Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy właśnie teraz kolejny odcinek audycji dedykowanej przede wszystkim molom książkowym, ale nie tylko. Audycji, którą nadajemy co drugi piątek i która spotyka się z zawsze z bardzo ciepłym przyjęciem z Państwa strony. Mianowicie zapraszamy na kolejny odcinek „Bibliotekarium” na żywo.
Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Google Hangouts są z nami, jak zawsze, gospodarze „Bibliotekarium” - Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dobry wieczór, panowie. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Tym razem nasi gospodarze na tapetę wybrali coś, co sobie nazwali tematem: „Obcy i UFO w literaturze”. Punktem wyjścia do dyskusji będą dwie książki przewodnie, a mianowicie zaczną od książek ludzi, którzy byli naukowcami, a którzy w międzyczasie popełnili kawałek literatury, czyli od „Kontaktu” Carla Sagana i „Czarnej chmury” Freda Hoyle'a. Obie książki mówią o tym, w jaki sposób ludzkość kontaktuje się z inną formą rozumu. Książki te będą punktem wyjścia do rozmowy i przywoływania innych książek w dyskusji o tym, jak obcy byli widziani w literaturze. Zanim jednak oddam głos do Bydgoszczy, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem „Bibliotekarium”, jak zawsze, realizujemy w całości na żywo. Gdzieś tak po godzinie dwudziestej pierwszej będzie można dzwonić i w-wziąć udział w dyskusji na antenie, zadać jakieś pytanie, podzielić się spostrzeżeniami i tak dalej, i tak dalej. Ale telefony do Radia Paranormalium, myślę, warto zapisać sobie już teraz. Numer stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Mm, można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa.
Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Niesamowitego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Halo, Bydgoszcz?
Halo, halo! No witam z Bydgoszczy. To jest chyba pierwsza audycja, yy, którą zaczynamy jeszcze kiedy widać ostatnie blaski słońca na niebie, co mnie niezmiernie cieszy, bo ta po... taka, taka ponurość, yy, i ciemność, która panowała, jak zaczynaliśmy, zaczynaliśmy „Bibliotekarium”, była nieco, nieco przytłaczająca. Natomiast, yy, natomiast jeśli chodzi o temat dzisiejszej audycji, to tak sobie z Wiktorem przed, przed tą audycją rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że wdepnęliśmy w niezłe, w niezłe bagno. Nie może z racji tematu, bo, ee, temat jest jak najbardziej pasjonujący, tylko, yy, zaczęliśmy mieć obawy, że ta audycja dzisiaj zdecydowanie zep-zepchnie z ramówki, yy, „Teorię chaosu”. Nie, nie, spokojnie, nie zepchnie. Ale gdybyśmy rzeczywiście chcieli, mm, powiedzieć o wszystkim, co, yy, co, jakby jak-jakoś tam się łączy z tematem i co sobie wcześniej przegadaliśmy, przynajmniej, przynajmniej w skrócie, no to rzeczywiście, rzeczywiście pora emisji, ee, następnej audycji byłaby zagrożona. Spieszę uspokoić, że, że jednak przefiltrujemy, co...
przefiltrujemy co nieco. A rzeczywiście, yy, to, to, że temat jest, yy, dosyć złożony, to zauważył również nasz niezawodny korespondent. Tak jak „Teoria chaosu” ma stałego słuchacza, to ja myślę, że myśmy się już dorobili z Wiktorem, aa, stałego korespondenta. O trzydzieści pięć, yy, napisał bowiem do nas, yy, kolejny, kolejny liścik, kolejną informację, z której jesteśmy, za którą jesteśmy nie-niezmiernie wdzięczni, bo też, yy, trzeba przyznać, że z wrodzoną sobie, yy, przenikliwością o, o trzydzieści pięć potraktował temat. Ee, i sporo z tego, co napisał, yy, no, pokrywa się z naszymi wcześniejszymi, wcześniejszymi dysku-dyskusjami, które sobie tutaj zażarcie toczyliśmy z Wiktorem. Ja pozwolę sobie przytoczyć przynajmniej fragmenty tego, co o trzydzieści pięć napisał. Yy, no to zaczynam: „Mimo iż przeczytałem trochę książek o sw..., yy, w swoim życiu, ee, powiem szczerze, temat dzisiejszej audycji „Obcy i UFO w literaturze” wcale nie jest łatwy. Pierwsze moje skojarzenie w tym temacie to książka Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik i człowiek z UFO”. To uśmieszek. Ja się też uśmiechnąłem, kiedy to przeczytałem, bo z racji tego, że coś tam jednak z Panem Samochodzikiem wspólnego miewam, wiem doskonale, że pomimo tego tytułu, yy, „Pan Samochodzik i człowiek z UFO”, jak się ktoś dobrze wczyta w tę książkę, to tam, mm, jest o wszystkim, ale... znaczy o UFO, to tak bardzo, bardzo umownie, bo ten człowiek, który jest, yy, teoretycznie z UFO, to już później, w następnych wydaniach, yy, wydaniach, ta książka nosiła inny, yy, zupełnie inny tytuł.... O ile dobrze pamiętam, yy, to jest Pan Samochodzik i Nieśmiertelny, albowiem, ee, tak naprawdę, jeśli, jeśli się wgryziemy w treść, yy, owej książki, no to, to ten, ten, ten, ten, ten człowiek z UFO czy też ten nieśmiertelny, to nie tyle pochodził gdzieś tam z tego, yy, z tego, no, właściwie z UFO, tak! Jeśli weźmiemy definicyjne UFO, czyli niezidentyfikowany obiekt latający, no to w każdym razie nie był, nie można tego, tego człowieka kojarzyć gdzieś z jakąś, z ja- z jakimś przybyszem, z przybyszem z gwiazd, z obcą rasą. To był człowiek, no, będę spoilerował, yy, to był człowiek, który przybył do nas z przyszłości. Co zresztą też, jakby, jak wynika z samej książki, nie jest takie oczywiste, czy on z tej przyszłości przybył, czy też był po prostu zwyczajnym szaleńcem. Ale kontynuując, kontynuując to, co, czytanie tego, co napi, co napisał O trzydzieści pięć. A następnie, z tych książek, które przyszły do głowy, to następnie to książka Al- Arnolda Mostowicza „My z kosmosu". Lucjan Znicz ze swoim wielo-wielotomowym dziełem, a następnie Erich von Däniken z jego wspomnieniami z przyszłości. Zgadza się, Lucjan Znicz, mm, też Bydgoszczanin.
Rzeczywiście człowiek, który temat, yy, UFO w Polsce, yy, rozruszał. I to du- dużo, dużo sama tematyka, yy, zawdzięcza, mm, panu Lucjanowi, yy, jego zdolności do, do zbierania informacji, przeszukiwania, przeszukiwania różnych źródeł. To rzeczywiście, to rzeczywiście człowiek, który, który na tym polu się bardzo, bardzo zasłużył. Po głębszym zastanowieniu, tu czytam dalej, O trzydzieści pięć: „Po głębszym zastanowieniu, kiedyś doszedłem do wniosku, że dobra literatura SF wcale nie potrzebuje do istnienia kosmitów oraz UFO. Co dziwnie, co dziwne, większości ludziom kojarzy się ona przecież z obcymi i ich latającymi spodkami. Ee, jest masę świetnych książek fantastycznonaukowych, gdzie te dwa tematy wcale nie występują". Absolutna zgoda.
„Przykład? Yy, a proszę bardzo, chociażby, yy, seria Metro czy chociażby, yy, rodzimego autora Apokalipsa pana Jana". Pozdrawiamy Roberta Szmidta. Yy, „Czy nie mam racji? Być może nie, ale będę obstawał przy swoim zdaniu, jeśli pozwolicie. Co do UFO i obcych, to może odejdę trochę od tematu, ale przypomniał mi się, yy, kolega o rok starszy ode mnie. Ja chodziłem do drugiej klasy podstawówki, a on do trzeciej, czyli był o rok starszy.
Godzinami potrafił opowiadać, jak to widział wczoraj UFO i ufoludki, które zbierały z podwórek poszczególnych domów rozmaite, interesujące ich rzeczy. Był bardzo przekonujący i dbał o rozmaite szczegóły. Byli wśród słuchających tacy, co mu wierzyli i być może mu, yy, też bym uwierzył. Ale jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach. Otóż w tym czasie, gdy według jego opowieści, czyli dzień wcześniej, do późnego wiecz, yy, ci ufonauci się pojawiali, do późnego wieczora wraz ze mną i innymi kumplami, yy, haratał w gałę. Skąd u niego była taka wyobraźnia?
Doprawdy nie wiem. Był początek lat osiemdziesiątych. Były dwa programy w TV, yy, i jedyny serial SF w tamtym czasie, co leciał, to chyba Kosmos 1999. Miał niesamowitą wyobraźnię. Szkoda, że od, yy, że od wielu, od wieku kilkunastu lat zaczął zaglądać do kieliszka. Jakby to przeniósł na papier, być może powstałaby całkiem niezła literatura SF. Pozdrawiam, O trzydzieści pięć". No cóż, nic dodać, nic ująć. Rzeczywiście jest tak, że ludzie, którzy, mm, potrafią opowiadać ciekawe historie, czy to z ufonautami, czy też obcymi, czy bez nich, no mają coś takiego, mają coś takiego, że, yy, czasami kończą, czasami kończą na kieliszku, a czasami... I, i głównie się na tym skupiają, a czasami rzeczywiście idą, idą w literaturę. Mamy tutaj przykład, yy, drugi, czyli Wiktora, który do, do alkoholu ma, do alkoholu ma stosunek obojętny zupełnie. Natomiast do literatury zupełnie nieobojętny. Jedyny, je- je- jedyne, co, co jest go w stanie wytrącić z literackiego szału, to powiedzmy paczka papierosów. To zdecydowanie, zdecydowana namiętność.
Ale nasz korespondent, że tak powiemy, że powiedział, że nie wie, skąd ta wyobraźnia. A ja wiem! Jak ja, nie w latach osiemdziesiątych, ale jeszcze w latach pięćdziesiątych nie odrobiłem lekcji, to nie takie rzeczy opowiadałem rodzicom i nauczycielom, co było tego powodem. UFO to było mały, drobny prysz po prostu. To jest kwestia wyobraźni i, i, i, no, i że tak powiem, no, trzeba umieć wybrnąć z sytuacji. A po tym, co ja opowiadałem nauczycielom, to naprawdę puszczano mu, wierzono mi po prostu, bo nie mogłem, nie mogłem przecież, yy, wyssać z palca takich rzeczy, które, mm, które opowiadałem, nie? Że akurat mama w szpitalu, siostra umiera, albo że, no, nie wiem, to było prawie jako UFO. No, wiesz co? Ja ci powiem, że, yy, po prostu nauczyciele nie byli tak przenikliwi jako Trzydzieści pięć i nie sprawdzali szczegółów. Po prostu nie, nie byliby cię w sta-- może by cię byli jednak w stanie złapać na jakieś, na jakichś takich szczegółach. Tak. I tu być może twoja historia byłaby niespójna. No bo to też jest taka charakterystyczna sprawa. Nie, nie, nie.
Moje, moje, moje wyobraźnie były absolutnie zawsze spójne i, i tego. Natomiast widzisz, my tak sobie żartujemy w tej chwili i, i próbujemy tą rzecz traktować dosyć lekko. Natomiast sam temat tej całej naszej dyskusji jest dosyć, bardzo poważny według mnie. Oczywiście można się uśmiechnąć, można, można to wzruszyć ramionami i tak dalej, ale jeśli w czasie rzeczywistym, w tym, którym żyjemy, yy, coś, yy, za drzwiami stoi, coś nas czeka, to rzeczywiście czeka nas kontakt z obcymi.
Prędzej czy później oni się pojawią, jeśli już nie są tutaj. To jest kwestia tylko może, mm...... nie wiem, pięciu minut w tą, pięciu minut w tą, nie wiadomo jaki, jakim tego. Natomiast ta rzecz, yy, nastąpi z całą pewnością w najbliższym, yy, czasie. I, no jaki to wpływ może mieć na nasze ży, na nasze życie? Bardzo, bardzo ważny albo nijaki.
Zobaczymy. No, ty jesteś zdecydowanym optymistą. Yy, zresztą chyba podobnie jak Carl Sagan. Niektórzy chcą, żeby mówić Sejgan. Nie wiem, pojęcia nie mam, jak, jakby, jakby go, jakby go tutaj tytułować.
Czy w ten, czy w ten sposób. Nieważne. Wie- wiadomo, o kogo chodzi, czyli autora, autora, mm, powieści później zekranizowanej, czyli, yy, powieści „Kontakt" oraz, yy, drugie, drugą osobę, czyli Freda Hoyle'a, autora, autora powieści „Czarna chmura". Nie mylić z „Czarnymi chmurami", produkcji, serialu, serialem produkcji, produkcji polskiej. Oni też byli właściwie, yy, tak optymistycznie nastawieni, yy, do te, do, do tematu jak ty.
Czyli, no, kontakt będzie, będzie i to pewno, pewno niedługo. No, może trzeba będzie troszeczkę poczekać. Powiem ci, że ja nie jestem aż takim, nie jestem aż takim optymistą, ale powiedzmy to, co ja, to, co ja uważam, to jest może najmniej ważne. Yy, uważam, ale uważam przy okazji, że obojętnie, czy ten kontakt będzie za pięć minut, jak ty chcesz, czy też za jakiś czas, a być może nigdy nie nastąpi, to, yy, to, yy, myślę, że, yy, zawsze jest to temat, zawsze jest to temat, yy, ciekawy i inspirujący. Obojętnie, czy oni są gdzieś tam, czy ich nie ma. To jak sobie zaczniemy o nich gadać, to zaraz będzie, zaraz, zaraz się zrobi ciekawie.
Mam pytanie do ciebie. Yy, specjalnie, yy, wrzuciliśmy, wrzuciliśmy jako, yy, taki inicjator dzisiejszej dyskusji dwie książki, czyli książkę, yy, już wymienioną Sa- Sagana „Kontakt" i Freda Hoyle'a, yy, „Czarna chmura".
Którą wolisz? No, Sagan to taki... To taka drętwa bardzo książka i pisana przez naukowca, a nie przez artystę. Czyli to mnie bardzo - Przypomnę ci, że Fred Hoyle też artystą nie był. Był astronomem. No nie, nie, był wielkim artystą. Skoro wymyślił Big Bang, to, to, to musiał być naprawdę wielkim - No dobrze. Wielkim artystą. Rozszerzamy, rozszerzamy, rozszerzamy definicję artysty. Tak. Okej. Natomiast mam, mam, mam, mam takie wspomnienie, że, yy, ja miałem w szkole straszne trudności z językami. Nie potrafiłem się, yy, nauczyć nawet, nawet gównianego rosyjskiego, bo to bardzo prosty język dla Polaka niby, ale nie potrafiłem. No i kiedyś były wakacje. To chyba była trzecia klasa s, yy, czy piąta klasa szkoły podstawowej. No i szedłem przez dzisiejszą Gdańską w Bydgoszczy. I tam była taka kiedyś księgarnia książek importowanych. No i zobaczyłem w tej księgarni na wystawie książkę po rosyjsku, po rosyjsku wydaną Freda Hoyle, właśnie, yy, „Czarna chmura", Cziernaje oblako po rosyjsku. No, zobaczyłem ją i zgłupiałem. Rosyjskiego nie znałem ni w ząb, angielskiego również. No, ale widziałem science fiction i to jeszcze wielkiego astronoma. Wszedłem do księgarni, poprosiłem tą książkę i kupiłem. Wróciłem do domu. Były akurat wakacje. Chwała Bogu, nie chodziłem do szkoły.
Usiadłem w ogrodzie, w altance. Wziąłem wszystkie słowniki, które były tam, yy, na tego i zacząłem czytać, tłumacząc właściwie słowo w słowo z, yy, z każdej książki. Yy, dobrze, że siadłeś, bo nie kontynuowałeś tego, tej tradycji stania na stole. Ponieważ czytanie i korzystanie ze słowników- Tak ... w pozycji stojącej, no, mogłoby, mogłoby cię kosztować utraty równowagi. Dobra, wrac- wracajmy do opowieści. Yy, wyobraź sobie, że, że pamiętam doskonale, że na, w ciągu całego dnia potrafiłem przeczytać półtorej strony z tej książki i przetłumaczyć ją na, na zrozumiały dla siebie jakiś język, na tyle. I tak czytałem stronę dziennie, następną stronę. Ale mój zapał był ogromny. I teraz powiem coś, co można uwierzyć albo nie. Po skończeniu tej książki ja znałem perfekt rosyjski. Od tego czasu ja przeczytałem wszystkich Strugackich, całą literaturę prawie Dostojewskiego przeczytałem po rosyjsku, bo to jest zupełnie inna literatura niż tu w tłumaczeniu na polski, ten język. Ale dzięki Fredowi Hoyle'owi właśnie. Motywacja. Wielkie są zasługi Freda Hoyle'a. Tak. Ale dobrze. To oczywiście historia martyrologii, yy, two- twojej martyrologii i kontaktu z, yy, z powieścią, yy, Freda Hoyle'a. Ale wrócę, wrócę do pytania, która... , yy, a właściwie zmodyfikuję.
Yy, która z tych książek jest dla ciebie bardziej przekonująca? No, Fred Hoyle. A dlaczego? Dlatego, bo jest więcej wyobraźni w tym wszystkim. Więcej, więcej tego. Jest zresztą ten taki, mm, yy, u Carla Sagana właściwie nie wiadomo, z kim my się kontaktujemy i nie wiadomo- No, ale to właśnie jest ekscytujące! No, ja wolę jednak namacalność pewną. Yy ... No co to za namacalność? Leci sobie coś czarnego i w dodatku się z tym dogadać porządnie nie można. I co to? Co to- Ale to jest dopiero, to jest dopiero coś takiego, jakby przyleciał do nas ocean Solaris Lema. Dokładnie z całym- Punkt dla ciebie.
Punkt dla ciebie. Bo z tego, co ja, co ja wiem, a za chwilę powiem, to ty w ogóle uważasz, że wszystkie książki o kontaktach z obcymi, którzy wyglądają troszeczkę, są podobni do nas, to w ogóle jest zawracanie głowy. Że prawdziwe książki o kontakcie z obcymi to są książki takie jak właśnie Solaris Lema, jak, jak Czarna chmura Hoyla czy jeszcze kilka innych, czy jeszcze kilka innych yy utworów, które mówią o takich organizmach ze zbiorową świadomością albo z taką roz-, świadomością trochę rozproszoną. Dobrze przedstawiłem? Dobrze, bo większość po prostu literatury, szczególnie anglosaskiej, po prostu opisuje naszą rzeczywistość. Po prostu tym obcym jest albo yy, albo, albo jakiś facet z hakenkrojcem i w takim UFO z długą lufą. Albo, albo facet z herbem z półksiężycem w herbie.
