[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:10] - Dobry dzień albo dobry wieczór, albo jakoś tak. Cześć człowieku. W Radiu Na Fali oczywiście w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Tak, oprócz tego jest to nadawane i transmitowane w Radiu Paranormalium, Radiu Czas Snu. Ja oczywiście jestem na Skypie, radionafali.com live, bo to jest sobotni wieczór, jest u mnie godzina 22:00, u ciebie w Polsce 23:00. Jeżeli mieszkasz w innej strefie czasowej, to sobie przelicz. I co jeszcze chciałem powiedzieć tytułem wstępu? To właściwie wszystko. Ja daję z południowego Londynu tak prosto do ciebie, do twojego ucha.
Nie wiem, czy słuchasz tego online czy offline. Tak czy siak czuj się pozdrowiony. Pozdrawiam wszystkie mecenaski i wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Tu mam jedno ogłoszenie, bo ja tu w ogóle jestem człowiekiem, który wpadł w wir roboty nad zbawianiem technologii na świecie, można powiedzieć. A może właśnie tak jest. Anyway, pozdrawiam serdecznie Piotra. Panie Piotrze, przesyłka do Józefowa jest już w drodze. Coś się stało z przesyłką. Taka prywata moja, przepraszam cię, drogi słuchaczu, do pana Piotra z Józefowa. Muszę tak dwa słowa.
Panie Piotrze, przesyłka ponownie ruszyła w drogę, bo coś się stało i się zakomplikało z tą przesyłką. Także jest w drodze. Proszę chwilę poczekać. Ja w ogóle dotrę do poczty za chwilę, bo właśnie zacząłem robić porządki dzisiaj, bo też pękł wymuszony tymi porządkami odcinek „Hiperprzestrzeni” trochę. Miał być na inny temat i taki długi temat na trzy odcinki mam przygotowany taki set. Poważnie. Co ja będę ściemniał? On jest przygotowany na trzy odcinki i będę w trzech odcinkach, trzech epizodach opowiadał pewną zabawną historię kilku dodgy. No właśnie, nie będę klnął jeszcze, ale myślę, że łatwo się domyślić. Dodgy F.
Dobra, zakręcę. Proszę odsunąć dzieci od głośników, bo ja nie chciałbym, żeby młode pokolenie wychowywało się w tak sfrustrowanych, stresujących warunkach. Dodgy fuckers. Otóż to. Także historia pewnego zestawu kolesi, którzy założyli organizację, taką dziwną organizację dodgy fuckers po prostu. Ale o tym będą trzy kolejne chyba odcinki. Dzisiaj jeszcze sobie robię takie wakacje. Chleb mam w piekarniku i właśnie rośnie. Także dzisiaj się troszkę obijam z tematem. Nie wskakuję na żaden poważny temat.
Robię sobie takie troszkę może nie tyle wakacje przy mikrofonie, ale takie jak zwykle. Kończę kilka wątków dzisiaj przy okazji tego, że posprzątałem u siebie, także przy okazji porządków i tak dalej. Jeszcze kilka spraw zacząłem odpisywać na maile. Także człowieku, jak napisałeś coś do radia, do mnie, do Go To The Forest i tak dalej, jesteś na Facebooku, wisisz na tej suchawi i czekasz na moją odpowiedź, daj mi chwilę. W tym tygodniu siadam i robię biuro całe, bo właśnie wyszedłem częściowo z laboratorium i przede mną właśnie wizyta w biurze, którą już zacząłem. Także z powrotem jestem dostępny, przynajmniej wobec. Także poczekaj chwilę, zaraz ci odpiszę na maila. Także sorry niektórych za strasznie długie czasy w ogóle, czasami, żeby się ze mną skontaktować. Oczekiwania jak niczym, kurde, papież prawie. Rozumiesz?
Musisz wysłać zaproszenie. Może ktoś odpowie, może nie. Rozumiesz, że cztery lata najbliższa audiencja. Nie, żartowałem oczywiście. Także jeszcze raz, Piotrze z Józefowa, sorki za taką długą zwłokę, ale już tam posłałem wszystko, co miałem posłać. Także przepraszam serdecznie jeszcze raz. Kłaniam się i w ogóle na kolana padam przed panem i też obiecuję, że tam się zaraz skrobnę z pocztą w tym tygodniu, jak pozatrzymam wszystkie sprawy. To też jedna z tych rzeczy, które wiesz, odpisywanie. Dobra, to koniec mojej prywaty, ale ta prywata wyjaśniła troszeczkę moją sytuację, w której się aktualnie znajduję. Doskonała sytuacja.
Taka wiesz, troszkę zapracowana. Robię kilka rzeczy dla kilku ludzi i dla siebie też. I dla ciebie też. I w ogóle tak po prostu. Wiesz, laboratorium, eksperymenty. To, co powinien robić, moim zdaniem, normalny człowiek w dzisiejszych czasach. I oprócz tego właśnie mam chleb w piekarniku, który mi rośnie. Chleb rośnie doskonale. Używam oczywiście trików księcia Edwarda. Właśnie, jakby ktoś nie pamiętał, to książę Edward, etykieta zastępcza.
W środę w Radiu Na Fali o godzinie 23:00 polskiego czasu, czyli tak jak „Hiperprzestrzeń” dokładnie. A za chwilę będzie trzecia rzecz o nazwie „Chata Mystyka” w Radiu Na Fali. Jeszcze parę chwil. Ja na razie puszczę dżingla. To ja może powiem tak: ci, którzy byli cierpliwi i ci, którzy lubią posłuchać sobie tej mojej gadki na żywca w sobotni wieczór tu z Londynu i lubią sobie posiedzieć troszkę później, bo jak kończę „Hiperprzestrzeń”, to jest taka audycja, która jest nienagrywana. No chyba że ty sobie tam nagrywasz i jakoś tam sobie dystrybuujesz, to już zostawiam w twojej kwestii. Słuchaj, każdy jest wolnym człowiekiem. Mnie już to po prostu w ogóle zupełnie nie obchodzi. Rób z tym, co chcesz, człowieku. Anyway, zostaję przy mikrofonie i ja tego nie nagrywam.
Nikt tego oficjalnie nie nagrywa, nikt tego oficjalnie nie udostępnia. To jest już taki free time, wolny czas. Ja sobie siedzę i snuję sobie dodatkowe refleksje, wiesz, czasami po „Hiperprzestrzeni”, dodatkowe wnioski. Puszczam muzę. Ludzie dzwonią czasami, czasami nie. Wiesz, taki miły, niesubordynujący wieczór, właściwie nocka w sobotę w Radiu Na Fali, czyli „Wieczorowa Pora”. No i tydzień temu, jeżeli słuchasz „Wieczorowej Pory” i jesteś tu na żywca, to na pewno słyszałeś pierwszy przedpremierowy odcinek nowego podcastu, który się tu pojawi i nowego dżentelmena, który się tu pojawił właściwie, bo to nowy członek załogi, co tu dużo mówić, czyli monsieur Bart. Nowy podcast się nazywa „Chata Mystyka”. Pokrętna nazwa, pokrętna. Jeżeli ktoś nie wie, o co chodzi tutaj, Bart, że tak powiem, no cóż mogę powiedzieć, drogi Watsonie?
Tak, właśnie, drogi Sherlocku. Cóż, jest to oczywiście podwójne dno. Podwójne dno, podwójne znaczenia. Osaczeni w makiawelicznym dylemacie znaczeń. Czy jakoś tak. Ale generalnie jak posłuchasz, wszystko się wyjaśni. Historia jest niezła, bo jest to wyjaśnienie kilku spraw. Ja jestem troszkę dalej ze słuchaniem tych podcastów niż ty, bo ląduję tutaj na moim biurku. Jeszcze mam biurko. To poważnie brzmi: na moim biurku, niczym pan prezes.
Na moim biurku. Chcę to widzieć na moim biureczku. Nie, to takie słowiańskie troszeczkę, bo tutaj nikt nie powie biureczku, nikt nie spłaszczy tego w ten sposób. Biurko jest zbyt ważne. To jest takie, wiesz: chcę to mieć na swoim biurku, coś w tym stylu. Także ja już mam część z tych rzeczy na swoim biurku i troszkę się wyjaśniło. I powiem szczerze, że Bart doskonale mi wyjaśnił jedną rzecz, bo ja też byłem oporny na jedno słowo, nie do końca sobie zdając absolutnie sprawę z rzeczywistego znaczenia tego słowa. Nigdy nie przekopałem tego tematu i zachowałem się głupio, mówiąc: „Nie, to nie to. Wyjdź z tym słowem. Wyjdź.
Nie chcę tej nazwy”. Ale kiedy człowiek się dowie, co za tym stoi, to już troszkę inaczej na to patrzy. Rozszerza horyzonty. Rozszerza mi też. Także się pojawi nowy podcast. To w ramach tych porządków. Ja mówiłem, że ja puszczę tutaj dżingiel. Zapowiedź tego oczywiście. No oczywiście. Jest i dżingiel.
Dżingiel, czyli zapowiedź nowego podcastu. Oczywiście podcast został nagrany w... Może nie tak. Nie nagrany. Co ja mówię? Powinienem poważnie się nauczyć zapowiadać. W nagraniu tego podcastu uczestniczyły światowe gwiazdy scen, globalne gwiazdy. Wcale nie żartuję, ale ani słowa na ten temat nie powiem. Kiedyś to wyjdzie na światło dzienne i będzie to taka zabawa. Zabawne.
Dokładnie. To zostawię. Niech to będzie tajemnicą podcastu. Tak zwyczajnie niech będzie jakaś tajemnica. W dzisiejszych transparentnych czasach jedna tajemnica, taka zabawna, radosna tajemnica niechaj tutaj zaparkuje, żeby nie było, że to takie mało pirackie troszeczkę. Piraci mają swoje tajemnice. Gdzie pochowali skarby? No właśnie. Dobra, to tu jest zapowiedź tego całego podcastu. Ja się zamykam na parę chwil, a ty posłuchaj, co się w ogóle będzie działo, jeżeli jeszcze nie słyszałeś.
Bo ten przedpremierowy pokaz, który się tu odbył, myślę, że zrobił wrażenie. A pierwszy odcinek, powiem szczerze, jest najsłabszy. Nie ma tu słabych odcinków. To jest jedna rzecz, ale generalnie pierwszy jest taki spokojny. Tam dopiero historia się rozkręca. I naprawdę daj człowiekowi mikrofon, to go zeżre razem z kablem. Dokładnie. Dobra, to ja włączam tego dżingla.
[08:52] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”.
[09:48] - No. No właśnie. Także za parę chwil w Radiu Nafali startuje nowy podcast „Chata mistyka”. Podcast jest nagrywany w różnych miejscach na świecie dosłownie. To tak jak nagrywa książę, który jak gdzieś znika z Europy albo znika właściwie ze swoich włości. Bo książę przystało na księcia, ma teraz dodatkowe włości, ma posiadłość , ma włości także w mieście, w samym centrum prawie że stolicy oczywiście, żeby nie było, że gdzieś na peryferiach. W samej stolicy. Oprócz tego oczywiście włości w górach. Także oczywiście wszystko się rozrasta i włości i posiadłości. Nie, żartuję oczywiście sobie, ale mniejsza o to.
Trzeba słuchać księcia. Wszystko ma jego życie, człowieku. O czym ja tu w ogóle mówię? Trzaba słuchać księcia. Tak samo książę. Jak książę bywa w różnych miejscach, Bart też bywa w różnych miejscach. To bardziej ja jestem aktualnie taki ślizgający się tutaj przy mikrofonie, ostatnio w Londynie, ale ktoś musi bacznie siedzieć na straży tego mikrofonu. Żartowałem oczywiście z tą strażą. Ja akurat mam tu kilka innych rzeczy też, które mnie przykuwają, także chwilowo nadaję do ciebie prosto z Londynu. To ja utrzymuję ten głos z miasta, tego jednego miejsca.
No właśnie, à propos pojawiło się pytanie na czacie, bo ja to dzisiaj jestem po porządkach, także sprzątam różne tematy. Właśnie, mi się to podoba, jakby ktoś czytał mi w myślach. Jejku, nie powinienem tego mówić, bo w dzisiejszych czasach słyszałem, że w polskojęzycznym internecie obsesja mind control sięgnęła zenitu. Nie, nikt mi nie mówił do głowy. Nie, spokojnie, wszystko jest okej. Na czacie pojawiło się pytanie: co z kontynentami, kapitanie? Czy odpływają? Oczywiście, że odpływają. W ogóle sprzątając w tym tygodniu, ogarniając cały ten syf, bo zrobiłem lekkie przemeblowanie i tak dalej, kilka innych rzeczy, to musiałem jeszcze sprawy biurowe zacząć nadgryzać. Zaległe e-maile, takie po prostu organizacyjne.
Mam tu na głowie kilka spraw. Znowu stałem się właścicielem przedsięwzięcia, jak to się zdarza w życiu. Szczęśliwie nie o charakterze komercyjnym, tylko o charakterze dosłownie wręcz charity. Także wszystko jest tak, jak chciałem. Niemniej jest przy tym masa roboty. Fascynująca historia, ale to może ci po prostu odpuszczę. To jest moje życie prywatne. Każdy ma swoje własne. Nie to, żebym kisił jakieś tajemnice tutaj w rękawie. Co ja robię w swoim własnym życiu?
Że tu w piwnicy, kurde, chińskie dzieci pracują i robią kubeczki z moją podobizną, które są sprzedawane na Trafalgar Square z podpisem „Nowy król Anglii”. Nie, nic z tych rzeczy. Nic z tych rzeczy. Proszę, jak koleżanki i kolegi. Nic z tych rzeczy. Absolutnie. Wróciłem do rzemiosła, także wróciłem do właściwego podejścia do życia. Anyway, może zostawię tę rzecz i kiedyś opowiem, bo to nie jest żadna tajemnica. Nie bał się transparencji z tobą. Nie, wszystko jest okej.
Pewnego dnia o tym opowiem, ale nie chcę cię zanudzać, bo są to sprawy związane z technologią cash między innymi. Tak. Właściwie pomysłem starym jak świat, który tu już krążył, bo historia, której jestem właścicielem o nazwie Go To The Forest i założycielem właściwie. Ciężko mówić teraz o właścicielach poniekąd. Założycielem to chyba bardziej słuszna nazwa. Sięga z sześciu lat do tyłu, kiedy pojawiła się ta nazwa tu w Londynie. Kiedy ten pomysł się pojawił, to był pierwszy pomysł, żeby się odklejać od Babilonu. Tak poważnie się odklejać, pójść w swoim własnym kierunku, czyli zrobić coś w taki sposób, w jaki ty chcesz zrobić, a niekoniecznie w taki sposób, w jaki mówi ci twój szef, mówi ci właściciel agencji, dla której pracujesz i tak dalej. Co w moim przypadku było taką dosyć zmorą. Każdy, kto pracuje w takim biznesie jak ja, czyli chociażby jest grafikiem, pracuje w agencjach reklamowych, jeszcze na dodatek wylądował w takim wykręconym troszkę miejscu jak Londyn i pracuje w topowych agencjach.
Marzenie mi się w życiu ziściło. Poważnie, proszę koleżanki, proszę kolegi, bo to wielu ludzi zawodowo, ja też, jak byłem młody, sobie marzyłem, że pewnego dnia będę tak dobry, że będę pracował w takim miejscu. Wyobraź sobie, że tak się złożyło, że wszystko to się wydarzyło w moim życiu. Także należę do ludzi spełnionych, nie mam z tego powodu żadnego kompleksu. W pewnym momencie jednak ten Babilon dociska strasznie mocno i jest coś takiego na tym świecie. Ja czasami o tym wspominam, że część z nas zwariowała. Wszyscy doskonale wiemy, że część zwariowała na tyle, że nawet założyła organizacje, które naprawdę wierzą w to, że trzeba wytłuc pół świata i dopiero jak będzie bardzo mało ludzi na świecie albo coś w tym stylu, to będzie równowaga. Słynne historie o iluminatach. Nawet ostatnio krąży z powrotem, czyli włoska mafia, dokładnie sklejona z handlarzami bronią, sklejona z Watykanem, z ludźmi z CIA, z różnych wywiadów. Taka zbieranina hołoty z całego świata nieprzeciętnej.
