[01:40] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną, w której dziś tematem przewodnim będą superwulkany. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts są z nami superuczestnicy debat niekontrolowanych i nie tylko. Współprowadzący nasze debaty, współpracownik Nieznanego Świata Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[02:09] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[02:11] - Oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, o którego ktoś pytał w komentarzu pod zajawką dzisiejszej debaty, czyli Chris Miekina, autor serwisu Nowa Atlantyda oraz audycji Paranalksa. Witaj, Chrisie.
[02:24] - Dobry wieczór.
[02:25] - Zanim przejdziemy do tematu superwulkanów, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Podczas debat niekontrolowanych wyjątkowo korzystamy tylko z komunikacji tekstowej, ale będzie parę takich debat, gdzie będzie można od początku do końca dzwonić, poruszać różne ciekawe tematy i tak dalej, ale dziś tylko tekst. SMS pod numer 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jeżeli ktoś woli, to może nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. Można także nam wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panowie, dziś porozmawiamy o zagrożeniu, o którym jest coraz głośniej. Superwulkany.
Dwa z nich, Yellowstone i Campi Flegrei, mogą być przyczyną poważnych problemów, a nawet, jak zakładają niektórzy, tąpnięcia naszej cywilizacji. Na początek jednak pytanie, czym są superwulkany i co odróżnia je od zwykłych wulkanów? Tradycyjnie oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:02] - Dziś porozmawiamy o zagadnieniu, które jest bardzo popularne w mediach. W ciągu ostatniego roku zrobiło się bardzo głośno o zarówno Campi Flegrei, jak i superwulkanie pod parkiem Yellowstone. Dlaczego mówi się o tym tak wiele? Dlaczego ten temat jest tak gorący? Zacznijmy od tego, że taki termin jak superwulkan w żargonie naukowym nie występuje. Naukowcy nie posługują się terminem superwulkan, mają na to swoje własne terminy. Jeżeli mówią o takich potężnych erupcjach, zwykle odnoszą się co prawda do supererupcji, natomiast superwulkan jest terminem stworzonym, tego naprawdę nikt nie wie. Jedni mówią, że w XIX wieku, inni mówią, że całkiem niedawno został stworzony przez BBC. Chodzi o te wulkany, które są w stanie zniszczyć albo podkopać naszą cywilizację. To tak w skrócie.
Natomiast konkretnie superwulkan to jest taki wulkan, którego wybuch ma siłę ośmiu lub więcej stopni w skali tak zwanej VEI, czyli jest to taki wulkan, podczas którego erupcji wydostaje się z niego co najmniej 1000 kilometrów sześciennych materiałów, różnego rodzaju magmy i tak dalej. Dla porównania powiedzmy, że erupcja słynnego Krakatau to było tylko 25 kilometrów sześciennych tego materiału. Także porównajmy to sobie. To jest w ogóle bez porównania. Nie jesteśmy sobie w zasadzie w stanie wyobrazić tego, jak superwulkan funkcjonuje i do czego może doprowadzić z tego powodu, że w zasadzie w czasach historycznych nie doszło do żadnej supererupcji. Natomiast co? Kilkadziesiąt, kilkaset tysięcy lat dochodzi niestety do takiej sytuacji, kiedy następuje erupcja w skali, będę to nazywał skromnie, WEI, chociaż to chyba błędna nazwa i inaczej się to powinno wymawiać w naszym języku. Wulkanolodzy na pewno by mnie tutaj zganili. Zaraz wam powiem, jak to się nazywa konkretnie. Ale jak mówiłem, dochodzi raz na kilkadziesiąt, kilkaset tysięcy lat do takiej wielkiej erupcji.
Chodzi o indeks eksplozywności wulkanicznej. To jest właśnie skala WEI. Także zapamiętajcie sobie tę nazwę. I wtedy dzieją się bardzo dziwne rzeczy, bo o ile jesteśmy w stanie powiedzieć, w jakim stopniu duża erupcja, choćby Krakatau, choćby Pinatubo wpłynęły na naszą planetę, na klimat, tak wybuch superwulkanu pozostaje zagadką. Wiemy, że Pinatubo sprawił, że o bardzo niewiele obniżył się poziom globalnych temperatur. To wyobraźmy sobie teraz eksplozję, która jest powiedzmy 100–200 razy silniejsza. Tego materiału dostaje się mnóstwo. Analizując materiały zarówno archeologiczne, jak i geologiczne, dochodzimy do wniosku, że w bardzo zamierzchłych czasach, jeszcze prehistorycznych, takie supererupcje wulkaniczne mogły doprowadzać do sytuacji, kiedy gatunek ludzki znajdował się na skraju wymarcia. I taka sytuacja była przynajmniej jedna. Być może też wybuch superwulkanu odpowiadał za wymarcie neandertalczyków.
Oni de facto nie wymarli, ale ustąpili miejsca homo sapiens. Być może właśnie wskutek globalnej, postwulkanicznej zimy, która zapanowała po supererupcji. Ale dlaczego dzisiaj ludzie się tak przejmują tym zagadnieniem? Otóż od 12 czerwca w parku Yellowstone ziemia zadrżała jakieś 120 razy. Może to są dane już nieaktualne, dlatego że to chyba 120 razy było do piątku czy do czwartku. Wszyscy się zastanawiają, co się dzieje, skąd tak duża liczba wstrząsów i czy czasami nie dochodzi do takiej sytuacji, że ten superwulkan, którym się tak straszy, superwulkan, który może zatrzymać Stany Zjednoczone w biegu, budzi się do życia. A co się stanie, jeżeli wybuchnie? Czy naprawdę dojdzie do katastrofy humanitarnej, komunikacyjnej, ekologicznej przede wszystkim na niespotykaną dotąd skalę? Z drugiej strony mamy przecież Campi Flegrei, które również puchną od lawy i które również mogą wybuchnąć, jak to mówią geolodzy i wulkanolodzy, w najbliższym czasie. Chociaż najbliższy czas w ich nomenklaturze to też jest coś innego niż w życiu rzeczywistym, dlatego, że chodzi o najbliższe kilka tysięcy lat.
Takie katastrofy, megakatastrofy jak upadki asteroidów, jak supertrzęsienia ziemi, jak superwulkany i wiele innych nie dotknęły jeszcze ludzkości w sposób tak bardzo bezpośredni. My wszyscy wiemy, pamiętamy te silne trzęsienia ziemi, które niszczyły całe miasta. Pamiętamy megatsunami. Pamiętamy chociażby ten bolid czelabiński. Natomiast nigdy nie zdarzyło się naszej cywilizacji coś takiego jeszcze od kilku tysięcy lat, żeby zatrząsnęło nami w posadach. Do tej pory to my robiliśmy sobie kuku, wywoływaliśmy wszystkie kryzysy i problemy, natomiast nigdy ten problem nie nachodził, nie wydarzał się w sposób naturalny. Nigdy nie nastąpił kataklizm w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat, który doprowadziłby nas do takiej sytuacji, że trzeba byłoby się zastanawiać, gdzie szukać dróg ratunku i trzeba byłoby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nasz gatunek czasami nie znalazł się na krawędzi zagłady. Superwulkany i duże ciała niebieskie, komety, asteroidy są kandydatami do takiego kataklizmu. One go mogą wywołać w ciągu nieokreślonego czasu. Natomiast jest pewne, że to się kiedyś stanie.
Wiadomo, że wiele ludzi uważa, iż mówienie o superwulkanach czy asteroidach to taki straszak. Dobry temat na wakacje, dobry temat do dyskusji w internecie. Natomiast to jest takie straszenie. De facto jednak to się kiedyś zdarzy, to nastąpi i musimy być na to przygotowani. Pytanie, Chris, czy można z tym coś w ogóle zrobić?
[11:39] - Nie można zrobić nic. Ciągle ten rodzaj kataklizmu przewyższa jakiekolwiek nasze możliwości. I kiedy mówisz o tym, że w naszej kulturze, cywilizacji, w tym, jak ludzkość obserwowała to, co się wokół niej dzieje, nie ma tego doświadczenia superwulkanu, to mówimy o tym, co zbudowało się po innych W takich superwybuchach. I być może jest to odpowiedź na pytanie, co się stało z tak zwaną zaginioną cywilizacją, której ślady od czasu do czasu gdzieś tam odkrywamy i nie bardzo rozumiemy, skąd to się mogło wziąć. I zadajemy sobie pytanie, czy rzeczywiście mogła istnieć wysoko zorganizowana cywilizacja, na przykład setki tysięcy lat temu, na długo przed nami i gdzieś nagle rozpadła się i nie zostało po niej śladu. I właśnie taki superwulkan jest wytłumaczeniem tego, co z taką cywilizacją mogło się stać. I być może, jak chce Graham Hancock, rzeczywiście było tak, że na Ziemi tworzyło się szereg być może bardzo wyrafinowanych cywilizacji, być może cywilizacji tak wyrafinowanych jak nasza obecna i tego typu kataklizmy geologiczne doprowadziły do kompletnego jej upadku. Przecież wystarczy popatrzeć na to, co się wydarzyło na przykład z dinozaurami. Wydawałoby się, że taki świat zwierzęcy, naturalny, jaki żył niezakłócony niczym, gdzie te dinozaury kompletnie opanowały naszą planetę i przez setki tysięcy lat potrafiły się doskonale przystosować do jej warunków, zostały zniszczone przez jedno poważne uderzenie, tym razem z kosmosu. Ale jak się okazuje, jeżeli przyjrzeć się bliżej temu, co towarzyszyło temu uderzeniu z kosmosu, temu upadku tego asteroidu czy komety, czy co to tam było, okazuje się, że takie zdarzenie wywołało szereg poważnych, potężnych eksplozji.
Jedna z nich miała miejsce na półwyspie Dekan, w miejscu dzisiejszego miasta Mumbaj. Tak się chyba teraz mówi o Bombaju. I to z kolei doprowadziło do tego, że właściwie wyginęło wszystko, że jeżeli dinozaury miały szansę przetrwać, jakąś małą szansę przetrwać po uderzeniu asteroidy, wulkan dokończył tej roboty. Okazuje się więc, że kataklizmy, czyli nieszczęścia, idą ze sobą często parami, a czasami całymi tyralierami. Łączą się ze sobą. I kiedy mówimy o trzęsieniach ziemi, momentalnie właśnie przywodzą one na myśl wulkany. A często tego typu aktywność jest właśnie wywoływana jakimś działaniem z kosmosu, upadkiem jakiegoś większego meteorytu, który robi olbrzymie zamieszanie i jest tym właśnie punktem, który startuje takie kataklizmy, kiedy nagle ta krucha równowaga, jaka tworzy się na Ziemi, kiedy te płyty tektoniczne trą o siebie niemiłosiernie, napinają się, sprężają tę lawę pod sobą, te kontynenty napierają na siebie, następuje właśnie takie uwolnienie tej energii, które ma katastrofalne skutki dla ludzi. I właśnie z tego powodu zdaje się, że chyba nigdy nie będziemy w stanie opanować tego zjawiska i być może nasza cywilizacja obecna, co zabrzmi troszeczkę fatalistycznie, jest także skazana na zagładę. Nie dlatego, że sami sobie zrobimy krzywdę, ale że wcześniej czy później dojdzie właśnie do takiego naturalnego kataklizmu wywołanego geologią. Jak wiemy, my obliczamy naszą historię na zaledwie kilka tysięcy lat.
Natomiast geolodzy, kiedy patrzą na historię Ziemi, mówią o tym w milionach lat. I w ciągu tych milionów lat wydarzyło się bardzo wiele. Jest to wręcz nieustanna strzelanka najrozmaitszych wulkanów w różnych punktach na Ziemi. Zresztą nawet taki dowcip panuje, że nie pożycza się geologom żadnych pieniędzy dlatego, że u nich krótki termin to jest milion lat i tak samo traktują krótkoterminowe pożyczki, więc nie ma co oczekiwać zwrotu kasy od nich poniżej miliona lat. I myślę, że w którymś momencie do takiej eksplozji musi nastąpić. Nastąpi oczywiście kryzys naszej cywilizacji, ale jak z kolei pokazuje cała historia naszego globu, życie ma niesamowitą wolę i siłę przetrwania i umiejętność dostosowania się do sytuacji, jaka panuje wokół tego życia. Część z niego oczywiście ginie naprawdę, natomiast jakieś zalążki życia gdzieś tam zostają i zaczynają budować to wszystko od nowa, co zresztą pokazują te wszystkie zjawiska, jakie dzieją się wokół wulkanów, że raz zniszczone życie natychmiast potem, niemalże natychmiast, kiedy te skały i ta magma zaczęła stygnąć, odbudowywało się od nowa i w którymś momencie znów w tym miejscu, jeśli nawet istniał wcześniej człowiek i później przez wiele tysięcy lat go nie było, znów w to miejsce powrócił, żeby budować właśnie od nowa. Być może właśnie tego typu superwulkany, gdzie przy bliższym takim przyjrzeniu się, gdzie one są i gdzie jest ich największe zagęszczenie i gdzie są one najbardziej niebezpieczne, być może to, że jest ich i w historii było ich najwięcej na terenie Stanów Zjednoczonych, wyjaśnia, dlaczego Ameryka Północna jest takim dziwacznym miejscem na kuli ziemskiej, gdzie mimo wydawałoby się doskonałych warunków do życia te cywilizacje miały ogromne kłopoty, aby powstać. Dziś oficjalnie mówi się, że za bardzo ich tam nie było. Z pewnością nie były one wyrafinowane, co najwyżej byli to koczowniczy Indianie.
Ale jeśli popatrzeć na warunki geologiczne, to wszystko wskazuje na to, że jeśli cokolwiek było i istniało na kontynencie północnoamerykańskim, zostało zmiecione właśnie falą takiego wulkanu. O ile stworzono tę klasę czy ten indeks eksplozywności wulkanicznej, jak to doskonale przetłumaczyłeś, Piotrze, i on kończy się na numerze ósmym, czyli ósemka jest wulkanem, superwulkanem o najwyższej sile wybuchu, to na terenie Stanów Zjednoczonych odkryto śpiący wulkan, który się nazywa La Garita Caldera. Jest on w stanie Kolorado i określono, że jakieś niecałe 30 milionów lat temu wybuchł on z siłą 9,1 w skali właśnie tej WEI albo jakby powiedzieli na Brooklynie oj wej. I jest to coś, co kompletnie przekracza nawet naszą wyobraźnię, bo nie wiadomo, co działo się, jak straszna musiała być taka eksplozja, która przewyższyła wszystko to, co w przeszłości przez 142 razy dawał z siebie ten legendarny już, mroczny Yellowstone, który drzemie i być może budzi się do życia. Ale czy obudzi się za naszego życia? Tego nie wiemy. Najprawdopodobniej nie. Być może jeszcze parę tysięcy lat minie, zanim do tego dojdzie. Także nie do końca będzie to taki czarny scenariusz. Dziękuję.
[18:39] - Nie wszyscy geolodzy są takiego zdania. Dla nich Yellowstone może wybuchnąć zarówno za tydzień, jak i za kilka tysięcy lat. I to jest cały problem z tym superwulkanem. Ale dodajmy, może wyjaśnijmy, czym są w ogóle superwulkany. Jak taki twór wygląda? Otóż my mówimy dzisiaj tylko o dwóch. Będziemy mówić głównie o dwóch superwulkanach, natomiast jest ich mnóstwo tak naprawdę. Jeżeli przyjrzycie się mapie z superwulkanami, to najwięcej ich znajduje się w tym słynnym Pierścieniu Ognia. Sporo znajduje się w Japonii, chociaż o nich się nie mówi wiele. Nie wiemy, jak duże jest zagrożenie z ich strony, ale pamiętajmy, że nie każdy superwulkan niesie ze sobą takie śmiertelne zagrożenie.
Otóż superwulkan jest po prostu w ujęciu zupełnie kolokwialnym ogromnym zbiornikiem magmy drzemiącym pod powierzchnią ziemi, w którym gromadzi się ciśnienie. Powoduje to oczywiście szereg zjawisk odnotowywanych na powierzchni, chociażby w postaci unoszącego się gruntu, w postaci zjawisk wulkanicznych, w postaci różnego rodzaju gorących źródeł, gejzerów i tak dalej. Natomiast ta gromadząca się energia może, ale nie musi doprowadzić do super eksplozji. Właśnie w tej skali ósmej, jak określają to wulkanolodzy. Niektóre superwulkany mogą na przykład wygasnąć, mogą po prostu wystygnąć. Takie przypadki się zdarzały. Tam magma po prostu z bliżej nieokreślonych powodów zastygała, pozostawiając po sobie taką zbitkę ogromną wulkanicznej skały. Superwulkan może też wybuchać bardzo powoli. Ta magma ze środka tej ogromnej kaldery, bo powiedzmy sobie, że superwulkany nie tworzą stożków, nie mają takich charakterystycznych postaci, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w przypadku zwykłych wulkanów. Superwulkany znajdują się pod ziemią.
