[00:00] - To think for yourself and question authority. Radio na fali, hiperprzestrzeń. Witam serdecznie ciebie, człowieku. W Radiu na Fali na imię mam Tomek, o czym pewnie wiesz. W retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz Radiu Dream Time i nie tylko, zapewne gdzieś w kosmosie na pewno też, w hiperprzestrzeni, w Radiu na Fali. Pozdrawiam wszystkich mecenasów, wszystkie mecenaski Radia na Fali. Ja tu jeszcze troszeczkę, jak zwykle, będę robił drobne, jezioralne mikrofonem. Przepraszam, tu podkręcę sobie gałką, tu troszeczkę sobie ściszę i tak dalej. Dzisiaj z siedzącej pozycji na fotelu. Słyszałem, że święta w niektórych częściach świata.
W ogóle jakiś świąteczny moment. No właśnie, przed chwilą skończył się Nowy Rok w Arabii, o czym chyba nie wszyscy wiedzą. Tam Nowy Rok się świętuje dosłownie prawie dwa tygodnie. Jakoś tak chyba 12 dni czy coś koło tego. Długo. W każdym razie piękna tradycja. Piękna. Ja jestem właściwie po swoich urodzinach jakiś czas temu też świętowałem troszeczkę. Tu sąsiad też miał urodziny, inni też mieli urodziny. W ogóle wszystkiego najlepszego wszystkim tym, którzy mają urodziny, bo tu widzę, że wyskoczyło troszeczkę Macieja, Bogdana, Janusza, Darka.
Kurczę, Harrego, Paula, Roberta. Jakiś ziomal Robin. Kurde, kolekcja urodzin w ogóle. No właśnie, król Gniewko też miał chyba. Kurczę, I don't know. Tutaj taka lista urodzin potężna mi się zebrała. To może po prostu oznaczę na Skype jako przeczytane i wszystkiego najlepszego wszystkim tym, którzy się urodzili na nowo. Once again. Jeszcze raz. Także witam cię w tej hiperprzestrzeni.
Co dzisiaj? Dzisiaj będę sobie kontynuował takie swoje klasyczne wątki. Ja w ogóle dostałem książkę na urodziny. Mam ją ze sobą. Jedna z fajniejszych w kolekcji. Przyznam się, że dostałem, bo to związane właśnie z tym tematem, który tu ostatnio tak nagminnie, obsesyjnie ciągnę, a mianowicie ta cała historia z piramidami. Ta książka nazywa się „The Serpent in the Sky. The High Wisdom of Ancient Egypt", John Anthony West. Jestem wielkim, można powiedzieć, fanem tego dżentelmena. Może jego research nie jest aż tak potężny jak research dżentelmena, którego można ostatnio spotkać na internecie.
W cudzysłowie spotkać na internecie, zobaczyć materiał wideo, w którym opowiada o swoich odkryciach i swoim tak zwanym, jak to się mówi z angielskiego, research, czyli badaniach naukowych na temat właśnie tych starożytnych historii. Dżentelmen ma na imię Franz, nazwisko Zaleski. Pozdrawiam serdecznie. Człowiek moim zdaniem już teraz, na stan dzisiejszy naszej wiedzy o starożytnym Egipcie, o piramidach. Nawet tylko to, o tej piramidzie w największej piramidzie w kompleksie Giza. Ona się oficjalnie przez niektórych nazywa piramida Cheopsa, ale z Cheopsem ma tyle wspólnego co ja z mercedesami. Chociaż ja akurat nie do końca. Nie to, że nie mam mercedesa, ale chyba więcej mam wspólnego z mercedesami niż... No właśnie. W każdym razie nic ta piramida nie ma wspólnego z Cheopsem.
To jest taka ciekawa sprawa, w ogóle z tym Cheopsem. No właśnie. Ja to opowiem, skąd się wziął ten Cheops dzisiaj w tej piramidzie chyba czas najwyższy wspomnieć o tym dwa słowa, bo to też taka zabawna historia. Nie wiem, czy wspominałem, ale na pewno troszeczkę przypomnę. Anyway, bo gdzieś dzisiaj się będę, że tak powiem, w tych tematach obracał. Także takim dżentelmenem, który moim zdaniem przejdzie do historii chyba w głośniejszy sposób niż niejaki Carter. Facet, który wysadził ścianę piramidy po to, żeby znaleźć tam wejście, jest właśnie Franz Zaleski, który odkrył kilka dodatkowych rzeczy, ale tu nie będę komentował tego, co mówi monsieur Franz. To zostawię. Myślę, że spokojnie sobie jesteś w stanie znaleźć to na internecie. Tym bardziej że teraz zdaje się u Alexa w „Porozmawiajmy TV" zdaje się był materiał właśnie z Franzem Zaleskim.
Był w Taggen TV. Pozdrawiam serdecznie autorów tej dziarskiej stacji telewizyjnej. Fajne materiały, fajne. Ja jestem oryginalnie urodzony na Dolnym Śląsku i wszystkie tematy typu tajemnice takie z przeszłości. Nie wiem, czy ja mam po prostu we krwi, czy jakoś tak. Niedaleko był kompleks Riese, tajemnice nazistów i nie tylko. Z drugiej strony mojego okna widziałem coś, co się nazywało forty szwedzkie. Niektórzy mówili, że to takie tam niby szwedzkie, ale wiadomo było, że to neolityczne rzeczy, które tam są datowane na 6000 lat do tyłu i tak dalej. I kilka innych takich historii. Koledzy studiowali czasami różne kierunki, sokolice archeologii.
Pamiętam, jak kiedyś kiepowaliśmy jointy w popielnicy, która miała 7000 lat. Była przywieziona z jednych takich archeologicznych... Właśnie nie będę więcej mówił, bo to troszkę takie nie fair, ale byliśmy młodzi, głupi i wiesz, tamte dziarskie zachowania nie były nam obce, ale mniejsza o to. Zostawię sobie swoją barwną przeszłość. Tak czy siak jestem po urodzinach. Jestem już dorosłym człowiekiem. Także mam dzisiaj w ręku książkę „Serpent in the Sky" i może nie będę jej streszczał, bo nie ma sensu. Ja myślę, że jeżeli znasz angielski, nie ma polskiego tłumaczenia czy polskiej wersji. Tłumacząc na polski, można powiedzieć: „Serpent in the Sky" to jest „Wstęga na niebie", czyli „The High Wisdom of the Ancient Egypt", czyli taka tajemnicza wiedza o... Nawet nie wiedza, bo wisdom to jest oświecenie.
Oświecenie w starożytnym Egipcie i właściwie o tym jest troszkę ta książka. Jest tu kilka takich... No kilka. Książka jest, żebym ci nie ściemniał, wypakowana zdjęciami, naukowymi badaniami, geometrią, fizyką właściwie nuklearną, bo to jest fizyka plazmowa, bo tu jest troszeczkę takich tematów, które się tak mocno kręcą. Ja myślę, że wracamy w ogóle do tego punktu, w którym historia uległa dewolucji. Tak to się nazywa naukowo, oficjalnie, czyli dewolucja, cofanie się do tyłu. A teraz z powrotem wracamy do tego właściwego miejsca. Jest to ciągle ta sama historia związana z tym, że musimy umrzeć i narodzić się na nowo, przez niektórych wzięta bardzo dosłownie. Dzięki temu powstały religie, które twierdzą, że dopiero po śmierci do nieba. Ale te wszystkie stare historie, które próbujemy odczytać, mówią jasno i wyraźnie, że wcale nie po śmierci do nieba, że niebo jest naszym miejscem, z którego pochodzimy.
Jest kilka zabawnych teorii, które doskonale znasz. Zabawnych jak zabawnych. To są kwestie pochodzenia ludzkości. Skąd my właściwie pochodzimy? Bo cała ta historia z starożytnością wiąże się z niczym innym, jak próbą odpowiedzi sobie na kilka poważnych pytań dla nas tu i teraz. Myślę, że im bardziej w las, tym poważniejsze są te pytania. Okej, mam nadzieję, że wszystko jest okej. Poprawiłem troszkę głośności. Mam nadzieję, że nic nie przesterowuje, że wszystko słyszysz idealnie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Może wrócę do tej piramidy Cheopsa.
W piramidzie Cheopsa znaleziono jedną rzecz w jednej z tych komór grobowych. Tu się powołam na France Zalewskiego. Jeszcze tego nie mamy potwierdzonego, chociaż nie do końca, bo mamy potwierdzenie z kilku różnych źródeł, że w piramidzie, którą niektórzy nazywają Cheopsa, znajduje się troszkę więcej, niż nam się do tej pory wydawało. Piramida nazywa się Cheopsa, ponieważ w jednej z tych odkrytych komór jest taki, ja to nazywam reaktorem. Tam się wchodzi po takich kamieniach na górę. Wycieczka kosztuje, zdaje się 1000 dolarów aktualnie. Trzeba się zabukować i tak dalej, i tak dalej, ale nie ma problemu. Jeżeli masz kasę w kieszeni, wszyscy chętnie wszystko ci pokażą. Tak jest aktualnie świat skonstruowany. Mam nadzieję, że do bardzo krótkiego czasu.
W każdym razie możesz tam sobie wejść, pozwiedzać. Tam się trzeba przeczołgać na samą górę i tam jest takie miejsce. Ta ostatnia komora na samej górze w piramidzie Cheopsa. Ona się jakoś nazywa. Mam prezent urodzinowy. Nową klawiaturę. Poważnie. Sprawdzę nawet, jak to się nazywa. Elegancko sobie wklepię, żeby mieć coś pod oczyma. Chociaż to akurat nie jest istotne, bo w tych oficjalnych tekstach nie ma nic na ten temat.
Ale jest to opisane. Normalnie na planie piramidy to się nazywa komora królewska z sarkofagami, ukośnymi kanałami. I jak jest ta komora królewska, tam się wchodzi po tych kamykach na górę, jest takie ciekawe miejsce. Mała komora, w której znajdują się różne graffiti zostawione tam przez różnych dziarskich naukowców. Ja tu już wklejam na czata. Właśnie, bo ja jestem na czacie. Radio Nafali ma oczywiście czat. To się nazywa czatRNF. Jeszcze raz powiem czatRNF.hatango.com. Zresztą jak masz problem z linkiem to radionafali.com i tam jest link, żebyś mógł sobie wejść na czat, a na tym czacie jestem i jeżeli będę miał dzisiaj jakiś link, a może będzie ich trochę, to będę tam sobie wrzucał w ramach mojej dyskusji z tobą.
Właśnie tu ziomal jakiś Send Me File wysłał mi okładkę. Tak, dokładnie. To jest okładka tej doskonałej książki. Ja mam w wersji papierowej. Nie potrafię czytać PDF-ów na ekranie. Po prostu dostaję szału. Człowieku, nie wiem, jak sobie z tym radzisz. Ja po prostu nie mam żadnego fajnego wyświetlacza do czytania. Tutaj po prostu powiem o nazwach. Jest takie urządzenie o nazwie Kindle i tak się fajnie czyta z tego, to prawda.
Natomiast nie mam tego urządzenia, a czytanie z wyświetlaczy typu iPad, po prostu kompletnie oczy mi wysiadają. Tego się po prostu nie da robić. A ja w ogóle jestem miłośnikiem papieru. Poczucia jeszcze kartkami, człowieku. No właśnie. Wiesz, bo książkę można wrzucić w plecak i tak dalej, trochę waży. Ma to swój urok. Anyway, wracając do tej piramidy. W tej najwyższej komorze jest napis zrobiony farbą, która się nazywa czerwona ochra. Ochra to jest barwnik otrzymywany z roślin i taką farbą jest tam namalowany kartusz.
Kartusz to jest według definicji egiptologów, to jest ciekawa rzecz, bo mamy naukę o Egipcie oraz egiptologów. Poważnie. To jest w ogóle zabawna historia. W każdym razie jest tam wykonany ten kartusz, taki rysuneczek i ten rysuneczek w tej piramidzie jest bardzo nieporadny, jest zrobiony bardzo niestaranie, bardzo niezdarnie. I ten kartusz to jest według egiptologów podpis właśnie króla Cheopsa. Z królem Cheopsem, bo to nie był właściwie faraon, to był król. Też jest rozróżnienie na faraonów i na króli, ale o tym to może później troszeczkę. W pewnym czasie z Cheopsem jest taka zabawna sprawa, że właściwie nigdzie nie znaleziono w Egipcie jakiejś sensownej statuetki Cheopsa, jakoby mogło to zaświadczyć o jego przemożnym, wielkim wpływie na kulturę, która tam wtedy panowała. Znaleziono chyba, zdaje się jedną małą figurkę, właściwie widziałem tą figurkę, która ma chyba trzy, do czterech centymetrów wysokości. I to jest figurka Cheopsa, bo ma pod spodem czy tam gdzieś z boku właśnie ten kartusz, po którym ją zlokalizowano, że to jest to samo.
I była historia z tym kartuszem, dosyć zabawna. Nie wiem, czy nie opowiadałem, ale szybciutko opowiem, bo to zabawna historyjka. Panowie z Niemiec się wbili tam, żeby pobrać próbki z Wielkiej Piramidy. Dostali zezwolenie rządu egipskiego. Dostali wszystkie licencje z Achy Hałasa, człowieka, który trzymał wszystko za sznurki w Egipcie. Pojechali do Egiptu, weszli do piramidy, wzięli próbki i się bardzo szybko okazało, że ta ochra i ten cały kartusz, który jest podpisem według tej konserwatywnej, mainstreamowej teorii autora, tudzież właściciela tej piramidy, jak twierdzono Cheopsa. Zresztą od tego nazwiska nazwano właśnie tą piramidę. Się okazało, że ten kartusz Pochodzi sprzed 100 lat i został namalowany przez, tu są nawet podejrzenia, kolesia, który tam dotarł. Przez jednego z tych Anglików, który koniecznie chciał zbudować na tym swoją własną historię i zrobić karierę. Ciężko było zrobić karierę mając piramidę, która po prostu jest piramidą.
Tym bardziej, że wszyscy doskonale wiedzieli, że piramidy nie są niczym nowym. Historia z piramidami sięga daleko. Jest ciekawa legenda. Ciężko mi to zweryfikować. Piramid było więcej. Jedna z nich została rozebrana, bo znajdowała się w miejscu, gdzie aktualnie stoi Kair i praktycznie prawie w całości została rozebrana. Jest jeszcze jedno miejsce, które znajduje się na płaskowyżu Giza, zapomniałem w tym momencie nazwy. Kurczę blade. Nieważne. W każdym razie pretenduje do roli też być może rozebranej piramidy albo do piramidy w budowie.
Chociaż ciężko to określić, bo właściwie my ciągle spekulujemy, nie wiemy, co się działo. Właściwie bardziej wygląda to jak zatrzymana budowa. Oczywiście wszystkie klasyczne ślady konstrukcji tej piramidy wskazują na zaawansowaną technologię. Co jest tym śladem? Maszynowa obróbka kamienia. Jeżeli ktoś ma dalej wątpliwości i zastanawia się nad sensownością argumentów pod tytułem, że to jest jakaś niesamowita kultura, niesamowita cywilizacja i naprawdę nic o tym nie wiemy. I wydaje mu się, że wszystko już o tym wiemy, że tak naprawdę nie jest to nic tajemniczego, przynajmniej z naszego punktu widzenia, że doskonale wiemy, jak obrabiać te bloki skalne, to życzę powodzenia. Jest właśnie dżentelmen o imieniu Franz, nazwisku Zalewski. Pan ma chyba już kilka fakultetów. Teraz właśnie obronił doktorat z matematyki i zajmuje się materiałoznawstwem, geologią i tak dalej.
Pan inżynier oprócz tego i historyk. Można sobie posłuchać, jak tłumaczy kwestie obróbki kamienia maszynami. Po prostu maszyny wtedy nie istniały. Przynajmniej my nie wiemy o żadnych maszynach. Albo te maszyny wyglądały zupełnie inaczej. To już jest inna historia. Mowa jest o słynnym wierceniu takich otworów, które znajdują się w granitowych skałach, które mają przerosty różnych kryształów, o czym tu nie raz, nie dwa mówiłem, bo ja też, jak się zdarzyło w życiu, mam papier na kilka spraw związanych właśnie z tym tematem. Jest to zrobione w niesamowity sposób, bo i kwarc, i materiał skalny jest przewiercony dokładnie w tym samym momencie. Normalnie jest to po prostu niemożliwe. Różnica temperatur wysadziłaby wszystko w powietrze.
Coś by nie wytrzymało. My tego nie potrafimy zrobić. Nikt tego nie potrafi zrobić, a dawniej to robiono. I numer polega na tym, że ślad, który tam został po tym wierceniu, sugeruje jasno i wyraźnie, nawet nie sugeruje, wskazuje na to, że wiercenie odbywało się głowicą, która składała się z trzech elementów. My nie mamy takich głowic. Trzyelementowa głowica z trzema wiertłami. Zabawne. My nie potrafimy czegoś takiego zrobić, bo jak to zrobić, że każda głowica obraca się w innej prędkości i nic się tam nie sypie, nie rozsypuje? W każdym razie zostawiam te techniczne historie. Jeżeli ktoś jest ambitnym inżynierem, to myślę, że ma całkiem niezłe zadanie przed sobą, jeżeli chce udowodnić, że to jest całkiem możliwe.
Wracając do tego Cheopsa. Niemcy oczywiście opublikowali wyniki badań. Wyszedł wielki skandal. Okazało się, że to wszystko jest jedną wielką podpuchą. Piramida nie miała nigdy nic wspólnego z Cheopsem. Po prostu jeden koleś z Anglii zwariował, postanowił zrobić na tym karierę. Okłamał cały świat na 100 lat i to wszystko. I teraz to kłamstwo sobie trwa. Ci, którzy są w temacie zaawansowani, doskonale wiedzą, o co chodzi i nikt tam nie nazywa tej piramidy piramidą Cheopsa. To jest po prostu tak zwana największa, tak zwana Duża Piramida w Gizie.
I tyle. Składa się z całego kompleksu korytarzy w środku. I numer polega na tym, że odkryliśmy tylko jeden z czterech kompleksów korytarzy. Wygląda na to, że wszystkie te kompleksy są zduplikowane. Z każdej strony wchodzisz do piramidy i z każdej strony masz dokładnie taką komorę, jak to nazwano komorę królewską. Co na to wskazuje, oprócz oczywiście badań, o których dzisiaj wspomniałem, właśnie Franza Zalewskiego. Wskazuje na to między innymi jeszcze cały taki kompleksowy zestaw badań przeprowadzony przez Japończyków, Niemców, kilku Amerykanów i tak dalej, którzy znajdują co jakiś czas ślady istniejących, to się nazywa szafty, czyli takich szybów wentylacyjnych, które gdzieś tam idą. Na pewno słyszeliście o tym, że w Dużej Komorze Grobowej w piramidzie w Gizie znaleziono na przykład szafty. Ktoś opukiwali ściany, nagle wyciągnął jedną cegłę z tej ściany i nagle się okazuje, że tam jest tunel, który prowadzi nie wiadomo gdzie. To są tak zwane tunele, szafty wentylacyjne.