No, to są obcy, to są, to są... To jest personifikacja po prostu naszych, naszych bolączek, naszych czasów, naszych jakichś takich tego. I ci obcy wcale nie, czasami są podobni do mrówki, ale są to. A mrówka to co? To jest też Boże stworzenie, przecież nie?
Albo, albo ważka jakaś i tak dalej. To wszystko jest bajka. To jest, to nie są obcy, to są wszystko... Zresztą obcy, z którymi można toczyć walkę, to już nie jest obcy, bo to jest partner, to jest wróg, yy z którym, z którym walcząc, nawiązujemy kontakt, bo wojna to jest również nawiązywanie kontaktu, jakiś tego.
Natomiast ja preferuję, wolę w tym momencie te dziwne rzeczy, które opisywał Lem, tak jak w wypadku Solarisa czy gdzie jest właściwie bezradność, gdzie yy to jest problem, jest nie kontakt, ale właściwie całej filozofii patrzenia na, na, na, na. Wiemy, że to jest jakiś byt, ale nie wiemy nawet, czy to posiada świadomość.
Nie wiemy, czy to posiada inteligencję. Nie wiem, czy nie wiadomo, czy to posiada rozum. To jest coś. To jest na pewno. Jest jest to we wszechświecie. Pojawia się to prawdopodobnie, mo-może nam zaszkodzić, nie? I z całą, być może, ale my tego nie wiemy. To jest kwestia, to jest naprawdę coś ciekawego i nieprawdopodobnego. I wolę takie książki o rzeczach tak enigmatycznych, że, że, że nie do wytłumaczenia. Czyli trywializując to, co powiedziałeś, a jak coś przyleci i będzie, będzie wyglądało tak jak jakieś tak podobne do nas, to, to nie jest obcy. Nie, to nie jest obcy.
To jest taki, nie ma takiego słowa obcawy. Trochę takiej obcawy, tak? Tak. A jak coś przyleci i nas zje albo zacznie zjadać, to, to jest obce. Na, na użyłbym dwóch słów z polskiego języka: gość i obcy. Aha. Goście to są ci, którzy są podobni do nas. Możemy ich akceptować tak jak w domu gościa jakiegokolwiek- Możemy do nich strzelać.
Tak albo nie. Natomiast obcy to już jest rzecz, której możemy w ogóle nie zrozumieć i w ogóle nawet nie, nie zdawać sobie z... Myślę, że to jest to rozróżnienie, które, które warto, warto zapamiętać. Nie wiem, czy nasza dzisiejsza rozmowa zostawi jakiś ślad u słuchaczy, ale ten jeden myślę, że warto, warto zapamiętać, że...
Bo współczesna i literatura, i kinematografia skłonna jest właśnie używać jednego słowa. Obcy, obcy, obcy. Wszędzie są obcy i obcy wyglądają tak jak my albo nie tak jak my. I właściwie to słowo się troszeczkę zdeprewaluowało. Może nie, ale w każdym razie tak się upowszechniło bardzo.
Natomiast ten podział na gości i obc- i naprawdę obcych, no, jest, jest interesujący. No to jakbyś miał, jakbyśmy mieli tak wymienić yy tych obcych, naprawdę obcych, no to co? Mamy Freda Hoyle'a, Czarną chmurę. Tak. Mamy Solaris Lema. Tu muszę, muszę, muszę powiedzieć również o książce Druga jesień Wiktora Żółkiewicza, w której też się tego rodzaju obcy, obcy pojawia. Coś, coś czerwonego, galaretowatego, jakiegoś takiego bezpostaciowego pojawia się. Czy to jest na pewno obcy?
To tak do końca, jak to w książkach Wiktora, nie do końca wiadomo. Ja sam nie wiem czy. Oczywiście. No dobrze, ale ciągnijmy, ciągnijmy, yy wy-wyciągnijmy jeszcze, jeszcze przynajmniej jakieś utwory z gatunku takiego- No, na pewno jeszcze Niezwyciężony Lema.
No dokładnie. Kontakt z jakąś rozproszoną, dziwną, pylistą- Która nie dość, że właśnie rozproszona, to jeszcze wydaje się być inteligencją sztuczną. Tak. Jakimiś takimi nano, nanorobotami. Ja sobie z kolei przypominam, jeśli już mówimy o takich obcych, obcych, taką planetę Alyx. No właśnie. Planeta Alyx. Polecam zbiorek. Zbiorek wydany pierwszy raz w drugiej połowie lat pięćdziesiątych.
Rakietowe szlaki. Tam się, tam się opowiadanie, to się nazywało bodajże Samotna planeta. Tak, może takie. Tak. I, i, i, i, i tam, tam się Alyx poj-pojawia. To był taki ocean. No, czy właściwie trudno mówić ocean, to taka, taka, taka materia, plazma pokrywająca sporą część planety. Powiedzmy, sympatyczne w tym opowiadaniu było to, że po prostu Alyx lubiła ludzi.
Lubiła, jak na tej planecie ludzie przebywali. Miała, w pewnym momencie zaczęła mieć swoich ludzi.... No ona była biedna i samotna. Musiała sobie z kimś pogadać. Ileż, ile, ile, ile set lat, ile, ile tysiącleci można gadać sam, samemu ze sobą? No więc to ludzie byli, byli jak najbardziej, jak najbardziej pożądani. A okej, to mamy tych obcych, obcych. Ale ja chciałem zapytać ciebie, czy ty jakby myślałeś kiedyś o tym, kiedy tak naprawdę obcy w literaturze się pojawili? To znaczy obcy się pojawiali zawsze, ale to było tak jak w średniowiecznych rysunkach. Ci w Ameryce to mają jedną nogę albo jedno oko z tyłu głowy i tak dalej.
Te wszystkie rysunki. Jest pełno rycin, jak sobie wyobrażano kiedyś istoty, yy, zamieszkujące inne kontynenty i tak dalej. Co jest takiego możliwego? No, później żeśmy bardzo często taką samą projekcję czynili we wszechświat i tak dalej. Natomiast, yy, w całej kulturze, przez całe tysiące lat obcy się nie pojawiali. Yy, pewne ślady, które my dzisiaj znajdujemy w religiach, w kulturach i tak dalej, innych tego, to nie są wyobrażenia obcych z kosmosu, obcych z innych planet, tylko projekcje naszych, naszych wyobrażeń o sobie albo o nam podobnych ludziach, istotach albo... No coś takiego. No tak, no.
Ja mam, ja mam taką uwagę zasadniczą po prostu, bo ja twierdzę, że żeby się mogli w ogóle pojawić, żeby się mógł ten temat obcy pojawić nagle, najpierw musieliśmy się pojawić my jako ludzie, jako gatunek na Ziemi. A to wcale nie było takie proste. Do tego trzeba było Darwina. Trzeba było teorii ewolucji, do tego trzeba było mnóstwo przeobrażeń społecznych, yy, z zaakceptowaniem, yy, żółtych, czarnych i czerwonych jako ludzi również po prostu, którzy zamieszkują tą ziemię, tą planetę i uświadomienia sobie, że to jesteśmy my, my wszyscy na tej ziemi, yy, to jesteśmy my, a na zewnątrz może być ktoś obcy. To z tym my nie było tak. Nie było tak prosto. Przecież to długo nie było, yy, Bogiem a prawdą, to dopiero tak w dziewiętnastym, osiemnastym wieku, yy, zaczęła się pojawiać ta, cała to poczucie tożsamości, yy, my.
I to się pojawiło w Europie, wyłącznie w Europie. Yy, wszystkie kultury, te takie azjaty-, orientalne, że tak powiem, żyły sobie i nas traktowały raczej jako obcych. Dopiero myśmy sobie uświadomili, że my wszyscy jesteśmy po prostu jednym gatunkiem. Jesteśmy braćmi, jesteśmy siostrami i tak dalej. I po prostu jesteśmy my. No. No wiesz, to, to, co powiedziałeś, ja za chwilę postaram się rozwinąć, za chwilę.
Natomiast powiem tak, no, yy, ten, ci obcy, którzy się pojawiają albo nie pojawiają, na przykład gdzieś tam na rysunkach i tak dalej, to jest rzecz oczywiście dyskusyjna i jakbyśmy weszli głębiej w tematykę, to rozpętalibyśmy następną dyskusję, bo być może są to wizerunki obcych, którzy tu kiedyś przybyli. Ale nie to jest dzisiaj jakby tematem, a nie jakby, a ani na pewno tematem dzisiejszej audycji. W związku z czym temat wizerunków obcych gdzieś tam na skałach czy jednookich, czy jednonogich zostawmy, bo, bo to byśmy zaczęli rozmawiać o tym, czy oni tutaj byli, czy nie byli i czy nasi, nasi, yy, prapradziadowie ich widzieli, czy nie widzieli. Ten temat zostawmy. Ja tylko jeszcze odpowiem o trzydzieści pięć. To prawda, to tak jak powiedzieliśmy nanoroboty u-u-u-u Lema w Niezwyciężonym, ale ktoś te nanoroboty wytworzył i... A to jest w ogóle tematyka, którą pewno dzisiaj jeszcze dotkniemy, czyli sztucznej inteligencji, yy, tego, co się, tego, co się pojawiło za sprawą, yy, innych organizmów. A później może te organizmy po prostu wyginęły albo, albo te nanoroboty są jakąś kontynuacją tej, tej zwykłej inteligencji. Tu się można oczywiście, oczywiście zastanawiać. Mnie natomiast, mm, to, co powiedziałeś, jest bardzo interesujące odnośnie... To, co powiedziałeś odnośnie teorii ewolucji, bo to się bardzo zgadza z tym, co w swoim czasie miałem okazję usłyszeć, yy, na jednym, jednym z konwentów SF od pani Dominiki Oramus.
To jest, yy, żona pisarza Marka Oramusa. Otóż ona mówiła, co prawda w kontekście, yy, literatury SF, szeroko pojętej, takiej tych początków, czyli na przykład, na przykład, yy, postaci Frankensteina czy doktora Frankensteina i jego, jego monstrum, ale też takich powieści jak Doktor Jekyll i Mr Hyde. Yy, to, yy, jakby że się pojawił pewien niepokój w dziewiętnastym wieku, takie zainteresowanie z jednej strony tym, że, yy, ta teoria ewolucji prowadzi skądś dokądś, że coś się zmienia, że człowiek to nie jest taki organizm, że być może człowiek to nie jest taki organizm, taka korona stworzenia, którą Bóg postawił na, na gdzieś tam na szczycie. Tylko być może człowiek się zmienia. Do tego Dominika Oramus, Oramus dokłada jeszcze, yy, to, że, mm, cywilizacja w dziewiętnastym wieku mocno się zaczęła zmienić. A industrializacja, która następowała, yy, maszyny to był taki symbol drugiej połowy, drugiej połowy dziewiętnastego wieku i znalazło to swój, swoje odbicie również w literaturze. Bo, yy, powiem tak-... Tak naprawdę, ja to za chwileczkę rozwinę, ale tak naprawdę tacy prawdziwi obcy z krwi i kości, literaccy obcy w literaturze, oni się pojawili tak naprawdę w samej końcówce dziewiętnastego wieku.
Tak, tak. Bo wcześniej oczywiście da się wymienić całą masę różnych utworów, w których obcy się pojawiali. Ja za chwilę to zrobię. To znaczy warto zrobić taką krótką, ee, rekapitulację, bo tych obcych rzeczywiście się troszeczkę, mm, w tym, co nazwiemy literaturą albo początkami literatury, albo w ogóle jakimś, yy, piśmiennictwem, troszeczkę namnożyło.
Tylko ja postaram się, żebyś, yy, pokazać różnicę, jaka, jaka była. Otóż, yy, gdzieś tam, jeśli byśmy się bardzo uparli albo bardzo rozszerzyli definicję obcych, no to z obcymi mamy, yy, do czynienia w różnych religiach. Przecież bogowie z rozmaitych stron świata to jakbyśmy, jakbyśmy chcieli, yy, to możemy sobie sięgnąć do... no, może nie do dowolnej mitologii, ale do wielu mitologii. No, na przykład, yy, staroegipska. No, to są, to są ewidentnie obcy. A to gdzieś tam ktoś biega z głową szakala, a to ma jeszcze inną, inną głowę.
Albo, no, może być, może to być, może to być inspirujące, czy może być to rzeczywiście obraz obcego. Wiem, nadinterpretowuję. To znaczy, no, myślę, że tworząc panteon bogów, yy, mm, bądź też go odwzorowując na podstawie tego, co widzieli, no, starożytni Egipcjanie mieli co innego na myśli niż, niż przedstawianie obcych. No tak. No, myślę, myślę, że tak, że zupełnie o czym innym myśleli. Podobnie gdzieś tam na subkontynencie indyjskim, gdzie bogów, yy, gdzie bogów są tysiące. No to jeśli nawet tam dostrzegamy jakieś istoty, które mają niebieską skórę, to może- Albo dziewięć, dziewięć rąk czy- A! Chociażby, chociażby. Parę nóg jeszcze więcej. To może niekoniecznie jest obraz obcego, tylko obraz bogatej, bogatej wyobraźni, ale i, i może niekoniecznie świadczącej o tym, że oni widzieli, widzieli czy też chcieli dostrzegać obcych, tylko chcieli dostrzegać innych. W każdym razie nie było to ani literacko opracowane, ani myślę, myślę, nie ta myśl przyświecała. Chociaż trzeba powiedzieć, że, mm, ta, ta, ten cały, ten cały panteon bogów egipskich zainspirował takiego pisarza, mm, który, który nazywa się Rodżer, Roger Żelazny czy Zelazny. A on napisał, yy, powieść „Stwory światła i ciemności", w której to, yy, bogowie, bogowie... główną rolę odgrywają istoty, które są ukształtowane w taki sposób, że przypominają bogów egipskich. I to jest, myślę, to jest, myślę, taki dowód, że jeśli to nawet nie było robione, robione wtedy świadomie, to na pewno było bardzo, bardzo inspirujące. Co prawda, yy, Roger, Roger Zelazny to jest końcówka czy druga połowa dwudziestego wieku, więc troszeczkę czasu upłynęło od, od czasów starożytnego Egiptu. Niemniej jednak bywa inspirujący. Ale śledźmy dalej. To znaczy, czy obcy się pojawiali? No, był taki, dzisiaj już zapomniany, zapomniana postać, mało kto o niej słyszał: Lukian z Samosat albo z Samosaty. Yy, w drugim wieku naszej ery napisał, yy, takie dzieło, mówię z pewnym przekąsem, bo dzisiaj myślę, że poza znawcami starożytności, to już nikt w ogóle nie pamięta. Prawdziwa historia. I tam, yy, umieścił władcę księżyca, który, który dysponował wielką armią. Ta armia to była taka armia składająca się z potężnych ptaków o skrzydłach, yy, żeby było dziwniej, bo myślę, że w ogóle cała ta, ten utwór był dziwny. Yy, te ptaki miały skrzydła z sałaty. Byli, yy, tam też ludzie czosnki czy, yy, pchli łucznicy, a naprzeciw nich pojawiały się gigantyczne mrówki, jacyś jeźdźcy na komarach, mężowie z psimi pyskami i tak dalej, i tak dalej. No, jakby ktoś bardzo chciał, to może to traktować jako wizerunki obcych, ale chyba nie wiem, jak, jak... wydaje mi się, że to, to mimo wszystko nie o to chodziło. Yy, Lukian z Samosat, Samosaty chciał tak naprawdę przedstawić pewną historię, pewną historię z morałem, coś nam opowiedzieć. Być może o nas samych właśnie. I może niekoniecznie, yy, niekoniecznie, mm, niekoniecznie miało to, yy, coś wspólnego z przedstawianiem obcych. No wiesz, jak, yy, jak w czasach komuny żyliśmy sobie w Polsce, to co większość autorów w Polsce obcych pisa..., o obcych pisała, ale w domyśle miała nieobcych, że tak powiem, tylko wszyscy pisali od Zejda począwszy, na, na mnie też czasami kończąc.
Yy, pisaliśmy o, o komunie po prostu. Czyli to większość literatury, tej tak zwanej science fiction, to, to się odnosi do czasu bieżącego, do problemów bieżących, do tych rzeczy, które nas, nas bolą, co nas uwiera dzisiaj. Czyli jest to pewna parafraza i przenośnia, że tak powiem. I to samo było u Greków i u Rzymian, i tak dalej. To nie to, yy, że, yy, na pewno wiesz o tym, że chyba namacalnie, namacalnie, tak naprawdę obcy z kosmosu pojawili się chyba dopiero u Wellsa. Nie u Verna, nie u- No tak! Za chwilę, za chwilę o tym, za chwilę o tym powiem.
A ja tylko śpieszę, yy, do, śpieszę, śpieszę z informacją dla jednego z naszych, yy, z naszych, yy, czatowiczów, że, mm, jeśli chodzi o chemię organiczną i nieorganiczną, to to jest troszeczkę bardziej, a właściwie bardziej proste, niż, niż to pisze. Otóż chemia organiczna według tradycji to jest chemia, która zajmuje się związkami węgla.
I, yy, cała ta teoria o organicznym i nieorganicznym azocie i tak dalej, to-... To nie do końca, nie do końca o to chodzi. Być może jestem skostniały w swoich poglądach i trzymam się, trzymam się pewnych, pewnych reguł ukutych kiedyś, ale jednak zostanę przy tym twierdzeniu, że chemia dzieli się na organiczną i nieorganiczną. I co o tym, o tym, czy coś jest organiczne, czy nieorganiczne, nie decyduje, nie decyduje dokładnie to, czy zostało wytworzone sztucznie, czy też, czy też naturalnie, a bardziej to, jaki jest skład owych, owych substancji wytworzonych. Natomiast, yy, i nie do końca ma coś wspólnego z roślina, z roślinami. Ale wróćmy do tematu, wróćmy do tematu obcych, obcych czy też jakichś prób przedstawiania obcych. Masz rację, ci obcy tak naprawdę pojawili się, pojawili się gdzieś pod koniec dziewiętnastego wieku. Ja tylko podam jeszcze taki przykład, kilka takich przykładów, kiedy obcy są w literaturze albo czymś, co udaje literaturę, albo stara się być literaturą, ale tak naprawdę służą zupełnie innym celom, celom. Pierwszą taką osobą jest postać znana, bo astronom Johannes Kepler. On napisał, zresztą to jest książka wydana po polsku: "Sen, czyli astronomia księżycowa". Ona, ta książka została opublikowana w tysiąc sześćset trzydziestym, trzy, czwartym roku, trzy lata po śmierci autora, ale on ją przygotowywał dziesiątki lat, bo tak naprawdę chyba zaczął w sześćset dziesiątym. A mówię, tak jak powiedziałem, trzy lata po śmierci została ona opublikowana. I pewną ciekawostką jest to, że ostateczna redakcja nastąpiła w mieście, które jest jakby nam znajome, które się wtedy nazywało inaczej, a dzisiaj nazywa się Żagań. To jest, powiedzmy, jakiś taki polski, polski wkład. I znowu Kepler, tak naprawdę nie tyle mu chodziło o przedstawianie obcych, co bardziej o to, żeby przedstawić zjawiska, jakie mogą zachodzić na Księżycu albo, albo, albo są związane z tym układem Ziemia, Ziemia-Księżyc. I dlatego mieszkańcy... W ogóle Księżyc, Księżyc się, nad Księżycem unosi się Volva, czyli Ziemia.