Te ogromne komory magmowe ciągną się czasami na kilkanaście kilometrów. Kiedy taki superwulkan wybucha, kiedy dochodzi do erupcji, to zwykle ta kaldera tak zwana jest rozrywana. Powstaje ogromny krater. No i niekiedy w tym miejscu pojawia się również jezioro, ale o tym będziemy mówić. Pamiętajmy, jak mówię o tym, że nie każdy superwulkan jest w stanie doprowadzić do takiej sytuacji, która zagrozi istnieniu cywilizacji, bo niektóre wybuchają albo ich erupcje trwają miliony lat, inne są cały czas w uśpieniu i nie wiadomo, kiedy wybuchną. Także są to procesy z jednej strony aktywne, ale i nieprzewidywalne. Cały problem w tym, że nikt nie wie, kiedy taka erupcja się stanie i kiedy do niej dojdzie. Ale Yellowstone i Campi Flegrei są problematyczne z kilku powodów. Otóż one mogą w przypadku tej erupcji silnej, najsilniejszej doprowadzić do wręcz krytycznej sytuacji Campi Flegrei z tego powodu, że po prostu część kaldery leży pod wodą. Wyobraźmy sobie teraz mega erupcję, super erupcję, w przypadku której nie tylko dochodzi do wyrzucenia kilkuset kilometrów sześciennych tego materiału, tak zwanego piroklastycznego, wulkanicznego, ale jeszcze mamy taką sytuację, że ten materiał, oczywiście rozgrzany do czerwoności, zalewa morska woda.
Z kolei w przypadku Yellowstone mamy do czynienia z sytuacją krytyczną w tym sensie, że tam już dochodziło do podobnych sytuacji w skali geologicznej nie tak dawno temu i powtórka kolejnej erupcji z Yellowstone doprowadziłaby do ogromnego kryzysu humanitarnego i jak mówiłem na początku ekologicznego. Ale Chris, skupmy się może najpierw na tym Yellowstone, bo on ostatnio coś niepokojąco drży. Co się tam dzieje? Co mówią amerykańskie media? Bo z jednej strony napędzana jest panika, nie oszukujmy się, ale jeżeli przyjrzymy się historii sejsmologicznej tego parku, to okaże się, że w zasadzie takie nagłe wybuchy aktywności to nie jest nic dziwnego.
[23:42] - Tak, jest to w zasadzie czymś normalnym w rejonie Yellowstone. Jeżeli mówimy o wstrząsach tektonicznych, to jest ich co najmniej kilkaset w roku. Czasami jest to nawet 100 w ciągu jednego dnia, mniejszych lub większych wstrząsów. Od czasu do czasu zdarzają się też spore wstrząsy sejsmiczne i one wzbudzają najwięcej niepokoju. W 1959 w rejonie Hebgen Lake było 7,5 stopnia w skali Richtera, w 1985 było 6,5. To było w okolicy Borah Peak. I takie rzeczy rzeczywiście wywołują już niepokój, dlatego że one mogą odpalić, wystartować ten wulkan. Ten olbrzymi superwulkan, który drzemie gdzieś pod tym olbrzymim rejonem. Natomiast jego eksplozja jest czymś tak absolutnie niewyobrażalnym, że właściwie mówienie o tym i opisywanie w taki sposób, jak dziś będziemy to opisywać i właściwie zaczęliśmy już to robić, nie za bardzo wpływa na wyobraźnię ludzką. Jest to po prostu dla nich coś tak niewyobrażalnego, że nie wywołuje to żadnej paniki.
Myślę, że gdyby nawet podano do informacji, że za dwa dni o godzinie 12:15 nastąpi ogromna eksplozja, nie na wszystkich zrobiłoby to wystarczająco silne wrażenie, żeby chcieli się ewakuować z tamtego rejonu. Wiadomo jest, że wybuch ten zniszczy wszystko w promieniu ponad 100 kilometrów dookoła tej olbrzymiej kaldery. Nie ma nawet wątpliwości co do tego, co się wydarzy w miejscu, gdzie ta kaldera się otworzy i ta lawa zacznie wypływać. Nie zostanie tam po prostu nic, nie zostanie żadnego śladu życia. I oczywiście gigantyczna fala tego popiołu, pary wodnej, najrozmaitszych gazów, które uwolnią się z lawy i olbrzymie ilości materiału skalnego wywołają kolejne katastrofalne wręcz efekty. Cały problem polega na tym, że właściwie nie wiadomo, jak podejść do tego typu kataklizmu, jak zareagować na niego, bo właściwie nie ma dobrego sposobu na reakcję i nawet jeśliby dziś przygotowywać się do tego, to wiele rzeczy nie zadziała z bardzo prostego względu. Technologicznie nawet nie jesteśmy przygotowani do tego, żeby móc w jakiś sposób pomóc ludziom, którzy żyją w tym najbardziej zagrożonym regionie. Przede wszystkim wszystko to, co jest nam potrzebne do tego, żeby cokolwiek działało, czyli energia, przestanie funkcjonować. Zostaną zatarte turbiny w elektrowniach, które produkują prąd, zostaną zatarte silniki samochodowe, więc nie będzie można ani wywozić ludzi, ani dostarczać jedzenia. I to w zasadzie jest początek i koniec listy najgorszych rzeczy, jaka się tam może wydarzyć.
Także generalnie myślę, że gdyby do czegoś takiego doszło, nawet nie będzie żadna prowadzona akcja ratownicza, co zresztą potwierdza się w przypadku historii, kiedy wybuchały wulkany w innych regionach świata. Tak naprawdę ani ludzie nie zostali ostrzeżeni. Zresztą trudno ich jest ostrzegać, dlatego, że takie ostrzeżenie, a jak już wspomnieliśmy wcześniej, wulkany są kapryśne. Eksplodują albo i nie. Kiedy eksplodują, jest już za późno na cokolwiek, więc nie ma co ostrzegać, bo każdy widzi to na własne oczy. A z kolei ostrzeżenie ludzi i kiedy okaże się, że nic się tak naprawdę nie wydarzyło, to może doprowadzić do jeszcze gorszego kataklizmu humanitarnego, dlatego że tysiące ludzi będą się starały przemieszczać, wybuchnie panika, nastąpią setki, tysiące zakłóceń, które będą kosztować olbrzymie pieniądze. Więc tak naprawdę czeka się na ostatnią chwilę i myślę, że coś takiego jak plan działania, plan pomocy ludziom, którzy są objęci tą bezpośrednią strefą działania wulkanu tak naprawdę nie istnieje. Ludzie są pozostawieni samym sobie. Zresztą problem rozwiązuje się szybko, dlatego że ludzie zaczynają umierać tysiącami. Nawet nie ma w pewnym momencie komu przyjść z pomocą.
I to, co się dzieje, oczywiście Yellowstone wzbudza masę zainteresowania, ale nie powoduje jakiejś ogólnej paniki, dlatego że Yellowstone tak właśnie działa. Raz jest bardziej aktywny, raz jest mniej aktywny, ponieważ nigdy nie doszło do tak silnego wybuchu wulkanicznego na terenie Stanów i chyba nawet na świecie w czasach, w których my żyjemy obecnie. Tak jak powiedziałem, nie ma żadnego porównania. Jedynym porównaniem jest Mount Saint Helen, która jest przez ludzi, którzy znają się na wulkanach, przez geologów, wulkanologów nazywana wulkanem ogrodowym, czyli w porównaniu do na przykład takiego monstrum, jakim jest Yellowstone, jest to po prostu wulkanik. Jest to śmieszna zabawka. I jeszcze kiedy Mount Saint Helen eksplodował w rejonie, który tak naprawdę nie był zbyt gęsto zamieszkany, w związku z czym nie stworzyło to żadnej ani rutyny, w jaki sposób pomagać ludziom, ani też nie stworzyło wizji tego ogromnego kataklizmu, jaki może czekać ludzi. W przypadku Yellowstone jest trochę inaczej, bo jest sporo dużych miast dookoła, z czego największe, jakie mogą być dotknięte bezpośrednią erupcją wulkanu, to jest Salt Lake City, kilka milionów ludzi i Denver, jeszcze więcej milionów ludzi w Kolorado i wszystko dookoła, kilkusettysięczne miasta takie jak Casper i parę innych po prostu zostaną przysypane kompletnie popiołem i nawet nie będzie można spychać tego popiołu, bo silniki samochodów z pługami szybko się zatrą, nie będą w stanie pracować. Paliwo i olej zostanie zanieczyszczony, również nie będzie spełniał swojej roli, w związku z czym wszyscy będą po prostu patrzeć bezradnie, jak płatki popiołu spadają na głowy. Będą mieć problemy z oddychaniem. Także z tego powodu nie robi się ani prób ewakuacji, bo jest ona niemożliwa.
Jak ewakuować miliony ludzi w bardzo krótkim czasie? Praktycznie nie ma takiej możliwości, jednocześnie wystawiając na niebezpieczeństwo ratowników. A nawet gdyby się to udało, to co zrobić z tymi milionami ludzi? Gdzie ich umieścić? W jaki sposób zabezpieczyć im jakieś warunki życia? To właśnie może wywołać kolejny kryzys, jeszcze potężniejszy. Zwłaszcza że nie trzeba być ekspertem, żeby Móc stwierdzić, że taki wybuch olbrzymiego wulkanu, jakim jest Yellowstone, nie tylko będzie dotyczył jego bezpośredniej okolicy, czyli olbrzymiego obszaru Ameryki, powiedzmy do Pacyfiku z zachodniej strony, do mniej więcej Idaho ze wschodniej strony i do granicy z Meksykiem ze strony południowej, ale dotknie resztę tego kraju, a później przez wiele lat resztę świata. Może tak na początek.
[30:50] - Właśnie, dlaczego superwulkany są tak groźne? Nie chodzi tylko o to, że kiedy wybuchają, to robią wielką dziurę w ziemi w miejscu, gdzie jest kaldera, bo to by było zbyt piękne. Natomiast jest drugi problem. Otóż przy okazji wybuchu superwulkanu dostaje się do atmosfery ogromna ilość gazów wulkanicznych. Są to gazy różnego rodzaju, między innymi dwutlenek węgla. Są też inne substancje, chociażby kwas siarkowy, dwutlenek siarki i tak dalej. I te substancje mają potencjał bardzo negatywnie wpływający na to, co dzieje się w atmosferze. Oczywiście dla nas, dlatego że one mogą doprowadzić do następującej sytuacji. Sprzyjając większej kondensacji chmur, doprowadzają do procesu, w wyniku którego powstaje gruba warstwa obłoków zasłaniających światło słoneczne. Światło słoneczne również jest odbijane wtedy w przestrzeń.
Spada globalna temperatura, zwiększają się za to opady. Tak dzieje się nawet w przypadku erupcji wulkanicznych o dużej sile. Oczywiście nieporównywalnie słabszych od tych rzeczonych superwulkanów, ale rzeczywiście nie dysponujemy żadnym materiałem porównawczym. Wiemy natomiast, że superwulkan Toba na dzisiejszej Indonezji, na Sumatrze, który wybuchł bodajże jakieś 70 000 lat temu, wyrzucił tak ogromną ilość materiału w przestrzeń, że doprowadziło to do zmian klimatycznych na całej planecie i tak mocno zachwiało posadami ówczesnego świata, że większość ludzi wówczas istniejących wymarła. Pochodzimy od garstki osób, które przeżyły wybuch tamtego superwulkanu. Mało brakowało, a aktywność wulkaniczna zmiotłaby nas z powierzchni Ziemi. Tu właśnie rodzi się problem, bo o ile te gazy i materiały wulkaniczne, które dostają się do atmosfery, to jedna sprawa, sama dziura w ziemi to druga, o tyle możliwe tsunami na przykład w przypadku Campi Flegrei to sprawa trzecia. I dochodzi do tego jeszcze jedna rzecz. Otóż wybuch superwulkanu sprawiłby, że do atmosfery dostałaby się ogromna ilość pyłów. Tutaj szacunki są bardzo różne.
W przypadku Yellowstone mówi się, że taka symboliczna, większa połowa Stanów Zjednoczonych, oczywiście ta wschodnia i środkowa, zostałaby zasypana tym popiołem i to w czasie bardzo krótkim po wybuchu. Ja czytałem takie opracowania na temat superwulkanów, które przedstawiały bardzo smutną i wręcz apokaliptyczną wizję tego, co się może wydarzyć po takiej erupcji w skali tutaj ósmej. Okazuje się, że ta ilość popiołu doprowadziłaby do takiej sytuacji, kiedy dosłownie z nieba padałyby gęste płaty popiołów przypominające opady śniegu. Oczywiście nie wyglądałoby to tak, że zostałyby nagle zasypane Stany Zjednoczone metrem popiołu z wulkanu. Nie. Natomiast duża część, te okoliczne regiony Yellowstone szczególnie oczywiście tak. Yellowstone dysponuje w ogóle zdaniem wulkanologów siłą tak dużą, że byłby w stanie pokryć w czasie erupcji całą Ziemię warstewką milimetra popiołu. To wydaje się niewyobrażalne, że superwulkan o wymiarach zaledwie kilkunastu kilometrów, o kilkunastu kilometrach średnicy mógłby do czegoś takiego doprowadzić. Za tym idą jednak inne problemy, bo nawet jeżeli ta warstwa pyłu byłaby nie tak gruba, to po pierwsze spadając do rzek, spadając do jezior i unosząc się na ich powierzchni, bo pamiętajmy, że taki materiał się unosi, nie idzie na dno, doprowadziłaby do ich zablokowania. Po drugie, jak wiemy z historii związanej z erupcją tego islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull, chociaż pewnie Islandczycy wymawiają to zupełnie inaczej, doszłoby do zatrzymania w ogóle na bardzo wielkim obszarze komunikacji lotniczej.
Doszłoby Być może nawet do takiej sytuacji, że przerwana zostałaby akcja ratunkowa ze względu na to, że drogą lotniczą, czyli tą najskuteczniejszą, nikt by nie był w stanie dotrzeć do miejsca erupcji. Także tych problemów jest mnóstwo. Nie wiem, czy Chris z nami już jest.
[36:54] - Jestem cały czas.
[36:56] - Powiedz mi Chris, czy w mediach amerykańskich temat Yellowstone jest poruszany często? Czy tam mówi się w ogóle o tym apokaliptycznym scenariuszu?
[37:08] - Nie, praktycznie wcale się nie mówi. Jeżeli chcieć go szukać, najwyżej będą to albo naukowe rozprawki w New Scientist, magazynach raczej już branżowych, przeznaczonych dla ludzi, którzy rozumieją na wyższym poziomie rozmaite procesy, łącznie z geologicznymi, w sposób naukowy. Można jeszcze poczytać o tym w takich popularnych magazynach jak Popular Scientist czy nawet Popular Mechanic, tego typu rzeczach. Są to magazyny przeznaczone dla bardzo szerokiej publiczności, wysokonakładowe i generalnie operują one wokół najrozmaitszych ciekawostek naukowych. Oczywiście, jeśli mówi się w tym momencie o wulkanach, to mówi się o różnych możliwościach, jakie mogą nastąpić, ale są to takie możliwości bardzo science fiction, gdzie fiction pełni o wiele większą rolę niż ten pierwszy science i utrzymuje się, że może oczywiście nastąpić, że erupcje są nieprzewidywalne, mogą nastąpić w każdej chwili, ale skoro tyle czasu nie było, to być może jeszcze tysiące lat przed nami spokoju, zanim do następnej dojdzie. Także nie wywołuje się, myślę, że również celowo, jakiejś paniki czy stanu zagrożenia, bo właściwie nie ma potrzeby wzbudzania tego typu paniki. Myślę, że nawet ma to taką praktyczną rację bytu, bo co taka panika wywołałaby? Wywołałaby natychmiastowe żądanie przeciwdziałania takiemu zjawisku, a my nie mamy takich możliwości technologicznych, aby mu przeciwdziałać. Nie jesteśmy w stanie zrobić naprawdę nic, żeby nie dopuścić do takiego wybuchu wulkanu. Są co prawda różne teoretyczne pomysły, żeby na przykład wwiercać się w te pokłady olbrzymie magmy i próbować je odpompowywać, ale jest to tylko teoria, która nie wiadomo jak skończyłaby się w praktyce, bo tak jak jest to na przykład w przypadku Campi Flegrei, uważa się, druga część naukowców uważa, że taki odwiert wywołałby taką eksplozję, że byłby to pierwszy kamyczek, który poruszyłby nieobliczalną lawinę.
