[00:00] - To think for yourself and question authority. Szumi ognisko w lesie, hiperprzestrzeń się w świat niesie. Czuj, czuwaj — chciałem powiedzieć. Żartowałem oczywiście. Uważaj harces, bo się usmarces, jak mówił Tytus w pewnym odcinku. Tytusa Romka ja Tomka cię witam w hiperprzestrzeni, jak zwykle w sobotni wieczór w Radiu Na Fali, ciągle jeszcze transmitowany, ale teraz nieustannie, szczęśliwie dzięki pozdrowieniem Veliosy, dzięki Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy drugiej osoby, dzięki której to się emituje w świat, czyli Grzegorzowi Czas Snu. Peace and love, gentlemens. I oczywiście tobie, człowieku, wysyłam pozdrowienia, słuchający tego na żywca.
I tobie słuchający tego gdzieś w podróży. Jestem na Skypie. Oczywiście. Skype to jak najbardziej radionafali.com. Także zapijaj jakby co, ziom. Dzisiaj po prostu rymuję i nawet nie czuję. Pozdrawiam Księcia Edwarda serdecznie. Nie wiem, czy będę nawiązywał tak strasznie do „Księcia”, ale ciekawe rzeczy, człowieku. Książę jest w archiwum na Radiu Czas Snu: czasnu.com i tam sobie idziesz, i tam jest Czas Snu u Grzegorza. Strona nazywa się Czas Snu i tam jest etykieta zastępcza „Księcia”, który leci tu w środę.
Pozdrawiam serdecznie Książę. Doskonała muza, doskonała. Mam nadzieję, że dzisiaj się troszeczkę podciągnę przy księciowym graniu. Dokładnie, bo on tam przy strumynku, ja tu cicho w lesie, a głos się rozchodzi. Hej! Po grudsku powinienem krzyczeć, ale nie wiem, czy w górach takie lasy... Raczej wieje wiatr czy jakoś tak. Przystąpmy do tematu dzisiejszej opowieści. Przypominam, że jeszcze jest oczywiście czat Radia Na Fali: chatrnf.chatango.com. Jestem na tym czacie.
Będzie dzisiaj parę linków. Uwaga! Jakoś tak wyszło, że wracam troszkę do organizacji materiałów dokumentacyjnych podczas opowiadania tej opowieści. Zebrało się tyle konkretnych opowieści, a ja je odłożyłem wszystkie na półkę. Była zima, byłem tu zajęty sprawami. Dalej jestem. Gdybyś, dziewczyno i chłopaku, zobaczyła syf, nieprzeciętny syf, który mam na biurku. Ale szczęśliwie podłoga, cała reszta jest okiem znana. Także widzisz, elegancko. Oczywiście w lodówce jak zwykle mam szampana.
Kawioru nie lubię. Czy ja żartowałem? Chyba nie. Ale mniejsza o to. Nie żartuję. Szampańskie nastroje, o to mi chodzi. Sobotni wieczór, bo ja tu mam dzisiaj porządki wiosenne, ogarnąłem część i powoli wymiatam te śmiecia po zimie. Kilka ciekawych pomysłów, niesamowite odwiedziny niesamowitych ludzi, spotkania. Właśnie dlatego dzisiaj nie będzie wieczornej pory. Może przyciągnę trochę hiperprzestrzeń.
Tak mi się coś wydaje, bo jutro mam gościa i jeszcze mam do tego chleb do zrobienia dzisiaj. Rozumiesz pani i rozumiesz pan. Właśnie patrzę się na swój zakwas, jak dochodzi do siebie. Wziąłem lampki choinkowe. Sorry, że tak od kuchennej strony dzisiaj, bo tak czy siak porządki wiosenne. Ja tu mam troszkę takie historie, które sypną ci piaskiem z pustyni po oczach. A co! Siebie. I z tej okazji, że porządki wiosenne i zanim sypnę ci tym piaskiem pustynnym po oczach w tej dzisiejszej opowieści, to pochwalę się, że znalazłem, oczywiście jako użytkownik Magravów, technologia Keshe, jak najbardziej. Człowieku, nie słuchaj głupot.
Sprawdź sobie sam. Ja sobie sprawdziłem i oczom swoim własnym nie wierzę. Tak czy siak, mam drugie urządzenie, które muszę odpalić, je troszeczkę wrzucić na właściwy tor i ono startuje z takich małych mocy, a ja mam zakwas na chleb. Ta-ra-di-dam! Człowiek kojarzy fakty. Czy rozumiesz mnie, drogi Watsonie? Tak jest, mój Sherlocku. Tak więc podłączyłem oczywiście lampki choinkowe. Uwaga, znalazłem choinkowe lampki, które kiedyś w ferworze jakiejś strasznej imprezy, wracając dosłownie lata temu, kiedy ledwo co zacząłem tu mieszkać ze swoim współlokatorem, zahaczając o lokalne nie wiadomo co, troszeczkę tak relaksacyjnie byliśmy w radosnych nastrojach i było przed świętami. Wzrok padł na lampki.
Wow! Bierzemy lampki. Wzięliśmy te lampki i one przeleżały w kuble. Taki kubeł na śmieci, na papiery, który nigdy nie jest opróżniany, bo tam właściwie nigdy nie ma papierów w przedpokoju i się okazało, że właściwie one tam leżą od czterech lat. Także wziąłem lampki i świecę lampkami w zakwas, bo mówiłem o tym chlebie. I powiem ci, że te lampki są jak lampki w piekarniku. Także masz zakwas, chcesz mieć temperaturę, a Książę jest tutaj ekspertem. Ja, pomimo nie chwaląc się, jeżeli chodzi o produkcję chleba w domowym zakresie, bo jestem taki self-independent w niektórych dziedzinach swojego życia, jak się mówi po angielsku, czyli niezależny. Chleb to lubię mieć własny. Ostatnio, po sąsiedzku dostałem.
Sośka zmontował i próbowałem, i jadłem. Zażerałem się litewskim chlebem. Doskonały, taki ciemny chleb, troszeczkę inny, z kminkiem, ale naprawdę doskonały. Rewelacja! Wracając do chleba, zanim zacznę sypać piaskiem z pustyni, żeby zrobiło się troszkę na głodno, liczę na to, że cię od strony emocjonalnej zmęczysz się, poczujesz głód, historia lepiej wejdzie, zagryziesz paznokcie, poczujesz się lepiej. Oczywiście żartowałem. Z tej okazji wziąłem te lampki, podpiąłem pod tą maszynę, Magrava tak zwanego. Nie, że redukcja się zrobiła taka fajna. Potężna redukcja prądu. Jak masz coś takiego i chcesz sobie robić redukcję prądu, to warto pomyśleć o tym urządzeniu.
Nie będę mówił ile procent. To jest inna historia, w której się udzielam. Nazywa się technologia plazmowa i możesz to spotkać na YouTubie. Tam razem z całą gawiedzią, z całą ekipą opowiadamy o technologii plazmowej. Ja się tam też dosyć mocno udzielam przy tym wszystkim. Anyway, możesz to znaleźć. Nie jest to żadną tajemnicą, ale zostawiamy te wszystkie technologiczne historie i wracamy do zakwasu, zanim jeszcze sypnę ci piaskiem w oczy. No więc słuchaj, wziąłem te lampki choinkowe. One są w ogóle nierozpakowane, na plastikowych stelażach. Możesz sobie pójść i kupić w sklepie.
Podejrzewam, że kosztują grosze. Teraz jest akurat świąteczny sezon, także w sam raz, cena spada w dół. No i właśnie lampki w sytuacji, kiedy robi się troszeczkę chłodno, bo zakwas jest troszkę moim wstępem do dzisiejszej audycji. Co ma zakwas wspólnego z tym piaskiem pustyni? A mianowicie to, że zrobiło się troszeczkę chłodno. Zrobiło się na tyle chłodno, że tutaj musiałem ruszyć po sztuczki księcia, po edukację, bo właśnie chciałem wspomnieć nieskromnie, nie chwaląc się, że to ja nauczyłem księcia robić chleb i to ja pokazałem mu ten cały chlebowy świat. Ale książę mnie przerósł. Uczeń przerósł mistrza i ja właściwie teraz to się uczę od niego tych sztuczek od dłuższego czasu. Także to nie jest taka krótka historia. No i tutaj okazało się, że lampki choinkowe, które można znaleźć gdzieś w domu, poszukaj, poszperaj, doskonale się nadają do podgrzewania zakwasu.
On reaguje tak jak na lampki w piekarniku. Słuchaj, powaga. I jeszcze taka atmosfera świąteczna. Chleby. A ja ostatnio robię chleb z dodatkiem owoca. Nazywa się... Och, nie rodzynki. Z rodzynkami bardzo lubię. Poważnie. Sułtańskie rodzynki.
Doskonała rzecz do chleba. Poważnie. Nie żartuję. A teraz robię z... Kurczę, jak to się nazywa? No zapomniałem polskiej i angielskiej nazwy. Wszystkiego zapomniałem. Co za historia. W każdym razie chleb jest bardzo smaczny i podgrzewam sobie ten zakwas lampkami i zakwas doskonale się czuje, ma idealną temperaturę. Propaguję, rozumiesz?
Rozmawiam z nim. Wiesz, jesteśmy kumplami. W końcu hoduję ten zakwas już chyba czwarty rok, także trochę się już znamy. Trochę też się nasłuchał hiperprzestrzeni, tak samo jak ty i ja. No właśnie, i co to ma wspólnego z tym piaskiem z pustyni dzisiaj ten mój zakwas? Bo zakwas sobie rośnie na lampkach, żeby było mu cieplej, bo zrobiło się chłodno. Temperatura spadła do niebywałych rozmiarów. Rozmiar temperatury. Wyobraź to sobie jak rozmiar gaci, rozmiar temperatury. I kiedy spadła do tej niskiej temperatury, mój zakwas oczywiście się zasmucił.
Ja też troszeczkę, bo chłodno się zrobiło. I taka ciekawostka, że tego spadku temperatury nie przewiduje żaden z modeli klimatycznych tej pogody, która się aktualnie dzieje w całej Europie, bo pewnie miałeś podobnie, jeżeli jesteś w Polsce. Nie wiem, jak jest w Australii. Pozdrawiam w ogóle ladies and gentlemen from Australia i nie tylko, bo i Kanady. Tu troszeczkę jest ludzi z całego świata, bo to radio internetowe, nie trzeba mieć anteny i dostrajać, prawda? Wygodna sprawa. Na radiokomputerze można słuchać. I właśnie z tej okazji się okazało, że właściwie jest tylko jeden model, który poniekąd przewiduje takie hocki-klocki pogodowe. I to jest, można powiedzieć, nie tyle model zmian klimatycznych, ile model zachowań klimatu, jego odpowiedzi, jego feedbacku, tak można to nazwać, na to, co się dzieje z planetą Ziemia, na przestawianie się tych płyt tektonicznych. Przepraszam bardzo, zaraz muszę sobie łyknąć herbatę.
Przerażająca wiadomość jest taka, że... Bardzo przerażająca. Okej. Przerażająca wiadomość jest taka, że te zmiany klimatyczne, które dzieją się nad powierzchnią Ziemi, właściwie są efektem tego, co się dzieje pod powierzchnią Ziemi i można powiedzieć, że jest to taka fala wyprzedzająca. Cokolwiek się stanie na zewnątrz, generalnie pierw hucza pod spodem i nie wiem, jak to określić, bo ja chyba trochę zamieszałem. Właściwie tak, fala wyprzedzająca. My widzimy dziwną pogodę, a po chwili nie wiadomo, co się dzieje. Rusza jakaś niesamowita historia z czymś, co nazywamy katastrofą albo i nie, albo zmianą. Tak można to określić. No i taka pogoda, która się teraz pojawia, w ogóle jest kompletnie nieprzewidywalna.
O tym się oficjalnie nie mówi, bo telewizja zawsze ma swoją prognozę pogody. Zawsze jest sponsor przed, sponsor po. Trzeba tą mamonę, bilon z Babilonu wyłożyć, nasycić bożka współczesnego, do którego wszyscy się modlą. No właśnie, jakimś dezodorantem. Pozwolisz, że łyknę sobie herbatę. I musi być ta prognoza pogody w telewizji. Ale ona taka jest, wiesz, no nie za bardzo. Na podstawie zdjęć satelitarnych, które są robione z takim rozpędem przez pięć dni i później sobie oglądasz i generalnie jest pewne prawdopodobieństwo, że ta fala powietrza, która sobie zasuwa gdzieś na tych zdjęciach, akurat dalej będzie leciała prosto, że nie skręci. Ale tego nie wie nikt. To jest taka słodka tajemnica mamy natury.
Zmiany klimatyczne. Poza jedną koncepcją, która się pojawiła całkiem nie tak dawno temu, koncepcją potwierdzającą nasze— pozwolisz, że zrobię taki dramatyczny efekt. Co ja tu zrobiłem? Niedobrze zrobiłem. Potwierdzająca nasze najczarniejsze sny o... No niektórych najczarniejsze sny. O zmianie cywilizacji, o zmianie globalnej tej planety, o której tak często wspominam. Niektórzy czekają. No nie wiem, może jakąś sektę założyć, taką drugą Heaven's Gate. Ja się nie zabiję, ale ty wpłacasz milion dolarów.
I czekamy na koniec świata. Rozumiesz? Coś w tym stylu. Ja go będę przesuwał systematycznie, tak wiesz. Milion się będzie kurczył w kieszeni, to ja poproszę o drugi. A co! I tak będzie ten koniec świata. I tak będzie. Są bardzo takie ciekawe wieści, które się niekoniecznie rozchodzą po internecie jak świeże bułeczki w piekarni nad ranem, na rogu tej ulubionej piekarni. Są takie newsy z Kalifornii, że ewakuuje się ludzi, wysyła się informację o tym, żeby się przygotowywali, żeby byli zawsze almost ready, almost steady, jak jest na ostatniej płycie Iggy Popa, bo coś nadchodzi.
Dużo ludzi w Stanach Zjednoczonych, takich independent researcher, ale takich affiliated by government, czyli przyklejonych do rządu, kolokwialnie mówiąc, czyli współpracujących z rządem, mówi bardzo dużo na temat tego, że jeżeli teraz łupnie, to już tak łupnie, że nikt się nie pozbiera. Mowa jest o aktywności potężnych wulkanów. Jeżeli słuchasz „Hiperprzestrzeni” wiesz, o czym mówię doskonale. To nie jest żadną tajemnicą. W każdym razie oni ciągle mówią o tym samym i to nie jest żadna specjalna tajemnica. Wiadomo, że obrazkiem, który wyprzedza to całe wydarzenie, będzie zmiana klimatu. Takie raptowne ochłodzenia, ściemnienia się, przyciemnienia, przechmurzenia, rozpogodzenia, przegrzania i tak dalej. To jest taka historia, która, jak się okazuje, wypływa teraz spod tego nowego modelu klimatycznego, który się pojawił. Nie tyle model klimatyczny, ile pojawia się informacja, że stary model klimatyczny, który jest zresztą bardzo egzotyczną rzeczą. Pozwólcie, że sobie łyknę herbaty.
Egzotyczną jest dlatego, że powstał na spotkaniu kolesi w 1972 roku w Rzymie. To się nazywało jakiś konwent w Rzymie, konferencja rzymska i były pierwsze komputery. Jeden z kolesi wymyślił, że jak wprowadzi jakiś algorytm, jak często są chmury i co od tego zależy według jego badań, to wyrzuci sobie... Przepraszam bardzo, ja sobie popijam jeszcze herbatę. Coś mi w gardle zaschło. To wyrzuci mu z tej maszyny liczącej wynik, który będzie znamionował przyszłość, będzie pokazywał, jak będzie wyglądała pogoda jutro, pojutrze i do końca świata. Jak się domyślasz, programy komputerowe i zaawansowanie technologii w latach 1970–1990 chociażby nawet było tak potężne, że ten model klimatyczny to taka fanaberia troszeczkę. Po prostu koleś doskonale sprzedał niezły kit. To w ogóle była historia dobrego biznesu swoją drogą, bo to poszło po takich dużych bazach danych, analizowanie tego wszystkiego. Wszyscy zwariowali, bo jak można przewidzieć pogodę, to można przewidzieć ruchy ludzi, socjotechniki.
Słuchaj, słynna historia. Ja ją kiedyś opowiadałem. Coś tak drążę. Mówiłem o tym piasku prosto w oczy z pustyni, a ciągle do tego piasku daleko, bo idę na mikro. Sorry, ale jak weźmiesz młotek, roztrzaskasz kwarc i sobie wrzucisz w oczy, będzie szczypało tak samo. Także zmierzamy w kierunku piasku. Piasek to właściwie naturalny polimer, to właściwie kwarc. Także spokojnie. Zaczynam ci sypać tym piaskiem w oczy. Take it easy, my brother and sister.
W każdym razie wracając do tych kwarcowych historii, bo zdaje się o tym chciałem wspomnieć. Co ja chciałem wspomnieć? O eksperymentach i tym, jak dobrze sprzedano niektóre pomysły związane właśnie z tymi algorytmami na wyliczanie nie wiadomo czego. Okazało się, że ktoś to sprzedał nieźle. Taki dobry numer. Książę doskonale wie, o co chodzi. Pozdrawiam serdecznie z tymi sprzedawcami. Second man, second hand man, second brain man. Tak zwany middleman, pośrednik, menadżer. Człowiek, który ma ideę, którą zrobi twoimi rękami, a ty ją zrobisz.
Oczywiście on skasuje prowizję. Model współczesnego biznesu. I się okazało, że można to sprzedać jako bazę do analizy i wojsko może kupić służby wywiadowcze i biznes, że możesz analizować rynek. To jest, jak mówił Bill Hicks: „To jest dobry rynek, to jest wielki rynek”. It's a fucking good day market. Amerykański market oczywiście, US market. Więc służby wywiadowcze, bo to z reguły pierwsi ludzie, którzy mają access do tych technologii. Sprawa nie jest dziwna. Z reguły na tych rzeczach biura patentowe trzymają łapy służby wywiadowcze. O tym chyba wszyscy na świecie wiedzą, poza niektórymi, którzy są naprawdę naiwni jak dzieci we mgle.
Właściwie jeżyk we mgle, bo ja z Polski jestem, w Polsce się urodziłem i jestem Polakiem tak normalnie. Także spokojnie, nie wstydzę się tego i będę nawiązywał tu do swojej polskiej tradycji, czyli czeskich bajek. Rozumiesz? Otóż to. Miejmy to polska tradycja w postaci jeżyka. Jo! Pozdrawiam w ogóle wszystkich sąsiadów z Czechosłowacji byłej. W każdym razie wracając do tej historii. Sprzedano tą historię jako algorytm, który może ci pomagać wyciągać dane. Później na podstawie tego połączono to z drugim pomysłem, bo był taki eksperyment, że jak grupa ludzi się skoncentruje na czymś, to się dzieje.