Nikt właściwie nie wie, czemu to służyło. Są oczywiście różne spekulacje. Chyba aktualnie najpopularniejsza spekulacja, jaka istnieje na świecie, jest związana z kwestią energetyki. Ponieważ o czym jest wiadomo ludziom badającym historię Egiptu i płaskowyżu Giza, Nil płynął zupełnie inaczej. Teraz są w ogóle bardzo ciekawe konkluzje związane z całym otoczeniem tych piramid, bo właściwie, o ile my widzimy Nil płynący z góry na dół, jeżeli spojrzysz na mapę, płynie wzdłuż Afryki, to ślady, które są znajdowane na zdjęciach satelitarnych robionych całej Saharze, pokazują bardzo ciekawą historię. Pokazują, że Nil miał rozmiar współczesnej Amazonki i płynął dosłownie jak Amazonka. Wyobraź sobie takie odbicie lustrzane. Postaw lustro na Atlantyku, które odbija z drugiej strony i wyobraź sobie, że Nil płynął tak sobie przez całą Saharę. To już dół Sahary. Płynął sobie gdzieś tam w dół i łączył właściwie, można powiedzieć, dwa morza.
Z Amazonką jest tak, że dwóch oceanów nie łączy absolutnie, a z Nilem wygląda na to, że było połączenie, czego świadectwem jest chociażby słone jezioro w Krokolopolis, 80 kilometrów na południe od Egiptu. W tym miejscu, gdzie znaleziono te potężne kompleksy podziemne, gdzie nikt nie chce nas puścić. Te trzypoziomowe, które zbadała i opowiedziała o tym wszystkim niejaka Monsieur Butler Pani naukowiec, która się zajmuje tym tematem, zrobili taki scan. Wzięli taki bardzo profesjonalny scanner. Ja o tym swego czasu wspominałem. To nie jest taka historia, żebym tutaj musiał zaraz wyrzucać. Myślę, że jeżeli się przejdziesz do zabytkowych hiperprzestrzeni, to oczywiście znajdziesz to bez problemu. Także Carmen Butler. Poszukaj sobie tego nazwiska. Pisze się Carmen, tak jak Carmen.
Aż ci przeliteruję. Gdzie ja to mam? B-O-U-L-T-E-R. I ta pani zajmuje się badaniem tych wszystkich rzeczy. To jest zresztą jedna z tych postaci, które się kręcą dookoła starożytnego Egiptu, tak jak John Anthony West od lat. Od lat, co najmniej chyba z 20, 30, jak nie dłużej. Dzisiaj będę nawiązywał troszkę do Anthony'ego Westa, bo wspominałem w ostatnich hiperprzestrzeniach o koncepcie, który wypłynął na oceany jakieś 100 lat temu za sprawką pana Velakowskiego. Mianowicie inna historia naszego Układu Słonecznego, opierająca się właśnie o te wszystkie mity i legendy, że świat wcześniej wyglądał troszeczkę inaczej. Jest to związane z tym, skąd my właściwie pochodzimy i kim jesteśmy. Cała historia ze starożytnym Egiptem jest o tyle fascynująca myślę, że dla każdego szukającego tej odpowiedzi, ponieważ tam właściwie, można powiedzieć, znajdują się korzenie wszelkich teologii, religii, sekt i tak dalej, wszystkich tych rzeczy, które powstały później.
Zdaje się aktualnie w niektórych krajach na świecie świętuje się święto jakiegoś kolesia, którego ponoć przybito do kilku desek. I teraz wszyscy wierni ćwiczą stres pourazowy, oglądając zwłoki tego kolesia i umartwiając się tym, że jeden koleś zabił drugiego kolesia, biorąc to wszystko na siebie, klepiąc się w plecy albo w klatę. Mówiąc, że to jego wina jest. Jest to taki stres pourazowy, robienie z siebie ofiary, którą się nie jest. Oczywiście jest to niezła ściema, ale jest na marginesie. Bardzo dochodowa ściema przede wszystkim. I w wielu miejscach powstało dużo różnych ściem. I te wszystkie ściemy bazują na tych wszystkich starych historiach, na tych starych prawdziwych tekstach, na tych oryginalnych artefaktach. Słynna sprawa związana z Mekką. Kiedyś Mekka, ta Mekka, do której muzułmanie pielgrzymują.
Ten święty kamień, który tam stoi, został na parę chwil odsłonięty i próbowano zrobić badania, bo oczywiście jak zwykle jest to przedmiot kultu i w ogóle zabronione są jakiekolwiek badania na ten temat. Wiesz, o co chodzi. Wchodzisz na bardzo niebezpieczny teren. Wchodzisz na teren, gdzie mieszkają sami faszyści, którzy wierzą w swoją własną definicję stworzenia świata, wszystkiego, w ogóle ich egzystencji na planecie i egzystencji każdego. To jest ich, że tak powiem, monopol na wiedzę. Tak mi się wydaje. I teraz wyobraź sobie, że wpuszczają ciebie tam ze sprzętem do badań po to tylko, żebyś zniszczył ich monopol. To jest trochę taka sytuacja, że musieliby zrezygnować z tej jakże osobliwej przyjemności nieustannego potwierdzania faktu swojej własnej egzystencji na tej planecie. Także mam Boga, także istnieję. Mam jakąś wiarę, mam święte przedmioty.
To znaczy, że chyba tu jestem, że chyba jestem naprawdę. To muszę sobie wymyślić jeszcze jakieś kodeksy zachowań. To może sobie jeszcze bardziej udowodnię, że tu jestem. Chyba jest taka, że tak powiem, niepewność ludzkiego losu, która się manifestuje w niektórych umysłach i od razu sobie wymyślają jakieś teologie, religie i inne rzeczy, jakieś takie bęcwałstwa, no i zmuszają czasami niektórych do wiary w to wszystko. W każdym razie u zarania tego wszystkiego stoi potężna, masywna cywilizacja. Na gruzach tej cywilizacji albo właściwie paru cywilizacji. Ja twierdzę, że tak z dystansem oczywiście, bo nie wiem, czy mam rację na 100%, ale moje podejrzenia mówią, że mamy za sobą zgliszcza czterech cywilizacji i początku piątej, która się troszeczkę w bólach, że tak powiem, rodzi. Ona jeszcze nie nastąpiła, ona dopiero, powiedzmy sobie, przyjdzie. Właśnie teraz nadchodzi. Tak bym to określił ja troszkę za Indianami Hopi tutaj gonię w piętkę za ich przepowiedniami.
I te wszystkie przedmioty kultowe pochodzą z poprzednich cywilizacji. To jest troszeczkę tak, jakby każdy chciał wziąć coś, żeby się podpisać pod tym. W ogóle historia z Egiptem jest dosyć zabawna, bo tak jak wspominałem pewnie wcześniej, ta legenda o tym, że przyszli kolesie, zobaczyli kawałek budynków, które wystają z piasku i któryś z nich dostał wizji. Zobaczył Ozyrysa. Przemówił do niego sfinks, który powiedział, że wystarczy to, stary, odkopiesz, zrobisz porządek i w tym momencie to całe królestwo jest twoje. Taka troszkę durna bajka, bo to trochę tak, jak zostawić cię gdzieś w lesie, w miejscu, gdzie jest potężny skarb. Wyobraź sobie jaskinię Alibaby. Wchodzisz do tej jaskini. Tam jest całe złoto świata, wszystkie specjalne kamienie drogocenne, wszystkie bogactwa. Tylko ktoś musiał to zrobić.
Ktoś musiał porobić te pierścionki, kamienie, kielichy i tak dalej. A ty wchodzisz tam i teraz masz kilka opcji. Mówić kumplom, którzy zostali gdzieś tam na łące, w lesie, że to znalazłeś i że to zostało po kimś, po jakiejś cywilizacji. Wiadomo, że i tak się domyślą. Albo odegrać troszkę taki kabaret, który będzie polegał, że wrócisz, ale tylko z jedną z tych rzeczy. Wybierzesz najbardziej spektakularną. Wrócisz do nich, pokażesz im i powiesz: „Słuchajcie, miałem wizję. Spotkałem istotę Boga, która nas stworzyła i dała mi tą rzecz i powiedziała, że teraz będę strażnikiem tej całej wiedzy”. Myślę, że doskonale łapiesz mój pomysł. I tak oto powstały te wszystkie rzeczy, te wszystkie teologie, religie.
Więc kiedyś była taka opcja, że troszeczkę wpuszczono tam za kulisy tego świętego kamyka w Mecce naukowców, żeby zbadali i okazało się, że jest to teoretycznie, bo nie mam tych badań na papierze, także ciężko mi tutaj się powołać konkretnie, ale okazało się, że prawdopodobnie mamy do czynienia ze skałą, która pochodzi, teoria mówi, z jakiegoś meteorytu. To nie jest skała pochodzenia ziemskiego, jest czarna, spalona i tak dalej. W ogóle jest dużo różnych ciekawych koncepcji. Jak zauważysz, jak się przyjrzysz na zdjęcia Mekki, ten kamień jest zakryty. To oczywiście w tamtejszej teologii jest kamień, od którego zaczął się cały sens świata w tamtejszym mniemaniu. Katolicy mają swój sens świata w Jerozolimie, tam, gdzie wszędzie strzelają. Nie widzą sensu świata w robieniu dobrych rzeczy, ale sens świata znajduje się na miejscu. Ci, którzy wierzą w tą dłuższą, starszą wersję ponoć, w sumie też taka dosyć świeża, ale uznają się za naród wybrany. Ci z kolei jak zwykle łapią pozytywny wizerunek świata i pozytywną przyszłość stojąc przed Ścianą Płaczu. Taka mała, pozytywna czynność, tłuczenie głową w Ścianę Płaczu.
Ale może to ich rozpręża. Może dzięki temu mają więcej relaksu w życiu. I don't know. Podobna historia. Jeżeli się przyjrzeć na tą Ścianę Płaczu, na wiele budynków w Jerozolimie, to zobaczysz, że w ogóle podstawy tej budowli są neolityczne. No i to jest w ogóle taki problem, który jest z Jerozolimą od lat, że robi tam się wykopaliska archeologiczne po to tylko, żeby udowodnić, że ci Izraelici zawsze tam byli, że to oni zbudowali miasto. Bo wszystkie te święte pisma, oczywiście teorii jest wiele. Tych pism nie jest już aż tak wiele, jak teorii, ale są takie dosyć, można powiedzieć, dyskusyjne, bo nie do końca można zrozumieć te tłumaczenia. Nie znamy kontekstu tamtych czasów. W każdym razie wskazują taką historię.
To jest jedna oczywiście z wielu wersji. Także spokojnie. Ta najbardziej oficjalna wersja brzmi tak, że miasto w ogóle było opustoszałe i akurat na to mamy potwierdzenia archeologiczne, że był taki moment, że na 200 lat, może dłużej, właściwie ja nawet nie wiem na ile, gdzieś tam próbowano to badać. Miasto stało kompletnie opustoszałe i ono sobie stało. To była taka osada, która stała pusta. I to jest ciekawa historia związana z tym, jak to Europa się zmieniała. Znaczy Europa, ten cały kawałek świata, w którym my mieszkamy, dookoła basenu Morza Śródziemnego, że coś się wydarzyło dosyć dramatycznego. Bo wracając do tego płaskowyżu Giza i ustawienia Nilu, to jeżeli ją płyną wzdłuż Sahary, a Sahara wyglądała troszeczkę inaczej. Wiemy o tym doskonale z rysunków naskalnych, które zostały właśnie na owej Saharze, że była to taka dżungla w tamtych czasach, można powiedzieć właściwie Amazonka, Dolina Amazonki. Dokładnie Dolina Amazonki.
Tylko że to była dolina Nilu i rozciągała się troszeczkę inaczej niż teraz. Troszkę takie zamienienie ról, czyli tam, gdzie była dawniej pustynia, była dżungla, a tam, gdzie była dżungla, teraz jest pustynia. No i te główne koncepcje związane, przynajmniej jak na razie takie główne i bardziej popularne, mówią o wykorzystaniu tych źródeł wody, które się znajdują dookoła piramid, całego kompleksu kanałów, który tam się znajduje pod spodem, o którym wiemy, że istnieje, bo pokazują to zdjęcia geodezyjne, zdjęcia radarowe i nie tylko, i w ogóle nawet wspominki, że tak powiem, które tam ocalały po tych tysiącach lat, pokazują nam-- znaczy teoria mówi o wykorzystaniu wody w sensie pozyskiwaniu energii. Oczywiście jest to taka oficjalna teoria, znaczy oficjalna w cudzysłowie, bo nic nie jest ani oficjalne, ani nieoficjalne, tylko, że tak powiem, mniej lub bardziej popularne spekulacje, które albo się łatwiej przyjmują, albo trudniej. Ta spekulacja jest oparta oczywiście na naszej koncepcji świata elektrycznego, na tym, że wszystko to, z czego my korzystamy teraz, jest prądem. Co oczywiście niekoniecznie musi być prawdą, bo jeżeli spojrzysz na te pojazdy, które sobie latają po niebie, czasami się pojawiają, niektórzy je widzą, to te pojazdy nie wyglądają jak samoloty i prawdopodobnie nie ma tam takiego wejścia jak na zapalniczkę w samochodzie. Czyli nie ma akumulatora i nie ma wałka rozrządu, nie ma świateł migania. W ogóle nie potrzeba prądu generalnie. Prawdopodobnie. Nikt, jeżeli chodzi o statki, tak zwane UFO, te obiekty niezidentyfikowane, nikt tam chyba na prądzie nie lata.
Ale nasza koncepcja jako cywilizacji stara się trzymać czasami zrychu jakichś archetypów, w których funkcjonujemy. Taka mimowolna historia, która nam się wydarzyła, że staramy się zawsze dopasować ten świat, który widzimy, do tego, który znamy. A że znamy tą elektryczność mniej lub bardziej, to staramy się dopasować tą całą historię z piramidami do tego konstruktu właśnie wielkiej elektrowni wodnej i różnych takich rzeczy. Nie do końca jest to, myślę, trafiona taka droga. Udana albo jedyna. Zresztą nie tylko ja, bo zdaje się John Anthony West bardzo podobnie myśli na ten temat. Dlatego właśnie zebrał się z kilkoma dżentelmenami, w tym momencie odpuszczę może nazwiska, ale z kilkoma fizykami, którzy zajmują się właśnie badaniem stanów plazmy w reaktorach termonuklearnych, w reaktorach elektromagnetycznych, bo ta plazma istnieje wszędzie. No i się okazuje, że jest bardzo dużo ciekawych punktów wspólnych właśnie z zachowaniem plazmy i opisem, i opisami metaforycznymi, które funkcjonują w tych wszystkich starych miejscach, które jeszcze gdzieś tam, przynajmniej według mojej koncepcji, mają więcej wspólnego z wiedzą niż jakąkolwiek wiarą, która powstała na ich zrębach. Bo ta cała wiara, która później powstała, to jest takie wyciąganie z sejfu jednego przedmiotu, pokazywanie go wiedźmom, mówienie: "To dostałem od specjalnego Boga" i to wszystko. Ja w ogóle mam taką swoją koncepcję na temat tych wszystkich świątyń, dosyć radykalną, tego, co się nazywa dzisiaj świątyniami.
Przede wszystkim tego kompleksu w Gizie. Ale wracając do tej historii z tymi właśnie budynkami, które są opisywane jako świątynie. To jest ciekawa rzecz, bo właściwie to naprawdę ciężko być oryginalnym. John Anthony West jest jednym z dżentelmenów, którzy też to, przepraszam bardzo, zauważyli. No, nawet nie zauważyli. Badali. Franz też należy do tych samych kolesi. Graham Hancock, wszyscy ci dżentelmeni, którzy tam się pojawiają. Ciągle jest ta sama konkluzja. Masz budynki, które są poskładane z trzech, czterech okresów historycznych.
To, o czym tutaj często wspominam. Na dole wielkie kamienie. Kolumny są potężne, wyciosane z jakichś granitów, cokołów, nie wiadomo czego, a ściany są takie lepione z gliny. I wygląda to tak dosyć ordynarnie, że tak powiem. A więc konkluzja jest dosyć prosta. Kiedyś to był otwarty plac, na który każdy mógł wejść i to było otwarte miejsce. Nie było tam żadnych ścian, nie było żadnych bram, nie było niczego w tym stylu. Natomiast pewnego dnia ktoś tam dotarł i znalazł coś, czego nie było w innych miejscach. Coś, co dawało mu potężną przewagę nad każdym osobnikiem jego gatunku i nie tylko, który znajdował się w okolicy. I być może część z nich zwariowała i postanowiła to wszystko obudować.
Taka jest moja konkluzja. To jest ta historia związana chociażby z Jerozolimą. Że opowiada nam się historię jakiegoś niesamowitego ludu, który wybrany tysiące lat. I don't know. Raczej wątpliwa sprawa. Jest to dalej ta sama historia tych samych ludzi w tym samym miejscu na świecie, niekoniecznie mających cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek religią. To jest troszkę tak, jakbyśmy wystrzelili się z planety Ziemi i opowiadali o sobie z perspektywy mieszkania na Księżycu, z perspektywy Księżyca. A właściwie jesteśmy jednym gatunkiem. To nie jest tak, że w tej dzielnicy to tamto, a już na drugiej stronie miasta coś innego. Ta perspektywa się zmienia.
W tym momencie jest to jedna zbiorowość, jedna społeczność. I wszystko wygląda na to, że jakieś 1500 lat temu, 2000 lat temu, podczas tego dziwnego zamieszania w Europie, o którym też już wspominałem, kiedy nagle zniknęło dużo ludów, zniknęły języki, zniknęło prawie całe życie z Europy, z tej części, którą my znamy. Pojawiła się wielka pustka i na miejsce tej pustki pojawili się jacyś dziwni ludzie, którzy trafili na różne zabytkowe budynki, czasami zagrzebane w piasku i odkopali to na nowo, po czym obwołali się spadkobiercami starej, pradawnej tradycji, przy czym absolutnie nie zdają sobie z tego sprawy, czego są potencjalnie spadkobiercami. To jest taka słynna historia, nie tylko związana z tymi pustymi miastami, które się znajduje wszędzie na świecie. Z tym jest w ogóle ciekawa historia z tymi miastami, bo oczywiście jeszcze kwestia położenia tych miast, że leżą w dosyć specyficznych miejscach. Jeżeli się wyrysuje linię, to co tu dużo mówić, wskazuje to na znajomość bardzo zaawansowanej astronomii, nie inaczej. I te wszystkie miasta leżą na troszeczkę innych liniach niż normalnie. Teraz są zdjęcia z Google'a, które pokazują masy dużych linii, które ciągną się pod oceanem na kontynentach. Nikt właściwie nie wie, skąd się wzięły te linie. Im bardziej w las, tym więcej dziwnych rzeczy znajdujemy, tym bardziej się okazuje, że mieszkamy dosłownie na potężnych zgliszczach potężnych cywilizacji, które nas przerastają o wszystko.
Przerastają nas przede wszystkim o ten najważniejszy punkt, czyli o nasze wyobrażenie o nas samych. Bo to, co widzimy, jest po prostu nie do wyobrażenia. Oczywiście część tu obecnych może pokręcić głową i powiedzieć: „Ale wiesz, to nie jest takie wielkie zrobić taki kamień”. To idź i zrób synku, porozmawiamy jak zrobisz. I przynieś mi ten kamyk tutaj do południowego Londynu. Porozmawiamy. Jak przyniesiesz synku, ja wtedy stwierdzę, że już nie jesteś synkiem, tylko jesteś człowiekiem, z którym można poważnie na ten temat rozmawiać. Jak na razie nikomu się ta sprawa jeszcze nie udała. Tym bardziej że skład chemiczny, czym się zajmował między innymi i zajmuje Franz Zalewski, tych skał jest stosunkowo zagadkowy. Świadczy o obecności troszeczkę innej technologii.