Głównie patronuje temu Watykan, bo są transakcje związane z handlem bronią. Wyobraź sobie, niewielu ludzi to wie. Poważnie. Największym bankiem zajmującym się handlem bronią, bankiem, który skupia praktycznie znakomitą część tych transakcji, jeżeli prawie nie wszystkie, jest Bank Watykański. I to nie jest wcale dowcip. Żeby było zabawniej, był skandal parę lat temu. Okazało się, że Watykan jest między innymi po cichu, za pomocą third party, czyli pośredników. Taka podpucha, że ciężko znaleźć właściciela firmy, a ciągle się okazuje, że każdy kolejny to nie jest żaden właściciel, tylko zarządca i ktoś mu to zlecił. Jeden zleca drugiemu i drugiemu. I się okazało, że właścicielem korporacji Beretta, tej produkującej broń, jest nikt inny jak Watykan.
Taka ciekawostka. Także jak to mówią: „Na szyi krzyżyk, w kieszeni amunicja. Po wieki wieków to jest nasza tradycja”. Parafrazując piosenkę Kazika, nie Kazika, zespół Tyla Alternatif, jak to się jeszcze nazywało wtedy. Muniek Staszewski taką piosenkę kiedyś napisał. Myślę, że bardzo celne strofy. Tak, właśnie. Ale zostawiam może te strofy i zostawiam ten Watykan na moment. Wrócę do tego śmondactwa. Jest to zorganizowana historia, bo nie da się takich rzeczy na świecie robić w niezorganizowany sposób.
Wszystko to czasami wycieka, przynajmniej takie historyczne kawałki później, po paru latach. Słynna historia z projektem Paperclip, gdzie praktycznie, nie wiem dokładnie ile. Szacunki, które wyczytałem mówią spokojnie o 200 tysiącach ludzi, oficjalnie 20 tysiącach niemieckich naukowców, którzy zostali wywiezieni w projekcie Paperclip do Stanów Zjednoczonych zaraz po wojnie. Słynna znana historia z projektem Manhattan, budowy bomby atomowej i tak dalej. Oczywiście część ludzi doskonale się orientuje w temacie. Jeżeli nie orientujesz się w temacie, to dowcip polega na tym, że żeby zrobić bombę atomową, musisz mieć paliwo do tej bomby, czyli substancję, w której zrobisz tą całą reakcję. Nazywa się to ciężka woda. I się okazuje, że Amerykanie nie mieli żadnej ciężkiej wody i mieli kilka dodatkowych izotopów, żeby zrobić reakcje, które powstają tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zrobisz wcześniej jedną reakcję. Kolesie byli kompletnie zieloni, takie zające w trawie, że tak powiem, młode, nic niekumające. I gdyby nie zaplecze technologiczne Trzeciej Rzeszy, czyli ciężka woda i uran stamtąd przywieziony, który prawdopodobnie, i to wcale nie jest dowcip, pochodzi gdzie?
Okolice Kowar, Dolny Śląsk. Tak, pod Wrocławiem. Okolice, które są nazywane kompleks Riese i tak dalej. Sztolnie tajemnicze. Dokładnie stamtąd między innymi pochodził ten uran. Na to wygląda. I zresztą co dużo mówić, wygląda na to, że ten uran spadł na Hiroszimę i Nagasaki. To jest w ogóle zabawna historia w tym wszystkim. Zabawna z punktu widzenia historii. Mniej zabawna, jeżeli spojrzysz na to, jakie to było ludobójstwo potworne, że chodziło tylko o to, żeby przetestować.
Właśnie nikt nawet nie wie, po co przetestować. Wszyscy wiedzieli, że to jest zabójcze. To jest śmiertelna broń, nikomu niepotrzebna, ale stwierdzono, że będą roztrzaskiwali coś takiego. Dobrze, że tylko tyle roztrzaskali. To i tak nie jest aż tak dużo. Wracając do tej całej historyjki, to jest to wszystko bardzo mocno zorganizowane. Nie jest to kwestia tego, że jest to jakaś przypadkowa grupa ludzi, która się zbiera na pięć minut i ta grupa ludzi coś tam sobie załatwia przez pięć minut i akurat wysadza pół świata w powietrze. Żeby wysadzić pół świata w powietrze, trzeba sobie zaplanować parę lat do przodu, i to mocno parę lat do przodu. I to mieć mocno kilka rzeczy w garści, takich jak propaganda i tak dalej. Zresztą widać doskonale w dzisiejszych czasach taką ciekawą rzecz, która jest charakterystyczna dla gazet.
Dżentelmen tutaj na czacie, pozdrawiam serdecznie. Lam34 się zapytał: „Jak z tymi trzęsieniami ziemi?” Teraz sprzątałem, bo zrobiłem syf nieprzeciętny w pokoju, przemeladowanie, czyszczenie w laboratorium i tak dalej. Trzeba było to poukładać. Oczywiście układałem, leżało sobie włączone urządzenie takie przenośne. Excuse me, ja sobie łyknę herbaty. Właściwie to kawy. W urządzeniu włączona aplikacja z trzęsieniami ziemi. Dosłownie w tym tygodniu non stop takie ding, ding, ding, dwa razy dziennie albo raz dziennie trzęsienie ziemi. Mam ustawione na taką amplitudę trzęsień ziemi powyżej sześciu w skali Richtera. O co w ogóle chodzi ze skalą Richtera?
Nie wiem, czy każdy wie. Zapewne wspominałem kiedyś dawno temu, ale wspomnę szybko jeszcze raz. Skala Richtera to jest skala do pomiaru trzęsień ziemi. Jak mocno się to wszystko giba. Polega ona na tym, że jeżeli masz na przykład wartość jeden na skali Richtera, to wyobraź sobie, że coś się trzęsie. Wyobraź sobie jakąś skalę trzęsienia. Zacznij sobie szklanką, że to jest twoje jeden. Teraz sobie wyobraź, że dwa na skali Richtera to nie jest jakaś podziałka, że troszeczkę szybciej tą ręką trzęsiesz ze szklanką, tylko to jest dwa razy więcej. Dosłownie dwa razy więcej. Czyli teraz twoja ręka wykonuje dwa razy szybszy ruch z tą szklanką.
Teraz sobie wyobraź, kiedy skala trzęsień ziemi rośnie. Kiedy jeszcze jesteśmy przy jedynce, dwójce, do czwórki dochodzimy, zależy jeszcze gdzie, od podłoża geologicznego i tak dalej, to właściwie nie ma jakiejś specjalnej katastrofy, można tak to w skrócie ująć. Potrzęsie się, popęka może kilka murów i jakoś to będzie. Starym zwyczajem jakoś to będzie. Ulubiona piosenka ludzkości. Jakoś to będzie. No właśnie. Ale kiedy skala Richtera zaczyna sięgać piątki, szóstki, zaczyna robić się troszeczkę inaczej, bo wiadomo, że trzęsienie ziemi z piątki na sześć jest dosyć spore. To jest jakbyś pięć razy szybciej trząsł tą szklanką i teraz dolicz sobie drugie pięć razy szybciej i to drugie pięć razy szybciej robi ci sześć. I teraz to sześć rośnie.
Takie trzęsienia ziemi rok temu dokładnie były w skali 4,2 na tym tak zwanym Hell Rings, czyli ten piekielny pierścień dookoła Pacyfiku. Jeszcze trzy lata temu te wszystkie drobne trzęsienia ziemi Nowa Zelandia, Polinezja, Alaska, Japonia i tak dalej dookoła Pacyfiku, Chile, wynosiły w okolicach dwójki, trójki maksymalnie. Teraz to takie pięć z kawałkiem. Mam takie wieści i nie są to wieści oficjalnie potwierdzone, ale takie wieści, że dużo ludzi w Kalifornii ma takie mocne przeczucie. Krytyńsko brzmi: dużo ludzi w Kalifornii ma mocne przeczucie. Ale to przeczucie jest na tyle mocne, że lokalne rządy i lokalna administracja uprzedzają cię na wypadek, że zapowiada się troszkę mocniejsza aktywność prawdopodobnie, bo dawno się nie trzęsło. Dobrze, byś się przygotował. Takie opowieści o tym, żebyś był gotowy na wypadek, gdyby coś się wydarzyło. I to tak dosyć konkretnie. Wiadomo, że Europejska Komisja Atomistyki też coś tam kombinuje i też jest taki ślad, można powiedzieć spiskowy mocno, ale taki dosyć konkretny, bo wiadomo, że tu bardzo łatwo prześledzić tą historię, kto ma broń, kto handluje bronią.
To już chyba wiemy. Kto się zajmuje dystrybucją tej broni do dziwnych kolesi, którzy przekraczają granicę bez żadnego paszportu z dziwnych krajów i bynajmniej nie są uchodźcami, ale na fali uchodźców mogą się gdzieś tam przedostać. Słynna historia z przerzucaniem dużej ilości ludzi, tak samo jak projekt Paperclip. Tylko że wtedy przerzucało naukowców, a w tym momencie przerzucono na przykład jakichś cwaniaków. Ktoś sobie wymyślił, że kiedy cokolwiek się zatrzęsie, szczególnie dookoła reaktorów jądrowych, bo wiadomo, że te reaktory jądrowe w Europie są raczej takiej lichej konstrukcji. Mówimy o latach 50., 60. To już troszeczkę ma. Naprawdę w czasach budowania już to było zabytkową technologią, bo wtedy tak się rozwijało dosyć mocno, że zanim oddano gotowy budynek, to już zabytek. Jeszcze były takie historie pod tytułem popękane fundamenty, bo to też łapówkarstwo potężne. Komisja do Spraw Atomistyki szybciej, szybciej, szybciej.
Produkcja broni nuklearnej na wyścigi. Wiadomo, że reaktor produkuje takie komponenty. Nie będę opowiadał całej historii, jak się robi te wszystkie komponenty z tych wszystkich prętów w środku, ale to, co tam powstaje, to jest komponent, z którego robi się broń atomową i każdy się strasznie spieszył, żeby wyprodukować sobie jak najwięcej głowic nuklearnych. Wiadomo, że kwestie bezpieczeństwa, jakiegoś kumania tego, co się robi, to w ogóle na bok odeszły. Oczywiście zrobiła to dosyć poważna grupa ludzi, bo ta grupa ludzi naprawdę mała nie jest. Wybudować reaktory, potwierdzić to wszystko. Dużo ludzi musi się zgodzić na taką historię. Podejrzewam, że nie zaprzeczysz mi w tym momencie, prawda? Zobacz, ilu ludzi musi powiedzieć tak: „Okej, zgadzam się. Stawiamy reaktory jądrowe, wchodzimy w tą technologię.” Iluś ludzi musi dostać albo coś naprawdę dużego, albo propaganda, albo po prostu masz kluczowych ludzi.
To jest drugi wariant, bo ciężko by było zebrać wszystkich naraz, żeby chcieli się pakować w taką historię, bo ktoś mógłby to sprawdzić. Ktoś mógłby powiedzieć: „Stary, nie warto się w to pakować. To jest śmierdząca sprawa.” Ale jak masz tylko kluczowych ludzi, którzy są dogadani ze sobą, to ci kluczowi ludzie zawsze mają swój wspólny cel. Okazuje się, że dużo przedsięwzięć dookoła, jeżeli się przyjrzysz prasie, jest naprawdę mocno we wspólnych rękach. Zresztą co jakiś czas krąży na Facebooku czy gdzieś tam w mediach społecznościowych Taki krótki artykuł ze zdjęciem opisującym, kto jest właścicielem gazet w Anglii. Okazuje się, że mamy do czynienia z trzema kolesiami, którzy należą do tego samego klubu towarzyskiego. Są kumplami, właścicielami rynku prasowego w tym kraju i to oni dyktują co, o kim i jak się napisze. To jest klasyczna gierka w przepychanie tematów, że pierw się przepcha temat w jedną stronę, tamci krzyczą coś drugiego. Zawsze twoja uwaga jest czymś zajęta. Zawsze masz wrażenie, że jest polaryzacja opinii, że coś możesz wygrać, bo są jacyś, którzy walczą za twoją sprawę.
Oni na chwilę przycichną, ale może jakiś czas się znowu pojawią. Później się okazuje, że jest opozycja. Całe te gry i zabawy społeczne, żeby ciebie i mnie wkręcić w jakieś bzdury. W rzeczywistości wszystko to jest sterowane mocno odgórnie i to konkretnie odgórnie i to widać na podstawie wielu różnych historii, które możesz obserwować. Dla mnie sprawa jest jasna chociażby z trzęsieniami ziemi. W historii cywilizacji od kiedy się datuje trzęsienia ziemi, nie było takiego momentu, żeby aż tak się wszystko trzęsło i żeby prawie wszystkie te 27 największych, najbardziej starożytnych wulkanów jest aktywnych albo wykazuje objawy lekkiego albo większego przebudzenia. Historia jest naprawdę gruba, bo coś się wydarza konkretnego. Nie jest to cyrk pod tytułem: co trzy lata albo ozimina na przyszłą wiosnę, tylko jest to cyrk taki, że jak grzmotnie, to grzmotnie tak jak raz na parę milionów lat. Wiadomo, że aktywność wulkaniczna jest taka, jaka jest. Czyli mówiąc w skrócie 30 lat temu w ciągu jednego roku miałeś przypuśćmy 100 trzęsień ziemi.
Teraz w ciągu jednego dnia masz około 200, 300. Kiedy wszystkie policzysz, te drobne, większe i tak dalej. Oczywiście nie podaje się tego wszystkiego teraz. Ta skala została przesunięta. Dawniej jak się gdzieś grzmotnęło na pięć w skali Richtera, to oczywiście wielki news w telewizji, pokazywanie miejsca katastrofy, helikoptery z pomocą humanitarną i tak dalej. Nie wiem, czy słyszałeś ostatnio. Daję głowę, że na pewno nie słyszałeś, bo ja też nie słyszałem. Nikt tego nie słyszał. Chyba że pogrzebiesz gdzieś po lokalnych serwisach, które są tłumaczone na język angielski. Gdzieś w tych miejscach, gdzieś na Indonezji, tam gdzie łupie po sześć w skali Richtera, bo tam się przecież tak trzęsie, że to solidnie.
Czy gdzieś tam w Chile i Peru. I są zdjęcia jak połowę miasteczek jest zawalonych i tak dalej. Tego już tutaj nikt nie podaje. Dawno temu byłaby to wielka akcja reklamowa, promocyjna, charytatywna i nie wiadomo co. A teraz gazety tak jakby przycichły. Nie sprzedaje się nam tego wizerunku. Ten wizerunek słabo sprzedaje dezodoranty. Ten wizerunek słabo sprzedaje przede wszystkim chyba kredyty mieszkaniowe. Słabo sprzedaje tą opcję wzięcia sobie samochodu na kredyt i słabo sprzedaje tą opcję życia na kredyt. Bo teraz jakakolwiek gazeta zaczęłaby pisać, że coś dziwnego się dzieje, a już normalnie specjaliści tacy oficjalni, normalnie sejsmolodzy w Stanach Zjednoczonych oficjalnie mówią, że za naszego życia będzie wielki Big One.
Nikt nie mówi, kiedy to będzie. Ja się cieszę, że to w ogóle jeszcze stoi, bo w przypadku miasta takiego jak Londyn wystarczy trzęsienie ziemi w skali dwa, trzy. Dosłownie. Nie trzeba tak jak w Japonii sześciu, pięciu, żeby wszystko się posypało, wystarczy nawet dwa. To jest taka architektura, że tego nie wytrzyma. Nikt nie projektował tego miasta nigdy na takie sytuacje. Także cała ta piękna wiktoriańska zabudowa może szybko lec w gruzach, a uskok tektoniczny przechodzi dokładnie przez środek Londynu. Poważnie. Z jednej strony masz taką płytę kredową, która sięga do wybrzeży Francji. To jest dokładnie to samo, co znajduje się po francuskiej stronie.