Także lepiej zostawić to naturze i tego nie ruszać. I myślę, że najważniejsze w tym wszystkim jest zrozumienie tego, czym wulkany są dla całej historii Ziemi, jaką rolę pełnią na naszej planecie i po prostu nauczyć się wśród nich, w jaki sposób żyć. Myślę, że od czasu do czasu, kiedy w naszych debatach pojawiają się tematy o tym, że na przykład kopie się najrozmaitsze bazy gdzieś pod ziemią, czasami wiele kilometrów w głąb ziemi i szuka się jakichś różnych mrocznych motywów. Myślę, że być może kopie się właśnie po to, ażeby jakaś część cywilizacji mogła przetrwać. Oczywiście ta elitarna i ta z góry już zaplanowana, która ma się schronić przed takim kataklizmem i przetrwać kilka lat, zanim niebo nad ziemią się przetrze po takim wybuchu wulkanu. I jest to tak naprawdę jedyny sposób i jedyny cel na to, żeby móc zachować naszą cywilizację. Przyszło mi też do głowy, że taka ogromna populacja, jaka nieznana jest w historii Ziemi, z jaką mamy do czynienia obecnie, te miliardy ludzi, gdzie przerost naturalny nastąpił tak naprawdę dopiero w ostatnich stuleciach tak potężny i ogromny i doprowadził do takiego właśnie wzrostu populacyjnego, jest również swego rodzaju, być może cynicznie to zabrzmi, ale również przygotowaniem do takiego właśnie zjawiska olbrzymiego, jak na przykład upadek meteorytu czy potężny wybuch superwulkanu. Że dzięki temu, że jest nas bardzo dużo, jest większe prawdopodobieństwo, że więcej tych ludzi przetrwa i zacznie jeszcze raz od nowa. Bo jak wskazuje historia, za każdym razem po takim wulkanie trzeba tak naprawdę budować od nowa. Wszystko się zmienia, zmienia się krajobraz, dlatego, że kiedy wybucha superwulkan, odparowują całe łańcuchy górskie, pojawiają się inne góry gdzieś, zmienia się kompletnie krajobraz, zmienia się kompletnie jego struktura i życie powraca dopiero po jakimś czasie, w zupełnie innej, nowej formie.
Dlatego właśnie nie wywołuje się tymi informacjami na temat Yellowstone jakiejś paniki. O Yellowstone w ogóle nie mówi się w żadnych dziennikach i wiadomościach. Jeżeli już, to najwyżej o tym, że na przykład się piękny biały bizon urodził w Yellowstone. I to jest informacja z Yellowstone. Yellowstone jest ciągle postrzegane jako przepiękny park narodowy i większość ludzi, znakomita większość, myślę, że 99% ludzi, którzy odwiedzają ten park, nie mają kompletnie pojęcia, że stąpają po tykającej bombie zegarowej, że gdzieś parę kilometrów pod ich stopami, a czasami dużo płycej, gdzieś naprawdę są olbrzymie pokłady stężonej i gorącej lawy. Nie zapominajmy, że to, co wypływa z wulkanu, to nie jest to, co jest w tej chwili ścieśnione pod powierzchnią ziemi. Tam panuje gigantyczne ciśnienie i oblicza się, że na przykład jeżeli weźmiemy taką stężoną część lawy, która będzie wielkości powiedzmy piłki nożnej, to po wydostaniu się na powierzchnię ziemi ona przyrasta aż 670 razy, czyli z jednej piłki Się tworzy góra albo coś wielkości domu. Kiedy mówimy o tysiącach kilometrów kwadratowych tej lawy, kiedy ona rozpręża się i zwiększa swoją powierzchnię, nieustannie eksplodując, ilości są jej niewyobrażalne. Na przykład, żeby móc ustalić to w jakiejś skali: jeden z największych wybuchów wulkanicznych wulkanów, o których w zasadzie nie mamy pojęcia, nawet nie bardzo wiemy, gdzie je umiejscowić. Mam tu na myśli taką sytuację na Syberii kilkaset tysięcy lat temu, kiedy powstało tam coś, na co dzisiaj geolodzy mówią, że jest to syberyjska pułapka.
Okazuje się, że wybuchł tam w jednym czasie szereg potężnych, olbrzymich wulkanów i ilość lawy, jaka została wylana z tych wulkanów, mogłaby dziś utworzyć teren Stanów Zjednoczonych. Można by z ilości tej lawy utworzyć teren Stanów Zjednoczonych. Ona ma tam grubość w niektórych miejscach 8-10 kilometrów, czasami niekiedy jeszcze więcej. Pułapka, dlatego że akurat stworzyła się olbrzymia niecka i ta lawa była w stanie wypełnić tą olbrzymią przestrzeń na Syberii kilkaset tysięcy lat temu. Te ilości lawy są często wręcz niewyobrażalne i tak naprawdę bardzo trudno je oceniać, bo mówimy „miliony kilometrów”, ale tak naprawdę nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, co to spowoduje. W przypadku Yellowstone wiele set tysięcy lat temu, być może milionów lat temu, same wulkany Yellowstone, bo nie jest to jeden wulkan, tych wulkanów jest tam więcej i one eksplodują całą serią. Dziś uważa się, że szczególnie trzy regiony są zagrożone, gdzie może powstać to rozerwanie się powierzchni Ziemi i nastąpi ta właśnie erupcja wulkaniczna. Sam Yellowstone stał na granicy z Oceanem Spokojnym, także praktycznie Yellowstone był nadmorską miejscowością. Dziś jest odsunięty dużo dalej. Ma na to wpływ produkcja tej olbrzymiej ilości magmy, która gdzieś później zastyga, tego materiału skalnego roztopionego.
To z jednej strony, a z drugiej strony nasze płyty tektoniczne, na których między innymi stoją kontynenty, są w nieustannym ruchu, one się ciągle przesuwają. One same są zatopione w morzu rozgrzanej magmy, prawdopodobnie bazaltowej. One same są zbudowane z innego materiału i kiedy tak pływają i dryfują po tej całej naszej planecie, oczywiście te płyty tektoniczne zaczynają na siebie napierać, zderzać się ze sobą i to powoduje ten produkt zapalny, jakim są właśnie trzęsienia ziemi, tsunami, a także i wybuchy wulkaniczne. Wracając jeszcze raz do twojego pytania, bo tak odchodzę na ten temat. Amerykanie tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, czym jest Yellowstone i za bardzo się tym nie zajmują. Myślę, że nawet gdyby to ogłoszono, również nie za bardzo wpłynęłoby to na zachowanie ludzi. Jest na to wiele przykładów. Od czasu do czasu przez Stany, właściwie bardzo regularnie, corocznie kilka razy przetacza się jakiś poważny huragan czy jakaś bardzo poważna ulewa, która wiadomo, którędy pójdzie, co zatopi i co się dalej wydarzy. Wysyła się ostrzeżenie do ludzi i przygotowuje się dla nich ewakuację. I co się dzieje?
Wielka ilość ludzi rezygnuje z takiej ewakuacji, uważając, że da sobie radę sama, jakoś poradzi sobie z tym problemem sama. Nie tylko dlatego, że nie chcą opuszczać swojego domu, bo uważają, że nic im się nie wydarzy, ale często też dlatego, że boją się go opuścić, bo ktoś inny im wtedy ten dom okradnie, bo wiadomo, że nie będzie na tym terenie już żadnych innych ludzi, będą wyewakuowani, a różni cwaniacy tylko czekają na takie okazje. Okazja czyni złodzieja, więc z takich domów bezkarnie można wywieźć wtedy wszystko, co się właściwie chce. Być może bardzo podobnie byłoby w przypadku wybuchu wulkanu Yellowstone. Nawet ogłoszenie, że wybuch jest nieunikniony i nastąpi w ciągu kilku dni, nie wszyscy zdecydowaliby się na ewakuację. Raz, że w Stanach nastąpiła w ciągu ostatnich 10-15 lat olbrzymia zmiana. Zmiana polega na tym, że Amerykanie przestali wierzyć swojemu rządowi, przestali wierzyć swoim prezydentom i ludziom, którzy decydują o ich dalszym życiu. Dlatego bardzo podejrzliwie patrzą na tego typu nakazy, zakazy, różne prawa i wietrzą, że coś jest ukryte pod tym wszystkim i że tak naprawdę nie jest to prawda, że jest to jakaś ściema. Dlatego wielu ludzi zignorowałoby taki zakaz. A ponieważ świat nie widział niczego takiego na własne oczy za naszych czasów przynajmniej, więc nie dociera to do wyobraźni.
Tak jak powiedziałem wcześniej, przekracza to jakiekolwiek możliwości wyobrażenia, bo jak możemy sobie wyobrazić na przykład ilość lawy, która wypełni jezioro Michigan, które ma kilka tysięcy metrów głębokości w niektórych miejscach? Jest to po prostu coś wręcz absolutnie niewyobrażalnego. Poza tym w momencie, kiedy nastąpiłby ten kataklizm, komunikacja w całym kraju uległaby kompletnemu załamaniu, więc tak naprawdę nawet nie mówiłoby się o jakimkolwiek skandalu, że się kogoś nie ratuje, bo nie miałby kto mówić i do kogo mówić, i przez co mówić. Dlatego że generalnie wybuch Yellowstone oznacza w sumie chyba koniec kraju pod nazwą Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, a przy okazji olbrzymi, poważny kryzys na świecie. Także w tym przypadku to raczej świat powinien zastanawiać się, czy jest w stanie i czy chce być w stanie pomóc Ameryce, bo ona sama W przypadku takiego wybuchu nie ma najmniejszych szans zrobić czegokolwiek, aby móc ratować tych, którzy przetrwają taki wybuch. Dziękuję.
[48:48] - Tutaj nakreśliłeś bardzo czarny scenariusz, ale nawet eksperci nie ukrywają, że wybuch superwulkanu Yellowstone doprowadziłby do sytuacji, która byłaby raczej nieciekawa dla Stanów Zjednoczonych i z drugiej strony byłaby bezprecedensowa w skali całego świata. Otóż sam obszar parku Yellowstone jest porównywalny mniej więcej do województwa opolskiego. Wyobraźmy to sobie. W czasie erupcji dochodzi do takiej sytuacji, do supererupcji, że wylatuje w powietrze cały ten obszar, być może jego sąsiedztwo, jakieś 100 kilometrów naokoło. Co dalej? Dostaje się do atmosfery ogromna ilość związków siarki, gazów wulkanicznych i tak dalej, i spada pył. Opada pył, pokrywa nawet Salt Lake City warstwą 30-centymetrową, jak się sugeruje. Co się wtedy dzieje? To nie jest koniec problemów, bo o tym, że w atmosferze krążą związki siarki, że prawdopodobnie ulega uszkodzeniu warstwa ozonowa, bo tak się twierdzi, że w wyniku eksplozji superwulkanu mogłoby dojść do bardzo znacznego uszkodzenia powłoki ozonowej, to coś byłoby najmniejszym problemem ludzi w przypadku supererupcji. Otóż chyba największym zmartwieniem byłoby to, kiedy już te pyły by opadły i kiedy wszyscy by się zastanawiali, co robić dalej, to największym problemem byłoby rolnictwo i jedzenie.
Otóż sam fakt, że ten pył opada, doprowadziłby do sytuacji, że zniszczeniu uległyby zbiory na ogromnym obszarze. Te ogromne areały kukurydzy, soi i innych roślin w Stanach Zjednoczonych, w środkowej części, w scenach rolniczych, poszłyby na wyrzucenie, nie nadawałyby się na nic, nie nadawałyby się na paszę. Nie wiemy, nie jesteśmy w stanie oszacować na przykład w takiej sytuacji, jaka duża ilość zwierząt hodowlanych, czyli krów, padłaby w wyniku opadu tych pyłów. Co by się stało, gdyby brakło im paszy? Co by się stało, gdyby nagle brakło wołowiny? Co by się stało, gdyby nagle brakło zboża? To nie jest problem. Chris tutaj powiedział, że mogłoby to doprowadzić do sytuacji, kiedy Ameryka znalazłaby się na krawędzi, ale pójdźmy o krok dalej. Okazałoby się na przykład, to nie jest wcale takie niewiarygodne i mało rzeczywiste, że doszłoby do sytuacji, iż nagle pojawiliby się uchodźcy. Nie wcale z kraju nazywanego Syrią czy gdzieś z środkowego Wschodu, ale ze Stanów Zjednoczonych.
Ten kryzys migracyjny mógłby w efekcie długotrwałych następstw erupcji superwulkanu nastąpić, bo oczywiście nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jakby to wszystko dalej się potoczyło. Toteż Chris, takie pytanie do ciebie teraz: czy twoim zdaniem rzeczywiście Stany Zjednoczone mogłyby upaść w wyniku erupcji Yellowstone? Czy naprawdę cios zadany mocarstwu przez wulkan mógłby okazać się śmiertelny? Czy doprowadziłoby to do tak wielkiej katastrofy humanitarnej, że nikt nie potrafiłby tego opanować? Powiedziałeś, że w takiej sytuacji trzeba by było pogodzić się z tym, iż trupy trzeba pozostawić na miejscu. Trzeba się zająć żywymi. Ale czy my w ogóle jako cywilizacja jesteśmy przygotowani na przeciwstawienie się takiej sytuacji, w której chociażby zamachy z 11 września czy przejście huraganu Katrina jest w zasadzie mało znaczące?
[53:24] - Oczywiście, że jest mało znaczące. Zresztą myślę, że Katrina nie jest żadnym wyznacznikiem tego, w jaki sposób działają amerykańskie służby. Dlatego, że za każdym razem, kiedy dochodzi do najrozmaitszych kataklizmów, wchodzą w grę różne interesy. Nieszczęście jednych jest szczęściem drugich. Zawsze tak jest, bo wszystko to są naczynia połączone. I w przypadku na przykład Katriny i tego kryzysu, który teoretycznie pokazał nieudolność tych służb ratowniczych, chodziło bardzo często też o inne cyniczne cele. Chodziło o to, żeby te doskonałe miejsca i części Nowego Orleanu zamieszkane przez biedotę po prostu wyludnić i za bezcen kupić tą ziemię i pobudować od nowa, tym razem dla o wiele zamożniejszych i lepiej płacących ludzi. Po prostu to był interes, to był biznes. Na wszystkim się da zarobić. Natomiast trudno jest porównywać takie kataklizmy jak Katrina.
Myślę, że nawet słowo „kataklizm” nie jest tutaj równoważne, gdyby doszło do wybuchu takiego wulkanu jak Yellowstone. Jest to superwulkan. Jest to coś, czego skala przekracza naszą wyobraźnię. Tutaj może mały wtręt, że ewentualnie już może powinienem sobie zakupić jakieś płatne ogłoszenie u Ivelliosa. Kto by mnie przyjął, jakbym musiał być uchodźcą? Z tego kraju uciekać przed tym wulkanem. Ale to tak na marginesie. Swoje interesy też muszę tutaj w jakiś sposób załatwić. Mówienie o tym, jaki byłby to kryzys, jak olbrzymi byłby to kryzys i czy miałby siłę powalić na łopatki Amerykę. Myślę, że tak, ale nie zapominajmy o tym, że cała reszta świata nie będzie patrzyła sobie na zadymioną i zapyloną Amerykę jak przez szybę akwarium.
Tak jak powiedziałem, wszystko jest naczyniami połączonymi. Świat jest nim również. W przypadku wybuchu takiego gigantycznego wulkanu wystarczy rok, aby cała reszta globu, niebo nad całą resztą globu, te dymy wulkaniczne odcięły dostęp do słońca w ciągu roku. 100% atmosfery zostanie przejęte właśnie przez te pyły wulkaniczne, które będą krążyć w atmosferze przez dziesiątki lat, zanim wreszcie opadną. Także dotknie to wszystkich. Czy Ameryka zostanie powalona na łopatki? W 100%, dlatego, że należy dodać jeszcze jeden element, o wiele straszniejszy niż sam wybuch wulkanu. Bo wulkan wybuchnie, przestanie, zabije mnóstwo ludzi. Mówi się o tym, że takim bezpośrednim efektem wybuchu wulkanu Yellowstone dla całego świata byłby w ciągu pierwszego roku, obliczając to w konserwatywny sposób ilością ludzkich ofiar, byłoby to około miliard ludzi. Czyli olbrzymia i niewyobrażalna również ilość ludzi.
Olbrzymia masa, więc nie tylko na kontynencie amerykańskim, ale wszędzie indziej, w każdym innym miejscu na świecie każdy byłby dotknięty. Ale jest jeszcze coś, o czym się zapomina i jakoś nie wiem, dlaczego się nie kojarzy, co by się wydarzyło, gdyby do takiego wybuchu nastąpiło. Jak wspomniałem wcześniej, siłą rzeczy następują zakłócenia energetyczne. Z wielu powodów elektrownie nie są w stanie pracować. Między innymi dlatego, że oprócz tego, że zacierają się różne elementy mechaniczne tego typu elektrowni, do tego dochodzą różne zjawiska elektryczne, gdzie elektryczność po prostu zachowuje się w sposób dziwny, nienormalny, nienaturalny. Jest mnóstwo przebić, jest mnóstwo wyładowań atmosferycznych. Atmosfera sama reaguje w bardzo dziki sposób na tego typu zjawiska, dlatego, że nagle w powietrzu pojawia się mnóstwo najrozmaitszych gazów, które są bardzo aktywne i oczywiście wpływają na to, co się dzieje w powietrzu, więc zazwyczaj, kiedy obserwujemy na przykład wybuchający wulkan, widzimy mnóstwo piorunów, więc dochodzi do olbrzymich wyładowań elektrycznych. Wiele z nich prawdopodobnie miałoby ogromny wpływ na to, co się dzieje, w jaki sposób żyją ludzie, czy żyją w ogóle, czy są w stanie przetrwać. Więc takie wyładowania byłyby z pewnością niebezpieczne. Ale jest jeszcze coś o wiele bardziej niebezpiecznego.