Koniec końców, właściwie eksperyment z kamerą dokładnie, eksperyment ze służb wywiadowczych, bo chodziło o przeliczanie danych do tych wszystkich dziwacznych eksperymentów. I teraz chyba wszystko jest jasne. Ja sobie tak krączę zawsze dookoła. Koleś wyskoczyli z algorytmem do przeliczania danych i uzyskiwaniem mniej więcej średniej, która teoretycznie może przewidzieć coś tam, że maszyna o określonym momencie w określonej przestrzeni zrobi bip albo zrobi dwa razy bip, albo zrobi trzy razy bip i możesz to przewidzieć, chociaż nikt nie wie, co się tam wydarzy. A z drugiej strony masz służby specjalne, które wymyśliły sobie, że zbadają właściwości ludzkiego umysłu, ale takie paranormalne. Ta-dam! Dramatyczna historia, paranormalne rzeczy. I z tej okazji sprawdzali przesyłanie wszystkiego w polu morfogenetycznym. Tu jeden ze słuchaczy mi dzisiaj ubiegł, bo tak wspomniał mi na Skypie. Pozdrawiam serdecznie, że pole morfogenetyczne to jest ciekawy temat, który go frapuje.
Pozdrawiam serdecznie. Kurczę, no właśnie, tak działa to pole morfogenetyczne. Skąd dżentelmen wiedział? Z pola wiedział. Z pola poszedł na pole, wykopał łopatą. Wiedział. Takie rzeczy się dzieją na świecie. A co! I z tej okazji, proszę koleżanki i kolegi Zrobiono taki eksperyment, gdzie jedna osoba siedziała, druga osoba obserwowała na kamerze i chodziło o to, żeby przesłać na zasadzie systemu bezprzewodowego jakąś konkretną ideę w głowie, konkretny kształt, wizerunek konkretnego przedmiotu. Bardzo słynne eksperymenty, bardzo znane.
Bardzo dużo ludzi na ten temat napisało bardzo dużo książek i jedni już powymyślali takie historie, że jak czytasz, to lepiej niż Harry Potter. Ale jest naukowa dokumentacja do tych eksperymentów. Niektórzy mówią, że to niby sterowanie umysłem, ale nie za bardzo. Robiono takie eksperymenty na stacjach orbitalnych ze specjalnymi kartami. One mają swoją specjalną nazwę. Ja oczywiście zapomniałem tej nazwy, także nie przypomnę sobie teraz. Zapomnij o tym. W każdym razie okazało się, że możesz w jakiś sposób oddziaływać na ludzi i CIA teoretycznie, w warunkach laboratoryjnych oczywiście, i to nazywano szumnie w tej pracy naukowej, bo to była praca naukowa jeszcze związana z research laboratoryjnym, akademickim, statystycznym. No i się okazało, że możesz wpływać na człowieka i żeby dobrze sprzedać pracę, bo wiadomo, że to praca za grube pieniądze, bo potężna historia finansowa za tym stała. CIA widziało w tym coś, co roztrzaska cały świat, bo w tym momencie będą mogli wchodzić do głowy każdemu szpiegowi, będą mogli wchodzić wszędzie i przeczytać wszystkie możliwe tajne informacje i nic się przed nimi nie ukryje.
Budżet nie gra roli. Kupujemy wszystko. I tak też zrobili chłopaki. Wydano jakąś abstrakcyjną sumę. Legendy głoszą, że dosłownie jak na ówczesne czasy, a były to lata 70., wchodziło prawie 10 milionów dolarów. Jakaś abstrakcyjna suma, za które chyba w tamtych czasach można było prawie że polecieć w kosmos i zostawić tam na przykład puszkę Coca-Coli na Księżycu i opakowanie po McDonaldzie i chorągiewkę amerykańską, żeby nie było. I to wszystko poszło na te badania. I wniosek musiał być dobry. Najlepszy numer, że połączyło za to chyba dwóch czy trzech generałów w takim głównym sztabie. I numer był taki, że kolesie nie mogli powiedzieć teraz: „Stary, właściwie daliśmy się sfrajerować, bo troszkę przestrzeliśmy z tematem”.
Wiadomo było, że są pewne efekty, że jest to oddziaływanie, ale nie było to nic wspólnego z tym, co próbowano zrobić w tym eksperymencie. Po prostu się nie udało. Zaobserwowano oddziaływanie na siebie, że oddziałujemy na siebie i to wszystko. I to wpisano jako taki szczytny wniosek tego eksperymentu, że to właśnie jest to. I teraz mamy klucz do wszystkiego. I się okazało, że właściwie nie ma klucza do wszystkiego, bo właściwie nie można tak do końca wysterować. Można spowodować reakcję, ale reakcja jest nieprzewidywalna, więc trzeba teraz metodą prób i błędów sprawdzić, jakie bodźce i jakie reakcje i jak można to wszystko skleić. Do czego były potrzebne bazy danych między innymi, które jak się okazało, przy dużej ilości specjalistów od marketingu doskonale chwyciły, bo można zanalizować ilość klientów. Także rozumiesz, eksperyment musiał być sprzedany i to wypuszczono na zewnątrz. No i tam poszła fama, że służby specjalne, bo to brytyjskie służby specjalne miały w tym swój mokry udział, ale to głównie Amerykanie robili, zdaje się.
No i po tych eksperymentach, że jest kamera zamocowana, siedzi koleś i patrzy w kamerę. No i drugi koleś gdzieś tam spaceruje i czuje, że ktoś go obserwuje i ma jakieś reakcje. I tak dalej, i tak dalej. Sprzedawano to do supermarketów jako coś, co wpływa na- bo to jeszcze muszę dokończyć tą rzecz, bo to cwaniacki numer. Rząd nie może robić takich badań, że właśnie pierze ci głowę. Wiesz, o co chodzi. Właśnie rozpieprzam ci wszystko, co tylko mogę, człowieku, a ty płacisz za to podatki. Nie, nie mogę ci tego powiedzieć. Albo próbuję tak rozpieprzyć ci wszystko, co tylko się da w głowie i jeszcze tam wejść i sprzedać ci Coca-Colę. Nie mogę tego powiedzieć, więc muszę to robić w białych rękawiczkach.
To jest think tank, który jest afiliowany przy jakimś tam uniwersytecie, który jest oczywiście przy jakiejś tam fundacji, zrzeszona z fundacją, która z kolei finansuje i jest kimś tam, ciałem decyzyjnym w jakiejś tam pararządowej, paramilitarnej organizacji. Później gdzieś tam się rozbija ciągle Rockefeller Foundation, gdzieś tam po drodze rząd amerykański, wiesz, dużo powiązań, ale firma niby prywatna, czyli jakby patenty wszystkie, cały taki research, jakby coś się działo, to to wszystko wsiąka. Wiesz, nie znajdziesz tych ludzi, wszystko jest pozamykane. Firma rozwiązana. Mieliśmy taki pomysł, ale poczułem, że muszę zmienić swoje życie. Wyjechałem do Peru i teraz pasę lamy. Nie znajdziesz człowieka, bo on pasi lamy i zniknął. Albo nie wiem co. Albo ktoś go rozjechał po drodze. Jakby coś trzeba było zrobić takiego innego z tym wszystkim.
W każdym razie pojawił się ten algorytm, pojawiły się te pomysły na to, że można przewidywać przyszłość, że ta pogoda dla mojego zakwasu zostanie przewidziana tak, jak należy przewidzieć tą pogodę. No i koniec końców sklejono te dwa pomysły ze sobą i zrobiono coś takiego, właśnie taki software do tego sklejony z kamerami do monitoringu. No i oczywiście zaczęto prowadzić eksperymenty. Okazało się, że ludzie, którzy są obserwowani na monitorach, reagują na bodźce operatorów, którzy siedzą po drugiej stronie. Czyli ja siedzę, podglądam ciebie na ekranie i ty reagujesz na moje komendy poniekąd. Tam był jeszcze taki numer, że w sklepie puszczano specjalną częstotliwość, bo to było właśnie tym kluczowym elementem patentu. Częstotliwość takiego szumu. To był tak zwany rodzaj może nie tyle brown noise, tyle coś w tym stylu, taki rodzaj szumu. Wiesz, cichutko w supermarkecie sobie szumią wentylatory, ty nawet nie wiesz, ale tam jest specjalnie zaprojektowany taki syntezator, który zamienia to, co koleś mówi do ciebie, a on siedzi przed tym ekranem, widzi cię, jak chodzisz po sklepie, ma mikrofon przed sobą i mówi: „I teraz podchodzisz do półki i kupujesz czekoladę”. A ty bezwiednie podchodzisz do półki i kupujesz czekoladę.
Nie słyszysz głosu żadnego, nie słyszysz nic z tych rzeczy. Taki scenariusz filmu „Oni” to są. „Oni”, tak? Kurczę, jak to się nazywa? Wiesz, o co chodzi. Kupuj, kupuj. Zapomniałem tego filmu. No nieważne, mniejsza o to. Taki eksperyment. I oczywiście bardzo udane eksperymenty, niesamowicie udane.
CIA zainteresowane tym wszystkim. To wszystko oczywiście prywatny budżet. Firma jest udziałowcem dziwnych ludzi, z których połowa z nich to rodzina generalicji. Także szybciutko trafia na biureczko CIA wynik badań robiony w tym think tanku już jako konkretna działalność gospodarcza, jako firma z patentem i że można to sprzedawać do dużych korporacji. Oczywiście już to zostało sprzedane. Kosztowało fortunę, bo właściwie się okazało, że CIA zwariowała, paru ludzi z CIA na punkcie tego systemu, że mają już cały świat w ręce, teraz mogą manipulować wszystkimi. Kupili ten system i odpalili. Po jakimś czasie słuch o nim znikł. Generałowie nie chcieli się przyznać do tego, co się stało z systemem. W ogóle sprawa się rozmyła, bo tak jak mówiłem, kosztowało 10 milionów dolarów, więc głupio było cokolwiek mówić.
Kasa zniknęła, poszła, badania w toku, projekt utajniony. Rozumiesz? Nie ma gadki na ten temat. Do widzenia państwu. Zamykamy. Ale za ciosem poszli agenci, tak zwani sprzedawcy dywanów, frajerzy, menadżerowie. Ci, co zawsze każdy kit muszą wcisnąć. I się okazało, że właściwie można wyciągnąć z pomysłu jeszcze większą kasę, bo jest zainteresowanych kilka prywatnych firm i można to puścić jeszcze raz. Puszczono do prywatnych firm, które miały sieć hipermarketów, supermarketów w Stanach, w Anglii zdaje się też, i zrobiono eksperyment. Właściwie eksperyment był robiony w Anglii i w paru sklepach zamontowano ten system.
Oczywiście wrażenie, że system działa, może nie do końca przewidywalnie. To nie jest tak do końca, że każdy podejdzie do półki, ale wymusza reakcję. Statystyczna pokazuje, która jest wyliczana za pomocą między innymi tych algorytmów, które między innymi służyły za podstawę do przewidywania pogody, że człowiek podejdzie do półki, to kupi. Tam robią takie eksperymenty, że w szumie, który był schowany w supermarkecie, słyszałeś tajne dyrektywy co masz robić ze sobą, co masz kupować, ile masz wydawać. Stosowano ten system w bardzo specyficznych przypadkach. Kiedy koleś podchodził do półki, kradł, nie tyle sprzedawca, ile koleś za kamerą mówił: „Nie kradnij, odkładasz to na półkę i kupujesz”. I zaobserwowano ciekawe rezultaty, że część ludzi- They lives, they life. Dokładnie. Dziękuję bardzo Lukacjuszowi na czacie. Pozdrawiam w ogóle wszystkich na czacie.
Anyway, wracając do historii, bo tak się zapętliłem trochę. I się okazało, że ci wszyscy drobni złodziejaszkowie statystycznie oddają z powrotem tą rzecz, odkładają na półkę i nawet bardzo często podchodzą do innej półki, coś wybierają i kupują, zostawiając więcej kasy niż to, co chcieli ukraść. Czyli generalnie jest na tym dobry biznes. Jest taki rodzaj komunikacji pomiędzy tą dyrektywą, która jest wysyłana. Tak twierdził wniosek patentowy. Tak było w dokumentach, że to był taki specjalny sprzęt synchronizowany, że leciała muzyka, ten szum był generowany, specjalny syntezator zamieniał te zdania, które mówisz do mikrofonu na ten szum tak, żeby człowiek to słyszał. I w ogóle specjalny system kamery i tak dalej. Kiedy się okazało, że działa doskonale, zaczęto sprzedawać to pod pretekstem takiego systemu do usuwania ze sklepu wszystkich drobnych złodziejaszków, żeby się tam nie kręcili i nic nie kradli, co najwyżej zostawiali dodatkowo kasę. Jedna z sieci supermarketów, nie pamiętam już która, zainstalowała to pilotażowo w kilku sklepach. I się okazało, że wyszedł taki bardzo ciekawy numer.
Zabawny dosyć, bo się okazało, że ekipa tych kamer, wiesz, ludzki element w tym wszystkim to jest najgorszy shit, który się może wydarzyć. Ludzki element w tym całym gównie. Słuchaj, ten ludzki element po prostu wychodził na fajkę. I numer polegał na tym, że ten ludzki element, to się wszystko nagrywało, to były pierwsze taśmy VHS, i ten ludzki element wychodząc na fajkę nie patrzył w kamery. Złodziejaszek sobie brał z półki to, co chciał wziąć i wychodził i nic się nie działo. To było takie pierwsze potwierdzenie, że ludzki element jest tu takim czynnikiem, który jest istotny, ale też nie naprowadził nikogo na ślad. To było takie pierwsze spostrzeżenie, bo się okazało, że ludzki element to jest jedno, a jeszcze oprócz ludzkiego elementu jest element techniczny, że jeżeli ludzki element, że tak powiem, zawali i coś oleje i sobie wyjdzie i system nie za bardzo działa, a jest wszystko nagrywane, to oprócz tego system, ponieważ musi działać 24 godziny na dobę, ponieważ trzeba wyeliminować problem z ludzkim elementem i co najwyżej później można cofnąć taśmę i sprawdzić, czy nie było jakiegoś złodziejaszka i zmienić ludzki element, który obsługuje kamery. Wiesz, bo to bardzo istotne jest przy tej sprawie, bo wiadomo, że trzeba łapać złodziei. Przynajmniej po to służyła ta aplikacja. Stwierdzono, że pojawił się dodatkowy czynnik, który troszkę zmienia całą tą historię i właściwie obraca do góry nogami.
Tym czynnikiem okazał się mechaniczny czynnik, ponieważ czasami w tym systemie działo się tak, że ten syntezator mowy i te kamery wysiadały i ty na ekranie miałeś obraz ze sklepu. Wszystko było widoczne. Koleś tam jumał, co miał jumać z tej półki, chował pod bluzę czy jakoś tak. Ty sobie mówisz do mikrofonu. Wydaje ci się, że wszystko jest zakodowane w szum i cały czas leci w sklepie właśnie background noise, czyli taki hałas w tle. A numer polegał na tym, że głośniki siadły i nie emitowały tej częstotliwości. Kilka razy się zdarzyło, że ten system chodził, ale nie chodził przez pół miesiąca czy prawie cały miesiąc, parę dni i tak dalej. Po prostu się wyłączał, coś się wieszało, nie działało. I numer polegał na tym, że właściwie się okazało, że to nie są kamery, to nie jest nic innego. To jest takie połączenie właśnie w polu morfogenetycznym pomiędzy wszystkimi ludźmi.
To jest dokładnie to połączenie, które czujesz, kiedy dzwoni do ciebie ciocia z Australii, a ty właśnie jesteś przypuśćmy na Grenlandii Albo w Szkocji i na parę sekund przed telefonem ciocia doskonale wie, że wujcio zadzwoni. I to jest taki ludzki element, który się pojawia, taka ciekawa historia. I to jest jeden z takich wątków, które się pojawia w całych tych opowieściach z piaskiem pustyni w oczach i tak dalej. Takie porządki wiosenne ja tu robię, porządkuję wszystkie te wątki, urwane wątki, można powiedzieć, bo tu jest dużo wątków, bo taki czas troszkę weryfikacji, bo teraz się okazało, że ten model klimatyczny nie działa do końca, że ten model jedyny, który działa, teoretycznie przewiduje to, że mój zakwas może zmarnieć lub nie, jest tym modelem, który jest oparty właściwie na żadnym modelu. To jest tylko i wyłącznie obserwacja, że to się przesuwa, bo tu już nie ma właściwie modelu za tym. To jest po prostu obserwacja. Już nikt nie jest na tyle odważny, żeby w dzisiejszych czasach budować coś na zasadzie modelu. Są jacyś tam szaleńcy na pewno, jakichś tam znajdziesz, ale jest ich stosunkowo niewielu. Także nie ma już żadnego modelu, który oficjalnie mógłby wskazywać kierunek, w którym rozwija się nasz świat. Dokładnie.
Ale jest troszkę wątków takich urwanych w tej cywilizacji. Jest bardzo dużo tych urwanych właściwie, że pewne rzeczy możemy zweryfikować i przeglądając sobie na przykład różne te rzeczy, które są związane z piaskiem z pustyni, piramidy i tak dalej, wątki z przeszłości zaczynają się łączyć z wątkami z przyszłości o przesuwanie się skał, o przesuwanie się kontynentów. Taki czas weryfikacji troszeczkę, bo pogoda nam się zmienia. Świat nauki sobie przypomniał, że jest troszeczkę inny moment tego wszystkiego i może być coś zupełnie innego niż nam się wydawało. Stąd te przesuwanie ludzi w Kalifornii. Przynajmniej próba takiego delikatnego przystosowania ich na moment, kiedy wszystko grzmotnie, bo to się właśnie aktualnie dzieje na naszych oczach. Te ewakuacje dookoła parku Yellowstone, nieodwołane wcale. Wcale ludzie nie zaczęli się wprowadzać z powrotem. Raczej utrzymuje się taki stan, żeby raczej tam się nie pałętać, bo wiadomo, że te wulkany odżyły. Wszystkie te informacje, które spływają, mówią po prostu jasno i wyraźnie, że praktycznie mamy do czynienia z aktywnością najstarszych wulkanów na świecie.
Ponowną. I mowa jest o jakichś wulkanach, które są tam miliony lat. I to jest w ogóle ciekawa historia związana z troszeczkę innym spojrzeniem na to, skąd pochodzimy, skąd się wzięliśmy. I to jest właściwie, myślę, historia związana z tematem eugeniki, tego szaleństwa, które się pojawiło tylko po to, żeby kilku frajerów poczuło się, że tak powiem, troszeczkę lepiej od innych. No i wielkości świata, bo eugenika ma swoje współczesne oblicze, które jest związane z tym algorytmem. Ten algorytm, tudzież ci szaleńcy, którzy nagle postanowili, że jedni chcieli kontrolować umysły ludzi. Nie udało się. Okazało się, że odkryli zwykłe zjawisko, które polega na tym, że jak o kimś pomyślisz i się zwyczajnie skupisz, skoncentrujesz, to kogoś zaswędzi nos. Znane zjawisko wszędzie. Odkrycie tego zjawiska ponownie kosztowało generalicję rządu Stanów Zjednoczonych około 10 milionów dolarów.
