięk. Jest to po prostu dźwięk transowy. Czasami siedzę i słucham po prostu tylko i wyłącznie tych świerszczy. Dlatego, że te dźwięki często przeradzają się w jakieś takie pieśni, powiedziałbym.
Gdzie przysiągłbym, że można odczytać po prostu swego rodzaju informację. Wśród tych przypadkowych poniekąd dźwięków jest jakiś po prostu harmonogram, jest jakiś w tym ład i porządek. Nie jestem w stanie tego do końca wyjaśnić, aczkolwiek wielokrotnie nie tylko w Indiach, ale w innych częściach świata Po prostu zdarzyło mi się zasłuchać na parę ładnych godzin właśnie w te dźwięki nocy, dlatego, że są przepiękne. Czas biegnie sobie powoli. Wieczorowa pora, przepiękne gwieździste niebo, pomimo tego, że ostatnio się to nie zdarza zbyt często, żeby niebo było gwieździste, dlatego, że doczekałem się, moi drodzy, pory tak zwanej monsunowej. Monsuny to są takie bardzo silne wiatry połączone z deszczem. Jest to po prostu taka pora roku, kiedy w Indiach pada deszcz. Często jest tak, że deszcz nie pada, aczkolwiek wieje bardzo silny wiatr. Przepiękna, ciepła noc w aśramie w południowych Indiach. Symfonia świerszczy w tle.
Dzisiaj mam parę takich refleksji, dlatego, że dobiega poniekąd koniec mojego pobytu tutaj, w tym miejscu, w tym aśramie. Zdecydowałem się na podróż w troszeczkę inne miejsce, nadal w Indiach. Opuszczam to miejsce z paru powodów. Jednym z powodów jest to, że chcę zwiedzić troszeczkę inny obszar Indii, dowiedzieć się czegoś innego, spotkać innych ludzi. A tutaj, pomimo tego, że ta instytucja aśramu, tego centrum jogi urosła już w swojej skali do niebotycznych rozmiarów, powiedziałbym, dlatego, że tutaj przebywa wiele tysięcy ludzi. To już nawet nie jest parę tysięcy ludzi, tylko tu na co dzień w tym miejscu przebywa, nie chcę teraz rzucać liczbami, ale powiedziałbym śmiało, że od ośmiu do 10 tysięcy ludzi. Jest to również fundacja, więc bardzo dobrze sobie tutaj radzą administratorzy tego miejsca z pozyskiwaniem środków finansowych i z uzdatnianiem ich, dlatego, że nie jest to pozyskiwanie kabony tylko w celu trzymania jej w skarbcu. Tutaj te pieniądze są utylizowane, w sensie wykorzystywane na co dzień. Wystarczy sobie wyobrazić po prostu, ile kosztuje chociażby posiłek dla 10 tysięcy ludzi, dwa posiłki dziennie i cały proces przygotowania tych posiłków. Jest tu potężna kuchnia, cała rzesza pracowników, wolontariuszy, którzy są zaangażowani w to, żeby tutaj te wszystkie najzwyklejsze, najprostsze potrzeby zapewnić tym, którzy chcą rozwijać się duchowo.
Przyszedł taki czas. Zadecydowałem, że potrzebuję troszeczkę innych bodźców po to, żeby rozwijać się w tym kierunku, który obrałem tutaj. Nie zrozumcie mnie źle. Przyjeżdżając do tego miejsca, ja byłem kompletnym nowicjuszem. Dziewięć miesięcy temu nie wiedziałem za bardzo, o co chodzi w jodze. Nie wiedziałem, co to jest joga. Joga kojarzyła mi się z takim przeciętnym stereotypem, wydaje mi się, europejskim, gdzie w jodze chodzi o jakąś aktywność fizyczną, o jakąś formę tak zwanego fitnessu, czyli po prostu jakaś forma sportowa, która polega na rozciąganiu się, na przybieraniu jakichś różnych dziwnych póz. Zawsze kojarzyło mi się to również z jakiegoś rodzaju formą mody. Są jakieś takie echa tego oryginalnego, klasycznego systemu jogi, który pochodzi z Indii, który został zainicjowany wiele tysięcy lat temu, który tutaj w Indiach funkcjonuje w troszeczkę innej, dużo zdrowszej, powiedziałbym, formie, zdrowszej w sensie bardziej naturalnej, nieprzemienionej przez te wszystkie media, przez telewizję, przez modę, jak to właśnie dzieje się w Europie czy też w Stanach Zjednoczonych, gdzie słowo joga kojarzone jest z wieloma innymi rzeczami, gdzie słowo joga pojawia się jako nazwa, jako hybryda, która funkcjonuje w połączeniu z innymi słowami, co w ogóle nie ma sensu. Ja o tym wszystkim dowiedziałem się dopiero po przyjeździe tutaj, do tego aśramu.