To od rewolwer obracać się, no bo Ziemia się obraca, Księżyc. Natomiast na Księżycu żyją, Księżyc się dzieli na takie dwie krainy, dwie, dwie części. Czyli Podvolva, zwana też Subvolvą, to w zależności od tłumaczenia. A druga półkula to jest Bezvolva albo Privolva. I tam przedstawione są istoty, które, które przybierają monstrualne rozmiary, które wędrują, wędrują, bo mają bardzo szybko przez, przez, przez Księżyc, bo mają długie nogi. Bo tam powiedzmy, już było jakby antycypacja tego, że coś ma wspólnego wzrost, wielkość z ciążeniem. Chociaż tak naprawdę jeszcze o tym ciążeniu jeszcze troszeczkę, jeszcze, jeszcze, jeszcze. To się dopiero, to dopiero gdzieś tam siękluło. Dopiero, dopiero gdzieś tam jeszcze to nie było, nie wyszło, nie wyszło na światło dzienne tak do końca. A jednak on już o tym, o tym wspomina. Dalej pisze też o wyglądzie, że one są, te istoty niektóre podobne do wielbłądów, że mają gąbczastą skórę i tak dalej, i tak dalej. Ja już tego nie będę przytaczał, bo każdy, kto będzie zainteresowany, może sobie do tego zajrzeć.
Ale znowu nie służy to pokazaniu naprawdę obcych, tylko pokazaniu warunków, jakie mogą panować- Tak, uświadomienia tego, że z czego ludzie nie zdawali sobie sprawy, normalnie żyjąc, że Księżyc jest zawsze na przykład zwrócony do nas jedną stroną. O tym nikt nie myślał przecież, nie? Że Ziemia się obraca, a Księżyc właściwie no to też się obraca, ale jego obrót jest, dokładnie się pokrywa. Pewna synchronizacja. Ja powiem tak, no, kolejną taką postacią, którą też się... Ja już czytałem taką historię science fiction, która koniecznie chciała wypromować Cyrano de Bergeraca jako twórcę pierwszych, pierwszych utworów science fiction.
I tam powoływano się, że on przecież wydał dwa, dwa utwory. "Tamten świat, czyli Państwa i Cesarstwa Księżyca". To w tysiąc sześćset pięćdziesiątym siódmym roku oraz następne dzieło, czyli "Historia komiczna Państw i Cesarstw Słońca". Publikacja w tysiąc sześćset sześćdziesiątym drugim roku. I znowu tam mamy w tym, w tym drugim dziele mamy rozumne ptaki, mamy w pierwszym, czyli Państwa i Cesarstwa Księżyca, mamy humanoidalnych selenitów i tak dalej, i tak dalej. Ale w gruncie rzeczy tak naprawdę nie o to chodziło. Chodziło znowu, Cyrano de Bergerac z kolei bardziej był tak zaangażowany politycznie, no ale też, też się interesował nauką. W każdym bądź razie, w każdym bądź razie to nie byli obcy.
Według mnie to nie byli obcy. Nie, to było takie, wiesz, właściwie coś takiego, jakbyśmy dzisiaj obrady Sejmu w Polsce opisywali. Czyli anegdota na temat obyczajowości współczesnych, że tak powiem, elit politycznych, nie? I tak jak powiedzieliśmy, yy, ta, ta przemiana dziewiętnastowieczna, to, co się zaczęło zmieniać, czyli teoria ewolucji, industrializacja, sprawiły, że zaczęły... Temat, temat obcych zaczął się wykluwać powoli. Bo zauważ, że taki człowiek uznawany za człowieka, który...
Człowiek uznawany za człowieka. No to pięknie, gratuluję sam sobie lekkości wypowiedzi. No, w każdym razie Juliusz Verne, on chociaż tworzył SF, to, to jeszcze za obcych się nie brał. Jeszcze mu to było, jeszcze interes, pokazywał różne dziwne, dziwne urządzenia, mniej lub bardziej dziwne, ale jednak za, za obcych się nie brał.
Pierwszą osobą, która, która, yy-... w sposób taki, yy, była znana i, i publikowała, publikowała utwory, yy, w których obcy się pojawiali, był, yy, Herbert George Wells. Ale o tyle jest to paradoksalne, że pierwsza książka, którą wydał, yy, nie, nie, nie pierwsza, którą wydał, tylko pierwsza, która w jakiś sposób dotyczy obcych, aa, to jest książka Wehikuł czasu. I ktoś mi od razu, ktoś mnie od razu zapyta: no a gdzie tam są obcy? No przecież tam żadnych obcych nie ma. Facet się przenosi do roku osiemset, yy, osiemset tysięcy, osiemset tysięcy lat w przód się przenosi. O, może to będzie prościej powiedzieć. I co tam zastaje? Tam są elojowie, morlokowie, ale to są rasy, które wyelu..., wy- wykształciły się z człowieka. To człowiek. I to był taki pierwszy sygnał. To na razie, na razie George Wells, yy, tak nieśmiało, nieśmiało, yy, zasygnalizował, że ewolucja rzeczywiście może być kluczem do tego, że obcy, że obcy się pojawiają. No bo przecież ta rasa była z punktu widzenia nas jako ludzi zupełnie, zupełnie obca dla nas. Ale, yy, Wells na tym nie poprzestał, bo, yy, o ile Wehikuł czasu wydał w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym piątym roku, to już trzy lata później wydał książkę, którą uważa się za, yy, takich pierwszych obcych, którzy się na Ziemi pojawiają, a mianowicie Wojny światów. W tysiąc osiemset osiemdzie..., yy, dziewięćdziesiątym ósmym roku pojawiła się wojna, Wojna światów. I jakby- No i właśnie to jest, to jest- To jest... Wtedy się pojawia, wtedy się w science fiction pojawiają obcy. Dopiero właściwie wtedy. Ja wiem, że pewnie, pewnie dałoby się znaleźć jakąś książkę przez jakiegoś ówczesnego niszowego pisarza napisaną, gdzie obcy już by się pojawili. Ale to był jak pewien znak czasów, no, pewna masa krytyczna narosła i obcy mogli się pojawić. I czy rzeczywiście był to, yy, Herbert George Wells, czy też był to jakiś inny, mniej znany, niszowy autor? Nie będę się spierał.
Zapewne mogło tak być, że był ktoś, ktoś inny. W każdym razie, yy, Wells nadał temu rozpędu. Ci jego obcy są wprost wytworem ewolucji. To jest takie puszczenie oka do czytelnika i powiedzenie: patrzcie, będziemy się rozwijać, będziemy ewoluować i być może coś takiego się pojawi. Zanikną nam pewne, pewne organy, będzie się nam ciężej poruszać i będziemy jacyś tacy dosyć paskudni, bo przecież ci obcy, obcy, którzy lądują, przybysze z Marsa, Marsjanie, yy, no, yy, no, nie byli fajni. To już różnie różne filmy przedstawia- przedstawiały, ale sam Wells pisze, że w tylnej części głowy, yy, mieściła się jedna taka sztywna membrana, która pełniła rolę ucha.
No, w ogóle było to dosyć z punktu widzenia, przepraszam. Z punktu widzenia człowieka było to dosyć paskudne. To coś, co sobie później tymi trójnogami chodziło i podbijało ziemię. Na szczęście nie udało się do końca. No ale mniej więcej w tą, w tym samym kierunku zmierza cała współczesna technologia. Na przykład, jak się czyta opisy, yy, projektowanych mundurów żołnierzy amerykańskich z takimi wspomaganiami, yy, zmysłów, mięśni i tak dalej, że to już są właściwie serwomotory takich Marsjan. Mam nadzieję, że nas nie pokonają. Tak! No, a ja znowu się zgadzam z o trzydzieści pięć, że, yy, rzeczywiście idąc tym tropem, to Hiszpanie, to już to powiedziałeś, byli obcymi dla ludów Ameryki. Jak najbardziej. To rzeczywiście, rzeczywiście był kontakt dwóch cywilizacji, jak najbar, jak najbardziej obcych. Tylko że ty tych ob- tego rodzaju obcych nazywasz gośćmi. Tak.
Jakkolwiek by tych gości rozumieć, bo to byli tacy dosyć, tacy goście, co wpada- wpadają i rozbijają imprezę na przykład. To tacy średni, średni goście. Ja powiem tylko jeszcze jedno, że... Powiem jeszcze więcej niż jedno. Natomiast jeśli chodzi o Herberta George'a Wellsa, to on, to nie byli jego ostatni obcy, bo on jeszcze, mm, yy, trzy lata później, czyli w takim cyklu trzyletnim pisywał, yy, o tych obcych. W dziewięćset pierwszym roku wydał książkę Pierwsi ludzie na Księżycu i tam również pojawiają się obcy.
Yy, tylko że o ile ci obcy z Marsa, to oni byli tacy dosyć paskudnawi, tacy galaretowaci i w ogóle tacy jacyś... Bakterie ich wykończyły. O tyle jakiś ten temat był bliski, yy, bliski Wellsowi. Bo, yy, bo w tej powieści Pierwsi ludzie na Księżycu, yy, też są obcy. To są selenici, jacyś tacy owado, owadopodobni. A ich też zresztą, yy, wykończyły, wykończyły bakterie. Czyli jak się ma dobry pomysł, to go trzeba eksploatować do końca. Czego?
Czego Herbert George Wells jest najlepszym dowodem. Ich też wykończył katar bodajże. Yy, jeżeli mi się nic nie pomyliło, to właśnie chyba katar jednego, jednego z uczestników, uczestników wyprawy. No i mamy do czynienia już właśnie z pierwszym takim pokazaniem obcych jako, jako, jako istoty zupełnie odmienne od ludzi. To już nie ewolucja, to już, to już, yy. Bo o ile jeszcze możemy sobie wyobrazić, że Marsjanie, yy, z Wojny światów to byli tacy ludzie za, mm, kilka milionów lat albo może za kilkadziesiąt tysięcy lat, no to selenici, yy, z Pierwszych ludzi na Księżycu to już na pewno nie byli ludzie. To już byli tacy...
To były istoty, które się oczywiście nam kojarzą z jakimiś, z jakimiś tam owadami, ale jednak, no, już jednak mocno, mocno różni, mocno różni. Jak, yy, po raz... Dwukrotnie w tej audycji użyłeś jako porównanie czegoś paskudnego słowa galaretowaty. Nie rozumiem. Ja uwielbiam galaretkę. Galareтка jest świetną rzeczą. Ga- galaretowaty wcale nie musi być paskudny.... paskudna po prostu. No nie, no galaretowatość jest najlepsza na świecie, pod warunkiem, że, że trafia, trafia do przewodu pokarmowego. Możemy ją ściamkać i połknąć. To wtedy jest galaretowatość jest jak najbardziej przyswajalna.
Natomiast powiem ci tak: no, ja mam jednak pewien opór przed dotykaniem wszelkiego, wszelkiego czegoś, co jest galaretowate. No, być może, być może... To jest konsekwencja tego, że, że my mamy... My uwielbiamy misie, bo nasze mamusie jaskiniowe- No tak! Były jeszcze w pełni owłosione i tak powiem, że tak powiem- Misie lubią dzieci, dzieci lubią misie. Tak. Krótka odpowiedź dla, dla jednego z czatowiczów. Reksio. Otóż nie. Żuławski kawałeczek później napisał o obcych.
Rzeczywiście, mówię, wytworzył się taki czas, że zaczęto pisać o obcych. Żuławski zrobił to jednak troszeczkę, troszeczkę po. Tak, ale- Po Wellsie. Ja bym podkreślił- Zaraz powiem zresztą na ten temat. Że Żuławski właściwie spuentował tą całą- Oczywiście, że tak. To, co Wells wymyślił.
Tak samo mniej więcej jak Lem spuentował tym „Solarisem" to, co wymyślił Ali... Ten Murray Leinster w tym Alixie po prostu. To jest rozwinięcie i zakończenie właściwie tematu, bo już niewiele można dodać.
Ja powiem, ponieważ są jeszcze wątpliwości, czy Żuławski nie był pierwszy. No, nie był pierwszy, przynajmniej jeśli chodzi o publikacje. Pierwsze wydanie na Srebrnym Globie, czyli „Rękopisu z Księżyca", było w roku 1903, a przypomnę, że pierwsza wojna, że „Wojna światów" ukazała się w 1898. Kto co napisał wcześniej, tego nie wiem. Nie mogę tego wiedzieć, ale jeśli chodzi o daty wydań, to tak to wyglądało.
Przypomnę, że „Zwycięzca", który tak nieco pełniej opisuje tę, tę cywilizację szernów, ukazał się dopiero w roku 1910. To też warto, warto wiedzieć. No, ale to powiedzmy, to są szczegóły. Ja tak naprawdę... Czy ktoś napisał coś kilka lat wcześniej czy później, to moim zdaniem, moim zdaniem tak chyba nie do końca, nie do końca ma znaczenie. To nie jest zresztą takie ważne, bo nawet jeżeli Żuławski był dziesiąty z kolei, to on to zrobił najwspanialej, bo to rozwinął te wszystkie rzeczy w taką piękną trylogię. No, dzisiaj może już ciężko do czytania się nadaje, natomiast ona była czymś, co ja jako dziecko czytałem z wypiekami na twarzy i nie mogłem spać po nocach. Tak, takie to było piękne, nie? A zresztą powiem coś takiego, że o ile... Na ile temat był nośny i na ile, na ile było tak, że właściwie wszyscy, no wszyscy przesadzam, ale że sporo osób w tym czasie pisało o obcych, a być może miało gdzieś tam swoje rękopisy i być może rzeczywiście było tak, że Żuławski ileś tam lat przetrzymał coś w szufladzie i później się okazało, że nie jest pierwszy, tylko drugi. Ale na ile to było, na ile to było powszechne, to wspomnę o książce Gustawa Le Rouge. To również wydane w Polsce w latach osiemdziesiątych pierwsze wydanie było. Nie, było jeszcze przedwojenne, ale w roku 1908 ukazał się „Więzień na Marsie", w Polsce w '29 oraz coś, co... A później, rok później, w 1909 ukazały się tom, który w Polsce został wydany jako „Niewidzialni". A gdybyśmy tłumaczyli tytuł, to tak naprawdę „Wojny wampirów". To opowiada o wyprawie, wyprawie... Główny bohater dostaje się na Marsa. Już tam pomińmy szczegóły techniczne, jak on się tam dostaje. Dostaje się na Marsa i tam poznaje kilka- i tu jest dosyć ciekawe, bo Gustaw Le Rouge pisze o wielu rasach. Tam tych ras przynajmniej ze cztery są.
Jakieś krasnoludki, jakieś wampiropodobne, skrzydlate nietoperze z pazurami. Jacyś niewidzialni. To właściwie takie głowy z szaro, szaro-białymi skrzydłami ważek. Ileś tam mają macek, już nie pamiętam. Ssawki bez powiek. Szerokie nosy, wąskie usta. Jest wreszcie istota- Jak tego słucham, to chce mi się trochę śmiać, ale jak przeczyta się tą książkę, to jest fajna.
Fajna, fajna, ale jak się tak właśnie to sprowadzi do kilku wyrazów, to zaczyna, zaczyna być śmiesznie. Jest tam też wielki mózg, taki rozro- rozrośnięty, rozraśnięta, rozrośnięta, szaro- szara substancja, która gdzieś tam sobie egzystuje na Wyspie Śmierci.
I ten mózg jest tak naprawdę... Bo to znowu jest nawiązanie do teorii ewolucji, w ogóle do, do pewnej koncepcji. Bo na Marsie jest coś w rodzaju całego łańcucha pokarmowego. Te istoty nie dość, że świadome i jakieś takie, takie na swój sposób rozumne, w różny sposób rozumne, to przecież one się nawzajem zjadają, czy też, tak jak powiedziałem, na przykład ten wielki mózg z Wyspy Śmierci, on stoi na czele łańcucha, łańcucha pokarmowego na tej, na tej planecie. Więc o tyle, o tyle to może być interesujące. I tak jak powiedziałem, był też, był też Żuławski.
To jest cały czas ten sam okres. To są pierwsze dziesięcio... Końcówka wieku dziewiętnastego i pierwszy, pierwsze dziesięciolecie wieku dwudziestego. Jest Żuławski ze swoją trylogią księżycową. Ja uważam, że po pierwsze szernowie, których stworzył, ta rasa, to jest taka rasa pokryta czarnym włosiem, która potrafi ludzkie kobiety zapładniać za pomocą impulsu elektrycznego. Są... One się, te istoty-...mogą w jakiś tam sposób, aczkolwiek nie latają, z wielkimi ptakami kojarzyć. Są bardzo inteligentni. Porozu-, te szernowie porozumiewają się za pomocą, ee, telepatii. Mają te dwie ba- białe macki, którymi wytwarzają elektryczność i zapładniają kobiety, kobiety. Kobiety w wyniku tego zapłodnienia rodzą, yy, nowy gatunek istot, yy, które są nazywane mo- morcami. Mutant, coś w rodzaju mutantów. Aa, nie wiem, czy to słowo wtedy funkcjonowało, a w każdym razie, no, dzisiaj byśmy powiedzieli, że, że to, że to mutanci. I to jest właściwie początek. Tak się, yy, pewno tych autorów wokoło, ci są najbardziej znani. Było sporo. Gdzieś tam się później jeszcze pojawia w tysiąc dziewięćset dwunastym roku Edgar, yy, Burroughs ze swoją „Księżniczką Marsa”, obecnie gdzieś tam ileś razy sfilmowaną, yy, raz telewizyjnie, raz później jako, jako chyba w tej chwili, o ile wiem, o ile pamiętam, od godziny w którymś z programów telewizyjnych, ee, ekranizacja „Księżniczki Marsa” właśnie jest, jest nadawana. Więc jakby kogoś znudziła nasza, nasza dyskusja, to może się zawsze przyłączyć, przełączyć na, na, yy, na, yy, Johna Cartera. To się chyba tak nazywa, yy, nazywa ten film.