Jakąś abstrakcyjną sumę zdaje się. Tą prywatną firmę, która po cichutku wyszła z tego. W ogóle firma splajtowała, wycofała się, bo to miały być już akcje na giełdzie. W ogóle biznes zniknął, chłopaki się rozpłynęli. Może właśnie pasą lamy gdzieś w Peru na przykład albo jakoś tak. Albo owce w Nowej Zelandii. Albo jakoś tak. W każdym bądź razie biznes się rozpłynął. Stało się to kanwą opowieści o mind control dla wielu ludzi na świecie, że jest coś takiego, że w supermarketach wykorzystuje się szum i tak dalej, bo jest to historia opowiadana często przez agentów różnych służb wywiadowczych, jako taka: było takie coś. Tylko że tam niewielu ludzi doszukało się do końca, bo nie był to aż tak tajny eksperyment z powodu tego, że on trafił na komercyjny rynek.
Stał się bardzo mało tajny i dokumentacja wyciekła z tego eksperymentu na zewnątrz, bo ona posłużyła do badań socjotechnicznych nad zachowaniami ludzi i tak dalej, i tak dalej w kilku różnych takich sytuacjach. W każdym razie jest dostępna, można sobie przewalić tam pół internetu. Chwilę to zajmie, może pół godziny, ale jak jesteś uparty, to sobie znajdziesz. Ja kiedyś ją miałem, ale oczywiście z lenistwa nie chciało mi się szukać na dzisiaj. Ale mam coś innego. Wrzucę ci link na temat eugeniki. Myślę istotny dosyć. Jak jesteś na czacie to zapraszam serdecznie i włączę jakąś muzyczkę za chwilę. Jeszcze na temat tej eugeniki chciałem wspomnieć, że po prostu współczesna nauka jest dzieckiem tej eugeniki. To o to mi chodzi.
Ona po prostu nie uznaje. To jest taki rasista. Nie uznaje, że inne koncepcje, które mają więcej rozsądku i oleju w głowie, mówiąc ludzkim głosem, mają więcej racji. I to są te właściwe rozwiązania. To jest tak jak archeologia, która powiada, że człowiek i cywilizacja ma 6000 lat. Najstarsze miasta są gdzieś tam w Asyrii i tak dalej. Sumer. Sumer to może gdzieś tam, może Egipt, ale od 3000 lat. I tak dalej, i tak dalej. Wiesz, te wszystkie ściemy na temat skąd pochodzimy, jak dawno tu mieszkamy, od jak dawna właściwie i tak dalej, i tak dalej.
No i ta eugenika służy kilku szaleńcom na świecie do tej pory. Właściwie od paru tysięcy lat zdaje się pojawia się jakiś taki szaleniec, nie wiem, nazywany władcą, generałem, kimkolwiek, który kalkuluje wielkość świata według danych statystycznych, bo wydaje mu się, że świat jest wielki, ale niezbyt wielki dla niego. Także musi panować nad całym światem i musi wyeliminować część mieszkańców tego świata w jakikolwiek sposób. Najlepiej w taki, żeby mu to jeszcze przyniosło profit i dochód. I wszystko, łącznie z nauką, jest podporządkowane pod ten szalony paradygmat schizofrenika, który musi zrobić krzywdę innym ludziom, żeby udowodnić sobie fakt swojego istnienia na tej planecie. A właściwie ta cała wielkość świata to cała eugenika, ten problem przeludnienia, bo do tego właściwie się sprowadziła właśnie eugenika i te modele klimatyczne. One służyły temu, żeby przewidywać, jak się zmieni świat i jak strasznie będzie przeludnienie, które było strasznie popularnym wątkiem w latach 80. dla bardzo wielu think tanków i bardzo wielu ludzi do tej pory jest chorych na tą myśl, łącznie z dżentelmenem, którego wszyscy znają. Nazywa się sir David Attenborough, który jak na zwolennika depopulacji, bo to był oficjalny zwolennik depopulacji, oficjalnie na spotkaniach ... w wywiadach i tak dalej mówił, że jest nas za dużo na planecie, że musimy się anihilować, bo niestety planeta nie da rady.
Sir David Attenborough mówił, że musimy się anihilować z tej planety, ale nie przeszkadzało mu to mieć takiej posiadłości, takiego trawnika, na której podejrzewam, wyżywiłoby się pół Afryki. Jakoś trzeba żyć i wiązać koniec z końcem, szczególnie jeżeli ma się tytuł sir w Anglii bardzo ciężko wiązać koniec z końcem. Ten koniec świata, który oni widzieli w tym, że będzie zbyt dużo ludzi na świecie i że trzeba połowę z tego wyciąć w pień, właściwie był kalkulowany z tych wszystkich algorytmów. To byli ludzie, którzy uwierzyli, że jest jakiś model, który może przewidzieć i zapewnić im bezpieczeństwo w przyszłości. I zaczęli nawet kalkulować wielkość świata, ile nas powinno być i tak dalej. A ja kiedyś siadłem z kolegą i policzyliśmy, ile w ogóle jest ludzi na świecie, jaki jest obszar świata. Poważnie. Siedzieliśmy dawno, dawno temu. To nawet z paroma ludźmi robiłem, bo to taki eksperyment, który powtarzałem i liczyłem kilka razy. Liczyłem powierzchnię planety Ziemia w milionach kilometrów kwadratowych.
Można sobie policzyć. Odliczałem, używając map, powierzchnię gór, ale tak naprawdę zdrowo odliczałem, że nie mieszkasz na zboczu, tylko z dala od gór. Po kwadratach tak, żeby było najwygodniej przestrzenną powierzchnię policzyć. Takie miejsca, w których i tak nie będziesz mieszkał, bo nie będziesz mieszkał w samym środku Tybetu na wysokości 7000 metrów. Ja też tam nie będę mieszkał. Odliczyłem wszystkie te rzeczy i odliczyłem pustynię, odliczyłem wszystkie dżungle i normalne miejsca do mieszkania. Wziąłem jeden kontynent i okazało się, że gdyby nas wszystkich mieszkańców Ziemi zmieścić na jednym kontynencie o nazwie Australia, to jeszcze każdy by miał, zdaje się prawie dwa hektary ziemi. Jakoś tak. Coś koło tego wychodziło. I teraz sobie policz rodzinkę.
Ty, chłopaku i ona albo ty, dziewczyno i on. To już macie dwa hektary, dziecko i tak dalej, bo ja liczyłem nas wszystkich: starcy, dzieci narodzeni nowo, wszyscy ludzie na świecie statystycznie. Absolutnie wszyscy. I wyszło na to, że na każdego, łącznie z niemowlakiem rodzącego się na tym świecie przypada taka sama przestrzeń. Tak że jak się okazuje, jeszcze kawałek lądu by został. Nie byłoby tak, że jeden byłby na drugim. Tak że wyobraź sobie, że to przeludnienie to taki ciekawy pomysł, ale już ja tak zahaczyłem o Australię troszkę, że wszystko by się zmieściło na Australii. To przeludnienie, ten koncept przeludnienia to jest taka współczesna wersja eugeniki, że wielu ludzi upatrywało, że porządki na świecie dzieją się w jakiś sposób, który oni są w stanie przewidzieć, że ludzki umysł szaleńca, który nie dorósł jeszcze do zrobienia porządku we własnej głowie, jest w stanie wygenerować porządek na całym świecie i że jest jakiś algorytm, że on zrozumie coś tam, bo sobie wymyśli jakiś wzór i tak dalej. Jak się okazało, wszystkie te eksperymenty, wszystkie te wzory, jak się po angielsku mówi fail, czyli wszystko to upadło, rozbiło się z hukiem. No i koniec końców siedzimy w takim momencie historii, że naukowcy wiedzą, co jest grane.
Siedzą troszkę cichutko, bo co będą straszyć ludzi? Politycy świrują dookoła. Cała polityka, cały świat polityki świruje. Na pewno zauważyłaś to i ja też to zauważyłem, chociaż nie czytam newsów, bo ludzie mi opowiadają. Czasami widzę w internecie. Wszyscy siedzą: „Co za świat szalony”, a to nie jest szalony świat. Niektórzy wiedzą, o co chodzi i ja myślę, że to jest objaw tego szaleństwa. Eterycznie się roznosi, że tak powiem, dziewiętnastowiecznie. Ale tak powiedziałem o tej wielkości świata, bo z wyliczeń wyszło mi, że w Australii zmieściłby się cały świat, gdybyśmy chcieli tam wszyscy mieszkać po sąsiedzku. Australia jest w ogóle ciekawym miejscem, bo tam są jeszcze hieroglify i to się w ogóle łączy z tą eugeniką reprezentowaną przez współczesną naukę, że ona wyznaje jeden koncept świata, że człowiek narodził się w Afryce tylko i wyłącznie i tak dalej, a to się wszystko nagle zaczyna konfrontować.
Troszeczkę inne powietrze nas otacza, zaczyna być trochę inny zestaw informacji być może. I te wątki, które do tej pory były wątkami urwanymi, nagle zaczynają się łączyć do kupy. Dzisiaj poruszę kilka wątków urwanych, ale póki co utwór muzyczny z doskonałą refleksją. Właśnie ta refleksja Thomasa McLuhan z wykładu w 1977 roku. Tak, który się nazywał „The Medium is the Message”, czyli medium jest przesłaniem. Czy przypadkiem ta współczesna nauka nie jest tylko jednym przesłaniem eugeniki, taką nowocześniejszą wersją, bardziej naukową? Tam nikt nie chce się przyznać, że byłby taki głupi teraz i szacował inteligencję ludzką po rozmiarze jego ucha albo stopy, bo wypadłby troszkę na takiego głupka wioskowego albo gorzej. Przynajmniej żaden z naukowców. Ale jak tak przyjrzysz się na te projekty badawcze, na te granty, na te zabawy, które tam robią w laboratoriach, to ciężko o inną refleksję. Ja myślę, że ta schizofrenia, bo można mieć za złe Rothschildom, Rockefellerom, można ich powiesić za genitalia i po prostu chcieć urwać głowy i nasikać do szyi za wszystko, co robią.
Jasna sprawa, oczywiście. Ale z drugiej strony wszyscy jesteśmy ludźmi i jest w tym całym szaleństwie, ja tu do Goethego się odwołam. Widzisz człowiek, który nie rozumie, nie jest w stanie objąć całości. Więcej światła na tą sprawę. Kto nie czytał Goethego, ten nie wie. Człowiek, łap za Goethego, łap za strofy wieszcza, prawdziwego wieszcza dzisiejszych czasów, tak mi się wydaje. Ale anyway, zostawiając moje lekkie zgięcie na Goethego, właśnie do tej nostalgii troszeczkę za utraconym czasem, bo ta cała eugenika to jest kolejny objaw, poważnie realizujący się aktualnie objaw tej nostalgii za utraconym czasem, za tym, jak by to powiedzieć? Właśnie. Może powiem za chwilę, za czym się ta nostalgia ciągnie, bo to jest dłuższy temat. Zacznę od początku: ta nostalgia za utraconym czasem realizuje się dokładnie w owym niezrozumieniu samego siebie i niezrozumieniu tego, czym jest wszystko dookoła, próbie złapania wszystkiego w garść powieściowsko, najtańszym kosztem.
Że pierwszy algorytm na pierwszym sprzęcie, który został wymyślony, znaleziony, musi być idealny, że pierwsza rzecz, którą robimy w życiu, musi być idealna i tak dalej. Nie do końca. Jest zjawisko zwane procesem w życiu i to jest coś, czego współczesna nauka nie zakłada. Eugenika jest właśnie jednym z dzieci owej ślepoty, tej marności intelektualnej, która dotknęła współczesną cywilizację. Tak mawiał Goethe. Znaczy Goethe tak nie mawiał, to ja tak powiedziałem, ale mawiał to samo, tylko że innymi słowami. Słowy właściwie. Słowy, bo on pisał strofy, a ja mówię słowy do ciebie, moja ty słuchaczko i słuchaczu. Napisał on kiedyś, że zła wiedza jest w stanie zniszczyć pokolenia. Zepsuć pokolenia.
I tak się stało z nami. Te wszystkie pomysły, które nam towarzyszą do dzisiaj w nauce eugeniki, to jest taka próba znalezienia drogi na skróty, żeby zrobić sobie dobrze bez ponoszenia ceny jakiejkolwiek i konsekwencji. Jeżeli to jest czyimś kosztem, to nieważne. To jest taka próba odklejenia się od siebie samego, od tego, że jesteś inną istotą, taką samą istotą jak ta obok. Taki urwany wątek ze zrozumieniem samego siebie. I też pojawienie się konceptów dualnych, tego, że wszystko jest skrajnością. Same szaleństwo to, że ktoś w ogóle na świecie rozpatruje, czy to jest dualne, czym jest dualizm, jest już szaleństwem, bo właściwie mówimy o jednej istocie, gdzie ręce i nogi są połączone w mózgu. Jest jedno. Nie ma tak, że ręka, kiedy ty się kładziesz spać, znika na imprezkę. I akurat tak się złożyło, że tego dnia ręka nad ranem nie wróciła, bo zabawiła na długim, trzydniowym party i musiałeś przez trzy dni robić sobie herbatę tą ręką, którą akurat nie za bardzo władasz.
Jeszcze na dodatek noga sobie poszła na ryby i wróciła dopiero następnego dnia, bo też z kolegami przy tych rybach, wiesz jak to jest czasami. Nie ma takich rzeczy. Wszystko jest jednością i to jest taki problem, że nie potrafimy zaakceptować tego braku skrajności w samych sobie i szukamy jakiejś skrajności nieprzeciętnej, próbując zrozumieć świat, żeby doczołgać się na tą krawędź klifu kompletnie zmarnowani, zniszczeni. Jak się tam doczołgamy, to zrozumiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Jest w tym pewna metoda. Jest kawałek wiedzy, która została po starożytnych. Taka jest moja opinia. Jest to historia związana z przechodzeniem do innego wymiaru, czymś, co ja nazywam śmiercią emocjonalną. Bardzo mocno. Tylko że wiedza o tym jakoś tak się troszkę zmanipulowała, zniknęła.
To jest ten mój piasek pustyni, który sypie w twoje oczy. Ta wiedza ze starożytnego Egiptu. I to jest nostalgia za rzeczywistą zmianą samego siebie, przejścia tego momentu, skumania, jak ustawić w ogóle swój organizm, jak zbudować technologię samemu sobie, na zewnątrz, jakkolwiek, by tego nie nazywać. Zrobić to całe zamieszanie tak, że latasz w kosmos. Jesteś jak egipscy faraonowie albo królowie, którzy znikali sobie na przejażdżkę. I tam jest w kronikach zapisane, a wiadomo, że nie byli to wariaci. Nikt by takich rzeczy nie wymyślał, że on sobie znikał na kolację do miejscowości, która była 800 kilometrów dalej od miejsca, w którym urzędował i wracał zaraz po kolacji z powrotem na swoje miejsce i takie podróże sobie robił. Ta nostalgia za tymi podróżami. Myślę, że to nie jest tak, że wszyscy o tym zapomnieli. To jest coś, co jest w nas, bo to jest to pole.
Pole nie jest tylko i wyłącznie, tak mi się wydaje, to jest takie moje rozszerzenie koncepcji Ruperta Sheldrake'a, że nie jest to do końca tak zwana current situation, czyli taka sytuacja, która dzieje się tu i teraz. Nie do końca. Moja koncepcja idzie o wiele dalej. Jestem dzieckiem rock'n'rolla i śmiem wykopać drzwi do tego biznesu z buta. Wyobraź sobie, że przestrzeń nie jest linearna, że to jest kostka żelu i wyobraź sobie, że właściwie nie ma czegoś takiego jak linearność, tak jak powiedziałem. Także ta historia dzieje się wszędzie. Czyli to nie jest tak, że jakby to powiedzieć, gdzie jest mój las? No właśnie, gdzieś mi lasy zniknęły. Sobie wycinają lasy. Człowieku, pilnuj tego, żeby ci nie wycieli tych lasów.
Słyszałem, że w Polsce nowy katolicki rząd postanowił się tak pomodlić do swojego Boga, który prezentuje według nich prawa natury, że postanowili wyciąć wszystkie lasy, żeby im przypadkiem nie przypominało tych dziesięciu przykazania, które na nieszczęście gdzieś tam sobie zapisali i próbują udawać, że coś z nimi robią. Anyway, wracając do naszej nostalgii, to jest nostalgia za tą informacją, za tą wiedzą. I to nie jest moim zdaniem próżna nostalgia, bo ona wynika chyba z rzeczywistej sytuacji, że naprawdę takie rzeczy się działy w przeszłości i to mocno się działy. Opowiem ci o ciekawych rzeczach dzisiaj. Być może już wiesz. Anyway, ta nostalgia, przepraszam, bo mnie zatyka troszeczkę z tej nostalgii oczywiście, się zainwestowała w taki sposób, że szuka się rozwiązania na skrajnym końcu, bo wiadomo, że jest rozwiązanie. To nie jest coś takiego, że jest to permanentne szaleństwo i że w tym momencie należy złapać za maczetę, biegać po laboratoriach rządowych i wszystkich wycinać w pień. Nie, absolutnie. Myślę, że są tam fantastyczni ludzie, mają dyplomy z buraka i ziemniaka i jest po prostu, może dzieci są przy odbiornikach, już chciałem powiedzieć, że zaje. No właśnie.
Biście. Wszystko jest okej. Ale poszli w takim kierunku, który jest czasami ciężko do złapania. Jeżeli jesteś pośrodku, jeżeli ty łapiesz, że nie jesteś żadną z tych skrajności, jesteś pomiędzy tymi skrajnościami. Ja też. To właściwie jest pytanie, po co szukać sensu świata w skrajności? Może wszystkie zjawiska są gdzieś tu pod naszą ręką, na wyciągnięcie tego wszystkiego. Wcale nie zrozumiemy lepiej tego, czym jesteśmy, jak funkcjonuje cały świat, wysadzając wszystko w powietrze albo w drugą stronę. Może tak naprawdę skrajność nie ma sensu, ale ta eugenika to właśnie jest taka nostalgia, ponieważ właściwie wiedza, tak mi się wydaje, zniknęła kompletnie. Jedyne, do czego doprowadziła nostalgia, to do takiej skrajnej emocji, takiej bardzo skrajnej, że zniknęła, już się nie pojawi, taki kult cargo.
I żeby się pojawiło z powrotem w akcie desperacji ludzie się rzucili na model zwany współczesną cywilizacją. Nie jest to nic złego. Nie jest to świadectwo tego, że wszyscy jesteśmy naprawdę tak popaprani, że już nie ma co z nami rozmawiać. Wszystko jest okej. Zdarza się. Po prostu mamy tę nostalgię w sobie. A ta nostalgia jest doskonałym śladem na to... Co ja mówię? Mieszanie polskiego z angielskim. Ojojoj.