Dowiedziałem się o tym, że nie ma czegoś takiego jak joga jedzenia, joga pracy. W tej chwili widziałem już takie nonsensy w internecie. Joga piwna. To jest nieskończona ilość hybryd językowych. Okazało się tutaj bardzo szybko, zostałem przywołany do porządku i nauczyłem się o tym, czym joga jest właściwie. Czym nie jest, ale czym ona naprawdę jest. Joga jest to ogólny system funkcjonowania, ogólny system życia właściwego. Tak to można w skrócie określić. Dosłownie ze starożytnego języka, który nazywa się sanskryt, który do czasów dzisiejszych przetrwał praktycznie w niezmienionej formie, słowo joga oznacza unię, czyli swoistego rodzaju zespolenie. Zespolenie czego chodzi?
Okazuje się, że my jako ludzie funkcjonujemy na W paru różnych płaszczyznach. Można tutaj wyłuszczyć trzy główne płaszczyzny naszego człowieczeństwa. Jest to nasza forma fizyczna, czyli nasze ciało. Taka ciekawostka: nasze ciało nie jest niczym innym jak to, co nagromadziliśmy z naszego otoczenia, czyli z tej planety. Dlatego, że całe to papu, całe to jedzonko, które przeżuwamy, połykamy i trawimy, to są nic innego jak cząstki tej planety. Tada! Już jako płód jesteśmy tworzeni z tych samych komórek, z których utworzona jest nasza matka. Nasza matka bardzo pieczołowicie dobiera substancje z własnego otoczenia, którymi się odżywia. Te substancje zamieniane są w nic innego jak nasze własne tkanki plus w energię. Więc my jako ciała ludzkie nie jesteśmy stworzeni z niczego innego, jak tylko z tego materiału, który nazbieraliśmy z własnego otoczenia.
Jest to jedna płaszczyzna naszej ludzkiej egzystencji, to ciało fizyczne, to ciało materialne. Ale na tym się nasze człowieczeństwo nie kończy. Każdy z nas gdzieś w głębi, bardziej lub mniej świadomie zdaje sobie sprawę, że my nie jesteśmy tylko robocikami, które są zasilane przez paliwko zwane jedzeniem. Bardzo szybko uzmysławiamy sobie, że mamy również bardzo rozwiniętą sferę emocjonalną. Ta sfera emocjonalna to jest praktycznie kolejne ciało. Można to nazwać dokładnie ciałem emocjonalnym. Emocje nie pochodzą bezpośrednio z nas. To jest coś odgórnego, co pochodzi od wyższej formy egzystencji, która nie przejawia się w formie materialnej. To jest coś, co my wiemy, ale nie jesteśmy w stanie tego wytłumaczyć. Nasze ludzkie jestestwo można wyłuszczyć na przynajmniej trzy różne poziomy.
Ciało energetyczne jest bardzo istotne, dlatego, że to jest tak naprawdę nasza właściwa forma istnienia. Pomimo tego, że coś jest niedostrzegalne, niezauważalne przez nasze zmysły, to nie oznacza to, że to coś nie istnieje. I tu zaczyna się właśnie nasza podróż duchowa. Dlatego, że jeżeli uświadomimy sobie, że nasza istota ludzka i w ogóle istota całego stworzenia, to nie jest tylko to, co pojmujemy przez nasze pięć zmysłów i to nie jest tylko to, co analizowane jest przez nasz umysł, który notabene jest również wypadkową naszych doświadczeń. Jest to nagromadzenie naszych doświadczeń, które ma za zadanie umożliwić nam przetrwanie w świecie fizycznym. Na tym polega nasz umysł. Na tym polega również nasz intelekt. Możemy przeczytać tysiące mądrych ksiąg, ale nie poznamy w ten sposób natury stworzenia i wszechświata. Jedynym wyjściem wydaje się wejście do wewnątrz. Jest to paradoks, ale właśnie na tym polega rozwój duchowy.