Tylko że na samej górze jest takie lekkie wyżłobienie i tym wyżłobieniem płynie kawałek wody o nazwie Kanał Angielski, tudzież jak mówią Francuzi Kanał La Manche, który się łączy z Atlantykiem. To jest właśnie ten kawałek wody. Ale generalnie skała i podłoże, ten kawałek, na którym to się znajduje, to jest dokładnie ten sam kawałek co północ Francji. Czyli pod spodem, jeżeli wbiję tu łopatę, to mam kredowe złoża i mogę sadzić tu winogrona. Gdy będzie piękna pogoda i będzie tak jak na południu Francji, to jest to doskonała gleba do winogron i tego typu aktywności. Ale już druga połowa miasta, dokładnie przecięta rzeką, która płynie dokładnie na tym przecięciu płyt, jest już piaskowcem, który jest troszeczkę twardszy. Dlatego ta druga część miasta posiada metro, a w tej, gdzie jest kredowe podłoże, metra nie ma, ponieważ jest za miękko. Była obawa, że te tunele zaczną się obsypywać, nie będą wytrzymywały i metro się rozsypie. Natomiast tam w drugiej połowie jest metro. Dlatego w Londynie masz pół miasta skanalizowane metrem, a drugie pół zelektryfikowane naziemnie kolejką.
Tak to wygląda. Także jak tutaj tąpnie, to tąpnie, ale nikt nie chce o tym pisać, bo nie ma za bardzo o czym. Ale jeżeli się wgryziesz w konkretne raporty, to są raporty geologiczne robione we Francji i tu w Anglii i nie tylko zdaje się, bo w kilku innych krajach Europy też, ale wiem, że tu są robione na 100% i jest to śledzenie wszystkich tych drobnych tektonicznych ruchów na całej wyspie brytyjskiej. Tym bardziej że lokalni mieszkańcy mają obsesję wręcz, jeżeli chodzi o mierzenie i sprawdzanie wszystkich rzeczy dookoła. Wszystko trzeba zmierzyć, poważyć, spisać. Po królewsku trzeba to zrobić i jeszcze najlepiej, żeby książki na ten temat Te annały zebrane latami leżały w jakiejś królewskiej bibliotece i oczywiście żeby miało to logo Wielkiej Brytyjskiej Korony. Jest to robione w każdym razie i jest obserwowane i okazuje się, że jesteśmy w takim momencie. To też jest ciekawa rzecz, bo nie możesz powiedzieć, że najwięcej albo najmniej. Po prostu jak do tej pory widać, że procesy odpowiadające za przesunięcia w Anglii, bo ta wyspa cały czas się przesuwa pod spodem, poważnie i nie tylko pod spodem, bo i też na wierzchu się przesuwa w kilku miejscach. Ten cały proces przyśpiesza.
Nikt oczywiście nam nie chce konkretnie nic na ten temat mówić. Wiadomo, że jest to związane z uskokiem tektonicznym, który się ciągnie przez Alpy aż do Włoch. Dokładnie do tego miejsca, gdzie znajduje się taki superwulkan, który się znajduje tuż pod Rzymem, znaczy nad Rzymem. Takie jeziorko się tam znajduje. Książę Edward tam bywał. Doskonale zna tą okolicę, lepiej niż ja. Tam nigdy nie byłem, ale wiem, że tam się znajduje taki superwulkan, który właśnie ostatnio zaczął dymić. I jest pewna obawa lokalnych mieszkańców, że na dymieniu się nie skończy i właściwie nie tylko lokalnych mieszkańców, bo już powoli wszyscy z branży tak zwanej mówią, że na dymieniu się nie skończy, że czeka nas większa historia. Nikt nie jest w stanie zdiagnozować kiedy. Wiadomo tylko jak zwykle, że są dwa momenty w roku.
To jest moment jesieni na Pacyfiku, momentu, zanim zacznie się zima. Czyli to jest właśnie moment tuż, teraz właśnie się dzieje. Stąd te mocne ugnięcia po sześć albo i więcej dookoła tego piekielnego pierścienia. I drugi moment jest na wiosnę. On się może lekko przesunąć do grudnia. Ten moment, ta późna jesień, bo to jest moment, kiedy nagrzany ocean się przesuwa, płyty są chłodne, ciepła woda, zimna woda i tak dalej. Wszystkie te potężne masyw przesuwają. Także jakby co, na razie jesteśmy jeszcze w tym miejscu, w którym byliśmy i nic się strasznego nie wydarzyło. I bardzo dobrze. Dzięki temu mogę ci troszkę poopowiadać na ten temat.
Także jeżeli monitorujesz ten temat, to sprawdzaj sobie. Słynne powiedzonko mówi, że cała zabawa, cały ten ruch z trzęsieniami ziemi, całe to przesunięcie zacznie się w momencie, kiedy w Kalifornii zaczną się takie mikrotrzęsienia ziemi. Takie drobne 1, 2, 3. To będzie wyglądało jak popcorn na patelni. Jeżeli ten kawałek wybrzeża plus jeszcze prawdopodobnie kawałek Chile i w Europie może być to gdzieś w okolicy Iranu. Jakoś tak zacznie być taka amplituda właśnie jak popcorn na patelni. To znaczy, że właśnie się zaczyna. Tylko tyle na ten temat wiadomo, bo jest to naturalne zachowanie plazmy, na której pływa sobie każdy kontynent. Tej magmy właściwie. Właściwie taka plazma wysokiej temperatury.
Chociaż zwał jak zwał magma, płynna magma. I to jest takie normalne zachowanie w takich sytuacjach. To wiemy wykopując wszystkie stare stanowiska archeologiczne i badając ziemię sprzed tysięcy lat. Co jeszcze mogę na ten temat powiedzieć? Na razie chyba poprzestanę z tym straszeniem. Chleb mi rośnie. Właśnie muszę jakiś timer sobie wziąć tutaj. Pozwolisz, że wykonam drobne jeziorany. Na tym etapie zawsze warto się wspomagać. Tak mi się wydaje.
Przynajmniej ja potrzebuję takiego wspomagania, bo mogę się zapomnieć. Także jeszcze przez parę minut. Muszę ustawić jakieś 15 minut. Dajmy 20. Jakoś tak, bo muszę pójść i zobaczyć, czy już chleb przypadkiem nie nadaje się idealnie do pieczenia, bo już wygląda na to, że fajnie wyrósł. Już jest taki prawie że, ale jeszcze mam takie wrażenie, że może sobie podrosnąć. Wiesz, o co chodzi? Taka chciwość, obsesja, żeby ten chleb jeszcze większy rósł. A jeszcze chyba może, bo jeszcze jest tam w zapasie troszeczkę w tej foremce. Mąki też było odpowiednio, także powinien rosnąć jak na drożdżach, ale jest na zakwasie, bo to żytni, ale nie do końca żytnio-pszenny.
Anyway, timer mam włączony, także nie zgubię chleba po drodze. A tymczasem wracam do swojej opowieści, bo ja dzisiaj tak troszeczkę porządkowo zamykam kilka wątków. Chciałem zauważyć taką ciekawą rzecz przy okazji właśnie i technologii i tego, co się dzieje w ogóle dookoła na świecie, trzęsienia ziemi i tak dalej. Widać, że nie do końca trafia do nas pełna informacja. Właściwie widać, że ktoś ciężko dba o to, żeby ta informacja nie dotarła. Tak samo jak historie związane z wojnami na świecie. To też nie jest takie przypadkowe. Przecież nikt nie zrobi transferu gigantycznej kasy z dnia na dzień, milionów karabinów, mundurów i tak dalej. Przecież nikt nie robi takich rzeczy z dnia na dzień. To nie jest taka opcja, że ty idziesz do magazynu, a tam leży gotowe i możesz robić sobie rewolucję.
Takiej prawdziwej rewolucji już chyba od grubo ponad 100 lat nie było. Jeżeli i więcej. Przecież nawet te słynne rosyjskie rewolucje i tak dalej. Nagle się okazuje, że nie wiadomo skąd pojawiają się kolesie, pojawiają się mundury. Przecież ktoś musi zamówić te mundury, co? Wybudowali to za caratu? Ktoś przyszedł i mówi: „Przepraszam bardzo” — do urzędnika carskiego mówi — „otwieram tu fabrykę. To jest mój dokument legalizujący fabrykę, że ja tu fakturki, VAT-y i tak dalej, czy jakoś tak płacę podatki. Fabryka robi mundury dla żołnierzy rebelii, która właśnie za pięć lat tutaj będzie się odbywała. Przy okazji druga fabryka robi karabiny dla tych rebeliantów.
Także tu jest mój dokument. Kiedy mam zapłacić podatki?” Rozumiesz? Przecież wiadomo, że musisz tą fabrykę wybudować parę lat wcześniej, żeby zrobić te karabiny. To nie jest tak, że wszystko dzieje się od razu. Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale wiesz, karabiny ktoś zaprojektował, one są już zrobione. Ty już idziesz do producenta, który produkuje karabiny.” Takie myślenie, takie troszeczkę jałowe, takie wyprane, można powiedzieć. Jakim cudem? Jakim cudem ktoś na świecie siada i wymyśla karabin? Szczególnie, że mówimy o zespołach naukowców, a nie o jednym kolesiu. To są laboratoria służące do produkcji technologii do zabijania ludzi.
Nikt tego w pojedynkę nie robi. I to nie jest tak, że ktoś na świecie siada i wymyśla genialny karabin, bo to jest zapotrzebowanie ludzkości na coś, co spowoduje ekstremalny rozwój cywilizacji. Tak jak karabin Maxim przyspieszy, wykosił całą konkurencję dosłownie z nóg ołowiem. Rozumiesz? Przecież to nie są przedsięwzięcia, które się robi od razu, pstryknięciem palcami. Trzeba sobie ułożyć kawałek świata, żeby kawałek świata maszerował według odpowiednich zasad, odpowiedniego kroku marszowego, żeby tam można było wyprodukować wszystkie te rzeczy. Teraz mamy historię z Fukushimą, gdzie rząd Japonii cichaczem produkował wzbogacone paliwo nuklearne do głowic nuklearnych dla NATO, dla Stanów Zjednoczonych i tak dalej. Tam oficjalnie rządzi niby nad własną technologią i tam nikt w tym nie maczał palców, ale wszyscy wiedzą o tym doskonale, oczywiście w temacie siedzący, bo ty nie musisz tego wiedzieć, ja też tego nie wiedziałem, że Amerykańska Komisja ds. Atomistyki jest właścicielem wszystkich reaktorów w Japonii. Fizycznie oni są właściwie szefami Japonii.
Japonia nie jest niezależnym krajem. Jest jak Niemcy zależne w 100% od Stanów Zjednoczonych. Tylko że te powiązania są tam schowane na poziomie bankowym, na poziomie rodów i tak dalej. Normalnie ich nie widzisz. Wydaje ci się, że widzisz osobny kraj, który ma swój własny język, swoją własną kulturę, ale w rzeczywistości ten kraj ma tysiąc żołnierzy. Tylko tak, żeby nie było głupio, że jak prezydent wysiada z samolotu, to nie ma mu kto salutować, żeby przynajmniej był ktoś do salutowania dla ważnych głów koronowanych, żeby się nie czuli tacy osamotnieni. I to cała armia Japonii. I nagle armia, która liczy 200 żołnierzy czy tam tysiąca, razem z pracownikami cywilnymi produkuje wzbogacany uran do głowic nuklearnych. Skoro Japonia nie może posiadać armii ani broni termonuklearnej, jądrowej i tak dalej, bo ma zakaz, bo jest objęta takim embargiem, bo jest po II wojnie światowej jako taki atakujący, okupowany do tej pory przez Stany Zjednoczone. Tam jest przecież baza wojskowa na południu Japonii, to taka konkretna baza wojskowa, amerykańska baza wojskowa, że cała wyspa jest amerykanizowana na maksa.
Poważnie, wszystkie dzidy stoją rock'n'rolla i tak dalej. Poznałem dżentelmena stamtąd, także anyway. Pracowałem też razem z takim dżentelmenem. Tam jest bardziej popularny baseball niż chyba w Ameryce. Ciekawe obyczaje, bardzo ciekawe. Okinawa się nazywa miejsce w Japonii. Dokładnie tak. Najcieplejsze, takie właśnie południowe, plaże i tak dalej. Okinawa. Niedaleko Yonaguni, tego miejsca, gdzie są bardzo ciekawe wykopaliska, takie 100 metrów pod wodą, ale wykopaliska na razie zostawiamy.
Na razie wracamy do tego całego szyldu drobne kradzieże i temu podobne. I spółka. Przecież to jest organizowana działalność. Przecież to nie jest tak, że tak jak ci mówię, dzieje się z dnia na dzień i chyba każdy normalny, rozsądny człowiek jest w stanie to zrozumieć. Nie jest to kwestią jakiejkolwiek dyskusji, że żeby wykonać taką akcję, przysłowiowy nalot na jakiś kraj, przysłowiową rewolucję, przysłowiową rebelię, cokolwiek, to ty musisz mieć nieźle poustawiane z kasą. Przecież ci od razu, jak twój transport broni idzie gdzieś tam, mogą cię złapać. Przecież to wszystkie służby wywiadowcze sprawdzają wszystkie te rzeczy. Przecież to nie jest tak, że to gdzieś przez przypadek. Ta cała trefna broń, która trafia na rynek, jest masa dochodzeń takich normalnych, prowadzonych łącznie przez FBI, CIA i tak dalej, które nigdy nie mają końca. Przedmiotem dochodzeń jest to, że firma, która produkuje broń na zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych, z reguły takie wewnętrzne zlecenie, bo to jest supertajna specjalna broń do masakrowania wszystkich wrogów, jest produkowana w tej fabryce, ale z zaksięgowanych karabinów wyjeżdżających z taśmy produkcyjnej wychodzi na to, że wyprodukowano ich 5000, ale już tych, które wyjechały z magazynu do armii Stanów Zjednoczonych, pojechało tylko tysiąc.
Gdzieś po drodze zniknęły 4000 karabinów najwyższej klasy i nagle jest jakaś tam rewolucja w południowej Ameryce, jacyś tam handlarze kokainy, jakaś tam pułapka, ktoś wpada, strzelanina, prawie jak w filmach o Pablo Escobarze. No i się okazuje, że kolesie w samym środku dżungli, kolesie, którzy teoretycznie nie powinni mieć nawet 5 dolarów na trampki, a co dopiero na ciemne okulary i tak dalej, kolesie mają w rękach, mieli, bo ich zabili, najdroższy, najbardziej ekskluzywny sprzęt do zabijania ludzkości produkowany na świecie w postaci karabinu maszynowego z celownikami optycznymi, jakimiś laserowymi dalmierzami, cholera wie co. Dokładnie z tej fabryki w Ameryce. Sprzęt, który był produkowany oficjalnie tylko dla służb specjalnych Stanów Zjednoczonych, tak żeby nie było żadnej konkurencji na świecie, że taki żołnierz specjalny zmierzy się z kimś, kto ma lepszy karabin od niego. W definicji właściwie się okazuje, że to tylko pretekst do tego, żeby grupa ludzi, która zarządza tym biznesem, mogła nam przysłowiowo mydlić oczy i opowiadać takie nieprzeciętne historie, puszczając tańce z gwiazdami w telewizji i tak dalej. Bo do tego się to sprowadza. Druga część tego rynku to oczywiście korporacje takie cywilne, o których wszyscy doskonale chyba wszystko wiemy, pod tytułem produkcja past fluoru. Cała medycyna korporacyjna, która tutaj doskonale sobie radzi w dziale eksterminacja masowa ludzkości w postaci używania chemioterapii i tak dalej. Wszystkie doskonale znane nam zabiegi, które dawniej testował doktor Mengele. Ciekawa historia, bo jeżeli się cofniesz do dokumentów z czasów III Rzeszy, tych okrutnych czasów właśnie Oświęcimia, tych eksperymentów, które robili naziści na ludziach, to zauważysz jedną ciekawą rzecz, bardzo ciekawą, że te dokumenty Te dokumenty od niewłaściwej strony.