Mamy oczywiście jeszcze z takich niepokojących historii, yy, z obcymi istotami, ale które właściwie już mają status bogów. No, to jest cała twórczość Philipa Lovecrafta. Yy, cały zbiór „Zew Cthulhu”, yy, w Polsce wydany pie-, to pierwsze wydanie było w osiemdziesiątym trzecim roku i ten „Zew Cthulhu” w dwudziestym szóstym roku był uka-, to się ukazało po raz pierwszy. Tam też są takie istoty obce nam zupełnie, bo one wyglądają... jakieś takie są mackowate, mają antropoidalne kształty, ale z drugiej strony mają łeb ośmiornicy. Yy, w ogóle tam jest pełno zawsze jakichś macek, pazurów. To wszystko jest takie okropne, ale w dodatku nie dość, że jest okropne, to te istoty są niezwykle inteligentne. One gdzieś tam żyją w zatopionym, zatopionym mieście. To wszystko jest takie owiane taką mgłą tajemnicy, mitologii, jakichś takich, yy, niedopowiedze- niedopowiedzeń. To wszystko jest, to wszystko- a później powiem tak i tu się, tu się kończą właściwie takie historie dotyczące obcych, yy, oo, które kojarzymy bardzo konkretnie z konkretnymi autorami. Oczywiście każdy z nas, kto, kto, kto lubi, lubi literaturę SF, no, gdzieś tam ma jeszcze w zanadrzu przynajmniej, przynajmniej kilka, mm, kilka, yy, kilka innych przykładów. Natomiast powiem tak gdzieś od lat dwudziestych, no, a już gdzieś tak bliżej lat trzydziestych, to już, to już na pewno na dużą skalę. W Stanach Zjednoczonych pojawiają się różnego rodzaju, yy, pisma groszowe, aa, promujące literaturę science fiction. I tam się pojawiają najrozmaitsze, najrozmaitsze istoty na kopy. Po prostu tam się to produkuje na kopy i to taką, to kilkoma metodami. Metodami, yy, hybrydyzacji, czyli albo, yy, zmiany skali. Czyli łączymy różne istoty w jedną istotę i mamy coś strasznego. Albo zmieniamy skalę, czyli, yy, tworzymy wielkie mrówy albo wielkie komary, albo wielkie jakieś coś, co lata, gryzie, szczypie i coś tam robi, kuku jakieś. I w związku z czym jest straszne. Amerykanie w tym przodowali.
Dodali jeszcze oczywiście, yy, Supermana, bo Superman, chociaż man, to jednak pochodzi z obcej planety, z Kryptona i z Kryptona. I on tu robi, robi ludziom, ro- robi ludziom dobrze, yy, zaprowadza porządek i w ogóle, w ogóle jest fajny. Yy, dalej mamy, mamy i to właściwie są początki. No to jakbyśmy chcieli, chcieli śledzić dalej, to, to, to właściwie, ponieważ literatura, literatura SF się rozrasta, no to już właściwie przestaniemy nad tym panować, bo ile bym się tutaj nie nawymieniał różnych innych istot, to zawsze ktoś powie, że ich było jeszcze dwie kopy więcej. Więc tu się już właściwie gdzieś koło lat trzydziestych należy, należy poddać, bo tych, tych, yy, produkcji... A już w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, yy, w pięćdziesiątych, czyli w tej złotej erze science fiction, no to już po prostu tru- trudno nadążyć i zawsze trzeba jakieś, yy, jakieś przykłady tylko tak naprawdę, tak naprawdę, yy, wybierać. To myślę, że z krótkiej historii, yy, przedstawiania, przedstawiania obcych, yy, tak to, yy, tak to mniej więcej wygląda. Też się zgadzam z naszym czatowiczem, że John Carter to bardzo fajny film. Tylko wspomnę o tym, yy, wspomnę o tym, że, yy, jest film „Księżniczka Marsa”, kilka lat wcześniejszy, yy, wyprodukowany przez którąś oczywiście amerykańskich telewizji.
Yy, nieco bardziej toporny, ale chyba nieco bardziej wierny oryginałowi. A nie mnie to oceniać zresztą, każdy, każdy, każdy sobie oceni, oceni to sam, jak obej-, jak obejrzy. Natomiast, yy, no, wrócę do tego. Zauważ, że my cały, jak ja sobie tutaj wymieniałem tych obcych, obcych, nie obcych, gości, no to wszystko byli właśnie według twojej nomenklatury goście. Oni byli w jakiś sposób jednak podobni. Yy, ci pierwsi, czy, czy to obcy stworzeni przez, yy, Wellsa, czy to obcy przez Żuławskiego stworzeni. No, dziwni byli, tacyś mackowaci tacy, ale w gruncie rzeczy to według twojej, twojego nazewnictwa to byli obcy goście. To znaczy nie do końca, bo ci z Marsa to jednak byli obcy z kosmosu, czyli- No a ci z Księżyca też byli. Z Księżyca to były tam takie zabawy, że tak powiem. No, a, a u Żuławskiego to właściwie to nie wiadomo, czy to nie są ludzie, którzy kiedyś tam zawędrowali. Raczej chyba są. A są oczywiście. Jak skąd? No to ludzie tak, ale mówię o szernach. No, szernowie skąd ci szernowie? Szernowie tak, no ale też nie wiadomo, co tam, kto ich tam zmajstrował. Może Egipcjanie.
Yy, w każdym bądź razie dla mnie osobiście na przykład to obcy to się pojawili dużo, dużo, dużo później w literaturze. Wcale nie w literaturze, bo mnie to tak bardzo nie interesowały te o- opowieści, takie o współczesności.
Natomiast-... i chyba u mnie się pojawiły razem z filmem, yy, o, z Ósmym Pasażerem Nostromo. A, to dla ciebie, to twoje one. To byli mój. To był mój obcy. Ja rzeczywiście siedziałem jak wryty w fotelu i, i wtedy zacząłem wierzyć, że, że się coś takiego może zdarzyć. A poza tym to jest fajne. To znaczy fajne. O tyle fajne, że, że później jest przyjemnością grania w Predatora. Taką grę komputerową, gdzie się też tam z tym- Nie ma Bibliotekarium bez wspomnienia o grach komputerowych.
Proszę bardzo. Nie, no, yy, gry komputerowe również mają całą historię. Tylko ona jest króciutka, bo ma ze dwadzieścia lat dopiero. Ale, ale, yy, te takie sztandarowe, yy, przykłady jak, yy, Master of Orion, yy, gra, która ma, mm, już chyba trzy czy cztery odsłony.
Tak samo UFO. UFO, jedynka, dwójka i potem jakaś chyba jeszcze w Czesi coś robili. To są wszystko gry, które opisują obcych w bardzo fajny sposób, bo opisują kosmicznych po prostu agresorów i, i my toczymy wa, wol, wojnę z realnym przeciwnikiem. Nie z żadną parafrazą naszego polityka czy albo kogoś, kogo nie lubimy aktualnie za granicą, za Bugiem albo za, za, za Odrą. Tylko g, walczymy z, rzeczywiście z kosmicznym agresorem, nie? No i to jest takie bardziej racjonalne, racjonalny po prostu obcy, a nie tam jakiś czworoj z latającą sałatą. Nie, nie, pardon, ze strzydelami sałaty. No tak, no to już mówiliśmy, że tamci obcy to w ogóle do zanie, do zaniedbania. Ee, ale powiem ci tak, yy, wiesz co? Ja mam taki, mam taki problem, yy, z tymi, z tymi obcymi, bo, yy, nie wiem, czy pamiętasz, taka, taka powieść, yy, na PRL-owskim rynku, który w ogóle był, yy, dosyć biedny, jeśli chodzi o science fiction. Yy, pojawiła się w swoim czasie taka powieść van Vogtta "Misja międzyplanetarna". Tak. Yy, rzecz rozczytywana, yy, zaczytywana na śmierć.
Te książki się rozwalały, ale w tej misji międzyplanetarnej, no pojawiały się istoty właściwie dwojakiego rodzaju. I to by się zgadzało z tym, o czym ty mówisz. Bo się pojawia taka kotowata istota w misji międzyplanetarnej van Vogtta. To jest książka z lat pięćdziesiąt, chyba z pięćdziesiątego roku, o ile dobrze pamiętam. U nas się ukazała w siedemdziesiątym drugim, ale gdzieś tam u van Vogtta to początek lat pięćdziesiątych, jeśli nie pięćdziesiąty w ogóle. Yy, to mamy kota. Mamy kota, a później mamy niejakiego X-laurele.
To też taka istota, która właściwie jest humanoidalna i, yy, i, yy, gdzieś tam się unosi w przestrzeni kosmicznej. Ale! Żeby, ż-- szukaliśmy, szukaliśmy istot takich, takich, yy, trochę bezpostaciowych, to przecież właśnie u van Vogtta jest inteligentna, myśląca mgła. Mhm.
Jednym, bo tak naprawdę ta powieść, mm, to nie, to jest taka oszukana powieść, która składa się z trzech bardzo rozbudowanych opowiadań. Z czterech bardzo rozbudowanych opowiadań. Dwie to są, yy, dwie istoty to są takie istoty, no, humanoidalne albo kotoidalne, przynajmniej w jednym wypadku. A, a, a na przykład mamy do czynienia w jednym z tych, z tych opowiadań z myślącą, świadomą mgłą, która gdzieś tam powstała na pla, na planecie, której, której gdzieś tam, tam mgła się ukształtowała.
Zrozumiała, yy, stała się rozumna. Yy, więc mamy kolejną is, kolejną istotę, jakby wcho- wchodzącą w zakres twojej, yy, twojej nomenklatury, czyli, yy, istota naprawdę obca. No, trudno jest pogadać sobie z mgłą, trudno sobie nawet wyobrazić dialogi z mgłą, z oceanem czy z czymś w ogóle bezpostaciowym. I o ile w tym opowiadaniu, o którym mówiliśmy, o Alix, dawało się to jeszcze zrobić, dawało się dogadać z tym, yy, z tym, z tym oceanem, Alix, czy z tą, z tą masą, z tą, z tą masą Alix. Yy, to było bardzo optymistyczne ze strony, ze strony autora. Znowu o coś innego chodziło.
Chodziło o to, żeby coś, żeby coś fajnego pokazać. Natomiast zauważ, że, yy, u Lema, yy, czy to Solaris, czy, yy, czy ta sztuczna inteligencja w Niezwyciężonym, czy właśnie tutaj, yy, czy, czy właśnie, yy, w innych przypadkach, kiedy, kiedy mamy do czynienia z takimi bezpostaciowymi istotami, czy nawet u van Vogtta w Misji międzyplanetarnej dogadanie się z tą mgłą jest dużym problemem. To ja nie będę znowu spoilerował, nie będę opowiadał książki, ale dogadanie się z tą mgłą jest naprawdę ogromnym problemem.
I ja się zresztą wcale nie dziwię. No, pogadaj sobie z mgłą albo pogadaj sobie z oceanem. Ja wiem, jak się gada. Napisałem kiedyś takie opowiadanie. Najpierw przeczytałem książkę. Chyba Kołabę, "Kobieta z wydm" i tak mnie zachwyciła ta książka, że napisałem potem takie opowiadanie science fiction, "Maszyna", gdzie ludzie brną w jakichś takich pancernych wozach bojowych przez jakąś planetę, mm, która jest pokryta pustynią ogromną. I no żyją, mają swoje problemy. Ci ludzie, tam się różne dziwne rzeczy dzieją w tym całym opowiadaniu, ale gdzieś w tle, w tle, bo tu nie ma kontaktu, nie ma niczego.
Można sobie uświadomić, że, że ta pustynia myśli, że ta pustynia żyje tak jak, jak tego, jest nie mgłą, nie, nie oceanem, ale jest to pustynia. Jest to piasek. Jest to coś, co się, yy, co po prostu szeleści. Ale weź się dzisiaj połóż w lesie i posłuchaj, jak szeleści las.
Weź się połóż na piasku i posłuchaj, jak śpiewają wydmy. Normalnie. Ja wcale nie jestem pewien, co, czy to nie są byty, nie wiem, niemyślące, ale istniejące w jakiś sposób również na Ziemi. Nie jestem tego wcale pewien. Jak patrzę na chmury, jak się wiją, jak, jak tego, jak patrzę, jak mróz zakwita na szybach, to ja wcale nie wiem, czy, czy, czy to nie jest dzieło istoty w jakiś sposób .... No, ale zobacz, to dlatego Fred Hoyle napisał Czarną chmurę. No, był tak samo zafascynowany zjawiskiem jak ty. Przecież ta czarna chmura, ten obiekt kosmiczny to taki kłąb żyjącego czarnego gazu. Ta czarna chmura Hoyla, ona miała bardzo taką dziwną strukturę. Ona się składała z cząstek pyłu, jakichś organicznych molekuł i one, to właściwie tworzyło coś w rodzaju takich biologicznych komórek, komórek, pseudokomórek właściwie.
No, trudno mówić o komórkach. I ten niewiarygodny organizm, on się żywił potokami promieniowania elektromagnetycznego i dlatego przez cały czas podróżował od gwiazdy do gwiazdy. No bo za czym podróżował?
No, za żarciem tak naprawdę. No bo jak się chciał najeść, to się musiał nawchłaniać tego promieniowania elektromagnetycznego. Mówiliśmy o van Vogtcie, o tej żyjącej, żyjącej mgle. To przecież ta mgławicowo-pyłowa istota, o której mówiłem. Nazwałem ją mgłą.
Może ją obraziłem? Nie wiem. W każdym bądź razie ta istota nazywająca się Anabis, ona zamieszkiwała przestrzeń kosmiczną w galaktyce M31. Dosyć daleko, przyznasz, ale to nie ma żadnego znaczenia. Ona mogła mieszkać tutaj, zaraz za rogiem. Ta istota, tak samo trudno by się było z nią dogadać. Mam, mam takie na marginesie tej audycji, ale takie skojarzenie, że tak powiem, miałem. Tak, mówiłeś o tej mgławicowości, pyłowatości, a przedtem galaretowatości. Ale zwróć uwagę dla istoty, która na przykład posługuje się wzrokiem w paśmie, że tak powiem, promieniowania rentgenowskiego, to my jesteśmy czymś takim galaretowatym, chmurowatym i że tak powiem, obrzydliwym. Zgoda, jak najbardziej. Pełna zgoda. Ja coś jeszcze powiem. To jest dosyć ciekawe w tej historii van Vogta. Warto, warto to sobie zapamiętać, bo być może my jakby jesteśmy w podobnej roli. Otóż ta, ta, ta istota Anabis, taka mgławicowo, mgławicowo-pyłowa. Ona sztucznie utrzymywała na różnych planetach tej, tego miejsca, w którym przebywała takie istoty, zwierzęta przypominające dinozaury.
Ona... One, zabijając się nawzajem, dostarczały energii życiowej tejże, tejże mgławicy. Jeżeli sobie teraz porównamy to, co się dzieje na Ziemi, jak my się zabijamy ochoczo i z dużym- To ciekawe, kogo my wspomagamy? Kogo my wspomagamy?
Jaką istotę mgławicowo-pyłową wspomagamy naszą, naszą energią, którą wytwarzamy w licznych i często zdarzających się wojnach? Warto, warto o tym pomyśleć. A jeśli już jesteśmy przy takich mgławicowych istotach chmurowatych, to nie tylko Fred Hoyle, ale mieliśmy jeszcze takiego zasłużonego pisarza SF, Olafa Stapletona i on napisał książkę Ostatni i pierwsi ludzie. W tysiąc... uj, uj, uciekło. W tysiąc dziewięćset trzydziestym roku.
I tam mamy do czynienia z kolei z takimi małymi obłoczkami z Marsa. Z Marsa. To może też ważne. Jakąś mamy obsesję marsjańską tutaj na Ziemi. One mogą, te obłoczki łączyć się w większe obłoczki i w związku z tym przybywa im trochę inteligencji. To mniej więcej tak samo, jak kobieta z mężczyzną się połączy i stworzy większy obłoczek i rodzinę. Tak, tak. No, to jest taki obłoczek.
Tak, jak najbardziej. No, no, czy wreszcie, czy wreszcie mamy Lema, Lema z Niezwyciężonym, ze wspomnianym już, wspomnianą już chmurą takich mini, mini robotów? No, ktoś te mini roboty musiał stworzyć. Niemniej jednak one uzyskały, uzyskały pewną, pewną, pewną, no, pewną samoświadomość. One zaczęły żyć własnym życiem, jeśli to można nazwać życiem. Ale my cały czas mówimy, właściwie nie skupiamy się na budulcu, bo mówimy właściwie o różnych kształtach, różnych wytworach, mackach, galaretach i tak dalej, mgłach. Warto też powiedzieć o tym, że pisarze SF zajmowali się również materiałem, z którego zostają stworzone istoty i stąd, i stąd pojawiają się istoty krzemowe. W kilku, przynajmniej w kilku i przynajmniej wydaniach.
I takie, takie istoty krzemowe pojawiają się w Kosmicznych Braciach naszych. Jeden z nich, też bydgoski pisarz. Obydwaj. Obydwaj. Właśnie, tak, masz rację, tylko jeden bardziej do Torunia ciążył w pewnym momencie. Ale dobrze, Boruń i Trepka, nasi ludzie, nasi ludzie.
To oczywiście jest już mówiąc krótko, ramota. No, to już rzecz napisana w latach pięćdziesiątych. Niektóre rzeczy nie wytrzymały moim zdaniem próby czasu, ale książka w dalszym ciągu mam do niej duży sentyment. Ja ją lubię po prostu. I to jest zupełnie... Należy oddzielić od tego, czy ona się oparła czasowi, czy nie. Moim zdaniem nie wszędzie się oparła, ale jest bardzo zajmująca, interesująca.
I w tych Kosmicznych Braciach mamy do czynienia, czyli to jest trzeci tom, trzeci tom trylogii po Proximie, po Proximie, Zagubionej przyszłości i to właśnie Kosmiczni Bracia. Mamy do czynienia z istotami krzemowymi. Tacy krzemowi, tacy, takie krzemowe istoty pojawiają się też w powieści Iwana Jefremowa Gwiezdne okręty. No i w Grze o Master of Orion też są silikoidzi. No tak, a- -gryzą te skały. A u Jefremowa to znowu jest ramota straszna. W moim, w moim wypadku używanie słowa ramota nie jest dyskredytujące, raczej ma oznaczać odległość czasową i tylko tyle.