Musimy wykroczyć poza limity, które stwarzają nam nasze zmysły. To, co interpretowane jest przez nasz umysł, nadaje się tylko i wyłącznie do tego, aby przetrwać w świecie fizycznym. Żeby uciec przed tygrysem, żeby na przykład zgromadzić zawczasu odpowiednią ilość wody i pożywienia po to, żeby nawodnić organizm i żeby odżywić organizm, po to, żeby nauczyć się, jak w pewien sposób kontrolować nasze otoczenie, aby wybudować sobie schronienie przed warunkami atmosferycznymi. Ten intelekt również pozwala nam zaplanować pewne rzeczy. Jesteśmy w stanie na przykład hodować zwierzęta. Jesteśmy w stanie zbierać plony z pól, dlatego, że zawczasu planujemy sobie cykliczność pewnych wydarzeń, które mają za zadanie umożliwić nam przetrwanie tutaj na planecie. Często zapominamy o tym, często nie zdajemy sobie z tego sprawy, że bardzo istotna jest również nasza energia. My jesteśmy istotami, które notabene nie są stąd, nie są z tej planety. My zamieszkujemy tą planetę, ale to, co niewidoczne, to właśnie nasza sfera energetyczna, nasza sfera emocjonalna. Jest to część jednej wielkiej kosmicznej zupy.
Wspominałem troszeczkę o tym w odcinku pod tytułem „Kosmiczna zupa” i później w kolejnym odcinku zatytułowanym „Pięć elementów”. Bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do odgrzebania tych informacji w archiwum. Tam również starałem się podważyć troszeczkę wasz sposób rozumowania, moi drodzy słuchacze. Może dla niektórych to nie jest żadna nowość. Te rzeczy, o których tutaj jest mowa w rozwoju duchowym, są to rzeczy, które wykraczają poza nasze doznania zmysłowe, co oznacza, że nie jesteśmy w stanie zaaplikować potocznego czy też logicznego sposobu rozumowania, aby pojąć te zjawiska, o których tutaj mówię. Aczkolwiek często i gęsto zdajemy sobie sprawę z tego, że jest coś ponad tą naszą fizyczność. My po prostu to wiemy. Nie jesteśmy w stanie tego wytłumaczyć ani słowami, ani nie jesteśmy w stanie przełożyć tego innym Nie jesteśmy w stanie często użyć tego tematu do rozmowy, dlatego, że są to kwestie, które wykraczają poza nasz odbiór intelektualny świata i poza zwykłą schematyczną logikę. Co to jest logika? Logika to jest taki schemat wydarzeń, ale bardzo uproszczony schemat.
Tak bym to określił. Jest to po prostu parę narzędzi, mówię tutaj nadal o logice, które pozwalają nam na określenie tego, jaką rzecz jest lub jaką rzecz nie jest. Nie do końca czym rzecz jest, tylko czy rzecz funkcjonuje, czy też nie funkcjonuje. Tak bym to w skrócie określił. To jest nota bene sposób, w jaki funkcjonują komputery. Bez logiki, bez tego systemu, który posiada również w sobie informację o niebycie, czyli tak zwane zero. Zero to jest rzecz, którą my bierzemy w naszej matematyce, w algebrze za rzecz oczywistą. Nota bene niesamowite odkrycie pochodzące z Indii od joginów, od tych królów słomianych mat, jak to ich nazywam często. Dlatego, że ludzie, którym nie potrzeba do życia nic poza słomianą matką, na której mogą siedzieć godzinami, całymi dniami i medytować, czyli udawać się w swoim umyśle do stanów, które wznoszą ich poza odbiór świata poprzez nasze zmysły fizyczne. Oni doszli do wniosku, że całe stworzenie pochodzi z nicości.