Tym największym zagrożeniem w takim przypadku, gdyby nastąpiło do takiego wulkanu, są obecnie istniejące na terenie Stanów elektrownie atomowe. Jest ich około 100. Chyba w tej chwili jest ich 99 i każda z nich przestałaby działać i każda z nich dałaby efekt taki sam, jaki obserwujemy w Fukushimie. Więc oznacza to nie tylko koniec tego kraju, ale także koniec reszty świata. Dlatego, że prądy powietrzne nie zatrzymają się na terenie Ameryki. One przelecą na inny kontynent, pokonają Atlantyk, dotrą nie tylko do Syrii, ale dotrą do Świdnicy, Wejherowa i Olsztyna, dotrą do Moskwy, dotrą do Azji, otoczą cały świat. I być może wbrew pozorom, jeśli popatrzeć na to z tej perspektywy i być może taki kataklizm, taka super erupcja wulkanu ma możliwość właśnie zakończenia całej naszej cywilizacji, jaką dzisiaj znamy. I właśnie z jakiegoś powodu nikt nie bierze tego typu rzeczy i historii pod uwagę. A przecież nie tylko w Stanach są tego typu elektrownie. Są w innych krajach również.
Jest ich mnóstwo w Europie, jest ich sporo w Azji, jest ich trochę w Rosji. Wszystkie razem w przypadku takiego kryzysu i w sytuacji, która będzie bardzo niestabilna, mogą doprowadzić właśnie do zakończenia naszej cywilizacji. Ktoś za pół miliona lat odkryje jakiś kawałek czegoś i będzie się zastanawiał, kto to zbudował. A to będzie właśnie nasza zaginiona cywilizacja. Tu jakoś może niepotrzebnie, bo zazwyczaj staram się nie tworzyć żadnych czarnych scenariuszy, ale kiedy uświadomiłem sobie to, co się dzieje, jak bardzo kruche są takie instalacje jak elektrownie atomowe, jak łatwo jest zaburzyć ich działanie, jak bardzo łatwo mogą się stać groźne, co widzieliśmy na przykładzie Czarnobyla i Fukushimy. A jeśli popatrzeć na to z innej perspektywy, to być może mieliśmy szczęście, że tylko do tych dwóch doszło i w tak ograniczonym sposób. I to powinno otworzyć nam oczy na to, żeby to wreszcie w cholerę zamknąć, nie budować nowych energii, szukać innych źródeł energii, nie tego typu, jaki jest obecnie, który jest niestabilny i bardzo niebezpieczny, bo w momencie, kiedy przestaje być przesyłany prąd elektryczny, przestają pracować pompy, które dostarczają chłodzenia dla tych prętów, one się przegrzewają i dokonują straszliwych rzeczy. I to właśnie wydarzyłoby się w przypadku takich elektrowni atomowych. Ustawienie generatorów, które by produkowały energię wokół elektrowni nie rozwiązuje sytuacji, dlatego że pył wulkaniczny dostałby się do paliwa, do oleju i te generatory bardzo szybko przestałyby działać. Także woda, w której byłoby pełno tego pyłu wulkanicznego, przypominałaby rodzaj gęstego błota.
Tak jak na przykład ocenia się, że Mississippi, która jest największą rzeką w okolicy Yellowstone, przypominałaby właśnie zamulony kanał i nawet po wybuchu kilkadziesiąt lat trzeba byłoby przecierać i wydobywać to błoto z koryta rzeki po to, żeby ona znowu była żeglowna. A jednocześnie w międzyczasie ta rzeka, nie mając dokąd płynąć, zamulona tym wulkanicznym błotem, rozlewałaby się dookoła i dokonywałaby reszty zniszczeń, reszty zmian, jakie zapoczątkowałby ten wybuch wulkanu. Dlatego kiedy patrzę na ten problem, nie patrzę na to jako na problem czysto amerykański. Mam takie wrażenie, że niektórzy mają aż wręcz taką satysfakcję: usiądźmy przed telewizorami i popatrzmy, jak wali się Ameryka i będzie fajnie i poczekajmy na amerykańskich uchodźców.
[01:01:23] - Bardzo ciekawe pytanie zadał jeden ze słuchaczy, bo ja cały czas monitoruję pytania i materiały przesyłane od Ivelliosa. I tutaj Maciej pyta tak: czy możliwe, że reszta świata skrzyknie się, by podzielić między siebie upadającą Amerykę? Ciekawe pytanie, ale myślę, że nie ma co też kroić kury na niedźwiedziu, bo pamiętajmy, że Yellowstone nie jest tak wielkim tworem i być może, jak twierdzą naukowcy, te katastroficzne scenariusze są wyolbrzymiane. To znaczy taka ogromna eksplozja, jak chociażby Toba, ona się zdarzyła, ale nie wiemy, czy ona się zdarzy teraz w przypadku Yellowstone, kiedy ten superwulkan wybuchał już - tutaj inny słuchacz się pytał, kiedy on wybuchł ostatnio - wybuchł ostatnio 600 000 lat temu. Skoro wybuchł wtedy, może już swoją destrukcyjną moc w jakimś stopniu poprzez trzy wielkie erupcje po prostu wykorzystał. Może to, co się wydarzy, nie będzie już takie silne. Ale jest jeszcze jeden problem, Chris, zaraz ci oddam głos, bo tak naprawdę wspomniałeś na początku, że istnieje w Stanach jeszcze jeden superwulkan uśpiony, ale jest też jeszcze kolejny superwulkan, o którym się w ogóle nie mówi i on się znajduje w Kalifornii. I w zasadzie wybuchał już wcześniej, kilkaset tysięcy lat temu, czyniąc podobne szkody, natomiast o nim się w zasadzie nie mówi teraz nic. Teraz takie pytanie do ciebie, Chris, tak już kończąc ten wątek Yellowstone: jak ty byś widział finał tego kryzysu w tym, powiedzmy, najczarniejszym scenariuszu? Bo my wymieniliśmy wiele problemów, które spowodowałyby wybuch Yellowstone.
Od tych problemów, chociażby z wodą pitną, po problem z komunikacją lotniczą. Ale czy byłoby tak, że te Stany by się zawaliły w ogóle, czy podzieliłyby się, tak jak niekiedy kreśli się takie linie podziału? Czy podzieliłyby się na szereg państw i tą strefę, powiedzmy zniszczoną, ten w zasadzie nowy Dziki Zachód?
[01:03:53] - W momencie, gdyby coś wydarzyło się z elektrowniami atomowymi, nawet nie ma co dzielić, bo przestaje cokolwiek istnieć. Ale cały czas podkreślam, że nie jest to sytuacja taka, że sobie siądziemy wygodnie, pooglądamy sobie w telewizji, co się tam będzie działo i jaka to tragedia będzie, a my, jak się już zmęczymy tym oglądaniem, to pójdziemy sobie gdzieś na lody do parku, bo tutaj jest pięknie i jest słonecznie. Nie, coś takiego będzie dotyczyć całego świata. Także myślę, że cały świat by miał problemy. Widzieliśmy to na przykładzie tego Eyjafjallajökull, gdzie stosunkowo niewielki wybuch wulkaniczny spowodował olbrzymie zakłócenia w ruchu lotniczym i zrobił zakłócenia pomiędzy dwoma kontynentami, gdzie gdyby to dłużej potrwało, mogłoby to doprowadzić do jakiegoś poważnego kryzysu ekonomicznego. A jak się zaczyna kryzys ekonomiczny, zaczyna się również kryzys socjalny. Obserwowaliśmy już coś takiego w historii na dużo mniejszą skalę. Mam na myśli tutaj Santorini. Santorini leży na północ od Krety, nie tak daleko, prawdopodobnie tak myślę, że około 100 kilometrów. Myślę, że się nie mylę.
Gdzieś mniej więcej w tym dystansie. I Santorini w którymś momencie walnęło w powietrze. Santorini, wyspa, jej głównym elementem geologicznym był olbrzymi wulkan. W końcu on wybuchł, wyrwał olbrzymią część wyspy, wysłał ją gdzieś nie wiadomo gdzie, w przestrzeń kosmiczną wręcz, i spowodował olbrzymią falę tsunami. Fala tsunami przewaliła się przez całą wyspę Kretę. Wyspa Kreta wówczas była jednym z najbardziej nowoczesnych i najbardziej zurbanizowanych i technologicznie zaawansowanych regionów świata. Miała swoją wyrafinowaną cywilizację minojską i to było w czasach, kiedy w Atenach jeszcze pasano kozy gdzieś tam na Akropolu i w ogóle nie mówiło się, nawet nikt nie myślał o tym, że będzie jakakolwiek cywilizacja ateńska i z Peryklesem, i z tymi wszystkimi innymi dobrami w cudzysłowie, jakie niesie dla nas demokracja zbudowana na wzór greckiej. I to tsunami, jedno to wydarzenie, jeden ten wybuch wulkanu spowodował praktyczne zakończenie tego imperium minojskiego i praktyczne jego zniszczenie i odejście na zawsze w historię. Ale okazało się, że nie jest to jedyne miejsce, które było w jakiś sposób doświadczone tym kryzysem. Fala tsunami szła dalej.
Uderzyła we wszystkie wyspy po drodze i uderzyła w Egipt. Wywołała tam również olbrzymie zamieszanie. I to pokazuje, że tego typu globalne kataklizmy naturalne, jak właśnie wybuch olbrzymiego wulkanu, a Santorini nie było aż tak wielkim wulkanem, jest jednym z wulkanów na liście, ale zdaje się, że on jest na samym początku, nie na pierwszym miejscu, ale na samym początku tej listy VEI, gdzie nie wiem czy- Zajmuje miejsce między trzecim a czwartym tego stopnia na ośmiostopniowej skali siły wybuchu wulkanicznego. Wówczas świat epoki brązu był światem generalnie globalnym. Wszystko ze sobą tam współgrało, współpracowało i okazało się, że wyeliminowanie jednego elementu jest tym kamykiem, który pogrążył całą cywilizację w niepamięci historii. Dziś praktycznie mało kto się zastanawia, jak to się stało, że gigantyczne potęgi wyrastające wiele razy ponad wszystko to, co się działo dookoła, ponad to, co się działo w lasach Europy czy ponad to, co się działo gdziekolwiek indziej na świecie, takie jak Sumer czy Egipt. Jak to się stało, że te cywilizacje nagle straciły swój jad, straciły swoją energię i rozpadły się, i zostały po nich piramidy i parę innych fajnych budowli gdzieś tam w Mezopotamii. Stało się to z tego powodu, że początkiem ich końca były zjawiska geologiczne i katastrofy takie jak wybuchy wulkanu, takie jak wybuch Santorini, który niszcząc jedną cywilizację, dał początek do zniszczenia wszystkiego, co my dziś nazywamy epoką brązu. Mówię o tym dlatego, że wybuch wulkanu, superwulkanu Yellowstone czy jakiegokolwiek innego superwulkanu, czy to będzie ten wulkan flegrejski na polach flegrejskich, wywoła dokładnie tą samą relację. To nie będzie tak, że Amerykanie będą siedzieć sobie przed telewizorami i czekać na europejskich uchodźców, dlatego, że ich w taki sam sposób to dotknie.
To, o czym jeszcze nie wiemy, to jest to, czy wybuch superwulkanu będzie tylko jednym samotnym wybuchem, czy na przykład nie wywoła on serii następnych. Bardzo często, kiedy popatrzymy sobie na mapę wulkanów, o której wspominałeś, Piotrze, okazuje się, że one tworzą takie wręcz łańcuszki. I bardzo często jest to łańcuch naczyń połączonych, że odpalenie jednego wulkanu wywołuje odpalenie następnego i kolejnego, i kolejnego, że może nastąpić coś takiego jak reakcja łańcuchowa w wybuchach wulkanów. Spójrzmy na to, co działo się na przykład w XVIII i XIX wieku wśród tych wulkanów indonezyjskich i wybuchają one często, niemalże jeden po drugim. Niektóre strasznie mocno, jak Tambora czy Krakatau, ale wiele innych wybuchało na zupełnie mniejszą skalę, ale była to reakcja połączona. W jakiś sposób można znaleźć konsekwencje, że jedna eksplozja wywoływała następną i kolejną w następnych latach. Także wybuch superwulkanu, na przykład w jakimkolwiek miejscu na świecie, może również, ponieważ my nie znamy dokładnie geologii i sposobu, co się wydarzy później, może wywołać coś innego jeszcze w innym rejonie świata. Na przykład niektórzy geolodzy w Stanach uważają, że taka eksplozja Yellowstone spowoduje, że wybuchnie w tym samym czasie Mount Hood, Mont Rainier, Mount Saint Helens i parę innych mniejszych wulkanów, którymi zachodnia część Stanów jest wręcz usiana. Jest to wbrew pozorom bardzo aktywne miejsce wulkaniczne, gdzie ilość wulkanów jest spora. Wszystkie one są uśpione, wokół nich funkcjonują duże skupiska ludzkie i tak naprawdę w zasadzie się czeka na to, w którym momencie do tego dojdzie.
Być może nie dojdzie do tego za 15 minut, za rok, za 100 lat, być może za 2000 lat, ale kiedyś dojdzie. Taka jest natura wulkanów. Praktycznie można powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak wulkan wygasły. Wulkan wygasły może być wygasły przez tysiąc i więcej lat. I następuje dzień, w którym nagle budzi się i coś, co było uważane, że już nie funkcjonuje od dawna, ożywia się, zaczyna być bardzo aktywne i w końcu wcześniej czy później wybucha. I taka jest natura funkcjonowania życia na Ziemi. To właśnie, co odzwierciedla się często w religiach, że jest to drastycznie gwałtowny koniec, ale który jest drastycznie gwałtownym początkiem czegoś innego. I tak na to patrzę. Dlatego jeszcze raz mówię o tym, że jeżeli ktoś sądzi, że będzie mógł sobie obserwować Yellowstone w telewizorze i popijać sobie w tym czasie kawkę czy piwko i jego to nie będzie dotyczyć, w dzisiejszym świecie dotyczy to wszystkich. Gdyby nawet do takiego wybuchu nie doszło i gdyby założyć teoretyczny model upadku gospodarczego Stanów Zjednoczonych, samo to byłoby kataklizmem dla reszty świata, dlatego, że stworzyłoby kolejny efekt naczyń połączonych, który doprowadziłby do szalejącego kryzysu, który być może kompletnie przemalowałby mapę polityczną świata na nowo i stworzył zupełnie nowe, inne wartości.
Dlatego że jeżeli coś znika, coś musi wypełnić tą przestrzeń. Widzieliśmy to w przypadku historii, widzieliśmy to na przykładzie Cesarstwa Rzymskiego. Co się wydarzyło, kiedy mocarstwo o olbrzymiej skali, w jakiej funkcjonowało i olbrzymim wpływie na świat, co się stało, gdy nagle zniknęło? Zmieniło świat kompletnie, zupełnie. Ale zanim do tego doszło, zanim ten pył osiadł i ten wulkaniczny popiół osiadł, zajęło to dużo czasu, zanim to wszystko osiadło i mogło zacząć się tworzyć i budować na nowo. Przez długi czas były to mroczne wieki. I tak samo będzie w przypadku takiej olbrzymiej eksplozji, jaką może być superwulkan, o którym ciągle nie wiemy, jak naprawdę wielka będzie skala jego wybuchu, bo nigdy tego nie obserwowano w znanej nam historii.
