[00:00] - Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji, na którą wielu z was czeka cały tydzień. Czeka na naszego gospodarza, na naszego poszukiwacza prawdy, Chrisa Miekinę, który jest już z nami na Hangoutcie. Witaj, Chrisie.
[00:22] - Witaj i dobry wieczór wszystkim.
[00:24] - A tą audycją oczywiście jest Paralaxa. Rozmowy na Atlantydzie. Dziś Chris będzie kontynuował wątek Antarktydy. Ja go będę wspomagał od strony technicznej, przekazywał pytania, czasem może zadawał jakieś nowe od siebie całkiem. Ale zanim przejdziemy do tematu dzisiejszej Paralaxy, tradycyjnie podam jak zawsze kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl.
Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na naszej całodobowej od niedawna transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium i na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i różne inne ciekawe wiadomości na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc hasło na dziś: Antarktyda część druga. Chrisie?
[01:50] - Dobrze, to jedziemy w takim razie. To trzecia Paralaxa w nowej edycji. Jak to się mówi, do trzech razy sztuka. Nie wiadomo, czy ona się dzisiaj posypie, czy nie. Jak zawsze rozmawiałem wcześniej z Markiem, działam praktycznie bez planu. Przychodzi to wszystko do głowy, teoretycznie ma przyjść we właściwym momencie. I tak ta dyskusja się toczy. Jest ona ciągle taką żywą, wulkaniczną magmą i czasami może mieć nieoczekiwane konsekwencje. Także zobaczymy, dokąd nas to doprowadzi dzisiaj, bo temat praktycznie to jest temat rzeka i można go kontynuować, można powiedzieć do końca świata i ciągle będzie jeszcze coś w nim do powiedzenia. Ale dzisiaj spróbujemy go jakoś zakończyć, znaleźć jakieś punkty orientacyjne w tym wszystkim, ewentualnie w przyszłości wrócić do tego bądź pokazać jakieś połączenia z innymi tematami.
Bo jak pokazuje życie, wszystkie te tajemnice, wokół których się poruszamy, wszystkie te niesamowite historie i te wszystkie niesamowite sprawy mają jakąś swoją dziwną sieć połączeń i nieoczekiwanie rzeczy, wydawałoby się od siebie odrębne, różne od siebie w sensie fizycznym, a także zawieszone gdzie indziej w czasoprzestrzeni, gdzieś znajdują ten wspólny kanał, który ich łączy i daje to zupełnie nowy obraz tego wszystkiego. Taki nowy obraz w ogóle się wydarzył na mojej Nowej Atlantydzie, na małym, skromnym blogu, który gdzieś tam sobie istniał w tej olbrzymiej światowej blogosferze, w tym internecie, sobie zawieszony zawsze gdzieś tam sobie w kąciku siedział. Dziś w jakiś sposób, chyba przez właśnie tą Paralaxę, nie wiem, być może mam przez to z wami lepszy kontakt, wręcz eksplodował. Bardzo dziękuję wszystkim za to, że przychodzicie, odwiedzacie mnie na Nowej Atlantydzie, czytacie moje artykuły i żywo je komentujecie. Muszę zacząć, a właściwie bardzo chcę zacząć od podziękowań dla wszystkich tych, którzy udzielają się i to czasami bardzo intensywnie, co mnie bardzo cieszy. Ja nie zawsze nadążam za tymi wszystkimi dyskusjami, ale cieszę się, że są one prowadzone i beze mnie. I ludzie znajdują jakiś wspólny język i dochodzą do wspólnych, bardzo interesujących wniosków. Dlatego bardzo chciałbym podziękować Magdalenie, Arkowi, drugiemu Markowi S., Bajkonurowi, Mariuszowi, Marcinowi, Adamowi, Wojtkowi, MK, Milianie, Michałowi i także takim ciekawym nickom jak Szyderca, Niszczy, Tajemnica Tajemnic. Sprawia mi to wiele radości i satysfakcji, że macie świetne pomysły i można dyskutować w znakomitej atmosferze. Nie ma żadnych inwektyw, nie ma personalnych ataków i wszystkich innych historii, które są plagą internetu.
Tu się w jakiś tajemniczy sposób to nie dzieje, co mnie ogromnie cieszy. Co oznacza, że dialog jest możliwy i niekoniecznie trzeba komuś powiedzieć, że jest głupi czy jeszcze gorzej i w ten sposób użyć to jako takiego bezsensownego argumentu, żeby zamknąć dyskusję, a właściwie otworzyć nową, która tak naprawdę na końcu doprowadza do kompletnej destrukcji i do praktycznie zniszczenia tematu, odejścia od niego. I nie ma żadnych pozytywnych wniosków, a czasami nawet i nadziei, że kiedykolwiek takie mogą powstać. Dlatego jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję za mnóstwo życzliwych słów, mnóstwo dobrych e-maili i w większości świetnych opinii na ten temat. Troszeczkę jestem zaskoczony tym, ale przyjmuję je z całym dobrodziejstwem inwentarza. Oczywiście tu i ówdzie pojawia się łyżka dziegciu. Tak musi być dla zachowania równowagi. I te łyżki dziegciu również szanuję. Być może uda mi się w przyszłości tych wszystkich malkontentów w jakiś sposób przekonać, że nie jest aż tak do końca ze mną aż tak źle i rzeczy, które wydają się początkowo jakieś kompletnie wymyślone, wyssane z palca, mają jakiś swój ukryty sens. Także zakończyłem tą wersję oficjalną.
Wracamy do tematu i wracamy drogą bardzo okrężną. W zeszłym tygodniu mówiliśmy o tym, że być może Antarktyda, o której mówimy i o jej tajemnicach, jest niczym innym jak Atlantydą. I teraz oczywiście Atlantyda funkcjonuje w mitach i trudno znaleźć jakiś konkretny element, który wskazywałby na to, że ona rzeczywiście istniała.Dlatego zawsze będzie to w jakiś sposób legenda, bajka. Nie widzimy jej w sensie historycznym. Trzeba się zastanowić, czy ona w ogóle jest możliwa. Czy rzeczywiście mogło istnieć coś wiele milionów lat temu albo wiele set tysięcy lat temu, co poprzedzało naszą ziemską cywilizację, co w jakiś sposób może ją wystartowało, a nawet może wpłynęło na to, kim jesteśmy dziś. Może nawet stworzyło nas w takiej formie, jak dzisiaj jesteśmy. Jeżeli założymy, oczywiście jest to założenie czysto hipotetyczne, że coś takiego musiało istnieć, wówczas zakładamy, że istnieje jakieś życie pozaziemskie, ponieważ jeżeli tak wyrafinowana cywilizacja mogła przybyć na Ziemię, musiała przybyć skądś. Musiała przybyć z wszechświata. Kwestia, czy jest to możliwe.
Można to rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Myślę, że najkonkretniejszą płaszczyzną jest płaszczyzna fizyki, ponieważ dotyczy ona naukowych dowodów czy naukowego prawdopodobieństwa tego, że do czegoś takiego mogło dojść. Jeżeli założymy, że nie jesteśmy sami w przestrzeni kosmicznej, że istnieje ktoś jeszcze oprócz nas, czy jest możliwość zaistnienia jeszcze kogoś, co możemy określić w jakiś sposób pośredni, że możemy ustalić jakieś prawdopodobieństwo takiego istnienia? Oczywiście. Możemy zacząć od czystej, zwykłej statystyki. Wszechświat jest zjawiskiem tak gigantycznym, że właściwie nawet nie możemy objąć go naszą wyobraźnią, bo za każdym razem, skoro jest nieskończony, będzie się wyobraźni wymykać. W związku z czym istnienie tylko jednej, jedynej maleńkiej planetki gdzieś na zadupiu kosmosu, gdzie istnieje życie, wydaje się być niedorzeczne. Musi coś istnieć jeszcze. Wracamy znów na grunt fizyki. Czy jest to możliwe?