Pochodzi od pustki. Żeby coś zamanifestowało się w tym naszym fizycznym świecie, w tym naszym materialnym świecie, który charakteryzuje się swoistego rodzaju dualnością, czyli rozdwojeniem. To wszystko pochodzi z nicości, z pustki. Dlatego, że jest to pustka, która ma w sobie najbardziej nasycony potencjał zamanifestowania się w formie. Forma to już jest określenie czegoś, co już się manifestuje. Dlatego, że pustka nie posiada żadnej formy i pustka nie istnieje w powiązaniu z czasem ani z przestrzenią. To tylko świat fizyczny, to tylko ten dualny świat. Ten plus i minus, to czarne i białe, ta noc i dzień, ten mężczyzna i kobieta. To wszystko funkcjonuje w formie ograniczonej, aczkolwiek nieskończonej. To jest też głęboki temat, do którego powrócę.
Może nie na dzisiaj ta opowieść. Jest to forma nieskończona, która funkcjonuje w złudzeniu czasu i przestrzeni. Dlatego, że czas i przestrzeń, czasoprzestrzeń, dlatego że te dwie rzeczy są ze sobą nieodłączne. To jest swoistego rodzaju złudzenie, które my jako istoty manifestujące się w tym świecie fizycznym, materialnym, narzucamy sobie poprzez nasze zmysły jako swego rodzaju filtr. Dlatego, że my nie jesteśmy w stanie funkcjonować w tym świecie i pojmować tego świata, jeżeli nie narzucimy sobie pewnych filtrów. Tutaj znowu wkraczam na głębokie wody, ale warto o tym wspomnieć, moi drodzy. Jako istoty zwierzęce narzucamy sobie pewnego rodzaju filtry, poprzez które interpretujemy sobie nasz byt. Więc wszystkie informacje, które dostarczają nam zmysły, analizowane są przez nasz umysł i my bardzo często popadamy w pułapkę przekonania, że świat jest dokładnie taki, jakim go widzimy, jakim go słyszymy. Ale zdajmy sobie sprawę z tego, zastanówmy się nad tym na chwilę. Drzewo, które jawi się przed nami.
Gdzie my tak naprawdę widzimy to drzewo? Proste, aczkolwiek nie aż tak banalne pytanie. Może pytanie banalne, ale z niebagatelną odpowiedzią. Zastanówmy się przez chwilę. Jakikolwiek przedmiot, który widzimy przed nami, gdzie my tak naprawdę ten przedmiot widzimy? To drzewo tak naprawdę my widzimy tylko i wyłącznie we własnym umyśle. To znaczy bodźce wzrokowe zawiadamiają nas o tym, że światło odbite od danego przedmiotu. Dlatego, że my widzimy tylko to, od czego odbija się światło. Czyli my widzimy tylko te rzeczy w naszym otoczeniu, które załamują lub odbijają całkowicie światło słoneczne lub sztuczne źródło światła lub sztuczne światło elektryczne i tylko te rzeczy powracają do naszej gałki ocznej, gdzie są przetwarzane przez odpowiednie filtry i analizowane przez nasz mózg, przez nasz umysł na bazie naszych doświadczeń wcześniejszych. I te właśnie doświadczenia wcześniejsze analizujemy sobie jako stojące przed nami drzewo.
Ale gdzie tak naprawdę widzimy to drzewo? Widzimy je w naszej gałce ocznej. Widzimy je w naszym mózgu. Nie jesteśmy w stanie pojąć tego drzewa jako część tego samego stworzenia, którym jest cała nasza planeta. Tylko narzucając swego rodzaju filtry, interpretujemy sobie przestrzeń i dodatkowo narzucamy zależność czasową na to wszystko. Porzucenie tych wszystkich schematów myślenia Jest w stanie nas naprowadzić na troszeczkę inną drogę poznania. Jeżeli chcemy poznać prawdę o całości stworzenia, musimy odbyć podróż do wewnątrz nas samych, zastanowić się, gdzie widzimy to drzewo, co my tak naprawdę widzimy i ile rzeczy wokół nas i wewnątrz nas istnieje, których my nie zauważamy. Dlatego, że jest to kolejna sprawa, ile rzeczy istnieje wokół nas, których my nie zauważamy przez nasze własne zmysły. My widzimy tylko to, co jest w stanie odbić światło. Jest parę przykładów na to, że istnieją również rzeczy, które nie odbijają światła.