Oczywiście można to potraktować jako technologię. Można potraktować to jako wielką zagładę, meteoryty. Mowa jest o sferułkach, takich małych cząsteczkach, które znajdują się wszędzie. Zagadkowa historia, bo właściwie nie do końca wiemy, co się wydarzyło. Mamy ten taki pusty moment, gdzie nagle potężna cywilizacja, można powiedzieć Etruskowie właściwie, znikają z Europy. Gdzieś tam jeszcze część tego została tutaj. To są początki Rzymu. Nam się oczywiście zawsze mówi, że Rzym to jest początek cywilizacji. To jest absolutnie bzdurą, permanentną bzdurą. Rzymianie nawet nie mają własnego stylu w architekturze.
Taka jest prawda. Niewiele o tym wie, bo niewielu ludzi to śledzi. Ale Rzymianie naprawdę nie mają tutaj nic. Rzymianie zamieszkali w miastach wybudowanych przez Etrusków i są nawet piękne kroniki pisane przez pierwszych tak zwanych Rzymian. Właściwie jeszcze nie Rzymian. Jeszcze za czasów, kiedy Rzym był miastem Etrusków i panował tam król Tarquin, z którego propagandowym numerem zrobiono jakiegoś rzeźnika, bandytę i zrobiono jakąś wyprawę na miasto, żeby je splądrować. Okazało się, że wszystko jest ściemą. Miasto zostało splądrowane tak czy siak i stary porządek już nigdy tam nie wrócił. Miasto trafiło w ręce jakichś oprychów, którzy przyszli nie wiadomo skąd i właściwie dobrali się do tego wszystkiego, co zostawiła poprzednia generacja, która tam mieszkała. Ja myślę, że na takiej kanwie w ogóle został oparty cały starożytny Egipt, właśnie ten dynastyczny, cały ten Egipt faraonów.
Wiesz, mam taką ciekawą konkluzję, że z tymi faraonami była troszeczkę krzywa sprawa. To nie było tak, że każdy miał do tego dostęp, o czym świadczą cegły pomiędzy kolumnami w tych wszystkich budynkach. Ktoś pewnego dnia, kiedy odkrył z powrotem te budynki, postanowił zabezpieczyć je przed gawiedzią z zewnątrz, obudować murem i stworzyć bramkę. Żeby przejść przez tą bramkę musiałeś zapewne minąć jakichś ludzi, którzy mogli cię zatrzymać i powiedzieć: „Hej kolego, ty tam nie wejdziesz”. Albo cię wpuścić. Podejrzewam, że wpuszczano tylko nielicznych, że część ludzi po prostu przywłaszczyła sobie kawał wiedzy, o której i tak nie miała za bardzo pojęcia, co z tym robić, bo byli na dosyć, można powiedzieć, prostackim poziomie rozumienia samych siebie w tym kosmosie i jedyne co mogli z tego wykrzesać to jakieś kawałki działającej technologii, które mogą porazić, że tak powiem, całą tą pozostałą gawiedź, która mieszka gdzieś tam trochę dalej. I dzięki tym artefaktom przedstawić się jako Prometeusze, jako wysłannicy bóstw, którzy przynoszą nowy porządek, który polega na tym, że musisz na mnie pracować, musisz dawać mi wszystko, co masz, ponieważ ja jestem tym, który musi mieć wszystko, a ty musisz na mnie pracować. Właściwie ten stan rzeczy się do dzisiaj nie zmienił. Wyobraź sobie, przecież nawet nie musisz sobie wyobrażać. Właśnie mamy ten moment w roku, gdzie parę milionów ludzi zasuwa z kasą do organizacji, która zajmuje się praniem brudnych pieniędzy, pedofilią, gwałtami i tak dalej, handlem żywym towarem.
Nazywa się Watykan i nikt nie ma z tym problemu. Wszyscy sponsorują tą korporację i wszyscy są okej. Znakomita część ludzi dokładnie w tym momencie sponsoruje kolejną korporację o nazwie Coca-Cola i tak dalej. Wiesz, świat się dalej toczy dokładnie według tych samych zasad, które właściwie przypominają tą historię, która się wywróciła w Egipcie dawno, dawno temu i nigdy nie powróciła na swoje oryginalne tropy. Po prostu kilku cwaniaków dorwało się do wiedzy i ta wiedza zniknęła. Podobna historia, moim zdaniem, wydarzyła się też nie tylko w Egipcie, ale w Azji. Mowa o Indiach. Są tak zwane Wedy. Wedy to są teoretycznie, bo nikt tego nie jest w stanie fizycznie potwierdzić, ale przynajmniej oficjalnie jedne z najstarszych zapisanych tekstów, które aktualnie znajdujemy na planecie Ziemia. Taka długa, opowiedziana historia, epickie historie z tego, co się działo 6000, 10 000, 11 000 lat temu.
Historie planety Ziemia i jej mieszkańców. Cały czas przechowywane w Indiach, w Tybecie i nie tylko. I tak sobie przetrwały do dzisiejszych czasów. Stąd wiemy o pojazdach, które latały po niebie, unosiły się na jakichś kulach ognia i tak dalej. Słynne vimany, czyli latające pojazdy, na których latali bogowie tudzież synowie bogów. To też jest ciekawa koncepcja, bo właściwie jeżeli się przyjrzymy na Indie od tej strony, to mamy braminów. Jedno z najstarszych plemion, które tam mieszka, którego kod genetyczny DNA, zresztą żeby zabawniej było, zawiera ten sam element, który zawiera tak zwany słowiański kod DNA, kod Aborygenów i tak dalej. Chodzi mi o jeden z najstarszych elementów w kodzie DNA, który wskazuje, że są to mieszkańcy tej planety, którzy mieszkają tu bez żadnych zmian, bez miksowania się z innymi ludami od nie wiadomo kiedy, od najstarszych czasów. Można w ten sposób wyodrębnić część ludzi, która jest tu najdłużej, jeżeli chodzi o tak zwaną przynależność plemienną, genetyczną tudzież temu podobne. Takim najstarszym plemieniem ponoć są bramini.
Przynajmniej tak wskazują badania kodu DNA. Bramini mają dosyć sporą wiedzę. Tam się zdarzają dżentelmeni, którzy potrafią nie jeść. Dżentelmeni, którzy potrafią medytować niesamowite rzeczy. Potrafią zmieniać otoczenie dookoła siebie siłą medytacji. Potrafią robić rzeczy, które my cywilizacyjnie, jako tak zwana cywilizacja Zachodu nazywamy magią, ponieważ nasza oficjalna nauka nie jest w stanie wyjaśnić przebiegu tych zjawisk, nie jest w stanie spowodować tych zjawisk, nie jest w stanie nic na ten temat powiedzieć. Jest w stanie tylko rozłożyć ręce i powiedzieć: „To musi być magia albo jakieś sztuczki”. Ale wiemy, że na świecie magii nie ma. Chyba że ta magia do zupy to jest jedyna, która istnieje. Ale nie polecam, bo jest strasznie toksyczna historia.
Czytałem jakieś detergenty, które wchodzą w skład tej magii do zupy. To jest niezła magia. Można zostać magikiem permanentnym w swoim żołądku. My to nazywamy magią tylko dlatego, że co tu dużo mówić, mózgi współczesnych naukowców są troszkę ciasne. Może te krawaty po tych spotkaniach, gdzie się przydziela granty, są ciasne. Niewielu trafia się tam takich dżentelmenów łebskich, którzy pomimo dyplomu z buraka i pieczątki z ziemniaka, niczym Franz Zalewski, który jest człowiekiem permanentnej nauki oficjalnej, akademickiej, zrobił taki research i odkrył takie rzeczy, których nikt do tej pory na temat Egiptu, szczególnie budowy, konstrukcji tych piramid, nie odkrył. Szczęśliwie trafiają się ludzie, którzy mają wyobraźnię i nie zabijają tej wyobraźni jeszcze w oficjalnej nauce. Są to oczywiście szczątkowe ilości. Jeden taki Franz na miliony, miliardy i tak dalej. Tak czy siak dobrze, że jest jeden.
Tak czy siak to już jest sukces. Anyway, takich ludzi nie ma zbyt wielu i wiadomo, że współcześni naukowcy na pewno nie należą do światłych, inteligentnych eksperymentatorów, którzy są w stanie popchnąć naukę do przodu. Są to ludzie odsiągający kupon od tego wszystkiego, co jest. Dlatego też wszystkie te sprawy są nazywane magicznymi. Co jakiś czas zdarza się taka historia, która wydarzyła się jakiś czas temu, o której opowiadałem ostatnio, gdzie niemiecki kanał telewizyjny, zdaje się RDF, pojechał do Indonezji sprawdzić takiego dżentelmena, który rozpala między innymi gazety siłą własnej woli i rękami. Po prostu zaklaska w ręce i gazeta się przed nim rozpala. Bo dla współczesnych naukowców jest to nie do pomyślenia, ponieważ w głowie jest taka bariera nie do przejścia, że jeżeli czegoś nie przeczytałem w książce, którą podano mi na uniwersytecie i kazano nauczyć się na pamięć, to oznacza, że to zjawisko nie istnieje. I nawet jeżeli moje życie i moja egzystencja od tego zależy, to i tak nie istnieje. Może dlatego naukowcy prowadzą taki samobójczy tryb życia i serwują nam szczepionki, serwują nam wszystkie te cudowności, które się wszędzie czają na każdym rogu i oni twierdzą, że to jest wszystko okej, bo oni sami z tego korzystają. Się zastanawiam, jaka jest średnia życia współczesnego naukowca.
Może 60 lat, może 70. Niektórzy dożywają troszkę późniejszego wieku, ale współczesny naukowiec jest chyba najlepszym dowodem na skuteczność swojej własnej doktryny naukowej. Z reguły umiera na zawał, ma masę różnych dziwnych chorób i właściwie niczego w życiu nie wymyślił. Wracając z pracy do pracy czy jakoś tak, przemieszczając się po tej planecie, wielki, dzielny naukowiec robiący wielkie, przełomowe badania używa silnika spalinowego, który ma 150 lat, jeżeli chodzi o konstrukcję, bo dalej nie jest w stanie wpaść na pomysł, jak załatwić tą sprawę w troszkę inny sposób. Chociaż wiadomo o tym od 100 lat, jak to załatwić. Ale coś się nie mieści w głowie. Nie mieści się w głowie chyba ten podział. Przynajmniej taka jest moja koncepcja. To nawet nie jest podział. Nie mieści się w głowie koncepcja, że to my jesteśmy tymi kolesiami z przeszłości prawdopodobnie, że to jest świat, który wcale nie jest taki obcy, że to nie jest coś, co jest magią, tylko to jest nasza teraźniejszość.
Wracając do tych Wedów, to jest dosyć ciekawe, bo jest tam naprawdę dosyć dramatyczny opis bardzo dramatycznych wydarzeń, które mają potwierdzenie w archeologii, o czym zaraz powiem. Chociażby na przykład o zbiorniki wodne znajdujące się na Półwyspie Arabskim. Jest tam mowa w tych Wedach o konfliktach zbrojnych, o bombach wręcz prawie atomowych. Są dosłownie opisy eksplozji, które wyglądają jak eksplozje atomowe. Zresztą naukowcy pracujący w reaktorach jądrowych przy programach badawczych związanych z wybuchami nuklearnymi i tak dalej, o czym myślę wszyscy ci, którzy czytali troszkę na ten temat, doskonale wiedzą, że owi naukowcy zaczytywali się w Vimanach. Tak samo jak niemieccy naukowcy pracujący przy tajnych projektach. Kompleks Riese się kłania Tak samo jak amerykańscy naukowcy, całe centrum Los Alamos. Większość z nich twierdzi, że vimany są rzeczywistym opisem prawdziwych historii i to by się zgadzało, moim zdaniem. Za wyjątkiem kilku drobiazgów, drobnych spraw. Między innymi tą drobną sprawą jest to, że nie bogowie latali na tych vimanach, tylko my lataliśmy.
I to prawdopodobnie był ten moment, kiedy część z nas zwariowała, Ziemia się przestawiła. Jest taka bardzo ciekawa koncepcja przestawienia się Ziemi, o której też czasami tu wspominam. I wszystko się tak pozmieniało, że ludzki umysł dosłownie zwariował i zaczęła się jakaś walka o dominację, walka o szaleństwo. Tudzież ludzie, którzy mieszkali wtedy, mieli troszkę więcej informacji niż my i okazało się, że nie poradzili sobie z tym tematem. Bo tutaj jest taka bardzo ciekawa sprawa, która jest zakodowana w każdej religii, że pewnego dnia ci bogowie, którzy nas opuścili, pewnego dnia wrócą. I to jest w ogóle bezdyskusyjny dogmat każdej religii. To po to ludzie chodzą do tych wszystkich kościołów, do tych wszystkich niby świętych miejsc, klepią tymi czołami w podłogę w kierunku Mekki i tak dalej. Po to, żeby być przygotowanym na powrót swojego bóstwa, które uczyni świat z powrotem nadającym się do życia. Jest taka zabawna historia, gdzie 80%, może 50% do 70% ludzi na świecie przynajmniej kilka razy w roku modli się do swoich bóstw o to, żeby świat wreszcie nadawał się do życia dla ludzi, zwierząt i roślin. Następnie wstają z kolan, idą i robią wszystko, co tylko w ich mocy, żeby ten świat nie nadawał się już do niczego.
To jest taki standard. Jeżeli chodzi o tę percepcję, to jest to takie mocne oddzielenie. Modlitwa jest zawsze po to, żeby było dobrze, ale zaraz po tym jest gonitwa, żeby wpaść do banku i wykonać jakieś manewry, które spowodują, że świat zaraz zwali i wylecimy wszyscy razem w powietrze, bo ktoś wymyślił nowy biznesplan dla nowej bomby, która zostanie zrzucona w kraju, który jeszcze nie istnieje. Ale jak zrzucimy tam dużo bomb, pozabijamy wszystkich, to zrobimy sobie tam nowy kraj i będziemy mieli nowy biznes. Wiesz, o co chodzi. Wszystkie te zabawne historie związane ze współczesną religią o nazwie ekonomia. Bo to jest chyba ta jedyna religia, która zakłada, że nie ma już żadnych bóstw poza jednym — bóstwem spełnienia i bóstwem mamony. Ale wiadomo, że bóstwo mamony nie spłynie z kosmosu. Za bóstwo mamony trzeba zdrowo zapłacić swoim życiem i wszystkim, co tylko się ma. Żeby przytulić tego trochę.
I to jest ta jedna różnica tej współczesnej religii. Widać taką fajną ewolucję, dewolucję ludzkiego umysłu, który zabrnął w jakiś ciemny zaułek, że pierw jeszcze próbował się trzymać tych mitów i legend. Wiedział, że pewnego dnia wróci wiedza. Wrócą kolesie, którzy potrafią odpalić maszyny do latania. Wrócą kolesie, którzy potrafią robić rzeczy, które współczesna nauka nazywa magią i nie wiadomo czym, i czarami. Że oni wrócą i się zapytają: „Hej stary, miałeś tu wszystko pod ręką. Słuchaj, masz tu kilka podziemnych konstrukcji, w których są zbackupowane technologie dla ciebie. Masz tu opis tego, co się stało. Masz tam to wszystko, tu masz kolejne podziemia, w których możesz sobie pogrzebać i wykopać, co jest ci potrzebne. Nie musisz niszczyć tej planety.
Masz wszystko gotowe pod ręką. Co ty tu robisz, cwaniaku? Czy ja przypadkiem nie muszę z tobą troszeczkę poważniej porozmawiać, młody człowieku? Czy ja nie muszę porozmawiać z twoimi rodzicami?” I dokładnie w tej sytuacji czuli się chyba ci pierwsi tacy, ale wiedzieli, że chyba bogowie nie wrócą tak szybko. Stąd się wzięła taka gonitwa na to, żeby szybko poustawiać swoje własne królestwa. Oni coś wiedzieli. Wiedzieli coś więcej. Na pewno wiedzieli coś więcej, bo przecież żyli w krótszym czasie od tego całego potopu. To jest trochę tak, jak z tą Jerozolimą, że byli tam kiedyś ludzie, którzy stworzyli coś. Tam są kawałki neolitycznych konstrukcji pod spodem, z czego dumni są Żydzi, że to w ogóle żydowskie są historie.
To potwierdza istnienie ich nacji od tysięcy lat. Bullshit. Nie było tam żadnych Semitów. Te konstrukcje to jest coś zupełnie innego. Widziałem znajdowane tam figurki. W ogóle jest ciekawa historia właśnie z tymi artefaktami, więc figurki, które są znajdowane w erze przed. Jest taki moment, gdzie nagle wszystko się pozmieniało. Zawierucha, nie wiadomo co. Miasto obumarło. Kilka artefaktów, figurki z dużymi czarnymi oczami.
Są nawet w British Museum te figurki. Jeżeli sobie wejdziesz na pierwszym czy drugim piętrze, sobie znajdziesz. Jest takie miejsce. Jak wiesz gdzie szukać, to znajdziesz. Tyle. I to właśnie wykopano tam na miejscu. I te figurki wyglądają po prostu jak postacie obcych. I to wszystko, co znaleziono, a to, co znajdowane jest wcześniej, jeszcze wcześniej wygląda bardzo podobnie do tych figurek, tylko że lepiej. I na początku była taka koncepcja, że te figurki to jest początek tego rodu Izraelitów, który gdzieś tam od tysięcy lat się szwędał. I jakoś tak.
Ale się okazało, że nie. Że oni sobie to przypisali, bo to jest kultura, która tam dawniej była. Oni po prostu przyszli i znaleźli kilka rzeczy. Próbowali to skopiować. W pewnym momencie stwierdzili, że właściwie nie ma sensu kopiowanie tego wszystkiego, bo w sumie i tak nie wiedzą, co robią. Że lepiej zostać takim królem na włościach. I to może jest pomysł na życie. I chyba tak też zrobili i stworzyli nowe legendy, w których zdetronizowali stare legendy. I tak oto powstały współczesne czasy. Troszeczkę tak jak te vimany.
To są takie opowieści, w których nie mówi się nic na temat technologii. W sensie jak funkcjonowała wiedza. Jeżeli czytałeś sobie te właśnie Wedy, bo tak to się nazywa. Tam niektórzy mówią, że to jest kwestia słowiańskiego podejścia, że to jest w ogóle związane ze słowiańskim językiem. Być może, bo Wedy, wiedza — bardzo podobne znaczenia i tak dalej. Ja tu nie jestem ekspertem. Jest kilku ekspertów, którzy się zajmują. To się nazywa analiza porównawcza języków starożytnych. Do nich się należałoby zgłosić. Ja takim ekspertem nie jestem.