[01:12:56] - My tutaj pitu, pitu. Ucieszymy się, że Chris mieszka w Ameryce, a nie my i że to on będzie uciekał stamtąd, jeżeli wybuchnie superwulkan Yellowstone. Ale tak naprawdę może być zupełnie inaczej i to my będziemy przeprawiać się pontonami do New Jersey i tam będziemy szukać schronienia u Chrisa, bo Europa od superwulkanów też wolna nie jest. Prawdopodobnie jeżeli byśmy teraz zmierzyli, kto ma bliżej do superwulkanu, to chyba my z Ivelliosem bylibyśmy w większym niebezpieczeństwie, dlatego, że w Niemczech mamy superwulkan, chociaż taki mało aktywny Laacher See, ale mamy też Campi Flegrei. Kiedy wybuchło jakieś 40 000 lat temu, to wtedy pyły, które były unoszone znad półwyspu Apenińskiego docierały na wschodnią Europę, nad Rosję. Niektórzy sugerują, że wybuch Campi Flegrei doprowadził do wymarcia neandertalczyków. Także w rzeczywistości to może my siedzimy na bombie, ale zaraz o tym powiemy. Tutaj jeden z naszych słuchaczy, Tunguska, zapytał o to, co dzieje się z książką Arka Miazgi, z tym projektem na Polak Potrafi. My tutaj staramy się wspierać Arka w tej próbie znalezienia sponsorów, zebrania tych funduszy. Także przypominamy wszystkim, że Arek napisał swoją drugą książkę pod tytułem „Magiczna rzeczywistość”, która nie tyle traktuje o UFO, ale o wszystkich dziwnych zjawiskach, które się z nim łączą i niekiedy są usuwane w kąt, bo są niewygodne.
Arek, jak mówiłem, na Polak Potrafi stworzył swoją wizytówkę, swoje konto. Tam zbiera pieniądze. Zostały chyba jeszcze jakieś dwa miesiące i to chyba niecałe. Także jeżeli ktoś ma wolę i chęć wsparcia Arka w jego ambitnym projekcie zbierania funduszy na wydanie „Magicznej rzeczywistości” także, to prosimy o wsparcie, chociażby drobną sumą. Tutaj Ivellios na pewno umieści link do tej zbiórki na Facebooku Radia Paranormalium. I to jedno. A druga sprawa, jeżeli zrobiliśmy już przerwę, to nowy Nieznany Świat, który ukazał się w chyba piątek trafił do kiosków numer lipcowy, a w nim jak zwykle wiele ciekawych rzeczy. W tym numerze lipcowym znajdziecie państwo bardzo ciekawy artykuł na temat bliskiego spotkania trzeciego stopnia w mieście Ruwa w Zimbabwe, do którego doszło w 1994 roku. Wielu z was pewnie pamięta tą historię. Ona jest taka dość głośna.
Tam dzieci bawiące się na placu szkolnym zobaczyły dziwny obiekt, potem dziwnego stworka. Ale mało kto wie i na tym skupia się ten artykuł, że dzieci w czasie tego bliskiego spotkania otrzymały od tej istoty pewien przekaz. I kilka lat temu grupa filmowców zdecydowała się odwiedzić te już dorosłe dzieci, świadków spotkania w Ruwa i podpytać, co pamiętają z tamtego przekazu, o czym on mówił, co chcieli powiedzieć ci, którzy odwiedzili tą szkołę pod Harare w 1994 roku. Sprawa bardzo ciekawa. Polecam i przypominam, że Nieznany Świat do nabycia w kioskach oraz na platformie cyfrowej w tak zwanej e-wersji. Ale powróćmy na chwilę do rzeczywistości i widzę, że Chrisa chwilowo nie ma. Także nie będziemy chwilowo zadawać mu pytań. Powróćmy Marku jeszcze do naszych planów związanych z kolejnymi odcinkami. My cały czas czekamy na propozycje z państwa strony odnośnie tematów. Przypominamy też, że z racji tego, że nie da się dzwonić do „Debat Niekontrolowanych”, my za jakiś czas, prawdopodobnie w ciągu dwóch, trzech tygodni zorganizujemy taką audycję, w której będzie można dzwonić przez cały czas trwania słuchowiska, dzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat zdarzeń i tematów, o których mówiliśmy na antenie oraz swoich własnych przeżyć.
Także przypominamy o tym, że tutaj na Facebooku Radia Paranormalium można cały czas dzielić się pomysłami na tematy „Debat Niekontrolowanych” oraz swoimi przeżyciami związanymi z obserwacjami UFO. Marku, może podaj kontakty, a my w tym czasie zastanowimy się nad tym, co może nas czekać po wybuchu Campi Flegrei.
[01:18:02] - A więc kontakty do Radia Paranormalium czynne podczas dzisiejszej debaty to oczywiście numer telefonu, SMS. Dzisiaj wyjątkowo, tak jak Piotr mówił, komunikacja wyłącznie tekstowa. Dlatego dzisiaj telefon stacjonarny jest wyłączony, natomiast cały czas odbieramy od państwa SMS-y pod numerem 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze No i relacje z różnych ciekawych zjawisk, między innymi obserwacje UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:19:19] - Drodzy Państwo, dla tych, którzy się dopiero do nas dołączyli przypominamy, że rozmawiamy dzisiaj o superwulkanach oraz zagrożeniu z ich strony. Mówiliśmy przed chwilą o Yellowstone, o tym, czy wybuch tego superwulkanu byłby w stanie zniszczyć Stany Zjednoczone i w jakiś sposób zamieszać w sytuacji klimatycznej i geopolitycznej na świecie. Mówiliśmy o innych zagrożeniach ze strony superwulkanów, o tym, czy jest to rzeczywiście tak niebezpieczne, jak twierdzą niektórzy. Ale okazuje się, że w okolicach miasteczka Pozzuoli pod Neapolem znajduje się ogromna kaldera, mniejsza co prawda od tej w Yellowstone, wypełniona magmą, która od dziesiątków wieków daje tamtejszym mieszkańcom się we znaki, będąc odpowiedzialna nie tylko za iście księżycowy i fantastyczny krajobraz, w którym występują wszelkiego rodzaju formy. Tutaj dostaję komunikat od Chrisa, że słabo słychać. Marku, dzieje się coś?
[01:20:49] - Ja tutaj nie widzę żadnych problemów technicznych.
[01:20:52] - Nie wiem, czy nam Chrisa nie wyrzuciło.
[01:20:55] - Halo, halo Chrisie, czy się słyszymy? Mamy chyba jakiś większy problem techniczny. Może coś wybuchło?
[01:21:08] - Też tak myślę, dlatego że już od pewnego czasu się coś kroi. Ale powróćmy do rozmowy. Otóż już w starożytności wierzono, że teren wokół Campi Flegrei, czyli Pól Flegrejskich jest miejscem wybranym przez podziemne bóstwa. Wydobywające się tam gazy wulkaniczne, dymy, formy ukształtowania powierzchni już wtedy wskazywały ludziom, że dzieje się tam coś niepokojącego. W latach 60. odkryto, że puchnie grunt. Otóż ta wielka komora magmowa zaczyna po prostu się podnosić, wypychając się ku powierzchni. Dzieje się to regularnie. Grunt się rzeczywiście podnosi. Spowodowało to oczywiście reakcję ze strony naukowców.
Zaczęli oni się zastanawiać, jak monitorować sytuację, jak sprawdzić, czy ze strony superwulkanu pod Polami Flegrejskimi grozi jakieś niebezpieczeństwo. Rzeczywiście, jak mówił Chris, wpadł taki dziwny pomysł, że można wywiercić otwór, wpuścić tam sondę i zobaczyć, jaki ten poziom magmy jest. Natomiast pojawiły się od razu protesty mieszkańców mówiących, że wiercenie w takiej tykającej bombie spowodowałoby niechybne rozerwanie skorupy ziemskiej i tylko przyspieszyłoby tę katastrofę. Pytanie, czy Pola Flegrejskie są rzeczywiście tak niebezpieczne jak Yellowstone? Prawdopodobnie nie, dlatego, że ta kaldera jest dużo mniejsza. Ten zbiornik magmy jest mniejszy. W swojej historii geologicznej erupcja tych Pól Flegrejskich nie powodowała tak wielkich intruzji w krajobraz jak w przypadku Yellowstone. Ale jest też drugi problem. Otóż gdyby doszło do erupcji na Polach Flegrejskich, to byłaby ona bardzo niebezpieczna z dwóch powodów. Otóż po pierwsze część tej kaldery leży pod wodą.
Wyobraźmy sobie teraz, jak mówiłem, że dochodzi do erupcji i mamy taką sytuację, że ta wielka komora magmowa, ten wielki zbiornik magmy zostaje zalany wodą. Co potem następuje? Jakie są tego konsekwencje? Nie jesteśmy prawdopodobnie tego w stanie przewidzieć, ale jesteśmy w stanie przewidzieć, że taka erupcja pociągnęłaby za sobą również tsunami. Bez wątpienia. Które uderzyłoby w wybrzeża Morza Śródziemnego, na pewno w Afrykę. To też trudno mi powiedzieć, jak by to wyglądało. Kolejny problem, dużo poważniejszy to cała Europa. Okazuje się, że z racji tego, iż nasz kontynent jest tak gęsto zaludniony, wyspecjalizowany w produkcji żywności, mamy wysokowydajne rolnictwo, to taka sytuacja, gdzie wybuch superwulkanu doprowadza nagle do z jednej strony wyłączenia z życia gospodarczego dużego obszaru, a z drugiej zasypania części Europy popiołami i spowodowania tej wulkanicznej zimy sprawia, że nagle Europa mogłaby stanąć wobec klęski głodu. Co by się działo dalej?
Trudno powiedzieć. Mamy Chrisa na linii, bo Nie wiem, czy nie gadam do siebie, szczerze mówiąc.
[01:25:16] - Nie tylko do siebie. Ja ciebie też słyszę. Natomiast Krisa wywaliło. Nie wiem, czy na dobre. Kris na 100% nas nie słyszy.
[01:25:30] - Dziwna sprawa i niedobra. Co jeszcze możemy powiedzieć o Polach Flegrejskich? Otóż gdyby doszło do tej erupcji, to prawdopodobnie pociągnęłoby to za sobą wspomnianą wulkaniczną zimę. Czym jest ta zima? Otóż nawet wybuch Krakatau w latach 80. XIX wieku doprowadził do sytuacji, kiedy wszystkie związki chemiczne, o których mówiłem, mające potencjał nie tylko do generowania chmur, ale też tworzenia powłok, które odbijają promienie słoneczne, które się dostały wtedy do atmosfery, spowodowały pewien spadek temperatur. Wcześniej wybuch wulkanu Tambora, również bardzo silny, doprowadził do sytuacji, kiedy nastąpił tak zwany rok bez lata. Temperatury znacznie się obniżyły. Gdyby wybuchły pola flegrejskie, to bez wątpienia Europa stanęłaby wobec najpoważniejszego kryzysu od lat. Nie wiemy, co by się dokładnie stało.
Natomiast jestem pewien, że kryzys w rolnictwie doprowadziłby do ogromnego chaosu, do totalnego chaosu w i tak już chaotycznej Unii Europejskiej. Innymi słowy, chyba nie jesteśmy w pełni przygotowani na taki scenariusz, który mówi o tym, że nagle następuje kataklizm o zasięgu nie regionalnym, nie o zasięgu krajowym, ale o zasięgu całego kontynentu. Co wtedy robić? Skąd importować żywność, skoro wulkaniczna zima może rozciągnąć się przecież na znaczne połacie globu? Jak zabezpieczyć się przed czymś takim? Czy my w ogóle jesteśmy w stanie zgromadzić sobie wystarczającą ilość żywności, by przynajmniej ten kryzys przetrwać? Czy zamiast marnowania ton jedzenia nie lepiej jakoś je na tą czarną godzinę zabezpieczyć? Wiem, że to są marzenia, które chyba nigdy nie doczekają się realizacji, dlatego, że takie gromadzenie zapasów na czarną godzinę może być z gruntu bezsensowne, gdyż nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy Pola Flegrejskie wybuchną. Natomiast w tej geologicznej mierze czasu może się to stać już niebawem, w ciągu następnych kilku tysięcy lat. Jeżeli nasza cywilizacja będzie istniała, jeżeli przeżyjemy czwarte, piąte tysiąclecie, to wtedy możemy stanąć wobec problemu bez precedensu.
Nie wiemy, jak wtedy będzie wyglądała Europa. Może linia brzegowa się zupełnie zmieni, może w ogóle Campi Flegrei będą całe pokryte wodą. Ale destabilizacja kontynentu, która może wtedy nastąpić, może być kluczem do unicestwienia tej cywilizacji, która się tutaj rozwinęła. Takiego unicestwienia na dobre. Dlatego że głównym problemem może nie okaże się to, że nagle mamy kryzys, który zniszczy region o średnicy kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów, tylko to, co dzieje się potem. Te lata, te roku bez lata, które następują i doprowadzają do tego, że nagle spada ilość plonów. Nie ma co jeść. Może nie tak od razu nie ma co jeść, ale drożeje żywność. Tej żywności jest mniej na rynku. Trudniej coś wyhodować, gdyż jest chłodniej, trudniej wyhodować niektóre gatunki, które do tej pory były powszechne i traktowane jako najtańsza żywność.
Chociażby o jabłkach, o owocach. Tutaj może się pojawić naprawdę spory problem. Wyobraźmy sobie sytuację, że dzisiaj dochodzi do wybuchu pól flegrejskich i co się dzieje? Czy na przykład ta ogromna chmura pyłu dotarłaby do nas? Ponieważ ta cyrkulacja w porze letniej jest, jaka jest, jest całkiem możliwe, że Polska zostałaby... Mówię tutaj o cyrkulacji powietrza. Jest całkiem możliwe po prostu, że wiatr z południa przyniósłby nam te chmury pyłu w bardzo szybkim tempie. Nie jestem oczywiście meteorologiem, żeby określić, w jakim stopniu jest to prawdopodobne, że na przykład na Częstochowę spadnie popiół z Campi Flegrei, ale jest wysoce możliwe, że coś takiego by się wydarzyło. Nie wiem, czy mamy już Krisa na linii. Tak, jest Kris na linii.
Kris, możliwe, że nie tylko Yellowstone, ale też Pola Flegrejskie doprowadzą do takiej sytuacji, że będziemy musieli zredefiniować nasze priorytety. Będziemy musieli zastanowić się, czy nasza gospodarka Jest przygotowana na tak wielkie wstrząsy. A może my nieco wyolbrzymiamy to zagrożenie? Może nic się nie stanie? Ile razy możemy jeszcze i jak długo możemy jeszcze żyć takim spokojnym życiem? Jak myślisz?
[01:31:37] - Najgorsze jest żyć w nieustannym strachu i potem okazuje się, że wszystkie przygotowania poszły tak naprawdę w kompletnie złym kierunku. Myślę, że nie trzeba dać się opanowywać tym strachom. Strachy na lachy. Nie wiadomo, kiedy to wybuchnie i czy wybuchnie to w jakimś najbliższym nawet wielotysiącletnim patrzeniu w przyszłość. Czy jest taka możliwość? Dlatego, że nie da się przewidzieć, kiedy wybuchnie wulkan i z jaką siłą on wybuchnie. Po prostu nie ma żadnych danych, które by w jakiś sposób uprawdopodabniały tego typu wydarzenie. Może ono nastąpi niemalże w najbliższych kilku minutach, ale wcale nie musi do tego dojść w ciągu następnych nawet miliona lat, żeby wybuchł jakiś rzeczywiście niebezpieczny superwulkan. Także są to rzeczy nieprzewidywalne. Trzeba się po prostu nauczyć z tym żyć, żyć swoim własnym życiem.
I myślę, że ponieważ nie wiemy, jak to działa, jak to wybucha, jakie są ostateczne efekty tego typu działalności wulkanicznej, nie jesteśmy w stanie jemu przeciwdziałać w skali globalnej. Nie jesteśmy w stanie w skali globalnej przygotować się do takiego kataklizmu. Dlatego wspomniałem wcześniej o tym, że mam wrażenie, że te wszystkie podziemne miasta i podziemne bazy budowane są nie w celach militarnych wcale, a właśnie w celu tego, aby przechować część przynajmniej cywilizacji, która byłaby w stanie przetrwać tam pod ziemią przez kolejnych kilka lat i po prostu zacząć budować od nowa. I są to jedyne wnioski, jakie wyciągnęła ludzkość z tego, co wydarzyło się w historii naszej planety. Tylko w taki sposób, tworząc tego typu arki głębokie wiele kilometrów pod ziemią, jesteśmy w stanie przetrwać wszystko, co wydarzy się na jej powierzchni od uderzenia asteroidy po wybuch superwulkanu. W innym przypadku nie jesteśmy fizycznie w stanie przygotować całej cywilizacji na tego typu wydarzenie. Dlatego jak wskazuje historia, większość ludzi, prawdopodobnie my wszyscy, którzy w tej chwili dzisiaj słuchamy się nawzajem w Radio Paranormalium, słuchacze, nie jesteśmy w stanie się schować nawet w takiej bazie, bo nie mamy do niej nawet dostępu. Nie wiadomo nawet, na jakich zasadach to działa i nawet mówienie o tego typu historiach, o tego typu miastach podziemnych wręcz wkracza w obszary teorii konspiracji. Wiadomo jednak jest, że jest coś kopane, że jest coś tworzone i musi to mieć jakiś cel. I jeśli nie jest to wojna totalna, bo w logicznym sensie, logicznym tego słowa znaczeniu nie ma racji bytu, bo dokonuje zniszczenia praktycznie wszystkiego dookoła, to w takim razie celem tego typu instalacji jest właśnie przetrwanie, ale przetrwanie tylko tej części naszej cywilizacji.