Chociażby powietrze, którym oddychamy i które jest nam niezbędne do funkcjonowania, ale zdajemy sobie świetnie sprawę z tego, że to powietrze istnieje, prawda? Dlatego, że czujemy powiew wiatru na naszej skórze. Dlatego, że jesteśmy w stanie odczuć różnicę ciśnień w naszych płucach, wdychając tą formę gazową. Nikt nie jest w stanie zanegować tego, że powietrze istnieje, prawda? Aczkolwiek gdybyśmy zastanowili się nad tym głębiej, to co właściwie powoduje, że my wierzymy w to, że istnieje powietrze? Jeżeli odłączylibyśmy, dajmy na to te inne boźce, właśnie dotykowe i pneumatyczne, powiedziałbym. To jaka jest nasza świadomość tego, że istnieje taki fenomen jak powietrze czy jakikolwiek inny niewidzialny gołym okiem gaz. Ile takich rzeczy jest w naszym stworzeniu, w naszym jestestwie, w tej formie, w której się manifestujemy i w tym naszym środowisku, o których my często nie mamy pojęcia. Chociażby to ciało energetyczne, to nasze ludzkie ciało energetyczne. To ciało energetyczne, które jest zasilane bezpośrednio odgórnie, zasilane jest z innego źródła.
Nie od pożywienia, nie od marchewki czy kurczaczka, czy rybki, czy jajka, które zjedliśmy. To ciało energetyczne, które zasilane jest od Słońca, naszego centrum galaktycznego, które zasilane jest odgórnie z kosmosu. To jest ta prana, to jest ta energia życia, która powoduje, że my w ogóle funkcjonujemy tutaj, że to ciało w ogóle się rusza, to ciało fizyczne. Jak to jest istotna rzecz, aczkolwiek niewidoczna gołym okiem, prawda? Teraz się okazuje, że pod pewnym kątem widzenia, z pewnego miejsca siedzenia. Kąt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak to mawia mój szanowny ojciec. Pozdrawiam serdecznie. Tak rzeczywiście jest, moi drodzy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dlatego, że na przykład chociażby taki fenomen, jak jedziemy sobie samochodem.
Jest przepiękny letni dzień, jedziemy autostradą, wciskamy ten pedał gazu, w oddali przed nami nagle droga zaczyna nam falować. Gorące powietrze powoduje, że staje się ono pryzmatem. Staje się swego rodzaju filtrem. Powietrze zawsze jest filtrem do światła słonecznego, chciałem powiedzieć kończąc zdanie, ale staje się filtrem nastrojonym troszeczkę w innych częstotliwościach, dzięki czemu jesteśmy w stanie nagle zauważyć ruch tego powietrza. Do tej pory było to niemożliwe, prawda? Nie jesteśmy w stanie zobaczyć powietrza, w którym nie ma na przykład pyłu czy kurzu, czy dymu. Nie jesteśmy w stanie zauważyć jego ruchu. A tu nagle okazuje się, że w oddali przed nami, jadąc autostradą, prując i wciskając ten pedał gazu, rozgrzana droga powoduje to, że to powietrze troszeczkę zaczyna zmieniać swoją częstotliwość wibracji. I już w tym momencie to światło słoneczne zaczyna funkcjonować troszeczkę inaczej. Dociera do naszej gałki ocznej troszeczkę pod innym kątem, troszeczkę z inną częstotliwością.
I nagle okazuje się, że my jesteśmy jednak w stanie zauważyć powietrze, a na co dzień go nie widzieliśmy. Dokładnie tak samo, moi drodzy, jest z różnymi formami energetycznymi. Przestrajając te nasze filtry zmysłowe, jesteśmy w stanie dostrzec rzeczy, o których wcześniej nie mieliśmy za bardzo pojęcia, aczkolwiek mieliśmy wrażenie, że takie rzeczy jednak może istnieją. Jesteśmy w stanie często doznać takiego przebłysku informacji na temat różnych rzeczy, które istnieją na poziomie nie tyle fizycznym, materialnym, co na poziomie energetycznym. Ku temu właśnie służą różnego rodzaju techniki jogińskie. Techniki jogi, które mają za zadanie dostroić nas do takiego bardzo specyficznego rodzaju postrzegania świata. Do tego również służą różnego rodzaju techniki medytacji. Medytacja jest to słowo, które na nieszczęście w naszych językach europejskich nie ma za bardzo odzwierciedlenia w przenośni, w połączeniu z tymi praktykami, które stosowane są w Indiach. Dlatego, że w naszych europejskich językach, słownikach, z tego przynajmniej, co mnie się wydaje, istnieje tylko i wyłącznie słowo medytacja w sensie słowa, definicji, które opisuje pewnego rodzaju stany, techniki stosowane w celu określenia specyficznych stanów umysłowych. Czy też pozyskania odpowiedniego rodzaju głębi świadomości, powiedziałbym.