No ale w każdym razie w tych Wedach jest dużo opisano historii o tym, jak się strzelali, latając na tych vimanach, jak robili wybuchy. Ślad tych wybuchów został. To znaczy jest to oczywiście jak zwykle teoria. Nie mamy takiego stuprocentowego potwierdzenia, ale Znajdujemy zielone szkło na Saharze, w kilku innych miejscach na świecie. To zielone szkło można stworzyć tylko w jeden sposób — detonując potężną termonuklearną eksplozję. I to zielone szkło stworzono na świecie po raz drugi od, zdaje się, 6000 lat, czy cholera wie ilu, po raz pierwszy dopiero w 1945 roku na pustyni Nevada w Stanach Zjednoczonych podczas testów bomby atomowej projektu... Jak to się nazywało? Ach, zapominam nazwy tych wszystkich projektów wojskowych. Te wszystkie projekty. Chodziło o budowę bomby atomowej po prostu zwyczajnie.
Zapewne ktoś mi zaraz podpowie na czacie albo i nie. No nieważne. W każdym razie tam po raz pierwszy od 6000 lat zauważono, że w miejscu, gdzie detonowano ładunek nuklearny, powstało na powierzchni pustyni dokładnie takie samo szkło. Piasek się zeszklił w tej temperaturze i nabrał tych specyficznych właściwości. Dokładnie to samo jest znajdowane, tak jak wspominałem, na Saharze i też na Półwyspie Arabskim. I jest tego naprawdę dużo. Jest sporo. Jest jeszcze w kilku innych miejscach. Oprócz tego mamy wszędzie sferulki i kilka innych dziwnych śladów. I wygląda na to, że Ziemia ulegała bardzo potężnym transformacjom.
Ja nie wiem, na ile te wszystkie Wedy, na ile te historie są taką manipulacją, bo problem z tymi Wedami polega na tym, że tam nie ma ani grama wiedzy. Tam jest zapis historyczny wydarzeń, że przyszedł jeden koleś, spuścił łomo drugiemu i tak to się zaczęło, a później tamten ożenił się z tamtym i tak dalej. Jeden wskoczył na maszynę, która latała, poleciał gdzieś tam, przyleciał, zrobił łomot kolejnemu. Oni się pokłócili tam gdzieś. Ach, brazylijska opera mydlana, 360. odcinek, kiedy Manuela dowiaduje się, że szwagier i tak dalej. Dokładnie ta sama historia. Wiadomo, że te neolityczne konstrukcje są zdewastowane konkretnie. Oczywiście nie wiemy, kiedy jest zdewastowano, nie wiemy, co jest zdewastowano. Taka koncepcja, która nam wpada do głowy, która jest najbliżej punktu widzenia codziennego człowieka, brzmi: tacy kolesie jak ja posprzeczali się tysiące lat temu, wyciągnęli te archiwa, wyciągnęli potężną broń przeciwko sobie i zrobili jakiś niezły dym, po którym nikt się nie pozbierał na tej planecie do kupy.
I skończyła się cywilizacja 6000 lat temu, zaczęła się dewolucja. Czyli wymyśliliśmy sobie banki i Coca-Colę, i telefony komórkowe, i tego typu sprawy. I myślimy, że to jest właśnie to, z czym polecimy w kosmos i załatwimy wszystkie sprawy w swoim życiu. Zabawna historia, ale tak też wpadło nam do głowy i tak też żyjemy w tych czasach. Ja myślę, że to jest dosłownie kontynuacja tego samego co ostatnie 6000 lat. Przecież cała ta historia, która jest opisywana w judaizmie z Mojżeszem, to jest taka podpucha, że się w głowie nie mieści. Czujesz to? Koleś miał technologię, która zapewniała mu stworzenie sobie dowolnej ilości jedzenia, stworzenie dowolnej możliwości funkcjonowania bez jakichkolwiek pozyskiwanych zasobów. Że nie musiał kopać dziury w ziemi, żeby się ogrzać wykopanym węglem spalonym w piecu. Wiesz, o co mi chodzi.
Takiej opcji nie mieli. Bo tu mi las się skończył. No właśnie. Natomiast potrafił budować różne dziwne rzeczy, ale nie tyle potrafił budować, ile miał maszynę. Miał coś, co jest oczywiście opisane jako kontakt z Bogiem. Miał coś, co realizowało jego zachcianki. To słynna historia o wyprowadzeniu kolesi na pustynię i tym, że był w stanie ich nakarmić. Myślę, że do pewnego stopnia cała ta historia w Biblii jest naprawdę potężną legendą. To jest bajka gorsza od Harry'ego Pottera, bo Harry Potter jeszcze się trzyma kupy. Ale w każdej bajce jest ziarno prawdy.
I to nie jest tak, że tam wszystko jest ściemą. Ja myślę, że ktoś, kto to robił, naprawdę nie był idiotą. Myślę, że wysampleowano, spróbkowano. Projekt Manhattan. Dziękuję bardzo. Tak się nazywał ten projekt w Stanach Zjednoczonych. Przeprowadzony w laboratoriach Los Alamos. Dokładnie. Zresztą pod kierownictwem specjalistów z Trzeciej Rzeszy, którzy w projekcie Paperclip tam wylądowali. Chyba 20 000 ludzi.
Specjalistów od dziwnych energii. Ale mniejsza o to. Zostawiamy nazistowskie Stany Zjednoczone Trzeciej Rzeszy — tak to się chyba powinno nazywać poprawnie. I wracając do tych technologii, to jeżeli się przyjrzymy na coś takiego, na tego Mojżesza, to sprawa jasna — przecież sam tego nie zbudował. Dostał coś, co spowodowało, że część ludzi złożyła w jego rękach swój los. Powiedziała: „Okej, stary, jeżeli masz taką technologię, to my pójdziemy z tobą. Jeżeli dzięki temu możemy żyć, funkcjonować, robić cokolwiek chcemy, żyć po twojemu, to nie ma problemu. To znikamy w inne miejsce. Wcale nie musimy się kisić w Egipcie, gdzie kilku frajerów już zwariowało i już postawili świątynię, i już te place, do których dostęp był otwarty i właściwie było to, jak się po angielsku mówi, open space i ta wiedza była rozdawana za darmo”. To jest coś, co zostało w platońskich szkołach w tradycji greckiej, tak zwana platońska szkoła, czyli to, że jesteś na placu, dosłownie jesteś na placu, nie ma żadnych ścian.
Siadasz sobie razem z człowiekiem, który też chce się czegoś dowiedzieć o sobie, o życiu, o świecie i zaczynacie rozmowę, zaczynacie wymianę informacji. I platońskie szkoły to są takie grupki ludzi. Pięć osób, sześć osób, 10 osób zebranych, dyskutujących o konkretnym projekcie, konkretnym rozwiązaniu technologicznym, czymkolwiek, czy to jest geometria, czy to jest trygonometria, czy to jest matematyka, fizyka, czy to jest budowa mostów, cokolwiek to jest, rozwijających technologię, tak byśmy to nazwali. Taka grupa testowa, bo oni wszyscy tam używali pewnych substancji, o których my dzisiaj tutaj nie mówimy. Dzisiejszy naukowiec używa alkoholu, wlewa sobie drinka, żeby zabić swoje sumienie, że wygasi cały świat i nic z tego nie ma. Dawniej używano troszkę innych substancji, ale mniejsza o to. Wracając do naszego głównego wątku, się okazuje, że chyba już wtedy ktoś zamurował te wszystkie wejścia i nie można było sobie korzystać. Nie można było przede wszystkim wejść do podziemi, do miejsc, gdzie zbackupowano- Ten cały zapis technologiczny poprzednich cywilizacji. Taka jest moja opinia, że te mury i w ogóle słowo świątynia nie powstało przez przypadek. To była świadoma, cyniczna działalność kilku frajerów i cwaniaków, którzy z premedytacją starali się odciąć całą resztę od wiedzy tylko po to, żeby móc ich kontrolować.
I prawdopodobnie ten dżentelmen musiał istnieć, bo są ślady takich dużych ruchów. Jest mowa o kilku dżentelmenach, którzy byli przywódcami duchowymi i tak dalej. Myślę, że jest duże prawdopodobieństwo, że taki Mojżesz mógł istnieć. Oczywiście z tym Mojżeszem jest taka zabawna historia, która mówi, że był jednym z faraonów Egiptu. I tu nawiążę do faraonów. Nic się nie zgadza, bo tam jest mowa o tym, że to był Echnaton, ale różnica jest około 500 lat. Różnica jest innych epok, jest wiele różnic. To jest takie, że tak powiem, bardzo życzeniowe myślenie wielu ludzi, którzy chcieliby od razu skojarzyć Echnatona to taką dziwną próbę budowania, restaurowania innej republiki w Egipcie. Był taki moment historii, gdzie nagle jeden z kolesi faraonów, król Egiptu zwariował, wyprowadził się na pustynię, wybudował świątynię od nowa, ustanowił jednego boga i tak dalej. Taka jednorazowa próba, która się nie powiodła.
Jest taki mit i legenda, że Mojżesz właśnie pochodził od tej próby, że on był skojarzony z tym Echnatonem, co jest takie dosyć trefne. Właściwie nie ma żadnych wspólnych wątków poza takimi wymyślonymi w swojej własnej głowie. Nic się nie zgadza. Absolutnie. Ani daty, ani miejsca, ani żadne artefakty. Natomiast z tym wyprowadzeniem, w ogóle wyjściem części ludzi, populacji z Egiptu jest coś, bo są pewne zapiski w Egipcie, które wskazują na duże ruchy migracyjne. Zresztą nie tylko tam. Jest kilka innych zapisów dookoła basenu Morza Śródziemnego i jest cała przede wszystkim archeologia. To jest ta historia opuszczonych miast. Przecież Grecja.
Co Grecy zrobili? Mówi się Grecy wprowadzili matematykę. Nie, Grecy nie wprowadzili żadnej matematyki. Grecy właściwie wszystko ukradli. To były plemiona, które przyszły też na gotowe, tak samo jak Rzymianie. Tylko wydarzyło się o wiele wcześniej. Pierw kolesie przyszli do Grecji, z której usunęło się bardzo wielu oryginalnych mieszkańców. Właściwie można powiedzieć, że po pewnym wydarzeniu w Europie prawdopodobnie wszystkie te duże miasta dosłownie opustoszały. Być może. No właśnie nie wiem, na jak długo, bo tu już chciałem powiedzieć, że być może na tysiąc lat, być może na 300 lat.
Nikt tego do końca nie wie. Był taki moment, że po prostu nagle coś się stało, coś zniknęło. Dla nas to jest naprawdę taka radosna spekulacja. Fajnie będzie, jak będzie maszyna do cofania się w czasie, żeby sprawdzić, co się wtedy wydarzyło. Wiemy, że szczątki kultury europejskiej, to znaczy szczątki. Mamy hieroglify egipskie, które znajdujemy w Australii. Była próba zanegowania tego znaleziska i otrąbienia tego jako hoax, jako takiej fałszywki, że ktoś tam w latach 50. wydłubał na kamyku, że ślady erozji nie są takie i tak dalej. Ale fenomen polega na tym, że nic się tutaj nie zgadza, że tak powiem, w tych zarzutach, ponieważ tekst, który został wyryty w Australii po egipsku hieroglifami, doskonale się zgadza z pismem hieroglificznym, które zostało odkryte raptem może niecałe 15, 10 lat temu. Bo to nie jest tak, że wszystkie hieroglify już odkryliśmy.
Gigantyczna część tych wszystkich rzeczy w Egipcie jest zasypana dalej, dalej pod piaskiem, dalej kilka metrów pod piaskiem. Nikt do końca nie wie, co tam jest. Oficjalne dane mówią, że z tego całego płaskowyżu Giza to tam chyba 5% jest odkopane. Jak spojrzysz na taką mapę Google Map, zdjęcie satelitarne, to zobaczysz, że to stoi na takim dużym, można powiedzieć na takiej dużej platformie cały ten kompleks i nikt właściwie nie wie, co się znajduje pod spodem. Wiadomo, że są podziemia. Wiadomo, że jak spojrzysz na to zdjęcie Google Map, to zobaczysz bardzo dziwne struktury dookoła. Wiadomo, że to nie była jedna piramida. Wiadomo, że tych piramid na świecie są miliony. W Chinach jest to miejsce, gdzie jest ich około, nie wiem, chyba najwięcej na świecie, bo około stu paru piramid. Jakoś tak.
Małych, dużych, średnich. Dostęp jest oczywiście zabroniony i to jest ciągle ta sama historia. Ktoś zabudował bramki do wejścia do tych budynków. Właśnie, bo to jest ciekawa historia, że piramida przecież w oryginale nie nazywa się piramida. Piramida to jest grecka nazwa pochodząca od greckiego słowa piramidion, czyli trójkątna przestrzenna struktura. Proszę sobie sprawdzić piramidon na Google'u to się dowiesz człowieku, co to oznacza z greki. Ale to nie jest oryginalna egipska nazwa. My używamy greckiej nazwy. Oryginalna egipska, czyli kemetska można powiedzieć, bo też to nie był Egipt, tylko Kemet. Brzmiała zupełnie inaczej i brzmi mniej więcej tak, że to jest dom reguły, ale reguły w sensie kosmicznej reguły, takiej, która obowiązuje wszystkie istoty, całe stworzenie, które jest, gdziekolwiek jest, cokolwiek jesteśmy w stanie objąć swoją percepcją, to to funkcjonuje według pewnej kosmicznej reguły.
I ten budynek to jest dom reguły, dom zasad, można powiedzieć. I mi się wydaje, że był moment historii, kiedy wszyscy mieli otwarty dostęp do tej informacji, otwartą drogę do zdobywania wiedzy i nie było z tym żadnego problemu. Stąd właśnie wzięły się takie cywilizacje jak owi Etruskowie, o których właściwie nic nie wiemy, poza tym, że zrobiono z nich takich krwawych rzeźników. No ale wiadomo, że jest to propaganda, która powstała dopiero w bardzo późnych czasach w Rzymie, który musiał znaleźć jakąś legendę na to, żeby móc istnieć. Że wiesz, wyssane gdzieś coś tam. Romulus, jeden brat, drugi brat, wilczyca ich wykarmiła i tak dalej. I oni zniszczyli tyrana i ustanowili nowe królestwo. No to wiesz, legenda potrzebna do sprawowania władzy po to, żeby mieć jakąś bzdurną historię, która klei się lub nie, to nie jest istotne. Ale żeby mieć jakąś historię i nie czuć się głupio, kiedy się wyciąga z szafy coś, o czego istnieniu nikt na świecie nie wie, robi się sztuczkę magiczną, po czym się mówi, że to jest reprezentacja Boga na ziemi, a ja jestem jego bezpośrednim zastępcą. Także musisz się mnie słuchać, synu, inaczej spłoniesz w ogniach piekielnych.
Ja myślę, że dokładnie tak się to działo. To były wszystko jednorazowe akcje. Jeżeli przeczytasz Wedy, to zauważysz, że właściwie całe te wydarzenia, potem wojny były jednorazowe. To były jednorazowe skoki na kasę. Widać było, że chłopaki dorywają się nagle. Jak nagle grupa ludzi dorywa się do sejfu, w którym znajdują potężną technologię, z której nie za bardzo potrafią korzystać. Po tym, że wiedzą, że jak nacisną przycisk, to promień poleci tam i coś się zmieni albo go przeniesie w inne miejsce, albo zniknie, albo zamieni się w ogień, albo zamrozi się, cokolwiek. Myślę, że musisz tutaj uruchomić swoją własną wyobraźnię i wyobrazić sobie potężną technologię i takiego prostego chłopaka, który jest targany swoją nienawiścią, problemami wewnętrznymi, pokłócił się z dziewczyną i nagle dostaje taki prosty chłopak, prosty jak cep menadżer bankowy, którego całe życie sprowadza się do dealowania tego samego gówna dzień w dzień i frustracji nieustannych i robienia karierki. Nagle dostaje do ręki możliwość zmiany świata. Nic z tego nie rozumie, ale wie, że jak naciśnie, to coś się dzieje.
Czy taki człowiek, który spędza swoje życie, próbując udowodnić fakt swojej egzystencji na tej planecie samemu sobie, bo jest na tyle głupi, że dalej tego nie zauważył, dorwałby się do takiego składziku, to normalne, że robiłby dokładnie tą samą czynność, czyli wykorzystałby to wszystko, żeby udowodnić sobie, że też jest panem stworzenia całego świata albo coś w tym stylu. Tylko podejrzewam, była to taka jednorazowa akcja, bo nie mając wiedzy, jak obsługiwać te urządzenia, nie jesteś w stanie zbudować tej cywilizacji na nowo. Ty po prostu wyciągasz coś, czym możesz zrobić komuś krzywdę. Wiesz, że to urządzenie się rozleci, bo nie jest zaprojektowane do robienia krzywdy. Na przykład reaktory do robienia przypuśćmy pewnej formy energii. Nie chciałbym, żeby ta energia była tutaj łączona przez ciebie z prądem elektrycznym. Odłóżmy prąd na bok. Prąd to są nasze czasy. To jest w ogóle inna historia. Pomyślmy o energii tej, która jest w reaktorach jądrowych, ale w troszeczkę innym wydaniu.
Wydaniu, który się nazywa wyspa stabilności. Jeżeli chodzi o izotopy, że mamy dostęp do tych ultraciężkich izotopów i jesteśmy w stanie kontrolować ich czas rozpadu co do miliona lat. Wyobraź sobie taką technologię i koleś tego nie rozumie, także na pewno nic nie zbuduje od nowa. Jedyne co może zrobić, to wyciągnąć coś z tego schowka, zabłysnąć przed publicznością, na koniec roztrzaskać urządzenie, żeby nie wpadło nikomu w ręce. Bo jest też duże ryzyko, że jeżeli ktokolwiek przejmie to urządzenie, to w tym momencie przejmuje twoją wiarę, bo ty już jesteś nikim. Przychodzi koleś, który buchnął ci twoją Arkę Przymierza i on wie o tym, że ty nie masz tej arki. On staje naprzeciwko ciebie. Dookoła tysiące wiernych, a on mówi takim tekstem na przykład donośnym: „Słyszałem, że reprezentujesz Boga. Ja też reprezentuję Boga, ale mój Bóg jest większy i chciałbym, żebyś udowodnił, że twój Bóg jest na równi z moim. Ewentualnie odejdź stąd, synu, bo cię zniszczę”.
Albo coś w tym stylu. A koleś wie, że jest przegrany, bo wie, że nie ma tego asa w rękawie. Wie, że zapas został ukradziony przez tamtego, ale nie może publicznie powiedzieć: „Ale to ja jestem reprezentantem Boga. Tylko ty zabrałeś to urządzenie”. Bo w tym momencie: „Zaraz, jakie urządzenie? Zaraz stary, mówiłeś, że jesteś reprezentantem Boga i że to schodzi z nieba na ciebie, że to nie jest urządzenie, a teraz chłopaki gadacie o jakimś urządzeniu. Coś tu nie gra w tej akcji”. Także nikt się nie może przyznać do tego, że okradł kogoś. Tą grę trzeba prowadzić dalej. Także ten ktoś musi odsunąć i powiedzieć: „Okej, tak.
Zatem faktycznie to ty jesteś spadkobiercą tego wszystkiego. Zatem muszę oddać pokłon twojemu Bogu”. I tak oto rodzi się nowa wiara. Rozumiesz? Jest to ciekawa historia. Naprawdę ciekawa historia. Przy czym cała ciekawość tej historii polega na tym, że właściwie od chyba 6000 lat się nic nie zmieniło. Właściwie nasze reakcje, nasze zachowania jako cywilizacji bazują dokładnie na tym samym. Jedyne co potrafimy zrobić, to zniszczyć. Jako cywilizacja taka niby.