Zupełnie nie, nie jest to, nie jest to słowo ocenne, przynajmniej u mnie. Więc to jest rzecz z czterdziestego dziewiątego roku, wydana w Polsce, w której radzieccy uczeni, no bo innych, innych wtedy nie mogło być, byli radzieccy uczeni, odkrywają szczątki takiego krzemio, krzemowego kosmity sprzed ponad siedemdziesięciu milionów lat....
aa, ci silik- silikoka-, silikocy, yy, z kosmicznych braci, oni też odżywają tutaj. Znaczy, oni zostają ożywieni niejako, yy, niejako na Ziemi i, yy, mają, mają dwa wydania, bo tam mamy do czynienia z istotami, yy, rozumnymi, zbudowanymi, yy, w oparciu o krzem oraz takimi, taką fauną troszeczkę silikono, silikonową, która gdzieś tam zaczyna Ziemię pustoszyć. Jak było dalej, to znowu nie, znowu nie opowiem.
Jeśli ktoś będzie zainteresowany, zainteresowany, to, to sięgnie. To jest znowu różnica w budu-, yy, w budulcu. A jeśli ktoś jest zainteresowany, yy, róż-- możliwymi budulcami, mm, yy, które, którą mogą, z których mogą powstawać istoty rozumne i nierozumne, to polecam taką książkę, która się ukazała w latach osiemdziesiątych w serii Fantastyka Przygoda.
Tylko ja już nie pamiętam, która to była planeta. Któraś tam planeta Słońca Og. To bodajże węgierski pisarz, ale nie wiem. Pewien też nie jestem. Tam jest przynajmniej, tam jest dużo przykładów, yy, jak może się, w oparciu o jakie pierwiastki, yy, może rozwijać się, yy, może rozwijać się, yy, życie. No, ja wiem, ja wiem, bo ja ostatnio właśnie miałem kontakt taki bliskiego stopnia.
Boję się tego, co powiesz za chwilę. Po prostu stwierdziłem, że, yy, że coś chyba jest inteligentne. Otóż, yy, posługując się wyłącznie zmysłem smakowym, postanowiłem zrobić kogel-mogel. I ten kogel-mogel był tak dobry, że musiał być inteligentny, bo, yy, naprawdę rozumiesz to? Musiał być inteligentny, bo był tak dobry. Nie mógłby być tak dobry, nie będąc inteligentny. Rozumiesz?
Nie, chyba nie. Przyznam się. Przyznam się, że popłynąłeś troszeczkę. Nie do końca, nie do końca. Wiem. Yy, tu o trzydzieści pięć pisze o książce, yy, Proxima minus jeden. Mówiąc szczerze nie znam, jakoś nie zetknąłem. Yy, znam książkę Proxima, właśnie Boronia i Trepki. To zacna, stara literatura. Tak jak powiedziałem, nie do końca wszędzie się oparła znakom czasu, ale, ale, ale literatura- Jak każda kobieta. Natomiast, natomiast tej książki Proxima minus jeden nie kojarzę, ale być może to jest moja strata.
Tu, tu przyznaję, że, no ciężko, ciężko, yy, yy, ciężko, ciężko jest, yy, mm, jakby, yy, wszystkie książki znać. Bardzo dziękuję szydercy, że, że ten Żelkowski, yy, yy, coraz bardziej, yy, przekonuje. Mam nadzieję, że podobnie, yy.
Tak, tak, oczywiście, proszę pana, a tam ktoś się zgłosił? Bo ja widziałem tam komentarze właśnie pan i tam widziałem jednego pana. Właśnie mamy teraz na antenie Radia Paranormalium słuchacza, który, yy, dzwoni w troszeczkę może niekoniecznie związanej z tematem głównym audycji sprawie, ale w sprawie związanej z UFO, prawdopodobnie z Lęborka.
Dobry wieczór, jesteśmy na antenie. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Prosimy bardzo. Yy, no to było tak, że tu było sześć, osiem obiektów, takich dość, dość jasnych. No, w każdym razie, no, nie interesuję się tym, ale to było, no, dziwne i to wyglądało tak, jakby to rąb taki, znaczy, znaczy punkty rombów latające i dużo ludzi to oglądało.
No, nie wiem, co o tym powiedzieć. Ja muszę tutaj wyjaśnić słuchaczom i gospodarzom Bibliotekarium, że dzisiaj w trakcie audycji Pan właśnie podesłał drogą SMS-ową na adre, na numer Radia Paranormalium relację z obserwacji UFO nad Lęborkiem.
Czy możemy prosić o jakiś krótki opis tej obserwacji? No, to było takie coś, że po prostu leciało czy przyleciało dosłownie, tak jakby wskoczyło. Yy, było dość jasne i było tak na niecałe sto metrów nad ziemią, taki rąb, dosłownie takim szyku rąbów, coś takiego. No i było, było. Odleciało z powrotem w górę i nie wiadomo, co się działo. Było przez jakieś trzy minuty, czterdzieści sekund, cztery minuty. No i to wszystko.
No, ale po prostu ludzie oczy wywalili. No, nie wiadomo Pan pisał, że świadków było chyba stu dwudziestu, jeżeli dobrze pamiętam. Tak, to było masa, mocno ludzi było. Mm, czy ktoś może... czy ktoś rejestrował tam ze świadków ten, pojawienie się tego obiektu?
Słucham? Czy, czy pojawienie się tego obiektu było rejestrowane przez, przez któryś ze świadków? Tak, tak, tam byli ludzie stali z kamerami. Ja dzwoniłem chyba, żeby zadzwonić właśnie do znajomego, gdzie on jest, bo wiem, że to nagrywał, no ale w każdym razie nie odbiera. Ale w razie gdyby coś takiego było, jakbym prosił o SMS-a właśnie z jakimś tam e-mailem czy coś, to podesłał zdjęcia i wszystko. Dobrze, w takim razie, yy, ja tutaj jak, jak się już rozłączymy z anteną, to, to prześlę panu kontakty do Radia Paranormalium drogą SMS-ową.
Yy, w takim razie dziękuję bardzo za relację. Będziemy się dalej kontaktować już poza anteną. Tak. Dziękuję bardzo. I zobaczcie, jak to zabawnie wygląda. My tutaj, yy, mówimy o psy jako o rzeczy trochę abstrakcyjnej, czyli o tym, o jej zawartości w literaturze, że tak powiem, przez ostatnie stule albo dwustulecie, a okazuje się, że oni już tutaj fruwają nad Lęborkiem. No właśnie.
Powiem jeszcze tak, że ja sobie w tak zwanym międzyczasie, słuchając, słuchając, yy, tej korespondencji, yy, sprawdziłem. To jest druga planeta Słońca Og Petera Lengela. Czyli jednak, jednak dobrze pamiętałem, że to jakiś Węgier. Polecam tę książkę, ona całkiem jest nieźle napisana.
Yy, chociaż my tak lubimy anglosaskich, anglosaskich pisarzy, to ta jest akurat, ta jest akurat niezła. Przyszło mi też do głowy, że, yy, yy, że skoro, skoro mieliśmy taki wtręt o, o, o jakby-... relacje z pierwszej ręki o, o obcych i UFO, to od razu odwołam się do tego, że, mm, przypomnę, że w najbliższą, w najbliższą niedzielę jest, yy, ostatnia w tym sezonie, ee, debata ufologiczna, yy. Okazało się, że jednak przedostatnia, bo będzie jeszcze jedna. A jednak! A jednak, nie ma dnia bez zaskoczenia. To dobrze, to jest przedostatnia. To w takim razie jeszcze lepiej. Ee, polecam ten cykl, bo tam też o obcych sporo, sporo się mówi.
A przy okazji, przy okazji polecam też, yy, wywiad z Piotrem Cielebiasiem. Niezwykle interesujący, bo nagle się, bo się okazuje, że my mamy taką naturalną tendencję, która się gdzieś, przynajmniej spora część ludzi ma taką naturalną tendencję. Yy, przypuszczam, że ludzi, którzy się mniej interesują, yy, zjawiskiem UFO czy, czy w ogóle, yy, istotami z gdzieś, skądś tam, mają taką, yy, ci ludzie tendencję do kojarzenia UFO z, właśnie z przybyszami z kosmosu. Aa, wywiad z Piotrem Cielebiasiem, który znajduje się między innymi na Bibliotekarium, czy to na, yy, czy to na YouTubie, na kanale YouTube, czy też można to znaleźć na stronie bibliotekarium kropka pl.
A wywiad z Piotrem Cielebiasiem pokazuje, że takie jednostronne patrzenie na to, że UFO to są obcy, którzy przylatują gdzieś z czeluści wszechświata, no, to jest zawężanie problemu, że to może wyglądać zupełnie inaczej. Yy, ja tego nie przekażę ani nie powiem tak, yy, tak, yy, barwnie ani tak przekonująco jak Piotr. Dlatego polecam, yy, polecam, yy, polecam wywiad, bo, yy, Piotr, badając ten temat od bardzo dawna, yy, ma sporo przemyśleń, które, z którymi warto się zapoznać. To nie jest tak, że, yy, że tego rodzaju, tego rodzaju zjawiska, aa, da się jakoś spuentować w sposób prosty albo powiedzieć: oni po prostu przybywają z drugiej, trzeciej, piątej, szóstej planety Słońca Og. Tylko, tylko to chyba troszeczkę bardziej skomplikowany temat, a być może zupełnie niepotrzebnie to mówię w tej chwili, bo, bo jesteśmy, jesteśmy na antenie radia, które od dawna przyzwyczaja swoich słuchaczy do tego, że nic, co nas otacza, albo bardzo niewiele rzeczy, które nas otaczają, aa, to są rzeczy proste. Albo są to zjawiska złożone nieco bardziej, niż się nam w ogóle, w ogóle wydaje. No i bardzo często bardzo konsekwentne. Czyli pewne rzeczy, które się dzisiaj dzieją, mają swoje rodowody gdzieś sprzed stu, dwustu, trzystu laty.
No, mógłbym tutaj dużo opowiedzieć. No to opowiadaj. Nie, no, to... Słuchajcie, kiedyś, yy, to anegdota. Akurat mi się tak skojarzyło i to nie ma nic wspólnego z UFO ani, ani z żadnym tematem. Natomiast pewna rzecz, yy, zupełnie science fiction.
Byłem kiedyś geodetą z zawodu, z wykształcenia jestem. Czytałem taką świetną historię, jak to geodeci w Anglii robili, zakładali triangulację. To były triangule, te, mm, te, te wieże wielkie triangulacyjne, które tam tworzyły siatkę trójkątów na ziemi, że można było ładnie, łatwo ją mierzyć.
Dzisiaj to robią satelity, ale kiedyś trzeba było te triangule budować. I Angole, angielscy geodeci zauważyli śmieszną rzecz. Otóż, jeśli zakładali taką wieżę, to w jednym miejscu, na takim widocznym pagórku, gdzieś tam w Anglii, no to mieli dokładnie parę miejsc, gdzie można było postawić też taką wieżę. Tylko zawsze się okazywało, że to miejsce jest zajęte przez komin fabryczny, wieżę kościoła albo, albo, albo coś takiego. Dlaczego? Zasta... A nie było wolnych miejsc, nie? Co się okazało, że dokładnie w tych miejscach, w których zakładane były te, yy, te tego, przed, yy, stare celtyckie osady, te wszystkie miasta, gdzie były te wieże kościelne i były te, mm, kominy fabryczne, to były zwykle osady jeszcze przez, z czasów celtyckich, pewnie.
Założone przed paroma tysiącami lat. Na nich powstały współczesne tam wioski, po ty, potem miasteczka i tak dalej. Tylko że później odkryto bardzo śmieszną rzecz, rzecz. Otóż, mm, tak jak się całą Anglię podzieliło na te trójkąty, to się okazuje, że bardzo podobnie można naszkicować pewien, yy, mm, jak by to powiedzieć? Jest również taka siatka trójkątów, yy, pola elektromagnetycznego, która się załamuje i zbiega w takie, w takich, yy, no, mniej więcej odpowiadała tej siat- siatce triangulacyjnej po prostu. Czyli coś dziwnego było, że w tych miejscach, gdzie ludzie przed paroma tysiącami lat, yy, zakładali osady, tam te miejsca się nadają na to, żeby punkt obserwacyjny założyć. Ale również tam jest pewna anomalia, yy, anomalia elektromagnetyczna, nie?
Skąd ludzie przed paroma tysiącami lat mogli wiedzieć o jakichś anomaliach energetycznych? Nie mogli wiedzieć, chyba że posiadali zmysł elektromagnetyczny. A, właśnie. Nie? Chyba, że człowiek pierwotny, tu nie mówię pierwotny, bo Celtowie to już nie są pierwotni ludzie- Wcześniejsi. Wcześniejsi. Jednak potrafił ele, yy, jakieś elektromagnetyczne zmysły mieć. I to, co odkryli wtedy geodeci i tam, to ja bym mógł długo opowiadać. To są niesamowite zupełnie rzeczy, zdarzenia, które wtedy się działy, yy, kiedy, jak archeolodzy się włączyli do roboty, w tym, w tym momencie, co ewidentnie świadczy o tym, że człowiek jeszcze niedawno posiadał bardzo rozwinięty zmysł elektromagnetyczny. I w tym momencie postrzeganie świata, obserwacja, nie wiem, zmysłów, dusz, może również obcych, nie?
Byłoby zupełnie inne. Było zupełnie inne niż dzisiaj. Oczywiście. Więc dzisiaj jesteśmy ślepi i głusi. Posiadamy tylko smak-... oczy no i, i Google'a, nie? Szósty zmysł. Szósty zmysł, tak. Brawo! Ja tylko śpieszę jeszcze nawiązać do, yy, do, yy, do czatu, który sobie obserwuję. Bardzo dziękuję szydercy za miłe słowa. Szczerze zobowiązany. Natomiast o trzydzieści pięć.
Ta książka, o której wspominasz, to jest książka, yy, "Paroksyzm numer minus jeden". Ona jest napisa-- ona wyszła w serii z Gliz, tak zwaną Glizdą i to jedna z pierwszych książek, napisana przez Ryszarda Głowackiego. I rzeczywiście to jest książka o tym, jak tacy, takie istoty z poprzedniego, jakby, że można przetrwać, yy, zapadnięcie się wszechświata, czyli, czyli- Pamiętam, chyba robiłem okładkę do niej.
Nie pamiętam. Być może. To rzeczywiście taka- Ja tam zrobiłem chyba z trzydzieści okładek. No tak, no to o tym, o tym przy okazji też powiemy. W każdym razie ten "Paroksyzm numer minus jeden". Powiem ci, że to była niezła książka.
Tak, tak. Po tym wszystkim, no, po różnych dziwnych książkach czy nie po ró-- potem w tej serii z Glizdą pokazywały się różne książki. Lepsze, gorsze, czasami bardzo słabe. Przez litość nie wymienię, yy, najgorszego tytułu. Natomiast, yy- Niczego nie wydałem. Ale to nie o ciebie chodzi. A nie, Imago.
Imago wydałem, tak. Wydałeś, wydałeś, ale to nie o ciebie chodzi. I co więcej, nie będę się pastwił, ale, ale nawet rozmawiając z redaktorem tej serii, robiąc wywiad, yy, z panem Wójcikiem, który tę serię nadzorował, aa, doszliśmy do wniosku, że ta książka, którą mam na myśli, aa, napisana przez kobietę, to była zdecydowanie najgorsza szmira, jaką można było wydać. Ale wracając do książki "Paroksyzm numer minus jeden", yy, to była naprawdę interesująca książka.
Żałuję do dzisiaj, że au..., że, że jej autor, yy, przypomnę Ryszard Głowacki, yy, nie napisał później już więcej takiej twardej science fiction, bo kto wie, jak by się, yy, jak by się to, yy... To byłyby dobre książki przypuszczam. To byłyby dobre, yy, dobre książki, na które warto by, warto byłoby zwrócić, yy, zwrócić uwagę. Ale Głowacki to chyba nie żyje, o ile ja pamiętam. Strasznie wspaniały człowiek, ale on się chyba zabawił tą całą literaturą science fiction. Tak samo jak to zrobił Asimov czy Carl Sagan, czy, czy Fred Hoyle również. Po prostu to była pewna, pewna zabawa, a nie zawód, że tak powiem. No szkoda. A mam do ciebie, Wiktor, pytanie natury, no, osobistej to nie, to chyba nie ta, nie ta... Prosto z mostu. Dlaczego u Wiktora Żwikiewicza w całej jego twórczości, którą, yy, częściowo znam, a częściowo znam z opisu, bo nie wszystko przeczytałem, przyznaję się bez bicia. Zresztą Wiktor jest człowiekiem pokojowym, nie bije. Dlaczego u Wiktora Żwikiewicza tak mało jest obcych czy też gości? To już jakby zostańmy przy, przy tej jedno, przy tej nazwie. Prawie w ogóle nie ma, poza tą pustynią, która tam szaleści. Być może- I poza opowiadaniem Instar Omnium, gdzie obcy jest tak podobny do człowieka, że go prawie odróżnić nie można, to prawie nie ma obcych. Dlaczego? Dlaczego w twojej SF nie ma obcych? Dlatego, bo ja nie piszę o ludziach, tylko piszę o wszechświecie, a we wszechświecie- No to pełno obcych podobno.
Nieee, no to, co, yy, to, co ja myślę i chyba ty też myślisz. Po prostu, żeby, żeby sobie wyobrazić ob- obcego, to trzeba mieć wyobraźnię. Jeśli dzisiaj wszechświat jest pusty, to prawdopodobnie nie dlatego, że jest pusty i nie mamy kontaktu, tylko nie mamy właściwie wykształconej wyobraźni. Ja jeszcze nie mam. Nie potrafię sobie naprawdę wyobrazić obcego.
Nie mam pojęcia. Jeśli wszystko sobie potrafię wyobrazić, to jako obcego, to wiesz, no, kogoś innego, ale podobnego do mnie, czyli partnera do, do rozmowy, do wymiany poglądów, do wymiany zdań albo, albo wymiany, no, ciosów, że tak powiem. Natomiast, mm, nie wyobrażam sobie obcego jak- jakby istoty, no, no, w ten sposób, że tak powiem. No, wyobrażam sobie. To ja mogę się-- mogę iść do lasu i pogadać z drzewem, no, wyobrażę sobie. Wyobrażam sobie. No, będę gadał, no. Ja często chodzę i gadam po lesie. No właśnie. No i to jest kontakt z obcym, nie? No nie wiem. Ci, co przechodzą gdzieś obok, to mogą mieć takie wrażenie, że, że to jest kontakt z obcym. Zdecydowanie. Mogą, mogą mieć takie wrażenie. Yy, po, yy, znowu, yy, skoczę na chwileczkę do czata.
Yy, Rexio mówi, napisał ciekawą rzecz, yy, że nasza skóra to jeden wielki sensor, a właściwie miliony sensorów, różnie uczulonych. Więc, yy, te istoty tam, gdzieś tam przed wiekami czy tysią- tysiącleciami, ee, te istoty mo- mogły odczuwać. Dziś mamy, yy, tę samą skórę, ale ubieramy się w tworzywa sztuczne i nie dowierzamy, yy, odczuciom. No, myślę, że ciekawy, ciekawy, ciekawy ślad, yy, jakby nawiązujący do tego, co powiedziałeś. Tak, ale zwróć uwagę, że żeby nawiązać kontakt tak naprawdę, to rzeczywiście się rozbieramy. Mówimy o tym w zmyśle. Oj!