Pewien fizyk, Tom Van Flandern, stworzył teorię eksplodującej planety. Wyszedł z zdroworozsądkowego założenia, że jeżeli popatrzymy na nasz Układ Słoneczny, w jaki sposób jest on zbudowany, nagle zobaczymy, że w tych regularnie rozłożonych planetach dookoła Słońca występuje gdzieś dziwna, pusta przestrzeń. Jest to przestrzeń pomiędzy Marsem a Jowiszem, wypełniona ogromną ilością kosmicznego śmiecia, rozmaitych asteroidów, maleńkich planetoid, pyłu kosmicznego, kto wie czego jeszcze. Krąży to, tworząc wręcz barierę trudną do przebycia pomiędzy Marsem a Jowiszem. Zaczął się zastanawiać Van Flandern, czy jest możliwe, że któregoś dnia, kiedyś, gdzieś w przeszłości, w kosmosie, w tym miejscu być może istniała jakaś planeta. Stworzył on hipotezę, która zakładała, że taka planeta mogła istnieć i taka planeta eksplodowała, ale żeby taka planeta eksplodowała, musiało do czegoś dojść. Musiało dojść do wielu czynników. O ile znalezienie czynnika naturalnego, który doprowadziłby do eksplozji takiej planety, jest czymś niezwykle trudnym. Oczywiście możemy założyć, że nastąpiło zderzenie planet, że być może w planetę uderzyła tak potężna kometa, że rozwaliła ją na drobne kawałeczki, ale mogło zaistnieć coś jeszcze. I tym czymś mogła być wojna kosmiczna.
A jeżeli wojna kosmiczna, to ktoś musiał prowadzić ją z kimś, co oczywiście w sposób naturalny zakłada istnienie jakiejś inteligencji. Inteligencji innej niż nasza. Dlatego, że my z naszej historii nie wiemy nic o tym, ażeby ludzkość kiedykolwiek mogła stworzyć jakąkolwiek siłę czy technologię pozwalającą jej poruszać się w kosmosie. Hipoteza ta oczywiście spotkała się z miażdżącą krytyką nauki, bo okazało się, że gdyby złożyć te wszystkie maleńkie asteroidy z tego pasa asteroid w jedną całość, to wyszedłby jakiś całkiem niewielki, nieważny kamyk. Takie myślenie oczywiście jest bardzo logiczne, ale z drugiej strony zapomina o tym, że pod wpływem tego mogło dojść do odparowania części tego materiału, z którego ta planeta została zbudowana. To jedna rzecz, a druga rzecz jest taka, że znaczna część tego materiału przez siłę eksplozji zostałaby wystrzelona gdzieś w kosmos. Do dziś zbieramy w różnych częściach Ziemi, zwłaszcza, znowu wracamy na Antarktydę, na Antarktydzie zbieramy jakieś meteoryty, którym udało się przedrzeć przez naszą atmosferę i które kiedyś były częścią Marsa. Więc skoro z Marsa dotarły do nas fragmenty tej planety, być może fragmenty tej zniszczonej planety poleciały gdzieś zupełnie indziej, być może też spadły na Ziemię, ale dziś nie mamy takiej pewności. Meteoryt jest zjawiskiem ciągle niezwykle tajemniczym i nie mamy ich zbyt wiele. Trudno jest je znaleźć, a wiele badań nad nimi wywołuje na tyle dużo kontrowersji, że gdzieś nagle zanikają w tym wielkim internetowym hałasie.
Nagle w tej dyskusji na temat, czy istniałaby ewentualność istnienia takiej wojny kosmicznej, pojawił się fizyk plazmowy, doktor John Brandenburg, który napisał dwie bardzo interesujące książki. Obie te książki dotyczą Marsa i pierwsza z nich interpretuje znaleziska i badania dokonane przez łazik Curiosity. Z analizy tych danych, które są powszechnie dostępne, Brandenburg wysnuł wniosek, że Mars około 200 milionów lat temu był pokryty zieloną roślinnością, że po jego powierzchni płynęły rzeki, że istniało tam życie, a jedna piąta jego powierzchni była pokryta oceanem. Dziś nawet, kiedy patrzymy na zdjęcia, jakie wysyłane są z Marsa, widać wyraźnie na przykład linię brzegową, widać wyraźnie ślady erozji, gdzie ta woda była. O ile ciągle jest to pewien model wyłącznie teoretycznyNieco niechętnie akceptowany przez naukę. Brandenburg poszedł znacznie dalej. Na podstawie badań gleby marsjańskiej, jakich dokonał łazik, a wcześniej sonda Viking i kilka innych sond, które dokonywały różnej ilości eksperymentów na Marsie, okazało się, że marsjańska gleba ma w sobie ogromną, nieproporcjonalnie dużą ilość izotopu ksenonu 129. Oczywiście zawsze można znaleźć sposób, żeby to wytłumaczyć, ale w tym przypadku był jeden bardzo duży problem z wyjaśnieniem obecności tak dużej ilości tego izotopu. Mianowicie taki, że izotop ksenonu 129 powstaje wyłącznie w warunkach sztucznych, nie powstaje w naturze, nie istnieje on w naturze. Istnieje on na Ziemi i też w takich szczególnych miejscach.
Te miejsca na Ziemi łączy jeden fakt. We wszystkich nich dokonywano prób termonuklearnych. Po prostu eksplodowano bomby atomowe i w wyniku skomplikowanych różnych chemicznych zjawisk, jakie zachodzą podczas takiej eksplozji, powstaje również ten izotop. Jest on w Nevadzie, jest on na rosyjskich poligonach atomowych. Z pewnością jest on też w Korei. Powstaje on sztucznie. To, co zastanowiło Brandenburga, to był fakt, że ilość tego izotopu była ogromna. Była tak ogromna, że właściwie wskazywała na to, że jeżeli ktoś przywalił w Marsa wielką bombą wodorową, to musiałaby być to bomba, której świat nigdy nie znał i mam nadzieję, że nigdy nie pozna. Obliczył on sobie szybko, jak to fizyk ma swoje sposoby, że taka bomba, gdyby zbudowano ją na Ziemi, musiałaby być wielkości Empire State Building na Manhattanie w Nowym Jorku. Coś tak potężnego walnęło w Marsa.
I rzeczywiście popatrzmy na Marsa, jak Mars wygląda. Okazuje się, że coś oskalpowało Marsa. Część tej planety jest wręcz oderwana, gdzieś zniknęła, gdzieś odparowała. Widać na nim wielkie szramy, które nie rozumiemy do dziś, jaki naturalny proces mógł sprawić, że one powstały. Fakt, że kamienie z Marsa dotarły na Ziemię, również wskazuje, że wydarzyło się tam coś naprawdę tragicznego i straszliwego. To oczywiście wyjaśnia także fakt, że zniknął gdzieś marsjański ocean, zniknęła z niego woda. Taki wybuch po prostu zdmuchnął tą wodę z jego powierzchni i gdzieś ta woda musiała się znaleźć. Część jej w postaci kryształków krąży w tym pasie asteroid. Część pewnie poleciała w kosmos, ale znaczna jej część być może spadła na Ziemię. Możemy w zasadzie spekulować, ale następuje bardzo solidna spekulacja na temat tego, że ta woda mogła dotrzeć na Ziemię.