Chociaż właściwie te dokumenty zostały wyprodukowane przez konkretnych naukowców. Takich ludzi jak doktor Mengele i kilku innych, pracujących właśnie w takich okrutnych miejscach, mających dostęp do wszelkich możliwości dysponowania ludzkim organizmem, ciałem, cokolwiek chcieli zrobić. Największe barbarzyństwo w historii cywilizacji. Ale ci kolesie nie robili tego tylko dlatego, że mieli taki prywatny projekt badawczy, że koleś się obudził z czwartku na piątek i stwierdził: od dzisiaj będę wstrzykiwał ludziom atrament w oczy, żeby sprawdzić, czy nie zmieni im koloru oczu. Nie, nic z tych rzeczy. To byli panowie profesorowie, naukowcy bardzo poważni. My o tym oczywiście nie wiemy dzisiaj, bo dzisiaj zrobiono z tego: to przecież naziści, faszyści. Oczywiście, ale przede wszystkim w tamtych czasach od strony naukowej, do dzisiaj też, to grubej klasy specjaliści w swoich dziedzinach i to bardzo potężni specjaliści i przede wszystkim niepracujący na własną rękę. Nikt nie dawał tym kolesiom takich możliwości do rąk tylko dlatego, że koleś przychodzi i mówi: słuchaj, mam fajny pomysł, będę ludziom odrąbywał ręce i przyszywał nogi w tym miejscu. Nikt się nie zgadzał na takie numery.
To była część projektu badawczego czegoś takiego, co się nazywało Kaiser Wilhelm Institute. Dzisiaj się nazywa Instytut Bohra. Tam Komisja Atomistyki Europejska i tak dalej. Dalej ta sama hołota, ta sama banda cwaniaków, tylko że już kolejna generacja. Ta jest chyba jeszcze bardziej pokręcona, podejrzewam. Przepraszam bardzo, muszę sobie popijać co jakiś czas. Znaczy muszę, nie muszę, ale miło się popija. To może popiję troszkę. Takie jeziorany, żeby nie było, że tylko siedzę i gadam, opowiadam historię. Trochę żywego człowieka za mikrofonem, z jego kubkiem, z herbatą, z mlekiem.
Doskonała. Ale wracając do naszej opowieści. Brutalna prawda jest taka, że panowie pracowali na zlecenie, że to nie były ich projekty badawcze. To były konkretne projekty badawcze, które miały sprawdzić, po angielsku się mówi: the boundary of the human life, czyli krawędzie ludzkiego życia, ludzkiego ciała, ludzkiego organizmu. Dojść na samą krawędź, sprawdzić, co się da wymienić, co się da nie wymienić i jak daleko z poziomu fizycznego można zarządzać tym, co nazywamy ludzkim organizmem. Wyniki tych badań trafiały do konkretnych korporacji, takich jak Bayer i tak dalej. Bo to wszystko była jedna wielka firma, prywatne firmy, ale zrzeszone w tym jednym konsorcjum, ponieważ jak na ironię to jest taka rządowa instytucja i jeżeli ktokolwiek chce mieć potwierdzenie badań, to musi się do nich zgłosić. Kradną patenty i tak dalej. Kolesie wiedzą o tym, że możesz zrobić paliwo do samochodu z wody od chyba z 50 lat. Poważnie.
Jak nie dłużej. To już nawet naziści wiedzieli, że można robić z wody różne rzeczy. I robili, ale zbyt niebezpieczne. Możesz przestać kupować ropę, a przecież nie o to chodzi. Jest taka organizacja, która żyje doskonale z zabijania ludzi. Nazywa się Watykan. Także tam chłopcy biegający w sukienkach doskonale dbają o to, żeby ten biznes polaryzacji nigdy się nie skończył. Nie po to wywalili kupę kasy i wszyscy omal się nie wymordowali co do jednego kilka razy, żeby teraz sobie podrzynać gardła nawzajem. Teraz, kiedy biznes tak świetnie idzie, kiedy są panami części świata, gdzie mają taką spolaryzowaną religię, która mówi o tym, że jest dobro i zło, że jest Jezus i diabeł i a ty miotany tymi chorobami psychicznymi będziesz wiecznie się obawiał: jejku, muzułmanin mnie zaatakuje. Z drugiej strony próbują tam przycisnąć kolesi muzułmańskich, że wy jesteście szaleni, wy jesteście wariaci.
Koniec końców zawsze jakaś wojna religijna o jakimś podłożu, zawsze ta polaryzacja się przyda. Zawsze można zrobić z tego kawałek wojenki. Aktualnie się obserwuje, że Watykan przecież walił gigantyczną kasę w firmy zbrojeniowe. Chyba lepszego inwestora nie ma aktualnie. To w ogóle taki dowcip, że jak są targi bronią, poważnie, w Londynie są największe, najbardziej prestiżowe targi bronią i te pierwsze trzy dni są zdaje się trzy dni zamknięte w ogóle dla zwiedzających. Pierwszy dzień to jest w ogóle super, czy pierwsze dwa dni super secret, tajne i wjeżdża się w ogóle limuzyną od tyłu czy jakoś tak samochodem z zaciemnionymi szybami najczęściej i jest się sprawdzanym przez brytyjski wywiad. Poważnie MI5 i tak dalej, bo tam są wszyscy tłuści kolesie z tłustych korporacji produkujących maszyny do zabijania. I wtedy ponoć, ja nigdy nie byłem na takich dniach, nigdy mnie to nie jarało, i wtedy masz dostęp do takiej najbardziej wysublimowanej, wyszukanej technologii ludobójstwa, jaką możesz kupić. No i właśnie na tych dniach przecież tam biskupi się pojawiają z Watykanu. Poważnie.
Ludzie, którzy reprezentują Bank Watykański. Co robią w takim miejscu? Ci, którzy powinni sobie wytatuować na czole: nie zabijaj, nie pożądaj, kochaj bliźniego swego. Shit. Co za banda złamasów. Dokładnie. I ta banda złamasów nieustannie planuje wojny. Oni mają swoją strategię, taką bardzo znaną. Tworzą propagandę tak, jak się tworzy w wielu krajach. Tak jak się tworzy historię, tworzy się nieistniejące wydarzenia.
Bitwę pod Grunwaldem się tworzy. No właśnie. Przepraszam, bitwa pod Grunwaldem była. Tworzy się bitwę na Psim Polu we Wrocławiu na przykład, a tam nie do końca była bitwa. I tak dalej. Tworzy się różne ciekawe historie, które w rzeczywistości nigdy nie miały miejsca. Albo się przesuwa te historie, albo niektóre się odwraca po prostu jak kota do góry ogonem, tak żeby nasze pojęcie o naszej przeszłości było naprawdę słabo mizerne, tak żeby każdy był dosyć mocno skłócony w głowie i właściwie nie wiedział, skąd jest, po co idzie i gdzie zmierza. Wszystko wydawało się bez sensu, zatomizowane, pełne sprzeczności, agresji, nienawiści. Chyba pójdę, jak spłacę kredyt, to palnę sobie w głowę. Trochę taki obrazek nam się szykuje, żebyśmy właśnie w ten sposób myśleli i w ten sposób podchodzić do świata.
W rzeczywistości wszystko wygląda zupełnie inaczej. To zupełnie inaczej to jest inna sprawa, bo główny wniosek z tego jest taki, że jest grupa ludzi, która naprawdę mocno się stara ograniczyć drugą grupę ludzi. Oficjalny powód jest taki, że twierdzą, że z powodu na to, że jest to organiczne życie na planecie Ziemia, a oni mają władzę, pieniądze i armię i są zdesperowani. Są po prostu ludobójcami. Wiesz, o co chodzi. Świry, którym się wydaje, że są właścicielami świata i że nagle opanowali strategię, ekosystem i że wiedzą, jak powinna wyglądać przyszłość świata. Ta banda świrów nagle skumała, że tak zdewastowali świat, że aktualnie populacja na świecie jest za duża i trzeba wyciąć ileś tam milionów ludzi, musi zostać ich ileś tam set tysięcy i tylko to jest akceptowalne. I oni dalej będą władcami świata jako illuminati, oświeceni, którzy ocalą wszystko od zagłady, wezmą tą technologię i z tą grupką rozbitków dwustu paru tysięcy ludzi odtworzą cywilizację na nowo, robiąc jakiś raj na ziemi. W rzeczywistości wiemy, że całe to illuminati to w większości banda pieprzonych pedofili, złodziei, bandziorów, psychopatycznych morderców i tak dalej, którzy nagle poczuli w swoich duszach wenę do bycia mesjaszami nowego porządku świata. I wiadomo, że tych mesjaszy troszeczkę już było, bo to taka historia, która już troszeczkę trwa.
To nie jest też taka historia, która jest tak jak ci mówiłem, z osoby na osobę, że pojawił się jakiś koleś, zwariował i wszyscy za nim poszli. To jest taka ustawka, bo wiadomo, że jest biznes dookoła, że są techniki perswazji. Na wojnie się zarabia pieniądze. Ktoś musi sprzedać te wszystkie ukradzione rzeczy, ktoś z tego korzysta, że ktoś po prostu został skrzywdzony. Zwyczajna sprawa. I dookoła tego zrobiła się organizacja i ta organizacja już troszeczkę ma. To nie jest tak, że to jest coś, co się spontanicznie tworzy za każdym razem. Zamach terrorystyczny albo coś takiego. Nie ma czegoś takiego na świecie jak zamachy terrorystyczne od chyba ponad 100 lat. To jest tylko i wyłącznie kwestia organizacji kilku kolesi, żeby spolaryzować opinię w jakimś kraju, żeby spowodować na przykład we Francji, że biali Francuzi znienawidzą tych, którzy 50 lat temu rodzili się w Algierii, kiedy jeszcze była jak najbardziej Francją albo jakoś tak.
To tylko o to chodzi, żeby tych, którzy się czują Algierczykami częściowo, bo gdzieś dziadkowie z Algierii, żeby nie pchali się w towarzystwo białych ludzi tak zwanych, bo oni są już chorzy. I w takiego sposóbie jak spolaryzujesz jedną stronę i drugą stronę, to tworzysz doskonały grunt do rządzenia twardą ręką, że możesz wziąć wszystkich za mordę, wrzucić do McDonalda i powiedzieć: „A teraz żrecie genetycznie modyfikowane gówno”. I my się zastanawiamy jako elita, która panuje nad światem, czy zostawimy was 200 000, czy zostawimy was 300 000, czy będziemy potrzebowali dodatkowo służących, którzy nam będą podtykali pod dupę podnóżek, czy jeszcze nie. Jak będziemy potrzebowali służących z tym podnóżkiem pod naszą dupę, to zostawimy jeszcze ekstra 100 000 ludzi, bo będzie trzeba z kolei zrobić służących. To jest taki sposób myślenia, że właściwie nie ma ludzi niezastąpionych. Przy czym największy dowcip polega na tym, że wzięło się to właśnie z tych genialnych odkryć lat 30., lat 20., w ogóle odkrycie Mbiona między innymi też, chociaż Wilhelm Reich nie należał do grup iluminackich ani żadnych takich świrów. To jest historia związana z Watykanem, mafią włoską, możnymi rodami z Europy królewskimi. Dokładnie to ci ludzie, którzy posiadali biblioteki, mieli troszkę większy dostęp do badań, zauważyli, że mają przewagę nad wieloma innymi. Medyczną przewagę, bo mają dojście do lepszej technologii medycznej. Czyli jeżeli na przykład przysłowiowego króla albo bogacza, albo bankiera szlag zacznie trafiać, to on ma dojście do lepszej kliniki niż ty.
I to jest taka pierwsza podstawowa różnica. I wszyscy ludzie, którzy po drodze się pojawiali, właśnie chociażby Wilhelm Reich, którzy dawali ci tą możliwość, że w tym momencie twoje szanse się wyrównywały, nagle dostawali mocno po dupie. Nagle umierali w więzieniu na zawał serca na dwa dni przed zwolnieniem z więzienia. Przepraszam bardzo, ja tu muszę włączyć muzyczkę, bo tak jak słyszysz mój chleb już dzwoni. Ja tu włączę jakąś muzyczkę, bo tak się zagapiłem troszeczkę, zagadałem. I jak zauważysz, też ciekawa rzecz, że wyrzucanie tych kolesi przez okno ich wynalazków jest tak zjawiskowe, że to się w pale nie mieści. Słuchaj, czy naprawdę wierzysz w to, że jeżeli pojawia się na świecie około 100 pieprzonych naukowców, którzy robią tak cholernie dobry stuff, który stawia ludzi z nowotworów, ze wszystkiego, z białaczek. Są lata 30., lata 40. Terapię wykorzystuje się masowo. Mowa jest o tysiącach ludzi wyleczonych.
Słuchaj, dane z amerykańskich szpitali z używaniem biorezonansu z jednego tylko roku w miasteczku o nazwie Filadelfia, było to 100 lat temu, wynosiły zgadnij ile? 37 000 ludzi, przypadków klinicznych wyleczonych. Dałbyś wiarę? W jednym szpitalu. Takie rzeczy się działy. I teraz sobie pomyśl, jakim cudem wszystkich tych kolesi, cała gałąź przemysłu, bo to przecież nie było tak, że to było trzech zwariowanych doktorów. Nikola Tesla plus kilku wariatów, którzy nie wiedzieli, co robić z wolnym czasem, bo nie chciało im się spać. Człowieku, czy ty naprawdę jesteś szalony? Oszalały? Nic z tych rzeczy.
To były tysiące ludzi, które pracowały nad tym tematem. Publikacji naukowych, książek, prywatnych laboratoriów. Właśnie coś się stało i nagle to zniknęło. Ale zaczęło znikać wszędzie i zaczęło znikać zjawiskowo w okolicy właśnie Kaiser Wilhelm Institute zaczęło znikać w kilku innych miejscach czy okolicy Smithsonian Institute. Znikało przy rządach, politykach. Znikało przy urzędach patentowych i korporacjach. Ciekawe rzeczy, prawda? A mówią, że nie ma żadnej grupy rządzącej światem. Nie ma. Absolutnie nie ma.
I wszystko się dzieje tak po prostu. Wilhelm Reich się potknął o swoje własne sznurówki i dostał zawału serca w więzieniu. Meyer to się zabił w samochodzie. Na wodę oczywiście samochód. Zakrztusił się wodą z własnego gaźnika. Ach! No właśnie. Ja tymczasem sprawdziłem swoje pieczywo i już doskonale się nadawało. Także mój chleb już się piecze. Przede mną kolejne pół godziny z wytęsknieniem oczekiwania na zapach, który się tu pojawi.
Ale pomiędzy tym zapachem skracam sobie odległość do tej kanapki chleba, rozumiesz? No właśnie, skracając tą odległość, skracam ją z tematem dzisiaj – hiperprzestrzeni. Ta moja dzisiejsza odległość to taka refleksja, że nie zauważamy tego, że właściwie sami się podkładamy w bardzo ciekawej sytuacji. Tak sobie czasami obserwuję wszystkie te historie związane z życiem propagandowym planety. Tak jak wspomniałem wcześniej, żadne z tych dużych wydarzeń, które się dzieje, nie jest wydarzeniem, które jest generowane spontanicznie przez jakiegoś człowieka. Jest to z reguły propagandowa historia, mocna ustawka. Świat, który się dzieje naprawdę za naszymi oknami, jest światem, o którym nikt nam nie chce nic bliżej opowiedzieć, bo jest zbyt ryzki, zbyt ryzykownie. Historia związana chociażby z tymi obiektami, które latają sobie na zewnątrz kokpitów, na przykład promów kosmicznych nakręcone przez NASA. Wiele takich rzeczy. Wszystkie te przypadki niezidentyfikowanych obiektów latających.