To, to nie ta audycja, to za tydzień, za tydzień, nie za dwa tygodnie, za dwa tygodnie, to będziemy o takich rzeczach rozmawiać. Tak. Natomiast dzisiaj nie, dzisiaj nie. Dobra, mam do ciebie... Zadałem ci pytanie, dlaczego u ciebie nie ma obcych?
A teraz mam pytanie trudniejsze. Powiedz mi, jeśli wiesz, dlaczego tak dużo obcych u innych autorów? No bo oni nie piszą science fiction, tylko piszą literaturę współczesną. O- o- o sprawach bytowych, życiowych, o problemach mężczyzn i kobiet. Ubierają tego obcego w spódniczkę. No i wtedy mają rzeczywiście pole do nawiązywania kontaktu perfect czy po prostu, bo nie może istnieć kontakt przecież między tymi dwiema, dwoma gatunkami istot. No i tak dalej. Te obcy to są fajna, fajną rzeczą, taką, taką cywilizacyjną, no bo fajne historie można opi... napisać. Fajne, fajne rzeczy.
Natomiast ja, yy, nie mówię, że ja nie wierzę w obcych, natomiast opisać tego sobie nie, nie będę zawracał głowy ludziom, ludziom, nie pisząc-... starałem się zawsze pisać o czymś, czego, czego, czego nie rozumiem i nie jestem w stanie zrozumieć, ale na tym polega moje science. A, a pisanie o tych, o, o facetach, którzy machają tymi, yy- Mieczami świetlnymi. Świecznymi mieczami, to, to, że tak powiem, to mnie zupełnie nie bawi, bo- No i właśnie się naraziłeś. To nie jest science fiction.
Właśnie się naraziłeś, bo są, są, yy... Znam kilku zagorzałych fanów Gwiezdnych Wojen. I słusznie, i słusznie. Sam się może nie zaliczam, ale lubię. Lubię. Bardzo lubię sobie pooglądać, ale ponieważ nasze Bibliotekarium zamieniło się na chwilę, yy, na chwilę w mini wywiad z Wiktorem Żwikiwiczem, to pociągnijmy jeszcze. Pociągnijmy przez kilka- Ale to ja, to ja może do-do-dokończę o jednej rzeczy. Jak ja widzę obcych? Bo chyba kiedyś, jadąc samochodem chyba do, do gdzieś tam, myśmy razem ułożyli, yy, taki mieliśmy pomysł na opowiadanie science fiction, po prostu na powieść całą- Całą powieść. Science fiction. A pomysł był bardzo... Nie zrealizujemy go, więc możemy sobie wy-wywalić na, na, na forum. Nie, no, co więcej, my jakby dajemy na tacy. Tak. Jeżeli ktoś chce skorzystać, proszę się poczęstować.
Otóż jest, jest tak jak, jak jakoś coś takiego. Wszystkie planety Układu Słonecznego są skolonizowane. Żyjemy, jesteśmy cywilizacją kosmiczną, latamy statkami- W ramach tej bliskiego kosmosu, Układ Słoneczny.
Wszystko jest fajnie, nie? I tak sobie żyjemy. Jest, yy, tak jak, jak to w tych opowiadaniach science fiction jest, nie? No i tak ktoś z takiego dalszego zasięgu, jakiś, yy, z tych patroli, które penetrują ten wszechświat, tam, gdzie jeszcze nie sięgamy wszyscy, zauważa jakieś dziwne zjawisko. To znaczy, no, już dalej jadąc, skracając całego tego, tak? Pojawiają się obcy, nie? A co więcej, dochodzi do- Tak. Dochodzi do jakichś utarczek, do jakichś starć. Tak.
Raz te starcia przegrywamy. Tak. Obcy nas orzą po jakichś tam planetoidach, rozbijają nasze statki. Innym razem wygrywamy te starcia, rozbijamy w pył. Co więcej, po pewnym czasie okazuje się, że, yy, atakują nas, yy, obcy, yy, w różnych wydaniach. To są ró- różne istoty, różne, różne rasy.
Yy, tak się dzieje. Nagle się tych napstrzyło, tych obcych. Tak jak, jak nie było nic, to tak nagle- To nie było. Się okazuje, że to są różne zupełnie cywilizacje, które nie mają nic wspólnego ze sobą genetycznie, że tak powiem, rozwijają się w innych warunkach. Ale co one tu robią? Tak. Że tak powiem, równocześnie.
No właśnie i, i zapowiada, zapowiada się, przynajmniej na razie, że to taka powieść, która będzie łupaniną kosmiczną, czyli- No i chcieliśmy, żeby była jako space opery. To, to- Tak, to miała być, miała mieć wszelkie cechy space opery, ale puenta, a właściwie, mm, to trudno nazwać puentą. Takie podsumowanie.
Dochodzenie do- Dochodzenie do prawdy. Tak. Skąd te istoty się wzięły i co te cywilizacje tutaj robiły. No to oddaję tobie. Powiedz to. Powiedz to, co należy. Po prostu przynajmniej jedną z teorii tego, tak, tych pojawienia się tych cywilizacji w okolicy, yy, Układu Słonecznego, jest teoria kogoś, nie? Z tej powieści, bo to nie wiadomo, czy to jest prawda, czy to jest prawda, ale on mówi- Ale znajduje na to potwierdzenia. Znajduje potwierdzenie i tak dalej, że to są...
Tak, my mamy kontakt z obcymi cywilizacjami, ale tak naprawdę nie mamy kontaktu z prawdziwym obcym, nie? Tak. Dlaczego? Dlatego, gdyż, i teraz może to wyglądać zabawnie, ale wiecie, jak wygląda, yy, rekin płynący w oceanie albo wieloryb?
Widzieliście mantę płynącą nad, nad dnem oceanu? Takiej mancie wielkiej towarzyszy cała chmara czyścicieli, różnych stworków, które ją pielęgnują, które jej towarzyszą, które się przykla... Przyklejają do jej ciała, kiedy ona płynie szybko, żeby wykorzystywać jej, jej tempo i tak dalej. To wszystko dotyczy rekina.
One, yy, rekina dotyczy również niedźwiedzia, dotyczy jelenia i tak dalej. Jest mnóstwo- Wole rekina. Tak. Z tych wszystkich pomysłów wolę rekina. Otóż tak naprawdę te wszystkie cy-, yy, cywilizacje- Atakujące nas cywilizacje. Atakujące, to są po prostu takie g... Tacy grasanci na da, na wysuniętych daleko peryferiach czegoś. Te rybki. Tak. To są te rybki czyściciele. Czyściciele, które się dopiero, yy... A to, co ma nadejść, to dopiero płynie tym wszechświatem i może się do nas zbliża, ale o tym to my nie mamy pojęcia w ogóle. A jeśli to jest- A ta chmara otaczająca to coś, tych cywilizacji różnych, to są po prostu, no, no i tak dalej. Czyściciele. Czyściciele.
A jeśli to jest rekin- Tak. To nie chciałbym być w naszej skórze. Tak, to prawda. No to tak właśnie rzuciliśmy pomysł na tacy. Proszę się poczęstować, jeśli ktoś, ktoś uważa za stosowne. Można było taką fajną powieść napisać. Myślę, że myślę, myślę, że powieść miałaby szansę być całkiem, całkiem niezła. A może przeceniamy? Przeceniamy. Ale ciągnijmy, ciągnijmy ten mini, mini, yy, mini wywiad, yy, z Wiktorem Żwikiwiczem na temat, na temat obcych. No bo Wiktor, sprawię ci odrobi- odrobinę radości. Obcy w grach komputerowych. W co ty szalałeś? Powiedz, yy, jakich, jakich obcych zabijałeś? Bo to się głównie zabija jednak obcych w tych grach. No więc z czym? Z jakimi grami miałeś- Nie, no najwspanialszy to był na początku UFO. UFO, UFO, UFO jedynka, UFO dwójka.
To, to były rzeczy wręcz genialne. No co mówię, jak tego. Potem oczywiście Master of Orion i Predator, ale Predator to strzelanka, taka po, po, po Obcym: Pasażerze Nostromo, czyli, czyli że tak powiem, bliska raczej tym grom, w które ty się bawiłeś, czyli ba-... palec na szynku, tylko pa, pa, pa, pa, pa! Znaczy ja mam, ja mam gusty, gusty prymitywne, bardzo uproszczone, jeśli chodzi o gry. Ja to obcych głównie zabijałem.
Zabijałem ich z dużym zaangażowaniem w grze, w tej pierwszej grze Doom oraz zabijałem ich z dużym zaangażowaniem yy w grze Unreal. To robiłem z dużym zaangażowaniem. Obie, obie gry przeszedłem, przeszedłem w całości.
Doom to jakby w dwóch, w dwóch odsłonach. Czuję się, czuję się z tego powodu weteranem. Ale powiem ci, tak jak powiedziałeś, dla mnie gry... Dlatego tak sobie zakpiłem troszeczkę w tym naszym strumykowym, w strumykowym wywiadzie. A jeśli ktoś ma, ktoś ma ochotę na wywiad rzekę, to taka autoreklama. Polecam.
Polecam książkę. Polecam książkę z wywiadem rzeką z Wiktorem Żwikiewiczem, wydaną w wydawnictwie Solaris pod tytułem "Lista nieobecnych". Nieskromnie się zareklamuję. Myślę, że kilku bardzo ciekawych autorów udało mi się, udało mi się wypytać na różne okoliczności. Smutne jest to, że, że kilku z nich już nie żyje i więcej, więcej wywiadów z nimi nie usłyszymy. Natomiast myślę, że to jest zapis pewnego, pewnych, pewnych ciekawych osobowości. To jeśli chodzi o wywiady rzeki i wywiady, wywiady strumyki.
Natomiast powiem tak, no, zabijanie obcych w grach jest oczywiście bardzo, bardzo rozrywkowe. Natomiast ja nie wiem, ja nie wiem, czy, czy powiedz, co cię tak fascynuje w tych grach dotyczących obcych? Bo ty nie lubisz zabity. Jesteś taki Master of Orion. O ile się dobrze dobrze- Nie, to gra strategiczna. To jest budowanie. To jest budowanie, budowanie jednak. No to powiedz, co budujesz w tym Master of Orion? Budujesz statki kosmiczne tak sprawne, żeby dokopały tym czym, którzy...
Tym obcym po prostu. No i moje statki są niezawodne, no ale musiałem wpaść na to, jak je budować po prostu. Ci, którzy napisali tą grę, na pewno nie pomyśleli, że można tak, tak skonstruować statki, jak ja to robię.
Czyli jestem lepszy od autorów tej gry? Z całą pewnością, bo, bo, bo, bo znam autorów, no. Znasz autorów? Tak. A dlaczego jesteś od nich lepszy? No po prostu, bo oni nie wpadli na pomysł, że z tego materiału, który oni założyli, projektując grę, można wykombinować taki statek, nie? Jak ja wykombinowałem, bo tam się buduje, skleja te statki tak po swojemu. No, ale ja to robiłem i dlatego te gry są dobre. Wiesz, gra, dobra gra powinna mieć możliwość czegoś takiego samego jak w życiu, żebyś mógł zrobić to, czego nawet Bóg nie przewidział po prostu. Na czym polega ten, czyli autor, jak nie przewidział, nie?
Książka powinna być też taka dobra, żebyś, żebyś czytając książkę, mógł, mógł wpaść na coś, czego nawet autor nie wymyślał, dając w tym materiał. Po prostu odebrać to tak, no, wtedy to jest dobre. Wiesz co mi przyszło w tej chwili do głowy? Tak zupełnie odskakując od ostatniej myśli, że zauważ, to jakby po części, po części zawiniło w tej, w tej, jeśli chodzi o tę moją refleksję, to ten telefon od słuchacza. Bo zobacz, my tu jesteśmy w Radiu Paranormalium, w tak zwanym swoim gronie.
Znaczy nas pewne rzeczy nie dziwią, pewne rzeczy, na pewne rzeczy jesteśmy otwarci, pewne rzeczy oczywiście jesteśmy... Chcemy odrzucić. W pewne rzeczy wierzymy, nie wierzymy, ale jesteśmy otwarci. Ale zobacz, jak naprawdę na hasło UFO, obcy reaguje mainstream, czyli ta podstawowa część społeczeństwa. Jak zaczynasz mówić o UFO i zaczynasz mówić o obcych, to jak na ciebie patrzą?
No wiem, jak, jak, jak, jak na tego, jak na idiotę. No tak, no, no ale, ale wiesz, jak, jak wiesz, jak ten, jak w dziewiętnastym wieku, raczej pod koniec dziewiętnastego wieku, kiedy się, że tak powiem, zbierało na wojnę, patrzono na tych, którzy mówili o wojnie jak na idiotów. Ale ta wojna najpierw pierwsza, a potem druga, rąbnęła świat po prostu, nie? No i- To według twoich przewidywań rąbnie teraz nas obcy, obcy nas rąbną? Z całą pewnością prędzej czy później, nie, prędzej czy później. To jest kwestia pięćdziesięciu lat albo stu. Dla mnie to mi to nie robi, nie? Ja już się nie załapię na ten cały.
No to się jak ty taką perspektywę dajesz, to i ja się nie załapię. W każdym razie powiem ci tak, ale wiesz co? Zdajesz sobie sprawę z tego, że, że w gruncie rzeczy są dwie koncepcje spotkania z obcymi.
Hollywood i spora część pisarzy amerykańskich preferuje koncepcję, koncepcję odległą od tego, co za, co, co zaproponował Sagan, Carl Sagan, czyli takiego kontaktu, że się kontaktujemy, wymieniamy pewne informacje. No, obcy czasami dochodzą do wniosku, że nie chcą się z nami kontaktować, ale to wszystko odbywa się pokojowo i okej. No, na razie nie dorośliście, no więc nie chcemy z wami, ale może kiedyś....
Natomiast Hollywood i część amerykańskich, no, nie tylko amerykańskich, nie pastwmy się nad Amerykanami. Preferuje jednak wielką łupankę. Zauważ, że spora część filmów to są filmy o rozmaitych inwazjach, o rozmaitych tam nalotach. Ktoś przylatuje, rozwala wszystko i tak dalej.
No, czy tak będzie wyglądał kontakt? Nie, to jest, to jest tradycja amerykańska. Bogata tradycja. Jak tego, jak, jak tam Europejczycy weszli przecież do tej Ameryki, to strzelali do wszystkiego po prostu, co się ruszało. Nie dosyć, że wystrzelali Indian, ale nawet wystrzelali całe chmury gołębi wędrownych, które kiedyś fruwały nad Ameryką do takiego stopnia, że dzisiaj już nie ma ani jednego egzemplarza. No tak.
Wszystkie zginęli. Ale to też jest taka tradycja, bo wiesz, Palestyńczycy strzelają do bocianów. No to wiesz, no, wiesz, no, taka tradycja, no taka tradycja. Ale powiem, powiem jeszcze coś takiego, że jeśli chodzi, jeśli chodzi o to, to strzelanie do wszystkiego, do wszystkiego, co się, co się rusza, no to zobacz, no, te, te rozmaite inwazje, które się w wykonaniu, wykonaniu Amerykanów od-odbywają na Ziemi i oni zawsze, zawsze są dzielni i zawsze, zawsze nas, nas tutaj bronią i, i, oni potrafią. Zobacz jeszcze. Zobacz jeszcze jedną rzecz. Ja już o tym chyba mówiłem w Bibliotekarium, ale to jest mój ulubiony temat, dlatego jeśli się nawet powtarzam, to pozwolę sobie na to, na to drobne powtórzenie. Mnie rozbawia najbardziej w amerykańskich filmach to, że receptą na wszystko, wszystkie problemy naszej cywilizacji według Amerykanów... No, żartuję w tej chwili.
Oczywiście nie, ale, ale, ale czasami można odnieść takie wrażenie, że receptą na wszystko jest bomba atomowa. Zobacz, jak staje jądro Ziemi i coś tam się z tym jądrem Ziemi dzieje, no to wyprawa niesie bombę atomową, bo trzeba jądro poruszyć. Jak słońce przygasa, to statek kosmiczny leci z bombami atomowymi zebranymi prawie z całej ziemi czy z całej ziemi, czy tam jeszcze doprodukowanymi, żeby to słońce nieco, nieco pobudzić. Jak? Choć nie wiem, ile bomb atomowych wyprodukowano przez parę tysięcy lat na Ziemi, to dla Słońca przecież to w ogóle ne. Ale Amerykańscy scenarzyści tak sobie to wymyślili. I proszę tego nie kwestionować. Oni wiedzą co, okej. Jak się kontaktujemy z obcymi, ale nie jesteśmy pewni, co się... Co to nam ten kontakt przyniesie.
Vide chociażby film kinowy Gwiezdne Wrota. To na wszelki wypadek podkładamy tam bombkę atomową, bo się może przydać. Takich przykładów z bombką atomową, stosowaną jako panaceum na rozmaite, na rozmaite kłopoty da się pewno jeszcze wymienić. To możemy nawet konkurs jakiś przy okazji ogłosić. W ilu filmach atomowych Amerykanie zastosowali bombę atomową?
Oczywiście w słusznych i jak najbardziej racjonalnych, racjonalnych celach. Taka specyfika ameryka-amerykańska. Ale powiedz mi, wiesz co? Bo tego pytania ci nie zadałem. A skoro już mamy dzisiaj wywiad strumyczek z Wiktorem Żwikiewiczem, bardzo mi się to sformułowanie z czata podoba, więc, więc zapytam.
Oczywiście bujamy absolutnie w obłokach i nic nie możesz wiedzieć, ale możesz przypuszczać. To jak będzie wyglądał kontakt? Będziemy... Pójdziemy na zwarcie z obcymi, czy też oni przyjdą i będą nam głosić mądrość, powszechne, powszechne szczęście, dobrobyt i tak dalej? Czy też w ogóle nas, mówiąc krótko i nieparlamentarnie, dochodzi dwudziesta druga, więc sobie mogę pozwolić. Po prostu nas oleją. Ja jestem absolutnie pewien, że nie będziemy o tym w ogóle wiedzieć, że taki kontakt zaistniał. Czyli będzie stan mniej więcej taki, jaki w tej chwili jest.
Czyli ja wcale nie wiem, czy tego kontaktu nie ma dzisiaj. Nie wiem. Ja tego nie wiem. No, są tacy, którzy uważają, że już zostaliśmy podbici i to dawno. Ja nie uważam, ale nie wiem tego. Po prostu być może tak. No, są tacy, którzy mówią, że już dawno nas podbili reptilianie. Są, co prawda, są co prawda wątpliwości, skąd ci reptilianie pochodzą.