Otóż okazuje się, że w Indiach jest mnogość słów, które określają tego rodzaju stany. Słowo medytacja, czy też po angielsku meditation, nie odzwierciedla dokładnie całości tych fenomenów, które możemy wykorzystać, stosując pewnego rodzaju techniki. Dlatego, że medytacja to nie jest tylko i wyłącznie siedzenie z zamkniętymi oczami, ale są różnego rodzaju inne techniki, technologie powiedziałbym, które mają za zadanie wyniesienie nas poza odbiór rzeczywistości przez nasze zmysły i tym samym interpretację naszego umysłu. Są to na przykład słowa, które również często pochodzą z sanskrytu. Taka tradycyjna forma wyobrażenia naszego na temat medytacji w sanskrycie nazywana jest dhyan lub dhyana. Jest to taka technologia, kiedy często siadamy ze skrzyżowanymi nogami lub nogami w pewnej określonej pozycji, asanie, która nazywa się pozycją lotosu czy też półlotosu. Jest to pozycja, która polega na tym, że zamykamy w pewnym sensie przebieg energetyczny w naszej dolnej części ciała. Tym samym uziemiamy się bardzo sprawnie z planetą, naszą Matką Ziemią, poprzez zwykły fizyczny kontakt naszych kolan, ud i pośladków w odpowiednim ułożeniu z glebą. Ta pozycja z zamkniętymi oczami, wyprostowany kręgosłup, lekko uniesiona do góry twarz, dłonie skierowane zwykle do góry, aczkolwiek są różnego rodzaju mudry, czyli pozycje dłoni, które umożliwiają nam różny przepływ energetyczny w naszym organizmie. To jest taka najbardziej powszechna, powiedziałbym stereotypowa pozycja do medytacji.
To jest właśnie dhyan. Oprócz tego są techniki zwane kriyami, czyli kriya. Jest to również forma medytacji, aczkolwiek ona polega na bardziej dynamicznym wykorzystaniu naszego ustroju fizjologicznego i fizycznego jako organizmu ludzkiego w celu ukierunkowania czy też pozyskania energii pranicznej, która funkcjonuje w naszym otoczeniu, pochodzi bezpośrednio ze słońca i która już funkcjonuje w naszym organizmie. Poprzez odpowiednie pozycje naszego ciała, również pozycje siedzące, troszeczkę inne i poprzez odpowiednie techniki oddechowe jesteśmy w stanie kontrolować tę energię i przekazywać ją w odpowiednie obszary naszego organizmu. Jest to również forma medytacji, aczkolwiek troszeczkę bardziej aktywna. Nie jest to tylko i wyłącznie siedzenie z zamkniętymi oczami. Oprócz tego jest taka forma, która nazywa się na przykład shoonya. Shoonya z sanskrytu oznacza nic innego jak pustkę. Dlatego, że shoonya jest to taka technika, która zabiera nasz umysł w kompletny niebyt. Ma za zadanie odcięcie wszystkich informacji docierających do nas poprzez nasze zmysły i kompletna ignorancja tych wszystkich bodźców, które docierają do nas przez nasze uszy, przez nasze oczy, przez nasz dotyk.
Jest to taka forma medytacji, którą wykonuje się po to, żeby odciąć wszystkiego rodzaju bodźce fizyczne, materialne. Jest to bardzo ciekawa technika, którą ja również stosuję już od wielu miesięcy, która polega w najzwyczajniej w świecie na nicnierobieniu. Nicnierobienie wbrew pozorom nie jest aż tak proste. Przepraszam, wezmę sobie łyczka wody z mojej metalowej butelki. Ta butelka wykonana jest z czystej miedzi. Bardzo polecam. Miedź ma właściwości bakteriobójcze, ale również różnego rodzaju właściwości energetyczne. Wodę można naenergetyzować. Polecam wszystkim niezaznajomionym z tematem odcinek pod tytułem „5 elementów”, gdzie to opisywałem troszeczkę, jak możemy sobie poradzić z energetyzowaniem naszych własnych systemów i tych elementów, z których jesteśmy zbudowani. Tymczasem, moi drodzy, borem, lasem powracam do tematu różnych form medytacji.