Niewielkiej bardzo, która da początek nowej i następnej. I być może tak już działo się wcześniej. Spójrzmy na przykład na te wszystkie konstrukcje w Kapadocji. Ci ludzie, którzy żyli w bardzo niespokojnym sejsmicznie rejonie, żyli tam w czasach, kiedy topniał gwałtownie lodowiec i w atmosferze działy się najrozmaitsze rzeczy. Spadały z nieba najrozmaitsze ciała niebieskie, mniejsze lub większe. I ci ludzie wkopywali się w głąb ziemi, tworzyli całe podziemne miasta po to, aby móc przetrwać. Po to, żeby schować się przed tym, co się dzieje na powierzchni tej ziemi, co niestety nie pozwalałoby im dalej żyć. Dlatego stąd mój wniosek, że te wszystkie podziemne instalacje są właśnie przygotowaniem na tego typu historie, na tego typu wydarzenie. Czy wydarzy się i kiedy się wydarzy? Tego nie wiemy, ale wiemy, że wydarzy się na pewno, bo musi się wydarzyć.
Tak jest zbudowana Ziemia. Wulkan Yellowstone wybuchał już 142 razy i nie ma żadnej logicznej, statystycznej możliwości przewidzenia, kiedy nastąpi następny wybuch. Ostatni raz wybuchł 640 000 lat temu i wydawałoby się, że już jest czas na następny wybuch, bo przednim ten wybuch był jakieś 1 200 000 lat wcześniej, 1 200 000, 1 300 000 lat wcześniej. Czyli zakładając, że co 600 000 lat do takiego wybuchu dochodzi, akurat dochodzimy do momentu, kiedy on powinien nastąpić. Ale jeżeli statystycznie zbadamy, kiedy następowały wszystkie wybuchy Yellowstone, a było ich, tak jak wspomniałem wcześniej, 142, to wychodzi, że średnia jest 113 000 lat. Natomiast z drugiej strony okazuje się, że niekiedy przerwy pomiędzy kolejnymi eksplozjami to były miliony wręcz lat. Nic się nie działo i Yellowstone spokojnie sobie spało. Czy on wybuchnie? Wybuchnie, ale jeżeli wybuchnie za milion lat, dla nas dzisiaj nie ma to najmniejszego znaczenia. Jeżeli wybuchnie za tysiąc lat, to również nie ma to dla nas żadnego znaczenia ani dla naszej cywilizacji, bo nie będziemy robić przygotowywań do wybuchu, który będzie miał miejsce za tysiąc lat.
Dlatego, że być może za tysiąc lat będziemy czymś dysponować, co potrafi nas przed tym wszystkim uchronić. Póki co jeszcze raz się powtórzę: myślę, że te wszystkie podziemne bazy mają właśnie służyć przetrwaniu tego, co do tej pory udało nam się zbudować. Po to, żeby nie podzielić losu tych zaginionych cywilizacji, po których tak naprawdę nie zostało nic. Zostały jakieś szczątki, których pochodzenia nie potrafimy wytłumaczyć. Być może rzeczywiście Atlantyda wcale nie jest tylko legendą, ale jest właśnie opisem sytuacji, gdzie doszło do takiego superkataklizmu Który się skończył tak, jak skończył: kompletnym zniszczeniem i starciem z powierzchni Ziemi czegoś, co było niezwykle zaawansowane. Także patrzmy na przyszłość, co ona przyniesie. Myślę, że nie trzeba się tym za bardzo przejmować. Faktem jest, że obserwowane jest nie tylko Yellowstone, ale obserwowane są inne miejsca, nie tylko Campi Flegrei, ale nawet Santorini, bo i Santorini ostatnio też wzmożyła swoją aktywność i okazuje się, że kilkanaście milimetrów wznosi się i opada. Dyszy wręcz jak płuca ludzkie, wznosząc się i opadając. Czyli coś tam się dzieje.
Magma się zaczyna budować pod Santorini. Nawet taki wybuch, jaki miał miejsce w starożytności, znów doprowadziłby do potężnych problemów w całym regionie, a być może nawet i na świecie. A jak wielkie mogą to być problemy? Pokazuje nam nie tylko ten wulkan Eyjafjallajökull. Tutaj tak na marginesie, ktoś kiedyś odkrył, że sposób, w jaki Islandczycy nazywają swoje wulkany, polega na tym, że główny wulkanista kraju otwiera komputer, wpuszcza na klawiaturę kota, kot przebiega przez klawiaturę, wstukując różne literki, a na koniec główny geolog wpisuje „Jökull” i już mamy nazwę wulkanu. Dlatego tak trudno je czasami wymówić. Ale był w historii Islandii jeden wulkan, który akurat jest łatwo wymówić i brzmi on dość paradoksalnie, bo jego nazwa brzmi Laki. Wybuchł on w XVIII wieku i ten wulkan Laki narozrabiał chyba najwięcej w znanej nam ludzkiej historii, dlatego że miał olbrzymi wpływ na to, co działo się w tamtych czasach w Europie. Wulkan Laki wysłał te wszystkie pyły wulkaniczne bardzo wysoko w wysokie warstwy atmosfery i pech chciał, że te najlżejsze i najbardziej toksyczne wpadły w taki rodzaj wiru, który przez później lata ciągle wisiał nad Europą i spadł mniej więcej od Islandii, przez Skandynawię aż po Moskwę. Między innymi ślady tego pyłu odkryto nawet w Świdnicy w Polsce.
Doprowadził do wielu nieszczęść. Przede wszystkim lato było krótsze, plony się nie udawały, ludzie zaczęli cierpieć z głodu, ale co gorsza, były też efekty bezpośrednie. Im lżejsze te cząstki popiołu, tym bardziej są one toksyczne. Te najlżejsze ich wielkość jest mierzona już w skali nano, także są wręcz mikroskopijne. Dzięki temu potrafią z łatwością przemieszczać się w powietrzu. Ich efekt jest dalekosiężny, ponieważ spadają one latami. Niestety mają one taki brzydki zwyczaj, że przyklejają się do płuc, a jednocześnie tworzą serię całych takich mikroran na płucach, powodują krwawienie płuc. I w tamtych latach, w XVIII wieku, bardzo dużo czasu zajęło ludziom, żeby skojarzyć działanie tego pyłu wulkanicznego właśnie z tym, co się dzieje z populacją. Ludzie wychodzili na przykład do pracy na pole i nagle padali trupem. Nikt nie wiedział dlaczego.
Było mnóstwo ofiar tego wulkanu i trwało to latami z tego właśnie powodu, że ten pył wulkaniczny opadał bardzo wolno i przez lata. I wulkan teoretycznie wydawałoby się nie miał bezpośredniego wpływu na to, co dzieje się w Europie. Nie było wówczas samolotów, nie było tak skomplikowanej infrastruktury elektrowni, jak mamy dzisiaj. A okazało się, że całe życie w Europie zaczynało być coraz bardziej sparaliżowane. A wywołał to jeden wulkan, który był nie tylko superwulkanem, ale generalnie miał lokalne znaczenie. Tylko jego huknięcie było na tyle mocne, że udało mu się wysłać te popioły w bardzo wysokie warstwy atmosfery. Dzięki temu przez prądy powietrzne był w stanie dotrzeć w najrozmaitsze zakątki Europy i dokonać swoich zniszczeń. I to właśnie pokazuje nam, jak bardzo bezbronni jesteśmy wobec tego żywiołu i nie pozostaje nam nic innego, tylko po prostu nie przejmować się tym, czy to nastąpi jutro, tylko po prostu liczyć na to, że akurat my będziemy mieli szczęście i nie będziemy musieli mierzyć się z takim żywiołem, bo innej możliwości nie mamy. Bo nawet jeżeli zgromadzimy sobie wodę i jedzenie, to jak pokazały inne przypadki wybuchów innych wulkanów, to na przykład, gdy ten popiół spada na przykład na dach, on jest szalenie higroskopijny i to, co się dzieje w powietrzu, wywołuje gwałtowne opady deszczu. Są to kwaśne deszcze.
Niektóre z nich są te deszcze wręcz złożone z kwasu siarkowego. Ten popiół na dachy, który czasami ma pół metra, metr grubości, zaczyna nasiąkać tą wilgocią i tworzy ciężar, który załamuje cały dom, całe mieszkanie i zasypuje wszystkich. Mogą być doskonale przygotowani z żywnością i z wodą, ale coś takiego spowoduje, że też nie przetrwają takiego wydarzenia. Myślę, że najważniejszą rzeczą, ażeby przetrwać jakikolwiek kataklizm, czy to jest kataklizm naturalny jak wulkany, trzęsienia ziemi czy różne historie pogodowe, czy też wszelkie inne perturbacje, na przykład ekonomiczne, najcięższe problemy ludzkości leżą w tym, że zamiast rywalizować ze sobą i wierzyć w teorię Darwina, że tylko ci, którzy mają najdłuższe kły i najostrzejsze pazury przetrwają, należy ze sobą współpracować, bo tak naprawdę zbudowana jest cała ziemska natura, że ona współpracuje ze sobą, nie zwalcza się nawzajem. I tylko w taki sposób jesteśmy w stanie przetrwać największy i najgorszy kataklizm, czasami nawet w bardzo przyjemnych warunkach.
[01:43:14] - Dzięki. Tu z wulkanem Laki w ogóle wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. On miał taką siłę wybuchu szacowaną na Szacowaną bardzo nisko w tym indeksie, o którym mówisz. On wyrzucił z siebie jakieś 12 kilometrów sześciennych materiałów piroklastycznych. 12! Pomyślmy, że Campi Flegrei wyrzuci 500 albo 600 kilometrów.
[01:43:42] - I to będzie siódemka skali.
[01:43:45] - Tak.
[01:43:47] - Oj wej!
[01:43:48] - A Laki jeszcze był na tyle wredny, że on wygenerował trującą chmurę trującego gazu. I ta chmura szła przez Europę i powodowała, i to nie jest bajka ponoć, nie tylko dusiła zwierzęta i ludzi, ale na przykład powodowała to, że lasy wysychały, liście spadały, rośliny uprawne umierały. Porównajmy sobie teraz Lakiego, który wygenerował 12 kilometrów sześciennych, wśród nich taką zabójczą chmurę z chociażby Yellowstone, który może taką chmurę wygenerować wielkości setek kilometrów, która będzie szła i będzie dusić wszystko po drodze. O tym nawet wulkanolodzy nie mówią, dlatego że to są już scenariusze jakiegoś horroru katastroficznego, pokazujące mimo wszystko, że to jest niebezpieczne. Z wulkanami nie ma żartów, nawet z tymi wulkanami, które stoją gdzieś tam niżej w tej hierarchii. Tutaj Chris przywoływał Santoryn jakiś czas temu. Santoryn, ta eksplozja, która zniszczyła kulturę minojską prawdopodobnie, która być może dała początek opowieściom o Atlantydzie, była bardzo silna. Tak naprawdę ona miała siódmy stopień w tej ośmiostopniowej skali. Ale chociażby Tambora, chociażby Krakatau. One wywoływały przecież perturbacje nie tylko lokalne, nie tylko krańskie i żywiołowe, ale też znacznie wpływały na środowisko i na klimat.
Przy czym „znacznie” to słowo klucz, dlatego że superwulkan byłby w stanie wywołać zimę wulkaniczną, która trwałaby zdaniem niektórych dekadami. I to nie ograniczałoby się tylko do tego, że pojawiłyby się obłoki, które by zasłoniły słońce albo żeż aby została dziura ozonowa. Nie. Tutaj, kiedy sobie przeglądałem tą literaturę naukową, która de facto jest dość skąpa, jeżeli chodzi o kreślenie scenariuszy na temat wybuchu superwulkanów, to okazało się, że takie najczarniejsze scenariusze mówią po prostu o opadach tego pyłu w formie zbliżonej do wielkich śnieżyc, do intensywnych śnieżyc. I takie coś przetaczałoby się może nie przez całą ziemię, ale przez określone obszary. Do tego dochodzi nie tylko spadek temperatur, ale też zaburzenie dotychczasowej cyrkulacji powietrza, zaburzenie klimatu, stworzenie zupełnie nowych stref klimatycznych i tak dalej. Konsekwencje byłyby po prostu niewyobrażalne. My nie dopuszczamy tego do siebie w zasadzie. Ja mówiąc o tym, mówię tak, jakbym opowiadał o czymś, co nigdy się nie wydarzy. Ale co by się stało, gdyby to nagle się wydarzyło?
Na przykład budzę się jutro rano, a tu coś pada z nieba. Nie jest to śnieg, ale coś dużo gorszego. I co wtedy? Konsekwencje byłyby naprawdę poważne. Jesteśmy dzisiaj w takim kieracie dnia i życia codziennego, że nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć, skąd byśmy wzięli w czasie takiej zimy wulkanicznej chleb po kilku miesiącach. A ta zima wulkaniczna, jak powiedziałem, mogłaby trwać dekady. Chociaż pojawiły się też takie hipotezy ostatnio, że ta tragiczność wybuchu superwulkanów jest nieco wyolbrzymiana. To znaczy chodzi o to, że nawet w przypadku tak ogromnych erupcji jak Tambora czy inne superwulkany, o których wspominaliśmy, Tambora akurat nie była superwulkanem, przepraszam, ale ta zima wulkaniczna po wybuchu superwulkanów w tych czasach przedhistorycznych, te zimy nie były takie długie. One trwały tam chyba najwyżej kilka lat. Ale co by się stało, gdyby one się powtórzyły dzisiaj, pytam.
I żaden naukowiec nie jest w stanie tego potwierdzić. Nikt nie jest w stanie potwierdzić, jak to będzie tak naprawdę, powiedzieć, jak to będzie, bo dopiero życie to zweryfikuje. I to jest w tym wszystkim najstraszniejsze. Chris, powiedz mi jeszcze, jak ty byś nakreślił taki scenariusz apokaliptyczny po wybuchu superwulkanu? Czy na przykład doszłoby do przetasowań na scenie politycznej? Nie mówię tutaj o Stanach Zjednoczonych, ale między innymi o Europie. Czy wtedy, gdyby na przykład wybuchło Campi Flegrei, to Chiny przejęłyby zupełnie dominację na świecie? Czy Europa upadłaby, stałaby się trzecim światem? Czy Stany Zjednoczone stałyby się państwem upadłym? Chociaż o tym już dzisiaj mówiliśmy.
Czy rzeczywiście imigranci uciekaliby z tych rejonów najbardziej dotkniętych? Nam trudno to sobie wyobrazić i nawet trudno powiedzieć, jakby to wszystko wyglądało, ale czy twoim zdaniem kryzys, który by wtedy wybuchnął, byłby bardziej dotkliwy także pod względem ofiar niż choćby dwie wojny światowe?
[01:49:56] - Ja cały czas dzisiaj kreślę różne czarne scenariusze, ale to, co chcę podkreślić, to że każdy kryzys kończy się tym aspektem pozytywnym. Życie wraca. Życie wraca w nowej formie, odbudowuje się na tym, co ma do swojej dyspozycji. Życie ma niesamowitą ilość rozwiązań, w jaki sposób przetrwać i w jaki sposób zorganizować się na nowo. I dziś możemy w zasadzie tylko wróżyć z fusów kto, kogo, kiedy, jak. Dlatego, że bazujemy na obecnym stanie i układzie sił, jaki obecnie panuje. Natomiast historia nam pokazuje, że kiedy dzieje się rzeczywiście coś ważnego, rozgrywa się jakiś kataklizm, czy jest to kataklizm dziejowy, czy jest to kataklizm naturalny, który ma wpływ na olbrzymią część ludzkości, wówczas dochodzi do nieschodzonych i niekonwencjonalnych rozwiązań. Ludzie rzeczywiście zaczynają wędrować. Trudno ich nazwać uchodźcami, bo my sami musielibyśmy się nazwać uchodźcami, bo przybyliśmy nad Wisłę również skądś. Hunowie, Germanie wędrowali po całej okolicy, szukając swojego miejsca na ziemi.
I kiedy dochodzi rzeczywiście do sytuacji kryzysowej, tacy ludzie i takie sytuacje po prostu znajdują swoje miejsce i czas i to, co się rozwija, i to, co powstaje na gruzach tego starego, jest czymś zupełnie nieobliczalnym. To jest tak, jak na przykład wrócę znów do Yellowstone. Zbadano florę i faunę tego regionu, która jest niezwykle bogata. I okazało się na przykład, że wśród wielu strumieni, które przepływają przez Yellowstone, są to często bardzo gorące strumienie. Niektóre z nich są tak gorące, że można na przykład ugotować sobie kiełbaski w tym strumieniu czy kurczaka nawet. Ciężko mi zrobić zupę, ale kurczaka sobie można ugotować, bo woda tam nieustannie wrze. Często woda wydaje się, że wrze, ale odparowuje z niej dwutlenek węgla. Ale okazuje się, że w tych wrzących strumieniach jest życie. I teraz są takie struktury geologiczne, które tworzą taki rodzaj schodków. Coś takiego jest na przykład w Turcji, przepięknie to wygląda.