Czy oni tu przybyli z zewnątrz? Czy oni może się byli wyhodowali na Ziemi przed naszą rasą? Niemniej są tacy, którzy twierdzą, że, że reptilianie absolutnie nas opanowali. Tak, ale ja pamiętam, że to w tej, w tej serii tych gier Heroes of Might and Magic, tam też jakieś jaszczurkowate reptilianie byli. To chyba stąd się, stąd oni nas zaatakowali z tych. Skąd? No z tych z Heroesów Might and Magic. Nie, reptilianie byli wcześniej.
Nie? Tak, tam się tego... Tam, może tam też się wykształcili. Reptilianie są wszędzie i nam zagrażają. Nie, nie, ale to oczywiście, to oczywiście żarty. Natomiast powiem tak, że była też taka, była, było też takie opowiadanie w swoim czasie, a ono się ukazało, ono się ukazało w takim zbiorze „W stronę czwartego wymiaru". Nazywało się to, nosiło tytuł „Impuls". Napisane było przez Erika Franka Russella.
Tak, bardzo dobrze. I to okazało się w tym opowiadaniu, że próbę inwazji podjęły istoty, które miały jednostkowy wymiar gdzieś na poziomie mikroba. One też działały wspólnie, trochę jak te, jak te mrówki albo jakieś takie. Były, były, były świadomością zbiorową. Pochodziły z planety... To mam wynotowane, Glantok. Były taką, jak się wylewały, już jak, bo one opanowywały nawet ciała zmarłych....
Jak się wylewały z tego zmarłego, to taka zielona. Znowu, znowu mam jakąś obsesję galarety czy jakieś takie coś zielone wy, wy, wy- wylewało się z tego, z tego człowieka. No, być może. Być może, być może tak nastąpi inwazja, że my po prostu będziemy opanowani, nawet o tym nie wiemy. Zresztą zobacz, Inwazja porywaczy ciał to gdzieś też podobne.
Mieliśmy też, mieliśmy też, jest też książka, jeśli już w podobnej tematyce krążymy, to książka Cooka pod tytułem Inwazja. To gdzieś się wszystko kręci wokół, wokół takiej, takiej tematyki, że być może ta cicha inwazja to nie będzie taka inwazja, że nas reptilianie opanują, będą nami manipulować poprzez swoich, poprzez swoich takich zaufanych ludzi czy takich udomowionych ludzi. Tylko być może to będzie zupełnie inny rodzaj inwazji, tak jak taki rodzaj inwazji, o którym, o którym już mówiłem przed chwilą.
Ta cicha inwazja. Ja ostatnio z takim moim lekarzem, przyjacielem Marcinem Richterem, który mi serce naprawiał parę razy. Mam nadzieję, że jeszcze skutecznie na rok albo dwa. To rozmawiałem i, i jak wygląda współczesna walka przez ostatnie dziesiątki lat z medycyną, z mikrobami i tak dalej. Przecież to jest dokładnie scenariusz do filmu science fiction i tak dalej. Ta medycyna walczy, wytwarza coraz to nowe środki, a te mikroby dalej swoje robią, jak chcą. To, co się dzieje, że tak powiem. Ja zapytałem Marcina Richtera, czy uważa, że człowiek parę... tysiąc lat temu był zdrowszy, był bardziej chory, czy my jesteśmy zdrowsi dzisiaj od takiego człowieka z neolitu?
Chwilę pomyślał i mówi: nie wie. Nie jest pewien wcale tego. Ale następnie jeszcze drugi mój lekarz, przyjaciel, zajrzał do książki medycznej z przed pierwszej wojny światowej pod hasło zawały serca. Okazuje się, że to było, tam jest termin. To jest choroba wieku starczego, na którą się umiera. Starzy ludzie umierają na zawał serca. Koniec, kropka. Mówię to Marcinowi Richterowi. On sprawdził w internecie. Mówi: „Słuchaj, aktualne doniesienia. W Niemczech zmarło na zawał serca kilku kilkunastoletnich chłopców”. Co? Dzieci nigdy na świecie nie umierały na zawał serca. To jest choroba starych ludzi.
Kiedyś była, a dzisiaj, jak ja leżę w szpitalu, większość zawałowców to ma lat dwadzieścia parę, trzydzieści, czterdzieści góra. Co się dzieje z naszym zdrowiem? Czy to nie jest... My mówimy: no tak, no to cywilizacja i tak dalej. Ja nie wiem, kto tą cywilizację stworzył. Chyba obcy, że stworzą nam takie zdrowie, takie warunki do życia, w którym ludzie umierają, jak niby żyją dłużej, ale po pierwsze co to za życie? A po drugie w korporacji na przykład albo gdzieś no to trudne życie. A może jest tak, jak sobie wyobraził Wiszniewski Snerk? No dokładnie. On napisał taką powieść, która w swoim czasie, no, zyskała wielu zwolenników i takich, no, właśnie szukam słowa.
No, no, powiedzmy, wyznawców. Ludzi, którzy, którzy naprawdę utożsamiali się z pewnym obrazem świata przedstawionym przez Wiszniewskiego Snerga. Otóż to powieść Robot. Ona była wydana w siedemdziesiątym, po raz pierwszy w siedemdziesiątym trzecim roku. I w tej powieści Adam Wiśniewski-Snerg przedstawił taką naprawdę bardzo ciekawą wizję otaczającego nas świata. On bowiem wyszedł z założenia, że w całym takim bogactwie organizmów, jaka, jaka jest na Ziemi, jakie występują na Ziemi, tak naprawdę można, można byłoby wyróżnić kilka kolejnych generacji. I on dokonał pewnej klasyfikacji. Próbując dokonać takiej klasyfikacji, on twierdzi, twierdził, że warto oprzeć się na naukach, które opisują przedstawicieli owych generacji, tych poszczególnych grup. I tak generacja zero to były, to były minerały.
Nie wiem, no, można je określić jako chemiczną generację, o, chociażby. Do generacji pierwszej, tak zwanej botanicznej, należą rośliny. Do generacji drugiej, zoologicznej należą zwierzęta, a do generacji trzeciej, psychologicznej należą ludzie.
Ludzkie umysły. Bo warto podkreślić, że człowiek to homo sapiens należy właściwie jednocześnie do, według tej koncepcji snergowskiej, należy do dwóch ostatnich generacji, czyli jest zarówno z jednej strony taką, należy do generacji zoologicznej, jak i psychologicznej.
Czasami roślinnej również. No, czasami tak. No niestety, zdarzają się takie osobniki. To prawda. Bo... Ale wracając do tej koncepcji, że ciało to i ludzka fizjologia, no, jakby kieruje nas w kierunku tej generacji zwierzęcej. Natomiast nasz, nasz świat duchowy, nasze myśli, no, to jest już ta generacja psychologiczna. I Snerg mówi o tym, podkreśla to, że zgodnie z ustaleniami nauki takie generacje wyższe wyło- każda wyższa generacja wyłania się z generacji niższej. I coś tak to wygląda troszeczkę na zasadzie takiego łańcucha producentów oraz konsumentów. Mm.... I teraz przedstawiciele tych poszczególnych generacji są konsumentami materii zorganizowanej o szczebel niżej. To tak bardzo mądrze, mądrze brzmi, ale mówi się po prostu: zwierzęta zjadają rośliny, rośliny, wcześniej rośliny przerabiają minerały, zwierzęta zjadają rośliny.
Człowiek, no wiadomo, bez, bez schabowego czasami trudno, trudno jest mu się obejść. Ale my już przetwarzamy informacje. Też. Ta druga część oczywiście. Ktoś na tym pasozytuje pewnie. No tak, ale właśnie o to chodzi.
Ta koncepcja mówi o tym, że istoty niższe stanowią, znowu użyję takiego wyniosłego sformułowania, stanowią zasób energetyczny dla istot stojących wyżej. I w tej, w tej hierarchii, o której wcześniej mówiłem. No i to jest proste. Rośliny, tak jak powiedziałem, to rośliny dla zwierząt, zwierzęta i tak dalej, i tak dalej.
I teraz w wyniku tych procesów fizjologicznych dostarczają, dostarczają energię. I Snerk po raz pierwszy zadaje pytanie: a komu dostarcza? Już to dzisiaj raz padło w czasie audycji. A komu dostarczamy energii my?
I on gdzieś tam sobie ukulał taką teorię, że być może jest generacja nadistot, której my, której my dostarczamy energii. W tej koncepcji, o której Snerk mówi, mówi o tym, że w takim, że poszczególne generacje nawzajem siebie nie widzą. To słowo widzą, należy traktować w pewnym, w pewnym uproszczeniu, w pewnej przenośni.
No, wiadomo, że roślina nie może nic widzieć, bo, bo organów ku temu nie ma, a w każdym razie tak dokładnie wykształconych. Chodzi bardziej o dostrzeganie obecności. Uświadomienie. Uświadomienie sobie tej obecności.
Dokładnie tak. Dokładnie tak, jak mówisz. I być może właśnie dlatego my tych, tych nadistot po prostu nie widzimy, że to jest zupełnie normalne zjawisko. Można by, ktoś, kto- Nie postrzegamy. Nie postrzega.
O, dokładnie! To jest to. Dokładnie o to chodzi, bo właśnie chciałem wyjaśnić, że ktoś za chwilę mógłby powiedzieć: no tak, ale przecież zwierzęta nas widzą. Co ty człowieku? Co ty człowieku opowiadasz? Albo może co ty opowiadasz, co ten Wiśniewski opowiadał, Snerk zresztą. Otóż Snerk broni się w tym wypadku, bo mówi: owszem, zwierzęta dostrzegają nas, naszą cielesność, ale nie mają ani organów, ani inteligencji, ani tego czegoś w sobie, żeby dostrzec naszą duchowość. One widzą w nas zwierzęta i to wszystko. A co my widzimy? Być może zjawiska z naszego świata, które my widzimy, postrzegamy jako coś zwykłego, tak jak zwierzęta postrzegają nas, ludzi, postrzegają nas, ludzi jako takie inne troszeczkę zwierzęta. To być może my jakieś zjawiska naszego świata również postrzegamy, tylko nie widzimy w nich tego czegoś, co one mają więcej niż my. My mamy inteligencję w stosunku do zwierząt. Co mają nadistoty w stosunku do nas, to już tego Wiśniewski Snerk tak do końca, do końca nie wyjaśnia. On stawia pewną tezę w tym, w tym robocie.
Natomiast co z tego wynika dzisiaj, do dzisiejszej audycji, to jest to, że jasne, jeśli mówimy o obcych, to to są dla mnie dopiero obcy. To są tacy sami obcy, jak my jesteśmy dla tego kurczaka, którego przemysł nam w miliardach zupełnie egzemplarzy codziennie praktycznie był zarzyna, żebyśmy mogli się odkarmić w KFC albo gdziekolwiek, gdzie lepiej. A w KFC mi najlepiej smakuje. Ale co jest dosyć ważne w tej koncepcji Wiśniewskiego Snerga, bo on mówi jeszcze o jednej rzeczy, że owszem, mogło być tak, że te tak zwane nadistoty, one powstały tu na Ziemi. My ich nie postrzegamy.
Ale właśnie on pisze też o tym, że nadistoty, czyli ta wyższa generacja, mogły powstać również poza Ziemią, gdzieś w głębi kosmosu. I co z tego, że one tam powstały? My ich po prostu nie jesteśmy w stanie dostrzec. I być może my na co dzień patrzymy na jakieś przejawy owej inteligencji, szeroko pojętej, tu musielibyśmy to zaznaczyć, ale my po prostu tego nie widzimy. Nie w sensie fizycznym, nie w sensie fizycznym.
My dostrzegamy jakieś przejawy, ale my po prostu nie dostrzegamy tego, czego zwierzęta nie dostrzegają u nas. Przez analogię. Nie używaj słów, które właśnie są nie tego. Nie dostrzegamy tej inteligencji. Tu już nie chodzi o inteligencję. Wgoda. Inteligencja jest naszą cechą, a ta nadistota- Pozwól, że walnę się w pierś mocno. Właśnie popełniłem błąd. To prawda. Rzeczywiście tego czegoś, tego czegoś nie dostrzegamy. Tego czegoś, co stanowi o istocie nadistoty, tego po prostu nie dostrzegamy.
Musielibyśmy mieć sami. No tak, no ale- Żeby tego. Ja to rozumiem, jak, jak jest dwóch partnerów i gra w ping ponga, że tak powiem. I każdy musi mieć paletkę, żeby dobrze odbić piłkę. Jeśli ten drugi nie ma tej całej paletki, to nie odbije tej dobrze piłki. No dokładnie. A dlaczego wspomniałem właśnie o nadistotach? Bo może się okazać, że całe te bajania, czy to, czy to Sagana, czy to, czy też Hoyla, czy też wszystkich autorów, o których dzisiaj mówiliśmy, filmo, i filmów, i książek, i opowiadań. Może się okazać, że to oczywiście świadczy doskonale o naszej ludzkiej wyobraźni, że my po prostu naprawdę, jak już coś wymyślimy, to wymyślimy. Ale może się okazać, że tak naprawdę szukamy czegoś, czego po prostu znaleźć nie możemy, bo to jest poza zasięgiem naszej percepcji....
I zwróć uwagę, że dla normalnego człowieka, który żyje na Ziemi, gwiazdy i wszechświat istnieją, ale kwanty już nie. No dokładnie. A może ten, może ten rekin z naszej, z naszej nienapisanej powieści to jest właśnie ta nadistota? To jest właśnie to.
To jest właśnie ta nadistota, która, która nadciąga. I to myślę, warto, warto o czymś takim, warto, warto o czymś takim pomyśleć, bo my przyzwyczajeni przez masową kulturę, przez kulturę popularną, jakby łykamy podświadomie, a czasami dajemy się wciągnąć w taką papkę, że obcy to są, tak jak już na początku mówiliśmy, albo są obcy, albo są goście, albo oni mają macki, albo mają jakieś łapska, albo są ziel-, albo są koloru zielonego, albo szarego, albo są tacy, albo inni. I jakby idziemy tym torem, i czasami, czasami to jest ciekawe, to po prostu, to po prostu jak jest dobrze napisane, to warto przeczytać, bo, bo to są po prostu świetne historie. Ale może się też okazać, tak jak już powtórzę to po raz kolejny, że szukamy obcych nadistot, tego czegoś, czego być może szukamy zupełnie nie tam, gdzie trzeba.
Że my tak łatwo tłumaczymy sobie UFO, zjawisko UFO czy też wcześniejsza, no, nie wcześniejsza nazwa, ale latające talerze. Ta taka bardzo, taka już dzisiaj właściwie passé nazwa. To my tam gdzieś tam w swoim czasie dopatrywaliśmy się tych, tych szaraków jakichś, to, że to wszystko gdzieś z kosmosu przylatuje i tak dalej. A być może rzeczywistość wygląda troszkę inaczej. I tu znowu odeślę troszeczkę do, do, do tej rozmowy z Piotrem Cielebiasiem na Bibliotekarium, że być może nie szukajmy szaraków w UFO. Być może UFO to jest zjawisko, które jest przejawem czegoś, czegoś dziwnego, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. I oczywiście będziemy toczyć kolejne debaty ufologiczne, bo temat jest pasjonujący, ale pytanie, czy my w ogóle jesteśmy w stanie jakoś, jakoś tak postawić kropkę nad i, jeśli chodzi o te debaty ufologiczne i w ogóle o temat obcych. Ale je... Tak się w tej chwili zastanowiłem. Jeżeli Snerk mógł taką tezę wysnuć i jeśli my możemy dopuszczać taką możliwość, to już jest coś nie tak, bo te istoty powinny być poza zasięgiem nawet naszych, naszych, naszych domysłów.
Tak naprawdę. A to już świadczy, że już jednak nasza wyobraźnia, że tak powiem, sięga trochę i już ich dotyka. Tak, ale to jest bardziej idea, wiesz? Bo to jest tak, że to jest troszeczkę jak, jak w filozofii, że my możemy sobie powiedzieć, założyć na chwilę, że nasz świat nie istnieje, że wszystko, co do nas dociera w sposób zmysłowy, to jest, to jest fikcja. To jest jakiś złośliwy demon, który nam podrzuca, podrzuca różne informacje.
Co więcej, że nasz świat powstał przed minutą, bo po prostu dostaliśmy od razu, jak powstał, dostaliśmy do głowy informację, że on istnieje od milionów lat, ale przecież on mógł powstać tak naprawdę minutę temu. No i tak naprawdę powstał.
No, być może, być może. W każdym bądź razie i to są wszystko takie... My sobie to możemy, owszem, wyobrazić, ale na przykład nie możemy tego udowodnić. No, nie da się tego udowodnić. Możemy dowieść istnienia świata, bo i zresztą to jest czasami robione w ramach tego systemu, w którym funkcjonujemy. Ale jeśli powiemy, jeśli powiemy, że rzucimy tezę, że nasz świat nie istnieje, to tyle samo możemy dowieść, że istnieje, jak i nie istnieje. Naprawdę nie ma dowodu na jedną i na drugą tezę. To jest tak troszeczkę jak, jak z religią, ale nie brnijmy w to. Chodzi...
Zadałeś pytanie o to, czy ponieważ możemy sobie wyobrazić nadistoty, to znaczy, że coś jest nie tak. Nie. Zauważ, że za każdym razem, kiedy mówimy o tych nadistotach, to mówimy tak: nie wiemy, jak wyglądają, nie wiemy, jaką mogą mieć postać. Nie wiemy. Nic o nich nie wiemy. Wiemy tylko, że mogą istnieć, a to troszeczkę mało. No tak. To troszeczkę mało jest, bo oczywiście my sobie możemy szereg rzeczy wyobrazić i to jest tak troszeczkę, że oczywiście nasza wyobraźnia jest niespożyta. Naprawdę. Ale z drugiej strony jest jednak ograniczona.
Mówiliśmy dzisiaj dużo o obcych, mówiliśmy o tym, o tych różnych wyobrażeniach obcych, a okazuje się, jeśli byśmy naprawdę zrobili taki research i tego, jak poszczególni autorzy od właśnie Wellsa chociażby wyobrażali sobie obcych, to tak naprawdę jest bardzo niewiele. Nie, źle mówię. Nie ma. A jeśli, jeśli ktoś znajdzie, to, to jestem zobowiązany. Nie ma takich obcych w literaturze, którzy w jakiś sposób nie byliby odwzorowaniem naszego świata. Mhm. Nawet powiem tak blisko byłeś, prawie mnie przekonałeś z tym oceanem Solaris, ale to w gruncie rzeczy, no cóż, mamy ocean i dodajemy mu rozum. Tak, jest odbiciem pewnej naszej umysłowości. Umysłowości, oczywiście. Nie ciała, nie tego wszystkiego, ale umysłowości. Bardziej, u bardziej prostych autorów mamy, powiedzmy, jakiegoś paszczaka i dodajemy mu skrzydła. No i też jest obca istota, i też sobie ją właśnie, właśnie wyobraziliśmy, ale tak naprawdę ona się składa z elementów, które dobrze znamy.