Wspomniałem coś takiego jak shoonya, czyli kompletna pustka, kompletny niebyt, stan niebytu. Rzecz pozornie błaha, aczkolwiek osiągnięcie stanu kompletnej pustki, chociażby przez parę minut, jest zadaniem naprawdę bardzo trudnym. Jest to rzecz, którą trzeba praktykować, którą trzeba ćwiczyć tak jak wszystko inne. Rzecz, która nie przychodzi do nas łatwo. Jeżeli nie praktykowaliście jeszcze do tej pory technik medytacyjnych, polecam podjęcie próby. Polecam spróbowanie wyłączenia naszego umysłu na 60 sekund, dosłownie na minutę. Dla tych, którzy są niewtajemniczeni i którzy nie praktykowali medytacji do tej pory, okaże się bardzo szybko, że jest to zadanie nieosiągalne. Totalne oczyszczenie umysłu z jakichkolwiek myśli jest rzeczą bardzo trudną. Rzecz, którą trzeba ćwiczyć tak jak wszystko inne. Polecam usiąść sobie w ciszy.
Początkowo w ciszy, dlatego, że to na początku pomaga, żeby odciąć te wszystkie bodźce wpływające do naszego umysłu ze świata zewnętrznego. Już troszeczkę później, dla bardziej biegłych medytatorów to już zaczyna mieć troszeczkę mniejsze znaczenie. A dla tych już naprawdę doświadczonych medytatorów medytacja w środku dnia na Piccadilly Circus, który jest bardzo zatłoczonym placem w centrum Londynu, to już są rzeczy, które nie sprawiają żadnej trudności, dlatego, że dochodzimy poprzez te nasze usiłowania, poprzez te ćwiczenia do momentu, kiedy jesteśmy w stanie kompletnie wyłączyć nasze zmysły i wznieść się poza interpretację świata poprzez nasze zmysły. Początkowo polecam w zaciszu naszych domów usiąść z zamkniętymi oczami, ze skrzyżowanymi nogami i z wyprostowanymi plecami, najlepiej na bosaka. O benefitach chodzenia na boso też wspominałem niedawno w audycji. Polecam podjęcie próby niemyślenia. To nie o to chodzi, że osoba, która nie myśli jest jakimś głupkiem czy debilem. Wręcz odwrotnie. Chodzi o to, żeby pozbyć się naszej dumy związanej z naszym intelektem, który tak naprawdę okazuje się, że jest nam do niczego niepotrzebny, jak tylko do naszych funkcji przetrwalniczych tutaj, na tej planecie. Okazuje się, że to nie jest całokształt naszego istnienia.
Więc bardzo szybko okaże się dla wielu z was, że myśli zaczynają się kolejkować. One przychodzą w naszej głowie jedna za drugą, nie jesteśmy w stanie tego kontrolować. Ale co ciekawe, okazuje się również, że bardzo łatwo pozbyć się ważności tych myśli. W medytacji chodzi o to, że myśli zawsze będą się pojawiały. To nie jest problem medytatora, że przez nasz umysł przewijają się myśli. Takie jest zadanie tego narządu, tego narzędzia, którym się posługujemy w formie umysłu. I dziwne byłoby to, gdybyśmy spodziewali się, że nasz umysł przestanie funkcjonować kompletnie. My jesteśmy natomiast w stanie w takiej formie moderacyjnej przykręcić troszeczkę tą gałkę i zwolnić troszeczkę funkcjonowanie tych myśli, tego umysłu, tego intelektu, tej wiecznej biegunki, powiedziałbym intelektualnej, bo tak to należy określić. To może brzydkie określenie, ale na tym to polega. To jest taki ciąg potoków myślowych, które do niczego nie służą.