I to właśnie w jakiś sposób wytłumaczy nam, skąd się wziął ten mityczny potop opisany gdzieś na tych klinowych tabliczkach, że coś takiego się wydarzyło. I tutaj dochodzę tym przydługim i kosmicznym objazdem znów do Antarktydy i Atlantydy. Bo jeśli założymy, że istniała taka kosmiczna cywilizacja, która założyła sobie bazę na Ziemi, z której dokonywała swoich operacji kosmicznych i była to Antarktyda, to w momencie, kiedy następuje tak gigantyczna eksplozja, jaka miała miejsce na Marsie, bądź eksplozja tuż obok, która rozwaliła tą sąsiadującą z Marsem planetę, rozwaliła ją na drobne kawałki, wywołało to olbrzymią falę uderzeniową w całej przestrzeni kosmicznej. Żadna z planet nie była takiej fali kosmicznej obojętna i wówczas mogło dojść na Ziemi, znów jest to oczywiście spekulacja, ale spekuluję, bo próbujemy wyjaśnić pewien scenariusz, na który nie ma dziś innej metody, jak jedynie spekulacja oparta na ogromnej ilości rozmaitych faktów, które są już sprawdzalne i doświadczalne, o czym powiedziałem przed chwilą, które uprawdopodabniają taki właśnie scenariusz. I ta gigantyczna eksplozja mogła doprowadzić do przebiegunowania. Być może nie do tego, że biegun północny zamienił się w południowy, ale położenie Ziemi, jej trajektoria, jej pochylenie zmieniło się na tyle, że nagle Antarktyda, która znajdowała się w klimacie, który był łagodny, przesunęła się tam, gdzie kiedyś był biegun. Oczywiście zamarzła, przykryła ją ogromna ilość lodu i dziś to coś, czego być może ktoś dokopał się na Antarktydzie, bo wszystko na to wskazuje. Jest zbyt dużo dziwnych historii, o których mówiliśmy w zeszłym tygodniu, które się wydarzają na tym kontynencie, żeby nie czuć się upoważnionym do takiego założenia. Coś znaleziono, dlatego Antarktyda dziś jest praktycznie dla nikogo niedostępna, nie tylko ze względu na klimat, ale nikt nie może nad nią latać, fotografować, nikt nie może przeprowadzić sobie niezależnej ekspedycji, która zbadałaby ten kontynent. Jest po prostu zamknięta i odizolowana od reszty świata.
I to, czego ja się obawiam, to to, że któregoś dnia wszystkie informacje z Antarktydy ulegną embargu. Do dziś być może do tego jeszcze nie doszło ze względu na to, co dziś nazywamy fake news. To słowo weszło już chyba w język międzynarodowy, dlatego że implikacja, że odnaleziono coś na Antarktydzie, wywołała eksplozję spekulacji, które kompletnie wykraczają poza zdrowy rozsądek i są po prostu na tyle mylące, ale są jednocześnie atrakcyjne, żeDzięki temu tajemnica Antarktydy i Atlantydy może się czuć bezpieczna. Drugą drogą do tego, ażeby móc spróbować wyjaśnić, czy na Ziemi taka cywilizacja atlantycka, która przybyła z kosmosu, mogła istnieć, jest to, co zostawili starożytni. Również mówiłem w zeszłym tygodniu o tabliczkach Sumerów, o tym, co na nich zostało zapisane i także o tym, że tabliczki te są przedmiotem pożądania wielu ludzi, wielu agencji. Jest tylko kilka czy kilkadziesiąt osób, które potrafią je odczytać. Teksty te pokazują, że należy odczytywać je także na wielu poziomach. Stąd wynika wiele nieporozumień i dziś tak naprawdę w 100% nie wiemy, jak interpretować to, co na tych tabliczkach zostało zapisane. O tym, tak jak powiedziałem, mówiliśmy w zeszłym tygodniu. Jest jeszcze jedno źródło i tym źródłem jest hermetyka.
Hermetyka jest to szereg dokumentów ezoterycznych, o których korzeniach w zasadzie bardzo mało wiemy. Nie bardzo wiemy, kto był ich autorem, kto je napisał. One krążyły od setek lat. Od kiedy istnieje nasza ziemska cywilizacja w tej mocno zorganizowanej formie. Krążyły, były przepisywane, interpretowane, by wreszcie zostać zebrane w jedną całość i przetłumaczone przez ludzi zatrudnionych przez Cosimo de Medici, Medyceusza, który zafascynowany hermetyką postanowił zebrać to w jeden jedyny dokument. Hermetyka są to pisma, które są przypisywane kapłanom ze starożytnego Egiptu. Byłyby to więc dokumenty, które poprzedzały Biblię i które, podobnie jak klinowe tabliczki, przekazywałyby wiedzę i informacje z czasów daleko prehistorycznych. Z czasów, które nas bardzo interesują. Z czasów, w których być może ktoś jeszcze oprócz ludzi żył na Ziemi. Ktoś, kogo my dziś nazywamy bogami, umieszczamy ich w mitach.
Często myślimy, że są one wytworem fantazji i wyobraźni prymitywnych ludzi. Być może tak nie było. Jest to kwestia interpretacji. Hermetyka oczywiście wywołała olbrzymie zamieszanie w myśleniu i w patrzeniu na przeszłość w czasie renesansu, ale szybko okazało się, że hermetyka ma swoje własne problemy. Zanim do tego dojdę, kwestia hermetyki. Dlaczego hermetyka? Ten szereg dokumentów nazwano hermetyką ze względu na to, że wiedza ta miała być przekazana przez boga Egipcjan Tahuta kapłanom, a także przechowywana miałaby być w jakichś dwóch słupach. Tu kojarzą się dwa słupy z tych wszystkich tajnych stowarzyszeń, które tworzyły różne sekretne systemy wiedzy, systemy patrzenia na świat, manipulowania światem i były czasami uznawane jako dwie wielkie piramidy w Gizie. Że to one właśnie są tymi zbiornikami wiedzy. Właśnie od Tahuty, którego Egipcjanie nazwali Hermisem, pochodzi nazwa hermetyka.
Stąd jest ta nazwa. Hermetyka ma jeden podstawowy problem, który znalazł angielski badacz Casaubon. Analizując teksty hermetyczne, znalazł w nich szereg słów greckich, które nie mogły powstać wcześniej niż w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą. A więc jeżeli użyto słów greckich, które powstały całkiem niedawno, bo nie mogły istnieć wcześniej, oznacza to, że cały tekst jest po prostu wymyślony. Nie należy go traktować poważnie. Przez szereg lat jego opinia była dojmująca. Nikt nie traktował hermetyki poważnie aż do momentu sprzed dosłownie 10, 20 lat, kiedy za hermetykę zabrali się naukowcy z Oxfordu. Przeanalizowali ją jeszcze raz i okazało się, że sam Casaubon również popełnił błąd, który niestety wynika ze sposobu, w jaki patrzy na świat nasza cywilizacja. Bo jeżeli mówimy o jakimś autorstwie, autorstwie książki na przykład, czy myśli, kojarzymy to na przykład, że to napisał Platon, to napisał Arystoteles. To jest jego myśl.
To napisał na przykład Piotr Cielebiaś i to jest jego książka i to są jego poglądy. Kojarzymy to z konkretną osobą, natomiast starożytni tego w taki sposób nie widzieli. Starożytni w autorstwie widzieli tradycję, z której ich wnioski, często kogoś bardzo anonimowego, wynikały i przypisywały te wnioski właśnie tej tradycji. Co oznacza, że teksty hermetyczne rzeczywiście mogą mieć wiele tysięcy lat. I ta myśl przekazywana jest przez kolejnych autorów, którzy niekiedy reinterpretują słowa, używają nowych precyzyjnych słów. Zwróćmy tu uwagę na fakt, że greka w czasach starożytnych jako język filozofów, mówiłem o tym zdaje się też w zeszłym tygodniu, była językiem niezwykle precyzyjnym.Potrafiła opisywać świat dokładnie w szczegółach i dzięki temu, że była międzynarodowym językiem intelektualnym, którym można było przekazywać informacje w taki sposób, że były one rozumiane niezależnie od środowiska kulturowego, w którym wzrastał czytelnik. Były doskonałym narzędziem do przechowywania takiej wiedzy. Dlatego zapisano nawet Nowy Testament najpierw w grece, po to, żeby wszyscy ci, którzy później będą go interpretować, mieli konkretny punkt wyjścia. Dlatego dziś możemy znów śmiało powiedzieć, że hermetyka jest zbiorem tekstów o bardzo odległych korzeniach, mających swoje źródła gdzieś w dalekiej prehistorii. I znów teksty te wskazują, że na tej planecie nie byliśmy sami, że ludzkość nie powstała sama z siebie.