I te schodki właśnie za każdym razem w dół zmieniają swoją temperaturę, zmieniają swoje właściwości i warunki. Zmieniają nawet czasami skład chemii ze względu na to, na jakim podłożu one się tworzą. I okazuje się, że na przykład na jednym schodku żyje jeden rodzaj bakterii, który nie żyje nigdzie indziej na świecie i żyje na przykład w wodzie, która jest bliska wrzenia, potrafił się do niej dostosować. I teraz naukowcy zadają sobie pytanie: „No tak, ale skąd to życie tam się wzięło, skoro ten wybuch tego superwulkanu Yellowstone 640 000 lat temu zniszczył wszystko, wyzerował życie do końca. Nie było szans na żadne życie. Zostało ono spalone, zniszczone, przewrócone do góry nogami albo zapadło się kilkaset metrów w dół”. Bo nie zapominajmy, o tym chyba dzisiaj nie wspomnieliśmy, że ta magma, która gdzieś tam zaczyna buzować pod takim miejscem właśnie, które w przyszłości będzie tym wybuchającym wulkanem, ta magma eksplodując zostawia po sobie pustą przestrzeń i teraz ta przestrzeń zapada się, czyli ta dolina, w której tworzy się wulkan i wybucha, zapada się czasami kilkaset metrów w dół i kompletnie zmienia krajobraz, co tworzy całą serię następnych nieszczęść. I życie nie ma szans tak naprawdę powrócić. A jednak powraca. I teraz ta endemiczna bakteria czy to endemiczne żyjątko, a nawet i grzyby, bo nawet tam znaleziono grzyby we wrzącej wodzie rosnące, które się nazywają...
Ciekawe, nie wiem dlaczego udało mi się zapamiętać, ale łacińska nazwa brzmi Curvularia. Te grzyby sobie tam żyją i też nikt nie wie, skąd one tam przyszły. Czy przewiał je wiatr, czy w jakiś sposób przewędrowały, czy przeprowadziły je, przyniosły je na sobie jakieś zwierzęta, czy może nawet ludzie. Nikt nie wie, jak to się wydarzyło, ale to pokazuje, że życie ma nieograniczone możliwości, że zawsze gdzieś jest w stanie przetrwać. Dlatego trudno jest mówić i wymyślać scenariusz dziś, kiedy nie wiemy, jakie będą warunki. Natomiast z całą pewnością to, co przetrwa, a coś zawsze przetrwa, znajdzie dla siebie miejsce do dalszego rozwoju i zacznie tworzyć to wszystko od nowa. I teraz w pozytywnym sensie patrząc na wulkany, jedna rzecz z kolei tutaj rzuca się w oczy. To jest taka, że być może jest właśnie tak, że dzięki tym wulkanom istniejemy. Kiedy badano początki istnienia człowieka, kiedy szukano tego momentu, kiedy człowiek z takiego małpoluda, prymitywnego zwierzaka przeistacza się w istotę bardziej myślącą, bardziej skomplikowaną i lepiej przystosowaną do życia, która zaczyna górować nad resztą środowiska naturalnego, było to wulkaniczne miejsce, które jest na styku płyt tektonicznych, które obecnie rozrywają Afrykę. I gdzieś w Etiopii jest taki wulkan, który nieco jest podobny do tego wulkanu Mauna Loa na Hawajach, który eksploduje w sposób bardzo łagodny.
Jest to wulkan bazaltowy, więc nie ma eksplozji gazów, tylko po prostu wylewa się płynna lawa. I taka struktura geologiczna istniała właśnie tam w Etiopii. Do dziś istnieją jej szczątki. I jak się okazało, żyli tam ludzie. I okazało się, że ci ludzie, ich możemy nazywać ludźmi, dlatego że ich sposób wyrafinowania i komplikacji obyczajów, czy też sposób, w jaki żyli i polowania i przemyślności był znacznie wyższy niż okoliczne zwierzęta. Polega właśnie na tym, że żyjąc wśród wulkanów, takich właśnie, które eksplodowały w bardziej łagodny sposób, nie tylko one dawały im ciepło, ale dawały im na przykład bezpieczeństwo przed dzikimi zwierzętami, a także okazało się, że jak czasami spadła im zabita antylopa na takie rozżarzone wulkaniczne węgle, to okazało się, że smażone smakuje lepiej i że taki ogień jak gdzieś zgaśnie, to po prostu można z powrotem pozyskać z wulkanu. Ogień zmienia kompletnie ludzkość, zmienia kompletnie jej patrzenie na świat. Ogień jest tą energią, która napędza ludzkość w jej historii i stwarza nas tym, kim jesteśmy dzisiaj. Także wulkan ma swoje plusy. Być może właśnie dzięki tym wulkanom my istniejemy i żyjemy.
I spójrzmy na to, gdzie rozwijają się cywilizacje. Bardzo często rozwijają się wokół właśnie wulkanów. Wezuwiusz na przykład. Dlaczego ci ludzie tam akurat wybrali sobie, wiedząc, że któregoś dnia nastąpi eksplozja? Dlaczego wybrali sobie to miejsce? I to jest taka właśnie dziwna historia, która od jakiegoś czasu nie daje mi troszeczkę spokoju i zastanawiam się nad nią dużo, dlatego że, tutaj taka mała dygresja, z moim dziadkiem rozmawiałem wiele lat temu, może z 20 lat temu, może z 25 lat temu, ćwierć wieku, kawał czasu i to, co mi utkwiło w pamięci, zawsze mi opowiadał o tym. Mówił mi, że bardzo by chciał któregoś dnia zamieszkać na wulkanie. Dziwiło mnie to bardzo. Jak to jest? Coś się z dziadkiem w głowie nie tak dzieje.
Może piwa wypił za dużo, że mówi, że chciałby mieszkać na wulkanie. Nie rozumiałem tego problemu do momentu, kiedy nie zacząłem się rozglądać, gdzie rozwijały się najrozmaitsze starożytne, ale i współczesne cywilizacje. I bardzo często są to regiony wulkaniczne z wielu względów. Przede wszystkim ziemia jest super żyzna wokół wulkanów, a także jest podgrzewana przez tą magmę. Temperatura tej ziemi jest nieco wyższa niż wszystkiego dookoła, w związku z czym roślinność rośnie tam bujna, szaleje. Można mieć wiele plonów w ciągu roku i ludzie wybierają takie miejsce, żeby właśnie tam żyć i żyje im się całkiem dobrze. Druga rzecz jest taka, że wulkan jest w jakiś sposób przez tą lawę połączony z tym rozgrzanym żelaznym jądrem Ziemi. Czyli to promieniowanie czy pole elektromagnetyczne, które emituje wulkan, jest znacznie silniejsze w jego okolicy niż gdziekolwiek indziej. I coś jest w tym właśnie polu, co powoduje, że ludzie czują się wokół niego dobrze, że mimo tego niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą wulkan, bo w końcu może wybuchnąć i ich zabić, jak było to w Pompejach czy Herkulanum, to mimo to decydują się, aby tam właśnie żyć, bo tam mają najlepsze samopoczucie. I nagle sam tego doświadczyłem.
Doświadczyłem tego nawet w tym roku, bo odwiedziłem w tym roku dwa wulkany. Jeden to był Mount Pele na Martynice, a drugi był Sulfer na Saint Lucia i Sulfer szczególnie bardzo mocno wbił się w moją pamięć, moją wyobraźnię i w to, co niesie ze sobą wulkan, bo właśnie wokół tego wulkanu płynie sporo najrozmaitszych gorących strumieni, wypływa ten wulkaniczny muł rozgrzany. Ludzie nacierają się tym mułem, więc ja się też ponacierałem trochę tym mułem i nagle popatrzyłem na moją załogę, tą ponacieraną tym mułem i kiedy już wreszcie się z tego mułu obmyła, a ta moja załoga wygląda, jakby w ogóle miała 15 lat mniej. Myślę sobie, co się wydarzyło, co się stało? I być może właśnie wulkan ma tak dobroczynny, oprócz tego niszczącego, wpływ na człowieka, że w jakiś sposób również go odnawia. Nie tylko sprawia, że ma dobre samopoczucie, ale przez to, że w jego powietrzu, w tej wulkanicznej ziemi, w tych wulkanicznych błotach jest cała masa minerałów, które zmieniają nasz naturalny poziom naszych własnych minerałów, powoduje, że czujemy się lepiej, jest nam dobrze i chcemy tam właśnie w takim miejscu żyć, nawet jeśli ono ma potencjał nas zabić. Dlatego może starożytni czcili wulkany, uważali, że żyją tam ich bogowie, życiodajni bogowie. No i oddawali im często różne ofiary, od czasu do czasu wrzucając jakieś dziewice. Także może gdyby wrzucić jakąś dziewicę do Yellowstone, to odsuniemy ten kataklizm na jakieś może pół miliona lat. I takim optymistycznym akcentem zakończyłbym moją wizję tego, co się stanie w momencie, kiedy rzeczywiście jakiś wulkan wybuchnie.
Poważny wulkan.
[02:00:24] - I tak oto dochodzimy do jednego z ostatnich pytań na naszej ściśle tajnej liście. Oczywiście, jeżeli państwo macie jakieś pytania swoje, to zachęcamy do ich nadsyłania. Nasz numer telefonu, pod którym odbieramy SMS-y: 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Numer Gadugadu: 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także do nas pisać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze. Oczywiście relacje z obserwacji między innymi UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. W jaki sposób może ucierpieć Polska w wyniku wybuchu superwulkanu?
Może tym razem pierwszy niech się wypowie Chris Miekina. Chrisie?
[02:01:43] - Myślę, że wulkan Laki i inny islandzki wulkan Eyjafjallajökull pokazał, jakie zagrożenie może rzeczywiście przynieść taki wulkan dla Polski. Nie mówimy o Polach Flegrejskich, dlatego, że to jest kataklizm na globalną skalę. Natomiast takie wulkany właśnie jak te islandzkie mogą mieć dalekosiężne zagrożenie. Może nie jest ono tak poważne jak dla wszystkich krajów, które leżą bliżej Islandii, ale w jakiś sposób utrudnią one życie. Natomiast ja nie widzę głębszego zagrożenia ze strony wulkanów, jakie mogłyby przyniesione Polsce. Polska jest pod tym względem rajem. Żaden wulkan jej absolutnie nie zagraża. Jest to bezpieczne, piękne, zielone, uśmiechnięte i pozytywnie nastawione do świata miejsce. Także nawet wulkan tam nie wyrósł, żeby nie psuć tej atmosfery i tego klimatu. A co do islandzkich wulkanów, znów jest to dobry przykład na to, że ci ludzie żyją na wyspie odciętej od reszty świata olbrzymią ilością morza i jednocześnie mają ogromną liczbę wulkanów i jakoś ciągle udaje im się z nimi żyć.
Jakoś nie wygubiły ich te wulkany, choć mówi się, że wulkany na Islandii wybuchają tylko dwa razy do roku. Pierwszy wulkan wybucha między kwietniem a wrześniem, a drugi wulkan wybucha między październikiem a marcem. Ci ludzie potrafili się do tego jakoś przystosować i żyć razem z tymi wulkanami i nawet im się dobrze żyje, dlatego że dzięki tym wszystkim swoim źródłom geotermicznym mają darmowe źródła energii, zarabiają na tym krocie. Prąd ich w ogóle prawie wcale nie kosztuje, a jednocześnie przetapiają chyba połowę światowych boksytów i produkują aluminium praktycznie bez inwestowania w to żadnych pieniędzy, w tą energię, którą mają za darmo. Mają jej wręcz aż za dużo. Także jeśli się zastanowić, to mają więcej pożytku z tych wulkanów niż zagrożeń. Natomiast dla Polski, która jest miejscem spokojnym sejsmicznie, takiego zagrożenia w żaden sposób nie widzę, żeby mogło w najbliższym czasie nastąpić. I zresztą bardzo dobrze. Niepotrzebne są Polsce trzęsienia ziemi czy wulkany, bo w tym kraju, w jego historii było już zbyt wiele innych nieszczęść i kataklizmów innego rodzaju. Także jeszcze tego by brakowało, żeby jeszcze do tego doszły jakieś wulkany.
Z tego powodu nie trzeba się chyba niczego w Polsce obawiać.
[02:04:23] - Ja się odniosę, Chris, do tego, co mówiłeś wcześniej o tym, że ludzie zawsze ciągnęli jakoś do wulkanów. To fakt, rzeczywiście Ziemia jest żyźniejsza, natomiast jest też pewien problem. To znaczy coś, co w historii życia na Ziemi pełni kluczową rolę. Otóż jest pewna linia, pewien limit, do którego to życie się rozwija. To tak jak z temperaturą, z ekosferą na Ziemi. Gdyby temperatura na młodej Ziemi była nieco wyższa lub nieco niższa, życie by nie zaistniało. Zresztą podobnie jest z całym kosmosem. Jeżeli przekroczymy magiczną granicę kooperacji, kohabitacji z wulkanem, nie z superwulkanem, tylko z wulkanem, to też wiele z tego nie będzie. Wiemy, jak to wyglądało chociażby w przypadku Krakatau, która to wyspa została razem z wulkanem po prostu rozerwana i doprowadziło to do ogromnego kataklizmu. W zasadzie pierwszego, który otworzył oczy ludzkości na tego typu zagrożenie.
Co jeszcze możemy powiedzieć o wulkanach? Bo dzisiaj mówimy o superwulkanach. Wulkany zwykłe to zupełnie inna sprawa. Są równie nieprzewidywalne, są równie niebezpieczne, natomiast rzadko są niebezpieczne na skalę masową. Chociaż Tambora i wałkowany tutaj Krakatau to jedne z wielu wyjątków. Co może grozić Polsce w przypadku wybuchu superwulkanu? Konsekwencje mogą być bardzo różne. Zależy, gdzie ten superwulkan wybuchnie. Jeżeli rzeczywiście spełni się najczarniejszy scenariusz, to ucierpimy tak jak reszta świata. To znaczy przede wszystkim dotkną nas zmiany klimatyczne.
Jeżeli zaś wybuchnie Campi Flegrei, to będziemy w większym kłopocie, bo jeżeli znowu spełni się ten najczarniejszy scenariusz, popioły na pewno do nas dotrą. Nawet jeżeli ten wybuch nie będzie taki spektakularny i tak mocny, dojdzie do pewnych zmian klimatycznych. Znowu przytrafi się rok bez lata. On się może przeciągnąć na więcej lat. Także jakie zagrożenie nam ewentualnie tutaj Jakie zagrożenie nad nami wisi? Przede wszystkim destabilizacja naszej gospodarki. Jesteśmy jednak uzależnieni od produkcji rolniczej w dużym stopniu. Także nie jestem w stanie powiedzieć, jak nowoczesne rolnictwo, bo rolnictwo się mocno zmieniło, musimy sobie to uświadomić, zareagowałoby na takie nieco drastyczne zmiany klimatu. Co by się stało z sadownictwem? Co by się stało z ogrodnictwem?
Co by się stało z tymi osobami, które uprawiają warzywa lub owoce?
[02:07:53] - A z wimbrownictwem co by się stało?
[02:07:55] - Tak. My widzieliśmy, jakie perturbacje były związane z tą sytuacją, kiedy Rosja przestała importować od nas owoce. A teraz wyobraźmy sobie, że tych owoców w ogóle nie ma w perspektywie kilku lat. Niektórzy powiedzą: „Dobrze, bo czasami zdarza się klęska urodzaju i klęska nieurodzaju też jest potrzebna”. Owszem, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć w przypadku superwulkanu, jak to się rozwinie, bo może się nagle okazać, że nastąpi deficyt jedzenia. Nie będzie co włożyć do garnka. To jest oczywiście najczarniejszy scenariusz w przypadku najgorszego kataklizmu, ale jest to scenariusz mimo wszystko możliwy. Mówiłeś tutaj, Chrisie, też o tych Islandczykach, którzy żyją sobie tam spokojnie. Owszem, żyją spokojnie, ale pamiętajmy, że Loki w tamtej pamiętnej eksplozji erupcji zabił prawie jedną trzecią populacji wyspy, a resztę, którzy zostali przy życiu, wpędził w biedę. Także nie jest to wszystko takie pozytywne, ale pamiętajmy o tym, że zjawiska, o których mówimy, nie dzieją się często i z perspektywy ludzkiego życia są bardzo rzadkie.