Skojarz dzielne, dziarskie oddziały amerykańskiej Trzeciej Rzeszy, które teraz aktualnie dziarsko maszerują w przebraniu prywatnych firm ochroniarskich po terenach dawnego Iraku. I przypomnij sobie, jeżeli nie masz z tym problemu i pamiętasz, akurat sięgasz czasem zdjęcia filmowe, jak wyglądały te muzea w Iraku. Bo ja widziałem troszkę takich rzeczy dawno, dawno temu i widziałem zdjęcia z tych muzeów. A teraz zobacz, jak wyglądają te muzea teraz po inwazji owego światłego narodu, który lata w kosmos. Wiesz, co ci kolesie robili? Kolesie wjeżdżali czołgami w te stare płyty, tak żeby je roztrzaskać, bo stwierdzili, że tam będzie doskonałe stanowisko artyleryjskie. Także wjechali w miejsce, które właściwie nie wiadomo ile ma lat. Część tych tabletów została zniszczona bezpowrotnie. Wiadomo, że były na tym opisy. Wiadomo, że podczas inwazji na Irak praktycznie wszystkie, potężna kolekcja glinianych tabliczek, których było około 200 paru tysięcy, zniknęła.
Teraz znajduje się co po niektóre z tych tabliczek na prywatnych aukcjach kolekcjonerów w Stanach Zjednoczonych. Także wiadomo kto ukradł. Wiadomo kto jest właścicielem, ale nie wiadomo co jest na tych tabliczkach. I to jest ciągle ta sama zabawa, że trochę jak gorzej niż Indianie, bo Indianie patrzyli na koraliki troszeczkę w inny sposób. Oni myśleli, że to jest dla nas coś warte i że oni nam dają szacunek, że jeżeli on weźmie od nas ten koralik, bo nie musi mieć tego koralika, fajnie wygląda, wszystko jest okej, ale jeżeli dla ciebie ten koralik jest coś warty i mi go dajesz, to dla mnie jest to duża wartość, bo to jest kawałek ciebie. Przytulę cię bracie, ty jesteś mi bratem. Bo to jest troszkę inna relacja. Oni łapali to jako dowód braterstwa, a nie jako fizyczną zapłatę za cokolwiek. Tam nikt nie kalkulował, czy koralik jest opłacalny, czy nie. To była taka emocjonalna zapłata.
Doskonała, bo można było ją rozdać każdemu. Można było tymi koralikami się podzielić z innymi plemionami. Natomiast my jesteśmy troszkę bardziej, powiedziałbym, ground to be idiots, czyli bliżej takiego bycia kretynem. Bo my właściwie zaczęliśmy taką zabawę. Handlujemy tymi artefaktami jako ozdobnymi przedmiotami, a tam jest zapisany kawałek więcej historii świata, historii tego, skąd pochodzimy. Ale handlujemy tym dla zabawy, jak koralikami. Przypominam, że słuchasz Radia Na Fali w hiperprzestrzeni. Ja na imię Tomek. Możesz zadzwonić oczywiście, radionafali.com taki jest adres na Skypie. A ja tu sobie opowiadam tą historię.
O, dziękuję! Mam kolejne podpowiedzi. Mam już dużo podpowiedzi na temat Projektu Manhattan. Teraz już nie zapomnę. I wracając do naszej historii z tymi cwaniakami, wyobraź sobie, że Arka Przymierza tak zwana. Ciekawa nazwa Arka Przymierza. A może po prostu reaktor? Kto wymyśla nowe nazwy na urządzenia? Ci, którzy nie potrafią zbudować nowych urządzeń. Na pewno nie można zbyt często używać tych urządzeń.
Na pewno nie można zbyt często pokazywać tej technologii. To jest historia, która jest doskonale znana każdemu, bo w tym momencie ujawniasz swoje asy i tracisz ten mir tajemnicy, który powoduje, że ludzie ślepo patrzą w ciebie, biegną do kościoła i myślą, że Jezus to taka zacna historia. Zapiski o takich historiach, o takich postaciach typu Jezus zostały. Bo o ile to, co jest nam sprzedawane, jest naprawdę bajką, taką konkretną bajką, mistyfikacją, legendą, nawet nie legendą, to jest naprawdę mocno zmyślona historia. To jest ślad, a nawet więcej niż jeden, zdaje się dżentelmena, paru dżentelmenów, którzy żyli jakieś 200 lat przed nastaniem nowej ery w okolicach Jerozolimy, w Egipcie. Pamiętaj, że podróżowało się wtedy dosyć dużo. To nie były takie czasy jak teraz, gdzie siedzisz w jednym miejscu, zbierasz na to, żeby mieć kawałek pęgi na kwadrat i dach nad głową nad tym kwadratem pod tytułem kredyt. I nigdy już daleko nie wyjedziesz, bo musisz to spłacić co najwyżej na wakacje, ale nie możesz się za daleko ruszyć, bo po prostu cię nie stać. Jesteś niewolnikiem w obozie koncentracyjnym przymusowej pracy o nazwie „Do pracy jak najbliżej”. Tak się to nazywa.
Nie trzeba już budować drutów kolczastych pod napięciem. Nie trzeba robić już tych wszystkich skomplikowanych rzeczy, ładować się do bydlęcych wagonów. Prawda jest taka, że sam sobie te wagony zbudujesz, sam się tam załadujesz, sam się wyślesz i jeszcze sam to wszystko opłacisz. Tak że sprawa jest załatwiona. Eksperyment Trzecia Rzesza osiągnął permanentny sukces na całym świecie i działa doskonale. Dawniej ludzie podróżowali, bo nie było paszportów, nie było czegoś takiego, że wysiadasz w porcie, a ktoś się pyta: „Paszport poproszę. Kim pan jest i skąd pan przybył?”. Po prostu się podróżowało. Tym bardziej że nie było żadnych ograniczeń. Zakładałeś sandały na nogi i dreptałeś tak daleko, jak cię oczy zaniosły i jak cię nogi zaniosły.
Tyle. I jest mowa o kilku takich dżentelmenach, którzy podróżowali w tą i z powrotem dookoła basenu Morza Śródziemnego w tamtych czasach. Zostało to zapisane w kilku książkach, właściwie kawałkach pisma, które zostały w rękach Izraelitów w Aleksandrii. Mowa jest o kilku dżentelmenach. I w tekstach gnostyckich zostało zapisane. Mowa jest o dżentelmenach, którzy robili niezłe sztuczki. Jest też mowa o dżentelmenie, który robił wino z wody. Poważnie. Akurat dżentelmen miał skłonność do chłopców, także zdecydowanie wolał chłopce. Nie miał Maryjki żadnej.
Miał Mariana. Taki Jezus, który kochał to robić z Marianem. Był takim pijaczyną troszeczkę, takim cwaniaczkiem, bardzo wybuchowym człowiekiem. Nikt go za bardzo nie lubił. Lubił się popisywać sztuczkami. Egocentryk, chamowaty i tak dalej. Fama po nim została bardzo niesmaczna i był to jeden z tych dżentelmenów, któremu ktoś pokazał, jak robić te sztuczki. On kilka z tych sztuczek potrafił robić. Z tego, co mówi legenda, która po nim została, koleś nie potrafił się poskładać do kupy, czyli żadnego ukrzyżowania, żadnych takich historii nie było. To jest kit, który został nam wciśnięty, żebyśmy, jeżeli w to uwierzymy, czuli się wiecznie, nieustannie zdołowani i winni i wiecznie szukali odpuszczenia jakichś posranych grzechów u sekty pedofili, pederastów i psychopatów, która się nazywa Kościołem katolickim, watykańskim.
Tutaj hołoty, żeby tam mamy szukać zbawienia w swoim życiu. Rozumiesz? Niezły dowcip bandy pedofili. Niezła jazda. Ci to muszą mieć chyba największe ubaw z tego wszystkiego, jak to sobie uświadamiają podejrzewam, że wszyscy do nich walą, szukając objawienia, a oni przecież robią tylko biznes. Tak, żeby było przyjemnie w majtkach. I to wszystko, co zostało po kolesiu w takich zapiskach wśród Izraelitów, że był to kawał chama, buraka, który potrafił robić sztuczki, bo ktoś mu przekazał troszeczkę informacji z Aleksandrii. I to wszystko. Takich kolesi, o czym doskonale wiemy, istnieje trochę na świecie do dzisiaj, o czym mówiłem w ostatniej hiperprzestrzeni. To nie jest żadna tajemnica.
Gdzieś ostatnio widziałem bardzo ciekawe wideo. Nie wiem, czy to jest fake, czy nie. Wyglądało bardzo intrygująco. Nie chciałbym teraz oceniać, czy to jest prawda, czy nieprawda. Jeżeli to były sztuczki eksperymentalne robienia efektów specjalnych, to doskonale wyszły. Ale jest też kilka ciekawych opisów dotyczących właśnie takich zachowań, że ludzie obserwują takie rzeczy. To akurat było nagrane na kamerze. Dziecko, które potrafiło latać, się unosić. Mama stała z dzieckiem i wyglądało to tak, jakby uczyła je latać. I kiedy zauważyli kamerę, nagle się spuszyli i uciekli.
Tacy normalni w kurtkach w parku. Idziesz sobie przez park i nagle widzisz, jak mama uczy dziecko latać, które się unosi metr nad ziemią czy dwa metry nad ziemią. Ciekawa scenka. Może takich ludzi, którzy potrafią robić takie rzeczy, jest o wiele więcej na świecie. Tego nie wiemy. To wszystko jest mocno pochowane. Nawet gdybyśmy chcieli się dowiedzieć, to i tak się nie dowiemy, bo przecież jest oficjalna wersja historii i żaden z tych dżentelmenów nawet gdyby potrafił coś takiego robić, raczej by się nie przyznał, bo stałby się od razu Albo obiektem kultu cargo aktualnie, bo nikt nie chce w dzisiejszych czasach spontanicznie uwierzyć. Może nie tyle nikt, ile gremialnie społeczeństwo ma problem, żeby uwierzyć w wiedzę. Bardziej lubimy wierzyć w cudowne wydarzenia. Lubimy znaleźć sobie nowe bóstwo, jakiekolwiek by nie było, niż podrapać się po głowie i zastanowić się: „Okej, jak to działa?
Może jest to część mechanizmu, na którym jest oparte moje życie. Może jest to część mechanizmu, na którym oparte jest życie w kosmosie. Może to jest wiedza?”. Jeżeli siądę, przeczytam, skumam, o co chodzi, to nie będę musiał się zastanawiać nad bóstwem, które mnie pewnego dnia zbawi, tylko zbuduję sobie maszynę, bo sam jestem tym bóstwem. Tym, o którym mowa jest w Wedach, tym, o którym mowa jest na glinianych tabliczkach znajdowanych w Arabii, tym bóstwem, o którym jest mowa szczególnie w Egipcie, bo tam nie ma rozróżnienia na bogów. Właśnie w tych najstarszych legendach z Egiptu nie ma rozróżnień na bogów i na ludzi. To jest coś, co się pojawiło bardzo późno. Dopiero kiedy pojawiali się królowie. W tym momencie. My mówimy, szacunkowo sześć tysięcy lat temu.
Ja i kilku innych ludzi dookoła, dlatego takie „my”, bo tutaj nie jestem jeden w tym stwierdzeniu. Wracając do Egiptu, bo ciężko od niego uciec. Tym bardziej że właśnie obok mnie leży książka Johna Anthony'ego Westa. Jest historia z faraonami i autentycznie rzuca się, przynajmniej taka jest moja koncepcja, bardzo mocno w oczy, że w momencie, kiedy zaczęto limitować wiedzę, zaczęto wybierać tych, którzy mogliby potencjalnie tę wiedzę nosić. Bo wiadomo było, że i tak musi być ktoś, kto wie, jak włączyć to urządzenie. Zwykły człowiek tego nie zrobi, bo z pewnych powodów nie. Tego nie wiemy. Tutaj odkładamy spekulacje na bok. Ja mam swoje podejrzenia, wiem, dlaczego zwykły człowiek, wariat, który chce zrobić krzywdę komuś, nie może włączyć tego urządzenia z pewnych powodów. Mam swoje konkluzje na ten temat takiej właśnie technologii, ale to zostawiamy.
Musisz mieć człowieka, który to zrobi za ciebie, włączy. Jedyna opcja jest wychować sobie tego człowieka w zamkniętym środowisku, więc musisz go odseparować od otoczenia. On nie może widzieć tego, co ty robisz na zewnątrz. On nie może mieć wątpliwości, że pomaga ci czynić złe rzeczy na przykład. To musi być ktoś, kto jest zaufany. Ktoś, kto podlega tobie. Ktoś, kto jest emocjonalnie od dziecka związany z tobą, także nigdy cię nie zdradzi, ponieważ de facto jesteś kimś jak jego duchowy, fizyczny ojciec. Jesteś jego matką, ojcem, babcią, dziadkiem, rodziną całą, ponieważ przejąłeś jego życie i wychowywałeś go od dziecka. Stworzyłeś takiego małego potwora. Wychowałeś cudownego człowieka, który nigdy w życiu nie widział trudów prawdziwego fizycznego życia na tej planecie.
Wychowywałeś taką elitę, która dorastała w kryształowym zamku na szklanej górze tylko po to, żeby ta elita miała specjalne właściwości i parametry swojego organizmu, które pozwalają obsługiwać tę technologię. Ta elita jest izolowana od normalnego świata i ma grupę pośredników, która dba o to, żeby filtrować wszelkie możliwe informacje na temat rzeczywistości do tej elity. Ta elita ma tylko jedno zadanie, żeby była przez parę chwil, trzeba ją utrzymywać i kiedykolwiek będzie potrzeba, jakakolwiek potrzeba wyciągnięcia czegoś z tego tajemniczego sejfu i olśnienia wszystkich tych ludzi, udowadniając im, że to ty jesteś prawdziwym namiestnikiem tego jedynego Boga, trzeba będzie skorzystać z rąk owego faraona, który ma te zdolności od urodzenia wytresowane. Ty tego nie zrobisz, bo cię maszyna zabije. Podejdziesz, kopnie prądem, nie będzie nic zbierać. Natomiast on może podejść i wywołać jedną sztuczkę. Przy czym wiadomo, że jest to sztuczka jednorazowa, bo jeżeli to się uda, to naturalna jest interakcja urządzenia z otoczeniem i tak dalej. Może być tak, że człowiek, który wykonał tę sztuczkę, zada sobie po chwili pytanie: „Zaraz, ale co ja robię? A gdzie jest reszta tych ludzi, która uczestniczy w tej historii?”. Tu może wyjść taka historia, że się okaże, że jest bardzo niewygodny.
Jest kilka takich historii w Egipcie. Nie wiadomo, jak to się wydarzyło, że młody faraon zginął, a jego miejsce zastąpił jakiś inny dżentelmen, który był mnichem. Są takie historie. Jest tego troszkę spisanego na papirusach. Nie jest to wcale takie novum. Nie jest to wcale takie oryginalne. Jak się okazuje, zabijanie kogokolwiek po to, żeby przejąć jego władzę, wcale nie jest tutaj niczym nowym, jeżeli chodzi o współczesny świat. Zobacz na Trzecią Rzeszę Stanów Zjednoczonych. Teraz próbują wykończyć wszystkich ludzi w Syrii. Nie wiem po co.
Wiem po co. Bo tam ma być kolonia izraelska. Taki sobie wymyślili pomysł, że być może izraelska armia założy tam sobie nowy poligon. Może izraelskie firmy założą tam fabryki. Przede wszystkim dostęp do wody, dostęp do gazu ziemnego, bo na wybrzeżu Syrii są potężne złoża gazu ziemnego, a Izrael nie ma nic poza kończącymi się źródłami wody, której też za bardzo nie ma. I wiarą w to, że są narodem wybranym na świecie i że skoro są narodem wybranym na świecie, to muszą mieć wszystko. Muszą mieć wodę, muszą mieć gaz, muszą mieć ropę, muszą mieć wszystko. Przede wszystkim muszą mieć niewolników, bo oni są narodem wybranym. Widzisz, jak można łatwo zmanipulować ludzką myśl. Wystarczy tylko poprzestawiać kilka rzeczy w historii, dosłownie stworzyć ci taki environment, zamknąć cię w hermetycznym środowisku, tak jak tego faraona, potresować jak dzikie zwierzątko.
Kopnąć w dupę nad ranem, po południu natrzaskać po pysku, wieczorem dać coś do jedzenia, powiedzieć: „Dobrze się zachowujesz, dobrze to zniosłeś. Jeżeli teraz wytrzaskasz innych po pysku, nakopiesz po dupsku, to dostaniesz więcej ode mnie”. W taki oto sposób hodujesz taką drugą, trzecią rzeszę, kolejną trzecią, czwartą, piątą, szóstą. I kiedy coś się dzieje na świecie, próbujesz odpalać cyngiel jeżeli stoisz gdzieś tam w tym miejscu, w którym decyduje się o tych sprawach. Wiadomo, że do dzisiaj tej technologii niewiele ocalało. Dzisiaj świat jest troszkę lepiej zorganizowany, jeżeli chodzi o komunikację i wyciąganie na zewnątrz Takiej bardzo poważnej technologii mogłoby się szybko skończyć. Chociaż też nie do końca, bo zobacz: strzelono World Trade Center, dwa duże wieżowce wyparowały. Dosłownie wyparowały, bo znamy zapisy wszystkich urządzeń sejsmicznych, które stały w tym miejscu włączone dookoła Nowego Jorku i wiadomo, że nie było żadnego wstrząsu, żadne budynki nie upadły. To były puste skorupy, kiedy upadały, wszystkie wyparowały w środku. Nie było ani grama wstrząsu sejsmicznego, który powinien spowodować, że cała wyspa Manhattan się zatrzęsie tak, że w ogóle wszystkie chaty popękają.
Nic takiego się nie wydarzyło. Te chaty były puste, po prostu wymielone na pył. Ciekawa technologia, prawda? I nikt do tej pory się nie zastanawia. Miliony ludzi na świecie wierzą, że World Trade Center zawaliło się, bo dwa samolociki wylądowały w najwyższych piętrach. Nikt nie widział tych samolotów. To też dziwnie wygląda. Wygląda jak hologram na zdjęciach, wszystkich filmach. Właściwie nikt nie wie, co to było. Ludzie mówią samolot, samolot, a właściwie nie wiadomo skąd ten samolot.
Nie wiadomo. Nie ma żadnych znaków. Nie ma nic. Samolot nie wygląda jak samolot. Mniejsza o to. W każdym razie pytań jest tyle dookoła, że to głowa mała, ale myślę, że spokojnie z palcem w nosie znajdziesz tysiące, miliony ludzi, która będzie śmiało i twardo wierzyło w to, że to od samolotu i nie będą chcieli zmienić swojego punktu widzenia. Nie dlatego, że to ma sens, tylko dlatego, że to niszczy właśnie sens. Oni nie szukają sensu w tym, żeby zrozumieć świat. Oni nie chcą tego sensu. I to jest chyba taka naturalna postawa części ludzi, którzy dobrali się do tego słoika z miodem, który przyszykowali ci, którzy czuwają nad tymi wszystkimi wykopaliskami w cudzysłowie.