To jest taki ślad, który prowadzi do informacji mówiącej o tym, że jesteśmy fantastycznymi istotami. Tylko zapomnieliśmy trochę naszej wiedzy, która powoduje, że operujemy tym całym kosmosem w taki sposób, w jaki powinniśmy. I brak tej wiedzy spowodował jakąś nieprzeciętną frustrację, która się zamanifestowała w ten sposób, że zaczęliśmy szukać rozwiązań w miejscu, w którym właściwie ich nie ma, gdzie wszystko znika albo wszystko wylatuje w powietrze, albo nas już tam nie ma, bo ciężko na przykład stać w reaktorze jądrowym albo w środku wybuchu bomby atomowej, albo jakoś tak. I traumatyzujemy się nieustannie, próbując znaleźć to rozwiązanie w tej traumie. To jest właśnie ta eugenika. To jest właśnie takie traumatyczne rozwiązanie pojawiające się w traumatycznych umysłach traumatycznych ludzi skrzywionych stresem urazowym. Stres posturazowy. Dokładnie. I tak się jakoś wydarzyło, że to pole morfogenetyczne, bo tak mówię o tym Robercie Sheldrake'u, tak zniknąłem z powrotem gdzieś, jakieś dygresje, że posunąłem tą koncepcję dalej i moim zdaniem, jako że czas nie jest linearny, to te koncepty, o których jest mowa, czyli koncept, w którym wszystko działa tak, jak należy. Możesz sobie latać w kosmos, możesz robić wiele, wiele rzeczy, które z dzisiejszego punktu widzenia być może dla niektórych są tylko i wyłącznie domeną bóstw, bogów, legend, bajek.
„Arabela” i „Czarodziejski pierścień”, „Harry Potter”, „Władca Pierścieni”. Rozumiesz? Cokolwiek sobie tam nie wymyślisz, że informacja o tej prehistorii cały czas mieszka w tym polu morfogenetycznym, bo ono nie jest linearne. To nie jest coś, co się przetoczyło, zniknęło i pojechało jak tramwaj na torach i ty się znowu spóźniłeś. Nic z tych rzeczy. To jest ciągle dookoła. Ta informacja cały czas jest obecna i my tak czy siak, żyjąc na tej planecie, dotykamy tej informacji samą swoją konstrukcją, fizycznością tego, że jesteśmy skonstruowani z tej informacji i tych samych minerałów. Człowieku, jesteśmy zbudowani z tej samej materii fizycznie, co cały ten statek kosmiczny o nazwie Ziemia i cały kosmos. Bo z czego zbudowana jest Ziemia? Jest zbudowana dokładnie z tego, co jest w kosmosie, które ma troszeczkę inne parametry.
Te wszystkie substancje mają trochę inne parametry, ale wynikają jakby rodowód. Rodowód człowieku esencjonalny, źródłowy rodowód tego wszystkiego jest jeden. I jest o tym mowa nawet w opracowaniach NASA. Są takie ciekawe historie jak to NASA i takie historie, które możesz sobie sprawdzić na YouTubie nawet. Pewnego dnia na promie kosmicznym kosmonauci zauważyli niepokojącą rzecz, mianowicie coś. To coś nie dało się zbadać, gdyż nie dało się zbadać. Kosmonauci właściwie zostawili wszystko w spokoju. Kiedy prom wylądował na Ziemi, postanowili zbadać to naukowcy, ponieważ to było z zewnątrz, a nie wewnątrz. I okazało się, że są to bakterie, które żyją sobie w środku okienka w promie kosmicznym, gdzie powinny wszystkie zdechnąć. I tak się zaczęła cała historia związana z odkrywaniem tego, że w kosmosie, słuchaj, trzymaj się mocno fotela, odłóż tą kawę, bo oplujesz sobie radiokomputer.
W kosmosie są aminokwasy. Wszystkie substancje. Bez kitu, bez kitu. Wszystkie substancje potrzebne do stworzenia życia, do utrzymywania formy życia są w kosmosie. Wszystkie te, podstawa, na których wiążą się aminokwasy. Bez kitu. To jest ciekawa historia. Wiesz co jest z tymi aminokwasami? To jest taki czynnik, ja tak ostatnio opowiadam troszkę o tym, bo też się trochę sam dowiedziałem na ten temat, ale jest to historia związana troszeczkę z łapaniem tych starych wątków, bardzo starych wątków. Jeżeli się przyjrzysz na wszystkie starożytne przedstawienia i tu sypnę ci konkretnie, nawet nie sypnę, tylko przygrzmotam ci tu twój łeb taką płytą, taką płytą z marmuru wyrzeźbioną w różne tajemnicze wzorki, które zostały z prehistorii.
I jak się ockniesz i zobaczysz, co na tej płycie jest, to zobaczysz tajemnicze wzorki, które bardzo często reprezentują geometryczne przedstawienia kwadratu, geometryczne przedstawienia różnych geometrycznych przedmiotów, znaczy form. I wyobrażasz sobie, że ktoś zadał sobie tyle trudu, żeby przeciąć te potężne kamyki, których normalnie do tej pory właściwie nie da się za bardzo przeciąć. Wiem, wiem. Niektórzy kręcą głową, że da się. Nie, nie da się. Naprawdę. Nie ulegaj złudzeniom, nie ulegaj opowieściom idiotów. Jeżeli ktokolwiek z nich by potrafił to zrobić, od razu by to udokumentował, jak do tej pory się to jeszcze nie udało. W każdym razie te kamyki pokazują bardzo specyficzne układy, szczególnie oparte o, można nazwać numerologią, bo do dzisiejszych czasów przetrwało to pod nazwą numerologia, czyli cała ta historia z numerkami, że jest dziewięć, że jest trzy, że jest sześć, że jest cztery, że każdy numer ma swoją specjalną wartość, specjalne znaczenie i tak dalej. Na bazie tego wszystkiego powstała reprezentacja tego.
Właśnie to jest ciekawe, bo właściwie z tych wzorków bierze się matematyka. To jest jakiś oryginalny zapis. Ja ci nie będę mówił czego i o co tu chodzi. Ja tak... Wydaje mi się, że wiem, o w ten sposób, czego to jest zapis. Ale ja ci oszczędzę teraz. Ja mam tu swoje koncepcje, które jeszcze badam. Wiesz, jestem takim domorosłym researcherem, podróżnikiem pomiędzy tymi przygodami, który próbuje to zrozumieć. W każdym razie jak się dowiem i będę bardziej przygotowany, żeby ci rzucić kilka przykładów i tak dalej, to na pewno ci o tym opowiem. Na razie jeszcze to badam, siedzę, sprawdzam.
W każdym razie te konkretne wzorki, już się zdradziłem. Konkretne wzorki. Tak, te wzorki są konkretne i są pewne rzeczy, które pojawiają się nawet w tej nauce, która nawet gnana nostalgią przez tą eugenikę i tak dalej, ten rasizm naukowy, że tylko granty, że tylko to, za co są pieniądze, tylko to, co może wysadzić w świat w powietrze. Nawet tam pojawiły się takie rzeczy, które są bardzo blisko owych wzorków. I tu się okazuje, że sprawy zaczynają się kleić troszeczkę inaczej, bo świat zaczyna być spójny. Oszczędzę ci historii z aminokwasami, bo to nie jest ani moment, ani chwila na to wszystko. W każdym razie chodzi o wodór. To jest ta tajemnicza historia, która jest w kosmosie, jest wszędzie. Sprawdź sobie, po prostu sobie sprawdź. NASA to potwierdziło.
Wiele historii na ten temat, łącznie z odkryciem wody na Marsie. Bo co to jest woda? Wodór, prawda? Spójrz na to od tej strony. Świat wygląda inaczej. Otóż okazuje się, że wszędzie są mniej więcej te same warunki albo może nie te same warunki, ale predyspozycje do stworzenia tych samych warunków. Rozumiesz pani i rozumiesz pan, czyli wszystko w tym świecie jest, można powiedzieć, homogeniczne od tej, że tak powiem, esencjonalnej strony, czyli od samego porządku, bo ja mówiłem, że jest wiosna, trzeba robić porządki. Czyli w kosmosie panuje nieprzeciętny porządek i wszystko jest dokładnie tym samym. Czyli my, powstając tutaj na Ziemi, jesteśmy dokładnie tym samym pyłem kosmicznym i organizujemy się w bardzo ciekawy sposób. Ale ja odpuszczę ten wątek.
To jest w ogóle bardzo ciekawa sprawa. Zostaniemy przy tej nostalgii, bo ta nostalgia moim zdaniem to jest ukryta w polu morfogenetycznym informacja o tym, jak się... Po angielsku jest takie piękne słowo. Jednak grubo ponad 10 lat niemieszkania w Polsce robi trochę i tak sobie przyswajam niektóre angielskie terminy, bo tak groźnie brzmią. Rock and roll. Self-organizing. I to jest takie self-organize life, czyli takie samoorganizujące się życie. I to jest ta informacja o tym, że albo jak mamy się self-organize, żeby być takimi dżentelmenami oraz ladies. Właściwie ladies first. Panie pierwsze.
Bujać po kosmosie, czy to bez skafandra na przykład, albo w jakichś naprawdę niewielkich statkach kosmicznych, które nie wymagają wielkich nakładów kosztów. Zdaje się współczesny kosmonauta musi być trenowany chyba osiem czy siedem lat. Jest jakiś taki prawie dziesięcioletni cykl treningów i przygotowywania organizmów, żeby koleś mógł przeżyć. Właściwie nie wiem, czy to jest bardziej po to, żeby kolesie, którzy go wysyłali, byli pewni, że naprawdę nie wtopili grubej kasy i zaraz nie polecą z tych stołków i nie skończy się, że tak powiem, grant, nie skończy się kredycik na nową furkę, na basen, na wakacje, na życie w takiej posh atmosphere w kołach akademicko-biznesowych z grantami, z dużą kasą, gdzie każdy dostaje po pół miliona rocznie, pół miliona co najmniej i czuje się szczęśliwy, bo jest naukowcem. Jego imię jest na pracy naukowej. No właśnie, a to są troszeczkę inne rzeczy, trochę inne historie się pojawiają. I widzisz pan i pani. Ale ta nostalgia jest. Jest cały czas w tym polu. Także ta informacja dochodzi i to się powoli ujawnia, bo wiadomo, że długo tego się nie da trzymać, bo tych wątków jest dużo i im więcej ich się wyrzuca, im więcej tych badań naukowych wycieka, im więcej tej informacji dookoła, chociażby w postaci internetu, tym szybciej wątki się łapią ze sobą.
I nie chodzi bynajmniej o konkretną technologię, czy to jest sprawa oparta o aminokwasy, czy ty chcesz to robić w jakiś elektromechaniczny sposób. W każdym razie ta nostalgia zawsze będzie się manifestowała i to jest coś, co wydaje mi się takim połączeniem do poprzednich czasów, że my właściwie nigdy nie straciliśmy jako tako wiedzy o tym, co było w poprzednich wcieleniach. Popularny, zdaje się w Polsce ostatnio się zrobił, bo po stu latach, żartuję sobie, nie po stu latach, ale po prawie 50 latach do Polski dotarł Edgar Cayce. Ktoś przetłumaczył książki. Teraz przeżywa swoją drugą młodość w Polsce, zanim się wszyscy przejedzą i odkryją kolejnych podgaży Cayce. Bo 50 lat minęło, a kolesi takich jest paru na świecie. Akurat na ich nieszczęście żaden z nich nie przewidział ani internetu, ani wielu innych rzeczy, także te przepowiednie. A dzisiaj miałem w ogóle rozmowę. Pozdrawiam serdecznie osobę, która tu była moim gościem. Być może słucha.
Mieliśmy bardzo ciekawą rozmowę właśnie na temat Edgara Cayce i taki argument mi przyszedł do głowy i go w tym momencie powtarzam. Taka jest prawda, także się powtarzam dzisiaj, człowieku. Ale tak mi się wydaje, że właściwie nie wiadomo, do którego momentu Edgar Cayce opowiadał swój świat, który tworzył, a do jakiego momentu opowiadał rzeczywistą historię, która jest w tym miejscu, w którym wszystko się wydarzy. Cokolwiek to oznacza. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale po prostu to miejsce, w którym to wszystko się wydarzy i to się wydarzy nam. I czy Edgar Cayce był w tym miejscu wcześniej i on to przewidział, czy też to jest tylko i wyłącznie miejsce, które Edgar Cayce stworzył w swojej własnej głowie? Nie wiadomo. Indianie Hopi byli cwani, bo tutaj akurat są weryfikowalni. Napisali o pajęczej sieci, która obejmie cały świat. Muszę po jakąś kawkę iść chyba.
Ale to moment, skończę ci opowieść. I to jest coś, czego ja się trzymam, bo to jest chyba jedyna przepowiednia, która mówi o powstaniu internetu. Ja wiem, że teraz jest w Polsce, bo nie będę udawał, śledzę. Nie jestem taki burak, że udaję, że nie mam Polski już w rodowodzie, już tylko angielskojęzyczne, już tylko po angielsku czytam. Już wiesz, bo mieszkam grubo 10 lat poza Polską i nie mówię po polsku. Już trochę zapomniałam, jak się mówi po polsku. Nie, nic z tych rzeczy, żadnych takich głupot. I lubię sobie śledzić wszystkie wątki, gdziekolwiek się dzieją jakieś ciekawe sprawy. I bardzo dobrze, bo zaraz ci powiem, co odkryłem. Mówiłem o tym wcześniej.
Niektórzy się domyślają. Pozdrawiam Majka. Majk się domyśla. Majk już jedzie na wycieczkę w to miejsce z aparatem. Tak będzie. Będą zdjęcia. Majk, poczekaj jeszcze chwilę. To były zdjęcia, które wyrzucałem tydzień temu. Niektórzy się domyślają. Zdjęcia z Krakowa, zdjęcia miejsca, które pokazał Franz Zalewski.
Dżentelmen, który zrobił taki research, że to głowa mała. À propos tej nostalgii naszych poprzednich czasów. I jest to kolejny dżentelmen. Właściwie może nie tyle kolejny, bo chyba jest to, moim zdaniem, w tym stuleciu. Naprawdę nie żartuję. Franz, jeżeli mnie słuchasz, to naprawdę no bullshit, no fucking bullshit, man. That's true. You are the first one. Jesteś pierwszym kolesiem, który zrobił research w tym stuleciu i myślę, że naprawdę Carter przy tobie to jest pierdnięcie. To jest po prostu idiota, który biegał z dynamitem i miał fuksa.
Nic więcej. Co zrobił Franz Zalewski? Franz Zalewski odkrył bardzo ciekawe zależności pomiędzy pewnymi śladami na skałkach w Krakowie i nie tylko w Krakowie, a czymś takim, co się nazywa obróbką mechaniczną kamienia. Na co to wskazuje? Wszystkie konkretne badania wskazują na to, że ślady tej obróbki mechanicznej kamienia pochodzą sprzed tysięcy lat, sprzed czasów, zanim prawdopodobnie był tu jakikolwiek w tej części Europy, czy w Anglii, czy w Polsce, tam, gdzie siedzisz. Jeżeli siedzisz w Australii, to już trochę inna sprawa, ale pozdrawiam. W każdym razie chodzi o lodowiec. Okazuje się, że była tam potężna cywilizacja. I co? Nostalgia?
Nie do końca nostalgia. Bardziej urwany wątek. Jest nostalgia za urwanym wątkiem, tak bym to nazwał. Absolutnie za urwanym wątkiem, bo nikt nie wie do tej pory, jak zrobić te wiercenia. Wiercenia są niesamowite, bo są trójkątne. Nie będę tu opowiadał, bo najlepiej o tym wszystkim opowiada sam Franz Zalewski. Ja tu pozdrawiam serdecznie właściciela i jednocześnie prowadzącego i hostującego telewizji Tugend TV, bo to dżentelmen z Wrocławia. My się kilka razy widzieliśmy, tak że pozdrawiam serdecznie. On prowadzi Tugend TV i tam właśnie wybrali się razem z kamerą, Franzem Zalewskim, na te skałki w Krakowie i pokazują dokładnie co i jak z dokładnym tłumaczeniem, tak że możesz sobie to zobaczyć. Materiał jest niesamowity, znajduje się też na YouTubie.
Nie będę ci opowiadał o tym wszystkim, bo tak jak powiedziałem, najlepiej jak mówi to człowiek, który jest ekspertem, a ja ekspertem od tego nie jestem. Jestem spekulantem ideowym, rozumiesz? A może nie. Kto to wie? Się okaże. Tak że ja sobie tu pospekuluję. Albo i nie. Albo tak, albo i nie. W każdym razie ta nostalgia to nie jest tylko przypadek. Taka jest moja konkluzja.
I to jest moja mocna konkluzja, na którą mam potwierdzenie wszędzie, w każdym stanowisku archeologicznym, które sięga chyba więcej niż trzy metry w dół na całej tej planecie, jak długa i szeroka. I spróbuj mi się sprzeciwić, synku. Spróbuj. Weźmiemy łopaty, pójdziemy kopać i sprawdzimy, co się będzie działo dalej, bo ja podejrzewam, że na pewno coś znajdziemy. Bo bardzo ciekawe rzeczy się znajdują. To są te urwane wątki, o których nikt nigdy nie chce mówić. To jest, można powiedzieć, ten kurz, który zawieram, jest dokładnie z tego samego, z czego jest cały kosmos. Tak że my w tym wszystkim z kontaktem, bo wiadomo, że jeżeli jest to pole morfogenetyczne, to to pole morfogenetyczne jest związane z funkcjonowaniem tego pola, w którym manifestuje się ów wodór i nie tylko wodór. To, co znaleźli kosmonauci, to co znalazło NASA, to co Rosjanie znaleźli na swoich statkach kosmicznych, na swoich promach kosmicznych, które wracały z przestrzeni kosmicznej. I się okazywało, że w kosmosie jest życie.
Najprostsze wytłumaczenie jest takie, że to jest dokładnie to samo pole. Zresztą Rosjanie bardzo często i dużo na ten temat mówią. To jest rosyjska nauka, ona jest inna od tej amerykańskiej i tam mowa jest dosyć wyraźnie o tym, że to nie jest aż taki problem, jakby się wydawało co poniektórym, że to tak sztucznie troszeczkę nam zrobiono tą barierę. Świat wygląda trochę inaczej od tej strony. I że też nie jesteśmy prawdopodobnie pierwszymi, którzy to odkrywają. My właściwie jesteśmy na poziomie cywilizacja zero, czyli troglodyci. Biegamy z kawałkiem metalu, który zamieniliśmy w kółka zębate i próbujemy się powystrzelać nawzajem, odbierając sobie miskę zupy. Dosłownie, bo tylko o to chodzi. A zupy mamy w bród dookoła, tylko nie damy sobie zjeść normalnie. Każdy musi wcisnąć łyżkę do cudzego talerza, strzelić mu w głowę jeszcze przy okazji.
Rozumiesz pan i pani. A te ślady tej historii mamy cały czas pod nogami. W tym tygodniu światło ujrzał materiał filmowy, gdzie panowie sobie zrobili wycieczkę po Krakowie, po parkach w Krakowie. Też tam kiedyś bywałem. Miłość tam miałem w Krakowie, rozumiesz pani i pan. I miałem okazję zobaczyć. Jako że nigdy nie byłem mieszkańcem Krakowa jako takim, nie jestem Krakusem, ale udało mi się zobaczyć niektóre z tych śladów. Ja myślałem, że to są ślady, bo one tak nietypowo wyglądały, po kamieniołomach z dzisiejszych czasów, bo takie nowoczesne na lata 80., 90., może jakieś 60., jakieś takie wykuwania w kamieniach, ale bardzo takie równe. A się okazuje, że ja się też nabrałem jak cała ta gawiedź, która tam spacerowała razem ze mną i dalej spaceruje. I ja po prostu nie wiedziałem, że właśnie patrzę na coś, co jest tak samo stare jak Pumapunku, o czym mówiłem tydzień temu.
I to jest ten urwany wątek i ten urwany wątek z tą całą organiką nas sprowadza troszkę do Australii, bo tak jak mówiłem, ludzie... I do chleba też. Do chleba wrócę, do tych modeli klimatycznych, bo te wszystkie modele komputerowe były też używane do metod statystycznych wyliczania na przykład skąd pochodzimy. I to jest też kolejny ciekawy wątek, bardzo urwany właśnie w tym kontekście pola morfogenetycznego, bo to ja dzisiaj klucze pomiędzy urwanymi wątkami próbuję skleić w całość. Bo zobacz, nie mamy już tylko pola morfogenetycznego. Mamy pole informacji już nie tylko morfogenetyczne, bo morfogenetyczne oznacza na poziomie ... takim biologicznym, że nagle czujesz impuls i telefon za pół minuty dzwoni. To jest właśnie ciocia z Australii. Rozumiesz pan i pani. Ale to jest coś więcej, to jest taka duża przestrzeń, mocna przestrzeń.
Ona funkcjonuje wszędzie w kosmosie i tak dalej. To są te historie związane chociażby ze Słońcem. Kurde, jest tyle wątków, że nie wiem, czy ja ci je wszystkie opowiem. Bo wiesz jak to jest, że właściwie nie do końca jest tak, że sygnał ze Słońca potrzebuje iluś tam minut, żeby dotrzeć na Ziemię. Wcale nie do końca tak jest, jak się okazuje. Sygnał radiowy owszem, ale też nie do końca. Sygnał, jak się okazuje, jest wzbudzany, ale nie podróżuje. I to zmienia troszeczkę całą tą historię. Sygnał jest w przestrzeni dylatacji, która ma siedem minut, ale to nie jest opóźnienie. To jest przestrzeń.
To jest w ogóle ciekawe pojęcie. Nie wiem, czy to łapiesz. To jest taki abstrakcyjny dla niektórych wątek. Chodzi o przestrzeń dookoła nas. Ależ motam strasznie. Ten ukryty wątek. Tak. W sensie chodzi o to całe pole stwarzania tego świata i troszeczkę inną wizję historii, że to rozwiązanie znajduje się zupełnie gdzieś indziej. I tak czy siak jesteśmy skazani, czy chcemy, czy nie, na zmierzanie w kierunku znalezienia rozwiązania. Bo gdziekolwiek byśmy się nie wybrali, właściwie zawsze trafimy dokładnie na ten sam moment.
Okej, możemy się zetrzeć z krawędzią w postaci, nie wiem, wymyślić sobie cywilizację i w postaci właśnie tej cywilizacji stworzyć naukę i zetrzeć się z krawędzią zagłady, budując bomby atomowe i wysadzić się wszyscy w powietrze. Tudzież też możemy zderzyć się z inną krawędzią, wysadzić wszystko w powietrze w inny sposób, bo z reguły na tym polega dzisiejszy sposób myślenia. Ale wracając do tych zabytkowych rzeczy, jeżeli spojrzysz na to w ten sposób, to okej. To może nie jest nostalgia, to może jest informacja. I tej informacji, myślę, jest na świecie pełno. I to tak solidnie. Jeżeli w Krakowie znajdujesz ślady po potężnych kamieniołomach, tam się pojawia takie pytanie, gdzie się podział urobek z tych potężnych kamieniołomów? Właśnie. Rozjechał się po całej Polsce. Do Malborka, może gdzieś dalej jeszcze jest.
I taka wizja troszeczkę inna świata, bo wyobraź sobie cywilizację, która buduje takie rzeczy i wyobraź sobie naszą cywilizację. To jest zupełnie inna wizja historii. A jak wiemy z nauki, z własnego doświadczenia przynajmniej taka jest moja opinia, wizja historii jest wizją teraźniejszości. Jeżeli nie wiesz albo z jakichś nostalgicznych, emocjonalnych powodów dyskwalifikujesz pewną wersję rozwiązań w swoim życiu, to one się nigdy nie pojawią. I to jest właśnie troszkę taka pułapka, w którą wpadła nauka tej eugeniki, że właściwie tak naprawdę sami się wykastrowali. To nie jest tak, że udało im się opanować cały świat i grzmotnąć tak, że wysterylizowali wszystkich, tylko po prostu sami się wykastrowali z intelektu jakiegokolwiek. I wracając do tej historii z Australią i do tego pola, bo to pole jest takie kompleksowe. Jeżeli życie się rozchodzi po tej planecie w ten sposób, to powinniśmy widzieć objawy tej cudownej, wielkiej cywilizacji w naszym kodzie genetycznym. Ja postuluję, to jest taka moja kolejna koncepcja, że tak właśnie jest. Oficjalny kierunek mówi o tym, że jesteśmy z Afryki.
I to jest prawda, ponieważ nasz kod genetyczny jasno i wyraźnie wskazuje, że tak, mamy początki w Afryce. Przynajmniej te, które zostały znalezione ludzkie kości mają podobny chromosom. Ale numer polega na tym, że tak samo dzieje się z kośćmi znalezionymi w Australii i z kośćmi znalezionymi gdzieś tam szczątkowo w Ameryce Południowej. Czyli można powiedzieć, że zrobiliśmy taki desant, konkretny desant. Nie wiem, jak jest na Polinezji. Kiedyś opowiadałem historię o tych badaniach DNA. Z reguły jest tak, że tej rdzennej ludności jest tam kilka szczepów, łącznie nawet z Polinezją. Jest chyba 80 plemion, ponoć bardzo już niewielkie, które się tam nie wymiksowały i jeszcze mają tą oryginalną historię w sobie. No i właściwie nie prowadzi się żadnych badań nad tymi ludźmi. Przyjmuje się taką hipotezę, że przybyli gdzieś tam na łódkach z taką ogólną migracją ludzi.
I ten numer migracji ludzi, żeby było zabawniej, jest oparty na tym modelu klimatycznym, który gdyby opierał się na tym modelu klimatycznym, to mój zakwas by padł. Czyli nie wiem, jak ten model rozprzestrzeniania się ludzi po świecie według tego modelu, ale mój zakwas tego nie wytrzymał. Musiałem go zacząć podgrzewać lampkami. Jak się okazuje, te wszystkie modele się mogą bardzo szybko mocno zweryfikować. Może nawet w tym roku. Bo to nie jest jakaś straszna historia, żeby nagle pojawiło się nowe prawo, może nie tyle model, ile nowe wyjaśnienie mechanizmu, bo właściwie do tej pory jako nauka, wciąż się dzisiaj wieszam na nich, szukają modelu. A może chodzi o mechanizm, mechanikę i rozumienie tej mechaniki, tego, co się dzieje dookoła. Co nie znaczy, że mamy wpływ na model, że jesteśmy w sytuacji, w której możemy w taki sposób tworzyć interakcje z otoczeniem. Może ta cała mechanika jest zupełnie gdzie indziej. Ta mechanika polega na obserwacji, a nie na analizowaniu danych spływających z interfejsów, które budujemy i które właściwie jedyne co robią, to tak jak ten interfejs do szpiegowania tych małych złodziejaszków w sklepie, właściwie udowodnił tylko i wyłącznie jedną rzecz: potęgę ludzkiej woli, gigantyczną potęgę ludzkiej woli.
Bo jak się okazało, jak wysiadły połączenia pomiędzy kamerami a głośnikami i tak dalej, i tak dalej, żaden dźwięk tam nie dochodził, to ten złodziejaszek w sklepie dalej reagował na te komendy wydawane przez dżentelmena siedzącego za mikrofonem z drugiej strony. Nic innego, jak tylko ludzka, silna wola. Dokładnie taka sama silna wola, która sobie przemyka pomiędzy tą kamerą a tym złodziejaszkiem w sklepie przemyka sobie, jak się okazuje, po kosmosie. W troszeczkę innej formie, przynajmniej tak to obserwuje NASA. To są te bakterie, które nam się pojawiły na oknie jednego z promów kosmicznych, który zaczął lądować. Zresztą zdaje się, zjawisko było powtarzane też przez Rosjan. Okazało się, że są tam jakieś komórki, które żyją, że jest to samo pole. Okazuje się, że mamy dostęp do informacji. Na przykład niektórzy nazywają to poprzednimi wcieleniami. Mamy coś takiego.
Kwestia, czy reinkarnujemy, czy to jest tylko dostęp do informacji innego życia, które było tu wcześniej przed nami, jest jak zwykle dyskusyjna. Ale tak czy siak jedno nie jest dyskusyjne: sam fakt dostępu do tej informacji. Może jego interpretacja to już inna historia, ale wiadomo wszem i wobec, że możemy, może nie każdy z nas, ale w pewnych określonych warunkach prawdopodobnie każdy z nas, podróżować pomiędzy różnymi epokami historycznymi, być różną postacią, tudzież... Przepraszam bardzo, tak się od tego gadania troszkę zachrypiałem. Tudzież wcielać się w dowolną postać historyczną i móc oglądać na przykład świat jej oczami. Może to jest wytłumaczenie tego fenomenu, który się wydarza zawsze dookoła środowiska ezoterycznego, które korzysta z wszystkich tych hipnoz regresyjnych i tak dalej. Już nie tylko środowisko ezoteryczne. Przepraszam bardzo, bo to nie znaczy, że ktokolwiek, kto korzysta z regresji hipnotycznych jest jakimś ezoterykiem. Przepraszam za tą etykietkę nieelegancką. Myślę, że to jest bardzo ciekawa rzecz.
Sam kiedyś pewnego dnia spróbowałem coś takiego. Jak będzie jakaś okazja, będę miał chwilę. Jak na razie wszystkie próby spełzły na niczym. Nie jestem w stanie poddać się żadnej hipnozie regresyjnej. Nic na mnie nie działa. Próbowałem z wieloma ludźmi, którzy ponoć się na tym znają. Z innymi działało. Sam widziałem. Na mnie nie działało. W każdym razie niektórzy tak mają, ale może kiedyś zadziała.
Bardzo ciekawa, intrygująca sprawa. Chciałbym się z tym zmierzyć kiedyś tak troszeczkę od innej strony, porozmawiać z ludźmi, którzy to robią i tak dalej. Ale takie konkretne hipnozy, bo mam kilka ciekawych refleksji na ten temat, ale to na pewno myślę, kiedyś mi się w życiu przydarzy spotkać taką sytuację, żeby móc tym swoim umysłem szalonego, niespełnionego naukowca spenetrować ten temat. Ale tak czy siak mamy niezbite dowody na bywanie w tych miejscach. To są te wszystkie informacje, które przynoszą ludzie, czy nazywają to poprzednim wcieleniem, czy czymkolwiek innym. To jest ten moment, kiedy cofasz się do tyłu i możesz sobie odczytać informacje z poprzednich stuleci. Ten fenomen, że mamy w okolicach paru tysięcy Kleopatr na świecie, parę tysięcy Cezarów, parę tysięcy Jezusów. A o Jezusach to nawet nie wspomnę właśnie chyba, bo tego jest najwięcej. Co druga osoba jest albo Maryją, albo Jezusem. Właśnie albo Marian, albo Jesusam.
Może to nie o to chodzi. Może po prostu budujemy część wspólnej przestrzeni. To jest jedno wytłumaczenie, bo jeżeli jest coś takiego jak wspólna przestrzeń, z której możemy korzystać w postaci informacji, a normalne jest to, że my potrafimy tak jak Edgar Cayce i każdy z nas emocjonalnie sobie wymyślić świat, który nie istnieje. Ile razy myślałeś, że klucze leżą na szafce i udowodnij mi, że tak nie było? Wiesz, o czym mówię. Były na szafce. Udowodnij mi, że tak nie było. Jasne, że tam były. Ale to jest twój świat. Nigdy w życiu tych kluczy tam nie kładłeś.
One w ogóle leżały na stole w kuchni przede wszystkim od trzech dni. I udowodnij mi to. Rozumiesz? Wymyślamy swój własny świat i część tego. I to należy zaakceptować, bo to jest moim zdaniem właśnie fenomen tej istoty, którą jesteśmy, że mamy umiejętność wymyślania własnego kosmosu wewnątrz i budowania interakcji z samym sobą, przez co świat jest bogatszy. Możemy podróżować pomiędzy wymiarami, bo ta umiejętność budowania interakcji z samym sobą jest takim śladem po tej starożytnej wiedzy, bardzo starożytnej. Tej, która jest tam wykopywana w Krakowie między innymi przez Franza Zaleskiego. Tej starożytnej wiedzy, o której chwilę powiem o Australii, która jest gdzieś tam zakodowana w naszym genotypie, prawdopodobnie w tej przestrzeni. O tym, że to jest po prostu w nas, że mamy dostęp naturalnie do troszeczkę innego świata. I to nie jest bynajmniej linearny świat.
Absolutnie, ta wizja teraźniejszości, którą mamy, to jest taki mocny fake, z angielskiego troszeczkę nieelegancko powiedział, czyli mocne fałszerstwo. Oszukaliśmy się strasznie sami ze sobą w jakiś taki ciekawy sposób i część tych elementów, tak jak się stwarzamy myślami, tak samo się stwarzamy organicznie. Zobacz, jak rośniemy. Pojawiamy się i nagle pojawiają się organy wewnętrzne, narządy wewnętrzne. Jesteśmy. Ciekawe przypadki odrastania wątroby na świecie, ciekawe przypadki rekonstrukcji organizmów. Wszystko wskazuje na to, że możemy robić coś takiego. Ciężko byłoby oficjalnie powiedzieć, że każdy może to w tym momencie zrobić, że każdy z nas w tym momencie walnie pięścią w stół. Okej, odrasta mi coś tam i odrasta w ciągu pięciu sekund. Nie, ale takie przypadki się zdarzają.
Czyli jeżeli nie mamy w sobie tego eugenika, tego ekstremisty, który szuka jakiegoś strasznego nie wiadomo czego, szuka modelu, a nie chce zrozumieć mechaniki działania świata, nie chce zaakceptować tej mechaniki po to, żeby ją zrozumieć, zaobserwować jej zwyczajnie z tego pierwszego punktu, tylko od razu chce dociskać, to tam się to nie wydarzy, bo może docisnąć organizm w ten sposób, jakby całą przestrzeń dookoła, że właściwie produkujemy taką skrajność, w której znika możliwość manifestowania się tych wszystkich cudowności, jakbym to na dzisiaj nazwał, które pochodzą z tej naszej przeszłości, które mamy w tym samym pakiecie informacji, który jest dookoła nas. Ja już nie mówię o tych podziemiach pod piramidami. Mówię o tym pakiecie informacji, który odpowiada za to, że słyszysz tą ciocię, która dzwoni do ciebie z Australii, zanim zadzwoni do ciebie. Bo jeżeli to jest jednorodne pole, które się manifestuje na statkach kosmicznych, jeżeli to jest jednorodne pole, które się manifestuje, kiedy powstaje komórka na tej planecie, zygota, kiedy w ogóle cokolwiek się dzieje To czy te pole morfogenetyczne nie jest tylko cieniem tej większej całości? Chyba tak. No właśnie, to ja może jakąś muzyczkę, bo miałem dzisiaj napuszczać muzyczki, napuszczać niczym wodę do wanny. Słuchasz hiperprzestrzeni w radiu na fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz radiu Czas Snu. A ja mam na imię Tomek i opowiadam dzisiaj o historię. Takie moje wnioski, refleksje. Porządki wiosenne jeszcze nie dotarły na moją szafkę.
Nie dotarły do mojej szafki właściwie i na nią też, bo właśnie na niej jest największy syf. Nie dotarły jeszcze w zakątki i zakamarki tego pomieszczenia, ale powoli dotarły do podłogi w centrum i nie tylko. I częściowo się ten porządek manifestuje wiosenny. I tak się te wątki zbierają do kupy. I tak wrócę do tego Krakowa, bo to jest taka nasza chyba narodowa nostalgia z tymi wątkami z DNA, bo właśnie Kraków, ojczyzna, polszczyzna oczywiście, a tak naprawdę Miodek to z Wrocławia. W każdym bądź razie przejdźmy do faktów. Przejdźmy do konkretów. Właśnie, przejdźmy do konkretów. Ten piękny sobotni wieczór, naprawdę nie wiem, co ja robię przy mikrofonie. Powinienem robić jakiś chleb zaraz chyba.
Właśnie, bo ja przypominam, że ja dzisiaj tak o chlebie i tak mnie niesie do tego chleba, bo zabawa niezła. Jeszcze jutro goście i tak dalej. Ja tu sprzątam, entuzjazm, uniesienie, rock'n'roll. Po prostu wiosna idzie. Wracając do tych słowiańskich zwyczajów. Ostatnio się pojawia taki trend na słowiańszczyznę i tak dalej. Myślę, że jest coś troszeczkę innego, bo à propos wracając do tego kodu DNA, który jest schowany u ludzi zamieszkujących bardzo odległe miejsca, niekoniecznie bujających się z cywilizacją i budujących tą cywilizację Bilonu z Babilonu gdzieś tam na jakichś wyspach. Nie bada się tego specjalnie. Jest bardzo wąska grupa ludzi, która się tym zajmuje i zostało to po czasach eugeniki, dokładnie po tych czasach, kiedy to stwierdzono, że oni są troszeczkę niezrozwinięci jak Aborygeni w Australii, że nie ma co badać tych ludzi. W sensie badać, nie ma co z nimi rozmawiać, bo to w ogóle nawet nie są ludzie.
To są jakieś małopoludy, które nie mają mieć żadnych praw, bo właściwie nie mają nic wspólnego z ludźmi. I tak to potraktowano. To jest właśnie taka eugenika, że nagle nawet postanowiono wyselekcjonować część własnego gatunku, który miał być predysponowany niczym taki kosmonauta, tylko żeby wejść i polecieć w kosmos. I bardzo wąska grupa ludzi stwierdziła, że skoro jest taka nostalgia, to coś w tej nostalgii musi być. Więc porzucili wszystko niczym Faust i doprowadzili się na skraj zagłady i swoją miłość na skraj zagłady. I cały świat, który kochali, z którego byli zbudowani na krawędź zagłady. Cały taki krawędziowo-zagładowy jestem dzisiaj. Jakoś tak. I nic z tego nie wyszło. A tu się okazuje, że prawda może być schowana w tym, co legło u ich, że tak powiem, u podstaw tej zagłady.