Szansa na to, że przytrafi się nam takie coś, oczywiście istnieje, że staniemy się ofiarami superwulkanu, natomiast nie wiem, czy powinniśmy przygotowywać się do czegoś takiego. W takim sensie, nie wiem, budować schrony czy gromadzić żywność, bo wydaje mi się to mimo wszystko nieuniknione. Ale z drugiej strony, jeżeli będziemy gromadzić ogromne zapasy, jeżeli będziemy przygotowywać się na najgorsze, możemy przegapić wiele innych problemów. Mogą nam zniknąć z oczu zagrożenia, które są realniejsze, bo nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy na przykład pola flagrejskie po prostu nie wystygną, nie wygasną. Może Yellowstone nadal będzie puchnął od lawy, a w pewnym momencie pojawi się tam jakieś pęknięcie, a lawa sobie będzie spokojnie wypływać przez tysiące lat. Tak to wygląda, ale nasza czujność nie powinna zostać uśpiona. Co ciekawe, ostatnio pojawiła się taka metoda, dość dyskusyjna, może nawet nie do końca przydatna w celu ustalenia, czy dany superwulkan wybuchnie, czy dopiero się szykuje do wybuchu. Tutaj pewien naukowiec rosyjskiego pochodzenia postanowił zbadać zawartość cyrkonu w zastygłej magmie nad kalderą. Zbadać zawartość cyrkonów w magmie z poprzedniego wybuchu i tam zobaczyć, na jakim stopniu ona jest. Dokładnie nie pamiętam już, o co chodziło.
W każdym razie zasugerował, że tak można zobaczyć i uświadomić sobie, ile nam czasu jeszcze zostało. I to może przewartościować w ogóle nasze myślenie o superwulkanach. To nie oznacza, że zagrożenie znika, ale już chyba nie możemy się dawać ogłupić temu wszystkiemu. Tym bardziej, Chris, że cały czas wiszą nad nami inne zagrożenia. Asteroidy, komety, trzęsienia ziemi.
[02:11:58] - Tak, ale myślę, że największym zagrożeniem dla nas wszystkich jest właśnie stres i zmartwienie. Stres i zmartwienia są dwaj najgorsi zabójcy i oni zabijają o wiele szybciej niż superwulkany, asteroidy, komety, a nawet ruskie czołgi.
[02:12:16] - Tak. Ogólnie weszliśmy na taki grunt czysto filozoficzny, natomiast czy się martwić, czy się nie martwić? Myślę, że nie mamy na to absolutnie wpływu, na to, co się stanie, nawet jeżeli coś wybuchnie, nawet jeżeli będziemy mieli w tym udział, czy to się stanie dzisiaj, czy za 30 lat. Nie jesteśmy w stanie temu w żaden sposób zapobiec. Absolutnie nie ma takich możliwości. Życie może się odrodzić, jak mówiłeś, zawsze, ale cywilizacja jest dużo bardziej krucha niż życie i ona tak naprawdę jeszcze chyba nigdy nie otrzymała tak silnego ciosu od natury, jaki hipotetycznie otrzymać może ze strony chociażby tych dwóch superwulkanów.
[02:13:01] - Albo otrzymała i po prostu nic o tym nie wiemy. To był tak silny cios, że nic nie zostało do naszych czasów.
[02:13:08] - To znaczy ludzkość otrzymała taki cios, ale cywilizacja chyba jeszcze nie. Chyba że mówimy o wulkanach zwykłych mimo wszystko. I bierzemy pod uwagę cywilizację minojską i wybuch Santorynu, to możemy powiedzieć, że to miało jakieś realne przełożenie.
[02:13:29] - A ten Toba? Wulkan, który zostawił parę procent ludzkości, kilka tysięcy ludzi i wybił wszystkie praktycznie rasy ludzkie. Dlatego jesteśmy tacy jednorodni-
[02:13:46] - Halo, halo.
[02:13:48] - Kryz chciał powiedzieć chyba coś nieprawomyślnego i go właśnie w tym momencie wyciało.
[02:13:54] - Nie wiem co się dzieje.
[02:13:56] - Była super cywilizacją. Straciliśmy kompletnie wszystko to, co ona stworzyła.
[02:14:03] - Tak, ale wiesz, wtedy kryzys nie wiązał się z tym, że wszystko wybuchło, tylko po prostu, że ludzie zmarli w wyniku niekorzystnych warunków. Także jeżeli ta super cywilizacja by była, hipotetyczna oczywiście, to pytanie, gdzie są jej zabytki? Albo druga wersja, że to była jakaś cywilizacja taka jak rozwinęli Indianie, która stawiała na wartości niematerialne i po prostu wszystko, co miała, zginęło z jej przedstawicielami.
[02:14:38] - Ale zobacz, co się tam stało. To zostało na Ziemi, na całej kuli ziemskiej. Nie na tych wyspach, tylko na całej kuli ziemskiej zostało w sumie parę tysięcy osób tylko. Życie ludzkie stanęło wręcz na granicy wymarcia, dlatego że eksplozja była tak silna, że ta zima wulkaniczna trwała przez wiele lat i ludzie nie byli w stanie ją przetrwać i dlatego po prostu wymierali. Z pozostałości powiedzmy kilku milionów zostało kilkadziesiąt, jak nie kilkanaście tysięcy ludzi, którzy stworzyli ten jednorodny garnitur genetyczny, jaki mamy dziś do dyspozycji tylko i wyłącznie. Natomiast jeśli wytworzyła się tam jakakolwiek cywilizacja wokół tego wulkanu i nawet jeżeli była superduper nowoczesna, to jak to wszystko walnęło, to po prostu przetopiło się, wyodparowało albo znalazło się parę kilometrów pod ziemią, bo ziemia się przewraca.
[02:15:37] - Musiałaby siedzieć po prostu na tym.
[02:15:40] - I siedziała.
[02:15:41] - Wulkanie.
[02:15:41] - I siedziała.
[02:15:44] - Wiesz Kryz, przyszło mi jeszcze do głowy tak na koniec, powiedziałeś o tym superwulkanie Toba, że ci ludzie wtedy powymierali. Pytanie, czy my nie jesteśmy czasami w bardzo podobnej sytuacji, bo oni mimo wszystko potrafili sobie złapać jakieś zwierzę, potrafili sobie jakoś mimo wszystko poradzić. Zadbać o siebie przede wszystkim, że prawdopodobnie ci w sile wieku nie umarliby z głodu. Ja kiedyś widziałem taki mem. Przedstawiał człowieka z brodą. Kiedyś się jakoś na to mówiło, w stylu nadrywala. I mówił, że dobrze, że tutaj może kupić bezglutenowe pierożki, bo jakby żyły w naturze, to by nie wiedział, gdzie je upolować. I teraz pytanie: dajmy na to, że ta wulkaniczna zima występuje. I nagle musimy sami troszeczkę się o siebie zatroszczyć. To nie wracają czasy z PRL-u, gdzie są kartki na żywność, ale każdy, kto ma jakieś, powiedziałbym, większe potrzeby, musi je sobie załatwiać w sposób do tej pory niedopuszczalny na czarnym rynku, poprzez jakąś nie do końca legalną działalność i tak dalej.
Trzeba by się było nauczyć wielu rzeczy, które są zapomniane. O wielu sprawach w przypadku superwulkanu trzeba by zapomnieć. O lataniu samolotem, może nawet o GPS-ie. Trzeba byłoby przerwać pewnie program kosmiczny na jakiś czas. Może trzeba byłoby reglamentować wodę nawet.
[02:17:28] - Może dlatego Hawkins nawołuje do tego, żeby jak najszybciej szukać następnej planety i się przenosić na nią. Na przykład na Marsie nie ma płyt tektonicznych, w związku z czym nie ma wulkanów. Jest to bardzo spokojna planeta.
[02:17:41] - Jest chyba najwyższy wulkan w Układzie Słonecznym, góra Olimp nazywana. To w ogóle jest chyba najwyższa góra w Układzie Słonecznym. Ona ma, jeżeli dobrze pamiętam, 25 kilometrów wysokości. Ciekawa sprawa, warto to obejrzeć. To w ogóle wygląda dość dziwnie.
[02:18:01] - Dlatego ma tyle wysokości, bo nie ma poziomu morza, żeby go mierzyć od poziomu morza. A na przykład Mauna Loa ma około 16 000 wysokości mierząc od dna morskiego, bo ona stoi nad dnem morskim i sobie po prostu idzie pionowo do góry i wyrasta nad powierzchnię oceanu, ale jest mierzona od powierzchni morza, prawda? Natomiast jest większa niż Mount Everest.
[02:18:24] - Tak. Natomiast robi różnicę.
[02:18:28] - 16 i 25. Tak, robi różnicę. Natomiast nie ma tam płyt tektonicznych, więc Mars jest tektonicznie spokojny. Nie wiadomo, co to jest. Czy jest to pozostałość z głębokiej przeszłości? Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się na Marsie wiele może milionów lat temu, kiedy ktoś tam straszną bombę wodorową odpalił, aż urwało jeden z biegunów planety. Mamy dużo pytań co do Marsa, co tam się mogło wydarzyć. Natomiast planeta wygląda zachęcająco. Jeśli się nad nią popracuje, może być Ziemią 2. Może być miejscem, gdzie można rzeczywiście się schronić albo założyć rezerwową planetę dla Ziemi.
I jest to możliwe w obecnej sytuacji. Jest tam woda.
[02:19:18] - Miejmy nadzieję, że przynajmniej do następnej debaty niekontrolowanej nie wydarzy się nic W rodzaju wybuchu superwulkanu, żebyśmy mogli za tydzień spokojnie porozmawiać o... O czym, Marku?
[02:19:34] - Z tego, co pamiętam, mieliśmy w rozpisce coś chyba z reinkarnacją czy czymś podobnym.
[02:19:42] - Tak. Za tydzień postaramy się zrobić taki wstęp do szerokiej dyskusji o zjawisku wędrówki dusz oraz reinkarnacji, oraz subtelnych różnic między jednym a drugim. Naszym gościem będzie Marek Żelkowski, który oprócz tego, że jest pisarzem science fiction i takim zwierzęciem radiowym, które umila nam czas, występując w debatach, więc jest tego bardzo rodzimy. Jest też religioznawcą z wykształcenia. Zna pewne meandry, które odróżniają na przykład reinkarnację od metempsychozy. Oczywiście zahaczymy też o dzieci reinkarnacji, o badania doktora Stevensona. O to, czy reinkarnacja była znana we wczesnym chrześcijaństwie, czy nie. Także zapraszamy wszystkich za tydzień. Za tydzień w debatach niekontrolowanych będziemy dyskutować o reinkarnacji. A na dziś to chyba już wszystko.
Drodzy państwo, czy bacie się superwulkanów? Bać się, ale czy ten strach ma być tak silny, żeby nas paraliżować przed tym, żebyśmy jutro rano wstali do roboty albo po prostu wstali, bo nie wszyscy chodzą do roboty.
[02:21:00] - Takim to dobrze.
[02:21:03] - Tak.
[02:21:03] - Bo robota to był- Dziękuję.
[02:21:06] - Dziękuję ci bardzo za udział. Czekamy na propozycje tematów od ciebie w ramach debat niekontrolowanych.
[02:21:12] - To ja mogę sobie wybrać temat?
[02:21:15] - Oczywiście każdy może sobie wybrać temat.
[02:21:17] - No to dopiero teraz mi mówisz, po tylu latach. No to dobrze sobie przypomniałeś w ogóle, bo-
[02:21:25] - Dlatego, że jest to program stawiający na luźne dyskusje. Nie mamy takiego napiętego grafiku jak w debatach ufologicznych. Jak państwo nie zauważyliście, programy są dość krótkie. No i chciałbym jeszcze przypomnieć wszystkim, którzy się próbują do nas dodzwonić, bo pewnie tacy są, żeby się podzielić z nami swoimi uwagami, ewentualnie koncepcjami, że my gdzieś tak raz na pięć odcinków będziemy starali się robić tę audycję w takiej formie, jak robiliśmy dawniej „Pytania niezadane”, że będziemy pewne rzeczy naświetlać, pewne rzeczy, które wy wskazywaliście w swoich komentarzach i te tematy będziemy poruszać. Wtedy będzie można dzwonić i zadawać pytania.
[02:22:14] - No ja tylko w takim razie mały apel, bo jak kuje żelazo, póki gorące. Ja w takim razie z takim małym apelem do wszystkich słuchaczy się zwracam. Słuchajcie, jak macie jakiś ciekawy temat do dyskusji i chcielibyście, żebyśmy tutaj sobie razem o tym wszystkim podyskutowali, porozważali różne inne historie. Skoro ja się czuję takim reprezentantem poza tymi wszystkimi radiowymi układami, skoro możemy wszyscy razem przepchnąć taki temat, no to podrzućcie mi coś, pomyślimy nad tym. No i skoro na antenie Piotr powiedział, że już można, no to robimy. Kujemy żelazo, póki gorące w tym wulkanie i zrobimy jakiś inny temat, który będzie poza obiegiem oficjalnym obiegiem Radia Paranormalium.
[02:23:00] - Oczywiście, że można. Do tego, że poświęciliśmy pierwszą debatę i kolejną na tematy blisko związane z problemami cywilizacji. Tydzień temu mówiliśmy o zagadkach historii, ale przecież jest też wiele innych spraw, o które możemy zahaczyć. Przypominam tylko, że większość tematów związanych z kosmosem będziemy omawiać w debatach ufologicznych, które zaczną się pewnie gdzieś w październiku, a to wcale nie jest tak długo, jak się może niektórym zdawać. No dobra, to cóż, uciekamy. Dzisiaj mieliśmy różne problemy techniczne, różne rzeczy nam się wdzierały na antenę. Nie do końca przyjemne, ale człowiek, kiedy się zdenerwuje na komputer, to może powiedzieć różne brzydkie rzeczy. Nie wiem, czy państwo czytaliście kiedyś taką książkę faceta, który się nazywał Wiktor Farkas chyba. I on napisał kiedyś taką książkę. Łatwo ją znaleźć w sieci.
[02:24:00] - Chyba Wiktor Farkas, bo tak się z tego, co kojarzę, czyta to nazwisko.
[02:24:06] - Możliwe. Nie wiem, czy to był Rumun, czy to był Węgier, bo to nazwisko i węgierskie, i rumuńskie. W każdym razie facet napisał taką książkę. Nie pamiętam tytułu, ale znajdziecie, jeżeli będziecie chcieli. I on twierdził, że przedmioty to w ogóle mają swoją dumę, swoje uczucia i jeżeli coś wam się popsuje i chcecie, żeby działało, to trzeba z tym rozmawiać. Ponoć maszyniści w dawnych czasach rozmawiali z parowozami i to wszystko bardzo dobrze współpracowało. Także ja zrobiłem dzisiaj kardynalny błąd. Tak brzydko zwracając się do mojego laptopa.
[02:24:47] - Ale to jest prawda. Ja potwierdzę to fizycznie. Ja absolutnie mam potwierdzenie tego, co mówisz i tego, że Farkas, kimkolwiek by on nie był, chyba miał rację. Ja taki problem właśnie z tym printerem. On to jest duży, solidny printer Epsona i on ma różne swoje takie jazy. Jak ja się na przykład bardzo śpieszę i bardzo denerwuję, no to on natychmiast zawodzi w razie czego. Ale najlepszą historię, jaką on mi zrobił, to była taka, że miałem do wydrukowania kilkaset różnych obrazków i on nie chciał ich ciąć tych obrazków, więc postanowiłem go zmusić. I mówię mu: „Ja cię tu zmuszę, ja ci tu pokażę, jak się przecina te obrazki”. Powciskałem odpowiednie guziki, przeczytałem sobie nawet w instrukcji jak to zrobić. Powciskałem w niego te guziki i zabrzęczało, zahuczało i nagle wydrukowało coś i wypluło to.
To, co pokazało, to była linia przerywana i mały obrazek nożyczek, co oznaczało „tnij se sam”. Także ma to sens, co Piotr opowiadał.
[02:25:47] - Kończymy kolejną debatę niekontrolowaną w Radiu Paranormalium. Tak jak Piotr przed chwilą mówił, za tydzień będzie dyskusja o reinkarnacji, wędrówce dusz i ogólnie o takich tematach. Debatę niekontrolowaną prowadził oczywiście Piotr Cielebiaś, współpracownik Nieznanego Świata. Był z nami również autor serwisu Nowa Atlantyda oraz audycji Parallaxa, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy. Dzisiaj wulkanolog Chris Miekina. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:26:23] - Dzięki. Dobrze, że wulkanolog, a nie wulkanizator na przykład. Chociaż z tego drugiego przynajmniej da się żyć. Także nie jest tak źle. Dziękuję bardzo. Dobranoc.
[02:26:31] - Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej debacie niekontrolowanej i oczywiście w innych audycjach emitowanych na antenie Radia Paranormalium. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:27:41] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej.
[02:27:52] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[02:28:19] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już troszeczkę gorzej.
[02:28:31] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[02:28:53] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:29:04] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl