[00:00] - To think for yourself and question authority. W Radiu Na Fali oczywiście jak zwykle sobotni wieczór. Ja mam na imię Tomek. To się nazywa Hiperprzestrzeń. Dzisiaj będę miotał mikrofonem, bo ciężko mi go dzisiaj ustawić. Jak zwykle coś musi być ciężko. Nie, udało się. Udało się. No właśnie. Praktyka czyni mistrza.
Także witam cię w Hiperprzestrzeni. Pozdrawiam serdecznie Mecenasko i Mecenasi Radia Na Fali. Pisano w „Człowieku”. Pozdrawiam serdecznie Ivelliosa. Tu będę jeszcze dokręcał mikrofon. Sorry za hałasy, ale wiesz jak to jest. Na gorąco, życie na gorąco. Ja dzisiaj w ogóle taki na gorąco jestem. Pozdrawiam serdecznie też Grzegorza, czyli Radio Paranormalium, radioczasnu.com, paranormalium.pl. Właśnie.
Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium, którzy tu wepnęli przy okazji. No i oczywiście ciebie, słuchaczko i słuchaczu Radia Na Fali. Się ostatnio troszeczkę obijam z tym radiem, to każdy widzi. I bardzo dobrze. Ja też potrzebuję trochę wakacji, ale dzisiaj nie obijałem się i ostatnio nie obijałem się tutaj z ustawieniami różnych rzeczy. I dzisiaj jest szczęśliwy moment, gdzie troszeczkę inaczej, tak muszę się pochwalić tak sam z siebie, wyeliminowałem kolejne połączenie pomiędzy sprzętem, kablami z drugim sprzętem, z czymś jeszcze i tak dalej, i tak dalej. I w ogóle jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, bo udało mi się ogarnąć temat, można powiedzieć, domowego studia radiowego. Wreszcie wykorzystałem ten czas. Także ja też mam swoje małe święto. Otóż to.
Ja tak dzisiaj przy sobocie po robocie. Jutro, jutro też mam jakieś tam zajęcia. Także dzisiaj nie będzie wieczorowej pory, bo znikam się wyspać. Muszę chleb zrobić, kilka innych rzeczy. Wiesz jak to jest w życiu. A jutro mam długi dzień tak czy siak. Także dzisiaj tylko Hiperprzestrzeń. Zatem zostań tu człowieku, a jeżeli słuchasz tego offline to pomiń to, puść to gdzieś po uszach w drugą, nieistotną stronę, bo ja w tym momencie tu jestem i mam opowieść dla ciebie. Także mniejsza o historie, które się wydarzą później. Nie wydarzą się, dzisiaj tylko Hiperprzestrzeń.
To tu zostań. Dokładnie. A co ja dzisiaj będę ciągnął? Dzisiaj oczywiście będę ciągnął swój radosny wątek, oczywiście piramidalny, bo nie może być tak, że nie ma piramidalnego wątku. Ja ostatnio mam bardzo piramidalnie z tym wątkiem. Trochę o cywilizacjach, trochę mniej trupa z szafy i będę chciał udać się do przeszłości, bo zastanawiam się nad kilkoma ciekawymi rzeczami związanymi w sumie, ale tak z trupem z szafy. Atlantyda, te historie. Tam jest w ogóle dookoła tej Atlantydy niezła opowieść. W takim bardzo bajkowym skrócie nie będę mówił kto, co i jak. Po prostu powiem ci to w formie bajki.
Znajdziesz sobie na Wikipedii. Słuchaj, ja będę taki bezczelny, że ja sobie wejdę na tą Wikipedię i zobaczę, co tam w ogóle jest pod nazwą Atlantyda. Atlantyda. Ja w ogóle jestem na Skypie. Właśnie, muszę się zaraz zalogować na tego Skype'a z mikrofonem i będziesz mógł sobie zadzwonić. Atlantyda. Zobaczmy, co tam jest. Oczywiście mitologiczna wyspa, no właśnie, gdzieś tam alegoria i tak dalej, i tak dalej. Chodzi o Plato. Monsieur miał na imię Plato i to Plato przywiózł tą opowieść do naszego świata.
Opowieść jest ciekawa, tak. Nie będę taki stricte taki wiesz. Wkleję na czata. W ogóle jestem na czacie Radia Na Fali, także zapraszam serdecznie. Będę wklejał troszkę linków, będę tak na żywo, taka opowieść, wiesz, przy ognisku jestem, też sobie siedzę, herbatę mam, obijam się. Hehe. Dzisiaj jest sobota, daj spokój, jestem po robocie. Ale piękny dzień. Jestem szczęśliwy z tego, co zrobiłem. Nie powiem ci co, ale jestem szczęśliwy.
Anyway, właśnie wracam do historii z Atlantydą. Słuchaj, już zmierzam do puenty co z dzisiejszą opowieścią w ogóle. No więc pojawiła się ta Atlantyda. Ona jest w naszym takim, wiesz, micie o niesamowitym kontynencie, cywilizacji i tak dalej. Dzisiaj tu z ziomem rozmawiałem właśnie na ten temat. No muszę chyba pociągnąć tą dyskusję kiedyś z nim. Ciekawe, co on wie na ten temat. Ale ja też kiedyś tak przeszukiwałem, przeskrobałem troszeczkę po tych książkach, też lata temu, bo to w sumie taki pierwszy temat. Pierwsze, czego człowiek się dowiaduje, to to, że była jakaś Atlantyda, zagubiona kraina z niesamowitymi legendami. Słynna historia.
Okręgi dookoła, prawda? Budynek pośrodku, okręgi. Babuszka, rosyjska babuszka. Nie mylić z ruletką. Oprócz tego oczywiście historyczne opowieści o mocy kryształów. Wiesz co? Wiesz, o co mi chodzi, droga słuchaczko i słuchaczu. Dookoła Atlantydy krąży niezliczona ilość mitów i legend, których ani ja, ani ty nie są-- nietomna jesteśmy przytoczyć, nawet gdybyśmy tu siedzieli przez kolejny rok czasu. Prawdopodobnie. Anyway, taka bajkowa historia skąd w ogóle ta opowieść się wzięła w takim wielkim skrócie.
Ów Plato wylądował pewnego dnia w Egipcie. Studiował tam w Aleksandrii i to akurat jest prawda. I z tej Aleksandrii po siedmiu latach czy jakoś tak dłużej przywiózł tą historię. Właściwie nawet nie on, tylko właściwie jego brat, jak się później okazało. Gdyż jego brat tam pojechał i studiował. On też tam był i też coś tam ponoć przywiózł, ale wiesz co, to zakręcona historia. Ja to jeszcze muszę prześledzić pewnego dnia i opowiedzieć ci tak konkretnie. W każdym razie tą historię znamy od Platona, który opowiedział, że usłyszał o tym, że tam dawno temu, kiedyś egipski mnich opowiedział jednemu Grekowi taką sprawę, że dawno, dawno temu była taka cywilizacja Atlantyda. Ktoś tak ją trafił, nie wiadomo jak i nie wiadomo co. Bogowie się pokłócili, komuś nie poszło w kartach.
Rozumiesz. Ktoś dziewczynę stracił, poszło na noże. Jakaś mocna historia. Część z tych ocalałych została uratowana. Też pojawiła się w Egipcie i stąd powstała cywilizacja egipska. W takim naprawdę bardzo wielkim skrócie. Oczywiście Atlantyda, historia kontaktu z kosmitami, historia niesamowitej technologii, historia. Milion historii właściwie powinienem powiedzieć. Tak jakoś. I to wszystko mniej więcej od Platona się zaczęło.
Właściwie on to spisał, także na niego poszło, ale historia była prawdopodobnie znana wcześniej przez kilku mu poprzednich w historii świata. Ja tak może zrobiłem taki akcent, bo tak sobie starałem przypomnieć. Tak sobie zrobiłem taki akcent. Właśnie tak sobie zrobiłem. Tak sobie lubię robić. Przypomniałem sobie, że przecież on miał właśnie tych kuzynów i to zdaje się tamta historia głosi, że on usłyszał tą historię od albo kuzyna, albo brata. Ja to muszę prześledzić jeszcze raz, jak powiedziałem, bo zapomniałem w tym momencie. I jest to historia, która też była gdzieś tam, że wiesz, to się wydarzyło dawno temu. To nie jest tak, że ktoś tam widział na własne oczy i opowiedział ci, co widział albo mi. Z reguły były to historie, które ktoś powiedział, że ktoś widział, bo gdzieś ktoś mu powiedział: „Słuchaj, wiesz jak to jest, Antonio okazał się kuzynem Rodrigueza i wtedy Manuela, która znała się z Sabiną...”.
Wiesz, o co chodzi. Ciężka, brutalna, bezlitosna historia z brazylijskiej telenoweli w środku lasu. Także to, co słyszymy, właściwie to, co możemy przeczytać na temat tej oryginalnej opowieści na temat Atlantydy, jest taka wiesz, ciężko tutaj ogarnąć temat, na ile jest tutaj konfabulacji, na ile jest rzeczywistości. Wiadomo natomiast jedną rzecz ze śledzenia troszkę innych kultur. Tu jak zwykle zwłoki z szafy muszę wyciągnąć, że opowieści o poprzednikach jest wiele i to właśnie o takich wiesz, zagubionych krainach. Słynna historia to jest coś, co mnie fascynuje przez całe życie. To jest sprawa związana z... Kurde, powinienem dzisiaj książkę wyciągnąć, ale nie będę wyciągał, bo to troszkę głupio, bo to jakbym robił tłumaczenie książki Grahama Hancocka, a ja tu mam własny koncept. Własny koncept. Taki jestem cwany.
Graham Hancock, doskonały researcher. Taki koleś, który sobie jeździ po świecie, robi zdjęcia z żoną. Żona robi niesamowite zdjęcia. No i publikuje książki na ten temat i odkopuje troszkę takich artefaktów. On ma swoją koncepcję na ten temat. Ja kiedyś może więcej na ten temat powiem. Jest jego książka, ale to nie chcę małać jego książek. To po prostu trzeba sobie kupić tą książkę, przeczytać tą książkę albo posłuchać, o czym Graham Hancock mówi. Polecam serdecznie. Bardzo cenna postać.
Ja go lubię z wielu różnych powodów. Jest bliski mojemu sercu, gdyż jest użytkownikiem substancji o nazwie ayahuasca. Też mam sentyment do tej substancji, także znajdujemy wiele wspólnych refleksji. Tak to jest. Ja pewnie z tobą też znajduję jakieś wspólne refleksje. Także nie jest źle. Spokojnie, człowieku. To, że razem wiesz, nie robiliśmy jagę. Człowieku, nie panikuj, wszystko jest okej. Ale wracając do tych refleksji, on tam lubi czasami przeszperać i mu, że tak powiem, współcześni i znani poszukiwacze.
Tam jest John Anthony West, który tam śledzi pewne rzeczy. Robert Bauval. Tam jest taka pani, która się nazywa Caroline Butler. To jest pani profesor z Kanady. Jest troszkę ludzi. Gdybym miał wymienić, to taka dłuższa troszkę lista, ale na razie może zostawię to wszystko i przeskoczę do tego mitu, tej legendy. Niby legendy oczywiście. Legendy, która krąży wszędzie po świecie, że był gdzieś jakiś duży kontynent i ja mam tu Wyspę Wielkanocną z tymi posągami wielkanocnymi. Maui tak to się nazywa. Jeden z tych posągów, ponoć najstarszy i najbardziej święty z tej całej kolekcji, został buchnięty przez Anglików, poważnie, i postawiony w British Museum.
Także jeżeli tylko chcę i mam ochotę, mogę wybrać się do centrum miasta Londyn, gdyż jestem mieszkańcem południowej części tego miasta i obejrzeć skradziony z Wyspy Wielkanocnej posąg. Ponoć to jest replika, ale ja myślę, że tam stoi chyba jakiś oryginał. Niesamowicie to wygląda. Ma piękne wzorki na plecach. Są takie ptaszki z takimi długimi dziobami narysowane. Niesamowicie to wygląda. Wygląda tak, jakby facet miał skrzydła na plecach, jakby go ptaki niosły. Taka metafora. Przynajmniej ja to tak widzę. Oczywiście możesz to odczytać inaczej.
Tam oczywiście jest pasek z tyłu. Widać, że to jest, że na nim jest taki skafanderek, ubiorek. Tak zdziecięcalizuję. Nowe słowo zdziecięcalizować. Oczywiście. I ten skafanderek jest taki lotny chyba troszeczkę, bo tam symbole tych ptaków, jakby on latał. Niesamowicie to wygląda. Zawsze robi na mnie niezłe wrażenie. Tam jest akurat taki mniejszy postument w tym British Museum, a na wyspie są większe. I była taka historia jak niejaki Eyendahl, człowiek, który stwierdził, że to niesamowita kultura i jako pierwszy sprzeciwił się w latach 50.
ogólnej koncepcji historyków, która mówiła, że wyspa została zamieszkana, tudzież cała Polinezja z kierunku Azji. Tudzież okazało się, że właściwie kierunek jest troszeczkę inny. Eyendahl zbudował tratwę. Zbudował ją z trzciny, która rośnie na jeziorze Titicaca w Peru. Otóż to. I następnie taki zatrważający moment. Zrobimy taki akcent jak w amerykańskich filmach dokumentalnych. Czasami trzeba, przestań. W każdym razie dżentelmen zrobił tą łódkę i stwierdził, że ta łódka się nadaje świetnie do żeglowania po oceanie i przepłynął ten dystans, posługując się nawigacją na gwiazdy. Tak normalnie.
Oczywiście coś go tam ponoć chyba zabezpieczało. Nie pamiętam już całej tej historii. W każdym razie udowodnił jako naukowiec antropolog, że to się da zrobić. No i wysunął taką tezę, że mieszkańcy Polinezji, tej części świata, przywędrowali z Ameryki Południowej i z innego miejsca. To właściwie komunikacja była w tamtą stronę, właściwie chyba w drugą stronę, że tam mieszkańcy zaginionego lądu z tych Wysp Wielkanocnych ruszyli tyłek i przepłynęli przez ocean, wylądując w Ameryce Południowej. Że nie Indianie tam przez Czukotkę, znaczy nie Indianie, gdzieś tam Syberię, Czukotkę, a w... Jak się nazywa? Gdzie znaleziono złoto? Alaskę. Przez Alaskę, Kalifornię, gdzieś tam w dół zeszli do Ameryki Południowej.
Nie, nie, nie. Koncept był taki, że Migracja była przez ocean i ta migracja zakładała w pewnej teorii wspomnienie z legend, które panują tam na wyspach. Wspomnienie o kontynencie Mu. Brzmi jak taka krowiasta sprawa. Mu. Kontynent Mu. Tam jest z kolei opowieść o zaginionym czymś takim. W Indiach jest z kolei opowieść o zaginionych miastach. O ile jeszcze oczywiście mamy te wszystkie wykopaliska gdzieś tam w ziemi pod piramidami i wszystkie rzeczy, które możemy teoretycznie pojechać zwiedzić, to mamy masę tego pod wodą i nikt właściwie nie wie, jak dużo tego jest. Ja tu się przywołam oczywiście na słynną legendarną wyspę w Japonii o nazwie Yonaguni.
Tak to się nazywa. Jest na samym południu Japonii i pod spodem, pod wodą jest taki koncept. Co ja mówię, jaki koncept? Kompleks podwodny. No tak, jest pod wodą. To jest podwodny. Jest taki kompleks wyrzeźbiony w skale. Niesamowita historia. Oczywiście ponoć ktoś tam widział wcześniej, że coś tam było, ale to taka naturalna formacja. W końcu w pewnym momencie kilku ludzi z butlami, łącznie z lokalnym naukowcem geologiem, zeszło pod ziemię i z naukowcami z różnego miejsca, łącznie z rzeczonym wspomnianym przeze mnie wcześniej Grahamem Hancockiem i nie tylko, bo Rosjanie tam nurkowali, wiele grup z wielu krajów zajmujących się poszukiwaniem pradawnych cywilizacji.
No i zanurkowali na tą odległość stu metrów. Tam jest dosyć ciężko ponoć nurkować, trzeba tam z ubezpieczeniem i tak dalej. Trzeba się na tym znać, bo są silne prądy, troszkę głęboko, sto metrów. No i się okazuje, że nie jest to za bardzo naturalna formacja. Jest taki, można powiedzieć, ścięty kawałek klifu, na którym są takie, no nie wiem, coś w rodzaju boisk, przejścia pomiędzy tymi boiskami. Zrobione tak, że to widać, że to ludzką ręką. Jest coś, co wygląda jak kawałek twarzy człowieka, coś, co wygląda jak sfinks. Tutaj znowu analogia do sfinksa w Egipcie. Ten mit o upadłej, można powiedzieć, cywilizacji, u niektórych upadłej, chociażby w opowieści Platona, u niektórych być może zaginionej pod wpływem katastrofy. To jest ten mit o wielkiej katastrofie i ten mit o wielkiej katastrofie, podejrzewam, często nie jest brany pod uwagę, bo bardzo często szukamy właśnie mitu o powodzi, konkretnie powodzi, a tu jest chyba taki mit troszkę bardziej kompleksowy, związany z poprzednią cywilizacją, która runęła.
Indianie Hopi mają taką gadkę, w której mówią, że cywilizacji było cztery i teraz będzie piąta, nadchodzi piąta. Ale wiesz co? Z tym jest zawsze zamieszanie, bo z kolei ktoś, kto tam bada sobie historię samej Ameryki Południowej oraz Jukatanu, czyli Mezoameryka, no to ci powie, że cywilizacji było już pięć, a teraz będzie szósta. Ale. Excuse moi, monsieur. Doskonała herbata, ale jest jedna rzecz, która właściwie wydaje się może pogodzić te dwa stanowiska. To jest taki mój koncept z tym związany. Nie wiem, czy tak jest. To jest takie moje przypuszczenie, moja drobna spekulacja. Czekaj, tylko odłożę sobie tu gdzieś klawiaturę na bok.
Za siebie najlepiej. I właśnie. Może ja jeszcze podłączę mikrofon, jakby ktoś chciał dzwonić. Sekundę, moment, ja tu jeszcze podłączę mikrofon. W każdym razie spekulacja brzmi tak. Momencik, momencik, nie mogę robić dwóch rzeczy naraz. Strasznie to takie uwłaczające do mojej koncentracji, jak muszę coś podłączyć i jednocześnie coś opowiadać. Momencik. Płonie ognisko w lesie. Dym i ogień.
Właściwie biały wiesz, w każdym razie. Okej, jestem już włączony w Skypie. No ale wracam do tej koncepcji związanej z zaginięciem cywilizacji. Znaczy zaginięciem, że niekoniecznie jest to kwestia... Że powódź jest tylko jedną z części takiej troszkę bardziej kompleksowej opowieści i niekoniecznie albo pięć, albo cztery. Więc koncept brzmi tak: wyobraźmy sobie... To jest w ogóle koncept nie mój, tylko Indian Hopi właściwie, bo też jestem słabo oryginalny tutaj. Ja strasznie mam sentyment do tych Indian Hopi. Kachuna, wiesz, te przedstawienia duchów, energii, które tam mieszkają. Piękna historia.
W każdym razie wracając do tej mojej koncepcji, bo ciągle nie mogę jej uzupełnić. Więc polega to na tym, że właściwie nie zaczął się ten piąty cykl. Ten piąty cykl według Kachuna. Czy cykl się zaczął według Indian, na przykład nieistniejących już Indian z Mezoameryki albo z Ameryki Środkowej? Tego nie wiemy. Właściwie to, co odnajdujemy, to jest spuścizna kultury po kulturze. Kiedy przyszli tam jezuici razem z Hiszpanami, Portugalczykami, zapytali się i się pytali lokalnych mieszkańców, kto budował te piramidy. Te odpowiedzi są zapisane w kronikach jezuickich. Można to znaleźć. Jest to nawet opublikowane.
I oni jasno mówili, że oni przyszli z przodkami kiedyś tam. Odkryli te lasy, znaczy lasy. Odkryli miasta bogów w lasach, wyczyścili je i zaczęli czcić tam bogów, ponieważ przodkowie powiedzieli im, że pewnego dnia bogowie wrócą. Więc oni zamieszkali w miastach, które zbudowali ci bogowie, żeby kiedy oni wrócą, spotkać się ze swoimi bogami. Część ześwirowała po drodze, zaczęła wyrywać sobie serce i odgryzać głowy prawdopodobnie. No prawie że odgryzać głowy. Są ślady. Ja tak sobie zażartowałem, ale to słaby żart, bo są ślady. Ostatnio czytałem chyba z dwa lata temu w jakimś Archaeological Journal i tak dalej. Są takie gazety, takie wiesz, oficjalne, mainstreamowe, ale ja sobie przeglądam czasami takie rzeczy.
Kości w Meksyku, właśnie w okolicy tego całego kompleksu świątyni Księżyca, Świątyni Słońca. To się nazywa Teotihuacan. To jest zdaje się, na obrzeżu Meksyku. Jak przylatujesz do Meksyku, tam jest specjalna linia dla turystów. Nigdy tam nie byłem. W każdym razie znaleziono tam szczątki kości ludzkich i numer polega na tym, że na kościach są ślady nożyków takich. Bon appétit, monsieur. Może jeszcze podać tutaj? Mam karkóweczkę z kością, taka doskonale przypieczona. Józef Kowalski miał na imię, ależ doskonale przypieczony.
Coś w tym stylu. Okazało się, że spożywano tam ludzkie mięso i się troszkę wszyscy zdziwili, że to ups, daisy, to gdzieś w jakiejś jaskini jakieś takie rytualne historie. W każdym razie to już jest taka moja spekulacja troszeczkę, bo właściwie nie wiadomo co i jak. No ale to wygląda na rytualne historie. Tylko że to już takie wiesz, moje podejrzenia, naukowców podobne. Nie wiadomo, ale w każdym razie się człowiek oszalał. I jest taka w ogóle ciekawa legenda à propos tego szaleństwa człowieka, jeszcze związana z medycyną z dżungli pod nazwą ayahuasca, co dzisiaj wspomniałem, bo to jest też ciekawa rzecz. Ponoć jest to roślina, bo to ciekawa historia, nieprzeciętna medycyna. Ja o tym nie będę zbyt wiele dzisiaj mówił, bo to jakby godzinami można. No ale człowieku, wiesz co to jest ayahuasca?
Każdy wie, co to jest ayahuasca, a jak nie wie, to niech sobie sprawdzi. „DMT Molekuła duszy” jest tam substancja o nazwie DMT. „DMT Molekuła duszy” to książka profesora Ricka Strassmana na ten temat. Można sobie przeczytać. To już troszkę out of date, czyli nieaktualne. W sensie więcej już wiemy na ten temat. Także jak potrzepiesz w internecie wujka Google, poszarpiesz go za rękaw, to tam z tej wyszukiwareczki ci wyleci sporo na ten temat, łącznie z filmami dokumentalnymi. Mix dwóch roślin głównie. I ten mix wszystkich zastanawia, zaskakuje jak to jest możliwe, żeby w dżungli amazońskiej dżungli, w której występują miliony, gazliony, tryliony, gazbilion, wiesz, nieskończonej ilości roślin, znaleźć dwie rośliny i wiedzieć, jak je połączyć ze sobą, żeby one zrobiły taką potężną medycynę. To w ogóle zastanawia do dzisiaj każdego naukowca.
To jest taki punkt pytania. To jest jakaś kosmiczna sprawa. Jak to się mogło wydarzyć? No bo weź ty zestój roślinki gdzieś na przestrzeni czegoś, co ma nie Europę, tylko wielkość Rosji, proszę koleżanki i kolegi. Tak właśnie. I weź przejdź ten las i znajdź dwie takie roślinki. W sensie skumać, co z nimi zrobić razem. Bo oczywiście to, że sobie tam zjesz od razu, to nie zadziała. Musisz znać procedurę przyrządzania tych roślinek. W każdym razie jest legenda do takich medycznych roślin, bo jest ich prawdopodobnie troszeczkę więcej w Amazonii.
My nie wiemy wszystkiego. To takie zdrowe założenie, że nie wiemy wszystkiego. I z tej okazji są opowieści na temat tych roślin, skąd się wzięły i opowieści na przykład dookoła ayahuaski. Jest dużo różnych legend o księciu, który dostał tą substancję i tak dalej. Ale zanim pojawi się książę, pojawia się gadka o królestwie. Bo jeżeli jest książę, to musiał być jakimś księciem skądś. W każdym razie nawet w tej oficjalnej legendzie, że przychodzi książę łaska czy jakoś tak i zrobił coś złego, przeskrobał. Mama Natura dała mu odpowiedź. On ją przyniósł. Legend jest naprawdę sporo.
Jest kilka takich głównych, ale jest taka jedna bardzo ciekawa historia związana z ayahuaską, która jest opowiadana przez z kolei tych Indian, którzy nie przebierają się na biało. Robią właściwie różną ayahuaskę. Czasami zdziwiłbyś się, bo wcale nie była aż takiej mocnej. Absolutnie. Troszeczkę inaczej, ale no może mocno w inny sposób. Inaczej dobierają zioła. Może tak bym to określił. W każdym razie mają bardzo ciekawą odpowiedź, skąd się u nich wzięła ayahuasca. Mówią, że pewnego dnia człowiek tak zwariował, że zaczął jeść swojego brata. Ludzie zaczęli jeść ludzi i oni, mieszkając w tych miastach, zaczęli jeść ludzi.
I dostali tą roślinę od braci z gwiazd. Albo nas z przeszłości tak można nazwać, przyszłości albo jakichś istot takich jak my, takich jak oni. Bo to nie jest mowa o kimś, kto jest kosmiczną istotą, która przychodzi: „Ej, ty Ziemianinie!” To jest ktoś, kto jest naszym bratem. Od braci kosmicznych braci tak to jest nazywane. Dostali tą roślinę, żeby się z tego wyleczyli, żeby już nigdy nie zjadali samych siebie i nikogo. Taka jest legenda, troszkę bardziej brutalna. Taka wiesz, wziąć i odgryźć sobie nogę. Słuchasz się hiperprzestrzeni. Tu w ogóle przy ognisku jestem. Przypominam, że ja tu w ogóle jestem o takiej porze, która się nazywa sobotni wieczór.
U mnie w Londynie jest gdzieś tak po 22:00. Jest właściwie 34 po 22:00. Mam tu zegarek przez całą powagę. Jestem taki, no nie też, żebym był aż tak ogarnięty w życiu, ale zegarek jeszcze mam przed oczami czasami. Także nie wiem, gdzie ty jesteś. Ja tu jestem w sobotni wieczór i sobie coś skręciłem przy okazji, bo oczywiście, kiedy słuchałem muzyki przed tobą, razem z tobą, tu przed tobą, to ja sobie coś skręciłem. W końcu sobotni wieczór. Także zapraszam. Komu dżimu, temu dymu. Czy jakoś tak.
Komu dżinu, komu dymu. To książę jest lepszy w opowiadaniu tej historii. Książę przypominam etykieta zastępcza. W poniedziałek, wtorek, w środę dokładnie w Radiu Na Fali o godzinie 22:00 angielskiego czasu, czyli 23:00 polskiego jako podcast do ściągnięcia oczywiście z czasu snu kropka com. Ja oczywiście też tam jestem do ściągnięcia, w sensie hiperprzestrzeń. Ja do ściągnięcia. No tak, możesz mnie ściągnąć, możesz ściągnąć moją gadkie stamtąd. Możesz też ściągnąć oczywiście hiperprzestrzeń, tak samo jak z Radia Paranormalium. I tak dalej. Ale może zostawię to ogłoszenie.
Wiesz, czasami sobie przypominam, że powinienem powiedzieć coś, co tyczy się jakichś bieżących spraw. Także sorry, wiesz, Gregory. Żeby nie było, że później zapalił joint i zapomniał o poważnych sprawach. Jakoś tak. Poważne sprawy. Dobra, wracamy do poważnych spraw, czyli naszej Atlantydy. Legendy, która nawet się przebija w medycynie ludowej, gdzieś w Ameryce Południowej. Ale mi się rymuje, nawet tego nie czuję. No właśnie dalej nie kontynuuję, bo byłyby białe rymy. W całajach łaską oczywiście.
W sensie cała ta historia, że to jest coś, co zostało dane od przodków, którzy kumali o niebo więcej, budowali jakieś niesamowite rzeczy i stamtąd się wzięły te wszystkie sprawy. My mamy to wszystko, żeby nie zwariować. I jest to oczywiście kolejna część tej całej legendy. Coś, co być może w Polsce nie jest bardzo dobrze znane. W języku polskim, w tej kulturze nie istnieje aż tak solidnie. Ale jeżeli chodzi o krainy anglosaskie, francuskojęzyczne, hiszpańskojęzyczne, to istnieje potężny wpływ kultury z Indii i to naprawdę potężny. Tym bardziej że jest to stara kultura, która właściwie nie straciła swojej ciągłości od chyba 8000 lat, tak spokojnie. Taka jest prawda. Można oczywiście mówić, że jest inaczej, ale to jest rzeczywistość tej kultury. Jedne świątynie są budowane, drugie-- ktoś tu mi puka.
Przepraszam bardzo. Proszę nie pukać. Wszystko musi zostać wyciszone, wzięte out. Żadnych mi takich. W każdym razie, obserwując sobie świątynię, różne zdjęcia tam oglądałem. Akurat tak się złożyło, że troszkę znajomych spędziło trochę czasu i niektórzy tam jeszcze pewnie wrócą i tak dalej. Jakiś taki w miarę solidny kontakt z materiałem fotograficznym, dokumentalnym z tamtego miejsca posiadam. No i z tej okazji okazuje się, że tam na miejscu jest masa takich budynków, które, co tu dużo mówić, góra jest z innej epoki. Ta sama historia co w Egipcie. Środek jest inny i podstawka jest inna, a gdzieś na dole potężne wielkie kamienie.
Tam słynna historia związana z tsunami, że kiedy było wielkie, potężne trzęsienie ziemi, fala tsunami tak cofnęła wodę w zatoce, bo zanim fala się pojawi, jest taki odpływ wody i tak dalej. W każdym razie miejsce, gdzie rybacy mówili, że zawsze tracą sieci, bo jest takie miejsce, się odsłoniło. To chyba kiedyś nawet wspominałem. I okazało się, że jest tam potężne miasto. Tam indyjscy naukowcy zrobili kiedyś na zaproszenie kilku ludzi Zachodu takie wstępne dochodzenie, taki investigation. Nie chcieli za bardzo chyba ruszać tematu, co tam w ogóle jest. Okazało się, że jest cholernie wielkie miasto, które się tam ciągnie prawie po horyzont pod tą wodą, właściwie w całej tej zatoce. No i znowu ten sam numer. Coś pod wodą schowane i oczywiście wielka cywilizacja. I tam też jest legenda o innej krainie, z której w ogóle cywilizacja pochodzi.
No i w tej kulturze jest ta tradycja Wedów, tych indyjskich opowieści, ale one są jakieś takie brutalne. Znowu ktoś komuś wyrywa serce, strzela piorunami jakaś latająca maszyna, która niszczy ziemię. Jakieś takie historie. Stąd się bierze, podejrzewam, duża część opowieści o zniszczeniu planet i tak dalej. Są oczywiście takie współczesne koncepcje związane chociażby z panem Welakowskim, o którym tu wspominałem i nie tylko z nim. Koncepcje oficjalnie brane pod uwagę w ogóle w rosyjskich uniwersytetach, że na przykład nasz Układ Słoneczny wyglądał w ogóle inaczej, że część tych strzałów, które gdzieś tam w historii się wydarzyły na Ziemi, to jest efekt przesuwania się gwiazd w Układzie Słonecznym, znaczy planet. Czyli że coś wpływa na pole grawitacyjno-magnetyczne tego zjawiska. Pyk, pyk i tak jak magnesiki na lodówce się potrafią przysunąć, rozsunąć. Znaczy na lodówce akurat nie, bo one są jednostronne, jednobiegunowe, natomiast takie normalne magnesy reagują na siebie. I to jest podobna historia.
I tam są właśnie opowieści związane z tym, że wszystkie te szrapnele, które tam są na niektórych planetach, ponoć po kometach powstały w wyniku takiego zamieszania, zmieszania się planet i że nie jest to chyba kwestia wojny, tylko kwestia jakiegoś bardziej, można powiedzieć, katastroficznego eventu, wydarzenia w historii cywilizacji niż tylko i wyłącznie, że kolesie, którzy mieli technologię, się poprztykali. No ale oficjalne, znaczy oficjalne, takie najczęściej popularne, najczęściej powtarzane legendy na temat Atlantydy, krainy Mu mówią o jakichś konfliktach zbrojnych. Słynna legenda, bo są takie legendy, które oczywiście mówią i o jednej krainie, i o drugiej w kompleksowym ujęciu, czyli że ci z Atlantydy zaatakowali ci z Mu. Tamci z Mu nie chcieli się oddać, to spuścili mu łomot. Tamci coś odpalili. No i tak się jakoś wszystko złożyło. Słynna legenda, że Atlanci mieli jakąś niesamowitą technologię i że spowodowali jakiś taki myk w historii cywilizacji, że jak włączyli tą technologię, to zdmuchnęli cały świat i wszędzie pojawiła się pustynia. Ale wracając do tej koncepcji zwanej przez Indian Hopi przepowiednią na przyszłość, to jest to moment, kiedy po ostatniej katastrofie tak zwanej, czyli w tym przypadku, w naszym przypadku chociażby niech to będzie 6000 lat do tyłu. Może być to 12 000 lat do tyłu. Właściwie nie wiemy kiedy, bo chodzi o te wszystkie tajemnicze piramidalne historie.
Czyli to teraz się datuje na jakieś tam 36 000 lat do tyłu. Koleś się przesuwają na 250 000 lat do tyłu Sfinksa. No wiesz, dzieją się ciekawe rzeczy. Sami nie wiemy, jak to stare jest. W każdym razie ponoć ta cała cywilizacja wylądowała właśnie w tym miejscu, w Egipcie. Znaczy ponoć jedna z takich głównych, jakby trzonów tej cywilizacji. No i tam jest zapisana część tej informacji. No to co tu dużo mówić, gdzieś ta cywilizacja musiała wystartować i niekoniecznie musiała zostać chyba zdmuchnięta w postaci konfliktu, skoro tak spokojnie sobie startowała od zera. Bo co jest dosyć ciekawe i takie zauważalne, to to, że te cywilizacje nagle pojawiają się znienacka. Nie ma takiej opcji, że ty sobie obserwujesz kolesia, który biega w skórze, biega w tej skórze przez sto lat, drugie dwieście, wymyślił spodnie.
A później wymyślił buty. A później wymyślił, że do pracy dojedzie sobie samochodem po autostradzie. Takiego procesu w ogóle nie widać. Jest proces zupełnie w drugą stronę. To jest ta słynna historia z egipskimi artefaktami. Wiem, bo śledzę osobiście, na własne oczy, organoleptycznie i dotykowo, bo macam czasami takie różne stare artefakty, można tak to nazwać. Dzbanki, rozumiesz pan i pani. Numer polega na tym, że im starsze, tym lepiej wykonane. Im nowsze, tym większe dziadostwo. I to nawet nie dziadostwo.
Te nowsze w ogóle mają inną technologię. Nawet nie mają nic wspólnego z tymi starymi. Można w ten sposób to opisać. Zupełnie inna technologia robienia, produkcji, inne materiały, wszystko po prostu inne. Czyli zamiast tej słynnej sytuacji i opowieści o tym, jakoby wpierw w skórze, później wymyślił gacie, później założył buty, a później z aktówką wsiadł do taksówki. Odpadają, bo właściwie wygląda tak, że wpierw chyba nawet nie było taksówki. Był jakiś statek kosmiczny, a później coś się stało i ten koleś ciągle próbował sobie zrobić aktówkę i wymyślił sobie nawet samochód do tej aktówki. Trochę jakby historia zupełnie robiła taki nieustanny dowcip wszystkim historykom, którzy uważają, że rozwój idzie do przodu, a tu się okazuje, że ciągle jest do tyłu. Jest ten problem właśnie z owym tajemniczym konfliktem. Skąd się w ogóle to wszystko wzięło?
Oczywiście te legendy o zaginionej cywilizacji towarzyszą wszędzie. Jak wspomnę jeszcze na moment, bo chcę się cofnąć do tej Wyspy Wielkanocnej, gdzie zrobiono dodatkowe wykopaliska. Okazało się, że te figurki, które tylko tam popiersiami wystawały nad ziemię, okazały się dwa razy większe, schowane w środku. Czyli w ogóle wszystkie te wytłumaczenia na temat kto to robił, po co to robił, znowu znalazły kolejną liczbę pytań bez odpowiedzi. Czyli teraz nikt już właściwie nie jest w stanie skojarzyć, o co tam właściwie chodzi. Poza oczywiście hipotezami, bo tylko tyle nam zostaje. Jest tajemnicze pismo. Tak, tak, jest pismo Rapa Nui, tak się nazywa. Do tej pory nieodczytane. To samo pismo gdzieś tam się pojawia w okolicy, czasami jakichś kawałków z pisma fenickiego w Europie.
Gdzieś się pojawia podobne pismo w Sumerii, gdzieś się pojawia we wczesnych egipskich historiach. I jest kilka znaczków na świecie, które są wspólne dla całego świata. Wcale nie żartuję. Jest nawet taka lista zrobiona i te wszystkie glify, czy jak to się tam nazywa, petroglify właściwie to jest poprawna nazwa, są spisane, każdy jest skatalogowany, każdy ma swój numerek i w ten sposób się sprawdza te wszystkie rzeczy. Zresztą w podobny sposób dżentelmeni, którzy znają się na literaturze pisanej egipskim pismem, z tymi hieroglifami sprawdzili, czy przypadkiem zapisy znalezione w Australii w bardzo ciekawym miejscu są prawdziwe. Czy jest szansa na to, że są prawdziwe? No i się okazało, że właściwie ktoś musiał znać nieźle te pismo egipskie i to lepiej niż w czasach, kiedy ktokolwiek mógł to potencjalnie zrobić. Bo w latach 50. jeszcze nie wszystkie te znaki były odkryte, bo gdzieś tam ktoś wykopał jakąś świątynię w latach 70. i robiąc rysunki tego, co znajduje się na fasadzie owej świątyni, jak to nazwał, znajdował na przykład petroglify, które wcześniej nie istniały.
Jakiś nowy zapis albo w troszeczkę zmienionej formie. No i się okazuje, że ludzie, którzy potencjalnie mogliby to zrobić w latach 50. albo w latach 60., właściwie nie mogli tego zrobić, ponieważ nie znali oryginalnych petroglifów, które zostały odkopane właśnie nie tak dawno temu. Jeszcze okazało się, że prawdopodobnie ciężko mieliby, żeby skumać w ogóle co nimi napisać, co one w ogóle oznaczają. Taka słodka historia, bo takich speców na świecie jest bardzo niewielu. Jakby się jakiś pojawił, to widać by było w okolicy ślady by pozostały. To w końcu nie tak odległa historia. A tu się okazuje, że jest kawałek egipskich hieroglifów w Australii. Przy czym właśnie to są hieroglify, które troszeczkę inaczej wyglądają. No, może nie wyglądają jak to pismo z Rapa Nui.
Nie za bardzo, ale filozofia pisma jest dosyć podobna. Tak mi się wydaje. Takie troszkę groteskowe wzorki, można powiedzieć. No i te wzorki widać wszędzie na świecie. No i teraz ta cywilizacja. I wyobraź sobie, że jeżeli coś runęło, Indianie Hopi mówią o czterech cywilizacjach. My nie wiemy właściwie, kiedy runęło. Okej, przypuśćmy, że 12 000 lat temu poszło coś, wielka kra, zlodowacenie i tak dalej, i tak dalej poprzesuwało. I to jest oficjalnie chociażby tak, nawet nie będę już używał tych chociażby albo azaliż. Według Indian Hopi to był koniec czwartej cywilizacji.
Ona się wtedy skończyła. Legendy mówią o tym, że część tych wielkich, dużych cywilizacji, znakomita część odeszła do gwiazd. To nie jest na tej zasadzie, że wszyscy tam poginęli. Jakieś takie masakry ludności się odbyły. Nic z tych rzeczy. Wszędzie w tych piramidach, gdzie są znajdowane jakiekolwiek kości ludzkie, to są kości dosyć wczesne, które nie mają żadnego związku ani nic wspólnego z datą postawienia tych piramid, o których nikt nie jest w stanie nic za bardzo powiedzieć, poza tym, że to kosmiczne datowanie, czyli ustawianie względem gwiazd jasno i wyraźnie wskazuje tam 32 000 lat, 12 000 lat. Takie cykle są tam opisane. 28 000 lat. I teraz dealuj z tym sobie, człowieku spokojnie i zastanawiaj się, jak to stare jest. W każdym razie starsze od tych kości, które tam są znajdowane.
No i te wszystkie opowieści tych Indian, chociażby od strony medycyny, od strony legend, ciągle powtarzające, że byli przodkowie, którzy wiedzieli, o co chodzi. Przodkowie odeszli, mówiąc, że kiedy przyjdzie właściwy czas, oni tu zejdą, wrócą i wszystko będzie okej. Taka historia. I nikt się za bardzo nie przejmował tam rozwojem cywilizacji. Ludzie zeszli sobie do dżungli, w tej dżungli tam sobie zostali, pijąc sobie tą ayahuaskę. Nikt przez ostatnie przypuśćmy, nie wiem, dwa 4000 lat albo jakoś tak nie wykonywał jakichś specjalnych zabiegów, żeby budować tam szklane domy z aluminium i betonu oraz telefonem do szefa i sekretarką na dole, która jest tam przy drzwiach, żeby wiadomo było, że poważna firma. Nikt takich sobie chęci nie wymyślał. Ci ludzie żyli po swojemu, czekając na ten moment, aż kiedy przyjdą bracia z kosmosu z powrotem i sprawy znowu się potoczą jakimś nowym torem. Indianie Hopi żyli sobie po swojemu i twierdzili, że ostatnia cywilizacja się skończyła i teraz żyjemy w takiej przerwie, w której żadna cywilizacja się nie może zacząć, bo to jest moment transformacji i ten moment transformacji musi się dopełnić i dopiero wtedy pojawi się nowa cywilizacja. Ale co ciekawsze w tym wszystkim, bo tak ludzie się martwią: „Jejku, to jak wali, to co będzie?
To przecież się nie pozbieramy”. Numer polega na tym, że ta nowa cywilizacja według tych wszystkich legend i opowieści ma jeden fenomenalny element tego całego wydarzenia, zjawiska. Mianowicie odradza się w okamgnieniu. Mówię całkiem serio. Po prostu jest taka jazda, kolokwialnie mówiąc, że z dnia na dzień, człowieku, nagle zaczynasz używać holodecka, mówiąc językiem fanów filmu „Star Trek”. Pomaga. Replikatory, takie sytuacje. Bo zobacz na te wszystkie cywilizacje, jak powstały. Zobacz na ten Egipt. Jest tam taka cywilizacja gdzieś znajdowana, odkopywana gdzieś tam w piaskach w Jerozolimie.
Ale dowcip polega na tym, że oni są zupełnie inni i nie mają monoteistycznego bóstwa, nie mają nic wspólnego z tak zwanymi Żydami. I to jest taka zadra w oku, można powiedzieć, albo piasek pustyni w oku mieszkańców Izraela, którzy pragną ciągle potwierdzić swoją obecność na matczynych ziemiach Sieg Heil czy jakoś tak. Pacyfikując wszystkich innych, którzy tam mieszkają od setek tysięcy lat. Ciągle próbują wykopać z ziemi coś, co da dowód, że oni tam są od tysięcy lat i ciągle tego dowodu nie ma. Jest zabawniej, bo szybciej znajdziesz tam ślady Fenicjan. I tu jest znowu zabawa, bo właściwie Fenicjanie, Etruskowie. I tu sięgamy do Etrusków i przed Etruskami ktoś jeszcze w Europie był. Z Etruskami jest w ogóle taka historia, że oczywiście część ludzi kojarzy to jako część kultury Słowian, która przywędrowała nad Morze Śródziemne w pewnym momencie z cywilizacją i Etruskowie gdzieś zniknęli i tak dalej. Ale to jest taka spekulacja troszkę dla maniaków słowiańszczyzny wszędzie. Bardzo fajnie jest wiedzieć, że jesteś Słowianinem, ale bardzo fajnie jest skumać, że jesteś człowiekiem tak samo jak każdy inny człowiek na świecie.
A badania genetyczne pokazują bardzo dziwną rzecz, że w sumie niby wszyscy są z Afryki, ale tato pochodzi z Australii, a mama pochodzi z Amazonii. Ciekawa rzecz. Przynajmniej tam też są znajdowane te najstarsze geny. Ciekawa historia, ale idąc dalej tym naszym radosnym tropem tego poszukiwania owej katastrofy i odrodzenia, to w tych mitach jest, że ludzie przychodzą i nagle rzeczy stają się po prostu od zaraz. Te piramidy jasno i wyraźnie pokazują, że zostały zbudowane od razu. Nie było takiej ewolucji, że pierwsze cztery nieudane, dopiero później się udało. Oczywiście jest legenda na temat nieudanych piramid, ale jak wiemy, jest to wymysł archeologów i pisarzy science fiction, podręczników do historii. Także nie ma się czym za bardzo w tym momencie przejmować. Ale nawiązując do tej całej pełnej historii tej przerwy w cywilizacji, jest w legendach coś takiego, że to jest moment, kiedy możemy się odrodzić jako cywilizacja, tudzież nie musimy, po prostu czekamy na jakiś taki konkretniejszy moment. Ten moment został zapisany w części budynków i to jest część jakiegoś potężnego cyklu, który się przydarza co ileś tam tysięcy lat.
Mówią o tym astronomowie, mówi o tym ustawienie Ziemi. Wiadomo, że jest to ta kosmiczna historia. Co jest takim potwierdzeniem, że ta kosmiczna historia Indian Hopi ma jakiekolwiek potwierdzenie? Ona ma takie potwierdzenie, że jeżeli potraktujesz ten moment oczekiwania, to właściwie dla innych cywilizacji, dla innych miejsc na świecie może być tak, że właśnie teraz nadchodzi szósta cywilizacja, bo właściwie piąta, jakoś tak. Już jest teraz, w tym momencie, zaraz nadejdzie, bo oni liczą ten czas oczekiwania jako już cywilizację, która się dzieje. Już coś się wykluwa. Natomiast Indianie Hopi liczą od takiego momentu wstrząsu, że wszystko się przemieni kompletnie i powstanie na nowo. Zresztą ten element wstrząsu jest z reguły takim stałym elementem w opowieściach w Ameryce Południowej. Indianie Kogi — podobna historia. Oni po prostu patrzą, że Mama Tura się budzi, robi wielki reset, wszystko się zmienia i życie zaczyna płynąć od nowa swoim nowym torem.
No i z tym wszystkim jest, tak jak wspomniałem wcześniej, związana ta legenda, że wrócą bracia z kosmosu. No i tu jest ta historia z poszukiwaniem tych zwłok dookoła tych piramid, bo przecież skoro tyle tych piramid, tyle zabudowań. Meksyk. Egipt. Bośnia nawet, bo tam też jest taka dziwna piramida. Wiele różnych miejsc. To nie ma tych wielkich, potężnych cmentarzy. Oczywiście ciężko przetrwać ludzkie kości w ziemi, ale skoro przetrwały jakieś kamyki, może komuś się ręka uszkodziła, wpadła do szybu. Rozumiesz? Kawałki kości zostały.
Żadnych śladów nie ma. I wygląda troszkę tak, jakby te legendy o tym, że ludzie przychodzili i po prostu odchodzili sobie z tej planety, troszeczkę używając tych budynków jako takich wielkich lotnisk. Wyobraź sobie taki płaskowyż Nazca. Znaczy płaskowyż jak płaskowyż. Największym wypasem są góry dookoła płaskowyżu Nazca, ponieważ góry są centralnie ścięte jak laserem. Niewiele jest zdjęć na ten temat, chociaż w ostatnich latach zrobiło się dosyć głośniej troszeczkę w tym kierunku i bardzo dobrze, bo to jest coś niesamowitego. Ścięte czubki gór i dosłownie pasy startowe. Ja troszkę takim Erich von Däniken tutaj mogę pobrzmiewać taką nutką Ericha von Dänikena, ale jestem z takiej generacji, która dorastała na Erichu von Dänikenie. No właśnie. I gdyby tak spojrzeć, to te piramidy.
Wyprowadzasz ludzi, a ludzie się wyprowadzają sami wychodzą i kiedy jest moment jakiejś transformacji, wszyscy się zabijają, podnoszą się na jakimś statku kosmicznym do góry. Nieustanny motyw kilku filmów science fiction, jak to gdzieś obok piramid ląduje nie wiadomo co. Ale coś w tym może być, bo ludzie centralnie znikają. Jest ta historia związana z, można powiedzieć, protofenicjanami, czyli Etruskami, tym dziwnym narodem, dziwną kulturą, która gdzieś tu w Europie Środkowej żyła, podróżowała, miała flotę, miała statki, zostawiła bardzo dziwne pismo. Jest taka kultura w Europie. I ta kultura ma bardzo stare korzenie. Tam jest dużo takich nawiązań metaforycznych do tych samych mitów, które są w Egipcie, które są wszędzie na świecie. I to jest taki być może ostatni moment, kiedy zgubiliśmy tłumaczenie tego, co było w oryginale. Jest taka koncepcja naukowa, rozważana przez bardzo poważnych ludzi, klimatologów i nie tylko, mówiąca o tym, że około 2000 lat p.n.e. w Europie wydarzył się kataklizm.
Czy tam 1500, 1700 lat p.n.e. Jakiś rodzaj strzału wulkanu, cokolwiek. Coś się tak zatrzęsło, klimat się zmienił. Coś się takiego wydarzyło, że po prostu nastąpiły wielkie ruchy ludzkie, wielkie migracje. Część ludzi poznikała i to dosłownie poznikała, bo widać potężne jak na ówczesne czasy cywilizacje, resztki budowli, metropolie wręcz dosłownie. I metropolie są wymarłe. Nie ma ani grama kości. Później lądujesz w takim miejscu jak gdzieś tam w Grecji. Odkopujesz na takiej małej wyspie wulkanicznej jakieś tam zabytki i nagle się okazuje, że znajdujesz tam zwłoki pod tym pyłem wulkanicznym w Pompejach. Tak to się nazywa.
Czyli to nie jest tak do końca, że te zwłoki zawsze wyparowują. Ciężko, żeby odparowało zwłoki tylu milionów ludzi. Bo wyobraź sobie, ilu ludzi musiało budować tą cywilizację. W sensie jak potężna musiała być, jak potężna jest skala tych budynków. Czyli ta legenda o tym, że ktoś przychodzi i odchodzi całkiem sensownie zaczyna brzmieć. Takie historyczne potwierdzenie, że były duże zawirowania w historii Europy mówią o dacie gdzieś tak 1600, 1700, 2000 lat p.n.e. Coś się takiego wydarzyło, co wstrząsnęło współczesną wtedy Europą i zmieniło losy świata. Ponoć. A Indianie Hopi mówią, że to jest taki moment wstrząsów, że tam troszkę się przesuwa z lewa na prawo, z prawa na lewo i że cywilizacja jeszcze nie nastąpiła, że to wszystko jest do momentu takiego radykalnego wstrząsu. W Ameryce, w Kalifornii nazywają to Big One.
Czyli wszyscy czekają na to wielkie trzęsienie ziemi. Zapory już nie ma. Znaczy jest, fizycznie stoi, ale już raczej nie do używania. Spuszczana woda tak po cichutku cały czas. Tam już wiedzą. A ja tymczasem włączę jakąś muzyczkę, bo tak opowiadam i opowiadam te historie, a ja właśnie jestem na Skypie oprócz tego. Także możesz człowieku się odezwać. RadioNaFali.com, bo ja dzisiaj historia wyprawa do Atlantydy. Troszeczkę w poszukiwaniu tej opowieści albo może dodatkowych pytań, co tam się czai za tym dodatkowym kontynentem, tutaj nazywanym Atlantydą. I była specjalna brama, przez którą się wypływało i wpływało, prawie jak do Nowego Świata.
W drugiej części świata globa było królestwo Maui. Też ciekawe ślady zostały. Potężne, takie zanurzone do połowy budowle na niektórych wyspach i nikt nie wie, jak to zrobiono. Bazaltowe. Ciekawie wygląda. Tak się rozpędziłem z tymi zabytkami. Teraz przelatują mi jak przed śmiercią obrazki. Żartuję oczywiście, ale przelatują mi te zdjęcia tych neolitycznych zabytków, bo tak to jest poprawnie nazwane dzisiaj w największej ilości przypadków. Neolityczne zabytki. Ciekawa historia.
I ten dźwięk winyla. Ja sobie siedzę tutaj, popalam oczywiście i kontynuuję swoją historię o zaginionych wyspach i kontynentach właśnie, bo mowa jest o tych pięciu cywilizacjach, czterech cywilizacjach. Ale do rzeczy, bo ponoć jest to zapisane w piramidach. Ponoć. Chodzi o kąt ustawienia tych piramid. Czyli te egipskie mają inny kąt ustawienia i te są starsze. Przepraszam bardzo, te są młodsze, natomiast te starsze znajdują się w Meksyku. Z kolei inne neolityczne budynki, excuse moi, inne neolityczne budynki znajdują się, proszę ja, koleżanki i kolegi w Ameryce Środkowej, inne z kolei na Syberii. I właściwie można powiedzieć, że do tego jeszcze dochodzi cała kolekcja wszystkiego, co znajduje się pod wodą, co wydaje się bardzo pociągające w sensie potraktowania tego jako poprzednie cywilizacje. Chociażby biorąc pod uwagę ten nowy, już oficjalnie uznawany, odkryty model klimatyczny, czyli przesuwanie się tych płyt tektonicznych po naszej planecie.
Według tego wszystkiego wszystko było jednym kontynentem i co jakiś czas jest jednym kontynentem i wszyscy właściwie pochodzimy z jednego miejsca jako gatunek, jako tako. Czyli wcale nie jest tak daleko od sytuacji, w której moglibyśmy stwierdzić, że na przykład wszyscy pochodzimy z Afryki albo skądś tam. Bo w rzeczywistości wygląda na to, że uczestniczymy cały czas w tym cyklu jako żywe istoty. Przynajmniej to chce nam przekazać starożytna tradycja w postaci opowieści przodków. Ja tak sobie się zastanawiam tutaj kątem głowy nad tą historią, która jest tam opowiadana w bardzo takich dalekich od cywilizacji miejscach, takich legendach, które przetrwały długo, ponoć w niezmienionej formie. I tam jest na przykład taka opowieść, że ktoś przyszedł ze Wschodu, ktoś przyszedł z Zachodu I ciągle jest problem z tymi kierunkami świata, bo jeżeli próbujemy szukać jakiegoś kierunku, który jest oparty właśnie na tych legendach. Tam była Atlantyda, tam było coś innego, tam było coś innego, to właściwie nie wiadomo, w którą stronę, bo właściwie znajdujemy wszędzie jakieś rzeczy, ale to może być i tym i wszystkim i niczym. Znaczy już coś jest, ale nie wiadomo, co to jest. Nikt tego nie wie. I do tego dochodzi zabawny problem związany z przestawianiem się Ziemi.
To jest ta koncepcja, o której mówią już nie tylko pan Welakowski legendarny z lat 50. To jest koncepcja opisana w jakichś tajemniczych manuskryptach i nawet uznawana w kilku miejscach przez jezuitów. To jest ta przepowiednia, która mówi o tym, że słońce zajdzie na wschodzie i wzejdzie na zachodzie. Chodzi o taką kompletną, nie wiem, wywrotkę Ziemi, nie wywrotkę, właściwie taką wymianę biegunów, że Ziemia kompletnie zmieni swoją pozycję. I jest kilka legend, które drążyły w kilku głowach i drążyły, i drążyły. I kilka głów studiujących geologię postanowiło to sprawdzić. I okazuje się, że jak najbardziej takie zjawisko występuje. Ziemia co jakiś czas zmienia swój, można powiedzieć, shift grawitacyjny, czyli te ustawienie grawitacyjno-magnetyczne, czyli zamienia się troszkę kierunkami i ponoć nie tylko Ziemia. Teoria, która jest aktualnie rzucona na pożarcie światu nauki i badana przez kilku astrofizyków, mówi o tym, że jest to związane z ruchami w ogóle wielu pozostałych planet, na przykład z ruchem Wenus. W momencie, kiedy ruch Ziemi się odwraca, ruch Wenus się odwraca.
I teraz jest jeszcze pytanie, czy przypadkiem nie będzie tak, że na przykład to jest ten moment cyklu, kiedy planeta wraca na swoje oryginalne miejsce? Bo jak się okazuje, w ogóle ciekawostka. Też oryginalny pomysł. W sumie brzmi strasznie oryginalnie, jeżeli masz bardzo konserwatywną głowę. A z drugiej strony jest to sprawa, którą zajmuje się oficjalnie nauka w dzisiejszych czasach w postaci astrofizyków. I to wcale nie jest dowcip. Wiem, że brzmi troszeczkę jak z Harry'ego Pottera, ale posłuchaj. Układ planet oryginalnie, jak mówią panowie astrofizycy, w naszej galaktyce był zupełnie inny. Polega to na tym, że wszystkie duże planety są blisko. Przepraszam, czy ja dobrze mówię?
Chyba tak. Wszystkie większe planety są bliżej Słońca, a te mniejsze... Chyba dobrze. Czy ja odwrotnie mówię? Mniejsze są bliżej Słońca, większe są dalej. Jakoś tak. Taki jest układ. O, dokładnie o tym mowa. No i w naszym Układzie Słonecznym jest troszeczkę poprzesuwane i są jakieś ślady, jakieś takie rysy na niektórych planetach. No i właśnie ten nieszczęsny mister Welakowski twierdzi, że to właśnie powstało po jakiejś kosmicznej katastrofie.
Jakieś wielkie ciało kosmiczne robi taką rewolucję magnetyczną, że coś przelatuje przez naszą galaktykę, coś się zmienia totalnie i wtedy następuje moment uniesienia się cywilizacji, można tak powiedzieć. I coś się wtedy poważnego i groźnego dzieje. I są tego ślady na innych planetach, nie tylko na Ziemi. Jest taki ślad. Pewien człowiek odkrył taką rzecz, którą nazwał sferulki. Franz Zalewski odkrył to w całym Egipcie. Sferulki to są takie małe nanocząsteczki, które powstają podczas bardzo wysokich temperatur, wręcz nienormalnych sytuacji. Czyli generalnie musiałaby być taka kompletna wymiana wszystkiego, wręcz transmutacja każdego materiału, żeby powstały sferulki. Taki materiał. Fenomenalna sprawa.
No i się okazuje, że prawdopodobnie tych sferulek, to jest moja taka spekulacja, jest pewnie wszędzie na świecie troszeczkę, jakby tak poszperać, bo chyba nastąpiła transformacja w całym kosmosie i ona się, zdaje się, co jakiś czas odbywa. Raz jest taki układ, raz jest inny. Jak wspominałem kiedyś tam w poprzednich hiperprzestrzeniach, być może to jest zagadką dającą odpowiedź na pytanie, dlaczego niebo na bardzo starych przedstawieniach jest takie dziwne, inne. Te gwiazdy są inaczej poustawiane. Może to nie gwiazdy, może to reaktory, może coś innego. Może Ziemia była inaczej ustawiona. Człowieku, jeżeli geolodzy mówią, że jest to jak najbardziej naturalny proces, no to w tym momencie wyobraź sobie wszystkie te mity i legendy mówiące poważnie. Taki troszkę dowcip, ale wiesz, na to wychodzi, że Indianin ci mówi historię pod tytułem: „Veracoche przybył ze wschodu albo z zachodu.” Przypuśćmy, że z zachodu. Veracoche przybył z zachodu. I teraz taki dowcip historii, który brzmi...
Przepraszam, ze wschodu, ze wschodzącym słońcem Veracoche przybył. Dokładnie. I teraz dowcip historii, że wschodzące słońce było na zachodzie, a nie na wschodzie, bo ustawienie biegunów na tej planecie było zupełnie inne. I teraz jest pytanie, jak w ogóle potraktować tą sprawę? Nie przez przypadek o tym mówię. Wiem, że brzmi to troszeczkę kuriozalnie, bo nagle się okazuje, że właściwie człowiek nie ma czego się złapać. Jeżeli chodzi o spekulacje dotyczące naszej przeszłości, są pewne legendy, opowieści. Okej, rzecz, której możemy się złapać, to to, że jest to kolejna cywilizacja. To na 100%. Jeżeli pociągniemy hipotezę, kosmiczne hipotezy właściwie bardziej, bo to już nie jest jedna, tylko parę hipotez o tym, że dysponujemy pewną kosmiczną technologią, która się pojawia w pewnym momencie.
I to jest ta rzeczywista cywilizacja, i to jest ten moment tego niewiadomo czego. I to jest taka dziwna technologia, która z naszego punktu widzenia, być może dla wielu wydaje się niezrozumiała dzisiaj i może nie istnieje. To jest coś, co przypomina bardziej taką czeską bajkę pod tytułem „Pierścień Arabeli” niż współczesną fizykę. Różnie może być. Kto powiedział, że nie? No właśnie. Nikt o niej powiedział. No to teraz zastanówmy się nad kilkoma grupami społecznymi, bo ta cywilizacja ponoć fragmenty tej cywilizacji zawsze istniały. I nawet to w Egipcie było widać, że gdzieś kawałki wiedzy tej zostały w Aleksandrii, gdzieś tam się po świecie przewalały. Gdzieś tam ktoś się pojawiał i budował Taj Mahal, gdzieś ktoś się pojawiał gdzie indziej i budował w innym okresie czasu, w innym momencie historii też coś bardzo spektakularnego.
Coś, co zdradza ślad tej kosmicznej orientacji, czyli tej permanentnej wiedzy o tym, że jesteśmy gdzieś w środku wielowymiarowego kosmosu i podróżujemy po tych wszystkich wymiarach. I to jest część naszej spuścizny intelektualno-duchowo-moralnej. Otóż to. Czy jakoś tak. No i kiedy gdzieś coś ciekawego, to część cywilizacji się przenosi. Ta rozwinięta cywilizacja na przykład znajduje sobie backup na innej planecie. Okej, brzmi jak science fiction, ale dlaczego nie? Nigdzie nie znajdujemy kości tych wielkich cywilizacji, które zbudowały piramidy. Nawet śladu po nich nie ma. Znajdujemy tylko właśnie momenty, w których nagle cywilizacja zniknęła i następują duże ruchy migracyjne.
Jest troszkę mowy o tym w anglosaskim świecie nawet nie trochę, częściej niż trochę. W chińskojęzycznym już troszeczkę mniej. Mumie znajdowane na pustyni to jest granica Mongolii i Chin. Jest taka pustynia, pustynia Gobi i tam są mumie. Mumie to są rudowłosi ludzie, którzy są ubrani w ubrania tkane z wełny. Badano splot tej wełny. Jest dokładnie taki sam, jaki był stosowany przez tak zwanych Celtów w Europie. I nie tylko, bo gdyby się tam przyjrzeć, to pewnie u tak zwanych Słowian znajdziesz podobną rzecz. W Syberii był znajdowany podobny splot. No i widać, że ta migracja ludzi była cały czas taka potężna, że ciężko sprowadzić długość ludzkiego życia na tej planecie tylko i wyłącznie do naszej cywilizacji, że na przykład wyskoczyliśmy z Afryki albo wyskoczyliśmy od Słowian, albo coś tam.
Jak się okazuje, historia chyba sięga o wiele głębiej. Co jest na potwierdzenie takich dziwnych, szalonych hipotez, że my po prostu znikamy z tej planety, kiedy nadchodzi właściwy moment czasu. Właściwie nie wiem jak dużo, ale jest okej. Taka ciekawa historia, właśnie związana z tymi Etruskami, tym dziwnym ludem, który ponoć znał tą całą historię ezoteryczną starożytnego Egiptu. Te wszystkie tajemnicze moce ponoć potrafili robić nieprzeciętne sztuczki. Ponoć to była część tej wiedzy, która później dotarła do Sumerów. Ona była praktykowana gdzie indziej, gdzieś tam w Aleksandrii chociażby. Zatopione miasto na brzegu współczesnego Egiptu, delta Nilu. Wyobraź sobie teraz, że zmienia się dosyć dramatycznie poziom wody w oceanach albo po prostu wysokość Afryki i tak dalej. Zmienia się kilka parametrów.
No i nagle się okazuje, że wyjeżdża ci to potężne miasto z podziemi, które jest wielkości Londynu. I to miasto było zamieszkane przez nikt nie wie jak długo. Zabytki, które tam są znajdowane, mówią o tysiącach lat. Potwierdzenia istnienia tego miasta też mówią o tysiącach lat, ale ludzi żadnych nie ma. I teraz sobie wyobraź, że była dokładnie taka sama historia jak w Ameryce Południowej, bo dlaczego by nie? Masa kultur, które nagle zniknęły, być może miały ze sobą komunikację. Po tym, co możemy zobaczyć, przyglądając się takiemu zapisowi właśnie, który został tam po Etruskach albo tudzież pre-Etruskach. Widzimy wspólny alfabet w całej, można powiedzieć, dolinie morza, Basenu Śródziemnego. Wszędzie podobne literki, podobne troszkę do głagolicy. Bardzo podobne.
Ja to się śmieję, że głagolica to właściwie nic innego jak etruski alfabet. Być może jakieś słowiańskie ruchy, kto wie? Tak czy siak jakiś mocno international, bo to już człowiek kosmosu właściwie na tym poziomie wiedzy i informacji o tym, jak funkcjonuje natura, cały kosmos. Posiadania takiej wiedzy. Bo to niby nigdy nic. Ale wyobraź sobie w czasach, gdzie nie było oficjalnie prądu elektrycznego, posiadać wiedzę, taką wiedzę o tym, że ty możesz robić takie spektakularne rzeczy, budynki, poruszać się unosząc nad ziemią cokolwiek i wykorzystując organiczną technologię, czyli taki największy top rozwoju cywilizacji. Jest kilka oczywiście takich standardów pod tytułem co oznacza rozwinięta cywilizacja i są jakieś tam skale tych cywilizacji. Jedna jest taka, druga siaka, skala do dziesięciu i tak dalej. Na pewno słyszałeś. Zresztą polecam serdecznie tutaj po sąsiedzku Radio Paranormalium.
Tam jest debata ufologiczna i panowie dyskutują właśnie czasami takie rzeczy właśnie jak skalę właśnie Gundajewa czy jakoś tak tych cywilizacji. Ale jeżeli skala jest przynajmniej w moim mniemaniu dosyć prosta i wygląda tak, że prawdziwa cywilizacja nie zostawia nigdy po sobie śladów, jest w stu procentach biodegradowalna i potrafi korzystać z tych zasobów, które są dookoła bez używania ich. Czyli właściwie można powiedzieć, że jest to cywilizacja, która jest ambient kompletnie transparentna dla otoczenia, w którym rośnie. Czyli jedyne co może zostawić to duże wybetonowane lotnisko zrobione z granitu, które nie przeszkadza nikomu. W pewnym momencie dżungla i tak tam sobie spokojnie wyrośnie i nic się nie stanie, jeżeli będzie trzeba. Przychodzisz, odkopujesz, restaurujesz i z powrotem możesz korzystać z tego jak z lotniska na przykład takiego kosmicznego i to wszystko. Ale normalnie cała reszta cywilizacji jest biodegradowalna, nic nie zostaje. Nawet mieszkańcy, uczestnicy tej cywilizacji już partycypują w troszeczkę innej egzystencji. Być może nigdy nie umierają, nigdy nie chorują. I don't know.
Ciężko to określić. Jest takie potężne skupisko odkopane. Czasami o nim wspominam w Ameryce Południowej, tuż obok Limy w Peru, na wybrzeżu. Ciągnie się na wybrzeżu Peru od strony Pacyfiku. Potężna metropolia. Czas, kiedy jest to datowane, to jest mniej więcej od chyba tam 11, 12 tysięcy lat. Ale zawsze z tym datowaniem jest zawsze mina i nigdy nie wiadomo, jak stare to jest, jak młode. Wiadomo, że podadzą nam zawsze najmłodszy wiek, czyli 9, 12 tysięcy lat do tyłu. I gdzieś tak do 65 tysięcy lat to funkcjonowało. Metropolia wielkości kilka razy Jaklony, chyba dwa czy trzy razy tej wielkości.
Potężna wzdłuż wybrzeża. Możesz dzielić troszeczkę na kilka miast i powiedzieć, że to było Katowice plus reszta, tak po polsku mówiąc. Ale z drugiej strony jak się przyjrzysz, to przecież jedno wielkie miasto, gdziekolwiek wbijesz łopatę, to coś tam jest w tej ziemi, jakieś budowle i tak dalej. I są cmentarze. I cmentarze pochodzą z konkretnego okresu czasu, 6000 lat do tyłu coś tam się takiego wydarzyło, że pojawiły się cmentarze i to takie masowe cmentarze. Ludzie z porozbijanymi głowami, poważnie. Porozbijana ceramika, ludzie z czasami połamanymi nogami. Chwilę później znajdowane są mumie ofiar. Właściwie można powiedzieć takie ofiary. Dziewczynka, zdaje się chyba 13-letnia.
Znaleziono we krwi strasznie dużo alkoholu, strasznie dużo różnych odurzaczy. Praktycznie kompletnie zrobiona, tak można to określić i poświęcona w ofierze. Po prostu zmarła tak siedząc, tak spuszczona jej krew czy jakoś tak. Taka mumia. Czyli takie już jakieś brutalne zagrania. I kiedy się pojawiają te brutalne zagrania, ta kultura znika. Archeolodzy nazywają to kulturą Moche. To jest jedna z takich kultur, które strasznie mnie intrygują z Ameryki Południowej. Zostały po nich niesamowite zestawy ceramiki, ale takie, że się w głowie nie mieści. Takie specjalne dziwne dzbanki z wieloma komorami w środku, z różnymi uchwytami.
Trochę jak takie reaktory, że możesz trzymać trzy czy cztery substancje albo dwie substancje w jednym pojemniku i nie wiadomo, co się będzie działo między nimi. Albo może takie wiesz, miksy sobie robili. Dużo świętych roślin tak zwanych, jak to niektórzy mówią, czyli medycznych roślin w użyciu. No a wiadomo, że to zmienia troszkę percepcję. I taka cywilizacja z taką potężną zagadką, bo pod sam koniec swojego rozwoju oni w ogóle cały ten rozwój wygląda tak, jakby ktoś na nich polował i ktokolwiek dorwał jakieś takie skupisko Moche, to znajdowane są masowe groby i w tych grobach są właśnie ludzkie zwłoki oraz te garki albo te garki potłuczone i zniszczone tak, jakby ktoś strasznie niszczył tą ceramikę, bo jej bardzo nie lubił. I zagadka tego ludu polega na tym, że te garki, pomimo że lud na przestrzeni, ja wcale nie żartuję, od prawie Nowego Meksyku do wybrzeża Peru ta kultura sięga. Oczywiście tam jest nazywana, że to nie, ale mówią o, podobne do kultury Moche, ale dokładnie ta sama kultura, jak się przyjrzysz. Ciężko tu traktować to w kategoriach narodowych, bo trochę duży naród łączący obydwie Ameryki i tak konkretnie. I był jeden rodzaj garnka, który roztrzaskał wszystkich. To była twarz mężczyzny.
I ta twarz mężczyzny była dosłownie wszędzie taka sama na wszystkich garnkach. Przez paręset czy tam parę tysięcy lat. Znaleziono foremki w ogóle do robienia tych garnków. Oni sobie robili foremki do odciskania tego. I do tej pory oficjalną zagadką archeologii i w ogóle historii Ameryki Południowej, tej kultury, to jest najbardziej zagadkowa kultura właśnie z tego powodu, jest owa tajemnicza twarz, która się pojawia na garnkach i której nikt nie jest w stanie wytłumaczyć. No jest taka legenda, która mówi o tym, że to jest twarz nas samych poniekąd albo kogoś tam. I don't know. Tych legend zapewne byśmy zebrali troszeczkę więcej. Zapewne kilku z nas mogłoby wymyślić całkiem niezłe legendy i niezłe wyjaśnienia. I bardzo dobrze, po to mamy głowy.
W każdym razie takie fakty zastaliśmy, moja droga słuchaczko, mój drogi słuchaczu. Mamy całą kolekcję dzbanków, które mają twarz tego samego faceta. I kolejna zagadka, bo to nie koniec tego dowcipu, że twarz na niektórych garnkach jest starsza, a na niektórych jest młodsza. Jakby uchwycony różny wiek postaci. Zawsze męska. Czasami w różnych kolorach, czasami troszeczkę inny odcień oczu, za każdym razem inne warianty, jakby ten sam model twarzy. Każdy ma tą samą twarz. Można powiedzieć, że każdy z nas ma tą samą duszę. A za każdym razem inne wykonanie, inne rozmiary uszu i tak dalej. W każdym miejscu była robiona troszeczkę inaczej i bardzo popularna.
Nikt do tej pory oficjalnie nie pokusił się o znalezienie wytłumaczenia dla tego dzbanka. I właśnie dzięki tej twarzy ta kultura jest troszeczkę przemilczana, bo głupio byłoby powiedzieć, że dokładnie ten sam garnek jest znajdowany na tak potężnych połaciach przestrzeni przez całe dwa kontynenty. I że o tej kulturze nikt nie chce mówić, bo te pozostałości, które zostały, nie mają żadnych murów obronnych, nie znajdują żadnych broni, śladów w ogóle nawet broni, żadnych śladów konfliktu. Wygląda na to, że przez parę tysięcy lat, wpierw w dużej grupie, później troszeczkę już rozwodniona na mniejsze grupy, czasami atakowana przez jakichś dziwnych ludzi, pacyfikowana. Ta kultura gdzieś tam dotrwała do okolic trzech tysięcy lat przed naszą erą w Ameryce Południowej. No i stamtąd są niesamowite legendy, że część tej wiedzy przetrwała. Tu jest ta legenda o mumiach ojców założycieli ludzi z wiedzą, ludzi Werakocze, czyli tych, którzy przynieśli wiedzę, oświecenie dla człowieka w Peru, mówiąca właśnie o tych mumiach, które były wyciągane i odnoszone przez całe miasto jako król i królowa. Ciekawa historia, bo to były mumie kogoś. Kogoś, kto miał troszeczkę większą moc prawdopodobnie czynienia rzeczy dookoła siebie niż taki normalny obywatel. Posiadał po prostu większą wiedzę.
My to nazywamy czary-mary. Czasami nazywamy to religią, ale w rzeczywistości sprowadza się to do wiedzy. I ci ludzie posiadali jakąś potężną wiedzę o budownictwie, o kosmologii i to takiej kosmologii całego kosmosu. No ale nie zostało nic więcej poza paroma postaciami, poza paroma ludźmi, a reszta tej potężnej kultury. Mówię tylko o jednym miejscu, akurat wspominając w tym momencie o tym, o tej kulturze Moche w Peru. To jest tylko jedno miejsce, jedna kultura. Takich kultur na świecie jest masa. Naprawdę, gdyby tak poszperać, to stoimy na zgliszczach tych kultur. Tych cywilizacji albo czegoś, co miało się zamienić w cywilizację. I one wszystkie zniknęły.
I nie ma nigdzie masowych zwłok, grobów, nie ma nigdzie tej drogi rozwoju od pucybuta do milionera. Nie ma nigdzie tego przeskoku przemysłowego, który zostawiamy my po sobie jako cywilizacja. Jest coś zupełnie innego. I zawsze w tych mitach i legendach jest jednoznaczna odpowiedź, że cała cywilizacja, cała informacja to nie jest coś, do czego się dochodzi, że to jest coś, co dzielimy z braćmi z kosmosu, że to nie jest nasza spuścizna tak do końca, że wszyscy podlegamy tym samym prawom kosmosu. To jest bardzo ciekawa kosmologia, która za tym stoi, bo jak się okazuje, ten cały mit o wyspie Mu, czy ona była, czy nie. Tam na czacie dżentelmen bardzo ciekawy, Aspero, ciekawie napisał o panie Churchwardzie, zdaje się tak się poprawnie wymawia, który właściwie wymyślił tę całą legendę, mówiąc szczerze o kontynencie Mu, bo taka jest prawda. To z jego publikacji. Lokalni mieszkańcy nic takiego nie mówili. To jest koncept, który on postawił. Ja tak z lenistwa troszkę używam, bo tam rzeczywiście widać ślady dużej wspólnej cywilizacji, być może nawet paru w basenie Pacyfiku.
Ale ja może zostawię ten Pacyfik od strony Japonii na jakąś inną okazję, bo tam też jest tyle, że to w głowie się nie mieści. I puszczę jakąś muzyczkę i wrócę do swoich refleksji cywilizacyjnych, stawiając tej cywilizacji o tym, czym może być ta technologia i jak to może wyglądać. Dlaczego być może się tak zwija, dramatycznie znika? Może to tylko legenda, którą ktoś próbuje w nas wtłoczyć, żeby spolaryzować trochę nasze myślenie o rzeczywistości, że musiała być jakaś wojna i tak dalej. Można powiedzieć, że Wedy są, jeszcze zanim puszczę muzyczkę, taki wtręt mój, że Wedy są bardzo ciekawą książką. I to prawda. To jest bardzo poważny zapis i technologiczny, i nie tylko. Dużo fizyków nuklearnych korzystało z zapisów w Wedach i się oficjalnie do tego przyznają. Dużo fizyki, tej atomowej, normalnie w reaktorach. To jest coś, co było weryfikowane.
Może nie tyle, że dokładnie z Wedów, tylko to są koncepty naukowe, które były zweryfikowane przez naukowców i oni twierdzą, że to jest dokładnie stamtąd. Jest kilku takich dżentelmenów. Ale widzisz, cały ten koncept o wojnie być może jest nam narzucony. Być może to są szczątki jakiejś wiedzy, które zostały zmiksowane z jakimś nie wiadomo czym i ktoś tam stara się utrzymywać tę wiedzę na takim poziomie, żeby zawsze była kojarzona z wojną. Ja nie jestem jakimś miłośnikiem Wedów, bramickich opowieści, bo uważam, że gdzieś jednak, nawet pomimo tego, że Wedy są najstarszym zapisanym tekstem, to nawet one są już tym urwanym tekstem, urwaną historią. To nie jest taki jeden do jeden. Tam już jakaś manipulacja chyba nastąpiła. Nie ma odpowiedzi na bardzo wiele pytań. Nie ma bezpośredniego wytłumaczenia, jak działa technologia, z której jest skonstruowany cały kosmos dookoła. Takiego bezpośredniego, które trafiłoby do nas i spowodowałoby, że każdy po przeczytaniu Wedów nagle jest w stanie dokonać takiej transmutacji, mówiąc alchemicznym językiem, w sobie i zostać tym człowiekiem oświeconym.
Nie ma czegoś takiego. Oczywiście są ludzie, którzy są oświeceni, bo studiują Wedy i tak dalej, ale jest to bardzo wąska grupa ludzi i właściwie możemy powiedzieć, że studiując cokolwiek, nawet przysuwając deskę w ścianie, można się oświecić. I ja wcale nie żartuję. A tu słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali oczywiście, jak najbardziej transmitowanej w Radiu Paranormalium oraz Radiu Dream Time. Ja tu spojrzałem na czata. Pozdrawiam, książę. Kameralne grono się zebrało, bardzo miłe grono. A ja wracam do swojej opowieści. Opowieści o zaginionej cywilizacji. Być może Atlitydzie, być może cholera wie co.
Może Atlantyda była trzecią cywilizacją według opowieści Hopi. Może była drugą, może była piątą. Właściwie nie, czwartą właściwie albo jakoś tak. A my właśnie zaczynamy piątą. Ale wróćmy troszeczkę do tej Wyspy Wielkanocnej, bo to jest takie miejsce, które mnie zawsze fascynuje. Nie jest to jakaś niezdrowa fascynacja. Nigdy tam nie byłem, co prawda, aż tak mnie mocno nie fascynuje, ale fascynuje mnie koncept tych postaci, które tam się znajdują. Oficjalna teoria mówi o tym, że ktoś przybywał i zostawiał po sobie pomniki. Znaczy przybywał, że grobowce i tak dalej. Ja myślę, że to mogłoby być po takim odejściu po prostu pamiątka po tych, ilu odeszło, że zostawiali po sobie takie coś przed powrotem.
I don't know. Może nie na przyjście, bardziej na odejście. Dlatego tak wygląda, że ktoś nie skończył. Bo centralnie wygląda, jakby ktoś nie skończył. Jest kilka takich miejsc na świecie, które wyglądają, jakby ktoś centralnie nie skończył. Słynna kolumna w Baalbek, opuszczona, zostawiona. Kilkoma takimi kolumnami w Egipcie zaopiekowali się możni tego świata. Możni Watykanu je sobie ściągnęli do Egiptu. Znaczy z Egiptu do Rzymu. I tam stoi parę takich kolumn.
Nawet do Paryża sobie ściągnęli możni tego świata. Ale wiadomo, że to nie oni zbudowali. Absolutnie. Wiadomo, że jest to część czegoś, co możemy nazwać śmiało, bez owijania w bawełnę, przedstawieniem na zgliszczach starej cywilizacji. Bo ta stara cywilizacja jest oparta troszeczkę na czymś innym. To jest kultura odchodzenia, można powiedzieć, wyprawy w kosmos. Tak to wygląda. Przyjrzyjmy się na te wszystkie zabytki jeszcze raz, po raz tysięczny. Te wszystkie kosmiczne połączenia. Przecież to jest odchodzenie w kosmos, to jest wyskakiwanie z tej planety i to centralnie.
Ja myślę, że po prostu każde dziecko, myślę, że dzieciaki są najmądrzejsze akurat w tym temacie, kiedy widzi zdjęcia z Nazca, z kilku innych miejsc, to mówi: „Wow, to wygląda jak lotnisko”. I wiadomo, że pierwsze skojarzenie to jest faktycznie wygląda jak takie kosmiczne lotnisko. Ten kierunek to jest tam, ten kierunek to jest tam przy ustawieniu planet takim a takim. Być może. Nikt tego do końca nie badał. Znaczy był jeden dżentelmen z Niemiec, jak się okazało, który to badał. I się okazuje, że te ustawienia Nazca też nie są takie jednorodne. To nie jest jedna kultura. Się okazuje, że te pasy startowe, które są wyorane na górach, które są ścięte niczym laserem dookoła płaskowyżu Nazca I ten na płaskowyżu wydają się być troszeczkę starszą kulturą. To samo to, jak to jest zrobione, bo oczywiście niewielu ludzi o tym mówi, ale ja lubię o tym trąbić i jak mówię o płaskowyżu Nazca, to lubię o tym przypomnieć.
Tam jest jeden niesamowity myk zrobiony w tym całym zamieszaniu. Mianowicie jest taki płaskowyż, po którym ścieka woda z gór zawsze na wiosnę. I żeby wodę odprowadzić, żeby nie zniszczyło tych rysunków, żeby ten pas startowy cały czas utrzymywał swoją jakość, ktoś po cwaniacku na głębokości metra do pół metra porobił takie specjalne podziemne korytarze, tunele, linię kanalizacyjną, dosłownie linię kanalizacyjną pod całym tym płaskowyżem Nazca. O tym niewiele się mówi. Jest to oczywiście zabytek kulturalny i tak dalej. W kilku miejscach widać wloty i wyloty z tej instalacji, która odprowadza całą wilgoć z tego płaskowyżu, dzięki czemu cokolwiek sobie narysujesz na tych kamykach zostanie tam na tysiące lat. I ktoś, kto to robił, doskonale o tym wiedział i zaczął nie od rysowania sobie czegoś na tych kamykach, tylko zaczął od wysypania, wyrównania, zrobienia całej instalacji. No właśnie i to jest jedna z takich tajemnic. Także się okazuje, że też w przypadku Nazca możemy mieć do czynienia z większą ilością niż tylko jedna cywilizacja. I teraz co dalej z tym wszystkim?
Co dalej? Jako że mamy jedną cywilizację, kosmiczną, bo to takie dosyć mocne ślady, to dalej to kosmos. Bo jeżeli to jest ustawione na gwiazdy i to jest takie stare, że to jest jeszcze starsze od tych małp rysowanych. Właśnie, bo nie powiedziałem, co jest starsze. Starsze są te równe pasy startowe, takie perfekcyjnie geometryczne, a młodsze są te rysunki pająka, małpy z zakrzywionym ogonem. Fajnie. Bardzo słynny obrazek z tego płaskowyżu. To są nowsze rzeczy. Jeżeli się przyjrzymy na te porzucone postumenta, to wygląda, jakby po prostu ktoś się zabierał stąd. Ktoś dostał sygnał: panowie, zbieramy się, bo może tu wrócimy, może nie.
Następuje wielka transformacja, coś tam się zawijamy, znikamy. Koniec roboty, skończymy jak wrócimy. I nagle wszyscy znikają. Zostają ślady takich kultur. Właśnie, bo ja ciągle o tych protoplastach Fenicjan, Etruskach chciałem wspomnieć, bo właściwie o Etruskach niewiele wiadomo. Jest oficjalnie opisane, że tam parę wysp i taka kultura, która modliła się do postumentu byka. Ten postument byka ostatnio zdaje się być bardzo podobny do tego, co się wykopuje w Turcji, w Göbekli Tepe dla przykładu. Tylko że tam już ma to 10 000 lat, 12 000 lat. Także nagle się okazuje, że połączenie wygląda na o wiele starsze niż ktokolwiek przypuszczał. Pismo jest, tak jak mówiłem, bardzo dziwne, dosłownie przypomina prawie to pismo Rapa Nui z Pacyfiku.
Przypomina mocno te najstarsze jakiekolwiek pisane dokumenty znajdowane gdzieś jeszcze przed Sumerami, gdzieś na wybrzeżu Morza Śródziemnego, gdzieś te dziwne kultury, które poznikały. Znajduje się troszeczkę w Egipcie podobnych rzeczy. Dogoni — ta sama historia. No i to była kultura, która wygląda na to po prostu zniknęła. I najlepszy numer jest taki, że zniknęła z Europy, a ślady odnaleziono, zabawne, w Michigan, United States of America. I tam odnaleziono ślady takiej cywilizacji, tak zwane tablice, artefakty z Michigan, tak to się nazywa. Historia z tym jest nieziemska. Kiedyś opowiadałem, ale opowiem jeszcze raz. Dżentelmen, który to odkrył na swojej posesji, był takim dewotem religijnym z Europy. Nie wiem, czy on przypadkiem był jakiegoś dziwnego wyznania, jakichś nowych ortodoksów i tak dalej.
To były czasy XVII, XVIII wieku, gdzie odkrywano na nowo Biblię. Łacina wróciła, wróciła znajomość greki. Było wiele interpretacji starożytnych pism. Jedni zmieniali takie tłumaczenie, drudzy takie. Każdy miał swoją religię. Każda wersja Biblii miała swoją wersję chrześcijaństwa, tak można powiedzieć. No i ten dżentelmen pochodził z jednej z takich sekt, która miała też swoją własną wersję jakiejś anglikańskiej Biblii i był jakimś takim ortodoksyjnym anglikaninem, który postanowił udowodnić, że ten Bóg, Jezus istnieje naprawdę. I żeby było zabawniej, odnalazł artefakty w Michigan i na tych artefaktach jest wiele rzeczy, które zgadzają się z jakąkolwiek wizją ze starych praeuropejskich zapisów. Bo Biblia jest oparta na kilku praeuropejskich zapisach i nawet motyw ukrzyżowania nie jest właściwie tak do końca biblijny, jeżeli o to chodzi. Jest o wiele starszy i jest związany z czymś, co stanowi korzenie gnozy dawno, dawno temu.
Sięgamy właśnie do tego dziwnego okresu około 1500 lat p.n.e., 1700 lat p.n.e., gdzie coś się wydarzyło w Europie i właśnie zniknęła część kultury, jakby zeszła do podziemia. Koniec, a właściwie początek gnozy. Można powiedzieć, że gdzieś tam się zaczyna początek monoteistycznych kultów. Miejsc gdzie właściwie sytuacji, w których wiedza została zastąpiona religią, czyli pojawiły się jakieś sztuczki magiczne i ktoś stwierdził, że reprezentuje jakiegoś boga tymi magicznymi sztuczkami. Mówiąc tak dosadnie. Ale część tych oryginalnych tekstów została i wiadomo, że w tych oryginalnych tekstach to ukrzyżowanie, ten moment rozprawiania się ze sobą w taki dosyć brutalny sposób gdzieś został opisany. Było to traktowane jako jakiś rodzaj kary dookoła basenu Morza Śródziemnego i nie tylko przez Rzymian zdaje się. Jest w ogóle taka historia o tym, że... To może zostawię, bo to w ogóle historia na inny wieczór. Tam jest w ogóle dużo historii.
W każdym razie jest ta kultura i ślady tej kultury. Dokładnie tak jak w Ameryce Południowej. W pewnym momencie, kiedy znika duża cywilizacja, duża metropolia, duża kultura, szczątki tej kultury istnieją jak takie małe wysepki gdzieś tam sobie tu i tam, i tam, i tam istnieją i momentami znikają. Jest sporo takich miejsc na świecie i dokładnie podobnie być może wyglądało w Europie. Ta kultura zamieniła się w coś, co my nazywamy Truskawami. Korzeniami sięga, o czym już teraz wiemy, to nawet ślepiec zauważy, do czasów Göbekli Tepe, do tej kultury, która istnieje na granicy. Teraz gdybyśmy spojrzeli na mapę, to będzie Turcja, Bułgaria, Ukraina, ten kawałek Polski. Poważnie, szczególnie właśnie Turcja i Bułgaria. Niesamowite miejsce archeologicznie. To, co znajduje się gdzieś tam w Egipcie, jest sprzedawane jako niesamowity hajtek, jako takie wow, najstarsze rzeczy na świecie.
To jedziesz do Turcji albo do Bułarii i tam szczęka może opaść. Widziałem zdjęcia i szczęka mi opadła. Akurat byłem w Bułgarii kiedyś, dawno temu. Szczęka mi opadła. Anyway, wracając do tej opowieści i do tego przedstawienia na zgliszczach, które jest odgrywane, widać, że ta kultura ma troszkę inny paradygmat. My tak jak gdzieś wskakujemy, to odkrywamy nowy kontynent, żeby go zasiedlić, żeby wskoczyć na niego. Inwazja do. A ta zabytkowa kultura, której ciągle odmawiamy istnienia albo współegzystencji w naszej historii, była jakoś taka zorientowana na kosmos. I to jest ślad tych takich zapisów historycznych, o których dzisiaj miałem taką rozmowę. Bo jak do tego na przykład przyłożyć takie rzeczy nazywane jak kabała?
Taka współczesna, można powiedzieć, magia poniekąd. No nie magia do końca. Takie próby zapisania jakichś kawałków starej wiedzy w jakiś metaforyczny sposób, żeby nikt tego nie skumał. Próby sklejenia tego z jakąś wiarą, żeby tam się za dużo nie wydostało i tak dalej. Stosunkowo młody tekst, bo tam 1000 setny któryś tam rok. No i właśnie widać tak, jak to zostawało gubione nawet na przykładzie kabały, bo to przecież pochodzi z oryginalnych tekstów z Aleksandrii tłumaczonych, żeby było zabawniej, z arabskiego. No i teraz, proszę pana, jak spojrzymy i proszę pani sobie na te cywilizacje do tyłu, to ja nie wiem, czy ta wojna to jest takie wytłumaczenie tego, że naprawdę były jakieś konflikty. Może mogły być. I don't know. Nie wiem.
To nie jest nigdy odpowiedź taka na 100%. Ja w ogóle nie mam żadnej odpowiedzi. To jest tylko i wyłącznie spekulacja. Natomiast bardziej wygląda to na jakąś kosmiczną historię. I cała ta, że tak powiem, maskarada na tych zgliszczach poprzednich cywilizacji, właściwie ona wykoślawia ten obraz tych poprzednich cywilizacji. Ta właśnie maskarada, to show, to przedstawienie. Bo przecież gdyby nie było przedstawienia, nagle byśmy stwierdzili okej, dobra, kopiemy teraz pod piramidami i wyciągamy, co mamy tam na dole, w podziemiach i sprawdzamy, co tam jest. Jeżeli jest to backup cywilizacyjny, to w tym momencie mamy dostęp do czegoś niesamowitego, bo tak jak wspomniałem wcześniej, ślady tych cywilizacji, tego jak powstawały w tych wszystkich legendarnych opowieściach, gdzieś mitach, które gdzieś tam parkują nawet w dżunglach czy stepach, czy gdziekolwiek, są takie, że przychodzi koleś dosłownie jak koleś z walizką, otwiera tą walizkę i jest cywilizacja od początku do końca. To jest taka kompleksowa sprawa. Wiesz, no ciężko odbudować cywilizację, kiedy opierasz się na prawach autorskich.
Rozumiesz? To byłaby taka dosyć ciężka sztuczka. Można powiedzieć, że nieudana. A to jest taka technologia aplikowana od zaraz, bo to jest technologia kosmosu, technologia zorientowana na gwiazdy, taka wiesz, obecna wszędzie. To nie jest tylko i wyłącznie coś, co się odnosi do Jamesa Watta i jego wynalazku silnika. To jest coś troszeczkę innego, coś, co przeskakuje troszeczkę tą bramkę i taką bardzo wąską bramkę. No i to jest, no jakby to nazwać? To jest właśnie cywilizacja. Jakby to określić? Taki skok chyba do innego wymiaru.
Tak wygląda cywilizacja. Ja ciągle w pamięci mam zdjęcia, które sobie ostatnio oglądam. No, może akurat w ostatnim tygodniu sobie troszkę odpuściłem, ale robiłem sobie taki maraton jakiś czas temu. Zdjęcia Ameryki Południowej. Budynków, które Indianie określali jako takie prabudynki. Bo tam jest oczywiście tak samo jak w Egipcie kilka warstw na budynku. Większe kamyki, mniejsze kamyki, jeszcze mniejsze. Wiadomo, że te najgłębiej to największe są te oryginalne. Ale oprócz tych oryginalnych, najstarszych, największych, poukładanych w te geometryczne budynki, jest też jeszcze kilka takich zeskakujących głazów, które z kolei podobnie wyglądają do tego, co się znajduje w Azji i do tego, co się znajduje w Japonii. I to jest jedna z takich najstarszych kultur.
I żeby było zabawniej, to jest chyba takim dobrym świadectwem tych poprzedników po nas, że oni chyba tak sobie nie skakali na plecy, bo tamta informacja o tym, żeby zostawić to miejsce, że to jest takie święte miejsce i żeby ono gdzieś tam sobie było, bo to jest pamiątka po pierwszej cywilizacji albo po którejś tam, z której wyniknęła ta kolejna i to zostało zostawione czy tam w legendach, opowieściach, czy w ogóle ogrodzone jako takie. Widać, jak się cywilizacje zmieniały. Właśnie to jest ciekawa rzecz w obserwacji tych wszystkich budynków, budowli z ostatnich 6 tysięcy, 12 tysięcy lat. Jeżeli przyglądasz się na te oryginalne struktury, one zawsze są, jak to się po angielsku mówi, na open plan, czyli na otwartym planie i nie ma tam żadnych murów. Jest bardzo dużo platform. To jest ta różnica pomiędzy wszystkimi tymi nadbudówkami. To w ogóle takie odkrycie naukowców z Kanady i Stanów Zjednoczonych, archeologów, którzy pojechali na Jukatan i zaczęli tam odkopywać stare piramidy. No i się okazało, że połowa piramidy jest zbudowana z gliny, z takiej cegły glinianej, która się rozsypuje przy jakiejkolwiek próbie rekonstrukcji. Cud, że w ogóle tam została jeszcze i stoi. No a pod spodem znajdują się zupełnie inne fundamenty i właściwie jak się prześwietli taką piramidę, gdzie jest znaleziono w środku dżungli, to z reguły ma trzy, cztery warstwy.
I oczywiście oryginalne, oficjalne legendy. Nawet te zapisy w ogóle na ścianach mówią o poprzednich cywilizacjach, poprzednich bogach, którzy to budowali, byli i to jest spuścizna jakby po nich coś w tym stylu Wszystko jest zorientowane oczywiście na konkretne astronomiczne procesy, które kompletnie umykają naszej percepcji, bo mowa jest o 24 tysiącach lat i tak dalej. Takie kosmiczne sprawy. Także nie ma tutaj żadnej lipy. I co tu dużo mówić, inaczej być nie chce. I to jest cywilizacja, która jest, jak mówi legenda, taka startująca od zaraz, ponieważ zasada podróżowania po kosmosie powoduje, że właściwie w każdym miejscu możesz zakrzywić czas i przestrzeń. Tak jak wspomniałem, praw autorskich nie ma. Ponoć resztki tej wiedzy gdzieś tam zostały przekazywane jako forma jakiejś wiary w pradawnych bogów. I don't know. Ciężko tutaj spekulować, ale są takie ciekawe legendy, że kiedy jezuici chcieli dorwać niektórych szamanów w Ameryce Południowej, to ci biegli z torebkami w kierunku dużych, kamiennych, wyrzeźbionych w skalnej ścianie drzwi i znikali w tych drzwiach.
To Mike mi w ogóle ostatnio przypomniał tę historię, bo jest kilka takich opowieści właśnie z Ameryki Południowej. I wyobraź sobie, że otwierasz w jakiś sposób technologią portal do innego wymiaru i nagle wyprowadzasz tam dowolną ilość ludzi przez kawałek ściany. Drzwi w podłodze, można powiedzieć. To wszystko jest możliwe. Czemu nie? Śladów po cywilizacji nie ma. Ja skończę jeszcze o tych tajemniczych historiach właśnie z tymi Etruskami, bo tak ciągle mnie odbija do tej Ameryki Południowej i się nieustannie dryfuję pomiędzy tymi kontynentami. Ślad po takich magikach, ostatnich magikach w Europie wskazuje na to, że byli nimi właśnie owi Etruskowie, tudzież ludzie, którzy byli częścią tej grupy etnicznej albo jakkolwiek tej grupy kulturowej, która używała podobnego pisma. Bo mowa jest o czymś, co też jest zabawne, bo to oryginalne pismo znalezione na tabletach w Michigan, czyli u tych, którzy już ponoć wyemigrowali z Europy, jest troszeczkę bardziej rozwinięte niż oryginalne pismo Etrusków. Wygląda, jakby zawierało większą ilość charakterów pisma zebranych z innych nacji dookoła całego świata właściwie.
Dosłownie. Jest kilka takich petroglifów, które pojawiają się dosłownie wszędzie. Taka globalna kultura, można powiedzieć. Wspólnie, razem, wszyscy z całego świata. I ta kultura pojawia się w Michigan i w pewnym momencie z tego Michigan znika. Ponoć są tam znajdowane jakieś mumie. Są tam ponoć znajdowane kości jakichś gigantów. Autentycznie. Taka jest prawda. Nie jest to kwestia wymyślania sobie, tylko autentycznie jest to dużo mówić prawda.
Tylko że z tym Michigan, tak jak wspomniałem o tym dżentelmenie i tej jego religii, powstał jeden bardzo poważny problem, że tak jak wspomniałem, był takim dewotem religijnym i jak odkopał pierwsze tablety z Michigan, gdzie zobaczył jakieś sceny, które przypomniały mu jakieś opowieści biblijne, to od razu założył nową religię. Religię nazwał Mormoni i stworzył muzeum tych tabletów. I od tej pory właściwie znakomita część tego dorobku archeologicznego wykopanego u niego na farmie i pozbieranego przez jego wiernych tkwi w tym muzeum i służy temu, żeby udowadniać istnienie jakiegoś Boga na świecie. Szczęśliwie są też jeszcze inni ludzie, którzy wykupują te tablety i próbują to tłumaczyć, rozszyfrować. No i wygląda to fenomenalnie, bo nie dość, że znajdują się tam rzeczy, które wyglądają centralnie jak z Egiptu, centralnie jak z Azji, to jeszcze wyglądają centralnie jak właśnie z Europy. Centralnie jak taka czcionka u nas „Wiegła Golica”. Dużo jest tego i centralnie, żeby było zabawniej, nie ma żadnych zwłok. Wygląda, jakby ktoś otworzył portal do innego wymiaru, nawet nie pakując walizki powiedział: „Wiesz co? To po drodze i tak sobie zmontuję nową walizkę z nowym stuffem. Wychodzę tak, jak jestem.” I sobie po prostu wyszedł.
Archeolodzy nazywają to takie opuszczone pueblo w Nowym Meksyku, w Arizonie, w kilku miejscach. Ciekawe miejsca, bo ostatni ślad ludzkiej obecności znajdowano tam 6000 lat temu czy 4000 lat temu. I to też byli ludzie, którzy tam przyszli z zapasami, pomieszkali trochę i zniknęli. Prawdopodobnie nawet nie budowniczowie, bo tam nigdy nie było nic do jedzenia. Tam była pustynia i właściwie jakikolwiek sens funkcjonowania społeczności w takim miejscu jest kompletnym szaleństwem, bo wiadomo, że nie przeżyje przez trzy lata. Wszyscy muszą wymrzeć. Ale budowano takie miejsca i ślady, które wskazują, przynajmniej ktoś tam próbował datować, jak stary jest budynek po drewnie, które zostało użyte, takich balach wzmacniających konstrukcję ścian. Jak stary jest ten budynek, ten kompleks właściwie, bo to jest cały kompleks i czy ma coś wspólnego z pożywieniem, które tam znajdowano dookoła, to się okazuje, że właściwie nigdy nie było to miejsce do mieszkania. Nigdy nie było to miejsce do robienia biznesu. To było miejsce, które miało jakiś swój, jak powiedzieli archeolodzy, ceremonialny charakter.
I teraz wyobraź sobie te wszystkie dziwne ceremonialne miejsca i wyobraź sobie, że ktoś na przykład posiada taką wiedzę, taką technologię, że kiedy cokolwiek się dzieje, jakikolwiek proces na planecie Ziemia, to nie dość, że wie o tym procesie nie za piętnaście dwunasta, tylko wie zanim ten proces jeszcze gdziekolwiek zostanie pomyślany, to on już wie, że to się wydarzy i że to będzie za tysiące lat i że cywilizacje się rozwijają w ten sposób, żeby opanować swój skok do innego wymiaru. I o tym też mówią te wszystkie stare legendy, chociażby związane właśnie z substancjami psychoaktywnymi, że uczymy się wykonywać skok do innego wymiaru, że życie to tylko część tej egzystencji. Tu doświadczamy pewnej tylko i wyłącznie fizyczności i uczymy się operować tym wszystkim. Tak mówią legendy. I te cywilizacje, te prawdziwe cywilizacje ponoć dochodzą do tego momentu, że uczą się operować tym wszystkim i kiedy jest taka pora właściwa, to się zawijają z tego miejsca, jak wulkany mają trzasnąć, bo się okazuje, że te wulkany co jakieś tam tysięcy lat muszą sobie trzasnąć, bo jest to naturalna sytuacja na tej planecie i jest to normalny proces, że te płyty kontynentalne się rozjeżdżają, a później się zjeżdżają z powrotem, że tam, gdzie była pustynia, później jest ocean, później jest coś innego, później tam rośnie sobie las i z powrotem ten sam proces. I to jest normalna rzecz i wszyscy geolodzy o tym wiedzą. I teraz ciekawa konkluzja związana z tym historycznym pomysłem na Atlantydę. Czy to była jedna Atlantyda, czy też po prostu jest to tylko i wyłącznie wykręcony przez nasze szaleństwo mit, który gdzieś tam już był po tych wszystkich możliwych zagładach te 2000 lat temu. Jakoś tak. Po tym, co się wydarzyło w Europie, gdzie już ci protoplaści Etrusków gdzieś tam zniknęli, pojawili się w Michigan.
Nie wiem. Uciekli z Europy, zostawili Europę samopas. Być może zostało tu paru ludzi, którzy zamienili tą wiedzę na robienie troszeczkę sztuczek kuglarskich i zrobili kilku wyznawców dookoła siebie, przekazując te sztuczki i tworząc jakieś sekty i jakieś zgrupowania dookoła tego. Być może. Całkiem prawdopodobne. Wszystko jest możliwe. Z czasem ta wiedza zanikała, część została przepisana w jakichś metaforycznych znaczeniach, chociażby tylko po to, żeby wiedzieć, że coś takiego jest możliwe. Ja już nawet nie mówię o tym, żeby ją odtwarzać, bo to byłby być może za duży i za gruby orzech do zgryzienia, ale chociażby po to, żeby wiedza o tym, że to jest możliwe, nie zniknęła. Ja w ogóle mam taką swoją sugestię, którą tutaj poruszałem chyba parę razy, że te tajne stowarzyszenia, które powstały w ciągu ostatnich tysięcy lat, tysiąca lat, dwóch tysięcy lat, te wszystkie religie monoteistyczne, kulty szaleństwa i wszystkie obłędy w oczach, które możemy zaobserwować dookoła, jeżeli jakiś się pojawia, powstały właśnie na kanwie jakiegoś kawałka wiedzy, który gdzieś tam przetrwał z tych prehistorycznych czasów. Ten kawałek wiedzy związany właściwie zawsze z odbudowywaniem cywilizacji, bo w tym momencie, kiedy cywilizacja się odbuduje, tak jak wspomniałem wcześniej, myślę, że jest po prostu ambient dla całego kosmosu.
Ambient dla planety jest tak transparentna, że nie zostawia żadnych śladów. Jedyny ślad, który może zostawić, to jest moment wyskoczenia z tej planety, bo to jest jedyny moment, który jest zorientowany na kosmos i ty nawet architektonicznie musisz to zwyczajnie trzasnąć w taki sposób, żeby to się sklejało z całą resztą kosmosu. Jeżeli chcesz tu jeszcze sobie z powrotem wrócić. A legendy mówiły jasno i wyraźnie, że co jakiś czas jest ten moment, kiedy bracia wracają i z powrotem przekazują wiedzę. Cokolwiek to chcesz nazwać i jakkolwiek chcesz to nazwać, ale taka sytuacja ponoć się pojawia. Ja tu niekoniecznie mówię o Billym Meyerze i jego zdjęciach kosmitów. Nie, mówię o starożytnych legendach, bo przecież wszędzie jest ten nasz brat. Przez antropologów, bo to też chciałem zauważyć jedną taką ciekawą rzecz, bo często się mówi, że to są bogowie z kosmosu. Nawet Erich von Däniken uległ tej manii. Bez przesady manii.
Uległ temu nazewnictwu i tak to nazywa. Opowieści o bogach z niebios. Ale właściwie dlaczego się używa słowa bogowie? Bo to jest problem wynikający z tego, że archeolog i człowiek, który zajmował się badaniem kultury drugiego człowieka, sam był bardzo religijnym człowiekiem i sam wierzył w bogów i nie rozumiał tego, co mówi mu Indianin, że to są bracia z kosmosu. I on to zapisał. A bracia znaczy, a bogowie z kosmosu. Tak samo jak usłyszał o tym, że to jest miejsce, gdzie się spotykamy wszyscy razem, żeby być ze sobą i spotkać braci z kosmosu, porozmawiać z nimi naszymi myślami, to: „Aha, to jest ich świątynia.” Podobna historia jest ze słowem wojownik. Poważnie. To jest w ogóle zabawna sprawa, bo jak się okazuje słowo wojownik u Indian jako takie właściwie nie istniało. Istniało słowo polowanie, ale słowo wojownik nie istniało.
To jest pomysł białego człowieka, który przyjechał. Jak zobaczył, że ktoś idzie po jedzenie, to powiedział: „To musi być wojowanie. Wojna. Wojna ze zwierzętami. Wojna w supermarkecie.” Dobrze jest pamiętać o tych drobnych przeinaczeniach językowych, bo jak się okazuje, być może ta oryginalna dosłowność językowa naszych braci i starszych braci, jak ja to lubię nazywać Indian, nie była bez przypadku i bez przyczyny. Może właśnie to są bracia. Także właśnie w tym momencie, może za jakiś czas, właśnie w tym momencie mają wrócić. No bo w sumie wszystkie te budynki właśnie wskazują teraz ten moment synchronizacji. Właśnie dlatego możemy tak łatwo zauważyć. To też inna sprawa, że piramidy są ustawione na konkretne konstelacje gwiazd, że się synchronizują astronomicznie z układem gwiazd i tak dalej.
I to jest ten moment. A czy tak się wydarzy jutro czy pojutrze? Czy trzeba będzie troszkę dłużej poczekać? A może w ogóle się nie wydarzy? Kto wie. Ja bym tam wierzył tym ludziom z dżungli, tym Indianom. Zdecydowanie. To ja tymczasem tutaj znikam. Zostawiam cię samopas, człowieku. Dziękuję bardzo, droga słuchaczko i słuchaczu za wysłuchanie tej opowieści, tej przygody do Atlantydy, bo ja myślę, że ta Atlantyda jest bardziej ukryta czasami w ayahuasce, psylocybinie i tego typu wyprawach niż w szukaniu Platona, w strofach Platona, opowieści o tej Atlantydzie.
To może być związane z innym wymiarem. I to chyba jest. Bo te kierunki, skąd bogowie przyszli i odeszli. No właśnie, a jak się Ziemia zmieniła, jeżeli chodzi o ustawienie grawitacyjno-magnetyczne i teraz wschód jest tam, gdzie był zachód, a Indianin zawsze mówi, że tam Rakoczy przyszedł ze Wschodu, to teraz gdzie jest wschód? No właśnie. To może ta bramka do tego wymiaru jest troszeczkę w innym miejscu. Może jest gdzieś przez podłogę, może jest przez jakiś inny wymiar. Może jest. No właśnie, może to jest coś zupełnie innego. Coś, co jest na zasadzie zupy instant.
Otwierasz opakowanie, wsypujesz do kubeczka, zalewasz wrzątkiem i już tam jesteś. I to jest właśnie prawdziwa cywilizacja. Tadam! I nikt tego nie jest w stanie później zauważyć, bo ona tak samo jak z tej zupy instant się robi, tak samo nagle znika. I zostają tylko lotniska. Kto wie? Człowieku, może ty to odkryjesz. Może ja. Kto to wie? Może odkryjemy, o czym mówią te tajemnicze pisma pewnego dnia.
Kto to wie? Może ty, może ja. To ja się zawijam, znikam do swoich obowiązków. Mam tu do pieczenia chleb. Najpierw muszę jeszcze zrobić. Muszę go wygnieść, zagnieść i znikam do pieczenia chleba. Zostałem ci samopas na cały tydzień i w środku tygodnia pojawia się książę Edward w etykiecie zastępczej. Także ja już kończę swoją nawijkę. Do usłyszenia za tydzień w kolejnej „Hiperprzestrzeni”, gdzie też pewnie będzie troszkę piramidalnie. A w ogóle do Francji muszę się wybrać w przyszłym tygodniu w „Hiperprzestrzeni” i powiedzieć kilka historii piramidalnych z Francji.
I chyba tak też będzie. Także trzymaj mnie za słowo. No i ja się zawijam i pozdrawiam serdecznie ciebie, słuchaczko i słuchaczu, słuchający tego tutaj online i będący na czacie Radia Na Fali. Pozdrawiam serdecznie i offlinerów. I ciebie, Ivellios, i ciebie, Lubie. Bo radio oprócz tego, że Radio Na Fali to retransmitowane w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Czas Snu. Hu, hu, hu. Nie mogłem się powstrzymać. Po prostu nie mogłem. Dzień bez rymu, dzień stracony.
Gdybym rymu nie miał, byłbym wielce zasmucony. Tak przy ognisku się uda się. Także do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.