W medytacji, w tej shuni, w tej dhianie chodzi o to, żeby zacząć nagle temperować umysł po to, żeby on zaczął funkcjonować, bo jest to tylko i wyłącznie nasze narzędzie, takie same jak wszystkie inne narzędzia nasze poznawcze, takie jak zmysły. Chodzi o to, żeby nauczyć się obsługi tego narzędzia, żeby ono działało dla nas, nie przeciwko nam, tylko żeby ono działało podług naszych reguł. Dlatego, że na tym polega cała alchemia naszego życia. My jesteśmy w stanie podjąć próbę kontrolowania wszystkiego, co dzieje się wewnątrz nas i tym samym, co dzieje się na zewnątrz, we wszechświecie. Tylko jest to często długotrwały proces, bolesny proces, który często powiązany jest z wyginaniem się w dziwnych, bolących pozach jogińskich chociażby, czy w procesach długotrwałego siedzenia na podłodze w niewygodnych warunkach i podejmowaniu próby medytacji. Te wszystkie techniki prowadzą nas do tego, żeby zacząć kontrolować nasz umysł, żeby on działał dla nas, a nie przeciwko nam. Umysł to jest nic innego jak tylko nasze narzędzie, więc dziwne byłoby to, gdybyśmy oczekiwali teraz nagle, że nasz umysł przestanie funkcjonować i że myśli przestaną pojawiać się w naszej głowie. Dlaczego chcielibyśmy osiągnąć takie rezultaty? Przecież jest to tylko i wyłącznie nasz narząd. To jest taki sam narząd jak nerki czy dajmy na to serce, czy płuca.
To jest tak, jakbyśmy nagle zażądali sobie, że nasze nerki mają przestać funkcjonować albo nasze serce ma się zatrzymać, dajmy na to na 20 minut. Wiadomo, że efekt tego byłby dla nas fatalny, więc nie ma co się naprawdę tutaj bić z wiatrakami również. Często słyszę takie opinie wśród ludzi podejmujących próby medytacji, że oni nie mogą uspokoić umysłu, że na okrągło jest natłok myśli, że pojawia się taka mentalna biegunka. Nie ma co się z tym bić, naprawdę. Umysł ma za zadanie produkować myśli. Do tego jest stworzony, do tego jest powołany. Tylko teraz naszym zadaniem jest to, żeby ten umysł zacząć kontrolować, żeby on funkcjonował według naszych upodobań. Więc stopniowo jesteśmy w stanie zwolnić te procesy myślowe aż do momentu, kiedy te myśli zaczną się pojawiać coraz rzadziej. Ale jeżeli one się pojawiają raz na jakiś czas, to nie oznacza to, że jest to jakaś nasza fatalna próba podjęcia medytacji, która spaliła na panewce i jest nieudana. Nie, absolutnie nie.
Pamiętajcie o tym, że umysł ma za zadanie posługiwać się i produkować myśli. Nie bijcie się z tym faktem. Postarajcie się stać się raczej obserwatorem własnego umysłu niż walczyć z tym umysłem. Jeżeli uda się nagle wyłuszczyć chociażby na parę sekund, chociażby na minutę waszą świadomość, wyodrębnić ją od waszego umysłu, to jest już to bardzo istotny i bardzo gwałtowny krok w kierunku osiągnięcia prawdziwego poznania. Dlatego, że moment uświadomienia sobie, że my nie jesteśmy tylko tym ciałem i tym umysłem, jest w tym wszystkim bardzo istotny. Moi drodzy, zakończę już dzisiaj te rozważania wieczorowe. Będziemy kontynuować te tematy w przyszłych odcinkach „Chaty mistyka”. Tymczasem bądźcie zdrowi. Pokój i miłość. Jest taka pora w cyklu każdego tygodnia, kiedy to wspólnie stawiamy żagle na naszym pirackim okręcie, wciągamy na most flagę z konopnym liściem i wyruszamy na żeglugę szerokim oceanem świadomości.
Azymut? Pewna mistyczna wyspa, gdzie w głębi gęstego lasu pozorów przedzieramy się przez wyobrażenia o nas samych, aby dotrzeć do chatki, w której żyje prawda. Ta pora to czwartek, godzina 22:00. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich wokół ogniska. Jednocześnie na stronach radionafali.com, czasсну.com oraz paranormalium.pl, gdzie również znajduje się archiwum naszych przygód w programie „Chata mistyka”.