Masa rzeczy. Możesz otworzyć wielką, dużą księgę z milionem tematów i zawsze te tematy są w tak dziwny sposób crashowane. To jest taka normalna rzecz, troszeczkę jakby ktoś próbował na siłę zrobić z tego element ustawki, to też tak falami. Widać po prostu na świecie takie planowe działania. Nie jest to kwestia jakiejś manii prześladowczej, tylko kwestia świadomości. Widzisz, może akurat nie pracowałeś w takiej branży, ale ja pracowałem. Wiem, jak wygląda organizacja budżetu na kampanię reklamową i to nie na taką kampanię reklamową, że robimy w małym miasteczku reklamówkę lokalnego sklepu i rozdajemy ulotki, tylko coś, co startuje na przykład na całym świecie, dokładnie w tym samym momencie. Od Tokio, poprzez Nowy Jork, Londyn, Paryż, gdziekolwiek, wszędzie na świecie i Moskwę. I przygotowanie takiej akcji, takie samo ostateczne zapinanie trwa póki co sześciu miesięcy. I to jest już zapinanie gotowej, przygotowanej strategii.
W rzeczywistości, żeby doszło do takiej historii, to ty musisz pięć lat wcześniej o tym pomyśleć. To się nie dzieje naprawdę tak z miesiąca na miesiąc. Ja wcale nie żartuję. Jeżeli otwierasz fabrykę, cokolwiek, jakikolwiek biznes, to jest to wyliczone na trzy, cztery, pięć, sześć do dziesięciu lat. Przecież kredyt na fabrykę to nie jest coś, co spłacasz w ciągu jednego miesiąca. To nie jest tak, że nagle pojawi się nie wiadomo jak produkt znikąd, tak jak na amerykańskim filmie, że koleś w ciągu jednego dnia staje się multimilionerem. Tylko to są takie globalne plany strategiczne. Ktoś musi znaleźć miejsce, gdzie się opłaca postawić fabrykę, opłaca się tam ściągnąć taką, a nie inną technologię, żeby nie przepłacić i tak dalej. To są wszystko procesy, które zajmują w cholerę czasu i w cholerę ludzi. I numer polega na tym, że część z nas jest w to mocno zaangażowana zawodowo.
Sam byłem przez jakiś kawałek czasu, pracując w branży reklamowej. W jakiejkolwiek branży masz dokładnie to samo. Obsługujesz ten sam kawałek świata. Ten sam po angielsku mówiąc dodgy, czyli podejrzany, dziwny kawałek świata, gdzie czerwony samochód wyznacza to, kim jesteś na przykład. Jego prędkość, którą rozwija na autostradzie i to, jak dużo egzemplarzy wyprodukowano w ciągu ostatniego roku i definitywnie za jak dużą sumę albo jak mało możesz go kupić i jak długo będziesz musiał na to czekać. I to wyznacza twój standard, twoje przygotowanie do tego, żeby sprzedać wszystko, cokolwiek masz po to tylko, żeby mieć kawałek złomu, kawałek czegokolwiek, ale taki kawałek złomu, na który wszyscy umawiamy się, że stary, jeżeli to masz, to jesteś po prostu super gość. Dokładnie na tej zasadzie. Bo jeżeli ten kawałek złomu nie czyni z ciebie super gościa, to po co? W rzeczywistości ten cały porządek świata, który się pojawia dookoła nieustannie, nigdy w życiu by nie zaistniał, gdyby nie właśnie nasza dobrowolna chęć współpracy na tą ustawkę. Dokładnie.
Bo to nic innego jak tylko taka ustawka. I też myślę, że jest pewien rodzaj CEOfrenii, który w nas drzemie. Właśnie, bo skąd ta ustawka? Bo tak powiedziałem o tej ustawce. CEOfrenia się bierze stąd, że nas przycisnięto do muru albo sami się lubimy przyciskać. Jest wiele czynników. Zestresowane wychowanie. Ktoś na przykład zadbał o to, żebyśmy byli troszkę zestresowani podczas dorastania. Ktoś zadbał o to, żeby w momencie, kiedy u normalnego człowieka pojawia się moment własnej refleksji i troszeczkę inna reakcja na sytuację, żeby nas wychować w taki sposób, żeby ten moment autorefleksji nigdy nie nastąpił, a reakcja była z góry zaprojektowana przez ciąg wydarzeń, który został przeliczony, skalkulowany i przede wszystkim skapitalizowany w odpowiedni sposób, tak że wiadomo, ile na tym można wyciągnąć i do jak dalekiego stopnia szaleństwa można cię doprowadzić, wyciągając wszystko z twojej kieszeni. Do tego się to wszystko sprowadza.
I oczywiście kontrolując cię, bo w ogóle paradoks całej tej sytuacji i to jest w ogóle najbardziej zabawne w tym wszystkim, polega na tym, że ludzie, którzy właściwie stoją za tym, żeby wszystkich nas zamienić w robotów przewidywalnych, takich łatwych do sterowania, ci ludzie Właśnie po to, żebyśmy mogli spełnić ich każde życzenie, przede wszystkim o bogactwie. Ci ludzie właściwie produkują wszelkie bogactwa świata w sensie fizycznym. Są właścicielami banków i to oni produkują pieniądze. I wyobraź sobie, taka zabawna sytuacja, właściwie jak w bajce. Życie właściwie wygląda tak samo jak bajka. Niewiele się różni. Powinienem to opowiedzieć jako taką baję. Sto lat temu kilku możnych bankierów pomyślało, iż z powodu, że posiadają złoto, posiadają też rozum i zatrudnili kilku naukowców, żeby odpowiedzieli im na nurtujące ich pytanie o sens ich życia. Naukowcy, którzy pracowali dla nich, nie byli tymi naukowcami, których szukali. Byli to chciwi cwaniacy, którzy zebrali się, licząc na to, że na dworze bogaczy za wykonanie kilku eksperymentów zarobią całkiem niezłe pieniądze.
Wiadomo było, że bogaczy nie interesuje działanie pro publico bono, czyli dla dobra społecznego. Bogaczy interesowało tylko tyle, żeby poprawić ich własne samopoczucie i żeby dać im możliwość posiadania tego patentu na własność. Tak więc wszyscy naukowcy, tacy jak Nikola Tesla, Wilhelm Reich, George Lakowski i setka innych ludzi, mniej lub bardziej znanych każdemu z nas, nie załapała się na tą współpracę, ponieważ ci ludzie deklarowali, że to, co robią, jest pro publico bono. Robią to dla ludzi, żeby każdy mógł sobie to wybudować, każdy był równy, żeby każdy mógł zrozumieć to, co się dzieje dookoła. Ale to nie odpowiadało bogaczom, więc stworzyli taką ligę. Właściwie mieli wcześniej, wiadomo, zamożni ludzie mają troszkę większe możliwości i bywają w innych miejscach na wakacjach. Może pewnego dnia im odjechały i założyli taki tajny klub, tajne stowarzyszenie. W każdym razie efekty tego tajnego stowarzyszenia pozostały. I tak się zmówili ci wszyscy zamożni ludzie, że właściwie zatrudnili i zaufali tylko tej części nauki, która dawała im możliwość na wyłączność. Czyli tak czy siak, już na samym początku, na samym starcie tej drogi Rothschild, Rockefeller, Smithsonian Institute i tak dalej, wpieprzyli się w taki centralny kanał naukowy, bo właściwie musieli wybrać taką opcję, która nie rozwija żadnej nauki, jest tylko i wyłącznie próbą znalezienia odpowiedzi na nie wiadomo co.
To miało być potwierdzenie teorii, którą dysponowali dżentelmeni. Teoria brzmiała tak, że jedynymi ludźmi niezastąpionymi na świecie są oni, natomiast reszta jest motłochem, taką trzodą do hodowania jak krowy. Rozumiesz? Na mięso, armatnie. I do tego się to sprowadzało. I teraz trzeba było udowodnić, dlaczego niektóre jednostki są bardziej predysponowane do życia na świecie. Udowodnić sobie, żeby samemu zacząć wierzyć w to, że to gówno, które się wyrządza na świecie, ma jakikolwiek sens. Ale żeby to udowodnić, trzeba troszkę więcej niż sama chciwość. Posiadanie skarbców banków naprawdę nie wystarczy. Posiadanie nawet najbardziej prestiżowego ekonomicznego wykształcenia nie robi z ciebie mądrego człowieka.
Może wręcz odwrotnie, robi z ciebie wtórnego kretyna. Permanentnie wtórnego kretyna, który jest w stanie uwierzyć w każdą bzdurę. Więc wiadomo było, że ci ludzie też walili pieniądze na badania naukowe i odkryto komórkę. Odkryto fakt, że komórka się powiela. Zawsze każda zdrowa komórka ma jeden rodzaj procesu. Powiela się, duplikuje. I na podstawie tej komórki, która jest w naszym organizmie, która tworzy cały ten świat zwany Ziemią, fizyczny, panowie wpadli na pomysł, że pewnego dnia będzie za dużo ludzi i ci ludzie ich zjedzą żywcem wręcz, czy jakoś tak. I oni już nie będą mogli być takimi oświeconymi iluminatami technologii posiadającymi władzę, technologię, pieniądze i wszystkie narzędzia do kształtowania dnia codziennego paru milionów ludzi w swoim ręku. Stwierdzili, że to jest to rozwiązanie, więc trzeba zrobić tak, żeby ta bakteria się nigdy nie rozmnażała. I wymyślili sobie taki program, że będą eliminować połacie ludzkości tak na masową skalę.
Jedna wojna, druga wojna. Ci, którzy przeżyją, to będą ci, którzy będą najbardziej odpornymi, trwałymi osobnikami, które zaadoptują się najszybciej do nowych powojennych warunków. Dlatego tak istotne było stworzenie nowych, tak zwanych powojennych generacji, które szybciutko zapakowano w szufladki o nazwie konsumpcjonizm, kapitalizm, socjalizm, inny izm. Doskonała historia. Jezuici doskonale się na tym znają. Robią to od bardzo dawna. Wszelkie historie, to jest historia, ale chodzi mi o wszelką opozycję, którąkolwiek mogli spotkać w Europie, skutecznie wycięli. Wszystkie niezależne próby powstawania think tanków, które mogłyby im zagrozić, zostały skazane na porażkę i te think tanki zostały zmuszone do łączenia, żeby było zabawniej, do Watykanu. Dlatego rycerze maltańscy są częścią Watykanu. Podróżują na paszportach watykańskich.
Rycerze, nie członkowie zakonu, bo to jest co innego. Co innego pospólstwo, a co innego szlachta. I co jest ciekawe, właśnie widać ten nieustanny podział świata. Co jest dosyć kuriozalne, kiedy spojrzysz na to, że żyjemy w XXI wieku i doskonale wiemy, że problem przełudnienia na Ziemi nie jest w ogóle realnym problemem. Jest problemem wymyślonym przez kolesi, którzy myśleli, że odkryli model klimatyczny, że odkryli wszystkie modele rządzące światem. I teraz jest taki zabawny moment, że ilekroć ustawiasz ten teleskop na kosmos, nagle się okazuje: o siedź, galaktyka, która nie powinna istnieć, o siedź, połączenie grawitacyjno-magnetycznych pól, które nie powinno istnieć, o siedź i to nie powinno istnieć, i to nie powinno istnieć, a to wszystko istnieje. Jak się okazuje, tak ta nauka coraz bardziej jest na marginesie samej siebie. I to już tak mocno w marginesie samej siebie się okazało, że właściwie wszystkie te pomysły na temat eliminowania chorych jednostek, taki pomysł nazistów, taka druga Sparta, się okazał trefnym pomysłem. Właściwie nie wiadomo, co znaczy chora jednostka, jednostka chorobowa. Każda ma swoją grupę bakterii, która jest potrzebna po to, żeby cała reszta mogła funkcjonować w doskonałej równowadze.
Słynna historia z parku Yellowstone, którą kiedyś opowiadałem, że zabrakło wilków w parku, jednego gatunku, bo komuś tak wpadło do głowy, że po co tam wilki. Wystrzelali wszystkie. I jak wilki wróciły, to nagle wrócił cały ekosystem. I nie ma czegoś takiego, że na świecie jest ktoś niepotrzebny. Ale widzisz, w głowie człowieka, który już jak mawiają w mojej rodzinie bardzo nieeleganckie powiedzonko, tu przepraszam wszystkich o wrażliwych uszach, proszę odsunąć dzieci od głośnika, od radio komputera, że tak powiem, ci, którzy mają już tyle pieniędzy, mają takie wrażenie, że wyżej srają niż swoją głowę noszą. Troszeczkę tak już to wygląda. I już troszeczkę oszaleli i stwierdzili, że są już taką elitą intelektualną i elitą wszystkiego na świecie, że teraz będą dbali o ten nowy porządek. I zobacz, co się dzieje. Przecież masz masę historii, które są związane bezpośrednio z rządami i systemem sprawowania tak zwanej sprawiedliwości, czyli sądami i policją, wszystkie służby policyjne na styku korporacji i władzy, szczególnie firmy farmaceutyczne. Zobacz, co się dzieje w dziale terapie nowotworowe na świecie.
Dosłownie parę chwil temu został opublikowany miażdżący blueprint, tak zwany blueprint. Całe rozpracowanie naukowe, jak usuwać raka w ekstremalny sposób za pomocą technologii plazmowej. Technologia kosztuje grosze. No ale właśnie technologia kosztuje grosze, a stawka na to, żeby w ogóle ten cały świat funkcjonował, kosztuje od pacjenta w okolicach, ty tego nie wiesz, bo może ci mówią, że płacisz to z ubezpieczenia społecznego i tak dalej. Bullshit. Prawda jest taka, że i tak wszystko idzie z twojego portfela. Niech ci się nie wydaje, że poseł płaci za ciebie albo twój prezydent. Naprawdę nie wierz w takie opowieści. W każdym razie twoja terapia kosztuje od trzech do piętnastu tysięcy dolarów miesięcznie i są to pieniądze, które cały ten tak zwany system zdrowia w jakimkolwiek kraju, w Anglii jest tak samo, musi zapłacić korporacjom, od których kupuje sprzęt, defibrylatory, skanery, kable, wszystko. Powiem ci najlepszy numer, że to najbardziej zaawansowany sprzęt laboratoryjny jest produkowany na 110 wolt nawet na Europę.
Wyobrażasz to sobie? To jest taki monopol, że ty musisz mieć nawet instalację 110 wolt do tego urządzenia, bo jest produkowane przez amerykańską firmę i tylko ona ma licencję na sprzedawanie ci tego urządzenia. Rozumiesz? I dlatego właśnie wszędzie w gazetach masz takie zaproszenia do udziału w programach badań nad rakiem sponsorowanych przez duże korporacje. Nie dość, że oni cię okradają, mordują ludzi na zamówienie, bo to jest morderstwo na zamówienie. Jest tu kilku ludzi, którzy pracują na zamówienie kilku innych ludzi, żeby stworzyli coś, o czym wszyscy wiedzą, że nie działa, bo to nie ulega żadnej dyskusji. Okej, wiemy, że zachodzą pewne anomalie, że czasami może sporadycznie zadziałać. Nie neguję tego, ale wszyscy doskonale wiemy, że w dziesięciu przypadkach jest to ludobójstwo i że w ogóle w dzisiejszych czasach nauka poszła tak mocno do przodu, że naprawdę to, co nawet nam się wydawało kiedyś może nie tyle ludobójstwem, ile rozwiązaniem bardzo poważnego problemu, dzisiaj się okazuje, że właściwie dodajemy sobie truciznę do jedzenia. Ale teraz, pomimo, że dużo z nas myślało przez jakiś czas, że to taki przypadek przy pracy. Ktoś się potknął, ktoś się nie zastanowił, ktoś nie przemyślał i tak po prostu się wydarzyło przez przypadek.
