Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!

SŁUCHAJ
ZALOGUJ SIĘ
ZAMKNIJ
Radio Paranormalium - zjawiska paranormalne - strona glowna
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
Debaty (nie)kontrolowane

Debaty (nie)kontrolowane

Odcinek: 24. Debata (nie)kontrolowana: Bieszczadzki Dom Zły
Dziś spotkaliśmy się z panią Grażyną Niedzielską - autorką relacji o "Bieszczadzkim Domu Złym", którą kilka miesięcy temu opublikował NŚ. Pani Grażyna opowiedziała o tamtych zdarzeniach, próbując odpowiedzieć na pytanie, co naprawdę się wówczas wydarzyło. Rozmowę poprowadził Piotr Cielebiaś (Nieznany Świat), a audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" (Radio Paranormalium)

Streszczenie odcinka

Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości! Audycja poświęcona była relacji Grażyny Niedzielskiej o wydarzeniach, które rozegrały się na początku lat 80. w odległej chacie w Bieszczadach, należącej do Jóżka, samotnika zajmującego się końmi. Rozmowa prowadziła do rekonstrukcji całej historii krok po kroku i próbowała odpowiedzieć na pytanie, czy był to przypadek nawiedzenia, czy też zjawisko związane z psychiką ludzi, miejscem i nieznaną energią. Sama rozmówczyni podkreślała, że opowiada to jako prawdę, a nie jako sensację, i że przez lata milczała z obawy przed wyśmianiem. Grażyna opisała, że do Jóżka trafiła wraz z kolegą, Markiem, po otrzymaniu od niego listu z zaproszeniem do odwiedzin. Na miejscu dom okazał się małą, drewnianą chatą na skraju lasu, w surowym, niemal klaustrofobicznym otoczeniu, z wieloma dobudówkami, klatkami przy ścianach, bez prądu i z prowizorycznie zabezpieczonymi oknami. Wnętrze było spartańskie, ale czyste i uporządkowane. Jóżek sprawiał początkowo wrażenie serdecznego gospodarza, choć od razu zaprzeczył, jakoby wysłał list. Nie wzbudzało to jeszcze podejrzeń, raczej było uznane za niezręczność lub dziwactwo. Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się podczas wyprawy konnej na połoninę. Jóżek, wcześniej spokojny, nagle stał się spięty, milczący i rozglądał się z wyraźnym lękiem po lesie. Po powrocie zachowanie to nasiliło się: w nocy, po tym jak wszyscy położyli się spać, zaczął drapać paznokciami w ramę łóżka z narastającą intensywnością, a po pewnym czasie zerwał się z łóżka z przeraźliwym, zwierzęcym wyciem i rzucił się w stronę Marka. Został zatrzymany, po czym tłumaczył, że śniło mu się, iż spada ze słupa wysokiego napięcia. Grażyna podkreślała, że nie wyglądał na człowieka pod wpływem alkoholu czy narkotyków, lecz na kogoś pogrążonego w dziwnym stanie, którego nie potrafiła wytłumaczyć. Po tym epizodzie w chacie zaczęły dziać się dalsze zjawiska. Najpierw Jóżek bez przerwy włączał i wyłączał małe tranzystorowe radio, jakby nie mógł znieść ciszy. Następnie, po wyłączeniu odbiornika, z góry, ze strychu zasypanego sianem, rozległy się regularne kroki: najpierw wolne, potem coraz szybsze, a w końcu odgłos jakby uderzania o ścianę i opadania na podłogę. Ten sam rytm miał się powtarzać wielokrotnie. Grażyna zaznaczała, że na strychu nie było miejsca na żadną osobę, a cała przestrzeń była tak wypchana sianem, iż wejście tam wydawało się niemożliwe. W tym czasie Jóżek leżał na łóżku bez ruchu, z otwartymi oczami, w tej samej pozycji co wcześniej, i wpatrywał się w gości, nie reagując na ich słowa. Najbardziej dramatyczny moment nastąpił, gdy Grażyna i Marek wyszli z domu przed świtem i usiedli na wozie. W ciemności, przy skraju lasu, zobaczyli ciemną, wysoką postać z błyszczącymi, być może czerwonymi oczami. Grażyna przyznała, że mogła to być również tylko zwierzęca sylwetka widziana w silnym strachu, ale odebrała ją jako coś niepokojącego. W tym samym czasie Marek próbował podejść do okna, a psy Jóżka napierały na niego i odciągały od ściany domu, nie pozwalając zerwać koca zasłaniającego szybę. Marek twierdził, że przez te zasłony widział wewnątrz domu bardzo silne, nienaturalnie białe światło, przypominające jarzeniówki, choć w izbie paliła się jedynie niewielka lampa naftowa. Gdy weszli z powrotem do środka, grał w nich już skrajny strach. Wtedy pojawił się jeszcze jeden element: z tyłu, zza ściany, rozległo się tykanie dużego zegara, mimo że w domu nie było żadnego zegara ani zegarka. Dźwięk miał trwać bardzo długo, według Grażyny nawet kilka godzin. Kiedy w końcu świtało, oboje zdecydowali się opuścić chatę. Wtedy Grażyna usłyszała pisk i po drugiej stronie domu zobaczyła w klatkach małe kocięta. To był dla niej ostatni, przesądzający bodziec do ucieczki. Razem z Markiem wybiegli z domu w stronę osady. Po powrocie do codziennego życia nie potrafili o tym rozmawiać. Nikt im nie wierzył, a całe przeżycie zostało przez nią na lata wypchnięte z pamięci. Marek wyjechał z Polski, kontakt między nimi się urwał. Po latach Grażyna próbowała wrócić do tej historii. Udało jej się odnaleźć Jóżka przez komisariat w Lutowiskach. Okazało się, że po pożarze domu trafił do szpitala psychiatrycznego w Przemyślu, a potem żył w różnych bardzo skromnych warunkach, najpierw w barakach po PGR-ze, później gdzie indziej. Podczas pierwszego spotkania rozpoznał ją i był uprzejmy, ale nie chciał wracać do tematu. Na pytania o dom odpowiadał wymijająco, wspominając jedynie o świecznikach znalezionych rzekomo pod cerkiewną podłogą. Przy kolejnym spotkaniu jeszcze bardziej zamknął się w sobie i nie ujawnił niczego więcej. Grażyna oceniała, że mógł wówczas już nadużywać alkoholu i być szczególnie podatny na różne niepokojące oddziaływania, ale nie traktowała tego jako pełnego wyjaśnienia. W audycji wielokrotnie wracano do możliwych interpretacji zdarzeń. Pojawiały się hipotezy o psychosugestii, inscenizacji, wpływie samotnego życia w lesie, o „pamięci miejsca”, śladzie energetycznym po dawnej tragedii, a także o tym, że Jóżek mógł być nieświadomym medium lub katalizatorem zjawisk. Sama Grażyna skłaniała się ku temu, że dom mógł być naznaczony jakimś dawnym dramatem, a oni zostali zwyczajnie „wypchnięci” stamtąd przez coś, czego nie potrafili zrozumieć. Zdecydowanie odrzucała wersję, że całość była wyreżyserowaną sztuczką gospodarza: jej zdaniem nie dałoby się tego przygotować w tak surowych warunkach, bez prądu, sprzętu i zaplecza technicznego, a poza tym na wszystko reagowali też psy i Marek, który później potwierdził, że słyszał to samo tykanie zegara. Rozmowa miała też wymiar bardziej ogólny. Prowadzący i słuchacze odnosili historię do bieszczadzkiego folkloru, losów powojennego osadnictwa, dawnych legend i samotniczego życia w górach. Zwracano uwagę, że takie tereny mogły kumulować nie tylko ludzkie dramaty, ale też pamięć dawnych mieszkańców, w tym Bojków, Grekokatolików, Żydów czy osiedleńców z innych regionów. Grażyna podkreślała, że jej opowieść nie jest próbą udowodnienia konkretnej teorii, lecz zapisem przeżycia, którego sens nadal pozostaje dla niej otwarty. Najważniejsze dla niej było to, że ona i Marek przeżyli to samo, a więc nie mogło to być wyłącznie jej subiektywne złudzenie. Audycję dopełniły także inne relacje słuchaczy o niewyjaśnionych zjawiskach w domach, na drogach i w miejscach odosobnionych. W kontekście głównej historii wzmacniały one ogólny temat rozmowy: granicę między doświadczeniem, lękiem, pamięcią miejsca i tym, czego nie potrafimy łatwo wpisać w racjonalne wyjaśnienie. W centrum pozostała jednak opowieść o bieszczadzkiej chacie, Jóżku, strychu pełnym siana, dziwnym świetle, kroku i tykaniu zegara oraz o strachu, który po latach nie zniknął, lecz stał się dla Grażyny częścią niezamkniętego pytania o naturę tego, co wtedy się wydarzyło.
(rozwiń streszczenie)
Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
▼ Wyświetl transkrypcję ▼
Powiadomienia Web Push o nowościach w Radiu Paranormalium
Nie przegap żadnych nowości! Już dziś zapisz się na nasz newsletter emailowy lub włącz powiadomienia w przeglądarce, aby być na bieżąco z najnowszymi artykułami i audycjami.


Dodaj komentarz
Twój nick:
E-mail:


Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz. Do wysyłania powiadomień potrzebny jest poprawny adres e-mail (nie będzie publicznie wyświetlany).