Została w jakiś sposób tutaj osadzona. Oczywiście zachodzi takie pytanie: przez kogo? Kto za tym stoi? Mówiliśmy już o Annunakach, o różnych przybyszach z innej planety, którzy nas wystartowali. Wcześniej planowałem ten bardzo kontrowersyjny wątek, który uważam, że być może należy mu się osobna paralaksa. Tego transhumanizmu, który mówi o tym, że być może nasza przeszłość wcale nie jest taka prosta i nieskomplikowana, jak by się wydawało, że jest wiele elementów, które są wręcz budzące grozę, jak to, że być może pierwszy człowiek, który powstał na Ziemi, wcale nie był mężczyzną ani kobietą, a był jednym i drugim. Wiele tekstów na to wskazuje, między innymi tekstów hermetycznych i mówi o tym, że byliśmy takimi andrygenami. Dopiero później, gdy bogowie przerazili się, że ten andrygen może dorównać im potęgą, rozdzielili te płcie. I teraz w jaki sposób dokonować pierwszej selekcji interpretacji tych starożytnych tekstów? Jak stwierdzić, że coś mogło się wydarzyć, co się sprawdziło, a co jest zwykłym zmyśleniem?
Mój sposób patrzenia i nie tylko mój, bo ja tego nie wymyśliłem, gdybym tak powiedział, to tak, jakbym powiedział, że wymyśliłem koło. Jest taki, że jeżeli jakiś element pojawia się w jakiejś starożytnej kulturze, powiedzmy w Sumerze i nieoczekiwanie ten sam element powtarza się na przykład w Egipcie, co jeszcze można zrozumieć, bo mógł zostać tam przeniesiony na jakimś wielbłądzie razem z karawaną, ale na przykład pojawia się u Majów, pojawia się u Dogonów, pojawia się w jakichś zapomnianych kulturach, gdzieś na Orkadach na północ od Szkocji. Wówczas sugeruje nam to, że coś jest tutaj rzeczywiście na rzeczy, że temat należy traktować bardzo poważnie, ponieważ istniał on i w jakiś sposób fascynował i był szalenie istotny dla tych ludzi, którzy o nim mówili. Oni interpretowali go na rozmaite sposoby, próbowali znaleźć rozwiązanie tego, ale jeżeli pojawia się on w wielu miejscach naraz, w różnym czasie, to oznacza, że ma on swoją wagę. I wówczas coś w tym jest. Wówczas rzeczywiście możemy powiedzieć, że niekoniecznie jest to wytwór fantazji. Jest to próba przekazania jakiejś informacji z bardzo odległej przeszłości. Kiedy mówimy o tych informacjach i doszedłem tutaj do paru punktów, które brzmią szalenie kontrowersyjnie, bo wojna kosmiczna, bo przybysze z kosmosu, bo Atlantyda. Wszystko to nie mieści się w głowie, zwłaszcza akademikom. Oni na pewno ryczą ze śmiechu, jeżeli przypadkiem trafili na naszą audycję, ponieważ w naszej nauce nie istnieje nic takiego, o czym powiedziałem do dziś.
Tego typu interpretacja jest to tylko być może dla nich zabawna hipoteza, ale pomijając naukowców, przez całą historię ludzkości przewija się coś jeszcze. Przewija się szereg tajnych stowarzyszeń, które nieustannie powstają. Od kiedy powstaje jakakolwiek cywilizacja, okazuje się, że za każdym razem cywilizacja ta posiada jakąś elitę i elita ta zawsze jest strażnikiem jakiejś tajemnicy, czegoś, co daje przewagę tej elicie nad całą resztą. Wiele tych stowarzyszeń, o których często dyskutujemy jako o takich dziwacznych klubach, ekskluzywnych klubach, które pojawiają się gdzieś w historii, pojawiają się i znikają. Najczęściej jest mowa o tym, że była to zaledwie niewielka grupa osób, która gdzieś znika, rozpływa się w historii i nie miała ona znaczenia. Ale można też na historię ludzkości popatrzeć pod kątem tych wszystkich tajnych stowarzyszeń. Jeśli pomyśleć o tym dłużej i poustawiać te wszystkie punkty ważne w takim sposobie myślenia i połączyć je nitkami, okazuje się, że nasza historia ma szereg różnych wymiarów, różnych poziomów, na jakich należy na nią patrzeć, na jakich należy ją odczytywać. Że zawsze gdzieś u wielkich wydarzeń, zawsze gdzieś podczas największych zmian pojawia się za każdym razem ta tajemnicza tajna grupa, tajne stowarzyszenie. Ktoś, kto ma większą wiedzę, manipuluje zza zasłonki wydarzeniami i osiąga jakieś cele, które rozumiemy, bądź tak naprawdę do końca nie rozumiemy. Kiedy mówimy o stanie kapłańskim w starożytnym Egipcie, kiedy mówimy o magach babilońskich, mówimy właśnie o takich ludziach.I wszystko to w taki sposób rozgrywa się i działa.
W naszych czasach najpopularniejszym tajnym stowarzyszeniem oczywiście jest masoneria, która ma swoje źródła w zakonie templariuszy. Najdziwniejszym chyba tworem, jaki powstał na chrześcijańskiej glebie. Z dzisiejszego punktu widzenia jest to nielogiczne, żeby papież powołał do życia organizację, która nie ma nawet żadnego świętego jako swojego patrona, a za to jest nim świątynia Salomona. Oczywiście można tutaj znaleźć połączenie, że w zasadzie chodzi o tego samego starotestamentowego boga, który ewoluuje z Jahwe do boga, który jest ojcem Jezusa i jest częścią Trójcy Świętej i tak dalej. Ale jest to dziwaczne. Są rycerze świętego Jana, są rycerze Najświętszej Marii Panny. Z całego panteonu chrześcijańskiego wybierani są różni patroni. Ci natomiast mają za swojego patrona króla Salomona, tajemniczą świątynię, którą zbudował Salomon, która również posiadała te dwie kolumny, posiadała Arkę Przymierza. Templariusze, kiedy popatrzymy na ich historię, wykonują szereg ruchów, które są kompletnie niezrozumiałe i na końcu doprowadzają do czegoś szczególnie dziwnego: do samozniszczenia zakonu. Samozniszczenia w takiej formie, że potężna organizacja, która trzyma praktycznie całą chrześcijańską Europę i za gardło ze swoim ostrym kozikiem, ale i za kieszeń, bo wszyscy są im coś winni.
Templariusze posiadają olbrzymie bogactwa. Nagle w dziecinnie łatwy sposób zostaje wyeliminowana z gry. Praktycznie bez oporu. Znika, rozpływa się. Aresztuje się wielkiego mistrza, pali się go na stosie, aresztuje się kilku templariuszy, męczy ich się, przypala im się pięty i zakon znika. Nie ma go. Nie ma jego skarbów, nie ma jego wiedzy, nie ma dorobku, nie ma papierów, nie ma praktycznie nic. To, w jaki sposób zniknął zakon templariuszy, pokazuje też pewien interesujący schemat, jak działają tego typu tajne organizacje. Działają właśnie w taki sposób, że za każdym razem ich oddziaływanie jest o wiele silniejsze wówczas, kiedy nie dzierżą żadnej fizycznej władzy. Nie są królami, nie są administratorami fizycznymi, których można wskazać palcem.
Nie mają określonej własności, granicy, ale potrafią właśnie zza tej kurtyny wpływać na losy świata. Dlaczego o tym mówię? Mówię o tym dlatego, że zmierzam tutaj do kolejnej ewolucji najrozmaitszych tajnych organizacji. Jest to ewolucja, która spowodowała powstanie nazizmu. Nazizm wyrósł na tajnych organizacjach, na organizacjach ezoterycznych, takich jak na przykład stowarzyszenie Thule, stowarzyszenie Vril i wiele innych, mniejszych, dziwnych i bardzo nielubiących pokazywać się w świetle dnia. Dziwnych organizacji, gdzie pojawiają się tacy ludzie jak Karl Maria Wiligut, który ma nieoczekiwanie ogromny wpływ na Himmlera, który tworzy ten cały groźny i mroczny aparat SS. I kiedy przyjrzeć się SS, nagle widzimy, że to SS wcale nie jest organizacją militarną. Oczywiście ma swoje mundury, ma swoje jednostki wojskowe, ale jest to wszystko taka zewnętrzna obłoczka. Bo tak naprawdę SS jest kultem, jest tajną organizacją. Są to sprawdzeni ludzie, którzy mają wesprzeć jakiś bliżej nieznany, ezoteryczny cel.
Spójrzmy na ich symbolikę. Ich symbolika jest oparta na różnych tajnych rytach. Na piśmie, które jest magicznym pismem starożytnych Skandynawów. Kiedy popatrzymy na ich symbolikę dalej, zobaczymy symbol czarnego słońca. Kiedy popatrzy się na zamek w Wewelsburgu, który był samym centrum, teoretycznie, tego axis mundi, osi świata. Miał być pępkiem świata. To tam odbywały się spotkania tych ludzi. I przypominam ich, bo koniec II wojny światowej, w której my widzimy siebie jako zwycięzców, przypomina w zasadzie to samo, co stało się z templariuszami. Że tak naprawdę zrobili oni wszystko, żeby zetrzeć ich z powierzchni ziemi i żeby świat uspokojony tym, że odeszli, myślał i wierzył, że odeszli naprawdę. To samo dzieje się z Niemcami, z nazistami.
Dlatego ja ich nazywam nazistami, bo to Niemcy, ale nie tylko Niemcy. Wielu innych ludzi wchodziło w ten skład. Nie tylko Austriacy, Czesi. Masa innych ludzi była pod ogromnym wpływem tego właśnie kultu, który stworzyli. I w tym sensie, mówiłem o tym ostatnim razem, Atlantyda i ewentualnie coś, co kiedyś istniało na tym kontynencie, być może pozostałości po jakiejś kosmicznej cywilizacji, stają się niezwykle atrakcyjne dla tego kultu, który szuka wszędzie, inwestuje olbrzymie pieniądze. Wyprawy do Tybetu, wyprawy na południe Francji, wyprawy w wiele innych miejsc, które dzierżą gdzieś jakąś swoją legendę i które być może niosą ze sobą rozwiązanie najrozmaitszych tajemnic. Sam fakt, że Niemcy w tak krótkim czasie dokonali gigantycznego skoku technologicznego, wskazuje, że coś jest na rzeczy. Takie rzeczy nie mogły powstać na kamieniu, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, kiedy trwała wojna. Taka mała dygresja.W których się zresztą kocham. W 1935 roku, kiedy były zawody lotnicze, polskie samoloty biły na głowę niemieckie, ale już w 1939 nie były w stanie.
Kilka lat później. Tak niewiele czasu minęło. Okazało się, że ten skok technologiczny dokonał olbrzymiego przyspieszenia i zbudował gigantyczną infrastrukturę. I teraz tą ogromnie-
[36:55] - Przepraszam bardzo, Chrisie, ale mamy słuchacza na linii telefonicznej. Halo, halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[37:03] - Halo, halo. Dobry wieczór. Pozdrawiam wszystkich. Bardzo mi miło poznać pana Chrisa po raz pierwszy, że tak powiem, na antenie. Mam do pana pytanie, bo słucham audycji i jakiś czas temu wspomniał pan o templariuszach, że wymordowano ich i nikt nie wie, co się z nimi stało. Nie wiem, czy pan słyszał taką teorię, że templariusze pożyczyli królowi francuskiemu olbrzymią sumę pieniędzy i król francuski zamiast oddawać pieniądze, wolał ich wymordować. Stąd też mamy piątek 13., ponieważ wtedy cały szef zakonu templariuszy został stracony w piątek 13. i przeklął króla francuskiego. Dlatego chciałbym się spytać, bo pan powiedział, że w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęli i tak dalej, a tymczasem może było tak po prostu, że ich wymordowali, bo woleli nie oddawać im pieniędzy.
[38:10] - Dziękuję bardzo za to pytanie. Pozdrowienia dla słuchacza. Oczywiście, że znam tą teorię, tak jak i mnóstwo innych teorii. To, o czym mówiłem o templariuszach, jest to taka szeroka parabola, która ma pokazać pewien schemat. Oczywiście templariusze nie odparowali. To, że zginęło kilkuset templariuszy, zostało wtrąconych do więzienia, spalonych na stosie nie spowodowało, że zakon zniknął. On dokonał transformacji. Ci ludzie zrozumieli, że dzierżąc olbrzymią potęgę fizyczną i finansową, są na widoku publicznym. Jeżeli są na widoku publicznym, tworzą wokół siebie wielu wrogów. I wówczas cała energia zakonu, zamiast szukać celu ezoterycznego, bo my ciągle nie wiemy, kim tak naprawdę był Bahamet, co naprawdę znaleźli templariusze w ruinach świątyni Salomona, do czego dążyli, skąd się wzięła ta eksplozja katedr, które zapoczątkowali, czemu to miało służyć?
Wiele jest tajemnic i dlatego w tej mojej paraboli na ten temat wniosek jest taki, że to, że zakon zniknął właśnie w taki sposób, stało się dlatego, że taką drogę wybrali. Dlatego, że chcieli zniknąć z historii. Natomiast oni sami jako organizacja, a przede wszystkim jako kult, wcale nie zniknęli. Bo jeżeli popatrzymy dalej, to cała masoneria tak naprawdę zbudowana jest na templariuszowskiej legendzie i templariuszowskiej ideologii. Ci ludzie ciągle gdzieś się pojawiają jeszcze w historii. Pojawiają się na przykład w Szkocji, gdzie nawet w pełnym rynsztunku i z czerwonymi krzyżami na płaszczach i tarczach uczestniczą w walkach, w wojnach. Pojawiają się takie ślady, chociażby niezrozumiałe, jak na przykład w Newport w stanie Massachusetts znajduje się-
[40:05] - Przepraszam, że panu przerwę, bo mam jeszcze pytanie do pana. Czy nie zastanawiał się pan kiedyś odnośnie tego wszystkiego, Atlantydy, starożytnych cywilizacji i tak dalej? Czy nie spojrzał pan na to w ten sposób, że my jesteśmy jako Ziemia swoistym poligonem doświadczalnym dla inteligencji milion razy większej niż my i że cały czas dostajemy szansę na to, żeby rozwinąć się w sposób prawidłowy i za każdym razem marnujemy tą szansę? Ponieważ jako cywilizacja rozwijamy się w jednych dziedzinach, natomiast w drugich rzeczach, ciężko mi jest to nazwać, ale chodzi mi na przykład o to, że do dzisiaj nie osiągnęliśmy tego, że każdy człowiek, każda jednostka cywilizacji żyje w dostatku, tylko ludzie gdzieś tam głodują. Zawsze tak było, jest i będzie. I może ten ktoś, kto nas stworzył, za każdym razem ma nadzieję, że w końcu pojmiemy to, że tak nie może być, że ludzie gdzieś tam głodują, że są wojny, że wywołujemy wojny tak naprawdę o kawałek ziemi, że nie potrafimy dojść do niczego drogą pokojową. Że cały czas nasze najgorsze cechy od setek tysięcy, milionów lat, nie potrafimy wyzbyć się tych cech. Krzywdzenie dzieci, zabijanie dzieci, gwałcenie dzieci i to wszystko. Czy nie myślał pan nigdy w ten sposób, że może tak właśnie jest? Że może teraz my dostaliśmy znowu szansę, rozwiniemy cywilizację i później znowu to wszystko zostanie zmiecione i po nas będą następni.