To teraz bardzo łatwo się można zastanowić i samemu osądzić, czy jest to taki przypadek. Skoro masz na świecie tyle terapii związanych z nowotworem, ta terapia związana z technologią Keshe, plazmowa jest niesamowita. To jest po prostu miażdżące wszystkich. Ale okej, nie jest to jedna terapia. Jest niesamowita, miażdżąca terapia robiona za pomocą wody, która zawiera cząsteczki wodoru, ale tego specjalnego wodoru, tego tak zwanego brown gas, czyli brązowego gazu. Bo to też jest plazma, tylko że w innej formie, w sensie czysto gazowej. I to wszystko. I jest masa takich terapii. Są zioła, które są nieprzeciętnie skuteczne na nowotwory. Nazywają się między innymi cannabis.
Rozumiesz wszystkie te zabawne rzeczy, które nagle nie wiadomo skąd, stają się tematem w pełnym kontrowersji w społeczeństwie. Ja to przerabiam troszkę z technologią Keshe jako człowiek, który pracuje w tej technologii i też jako użytkownik cannabis, który też jest, że tak powiem, zawsze w tych cywilizacjach tak troszeczkę z boku, gdzieś na kącie. I to jest zabawne, jak rzeczywistość mija się z faktami, jak to jest skonstruowane, jak to oglądasz od środka. Jeżeli się przyjrzysz, przyjrzysz na swoje własne życie, możesz jasno zauważyć, że pomiędzy twoim zdrowiem a tym, co proponują ci korporacje farmaceutyczne, jest duża różnica. To jest moment, kiedy rozmawiamy o dwóch różnych sytuacjach, chociaż teoretycznie powinniśmy gadać na ten sam temat. Ale nie, tak nie jest. Jakim cudem, jak to jest zorganizowane, że na jaką masową skalę są robione akcje propagandowe, które ustawiają i układają całe społeczeństwa, całe masy ludzi do myślenia konkretnych rzeczy na konkretne tematy, tak żeby wszyscy byli urobieni, tak żeby grupa ludzi doprowadzała do tego, żeby część z nas lądowała w dębowych trumnach tylko dlatego, że żyje w bardzo toksycznym świecie i jak na ironię lepi ten świat swoimi własnymi rękami. Także jak nagle ktoś się tam budzi, mówi, że to mi się nie podoba, to ktoś mówi: „Ale wiesz, zrób świat inny”. Wiesz, o co chodzi. I generalnie część ludzi robi ten świat inny.
Ale jeżeli chcesz w ramach systemu, to nigdy ci się nie uda, bo system jest zaprojektowany tak, że nigdy nie będzie inaczej. On jest od góry tak zaprojektowany. Bo jakim cudem tyle tysięcy odkryć naukowych, tyle tysięcy prac badawczych nagle zostaje zakopanych w ciągu ostatnich 20 lat? Chociażby kilka kluczowych 10 czy 20 prac, które zmieniłyby dosłownie wszystko, łącznie z pozyskiwaniem energii. Przecież gdyby na Ziemi nasz gatunek w całości był objęty czymś, co nazywamy popularnie inteligencją albo jakimkolwiek śladem drobnego intelektu w głowie, to nie byłoby żadnego problemu. Nasza cywilizacja być może teraz, już po czasach Nikoli Tesli, latałaby w kosmos albo nie wiadomo co. W ogóle nie byłoby na pewno tych problemów, które są teraz. A jeżeli przyjrzy się naszej cywilizacji teraz, to nie ma żadnego postępu technologicznego. Słyszymy czasami jakieś niesamowite opowieści o technologiach i z reguły zaraz po tej opowieści słyszymy opowieść o tym, że człowiek, który ją promował, zniknął w dziwnych okolicznościach. I oczywiście nikomu się nie chce ruszyć po to tyłka.
Jedyna sytuacja, którą pamiętam, została publicznie opublikowana informacja na temat tego, że istnieje urządzenie, które produkuje prąd za darmo. To była informacja w Irish Times i to było parę lat temu, gdzie jedna z firm, która wyprodukowała takie urządzenie, zamieściła całostronicową reklamę, żeby się każdy dowiedział, ponieważ chcieli dotrzeć do rządu, wysłali zapytania, wysłali wszędzie swoje oferty i nikt nie był zainteresowany. A to mała wyspa, na którą wszystko trzeba dowieźć promami, łącznie z węglem, ropą i tak dalej. Słuchaj, nie było nikogo zainteresowanego. Jak to jest możliwe? Myślę, że łapiesz, o co mi chodziło. Jak to jest możliwe, że nikt się nie wyłamał? Przecież każdy doskonale wie, z czym ci panowie przyszli. Każdy doskonale wie, widząc taką technologię na biurku, na swoim biurku, o czym jest mowa. Każdy doskonale wie, co widzi, kiedy widzi opis technologii plazmowej Keshe na temat leczenia nowotworów i na przykład ustawiania w ogóle historii z prądem elektrycznym.
Przecież każdy to od razu wie. Każdy z ludzi nauki doskonale o tym wie. Przecież to jest na podstawie rzeczywistych badań, które się odbywają od 50 lat, prac naukowych i to takich poważnych. Sam ostatnio trafiłem na parę takich prac, jedną sprzed 10 czy 11 lat na temat właśnie fizyki nuklearnej. Najnowsze odkrycia z fizyki nuklearnej dotyczące tego, co tak naprawdę kształtuje naszą rzeczywistość i co tak naprawdę bardzo mocno zmienia, wywala do góry nogami punkt widzenia na wiele spraw, między innymi chociażby kwestię tego, kim jesteśmy na tej planecie, jak jesteśmy tworzeni, czy w ogóle jakiekolwiek przeludnienie ma sens, bo się okazuje, że coś takiego nigdy nie nastąpi na tej planecie na przykład, że to są takie wyliczenia szaleńców, którzy wymyślili sobie, że według ich możliwości fizycznych, posiadanej armii i zasobów są w stanie fizycznie kontrolować grupę, przypuśćmy 200 000 ludzi. I są w stanie zarządzać nimi na tyle sprawnie, żeby się nie zbuntowali przeciwko. I do tego się to sprowadza, że jest dalej grupa ludzi, która sobie wymyśliła kawałek świata, w którym będzie miała swoich 200 000 niewolników i te 200 000 niewolników będzie dostarczało im codziennie rozrywki po tym, jak wszystko się zmieni na świecie, jak nas już tam potencjalnie nie będzie. Bo my jesteśmy taki, wiesz, mindless vassal. Takie bezmyślne dzbany do noszenia tylko portfela przy sobie. Jak się okazało, ta historia związana z wywołaniem tej globalnej pandemii, wojen globalnych i dosłownie wysadzenia w powietrze pół świata skończyła się na tym, że właściwie pojęcie, które kiedyś jeszcze istniało i było taką marchewką na każdego z nas, żeby partycypować w tym wspólnym zabijaniu, żeby zostać tą klasą średnią, która będzie płaciła podatki na wojny w Wietnamie, później na wojny w Afganistanie i tak dalej, ze swojej własnej kasy i próbowała dorobić się jeszcze lepszej firmy, jeszcze lepszego biznesu, żeby stanąć przy jeszcze większym własnym basenie i jeszcze większym domu.
Ta część, która jeszcze była zapraszana, teraz już nie jest zapraszana. Teraz wydaje mi się, w ogóle takie wieści z całego świata dochodzą, jak rozmawiam z ludźmi z różnych miejsc, że pojęcie klasy średniej właściwie przeszło do historii jako takiej. Nie ma już właściwie klasy średniej, wszyscy jadą na jakichś permanentnych długach. Właściwie utrzymanie czegoś, co się nazywa normalnym standardem życia, w ogóle jako takie nie jest możliwe bez poddania się takiemu permanentnemu niewolnictwu. Jeżeli oczywiście chcesz żyć na zasadzie takiego skóra, fura, basen i komóra codziennie inna, to się już nie da. To jest tylko zarezerwowane dla elity. I teraz, przyglądając się jak w lusterku tej elicie, co tam jest w tych basenach, to właściwie nic nie ma. Bo co jest w tych basenach? W Watykanie to wiemy. To nastoletnie dzieci pływają.
Chyba już nawet martwe. Tam jest naprawdę mocno choro. Tam już ludzie wymyślili, że zabawą na życie jest odbieranie życia najmłodszym ludziom i czerpanie z tego satysfakcji. No i właściwie okazało się, że cała ta elita świata nie doszła nigdzie, poza tym, że właściwie doprowadzili się do skraju takiego załamania nerwowego, w którym, żeby potwierdzić fakt swojego istnienia, muszą za te wielkie, koszmarne pieniądze robić sobie te wszystkie tajemnicze spotkania, Bohemian Group i tak dalej. Okej, ktoś może powiedzieć, że jest to takie kontrowersyjne. „Tomek, mówisz Bohemian Group, mówisz, że jacyś tacy kolesie”. Ale stary, po prostu przestańmy pieprzyć głodne kawałki. Po prostu spójrz prawdzie w oczy. Naprawdę świadków tych wydarzeń, poważnych ludzi, którzy są jeszcze bardziej poważni niż ty i ja, jest na świecie sporo. Naprawdę.
To, że nie napisała o tym gazeta i to, że nie powiedział o tym dziennik w telewizji, to wiesz co? Pieprz to. Wsadź sobie to, że tak powiem, w buty, bo tyle jest to warte. Nawet nie jest warte, żebyś buty sobie wsadzał, bo jeszcze sobie krzywdę zrobisz. Wrzuć to i spłucz to w kiblu. Dosłownie tyle jest to warte. Ponieważ, jak się okazuje, za każdym razem, kiedy jest jakaś ważna sprawa dookoła, nagle media, nagle wszyscy ci ludzie, którzy na co dzień udają prawych obywateli, bo taki koleś, który jest właścicielem telewizji, gazety, on wychodzi do kamery, czasami ktoś robi z nim wywiad, mówi o tym, jak miał ciężkie dzieciństwo, zbierał butelki, nosił do skupu, sprzedawał marchewki na rogu ulicy. Pewnego dnia poznał tego starszego pana i później już był milionerem. Właśnie. Rozumiesz.
Dokładnie. I wszyscy ci kolesie mówią o tym, jak ciężko dochodzili do sukcesu, jakie ciężkie decyzje w życiu podejmowali. Co za bullshit. Przecież są wstawieni, wszystko kolesie przez tych, którzy kierują tym wszystkim. Nie można dostać licencji na rządowe nadawanie bez kontaktów w rządzie. Wszyscy o tym doskonale wiedzą. To jest towarzystwo klepiące się po tyłkach i macające się po wszystkich częściach. Dlatego takim chyba dobrze ze sobą. Przy czym już mocno odleciane. Na tyle odleciane, że uwierzyło, że stanowi jakąkolwiek elitę na tym świecie, że stanowi jakikolwiek miernik czegokolwiek.
Poza tym, że moim zdaniem ci ludzie naprawdę stanowią po prostu kawał gówna i mocną miernotę. I często jest tak, że może być taka sytuacja, że w tym momencie któryś z nas, może ty, może ja, właśnie jesteśmy częścią tego wielkiego gówna i tej wielkiej miernoty, która próbuje ułożyć świat w taki sposób, żeby jakoś to było, jakoś to będzie, jakoś poukłada. Jeżeli nie będzie trzęsień ziemi, wszystko będzie pięknie. Jeżeli jakoś to się rozejdzie i musimy sobie tych spraw załatwiać. Ale teraz się okazuje, że nawet już dla nich nie wystarczy, bo ten plan na strategię przetrwania tak naprawdę, jak się okazuje, był bardzo brutalny. Jak zwykle wykańcza się najszybciej własnych żołnierzy i cała ta mafia, cała ta ustawka przez to, że wychowała pokolenie bęcwałów, które nie ma ani grama, ani resztki oleju w głowie, które jest w stanie pójść w ramach leczenia się ze wszystkich możliwych chorób do apteki i kupić wiadro pestycydów, następnie zerżeć to wiadro pestycydów i następnego dnia pójść po kolejne wiadro pestycydów i też je zerżeć. Dziwi się, że schodzi z tego świata. Ciekawe dane tutaj są udostępniane z NHS. Nie są one udostępniane publicznie, ponieważ są zbyt zastraszające, ale są udostępniane w rządowych raportach, których oczywiście nikt nie chce przeglądać i nikt nie chce czytać, ale jest obowiązek prawny udostępnienia takiego raportu i tam są wyniki badań, które trzeba udostępnić. Nie trzeba o tym głośno krzyczeć, ale on po prostu musi być prawnie dostępny.
Taka zaleta życia w kraju prawa. Papiery z NHS mówią o tym, że dosłownie, nie wiem, czy z Księciem Edwardem o tym nie gadaliśmy jakiś czas temu, nie wspominałem tego, ale wygląda to na 50% ludzi przeznaczonych do trumienki z powodu na nowotwór. Dosłownie. Tak bezczelnie napisano, że 50% populacji właściwie who cares, czyli kogo to obchodzi? I tak będą mieli raka. Dosłownie. Właśnie, a ja tym momentem... Mmm, czuć tu chleb. A ja sobie siorbię herbatę. Mój dowcip został zauważony o brązowym gazie.
Oczywiście brązowy gaz, jak najbardziej. Gaz brown, brązowy gaz. Polecam sobie przestudiować. Oczywiście chodzi o Yale Brown, nazwisko dżentelmena, ale taki dowcip. Brązowy gaz. Także sobie sprawdź brown gas, jak nie wiesz, o co chodzi, bo to jedna z wielu takich technologii, które były bardzo znane, mocno znane i jak się okazuje, nagle jeden z takich tematów po prostu znikł. Jaka jest moja konkluzja przy tych wszystkich tematach, opowieściach? Chyba czas na jakąś konkluzję najwyższy po tych moich wynurzeniach. Konkluzja jest trywialnie prosta. Zobacz, za każdym razem, kiedy pojawi się jakieś ciekawe rozwiązanie, które może dramatycznie i diametralnie zmienić oblicze twojego i mojego życia, zaskakujące, z każdej możliwej dziedziny, pojawia się tylko na chwilę.
Jest taki języczek uwagi. To szczęśliwie widzimy tylko i wyłącznie dzięki internetowi najczęściej albo jakimś bardzo niszowym wydawnictwom, publikacjom gazetowym, gdzie pewne rzeczy jeszcze zdążą przecieknąć, że tak powiem, przez palce wielkiej cenzury, zanim news się rozpłynie. Trafiamy na takie wiadomości i co? I nagle się okazuje, że technologia zakopana pod ziemię, czy to właśnie z dziedziny medycyny, czy transportu, czy właściwie energii, bo to jedno i to samo, po prostu informacja. Chodzi de facto o informację, moja droga słuchaczko i mój drogi słuchaczku. Nic więcej. Informacja o tym, że jest to możliwe do zrobienia w inny sposób, bardziej ekologiczny, bardziej ekonomiczny, bardziej przystępny. Nikt nie musi za to płacić. Rozwiązania są gotowe. Leżą jak nie w sejfach od 100 lat, to właśnie teraz są robione gdzieś tam w jakichś laboratoriach.
Chociażby tutaj jest kilka rozwiązań, które zastosowane wszędzie na masową skalę spowodowałoby redukcję zużycia prądu elektrycznego na gigantyczną, masową skalę. Mowa jest o minimum od 50 do 80% redukcji na dzień dobry. Wyobrażasz sobie w skali całego kraju, kiedy parę milionów gospodarstw domowych dokładnie w tym momencie robi taki numer, jak się zmienia świat? Ile wtedy ludzie mają czasu na swoje własne życie? Ile nagle w tym momencie ludzi stwierdzi, że okej, po prostu nie biorę tego dealu na swoje własne plecy. Okej, nie stwarzam świata korporacji w tym momencie, który po prostu zwariował, bo de facto doszło do tego, że my jako society, tak zwane społeczeństwo, własnymi rękami zbudowaliśmy swoją własną zagładę. Nic więcej. Sami wybudowaliśmy sobie schody, później wybudowaliśmy sobie podest, później całą ramę. Sami sobie nastrzeliśmy tę brzytwę. Później okazało się, że to szubienica, ale nie było problemu.