Jeżeli jest jakaś elita na świecie, która ma dostęp do technologii, której nie chce ci pokazać, to metodą namaszczania sobie tej klasy średniej jest dozowanie im dostępu do tych tajemnic. To jest troszkę jak masoneria, że dozuje ci się dostęp do kolejnych etapów wiedzy. Ty masz etapy różne, poszczególne wtajemniczeń w tych wszystkich bractwach masonerii i tak dalej. Musisz przejść wszystkie etapy, dopiero później dostaje się kawałek wiedzy i nagle kilka spraw w życiu się wow, wyprostowuje. Bo ty nagle widzisz, że chodziło o coś zupełnie innego. Ale tylko ty o tym wiesz. Nie możesz tego powiedzieć nigdzie na zewnątrz, bo jest to tajna wiedza, tajne informacje. Ile jest takich technologii, które w ciągu jednego tygodnia zaimplementowane bez problemów do takiej normalnej, panującej cywilizacji na co dzień zmieniłyby nasze życie radykalnie, jeżeli chodzi o zdrowie, jeżeli chodzi o pozyskiwanie energii i czystość środowiska dookoła. To się w ogóle w głowie nie mieści, ile tego jest. Pamiętam parę lat temu, kiedy jeszcze zaczynałem audycję „Synteza" w Radiu na Fali, dawno, dawno temu, gdzieś dorwałem artykuł, gdzie ktoś zebrał dane, ile jest patentów zgłaszanych na takie ergonomiczne, ekonomiczne rozwiązania, które zmieniają radykalnie praktycznie każdą technologię.
I tego ląduje w okolicach 300 do 400, czasami pół tysiąca patentów tylko w jednym kraju o nazwie Stany Zjednoczone, w tej Trzeciej Rzeszy. Tylko tam w biurach patentowych ląduje aż tyle patentów jednego roku. To wyobraź sobie, ile ludzi na świecie jest, jaki jest ten potężny potencjał deweloperski, można tak powiedzieć, który wymyśla naprawdę wygodne, normalne, uczciwe życie, które nigdy się nie przebije przez to, ponieważ w tym momencie ta zasłona mogłaby runąć i okazałoby się, że nie ma religii na świecie. Okazałoby się, że wszyscy ci kolesie, którzy kładą rękę i mówią przysięgam na Biblię. Wiesz, o co mi chodzi. Nagle się okazuje, że to jest farsa. Nagle się okazuje, że chłopaki za naszymi plecami opowiadali o pewnej maszynie, z której korzystali. Maszyną nas straszyli. Straszyli nas całe życie, żeby zrobić z nas niewolników, a tylko się wymieniali. Oni walczą, jeżeli już, to tylko o maszynę, kto ma maszynę w rękach.
Ale też teraz już nie ma właściwie chyba żadnej walki. Każdy z nich tam ma kawałek tej maszynki i pilnują, żeby nikt się o tym nie dowiedział, że kosmos jest skonstruowany inaczej. Sprzedają nieprzeciętne bajki. To jest główny powód, dla którego nikt nie wpuści cię z wykopaliskami archeologicznymi w te miejsca, bo to zniszczy jakikolwiek status quo. To spowoduje, że ten kawior i homary nie będą już tak smakowały. Tak to trochę wygląda. Ciekawa historia właściwie. Nie dealujemy z niczym innym, jak z psychopatycznym strachem kilku świrów, że nie zjedzą sobie jutro rano na śniadanie kawioru. Tylko o to chodzi właściwie do tego się to sprowadza. Nie ma tutaj większej głębi, jakiegoś bardzo poważnego dylematu światowego, religijnego, duchowego.
Nie ma czegoś takiego. To jest tylko i wyłącznie kwestia tego, że po prostu kilku frajerów nie dostanie swojego kawioru z homarem, jeżeli te sprawy wypłyną na wierzch. Oczywiście ci frajerzy zatrudniają całą masę ludzi, która opowiada wszystkim dookoła, że to jest niebezpieczne, że każda zmiana cywilizacyjna, zmiana religii, że to jest taki szok termiczny, że jak ludzie to zniosą? Przy czym zabawne jest to, że właściwie używa się jak zwykle takiego słowa jak ludzie. Mówi się o ludziach, społeczność grupy, jak cywilizacja na to zareaguje. A nie ma cywilizacji, każdy jest pojedynczym człowiekiem. I teraz pytanie: stary, czy czujesz się lepiej wtedy, kiedy masz więcej wolności? Czy czujesz się gorzej, kiedy masz więcej wolności? Jasne, że czujesz się lepiej. I wiadomo, że wszystkie te pytania i te rozważania, które są tam mielone, że a może jednak lepiej, że ten, bo nie każdy jest gotowy na to i tak dalej.
Słynna gadka świat nie jest na to gotowy jest gadką kretynów, którzy sami nie są gotowi na nic, bo nie chcą być gotowi, ponieważ bycie niegotowym dla nich jest biznesem. Dzięki temu, że ktoś opowiada ci gadkę, że ty nie jesteś na to gotowy, on cały czas sprzedaje ci te same rozwiązania technologiczne. Ty w ramach swojej wiary zapieprzasz do tego kościółków, nawet tam wysyłasz SMS-y i tak dalej. To wszystko to jest jedna i wyłącznie ta sama technologia. To wszystko cię trzyma dokładnie w tym samym miejscu. Przecież dzięki temu nie rzucisz swojej roboty, nie pobiegniesz dziko w pole i nie zbudujesz nowej cywilizacji. Tylko pobiegniesz do banku. Jeżeli już, to będziesz próbował się skleić z tym oficjalnym trybem życia, znaleźć wszystkie papierki, udokumentować to, że naprawdę istniejesz, że mam dokument, który potwierdza, że jestem, że mam imię i nazwisko. To jest taki fenomen, że ludzie, żywe istoty noszą przy sobie dokumenty po to, żeby potwierdzić fakt swojej egzystencji. Czujesz to?
Widzisz faceta, słyszysz faceta. Śmierdzi? Śmierdzi. I tak dalej. Przecież jest żywa istota, ale żywa istota nie istnieje, dopóki nie ma dokumentów przy sobie. Ciekawe. A tymczasem las, hiperprzestrzeń i ja ciągnę troszkę te wątki, bo jest to mi potrzebne, żeby wyjaśnić ci później kilka historii. Nie w dzisiejszym odcinku, ale myślę, że jeżeli załapiesz moją logikę myślenia, to kolejne opowieści, które się tu pojawią całkiem niedługo, będą dla ciebie jasne i oczywiste, co się stało w historii. Zresztą, prawdę mówiąc, żyjemy w bardzo ciekawym momencie, gdzie znakomita większość poszukiwaczy rozwiązań tych zagadek z przeszłości odbija się od takiego dosyć znanego miejsca na świecie. Miejsce nazywa się Muzeum Watykańskie.
Jest to biblioteka, która jest własnością sekty pedofilów, która na swoim sztandarze wypisała słowa miłości, równości braterskiej i w ramach tej miłości pedofilskiej radości pilnują, żeby nikt się nie dowiedział, co na tych starych manuskryptach jest zapisane. Szczęśliwie akurat część tych manuskryptów akurat znajduje się daleko poza zasięgiem Watykanu. Część z nich ocalała i wiadomo, że jest inna wiedza na temat w ogóle organizowania kwestii zdrowotnych w naszym ciele, co jest dosyć ciekawe, bo myślę, że jest to taka dosyć istotna sprawa w ogóle związana z tym, jak funkcjonuje nasz organizm. Oczywiście mamy oficjalną medycynę, mamy wszystkie te rzeczy, ale jest jeszcze cała ta historia alchemiczna związana z naszym pochodzeniem, inne może być magiczne predyspozycje naszego organizmu. To są właśnie ci dżentelmeni, którzy rozpalają gazetę za pomocą pstrykania palcami. No i co się okazuje z tymi naszymi dziwnymi właściwościami? Są ciekawe manuskrypty, które nie trafiły w ręce tej hołoty pedofili, ale natomiast trafiły na wolny rynek. Jednym z nich jest manuskrypt Voynich. Bardzo ciekawa sprawa. Ja ostatnio mam taką refleksję, bo ten manuskrypt to znam od chyba 20 lat i od 20 lat się zastanawiam, co to w ogóle jest.
Zresztą jest chyba audycja nawet poświęcona cała historia o manuskrypcie Voynich. Cała historia jest opowiedziana w archiwum radia na fali w hiperprzestrzeni znajdziesz. No ale wiesz, ja nie skończyłem swojego research nad manuskryptem Voynich w momencie, kiedy opowiedziałem ci tą historię chyba trzy czy cztery lata temu. Tak naprawdę ta historia ciągle się ciągnie. Ja ciągle siedzę i jak mam wolną chwilę, to sobie tam, wiesz, sprawdzam, czy przypadkiem gdzieś tam czegoś nie zrozumiałem z tej książki i tak dalej. Oczywiście mam swój własny research, można powiedzieć. Sam badam tą publikację i sprawdzam, co takiego fascynującego jest. Może kiedyś uda mi się rozszyfrować cokolwiek. No i mam swoje konkluzje na temat tego manuskryptu Voynich. To jest prawdopodobnie jedna z tych nielicznych heretyckich publikacji tak zwanych heretyckich, nie gnostyckich, bo to jest różnica.
Gnoza to jest coś, co panowało w, można powiedzieć, taki stan przejściowy pomiędzy szczątkami wiedzy, która została w Egipcie, w Aleksandrii, zanim się zamieniła w tą patologię zwaną monoteistycznymi religiami, w tą zbrodnię przeciwko ludzkości. Także do tego momentu to jest taki moment transformacji, można powiedzieć. Część tam rzeczy się zachowała w tej gnozie i tak dalej, część takich fajnych informacji o Somie, o kilku innych rzeczach, ale tu, gdzie ja się urodziłem, czyli na terenach słowiańskich, ta wiedza też istniała i to dokładnie w ten sam sposób. Rzymianie nie byli w stanie wejść na te ziemie, bo stawała im zawsze łupnia. Taka jest prawda. I tu też istniała wiedza, też istniało pismo i to pismo nazywa się głagolica. Niewiele o nim wiemy. Jest wielu ludzi, którzy mówią o tym, że robią warsztaty, że potrafią czytać głagolicę. Ale okej, nie będę ściemniał. Po prostu powiem ci, co myślę na ten temat.
Jest to po prostu bullshit, man. Żaden z tych kolesi nie jest w stanie przeczytać ci tekstu głagolicy. Mam kilka oryginalnych tekstów. Chętnie położę takiemu ekspertowi pod nosem i powiem: „Stary, przeczytaj mi, co tu jest napisane”. Żaden z tych ekspertów nie jest w stanie tego przepisać. Każdy z tych ekspertów jest w stanie narysować ci znaczek, który on zobaczył w tekście i powiedzieć: „O, ten znaczek oznacza słońce” i przez trzy godziny snuć ci teologiczną dysputę, dlaczego oznacza słońce według niego. Czy jest to prawda, czy nie? Dyskusyjna historia. Ja twierdzę, że w 99 przypadkach ci ludzie nie mają pojęcia, o czym mówią, ale to jest moja opinia i obym się mylił, bo lepiej było, jakbyśmy odczytali ten tekst, a nie pozostali na poziomie takiego głupka, który dalej nie wie, jak przeczytać tekst, który zostawili mu dziadowie. Bo to troszkę tak, jakby dziadek zostawił przepis na rosół, a ty masz tu poważną historię rodzinną.
Masz zrobić rosół i co? I nie możesz przeczytać przepisu na rosół albo jakoś tak. Ale zostawmy rosół. W każdym razie ta głagolica funkcjonuje w całej Europie. Znajdowana na stanowiskach archeologicznych, szczególnie Ukraina, Bułgaria, Rumunia, trochę w Polsce, ale w Polsce nie wiadomo, jak to jest, bo tam jest po prostu mess w tej Polsce. Do tej pory wszystko jest tak poukładane, że właściwie nie wiadomo kto, co i gdzie, kiedy. Więcej złodziei i cwaniaków niż dostępu do rzeczywistych badań. Taka jest prawda i nikt nie chce ci powiedzieć, jak jest, ponieważ każdy z tych cwaniaków, który ma tam dyplom z buraka i ziemniaka pilnuje swojego ciepłego zadka, żeby tam przypadkiem mu ten rektorski stołek czy profesorski spod tyłka się, że tak powiem, nie wysmyknął. I żeby nie trzeba było przepisywać książki historii świata jeszcze raz, bo on tu już tam uczy o kulturze kamienia łupanego 6000 lat temu na terenach polskich. Zabawne.
A to są ślady właśnie mechanicznej obróbki kamienia i to które mają więcej niż 12 000 lat do tyłu. No i jest taka księga napisana właśnie głagolicą. I to jest manuskrypt Voynich. Taka jest moja konkluzja. Jeżeli ktoś ma inną, zapraszam serdecznie do dyskusji. Moja konkluzja jest bardzo jasna. To jest głagolica. I to taka bardzo czysta. Ba! Manuskrypt Wojnicza nigdy nie został napisany przez żadnego zakonnika, ani żadnego jezuitę, ani żadnego alchemika, których się o to posądza, łącznie z Johnem Dee.
O czym wiemy, ponieważ samo datowanie manuskryptu nie zgadza się z czasem, kiedy John Dee żył. Jeden z takich pokręconych alchemików, których ja tutaj śledzę losy, bo to mieszkaniec Londynu tak samo jak ja i nie tylko, też bywalec czeskiej Pragi i tak dalej. Na pewno autorami nie byli pozostali słynni alchemicy tamtych czasów. Zapomnij o tym. Jest jedna rzecz, którą tam zauważyłem i to jest moja konkluzja. Manuskrypt Wojnicza został napisany przez kobietę. I moja konkluzja jest taka, że była to jedna prawdopodobnie z ostatnich, można powiedzieć kobiet, która posiadała tą starożytną wiedzę, chociażby dotyczącą medycyny. Ja to nazywam wiedzę dotyczącą budowania reaktorów. Jeżeli wiesz, jak zbudować reaktor z odpowiednich substancji, reaktor, który jest ową stabilną wyspą stabilnych izotopów na morzu niestabilności. Jak wiesz jak to zrobić, to możesz latać na latającym dywanie, to możesz latać na miotle.
Możesz leczyć organizm z każdej możliwej choroby. Praktycznie stajesz się panem otoczenia, które znajduje się dookoła ciebie. To ty możesz je tworzyć. To jest potężna wiedza. Ja myślę, że właśnie na tym to polega, że to jest dokładnie taka wiedza i wcale nie przesadzam. Dlatego ona była zawsze i dalej jest trzymana pod kluczem. Bo co by się stało, gdyby każdy z nas mógł w 100% stanowić samemu o sobie? Co by się stało z rządami, z korporacjami, z tymi wszystkimi ludźmi, którzy chcą mi koniecznie pomagać w życiu? A ja jedyne, co mogę im powiedzieć, to mogę im powiedzieć: „Wyjdź i zamknij za sobą drzwi. Nie chcę cię widzieć w swoim życiu.” Ale on uparcie chce mi pomagać.
On założy bank, on mi armię wyśle na głowę, on mi wojsko, on mi wszystko zrobi. On jak będzie trzeba, to mi nawet więzienie wybuduje, w którym mnie zamknie. On wszystko zrobi, żeby było mi lepiej. I wojnę, najlepiej taką atomową, żebym stracił jeszcze wszystkie włosy od choroby popromiennej i umarł następnego dnia. I tak dalej, i tak dalej. To jest ten pomysł, z którym przychodzą ci kolesie do mnie. A ja nie mam takiego pomysłu na życie. Mam zupełnie inny. I myślę, że to jest główny powód, dla którego raczej od tych ludzi nie możemy się tego spodziewać. Ja myślę, że tutaj musi gruchnąć kilka spraw na ziemi i myślę, że niedługo gruchnie kilka spraw.
Ciągle mam taki katastroficzny wątek, ale wcale z niego nie zrezygnowałem. Fajnie jest, że jeszcze nie upchnęło, bo dzięki temu mogę z powrotem na powrót jak każdą kolejną wiosną cieszyć się wiosną w Londynie. To miasto jeszcze stoi szczęśliwie. Przynajmniej tej wiosny. Zobaczymy, co będzie następnej. Anyway, to jest coś, czego mi się nie chce powiedzieć. Przynajmniej tak oficjalnie. Tak samo jak i tobie. Wiesz, nikt nie chce zrobić z siebie właściciela swojego własnego życia w sytuacji, kiedy musisz każdemu płacić abonament za cokolwiek, co masz do zrobienia, za jakąkolwiek formę aktywności, którą chcesz się wykazać. I to wcale nie jest nowy pomysł, tylko to jest pomysł, powiedziałbym, doszlifowany przez tysiące lat zamordyzmu.
Teraz jest doszlifowany pięknie. Tak jak mówię, obóz koncentracyjny przymusowej pracy za pomocą kredytów bankowych działa doskonale. Nie potrzeba drutów kolczastych pod napięciem ani baraków. Sami muszą się wyżywić. Już nie trzeba im nawet fundować jedzenia. A jak nie mają jak się wyżywić, to lądują na ulicy i sami zdychają. Prosty podział świata. To jest nasz obóz koncentracyjny, w którym wszyscy mieszkamy. Dlatego nikt nie chce z tych możnych miłośników kawioru i homarów otworzyć tej wiedzy, bo straci kompletnie jakąkolwiek dominację, jakąkolwiek rolę, którą odgrywał. Nagle w tym momencie nie ma tej roli, nie ma tych ludzi, nie ma tej sprawy, nie ma tej historii.
Koniec. Po nich. W tym momencie każdy jest równy. No ale właśnie jest taka historia, że to musi być chyba duży wstrząs, bo podejrzewam, że inaczej wielu z tych ludzi dalej będzie próbowało zatrzymać tak jak Watykan. Czy coś się zmieniło? Czy jest jakaś zmiana stanowiska, że nagle banda pedofilów postanowiła być transparentna wobec świata, wyznawać swoją własną religię, która mówi o tym, że ponoć szczytem kontaktu z tym Bogiem jest bycie transparentnym i uczciwym wobec innych? Powiedzieli pedofile z Watykanu. Bardzo transparentni pedofile. Także wiadomo, że tam się to nie wydarzy. I wracając do manuskryptu Wojnicza, wiadomo, że kilka ksiąg ocalało.
Nie wylądowało w łapskach psychopatów i do tej pory właściwie nikt nie jest w stanie ich odczytać. Ja myślę, że powody są dosyć proste. Pierwszy powód jest taki, że mamy w głowie coś zupełnie innego. Nie jesteśmy w stanie ogarnąć czasami z innego świata. Nasze wyobrażenie jest troszeczkę takie, jak wielu ludzi badających piramidy właśnie w Egipcie, na płaskowyżu Giza, że szukają tam generatorów prądu elektrycznego w stylu Nikoli Tesli, bo woda była i tak dalej. Ja myślę, że to jest fajny pomysł, na pewno lepszy niż jakiekolwiek inne pomysły, ale warto szukać, bo można zawsze coś znaleźć. Można zawsze zmienić opinię na temat znaleziska. Od tego właśnie mamy głowę, refleksję, mózg, żeby się dowiedzieć czegoś i dzięki temu transformować swoją własną opinię, móc ją zmienić na jakikolwiek temat, dowiedzieć się czegoś, dojrzeć do pewnej informacji, znaleźć ją i zmienić dzięki temu swoje własne życie. Te zmiany są jak najbardziej pożądane. To jest esencja naszego życia.