[42:07] - Nie myślę w ten sposób, dlatego że to natychmiast stworzyłoby religię. Wszyscy ci, którzy słuchają mnie od paru lat, czytują moją „Atlantydę” wiedzą, że nie jestem prędki w wyciąganiu konkretnych wniosków, żeby dać jakąś odpowiedź. Dlatego, że historia pokazuje, że większość takiej odpowiedzi jest błędna. My jesteśmy strasznie prędczy w naszych opiniach. I na koniec okazuje się, że ta odpowiedź na pytanie jest znów tylko i wyłącznie opinią, bo nie jest prawdziwa. Dlatego, że następne pokolenia zawsze dodają jakiś nowy element wiedzy. Nasza wiedza, nasze życie, nasza cywilizacja jest tworem dynamicznym. Ta historia, którą opowiedziałem o Marsie i o ksenonie 129, onaW sposób konkretny pokazuje, że jest możliwe istnienie i wojny kosmicznej, a w związku z czym jakieś siły kosmiczne, jakieś inne inteligencje kosmiczne. Natomiast jeszcze parę lat temu, przed 2015 rokiem, byłaby to kompletna bzdura, ponieważ takich danych nie było. Dlatego jestem bardzo daleki od wyciągania tego typu wniosków.
Nie idę aż tak daleko, nie widzę żadnej mesjanistycznej roli, nie widzę nas w żadnym centrum czyjejś dbałości, tego, że ktoś nas stworzył po to, żebyśmy doszli do jakiejś wspaniałości i uczyli się na własnych błędach. Nie patrzę na to w ten sposób. Natomiast wyciągam różne wnioski z informacji, jakie mi się nasuwają po to, żeby móc troszeczkę rozsunąć tę tajemnicę zasłony, móc nakłuć ten wielki balon, w którym coś się kryje i przynajmniej zajrzeć do środka, w jakiś sposób to wygląda. Ale jestem ostatnim, który wyciągnąłby taki wniosek, który wyjaśniałby wszystko. Wiele dróg prowadzi do Rzymu.
[43:53] - Tak, przepraszam, że przerywam, ale czy nie myślał pan kiedyś też na przykład, że może to leży poza granicami naszego poznania, mówiąc dosadnie, przepraszam, że tak brzydko powiem, że szympans nigdy nie nauczy się jeździć samochodem. Tak samo może i my nigdy nie, nasz umysł, umysł człowieka, to wszystko, co próbujemy odkryć i tak dalej, że leży to poza granicami naszego poznania, że obojętnie co byśmy nie robili, nigdy nie dowiemy się, jak to naprawdę było, bo nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć umysłem.
[44:27] - Siłą rzeczy, prawda? Przecież powinniśmy sobie zdawać z własnych ograniczeń, zwłaszcza znów w czasach, kiedy fizyka kwantowa pokazuje, że jest znacznie więcej wymiarów niż te, które są dla nas dostępne. A jeżeli istnieje znacznie większa ilość wymiarów, na przykład w teorii strun istnieje ich kilkanaście czy już kilkadziesiąt nawet, to można spokojnie założyć, że istnieje rzeczywistość, do której dostępu nie mamy i która jest praktycznie dla nas nie do poznania w żaden sposób. Więc mamy świadomość naszych własnych ograniczeń, tym bardziej na bazie tego nie powinniśmy spieszyć się z wnioskami. Jest to naturalny sposób myślenia i każdy z nas z takich ograniczeń sobie chyba zdaje sprawę. Także myślę, że jest to naturalne. Nie ma tutaj żadnej niespodzianki czy czegoś niezwykłego w tym, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego poznać.
[45:22] - Słyszałem kiedyś pana też teorię na temat religii i tak dalej. Ja mam podobne. Ja z kolei uważam, że religia została właśnie wymyślona po to, żeby, oczywiście pieniądze i tak dalej to swoją drogą, ale żeby ludziom oszczędzić rozmyślań na temat tego wszystkiego. Ciężko mi jest to wyjaśnić. Po prostu jest najprościej stwierdzić, że jest Bóg, stworzył to, to i to i tak dalej. To jest takie wyjaśnienie, które ucina wszystko. Najlepiej, żeby ludzie nie myśleli i tak dalej. Nie wiem, czy pan rozumie, o co mi chodzi, bo akurat teraz nie znajduję słów, żeby to dokładnie określić.
[46:16] - Religia jest wyłącznie aparatem kontroli. Jeżeli ktoś chce osiągnąć jakiś cel, musi znaleźć system, który spowoduje, że wszyscy będą go w tym celu wspomagać. Religia jest czymś absolutnie idealnym do tego celu. Nadaje się do tego świetnie. Wyjaśnia wiele spraw ludziom, którzy nie muszą szukać niczego dalej, a jeżeli próbują szukać dalej, religia tworzy mechanizm, który ucina takie poszukiwania, często w sposób dramatyczny, poprzez stos, poprzez wojnę krzyżową czy poprzez dżihad, tak jak dzieje się to obecnie. Jednoczy tych ludzi i w momencie, kiedy człowiek zaczyna zbyt dużo myśleć o swojej własnej wolności, sprowadza go szybko do parteru. Za każdym razem widzimy religię. Religia jest w różnych formach. Nie tylko w formie, że się wyznaje wielu bogów, jednego boga, boga mahometan czy boga chrześcijan, czy judajczyków, ale też na przykład boga nauki, czy może jeszcze nawet jakiegoś innego. Wszystko to, jeżeli w coś wierzy się, jeżeli istnieje dogmat, który zakłada, że nie wiemy, dlaczego tak jest, nie musimy wiedzieć, tylko naszym zadaniem jest wierzyć wówczas.
Wówczas jest to religia i oczywiście ona służy kontroli i organizacji nas do czegoś. Dlatego właśnie wspominałem o tych-
[47:31] - Jeśli można jeszcze ostatnie pytanie, bo chciałbym znać pana zdanie, jeśli można, ogólnie na temat powstania wszystkiego i tak dalej. Jaka jest pana opinia na ten temat? Bo według mnie musi istnieć pojęcie poza początkiem. Chodzi mi o całe powstanie wszechświata, o to wszystko. Co pan o tym myśli? Jaka jest pana teoria? Bo ja osobiście nie wierzę w wielki wybuch. Że był wielki wybuch, ale wielki wybuch musiał się wziąć z czego, więc musi istnieć coś, jakieś pojęcie poza początkiem, którego my nie ogarniamy umysłem.
[48:13] - Przed chwilą powiedział pan, że mamy jakieś ograniczenia, że nie wszystko potrafimy zrozumieć i być może właśnie powstanie wszechświata z całym jego bogactwem, z całą jego rozciągłością, z tym, że widzimy tylko jego część, znacznej części jego nie widzimy, z tym, że nie rozumiemy jego mechanizmów, może być również w taki sposób tłumaczony, że żadna teoria nie będzie w stanie dać satysfakcjonującego wyjaśnienia, w jaki sposób do tego doszło, co było tak naprawdę na początku. Dlatego że właśnie wynika to z naszych ograniczeń. Nie wszystko potrafimy zrozumieć, nie wszystko jesteśmy w stanie zracjonalizować, ale pracujemy nad tym i między innymi ta audycja jest tego efektem. Są to ciągi myślowe, zresztą bardzo mozolne i rozciągnięte wW czasie, które być może kiedyś, za milion lat albo za dwa lata, doprowadzą do jakiegoś rozwiązania bądź dodadzą jakiś nowy element, nowy pomysł. Bo żyjemy w świecie dynamicznym, wszystko się zmienia. Nowe informacje powodują, że myślimy troszeczkę inaczej, że następuje pewna ewolucja tego naszego myślenia i postrzegania i rozumienia świata. I nawet dziś Big Bang nie jest oceniany w taki sam sposób, jak był oceniany jeszcze powiedzmy 10, 15 lat temu. Jest coraz więcej elementów, dlatego że coraz bardziej rozumiemy kosmos. Rozumiemy tylko jego niewielką część. Odkrywamy go powoli, ale pewne mechanizmy przedstawiają nam to, w jaki sposób działa, już w zupełnie innym świetle.
I dlatego dziś powoli dochodzimy do wniosku w sposób naukowy, że życie na Ziemi nie jest czymś bardzo ekskluzywnym, jedynym w swoim rodzaju, ale ma szansę istnieć gdzieś indziej, na innych planetach, jak choćby na przykład na Marsie, gdzie wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście istniało tam życie i to całkiem niedawno, bo 200, 250 milionów lat temu. Tak że jest to coś absolutnie niezwykłego, co być może zmieni kompletnie patrzenie na wszechświat, na życie, na to, skąd przyszliśmy, jak jest zbudowany wszechświat, ile ich tak naprawdę jest i co było u samego początku. Ale jest to bardzo długa droga. Myślę, że to chyba bardzo dobrze, bo droga jest najważniejsza, nie cel.
[50:20] - Tak, ale mam do pana jeszcze ostatnie pytanie, takie może głupie, ale jednak je zadam. Jeśli przyleciałby do pana statek kosmiczny i miałby pan wybór, że dowie się pan wszystkiego, odpowiedzi na każde z pana pytań o Atlantydach, o wszystkim, jak powstał wszechświat i tak dalej. Ale nie wróci pan już nigdy na Ziemię. Poleciałby pan?
[50:47] - To jest temat na książkę science fiction. Nawet nie zakładam takiej możliwości.
[50:51] - Ale tak czysto hipotetycznie, czy by pan poleciał? Czy ten głód wiedzy u pana, głód poznania jest nade wszystko, tak?
[51:02] - Owszem, ale nie do szaleństwa, dlatego że głód czasami doprowadza do fanatyzmu. Tak że z pewnością, gdyby taka propozycja padła, zapewne bym się zastanowił, czy chciałbym gdzieś polecieć i już więcej nie wrócić, bo jest tu parę fajnych rzeczy jeszcze na Ziemi i być może zdałbym sobie sprawę, że wcale nie muszę wiedzieć, wcale nie jestem taki ciekawski do końca i poszedłbym sobie gdzieś.
[51:24] - Że jednak lepiej jest nie wiedzieć.
[51:26] - Tak, dobre na dobre, chłodne piwo i to zupełnie wystarczy. Czasami człowiekowi bardzo niewiele wystarczy do szczęścia. Niekoniecznie musi to być odpowiedź na wszystkie pytania. Jest jeszcze coś innego i to stwarza nas jako ludzi właśnie, że nie tylko dążymy do czegoś, szukamy czegoś, ale jednocześnie potrafimy docenić to, w jakim środowisku żyjemy, czym jest świat dookoła nas, że potrafi być on też straszny, ale potrafi być też piękny i wspaniały. Dlatego piszemy wiersze, zakochujemy się. Jest mnóstwo tego elementu, które sprawiają, że jesteśmy czymś innym niż cała ta reszta tego kosmosu, być może tych nawet innych cywilizacji, które nie mają tego, co mamy my. Jeżeli one istnieją, co wypracowaliśmy jako swoją własną emocjonalność i coś, czego nie potrafi się w żaden sposób uchwycić, czego nawet nie potrafi uchwycić nauka, która nie jest w stanie zważyć i zmierzyć, ile waży, ile to jest szklanka strachu czy szklanka miłości, czy parę innych tego typu rzeczy.
[52:24] - Czy szklanka paralaksy.
[52:27] - Czy szklanka paralaksy.
[52:30] - Czyli poniekąd jest pan bohaterem romantycznym jednak?
[52:33] - Oczywiście, jak zawsze.
[52:34] - Nie do końca. Okej, dziękuję w takim razie państwu. Bardzo pozdrawiam. Życzę miłego wieczoru i wszystkiego dobrego. Do usłyszenia.
[52:44] - Dziękujemy, do usłyszenia. Zapraszamy oczywiście do słuchania również innych audycji w Radiu Paranormalium, w szczególności „Debaty Niekontrolowanej”, która już za jakieś 12 minut powinna wystartować. A w międzyczasie w „Paralaksie” powróćmy może do... Chyba jednak nie powrócimy, bo słuchacz Edek dzwoni. Dobry wieczór panie Edku. Właściwie dzień dobry. Radio Paranormalium. Jesteśmy na antenie.
[53:12] - Dobry wieczór, kłaniam się. Pozwalam sobie zabrać cenny czas w „Paralaksie”, żeby pewną opinię tak króciutko, że to tak jak szóstka w totka ta „Paralaksa” od 18:00 z panem Chrisem Miekina. Tylko taka prośba, panowie, nie zaczynajcie wcześniej, bo już w ogóle z domu nie będę wychodził.
[53:30] - Wie pan, że mamy tak w planach zacząć troszeczkę wcześniej nadawać.
[53:37] - No to pięknie. To zaraz po kościele do domku na Radio Paranormalium. Mam taką kwestię, trochę kuchennymi drzwiami i trochę to jest pytanie z tezą. Czy jest szansa, żeby kiedyś może odnieść się w kilku słowach na temat ewentualnego domniemanego wyglądu archontów? Ja wiem, że to się panom nie spodoba, ale niemniej jednak takie mam pytanko. To tyle. Nie zabieram więcej czasu, bo to jest tylko godzinka i lepiej naprawdę słuchać pana Chrisa niż kogokolwiek innego. Pozdrawiam, kłaniam się i do usłyszenia.
[54:14] - Dziękuję bardzo. Pozdrowienia dla pana Edka. Zawsze z wielką satysfakcją mnie słucha.
[54:19] - Kłaniam się serdecznie. Pozdrawiam.
[54:21] - Archonci to taki, aż się uśmiecham, bo akurat lubię ten temat i panie Edku, natchnął mnie pan, żeby zrobić tutaj w ogóle nawet specjalną „Paralaksę” na temat archontów, bo to dziwaczne są stworzenia i strasznie mroczne i niebezpieczne. I to byłby cały temat o gnostycyzmie i o tym, jak archonci usiłują się przedrzeć do naszej przestrzeni. Jak wyglądają? Trudno jest powiedzieć, dlatego, że żyją tak jakby w świecie równoległym. Są z nami, ale i nie są w tym samym czasie. Jeżeli przedrą się gdzieś do naszego świata, używają nas jako pojazdu.Jako pojazdów. Dlatego czasami pojawia się ktoś strasznie groźny i dziwaczny. Wszyscy mówią o nim, że jest chyba szaleńcem i rozrabia po świecie. Taki Adolf Hitler czy może paru innych. Być może taki ktoś jest niczym innym jak właśnie pojazdem archonta, który próbuje namieszać na Ziemi, próbuje stworzyć warunki, ażeby archonci mogli tę Ziemię zasiedlić.