Czyli kogoś trzeba było zgładzić. A tajemnica jest właśnie u tych, których trzeba było zgładzić albo próbowano zgładzić, czyli u Aborygenów. Jeżeli przyjrzysz się na kod DNA, ja odtalon od tych badań, bo kilka jeszcze jest i porównasz sobie markery kodu DNA, to się okazuje, że właściwie my w Europie, o czym kiedyś wspominałem, pochodzimy z bardzo ciekawego źródła, właściwie dwóch źródeł. Pochodzimy od Aborygenów, częściowo. Pochodzimy troszeczkę z Afryki. Mamy podobny genotyp, ale żeby było zabawniej, jeszcze troszkę starszy. Właśnie ten z Australii jest taki uzupełniający się. I jeszcze pochodzi z Amazonii. Ja się tak śmieję często. Często sobie tak to malowniczo opowiadam, ilustruję, że babcia pochodziła z dżungli, a dziadek pochodził z Australii, z sawanny w Australii albo tych stepów australijskich, albo pustyni.
Znaczy nie, z buszu właściwie w Australii, bo Aborygeni nigdy nie żyli na otwartych przestrzeniach, bo jest tam po prostu zbyt gorąco. Tam wygonili ich biali ludzie, którzy zagarnęli sobie wszystkie, że tak powiem, kąski tego kraju najpiękniejsze po to, żeby tam postawić swoje luksusowe wille. I zresztą nazwali to miejsce Eden, New Eden czy jakoś tak. Tak to się nazywa to miejsce w Australii. A to było święte miejsce Aborygenów. Oni tam mieszkali, czyli najładniejsze miejsce zmuchnali bandziory, które przyszły z karabinami. I po latach ktoś tam zrobił badania genetyczne DNA i okazało się, że jeżeli cofasz się po tym mitochondrialnym DNA, tym żeńskim wątku, czyli tym, który sięga najdalej, odkrywasz nagle zjawisko pod tytułem zupełnie inna migracja ludzi, która nie ma nic wspólnego właśnie z tym, tak jak wspomniałem, oryginalnym modelem klimatycznym. Ludzie właściwie nie migrowali. Tak jak wspomniałem, był to taki desant na wszystkie kontynenty. Desant, który pojawił się nagle.
Jedna rzecz, która jest wspólna dla naszego kodu DNA, to takie momenty kluczowych zmian jakieś 250 tysięcy lat temu. Od tego momentu właściwie wiemy, że ta zmiana 250 czy jakoś tak tysięcy lat temu nic nie wiemy. Spotykamy te zabawne ślady, czy to w Krakowie, czy w Pumapunku, czy w wielu innych miejscach. Ślady po potężnej cywilizacji. I to wszystko. I mamy tą nostalgię i tych szaleńców, którzy gonią za nie wiadomo czym. Za tą wizją historii, którą sobie sami wymyślili. Potwierdzenie tego, kim jesteśmy. Jeżeli możesz stwarzać kosmos w swojej głowie. Takim dobrym przykładem tego kosmosu jest związek, z którego powstaje dziecko.
Stwarzasz kosmos. Ten człowiek jest kosmosem, kolejnym kosmosem, który nie wiadomo co zrobi. Być może to on poleci w kosmos. Kto wie? Taki kosmos. I mamy te wszystkie zabytkowe historie. Mamy tą współczesną naukę, która nawet pomimo wszystko, że skorumpowana grantami i z daleka od myślenia jakiegokolwiek sensownego, to nawet tam się pojawiają właśnie te tajemnicze wzorki, te tajemnicze geometryczne wzorki, które są jakimś uniwersalnym językiem. Ja tu czasami opowiadam o tych nierozkodowanych językach, które gdzieś tam istnieją na świecie. I to zaczyna się też powoli łączyć w jeden wątek. Bo jeżeli język, którym się posługujemy, jest językiem funkcjonującym na innej zasadzie niż to, co my uważamy za formę komunikacji w postaci języka, nie jest strukturą logiczną, tylko ma swoją własną mechanikę i reprezentuje mechanikę widzenia świata od zupełnie innej strony.
To jest tak jak instrukcja techniczna napisana w obcym języku do urządzenia, o którego istnieniu nie masz bladego pojęcia. I teraz dostajesz tą instrukcję i nawet nie wiesz, co to jest. A jak się okazuje, jesteś otoczony tymi instrukcjami dookoła. I to jest taka rzeczywista część naszego życia. To nie jest żaden dowcip, bo to są miejsca, w których żyjemy. Rozejrzyj się po świecie. Ta mechanika to jest latanie owada dookoła. Przecież owad nie ma żadnej struktury, dosłownie, aerodynamicznej, która mogłaby go unieść. Przynajmniej te duże owady. Małe też.
To, co mówi biologia, że skrzydełkami zamachają, to jest naprawdę bardzo duży dowcip. Ludzie, którzy pracują dla dużych korporacji, takich jak Lockheed Martin, Boeing, do tej pory nie wiedzą, dlaczego owady latają i do tej pory nie wybudowali nawet repliki takiego skrzydełka. Zrobił to słynny Viktor Grabelnikov. Ale Viktor Grabelnikov podszedł wszystko od drugiej strony. Taki reverse engineering, czyli odwrócona inżynieria. Inżynieria od strony obserwowania świata, od strony mechaniki świata, od strony obserwowania zjawisk, a nie negowania ich i próbie wymuszenia zjawisk, które my chcemy, bo tak nam się wymyśliło, bo nasz wewnętrzny kosmos podpowiedział nam jakaś iluzja, że tak musi być i wysadzamy wszystko w powietrze. Może wystarczy porzucić te iluzje, orzeźwić nieco umysł, opróżnić go z tych szaleństw i zacząć obserwować mechanikę naszego organizmu. I ta mechanika jest związana z kosmosem, o czym już ta nauka powoli zaczyna mocno mówić. Wiadomo, urwane wątki kiedyś się muszą w końcu spotkać. Myślę, że jest bardzo blisko do tego, jeżeli nie żyjemy w czasach, w których wątki się dosłownie spotykają na naszych oczach, bo też tego długo się nie da ukrywać.
Tak czy siak, nasza percepcja jako istoty, która korzysta z pewnego pola, żeby istnieć, bo właściwie to pole w kosmosie odkryte przez NASA jasno i wyraźnie pokazuje, że istnienie jest wszędzie. I to nie jest tylko kwestia tego, że planeta Ziemia jest wyjątkową planetą. To nie jest do końca tak. Nagle się okazuje, że właściwie wszędzie dookoła mamy po sąsiedzku. Na razie jeszcze teoretycznie, ale kto wie, co będzie za chwilę. I ten cały język, ta cała komunikacja, która była wcześniej, ta cywilizacja jest oparta troszkę na czymś innym i to coś innego być może daje możliwość kontrolowania dookoła siebie tego środowiska w taki sposób, że naprawdę podróżujesz sobie gdziekolwiek chcesz i budujesz takie konstrukcje, że dzisiaj taki Franz Zalewski biega po tym Krakowie z drugim dżentelmenem z kamerą i oczystają nam wszystkim dęba. Oczywiście. Co jest takiego w tym języku? W ogóle to jest ciekawa historia związana z Australią. Jak już jestem przy tym chlebie.
Co mój chleb ma wspólnego z Australią? Model klimatyczny. Miało być ciepło, miał wyrosnąć naturalnie, a tak go grzeję lampkami. Właśnie. Na magrawie. Anyway, ten zakwas oczywiście na chleb. Ja dzisiaj cały czas w drodze do chleba jestem przez Australię i przez piasek pustyni, przez mechanikę, porządki wiosenne i dużo wątków oraz wątki, które się zbierają razem. Porządki w wątkach. Porządkuję wątki. No więc w Australii odnaleziono miejsce, o którym już mówiłem kilka razy nawet.
Hieroglify się tam znajdują w Australii, hieroglify egipskie. Jest ciekawa rzecz, bo ile wbijesz ten temat w internet hieroglyphs albo petroglyphs in Australia, to znajdziesz nawet specjalnie na Google Map jest takie okienko, z boku wyskakuje, że możesz kliknąć i cię przeniesie na mapy. Od razu możesz sobie tam wejść, zobaczyć zdjęcia jak to wygląda. Bardzo ciekawe ślady wyrzeźbione w kamieniach i zobacz sobie sam co ja będę mówił. Jest troszkę na ten temat. No i przede wszystkim wyskakują jak zwykle, co wyskakują? Artykuły pisane przez miłośników eugeniki, którzy jeszcze nawet nie wiedzą, że są miłośnikami eugeniki w swojej własnej głowie. Tak mi się wydaje. Mianowicie pierwsze co to debunking albo hoax, czyli że to jest fałszerstwo albo rozszyfrowując tak, czyli de... Jak to jest po polsku?
Zapominam czytanie polskich słów. Udowadniając, że to jest fałszerstwo. Mówiąc w takim okrągłym skrócie. Debunking, że niby te wszystkie hieroglify to jest debunking. Ale tu jest zabawna historia, bo o ile zaraz, kiedy je odkryto właściwie w latach 90. zdaje się i zrobiło się troszeczkę głośno na ten temat, od razu okazało się, że przecież jak to niemożliwe w Australii hieroglify egipskie, przecież to szaleństwo jakieś. No i przyszły te łatki, że to jest debunk, że to jest ściema, że to ktoś tam wyrzeźbił i tak dalej. Nie będę cofał się do tematu, bo zdaje się o nim opowiadałem już troszeczkę czasu temu. Anyway, ślady erozji i tak dalej na kamieniach. Tam zawsze znajdzie się mądrzy.
Mówili, że to wyrzeźbione w latach 50. No ale w latach 90. i w latach 80. i nawet w latach 2000. byli też ludzie, którzy zajmowali się zawodowo siedzeniem właśnie na piaskach pustyni. Jednym z tych ludzi, który miał bardzo ciekawą wiedzę na ten temat, był Hakim. No właśnie, kim był Abdel Aiman Hakim? Ten dżentelmen urodził się w El Saman. To jest dokładnie naprzeciwko piramidy w Gizie, dokładnie naprzeciwko tego płaskowyżu w Egipcie w 1926 roku. I przez całe życie obserwował te piramidy.
Lokalny chłopak, który postanowił studiować archeologię i skończył to z tytułem doktorskim, czyli beltrey, beltrey title i też archeologii i też tak skończył. No i oczywiście jak zrobił te wszystkie naukowe rzeczy tak po drodze, to został przewodnikiem na właśnie tym płaskowyżu Giza. A na dodatek się okazało, że gentleman pochodzi z rodziny, która ma bardzo ciekawą tradycję. Przekazuje to, co się nazywa ancient knowledge, czyli starożytną wiedzę z pokolenia na pokolenie. I właściwie to był jedyny powód, dla którego poszedł w te oficjalne szranki, oficjalne studia po to, żeby tylko sobie zrobić, żeby nikt się do niego nie czepiał, dyplom z buroka i ziemnioko. Jak zrobił te dyplomy, nikt się nie mógł czepiać. Był oficjalnym przewodnikiem i to był człowiek, który można określić jednym z niewielu znających hieroglify, umiejących je odczytać od troszeczkę innej strony, tej dodatkowej. I to taki ekspert był. Hakim miał dwóch synów. Oni dalej żyją i są jednymi z najciekawszych i najlepszych ekspertów od hieroglifów aktualnie żyjących.
Z hieroglifami jest tak, jak opowiadałem w jednej z hiperprzestrzeni, że każdy z nich odkrywany. Bo to nie jest tak, że odkryliśmy wszystkie hieroglify, które są używane w starożytnym Egipcie tak zwanym, czyli w krainie Kemet, bo tak się oryginalnie to nazywało wtedy. Te hieroglify są znajdowane, katalogowane, każdy ma numerek i pod tym numerkiem trafia do katalogu, jest opisywany i jest porównywany do innych pozostałych. Do dzisiaj, odkopując różne rzeczy w Egipcie, znajduje się różne stele, na których pojawiają się hieroglify, które nie były wcześniej znane. I numer z tymi hieroglifami w Australii polega właśnie na tym, że akurat sposób zapisu tego tekstu, nie dość, że poprawny w Australii. A poprawny zapis hieroglificzny wymaga studiowania tych hieroglifów przez co najmniej parę lat. I to nie takiego studiowania, tylko rozumienia zapisu z epoki. Koleś, który próbował wkręcić wszystkim, że piramida w Gizie jest piramidą Cheopsa, nie znał hieroglifów. I w tym kartuszu, który jest właśnie w tej wielkiej piramidzie na płaskowyżu Giza, w tym kartuszu, który miał świadczyć rzekomo o tym, że jest to piramida Cheopsa, kartuszu, który miał reprezentować podpis Cheopsa, jest błąd. I to taki ordynarny błąd, że wszyscy egiptolodzy do dzisiaj się śmieją z tego, że wiadomo, że zrobił to Anglik na początku poprzedniego stulecia, który chciał podpisać się pod tym, że odkrył, czyja była piramida i zdobyć z tego powodu tytuł szlachecki.
Pieniądze i sławę oczywiście. Jak zwykle ta sama historia. Eugenika. A te, które się znajdują w Australii, żeby było zabawniej, są oryginalne i napisane właściwie przez kogoś, kto musiał doskonale znać kontekst języka i gramatykę, strukturę i prawdopodobnie żyć w tamtych czasach, bo też jest to napisane w taki sposób, że dzisiaj nikt by tego nie sformułował tak samo. Wszystkie teksty byłyby napisane zupełnie inaczej. Są robione fałszerstwa przecież hieroglifami i to nie jedno, i nie dwa, i nie trzy na świecie aktualnie. Przecież wiesz, jaka jest cena, kiedy masz coś takiego i na przykład ktoś się nabierze na autentyzm jakiejś takiej bardzo egzotycznej rzeczy, że jest w stanie dużo zapłacić. Każdy z nas ma wrażenie, że jest jeszcze lepiej niż Erich von Däniken, bo odkrywa coś tak niesamowitego, że za chwilę w ręku będzie miał model latającego silnika odrzutowego sprzed 6000 lat na przykład albo nie wiadomo co. Także jest trochę na świecie tych ludzi, którzy polują na to, i ludzi, którzy, że tak powiem, skrzętnie potrafią zrobić fałszerstwo. Ale na nasze szczęście specjalistów od hieroglifów na świecie jest bardzo niewielu i można bardzo łatwo zweryfikować każdy tekst u takiego specjalisty.
No i tych dwóch braci, żeby było zabawniej, stało się właśnie takimi międzynarodowymi specjalistami od odczytywania starożytnych tekstów i właśnie się specjalizują w tak zwanym piśmie porównawczym, ponieważ te hieroglify nie mają jednej epoki, jednej gramatyki. To jest troszeczkę tak, jakbyś miał być może parę tysięcy lat i pismo ewoluowało, zmieniało się albo wracało z powrotem. Nic nie było tak stałe, jak nam się wydaje. To nie był taki sam porządek. Co tu dużo mówić. Weź sobie książki wydawane w Polsce na początku okresu międzywojennego. Zamoyski. Przez „y” się pisało wszystko przez „y”. Troszeczkę inny język polski. Jeżeli cofniesz się jeszcze dawniej do wcześniejszych czasów, to ten zapis będzie jeszcze cięższy do skomunikowania się z nim.
Ale to są zasady. No właśnie, to są zasady. Ale to są zasady wymyślone przez człowieka. To jest logika człowieka, który próbuje sformalizować swoją koncepcję świata. Natomiast ten zapis, który prawdopodobnie był używany, ten nie do końca zrozumiały w Egipcie, może się okazać zapisem mechaniki tego świata. Zresztą jeżeli śledzisz sobie, jeżeli akurat masz takie hobby. Ja akurat mam zawodowo grafik od ponad 20 lat, także mam ku temu pewne predyspozycje. Spędziłem dużo czasu z obrazkami w swoim życiu i komunikacją, bo właściwie pracowałem w takim, nadal mi się zdarza, ale unikam, w biznesie reklamowym. Także musisz się skomunikować z człowiekiem za pomocą bardzo szybkiego, wizualnego komunikatu, bardzo szybkiej treści, jak to się tak technicznie nazywa. Kiedy patrzysz na te hieroglify i tłumaczenia hieroglifów, a sobie lubię je studiować.
Nie będę ściemniał. Od 15 lat sobie tak. Nie to, żebym znał hieroglify. Naprawdę nie jestem ekspertem, nie umiem ich rozczytywać. Niektóre kojarzę, ale nie jestem w stanie przeczytać żadnego tekstu napisanego językiem hieroglificznym. Także nie bierz mnie tu za eksperta. To jest takie moje hobby, że lubię sobie śledzić, sprawdzać sobie w tym katalogu, czasami sobie spekulować na te tematy, bo jest dużo zagadek. To pismo hieroglificzne nie jest jednolite. Jest jakby z różnych epok. Jedno jest bardzo, można powiedzieć, metafizyczne wręcz, bardzo opierające się na mechanice kosmosu.
Nie kwantowej mechanice, naprawdę nie kwantowej. Na mechanice kosmosu. To jest coś zupełnie innego. To jest ta prawdziwa mechanika i ona się odwołuje do bardzo takich ciekawych rzeczy, które teraz właśnie, pomijając całej tej eugeniki w nauce Wypływają bardzo mocno. Chociażby to, że możesz sprawdzić sobie markery genetyczne DNA wszystkich mieszkańców odległych miejsc, do których biała stopa rzadko kiedy zagląda. I nagle się okazuje, że jest potwierdzenie wspólnego unifikowania na tej planecie, że jest potwierdzenie wspólnej unifikacji jako gatunek i to na poziomie biologicznym wspólnej informacji. Jest potwierdzenie tej wspólnej informacji na poziomie telefonu do siebie. Jest potwierdzenie wspólnej informacji na poziomie eksperymentów naukowych z podglądaniem złodziejaszków w sklepie. Jest potwierdzenie tej komunikacji w reaktorze jądrowym. Poważnie, to są te pola w reaktorze jądrowym.
To jest reakcja termonuklearna. Trzymałem gorący kartofel na koniec, żebyś nie myślał, że to tylko kwestia tego, że chłopak z dziewczyną i to jest przedłużenie naszego życia, egzystencji gatunku, że to też jest ta mechanika, której się nikt nie uczy. Ta mechanika, która zawsze działa i tworzy nowe życie. Taka sama mechanika istnieje w reaktorze jądrowym. Taka sama! Jak się okazuje, ślad tej mechaniki został znaleziony w kosmosie. Czyli wszystko jest tą kosmiczną mechaniką, która jest gdzieś tam zapisana. I według tej mechaniki był zbudowany cały potężny świat na chwilę przed tym, zanim my się tu pojawiliśmy. I ktoś nam sprzedaje wizję historii, że jesteśmy... Ciężko mi zrozumieć.