Nawet że jest to szubienica. Sami zamontowaliśmy mechanizm. Właśnie teraz sprawdzamy mechanizm na tych, którzy troszkę słabiej sobie radzą. Zawsze są tacy, którzy sobie słabiej radzą. Oni obniżają wartość naszego gatunku. Komórka się rozrasta i zdrowa komórka się po prostu rozrasta. Także trzeba niszczyć komórki, bo inaczej będzie nas za dużo i nie będziemy mieli już na homary i inne z kawiorem suchary na naszym stole. Dokładnie. Nie będzie już na burdele, nie będzie na prostytutki, nie będzie na pedofilię dziecięcą, nie będzie na, nie wiem- Nie będzie na zabawę, na mordowanie ludzi dla zabawy i nie będzie na władzę. Nie będzie nikogo, kto wytrze mój tyłek.
Tak sobie myślą, podejrzewam, ci kolesie i nam sprzedali tę wizję świata. Jak wielu z nas, ile razy się złapało na tym, że chcemy mieć taki ładny domek gdzieś na plaży z palmą się najlepiej marzy i tak dalej. Ile razy popadliśmy w życiu ofiarami niespełnionych marzeń, bo to z reklamy tak fajnie wygląda. I w filmie głównemu bohaterowi się udało. To może w życiu też się uda. Taki klasyczny numer. A wiadomo, że cały numer jest tak zrobiony, że w życiu się nigdy nie uda, bo jest tak zaprojektowany. Jeżeli pojawia się co roku, co parę lat tyle i tak solidnych rozwiązań i nic z tych rzeczy nie chce trafić na twoje biurko i na moje biurko. Nic. Szczęśliwie na moje akurat trafiło.
Na twoje też już trafia. Ale to już tylko i wyłącznie dlatego, że sami wzięliśmy to we własne ręce. Tylko i wyłącznie dlatego. Ale jeżeli chodzi o kwestie tak zwanego mainstreamu i nie tylko mainstreamu, bo tu jeszcze kwestia tak zwanych zależnych, niezależnych jest dokładnie tak samo. Myślisz, że tam dostaniesz jakąś dużą różnicę, inną dawkę? Tam dostaniesz dokładnie ten sam news przemielony, tylko że z drugiej strony. Nie będzie alternatywy dla tego w większości przypadków. Dostaniesz opozycję do tej sytuacji, tak żebyś dalej był skonfliktowany. Czyli jeżeli w telewizji pracuje jeden temat oficjalny, to wiadomo, że na tak zwanych mediach niezależnych nie będzie tego newsa, tylko będzie opozycja do tego newsa. W rzeczywistości dalej jesteś w tym samym, cytując Sigmę z McDonald's, zespole zadań.
Dokładnie, nic się nie zmienia. mielisz dokładnie to samo w kółko, a rozwiązania są i nikt nie podaje tych rozwiązań za bardzo. Szczęśliwie niektóre tam trafiają powoli, ale są to tak zwane bezpieczne rozwiązania. Takie, które nikomu nie wywróciły nic do góry nogami. Przypadkiem, żeby nie pokazać za dużo, bo zbyt radykalne rozwiązania z reguły są bardzo mocno kontrowersyjne. Ale to jest dziwne, bo ta kontrowersja nie wynika z niczego. Nie ma tam nic kontrowersyjnego poza jedną rzeczą: dżentelmenami oraz czasami lady wychodzącymi przed swoje kamery i mikrofony i mówiącymi: „A teraz, proszę państwa, kontrowersyjny temat”. I od tego się zaczyna cały numer. Prawda, że proste? I w tym momencie cała technologia, wszystkie rozwiązania, które powinny być czymś normalnym dla nas, lądują w szufladzie „coś kontrowersyjnego”.
Korporacje i grupka iluminatów nie może czuć się lepiej i bardziej spełniona w dzisiejszych czasach, kiedy dookoła ma taką opozycję, która własnymi rękami sobie poderżnie gardło, własnymi rękami doprowadzi do swojej własnej katastrofy, własnymi nogami uklepie sobie nagrobek i przydepta, żeby nigdy spod niego nie wyjść. To jest fantastyczne. Myślę, że doszliśmy właśnie do takiego punktu i teraz jest punkt zwrotny, że część z nas mocno się odwraca od tego. Nazywać można milion sposobów, jak mawiał dziadek, czyli taką najprostszą metodą chłopo-robotniczą. Nie można już być idiotą przez tyle lat. Jeżeli widzisz, że kolesie z tej strony i kolesie z tamtej strony to są przysłowiowi, excuse my French, tu użyję bardzo nieparlamentarnego słowa, są podpierdalacze ciężkiej wody. To co, będziesz się bujał z tym tematem? Będziesz dalej głosował na partie polityczne, dalej będziesz się zajmował tym tematem czy nie? Myślę, że jeden z głównych powodów, dla którego media, jakiekolwiek by nie były, nas zawsze trzymają z dala od działających rozwiązań, bo są zbyt kontrowersyjne. Kontrowersja to jest dokładnie ten powód, że bardzo łatwo wielu z nas mogłoby usiąść przy swoich stolikach, swoich warsztacikach i zrobić to rozwiązanie działające na całym świecie.
Tylko komu jest to rozwiązanie potrzebne? Na pewno nie tym, którzy chcieliby widzieć ten swój własny basen w otoczeniu tych sławnych ludzi i na pewno nie tych, którzy chcieliby żyć z tego, że są opozycją systemu. Bo tak długo, jak jest system, tak długo możesz być opozycją dla systemu i nie musisz nic robić, co jest w ogóle najbardziej zajebistą sprawą w tym wszystkim. Jest to tak wygodna robota, że się w pale nie mieści. Nic nie robisz, musisz tylko kontestować, pojechać, poprotestować i tak dalej. Z reguły zaraz szybko się okaże, że masz oficera prowadzącego, który pomoże ci jeszcze protestować głośniej i na dodatek cię dowiezie jeszcze na protesty. Będziesz protestował tam, gdzie ci każą. Jaka to różnica? I zobacz, jaki to jest zabawny świat, że my sami do bardzo dużego stopnia sobie produkujemy ten świat z filmu Walta Disneya. To jest w ogóle fenomen.
Kompletnie ignorując rozwiązania, które działają dla nas, próbując się przelicytować między sobą, który z nas trafi do tej elitarnej grupy tych 200 paru tysięcy, których iluminaci łaskawie pozostawią na tej planecie. I tak się licytujemy między nami, któremu się uda ten wyścig na pierwszą pozycję, który się załapie. Tak wygląda budowa współczesnego społeczeństwa. Siebie, radionafali.com. Ja mam na imię Tomek, a ty słuchasz „Hiperprzestrzeni”. Ja dzisiaj łapię troszkę takich wątków po porządkach po tym całym tygodniu. I taki prosty wątek, prosty i zauważalny chyba przez każde oczy, każde uszy i każde sensory organicznej istoty na tej planecie, że coś dziwnego jest w tle. I to bardzo dziwna gra, która nie pozostawia żadnych złudzeń, że ktoś tutaj gdzieś tam wysoko powciskał swoje ręce i swoimi brudnymi machinacjami wykonuje jakieś nieprzeciętne gówno na tej planecie. I wiadomo, kto jest w to zamieszany. Zamieszany jest na to na 100% Watykan i Bank Watykański, bo to oni zajmują się handlem żywym towarem.
Ciekawostkę ci powiem. Powiem ci dwie ciekawostki, bo to tak na marginesie dzisiejszej historii. Ciekawostka, którą dowiedziałem się Nie powiem skąd. Dowiedziałem się z bezpośredniej ręki. Miałem tu gościa i taką opowieść usłyszałem, że do Watykanu, nie podam ci liczb, mogę mieć liczby dla ciebie, mogę zdobyć liczby, bo to nie jest żaden problem, ale zostawmy liczby. Powiem ci po prostu, jaka jest historia. Słuchaj. Watykan, miejsce, w którym mieszkają z reguły emeryci. Tak jest oficjalnie, tam trzeba się dosłużyć, żeby się dochrapać. Ale jak się okazuje, w ogóle dziwni emeryci, dziwni ludzie, bo można sobie sprawdzić oficjalnie, jaka jest populacja Watykanu, ilu ludzi tam aktualnie przebywa i tak dalej.
Oficjalnie jest to niby jawne. Wiadomo, tam parę ludzi zawsze jest w tajemnicy, nie wiadomo, ilu jest do końca, ale spodziewałbyś się bardziej może 10, może 100 osób, o których nie wiesz, które w Watykanie są, a które tam być nie powinny na przykład. Ale wyjaśnij jedną rzecz, sobie wyjaśnij. Ja sobie to wyjaśniłem. Mam swoje własne podejrzenia. Jakim cudem do Watykanu przyjeżdża transport mleka? Przyjeżdża potężna ciężarówka, która przywozi jakąś gigantyczną ilość mleka. Dosłownie nienormalną ilość mleka, która właściwie wystarczyłaby na zapewnienie mleka dla całej potężnej rzymskiej, dużej dzielnicy. Nie mówimy o małym państwie watykańskim, mówimy o dużej, potężnej dzielnicy. To tak, jak duża hurtownia mleka, dosłownie.
Przyjeżdża pod specjalną bramę. Kierowca musi wyjść z tej ciężarówki, oddaje kluczyki człowiekowi z Watykanu, który wsiada do tej ciężarówki. Brama się otwiera i samochód wjeżdża do Watykanu. Kierowca czeka na zewnątrz przez godzinę. Ciężarówka wraca pusta, rozładowana po godzinie, on dostaje kluczyki z powrotem do ręki, może odjechać. Pytanie jest: komu potrzebna jest taka tona mleka? Szczególnie kiedy jest w takim wieku. Nie podejrzewam, żeby biskupowie i pracujący tam pracownicy tej korporacji pijali codziennie w okolicach, bo to wychodzi na jakieś chyba 50 litrów mleka na głowę. Ciekawe. Co, dzieci tam mają?
Taka ciekawostka. I wielu ludzi to wie. Wielu ludzi wie, jak wie. Wielu ludzi w Watykanie o tym wie, bo to nie jest kwestia tego, że ja się dowiedziałem, bo tacy ludzie jak ja mają o tym nie wiedzieć. Ale postaw się na miejscu tych, którzy tam są na miejscu i o tym wiedzą, bo o tych jest mowa. To nie jest mowa o tobie i o mnie, bo my o pewnych rzeczach nie wiemy. My jesteśmy stawiani zawsze na tą drugą szalkę, na tą drugą stronę. Mamy być tym tanim mięsem, że tak powiem, do zaorania tej cywilizacji. Wszystkie rozwiązania, które mają służyć naszemu dobrobytowi, naszemu zdrowiu, są automatycznie przez tych naszych dobrych przyjaciół, którzy tak nieustannie epatują nas wyrazami swojej miłości w naszym kierunku, są ewidentnie zakopywane pod ziemię. Przecież żadna gazeta w Polsce ci nie napisze o tym, że jest technologia, która redukuje ci na przykład zużycie prądu elektrycznego i leczy z nowotworów.
I to w niesamowity sposób. To tak, jakby Gazeta Wyborcza nagle napisała sobie na pierwszej stronie, razem z Blueprintem na drugiej stronie wydrukowała informację pod tytułem: jak tu sobie zbudować urządzenie, które redukuje ci zużycie prądu elektrycznego. Wyobrażasz sobie taki numer na przykład Gazety Wyborczej albo wydanie Onetu, albo coś takiego? Albo tutaj w Anglii wydanie BBC główne, że nagle jest urządzenie, które redukuje zużycie prądu elektrycznego. Ludzie, róbcie sobie te urządzenia, ludzie, leczcie się, bo jest metoda, jak się samemu w rewelacyjny sposób wyleczyć i tak dalej. Nie, nawet nie ma informacji o tym, że jest w ogóle taka technologia. Już nie mówię o tym, że ktoś ci każe to robić, że ktoś ci poda informację pod tytułem: rób. Mówię o tym, że w ogóle jest i że nikt tego nie zakopuje pod ziemię. To pierwsza rzecz, której się dowiadujesz, kiedy trafiasz na tak zwane te dziwne zależne, niezależne media, różnie to się nazywa. Zawsze jest to powiązane z grupką ludzi, która jest troszeczkę wyżej, która ma trochę inny pomysł na życie.
Zawsze jest ten sam argument, że ludzkość jest na to niegotowa. To jest jedna rzecz, że to jest nikomu niepotrzebne. To jest też bardzo częsty argument i że to jest przede wszystkim tobie niepotrzebne i że to nie działa i na koniec, jak jeszcze się uprzesz, to usłyszysz, że to nie są tematy, na które chciałbym rozmawiać z tobą. Taki tekst z reguły. Nie zajmujemy się takimi tematami. To czym się zajmujemy? To jakimi tematami mamy się zajmować? Tańcem na lodzie? Gołą dupą jakiejś aktoreczki? To dla chłopaków, a dla dziewczyn to nie wiem.
Trzeba by się dziewczyn spytać, czym mają się zajmować, bo tam też już jest strategia dla dziewczyn, że też mają mieć różowe paznokcie i szukanie księcia, który przyjedzie złotym Bugatti. Mniej więcej. Winona najlepiej. Takie klasyczne podejście do tematu. I tak się urabia tych ludzi. Urabia, urabia. Mnie i ciebie próbuje się urobić, ale wiadomo, że nie jest to robota na jedną parę rąk ani nawet na cztery pary rąk. Wiadomo, że jest to poważny proces, w którym zaangażowanych jest w cholerę ludzi i to na bardzo wysokich stanowiskach. Zobacz na Polskę. Mały kraj gdzieś na zadupiu świata, w ogóle nieznany przez nikogo.
Można powiedzieć tylko Wałęsa, ale to gdzieś w katolickich krajach i Jan Paweł II. Jakoś tak. To może tam gdzieś ktoś zapamiętał, ale tak normalnie to jest taki duży kraj w Europie, ale poza Europą. A ty znasz duży kraj w Indonezji? Dokładnie na tej samej zasadzie. Nikt nie zna. Nikt nie wie, który jest największy. Chyba że masz mapę pod ręką, wtedy możesz wiedzieć. Anyway, tak czy siak zobacz takie małe państewko, a zobacz jak skorumpowane. Ale ta korupcja sięga, to nie jest tylko kwestia władzy, że na przykład u władzy aktualnie w Polsce jest kogoś, kto lubi młodych chłopców.
I wiesz, jest taki niespełniony troszeczkę z tym wszystkim i jego kumple też są tacy dodgy, bo to jest wszystko z Komisją Europejską, a tam już w ogóle chłopcy mają takie imprezy, że ja nie wiem, ile tam lat mają panienki, pięć czy siedem? Bardzo dziwne towarzystwo. Bardzo dodgy towarzystwo, jak to się po angielsku mówi. Ekstremalnie dodgy towarzystwo, które zabawia się razem z tym polskim, które próbuje aspirować do tego europejskiego, żeby się dorwać na jeszcze lepszą zamkniętą imprezę, gdzie będzie jeszcze bardziej perwersyjnie takim specjalnym zaproszeniem VIP. No i wiadomo, że ci chłopcy są skorumpowani od początku do końca, bo oni właściwie tylko dla wałów są tam. Ale za tym stoi pewna zastanawiająca mentalność. Znajomy opowiadał mi ciekawą historyjkę w tym tygodniu. Znajomy z Polski, bo gadaliśmy sobie na Skype'ie i opowiedział mi ciekawą historię. W jego miejscowości, nie będę podawał nazwiska ani konkretów, kolesie, których zna, bo to grono biznesmenów, postanowili wybudować fabrykę czy coś kupili i postawili fabrykę. Zapytałem, bo chodziło o pewną technologię tej fabryki, głupia sprawa, słabo ze zdrowiem, tak bym powiedział.