Natomiast moim zdaniem bardzo ciężko będzie znaleźć potwierdzenie jakiejkolwiek koncepcji związanej z takim prądem w ujęciu Nikoli Tesli w tamtym miejscu. Zawsze będzie to takie tajemnicze. Zawsze będzie ten element, który się wymyka całej tej nauce. Brakujący element budowy reaktora. Bo to nie jest technologia Nikoli Tesli. To jest zupełnie inna technologia. To jest coś, co może jest podobne, ale jest czymś zupełnie innym. I to jest kwestia tego, gdzie mamy nasze głowy w dzisiejszych czasach. Z punktu widzenia perspektywy faceta, który szczęśliwie nie ma żadnego kredytu akurat, ale wyobraź sobie takiego współczesnego naukowca, który właśnie ma ten nieszczęsny kredyt duży na samochód siebie, żony samochód, na dom, na samochód dla dzieci, na studia dla dzieci. Właściwie zależy tylko i wyłącznie od widzimisię kilku pajaców w zarządzie dużej korporacji, która stwierdza Że sprzedadzą jeszcze raz to samo, tylko inaczej opakowane i trzeba do tego zrobić nowe badania.
I on zależy od grantu dokładnie na te badania. Także ten człowiek nie ma w głowie tej percepcji. On nawet nigdy tego nie złapie, że może być coś innego, że świat wygląda inaczej, że jest inna perspektywa patrzenia na sprawę. Tego nie ma. Skąd ma to wziąć? Jego życie jest zupełnie inne. Jego życie jest przeciwieństwem tych wszystkich niesamowitości, które tam się znajdują. Także on tego nigdy nie odkryje, gdyż na default jest skazany na zostanie w tej swojej ciasnej szufladzie, szukaniu układu elektrycznego, prądu, scalaków i będzie na siłę starał się porównać cały kompleks w Gizie do układu elektrycznego albo układu na wodę. A to może być coś zupełnie innego, coś bardzo innego. Ciekawym śladem jest właśnie ów manuskrypt Wojnycza, bo to opowiada troszeczkę inną historię.
I tu nie ma nic wspólnego z Nikolą Teslą i tym naszym pojęciem energii, które sobie wymyśliliśmy przez ostatnie 100 lat za pomocą korporacji Rothschild Rockefeller. Tylko tam jest energia w ujęciu właściwie fizyki nuklearnej i tego, co się dzieje aktualnie w reaktorach fizyki plazmowej i bynajmniej nie fizyki kwantowej, bo fizyka kwantowa naprawdę to jest taki dowcip w mojej opinii oczywiście, ale to już inna sprawa. I co mamy w manuskrypcie Wojnycza? Mamy opis substancji, które jako żywo wyglądają jak preparacja substancji organicznych w taki sposób, żeby rozbić ją na nanocząsteczki i operować właściwościami na tak zwanym nanopoziomie. To jest coś zupełnie innego. O tym się dopiero zaczyna oficjalnie mówić. Jest pewna technologia na świecie, która się tym zajmuje doskonale. Myślę, że niektórzy doskonale o tym wiedzą, a tu nie będę o tym wspominał. Ci, którzy wiedzą, to wiedzą. Otóż to.
Tak czy siak, jeżeli przyjrzeć się właśnie na ten manuskrypt Wojnycza, to co widzisz? Widzisz tekst napisany przez czarownicę w cudzysłowie czarownicę. To musiała być kobieta, która posiadała konkretną wiedzę, obsługiwała inny język. Przede wszystkim obsługiwała tą głagolicę, która wygląda bardzo podobnie do zapisu, który jest znajdowany na terenach nie tyle Polski, ile Bułgarii. Jest taka stella z Bułgarii, znaleziona dosłownie na granicy właściwie chyba tam z Rumunią. Znana historia. To jest ten najbardziej chyba oficjalny zabytek potwierdzający istnienie tajemniczego języka głagolicy. Jest nawet chyba na Wikipedii, o ile dobrze pamiętam, zdjęcie tej kamiennej steli. No i dokładnie ten sam charakter pisma, te same czcionki, te same litery i to samo pismo znajduje się w manuskrypcie Wojnycza. I przez dziesiątki lat wszyscy zadawali sobie pytanie, jaki alchemik to napisał?
A to nie jest żaden alchemik. To jest napisane przez kobietę i narysowane przez kobietę. Cały manuskrypt jest zrobiony kobiecą ręką. Ręczę za to swoją głową, jakem grafik analizuję to pismo. Przynajmniej takie są wyniki moich poszukiwań. Otóż to. Taka jest moja konkluzja, że pismo, że cały manuskrypt został napisany przez kobietę. I ta kobieta posiadała bardzo ciekawą wiedzę na temat roślin, właściwie gigantyczną prawdopodobnie. Jest to kwestia preparowania siebie do wykonania takiego, można powiedzieć, skoku w kosmos. Dzisiaj wraca to troszeczkę do naszej cywilizacji, bo ja myślę, że to, co dobre, zawsze wróci.
Nie jesteś w stanie utrzymać tego zła i patologii przez cały czas. Pewnego dnia to zło, to całe gówno i cały shit i tak się musi rozpaść, bo jest na to skazany. Nie ma przed nim i tak żadnej przyszłości. Wszyscy o tym doskonale wiedzą. I powoli wyłania się troszeczkę inna przyszłość. Ludzie, którzy wybierają się na ayahuaskę i tak dalej. Nie mówię o jakichś takich dodgy sprawach. Mówię o jakichś takich konkretnych wyprawach, bo zaczyna się pojawiać troszeczkę inna percepcja dookoła. Ludzie zaczynają odkrywać, że świat jest czymś więcej niż tylko i wyłącznie próbą upchania nas do tej wąskiej szuflady z napisem oficjalne prawa fizyki i tak dalej. Wiadomo, że i tak nie działa.
Nie ma czegoś takiego jak oficjalne prawa fizyki albo standardy fizyki w dzisiejszych czasach, tylko prosty chłop naprawdę, nawet prosty chłop oderwany dynamitem od pługa nie byłby w stanie powiedzieć takiego zdania, bo on nawet wie, że nie ma dwóch takich samych drzew, nie ma dwóch takich samych wiosen. I to nie jest tak, że na wszystko znajdziesz regułę w życiu. Jeżeli ktoś twierdzi, że znalazł regułę na życie, to jedyne, czego można być pewnym, to to, że człowiek znalazł regułę na to, jak być kretynem albo idiotą. I to jest jedyne, co można stwierdzić w tym momencie, ponieważ nie ma żadnej reguły. To wszystko jest dosyć dynamiczne i mocno dynamiczne. I być może opis części tej dynamiki naszego organizmu, tego jak go leczyć, jak dealować z tym wszystkim w ogóle w innej energii, na innej zasadzie, innej technologii, tej właśnie oryginalnej technologii, która gdzieś tam dawno temu była właśnie w Egipcie. I to jest ciekawa historia i to jest właśnie moim zdaniem zapisane dokładnie w manuskrypcie Wojnycza. Jest teraz próba przestawienia nauki. Pojawił się termin fizyki kwantowej tam na czacie. Pozdrawiam Yorka, tam pisze na ten temat trochę.
Pozdrawiam serdecznie. Przestawienia trochę, bo się okazało, że cała ta nauka nie ma sensu, że to jest wszystko tandetna szara taneria wymyślona przez idiotów. Taka jest prawda. Czy to się kupy trzyma prawa Newtona? Przecież to jest dowcip. To jest dowcip z ludzkiej inteligencji. Na to trzeba było coś wymyślić, żeby nie było tak, że historia z Watykanem się powtarza, że potrzeba będzie 300 lat, żeby Watykan zaakceptował fakt, że Ziemia nie jest płaska i kręci się bardziej dookoła Słońca, niż Słońce dookoła Ziemi. Watykan potrzebował na to 300 lat. Współczesna nauka jest troszkę bardziej cwana. Wymyśliła sobie coś takiego jak fizykę kwantową i tam twierdzi, że są splątane równania i tak dalej.
Nie kumając absolutnie tego, co się dzieje w reaktorach nuklearnych tak zwanej fizyki plazmowej. I mowa jest o tak zwanych splątanych równaniach. Doskonałym przykładem jest kwestia bardzo ciekawej substancji, z której jak się okazuje, jest zbudowany kawał świata dookoła nas. Substancja to wodór I ta substancja odpowiada za, jak się okazuje, chyba najważniejsze procesy na tej planecie. Tu nie chcę być taki naukowy, wybiegać mocno do przodu i robić wykładów na temat liczb wodorowych, neutronowych i tak dalej. Jak się okazuje, jest to dokładnie to, czego szukaliśmy. To jest ten między innymi Święty Graal. Jest o tym mowa od kilku lat w bardzo poważnych publikacjach naukowych. Nazywa się to neutrinoid i dowcip polega na tym, że to jest naturalne zachowanie neutrino. Także fizyka kwantowa okazała się bullshitem dla kretynów, którzy nigdy nie chcieli zaakceptować rzeczywistych parametrów świata, w którym żyją i tego, że kształtują ten świat.
Naturalne jest to, że jeżeli weźmiesz substancję, która ma sześć wiązań i sześć elektronów, jest oparta na węglu, to automatycznie zachowuje się jak magnes, bo każdy węgiel, hydrogen i tak dalej, to są właśnie carbon i hydrogen, zachowuje się jak magnes. Jedno jest informacją, drugie jest magnesem. Jedno tworzy przestrzeń, drugie jest energią, która tam się znajduje. Tak można to w skrócie określić. Tak mówią już bardzo poważne instytuty fizyki na całym świecie. To naprawdę nie jest dowcip. Jest kilka bardzo poważnych publikacji na ten temat. Tu nie będę ci suszył głowy takimi rzeczami, żeby nie było, przecież jest sobota, bez przesady. I się okazuje, że tym najważniejszym czymś jest neutrino. I nie ma żadnych wiązań splątanych, żadnych równań splątanych i tak dalej.
To jest tylko taka tania, tandetna sztuczka, żeby nie wypaść na kretyna po latach udawania, że Newton coś ma tutaj do gadania, że to w ogóle ma jakikolwiek sens. Się okazuje, że prosta historia. Nie ma równań splątanych. Jeżeli masz sześć elektronów w konkretnym ustawieniu, to te sześć elektronów automatycznie manifestują kolejne sześć elektronów i masz grupę 12 elektronów. Osiem elektronów, o czym wiedzą fizycy plazmowi, tworzy stabilny shielding, czyli stabilną osłonę dla substancji. Musi być osiem elektronów w tym wszystkim. Jeżeli wiesz, jak wzbudzić neutronem pole w ten sposób, żeby dookoła protona zamanifestowało się osiem elektronów, to jesteś w domu. Tu nie ma równań splątanych, tu nie ma zagadek, tajemnic, Einsteina, dyskusji akademickich po biały, blady świt. Nie ma czegoś takiego. To jest normalna rzecz.
Jedno jest magnesem, przyciąga drugie. To jest prawo kosmosu. I żeby było zabawniej, te prawa kosmosu są opisane częściowo, przynajmniej taka jest moja opinia, na ścianach kilku budynków w Egipcie. Bezpośrednio. Moim zdaniem jest to dosłownie komiks jeden do jeden, który jasno i wyraźnie pokazuje, jak to funkcjonuje. Świetnym przykładem jest bardzo specyficzny hieroglif, który oznacza ręce wystające z głowy człowieka. Ręce te w skrócie oznaczają po polsku naszą wolę, intencję. Ale nie jest to metafizyczne znaczenie, chociaż możesz to tak potraktować. Jest to technologiczna historia związana z tym, w jaki sposób jest zbudowane nasze serce, w jaki sposób jest zbudowany nasz mózg. Produkujemy substancje, pewne specyficzne substancje, które zawierają między innymi jako główny składnik właśnie nanocząsteczkę wodoru.
Hydrogen. Jeżeli sprawdzisz, z czego jest zbudowany taki mocny reaktor w reakcji termonuklearnej, nawet zimnej fuzji, jakiejkolwiek. Ja nie mówię o takiej radioaktywnej reakcji. Mówię o tej wyspie stabilności z fizyki nuklearnej. To się okazuje, że masz cztery razy zduplikowaną tą samą substancję o nazwie wodór. Cztery atomy wodoru łączące się w jedno tworzą substancję o nazwie deuterium, czyli ciężka woda. To jest woda, w której lód opada na dno. I teraz, jeżeli skojarzysz dwa proste fakty, jak jest skonstruowane twoje serce — o czym doskonale wiedzieli Egipcjanie, jeżeli się przyjrzysz — jak skonstruowany jest twój mózg, to zauważysz, że właściwie nie jesteśmy niczym innym jak dokładnie reaktorem, który produkuje tego typu substancje o potężnych masach neutronowych, ale niewielkich masach atomowych, dzięki czemu się nie rozsypujemy jak reaktor jądrowy w Fukushimie. Dzięki temu możemy sobie żyć, funkcjonować, ja mogę sobie mówić do ciebie i tak dalej. I zdaje się te rzeczy doskonale wiedzieli ludzie, którzy jeszcze zanim wszystko zamieniło się w religię, przekazywali wiedzę.
I wracając do tych rąk, się okazuje, że prosta rzecz, to samo co w Czarnobylu. Zresztą używa się tej technologii bardzo podobnej do usuwania skażenia w Czarnobylu. Tutaj nie będę się rozwodził na ten temat. Są od tego rosyjscy naukowcy, którzy to dzielnie robią. Budują takie reaktory, które zmieniają masę neutronową substancji, która jest tam w środku. No i dzięki temu tworzą takie pole, że radiacja dookoła znika. To jest używane w Czarnobylu między innymi. Nie wiem, jak teraz. Wiem, że było używane. No i teraz sobie skojarz te dwa fakty.
Czym jest twoja głowa w stosunku do tego reaktora? Co my właściwie robimy? Robimy pole dookoła siebie, o czym wszyscy chyba bioenergoterapeuci, ludzie zajmujący się tematem od tej strony doskonale wiedzą. Robimy pole, tworzymy pole i to jest nasze pole. I się okazuje, że — przynajmniej tak mówią starożytne rysunki z Egiptu — że to pole, które robimy głową, to są te ręce dorysowane do głowy, czasami daleko od głowy, czasami blisko. To jest nasza wola, którą możemy, czy moc, wysłać, gdziekolwiek chcemy. Można powiedzieć, że to jest nasze połączenie bezprzewodowe ze wszystkim, że możesz zdalnie na przykład podnieść kamień. Po prostu odpowiednią koncentracją, odpowiednią siłą woli, odpowiednim stanem emocjonalnym doprowadzasz swój reaktor do takiego stanu, że jesteś w stanie wejść w takie interakcje, że jak ci dżentelmeni z Azji, którzy pstrykają palcami przysłowiowo i rozpala się gazeta. Ja myślę, że to jest dokładnie ta wiedza, bo jeżeli się przyjrzysz właśnie temu manuskryptowi, jest to ciekawa historia o tym, jak pozyskiwać bardzo ważny element o nazwie wodór, między innymi z roślin i z ludzkiej krwi, tak żeby stał się aktywny dla naszego własnego reaktora. Cały ten tekst jest napisany ręką kobiety i to jest jedna z tych tajemniczych rzeczy, która gdzieś została zakopana przez historię głęboko pod podłogą, żeby nikt z nas przez przypadek nie wpadł na ten pomysł, żebyśmy dalej siedzieli, kopali węgiel, szukali ropy w ziemi i tak dalej.
Fenomen polega na tym, że nie ma żadnych śladów po kopalniach złota. Chociaż wielu ludzi chciałoby widzieć budowle, które znajdują się na południu Afryki jako opuszczone kopalnie króla Salomona, tak zwane legendarne, że tam kopano złoto. Ale jak na razie żadnego śladu kopalni i tak zwanych Anunaki, którzy szukali tu złota, nie znaleziono. Natomiast znajdujemy bardzo ciekawe ślady mówiące o tym, że to właściwie my jesteśmy tymi bóstwami prawdopodobnie i robimy wszystko zupełnie inaczej i nigdy nie potrzebowaliśmy kopalni, żeby wydobyć złoto. Prawdopodobnie robiliśmy to chyba w alchemiczny sposób na to wygląda. Ale o tym, myślę, dowiemy się całkiem niedługo. Ja tu penetruję sobie książeczkę Johnny'ego Antoniego i wyłuskuję różne rzeczy, które sobie kleję z własnymi rzeczami, które ja z kolei pozbierałem w innych miejscach, chociażby w fizyce nuklearnej. Tak sobie zbieram i kolekcjonuję te informacje. Myślę, że niedługo się dowiemy. Moje życzenie jest takie, bo każdy z nas ma swoje życzenia.
Ja mam takie życzenie, że do końca tego roku dowiemy się, jak było naprawdę. A tu już mam telefon, także odbieram. Ostatni telefon na zakończenie. Oczywiście.
[01:51:15] - Halo?
[01:51:16] - Okej, momencik.
[01:51:18] - Halo, halo. Czy mnie słychać?
[01:51:20] - Halo, halo. Słychać pana. Ja tu mam mikrofon po prostu schowany.
[01:51:25] - Halo. Coś słyszę.
[01:51:28] - Już słychać. Halo, halo.
[01:51:29] - O tak.
[01:51:29] - Halo, halo. Halo, halo.
[01:51:33] - Halo.
[01:51:33] - Już mnie słychać. Mam nadzieję. Zaraz, momencik, ja tu jeszcze sprawdzę, bo jak zwykle się okazało, że zapomniałem o wszystkim, jeżeli chodzi o mikrofon. No właśnie. Proszę śmiało dzwonić, już go odpaliłem. Mikrofon działa, także jeszcze raz proszę zadzwonić. Okazało się, że po prostu zapomniałem wpiąć mikrofon. To było dokładnie to. Ach! Ciekawa historia.
Myślę, że powoli konkluzja mojego dzisiejszego tematu jest taka, że powoli zbliżamy się do rozwiązania zagadki Świętego Graala i nie jest to bynajmniej zagadka związana z religią.
[01:52:07] - Halo, halo.
[01:52:08] - Halo, halo, witam szanownego pana.
[01:52:10] - Ciężko się do ciebie dodzwonić dzisiaj. Widocznie coś ważnego mamy do powiedzenia chyba, że tak nam nie dają się po--
[01:52:20] - No, ale jest chyba. Chyba już słyszysz. Ja mam nadzieję, że już słyszysz.
[01:52:24] - Tak, tak, słyszę.
[01:52:25] - Idealnie. Uf, bo się martwiłem troszeczkę. Ja ściszę ten las trochę.
[01:52:30] - Dzwonię, bo bardzo ciekawy aspekt wychwyciłeś i jak ktoś sobie prześledzi wszystkie religie, to zobaczy, że w każdej religii jest problem z tym aspektem kobiecym.
[01:52:42] - Tak. Manuskrypt Wojnicza jest napisany ręką kobiety. Nikt tego nie chce zaakceptować. To jest w ogóle fenomen. Jest badany od 100 lat i wszystkie teorie są na ten temat. Kosmici, wszystko, ale jestem pierwszą osobą na świecie, która stwierdziła, że manuskrypt jest napisany ręką kobiecą. Także, proszę państwa, premiera światowa.