Ale tu czasu nam ubywa. Bardzo szybciutko chciałem zamknąć to wszystko pewną taką klamrą, że te wszystkie stowarzyszenia ezoteryczne, ci wszyscy iluminaci, którzy tworzą te różne historie konspiracji, teorie konspiracji, które często są pogardzane przez różnych innych ludzi, którzy uważają, że trzeźwo kroczą po ziemi. Myślę, że warto na nich zwrócić uwagę z tego względu, że mechanizm, dzięki któremu templariusze sami siebie doprowadzili do tego, że zniknęli z tej widzialnej powierzchni ziemi, wręcz jak archonci weszli do kompletnie innego obiegu, tajnego obiegu. To samo być może stało się z tym kultem, który reprezentowało SS. Reprezentowała ta historia na Antarktydzie, którą poszukiwał admirał Byrd i poszukiwali Hess i Himmler i być może nawet rzeczywiście coś znaleźli. Kiedy popatrzymy, jakie siły tutaj działają i żeby szybciutko uzasadnić, że niekoniecznie ta siła, ta mroczna, brunatna, czarna siła z piorunkami na klapach kompletnie zniknęła, to żeby ona w ogóle powstała, musiał ktoś w nią straszne pieniądze zainwestować. I tu te pieniądze przyszły z tego kontynentu, z którego ja nadaję. Osoby takie jak Prescott Bush, dziadek ostatniego prezydenta Busha i ojciec jego ojca, czyli pełna rodzina, strasznie mieszała w historii tego kraju i nadal miesza. Prescott Bush był jednym z tych ludzi, którzy prowadzili interesy z nazistami nawet w czasie trwania wojny. Miał być on nawet sądzony za wspomaganie Rzeszy Niemieckiej, ale wpływy polityczne to uniemożliwiły.
W zeszłym tygodniu mówiłem, że admirał Byrd nie miał żadnych problemów, żeby polecieć do Berlina i opowiedzieć nazistom, co spotkają na Antarktydzie, co on sam odkrył i być może udzielić im całej masy wskazówek. Nie miał żadnych problemów. Kiedy oglądacie te moje obrazki dziwaczne, to taką przyjemność mi sprawia, więc sobie je wstawiam jako ilustrację do kolejnych „Parallax”. Na tej poprzedniej „Parallaksie” jest taki celownik optyczny. Wszystkie elementy, zawsze w jakiś sposób zawierają w sobie element, o którym chciałbym mówić, który biorę pod uwagę. I ten mały celownik jest również związany z admirałem Byrdem i z tą samą sytuacją, z tymi tajnymi stowarzyszeniami, o których mówię. Admirał Byrd, kiedy był na Antarktydzie, zanim popłynęli tam Niemcy, kiedy przelatywał nad różnymi szczytami, jeden ze szczytów nazwał imieniem swojego bratanka. Jego bratanek znany jest bardziej ze swojego przezwiska Dry Hole się nazywał, czyli Sucha Dziura. Sucha Dziura Byrd był niezwykle bogatym człowiekiem, a admirał Byrd w jakiś sposób na tyle go lubił, że nazwał ten szczyt na Antarktydzie jego imieniem. Co ciekawe, ten właśnie Dry Hole Byrd był właścicielem miejsca, które się nazywa Book Depository Dallas.
Jest to miejsce, z którego rzekomo Harvey Oswald strzelał do prezydenta Kennedy'ego. Co już nie pokazuje, że ta informacja nie może być przypadkowa. Takie historie nie zdarzają się przypadkiem, że nagle widzimy, że ludzie, którzy powiązani kiedyś z nazistami, nieoczekiwanie zaczynają odgrywać bardzo istotną i poważną rolę w kraju, który podobno był zwycięski, który podobno pokonał tych nazistów. Gdy przyjrzeć się temu bliżej, okazuje się, że ten Dry Hole Byrd był ściśle związany z całą tą naftową produkcją w tym czasie w Teksasie, która miała ogromne związki z nazistami i z Niemcami. Między innymi jego przyjacielem był Michael Paine, który pracował dla generała Don Bergera. Generał Don Berger z kolei był tym esesmanem, który sprawował kontrolę nad więźniami obozów koncentracyjnych pracującymi na Peenemünde. Miał być skazany w Norymberdze, ale z kolei von Braun, który również był w SS, powiedział, że nie będzie żadnej pracy wykonywał dla Amerykanów, jeżeli Don Bergera się nie sprowadzi do Stanów Zjednoczonych. Sprowadzono go i nie tylko mógł sobie tutaj w ciszy i spokoju mieszkać, ale jednocześnie stał się wiceprezydentem firmy Bell, która produkuje śmigłowce, która jest jednym z filarów przemysłu zbrojeniowego Ameryki. Mówię o tym wszystkim dlatego, że kiedy przyjrzeć się pod tym kątem całej operacji Paperclip i temu, co wydarzyło się po II wojnie światowej i połączyć to z wydarzeniami, które doprowadziły do wyniesienia Hitlera do władzy i do tej eksplozji nazizmu i do całej tej wojny, widzimy, że naturalne połączenie pomiędzy wielkim biznesem, który istnieje w Ameryce, a następnie z teoretycznie pokonaną Trzecią Rzeszą, która niezauważona prawie że przez nikogo przepływa sobie do Stanów, być może do ówczesnego Związku Radzieckiego i realizuje dalej swój mroczny plan. Także taka historia na temat Dry Hole Byrda, admirała Byrda i powiązań nazistów ze współczesnością.
Na pewno można jeszcze dużo o niej powiedzieć. Zostało nam zaledwie parę minutek, więc chciałbym tylko jeszcze powiedzieć, że jutro jest zaćmienie Słońca. Nazywa się to Wielkie Amerykańskie Zaćmienie, bo będzie widoczne w całej swojej glorii od Seattle aż po Południową Karolinę. Będzie to absolutnie niezwykłe zjawisko.Na które się tutaj czeka. Ja osobiście nie będę go oglądał. Uważam, że zaćmienie Słońca ma zawsze wielki, ogromny wpływ kosmicznych energii na to, co się dzieje na Ziemi. Jest zawsze znakiem początku czegoś i końca czegoś jednocześnie. Nigdy nie wiadomo, czy to wychodzi na dobre. Starożytni potrafili obliczać, kiedy te zaćmienia Słońca nastąpią. I co robili?
Ukrywali się, chowali się wtedy, kiedy do tego zjawiska dochodziło. Bali się tej energii. Kiedyś przemyślałem moje życie. Kiedyś widziałem zaćmienie Słońca. Niezbyt wiele dobrych rzeczy stało się w moim życiu, a w zasadzie masa złych. Więc tym razem będę siedział w zamknięciu. Ewentualnie popatrzę sobie w komputerek, jak ono wygląda. Widzę, że już czas dobiega końca. Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję. Audycja znów poszła swoimi własnymi torami.
Nie wiem, czy będzie w następnym tygodniu, bo mam różne zobowiązania rodzinne, ale być może uda mi się ją nagrać. Wcześniej jakoś się umówię z Ivelliosem. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Serdecznie wszystkich pozdrawiam. Dziękuję jeszcze raz wszystkim za uwagę i za to, że jesteście ze mną i ja się świetnie bawię przy tym, że mogę z wami w ten sposób rozmawiać i mam nadzieję, że jest to także i z drugiej strony. Także jeszcze raz pozdrowienia dla wszystkich. Dziękuję bardzo, a za parę minut mam nadzieję, że koledzy z debat również przyjmą mnie do swojego grona i być może niektóre tematy uda się kontynuować. Dziękuję bardzo.
[01:02:23] - Oczywiście. To był Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy. Tutaj w tle było słychać, że już zbiera się powolutku ekipa do „Debaty Niekontrolowanej”, która wystartuje już dziś, 20 sierpnia, za kilka minut. A tymczasem, żeby tak ładnie zakończyć MP3 z Paralaxą: dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień, miejmy nadzieję w kolejnym odcinku „Paranaxy”, czy to na żywo, czy to z taśmy. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.
[01:02:58] - Dobranoc.
[01:03:00] - Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych MP3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.