Że co? Że byłem rybą, wyczołgałem się na brzeg, ręce mi urosły, przeczołgałem się na plażę, poleżałem, zapaliłem zioło i co? Wdrapałem się na drzewo oczywiście, bo zwariowałem od tego zioła, tak? A później jak siedziałem na tym drzewie, to drapałem się po głowie i tak mi nogi zwisały z tego drzewa. Jak mi już zwisały nogi, gałąź się urwała, spadłem i zacząłem chodzić. Byłem homo sapiens. Ciekawa historia, bo oczywiście w naszym kodzie genetycznym nie ma absolutnie żadnego świadectwa ewolucji, ale w tym kontekście, w którym chcieli ją rozpatrywać dżentelmeni, którzy przyszli od strony szukania zasad w życiu, szukania modelu. Nie modelu na zrozumienie mechaniki kosmosu, tylko takiego mechanicznego, odtwórczego modelu, że zawsze przycisną w to miejsce i zawsze tam wybuchnie. I się okazało, że nic z tego. Absolutnie.
Nasz kod DNA jest potężną tajemnicą. Jeszcze dwa lata temu jazda była na temat RNA, bo odkryto RNA i się okazało, że to jest cios, bo wszystkie informacje emocjonalne, które na przykład nosimy w sobie, mamy zapisane w RNA, jak się okazuje. Aktywność tej struktury jest największa, kiedy odwołujemy się do emocji, kiedy jesteśmy badani tymi skanami. Kiedy natomiast badamy wszystkie funkcje fizyczne naszego organizmu, okazuje się, że dziedziczone na przykład po tacie, po mamie warunki i środowisko, w którym dorastamy, to, że na przykład jak jest słone powietrze dookoła, jak jest wyspa i jest troszkę chłodniejszy klimat, to wiadomo, że zawartość soli powoduje, że mamy grubszą skórę. Specjaliści od tatuażu doskonale o tym wiedzą, że wyspiarze zawsze mają grubszą skórę. Do tatuażu używa się większych głębokości, na większej głębokości się robi tą dziarę. Tak jest. Dzieci, które rodzą się na wyspach, które są osaczone słoną wodą, mają grubszą skórę. Tak zwyczajnie niż te, które rodzą się na lądzie. Inne warunki.
Tam musisz automatycznie stworzyć troszkę lepsze opakowanie dookoła siebie, żeby przetrwać. Jest troszeczkę bardziej wietrznie, trochę bardziej wilgotnie i tak dalej. Natomiast w innych miejscach ta wymiana informacji z zewnętrznym światem jest o wiele mniej radykalna. Nie ma mocnego wiatru, jest spokojnie, zwyczajnie, więc organizm się dostosowuje do tego troszkę wolniejszego trybu życia i ta grubość skóry jest inna. I to na przykład dziedziczysz po przodkach jako część informacji, bo wiadomo, że przodkowie zebrali część tego pakietu, przekazali tobie i to jest DNA. I nagle rach-ciach, mijają dwa, trzy lata i się okazuje, że RNA i DNA to nie wszystko. Myśleliśmy, że emocje są zapisane w RNA, ale tam w RNA jeszcze jest trochę więcej, bo się okazuje, że jest kolejny łańcuch RNA pod spodem i kolejny, i kolejny. I teraz koncepcje, które się pojawiają, mówią o tym, że właściwie to jest coś w rodzaju zapętlonego loopu, który właściwie nigdy się nie kończy. Mamy coś w rodzaju niekończącej się informacji o stworzeniu nas samych, o stworzeniu świata zapisanej w sobie. To się nieustannie odgrywa i właściwie nikt nie wie, skąd się to bierze, bo nikt nie zna początku fizycznego życia.
Słynne eksperymenty Bruce Lipton z pojawianiem się życia. Myślę, że doskonale znane wielu pasjonatom przyglądaniu się naszej radosnej egzystencji na tej planecie, wszystkim domorosłym researcherom takim jak ja. Bruce Lipton jest doskonale znany. Jego eksperymenty z wysterylizowanymi szalkami Petriego. W jednych były komórki, drugie były kompletnie wysterylizowane. Oddzielono od siebie i komórki przekazują sobie sygnał. I w tej wysterylizowanej fiolce nagle zaczyna żyć dokładnie to samo życie. Przenoszą informację, ale nie fizycznie, tylko polem. To jest ten słynny dowcip, skąd się biorą kryształy na świecie. Rosną na brodach naukowców i są przenoszone właśnie w tych brodach pomiędzy laboratoriami, w których powstają.
Nikt nie wie do końca. Oficjalnie nie ma wyjaśnienia, jak rośnie kryształ, bo oficjalne wyjaśnienie jest tylko jedno i nie jest akceptowane przez oficjalną wersję nauki, ponieważ brzmi ono tak, że wszystko jest elementem pola, że jest coś takiego jak homogeniczne, uniwersalne, zunifikowane pole, w którym dzieją się interakcje, które stwarzają wszystkie rzeczy, które my rejestrujemy jako cokolwiek. Czy to jestem ja za mikrofonem, którego słuchasz, czy też ty w tym momencie słuchający mojej gadki. Rozumiesz pan i pani? Ciekawa sprawa się porobiła na świecie. No cóż, żyjemy w czasach, gdzie wszystkie te wątki się zbierają i to już nie ma, że tak powiem, to tamto. Informacja zrobiła się na tyle dostępna, że właściwie każdy pypeć, każdy cwaniak może wziąć Na internecie, na internetach posprawdzać, owych internetach, o co chodzi. Nauczyć się dzięki dostępności do wiedzy kilku rzeczy i spenetrować rzeczywistość dookoła siebie i bardzo szybko się dowiedzieć, że być może... Znaczy jedna rzecz na pewno. Nie jesteś tu po raz pierwszy.
Nie jesteś tu, że tak powiem, sam jeden. Jest coś więcej niż przekazywanie informacji metodami werbalnymi typu kłapanie paszczą, machanie rękami, krzuczenie: „Topię się!” albo „Pali się!” Chodzi mi o werbalne metody typu pismo i tak dalej, że jest coś innego i to coś innego jest bardzo dużą częścią naszego życia. Oficjalnie się mówi takie słynne hasła, takie popkulturowe hasła współczesnej nauki, że odkryliśmy tylko 3% materii w kosmosie i tak dalej. Bullshit. Nie wiadomo ile materii, bo to jest z punktu widzenia człowieka, który traktuje materię jako coś, co on musi mieć. Jak będziesz miał 100% materii, to będzie coś miał. Nie do końca. To jest taki punkt bajada pod tytułem... Ja mógłbym równie dobrze krzyknąć: „Odnalazłem trzy garnki za Marsem!” i teraz świat powinien zamrzeć bez ruchu, bo odkryłem garnek za Marsem. Czy jakoś tak.
To trochę w ten sposób. Nie wiadomo właściwie, co to oznacza. To jest takie hasło: „Ej, krzyknąłem zajebiste hasło, wszyscy stajemy i robimy mądrą minę i jest zajebiście. Jest bardzo ważna historia. Hej!” I wszyscy stoją. Głęboka sprawa. Okej, zgadzamy się na to. Natomiast poza tym wszystkim, że się wszyscy zgadzają, że to jest bardzo poważna sprawa, że tam tylko 3% albo 4%, jakaś ciemna materia i tak dalej, życie się toczy cały czas, nieustannie. My się obudzimy jutro z rana albo po południu, albo jakoś tak, po sobocie, po robocie. Każdy z nas urodzi się na nowo w nowym kosmosie i dalej życie się będzie toczyło.
I to nie jest jakieś 2%, 3% czarnej materii kosmosu albo gdzieś tam nie wiadomo gdzie, tylko to jest całe nasze życie. To jest 100%. I to, co się dzieje, to, co stwarza to życie, to są historie, które są, co tu dużo mówić, nieopisywalne przez język nauki. Absolutnie. Tak samo jak ten pierwszy, najważniejszy, elementarny czynnik, od którego zaczęła się dzisiaj moja opowieść. Od zakwasu na chleb. Po prostu, kiedy nie ma żadnego modelu na pogodę, nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaka będzie owa pogoda. I do tego się sprowadza cała ta cywilizacja. Do takiego odgrywania troszeczkę pajaca, który twierdzi, że wie, co się wydarzy jutro, a w rzeczywistości wiadomo tylko, jak wygląda proces. I to też nie do końca, bo nie jest to problem z procesem, że jest niewidoczny, tylko problem jest z ludźmi, którzy chcą być ślepi.
I jakoś tak się wydarzyło, że naprawdę bardzo mocno ślepi jesteśmy. Niemniej to wiązanie wątków tak czy siak zawsze zbiega się do jednego i wspólnego mianownika. W pewnym momencie nie możesz ukrywać, że przysłowiowo facet, który posiada tytuł profesorski i mówi o archeologii i o historii na przykład Polski, mówi, że tu nigdy nie było żadnej cywilizacji, że tu ludzie mieszkali w skórach. Szczególnie po numerze, który wykonał Franz Zalewski, który pokazuje jasno i wyraźnie, jest analiza geologiczna tych struktur. To nie jest taki dowcip, bo to jest poważne badanie naukowe. I teraz ktoś tutaj nie ma racji. Gdzieś tu się wszystko weryfikuje i to jest ta tajemnicza weryfikacja, która się odbywa, moim zdaniem cały czas. I to jest chyba ten znak czasów. To jest moja koncepcja, że my przechodzimy na to inne życie, na inne zasilanie. To jest właśnie ten moment transformacji.
Jesteśmy gdzieś w tym momencie transformacji. To łupnięcie, które się za chwilę wydarzy, jest częścią tego procesu transformacji. I to, że gadamy o takich sprawach, mamy je w głowach, jest częścią tego procesu. Coś się zmienia bardzo mocno na świecie. To bardzo mocno widać to wszędzie dookoła i to, co jest z drugiej strony, bo my zawsze traktujemy zmianę, jako z drugiej strony jest pustka. Otwierasz drzwi do windy, a tam pusty szyb i wpadasz na dół, a tu się okazuje, że właściwie jak na razie to my jesteśmy w pustym szybie. Ta zmiana to, co może być z drugiej strony, jest po prostu totalne i słowo totalne jest chyba za małe na opisanie tego wszystkiego. Jeżeli oglądniesz sobie, jak wyglądają ślady wierceń w Krakowie, to słowo totalne to naprawdę jest za mało. Ja też się znam troszeczkę na obróbce takich rzeczy, jak dżentelmen o nazwisku Zalewski, a imieniu Franz pokazał to wszystko z drugim dżentelmenem z telewizji Tagen. Jak spojrzałem, powiedziałem: „Holy fucking shit!” Pomaga.
To przerasta. Nie ta mentalność. Dokładnie nie ta mentalność. W czasach, gdzie jeden człowiek nastaje na życie drugiego, żeby samemu coś z tego mieć, to nie jest ta mentalność. Nie da się zbudować takiej technologii, takiego świata w ten sposób. Ale ten świat tu cały czas jest. To nie jest tak, że on znikł. Bo to jest moja konkluzja na dziś. To nie jest tak, że koncept teorii pól morfogenetycznych, właściwie nawet nie teorii, bo to już nie jest teoria. To jest potwierdzone badaniami naukowymi.
Jest przecież cała dokumentacja naukowa tutaj, w Cambridge University, gdzie zresztą Rupert Sheldrake jest szefem Katedry Biologii. Właśnie z tej okazji, przy okazji. Także nie jest to nic tak egzotycznego. Oczywiście nie jest to zbyt popularne. Nie mówi się o tym w gazecie, w telewizji, przy opowiadaniu o tym, jaka lala wypięła który pośladek i że jej się coś rozpięło i za dużo było widać. Tego ci nie powiedzą. Ale to jest. To tylko kwestia tego, że chcemy być ślepi. Ale to tylko początek, bo jeżeli widzisz te zjawiska, bo to jest obserwacja zjawiska. Właśnie o tym cały czas dzisiaj mówię.
To jest mechanika, obserwacja mechaniki kosmosu. Jak za alchemicznych czasów. Wiesz tylko kawałek zjawiska. Widzisz, że ono zawsze się dzieje. Widzisz w nim prawidłowość. Widzisz, że jesteś częścią tego zjawiska. I tutaj zaczynasz się uczyć, co tak naprawdę w tobie Jest tym zjawiskiem. Jak go przenieść na inną płaszczyznę, ale nie od strony kółek zębatych, że ty masz dziką koncepcję, bo sobie coś wymyśliłeś, że teraz będziesz wysyłał rakietę w kosmos. A może my po prostu jesteśmy w kosmosie? Może to polega na komunikacji, która idzie zupełnie innym kanałem.
Tej komunikacji, która jest oparta właśnie na tym telefonie od cioci z Australii, tej komunikacji, która jest oparta na odczytywaniu owego starożytnego pisma, które jest bardzo ciekawe, bo właściwie jest bardzo symboliczne. Jest bardzo dosłowne w wielu momentach nie do końca sobie nawet zdajemy sprawę, bo po prostu nie mamy wglądu w tą część, przynajmniej częściowo. A z drugiej strony każdy z nas, tak samo jak nasi przodkowie, ma stuprocentowy dostęp do tej wiedzy. To jest taki paradoks. Tylko filtry, które mamy zamocowane na swojej percepcji, tak można powiedzieć, powodują, że ostatnio dżentelmen, z którym czasami rozmawiam, właściwie paru dżentelmenów, jeden z nich powiedział takie ciekawe zdanie, które mi się bardzo podoba. Takie technologiczne rozmowy mieliśmy i zdanie brzmiało tak. Tam był wątek prison planet, że niektórzy twierdzą, mają taki koncept, że Ziemia jest planetą uwięzieniem. The Prison Planet, że my tu jesteśmy uwięzieni przez jakieś złe moce, reptilianie i nie wiadomo co. Dziwne, egzotyczne pomysły. A drugi dżentelmen, który doskonale wie, o co chodzi, tak mi się wydaje, rozumie, że też ma ten koncept, że ta mechanika odbywa się z zupełnie innej strony.
To jest inna mechanika, inny rodzaj mechaniki oparty na aminokwasach, byś powiedział, na emocjach, na zupełnie czymś innym. Odpowiedział na to: „No, no, no, this is enlightenment planet”. To jest planeta oświecenia. To jest planeta, na której możesz doznać oświecenia. Możesz nagle skumać, że ten koncept dualizmu to jest tylko forma manifestacji się materii. Właściwie to tak naprawdę nie jest nigdy dualizm. To jest najlepszy numer, że to nie jest nigdy dualizm. To jest dalej jedna istota, która się manifestuje w jeden sposób. To, że dwie ręce, dwie nogi wcale nie znaczy, że 30 osób naraz. Bo jak policzysz palce, włosy, ucho, nogi i tak dalej, wszystkie te rzeczy.
Nie, to jest jeden byt, który za tym wszystkim stoi i zarządza. Tak jak wspomniałem wcześniej, ręce i nogi nie znikają na weekend, zostawiając nas samych jak kadłubek leżący w łóżeczku i czekający, aż wrócą z imprezy. To wszystko jest jedna istota. Lewa i prawa strona jedno i to samo. O tym jest mowa cały czas w tych wszystkich starożytnych tekstach właśnie z owych piasków pustyni, że jesteśmy jednością i to nawet taką totalną jednością, bo tam jest w kontekście kosmicznym, czyli dokładnie to, co wydedukowali dżentelmeni z NASA, badając bakterie, które się nagle zaczęły mnożyć na okienku, takim luku na promie kosmicznym. Okazuje się, że życie jest wszędzie, nawet w kosmosie. Właśnie. To ja może puszczę jakąś piosenkę, żeby było troszkę z życiem. Kolejny taki radosny utwór, który tutaj gdzieś z boku się pojawił. No właśnie, a ty pomyśl sobie o tym nad tym kosmicznym życiem, że z tej drugiej strony jest więcej niż mniej.
Timothy Leary zdaje się, czy to był Terence McKenna, nie pamiętam w tym momencie, miał takie zdanie, że... Czy to właśnie, a nie, to był Marshall McLuhan. Właśnie Marshall McLuhan. Albo Terence McKenna. I don't know. Nieważne. Jeden z clever people, czyli takich mądrych w miarę dżentelmenów pewnego dnia powiedział takie zdanie, że ludzie boją się najbardziej tego, że jest więcej niż tego, że jest mniej. Właściwie boją się tak naprawdę w życiu tego, że jest więcej niż to, co postrzegają. O, taki był sens na język polski, że nie dostrzegają wszystkiego i stąd ta obawa. Ja myślę, że coś takiego w tym może być, jak sobie dołączysz do tego tę nostalgię za utraconą komunikacją ze światem.
Jak wszystko zbierzesz w całość, to może się łączyć. To właśnie ta frustracja cała, która wynika i powoduje taki syndrom samobójcy w tej części współczesnej cywilizacji, w której przyszło nam żyć. To jest właśnie to nieogarnięcie troszeczkę z tymi emocjami, że zabrakło fajnego podejścia, zabrakło zabawek. Ktoś się poczuł urażony, zniesmaczony swoim własnym zachowaniem, obraził się na innych, wymyślił bombę atomową, zamiast rozwijać pokojowe technologie. I poszło troszkę takim dziwnym torem. Jeden się obraża na drugiego. A to jest właśnie ta nostalgia za czasami, kiedy nikt się nie obrażał na drugiego. Bo dlaczego się obrażasz? Dlatego, że masz świadomość, że możesz się nie obrazić. I w drugą stronę.
To są sytuacje, które nie istnieją bez siebie. Niektórzy nazywają to paradoksem, że nasze życie składa się z paradoksów, sytuacji, które są sobie skrajne, ale nie istnieją bez siebie, jak ogień i woda, które są potrzebne do życia. Ale może numer polega na tym, żeby skorzystać z tego, stojąc gdzieś pośrodku. I to bynajmniej nie chodzi o tak zwane jałowe mielenie gównianych opinii w głowie i bycie jak chorągiewka i bycie pośrodku, czyli nigdzie. Tylko chodzi o zrozumienie czegoś innego. Tej mechaniki, która odpowiada za budowę lasu, za rośnięcie trawy, za to, że się manifestujemy na tej planecie. Tej mechaniki, która mówi o tym, że korzystamy, że te reaktory, które nas zasilają, to są te skrajności, ale my nie jesteśmy tymi skrajnościami. To jest tylko część energii, można powiedzieć, z tych reaktorów, która powoduje, stwarza część tego pola, w którym się manifestujemy. A to pole tak jest, jak jest. To jest ta cała informacja.
Być może to jest ta zagadka, że mając jakieś regresyjne historie, bo udało mi się wprowadzić kilka razy w regresję hipnotyczną, ale wydarzyło się to tak, że właściwie sam się wprowadziłem, bo nikt nie potrafił mnie wprowadzić. I powiem ci szczerze, nawet nie było to regresją hipnotyczną jako taką. Było to próbą podczas zasypiania, odwiedzenia swojego poprzedniego życia. Trwało to cholernie długo. Chyba z pół roku trenowałem i w końcu zaczęło coś takiego przychodzić i zaczęły się pojawiać ciekawe podróże do różnych miejsc. Pamiętam z tej przygody testowania tego rozwiązania, tych sennowizyjnych podróży przed zaśnięciem, dwa bardzo mocne sny, które były właściwie już nie tyle snami, ile wizjami. Wskoczyłem raz w jedną postać i byłem jedną postacią. Nie będę tu opowiadał całej tej historii. Zostawię na kiedy indziej być może. Obudziłem się z tego wszystkiego.