[01:53:02] - Coś w tym może być, dlatego że wszystkie religie w jakiś sposób prowadzą do rozjechania się obecności kobiety, że ona gdzieś tam jest jednak potrzebna.
[01:53:17] - Tak. Pierwszy wróg. Pierwszym wrogiem musi być ktoś, kto cię przytula, bo bez tego nie ma mediatora, nie ma potrzeby na mediatora w twoim życiu. To wszystko.
[01:53:25] - No tak. I w zasadzie większość tych religii prowadzi do konfliktu między kobietą a mężczyzną i odwrotnie. Bo jeżeli wyznaje daną religię, dane wierzenia, to się stawia w jakiejś pozycji. I tutaj ciężko znaleźć to prawdziwe porozumienie.
[01:53:50] - Dokładnie.
[01:53:51] - I dlatego też taki bałagan na świecie jest, bo jest zachwiana równowaga między energią kobiecą a męską i nie ma tej prawdziwej jedności. W związku z tym ciężko się, że się tak wyrażę, niektórym się żyje na tym świecie.
[01:54:14] - Dokładnie. Ale ja myślę, że te czasy się kończą, bo to też jest kwestia, tak jak wspomniałeś, zauważenia, że niepotrzebny jest mediator, że jest taka podstawowa relacja kobieta-mężczyzna, że jesteśmy jedną i tą samą istotą. Już nie ma z tym problemu. Naprawdę jesteśmy tą samą istotą. Jak na ironię, w ogóle ciekawa rzecz. Nie wszyscy wiedzą, ale popularny tekst. Mówi się, że kobiety są z innego świata, kobiety mają trudne dni w miesiącu i tak dalej.
[01:54:41] - Tak.
[01:54:42] - Dowcip polega na tym, ja nie chcę tutaj straszyć wszystkich dżentelmenów, ale mężczyźni też mają miesiączkę, o czym medycyna oficjalnie nie mówi, ale doskonale wie. Obumierają męskie plemniki i dokładnie każdy z facetów, dokładnie w cyklu księżycowym, jak kobieta, ma tak zwane trudne dni. Nie wyglądają one jak u kobiety w sensie fizycznym, ale psychicznie jest dokładnie to samo. Także jeżeli co dwa tygodnie masz lekkie zejście w dół, to jest to normalne, bo jesteśmy tak skonstruowani. Nagle się okazuje, że nauka robi wszystko, tylko nie to, żeby zbudować połączenie, żebyśmy zobaczyli, że jesteśmy tą samą istotą. Nie, tu od razu jest siłowanie się w jedną i w drugą stronę. Kto ważniejszy, kto mniej ważny.
[01:55:27] - Chcesz mi powiedzieć, że raz na dwa tygodnie mogę sobie zjeść kawałek czekolady, tak?
[01:55:32] - Tak, właśnie. Otóż to.
[01:55:35] - Tak to jak dziewczyny sobie poprawiają humor. A, to zjem może czekoladę, może jakoś to będzie.
[01:55:42] - No właśnie. Ale poważnie. Słuchaj. Skan MRI. Proszę sobie robić codziennie skan MRI i zobaczysz, że zresztą pójść do lekarza, pogadać ze specjalistami. Powiedzą ci, że dokładnie tak samo jak kobieta masz trudne dni raz na dwa, trzy tygodnie. Cykl księżycowy. Wszyscy jesteśmy sklejeni z tym cyklem księżyca. On nas tak stabilizuje, można powiedzieć. Robi nam bujanie w jedną i w drugą stronę.
[01:56:06] - Fajne. Gdzie ja tam do lekarza? Ja to się uczę, jak się z ziółkami leczyć, a nie po lekarzach.
[01:56:11] - To mi się podoba. Człowiek z tak zwanej wschodniej ściany ma. Ja w ogóle mam ostatnio taką refleksję, że ludzie ze wschodniej części Polski. Akurat pochodzę z Wrocławia, ale rodzinka też jest ze Wschodu, a ludzie stamtąd mają jeszcze takie zdrowe myślenie w głowie. Ja pamiętam wszystkich stamtąd i jeszcze znam ludzi, którzy pochodzą stamtąd. Świetni, zacni ludzie. Mają takie fajne podejście, że do lekarza? Do lekarza to się chodzi umierać.
[01:56:34] - Tak.
[01:56:37] - A normalnie to idzie do ciotki Stefy po ziółka. Ona wie, jak leczyć i to faktycznie leczy. Rozumiesz? I to jest te wszystkie ciotki Stefy. Ja tak się śmieję, ale wiesz, prawda jest taka, że wszystkie te ciotki Stefy tak po cichu u nas są w Polsce. W Polsce jest tradycja szeptunek. I wyobraź sobie, że nie tylko.
[01:56:57] - Przetrwały i inne takie znachorki. No są, są tacy.
[01:57:03] - Dokładnie. I teraz po prostu trzeba tylko zaakceptować fakt, że jedna z nich była potężna cywilizacja, potężna kultura, która miała swój własny język. I jedna z tych kobiet spisała to wszystko, spisała, jak budować reaktor, który nie wiem, co robi. Tam jest napisane, że lecisz. I tam jest napisane, że podróżujesz pomiędzy gwiazdami w manuskrypcie Wojnycza. Tam są cykle księżycowe, bardzo precyzyjnie opisane miejsca, kiedy musisz zsynchronizować substancję, którą pozyskujesz z roślin, która ma konkretną masę neutronów do konkretnego położenia Ziemi wśród gwiazd. No bo wtedy Ziemia ma konkretne pole. A pole to jest nic innego jak oddziaływania neutronów na proton, czyli budowanie tak zwanej chmury elektronów. To się neuklino nazywa.
[01:57:49] - No tak, tylko to jest jeszcze do uzyskania bez żadnej substancji, po prostu nad odpowiednią pracą nad sobą, gdzie doprowadzisz do wydzielenia się akurat takich potrzebnych ci rzeczy.
[01:58:01] - Dokładnie.
[01:58:01] - Które cię w ten kosmos wywalą, no.
[01:58:03] - Otóż to.
[01:58:05] - Ale to też może się wiązać, że musisz połączyć właśnie ze sobą tą energię żeńską i męską, które w sobie nosisz. No i-
[01:58:14] - Tam jeszcze jest kilka rzeczy. Ja tam odszukałem.
[01:58:19] - W połączeniu zewnętrznym też.
[01:58:20] - Odszukałem kilka takich rzeczy, które tam właśnie w Egipcie zaparkowałem na temat, co my właściwie musimy zrobić, żeby z powrotem wrócić do takiego oryginalnego stanu, w którym powinniśmy być teoretycznie po tych sześciu tysiącach lat.
[01:58:32] - Bo trzeba powrócić do tego naturalnego stanu między energią żeńską a męską, do tego balansu.
[01:58:38] - Tak.
[01:58:38] - Póki on nie jest zbalansowany, to niech walery, to będzie się wszystko rozpadało.
[01:58:43] - Dokładnie. A tam jeszcze jest jedna ciekawa rzecz. Ja dzisiaj nie będę tego poruszał, bo to jest taki wątek, który ja tutaj tak sobie po cichu z audycji na audycję wywołuję i myślę, że niedługo o nim powiem, bo jest bardzo ciekawy, taki wątek, który się kolebie w tej prehistorii. Jest on związany z naszymi podróżami w kosmos. Naszymi mówię w sensie ludźmi żywymi, którzy mieszkają na planecie Ziemia. I nie mówię o zakładaniu skafandrów i odpalaniu zbiorników z paliwem i siedzeniu na wybuchającej bombie z opóźnionym zapłonem. Nie mówię o takim lataniu, jakie uskutecznia NASA. Mówię o czymś zupełnie innym. Mówię o czymś, co jest bardzo blisko szamanizmu.
[01:59:17] - To jest na innej zasadzie, no bo to jest na zasadzie twojego skupienia i zjednoczenia się z tym, co jest, tak? Z tym źródłem i tak dalej. Ale żeby to zrobić, no to trzeba właśnie zharmonizować wszystko. Że wszystko ma być na swoim miejscu i grać. I wtedy możesz robić właśnie takie rzeczy. Ale to też musi być stan umysłu taki, który ci pozwoli na to wejść. Bo jeżeli ktoś nie jest przygotowany psychicznie, no to, że tak powiem, głowę mogłoby mu rozwalić.
[01:59:50] - Dokładnie. Ja myślę, widzisz, taka moja konkluzja na dzisiaj, bo powoli będziemy kończyli hiperprzestrzeń. Taka moja konkluzja to jest to, że starożytni tak naprawdę nie do końca zapisywali tylko i wyłącznie technologię. To jest zapis tego, jak zbudować tą technologię, jak ją znaleźć w sobie. I to jest właśnie to połączenie. To jest to, o czym mówisz. To jest, wiesz, możemy nazywać to połączeniem męsko-żeńskim pierwiastka męskiego i żeńskiego. Jakkolwiek by to nie nazwać, jest to konsolidacja człowieka samemu w sobie i odkrycie swoich rzeczywistych zdolności. I to takich naprawdę uch, bym powiedział.
[02:00:27] - Ja nad tym właśnie teraz pracuję.
[02:00:30] - Wiesz co? Ja też. To się dobrze składa, słuchaj. To co?
[02:00:35] - Dobrze się składa właśnie.
[02:00:36] - Dokładnie. Słuchaj, to co? Spotykamy się za tydzień.
[02:00:39] - Tak. Przy okazji się nawet kąpiel powiem ci napiję i chyba kawałek czernika jeszcze zjem, bo coś zostało.
[02:00:45] - Ja mam czekoladę. Dostałem czekoladę i ciastka.
[02:00:47] - Chyba to jakoś uczci.
[02:00:48] - Dokładnie. Także chłopaki, nie przejmujcie się, że co dwa tygodnie czujecie się kiepsko. Macie moment i to się zdarza. I faktycznie, szczególnie jak pracujesz w stresie, w takich mocnych, intensywnych warunkach. Chłopakom się mówi, że są stworzeni do, nie wiem, do harowania gorzej niż zwierzęta pociągowe najbardziej katowane w historii świata. I tak się wmówiło chłopakom i chłopaki, wiesz, będę silny, wiesz, dam radę, pójdę na wojnę, wygram. Wiesz, tego typu rzeczy. Nie zdają sobie sprawy, że właściwie są tak samo delikatnie skonstruowani od tej strony jak kobiety. I że właściwie można sobie odpuścić to takie zapuszczanie tych wąsów, że tak powiem i ostrzenie tej siekiery i tam przeładowywanie tego zamka w karabinie. Można sobie odpuścić i można po prostu usiąść, zjeść czekoladę.
Rozumiesz? Można sobie zjeść czekoladę po prostu zwyczajnie, bo dokładnie mamy to samo. Też księżyc i cały układ kosmiczny oddziałuje na nas. Mamy trudne dni w życiu faceta. Mówiąc szczerze, raz na dwa tygodnie, tak samo jak kobiety. Co zresztą jest dosyć zabawne, bo kiedy ktoś jest w związku, to te dwa cykle się synchronizują. Dlatego faceci się słabo czują, tacy wyciszeni w momencie, kiedy kobieta ma trudne dni. A to nie dlatego, że to też wpływ partnerki i tak dalej. Razem się dealuje wspólnie życie to jedna sprawa, ale druga rzecz to jest to, że my po prostu jesteśmy tak naturalnie skonstruowani, bo my też mamy dokładnie ten moment. Ciekawostka.
[02:02:09] - Na koniec globalnie tylko coś rzucę, bo jak ktoś się interesuje planetami i tak dalej, przepływem energii z planet ze Słońca i tak, to kilka dni temu był bardzo duży spływ pozytywnej energii do Ziemi i to takiej, że mogłoby paru ludzi obudzić, bo by takim przypłynęła taka pozytywna energia. I co zrobili? Zrzucili największą bombę, jaką mają na Afganistan.
[02:02:35] - Tak.
[02:02:36] - Żeby zwrócić uwagę na coś złego, żeby ludzie nie poczuli tego dobrego, co czują w sobie, żeby się przerazili, żeby się przestraszyli, że coś się dzieje.
[02:02:47] - To teraz pewne powiedzonko znane z amerykańskich filmów jako dowcip działa. Może mieli okres.
[02:02:56] - Może mieli okres. My żeśmy ze znajomymi patrzyli w różne układy astrologiczne i jeszcze żeśmy zaglądali innymi metodami i ten dzień nam wychodził, że jest naprawdę mocny, że coś się musi wtedy wydarzyć.
[02:03:09] - Ja cię ucieszę. Tu się wydarzyła, w moim domowym laboratorium wydarzyły się bardzo ciekawe sprawy. Także wszystko jest okej, proszę pana.
[02:03:18] - No dobrze. Tak myślałem, że jesteśmy na dobrej drodze. Wszystkiego dobrego.
[02:03:22] - Jesteśmy na bardzo dobrej drodze, proszę pana. Także chyba to dobre się wydarzyło jednak. Ta bomba to chyba nic przy tym. Na to wygląda.
[02:03:30] - Właśnie chyba tak się wydarzyło, jak przewidywali. I teraz jest wielkie zdziwienie, co dalej.
[02:03:35] - Nie, może wyskoczą przez okno.
[02:03:39] - Nie wiem.
[02:03:40] - Życzę udanego lotu. Się rozbiją jak ta ich bomba. Dokładnie tylko to ich czeka. Ale to już nie nasz problem. Tymczasem wracajmy do naszych spraw. Ja dziękuję serdecznie za telefon, za odezwanie się.
[02:03:55] - Dziękuję. W tym momencie.
[02:03:57] - Miłego, proszę pana. Miłej czekolady i miłego kompotu. Nara. All right, dokładnie. Także tak jak słyszałeś, drogi słuchaczku i droga słuchaczko, wszyscy jesteśmy właściwie tacy sami pod wieloma względami. To tylko ta cywilizacja, właściwie nie cywilizacja, kilku cwaniaków próbuje wiecznie nas polaryzować, wbrew temu, jak jest zbudowany cały kosmos, wbrew rzeczywistej naturze istnienia tego świata. Ale też czas goni do przodu, też nie stoi w miejscu. Też nie da się zachować tych tajemnic na tysiące lat, zakopać pod ziemią. Zawsze będzie ktoś, kto wyskoczy, odkryje coś nowego, znajdzie. I zawsze będzie ten moment, kiedy stare sztuczki przestają działać i bohaterowie minionych czasów bardzo szybko okazują się cwaniakami, złodziejami i bandytami, którzy po prostu poprzebierali się w kolorowe ciuszki, żeby lepiej wyglądać.
Także prawda, myślę, zawsze wypływa. Nie ma dyskusji na ten temat. Czasami trwa to troszeczkę dłużej, czasami trochę krócej. To już kwestia tylko i wyłącznie tej przestrzeni pomiędzy punktem A a punktem B. Niemniej jest to droga, która jest nieunikniona. To zawsze się dzieje. I tak czy siak, jakikolwiek rozwój jest automatycznie cmentarzem wszystkich tych chorych idei pod tytułem dualizm, wojny, myślenie o sobie jako kawałku zębatki, wszystkie te rzeczy, fizyczne, Newtonowskie myślenie o sobie. Nawet to, na co wydano te miliony dolarów, te pokolenia, którym wyprano mózgi. Nawet to, jak się okazuje, niewiele pomaga, bo tutaj wychodzą zupełnie inne rzeczy spod dywanu. A co dopiero mówić, kiedy wbijemy łopatę w ziemi, to co stamtąd wychodzi, to już w ogóle głowa mała.
A ja kończę tą dzisiejszą „Hiperprzestrzeń” i zapraszam cię za tydzień i ja będę ciągnął ten wątek, bo tu chcę poruszyć jedną historię, która się wydarzyła we Francji i ciągle mi ta historia umyka. To jest historia sprzed 300 lat, bardzo ciekawa, związana właśnie z Egiptem i liczę na to, że wreszcie ją tutaj opowiem konkretnie, ale to może za tydzień, bo to dalej ciągle ten sam temat. Dalej my na tej planecie i dalej my znajdujący wreszcie ten moment, żeby skumać, kim tu jesteśmy, co my tu robimy i że wszystko jest okej i że wszystko jest naprawdę w bardzo dobrym stanie, pod warunkiem, że my jesteśmy w bardzo dobrym stanie. Otóż to. To ja się zawijam. Dziękuję jeszcze raz wszystkim słuchaczom i tobie słuchaczko, i tobie słuchaczku za wysłuchanie tej „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam księcia Edwarda. Właśnie przypominam, że książę pojawia się w środku tygodnia. Ja ostatnio przespałem, dosłownie przespałem księcia. Tak się złożyło.
Ale pozdrawiam serdecznie. Wtedy się pojawię, także będę w tym tygodniu. Także zapraszam na czata Radia Na Fali przy okazji. No i co jeszcze? Zapraszam na stronę radia do takich przepastnych starych archiwów. Jeżeli ktoś tutaj nie wie, co to jest Radio Na Fali, bo my tak ostatnio jesteśmy na takich dłuższych wakacjach jako radio. Znaczy my, książę, ja i wszyscy ci, którzy są dookoła. Za chwilę będziemy być może kończyli te wakacje. Po pięciu latach non stop przed mikrofonem należą się wakacje na parę chwil. Zapomnieć o tym wszystkim, przemyśleć sobie na nowo, wymyślić sobie nowy świat po prostu.
Albo jakoś tak. Albo skonfrontować stary z tym jeszcze nowszym. I don't know. Po prostu czasami potrzeba chwilę oddechu. Także mamy chwilę oddechu ze stroną, ale to nie znaczy, że nie ma tam archiwów, gdzie są właśnie niektóre z tych wątków, które dzisiaj wspomniałem, dosyć dobrze opowiedziane, tak dosyć precyzyjnie z datami i skąd się to wzięło. Także jakby co, zapraszam cię serdecznie do archiwum Radia Na Fali. Tam radianafali.com znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. A ja tymczasem się zawijam i do usłyszenia w następnej „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium bardzo serdecznie i wszystkich czatowników, którzy tam na czacie Radia Paranormalium siedzą, a ja tu jestem na czacie Radia Na Fali. No i oczywiście jak najbardziej pozdrawiam słuchaczy „Czasu snu”, radiaczasnu.com, czyli Grzegorza i całą tą ekipę, która tam słucha tych opowieści sennych.
Ja też słucham. Taka jest prawda. Nie będę udawał, że nie. Dobra, to ja tymczasem znikam. Zostawiam ci tam samopas. Jeżeli słuchasz tego offline, to czas najwyższy wstać, rozprostować kości albo coś w tym stylu. A ja zapraszam wszystkich tu obecnych duszą i ciałem w ten piękny sobotni wieczór na bardzo krótką wieczorową porę. Mam troszkę muzyczki do puszczenia, którą koniecznie chcę puścić. Nie mogę odpuścić. Także będzie trochę muzyczki.
No i trochę takich refleksji na sam koniec. Taki krótki moment z wieczorową porą w sobotnią noc w Radiu Na Fali. To co? To ja znikam. Jeszcze raz dzięki za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Dzięki za wspieranie tego zamieszania. Tymczasem do usłyszenia następnym razem. Jedyne, co mogę ci powiedzieć to to, że słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. To think for yourself and question authority