Ja wspomniałem, mówiąc o tej literaturze, o tej literaturze gdzieś z lat trzydziestych czy końca lat dwudziestych, że ona się polegała na zmianie skali albo hybrydyzacji. Czyli dodajemy różne elementy z różnych strasznych stworów. Bardzo lubiany motyw, motyw na filmach. Dodajemy różne elementy i nagle tworzymy jakąś dziwną istotę. A to jakiegoś węża, ja nie wiem, z czymś tam, powiedzmy strzelającego laserem albo coś tam innego. Staram się wymyślać maksymalnie głupie przykłady, bo, bo takich też nie brakuje i w literaturze, i w filmie. Ale tak, nawet, nawet ten Obcy, który, którego tak lubisz i którego ja w gruncie rzeczy też lubię, bo tylko lubię mniej jako science fiction, bardziej jako horror. Dla mnie to jest taki przykład dobrego horroru.
Ale to zauważ, że tak naprawdę ten Obcy składa się z różnych elementów, które w jakiś tam sposób są znane. A jeśli chodzi o samą organizację swoją, to sam powiedziałeś w pewnym momencie, że nie chciałbyś się znaleźć w takim mrowisku, w którym funkcjonują obcy z filmu Obcy. Ósmy pasażer Nostromo czy też, czy też kontynuacje. Ale jestem w takim mrowisku. O mój Boże! Ja jestem. Ja żyję.
Zwróć uwagę, tu teraz poruszę taki problem. Zobaczcie, jak cywilizacja na przykład wytwarza sama obcych.... Otóż ja kiedyś byłem obywatelem tej społeczności, tej cywilizacji, a ja w tej chwili jestem obcy. Marek, nie wiem, czy wiesz? Rozwijaj temat, rozwijaj. Kiedyś byłem akceptowany przez na przykład starsze panie idące na ulicy, przez kolegów, przez i tak dalej. W tej chwili jestem obcy. Patrzą na mnie krzywo, nie wpuszczają mnie w niektóre miejsca albo nie wolno mi. Ja palę papierosy.
A to tu cię boli! Ale ja powoli zaczynam być obcy. I co jeszcze? Kiedyś ja na przykład idąc po ulicy, nie zwracałem uwagę, uwagi na człowieka palącego papierosa, a w tej chwili, jak widzę człowieka idącego z papierosami w ręku, to ja się do niego uśmiecham i mówimy sobie cześć. Wiesz dlaczego?
Bo to my jesteśmy my, a reszta to jest obcy. Wiesz co? To ja, to ja wolę koncepcję Wyke Sika, który napisał, że myśli, że koty są obcymi. No na pewno. Bo czasami sabotują jego sen. Na pewno. Ja też. Ja się w pełni zgadzam, że obcy, że koty mają w sobie coś takiego dziwnego.
Myślę, że nasz wspólny znajomy, yy, zastępca redaktora naczelnego Nieznanego Świata, Wojtek Chudziński, zgodziłby się z nami w pełni. On też jest, on też jest wielkim, wielkim miłośnikiem, miłośnikiem kotów.
I coś jest takiego w tych kotach, że one budzą, budzą jakieś takie, takie, takie... Z jednej strony ciepłe uczucie, a z drugiej strony, jak się czasami takie kocisko spojrzy, to jak sobie człowiek pomyśli, co on, co on na przykład, jak podsumował nasze zachowanie w danym momencie, to się człowiekowi ciarki po plecach, yy, gdzieś tam przemykają. Oj, potwierdzam, potwierdzam. Sam mam dwie kotki. Potwierdzam, potwierdzam. Tak, to koty. Koty to w ogóle to myślę, że jakiś temat kiedyś w Bibliotekarium na temat kotów wypadało, wypadałoby zrobić. Trzeba.
Trzeba, trzeba. Bo to jest temat niesamowity. Ja myślę, że tak, że pewno, tak jak powiedziałem na początku, my byśmy sobie jeszcze teraz o obcych mogli pogadać następne drugie tyle, przynajmniej dwie godziny. Na przykład o inwazjach, o różnych innych, ale myślę, że to nie ma sensu. Każdy z nas albo każdy, kto czyta science fiction, kto czytał Sagana, kto czytał przepraszam, Freda Hoyle'a, to myślę, że myślę, że- Ma własny pogląd. Ma własny pogląd na ten temat. Ja też mam. Obcy są wśród nas. Obcy są wśród nas. To zdecydowanie. To tak, to się zgadzamy przynajmniej w czymś. Ale myślę, że myślę, że, że... Mam nadzieję, bardzo się będziemy cieszyli, jeśli ta nasza, nasza audycja będzie przynajmniej w części jakąś niewielką inspiracją dla, dla własnych przemyśleń. A bardzo będziemy, będziemy wdzięczni za ewentualne, za ewentualne napisanie nam o tym albo postawienie jakichś problemów, których z racji czasowych czy z racji nie wiem, jakichś, jakichś, jakiegoś, jakiegoś, jakichś braków umysłowych po naszej stronie nie uwzględniliśmy w naszych dzisiejszych wypowiedziach. Bardzo będziemy wdzięczni za jakieś, jakieś takie sugestie. Możemy zrobić zawsze jakiś apendyks do audycji, a dzisiaj myślę, że jeśli chodzi o obcych, to obcych i UFO... A jeszcze nie, ale teraz ja mówię, że kończę. Jak mówię, że kończę, to nigdy nie kończę. Więc powiem tak, że jeśli chodzi o samo UFO, to w literaturze pięknej jest stosunkowo mało tego motywu. UFO jako UFO.
Da się znaleźć kilka zaledwie książek. To jest temat, temat tak naprawdę do pewnego stopnia unikany. Gdzieś tam we wspomnianym już dzisiaj Panu Samochodziku i człowieku z UFO, który później przestał być człowiekiem z UFO, te, te, to UFO to tak naprawdę jakieś pojazdy czasoprzestrzenne, które przenoszą, przenoszą w czasie. Jest jeszcze kilka innych motywów związanych, kilka innych powieści związanych z UFO, ale to nie są te pierwszoplanowe powieści tak naprawdę. W filmach, no, w filmach tego jest troszeczkę więcej. UFO się chociażby pojawiało. Mówiliśmy dzisiaj o filmie Kosmos 1999, ale kiedy się skończył Kosmos 1999, przynajmniej te odcinki, które były w Studiu 2 emitowane, to pojawił się taki serial starszy, Invaders on się chyba nazywał, o takich obcych, którzy przybywali na Ziemię. Wiem, że jakiś taki demoniczny głos na początku mówił o tym, że to są obcy, że ich celem jest Ziemia i podbicie tej ziemi. I tak, tak, tak smucił ten głos. A obcy, obcy tam byli w latających talerzach, bo to były talerze. Ewidentnie. Ale tak naprawdę, tak naprawdę w literaturze UFO jako UFO jest stosunkowo mało, mało reprezentowane. Obcych ci tam dużo, natomiast UFO, UFO niespecjalnie.
I to tyle. No, jeśli, jeśli chodzi, jeśli chodzi o zjawisko obcych i UFO w książkach. W każdym, w każdym bądź razie dzisiejszy, dzisiaj, dzisiaj zaczynaliśmy od dwóch książek. Od, od książki Sagana Kontakt.
Moim zdaniem, jeśli chodzi o taką literacką, literacką wartość, to to jest lepsza książka od, od książki Hoyle'a. Nie wiem, czy bardziej inspirująca, bo tam jest jednak szereg rzeczy niedopowiedzianych. Może dobrze, że są niedopowiedziane, bo to daje też pole dla wyobraźni. Dzięki temu, że nie wszystko tam jest takie jasne, że być może, być może to, co... Jak komuś się nie chce czytać, to polecam film. Film jest naprawdę niezły.... Eee, być może to, co tam przeżywa główna bohaterka, być może, być może się tak naprawdę nie zdarzyło. A może się zdarzyło? A może ci obcy nie chcą się z nami kontaktować? I tak dalej, i tak dalej. To pod tym względem, takim literackim, takiej, takiej wyobraźni, jest znacznie lepsza, moim zdaniem, książka. Natomiast jeśli chodzi o taką fachowość, znaczy u Sagana jest to samo.
Tam jest dużo fizyki, dużo jakichś takich teorii związanych z fizyką, z, z kosmosem. Sporo się można w gruncie rzeczy nauczyć, wbrew pozorom. Podobnie u Hoyla, tam-- tylko ta książka jest nieco, nieco mniej literacka, ale bardzo ciekawa. To znaczy, to nie jest tak, że jak ja tu powiem, że ona nie jest, nie jest literacka, to w ogóle należy ją obchodzić szerokim łukiem, bo ona ten, ten brak literackości czy może małą, małą, małą zawartość cukru w cukrze, czyli literac-- literatury w literaturze, zdecydowanie nadrabia pewną koncepcją, która tam jest, która się tam pojawia. Ja ci powiem uczciwie, że ja ją, tak jak ją czytałem po rosyjsku, ona jest nudna jak flaki z olejem. Tam nie ma w ogóle dialogów, nie ma niczego, ale ja ją czytałem z fascynacją. No zgadza się. Ona jest fascynująca, ale mało literacka. Bo jeśli byśmy mieli, jeśli mielibyśmy... To, jeśli ja bym miał polecać, jeżeli ktoś lubi dobrą literaturę, to zdecydowanie Sagana. Jeśli ktoś lubi się zanurzać w naukowość, to obie te książki są znakomite. Jeśli chodzi o... Być może pewne, być może pewne koncepcje są już, bywają przestarzałe, ale to naprawdę tym książkom za bardzo, za bardzo nie szk-- za bardzo nie szkodzi. I myślę, że jeśli chodzi o temat dzisiejszej audycji, to go przynajmniej zużyliśmy w sporej części. To może tak?
Jeśli, jeśli pozwolą nadistoty, to może trafimy spokojnie do domu. Może trafimy spokojnie do domu. Natomiast zawsze na koniec audycji winni jesteśmy naszym szanownym słuchaczom jeszcze jedną informację, bo jeżeli nas nie porwą nadistoty w drodze do domu, to miejmy nadzieję, że, mm, odbędzie się, yy, Bibliotekarium numer dziesięć, więc jakiś tam w końcu jubileusz, aa, dzie- dziesiątej audycji.
Każda okazja jest dobra, żeby, żeby świętować. My postanowiliśmy świętować przy książce, tym razem już bardzo konkretnie, przy książce... Zawsze mam kłopoty z tymi nazwiskami. Davida... Anne Moir, Moir, Moir, ona się chyba nazywa, Moir i Davida Jessela, pod tytułem, pod tytułem, pod tytułem jakich? Płeć mózgu. Płeć mózgu. Płeć mózgu. No, wiedziałem, że to jakieś proste jest.
Rzecz będzie kontrowersyjna, szczególnie jeśli naszym, naszym rozmówcą, yy, znaczy naszym rozmówcą, jeżeli rozmawiamy w tym gronie, w jakim rozmawiamy. Bo Wiktor ma wyrobione opinie na temat, na temat różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami. Jestem zdecydowanie zwolennikiem tej kobiety, która tą książkę napisała. Twój... Fanem autorki tej książki.
Nie, naprawdę. Książka jest interesująca. W żadnego- Ja bym tylko chciał przestrzec, przestrzec wszystkich, którzy czytają. Nie, to nie jest przestroga, to jest tylko informacja. Bo używam źle wyrazów dzisiaj. Bo ja mam taki przynajmniej egzemplarz, w którym pisze się, że to według najnowszych badań i tak dalej, to napisali taką książkę. No to ja informuję, że ta książka po raz pierwszy została wydana bodajże w osiemdziesiątym dziewiątym roku, więc z tej, z tą jej świeżością to nie przesadzajmy, to już nie przesadzajmy. Ma ona już swoje lata i gdzieś pod trzydziestkę podchodzi w tej chwili. Tak, ale, ale tezy, które- Tak.
Które ona zapoczątkowała, ta książka, poszły już dużo, dużo dalej. O czym, o czym, o czym, że tak powiem, przeciętny człowiek nie ma pojęcia. Tak. Naprawdę... Tak, ale zauważ, że jest jeszcze jedna rzecz: że ta książka jest absolutnie niepoprawna politycznie, bo ona... Przecież nawet na początku, na początku tej książki, kiedy jest wstęp, autorzy piszą o tym, jak ona się urodziła, ta książka. Ona przecież, jeżeli pamiętasz, urodziła się z tego, że jej autorka, współautorka, bo, bo jak, o ile mamy panią Anne, to mamy pana Davida, więc współautorka była na wykładzie, na którym udowadniano coś, z czym ona się nie do końca chciała zgodzić. I kiedy wystąpiła, wystąpiła z mową, że jej zdaniem... Znaczy tam, tam była mowa o tym, czy kobieta może tak samo pojmować pewne, pewne, pewne, pewne treści, tak samo jak mężczyzna. I ona, moim zdaniem, zgłosiła bardzo słuszną uwagę, że nie rozmawiamy o tym, czy ona, czy kobieta, czy mężczyzna rozumieją.
Bo to, że rozumieją, są istotami rozumnymi, to jest oczywiste, ale czy rozumieją tak samo? I tu bez oceniania, czy lepiej, czy gorzej, ale czy rozumieją tak samo? A to już jest nie takie oczywiste. I tu znowu bez wartościowania, bez wchodzenia w ocenianie, czy ktoś jest lepszy, czy ktoś jest gorszy.
Tylko samo to, samą tezę lansowaną przez, przez urocze feministki, które czasami rozbawiają mnie do łez, że jesteśmy identyczni, jesteśmy tacy sami. Ta teza, broniona tak, tak zajadle przez niektóre feministki, wcale nie jest taka oczywista. Ja ją podsumuję w ten sposób, tak jak mawia to jeden z moich kolegów, że feminizm kończy się tam, w takim, w takiej sytuacji, kiedy trzeba wnieść szafę na trzecie piętro. To wtedy kończy się feminizm. To oczywiście jest uproszczenie, duże uproszczenie, takie złośliwe, ale w gruncie rzeczy lansowanie tezy, że jesteśmy tacy sami tylko dlatego, że należamy, należymy do tego samego gatunku, a jesteśmy po prostu różnymi płciami, i że w związku z tym, że jesteśmy tacy sami-... w świetle książki, ja nie, jakby nie mam takiej wiedzy, żeby, żeby stwierdzać coś obiektywnie, ale mogę natomiast od- odnieść się do książki, którą będzie, o której będziemy rozmawiać za dwa tygodnie. To w świetle tej książki, ee, te różnice, w świetle przykładów, które są przytaczane w tej książce, te różnice wydają się nie tylko, yy, frapu-, one się wydają oczywiste. Tam jest to tak napisane, yy, że, że po prostu, yy, nie ma o czym dyskutować. Te różnice są i one nie polegają na tym, że coś jest lepsze czy coś jest gorsze, tylko że jest inne. I myślę, że powinniśmy się do takiego, yy, do takiego, do takiego, mm, do takiego, yy, punktu widzenia przyzwyczaić, a nie lansować nachalnie coś takiego, że wszyscy jesteśmy równi, wszyscy jesteśmy tacy sami i w związku z tym wszystko, wszystko, wszystko da się ujednolicić, uprościć i, i sprowadzić do jednego mianownika. Tutaj, yy, może, może, yy, odnosić tamtą książkę do tego, o czym mówiliśmy dzisiaj, yy, o obcych, kiedy ja powiedziałem, że kiedy pojawiliśmy się my jako ludzie, yy, w świadomości tutaj Europy. Otóż, yy, co to jest? Kto to jest człowiek? Kto to jest człowiek? Ktoś będzie próbował się gimnastykować i tak dalej, odpowie... Otóż człowiek, człowiek nie ma takiej istoty jak homo sapiens. Według mnie nie ma. W ogóle nie istnieje. Homo sapiens jest to pewien układ złożony z dwóch elementów: z kobiety i mężczyzny. Tylko ten układ może się reprodukować. Żadna osobno, yy, nie tego. To jest homo sapiens, homo sapiens.
Homo sapiens w całości to jest kobiet, kobieta i mężczyzna. Układ złożony, zdolny do reprodukcji i tak dalej, do powielania, dziedziczenia i tak dalej, tego. To ten układ, a nie, yy, nie jakaś postać, która przedstawia człowieka.
Takiego człowieka nie ma. Człowiekiem jest ten. I to ta książka tłumaczy bardzo dobrze. A sprowadzając to chociażby do, do prostych przykładów, to ostatecznie, yy, yy, na plakietce, która podążała poza Układ Słoneczny z Pionierem, wyryty, wyryta była sylwetka mężczyzny i kobiety, a nie jakiegoś tam człowieka, yy- No, dokładnie.
Był ci obojga. Tak, dokładnie. Ale to może, wiesz, nie za, nie rozgadujmy się- Tak, tak. na temat książki, o której będziemy rozmawiać za dwa tygodnie. Bardzo, yy, serdecznie wszystkim naszym słuchaczom dziękujemy.
Polecamy się na przyszłość. Za- zapraszamy za dwa tygodnie. No i jeszcze raz, yy, yy, dużo, dużo ciekawych refleksji, yy, na temat obcych, na temat, yy, tematu dzisiejszej audycji. I jeśli, jeśli ktoś zechce, bardzo, bardzo chętnie, yy, poczytamy jakieś, jakieś uwagi, jakieś, jakieś sugestie dotyczące czy to tematu dzisiejszej audycji, czy też tematu, yy, tematów, jakichś takich na przyszłość, które, które ewentualnie możemy uwzględnić. Chociaż zaręczam, że tych tematów, yy, yy, gdzieś tam u nas, w naszych głowach, yy, w naszych pier..., takich początkowych koncepcjach jest całkiem sporo, ale za te następne również będziemy wdzięczni.
Ale ja, ja po tym całym temacie, po poruszaniu tych obcych i o tej myśli „Obcy są wśród nas", ja wszystkim słuchaczom tej audycji życzę dobrej nocy. I miłych snów. Miłych snów. Wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego dobrego. Pozdrawiamy z Bydgoszczy.
Dobranoc. A mówili to gospodarze „Bibliotekarium", Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dzięki jeszcze raz, panowie. Dziękujemy. Dziękujemy. No i do usłyszenia w kolejnym odcinku „Bibliotekarium" już za dwa tygodnie. Audycję, jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios". Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.