Właściwie nie obudziłem, tylko nagle skończyła się ta wizja. Właściwie nigdy nie zasnąłem. Taki bardzo dziwny stan dla niektórych. Bardzo ciekawy stan. Stan, w którym jesteś kompletnie świadomy. Wszystko dookoła jest absolutnie rzeczywiste. Nie ma ani grama żadnych kosmicznych historii, a jednocześnie jesteś głową w innym miejscu i jest to tak realne, jak realna jest rzeczywistość, która jest obok ciebie. Jesteś w dwóch miejscach i to miejsce, w którym byłem, pokazywało mi troszeczkę inne życie w innym momencie historii. Było to niesamowicie ekscytujące i przede wszystkim ekscytujące jak normalne. Jasne, że to jest wielkie „wow”, jak przeżyjesz coś takiego, ale najbardziej intrygujący był realizm tej sytuacji.
Nieprzeciętny realizm. Wszystko było tak realne, że mogłeś dokładnie tego dotknąć. Tak samo jak tego świata, w którym byłem z drugą częścią siebie. To było fenomenalne. Wszystkie odczucia, wszystkie emocje, wszystkie rzeczy, które trzymałem w ręku. Wszystko było po prostu fizyczne. Ciekawa historia. Później, kiedy sobie przemyślałem, myślałem: „Kurde, to było moje poprzednie wcielenie”. Wszystko okej, spokojnie, żadnego dramatu. Bardzo ciekawa historia.
Zacząłem szukać jakichś paralel ze swoim życiem, czy coś mam z tym wspólnego. Później wydarzyła się druga historia, ponieważ to oczywiście nie był koniec i żeby było zabawniej, takie samo wydarzenie, taki sam typ podróży do innego wymiaru, czyli dwa realne światy, w których szklanka była tak samo realna i tu, i tam. Nagle się okazuje, że jestem dokładnie w tym samym momencie historii Ziemi, dokładnie w tym samym czasie, tylko że w innym miejscu i inną postacią. Dzisiaj miałem ciekawą rozmowę. Rozmawialiśmy o tym, w ilu miejscach możesz naraz być. A może to nie jest koncepcja, która próbuje być zradykalizowana przez jakichś joginów, teologów, którzy nigdy tak naprawdę też do końca nie są w stanie ci nic zagwarantować, tak samo jak ja. Nikt nie jest w stanie nic zagwarantować. Tak samo jak ci naukowcy od modelu klimatycznego. To jest taka bajka. Ktoś sobie wymyślił model, że ileś tam wcieleń i coś tam.
A może to nie o to chodzi? Może to jest dalej ta sama piosenka o tym polu informacji, że dostrajasz się i przestrajasz i przeskakujesz dokładnie w konkretne miejsca. Możesz się połączyć z konkretnym punktem w historii i prześledzić każdą historię, która się wydarzyła na tej planecie, w kosmosie, gdziekolwiek chcesz. Tylko musisz w jakiś sposób wybudować w sobie taki reaktor, żeby cię połączył automatycznie z informacją w tym polu, żeby przeskoczyć tą niewidoczną barierę. Te reaktory to bardzo często rośliny nazywane roślinami magicznymi. Mówię tu absolutnie o ayahuasce. Mówię tu o ibodze, mówię tu o psylocybinie, mówię tu o kwasie lizurydowym, DMT, Salvia divinorum. Wszystkie tak zwane magiczne. To jest medycyna. Wszystkie te medyczne rośliny, które właśnie słyną z tego, że dają użytkownikom, czyli nam, nowe życie, że dzięki temu jesteśmy w stanie zrobić reset emocjonalny i zbudować się na nowo bez obciążeń, jednocześnie odciążając nasz układ nerwowy od tego całego stresu.
To jest takie leczenie i rekonstrukcja organizmu. Później startują na przykład procesy fizycznej rekonstrukcji i znikają wszelkie problemy natury fizycznej z niedowadami na przykład w kończynach albo różne rzeczy się dzieją po używaniu takiej właśnie prawdziwej medycyny. To jest też ślad istnienia tego drugiego świata, tego drugiego pola, w którym dzieje się więcej niż mniej, bo jeżeli ty jesteś w stanie wejść w inne pole, w inne oddziaływania, odbyć podróż kosmiczną, wrócić tu na tą planetę, do siebie samego i ten proces tej podróży zaczyna proces restrukturyzacji twojego organizmu. Okej, to możemy się zawiesić na tej restrukturyzacji tylko na tym kawałku, ale co to znaczy? To znaczy, że gdzieś jest jakiś inny świat obok. Świat, w którym rzeczy się stwarzają na troszeczkę innych zasadach. I to nie jest tak, że ten świat znika, że on się pojawia na pięć sekund. On cały czas jest. To jest pytanie tylko, jak długo i jak często my miewamy dostęp do tego świata i czy przypadkiem to właśnie nie jest języczkiem uwagi naszej pobytności na tej planecie. Właśnie drogi mój słuchaczu i droga moja słuchaczko.
Przypominam, że ja po prostu nie prowadzę teraz korespondencji na Skype'ie. Ja gadam do mikrofonu, bo jest to fizycznie niemożliwe, żebym siedział teraz i odpisywał, prowadził prywatną rozmowę z kimś na Skype'ie teraz, kiedy mówię do ciebie. Niedopuszczalna historia, ale pozdrawiam serdecznie. Bardzo serdecznie. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Właściwie chciałem skończyć na dzisiaj. Mój zakwas rośnie naprawdę nieprzeciętnie. Doskonale wygląda. Także ja się zabieram za pieczenie chleba. Przypomniałem sobie, z czym robię ten chleb.
Zawsze zapominam nazwy. To jest chleb z żurawiną. Suszoną żurawinę sobie kupujesz. W tym świecie, który się zmienia, w którym jest zupełnie inna mechanika, w którym przyszło mi dealować z zakwasem do chleba, który nijak nie chce podpasować się i dostosować do jakichkolwiek algorytmów i modeli elektronicznych. Nikomu się jeszcze nie udało stworzyć na świecie idealnego przepisu na zakwas ani na chleb. Rozumiesz? To są właśnie takie dowody na to, jak daleko, jak blisko jesteśmy naszej logiki. Jeżeli wydaje nam się, że kontrolujemy rzeczywistość w jakikolwiek sposób i nie potrafimy nawet stworzyć spójnego, działającego wszędzie na świecie przepisu na chleb. Bo warunki się zmieniają i ten chleb w każdym miejscu będzie rósł troszeczkę inaczej, bo właśnie ten model klimatyczny jest inny, troszeczkę cieplej, troszeczkę chłodniej. To co dopiero?
W jaki sposób my chcemy od tej strony, bo często mówimy, co dopiero zrozumie świat. Ale może to nie jest co dopiero zrozumie świat. Może to jest po prostu tylko kwestia, że nie próbujemy z właściwej strony, że idąc akurat w tym kierunku zawsze będziemy głupkami i to się nigdy nie zmieni. Tak jak pisał Goethe, tak będzie po prostu nieustannie. W tym kierunku zawsze będziesz uważał to, co jest najważniejsze, to, co jest głównym clou całego zjawiska, uważał za jakąś anomalię, bo to anomalia. A może świat polega na czymś zupełnie innym? Bo widzisz, jak się przyjrzysz na proces rośnięcia zakwasu w chlebie, to jest to anomalia. Po prostu anomalia. To musisz obserwować i dogadać się z zakwasem. To nie ma tak, że ustawisz sobie zegarek i on zawsze o tę samą porę wyrośnie, zawsze w tym samym terminie co do minuty i tak dalej.
Jeżeli jesteś dobrym kucharzem i dobrze masz to opanowane, swój warsztat, to jesteś w stanie zrobić to konkretnie. Wiesz, jakie są procesy, wiesz, ile godzin potrzebujesz. W końcu piekarnie jakoś na świecie funkcjonują. Ale widzisz, ten proces jest przerwany i dzielony na różne półprocesy właśnie po to, żeby go móc kontrolować, ponieważ w całości jest właściwie niekontrolowalny, bo tak zwyczajnie mówiąc zobacz, musisz posadzić roślinę, musisz mieć ziarno, z której wyrasta sobie pszenica albo żyto, albo coś tam, albo inna trawa. I teraz jest kondycja ziemi, w której są minerały. Te minerały wędrują później do tych kłosów tam na górze. Nie wiesz, jaka jest właściwość. Nie przewidzisz właściwości struktury minerałów w glebie. Możesz szukać najlepszego pola, ale nawet jeżeli masz ideologicznie taką zasadę, że musi być tyle a tyle wapna, zero jeden po przecinku coś tam, nie znajdziesz tego. Nijak się ma do naszych wyobrażeń o świecie, naszych mrzonek.
Nawet jakbyśmy chcieli znaleźć coś takiego perfekcyjnego, to nie znajdziemy. To jest takie zdrowo życzeniowe myślenie zawsze, że ty wrzucasz nasionko do ziemi i teoretycznie i praktycznie powinno wyrosnąć. Nie dlatego, że my znamy mechanizm, tylko dlatego, że ono po prostu wyrasta. My próbujemy to opisać jakimś mechanizmem, ale prawda jest taka, że gdyby biologia to potrafiła, to każde nasionko, każde, mówię o każdym, byśmy potrafili wyhodować. A prawda jest taka, że tylko część nasion kiełkuje. I dokładnie taka jest nasza wiedza na temat całego świata. I może ta wiedza jest okej, jakby nie ma z tym problemu. Nie ma co tutaj się, że tak powiem, ganiać z maczetami, tak jak wspomniałem wcześniej po centrach naukowych i szukać tych, którzy mają najwięcej dyplomów i ścinać ich na gilotynie publicznie jako największych oszustów i kłamców. Zrobić taką drugą rewolucję francuską. La vive la nowa nauka!
Nie, żadnych takich siekieryzad. Może po prostu trzeba zawrócić kierunek troszeczkę i zajrzeć się. Obserwowanie mechaniki kosmosu, mechaniki życia na co dzień, mechaniki emocji, mechaniki tych niewidocznych zjawisk. To, co było anomalią albo uznawane za anomalię, potraktować jako mechanikę. A ja na koniec chciałem podziękować serdecznie mojemu dzisiejszemu takiemu dodatkowemu mecenasowi cichemu dzisiejszej hiperprzestrzeni, bo dzisiaj dotarło do mnie urządzenie. Taki sobie prezent na urodziny zrobiłem, bo jakiś czas temu miałem i czekałem aż dojdzie, bo troszeczkę trwało. Urządzenie wymyślone przez Crookesa. Sir Crookes. To się nazywa Crookes Radiometer, czyli nie wiem, czy jest polska nazwa. Jest, powinna być radiometr Crookesa.
Dotarło dzisiaj do mnie i opowiadając ci tę historię, próbując łapać te wszystkie wątki, które tu się pojawiają w mojej głowie, kiedy tak sobie tutaj żyję swoim własnym życiem, przechodzę na tą drugą stronę do krainy Duat powoli. Patrzyłem się na urządzenie. Ja mam taką koncepcję, że to jest urządzenie, które powstało dokładnie w momencie, kiedy nauka rozeszła się z rzeczywistą nauką, którą ja nazywam alchemią, tak sobie po cichu. Ale nauka, którą nazywam nauką, nie jest nauką. Strasznie zamieszałem. Z tą rzeczywistą wiedzą właściwie do tego się sprowadza. Ze zrozumieniem procesów dookoła nas, ale takim świadomym, kiedy już nie jesteś dewastatorem, który wysadza wszystko w powietrze nieświadomie jak Carter, który próbował odkryć coś i tylko za pomocą dynamitu. Tylko jesteś człowiekiem, który to rozumie, jak na przykład Franz Zalewski, który nie musi wysadzać piramidy dynamitem, żeby udowodnić, że jest tam troszkę więcej niż mniej. Ale to już zapraszam do oglądania różnych rzeczy na internecie. Także sprawdź.
Franz Zalewski. Dokładnie Franz Zalewski. Sprawdź sobie dzisiaj. Zostawiam ci troszkę takie zadanie domowe. I tak właśnie patrzy się na ten kręcący się cały czas radiometr Crookesa. Urządzenie, które powstało w ciekawych czasach po to, żeby sprawdzić, co się dzieje, kiedy światło zostanie wpuszczone do pomieszczenia i to urządzenie się kręci. Przyrząd miał wskazywać, że światło wywiera ciśnienie na powierzchnię, na którą pada. A może to jest kwestia złego zrozumienia światła? Czym jest światło w tym wszystkim, co się dzieje dookoła? To taki moment, kiedy, jak pisał Goethe, zmanipulowano pokolenia.
I to jest takie urządzenie, które powstało dokładnie w tym czasie. Jeszcze czas eteryczny. Może ten eter, może coś tam. Może się kręci. A dlaczego? A po co? A może to ciśnienia? Skąd to zjawisko? A czy to tylko pole? Czy to tylko słońce?
No właśnie. I te wszystkie wątki się nam rozbiegły przez te ostatnie stulecia. Nadszedł taki czas, że wygląda na to, że czas zrobić porządki i posprzątać te wątki. Ha! To ja znikam zrobić swój chleb z żurawiną. Będzie smaczny. On jest niesamowity. Zakwas rośnie na lampkach. Dzisiaj temat kompleksowy, bo bochenek chleba zależy od znajomości środowiska dookoła, a przede wszystkim może nie tyle znajomości, ile umiejętności radzenia sobie ze środowiskiem, tuningowania się do tego środowiska i stwarzania warunków nawet nie dla siebie, tylko żeby otrzymać coś dla siebie, trzeba umieć stworzyć warunki dla mamy natury. Ja stwarzam teraz warunki dla mojego zakwasu, który sobie słodko rośnie, aż miło.
Bąble idą tak jak trzeba. I jutro to będzie ten dzień, kiedy ten zakwas stworzy warunki dla mnie i dostanę bajdę smacznego chleba z żurawiną. Wyobraź sobie, że nie ma żadnego modelu matematycznego, nie ma żadnej opcji, która mogłaby to opisać poza różnymi fragmentami matematyki, które właściwie gdzieś tu się bardzo szybko kończą. Jak robisz pieczywo, to dalej musisz opierać się na swojej intuicji, na kontakcie z tym innym światem, który przebiega przez linię doświadczenia i eksperymentów, żeby wszystko zadziałało jak należy. Nie przez linię teorii, teologii, definicji i dopasowywania do schematów, tylko przez zupełnie inną drogę, wyboistą drogę eksperymentów. Książę Edward doskonale coś na ten temat wie. Słynne chleby nazywane przez nas plateau. Plateau z angielskiego, nie mylić z pewnym filozofem, chociaż w sumie też zbyt górzysty ton w mózgu nie, bardziej płaski. Ale zostawiamy tego Platona i znikam do swojego chleba, który już nie będzie plateau, będzie mountains, będzie huge mountains i smaczny będzie, bo z żurawiną w środku. Taki troszkę i dla zdrowotności coś, i smakowity.
Także ja znikam. Dziękuję ci, człowieku, za wysłuchanie tych wszystkich moich wątków, w których pełno porządków. Dziękuję ci, droga mecenasko i drogi mecenasie, za wspieranie radia. Wiem, że strona jest nieaktywna. Jest aktywna, ale taka martwa. Nic tam nie wymieniam, nie wrzucam. Wszystkie archiwa są na stronie Radia Paranormalium i na stronie czasusnu.com u Grzegorza. Tam możesz znaleźć wszystkie archiwalia. Jak wesprzesz chłopaków jakimś drobnym funduszem na serwery, rewelacja, bo to wszystko to taka inicjatywa indywidualna. Ja tu sobie siadam i rozmawiam z tobą.
Bardzo miło mi się podzielić tą refleksją. To jest ten mój pomysł na życie. Transparencja intelektualna i emocjonalna, nie tylko. Dobry nastrój w sobotę wieczorem, trochę rekondrola intelektualnego w głowie, troszkę przeciągu porobić. Bo może się okazać za chwilę, że to jest właśnie ten kierunek, to jest ta wiedza i właściwie wszyscy jesteśmy w tym właściwym przeciągu i wieje w stronę Kabulu, parafrazując „Hydrozagadkę”. Miło mi z góry i z góry dziękuję za wspieranie moich kompanów, którzy tutaj pomagają Radiu Na Fali propagować i dziękuję za wsparcie jakiekolwiek finansowe dla Radia Na Fali, dzięki czemu jest te parę groszy na kawkę dla mnie, żebym sobie zrobił kawę, żebym zapłacił za serwer i tak dalej. Dzięki ci przede wszystkim, już pomijając sprawy bilonu z Babilonu, za to, że po prostu jesteś i sobie tego słuchasz. Szalenie miło sobie z tobą posiedzieć przy tym ognisku. Także dzięki człowieku i człowieczko, usłyszymy się następnym razem. Dzisiaj nie będzie hiperprzestrzeni.
Znikam robić chleb, zamieniam się w piekarza. Takie nieustanne transformacje, akurze nadaję do ciebie z południowego Londynu, niedaleko wszystkich źródeł tych opowieści o doktorze Jekyll i Mr Hyde. Także ja też troszkę double personality. Mr Tomasz oraz pan Piekarz. Pan Piekarz, szalony piekarz, który próbuje zrozumieć w chlebie historię kosmosu i złapać tą metaforę kamienia filozoficznego w mące. Otóż to, dokładnie tak właśnie jest, nie inaczej. Do usłyszenia następnym razem. Dziękuję bardzo za wysiedzenie ze mną i wysłuchanie. Mam nadzieję, że była dobra zabawa, że fajnie się słuchało i że jest miło. Do usłyszenia następnym razem i miłego weekendu, człowieku.
Przypominam, że w Radiu Paranormalium, nawet jeżeli słuchasz tego z offline, są fajne debaty ufologiczne. Jak jutro będę miał na chilloucie, to w tle oczywiście, jak nie będzie gości, bo się zapowiadają, może będzie chwila, to ja sobie w tle tam debatę pewnie puszczę jak nic. Także zapraszam serdecznie. I do Czasu Snu do Grzegorza. Tam lecą ciekawe rzeczy. Ja tak się nie chwalę tym, tam się zapuszczam troszeczkę na takie słuchowiska, które tam są serwowane, różne ciekawe materiały, ciekawe wnioski. Tak jak mówię, ciekawe wnioski. A co ja powiedziałem? Właśnie. To jest tak jak mówię, a co ja powiedziałem?
Nie wiem, co powiedziałem sobie. Pogadamy za tydzień, to się dowiemy. Jasna sprawa. To co? To ja się żegnam i do następnego razu, moja szanowna słuchaczko i mój szanowny słuchaczu. I miłego tygodnia. Peace and love. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali Kosmicznej.