Raczej toksyczna historia. Tak się spytałem, ale oni się nie zastanawiali nad tym, że jak to postawią, to przecież robią samo gówno. Przecież to śmieci, syfi. Przecież to jest katastrofa ekologiczna, mała dla tych wszystkich ludzi dookoła i w ogóle ten produkt i to wszystko to jest podpierdolka, to nikomu niepotrzebne. Ale widzisz, jest na to kredyt, jest na to biznes, nie? Ja mówię: zaraz, ale okej, to oni zatrują wszystko dookoła tutaj, to gdzie będą mieszkali? Czym będą oddychali? A widzisz, oni sobie kupili domy na Mazurach. Fabrykę stawiają w zachodniej Polsce, a domy sobie kupili na Mazurach. Trzeba być naprawdę ciężkim młotem, żeby myśleć o skali świata, w którym się żyje w taki sposób, że co?
Że ta brudna woda tam nie dopłynie? To jest okej. To jest jeden mechanizm, ale z tej brudnej wody, co jest tam robiona, są robione rzeczy, które trafiają do kolesia, nawet jak będzie na Mazurach. Bo on sobie nawet nie zdaje sprawy, ale jeżeli on robi taki numer, to inny koleś zaraz na Mazurach stawia mu fabryczkę. Nawet o tym nie wie, że koleś na Mazurach jest taki sam cwany gapa jak on i do jego ulubionego jeziora, w którym on się codziennie lubi kąpać, wlewa taki shit, że ten koleś się wykorkuje zaraz. Bo każdy próbuje troszeczkę, może nie każdy szczęśliwie. Mam nadzieję, że nie ty. Ja na pewno już skończyłem z tą zabawą, ale bardzo wielu dżentelmenów właśnie w tym guście, w tym towarzystwie próbuje ciągle uczestniczyć w tej zabawie. Kto się załapie na ten stołek dla tych 200, którzy mają przeżyć, tysięcy czy jakoś tak, tej elity. Kto się załapie na stołek dla elity, kiedy wszystko pieprznie, kiedy wszystko się wywróci na plecy, to kto zostanie z największą ilością gotówki w kieszeni?
I z wpływami. To po kogo przyjedzie wojsko, kiedy zacznie się powróć na przykład? Rozumiesz? Takie numery, bo to jest tego typu myślenie, że jestem VIP, jestem kimś tutaj. Cokolwiek się stanie, nikt mnie nie ruszy. Rozumiesz? Zastanawiające. Naprawdę zastanawiające. I to jest ta mentalność intelektualna, która stoi za tym pomysłem na świat znanym od słowa illuminati z łaciny, bo chodzi oczywiście o łacinę, bo w końcu to się wzięło z Watykanu. To jest włoska mafia, CIA, policja, politycy, Europejski Parlament, Europejska Komisja do Spraw Atomistyki.
Wielu ludzi w ogóle, bo to potężne pieniądze, grube pralki pieniędzy, gigantyczne. Handel bronią na masową skalę. Tak jak mówiłem ci na początku tej audycji, jeżeli szukasz właścicieli firmy Beretta, która robi broń, to szukaj w Watykanie. Watykan jest właścicielem tej firmy i nie tylko tej, innych. Ma pakiety, ma udziały i to jest tak zrobione, żebyś się nigdy tego nie dowiedział. Tam ledwo co wyszło to, że oni mają właśnie fabrykę broni i amunicji, bo to trochę trefna sprawa, bo w sumie zajmują się zbawieniem. To też kwestia definicji zbawienia. Oni zawsze mieli dziwną definicję zbawienia. I z tego, co wiem, co dotarło do mnie, co w wielu miejscach w Europie krąży, Watykan próbuje spolaryzować tak opinię publiczną i doprowadzić do jakiegoś konfliktu zbrojnego, bo to jest gigantyczne zarabianie pieniędzy i to jest ten program eksterminacji ludzkości, którą inni sobie tak wyobrażają zawsze, że właśnie w ten sposób to się odbędzie. Może ci się to nie podobać.
Możesz stwierdzić, że nie masz na to żadnego argumentu, ale się zapytam o kilka logicznych spraw ciebie, jeżeli masz problem z tym i wydaje ci się, że to jest bzdura. Spójrz na ilość badań naukowych związanych ze współczesną medycyną, farmakologią i przedmiotami codziennego użytku. I teraz sprawdź, ile z nich wskazuje właściwości bardzo toksyczne, bardzo negatywny wpływ na nasze życie, o czym doskonale wiedzą producenci, o czym doskonale wiedzą rządy, o czym doskonale wiedzą ludzie zatrudniani przez te rządy z uniwersytetów za duże granty, po to, żeby badali te substancje. Sprawdź. Nagle się okaże, że połowa substancji przeszła, a to są takie toksyny, że to się w głowie po prostu nie mieści. I one wszystkie przechodzą. Czyżby to był przypadek, że tak się dzieje? Natomiast spójrz na drugą stronę. Kiedy pojawiają się wszystkie te cudowne rzeczy, które łącznie z tym możesz sobie wyhodować u siebie w domu, nagle naprzeciwko ciebie staje potężna maszyna zbrojeniowa, tak jakbyś był co najmniej armią terrorystów. Przyjedzie ci drużyna antyterrorystyczna, wywalą drzwi do chaty, będą przystawiali pistolet do głowy.
„Oddawaj cannabis, bandyto!” Rozumiesz? A ty, stary, właśnie się leczysz za pomocą oleju RSO z nowotworu, bo nie stać cię na 15 000 miesięcznie haraczu dla korporacji farmaceutycznej, która produkuje wszystko w Stanach Zjednoczonych. Taka spółka giełdowa. Zawsze akcje muszą rosnąć o twoje zwłoki do góry. Rozumiesz? Takie proste rzeczy. I to jest chyba prosta mentalność, że nie da się ukryć, że żyjemy w ciekawych czasach i że pewnych rzeczy już się nie da schować pod dywan. Po prostu widać. Widać, kto tu jest frajerem i kto aspiruje do grupy posiadającej władzę, jak to się mówi, komu chce się załapać na ten stołek Przepraszam za swoje nieeleganckie słowo, proszę odsunąć dzieci od głośników. Raz, dwa, trzy, cztery.
Kto jest na tyle popierdolony w swojej głowie, żeby móc w głowie procesować taki konspekt na życie, że tu rozpierdoli ludziom całe środowisko naturalne, a kupi sobie dom na Mazurach i tam będzie miał czysto. Tu rozpierdoli, tu nasra, ale tam będzie miał czysto. Rozumiesz? To jest mentalność tej elity w skali makro i w skali mikro. Jedyne, co możemy zrobić w tej sytuacji, to każdy z nas indywidualnie, ty i ja, zadać sobie to pytanie, czy naprawdę chcemy dołączać do tego wyścigu, czy nam się to podoba, czy właśnie chcemy zrobić dokładnie taki numer, że nasrać tutaj, a później się przeniesiemy w ładne miejsce i niech ktoś po nas sprząta, a my na tym zarobimy i będziemy myśleli, że na tym polega świat, bo będziemy elitą dzięki temu. Czy też będziemy elitą, nie będąc de facto elitą, tylko współpracując ze sobą na równych zasadach i po prostu szanując się nawzajem wszyscy razem i dając sobie szansę na korzystanie z naszych niesamowitych możliwości jako cywilizacja. I nagle się okaże, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane. Ale widzisz, to nie jest przypadek, że nie da się rozwiązać tych globalnych problemów, skoro mamy taką pulę około tysiąca patentów na dzień dobry, żeby rozwiązać wszelkie problemy energetyczne. Już nie mówię o Keshe, naprawdę nawet o tym nie wspominam. Mówię o wszystkich pozostałych nawet rzeczach.
I to można zrobić w ciągu dosłownie dwóch, trzech lat, w ciągu właściwie jednego roku. Taka jest prawda. Bo to wystarczy, że w tym momencie gazety, zamiast pisać ci o tym, co powiedział prezydent i o tym, jaki terrorysta cię zaatakował, napiszą ci coś innego. Ale widzisz, obawiam się, że w tym momencie właściciel gazety straciłby sens swojego życia. Natomiast jest pytanie, czy przypadkiem to nie jest tak, że my odzyskujemy sens swojego życia, kiedy przestajemy czytać te gazety? Myślę, że tak. Także z tym wnioskiem cię zostawiam, z tą refleksją, człowieku i znikam sprzed tego mikrofonu. Pojawię się za tydzień jak zwykle. Dziękuję serdecznie Radiu Paranormalium za retransmitowanie hiperprzestrzeni i przy okazji przypominam, że niedługo się pojawi jeszcze Radio Czas Snu Grzegorza, także też nie zapomnij tam wpaść. A ja jeszcze przypomnę na dzisiaj na koniec, że tu jest jedna rzecz, która jest właśnie w produkcji, w drodze.
Pewien podcast i puszczę dżingla tego podcastu. Podcast jest produkcji nowego załoganta Radia na Fali. Radio ma nowego pirata. Ta łajba ma nowego kozaka, a co! No i ten nowy kozak to Bart i Bart robi nieprzeciętny podcast. Nazywa się „Chata mistyka”. Ja teraz puszczę dżingiel, żebyś wiedział, o czym mowa, jeżeli przegapiłeś dżingiel. Pokaz przedpremierowy odbył się tydzień temu, a dzisiaj nie będę robił pokazu przedpremierowego, bo za chwilę przede wszystkim wyjmuję chleb z piekarnika i chcę się wyspać, ogarnąć kilka rzeczy, bo siadam wreszcie do tej korespondencji, bo zawaliłem kilka spraw. Po prostu nie było czasu siąść do korespondencji radiowej, do kilku innych rzeczy. Muszę całe biuro Go To The Forest ogarnąć, bo masa po prostu spraw.
Samo siedzenie w laboratorium to niestety nie wszystko. Trzeba z niego czasami wyjść i sprawdzić maile, wszystkie tego typu rzeczy, czy tam przypadkiem nie ma żadnych zapodzianych historii, pogubionych, które trzeba teraz pokleić. I przy okazji pozdrawiam serdecznie, panie Piotrze z Józefowa. Przesyłka jest w drodze. Przepraszam za opóźnienie, ale po prostu dosłownie ten bajzel w laboratorium się taki pojawił, także proszę tam oczekiwać. Jest w drodze. Sam o to zadbałem własnoręcznie parę dni temu. Anyway. Także wybacz mi, człowieku, takie troszeczkę rozpuszczenie tematów w radiu w ogóle, były chwilowe porządki. W sensie rozpuszczenie do odpowiedzi na maile i tak dalej.
Całą korespondencję. Tak zawisłem z tymi mailami. Także teraz wracam do biura, ogarnę trochę maili radiowych, firmowych, popracuję trochę. Dlatego dzisiaj znikam sprzed mikrofonu. Nie będzie dzisiaj wieczorowej pory. Tak sobie troszkę przeciągnąłem hiperprzestrzeń, żeby nie było, ale jeszcze puszczę dżingla, a niedługo się ten podcast w ogóle pojawi, bo też niedługo się pojawi kilka rzeczy związanych z Radiem na Fali i troszkę porządków wiosennych. Więcej nie będę mówił, bo co tam gadać, to trzeba robić, a nie gadać i tyle. To co? To puszczam dżingla, to się dowiesz co niedługo w Radiu na Fali i nie tylko, bo też wygląda na to, że w Radiu Paranormalium też będzie. No i wiesz, Radio na Fali zasila kilka miejsc.
Małą stajnią się pojawia w kilku miejscach. Bardzo dobrze. To co? Zapraszam na dżingla.
[01:48:30] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”.
[01:49:26] - No dokładnie. Co? No. Także domyślasz się już, co będzie. Ci, którzy byli tydzień temu doskonale wiedzą, bo przesłuchali sobie „Chatę mistyka” przedpremierowe rozdanie. My tu jeszcze parę chwil czekamy na główny znak od Barta, który da znak i powie: „Puszczać! Torpede luz!” Jak głosi sekwencja, jak głosi dialog pomiędzy krokodylem A Maharadżą z filmu „Hydrozagadka”. Dokładnie. Zanim pojawi się podcast, jeszcze parę chwil. Ja dzisiaj znikam, mój timer pokazuje, że za trzy minuty muszę biec do piekarnika.
Wyłączam piekarnik, wyciągam świeży, pachnący, pięknie wyrośnięty chleb. Chleb tym razem z dodatkami. W tygodniu jest normalny, ale jutro jest niedziela, tak że troszeczkę ekstrasów w chlebie. A te ekstrasy to oczywiście rodzynki i oprócz rodzynków, zawsze zapominam polską nazwę. Staram się sobie przypomnieć. Rodzynki i żurawina! Dokładnie. Otóż to. Tak że chleb z rodzynkami i żurawiną. Takie coś na mnie czeka.
Tak że jeszcze chwilę. Nie, już znikam. Już nie będę cię męczył tutaj przy mikrofonie. Sorry, że nie ma dzisiaj wieczorowej pory, ale ja dzisiaj sobie odpoczywam po ciężkim tygodniu. Ponieważ i tak wracam dzisiaj do biura, siadam przed komputerem i odpisuję na maile. Taka jest prawda. Tak że jeszcze mam troszeczkę rzeczy przed sobą, a jutro piękna, miła niedziela. Tu się zaczęło lato, tak że wreszcie wakacyjny klimat. A ja zapraszam cię za tydzień, gdzie wreszcie, mam nadzieję, rozpocznę tę historię o ściemniaczach, bo dzisiaj nie przez przypadek taki wstęp zrobiłem, żeby uporządkować kilka rzeczy. To, o czym dzisiaj mówiłem, się bardzo mocno wiąże z cyklem kilku podcastów, dokładnie trzech odcinków, które teraz sobie zaplanowałem.
To jest „Hiperprzestrzeń”, to wcale nic nowego. Tylko że pociągnę jeden ciekawy temat związany właśnie z Egiptem i pewnym drobnym szaleństwem, które się wydarzyło kilku ludziom w głowach. Dokładnie. Pozdrawiam wszystkich palaczy cannabis. Peace and love, mój drogi palaczu i palaczko. Puść tam jakąś chmurę w dobrej intencji, bo ja dzisiaj, tak jak powiedziałem, nie będę na wieczorowej porze, ale tutaj sobie gdzieś na boku skręcę jakiegoś jointa i odpisując tę korespondencję z jakąś herbatą z mlekiem, na spokojnie, na dobranoc sobie puszczę jakąś dobrą chmurę w dobrej intencji. Tak że człowieku, puść tą chmurę razem ze mną, ale to dopiero za pięć minut, jak wyjmę chleb z piekarnika, bo tu już mi timer miga. Obracam się ciągle, stąd ten dziwny głos. Znika i pojawia się, pojawia się i znika, bo tam mam timer z drugiej strony i przyglądam się uważnie na ten moment, kiedy wreszcie mój chleb będzie gotowy i chyba poczekam razem z tym timerem. Otóż w tym momencie nawet i tak nie zdążę nic zrobić.
Poza tym, że czekam na dzwonek. A ja przypominam, że oprócz tego możesz mnie spotkać w technologii plazmowej w piątek na Zoomie. Na YouTubie możesz znaleźć. Wszystko jest nagrywane na wideo. Jeżeli się zajmujesz technologią Keshe, to zapraszam. Nazywa się „Technologia Plazmowa” na YouTubie. Cały kanał znajdziesz bez problemów. To jest historia związana z Go2TheForest. Znajdziesz to wszystko w internecie, na Facebooku i nie tylko. Tam możesz mnie szukać w piątki wieczorami, bo tam się udzielam w piątki wieczorami, a tutaj w soboty i być może wreszcie z powrotem gdzieś w środku tygodnia.
A na razie w środku tygodnia przypominam ci: etykieta zastępcza księcia Edwarda. No właśnie, to tyle z tych wszystkich rzeczy na razie. Pozdrawiam w ogóle Grzegorza z „Czasu Snu”. Pozdrawiam Ivelliosa z Radia Paranormalium i ciebie, słuchaczu online oraz ciebie, słuchaczu offline słuchającego z taśmy. Jak słyszałeś, mój chleb właśnie czeka na mnie. Świeży, pachnący, wypieczony. To ja znikam żreć jakąś kanapkę. Smacznego nawzajem. Dziękuję i do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni”, prradio.fali.com.